Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Wto Maj 23, 2017 10:58 pm

First topic message reminder :



Misja dyplomatyczna CORE w Federacji Alranois. Placówka nie jest objęta zasadą eksterytorialności, znajdujący się w niej personel podlega prawom państwa przyjmującego, jak również DSAT lub organizacji pochodzenia. Ambasada wypełnia szerokie spektrum zadań, często niestandardowych dla Ziemskich warunków, jak np. polityczne, kulturalno-prasowe, naukowo-technologiczne, ekonomiczne, handlowe, finansowe, wojskowe, rolne, konsularne czy administracyjne oraz kwaterunkowe.

Budynek wyróżnia się nie tylko wyglądem ale również poziomem zabezpieczeń. Mimo braku eksterytorialności, placówka jest silne chroniona technologicznie, jak również przez personel DSAT.

Ambasada CORE ulokowana jest na południowy wschód od Dreaq. Mieści się w monumentalnym, nowoczesnym budynku wyposażonym w wiele dróg dojazdowych, setki biur czy nawet punktów turystycznych. W miejscu tym można znaleźć zarówno pomieszczenia czysto urzędowe, jak również bufety, sklepy czy nawet mieszkania - znajdujące się w wydzielonej części placówki. Ogromną konstrukcję wieńczą cztery wieże, dwie rozmieszczone lustrzanie (lecz nie będące identycznymi) po obu stronach budowli, jedna - mniejsza - pomiędzy nimi, jak również jedna znajdująca się w lewym skrzydle. Poza tym, kilka sporych tarasów widokowych, wyznaczonych na budynku oraz w jego najbliższej okolicy - lądowisk, parkingi pod budynkiem oraz przy nim. Do budynku prowadzi nawet stacja szybkiej kolei, prosto ze stolicy. Teren placówki nie jest w żaden sposób ogrodzony, każdy ma tutaj wstęp, poza wyszczególnionymi sekcjami samej budowli, które dostępne są dla autoryzowanego personelu.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Nie Kwi 22, 2018 3:07 pm

NPC Storyline - Faith Hartley

Uznając, że nie ma potrzeby czekania na zewnątrz, Faith wskazała gestem ręki by kobiety podążyły do środka. Sama z resztą uczyniła to samo. Odnośnie czarnołuskiego, który je tutaj dostarczył, jak również jego gadziego kompana - ich wymiana zdań wyraźnie dobiegła końca. I zanim ktoś zdążył coś do nich powiedzieć, stworzenia rozeszły się. Nodin położył jedynie lewą dłoń na prawym ramieniu smoka, skinął mu łbem, po czym rozpłynął się niczym zjawa w czarnym dymie. Barroth uczynił to samo, choć jego zniknięciu towarzyszył efektowny, ognisty błysk, który wyglądał tak, jakby "spopielił" jego osobę. U niektórych przechodniów wywołało to reakcję westchnięcia, jęku, raczej bez większych emocji.
-Przerośnięte roboty zaatakowały mieszkańców ameryki. Jak bardzo chcielibyśmy zareagować, mamy związane ręce. To sprawa wewnętrzna waszego państwa.
Odparła kobieta, przeprowadzając X-Menki przez cały wielki hol, pełen ludzi - zarówno cywili, mundurowych, jak ich samych maszyn - Ainurai. Ci ostatni pełnili głównie rolę służby ochrony budynku. Uzbrojeni, obserwowali otoczenie i zapewniali porządek. Łatwo było ich dostrzec, gdyż masą i wzrostem strasznie wyróżniali się z tłumu, po prostu nad wszystkimi górując. Faith doprowadziła je do windy. Drzwi rozsunęły się niczym na żądanie. Faith bez namysłu weszła do środka, zaczekała na Shadow i Rogue, a gdy te do niej dołączyły - winda ruszyła w górę. Podróż nie będzie trwała długo, choć piętro docelowe znajdowało się dosyć wysoko. Widna miała jednak dobre tempo, co pokazywała na znaczniku piętra, szybko zmieniającym cyfry.
-Przyjacielska rada. Uważajcie z telepatią. Można ją wykryć, można zablokować. Można przechwycić, namierzyć, a nawet oddać.
Skomentowała, a akurat po tym drzwi otworzyły się. Znaleźli się na jednym z najwyższych pięter najwyższej wieży kompleksu. Komandor ruszyła przodem, wychodząc na korytarz i zaraz zakręcając w prawo. Rozmiary pomieszczeń wyraźnie dopasowane były pod nieco większe istoty, niż ludzi. Lub architekt postanowił, że korytarze będą szersze. Gdyby Nodin poszedł z nimi, spokojnie zmieściłby się obok, nawet w swojej wielkiej, czworonożnej formie. Dla odmiany, było tu znacznie mniej tłoczno, niż na dole. Ochrona nadal była obecna, tak w przypadku Ainuari, jak również ludzkich operatorów ERT oraz reprezentantów AAF - sił zbrojnych Alranois. Zazwyczaj stali oni przy ścianach lub wejściach do niektórych pokoi. Po drodze jeden patrol minął ich i poszedł dalej, a trójka zatrzymała się pod drzwiami chronionymi z obu stron przez wspomniane androidy. Obie maszyny rozsunęły się na boki. Ich oczom ukazał się prosty, średnich rozmiarów gabinet. W środku prostokątne biurko z zaokrąglonymi kantami, pod ścianami nieco szafek, wszystko utrzymane w jasnych kolorach. Szafki były przeszklone, a w środku znajdowała się kosmiczna broń palna, jak również biała. Kolekcja. Szkło nie wyglądało na prostą szybę, natomiast zamki były dotykowymi panelami. Bez dostępu dla niepowołanych. Kobieta weszła przodem, a zapraszając je gestem do środka. Gdy wszystkie trzy znalazły się w biurze, drzwi zamknęły się za nimi. Faith zaprosiła je, by usiadły na dwóch wcześniej przygotowanych, nowoczesnych i dopasowanych fotelach. Sama zajęła miejsce naprzeciwko, mają za plecami okno z widokiem na wzgórza, które znajdowały się zaraz za ambasadą.
-Przejdźmy do celu waszej wizyty. Właściwego.
Odezwała się oficer, nakierowując rozmowę na właściwy tor. Na biurku stał dzbanek z wodą oraz trzy przezroczyste szklanki. Każdy dowolnie mógł sobie nalać, choć Faith póki co odpuściła. Spoglądała jedynie na kobiety i wyczekiwała od nich pierwszych słów. Zapewne lepiej niż ona, znały swój cel wizyty. A do tego znajdowały się z właściwą osobą we właściwym miejscu.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Wto Kwi 24, 2018 6:06 pm

Idąc za Faith, która wskazała im drogę, Kitty obejrzała się na Nodina i jego towarzysza. Ci dosyć szybko skończyli rozmowę i zniknęli. Więc nie było już możliwości porozmawiać ze smokiem. Dziewczyna wróciła do patrzenia przed siebie, idąc przez hol i prosto do windy. Z niemałym zaciekawieniem zerkała dookoła, szczególnie często zatrzymując swoje spojrzenie na przeróżnych pojazdach, ale i również na androidach. Shadowcat uwielbiała technologię. Komputery. A Kosmiczna technologia była dla niej szczególnie interesująca, bo była czymś, czego nie znała. Chętnie by przysiadła przy którejś z maszyn i dowiedziała się jak działa. Byłaby w niebo wzięta, gdyby ktoś zechciał chociaż spróbować jej to wytłumaczyć.
Rogue zadała pytanie, które tak właściwie i ją trapiło. Coś się działo w ich kraju. Coś niedobrego. A one nie mogły pomóc w żaden sposób. Kiedy kobieta odpowiedziała krótko, co się dzieje Kitty lekko westchnęła. Powinny tam być. I walczyć z innymi. Bronić niewinnych ludzi. Pozostawało im wierzyć w to, że reszta da sobie radę. Och, na pewno dadzą sobie radę. Nie z takimi przeciwnikami już walczyli. Gorsze rzeczy się zdarzały. Jak chociażby Broo. Tych to nie chce już nigdy więcej spotkać.
Tekstu odnośnie telepatii nijak nie skomentowała. Nie żeby którakolwiek z nich była telepatką. A po zniknięciu Nodina pewnie więź, którą stworzył, zniknęła. W końcu to była jego moc. Poza tym nie potrzebowały telepatii jako takiej. Teraz wybrały się na rozmowę. W końcu winda się zatrzymała i wyszli na kolejny korytarz. Znowu sporych rozmiarów, co już ani trochę jej nie dziwiło. Ze stworami rozmiarów Nodina wszystko w budynkach musiało być dosyć duże, by każdy mógł się swobodnie poruszać. To było oczywiste.
Po dotarciu pod drzwi, te się otworzyły, a za nimi Kitty zobaczyła niewielki gabinet. Dosyć prosty i skromny. Mogli wejść do środka i rozsiąść się w wygodnych fotelach. Dziewczyna rozejrzała się krótko po pomieszczeniu, ale zaraz skoncentrowała swoje spojrzenie na kobiecie, z którą miały rozmawiać.
- Najwięcej w tej sprawie może powiedzieć Anna. Ja chciałam jedynie na wstępie podziękować za uratowanie naszych uczniów w Houston. Ktokolwiek to zrobił, ma naszą dozgonną wdzięczność. - Odezwała się krótko. Prawdą było, że to Rogue została tu wysłana. Kitty była głównie jako osoba towarzysząca i znała tylko ogólniki sprawy. Żeby więc nie marnować czasu, pozwoliła przyjaciółce przemówić w sprawie, dla której się tu znalazły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Wto Kwi 24, 2018 8:58 pm

- Rozumiem. – odparła krótko uznając temat za zamknięty. Nie uzyskała żadnych dodatkowych informacji poza tym, które i tak już otrzymały od Emmy, ale też wcale tego nie oczekiwała. Tak samo jak nie oczekiwała, iż Alranois czy samo The CORE w ten konflikt się zaangażują. To nie ich sprawa. Nie ważą się losy świata, jak to było w Houston, nie mają więc żadnego powodu do wysłania kogokolwiek do jednego z atakowanych miast. Na szczęście USA nie mają prawa narzekać na brak tak zwanych bohaterów. Wiedziała, że X-Men, Avengers, Fantastyczna Czwórka oraz wielu innych herosów spróbują powstrzymać niebezpieczeństwo i uchronić tak wielu ludzi jak tylko się da. Nie miała co do tego wątpliwości. Słysząc westchnięcie, które wydobyło się z ust Kitty zerknęła w jej stronę. Rozumiała jej rozczarowanie. Również chciałaby teraz być na miejscu i ramię w ramię ze swoimi przyjaciółmi robić to co potrafią najlepiej. Miały jednak inną misję. Równie ważną, może nawet ważniejszą. W zależności od tego co usłyszą.
Podążała za kobietą, kątem oka rozglądając się po wnętrzu budynku i przebywających tam ludziach. I nie tylko, jak zdążyła zauważyć. Tu i ówdzie widziała te same istoty co przed momentem na placu przed ambasadą. Były zdecydowanie wyższe od przeciętnego człowieka, pod pewnymi względami przypominały jej Nodina, choć miała wrażenie, że nie są żywe. Nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Bez względu na to wszystko, wyróżniały się z tłumu i to mocno.
Podróż windą była krótka. Pokonały jednak dużą odległość, o czym mogły się przekonać po numerze piętra będącego ich miejscem docelowym. Nie powinna czuć się zaskoczona. Wszystko co do tej pory tu widziała coraz mocniej przekonywało ją o ogromnym zaawansowaniu technologicznym tego państwa, a zakładać też należało, że ambasada powiązana z pozaziemską organizacją będzie pod tym względem przodować. Wzmiankę o telepatii, podobnie jak Shadowcat, Anna pozostawiła bez komentarza. Tych posługujących się tą formą komunikacji było w ich środowisku niewielu, a ci którzy im przewodzili i korzystali z niej najczęściej, czy to w postaci Xaviera, czy Frost należeli do najpotężniejszych telepatów na Ziemi. Wiedzieli kiedy i na co mogą sobie pozwolić oraz jak się bronić przed atakami. Niektórych z nich również tego uczono. Głównie po to, żeby mieli przynajmniej świadomość tego, gdy jakiś mniej uzdolniony telepata próbuje grzebać im w głowach.
Ponownie rozpoczęły marsz za komandor. Przestrzenie, które przemierzały wyraźnie były przeznaczone nie tylko dla ludzi, ale i istot pokroju Nodina. Musiały być tu stałymi gośćmi, albo projektant miał upodobanie do tego typu wnętrz. Ponownie mogły też przyjrzeć się temu z jaką powagą zwraca się tu uwagę na bezpieczeństwo. Mnóstwo mundurowych wszelkiego rodzaju, stojących przy wejściach do gabinetów oraz innych pomieszczeń, a także patrolujących korytarze. Nie wiedziała czy to standardowe środki, czy miało to związek z atakiem jaki miał miejsce podczas ich podróży, ale zdecydowanie mogło imponować. Skutecznie też odstraszało przed wszelkiej maści głupstwami. W końcu też dotarły do gabinetu docelowego. Należącego do samej komandor, co odrobinę Annę zaskoczyło. Nie spodziewała się, że osoba, z którą miały rozmawiać osobiście pofatyguje się, by odebrać je sprzed wejścia. Przez krótką chwilę można było to odczytać z wyrazu jej twarzy. A z drugiej strony, to też sporo o Hartley mówiło. Rogue skorzystała z zaproszenia i zajęła wskazane im przez kobietę miejsce. Na słowa, które padły po chwili skinęła głową w pełni zgadzając się z takim postawieniem sprawy.
- Dobrze, w takim razie. Zostałyśmy tu przysłane przez naszą liderkę głównie przez wzgląd na wydarzenia, które nie tak dawno temu miały miejsce gdzieś w przestrzeni kosmicznej, a w których wspólnie z niewielką grupą przyjaciół brałam udział. Podobnie jak przedstawiciele Imperium Shi’ar oraz istota znana jako Phoenix Force. To dzięki waszym siłom udało nam się uciec i bezpiecznie wrócić do domu, stąd też decyzja, by to właśnie u The CORE szukać odpowiedzi na posiadane przez nas pytania. Oczywiście, w zamian za udzielone informacji będziemy w stanie odwdzięczyć się w sposób, który będzie dla nas możliwy do zrealizowania.  – przez chwilę przeszło jej przez głowę pytanie o to czy kobieta w ogóle posiada jakąkolwiek wiedzę na ten temat. Anna nie mogła przecież wiedzieć jak wygląda obieg informacji w szeregach organizacji, ani jaki był dokładny zakres obowiązków komandor. Zrobiła krótką pauzę na zebranie myśli, a po chwili znów się odezwała.
- Pierwszą kwestią co do której mamy wątpliwości jest końcowy rezultat z jakim zakończyły się nasze działania. Pozwoli więc pani komandor, że spytam. Czy zagrożenie ze strony kryształu zostało zażegnane i czy wiadomo co stało się z Je… Phoenix Force? – złapała się na tym, iż omal nie wymsknęło się jej imię Jean. Nie to, że miałoby ono być jakąś tajemnicą. Co to to nie. Po prostu sprawa była zbyt świeża, by mogła przejść do codzienności nad stratą kolejnej ważnej dla nich osoby. Zwłaszcza, że nastąpiło to w taki sposób. Za każdym razem, gdy padało imię Jean Grey przed oczyma Anny pojawiał się obraz z ich pożegnania. Choć nie były sobie tak bliskie, ładunek emocjonalny z tym związany był olbrzymi.
Po wypowiedzeniu pierwszego, a właściwie to pierwszych pytań skupiła wzrok na komandor Hartley. Nie chciała od razu zalewać jej potokiem zapytań. Dając zarówno jej, jak i sobie wraz z Kitty czas na przemyślenie dalszych słów i przetrawienie uzyskanych informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Maj 03, 2018 2:49 pm

NPC Storyline - Faith Hartley

Oficer skierowała swe spojrzenie na Shadowcat, która odezwała się jako pierwsza. Choć oddała głos koleżance, to nakierowała rozmowę na dość ważny tor, przez co komandor wtrąciła jeszcze dwa słowa, zanim oddała głos Rogue.
-Ach, tak. Młodzi utalentowani. Przejdziemy do tego tematu. Dowództwo było... pod wrażeniem.
Po krótkim wtrąceniu, Faith skierowała swe spojrzenie na Annę, dodatkowo skinęła jej głową na znak, że oddaje jej głos. Oparła łokcie na stole, a następnie palce swych dłoni jedna o drugą. Wysłuchała jej, szczególnie zwracając uwagę na słowa dotyczące możliwego odwdzięczenia się za informacje. Dość daleko posunięta deklaracja, mogłaby powiedzieć - niebezpieczna. Nie przerwała jej jednak, choć przez chwilę miała ochotę wtrącić komentarz do tych słów.
Gdy zadała swoje pytanie, Faith przez kilka sekund milczała. Nie zareagowała od razu. Zastanowiła się, co powinna im powiedzieć, po czym odpięła z prawego ramienia ISACa, odkładając go następnie na stole, tuż po swojej prawej stronie. Nie planowała niczego wyświetlać, po prostu potrzebowała na chwilę odłączyć od siebie to urządzenie.
-Zarówno kryształ, jak i Phoenix Force zniknęły. Raporty są aktualne, operacyjni nadal trzymają tam jednostkę zwiadowczą. Większą wiedzę w tym temacie mogą posiadać Urkyn'Veris. Nodin jest jednym z nich, lecz wątpię, by chciał podzielić się takimi informacjami. Jak na byty przystało, lubią być tajemniczy i mieć swoje sekrety. My wiemy jednak, że zagrożenia nie ma. Jakkolwiek tego dokonaliście, jaki nie byłby wasz udział - wszechświat winny jest wam wdzięczność.
Odpowiedziała na pytanie, a następnie sięgnęła prawą dłonią do przezroczystego, szklanego dzbanka z wodą. Gestem zapytała czy któraś z jej rozmówczyń nie zechce się napić. Jeśli tak się stanie, naleje wody do ich szklanek. Jeśli nie, naleje jej tylko sobie, odstawi dzbanek i zabierze szklankę, z której upije łyka. Szklanka z powrotem wylądowała na biurku, a kobieta spojrzała na mutantki i zaczęła następny temat, by na chwilę przejąć pałeczkę w kontroli rozmowy. I tak zainteresuje je ta konkretna kwestia.
-Wasi uczniowie i Houston.
Zaczęła, sięgając prawą dłonią do urządzenia, które przed chwilą położyła na biurku. Komandor przesunęła poręczny komputer oraz identyfikator CORE zarazem - na środek. Urządzenie uruchomiło się i wyświetliło cztery holograficzne karty. Zdjęcie oraz dość szczegółowe dane, dotyczące trójki uczniów oraz jednego członka X-Men.
-Joshua Foley, Noriko Ashida, Joshua Guthrie oraz Laura Kinney.
Kobieta wymieniła całą czwórkę z imienia i nazwiska, a następnie przesunęła dłonią po urządzeniu, to wyłączyło dwie ostatnie karty, pozostawiając na biurku holograficzne informacje jedynie, na temat Elixira i Surge.
-Elixir i Surge wykazali się. Dowództwo CORE było pod wrażeniem ich umiejętności oraz opanowania. Choć widać braki, dostrzegliśmy w nich wielki potencjał. Jednak to nie nam zawdzięczają życie.
Faith znowu sięgnęła do urządzenia. Zamiast jednak przełączyć lub jakoś zmienić obraz, kobieta po prostu wyłączyła projekcję, a następnie przesunęła urządzenie z powrotem na bok biurka, by nie przeszkadzało im w rozmowie oraz nie rozpraszało nikogo. Oczywiście, kontynuowała, nie chcąc zostawiać niedokończonego tematu.
-Wasi podopieczni uratowali Urkyn'Vareis. Spotkali również jednego z ich starożytnych. Jako szkoła, macie tendencję do kontaktów z bardzo potężnymi istotami. Phoenix Force, teraz Urkyn'Vareis. Czarnołuski Nodin to Urkyn'Vareis.
Oficer sięgnęła do szklanki z wodą i szybko upiła małego łyka, by pozbyć się suchości w gardle. Czekała ich chwila rozmowy, stąd wcześniej przygotowana woda. Jak na miejsce, które miało stanowić bezpieczną ostoję dla mutantów - dla ludzi z dodatkowym genem, mieszkańcy Insytutu bardzo chętnie angażowali się w rozwiązywanie globalnych problemów. Często bez żadnego uznania ze strony społeczeństwa. Znów odłożyła szklankę, po czym kontynuowała.
-Joshua i Noriko znajdują się aktualnie na wyspie, na środku Atlantyku. Z Urkyn'Vareis, widmem, które uratowali. Pomagają mu w dość... niebezpiecznej misji.
Kobieta delikatnie powstrzymała się i wyraźnie sarkastycznie podeszła do określenia "niebezpieczna misja". Wywiad monitorował sytuację i dowództwo wiedziało, jaki absurd ma tam miejsce. Misja nie była niebezpieczna, to było samobójstwo. Jednak ciężko, by komandor im to teraz powiedziała. Fakt ten miał pozostać niewypowiedzianą tajemnicą, której można było się domyślić.
-Ich powiązanie z widmem doprowadziło do tego scenariusza.
Tutaj kobieta przerwała, postanawiając dać im dojść do głosu. Mogła kontynuować, powiedzieć im jeszcze sporo o Urkyn'Vareis, o widmie, któremu pomagali teraz ich uczniowie - jak również o oczekiwaniach CORE, względem podejścia nauczycieli, do tej dwójki wychowanków. Oraz pewnego przerośniętego gada. Jednak nie chciała, by jej osoba całkowicie zdominowała rozmowę oraz by dyskusja przybrała jednostronny charakter.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Nie Maj 06, 2018 5:33 pm

- Wdzięczność. Wszechświat powinien sobie pomagać. W sytuacjach kryzysowych nawet wróg może się okazać sprzymierzeńcem. Kiedy atakuje większe zło. Nieraz się o tym przekonaliśmy. - Odpowiedziała na słowa kobiety. Tutaj znowu nie mogła zbyt wiele powiedzieć. Wszystko, co wiedziała o walce z Phoenix Force, wiedziała ze słów Rogue. To ona była tam osobiście. Wszystko widziała. Sama walczyła. Kitty dosyć późno w ogóle się dowiedziała o tym wydarzeniu.
Na gest odnośnie wody Shadowcat wyraziła pozytywną odpowiedź i po chwili miała przed sobą szklankę wody. Tym razem jej spojrzenie padło na urządzenie, które wcześniej Faith położyła na biurku. Zerknęła na hologramy, które się z niego wyświetliły. I bez przedstawiania osób przecież wiedziała, kogo ukazują. Ich nową drużynę. Młodych, którzy mieli szansę, by w przyszłości zostać nowym pokoleniem X-Menów.
Następnie kobieta wyłączyła dwa hologramy, zostawiając włączone tylko dwa z nich. Josh i Noriko. Medyk, który miał potencjał w przyszłości zostać kimś naprawdę potężnym. Jak ze słów Bestii wynikało, prawdopodobnie mutant poziomu Omega. I Noriko. Której moc była niebezpieczna również dla niej samej. Urządzenie zostało wyłączone, więc jej wzrok przesunął się na ich rozmówczynię.
- To chyba już tradycja. Spotykanie się z potężnymi istotami. W dodatku zupełnie przypadkowo. Jak my dzisiaj z Nodinem. - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem. W końcu nie planowały walki na dzisiejszy dzień. Były wysłanniczkami Instytutu do Ambasady CORE. Miały tutaj zająć się tylko rozmową. Ale oczywiście w przypadku X-Menów dzień bez walki byłby dniem straconym. Tradycji stała się zadość.
- Nasza przywódczyni też na pewno jest wam wdzięczna. Im. A ja wam. Za uratowanie Lockheeda i leczenie go. Co do reszty X-Menów, nie mogę nic mówić. Ale chętnie wam pomogę kiedyś, jeśli będę w stanie. W imieniu szkoły jednak decyzje może podejmować tylko dyrektorka. - Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że może mówić o odwdzięczaniu się, ale decyzja nie należała do niej. Co zresztą było oczywiste chyba dla każdego. Nie była przywódcą. Nie miała siły decyzyjnej. Mogła jedynie sugerować, że coś takiego było możliwe.
Dziewczyna sama upiła nieco wody ze swojej szklanki, słuchając dalej. Informacja o niebezpiecznej misji nie spodobała się. Szczególnie, gdy została ona wypowiedziana takim tonem głosu. To nie sugerowało niczego dobrego. Miała nadzieję, że ci cali Urkyn'Vareis nie narażali za bardzo ich uczniów. Sami byli potężnymi istotami, to Kitty zdążyła zauważyć po Nodinie. Ale powinni sobie zdawać sprawę, że ludzie nie byli tak potężni jak oni.
- Powiązanie? Czyżby ta dwójka znalazła sobie kosmicznego przyjaciela? - jedynie z tym kojarzyło się jej powiązanie, dla którego dwójka młodych uczniów postanowiła zaryzykować, by pomóc komuś, kogo spotkali tylko raz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sob Maj 12, 2018 10:02 pm

- Brudną robotą zajęła się Phoenix. My wspólnie ze Shi’ar mogliśmy dać jej jedynie tyle czasu ile potrzebowała, by zrobić co było konieczne. – prawda była taka, że bez wsparcia ze strony tegoż kosmicznego bytu żadne z nich nie wróciłoby do swojego domu. Ani Lilandra, ani Gladiator, ani żadne z X-Men biorących udział w tej eskapadzie. Choć podczas tej misji stracili bliską im osobę, trudno nie odetchnąć z ulgą słysząc wyraźne potwierdzenie tego, że to zagrożenie już nie istnieje. Przynajmniej jeden problem z głowy, co jednocześnie sprawiało, że pytanie nad którym debatowała wspólnie z Emmą stało się jak najbardziej realne. Co z cząstką Phoenix Force, która została jej przekazana, gdy mieli okazję pożegnać się z Jean?
- Cieszę się i w ogóle, ale jest coś o czym chyba nie wiecie, a co może sprawić, że problem Phoenix Force w przyszłości znów może stać się realny. Zwłaszcza jeśli ta, albo jej część, faktycznie przestała istnieć wraz ze zniknięciem kryształu. – rzekła, trochę niepewnie, nie wdając się w szczegóły. Może to jeszcze nie jest dla niej odpowiedni moment, a może zwyczajne chciała wzbudzić u swojej rozmówczyni ciekawość. – Ale możemy o tym porozmawiać później. – dodała. Miały przecież jeszcze wiele rzeczy do poruszania. W odpowiedzi na ciche zapytanie, pokręciła głową dając znać, że nie ma ochoty na wodę. Może później, gdy rozmowa sprawi, iż rzeczywiście zaschnie jej w gardle. Słuchała więc i przyglądała się wszystkiemu co działo się dalej. A gdy miała w końcu możliwość odezwać się, zrobiła to bez chwili wahania.
- Problem w tym, że wcale nie mieli wylądować w Houston. Wciąż przechodzą szkolenie. Tego typu ryzyko z ich strony było czystą głupotą. Na ich szczęście, poradzili sobie nie najgorzej. – to akurat musiała im przyznać. Nie słyszała wiele na temat tamtych wydarzeń, ale skoro udali się bezpośrednio w pole walk między kosmicznymi rasami i organizacjami, a potem wrócili z tego względnie cali i zdrowi, zwyczajnie musieli wypaść całkiem nieźle.
- Nas też to zastanawia. Z założenia staramy się unikać tego typu kontaktów, nie chcąc sprowadzić nieszczęścia na tych, nad którymi sprawujemy tam pieczę. Nad pewnymi sprawami nie możemy jednak przejść obojętnie. Mimo to nie da się również nie zauważyć, że zwłaszcza w ostatnim czasie nad Instytutem musi znajdować się chyba jakaś latarnia, która cały ten bajzel sprowadza wprost pod nasze bramy. Chciałabym się do tego przyzwyczaić, a mimo to czasem wciąż mam problem widząc w telewizji czy w Internecie, że Avengers przyjmują w swoje szeregi gadającego szopa, tudzież nieco mniej rozmowne drzewo. – na świecie robi się coraz dziwniej, czasem ma nawet wrażenie, że traci rozum. Bo kto jeszcze kilka, kilkanaście lat temu powiedziałby, że kosmici czy skandynawscy bogowie będą na Ziemi czymś względnie normalnym? Na pewno nie ona. Jeśli nie chcesz zwariować, musisz się do tych nowych czasów przystosować.
Niestety dla Anny ta przyjemna część dyskusji z komandor Hartley miała się za chwilę skończyć. Nie dlatego, że dojdzie do jakiejś katastrofy czy kolejnego ataku. Wszystko przez kilka słów, które w najmniejszym stopniu nie przypadną Annie Marie do gustu. Zwłaszcza, że z mowy i mimiki kobiety uda jej się wyczytać więcej niż będzie chciała. Wiadomość ta spadła więc na nią trochę jak grom z jasnego nieba. Była zaskoczona i im bardziej dochodziło do niej to o czym wspomniała komandor, tym więcej emocji kotłowało się w jej głowie. Zaskakiwało ją też to jak podeszła do tego tematu Shadowcat. Nie mogła pozwolić, by przeszło to tak prostu bez żadnego echa.
- Rozumiem, że Frost nie ma pojęcia o tym, że dwójka naszych podopiecznych bierze udział we wspomnianej misji? Ani nikt choćby w najmniejszym stopniu uprawniony do podejmowania podobnych decyzji? Inaczej zostałybyśmy o tym wcześniej poinformowane. Czy to przez samą Frost, czy to przez kogoś innego. Z tego i twoich słów wnioskuję też, że z rzeczonym zadaniem wiąże się ogromne ryzyko. Takie, w którym prawdopodobieństwo śmierci jest dość wysokie, a powstanie poważnych obrażeń właściwie nieuniknione. Inaczej nie mielibyście oporów przed zwróceniem się do naszej liderki z prośbą o udzielenie wsparcia w postaci potrzebnych wam osób. Osób, które przypominam wciąż są tylko dzieciakami, wciąż przechodzą szkolenie i nie mają większego doświadczenia w pracy w terenie, i z tych wszystkich powodów miały działać wyłącznie pod opieką jednej z naszych najbardziej zaufanych przedstawicielek. Mylę się? – w przeciwieństwie do swojej przyjaciółki, Anna nie przyjęła tej wieści z równie wielkim spokojem. Wręcz przeciwnie, naprawdę cienka linia dzieliła ją od wybuchu złości i tego, by w dosadnych słowach wyrzucić komandor Hartley co myśli o tego typu zachowaniu. Waga spotkania i ranga miejsca, w którym przebywają sprawiły jednak, że Rogue jeszcze przez chwilę zdołała się opanować. I było widać, i słychać, że przychodzi jej to z wielkim trudem.
- W ostatnim czasie straciliśmy wystarczająco wielu przyjaciół. Dla waszego i naszego dobra radziłabym więc, abyście dołożyli wszelkich starań, by zarówno Josh, jak i Noriko wrócili do nas cali i zdrowi. Bo na kolejne tego typu tragedie nie możemy sobie pozwolić. – po jej słowach, po jej pełnej wściekłości minie i zaciskających się dłoniach widać było, że nie żartuje. Ciężko powiedzieć do czego mogłaby się posunąć gdyby coś im się stało, sama nie była tego pewna, ale cokolwiek by to nie było, zatrzymanie jej byłoby ciężką sprawą. Gdyby chodziło o kogoś innego… Kogoś bardziej doświadczonego, kto doskonale zdaje sobie z zagrożeń związanych z ich trybem życia… Może przyjęłaby to lepiej. Tu, w grę wchodziło życie dzieciaków. Tak, dzieciaków, choć byli przecież zaledwie kilka lat młodsi od niej. W ich wieku swoje już jednak przeżyła i widziała. Otoczenie, w którym się wychowywała ostatecznie przysporzyło jej problemów, z którymi nierzadko musi mierzyć się do dziś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Nie Cze 10, 2018 8:36 pm

NPC Storyline - Faith Hartley

-Chciałabym, by było to takie proste.
Komandor krótko odpowiedziała na słowa Kitty, dotyczące wszechświata oraz wzajemnej pomocy. A zwłaszcza stawaniu ramię w ramię z wrogiem, przeciwko większemu złu. Niestety polityka była pod tym względem bardzo brutalna i nie odpuszczała, a wielu potrafiło dążyć do samozagłady - jeśli tylko pozwalało to zabrać ze sobą przeciwnika. Odnośnie znajdowania sobie przez młodych mutantów "kosmicznego przyjaciela", Faith tylko skinęła głową. Nie była w stanie więcej tutaj powiedzieć, bo było to prawdopodobne. Scenariusz wymuszenia odpadał, a sama oficer nie koniecznie chciała w tym momencie więcej zdradzać na temat istoty, z którą Noriko oraz Josh wyruszyli "w świat". Jednak kobiety przedstawiły sobą dwie, prawie skrajnie różne reakcje. O ile Shadowcat wydawała się bardziej spokojnie reagować na sytuację, o tyle po Annie dało się dostrzec dość spory poziom niezadowolenia. Co jeszcze bardziej podkreśliła w swojej wypowiedzi, skierowanej do komandor, oficer CORE. Faith przez cały ten czas nie wydawała się w jakikolwiek sposób wzruszona lub urażona jej słowami. Można powiedzieć, że była do tego przyzwyczajona. Na swój sposób, jak każda formacja mundurowa - również i CORE obrywało za grzechy, które nie koniecznie ich dotyczyły.
-Stonowałabym swoją wypowiedź, będąc na twoim miejscu.
Zaczęła spokojnie Faith. Oskarżenia specjalnie jej nie wzruszyły. Jedynym gestem, jaki wykonała, było przesunięcie prawej dłoni i położenie jej na monitorze ISACa. Urządzenie błysnęło krótko, jednak nie dało żadnej informacji zwrotnej. W sumie to nic się nie wydarzyło, co obie kobiety mogłyby jakkolwiek odczytać. Być może komandor posłała jakiś komunikat. Niemniej jej słowa mogły dać do myślenia. Gdyby trafiły na jakąś istotę z przerostem formy nad treścią, mogłyby zostać po prostu wyrzucone za drzwi. Co prawda w CORE tacy się - raczej - nie zdarzali. Ale na świecie już tak, tym bardziej w kosmosie.
-Ryzyko wpisane jest zarówno w moją, jak i waszą służbę. Wasze dzieciaki doskonale wiedziały, na co się piszą. Gdyby zależało to ode mnie - nigdy by się tam nie znalazły.
Tutaj kobieta zrobiła krótką przerwę, chwyciła za szklankę i wzięła łyka wody. W jej ostatnim zdaniu kryło się nieco więcej, niż prosta zależność od niej. Sprawa nie dotyczyła nawet tej grupy, a co dopiero jej - jako osoby.
-Pretensje możecie mieć tylko do tego pojedynczego widma, które wciągnęło ich w tą zawieruchę. Stworzenia, które było w stanie niepostrzeżenie dostać się na teren waszej szkoły, a następnie wyprowadzić z niej dwójkę uczniów. Ale nie to jest problemem.
Komandor powoli odsunęła od siebie szklankę, a następnie pochyliła lekko korpus, opierając łokcie na stole i przybliżając się nieco do kobiet siedzących po drugiej stronie stołu.
-Istota odpowiedzialna, to Urkyn'Vareis. Gad, smok, byt. Ich życia na pewno są zagrożone. Równocześnie - on na pewno dba, by nic złego im się nie stało, ponad to - co może podczas walki. Jednak osobnik ten pozostaje widmem. Jeśli zadecydował, że chce pomocy dwójki waszych uczniów - a oni się zgodzili - to zarówno wy, jak i my, nie mamy nic do gadania.
Faith cofnęła się i oparła ponownie plecami o oparcie fotela, na którym siedziała. Dłonie położyła na oparciach i kontynuowała.
-Okręt floty Alranois nawiązał z nimi kontakt przed kilkunastoma godzinami. Ustalili, że nic im nie jest i bezpiecznie znaleźli się na wyspie. Jakkolwiek sensownym jest martwienie się, dwójka waszych uczniów zdobyła zaufanie i przyjaźń istoty, znajomości z którą wielu może pozazdrościć. Jeśli będziecie mieli okazję, polecam wzmocnić więź oraz stworzyć w nim sojusznika, przyjaciela. Problem latarni nad Instytutem sam się rozwiąże.
ISAC zamrugał, a komandor sięgnęła do niego prawą dłonią. Urządzenie wyświetliło informacje skierowaną do oficer, na niewielkim hologramie tuż nad sobą. Kobieta zapoznała się z nią, a następnie wygasiła obraz, wracając swoją uwagę do mutantek.
-Urkyn'Vareis są naszymi sojusznikami oraz przyjaciółmi. Nie mamy jednak żadnej kontroli ani możliwości wydawania im poleceń. Sami sobą rozporządzają. Wiemy również tylko o tym, o czym chcą, byśmy wiedzieli.
Być może nie stawiało to wielkiego CORE w dobrym świetle, jednak nikt nigdy nie mówił, że organizacja będąca pozostałością po Imperium Crathygtanskim stoi najwyżej w hierarchii władzy i siły. Nie trudno było znaleźć znacznie potężniejszych od niej samych, a same widma pozostawały dla CORE nieraz równie tajemnicze, co Phoenix Force dla X-Men. Faith nie miała tutaj wpływu na możliwe decyzje podejmowane przez gady. Jeśli te stworzenia chciały coś zrobić - po prostu to robiły. Nie chcąc zmieniać tematu, komandor dała swym rozmówczyniom chwilę na przemyślenia oraz ewentualne komentarze lub pytania. Jakkolwiek by to nie brzmiało, potrafiła postawić się na ich miejscu. Ją samą prawdopodobnie trafiłby szlak, gdyby usłyszała, że jej uczniowie - za których odpowiada - właśnie biorą udział w jakiejś samobójczej, niebezpiecznej misji z obcym, nieznanym stworzeniem - potencjalnie bardzo niebezpiecznym.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Cze 14, 2018 6:33 pm

Czy Kitty była aż tak spokojna? Można by wręcz stwierdzić, że obojętna. Było to tylko powierzchowne wrażenie. Dziewczyna po tylu latach spędzonych w Instytucie nauczyła się hamować swoje emocje. Nie kierować się nimi i nie okazywać tych niepotrzebnych. Kobieta siedząca przed nimi nie miała nic wspólnego z wyprawą dwójki uczniów na wyspę po środku niczego. Wylewanie swojego gniewu na nią nie miało większego sensu.
Rogue jednak nie krępowała się z wylewaniem swoich emocji tu i teraz. Cóż, przynajmniej zrobiła to za nie obie i zmusiła ich rozmówczynię do tego, by powiedziała im nieco więcej o stworzeniu, z którym dwójka ich uczniów się zaprzyjaźniła. I o sytuacji w jakiej teraz cała trójka była. Zawsze to jakiś plus, a podobno wszędzie dobrze jest szukać jakichś pozytywów. Shadowcat położyła dłoń na dłoni swojej przyjaciółki, by ją spróbować choć trochę uspokoić. Były na misji dyplomatycznej, powinny uważać na to, co mówią.
- Szczególnie ten fragment z przyjaźnią ma spore znaczenie. Wszyscy w szkole wiemy, jak bardzo antyspołeczna jest Noriko. Nie trzyma się chyba z nikim poza Joshem. To, że obdarzyła tym uczuciem kosmiczną istotę znaczy wiele.- odezwała się, przy okazji przekazując nieco informacji komandor, która siedziała przed nimi. Surge była znana ze swojego gorącego temperamentu. Można było odnieść wrażenie, że wiecznie była zła na coś lub kogoś. Szczególne kłopoty miała w dogadywaniu się z innymi dziewczynami. Przyjaźń ze smokiem z kosmosu musiała więc być czymś naprawdę wyjątkowym.
- Jeśli ten Urkyn pojawi się znowu u nas w Instytucie i zostanie złapany na tym to na pewno czeka go długa rozmowa odnośnie porywania naszych uczniów. Nawet jeśli za ich zgodą. Zresztą Noriko i Josh też powinni byli poinformować kogoś z dorosłych o ich wycieczce w nieznane. Przeczuwam szlaban w najbliższym czasie. - stwierdziła dosyć poważnym tonem. Za nieposłuszeństwo należała im się jakaś kara. Albo chociaż upomnienie. Chociaż pewnie po Joshu to spłynie jak woda po kaczce. Niektórzy ludzie byli niereformowalni.
- Czy jesteście w stanie na bieżąco śledzić, co się tam dzieje? - zapytała jeszcze na koniec kobietę. Dobrze by było wiedzieć, jak zmienia się sytuacja ich uczniów.[/color]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Nie Cze 17, 2018 5:10 pm

Nie wiedziała, czy komandor Faith próbowała ją w ten sposób uspokoić czy co, ale nie poskutkowało. Wciąż była wściekła i samym spojrzeniem niemal raziła piorunami. Rogue nie była łatwą w obyciu osobą. Mówiła to co myślała, rzadko kiedy wyraźnie się powstrzymując. Wysyłając ją tu, Frost doskonale sobie przecież tego zdawała sprawę. Anna Marie sama ją przed tym ostrzegała.
- Mam gdzieś to kim jest osobnik, który uprowadził naszych uczniów. Może być sobie nawet reinkarnacją samego Boga, ale jeśli tej dwójce spadnie włos z głowy, lepiej dla niego będzie, ażeby w przyszłości nie znalazł się gdzieś na mojej drodze. – mówiła całkiem poważnie. Denerwowało ją to tym bardziej, że te całe Widma uważały się za istoty znacznie wyżej stojące w hierarchii wszechświata od ludzi i zapewne innych inteligentnych ras, i nikt zupełnie się tym nie przejmował. Ignorowanie zasad, rozdmuchane do granic możliwości ego, przekonanie o własnej wyższości oraz doskonałości… Przybyli na Ziemię i czują się nad wyraz spokojnie. Jakby byli u siebie w domu. Pozostałych traktują służących, którzy wręcz zobowiązani są im służyć. Prędzej czy później na podobnym zachowaniu się przejadą.
- I mylisz się… Dopóki Josh oraz Noriko mieszkają pod naszym dachem, jesteśmy ich opiekunami. W przypadku Josha, jedna z nas jest jego opiekunką także pod względem czysto prawnym. Więc tak, niezależnie od tego w jaki sposób przebiegło zaangażowanie tej dwójki do udziału w misji, to zdecydowanie mamy coś w tej kwestii do powiedzenia. – zgodnie ze słowami Kitty, Anna była wręcz przekonana, że za złamanie pewnych zasad dwójce młodych mutantów grozi poważna kara. Za pierwszym razem im się upiekło, ale teraz nie będzie tak różowo. Sama dopilnuje tego, by Emma nie zignorowała podobnych przykładów nieodpowiedzialnego zachowania.
- Dla mnie wygląda to tak, że na całym tym sojuszu tylko jedna strona naprawdę zyskuje. I nie mówię o was. Próbowaliście chociaż dowiedzieć się kim rzeczywiście są te Widma? Skąd pochodzą? Czego tu szukają? Co zrobicie, gdy w końcu dojdą do wniosku, że panujący na naszej planecie ład im nie pasuje i postanowią go zmienić? – od wszystkich wszędzie wymaga się, by po przybyciu do obcego państwa przystosowano się do panujących tam zasad. W jej wyobrażeniu podobnie powinno wyglądać to również w znaczeniu bardziej.. kosmicznym? Z braku lepszego słowa. Związek, który panował między The CORE, Widmami i resztą świata w żadnym wypadku nie był zdrowy. Przypominał to co widuje się w państwach, w których religią dominują jest islam. Mężczyzny wyprawiają co tylko sobie pomyślą, tymczasem kobiety nie mają prawa do niczego. Jeśli ktoś uważa to za właściwy przykład relacji, które powinny panować w tym trójkącie, w którym rzeczonymi mężczyznami są Urkyn’Vareis, a kobietami wszyscy inni, to coś jest nie tak. Po jednej i po drugiej stronie. Anna nie zamierzała być tego uczestnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sob Lip 07, 2018 6:33 pm

NPC Storyline - Faith Hartley

Siedząca naprzeciwko kobiet, komandor, nie ujawniała żadnych specjalnych emocji. Z jednej strony miała osobę, która wydawała się nie poddawać emocjom oraz nie przesadzać z kłapaniem dziobem. Z drugiej było zupełnie odwrotnie, Rogue była bardzo emocjonalna i wydawała się mówić wręcz za dużo. Na tyle dużo, że w pewnym momencie oficer zaczęła mieć wrażenie, że jej rozmówczyni za bardzo nie zdaje sobie sprawy z tego, jakiego porównania dokonuje oraz jak negatywny skutek może to za sobą nieść. Faith nie dawała się ponieść emocjom. Nadal zachowywała spokój, podpierając się przedramionami na biurku, wysłuchując swych rozmówczyń do końca. Nie wchodziła im w słowo, nie stroiła min, nie gestykulowała. Opanowana, czekała na swoją kolej do zabrania głosu. I w końcu moment nadszedł.
-Powinnam zadać to samo pytanie w stosunku do was. Doskonale wiemy, czym jest gen dający wam moce. Wiemy również, jak niebezpieczne dla planety moce - możecie wraz z nim zyskać. Nikt z nas nie wpadł jednak na pomysł, by w ramach prewencji uderzyć w instytut pociskiem taktycznym.
Tutaj kobieta przerwała na chwilę, dając Annie czas do namysłu. Nie zamierzała wyjaśniać wszystkiego po kroku, bo nie uważała tego za konieczne. Jednak faktem było, że instytut miał w swych szeregach bardzo potężne jednostki. Sam przykład Emmy Frost, na którą powoływała się przed chwilą Rogue. Mimo to, tutejsi byli w stanie wychwycić przekaz telepatyczny, który dotarł do dwóch mutantek. A sytuacja była niemalże identyczna. Co ma zrobić ludzkość, jeśli mieszkańcy instytutu zmienią agendę i postanowią uczynić się "wyższą rasą"? Następnym szczeblem ewolucji? Przejąć władzę?
-Ich cel nie różni się od waszych czy naszych. Czasami trafiają się zagrożenia, którym podołać może ktoś na ich poziomie. Wtedy biorą problem na siebie. Innym razem wspierają cywilizację, chronią ją przed zagrożeniami. Dzielą się swoją wiedzą, doświadczeniami.
ISAC leżący na stole zamrugał wyświetlaczem, a Faith położyła na nim dłoń. Urządzenie wyświetliło krótką wiadomość, kobieta zabrała dłoń, a wyświetlacz ponownie zgasł. Wróciła spojrzeniem do swych rozmówczyń.
-Spotkałyście jednego z nich. Pozostali tak bardzo się nie różnią. Nie mają nawet szat, którymi mogliby się zdobić. Nie są im potrzebne. Podobnie, jak inne wygody naszego życia, luksusowe warunki, dach nad głową i ciepłe łóżka. I jakichkolwiek bardziej zaawansowanych wygodach nawet nie wspominając. Mają swój świat, z naszego nie mieliby żadnego pożytku. Nie mają potrzeby podporządkowania sobie innych gatunków. Nie potrzebują żadnego do przeżycia.
Faith pochyliła się lekko, opierając mocniej przedramiona na stole i nieco zmniejszając dystans pomiędzy nią, a kobietami, z którymi rozmawiała.
-Wrócili do domu. Tę informację dostałam właśnie od zwiadowców. Jest z nimi ich wielki znajomy, więc będziesz mogła osobiście zadać mu wszystkie potrzebne pytania. Nie sądzę jednak, by powoływanie się na nasze prawa cokolwiek dla niego znaczyło.
Te słowa skierowała głównie do Anny, spoglądając na nią bardziej dosadnie. Po nich, odwróciła się do Shadowcat.
-Wasz mały smok jest cały i zdrowy - w centrum medycznym ambasady. Nie będzie pamiętał podróży oraz wydarzeń, które miały miejsce po walce. Doniesiono mi, że obyło się bez ingerencji w jego organizm.
Kobieta cofnęła korpus i ponownie oparła się plecami o oparcie fotela, czekając na dalsze uwagi ze strony obu kobiet. Dyskusja dość poważnie zeszła z głównego tematu, do tematyki widm, uczniów instytutu oraz tej całej wyspy, z którą w przyszłości będą jeszcze problemy. Sama nie chciała teraz wchodzić w kolejny temat, bo być może Rogue lub Shadowcat będą chciały dowiedzieć się czegoś jeszcze na temat Urkyn'Vareis lub tematów podobnych. Nie było sensu więc, by dyskusja przypadkiem się wymieszała.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Pon Lip 09, 2018 8:47 pm

- Na wszelki wypadek, gdybyśmy stwierdzili, że mamy dość bawienia się w harcerzyków, bo ludzie i tak ciągle są niewdzięczni i nas się boją. Tak? Gdyby szkoła została ujawniona publicznie to jestem pewna, że ktoś na pewno pomyślałby o tym, co właśnie pani powiedziała. Łatwiej jest coś nieznanego po prostu zniszczyć niż spróbować to zrozumieć, a ludzie chyba mają walkę we krwi. - Niestety taka była prawda. Kitty wiedziała, że ich szkoła nie może publicznie ogłosić, czym naprawdę jest. Zbyt wielu ludzi było przeciwko nim. Zbyt wielu kierowało się pierwotnym instynktem strachu przed nieznanym. Chyba znacznie łatwiej byłoby, gdyby mieli do nieznanego stosunek taki, jak koty. W końcu to niezwykle ciekawskie zwierzęta. Wolą poznawać niż trzymać się z daleka czy próbować coś usunąć. Tak też mają naukowcy choć lepiej, gdyby mogli się obyć bez eksperymentów.
- Na pewno nie obędzie się bez rozmowy jeśli faktycznie ich smoczy towarzysz jest teraz w Instytucie. Myślę jednak, że ta rozmowa należy do Emmy. Jak bardzo nam się to nie podoba. Możemy jej przekazać, czego się dowiedziałyśmy, a ona sobie urządzi pogawędkę z kosmitą. Myślę jednak, że grożenie mu i wymachiwanie pięścią przed nosem to kiepski pomysł. - Tu zerknęła na nerwową przyjaciółkę. W końcu były tymi starszymi mieszkankami Instytutu. Miały dawać dobry przykład młodym. Mieli uczyć ich, jak na spokojnie rozwiązywać problemy. Jak nie pchać się do walki na ślepo tylko dlatego, że mają moce. Jak nie wywyższać się nad zwykłych ludzi tylko ze względu na bycie mutantem. Agresywne zachowanie wobec dosłownie obcego na pewno nie byłoby dobrym przykładem do naśladowania. Miała nadzieję, że przy dzieciakach, jak i przy samym smoku Rogue trochę bardziej będzie nad sobą panować.
- Mam nadzieję, że następnym razem nie wybiorą się na wycieczkę bez zapowiedzi. To było bardzo lekkomyślne z ich strony. Doskonale wiedzą, że szkoła ponosi za nich odpowiedzialność. Fakt, że żadne z nich nie ma rodziny nic nie zmienia. Odpowiadamy za ich życie. A i ich smoka można nieco poduczyć z przepisów, które u nas obowiązują. Z tego co pani mówi, wydają się bardzo inteligentni, więc nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem. Zwłaszcza jeśli ta dwójka faktycznie coś dla niego znaczy. - westchnęła lekko. Chyba zboczyli kompletnie z tematu, dla którego tutaj się znaleźli. Nie mieli się wykłócać o uczniów i ich bezpieczeństwo w towarzystwie smoka. Przynajmniej część rzeczy omówili, zawsze to coś. Kiedyś mogą się umówić na ponowne spotkanie.
- Dziękuję. Lockheed jest dla mnie bardzo ważny. - odpowiedziała na informację od kobiety na temat zdrowia jej fioletowego przyjaciela. Bardzo się o niego martwiła, a teraz niemal dosłownie kamień jej spadł z serca kiedy była pewna, że nic już jego życia nie zagraża.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Lip 12, 2018 10:08 pm

- Ktoś już jednak o tym pomyślał. Nie pierwszy raz zresztą. I może ich plan nie jest równie widowiskowy co zrzucenie bomby na budynek pełen dzieci, to w dłuższej perspektywie stanowiący dla wszystkich mutantów znacznie większe zagrożenie. O ile uda się rozwiązać dość oczywiste problemy, przez które cierpią właśnie wszyscy amerykanie. Jestem pewna, że to niepowodzenie odwiedzie ich od dalszych prób. – swoją wypowiedzią nawiązywała oczywiście do trwającego właśnie ataku Sentineli na największe miasta Stanów Zjednoczonych. To, że trwały prace nad podobnym projektem nie było dla nich tajemnicą. Właśnie z tego względu musieli nosić specjalnie dla nich przygotowane bransoletki, które przynajmniej w teorii miały chronić ich przed wykryciem.
- Wydaje mi się też, że rozumiem do czego komandor zmierza. Różnica jest taka, że w dużej mierze wciąż pozostajemy zwykłymi ludźmi. Możemy paść ofiarą celnego strzału, zginąć w pożarze, utonąć itd. Poza nielicznymi wyjątkami, dość łatwo jest nas zranić. Ich? Po tym co dotychczas widziałam? Mam poważne wątpliwości. – co prawda miała możliwość przyglądać się możliwościom Urkyn’Vareis przez ograniczony czas i to nie w pełnym zakresie, ale już to wystarczyło, by mogła wyrobić sobie wstępną opinię. A ta była taka, że gdyby najczarniejszy scenariusz się sprawdził, wszyscy oni staliby na straconej pozycji.
- A jeśli moje dotychczasowe życia czegokolwiek mnie nauczyło, to z pewnością tego, że wszystko wiąże się z jakąś ceną. Nie ma nic za darmo. Nawet jeśli teraz może wydawać się, że Widma robią to wszystko z dobroci serca, prędzej czy później upomną się o swój dług. Na tym zakończmy ten temat. – nie zamierzała dłużej ciągnąc tej dyskusji, gdyż nie miało to najmniejszego sensu. Ani ona nie przekona Hartley do swoich racji, ani Hartley nie przekona Anny do swoich. Ich opinie były w tej kwestii skrajnie od siebie różne. Wiedziała też, że dalsza dyskusja potencjalnie mogłaby zakończyć się aferą, której naprostowanie byłoby niezwykle trudnym zadaniem. Nie chciała z tego powodu narażać Instytutu na problemy i niedogodności, których i tak mieli pod dostatkiem.
Kolejny temat zbyła jedynie skinieniem głowy. Ulżyło jej na wieść, że dzieciaki wróciły do szkoły, ale wcale nie zmieniało to tego, że coś takiego nie miało prawa wydarzyć się bez ich wiedzy. A brak poszanowania ich zasad przez rzeczone Widmo, i przez wszystkie pozostałe, tylko potęgował niezadowolenie Rogue. Oczywisty przytyk w jej osobę ze strony Kitty kompletnie zignorowała. A jeśli rzeczywiście będzie miała okazję rozmówić się ze smokiem sam na sam, zamierzała z takiej możliwości skorzystać. Miała mu wiele do powiedzenia. Bardzo wiele.
Do informacji o stanie zdrowia przyjaciela Kitty zareagowała wyrażającym wdzięczność skinieniem głowy. W jego sprawie więcej do powiedzenia powinna mieć właśnie Shadowcat. To ona była z nim związana w największym stopniu. Anna po prostu cieszyła się, że Lockheed wraca do zdrowia.
- Możemy wrócić do tematu, przez który się tu znalazłyśmy w pierwszej kolejności? – spytała, po czym odczekała kilka, kilkanaście sekund i specjalnie nie zwracając uwagi na reakcję przeszła do wspomnianych spraw.
- Zakładając, że Phoenix rzeczywiście zginęła… Posiadacie wiedzę odnośnie możliwości pozostawienia przez nią jakiejś cząstki siebie w ciele tymczasowego gospodarza do czasu znalezienia właściwszego hosta, w którym mogłaby się odrodzić? – nie siliła się na ukrywanie tego, że coś takiego miało miejsce podczas wydarzeń w przestrzeni kosmicznej. Pytanie było raczej bezpośrednie. Jasno sugerujące do czego ostatecznie zmierzała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Wto Lip 31, 2018 9:46 pm

NPC Storyline - Faith Hartley

Oficer wyraźnie zachowywała powagę wymaganą w jej zawodzie oraz od jej pozycji w hierarchii. Słuchała ich wypowiedzi i zbierała dla siebie informacje. Dane, które zapamięta; podejście i światopogląd, które zostaną przekazane do dowództwa.
-Omawiacie ze mną kwestię nieznanego wam gatunku, uznając go za zagrożenie - na podstawie kontaktu z jednym przedstawicielem oraz historii o drugim. Jednocześnie dziwicie się, że ktoś mógłby uznać was za zagrożenie - z waszymi mocami zdolnymi objąć zasięgiem planetę, przy każdym kolejnym pokoleniu potencjalnie groźniejszym, od poprzedniego. Znajdujecie się przy tym w budynku należącym do kosmicznej armii, reprezentującej wspólnotę planet z różnych systemów gwiezdnych, rozsianych po różnych galaktykach. Armii, wewnątrz której jeden rozkaz może doprowadzić do zagłady tej planety. Nikt tam się nawet nie zastanowi, czy polecenie "pocisk strategiczny w Ziemię" jest moralne. Same przy tym wskazujecie mi argument, że łatwiej coś nieznanego zniszczyć, niż spróbować to zrozumieć. Finalnie - sugerujecie mi, że powinniśmy bać się małego, pojedynczego smoczka, bo pewnie któregoś dnia przyjdzie po zapłatę za swe dobrowolne usługi. Resztę dopowiedzcie sobie same.
Faith nie zamierzała uświadamiać ich odnośnie prezentowanego przez nie światopoglądu, atakującego jedną grupę, promującego drugą oraz ignorującego trzecią - która spośród tej trójcy powinna być najmniej godna zaufania. Zwłaszcza, że pracowali w niej ludzie, którzy preferowali niszczenie - ponad zyskanie wiedzy odnośnie nieznanego. Przy tym to one przyszły do nich w sprawie przyjaciółki, która miała problem w postaci niebezpiecznego bytu zamieszkującego jej ciało.
-Prawo działa tylko wtedy, gdy spełnione są warunki jego implementacji. Względem tej istoty - nie są. Lepiej trafią do niego nauki moralne.
Hartley przekazała Shadow darmową poradę odnośnie interakcji z przedstawicielami innych gatunków, pochodzących z innych planet bądź wymiarów. Ludzie strasznie przywykli do swych praw. Posiadali je i należało je respektować, podobnie, jak ich pozycję społeczną. Niestety działało to tylko w głowach jednostek.
-Specjalista od tych kwestii przywiózł was tutaj na swym grzbiecie. Z mojego osobistego doświadczenia wynika, że coś takiego może mieć miejsce, a jakkolwiek nazywana "moc" lub "zdolności" albo "umiejętności" różnych istot z "potencjałem magicznym" pozwala im przekazywać część siebie innym istotom lub obiektom. Nie ma tutaj jednej zasady lub odpowiedzi. By sprawdzić wasze przypuszczenia, musicie najzwyczajniej znaleźć interesującą was osobę oraz kogoś, kto będzie potrafił to trafnie określić. Aczkolwiek skala problemu może przerosnąć większość "zwykłych" źródeł.
Odpowiedź na ostatnie pytanie miała być możliwie maksymalnie rzeczowa oraz... "pomocna". Nie istniała przecież pojedyczna wersja, która idealnie by to opisywała. Niestety tematy dotyczące magii oraz mocy różnych istot, potrafiły wychodzić poza "standardowe" prawa fizyki oraz schematy zero-jedynkowe. Problemem z tymi istotami często pozostawał fakt, że nie dało się ich zaszufladkować i powiedzieć "ten działa w sposób X, a tamten w sposób Y, a lekarstwem na to jest Z".

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sro Sie 01, 2018 2:37 pm

Kitty nie lubiła takiego uogólniania. Przedstawiała przeciwne nastawienie do Rogue i kobieta musiała to zauważyć. Owszem, również podchodziła nieco sceptycznie do kosmitów. To raczej normalne wobec czegoś, czego się nie zna. Nikomu nie można było ufać w stu procentach. Jeśli jednak nie okazywali agresji od samego początku to należało dać im szansę na pokazanie się. Przecież nawet ludziom nie można było całkowicie ufać, a co dopiero obcym. Każdemu powinno dać się szansę, jednocześnie będąc czujnym i uważając na każdy ruch. Nie zamierzała jednak ciągnąć tego tematu, bo nie miało to już żadnego sensu. Lepiej skoncentrować się na tym, po co naprawdę tu przyleciały. Poza tym przy Annie chyba ciężko by było spokojnie kontynuować ten temat. Może kiedyś jeszcze spotka się z kimś z Alranois albo z którymś z tych smoczych kosmitów i będzie okazja na pogawędkę.
Co do praw i zasad moralnych to Kitty była pewna, że można je przedstawić w taki sposób, by smok je zrozumiał. Jakby chociaż podając zwykły fakt, że oni jako starsi opiekują się młodszymi. Chyba, że u jego rasy tak to nie działało to wtedy się poszuka innego sposobu na wyjaśnienie. Jak to mówią - dla chcącego nic trudnego. Wystarczy znaleźć jakiś wspólny punkt i dalej powinno już być łatwiej.
- W sprawie bytów kosmicznych ciężko pewnie powiedzieć konkretnego, każdy zapewne jest inny. - skinęła lekko głową na słowa Faith, gdy ta wróciła do tematu Feniksa. Badania nad takim bytem musiały być naprawdę trudne do przeprowadzenia. O ile w ogóle możliwe. Większości mogli się domyślać lub uczyć z doświadczenia. Teoria teorią, ale praktyka zawsze najlepiej rozświetlała temat. Tak potężna istota nie dałaby się ot tak po prostu 'zbadać'.
- Przepraszam, że na chwilę zejdę z tematu, ale chciałam jeszcze dopytać. Jak długo Lockheed będzie musiał być w tym centrum medycznym? Nie chcę go tu zostawiać, a sama pewnie tez nie będę mogła za długo tu być. - oczywiście jeśli będzie taka potrzeba to mutantka zostanie na Alranois. Nie zostawi swojego smoczego przyjaciela samemu sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Sie 02, 2018 6:23 pm

To co wydarzyło się i czego Anna dowiedziała się już podczas wizyty w Alranois było punktem zapalnym, który ostatecznie przyczynił się do wybuchu kotłujących się w niej emocji. Emocji, których od powrotu z kosmicznych wojaży nie miała jeszcze okazji z siebie na dobre wyrzucić. A przynajmniej nie w zadowalającym ją stopniu. Minęło przecież tak niewiele czasu od chwili, gdy wspólnie ze Scottem i Loganem żegnali się z Jean. Osobą, która dla każdego z tej trójki na swój sposób była ważna, bliska oraz potrzebna. Mogły nie mieć ze sobą tak dobrych relacji jak Anna mogłaby sobie życzyć, lecz mimo niewielkiej różnicy wieku Grey niemal od samego początku, wspólnie z Xavierem, była dla niej ogromnym wsparciem. Poza krótką chwilą słabości zaraz po zjawieniu się pod bramą Instytutu, starała się trzymać w ryzach. Próbowała nie okazywać tego jak wielki wpływ miało na nią ogromne poświęcenie dokonane przez Jean oraz rezydującą w niej Phoenix Force. Swoją rolę w tym wszystkim odegrało również zdarzenie, które miało miejsce podczas walki z Cesarzem Imperium Sh’iar. W chwili, w której przez kontakt z wojownikiem tej rasy zyskała nowe zdolności. Ale nie tylko, bo razem z tym jej głowę zalała masa z początku nie mających dla niej większego sensu wspomnień. Potencjalnie część charakteru Gladiatora wciąż jakoś na nią oddziaływała.
Może więc reakcja Rogue rzeczywiście była mocno przesadzona, ale nie całkowicie. Miała ogromne wątpliwości co do intencji Widm. Sporo do odegrania mogło mieć także to, iż wcześniejsze spotkania z obcymi rasami nie przynosiło im nic dobrego. Wystarczy wspomnieć atak Chitauri na Nowy Jork, atak wspomnianych wcześniej Sh’iar na Instytut, czy mająca miejsce niemal równolegle do tego wydarzenia zniszczenie Houston. W tym ostatnim co prawda Urkyn’Vareis odegrali istotną rolę w kwestii obronności planety, ale… Nie można było wykluczyć tego, że to właśnie oni swoją obecnością tu przyczynili się do tego ataku. To wszystko miało wpływ na ogromną ostrożność, nieufność wręcz względem obcych, którzy dodatkowo posługiwali się mocami o nieznanych im granicach. Potencjalnie już z jednym z nich wielu bohaterów miałoby ogromne trudności, by móc nawiązać choćby wyrównaną walkę. Wysokie mniemanie o sobie i brak przystosowania do obowiązujących na ich planecie praw w oczach mutantki również nie sprzyjały ich sprawie.
Może zmieniłaby zdanie mając możliwość dłuższego przebywanie z różnymi przedstawicielami tej potężnej rasy. Może… Na teraz nie widziała takiej możliwości, a konieczność spotkania z jednym z nich, by uzyskać potrzebne informacje jakoś nie poprawiła jej humoru, czemu swoją miną dała zresztą wyraz. Chwilowo tego jednak nie skomentowała. Pozwoliła, by Kitty zadała pytanie odnoście swojego smoczego przyjaciela. Dziewczyna troszczyła się o niego i Rogue nie mogła się temu dziwić. Łącząca ich więź była czymś więcej niż dotychczas w swoim życiu widziała. Dlatego też kolejną sprawę poruszyła dopiero, gdy przyjaciółka otrzymała odpowiedź na dręczące ją kwestie.
- W takim razie może jesteście w stanie pomóc nam w czymś innym. Wspólnie z Emmą Frost chciałybyśmy skontaktować się z kimś kto odegrał znaczną rolę podczas zamieszania z kryształem. Lilandra, siostra powstrzymanego podczas walk cesarza i potencjalnie nowa władczyni Imperium Sh’iar, choć akurat tego drugiego nie jestem pewna, gdyż nie znam panujących tam zwyczajów odnośnie dziedziczenia władzy. W obliczu tego jak dotychczas przebiegała nasza dyskusja zrozumiem jeśli odmówicie nam takiej możliwości. Powtórzę mimo to, iż jesteśmy w stanie odwdzięczyć się za ewentualną pomoc. Czy The CORE byłoby w stanie nam to umożliwić? – spytała wreszcie po nieco dłuższym niż początkowo sobie założyła wywodzie. Biorąc pod uwagę jej wybuch i nienajlepszą opinię odnośnie Widm liczyła się jednak z ewentualna odmową. Może nawet jej się spodziewała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1603
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sob Sie 18, 2018 8:07 pm

NPC Storyline - Faith Hartley

-Lockheed będzie czekał na was przy windzie, gdy tylko wrócicie do hali na dole. Skoro zeszliśmy z tematu, poinformuję, że wraz z nim będzie czekał kierowca, który zabierze was do hotelu. Ambasada płaci, więc możecie czuć się gośćmi tak długo, jak długo potrzebujecie zostać na terenie federacji.
Athena nie wchodziła w szczegóły, jak chociażby fakt, dlaczego w tym wypadku nie zostały zakwaterowane na terenie ambasady. Choć sprawa tutaj była dość jasna, obie brały udział w wydarzeniach z miasta. CORE nie wie, kim są napastnicy, więc nie będą ryzykowali życia gości. A zostanie w ambasadzie sugerowałoby bliższą znajomość z tą grupą. Lepiej, by wyglądały na prostych gości, turystów amerykańskich. W papierach i tak pozostawały wpisane, jako przedstawicielki prywatnej szkoły, szukające miejsca na wycieczkę. Gdyby komuś za bardzo zależało na odnalezieniu, co tu naprawdę robiły.
-Możemy. Jak będziecie w stanie odwdzięczyć się, za użyczenie naszego sprzętu technicznego oraz personelu?
Rzuciła od razu komandor. Rogue zaczęła dobrze, a skończyła źle. Zaczynając od sugestii, jakoby ta rozmowa miał mieć wpływ na całość relacji w stopniu tak wielkim, że zaraz obie będą niemile widziane na terenie Alranois, przez CORE i ogólnie w tej części wszechświata. A kończąc na propozycji, że mogą się odwdzięczyć organizacji wojskowej, której potencjał oraz działania na Ziemi - wszyscy inteligentnie ignorują. Gdyby nie poruszyła tego tematu, to zapewne pytania by nie było. Niezależnie od odpowiedzi lub wyjaśnień, Faith odpowie:
-Nie mogę tego jednak obiecać. Przedstawię waszą prośbę moim przełożonym, a oni podejmą decyzję. Nie musicie się martwić o czas odpowiedzi, nie jesteśmy biurokratami.
Wyjaśniła, przy okazji uspokajając nieco kwestię oczekiwania na odpowiedź. Armia miała to do siebie, że nie niepokojona przez biurokratów, potrafiła działać bardzo sprawnie. W tym wypadku nie będzie inaczej, CORE zadba by szybko dowiedziały się - w jaki sposób zostanie im udostępniony kontakt. Wbrew założeniom, organizacja nie robiła za posłańca. Jak na osobną grupę przystało, będą musieli mieć w tym interes - lub przynajmniej nie stworzyć tym jakiegoś niebezpiecznego precedensu.
-Pozwolę sobie wyjaśnić jedną kwestię. Jeśli wspomnianemu widmu coś się stanie, jako sojusznicy - zgodnie z prawem - będziemy zobowiązani do właściwej reakcji. Stosowną odpowiedzią pozostaje zwyczajowo jedno rozwiązanie. W ich przypadku - granice państwowe przestają mieć dla nas znaczenie.
Kobieta jasno nawiązała do wcześniejszej reakcji jednej z kobiet. Jej ton był stanowczy i jasny. Jeśli spróbują naruszyć stan zdrowia sojusznika CORE, organizacja odpowie. Bardzo bezpośrednio i brutalnie, jak przystało na armię. Sojusznicy, zwłaszcza potężne jednostki, były dla wojskowych nie tylko istotami, co typem zasobu. O zasoby należało odpowiednio dbać. A wzajemny sojusz i przyjaźń pomiędzy jedną, a drugą grupą - jasno stawiały sprawę. Jeśli więc kobiety nie były tego pewne albo do tej pory nie zdawały sobie z tego sprawy - Urkyn'Vareis byli sojusznikami CORE, a CORE zamierzało interweniować, jeśli sojusznik będzie zagrożony. Lub odpowiedzieć, jeśli stanie mu się jakaś krzywda. Dlatego też nawiązała do tak podnoszonego wcześniej "prawa". Prawo działało tutaj na niekorzyść osób, które za bardzo się na nie powoływały. A Faith chciała w miarę delikatnie, lecz stanowczo - dać do zrozumienia, że niektórym nie należy wchodzić w drogę.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Shadowcat

avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 27/02/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Sob Sie 25, 2018 2:45 pm

Uśmiechnęła się delikatnie wiedząc, że Lockheed już teraz będzie przy nich. Szybko się nim zajęli, to najważniejsze.
- Nie sądzę by więcej niż jeden nocleg był nam potrzebny. Raczej nie zdążymy już na pomoc w wojnie z robotami, ale jutro pewnie będzie sporo sprzątania w wielu miastach i mogłybyśmy w tym pomóc. - odparła na ofertę noclegu. Pewnie jutro będą już stąd wylatywać. To nie czas na wakacje z dala od domu. I tak ostateczne decyzje podejmować będzie Emma, a to już będzie mogła sama załatwić korespondencyjnie. Ich zadaniem było tylko przeprowadzenie rozmowy.
Dlatego też nie odezwała się kiedy kobieta zapytała o odwdzięczenie się. Być może Frost coś przekazała Rogue, jakieś informacje odnośnie sposobu współpracy. Ona była tylko osobą towarzyszącą. Wiedziała tylko tyle, ile Marie jej powiedziała. A nie mówiła jej nic odnośnie Emmy. Opowiedziała jedynie o przygodzie z Phoenix Force i dlaczego się tu wybierają.
Kiedy kobieta ponownie poruszyła temat widma Kitty jedynie westchnęła mentalnie. Czyli co? Teraz będą jak dzieci w piaskownicy, licytować się o to, które z nich ma lepsze i fajniejsze zabawki? Cóż, nie powinna być zaskoczona. Wojsko czy jakiekolwiek siły zbrojne miały to do siebie, że zawsze musiały się popisywać siłą. Myślały, że tylko to się liczy. Ile i jak silnej broni kto ma. Po co myśleć o czymkolwiek innym. Jednak myślała, że Alranois jest ponad to. Najwidoczniej jednak się pomyliła. Siła i potęga każdemu prędzej czy później potrafiła wywrócić w głowie. A potem się dziwili kiedy nagle coś lub ktoś okazywał się od nich silniejszy pomimo gorszego zaplecza. Shadowcat nie miała już sił, by być tą neutralną stroną w tej rozmowie. Nie. Lepiej milczeć i już się nie wtrącać, bo najwidoczniej jej słowa do nikogo tutaj nie docierały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   Czw Wrz 13, 2018 9:13 pm

- Prawdopodobnie nie jestem odpowiednią osobą do tego, by wypowiadać się na ten temat w imieniu całej grupy. Dlatego odpowiem wyłącznie za siebie. – podczas rozmowy z Emmą nie brały czegoś takiego pod uwagę i Anna Marie nie była pewna tego jak daleko mogłaby się w tych negocjacjach posunąć. Poza tym wiedziała, że ani jako Instytut Xaviera, ani jako X-Men nie mogą im wiele zaoferować. Kosmiczne pochodzenie organizacji oznaczało, że pod wieloma względami mają o wiele większe możliwości od nich. - Finansowo czy technologicznie nie możemy wam dać niczego czego i tak byście już pewnie nie posiadali. Zdaję sobie z tego sprawę. Właściwie wszystkie organizacje mają za to do siebie, iż często zmuszone są wykonywać operacje, z którymi z różnych powodów nie chcą być w przyszłości powiązane. Nie zamierzam też pozwolić, by w tym celu w dalszym ciągu wykorzystywani byli nasi najmłodsi adepci. Dlatego też w przypadku pomyślnego werdyktu w sprawie naszej prośby, gdyby zaistniała jedna z takich właśnie sytuacji, byłabym w stanie zaoferować wam na ten czas siebie i swoje zdolności. – czy byliby w stanie zaproponować im coś innego? Prawdopodobnie nie. Niezależnie też od tego co o sprawie Noriko i Elixira sądzić może Emma, Rogue nie chciała, by podobna sytuacja miała się w przyszłości powtórzyć. A jeśli już, to wyłącznie w przypadku, gdy młodzi mutanci znaleźliby się pod czujnym okiem kogoś bardziej doświadczonego. I tu właśnie widziała siebie i potencjalnie innych, którzy z własnej woli również wyraziliby taką chęć.
Przedstawiwszy swoją propozycję nie pozostało jej nic innego jak tylko oczekiwać reakcji. Ze strony przedstawicielki CORE, a być może nawet przede wszystkim ze strony Kitty. Ta prawdopodobnie nie będzie zachwycona pomysłem Anny. Prawdę mówiąc, Rogue także nie była uradowana tym, że się do tego posunęła, ale nie miała czasu, by zastanowić się nad innym rozwiązaniem. Tylko to przyszło jej do głowy w tak krótkim czasie.
- Nie liczyłam na nic więcej. – krótko odparła na kolejną wypowiedź Faith. Nie spodziewała się, że CORE natychmiast przyzna umożliwi im ten kontakt. To nigdy tak nie działało, nie działa i nie będzie działać. Dlatego też nie była tym zaskoczona. Teraz mogła mieć nadzieję na to, iż cała sprawa zgodnie ze słowami rozmówczyni rozstrzygnie się dość sprawnie.
Poruszony w następnej kolejności temat był jej trochę w niesmak. Krótkie zerknięcie na Shadowcat pozwoliło jej powiedzieć, iż ona także wolałaby, gdyby wszystkie zostawiły go już za sobą. W przeciwieństwie do niej Anna nie zamierzała jednak milczeć. Taka była jej natura.
Tym razem przez dłuższą chwilę zwlekała z odpowiedzią. Nie przez to, iż nie wiedziała co chce powiedzieć. Wręcz przeciwnie. Miała już w głowie kilka prostych i dosadnych słów, ale nie chciała ryzykować dalszej eskalacji kłótni która miała tu miejsce. Potrzebowała czasu, by ułożyć sobie wypowiedź bardziej stonowaną, a która w pełnym wymiarze odda to co na ten temat myślała. Gdy była gotowa, zaczęła:
- Wobec trudności, a właściwie brak jakichkolwiek szans, w przekonaniu Widma do przestrzegania naszych praw, mile widzianym gestem ze strony The CORE byłaby więc chęć wzięcia na siebie również odpowiedzialności za dotychczasowe poczynania wspomnianego sojusznika. Żeby tylko wspomnieć te w mojej opinii najważniejsze… Bezprawne i bezpodstawne wtargnięcie na posesję należącą do Instytutu Xaviera oraz porwanie i narażenie na ogromne niebezpieczeństwo, w tym potencjalną utratę życia, dwójki podopiecznych szkoły. Przypominam, że jedno z nich nie ukończyło jeszcze osiemnastego roku życia. Inaczej w przypadku braku chęci do jakiejkolwiek współpracy ze strony tegoż Widma, mogę poczuć się zobowiązana do zastosowania wszelkich dostępnych mi środków, w tym tych siłowych, w celu zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim rezydentom placówki. Gdy chodzi o bliskie mi osoby, wiele rzeczy przestaje mieć znaczenie. Doskonale powinna to komandor rozumieć.  – wciąż może nieco przeginała, lecz w obecnej sytuacji nic bardziej dyplomatycznego z jej ust wyjść nie mogło. To zwyczajnie charakterologicznie i biologicznie niemożliwe.
W każdym bądź razie, Hartley powinna wiedzieć, że jeśli chodzi o życie przyjaciół, Anna będzie w stanie posunąć się daleko. Nawet, gdyby miała stanąć naprzeciwko istoty znacznie potężniejszej od niej samej. Jako jedna ze starszych mieszkanek Instytutu i jedna z nauczycielek była też czegoś zobowiązana. Nawet w większym stopniu niż miało to miejsce w przypadku The CORE i ich zobowiązań wobec Widm.
- Poza tym… Atak na placówkę pełną dzieci nie przysporzy wam wielu przyjaciół, a odnoszę wrażenie, że właśnie to próbowała komandor zasugerować mówiąc o stosownej reakcji na ewentualną krzywdę wyrządzoną Widmu. – gdyby w międzyczasie na światło dzienne wypłynęła informacja o prawdziwym przeznaczeniu ich placówki, sytuacja zapewne byłaby inna. Anna była niemal przekonana, iż przeciwnicy mutantów nawet by temu przyklasnęli. Problem w tym, że narażono by się wtedy na zdecydowaną reakcję licznej społeczności mutantów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)   

Powrót do góry Go down
 
Ambasada CORE (Wyspa Zewyhn)
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Wyspa Twarzy
» Wyspa Endor
» Bezludna Wyspa - Survival Time.
» Kronika rodu Tarth
» Most w Sligachan, wyspa Skye

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Alranois-
Skocz do: