Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kryształowy Łuk

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Kryształowy Łuk   Pon Cze 26, 2017 9:45 pm


Wbrew nazwie to nie jest rodzaj łuku, a świątynia. Dosyć sporej wielkości zresztą, gdyż przed nią wystawione są znaki kilkunastu innych kultów z czego wynika, że każdy znajdzie tu swój kącik. Budynek wygląda jak blok z jasnego kryształu. Sądząc po rozmiarach niegdyś to mógł być jakiś pałac lub dworek.
Korytarze są zadbane i czyste, a oświetlają je lampy zrobione z czerwonego kryształu. Wewnątrz jest masa korytarzy, a znaki wskazują drogę do konkretnych świątyni. Poza nimi jest tu jeszcze sekcja administracyjna, gdzie składa się chociażby wnioski o przyznanie przestrzeni na użytek religijny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Sro Cze 28, 2017 9:18 am

Koniec końców nie było nawet w połowie tak źle jak druid zakładał. To nawet lekko pokrzepiło Lveliasa. Skoro udało się przekonać urzędniczkę do jego wersji z kapłanami może też się udać. W końcu to ludzie wiary, tak?
Przysłuchując się rozmowie, przyglądał się jak Jen i urzędniczka wymieniają formalności. Pozwolił hulczycy odebrać dokument, samemu odbierając swój wisior z pazura niedźwiedzia. Słowa skrzydlatej utwierdziły go w jego domysłach, co do miejsca w jakim się znaleźli. Każdy mieszkaniec miasta uważał barierę za zło konieczne, a walkę z cieniem za swego rodzaju powinność. Miał nadzieję że ich przywódcy nie uważają inaczej.
Pożegnał się z kobietą kolejnym błogosławieństwem i pokierował drużynę w stronę bram miasta. Strażnicy kręcili trochę nosami, ale glejt mówił sam za siebie. Gdy tylko brama się otworzyła, Lvelias dziarskim krokiem człowieka, który absolutnie wie co robi ruszył przed siebie. Jednak po kilku krokach zawrócił na pięcie, wrócił do żołnierzy przy bramie i z najwyższą powagą poprosił o wskazówki do miejsca gdzie znajduje się świątynia, bo niestety on nie ma bladego pojęcia gdzie jest.
Idąc przez miasto, niezależnie od tego czy wraz ze strażnikami, czy bez nich, delektował się przechadzką. Nie da się ukryć. Khatarsis bardzo przypadło mu do gustu. Może to że miasto pod ziemią satysfakcjonowało jego fomorskie korzenie? Może to dlatego że uwielbienie i szacunek do jego przyjaciela niedźwiedzia widać było na każdym kroku? Może wreszcie był to energetyzujący wpływ zawieszonego nad nimi kryształu, który druid odbierał dużo intensywniej od innych. Tak czy siak druid był widocznie zadowolony z życia. Co innego że elf i tak cały czas wydawał się podejrzanie wesoły. Nawet wtedy gdy walczyli o życie w lesie krwawych drzew. Zastanawiał się przez chwilę czy dobrym pomysłem nie byłoby przeprowadzenie na pobliskim gaju podobnego rytuału co w swojej twierdzy, tak by mógł przenosić się do miasta skrzydlatych w przyszłości. O ile, rzecz jasna, bariera nie okaże się silniejsza od jego zaklęć. Zatrzymał się też na moment przy przydrożnym straganie z ziołami, bacznie oglądając asortyment i wypytując sprzedawcę o zioła, których jeszcze nie widział. Gdy jednak uświadomił sobie że jego ostatnia moneta jaką miał przy sobie poszła na nocleg i kolację, z żalem ruszył dalej.
W końcu gotyckie uliczki miasta doprowadziły troje towarzyszy przed wrota ogromnej świątyni. Z jednej strony jej rozmach niejako przytłoczył druida, który przywykł do wielbienia natury pod gołym niebem. Z drugiej symbole wielu religii na reliefie jednej świątyni pokrzepiły serce druida. Nieczęsto spotyka się tak otwarte umysły pośród kleru.
Wkroczył więc do budynku rozglądając się za akolitami. Kolektywny religijny imperatyw zawsze zakładał istnienie takich religijnych chłopców na posyłki, zamiatających posadzki, odkurzających księgi, czy napełniających kielichy. Jeśli na takiego trafił złapał go za ramię i powiedział:
- Powiedz proszę arcykapłanom, że przybył mistrz Lvelias totemu niedźwiedzia zza bariery ze swą świtą. Mam kilka uwag co do szczelności osłony wokoło wyspy i z chęcią omówię je z nimi podczas spotkania. - nie pierwszy raz druid wpraszał się na salony i wiedział, że pierwszą zasadą jest zawsze dawać po sobie znać, że ma się zupełne prawo do tego co się robi. Nawet jeśli się nie ma. Całe szczęście moce empatii pozwalały dodać odpowiedniej powagi jego słowom.
Jeśli akolita zostawił ich na chwilę samych, zwrócił się do swoich towarzyszy.
- To zobaczymy jak pomocni są tutejsi mędrcy. Ktoś ma na coś ochotę? Wino? Owoce? Pewnie nieczęsto przyjmują pielgrzymki zza bariery
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
She-Hulk

avatar

Liczba postów : 91
Data dołączenia : 17/04/2013

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Sob Lip 01, 2017 4:57 pm

Jen podążała o krok za dziarsko idącym druidem, ściskając w dłoni drogocenny dokument. W nią także wstąpiły nowe siły, jednak nie pozwalała sobie na tak otwarte okazywanie tego, co Lvelias. Jeszcze nie. Będzie się cieszyć, kiedy na powrót postawi stopę na amerykańskiej ziemi. Najlepiej polanej warstwą cementu i niepróbującej jej zabić. Katharsis było co prawda tak zbliżone do dużego miasta, jak to tylko możliwe w tej obłąkanej krainie, ale wciąż było dla niej obce. Na szczęście powoli zaczynała rozumieć prawa nim rządzące, a przynajmniej taką miała nadzieję.
Z zaciekawieniem obserwowała mijane budynki, podziwiała niecodzienną architekturę i ze spokojem znosiła zaciekawione spojrzenia przechodniów. Przywykła do nich, choć częściej doświadczała ich jako She-Hulk, niż zwyczajna, nudna Jen Walters. Cóż, co kraj, to obyczaj.
Olbrzymi budynek światyni, z pozoru wyglądający jak wyciosany z kryształu, subtelnie oświetlony czerwonymi lampami, robił niesamowite wrażenie, któremu Jen nie była w stanie się oprzeć. Kiedy skończyła badać łuki i kolumnady, wybrała się na krótką przechadzkę, by przyjrzeć się widocznym symbolom rozmaitych kultów. Nie była osobą szczególnie religijną, ale - choć było to mało prawdopodobne - ciekawiło ją czy odnajdzie tu jakieś znajome symbole.
Przerwała oględziny, słysząc, jak Lvelias zagaduje jakiegoś akolitę. Czym prędzej zawróciła i stanęła u boku druida, zerkając porozumiewawczo na Nathana. "Świta", w rzeczy samej. Bezczelność druida zdawała się nie mieć granic, ale jak dotąd się sprawdzała, a Jen odkryła, że zaczyna lubić tego starego wariata. Na wzmiankę o jedzeniu jej żołądek wydał charakterystyczny odgłos, przypominając wszystkim, że śniadanie zjedli już ładną chwilę temu.
- Zabiłabym za latte i francuskiego rogalika, ale owocami też nie pogardzę - odparła półgłosem, jeśli zostali na chwilę sami. - Mam nadzieję, że nie każą nam chodzić po rozżarzonych węglach ani nic w tym guście. Religia to twoja specjalność, rogaty, teraz ty czyń honory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 171
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Nie Lip 16, 2017 1:29 pm

Nathan obserwował całość uważnie. Chociaż robił to stale, tym razem nie z wyboru. Po prostu wszystko przykuwało tutaj uwagę. Architektura, lampy....
-Mają rozmach...-Powiedział, wodząc wzrokiem po znakach kultów. Ciekawe, czy jakby pokazał swoją rękę, założyłby tu swoją religię? Podzieliłby się tą myślą z resztą, gdyby nie nagłe zawrócenie Lveliasa i podejście do strażników. No cóż, i tak to powie później.
Mimo wszystko, gra świateł która musiała tu zaistnieć wspaniale wyglądała na ścianach, sprawiających wrażenie bycia kryształem. Czerwone światło zdawało się potęgować wrażenie.
Tak czy siak, gdy Lelias zagadał do akolity, wymienił porozumiewawcze spojrzenie. Poprawił sprzęt na plecach, i uśmiechnął się lekko. Poważnie został członkiem świty? No proszę, zatrudnili cię do roboty nawet bez składania papierów.
Żarty na bok. Nie ukrywajmy, elf stąpał po cieniutkim lodzie. Ale Renko nieraz sam tak robił, a towarzysz zdawał się mieć odpowiednie predyspozycje do tego zadania. Załatwił glejt, to przekonanie o kulcie nie powinno być trudne. A kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, nieprawdaż?
-Mam wrażenie, że wprosiłbyś się do gabinetu owalnego, mówiąc, że jesteś prezydentem-Mruknął Nathan gdyby zostali sami-Dla mnie cokolwiek zjadliwego. A w razie jakiś prób, damy sobie radę. Mamy specjalistę od czynności paranormalnych-Tu skinął głową na elfa.-Kogoś, kto podejmie się prób wytrzymałościowych, oraz kogoś, kto musi być zwinny i sprytny z powodu zawodu. Nie dadzą rady nas powstrzymać-Tu posłał im uśmiech mówiący "Prawdopodobnie". No ale cóż, to religia, więc kto wie, co oni tam wymyślą. Najgorsze, że teraz cały czas grają Va Banque. Jedna porażka, i kończą jak Ned Stark. Może nawet gorzej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 475
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Pią Lip 21, 2017 11:19 am

Jak się okazało większość stoisk z ziołami, które zauważył Lvelias należały do orków. Zdarzało się, że od czasu do czasu mignął jakiś elf, jednak zielarstwo to była zdecydowanie domena zielonoskórych szamanów oraz kupców. Ziółka z Shadow Isle miały bardzo podobne właściwości do tych, które znał druid jednak różniły się wyglądem. Te z wyspy były często albo ciemniejsze albo kształt ich liści był ostry, jakby roślina chciała oszukać potencjalnych roślinożerców i pokazać, że tego nie należy jeść. W rzeczywistości najpewniej dla tutejszych zwierząt nie miało to znaczenia, patrząc po tym jak wyglądali mięsożercy.
Jen jako, że była bardziej zainteresowana architekturą mogła lepiej przyjrzeć się sztandarom, które wywieszone były przed samą świątynią jak i na samym budynku. Ich ilość zdecydowanie przekraczała 20 sztuk, chociaż niektóre miały jakieś elementy wspólne co sugerowało, że coś mogło się wywodzić z czegoś, ale zostało w drobny sposób zmienione. Niektóre symbole wyglądające na bardziej prymitywne wykonane były ze zwierzęcych skór, natomiast już te bardziej schludne zrobiono z normalnych tkanin. W jaskini nie padał deszcz, ani nie było żadnych niesprzyjających warunków atmosferycznych dlatego budynki miasta musiały być zabezpieczone jedynie przed wilgocią samej groty. Nic tutaj nie gniło, ani nie było widać obecności grzyba jak to zwykle bywa w jaskiniach. Każdy z budynków, a zwłaszcza ten świątynny był w naprawdę dobrym stanie. Można to było również tłumaczyć użyciem jakiegoś czaru zabezpieczającego. Jeśli zaś chodzi o same symbole to najczęstszymi motywami były: czaszka (dla tych wykonanych ze skór zwierzęcych), drzewo (dla zwykle zielonych bądź błękitnych tkanin), zaciśnięta pięść bądź pazury również na tkaninie, czasami też paszcza smoka na porwanej i przegniłej płachcie, ale zdecydowanie najwięcej było sztandarów z niedźwiedziem. Głównie na białej tkaninie, ale też była wariacja czarnej i z grubsza tych było po równo.
Wewnątrz świątyni krzątali się akolici, a każdy z nich się różnił strojem. Byli to pomniejsi kapłani wszystkich bóstw czczonych w tym przybytku wiary, gdzie każda religia – mimo różnic – miała rację bytu tuż obok innej. Wyglądało na to, że trudne warunki potrafiły zjednoczyć kapłanów tego świata. Było to coś z czego wspólnota religijna była dumna, a zarazem coś o co po dziś dzień ludzie toczyli wojny. Wśród duchownych dało się jednak rozpoznać tych, których się szukało po odpowiednich elementach danego wyznania. Jak na przykład orkowi akolici mieli stroje wykonane ze skór zwierzęcych, czaszek oraz kości tak chociażby wyznawcy Ducha Niedźwiedzia mieli tkaniny z wyszytymi pyskami tego zwierzęcia. Elfy za to ubierały się w przewiewne szaty zdobione kwiatami lub winoroślą, zaś ich mroczne odpowiedniki przywdziewały skórzane maski oraz stroje. Wyglądali wtedy bardziej jak uczestnicy współczesnej parady równości niż mroczni kapłani. Zdarzały się również jasne elfy, które ubrane były w karmazynowe szaty i jak się dało odczytać z tabliczki prowadzącej do ich segmentu imię ich „bóstwa”. Czcili Cythorraka, który był druidowi dobrze znaną istotą. Oczywiście każdy użytkownik powinien kojarzyć imię istoty, która czerpie przyjemność z patrzenia na zniszczenie.
Jeśli zaś chodzi o chęć współpracy akolitów to był to po prostu ich obowiązek. Zakładali, że skoro wpuścili już kogoś za mury miasta oraz do świątyni to najpewniej jest to też ktoś ważny. Wśród wyznawców niedźwiedzia byli nie tylko skrzydlaci, ale również inne rasy, które zamieszkiwały grotę. Akurat ten akolita, którego poprosił o pomoc był półelfem. Wzrostowo niewiele wyższy był od krasnoluda, miał najwyraźniej trochę krzepy sądząc po budowie ciała, a zarazem zachował elfie atrybuty jak jasna skóra oraz odstające uszy. Ukłonił się, a spod kaptura widać było, że był dosyć młodym osobnikiem, jednak wiadomo jak liczyło się u elfów lata. Mógł się wydawać młody, a mieć kilka wieków na karku. Ponadto nie wypowiedział ani jednego słowa, nie wydał z siebie najmniejszego dźwięku. Akolita poprowadził ich w ciszy przez korytarze budynku, przemierzali je przez jakieś 10 minut, a po drodze mogli zerkać do sekcji innych wiar. Orkowie aktualnie składali ofiarę z czegoś co wyglądało jak kura, zaś u elfów trwała medytacja w niewielkim zagajniczku, który został im zapewniony. Mroczne elfy natomiast oddawały się praktykom magicznym wypełniając naczynie krwią ze swoich nadgarstków, zaś krasnoludy przeliczały góry swoich złotych monet. Co śmieszniejsze bóstwem krasnoludów był Patron. Nazywano go po prostu Patronem i reprezentowała go figura trzymająca w jednym ręku młot kowalski, a w drugim mieszek złota. Ich bóstwo było zakapturzone, a szaty wysadzane klejnotami. Były tam niezliczone bogactwa i za sam posąg pewnie można by kupić jakąś samotną wysepkę na Pacyfiku.
Akolita w końcu doprowadził ich pod pewne drzwi, nad którymi przewieszony był gobelin z wielkim niedźwiedziem. Był to jeden z tych podłużnych gobelinów, który przedstawiał etapy założenia miasta. Historię rodzeństwa uratowanego przez niedźwiedzicę, a następnie ich pierwsze młode, by ostatecznie zakończyć się na grocie którą oplatał niedźwiedź swymi łapami. Duchowny zapukał 3 razy do drzwi, a następnie otworzył je przed podróżnymi. W środku wnętrze przypominało wielką bibliotekę z setkami ksiąg na półkach. Czuć było, że cała ta przestrzeń wykreowana jest przez magię, zresztą wszystkie inne pomieszczenia wydawały się równie okazałe co to. Na podłodze biblioteki rozłożona była czerwona tkanina z zielonymi ścieżkami prowadzącymi do różnych segmentów pomieszczenia. Wszystkie miały punkt wspólny w środku, gdzie znajdował się stolik oraz kilka krzeseł, a całość otoczona była półkami w kształcie litery O z 4 wylotami zgodnie z kierunkami świata. Przy stoliku sądząc po wyrastających skrzydłach siedział jeden z mieszkańców groty. Miał wygoloną głowę wytatuowaną czerwonymi znakami, które schodziły w dół twarzy. Odziany był w brązowe, proste, pustelnicze szaty, które jednak były czyste i schludne. Oddawał się właśnie lekturze jednej z ksiąg i skinął dłonią wskazując krzesła przy stoliku, z którego chwilę później jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły księgi, a pojawiło się jedzenie oraz napoje. Znalazły się tu nawet przysmaki ze świata ludzi w postaci rogalików oraz kawy. Sam mnich rzekł dosyć pogodnym głosem, powstając jednocześnie. Teraz można było dostrzec, że był również dosyć wysoki bo mierzył dwa metry, zaś jego dłonie skryte były pod szmacianymi rękawiczkami koloru jego szat.

- Witajcie moi mili w przybytku bożym. Jestem Gnarl Oświecony, najwyższy kapłan. Usiądźcie i wyjawcie mi cel swej pielgrzymki spoza bariery. Zanim jednak zaczniecie, polecam spróbować rogalików wypiekanych przez krwawe elfy. Delicje - wskazał na currosainty, które znajdowały się na niewielkim półmisku wraz z resztą ciastek.
- Wybaczcie mojemu akolicie, że był niezbyt rozmowny. Złożył 100 lat temu śluby milczenia - wytłumaczył mając nadzieję, że goście zrozumieją dlaczego ich przewodnik był niezbyt rozmowny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 53
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Yesterday at 4:08 pm

Krocząc przez sale Łuku druid nie mógł się nadziwić temu co widzi. Po mniej lub bardziej przyjemnym spotkaniu z łowcami, a potem równie pomocnej wizycie w urzędzie, rogaty elf spodziewał się wszystkiego, tylko nie takiej harmonii i tolerancji. Zawsze był pełen uznania dla religii. Nie żadnej konkretnej, ale ogólnej chęci powierzania swojego życia większej sprawie i wierze w ogólne dobro, które czuwa nad światem w tej, lub innej postaci. Może i w jego wierze świątyń nie ograniczało się dachem, tak by wszystkie duchy w każdej chwili mogły być świadkami ceremonii, ale i tak czuł szacunek do tego świętego miejsca.
-Wspaniały przybytek. - zagaił swojego przewodnika. - Powstał za pomocą magii? - jednak nie doczekał się odpowiedzi.
Gdy mijali jakąś ścianę , cokół, lub inne miejsce z zebranymi symbolami zebranych wierzeń druid przystanął przed nim i stuknął w wolne miejsce kosturem. Spod skały momentalnie wystrzelił mały pąk, który rozrastając, rozdzielił się na trzy serpentyny układające się w dobrze znany symbol celtów. Był to swego rodzaju wpis do księgi pamiątkowej. "Tu byłem - Lvelias"
- Jak wiele kultów znajduje tu azyl? - zapytał znowu przewodnika. - Jak wiele światów zwiedziłem, nie pamiętam kiedy widziałem coś podobnego. - jednak znowu nie doczekał się odpowiedzi.
Odetchnął trochę z ulgą, bo spodziewał się udawać dalekiego wysłannika religii niedźwiedzia, a w takich okolicznościach prawdopodobnie zostanie także wysłuchany jako arcydruid Tir na Nog. Nie żeby miał coś przeciw wciskaniu kitu, ale miło było załatwić coś raz oficjalnie. Na mocy urzędu. Owszem, namieszali trochę przy wejściu do miasta, ale w takich okolicznościach powinno się im to wybaczyć. Skoro nawet Pan Otchłani miał tutaj swoich wyznawców.
- Daleko jeszcze? - zapytał dokładnie w momencie gdy akolita zatrzymał się przed kolejnymi drzwiami. Pomysł gobelinu przedstawiajacego skróconą historię przybytku druid uznał za po prostu genialny i zanotował żeby sprawić sobie podobny w swojej warowni. Dodawał powagi, a każda nuta powagi w przypadku Lveliasa była na wagę złota.
- Uch... wybacz... - odpowiedział szczerze zmieszany do oddalającego się powoli akolity, gdy dowiedział się o jego ślubach. Od razu jednak odnotował w myślach, że kapłan nie tylko zna już cel ich wizyty tutaj, ale także fakt, że na stole znajdowały się rogaliki i kawa, o które prosiła Jen. Oczywiście to mógł być przypadek, ale po tylu latach posługi druid przestawał w nie wierzyć. Z ulgą przyjął jednak zaproszenie i poczęstował się kawą.
- Zwę się Lvelias Thro'Ame, arcydruid Tir na Nog, pierwszy z bardów, drugi po Merlinie strażnik magii Avalonu i takie tam inne... - machnął ręką gdy jemu samemu znudziło się wymienianie własnych tytułów, a co dopiero komuś słuchanie ich. Ukłonił się z uśmiechem Gnarlowi i usiadł przy stole. - Jeśli wierzysz że przybywamy zza bariery, wiesz jak poważna jest to sprawa. - siorb kawy - Powiem wprost. Parę stworów cienia znalazło drogę na zewnątrz i to one są powodem naszego pobytu tutaj. Podążyliśmy ich śladem, aby zażegnać problemowi u jego źródła i tak trafiliśmy na waszą wyspę. Bariera jest nieszczelna. - zrobił pauzę i pociągnął kolejny łyk kawy obserwując przy okazji wyraz twarzy arcykapłana. Z szacunku nie chciał skanować jego emocji. Wszyscy tutaj grają do tej samej bramki i nie było sensu trzymać sekretów. - Powiem więcej, po drodze natknąłem się na jedno z ognisk bariery, które wygasło. - druid wyjął z torby jedną z klepsydr i postawił na stole, żeby zaprezentować symbol starej latarni morskiej. - Nawet najpotężniejsze uroki bledną w próbie czasu, przyjacielu. Dla dobra naszych światów musimy uradzić co z tym robimy. Ja widzę dwa rozwiązania. Pierwsze - zbieramy kapłanów i magów Katharsis i reaktywujemy ognisko. Nie jestem fanem tego rozwiązania, bo prędzej czy później bariera zacznie przypominać starą piłkę do kopania, na której jest więcej łat niż materiału. To co ja proponuję, jest dość ryzykowne, ale permanentne. Z wyspy trzeba pozbyć się mroku. Raz na zawsze. Ale do tego trzeba obalić barierę.
Druid wygodnie rozsiadł się na krześle popijając kawkę i czekając na lawinę: "Co? Dlaczego? Odbiło ci? Nigdy się na to nie zgodzę! Jesteś chyba szalony!"
To zawsze tak przebiega. Rozmówca musi pogodzić się ze wstępnym szokiem. Elf to doskonale rozumiał, dlatego cierpliwie czekał aż ktoś zapyta go o szczegóły planu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   

Powrót do góry Go down
 
Kryształowy Łuk
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mag kryształu
» Las Kryształowej Pieśni
» Kryształowe jeziorko
» Kryształy
» Umiejętności, Kryształy i Moce

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Wielka Brytania :: Shadow Isle :: Grota Katharsis-
Skocz do: