Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park Narodowy Lorentz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
N'yota

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Park Narodowy Lorentz   Nie Lip 02, 2017 10:13 am





Największy park narodowy Azji południowo-wschodniej, położony na obszarze dwóch i pół hektara Park Narodowy Lorentz, znajduje się w Papui, na styku dwóch płyt kontynentalnych. Wyróżnia się najbardziej zróżnicowanym na świecie przekrojem ekosystemów, od śnieżnych gór, poprzez bagienne niziny, aż po tropikalne wybrzeże morza, a także najwyższą w regionie różnorodnością biologiczną. Na północno-zachodnim skraju parku znajduje się najwyższy w okolicy szczyt - góra Punack Jaya.
Można tu spotkać wiele rzadkich gatunków zwierząt i roślin. Park od wielu tysięcy lat jest także domem ośmiu rdzennych grup etnicznych, których liczebność ocenia się na od sześciu do dziesięciu tysięcy ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
N'yota

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Nie Lip 02, 2017 11:40 am

Częściowo skryty pod baldachimem tropikalnej roślinności statek studził silniki i skrzypiał cicho, oswajając się z ziemską grawitacją. Drzwi do ładowni stały otworem, podczas gdy kilka dronów latało w tę i z powrotem, uzupełniając mocno nadwerężone zapasy pożywienia. A tego w okolicy nie brakowało. Miejsce, które wybrali na lądowanie, okazało się istnym tyglem życia, bogatym w jadalną roślinność i małe zwierzęta, które w starciu z drapieżnikami z roju nie miały większych szans. Obserwująca wszystko ich oczami N’yota podziwiała bujną roślinność i niezwykłe ukształtowanie terenu, zastanawiając się, czy cała planeta wygląda podobnie. Wszystko to przypominało jej miejsce, do którego musiała powrócić za wszelką cenę. Musiała ocalić rój i sprowadzić go bezpiecznie do domu. Ale nie mogła osiągnąć tego sama… Była bezsilna, a ta bezsilność rodziła wściekłość, która niemal rozsadzała mury jej więzienia. Jeżeli kiedykolwiek się uwolni… Kiedy się uwolni… Kiedy Strażnicy zdejmą z niej ciężar przysięgi…
Pozostałe w centrum dowodzenia trutnie były zajęte dostrajaniem komunikatora krótkiego zasięgu i przeszukiwaniem komputera pokładowego pod kątem ostatniej znanej częstotliwości, na której kontaktowano się ze statkiem Strażników Galaktyki. Kiedy komputer wypluł rezultat, trutnie natychmiast nadały krótką zapętloną wiadomość, niezrozumiałą prawdopodobnie dla nikogo, poza adresatami.  Jeżeli Strażnicy przebywali aktualnie na Ziemi, istniała niewielka szansa, że odbiorą sygnał. Jeżeli nie, trzeba będzie kontynuować poszukiwania innymi metodami.
Upewniwszy się, że drony zebrały wystarczające zapasy, N’yota poleciła wszystkim jednostkom naprzemiennie odpoczywać i strzec statku. Była wyczerpana utrzymywaniem stałej kontroli nad odległą o wiele lat świetlnych częścią roju i potrzebowała odpoczynku. Zanim jednak zapadła w podobny do medytacji sen, część umysłu pozostawiła otwartą na sygnały napływające z Ziemi. Nie chciała niczego przegapić. Tam czekał ich jedyny ratunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Sro Lip 05, 2017 9:15 pm

Strażnicy (cóż, dwójka z nich) wskoczyli do samolotu Avengers i ruszyli w drogę. Droga z USA do Australii jest całkiem długa, więc mieli chwilę nim przybędą. Quill włączył autopilota, by móc zająć się paroma sprawami. Ziemska technologia jest nieco za tym do czego oni są przyzwyczajeni, ale chyba AI da radę lecieć prosto przez jakiś czas.

Sam Peter usiadł na fotelu pilota, opuścił oparcie najniżej jak się dało i umieścił nogi na desce rozdzielczej. Praktycznie leżał, można było odnieść, że już śpi, w czym nie pomagały zamknięte oczy. Jedyne po czym dało się poznać, że jest inaczej, były ruchy jego stóp i głowy w rytm muzyki z jego walkmana. Przez pewną część lotu siedział w absolutnej ciszy, no może pomijając nucenie piosenek pod nosem, kiedy się zapominał. Chciał dać Draxowi chwilę na odpoczynek, pozbieranie się po tym wszystkim. Może tego nie okazuje, ale pewnie tego potrzebuje.

Kiedy w końcu uznał, że nadeszła odpowiednia chwila, by może rozluźnić atmosferę, tak by to nie było niesmaczne, otworzył jedno oko i zerknął na swojego kompana, o ile siedział w zasięgu wzroku.
-Mają tu radio, nie?- podniósł się i zerknął na konsolę sterowania statkiem. W rzeczy samej, znalazł coś co przypomina radio. Miał nadzieję, że to radio, a nie praktyczny żart w formie sprytnie zamaskowanego przycisku autodestrukcji... Na szczęście z głośników wydobywała się muzyka, nie odliczanie do detonacji.
-Wpadłem na taki pomysł, pomyślałem o małej zabawie integracyjnej, wiesz, żeby się zgrać na nowo...- powiedział, bawiąc się pokrętłem do zmiany kanałów. Skakał po kanałach, aż się zatrzymał na jednym z nich, z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Co ty na małe sing-along? Wiem, nie do końca twój typ zabawy, ale możemy spróbować. Zresztą nikt nie patrzy. Wybrałem nawet coś, co może Ci się spodobać. Spróbuj chociaż z refrenem.

Quill bujał się z rytmem muzyki, ale siedział cicho, by jego partner mógł poznać słowa, o ile się w ogóle zgodził na ten pomysł. Kiedy jednak nadeszła pora na ponowne pojawienie się refrenu...
-Dobra, zaczynamy; Eye of the tiger is...Dalej, nie daj się prosić! Risin' up to the challenge...- jeżeli Drax chociaż spróbowałby dołączyć, pewnie prześpiewa całość, jeżeli jednak będzie siedział cicho, to przestanie. Wtedy ten lot stałby się nagle o parę poziomów bardziej niezręczny.

W pewnym momencie odezwały się oba ich komunikatory. To był Rocket. Peter wyciszył radio (bo oczywiście, że miał je przez ten cały czas włączone) i przysłuchał się temu co miał do powiedzenia.
-Przyjęliśmy, Rocket. Właśnie załatwiamy coś dla Avengers, ale jak skończymy, możemy sprawdzić to wezwa...- przerwał gdy współrzędne przesłane przez szopa wyskoczyły mu na ekranie-...nie. Ha, ciekawe. Widocznie mówimy o tym samym miejscu. Wylądował tam jakiś statek, zapewne awaryjnie, skoro prosi o pomoc. Dopiero tu przybyli, nie mieliby nawet czasu zastawić pułapki. Dla bezpieczeństwa dowiedz się ile możesz. Odbiór

Wyłączył autopilota i przejął stery dopiero kiedy zaczęli się zbliżać do celu. Niedługo po przełączeniu na manualne pilotowanie, dostał dwa zdjęcia, prosto od Rocketa. Odebrał je wolną ręką i wrzucił na ekran, by oboje mogli zobaczyć. O i w rzeczy samej zobaczyli "coś"! Peter zmarszczył brwi. Zawiesił na moment Quinjeta w powietrzu bo musiał o tym pomyśleć. Zdjął dłonie ze steru i złożył je przed ustami.
-To przecież statek Shi'ar. Ziemia nie jest im nawet po drodze, jak już to przybyliby z wielką armią ją zdobyć, nie kolonizować Australię tym gratem. Jak dostali się na nasz kanał? I czemu go w ogóle użyli? Znamy ich język, Rocket nie zwracał by nam uwagi na tłumacza gdyby mówili po swojemu... to wszystko nie ma sensu- opadł na siedzenie z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej i jeszcze przez chwilę gapił się na obrazek- to takie dziwne, że aż musimy to sprawdzić

Ich pojazd powietrzny zbliżał się na pozycję podanych koordynatów. Kiedy statek kolonizacyjny był już w zasięgu wzroku, Quill ponownie zatrzymał samolot i otworzył tylną rampę.
-Drax, przejmij stery, chcę obadać sytuację- rzucił odpinając pasy od niedzenia, by następnie wstać. Pod drodze złapał jakąś lornetkę, która akurat była pod ręką. Wyszedł na rampę i stanął na niej na chwilę w bezruchu. Po chwili odwrócił się ku wojownikowi z zszokowanym wyrazem twarzy.
-Słyszysz to? Ptaki nie śpiewają, dziwne- mogło to się wydawać małym detalem, ale to jedna z tych rzeczy, których zawsze się podświadomie oczekuje na niezamieszkałych terenach. To wystarczyło, żeby w głowie Petera zapalił się żółty alarm. Nie jest jeszcze czerwony, bo nikt w niego nie strzela, ale coś może pójść baaardzo źle. Po oświadczeniu tej obserwacji, klęknął i przystawił lornetkę do oczu. Przez chwilę skupiał się na przyglądaniu się detalom statku, ale kiedy spojrzał ku podłożu, zauważył jakieś stworzenia. Zmarszczył brwi. Powinien je skądś kojarzyć, ale skąd?
-Drax, chodź, możliwe, że chcesz to zobaczyć- powiedział, wyciągając rękę z lornetką ku adresatowi, by mógł ją wziąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Pią Lip 07, 2017 5:01 pm

- Nie. – odparł, gdy tylko z ust Petera padło słowo zabawa. Jego definicja tego sformułowania znacząco różniła się od tej, którą stosował Drax, a najczęściej w jakiś pokręcony sposób kryła się za nim muzyka. Nie miał na to ochoty, nigdy zresztą za tym nie przepadał i nie rozumiał co w tym takie fascynującego, że Quill bez przerwy katuje ich wszystkich tymi dźwiękami.
- Nie. – powtórzył. To, że nikt inny by tego nie zobaczył wcale nie zmieniało jego decyzji. Nie rozumiał tej formy zabawy, jak oni wszyscy, ale mimo usilnych starań niektórych członków załogi Star-Lordowi naprawdę ciężko jest to przetłumaczyć. Poza tym niespecjalnie miał ochotę na jakąkolwiek formę interakcji. Jeszcze kilka kolejnych prób przekonania go do tego pomysłu, a niechybnie by się zdenerwował. Na całe szczęści z opresji wybawił go głos Rocketa, który rozbrzmiał w komunikatorach obu Strażników. Planeta ta staje się prawdziwym ośrodkiem turystycznym, można by powiedzieć po wciąż wzrastającej liczbie wizyt osobników z różnych stron przestrzeni kosmicznej. Jak się zaraz jednak okazało, sprawa którą mieli się zająć dla Avengers i ta wskazana przez szopa były tym samym.
- Mam nadzieję, że to pułapka. – krótko skomentował słowa Quilla. Biorąc pod uwagę jak wielką ma ochotę do walki, chyba nie trzeba długo tłumaczyć dlaczego ucieszyłby się, gdyby jego przyjaciel się mylił.
- Chyba nie muszę przypominać, że sami wielokrotnie stosowaliśmy podobną taktykę, by później kogoś boleśnie pokonać? – naprawdę dziwił się, że Peter nie wziął tego pod uwagę. Narobili sobie wrogów, potężnych wrogów, którzy nierzadko byli wykonać kawal ciężkiej i żmudnej roboty byle dobrać im się do tyłków. Oni też tak robili, jak już wspomniał w swojej wypowiedzi. Jeśli to któryś z ich starych przeciwników, to mógł przedsięwziąć odpowiednie kroki, by pozbawić ich poczucia zagrożenie i wykorzystać element zaskoczenia. Niszczyciel wolał brać taką możliwość za bardziej prawdopodobną. Zresztą kto inny miałby jakikolwiek powód, by udać się za nimi w tak daleką podróż?
Gdy Quill pozostawił go samego przy sterach, przez jakiś jeszcze czas przyglądał się przesłanym przez Rocketa zdjęciom. W końcu i z tym dał sobie spokój. Wolał nie ryzykować rozproszenie, przez przypadek jeszcze mógłby wyrzucić Petera z pojazdu, a tego raczej chciał uniknąć. Usłyszał w końcu prośbę Star-Lorda i ruszył się w jego stronę.
- Co takiego? – spytał lekko podniesionym tonem, lecz wyraźnie zainteresowany odkryciem mężczyzny. Przyjął od niego dość duże ziemskie ustrojstwo i jego śladem przyłożył je do oczu. Zerknął we wskazaną stronę, na dłuższą chwilę zatrzymując się na istotach, które prawdopodobnie przybyły tym statkiem. Kojarzył je, nawet doskonale.
- Pamiętam je. Paskudne stworzenia. – choć nie miał tego na myśli jako coś negatywnego. Wręcz przeciwnie, pamiętał, że przynajmniej niektóre z nich sprawiły im kiedyś mnóstwo trudności, a później w wyniku różnych zawirowań wspólnie bronili jednej ze stacji górniczych. Można być pewnym tego, że Drax nie zapamiętałby ich, gdyby wyraźnie nie wryły mu się w pamięć. A przeważnie dzieje się, gdy ktoś mu podpadnie lub wykaże się w walce. – Znów nici z rozrywki. – rzekł zawiedziony takim obrotem spraw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Nie Lip 09, 2017 11:58 pm

Peter dalej spokojnie klęczał kiedy Drax przyglądał się terenowi. Najwyżej co jakiś czas pogładził się po brodzie. Przez ten cały czas starał się namierzyć te istoty w swoich wspomnieniach. Poczuł się trochę głupio kiedy Drax skojarzył je tak szybko, więc skupił się na przeszukiwaniu pamięci nawet mocniej. Nawet na jego twarzy dało się wyczytać konsternację tym faktem. No co? Przeżył już wiele przygód w ogromnym kosmosie, mogło mu się zdarzyć zapomnieć o czymś... Wtedy zauważył kontem oka jak gdzieś po niebie krąży jakiś dziwny latający kosmita. To stworzenie Quill rozpoznał bez problemu. Pamiętał, że coś takiego porwało jego ulubiony kapelusz kiedy walczyli na takiej jednej asteroidzie górniczej z jakimś... kosmicznym rojem. No przecież! Wtedy Peter przypomniał sobie czym są te stworzenia. Jaka ta galaktyka mała. To też tłumaczy zniknięcie wszelkich zwierząt z najbliższego otoczenia. Oh, na kolekcję noży Gamory, oby tylko zwierząt.

-Mam nadzieję, że faktycznie nie czeka na nas rozrywka-skomentował słowa partnera. Zazwyczaj Star-Lord nie bał się drobnych potyczek, ale muszą pamiętać jakie problemy mieli z nimi całą ekipą, więc strach się bać jak walka poszłaby im w dwójkę. No i dochodzi do tego przerażający aspekt tego, że nie wiedzą ilu ich się uchowało na okręcie. Może dziesiątka, może dziesięć tysięcy...

Możliwe, że przesadzał ze swoim pesymizmem, prosili o pomoc, raczej nie powinni mieć problemów jak się zbliżą. Muszą to tylko dobrze rozegrać i liczyć, że stworzenia pamiętają ich umowę... Quill połączył się ponownie z Rocketem
-Rocket, tu Quill. Chyba wiemy kim są nasi goście. Pamiętasz te dziwne stworzenia, z którymi walczyliśmy na tej jednej asteroidzie? Wiesz, te które potem pomagały nam z piratami? Ta, to oni (swoją drogą, powinniśmy im wymyślić jakąś krótką i chwytliwą nazwę). Wyślij im wiadomość, że przybywamy w pokoju i że nie mają jeść mojego płaszcza. Odbiór

Peter po chwili spojrzał z determinacją na statek, a potem skinął głową.
-Jarvis, staraj się utrzymać tą ptaszynę w powietrzu i zamknij za nami rampę. Nie chcę żeby zaczęły wić sobie tu gniazdko kiedy my zajmujemy się ich problemem na ziemi- wydał komendę zerkając przez ramię na wnętrze statku, a następnie spojrzał na Niszczyciela- Jedziemy

Star-Lord zeskoczył z samolotu na ziemię, spowalniając nieco drogę na dół butami rakietowymi, więc zamiast superhero landing, po prostu stanął na ziemi. Drax sobie poradzi z zejściem, zawieszony w powietrzu pojazd nie był aż tak wysoko, a poza tym to duży chłopiec, da radę. Wziął jeszcze wdech i wydech i założył słuchawki, żeby się nie stresować. Najgorsze co może zrobić to okazać strach. Powoli zaczął się zbliżać do statku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
N'yota

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Sro Lip 12, 2017 3:47 pm

Wyraźny brak ptasich treli, na który zwrócił uwagę Quill, wynikał rzecz jasna z obecności roju. Choć wszystkożerne, stworzenia przez długi czas pozbawione dostępu do zwierzęcego białka nie mogły odmówić sobie uczty, jaką przypadkiem zaserwowała im natura. W krótkim czasie obszar w bezpośrednim sąsiedztwie statku opustoszał doszczętnie ze zwierząt większych od myszy – te, które nie zostały schwytane przez kosmiczne drapieżniki ani nie zdążyły ukryć się pod ziemią, uciekły w popłochu.
Pojawienie się samolotu Avengers nie uszło uwadze roju, a raczej tego, co z niego zostało. Niewielki zakamarek umysłu N’yoty nie pogrążony obecnie w letargu wyczuł poruszenie odległych o lata świetlne stworzeń, zaaferowanych kołującym nad polaną pojazdem i dwiema humanoidalnymi sylwetkami spoglądającymi na nie z góry. A więc przybyli. Królowa poczuła jak wzbiera w niej nadzieja, natychmiast znajdując odbicie w umysłach jej dzieci.
Kilkanaście niedużych skrzydlatych maszkaronów wzbiło się w powietrze i niczym wyjątkowo szpetna gwardia honorowa otoczyło opadających ku ziemi Star-Lorda i Draxa, nie spuszczając z nich maleńkich czarnych oczu. Mogło to wywołać zaniepokojenie obu mężczyzn, nie wspominając o bezwarunkowych odruchach bitewnych, ale latające stworzenia, choć do pięknych niewątpliwie nie należały, nie sprawiały wrażenia wrogo nastawionych, ani choćby w najmniejszym stopniu zainteresowanych garderobą Petera. Ich rozliczne zakończone szponami odnóża zwisały swobodnie wzdłuż obłych sylwetek; jedynie błoniaste skrzydła pracowały miarowo, aby utrzymać właścicieli na jednym poziomie z eskortowanymi Strażnikami.
Kiedy osiedli na ziemi, stworzenia, wciąż unosząc się w powietrzu, uformowały coś na kształt szpaleru, na którego końcu znajdował się statek, zapraszając do wnętrza wciąż otwartą rampą załadunkową.

Wewnątrz ładowni coś zadudniło i poruszyło się w półmroku. Do uszu Quilla i Draxa dobiegły odgłosy niezbyt rytmicznego człapania. Tajemnicze coś stawiało kroki tak ciężko, że statek drżał w posadach, a dżungla naokoło wydała się nagle jeszcze cichsza. Po kilku dłużących się chwilach na światło dzienne wyjrzał łeb wielkości samochodu, przy którym latające stworki niespodziewanie zyskały na uroku. Potwór, do którego należała głowa, musiał porządnie się zgarbić, aby przeleźć przez próg ładowni, kiedy zaś na dwóch nogach wygramolił się na rampę, przysiadł na niej potężnym zadem, wywołując przeraźliwe skrzypienie zardzewiałych zawiasów, i owinął się wokół potężnym ogonem. To dziwne, ale stworzenie rodem z koszmarów wydawało się niemal… smutne. A z pewnością zagubione.
Mimo potężnej sylwetki zawalającej większą część przejścia, miejsca zostało aż nadto, aby Drax i Peter mogli dostać się do środka, czego zresztą wyraźnie się po nich spodziewano. Skrzydlate drony nadal unosiły się w powietrzu wyznaczając im ścieżkę do statku, a siedzący na rampie omega nie poświęcał im więcej uwagi, niż rosnącym naokoło drzewom. Pomimo przerażającego wizerunku i rozmiarów wydawał się potulny jak baranek.
Jeżeli mężczyźni zdecydowali się na ten skok wiary, jeden z dronów wyprzedził ich z furkotem skrzydeł i podążył przodem, wskazując drogę przez kolejne pomieszczenia i korytarze statku. Wnętrze nie prezentowało się o wiele lepiej, niż zewnętrze. Choć panował tam porządek i nic się na pierwszy rzut oka nie rozsypywało, statek z pewnością wymagał remontu, a co najmniej solidnego odrdzewiania, malowania i oliwienia.
Minęli szeregi kwater mieszkalnych, opuszczoną mesę i kilka zapieczętowanych pomieszczeń opatrzonych tabliczkami w języku Shi’ar. Podążając za niestrudzonym dronem dotarli wreszcie do centrum dowodzenia, po którym uwijało się około pół tuzina trutni, z którymi obaj Strażnicy zdążyli już niegdyś zawrzeć dość bliską znajomość. Wyczuwszy ich nadejście, jak jeden stwór zwróciły się w ich stronę, niczym wyczekująca publiczność, dron zaś podleciał do stojącej w centrum pomieszczenia konsoli komunikacyjnej, z której przed kilkoma godzinami nadano sygnał, który ich tu sprowadził. Jeden z trutni podreptał za nim, zwinnie wskoczył na pulpit i z pewnym wahaniem, jak ktoś, kto robi to po raz pierwszy w życiu, długim pazurem wystukał na klawiaturze jedno słowo:
Pomocy.
Mapa nawigacyjna po drugiej stronie pulpitu nagle ożyła, wyświetlając połyskujący trójwymiarowy obraz bliżej nieznanego Strażnikom systemu gwiezdnego. Nietrudno było wywnioskować, że mapa przedstawiała lokalizację tych, którzy potrzebowali pomocy, obszar był jednak rozległy, a precyzyjnej destynacji brakowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

avatar

Liczba postów : 28
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Pon Lip 17, 2017 3:17 pm

Ich przybycie nie pozostało nie dostrzeżone. Należało się tego spodziewać. Zwłaszcza, że zostali tu przez te stworzenia wezwani. Gdy Quill wyskoczył z samolotu, Drax podszedł do krawędzi rampy, lekko się wychylił z tej pozycji oceniając wysokość, na której zawieszony był ich pojazd i po chwili sam zeskoczył na ziemię. Nie było wcale tak wysoko, nie musiał się o nic obawiać. Wykonując tak powszechnie stosowane przez wszystkich bohaterów „superhero landing” bez większych problemów znalazł się na powierzchni. Przez cały czas towarzyszyła im grupa kilkunastu latających istot. Nie miały wrogich zamiarów, choć pierwotnie mogły sprawiać inne wrażenie. Ani wojownik, ani Quill nie mieli problemów z rozszyfrowaniem ich intencji. Te były przecież jak najbardziej oczywiste. Obaj parli przed siebie w utworzonym przez stworki korytarzu. Ewidentnie byli zapraszani do wnętrza statku. Nie mieli innego wyjścia, jak tylko z tego zaproszenia skorzystać. Nawet na moment nie odwracał wzroku, cały czas spoglądał przed siebie. Nie czuł zagrożenia ze strony tych małych istot, co innego nastąpiło natomiast, gdy usłyszeli, że coś porusza się we wnętrzu stareńkiego pojazdu Shi’ar. To było coś olbrzymiego, o czym świadczył ciężar kroków stawianych przez skrytego w środku osobnika. Dłonie Niszczyciela odruchowo pojawiły się w okolicy rękojeści sztyletów, by w oka mgnieniu być w stanie zareagować. Może jednak sami pchali się w pułapkę? A może to tylko do głosu dochodzi jego nieograniczona chęć walki? Do tego to dziwnie spokojne zachowanie Petera… Nic nie przerywało panującej dookoła nich ciszy. Normalnie nie byłoby to zwiastunem czegoś dobrego. Tym razem było jednak inaczej. Wielki stwór wyszedł z ładowni i zaraz przysiadł zupełnie nie zawracając sobie głowy ich obecnością. Zielony wojownik wzruszył ramionami i opuścił swobodnie ręce, by po chwili znów ruszyć naprzód. Z uwagą przyglądał się stworzeniu, oceniał jego możliwości i rozmyślał o tym, że w sumie bardzo chętnie stoczyłby pojedynek przeciwko jednemu z takich. Nie musiałby się pohamowywać, mógłby się zrelaksować, dobrze zabawić. Pamiętał ile emocji dostarczyło mu ostatnie spotkanie z tymi istotami.
Po wejściu na pokład dokładnie przyglądał się wszystkiemu co mijali na swojej drodze. Nie było najgorzej, wnętrze z całą pewnością wyglądało lepiej niż obecnie prezentowało się Milano. A jeśli do tego statek latał… Dla Draxa wszystko było w takim razie w porządku. W końcu znaleźli się u celu tej wędrówki. Pomieszczenie będące w rzeczywistości centrum dowodzenia. Pracujące w nim istoty porzuciły swe zajęcia w tej samej chwili, w której wspólnie ze Star-Lordem przekroczyli próg. To jednomyślne zachowanie, dla kogoś kto nie miał z nimi już kontaktu, mogło wydawać się dziwne, mocno nienaturalne, może nawet w pewnym stopniu alarmujące. Zbliżył się do drona i drugiego robala.
- Pomocy. – na głos odczytał zapisane przez nie słowo. Powiedzieć, że był tym wszystkim zaintrygowany, to za mało. Zerknął na Quilla pytając się co ten o wszystkim sądzi. Przeniósł wzrok na wyświetloną mapę. Nie znał tego systemu, kompletnie nic mu to nie mówiło. Kwestię mówienia i wyciągania dodatkowych informacji pozostawił swojemu przyjacielowi.



/// Przepraszam, że tak to wszystko się przeciągnęło. Miałem szalony tydzień. Kolejne posty już będą pojawiały się normalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 89
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Sro Lip 19, 2017 1:54 am

Przez lata życia w bezwzględnych czeluściach kosmosu Peter wypracował sobie wiele podejść do różnych sytuacji. To, które obecnie stosował, nazywa się "Casualowe robienie w portki". Polega na tym, że wyglądasz na zewnątrz jakby nic Cię nie obchodziło, kiedy w środku chcesz ssać swojego kciuka w kącie. Ten wzorzec zachowania jest przydatny kiedy się czegoś boisz, ale nie chcesz wyjść na mięczaka. W tym momencie jednym z przejawów owego podejścia było położenie dłoni na biodrze w sposób, który wygląda naturalnie, ale pozwala w razie czego łatwo chwycić broni. Tak na wszelki...

Banda stworzeń zmierzająca w ich kierunku była swojego rodzaju testem nerwów Star-Lorda. Pomimo tego, że z początku podchodził do sprawy optymistycznie, koledzy z drużyny skutecznie zasiali w nim ziarenko pesymizmu. Musiał pokonać instynkt samozachowawczy i zachować spokój by nie sięgnąć po broń, czy okazywać niepewność w jakikolwiek sposób. Kiedy mógł już usłyszeć trzepotanie ich skrzydeł, zgiął delikatnie palce dłoni ułożonej na biodrze. Na szczęście wytrzymał i spokojnie oglądał jak otaczają ich. Komitet powitalny i to w przeciwieństwie do większości wypadków, które zaznali strażnicy, tym razem w dobrym sensie tego słowa.

-Sup?- rzucił stworzeniom na powitanie, zapominając na ten moment, że nie znają jego języka. Następnie zobaczył jak w ustalonym porządku i harmonii zmieniają formację, by poprowadzić ich do wnętrza. Dla Quilla to był nieco smutny widok. Kiedy te bestie są w stanie świetnie pracować w zespole (Choć co prawda oszukiwały używając hive mindu), strażnicy dalej są w rozsypce, nawet jeżeli ciężko to zauważyć z boku. Może nigdy nie działali jak jednostka wojskowa, ale zazwyczaj dogadywali się lepiej niż teraz. Nawet pomimo normalnego zachowania podczas komunikacji, czuł, że Rocket dalej jest na niego zły. Peter westchnął i wsadził dłonie do kieszeni. Podołuje się jak to skończą i nie będzie musiał być silny by zebrać ich razem.

Kiedy partnerzy zawitali na końcu szpaleru (o ile to prawdziwe słowo) i dostali się do ładowni, Quill poczuł jakiś nieprzyjemny zapach w powietrzu. Pomachał dłonią przed twarzą i stwierdził:
-Nie mam pojęcia co tak śmierdzi, ale wiem, że wolę nie wiedzieć...
Następnie nacisnął przycisk za swoim uchem aby zmaterializować swoją maskę na twarzy i odciąć się od tego smrodu. Jednakże "frajda" nie kończyła się na tajemniczej woni. Nagle poczuł jakieś uderzenia, stosunkowo niedaleko od nich. Powoli zsunął słuchawki z uszu i zawiesił na szyi. Wtedy też usłyszał wyraźnie potężne kroki istoty, która widocznie się do nich zbliżała. Star-Lord spojrzał przez ramię do tyłu. Drzwi nie były zamknięte, więc raczej nie chcą ich złapać w pułapkę. To dodało mu akurat dosyć odwagi by zachować suche majtki przy spotkaniu z kolosem wyłaniającym się z ciemnych zakątków statku.
-On... Musiał pić sporo mleka...- skomentował jego rozmiar, po czym spokojnie założył sobie słuchawki na uszy. Przeszedł koło giganta, starając się trzymać Draxa między sobą a jego paszczą. Pamiętajcie, "Casualowe robienie w portki".

Przy okazji zwiedzania z ich latającym przewodnikiem (nazwał go "JJ"), chłopacy mogli przyjrzeć się budowie tego typu statku. To był pierwszy raz kiedy Quill miał okazję pozwiedzać jednostkę kolonizacyjną. Rozpoznał w niej parę rozwiązań charakterystycznych dla Shi'ar w połączeniu z elementami stworzonymi specjalnie dla tego modelu. Patrząc na tę małą część pojazdu, którą mógł zwiedzić, zachował się całkiem nieźle. Może wymagał nieco odrdzewiania, malowania i dobrze by było wpuścić tam sprzątacza na parę dni, ale mimo wszystko zachowywał niezbędne minimum funkcjonalności.

Kiedy w końcu dotarli do centrum zachowania, wszystkie obecne w nim stworki zwróciły swoje...pyski(?) w ich stronę. Ta akcja graniczyła gdzieś między "urocze", a "Absolutnie przerażające". Zmieszany Star-Lord w odpowiedzi jedynie niezręcznie pomachał swojej publice. Podszedł bliżej ekranu wraz z Draxem. Zauważył jak stwór literką po literce w końcu napisał "pomocy". Odruchowo odwrócił się do kompana, który zrobił to samo. Po prawdzie sam nie rozumiał wiele więcej od niego, ale mimo to w odpowiedzi na jego pytające spojrzenie wzruszył ramionami i powiedział:
-Najwyraźniej potrafią pisać po naszemu

Następnie przyjrzał się mapie. Próbował znaleźć choć jedną gwiazdę, planetę, gazowego giganta... cokolwiek co by rozpoznawał, ale system wydawał się całkiem obcy. Gdyby miał jednak strzelać, znajdował się gdzieś w okolicy imperium Shi'ar, zapewne gdzieś na granicy. Przeszedł się po centrum dowodzenia w poszukiwaniu jednego pulpitu, który podaje współrzędne owej lokalizacji, żeby ewentualnie mógł je podać Rocketowi do zapisania. Chcą im coś wskazać, ale zwyczajnie póki co nie dało się odgadnąć co. Chyba trzeba będzie je przepytać...

Zaczął od użycia języka uniwersalnego- bardzo wolnego angielskiego z przesadzoną gestykulacją.
-Jak...-wzruszył ramionami- Myyyyy...- wskazał na siebie obiema rękoma- Mamy wam pooomóc- podał samemu sobie rękę- Z tyyym- wskazał obiema rękoma na mapę. Następnie spróbował powtórzyć to samo w języku Shi'ar, może to załapią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   

Powrót do góry Go down
 
Park Narodowy Lorentz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Salzburg, stolica landu i park narodowy
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Australia i Oceania :: Nowa Gwinea-
Skocz do: