Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Przydrożny bar motocyklowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Wolverine

avatar

Liczba postów : 162
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Przydrożny bar motocyklowy   Wto Lip 04, 2017 7:22 pm


Bar o dźwięcznej nazwie "Zły pies" przy jednej z bardziej uczęszczanych wylotówek z Salem. Bazuje na stałej klienteli truckerów, harley'owców, oraz innych typów, którym w żyłach zamiast krwi krąży olej napędowy. Wygląda jakby przeszedł wiele burd i co najmniej jedno oblężenie. Standard typowo autostradowy, na wyposażeniu znajdują się obowiązkowy stół do bilarda i szafa grająca. Gęsty dym papierosowy, niczym chmura burzowa utrzymuje się pod sufitem.
Panuje tutaj polityka imiennego podejścia do klienta, która znaczy mniej więcej tyle, że jeśli barman cię nie zna, to lepiej się tu nie pojawiaj...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 162
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożny bar motocyklowy   Wto Lip 04, 2017 8:11 pm

Logan w swoim pokoju z ulgą przebrał się w normalne ubrania. Strzępy kostiumu niedbale ciśnięte na łóżko wyglądały niczym smętne szczątki jego własnej przeszłości. Dobrych czasów, które zdają się przemijać wraz z kolejnymi bliskimi osobami.
Logan zbeształ się w myślach za takie myślenie. Ostatnie czego mu było trzeba to zadręczać się teraz problemami. Nie było na to czasu i trzeba było załatwić to ten szybszy sposób.
Wypadł na korytarz zabierając ze sobą plik dokumentów i kluczyki od wozu. Zmierzał prosto do garażu ignorując po drodze wszystkie "Dzieńdobry psorze", lub zbywając je jakimś warknięciem. Wolał nie trafić na nikogo z grona pedagogicznego, mającego pewnie tabun "ważnych" spraw do załatwienia, albo co gorsza, podpisania.
Gdy dotarł już na miejsce nie był wcale zdziwiony, gdy zastał na miejscu Laurę. Czuł ją już z piętra wyżej, więc jej widok niespecjalnie go zaskoczył.
- Mała, jest sprawa - powiedział do niej przerywając jej to co w tym czasie robiła i otwierając drzwi od swojej terenówki. - Wsiadaj do wozu.
Poczekał aż zajmie miejsce, po czym bez słowa ruszył i wyjechał z instytutu. Kierowali się na południe zostawiając powoli Północne Salem za sobą. Jechali w milczeniu. Jeśli Laura była jego córką tak bardzo, jak twierdziła Jean i inni, to nie potrzebowała zbędnej gadki tak samo jak on.
Zbliżał się wieczór gdy zatrzymał się w końcu przy jednym z przydrożnych barów, na parkingu zaraz obok rzędu motocykli. Wysiadł bez słowa, wskazując tylko głową, żeby Laura udała się za nim. Gdy tylko przekroczyli drzwi lokalu uderzyły w nich dym, oraz rzępolące dźwięki, męczącej ucho maszyny grającej. Logan od razu podszedł do lady.
- Hej Jim.
- Hej John. - odparł barman, przerywając o dziwo rozcieranie kurzu w szklankach i schylając się pod ladę. - To co zwykle?
- Ta'jest Jim, znasz mnie.
- A gdzie jest okularnik? Zamiast niego przyszedłeś z córką? Ile ona właściwie ma lat?
Logan w odpowiedzi zmierzył tylko barmana wzrokiem i bardzo sugestywnie położył banknot na ladzie. Jim już wcześniej zaczął przygotowywać tacę z dwoma kieliszkami, do których nalał jakiejś ciemnej cieczy. Do tego od razu postawił na tacy też dwa spore kufle i jakieś piwa, z których odpadały etykiety.
Wolverine wziął tacę i oddalił się w stronę jedynego stołu bilardowego, przy którym jednak już kręciła się czwórka ludzi. Jeden z nich zauważył go jak idzie w ich stronę i ostrzegł pozostałych. Wszyscy w popłochu zaczęli zbierać swoje kufle i rzeczy ze stołu.
- Spokojnie chłopaki. Dokończcie sobie.
- Nie nie, panie John. I tak już kończyliśmy - odpowiedział niemal służalczo jeden z nich, po czym cała czwórka opuściła lokal. Widać było po nich ślady niedawnej bijatyki. Nie robiąc sobie jednak wiele z tej sceny, Logan odstawił tacę na ladę przy stole i zebrał kule w trójkąt.
- Rozbijasz? - rzucił do Laury razem z kijem bilardowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożny bar motocyklowy   Sro Lip 05, 2017 9:34 am

Laura była przyzwyczajona do koszmarów. Prawie co noc wymachiwała szponami walcząc z wyimaginowanym przeciwnikiem, rozpruwając przy tym poduszkę, czy materac. Zdarzało się nawet, że spała w ogrodzie. Z dala od wszystkich dźwięków oraz przedmiotów, które łatwo było zniszczyć i miały potrzebę rychłej wymiany. Nie lubiła się tłumaczyć. Czasami miała wrażenie, że nikt jej nie rozumie. Miała jednak świadomość, że nie jest to łatwe. W końcu często sama miała z tym problem.
Po powrocie z Houston również dręczyły ją koszmary, ale te były inne. Bardziej realistyczne, wręcz namacalne, tak jakby naprawdę w tym wszystkim uczestniczyła. Przeżycia jakie ze sobą niosły, rzeczywiste obrazy, wybudzały ją i ciążyły na klatce piersiowej, dlatego za każdym razem próbowała nadgonić oddech. Cała spocona zwlekła się z łóżka, dając sobie chwilę na zastanowienie. Musiała przez kilka sekund dojść do porozumienia ze swoją jaźnią. W którym świecie się znajduję i jaki tym razem mają problem. ...a przede wszystkim, która jest godzina?
Było grubo po południu. Zwykle o tej porze, już była po obiedzie i szykowała się na trening w Danger Roomie, ale wydarzenia dnia wczorajszego troszkę ją wymęczyły. Potrzebowała odpoczynku i odosobnienia. Gdzieś kątem ucha wyłapała informację, że Logan wrócił, wraz z Rogue, jednak o Jean nic nie wiedzieli. Zastanawiała się czy nie żyje, czy została w kosmosie tam gdzie jej miejsce. I przede wszystkim, jak to odebrał jej ojciec? Nigdy nie wiedziała o co chodzi z Jean Grey, ale to jak inni, a w tym Logan, reagowali na obecność rudowłosej kobiety zawsze ją zastanawiało. Może mieszała im w głowach? Nawet nie wiedziała jak blisko była prawdy...
Tak czy siak najważniejsze, że Logan wrócił. Nigdy nie lubiła, gdy wyjeżdżał, jednak na przestrzeni tych kilku lat po prostu przywykła. Nie wyskakiwała z krzaków zastępując mu drogę, gdy w strugach deszczu mknął motocyklem polną drogą, tym samym przyprawiając ojca o zawał. Znaczy nie taki prawdziwy, żeby była jasność. Zawsze tak mówił i nie wiedziała dlaczego. Przecież oboje mieli healing factor. Dopiero później doszło do niej, że chodziło o zwykłe przestraszenie. Ciężko wychwycić zapach jak pada. Nie jest to niemożliwe, ale warunki... ach, dobra. Po prostu ciężko.
Na dzień dzisiejszy rozumiała jego potrzebę ucieczki, bo sama taką czuła. Może dlatego zaraz po prysznicu zeszła do garażu? Może dlatego siedząc na wpół zasniktowanym łóżku, będąc już ubraną i dobierając buty, a właściwie sprawdzając, które nadają się do noszenia, pomyślała o pewnym chłopaku. A konkretnie o jego samochodzie. Nie żeby sam kierowca nie przyciągnął jej uwagi, jednak to sam pojazd skradł ciekawość mutantki. Nie żeby chciała go 'pożyczyć', tylko ot tak. Obejrzeć.
Wciągnęła glany, a wychodząc z pokoju zarzuciła na siebie skórzaną kurtkę. Co prawda po ostatniej akcji była trochę zabrudzona i wołała o pomstę do nieba... prawie, że dosłownie, ponieważ rozdarcia mogły przywoływać na myśl otwartą paszczę jakiegoś lwa, czy innego zwierzęcia.
Korytarzami przemknęła bez żadnych ceregieli, metodą 'na Wolverine'a'. Praktycznie nie odpowiadała na powitania, albo szła tak dziarsko, że omijano ją szerokim łukiem. Nie narzekała, właściwie miała nadzieje nie spotkać kogoś, kto zawróciłby ją z obranej wcześniej ścieżki.
Takim właśnie sposobem dotarła do garażu. Nie wyczuła niczyjej obecności, dlatego chwilkę później już zaglądała do samochodu Robbiego. Najpierw od strony kierowcy, by na sam koniec zakręcić się na przodzie. Przesuwając palcami po czarnej jak smoła karoserii przeszła na stronę pasażera. Dłoń Laury w rezultacie zawędrowała na klamkę. Bijąc się ze swoimi myślami chciała za nią pociągnąć jednak coś innego przykuło jej uwagę.
Znajomy zapach. Laura spojrzała w kierunku drzwi, wyczekując na rychłe zjawienie się Logana. Wsunęła dłonie do kieszeni czarnych, podartych jeansów i dokładnie w tej pozycji ją znalazł. Od zwykłego spotkania różniło ją jednak to, że na jej twarzy mógł dojrzeć cień emocji. Delikatnie ściągnięte brwi, nieme pytanie wymalowane na ustach i delikatny przyspieszone bicie serca. Czyżby się martwiła? Sytuacja z kosmosem wyglądała poważnie, ale nie zamierzała mu się tu zwierzać.
Bez ceremoniałów 'zaprosił' ją do wozu. Potulnie zajęła miejsce na siedzeniu pasażera. Nie wiedziała o co dokładnie chodzi, ale sądząc po biciu serca czegoś się obawiała. Może wypad do Houston? A może ogólna samowolka, którą bezapelacyjnie stosowała podbierając motocykl ojca.
Nie odezwała się ani jednym słowem podczas jazdy. Wpatrywała się w widok za oknem, opierając się o nie łokciem. Nie wiedziała co mówić, zresztą przy Loganie nie czuła presji. Sam nie był rozmowny, więc mogli swobodnie milczeć. Cóż za odpoczynek.
Spodziewała się, że to będzie knajpa. Co jakiś czas zabierał ją na grę w bilard. Ciężko było wygrać z Laurą, więc dodatkowe wyzwanie, a i czas spędzony z córką mógł odhaczyć. To, że sceneria nie do końca odpowiadała klasycznemu spotkaniu ojca z córką to nie było istotne. Chociaż fakt, raz chciała mu zaproponować, żeby poszli do wesołego miasteczka, ale jakoś... nie przeszło jej to przez gardło. I ciężko powiedzieć czy dlatego, że wstydziła się tego banału, czy po prostu nie lubiła się prosić.
Stojąc trzy kroki za Loganem odczekała te konwenanse przy barze. Standardowo zapytania o wiek, wątpliwości. Howlett kładzie kasę na stół i wszystko przestaje mieć znaczenie. Troszkę się dziwiła, że traktowali ją dziecko. Gdyby tylko uważniej spojrzeli w jej oczy z trudem mogliby tam dojrzeć dziecięcą naiwność czy delikatność. Powaga również nie pasowała do tej młodej buźki dorastającej kobiety. W końcu nie miała już 13 lat.
Odprowadziła wzrokiem wycofujących się panów. Ich poobijane mordy dużo mówiły, ale nie tylko. Strach, pot i coraz to szybciej bijące serce. Najwyraźniej mieli spotkanie bliskiego stopnia z pięścią Logana skoro to jego rozpatrywali jako zagrożenie. Kolejna klasyczna sytuacja w jego wydaniu.
Mało przejęta podeszła do stołu.
Nauczona, że w rzucony przedmiot nie trzeba wbijać od razu pazurów złapała kij rzucony przez ojca. Jakie było zdziwienie Logana, gdy zrobił to pierwszy raz, a kij od bilarda wylądował na ziemi. W trzech częściach. Heh, kiedy to było, a mimo to pamiętała każdy szczegół. Mogła wymienić kto gdzie siedział. Jak się zachowywał. Ile wypili i co. Nie w tej knajpie, rzecz jasna. Przez tamten wybryk w tamtej byli spaleni.
Obchodząc stół wyciągała bile i układała je na stole już w specjalnym do tego trójkącie. Gdy wszystkie znalazły się na miejscu, przyjęła pozycję niczym zawodowy gracz i z cichym stuknięciem wybiła wszystkie. Trzy wpadły.
- Twoja kolej - Rzuciła patrząc na ojca z powagą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 162
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożny bar motocyklowy   Nie Lip 09, 2017 6:31 pm

Logan nie zdążył jeszcze dobrze natrzeć kija kredą, gdy Laura rozbiła trójkąt i posłała jedną z bil od razu do łuzy. - Dobrze, w takim razie całe moje. - odpowiedział spokojnie. Potem jednak wpadła kolejna połówka, a po niej kolejna. Czwarte uderzenie dziewczyna ewidentnie popsuła, jednak Logan nie był pewien, czy przypadkiem nie zrobiła tego żeby dać mu jakąś szansę. Zawsze miał problemy z ocenianiem emocji córki. Obydwoje byli mistrzami odczytywania reakcji ciała, ale ona była po prostu dużo lepsza w ukrywaniu ich. Nie ważne, zaraz zetrze uśmieszek z jej młodej twarzy. To znaczy oczywiście, gdyby jakiś uśmiech od czasu do czasu się na niej pojawiał, to teraz by go starł...
Zajął pozycję do bili, która "przypadkiem" ustawiła się tak by móc ją łatwo trafić. To przecież łatwe. Dużo łatwiejsze niż utrzymanie przy życiu swoich bliskich...
Logan uderzył, ale haniebnie spudłował. Bila odbiła się od kantu otworu i potoczyła się gdzieś dalej po stole, o mały włos nie wbijając kolejnej połówki.
Rosomak warknął tylko i ze złością podszedł do tacy z trunkami. Uniósł w stronę córki mętną zawartość małego kieliszka, po czym wychylił go na raz, zaraz potem spłukując go jeszcze połową zawartości butelki podstawionego piwa. Odłożył z impetem szkło i przetarł usta rękawem, przyglądając się kolejnej idealnej rozgrywce dziewczyny. Zdejmowała bile jedna za drugą, ale widocznie nie miała planu gry. Po wbiciu jednej rozglądała się dopiero za następną. Tak właśnie żyła. Od celu do celu. Może Logan też tak powinien robić? Skupiać się na rzeczach, które ma przed sobą, zamiast przejmować się całym światem wokoło? A już tym bardziej tym, czego nie da się już zmienić...
Zauważył że odstawił butelkę na plik papierów, które zabrał ze sobą z instytutu. Teraz trochę przybrudziły się rozlanym piwem, ale chyba nikt nie będzie się temu szczególnie dziwił w szkole. Przynajmniej nie wrzucił ich do kominka.
- Słyszałem o Houston. - rzucił niby od niechcenia - Nie pierwszy raz zadanie się sypło. Niezła misja humanitarna, nie ma co. Dobrze że tam byłaś. - I tyle. Nie zaszczycił Laury dalszymi wyjaśnieniami. Pokazał jej tylko dokumenty, które miał ze sobą. - Chciałem pokazać młodym jak składać porządne raporty operacyjne, ale może niech złapią trochę odpoczynku po tym wszystkim. Wiem że nie lubisz tego tak bardzo jak ja, ale musimy przez to przebrnąć. - Rzucił jej plik papierów, tak że wylądował na boku stołu obok dziewczyny.
Sięgnął też do wewnętrznej kieszeni koszuli i wyjął stamtąd niewypaloną ćwiartkę jakiegoś cygara. Zapalił je spokojnie, dokładając swoje trzy grosze do ciężkiej smogowej chmury utrzymującej się pod sufitem. Stał tak i cierpliwie obserwował następną kolejkę dziewczyny. Nigdzie im się nie śpieszyło, to był czas dla nich i choćby sam Szablozęby pojawił się nagle pod murami szkoły, to kazałby mu na siebie czekać aż nie dokończą partii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożny bar motocyklowy   Wto Lip 11, 2017 11:19 am

Nie miała planu, ani na grę, ani na swoje życie i ostatnio to drugie zaczęło bardzo doskwierać. Co do pierwszego... Cóż, na początku nie była asem, dopiero Logan pokazał jej jak to ma wyglądać. Nauczona, że do tej ...aktywności ma nie podchodzić, aż tak poważnie, po prostu uderzała w każdą z kolejna bile, byle trafić do odpowiedniej dziury w stole.
Celując w czwartą zorientowała się, że nie jest sama. Musiała pamiętać o współgraczu. Zresztą to nie była jej misja... Spudłowała specjalnie, mając nadzieje, że ojciec w żaden sposób tego nie wychwycił, a potem odsunęła się tak by mógł rozpocząć swoją kolejkę. Ach, jaka była z siebie dumna.
Laura przez dłuższy okres borykała się z pewnym istotnym problemem ogólnopojętej zabawy. Znała znaczenie tego słowa, po prostu nie wiedziała jak ma to ugryźć. Wyluzować się? Nie myśleć o strategi, jak tu najbardziej dotkliwie udupić przeciwnika? Nie myśleć o wygranej? A gdzie w tym przyjemność? Logan nauczył ją, że takich momentach nie to jest najważniejsze. Wspólne spędzanie czasu też może nieść ze sobą jakieś wartości. Teraz już wiedziała. Nie do końca to czuła, ale wiedziała.
...Zastanawiające było tylko jedno, czemu tak się wściekał za każdym razem, gdy przegrywał? Przecież to tylko zabawa. Jednak dobrze, że poza tym każda gra miała jakieś zasady, bo biedna by nie wiedziała co ma ze sobą zrobić.
Gdy spudłował nie czekała na zaproszenie. Zabrała się za wbijanie kolejnych bil. Tym razem postanowiła zadziałać z pomyślunkiem, dlatego Logan, podczas 'tankowania' mógł obserwować jak Laura obchodzi stół. Niczym przyczajony tygrys bacznie obserwowała bile z jednej i z drugiej strony. Niczym ukryty smok analizowała układ kul na prawie idealnej płaskiej powierzchni. Prawie, bo bar najwyraźniej nie było stać na nowy stół, skoro z jednej strony podtrzymywał nogę kartonowy papier, ale to również wzięła pod uwagę w swojej ocenie sytuacji. Aż w końcu się zatrzymała. Pochyliła. Ułożyła kij na dłoni i przymknęła jedną powiekę. ...Pech chciał, że akurat w tym samym momencie odezwał się Logan. Też wybrał sobie moment...
Niestety ręka drgnęła, a Laura spudłowała. Nie odrywając morderczego wzroku od ojca powoli się wyprostowała. Oj, była zła i wcale tego nie ukrywała. Gdyby to spojrzenie mogło zabijać... Zaraz jednak sobie przypomniała o zasadzie dobrej zabawy i w ogóle... dlatego tylko ciężko westchnęła. Dopiero sekundę później, jak już złość, zagotowana w żyłach dziewczyny powolutku wyparowywała... zdała sobie sprawę z rozpoczętego tematu przez Logana i momentalnie się wyluzowała. Wręcz potulnie spuściła wzrok i wysłuchała go do końca.
Myślała, że dostanie reprymendę, w końcu działali na własną rękę, na dodatek zaczęło ją przerażać to, że mówił do niej z takim spokojnym, wręcz niewzruszonym tonem. Laura oczywiście dopatrywała się w tym tylko i wyłącznie podstępu. Dlatego serce zabiło mocniej, gdy rzucił dokumentacją. Od razu odłożyła kij i zabrała się za przeglądanie papierów, tak jakby gra w bilard straciła rację bytu. Teraz to było jej misją. Musiała się tym zająć.
- Nie jesteś zły? - Zapytała, bo to ją najbardziej nurtowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 162
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożny bar motocyklowy   Wto Lip 11, 2017 1:31 pm

Unosząc w jej stronę kieliszek, Logan spodziewał się że Laura postąpi podobnie, ale o dziwo dziewczyna nie powtórzyła gestu. Tyle lat, a ona wciąż jeszcze miewała problemy z typowymi codziennymi ludzkimi gestami, czy zwyczajami. No nic, trzeba było chlapnąć, bo alkohol zwietrzeje. Jeśli Laura nie poczęstuje się w najbliższym czasie swoją porcją, Logan z chęcią się nią zaopiekuje.
Logan uśmiechnął się gdy niechcący wytrącił dziewczynę z koncentracji. Przyniósł papiery tutaj, bo stwierdził że łatwiej się będzie z nimi uporać, dlatego z niesmakiem przyjął wiadomość że dziewczyna nagle całkowicie zapomniała o bilardzie i zaczęła wertować papiery. Większość z nich Logan zdążył już wypełnić swoim koślawym pismem. Szczegóły typu: godziny i daty odlotu i powrotu, skład drużyny,1 blackbird (słownie: jeden) wpisany w rubryce „straty”. Do tego okrągła plama po butelce od piwa, którą przed chwilą postawił na papierach.
Właściwie jedynym co zostało do wypełnienia, to skrócony raport operacyjny na który przewidziana została aż wolna strona. Długopis zaczepiony był o ostatnią stronę dokumentu.
Logan złapał zębami cygaro i wrócił do swojej tury. Postanowił tym razem nie myśleć o idealnym trafieniu i zwyczajnie rozkoszować się partią. Od razu poszło mu lepiej. Wbił jedną bilę, a że Laura była tak zaaferowana pozwolił sobie na poprawkę drugiego strzału i wbił kolejną.
- Zły, czemu? - wyciągnął z ust cygaro i wziął kolejne parę łyków piwa. - Wszyscy wróciliście, pomimo że z tego co słyszałem nie było różowo.
Logan oparł się o ladę i pozornie wsłuchał się w rytm piosenki, którą męczyła szafa grająca. Tak naprawdę jednak wsłuchiwał się w rytm bicia serca osób dookoła. Czyżby kogoś mogła nadmiernie ciekawić taka rozmowa? Okazało się że nie, jednak żaden z obecnych motocyklistów i zakapiorów nie był szpiegiem Klubu Hellfire, bractwa złych mutantów, hydry, czy kogo tam wiedzą. Zaśmiał się w duchu gdy zauważył że właśnie w tym momencie myślał dokładnie jak maszyna, którą kiedyś chciano z niego uczynić. I to on miał pokazać tej młodej dziewczynie jak być człowiekiem? Dobre sobie. Jaki normalny człowiek spodziewa się szpiegów niebezpiecznych organizacji w pierwszym pubie do jakiego wpada?
- To jak mała? - zagadnął z powrotem Laurę, skoro już upewnił się że nikt w lokalu nie jest nimi zainteresowany. - Co się właściwie wydarzyło w Houston?
Chciał wziąć kolejnego łyka, ale okazało się że źródełko już wyschło. Przeprosił więc Laurę i pofatygował się z powrotem pod ladę, dając tym samym dziewczynie czas na zebranie myśli.
Gdy wrócił, cała jego uwaga skupiona była znowu na córce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
X-23

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 09/05/2013

PisanieTemat: Re: Przydrożny bar motocyklowy   Sro Lip 12, 2017 8:35 pm

Laura, kolejny już raz zresztą, nie wychwyciła momentu. Cały czas nie mogła się do tego przyzwyczaić, że tak swobodnie pije z ojcem, a i smak alkoholu nie za bardzo przypadł do jej gustów. Loganowi chyba też. Krzywił się za każdym razem po wychylonym do dna kieliszku. Za swój jednak nie złapała. Siedziała i wpatrywała się w ojca. Może właśnie chciała to zobaczyć? Tą standardową minę, która utwierdzi ją w przekonaniu, że wszystko jest 'po staremu'? Ale czy nadal tak jest? Czy nic się nie zmieniło? W końcu niedawno wrócił z kosmicznej wyprawy, więc dopatrywała się w nim jakiś zmian. Na dodatek wrócił bez Jean Grey, którą darzył niezrozumianym przez nią uczuciem... więc czegoś się spodziewała...
I co? Chyba nic się nie zmieniło. Tak jak stał, tak stał. Pił to samo, była ciekawa czy tyle samo... I o dziwo odczuła dziwny dysonans. Miała nadzieje, na coś więcej, ale przez całą drogę do tej knajpy, czy ta krótka chwila jaką spędzili w środku nie dawała jej żadnych znaków, że coś jest nie tak. Może Logan był do niej o wiele bardziej podobny niż myślała? Tylko, że ona chciała czuć. Naprawdę. Chciała w końcu coś poczuć, by mieć pewność, że w środku nie jest martwa. Coś innego niż złość, zmieszanie i wieczne poczucie bycia nie na miejscu. No chyba, że pole walki.
Cały czas miała obawy, że jako osoba powstała na drodze klonowania nigdy nie będzie miała okazji poznać jak to jest być człowiekiem, a nie maszyną do zabijania. A może tego da się też jakoś nauczyć?
W rezultacie złapała za kieliszek, gdy zasiadła do papierów i wypiła do dna. Stwierdziła, że może to pomoże przebrnąć przez te wszystkie strony. Nie żeby miała coś przeciwko uporządkowaniu, ale patrząc na te rubryczki stwierdziła, że wypełnianie papierów to strasznie nudne zadanie. Nie zamierzała jednak się sprzeciwiać. Skoro to należało do jej obowiązków to musi to zrobić. I koniec.
- Ale od żadnego z was nie dostaliśmy pozwolenia. Właściwie postawiliśmy Frost przed faktem dokonanym - Podniosła wzrok z nad papierów i odnalazła spojrzenie ojca. Może nawet oczekiwała od niego jakiejś reprymendy? Sama nie wiedziała po co chciała pogorszyć swoją sytuację.
Zanim odpowiedziała na jego pytanie o Houston wzięła głębszy oddech. Chwyciła za pierwsze, lepsze krzesło i przysunęła sobie pod sam stół. Usiadła i założywszy, tak po męsku, nogę na nogę zaczęła opowiadać.
Ze szczegółami opisała pierwszą barierę i walkę z widmem. Nie omieszkała, wręcz fachowo wspomnieć o cechach tego stwora i możliwościach, tak by mniej więcej wiedział z kim mieli do czynienia. Wymieniła wszystko co mogło się przydać Loganowi, gdyby kiedykolwiek spotkał widmo. Opisała również współpracę z Onurisem i jego towarzyszką. Najwięcej zajęło jej opisywanie tajemniczego 'studenta' i motywu z cofnięciem czasu. Nie chciała ojcu ściemniać, dlatego od razu powiedziała, że gdyby nie to to stracili by Surge. Pokrótce opowiedziała jak sobie poradzili z sytuacją i jak Josh gładko wszedł w rolę przywódcy. Stwierdziła, że trzeba to zanotować, a nuż Frost będzie go chciała mianować na dowódce. Potem opowiedziała o współpracy z The Core, wyjaśniając co to za organizacja. Opowiedziała o sprzętach i technologii jaką miała okazję obsługiwać.
Ogólnie rzecz biorąc przybliżyła jak najbardziej szczegółowo się dało oraz zwracając baczną uwagę nie tylko na chronologię, fakty, ale również dodając i swój komentarz wynikający z jej doświadczenia na ogólnie pojętym polu walki. ...A potem spojrzała na niego pytająco. A nuż chciał jeszcze o coś dopytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Przydrożny bar motocyklowy   

Powrót do góry Go down
 
Przydrożny bar motocyklowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Warsztat motocyklowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: North Salem-
Skocz do: