Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jezioro Silverstone

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Jezioro Silverstone   Czw Lip 06, 2017 3:24 pm

First topic message reminder :


Raczej niewielkie, lecz zaskakująco głębokie jezioro ukryte w lesie i dość rzadko odwiedzane przez turystów, którzy od czasu do czasu przewijają się przez okolicę. Na przestrzeni lat zaliczyło kilka przypadków utonięć, przez co miejscowi na ogół odradzają prób pływania w nim. Ostrzegają, że dno jeziora jest bardzo nieregularne i w jednym miejscu potrafi być płytko, a krok dalej następuje nawet metrowy - czy większy - spadek terenu.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pon Lip 30, 2018 9:15 am

Drgnął mimowolnie, widząc, jak kontrolki niemalże od razu zareagowały po włożeniu wisiorka i przekręceniu go. Mógł zaobserwować, jak maszyna zaczynała się "budzić do życia". Poszczególne miejsca na panelu zaczęły świecić... Co sprawiło, że patrzył na to z dozą niepewności. Im dłużej tutaj był, tym bardziej nie wiedział, za co powinien się zabrać.
Usiadł na fotelu, zarazem wlepiając wzrok w konsolę. Wyciągnął rękę by spróbować ostrożnie dotknąć obrazu, który pojawił się w danym momencie.
- Czemu nie może być to po angielsku? - spytał sam siebie, zastanawiając się zarazem, co to właściwie za język. - Nic nie rozumiem - postanowił odroczyć próbę dopasowania widzianego pisma do czegokolwiek, by zarazem poświęcić uwagę innym rzeczom związanych z tym wszystkim.
Uznał, że nie ma co dłużej myśleć nad tym, tylko spróbować. Szturchnął jeszcze wskazującym palcem kulę, która właśnie się pojawiła, po czym obrócił ją zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech, gdy uświadomił sobie, że nie wystąpiła żadna reakcja. Czyli czegoś brakuje - stwierdził jeszcze w myślach. - Czy tamta kobieta... To właścicielka tego pojazdu? - przemknęło mu jeszcze. W końcu wisiorek był jej...
Pokręcił energicznie głową, by nie myśleć o tym, po czym skupił wzrok najpierw na suwakach i guzikach. Czerwone światło przy nich powodowało, że zdecydował się na ponowne przesunięcie suwaków, zarazem patrząc jakie to dawało efekty po kuli, i po hologramie, czy czasem znaczki jakoś się nie zmieniły. W końcu położył jedną dłoń na niej, a drugą przesuwał suwaki, zarazem patrząc, czy nie ma jakiegoś guzika, który wprost by wskazywał na uruchomienie. Może to działa jak kierownica? - przemknęło mu przez myśl. - Może to sprawi, że jakoś się uniesie... Poruszy... Cokolwiek. Bardziej stawiam na własną wyobraźnie, bo nie wiem, co powinienem zrobić - wiedział, że ryzykował, ale nie chciał zostawiać tego wszystkiego w takim momencie. Po suwakach przyjdzie czas na guziki. Może za bardzo komplikuję i wystarczy jedynie przywrócić to tak, by było miłe, zielone światełko? - pomyślał jeszcze, nadal mając wzrok skupiony na hologramach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pon Lip 30, 2018 3:20 pm

Przesuwanie suwaków i wciskanie guzików przy kontrolkach sprawiało, że te ostatnie zmieniały kolor z czerwieni na zieleń - czasem od razu, to przy przyciskach, a czasem stopniowo przechodząc przez wypadające pomiędzy nimi barwy. Już po chwili wszystkie lampki świeciły na zielono i przynajmniej to zdawało się być uniwersalnym oznaczeniem. Szum dochodzący gdzieś z dołu stał się głośniejszy - do tego stopnia, że teraz na pewno dało się go wyróżnić i nie można go było zrzucić po prostu na dzwonienie w uszach. Jednocześnie wzmogły się także i drgania pojazdu.
W końcu, gdy zmieniło się już ostatnie światełko, całą maszyną gwałtownie szarpnęło - zgodnie z ruchem kuli, który wywoływał właśnie Markus. Najwyraźniej chłopak miał więc rację i była to pewnego rodzaju kierownica... Sterowanie którą wydawało się być bardzo instynktowne. Dopiero w następnej sekundzie statek zaczął się wznosić, niezbyt płynnie, jak gdyby przychodziło mu to z trudem. Mogło to wynikać z faktu, że przez długi czas nie był używany.
Jego dach uderzył w sklepienie, co w środku było odczuwalne, ale w zasadzie niezbyt straszne. Nie wyglądało na to, aby pojazd miał się od tego rozlecieć. Przeciwnie, gleba wybrzuszyła się, a potem zaczęła kruszyć, osuwać na boki, pozwalając maszynie przebić się na zewnątrz. Przy okazji naruszone musiały zostać korzenie jednego z pobliskich drzew, gdyż na ekranach Markus mógł zauważyć jego niespodziewany upadek.
Choć manewrowanie statkiem nie należało do bardzo trudnych zadań - wystarczyło odpowiednio przesuwać i obracać holograficzną kulę - to jednak nastolatek szybko powinien być w stanie odnotować, że coś najwyraźniej było z nim nie tak. Odmawiał wzniesienia się więcej niż na kilka metrów ponad korony drzew, jak gdyby coś w takich momentach ściągało go niżej, a do tego chwilami szarpało nim na boki. W związku z tym Markus musiał uważać. Oczywiście przemieszczanie się wśród pni również byłoby ryzykowne, bo albo zostałyby one powalone - albo statek by się na nich uszkodził.
Maszyną coraz bardziej trzęsło. Właściwie zaczynała wręcz mocno wibrować... I to mógł nie być dobry znak, szczególnie w połączeniu z tym, że niektóre jej światełka znów zaczęły przechodzić w czerwień. Jej silniki słychać było nawet na zewnątrz, więc z czasem ten szum dotarł też do Karoliny i Norberta - kiedy tylko statek trochę się do nich zbliżył. Ze środka pojazdu przez niezamknięte drzwi wydobywało się światło, lecz początkowo zdawało się nie alarmować macek... Być może ze względu na wysokość, na jakiej się znajdowało, a może Markus miał szczęście. Niestety nie mogło to trwać wiecznie i nagle w bok maszyny coś uderzyło, zbijając ją z kursu bardziej nad jezioro i przy okazji trochę ją obniżając.
Co ciekawe, w tym momencie drzewo przestało wywijać przy Karolinie i Norbercie, jak gdyby mrok - na chwilę? - stracił nimi zainteresowanie. Pień opadł na ziemię i sturlał się w pobliże parki oraz jeziora. Jak gdyby tego było mało, sieć ciemności oplatająca barierę kosmitki chyba nawet się odrobinę rozrzedziła - przez co pomiędzy kłębiącymi się, głęboko czarnymi mackami pojawiły się prześwity... Bardziej naturalnego mroku? Wszystkie znajdowały się tylko po jednej stronie osłony, nad wodą.
Oczywiście każdy z trójki już wcześniej miał okazję zorientować się, że ponad taflą kręciło się sporo macek, w tym takich wychodzących bezpośrednio z jeziora, ale być może dałoby się pomiędzy nimi jakoś manewrować - w tym nawet pod powierzchnią? Statek był na to co prawda zbyt duży, lecz z nim z kolei istniała opcja zaryzykowania próby przecięcia niektórych wiązek ciemności lub przebicia się przez nie. W ostateczności woda stanowiła lepsze pewnie miejsce do lądowania od twardej ziemi... Nie tylko dla całej maszyny.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Sro Sie 01, 2018 10:59 am

Norbert był na skraju zmęczenia. Ciągłe wlepianie się wzrokiem w ciemność dookoła i gotowość do odskoku przed niebezpieczeństwem wyczerpywała go psychicznie niemal tak jak fizycznie. Przynajmniej miła kosmitka postanowiła z nim zostać. Był to z jej strony miły gest, który naprawdę podniósł dziennikarza na duchu i pozwolił mu jeszcze na jakiś czas wziąć się w garść. Jeżeli kiedykolwiek będzie zmieniał pracę ( a życie jest zbyt piękne i krótkie, żeby całe zmarnować na pisanie do Bugle'a) to wpisze sobie w CV "łatwo nawiązuje przyjaźnie z kosmitami". Kto wie? Może w nadchodzących czasach będzie to niemal tak samo wymagane jak "biegła obsługa pakietu Office" Fakt że znowu zaczął myśleć o przyszłości innej niż w roli chłodnego zombie mówił o jego lepszym samopoczuciu.
Gdy pień opadł bez życia zaraz koło nich z początku myślał że to jakaś pułapka. Wybieg mający na celu uśpić ich czujność. Gdy jednak przez kilka minut nic się nie działo pozwolił sobie trochę się rozluźnić.
- Czy to było rzucenie broni? Myślisz że się poddają? - zapytał z nadzieją, lecz sam w to nie wierzył.
Nagle jego uszu doszedł przedziwny dźwięk. Wspominając zeszłe wydarzenia i szybko dodając dwa do dwóch był święcie przekonany że coś większego i bardziej złowrogiego mnie w ich stronę. Bo jaki byłby inny powód zaprzestania ataków. Mrok chyba nie przestraszył się piskliwych okrzyków dziennikarza.
Strasznie chciało mu się pić. Mimowolnie odwrócił się w stronę jeziora i wtedy cudem zauważył że tam bariera jest słabsza i jakby... podziurawiona?
- Czy ja już mam omamy, czy tutaj ciemność się przebarwia? Myślisz że dasz radę nas tamtędy wydostać? - wskazał Karolinie odkryte miejsca. Dziewczyna może nie wyglądała na silną, ale Norbert pamiętał jak zatrzymała go w miejscu gdy próbował ją porwać do auta. (Co gdyby się udało, może obydwoje byliby teraz bezpieczni) Skoro bez trudu mogła go przesiłować na ziemi, to czemu nie dałaby rady wznieść go w powietrze? Kto wie? Jaki jest udźwig lotu tęczowych kosmitek?
Jeśli w którymkolwiek momencie dziennikarz zauważy kształt, lub przynajmniej światła pojazdu którym poruszał się Marcus, krzyknie: - Hej! To twoi ludzie! Przybyli cię uratować! Jesteśmy ocaleni!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Sob Sie 04, 2018 7:19 pm

Karolina coraz bardziej była zmęczona. Czekanie w nieprzeniknionej ciemności, nie wiedząc co się dzieje z ich towarzyszem, w strachu przed ciosem w każdej chwili. Zdecydowanie było męczące. Głównie przez stres i strach. Jej organizm działał na najwyższych obrotach. Dziewczyna ciągle była w napięciu. W końcu bez Markusa nic nie mogli zrobić. Tylko czekać i się bronić. Robić uniki przed kolejnymi drzewami. Nawet nie byli pewni czy chłopak w ogóle jeszcze żyje choć tej myśli akurat blondynka do siebie nie dopuszczała. Wierzyła, że jej kolega da sobie radę i nie zginie. Nie był głupi. Czasem tylko działał trochę zbyt wolno. Był ostrożny do przesady. Może jednak właśnie dzięki temu jego misja zakończy się powodzeniem.
Gdy pień opadł niedaleko nich na ziemię i sturlał się bezwładnie po wzniesieniu, dziewczyna zaczęła się rozglądać dookoła jakby szukając czegoś innego czym macki mogłyby zacząć wymachiwać. W końcu, nie mogli ufać tej ciemności. Atakowała ich, była ich wrogiem.
- Rzucenie broni? Nie sądzę. Prędzej podstęp, więc lepiej miej oczy i uszy otwarte. - odpowiedziała Norbertowi. Nie wierzyła, by ciemność ot tak po prostu się poddała. Coś musiało się stać, że nagle macki przestały ich atakować. Tylko co?
Wtem do jej uszu dobiegł dźwięk. Co już samo w sobie było dziwne, bo przecież ta dziwna ciemność wygłuszała wszystko. Czyżby to Markusowi udało się w końcu coś zrobić. Spojrzała w stronę jeziora niemal w tym samym momencie kiedy dziennikarz jej powiedział, by to zrobiła. Faktycznie było widać różnice w ciemności. Trochę dziwne, że od strony jeziora. W końcu do z niego wychodziły żywe macki. A jednak, to właśnie z tamtej strony macki jakby się nieco rozproszyły. Mogli zobaczyć zwykłą ciemność.
- To od strony jeziora. Myślisz, że warto ryzykować? To może być tylko chwilowe. - nie była pewna czy warto było podjąć takie ryzyko. Przelecenie nad jeziorem wiązało się z przeleceniem nad mackami. To nie wydawało się jej zbyt bezpieczne.
Jeśli i ona zauważyła statek, zaczęła się mu przyglądać z niemałym zaciekawieniem. Być może to on sprawiał, że ciemność była nieco rzadsza, a macki się uspokoiły i nie atakowały ich już.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Czw Sie 30, 2018 7:51 am

Przynajmniej w tym się nie pomylił. Zdecydowanie się na przesuwanie suwaków, jak i wciskanie przycisków związanych z czerwonymi kontrolkami sprawiło, że barwa zaczęła się zmieniać na przyjemną zieleń. Nie wiedział, czy to pomoże, ale jakakolwiek zmiana powinna wpłynąć na statek... Raczej. Tak wydawało mu się. I potwierdzenie tego dostał niedługo potem, wraz z ostatnią zmianą koloru.
Czując szarpnięcie, momentalnie zaprzestał poruszania kulą, kładąc na niej całą dłoń, a drugą ręką przytrzymał się siedzenia, by nie spaść lub nie uderzyć się o coś mocno. Zacisnął mocno zęby, czując jak w żołądku nieco mu wiruje. Zaraz potem, gdy już pojazd podnosił się, usadowił się jakoś lepiej na samym fotelu i ponownie położył dłoń na kuli. Zadrżał zarazem, gdy zaczął przebijać się przez ziemisty sufit. Miał wrażenie, że w pewnym momencie zatrzyma się gwałtownie i nie zdoła ruszyć dalej. Jednakże efektem, który zobaczył, było to, że wydostał się z tej "pułapki". Zerknął na każdy z ekranów, zarazem rejestrując to, jak bardzo miał zaczynał psuć swoim działaniem okoliczną roślinność. Problemy jednak nie zakończyły się.
Zrozumiał dość szybko, że był zdolny do poruszania się w pewnym stopniu. Nie potrafił natomiast zrozumieć, dlaczego maszyna nie pozwalała się na wyższe zniesienie się. W dodatku nie zachowywała płynności przy poruszaniu się. Na początku miał wrażenie, że to wina okolicznej, nietypowej ciemności, lecz na ekranach nie zauważył niczego takiego. Będę musiał uważać. Nie zdecydował się na poruszanie między pniami. Nie miał pewności co do tego, że umiałby omijać poszczególne pnie drzew, tak, by nie uszkodzić maszynę. Jeśli chodziło o zamykanie drzwi, nie myślał nad tym teraz.
Im więcej czasu upływało, tym bardziej odczuwał trzęsienie pojazdu. Czuł nieprzyjemny uścisk w gardle. Nie miał pojęcia co było przyczyną, ale nieprzyjemny blask czerwieni powodował, że pomimo braku zrozumienia języka, wiedział chociaż tyle, że coś było nie tak. Brakowało jednak mu odpowiednich wiadomości, by zdołać zdefiniować co dokładniej. Nie mógł jednak specjalnie nad tym dłużej się zastanawiać. Uderzenie w bok, jak spowodowany skutek w postaci zmiany trasy lotu tak, że znalazł się nad jeziorem, wymusiło na nim skupienie całej uwagi na tym, co wyświetlały ekrany i co mógł dalej zrobić. Próbował nieco zwiększyć wysokość lotu, tak, by być jakiś metr-dwa nad samą taflą. Brakowało pomysłu, gdzie kierować się. Specjalnie nie palił się do bliskiego spotkania z mackami. Przygryzł dolną wargę, uświadamiając sobie, że próba przelecenia nad nimi nie skończy się dobrze. Nie, właściwie wszystko związane z nimi nie zwiastowało dobrego zakończenia, ale tak jakoś teraz... miał gdzieś w umyśle wizję złapania przez nich z dołu i owinięcia się wokół niego. Chyba, że... Zaczął ostrożnie obniżać lot, tak, by już być niecały metr nad taflą.
Jeśli zdoła przez ten hałas usłyszeć głos mężczyzny lub dojrzy blask od bariery Karoliny, przekieruje się w tamte miejsce, obniży lot tak, by maszyna zaczęła stykać się z taflą wody i dosłownie "wbije się" w ewentualne macki, które znajdą się na jego trasie. Będzie próbował jeszcze nieco bardziej zanurzyć się, by chociaż częściowo była w wodzie. Jego celem będzie znalezienie się jak najbliżej owej dwójki.
Przestudiuje wzrokiem na nowo konsolę, szukając czegokolwiek, co by się przydało, zarazem też sprawdzając, jak dużo światełek zmieniło barwę z zielonej na czerwień. Czuł nieprzyjemne dreszcze przebiegające mu po plecach. Nie potrafił przewidzieć, jak się to wszystko potoczy. Bądź co bądź, w miarę możliwości, spróbuje zatrzymać się w wodzie, jak najbliżej owej dwójki. Jeśli maszyna nie da znaków, że jest z nią jeszcze bardziej coś nie tak, nie wyłączy silnika, a będzie próbował dać im znać, by próbowali tu wejść, w postaci takiej, że odejdzie i zbliży się ku wyjściu, wychyli się i pomacha. O ile do tego czasu będzie miał taką możliwość. Zaś, jeśli pojazd będzie jeszcze bardziej się buntować i nie pozwoli na dalszy lot, czy ogólne działanie, spróbuje pokierować to tak, by wylądowało na wodzie lub częściowo zanurzone w niej. W najgorszym wypadku w samej niej, ale wtedy wcześniej weźmie głębszy wdech, by nabrać powietrze do płuc. Zabierze również wisiorek i będzie próbować się ewakuować z tego miejsca, zarazem nieco wygaszając własne światło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pią Sie 31, 2018 4:38 pm

Markus był w stanie dojrzeć prześwity blasku dochodzące z jednego z brzegów jeziora, nad którym się znajdował - lecz przez gęstość macek nie potrafiłby określić co dokładnie stanowiło jego źródło. To mu jednak najwyraźniej wystarczyło, aby skierować się właśnie w tym kierunku... A jego pojazd trząsł się w tym czasie coraz bardziej. Przed chłopakiem wyświetliła się nawet nowa dawka holograficznego tekstu, którego wciąż nie mógł odczytać z powodu bariery językowej... Ale znaki zabarwiono na czerwono, co zdawało się źle wróżyć. Jakieś ostrzeżenie? Może informacja, która - gdyby ją rozumiał - pomogłaby mu uratować statek?
Być może, lecz niestety w tych okolicznościach nie dała mu niczego - pewnie poza wzrostem paniki i poczucia zagrożenia - a teraz już z zewnątrz dało się dojrzeć, że coś z pojazdem było nie tak. Światła w środku zaczęły przełączać się na czerwone, a w dodatku dość powoli migające - i ich kolor wydostawał się przez otworzone drzwi. Karolina i Norbert powinni być w stanie przynajmniej od czasu do czasu go dostrzegać, w tym momencie już coraz niżej... I bliżej.
Statek znajdował się już tuż nad wodą, gdy zderzył się z kilkoma mackami, splecionymi ze sobą tak, jak gdyby świadomie postanowiły go zatrzymać. Ten wstrząs był chyba kroplą, która przepełniła czarę; we wnętrzu pojazdu rozległ się alarm przypominający syrenę, dla Markusa niemalże ogłuszający, a dla Karoliny i Norberta po prostu głośny. Hologramy zamigotały, nim jeden po drugim zniknęły, część kontrolek zgasła, inne jeszcze przez krótką chwilę pozostały czerwone... Nawet temperatura we wnętrzu statku zdawała się rosnąć na łeb, na szyję. Wszystko to były bardzo złe znaki...
Nastolatek miał czas, aby zacząć kierować pojazd w dół, ku wodzie, lecz maszyna nie zdążyła nawet osiąść na powierzchni jeziora, a co dopiero się zanurzyć. Zanim do tego doszło, pod Markusem nastąpiła eksplozja - biała i gorąca, bardzo nagła, szybka... No i oczywiście donośna. Jej źródło znajdowało się na dolnym pokładzie statku, bezpośrednio pod fotelem, więc najpewniej wynikało z problemów z silnikiem, zasilaniem lub inną ważną częścią pojazdu, który został praktycznie rozerwany od środka - warstwa po warstwie, pękając na drobne kawałki, zapewne zbyt małe, aby mogły jeszcze zostać do czegoś później użyte, gdyby ktoś je odnalazł i zabrał.
Człowiek nie miałby szans na przeżycie takiego wybuchu. Skończyłby w najlepszym wypadku rozczłonkowany - albo całkowicie zmiażdżony przez uderzenie od wewnątrz o jedną z powierzchni statku i dopiero później podzielony na strzępki. Markus znajdował się jednak w fotelu, a przed chwilą uruchomił wszystkie dostępne opcje pojazdu - co mogło się zresztą przyczynić do jego przegrzania lub wręcz je spowodować - w tym ochronę pilota. Co prawda eksplozja zaczęła odpychać go w górę, lecz w tym momencie uaktywniło się pole siłowe chroniące siedzisko... I nastolatek został odrzucony wraz z nim, wystrzelony w powietrze w czym w rodzaju świetlistego, białego kokonu.
Na tym skończyło się jego szczęście. Jego bariera po przeleceniu kilku metrów uderzyła o jedną z większych macek pod takim kątem, że została skierowana po skosie w dół i zaryła w miękką ziemię przy samym brzegu, kawałek od Karoliny i Norberta. Wówczas pole się zdematerializowało, pozostawiając chłopaka odsłoniętego na ataki i wszelkie inne zagrożenia. Fotel nie wytwarzał przyciągania, nie zmuszał nastolatka do pozostania na miejscu, w związku z czym w trakcie lotu poobijał się on o ścianki kokonu, w tym uderzając głową o jego górną część. Pozbawiło go to przytomności i mocno go poturbowało. Jako że leczył się tylko świadomie, nie był teraz w stanie sam sobie pomóc.
Karolina i Norbert - przez wcześniejsze działania Markusa - również przebywali blisko eksplozji, lecz, o ironio, oddzielały ich od niej macki, które wcześniej starały się ich dopaść. To właśnie one przyjęły na siebie większość uderzenia, nawet jeżeli część energii z wybuchu pomiędzy nimi przeniknęła, a i one same zdążyły przynajmniej zacząć się przemieszczać, jak gdyby wyczuły niebezpieczeństwo i chciały mu zejść z drogi. Oznaczało to, że eksplozja trafiła również w tę dwójkę i ją odepchnęła - ładnych kilka metrów od jeziora. Odłamki zatrzymały się w większości na mackach, lecz całkiem sporo z nich zaryło również w ziemię czy drzewa, w tym bardzo blisko Karoliny i Norberta.
Tyle że... To nie był jedyny efekt wybuchu. Fala uderzeniowa przybyła i odeszła - ale blask pozostał, biały i niemalże oślepiający, o wiele wolniej blednący... Sprawiający, że ta naturalna ciemność przynajmniej chwilowo zniknęła i w okolic zrobiło się widno jak w dzień. Nie uszkodziło to większości macek, jedynie te najmniejsze i najbardziej wiotkie; poza tym oberwały tylko te w pobliżu wybuchu, lecz być może bardziej z powodu fali uderzeniowej niż od światła... Ciężko byłoby to do końca stwierdzić. Kiedy oczy przyzwyczaiły się już do jasności, na jej tle dało się wyróżnić coś w rodzaju drobnych, bladych, ale kolorowych sfer - można by wręcz rzec, że o pastelowych odcieniach.
Karolina z kolei z pewnością poczuła efekty tego światła - jak gdyby jej siły gwałtownie zaczęły wracać. Ta energia - słoneczna lub przynajmniej w wystarczającym stopniu do niej podobna - ładowała nastolatkę na bieżąco do pełna, może nawet bardziej, co łatwo mogłoby zrobić dziewczynie krzywdę, gdyby się jej jednocześnie nie pozbywała... Bo przestać jej pobierać nie była w stanie. Nawet jeżeli w dalszym ciągu utrzymywała barierę, to teraz w ogóle tego nie czuła, bo cały czas zasysała więcej mocy.
Co ciekawe, po eksplozji stało się coś jeszcze - coś drobnego, na co początkowo można było spokojnie nie zwrócić uwagi, a mianowicie... Kiedy biel wybuchu zaczęła już schodzić w "zwykłą" jasność, szpadel Norberta w dalszym ciągu błyszczał, być może w jakiś sposób napromieniowany czy inaczej odmieniony po swoim niedawnym spotkaniu z czarną mazią. W najgorszym wypadku mógł teraz robić za lampkę nocną. Gdyby mu się dokładniej przyjrzeć, to na jego powierzchni chyba odbijały się nawet kolory... Może jego własne, a może należące do tęczowej przecież Karoliny lub tych sfer.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Czw Wrz 06, 2018 6:20 pm

To co z początku Norbert brał za halucynację swojej sponiewieranej psychiki okazało się być czymś więcej niż tylko omamami. Obiekt zbliżał się do nich i jego światła nawet zza zasłony macek zdawały się być bardzo realne.
-Lecą! Jesteśmy ocaleni!!! - wrzasnął a łzy radości pojawiły się w jego oczach. Zaczął machać energicznie w stronę nadlatującego pojazdu, mimo iż prawdopodobnie nie byli z jego pokładu absolutnie widoczni.
Obiekt do tego zdawał się pędzić w ich stronę. Norberta niepokoił lekko kąt jego podejścia i prędkość z jaką się poruszał. Intensywne, jaskrawe kolory także nie przysparzały reporterowi wojennemu najlepszych skojarzeń.
- Nie jesteśmy ocaleni! PADNIJ!!! - wrzasnął gdy był już pewien że o łagodnym lądowaniu nie było już mowy. Niemal w tym samym czasie (z refleksem który pochwaliłby dowolny nauczyciel WF'u i przysposobienia obronnego w gimnazjum) rzucił się na trawę z rękoma na głowie.
Moment później poczuł się jak w trakcie bombardowania. Gdzieś coś eksplodowało, rozbłysło jakieś światło, jakieś odłamki śmigały mu nad głową. On sam zupełnie tego nie widział, bo jego twarz, po raz kolejny tego wieczora, znalazła się w błocie. Fala uderzeniowa, która towarzyszyła eksplozji porwała go z miejsca i, niczym ciasto na pizzę, przetoczyła kilka metrów w dal.
Dziennikarz nie był pewien, czy celowano w nich i spudłowano, czy strzelano do mroku wokoło. Tak czy siak nie zamierzał narzekać na to, że jeszcze żyje.
Gdy w końcu większość wizgów i eksplozji zdecydował się otworzyć oczy. Ku jego zdziwieniu okazało się że wokoło jest jasno.
No... jaśniej...
Do tego, obok niego w trawie leżał znajomy obiekt. Odrzut eksplozji cisnął nim w okolice szpadla, którego wcześniej w przestrachu odrzucił w obawie przed pokrywającym go cienistym glutem. Teraz nie dość że zdawał się być wolny od spaczenia, to wręcz błyszczał w otaczającej ich zorzy. Niepewnie, przez naciągnięte rękawy bluzy, Norbert zdecydował się go w końcu podnieść. Koniec końców dodatkowy zasięg i ciężar w dłoniach podnosił go minimalnie na duchu.
-Nic mi nie jest!- krzyknął na wypadek gdyby kogoś w okolicy to interesowało i otrzepał ubranie.
Rozejrzał się dookoła starając się ocenić sytuację i zidentyfikować co (tym razem) ich zaatakowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pią Wrz 07, 2018 11:46 am

Karolina, w przeciwieństwie do Norberta, wolała nie podchodzić zbyt entuzjastycznie do obecnej sytuacji. Oczywiście, uśmiechnęła się na widok świecącego statku. Statku, który mógł oznaczać kogoś od niej choć nie koniecznie. Dopóki jednak ten do nich nie doleci bezpiecznie to lepiej uważać. W końcu między nimi, a statkiem była cała masa macek, które wyraźnie próbowały zaatakować statek. Najwidoczniej stanowił dla nich jakieś niebezpieczeństwo.
Niestety dosyć szybko się okazało, że statek do nich nie doleci. Nastąpiła biała eksplozja, wręcz oślepiająca, gdy ten był tuż nad wodą. Ze statku wyleciało coś, co wyglądało jak kokon. Dziewczyna rzuciła się na ziemię niemal w momencie kiedy Norbert krzyknął, by to zrobić. Zapewne dzięki temu uniknęli oberwania kawałkami pojazdu, ale i tak siła wybuchu odrzuciła ich na kilka metrów od jeziora. Blondynka przeturlała się kawałek po ziemi, zapewne po drodze trochę się obijając o kamienie i gałęzie, ale poza tym nic jej nie dolegało. Wręcz przeciwnie. Poczuła się lepiej. Fizycznie i psychicznie. Nie licząc bólu tu i ówdzie, Karolina czuła jak jej energia się ładuje. Te ufo, czymkolwiek było, musiało być zasilane energią słoneczną lub czymś niezwykle do niej podobnym. Wybuch sprawił, że energia się rozeszła, a ona ją wchłaniała teraz. Początkowo aż jej tęczowa bariera dookoła nich się powiększyła, gdy otrzymała taki zastrzyk mocy. Szybko jednak ogarnęła się i pomniejszyła barierę do poprzedniej wielkości, nie chcąc zbyt szybko zmarnować energii.
Powoli podniosła się do siadu i rozejrzała dookoła, masując tył głowy. Było... Niezwykle jasno. Niemal jak w dzień. Macek było trochę mniej, a do tego w pobliżu mogła zauważyć kilka kolorowych... kul? Punktów? Nie była pewna, jak to nazwać, ale w kilku miejscach energia skupiała się w okrągłe kształty. Rozglądając się najpierw spojrzała na dziennikarza, który też się odezwał, informując, że nic mu nie jest. Na szczęście. Taka eksplozja mogła wyrządzić mu krzywdę. Mężczyzna miał niezwykle dużo szczęścia. Może to profesja dziennikarza sprawiała, że był w stanie przeżyć wszystko. By móc później donieść o tym ludziom.
Rozglądając się dalej zauważyła kilka części statku. W końcu jej spojrzenie padło również na Markusa. Nieprzytomnego w trawie. Kosmitka mogła jedynie zgadywać, że chłopak odnalazł ten pojazd i starał się dostać do nich, by pomóc im. Niestety coś poszło nie tak i statek wybuchł. Jeśli jej kolega znajdował się poza jej barierą, rozszerzyła ją, mogąc sobie na to chwilowo pozwolić po czym zawołała Norberta, by ruszył za nią, wskazując w stronę młodego mutanta. Chciała jak najszybciej dotrzeć do kolegi i upewnić się chociaż, że ten żyje. Przemieściła się w jego stronę jak najszybciej i na szczęście chłopak żył. Był faktycznie nieprzytomny. Czemu akurat się nie dziwiła.
W międzyczasie blondynka zauważyła również, że dziennikarz znowu miał swój szpadel, a ten w dodatku świecił się. Musiał zmutować przy kontakcie z mackami, a następnie ogromną ilością energii słonecznej. Dotknęła drewnianej rączki, przesyłając więcej swojej energii słonecznej w nią, mając nadzieję, że szło ją w ten sposób naładować. Chciała coś sprawdzić i chwilowo musiała zostawić tę dwójkę samym sobie. Jeśli którakolwiek z tych kolorowych sfer była bardzo blisko nich to nie miała zamiaru ich zostawiać tutaj tylko poprosić Norberta o podniesienie Markusa, a następnie ruszyła w stronę sfery. Jeśli jednak zbliżenie się do którejkolwiek z nich wymagało rozdzielenia się niestety musiała to zrobić.
- Wygląda na to, że twój szpadel naładował się niczym bateria słoneczna. Zabierz Markusa i oddalcie się od jeziora trochę. Chcę coś sprawdzić i muszę was chwilowo zostawić. Jest jasno, więc będziesz widział macki. Twoja nowa broń powinna ci pomóc. - wytłumaczyła swoje zamiary, po czym nie czekając na reakcję mężczyzny, podniosła się z klęczek i ruszyła w stronę najbliższej sfery. Na pieszo lub lotem, w zależności od tego, czego wymagała sytuacja. Utrzymywała wokoło siebie niewielką barierę, a wciąż się ładując mogła też atakować macki jeśli te próbowały się zbliżać do pozostałej dwójki. W związku z tym starała się poruszać tak, by móc mieć tamtych na oku lub co chwila się oglądała, nim nie dotarła do najbliższej sfery.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pią Wrz 07, 2018 8:59 pm

Do pary z blaskiem, szpadel zdawał się też teraz wydzielać ciepło - nie na tyle intensywne, aby ciężko go było dotykać, ale i tak wyczuwalne nawet przez materiał bluzy. Wyższa temperatura stanowiła kontrast w stosunku do panującego w okolicy chłodu. Trudno byłoby stwierdzić czy narzędzie zostało po prostu tymczasowo rozgrzane w momencie eksplozji, czy może ciepło wynikało z utrzymującego się na nim światła, a jeszcze trudniej - co to wszystko właściwie dawało w praktyce.
Jako że Markus znajdował się kawałek od Karoliny i Norberta, konieczne okazało się rozszerzenie bariery, by zaraz potem mogli się do niego zbliżyć. Dziewczyna ledwo poczuła przy tym różnicę, którą i tak od razu zapełniła świeża dostawa energii. Podobnie miała się sytuacja z przesłaniem światła w szpadel - rezerwy kosmitki szybko się odnowiły, a "broń" najwyraźniej tak czy siak nie mogła przyjąć w siebie dużo więcej... Choć teraz dało się już poznać, że faktycznie na jej powierzchni przewijały się różne kolory, bardzo blade.
Tu jednak zaczęły się - znowu - schody, bo macki widocznie wyszły już z szoku, jaki zafundował im wybuch statku. Co prawda w tej chwili były przynajmniej widoczne, ale nie oznaczało to, że mniej groźne... Przeciwnie, tworzyły przerażający obraz, przede wszystkim ze względu na swoją liczebność. Zdawały się wręcz pulsować chłodem i niepokojem, nawet z daleka. Te wydobywające się z jeziora tworzyły w jego centrum zbitą i niezwykle gęstą siatkę grubych odnóg, przez co mogły łatwo kojarzyć się z wyrastającym z wody krzewem czy drzewem o bardzo rozłożystej koronie. U podstaw - tych zauważalnych, a więc tuż przy tafli - ta plątanina mogła mieć średnicę około czterech lub nawet więcej metrów... I wyraźnie rozszerzała się ku górze.
Sfery barwnego światła powoli rozchodziły się wszędzie dookoła - i zdawały się zachowywać trochę jak bańki mydlane, choć rzecz jasna składały się z czegoś innego od nich. Utrzymywały się na różnych wysokościach, miejscami opadając niemalże aż do ziemi czy wody, dalej zaś wnosząc się nawet na cztery, pięć metrów. Niektóre błyszczały jaśniej od pozostałych, inne lekko pulsowały... Każda zdawała się być choć trochę inna od reszty. Najwięcej z nich koncentrowało się nad jeziorem - tam, gdzie nastąpiła eksplozja pojazdu, ale nawet te już się stopniowo oddalały. Ze względu na ich liczbę Karolina nie miała problemu z wybraniem sobie jakiejś pobliskiej i podleceniem czy podejściem do niej. Musiała tylko uważać na te macki, które oddzielały ją, Norberta i Markusa od wody, w związku z czym lepiej dla niej byłoby pewnie poruszać się na boki, wzdłuż brzegu.
Sama jasność zdawała się mackom nie przeszkadzać - ale i tak zaczynała już powoli przygasać. Powrót naturalnego mroku mógł być kwestią minuty czy dwóch - w porywach. Należało się spieszyć. Cieniste odnogi gorzej reagowały na kontakt ze sferami; nie wyglądało na to, aby robiły im one poważną krzywdę, ale przy zetknięciu macki lekko się wzdrygały lub nawet przesuwały. Ich powierzchnie się nie zmieniały, momentami nawet rozbijały świetliste kule, których blask wówczas rozchodził się na boki i zanikał... Ale dało się wyciągnąć z tego wniosek, że ta energia już mniej im pasowała. Ba, jeżeli mogły, to unikały sfer.
Nie unikały jednak Karoliny, Norberta i Markusa. Kilka większych macek - grubych i długich, ze średnicą dwóch metrów lub większą - zdecydowało się chyba zakończyć zabawę, gdyż w pewnym momencie wystrzeliły po skosie w górę, wznosząc się wraz z terenem, a więc sięgając gdzieś w dal - za grupkę. Trzask drewna dowodził, że nie przejmowały się tym, iż po drodze łamały drzewa, lecz te konkretne nie powinny spaść na zebranych; macki poruszały się wystarczająco daleko od nich, w przybliżeniu może z pięć metrów na lewo i prawo od grupki.
Tyle że... Nagle zakręciły, ciągnąc ku sobie wzajemnie całe swoje "cielska" i w ten sposób powalając kolejne pnie. Drzewa pękały jak zapałki, spadały jedne na drugie - łamiąc przez to sąsiadów - a grawitacja pomagała mackom zepchnąć to wszystko w dół, w stronę jeziora oraz trójki nieszczęśników... Z których tylko Karolina potrafiła przecież latać. Nie powinna mieć problemów z podniesieniem towarzyszy, ale byłoby to tylko tymczasowe rozwiązanie, a przynajmniej na chwilę odebrałoby jej sporo opcji działania. Mimo to na tę istną lawinę nawarstwiających się pni jakoś trzeba było przecież zareagować...
Nie był to zresztą jedyny problem dziewczyny. Nie potrafiła zablokować stale pobieranej energii, a tej zalegało w otoczeniu sporo - i najwyraźniej nie była ona jednak naturalna, bo przecież zwykłe promienie słoneczne po prostu ładowały kosmitkę i zaprzestawały na pełnym baku, a te... Nie. Te w dalszym ciągu w nią wnikały i to szybciej, niż Karolina je zużywała. Podlecenie czy podejście do jednej ze sfer okazało się w dodatku złym pomysłem, gdyż jej moc również wniknęła w dziewczynę przy kontakcie - i dała jej nagle większy zastrzyk sił od stopniowego wchłaniania światła z otoczenia. To przeładowanie sprawiało, że nastolatce coraz trudniej było kontrolować jej barierę, która przez to mocno falowała, momentami sięgając dalej, a potem znowu bliżej - i wymagała większego skupienia. Nie mówiąc już o tym, że takie przepełnienie zaczynało po prostu męczyć, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, jak gdyby wymuszało zbyt dużą aktywność.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Nie Wrz 16, 2018 5:50 pm

Ciężko było powiedzieć że przywrócenie możliwości widzenia otoczenia poprawiło morale dziennikarza. Wręcz przeciwnie. Wynurzającą się z tafli wody gęstwinę wirujących macek mógł skojarzyć jedynie z mitologiczną Charybdą, lub jeszcze gorzej, Lovecraftowymi dziwadłami. Zgodnie z podaniami spotakanie z jednymi jak i z drugimi nie kończyły się zbyt dobrze dla spotykających.
Z drugiej strony ktoś jednak przeżywał, skoro mógł potem napisać o tym książkę.
W stanach ogromnego stresu człowiek staje się wyjątkowo podatny na sugestię. Jako że nasz dziennikarz zdecydowanie znajdował się w takowym, nie zademonstrował nawet krztyny sprzeciwu na słowa Karoliny.
- Tak widocznie zrobił. - przytaknął na słowa dziewczyny co do łopaty, mimo że wszystko wokoło nie miało największego sensu. Pobiegł też za nią w stronę świecącego kokonu. Chłopak przyczepiony był do jakiegoś fotela. Norbert odruchowo sprawdził czy aby na pewno oddycha. Potrząsnął nim lekko i zawołał go po imieniu. - Niepokojący, rogaty, chłopcze! Jesteś z nami?
Jeśli nie doczekał się jakiejkolwiek reakcji, rozłożył obok plecak. Najpierw spróbował chlusnąć na chłopaka wodą z manierki. W dalszym przypadku braku reakcji odszukałby nóż i próbował oswobodzić dzieciaka z fotela.
Tęczowa Dziewczyna odleciała dalej, prawdopodobnie realizować dalszą część swojego planu, ale cały ten majdan Norberta nie był szczególnie poręczny w transporcie. Gdy chłopak był już wolny, spakował wszystko, zamocował jakoś szpadel do plecaka i spróbował unieść chłopaka w chwycie strażackim. Wstanie z tym wszystkim przypominało poderwanie się ze sztangą z podłogi, lecz gdy stanął już pewniej na nogach nie było z tym aż takiego problemu. Cała masa mniej więcej równo obciążała kręgosłup, a nastolatek był dużo lżejszy od typowego mężczyzny. Norbert był też w końcu całkiem wysportowany.
Co innego że z braku serum superżołnierza, genetycznych mutacji, ani supersprzętu nie będzie w stanie biegać tak przez cały dzień.
Zgodnie z instrukcjami dziewczyny skierował pierwsze kroki w stronę lasu. Marzył o znalezieniu bezpieczniejszego schronienia, niż odsłonięta polana, a im dalej był od drzewa macek z jeziora, tym lepiej. Jednak po kilku chwilach szybszego marszu z obydwu stron w stronę lasu wyprzedziły ich macki. Były daleko, lecz i tak nie wróżyło to niczego dobrego, więc Norbert zwolnił kroku.
Złowrogi łoskot zawczasu powiedział mu co się święci. Momentalnie zawrócił gnając ile sił w nogach i nie szczędząc sił.
- SZLAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAG! -Nie był pewien gdzie właściwie biegnie. Na razie uciekał prosto przed lawiną. Rozważał czy by nie wejść na jakieś drzewo i liczyć na to że zwali się już za linią macek, jednak musiałby wtedy zostawić chłopaka samemu sobie, a tak bohaterowie nie robią. Inne drogi ucieczki i tak miał zresztą odcięte przez macki. Jedyne co mu zostało to liczyć na to że dziewczyna ich zauważy i w jakiś sposób uratuje przed zmiażdżeniem.
Podczas kolejnej z retrospekcji własnego życia, do których zdążył już się dzisiaj przyzwyczaić, przypomniał sobie o wierszu, który sprezentowała mu dziwna zjawa z chaty. Zdawało się że było to już wieki temu, lecz nie było to przecież tak dawno. Dziennikarz za Chiny ludowe nie był sobie w stanie przypomnieć teraz dokładnych słów, ale pamiętał mniej więcej ich znaczenie. Znaczenie, oraz obraz rozłożystego drzewa, które już przecież widzieli. Musieli zrobić coś nie tak. Mieli sięgnąć po muzy klucz, a znaleźli tylko więcej cienistych macek pod ziemią. Widocznie coś zrobili nie tak.
W tych wszystkich rozważaniach uparcie przeszkadzało mu coś, co telepało mu się w biegu przy uchu, a dzieciak miał uwiązane na szyi. Przystanął na moment aby poprawić ułożenie wisiorka i zamarł w bezruchu.
Światło było słabe, szkice niedokładne, a wokoło szalał chaos, ale wyglądało że ten chłopak miał wisiorek kobiety ze szkiców właściciela chatki. Czy dzieciak miał go gdy się ostatnio widzieli? Skąd on go wytrzasnął?
To rzucało nowe "światło" na dotychczasowe fakty. Wcześniej Norbert zakładał że drzewo jest miejscem ukrycia klucza, ale skoro ten klucz, to znaczy amulet, był tutaj, to dziennikarz źle zinterpretował obraz. Szybko zdjął artefakt z nieprzytomnej szyi chłopaka.
Jeśli owo drzewo znajdowało się jeszcze w obszarze rozświetlonym przez Karolinę, mężczyzna zakręcił i pobiegł w tamtą stronę. Ułożył chłopaka obok na trawie i zerknął do dołu. Jeśli ciemność wciąż się tam kłębiła, zdecydowanie pchnął ją tęczowym szpadlem. Liczył na to że tak naprawdę mrok bronił dostępu do czegoś ważnego. Oczami wyobraźni widział pod ziemią ukryty kufer, lub nawet szczątki właściciela chatki. Jeśli mrok ustąpił, a pod spodem była wciąż lita ziemia, wykonał jeszcze kilka sztychów w glebę, aby sprawdzić czy pod spodem nie ma niczego twardego. Nawet jeśli nie przyniosło to rezultatów, dziennikarz zaczepił wisior na ostrzu szpadla i powoli suwał nim w dole oczekując jakiejś reakcji.
Jeśli to nic nie dało, bo drzewo pozostawało poza dostępem światła, lub po prostu nic tam nie było, (choć to dziwne, bo zjawie wyraźnie zależało na tym miejscu), Wzniesie szpadel z amuletem niczym pochodnię i powoli, acz zdecydowanie ruszy w stronę jeziora i mackowatej hydry.
Śmiało, wkrocz doń.
Zmierzając w stronę wody ogarnęło go nagle to dziwne, chłodne uczucie ostatecznej powinności. Nie liczył się już on, tylko wszyscy ludzie żyjący w pobliskim miasteczku. Jego szanse na przeżycie były naprawdę marne, ale jeśli to poświęcenie jest w stanie kogokolwiek uratować, to kim był Norbert by im tego odmówić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pon Wrz 17, 2018 5:32 pm

Karolina nie czuła się najlepiej z faktem, że musiała zostawić Norberta i Markusa samym sobie. Nie mogła jednak ciągle robić tylko im za ochronę. W ten sposób nigdy nie pokonają tego dziwnego przeciwnika i nie wydostaną się stąd. Nie mogą cały czas tylko się bronić. Musieli zrobić coś więcej.
Słyszała i widziała jak macki wystrzeliwują do przodu, w las. W stronę pozostałej dwójki. Nie słyszała jednak na razie żadnego krzyku, więc starała się koncentrować na swoim zadaniu. Choć w tej chwili było widno to jasność powoli zanikała i pewnie niedługo znowu zrobi się kompletnie ciemno. Powinna jak najszybciej coś wymyślić. Coś, co pomoże zniszczyć te cieniste macki, pokonać je.
Pomysł przyszedł kiedy blondynka dotknęła jednej ze sfer, do której się przybliżyła ostrożnie. Od razu poczuła, że energia, która wypełniała tę bańkę, zaczęła w nią wnikać. Teraz tworząc jedynie niewielką barierę dookoła siebie, kosmitka nie zużywała za dużo energii przez co czuła, że ma jej w sobie za dużo.
Rozejrzała się, widząc jak bańki powoli lewitują na różne strony, oddalając się od jeziora i miejsca, w którym wybuchł statek. Spojrzała jeszcze raz na macki, po czym podjęła decyzję. Musiała spróbować teraz, kiedy miała energii aż ponadto. Za dużo. Musiała się jej jakoś pozbyć, bo to całe przeładowanie nie było zbyt przyjemne.
Najpierw więc nieco rozszerzyła barierę dookoła siebie, po czym zaczęła powoli lecieć w stronę macek. W stronę ich źródła. W miejsce, z którego wychodziły z wody. Jednocześnie też zwracała uwagę na sfery, które krążyły w okolicy, by mieć chociaż jedną koło siebie. W końcu wyciągnęła obie ręce w stronę samego centrum macek i układając je jedna obok drugiej, wnętrzem do przodu, wystrzeliła promień energii, celując w środek ich cienistego wroga. Starała się ładować jak najwięcej energii w ten promień, jednocześnie przemieszczała się w bok i jeśli miała gdzieś przy sobie sferę to postanowiła z niej skorzystać, kradnąc dodatkową dawkę energii.
W końcu ruszyła do przodu, nie przerywając swojego ataku. Otoczona niewielką barierą zbliżyła się do macek tak blisko, jak to tylko było możliwe. Choćby to oznaczało wlecenie w sam ich środek i przesunięcie rąk w dół, by celować w źródło macek, znajdujące się pod wodą. Sama również obniżyła swój lot. Powiększała też powoli barierę, spychając macki i zmuszając je do cofania się jeśli nadal nie były w stanie przebić się przez jej tarczę z energii słonecznej. Miała po prostu dość. Dość tego siedzenia w lesie. Chciała już stąd iść, więc postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Zaatakować u samego źródła.
Gert na pewno wiedziałaby co zrobić. Była mega inteligentna i na pewno znalazłaby jakieś rozwiązanie. Niestety ona nie była Gert, więc mogła postawić tylko na to, co zdążyła zaobserwować. Nic więcej jej nie pozostało. Mogła tylko zrobić to, w czym była najlepsza, a więc zaatakować energią słoneczną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pią Wrz 21, 2018 12:01 am

To zdecydowanie nie była wymarzona pobudka Markusa... Jednakże działania ze strony mężczyzny były wystarczające, by zaczął reagować. Potrząsanie sprawiło, że wydał z siebie jęk zdradzający, że jego ciało nie było zbytnio zadowolone z takiego potraktowania. Jego powieki zadrżały, a potem uniosły się nieco.
- Hę...? - próbował skupić wzrok na Norbercie. Drgnął mimowolnie, czując wodę na twarzy. Dawało się zauważyć, że powoli odzyskiwał przytomność, ale nie można było stwierdzić, że był w świetnym stanie. Nie reagował na tyle, by zdołać samemu wydostać się czy jakoś sensowniej odpowiedzieć. - Gdzie ja... - wymamrotał sam do siebie. Tępy, pulsujący ból głowy nie dawał spokoju. Nie, nie tylko głowa. Miał wrażenie, że całe jego ciało przeszło to samo. Nie potrafił sensownie stwierdzić, czy istniało miejsce, które teraz nie bolało. W dodatku wydawało mu się, że jego uszy wychwytywały jakiś pisk.
Zmusił własne powieki do rozwarcia się szerzej tak, by móc zobaczyć, gdzie był i co się działo, jednakże nie miał pojęcia, na co właściwie patrzył. Wydawało mu się, że obraz był rozmazany, a na dodatek trząsł się. Jedynie co mu się przeplatało to jasność i ciemność, bez jednak konkretnych kolorów. Nie miał pojęcia, gdzie był i co się z nim działo teraz... A dopiero wraz z upływem kolejnego czasu, wspomnienia ostatnich wydarzeń zaczęły napływać na niego. Gorąco, głośno i ciemno - pomyślał niemrawo. Miał wrażenie, że gdyby nie ten ból, mógłby śmiało zacząć uważać, że obudziłby się po tamtej stronie. Pulsujący i męczący... zarazem niepozwalający skupić się na jakieś dalszej myśli. Nawet wspomnienia pojawiały się i znikały dość szybko, by nie zdążył się zastanowić nad tym, gdzie popełnił błąd, czy zrobił coś dobrze lub nie... Czy cokolwiek zdołał zrobić więcej. Wszystko działo się wtedy wystarczająco szybko.
Dopiero w momencie, gdy poczułby, że nikt go nie trzyma, jak i leży na czymś twardym, zmusiłby się do rozwarcia szerzej powiek i wstania dość gwałtownego, by zaraz potem chwycić się za głowę obiema rękami, krzywiąc się mocno z bólu. Wykonał to, chcąc zarazem wykorzystać ten ból do szybszego otrzeźwienia umysłu, a po uznaniu, że już lepiej kontaktuje, próbowałby się zapoznać z najbliższą okolicą i zrozumieć, co się dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Nie Wrz 23, 2018 8:06 pm

Choć Norbertowi udało się dobudzić Markusa - przynajmniej na tyle, aby chłopak lekko kontaktował - to jednak tak czy siak zmuszony był go podnieść, bo nastolatek wyraźnie nie był jeszcze w stanie poruszać się o własnych siłach. W połączeniu z plecakiem i szpadlem, Markus stanowił już znaczne obciążenie, ale z drugiej strony droga ucieczki przed lawiną pni prowadziła na szczęście w dół - a to ułatwiało bieg i pomagało się rozpędzić... Lecz oczywiście trudniej było zahamować.
Drzewa oraz spychające je macki przemieszczały się w tempie podobnym do tej dwójki, może trochę większym, dlatego zatrzymanie się - nawet na moment - było ze strony Norberta bardzo ryzykownym posunięciem. Zapewne wręcz słyszał zbliżające się kłody, uderzające o siebie i otoczenie, trzaskające, powalające kolejne pnie... Zbierało się ich coraz więcej. Skierowanie się dla odmiany na bok również nie było bezpieczne, bo w końcu mrok odcinał drogę na lewo i prawo, pozwalając przebiec tylko tych parę metrów... Ale na pewno dawało to więcej od tkwienia w miejscu, a tak naprawdę ucieczka prosto w dół też nie oferowała ogromnych szans na przetrwanie, skoro trasa kończyła się jeziorem.
Dziennikarz zdążył odłożyć Markusa na trawę i zabrać się za inspekcję dołu, gdy pierwsze pnie dotarły do rozdwajającego się drzewa. Te początkowe po prostu wykręciły na boki, gdyż nie były na tyle ciężkie czy wytrzymałe, aby je złamać - ale każda kolejna kłoda się do tego dokładała, a i macki również, przez co w końcu drzewo pękło, zresztą niedaleko pod miejscem, w którym jego pień rozchodził się na dwoje. Oderwana część runęła w stronę jeziora, w większości w nim lądując... I zakrywając sobą Norberta i Markusa. Następne kłody przeturlały się już górą, przy każdym uderzeniu naciskając coraz bardziej, a na koniec przemknęły jeszcze mroczne macki.
Ostatecznie panowie obsypani zostali całą masą odłamków kory, a także większymi i mniejszymi gałęziami, szyszkami, igłami, liśćmi i pozostałymi obiektami spadającymi z drzew - ale poza tym nie powinni odnieść innych obrażeń, nawet jeżeli pień nad nimi skrzypiał niebezpiecznie przy każdej trafiającej w niego kłodzie. Ze swojego miejsca nie bardzo widzieli co działo się na zewnątrz, bo przestrzeń między dwoma fragmentami chroniącego ich drzewa została przecież w większości zakryta... Ale uduszenie się im nie groziło, bo w końcu rośliny nie ułożyły się na sobie szczelnie. Problem stanowiła tylko kwestia wydostania się z tej pułapki. Choć z drugiej strony zostanie w ukryciu mogło być lepszym pomysłem.

W tym czasie Karolina powoli podleciała bliżej macek, atakując je w trakcie zbliżania się strumieniem energii z obu rąk. Choć początkowo sięgnął on tej istnej ściany mroku na środku jeziora - raniąc ją, lecz zaskakująco płytko, co mogło świadczyć o większym zbiciu "tkanki" w tym centrum - to w następnej chwili na jego drodze stanęła już inna macka, gruba, lecz dużo słabsza, łatwiejsza do uszkodzenia. Przez krótką chwilę przyjmowała ona na siebie atak, przesuwając się tak, aby zablokować go mimo przemieszczania się dziewczyny, a gdy została przecięta - jej miejsce szybko zajęła kolejna.
Przynajmniej pomogło to kosmitce z jej problemem z przeładowywaniem się; choć wciąż nieustannie zasysała energię z otoczenia, to teraz chociaż oddawała ją też w większej ilości. Uzupełnianie rezerw ze świetlistych sfer nie było jeszcze tak naprawdę konieczne - wciąż robiło więcej złego niż dobrego. Być może za chwilę Karolina mogłaby zacząć się w ten sposób wzmacniać, ale teraz głównie tym sobie szkodziła.
Kiedy dziewczyna wyrwała przed siebie, macki również zareagowały gwałtowniej, krzyżując się przed nią i przesuwając tak, jak gdyby chciały zablokować jej drogę, nawet kosztem własnej krzywdy. Wyraźnie broniły dostępu do swojego centrum. Mimo to nastolatka była od nich zwinniejsza i po prostu drobniejsza, dzięki czemu mogła je wyminąć, nawet jeżeli zahaczyła o nie swoją barierą, częściowo je nią uszkadzając.
Liczne czarne odnogi ruszyły za nią, lecz prawdę mówiąc nie miało to już większego znaczenia w chwili, gdy Karolina znalazła się ponad sercem zjawiska... Głównie dlatego, że tak czy siak została nim otoczona praktycznie z każdej strony. W końcu odcięło ją to od zewnętrznego źródła energii i przestała się ładować, dlatego zaczęła odczuwać stopniową, lecz powolną utratę swoich zasobów - ale z drugiej strony łatwiej jej było nimi manipulować. Teraz - aby cokolwiek widzieć - musiała też polegać wyłącznie na własnym blasku...
... Tyle że z każdej strony otulała ją ciemność. Brak refleksów na dole sugerował, że pomiędzy mackami nie występowała woda, więc teoretycznie dziewczyna mogłaby udać się wąskim, idealnie pionowym "tunelem" w dół, ale poza tym po bokach i od góry widziała tylko mrok macek. Jej rozszerzająca się bariera, o dziwo, napotkała opór; kiedy powiększyła się na tyle, aby oprzeć się o ściany, te zaczęły na nią naciskać. Widać było, że wyrządzało im to drobne szkody, lecz mniejsze od skoncentrowanego strumienia energii... A Karolina wiedziała już, że były bardzo grube. Być może na tyle, że zdążyłyby ją zgnieść zanim ona by się przez nie przebiła, przynajmniej przy utrzymywaniu obecnej strategii.
Jedno było pewne: czy nastolatka zdecydowałaby się skierować fizycznie lub samym swoim promieniem w dół czy nie, decyzję musiała podjąć szybko. Zbite ataki sprawdzały się lepiej od bariery, lecz z niej również dla własnego bezpieczeństwa nie mogła zrezygnować... Chyba że postanowiłaby naraz wyrzucić z siebie całość lub większość swojej energii. Mogłoby to jej zrobić krzywdę. Pozbawić ją środków do dalszej obrony. Mogłoby to nawet nie zniszczyć wroga do końca - albo tylko tę jego część na powierzchni - nie była w stanie tego stwierdzić. Musiała sobie dobrze przemyśleć co zrobi, bo najprawdopodobniej miała tylko jedną szansę na główny atak.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pon Paź 01, 2018 7:03 pm

Gdy dziennikarz odstawił półprzytomnego chłopaka w okolicy drzewa od razu zabrał się za przeszukiwane dołu. Wiedział że nie ma zbyt wiele czasu, okazało się jednak, że tak naprawdę nie ma go wcale.
Nie zdążył się nawet dobrze obrócić, gdy dogoniło ich czoło lawiny. Gdy pierwsze drzewo łupnęło donośnie o drewno Norbert po raz kolejny wrzasnął i padł na ziemię. Chwilę potem zaczęła się niesamowita kanonada. Jedyne z czym mogła się kojarzyć reporterowi wojennemu to z przebywaniem na bombardowanym obszarze. Tu i tam jedyne co można było zrobić to modlić się i wsłuchiwać w kolejne uderzenia.
O dziwo dziennikarz już nie krzyczał. Ogarnął go ten rodzaj paraliżu, który sprawia że przerażone króliki zamierają na widok świateł samochodu. Dlatego nawet gdy odgłosy ustały, chwilę zajęło mu wykonanie pierwszego ruchu. Szczerze mówiąc, Norbert był pewien że jest już martwy, a informację  o tym że było inaczej przyjął z niejakim zdziwieniem.
Zmacał ich prowizoryczne schronienie. Jakimś cudem przewrócone konary uformowały nad nimi coś w rodzaju żeremia. Było zadziwiająco stabilne i nawet przestronne.
Zważywszy na warunki, rzecz jasna.
Dawało im to pewną przewagę. Prawdopodobnie, zważywszy na zapadła ciszę, mrok stracił nimi zainteresowanie. Wydawało się to też bezpiecznym miejscem na zostawienie chłopaka. W każdym razie bezpieczniejszym niż wszystko w okolicy.
Trzeba było się jednak stąd jakoś wydostać. Miejsca nie było wiele, a mężczyzna bał się naruszać konstrukcji drewnianego sklepienia. Wyjął więc szpadel i w ograniczonej przestrzeni starał się nie tyle kopać, co utorować sobie drogę w grząskiej ziemi, zaraz przy powierzchni, na tyle by dało radę się przecisnąć. Na zaś wziął ze sobą jeszcze tajemniczy amulet, oraz jakąś szmatę z plecaka, tak by owinąć nią szpadel. Dodatkowe źródło światła mogło sprowadzić na dziennikarza niechcianą uwagę.
Pierwsze co zrobił po wyjściu, to sprawdził stan rozdwojonego drzewa. Zniszczenie jego jedynego punktu zaczepienia w tej historii było dla niego bardzo symboliczne, ale nie o samo drzewo przecież chodziło. Sprawdził więc tylko czy aby przypadkiem nie było puste w środku, albo czy uderzenia nie odkryły przypadkiem jakiejś kryjówki.
Jeśli nie, to wrócił do czynności, których nie dane mu było dokończyć. Jeśli w drzewie, lub dole nie znalazło się nic ciekawego, a amulet nie wibrował, czy też nie robił niczego co miałoby pomóc dziennikarzowi w... czymkolwiek (?), to spojrzał smętnie w stronę tafli wody i zaczął stawiać w jej stronę pierwsze kroki, z amuletem wyciągniętym przed siebie niczym krucyfiks.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Sro Paź 03, 2018 6:06 pm

Choć początkowo jej plan wydawał się jej samobójczy to powoli zaczynała zmieniać zdanie. Macki wyraźnie starały się ją zatrzymać. Nie chciały jej przepuścić dalej. Próbowały ją odepchnąć, zgnieść jej barierę. Ta na szczęście uszkadzała czarne smugi i Karolina mogła ciągle kierować się tam, gdzie chciała choć nie było to łatwe.
Z czasem przestała widzieć otoczenie. Macki były z każdej strony. Teraz już nie widziała ich pojedynczych nitek, po prostu dookoła niej była ciemność. Tak jak wcześniej, nim wybuchł statek. Nic nie widziała. Nie wiedziała co się dzieje dookoła niej. Jedyne co mogła robić to przeć na przód, przed siebie. Tak jak wcześniej. Nie zmieniać kierunku swojego lotu. Decyzja naprawdę nie była trudna do podjęcia. I tak nie mogła zrobić nic lepszego. Nawet jeśli jej coś się stanie to chociaż uratuje Norberta i Markusa. Uratuje ich dwoje i całe miasteczko przed tym okropnym mrokiem.
Skoro jej bariera przy powiększaniu odczuwała opór ze strony macek to zmniejszyła ją odrobinę. Skoncentrowała więcej energii w dłoniach i wzmocniła swój promień, lecąc razem z nim coraz niżej i niżej. Teraz już nie miała większego wyboru. Jeśli macki stawiały większy opór, dziewczyna zwiększała siłę promienia, uparcie podążając coraz niżej. Nie da się zatrzymać. Już postanowiła, że dotrze do samego serca macek i je zniszczy czymkolwiek by to nie było. No chyba, że jednak będzie inna możliwość, by je zatrzymać, ale w to jakoś nie wierzyła.
Miała nadzieję, że pozostała dwójka jakoś sobie radzi. Że swoim działaniem ściągnęła na siebie wszystkie macki, więc te ich nie zaatakują i będą mogli spokojnie uciec. Lub poczekać na nią. Wybór już należał do nich, ona nie będzie zła za żadną z tych decyzji. Nie musieli tu zostawać. Mogli uciekać. I tak chyba niewiele mogli zdziałać teraz. Macki trzeba było zniszczyć w samym ich sercu i to ona miała wykonać to zadanie. Starając się wyrzucać prosto w dół jak najwięcej energii z siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Sob Lis 10, 2018 6:37 pm

Kryjówka pod drzewami rzeczywiście była całkiem niezła. Ciężkie i wytrzymałe pnie zdawały się opierać na sobie wystarczająco stabilnie, aby nie miały nagle się pod sobą załamać czy z siebie stoczyć; tak naprawdę nawet umyślne próby ich popchnięcia niewiele by dały, tak się wzajemnie zablokowały i pozaczepiały. Oznaczało to, że Norbert słusznie rozumował i najwyraźniej mógł z czystym sumieniem zostawić Markusa w tym schronie.
Blask ze szpadla pomagał w rozeznaniu się w sytuacji. Co prawda zdążył nieco przygasnąć, stał się zauważalnie bledszy, ale tak czy siak dawał oświetlenie - w dodatku takie, które nie raziło w oczy, więc można było na niego spoglądać nawet bezpośrednio. Szmata bez problemu zakryła zresztą tę jasność; mało co przebijało się przez materiał. W takiej formie narzędzie najprawdopodobniej można by było bezpiecznie zabrać na zewnątrz - na coraz wyraźniej znów zapadający mrok. Rozbłysk z eksplozji statku kosmicznego zrobił swoje, ale jego efekty nie mogły utrzymywać się wiecznie. W tym momencie wokół jeziora dało się jeszcze rozróżnić poszczególne kształty, ale resztki jasności szybko zanikały - koncentrując się już głównie przy lewitujących sferach. Niektóre z nich od czasu do czasu pękały, dając na chwilę większą dawkę światła.
O dziwo mężczyzna nie został tuż po wyjściu przez nic zaatakowany. Mógł za to zaobserwować, że sporo z tych pobliskich macek - tych, których końce nie ginęły gdzieś daleko za drzewami - zakręciło z powrotem do jeziora, tworząc nad nim mniejsze i większe pętle. Inne owijały się z kolei wokół tego głównego, wystającego z wody trzonu - lub wręcz się po nim wspinały. Znacząco zwiększało to jego rozmiary.
Złamane drzewo, które - przypadkowo lub nie - udzieliło Norbertowi i Markusowi ochrony nie było puste w środku. Przeciwnie, wyglądało na zdrowe i najpewniej stare, sądząc po zagęszczeniu słojów. Szkoda, że spotkał je taki koniec, ale z drugiej strony przysłużyło się czemuś dobremu - lepszemu, niż gdyby zostało kiedyś wycięte na drewno albo upadło z bardziej naturalnych przyczyn.
Gorzej, że większość trasy od niego do jeziora została zasypana kłodami - w związku z czym dokładniejsze zlokalizowanie i dostanie się do wgłębienia w podłożu mogło się okazać co najmniej trudne, jeżeli nie zupełnie niemożliwe. Nawet gdyby dziennikarzowi w jakiś sposób udało się poruszyć pnie, to ryzykował wywołaniem reakcji łańcuchowej, która teoretycznie mogłaby - na przykład - zasypać zostawionego w tyle Markusa.
Norbertowi nie pozostawało nic innego, jak tylko spróbować skierować się do jeziora...

Tymczasem Karolina poruszała się pionowo w dół w czymś w rodzaju tunelu - a przynajmniej tak mogła przypuszczać, bo w końcu nic dookoła siebie nie widziała. Kiedy zmniejszyła barierę, aby nie ocierać się nią o namacalny mrok, ten również się przesunął, jak gdyby korzystając z tej okazji, aby ograniczyć dziewczynie ruchy. Był uparty i najwyraźniej podchodził do sytuacji podobnie do kosmitki: nie bał się wyrządzić sobie szkód, jeżeli oznaczało to zwycięstwo. Jego fragmenty ulegały zniszczeniu na świetlistej osłonie, ale kolejne zajmowały ich miejsce, zapewne nadciągając z zewnątrz - albo wręcz się regenerując. Trudno byłoby wskazać właściwą opcję.
Końca tego "korytarza" dosłownie nie było widać - z oczywistych powodów - ale nawet na wyczucie Karolina powinna być w stanie stwierdzić, że - biorąc pod uwagę prędkość jej lotu - podróżowała nim coś zbyt długo. W tym czasie z pewnością zdążyłaby dotrzeć do tafli wody, a może i do dna jeziora, bo tak naprawdę jaka to mogła być odległość? Kilkanaście metrów? Góra kilkadziesiąt, jeżeli zbiornik był rzeczywiście bardzo głęboki? Nastolatka nie natknęła się natomiast ani na ciecz, ani na ziemię. Po prostu przecinała ciężkie, duszne, a mimo wszystko zimne powietrze... Więc coś musiało być na rzeczy.
Emitowany przez dziewczynę promień chyba nawet w nic nie uderzał - a jeżeli jednak, to miało to miejsce daleko od niej, gdyż nie mogła tego dojrzeć. Z jej perspektywy wyglądało to tak, jak gdyby w pewnym momencie po prostu zanikał w ciemnościach... A że wkładała w to wszystko wiele - jak najwięcej - energii i dodatkowo utrzymywała jeszcze wokół siebie barierę, to mogła wyczuć, że jej rezerwy stopniowo topniały. Była to ogromna zmiana po krótkim okresie, w trakcie którego miała w sobie aż za dużo mocy... Bo teraz zdawała się z niej uciekać wręcz nienaturalnie szybko, nawet zważywszy na to, jak intensywny był jej nieprzerwany atak. Być może wiązało się to jakoś z naturą tego mroku. Dźwięk wysyłanej energii tak naprawdę jako jedyny przecinał ciszę - ale nawet przy nim kosmitce mogło dzwonić w uszach.
Dziewczyna nie była nawet w stanie określić upływu czasu, bo zwyczajnie nic na niego nie wskazywało. Przemieszczała się, z doświadczenia znała swoją prędkość, ale czy mogła na czymś takim polegać? Ograniczone bodźce z zewnątrz najpewniej dezorientowały jej zmysły, a więc i umysł... Aż w pewnym momencie coś się w końcu zmieniło.
Początkowo Karolina mogła nawet nie zwrócić na to uwagi. Różnica była minimalna - ot, gdzieś tam w oddali końcówka jej promienia przestała znajdować się w stałej odległości od niej... Jak gdyby w końcu na coś trafiła i na tym się zatrzymywała. Im nastolatka była bliżej, tym bardziej rosły jej szanse na zauważenie tego zjawiska, choć tak czy siak przez dłuższy czas nie powinna móc określić do czego powoli nadciągała. Nie tylko przez dzielący ją od tego czegoś dystans, ale głównie przez światło jej energii, szczególnie oślepiające w tych warunkach, a przecież na czymś się rozpraszające - przez co zajmowało więcej miejsca, rozchodząc się w każdym kierunku.
Z tego wszystkiego dopiero przebywając może ze cztery, pięć metrów od tego obiektu kosmitka mogła się zorientować, że nie miała wcale do czynienia z jakąś wielką macką albo wreszcie z dnem jeziora - i że to nie tylko jej atak odpowiadał za problemy z widzeniem w jasności. Owszem, trafił w coś, lecz teraz to "coś" również błyszczało, w dodatku znajdując się w centrum blasku, a nie przyjmując go na siebie jedynie ze strony Karoliny. Po tym mogła mieć pewność, że jej energia nie była po prostu odbijana.
To, no i "coś" było w dodatku kimś.
W pierwszych chwilach szczegóły mogły się dziewczynie wydawać bardzo niewyraźne i zamazane, ale co do jednego nie powinna posiadać żadnych wątpliwości: pod nią znajdowała się osoba, w dodatku posiadająca niezwykle długie włosy i wielowarstwową suknię, których końce zlewały się z otaczającym ją blaskiem. Pod pewnymi względami była podobna do samej Karoliny; nie tylko emitowała światło, ale i było ono różnobarwne, lecz bledsze, pastelowe, a jego rozłożenie sugerowało, że postać pod nim składała się w większości z bieli lub bliskich jej kolorów. Właściwie to sprawiała wrażenie delikatnej, nie tylko przez szczupłą budowę, ale i przez coś takiego w jej skórze, włosach, ubraniu... Co niemalże czyniło ją lekko przezroczystą. Nie do końca jak zjawa czy złudzenie, ale blisko.
Kobieta wyglądała na dobre dziesięć lat starszą od Karoliny - i w przeciwieństwie do niej zwrócona była pionowo w górę, choć najwyraźniej się nie poruszała. Spoglądała za to ku dziewczynie, jak gdyby na nią czekała, a kiedy ta znalazła się bliżej... Wówczas w końcu sama również się przesunęła, wzniosła się wyżej, przy okazji wprawiając swoje włosy i długie pasma tkaniny w falowanie. Wędrowały wokół niej jak w wodzie, nienaturalnie, w różnych kierunkach, podkreślając jej dziwny stan. Nie odzywała się, a na jej twarzy malował się trudny do rozszyfrowania wyraz. Usta miała lekko rozchylone, wzrok stale utrzymywała na nastolatce, a w jej oczach można było odnaleźć zainteresowanie, ale i zastanowienie, jak gdyby jeszcze nie zadecydowała co o tym wszystkim myślała. Z tej odległości kosmitka mogła również zobaczyć skomplikowany wisiorek unoszący się wokół jej szyi.
Nieznajoma wyciągnęła nad siebie prawą rękę - a jeżeli Karolina spróbowała ją za nią chwycić albo inaczej zablokować, odkryłaby, że po prostu przez nią przeniknęła. Na moment zaintrygowanie na twarzy kobiety stało się wyraźniejsze, lecz w następnej chwili jej palce "dotknęły" już policzka nastolatki, zimne opuszki weszły płytko w skórę... I wtedy oblicze tego zjawiska złagodniało, jednocześnie przyjmując wręcz melancholijny wyraz, przypominający być może zrozumienie wymieszane z akceptacją. Powieki kobiety opadły i znów się uniosły, a choć był to tak prosty gest, obserwowany i wykonywany codziennie, to w tych okolicznościach zdawał się być niemalże hipnotyzujący.
Przez ten krótki czas włosy oraz materiał sukni nieznajomej zdążyły przemieścić się na tyle, że część z nich wysunęła się już ku Karolinie, ograniczając jej widok po bokach. Teraz jednak stało się coś jeszcze - cienki łańcuszek, który falował wokół szyi kobiety, przeniknął przez nią i powoli skierował się ku nastolatce, przez której głowę również przefazował, w ten sposób zmieniając właścicielkę. Wisiorek w dalszym ciągu znajdował się pomiędzy nimi.
Cała ta interakcja od momentu ujrzenia kobiety potrwała tak naprawdę tylko kilka sekund, ale nawet w tym czasie blask wokół nich obu zdążył się wzmocnić - i to nie za sprawą Karoliny, a przynajmniej nie w sposób świadomy. W tej chwili stał się już na tyle intensywny, że nastolatka zapewne znów miała poważne problemy z rozróżnianiem kształtu, który posiadała przecież tuż przed sobą... Nim się zorientowała, jasność wypełniła całe jej pole widzenia i zaraz potem poczuła nagłe szarpnięcie, lecz nie takie fizyczne, tylko bardziej w środku... Jak przy niespodziewanej zmianie kierunku.

Norbert zdążył postawić w jeziorze zaledwie pierwsze kroki, gdy z jego tafli wystrzelił pierwszy snop światła, otoczony istną fontanną - intensywną i sięgającą wysoko. Tuż po nim pojawiły się kolejne, wybijające się praktycznie na całej powierzchni zbiornika, najwyraźniej w losowych miejscach, lecz chyba jednak częściej bliżej jego centrum. Blask był nietypowy, bo nie po prostu biały czy żółty, lecz wielobarwny, pastelowy, przypominający trochę tęczę, lecz bez ograniczenia do równoległych pasm. Część takich strumieni trafiała w macki, przebijając się przez nie na wylot, te zaś zauważalnie uległy wzburzeniu - szarpiąc się teraz i przemieszczając, jak gdyby nie był pewne co zrobić i jak się przed tym zjawiskiem uratować.
Jasność narastała i wszystko wskazywało na to, że zbierała się gdzieś pod wodą; ze swojego położenia dziennikarz mógł to w zasadzie dojrzeć. Ciecz wyglądała na podświetlaną od spodu, początkowo nierównomiernie - wskazując na miejsca, z których po chwili wyskakiwały kolumny blasku - lecz sytuacja szybko się pod tym względem ustabilizowała. Otoczenie szybko stawało się tak jasne, że wymagało aż zamknięcia oczu - a pomimo to przez powieki dalej docierało wyjątkowo silne światło, wywołując zresztą łzawienie.
Huk "gejzerów" towarzyszących wiązkom kolorowej energii oraz szum rozbujanych fal dominowały nad wszelkimi innymi dźwiękami, w związku z czym Norbertowi trudno byłoby określić dokładny moment, w którym Karolina została wystrzelona z jeziora w powietrze ponad nim. Wisiorek, który dziewczyna otrzymała w trakcie swojej wizji, teraz już zniknął... Lecz jego materialny odpowiednik tak czy siak znajdował się w rękach reportera.
Kiedy blask zaczął zanikać i możliwym stało się bezpieczne otworzenie oczu, okazało się, że ten namacalny mrok wyparował, pozostawiając po sobie jedynie - powoli powracające - naturalne ciemności... Oraz sporo zniszczeń. Jezioro stopniowo wracało do normy, jego tafla się uspokajała, ale powalone drzewa wyraźnie świadczyły o tym, co się tutaj wydarzyło... A Markus w dalszym ciągu był pod nimi uwięziony - albo raczej ukryty, bo przecież mógłby podążyć drogą, którą wcześniej utorował sobie Norbert.

***

Pomijam jednak Markusa, tak czy siak jest po tym wszystkim poturbowany, więc jego brak akcji niczego nie zepsuje, a wiem, że chcecie już pisać dalej. Może załapie się w następnej kolejce.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pon Lis 12, 2018 12:48 pm

Norbert spędził minimalnie więcej czasu niż naprawdę potrzebował na oględzinach osuwiska i złamanego pnia. Powtarzał sobie że nie mógł sobie pozwolić na pominięcie nawet najdrobniejszej wskazówki. Tak naprawdę odwlekał jednak chwilę w której będzie musiał wejść do jeziora. Chwila niepewności zdarza się każdemu.
Dlatego nie wszyscy samobójcy od razu skaczą z urwiska.
Gdy dziennikarz zdał sobie sprawę z trafności tego porównania, jego samopoczucie wcale się nie poprawiło.
Jednak upór w dążeniu do założonych celów, który tak bardzo przydawał się w jego pracy, wziął górę i Norbert ruszył w stronę jeziora.
Okolica zdawała się uspokoić. Wokoło nie widać było żadnego ruchu, zarówno macek jak i dziewczyny. Mogło to równie dobrze oznaczać, że już nie żyje, a mrok uznał że zabił wszystkich intruzów i się uspokoił. Na środku jeziora wciąż jednak majaczyło plugawe drzewo cienia.
Norbert zaczął stawiać pierwsze kroki w stronę centrum jeziora. Z oczywistych powodów nie wpadł na pomysł zdjęcia wcześniej choćby obuwia, więc teraz nieprzyjemnie zimna i mokra odzież kleiła mu się do łydek. Zważywszy jednak na okoliczności nie było to coś, na co należało w tej chwili zwracać uwagę.
Po kilku minutach brodzenia coś się jednak zaczęło dziać. Woda zaczęła nagle buzować, jakby ktoś wstawił wodę na herbatę. Pod taflą wody pojawiła się łuna, niby światło reflektora. Przekonany że to jakiś znak, Norbert pobiegł w tamtą stronę, walcząc z oporem wody. Jednak punkt światła wystrzelił nagle snopem energii niczym gejzer z Yellowstone i zaskoczony dziennikarz z niemałym pluskiem upadł do tyłu do wody.
Był to zaledwie początek widowiska, bo za jednym gejzerem wybuchła kaskada kolejnych. Oślepiający blask i ogłuszający huk rozległy się dookoła. Norbert zdał sobie sprawę że przypadkiem upuścił amulet, więc po omacku zaczął szukać go w mule jeziora. Na szczęście nie zdążył się zakopać głębiej. Gdy wszystko jako tako ucichło, dziennikarz przetarł oczy i postarał się zwalczyć huczenie w głowie. Wyglądało na to że coś nareszcie sprawiło że cienie stanęły w defensywie. To była ich szansa. Jeżeli Norbert dostrzegł gdzieś Karolinę, a ta była jeszcze w stanie cokolwiek robić, zwrócił na siebie jej uwagę krzykami i rzucił jej amulet.
- To ten wisior! Ten o którym mówił duch z chaty! Klucz! Trzeba go zanieść do centrum jeziora! - chyba - pomyślał.
Jeżeli dziewczyna była zbyt wyczerpana na dalszą akcję, czy chociaż lot, albo po prostu jej nie zauważył, Dziennikarz zrzucił z siebie wierzchnią odzież, oraz niepotrzebny balast, zabrał amulet w zęby i puścił się kraulem w stronę głębszej wody. Na razie nigdzie nie widać było przeciwnika, ale nic nie wskazywało na to, że został pokonany.
Nie był do końca pewien co zamierza po dotarciu na miejsce, ani gdzie właściwie jest to miejsce, ale miał nadzieję że zorientuje się na miejscu. Kierował się mniej więcej w stronę epicentrum światła sprzed kilku minut.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pon Lis 12, 2018 1:21 pm

Karolina zaczynała odnosić wrażenie, że nie jest już w lesie, tam, gdzie wcześniej. Ba, czuła, jakby nie była już nawet w tym jeziorze, nie podążała w stronę jego dna. Którego nie było widać choć odnosiła wrażenie, że leciała w dól naprawdę długo. Jakby te macki, ich środek, tunel, który stworzyły, przeniosły ją w inne miejsce. Niczym brama do innego wymiaru. Było to głupie porównanie, ale nie potrafiła sobie inaczej wytłumaczyć faktu, że nadal nie dotarła do dna jeziora, do centrum macek. Które otaczały ją z każdej strony, więc nie widziała niczego poza nieprzeniknioną ciemnością. I jej promieniem, którym cały czas kierowała się w dół.
W pewnym momencie zaczęła odnosić wrażenie, że jest blisko dna. Zdawało się jej, że widzi koniec swojego promienia, który jednak nie odbijał się od niczego. Wyglądało to raczej, jakby przenikał przez coś lub wnikał w to. Dziewczynie ciężko było dokładnie określić, co się działo dopóki nie była naprawdę blisko. Na tyle blisko, by móc się w końcu zatrzymać. Przed ludzką sylwetką. Nie do końca ludzką, gdyż kobieta emitowała światło, jak ona sama. Choć jej było nieco bledsze, jakby słabsze. Blondynka zawisła w powietrzu, nieco ponad drugą istotą i opuściła ręce w dół, wpatrując się w nią. Wyglądała... Pięknie. Kar nie była w stanie znaleźć innego określenia. Z jej długimi włosami i wspaniałą suknią kobieta była po prostu piękna.
Kiedy nieznajoma wyciągnęła rękę do góry, Karolina bez wahania sięgnęła po nią. Być może to było rozwiązanie problemu. Miała ją uratować. Ku jej zaskoczeniu jednak nie poczuła drugiej dłoni. Przeniknęła przez nią za to, jak przez ducha. A więc kobieta nie była realną istotą. Była... Duchem? Zjawą? Być może wspomnieniem. Czymś, co tutaj utknęło i nie mogło się uwolnić. Wtedy coś innego jeszcze się stało. Wisiorek, który nieznajoma miała na szyi przeniknął na jej szyję i choć kosmitka wiedziała, że to również tylko złudzenie to uniosła dłonie, układając je pod wisiorkiem, jakby go trzymała, wpatrując się w niego. To musiało być coś ważnego. W międzyczasie światło robiło się coraz intensywniejsze, musiała aż zmrużyć oczy. Poczuła dziwne szarpnięcie.
- Nie, czekaj! Mam znaleźć ten wisiorek?! - wyciągnęła rękę do kobiety, jakby miała zamiar ją pochwycić choć było to przecież niemożliwe. Niestety nie mogła tego już zrobić. Jaka dziwna siła cofnęła ją i po chwili wróciła do miejsca, z którego przybyła, wyrzucona w górę, wybiła się z jeziora. Wyhamowała najszybciej jak tylko mogła, chwilę później słysząc dziennikarza, który ją wołał. On miał ten amulet! Ale skąd? Musiał go gdzieś znaleźć. Blondynka jak najszybciej skierowała się w dół, lądując w wodzie blisko Norberta, w międzyczasie przechwyciła łańcuszek i, jak w wizji, założyła go na szyję, jednocześnie się rozglądając. Macki, ta dziwna ciemność. Wszystko zniknęło. Choć plamki jeszcze jej skakały przed oczami to widziała, że otoczenie było już widoczne. Teraz mieli do czynienia już tylko ze zwykłą ciemnością, charakterystyczną dla nocy.
- Odnoszę wrażenie, że to już koniec. Macki zniknęły. I ta ciemność. Ale ona może ciągle tam być. Zapomniana... - ostatnie słowa dziewczyna zdawała się bardziej wypowiadać do siebie niż do mężczyzny. Ograniczyła swoje światło do minimum, tak by jedynie robić za latarkę, po czym przeszła kawałek w stronę środka jeziora. Nabierając powietrza w płuca skierowała się tam, gdzie miała nadzieję odnaleźć kobietę. Była pewna, że to spotkanie ze zjawą nie było przypadkiem. Zjawą, która być może była jedną z jej rasy. Kar chciała odnaleźć jej ciało. A co potem? Nie była pewna. Pewnie poinformuje władze miasteczka. Może zdecydują się wyprawić pogrzeb, ona na pewno na nim będzie jeśli do niego dojdzie. Była świadoma, że może znaleźć na dnie szkielet w sukni, a może nawet nic nie znajdzie. Musiała jednak sprawdzić to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Yesterday at 5:51 pm

Póki co wszystko wskazywało na to, że ten nienaturalny, namacalny mrok naprawdę zniknął... Albo przynajmniej wycofał się gdzieś daleko. Szczerze mówiąc można było nawet odnieść wrażenie, że temperatura nieco się podnosiła, ale nie sposób byłoby to stwierdzić z niezachwianą pewnością, bo w końcu ani Karolina, ani Norbert nie posiadali raczej przy sobie termometru na taką ewentualność. Pomimo tych pozytywów otoczenie wcale nie zaczynało "czuć" lepiej - może i atmosfera robiła się trochę lżejsza, ale w pobliżu nie dało się dosłyszeć żadnych zwierząt, ani innych typowych odgłosów lasu, przez co normalność wciąż zdawała się odległa.
Jezioro z kolei w dalszym ciągu było lodowate i brodzenie w nim nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń na świecie - nie wspominając już nawet o zanurzaniu się w całości, jak to właśnie uczyniła Karolina. Jej odpłynięcie sprawiło w dodatku, że dziennikarz został w zasadzie sam, jeżeli nie liczyć schowanego i milczącego Markusa, który z tych względów stanowił raczej kiepskie towarzystwo... A jedynym źródłem światła został szpadel, podczas gdy wokół zapadała ta naturalna ciemność.
Już po kilku sekundach ta sytuacja uległa zmianie - w niewielkim, lecz zapewne istotnym stopniu. Otóż zza pleców reportera, jakiś metr nad jego głową i przynajmniej kolejny metr na prawo od niego, wyleciała drobna kula blasku. Jej rozmiary najpewniej pozwoliłyby zamknąć ją w złączonych dłoniach, choć oczywiście znajdowała się poza zasięgiem rąk, więc było to tylko takie gdybanie. Poruszała się szybko, ale lekkim slalomem, kołysząc się z boku na bok. W swoim centrum świeciła intensywnie, a mimo to jej jasność nie sięgała bardzo daleko od niej.
Sfera przeleciała kilka metrów przed Norberta, zatoczyła w powietrzu pionowe koło - ze startem ku górze - a następnie na moment zniknęła... I znów pojawiła się w tym samym miejscu. Po tym mrugnięciu skierowała się już w dół i gładko wniknęła w taflę jeziora. Wyraźnie była całkowicie niematerialna, gdyż w żaden sposób nie naruszyła wody; nie zgasła też, gdyż przez krótką chwilę dało się ją jeszcze wyróżnić pod powierzchnią cieczy, nim za bardzo się oddaliła.
Norbert sam musiał zadecydować co to znaczyło - i przede wszystkim co powinien dalej zrobić. Ruszyć za Karoliną czy pozwolić jej nurkować samej? A może mógłby w tym czasie sprawdzić co z Markusem i w razie czego spróbować wyciągnąć go spod pni powalonych drzew? W końcu jak do tej pory chłopak nie dawał za bardzo znaków życia.

Tymczasem pod wodą Karolina nie zdążyła dopłynąć daleko - ani zbyt głęboko - nim tuż przy niej przemknęło światełko ujrzane dopiero co przez Norberta. Poruszało się w podobny sposób, czyli najwyraźniej płyn go nie ograniczał... Ale to nic dziwnego, skoro nie było materialne. Także i przed dziewczyną sfera zatoczyła koło, jak gdyby chciała się upewnić, że pozyskała jej zainteresowanie, po czym skierowała się po skosie w dół. Jeżeli nastolatka za nią nie podążyła, po kilku sekundach zatrzymała się i znów "popłynęła" po okręgu, nim spróbowała ponownie... I robiła tak do skutku.
Kiedy zaś Karolina za nią ruszyła, świetlista kula poprowadziła ją już praktycznie w linii prostej; co prawda sama się kołysała, ale nie zmieniała trasy. Z przewodnikiem było o wiele łatwiej i w pewnym sensie może nawet raźniej... Choć najważniejsze, że jego pomoc skracała czas pobytu pod wodą o chwile, które kosmitka spędziłaby na błądzeniu w ciemno.
Z tego względu nie potrwało to długo, nim w polu widzenia - które w tych warunkach nie sięgało daleko - pojawił się wreszcie jasny kształt... Jakaś postać, unosząca się swobodnie na sporej głębokości, blisko dna - albo raczej długich i gęstych wodorostów, które sprawiały jego wrażenie i kołysały się powoli w zgrany sposób. Teren był tutaj mocno pochyły, lecz tak naprawdę dla Karoliny nie miało to raczej większego znaczenia; podpłynięcie do tej sylwetki i tak nie stanowiło problemu.
Sfera światła krążyła wokół zwłok, które o dziwo okazały się nie być samym szkieletem, lecz całkiem nieźle zachowanym ciałem. Bardzo bladym i chudym, owszem, z zapadniętymi policzkami, wystającymi kośćmi policzkowymi, kończynami jak patyczki... Ale jednak ciałem. Długie, niemalże białe włosy falowały dookoła, podobnie jak materiał poszarpanej sukienki, podpowiadając Karolinie, że znalazła to, czego szukała.
Gdyby nastolatka zdecydowała się podpłynąć bliżej i ująć zwłoki, nim zdążyłaby się wraz z nimi oddalić, kula jasności zatoczyłaby wokół niej okrąg i skierowała się dalej - oraz głębiej - wzdłuż spadku terenu... Jak gdyby chciała pokazać dziewczynie coś jeszcze. Tyle że - w przeciwieństwie do kłębka energii - Karolina akurat potrzebowała tlenu i choć jeszcze jej się nie kończył, to zaczynała już z tego względu odczuwać dyskomfort... A w górę miała kawałek do przebycia i musiała to brać pod uwagę.

***

Zapewne zauważyliście, ale Markus wziął nieobecność na czas nieokreślony, stąd będziemy teraz zakładali, że jest po prostu nieprzytomny i wymaga transportowania po okolicy. Podejrzewam, że w takim wypadku dokończymy misję bez niego i on zacznie już sobie potem nowy wątek.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Yesterday at 8:29 pm

Mężczyzna szczerze wyglądał jakby ani na chwilę nie wierzył że wszystko się skończyło, ani że nie jest to żaden fortel mający na celu tylko uśpić ich czujność. Był jednak w końcu... człowiekiem... i jak na takiego i tak bardzo dzielnie wszystko znosił. Nie od razu poradzi sobie z szokiem po tym co tu się działo.
Powoli spokój Karoliny zaczynał jednak udzielać się też Norbertowi. Dziewczyna zdawała się być bardziej obeznana w te nadprzyrodzone klimaty. Zresztą jest przecież kosmitką! W takiej sytuacji norbert uznał ją za swoistego eksperta w dziedzinie. Skoro ona uważała że zagrożenie minęło, to postara się jej zaufać.
Nagle te wszystkie stresy, biegi, uniki i walki zapukały do jego drzwi z zaległymi rachunkami, które u nich zaciągnął. Przez chwilę zamroczyło go przed oczami i musiał wesprzeć się na łopacie, niczym na kosturze, aby nie upaść na ziemię. Gdy pierwsze mroczki przed oczami już odeszły, a serce zwolniło do tempa, które pozwalało na branie oddechów w międzyczasie uderzeń, Karolina była już po pas w wodzie, a Norbert nie miał ani trochę siły czy oddechu, aby ją zatrzymywać. Sekundę później został na polanie sam. Nie licząc śpiącego chłopca i świecącego szpadla. Powoli, brodząc, ruszył w stronę brzegu.
-To... jak wam leci? - zapytał zastanawiając się który z powyższych pierwszy odpowie. Tak naprawdę chciał po prostu poćwiczyć mówienie. Jak głupio by to nie brzmiało. Ze wszystkich sił starał się zachować pion. Wiedział że gdyby teraz usiadł, lub się położył, mógłby już zwyczajnie nie wstać i dziewczyna musiała by nieść dwójkę zgonów do miasta.
Nie że by nie dała pewnie rady...
Od niechcenia Norbert skierował kilka kroków w stronę jeziora. tym razem temperatura wody całkowicie ostudziła jego zapał pogoni za dziewczyną. Poświęcił kilka chwil na uspokojenie się i wzięcie paru oddechów. Nie chciał być całkowicie nieprzydatny, ale co mu pozostało?
W następnej chwili z lasu wyłonił się najnowszy znajomy Norberta. Widocznie on też podzielał zdanie że zagrożenie już minęło.
- No wiesz Lucek? Kumpli w potrzebie zostawiać? Tak się nie robi. - skarcił dziwne zjawisko, ale nie sądził żeby ono w ogóle go rozumiało. Tym bardziej ze zrezygnowanym wzrokiem obserwował jego taniec wokół stawu.
Gdy ognik zniknął w końcu pod taflą, dziennikarz uznał że powinien w końcu coś zrobić. Wrócił sprawdzić co właściwie z rogatym chłopcem. Gdy go niósł w tę stronę zdawał się coś mamrotać, więc chyba żył. Wypadałoby mu się jednak lepiej przyjrzeć. Zorientował się na spokojnie czy dałoby radę odgruzować go jakimś niewielkim wysiłkiem. Ostatecznie mógłby poszerzyć tunel, którym sam się wydostał, lecz troszkę obawiał się że mógłby coś zrobić dzieciakowi przeciągając go na siłę przez otwór. Gdy wydobył już chłopaka na zewnątrz obejrzał go całego. Poszukał siniaków, czy złamań, sprawdził oddech i puls.
Lepiej by było gdyby chłopak się nie wyziębił. Ułożył go wygodnie i zaczął zbierać mniejsze drewienka na prowizoryczny stos. Jeśli gdzieś w okolicy było widać jego lampę, wykorzystał oliwę z niej jako rozpałkę. W plecaku powinien mieć chyba jakieś zapałki. Przed oczami stanęły mu obrazy ze swojej młodości w skautach. Miło było zatrzymać się na moment na wspomnieniu, zamiast widzieć je jako migawkę w potoku przelatującego przed oczami życia.
Po chwili ogień płonął. Jego ciepło było niemal wybawieniem, prawdopodobnie bardziej dla przemoczonego Norberta, niż dla dzieciaka, ale na wszelki wypadek podsunął go bliżej ognia. Gdy już się ogrzał, usiadł na pobliskim balu i wyjął z plecaka trochę suchego prowiantu. Przez chwilę przestraszył się, czy straż leśna nie wlepi mu mandatu za rozpalanie ognisk w lesie, po czym sam wybuchnął gromkim śmiechem na tę myśl. Chyba wracał do siebie. Gdyby pojawiła się tu teraz straż leśna, prawdopodobnie rzuciłby im się w ramiona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   

Powrót do góry Go down
 
Jezioro Silverstone
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Zwykłe Jezioro
» Mroczne Jezioro
» Jezioro Zmian
» Jezioro Iluzji
» Wysychające jezioro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie :: Mountain Home Demonstration State Forest-
Skocz do: