Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Las   Sob Lip 08, 2017 7:18 pm


Rozległy las mieszany, z rzadka poprzecinany drogami, częściej zaś po prostu wydeptanymi ścieżkami, którymi samochodom ciężko by się było poruszać. Na jego terenie znajduje się między innymi kilka jezior, stawów, rzek czy strumieni, a także gaj z olbrzymimi sekwojami - drugi największy na świecie. Okolica jest pagórkowato-górzysta, bo w końcu las porasta południową część gór Sierra Nevada.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Czw Lis 09, 2017 4:40 pm

Po wjechaniu do lasu Norbert bardzo szybko stracił z oczu pole namiotowe - o ile w ogóle patrzył za siebie, czy to przez ramię, czy w lusterku. Przez kilka minut droga prowadziła go prosto i łagodnie w górę, a w świetle przedniego reflektora mógł zobaczyć, że na tym odcinku nie posiadała żadnych odgałęzień... Czyli tak naprawdę mężczyzna nie miał żadnego wyboru, jak tylko przeć przed siebie. Momentami o jego samochód uderzały gałęzie, głównie po bokach, ale czasem również zahaczały z góry. Na szczęście jednak póki co auto jeszcze mieściło się między drzewami.
Kolejnym plusem było bez wątpienia to, że najwyraźniej nikt go nie ścigał. W lesie brakowało śladów życia - nie tylko ludzi, ale i zwierząt... Choć w przypadku tych ostatnich pewnie miało to sens, o tej porze i mimo wszystko przy drodze. Przecież żadna sarna czy inny zając raczej nie pchałby się tak blisko pola namiotowego, od którego jeszcze chwilę temu dobiegała muzyka i śmiechy.
W końcu jednak dziennikarz dotarł do miejsca, w którym drzewa po obu stronach ścieżki rosły na tyle blisko siebie, że praktycznie niemożliwością byłoby wjechać pomiędzy nie samochodem terenowym. Tworzyło to spory problem, bo oznaczało, że Norbert mógł się cofnąć - i to chyba aż do samego pola namiotowego, skoro po drodze mógłby tylko zjechać prosto w las, w którym tym bardziej by się zaklinował - albo dalej iść na piechotę. Może i nie widział nigdzie zagrożenia, ale chłód i ciemność też nie były przyjemne.
Z drugiej strony nieobecność potencjalnych przeciwników przynajmniej dawała mężczyźnie chwilę wytchnienia. Mógł sobie pozwolić na to, aby się zatrzymać, przemyśleć sprawę, spróbować się uspokoić i ustalić plan działania. Gdyby chciał sprawdzić telefon komórkowy, zorientowałby się, że zasięgu nie miał już wcale, ale to mogło się też po części wiązać z przebywaniem w lesie. Co ciekawe, bateria zdawała się mu uciekać trochę za szybko - wystarczająco, aby to zauważyć, ale nie aż na tyle, by miał się martwić, że urządzenie zaraz się wyłączy. To z kolei teoretycznie mogło wynikać z niskiej temperatury. Poza tym zatrzymanie się dałoby też okazję do dokładniejszego przejrzenia wszystkich schowków czy nawet bagażnika, gdyby reporter zdecydował się wyjść z wozu... No i do zgarnięcia z podłogi przy sąsiednim siedzeniu wcześniej wypatrzonego scyzoryka.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Pon Lis 13, 2017 2:27 pm

Norbert i owszem, wpatrywał się panicznie w tylne lusterko, sprawdzając raz po raz, czy nic nie podąża jego tropem. Jednak jako że tylne oświetlenie auta było zdecydowanie gorsze, nie mógł jednoznacznie stwierdzić co właściwie zobaczył na polanie. Wyobraźnia podpowiadała mu najgorsze rzeczy. Wydawało mu się że jakiś dziwni filar litej ciemności opadł na ziemię miażdżąc pod sobą pole namiotowe. Oddalając się jednak bardziej i bardziej stwierdził że to prawdopodobnie wzrok i zmęczenie płatają mu figla.
Tak czy siak cieszył się że już się stamtąd oddalił. Wyobraźnia, czy nie, samo oddalenie się od zombiaków było dobrą rzeczą.
Jadąc jednak dalej przez las nigdzie nie dostrzegł śladu mistycznych świateł, o których tyle słyszał. Jak bardzo nie wpatrywałby się między drzewa, po jakiejkolwiek tęczowej łunie nie było śladu. Zrezygnowany wlekł się dalej przed siebie, choć cały czas wyglądał najmniejszego blasku, który mógłby przebijać się przez ciemność.
W końcu dotarł do miejsca, gdzie ścieżka zwężała się tak bardzo, że nie mógł dalej jechać. Po raz pierwszy od dłuższego czasu zatrzymał maszynę i zastanowił się na spokojnie co robić dalej. Wydawałoby się że jest bezpieczny, ponieważ była to jedyna droga do tego miejsca, a nie wydawało mu się aby ktoś, lub coś, za nim podążało. Miał nadzieję że dziwne siły, które tak przeistoczyły ludzi nie podziałały podobnie na miejscowe zwierzęta. Lodowe cieniste zombie to jedno, ale lodowych cienistych zombie niedźwiedzi mógłby już nie przełknąć.
Albo bobrów.
Teoretycznie mógłby iść na piechotę dalej w las, ale nie widział w tym zbyt wielkiego sensu. I tak wjechał chyba już dość głęboko żeby widać było światła, gdyby miały się w końcu pokazać. Tym bardziej nie uśmiechało mu się opuszczać relatywnie bezpiecznego schronienia samochodu.
Zawrócił więc tylko, o ile się dało, tak aby w razie potrzeby móc dać po garach i szybko ruszyć przed siebie. Walczył ze sobą, czy pozwolić sobie na zgaszenie silnika. Z jednej strony na włączonym silniku bardziej zwracał na siebie uwagę, a z innej bał się, że być może ciepło, jakie generował mogło być tak naprawdę jego jedyną nadzieją na przetrwanie. Zerknął na wskaźnik paliwa w baku, aby pomóc sobie przy tej decyzji. Koniec końców silnik też nie będzie działał w nieskończoność. Prawdopodobnie zdecyduje się na razie zgasić motor, tak aby zmylić ewentualną pogoń, a gdy temperatura wewnątrz zanadto się obniży włączyć z powrotem.
Postój wykorzystał na dokonanie głębszego remanentu w samochodzie. Zajrzał tam gdzie jeszcze nie miał okazji, czyli pod siedzenia i do bagażnika. Zabrał też znaleziony wcześniej scyzoryk. Broń była z niego żadna jednak narzędzie użyteczne. Po cichu liczył że znajdzie może pistolet na flary, albo jakąś linę. Dziennikarz był zaradnym człowiekiem, jednak zawsze lepiej czuł się w dżungli miejskiej, niż tej właściwej. Wiedział jednak, że lina to podstawa. Przez chwilę rozglądał się za jakimś radiem, ale uświadomił sobie że ma przecież zwykłe, samochodowe. O broni nie śmiał nawet myśleć, ale jeśli już na taką trafił, to też nie bał się jej sobie przywłaszczyć.
Czekał w ten sposób jakiś czas, oczekując odgłosu ratowników, czy helikopterów. Co jakiś czas włączając radio i nasłuchując częstotliwości ratunkowych, lub dowolnych transmisji. Starał się oszczędzać zarówno benzynę auta, jak i prąd w latarce, na dawanie sygnału SOS.
Po jakimś czasie jednak, ciągła czujność dała mu się we znaki, a samo rzucie gumy nie pomagało. Nie chciał też drzemać, bo tak naprawdę był zniszczony emocjonalnie, a nie zmęczony.
Zdecydował że w całym tym harmidrze potrzebuje odrobiny normalności. Zaczął więc obmyślać jakimi słowami rozpocznie artykuł o tegorocznych obchodach festiwalu świateł w Burnsley.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Sro Lis 15, 2017 3:04 pm

W praktyce zawrócenie okazało się niemalże niemożliwe; nawet bardzo powolne i ostrożne manewry nie pomagały za bardzo przy tak ograniczonej przestrzeni, a rosnące po bokach drogi drzewa skutecznie utrudniały zjechanie ze ścieżki. Po - czasochłonnym - ustawieniu samochodu w poprzek niej okazało się, że bardziej wykręcić się już po prostu nie dało... I w ten sposób auto zostało zablokowane, choć oczywiście Norbert mógłby spróbować przywrócić je do poprzedniej pozycji. To znów zajęłoby mu dłuższą chwilę, ale miało pełne prawo się udać. Przy okazji oznaczało to również, że na drodze powstała barykada.
Przynajmniej wskaźnik paliwa nie straszył tym, że zaraz się ono skończy, więc plan z ogrzewaniem co jakiś czas wnętrza pojazdu mógł zadziałać. Chłód nadciągał przede wszystkim od strony wybitej i zatkanej szyby. Swoją drogą, być może teraz reporter mógłby sobie pozwolić na zorganizowanie pod tym względem jakiegoś lepszego rozwiązania albo na poprawienie obecnego, skoro nie musiał się już spieszyć.
Szwajcarski scyzoryk był tutaj pewnie jednym z cenniejszych znalezisk dzięki swoim różnym końcówkom. Niestety w pobliżu nie spoczywała żadna broń, ale pod siedzeniem kierowcy leżała gaśnica samochodowa, pod sąsiednim zaś - niewielka apteczka z podstawowym wyposażeniem, czyli głównie z wszelkiej maści opatrunkami. Posiadała uchwyt, więc w razie konieczności ewakuacji istniała możliwość zabrania jej ze sobą w całości, choć zajęłoby to jedną rękę.
Radio samochodowe głównie szumiało. Od czasu do czasu dało się wyróżnić jakieś słowa czy nawet urywki melodii, ale słuchanie tego wszystkiego było z pewnością męczące i po dłuższej chwili mogło nawet przyprawiać o ból głowy. Z drugiej strony pewnie nawet tak rzadki kontakt ze światem w tej sytuacji trochę pomagał.
W okolicy wciąż nie było widać żadnych zwierząt, ani tych mniejszych, ani większych. Te naprawdę duże drapieżniki - jak niedźwiedzie, kojoty czy pumy - pewnie i tak nie podchodziły zbyt blisko miasteczka, ale kto wie jak bywało z pozostałymi? Choć przynajmniej takie lisy nie stanowiłyby poważnego zagrożenia. Prędzej liczyłyby na to, że dziennikarz je dokarmi... Albo by przed nim uciekły.
Nagle pomiędzy drzewami pojawiło się jednak coś nowego - i sam fakt, że dało się to dojrzeć, zmieniał już wiele. Pojedyncze, białe i migające niepewnie światełko ani trochę nie przypominało barwnego blasku, który zapowiadał festiwal... Ale znajdowało się gdzieś tam w ciemnościach, z boku ścieżki, a dokładniej przed samochodem, jeżeli Norbert zdecydował się ponownie go nie obracać. Było słabe, momentami zdawało się gasnąć, ale za każdym razem wracało. Początkowo się nie poruszało - lecz po około dziesięciu sekundach zaczęło się jakby kołysać na boki, zataczać niewielkie kółka i pętle: w górę i w dół, w górę i w dół, raz w jedną stronę, a raz w drugą... Trudno byłoby określić jak daleko się znajdowało; na pewno poza zasięgiem reflektora, ale poza tym mrok uniemożliwiał ustalenie odległości.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Pon Lis 27, 2017 10:01 am

O ile Norbert wcześniej zauważył że zaklinuje się w poprzek na wąskiej drodze zaniechał manewrów i w miarę możliwości powrócił do pozycji początkowej. Ucieczka na wstecznym wciąż była chyba preferowaną opcją do braku jakiejkolwiek możliwości.
Gruntowne przetrząśnięcie samochodu ujawniło obecność jeszcze kilku przedmiotów, mogących okazać się przydatnymi w zaistniałej sytuacji.
Choć z gaśnicy reporter ucieszył się mniej, to wciąż warto było wiedzieć gdzie się ona znajduje. Ironicznie patrząc na nią reporter pomyślał że pożar byłby chyba wybawieniem w obecnym chłodzie. Gdyby na taki trafił, w pierwszej kolejności ogrzałby się chyba do syta, a dopiero następnie przystąpił do gaszenia. Bądź co bądź, rozpalenie ognia w ostateczności nie było chyba aż tak złym pomysłem…
Równie pożytecznym znaleziskiem okazała się być apteczka. Choć początkowo bardzo się z niej ucieszył, to jednak uświadomił sobie że jej zawartość nie jest tak niezbędna w obecnej sytuacji. Większość leków nie była mu teraz potrzebna, a wątpił że jeżeli coś z tych potworów go dopadnie, to zestaw opatrunkowy będzie wystarczający, aby postawić go na nogi. O ile do tego wyjdzie z opresji cało, tak żeby w ogóle mógł go użyć. Koniec końców zabrał małą saszetkę leków przeciwbólowych i schował ją do kieszeni.
Nasłuchiwanie co jakiś czas radia było zadaniem żmudnym, monotonnym i męczącym. Pamiętał jeszcze ze szkoły, że w razie katastrof posiadanie radia było kluczowe, aby dowiedzieć się czegoś o przebiegu ewakuacji, czy zagrożenia, jednak rzeczywistość okazała się być rozczarowującą. O ile mógł dobrze rozszyfrować urwane fragmenty audycji, nikt nie przejmował się Burnsley, a o żadnych częstotliwościach ratunkowych również nie było mowy. Całe to trzaskanie natomiast przyprawiło go niemal o ból głowy.
Oczekiwanie dłużyło się strasznie reporterowi. Wpadł w rodzaj swego rodzaju napiętej katatonii czy letargu. Na zmianę włączał i gasił ogrzewanie, oraz światło. Z jednej strony bał się zwracać na siebie uwagę, z drugiej co i rusz zdawało mu się że widzi kształty przemykające na krawędzi pola widzenia gdzieś w ciemności.
Ten stan napięcia bardzo szybko go zmęczył. Coraz rzadziej nasłuchiwał radia. Powoli zamykały mu się oczy, z czym z całych sił próbował walczyć. Sam nie był pewien ile właściwie czasu minęło, gdy pierwszy raz to zobaczył. Z początku uznał że to senne oczy płatają mu figla, lecz gdy przetarł oczy, a blask między drzewami pojawił się ponownie był już pewien. Momentalnie odegnał od siebie ciemność i niemal od razu wyskoczył z samochodu. Poczucie niebezpieczeństwa wzięło jednak nad nim górę. Było to w końcu tylko wątłe światełko po środku lasu potencjalnie pełnego cienistych bestii.
W końcu jednak wziął się w garść. W końcu po to tu właśnie przybył. Może tak naprawdę źródło światła jest dużo większe, tylko ciemność tłumi je w takim stopniu. Biorąc pod uwagę jak dobrze radziło sobie z reflektorami samochodu, to wyjaśnienie wydawało się prawdopodobne.
Bardzo ostrożnie więc spakował wszystkie nadające się do wrzucenia do torby przedmioty i wyszedł z auta. Opatulił się też wszystkim co się dało, tak by jak najdłużej wytrzymać w chłodzie. Zerknął jeszcze do bagażnika, aby z zestawu koła zapasowego zabrać klucz do kół. Nie była to może broń pierwszego wyboru pogromcy zombie, ale ciężar metalu w ręku dodawał mu pewności, a szczerze, tylko po to po niego sięgnął.
Będąc już gotowym zapuścił się w las w ślad za błędnym ognikiem. Starał się nie myśleć o zębiastych rybach głębinowych wabiących swoje nieświadome ofiary światłem. Dość szybko uświadomił sobie że las w mroku wszędzie wygląda tak samo. Wyjął więc swój scyzoryk i idąc w głąb gęstowia starał się zostawiać na drzewach wyraźne wskazówki którędy wrócić do samochodu. Miał nadzieję że nie natrafi na podobne zjawisko jak przy wyjeździe z miasta, bo wtedy żadne strzałki nie uchronią go przed zgubieniem się.
Idąc tak raz miał wrażenie że światło zbliża się, przez co przyśpieszał kroku, raz że oddalało i powoli tracił nadzieję. To prawdopodobnie aura tego miejsca tak działa mu na umysł. Pocieszał się mówiąc do ognika, tak naprawdę jednak dodając sobie otuchy własnym głosem.
- Dobry ognik. Nie uciekaj. Norbert jest przyjacielem. Zaprowadź mnie do swoich przyjaciół…
Przez wzgląd na kończącą się baterię w latarce, używał jej tylko w razie konieczności, jednak gdyby szedł zbyt długo, wykorzystał je by puścić znaki w stronę źródła światła. Najpierw odruchowo nadał sygnał SOS. Potem uświadomił sobie jak absurdalne jest to że tajemnicze zjawisko znało alfabet Morse’a. Spróbował więc imitować światłem latarki ruch i migotanie ognika.
Czy próbował go do siebie zwabić? Chyba powoli padało mu na rozum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Wto Lis 28, 2017 12:34 am

Być może Norbertowi padało na rozum, a może nie - ale nie można się było dziwić, że odniósł właśnie takie wrażenie. Światełko faktycznie zdawało się zmieniać położenie i to teraz już w większym zakresie. Nie kręciło się tylko w miejscu, ale chyba naprawdę się przesuwało... Albo umysł płatał reporterowi takiego figla. W końcu ognik wypadał poza blaskiem latarki, gdzie ciężko byłoby ocenić odległość i jego wielkość... Ale mężczyzna miał powody sądzić, że wcale się do niego nie zbliżał.
Gdzieś w pobliżu dziennikarza - na lewo od niego - rozległ się cichy szelest, lecz zwrócenie w tę stronę światła nie ukazałoby niczego niecodziennego. Być może przebiegło tamtędy jakieś zwierzę, które zdążyło się już oddalić, a może był to odgłos wiatru... Choć ta pierwsza opcja wydawała się bardziej prawdopodobna. Tak czy siak, najwyraźniej nic nie szykowało się w tamtym punkcie do ataku - chyba że zdążyło przesunąć się dalej i wciąż kryło się w mroku.
Choć w ciemnościach także i to ciężko byłoby stwierdzić z niezachwianą pewnością, to jednak Norbert mógł odnieść wrażenie, że jego światło przewodnie powoli zakręcało w prawo. W dodatku robiło to chyba w taki sposób, że mężczyzna akurat znajdował bezpośrednio przed sobą w miarę wygodne przejście między drzewami i krzakami. Póki co nie musiał jeszcze przedzierać się przez nic wyższego od jego kolan. Pytanie tylko - co to oznaczało?
Jedno było za to pewne: reporter oddalał się od pola namiotowego i miasteczka. Tworzył dystans między sobą i tym, co się tam działo... Ale w ten sposób łatwo mógł zabłądzić, jeżeli na przykład spotkałoby go to samo, co wcześniej na drodze. Otoczenie mogłoby przerzucić go w inne, lecz podobne miejsce, a wówczas nie miałby już pojęcia w którą stronę powinien się udać. Gdyby zaś nawet do tego nie doszło, to tak czy siak kierował się przecież w las. Jak daleko mogło być do następnego skupiska ludności?
Gdy mężczyzna spróbował wreszcie nadać przed siebie sygnał SOS, ognik co prawda również zamrugał, lecz w sposób bardzo przypominający jego dotychczasowe mruganie. Niekoniecznie odpowiadał, to mógł być zupełny przypadek... Ba, najprawdopodobniej tak właśnie było. Ale z drugiej strony logiczne wyjaśnienia powoli zaczynały się kończyć, a w takiej sytuacji - i w ogóle w tym świecie - rozsądek stopniowo tracił na znaczeniu.
Minęła kolejna minuta czy dwie, nim znów stało się coś istotnego. Tym razem ponownie chodziło o dźwięk, na swój sposób o wiele bardziej niepokojący od poprzedniego, ale za to zdecydowanie oddalony. Otóż względną ciszę przecięło nagle pojedyncze wycie, początkowo przypominające wilka, lecz szybko stające się dużo wyższe i bardziej przerywane. Już po chwili dołączyły do niego kolejne, podobne głosy... A więc stado. Na szczęście gdzieś daleko.
Światełko zdawało się nie przejmować tym wyciem, za to latarka zauważalnie świeciła gorzej - choć raczej nie ze względu na potencjalne drapieżniki. Jej światło jeszcze pomagało, ale na pewno należało ją oszczędzać. W ostateczności Norbert mógłby skorzystać z komórki, ale niestety na jej baterię również musiał uważać, więc byłoby lepiej, aby póki co unikał tego rozwiązania.
W końcu blask latarki przestał padać na pnie drzew, a jedynie na wysoką trawę - więc wyglądało na to, że dziennikarz wkroczył na jakąś polanę. Kolejne kroki i próba oświetlenia otoczenia dowiodłyby, że sama w sobie nie była ona zbyt duża, lecz posiadała jedną cechę szczególną, na którą nie sposób byłoby nie zwrócić uwagi, a mianowicie... Stał na niej niewielki budynek, w momencie odkrycia znajdujący się jakieś dwa metry przed Norbertem.
Nawet w świetle latarki ciężko byłoby go dokładnie opisać, ale z pewnością był jednopiętrowy, z mocno wystającym dachem, a do tego częściowo porośnięty roślinnością. Niektóre okna zatkano drewnem, inne były po prostu dziurami w ścianach - utworzonych najwyraźniej z poziomo ułożonych belek. Każdy z jego boków mógł mieć na oko jakieś sześć, może siedem metrów długości. Stara, porzucona przez kogoś chatka? Wszystko zdawało się na to wskazywać.
Ognik wybrał sobie właśnie ten moment, aby zgasnąć. Norbert nie był już w stanie dojrzeć go w żadnym kierunku, jak by się za nim nie rozglądał. Czyżby tutaj chciał go zaprowadzić? Tylko dlaczego? Obejście budynku dookoła zawiodłoby reportera do drzwi, zamkniętych, lecz nie na klucz. Mógłby wejść do środka albo ruszyć dalej w las.

***

Jeżeli zdecydujesz się wejść do chatki, możesz na tym zakończyć post i dać tu sobie z/t, a wtedy założę nowy temat i tam zacznę moim mg.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Wto Lis 28, 2017 10:28 am

Przekradanie się przez ciemny las mogło być czymś więcej, niż reporter byłby w stanie znieść. Wkraczając w gąszcz w żaden sposób nie mógł przewidzieć, jak bardzo męczące będzie to przeżycie. Dziennikarz był już przecież kilka razy na froncie, gdzie zagrożenie, lub nawet śmierć czyhały potencjalnie za każdym kontem. Jednak nie było porównania między przemierzaniu stref wojny, a powolną przechadzką przez nadnaturalny mrok. Być może była to świadomość, że potwory ciemności nie respektują immunitetu prasy, a być może oddziałująca na psychikę atmosfera miejsca. Deprawacja sensoryczna była okropną torturą dla umysłu i już po kilku minutach Norbert dobrze czuł jej efekty. Każdy szelest, najmniejszy dźwięk, wywoływał falę paniki w człowieku.
Gdy coś poruszyło się w krzakach nieopodal Norbert panicznie odwrócił się na pięcie mierząc latarką w tamtą stronę. Omal nie dostał zawału. Z trudem powstrzymał szalone bicie serca, nieudolnie starając się sobie wmówić, że pewnie był to tylko wiatr. Tym bardziej panicznie wyglądał prób kontaktu z tajemniczym światłem. Odrzucał od siebie ze wszystkich sił świadomość że jest tutaj zupełnie sam. Jednak wszystkie próby nawiązania jakiegokolwiek zrozumienia z ognikiem były raczej beznadziejne.
Od tamtej pory było tylko gorzej. Pomimo wszędobylskiego chłodu czuł pot na karku i czole. Panicznie starał się zachować czujność, przez co uczucie zmęczenia i beznadziejności tylko się pogłębiało. Gdy gdzieś z oddali odbyło się wycie wilków, Norbert był w takim stanie, że niewiele to zmieniło z jego perspektywy. O dziwo wycie w oddali lekko uspokoiło dziennikarza, który zagrożenia wyglądał już kilka metrów opodal, w kłębiącej się czerni. Próbował ocenić mniej więcej z jakiego kierunku ono dochodzi. Miał nadzieję że nie z tego, do którego zmierzał. Czyżby zza siebie, z miejsca gdzie zostawił samochód? W takim razie prawdopodobnie już mógł zawdzięczać ognikowi swoje życie. Marna to była pociecha, bo równie dobrze mógł to być potwór, który zdecydował się zjeść Norberta samemu, nie dzieląc się ze swymi braćmi.
Nie widząc dalej niż na kilka metrów dziennikarz najpierw poczuł ulgę wychodząc na niską trawę. Zdawało mu się że światełko wyprowadziło go bezpiecznie z lasu. Był tak wdzięczny, że mógłby z marszu zacząć wyznawać dowolną religię, z jaką związane być mogły światełka z lasu.
Jego entuzjazm opadł jednak, gdy okazało się że to zaledwie polana w lesie. Robiąc kolejne kilka kroków przed siebie, niemal wpadł na ścianę domu, który niemal wyrósł z ciemności naprzeciw niego. To już był szczyt. Opuszczona chatka po środku lasu. Norbert był racjonalnym człowiekiem, ale sytuacja w której się znajdował wywlekała jego rozsądek na lewą stronę. Czuł się niemal, jakby ktoś naszprycował go jakimiś środkami odurzającymi. Nie sposób było będąc na miejscu dziennikarza nie nawiązać mimowolnie do setek przypadków z popkultury, gdzie taka sytuacja nie wróżyła niczego dobrego. Na domiar złego, jego przewodnik gdzieś zniknął. Norbert panicznie obszedł dom dookoła, ale raczej wyglądając za światłem, niż szukając wejścia. W pierwszej chwili pomyślał, że dom przysłonił mu pole widzenia i po prostu zgubił ognik w ciemności. W takim wypadku nie był pewien w którą stronę go gonić. Musiałby cofnąć się, odnaleźć ostatni zostawiony na drzewie ślad i popędzić w przeciwną stronę polany licząc na to że go dogoni. Wydawało się to beznadziejne i ryzykowne.
Po chwili dopiero pomyślał, że być może tutaj właśnie chciało zaprowadzić go światełko. Ta perspektywa również nie przekonywała go ani trochę. Znowu dokładnie obszedł domek dookoła. Wyglądało na to że dało się wejść do środka.
- No co ty, Lucek. To chciałeś mi pokazać? – zagadał cicho do światełka, którego przecież nigdzie nie było – Mam tam wejść? Jest tam coś ważnego? To bezpieczne miejsce? Jest tam kto?
Ostatnie pytanie skierował już głośniej do wnętrza budynku. Oczywiście, że zwracał na siebie uwagę, jednak jeśli coś było w środku, to wolał upewnić się o tym, zanim wejdzie w ciemne pomieszczenia. Do tego grzeczność wymagałaby się zapowiedzieć. Mrokiem, mrokiem, potwory potworami, ale kultura musi być.
Jestem Norbert. Przyszedłem z miasta
Spodziewając się charczących dźwięków niezidentyfikowanych potworów już szykował się do ucieczki. Jeśli jednak nic takiego się nie stało postanowił że wejdzie do środka. Być może znajdzie tam coś przydatnego, lub przynajmniej bezpieczne miejsce.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las   

Powrót do góry Go down
 
Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie :: Mountain Home Demonstration State Forest-
Skocz do: