Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las

Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Las   Sob Lip 08, 2017 7:18 pm


Rozległy las mieszany, z rzadka poprzecinany drogami, częściej zaś po prostu wydeptanymi ścieżkami, którymi samochodom ciężko by się było poruszać. Na jego terenie znajduje się między innymi kilka jezior, stawów, rzek czy strumieni, a także gaj z olbrzymimi sekwojami - drugi największy na świecie. Okolica jest pagórkowato-górzysta, bo w końcu las porasta południową część gór Sierra Nevada.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Czw Lis 09, 2017 4:40 pm

Po wjechaniu do lasu Norbert bardzo szybko stracił z oczu pole namiotowe - o ile w ogóle patrzył za siebie, czy to przez ramię, czy w lusterku. Przez kilka minut droga prowadziła go prosto i łagodnie w górę, a w świetle przedniego reflektora mógł zobaczyć, że na tym odcinku nie posiadała żadnych odgałęzień... Czyli tak naprawdę mężczyzna nie miał żadnego wyboru, jak tylko przeć przed siebie. Momentami o jego samochód uderzały gałęzie, głównie po bokach, ale czasem również zahaczały z góry. Na szczęście jednak póki co auto jeszcze mieściło się między drzewami.
Kolejnym plusem było bez wątpienia to, że najwyraźniej nikt go nie ścigał. W lesie brakowało śladów życia - nie tylko ludzi, ale i zwierząt... Choć w przypadku tych ostatnich pewnie miało to sens, o tej porze i mimo wszystko przy drodze. Przecież żadna sarna czy inny zając raczej nie pchałby się tak blisko pola namiotowego, od którego jeszcze chwilę temu dobiegała muzyka i śmiechy.
W końcu jednak dziennikarz dotarł do miejsca, w którym drzewa po obu stronach ścieżki rosły na tyle blisko siebie, że praktycznie niemożliwością byłoby wjechać pomiędzy nie samochodem terenowym. Tworzyło to spory problem, bo oznaczało, że Norbert mógł się cofnąć - i to chyba aż do samego pola namiotowego, skoro po drodze mógłby tylko zjechać prosto w las, w którym tym bardziej by się zaklinował - albo dalej iść na piechotę. Może i nie widział nigdzie zagrożenia, ale chłód i ciemność też nie były przyjemne.
Z drugiej strony nieobecność potencjalnych przeciwników przynajmniej dawała mężczyźnie chwilę wytchnienia. Mógł sobie pozwolić na to, aby się zatrzymać, przemyśleć sprawę, spróbować się uspokoić i ustalić plan działania. Gdyby chciał sprawdzić telefon komórkowy, zorientowałby się, że zasięgu nie miał już wcale, ale to mogło się też po części wiązać z przebywaniem w lesie. Co ciekawe, bateria zdawała się mu uciekać trochę za szybko - wystarczająco, aby to zauważyć, ale nie aż na tyle, by miał się martwić, że urządzenie zaraz się wyłączy. To z kolei teoretycznie mogło wynikać z niskiej temperatury. Poza tym zatrzymanie się dałoby też okazję do dokładniejszego przejrzenia wszystkich schowków czy nawet bagażnika, gdyby reporter zdecydował się wyjść z wozu... No i do zgarnięcia z podłogi przy sąsiednim siedzeniu wcześniej wypatrzonego scyzoryka.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Pon Lis 13, 2017 2:27 pm

Norbert i owszem, wpatrywał się panicznie w tylne lusterko, sprawdzając raz po raz, czy nic nie podąża jego tropem. Jednak jako że tylne oświetlenie auta było zdecydowanie gorsze, nie mógł jednoznacznie stwierdzić co właściwie zobaczył na polanie. Wyobraźnia podpowiadała mu najgorsze rzeczy. Wydawało mu się że jakiś dziwni filar litej ciemności opadł na ziemię miażdżąc pod sobą pole namiotowe. Oddalając się jednak bardziej i bardziej stwierdził że to prawdopodobnie wzrok i zmęczenie płatają mu figla.
Tak czy siak cieszył się że już się stamtąd oddalił. Wyobraźnia, czy nie, samo oddalenie się od zombiaków było dobrą rzeczą.
Jadąc jednak dalej przez las nigdzie nie dostrzegł śladu mistycznych świateł, o których tyle słyszał. Jak bardzo nie wpatrywałby się między drzewa, po jakiejkolwiek tęczowej łunie nie było śladu. Zrezygnowany wlekł się dalej przed siebie, choć cały czas wyglądał najmniejszego blasku, który mógłby przebijać się przez ciemność.
W końcu dotarł do miejsca, gdzie ścieżka zwężała się tak bardzo, że nie mógł dalej jechać. Po raz pierwszy od dłuższego czasu zatrzymał maszynę i zastanowił się na spokojnie co robić dalej. Wydawałoby się że jest bezpieczny, ponieważ była to jedyna droga do tego miejsca, a nie wydawało mu się aby ktoś, lub coś, za nim podążało. Miał nadzieję że dziwne siły, które tak przeistoczyły ludzi nie podziałały podobnie na miejscowe zwierzęta. Lodowe cieniste zombie to jedno, ale lodowych cienistych zombie niedźwiedzi mógłby już nie przełknąć.
Albo bobrów.
Teoretycznie mógłby iść na piechotę dalej w las, ale nie widział w tym zbyt wielkiego sensu. I tak wjechał chyba już dość głęboko żeby widać było światła, gdyby miały się w końcu pokazać. Tym bardziej nie uśmiechało mu się opuszczać relatywnie bezpiecznego schronienia samochodu.
Zawrócił więc tylko, o ile się dało, tak aby w razie potrzeby móc dać po garach i szybko ruszyć przed siebie. Walczył ze sobą, czy pozwolić sobie na zgaszenie silnika. Z jednej strony na włączonym silniku bardziej zwracał na siebie uwagę, a z innej bał się, że być może ciepło, jakie generował mogło być tak naprawdę jego jedyną nadzieją na przetrwanie. Zerknął na wskaźnik paliwa w baku, aby pomóc sobie przy tej decyzji. Koniec końców silnik też nie będzie działał w nieskończoność. Prawdopodobnie zdecyduje się na razie zgasić motor, tak aby zmylić ewentualną pogoń, a gdy temperatura wewnątrz zanadto się obniży włączyć z powrotem.
Postój wykorzystał na dokonanie głębszego remanentu w samochodzie. Zajrzał tam gdzie jeszcze nie miał okazji, czyli pod siedzenia i do bagażnika. Zabrał też znaleziony wcześniej scyzoryk. Broń była z niego żadna jednak narzędzie użyteczne. Po cichu liczył że znajdzie może pistolet na flary, albo jakąś linę. Dziennikarz był zaradnym człowiekiem, jednak zawsze lepiej czuł się w dżungli miejskiej, niż tej właściwej. Wiedział jednak, że lina to podstawa. Przez chwilę rozglądał się za jakimś radiem, ale uświadomił sobie że ma przecież zwykłe, samochodowe. O broni nie śmiał nawet myśleć, ale jeśli już na taką trafił, to też nie bał się jej sobie przywłaszczyć.
Czekał w ten sposób jakiś czas, oczekując odgłosu ratowników, czy helikopterów. Co jakiś czas włączając radio i nasłuchując częstotliwości ratunkowych, lub dowolnych transmisji. Starał się oszczędzać zarówno benzynę auta, jak i prąd w latarce, na dawanie sygnału SOS.
Po jakimś czasie jednak, ciągła czujność dała mu się we znaki, a samo rzucie gumy nie pomagało. Nie chciał też drzemać, bo tak naprawdę był zniszczony emocjonalnie, a nie zmęczony.
Zdecydował że w całym tym harmidrze potrzebuje odrobiny normalności. Zaczął więc obmyślać jakimi słowami rozpocznie artykuł o tegorocznych obchodach festiwalu świateł w Burnsley.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Sro Lis 15, 2017 3:04 pm

W praktyce zawrócenie okazało się niemalże niemożliwe; nawet bardzo powolne i ostrożne manewry nie pomagały za bardzo przy tak ograniczonej przestrzeni, a rosnące po bokach drogi drzewa skutecznie utrudniały zjechanie ze ścieżki. Po - czasochłonnym - ustawieniu samochodu w poprzek niej okazało się, że bardziej wykręcić się już po prostu nie dało... I w ten sposób auto zostało zablokowane, choć oczywiście Norbert mógłby spróbować przywrócić je do poprzedniej pozycji. To znów zajęłoby mu dłuższą chwilę, ale miało pełne prawo się udać. Przy okazji oznaczało to również, że na drodze powstała barykada.
Przynajmniej wskaźnik paliwa nie straszył tym, że zaraz się ono skończy, więc plan z ogrzewaniem co jakiś czas wnętrza pojazdu mógł zadziałać. Chłód nadciągał przede wszystkim od strony wybitej i zatkanej szyby. Swoją drogą, być może teraz reporter mógłby sobie pozwolić na zorganizowanie pod tym względem jakiegoś lepszego rozwiązania albo na poprawienie obecnego, skoro nie musiał się już spieszyć.
Szwajcarski scyzoryk był tutaj pewnie jednym z cenniejszych znalezisk dzięki swoim różnym końcówkom. Niestety w pobliżu nie spoczywała żadna broń, ale pod siedzeniem kierowcy leżała gaśnica samochodowa, pod sąsiednim zaś - niewielka apteczka z podstawowym wyposażeniem, czyli głównie z wszelkiej maści opatrunkami. Posiadała uchwyt, więc w razie konieczności ewakuacji istniała możliwość zabrania jej ze sobą w całości, choć zajęłoby to jedną rękę.
Radio samochodowe głównie szumiało. Od czasu do czasu dało się wyróżnić jakieś słowa czy nawet urywki melodii, ale słuchanie tego wszystkiego było z pewnością męczące i po dłuższej chwili mogło nawet przyprawiać o ból głowy. Z drugiej strony pewnie nawet tak rzadki kontakt ze światem w tej sytuacji trochę pomagał.
W okolicy wciąż nie było widać żadnych zwierząt, ani tych mniejszych, ani większych. Te naprawdę duże drapieżniki - jak niedźwiedzie, kojoty czy pumy - pewnie i tak nie podchodziły zbyt blisko miasteczka, ale kto wie jak bywało z pozostałymi? Choć przynajmniej takie lisy nie stanowiłyby poważnego zagrożenia. Prędzej liczyłyby na to, że dziennikarz je dokarmi... Albo by przed nim uciekły.
Nagle pomiędzy drzewami pojawiło się jednak coś nowego - i sam fakt, że dało się to dojrzeć, zmieniał już wiele. Pojedyncze, białe i migające niepewnie światełko ani trochę nie przypominało barwnego blasku, który zapowiadał festiwal... Ale znajdowało się gdzieś tam w ciemnościach, z boku ścieżki, a dokładniej przed samochodem, jeżeli Norbert zdecydował się ponownie go nie obracać. Było słabe, momentami zdawało się gasnąć, ale za każdym razem wracało. Początkowo się nie poruszało - lecz po około dziesięciu sekundach zaczęło się jakby kołysać na boki, zataczać niewielkie kółka i pętle: w górę i w dół, w górę i w dół, raz w jedną stronę, a raz w drugą... Trudno byłoby określić jak daleko się znajdowało; na pewno poza zasięgiem reflektora, ale poza tym mrok uniemożliwiał ustalenie odległości.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Pon Lis 27, 2017 10:01 am

O ile Norbert wcześniej zauważył że zaklinuje się w poprzek na wąskiej drodze zaniechał manewrów i w miarę możliwości powrócił do pozycji początkowej. Ucieczka na wstecznym wciąż była chyba preferowaną opcją do braku jakiejkolwiek możliwości.
Gruntowne przetrząśnięcie samochodu ujawniło obecność jeszcze kilku przedmiotów, mogących okazać się przydatnymi w zaistniałej sytuacji.
Choć z gaśnicy reporter ucieszył się mniej, to wciąż warto było wiedzieć gdzie się ona znajduje. Ironicznie patrząc na nią reporter pomyślał że pożar byłby chyba wybawieniem w obecnym chłodzie. Gdyby na taki trafił, w pierwszej kolejności ogrzałby się chyba do syta, a dopiero następnie przystąpił do gaszenia. Bądź co bądź, rozpalenie ognia w ostateczności nie było chyba aż tak złym pomysłem…
Równie pożytecznym znaleziskiem okazała się być apteczka. Choć początkowo bardzo się z niej ucieszył, to jednak uświadomił sobie że jej zawartość nie jest tak niezbędna w obecnej sytuacji. Większość leków nie była mu teraz potrzebna, a wątpił że jeżeli coś z tych potworów go dopadnie, to zestaw opatrunkowy będzie wystarczający, aby postawić go na nogi. O ile do tego wyjdzie z opresji cało, tak żeby w ogóle mógł go użyć. Koniec końców zabrał małą saszetkę leków przeciwbólowych i schował ją do kieszeni.
Nasłuchiwanie co jakiś czas radia było zadaniem żmudnym, monotonnym i męczącym. Pamiętał jeszcze ze szkoły, że w razie katastrof posiadanie radia było kluczowe, aby dowiedzieć się czegoś o przebiegu ewakuacji, czy zagrożenia, jednak rzeczywistość okazała się być rozczarowującą. O ile mógł dobrze rozszyfrować urwane fragmenty audycji, nikt nie przejmował się Burnsley, a o żadnych częstotliwościach ratunkowych również nie było mowy. Całe to trzaskanie natomiast przyprawiło go niemal o ból głowy.
Oczekiwanie dłużyło się strasznie reporterowi. Wpadł w rodzaj swego rodzaju napiętej katatonii czy letargu. Na zmianę włączał i gasił ogrzewanie, oraz światło. Z jednej strony bał się zwracać na siebie uwagę, z drugiej co i rusz zdawało mu się że widzi kształty przemykające na krawędzi pola widzenia gdzieś w ciemności.
Ten stan napięcia bardzo szybko go zmęczył. Coraz rzadziej nasłuchiwał radia. Powoli zamykały mu się oczy, z czym z całych sił próbował walczyć. Sam nie był pewien ile właściwie czasu minęło, gdy pierwszy raz to zobaczył. Z początku uznał że to senne oczy płatają mu figla, lecz gdy przetarł oczy, a blask między drzewami pojawił się ponownie był już pewien. Momentalnie odegnał od siebie ciemność i niemal od razu wyskoczył z samochodu. Poczucie niebezpieczeństwa wzięło jednak nad nim górę. Było to w końcu tylko wątłe światełko po środku lasu potencjalnie pełnego cienistych bestii.
W końcu jednak wziął się w garść. W końcu po to tu właśnie przybył. Może tak naprawdę źródło światła jest dużo większe, tylko ciemność tłumi je w takim stopniu. Biorąc pod uwagę jak dobrze radziło sobie z reflektorami samochodu, to wyjaśnienie wydawało się prawdopodobne.
Bardzo ostrożnie więc spakował wszystkie nadające się do wrzucenia do torby przedmioty i wyszedł z auta. Opatulił się też wszystkim co się dało, tak by jak najdłużej wytrzymać w chłodzie. Zerknął jeszcze do bagażnika, aby z zestawu koła zapasowego zabrać klucz do kół. Nie była to może broń pierwszego wyboru pogromcy zombie, ale ciężar metalu w ręku dodawał mu pewności, a szczerze, tylko po to po niego sięgnął.
Będąc już gotowym zapuścił się w las w ślad za błędnym ognikiem. Starał się nie myśleć o zębiastych rybach głębinowych wabiących swoje nieświadome ofiary światłem. Dość szybko uświadomił sobie że las w mroku wszędzie wygląda tak samo. Wyjął więc swój scyzoryk i idąc w głąb gęstowia starał się zostawiać na drzewach wyraźne wskazówki którędy wrócić do samochodu. Miał nadzieję że nie natrafi na podobne zjawisko jak przy wyjeździe z miasta, bo wtedy żadne strzałki nie uchronią go przed zgubieniem się.
Idąc tak raz miał wrażenie że światło zbliża się, przez co przyśpieszał kroku, raz że oddalało i powoli tracił nadzieję. To prawdopodobnie aura tego miejsca tak działa mu na umysł. Pocieszał się mówiąc do ognika, tak naprawdę jednak dodając sobie otuchy własnym głosem.
- Dobry ognik. Nie uciekaj. Norbert jest przyjacielem. Zaprowadź mnie do swoich przyjaciół…
Przez wzgląd na kończącą się baterię w latarce, używał jej tylko w razie konieczności, jednak gdyby szedł zbyt długo, wykorzystał je by puścić znaki w stronę źródła światła. Najpierw odruchowo nadał sygnał SOS. Potem uświadomił sobie jak absurdalne jest to że tajemnicze zjawisko znało alfabet Morse’a. Spróbował więc imitować światłem latarki ruch i migotanie ognika.
Czy próbował go do siebie zwabić? Chyba powoli padało mu na rozum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Wto Lis 28, 2017 12:34 am

Być może Norbertowi padało na rozum, a może nie - ale nie można się było dziwić, że odniósł właśnie takie wrażenie. Światełko faktycznie zdawało się zmieniać położenie i to teraz już w większym zakresie. Nie kręciło się tylko w miejscu, ale chyba naprawdę się przesuwało... Albo umysł płatał reporterowi takiego figla. W końcu ognik wypadał poza blaskiem latarki, gdzie ciężko byłoby ocenić odległość i jego wielkość... Ale mężczyzna miał powody sądzić, że wcale się do niego nie zbliżał.
Gdzieś w pobliżu dziennikarza - na lewo od niego - rozległ się cichy szelest, lecz zwrócenie w tę stronę światła nie ukazałoby niczego niecodziennego. Być może przebiegło tamtędy jakieś zwierzę, które zdążyło się już oddalić, a może był to odgłos wiatru... Choć ta pierwsza opcja wydawała się bardziej prawdopodobna. Tak czy siak, najwyraźniej nic nie szykowało się w tamtym punkcie do ataku - chyba że zdążyło przesunąć się dalej i wciąż kryło się w mroku.
Choć w ciemnościach także i to ciężko byłoby stwierdzić z niezachwianą pewnością, to jednak Norbert mógł odnieść wrażenie, że jego światło przewodnie powoli zakręcało w prawo. W dodatku robiło to chyba w taki sposób, że mężczyzna akurat znajdował bezpośrednio przed sobą w miarę wygodne przejście między drzewami i krzakami. Póki co nie musiał jeszcze przedzierać się przez nic wyższego od jego kolan. Pytanie tylko - co to oznaczało?
Jedno było za to pewne: reporter oddalał się od pola namiotowego i miasteczka. Tworzył dystans między sobą i tym, co się tam działo... Ale w ten sposób łatwo mógł zabłądzić, jeżeli na przykład spotkałoby go to samo, co wcześniej na drodze. Otoczenie mogłoby przerzucić go w inne, lecz podobne miejsce, a wówczas nie miałby już pojęcia w którą stronę powinien się udać. Gdyby zaś nawet do tego nie doszło, to tak czy siak kierował się przecież w las. Jak daleko mogło być do następnego skupiska ludności?
Gdy mężczyzna spróbował wreszcie nadać przed siebie sygnał SOS, ognik co prawda również zamrugał, lecz w sposób bardzo przypominający jego dotychczasowe mruganie. Niekoniecznie odpowiadał, to mógł być zupełny przypadek... Ba, najprawdopodobniej tak właśnie było. Ale z drugiej strony logiczne wyjaśnienia powoli zaczynały się kończyć, a w takiej sytuacji - i w ogóle w tym świecie - rozsądek stopniowo tracił na znaczeniu.
Minęła kolejna minuta czy dwie, nim znów stało się coś istotnego. Tym razem ponownie chodziło o dźwięk, na swój sposób o wiele bardziej niepokojący od poprzedniego, ale za to zdecydowanie oddalony. Otóż względną ciszę przecięło nagle pojedyncze wycie, początkowo przypominające wilka, lecz szybko stające się dużo wyższe i bardziej przerywane. Już po chwili dołączyły do niego kolejne, podobne głosy... A więc stado. Na szczęście gdzieś daleko.
Światełko zdawało się nie przejmować tym wyciem, za to latarka zauważalnie świeciła gorzej - choć raczej nie ze względu na potencjalne drapieżniki. Jej światło jeszcze pomagało, ale na pewno należało ją oszczędzać. W ostateczności Norbert mógłby skorzystać z komórki, ale niestety na jej baterię również musiał uważać, więc byłoby lepiej, aby póki co unikał tego rozwiązania.
W końcu blask latarki przestał padać na pnie drzew, a jedynie na wysoką trawę - więc wyglądało na to, że dziennikarz wkroczył na jakąś polanę. Kolejne kroki i próba oświetlenia otoczenia dowiodłyby, że sama w sobie nie była ona zbyt duża, lecz posiadała jedną cechę szczególną, na którą nie sposób byłoby nie zwrócić uwagi, a mianowicie... Stał na niej niewielki budynek, w momencie odkrycia znajdujący się jakieś dwa metry przed Norbertem.
Nawet w świetle latarki ciężko byłoby go dokładnie opisać, ale z pewnością był jednopiętrowy, z mocno wystającym dachem, a do tego częściowo porośnięty roślinnością. Niektóre okna zatkano drewnem, inne były po prostu dziurami w ścianach - utworzonych najwyraźniej z poziomo ułożonych belek. Każdy z jego boków mógł mieć na oko jakieś sześć, może siedem metrów długości. Stara, porzucona przez kogoś chatka? Wszystko zdawało się na to wskazywać.
Ognik wybrał sobie właśnie ten moment, aby zgasnąć. Norbert nie był już w stanie dojrzeć go w żadnym kierunku, jak by się za nim nie rozglądał. Czyżby tutaj chciał go zaprowadzić? Tylko dlaczego? Obejście budynku dookoła zawiodłoby reportera do drzwi, zamkniętych, lecz nie na klucz. Mógłby wejść do środka albo ruszyć dalej w las.

***

Jeżeli zdecydujesz się wejść do chatki, możesz na tym zakończyć post i dać tu sobie z/t, a wtedy założę nowy temat i tam zacznę moim mg.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Wto Lis 28, 2017 10:28 am

Przekradanie się przez ciemny las mogło być czymś więcej, niż reporter byłby w stanie znieść. Wkraczając w gąszcz w żaden sposób nie mógł przewidzieć, jak bardzo męczące będzie to przeżycie. Dziennikarz był już przecież kilka razy na froncie, gdzie zagrożenie, lub nawet śmierć czyhały potencjalnie za każdym kontem. Jednak nie było porównania między przemierzaniu stref wojny, a powolną przechadzką przez nadnaturalny mrok. Być może była to świadomość, że potwory ciemności nie respektują immunitetu prasy, a być może oddziałująca na psychikę atmosfera miejsca. Deprawacja sensoryczna była okropną torturą dla umysłu i już po kilku minutach Norbert dobrze czuł jej efekty. Każdy szelest, najmniejszy dźwięk, wywoływał falę paniki w człowieku.
Gdy coś poruszyło się w krzakach nieopodal Norbert panicznie odwrócił się na pięcie mierząc latarką w tamtą stronę. Omal nie dostał zawału. Z trudem powstrzymał szalone bicie serca, nieudolnie starając się sobie wmówić, że pewnie był to tylko wiatr. Tym bardziej panicznie wyglądał prób kontaktu z tajemniczym światłem. Odrzucał od siebie ze wszystkich sił świadomość że jest tutaj zupełnie sam. Jednak wszystkie próby nawiązania jakiegokolwiek zrozumienia z ognikiem były raczej beznadziejne.
Od tamtej pory było tylko gorzej. Pomimo wszędobylskiego chłodu czuł pot na karku i czole. Panicznie starał się zachować czujność, przez co uczucie zmęczenia i beznadziejności tylko się pogłębiało. Gdy gdzieś z oddali odbyło się wycie wilków, Norbert był w takim stanie, że niewiele to zmieniło z jego perspektywy. O dziwo wycie w oddali lekko uspokoiło dziennikarza, który zagrożenia wyglądał już kilka metrów opodal, w kłębiącej się czerni. Próbował ocenić mniej więcej z jakiego kierunku ono dochodzi. Miał nadzieję że nie z tego, do którego zmierzał. Czyżby zza siebie, z miejsca gdzie zostawił samochód? W takim razie prawdopodobnie już mógł zawdzięczać ognikowi swoje życie. Marna to była pociecha, bo równie dobrze mógł to być potwór, który zdecydował się zjeść Norberta samemu, nie dzieląc się ze swymi braćmi.
Nie widząc dalej niż na kilka metrów dziennikarz najpierw poczuł ulgę wychodząc na niską trawę. Zdawało mu się że światełko wyprowadziło go bezpiecznie z lasu. Był tak wdzięczny, że mógłby z marszu zacząć wyznawać dowolną religię, z jaką związane być mogły światełka z lasu.
Jego entuzjazm opadł jednak, gdy okazało się że to zaledwie polana w lesie. Robiąc kolejne kilka kroków przed siebie, niemal wpadł na ścianę domu, który niemal wyrósł z ciemności naprzeciw niego. To już był szczyt. Opuszczona chatka po środku lasu. Norbert był racjonalnym człowiekiem, ale sytuacja w której się znajdował wywlekała jego rozsądek na lewą stronę. Czuł się niemal, jakby ktoś naszprycował go jakimiś środkami odurzającymi. Nie sposób było będąc na miejscu dziennikarza nie nawiązać mimowolnie do setek przypadków z popkultury, gdzie taka sytuacja nie wróżyła niczego dobrego. Na domiar złego, jego przewodnik gdzieś zniknął. Norbert panicznie obszedł dom dookoła, ale raczej wyglądając za światłem, niż szukając wejścia. W pierwszej chwili pomyślał, że dom przysłonił mu pole widzenia i po prostu zgubił ognik w ciemności. W takim wypadku nie był pewien w którą stronę go gonić. Musiałby cofnąć się, odnaleźć ostatni zostawiony na drzewie ślad i popędzić w przeciwną stronę polany licząc na to że go dogoni. Wydawało się to beznadziejne i ryzykowne.
Po chwili dopiero pomyślał, że być może tutaj właśnie chciało zaprowadzić go światełko. Ta perspektywa również nie przekonywała go ani trochę. Znowu dokładnie obszedł domek dookoła. Wyglądało na to że dało się wejść do środka.
- No co ty, Lucek. To chciałeś mi pokazać? – zagadał cicho do światełka, którego przecież nigdzie nie było – Mam tam wejść? Jest tam coś ważnego? To bezpieczne miejsce? Jest tam kto?
Ostatnie pytanie skierował już głośniej do wnętrza budynku. Oczywiście, że zwracał na siebie uwagę, jednak jeśli coś było w środku, to wolał upewnić się o tym, zanim wejdzie w ciemne pomieszczenia. Do tego grzeczność wymagałaby się zapowiedzieć. Mrokiem, mrokiem, potwory potworami, ale kultura musi być.
Jestem Norbert. Przyszedłem z miasta
Spodziewając się charczących dźwięków niezidentyfikowanych potworów już szykował się do ucieczki. Jeśli jednak nic takiego się nie stało postanowił że wejdzie do środka. Być może znajdzie tam coś przydatnego, lub przynajmniej bezpieczne miejsce.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Sro Gru 13, 2017 6:35 pm

Przemieszczanie się po obcym lesie w ciemnościach i jedynie z mało dokładną mapką z ulotki nie było ani przyjemne, ani tym bardziej proste. Niezależnie od tego, czy grupka zdecydowała się w dalszym ciągu używać latarki i komórki, czy jednak przerzuciła się na światło emitowane przez Markusa, drzewa i krzaki tak czy siak ograniczały teraz widoczność, a przy okazji rzucały jeszcze dookoła niepokojące cienie.
Atmosfera wciąż była nieprzyjemna, ale po pewnym czasie młodzi mogli zauważyć, że chyba zwiększył się zasięg ich słuchu - w miasteczku mrok zdawał się mocno tłumić odgłosy, a tutaj wyraźnie robił to o wiele słabiej. Miało to zarówno swoje plusy, jak i minusy, bo z jednej strony dobrze było wiedzieć czy coś się zbliżało, z drugiej... Każdy powiew wiatru, każdy szelest wśród krzewów mógł oznaczać zagrożenie. Na pozór niewinne dźwięki - gdy ich pochodzenie nie było do końca pewne - potrafiły wpędzać w panikę.
Torby z przekąskami stanowiły dodatkowe obciążenie, które mogło zacząć przeszkadzać, gdyby doszło do jakiegoś starcia albo konieczna stała się ucieczka - ale w tej chwili wyglądało na to, że lepiej było je zachować, niż porzucić. Nie utrudniały marszu, a przecież nastolatkowie nie mogli ocenić kiedy powrócą do cywilizacji... Powinni więc być przygotowani nawet na dłuższy pobyt w tej okolicy.
W pewnym momencie w oddali Karolina i Markus usłyszeli charakterystyczne wycie - najpierw jeden głos, przypominający wilka, ale szybko stający się wyższy i o wiele bardziej przerywany... Nim dołączyły do niego kolejne. Póki co parka chyba nie musiała przejmować się tym stadem, ale kto wie co będzie w przyszłości?
Wędrówka zdawała się trwać i trwać, a otoczenie - nie zmieniać się. Oczywiście młodzi mijali różne drzewa, ale po pewnym czasie mało kto potrafiłby chyba stwierdzić, że parę minut wcześniej widział już te same rośliny... Gdyby tak nawet było. Jedyną różnicą zdawało się być to, że teren zaczął najpierw delikatnie, a potem coraz bardziej stromo się wznosić, z jednej strony trochę utrudniając przemieszczanie się, z drugiej - przynajmniej potwierdzając, że nastolatkowie nie krążyli w kółko.

W tym czasie Norbert również przemierzał las, lecz on miał już do dyspozycji więcej sposobów na określenie drogi. W końcu w chatce znalazł działający kompas, który w dalszym ciągu zdawał się go nie okłamywać - a jeżeli nawet, to musiał to robić w bardzo subtelny sposób. Jeszcze większym wsparciem było z kolei światełko, które migało mężczyźnie daleko między drzewami, wskazując mu kierunek, ale nie pozwalając mu się do siebie zbliżyć.
Reporterowi udało się nawet natknąć na wymalowane na drzewie oznaczenie łatwego szlaku - dzięki czemu mógł sprawdzić ten sam kolor na mapce. Niestety w praktyce nie dawało mu to aż tak wiele, bo wciąż mógł się znajdować w całej masie różnych miejsc, bliżej i dalej od jeziora, ale w najgorszym wypadku taki widok świadczył o tym, że kiedyś byli tutaj inni ludzie - i że teren sam w sobie został uznany za bezpieczny... Łatwy do przebycia.
W trakcie wędrówki dziennikarz mógł zauważyć, że światełko zaczęło przesuwać się stopniowo coraz wyżej - i zapewne dopiero później zorientował się, iż sam również kierował się delikatnie w górę... I z czasem - powoli - robiło się bardziej stromo. Nic dziwnego, bo w końcu okolica była górzysta, lecz dłuższa podróż mogła się okazać męcząca.

***

Kolejność wchodzenia do tematu oczywiście dowolna, w następnej turze pewnie doprowadzimy już do spotkania.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Czw Gru 14, 2017 11:16 am

W Norbercie pojawił się nagły błysk nadziei gdy spostrzegł w lesie znajome światełko. To że pojawiło się teraz, gdy znów ruszał w trasę napawało go przynajmniej uczuciem jakiejś celowości. Nie ubzdurało mu się że ognik przywiódł go do tego domu, a teraz prowadził go w dalszą drogę, przypuszczalnie do jeziora, którego szukał.
- Hej, Lucek - szepnął bardziej do siebie, niż do ognika - Fajnie że jesteś.
Minęło sporo czasu odkąd reporter był w skautach, ale wciąż wiedział jak powinna wyglądać dobra mapa i wiedział że ta jego taką nie była. Co jakiś czas zatrzymywał się, żeby robić na drzewach znaki prowadzące znów w stronę chatki, a stamtąd przypuszczalnie w stronę samochodu. Wątpił, czy w razie konieczności szybkiej ucieczki byłby w stanie się nimi posłużyć, ale ta metodyka i systematyczność dawały mu poczucie że nad czymś jeszcze kontroluje w tej sytuacji.
Już miał oznaczyć kolejne drzewo, gdy odkrył na nim szlak turystyczny. Prawdziwa ulga dla skołatanych nerwów. Od razu porównał go z mapką. Wraz z wskazaniami kompasu był teraz w stanie ograniczyć swoje położenie do linii szlaku na mapie, co w porównaniu z możliwie każdym miejscem było znacznym postępem. Wyjął długopis i zaznaczył przypuszczalny obszar, gdzie mogła znajdować się chatka szacując go z położenia Burnsley, szlaku, kompasu, i wjazdu do lasu z pola namiotowego. Nie była to mistrzowska kartografia, ale przynajmniej jakaś triangulacja pozycji. Zaraz potem przyśpieszył, aby nie zgubić ognika w lesie.
Idąc za ognikiem wygadał kolejnych znaków. Czy ognik zaprowadził go na otwarty szlak, czy tylko przypadkiem go przecinali?
Po jakimś czasie teren też wyraźnie zaczął iść pod górę. Z jednej strony sprawiło to że marsz stał się bardziej mozolny, z drugiej zaś, też mówiło coś o kierunku w którym się udawali.
Norbert nie miał powodów nie ufać swojemu przewodnikowi, zwłaszcza że jego ruch zgadzał się mniej więcej z tym czego Norbert oczekiwał zerkając na kompas. Z drugiej strony do ufania mu też nie miał szczególnych powodów, więc wolał przynajmniej marginalnie orientować się w którą stronę idą.
Myślał o tym co już odnajdzie na miejscu. Czy naprawdę przyjdzie mu rozkopywać grób? Może to tylko jakaś kapsuła czasu, lub zakopany skarb. Ile mu to zajmie? Co z potworami w lesie i pojawiającym się co jakiś czas wyciem? Lucek go tam zostawi, tak jak zostawił go w chatce? Wolał nie zostawać samemu w ciemnym lesie, nawet jeśli alternatywą było tylko migoczące w oddali światełko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Las   Czw Gru 14, 2017 11:47 am

Po przejściu ten kawałek przez miasto, w końcu wkroczyli do lasu między drzewa, starając się iść ścieżką w miarę możliwości. Być może jezioro było tutejszą atrakcją, więc jakiś szlak prowadził do niego. Omijanie krzaków nie było przyjemne. Każdy zahaczenie o gałązkę, poruszenie jakąś, wywoływało u Kar nieprzyjemny dreszcz. Miała wrażenie, że w każdej chwili coś może na nich wyskoczyć i ich zaatakować. Nie tyle koniecznie zwierzę co po prostu jakiś stwór, który potrafił się bezszelestnie poruszać. Taki był gorszy od słyszalnego drapieżnika. Przynajmniej drogę było im w miarę łatwo śledzić dzięki światłu Markusa, który świetnie się sprawdzał jako silne źródło światła. Miała nadzieję, że chłopaka to nie męczyło, a jeśli to da jej znać o tym zamiast próbować się poświęcać.
W lesie był tak nieznośnej ciszy jak w mieście. Tyle, że teraz każdy szelest mógł oznaczać skradające się zwierzę lub po prostu przeciwnika. Musieli być cały czas czujni. I nie rozdzielać się, ale to było wiadome. Dlatego blondynka nie puszczała dłoni kolegi. Torba w chwili obecnej jej w ogóle nie przeszkadzała. W końcu była silniejsza od człowieka. Jeśli Markusowi zacznie się robić ciężko to mogła nawet przejąć jego bagaż. Niesienie jedzenia nie zmęczy jej tak szybko jak jego. Pozbycie się prowiantu obecnie było ostatecznością. Przecież nie wiedzieli jak długo zajmie im spacer w stronę jeziora. W dodatku jeśli się okaże, że to nie to jezioro to będą musieli znowu wędrować, w stronę tego drugiego. Im więcej człowiek się ruszał, tym szybciej robił się głodny. Zgodnie z postanowieniem nie wzięli żadnych mięsnych posiłków, Karolina i tak by ich nie tknęła, więc liczyła, że drapieżniki nie wywęszą ich zbyt szybko.
Kosmitka się wzdrygnęła, słysząc nagle wycie w oddali. A potem cały wyjący chórek. Na szczęście nie były to dźwięki bliskie, więc być może wilki, lub cokolwiek to było, nie były na tyle blisko, by chcieć ich zaatakować. Co rusz zerkała dookoła, powoli odczuwając jak teren zaczyna się unosić.
- Mam nadzieję, że nie czeka nas wspinaczka. Z tymi torbami będzie ciężko. - odezwała się do towarzysza. Sama nie wiedziała dlaczego, ale słowa wypowiedziała cicho. Jakby się bała, że ktoś może ich usłyszeć. Ich kroki i tak było słyszalne. Ciężko było nie deptać po gałązkach, które pękały pod naporem ich butów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Las   Nie Gru 17, 2017 10:18 pm

Ciągle się czuł niepewnie, pełniąc funkcję latarki, jednakże mimowolnie musiał przyznać, że widział nieco lepiej w tej nieprzyjemnej ciemności niż wcześniej. Tylko, że miał wrażenie, iż o ile to dobrze sprawdzało się w samym mieście, o tyle w lesie dodawało dodatkowego strachu i niepewności. Co jakiś czas spoglądał na nogi i na boki, by widzieć wydłużające się cienie. Straszne - pomyślał. Panująca ciemność potęgowała odczuwalny lęk i niepewność. Dlatego też starał się nie puścić dłoni Karoliny.
Niedługo potem zrozumiał, że sytuacja w lesie wyglądała nieco inaczej niż w samym mieście. O ile istniało tutaj o wiele więcej przerażających cieni, jak i widoczność była bardziej ograniczona, o tyle... Słyszał lepiej niż wcześniej, odbierane dźwięki nie były tak przytłumione. Z drugiej strony, również to zmusiło go do odwracania się za siebie, gdy usłyszał coś bardziej podejrzanego.
Starał się również pilnować, by nic nie pogubić. Ani by reklamówka z jedzeniem nagle nie zahaczyła o gałąź i nie rozerwała się. Wolał nie sprawiać, że straciliby część jedzenia. Póki co dodatkowy ciężar nie zawadzał mu, więc tym bardziej nie chciał niczego stracić.
Zadrżał w momencie, gdy usłyszał wycie. Zacisnął bardziej zęby, czując mocne ukłucie strachu. Oby nie przyszły tu. Oby nie... - pokręcił nieco głową, idąc dalej. W którymś momencie zaczął się zastanawiać, czy nie zabłądzili. Pamiętał widzianą wcześniej mapkę, więc teoretycznie zdawał sobie sprawę, w jakim kierunku zmierzali, ale praktycznie... Praktycznie, otaczająca ich ciemność zabierała mu pewność. Jednak wiedział chociaż jedno, że teren się zmieniał.
- Ja też - odpowiedział jej, nie podnosząc głosu. - W najgorszym wypadku będziemy zmuszeni szukać obejścia - chociaż i tak nie wiadomo, czy by istniało. Ostrożnie się rozejrzał, sprawdzając, czy nic nie znalazło się tutaj w pobliżu. Obawiał się również, że mogli się ponownie napotkać na tą samą substancję, którą widzieli w kościele. Nie wiedział, jaka istniała na to szansa w takim miejscu... Ale jednak. I brak innych ludzi ciągle uważał za coś niepokojącego.
- Myślisz, że jeszcze daleko? - spytał się jej cicho jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Nie Gru 17, 2017 10:25 pm

Przemieszczając się dalej pod górkę Norbert nie natknął się już na kolejne oznaczenia na drzewach. Najprawdopodobniej nie znajdował się na konkretnym szlaku, tylko go minął - choć oczywiście przy kiepskim oświetleniu istniała też opcja, że po prostu przeoczył gdzieś następną plamę koloru.
Ciężko byłoby mu z kolei nie zauważyć blasku, który w pewnym momencie zaczął przebijać się przez drzewa po jego lewej. Początkowo znajdował się jeszcze daleko, lecz światło samo w sobie powinno się reporterowi kojarzyć dobrze... W końcu żaden z opętanych czy zakażonych ludzi go nie używał, a to już niezły początek. Dodatkowo poświata wyraźnie się przemieszczała, lecz nie w stronę dziennikarza, tylko zmierzając w kierunku podobnym do niego. Była dość szeroka, więc raczej nie pochodziła ze zwykłej latarki... No i miała niebieski kolor, to też ją wyróżniało.

Karolina i Markus z kolei zobaczyli światło trochę później - bo było słabsze i mniejsze od ich własnego - a do tego po swojej prawej stronie. Wydawało się być naturalne, przynajmniej pod względem koloru... I przesuwało się chyba równolegle do nich, w tym samym kierunku.
Nastolatkowie nie posiadali co prawda aż takich doświadczeń jak Norbert, ale i bez spotykania odmienionych ludzi wiedzieli przecież, że jasność powinna działać na ich korzyść. Mieli powody sądzić, że blask raczej nie stanowił dla nich zagrożenia... Chyba że doszło do pożaru lasu, bo to nie byłoby już zbyt bezpieczne.

***

Możecie teraz zrobić ze dwie kolejki bez mojego udziału. Spotkajcie się, omówcie to, co macie omówić, a potem wracamy do akcji.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Sro Gru 20, 2017 1:32 pm

Norbert stracił rachubę czasu. Nie był pewien jak długo idzie, ani ile już mógł przejść. Droga wydawała mu się straszliwie monotonna, a podejście, mimo że niezbyt strome, męczyło po dłuższej chwili forsownego marszu. Trudno było narzekać na to że nic nie próbuje go pożreć, ale ludzka psychika czasem nie zachowywała się racjonalnie.
Kilka razy musiał zrobić sobie krótką przerwę, bo mimo chłodu łapał zadyszkę. Nie trwały one długo, bo mimo że trudno było to określić, dziennikarzowi wydawało się że ognik wcale na niego wtedy nie czekał. Podczas jednego z takich postojów przypadkiem natrafił światłem latarni na oberwaną i wysuszoną gałąź jakiegoś krzewu. Dziennikarz przypomniał sobie jak na ogół wyglądali samotni żołnierze przemierzający lasy podczas akcji. W porównaniu z nimi czuł się dziwnie nagi w ciemnym lesie. Odrobina kamuflażu nie zaszkodziłaby, gdyby przyszło mu zgasić latarnię i czaić się gdzieś w gęstwinie. Gałąź była raczej wiotka, a stanowiła niezłą zasłonę. Po krótkiej chwili namysłu Norbert przytwierdził ją do plecaka, tak by zakrywała odrobinę jego sylwetkę, gdyby leżał na brzuchu.
Idąc dalej i podczas kolejnych postojów udoskonalał swój strój. Pozwalało mu to zająć czymś myśli i nadawało trochę sensu jego działaniom, a teraz potrzebował tego bardziej, niż samego przebrania. Niewielkie liściaste gałązki zatykał za kapelusz, przy niewielkim strumieniu umazał twarz i ręce błotem, oraz w inny sposób starał się wtopić w otoczenie. Efektem końcowym przypominał niestety bardziej leśnego dziadka, niż żołnierza na misji.
To nic.
I tak czuł się jak Schwarzenegger.
Po dłuższym marszu w końcu dotarła do niego łuna światła gdzieś z lewej. Nieufny swojej własnej świadomości najpierw przetarł oczy, a potem na próbę się uszczypnął. Gdy ponad wszelką możliwość światło okazało się realne Norbert niemal zakrzyknął z radości. Ledwo się powstrzymał, ale w stronę łuny ruszył z taką prędkością, że niemal potknął się o wystający konar i upuścił swoją latarnię. To trochę go ochłodziło. Wrócił do zdrowych zmysłów i spojrzał jak na pojawienie się  nowego, tajemniczego źródła światła zareagował ognik. Zdecydował jednak pozostać na swoim dotychczasowym kursie w obawie, że może stracić „Lucka” z oczu.
Skoro jednak Norbert widział przez gęstwinę światło, to znaczy że to co je wydawało, prawdopodobnie widziało też jego latarnię. O ile ciemność nie blokowała różnego rodzaju światła w różny sposób. W każdym razie jako znak dobrej woli nadał w stronę niebieskiej łuny sygnał SOS. Latarnią z klapką o dziwo robiło się to wygodniej niż latarką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Las   Pią Gru 22, 2017 3:15 pm

Powoli podążali przed siebie, mając tylko nadzieję, że idą dobrze i nie zgubią się. Póki co był w miarę bezpiecznie. Nic złego się nie działo. Mieli światło, jedzenie i picie. Musieli tylko przetrwać tą wędrówkę w stronę jeziora. Telefonu Kar nie używała, by nie marnować baterii. Dlatego nawet nie zerkała na godzinę. Chyba lepiej nie wiedzieć jak krótko lub jak długo szli już tak przez las. Spacer w tych ciemnościach zupełnie się jej nie podobał i liczyła, że szybko rozwiążą tą zagadkę.
- Nie mam pojęcia, nie zwróciłam uwagi w jakiej skali jest ta mapka i chyba nie mam teraz głowy do matematyki. - odparła Markusowi na jego pytanie. Mapka pokazywała tylko okolicę miasteczka, więc jezioro nie mogło być za bardzo od niego oddalone. Pozostawało im iść cały przed siebie, teraz już lekko pod górkę. I rozglądać się.
W którymś momencie zauważyła w oddali coś jasnego. Coś jakby światełko. Czyżby po lesie chodził ktoś poza nimi? Ciemność tutaj stworzona była niebezpieczna i musieli na nią uważać. Jednak światło zawsze oznaczało coś dobrego. Jego kolor w pierwszej chwili skojarzył się jej ze świetlikiem, ale świetliki nie były takie olbrzymie. Latarka? Nie za bardzo jej to pasowało. Tak czy siak, ktokolwiek lub cokolwiek było źródłem tego światła, podążało w tą samą stronę co oni.
- Widziałeś? - wskazała towarzyszowi światełko, które "szło" obok nich choć w sporej odległości. - Ktokolwiek to jest, na pewno już nas zauważył, bo też ładnie świecisz. I nie atakuje na, a na pewno wie, że widzimy też tamto światło. - kiedy kończyła mówić, światełko nagle zaczęło migać. Traciło na sile? A może ktoś chciał w ten sposób zwrócić na siebie uwagę? Delikatnie pociągając chłopaka za rękę, blondynka zaczęła iść lekko po skosie, by powoli zacząć się zbliżać do źródła światła, a jednocześnie nie przerywać wędrówki w stronę jeziora.
W końcu mogli usłyszeć również kroki, więc faktycznie światło mogło być latarką. Nie minęło wiele czasu, by i sylwetka się przed nimi pojawiła.
- Halo? Kim jesteś? - odezwała się ostrożnie. Teraz była już czujna i wyczekiwała odpowiedzi. Nie zbliżała się bardziej, chwilowo chcąc utrzymać bezpieczną odległość. Nawet jeśli światło zawsze oznaczało coś dobrego to powinna zachować czujność i uważać na siebie i Markusa. W lesie nigdy nie wiadomo na co mogą natrafić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Las   Czw Gru 28, 2017 9:19 pm

Pokiwał głową, decydując się na niedodawanie nic więcej na temat odległości, jaką przyjdzie im jeszcze przyjść. Niespecjalnie istniała teraz szansa by poznać odpowiedź na jego pytanie, a po rozejrzeniu się mógł stwierdzić, że nie umiał dostrzec coś, co by wskazywało na jednoznaczną odpowiedź. Przygryzł wnętrze policzka, po czym pokręcił nieco głową i uśmiechnął się smutno sam do siebie. Łudził się, że znajdą jednak szybko to jezioro. Błąkanie się po takim miejscu nie sprawiało, by odczuwał przypływ odwagi.
Tą nieco monotonną wędrówkę przerwało ujrzenie innego światła. Również i on zdołał dostrzec je, chociaż na początku miał ochotę po prostu je zignorować, uważając tym samym, że mu się przewidziało. Ujrzenie tutaj innego światła było na swój sposób nieprawdopodobnym wydarzeniem. Dopiero słowa blondynki sprawiły, że zdecydował się poświęcić temu więcej uwagi.
- Eee... Tak, widziałem - odpowiedział jej. - Nie wiemy, jakie może mieć zamiary - zauważył Markus. - Może to być wina odległości, że nie podejmuje innych ruchów.
Wzruszył ramionami po tych słowach. Chciał w ten sposób zaznaczyć, że to były tylko i wyłącznie rozważania... Lub też jego myśli. Poczuł pociągnięcie, przez co przewrócił oczami i udał się za nią.
- Możemy na moment odpocząć, jeśli się okaże, że nie ma zagrożenia ze strony tego, co znajduje się za światłem? - spytał się również dziewczyny. Nie był przyzwyczajony zbytnio do wędrowania z obciążeniem. Nie odczuwał jeszcze zmęczenia dotyczącego używania samej mocy. Nadal dość dziwnie się czuł z tym, ale zaś z drugiej strony, cieszył się, że istniała jeszcze taka możliwość użycia umiejętności.
Zastanawiało go, kto tam był... Jak i to, czy powinien się pokazać. Mimo wszystko to on właśnie był światłem, ale jeśli to była zwyczajna osoba... To jakby zareagowała na jego widok? Wziął głębszy wdech, starając się uspokoić... Chociaż trochę. Dobra, sama sytuacja tutaj jest tak dziwna, że ja nie powinienem aż tak bardzo odstępować od normy... Muszę się ino uspokoić i nie myśleć o takich sprawach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sty 02, 2018 6:32 pm

Norbert miał przygotowane kilka dobrych tekstów na wypadek pierwszego spotkania ze źródłem nienaturalnego światła. W zależności od tego czy mogły to być złudne mackowate potwory, duchy pięknych dam, czy inne istoty chciał wypaść jak najlepiej.
Jednak nie spodziewał się usłyszeć "Halo? Kim jesteś?"
"Halo? Kim jesteś?" zbiło go poniekąd z tropu.
Zerknął niepewnie na prowadzące go w dal światełko, a potem znowu w las. Wszystko wskazywało na to że jakieś podstępne stwory mamiły go światłem i ludzką mową.
Z drugiej strony sumienie nie pozwalało mu przejść obok tego obojętnie. Być może byli to jednak ludzie potrzebujący pomocy, a on nie darowałby sobie, gdyby ich zostawił. Do tego Lucek, jego osobisty błędny ognik, poczekał na niego, gdy buszował w chatce, więc może kilka chwilek go nie zbawi.
Przeklinając swoje sumienie zdecydował się ostrożnie sprawdzić źródło światła. Wbrew wszelkiemu rozsądkowi szepnął do ognika, by ten chwilę poczekał po czym ruszył w tamtą stronę. Po kilku krokach stwierdził że podchodzenie z włączoną latarką może źle się skończyć.
Zdecydował się więc zastawić pułapkę. Zaczepił latarnię na pobliskim drzewie tak, by oświetlała drogę przed nim, a następnie przeszedł jeszcze parę kroków i zaczaił się w pobliskich krzakach. Nerwowo oburącz ściskał szpadel, gdy światło z naprzeciwka wyraźnie się zbliżało. Kątem oka dostrzegł że jedna z sylwetek ma poroże. Nie był to najlepszy znak.
Gdy w końcu blask minął gęstwinę w której się czaił, wyskoczył z ukrycia z krzykiem i zamachnął się oburącz szpadlem. - WAAAAA.... - Wyglądał pewnie jak pierwotny dzikus, będąc cały upaprany błotem z fragmentami poszycia leśnego w stroju. - ...AAAAAagh? - bojowy okrzyk zamarł nagle, gdy dziennikarz zorientował się że właśnie zamachnął się na dzieci, które poznał w miasteczku.
- O mój Boże, nic wam nie jest! - zakrzyknął jeszcze, odrzucił szpadel i uściskał dzieciaki. Trwało to chwilę. Norbert wmawiał sobie że pociesza biedaków, ale sam potrzebował tego bardziej niż ktokolwiek. Nie przypominał sobie by towarzysz dziewczyny miał wcześniej poroże, ale w tej chwili było to wyjątkowo nieważne. Może był kosmitą.
Albo mutantem.
Albo człowiekiem-kozą z lasu.
Nieważne.
Trwał w tym uścisku aż zaczynało się to robić niezręczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Las   Czw Sty 04, 2018 5:07 pm

Dziewczyna skinęła lekko głową na pytanie Markusa odnośnie odpoczynku. Rozumiała, że chłopak nie miał tyle sił co ona. Miał prawo szybciej się zmęczyć.
- Jasne. Później możemy iść trochę wolniej. A w razie czego przejmę od ciebie torbę, dla mnie to żaden ciężar. - odpowiedziała cicho koledze. Póki co wolała nie być zbyt głośno. Tutaj nie musieli krzyczeć by się usłyszeć wzajemnie.
Po tym jak Kar się odezwała do sylwetki będącej źródłem światła, kosmitka wpatrywała się w ciemność, oczekując reakcji. Niby światło zwiastowało coś dobrego, ale czytała o błędnych ognikach, które prowadziły wędrowców do lasu na pewną zgubę.
Nagły wyskok postaci w miejscu innym niż światło sprawił, że blondynka wykonała zamach na postać z zamiarem przywalenia jej z całej siły. Nie zdążyła jednak tego zrobić. Najpierw usłyszała głos, do tego znajomy głos, a następnie poczuła jak jest przytulana. Zamrugała w lekkim szoku.
- Pan dziennikarz? - zapytała, patrząc na umorusanego mężczyznę, odchylając głowę lekko do góry. To zwróciło jej uwagę na fakt, że Markus cały czas się świecił. A facet się nie wystraszył. No, ale skoro mówił, że był w Houston... Pewnie dziwniejsze rzeczy widział.
- Miło, że pan żyje. Pan też idzie do jeziora? Czy to przypadek? - była ciekawa, co Norbert tu robił. Tak czy siak mógł im pomóc. Odsunęła dziennikarza od nich, wystarczyło tego ściskania.
- Pewnie jest pan głodny. - zagadnęła, ściągając torbę i podsuwając ją w stronę mężczyzny. - Jeśli mamy opowiadać, kto co robił do tej pory to proponuję to zrobić w drodze. I miło gdyby mógł pan pomóc Markusowi, te torby trochę ważą. - chciała jak najszybciej ruszyć dalej. Zbyt długi postój mógł być ryzykowny. Powinni z tym uważać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Las   Nie Sty 07, 2018 2:57 pm

Ucieszyła go zgoda ze strony Karoliny.
- Dziękuję - powiedział do niej. - Na... Na razie daję sobie radę z tym ciężarem... - dodał jeszcze. Trochę głupio się czuł na myśl, że dziewczyna miałaby nosić więcej od niego. Dlatego też postanowił w duchu nie uskarżać się na ciężar i wytrzymać jak najdłużej... A przynajmniej do momentu dotarcia do tego źródła światła.
I chyba dał radę... W końcu dotarli na miejsce, gdzie... Zostali nagle zaatakowani! W tym mroku ciężko było określić, kto to był, ale wystarczył jeden taki ruch, by Markus z chęcią gdzieś uciekł. Gdzieś, gdzie nie będzie tak niebezpiecznie... Jakby sama ciemność nie była wystarczająca.
Przytulenie jednak było punktem kulminacyjnym, a zaskoczony tym gestem... Przestał używać swojej mocy. Niebieska aura zaniknęła.
- Eeee... - dopiero teraz do niego zaczęło docierać, że "atakujący" nie robił im krzywdy. I ten głos, brzmiał tak trochę znajomo... Zaś dzięki słowom blondynki zrozumiał z kim mogli mieć do czynienia. - Dobry?
Objął go i poklepał lekko po plecach. Nie czuł się przyzwyczajony do takiego zachowania, ale międzyczasie zaczął brać głębszy wdech i wydech, by skupić się i ponownie otoczyć się swoją aurą i robić dalej za latarkę. Tulenie nie trwało wiecznie, niedługo potem Karolina rozdzieliła ich.
- Myślałem, że pan uciekł z tego miejsca - powiedział natomiast, po zrobieniu kroku w tył i patrzeniu z niepewnością na dorosłego. - I... Czemu pan tak dziwnie wygląda? - nie rozumiał tego. - Dość strasznie.... - pokręcił lekko głową. Miał nadzieję, że zostanie mu wyjaśnione to, bo sam nie potrafił dojść do przyczyny. - I czemu chciał pan nas zaatakować? - bąknął jeszcze.
Jego spojrzenie przekierowało się na dziewczynę. No tak... Iść. Prawie wyleciało mi to z głowy.
- R-racja. Powinniśmy iść - zgodził się z tym. Nie chciał tkwić w jednym miejscu... Miał wrażenie przez to, że ta ciemność jest jeszcze bardziej straszniejsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sty 09, 2018 2:18 pm

Mocne odepchnięcie przywróciło myśli Norberta do rzeczywistości. Może odrobinę zbyt mocne, jeśli się zastanowić. Dziennikarzowi przypomniało się jak próbował wcześniej pochwycić dziewczynę i jak okazało się to większym wyzwaniem niż zakładał.
- Tak, ja również się cieszę – odpowiedział od razu na powitanie. – Próbowałem uciec, ale jakaś dziwna siła nie dawała mi odjechać dalej niż na kilka mil od miasta. Potem były zombie, błędne ogniki, cieniste wilki i potwory, i duch poety, ewentualnie poetki i teraz „Ruszam śmiało w mrok aby wyciągnąć dłoń po klucz muzy ukrytej w ziemi pośród kniej”. Przypuszczalnie nad jeziorem – cała ta wypowiedź mogła brzmieć jakby reporter spędził w mroku kilka godzin więcej niż powinien. Oczywiście Norbert poprzeinaczał słowa wiersza, ale i tak zadeklamował go podniosłym głosem, jakby cytował Shakespeare’a.
To niejako mogło tłumaczyć czemu wyglądał tak, a nie inaczej. Jeśli mówił prawdę, to wiele przeszedł przez te krótkie chwile, a jeśli oszalał, no cóż… to oszalał.
- Bo masz rogi, młody. I świecisz. – Odpowiedź na ostatnie pytanie Marcusa była raczej stwierdzeniem oczywistości.
-Co? Nie, dziękuję. Ah tak, jasne. -Sam był mocno obładowany torbami i żelastwem. Odmówił więc jedzenia, ale wrodzona grzeczność zdążyła przemówić dalej, nim rozsądek zdążył ją powstrzymać i zabrał torby od młodego chłopaka.
Wyglądał teraz trochę jak juczny muł.
- Masz rację. - Zgodził się z Karoliną. – Widzicie tamto światełko? – wskazał w minimalnie innym kierunku niż najbliższe światło. Jeżeli ognika nie było widać to krążył chwilę palcem po lesie, szukając swojego przewodnika. Nawet jeśli go nie znalazł, kontynuował dalej. – To Lucek. Ogarnia chyba co tu się dzieje. Poprowadzi nas do celu i hipotetycznie z dala od zębisk cienistych wilków. To co? Idziemy?
Śmiało ruszył przed siebie, najpierw w stronę większego światła, które okazało się być lampą naftową zawieszoną na drzewie. Dziennikarz zgasił ogarek, tak by łatwiej było dostrzec w lesie ognika.
Byłby bardzo niepocieszony, gdyby Lucek go zostawił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Las   Czw Sty 11, 2018 5:05 pm

Ona myślała podobnie jak Markus, że mężczyzna uciekł z tego miejsca, ale teraz już nie musiała tego mówić na głos skoro chłopak odezwał się za nich oboje. Była szczerze zaciekawiona tym, co przydarzyło się dziennikarzowi, po tym jak się rozdzielili. Zombie, wilki i potwory brzmiały trochę jakby Norbert dostał jakichś omamów czy halucynacji pod wpływem strachu, ale z drugiej strony oni też mieli dziwaczną przygodę, więc była w stanie uwierzyć w słowa mężczyzny. I chyba w przeciwieństwie do nich, nie poruszał się całkiem po omacku.
- W jeziorze, moim zdaniem. - poprawiła dziennikarza na początek. - Nie czytał pan legend tego miasteczka? Wszystkie jasno mówią, że dziewczyna utonęła w jeziorze. Ewentualnie jej ukochany. Jedno jest pewne, ktoś utonął. Warto chyba pójść tym tropem, zwłaszcza, że pana też chyba coś kieruje ku jezioru. - nie była pewna czy Norbert zwrócił uwagę na legendy, które były spisane na wystawie miasteczkowej w ratuszu. Być może nie zwrócił na nie zbyt dużej uwagi, może po prostu ich nie czytał. Karolina za to była nimi bardzo zainteresowana i dlatego pamiętała trochę szczegółów z nich. Najwidoczniej wyszło im to na dobre. Legendy mogły być dla nich pomocą. W końcu mówi się, że w każdym micie tkwi ziarenko prawdy.
- Jak na kogoś kto spotkał rogatego, świecącego chłopaka, nie wydaje się pan wyjątkowo przerażony. Atak też średnio się udał. - dziewczyna się uśmiechnęła lekko. Czyżby jako dziennikarz miał już do czynienia z dziwniejszymi rzeczami niż rogaci ludzie? Teraz to nie było ważne. Mieli przed sobą zadanie, które powinni jak najszybciej wykonać.
- Proszę dać znać, jak będzie panu ciężko. I można śmiało się częstować jedzeniem, mamy go ze sobą całkiem sporo. - zwróciła jeszcze uwagę Norbertowi, nim skierowała wzrok w kierunku, który wskazał, wypatrując czegokolwiek między drzewami. Parsknęła cicho, gdy światełko zostało nazwane Luckiem. Chyba jednak samotność w ciemności trochę źle działała na jego głowę.
- Mu znaleźliśmy mapkę, dzięki niej wiedzieliśmy którędy iść. - dodała jeszcze nim ruszyła za najstarszym z ich grupki. Miała nadzieję, że przy jeziorze będą mogli chwilę odpocząć. Choć i tak póki co nie szli zbyt szybko, pod górkę lepiej iść wolniejszym krokiem. W ten sposób nie męczyli się zbytnio.
- To o co chodzi z tym duchem poety? - zagadnęła po dłuższej chwili marszu w ciszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sty 16, 2018 8:29 pm

Nie powiedział nic więcej na temat kierunku, ani powodów, przez które powinno się interpretować coś tak, a nie inaczej. Prawdę mówiąc, rozumiał mniej więcej połowę z tego co słyszał, ale wystarczyło mu to, by wiedzieć, który z kierunków dokładniej obrać.
A co do kolejnej kwestii... Po prostu wydał z siebie ciche prychnięcie.
- Że też sobie znalazł sobie Pan powód - wyraźnie czuł się na moment urażony. Jego spojrzenie przekierowało się na Karolinę. - Może i tak, ale wolałbym nie obrywać z takiego powodu. Ani tutaj, ani nigdzie indziej - nie był zły, po prostu bardziej... Obraził się. Na krótki moment, ale jednak.
- Gdy przestanę robić za światło, wezmę z powrotem te torby - rzekł jeszcze do mężczyzny, jednak w jego głos wkradła się niepewność. - Albo i wcześniej... - ciężko przewidzieć mu było, w jakim będzie stanie potem. I co właściwie będzie ogólnie.
Zaciekawiony, stanał na palcach, by próbować dostrzec wspomniane światło. Niespecjalnie wiedział na jaki widok się miał dokładniej nastawić, dlatego w tym momencie chciał zobaczyć, o czym była mowa.
- Właściwie, skoro jest światło, to mam przestać robić za niebieską latarkę? - spytał się przy okazji, stając już normalnie na nogach i prostując się. W zależności od decyzji zamierzał używać lub nie, swojej mocy.
Nie odpowiedział już na nic więcej, jedynie kiwnął twierdząco głową i upewnił się, że niczego nie zgubił się, zanim jeszcze poszli. Jeśli trasa pozwalała na to, starał się iść obok Karoliny i patrzyć przed siebie, i pod nogi, by nie wywrócić się przez przypadek. Niespecjalnie chciał teraz o cokolwiek pytać, dlatego nastawiał się głównie na słuchanie. I wyglądanie, czy zbliżali się do celu podróży.
Mimo wszystko coś nie dawało mu spokoju...
- Jakie zombie? - spytał się, nie podnosząc wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Las   Wto Sty 16, 2018 8:43 pm

Ognik nie zniknął, gdy Norbert zboczył z trasy - ale za to przesunął się trochę, jak gdyby właśnie po to, aby wskazywać mu właściwą drogę z jego nowego położenia... A więc przy okazji Karolinie i Markusowi również. Wciąż tańczył sobie to w górę, to w dół, to lekko na boki, zataczając w powietrzu niewielkie kręgi i ósemki, raz nieco wolniej, a zaraz potem szybciej. Jego ruchy zdawały się być w pełni losowe, a przynajmniej nie powtarzał żadnego łatwego do wychwycenia wzorca.
Droga wciąż prowadziła pod górę i wraz z upływem minut stawała się coraz bardziej stroma, choć na szczęście jeszcze nie na tyle, aby sprawiać grupce poważne problemy. Raz czy drugi znów rozległo się to nie do końca wilcze wycie, lecz chyba dochodziło gdzieś z boku, a nie z przodu. Niepokoiło, ale nie oznaczało bliskiego zagrożenia. W pewnym momencie uwagę trójki mógł - a wręcz powinien - zwrócić inny odgłos: szum, trzepot... Kilka metrów od nich jakiś większy ptak sfrunął do poziomu podłoża i natychmiast poderwał się z powrotem w górę. Zwierz znajdował się na granicy widoczności, po skosie przed drużyną, a przez rozłożenie światła i cienia ciężko by go było tak naprawdę rozpoznać. Może sowa?
Upływ czasu w ciemnościach i stresie mógł być mylący, ale grupa na pewno szła już dłuższą chwilę, nim wreszcie doszło do jakiejś istotniejszej zmiany... A mianowicie prowadzący ją ognik nagle całkowicie zgasł. Rozglądanie się za nim nie przynosiło żadnych efektów, nie dało się go dojrzeć z żadnej strony... Po prostu bez żadnego ostrzeżenia przestał wskazywać drogę. A może zniknął za jakąś przeszkodą? Za skałami albo gęstymi drzewami i krzewami? Jak do tej pory nie zawodził, więc ta opcja wydawała się całkiem rozsądna.

***

Możecie tu dokończyć wątki tych rozmów i - jeżeli zdecydujecie się iść do miejsca, gdzie zniknął ognik - zrobić z/t.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Las   Sro Sty 17, 2018 5:59 pm

Owszem, dziwne dzieci były niezwykłe i w niewielkim stopniu niepokojące, ale rzeczy niepokojące w tylko niewielkim stopniu stanowiły tutaj miłą odmianę.
- W jeziorze... - dziennikarz pacnął się w twarz uświadamiając sobie tę myśl. Nie było to przecież niewykluczone, zwłaszcza że rymowanka mówiła nawet coś o jakiejś toni. Szkoda że tego sobie nie zapisał. Do tej pory zakładał że ciało odnaleziono i może pochowano gdzieś niedaleko, ale przecież wcale nie musiało tak być. Oczyma wyobraźni widział już scenę, gdzie po tym jak nie odnaleziono ciała, zrozpaczony kochanek wrzuca do jeziora jakiś symbol miłości w celu ostatecznego pożegnania.
Szkoda też, że nigdzie w chatce nie znalazł akwalungu z zestawem do nurkowania.
Przynajmniej zmyje błoto z twarzy.
Uwagę o nieudanym ataku zignorował wesołym urwanym nerwowym zaśmianiem się. Całe szczęście że się nie udał. Dziennikarz nie był nawet pewien czy jego zupełnie niemagiczny, niezaawansowany technologicznie szpadel wskórałby coś w starciu z małym demonkiem. Czy czymkolwiek chłopak by nie był. W ten sposób dziennikarz zachował twarz.
Albo przynajmniej te resztki twarzy, które wciąż widoczne były spod błota.
-Nie, nie... ehhh... Wszystko jest w porządku. -raz jeszcze przez grzeczność odmówił. Nie będzie jako dorosły zwalał tachania na dzieci, niezależnie z jakiego pochodziły wymiaru. Chodzi o autorytet. Czy coś.
- No więc... - zaczął opowieść tonem, który słyszał już wiele razy. Tym przestraszonym, niedowierzającym tonem, zarezerwowanym na ogół dla ludzi, którzy uparcie twierdzą że w zeszły weekend zostali porwani przez ufo, czy elfy. - Skontaktował się ze mną duch jednego z kochanków z legendy. Chyba. Twierdzi że kluczem do odegnania ciemności jest jakiś dowód miłości, który znajduje się gdzieś w ziemi w okolicach jeziora. Lub pod nim. - dodał już mniej entuzjastycznie.
- Zaginieni mieszkańcy. - odpowiedział tym razem Marcusowi - Nie wiem co się im stało, ale stracili rozum. Snują się bezwiednie w stadach. Na polu namiotowym jest ich istna horda. Bije od nich nienaturalne zimno i zdają się być nienaturalnie sini. - tu Norbert przypomniał sobie z jaką łatwością przepycha go dziewczyna. - W każdym razie silniejsi niż wyglądają. Z początku myślałem że robi to z nimi ta ciemność, ale nam nic nie jest. Prawda?
Całe szczęście ognik pozostał w zasięgu wzroku. Norberta podnosiła na duchu jego obecność. Gdy w końcu ruszyli, Norbert podał swoją latarnię i kompas młodzieńcowi, żeby samemu móc skupić się na tachaniu toreb. Chcąc, nie chcąc, szedł ostatni, wlokąc się z torbami. Mimo że teren stromiał bardzo powoli, marsz z pełnym obciążeniem nie należał do przyjemnych. Dziennikarz zaczynał się zastanawiać czy na pewno potrzebny jest im cały ten majdan i czy ktoś zauważy jeśli za chwilkę pozbędzie się torby, albo dwóch. Z drugiej strony rozlegające się tu i ówdzie niezwykłe wycia sprawiały że utrzymywał sensowne tempo, nie chcąc oddzielać się zanadto od grupy. Niemal dostał zawału gdy w krzakach nieopodal rozległ się trzepot. Nie bardzo jednak miał na to jak zareagować, więc jeśli o niego chodzi, szedł by nadal z uporem naprzód.
Zapatrzony pod własne nogi starając się nie potknąć wpadł na osobę idącą przed nim, jeśli zbyt gwałtownie się zatrzymała po zniknięciu ognika.
- Co się stało? - zapytał zanim jeszcze się rozejrzał - Chyba nic go nie zjadło, co? Ktoś powinien to sprawdzić?
Ostatnie zdanie nie brzmiało szczególnie twierdząco. Głównie dlatego że tym kimś, jako jedynym dorosłym, był prawdopodobnie Norbert, a wcale mu się to nie uśmiechało.
Jeśli jednak wszyscy zdecydują się całą grupą ruszyć naprzód z westchnięciem ulgi powita towarzystwo i ruszy raźniej przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Las   Sro Sty 17, 2018 8:12 pm

Przynajmniej Norbert kierował się do jeziora, to już coś. A, że nie pomyślał, że cały ten klucz może być na dnie... Nie musiał przecież. Widocznie faktycznie nie przeczytał legend. Pytanie, jak głębokie jest jezioro i czy którekolwiek z nich będzie w stanie wytrzymać pod wodą wystarczająco długo. Nie zauważyła, by mężczyzna miał przy sobie jakiś sprzęt do nurkowania.
- Ach, tak. Jasne, Markus. Lepiej zachowaj siły na później, na razie nie musisz świecić skoro mamy dobre światło. - odparła koledze na pytanie, uśmiechając się przy tym delikatnie. Nie wyglądało na to by chłopak się męczył od samego świecenia, ale może zmęczenie nadchodziło bardzo powoli. Dziennikarz miał lampę, a przed nimi był jakiś magiczny ognik. To im wystarczyło w tej chwili.
Z niemałym zainteresowaniem słuchała jego opowieści zarówno o duchu jednego z kochanków, jak i o mieszkańcach, którzy zamienili się w zombie. Pierwsza część na pewno przemawiała na ich korzyść, bo zawierała kilka podpowiedzi. Do tego ognik dawał im duże szanse na to, że zmierzali w stronę właściwego jeziora, bo raczej by ich nie prowadził do tego złego. Druga opowieść była jednak przygnębiająca. Coś się stało ludziom, którzy nie zdążyli uciec przed ciemnością. Zamienili się w zombie. Lub w coś na ich podobieństwo.
- Mam nadzieję, że w tych dziwnych ciemnościach nie biega coś, co zamienia w zombie. Musimy uważać. - dreszcz ją przebiegł na samą myśl o spotkaniu z jakimś zombiakiem. Widziała takie filmy, to nie było nic przyjemnego. Teraz już życie było jej miłe. Nie miała zamiaru oddać swojego życia, jak wtedy przy wampirze. Choć w przypadku wampira nie musiałaby się o nic martwić. Zombie to co innego.
Szli cały czas przed siebie, teraz już z Markusem na czele, któremu Norbert przekazał lampę. Powoli robiło się coraz bardziej stromo. Na szczęście nie tak, by musieli się naprawdę wspinać. Było ciężko, ale znośnie. No i światełko ich prowadziło.
Do czasu kiedy nagle zniknęło. Karolina zamrugała, zastanawiając się, co się mogło stać. Zerknęła na boki, ale ognik na pewno się nie przesunął nigdzie. Po prostu jakby nagle zgasł.
- Może tam już jest jezioro? Doprowadził nas do celu, więc sobie zniknął. Lepiej to sprawdźmy. Razem. Wiecie jak kończy się rozdzielanie na filmach, nie? - starała się jakoś logicznie wyjaśnić to nagłe zgaśnięcie. W końcu szli już dosyć długo. A przynajmniej tak się jej wydawało. W ciemnościach, bez chociażby przesuwającego się księżyca, ciężko było określić ile czasu minęło. Tak czy siak, ruszyła dalej, trzymając kolegę z drużyny pod ramię. Nie miała ochoty skończyć jak głupcy w filmach, którzy się rozdzielali.

z/t za mnie i Norberta skoro nie wstawił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sty 26, 2018 8:14 pm

Usłyszawszy, że jego rola, jako świetlika, na ten moment zakończyła się, skinął lekko głową i przestał używać swojej mocy. Gdy bijące od niego szafirowe światło zaniknęło, uniósł obie ręce i nałożył ponownie kaptur na głowę. Nie tylko, by osłonić się przed chłodem, ale również by schować tako jako własne rogi. Dziwnie się czuł, mając je ukazane na zewnątrz, by każdy je mógł zobaczyć, a specjalnie nie chciał jednak przykuwać uwagę tymi atrybutami... Nawet jeśli teraz niespecjalnie było komu je pokazywać.
Jego spojrzenie skupiło się na widocznym świetliku. Zaciekawiony patrzył na owe zjawisko przez chwilkę, zanim nie zmusił się do odwrócenia wzroku i skupienia się na słowach dorosłego. Jeśli chodziło o noszenie przedmiotów, to nie dodał nic więcej od siebie, niespecjalnie wiedząc, jak i czy właściwie powinien zrobić coś z tym faktem.
Postanowił koniec końców, by zareagować potem już, gdy mężczyzna się zmęczy noszeniem przedmiotów.
Dodatkowo dowiedział się o czymś, co go męczyło przez pewien czas... A mianowicie, co właściwie stało się z innymi ludźmi niż tymi, których spotkali w ratuszu. Na jego twarzy pojawił się grymas zdradzający strach, jaki go ogarnął przez ową informację.
- Ugh... Weź nie mów. Nie chcę nawet wyobrażać sobie tego - powiedział do blondynki. - Coś, co zamienia ludzi w zombiaków... Brrr - aż miał wrażenie, że jeśli zacznie o tym myśleć bardziej intensywnie, wyolbrzymi to zbyt bardzo i nałoży na siebie jeszcze więcej niepotrzebnego strachu.
Poprzednia informacja spowodowała zaś u niego lekki mętlik w głowie. Kontakt z duchem  z legendy, jak i poznanie sposobu na pokonanie tej ciemności. Chociaż brzmiało to jak coś do interpretacji.
Wziął od mężczyzny latarnię i kompas. Po przekazaniu owych przedmiotów, przemieścił się na przód tej małej grupki i kierował się w stronę, którą wskazywał ognik. Słyszalny odgłos w postaci  wycia wilków powodował, że czuł nieprzyjemne dreszcze na plecach. Łudził się, że nie zdecydują się do nich podejść. Podczas wędrowania sprawdzał co jakiś czas kompas, by zorientować się, w jakim kierunku idą.
Nie od razu dotarło do niego, że ognik zniknął. Przez kilka sekund tępo patrzył w miejsce, gdzie znajdował się ostatnim razem.
- Hę? - sam również rozejrzał się, uznając na starcie, że mógł przemieścić się i umknęło to jego uwadze. Nie ma. Usłyszawszy słowa pozostałej dwójki, zrozumiał, iż na pewno nie zgubił ognika. Uniósł ostrożnie lampę, by oświetlić nieco większy obszar.
- Jestem za - powiedział blondyn. - Rozdzielanie się -  nie. Iście razem - tak - dodał jeszcze. Również ruszył wraz z nimi, nie wyrywając się zarazem z chwytu dziewczyny.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Las   

Powrót do góry Go down
 
Las
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie :: Mountain Home Demonstration State Forest-
Skocz do: