Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Burnsley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Burnsley   Wto Sie 01, 2017 4:19 pm


Burnsley to niewielkie miasteczko w hrabstwie Tulare, położone na terenie już pagórkowatym, lecz jeszcze nie do końca górzystym. Zaledwie kilka tysięcy mieszkańców oznacza, że miejscowa społeczność zna się dobrze, lecz mimo to nie jest tak zamknięta, jak można by się spodziewać. Wynika to między innymi z faktu, że Burnsley jest otwarte na turystów, w tym takich jedynie przejeżdżających dalej, bo w końcu oni również potrzebują zatrzymać się na obiad w tutejszej restauracji, zakupy w sklepie czy nocleg w hostelu albo na raczej małym polu namiotowym w pobliżu miasteczka.

Jedna główna droga biegnie przez całe Burnsley i to przy niej skupiają się te najważniejsze budynki - czyli na przykład większe sklepy, hostel, kościół, restauracja, a także coś w rodzaju ratusza połączonego z muzeum. Trochę na uboczu znaleźć można również pub. Większość domów mieszkalnych - choć nie wszystkie - wypada przy bocznych uliczkach. Nie uświadczy się tutaj bloków, ani niczego podobnego; domy są jednorodzinne, zwykle niewielkie lub średniego rozmiaru, a do tego sporo z nich sprawia wrażenie dość starych... Więc raczej nie budują się tu żadni młodzi.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Sie 01, 2017 11:20 pm

Już na kilka dni przed uroczystościami w gazetach, internecie, a nawet w telewizji zaczęły się pojawiać o nich wzmianki, zazwyczaj krótkie, często w ramach ciekawostki lub poprawy nastroju po poważniejszych wiadomościach. Nic dziwnego, święto w żadnym razie nie było niczym bardzo ważnym, a jednak ciekawym i po prostu ładnym - czymś niegroźnym, co w obliczu ciągłych informacji o inwazjach, nowych rasach czy wybuchających miastach mogło choć na chwilę wywołać uśmiech na twarzy przeciętnego człowieka. Do tego posiadało ten niewytłumaczony, lecz bezpieczny aspekt, który przyciągał uwagę.
Większość takich wzmianek wspominała o festynie, o występach zespołów, o ogniskach i innych atrakcjach - lecz najczęściej skupiały się na pokazie przedziwnych świateł. Każdego roku wyglądał on dokładnie tak samo: zawsze o tej samej godzinie las wypełniał się jasnością, najwyraźniej naturalną, mieniącą się różnymi pastelowymi barwami, praktycznie obracając noc w dzień.
Rzadziej te krótkie artykuły przywoływały legendę wiążącą się ze wspomnianym zjawiskiem, traktującą o duchu - lub może nimfie - a czasem czarownicy, w zależności od wersji, którą właśnie przytaczał autor tekstu - o istocie stworzonej ze światła, która podobno od długich lat przemierzała okoliczne lasy w poszukiwaniu utraconego ukochanego. Niektórzy do tej pory utrzymywali, że zdarzało im się ją zobaczyć, lecz nigdy nie nawiązywała żadnego kontaktu.
Niektóre artykuły załączały nawet zdjęcie obrazu z artystycznym wyobrażeniem tego ducha. Nie był on idealnie realistyczny, lecz przyciągał wzrok kolorami - o ile nie został akurat wydrukowany biało-czarno. Pastelowy blask rozświetlał całą kobiecą postać, wokół której powiewały zarówno długie włosy, jak i sukienka o wielu luźnych pasmach. Nawet na pomniejszonej grafice przypominała jakieś bóstwo, a podpisy najczęściej informowały, że oryginalny obraz znajdował się w muzeum w Burnsley.

***

Na okoliczność święta miasteczko zostało pięknie udekorowane. Atrakcje i ozdoby skupiały się przede wszystkim przy głównej ulicy, bo to w końcu po niej kręcili się liczni turyści oraz miejscowi, lecz dalej dało się dostrzec, że wielu mieszkańców z własnej inicjatywy upiększyło swoje domy i posesje. Sporo drzew i budynków obwieszono światełkami, lecz głównie białymi, złotymi, żółtymi, srebrnymi - i tylko z rzadka takimi w innych barwach. Większość pozostałych ozdób wykonano z takich materiałów, aby jak najlepiej odbijały blask. Jako że słońce chyliło się już ku zachodowi, a korony drzew i tak blokowały jego promienie, to w okolicy było dość ciemno - a wszystkie te światełka dawały razem niezwykły efekt. Powoli zbliżała się godzina dwudziesta, ale temperatura i tak była przyjemna. Upał panujący za dnia zelżał do miłego ciepła, ale powiewał lekki wiaterek.
Festyn wyraźnie dopiero się rozkręcał. Przy głównej drodze gęsto rozstawiono różnego rodzaju stoiska, niektóre z pamiątkami, inne z przekąskami. Część pokarmów prezentowała się raczej standardowo, ot, popcorn, kukurydza, wata cukrowa, owoce w czekoladzie, coś z gatunku mniej lub bardziej "zdrowych" fast foodów, a więc tu kanapki czy sałatki, tam hot-dogi... Inne smakołyki najwyraźniej próbowano jednak ukształtować lub przynajmniej nazwać tak, aby kojarzyły się ze światłami. Podobnie było z pamiątkami, na straganach można było uświadczyć zarówno pocztówek albo zabawek, jak i bardziej specyficznych przedmiotów. Popularne wydawały się wianki i w ogóle ozdoby ze świeżych kwiatów, sprzedawane zresztą bardzo tanio.
Niektóre sklepy - choć normalnie o tej godzinie byłyby już zamknięte - tego dnia kontynuowały pracę, lecz na przykład restauracja była już zamknięta; na drzwiach naklejono kartkę z informacją, że gorące dania można było nabyć w sąsiednim budynku hostelu, co mogło oznaczać, że albo przybytki te miały tego samego właściciela albo jakoś ze sobą współpracowały, skoro nie bały się połączyć sił.
Nieco dalej ratusz był co prawda zamknięty, lecz tyczyło się to tylko jego głównego wejścia. Boczne - na które wskazywały światełka - jak najbardziej zapraszało do środka, do części muzealnej, w której można się było dowiedzieć czegoś więcej na temat historii święta, a także zobaczyć obrazy, fotografie czy nawet rzeźby związane z nim oraz z samym miasteczkiem i dalszą okolicą.
Położony na uboczu pub także działał, lecz akurat to nie było niczym niezwykłym. Zazwyczaj jednak nie wystawiał stolików i krzeseł na zewnątrz, tym razem zaś - owszem. Mniej więcej trzy czwarte z nich było zajęte, w środku też przebywało trochę ludzi, a pomiędzy nimi przemykało kilka kelnerek obsługujących osoby siedzące na ulicy. Wszystkie ubrane były w jasne, zwiewne sukienki.
Z głównej drogi prowadziła natomiast pięknie oświetlona ścieżka do pobliskiego pola namiotowego, którego część została oddzielona, aby dało się na niej postawić scenę - na której działał już jakiś zespół, grający bezpieczny pop, zapewne mający się spodobać jak największej liczbie osób - oraz jeszcze parę stoisk. Do tego dochodziło kilka ognisk, w tym jedno większe, o średnicy około dwóch metrów i z wysoko sięgającym płomieniem. Od czasu do czasu ktoś wrzucał do ognia proszek, który barwił go to na zielono, to na niebiesko czy fioletowo. Tutaj królowały przede wszystkim kiełbaski i pianki. W pewnym oddaleniu od sceny - lecz wciąż na polu - umieszczono z kolei budki z popularnymi w takich miejscach grami, jak na przykład w strzelanie do przypominających trochę kręgle celów albo w zarzucanie obręczy na rozmieszczone na różnych wysokościach pręty. Za osiągnięcie w nich odpowiednio wysokich wyników można było sobie wybrać nagrodę, ale oczywiście każda próba kosztowała. Poza tym tu czy tam znajdowały się ławki oraz stoliki, a bliżej ognisk po prostu oczyszczone pnie, służące za siedziska.

***

Z kwestii technicznych: kolejki nie ma, chyba że ustalicie ją między sobą, mnie to nie robi żadnej różnicy, byle wszyscy w miarę możliwości wyrabiali pomiędzy moimi postami. W pierwszych postach wspomnijcie o tym, jak i dlaczego przybyliście na miejsce. Zaczniemy powoli.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com Online
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Sie 02, 2017 1:27 pm

Jadąc turkoczącym i podskakującym na wybojach autokarem, Norbert stwierdził że cała ta wycieczka była może dobrym pomysłem. Niestety nie jego własnym, bo z redakcji, niemal wbrew jego woli wypchnął go tutaj naczelny redaktor. Trzeba przyznać że dziennikarz źle zniósł fakt, że cudem jedynie opuścił tereny Houston na kilka godzin przed ostatecznym atakiem. Normalny człowiek uważałby się za najszczęśliwszego pod słońcem, ale z jakiegoś punktu widzenia, którego nawet sam nie rozumiał, Norbert czuł się winny temu że przeżył. Niemal od razu gdy się o tym dowiedział zażądał by pozwolono mu tam wrócić. Chciał się upewnić co się stało z jego znajomymi, a obawiał się najgorszego. Na domiar złego nie tylko chwilowo odsunęli go od sprawy, to jeszcze od wszystkich innych stresujących projektów. Czyli w sumie wszystkich ważnych. Zamiast tego jechał własnie do miasteczka, o którym większość świata nie wie, pisać o festynie, o którym większość (w tym Norbert przed tym tematem) nie miała pojęcia.
To co jednak miało być dla niego samą męką, okazało się dobrym pomysłem, bo gdy tylko autobus zjechał z tych bardziej uczęszczanych dróg w bardziej malownicze tereny poczuł dziwną ulgę na sercu. Jednak może jego główny redaktor rozumiał go lepiej niż on sam siebie? Opisywanie wesołego festynu wydawało się być wręcz dziwnie nienaturalne w porównaniu do inwazji, klęsk, czy prześladowań. Może właśnie tego było mu właśnie trzeba? Ulgi? Zresztą pewnie i tak okaże się że tajemnicze światła właśnie w tym roku okażą się podstępem stworów z innego wymiaru w celu zwabienia odpowiedniej ilości dusz do swoich diabolicznych celów. Sam uderzył się w czoło zauważając swoje czarnowidztwo.
-Nie myśl tak - powiedział sam do siebie, gdy busik zatrzymał się w końcu na jego przystanku i mógł wygramolić się z siedzenia, do którego niemal przyrósł. - Potraktuj to jak mały urlop. Kiedy ostatnio byłeś na urlopie?
Pięknie, teraz mówił do samego siebie.
Gdy tylko wysiadł zaczerpnął pełną piersią czystego wiejskiego powietrza. Pachniało dokładnie tak jak w domu u rodziców. Wiejskie powietrze ma w sobie coś wspaniałego. Norbert miał wrażenie że gdyby ktoś go związał i wywiózł za Nowy Jork, to mógłby się o tym połapać po samej zmianie powietrza.
Nacisnął na głowę swój charakterystyczny kapelusz z rondem i napisem "PRASA" na jednym z boków i ruszył nieprędko przejść się po miasteczku. Chciał poznać teren, a przy okazji zrobić kilka zdjęć krajobrazowi małego miasteczka i zbierających się tłumów, póki miał jeszcze jako takie światło. Przez chwilę naszła go myśl, żeby zapolować na świecącego ducha i rozstawić parę aparatów z samowyzwalaczem w lesie, tak by reagowały na ruch, lub zmianę natężenia światła, ale szybko zrezygnował. Po pierwsze, cały jego ciężki sprzęt został w redakcji, a po drugie nie miał zamiaru się tym razem forsować. Niech inni szukają Nessie. On ma zamiar uchwycić ducha obchodów. Tego między ludźmi, nie między drzewami.
Trochę zgłodniał, więc pofatygował się do jednej z budek, gdzie śliczna młoda dziewczyna (kobiety spoza miast też mają swój urok) sprzedawała przekąski przyjezdnym. Skusił się na hot-doga i małą Colę "light", co odpowiednio zaakcentował, zważywszy na okoliczności. Przy okazji wymienił z dziewczyną grzeczności i powypytywał o sam festyn i jak na ogół ma w zwyczaju przebiegać.
Uzbrojony w magnum opus nowojorskiej tradycji kulinarnej (miał na myśli hot-doga), oraz mieszczącą się w dłoni plastikową butelkę, skierował następne kroki w stronę miejscowego muzeum. Nie spodziewał się znaleźć tam wielu rzetelnych faktów, ale może kilka anegdotek, które ubarwią cały przekaz. Niestety przed drzwiami został zmuszony do spałaszowania swojej bułki w ekspresowym tempie, bo do środka nie wpuszczali z jedzeniem.
Gdy już zakończył wstępne badanie tematu i wyszedł z budynku ratusza, powoli robiło się ciemno. Wyjął więc swój tradycyjny dziennikarski notes i ołówek i znów wyruszył w miasto szukając odpowiednich targetów dla kilku pytań.
Całkowicie pochłonięty pracą, oraz tutejszym klimatem nawet nie zauważył kiedy przestał myśleć o Houston.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Sie 02, 2017 9:14 pm

Po ciężkich wydarzeniach Karolina wreszcie miała czas na odpoczynek. Dlatego w tej chwili siedziała w autokarze, wyglądając przez okno i czekając aż dotrze na miejsce, do niewielkiego miasteczka. By choć na jeden czy dwa dni oderwać się od swoich zmartwień.
O festynie dowiedziała się zupełnie przypadkowo. Z nudów przeglądała strony internetowe na swoim telefonie i kiedy przewijała kolejne artykuły, przed oczami mignęło jej zdjęcie tęczowej istoty. Szybko cofnęła na nie i przyjrzała się, następnie czytając to co było pod nim. Idea festynu związanego ze światłami bardzo się jej spodobała. W dodatku te dziwne zjawisko, kolorowe niczym tęcza, kojarzyło się jej trochę z nią samą. Czyżby na Ziemi był jeszcze ktoś z jej rasy? Nie wierzyła w to za bardzo, ale z drugiej strony, nigdy nic nie wiadomo.
Oczywiście nie chciała się sama tam wybierać, z kimś zawsze to i fajniej, przyjemniej i bezpieczniej. Wiedziała, że niektórzy z nich przeszli, a poza tym pomyślała, że to może być dobra okazja by zapoznać się z nowymi członkami drużyny. W końcu ze starą paczką Runaways znała się od lat. Teraz pojawili się nowi ludzie, miała okazję zaprzyjaźnić się z nimi.
Tak właśnie w tym samym autokarze znalazł się również Markus. Blondynka bardzo się cieszyła, że zechciał się z nią wybrać. Wiedziała, że przez rogi musiał cały czas mieć kaptur na głowie, ale przecież i tak główna atrakcja festynu była wieczorem, a wtedy będzie już chłodno i kaptur na głowie nie będzie niczym dziwnym. Poza tym i tak wybrali się po południu, więc nie było aż tak wcześnie. Najpóźniej za trzy czy cztery godziny zacznie się ściemniać i nikt nie będzie zwracał na nich uwagi. Ona cieszyła się promieniami słonecznymi, czując przyjemne ciepło, które ładowało jej baterie. Uwielbiała lato, zawsze czuła się lepiej o tej porze roku. Teraz już wiedziała dlaczego.
W końcu transport dotarł na miejsce i młoda kosmitka nie zamierzała siedzieć w autokarze ani chwili dłużej. Wstała szybko z siedzenia, łapiąc Markusa za nadgarstek i wesołym "chodź" pociągnęła go do drzwi, niemal zeskakując z tych kilku schodków autokaru. Zdecydowanie miała dobry nastrój i liczyła, że dzięki temu chłopak również się uśmiechnie i trochę bardziej się otworzy. Liczyła, że zostaną przyjaciółmi.
Ich zwiedzanie zaczęło się od głównej drogi i wszystkiego co można było minąć, idąc wzdłuż niej. Karolina zachwycała się wszystkimi ozdobami, jakie to są jasne, śliczne, kolorowe czy piękne. W pierwszej kolejności pociągnęła kolegę do stoisk z pamiątkami. Nie zamierzała niczego kupić, ale przecież to nie oznaczało, że może sobie ich pooglądać.
Mijając stoiska z jedzeniem nie mogła jednak powstrzymać się przed kupieniem jakichś lokalnych smakołyków dla ich dwójki. I truła Markusowi tak długo aż ten w końcu coś wybrał, by mogła zapłacić za nich obu. Z jedzeniem w rękach pociągnęła go w stronę pola namiotowego, gdzie układali powoli stosy drewna. W międzyczasie, gdy oglądali tamtejsze stoiska, wyciągnięte niczym prosto z Wesołego Miasteczka, owe stosy zapłonęły. Przyjemnie było popatrzeć jak inni próbują wygrać nagrody, ale w końcu przyszedł czas, by wrócił na główną drogę i dalej pozwiedzać. I tak się złożyło, że nastolatka zauważyła coś, co koniecznie musieli zobaczyć.
- Muzeum! Musimy je zobaczyć! - zawołała z ekscytacją w głosie, zaraz ponownie łapiąc towarzysza za nadgarstek i ciągnąc go w stronę budynku ratusza do bocznego wejścia. Dopiero po "dobry wieczór" skierowanym do ochrony i wejściu do pomieszczenia, puściła rękę chłopaka, rozglądając się dookoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Czw Sie 03, 2017 11:25 pm

Zerknął przez okno autokaru, zastanawiając się, czy nie będzie żałować tego. Z jednej strony nie czuł się zbyt pewny siebie tutaj, ale zaś z innej, perspektywa spedzenia czasu w nieznanym sobie miejscu na zabawie bardzo wpłynęła na decyzję Markusa. Dlatego też przystał na propozycję. Spojrzał na swoją towarzyszkę. Teoretycznie to też sposobność by lepiej poznać kogoś, prawda? - spytał sam siebie w myślach, odwracając wzrok i poprawiając kaptur i zarazem upewniając się, że ten nie ukazywał jego rogów innym.
Podróż nie trwała wiecznie... No i od razu, gdy pojazd się zatrzymał, został wyciągnięty z niego przez blondynkę i pociągnięty ku wyjściu. Jego reakcje nadal zdradzały niepewność, jednakże nie wyrwał się z jej uścisku, tylko dał się zaciągnąć dalej, zarazem starając się dotrzymać jej tempa.
Jeśli chodzi o błyskotki, to nie podzielał jej entuzjazmu, po prostu spoglądając na nie czasem i zarazem czekając na to, gdzie dalej się udadzą. Międzyczasie, podczas tych postoi, rozglądał się sam, z wyraźnym zaciekawieniem po samym miejscu.
- Niesamowicie tutaj - wyszeptał cicho w którymś momencie.
Stragan z jedzeniem? Wzbraniał się przed tym, by coś mu kupiła! Powód był dość prosty, po prostu propozycja z jej strony sprawiała, że Markus odczuwał zmieszanie, podchodzące już pod nieśmiałość. Jednakże przez to, że dziewczyna nie ustępowała, to powiedział w końcu, że weźmie kukurydzę.
To nie był jednak koniec wędrówek. Został zaciągnięty dalej, ku kolejnym stoiskom.
- Wolniej, wolniej proszę - powiedział międzyczasie. Jego uwaga została na moment skierowana ku miejscu, gdzie znajdowały się stosy. Przekrzywił nieco głowę. Ciekawe, jak to będzie potem wyglądało. Różne konkurencje również przyciągnęły jego uwagę, więc z narastającym zaciekawieniem patrzył na wzmagania, zarazem ciut żałując, że sam nie mógł.
Powrócili na główną drogę. Zaczął się rozglądać za czymś, zanim usłyszał słowa Karoliny i nie został ponownie pociągnięty.
- Muzeum? - powtórzył z nutką niepewności. Nie zaprotestował i tym razem, więc udał się z nią tam. Przy samym wejściu wymamrotał powitanie...
A w środku...
- W sumie, czemu wybrałaś to miejsce? - spytał się jej, jednocześnie rejestrując fakt, że puściła go. - Przeoczyłem coś? - nie wiedział, czy jest coś tutaj ciekawego, ale jeśli było... To był pewny, że przeoczył jakieś wcześniejsze znaki wskazujące na to. - Cóż... W sumie, możemy tu pochodzić - wzruszył ramionami. Nie czuł niechęci, więc uznał, że równie dobrze i tu mogli spędzić trochę czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pią Sie 04, 2017 4:19 pm

W części muzealnej ratusza można było zobaczyć wiele - zarówno stałych, jak i tymczasowych wystaw. Część z nich wiązała się ze świętem, inne z przeszłością miasta i jego mieszkańców, jeszcze inne z okoliczną przyrodą, przedstawiały je zaś przeróżne obiekty: między innymi zdjęcia, obrazy, rzeźby, miejscami nawet wycinki z gazet - upamiętniające jakieś istotne wydarzenia.
Ekspozycje związane z naturą rozciągały się na lewo od wejścia do muzeum. W ich centrum znajdowały się gabloty ze sztucznymi, lecz bardzo realistycznymi zwierzętami, przybliżające faunę tego lasu i pobliskich gór. Towarzyszyły im fotografie i krótkie opisy. Na wystawie ujrzeć można było między innymi kojota, jelenia, całą rodzinkę borsuków, lisa, pumę płową, dwie owce kanadyjskie - samca i samicę, rosomaka, oposa, a także kilka gatunków węży, żółwi i żab na osobnym podwyższeniu. Parę różnych ptaków umieszczono wysoko, blisko sufitu lub przy ścianach. Największe wrażenie robił jednak zwierzak o najbardziej okazałych rozmiarach: niedźwiedź czarny.
Pomiędzy przedstawicielami fauny umieszczono natomiast zdjęcia, obrazki oraz opisy miejscowej roślinności, wśród których nie brakowało również kawałków kory albo zasuszonych czy sztucznych okazów niektórych gatunków. Część z nich była całkiem spora, bo parę sięgało aż do sufitu, nawet jeżeli bez wątpienia stanowiły miniaturki. Poza tym tu czy tam przewijały się także opisy interesujących czy rekomendowanych szlaków, zarówno prostszych, jak i trudniejszych.
Nieco dalej znajdowała się natomiast alkowa z materiałami związanymi już wyłącznie z zakątkiem sekwojowym - wraz z wymienionymi i przedstawionymi największymi, najstarszymi czy najbardziej charakterystycznymi z tych drzew. To w końcu była atrakcja prawie na rangę światową i to zapewne dlatego opisom towarzyszyły nawet współrzędne geograficzne.
Na prawo od drzwi wejściowych ciągnęły się za to wystawy związane z samym miasteczkiem. Trochę informacji o jego początkach, trochę - o niektórych budynkach czy wyjątkowych mieszkańcach. Burnsley nie mogło się pod tym względem poszczycić niczym szczególnie wyjątkowym, dlatego ta ekspozycja była skromniejsza od pozostałych, jednakże wspominała między innymi o architekcie, który wybił się i teraz odnosił sukcesy w całym kraju oraz o kilku artystach, którzy niekoniecznie pochodzili z miasteczka, ale pisali o nim lub je malowali.
Dalej robiło się już ciekawiej - tam bowiem znajdowała się część poświęcona świętu. Jedna spora ekspozycja dotyczyła właściwie tylko i wyłącznie zjawiska świateł, posiadała nawet kilka ekranów, na których wyświetlane były ich nagrania - jedno biało-czarne, reszta w kolorach. Barwny blask pomiędzy drzewami naprawdę robił wrażenie. Do tego dochodziły liczne zdjęcia, niektóre raczej amatorskie, inne profesjonalne i przepiękne, w tym parę z lotu ptaka. Kilka plakietek z tekstem informowało zwiedzających, że światła nie zostały jeszcze w żaden sposób naukowo wyjaśnione, choć uważało się, że stanowią naturalne zajście. Bardzo dziwnie punktualne naturalne zajście. Według zapisków pojawiały się zawsze kwadrans po dwudziestej drugiej i narastały.
W tej części muzeum znajdowało się już więcej obrazów, bo najwyraźniej sporo osób lubiło uwieczniać światła po swojemu. Równą, jeżeli nie większą popularnością cieszyła się jednak postać, o której wspominała legenda... Tej zaś przeznaczono kolejną wystawkę. Rozmieszczone zgodnie z ruchem wskazówek zegara opisy wyjaśniały kilka wersji tej samej historii; różnice były całkiem spore, ale całość i tak sprowadzała się do jednego - podobno po okolicznym lesie kręcił się jakiś nieludzki byt. Z tekstu wynikało, że pierwsze wzmianki o nim pojawiły się już prawie sto lat temu, ale jakoś nikt nie mógł się zgodzić co do jego natury.
Niektóre wydania legendy opowiadały o nimfie, w której zakochał się dawny mieszkaniec wioski. Chadzał do niej nocami, a ona pozwalała mu się adorować, lecz nie odwzajemniała jego miłości. Podczas jednego takiego wypadu mężczyzna - przypadkowo lub z rozpaczy - utonął w jej jeziorze i dopiero wtedy nimfa pożałowała swojego zachowania, spędzając resztę swojego długiego życia na pokutowaniu.
Inna wersja podchodziła do tej historii z zupełnie innej strony. Twierdziła, że to właśnie jedna z miejscowych dziewcząt zakochała się bez wzajemności w chłopcu z miasteczka, została przez niego wzgardzona i odtrącona, po czym rzuciła się do wody. Jej duch miał nawiedzać las w poszukiwaniu ukochanego, a nie mogła ruszyć dalej, gdyż zbyt wiele wiązało ją z tym światem.
Kolejna opowieść opierała się na założeniu, że kobieca postać nigdy nie była żywa, tylko stanowiła coś w rodzaju leśnego ducha albo boginki, a światła były jej corocznym błogosławieństwem. Powoływała się na niewielkie rzeźby - przypominające trochę ołtarzyki - rozsypane po okolicy i mogące nawiązywać do pani z legendy... Lecz dodatkowa wzmianka dowodziła, iż te drewniane ozdoby najprędzej powstały już później, zainspirowane mitem. Kilka załączonych zdjęć prezentowało je zwiedzającym, a sprawne i znające się na sztuce oko powinno być w stanie ocenić, że rzeźby raczej nie wyszły spod jednej ręki. Nie były szczególnie realistyczne, ale i tak całkiem ładne.
Jeszcze inna wersja zmieniała kobietę w czarownicę, która wabiła do siebie mężczyzn złudnym pięknem i w swojej chatce wysysała z nich życie. Tutaj różne wydania już się ze sobą kłóciły: według niektórych światła były jej dziełem i w jakiś sposób przywracały jej młodość, podczas gdy inne donosiły, że wręcz przeciwnie, utrzymywały one wiedźmę w ryzach.
Jak na tak wiele możliwości, artyści zdawali się być stosunkowo zgodni w kwestii wyglądu postaci... I, skoro już o tym mowa, doniesienia świadków również bardzo dokładnie się ze sobą pokrywały. Smukła sylwetka, piękna twarz, której jednak nikt nie był w stanie szczegółowo opisać przez bijący od niej blask, długie i nienaturalnie ruchome włosy, równie świetlista suknia... Bose stopy. Wiele osób uważało, że widziało ją z kwiatami na głowie i ubraniu, a malarzom chyba podobał się ten pomysł; to tłumaczyło też tak częste występowanie wianków wśród świętujących.
Wszystkich eksponatów w muzeum znajdowało się rzecz jasna więcej; ciężko byłoby opisać każdy z nich. Stare przedmioty znalezione czy nawet wykopane w okolicy, trochę ozdóbek czy innej biżuterii, dawne dokumenty, choć pewnie raczej ich kopie... I tak dalej. Burnsley robiło co mogło, aby wydawać się interesujące, dlatego starało się zwracać uwagę na wszystko, co tylko mogło ludziom pokazać.

Na zewnątrz czas mijał wszystkim na zabawie i powoli robiło się coraz ciemniej. Jeszcze trochę - może kilka, kilkanaście minut - i słońce zajdzie całkowicie, jako jedyne źródło światła pozostawiając póki co lampki i latarnie... Aż do momentu, gdy pojawi się główna atrakcja święta.
Miejscowi z kolei bardzo chętnie pomagali wszystkim turystom i odpowiadali na ich pytania. Wśród tłumów kręciło się nawet trochę jasno odzianych młodych osób - obojga płci - z ulotkami, które krótko przybliżały przebieg oraz powody obchodów. Była to bardzo mocno przycięta wersja tego, co dało się znaleźć w muzeum - ale za to ładnie wykonana. Inni pracownicy częstowali podobnymi informacjami, choć już nie w formie pisanej.
Większość zebranych bawiła się raczej grzecznie. Pub zdawał się monitorować poziom upojenia alkoholowego swoich klientów, aby nikt za bardzo nie przedobrzył, choć część osób charakteryzowała się już szczególną wesołością. Najwyraźniej miejscowi - oficjalnie albo nie - wychodzili z założenia, że jak długo nikt nie zaczynał się awanturować, to wszystko było w porządku.
Przy ogniskach sytuacja również się rozkręcała. Niektórzy zabrali się za tańce, inni trzymali się przy scenie, słuchając muzyki... Parę osób próbowało nawet skakać nad ogniem, lecz to było akurat rzadkie zjawisko - no i nikt nie porywał się na to największe ognisko. Nikt nie był na tyle pijany.
Podsumowując, miasteczko oferowało tej nocy mnóstwo zajęć do wyboru, a liczni miejscowi i goście nadawali się do łapania do rozmowy czy krótkiego wywiadu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com Online
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pon Sie 07, 2017 8:48 am

Po wejściu do środka Karolina od razu zaczęła się rozglądać dookoła, szukając tego co ją najbardziej w tej chwili ciekawiło. Później będą mogli sobie obejrzeć wszystkie wystawy, mieli jeszcze dużo czasu do głównej atrakcji dzisiejszego festiwalu. Na początek jednak dziewczyna chciała zobaczyć to co było dla niej najważniejsze. To co było powodem, dla którego teraz tu była razem z Markusem. Słysząc pytanie chłopaka spojrzała na niego na chwilę, po czym wróciła do rozglądania się i w końcu wypatrzyła to, czego szukała.
- Dlatego - odezwała się, jak zwykle radosnym tonem, łapiąc kolegę za rękę i idąc z nim w stronę wystaw związanych ze świętem. Wskazała na nagrania i zdjęcia światełek i kolorowej istoty, mieniącej się barwami tęczy jak tylko byli wystarczająco blisko. Wtedy też znowu go puściła, by przypadkiem nie zaczął się krępować. Podeszła jeszcze bliżej z zaciekawieniem przyglądając się wizerunkom postaci, która prawdopodobnie była odpowiedzialna za te dziwne zjawiska świetlne.
- Istnieje zero przecinek zero zero zero zero jeden procent szansy, że to ktoś ode mnie - zwróciła się do Markusa. - No wiesz... - rozejrzała się dookoła czy nikt nie był zbyt blisko nich, by przypadkiem osoba postronna nie usłyszała czegoś - Kosmitów. Majesdan - uśmiechnęła się do chłopaka. Do wczoraj nie wiedziała jak jej rasa się nazywa. Dopiero Xavin ją uświadomił o tym. Poprzedniego dnia zdążyła zarówno Markusowi jak i Fro pokazać na czym polegają jej moce i wytłumaczyć, że nie jest człowiekiem z super mocami tylko kosmitką, a bransoletka pozwalała maskować jej prawdziwy wygląd i blokować używanie mocy. Dzięki temu całe swoje siedemnastoletnie życie mogła przeżyć, będąc pewną, że jest zwykłym człowiekiem. Prawda się okazała jednak inna.
- Widzę, że mają całą masę legend związanych z tymi zjawiskami - odezwała się, zerkając na wszelkie opisy - Ale ludzie zawsze mieli bujną wyobraźnię. Poza tym wolą sobie jakoś wytłumaczyć to co niby niewytłumaczalne. Tylko, że wizerunek za każdym razem jest niemal ten sam. Swoją drogą, naprawdę piękny. Na żywo pewnie ta... Kobieta jest jeszcze ładniejsza. Wygląda na kobietę, nie? - odwróciła głowę w stronę swojego towarzysza, by spojrzeć na niego. Bez problemu można było dostrzec, że blondynka strasznie się nakręciła kiedy już zobaczyła te wszystkie zdjęcia i opisy. Oczy jej błyszczały pod wpływem ekscytacji. Koniecznie będą musieli później iść do lasu i rozejrzeć się, spróbować spotkać tą istotę. Może będą mogli z nią porozmawiać? Na tym najbardziej Kar zależało.
- Ta z czarownicą mi się nie podoba. Wysysanie życia. Jak wampir - wzdrygnęła się lekko, pamiętając małą przygodę ich drużyny z wampirem, który ostatecznie zginął, próbując ją ugryźć. Właściwie to gryząc. Gdyby nie jej chęć poświęcenia wtedy własnego życia, być może straciliby kogoś od siebie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.


Ostatnio zmieniony przez Karolina Dean dnia Czw Sie 10, 2017 5:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Sie 08, 2017 3:11 pm

Norbert w muzeum nie marnował więcej czasu niż to konieczne. Szybkim krokiem minął wystawę miejscowej fauny i flory, historii miasta, a także architektury. Zatrzymał się dopiero w części poświęconej samemu festiwalowi i tajemnicy świateł w lesie.
Tutaj poświęcił już zdecydowanie więcej czasu. Fachowym okiem ocenił na ile zdjęcia mogą być prawdziwe, a na ile podrobione w odpowiednich programach. Zapoznał się też z wszystkimi oficjalnymi wariantami historii o tajemniczym duchu lasu. W międzyczasie notował sobie w formie notatek myślowych ważniejsze fakty, które mogłyby przydać mu się wcześniej. Spodobało mu się założenie że światła powstają w sposób naturalny. Żyli na przełomie czasów, gdzie coraz więcej rzeczy stawało się przecież naturalne. Czy jeśli światła powodowane są przez kosmitów, dla których naturalne jest wydalanie podobnej łuny, to jest to źródłem naturalnym? Dla Norberta naturalnie tak. Dlatego w jego oczach założenie to było wyjątkowo bezpiecznym strzałem. Zdziwiła go jednak dokładność z jaką pojawiały się światła. Punktualności takiej mogły pozazdrościć linie kolejowe Stanów Zjednoczonych. Nawet gejzery miały punktualność mniej więcej godziny, a wystrzeliwały niemal kilka razy dziennie. Kwadrans po dwudziestej drugiej wydawał się czymś niesłychanym.
Bardzo zainteresowały go też prymitywne totemy znajdowane w lesie. Do tej pory podejrzewał udział swego rodzaju mutanta, ale ten musiałby być bardzo stary, biorąc pod uwagę historię festiwalu, a także stan niektórych z tych rzeźb. Większość dzisiejszych mutantów była jeszcze bardzo młoda, dlatego prawdopodobnie nie mogłaby być źródłem tego dziwnego kultu i świateł. Oczywiście, znalazł kiedyś z ciekawości wzmianki o bardzo potężnych niegdysiejszych prawdopodobnie-mutantach, ale większość z nich była na tyle potężna, że niemal wpływała na świat dookoła siebie. To że jakiś pradawny, indiański mutant żył tyle czasu w lesie sprowadzając jedynie co jakiś czas deszcz świateł wydawało się naprawdę mało prawdopodobne. Jednak nie niemożliwe, co wytknął samemu sobie w głowie Norbert. Co więcej, większość legend zgadzała się co do udziału w całej tej magii miejscowego jeziora. Gdyby ktoś chciał na siłę rozpracować tę tajemnicę powinien zacząć z tamtego miejsca.
Cóż, Norbertowi nikt jednak nie płacił z rozwiązanie zagadki leśnych świateł, tylko za napisanie artykułu. Wyszedł więc z muzeum i rozejrzał się za celem wywiadu. Miał już sporo materiału z punktu widzenia miejscowych, chciał jednak złapać kogoś, kto nie był rdzennym mieszkańcem Burnsley, czy pracownikiem muzeum. Jego wprawne oko nie kazało mu długo czekać na kogoś takiego. Szybkim, choć luźnym krokiem podszedł do dwójki dzieciaków, która zaraz za nim wyszła z gmachu ratusza.
- Witam, nazywam się Norbert Ronae i reprezentuję gazetę Daily Bugle. - uśmiechnął się i skinął głową młodzieży - Czy moglibyście odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących festiwalu? - wyjął przy tym swój dyktafon i uruchomił go tak, by go widzieli. Oczywiście jeśli zaprotestują, wyłączy sprzęt. - Skąd jesteście i jak dowiedzieliście się o festiwalu? Byliście już na nim kiedyś, czy to was pierwszy raz? Co skłoniło was do przyjazdu? Jak wasze oczekiwania? Czy póki co polecilibyście Burnsley naszym czytelnikom? - Oczywiście za każdym razem dziennikarz robił przerwę tak by można było spokojnie odpowiedzieć na pytanie, czy zastanowić się nad odpowiedzią.
- Dzięki - odpowiedział na koniec, po czym wyłączył dyktafon. - Skąd jesteście? Ja z Nowego Jorku, choć pewnie to już wiecie. Na długo przyjechaliście? Polecam hot-dogi u Rachel. -wskazał ręką jedno ze stoisk - Możecie powiedzieć że was przysyłam. Obiecała mi całusa, jak zgarnę jej dziesięciu klientów - Znowu przyjacielsko się uśmiechnął. Nie chciał być wścibski. Po prostu dla Norberta zagadywanie i poznawanie ludzi było rzeczą tak normalną, że czasem nie zauważał jak bardzo nietaktownie się zachowywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Sie 09, 2017 12:57 pm

Zamrugał, spoglądając na ową wystawę i zarazem starając się lepiej ogarnąć, o co tutaj chodziło z tymi światełkami. Przynajmniej powoli rozumiał, dlaczego zaciągnęła go do tego muzeum.
- Rozumiem... Czyli teoretycznie jest ta szansa - pokiwał ostrożnie głową. Czyli szuka kogoś od siebie...? Zmrużył nieco oczy, zastanawiając się jeszcze nad tym. - Może akurat się uda.
Nie musiał się przyznawać do tego, że jego wiedza jest dość uboga, zwłaszcza w takim temacie. Przynajmniej teoretycznie miał świadomość tego, że Karolina nie jest taka jak on - mutantką. W praktyce, co jakiś czas zapominał o tym.
Ponownie skupił się na opisie, nieco wolniej czytając opisy i oglądając zdjęcia. W sumie... To dużo razy trzymała mnie za rękę, gdy tak pomyślę. Dziewczyna... - pokręcił energicznie głową, chcąc pozbyć się tych myśli z głowy i skupić swoją uwagę nad tym, co miał przed sobą, zanim ponownie by się odezwał.
- Ciekawe... Czy ktoś jeden zobaczył tą osobę i wszyscy podłapali ten wygląd, czy rzeczywiście ukazywała się tak dużo razy - powiedział cicho, przerywając czytanie w pewnym momencie i spoglądając na towarzyszkę. - I... Tak. Zdecydowanie kobieta - bąknął jeszcze.
Zaskakiwał go zapał Karoliny, ale zarazem to sprawiło, że uśmiechnął się łagodnie.
- Różne wersje. Wyobraźnia ma tutaj swoją rolę, więc chyba chcieli przedstawić ją jako tą dobrą i jaką złą. Chyba. Pewny nie jestem - rzekł jeszcze. - Ale gdzieś tutaj widziałem coś o wspomnianym czasie. Myślisz, że to prawda? - spytał się jej z nutą ciekawości w głosie. Ponownie zerknie na zebrane materiały, tym razem skupiając się na obrazach. - Chociaż z drugiej strony, nie jestem pewny - bąknął jeszcze. - Chcesz zobaczyć inne wystawy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Czw Sie 10, 2017 6:57 pm

- Jakaś tam szansa jest - skinęła lekko głową - Choć równie dobrze to wszystko może być tylko bajką i jakimiś efektami specjalnymi. Żeby przyciągnąć turystów do małego miasteczka. No, ale przynajmniej się trochę rozerwiemy i lepiej poznamy. W końcu drużyna powinna się dogadywać i wiedzieć co nieco o sobie. To idealna okazja - wypowiedź zakończyła ciepłym uśmiechem. Karolina wyraźnie miała bardzo dobry humor. Zresztą jak zawsze. Cieszyła się, że może poznać jedną z dwóch nowych osób w Runaways. Miała nadzieję, że na sam koniec tej małej wycieczki oboje będą z niej zadowoleni. Miała wrażenie, że Markus był trochę zamknięty w sobie. Być może miał za sobą sporo ciężkich chwil. Tym bardziej wszyscy musieli się starać żeby teraz żyło się mu o wiele lepiej.
- I czy w ogóle ktoś ją zobaczył. Choć zdjęcia pokazują, że tak. Mam nadzieję, że nam się też to uda. Na tym mi najbardziej zależy. Może będziemy mogli z nią porozmawiać? - ta opcja zdecydowanie najbardziej ją ekscytowała. Byłoby wspaniale móc porozmawiać z istotą, która być może była podobna do niej. Nie było pewności czy będzie chciała się do nich odezwać, ale warto spróbować.
- Masz na myśli, że zawsze się pojawia o tej samej godzinie? Czy coś innego na temat czasu? - zapytała, nie będąc pewną co chłopak miał na myśli. Na jego ostatni pytanie skinęła lekko głową.
- Jasne. Możemy zerkniemy na tą małą wystawę o historii miasteczka? Może tam będzie coś, co jakoś by się wiązało z tymi dziwnymi zjawiskami. A jak nie to pójdziemy dalej. Na wyjście mamy jeszcze trochę czasu - zerknęła w stronę zegara, wiszącego na ścianie. Wyraźnie pokazywał, że nie musieli się jeszcze spieszyć z wyjściem na zewnątrz. Do zjawiska jeszcze było trochę czasu. Równie dobrze mogli więc rozejrzeć się dokładniej po wystawach i być może wychwycić coś co im pomoże rzucić trochę więcej światła na temat dziwnej istoty, pojawiającej się co roku o tej same godzinie.
Po chwili ruszyła w stronę wystawy przedstawiającej historię miasteczka. Podeszła blisko, by zająć się dokładnym czytaniem i oglądaniem zdjęć czy innych elementów w tej części muzeum.
- Mam nadzieję, że się nie zanudzisz tutaj - zwróciła się jeszcze do Markusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sob Sie 12, 2017 2:10 pm

- Huh... W sumie... - podrapał się po policzku, zarazem wyraźnie zdradzając, że nie był pewny co do tego. - To możliwe... Z drugiej strony... Jeśli to jest tak ważne i w ogóle... To chyba też znajdą się osoby, które... Które by próbowały znaleźć w tym... Kłamstwo - wydukał jeszcze. Starał się jako tako wyrazić na głos to co chodziło mu po głowie.
Jej kolejne słowa sprawiły, że niepewnie pokiwał głową. Nie był przeciwny temu pomysłowi... Nie, nawet mu się podobał, lecz sam nie do końca wiedział, jak dokładniej zareagować.
- Byłoby fajnie... Ale czy nie będzie to trudne? - spytał się jej natomiast. - Myślę, że będzie tam dużo ludzi. Będzie ciężko zagadać do niej... Chyba, że zdołamy znaleźć dobre miejsce na spotkanie się. Albo coś innego - zastanawiał się nad tym. - Może spytać się kogoś o to? - zaproponował. Myślał na ten moment, że ktoś miejscowy będzie mógł zdradzić więcej na ten temat.
- To pierwsze. Jest podany czas. Dlatego zastanawia mnie czy rzeczywiście pojawia się o tej porze - z drugiej strony, możliwe, że i tak, a za tą godziną coś się kryło. Taka myśl przemknęła mu po głowie, zanim wzruszył ramionami. - Naprawdę nie wiem. Dla mnie to dziwne.
Nastolatkowi po prostu wydawało się to być nietypowe, że jest określona godzina, a nie pora dnia. W sumie, może to nie jest aż tak dziwne? - pomyślał po chwili, czując, że ogarniają go wątpliwości.
- Dobrze - zgodził się na jej propozycję, nie dodając nic więcej na ów temat. Poszedł za nią ku wybranej przez nią wystawie. Zatrzymał się przy informacji o budynkach tego miasteczka, by potem powoli zapoznawać się z tą informacją.
- Hm? - w którymś momencie oderwał się od tego, by spojrzeć na blondynkę. - Jest dobrze. To dość ciekawe. Chociaż niektórych rzeczy nie rozumiem - przyznał się jej, odwracając wzrok. - Mało tutaj jest tych informacji - przesunął wzrokiem ku kolejnej informacji, o początkach tego miejsca. - Znalazłaś coś ciekawego? Przejdziemy się na inne wystawy? - był ciekawy tego, jak wyglądała pozostała część muzeum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Nie Sie 13, 2017 7:54 pm

Tak. Wiedziała, że nie każdy uwierzy w prawdziwość całego tego festynu i ktoś zawsze może szukać fałszu w tym co się tutaj działo co roku. W zasadzie to nie było takie dziwne. Jedni ludzie wierzyli w różne, dziwne zjawiska, a inni nie. Ona w tej chwili była zdolna uwierzyć we wszystko chyba. Sama była kosmitką. Spotkała wampira. Miała w drużynie mutantkę i czarownicę. No, teraz więcej mutantów. Jej "narzeczony" też był kosmitą i to zmiennokształtnym. Tak, chyba nic jej nie zaskoczy już.
- Pewnie masz rację - potrząsnęła lekko głową - Ale może uda nam się na przykład śledzić tą istotę? Byłoby fajnie tak się pobawić. W razie czego uciekniemy albo będziemy walczyć. Nie jesteśmy słabi. Chociaż to tylko ostateczność, nie myślimy o tej opcji. Lepiej unikać walki, jeszcze ktoś z ludzi mógłby zwrócić na to uwagę. - ciekawą opcją było spytanie kogoś o miejsce na spotkanie tej istoty. Możliwe, że i tak byłoby tam mnóstwo ludzi.
- Kwadrans po dziesiątej wieczorem. Zawsze. Ciekawe dlaczego akurat o tej godzinie. Jeśli to faktycznie duch, jak według pewnych historii, to może o tej godzinie ta... Kobieta umarła? To chyba jedyne co mi w tej chwili przychodzi do głowy - od razu podzieliła się z Markusem swoimi spostrzeżeniami na temat godziny. Być może chłopakowi też później wpadnie coś do głowy.
Powoli podążyli do wystawy o samym miasteczku, ale tam informacji było strasznie mało. Niewiele do czytania. Dlatego szybko się rozejrzała, gdy zapytał o inne wystawy. I jej wzrok padł na to, co zauważyła na samym początku, ale ominęła, by skupić się na legendzie. Bez wahania ruszyła w stronę wystawy przedstawiającej zwierzęta i rośliny z okolicy.
- Ta jedna wystawa i możemy wychodzić na dwór w sumie - zwróciła się do kolegi, stając przed zwierzętami i przyglądając się im, co jakiś czas zerkając na plakietki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Sie 16, 2017 12:03 am

- Śledzenie? - na ten moment nieco bardziej się ożywił. - Będziemy niczym detektywi? Fajnie brzmi - przystał tym samym na ten pomysł. - Oby nie miała złych zamiarów - dodał jeszcze. Markus zdawał sobie sprawę, że w tym wszystkim było sporo domysłów, ale to sprawiało, że czuł pewnego rodzaju radość, której nie umiał sam sobie wyjaśnić. - Hm... I wezmą nas za dodatkowe światełka - stwierdził, przekrzywiając głowę i myśląc nad tym. - To byłoby... Nietypowe. Zdecydowanie.
Zadrżał nieco, co sprawiło, że chwycił się za ramiona i pokręcił głową.
- Może. Oby to nie był zły duch - dodał jeszcze, lekko wzdrygając. Perspektywa spotkania kogoś takiego nie uśmiechała się zbytnio nastolatkowi. Jednocześnie jednak jego wyobraźnia działała i próbowała mu podsuwać alternatywne wyjaśnienia co do godziny. -Albo ta godzina to była ta umówiona... Na spotkanie z ukochaną osobą - powiedział po upływie pewnej chwili, zdradzając jej tym samym, co mu przyszło w tym danym momencie na myśl.
Z wystawy o miasteczku Markus nie dowiedział się zbyt wiele. To trochę rozczarowujące... - pomyślał, wzdychając w duchu. Uniósł ręce, by poprawić kaptur.
- Dobrze - powiedział, by tym samym dać znak, że zrozumiał. Ruszył się również w tamto miejsce, by zapoznać się dokładnie z tym wszystkim, co oferowała owa wystawa. Przełknął ślinę, mrużąc nieco oczy, gdy patrzył na jedno ze zwierząt.
- Prawdę mówiąc... To dość imponujące - bąknął z nutką niepewności w głosie. Przez jeszcze kilka minut patrzył na różne zwierzęta tutaj. Dobrze, że są podpisane, inaczej nie wiedziałbym, jak się część z nich nazywa.
Po tym wszystkim opuścili już budynek... Jednakże to nie był koniec. Zostali zaczepieni przez nieznajomego mężczyznę.
- Dzień dobry - powiedział cicho, zatrzymując się w miejscu. Nie potrafił z miejsca zareagować radośnie na to, że ktoś podszedł do nich i zagadał. Jego zachowanie na ten moment zdradzało nieufność.
Słysząc jego pierwsze pytanie, przekierował najpierw spojrzenie na blondynkę, by dowiedzieć się, co ona na to. Wolał dojrzeć to "zielone światło" zanim zacząłby się angażować w jakąkolwiek dalszą rozmowę. Z drugiej zaś strony trochę się też obawiał, co powodowało, że nie potrafił odpowiedzieć na początkowe pytanie.
- Um... Nie... To pierwszy raz - odpowiedział, nie podnosząc głosu, zarazem zahaczając o to drugie pytanie. Nawet nie bardzo wiedział, ile może powiedzieć i co powinien. Z tego wszystkiego poczuł mętlik w głowie. - Jest... Ciekawie... Bardzo fajnie. Dużo straganów i dużo rzeczy do obejrzenia. I światełka. Dużo jest mowa o tych światłach. Oby były fajne - ponownie pominął jedno z pytań. Z tego wszystkiego zrobił krok w tył i tak jakby próbował się schować za Karoliną. - Przepraszam. Ja nie potrafię odpowiadać dobrze - wymamrotał w końcu.
Pokręcił ostrożnie głową i spuścił wzrok. Zaciął się, co spowodowało, że nie odezwał się więcej, przynajmniej na ten moment. Nie potrafił siebie samego zmusić do dalszej reakcji wiążącej się z tym też, by odpowiadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Sie 16, 2017 1:41 pm

Pokiwała głową kiedy Markus stwierdził, że będą jak detektywi. Dla niej to również bardzo fajnie brzmiało. W końcu za dzieciaka chyba niemal każdy lubił się bawić w odkrywanie tajemnic, szukanie skarbów i tym podobne rzeczy. Teraz mieli okazję pobawić się w detektywów. Aby tylko się dowiedzieć jak najwięcej na temat tej istoty.
- No ja umiem świecić, nie wiem jak ty - odpowiedziała już znacznie ciszej, przy tym się uśmiechając delikatnie. Ciekawe czy ludzie by ją pomylili z tą istotą, gdyby w lesie nagle pojawiła się w swojej prawdziwej postaci.
- O, fakt. To mogło być też to. I może co roku ta istota powraca, wypatrując ukochanego. Czytałam o takim czymś w jakiejś książce. Duch co roku wypatrywał ukochanego, nie wiedząc, że i ona i on są już martwi od dawna. - dodała tyle co sama się dowiedziała. Niby to tylko książka, ale z drugiej strony kosmici też długo byli tylko filmami i bajkami, a później się okazało, że naprawdę istnieją.
W następnej kolejce była wystawa ze zwierzętami. Szkoda tych, które zginęły dla niej. Chyba, że to sztuczne. Wolała się nad tym nie zastanawiać i po prostu obejrzeć raz dwa wystawę. Nie była również jakoś specjalnie duża, więc w końcu mogli wyjść z budynku, by ponownie się rozejrzeć po okolicy. Powoli zbliżała się pora głównej atrakcji choć i tak zapewne mieli jeszcze trochę czasu do niej.
Kar uniosła wzrok na mężczyznę, który ich zatrzymał. Zerknęła na dyktafon. Dziennikarz? Nie przepadała za dorosłymi, ale chyba kilka prostych odpowiedzi mogła udzielić. Niech sobie robi artykuł. Wystarczy, że nie zdradzą zbyt wielu szczegółów. Kiedy jej kolega spojrzał na nią, dziewczyna się uśmiechnęła lekko do niego. Całkowite milczenie mogłoby być podejrzane, a zbycie dziennikarza uznane za nieuprzejme. Co jak co ale ona należała do jednych z najbardziej uprzejmych osób.
- Przeczytałam o festiwalu w internecie, a nie chciałam jechać sama, więc poprosiłam kolegę żeby pojechał ze mną. Bardzo nas interesuje czy ta świecąca istota to prawda czy tylko przynęta na turystów - odpowiedziała, ujmując dosyć szybko odpowiedzi na kilka pytań za jednym razem. I nawet nie musiała kłamać mężczyźnie. Po prostu nie wchodziła w szczegóły. Nie lubiła kłamać, więc wolała po prostu pomijać pewne kwestie. Poza tym, widziała, że Markus czuje się bardzo niepewnie w tej sytuacji, więc odpowiadała za nich oboje, pozwalając chłopakowi się wycofać ten krok do tyłu.
- Bardzo nam się podoba to miasteczko, mają całą masę straganów i ciekawych zajęć dla turystów. Trochę małe jest, ale za to bardzo ładne. Jeśli ktoś lubi przyrodę to to jest idealne miejsce dla niego - starała się za bardzo nie rozwodzić, odpowiadając w miarę krótko na pytania.
- Nie ma za co - odpowiedziała kiedy już dziennikarz schował dyktafon, uśmiechnęła się przy tym pięknie. - Jutro raczej wracamy do domu. Co nie? - - zerknęła na Markusa, by zaraz wrócić spojrzeniem do nieznajomego - Festiwal trwa chyba tylko jeden dzień, a to dla niego tu jesteśmy. - podsumowała. Na wspomnienie o hot-dogach delikatnie pokręciła głową.
- Nie lubię hot-dogów. Może mój towarzysz się skusi
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Czw Sie 17, 2017 5:54 pm

Dwudziesta przyszła i przeminęła; powoli zbliżało się już wpół do dziewiątej, a więc do pojawienia się świateł zostało już mniej niż dwie godziny. Słońce zaszło całkowicie, a w panujących teraz ciemnościach świetliste ozdoby wyglądały jeszcze lepiej. Ich blask nie przysłaniał gwiazd na bezchmurnym niebie, dzięki czemu te ostatnie były dobrze widoczne, towarzyszył im zaś księżyc, który chyba znajdował się teraz w fazie pełni - albo blisko niej lub tuż po niej. Warunki zdawały się idealne do zabawy, nawet jeżeli rzeczywiście zaczynało się robić trochę chłodniej... Ale wciąż nie zimno, więc dla nikogo nie powinno to stanowić żadnego problemu - a już szczególnie nie dla tych osób, które rozgrzewał alkohol albo płomienie ognisk. Poza tym wbrew pozorom same rozwieszone wszędzie światełka również podnosiły trochę temperaturę otoczenia.
O dziwo jednak sytuacja zaczęła się stopniowo zmieniać. Nie było to nic nagłego i gwałtownego, wręcz przeciwnie; początkowo bardzo łatwo byłoby przeoczyć te różnice. W lesie - gdzie nie umieszczono lampek - powoli robiło się coraz ciemniej, aż w końcu trudno było w nim rozróżnić jakiekolwiek kształty. Niektóre światełka przy linii drzew migały co jakiś czas, raz szybciej, a raz wolniej. Na niebie gwiazdy również zaczęły jakby przygasać, aż w końcu całkowicie zanikać... Przy czym nie działo się to w przypadkowej kolejności, lecz jakby falą - ze wschodu na zachód. Przestrzeń pomiędzy nimi również ciemniała, a dokładniej schodziła w głęboką czerń... Która w końcu pochłonęła także i księżyc. Póki co wyglądało na to, że nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tych wszystkich zmian.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com Online
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pon Sie 28, 2017 1:45 pm

- Nic się nie stało - odparł od razu bardziej nieśmiałemu dzieciakowi. - Jeśli chcesz mogę nawet tego nie zamieszczać, jedna opinia w zupełności wystarczy. Ostatecznie to nie jest nowina na pierwszą stronę. - Nie spodziewał się że tak onieśmieli chłopaka swoją bezpośredniością i było mu teraz trochę głupio. W swojej otwartości często zapominał o tym że nie wszyscy lubią poznawać nowych ludzi tak jak on sam.
Postanowił że najlepszym wyjściem z tej sytuacji będzie dalsze przełamanie lodów. Nie chciał żeby poczuli się wykorzystani, albo coś w tym guście.
- Żyjemy w ciekawych czasach - odparł więc po chwili na jej odpowiedź do artykułu już poza wywiadem. - Szczerze, to uważam że szansa na coś nienaturalnego jest znacznie większa niż to że to jedyne miejsce w którym występuje zorza polarna poza kołem okołobiegunowym. Wszystko jest możliwe. Jeszcze miesiąc temu uważałem że spotkanie mutanta mogłoby być jedną z najbardziej ekscytujących rzeczy, jaka może mnie w życiu spotkać, a w przeciągu zeszłego tygodnia poznałem tylu kosmitów, że starczy mi chyba do końca życia - roześmiał się, ale zaraz posmutniał, na nowo przypominając sobie o losach Houston i martwiąc się o losy znajomych. W każdym razie dobrze pamiętał słowa Oriliona na temat wcześniejszych wizyt na ich planecie. - Choć pewnie skoro nie chciał się przedstawić od tylu lat, to szansa na to, że tym razem zrobi wyjątek, jest dość mała. Tak czy siak, chyba niedługo będzie się zaczynać - dodał spoglądając na zegarek. Rzeczywiście robiło się coraz ciemniej. Norbert żałował trochę że ludzie tak bardzo oświetlili las sztucznym światłem. Bał się że jego aura może zakłócić zjawisko, na które wszyscy czekali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Nie Wrz 03, 2017 2:36 pm

Uśmiechnął się niemrawo na jej słowa.
- Może... Chociaż prościej byłoby mi świecić z latarkami - odpowiedział jej z nutką zdezorientowania w głosie, jakby sam nie do końca wiedział, co właściwie tymi słowami próbował przekazać. Koniec końców wzruszył nieco ramionami i ostrożnie stuknął palcem jeden z ukrytych rogów. - Moje światełko nie jest mocne.
Zamrugał oczami.
- To brzmi... Dość smutnie - stwierdził cicho. Nie wiedział jak dokładniej przebiegała historia w książce o której wspomniała Karolina, ale miał wrażenie, że niekoniecznie można uznać to za jakąś dobrą opowieść. W sensie, nie taką, która ma wesołe zakończenie...
Po rozmowie poszli zobaczyć zwierzęta, a potem... Wyszli z budynku, gdzie zostali zaczepieni przez nieznajomego... A jasnowłosy wycofał się z tej rozmowy, przynajmniej do momentu, w którym jakieś słowa nie zostały skierowane bezpośrednio w jego stronę.
- R-rozumiem - odpowiedział na słowa mężczyzny. - Mogą zostać, jeśli się przydadzą - dodał jeszcze na moment odwracając wzrok, po czym ponownie skupił się na nim. Próbował się w ten sposób powoli przełamywać i zarazem zyskiwać odwagę na rozmowę.
Skinął twierdząco głową, by potwierdzić słowa Karoliny. Nie mieli być tutaj długo, jedynie na sam festyn.
- Um... Na same hot-dogi i tak chyba jest niedużo czasu - stwierdził natomiast Markus. - Nie będzie lepiej nam poszukać jakiegoś miejsca dobrego miejsca? - spytał się natomiast. - Myślę, że niedługo i inni będą się szykować by zobaczyć to... Wszystko - przełknął ślinę. Starał się nadal przełamywać z tym wszystkim, ale nie powrócił na poprzednie miejsce. Na to zabrakło mu odwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Wrz 05, 2017 3:14 pm

- Zorza polarna? Po zdjęciach to nie wygląda na zorzę za bardzo. - odparła z powątpiewaniem. Widziała na internecie nieraz nagrania tego zjawiska i jakoś tak jej niezbyt pasowało do tego co tu się działo. Też było piękne, ale zdecydowanie miało nieco inne kolory. I jakoś chyba zjawiska pogodowe były bardziej uporządkowane od pojawiania się kosmitów czy innych stworzeń.
- Kosmitów? Jakich kosmitów? - blondynkę wyraźnie zaciekawił ten wątek. Mężczyzna wydawał się nadzwyczaj spokojny jak na kogoś kto spotkał masę kosmitów. Przecież ludzie zawsze panikowali na kontakt z czymś nieznanym i obcym. Wystarczyło popatrzeć jak reagowali na fakt istnienia mutantów. Jakoś wcześniej sam tego nie zauważyli. Żyli z nimi normalnie, jak człowiek z człowiekiem. A teraz nagle zaczęli ich uważać za zagrożenie. Jak dla niej to nie miało to najmniejszego sensu. Natomiast na temat tych kosmitów chętnie by usłyszała więcej od dziennikarza.
Karolina skierowała na chwilę spojrzenie do góry, spoglądając na niebo, które zaczynało ciemnieć. Jakby zaczęły nadchodzić chmury. Gwiazdy zaczynały znikać, to samo stało się z księżycem. Oczywiście dzięki lampkom i lampionom nadal było bardzo jasno, ale niebo zdecydowanie było ciemniejsze. Właściwie to teraz zrobiło się całkiem czarne. Takie pusta. Nic na nim nie było widać.
- Jeśli to ciemne niebo zwiastuje burzę to nawet dobre miejsce nam nie pomoże. Obym się myliła. - odezwała się do obu towarzyszy. Zastanawiała się czy te chmury były również częścią ich dziwnego zjawiska, które mieli zamiar zbadać czy może jednak pogoda im się psuła. Trzymała kciuki, że to jednak ta pierwsza opcja była właściwa. Światło na pewno lepiej widać kiedy niebo jest ciemne. Gwiazdy i księżyc go wtedy nie przyćmiewają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Wrz 05, 2017 4:57 pm

Sekundy przechodziły w minuty, pomiędzy nastolatkami i dziennikarzem toczyła się rozmowa - i z każdą chwilą ciemność coraz bardziej się pogłębiała, wciąż powoli i stopniowo, ale nieubłaganie. Zmiany te najlepiej widoczne były na niebie i teraz chyba więcej osób zaczynało je zauważać, bo tu i tam zdarzało się, że ktoś odchylał do tyłu głowę, aby spojrzeć w górę. Po wyrazach twarzy niektórych dało się poznać, że pewnie martwili się lub irytowali pogodą, więc prawdopodobnie myśleli podobnie do Karoliny. Z drugiej strony ogólna atmosfera raczej nie zwiastowała burzy - gdyż tę zazwyczaj dało się wyczuć w powietrzu.
Kiedy niebo stało się już całkiem czarne, bez śladu gwiazd czy księżyca, przez parę minut wszystko wskazywało na to, że na tym niespodzianki się jednak skończyły. Być może rzeczywiście nie działo się nic złego czy nietypowego i po prostu natura płatała zebranym takiego figla? Zabawa trwała w najlepsze, z każdego kierunku dobiegały śmiechy, momentami nawet fragmenty piosenek - i to nie tylko ze sceny...
... Tyle że nagle od strony pola namiotowego - czyli jeszcze kawałek od miejsca, gdzie znajdowali się Karolina, Markus i Norbert - rozbrzmiewać zaczęły zdecydowanie bardziej niepokojące odgłosy. W pierwszej chwili pewnie trudno byłoby to nawet poznać, ale te głośne śmiechy przerodziły się w krzyki i to zdecydowanie nie takie z gatunku radosnych. Wskazywały raczej na zaskoczenie i strach.
W stronę pola namiotowego prowadziła oświetlona lampkami ścieżka, stosunkowo prosta, więc tak naprawdę było je widać już z daleka... A przynajmniej tak powinno być, ale na miejscu najwyraźniej pogasły światła, spowijając je w ciemności. Te przy końcu ścieżki też dziwnie migały... Rozsądek podpowiadał, że rozbawiony i trochę wstawiony tłum mógł się po prostu przestraszyć nagłego mroku, bo z jakiegoś powodu zabrakło elektryczności - ale ostatnio rozsądek coraz rzadziej miał rację.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com Online
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Czw Wrz 07, 2017 9:31 am

- Hę? - wydał z siebie dziennikarz gdy dziewczyna zwróciła uwagę na kosmitów, których wspominał. No tak. Zapominał czasami że nie wszyscy mogą wieść tak szalone życie jak on. - Byłem przez chwilę w Houston. - stwierdził jakby to zdanie miało być wyjaśnieniem wszystkiego. Zarówno jego chwili namysłu, jak i nieszczęsnego tematu kosmitów. - I tak właściwie, to poznałem zaledwie kilkoro, ale to chyba i tak dużo jak na jednego człowieka, nie?
W niektórych obszarach w jakich przebywał Norbert w Houston kosmitów było więcej niż ludzi, ale tak naprawdę dziennikarz miał okazję porozmawiać z zaledwie garstką. Nie chciał zbyt bardzo stresować dzieciaków. Po za tym miał zamiar spędzić w miarę normalny, nienadprzyrodzony wieczór, a wspominanie wydarzeń z nieistniejącego go miasta nie przyczyniało się do tego celu. Na domiar złego każde wspomnienie wywoływało znowu falę obaw i niepokoi o jego znajomych. Co innego czytać w mediach o tragedii i liczbach, a co innego znać twarze osób ze strefy zagrożenia.
- W każdym razie to się pewnie niedługo zmieni. Nie mówię że od razu wszędzie, ale lepiej powoli się przyzwyczajać do oglądania „obcych” w prasie i telewizji. - sam nie był pewien jak ich określać. „Kosmici” i „obcy” brzmieli strasznie niepoważnie, a „istoty pozaziemskie” zbyt naukowo. Kolejna rzecz z którą będzie musiała poradzić sobie kultura masowa.
Norbert zwrócił uwagę na dziwną pogodę dopiero podążając za wzrokiem dziewczyny. Nie wyglądało mu to na zwykłą burzę. -Tak to powinno wyglądać? - zadał retoryczne pytanie, bo przecież dzieciaki tak samo jak on nie wiedziały pewnie jak na ogół przebiega festiwal. Dziennikarzowi dziwne zjawisko przypominało raczej jakby jakiś ogromny obiekt latający(nie byłby to pierwszy, który widział) przysłaniał niebo. Do tego nie było żadnego wiatru, a w powietrzu nie czuć było ozonu ani wilgoci. Jednak reakcje ludzi dookoła zdawały się przeczyć temu, że mógłby to być typowy przebieg uroczystości.
Dziwne uczucie zaczęło kiełkować z tyłu głowy Norberta. Pewien rodzaj niepewności, który na ogół odczuwał gdy miało się wydarzyć coś złego. Owszem, to głupie, ale dziennikarz w swojej wieloletniej pracy nauczył się ufać swoim przeczuciom.
- Ktoś z wami jest? - zapytał dzieciaków – Rodzice? Opiekunowie? - Dokładnie w tej chwili z pola namiotowego dotarły do nich pierwsze okrzyki ludzi. Pewnie wystraszyli się świateł. He He.
Weź się w garść chłopie.
I przestań wreszcie mówić do siebie.
Jeśli dzieciaki odpowiedzą przecząco na te pytania, dziennikarz niejako poczuje się za nich odpowiedzialny. Jeśli sytuacja jeszcze bardziej zgęstnieje, poleci im się nie oddalać i poprowadzi na najbliższy parking. Powoli zaczynał żałować że nie zabrał ze sobą swojego samochodu.
Przez moment przez myśl mu przemknęło, że jest prawdopodobnie jedynym reporterem na miejscu zdarzenia, więc powinien sprawdzić co się na miejscu dzieje. Z drugiej jednak strony wypadałoby żeby był w stanie po wszystkim o tym napisać. Wyciągnął z kieszeni telefon żeby zaalarmować odpowiednie służby. Zastygł jednak w bezruchu nie będąc pewnym do kogo zadzwonić i co właściwie powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sob Wrz 09, 2017 9:00 am

Przy rozmowie o kosmitach nie odezwał się, patrząc w ziemię i podziwiając swoje buty. Wolał to akurat posłuchać, by móc też zarazem dowiedzieć się czegoś nowego i zarazem czekając aż nadejdzie czas na pojawienie się tego zjawiska... Z tego, dopiero z opóźnieniem zauważył, że robiło się coraz to ciemniej. Na moment uniósł głowę. Nie widać księżyca. Zmiana pogody?
- Naprawdę ciemno się zrobiło - zastanawiał się, kiedy zacznie grzmieć... Albo chociaż padać. Z drugiej strony, nie czuł niczego więcej, co zwiastowałoby na burzę. Dla niego powietrze było spokojne. - Może to jedynie zachmurzenie? - zamrugał oczami. Nie był akurat pewny tego, ale postanowił póki co postawić na tą wersję, zwłaszcza, gdy dotarło do niego, że festyn trwał w najlepsze.
Usłyszawszy pytanie, spuścił głowę, po czym jego oczy skupiły się na mężczyźnie. W sumie, całkiem niezłe pytanie. Wzruszył nieco ramionami.
- Teraz nie - odpowiedział, nie podnosząc głosu. Prawdę mówiąc, nie wiedział, czy w tym momencie powinien powiedzieć prawdę czy nie. Miał lekki mętlik w głowie. Na dodatek po usłyszeniu krzyków ze strony pola namiotowego, poczuł się jeszcze mniej pewniej. Po spojrzeniu w tamtą stronę dotarło do niego, że nie tylko na niebie zrobiło się ciemno. Gwałtownie wyłączyli prąd? Może awaria?
- Która jest teraz godzina? - spytał się Norberta, zerkając na niego i zauważając, że ten wyjął komórkę. Wziął głębszy wdech, zarazem zastanawiając się co dalej. Podszedł o krok bliżej, wracając tym samym na poprzednie miejsce. Przez krótki moment milczał, mrużąc nieco oczy, gdy patrzył w stronę ścieżki prowadzącej do pola namiotowego po raz kolejny.
- Jedne migają, drugie zgasły. Może to zapowiedź tego zjawiska? - powiedział, pod koniec przeinaczając wypowiedź w pytanie, by móc się upewnić co do tego, czy miał dobry tok rozumowania czy nie. Ale jeśli to miejscowi tak reagują, to chyba coś innego. Sam nie wiem - dodał w myślach, starając się na swój sposób poskładać to jakoś w całość.
- Oby nikomu się tam nic nie stało - westchnął cicho. Sam trochę obawiał się tego, przez to, że słyszał te krzyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 35
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Nie Wrz 10, 2017 1:47 pm

Coś w niej drgnęło na dźwięk słowa Houston. Chyba wszyscy słyszeli o tej tragedii. Straszne wydarzenie. Wszędzie o nim mówili. W telewizji, w radiu. W gazetach można było przeczytać o tym. No i zdjęcia tego co zostało po Houston. Karolinie było smutno przez to co się tam stało. Miała cichą nadzieję, że jej rasa nie była takimi agresorami jak ci co zniszczyli tamto miejsce. Chyba by się ich wyrzekła, gdyby prawda okazała się tak okrutna. Ona sama kochała wszystko co żywe, broniła zwierząt, brała udział w różnych protestach czy petycjach. Nawet została weganką. Nie wyobrażała sobie żeby inni od niej mieli być potworami bez serca. Liczyła na to, że będą bardziej podobni do niej. Ona poza sobą poznała tylko jednego kosmitę. Xavina. Nie mieli okazji zbyt dużo ze sobą porozmawiać, ale zdążył zauważyć, że ma troszkę porywczy charakter.
- Ziemia jest chyba magnesem na dziwne zjawiska - przytaknęła mężczyźnie. Nie mogła zaprzeczyć, bo wtedy by skłamała. Nie lubiła kłamać i robiła to tylko w ostateczności. Przytaknięcie na stwierdzenie, że może się pojawić więcej kosmitów jeszcze nic nie mówiło konkretnego. W ogóle była zaskoczona jak spokojny był dziennikarz. Z drugiej strony pewnie nieraz trafiał w dziwne lub niebezpieczne miejsca. Taki był jego zawód. Człowiek chcący pracować w gazecie musiał być odważny. Może kiedyś odkryje, że ona jest kosmitką? Jeśli da mu do tego okazję.
Słysząc krzyki od strony pola namiotowego zaśmiała się w myślach. Tak, da mu okazję. Być może. Może to tylko zwykła panika na ciemności i zgaszone lampki przez brak prądu, a może coś więcej. Może znowu kosmici atakowali. Albo ktoś inny. Jeśli tak to blondynka na pewno nie będzie stała bezczynnie.
- Jestem prawie pełnoletnia, sami tu przyjechaliśmy - odpowiedziała Norbertowi zupełnie szczerze. Tu również nie widziała powodów do kłamania. Miała siedemnaście lat, niedługo będzie mieć osiemnaście. Nawet gdyby jej rodzice nadal żyli to i tak wybrałaby się tu sama. Pewnie swoim samochodem do tego. W końcu prawo miała już od jakiegoś czasu. Tylko zabranie samochodu mogłoby być podejrzane, więc musiała go zostawić.
- Wydaje mi się, że na główną atrakcję wieczoru jest za wcześnie. Poza tym to miało być w lesie, nie? Zawsze o tej samej porze, w tym samym miejscu. - odezwała się na słowa Markusa, ale sama spojrzała w stronę mężczyzny i jego telefonu, czekając na potwierdzenie jej domysłów. Wydawało jej się, że nie byli tu aż tak długo, by nadeszła już godzina tego zjawiska świetlnego, dla którego wszyscy tu przyjechali. Poza tym nigdzie nie było mowy o tym, że tuż przed atrakcją wszystko spowiną ciemności.
- Powinniśmy to sprawdzić, przecież ten festyn nie może się skończyć w taki sposób. - zadecydowała w końcu. Nie miała zamiaru stać tu bezczynnie i patrzeć na wszystko. Jeśli faktycznie coś się działo złego to przecież ona i Markus mogli pomóc. Nie była pewna jakie moce ma chłopak, ale na pewno do czegoś się tam przydadzą w razie potrzeby. Nie zwlekając już ani chwili dłużej powoli ruszyła w stronę ciemności i panikujących ludzi. Zerknęła krótko za siebie na dziennikarza i Markusa, jakby oczekiwała, że za nią podążą choć wcale tego od nich nie wymagała. Mieli prawo sami podjąć decyzję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3472
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Nie Wrz 10, 2017 3:31 pm

Zanim jeszcze Karolina, Markus i Norbert na dobre zadecydowali co zrobią dalej, nim uzgodnili między sobą konkretny plan działania, kolejne światełka przy drodze prowadzącej na pole namiotowe zaczęły po kolei gasnąć - zaczynając od tych położonych najdalej i stopniowo przesuwając się istną falą ciemności w stronę miasteczka. Panujący nad polem mrok był niesamowicie głęboki... A przynajmniej taki wydawał się z odległości i w obecnych warunkach - gdzie zebrani mimo wszystko mieli przecież oczy przyzwyczajone do jasności.
Muzyka dobiegająca do tej pory ze sceny ustała, dzięki czemu inne odgłosy dało się teraz o wiele łatwiej i wyraźniej dosłyszeć. Wcześniejsze krzyki również ucichły - w dodatku bardzo nagle, bo wszystkie w przeciągu zaledwie kilku sekund. Jedno zgrało się zresztą w czasie z drugim. Mimo to od strony pola niosły się jakieś dźwięki... Tyle że bardzo trudne do określenia. Być może towarzyszyły przesuwaniu się czegoś o stosunkowo gładkiej powierzchni? Przynajmniej trochę to przypominały.
Osoby na ścieżce oczywiście najszybciej zwróciły uwagę na to, że działo się coś dziwnego. Większość z nich oglądała się ku polu, a na ich twarzach malowały się wyrazy od zaskoczenia, przez zdezorientowanie - aż do strachu. Niektórzy zaczęli się cofać, inni jeszcze nie, być może nie sądząc, że w mroku naprawdę mogło się czaić coś groźnego... Bo przecież dopiero co wszystko było w porządku. Gasnące światła nie powinny alarmować - ale z drugiej strony ludzie mieli w genach niepokój przed mrokiem.
Kiedy więc Karolina ruszyła w tamtym kierunku, była właściwie jedyną robiącą to osobą, chyba że Norbert i Markus do niej dołączyli. Pozostali obecni albo tkwili w miejscu - albo podróżowali w przeciwną do niej stronę. Wraz z upływem sekund parę osób przestało się nawet ukrywać z ucieczką i przyspieszyło do truchtu lub wręcz biegu...
... I nic dziwnego, bo gdy gasły kolejne światełka i następne osoby znajdowały się w zasięgu nagłej ciemności, z jej głębi dobiegały krótkie okrzyki - a potem znowu cisza, nie licząc tego dziwnego szurania. Zaczynało to wyglądać tak, jak gdyby w tym mroku rzeczywiście kryło się coś niedobrego... Szczególnie, że wciąż wydawał się nienaturalnie intensywny. Do jego granicy trójka miała nieco ponad sto metrów, ale odległość ta szybko malała.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com Online
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Wrz 12, 2017 1:39 pm

Niemal bezwiednym, wyrobionym dziennikarskim odruchem Norbert sięgnął po swoją ręczną kamerę, która jakimś cudem przetrwała Houston, i zwrócił ją w stronę zjawiska. To była pierwsza myśl człowieka mediów. Nagrać zjawisko, aby z pierwszej ręki powiedzieć o nim światu.
Dopiero pierwsze co trzeźwiejsze reakcje ludzi obudziły i w nim samym instynkt samozachowawczy. Dziennikarz nie dał sobie dwa razy powtarzać i pobiegł za pierwszą grupą ludzi opuszczającą plac festiwalu.
To znaczy pobiegłby, gdyby nie to że ta szalona dziewczyna zmierzała dokładnie w stronę ciemności. Norbert zaklął i pędem zawrócił po dziewczynę. Pewnie była fanką zmierzchu, czy co teraz leci w młodzieżowych kinach. Fascynował ją nadnaturalny mrok, więc teraz trzeba będzie ją ratować wbrew jej woli.
- Nie, nie, nie! - wykrzykiwał w jej stronę – Ucieka się OD mistycznego mrocznego cienia! W przeciwną stronę!
Podbiegł do dziewczyny i złapał ją za ramię. Jeśli to jej nią nie otrząśnie, przerzuci ją sobie przez ramię i siłą zabierze z miejsca zagrożenia. Miał nadzieję że jej małomówny towarzysz wykaże się większym instynktem przetrwana. Nie da przecież rady ewakuować się razem z dwojgiem niewspółpracujących dzieciaków.
Rozejrzał się za czymkolwiek co pomogłoby im w ucieczce. Jakiś bezpański, porzucony środek transportu. Zawsze może wybić szybę i odpalić na szybko auto na krótko. Wrzuci tam dzieciaki i odjedzie w siną dal. O tym wszystkim odnajdzie właściciela i odpłaci za szybę z nawiązką. O ile on oraz potencjalny właściciel będą wciąż żywi.
Niezależnie od tego co się wydarzy Norbert sięgnął w końcu pewniej wolną ręką za telefon i wykręcił numer przyjaciela z redakcji.
- Stary! - dyszał do słuchawki. - Sprawa się sypła. Coś się dzieje na festynie. Kosmici, czy mutanci. Dziwna ciemność. Mogą być ranni. Zawiadom kogoś. - rozłączył się. Norbert miał w redakcji miano osoby, która dziwnym trafem przyciąga dziwne zjawiska, więc liczył na to że jego ton głosu, oraz opinia sprawi że znajomy mu uwierzy. Uwierzy i na spokojnie pomyśli kogo można by zawiadomić, na co Norbert absolutnie nie miał teraz ani głowy, ani czasu.
Może przynajmniej wyjdzie pierwsza strona...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sob Wrz 16, 2017 2:31 pm

- No tak... Na moment mi wyleciało z głowy - odpowiedział Markus na słowa Karoliny. - Konkretna godzina... Z drugiej strony zaś, zawsze to mógłby być moment, w której przestanie się trzymać umówionego czasu... Znaczy się, to zjawisko.
Próbował założyć też i takie zdarzenie, ale sam nie czuł się przekonany co do swoich słów. Wydawało mu się, że ludzie, którzy mogli widzieć to zjawisko... Znaczy się, miejscowi... Zareagowaliby raczej inaczej. A tu krzyki. I mrok. Dziwna ta awaria.
Kiwnął lekko głową, nie odpowiadając jej, ale... No... Nie no, nie zamierzał przecież uciekać. Nawet jeśli nie był pewny co do tej sytuacji i zaczynał powolutku... Gdzieś tam odczuwał strach. Mimo wszystko mieli stanąć przed nieznanym! Jednakże zdecydował się ruszyć za dziewczyną. Nie chciał jej pozostawiać samej... Mimo iż sam nie był pewny, na co właściwie się pisał...
No, plan był, by iść, nawet jeśli ten cień nie zachęcał do tego. Na dodatek nie odczuwał większej pewności siebie w momencie, gdy dotarło do niego, że krzyki cichły po chwili, gdy zgasły światła. Co się tam dzieje?
- Poczekaj na mnie! - zawołał jeszcze.
W momencie, gdy Norbert zdecydował się złapać Karolinę, Markus złapał ją za drugą, chcąc ją zatrzymać w tym miejscu. Albo bardziej, by mężczyzna nie pociągnął w przeciwnym kierunku. W sumie, nawet nie wiedział, dlaczego to robił, zamiast jednak zdecydować się zwiać.
- Chyba i tak nie zdążymy uciec - mruknął, odwracając się tak, by widzieć ten cień. Wydaje mi się, czy on rzeczywiście się zbliża?! - Nie lepiej spróbować się schować i zobaczyć, co się właściwie dzieje? - zaproponował tej dwójce takie rozwiązanie. Być może odpowiednia kryjówka byłaby bardziej skuteczniejsza niż ucieczka... Z drugiej strony niekoniecznie. Jednak zdecydował się na to, co Karolina, więc póki co nie zamierzał ustąpić. Za to rozejrzał się za czymś, gdzie mogliby się ewentualnie schować i pociągnąłby tam dziewczynę... Jeśli zostałaby uwolniona z uścisku Norberta i zdecydowała się zgodzić na to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Burnsley   

Powrót do góry Go down
 
Burnsley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie :: Mountain Home Demonstration State Forest-
Skocz do: