Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Burnsley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Burnsley   Wto Sie 01, 2017 4:19 pm

First topic message reminder :


Burnsley to niewielkie miasteczko w hrabstwie Tulare, położone na terenie już pagórkowatym, lecz jeszcze nie do końca górzystym. Zaledwie kilka tysięcy mieszkańców oznacza, że miejscowa społeczność zna się dobrze, lecz mimo to nie jest tak zamknięta, jak można by się spodziewać. Wynika to między innymi z faktu, że Burnsley jest otwarte na turystów, w tym takich jedynie przejeżdżających dalej, bo w końcu oni również potrzebują zatrzymać się na obiad w tutejszej restauracji, zakupy w sklepie czy nocleg w hostelu albo na raczej małym polu namiotowym w pobliżu miasteczka.

Jedna główna droga biegnie przez całe Burnsley i to przy niej skupiają się te najważniejsze budynki - czyli na przykład większe sklepy, hostel, kościół, restauracja, a także coś w rodzaju ratusza połączonego z muzeum. Trochę na uboczu znaleźć można również pub. Większość domów mieszkalnych - choć nie wszystkie - wypada przy bocznych uliczkach. Nie uświadczy się tutaj bloków, ani niczego podobnego; domy są jednorodzinne, zwykle niewielkie lub średniego rozmiaru, a do tego sporo z nich sprawia wrażenie dość starych... Więc raczej nie budują się tu żadni młodzi.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pon Wrz 18, 2017 1:09 pm

Cała ta sytuacja podobała się jej coraz mniej. Zwłaszcza, gdy krzyki ludzi ucichły. Fakt, krzyki nie są oznaką niczego dobrego, ale dopóki słychać krzyki, wiadomo, że ludzie żyją. Cisza była znacznie gorsza. Nie wiedzieli czy ludzie zostali porwani, zabici czy nie wiadomo co jeszcze innego.
Tym bardziej Karolina chciała iść do przodu i pomóc tym ludziom. Bezbronnym ludziom, którzy nic poza ucieczką nie mogli zrobić. Mogli liczyć, że będą szybsi od ciemności, że zdążą. Jednak blondynka nie miała zamiaru uciekać. Wiedziała, że coś może zrobić. Nie była zwykłym człowiekiem jak tamci. Ba, nie była w ogóle człowiekiem. Jednak uważała Ziemię za swoją planetę, swój dom. Tu spędziła całe swoje życie. Dlatego miała zamiar bronić ją i jej mieszkańców.
W pewnym momencie poczuła uchwyt na ramieniu i obejrzała się, odruchowo wyszarpując rękę, z zadziwiająco sporą siłą, jak na nastolatkę. Spojrzała na dziennikarza z poważnym wyrazem twarzy.
- Nie możemy uciekać po prostu, ot tak! Tam są ludzie, trzeba im pomóc przecież - wyraźnie była wzburzona. Nie zła, nie zdenerwowana, tylko wzburzona. Nie chciała uciekać. Niemal w tej samej chwili, jeszcze mówiąc do Norberta, poczuła dłoń na drugim ramieniu. Spojrzała na Markusa. Na szczęście on nie chciał jej powstrzymywać, a przynajmniej nie kazał jej uciekać.
- Nie wiem czy tu gdzieś da radę się schować. - odezwała się już nieco spokojniej, rozglądając się dookoła nich. Chyba tylko drzewa lub krzaki dawały jakieś możliwości, ale Kar nie sądziła, by tam mogli się schować przed tym czymś co ich atakowało. Ona najchętniej by się tam skierowała od razu. Choć dorosłym nie ufali to jednak ratować ich trzeba.
Ostatnia rzecz, która przykuła jej uwagę to wykonanie telefonu przez mężczyznę. Ze słów zrozumiała, że dzwonił do jakiegoś znajomego, chyba z gazety. Miał powiadomić kogoś. Nastolatka zaczęła się modlić w duchu, by przypadkiem nie poinformowali o tym zajściu Avengers. Jeśli ci ją tu zobaczą to zrobi się niemiło. Wielcy dorośli, którzy ich rozdzielili do nowych domów "dla ich dobra". Raczej dla swojego żeby uspokoić własne sumienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pon Wrz 18, 2017 7:59 pm

Główna ulica na tym swoim najbardziej zatłoczonym odcinku całkowicie pozbawiona była samochodów czy innych pojazdów; zapewne pilnowano tego ze względów bezpieczeństwa, aby - na przykład - nikt podczas parkowania nie wjechał w nieuważnego turystę. Mimo to w bocznych ulicach, czyli na przykład w tych, które prowadziły ku obszarom mieszkalnym, stało już trochę aut, im dalej od terenu festiwalu - tym więcej. Tam można by w nich było przebierać... Gdyby miało się czas na grymaszenie.
Niektórzy obecni wpadli chyba zresztą na podobny pomysł do Norberta - albo przynajmniej starali się dotrzeć do własnych samochodów. Zamieszanie stopniowo rosło, a wraz z nim szum zaniepokojonych głosów dookoła. Wyglądało również na to, że coraz więcej osób orientowało się w sytuacji - nie tylko na drodze do pola namiotowego, ale też dalej. Tłum rozpoczął masową migrację, dzieląc się na tych, którzy kierowali się do aut, na tych, którzy starali się dostać do wnętrza okolicznych budynków oraz wreszcie na tych, którzy uciekali po prostu przed siebie, byle dalej od tego mroku. W panice nie każdy zwracał uwagę na to, co robił. Ba, jakaś kobieta o sporych gabarytach całkiem mocno i gwałtownie uderzyła Markusa ramieniem oraz torbą - i nawet się na niego nie obejrzała, szybko tocząc się do przodu.
Problem okazał się być jednak bardziej skomplikowany. Światła tych bardziej oddalonych budynków - wypadających pewnie przy granicach miasteczka - również zaczęły znikać. Głęboka ciemność nadciągała także z pozostałych stron, lecz chyba trochę wolniej w porównaniu do tej z pola namiotowego, która przelewała się teraz przez ścieżkę, co chwilę pochłaniając kogoś, kto nie zdążył jej wyprzedzić, zduszając krzyki, zbliżając się do Karoliny, Markusa i Norberta... W tym tempie mieli oni od pięciu do dziesięciu sekund na ostateczną decyzję i reakcję - nim mrok w końcu do nich dotrze.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Wrz 19, 2017 12:02 pm

Norbert był niemało zdziwiony łatwością z jaką dziewczyna wyszarpnęła jego rękę, ale był zbyt zdenerwowany, aby wyciągnąć z tego jakiekolwiek wnioski. Czy on w ich wieku też był taki uparty? Prawdopodobnie tak, ale w kontekście do ubioru i fryzur, a nie zmierzania ku pewnej zgubie z ręki mistycznych ciemności!
- Właśnie to próbuję robić – odkrzyknął Karolinie w odpowiedzi na ratowanie ludzi. - Uratować dwie kolejne, wcale mi tego nie ułatwiające, osoby!
Widział jednak że wiele w ten sposób nie wskóra. Co więcej szybkie zerknięcie na coraz szybciej postępującą ciemność wykluczało opcję wleczenia dzieciaków przez całe miasto. Dał więc za wygarną.
Puścił się biegiem przez miasteczko do jakiegoś najbliższego samochodu. Rozglądał się raczej za starszymi samochodami, w których nie było zbyt wiele elektroniki, bo im nowocześniejszy samochód, tym mniejsza szansa że uda się go odpalić. Przydało by się też, aby był wyposażony w solidne reflektory, bo nie wiadomo było, jak ta ciemność właściwie działa. Stary samochód terenowy byłby idealny. Oczywiście w tej sytuacji nie miał zamiaru wybrzydzać i cokolwiek, co byłoby w stanie go stąd wydostać będzie wybawieniem. Burnsley było jednak małym miasteczkiem, położonym z dala od głównych dróg, więc szczęście mogło mu dopisać. Postarał się nie myśleć o tym że kradnie samochód jakiejś rodzinie, która mogłaby go urzyć do wydostania się. Po namyśle zdecydował się jednak na jakiś podjazd, na którym stały przynajmniej dwa samochody.
Podbiegł do auta i wybił jedną z szyb jednym z walających się wkoło kamieni. Otworzył drzwi przestawiając przez nie rękę i dopadł do deski rozdzielczej pod kierownicą. Pomagając sobie scyzorykiem postarał się szybko wyłączyć alarm i uruchomić silnik.
Gdy wyjechał na główną drogę zauważył najgorsze. Okazało się że mrok napiera na nich ze wszystkich kierunków i że właściwie droga ucieczki została już odcięta. Zaklął pod nosem i zawrócił. Włączył wszystkie światła, jakimi dysponował jego pojazd i naparł na ciemność. Jeśli jeszcze widział szaloną dwójkę dzieciaków, kierował się w ich stronę. Nie wiedział właściwie jaki miał plan. Wybić się na drugą stronę ciemności licząc że auto wytrzyma? Zgarnąć po drodze dzieciaki, albo kogokolwiek uda mu się odnaleźć i zawrócić z nimi w stronę światła? Dobre sobie, chyba najpierw będzie musiał ogłuszyć je paralizatorem. Zmówił więc szybką modlitwę i zanurkował w ciemność.
Oczywiście gdyby okazało się że dotarcie do samochodu byłoby niemożliwe Norbert nie miał zamiaru biec na ślepo przez siebie. Zwłaszcza zauważając że w oddali droga ucieczki również została odcięta. Zdecydowałby więc się ukryć w jakimś budynku, preferowanie z jakąś wysoką kondygnacją i oświetleniem. Budynek ratusza, albo przybrana światłami wieża kościoła byłyby w sam raz.
Na tyle na ile starczyłoby czasu pozostawiłby drzwi otwartymi, aby inni też zdążyli się schronić.
Potem wdrapałby się na wieżę i rozeznał w sytuacji, o ile wciąż byłoby to bezpieczne. Jeśli na szczycie byłby jakiś reflektor, spróbowałby skierować go na ciemność i ocenić efekt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Wrz 20, 2017 5:06 pm

Robiło się coraz to większe zamieszanie, a na odpowiednie działanie mieli coraz to mniej czasu. Prawdę mówiąc, nie bardzo wiedział, co właściwie będzie dobrą, a co złą decyzją. Z drugiej strony, nic nie zrobienie... Nie było chyba odpowiednim wyjściem.
Nie odezwał się na ten moment więcej, jedynie wzrokiem śledząc uciekającego mężczyznę, by potem przekierować spojrzenie na Karolinę. Nie chciał jej zgubić w tym zamieszaniu, chociaż zarazem czuł się niczym przeszkoda przez to, że stał w miejscu, zamiast się ruszyć i przynajmniej nie zagradzać uciekającym.
Nagłe uderzenie sprawiło, że chwycił trochę mocniej dziewczynę, by nie upaść, po czym na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia i bólu. Uniósł głowę, by spojrzeć na oddalającą się kobietę, po czym uniósł wolną rękę i potarł nią głowę. Na kilka sekund zamroczyło go.
- Boli - jęknął. Nie spodziewał się takiej siły uderzenia i to w dodatku znienacka. - Rany, mogła chociaż odwrócić się i przeprosić - burknął do siebie. Miał nadzieję, że ból zaraz minie. Na dodatek musiał przetrzeć szybko oczy, by pozbyć się niechcianych łez, które pojawiły się przez odczuwalny ból.
- Przepraszam - bąknął jeszcze w stronę blondynki.
Rozluźnił uchwyt, po czym wziął głębszy wdech, by jakoś pozbierać myśli i zastanowić się nad tym, gdzie mogliby się schować.
- Może... Może wróćmy do tego muzeum... Ratusza... Tam będziemy mogli wymyślić co dalej - zaproponował, przekierowując spojrzenie na moment w miejsce, gdzie był widoczny ten cień. - Proszę.
Jeśli nie zaprotestuje, dalej trzymałby ją za rękę i pociągnął w stronę wspomnianego budynku, zarazem zmuszając ją do biegu. Upewniwszy się, że biegła, puściłby ją, by nie spowalniać i jej, i siebie tym gestem. Wbiec do budynku, ewentualnie pomóc zamknąć drzwi, jeśli byliby tymi ostatnimi, a potem pozwolić sobie na chwilkę odpoczynku po tym biegu, zanim spróbowałby zrozumieć, co też właściwie się dzieje na zewnątrz.
Z drugiej strony, jeśli dziewczyna miała inny pomysł, posłuchałby się zapewne i poszedłby z nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pią Wrz 22, 2017 6:58 pm

Spojrzała za Norbertem, gdy ten nagle zaczął gdzieś biec. Nie patrzała za nim zbyt długo, nie mieli na to czasu. Trzeba było coś zrobić, bo ciemność zbliżała się coraz szybciej i była coraz bliżej nich. I nic poza ciemnością nie było widać. Nawet nie było wiadomo co w niej tak właściwie siedzi. Nie miała żadnych pomysłów na działanie. Poza jednym. Zdjęcie bransoletki, by rozświetlić otaczający ich mrok. Nie chciałaby jednak ryzykować, że ktoś zauważy jej zmianę. Musiałaby poczekać aż ciemność ich otoczy co też było niebezpieczne.
Na szczęście słowa Markusa sprawiły, że Karolina przerwała swój tok myślenia. Spojrzała na chłopaka, który chwilę wcześniej jeszcze ją przepraszał choć właściwie nie wiedziała za co. Przecież nie zrobił nic złego. Skinęła lekko głową.
- Racja, walka bez planu będzie trudniejsza - jak tylko nastolatek zaczął biec, blondynka zrobiła to samo, dotrzymując mu kroku. Może i uciekali, ale tylko konkretnie z miejsca, w którym stali. Ucieczka do ratusza, by tam stworzyć jakiś plan działania była dobrym pomysłem. Tam się schowają, zabarykadują. Kupią sobie może chociaż minutkę i przemyślą co zrobić. Najlepiej, gdyby wiedzieli co się kryło w tym mroku, który powoli ich otaczał. Ciężko było ułożyć plan walki jeśli się nie wiedziało z czym ma się prowadzić tą walkę.
Jeśli po drodze natrafili na Norberta w samochodzie to Kar pomachała mu ręką w stronę ratusza. Powinien się tam skierować. Jechanie w ciemność było jej zdaniem kiepskim pomysłem. Przecież na pewno coś mu się stanie. Był tylko dziennikarzem. Czy mrok uznawał immunitet prasy? Pewnie nie. Nie zatrzymując się ani na chwilę, biegła dalej, wpatrując się w Markusa i uważając, by go nie zgubić.
Tak czy siak mieli zamiast zdążyć do budynku ratusza i trzymać drzwi wraz z innymi najdłużej jak tylko było to możliwe. Nie była pewna, gdzie w końcu znalazł się Norbert, ale pewnie prędzej czy później znów go spotkają. O ile nie da się złapać tej dziwnej ciemności. Na koniec trzeba była zamknąć drzwi i zabarykadować je. Jeśli to wszystko udało się wykonać, Kar szybko odciągnęła swojego towarzysza na bok.
- Słuchaj. Jeśli nie chcesz to nie musisz używać swoich mocy, cokolwiek one dają. Ja swoich mogę użyć. Nikt i tak mnie nie pozna kiedy już zdejmę bransoletkę. Nie oddalajmy się za bardzo od siebie. - mówiła do chłopaka przyciszonym głosem żeby nikt postronny przypadkiem ich nie usłyszał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sob Wrz 23, 2017 1:52 pm

Norbert ruszył z miejsca jako pierwszy, podczas gdy Karolina i Markus jeszcze przez kilka sekund tkwili na swoich pozycjach; w innych okolicznościach nie miałoby to aż takiego znaczenia, ale teraz każda jedna chwila mogła zadecydować o tym, czy ktoś umknie postępującej ciemności czy nie. Reporter miał przynajmniej trochę lepszy start od pozostałej dwójki.
Odnalezienie pasującego do jego wymagań samochodu okazało się nie być aż tak trudne... I pewnie nic dziwnego. Spora część pobliskich dróg nie była wyłożona asfaltem, tylko po prostu wyjeżdżona, więc przemieszczanie się po nich wymuszało posiadanie aut zdolnych radzić sobie - na przykład - z błotem, przeszkodami i innymi problemami.
Wybrany przez Norberta pojazd miał już za sobą swoje najlepsze lata, miejscami dopadała go rdza, a na boku od strony kierowcy posiadał niewielkie wgniecenie - ale poza tym był duży, solidny i zbudowany bardzo praktycznie. Gdyby mężczyzna zwracał teraz uwagę na oznaczenia albo sam był w stanie poznać samochód, zorientowałby się, że dobrał się do Land Rovera, a konkretniej Defendera, prawdopodobnie z drugiej generacji. Jeżeli znalazłby czas, aby rozejrzeć się po jego wnętrzu, zastałby w nim bardzo mało rzeczy - nazwijmy to - osobistych. Parę rozrzuconych opakowań po chipsach i innych przekąskach, do połowy pełna butelka z napojem gazowanym... Jakieś kolorowe pisemko na sąsiednim siedzeniu.

W tym czasie Karolina i Markus również przystąpili już do ucieczki, a granica mroku podążała za nimi. Z tej odległości nastolatkowie mogliby już zauważyć - o ile mieliby głowę, aby to sprawdzać - że ciemność nie była regularna. Nie tworzyła jednolitej, pionowej ściany, która ku nim sunęła, lecz przelewała się po okolicy niczym fala, tu występując bardziej do przodu, a tam trochę się opóźniając. Nawet z bliska wydawała się jednak bardzo zbita, gęsta... Z braku lepszego słowa, po prostu ciemna - jak na ciemność.
Nie pomagało również to, że od mroku zdawało się uderzać zimno. Nie takie lodowate, oddech nie zamieniał się od niego w parę, ani nic z tych rzeczy - ale temperatura zdecydowanie spadała przynajmniej o kilka stopni i to już parę metrów od granicy zjawiska. Bliżej niego prawdopodobnie było jeszcze chłodniej, ale kto chciałby to sprawdzać?
Nawet biegnąc członkowie Runaways w najlepszym wypadku utrzymywali stały dystans od mroku, a szczerze mówiąc odległość ta chyba się wręcz powoli zmniejszała. Na tej podstawie młodzi mogliby stwierdzić, że ciemność postępowała coraz szybciej... Ale zwrócenie na to teraz uwagi i skojarzenie faktów pewnie byłoby trudne ze względu na stres oraz po prostu tempo rozwoju wydarzeń. Nie mniej jednak oboje z pewnością wyczuwali zbliżające się zagrożenie - które dyszałoby im już na karki, gdyby ciemność mogła dyszeć.
Choć ratusz znajdował się niedaleko, to po zbliżeniu się do niego główną drogą - oraz po minięciu samochodu z Norbertem w środku - trzeba było jeszcze skręcić w lewo, żeby dostać się do drzwi... A to oznaczało poruszanie się przez chwilę równolegle do fali mroku, zamiast - jak do tej pory - prostopadle do niej. Ryzykowne, bo w tym czasie ciemność wciąż się przesuwała, nie zwalniając, a może nawet przyspieszając. Nastolatkowie mogli mieć przynajmniej pewność, że do budynku dało się wejść, bo parę sekund przed nimi ktoś zniknął w środku... Chyba że od tego momentu się to zmieniło.
Choć sytuacja wyglądała nieciekawie, to jednak młodym udało się dotrzeć przed wejście tuż przed mrokiem, chwycić za klamkę... I przekonać się, że ktoś z drugiej strony musiał przytrzymywać drzwi, otwierane zresztą na zewnątrz. Sądząc po dźwiękach dochodzących z wnętrza budynku - spanikowanych głosach i cichym brzdękaniu, które mogło sugerować klucze - być może ludzie w środku starali się tam zamknąć.
Nim nastolatkowie zdążyli jakoś zareagować na to utrudnienie, poprzedzana chłodem ciemność w końcu do nich dotarła i spowiła ich dokładnie. Co ciekawe, sama w sobie nie uczyniła im tak naprawdę żadnej krzywdy, a przynajmniej jeszcze nie teraz... Ale wywoływała okropne uczucia i skojarzenia - jak gdyby przytłaczała, utrudniała oddychanie, wzmagała panikę. Wszelkie odgłosy wydawały się teraz przytłumione, cichsze, ale w większości możliwe do wychwycenia. Mrok okazał się być na tyle głęboki, że młodzi nie widzieli nawet swoich własnych ciał, więc ciężko byłoby im ocenić co robili, czego dotykali - i tak dalej.
Na szczęście mogli jeszcze działać z pamięci, a przecież wiedzieli gdzie przebywali. Dla Karoliny - trochę silniejszej od przeciętnego człowieka - przesiłowanie się z osobą po drugiej stronie drzwi nie było aż tak trudne, dzięki czemu droga do środka szybko stanęła otworem. Blask pomieszczenia na moment spowolnił postępowanie ciemności, dzięki czemu nastolatkowie mogli wślizgnąć się do wnętrza ratusza, ale mrok mimo wszystko spróbował ruszyć za nimi; kilka jego splotów dostało się do środka, ale po zamknięciu drzwi w parę sekund się rozpłynęły. Za oknami widać było jedynie prawie idealną czerń. Budynek najprawdopodobniej został otoczony... Więc co dalej?
Przynajmniej osobnik, który wcześniej przytrzymywał drzwi, czyli mężczyzna koło czterdziestki, okazał wystarczająco dużo rozsądku, żeby po wejściu parki wrócić do swojego ostatniego zadania. Zamknął drzwi na klucz, górny i dolny zamek, a następnie odsunął się od nich na kilka kroków, mimo wszystko nie odrywając od nich jednak wzroku.

Norbert natomiast - mijając Karolinę i Markusa - pewnie zauważył gest dziewczyny, która wskazała mu, że wybierają się do ratusza. To prawdopodobnie i tak było więcej, niż mężczyzna miał nadzieję z nimi osiągnąć... Gdyby nawet spróbował zawrócić, aby również skierować się w stronę budynku, w trakcie tego manewru jego samochód i tak znalazłby się już w zasięgu ciemności.
Światła reflektorów trochę pomagały, ale niestety tylko początkowo; mrok na chwilę się przez nie rozproszył, lecz wyglądało to trochę tak, jak gdyby nagle odskoczył na boki - nie zniknął w naturalny sposób, tylko szybko się odsunął... I to w dodatku chyba nie aż tak daleko, jak powinien. Przynajmniej wszelkie lampki w środku pojazdu działały dobrze, lecz te na zewnątrz już po kilku, kilkunastu sekundach zaczęły migać.
Po bokach auta było ciemniej. Mrok najwyraźniej go nie uszkadzał, ale za to odnalazł dziurę w szybie, którą Norbert dopiero co wybił - i teraz się przez nią sączył. Konsystencją przypominał trochę mgłę, tylko bardzo zbitą i gęstą... No i oczywiście czarną. Na samym początku wewnętrzne światła jeszcze stopowały to zjawisko, spowalniały je... Ale nie usuwały go kompletnie. Być może różnica w stosunku do sytuacji z ratusza polegała na tym, że w budynku zamknięcie drzwi całkowicie odcięło dostęp ciemności, tutaj zaś wciąż otrzymywała posiłki z zewnątrz? Tyle że Norbert nie mógł tego wiedzieć, bo nie widział co tam się stało. Odczuwał za to spadek temperatury - przynajmniej o kilka stopni.
Reflektory nie tylko migały, ale i ich zasięg zaczął się zmniejszać, zarówno przed nimi, jak i po bokach. Ten mrok zdecydowanie nie zachowywał się tak, jak można by się tego było po nim spodziewać. Czasem zagasał tylko jeden z nich naraz, czasem więcej - w różnych kombinacjach tyłu i przodu... Ale w pewnym momencie te przednie odmówiły współpracy na dwie czy trzy sekundy - i kiedy znów rozbłysły, parę metrów przed samochodem stał jakiś mężczyzna. Wyglądał jak jeden z wielu tutejszych turystów, ubrany raczej lekko, przeciętnie zbudowany... Nic wyjątkowego. Nie poruszał się, patrzył się nieruchomo w stronę pojazdu, więc najwyraźniej nie zamierzał mu schodzić z drogi.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Wrz 26, 2017 7:42 am

Z perspektywy czasu wybijanie okna samochodu nie było najlepszym pomysłem. Ciemność sączyła się przez nie do środka pojazdu niczym gęsty dym, wysysając ciepło z otoczenia. Normalna ciemność nie powinna się tak zachowywać. Tego dziennikarz był raczej pewny.
Poza tym szkopułem samochód dzielnie walczył ze zjawiskiem. Plama czerni rozstąpiła się przed nim, tworząc swego rodzaju klin, którym  mógłby jechać, a większość świateł działała przez większość czasu. Przypominało mu to trochę mrok z jednej gry, którą pokazywał mu dzieciak kumpla z pracy gdy kiedyś u niego byli. Przełknął ślinę przypominając sobie jak skończył tamtejszy bohater. Czy on nie był przypadkiem dziennikarzem, czy czymś takim?
Nie było już jednak czasu na zmianę decyzji. Gdyby wytracił impet prawdopodobnie byłoby już po nim. To, że jeszcze jechał tłumaczył sobie tym, że cały czas wykorzystywał pole braku ciemności z przodu samochodu, w które nieustannie wjeżdżał. Jeśli jednak niczego nie zrobi, to w żadnym razie nie uda mu się opuścić Burnsley i cały jego trud pójdzie na marne. No i prawdopodobnie umrze w męczarniach. To miał być jego mały urlop...
Gdyby udało mu się wydostać zawiadomiłby pomoc i opowiedział dokładnie co się dzieje. To była robota dla Avengers, albo jakichś innych nadnaturalnych służb porządkowych. Być może był ostatnią nadzieją ludzi wewnątrz miasteczka.
Światełkiem w ciemności.
He he....
Zebrał więc się w sobie i zaczął jak mógł walczyć z ciemnością. Uwijał się za kierownicą samochodu niczym żeglarz na łodzi w trakcie sztormu. Pierwsze co zrobił, to podkręcił maksymalnie podgrzewanie samochodu. Kabina, szyby, siedzenia, nawet zapalniczkę samochodową. Co fabryka dała. Być może spowolni to napływ zimna do kabiny, a przy odrobinie szczęścia też propagację samej ciemności. Sprawdził też, czy system GPS, zarówno samochodu, jak i jego telefonu wciąż działają. Był teraz zmuszony gnać niemal na ślepo przed siebie, a jak bardzo nie bał się o swoje życie instynkt nie pozwalał mu zbyt bardzo się rozpędzać prosto w nieznane. Na przykład w jakieś nieznane mu drzewo. Bożodrzew gruczołkowaty. Gdyby mapa działała miałby przynajmniej jako takie pojęcie kiedy i w jaki sposób skręca droga. Lepsze to niż nic
Następnie, wciąż trzymając przynajmniej jedną rękę na kierownicy, rozejrzał się po samochodzie. Rozglądał się zarówno za dodatkowymi źródłami światła, jak i za czymś, czym mógłby zatamować wybitą szybę. Przetrząsnął schowek pasażera, tylne siedzenia, a nawet przestrzeń pod fotelami. Kusiło go sprawdzić bagażnik, ale bał się choć na chwilę opuścić stanowisko kierowcy. Liczył na to że uda mu się znaleźć jakiś kawał materiału. Koc, derkę, albo kapę na siedzenia. Przydała by się też latarka, albo coś w tym guście. Jeśli nie znalazł niczego z tych rzeczy, zdjął swoją wierzchnią koszulę, a ze swojej torby, którą wcześniej cisnął na siedzenie pasażera wyjął swój profesjonalny aparat fotograficzny. Rozbierał się niechętnie, bo obawiał się że to nienaturalne zimno, które odczuwał, może być wyjątkowo groźne, a tak tracił resztki ochrony przed nim.
Mając pod ręką obie rzeczy przeżegnał się w duchu i czy to latarką, czy to aparatem „zaatakował” ciemność wlewającą się oknem. - Kysz! Kysz! - krzyknął ciemności buńczucznie na powitanie, ale bardziej żeby usłyszeć własny głos, niż zrobić wrażenie na mroku. Liczył na to że przynajmniej na chwilę uda mu się zaskoczyć ciemność, co wykorzystałby aby na moment otworzyć drzwi, rozpiąć na nich płachtę i zatrzasnąć je z powrotem, tak by w miarę sztywno się zaklinowała.
Jakikolwiek nie byłby efekt tych działań, Norbertowi kończyły się pomysły. Zerknął na GPS jak daleko udało mu się przejechać. Nie wyglądało to raczej pokrzepiająco.
Wtem z mgły wyłoniła się przed nim ludzka sylwetka. Z początku wydawało się że jest z nią coś nie tak, skoro nie schodzi z drogi rozpędzonemu pojazdowi. Z drugiej strony mogła być po prostu skrajnie zziębnięta i ostatkiem sił desperacko szukać ratunku. Norbert jako dobry chrześcijanin nie mógł odmówić jej pomocy w potrzebie. Jako jednak fan kina akcji i horrorów wiedział aż nazbyt dobrze, czym mogłoby skutkować takie zatrzymanie. Spowolnił więc, ale nie na tyle, żeby nie dał rady drastycznie przyśpieszyć przy najmniejszym śladzie macek w sylwetce delikwenta.
Jeśli jednak gość wydawał się normalną, wycieńczoną osobą, zatrzymał się obok niego i spróbował powtórzyć sztuczkę z latarką i aparatem, aby odegnać mrok i szybko wciągnąć człowieka na siedzenie pasażera.
Teraz uświadomił sobie że to dość dziwne że pierwszą osobę spotyka dopiero teraz. Z początku sądząc po okrzykach spodziewał się, że będzie musiał uważać żeby nie potratować ludzi na drodze, tymczasem pierwszą osobę spotkał po kilku minutach jazdy.
- Co tu się dzieje?! - krzyknął do niego pod wpływem adrenaliny – Gdzie jest cała reszta?!
Gdyby gość nie odpowiadał, pstryknąłby mu parę razy palcami przed oczami i nim potrząsnął.
Od razu gdy tylko zabrał pasażera ruszył z piskiem opon dalej naprzód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Nie Paź 01, 2017 12:47 am

Nie odwracał się za siebie. Nie było nawet na to czasu, skoro skupiał całą uwagę na drodze przed sobą... I by nie dobić lub nie przewrócić się o coś. Miał jednak wrażenie, że ten nienaturalny mrok był tuż tuż. Czuł, że robiło się coraz to chłodniej. Wyobraźnia? Miał tą cichą nadzieję, że tak. Że to tylko wymysł umysłu... Przez to, że obawiał się tej ciemności za nimi. Nie zdecydował się również spytać o to dziewczyny ze względu na to, że po prostu nie było na to czasu. Trzeba było uciekać.
Nawet po skręceniu starał się nie patrzeć w stronę ciemności, która już nie znajdowała się za nimi, a obok. Nie chciał uświadamiać sobie, że znajdowała się już tak blisko. Świadomość o tym nie sprawiłaby, że nagle poczułby się lepiej, więc starał się obrać kierunek myśli tak, by skupić się ino na celu.
W końcu jednak dotarli tam. Znajdowali się już przed drzwiami budynku i mieli zaraz wejść do środka, gdy... Okazało się to być utrudnione. Chwycenie klamki i próba otworzenia drzwi zakończyła się niepowodzeniem z jego strony. Przygryzł dolną wargę, zarazem czując narastający strach. Ciemność była tuż tuż, a oni nie mogli się dostać do środka?
Nie zrobił niczego więcej, posiewać mrok również i znalazł się tutaj. Zaskoczony puścił klamkę, przełykając zarazem ślinę. Zimno. Źle się czuł. Pomimo tego, że dopiero co nadeszła, wydawało mu się, że nachodziła na niego z każdej strony i sprawiała, że odbierane dźwięki nagle stały się przytłumione. Na dodatek nie był przygotowany na to, że nie będzie dosłownie niczego widział. Boję się. Czuję się, jakbym został gdzieś zamknięty. Zacisnął zęby, starając się jednak skupić myślenie na czymś innym. Nie znajdował się daleko od drzwi, więc warto był spróbować dostać się? Nawet jeśli nie wiedział jak. Nie miał tyle sił, by wygrać walkę z osobą po drugiej stronie.
Cóż, ale Karolina zdecydowanie miała. Dzięki niej, nie byli skazani na tkwienie w tej ciemności zbyt długo. Pozostało szybkie wejście w jaśniejsze miejsce, a potem odsunięcie się jak najdalej od ciemności i drzwi.
Nie zdążył ani pomóc zamknąć drzwi, ani odetchnąć, bo nagle został odciągnięty na bok. Odruchowo sięgnął po kaptur i poprawił go. W końcu przez ten bieg mógł się zsunąć, a on wcześniej nie myślał o tym, by upewnić się co do tego jednego szczegółu. Po tej akcji przekierował swoje spojrzenie na blondynkę.
- Moje moce nie nadają się do walki - odpowiedział jej ściszonym tonem głosu. - Więc nie jestem zdolny pomóc w ten sposób.
Skierował swoje spojrzenie na okno i mimowolnie wzdrygnął, obejmując się ramionami. Ten mrok... Współczuję tym, którzy tam pozostali. Jest okropny - pomyślał. - Jeśli ja tak reaguję... To jak mogą ci, którzy nie zdołali uciec? - potarł ramiona, chcąc się trochę ogrzać.
- Odetchnijmy trochę i zastanówmy się nad planem działania, okej? - zaproponował jej, nadal nie podnosząc głosu. - Tkwienie tutaj przez cały czas nie wydaje się być dobrą perspektywą. Niekoniecznie musi być tutaj bezpiecznie - no i patrząc na wcześniejsze wydarzenia, Markus wiedział, że pozostawienie tych na zewnątrz raczej nie będzie odpowiednią opcją. Myśl... Myśl... Co można zrobić? Eh... W sumie...
- Myślisz, że jakieś silne światło zdołałoby się przebić przez ten mrok? - spytał się jej z nutką niepewności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Nie Paź 01, 2017 7:02 pm

Obecna sytuacja bardzo się jej nie podobała. Trochę zbyt późno się zdecydowali na ucieczkę przed ciemnością. Ewentualnie ciemność trochę za szybko się poruszała i przez to deptała im po piętach. Choć oczywiście nie dosłownie. Po drodze minęli Norberta w samochodzie. Dziewczyna naprawdę liczyła na to, że dziennikarz zawróci i pojedzie za nimi w stronę ratusza. To była dużo bezpieczniejsza decyzja. Najgorszy był chyba moment kiedy musieli skręcić i przez to przez chwilę biegli wzdłuż krawędzi ciemności. Spojrzenie blondynki tylko na sekundę skierowało się w stronę mroku. Wyglądała jak ściana. Czarna ściana. Kompletnie nic nie była w stanie dojrzeć w tej czerni. Jakby wszystko, co w niej było, po prostu zniknęło, a wątpiła by naprawdę tak się stało.
Na szczęście udało im się jednak dotrzeć pod ratusz i Markus szykował się do otworzenia drzwi. Tyle, że coś mu nie wychodziło. Czyżby zamknęli drzwi? Chyba właśnie próbowali to zrobić, patrząc na odgłosy, które do nich dochodziły ze środka. Ktoś więc w tej chwili musiał trzymać je i chyba chciał użyć kluczy. Kar nie mogła na to pozwolić. Nim zdążyła jednak odsunąć towarzysza na bok i sama wziąć się za otwieranie drzwi, ciemność ich dopadła. Karolina momentalnie się spięła, zaciskając palce na nadgarstku Marcusa i rozglądając się. Niestety, zupełnie nic nie była w stanie zobaczyć. Nawet czubka własnego nosa.
Miała wrażenie, że zaraz coś ich zaatakuje. Wykorzysta ich ślepotę, by nagle zadać cios. Póki co jednak nic takiego się nie działo. Zamiast tego jednak zaczęło się robić dziwnie chłodno dookoła nich. Poczuła gęsią skórkę na ramionach i wzdrygnęła się lekko. Oddychanie też jakoś ciężej jej szło. Jakby ta ciemność blokowała trochę powietrze. Naturalnym było, że taki mrok wywoływał strach i nieprzyjemne skojarzenia. Dziewczyna nie myślała jednak nad tym. Wyciągnęła rękę do przodu, chwytając za klamkę i szarpnęła drzwi, otwierając je. Wepchnęła szybko Marcusa przed sobą i sama weszła do pomieszczenia, zaraz zamykając drzwi razem z mężczyzną, który miał klucz. Spojrzała na krótkie czarne sploty, które zaraz zniknęły.
- To nie jest naturalna ciemność - mruknęła, nim odsunęła się na bok z kolegą. Wyglądało to tak jakby ktoś kierował tym dziwnym zjawiskiem. - Chwilowo jesteśmy bezpieczni, ale nie wiadomo jak długo. - tym razem już się odezwała nieco głośniej, gdy zauważyła, że osobnik, który dzierżył klucze od drzwi, przyglądał się im. Nie powinni planować niczego sami we dwoje. Było tu trochę ludzi, powinni współpracować. Nie wiadomo czy ten, kto sterował mrokiem nie zechce uszkodzić zasilania budynku.
- Czy ktoś wie, gdzie można znaleźć latarki? - odezwała się już dużo głośniej, tak by ludzie mogli ją usłyszeć. Przy okazji wzrokiem wyszukała ochroniarza, który zajmował się pilnowaniem ratusza. On powinien wiedzieć, gdzie można znaleźć takie rzeczy. Sam zapewne jakiejś używał późnym wieczorem. Powinni jak najszybciej zgarnąć wszystko co mogło rozświetlić mrok. I powinni jak najszybciej odnaleźć Norberta. Blondynka martwiła się o mężczyznę. Może to i dorosły, ale był całkiem miły. Poza tym to dziennikarz. Musiał napisać artykuł o festiwalu. Skierowała na moment swoje spojrzenie w stronę okna jednak wciąż nic nie mogła dostrzec w otaczającej ich ciemności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pon Paź 02, 2017 9:35 pm

Ogrzewanie w samochodzie pomagało - wstrzymało opadanie temperatury, a może nawet trochę ją podniosło, być może przywracając ją do poprzedniego poziomu. Na oko trudno by to było ocenić. Ważne jednak, że chłód już tak nie przeszkadzał, nawet jeżeli wciąż dało się wyczuć, że z zewnątrz biło zimne powietrze. Z drugiej strony... Przy zwyczajnej szybkiej jeździe przecież i tak by się to działo, tylko bez takich efektów wizualnych... Które, nawiasem mówiąc, nie przejmowały się ciepłem. Wyglądało na to, że przeszkadzało im tylko światło, a nie temperatura.
GPS samochodu oraz komórka w ogóle okazały się bezużyteczne. Cokolwiek było w tej ciemności, wpływało na zasięg - na ogół odcinając go zupełnie, lecz momentami pozwalając na pojawienie się jednej kreski. Mrok blokował sygnał. Dobrze, że Norbert zadzwonił do kolegi już wcześniej, bo w takim wypadku najwyraźniej kontakt z resztą świata został w dużej mierze odcięty... Choć w takim miejscu mogły się jeszcze ostać telefony stacjonarne.
Przeszukanie samochodu odsłoniło kilka kolejnych przedmiotów, z których jeden - koc rozścielony na tylnych siedzeniach - mógł zostać użyty w celu zablokowania dziury w szybie. Nie było to może idealne rozwiązanie, ale i tak lepsze od pozostawienia pustej przestrzeni... Poza kocem mężczyzna natknął się też na skórzane rękawiczki, paczkę miętowych gum do żucia, trochę drobnych... I latarkę, która w tych okolicznościach mogła stanowić idealne znalezisko. Gdyby Norbert spróbował ją włączyć, by sprawdzić jej działanie, zorientowałby się, że świeciła - choć trochę słabo, więc pewnie niedługo przydałaby się jej wymiana baterii. Oprócz tego na podłodze przy przednim siedzeniu pasażera leżało coś jeszcze, podłużny, wąski przedmiot, po który nie dało się sięgnąć w trakcie prowadzenia... Ale który miał na sobie charakterystyczny znaczek, biały krzyż na czerwonym tle, herb Szwajcarii - a więc mógł to być scyzoryk szwajcarski.
Światło latarki wystarczyło, aby nitki ciemności na moment się cofnęły - znów nie znikając, tylko jakby odskakując - więc dziennikarz mógł zakryć dziurę w oknie kocem. Zanim ponownie zatrzasnął drzwi, mrok zaczął już znowu wlewać się do środka, lecz po odcięciu mu posiłków z zewnątrz na szczęście rozpłynął się w powietrzu. Czyli jednak dało się go usunąć, a nie tylko odstraszyć.
Sytuacja prezentowała się więc już minimalnie lepiej, gdy Norbert ujrzał przed sobą tego dziwnie nieruchomego jegomościa. Osobnik nie drgnął aż do momentu, gdy samochód się do niego zbliżył; nie pojawiły się żadne macki, ani nic podobnego, lecz delikwent miał dziwnie obojętny wyraz twarzy. Zimno zdawało się mu nie przeszkadzać, choć ubrany był przecież letnio... Ale przynajmniej jego oczy się poruszyły - a dokładniej przeskoczyły na Norberta.  
W tym momencie sprawy mogłyby się potoczyć bardzo różnie. W końcu mężczyzna nie okazywał agresji, nawet jeżeli zachowywał się trochę dziwnie - więc zabranie go ze sobą wydawało się oczywistym posunięciem... Ba, otworzenie drzwi wprawiło go nawet w ruch, zaczął zbliżać się do wejścia, a potem wsuwać się do środka... Zamiast jednak po prostu wsiąść, oparł kolano na siedzeniu pasażera i złapał Norberta za przedramię. Nawet jeżeli skórę zakrywałby materiał stroju, to i przez niego dało się wyczuć, że delikwent był bardzo zimny - do tego stopnia, że w pierwszym momencie jego dotyk aż parzył, nim do umysłu dotarł stan rzeczywisty. Nieznajomy stopą przytrzymywał za sobą drzwi, jednocześnie starając się skierować latarkę w inną stronę... A był całkiem silny, może nie nadludzko, ale i tak nieprzyjemnie - a już na pewno silniejszy, niż by to sugerowała jego budowa ciała. Nie reagował na żadne słowa dziennikarza, jak gdyby w ogóle ich nie słyszał. Jego działania sprawiały, że więcej ciemności mogło wlewać się do środka, a w tej ilości łatwiej jej było przebijać się przez wewnętrzne światła samochodu i rozchodzić po jego wnętrzu.
Co gorsze, zarówno z przodu, jak i z tyłu zaczęły pojawiać się kolejne osoby - o równie obojętnych wyrazach twarzy. Nie biegały, poruszały się powoli, spokojnie, mogły się wręcz kojarzyć z zombie... Ale nie wydawały z siebie żadnych jęków, nie powłóczyły nogami, nie trzymały sztywno rąk, nic z tych rzeczy. Póki co było ich tylko parę, więc dałoby się je jeszcze wyminąć.

W ratuszu z kolei ludzie w bardzo różny sposób reagowali na zaistniałą sytuację. Oczywiście nikt nie wyglądał na szczęśliwego, ale niektórzy przynajmniej starali się zachować zimną krew, podczas gdy inni nawet tego nie próbowali. Ciężko powiedzieć jak wiele zebranych tutaj osób było miejscowymi, bo wyróżniali się tylko ci w strojach należących do któregoś z lokali, a takich nie było wielu. Do budynku zdążyło jednak dotrzeć sporo ludzi; tylko w zasięgu wzroku znajdowało się ich przynajmniej dwadzieścia osób, a reszta pewnie stała za nimi albo gdzieś się pochowała.
Część miała w rękach telefony komórkowe, ale ich miny nie wskazywały na to, aby korzystanie z nich dawało jakieś efekty. Inni ze sobą rozmawiali - czasem cicho, ale czasem prawie krzykiem. W jednym kącie jakaś dziewczyna praktycznie wpadła w histerię i dwie inne osoby starały się ją uspokoić; skończyło się to tak, że cała trójka osunęła się wreszcie na podłogę pod ścianą, trzymając się bardzo blisko siebie. Nieco dalej słychać było płacz - który brzmiał na dziecięcy. Kobieta w średnim wieku chodziła od okna do okna, zaciągając zasłony, jak gdyby miały one stanowić dodatkową zaporę dla ciemności - albo przynajmniej skryć przed wzrokiem obecnych ten niemiły widok... Albo raczej właśnie jego brak. W końcu zakryła także i to okno, przez które zerkała Karolina.
Na pytanie młodej kosmitki początkowo nikt nie odpowiedział - co nie było pewnie aż tak dziwne, bo w końcu tłum zwykle lepiej reagował na zwracanie się bezpośrednio do którejś z tworzących go osób. Mimo to jakiś chłopak - mający na oko trochę ponad dwadzieścia lat i siedzący na podłodze z komórką w dłoni - podniósł na Karolinę wzrok i zamrugał do niej latarką z telefonu, nawet go przy tym nie przemieszczając. No tak... Teraz mało kto nie nosił ich ze sobą.
Namierzenie stróża nie było aż takie proste. Nie znajdował się przy wejściu, ani nigdzie przy wystawach... Ale teraz coś się zmieniło. Przy swojej poprzedniej wizycie w budynku Karolina i Markus mogli zwrócić uwagę na zamknięte drzwi - które teraz stały otworem. Za nimi ciągnął się długi korytarz, po którym kręciło się, stało w nim lub siedziało parę osób... Dalej zaś znajdowało się kolejne pomieszczenie.
To nie była już część muzeum, a urzędu. Dokładniej: coś w rodzaju sekretariatu połączonego z holem wejściowym. Być może ktoś udał się tam, żeby sprawdzić drugie drzwi do budynku? Ciężko powiedzieć, gdyż przez korytarz nie było ich widać - dało się za to dostrzec kawałek długiego, wysokiego biurka. Stał przy nim stróż ratusza, przodem do mebla, ze słuchawką telefonu stacjonarnego przy uchu. Jeżeli nawet coś mówił, to z tej odległości i w całym tym hałasie nie można go było dosłyszeć, a przez takie ułożenie ciała jego twarz pozostawała niewidoczna. U jego paska znajdowała się za to między innymi latarka, więc przy odrobinie szczęścia rzeczywiście wiedział gdzie trzymano zapasowy sprzęt.

***

Tak przy okazji dodam, że w chwilach, gdy tylko między sobą rozmawiacie i nie podejmujecie akcji, które wymagałyby osądzenia, a nie jesteście w środku walki, tylko w bezpiecznym miejscu, to możecie bez pytania mnie o zdanie wymieniać między sobą więcej postów.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pią Paź 06, 2017 11:09 am

Okazało się że w samochodzie znalazło się jeszcze kilka użytecznych przedmiotów. Od razu wsunął jeden pasek gumy do ust. Żucie czegoś zawsze pomagało mu w stresujących sytuacjach, a nie da się ukryć że ta była na czele listy. Na dłonie nasunął też rękawiczki. Może na razie temperatura utrzymywała się w normie, ale nie znaczyło to że stan ten miał się długo utrzymywać. Do tego gdyby nagle przyszło co do czego, na wszelki wypadek nie chciał dotykać niczego poza autem gołymi rękoma. Te kilka kropel potu w danej chwili było tego warte. Tym bardziej przydały mu się podczas uszczelniania wybitego okna. Scyzoryk także mógł się przydać, choć niekoniecznie teraz. Prawdziwy fachowiec mógłby go wykorzystać na miliony sposobów do przeżycia. Norbert sam za fachowca się bynajmniej nie uważał, ale i tak znał więcej sztuczek od przeciętnego Amerykanina.
Norbert przeklinał w duchu swój zbyt rozwinięty zmysł empatii i współczucie blizniego gdy podjeżdżał do nieznajomego. Wszystkie kontrolki w jego głowie wyły na alarm, gdy otwierał przed nim drzwi, ale nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby przejechał obok niego obojętnie. To że zareagował na wołanie nie było znakiem zarówno złym, ani dobrym, tak więc do ostatniej chwili Norbert nie wiedział czy właściwie jest zagrożony, czy nie.
Przez całe to napięcie i oczekiwanie wyostrzył mu się jednak refleks. Gdy tylko nieznajomy capnął go za ramię, dziennikarz wrzasnął jak dziewczynka i odruchowo ruszył przed siebie z piskiem opon. Z początku nie dojrzał innych osób w okolicy, ale i tak całe jego pokłady współczucia wyparowały, wraz z ciepłem, które powoli ulatniało się z jego ramienia pod wpływem uścisku widma. Jeśli będzie musiał staranować kilkoro tych stworów, aby wydostać się z pułapki, to trudno, mogły z nim nie zadzierać.
Najgorsze było jednak to, że jego niewdzięczny gość, nie dość że blokował drzwi przed zamknięciem, to jeszcze miał uścisk tak silny, że Dziennikarz, pomimo szarpania, nie mógł się uwolnić. Norbert ostatnimi czasy przegapił kilka wizyt na siłowni, ale bez przesady. Najpierw dziewczynka w mieście, teraz ten gość.
Trzeba było jednak działać. Norbert w desperackiej próbie przetrwania puścił kierownicę i obrucił się w fotelu. Wolną ręką złapał za włączoną wcześniej i już pewnie nagrzaną zapalniczkę samochodową i przyłożył ją do twarzy napastnika. Jeśli tylko tamten go puścił, dziennikarz zaparł się w fotelu i z całej siły wymierzył kopa, tak by wywalić niechcianego gościa z samochodu.
Jeśli to poskutkowało, to wrócił szybko do prowadzenia pojazdu. Nie sięgał do otwartych drzwi, więc szybko zarzucił kierownicą w prawo i lewo, tak by pęd samochodu zatrzasnął drzwiami.
- Chryste! - krzyknął do samego siebie – Co tu się wyrabia?!
Wrócił więc do punktu wyjścia. Parł przed siebie z umiarkowaną szybkością, gdyż nie znając tej drogi z łatwością mógłby wypaść z zakrętu, lub wpaść na jakąś przeszkodę.
Sytuacja nie wyglądała zbyt różowo, a ciągłe wpatrywanie się w mrok przed nim i nieustająca gotowość męczyła go.
Czy już wyjeżdżał z miasteczka? Czy przesuwał się do przodu tak szybko jak myślał? Czy w ogóle jeszcze był w Kalifornii? Uparcie wytężał wzrok, żeby dojrzeć we mgle jakieś szczegóły, które pozwoliłyby mu określić gdzie się znajduje. Starał się wyjechać tą samą drogą, którą wjeżdżał do miasta autobusem. Całą drogę wyglądał przez okno, więc może udałoby mu się rozpoznać jakieś punkty charakterystyczne, jeśli jakieś by dojrzał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Nie Paź 08, 2017 1:06 am

Przynajmniej na ten moment mógł uznać, że mieli "spokój" od nietypowego zjawiska znajdującego się na zewnątrz budynku. Nie było jednak jak stwierdzić, ile ten stan potrwa i co ważniejsze... Jak długo będą mogli tutaj być? Fajnie by było, gdyby ta ciemność sobie już poszła - pomyślał jeszcze chłopak. - Szkoda, że poproszenie jej o to by nic nie dało.
Niespecjalnie wiedział co mógł jeszcze powiedzieć, a przynajmniej zwrócić się do obecnych tutaj nieznajomych. Wolał... Po prostu wolał, żeby nie zwracano na niego zbytniej uwagi. Chociaż z drugiej strony, nie licząc akcji związanej z pojawieniem się tutaj, raczej nie sądził, by mieli głowę... Albo chęci na przejmowanie się jakimś dzieciakiem. Przynajmniej mógł patrzeć na zachowanie innych w tej sytuacji. Starał się jednak nie skupiać na nich dłużej, by nie myśleć o tym, jak bardzo ta sytuacja była niedobra.
Rozejrzał się, zastanawiając się jednak, czy coś może zrobić. W sumie, chętnie poszukałbym czegoś, co pozwoli walczyć z tym strasznym mrokiem... Ale zaś... Czym można to pokonać? - zastanawiał się, skupiając na moment wzrok na zasłoniętym już oknie. Po kilkunastu sekundach odwrócił się od tego i wtedy dostrzegł otwarte drzwi. I więcej ludzi. Aż z wrażenia chwycił dziewczynę za rękę.
- Patrz. Więcej ludzi. Myślisz, że tam w środku będzie coś innego? - spytał się jej z wyraźnym zaciekawieniem. - W sumie nie wygląda to jak muzeum. To inna część budynku? - nie podnosił głosu.
Naszła go chęć na sprawdzenie tego. Bardziej kierował się dziecięcą ciekawością niż jakąkolwiek logiką.
- Idziesz? - nie chciał iść za bardzo sam, lecz jeśli dziewczyna i tak nie wyrazi chęci, pójdzie tam. Gdzieś tam w umyśle podpowiadało mu, że niekoniecznie to jest dobry pomysł by iść z dala od tych ludzi i, że lepiej byłoby pozostać w tej grupce, ale póki co ignorował ten cichy głosik.
Bądź co bądź, jego zamiarem było podejściem tam normalnym tempem. Chciał zobaczyć, co kryje się dalej. Gdzieś po drodze przypomniał sobie o latarkach, dlatego też postanowił się spytać nieznajomego o nie. Może on będzie wiedział coś więcej? Po dojściu tam, zatrzymałby się jakieś kilka metrów przed nim, decydując się na poczekanie aż skończy rozmawiać i spytać się go o dodatkowe latarki... Cóż, jeśli byłby sam. Jeśli nie i Karolina zdecydowałaby się na ruch, to milczałby póki co. Międzyczasie jednak rozglądał się, zastanawiając się, czy ze swojej pozycji nie dojrzałby innego wyjścia. Mimo wszystko też nie wiedział czy rzeczywiście wszystkie drzwi i okna były pozamykane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Paź 10, 2017 12:33 pm

Karolina doskonale rozumiała panikę ludzi. Strach przed nieznanym był czymś normalnym. Sama też troszkę się bała, ale nie mogła tego po sobie okazać. Była wsparciem dla Markusa, a on dla niej. Poza tym, nie była całkiem bezbronna. W razie potrzeby na pewno będzie chronić ludzi, którzy tu się zebrali. Przez myśl jej przemknęło, że może część ją pomyli z tym corocznym zjawiskiem w Burnsley. Kwestia tego jak bardzo podobna jest do pojawiającej się co roku istoty.
Odpowiedzi słownej niestety nie dostała na swoje pytanie, ale zauważyła jak jeden chłopak miga do niej latarką z telefonu. No tak, teraz całkiem sporo modeli miało ją zamontowaną. Jej własny telefon nie miał latarki, ale nie był też aż tak nowy. Odkąd stworzyli Runaways, z pieniędzmi było u nich krucho, a potrzebowali ich na ważniejsze rzeczy niż nowe telefony. Z drugiej strony nigdy nawet nie miała potrzeby użycia latarki. Nie włóczyła się po dworze w nocy, a na mieście i tak były lampy, które oświetlały okolicę.
Sama również zauważyła, że wcześniej zamknięte drzwi teraz stały otworem i część ludzi się rozgościła w korytarzu, który tam się znajdował. Skinęła lekko głową na słowa Markusa.
- Jesteśmy w ratuszu. To pewnie jakiś urząd miejski czy coś w tym stylu. Niedostępny dla gości muzeum. Może gdzieś dalej będzie też pomieszczenie z zapasowym oświetleniem. - nie wahała się tym razem. Ruszyła od razu z kolegą w stronę dodatkowego pomieszczenia. Z daleka widziała, że za biurkiem stoi mężczyzna, wyglądający na stróża i rozmawia przez telefon. Ciekawe. Telefony komórkowe chyba nie chciały działać, a stacjonarny działa? Dziwna sprawa.
Szybko przeszli kawałek oddzielający ich od mężczyzny i poczekała aż ten skończy rozmowę, przy okazji starając się usłyszeć choć fragment rozmowy. Może nie było to zbyt grzeczne, ale ciekawiło ją gdzie stróż zadzwonił. Na policję? Gdzieś wyżej? Potrzebowali pomocy, więc taki telefon byłby dobry. Jak zwykle jej kolega nie rwał się zbytnio do rozmowy, więc jak tylko słuchawka została odłożona, Karolina odezwała się z pytaniem o latarki i dodatkowe drzwi do budynku. Powinni go jak najdokładniej zabezpieczyć żeby ciemność nie próbowała się wkraść do budynku. Przynajmniej nie dopóki nie będą mieli odpowiedniej ilości źródeł światła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Paź 10, 2017 9:03 pm

Atak rozgrzaną zapalniczką podziałał - choć pewnie nie do końca tak, jak Norbert się tego spodziewał. Efekty były więcej niż zadowalające, bo przeciwnik rozluźnił uścisk i starał się odsunąć głowę, ale jego twarz wcale nie wskazywała na ból. Dziwne, bardzo dziwne - wręcz sprzeczne... Ale kto by się tym przejmował w takim momencie? Wątpliwości mogły poczekać na spokojniejszą chwilę.
Najważniejsze, że mężczyznę udało się wypchnąć na zewnątrz, nawet jeżeli w tym czasie dziennikarz przypadkowo przesunął kierownicę, przez co samochodem szarpnęło w prawo. Na szczęście zaraz potem mógł skupić się na prowadzeniu, a jego manewry pozwoliły mu zatrzasnąć drzwi pojazdu. To odcięło dopływ kolejnych smug mroku - ale w środku i tak krążyło ich już sporo... Na tyle dużo, że póki co nie chciały ustąpić przed światłem i znów zaczęły obniżać temperaturę. Z drugiej strony same w sobie zdawały się nie być szkodliwe, po prostu lodowate przy kontakcie... I wyraźnie skłaniające do negatywnych myśli oraz uczuć.
Zarzucanie samochodem w lewo i w prawo doprowadziło do jeszcze jednego efektu, a mianowicie sprawiło, że Norbert uderzył bokiem o kolejną postać. Nie usłyszał w związku z tym żadnego krzyku, co mogło być zarówno dobrym, jak i złym znakiem - zależy jak na to spojrzeć. Ewentualne wyrzuty sumienia również mogły pewnie trochę poczekać.
Zewnętrzne światła auta migały coraz częściej i gasły na dłużej, ale gorsze było chyba to, że te wewnętrzne zaczęły robić to samo, choć o wiele rzadziej. To nie zwiastowało niczego dobrego. Mimo to przy tej ograniczonej jasności Norbert był w stanie od czasu do czasu zauważyć kolejną czającą się tuż na skraju ciemności osobę. Kontrast między mrokiem i światłością był niesamowity, ale w pewnym momencie mężczyzna mógł dostrzec przed sobą w oddali charakterystyczny znak informujący o wyjeździe z miasteczka. Zaraz potem reflektory na chwilę mrugnęły, a kiedy wróciły znaku już nie było... Sama droga w dalszym ciągu wyglądała podobnie, ale na dobrą sprawę nieustannie zdawała się być prawie identyczna - trawa, drzewa, nic ciekawego. Znaku nie dało się dojrzeć też nigdzie z tyłu. Zniknął?
Jeszcze chwila jazdy i nagle oczom Norberta zaczęły się ukazywać pierwsze zabudowania... I ozdoby... Czyli znowu Burnsley? Dziwne, bo nie wyglądało na to, aby zatoczył koło - ba, przecież przed chwilą widział informację, że opuszczał miasto, a oto wjeżdżał do niego ponownie, tylko z przeciwnej strony...

Hol nie był ogromnym pomieszczeniem, ale i nie takim strasznie małym. Podłużna sala posiadała trzy różne pary drzwi: po jednej przy tych krótszych ścianach, podczas gdy ostatnia wypadała na długiej, pozwalając na połączenie korytarzem z częścią muzealną budynku. Oprócz tego zakręcające wokół własnej osi schody prowadziły na wyższe piętro, gdzie nie świeciło się światło, więc przez tę dziurę w suficie nie dało się ustalić cóż takiego znadowało się na górze. Sam hol umeblowany był oszczędnie, ale ładnie. Długie biurko o kształcie głębokiej litery C, trochę doniczek z roślinami, przy jednej ze ścian kanapa oraz przeszklony stolik przed nią.
Poza stróżem w pomieszczeniu były jeszcze dwie inne osoby, stojące bardzo blisko siebie przy jednych drzwiach i cicho o czymś rozmawiające; mężczyzna i kobieta, oboje w średnim wieku i z niepokojem wymalowanym na twarzy. Słysząc nadciągające kroki Karoliny i Markusa obejrzeli się w stronę przejścia do korytarza, ale szybko stracili zainteresowanie nastolatkami i wrócili do swojej dyskusji.
Stróż z kolei - w przeciwieństwie do nich - nawet nie zerknął przez ramię na przybyłą młodzież, w pełni skupiony na prowadzonej właśnie rozmowie telefonicznej. Początkowo głównie milczał, czyli prawdopodobnie słuchał tego, co mówił mu ktoś po drugiej stronie linii. Od czasu do czasu pomrukiwał potakująco. Łokieć i jedno przedramię opierał na blacie biurka i pochylał się nad nim, palce zaś zaciskał mocno na słuchawce, co dało się zauważyć. Z bliska można było również stwierdzić, że mężczyzna wcale nie należał do najmłodszych. Przeciwnie, musiał już być przynajmniej po pięćdziesiątce, a może nawet bliżej sześćdziesiątki.
Jego dyskusja trwała jeszcze przez dobrą minutę, ale w końcu odłożył słuchawkę - tuż po przytaknięciu, że wszystko zrozumiał i "tego" dopilnuje, czymkolwiek by to coś było. Zaraz potem stróż obrócił się ku dwójce przy drzwiach i najwyraźniej zamierzał się do niej zwrócić, kiedy Karolina uprzedziła go swoimi pytaniami. Mężczyzna zerknął na nią w taki sposób, jak gdyby dopiero teraz zorientował się, że dziewczyna jej towarzysz w ogóle znajdowali sę w pobliżu. Jego rozkojarzone spojrzenie przesunęło się między młodymi i nie odpowiedział od razu, widocznie przetrawiając nowe dane.
-Taak... Możecie nam przynieść latarki, tak na wszelki wypadek. Za tymi drzwiami i pierwsze na lewo- poinstruował wreszcie, najwyraźniej uznając, że nastolatkowie chcieli się tylko przydać. Pytanie o wyjście z budynku całkowicie zignorował, jakby go nie dosłyszał. Mówiąc o drzwiach natomiast ruchem drzwi wskazał te po drugiej stronie pomieszczenia, nie zaś te, przy których stała przyglądająca się już rozwojowi wydarzeń parka.
Za nimi ciągnął się kolejny korytarz, choć krótszy i zakręcający na końcu w lewo pod kątem prostym. Po obu stronach miał kilka par drzwi, ale Karolinę i Markusa tak czy siak interesowały teraz tylko jedne - te, które im wskazano. Tam z kolei krył się składzik zbudowany na planie kwadratu - z bokiem o długości około dwóch i pół metra. Przy ścianach ciągnęły się regały, tu stała skrzynka z narzędziami, tam mop i chemia potrzebna do sprzątania... Rzeczy, których można się było spodziewać w takim miejscu. Na jednej z półek spoczywał płytki, plastikowy koszyk z całą masą różności - długopisów, gumek recepturek, sznurków... Wśród nich zaś można było znaleźć ze trzy latarki. Dalsze szperanie ukazałoby również kilka pasujących do nich baterii.
W oddali wciąż dało się dosłyszeć głosy osób, które pozostały w części muzealnej. Stróż i jego towarzysze zniknęli z holu i przenieśli się do reszty zebranych, a gdyby Karolina i Markus  zdecydowali się zrobić to samo albo przynajmniej podeszliby na tyle blisko, aby rozróżniać słowa, zorientowaliby się, że stróż był w trakcie pouczania ocalałych. Mówił, że telefon stacjonarny działał i że udało mu się powiadomić policję z sąsiedniego miasteczka, że służby miały się niedługo pojawić, a im wszystkim kazano czekać w środku na dotarcie pomocy i nie otwierać drzwi do czasu, gdy nie przybędą funkcjonariusze.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pon Paź 16, 2017 9:27 am

Krótka potyczka z lodowymi zombie, jak już w myślach zaczął o nich myśleć Norbert, dała dziennikarzowi krótkiego adrenalinowego kopa. Wolał nie myśleć już o nich jako o ludziach, zwłaszcza że poważnie potrącił jednego z nich samochodem podczas manewrów. Być może istniała jeszcze jakaś szansa pomocy tym nieszczęśnikom, jednak na ten moment na pewno pozostawała ona poza zasięgiem Norberta.
Kulminacja adrenalinowego szału nastąpiła gdy w zasięgu wzroku pojawiła się tablica informująca.
- TAK! – krzyknął uradowany, jednak gdy po nagłym błysku lamp znak zniknął zdecydowanie za szybko, żeby samochód po prostu go ominął, wszystko nagle z niego opadło. – Nie! Nienienienienie!
Jechał dalej przed siebie, czując dziwną mieszankę lęku, oraz rezygnacji. Wciąż istniała droga, którą mógł jechać, więc nie wszystko było stracone, ale jakoś nie zostało w dziennikarzu wiele nadziei.
Tym bardziej że nagle znowu wjechał w teren zabudowany. Nie przypominał sobie żadnego miasteczka w tak bliskim sąsiedztwie Burnsley, wiec dopadły go czarne myśli. Przy tak ograniczonej widoczności nie był w stanie od razu określić jakie to jest miasto, lub czy zatoczył koło i na powrót znalazł się na miejscu festynu. Wciąż jednak parł niezmordowanie naprzód, choć w duchu przyznał że ma to mniej więcej tyle sensu, jak jakakolwiek inna czynność.
Jeśli trafił na jakikolwiek element otoczenia, który potwierdziłby że znowu trafił do miasteczka, załamie się jeszcze bardziej i zawróci samochód. Wykorzysta do tego poboczne drogi, tak by nie musieć zatrzymywać się, albo cofać. Metoda wjeżdżania w rozrzedzony światłem reflektorów mrok przed samochodem do tej pory się sprawdzała, a nie chciał kusić losu bardziej niż to konieczne. Dojazd do miasteczka zajął mu dużo szybciej niż wyjazd z niego, ale nie powiedziane było wcale że teraz znowu trafi na znak, czy znowu w to samo miejsce.
Jadąc przed siebie zastanawiał się co właściwie mu zostało. Zrezygnowany zdecydował że zacznie męczyć klakson pojazdu. Owszem, zwabi pewnie tym do siebie krwiożercze, mackowate potwory mroku, ale co innego mu pozostało?
Nie trąbił jednak w przypadkowy sposób.
Krótki, krótki, krótki. Długi, długi, długi. Krótki, krótki, krótki.
Krótki, krótki, krótki. Długi, długi, długi. Krótki, krótki, krótki.
Pomocy.
SOS.
Save Our Souls…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Paź 17, 2017 12:15 pm

Dziewczyna czekała cierpliwie aż stróż zakończy swoją rozmowę telefoniczną. Ciężko było wywnioskować o czym rozmawiał. Mogła tylko mieć nadzieję, że dodzwonił się do kogoś kto będzie w stanie im pomóc. Może do policji z sąsiedniego miasteczka? Mogliby tu przyjechać z reflektorami, gdyby mężczyzna wytłumaczył im dziwną sytuację z zapadającymi ciemnościami. Takimi wielkimi reflektorami jak na budynkach czasami stoją.
W końcu jednak otrzymali odrobinę uwagi od niego kiedy odłożył słuchawkę na swoje miejsce i spojrzał na nich. Karolina tylko skinęła lekko głową na jego słowa, zerkając w stronę, którą im wskazał. Spojrzała na Markusa i skinęła mu głową żeby od razu tam ruszyli. Oddalając się od mężczyzny, przysunęła się bliżej kolegi.
- Idź po latarki, a ja się rozejrzę czy tu nie ma dodatkowego wejścia. Stróż jakoś pominął tą kwestię, a byłoby kiepsko, gdyby ta dziwna ciemność weszła do budynku innymi drzwiami. - wytłumaczyła chłopakowi. Położyła na chwilę dłoń na jego ramieniu, by go wesprzeć i gdy byli blisko drzwi, za którymi powinno być pomieszczenie z latarkami, zmieniła swój kierunek wędrówki. Drzwi trochę tutaj było z tego co zdążyła zauważyć. Wyjściowe powinny mieć oznaczenie typu "Wyjście ewakuacyjne", a przynajmniej tak nakazywały przepisy. Musiała liczyć na to, że tutaj ich przestrzegali. Korytarz nie należał do najjaśniejszych, więc blondynka włączyła swój telefon, by nim sobie oświetlać drogę.
Rozejrzała się, mając dziwne wrażenie, że słyszy jakiś dźwięk. Coś jak... Klakson? Ledwo była go w stanie usłyszeć, ale jeśli nie była to tylko jej wyobraźnia to miała nadzieję, że to znak, że dziennikarz z wcześniej nadal żył i jakoś sobie radził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Nie Paź 22, 2017 10:05 pm

Nie jest źle... - gdzieś tak w umyśle Markusa czaiła się myśl, że po prostu zostaną albo zignorowani, albo dostaną kazanie na temat przeszkadzania dorosłym. Wydawało mu się to być bardziej schematyczne zachowanie w danej chwili... Lecz nawet nie potrafił sobie sam odpowiedzieć, dlaczego na swój sposób nastawił się do tego pesymistycznie. Mógł zastanowić się nad tym, ale aktualnie nie zrobił tego. Wysłuchał natomiast, co mężczyzna miał do powiedzenia na temat latarek, by potem owa informacja nie wyleciała mu z głowy.
Zerknął na stojącą nieopodal parę dorosłych, jednakże gdy dotarło do niego, że rozmawiali między sobą, przestał zwracać na nich uwagę. Ponownie spojrzał na strażnika, wymamrotał podziękowania za pomoc i poszedł wraz z Karoliną do wcześniej wskazanego miejsca.
W momencie, gdy usłyszał słowa blondynki, ostrożnie pokiwał głową.
- Dobrze - zgodził się na to. - Ale... Wróć szybko, dobrze? - dodał jeszcze. Niepewnie uniósł kąciki ust w górę, gdy poczuł jej dotyk na plecach. - Nie chcę pozostawać sam - w aktualnej sytuacji dłuższe rozdzielenie się nie wydawało się być najlepszą opcją. Lecz jednak nie powstrzymywał jej i nie namawiał do zmiany decyzji.
Przeszli kawałek razem, aż do owych drzwi, za którymi teoretycznie powinni... A raczej, powinien znaleźć latarki. Zamrugał oczami, po czym nacisnął klamkę i otworzył drzwi, rozglądając się najpierw za czymś w stylu oświetlenia tego pomieszczenia. Jeśli znalazłby coś, to wykorzystałby, jeśli nie... Cóż, nie zamykał drzwi, ba, pozostawił je szeroko otwarte, więc, nawet jeśli miałby tylko światło z zewnątrz, przeszedłby do poszukiwań chociaż jednej latarki, ostrożnie grzebiąc po regałach, a przynajmniej na tyle, na ile mógł sięgnąć. Lekko drżała mu dłoń przy tym działaniu i co jakiś czas rzucał nerwowe spojrzenie w stronę wyjścia. Nie chciał zostać tutaj zamknięty, nawet jeśli to byłoby przez przypadek.
Dorwał się do koszyka, w którym również zaczął szperać. W momencie odnalezienia latarek uśmiechnął się radośnie, po czym wziął je. Jedną schował do kieszeni bluzy, a pozostałe dwie trzymał w prawej dłoni i szukał dalej. Znalezione baterie schowałby do kieszeni spodni, a po upewnieniu się, ze nic nie ma ciekawego, wróciłby do sprawdzenia pozostałości w tym składziku. Sprawdził też skrzynkę na narzędzia bardziej powierzchownie, trochę czując obawę co do tych wszystkich przedmiotów. Mop obdarzył ino przelotnym spojrzeniem, zanim wyszedł z tego miejsca. Zamknął za sobą drzwi i przełożył latarki tak, by trzymać po jednej. Rozejrzał się, szukając wzrokiem Karoliny.
Jeśli zaś nie odnalazłby jej, westchnąłby cicho i powoli podreptał z powrotem w stronę innych ludzi, uważając, że najpierw powinien im przekazać owe znaleziska. A przynajmniej na chwilę tak pomyślał, bo na moment odwrócił się i pozostawił jedną latarkę przy drzwiach i poszedł. Nie wszedł do samego pomieszczenia, zatrzymał się kawałek dalej, tak, by słyszeć słowa mężczyzny. Postanowił poczekać, aż skończy pouczać ludzi, by potem przekazać mu dwie latarki z kilkoma bateriami. Potem chciał odwrócić się i iść tam z powrotem... I jeśli zostałby zmuszony, wymyśliłby pretekst, że poszedłby do łazienki. Albo szukać jeszcze więcej latarek w tamtym miejscu. Poszedłby i wziął ową trzecią latarkę, chowając do kieszeni bluzy i zarazem oparłby się o drzwi, zastanawiając się, co właściwie dalej.
Jeśli jednak spotkałby Karolinę wcześniej, spytałby się jej, czy miałaby coś przeciwko, gdyby jedną latarkę pozostawić dla nich, a pozostałe dwie zanieść i zanim wykonałby jakiś ruch, wysłuchałby jej opinii na starcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pon Paź 23, 2017 4:08 pm

Nawet w ciemnościach panujących na zewnątrz i jedynie przy coraz słabszym świetle reflektorów Norbert był w stanie dostrzec niektóre charakterystyczne aspekty Burnsley - wliczając w to rozwieszone wszędzie ozdoby. Choć światełka zgasły, to blask tak czy siak odbijał się na ich powierzchni. Tu czy tam dało się nawet wyłapać ruchome kształty, lecz po wcześniejszym incydencie zatrzymywanie się i nawiązywanie z nimi kontaktu byłoby pewnie co najmniej głupotą...
W samochodzie dziennikarz zdawał się być stosunkowo bezpieczny, przynajmniej póki pozostawał w ruchu, ale przecież nie mógł jechać w nieskończoność - w pewnym momencie albo skończyłoby mu się paliwo albo dopadłoby go zmęczenie. Coś w mroku musiało zaś zaginać przestrzeń, skoro auto zostało skierowane z powrotem do miasteczka. Pytanie tylko: czy działo się tak wszędzie czy jedynie na tej ulicy?
Kolejna próba wyjechania z Burnsley przebiegła całkiem podobnie, pomijając spotkanie z nieprzyjaciółmi. W pewnym momencie nawalające reflektory oświetliły znak mówiący o opuszczaniu miasta, przy mignięciu numer dwa wciąż znajdował się on na swoim miejscu, tylko oczywiście bliżej... Ale po trzecim zniknął, choć droga ciągnęła się dalej i wyglądała - chyba - na tę samą albo bardzo podobną.
Norbert ponownie zbliżał się do Burnsley, nadając sygnał SOS. Być może nawet ktoś go słyszał - ktoś normalny - ale w tych okolicznościach większość ludzi pewnie niewiele mogła zrobić. Przecież zwykłe odpowiedzenie tym samym mogłoby już sprowadzić jakieś nieszczęście, a co tu dopiero mówić o próbie nawiązania bardziej osobistego kontaktu...
Ciekawym mogło być zaś to, że jak do tej pory mężczyzna nie natknął się na żaden inny samochód, a przynajmniej nie na taki jeżdżący, bo zaparkowanych było sporo. Część osób z festynu starała się przecież schować w pojazdach - więc co się z nimi stało? Nie włączyli świateł, by się nie wychylać i to ich zgubiło? A może wprost przeciwnie, udało im się jeszcze wyjechać z miasteczka?
Auto Norberta znajdowało się właśnie w pobliżu ratusza, gdy wreszcie wydarzyło się coś nowego - i bardzo nieprzyjemnego. Coś masywnego uderzyło nagle w prawy bok samochodu, poniżej szyb, wgniatając go i odrzucając pojazd dobre trzy metry dalej. To coś musiało być dość długie, bo nie skupiło się na jednym punkcie, tylko przyłożyło podobny nacisk wzdłuż całego pojazdu. Poza tym zaś nie było idealnie twarde i - sądząc po rodzaju huku - raczej nie z metalu. Dziennikarz mógł sobie wykrakać tymi mackowatymi potworami mroku... Choć oczywiście nie mógł ocenić co tak naprawdę się z nim zderzyło - nie w tych ciemnościach. Pomimo uszkodzenia samochód w dalszym ciągu był sprawny... I po części wynikało to pewnie z faktu, że Norbert wybrał sobie masywny, solidny model.

Tymczasem światło w składziku łatwo było uzyskać; pojedynczy włącznik znajdował się wewnątrz pomieszczenia na prawo od drzwi i po naciśnięciu uruchomił jedyną lampę - płasko przylegającą do sufitu. Markus mógł w ciszy i spokoju przejrzeć dostępne przedmioty i zabrać latarki oraz baterie. Wbrew jego obawom nikt nie zamknął go w środku; ba, nikt nawet nie minął przez ten czas składziku, w pobliżu nie dało się też dosłyszeć żadnych kroków - nie licząc stopniowo oddalających się Karoliny.
Chłopak był więc w stanie bez problemów wrócić do reszty ocalałych i oddać im dwie z latarek, a następnie udać się po trzecią. Nie musiał się nawet usprawiedliwiać; wyglądało na to, że większość zebranych interesowała się głównie sobą, a pozostali starali się zadbać o najważniejsze kwestie, więc nie zwracali na Markusa uwagi. Rzadko kiedy ktokolwiek w ogóle na niego spoglądał.
Po powrocie chłopaka pod składzik Karoliny nie było już widać na tej części korytarza, a że po drodze się z nią nie minął, to mógł wywnioskować, że albo udało jej się dostać do jednego z pomieszczeń i zamknęła za sobą drzwi - albo przeszła na bok i tam badała teren. Od niego zależało czy wolał na nią poczekać w jednym miejscu, czy też udać się na jej poszukiwania, aby szybciej do niej dołączyć.

Karolina natomiast udała się dalej wzdłuż korytarza. Na większości mijanych przez nią - i zamkniętych na klucz - drzwi znajdowały się tylko numerki, jednakże nie miało to raczej większego znaczenia, skoro dziewczyna i tak szukała wyjścia na zewnątrz, a to ewidentnie były jakieś pokoje. Niektóre z nich posiadały nawet plakietki wyjaśniające kto dokładnie rezydował w środku, jak na przykład gabinet burmistrza czy przylegający do niego sekretariat.
Korytarz zakręcał pod kątem prostym i ciągnął się dalej; tym razem drzwi znajdowały się już tylko przy jednej ścianie, tej po lewej, na prawej zaś wypadały rzędem okna. Tych tutaj nikt nie zasłonił, w związku z czym po drugiej stronie widać było tę głęboką, zimną czerń - niemiłe przypomnienie o tym, co działo się właśnie na zewnątrz.
Za zakrętem sytuacja z drzwiami wyglądała niestety podobnie. Numerki, czasem plakietki... Ale żadne nie zostały oznaczone jako wyjście. Różnica była tak naprawdę jedna: tutaj na ścianie znajdowała się niewielka tabliczka ze strzałką i biegnącym ludzikiem... Tyle że skierowana była w kierunku, z którego dziewczyna przybyła.

W tym samym momencie nastolatkowie usłyszeli stłumiony huk. Praktycznie na pewno dobiegał on z zewnątrz i jakby z oddali... Tyle że oboje wiedzieli już, że w tej ciemności odgłosy brzmiały inaczej, więc nie można ich było oceniać w ten sam sposób co zawsze.
Tak czy siak, gdzieś w pobliżu coś się stało - tego Karolina i Markus mogli być pewni. Czy coś złego czy dobrego... To już stanowiło zagadkę. Dźwięk zdawał się mieć swoje źródło z przodu budynku, czyli ze strony przeciwnej do tej, po której teraz się znajdowali.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Paź 25, 2017 9:22 am

W samochodzie dziennikarza powoli wyczerpywało się ciepło, paliwo i nadzieja. Przez chwilę chciał zatrzymać się przy znaku wyjazdowym z miasta, jako najbardziej oddalonym od epicentrum punkcie, lecz ten zniknął, nim nawet do niego dojechał. Brak jakichkolwiek innych samochodów na drodze zauważył już wcześniej, jednak wolał o nim nie myśleć. Sam uważał że niemożliwe iż był jedyny, który zdążył dobiec do pojazdu. Po pozostałych uczestnikach ruchu, ani po opuszczonych na środku drogi samochodach nie było jednak śladu. Dziennikarz powoli godził się z myślą, że cokolwiek się z nimi nie stało, prawdopodobnie niedługo do nich dołączy.
Być może był to wpływ mroku dookoła, lecz Norberta powoli opuszczał cały zapał do życia i wola walki. Sygnał pozostał bez odpowiedzi, no co szczerze mówiąc dziennikarz i tak nie miał wielkich nadziei. Gdy po raz kolejny mijał ratusz miasta, przez moment miał nawet dość do tego stopnia, że rozważał zatrzymanie się i czekanie na koniec.
Paradoksalnie, nagłe uderzenie w bok samochodu przywołało go do porządku, jakby wybudził się z transu. Dobrze że był jeszcze w ruchu, bo chyba tylko pęd i szaleńcze manewry kierownicą ocaliły samochód przed dachowaniem.
W każdym razie adrenalina znowu skoczyła i Norbert znowu był gotów do działania, jak po pięciu solidnych dawkach kawy.
Nie mógł powstrzymać się przed zerknięciem, co mogło spowodować to uderzenie, choć był to prawdopodobnie próżny trud, zwarzywszy na panujące wokoło warunki. Poza tym przyznał sam przed sobą, że może wcale nie chciałby zobaczyć co to było.
W pierwszym, paranoicznym odruchu chciał odbić samochodem, tak by teraz samemu przyłożyć blachą wozu o napastnika. Niech wie że z ziemianami nie ma żartów. Jeśli jednak nie zauważył żadnego napastnika, lub w przestrzeni nie napotkał żadnego oporu, postanowił że jednak lepiej wiać. Gdyby jednak uderzenie dosięgnęło celu, też nie czekał by na reakcję, tylko z piskiem opon ruszył przed siebie.
W tej chwili każdy kierunek zdawał się równie dobry, skoro prowadził donikąd. Wtem jednak spadło na niego olśnienie. Przysłowiowa deska, której mógłby się chwycić. Oryginalny powód dla którego tutaj przyjechał. Festiwal świateł! Nie miał zielonego pojęcia jak długo krążył po spowitym mrokiem miejscu. Miał wrażenie że minęły długie godziny, choć rzeczywisty upływ czasu był prawdopodobnie dużo mniejszy. Światła miały jednak niebawem się pokazać, gdy to wszystko się zaczynało. Być może nawet już się pojawiły, tylko przez gęsty, smolisty mrok nie widać ich z miasteczka. Pojawiały się regularnie od… Norbert nie mógł sobie przypomnieć z muzealnych informacji od jak dawna dokładnie, ale byłoby naprawdę szkoda, gdyby był to jedyny rok w jaki wzięły sobie wolne.
Nie myśląc więc wiele zawrócił pojazd w kierunku lasu świateł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Paź 25, 2017 12:08 pm

Wędrując korytarzem powoli przyglądała się wszystkim drzwiom. Faktycznie była to część typowo ratuszowa. Z masą gabinetów w stylu sekretariatu i innych jemu podobnych. Nie widziała tu niczego ciekawego. Powoli głosy z muzeum cichły, a dziewczyna zagłębiała się coraz dalej. W końcu jednak nadszedł moment, gdy powinna zawracać. Dokładniej, gdy zauważyła znak wskazujący ewakuację w przeciwną stronę. Czyli jednak nie było tu innego wejścia. Zawsze to jakieś pocieszenie.
Zawracając spojrzała w jedno z okien. Jedyne co mogła zobaczyć to nieprzenikniona ciemność. Nic więcej. Za oknem było po prostu czarno. Zupełnie jakby ktoś oblał szybę czarną farbą. Chciałaby w końcu wiedzieć co się działo tam na zewnątrz. Co lub kto ich atakowało. Choć stwierdzenie, że atakowało w chwili obecnej nie do końca jej pasowało. Jeśli za mrokiem krył się ktoś to póki co ten ktoś nic nie robił. A jeśli będą siedzieć tu do rana to w końcu słońce zacznie się pojawiać i mrok nie będzie już w stanie być tak gęsty. Promienie słońca na pewno będą go rozpraszać. Dlaczego więc agresor nic nie robił? Zupełnie jakby na coś czekał.
Nagły huk sprawił, że dziewczyna niemal podskoczyła w miejscu. Szybkim krokiem ruszyła z powrotem do części muzealnej, gdzie znajdowała się reszta osób. Hałas wyraźnie dobiegał z zewnątrz. Coś się działo na dworze. Blondynka zaczynała mieć dość tego bezczynnego siedzenia. W końcu wróciła do oświetlonego pomieszczenia, gdzie czekał na nią już Markus.
- Coś tam się dzieje. A my tu siedzimy bezczynnie. Powinniśmy coś zrobić. Czuję się jak w potrzasku. - odezwała się do kolegi. Podeszła do jednego z przednich okien i odsłoniła je lekko, by móc zerknąć na zewnątrz. Tu jednak było podobnie. Widziała tylko czerń i nic poza tym. Przesunęła się w bok bliżej drzwi, po czym spojrzała na najbliższe osoby, które mogły szybko stanąć przy drzwiach. Następnie zerknęła na stróża, który teraz już był w części muzealnej.
- Panie stróżu, czy jest tu gdzieś jeszcze blisko budynek z porządnym oświetleniem? - zapytała mężczyzny głośno i wyraźnie, by ten zwrócił na nią uwagę. Bez względu na to jaką odpowiedź otrzymała, dziewczyna była zdecydowana wyjść na dwór. Jeśli któryś budynek posiadał większe oświetlenie to do niego miała zamiar się skierować.
- Wyjdę znaleźć więcej światła. Proszę mi drzwi otworzyć. I ktoś powinien jak najszybciej przytrzymać drzwi jak tylko wyjdę na zewnątrz. Ta ciemność wydaje się być żywa, patrząc po wcześniejszej jej próbie wdarcia się do środka. - spojrzała po ludziach. Pewnie wzięli ją za wariatkę, ale ktoś powinien coś w końcu zrobić. Jeśli mężczyzna, który wcześniej zamknął drzwi, nie chciał ich jej otworzyć to miała zamiar siłą odebrać klucz. Jeśli natomiast w końcu drzwi zostały otwarte, Karolina szybko się wyślizgnęła na zewnątrz, wcześniej każąc Marcusowi nigdzie się nie ruszać. Nie musiał jej słuchać. Mógł też chcieć coś zrobić. Jako, że drzwi otwierały się na zewnątrz, blondynka jak najszybciej naparła na nie, nie pozwalając ciemności się wślizgnąć do środka i pomagając ludziom je zamknąć.
Jak najszybciej skierowała się w stronę, która została jej wskazana odnośnie budynku z porządnym oświetleniem, po drodze ustawiając swój telefon na maksymalną jasność. Jeśli natomiast nie dostała żadnych informacji to postarała się pójść w stronę, z której wcześniej usłyszała huk. W dodatku to chyba gdzieś w tamtym kierunku był las.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Paź 31, 2017 1:58 am

Markus uznał, że przynajmniej w tym momencie posiadał odrobinkę szczęścia. Nikt go nie zamknął, więc mógł w spełnić swoje zadanie w postaci odnalezienia latarek, jak ich zaniesienia. Faktem pozytywnym również było i to, że nie skupili się na nim, pozwalając mu tym samym działać. Jednakże... Nie był właściwie pewien co dalej. Na ten moment znajdował się przy składziku, zastanawiając się jednocześnie, jakie powinien podjąć kolejne kroki. Nie mógł nigdzie dostrzec Karoliny... A sam czuł się niezbyt zdecydowany co do tego, by szukać ją w tym miejscu. Nieznajomość lokacji mogłaby spowodować, że był narażony na zgubienie się. Nie miał jednak pewności, iż potrafiłby ją odnaleźć tutaj. Ani tego, że rzeczywiście napotkałby się na nią w tym miejscu. Dlatego też westchnął cicho, rozejrzał się dla pewności i poszedł ponownie w stronę pomieszczenia, gdzie znajdowali się inni.
Wtedy do jego uszów dobiegł stłumiony huk. Gwałtowny dźwięk sprawił, że wzdrygnął, odczuwając nieprzyjemny dreszcz, jak i ukłucie strachu. Co się dzieje? Nie wiedział, co mogło dziać się na zewnątrz, a ewentualna próba spojrzenia za okno - co w danej chwili niespecjalnie i tak było możliwe - skończyłaby się na tym, że ujrzałby tą nieprzenikliwą ciemność... Aż zacisnął palce na schowanej latarce. Przeraża mnie to. Co się tam stało? Wiedział, że nie było pewności iż każdy zdołał się ukryć. Czy może to jedna z tych osób? Nie umiał sobie odpowiedzieć.
Stanął nieco obok wejścia, nie chcąc rzucać się specjalnie w oczy. Zgarbiona postawa, wzrok wbity w ziemię... I mniej więcej tak tkwił, zanim nie dotarła do niego Karolina.
- Ale co chcesz zrobić? - spytał się jej, podnosząc wzrok na dziewczynę. - Nawet nie wiemy, z czym lub kim możemy mieć do czynienia. Ani co ta ciemność robi - lekko zadrżał, przypominając sobie, co wcześniej odczuwał, gdy ciemność ich dorwała. - Nie byłoby lepiej najpierw pomyśleć nad tym? - dorzucił kolejne pytanie, tym razem wypowiadane z wyraźną niepewnością. Nie posiadał żadnych pomysłów, które pomogłyby im w tej sytuacji. Dlatego też blondyn póki co śledził wzrokiem towarzyszkę, a w momencie zagadania stróża, podszedł nieco bliżej, by usłyszeć jej słowa. Nie czuję co do tego przekonania... - pomyślał po usłyszeniu jej wypowiedzi. Miał wrażenie, że ludzie nie byliby chętni przystać na otworzenie kolejny raz drzwi. Zwłaszcza, że chodziło to o osoby, które dopiero co tutaj dotarły.
Pomimo własnej niepewności, nie zamierzał jednak pozostawać tutaj sam. Dlatego też w momencie usłyszenia nakazu, odmówił jej.
- Idę z tobą - zwrócił się do niej. - Tutaj i tak nic nie zdołam zrobić - no i nie chciał zostać sam pośród tych wszystkich nieznajomych, czekając... Nie był nawet pewny na co. Ciekawe, w którym momencie uzna, że swoim zachowaniem przypominam przylepkę. - I chyba jest lepiej we dwójkę niż w pojedynkę... Prawda? - dodał jeszcze.
Jeśli będzie mógł, ruszy z nią na zewnątrz i zarazem po opuszczeniu budynku, zamierzał wygrzebać tą latarkę, którą wcześniej nie oddał  - i jeśli nie została mu odebrana - po czym włączył ją, oświetlając trasę przed sobą, jak i nieco na boki. Podbiegł również do dziewczyny, chwytając ją za rękę.
- Lepiej, byśmy byli blisko siebie - powiedział nieco zmieszany. - I pożyczyłem latarkę. Chyba się przyda - bąknął dodatkowo. - Słyszałaś ten wcześniejszy hałas?
Z drugiej strony, jeśli nie będzie mógł nawet wyjść, to poszedłby się przejść po budynku, by rozejrzeć się za czymś, co pomogłoby w ewentualnym starciu z ciemnością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Lis 01, 2017 10:33 pm

Nie można by tak naprawdę powiedzieć, że Norbert zobaczył to, co w niego trafiło - nie do końca. Kiedy wykonywał swoje szalone manewry, światło reflektorów na moment padło jednak na coś, czego... Po prostu nie rozjaśniło, jak gdyby w tym miejscu znajdowało się wysokie na nieco ponad metr pasmo głębokiej, bezkształtnej czerni, a nie zwykłej ciemności. Wypadało właśnie po tej stronie, z której nadeszło uderzenie i mężczyźnie udało się wykręcić tak, aby znów się z nim spotkać - choć tym razem słabiej, a więc najwyraźniej to coś miało wcześniej więcej siły od sporego samochodu. Wrażenie było podobne do poprzedniego; obiekt nie mógł być metalowy, prędzej przypominał coś na kształt bardzo zbitej i wytrzymałej gąbki, tyle że twardej. Przy zderzeniu auto również się odbiło, a impakt sprawił, że w końcu dwa światła całkowicie odpuściły - przednie i tylne po tej samej stronie.
Dobrze, że Norbert od razu potem ruszył przed siebie, bo to coś chyba nie zamierzało mu pozostawać dłużne. Kiedy odjeżdżał, ponownie otarło się o bok pojazdu, ale na samym jego tyle; nie dało rady obrócić w ten sposób samochodu, włożyło w cios za mało siły, ale na moment trochę zmieniło jego trasę, przez co dziennikarz musiał ją wyrównać. Co ciekawe, podczas poruszania się ten nieprzyjazny obiekt najwyraźniej nie powodował powstawania żadnych dźwięków... Albo przynajmniej nie docierały one do Norberta.
Las otaczał miasteczko ze wszystkich stron, lecz wbrew pozorom możliwości łatwego wjechania bezpośrednio do niego nie było aż tak wiele. Mężczyzna próbował już w końcu głównej drogi i nic mu to nie dało... A boczne uliczki między budynkami mieszkalnymi mogłyby się okazać w tych warunkach zwodnicze, skoro Norbert widział teraz tylko parę metrów przed i za siebie, a po bokach w zasadzie wcale. Całkiem niezłym zjazdem mogło być jednak pole namiotowe, do którego dało się dostać prostą drogą. Tyle że to przecież tam wszystko się najwyraźniej zaczęło...
Samo dotarcie na pole namiotowe przebiegło bez poważnych problemów, pomijając minięcie kilku kolejnych - nazwijmy to - osób. Samochód je interesował, obracały się ku niemu, ale były zbyt wolne, aby przepuścić atak, więc póki co dziennikarz chyba nie musiał się nimi martwić. Na polu było już jednak gorzej... Między innymi dlatego, że tam zdawali się gromadzić ci opętani, zarażeni czy w inny sposób odmienieni ludzie. Oni również zwrócili wzrok ku pojazdowi, ba, zaczęli się ku niemu kierować... A cała ich chmara poważnie utrudniała prowadzenie. Okazali się nawet na tyle sprytni, by stanąć też za autem, w dodatku tworząc ze trzy luźne rzędy. Po bokach nie było ich widać, bo w końcu tam Norbert nie posiadał żadnego oświetlenia, mógł się jednak domyślać, że raczej nie zachodzili go jedynie z przodu i z tyłu. Zdawali się w ogóle nie bać tego, że mogą zostać przejechani... A uderzenie w nich stanowiło już teraz chyba jedyną opcję przemieszczania się w którymkolwiek kierunku.
Reporter mógł się więc wycofać - dosłownie po trupach albo przynajmniej po rannych do celu. Tyle że... Co by mu to dało? Powróciłby do miasteczka i znalazłby się w punkcie wyjścia. Po przeciwnej stronie pola namiotowego powinna się zaś znajdować ścieżka prowadząca nieco głębiej w las - co prawda tylko wydeptana, ale na tyle szeroka, że ostrożnie sterowane auto miało szanse się na niej zmieścić.

Podczas gdy Norbert szukał drogi ucieczki, Karolina i Markus znów się spotkali i zdecydowali się opuścić budynek... Co okazało się nie być takie proste, o czym już niedługo później oboje się przekonali. Początkowo sprawy nie wyglądały jeszcze tak źle, bo pierwsze pytanie kosmitki zostało przyjęte z niegroźnym zdezorientowaniem, jak gdyby stróż nie do końca wiedział czemu dziewczynę to w ogóle interesowało... I to pewnie to niezrozumienie sprawiło, że zdecydował się jej odpowiedzieć:
-Przy kościele jest trochę lamp, podświetlamy go przy świętach- oznajmił mianowicie, choć było to bardzo ogólne stwierdzenie, pozbawione chociażby wskazówek odnośnie drogi do wspomnianego budynku. Zaraz zresztą z tłumu rozległ się kobiecy głos, raczej młody, choć prawdopodobnie należący do kogoś trochę starszego od Karoliny i Markusa; jego właścicielki tak czy siak nie było widać za innymi osobami.
-Na zewnątrz i tak wszystko pogasło- jej słowa brzmiały bardzo pesymistycznie, na co wskazywał również ich ton. Przez wyraźne zrezygnowanie i zniechęcenie dało się jednak dosłyszeć coś jeszcze, niczym podszycie z powoli zbierającej się w dziewczynie histerii. Albo była spokojna jeszcze albo już; brzmiało na to, że niedawno się pozbierała lub niedługo miała wybuchnąć.
Jej słowa sprawiły, że rozmowy stały się nagle głośniejsze i intensywniejsze. Niektórzy pewnie się ze sobą sprzeczali, inni starali się pocieszyć samych siebie lub pozostałych... Albo po prostu komentowali to, co się działo. Pomiędzy wypowiedziami wciąż można było wyłapać chlipanie, pociąganie nosem i tym podobne dźwięki. Wyglądało więc na to, że pytanie Karoliny utrudniło jej ponowne zdobycie uwagi ocalałych, lecz kiedy już jej się to udało... Wystarczy powiedzieć, że dziewczyna słusznie podejrzewała, że tłum uzna ją za wariatkę, bo mniej więcej to mówiły teraz spojrzenia osób znajdujących się najbliżej niej. Nie wszyscy w pobliżu ucichli, niektórzy wręcz przeciwnie, lecz ponad ich głosy tak czy siak z trudem wybił się stróż:
-Policja tu po nas przyjedzie. Mamy kontakt z sąsiednim miasteczkiem. Musimy tylko poczekać, więc nikt nie będzie się oddalał, to zbyt niebezpieczne. Tutaj jeszcze nic się nikomu nie stało...- starał się tłumaczyć, choć widać było, że nie przekonywał tym każdego. Próbował mieć autorytet - ale być może z powodu wieku, a może przez naturalny brak predyspozycji nie robił na ludziach aż takiego wrażenia.
Mężczyzna, który wcześniej zamknął drzwi, zdawał się jednak być po jego stronie... Przynajmniej w jakimś stopniu. Patrzył teraz na Karolinę z niepokojem i ostrożnością w oczach, podczas gdy wokół nich mieszały się rozmowy. "To tylko dziecko" zlewało się z "niech sobie idzie, jeżeli ma ochotę" oraz z "a jeśli wpuści tu do nas ciemność?" i innymi słowami.
Właśnie to rozkojarzenie pozwoliło nastolatce zaatakować - bo choć mężczyzna ją obserwował, to wciąż był od niej wolniejszy, miał ograniczone pole do manewru i chyba przede wszystkim nie spodziewał się, że dziewczyna zrobi coś tak - w jego opinii - głupiego. W związku z tym Karolinie udało się na początek chwycić go za rękę, on jednak w tym czasie próbował się już odsunąć, a w ciągu sekund kolejne osoby zwróciły uwagę na zamieszanie. Inny, młodszy - może trzydziestoletni? - osobnik złapał kosmitkę od tyłu w pasie i poderwał ją w powietrze, pewnie chcąc ją odciągnąć. Nie był z niego żaden siłacz, ale po sylwetce dało się ocenić, że pewnie ćwiczył przynajmniej umiarkowanie... Choć oczywiście pochodzenie dziewczyny dawało jej przewagę.
Większość osób zdecydowała się odsunąć z tego miejsca, choć śledzili wzrokiem rozwój wydarzeń oraz komentowali zajście coraz głośniej i z rosnącą paniką. Przybywało głosów nawołujących do tego, aby po prostu wyrzucić Karolinę za drzwi, ktoś argumentował, że nie mogli za nią odpowiadać, a po jej usunięciu zapanuje spokój, kolejna ocalała zaś się na to oburzała, wspominając coś o dbaniu o każdą jednostkę.
Kobieta pod czterdziestkę - przypominająca typową matkę wielodzietnej rodziny, może nie gruba, ale ponadprzeciętnie pulchna, z włosami zebranymi w kucyk - położyła dłoń na ramieniu Markusa, zacisnęła palce i spróbowała pociągnąć go w swoją stronę. Planowała chyba zabrać go do innej części pomieszczenia, z daleka od drzwi i całej tej akcji. W pewnym sensie było to nawet miło z jej strony - że myślała jeszcze o kimś poza samą sobą.
Główny problem ze zdobyciem klucza polegał na tym, że Karolina nie była w stanie od razu stwierdzić gdzie się on znajdował. Mężczyzna nie miał go w dłoniach, więc - o ile go gdzieś nie odłożył albo komuś nie oddał - prawdopodobnie trzymał go w którejś z kieszeni... Spodnie czy jeansowa kurtka? Tę ostatnią pewnie łatwiej byłoby sprawdzić albo nawet zerwać z delikwenta. Poza tym kosmitka nie powinna mieć poważnych kłopotów z oswobodzeniem się - musiała tylko dobrać się do klucza, a potem go użyć. Nikt inny nie spieszył się do pomocy z zatrzymaniem jej, a ona sama miała wolne kończyny... No i w ostateczności swoje moce, choć pewnie nie powinna ich teraz nadużywać, jeżeli chciała zachować je do rana.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pią Lis 03, 2017 12:59 pm

Dziennikarz bardzo szybko pożałował swojego odruchu odwdzięczenia się pięknym za nadobne bestii. Przecież gdyby stanowił dla niej jakiekolwiek wyzwanie, pewnie nie atakowałaby go tak otwarcie. Świat zwierząt. Silniejszy zjadał słabszego, nie na odwrót. Teraz przez swoją brawurę stracił kilka świateł.
W swoim drugim odruchu zaczął to, co na ogół zawsze robił stając twarzą w twarz z zagrożeniem.
Wziął nogi za pas.
Stwór widocznie pognał za nim, bo samochodem wstrząsnęły kolejne uderzenia, ale potem widocznie dał za wygraną.
Norbert wolał nie ryzykować wąskich, wiejskich ulic, pognał więc jedyną drogą jaką znał, a mógłby się przez nią przemknąć. Oczywiście, musiałby wyminąć miejsce, w którym ciemność zaczęła się rozprzestrzeniać, jednak chwilowo całe miasto znajdowało się teraz pod jej działaniem, więc ciężko było powiedzieć, żeby w jakimś miejscu było ciemniej niż w innym.
Pędząc w stronę pola namiotowego nie pomyślał jednak o tych wszystkich ofiarach ciemności, które znajdowały się w tym miejscu. Było ich znacznie więcej niż samych biwakowiczów. Widocznie schodzili się tu zarażeni z całego miasta. To dlatego do tej pory tak niewielu ich spotkał w samym miasteczku.
Wjechał już zbyt głęboko w tłum ponurych sylwetek, by można było mówić o zawracaniu. Oglądając się za siebie zobaczył że kordon tych „zombie” blokuje mu drogę cofania.
Skoro się więc powiedziało A, należało powiedzieć i B. Norbert więc równym tempem, z odpowiednim impetem parł przed siebie. Wolał nie wjeżdżać w ludzi, ponieważ mogliby go zanadto spowolnić, a poza tym wciąż po części myślał o nich jako o, no, ludziach. Dlatego gdy musiał już kogoś potrącić mruczał pod nosem:
-[/b]Przepraszam. Przepraszam. Oh, przepraszam.[/b]  
Musiał zwolnić jeszcze bardziej, chcąc zmieścić się w wąską leśną dróżkę. Nagle wybór wielkiego, masywnego samochodu przestał wydawać się tak dobrym pomysłem. Choć być może w innym przypadku nie zajechałby tak daleko.
Na domiar złego, wszelkie nadzieje o tęczowych światłach z lasu legły w gruzach. Drzewa nie były w żadnym stopniu jaśniejsze niż wszystko dookoła. Czyżby mrok nie dawał światłom szansy na zapalenie? A może tworzył tylko ścianę ciemności między Norbertem, a zjawiskiem. Ta ciemność zachowywała się tak dziwnie, że nic nie było tutaj pewne. Tak czy siak pozostawało to wciąż ostatnia, choć wątła nadzieja nowojorczyka. Z wszelkim uporem dążył w tamtym kierunku widząc tam jedyną szansę swojego przetrwania.
Jeśli w końcu dotarł między drzewa zwolnił, wypatrując najmniejszych śladów kolorów między pniami. Musiał też oczywiście dostosować prędkość do wciąż pogarszających się warunków jazdy.
Nie myślał na razie co się stanie gdy skończy się droga, jak uda mu się zawrócić, ani co właściwie zrobi dalej. Postawił wszystko na jedną kartę i jeśli ona zawiedzie, to i tak przyjdzie mu chyba żegnać się ze swym losem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sob Lis 04, 2017 11:50 am

Kościół. To był dosyć duży budynek i Karolina kojarzyła, że na pewno jeden widziała, więc jakoś by pewnie do niego trafiła choć nie będzie łatwo. Nawet jeśli wszystko pogasło to mogła się dostać do budynku i tam znaleźć jakieś dodatkowe zasilanie. Na pewno mieli jakiś generator na wypadek awarii elektryczności. Nawet w tak małym miasteczku jak Burnsley raczej o tym pomyśleli.
- I mamy tu siedzieć do rana bezczynnie, nic nie robiąc, podczas, gdy tam na zewnątrz jest co najmniej jedna żywa osoba?! - zapytała z oburzeniem, nie mogąc wierzyć, że oni wszyscy chcieli tu siedzieć i liczyć, że policja im pomoże. Jeśli będą chcieli teraz przyjechać to na pewno nie mieli szans w tych ciemnościach. Czekanie do rana zupełnie się jej nie podobało. Pewnie nie było dalej jak chwilę po dwudziestej pierwszej. To dawało co najmniej siedem godzin nim zacznie się robić jasno na dworze od słońca, a nie było pewności czy ciemność ustąpi przed nim.
O ile zabranie klucza staruszkowi nie wydawało się być wielkim wyzwaniem to jednak Karolina nie spodziewała się, że ktoś będzie próbował ją zatrzymać w inny sposób niż słowny. Nie spodziewała się tego nagłego chwytu w pasie i podniesienia do góry. Coraz bardziej traciła cierpliwość do tych ludzi. Była oazą spokoju. Miała naprawdę olbrzymie pokłady cierpliwości. Tylko, że dorośli bardzo szybko je wyczerpywali.
Musiała puścić rękę mężczyzny, gdy chłopak ją podniósł do góry. Nie miała zamiaru się szarpać i piszczeć, by ją puścił. Co to to nie. Miała o wiele lepszy sposób na to, by się uwolnić. Złapała jego ramiona mocno, ściskając je i powoli rozsuwając na boki, by samej się wysunąć z uścisku. Może i zdradzi się tym, że nie była tak do końca zwykłą blondyneczką, ale w tej chwili miała to już gdzieś. I tak nie pochodziła stąd, była tylko turystką. Pewnie prędzej czy później zapomną o niej.
Jak tylko udało się jej uwolnić, szarpnęła za jeansową kurtkę właściciela klucza, by ją przejrzeć. Jeśli w niej nie było klucza to spojrzała groźnie na faceta, wyraźnie dając znać, że z jego spodniami może zrobić dokładnie to samo, więc lepiej żeby oddał jej klucz po dobroci. Bez względu na to czy dostała klucz czy musiała sama go sobie wziąć, podeszła do Markusa, odciągając go od kobiety i idąc z nim w stronę drzwi.
- Siedźcie sobie tutaj skoro wam tak wygodnie. - powiedziała, otwierając sobie drzwi kluczem. Karolina szybko się wyślizgnęła na zewnątrz, wyciągając szybko kolegę za sobą. Jako, że drzwi otwierały się na zewnątrz, blondynka jak najszybciej naparła na nie, nie pozwalając ciemności się wślizgnąć do środka i pomagając ludziom je zamknąć. Jak najszybciej skierowała się w stronę kościoła z porządnym oświetleniem, po drodze ustawiając swój telefon na maksymalną jasność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Czw Lis 09, 2017 12:09 pm

Zdecydowanie ciężko było nie zauważyć zamieszania, które tutaj powstało przez pytania i słowa Karoliny. Niezbyt go zdziwiła owa reakcja, wyjście na zewnątrz, gdy nie wiadomym było, co się stanie w tej strasznej ciemności, niekoniecznie musiało być dobrym pomysłem... Sam odnosił takie wrażenie, lecz skoro się zdecydował, to nie chciał zmieniać zdania. Nawet jeśli nie polubił się z tym mrokiem. Nie wiem czemu, ale mam tą cichą nadzieję, że tamto, co tam czułem, było spowodowane ino tym, że zaskoczyła nas, gdy byliśmy nieprzygotowani. I niczym więcej. Na dodatek miał wrażenie, że słowa dziewczyny nie przemawiały do tego tłumu. Chyba nie będzie ich obchodziła pomoc innym. Byle być bezpiecznym tutaj.
Pokręcił nieco głową, starając się zarazem skupić.
- Myślę, że warto spróbować - powiedział w końcu, nie podnosząc zbyt głosu. Jeśli powstał tutaj hałas, nie było specjalnie dużych szans, że zostanie usłyszany. - Chyba będzie dobrze, jeśli powstanie drugie źródło światła... - czuł wahanie we własnym głosie. To wszystko było dla niego jedynie gdybaniem, bez pewności, że to co mówi, jest prawidłowe.
No i jeszcze więcej komplikacji... Ludzie jednak zdecydowali się ich zatrzymać i to w fizyczny sposób. Markus zadrżał, na początku będąc zaskoczony owym działaniem, przez co nie ruszył na pomoc z miejsca. Jedynie patrzył na to, powoli przyjmując owe informacje do siebie. To naprawdę musi dziwnie wyglądać z punktu widzenia trzeciej osoby. Dwie osoby chcące wydostać się stąd. W końcu zaczął kontaktować i już, już miał iść. Ba, postawił krok do przodu. Wtedy poczuł na swoim ramieniu dłoń i to, że został pociągnięty do tyłu. Uniósł głowę by zobaczyć, kto to robi... A przez owe działanie, odczuł na początku strach. Nie wiedział tez, jakimi zamiarami kierowała się owa osoba, więc... To raczej nie umiał zareagować pozytywnie. Dlatego też starał się nie dać pociągnąć. Użył siły, by starając się zatrzymać w miejscu. Zaparł nogami.
- Proszę mnie puścić - odezwał się. - Proszę...? - starał się zachować chociaż odrobinę uprzejmości w tym wszystkim, ale nie było łatwo. Jeśli jednak nieznajoma kobieta zdecyduje się być bardziej stanowcza, to i on będzie starał się wyrwać z jej uścisku. Nieznajomość tego, co chce zrobić, nie sprawiła specjalnie, że zaufałby jej i dał się odciągnąć.
Co dalej? Ciężko stwierdzić przez nieumiejętność przewidzenia działania osób trzecich. Albo dostałby wsparcie w postaci pomocy Karoliny i mógłby z nią opuścić owe miejsce lub też zdołałby wcześniej oswobodzić się. Jeśli wszystko poszłoby według ich zamierzeń i opuściliby miejsce, to użyłby latarki, którą miał przy sobie. Lub też nadal byłby w środku, starając się wymyślić na szybko, co powinien zrobić. Może powinniśmy poszukać innego wyjścia i okrążyć sam budynek? - przeszło mu jeszcze przez myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Burnsley   

Powrót do góry Go down
 
Burnsley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie :: Mountain Home Demonstration State Forest-
Skocz do: