Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Burnsley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Burnsley   Wto Sie 01, 2017 4:19 pm

First topic message reminder :


Burnsley to niewielkie miasteczko w hrabstwie Tulare, położone na terenie już pagórkowatym, lecz jeszcze nie do końca górzystym. Zaledwie kilka tysięcy mieszkańców oznacza, że miejscowa społeczność zna się dobrze, lecz mimo to nie jest tak zamknięta, jak można by się spodziewać. Wynika to między innymi z faktu, że Burnsley jest otwarte na turystów, w tym takich jedynie przejeżdżających dalej, bo w końcu oni również potrzebują zatrzymać się na obiad w tutejszej restauracji, zakupy w sklepie czy nocleg w hostelu albo na raczej małym polu namiotowym w pobliżu miasteczka.

Jedna główna droga biegnie przez całe Burnsley i to przy niej skupiają się te najważniejsze budynki - czyli na przykład większe sklepy, hostel, kościół, restauracja, a także coś w rodzaju ratusza połączonego z muzeum. Trochę na uboczu znaleźć można również pub. Większość domów mieszkalnych - choć nie wszystkie - wypada przy bocznych uliczkach. Nie uświadczy się tutaj bloków, ani niczego podobnego; domy są jednorodzinne, zwykle niewielkie lub średniego rozmiaru, a do tego sporo z nich sprawia wrażenie dość starych... Więc raczej nie budują się tu żadni młodzi.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Czw Lis 09, 2017 3:47 pm

Wyobraźni Norberta zapewne nie pomagał fakt, że ci wszyscy ludzie wokół niego nie zachowywali się wcale jak typowe zombie z filmów - poruszali się i wyglądali niemalże normalnie, pomijając drobne szczegóły pokroju braku reakcji na próby nawiązania kontaktu. Przy potrącaniu również padali zupełnie tak, jak każda zwykła osoba... Choć ich twarze nie wskazywały na ból, nawet kiedy wyraźnie odnosili jakieś obrażenia.
Ważne jednak, że w końcu reporter dotarł do krawędzi pola namiotowego oraz do ścieżki prowadzącej do lasu. W samym miejscu styku była ona jeszcze na tyle szeroka, że nie musiał bardzo zwalniać, aby się w niej zmieścić, ale dalej sprawy zaczynały się już komplikować - właściwie po pierwszych paru przebytych metrach. Mężczyzna wciąż nie był w stanie ocenić co znajdowało się po jego bokach, bo w końcu nie mógł ich oświetlić, ale patrząc przed i za siebie na pewno widział, że drzewa rosły coraz gęściej...
... W pewnym momencie zaś za nim pojawiło się coś bardzo niepokojącego, ale i trudnego do wychwycenia, przez co Norbert łatwo mógłby to przeoczyć. Kiedy oddalał się już od pola namiotowego, na jego terenie z góry osunęła się o wiele gęściejsza, czarniejsza ciemność - taka, której nie rozpędzały reflektory auta. Nie rozlała się równomiernie nad całym obszarem, wyglądało to raczej tak, jak gdyby z nieba opadł jakiś filar albo inny pionowy obiekt o nieregularnych, rozmazanych krawędziach, mający szerokość może dwóch metrów. Kiedy tylko zetknął się z podłożem, zaczął się po nim powoli rozlewać. Na szczęście w tym momencie samochód znajdował się już na tyle daleko od tego zjawiska, że w ciągu kilku sekund światła przestały na nie padać.

Tymczasem w ratuszu tym razem Karolinie udało się już dobrać do klucza - który musiała wyszarpać z kieszeni kurtki mężczyzny, podczas gdy ten wcale nie ułatwiał jej tego działania i nieustannie starał się od niej odsunąć - a następnie złapać Markusa i wraz z nim wydostać się na zewnątrz. Oczywiście towarzyszyły temu kolejne odgłosy protestów i narzekań, ale wyglądało na to, że większość zadecydowała, że wolała martwić się o siebie samych, a nie o dwoje obcych nastolatków. Ciężko powiedzieć czy ludność pozostająca w budynku miała dostęp do drugiego klucza, ale prawie na pewno tak; w końcu byłoby co najmniej dziwnie, gdyby na przykład stróż nie posiadał własnego egzemplarza.
W miasteczku panowała teraz praktycznie idealna ciemność. Na niebie nie było widać gwiazd czy księżyca, a odsunięcie się od ratusza nawet na te kilka metrów sprawiło już, że nie dało się dojrzeć światła bijącego z jego okien. Podobny efekt spotykał blask komórkowej latarki: nie sięgał aż tak daleko, jak powinien w normalnych okolicznościach, a do tego wydawał się bledszy i słabszy. Oczywiście zawsze było to lepsze od błądzenia całkiem na ślepo... Ale znalezienie czegokolwiek w tych warunkach będzie graniczyło z cudem.
Karolina i Markus mieli teraz przed sobą parę możliwości. Mogli na przykład spróbować dotrzeć do kościoła, choć oczywiście nie wiedzieli gdzie się on znajdował i czy w ogóle zagwarantowałby im jakieś światło - skoro inne jego źródła zgasły... Albo mogli zacząć się rozglądać za innymi ocalałymi, w tym za Norbertem, co pewnie zdawało się jeszcze trudniejsze - bo jednak istniała różnica pomiędzy dużym i nieruchomym budynkiem, a o wiele mniejszymi i mobilnymi ludźmi. Poza tym mogliby też sprawdzić różne drogi ucieczki z miasteczka, między innymi główną ulicę oraz te poboczne... Choć czy przejście do lasu aby na pewno byłoby takim dobrym pomysłem?
Nie pomagało również to, że cała ta ciemność wciąż wywoływała bardzo nieprzyjemne efekty. Chłód stanowił tylko jeden z nich i to chyba ten, z którym najłatwiej było sobie poradzić; o wiele gorsze były negatywne emocje, które starały się wyrwać na powierzchnię, pesymizm, poczucie beznadziei, niemiłe wspomnienia. Dało się z tym walczyć, bo nie wydawały się do końca naturalne, ale i tak nie chciały ustąpić, wdzierając się w tok myślenia. Niewygodne było także to, w jaki sposób mrok tłumił dźwięki; nastolatkowie musieli być bardzo blisko siebie i mówić głośno, żeby w ogóle dobrze się słyszeć... A przy okazji oznaczało to, że ktoś mógłby podejść do nich niezauważony. Albo coś.

Norbert zostaje wyprowadzony z tematu i niedługo zacznę dla niego wątek w następnym, czyli dokładniej tutaj.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pią Lis 10, 2017 10:58 pm

Karolina spojrzała w górę. Tam, gdzie powinno być niebo. Jednak nie była w stanie dojrzeć niczego. Podoba jak po bokach, tak samo i u góry było po prostu czarno. Nie było gwiazd, księżyca ani nawet chmur. Miała wrażenie jakby ktoś ich po prostu zamknął w czarnym pudełku z grubych ścian. To by nawet pasowało do dodatkowego faktu, że również z dźwiękami był problem. Dookoła nich panowała głucha cisza i do tego musieli głośno mówić, by siebie słyszeć choć dziewczyna trzymała Markusa za rękę, czyli byli bardzo blisko siebie.
Świecenie telefonem i latarką nie dawało im zbyt wiele, prawie nic nie widzieli. Zupełnie jakby kilkadziesiąt centymetrów od nich również postawiono czarną ścianę. Ruchomą, bo jednak mogli iść przed siebie cały czas. Zastanawiała się czy ta czerń nie była tworem jakiejś magii. Lub czy nie było to złudzenie. Obie opcje mogły tłumaczyć nagłe zepsucie się jej nastroju. Ponure myśli, smutek i niechęć do tego, by cokolwiek zrobić ze swoją sytuacją. W dodatku nie miała pojęcia, gdzie idą. W którą stronę podążają. Nie widząc nic nie mogła nawet być pewna, że idą cały czas prosto przed siebie. Mogli nieświadomie skręcać w różne strony. Mogli nawet kręcić się w kółko.
Widząc naprawdę mało, blondynka nie była w stanie ocenić, w której części miasteczka się znajdowali. I w stronę czego podążali. Czy zbliżali się do pola namiotowego? A może do lasu? Albo w stronę drogi i wyjścia stąd? Była tutaj pierwszy raz i nawet jeśli zauważyła coś charakterystycznego to nie była w stanie skojarzyć tego z niczym konkretnym. Nie wiedziała co gdzie się znajdowało. Zaczynało ją to irytować. Zapewne w swoim rodzinnym mieści bez problemu by się zorientowała, gdzie idzie. Tutaj mogła jedynie błądzić po omacku.
- Zaczynam mieć tego szczerze dość. Nie wiem dokąd idziemy i nikogo nie mijamy. Zupełnie jakby tu było pusto, a na pewno nie jest. - odezwała się do towarzysza, ciągle idąc powoli przed siebie i świecąc po podłożu, by się nie potknąć. Co jakiś czas unosiła światło do góry choć Markus też nieco pomagał swoją latarką. Może powinna iść tam, gdzie wszystko się zaczęło? Na pole namiotowe? Może tak będzie to, co spowodowało pojawienie się tej ciemności? Sama już nie wiedziała co powinna zrobić. Zdecydowanie za dużo niewiadomych.
- Przymknij oczy. - odezwała się do Markusa, zaraz też puszczając jego rękę. To co chciała zrobić było bardzo ryzykowne, ale nie widziała innego wyjścia. Szybkim ruchem ściągnęła bransoletkę i jak tylko jej światło rozjaśniło mrok, rozejrzała się po okolicy. Jak najszybciej starała się zorientować co było w którą stronę i zaraz z powrotem założyła bransoletkę, blokując swoją moc ponownie.
- Jakieś pomysły, gdzie idziemy? - zapytała kolegę po chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pon Lis 13, 2017 11:51 pm

Jednak udało się wydostać im z ratuszu... Co teoretycznie było dobrą wiadomością przez fakt, że taki był ich zamiar. Blondyn międzyczasie zastanawiał się, jak to było odebrane przez ludzi znajdujących się w jasnym pomieszczeniu. Wcześniej starali się wejść tam do środka, a teraz by wyjść. Chyba nie za dobre... Z drugiej strony, niczego nie jestem pewny teraz. To nadal tylko "gdybanie". Pokręcił nieco głową, starając się pozbyć tych myśli, by móc skupić się na tym, co znajdowało się tutaj, na zewnątrz.
Rozejrzał się energicznie, z niepokojem stwierdzając, że ciemność była... Zbyt ciemna. Efekt tego, że nie ma elektryczności? Starał się "swoją" latarką oświetlać drogę przed sobą, jak i obok, za, czy górę. Cokolwiek, by zorientować się, w jakiej części miasteczka aktualnie się znajdowali. Starał się również trzymać dziewczynę za rękaw lub za rękę, by się nie rozdzielili.
Powrót do ciemności sprawił, że ponownie odczuwał to, co wcześniej, zanim weszli do ratusza. Uniósł na moment dłoń, w której trzymał latarkę i potarł lewe oko, starając się zarazem skupić na czymś innym niż na wspomnieniach, które zaczęły nasuwać się mu na myśl. Widziana przeszłość w laboratorium. Opuścił dłoń, kręcąc głową, by pozbyć się tego z głowy. Nie potrafił, a jego nastrój jedynie się pogarszał.
W końcu dobiegły go słowa Karoliny. Przełknął ślinę.
- Tylko, co to może oznaczać? - spytał się jej, po raz któryś rozglądając się. Wiedział, że niemożliwym było, że wszyscy ukryli się... A w jego myślach pojawił się moment zjawienia się ciemności. Gwałtownie milknące krzyki...
- Hę? - wydobył z siebie jedynie tyle, gdy usłyszał jej polecenie, ale w momencie gdy puściła jego dłoń, kiwnął głową posłusznie, zamknął oczy i dodatkowo zasłonił je wolną dłonią. Postanowił się jej posłuchać, ale było widać, że czuł się coraz to mniej pewniej.
Nie reagował aż do momentu jej pytania.
- Może... Może do tego kościoła? Dodatkowe źródła światła byłyby dobre - odpowiedział jej. - I... Mogę już otworzyć oczy? - pokręcił nieco głową. - I w sumie... Gdzie podziali się inni ludzie? - jeśli będzie mógł, ponownie ją złapie za rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Lis 15, 2017 5:41 pm

Oświetlanie podłoża wokół siebie pomagało przynajmniej w przybliżeniu określić przebywaną drogę; w końcu dzięki temu dało się stwierdzić, że przemieszczało się wzdłuż jakiejś krawędzi, na przykład trawnika, krawężnika czy ulicy. W tym wypadku - póki co - był to chodnik niedaleko ratusza. W pewnym momencie blask komórki i latarki padł na znak mówiący o przejściu dla pieszych, a nastolatkowie mogli skojarzyć, że mijali je podczas wcześniejszego spacerowania, zanim jeszcze wszystko się posypało. W takim wypadku znajdowali się już kilkanaście metrów od wejścia do budynku i kierowali się w stronę, z której przebyli - czyli ku polu namiotowemu, na którym zaczęły się problemy. Zawsze był to jakiś punkt orientacyjny...
Własny blask Karoliny działał o wiele lepiej od sztucznego światła - i na chwilę zwiększył widoczność o dobrych kilka metrów w każdą stronę. Ta metoda mogła się więc im przydać... Choć niosła ze sobą kolejne niebezpieczeństwa, zaczynając od tego, że mogła zwrócić na nich uwagę kogoś lub czegoś groźnego, a kończąc na - chyba oczywistej - konieczności oszczędzania energii, skoro dziewczyna nie była w stanie się teraz naładować.
Jak do tej pory nic nie próbowało zaatakować młodych w sposób bezpośredni - a przynajmniej nic namacalnego, bo w końcu ciemność sama w sobie w pewnym sensie to robiła. Mogli więc zadecydować co zamierzali zrobić dalej i spróbować wprowadzić to w życie. Momentami mogło im się wydawać, że wokół siebie widzieli jakieś błyski - lecz najprawdopodobniej były to po prostu odbicia ich świateł na różnych pobliskich powierzchniach, na przykład na lampkach, które zgasły wraz z przybyciem mroku, a także na innych szklanych obiektach... W tym na drobnych odłamkach, które w pewnym momencie ujrzeli na ulicy. Dwa niewielkie skupiska szkła dzieliła odległość około dwóch metrów.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Pią Lis 17, 2017 11:49 am

Po uważnym rozejrzeniu się Karolina mogła już być pewna, że szli w stronę pola namiotowego. To miejsce nie wydawało się jej najbezpieczniejsze. To tam wszystko się zaczęło. Z drugiej strony to właśnie stamtąd nadeszła ciemność, więc jej źródło mogło być gdzieś z tamtej strony. Na początek jednak chyba lepiej sprawdzić jak zadziała dodatkowe oświetlenie, więc orientując się już, w którą stronę mniej więcej znajduje się kościół, postanowiła, że to tam się udadzą na początek.
- Zgadzam się. - odpowiedziała więc Markusowi, obracając się i idąc w stronę, gdzie powinien być kościół. Dzięki wcześniejszemu oświetleniu sobie okolicy, była w stanie określić mniej więcej, w którą stronę powinni iść. Podczas zwiedzania miasteczka widziała go. Kościoły prawie zawsze się wyróżniały na tle reszty budynków. Nie zamierzała tam spędzić zbyt wiele czasu. Ot przeszukać budynek, może znaleźć jakieś latarki. Sprawdzić czy działa oświetlenie i je włączyć. Szkło, które zauważyła na chodniku skojarzyło się jej z wcześniejszym hukiem. Coś musiało tutaj silnie walnąć i rozwalić się, przynajmniej częściowo. Szkło mogło sugerować szybę, a ta samochód. Czyżby ktoś próbował uciekać pojazdem i mu się nie udało?
Prędzej czy później dotarli do budynku i weszli do środka. Blondynka zamknęła za nimi drzwi, po czym zaczęła się rozglądać dookoła.
- Nie oddalaj się za bardzo. Szukaj czegoś co daje światło. - odezwała się do kolegi, idąc przed siebie. Zapewne w głównej sali, przeznaczonej do mszy nie znajdą niczego poza świecami, a tych nie warto było brać. Za dużo zachodu z nimi. Trzeba było przeszukać inne pomieszczenia, poszukać generatora, latarek. Z tą myślą Kar zaczęła krążyć po kościele, chcąc jak najszybciej ogarnąć sytuację.
Jeśli udało im się ogarnąć kościół bez żadnych większych przygód to po znalezieniu, lub nie, tego co szukali nadeszła pora, by ruszać w dalszą drogę. Postarali się włączyć światło jeśli było to możliwe. Zgarnęli latarki, które udało im się znaleźć. Po wszystkim kosmitka ponownie dołączyła do Markusa i razem wyszli z budynku, by ruszyć w dalszą drogę. Tym razem zdecydowała się iść w stronę lasu. Być może uda im się jakoś dotrzeć do źródła ciemności. Pole namiotowe planowała ominąć. Jeśli dookoła nie było nikogo słychać ani widać... Nie chciała widzieć tej masakry, która była bardzo prawdopodobna w tamtym miejscu.


Ostatnio zmieniony przez Karolina Dean dnia Czw Lis 23, 2017 7:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Czw Lis 23, 2017 3:09 pm

Chwilę potem ośmielił się odsunąć dłoń, otworzyć oczy i ponownie chwycić dziewczynę za rękę, by się przez przypadek nie rozdzielili. Niepewnie skinął głową, by powrócić do oświetlania światłem latarki tego, co znajdowało się w pobliżu ich. Wcześniej widziany znak obudził w nim pewne wspomnienie dotyczące tego, że już go wcześniej widział. Chwila. Ale... Czy gdzieś tam nie ma pola z namiotami... Namiotowego? W sumie, skoro tam się wszystko zaczęło sypać, to co może się teraz znajdować tam? Pokręcił energicznie głową, by wyrzucić niepotrzebne myśli z głowy, a wraz z nimi i odsunąć od siebie nieprzyjemne emocje. Otaczający mrok nie sprawił, że czuł się jakoś lepiej.
Cieszył się, że nic ich nie zaczepiło. Nie umiał określić specjalnie, jak wyglądałoby inne zagrożenie niż ten mrok, a specjalnie nie paliło mu się do tego, by jakiekolwiek zobaczyć lub też doznać jego działania na własnej skórze. Zadrżał delikatnie, krzywiąc się.
- Widzisz cokolwiek zbliżającego się do nas? - spytał się jej, samemu rozglądając się i świecąc dookoła, byle by tylko nie dać się zaskoczyć.
W pewnym momencie światło jego latarki padło na skupisko odłamków szkła.
- Ciekawe co się tu stało - mruknął, starając się oświetlić pobliskie otoczenie, by zrozumieć, zanim zacznie wyciągać jakiekolwiek wnioski, dotyczące tego, co właśnie ujrzał. W dalszym działaniu... Jeśli rzeczywiście powiedzie się to, co planowali, to niedługo potem mógł podziwiać na zewnątrz, a potem - o ile nie był zamknięty na cztery spusty - wewnątrz budowli. Jeśli jednak udało się im wejść do środka...
- Dobra - zgodził się. - Tu będzie miejsce zbiórki? - spytał się dla pewności. Specjalnie nie chciał się zagłębiać w sam budynek, dlatego też, starał się rozejrzeć za innymi wejściami do budynku, by upewnić się, że są zamknięte wszystkie. Chciał również próbować znaleźć też coś aka sklepik, o ile coś takiego tutaj było, by tam próbować znaleźć oświetlenie.
Przygryzł dolną wargę, zarazem starając się odganiać od siebie negatywne myśli. Oddzielenie sprawiło, że bał się bardziej niż wcześniej. Jednak starał się to przezwyciężyć póki co, powtarzając sobie w myślach, by skupić się na pozytywnych wspomnieniach.
O ile wszystko powiodło się w miarę dobrze, to ponownie byłby z Karoliną.
- Gdzie idziemy? - spytał się jej. Brak ludzi nadal był niepokojący, przez co nie chciał się na dłużej rozdzielać z dziewczyną. - W sumie, jeśli miniemy po drodze jakieś stanowiska, sprawdzimy, czy i tam nie będzie jakiegoś stałego światła?- zaproponował jej jeszcze, idąc obok niej, by nie zgubić wybranego przez nią kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Nie Lis 26, 2017 4:40 pm

Kościół znajdował się na prawo od aktualnego położenia dwójki i szybko okazało się, że nie był w żaden sposób oświetlony - ani na zewnątrz, ani w środku. Przy użyciu osłabionego blasku komórki i latarki rozglądanie się po nim stanowiło niezłą sztukę, a w dodatku Karolina miała okazję zorientować się, że bateria w jej telefonie spadała trochę szybciej, niż prawdopodobnie powinna - nie było to nic gwałtownego, nie groziło jej jeszcze wyłączenie się urządzenia, ale pewnie powinna zacząć zwracać na to uwagę. Ciężko powiedzieć czy z latarką działo się to samo, bo póki co świeciła dobrze. Problemy mogły wynikać na przykład z niskiej temperatury, która skracała życie baterii, ale znalazłyby się też pewnie inne wyjaśnienia.
Przemieszczanie się po wnętrzu budynku było nieco utrudnione -  z tego względu, że nastolatkowie nie wiedzieli przecież gdzie wypadały drzwi czy boczne nawy. Nie mogli po prostu rozejrzeć się wokół siebie bez ruszania z miejsca; musieli krążyć po głównej sali, sugerując się tylko tym, co widzieli tuż przy sobie oraz ewentualnie wiedzą na temat standardowego planu budowy typowego kościoła.
Na szczęście ten konkretny wydawał się dość prosty. Pierwsze pomieszczenie było podłużne, wypełnione rzędami ławek, które po zewnętrznej ograniczały kolumny, odcinające od nich dalszą część sali. Przejście środkiem, a później po kilku schodkach w górę prowadziło pod sam ołtarz, rzeźbiony w drewnie - ładny i ozdobny, choć skromny pod względem złotych czy ogólnie metalowych elementów. W ścianach na lewo i prawo od niego znajdowały się drzwi.
Wbrew pozorom potencjalnego oświetlenia było tutaj sporo - zaczynając właśnie od świec, przez zwisające z sufitu na długich łańcuchach żyrandole, aż po lampy na kolumnach oraz ścianach. Przełączników do nich nie dało się nigdzie dojrzeć, więc być może znajdowały się w jednym z sąsiednich pomieszczeń albo zostały tu gdzieś ukryte. Logika podpowiadała, że w tym ostatnim przypadku prawdopodobnie trafiłyby gdzieś niedaleko ołtarza.
Pomimo zamknięcia za sobą drzwi, Karolina i Markus tak czy siak łatwo mogli poznać, że atmosfera wcale się nie zmieniła. W środku było praktycznie tak samo, jak na zewnątrz - czyli zimno, ponuro i niepokojąco. Dawało to pewną podstawę, aby sądzić, że także i tutejsze ciemności nie należały do naturalnych... Czyli najprawdopodobniej musiały jakoś przeniknąć do wnętrza kościoła. Albo nawet wciąż do niego przenikać. Może na przykład jedno z okien było uchylone? Znajdowały się na tyle wysoko, że ciężko byłoby się zorientować.
Przez krótką chwilę członkowie Runaways mogli spacerować po sali, lecz gdy przenieśli się bliżej ołtarza, coś zaczęło się zmieniać. Wbrew pozorom czasami zdarzało się, że ludzie - a więc może i kosmici - naprawdę potrafili wyczuć, iż są obserwowani... I właśnie takie wrażenie mogli odnieść tym razem młodzi. Być może wynikało to z negatywnych wpływów mroku, ale może jednak coś było na rzeczy?
Kiedy zaś jedno z nastolatków lub oboje skierowało się ku którymkolwiek drzwiom, spoza zasięgu światła po ścianie szybko przypełzło... Coś. Coś bez wątpienia dziwnego. Głęboko czarnego, tak właściwie bezkształtnego, choć pod pewnymi względami przypominającego gęstą smołę... To coś natychmiast pokryło drzwi warstwą o grubości przynajmniej kilku centymetrów i nie ustępowało pod blaskiem latarki czy komórki. Najwyraźniej nic sobie z niego nie robiło.
Przesunięcie światła wykazałoby, że większość ścian w pobliżu została już tym czymś oblepiona, a teraz podobny los szybko spotykał podłogę. Przy granicach zjawiska występowało coś na kształt pajęczyny - krawędzie nie były więc gładkie, tylko pełne wypustek. Przemieszczały się na pozór z przeciętną ludzką prędkością i refleksem, ale nie oznaczało to, że na pewno nie były w stanie poruszać się szybciej.
W pewnym sensie substancja ta sprawiała wrażenie skondensowanego mroku - do tego stopnia, że nawet biło od niej o wiele wyraźniejsze zimno. W tej chwili oddechy Karoliny i Markusa zamieniały się już w parę. Pytanie tylko co dokładnie mogłaby im zrobić ta maź... Ale tego pewnie lepiej byłoby nie sprawdzać.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Wto Lis 28, 2017 11:50 am

Chodzenie po kościele trochę po omacku nie było łatwe. W dodatku obecna tu ciemność musiała być tą z zewnątrz. Jakoś się dostała do środka. Karolina nie tylko czuła to po nachodzących przygnębiających myślach, ale też widziała po tym, jak słabe światło dawał jej telefon czy latarka Markusa. Liczyła na spokój w tym budynku, ale jak widać przeliczyła się. Pozostawało im ostrożnie się poruszać po budynku i szukać chociażby włączników do żyrandoli na suficie. Kościoły zawsze miały takie piękne oświetlenia. Do tego witraże w oknach, które ładnie odbijały światło we wszystkich kolorach. Rozjaśnienie tego pomieszczenia na pewno ułatwiłoby im sprawę. Niestety wyglądało na to, że włącznik był w jakimś innym pomieszczeniu.
Z kolegą ponownie spotkała się gdzieś po środku kościoła, zupełnie przypadkiem. Ciężko było ogarnąć, gdzie się idzie. Złapała go za rękę, idąc do przodu w stronę ołtarza. W zwykłych ciemnościach nie martwiłaby się tak o niego, ale w tych to zupełnie co innego. Powinni uważać na siebie wzajemnie i nie rozdzielać się więcej.
- Nie podoba mi się to, miałam nadzieję, że nic tu nie będzie. No, nie ta ciemność. - mruknęła do chłopaka, rozglądając się dookoła. W końcu światło jej telefonu lub latarki Markusa padło na ołtarz, a w następnej kolejności na pobliskie świece. Choć były dobrym źródłem światła to raczej by się im nie przydały do niczego. Brak włączników się jej nie podobał. W dodatku zaczynała odnosić wrażenie, że poza nimi ktoś, lub coś, tu jeszcze jest. Liczyła, że nie jakiś mackowaty potwór, który nagle się wyłoni z ciemności. Musieli zachować czujność.
- Spróbujmy z tej strony - zdecydowała, ciągnąć towarzysza na lewo od ołtarza. Wystarczyło iść wzdłuż ściany, by trafić na jakieś drzwi. Sytuacja jednak nie okazała się być tak prosta. Nie do końca. Bo choć na drzwi trafili to jednak coś na nich było. Blondynka przechyliła głowę, przyglądając się uważniej. Wyglądało jak... Żywa ciemność? Ciężko było to inaczej określić. Poruszająca się czarna paćka, która pokrywała powoli drzwi. I nie tylko drzwi w dodatku. To coś pokrywało też ściany w ich pobliżu. Zrobiła krok do tyłu, widząc, że i podłogę zaczynało spotykać to samo.
- Chyba czas się stąd zmywać. - szybkim krokiem ruszyła w stronę drzwi wyjściowych z kościoła, cały czas nie puszczając ręki kolegi. Jeśli to coś pokryje im drzwi wyjściowe to będą uwięzieni w środku, a tego wolałaby uniknąć. Pewnie by znaleźli sposób na ucieczkę stąd, ale nie ma co ryzykować.
Jeśli dotarcie do drzwi wyjściowych było możliwe, Karolina jak najszybciej wyciągnęła siebie i Markusa z kościoła. W innym przypadku nie widziała innej możliwości jak użycie swojej mocy. Dlatego, rzucając do kolegi krótkie "Trzymaj się", objęła go na wysokości klatki piersiowej, zręcznie ściągając z nadgarstka swoją bransoletkę. Jej blask oświetlił pomieszczenie, a kosmitka szybko wzbiła się do góry, trzymając mocno swojego towarzysza. Jej tor lotu był dosyć prosty i oczywisty. Nie chcąc ryzykować, że maź będzie szybsza od nich, starała się jak najszybciej dolecieć do jednego z okien. Witraż odbijał jej światło, dzięki czemu wiedziała, w którą stronę lecieć.
- Zamknij oczy! - zwróciła się do Markusa, w ostatniej chwili, tuż przed oknem, obracając się plecami do niego, by kawałki kolorowego szkła nie poraniły ich. Plecami miała zamiar rozbić witraż, by wydostać się na zewnątrz i tam bezpiecznie wylądować na ziemi, szybko z powrotem zakładając bransoletkę jeśli nic ich nie goniło i nie próbowało atakować. Bez słońca musiała oszczędzać swoją moc. Nie miała źródła, z którego mogłaby się naładować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sro Gru 06, 2017 10:02 pm

Niepewnie stawiał kroki, poruszając się po budynku. Nie będąc pewnym, jaki kierunek powinien obrać, starał się przynajmniej tak poruszać, by nie zaliczyć bliskiego spotkania z ławą. Nie chciał sobie pogorszyć humoru dodatkiem w postaci siniaka na kolanie. Już teraz i tak nie czuł się najlepiej. Coraz trudniej było odsuwać od siebie negatywne emocje, a owa chwilowa samotność nie pomagała specjalnie w próbie obrony samego siebie. Im dłużej trwało, tym mniejszą miał pewność, że zdoła nie pogrążyć się wewnętrznie. Bał się tego coraz to bardziej... A, kolejna ława. Muszę uważać. Ominął ją po prawej stronie, starając się w miarę kierować bardziej na środek kościoła.
Niedługo potem napotkał się na Karolinę... I wydał z siebie cichy okrzyk, zarazem momentalnie zasłaniając usta. To spotkanie sprawiło, że odczuł niemałą ulgę, ale dał się zaskoczyć. Pokręcił lekko głową, starając się ogarnąć chociaż w najmniejszym stopniu. Międzyczasie odczuł, że złapała go za rękę i wręcz posłusznie poszedł z nią. Nie chciał się za szybko ponownie rozdzielać z nią. Jej obecność przynajmniej przynosiła mu otuchę.
Świecił nadal dookoła, ale najbardziej przed siebie i pod nogi, by nie przewrócić się.
- Huh... - poświecił teraz przed siebie. - Chociaż to i tak nietypowe, że nigdzie nie ma światła... Zawsze wydawało mi się, że takie miejsca są ciągle oświetlone - zwrócił się do blondynki.
Pozostawało mu póki iść wraz z nią, rozglądając się zarazem, sprawdzając w ten sposób, czy coś nie znalazło się w zasięgu wzroku lub też latarki. Mimowolnie odczuł dreszcze na plecach i nerwowo rozejrzał się.
- J-jest tu ktoś? - wyszeptał, ledwo słyszalnie. Wyobraźnia? Przełknął ślinę, prosząc w myślach, że to po prostu wina strachu i niepewności, która mu towarzyszyła od pewnego czasu.
Niedługo potem zaczęli się kierować ku drzwiom... Chyba. Markus nie był pewny, na co dokładniej trafili, gdy dotarli w końcu do miejsca, gdzie teoretycznie powinno się znajdować przejście. Maź? Skierował światło latarki na boki, a potem w górę i w dół, próbując ocenić, jak duże to jest. Drgnął, cofając się ostrożnie o krok. Zimno. Zrobiło się jeszcze zimniej - widział, że oddech zaczynał zmieniać się w parę. Co to jest?
Ruszył od razu za Karoliną, starając się jej nie spowalniać. Również nie przestawał oświetlać najbliższego otoczenia. Wolał się w ten sposób też upewnić, że cokolwiek napotkali, nie będzie chciało pomknąć za nimi teraz.
Jeśli uda im się uciec z kościoła drzwiami wyjściowymi, zacisnął swój uścisk, by zarazem pociągnąć ją tak, by oddalić się chociaż trochę od budynku. Z drugiej strony, przy zablokowaniu drzwi, przytaknął i objął ją stanowczo, starając się też nie wypuścić latarki. Zamknął oczy już w momencie, gdy zaczął się ten lot, nie chcąc, by jego własny żołądek go zawiódł w takiej chwili. Musiał zaufać dziewczynie w tej kwestii, wiedząc zarazem, że sam nie mógł nic zrobić.
Zakładając, że udało się im opuścić kościół, chciał się odsunąć od tego miejsca na jakieś kilkanaście metrów i poświecić po dziewczynie, sprawdzając, czy przez te działanie nie doznała obrażeń.
- Chyba nie mam dobrego nosa do wyborów - powiedział jeszcze, wystarczająco głośno by sama usłyszała. W razie ran i upewnieniu się, że nie utkwił w niej jakiś odłamek szkła, uprzedzi ją, że użyje swojej mocy, skupiając się na stworzeniu niebieskiej aury, która pomogłaby w wyleczeniu.
- Jeśli w taki sposób mogły skończyć inne budynki... To chyba nie będzie co tam szukać światła - powiedział jeszcze. Pozostawała tez kwestia, gdzie ewentualnie się mogli udać, by nie okazało się to złym wyborem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Burnsley   Czw Gru 07, 2017 2:49 pm

Przebycie metrów dzielących parkę od drzwi wejściowych okazało się wyjątkowo stresujące - bo ciemność, ta namacalna, rozprzestrzeniała się coraz szybciej, zakradając się już po podłodze i nie uciekając przed światłem latarki czy komórki. Zanim jeszcze pokrywała drzwi, zalała już podłoże przed nimi, odcinając do nich dostęp - lecz zaraz potem pomknęła też w pionie.
W tych okolicznościach wzbicie się w powietrze wydawało się być jedynym wyjściem - ale nawet wówczas młodzi przekonali się, że maź zsuwała się z sufitu, tworząc dodatkowe kolumny, a więc najwyraźniej nie potrzebowała obiektów, po których mogłaby się wspinać. Przynajmniej w blasku Karoliny widać było więcej, ale substancja zdawała się nim nie przejmować, przynajmniej nie bez bezpośredniego kontaktu.
Przebicie się przez okno natomiast wcale nie było tak łatwe, jak pokazywano to na filmach. Kosmitka miała dość siły, żeby rozbić szybę, a w dodatku - skoro leciała, a nie wyskakiwała - nie musiała martwić się o to, że utrata pędu skieruje ją w dół, na ostre krawędzie, na które w innym wypadku mogłaby się nabić... Ale te po bokach to już zupełnie inna historia. Markusa udało jej się częściowo osłonić, skoro przyjęła uderzenie i szkło na siebie, ale nawet on oberwał - szczególnie wzdłuż rąk, które zostały gęsto porozcinane zarówno wyłamanymi elementami szyby, jak i tymi fragmentami, które pozostały na miejscu. Zadziałały jak noże.
W przypadku Karoliny obrażenia umiejscowione były nieco inaczej. Sporo z nich wypadało na plecach, lecz tak naprawdę w większości bliżej boków, a nie na środku, gdzie prędzej utworzyłby się spory siniak; trochę na biodrach i samej górze ud z tyłu i z boku, reszta zaś przede wszystkim na ramionach. Ręce w głównej mierze się uchroniły, bo w końcu obejmowała nimi Markusa, przez co je za nim ukryła. Mnóstwo mniejszych i większych odłamków zaplątało się we włosy dziewczyny, poza tym część osiadła też na ubraniach obojga. Parę wystawało z tych ran po bokach ich ciał, ale w większości były drobne - wliczając w to te, które niemalże przypominały szklany pył. On na szczęście wypływał z krwią.
Niektóre z tych rozcięć były głębokie i mocno krwawiły, ale najprawdopodobniej nie należały do bardzo poważnych obrażeń - w końcu nie zostały uszkodzone kości czy narządy wewnętrzne. W najgorszym wypadku ponacinane mogły zostać mięśnie czy jakieś większe naczynia krwionośne, które teraz straszyły czerwienią na ubraniach i skórze - miejscami nieprzyjemnie luźnej przez podcięcie pod niefortunnym kątem. Leczenie tego wszystkiego wymagało pewnie paru minut, a może nawet parunastu, ale raczej nie powinno pozostawić trwałych blizn - skoro zostało szybko podjęte.
Choć Karolina ograniczyła swój blask, to rogi Markusa też dawały teraz trochę światła i działały nawet lepiej od latarki i telefonu, choć gorzej od kosmitki. Najwyraźniej rodzaj wydzielanej energii miał tutaj znaczenie. Dwójka znajdowała się już w takiej odległości od kościoła, że nie widziała go w ciemnościach, ale z jego strony wciąż biło wyjątkowo nieprzyjemne wrażenie... Być może prawdziwe, a może wynikające po prostu ze złych skojarzeń.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 40
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Burnsley   Sob Gru 09, 2017 10:53 pm

Nie można powiedzieć, że przyjął na spokojnie te wydarzenia. Lot, wbijające się w ciało kawałki szkła i strach przed tamtą substancją... Te wrażenia wydawały się być wystarczające jak na jeden dzień. Obstawiał, że mieli sporo szczęścia w tym wszystkim.
Nie spodziewał się jednak, że światło bijące od jego rogów zdoła oświetlić chociaż trochę okolicę.
- Weź latarkę - zwrócił się do Karoliny, podając jej ów przedmiot. - Będę leczyć. I... Podziwiam za czas reakcji - dodał jeszcze z nutką nieśmiałości.
Zajął się swoimi ranami, w których nie było odłamków szkła, zamykając je, by potem skupić się na dziewczynie. Stanął za nią, wykorzystując "własne" światło, do oświetlenia jej pleców.
- Będzie trochę bolało - mruknął, bardziej sam do siebie, niż do niej. Przykucnął, przyglądając się jej plecom i wyjmując z poszczególnych ran większe i mniejsze odłamki szkła, które dostrzegł i wykorzystując aurę, która powoli zaczęła się znajdować na całym ciele dziewczyny, leczył od razu te rany. To samo czekało te, które nie zawierały w sobie nic dodatkowego. Skupił się na starcie na ranach, które mocniej krwawiły, nie chcąc, by towarzyszka straciła z tego powodu zbyt dużo sił. Głównym zadaniem, oprócz wyjęcia szkieł z ciała, było najpierw zamknięcie ran, a potem już leczenie je aż do całkowitego zniknięcia.
Po owym działaniu, pozostawił aurę na dziewczynie, by wyleczyła już to, czego nie zdołał sam dostrzec - trochę ryzykowne, ale nie chciał zaś prosić jej do ściągnięcia warstwy ubrania. Nie w takim zimnie. Również w swoim przypadku nie chciał tego czynić.
W końcu wstał na nogi i przeciągnął się.
- Jak się czujesz? - spytał się jej, otrzepując ostrożnie ubranie z odłamków szkła, które nie spadły podczas wcześniejszego wykonywania ruchu. - Wydaje mi się, że udało mi się ci pomóc - dodał jeszcze. - Pomożesz mi? Niekoniecznie widzę, gdzie jest to szkło... - nie przestawał jeszcze używać swojej mocy, za to próbował tam, gdzie sięgał, wyciągać ze swoich ran szkło... O ile jeszcze tam było. Co do włosów dziewczyny, pomoże jej, jeśli będzie chciała. Zaproponował pomoc nawet, by zarazem potem poprosić o oddanie latarki. Jeszcze powiedział coś o swojej zdolności co do wyborów...
- Właściwie... Jak myślisz, co to tam było? - spytał się jej dodatkowo, krzywiąc się na wspomnienie o tym, co spotkało ich w kościele. Uniósł dłoń, nasuwając ponownie kaptur na głowę, będąc pewnym, że przez ten czas zsunął mu się i przestał używać swojej mocy.
- Zdecydowanie teraz boję się odwiedzić jakikolwiek budynek - zadrżał. Miał nadzieję, że ludzie w ratuszy byli nadal bezpieczni. Wolał zarazem nie pobudzać własnej wyobraźni i nie myśleć o tym, co by było, gdyby ich ta czarna pseudosmoła złapała.
- Ale nie wiem przez co... Co teraz powinniśmy zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Burnsley   Yesterday at 12:12 pm

Szkło witraża było dosyć twarde. Wiedziała, że przebicie się nie będzie czym łatwym. No, dla niej było. Była dużo silniejsza od przeciętnego człowieka i dodatkowo miała do wykorzystania siłę pędu, którą zyskała przez ten krótki kawałek lotu. Ominięcie dziwnej mazi na szczęście jej wyszło i już po chwili byli na zewnątrz. Ponownie niemal w całkowitych ciemnościach, gdyż mieli tylko latarkę. Jedynie przez moment jej światło oświetliło okolicę. To dzięki niemu mogła bezpiecznie wylądować na chodniku.
Chwilowo, pod wpływem adrenaliny, blondynka nie odczuwała aż tak bólu od powstałych ran i wbitego szkła. Ba, pewnie nawet nie do końca była świadoma części rozcięć. Przejęła latarkę od Markusa, zerkając za nim, gdy ten podszedł do jej pleców.
- Twoje światło działa lepiej od latarki. - odezwała się, widząc wyraźnie, że chłopak rozświetlał nieco więcej ciemności. Może nienaturalne źródła światła lepiej się sprawdzały w nienaturalnej ciemności. Jej blask świetnie się sprawdzał. Musiała go jednak oszczędzać, więc w razie czego mogli korzystać ze światła Markusa. W którymś momencie drgnęła, odczuwając ból. Adrenalina opadła i teraz bardziej sobie zdawała sprawę z tego, jak się skończyło rozbijanie witraża. Całę szczęście, że jej towarzysz mógł leczyć "magicznie". Starała się stać w miarę spokojnie, poruszając latarką w lewo i prawo, wpatrując się w ciemność. Dwa czy trzy razy syknęła przy większym odłamku. W międzyczasie wyjęła swój telefon z kieszeni i spróbowała na nim uruchomić mapę, by zorientować się w terenie. Zasięg był słaby i mapa nie działała najlepiej, ale przynajmniej pozwoliła jej zobaczyć okoliczne jezioro.
W końcu nastolatek zakończył leczenie jej, zostawiając na niej swoje światło. Karolina mogła się obrócić w jego stronę. Delikatnie potrząsnęła głową, by choć część odłamków szkła spadła na ziemię z jej włosów. Kierując latarkę na towarzysza, pomogła mu z jego ranami, szukając kawałków szkła. Oczywiście poprosiła o pomoc z wyjęciem szkła z jej włosów.
- Myślę, że już wszystko w porządku. O dziwo nie czuję żeby coś jeszcze mi dokuczało. A co do tego, co tam było to nie chcę wiedzieć. Wyglądało jak jakaś maź i tyle. Smoła. Lepiej nie sprawdzać, czym to jest. - odpowiedziała, podając mu z powrotem latarkę. Delikatnie złapała jedną ręką za jego kaptur.
- Gdyby nam padła latarka, będziesz musiał robić za nią. Zdecydowanie lepiej widać wszystko w twojej aurze. Ja bez słońca szybko się rozładuję. Choć już teraz by się przydało twoje światło. Tak sobie myślę... Czy ta ciemność nie ma czegoś wspólnego z legendą. Powinniśmy zacząć od poszukania jakiejś mapy. Stoisko, sklepik, może tablica z mapą? Chyba widziałam jakąś tutaj. Albo może trafi się otwarty samochodów? Ludzie teraz głównie używają GPS, ale wątpię, by na takim odludziu ten dobrze działał. Czytałeś też te legendy w muzeum? Prawie w każdej wersji było coś o jeziorze. Warto go poszukać. - przedstawiła koledze swój nowy plan działania. Kręcenie się po mieście nie miało większego sensu. Całe było opanowane przez ten dziwny mrok i tutaj już nic nie mogli zrobić. Mogli za to spróbować odszukać źródło problemu. Skoro w legendzie były światła to może i ciemność miała z nią coś wspólnego. Warto spróbować.
Zerknęła na swój telefon, by sprawdzić godzinę, po czym schowała go do kieszeni. I tak dawał niewiele światła, a nie chciała marnować baterii. Chwilę się zastanowiła, próbując sobie przypomnieć, w którą stronę powinny być mniej więcej stoiska. Tam na pewno znajdą jakieś mapy dla turystów. Kradzież się jej nie podobała, ale później za nią zapłaci. Teraz była im niezbędna. Mając nadzieję, że Markus bez problemu mógł im robić za latarkę, dziewczyna ruszyła przed siebie, rozglądając się bacznie i uważając, by chłopak był blisko niej. Najbardziej wypatrywała samochodów na początek, dopóki nie dotrą do stoisk.
Jeśli na jakiś trafili to zaglądała do środka, by wypatrzyć papierową mapę. W przypadku zamkniętych drzwi musiała rozbić szybę, za co w duchu przepraszała właściciela pojazdu. Jeśli natomiast nie udało im się trafić na samochód z mapą to pozostawało liczyć, że dobrze pamiętała położenie stoisk i na nich znajdzie jakąś mapę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Burnsley   

Powrót do góry Go down
 
Burnsley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie :: Mountain Home Demonstration State Forest-
Skocz do: