Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Valhalla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Valhalla   Nie Wrz 03, 2017 3:28 pm


Wioska w pobliżu Mount Pleasant w hrabstwie Westchester na północ od Nowego Jorku. Jej populacja liczy sobie nieco ponad trzy tysiące mieszkańców, a powierzchnia wynosi trochę ponad dwa kilometry kwadratowe. Posiada stację metra, co ułatwia dojazd do Nowego Jorku, a także Hartford Hall - znajdujący się w Narodowym Rejestrze Pomników Historycznych. Na cmentarzu Valhalli - Kensico Cemetery - spoczywa wiele znanych osób.


_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Valhalla   Nie Wrz 03, 2017 7:52 pm



Pomimo letniej, a więc wakacyjnej pory, okolica zespołu szkół w Valhalli tak czy siak nie pozostawała pusta. Znajdujące się za budynkami boiska - a dokładniej jedno z nich, to położone najbardziej na południe, czyli i najbliżej wydeptanego połączenia z Westlake Drive - na swój sposób tętniło życiem. Młodzież w wieku, na oko, od dziesięciu do czternastu lat grała w piłkę nożną, właściwie bez nadzoru, choć tu czy tam dało się zauważyć trochę starszego nastolatka - przyglądającego się meczowi z trawy. W sumie wszystkich ich było około dwudziestu osób. Pogoda wyjątkowo dopisywała; temperatura wynosiła jakieś dwadzieścia pięć stopni Celsjusza, ale lekki wiatr sprawiał, że nie było aż tak gorąco. Po niebie leniwie sunęły białe, rzadkie chmury.
Wszystko to tworzyło wręcz sielankowy obrazek - niestety do czasu. Kłopoty pojawiły się bardzo niespodziewanie: nagle ze strony zbiornika Kensico dobiegać zaczęły dziwne odgłosy, zdecydowanie niepokojące, jak przy tworzeniu się sporych fal... Co tutaj nie powinno być tak naprawdę możliwe - a jednak. Około sto metrów od najbliższego boisku brzegu powierzchnia wody najpierw jakby się zapadła, szybko tworząc wir o promieniu może nawet dwudziestu czy - w porywach - trzydziestu metrów... A po kilku sekundach ciecz została już wyparta ze sporą siłą, odrzucona z centrum, które znajdowało się parę metrów poniżej poziomu tafli, ale stopniowo się wznosiło.
W praktyce oznaczało to, że w Kensico powstało coś w stylu bańki odpierającej wodę i spacerowym tempem przesuwającej się w stronę pobliskiego brzegu. Powodowało to tworzenie się wielkich fal, które rozchodziły się w każdym kierunku, potencjalnie stanowiąc zagrożenie; szczęśliwie po biegnących przy jeziorze drogach nikt się obecnie nie przemieszczał. Wzburzona woda wyrzucana była wysoko - wiele metrów - w powietrze, mocno i gwałtownie, a następnie opadała niczym sztuczny deszcz. Odsłonięte dno również obrywało; pokrywające je piasek, ziemia czy muł były zdzierane  i także odpychane na boki, przy okazji wyraźnie pogłębiając w tym miejscu zbiornik. Ryb nie dało się nigdzie zauważyć, więc - o ile w ogóle tutaj występowały - pewnie zabierała je ze sobą rozstępująca się woda.
W samym środku tego zjawiska znajdowała się zaś... Osoba, choć raczej nie taka, jakiej można by się było spodziewać. Dziewczynka mogła mieć może dwanaście lat, a może trochę mniej. Jej skóra wygądała tak, jak gdyby w zasadzie nie widywała słońca; włosy - choć wilgotne - z pewnością miała platynowe, raczej proste, do łopatek, oczy również bardzo jasne i kolorem najbliższe szarości - choć na tle białek ledwo je było widać... W połączeniu z białą i także mokrą sukienką do kolan - na grubych ramiączkach - nawet bez całej tej otoczki sprawiałaby niepokojące wrażenie. Pomagał w tym też jej wyraz twarzy: nieobecny, pusty, jak gdyby nie zdawała sobie sprawy z tego, gdzie się znajdowała i co właśnie robiła. Skojarzenia z dziećmi z horrorów byłyby tutaj bardzo na miejscu.
Dziewczyna nie leciała - ale szła w powietrzu, stawiała krok za krokiem w stronę brzegu i jej bańka przesuwała się wraz z nią. Na jej drodze znajdował się budynek... Który przy kontakcie z granicą wirującej wody nie stawiał żadnego oporu. Najpierw ustąpił mur, a potem wszystko inne, rozsypując się na drobne kawałki i szybując w stronę przeciwną do dziecka - a więc ku ulicy Westlake Drive. Podobny los spotykał drzewa, w wielu przypadkach wyrywane razem z korzeniami i odrzucane na wiele metrów.
Gorzej, że zaraz za budynkiem w powietrzu biegły linie elektryczne, podtrzymywane co kawałek przez charakterystyczne wieżyczki. Konstrukcje te oraz łączące je kable najprawdopodobniej tym bardziej nie będą w stanie wytrzymać czegoś, co z taką łatwością zdmuchiwało budowle... A to oznaczało, że - sądząc po odległościach - część z nich mogła zlecieć prosto do jeziora. Dla okolicy zapowiadało się na nagłą utratę prądu.
Młodzież na boisku dopiero po chwili zwróciła uwagę na to zjawisko, z początku skupiając się tylko na swojej grze. Kiedy dzieciaki zauważyły zamieszanie, przybrzeżna budowla jeszcze stała, choć uderzana coraz większymi falami; pierwsze krzyki zaalarmowały tych, którzy jeszcze nie zorientowali się, że są zagrożeni... A potem panika rozwinęła się już sama. Część grających wykazała się bardziej rozwiniętym instynktem przetrwania i rzuciła się do ucieczki. Inni wpatrywali się w szoku - a czasem i zainteresowaniu - w nadciągające nieszczęście.

Dodatkowe informacje:
mapa terenu;
okolica w 3D.
Radzę się z jednym i drugim zapoznać, bo to powinno pomóc przy tworzeniu planów działania z wykorzystaniem otoczenia, a naprawdę nie sposób byłoby wszystko dokładnie opisać w mg.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Surge

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pon Wrz 04, 2017 3:34 pm

Po rozstaniu z młodszym nastolatkiem Nori wróciła do realizacji swojego planu, jakim było dostanie się do Nowego Jorku. Zapewne gdyby chłopak nie miał nic do roboty to by spędziła z nim trochę więcej czasu. Wiedziała jednak, że wiózł zakupy do domu. Nie chciała sprawić mu kłopotów w postaci spóźnienia się. Dlatego szybko go opuściła i po dotarciu do granic North Salem skorzystała ze zgromadzonego ładunku, by biegiem ruszyć w trasę. Oczywiście wcześniej upewniła się, że nikt jej nie zobaczy.
Jak zawsze biegła bocznymi drogami. Wzdłuż lasu lub przez pola. Aby jak najdalej od ludzi. Rozmyślała przy tym jak będzie w mieście. Czy nastroje ludzi będą inne przez Houston? Pewnie na budynkach znajdzie się kilka czarnych flag. W kościołach będą msze za zmarłych. Sama wolała nie brać w tym udziału. Wystarczyło jej, że była tam kiedy to się stało. Nie chciała o tym zbyt dużo myśleć.
Pogrążona we własnych myślach nie zwracała zbytnio uwagi na otoczenie, pamiętając jedynie, by nie zbliżać się za bardzo do zabudowań.
Jednak pewna rzecz po prostu nie mogła jej umknąć, a mianowicie krzyki. Krzyki dzieci, dokładniej mówiąc. Tego Azjatka nie mogła zignorować. Zatrzymała się między drzewami, spoglądając w stronę boiska szkolnego, które znajdowało się niedaleko. Z początku nie wiedziała co się dzieje, gdy nagle na pobliskiej ulicy coś wylądowało z hukiem. Surge przemieściła się, spoglądając tam, a następnie w stronę jeziora. Coś tam się działo. Coś dziwnego. Wycofując się za najbliższe drzewo, wpatrywała się uważnie. Cokolwiek to było, nie pozwoli, by skrzywdziło dzieci. Widziała jak drzewa odlatują na bok, kawałki muru robiły to samo. Woda, lecąca z nieba na pewno nie była deszczem. Telekineza. To była pierwsza myśl, jaka jej przyszła do głowy, a to mogło oznaczać albo złego mutanta, chcącego skrzywdzić niewinne dzieci albo mutanta nie panującego nad swoimi nowoodkrytymi mocami. Niebieskowłosa sama nie wiedziała, która opcja była gorsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Valhalla   Wto Wrz 05, 2017 12:32 pm

Choć na tym odcinku Westlake Drive znajdowała się tak naprawdę ponad dwadzieścia metrów od brzegu zbiornika, to jego wzburzone wody sięgały teraz aż do drogi, uderzając w nią falami i sięgając nawet dalej, przelewając się na rosnącą za nią trawę. Dla Surge było to pewnie o tyle niepokojące, że wilgoć na jej ciele źle wpływała na jej moce - a więc dziewczyna musiała uważać, aby za bardzo się nie zamoczyć. Przecinające dość gęsto powietrze krople również działały na jej niekorzyść, ale bezpośrednie oberwanie masą wody na pewno byłoby gorsze.
Zbliżające się zjawisko obrało sobie trasę w większości pozbawioną drzew - pomijając te rosnące tuż przy jeziorze. Roślinność po bokach pewnie i tak powinna zaraz znaleźć się w zasięgu sfery, ale prawdopodobnie nie będzie ona odpychana w stronę boiska, tylko lasu... Więc w najgorszym wypadku zablokuje ulicę, ale może nie wyrządzi nikomu krzywdy. Oczywiście wszystko to zakładało, że wyrywane drzewa nie będą w żaden sposób krążyły - tylko po prostu zostaną odrzucone jak najdalej.
Choć początkowo dziewczynka znajdowała się sporo poniżej poziomu wody, w miarę zbliżania się do brzegu wznosiła się stopniowo coraz wyżej i teraz kroczyła już wyraźnie ponad taflą - a raczej miejscem, w którym by ona wypadała, gdyby zbiornik był spokojny. Co ciekawe, sama nie pozostawała nieczuła na własne moce, bo jej ubranie i włosy powiewały w każdą stronę, momentami pewnie blokując jej linię wzroku. Przy okazji dzięki temu szybciej schły.
Bliskość dziecka - a raczej jego mocy - zaczęła w końcu odginać kable elektryczne. Koniec końców nie były one zupełnie sztywne, więc mogły najpierw się odchylić... Ale każdy kolejny krok naprężał je coraz bardziej, aż w końcu zaczęły pękać. Zrywania się przewodów nie dało się nawet dosłyszeć, gdyż szum wody i wiatru  - oraz krzyki - maskowały wszystko inne... Ale zostały przerwane w takim miejscu, że jedne ich końce zleciały do zbiornika, drugie zaś zostały odepchnięte w stronę linii drzew blisko brzegu... Gdzie przez fale również było pełno wody.
Dziewczynka nie zatrzymywała się, jak gdyby nie zdawała sobie sprawy ze zniszczeń oraz paniki, które wywoływała - albo w ogóle się nimi nie przejmowała. W końcu dotarła do lądu i w tym momencie znajdowała się już na wysokości kilku metrów nad ziemią... Może mniej więcej pięciu? Jej moce ryły w podłożu, tworząc pod nią wgłębienie, które w najniższym punkcie sięgać mogło na kolejne pięć metrów w dół - ale jej bańka przestała być idealną kulą. Dookoła niej i ponad nią wciąż miała zasięg około dwudziestu metrów, zaś pod nią o wiele mniejszy. Być może wynikało to z tego, że gleby nie mogła już bardziej odepchnąć w dół.
Wyrzucona wcześniej falami ponad ulicę woda rozlała się po łące, ale przynajmniej nie dołączały do niej kolejne masy cieczy. Powyrywane drzewa, które wcześniej wylądowały na trawie, teraz znów były wprawiane w ruch, odtrącane jeszcze dalej, gdy wchodziły w kontakt z granicą mocy... I to samo tyczyło się resztek zniszczonego budynku. Kable przemieszczały się po ziemi, kiedy bariera dziecka wchodziła z nimi w bezpośredni kontakt. W końcu nawet asfalt na drodze popękał i zaczął odrywać się całymi płatami, odrzucanymi wiele metrów do przodu czy na boki. Do boiska zostało mniej niż sto metrów, za nim zaś znajdowały się przecież kolejne budowle.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Surge

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Valhalla   Sro Wrz 06, 2017 6:47 pm

Najgroźniejsze dla Surge były te ciągłe fale wody, wyrzucane z jeziora przez telekinezę dziewczynki. Dlatego zdecydowanie bezpieczniej było dla niej trzymać się między drzewami. Te stanowiły jakąś ochronę i były na tyle daleko, że docierała tam niewielka jej część. Mogła więc tu odczekać chwilę dopóki mała nie oddali się od zbiornika wodnego, dzięki czemu ten się uspokoi i woda przestanie latać na wszystkie strony. Na szczęście do szkoły był jeszcze kawałek, więc nie musiała chwilowo się martwić o dzieci. Zresztą te i tak chyba zaczęły uciekać. Miała nadzieję, że wszystkie zareagują w ten sposób. Wiedziała jak dzieciaki potrafią być ciekawskie, ale teraz groziło im spore niebezpieczeństwo.
Obserwowała uważnie dziewczynkę. Wyglądała na nie do końca świadomą. Być może jej moce przejęły nad nią kontrolę. Surge na tym zbytnio się nie znała. Jednak dziecko nie wyglądało na przejęte tym co się dookoła niego działo. Co prawda z tej odległości ciężko było jej cokolwiek zauważyć, ale jej ciało było nieruchome. Tylko włosy i sukienka powiewały na wszystkie strony, zapewne ruch był również spowodowany falami energii telekinetycznej. Może jej umysł był zbyt słaby by ogarnąć to co się z nią działo w tej chwili.
Koncentrując się na dziecku, Azjatka zorientowała się dopiero po fakcie, że kable wysokiego napięcia zrywały się. Kiedy to zauważyła, te były już zerwane. Część z nich wylądowała w wodzie, przez co doszło do zwarcia i widziała strzelające iskry. Dla niej nie stanowiło to zbyt wielkiego zagrożenia, prąd nie mógł jej porazić dopóki była sucha. Na przeładowanie się też potrzebowała sporo czasu, a nadmiar energii w pewnym stopniu mogła kierować do rękawic. Na szczęście bieg tutaj zmarnował część jej ładunku, więc teraz nie miała go zbyt dużo w sobie.
Surge wiedziała, że sama sobie nie da radę. Co powinna zrobić? Zapewne każdy inny na jej miejscu poinformowałby X-Menów o tym. Problem w tym, że ona nie była każdym innym. Jej zaufanie do innych ludzi było bardzo wątłe. Poza tym młodsi na pewno bardziej ją zrozumieją. Nori pamiętała, że sama została ocalona przez osoby w swoim wieku. W tym przez Josha, który pierwszy zwrócił na nią uwagę. I to właśnie o nim pomyślała dziewczyna w pierwszej kolejności. Jak tylko uda im się uspokoić młodą nastolatkę, na pewno będzie potrzebowała pomocy. Elixir powinien się przydać. Poza tym fale jej energii w końcu mogą coś wyrzucić w stronę szkoły. Trzeba ewakuować dzieci, jeśli nadal jakieś tam będą. Szybko wyciągnęła telefon z kieszeni i wystukała na nim wiadomość do przyjaciela, od razu ją wysyłając. "Valhalla. Dziecko-mutant. Trzeba jej pomóc. Dasz radę przybyć? P.S. Zerwane kable wysokiego napięcia, wszędzie woda. Trzeba uważać." Miała nadzieję, że blondyn znajdzie sposób by się tu dostać. W zasadzie nie była jakoś specjalnie daleko od North Salem. Samochodem pewnie maksymalnie 20 minut by się jechało, może trochę więcej. Josh samochodu raczej nie załatwi, ale liczyła na jego pomysłowość.
Po wysłaniu wiadomości Nori wróciła do obserwowania dziewczynki. Jak tylko zbliży się o kolejne kilka-, może kilkanaście metrów, miała zamiar wyjść spomiędzy drzew i spróbować z nią porozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pią Wrz 08, 2017 9:51 am

Nie napotykając na swojej drodze żadnych istotnych - czyli mogących choć na chwilę ją zatrzymać - przeszkód, dziewczynka kontynuowała spacer w stronę boiska, wciąż najwyraźniej niewzruszona. Gdy przekraczała miejsce, w którym wcześniej biegła droga, otaczające ją fale powietrza odepchnęły część zalegających w okolicy drzew i płatów asfaltu w taki sposób, że wylądowały one nieco dalej - na Westlake Drive, blokując ją dla osób, które chciałyby z niej teraz skorzystać... Choć teraz pewnie i tak nie miało to znaczenia, skoro część ulicy została zniszczona, więc tak czy siak była nieprzejezdna.
Dystans dzielący dziecko od boiska stopniowo się zmniejszał, teraz wynosząc już może siedemdziesiąt czy osiemdziesiąt metrów. Choć blondynka znajdowała się daleko od zbiornika, więc dłużej na niego nie wpływała, to jednak pod nią ciągnęła się zalana łąka... Przez co w praktyce jej moce wciąż przemieszczały wodę - razem z błotem i trawą. Plus sytuacji był taki, że tutaj brakowało jej pocisków pod postacią drzew, jeżeli nie liczyć tych kilku, które połamała i wypchnęła przed siebie wcześniej, przez co znów znalazły się na jej drodze i ponownie oberwały.
Zerwane kable również przesuwały się zgodnie z ruchem pola dziewczynki - a więc jakby po łuku. Miały kontakt z zalegającą na łące wodą, na skutek czego stanowiły tym większe niebezpieczeństwo. Gorsze wydawało się jednak to, że - jeżeli dziecko rzeczywiście kierowało się ku boisku - musiało minąć podtrzymującą przewody wieżyczkę... A gdyby ją powaliło, to ta teoretycznie mogła pociągnąć za sobą kolejną - stojącą ponad sto metrów od niej - lub po prostu wyrządzić jakieś dalsze szkody. Do najbliższej wieżyczki dziewczynka miała około pięćdziesięciu metrów, ale w końcu sama jej mutacja sięgała na dobre dwadzieścia...
Większość dzieci zdążyła już uciec z terenu tego najbardziej zewnętrznego boiska; część zatrzymała się w pobliżu szkoły, inne dopiero tam dobiegały. Być może miały nadzieję, że budynek zapewni im jakąś formę ochrony. Mimo to parę osób minęło go i kierowało się dalej... Ale były i takie, które zwolniły na tym drugim, przylegającym do boku szkoły boisku - i oglądały się na zjawisko.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Surge

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Valhalla   Nie Wrz 10, 2017 12:59 pm

Noriko rozglądała się, sprawdzające co stoi na drodze dziewczynki. Jej droga była oczywista. Kierowała się w stronę boiska. Ciekawe czy robiła to świadomie, idąc w stronę dzieci, czy po prostu kierowała się przed siebie. Wody może już nie było tak dużo jak na początku, w końcu część wsiąknął w ziemię, ale nadal poruszała się zgodnie z ruchami blondynki. Poza zbliżała się do wieżyczki, od której odbiegały kolejne kable przewodzące elektryczność. Rozwalenie jej mogłoby doprowadzić do tragedii.
Ostatni raz zerknęła w stronę boiska, po czym podejmując decyzję wyszła spomiędzy drzew tak, by znaleźć się przed dzieckiem, ale poza zasięgiem działania jej mocy. Cały czas uważała, by nie zbliżać się za bardzo do wody. Wiedziała, że im dłużej przebywa w tym miejscu, w ogóle w jednym miejscu, tym bardziej się ładuje. Zetknięcie z wodą po pewnym czasie skończyłoby się dla niej bardzo nieprzyjemnie.
- Hej, mała! Co się stało? Zatrzymaj się i porozmawiaj ze mną. Pewnie jesteś wystraszona? Mogę ci pomóc jeśli chcesz. Ale zrobisz innym dzieciom krzywdę jeśli pójdziesz tam dalej. Nie chcesz skrzywdzić innych dzieci, prawda? - starała się jakoś przemówić do małej. Nie była pewna na ile dziewczynka była świadoma, a na ile moc w pewnym sensie przejęła nad nią kontrolę. Mówiła spokojnie, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Jednocześnie musiała mówić dosyć głośno, by została usłyszana z tej odległości. Prędzej pewnie mała ją zauważy niż usłyszy, ale wtedy może drugi raz spróbować do niej się odezwać.
Póki Josh nie pojawi się tu jakoś to miała zamiar próbować porozmawiać z blondyneczką. Później zajmie się zerwanymi kablami. Były niebezpieczne. Może nie dla niej, ale jeśli w pobliżu ktoś będzie przechodził lub przejeżdżał to może się to źle skończyć. Chwilowo jednak zatrzymanie młodej mutantki było najważniejsze. Liczyła, że uda się do niej dotrzeć. Raczej nie miała problemów dogadywać się z młodszymi, ale z drugiej strony nie miała nigdy do czynienia z mutantem nie panującym nad swoimi mocami. To mogło stanowić problem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Valhalla   Nie Wrz 10, 2017 5:16 pm

Prawda była taka, że w miarę bezpieczne zbliżenie się do dziewczynki oznaczało i tak zachowanie od niej całkiem sporego dystansu. Jej moce same w sobie sięgały na dwadzieścia metrów dookoła niej, a i dalej czuć było ich efekty - nawet jeżeli o wiele słabsze - pod postacią uderzeń mas powietrza. Przed tę granicę zaś wypychane były te pozostałości po wcześniejszych falach, które nie wsiąkły jeszcze w glebę. Jako że Surge chciała - i musiała - uważać na wodę, koniecznym okazało się trzymanie jeszcze o te kilka metrów dalej. W innym wypadku moczyłaby w najlepszym wypadku buty.
Z tych właśnie względów mutantka była od dziecka dość daleko - a do tego dochodziła jeszcze różnica wysokości, bo w końcu blondynka kroczyła w powietrzu. Dodać do tego szum sztucznego wiatru, który dziewczynka wokół siebie wytwarzała... I nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby po prostu nie usłyszała słów Noriko.
Prawdopodobnie ją za to zauważyła, gdyż - kiedy nastolatka się przed nią pojawiła - na moment wstrzymała się z następnym krokiem... Lecz to wahanie trwało tylko sekundę czy dwie, nim znów ruszyła z miejsca, więc mogło wynikać po prostu z zaskoczenia, a nie z głębszych wątpliwości. Z tej odległości trudno byłoby ocenić gdzie dokładnie dziewczynka patrzyła - do czego zapewne przykładał się także fakt, że miała aż tak bardzo jasne oczy. Wyraz jej twarzy również był ciężki do określenia, ale na pewno oszczędny w emocjach. Może lekko zainteresowany?
Za nią woda wypełniała wyżłobienie w glebie, które pozostawiały po sobie jej moce; wyglądało na to, że linia brzegowa zbiornika trochę się po tym wszystkim zmieni... Ale na szczęście teren był tutaj chyba wystarczająco płaski, aby takie doprowadzenie wody dalej nie poskutkowało zalaniem części wioski.
Plus sytuacji zdawał się być przede wszystkim taki, że dziecko nawet nie próbowało posłać ku Surge żadnego ataku, świadomego czy nie, czyli najwyraźniej nie było agresywne... Choć wyjaśnień znalazłoby się pewnie więcej. Równie dobrze mogło na przykład nie wiedzieć jak to zrobić... A może po prostu moce blondynki ograniczały się wyłącznie do wytwarzania tej "bariery"?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Elixir

avatar

Liczba postów : 170
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Wto Wrz 12, 2017 6:45 pm

Josh już w żaden sposób nie ustosunkował się do tego, że Cessily przystała na jego plan i zapowiedziała, aby Laurie szukała jej później w jej pokoju. Miał tylko nadzieję, że dziewczyny nie natkną się potem na nikogo, kto będzie je chciał wstrzymać... Pewnie najbezpieczniej byłoby, gdyby skorzystały z okna. Przez nie jedna spokojnie mogłaby zgarnąć drugą... No i zaoszczędziłyby sporo czasu, który w innym wypadku zmarnowałby się na przechodzenie korytarzami i schodami. Mimo to nastolatek nie zamierzał im tego sugerować na głos, zakładając, że same będą wystarczająco rozsądne, aby na to wpaść. Ostatecznie kiwnął tylko głową, po części w ramach zgody, ale i pożegnania dla Cess.
Skoro to zostało postanowione, chłopak mógł skupić się na Laurie. Nie był pewien w jaki sposób zamierzała go ze sobą zabrać, czy skończy na jej plecach czy pod nią - czy w jeszcze innej pozycji... Ale te wątpliwości rówieśniczka szybko rozwiała, sama wychodząc z inicjatywą. W jej zmienionej formie pewnie tak rzeczywiście było dla nich obojga najwygodniej... Lecz i tak przede wszystkim liczyło się dla niego to, że decyzja została podjęta i nie musiał się nad tą kwestią dłużej zastanawiać.
- Jasne - odparł, pozwalając się nieść, a dłonie z braku lepszej możliwości opierając na przedramionach Laurie. Choć w pierwszym momencie spojrzał z zaciekawieniem w dół, nie okazując żadnych oznak strachu przed wysokością czy możliwością upadku, to jednak prędko opuścił powieki, dając sobie czas na zadbanie o odpowiednią ochronę. Po ostatnim tykaniu Jay'a pamiętał co mogło mu się przydać... Dodatkowa warstwa na oczach, to na pewno, zbicie tkanki skóry, aby była odporniejsza... Szum powietrza stanowił pewien problem, ale chłopak zdecydował się na czas przelotu po prostu pogorszyć sobie słuch, aby nie musieć się z tym męczyć.
Po tym wszystkim uzdrowiciel w końcu postanowił ponownie rozchylić powieki i znów zerknąć w dół, na szybko mijane tereny. Lubił takie widoki, podobało mu się przebywanie wysoko... W myślach odnotował sobie, aby namówić Jay'a na takie loty. On poruszał się o wiele wolniej, więc z nim powinno być nawet przyjemniej... Będą tylko musieli uważać, aby nikt ich nie zobaczył.
Oczywiście teraz także trzeba było o to zadbać, dlatego najwięcej sensu miało przemieszczanie się na jak największej wysokości. Dawało im to też dodatkową korzyść, a mianowicie widzieli wszystko już ze sporej odległości, w związku z czym Elixir tak naprawdę nie musiał wiedzieć gdzie dokładnie znajdowała się ta cała Valhalla, aby zrozumieć, że właśnie się do niej zbliżali. Efekty działalności mutanta rzucały się w oczy już z daleka. Czyli jednak nie chodziło o tłum z pochodniami, tylko o utratę kontroli... W porządku, szybka ocena sytuacji to podstawa.
Korzystając z osłony drzew, dwójka wylądowała w końcu na drodze przy jeziorze i to tam się rozdzieliła. Josh od razu zaczął kierować się ku krawędzi lasu - o ile mógł go w ten sposób określić - po drodze szybko przywracając swój słuch do normy. Przede wszystkim chciał lepiej przyjrzeć się temu, co tam się działo.
- Leć po Cess, a ja pomyślę co dalej - polecił tylko po drodze, zerkając przez ramię na Laurie i równocześnie wsuwając już dłoń do kieszeni, aby wyjąć z niej komórkę. Odblokował jej ekran, po czym zamknął aplikację z mapą. Ta nie była mu dłużej potrzebna... Miał inne plany. Chłopak szybko wybrał wiadomości i znalazł numer Cessily, po czym skierował wzrok przed siebie, chłonąc jak najwięcej szczegółów.
Na jezdni leżał pień, to zarejestrował jako pierwsze. Rzecz jasna musiał go obejść, ale po fakcie zdecydował się nie wracać już na drogę, tylko wkroczyć pomiędzy drzewa i wykorzystać je jako ochronę - głównie przed niepowołanym wzrokiem. W ten sposób ryzykował, że roślina zostanie wyrwana i on nią oberwie, ale jakoś podejść musiał, a chyba wolał jeszcze pozostawać w ukryciu. Wreszcie zatrzymał się tak daleko, jak tylko mógł się wysunąć bez zdradzania swojej obecności.
W powietrzu ktoś się unosił i Josh od razu zmrużył lekko oczy, żeby dojrzeć jak najwięcej szczegółów. Sylwetka prędko podpowiedziała mu, że nie mieli do czynienia z dorosłym, co było sensowne, bo w końcu moce zazwyczaj budziły się w okresie dojrzewania. Sukienka i długie włosy - czyli dziewczyna, nie potrzebował do tego widzieć jej twarzy, czego ze swojej pozycji zrobić nie mógł. Innych informacji na temat tożsamości mutanta póki co nie wymagał.
Jego moce stanowiły zupełnie inną historię. W pierwszej chwili wziął je po prostu za pole siłowe, ale szybko zorientował się, że najprawdopodobniej nie miał racji. Wywoływały nacisk, co mógł poznać po wgłębieniu w ziemi... Telekineza, kontrola wiatru? Te opcje brzmiały już bardziej sensownie i wywoływały pewien problem. Do kogoś takiego ciężko było się zbliżyć, a bez kontaktu fizycznego Josh nie mógł wiele zdziałać - chyba tylko próbować rozmowy. Gadkę miał niezłą, szczególnie względem dziewcząt, ale specjalizował się raczej w tych trochę starszych...
Z takimi zdolnościami najlepiej było walczyć przy użyciu podobnych. No i gdzie czaił się Hellion, kiedy ten jeden raz go do czegoś potrzebowali, co? Taka okazja, żeby zaszpanował i potem przez miesiąc nie dawał im o tym zapomnieć, a on się gdzieś zaszył. Kolejną niezłą opcją wydawała się być telepatia... Ale z kolei Josh nie był pewien czy okazjonalne flirtowanie i mizianie się z Kukułkami uprawniało go do proszenia ich o pomoc, a z innymi telepatami raczej nie utrzymywał stałych... Kontaktów. Pech. Chyba będą jednak musieli poradzić sobie w inny sposób.
Zastanawiając się nad możliwymi rozwiązaniami i przyglądając się reszcie terenu - między innymi wyłapując wzrokiem Nori, a także położone kawałek dalej boisko - Elixir wybrał na telefonie przesyłanie zdjęcia, po czym uniósł komórkę i uwiecznił scenę przed sobą. Praktycznie natychmiast nadał ją do Cess, licząc na to, że po drodze będzie się już mogła zacząć namyślać.
Sądząc po kształcie tego zagłębienia pod dziewczyną, zmierzała w kierunku najbliższych zabudowań. Logiczne, więc chyba można to było założyć. Na swojej drodze miała Nori, kłopotliwe, ale być może przyniesie to jakieś efekty, więc chwilowo uzdrowiciel się o to nie martwił. Dalej znajdowała się konstrukcja podtrzymująca kable z elektrycznością... Których część zwisała smętnie i ciągnęła się po ziemi. Niedobrze, ale póki co wystarczy trzymać się z daleka - od nich i od wody, która rozlewała się po okolicy. To Josh mógł zrobić, bo w tej chwili znajdował się jeszcze daleko.
Nastolatek wiedział, że on sam i Cess wiele tutaj nie pomogą, więc przynajmniej na początku wszystko będzie leżało w rękach Nori i Laurie. Nie był pewien czy wyładowania tej pierwszej przebiją się przez uderzenia powietrza... Ale gdyby tak zrobić z Laurie żywy pocisk... To brzmiało jak plan. Ryzykowny, ale jednak plan, a lepszy nie przychodził mu obecnie do głowy. Teraz musiał tylko poczekać na dotarcie dziewcząt, żeby go z nimi ustalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Transonic

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 14/07/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Sro Wrz 13, 2017 11:35 am

Była dosyć zadowolona z faktu, że Josh nie przejawiał żadnych obaw przed wysokim i stosunkowo szybkim lotem. Wzniosła się na taką wysokość, by dla ludzi wyglądać jak bardzo duży ptak. Najlepiej ze zdobyczą w rękach. Nie leciała z pełnią możliwości a w zasadzie nawet z połową jej, głownie po to, żeby wiatr i opór powietrza nie były zbyt dokuczliwe dla Josha. W końcu musiała pamiętać, że ona sama była dostosowana do latania, ale Josh już niekoniecznie. Jeśli będzie chciał sobie pooglądać widoczki, to najwyżej kiedyś sobie z kimś poleci. Z jego... urokiem osobistym raczej nie będzie miał problemu, żeby kogoś na to namówić. Teraz jednak najważniejsze było dotrzeć do Valhalli w najszybszym możliwym tempie. Lot potrwał naprawdę krótko i w końcu opuściła Josha na wyludnioną drogę w pobliżu lasu.
- Okey. Znajdź Noriko i czekajcie na nas przy tym lesie. W ten sposób łatwo się znajdziemy. - poprosiła, wznosząc się ponownie, tym razem na większą wysokość.
Obrzuciła wzrokiem całą sytuację, ale nie miała zbyt wiele czasu by zorientować się, co się dzieje. Dostrzegła jedynie delikatną zmianę linii brzegowej i źródło całego zamieszania kawałek od wody. Domyśliła się, że mutant jest otoczony jakąś barierą, co zdecydowanie nie było dobre dla nich. Będzie trzeba jakoś ją przebić... Nie jest dobrze.
Rozwijając największą możliwą prędkość na tej odległości wróciła do Instytutu, po drodze zbierając swoje rzeczy i podrzucając je przez okno do pokoju. Na całe szczęście z powodu upalnej pogody okna były otwarte. Znalazła okno pokoju Cessily i puknęła dwa razy w szybę.
- Możemy lecieć. Nie jest dobrze. Mutant wygląda na otoczonego barierą, ludzi wymiotło, a linia brzegowa trochę się zmienia. Zniszczony został jakiś budynek po drodze, a zgodnie z trasą przebytą przez mutanta mamy spore wyżłobienia w ziemi, zapełniające się wodą. Będzie trzeba coś z tym zrobić. Najgorsza jest ta bariera. - rzuciła, trochę zaniepokojona konsekwencjami czynów.
Ukrycie tego, co zrobił nieznany mutant będzie naprawdę ciężkie. Niestety to nie będzie jedna z tych spraw, które będzie łatwo zatuszować. Nie jest dobrze.
- Josh i Noriko będą na nas czekać przy lesie. Zamknij oczy i zatkaj uszy. - doradziła Cess, łapiąc ją od tyłu w pasie, tak samo jak Josha.
Zaraz potem wzniosła się wysoko, licząc, że tym razem jej lot również pozostanie niezauważony przez postronnych i ruszyła w to samo miejsce, gdzie zostawiła Josha. Ten lot również nie trwał długo, ponownie także wylądowała na drodze, stawiając Mercury bezpiecznie na twardej ziemi, puszczając ją i wracając do swojej normalnej postaci. Rozejrzała się wokół, szukając Noriko i Josha. Zaczęła się również zastanawiać, jak dotrzeć do tego mutanta i jakoś go opanować. Chyba trzeba będzie jakoś zniszczyć tę barierę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mercury

avatar

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 23/02/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Czw Wrz 14, 2017 8:27 pm

Z miejsca, w którym wylądowała wraz z Transonic, nie od razu dostrzegła Josha. Nori zauważyła od razu. Stała w skupisku całego wydarzenia, zbyt blisko –jej zdaniem – niebezpiecznej, aczkolwiek pewnie nie całkiem świadomie, mutantki. Cess już wcześniej przyjrzała się sytuacji ze zdjęcia, ale to, przedstawiało zaledwie szkody i impasową sytuację w jakiej znajdowała się teraz Noriko. Później, z lotu ptaka Cessily miała sposobność dokładniej przyjrzeć się przestrzeni wokół. Gdyby mieli trochę więcej czasu, być może dobrym pomysłem byłoby wcześniej otrzymać od Josha długości i szerokości geograficzne mogące pomóc zorientować się im w terenie. Tymczasem Mercury starała się na pamięć, zakodować jeszcze w powietrzu przestrzeń wokół nich. Niezbędną pomocą okazało się tu jej stalowe ciało, które przez jakiś czas pozwalało jej rozglądać się wokół bez uszkodzenia spojówki. Ciało z dziwacznej masy zamiast normalnej, ludzkiej, tkanki, czasami miało swoje plusy. Po pewnym czasie jednak i jej temperatura zaczęła doskwierać, dlatego lądując Cess przymrużyła powieki, czując chłód na oczach, nieznośnie długo tający.
—Widzisz go? Noriko jest blisko linii elektrycznej. Wysadziłaś nas w tym samym miejscu?
Domyślając się, którędy Josh mógł przejść, Mercury pokierowała ich obie w stronę koron drzew, przemieszczając się pomiędzy konarami. Sama prawdopodobnie wybrałaby tą samą drogę na miejscu Foleya, więc po prostu zdała się na instynkt. Kilkadziesiąt metrów dalej, rzeczywiście go znalazly. Jego obecność zdradziły najpierw charakterystyczne refleksy. Dopiero potem spomiędzy pni wyłoniły się Cess jego plecy. Dziewczyna przyśpieszyła kroku, docierając do chłopaka, dokładnie w chwili, w której dziecko - mutantka, na chwilę zawachało się w swoim podniebnym spacerze i zaraz ruszyło w kierunku Nori. Mercury podążyła spojrzeniem po drodze, aż do linii wysokiego napięcia i mimowolnie skrzywiła się nieznacznie.
Wychylając się zza drzew, ściągnęła metaliczne brwi, dojrzewając dziwne zgromadzenie przy granicy boiska.
— Czy… czy tam są dzieci, Josh?
Na ten moment ta kwestia wydała jej się dość problematyczna, bo jeśli Nori nie udałoby się powstrzymać dalszych kroków telepatki, ta na swojej drodze pochłonąć mogła nie tylko dalsze drzewa i linie wysokiego napięcia, ale też i Surge, wraz z nastoletnimi dzieciakami.
— Niedobrze. Jeśli nie zmienimy kierunku jej drogi, będzie trzeba je ewakuować. Laurie… myślisz, że udałoby Ci się do niej zbliżyć i wspomóc Nori?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pią Wrz 15, 2017 11:46 am

Liczyła na jakąkolwiek reakcją ze strony dziewczynki. Zauważyła, że ta ją zauważyła, gdyż zatrzymała się dosłownie na moment, ale zaraz dalej ruszyła przed siebie. O ile liczyła w duchu, że dzieci uciekną na czas to wiedziała, że może dojść do tragedii jeśli przewali się wieżyczka od kabli wysokiego napięcia. Jeśli runie ta jedna to za nią mogą polecieć kolejne, a wtedy naprawdę nie będzie zbyt przyjemnie. Ech, przydałby się ktoś na tyle silny, by oderwać te kable. Albo jakiś telekinetyk, tak. To chyba byłoby najlepsze rozwiązanie. Choć zwykłą siłą też nie pogardzi.
Nie chciała robić młodej mutantce krzywdy. Szybko przyjrzała się efektom jej bariery. Zdawało się, że wszystko odpychała na boki. Nie była pewna jak to zadziałałoby na jej moce. Gdyby posłała mały ładunek to na pewno dziewczynce by nie zrobiło krzywdy, nawet by jej nie dosięgnął. Miała to już przetestowane na innym telekinetyku. Ludziom w instytucie nigdy nie chciała na poważnie zrobić krzywdy, nie ważne jak bardzo ich nie trawiła. Nie wiedziała jak dużego ładunku może użyć, by dotrzeć do dziecka, a jednocześnie nie skrzywdzić jej. Chciała tylko delikatnie nią wstrząsnąć, miała nadzieję, że to ją wybudzi z odrętwienia w jakim chyba obecnie była.
Westchnęła lekko. Miała nadzieję, że Josh wkrótce się pojawi z jakimś wsparciem. W grupie zawsze łatwiej jest zorganizować jakiś plan działania. No i mogą wykonywać kilka rzeczy na raz. Biorąc pod uwagę Houston, Elixir pewnie znowu będzie miał jakieś pomysły na rozwiązanie ich problemu. Ona sama niewiele mogła zrobić. W ostateczności pewnie trzeba będzie poinformować dorosłych choć niezbyt widział jej się ten pomysł. Nie, wolała mieć nadzieję, że sami rozwiążą ten problem.
W końcu nie czekając ani chwili dłużej, bo czasu nie było zbyt dużo, wyciągnęła ręce do przodu by skierować ładunek elektryczny w stronę mutantki. Powoli zwiększała jego natężenie, czekając aż ten się przebije przez barierę, wytworzoną przez telekinezę. Jak tylko prąd dotrze do dziecka, natychmiast przerwie atak. Oby się nie zdenerwowała pomyślała jeszcze, wpatrując się w blondynkę. Liczyła, że jej spokój nie odwróci się nagle w agresję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pią Wrz 15, 2017 10:41 pm

Dziecko w dalszym ciągu się nie zatrzymywało, niezmiennie szło przed siebie - Surge zaś dla kontrastu nie ruszała się z obranego miejsca. Choć fizycznie dzieliła je spora odległość, to jednak granica zasięgu mocy dziewczynki zdążyła przesunąć się niebezpiecznie blisko Noriko i wcale nie zwalniała w chwili, gdy mutantka zdecydowała się użyć swoich mocy.
Efekt widoczny był pewnie z daleka, bo w końcu elektryczność Surge objawiała się między innymi jasnością. W tym wypadku energia natrafiła oczywiście na przeszkodę... Lecz nie zatrzymała się na niej, tylko została od niej odbita - przez co część z niej się rozproszyła, a reszta wchłonęła się z powrotem do ciała Noriko.
Dziewczyna stopniowo zwiększała siłę ataku, być może licząc na to, że jednak dotrze do dziecka na czas... Ale granica wciąż się przybliżała i Surge z pewnością czuła na sobie tego efekty, przede wszystkim pod postacią ostrego wiatru - który w dodatku rozchlapywał w różnych kierunkach resztki wody, sięgające przy tym tylko do wysokości kolan, może trochę wyżej, lecz wówczas pod postacią rzadszych i drobniejszych kropel. Wilgoć wspomagała przewodzenie prądu, więc z każdą chwilą zagrożenie rosło...
... Aż w końcu granica mocy dotarła na tyle blisko, że silniejszy podmuch odepchnął Surge i to nie tylko ją przesuwając, ale dosłownie zwalając z nóg. Dziewczyna nie poleciała daleko, głównie z tego względu, że uderzenie powietrza nastąpiło pod kątem z góry. Miało to swoje plusy i minusy, a wśród tych ostatnich był ten, że w tej pozycji Noriko tym bardziej narażała się na większy kontakt z wodą, która już się ku niej przelewała.
Brak przeszkód na drodze do szkoły sprawiał, że zbierające się przy jej murach dzieci mogły bez problemu obserwować całe to zajście. Do tej pory zewnętrzne boisko zdążyło się oczyścić, ale parę osób ociągało się na tym drugim, bliższym budynkowi, najwyraźniej czując się wystarczająco bezpiecznie, aby spoglądać na sytuację. Przy tempie poruszania się dziewczynki zagrożenie nie było natychmiastowe, ale przy ewakuacji mogła się przecież liczyć każda chwila, którą teraz marnowały na gapienie się.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Elixir

avatar

Liczba postów : 170
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Nie Wrz 17, 2017 9:40 pm

Tworząc w myślach swoje plany i uważnie obserwując rozwój tych najważniejszych wydarzeń, Josh nie poświęcał wielkiego zainteresowania swojemu najbliższemu otoczeniu... A przynajmniej tak było aż do chwili, gdy za sobą usłyszał nowe dźwięki, lekko szeleszczące, przypominające mu jego własne kroki sprzed zaledwie momentu. Co prawda chłopak wiedział kogo mógł i powinien się spodziewać, ale nie miał pewności, że nie zbliżał się do niego ktoś inny, w związku z czym tak czy siak obrócił głowę, aby przez ramię spojrzeć za siebie... I nie zawiódł się, widząc nadciągające Cess i Laurie. Tyle mu wystarczyło, aby bez słowa znów skierować prędko wzrok przed siebie.
Nastolatek odczekał tylko krótką chwilę, aby dziewczyny znalazły się już blisko niego i mogły na własne oczy obejrzeć co się działo, po czym już zamierzał się odezwać, aby podrzucić im swoje wcześniejsze pomysły i spotrzeżenia, gdy Mercury go ubiegła i odezwała się jako pierwsza. Uzdrowiciel najpierw na nią zerknął, a następnie poszedł w jej ślady i również częściowo wysunął się zza jednego z drzew, aby dokładniej zbadać dalszą trasę spaceru dzieciaka. Wcześniej - z góry - zobaczył już, że znajdowały się tam jakieś budynki i boiska, ale prawdę mówiąc jedynie mignęły mu w zasięgu wzroku i aż tak bardzo się nimi nie zainteresował. Jasne, że musieli ograniczyć zniszczenia i tak dalej, ale dla niego priorytetem było jednak zatrzymanie oraz zgarnięcie tej dziewczyny. Z drugiej strony z tym i tak nie mógł jeszcze pomóc, skoro najprawdopodobniej nie byłby w stanie się do niej zbliżyć... Więc pewnie mógł poświęcić swój czas na inne kwestie.
- Nie wiem, może, z tej odległości ich nie czuję - odparł więc zgodnie z prawdą, dla dodatkowego efektu wzruszając też ramionami. Choć wzrok miał bardzo dobry, a może nawet trochę lepszy od normalnego człowieka, to ze swojego obecnego położenia widział tylko część boiska... Pustego w tym miejscu boiska... A nie chciał wychylać się jeszcze bardziej. Tak, bywał impulsywny, zdarzało mu się kusić los, może nawet zbyt często, ale przecież niedawno obiecywał sobie, że spróbuje być odpowiedzialny... No, odpowiedzialniejszy. Nie można było od razu oczekiwać cudów.
W trakcie powrotu do poprzedniej pozycji chłopak znów skierował spojrzenie ku głównej atrakcji, lecz dzielił uwagę pomiędzy nią i swoje towarzyszki, aby w razie czego słuchać również ich słów... Tyle że tym razem zamierzał wciąć się dyskusję i koniec. Oczywiście nie mogło być tak pięknie, aby coś szybko i łatwo poszło po jego myśli, więc w tym wypadku jego uwagę odciągnęły wydarzenia pomiędzy Noriko i dzieckiem, które próbowała zatrzymać - ale, nauczony doświadczeniem z Houston, Elixir nie czekał na rozwiązanie sytuacji, tylko zaczął mówić natychmiast po tym, jak Surge rozpoczęła atak... Czyli również tuż po następnych słowach Cess.
- Nie uderzaj od frontu, tylko z boku albo z tyłu. Nie daj się zamoczyć, bo jeżeli w którymś momencie nie unikniesz elektryczności, to wilgotna oberwiesz bardziej, ale i tak pilnuj tego, co robi Nori. Najlepiej odeślij ją do ogarnięcia kabli i może zrobienia czegoś z tamtą wieżyczką. Potem sobie pomagajcie, nie wchodźcie sobie w drogę, a nami i całą resztą się nie przejmujcie, chyba że damy wam znać - poinstruował Laurie, wchodząc w tryb rządzenia się. Ostatnim razem podziałało na tyle dobrze, że nikt nawet nie kwestionował jego poleceń, przez co w tej chwili Josha aż ciekawiło czy teraz stanie się podobnie. Nie żeby mieli czas na dyskutowanie o każdym szczególe...
Chłopak akurat skończył mówić, gdy atak Nori spalił na panewce, a ona sama została odepchnięta przez niewidzialną siłę. Elixir podążył za nią wzrokiem i nawet drgnął lekko, ale z tej odległości żadne z nich nie zdążyłoby zareagować... No, może Laurie, lecz ona otrzymała inne zadanie, a poza tym Surge sama powinna być wystarczająco rozsądna, aby odsunąć się w mutacyjnie przyspieszonym tempie. Zrobiłaby to pewnie zanim Transonic by do niej dotarła - bo może była od niej wolniejsza, ale na krótkim odcinku, bez rozpędu, nie miało to aż takiego znaczenia.
- Chodź, Cess - odezwał się ponownie, stawiając już pierwszy krok do tyłu, a następnie obracając się całym ciałem, lecz nie o sto osiemdziesiąt, lecz dziewięćdziesiąt stopni, a dokładniej na swoje prawo. Tutaj za bardzo pomóc nie mogli, ale skoro dziewczyna twierdziła, że dalej przebywały jakieś dzieci, to równie dobrze mogli to sprawdzić i w razie czego zadbać o ich ucieczkę. Po drodze Elixir ponownie sięgnął po swoją komórkę i odblokował ekran.
- Gdyby Nori udało się przejąć albo odprowadzić w inną stronę elektryczność z linii wysokiego napięcia, być może będziesz musiała je przeciąć, najlepiej spory kawałek stąd, żebyśmy mieli pewność, że nie będą przeszkadzały w akcji. Poza tym powinniśmy zaalarmować policję. Dla nas to kiepski układ, ale wioska może potrzebować zorganizowanej ewakuacji - wyjaśnił, przemieszczając się szybkim krokiem pomiędzy drzewami, dość blisko ich granicy, ale nie zaraz przy niej. Pomimo swoich słów nie wybierał jeszcze żadnego numeru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pon Wrz 18, 2017 2:00 pm

Noriko dawała z siebie wszystko. Jej starania niestety nie miały żadnych pozytywnych skutków, wręcz przeciwnie. Powoli zwiększając natężenie dawki prądu, stała w miejscu, by się nie rozpraszać. W ruchu mogłaby przypadkiem za mocno zwiększyć siłę ataku, musiałaby dzielić uwagę jeszcze na bieganie. W dodatku nie chciała zrobić dziecku krzywdy. Stawiała je na pierwszym miejscu. Nie ważne, że nie panowało nad sobą. Że mogło jej zrobić krzywdę. Zrobienie tej dziewczynce czegoś było ostatecznością. Najpierw chciała rozwiązać ten problem pokojowo. Na tyle na ile dało radę.
Czuła coraz silniejszy powiew wiatru, którzy powstawał w wyniku działania mocy blondyneczki. Starała się jednak jak najdłużej trzymać na nogach. Pojedynczymi kroplami wody się nie przejmowała. Przy obecnej pogodzie wyschną momentalnie na jej ubraniach. Nie były więc aż tak groźne jak by były przy chłodniejszej pogodzie. Wtedy musiałaby dużo uważniej wędrówkę wody, pchanej energią telekinetyczną.
Elektryczność odbijała się bańki otaczającej dziecko, część uciekała na bok, część Surge odzyskiwała z powrotem. Azjatka jednak nie poddawała się, ciągle starając się przebić przez niewidzialną osłonę. Tak bardzo się na tym skoncentrowała, że nie zdążyła zareagować na silniejszy podmuch, który nie dość, że nieco ją odrzucił to w dodatku powalił na mokrą ziemię. Dziewczyna jak najszybciej się podniosła i wykorzystując część energii uciekła poza zasięg podmuchów, tak aby mieć dziecko po swojej prawej. Otrzepała spodnie i rękawice z wody. Specjalnie wybrała na postój miejsce, które nie było osłonięte drzewami, by móc wystawić się na słońce. Licząc, że te pomoże jej szybko wyschnąć.
Chwilowo nie miała innych pomysłów na to, co mogłaby zrobić. Niczego poza elektrycznością nie miała, tylko jej mogła używać do walki. Malucha trzeba jakoś powstrzymać, był coraz bliżej szkoły. No, może niekoniecznie szkoły, ale boisk. Od boiska do budynku już nie było daleko, a małej chyba nie było w stanie zatrzymać. Gdyby tylko można było jakoś się przebić przez barierę, otaczającą małą mutantkę. Złapać ją, przemówić do niej. Wtedy być może nie musiałaby się tak martwić o te zerwane kable. I wieżyczkę, która była coraz bardziej zagrożona. Jej zniszczenie mogłoby doprowadzić do tragedii. Kolejne kable by się zerwały, a to doprowadzi do poważnej awarii. Pozostało jej mieć nadzieję, że Josh pojawi się wkrótce. I to z kimś kto będzie mógł coś zrobić z tą barierą. Ktoś komu pójdzie w starciu z dzieckiem lepiej niż jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Transonic

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 14/07/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pon Wrz 18, 2017 2:10 pm

- Nie... Musiał chyba pójśc w las. I tak, lądowałam w tym samym miejscu. – odpowiedziała Cess, rozglądając się za Joshem. – Tak, blisko kabli i wody, a to się może dość źle skończyć.
Ruszyła za dziewczyną do lasu, w stronę, gdzie prawdopodobnie mógł się udać Josh. Niedługo potem mogły go dostrzec, a także lepiej zobaczyć sytuację z ziemi. Cess zwróciła uwagę na jeden chyba z najważniejszych punktów. Dzieci na boisku, obserwujące całą sytuację, zamiast wiać, gdzie pieprz rośnie. Znaczy niepotrzebni gapie. Zatuszowanie całej sytuacji wydawało się już wręcz niemożliwe. Pewnie mocno im się oberwie, kiedy wrócą. Ale nie mieli wyboru, trzeba było po pierwsze, zająć się dziewczynką, po drugie, zabrać dzieciaki w bezpieczne miejsce, a po trzecie opanować jakoś cały ten rozgardiasz.
- Zbliżyć się zapewne dam radę. Nie wiem tylko, jak dalej. -  od biedy mogłaby w końcu rozwinąć pełną prędkość i próbować się przebić przez barierę małej mutantki. I liczyć na to, że nie spowoduje to zbyt dużych szkód. Wtedy odezwał się Josh ze swoim planem..
- W porządku, jest to jakiś pomysł. – kiwnęła głową. – Spróbuję przebić się jakoś przez jej barierę... – zaczęła, ale w tym samym momencie miała okazję dostrzec, jak bariera napiera na Noriko i wręcz zwala ją z nóg. Przebicie się przez nią byłoby wręcz niemożliwe. Ale może uda jej się zepchnąć dziewczynkę bardziej w stronę wody? Dając wszystkim wystarczająco dużo czasu, by mogli ewakuować dzieciaki i zrobić cokolwiek z elektrycznością.
-  Spróbuję ją zepchnąć w tył. – rzuciła, wznosząc się prawie pionowo w górę. Nie kłopotała się już zmianą postaci, zrobi to w trakcie lotu. Bez wahania poleciała w stronę Noriko, która zdążyła usunąć się z pola rażenia dziewczynki i jej bariery. Wylądowała miękko koło niej.
- Woda niedługo dotrze do kabli. Josh mówi, żebyś postarała się je jakoś usunąć. On i Cess zajmą się dzieciakami. – wyjaśniła, rozglądając się uważnie. – Ja postaram się jakoś odwrócić jej uwagę... Albo... Nieważne. – powiedziała krótko. Za długo trwałoby wyjaśnienie swojego pomysłu.
Teraz liczyło się tylko to, żeby jakoś zminimalizować zagrożenie. Wzniosła się do lotu, kierując się w stronę odwrotną niż dziewczynka. Pozornie wyglądało to tak, jakby po prostu uciekała, ciągle przyspieszając swój lot. Starała się rozwinąć najwyższą możliwą prędkość. W pewnym momencie zawróciła, przypominając już bardziej pocisk niż istotę humanoidalną i z pełną prędkością dwóch machów uderzyła w barierę. Ustawiła się tak, by uderzyć nieco z boku i od góry, żeby dziewczynka nie zdążyła się zorientować, że ktoś zamierza uderzyć w jej osłony. Miała zamiar albo przebić barierę i tym samym po prostu wybić dziewczynkę z transu, albo zepchnąć ją w stronę wody, z dala od dzieci, kabli i Noriko, jakby nie dała rady przebić telekinetycznej bariery.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Valhalla   Nie Wrz 24, 2017 4:28 pm

Tak długo wypatrywała jakiejś pomocy i ta w końcu się zjawiła. Kiedy nagle obok niej pojawiła się Laurie, Nori odruchowo odsunęła się o krok. Rozluźniła się jednak, widząc znajomą twarz. Nie lubiła takiego nagłego pojawiania się. Okej, sama miała czasem zwyczaj tak robić kiedy używała swojej mocy do biegania, ale to i tak nie zmieniało faktu, że coś takiego mogło ją lekko wystraszyć.
Nie dała jednak niczego po sobie poznać. Może poza ulgą na fakt, że wreszcie Josh się pojawił. I w dodatku z jakimś wsparciem. Może razem uda im się jakoś zatrzymać dziewczynkę. Jedynie mentalnie wykonała facepalma kiedy niebieskoskóra wspomniała o Cessily. Mercury. Przecież napisała Elixirowi w smsie, że wszędzie jest pełno wody i zerwane kable. Zapomniał już jak elektryczność wpływa na rtęć? Doskonały przewodnik. Dziewczynie mogła stać się krzywda. Liczyła jednak na jej rozsądek. Dobrze, że oboje mieli iść rozejrzeć się za dzieciakami ze szkoły. Będą trzymać się z dala od największego zagrożenia.
- Trzeba wieżyczkę rozwalić na samej górze i odsunąć ten fragment stąd - wskazała ręką na pobliską wieżyczkę od kabli wysokiego napięcia. Jeśli zostanie zniszczona przez moce dziewczynki to może źle się skończyć. Transonic mogła ją z rozpędu zniszczyć na samej górze i fragment z kablami zabrać w stronę kolejnej wieżyczki.
Miała nadzieję, że jak tylko mutantka spróbuje zepchnąć dziewczynkę na bok to zajmie się ta wieżyczką. Ona tym czasem przebiegła w stronę kabli, szybko je łapiąc i odciągając w stronę wieżyczki, by przypadkiem nie trafiły w wodę. Czuła jak pozostałości elektryczności, która w nich była, trafia do jej ciała. Nie mając lepszego spróbowała nieco wspiąć się po wieżyczce, by zawiesić kable na niewielkiej wysokości. Tak, by nie wylądowały w wodzie jeśli ta dotrze aż tutaj. Jeśli wspinaczka nie była możliwa to starała się podrzucić kable tak, by przewiesiły się przez jakąś część, ale nie poplątały. Choć poplątanie wydawało się jej niemożliwe, kable były zbyt sztywne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mercury

avatar

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 23/02/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pon Wrz 25, 2017 2:09 pm

Odprowadziła wzrokiem Laurie, która z właściwą sobie prędkością, znalazła się blisko Nori. Nie potrafiła powiedzieć, o czym ze sobą rozmawiały, ale z pewnością przystępowały do jakiegoś planu. Sama Mercury, nie chcąc marnować swojej uwagi na coś, na co i tak nie miała wpływu, podążyła za Joshem, obserwując jego przywiązanie do telefonu i analizując nadzwyczajną ufność w skuteczność ludzkiej policji.
— Wstrzymajmy się z telefonem, dopóki to nie będzie konieczne.
Przyśpieszyła kroku, przedzierając się przez drzewa w kierunku, jak jej się wydawało, boiska szkoły, które nie znajdowało się znowu w aż tak dalekiej odległości. Jedyną przeszkodą w dostrzeżeniu tego, co się tam działo, tak naprawdę były drzewa, a mutantka niepanująca nad swoimi mocami, w jakimś stopniu przerzedziła już za nich teren. Na ich nieszczęście, w promieniu nie sięgającym akurat ich położenia.
— Nic nie czujesz, Josh? Nie żartuj, przecież te dzieci nie są daleko. A myślałam, że ja ostatnio za mało czasu spędzam nad treningiem. Zastałeś się, Folley. Następnym razem poćwicz z Julianem. Jemu tez się przyda rozruszać kości.
Biegnąc już w stronę boiska, pchana impulsem, obróciła się przez ramię w kierunku Nori, śledząc przez krótki moment jej zmagania z kablami. Obecnie sama Cess nie byłaby w stanie ich przeciąć, jeśli dalej płynął w nich prąd, dlatego priorytetowo zajęła się chronieniem dzieci. Te, które znajdowały się już w szkole, jeszcze miały czas na ucieczkę, ale te mozolne znajdujące się na boisku koło budynku, wyraźnie zmniejszały swoje szanse na ewakuację. Dlatego Mercury, w końcu wyłaniając się spomiędzy drzew, rozciągnęła swoje ciało na większą wysokość, zwiększając prawdopodobieństwo, że zostanie zauważona przez dzieci. Nawet wszczęcie paniki teraz nie było niczym złym, jeśli tylko miałoby ożywić trochę te leniwe kluchy, ślamazarnie przemieszczające się z dala od wypadku. Ile mogły mieć te dzieci lat? Dziesięć? Dwanaście?
— W NOGI! Każdy kogo dotknę zamienia się w złoto! — krzyknęła z linii drzew, wyciągając się w kierunku najbliższych dzieci. Chciała wykorzystać moment, że za chwilę za nią mógł się wyłonić Josh, jako dowód jej słów. Jeśli dzieciaki nie chciały uciekać przed destrukcyjną dziewczynką, może wizja zostania złotoskórym mutantem wyda im się odrobinę przerażająca, na tyle, żeby zabrać nogi za pas i się stąd ewakuować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Valhalla   Wto Wrz 26, 2017 8:21 pm

Podczas gdy Mercury i Elixir przemieszczali się jeszcze przez las, Surge i Transonic przystąpiły już do realizacji planu, poruszając się z o wiele większą prędkością, przez co ich poczynania ciężko byłoby śledzić gołym okiem. Dziewczęta spotkały się na moment na północ od zagrożenia i szybko się rozdzieliły, a każda z nich pomknęła w inną stronę.

Kiedy Laurie nabierała prędkości, aby przeprowadzić swój pierwszy atak, Noriko przebiegła przed barierą, po drodze zgarniając kable. Nie było to proste zadanie, gdyż okazały się one być ciężkie - zapewne między innymi przez to, że podparcie straciły ich długie fragmenty - i niewygodnie sztywne. W dodatku były już częściowo wilgotne, bo część z nich przynajmniej przez chwilę leżała na zalanej trawie. Ich ciężar mógł spowolnić dziewczynę, ale w końcu udało jej się dotrzeć do wieżyczki.
Tutaj pojawił się kolejny problem, gdyż była ona naprawdę spora. Każdy jeden bok u samej podstawy musiał mieć prawie dziesięć metrów - może bliżej dziewięciu, na oko trudno byłoby to dokładnie ocenić - a wysokość przekraczała trzydzieści metrów. Pierwszy poziomy element znajdował się jakieś dwa i pół metra nad ziemią, ale niżej fragmenty konstrukcji tworzyły trójkąty, przez które już łatwiej byłoby przewiesić kable... Szczególnie po wspięciu się na którąś z betonowych części w rogach. Dolny wierzchołek trójkąta schodzącego od najniższej poziomej powinien być akurat.
Sztywne kable miały jednak w zwyczaju zjeżdżać, szczególnie wygięte pod takim kątem, a wsunięcie ich głębiej spowodowałoby ryzyko, że ich końcówki opadną i dotkną wody, jeżeli ta tutaj dotrze. Ich odpowiednie ułożenie wymagało dłuższej chwili, to z kolei na jakiś czas wyłączyło Surge z akcji - chyba że zdecydowała się to zignorować.

Transonic latała jednak o wiele szybciej, a w dodatku nie posiadała żadnego obciążenia i mogła przyjąć bardziej aerodynamiczną formę, dlatego nabranie rozpędu i zrobienie koła, aby zawrócić nie zajęło jej dużo czasu. Kiedy ona przystępowała do ataku, Noriko wciąż jeszcze męczyła się z kablami.
Laurie miała rację: atak z góry albo nie został przewidziany i zauważony, albo dziecko po prostu zdecydowało się go zignorować, by kroczyć dalej. Dzięki temu Transonic bez problemu dotarła aż do bariery, a jej przystosowania do lotu sprawiły, że wytwarzane przez moce dziewczynki uderzenia powietrza nie były żadnym kłopotem. Dalej sprawy miały się już jednak gorzej...
Przede wszystkim szybko stało się jasne, że odsunięcie przeciwnika byłoby bardzo trudne albo wręcz niemożliwe - bo choć Laurie wbiła się na jakieś dwa metry za granicę zasięgu zdolności dziecka, to ono samo ani nie drgnęło, pomijając oczywiście kontynuowanie spaceru - nie przesunęło się w przeciwnym kierunku, nie odchyliło się, nic podobnego. W związku z tym bardziej prawdopodobną opcją zdawało się już po prostu dotarcie do dziewczynki.
Oczywiście nie mogło być jednak zbyt pięknie. Już sam pierwszy impakt zabolał i to bardzo - jak zderzenie się z twardym murem. Transonic była co prawda wytrzymalsza od człowieka, a chroniła ją między innymi kryształowa skóra, ale z każdą kolejną sekundą zewnętrzna warstwa jej ciała - w głównej mierze na twarzy, ramionach i części klatki piersiowej - piekła coraz bardziej, jednocześnie powoli pękając i krusząc się. Wszystko wskazywało na to, że próby przebicia się głębiej zwielokrotniłyby ten efekt - za to odpuszczenie prawdopodobnie równałoby się nagłemu odrzutowi do tyłu przy użyciu mocy dziecka.
Co ciekawe, po kilku sekundach blondynka zwróciła wreszcie uwagę na obecność Laurie. Nie zatrzymała się, ale na moment znów zwolniła, jednocześnie kierując na nią spojrzenie i obracając ku niej głowę. Jej twarz wyraźnie nie była stworzona do wyrażania emocji, ale jednak dało się na niej wyłapać lekkie zaskoczenie, które przerodziło się w zainteresowanie. Nie wyglądało na to, aby była zła albo czuła się zagrożona - ot, po prostu zaintrygowana. Zaczęła nawet wyciągać ku Transonic jedną rękę, powoli, więc raczej nie planowała ataku. Z drugiej strony nie wyglądało też na to, aby wykazywała jakąkolwiek empatię, współczucie czy żal ze względu na robienie Laurie krzywdy.

Powyższe akcje działy się bardzo szybko i tym bardziej zyskały sobie zainteresowanie dzieci, szczególnie tych młodszych, około dziesięcioletnich, w których ciekawość zdawała się wygrywać ze strachem. Starsi nastolatkowie, najczęściej ciągnący za sobą kogoś młodszego - rodzeństwo? - przodowali w ucieczce i większość z nich zniknęła już między budynkami szkoły. Można by ich osądzać za to, że nie zajęli się wszystkimi dziećmi, ale w sytuacji zagrożenia wielu myślało przecież tylko o sobie i swoich najbliższych, a nie o dalszym otoczeniu.
Kiedy Mercury wyłoniła się zza drzew, na boisku oraz przy budynku przebywało jeszcze jakieś dziesięcioro dzieci, głównie chłopców, wśród których wyróżniała się tylko jedna dziewczynka. Do najbliższego z nich Cessily miała jakieś sto metrów, ale odległość ta początkowo szybko się zmniejszała, gdyż gromadka nie ruszyła od razu do ucieczki. Najpierw dzieci - pewnie odruchowo - obróciły głowy i spojrzenia ku zbliżającej się mutantce, a na ich obliczach pojawiły się świeże emocje, znów rozciągające się od zainteresowania do strachu. Najwyraźniej ta wizja była dla nich jednak bardziej przerażająca od niszczącego budynki i wyrywającego drzewa zjawiska, gdyż wreszcie zaczęły się wycofywać. Niektóre czyniły to z wyraźnym opóźnieniem, inne szybciej - na twarzach paru w końcu pojawił się prawdziwy przestrach, doprowadzający aż do łez... Ale ważne, że wreszcie uciekały pomiędzy budynki.
Sytuacja pogorszyła się w momencie, gdy odpowiedzialna za to wszystko dziewczynka zdała sobie z tego sprawę. Jej uwaga opuściła Transonic i skierowała się w stronę dzieci, jej usta się rozchyliły, oczy trochę rozszerzyły... Jak gdyby nie rozumiała dlaczego tak się działo. W następnej chwili blondynka przyspieszyła już kroku, po czym przeszła do biegu, wciąż w powietrzu i na szczęście niezbyt szybko - ale jednak.

Podsumowując, cywile byli usuwani z linii zagrożenia, ale wciąż znajdowały się na niej budowle - oraz cała reszta wioski, w tym pozostali jej mieszkańcy. Choć luźne kable zostały usunięte i podwieszone, to pod wpływem uderzeń powietrza albo po uszkodzeniu wieżyczki wciąż mogły wylądować na ziemi... A dziewczynka nie tylko się nie zatrzymywała, ale wręcz przyspieszyła i prawdę mówiąc teraz brakowało jej już około trzydziestu metrów do wspomnianej konstrukcji... Minus dwadzieścia, skoro taki był zasięg jej mocy.

***

Biorąc pod uwagę chronologię i czas trwania poszczególnych wydarzeń byłoby pewnie najlepiej, gdyby Transonic odpisała jako pierwsza... A potem już bez znaczenia, kolejność dowolna.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Transonic

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 14/07/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pią Wrz 29, 2017 8:04 am

Kiwnęła tylko głową na słowa Noriko. Tak, najpierw odepchnie mutantkę, a potem pobawi się wieżyczką. Prędkość dawała jej sporą przewagę, nawet jeśli wieżyczka była bardzo twarda, a kable ciężkie. Siłą pędu mogła bez większych szkód dla siebie zniszczyć ją i przenieść kable do następnej, żeby uniknąć kontaktu z wodą. Priorytetem było jednak zepchnięcie dziewczynki, za co się zabrała.
Zacisnęła zęby, widząc, że nawet jej prędkość nie sprawiła, żeby zbliżyła się do dziewczynki. Zdwoiła więc wysiłki, starając się dotrzeć do niej bardziej. Czując potworne pieczenie nawet nie zamierzała zwalniać... Przynajmniej dopóki nie dostrzegła, że jej odporna na praktycznie wszystko kryształowa skóra zaczyna się kruszyć. Oczy Laurie otworzyły się szeroko, gdy zdała sobie sprawę z faktu, w jakiej jest sytuacji. Natychmiast zaprzestała przebijania się głębiej, utrzymując tylko taką prędkość, by przebywać w zasięgu mocy dziewczynki. Jak się wydostać, postanowi za chwilę.
Wtedy jednak dziewczynka zwróciła na nią uwagę. Transonic uśmiechnęła się łagodnie, widząc, że dziewczynka nie zamierza jej nic zrobić. Młoda mutantka chyba niezbyt zdawała sobie sprawę z tego, co robiła. Przynajmniej jej zamiarem nie było skrzywdzić Laurie, chyba. Dzielnie znosiła pieczenie skóry, zastanawiając się, jak ma się wydostać... Problem pojawił się, gdy przyspieszyła kroku. Nie było dobrze. Laurie wytraciła prędkość, obracając się i gwałtownie ruszając przed siebie, by wydostać się z zasięgu działań dziewczynki. Udało jej się, choć i tak nie była w jakimś najlepszym stanie.
Skóra wciąż piekła i miała kilka niewielkich pęknięć. Odetchnęła głęboko, wznosząc się wysoko. Ich problem był coraz bliżej wieżyczki, więc postanowiła ją zniszczyć. Ponownie się rozpędziła, siłą ciała i pędu uderzając w wieżyczkę, a potem nie wytracając prędkości przenosząc zniszczone kable w stronę kolejnej.
Dzieci były w coraz większym niebezpieczeństwie. Laurie zawahała się trochę, zepchnięcie dziecka nie było możliwe. Z drugiej strony Josh i Cessily byli daleko, a Noriko już próbowała powstrzymać mutantkę i nie wyszło jej. Ponownie się rozpędziła, tym razem rozwijając swoją maksymalną prędkość 2 machów, podejmując kolejną próbę wytrącenia dziecka z równowagi. Cały czas próbowała też zwiększyć prędkość. Nadleciała z jej prawego boku, mając nadzieję, że uda jej się chociaż zdezorientować dziewczynkę wystarczająco, by zaprzestała zajmowania się dziećmi, a uwagę przeniosła na nią samą. Wtedy reszta będzie mogła spróbować ją jakoś zatrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 170
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pią Wrz 29, 2017 5:57 pm

Choć Josh umyślnie nie oddalał się za bardzo od krawędzi lasu, to pomiędzy drzewami i tak o wiele ciężej było mu obserwować to, co działo się w tym czasie z pozostałymi. Słuchem również nie mógł się sugerować. Jeżeli nawet na łące padały jakieś słowa, to z tej odległości tak czy siak by ich nie wyłapał, w szczególności przy całym tym sztucznym wietrze. Wyglądało na to, że przez chwilę zdany był jedynie na kontakt z Cess.
To z kolei okazało się wciąż być dla niego trochę niezręczne, nawet jeżeli te ich najnowsze interakcje zdawały się świadczyć o tym, że powrócili do pozytywnych - nawet jeśli nie przyjaznych - stosunków. Rzecz jasna chłopak tego po sobie nie okazywał, starał się nigdy nie pozwalać sobie na zdradzanie dyskomfortu, bo niezachwiana pewność siebie o wiele bardziej do niego pasowała... A jednak w głębi ducha zachowywał jakąś powściągliwość. Nie czuł się w pełni swobodnie.
Nie zatrzymując się ani na chwilę i od czasu do czasu zerkając przez prześwity między pniami i gałęziami w stronę zamieszania, nastolatek kiwnął głową na opinię Mercury odnośnie wzywania policji. Sam wciąż nie był przekonany co skończyłoby się dla nich lepiej. Wątpił, aby w tej wiosce znajdował się komisariat czy posterunek, więc radiowozy musiałyby pewnie dojechać z jakiejś sąsiedniej miejscowości, a to by wymagało czasu... Przez co uzdrowiciel miał złe przeczucie, że jeżeli już zdecydują się zadzwonić, to zrobią to za późno. Z drugiej strony spotkanie z policjantami nie byłoby dobre dla nich osobiście, a tym bardziej dla Instytutu, gdyby któreś z nich zostało później z nim skojarzone... Dylemat występował więc pomiędzy dobrem własnego rodzaju, a losem mieszkańców najbliższej okolicy.
Pomiędzy niepokój chłopaka oraz próby logicznego ocenienia przez niego sytuacji - co nigdy nie było jego mocną stroną - prędko wkradła się jednak świeża dawka irytacji, zafundowana mu przez Cess. Blondyn od razu zmarszczył brwi, po czym posłał rówieśniczce nieprzychylne spojrzenie, zdające się mówić och, naprawdę?
- Mogę poćwiczyć na Julianie - odgryzł się bez namysłu, choć zaraz po fakcie zdał sobie sprawę z tego, że pewnie było to naprawdę kiepskie posunięcie. Do tej pory starał się zachowywać tak, jak gdyby w ogóle nie pamiętał o tym, co się między nimi wszystkimi stało, ale teraz coraz bardziej i bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to nie miało prawa zadziałać. A bycie w jednej drużynie z Kellerem? Nie, tego już na pewno nie widział. Chyba że najpierw porządnie by się na siebie wydarli, może wymienili parę ciosów, o ile Hellion odważyłby się nie uciekać do telekinezy... Ale nawet w takim wypadku Elixir czuł, że nie byliby w stanie wybaczyć i zapomnieć. To nie leżało w naturze żadnego z nich. No i w gruncie rzeczy Julian nie miał czego wybaczać.
Mimo to nagłe ukłucie złości zdziałało cuda w kwestii nastroju Josha. Wolał być zirytowany niż niepewny. Uzdrowiciel pozwolił, aby Cess wyrwała się na prowadzenie, choć sam nie zwolnił kroku. Wciąż uważając na to, aby nie wpaść na żadne drzewo, które mogłoby mu zdradziecko stanąć na drodze, ponownie skierował swoje zainteresowanie na komórkę, którą w dalszym ciągu trzymał w dłoni. W porządku, policja odpadała, ale były przecież jeszcze inne opcje.
Pisanie w trakcie szybkiego chodu nie należało do najprostszych zadań, ale nastolatek miał w tym lata praktyki. Prędko wystukał treść pierwszej wiadomości - "Valhalla pod NYC, dziecko z mocami, potrzebna pomoc." - i zaznaczył kilku odbiorców, w tym Laurę i niedawnych New Mutants, oczywiście z wyłączeniem Nori. Rozważał jeszcze dodanie informacji, by wstrzymać się z donoszeniem o sprawie dorosłym, ale teraz sądził, iż chyba przydałoby im się większe wsparcie. Co prawda miał delikatne wyrzuty sumienia, że prawdopodobnie odciągnie Jay'a od spotkania z bratem... Ale hej, zawsze mógł go zabrać ze sobą. Tym razem Elixir już by nie protestował.
Po wysłaniu tych zawiadomień, nastolatek zawahał się na moment, ale jednak wybrał w spisie esemesowych rozmów kontakt, do którego od miesięcy się nie odzywał. Sam nie był pewien czemu nie wykasował całego tego wątku, lecz teraz i tak nie zamierzał się nad tym zastanawiać. "Rusz zadek do Valhalli pod NYC. Sytuacja z dzieckiem z mocami, może telekinezą. Cess tęskni."
W międzyczasie Josh usłyszał przed sobą okrzyk Mercury, na który zareagował równocześnie przewróceniem oczami i uniesieniem kącików ust, te ostatnie jednak prędko wróciły do poprzedniej pozycji. Jego oczy wreszcie opuściły ekran telefonu, który zaraz potem wylądował w kieszeni spodni uzdrowiciela. Wsparcie wezwane, byle tylko się pospieszyło. Przy odrobinie szczęścia wszystko jeszcze dobrze się skończy.
Przez tę swoją zwłokę blondyn dotarł do krawędzi drzew z opóźnieniem, nawet jeżeli na ostatnim odcinku wyraźnie przyspieszył. Jego spojrzenie w pierwszym odruchu odszukało Mercury, a następnie przesunęło się dalej, ku uciekającym dzieciom. Świetnie, czyli osoby najpilniej zagrożone zostały odstraszone... To znaczy, najpilniej - nie licząc oczywiście ich grupy.
Zwalniając i w tym samym czasie obracając się prawym bokiem do zabudowań, chłopak powiódł wzrokiem na lewo. Nie do końca pamiętał widok z góry na najbliższą okolicę, a drzewa zasłaniały mu teraz naprawdę sporo... Ale mógł już przynajmniej znowu dostrzec Nori przy jednej z wież. Pomimo odległości długie, wygięte kable dość łatwo było zauważyć, więc nastolatek prędko zorientował się czym zajmowała się do tej pory jego przyjaciółka.
Jeszcze bardziej na lewo znajdowało się z kolei źródło całego tego problemu... Oraz Laurie. Wyglądało na to, że plan się nie powiódł i dziewczynie nie udało się zatrzymać czy spowolnić zagrożenia. W porządku, to nic, tylko pierwsza próba... Wszystko jeszcze przed nimi. Naprawdę przydałaby im się Sofia, ale nie mogli liczyć na to, że ktokolwiek zdąży zareagować na wezwanie... Szczególnie teraz, gdy młoda niespodziewanie przyspieszyło.
Elixir obserwował jej postępy zmrużonymi oczami, zaciskając mocno szczęki i myśląc na wysokich obrotach... Dosłownie, bo pobudzał do tego własny organizm. Najgorsze w tym wszystkim było chyba to, że nie mógł nic zrobić - i to naprawdę nic. W Houston na swój sposób się przydał, bo dzięki telepatycznemu połączeniu mógł śledzić z boku rozwój wydarzeń, wydawać polecenia i dbać o to, aby nikt nie wchodził sobie w drogę. Teraz nie był nawet w stanie koordynować działań pozostałych, bo dziewczyny nie usłyszałyby jego słów... Nie cierpiał tego uczucia. Nienawidził być bezużyteczny. Tyle osób chwaliło jego zdolności, ale kiedy już przyszło co do czego, to nie mógł pomóc...
Elixir widział to, jak Transonic niszczyła wieżę, co - nawiasem mówiąc - trochę odbierało sens ostatnim działaniom Nori, ale szczerze powiedziawszy chłopak tylko odnotował ten fakt, lecz świadomie nad nim nie rozmyślał. W jego głowie zaczynał się kreślić nowy plan, być może głupi i naiwny, ale na żaden lepszy nie miał w tej chwili pomysłu. Opierał się w dużej mierze na zwykłych przypuszczeniach... Dzieciak gonił, na oko, rówieśników. Zainteresował się Laurie, gdy się do niego zbliżyła. Jeżeli był tak ciekawski... To może przyciągnęłoby go coś ładnego albo niezwykłego.
Jeszcze w trakcie zastanawiania się nad tym wszystkim Josh uniósł już ramię i zaczął energicznie nim machać, patrząc w stronę Noriko. Kiedy tylko miał pewność, że zwrócił na siebie jej uwagę, całą ręką - aby gest ten był jak najlepiej widoczny - zatoczył w powietrzu łuk biegnący za przeciwnikiem, a dokładniej od przyjaciółki aż do siebie samego. Liczył na to, że Nori zrozumie, że chciał, aby do niego przybiegła... I nie przeliczył się.
- Pomysł. To tylko dziecko, w dodatku dziewczyna, więc może odwrócimy jej uwagę czymś ciekawszym. Wiem, nie jesteś od fajerwerków, ale może zafundujesz jakieś światła? Najpierw wysoko z przodu, a potem z boku, żeby ruszyła w las, a na koniec zawróciła w stronę jeziora... Albo chociaż na chwilę się zatrzymała - zasugerował. Miał wrażenie, że jak do tej pory bodźce wizualne działały lepiej od dźwiękowych, więc to nawet mogło zadziałać. Może. Nori prawdopodobnie była naładowana, więc wypuszczanie większych ilości energii elektrycznej też nie powinno być dla niej problemem... Musiała tylko tak nią pokierować, żeby na pewno została zauważona. Och, a gdyby jeszcze potrafiła zrobić z nią coś interesującego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pon Paź 02, 2017 11:48 am

Przerzucenie ciężkich kabli nie było proste, ale Nori nie miała zamiaru łatwo się poddać. Licząc, że woda tu nie dotrze zbyt szybko powoli i mozolnie zajmowała się kablami. Nie zerkała w stronę Laurie, licząc, że ta jakoś sobie poradzi. Coś muszą zrobić, by dziecko nie dotarło do szkoły. Mała chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że niszczy wszystko dookoła i może innym zrobić krzywdę. Jej bariera chroniła ją przed skutkami zetknięcia kabli z wodą, więc tez nie wiedziała, że to może innym zrobić krzywdę. Bo Noriko była niemal całkiem pewna, że blondyneczka nie chce nikogo zranić. Raczej wyglądała na ciekawą wszystkiego.
W końcu jednak Transonic zajęła się wieżyczką, tak jak Surge jej podpowiedziała. Co prawda przez to jej robota poszła na marne, ale przecież nie wiedziała za ile dziewczyna będzie mogła to zrobić. Póki co więc nie musieli się martwić tym, że kable wpadną do wody, bo zostały odciągnięte dużo dalej.  No i spore Azjatka odetchnęła lekko i rozejrzała się dookoła, przyglądając się okolicy. Widziała mutantkę, która w dalszym ciągu szła przed siebie, chyba nawet trochę szybciej niż wcześniej. Widziała Cessily, która bardzo sprytnie przeganiała dzieci, rozciągając swoje ciało. Osobiście wolałaby spokojniejsze rozwiązanie niż straszenie, ale czasem nie było wyboru. Dziecięca ciekawość była zbyt silna. No i na koniec oczywiście jej wzrok padł na Josha. Josha, który machał ręką jak wariat. Szybko zdała sobie sprawę, że chłopak chciał zwrócić na siebie jej uwagę, bo wyraźnie patrzał w jej stronę.
Nie zastanawiając się nad tym, czego mógł od niej chcieć, Nori przebiegła łukiem, z dala od dziewczynki i wody, by po krótkiej chwili pojawić się blisko Elixira.
- Cojest? - zapytała krótko jak tylko się zatrzymała przy nim, przez co jej wypowiedź zlała się jeszcze w jedno słowo. Niestety tego problemu chyba nigdy się nie pozbędzie. Opierając dłonie na biodrach wysłuchała przyjaciela i jego planu. Brzmiał... Dość naiwnie. I śmiesznie. Z drugiej strony sama zauważyła już, że mają do czynienia z ciekawskim dzieckiem, które zwraca uwagę na coś, co się wyróżnia na tle reszty. Jej błękitne błyskawice i w ogóle energia powinny przykuć uwagę dziewczynki.
- Warto spróbować. Może się uda. Przynajmniej dopóki dzieci stąd nie uciekną. - skinęła lekko głową i obróciła się przodem do mutantki, wyciągając ręce do góry - Lepiej się odsuń, jestem prawie przeładowana i nie wiem czy nie stracę kontroli nad elektrycznością. - odezwała się jeszcze do Josha. Po krótkiej chwili zaczęła tworzyć wokół dłoni świecącą kulę, kierując energią tak, by krążyła dookoła jej rąk. Po ciemku w tej chwili mogłaby robić za całkiem ostrą latarkę. Rozsunęła ręce, powiększając nieco błękitny blask i patrząc na blondyneczkę. Szukała na jej twarzy czegoś co by świadczyło o tym, że wzbudziła w niej zainteresowanie. Jeśli dziewczynka nie zauważyła od razu kuli to Surge strzeliła w niebo kilkoma błyskawicami, przy okazji trochę się rozładowując. Mając nadzieję, że dziecko podąży za nią ruszyła w bok, wypuszczając kilka błyskawic w niebo i utrzymując poświatę dookoła rąk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Valhalla   Wto Paź 10, 2017 4:55 pm

Przemieszczanie się przez dziewczynkę biegiem nie osłabiło tego, jak mocno jej zdolności były w stanie ryć w glebie. Oznaczało to, że za sobą dziecko wciąż pozostawiało głębokie maksymalnie na pięć i szerokie na czterdzieści metrów wgłębienie, które tuż za zasięgiem jej bariery wypełniała woda z pobliskiego zbiornika. W związku z tym przechodzenie na tym odcinku z północy na południe stało się niemożliwe; zostawało tylko przelatywanie nad wodą lub jej przepływanie... Albo wyprzedzanie blondynki i przebieganie przed nią.
Dla Transonic nie był to żaden problem, skoro i tak poruszała się w powietrzu. Skóra wciąż ją piekła, ale wycofanie się pozwoliło dziewczynie uniknąć poważniejszych obrażeń; te już otrzymane były raczej powierzchowne, nawet jeżeli irytujące. Mutantka miała tego pecha, że cienka na twarzy warstwa skóry bolała bardziej niż ta grubsza na ramionach i klatce piersiowej... Szczególnie wtedy, gdy zmieniała się jej mina. Podobnie było zresztą z gwałtowniejszym poruszaniem całymi rękami - w sposób, który angażował ramiona.
Zniszczenie górnej części wieżyczki okazało się być słusznym posunięciem, choć zgarnięcie wszystkich kabli niestety się nie udało. Laurie zebrała ich sporo, ale niektóre z nich dzieliło od siebie przecież kilka metrów - nie wspominając już nawet o tym, że znajdowały się na różnych wysokościach, a dziewczyna przemieszczała się bardzo szybko. Parę kabli poleciało więc w dół, a niektóre z nich zaplątały się w spadające - większe i mniejsze - fragmenty konstrukcji, które gęsto obsypały otoczenie wieżyczki.
Ciężkie kable dopiero po chwili zaczęły mutantce przeszkadzać, ale dzięki rozpędowi dała radę zaciągnąć je w pobliże następnej wieży i tam je porzucić. Teraz nie znajdowały się już bezpośrednio na trasie pokonywanej przez dziecko, więc przy odrobinie szczęścia - o ile nic się nie zmieni - nie powinny stanowić żadnego zagrożenia.
Zaraz potem Transonic wykonała wcześniejszy manewr pozwalający na rozwinięcie większej prędkości, a w tym czasie Surge przebiegła w nowe miejsce, by z Elixirem omówić dalszy plan działania. Wszystko to trwało tak naprawdę krótko, lecz nawet ta chwila wystarczyła, aby doszło do kolejnych zniszczeń - bo zdolności blondynki w końcu zahaczyły o tę bliższą wieżyczkę i bez problemu ją odepchnęły. Metal poszybował wiele metrów dalej, częściowo rozbijając się na drobniejsze kawałki, towarzyszyły mu zaś te kable, których Laurie nie udało się zgarnąć. W zasięgu mocy znalazło się już również to najbardziej zewnętrzne boisko, a dziecko biegło dalej, niebezpiecznie zbliżając się do Noriko i Josha - lecz mając ich po swojej prawej. Przed nią, choć w większej odległości, przebywała z kolei Cessily.
Ponowny atak Laurie przyniósł podobne efekty do poprzedniego; dziewczyna wbiła się w barierę na jakieś dwa metry, może trochę dalej - i już po chwili zaczęła odczuwać tego efekty na i tak piekącej skórze. W dodatku sama musiała na bieżąco zmieniać kierunek swojego - wstrzymanego - lotu, bo w przeciwnym razie wciąż przemieszczająca się blondynka po prostu by ją minęła. Początkowo dziewczynka nie zwróciła na Transonic uwagi, wyraźnie skupiona na tym, aby znów odszukać rówieśników. Nic dziwnego; miała Laurie z boku, a patrzyła prosto przed siebie, więc mogła jej w ogóle nie zauważyć.
Podobnie miała się sprawa z kulami elektryczności Surge - która nie dość, że stała po skosie z boku, to jeszcze te pięć metrów niżej. Dopiero wystrzelone w niebo błyskawice, intensywne i rozchodzące się w przypadkowych kierunkach, w końcu znalazły się w polu widzenia dziecka i sprawiły, że obróciło ono głowę, aby na nie spojrzeć... Przy okazji natrafiając też na Transonic.
Dziewczynka nie zatrzymała się od razu - pewnie między innymi dlatego, że była już rozpędzona, choć ciężko powiedzieć jak miało się to do biegania w powietrzu. Na jej twarzy odbiło się jednak lekkie zdezorientowanie, zaciekawienie, a także przede wszystkim namysł, jak gdyby sama nie była pewna czym chciała się teraz zainteresować. Wybór miała w końcu całkiem spory: Laurie kilkanaście metrów od niej, dalej błyski energii... No i te dzieci, do których pewnie wciąż chciała się dostać, nawet jeżeli już ich nie widziała.
Po kilku sekundach blondynka zaczęła zwalniać. Parę kolejnych - i wreszcie się zatrzymała. W dalszym ciągu dało się poznać, że stała, a nie po prostu się unosiła; wskazywało na to na przykład poziome ułożenie jej stóp. Jeszcze przez krótką chwilę wyraźnie się wahała, jej usta się rozchyliły, oczy przesuwały się to tu, to tam...
... A potem skręciła w prawo i, już zdecydowana, natychmiast ruszyła przed siebie, szybkim krokiem zmierzając ku Transonic - albo może ku światłu, a mutantka tylko przypadkowo znajdowała się na jej drodze? Oczywiście to samo stało się z barierą dziecka, która nagle uderzyła w Laurie, pogłębiając pęknięcia w jej skórze i odpychając ją do tyłu. Teraz mogła się już nawet pojawić krew... A dziewczynka albo nie zdawała sobie sprawy z tego, że robiła jej krzywdę, albo zwyczajnie się tym nie przejmowała. Znów biegła, ale - jak to młoda osóbka bez przygotowania fizycznego - raczej wolno.
Przez chwilę dziewczynka kierowała się na północ, a więc prosto na Surge i Elixira, nie tylko na Transonic. Mercury zostawiła po swojej lewej, a więc na szczęście szkołę również. Zmierzała ku drzewom, te zaś nie stawiały żadnego oporu; po zetknięciu z barierą łamały się lub odrywały od ziemi razem z korzeniami i szybowały w przeciwną stronę... Napierając na kolejne i je również powalając. Oczywiście temu wszystkiemu wciąż towarzyszyło żłobienie gleby, a powstającą w ten sposób dziurę stale wypełniała woda ze zbiornika.
Kiedy Noriko ruszyła na bok - na wschód - dziewczynka na moment zwolniła, być może zastanawiając się co zrobić dalej. Wyraźnie ciekawiły ją rozchodzące się po niebie błyskawice, te zaś wędrowały w różnych kierunkach... Ich źródło nie było już dla blondynki takie interesujące. Większą uwagą cieszyła się chyba Laurie, ale najwidoczniej znajdowała się na drugim miejscu - za piorunami.

***

Doszły mnie słuchy, że Mercury jeszcze przez jakiś czas nie będzie miała czasu odpisać, więc jednak wrzucam mg bez niej. W nastepnej kolejce powinna się już załapać. Tym razem też będzie pewnie najlepiej, jeżeli zacznie Transonic.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Transonic

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 14/07/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Czw Paź 12, 2017 5:24 pm

Dlatego z powodu bólu starała się ani nie zmieniać mimiki twarzy, z czym było naprawdę ciężko, ani jakoś specjalnie nie ruszać ramionami, z czym było o wiele łatwiej. Przynajmniej w sporej większości udało się odsunąć kable i zniszczyć wieżyczkę, dzięki czemu dziewczynka przestała być aż takim zagrożeniem na tę chwilę. Czy, żeby być bardziej dokładnym, nie groziło im już spotkanie wody z kablami wysokiego napięcia, przynajmniej obecnie. Wszystko zależało od tego, gdzie mutantka teraz się skieruje.
Ruch Laurie był może odrobinkę nieprzemyślany, ale to było obecnie jedyne, co mogła zrobić. Nie zwracając tymczasowo uwagi na ból ponownie wbiła się w barierę. Skóra zapiekła, ale to nie było nic, z czym nie mogłaby sobie obecnie poradzić. Sprawnie manewrowała ciałem, by nie wydostać się z zasięgu bariery. W zasadzie nie do końca miała plan, co zrobić dalej, ale kombinowała w locie. No i w tym momencie Noriko postanowiła wywołać kilka piorunów. Plus był jeden – dziewczynka zostawiła w spokoju dzieci, postanawiając się skupić na piorunach.
Uśmiechnęła się do dziewczynki, gdy ta w końcu zwróciła na nią uwagę. Choć raczej była skłonna przypuszczać, że o wiele ciekawsze były pioruny wytworzone przez Surge. Nie dziwiła się, też w pierwszej kolejności zajęłaby się wyładowaniami atmosferycznymi będąc na miejscu mutantki. Nie przewidziała tylko, że mała tak znienacka ruszy w jej stronę… Siłą rzeczy cios, który dostała od dziewczynki jej barierą odrzucił ją na kilka metrów. Z ust Transonic wydostał się jęk bólu, gdy pęknięcia się pogłębiły. Jej skóra, choć o wiele bardziej wytrzymała, niż skóra normalnych osób, nie była w stanie wytrzymać takiego natężenia mocy.
Jednak to, co najbardziej przeraziło Laurie była krew sącząca się powoli z większości pęknięć. To tylko oznaczało, że musiały być naprawdę głębokie. Zdając sobie sprawę, że przy jej zdolnościach nie jest już w stanie w jakikolwiek sposób pomóc reszcie, powoli usunęła się z zasięgu jej mocy. Najważniejsze, że dziewczynka była dosyć wolna, więc nie było to zbyt trudne. Gorzej, że kierowała się w stronę Josha i Noriko. Zaczęła się także zastanawiać, czy mają jakiekolwiek szanse z nią. Najbardziej przydałby się tu jakiś użytkownik telekinezy, ewentualnie telepata zdolny porozmawiać i jakoś uspokoić małą, ale nie sądziła, by mieli na to jakiekolwiek szanse.
Będąc już w miarę bezpieczna poza barierą dziewczynki, ruszyła w stronę Elixira, lądując obok niego.
- Tej bariery nie da się przebić. Ja daję radę na maksymalnie jakieś dwa metry, a i tak nie kończy się to zbyt dobrze. – pokazała na krwawiące pęknięcia na swojej skórze. – Najważniejsze, że zostawiła dzieci w spokoju… Mamy jeszcze jakieś plany? Pioruny mogą nie utrzymać zbyt długo jej zainteresowania…
A wtedy niech los ma ich w opiece. Dziewczynka najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo niszczycielska jest obecnie jej moc. Albo zwyczajnie nie miało to dla niej znaczenia. Sama nie wiedziała, która opcja była gorsza. Przynajmniej wiedziała, że małej zbytnio nie obchodzi to, czy zrobi komuś krzywdę. Naprawdę była niebezpieczna dla otoczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 170
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Valhalla   Pią Paź 13, 2017 4:07 pm

Elixir starał się obserwować i brać pod uwagę wszystko to, co działo się w okolicy, lecz z oczywistych przyczyn po prostu nie był w stanie odnotowywać każdego jednego wydarzenia. W związku z tym chłopak miał tylko nadzieję, że umykało mu jak najmniej... Choć czy w tym wypadku aby na pewno znaczyło to aż tak wiele? Mógł się przyglądać do woli i wyciągać takie wnioski, jakie tylko chciał, a i tak brakowało mu dobrego sposobu na przekazywanie reszcie pomysłów. Gdyby przynajmniej mieli komunikatory jak X-Men... Ale musieli sobie radzić zarówno bez nich, jak i bez telepatii.
Z tego wszystkiego przynajmniej Nori prędko go zauważyła i zbliżyła się, aby go wysłuchać. Wyglądało na to, że nie mylił się zakładając, że była mocno naładowana... Tym lepiej dla nich, nawet jeżeli wiązało się to z jakimś ryzykiem. Choć Josh doskonale wiedział, że elektryczność nie zrobiłaby mu wielkiej krzywdy - a raczej zrobiłaby, ale nie na długo - to jednak nie czuł potrzeby nią obrywać w sytuacji, gdy nie było to absolutnie konieczne... Dlatego, zgodnie z sugestią przyjaciółki, odsunął się na kilka kroków w tył, tym samym pozwalając jej swobodnie działać.
Przez pierwszych kilka sekund nastolatek w milczeniu i napięciu spoglądał na poczynania Noriko, w głębi ducha zastanawiając się czy nie marnowali właśnie czasu i energii na coś, co nie miało prawa wypalić. Oby nie, bo byłaby to tylko i wyłącznie jego wina. Gdzieś w jego głowie w dalszym ciągu kołatała się cicha myśl, że do niczego się tutaj nie przydawał, że nawet w Houston było z niego więcej pożytku, ale starał się ją ignorować... I koncentrować się na rozwoju wydarzeń.
W porządku, po kolei... Musiał po prostu to wszystko ogarnąć i jakoś sobie poukładać. Dziecko przesuwało się szybciej niż wcześniej i dalej kierowało się w tę samą stronę, lecz przynajmniej Cess przepędziła postronnych. To dobrze, ale wiązał się z tym jeszcze jeden plus, a mianowicie dziewczyna nie przejmowała się ich obecnością tuż obok... A Josh lubił nie czuć się bezpośrednio zagrożony. Niszczenie terenu póki co ignorował. Z jednej strony wiedział, że nie przysporzy im to żadnych fanów, z drugiej wolał skupić się na ratowaniu ludzi... A przecież i tak ograniczyli zagrożenie.
Na moment wzrok blondyna wbił się w Laurie. Rozumiał, że robiła co mogła, ale ta praktyczna część jego osobowości protestowała, że efektów tak czy siak nie było widać, więc dziewczyna powinna już przestać. Co prawda nie sądził, aby go posłuchała, gdyby jej to powiedział... O ile w ogóle by go usłyszała... I to głównie dlatego zdecydował się nie marnować oddechu na zbędne słowa. Potrzebowali lepszego planu, a do tego momentu jego uzyskania mogli jedynie kupować sobie więcej czasu. Problem polegał na tym, że wyjątkowo uzdrowiciel nie wiedział co dalej. Nawet jeżeli zdobyliby zainteresowanie dzieciaka, to jak mogliby do niego później dotrzeć? Jak przekonać go do współpracy?
Niemalże panicznego analizowania sytuacji nie przerwała Elixirowi nawet zmiana zachowania dziewczyny. Wysiłki Nori i Laurie chyba nie szły jednak całkowicie na marne... W porządku. Zawsze to kolejna chwila do namysłu, choć w tym wypadku upływ sekund zdawał się nie przynosić żadnych nowych rozwiązań. Nastolatek odnosił wręcz wrażenie, że im głębiej się zastanawiał, tym większą miał w głowie pustkę i tym ciężej było mu zebrać myśli w logiczną całość. Szczerze nienawidził tego uczucia.
Sprawy uległy jednak gwałtownej zmianie, kiedy dziecko w końcu złapało się na sztuczkę ze światłami. Choć to właśnie o to im chodziło, Josh nie wziął pod uwagę, że przez ich działania Laurie mogła oberwać... I to po części ten fakt, a po części zaskoczenie samo w sobie sprawiły, że blondyn wzdrygnął się wyraźnie i odruchowo zaczął się wycofywać. Nie zdążył tego nawet dobrze przemyśleć. Wystarczyła mu świadomość, że mógł skończyć podobnie, a jego nogi zareagowały praktycznie bez konsultacji z mózgiem. To się chyba nazywało instynkt samozachowawczy. U Elixira czasem nie łączył.
Kiedy sekundę czy dwie później umysł uzdrowiciela zdecydował się wreszcie dorzucić swoje trzy grosze, chłopak odbił na swoje prawo, a więc w stronę przeciwną do drzew. W końcu lepiej było zejść z linii ataku, niż tylko się od niego oddalać, prawda? Nie wspominając już o tym, że nastolatek wolał przebywać na otwartym terenie, na którym nie mógł dostać żadną gałęzią czy pniem.
Przez cały ten czas uzdrowiciel był świadomy tego, że Nori kontynuowała swoje zabiegi, lecz jego uwaga skupiła się na Laurie, gdy ta odsunęła się od bariery i podleciała do niego samego. Podążał za nią wzrokiem aż do momentu jej lądowania i dopiero wówczas skierował spojrzenie z powrotem na przeciwnika, równocześnie kiwając głową na słowa Transonic.
- Może. Napisałem do paru osób, przy odrobinie szczęścia dostaniemy wsparcie. Może Laurę, może Kellera, może Jay'a z bratem albo jeszcze kogoś innego - odparł, w dalszym ciągu dbając o to, aby nie znaleźć się na drodze przemierzanej przez dziecko. Prawdę mówiąc najbardziej liczył na pojawienie się kogoś, kto potrafiłby przygotować spójny plan działania, a do tego nadawałaby się większość wymienionych przez niego osób i nie tylko, bo na przykład David również... Ale poza tym przydałby im się też nowy zestaw mocy. Skoro zaś już o nich mowa...
- Pilnuj nas za nas oboje - zarządził, nie tłumacząc jednak Laurie co dokładnie miał przez to na myśli, tylko po prostu ujmując ją za nadgarstek. Lecząc musiał się skupić, a przecież nie chciałby zostać czymś zaskoczony w trakcie, dlatego zmuszony był polegać pod tym względem na rówieśniczce. Liczył na jej domyślność, bo naprawdę nie powinni marnować czasu na wyjaśnienia.
Dłoń blondyna natychmiast otoczyło jasne, biało-złote światło. Choć nie pracował teraz ze zwykłą, miękką skórą, tylko z jej kryształowo-łuskowym odpowiednikiem, to sama zasada działania pozostawała niezmieniona. Prawdę mówiąc jego energia biokinetyczna wykonywała za niego większość roboty, nie musiał jej nawet szczególnie nakierowywać... Dobrze, że rany nie były aż tak głębokie. Uzupełnianie i łączenie tkanek, naprawianie ścianek uszkodzonych naczyń krwionośnych... To było proste i znajome. Szybkie. Do tego praktycznie bezbolesne, bo wyłącznie na czas leczenia Josh przytępił trochę odbiór sygnałów z nocyceptorów na zranionych obszarach. Już po chwili było po wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Valhalla   

Powrót do góry Go down
 
Valhalla
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: