Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chatka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Chatka w lesie   Wto Lis 28, 2017 9:26 pm


Na jednej z wielu leśnych polan stoi sobie niewielka chatka - wyraźnie porzucona i to prawdopodobnie już dłuższy czas temu, jeżeli sądzić po stopniu porośnięcia mchem i inną roślinnością. Zbudowano ją z ułożonych poziomo drewnianych belek, a każdy z jej boków ma około sześciu, góra siedmiu metrów długości. Jest jednopiętrowa, z płaskim i wystającym dachem oraz wąskim kominem. Niektóre okna zostały zakryte, inne to po prostu otwory w ścianach - bez żadnych szyb. Jej drzwi posiadają zamek, lecz nie są zamknięte na klucz.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   Sro Lis 29, 2017 4:39 pm

Nawoływania Norberta nie dały właściwie żadnego efektu. W środku chatki było ciemno - co mężczyzna mógł zobaczyć jeszcze przez okna, to jest te, które nie zostały zakryte - i jeżeli nawet ktoś przebywał w środku, to najwyraźniej nie miał nastroju na rozmowę. Ani na wydawanie z siebie jakichkolwiek innych odgłosów.
Drzwi otworzyły się dość łatwo, choć wydały z siebie przy tym długie skrzypnięcie. W środku atmosfera wydawała się być trochę lżejsza niż na zewnątrz, ale z kolei różnica w temperaturze była raczej niewielka - oczywiście na korzyść budynku. Dziennikarz tak naprawdę nie potrzebował się chyba rozglądać, żeby zrozumieć, że nie uświadczy tutaj elektryczności, ale gdyby to zrobił, znalazłby tylko świece i lampy - najprawdopodobniej - naftowe lub podobne.
Także i w środku wszystko wskazywało na to, że od dawna nikt tu nie mieszkał. Cała chatka stanowiła jedno pomieszczenie, choć mniej więcej jedna trzecia przestrzeni została oddzielona przyczepioną do sufitu i ciągnącą się nieco po podłodze kotarą, za którą znajdowała się część sypialna... Zajmowana głównie przez wielkie łóżko. Przed nim stał drewniany kufer, a nieco dalej masywna szafa.
Przeciwną część wnętrza okupowała najwyraźniej kuchnia - również stara lub chociaż na taką stylizowana. Jeżeli jednak założyć tę pierwszą opcję, to - sądząc po wyposażeniu - budynek mógł mieć przynajmniej kilkadziesiąt lat, a może nawet dobiegał już do setki. Świadczyłaby o tym również obecność mchu, który zagnieździł się także i w środku, zarówno na podłodze i ścianach, jak i na niektórych meblach.
Pomiędzy tymi dwoma obszarami znajdowało się coś w stylu przestrzeni dziennej lub przeznaczonej do pracy - ze sporym biurkiem z szufladkami oraz dwoma fotelami. Wszędzie z kolei - na różnych wysokościach - ciągnęły się długie półki, gęsto zastawione książkami i zeszytami, różnymi bibelotami, drobnymi figurkami - głównie przedstawiającymi zwierzęta - zasuszonymi kwiatami czy gałązkami, a nawet bardziej niepokojącymi przedmiotami, jak chociażby czaszkami zwierząt. Poza tym sporo było też różnego rodzaju kamieni; nie tylko zwykłych kamyków, ale i takich o nietypowych kształtach czy kolorach, albo wręcz półszlachetnych lub kryształów.
Przy świetle latarki ciężko było oceniać kolory czy drobne szczegóły, dało się jednak stwierdzić, że w paru miejscach można by tu było pogrzebać. Szafa, biurko, kufer, całe te zbiory na półkach... A to tylko te bardziej konwencjonalne cele, bo ktoś uparty mógłby być o wiele dokładniejszy.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   Czw Lis 30, 2017 9:20 am

Norbert dłuższą chwilę czekał przed chatką nie otrzymawszy żadnego odzewu. Odległe wycie wilków przekonało go jednak do zaryzykowania i wejścia do środka.
Wślizgnął się najsubtelniej jak mógł do wnętrza budynku. Oczywiście nie obyło się bez charakterystycznego przeciągłego skrzypnięcia, które natychmiast zwróciłoby uwagę każdego na niepożądanego gościa. Z drugiej strony Norbert chwilę temu zawołał niemal „Hop hop” do wnętrza, więc nie było czego teraz zwalać na nienaoliwione drzwi.
Z początku spodziewał się że domek będzie zwykłym ogólnodostępnym miejscem dla turystów, jednak szybki rzut oka na wnętrze ujawnił, że była to raczej czyjaś prywatna własność. Tym bardziej dziwiło to dziennikarza, gdyś ktoś najwidoczniej zadał sobie wiele trudu, by domek stał się przytulnym miejscem (o ile ktoś zwierzęce czaszki uważa że przytulne), ale nie zdecydował się wprowadzić chociaż okiennic, aby chronić swoją kolekcję oraz prywatność. To że nikogo nie było w domu, a drzwi pozostały otwarte nie stanowiło w tych okolicznościach niczego niespodziewanego. Co najwyżej mógłby się zastanawiać co stało się z właścicielem chatki i dlaczego zdecydował się opuścić ją w taką noc. Bo już chyba właśnie zapadała noc.
Całe wnętrze chatki wyglądało jakby Norbert cofnął się w czasie. Lampy naftowe, palenisko, a nie zdziwiłby się gdyby przy biurku znalazł pióro i kałamarz. Niestety, nic tutaj nie wyglądało na tyle charakterystycznie, żeby jednoznacznie określić co miał mu do pokazania ognik. Żadnych artefaktów, zwłok na łóżku, lśniących ksiąg czy tego typu rzucających się w oczy szczegółów.
Zanim jednak przystąpił do przeszukiwania pomieszczenia, przygotował je do swoich potrzeb. Zerwał kotarę, którą odsłonięta była sypialnia i zakrył nią puste okiennice, tak jak zrobił to z wybitą szybą w samochodzie. Zamknął też drzwi i wszystkie okna gdzie było to możliwe. Następnie, aby oszczędzić światło latarki i poprawić sobie samopoczucie pozapalał tyle lamp i świec ile zdołał. Liczył na to że w ten sposób nie tylko rozjaśni pomieszczenie i pozwoli umysłowi odpocząć od ciągłej czujności i napięcia, ale także ukryje łunę światła przed oczami na zewnątrz budynku. Z pożądaniem zerkał przy tym na palenisko, ale o ile temperatura nie spadła jeszcze do nieznośnych temperatur nie chciał zwracać na siebie uwagi dymem z komina. O ile było w ogóle czym zapalić.
Dopiero po tym wyłączył latarkę i zabrał się za badanie domostwa. Oczywiście pierwszym co sprawdził, był kufer oraz biurko. Jeśli były zamknięte, spróbował sobie pomóc scyzorykiem. Porównując z resztą wyposażenia, również zamki powinny nie być najnowsze, więc może jakoś by sobie z nimi poradził bez narzędzi. Przy biurku z ciekawością spojrzał na księgozbiór. Złapał za jedną z ksiąg i otworzył na losowej stronie, żeby zobaczyć jak mogą być stare. Tak czy siak ciekawiło Norberta to, że stan domu, warstwa kurzu, oraz mech wskazywały na to że dom przynajmniej od kilku lat jest niezamieszkały. Wszystkie książki i inne bibeloty pozostały jednak na swoim miejscu. Przypuszczał by kto, że szybciej niż mech rozgościliby się tutaj jacyś bezdomni, którzy od razu opchnęliby to wszystko na jakimś pobliskim bazarku. Czyżby domek znajdował się zbyt daleko od miasta dla wybredniejszych meneli? Czy może istniało inne wyjaśnienie?
Stopniowo zaglądał w coraz mniej prawdopodobne miejsca w poszukiwaniu czegoś… znaczącego. Po kufrze i biurku robił to raczej dla zabicia czasu i zajęcia rąk i umysłu, niż z nadzieją znalezienia czegoś wartościowego. Nagle wpadł mu do głowy pomysł. Budynek faktycznie był szmat drogi od miasta, więc życie tutaj wymagało robienia sobie odpowiednich zapasów. Wątpił by właściciel uzupełniał żywność z dnia na dzień. Jednak w kuchni nie było dość miejsca żeby pomieścić prowiantu nawet na kilka dni. Zafascynowany własnym pomysłem zaczął intensywnie podskakiwać, uderzając nogami o podłogę w kilku miejscach, licząc na to że odnajdzie jakąś piwniczkę. Zwłaszcza pod dywanami, jeśli jakieś istniały.

-----[przy ewentualnym odnalezieniu piwnicy]-----

Jeśli rzeczywiście by ją odkrył. Dwa razy dobrze by się zastanowił, czy naprawdę chciałby ją otwierać. I tak był już wstrząśnięty wszystkim dookoła, a piwniczka pełna trupów była ostatnią rzeczą, którą chciałby teraz zwiedzać. Wierzył jednak, że ognik nie przyprowadził go tutaj przypadkiem. Otworzył klapę i zerknął do środka. Wewnątrz prawdopodobnie panował mrok, pomimo rozświetlonej sieni. W pierwszym odruchu Norbert próbował sobie rozświetlić piwnicę latarką, ale mógł nie mieć dobrego kąta widzenia. Po chwili namysłu zabrał jedną ze świec i upuścił na dno. Nawet jeśli podłoga była drewniana, to wilgoć i tak nie powinna dać się od razu jej zapalić. Do profesjonalnej flary było temu daleko, ale może mógłby już się jakoś zorientować w zawartości piwnicy. Jeżeli wszystko zdawało się być w porządku zszedł szybko na dół i podniósł świecę. Nie chciał ryzykować od razu pożarem swojego nowego schronienia.
Podniósł świecę wysoko i rozejrzał się po pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   Pią Gru 01, 2017 10:10 pm

Lampy i świece - szczególnie w takiej liczbie - dobrze rozświetlały pomieszczenie, choć w sposób inny od latarki. Płomienie miały to do siebie, że zdarzało im się drgać, przez co subtelnym zmianom ulegały też czasem rzucane przez nie i nakładające się na siebie wzajemnie cienie. Dawało to trochę niepokojący efekt, ale przynajmniej pozwalało oszczędzać baterię. Temperatura nie była aż na tyle niska, aby konieczne było ogrzewanie wnętrza chatki, więc obeszło się bez dymu.
Szuflady biurka nie posiadały zamków, przez co można je było bez problemu wysunąć; przy kufrze dziennikarz musiał się już trochę nagimnastykować, więc stracił sporo czasu, ale w końcu udało mu się go otworzyć. Oba meble nie były puste, chociaż ciężko powiedzieć czy warte zachodu - czyli grzebania w ich zawartości... Zwłaszcza, że na przestrzeni lat dopadła je wilgoć.
Ten problem dotknął szczególnie papierów znajdujących się w kufrze - a prawdę mówiąc spoczywały w nim właściwie tylko one. Kartki zrobiły się delikatne, tusz się rozmazał... Niepozorne, skromne okładki i ich grzbiety stanowiły marną ochronę i w wielu przypadkach już się rozpadały - choć sprawiały wrażenie skórzanych lub podobnych. W związku z tym ze znaleziskiem trzeba było postępować bardzo ostrożnie...
... Ale Norbert i tak szybko się przekonał, że nie był w stanie odczytać treści dokumentów. Na pewno mógł określić to, iż zostały zapisane ręcznie - drobnym i pochyłym stylem. W wielu miejscach wyblakły, ale w innych wyglądały jeszcze wystarczająco wyraźnie, aby ocenić, iż do ich utworzenia nie użyto języka angielskiego... Ani nawet żadnego alfabetu na bazie łacińskiego czy cyrylicy. Znaki bardziej przypominały arabski, może hebrajski, coś pomiędzy nimi... Ale też nie do końca. Ciężko byłoby w ogóle stwierdzić gdzie kończyła się jedna, a zaczynała następna litera.
Pomiędzy tekstem trafiały się też jednak obrazki i to w całkiem sporej liczbie. Nie były to żadne arcydzieła, ale też nie bazgroły; wyraźnie dało się po nich poznać co przedstawiały, zawierały też szczegóły, od których czasem odchodziły kreski prowadzące do ciągów znaków. Tu jakaś roślina, tam zwierzę, szkice różnych miejsc...
W porównaniu z tym wszystkim zawartość szuflad była o wiele bardziej codzienna. Składały się na nią przede wszystkim rysunki - lecz w tym wypadku wykonane raczej artystycznie, a nie technicznie, nie tylko tuszem czy ołówkiem, ale też węglem. Sporo z nich również przedstawiało okolicę - fragmenty lasu, mnóstwo ujęć jeziora i tak dalej - lecz dominowały portrety... Konkretnie jednej osoby, choć wśród nich trafiłyby się też ze dwa inne.
Większość skupiała się na twarzy młodej kobiety, której typ urody można by było określić jako jeden z ulubionych w Stanach - śliczna, niewinna, na ogół uśmiechnięta lub ewentualnie rozmarzona. Po sposobie cieniowania dało się stwierdzić, że włosy miała najpewniej jasne, a do tego bardzo długie, lekko falujące. Niektóre szkice przedstawiały ją w całości, najczęściej gdzieś na łonie natury, zwykle w luźnych i również jasnych sukienkach. Jej ubrania były bardzo proste, przez co ciężko byłoby na ich podstawie określić czas.
Książki na półkach były w trochę lepszym stanie. Na grzbietach wielu z nich nie znajdowały się żadne napisy, lecz po innych dało się poznać, iż zawierały poezję - w większości klasykę. Pomiędzy nimi trafiłoby się też trochę prozy, ale zdecydowanie mniej. Gdyby Norbert poszukał dokładniej, tu czy tam mógłby znaleźć daty wydania - i większość z nich wypadała około sto lat temu, a nawet trochę dawniej. Prawdę mówiąc - gdyby mężczyzna miał teraz do tego głowę i nie musiał się martwić mrokiem oraz innymi zagrożeniami - mógłby pewnie zgarnąć ten zbiór i sprzedać go za niezłe pieniądze, nawet teraz, gdy był tak podniszczony.
Skakanie w poszukiwaniu piwnicy przyniosło efekty - choć okazało się, że zejście do niej nie zostało ukryte pod dywanem, tylko w większości pod kufrem. W związku z tym trzeba go było najpierw przesunąć, a nie należał do lekkich mebli. Ważne jednak, że klapa nie została w żaden sposób zablokowana, więc Norbert nie musiał się zastanawiać jak ją otworzyć - wystarczyło tylko zejść na dół.
Świeca rzeczywiście nie wywołała natychmiastowego pożaru - pomimo drewnianej podłogi. W tym wypadku wilgoć zadziałała na korzyść reportera, przez co jedynym negatywnym efektem była plama z wosku, którą raczej nie musiał się przejmować. Pojedynczy płomień nie dawał wiele, ale przynajmniej w jego zasięgu nie widać było niczego podejrzanego - żadnych zwłok, potworów, wyrysowanych kredą kręgów, zakrwawionych ołtarzy... Nic z tych rzeczy.
Dokładniejsze rozejrzenie się po pomieszczeniu - już po zejściu na dół - ukazałoby szeregi półek. Niektóre z nich zajmowały różnego rodzaju pojemniki; wyglądały na szczelne, ale nie wiadomo jak długo tam stały. Tu czy tam umieszczono przedmioty, które zdecydowanie nie były przeznaczone do spożycia; zwoje materiałów oparte o ścianę, zapewne zapasowa miotła, łopata, staromodna maszyna do szycia, pudełko z całkiem sporą liczbą sztućców... I tak dalej. Jeżeli składowano tu kiedyś więcej jedzenia - a pewnie tak - to być może rozkradły je jakieś gryzonie... Bo raczej nie rozłożyłoby się kompletnie bez śladu? Chyba że miało na to dużo czasu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   Pon Gru 04, 2017 10:05 am

Przez chłód, oraz wzgląd na niedawne przeżycia Norbert z ledwością mógł powstrzymać drganie rąk. Może dlatego otwarcie starego kufra zajęło mu aż tyle czasu. Jego zawartość, mimo iż nie wyglądała na szczególnie wartościową, rzucała nieco światła na możliwego właściciela chatki. Kufer zamkniętych rękopisów wskazywałby na jakiegoś rodzaju autora, szukającego natchnienia w środku głuszy. Dziennikarz znał pewnego pisarza, który w obliczu blokady twórczej zaszywał się głęboko w lesie zrywając na miesiące kontakty ze znajomymi i rodziną. Pokaźny księgozbiór również zdawał się przemawiać za tą teorią.
Jednak gdy przeglądając od niechcenia zawartość kufra, trafił w końcu na czytelniejszy fragment tekstu, stracił pewność w swoją teorię. Alfabet użyty w piśmie nie przypominał Norbertowi żadnego znanego języka, a dziennikarz był przecież obyty w świecie. Jako tako orientował się w arabskich i hebrajskich językach, a poza tym rozpoznałby przecież grekę, cyrylicę, czy kanji. Szansa na to by ktoś przybywał tutaj szukać natchnienia, a dla zabicia czasu bazgrolił sobie w staroetiopskim, była nader mała. Do tego te bazgroły warte były dla kogoś trzymania pod kluczem. Starannie przeniósł jeden z czytelniejszych fragmentów do źródła światła i zrobił mu zdjęcie telefonem. O ile rozpoznawanie języka nie wchodziło w grę, to może kiedyś trafi na eksperta, któremu będzie mógł pokazać tajemnicze pismo.
Jeśli chodzi o rysunki kobiety, to dziennikarz odnotował fakt częstej inspiracji „artysty”, jak zaczął w myślach nazywać właściciela chatki, jednak tajemnicze pismo dużo bardziej zaprzątało jego myśli. Zresztą zaraz po tym przystąpił do poszukiwań ukrytego przejścia w podłodze.
Instynkt śledczy go nie zawiódł, bo domek rzeczywiście posiadał dodatkowe pomieszczenie. Po krótkiej gimnastyce ze starym kufrem, stało już ono otworem i dziennikarz mógł zerknąć do środka.
Po zejściu na dół Norbert czuł się niemal zawiedziony, że nie znalazł tam nic godnego uwagi. Rozsądek jednak szybko wziął górę i dziennikarz poczuł ulgę, że jego schronienie nie znajduje się nad piwnicą trupów. Od niechcenia przetrząsnął piwniczkę, zerkając na płótna , oraz przyglądając się słoikom. O ile nie pływały w nich mózgi, serca, albo gałki oczne, zaryzykował odkręcenie jednego i powąchanie zawartości. Jeśli były odpowiednio przygotowane, zapasy mogły pozostać użyteczne przez szmat czasu.
Koniec końców Norbert odrzucił od siebie myśl, że został tutaj przyprowadzony w jakimś konkretnym celu. Z drugiej strony, może nie był to schron atomowy, jednak chatka stanowiła całkiem nieźle zaopatrzone schronienie z dala od epicentrum wydarzeń.
Mógłby zaryzykować przeczekanie tutaj wszystkiego, jednak musiałby najpierw dostosować ją do swoich potrzeb.
Jeszcze raz wrócił do piwniczki w poszukiwaniu jakichś narzędzi. Miał plan rozmontować kilka regałów, a za pomocą desek pozabijać okna na parterze. Zamknął też drzwi na zamek, o ile się dało i zabarykadował je innymi meblami. Na koniec zgasił cześć świec, aby nie zmarnować wszystkich od razu.
Po skończonej pracy opadł ciężko na łóżko i zaczął obserwować sufit nad sobą. Był zmęczony, ale nie sądził żeby w tej sytuacji był w stanie zasnąć.
Rozmyślał jak długo właściwie ma zamiar tutaj pozostać. To że ukrył się w ciężkiej do odnalezienia chałupce, znaczyło również że prawdopodobnie przegapi go każda ekipa ratunkowa. No, chyba że w jej składzie będzie tajemniczy ognik z lasu.
Albo duch tajemniczej dziewczyny z rysunków.
Ha ha ha…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   Wto Gru 05, 2017 4:58 pm

Wybrany przez Norberta do sprawdzenia słoik zawierał w środku coś ciemnego i gęstego - co po dokładniejszej inspekcji okazało się być czymś w rodzaju marmolady lub podobnej papki. Zapach zdecydowanie wskazywał na owoce, ale jego intensywność sprawiała, że ciężko byłoby określić ich rodzaj... Może jakieś jagody? Woń wyraźnie dawała alkoholem, ale prawdę mówiąc równie dobrze taki mógł być zamysł osoby, która wykonała ten przetwór.
Dalej na półkach stały też puszki - szczelnie zamknięte, podczas gdy słoiki musiały być kiedyś otwierane. Prawdopodobnie ukryte w nich dobra zachowały się w lepszym stanie, były to zaś w większości różnego rodzaju warzywa i owoce. Pomiędzy nimi trafiłyby się też konserwy z pasztetami czy na przykład miód. Podsumowując, gdyby nawet dziennikarz zdecydował się tu pozostać i czekać na ratunek, najpewniej przez jakiś czas dałby radę się wyżywić - wybierając te produkty, które przetrwały lata w wystarczająco dobrym stanie. Gorzej byłoby już z dostępem do wody, ale w puszkach zapewne znajdowały się jakieś płyny.
Odnalezienie narzędzi i przygotowanie chatki znów zajęło dłuższą chwilę - a klucza do drzwi nigdzie nie było widać, więc Norbert musiał zadowolić się zasuwką znajdującą się ponad zamkiem. Podczas gdy pracował nie wydarzyło się nic szczególnego, pomijając może to, że na zewnątrz zaczął wiać silniejszy wiatr. W środku było go doskonale słychać, a stare drewno momentami od niego skrzypiało.
Siedzenie czy też leżenie samotnie w takim miejscu nie mogło być przyjemne - szczególnie dla kogoś, kto sam nakręcał się myśleniem o duchach. Mimo to reporterowi udało się zdobyć kilka solidnych minut odpoczynku, nim wreszcie sprawy zaczęły się komplikować.
Na początku było jeszcze całkiem niewinnie. Skrzypienie wezbrało na sile, ale winę za to łatwo dało się zrzucić na niesprzyjającą pogodę. Z czasem dołączył do niego cichy stukot - dobiegający od strony półek. Może przeciąg poruszał jakąś niestabilną czaszką czy figurką, przez co kołysała się i delikatnie uderzała o drewno? Na przykład. To wszystko można było racjonalnie wytłumaczyć.
Logiczne wyjaśnienia zaczęły zawodzić w chwili, gdy z półki zleciała pierwsza książka - nie, jednak nie książka, tylko gruby zeszyt, w dodatku wypchany luźnymi kartkami, zapisanymi odręcznie... I tym razem przynajmniej po angielsku. Papier został rozwiany po pomieszczeniu, osiadając na meblach i podłodze, lecz w tym czasie spadło już kilka kolejnych zeszytów - które spotkał podobny los.
Jaka siła by tutaj nie działała, najwyraźniej nie miała dość mocy, aby manipulować cięższymi obiektami, ale za to była w stanie poruszać stronami, okręcając je, przesuwając, momentami przerzucając je w taki sposób, że wyglądały prawie na miniaturową trąbę powietrzną. Z czasem zaczęły się na siebie nakładać, tworząc na podłodze szybko rosnący stosik, najbardziej gęsty na środku pomieszczenia.
Jak gdyby to zjawisko nie było wystarczająco dziwne, dokładniejsze przyjrzenie się mu dowiodłoby, że papier najwyraźniej nie lądował w przypadkowy sposób. Kartki upadały tak, że każda kolejna blokowała większość tekstu pod spodem, ale pozostawiała parę słów z różnych stron - jak gdyby wspólnie pisały nową wiadomość. Rzecz jasna nie było łatwo zorientować się gdzie się ona zaczynała, a gdzie kończyła, ale przy odrobinie wysiłku dało się to zrobić.

Aby odwrócić - smutku - cień
I wieczną - noc - przemienić - w dzień
I - przezwyciężyć - mroku - toń
Śmiało - wkrocz doń.

Dalej - miłości - wolność zwróć:
Wyciągnij - dłoń - po - muzy - klucz,
Blask - wyrwij - z serca - ziemi - jej,
Ukrytej pośród - naszych - kniej.


Praktycznie każdy wyraz - góra dwa - pochodziły z innej strony, ale wszystkie zapisane zostały tym samym stylem, czyli najwyraźniej przez jedną osobę... A teraz ktoś lub coś wykorzystywało stare teksty, żeby za ich pomocą przekazać nową treść.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   Czw Gru 07, 2017 2:29 pm

Samo powąchanie zawartości słoiczka sprawiło że reporterowi zakręciło się w głowie. Wyglądało na to że o ile nie przetrwa tutaj długo, to przynajmniej odejdzie z tego świata mocno nawalony. Po gruntownym przetrząśnięciu piwnicy okazało się jednak że pewna część zapasów może do czegoś się przydać.
Gdy po swoich przygotowaniach opadł w końcu na łóżko, zmęczenie zaczynało brać górę nad adrenaliną. Pomimo najlepszych starań Norberta, powieki zaczynały mu ciążyć coraz bardziej i bardziej. Sam nie wiedział kiedy opadł w sen.
Spał tak głęboko, że początkowe skrzypienie domu wziął za zwykłą burzę i nie zwrócił na nią szczególnej uwagi. Dopiero szelest papieru i miniaturowe tornado rozrzucało kartki po pomieszczeniu. W przestrachu zanurkował pod kołdrę, ale uświadomił sobie że wygląda teraz jak bohater dziecięcej kreskówki, więc zażenowany zaryzykował wyjrzenie zza pierzyny.
Ruch ustał, a jedynym śladem tego, że przed chwilą coś się działo były porozrzucane dookoła papiery. Przez chwilę dziennikarz wmawiał sobie że to wszystko mogła być część jego snu, z którego się wybudził, ale szybko przestał się łudzić.
Bardzo powoli i uważnie obszedł dookoła regał i stertę papierów, przyglądając się jej z każdej strony.
To, że trafił na wiadomość było czystym przypadkiem. Gdy jednak zobaczył, że słowa układają się w nieprzypadkową, a do tego zrymowaną całość, odruchowo przeżegnał się prawą ręką.
Wiadomość jednak nie sugerowała żadnych opętań, ani wyrywania dusz.
Przynajmniej nie otwarcie.
Przeciąg powoli zaczynał przestawiać porozrzucane kartki, więc dziennikarz szybko złapał za stojący na biurku kałamarz i zapisał wiadomość w wygodniejszą formę.
Oczywiście słowa rymowanki nie mogły być proste. Norbert zinterpretował je jako: „Idź w las, znajdź grób ukochanej, możliwe że kobiety ze szkiców i rozkop go” Nie trudno było zgadnąć jaki miał do tego stosunek. O ile warunek zrobienia tego „śmiało” nie był tylko mile widzianym dodatkiem, to duch trawił chyba na nie tę osobę. Nawet jeśli dziennikarz podjąłby się tego zadania, to z duszą na ramieniu.
Myśląc tak, rozcierał sobie twarz dłonią. Szkoda że nie może dopytać o szczegóły.
Ale czy na pewno nie może? Nie szkodzi spróbować.
Wyrwał jedną z pustych stron jakiegoś dziennika i ponownie zanurzył pióro w kałamarzu. Przygryzł język zastanawiając się nad tekstem wiadomości. Rozumiał że była to swego rodzaju gra, której zasad chcąc nie chcąc musiał przestrzegać. Zaczął pisać:

"Jam sam jest tu i to bez tchu,
a wokół mroczne knieje
Co robić mam, już nie wiem sam
Co się u licha dzieje?

Nie jestem chwat, co za pan brat
Z tym mrokiem walczyć może
Co zrobić mam? Czy radę dam
Gdy nikt mi nie pomoże?

Gdzie muza ta, co klucz mi da?
Gdzie znajdę ją w tej kniei?
Ten światła brzask, uczucia blask.
Co mnie od niego dzieli?"


Całe szczęście Norbert był człowiekiem słowa, więc sklecenie wierszyka nie zajęło mu wiele czasu. I tak miał wrażenie że idzie na łatwiznę, bo pisze słowa z głowy, zamiast używać porozrzucanych w koło fragmentów literatury. Z niemal nabożną czcią odłożył kartkę między inne na podłodze. Potem, samemu nie wierząc w to co robi, złapał za kałamarz i wylał sporego kleksa na wolne miejsce pod swoimi słowami. Wpatrywał się w rozlaną plamę oczekując na dowolne oznaki kontaktu.
Gdzie są tabliczki Ouija, kiedy są potrzebne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   Czw Gru 07, 2017 4:10 pm

Norbert bez problemu mógł wykonać wszystkie swoje zamiary - nikt i nic mu w tym nie przeszkadzało, nawet jeżeli niektóre kartki na podłodze wciąż lekko się poruszały, przez przeciąg albo i nie. Jeżeli odpowiadało za to coś nadprzyrodzonego, to najwyraźniej czekało na następne posunięcia dziennikarza. Być może jednak można było temu czemuś zaufać?
Po wylaniu atramentu na kartkę minęło kilka pełnych napięcia sekund, w trakcie których nie działo się tak naprawdę nic wielkiego - po czym nagle zarówno ta strona, jak i sporo innych zostało poderwanych nagłym podmuchem powietrza, wystarczająco silnym, by unieść je ponad metr nad podłogę... I skierować je w stronę biurka oraz Norberta. W pierwszej chwili można by to było uznać za formę ataku, jednakże wiatr skupił się na jednej stronie mebla, zaś po kolejnej sekundzie czy dwóch skoncentrował się w pobliżu szuflady, którą mężczyzna już wcześniej przeglądał...
Gdyby teraz reporter znowu ją otworzył, ze środka natychmiast wystrzeliłaby kolejna dawka papieru, lecz oczywiście pokrytego rysunkami, a nie tekstem. Kartki osiadłyby na podłodze oraz na pobliskich meblach, lecz na blacie biurka - czyli przy Norbercie - wylądowałaby cała seria obrazków przedstawiających jezioro... Najwyraźniej to samo, choć z różnych stron. Nie wyglądało na ogromne, a jego brzegi porastała roślinność, w tym - na ilustracji, która znalazłaby się na samej górze stosu - dość charakterystyczne, potężne drzewo, które zdawało się rozdwajać.
Jeżeli zaś mężczyzna zerknąłby na swoją komórkę, zorientowałby się, że podczas jego przemeblowania, drzemki i całej reszty podejmowanych przez niego czynności bateria znowu spadła, teraz już poniżej połowy. Z jednej strony można by było pomyśleć, że to jeszcze nie tak źle, ale z drugiej - przy niskim procencie niektóre funkcje tak czy siak przestawały działać lub trochę się zmieniały... W tym latarka. To oznaczało, że w praktyce reporter miał przed sobą nawet mniej czasu użytkowania telefonu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   Pią Gru 08, 2017 2:44 pm

Okazuje się że praca spirytysty była trudniejsza, niż dziennikarz mógł przypuszczać. Wpatrywał się przez jakiś czas w skupieniu, jednak kleks atramentu wciąż wyglądał jak kleks. Poniekąd trochę też jak dwoje ludzi trzymających się za ręce. W każdym razie był całkowicie skupiony na czarnej plamie.
Dlatego, gdy cały pokój znowu zawirował dziennikarz omal nie poleciał na plecy, instynktownie cofając się pod wpływem zaskoczenia. Zasłaniał przy tym twarz rękoma, tak jak gdyby kartki papieru były nietoperzami, czy czymś innym potencjalnie niebezpiecznym.
Dopiero po chwili zorientował się, że nie dzieje mu się żadna krzywda. Gdy zauważył, że kartki w widoczny sposób gromadzą się w charakterystyczny sposób wokoło biurka zaczęły mu trochę przypominać stado motyli, czy innych owadów. Niczym w transie podszedł powoli do mebla i otworzył jedną z szuflad.
Wywołało to kolejną eksplozję papieru, przed którą i tym razem wzdrygnął się mężczyzna. Dopiero gdy papier znowu zaczął respektować prawa fizyki zmusił się do oględzin tego co się właśnie wydarzyło.
Już pierwszy rzut oka na blat pozwolił mu stwierdzić że poznał odpowiedź na przynajmniej jedno ze swoich pytań. Przy odpowiedniej dozie wyobraźni, drzewo z rysunku przypominało nawet serce, co mogło być miejscem ukrycia owego „klucza”.
Norbert nabrał niemal natchnionej świadomości co powinien teraz uczynić. Zawsze zazdrościł bohaterom mocy, sławy i przygód, a teraz to wszystko zostało na niego zepchnięte. Bał się, że być może losy wszystkich mieszkańców miasteczka mogą spoczywać na jego barkach. Jeżeli teraz by nie wyruszył, miałby tych wszystkich ludzi na sumieniu.
Nie mógł jednak wyruszyć nieprzygotowany. Tak właściwie nie wiedział nawet gdzie, u licha, jest to jezioro. Spróbował sobie przypomnieć czy nie widział gdzieś tutaj kompasu i map lasu. Bez znajomości gdzie znajduje się i chatka i jego cel nie miał zamiaru włóczyć się po ciemnościach. Widząc też że kończy mu się bateria w telefonie, poszukał też najbardziej nadającej się do wędrówki latarni naftowej. Poszukał lepszego plecaka, niż swoje torba podróżna, przepakował się i poszukał czegoś, czym mógłby zastąpić swoją dotychczasową broń. Może znalazłby gdzieś jakiś młot, lub siekierę. Prawdopodobnie o broni do polowania, czy szabli nad kominkiem nie było mowy. Oczywiście jeśli miał zamiar przekopywać całą okolicę w poszukiwaniu artefaktów, przydałby mu się też szpadel. Wepchnął też do plecaka kilka konserw, i może trochę wody, na wypadek gdyby zmuszony był biwakować w innym miejscu. Zabrał zapasowe świece i zapałki. Niemal wypchał nimi plecak. Było mu lżej na sercu wiedząc że ma przy sobie odpowiednio dużo źródeł światła. Jeżeli w oko wpadło mu cokolwiek innego, z odpowiednio wysokim poziomem przelicznika przydatności do wagi, również nie omieszkał sobie tego przywłaszczyć. Gdy wszystko dobiegnie końca wróci tu i to wszystko zwróci.
Gdy w końcu przygotował się do wyprawy z westchnieniem spojrzał na barykady, które tak pieczołowicie stawiał. Uporał się z podstawionymi pod drzwi meblami i był gotów do drogi.
Ruszył przed siebie w ciemny las starając się zanadto nie zbaczać z kursu i w miarę możliwości trzymać ścieżek i szlaków. Wolał już wpaść na więcej zombie, niż zaginąć gdzieś w lesie. Miał przy tym nadzieję że kompas przyda się bardziej niż GPS w telefonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3530
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   Sob Gru 09, 2017 8:30 pm

Norbertowi niestety nie udało się znaleźć mapy, ale kompas już tak - zresztą całkiem elegancki, z lekko zdobionymi krawędziami oraz różą kierunków stylizowaną tak, że wyglądała trochę jak niektóre przedstawienia słońca - albo może zwyczajnie jak nadzwyczaj ładnie wymalowana wieloramienna gwiazda? Grunt, że wskazówka nie skakała w podejrzany sposób, a więc przynajmniej na nią chyba nic nie wpływało - nie tak, jak na przykład na zasięg komórki.
Wybranie latarni raczej nie sprawiło reporterowi żadnego problemu, przepakowanie się również nie... Ale w poszukiwaniu broni czy narzędzi zmuszony był już zejść z powrotem do piwnicy. Wcześniej prawdopodobnie widział w niej łopatę, która w ostateczności mogła mu posłużyć nie tylko do kopania, ale i do walki... A wśród sztućców leżały noże, w tym takie większe - więc może zabranie ze sobą jednego lub nawet paru z nich nie byłoby złym rozwiązaniem. Świec, zapałek i jedzenia do wyboru miał pod dostatkiem.
Dziennikarz nie zastał na dole młota czy siekiery, ale istniała jeszcze opcja, że coś takiego znajdowało się poza budynkiem - na przykład przy jakimś pieńku albo... Może wychodku? Skoro nie było go w chatce, to można było strzelać, że jakaś forma łazienki zajmowała osobną budowlę w pobliżu. Ustalenie tego wymagałoby pewnie pokręcenia się w odległości kilku metrów od domku.
Nic więcej nie wydawało się być zbyt przydatnego w obecnej sytuacji. Być może oderwanie i zabranie ze sobą kawałków materiału albo zgarnięcie ze sobą nici przysłużyłoby się w jakimś scenariuszu - na przykład podczas odniesienia ran - ale na przykład maszyna do szycia czy miotła nie dawały już wiele... Chyba że ta ostatnia by latała, co pewnie nie byłoby najdziwniejszym zjawiskiem tej nocy, ale niestety i tak nie wykazywało dużego prawdopodobieństwa.

Gdyby po opuszczeniu chatki Norbert zdecydował się przeszukać jej najbliższe otoczenie, udałoby mu się natknąć najpierw na studnię, a potem na kolejny, o wiele mniejszy i trochę niższy budynek - służący za staromodną ubikację. Był on częściowo ukryty pod gałęziami pobliskiego drzewa i stał tuż przy krawędzi polany. O jego ścianę - wśród wysokiej trawy - opierało się kilka drewnianych kijów o długości do półtora metra - dość cienkich, więc pewnie łatwych do złamania - a także siekierka... Ale wyraźnie przesiąknięta wilgocią na rączce. Nic dziwnego, że po tylu latach używanie jej mogło nie być najlepszym pomysłem - ale kto wie? A nuż do czegoś by się jednak przydała.

***

W najbliższym poście podaj mi wybory odnośnie noży, siekierki i całej reszty, a potem zrób już z/t. Wtedy zacznę w temacie z lasem.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chatka w lesie   

Powrót do góry Go down
 
Chatka w lesie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie
» Chatka Gajowego
» Dróżka w lesie
» Chatka nad jeziorem
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie :: Mountain Home Demonstration State Forest-
Skocz do: