Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Harriman State Park

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Harriman State Park   Pon Gru 18, 2017 7:28 pm

Drugi co do wielkości park w Stanie Nowy Jork. Zajmuje powierzchnię 192.33 km2, a leży w odległości 48 km na północ od Nowego Jorku. Park jest znany z 31 jezior, wielu strumieni, publicznych pól namiotowych i wspaniałych widoków. Szlaki turystyczne parku są obecnie prowadzone przez wolontariuszy z New York - New Jersey Trail Conference.
Jest rajem dla miłośników pieszych wędrówek z ponad 200 milami (320 km) szlaków.



Źródło: wikipedia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Pon Gru 18, 2017 8:19 pm

Ten las żył.
Przyspieszony oddech i warknięcia pozostawały bez echa, znikały pozostawione same sobie między drzewami. Błękitne oczy szybko przyswajały obrazy wpadające do mózgu, przetwarzały go i pozwalały na znalezienie bezpiecznej trasy w tym gąszczu. Pociągnięcie nosem i setki bodźców uderzyły w ciało. Liście, świeżo odpadła kora, żywica na drzewach. Woń zwierząt i ludzi, gdzieś daleko, dziesiątki metrów od niego. Od jego enklawy.
Zwierz skoczył, jednym susem pokonując strumień. Po drugiej stronie zarył łapami w kamieniach, hamując i wywołując kaskadę małych kamyczków uderzających w powietrze. Wilk przekrzywił łeb nasłuchując i węsząc. Nic, jedynie inne zwierzęta.
Do wody wszedł potężny, brunatny niedźwiedź. Stanął stabilnie na łapach i zaczął obserwować nurt, próbując znaleźć jakieś ryby, które udałoby mu się złapać. Trwało to chwilę, ale wreszcie wyszedł z wody ze swą zdobyczą.
Potężny dziób uderzył w łuski i zaczął patroszyć rybę wyciągając z niej co smaczniejsze kąski. Co większe wyrzucał w powietrze i łapał w rozwarty dziób, połykając w całości. Rozpościerając olbrzymie skrzydła utrzymywał równowagę, aby nie przewrócić się na plecy.
Po skończonym posiłku orzeł zatrzepotał skrzydłami wzbijając falę kurzu i pieniąc nieco wodę. Gdy pył opadł na ziemi siedział czerwonoskóry mężczyzna, z czterema orlimi piórami we włosach. U pasa przewieszony miał toporek, a jego jedyny ubiór stanowiła przepaska biodrowa. Oblizał palce z rybiego tłuszczu i opadł na piach, wpatrując się w płynące po niebie chmury.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Pią Gru 22, 2017 2:51 pm

Dojazd do parku zajął jej dobrze ponad godzinę, zważywszy na to, że przy okazji musiała zatankować samochód. Zaparkowała w wyznaczonej strefie i wysiadła. Westchnęła głęboko, rozglądając się wokół. Ile ten park mógł mieć? 100 kilometrów kwadratowych powierzchni? 200? Znalezienie mutanta na tym terenie mogło być naprawdę problematyczne i ciężkie. I zapewne takie będzie. Zamknęła samochód, a kluczyki schowała do kieszeni dżinsów, wolnym krokiem ruszając wgłąb parku.
Zastanawiała się w ogóle, w jaki sposób znaleźć nieznanego mutanta i wpadła na jeden, chyba całkiem logiczny pomysł - woda. Ktokolwiek postanowił żyć w tym miejscu, musiał mieć dostęp do wody. Po dłuższej wędrówce dotarła do strumienia i zaczęła iść w górę, rozglądając się czujnie wokół. Nie obawiała się zwierząt, one nie były groźne. O wiele bardziej obawiała się tego, co potrafił mutant i jak zareaguje na jej obecność. Miała wielką nadzieję, że całe spotkanie będzie przebiegać pokojowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Pią Gru 22, 2017 8:43 pm

Leżał jeszcze jakiś czas z dłońmi splecionymi pod karkiem w całkowitym spokoju kontemplując piękno otaczającej go przyrody. Jego wyczulone zmysły pozwalały na jeszcze silniejsze doświadczanie tego, co miał do zaoferowania las. Śpiewy ptaków, ciche stąpania zwierząt, brzęczenia skrzydeł owadów, od których miejscami aż roiło się przy wodzie. Wszystko było w najlepszym porządku, jego żołądek powoli trawił przed momentem zjedzoną rybę. Zamknął oczy, a słońce świecące wprost na jego twarz sprawiało, że zamiast czerni pod powiekami widział nieco zaczerwieniony obraz.
Sielankę przerwał odległy warkot silnika. Nie byłoby w nim nic dziwnego gdyby nie fakt, że osoba, która wysiadła z pojazdu nie wkroczyła na żaden ze szlaków przeznaczonych dla turystów. Szła wzdłuż strumienia, łamiąc tym samym kilka przepisów. Kto mógłby tu się zapuszczać? Żaden z turystów nie byłby na to zdolny, liczne znaki i przepisy ograniczały ich, nie pozwalając na to, a kary i grzywny były naprawdę wysokie. Mick nie znał się na tych całych... pieniądzach, ale dla Białych miały sporą wartość.
- Kłusownicy - stwierdził. To było najbardziej prawdopodobne. Tylko oni mogliby być na tyle odważni i bezczelni by wtargnąć na ten teren - Zobaczymy, co tym razem.
Zręcznie podrzucił swoim ciałem w wyćwiczonym ruchu w ułamku sekundy lądując na nogach. Wyprostował się, a jego ciało zaczęło się zmieniać, kurczyć. Włosy na ciele wydłużyły się, zgęstniały i przybrały szarą barwę. Twarz wydłużyła się zmieniając się w pysk. Wilk zaczął węszyć, poruszając nosem. Wreszcie złapał woń i pognał w tym kierunku, z którego ją namierzył. Biegnąc przedzierał się przez krzewy, omijał slalomem drzewa. Nie chciał przecież wybiec wprost na tą osobę.
Chwilę mu to zajęło, ale wreszcie przed nim las otworzył się, pokazując polanę. Stąd już było niedaleko do miejsca, w którym wyczuwał postać. Wilk wybił się z przewróconego konara drzewa i w locie wyprostował łapy. Nic jednak nie spadło na ziemię, za to w powietrze wzbił się potężny orzeł, pikujący pionowo w niebo.
Zawisł nad polaną i skupił swój wyczulony do granic możliwości wzrok. Dostrzeżenie ludzkiej postaci było proste. Tylko jedna. Z postury wnioskował, że kobieta. Raczej młoda. Wiek podobny do niego. Ubiór i kolor skóry sugerował rdzenną amerykankę. Czyli nie kłusowniczka. Więc kto to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Pią Gru 22, 2017 9:35 pm

Wiedziała, że przypuszczalnie nieco łamie przepisy, poruszając się poza wyznaczonymi szlakami. Ale na Duchy Przodków była Czejenką, wiedziała, jak zachowywać się w lesie, wśród natury. W razie czego wątpiła, żeby w ogóle udało im się ją wytropić. Kucnęła przy strumieniu, obmywając twarz wodą. Nie widziała jak dotąd żadnych śladów nieznanego mutanta, ale z drugiej strony nawet nie wiedziała, co potrafił. Równie dobrze mógł ją teraz nawet obserwować, a ona nie miałaby o tym pojęcia. Stanęła i powoli się obróciła, starając się wypatrzyć cokolwiek. Nie miała żadnej widocznej broni i w ogóle nie wyglądała groźnie. Westchnęła cicho, rozglądając się ostatni raz i znów ruszając w górę strumienia.
Miała jednak nadzieję, że przed nocą uda jej się chociaż trafić na ślad tego mutanta, bo nocowanie tutaj jednak niezbyt jej się uśmiechało. W Instytucie było wystarczająco wiele roboty, chociaż z drugiej strony miło było w końcu być na łonie natury. Uśmiechnęła się do siebie, uważnie obserwując podłoże. Może jednak nocleg w parku stanowym nie będzie takim złym pomysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Pią Gru 22, 2017 10:04 pm

Poruszała się powoli, ale stanowczo, z pewnego rodzaju gracją. To na pewno była Indianka, ale jednak jej ruchy, niektóre nieco zbyt przeciągające się w czasie podpowiadały Mato, że ta kobieta nie spędziła całego życia w lasach i poza cywilizacją. Że sporo czasu spędziła również w miastach i wśród kolonistów. W wygodnym życiu.
Aby to potwierdzić musiał jednak się zbliżyć. Rozłożył szeroko skrzydła i powoli, bezszelestnie zaczął kołować nad jej głową. Nie zwracała uwagi na to, co działo się nad nią, ludzie rzadko patrzą ponad linię swego wzroku. Gdyby chciał mógłby z łatwością teraz ją dopaść. Ale teraz bardziej go intrygowało, skąd ta kobieta się tu wzięła i czego szukała.
Ptak przysiadł na jednej z gałęzi, a jego oczy nadal śledziły każdy ruch przybyszki. Kiedy na moment zniknęła za jednym z gęstszych krzewów orzeł spadł na ziemię ponownie przekształcając się w wilka. Ten z kolei już bez problemu wyczuł woń, jaką za sobą wiodła. Metropoli. Miliony zmieszanych ze sobą zapachów. Brud ulic, smog z samochodów, dym z kominów. Przesiąknęła tym i chociaż człowiek by tego nie wyczuł, zwierze potrafiło.
Szedł równolegle z nią, ale skryty wciąż w cieniu. Jego łapy nie stwarzały żadnego dźwięku, był drapieżnikiem, który obserwował potencjalną zdobycz. Każdy inny już dawno zobaczyłby z bliska jego kły. Ale komuś ze swego "rodzaju" chciał dać szansę.
Zabawa w kotka i myszkę znudziła go jednak, gdy kobieta dotarła do miejsca, gdzie spożywał swój posiłek. Tutaj musiała zrozumieć, że był tutaj człowiek. Ślady na żwirze przybrzeżnym nie były zatarte. Wyraźnie odcisnęły się na nim łapy niedźwiedzia, po drugiej stronie strumienia również wilcze łapy, a nawet i jedno mniejsze, orle pióro. Do tego stopy. Wyraźnie ludzkie, które wzięły się znikąd. I tak samo zniknęły.
Jego oczy obserwowały ją spod cienia drzew, ale jak tylko stanęła przy wyżej opisanym miejscu wilk wyszedł bezszelestnie z kryjówki. Nie reagował. Czekał aż go wyczuje, aż go zauważy. Nie zaatakuje jej. Nie od razu, najpierw sprawdzi, jak się zachowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Nie Gru 24, 2017 10:52 am

Choć sporo czasu spędziła wśród cywilizacji, to wciąż jednak pamiętała, jak poruszać się w dziczy. A nawet jeśli, to szybko sobie przypominała. To było jak z jazdą na rowerze, tego się nie zapominało nawet po wielu latach. Choć życie w mieście było bez porównania wygodniejsze niż dzicz to jednak od czasu do czasu tęskniła za takim odludziem.
Zwracała uwagę jedynie na tropy, szukając jakichś ludzkich śladów. Dziwne było, że mutant, kimkolwiek był, wolał takie odludzie. Chyba że jego wygląd uniemożliwiał mu pokazywanie się wśród ludzi, jak kiedyś Kurtowi. Tym bardziej zaczynała ją intrygować sylwetka istoty, po którą tu przyjechała. O ile w ogóle zgodzi się przyjechać do Instytutu. No nic, zobaczy, jak go znajdzie.
W końcu jednak dotarła do bardzo obiecującego miejsca. Zaskakujące ślady, znikające i pojawiające się znikąd... Mirage szybko skojarzyła fakty. Mutant musiał potrafić zamieniać się w zwierzę, dokonał takich przemian kilkukrotnie i dlatego złapało go Cerebro. Teraz to dopiero mogło być ciężko go znaleźć. W pewnej chwili poczuła mrowienie na karku, jakby ktoś ją obserwował. Dlatego odwróciła się spokojnie, żeby nie spłoszyć tej istoty i jej wzrok padł na wilka. W pierwszej chwili uznała, że to zwykłe zwierzę, ale zważywszy na to, gdzie się znajdowała, musiała trafić na swój cel.
- Nie mam złych zamiarów. - odezwała się przyjaźnie. W zasadzie mogłaby nawiązać z nim więź, ale nie chciała jeszcze tego robić. Za duże ryzyko, że uznałby to za wtargnięcie w swój umysł i jeszcze by zaatakował. - Jestem Mirage, z Instytutu Xaviera dla Uzdolnionej Młodzieży. - przedstawiła się spokojnie.
Trochę dziwnie było rozmawiać z wilkiem, ale mutantce nie robiło to różnicy. Choć szczerze mówiąc wolała, żeby przeszedł do ludzkiej postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Pon Gru 25, 2017 1:38 am

Jej zapach. Wiercił go w nozdrzach, mózg dawał znać, czuł dziwne sygnały wskazujące na to, że chyba już kiedyś ją spotkał. Ale to nie mogło być możliwe, zlekceważył więc to na tą chwilę. Warcząc na kobietę wciągnął ponownie powietrze nozdrzami, powoli analizując to, co tylko było możliwe.
Nie bała się, nie w ten sposób, w jaki powinien bać się człowiek stojący oko w oko z dzikim zwierzęciem. Zamiast strachu wyczuł w niej niepewność. I ostrożność. Jej oczy obserwowały każdy, najmniejszy nawet jego ruch. Ale nie wykonywała nieprzyjaznych czy agresywnych ruchów, dlatego i on póki co nie chciał aranżować walki.
Wiedziała, kim jest? Mirage? Instytut? Xavier? Nie znał żadnej z tych nazw, były mu obce i odległe, jakby pochodziły z innego języka. Ale cóż, jeśli to Indianka, nawet jeśli porzuciła swe korzenie, warto było dać jej szansę przynajmniej na rozmowę. Ale nie będzie ona dla niej łatwa.
Jego ciało uniosło się, futro zaczęło zmieniać barwę, mięśnie rozrastały się, kości zmieniały swój układ. Wilk zaczął się prostować, a na moment niemal mignęła kobiecie postać mężczyzny, niemalże nagiego. Tylko na ułamek sekundy, bo już po chwili musiała zadrżeć do góry głowę aby spojrzeć w ślepia potężnego niedźwiedzia, który ryknął tak, że okoliczne ptactwo pierzchło spłoszone.
Pozostając w wyprostowanej pozycji niedźwiedź obserwował Mirage przez jakieś dziesięć sekund. Wtedy to jego ciało opadło na cztery łapy wzbijając kurz. Kiedy ten opadł przy strumieniu naprzeciw Danielle klęczał mężczyzna. Za ubranie miał jedynie przepaskę na biodrach, we włosy wplecione cztery pióra orła, a w wyciągniętej poziomo ręce trzymał toporek. Jego głowa wpatrzona była w ziemię pod stopami kobiety.
- Mato Wanartaka - jego słowa brzmiały dziwnie, jakby... zwierzęco - A Ty wkroczyłaś na mój teren.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Wto Gru 26, 2017 6:00 pm

Warczącym wilkiem nie przejęła się wcale. Nie chciała wprawdzie nawiązywać z nim więzi psychicznej, ale wątpiła, żeby zaatakował ją, skoro tylko stała i nic nie robiła, bez żadnych gwałtownych ruchów, po prostu go obserwując. Nie zależało jej na konfrontacji, tylko na zwyczajnej rozmowie i to spokojnej. Walka nie pomoże w niczym. Wolała jednak nie odrywać od niego wzroku, tak na wszelki wypadek. W końcu nie miała zielonego pojęcia, kto stoi przed nią no i zawsze jednak mogła się pomylić.
Prawie się cofnęła o krok, kiedy nagle zaczął zmieniać formę, ale tylko drgnęła. Spokojnie można byłoby ten ruch wziąć po prostu za zaskoczenie. Teraz przynajmniej miała pewność, że dobrze sklasyfikowała osobnika stojącego przed nią. Uważnie zlustrowała wpatrującego się w nią niedźwiedzia i odpowiedziała spokojnym, wyważonym spojrzeniem. Bez nawet cienia strachu, choć niedźwiedzi ryk nie należał do najprzyjemniejszych. Zastanawiała się, co chciał tym osiągnąć. Przestraszyć ją, przegonić, zdenerwować? Albo pochwalić się swoją mocą, która bardzo przypominała jej zdolności Rahne. Z tym, że Rahne zmieniała się tylko w wilka, a mutant przed nią przynajmniej w dwa różne zwierzęta.
Natomiast kiedy wrócił do ludzkiej postaci i się przedstawił… To zmieniło po prostu wszystko. Dla Dani czas stanął w miejscu, wróciły wszystkie wspomnienia, wszystkie rzeczy, o których sądziła, że się z nimi pogodziła. Była pewna, że przeżyła tylko ona, że była już kompletnie sama, że nie zostało już nikogo z jej plemienia.
- Nie miałam zamiaru naruszać niczyjego terenu. - powiedziała odruchowo, ale zupełnie innym tonem niż poprzednio. Nie wiedziała, jak się zachować. Nie poznał jej, ale to nie było ważne, ona jego też by nie poznała, minęło za wiele lat.
- Czy… czy ktokolwiek jeszcze przeżył? - spytała drżącym głosem, wpatrując się w niego z napięciem. Zdała też sobie sprawę, że “Mirage" nic mu nie powie. - Jestem Danielle Moonstar… Wnuczka Black Eagle’a. - dodała cichym głosem, wciąż w lekkim szoku.
Nie miała kompletnie pojęcia, co teraz zrobić. Wprawdzie pamiętała go jako młodego chłopaka, mało rozmownego, ale mimo wszystko przeżył. Przetrwał tę masakrę, przetrwał Pierce’a, a teraz tu był. I też był mutantem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Sro Gru 27, 2017 2:58 pm

Dla pełnej dramaturgi tej chwili brakowało tylko uderzenia pioruna gdzieś w tle. Kiedy usłyszał nazwisko kobiety nie był jeszcze pewien, ale kiedy padło nazwisko jej dziadka... Jego świat zatrzymał się, czas zwolnił, a on sam poczuł się tak, jakby uderzono go z całej siły w splot słoneczny. Co miał jej odpowiedzieć? Jak miał zareagować? Ta kobieta była tą istotą, którą oskarżył o całe zło, jakie spotkało nie tylko jego, ale i ich plemię. "Moje plemię" poprawił się w myślach. Ona już nie zasługiwała na to miano, nie miała prawa nazywać się Czejenką. Nie miała prawa nazywać się wnuczką Black Eagle'a. Zdradziła ich wszystkich, wydała na śmierć, a teraz? Teraz ma zamiar grać niewinną, zagubioną dziewczynę? Jeszcze przed momentem stała tam, przed panami lasu, wilkiem i potężnym niedźwiedziem i nawet nie mrugnęła, nie wyczuł jej strachu, była pewna siebie. W tej chwili zaś drży jej głos, oczy się szklą, jest w szoku? Za kogo ona go uważa?
Gdyby nie całe życie spędzone na nauce cierpliwości wybuchnąłby. I to na tyle straszliwie, że Danielle już by nie żyła. Jego tomahawk nie potrzebował wiele czasu, by znaleźć się w jej ciele. Wystarczyłby jeden ruch ramieniem, lekkie skrzywienie nadgarstka, wyprostowanie palców - i już, trup. Dlaczego więc jeszcze tego nie zrobił? Bo chciał poczuć jej strach? Nie, nad zwierzyną trzeba się litować, dla życia trzeba mieć szacunek, bez względu na to, kim lub czym jest ofiara i co zrobiła. Bo była jego rodaczką? Nie, już jej za taką nie uważał. Czemu więc? Bo chciał wiedzieć czemu. Czemu do tego doszło. Zrozumienie przeciwnika to mentalne zwycięstwo w walce, niezbędne do pełnego sukcesu. A nad nią obiecał sobie, że odniesie kompletne zwycięstwo.
- Nie - Jego głos był zachrypnięty od gniewu, ale szybko to opanował - Śmierdzisz nimi. Zabójcami, którzy wymordowali moją wioskę. Dlaczego?
Słowa, które wypowiadał były pierwszymi od bardzo dawna, które kierował nie do siebie samego lub przyrody, ale do człowieka. Do kogoś, kto był w stanie mu odpowiedzieć tą samą mową. Dlaczego więc, zamiast się cieszyć czuł, że nienawidzi tej chwili? Czekał na ten moment, planował każdy ruch i słowo, które zrobi lub wypowie. A teraz jego cel przyszedł sam do niego i on nie wiedział, co zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Czw Gru 28, 2017 3:16 pm

Była w takim samym szoku, jak nie większym, co Mato. Nie wiedziała, jak w ogóle na niego zareagować, przez tak wiele czasu była przekonana, że mężczyzna nie żyje... Zresztą dokładnie tak samo jak cała reszta plemienia. W ogóle co miała mu powiedzieć po tylu latach? Wszystkie wydarzenia znów stanęły jej przed oczami, cały tamten ból wrócił, tamten gniew... Wysiłkiem woli się uspokoiła, obserwując Mato. Zaczęła za to dostrzegać, że odkąd powiedziała, kim jest, cała atmosfera nagle się zmieniła. Zrobiła się jakby bardziej napięta... Pytanie całkowicie zbiło ją z tropu. Przez krótką chwilę rozmyślała, co miał w ogóle na myśli. Przecież to było dziesięć lat temu i przecież od dawna... Cholera. Nie była głupia, zrozumiała, o co chodziło Mato. Pachniała jak biali, a przynajmniej bardzo podobnie. Gdyby wiedziała, że przeżył, że gdzieś tam był, poczekałaby na niego, nie poszła z Xavierem. Ale wtedy myślała tylko o zemście, której tak naprawdę gdzieś w głębi duszy i tak nie dopełniła. Pozwoliła Pierce'owi odejść wolno. Ale z drugiej strony zyskała wtedy przyjaciół, którym w późniejszym czasie zawdzięczała życie. Odetchnęła głęboko, słysząc pytanie i objęła się ramionami, zastanawiając się, w jaki w ogóle sposób ma mu odpowiedzieć.
- Naszą wioskę. I to bardziej skomplikowane, niż myślisz. - dorzuciła ciut beznadziejnym tonem.
No bo i co miała mu powiedzieć tak naprawdę? Od lat obwiniała się o to wszystko, choć z czasem wyrzuty trochę przycichły. Teraz jednak wszystko wybuchło na nowo. Pierce przyszedł do wioski po nią. Wybił ich przez nią. Gdyby nie była mutantką, nikomu nic by się nie stało. I nie miało znaczenia, że tak naprawdę Pierce przyszedł za Xavierem. Gdyby nie ona, nic takiego nigdy by się nie wydarzyło. Ale jak miała wyjaśnić to, co było dalej? Minęło 10 lat, oboje się zmienili, ale każde w inną stronę. To nie będzie łatwa rozmowa.
- Wiem, że w pewnym stopniu jestem za to odpowiedzialna. - powiedziała ostrożnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Czw Gru 28, 2017 5:04 pm

Gdyby nie to, że naprawdę starał się powstrzymać swoje emocje, już dawno by się na nią rzucił, chciał ją rozszarpać, nie pozwolić jej na ani jedno więcej słowo, ani jedno więcej kłamstwo. Nie ufał jej, jak mógłby ufać komukolwiek takiemu? To będzie ich ostatnia rozmowa. Nie miał zamiaru pozwolić jej odejść wolno, więc albo zginie ona, albo on. Nie widział innej opcji, jakaż mogłaby się w sumie pokazać? Wszystko było jasne jak słońce - giną wszyscy, poza ich dwójką. Mato przeżył łutem szczęścia, akurat wtedy wysłano go na polowanie. I tylko dlatego, że zwierzyna, na jaką polował, była szybka i przemieszczała się coraz dalej od wioski. A ona? Była tam. A potem zniknęła. Przeżyła. Nie powinna.
- Dlaczego? - powtórzył twardo, unosząc gwałtownie głowę. Wyprostował się, prezentując kobiecie w całej okazałości. Był od niej wyższy, szerszy w barach, na pewno silniejszy. Ale nie lekceważył jej. Pamiętał o jej mocach, a do tego rozpoznał w niej siłę. Nie była bezbronną kobietą, chociaż teraz zdawała się sprawiać takie wrażenie.
- Pogrzebałem ich. Wszystkich. Ojca. Matkę. Twojego dziadka. Sąsiadów i krewnych. - uniósł dłonie, jakby chciał pokazać jej dawno zmytą z nich krew - Zajęło mi to cały dzień i noc. Kilkanaście godzin noszenia ciał na stos, a potem patrzenia, jak ich ciało odchodzi od kości, jak kości zmieniają się w proch, który potem zabrał wiatr.
Jego głos załamał się, a on sam zacisnął powieki i szczęki, przechyliwszy głowę na bok, nie chcąc patrzeć na nią, nie chcąc pokazać jej, że cierpi. Drżenie dłoni opanował zaciskając palce wokół rękojeści, ściskając ją tak, że jego knykcie pobielały, a stawy strzyknęły. Wypuścił powietrze, które przechodząc przez jego gardło wydało dźwięk podobny do warczenia rannego zwierza. Mówił, mówił dużo więcej niż powinien. Ale chciał ją sprowokować, poznać się na niej, zrozumieć. A to w gniewie najłatwiej było zobaczyć w kimś to, czego na co dzień nie pokazywali. Chciał wydusić z niej te emocje, zobaczyć... sam nie wiedział co. Po prostu chciał sam się przekonać, co w niej siedzi, poznać te motywy.
- Cieszę się, że przyznałaś się do odpowiedzialności - powiedział nagle, dziwnie spokojnie, chłodno, wręcz lodowato - Bo Duchy Przodków przyjęły moją przysięgę, że zabiję każdego odpowiedzialnego za to nieszczęście. Za tą masakrę. Za tą zdradę.
Z tymi słowami jego oczy odszukały jej twarz i wbiły się w nią, świdrując na wskroś, szukając usilnie powodu, by nie musieć tego robić. Bo mimo wszystko, byli ostatnimi. Ale przysięga i gniew nie pozwalały mu po prostu zrezygnować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Czw Gru 28, 2017 6:50 pm

Zamknęła oczy, próbując wymyślić cokolwiek sensownego, co mogłaby mu teraz powiedzieć, żeby wyjaśnić, co się w ogóle stało. Nic, co chciałaby powiedzieć, nie było dobre. Nic. Widziała, że był wściekły i gdzieś w środku wiedziała, że miał prawo. Zmierzyła go uważnie wzrokiem, starając się przewidzieć, co mógłby zrobić. Najbardziej obawiała się ataku, bo patrząc na jego siłę, to nie będzie łatwa walka. Poza tym wcale nie chciała mu nic zrobić, choć może nie mieć wyboru. Miała jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.
- Gdybym tylko wiedziała, że tam zostałeś... Że tam byłeś... - zaczęła spokojnie, stojąc cały czas w tym samym miejscu. Serce waliło jej mocno, od nagłego wyrzutu adrenaliny. Ciężko było jednak określić jedną rzecz, która to spowodowała, było ich zbyt wiele.
- Wiem, że powinnam była zostać. - powiedziała ze zrezygnowaniem w głosie. Ale wtedy myślała tylko o zemście, niczym więcej. No i ogólnie wtedy wszystko było inaczej.
Zaraz potem otworzyła szeroko oczy i dopiero wtedy cofnęła się o krok, rozumiejąc, że chciał ją zabić. Jakby... jakby to ona była odpowiedzialna, jakby to ona... zdradziła? Teraz zrozumiała już wszystko, chyba. Uważał, że zdradziła.
- Nigdy nie zdradziłam mojego plemienia! - teraz się zdenerwowała. Patrzyła mu w oczy, zaciskając dłonie w pięści. - Dziadek sprowadził do nas białego, Charlesa Xaviera. Żeby nauczył mnie panować nad moją mocą. A za nim przyszedł Donald Pierce, który wymordował wszystkich. Gdybym nie była mutantką, nigdy by do nas nie dotarli. Więc tak, to jest moja wina. - jeśli sądził, że ot tak da się zabić, to się grubo mylił.
- I ja też przysięgłam, że zabiję Pierce'a. Ale w ostatniej chwili wybrałam życie zamiast zemsty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Czw Gru 28, 2017 8:17 pm

Jej zmiana nastrojów zaskoczyła go. Zachowywała się inaczej, niż się tego spodziewał, nie przewidział takiego obrotu sprawy. Teraz poczuł się tak, jakby to jego atakowano, ale nie fizycznie. Zaatakowała go jego bronią, mentalnie. Czyżby starała się wybić mu z rąk wszystkie argumenty? Nie wyglądała jakby kłamała, z drugiej jednak strony...
- ... Kłamiesz jak Biali! - splunął na piach pod stopami z wściekłością, a jego bary na moment rozszerzyły się, jakby miał zamiar zmienić się w niedźwiedzia. Szybko jednak na powrót wróciły do normy - Wywarłaś zemstę! Zniszczyłaś wszystko, co kochałem. Bo co? Traktowali Cię źle, a mnie dobrze? Nigdy nie powiedziałem o Tobie złego słowa!
Tracił zimną krew. Jego głos zmieniał się w warczenie, a na koniec przeszedł niemal w ryk dzikiego zwierzęcia, płosząc ptactwo, które było nieopodal. Miał ochotę rzucić się na nią, uderzyć, rozszarpać, wyrwać ten kłamliwy język. Słyszał nazwiska, które nic mu nie mówiły, ale wiedział, że właśnie pozyskał dwa nowe cele na swojej drodze do pełnej zemsty.
Czuł, jak z gniewu zaczynają ponownie trząść mu się ręce. Nie wytrzymał, rzucił się po chwili na nią. Jego ciało wygięło się w łuk, włosy zgęstniały, zmieniły kolor. Wilk kłapnął zębiskami w powietrzu i uderzył w kobietę, zwalając ich oboje na ziemię. Po uderzeniu przeturlał się po piasku i kamieniach, po czym zerwał się na cztery łapy, warcząc i ujadając wściekle. Nie było w nim teraz człowieka, jedynie cholernie niebezpieczne i rozdrażnione zwierze, gotowe ponownie rzucić się na Danielle i tym razem wbić jej kły w szyję, rozrywając gardło i miażdżąc czaszkę.
Jakby na potwierdzenie swoich słów, że nie żartuje, ponownie zaczął się przeobrażać. Pozostał na czterech łapach, jednak tym razem olbrzymie cielsko niedźwiedzia sugerowało, że następna taka "szarża" może skończyć się dla Mirage dużo gorzej, niż tylko na paru siniakach i otarciach. Na moment pysk zwierzęcia zdawał się zamigotać, a z jego wnętrza wydobył się na wpół zrozumiały warkot:
- Moje plemię zginęło. I już się nie odrodzi. Przez Ciebie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Czw Gru 28, 2017 8:48 pm

Nie atakowała nikogo, nie próbowała nawet tego zrobić. Mówiła tak, jak było naprawdę, jak to zapamiętała. Zaskoczył ją swoim wybuchem. Ale bardziej rozsierdziło ją oskarżenie o kłamstwo.
- Nieprawda! - oburzyła się. Nigdy nie kłamała, a już na pewno nie skłamałaby w takiej sytuacji. Ale nie umiała zrozumieć, o czym mówił. Ona miałaby się mścić na plemieniu? Za co? - O czym Ty w ogóle mówisz? - jak mógł ją w ogóle oskarżyć o coś takiego? Owszem, to bolało, ale nigdy, przenigdy nie pomyślałaby, żeby się za to na kimkolwiek mścić! A już na pewno nie o to, że miał lepiej niż ona pod tym względem. Nie miała pojęcia, kto mu natłukł takich bzdur do głowy. Skąd w ogóle tak idiotyczne pomysły?
Nie spodziewała się, że się na nią rzuci. Zanim zdążyła zareagować, leżała na ziemi z wściekłym wilkiem nad sobą. Plecy bolały od uderzenia, ale teraz to nie było ważne. Złapała za nóż, wyciągając go, by się bronić i poderwała z ziemi.
- Nie ja ich zabiłam! - chyba nie zostawił jej wyjścia, będzie musiała wtargnąć do jego umysłu. W postaci zwierzęcej nie będzie miała z tym problemu. Dlatego skoncentrowała się, nawiązując z nim więź. Miała teraz wgląd w jego umysł, ale on miał wgląd i w jej. Nie chcę z Tobą walczyć! Nie jestem Twoim wrogiem! przesłała mu w umyśle, mając nadzieję, że to wystarczy, że nie rzuci się na nią, znowu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Czw Gru 28, 2017 11:42 pm

Była nieprzygotowana, tylko dzięki temu cały manewr się udał. W innym wypadku, po tym jak zobaczył jak sprawnie sięgnęła po nóż i jaki spokój zachowywała, zapewne skończyłby z ostrzem wbitym w brzuch. "To się nie powtórzy" postanowił sobie, mając na myśli niedocenianie jej. Zaskoczył ją, pokazał, że nie żartuje. A mimo to ona nadal stała tam, nie atakowała, wręcz przeciwnie, starała się jakby... przekonać go, aby nie walczyli.
"To nie ma sensu" przebił się przez jego umysł głos zdrowego rozsądku. "Odkryłeś karty, dlaczego po prostu Cię nie rozwścieczy, nie sprowokuje? Dałoby to jej większą przewagę, niż odgrywanie niewiniątka." Może i nie wyglądał, ale Mato potrafił łączyć sprawnie wątki, nie był przygłupem, a wręcz przeciwnie. Dlatego, gdy myśli kobiety uderzyły w niego mimowolnie zatoczył się tracąc na moment równowagę. Potężna kupa mięśni zwaliła się na ziemię wzbijając tuman kurzu. A gdy ten opadł dało się dostrzec, jak niedźwiedź powoli znika i na ziemi pozostaje jedynie mężczyzna. Reakcja był silna, wręcz wyolbrzymiona, ale nagromadzenie emocji i sprzecznych odczuć, a także fakt, że był w formie zwierzęcej i po raz pierwszy ktoś wszedł do jego umysłu sprawiły, że jego temperament gwałtownie opadł, a przez to i jego moc wymknęła się mu spod kontroli.
Teraz leżał praktycznie nagi na ziemi i dyszał ciężko, trzymając się za głowę. Gdy obrócił twarz w jej stronę Danielle mogła dostrzec dziwnie zagubione spojrzenie niemal krzyczące o pomoc. Strach pomyśleć, co byliby w stanie zrobić mu zaprawieni w bojach telepaci. Najwyraźniej był bardzo podatny na wszelkie rodzaje manipulowania jego umysłem, przez co szybko tracił siły i moc.
- Aaagh... Wyjdź z mojej głowy. - wycharczał, chociaż w tej formie Danielle nie mogła mu już nic zrobić. Jednak przez ten ułamek chwili odniósł wrażenie, że jej żal i poczucie winy, że one... był prawdzie, nie udawane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Pią Gru 29, 2017 9:03 pm

Może i ostatnie 10 lat spędziła wśród białych, ale to wcale nie oznaczało, że zapomniała wszystkiego, czego się kiedyś nauczyła. Pamiętała i do tego nauczyła się o wiele więcej. Gdyby jeszcze do tego miała swój łuk, Mato miałby naprawdę marne szanse. Ale miała nóż i swoje psioniczne zdolności, więc i tak jego sytuacja nie byłaby zbyt różowa, gdyby nie to, że ona naprawdę nie chciała z nim walczyć. I na pewno nie chciała go zabić. W ten sposób miał nad nią ogromną przewagę, ale jeśli będzie się dalej upierał, nie będzie miała wyboru i nie podda się bez walki.
Odetchnęła z ulgą,kiedy jej manewr zadziałał i mężczyzna zwalił się na ziemię, zaraz potem wracając do ludzkiej postaci. Zmartwiła ją jednak tak silna reakcja, nie powinno tak być. Chyba że to było zwyczajne zaskoczenie… lub robił to specjalnie. Nawet chciała o to zapytać, ale zaraz potem dostrzegła jego oczy. Nie udawał, był przerażony tym, co zrobiła, do tego stopnia, że aż zaczęła mieć wyrzuty sumienia. Dlatego schowała nóż i ostrożnie podeszła do niego, przyklękając na jedno kolano tuż przy nim, z troską wymalowaną na twarzy.
- Przepraszam, nie sądziłam, że zareagujesz tak silnie. Nie martw się, nie jestem telepatką, potrafię jedynie nawiązywać więzi ze zwierzętami… lub mutantami w zwierzęcej postaci. Wszystko w porządku? - jej troska była prawdziwa, tak samo jak lekkie wyrzuty sumienia. Ale nie pozostawił jej innego wyboru, musiała to zrobić. Inaczej nie zaprzestałby walki, a ta na pewno nie skończyłaby się zbyt dobrze, tego była dziwnie pewna.
Jedyny plus tej sytuacji był taki, że teraz przez chwilę zapewne nie będzie mógł się ruszyć, więc będzie mogła wyjaśnić mu wszystko, co się wtedy wydarzyło. Może teraz coś do niego dotrze…
- Posłuchaj mnie, proszę. Rozumiem, co czujesz. Masz pełne prawo być na mnie wściekły, ja… domyślam się, jak to mogło dla Ciebie wyglądać. - westchnęła cicho, przysiadając obok niego na piętach. Miała zapewne niezbyt długą chwilę, by to zrobić, ale musiała mu wyjaśnić. W pewien sposób była mu to winna.
- Pamiętasz, co potrafiły moje moce, prawda? Dlaczego zostałam wykluczona. Dziadek chciał mi pomóc i wezwał Charlesa Xaviera, swojego brata krwi, żeby nauczył mnie nad tym panować. Nie chciałam iść z Białym, ale nie mogłam sprzeciwić się dziadkowi. Jednak w jakiś sposób wytropił mnie Donald Pierce, który wybił całe nasze plemię. Chciał mnie porwać, tak sądzę, Xavier wraz z innymi mutantami mnie uratowali. Poszłam z nimi, żeby się zemścić… ale ostatecznie nie zabiłam Pierce’a. I zostałam w Instytucie sądząc, że nikt inny nie przeżył. Naprawdę, nigdy nie pomyślałam nawet, żeby na kimkolwiek z nas się mścić. Nie wiem, czy jest jakiś sposób, żebyś mi uwierzył. - naprawdę nie wiedziała, co mogłaby zrobić. Cóż, zawsze mogła go poprosić, by zmienił się w zwierzę i połączyć umysły, żeby mógł sobie po prostu sprawdzić, że mówi prawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Sob Gru 30, 2017 6:21 pm

Jego głowa pękała, czuł dziwne bóle, które przeszywały części mózgu, o których nawet nie wiedział, że mogą boleć. Tak jakby ktoś otworzył jego czaszkę i zaczął bawić się jego mózgiem, stukając i uderzając w różne, losowe jego części. Widocznie był to efekt uboczny faktu, że jego przemiany nie powodowały, że stawał się w pełni zwierzęciem, jego umysł nie transformował się w pełni, a jedynie niewielka jego część miała w sobie ten zwierzęcy pierwiastek. Przez to telepatyczna więź Danielle mogła przypadkiem naruszyć coś w jego ludzkim umyśle, wywołując tak gwałtowną reakcję.
Niemniej - był przytomny. I rozumiał słowa, jakie do niego mówiono, chociaż docierały do niego jakby z opóźnieniem, powoli i niewyraźnie. Nie rozumiał jej pierwszych zdań, nie miał pojęcia co te słowa znaczą. Tak czy inaczej jej twarz, a raczej jej wyraz dawał mu do zrozumienia, że ten atak był przypadkowy i nie miał na celu wywołania u niego bólu. Co szczególnie go nie urządzało, bo bolało jak cholera, rozłupując jego czaszkę dosłownie na pół. Aby nieco uśmierzyć ból spróbował częściowo się przemienić. Jego głowa przybrała kształt podobny do pysku wilka, co mogło wyglądać nieco makabrycznie, ale uśmierzyło ból. Najwyraźniej za szybko zmienił się w człowieka, nie dał myślą Mirage dotrzeć do niego i zniknąć, przez co... A, kogo on będzie oszukiwać. I tak nic z tego nie rozumiał. Grunt, że ból minął, pulsowanie w skroniach uspakajało się, a on na powrót przybrał w pełni ludzką postać, wciąż jednak czując wykończenie we wszystkich kończynach.
- Xavier... - jego umysł znał to nazwisko. Kiedyś ktoś o tym coś wspominał, pamiętał jak Black Eagle czasem zapominał się i opowiadał im co nieco ze swoich historii, gdy byli jeszcze dzieciakami - Więc... Nie Ty? To bez sensu.
Ostatnie zdanie było wypowiedziane innym, bardziej zamyślonym tonem i tyczyło się nie tego, co ona mówiła, lecz tego, co on sam wcześniej myślał. Jak to możliwe, że przez tyle lat dał się prowadzić agresji i żądzy nierealnej i wymyślonej zemsty? Zapewne był to wynik traumy i szoku jakiego doznał. "Głupiec ze mnie" pomyślał tylko, a jego twarz opadł w piach przy rzece. "Dureń, niech mnie cholera". Jego głupia duma jednak nawet teraz nie pozwalała mu jednak przyznać błędu przed Danielle. Wolał przemilczeć to, udać, że po prostu wszystko jest już okey. A przynajmniej by do tego doszło, jak najmniejszym kosztem.
- Czyli zabrałaś mi ostatnią rzecz, która trzymała mnie przy życiu - odparł zamiast tego kwaśno, dając równocześnie jej do zrozumienia, że wierzy w jej historię - Brak zemsty, brak rodziny, brak domu, brak celu.
Spróbował wstać. Miał ochotę zmienić się w orła i odlecieć, uciec gdzieś, gdzie będzie sam. Musiał się wyciszyć, odpocząć, dojść do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Czw Sty 04, 2018 6:11 pm

Cały czas czujnie obserwowała jego zachowanie i ruchy. To nie to, że mu nie ufała… Dani wolała po prostu być ostrożna. Jeszcze chwilę temu chciał pozbawić ją życia, a teraz leżał na piasku w nieco kiepskiej sytuacji, spowodowanej zresztą przez nią. Nie miała pojęcia, jak zareaguje. Na jej bliskie towarzystwo, albo na to, co mu powiedziała. Nie sądziła, żeby udawał ten strach i cierpienie, ale nie widziała go dziesięć lat. Skąd mogła wiedzieć, jak bardzo się zmienił i co teraz potrafił.
Nawet nie drgnęła, gdy przemienił samą głowę. Skoro taka postać była mu potrzebna do odzyskania zdrowych zmysłów, to nie miała nic przeciwko. Nawet jeśli wyglądało to nieco niepokojąco… Zresztą widywała już Rahne w pół-formie, to nie był aż taki szok. Najwyraźniej to musiało pomóc, bo zaraz potem wrócił do ludzkiej formy, bez żadnych udziwnień. Zmarszczyła brwi słysząc o tym „bez sensu”. Jej słowa były bez sensu? Starała się wyjaśnić wszystko właśnie jak najbardziej logicznie i po kolei…
- Co jest bez sensu? – spytała ostrożnie, patrząc na niego uważnym wzrokiem.
Nie chciała kolejnych nieporozumień, bo wychodziło na to, że to wszystko było jednym wielkim brakiem informacji i dialogu. Przynajmniej najwyraźniej zrezygnował z pomysłu zabicia jej, za co była mu bardzo wdzięczna. Naprawdę nie chciała z nim walczyć, nie na śmierć i życie.
- Wcale nie jest tak, jak mówisz. – wstała zgrabnym ruchem, pomagając mu się podnieść i przytrzymała go ostrożnie, żeby się nie przewrócił. – Wcale nie jest tak jak mówisz. Dom jest i będzie zawsze w Twoim sercu. Rodzina… Tak długo, jak ich pamiętasz, wciąż istnieją. I zawsze możesz także wybrać sobie nową, bo rodzina to nie tylko ci, z których krwi pochodzisz. Nie zastąpi tego, co utraciłeś, ale pomoże. Samemu jest bardzo ciężko. – spojrzała mu w oczy, musząc niestety do tego zadrzeć głowę. – Pomogę Ci, jeśli mi pozwolisz. I jeśli zechcesz. Cel jakiś też znajdziesz. To nie jest takie trudne. Zaczynasz od malutkich, łatwych do spełnienia i tak krok po kroku. A zemsta nie jest rozwiązaniem. Zemsta, jaka by nie była, nigdy nie wróci im życia. A może zniszczyć Twoje. – rozumiała go bardziej, niż mógł sądzić.
- Chodź ze mną do Instytutu. To dobre miejsce dla mutantów. – zaproponowała cicho, patrząc na niego z uwagą. – Nie mówię, że od razu stanie się dla Ciebie tym, czym jest teraz dla mnie… Ale od czegoś trzeba zacząć. Zawsze to własny kąt i świadomość, że nie jesteś już sam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Czw Sty 04, 2018 9:33 pm

Ciężar, jaki spadł na niego przytłoczył go mocno do ziemi, niemal czuł fizycznie jak jego mięśnie pięką go i kurczą się w skurczach z wysiłku. Głowa wydawała się mu pękać na powrót, dziwne kłucie, rytmicznie powtarzające się na wysokości nasady nosa gdzieś pomiędzy uchem, a okiem, pojawiło się niezapowiedzianie, uderzając go jak grom. I sam nie wiedział, czy to nawrót objawów wywołanych telepatią, czy może tym razem to przez gadatliwość Danielle.
- Każdy inaczej znosi stratę, siostro - jego słowa zabrzmiały ostro, może nico zbyt ostro - Nie będę brukał pamięci przodków poprzez dołączanie do jakiś... szkół. Spójrz na mnie!
Gdy wypowiedział ostatnie zdanie wyprostował się i wypiął dumnie pierś. Sprawiał teraz wrażenie jeszcze większego, niemalże przytłaczając swoimi rozmiarami kobietę. Czy upór był wpisany w naturę tego plemienia? Widocznie, bo twarze obojga mutantów wyglądały jak kamienne popiersia. Ani jemu, ani jej nie drgnął choćby mięsień na twarzy, gdy mierzyli się wzrokim.
- Nie stanę się niczyją maskotką! Nie istnieje coś takiego, jak bezinteresowna pomoc od obcego. Twój dziad był bratem krwi Xaviera, czy jak mu tam było. Ale nie moim. Ja ufam tylko swoim. A oni zginęli. Więc dzięki wielkie, mała Dani, ale mój świat się zawalił. Odbuduję go sam. Choćby miało to zająć całe lata.
Jego gardło zafalowało dziwnie, niczym krtań rozdrażnionego wilczura. Ta mała kobietka chciała uczyć go, dawać rady? Śmiało. Ale niech go nie pociesza. Nie jest jakimś dzieciakiem lub słabą dziewczyną, której potrzeba zapomnienia w ramionach białych. Sama myśl go odrzucała. Nie umiał i nie chciał wyobrażać sobie siebie u boku Białych. Zawsze byłby tym innym, niepasującym i śmiesznym ogniwem. O nie, nie ma szans na taką wersję jego historii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Sob Sty 06, 2018 10:45 pm

Na twarzy Danielle widać było lekki niepokój. Obawiała się, czy aby na pewno nie przesadziła swoimi mocami, skoro Mato wyglądał teraz, jakby dostał czymś bardzo ciężkim w głowę i kilka innych części ciała. Wprawdzie jeszcze nigdy nie widziała takiej reakcji, ale najwyraźniej zawsze musi być ten pierwszy raz. Prychnęła za to z irytacją, kiedy zaczął protestować. No bez przesady, nie powiedziała mu przecież, że ma się pomalować białą farbą, ściąć włosy, ubrać ogrodniczki i iść do przedszkola! Za to obrzuciła go spojrzeniem, wyrażającym typowe „no i co?”. Ani myślała się poddawać, jego niedoczekanie. To, że nagle mu odbiło, niczego nie znaczyło.
- Może kiedyś nie istniało. Teraz populacja świata dzieli się na ludzi i mutantów, a mutanci nie dyskryminują żadnego ze swoich. Może i nie każdemu można ufać, bo to wciąż ludzie, mający po prostu nadnaturalne zdolności, ale to teraz nieważne. – wzruszyła ramionami, szukając dobrych argumentów, żeby zbić te od Mato.
- Właśnie. Ufasz swoim. Więc zaufaj i mnie, kiedy mówię, że to dobry pomysł. Nikt nie wymaga od Ciebie, żebyś w czymkolwiek nam pomagał. Instytut to po prostu bezpieczne miejsce dla takich jak my. To, że wciąż nie trafiłeś na polujących na mutantów to jakiś cud. Nikt nie będzie Cię do niczego zmuszał, chociaż jesteś upartym i zakutym łbem. – westchnęła ciężko, kręcąc głową. – A szkoła jest dla dzieciaków i dla tych, którzy nie panują mocami. Dla całej reszty… to po prostu dom. Miejsce, gdzie mogą być sobą, gdzie mogą być bezpiecznie. Bez ryzyka, że ktoś im coś zrobi za to, że urodzili się mutantami, albo wyglądają inaczej od innych. Mamy uczennicę, której ciało jest pokryte rtęcią, mamy Hanka, który wygląda trochę jak niebieska Wielka Stopa. Inna uczennica ma niebieską skórę. Nikt nie jest niczyją maskotką i nie będzie. – objęła się ramionami, cały czas stojąc w miejscu. W sumie ciężko było jej powiedzieć, czemu tak bardzo chciała go sprowadzić do Instytutu. Po części dlatego, że się martwiła, że mogliby go dorwać. A po części chyba dlatego, że miło byłoby mieć niedaleko kogoś, kogo znała zanim jej świat się rozwalił. Ale nie będzie go przecież do niczego zmuszać. Nie na tym polegała idea Instytutu, nikogo nie zabierali i nie trzymali tam na siłę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Nie Sty 07, 2018 12:24 am

Nie miała podejścia do innych, a przynajmniej w tej kwestii. Być może jej słowa znalazłyby posłuch u kogokolwoek innego, ale Mato nie był typowym "pacjentem", nie dało się do niego dotrzeć w ten sposób. Nie chciała go zmuszać, ale tak to odbierał, tak jakby miała prawo decydować o tym, co dla niego jest najlepsze. Dziesięć minut temu leżał szczęśliwy, po sowitym obiedzie, na piasku, mocząc stopy w strumieniu, nie istniały dla niego żadne problemy. A teraz zjawia się osoba, którą nienawidził przez połowę swego życia, obraca jego spojrzenia na świat do góry nogami i zaczyna dawać mu porady, które brzmią tak, jakby nie dawała mu wyjścia.
Rozumiał, miała dobre intencje. Poniekąd w tym wszystkim wyczuwał, że stara się o niego zadbać. Ale on był dorosły, a życie spędził niemal całe sam i co? Żyje, ma się dobrze, a moce, które niby opanowuje się w tej szkole, dał radę okiełznać sam. Na co więc mu reszta? Na co mu Biali, którzy niczego go nie nauczą? Na co mu dołączanie do bandy, która wygląda jak wielki zlot cyrkowców? Natura go nie oceniała, natura go zaakceptowała, pozwoliła mu w siebie wsiąknąć. Bez pytań, wymagań czy innych obiekcji. To ona dała mu wszystko. Czemu więc miałby ją porzucić dla bandy nic nie znaczących dla niego ludzi i kilku betonowych ścian? Był tylko jeden argument za tym.
Danielle. Ostatnia z twarzy, jakie znał na tym świecie. Opuściła go i plemię raz. Teraz, jeśli z nią nie pójdzie, opuści swoich po raz kolejny. Ot tak, jakby korzenie nic dla niej nie znaczyły. To okrutne, ale i intrygujące. Co aż tak ją zaaferowało, zafascynowało?
- Panuję nad mocą. Kompletnie. Po co mi dom? Prawdzimy Dom mam tutaj! - rozłożył dłonie na boki i obkręcił się dookoła własnej osi, robiąc dwa kroki od niej. Nie zamierzał iść z nią póki nie usłyszy czegoś, dzięki czemu Natura mu wybaczy - Tu mam wszystko. Jedzenie, schronienie, izolację. Nikt nie wie, że istnieję...
Zamilkł. Nikt nie wie? Skąd więc Danielle..? Jak ona się tu znalazła? To nie był przypadek, znała jego konkretną lokalizację. Fakt, nie wiedziała kim jest, ale wiedziała gdzie jest. Znała też jego moce. Nie był głupi, poskładał to do kupy - skoro on i ona mieli moce, a w tej całej szkole było więcej mutantów o różnych zdolnościach, to czemu któryś z nich nie miałby móc go namierzyć? Telepatia? Nieistotne.
- Może jednak to rozważę... - powiedział powoli, w myśli mając obrazy tego, co mogło się stać z nim i parkiem, gdyby ktoś mniej przyjazny przybył po niego - Black Eagle był wielkim człowiekiem. Skoro on ufał twojemu mentorowi, ja też spróbuję. Ale nie będę mieszkał w żadnych murach! Jedynie parki i drzewa. To mój warunek.
Wyciągnął przed siebie dłoń, jakby przymierzał się do uściskania jej dłoni. Nadal nie był do niej przekonany, chociaż jej historia miała sens. Ufał jednak jej dziadkowi. I tyle w tej chwili miało znaczenie. Zaufania do Danielle będzie musiał nabrać, a reszcie Szkoły zapewne nie zaufa nigdy - zapewne tak jak i oni jemu. Nie miało to teraz znaczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Sob Sty 13, 2018 10:53 am

Chciała go tylko namówić, a to zasadnicza różnica. Gdyby dalej twierdził, że nie ma takiej możliwości, to by odpuściła. Choć miała nadzieję, że jednak uda się go przekonać. Trzeba jednak przyznać, że nie było to zbyt łatwe, ale trudno się temu dziwić. Nie pamiętała po takim czasie, jak z nim należy rozmawiać no i nawet wcześniej niewiele ze sobą rozmawiali. Można więc uznać, że naprawdę zabrała się do tego nie z tej strony, co trzeba. Ale jeśli da jej szansę, to zapewne powoli przypomni sobie i nauczy się postępować z jego osobą.
Westchnęła delikatnie, kiedy zaczął wymieniać, co ma. Jeśli tak stawiał sprawę, to nie było sensu go namawiać. Był uparty, ale tak samo jak ona. Tyle że w tym wypadku wiedziała, że powinna sobie odpuścić i nie naciskać. Ewentualnie zostawić mu namiary na Instytut i patrzyć, czy kiedyś zechce poznać nowe miejsce, sprawdzić, co się tam dzieje.
- Nikt nie mówi, że nie panujesz. - powiedziała tylko cicho, z ciężkim westchnięciem w głosie. Mógł dostrzec po jej postawie, że odpuszczała po prostu. Naprawdę nie chciała go namawiać do niczego, więc skoro naprawdę nie chciał, to nie widziała potrzeby, żeby go do tego zmuszać. W końcu to tak, jakby na siłę próbowała go wsadzić w zupełnie inny świat, którego nie znał.
Już chciała mu powiedzieć, że ona przecież wie, że istnieje, ale nagle zdecydował się przyjąć jej propozycję. Z zaskoczeniem wpatrywała się w Indianina, niezdolna tego ukryć. Zaskoczył ją faktem, że jednak się zdecydował. Na twarzy Dani pojawił się delikatny uśmiech.
- Mamy ogrody, są duże i na pewno coś dla siebie znajdziesz. - powiedziała uspokajająco, po czym przygryzła lekko wargę. - Xavier... jest w śpiączce. Nie zamierzam Cię okłamywać. - powiedziała wprost, jednak uścisnęła jego dłoń. W zasadzie cieszyła się, że się zgodził.
- Cieszę się, że jednak się zdecydowałeś. - dodała cicho, z pewnego rodzaju wdzięcznością w głosie.
Rozejrzała się wokół jakby zastanawiając, czy opłaca się wracać, czy jednak lepiej przenocować na terenie parku. Trochę jej zeszło z wytropieniem Mato i z tą rozmową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mato Wanartaka

avatar

Liczba postów : 19
Data dołączenia : 16/12/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Wto Sty 16, 2018 12:02 pm

Puścił jej dłoń i także rozejrzał się po okolicy. Jedynie dobrze wsłuchawszy się można było usłyszeć prawdziwą stronę przyrody. Nie chodzi tu teraz o śpiew ptaków, trzaskanie ściółki i runa leśnego pod stopami saren czy zajęcy, ale o tą ciemniejszą stronę - o ciche stąpanie wilka, o cichy pisk pikującego jastrzębia lub orła, o odległy ryk niedźwiedzicy czy niemalże trzęsienie ziemi pod setkami kopyt koni biegnących razem. Mało osób wychwyci te dźwięki, jeszcze mniej by je odróżniło od tych pozytywnych. Za oboma rodzajami tych odgłosów już teraz zatęsknił Mato, ale chyba nie miał odwrotu.
Spojrzał w niebo, na słońce. Jego oczy szybko przeskoczyły ze słońca na horyzont, jakby coś licząc, określając i zastanawiając się nad czymś. Wreszcie nabrał powietrza w pierś i powiedział spokojnie:
- Do zmierzchu pozostało jeszcze nieco czasu. Półtorej godziny, może nieco mniej. Jeśli więc ta Szkoła nie jest dość blisko, aby tam dotrzeć pieszo mogę Cię podrzucić.
Powiedział to sucho, po prostu składając ofertę. Kobieta widziała, jak zmienia się w trzy ze czterech swoich form, jednak stwierdził, że skoro potrafiła go znaleźć, to bez problemu również powinna dowiedzieć się o tym, jakie moce posiada. I w co potrafi się zmieniać. W formie konia mógłby faktycznie szybko z nią dotrzeć na miejsce, co prawda nikogo jeszcze tak nie transportował, a także nie mieli pod ręką siodła, którego not bene i tak za nic nie pozwoliłby sobie zarzucić na grzbiet, ale Danielle była Cheyennką, nie będzie miała problemu z jazdą na oklep. Nawet po tak długim czasie "odwyku".
- Jeśli jednak to za daleko, to niestety, noclegu nie zaproponuję. Nie budowałem sobie schronienia, zwierzęta go nie potrzebują - uniósł lekko dłoń i jakby chcąc się wytłumaczyć zmienił ją we włochatą łapę niedźwiedzia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mirage

avatar

Liczba postów : 22
Data dołączenia : 31/10/2017

PisanieTemat: Re: Harriman State Park   Pon Sty 22, 2018 5:44 pm

Pamiętała całkiem dobrze drogę, którą tu przyszła, więc powrót w to samo miejsce, do samochodu, nie powinien przedstawiać jakiegoś większego problemu. Zwłaszcza, że teraz będzie po prostu iść, a nie rozglądać się wszędzie w poszukiwaniu czyichś śladów. Dłużej niż jakieś pół godziny nie powinno im to zająć, choć w sumie nawet nie liczyła czasu, który spędziła na dotarciu do tego miejsca. Słysząc słowa Indianina uśmiechnęła się lekko.
- W wyznaczonej strefie zaparkowałam samochód. Wystarczy po prostu tam dotrzeć i wtedy udamy się już do Instytutu. - wyjaśniła spokojnie. - Na piechotę dotarcie do szkoły zajęłoby nieco za wiele czasu. Ale możemy się pospieszyć, nie chciałabym wpaść na prawowitych mieszkańców tego lasu. - stwierdziła z humorem, ruszając swobodnym kokiem w kierunku, z którego przyszła.
Wciąż jednak zerkała ukradkiem na mężczyznę, głównie po to, by upewnić się, że przypadkiem nie zrobiła mu krzywdy swoimi zdolnościami. Wprawdzie wyglądał, jakby już wszystko było z nim w porządku, ale nigdy nic nie wiadomo. Przy kimś innym zapewne również rozpoczęłaby jakąś rozmowę, ale tutaj nie czuła takiej potrzeby. Cisza, jaka zapadła między nimi nie była z gatunku tych niezręcznych czy nieprzyjemnych. Spokojnie za to pozwalała wsłuchać się w odgłosy przyrody, przypominając Danielle czasy dzieciństwa. Uśmiechnęła się delikatnie do siebie, wychodząc także z założenia, że jeśli Mato będzie chciał się czegoś dowiedzieć, to zwyczajnie ją o to zapyta. Poza tym bombardowanie go ogromnymi ilościami informacji też nie było zbyt dobrym pomysłem. Wystarczająco się na tę chwilę dowiedział, w końcu prawie całkiem poprzestawiała mu życie, uświadamiając, że tyle czasu wierzył w coś, co nie było prawdą. Nawet nie mogła sobie wyobrazić, jak musiał się w tej chwili czuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Harriman State Park   

Powrót do góry Go down
 
Harriman State Park
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park
» Empire State Building

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: