Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wody Jotunheim

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Wody Jotunheim   Czw Sty 18, 2018 9:23 pm


Jotunheim uznawane jest za najbardziej niebezpieczny z Dziewięciu Światów, w związku z czym przeprawianie się przez jego morza również wiąże się z licznymi zagrożeniami. Kto wie co takiego czai się pod powierzchnią wody?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Czw Sty 18, 2018 11:30 pm

Zgodnie ze słowami Friggi, Hawkeye został odprowadzony do komnaty, w której mógł odpocząć i poczekać na załatwienie statku. Tam też otrzymał posiłek oraz - co mogło go zaskoczyć - ubrania na zmianę. Zostały one zaprojektowane w taki sposób, że zakrywały większość ciała, a do tego posiadały elementy lekkiego uzbrojenia lub po prostu wzmocniony materiał. Nie powinny krępować ruchów, ale zapewniać ochronę przed nieprzyjemną pogodą i niektórymi atakami już tak - szczególnie w tych najważniejszych miejscach.
Niedługo potem służba poinformowała mężczyznę, że statek jest przygotowywany do drogi i że będzie mógł wypłynąć o świcie - a więc Clinta czekał nocleg. Nie było to najlepsze rozwiązanie, bo sprawa zlecona mu przez Magik brzmiała przecież na pilną, ale skoro brakowało innych opcji... Pozostawało tylko przeczekać do rana.
Jeden ze służących zafundował łucznikowi pobudkę na czas, przyniósł mu śniadanie, a także zestaw dziesięciu dodatkowych strzał. Być może nie były one w stanie wywoływać takich sztuczek, jak jego własne - nie wybuchały, nie zamarzały, nie oklejały niczego mazistą substancją - ale Asgardczyk zapewnił Bartona, że mu się przydadzą; wspomniał coś o ich zwiększonej sile przebicia. Logiczne, bo w tej krainie wszystko powinno być odporniejsze na obrażenia. A jeżeli nawet nie będzie miał okazji ich wykorzystać... To po prostu zabierze je ze sobą do domu.
Potem sprawy potoczyły się szybko. Królowa pojawiła się na krótką chwilę, aby pożegnać Clinta, gdy ten był już prowadzony przez pałac. Strażnik zawiódł go aż do portu, wskazał mu odpowiednią łódź - wyglądającą w głównej mierze tak, jak te należące niegdyś do Wikingów... A po załadowaniu się na nią łucznik poznał w końcu niewielką załogę. Choć właściwie "poznał" to dużo powiedziane, gdyż każdy zdawał się być zajęty własnymi zadaniami, a jemu samemu zasugerowano podziwianie widoczków z pokładu lub zejście pod niego, żeby się rozgościć... Okazało się, że kabiny na dole były spore, ale za to wspólne.
Zgodnie z zapowiedzią, udało się wyruszyć o świcie. Podróż szybko stała się monotonna, gdyż zmieniało się jedynie oświetlenie, czyli kolorystyka... Ale przynajmniej przez długi czas nie działo się nic niepokojącego. Przez te parę godzin Barton mógł się skupić na samym sobie oraz na towarzyszącym mu ptaku - albo po prostu położyć się spać i nadrobić wczesną pobudkę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sro Lut 07, 2018 11:54 pm

Barton korzystał. Co prawda może i wydłużający się czas podróży, a co za tym idzie - także pobytu, niespecjalnie sprzyjał wydarzeniom, to jednak nie narzekał. Pod względem traktowania niezapowiedzianych gości z obcego świata, mieliby u łucznika ocenę dobrą. Może nawet bardzo dobrą.
Mężczyzna nie narzekał na możliwość snu, odświeżenia się czy też spożycia posiłku. Zapewne przed samym snem pozwolił sobie na serię ćwiczeń.

Podniósł się natychmiastowo, gdy przyszedł strażnik z zamiarem obudzenia go. Hawkeye był czujny. Zwłaszcza w obcych miejscach. Podziękował za śniadanie i strzały, które zwróciły jego uwagę. Zaczął je studiować, przyglądać się im i badać palcami. Dziwiła go trochę struktura, ale i tak postanowił je wziąć ze sobą. Tym bardziej po zapewnieniu strażnika.
Barton miał problemy z nowym odzieniem, choć nie miał kłopotów z ruchem; strój był wygodny, mimo że Hawkeye preferowałby inną kolorystykę, ale nie mógł przecież wybrzydzać. Przede wszystkim liczyło się to, że nie czuł się skrępowany. To było najważniejsze.
Spojrzał na kabiny, do których go zaprowadzono. Woląc jednak skorzystać z wolnego czasu, Clint zaczął ogarniać strzały poprzez odpowiednie ułożenie ich, żeby w razie czego nie mieć problemów z wyciągnięciem tej, która była mu potrzebna. Przyglądał się widmo-ptaszysku, a następnie udał się na niedługą (przynajmniej w jego mniemaniu) drzemkę. Po około dwóch godzinach według czasu w jego zegarku, łucznik zbudził się.
Udał się na pokład, aby sprawdzić co się dzieje i podziwiać krajobrazy. Ponadto poprosiłby któregoś z obecnych mężczyzn bądź kobiet o przybliżenie okolicy czy krainy, do której się wybierają. Wypadało być choć trochę rozeznanym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pią Lut 09, 2018 8:55 pm

Kiedy Clint zdecydował się w końcu ponownie wyjść na pokład, jego ptasie towarzystwo powiodło za nim wzrokiem, a raczej pustymi oczodołami, lecz pozostało na swoim miejscu - przycupnięte na jednym z prostych mebli. Najwyraźniej z jakiegoś powodu nie miało ochoty opuszczać kajuty... Ale zachowywało się spokojnie, więc raczej nie przeczuwało niczego złego. W innym wypadku chyba by zresztą o tym w jakiś sposób poinformowało? Skoro pomagało w dopełnieniu misji...
Na górze, o dziwo, nie było wcale tak spokojnie, jak Hawkeye mógłby się spodziewać. Załoga wydawała się zestresowana i uwijała się po pokładzie, nie zwracając na łucznika większej uwagi, a przynajmniej nie z własnej inicjatywy. Wyglądało to o tyle zaskakująco, że pogoda najwyraźniej sprzyjała wyprawie: wiał lekki wiatr, niebo było czyste, a morze raczej niewzruszone. Być może więc takie zachowanie to jednak coś normalnego na statku?
Zaczepienie jednego z Asgardczyków rzuciło nowe światło na sytuację. Po mężczyźnie - brodatym i postawnym jak chyba wszyscy tutaj - łatwo dało się poznać, że mu się spieszyło i że myślał o czymś zupełnie innym, niż o dyskutowaniu z Bartonem i opowiadaniu mu historii docelowej krainy... Nie mniej trzeba mu przyznać, że nie zignorował Clinta.
-Przekonasz się wkrótce na własne oczy, Midgardczyku. Niedługo wkroczym na zdradzieckie wody Jotunheim, na które zapuszczają się jedynie szaleńcy i samobójcy- te słowa pewnie nie nastawiały Bartona zbyt pozytywnie względem załogi, która najwyraźniej także przypadała do tych dwóch kategorii... Ale z drugiej strony królowa uprzedzała go, że z jej doborem mogą być problemy, więc chyba nie mógł narzekać.
-Jeżeliś jest słabego serca, skryj się pod pokładem. Lada moment się zacznie- dodał jeszcze Asgardczyk. Prawdę mówiąc nie brzmiało to nawet jak obelga, tylko niemalże jak dobra rada, nie mniej jednak na pewno nie było zbyt miłe. Kto by chciał usłyszeć wypowiedziane tak spokojnym tonem założenie - "jeśli jesteś bojaźliwy, lepiej schowaj się przed tym, z czym my będziemy się mierzyć"?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sob Kwi 07, 2018 7:28 pm

Barton zastanawiał się jaki jest upływ czasu w Asgardzie w porównaniu z ziemskim. Nie była to sprawa priorytetowa. Głuchy - ale wciąż najprzystojniejszy! - Mściciel już dawno przywykł do tego, że pojawiały się absurdalne myśli w najmniej sprzyjających sytuacjach. Wiedział dobrze, że powinien skupić się na danej sprawie, ale na to nie miał wpływu. Na te myśli. Gorzej, gdy wygłaszał je w towarzystwie Natashy, Scotta czy choćby Kapitana. Wszyscy patrzyli na niego jak na idiotę. Ale nawet do takich spojrzeń niepotrzebne było wygłaszanie abstrakcyjnych myśli.
Patrzył na to, co się działo, co miało miejsce. Pogoda była przyjemna i gdyby Clint lubił żeglugę, a jego interesem nie byłoby ratowanie świata, to pewnie już dawno łuk zmieniłby na wędkę i zostałby rybakiem. Tymczasem mógł jedynie przypomnieć sobie scenerię z Titanica. Pozostało jedynie odnaleźć asgardzką Rose, z którą stanąłby na dziobie statku. Tylko że jak spojrzał to szybko doszedł do wniosku, że lepiej nie zaczepiać.
Chociaż… Może jak już będzie po wszystkim?
Słuchał brodatego mężczyzny. Zerknął na niego z rosnącą ciekawością, gdy wspomniał o zdradzieckich wodach i o samobójcach. Cóż… Trudno byłoby się nie zgodzić z takim stwierdzeniem. Już wcześniej mógł siebie i Natashę czy Bobbi do takiej grupy przypisać. Nie mieli w końcu super umiejętności jak pozostali członkowie Avengers, a jednak pakowali się do walki z kosmitami i innymi dziwactwami. Niemalże każdorazowo było to samobójczym wypadem w imię ratowania świata.
Serce? Serce mam dobre, brak nadciśnienia mimo hektolitrów kawy, zero problemów, zdrów jak ryba! — zaperzył się, słysząc nieszczególnie miłą radę Asgardczyka, ale nie wyglądał na takiego, co miał zaraz rzucać fochami na prawo i na lewo. — Zresztą, zobaczymy o co tyle rozgłosu — powiedział nieco lekceważącym tonem, jakoby nie zdawał sobie sprawy z tego, że żywioł wody potrafił być niebezpieczny dla tych, co to za dużo tym sposobem nie podróżują.
Gdyby faktycznie coś więcej miało się wydarzyć i obecność Clintona na pokładzie byłaby przeszkadzająca, to Mściciel zapewne wtedy wycofałby się pod pokład. Póki co, Barton postanowił skorzystać z chwili spokoju i poprawić zapięcia na swoim stroju i przy swoich zabawkach. Wolał, żeby nic mu nie zniknęło podczas całej afery!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sob Kwi 07, 2018 9:33 pm

Po Asgardczyku wyraźnie było widać, że nie dotarł do niego sens przynajmniej połowy słów Clinta; mężczyzna w żadnym razie tego nie krył. Konsternacja utrzymywała się na jego obliczu przez kilka krótkich sekund, nim najwyraźniej zadecydował, że nie chciał lub nie musiał wiedzieć o co chodziło łucznikowi.
-Nie zbliżaj się do nadburcia- doradził jedynie, nim powrócił do swoich zajęć, pozostawiając Hawkeye'a samemu sobie. W pewnym sensie było to nawet wygodne; przynajmniej nikt niczego od Bartona nie wymagał, ani nie oczekiwał, więc w rozsądnym zakresie mógł robić co chciał, podczas gdy inni uwijali się wokół niego, aby panować nad okrętem.
Clint nie musiał czekać zbyt długo na lepsze odpowiedzi. Akurat zdążył posprawdzać wszystkie zapięcia na swoim stroju i sprzęcie, gdy przód statku... Zniknął. Nie on jeden zresztą, gdyż proces następował stopniowo, kawałek po kawałku, stosunkowo szybko. Coraz więcej okrętu przestawało być widoczne - a załoga najwyraźniej tego właśnie oczekiwała. Co ważne, w tym też momencie okrętem nagle szarpnęło, zaczynając właśnie od strony dzioba, który - choć niewidzialny - został chyba uniesiony, bo cały pokład nagle się pochylił...
... A kiedy zanikanie dotarło aż do miejsca, w którym znajdował się Hawkeye, jego oczom niespodziewanie ukazał się zupełnie nowy widok - gniewnie wzburzone morze, wysokie fale, a do tego jeszcze gęste, ciemne chmury, z których lało się strumieniami. Część wody pochodziła właśnie z góry, więcej przelewało się przez otwory w nadburciu i tą samą drogą wydostawało się z powrotem na zewnątrz, nie mniej mokre podłoże szybko stawało się śliskie; aż od tego błyszczało. Ponad chmurami od czasu do czasu pojawiały się rozświetlające je błyski, po nich zaś następowały grzmoty.
Okręt kołysał się mocno, zarówno na boki, jak i do przodu czy do tyłu, a jednak nie przechylał się aż na tyle, aby śmierć miała komuś zaglądać w oczy... Przynajmniej w tej chwili. Sztorm nigdy nie był przyjemny, ten konkretny na pewno nie należał do bezpiecznych, lecz zawsze mogło być gorzej. Mrok utrudniał dostrzeżenie czegokolwiek, lecz nigdzie na horyzoncie najprawdopodobniej nie znajdował się ląd - z żadnej strony. Temperatura spadła wyraźnie, a choć otrzymany w pałacu kostium nieźle chronił przed zimnem, to odsłonięta skóra nie posiadała już tego luksusu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pon Kwi 09, 2018 3:04 pm

Aye, kapitanie — zasalutował Clinton, który zmieszał wojskowe pozdrowienie ze zgodnością majtka. Dostrzegł, ale także zignorował skonfundowanie na twarzy brodacza. Był przekonany, że gdyby zaczął tłumaczyć to wyraz twarzy mężczyzny byłby jeszcze bardziej skołowany niż w tym momencie. Wówczas nie byłoby sensu na powtarzanie w kółko tego samego, skoro jest to niezrozumiane za pierwszym razem, prawda?
Wygodne.
Korzystał z tego, że nic mu nie zlecano i nie musiał niczego kontrolować w tej chwili. Liczyło się w końcu to, aby się pilnował, co też robił. Obserwował krążących po pokładzie ludzi, przypatrując się działaniom i zadaniom, które wykonywali. Jeśli ktoś wymagał jego pomocy lub rzucił, aby się zbliżył - to to zrobił. Nie lubił czuć się niepotrzebny, choć na ogół nie miał nic przeciwko lenistwu.
Wyraz twarzy Clinta zmarkotniał. Niezrozumienie na jego obliczu było zauważalne gołym okiem i nawet Murdock byłby w stanie to wyłapać, mimo że był niczym kret. Barton patrzył jak głupi na nicość, w której znikał dziób statku i to postępowało. Nie wiedział, co o tym myśleć. Zwłaszcza że widział przecież, co miało miejsce dalej - spokojniejsza woda, a brak statku i ludzi, którzy na nim stali. Domyślał się, co to mogło być.
Szarpnięcie spowodowało, że mimowolnie Clinton stanął w rozkroku, aby lepiej utrzymywać równowagę. Mężczyzna spojrzał przez ramię, aby upewnić się, że jeśli miałby zlecieć, to na nic się nie nadzieje. Raczej nie chciał męczyć się z bólem kręgosłupa czy podziurawioną nerką podczas podróży. Asekuracyjnie wyciągnął rękę i odnalazł jakąś balustradę przy zejściu pod podkład, aby się utrzymać przy powtórce szarpnięcia.
Rozejrzał się po odmienionej okolicy. Wzburzone morze wyglądało nieprzyjaźnie. Brakowało tylko krwistych chmur, choć burzowy odpowiednik był równie niepokojący. Zwłaszcza przecinany błyskawicami. Hawkeye nie był przestraszony (jeszcze), ale cholernie zdziwiony tym co widział i co miało miejsce. Dostosowywał się do tego jak statek kołysał - w odpowiednich chwilach uginał jedną czy drugą nogę, zachowując prawidłowy balans.
Zezował na obłok pary, która wydobyła się z jego ust, przez które oddychał. Odczuwał chłód, jak ten ściąga jego skórę na twarzy. Mało przyjemne, ale nie uciekał jeszcze na dół, zbyt zaciekawiony tym, co widzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pon Kwi 09, 2018 4:54 pm

Wokół Clinta członkowie załogi uwijali się teraz o wiele szybciej niż do tej pory. Nie wyglądali na spanikowanych czy przestraszonych, więc najwyraźniej wszyscy spodziewali się takiego rozwoju wydarzeń - i tylko zapomnieli o nim wspomnieć łucznikowi - a na ich twarzach malowało się przede wszystkim skoncentrowanie. Śmigali w różnych kierunkach, zauważalnie starając się nie tylko stawić czoła żywiołowi, ale i na swój sposób wykorzystać tę pogodę do przyspieszenia podróży - co mogło sugerować, że sprzyjał im przynajmniej aktualny kierunek wiatru.
Od czasu do czasu rozlegały się jakieś okrzyki, lecz przy większości z nich trudno byłoby rozróżnić słowa - a jeżeli już, to raczej nie dotyczyły one niczego istotnego. Ot, tutaj ktoś przykazywał drugiej osobie sprawdzenie, czy jakaś lina aby na pewno dobrze trzymała, tam jakiś delikwent wysyłał kogoś innego w dalszą część okrętu... Nie brzmiało to niepokojąco. Może nawet uspokajająco? Bo oznaczało, że ci ludzie - a raczej ci Asgardczycy - wiedzieli co robili. Z drugiej strony Thor był najlepszym przykładem tego, że jego pobratymcy w nietypowy sposób oceniali stopień zagrożenia...
Statek sam w sobie radził sobie nieźle. Musiał być solidny i wytrzymały, dlatego sprawdzał się w tych okolicznościach - zapewne skonstruowano go z surowców charakterystycznych dla Asgardu, a nie dla Ziemi. Jego budowa pozwalała mu przecinać część mniejszych fal, inne spychały go lub unosiły, ale w dalszym ciągu nie przewracały go. Nawet ktoś, kto na co dzień nie posiadał choroby morskiej, przy takim niestabilnym wzbijaniu się w górę i w dół mógł się poczuć gorzej, bo fale sięgały wielu metrów.
Pomimo całego tego zamieszania przez kilka, a może nawet kilkanaście minut sytuacja zdawała się być pod kontrolą i to do tego stopnia, że ze dwie zbędne na pokładzie osoby zeszły nawet na dół... Choć może miały tam jakieś zadanie do wykonania? To również możliwe. Jedna z nich po drodze kompletnie zignorowała Hawkeye'a, druga rzuciła mu pytające spojrzenie, lecz nie odezwała się. Widać nikt nie zamierzał namawiać go do chowania się pod pokładem... A mimo wszystko widoki na górze były niesamowite, nawet jeżeli niepokojące - i wymagające znoszenia wiatru oraz wody.
W pewnym momencie jednak w lewy bok statku uderzyło coś solidniejszego. W pierwszej chwili mogło się jeszcze wydawać, że to wyjątkowo silna fala, ale po kilku sekundach zjawisko się powtórzyło... I zdawało się nie pasować do ruchu morza w tym momencie. Nawet w tym chaosie występowały przecież jakieś reguły i woda nie mogła przemieszczać się zupełnie dowolnie. To musiało być coś innego.
Trzecie uderzenie było silniejsze - i zakończyło się opadnięciem na pokład końcówki... Wielkiej, białej macki? Ta część wystająca ponad nadburciem mogła mieć maksymalnie trzy metry, ale była szeroka, a skoro biegła w dół wzdłuż całej wysokości okrętu i pewnie ciągnęła się dalej pod wzburzoną powierzchnią... To nie wróżyło dobrze. Macka przesunęła się po pokładzie, a znajdujące się po jej spodniej stronie przyssawki zdawały się szukać najlepszego zaczepienia na mokrej i śliskiej powierzchni.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pon Kwi 09, 2018 9:32 pm

Jego odpowiedzią na pytające spojrzenie był lekkoduszny uśmieszek, którym uraczył jedną ze schodzących pod pokład osób.
Obserwował zgraną pracę między osobami. Synchronizację, która pozwalała na to, żeby wszystko współgrało ze sobą i nie było problemów. Clinton dobrze wiedział, że jeśli dana grupa była ze sobą zgrana, to i wspólne wykonywanie obowiązków, które dla jednostki się różniły nieznacznie, były efektywne. Nie było wówczas problemów, że ktoś czegoś nie zrobił, bo się obraził lub nie miał pojęcia jak tym się zająć, więc praca nie była spowolniona czy - co gorsze - zastopowana.
Hawkeye przesuwał się wzdłuż wewnętrznej barierki, nie zbliżając się do nadburcia. Stosował się do rady brodacza. Nie chciał wylądować w lodowatej wodzie. Raz, że cały zmoczony miałby problem z poruszaniem się, to jeszcze zamarzłby. Chyba że ktoś użyczyłby mu skrzydeł drzwi, na których mógłby się pomieścić i dryfować po wzburzonej wodzie.
Na głos nie przyznałby się, ale co bardziej spostrzegawczy mogli zauważyć, że nieszczególnie pewnie i dobrze mężczyzna czuje się, kołysząc na takich falach. Clinton miał wiele ćwiczeń wymagających od niego dobrej koordynacji ruchowej i utrzymaniu się w pionie. Mimo wszystko, widoczne fale, pewna nerwowość i adrenalina buzujące w blondynie swoje powodowały. Zemdliło go na dłuższą chwilę, ale bynajmniej nie miał ochoty wymiotować. Aż tak źle nie było. Jeszcze.
Było nawet gorzej. Jak zabujało statkiem tak Clint zaklął pod nosem, przewracając oczami. To zdecydowanie nie pomagało. Złapał mocniej za balustradę, akurat w momencie powtórzenia uderzenia. Rozejrzał się ponownie, dostrzegając jeszcze bardziej wzburzone fale i policzył do dziesięciu w dół.
Nie zastanawiał się długo, gdy zobaczył mackę. Sięgnął do kołczanu, jak i swojego łuku, który tylko czekał na okazję. Clint nie miał zamiaru podejść do macki i jej wielgachnych przyssawek, zbliżając się tym samym do nadburcia. Blondyn naciągnął cięciwę z tradycyjną strzałą. Wolał nie marnować tych asgardzkich. Chyba że będzie do tego zmuszony.
Rozluźnił palce podczas wymierzania w dolną część macki, która przesuwała się po nawierzchni. Starał się jednocześnie stanąć tak, by móc zahaczyć o coś, żeby nie wyrżnąć na podłoże przy kolejnym uderzeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sro Kwi 11, 2018 3:24 pm

Kołyszący się mocno pokład prawdopodobnie nie był najlepszym miejscem do celowania z łuku - ani nawet do stawania bez solidnej podpory, a w końcu Barton miał teraz zajęte ręce i mógł tylko opierać się o balustradę. Wysokie fale i silny wiatr robiły swoje, utrudniając mu zadanie. Z drugiej strony przynajmniej cel był sporych rozmiarów i w dodatku nie znajdował się aż tak daleko od Clinta, więc w normalnych okolicznościach trafienie w niego nie sprawiłoby łucznikowi żadnych kłopotów.
W tym wypadku natomiast strzała co prawda wbiła się w dolną część macki, lecz nie w jedną z przyssawek, a w ciało obok ich rzędu, po zewnętrznej stronie. Grot zniknął cały, więc najwyraźniej stworzenie było wrażliwe nawet jak na ziemskie standardy, a co dopiero te Asgardu. Problem w tym, że choć macka lekko się szarpnęła, to nie wyglądało na to, aby strzała sprawiła jej wielki ból... Choć to zapewne było w pełni zrozumiałe. Sądząc po rozmiarach, mogła przypominać drzazgę dla człowieka.
Macka zakręciła gwałtownie, ustawiając się bokiem do Hawkeye'a i przy okazji po drodze zamiatając pokład w swoim zasięgu. Nie natrafiła na nic i na nikogo, lecz w końcu uderzyła o nadburcie - i przywarła do niego, obracając się tak, aby mieć po jego stronie przyssawki... A potem naparła mocniej.
Jej uchwyt nie był idealny, więc nie dała rady w ten sposób przewrócić statku - ale zaczęła przechylać go w swoją stronę. W pierwszym momencie szarpnięcie okazało się wręcz na tyle gwałtowne, że kilka osób na pokładzie straciło równowagę, przewracając się i zjeżdżając kawałek po śliskiej nawierzchni lub wpadając na różne obiekty. Niektórzy byli najwyraźniej na tyle rozsądni, że obwiązali się w pasach linami, które zaczepili o te bardziej solidne elementy okrętu.
Dla Clinta również stanowiło to problem, gdyż balustradę miał bardziej za, niż przed sobą - a statek przechylał się właśnie w tę stronę, po której nic łucznika nie blokowało. O dziwo sytuację chwilowo uratowało następne uderzenie w ten sam bok okrętu, które na moment zbliżyło go - choć nie całkiem - do poziomu równowagi. Wciąż był przechylony, ale stabilniejszy, nawet pomimo fal.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sro Kwi 11, 2018 11:17 pm

Na szczęście macka nie była wielkości Scotta Langa w pomniejszeniu, więc Clinton nie musiał się o to martwić. Przekonany do swoich umiejętności i zdolności dobrze wiedział, że mimo niesprzyjających warunków nie miałby problemów z trafieniem do celu. Wystarczająco dużo i często trenował, aby tylko się doskonalić jako jedyny nieposiadający super-mocy i super-zbroi.
Balansując na pokładzie, Clint pamiętał o nieprzyjemnościach powiązanych z tym kołysaniem się. O tyle dobrze, że zdążył skupić się na intruzie, a przynajmniej jakiejś jego części, żeby nie musieć myśleć o tym czy faktycznie nie skończy z tymczasową chorobą morską powodowaną wzburzonymi falami Jotunheim.
W chwili, gdy napór macki przechylał statek, Clint odchylił się niemalże całkowicie w stronę balustrady, przy której stał. Zaklął po raz kolejny, patrząc to w dół, to na kawałek poręczy. Rozważał zaczepienie się o nią z użyciem jednej z linek.
Upewnił się, że chwilowo sytuacja jest stabilna. Dużo czasu nie potrzebował, żeby dobyć odpowiedniego przedmiotu i wyciągnąć w stronę balasek, które linka miałaby otoczyć. Wówczas podczepiłby jej drugi koniec do swojego pasa i metalowej sprzączki. Łatwy dostęp umożliwiał szybkie zapięcie i odpięcie, gdyby miało być o wiele gorzej i niekorzystniej dla niego.
Jeśli była szansa, to Clint wystrzelił kolejną strzałę o zamrażającym wkładzie. Czekał na reakcję macki - czy w ogóle to zadziała. Niezależnie jednak od tego, Barton wymierzył w podobne miejsce strzałą o tradycyjnym grocie.
I wstrzymał się na rozwój wydarzeń. Gdyby statek po raz kolejny miał się przechylić i następna osoba runąć i pomknąć po pokładzie nieopodal łucznika - wówczas ten wyciągnąłby pomocną dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pią Kwi 13, 2018 5:13 pm

Clint akurat zdążył zaczepić linkę o swój pas i sprzączkę, gdy statek znów zaczął się przechylać - w tym samym kierunku co wcześniej. W całej tej sytuacji znaleźć można było chyba tylko jeden plus, a mianowicie macka w jakiś sposób stabilizowała okręt - jej ruch dało się łatwiej przewidzieć od fal, więc pokładem nie trzęsło już tak mocno na wszystkie strony. Owszem, uderzenia wody wciąż dało się wyczuć i zauważyć, ale w o wiele mniejszym stopniu.
Dzięki lince Hawkeye miał jako taką pewność, że nie zleci ze statku, a przynajmniej nie na dobre, więc mógł swobodniej działać. Jego strzała zamrażająca dosięgnęła celu i pokryła część macki - a także poprzednią strzałę, fragment pokładu oraz nadburcia - lodem, przytwierdzając to wszystko do siebie. Przedłużenie macki nie było z tego zresztą zadowolone, czemu upust dało od razu i to poprzez gwałtowne szarpnięcie do tyłu... Jak gdyby odnoga chciała się poderwać w powietrze, lecz zrobiła to ze zbyt małą siłą, aby się uwolnić. W związku z tym trafiła ją również kolejna strzała.
Niestety odbijało się to na kondycji okrętu. Od strony nadburcia dobiegały głośne trzaski, przebijające się nawet przez szum wiatru i fal. Co prawda zmiana w ruchu macki sprawiła, że statek znów mniej więcej się wyprostował, przynajmniej na miarę obecnych możliwości... Lecz nagle coś pociągnęło go w przeciwnym kierunku, mocno i gwałtownie, przy okazji rzucając Bartonem na balustradę za jego plecami.
Gdyby mężczyzna się za siebie obejrzał, ujrzałby źródło problemu... Otóż kawałek za nim i jakieś trzy metry na lewo druga macka przesuwała się właśnie po pokładzie, być może szukając odpowiedniego miejsca do zaparcia się. Wyglądało na to, że znajdujący się pod wodą olbrzym starał się opleść okręt z obu stron...
Jeden z członków załogi - choć w tym zamieszaniu ciężko byłoby go pewnie zidentyfikować - musiał cisnąć ku tej drugiej macce włócznią, gdyż broń ta nagle wbiła się pod kątem w miękkie ciało, przytwierdzając je do desek pod spodem. Dalsza część kończyny uniosła się natychmiast, tworząc spory łuk - w tym momencie statek na chwilę zaczął wracać do pionu - lecz zaraz potem uderzyła o pokład, wytwarzając w nim podłużne pęknięcie, sięgające aż do miejsca styku z włócznią. To pozwoliło przedniej części macki unieść się wraz z bronią, a jej przedłużenie znów nacisnęło na okręt... Ponownie go przechylając.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sob Kwi 14, 2018 8:57 pm

Balansowanie na przewracającej się z jedngo boku na drugi bok łodzi, przypomniało Clintowi ćwiczenia w cyrku, kiedy Jacques wymuszał na nim robienie przewrotów na wąskiej belce, na której trenowały gimnastyczki. Nie był w stanie zliczyć ile razy kiwał się na boki i jak często miał dość. Teraz też miał. Bujając się na lince i kiwając na boki, ponownie miał niezbyt przyjemne uczucie. Raz zginał nogę, raz prostował. Czasem wyciągnął rękę, korzystając z tego, że podłoże stawało się stromą ścianą.
Nie mógł narzekać bardziej. Treningi, podczas których przesiadywał w obracającym się korytarzu na coś się w końcu przydały. Odrobinę lepiej znosił te kiwanie się, ale najważniejszym dla Bartona były efekty po tym, jak przymrożona macka - a raczej właściciel takowej - buntowała się przeciwko uwięzieniu.
Nie zdążył zareagować w momencie, gdy statkiem zarzuciło na przeciwny bok. Szybko wylądował plecami na balustradzie, co spowodowało promieniujący ból wzdłuż pleców. Chwilę, choć niedługą, Barton spoczywał na balaskach, próbując stwierdzić na ile poważne było to zderzenie. Nie czując jednak nasilającego się, póki co, bólu, zdecydował się spojrzeć w dół, aby zobaczyć co było powodem. Domyślał się, ale mimo to czekał na potwierdzenie swoich przewidywań.
Ile jeszcze — sapnął do siebie, widząc kolejną mackę. Nie podobało mu się to, co dalej miało miejsce, ale doceniał pomysł z włócznią i przytwierdzeniem. Do czasu, gdy ledwo stanął na nogi, a już bawił się w kolejne huśtanie. Asekurował się poprzez złapanie balaski balustrady. Wlał, żeby nie szarpnęło nim, gdyby miał zlecieć ponownie.
Ej! — zawołał do strażnika. — Zanim skończymy tutejszą wersję Piratów z Asgardu i Zemstę Jotunheim, to weź włócznią celuj tam — wskazał na przymrożoną mackę. — Jeśli uda ci się przydzwonić w zamrożoną część to może się skruszymoże, powtórzył w myślach. Chłód doskwierał Bartonowi, który ignorował jednak obłoki pary wydobywającej się z jego gardła.
Łucznik przyszykował kolejną strzałę z zamiarem wycelowania w nową mackę. Dokładnie w część, która napierała na niszczejącą łódź. Liczył na to, że jakiś impuls bólu oderwie to od pokładu.
Nawet nie zastanawiał się co się stanie jak jeszcze bardziej rozjuszy potwora. Nie miał czasu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Wto Kwi 17, 2018 8:17 pm

Czoło zawołanego przez Clinta Asgardczyka zmarszczyło się, gdy łucznik prawił o piratach i zemstach - a więc wyraźnie nie zrozumiał tego nawiązania i pewnie nic w tym dziwnego - lecz polecenie najwidoczniej dotarło do niego jasno, co potwierdził skinieniem głowy. Nie potrzebował też dodatkowej zachęty i nie zwlekał, nim wymierzył swoją włócznią ku przeciwnej stronie pokładu - a potem z konieczności poprawił swoją pozycję, bo na tej huśtawce prawie stracił równowagę - i w końcu cisnął bronią...
... Która rzeczywiście trafiła w warstwę lodu i wbiła się w nią, sięgając aż do szarpiącej się macki. Przez część pokrywy w pobliżu włóczni przebiegła siatka pęknięć, a w następnej chwili - przy akompaniamencie stękającego drewna - ogromna kończyna w końcu pociągnęła na tyle mocno, że lód się złamał, a ona sama mogła się wyrwać i oswobodzić. Z jednej strony - była teraz wolna i mogła dalej atakować. Z drugiej... Przynajmniej nie zniszczyła tego fragmentu nadburcia.
Przez krótką chwilę przemieszczała się w powietrzu, potrząsając sobą na lewo i prawo, jak gdyby chciała pozbyć się włóczni i resztek lodu, lecz te nie bardzo chciały się od niej odczepić. Wreszcie macka odpuściła i ponownie opadła na pokład, tym razem postępując podobnie do swojej bliźniaczki po drugiej stronie, czyli naciskając na niego... I być może próbując go złamać? W końcu każda z nich ciągnęła teraz w przeciwnym kierunku, więc albo nieświadomie sobie przeszkadzały - albo w ten sposób próbowały "złożyć" pokład.
W tym czasie natomiast Clint posłał już kolejną strzałę, lecz tym razem ku tej bardziej od niego oddalonej macce - jednakże taka zwykła to najwyraźniej było za mało, gdyż kończyna ledwo od niej drgnęła. Prawdopodobnie ją czuła, ale chyba bardziej ją drażniła, niż sprawiała ból... Być może strzała była na to po prostu zbyt mała, bo w końcu włócznia dała przed chwilą o wiele lepsze efekty.
Sprawy zaczęły się jeszcze bardziej komplikować, gdy z wody wyłoniła się trzecia macka - po tej samej stronie co pierwsza, ale dość daleko od niej. Ta nowa praktykowała inną strategię od koleżanek, gdyż przesunęła się w powietrzu nad pokładem i oparła się dopiero po przeciwnej burcie, stopniowo osuwając się niżej i napierając na pokład. To dopiero pokazywało jak długie musiały być odnóża tego stworzenia. Załoga na czas usunęła się z drogi macki, a jeden czy drugi Asgardczyk spróbował nawet wbić w nią swoją broń - to miecz, to kolejną włócznię - a kończyna nie była z tego zadowolona. Szarpała się na boki w taki sposób, by mocno odtrącać od siebie atakujących.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Wto Kwi 17, 2018 10:35 pm

Jako że ręce miał zajęte, to tylko w duchu machnął lekceważąco dłonią na reakcję mężczyzny. Asgardczycy, pomyślał z politowaniem, kiedy mógł porządniej odetchnąć między wystrzałami i obserwacją wściekłych macek. No, może jeszcze nie wściekłych, ale z pewnością rozjuszonych.
Bardzo prawdopodobnym jest to, że Barton pożałował pytania, które sobie zadał, kiedy było to w momencie, gdy zapomniał o najważniejszym dla niego prawie. Przypomniał sobie niemalże natychmiastowo i obiecał, że nie będzie pytać dalej. Przez kolejne minuty, bo trudno powiedzieć, co mogło mieć miejsce potem. O ile nie zginie, rzecz jasna.
Nie żałował swojej decyzji w związku z włócznią. Spodziewał się, że uwolniona jedna ósma ośmiornicy zaatakuje ponownie. Wolał już użerać się z tym niż zastanawiać się jak szybko łódź się przepołowi. Liczył, że jakoś to się opóźni, bo wątpił, żeby potworzysko odpuścił. Choć nie obraziłby się!
Utrzymując równowagę, Hawkeye starał się przemieścić sprawnie i szybko, by móc znaleźć się w zejściu pod pokład. Wówczas po obu stronach miałby balustrady, gdzie do jednej z nich przywiązany był za pomocą linki. Przed sobą z kolei miałby maszt, a za sobą - zejście. Mógł albo poobijać swoje żebra, albo przywalić głową w słup, albo wylądować na plecach pod pokładem. Wygodnie i pomysłowo. Z tego punktu Clinton obserwował to, co się działo. Podniszczony statek, działających gdzieś na dziobie i środku strażników. Pierwsza atakująca macka z jednej strony, druga z drugiej i jeszcze trzecia, która całą swoją długością przecinała, jeszcze nie dosłownie, statek. Nie był to zbyt zachwycający widok. Właściwie to trzecia, wystająca część ośmiornicy była najbardziej niepokojąca.
Barton wysunął jedną z nóg do przodu (lub postawił na stopniu), stabilizując się w ten sposób. Sięgnął do spodniej części kołczana, aby zmienić końcówkę strzał. Uzupełniał je na tyle często, że nawet nie musiał myśleć nad kolejnością, z którymi zostały umieszczone odpowiednie groty. Najpierw postanowił spróbować strzały z kwasem, aby zobaczyć reakcję macki. Gdyby jednak zachowanie tego czegoś nie było sprzyjające, wówczas Clint wycelowałby już strzałą z wybuchową końcówką. Uprzedziłby krzykiem załogę, aby ci się odsunęli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Nie Kwi 22, 2018 5:47 pm

Statek kołysał się głównie na boki - choć teraz i tak w mniejszym stopniu, bo obecne rozmieszczenie macek w pewnym stopniu go unieruchamiało - dlatego Clintowi groziło przede wszystkim obijanie się o boki przejścia i balustradę... Choć to pewnie i tak było lepsze od wizji sturlania się za burtę - z liną czy bez niej. Sam deszcz przeszkadzał już w wystarczającym stopniu; wpadnięcie do wody jeszcze bardziej pogorszyłoby sytuację. Nawet z temperatury otoczenia można było łatwo wnioskować, że tutejsze morze musiało być dosłownie lodowate.
Gdy Barton ustawiał się wygodniej na schodkach, niebo po raz kolejny przecięła błyskawica - rozjaśniając na moment okolicę. W tej chwili mężczyzna chyba nie mógł się dziwić temu, że na wyprawę nie znalazło się zbyt wielu chętnych... W końcu nie dotarli jeszcze nawet na miejsce, a mieli przeciwko sobie morze, jego mieszkańców oraz samą pogodę. Teraz dopiero przydałoby się towarzystwo Thora...
Strzała z kwasem dosięgnęła swego celu - co nie było wcale trudne, nie tylko ze względu na jego rozmiar, odległość od niego czy precyzję Clinta, ale również przez to, że macka poruszała się głównie w poziomie, starając się odtrącać od siebie atakujących ją członków załogi... Którzy na dodatek nie wyrządzali jej najwyraźniej ogromnej krzywdy, choć przynajmniej odwracali jej uwagę od napierania na pokład.
Uwolniony z będącej częścią strzały fiolki kwas zadziałał - i to bardzo dobrze, a przede wszystkim szybko. Nie miał najmniejszych problemów z przeżarciem się przez tkankę ośmiorniczej kończyny, tworząc w niej dziurę trochę większą od przeciętnej ludzkiej dłoni... A do tego całkiem głęboką... I wciąż sięgającą coraz dalej.
Substancja najwyraźniej zabolała potwora bardziej od zwykłych strzał, gdyż macka zareagowała praktycznie natychmiast - tyle że zaczynając szaleć, a nie wycofując się. Najpierw uniosła się na ponad metr w powietrze, a następnie wykonała niewielkie koło - jak skakanka - przy okazji uderzając w dwóch Asgardczyków i odpychając ich od siebie spory kawałek. Wiła się w sposób niekontrolowany, przez co ciężko byłoby przewidzieć jej następne posunięcia. Przy odrobinie szczęścia kwas w dalszym ciągu konsumował jej ciało tam w środku... Ale problem polegał na tym, że w strzale znajdowała się go mimo wszystko niewielka ilość.
Drewno zatrzeszczało głośno, gdy coś znów uderzyło o bok okrętu, gdzieś nisko, być może nawet jeszcze pod wodą. Kolejna macka? Prawdopodobnie tak, ewentualnie wyjątkowo niefortunna fala. Co gorsze, te dwie kończyny stwora morskiego, które naciskały na pokład po obu bokach statku, pod wpływem bólu najwyraźniej zadziałały mocniej - bo deski wokół nich zaczęły już pękać. W tym momencie nie stanowiło to dla okrętu zagrożenia, ale wkrótce sytuacja mogła się zmienić. Pierwsze uszkodzenia robiły przecież drogę kolejnym... Ktoś z załogi coś krzyknął, lecz wszystkie te hałasy, szum wiatru, grzmoty, rozbijające się dookoła fale, zagłuszyły sens jego słów. Trudno byłoby nawet stwierdzić do kogo należał ten głos.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pon Kwi 23, 2018 3:27 pm

Barton patrzył wpierw niepewnie i krytycznie na strzałę, której koniec wbił się w mackę. Jego spojrzenie z upływem sekund stawało się zadowolone. Miał z czego się radować, skoro nie stracił strzały, która nie przyniosłaby wówczas żadnego efektu.
Nie podjął się żadnych działań przez kolejne chwile. Obserwował zajście jakie miało miejsce z tym, co kwas robił z macką potwora. Clint starał się także ocenić tym samym szkody, jakie mogły zostać wyrządzone. Chciał chociażby w myślach ogarnąć, jakie będzie zapotrzebowanie. Nie miał nieskończonych zasobów kwasowych grotów, które mogłyby pokonać monstrum - tego był pewien. Musiał więc kombinować dalej.
Zadarł głowę, aby spojrzeć na granatowe niebo. Huk i błysk spowodowany przez błyskawicę może nie wystraszył Clintona, ale w jakimś stopniu zaniepokoił. Ot, być może łucznik zaczął wierzyć w to, że znaki na niebie zwiastują coś niezbyt przyjemnego. Właściwie to niczym dziecko zaczął odliczać hałas od widoku, jakby w ten sposób chciał ocenić odległość.
Cofnął się o trzy, może cztery kroki, aby móc chociażby zajrzeć do środka, pod pokład. Chciał zobaczyć, ile osób znajduje się w środku i czym one się zajmują. Czy są jakieś przygotowania, czy jakaś zażarta dyskusja. Łatwiej byłoby mu usłyszeć rozmowy pod deskami niż na pokładzie, kiedy wszędobylski szum i hałas uniemożliwiał mu rozróżnienie słów, o tłumaczeniu nie wspominając.
Barton odwrócił głowę w stronę, z której pojawił się ruch czy też przytłumione uderzenie. Nie spodobało mu się to. Mężczyzna ponownie sięgnął do spodu kołczana, aby zmienić wkład do strzały. W międzyczasie ponownie wspiął się po tych kilku stopniach, rozglądając się po statku. Nie chciał zbliżać się do relingów. Liczył więc na to, że z miejsca, w którym się znajdował będzie miał możliwość zobaczyć coś więcej poza mackami. Przede wszystkim Hawkeye chciał sprawdzić - o ile pogoda sprzyjała na tyle - jak daleko jest do potencjalnego lądu. Zastanawiał się czy potwór to jedyne, co znajduje się pod wodą, czy jednak ma się szykować na więcej zanim nie stanie na ziemi.
W każdym razie, Barton po raz kolejny sięgnął po strzałę, ale tym razem z wybuchowym wkładem. Ponownie wymierzył w stronę macki, która szalała nad pokładem, odpychając od siebie strażników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pon Kwi 23, 2018 8:26 pm

Pod pokładem znajdowały się dwie osoby, lecz ze sobą nie rozmawiały, a przynajmniej nie w chwili, gdy Clint do nich zajrzał. Nie oznaczało to jednak, że pozostawały bezczynne - przeciwnie, były na tyle zajęte, że praktycznie nie zwróciły uwagi na łucznika. Może go nawet nie usłyszały, a może uznały, że skoro to ktoś swój, a nie zagrożenie, to nie ma sensu sobie przerywać... Grunt, że obaj Asgardczycy uwijali się przy jakichś skrzyniach. Ze swojego - podwyższonego - punktu widzenia Barton mógł zobaczyć, że w ich wnętrzu znajdowały się niewielkie, szare woreczki, najwyraźniej wypełnione czymś sypkim lub z innego względu plastycznym - sądząc po tym, w jaki sposób wyginały się podczas wyjmowania.
Ptasi towarzysz Hawkeye'a również znajdował się pod pokładem, lecz zachowywał się - jak na te okoliczności - bardzo spokojnie. Siedział sobie na krawędzi jednego z mebli i całkiem dobrze znosił kołysanie się statku, odchylając się dla równowagi to w jedną, to w drugą stronę - i trzepocząc od czasu do czasu cienistymi skrzydłami, by sobie w tym dopomóc. Na widok Clinta przechylił czaszkę na lewo, niemalże pytająco, ale nawet nie próbował do niego podlecieć.
Na górze z kolei lądu nie było widać w żadnym kierunku. Po części mogło to wynikać z panujących warunków - wysokie fale, gęste chmury i ciemności zdecydowanie przeszkadzały w obserwowaniu otoczenia, nie wspominając już o istnej ścianie deszczu. Być może ziemia nie znajdowała się wcale tak daleko, jak mogłoby się wydawać, ale w tej chwili nie sposób byłoby to stwierdzić.
W pobliżu Hawkeye'a - choć na pewno nie niebezpiecznie blisko niego, po prostu niedaleko - powietrze przeszyła kolejna włócznia, która wbiła się w jedną z macek napierających na pokład. Nie powstrzymało to jej na długo, lecz każda chwila mogła być teraz cenna; nawet parę sekund poświęconych przez gigantyczną ośmiornicę na uwalnianie kończyny robiło różnicę, gdy okręt zaczynał powoli pękać.
Atak ten przeprowadzony został mniej więcej w tym samym momencie, gdy łucznik wypuścił swoją kolejną strzałę - ku macce numer trzy, chronologicznie rzecz biorąc. Pod wpływem kontaktu jej końcówki z tkanką doszło do eksplozji, która na chwilę rozświetliła pokład, a tuż za blaskiem podążyły kłęby dymu, nie mówiąc już nawet o potężnym huku. To wystarczyło, aby tym razem zareagował już cały potwór morski: macka numer dwa oderwała się na moment od desek, a następnie uderzyła o nie z rozpędu - niszcząc niektóre - i przesunęła się wzdłuż nich, szukając dla siebie oparcia, które znalazła wreszcie w nadburciu. Uwięziona macka numer jeden szamotała się agresywnie, a gdy w końcu wyrwała się - wraz z włócznią - to od razu zaczęła się wycofywać...
W tym czasie zaś macka numer trzy - ze sporą dziurą z jednej strony, a dalej o wiele mniejszą, wywołaną przez kwas - przypadkowo zderzyła się z masztem. Drewno pękło w niebezpieczny sposób i choć całość jeszcze nie runęła, to widać było, że ledwo się trzymała... A i to zapewne tylko dlatego, że potwór nie zaatakował umyślnie. Poszkodowana kończyna podniosła się, teraz nie przebywając już w poziomie, ale prawie w pionie, po skosie nad okrętem.
Na tym problemy się nie kończyły. Po obu stronach statku pojawiły się kolejne macki, tym razem go nie dotykające, lecz wystające z wody i wychylające się ku niemu - jak gdyby dopiero musiały go sobie wymacać. Być może stwór był zdezorientowany bólem i stąd jego kłopoty z ocenianiem odległości? W końcu musiał działać głównie w oparciu o czucie, skoro jego oczy - jeżeli je posiadał - znajdowały się gdzieś pod wodą.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pią Kwi 27, 2018 1:57 pm

Jeśli nikt nie wyrażał zaniepokojenia pod pokładem to Clint był spokojniejszy. Zerknął z ciekawością na to, jakimi to woreczkami zajmowali się Asgardczycy. Nie dopytywał jednak, choć osoba postronna spokojnie mogłaby zauważyć, że przez kolejną chwilę Barton zdawał się mieć niezaspokojoną ciekawość i jeszcze bardziej zainteresowało go to, co było przerzucane przez mężczyzn znajdujących się pod pokładem.  
Spojrzał na ptaszysko, które wygodnie sobie spoczywało. Skubany, pomyślał Barton, gdy zdecydował się wrócić na górę.
Nie pocieszał go brak lądu w zasięgu jego wzroku. Nie dziwił się. Jakkolwiek nie miałby dobrego wzroku, to jednak nie był w stanie widzieć przez chmury burzowe, wściekłe fale i macki; było dosyć ciemno, a i też musiał zwracać uwagę na to, co działo się wokół niego. Pozostało liczyć jedynie na to, aby się nie roztrzaskać ani o jakąś skałę, ani na środku lodowatego morza - na kąpiel się nie pisał.
Zapach… Nie, smród, który Clint wyczuł po wybuchu macki spowodował odruch wymiotny. Uciekł nawet spojrzeniem gdzieś w bok, jak gdyby brak obrazu miał mu pomóc w zignorowaniu uciążliwego odoru spalonego ciała. Barton w jakimś stopniu pożałował tego, ale nie na długo - ponownie osiągnął efekt, który był dla mężczyzny zadowalający. Liczył, że bryza morska szybko przegoni nieprzyjemne doznania.
Przynajmniej przez chwilę Hawkeye czerpał radość z osiągniętego efektu. To, co działo się dalej, było przewidziane przez mężczyznę, ale zarazem niebezpieczne. Zdawał sobie z tego sprawę, podobnie jak pozostali obecni na statku.
Clint spojrzał w stronę masztu, który chybotał się podejrzliwie. Rozejrzał się, czy ktoś stoi w miejscu, w którym potencjalnie kawałek drewna mógłby wylądować. Chciał zareagować odpowiednio szybko i nie dopuścić do tego, żeby ktoś został zmiażdżony przez połamany maszt.
Barton rozejrzał się, zauważając ruch wokół statku. Nie podobało mu się to, że kolejne macki wyłaniały się spod wody po obu bokach transportu wodnego. Zaklął w myślach, gładząc kciukiem fragment łuku. Zastanawiał się, na ile opłaca mu się użyć niestandardowych strzał. Pamiętał w końcu o tym, że to dopiero początek zabawy czy też koszmaru.
Obserwując ruch monstrum, Clint zbliżył się do jednego ze strażników.
Jak daleko jest ląd? — zapytał. On nie wiedział, ale może Asgardczyk, znający tutejsze krainy, szybciej będzie w stanie określić, ile im brakuje.
Póki co, łucznik nie podejmował się jakiegoś ruchu, działania w związku z morskim potworem. Jeśli ktoś potrzebowałby pomocy - starałby się niezwłocznie takowej udzielić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pią Kwi 27, 2018 10:18 pm

Wiatr stosunkowo szybko poradził sobie z usunięciem większości nieprzyjemnego zapachu i dymu - choć część tej woni tak czy siak się utrzymywała, bo przecież spalone ciało wciąż znajdowało się w pobliżu. Potwór morski zdawał się nie do końca wiedzieć co powinien teraz zrobić z tą uszkodzoną macką; pozostawała wzniesiona nad okrętem, lecz już go nie atakowała i tylko lekko się przemieszczała, głównie wijąc się przy samej swojej końcówce.
Maszt w tym czasie chwiał się niebezpiecznie, a tworzące go drewno stękało w niepokojący sposób - teraz już tylko pod wpływem samego naporu powietrza. Obserwujący ten obszar Clint mógł się łatwo zorientować, że trzy osoby z załogi skupiły się na manipulowaniu żaglem, starając się go zwinąć, aby ograniczyć powierzchnię, w którą uderzał wiatr. Prawdę mówiąc nie wyglądało na to, aby miało to ogromne znaczenie, bo maszt tak czy siak ledwo trzymał się w jednym kawałku, ale najwyraźniej Asgardczycy zdecydowali się przynajmniej podjąć próbę jego uratowania, jak stracona by się ona nie wydawała.
Poza tą trójką reszta załogi trzymała dystans, ustawiona w taki sposób, aby mieć na oku różne macki, z bronią w gotowości. Sugerowało to, że te osoby potrafiły działać w drużynie i jako tako na sobie wzajemnie polegać, więc być może nie były po prostu zbitką ochotników, lecz lepiej zorganizowaną grupą, która zgodziła się wziąć udział w wyprawie... Choć z drugiej strony wcale nie musiało tak być, bo możliwe, że Asgardczycy po prostu przywykli do walki jako część oddziału.
-Niedaleko, wiatr nam sprzyjał. Jeżeli tylko bestia nas wypuści, wkrótce przebijemy się przez osłonę chmur- poinformował Bartona pobliski mężczyzna, w dodatku - jak się okazało - ten sam, z którym łucznik rozmawiał zanim jeszcze statek przedostał się przez ukryty portal.
Nawet w trakcie tej krótkiej wymiany zdań macki nie pozostawały jednak bezczynne, a potwór najwyraźniej ani myślał tak łatwo zrezygnować. Wszystkie jego widoczne zdrowe - lub chociaż w większości zdrowe - kończyny nachylały się w stronę okrętu; niektóre już się o niego opierały i wymacywały sobie drogę dalej, aby ułożyć się na pokładzie, inne zaś jeszcze szukały... I tylko ta jedna dziurawa wahała się w powietrzu. Jeżeli przeciwnik rzeczywiście był ośmiornicą, to dwie macki wciąż znajdowały się pod wodą, być może pomagając mu utrzymywać się blisko powierzchni. W związku z tym zauważalnych nad wzburzoną taflą było ich sześć, z czego pięć wciąż atakowało statek. Rozmieściły się akurat w taki sposób, jak gdyby starały się utworzyć coś na kształt prymitywnej klatki bez sklepienia - więc stwór mógł obecnie przebywać bezpośrednio pod okrętem albo poniżej niego, lecz lekko na lewo lub prawo... Tak czy siak blisko.
Najgorsze było jednak to, że pięć sprawnych i gotowych macek w zupełności wystarczyło, aby znów niebezpiecznie rozkołysać statek i zacząć ściągać go w dół. Tym razem dało się to poznać nawet po tym, że wzburzone fale sięgnęły wystarczająco wysoko, by częściowo przelewać się po pokładzie, łącząc się z wodą pozostawianą przez deszcz czy niesioną z morza przez szalejący wiatr. Dodatkowo utrudniało to poruszanie, bo zrobiło się jeszcze bardziej ślisko - co okropnie łączyło się z chwianiem statku.
Załodze kończyła się natomiast broń, którą mogłaby ciskać. Większość trzymała już miecze czy topory, te zaś zdecydowanie o wiele lepiej sprawdzały się z bliska... I - jak się właśnie okazywało - nie wystarczały do tego, aby na przykład przybić macki do drewna. Z drugiej strony może to i lepiej? Unieruchamianie tak czy siak działało tylko na chwilę. Kupowało czas, nic więcej.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Wto Maj 01, 2018 10:52 am

Hawkeye jeszcze przez dobrą chwilę obserwował i kontemplował nad nieszczególnie zachwycającą pogodą, niebezpiecznie kiwającym się masztem czy też załogą, z którą znajdował się na pokładzie niszczejącego powoli statku. W pewnej chwili mężczyzna zaczął myśleć nad tym, jak smutnie się to prezentuje. Czytał swego czasu takie historie, a oglądał też najbardziej znany film - Titanic; nic więc dziwnego, że zaczął szkodować na łodzią i zastanawiał się czy jest tu ktoś, kto pełni funkcję kapitana, czy zebrana załoga była na tyle zgrana i nie potrzebowała lidera.
Obserwował działania pozostałych, wyczuwając tęsknotę (!) do swoich “pobratymców”. W końcu wiadomym było, że prędzej czy później zabraknie mu któregoś z Avengers. Głównie po to, aby sprawić, że ten miałby dość Clintona.
Spokojniejszy, odsunął się od zajmujących się masztem osób. Spojrzał na brodatego, który udzielił mu odpowiedzi. Jeśli mężczyzna dodatkowo wskazał ręką w odpowiedni kierunek, Clint tam powiódł swoim spojrzeniem.
Osłona chmur? Mówisz, że będzie przejrzyściej? — dopytał. — W końcu. Dzięki — blondyn położył dłoń na ramieniu Asgardczyka i poklepał. Ot, niezobowiązujący, a być może pokrzepiający gest ze strony łucznika. Barton nie dociekałby i nie obracałby się za siebie, jeśli mężczyzna spojrzał na niego zdziwiony.
Clinton dobył swego łuku. Trzymał pewnie na majdanie, a w międzyczasie sprawdzał zawartość swojego kołczana. Głównie myślał o liczbie pozostałych mu kwasowych, wybuchowych i zamrażających strzał. Te głównie były przezeń używane. Mężczyzna wiedział, że pozostałych jest tyle, ile brał - po pięć czy sześć sztuk.
Łucznik, rozciągnął linkę przyczepianą do balasek przy zejściu pod pokład. Sam przeszedł na środek, patrząc to na jeden rząd macek, to na drugi. Zaklął siarczyście pod nosem. Wyciągnął trzy zwykłe strzały i wycelował je w zdrowe kończyny potwora. Wszystkie za jednym machem, przez co mimowolnie musiał przekrzywić łuk, żeby trafić. Szybko przeniósł ciężar z jednej nogi na drugą, zapierając się na niej, aby się nie poślizgnąć. Hawkeye dobył dwóch strzał - jedna z kwasem, natomiast druga z vibranium - i wycelował w kolejne odnogi monstrum. Nie liczył, choć jednocześnie nie narzekałby na to, że to je zniszczy. Spowolni, trochę porani czy “odciągnie” to wszystko od niszczejącej łodzi. Jeśli zraniona już macka postanowiłaby dołączyć do pozostałych - to otrzymałaby kolejną wybuchową strzałą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Wto Maj 01, 2018 11:06 pm

Co prawda członek załogi nie wskazał kierunku ręką, lecz tak naprawdę nie musiał - bo wiatr wiał wyraźnie w konkretną stronę i tam właśnie starał się popychać statek, nawet jeżeli macki mu w tym przeszkadzały. Zgodnie ze słowami Asgardczyka to najpewniej właśnie gdzieś tam znajdował się stały ląd... Pytanie tylko: kiedy uda się do niego dotrzeć? Potwór morski bardzo zdecydowanie nie chciał do tego dopuścić, a był świetny we wstrzymywaniu akcji.
O dziwo zagadnięty przez Clinta mężczyzna nie wydawał się być z kolei zaskoczony takim poklepaniem po ramieniu. Przeciwnie, skinął na ten gest głową, najwyraźniej podchodząc do niego niezwykle poważnie, po czym przeniósł już spojrzenie na najbliższą mackę - prawdopodobnie nie czując się za komfortowo ze spuszczaniem jej na zbyt długo z oczu.
Kolejne strzały Hawkeye'a dawały wyniki podobne do poprzednich prób - te zwykłe praktycznie nie przynosiły żadnego efektu, może najwyżej trochę drażniły bestię, wystając z jej ciała niczym przydługie drzazgi, podczas gdy kwasowa przeżarła się przez tkankę w trafionym miejscu, powodując nagłe wzmożenie aktywności - i agresji - tej konkretnej macki. Dwóch Asgardczyków odważnie postanowiło wykorzystać jej rozkojarzenie i rzuciło się na nią z toporami; jeden dość szybko został odtrącony i co gorsze stracił broń, lecz drugiemu udało się zaczepić na kończynie i teraz próbował ją jak najmocniej uszkodzić. Ostatnia strzała, ta z vibranium, pobłyskując niebieskawo przebiła się przez następną mackę na wylot - przeszła przez nią gładko i poszybowała dalej, ginąc gdzieś w morzu. Odnóże szarpnęło się, ale nie wyglądało na to, aby zostało poważnie zranione.
Gdzieś w tle pozostali mężczyźni robili co mogli, aby zabezpieczyć maszt i odstraszyć macki. Ba, komuś udało się nawet odrąbać mierzącą sobie prawie metr długości końcówkę jednej z kończyn - ale tego rodzaju działania chyba głównie napędzały złość potwora. Eksplozje i kwas radziły sobie jak do tej pory najlepiej, bo chociaż one również wywoływały agresję, to przynajmniej sprawiały, że uszkodzone w ten sposób macki przestawały atakować okręt... A to najważniejsze.
W chwili obecnej - z sześciu pozostających nad wodą macek - dwie zdawały się być przynajmniej tymczasowo wyłączone z akcji z powodu odniesionych obrażeń, zaś reszta skupiała się w większości na naciskaniu z różnych stron na okręt, z przerwami na odganianie od siebie załogi. Asgardczycy już kompletnie przerzucili się na walkę w zwarciu, głównie dlatego, że najwyraźniej nie mieli innego wyboru... A może jednak mieli?
Sytuacja uległa nagłej zmianie, gdy jeden z mężczyzn przebywających do tej pory pod pokładem przeniósł się na sam szczyt schodów i z tego miejsca zaatakował czymś, co przypominało trochę procę... Lecz nie taką, przy której naciągało się gumę i strzelało pociskiem pomiędzy rozdwojonymi końcami, tylko taką w całości złożoną z lekko elastycznego materiału - który należało rozhuśtać i w ten sposób cisnąć amunicją w odpowiednim kierunku. Początkowo mogłoby się wydawać, że nie da to zbyt wiele - lecz jeszcze po drodze sporych rozmiarów pocisk zaczął się żarzyć, a gdy rozbił się na macce, rozrzucił po jej powierzchni coś sypkiego i błyszczącego - niedaleko, bo może w promieniu kilkunastu, góra kilkudziesięciu centymetrów - i wreszcie... Ten proch eksplodował. Zasięg miał podobny do wybuchowych strzał Bartona, w związku z czym kolejna macka puściła statek, aby się wycofać.
Minus sytuacji był natomiast taki, że inna kończyna potwora - jedna z tych trzech w dalszym ciągu aktywnych - w ramach odwetu lub po prostu w wyrazie bólu uderzyła o pokład, powodując pęknięcie części desek... Niebezpiecznie blisko Clinta, pod którym podłoże zakołysało się nagle z zupełnie nowego powodu - nie przez kiwanie się okrętu na falach czy w ramionach bestii, lecz dosłownie zaczynając się zapadać. Odruch mógłby nakazywać szybko uciekać gdzieś dalej, ale z drugiej strony taka reakcja miała pełne prawo przyspieszyć ten proces - więc ciężko byłoby z miejsca zadecydować która opcja bardziej się opłacała.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sro Maj 02, 2018 11:09 pm

Obserwując lot strzały z vibranium, Clint pożałował utraty tak przydatnej rzeczy, a jednocześnie zapamiętał, żeby i przy kolejnych zadbać o funkcję bumerangu. Tak jak to było z jego odosobnioną wersją. Przynajmniej nie będzie musiał potem latać i zbierać już użyte kijki, które jeszcze mogą się przydać. Z pewnością nie miał zamiaru przepłynąć się po strzałę. Nie tylko ze względu na lodowatą wodę, ale monstrum nie zachęcało do tego, żeby zobaczyć czy w Asgardzie też istnieją ichnie rafy koralowe.
Barton nie chciał być bierny w całej akcji. Mimo że niespecjalnie mu się to podobało, to jednak sięgnął po kolejną strzałę z kwasowym wkładem, aby przystopować atak ze strony macek. Wykluczenie kolejnej im się przyda, to na pewno. Wymierzył strzałę w jedną z napierających kończyn monstrum, zaklinając morskie stworzenia pod nosem przez te ich ataki.
Szybko spostrzegł wychodzącego spod pokładu mężczyznę, który niósł… jakkolwiek to się nazywało. Hawkeye z niemałym zainteresowaniem przyglądał się dziwnej procy. Zastanawiał się czy to czasem nie był ten woreczek, który wcześniej zdążył zauważyć. Łucznik opuścił ramię, trzymając łuk w gotowości.
Blondyn zmienił obiekt zainteresowania z przedmiotu wyniesionego spod pokładu na efekt, jaki tworzył się na kończynie potwora, który nie dawał im spokoju od dłuższego czasu. Było to dosyć… imponujące. Tak chyba najłatwiej określić.
Nie mogłeś od razu o tym mówić i dać?! — zapytał z nieco pretensjonalnym tonem, ale nic dziwnego - przecież ile czasu (i strzał) zostałoby zaoszczędzonych!
Clint, mimo zapatrzenia się na specyficzny wybuch, był w stanie wyczuć nienaturalny ruch. Jako że hałas był wszędobylski, a i sam Barton miał problem ze słuchem, to ciężko były usłyszeć trzaski bądź cokolwiek, co zasygnalizowałoby w ten sposób niebezpieczeństwo.  Hawkeye nie wykonał gwałtownych ruchów. Najpierw przesunął butem koło siebie, aby sprawdzić czy nacisk nie spowoduje, że deski pod nim pękną. Wiedział, że będzie musiał i tak stąd odskoczyć. Mężczyzna rozejrzał się.
Najpierw postanowił powolnymi krokami odsunąć się od tego miejsca, a jeśli zapadanie się zyskałoby mimo wszystko na sile - to skoczyłby w stronę balustrady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3695
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Czw Maj 03, 2018 8:31 pm

Clint słusznie rozpoznawał woreczek jako jeden z tych, które widział wcześniej pod pokładem - a to przynajmniej tłumaczyło co tamta dwójka tam w ogóle robiła. Najwyraźniej zbierali materiały lub przygotowywali ataki, o których nikt nie raczył Bartonowi wspomnieć... Po części mogło to wynikać z typowego dla Asgardczyków podejścia, przez długi czas reprezentowanego nawet przez Thora, zgodnie z którym mieszkańcy Midgardu byli słabsi i należało ich po prostu ochraniać, a nie angażować w plany. Z drugiej strony załoga mogła też po prostu nie pomyśleć o tym, aby go wtajemniczyć - albo nie miała na to czasu. Sprawy potoczyły się przecież dość szybko.
Mężczyzna operujący procą nie zdążył jednak odpowiedzieć na pytanie - retoryczne czy nie - Hawkeye'a, bo szalejąca macka i pękający pokład skutecznie odwróciły jego uwagę... I nie tylko jego. Inny Asgardczyk zmuszony był szybko odskoczyć, lecz w kierunku przeciwnym do łucznika; mógł sobie na to pozwolić, ponieważ w pierwszym momencie znajdował się trochę dalej od miejsca uderzenia, a mimo to jego nagły ruch tak czy siak przyspieszył niszczenie desek.
Clint obrał inną strategię, zaczynając od zbadania podłoża - które co prawda nie rozpadło się od naciskania na nie butem, lecz i tak ugięło się niepokojąco. Przeniesienie ciężaru na tę nogę tylko pogorszyło ten stan, a fragment pokładu powędrował jeszcze niżej, ale Bartonowi udało się zrobić dwa, może nawet trzy kroki, nim do jego stóp dotarły pęknięcia - w którym to momencie już musiał zaryzykować i wyskoczyć ku balustradzie, bo inaczej zleciałby pod pokład, gdzie pewnie by się poobijał... W najlepszym wypadku. W najgorszym mógłby się przecież nadziać na ostro zakończony fragment deski. Z jego standardowym szczęściem nie powinien tak kusić losu.
W momencie odbijania się od drewna Hawkeye zaczął już tracić grunt pod nogami, przez co miał trochę gorszy start, niż zapewne by sobie tego życzył - jednakże mężczyzna od procy przyszedł mu z pomocą, wychylił się ku niemu i na czas chwycił go pod łokieć, aby pociągnąć go ku sobie. Swoją drogą, trochę to zabolało, nie tylko szarpnięcie, ale i sam uchwyt... Ale czego innego spodziewać się po supersilnych Asgardczykach? Grunt, że Clint wrócił na schody i to w jednym kawałku. Niesamowite - jak na niego.
Teraz, z bliska, nawet przez wszystkie inne hałasy łucznik był w stanie dosłyszeć syczenie dobiegające z prostej, skórzanej torby, którą miał przy sobie ten członek załogi. Kiedy mężczyzna na moment ją rozchylił, aby wyjąć z niej kolejny woreczek i zapakować go do procy, Barton mógł też dojrzeć, że pozostałe opakowania tam w środku zaczynały się lekko skrzyć... Nie aż tak wyraźnie, jak jeszcze przed chwilą w locie czy po uderzeniu w mackę, lecz najwyraźniej znajdujący się w nich pył nie należał do stabilnych substancji.
Kolejny prochowy pocisk poszybował ku jednej z tych zdrowych macek, lecz tym razem oberwała nim tylko częściowo, gdyż poruszyła się na czas - zresztą pewnie przypadkowo. Większość zawartości woreczka po jego rozbiciu zleciała do morza - i zza burty niemalże natychmiast dobiegł kolejny wybuch, w dodatku potężniejszy od tych dotychczasowych. Aż poderwał w powietrze słup wody... A kto wie, z tej odległości mógł nawet w jakimś stopniu uszkodzić z zewnątrz statek. Resztki pyłu na macce również eksplodowały, lecz mniej efektywnie; obrażenia nie były wystarczająco poważne, aby ją zniechęcić, a jedynie zdenerwować.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye

avatar

Liczba postów : 245
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pon Maj 07, 2018 12:41 pm

Nie zirytował go brak odpowiedzi. Spodziewał się, że ze względu na to, co się dzieje, może być ona opóźniona. Nie zdziwiłby się nawet, gdyby tej w ogóle nie otrzymał. Albo najzwyczajniej w świecie - nie usłyszał.
Bartonowi nie podobało się to, jak deski skrzypiały pod jego ciężarem. To zawsze brzmiało źle i nigdy nie zapowiadało nic dobrego. Wystarczająco wiele misji przeszedł, a jeszcze więcej obejrzał filmów, w których takie scenki miały miejsce. Z lekkim opóźnieniem powodowanym niepewnością i złudną nadzieją, że zdąży, odskoczył... Po to, aby zostać złapanym.
Nie miał nic przeciwko temu, że po raz kolejny został uratowany. Spojrzał na Asgardczyka i skinął do niego w niemej podzięce. Gdy się upewnił, że mężczyzna zajął się czymś innym, Clint mniej dyskretnie poruszył ramieniem, krzywiąc się lekko. Szarpnięcie i mocny, pewny uścisk był silny i dość bolesny. Zapewne dlatego w przypadku przywitań z Gromowładnym, Hawkeye oponował w obawie o utratę kończyny.
Upewniwszy się jednak, że ze stawem nic nie jest, a chwilowy ból niedługo minie. Kto jak kto, ale łucznik musiał po prostu wiedzieć, kiedy coś się dzieje; już nie tylko dzięki ćwiczeniom i życiu w cyrku, ale tyle razy wylądował na skrzydle szpitalnym, że szkoda gadać! Zresztą, to i tak było małe zranienie; spodziewał się, że będzie tego więcej. I będzie to dotkliwsze, boleśniejsze.
Obrócił się w stronę mężczyzny, który go wciągnął na pokład, na bezpieczniejszy fragment. Syczenie dosyć szybko doszło do uszu Bartona. Były cyrkowiec mimowolnie zajrzał do torby, ale na szczęście nie było to aż tak bezczelnym zapuszczeniem żurawia jak można byłoby się po nim spodziewać. Takie działanie miało nastąpić dopiero w następnej chwili.
Podniósł raptownie głowę, słysząc huk i trzaśnięcie. Nie chciał jednak się zagapić na obraz skrzącego się prochu na powierzchni macki. Czym prędzej Hawkeye wykazał się brakiem wychowania i bez pytania sięgnął do torby Asgardczyka, żeby dobyć opakowanie magicznego pyłu. Przez krótką chwilę ważył w ręce, aby sięgnąć ostatecznie do strzały. Wycofał się na niecałe dwa kroki z zamiarem przywiązania woreczka do rurki.
Blondyn pewniej chwycił łuk i przysunął się do balustrady. Nie wystrzelił od razu, trzymając w gotowości łuk i strzałę z dodatkowym ulepszeniem. Chciał coś sprawdzić. Musiał odczekać na dogodny moment, pozwalając sobie na sprawdzenie kierunku wiatru. Ocena była automatyczna; brał pod uwagę ciężar pocisku, ruchliwą kończynę morskiego monstrum czy bujający statek. Clinton zadarł łuk nieco wyżej i odchylił się do boku, żeby zwolnić nacisk, wypuszczając strzałę.
Jeśli wszystko dobrze odmierzył, to nieznacznie od góry grot powinien wbić się pod kątem na wysokości jakiegoś metra od wody. Liczył też na to, że siła uderzenia i ciężar woreczka przyczynią się do tego, że nie tylko wbiją się w ciało potwora, ale też roztrzaska i dojdzie do uprawnionego wybuchu.
...inaczej Barton po raz kolejny sięgnąłby do nieswojej torby, żeby cisnąć w mackę woreczek. Chybić w końcu nie mógł. Był przecież spostrzegawczy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   

Powrót do góry Go down
 
Wody Jotunheim
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Jotunheim-
Skocz do: