Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wody Jotunheim

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Wody Jotunheim   Czw Sty 18, 2018 9:23 pm

First topic message reminder :


Jotunheim uznawane jest za najbardziej niebezpieczny z Dziewięciu Światów, w związku z czym przeprawianie się przez jego morza również wiąże się z licznymi zagrożeniami. Kto wie co takiego czai się pod powierzchnią wody?

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pon Maj 07, 2018 8:01 pm

Już samo wyjęcie woreczka na deszcz i wiatr sprawiło, że jego syczenie przybrało na głośności, a skrzenie się na jasności. Z bliska - mając go w ręce - Clint powinien być w stanie bez problemu ocenić, że ten blask dochodził ze środka, a materiał po prostu nie był idealnie szczelny... Albo może pod wpływem jakiegoś czynnika przepalał się od wewnętrznej strony, przez co powstawały w nim coraz większe dziury? Jedno z dwojga. Grunt, że raczej nie zapowiadało to niczego przyjemnego.
Każda chwila w tych warunkach pogarszała stan woreczka i wydobywało się z niego coraz więcej światła, w związku z czym Hawkeye musiał się naprawdę spieszyć z przymocowywaniem go do strzały. Co więcej, materiał zdawał się również nagrzewać w jego palcach, czyli coś mogło być w teorii z przepalaniem włókien. Sekundy zwłoki przy czekaniu na odpowiedni moment musiały być niezwykle stresujące - tym bardziej, gdy zaczęły pojawiać się strużki dymu - w tym czasie zaś towarzysz Bartona przy użyciu procy wykorzystał kolejny woreczek, celując nim jednak w przeciwnym kierunku. On, w przeciwieństwie do Clinta, spieszył się jak mógł, wyraźnie nie chcąc zbyt długo mieć kontaktu z tymi pociskami.
W końcu jednak łucznik wypuścił strzałę - i oczywiście dobrze wszystko obliczył, bo w jego przypadku niemalże nie było innej możliwości. Podniszczony woreczek odpuścił już w chwili, gdy grot zetknął się z tkanką potwora, przez co wybuch nastąpił bardzo szybko, wtórując temu, który moment wcześniej wywołał mężczyzna z procą po drugiej stronie okrętu. Obie macki szarpnęły się po kolei, a sekundę czy dwie później coś uderzyło w już i tak mocno wymęczony statek od spodu, na moment praktycznie podrzucając go na falach - przez co po opadnięciu na nie zakołysał się jeszcze gwałtowniej.
Potem jednak... Macki zaczęły się cofać i chować w wodzie. Wyglądało na to, że miały już dość bólu i obrażeń, które przynosiła im niedoszła zdobycz. Bestii chyba bardziej opłacało się zapolować na coś, co nie mogło się w ten sposób bronić. Potwór morski nie ukrył się jeszcze całkowicie, gdy ten Asgardczyk od procy upuścił swoją broń na schody, a następnie zdjął torbę, przełożył ją do zwolnionej ręki... I zakręcił nią mocno - by następnie cisnąć całością najdalej, jak tylko potrafił... A z pewnością dalej, niż byłby to w stanie zrobić człowiek. Mogło się to wydawać marnotrawieniem materiałów, lecz jeszcze zanim torba zaczęła opadać - wybuchła już w powietrzu, na szczęście na tyle daleko od okrętu, że w żaden sposób mu nie zaszkodziła... A to coś znaczyło, bo eksplozja była naprawdę spora i widowiskowa, zdolna do rozświetlenia na moment okolicy.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Sob Maj 12, 2018 3:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 275
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pią Maj 11, 2018 10:09 am

Kontakt z dziwnym, magicznym pyłem był dość niepokojący. Barton widział efekt jego użycia. Domyślał się działania, kiedy obserwował proch w woreczku. Skrzenie czy też powoli podnosząca się temperatura mimowolnie pospieszały łucznika. Clint w końcu nie chciał stracić rąk, a tym bardziej życia. Działanie byłego cyrkowca było więc szybkie i wprawne. Zresztą, nie pierwszy raz zajmował się przymocowywaniem różnych przedmiotów do strzał.
Jednocześnie starał się nie panikować. Chciał mieć to za sobą niż bawić się z asgardzką bombą. I to w sposób taki, który zdecydowanie mógłby zaszkodzić. Tym bardziej, że nie tylko jemu.
Hawkeye obserwował reakcję macek. Najwidoczniej monstrum miało dość bolesnych impulsów, które nieregularnie pojawiały się i atakowały jego kończyny. Bartona z pewnością ucieszyło to jak potwór morski zdecydował się wycofać i zrezygnować tym samym z ataku. Nie znaczyło to jednak, że Clinton miał ochotę świętować.
Doskonale wiedział o tym, że nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca. W przypadku łucznika - po zachodzie również nie. Miał świadomość tego, że - jak to u niego - i tak może się wydarzyć coś złego, niezależnie od pory dnia i nocy.
Clinton przeniósł spojrzenie na Asgardczyka, który był w posiadaniu sakwy z magicznym pyłem. Obserwował pospiesznie, ale nie chaotyczne działanie mężczyzny. Patrzył z lekkim zdziwieniem na to, co on robił. Ba! W pierwszej chwili Barton miał zamiar podnieść głos niemalże do krzyku i zapytać się, co mężczyzna robi. W końcu było to przecież coś, co pomogło im przegonić potwora oraz ocalić i tak nieźle zniszczoną łódź.
Dopiero w momencie, gdy Asgardczyk już rzucił torbą, a ta niedługo później wybuchnęła, zrozumiał co mogło być takim problemem. Był to dość interesujący akcent, o który zdecydowanie musiał zapytać, kiedy cała adrenalina opadnie i znajdzie się chwila czasu.
Przyglądał się wybuchom… A raczej światłu spowodowanemu przez liczne eksplozje. Widok przypominał 4 lipca czy noworoczną imprezę. Po odpięciu i zwinięciu linki, która może być mu potrzebna, Clint dosyć szybko przemieścił się na dziób statku. Mężczyzna oczywiście brał pod uwagę zniszczenia, więc starał się iść tak, by nie narazić się na zapadnięcie przy zniszczonych deskach.
Łucznik przede wszystkim chciał zobaczyć, jaki widok rozprzestrzenia się przed nimi. Gdyby jednak ktoś go zawołał do pomocy lub blondyn dostrzegłby, że takowa jest potrzebna - pomógłby bez wahania. W lekkim zamyśleniu Barton poprawił swój strój i przewiesił łuk przez swoje ramię. Nie składał go, bo nie wiedział czy lada moment się nie przyda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sob Maj 12, 2018 8:42 pm

Połączenie chmur, unoszących się w powietrzu drobnych kropli wody, wiatru i po prostu ciemności ograniczało widok nie gorzej od rasowej mgły - dlatego nawet świetny wzrok Clinta nie pozwalał mu tak naprawdę spoglądać bardzo daleko przed statek, co musiało być dość irytujące. Inna sprawa, że widok był mimo wszystko dość monotonny: woda, wzburzone fale, deszcz... I wciąż żadnych macek na horyzoncie. Przynajmniej to ostatnie stanowiło jakiś plus.
Dookoła na pokładzie uwijali się Asgardczycy, choć - sądząc po ich obecnej liczebności - kilku z nich musiało zejść na dół, być może po to, aby spróbować jakoś zabezpieczyć pomieszczenie, które przed chwilą straciło sklepienie. Paru przemieszczało się ostrożnie przy samych krawędziach okrętu i zerkało w dół - albo upewniając się, że potwora rzeczywiście już nie było, albo oceniając uszkodzenia, które mógł wyrządzić od zewnątrz... Niektórzy w dalszym ciągu skupiali się na maszcie, ale teraz wydawali się mieć sprawy mniej więcej pod kontrolą; choć kołysał się niebezpiecznie, to zwinięcie żagli przywróciło mu choć odrobinę stabilności. Poza tym część mężczyzn poruszała się w taki sposób, jak gdyby ich coś pobolewało, na przykład przyciskając dłoń do boku czy ramienia - ale nikt nie wyglądał na poważnie rannego po tym starciu... A zadbanie o okręt było póki co najważniejsze, skoro musieli nim potem jeszcze wrócić do Asgardu... Być może napotykając po drodze kolejnego potwora.
Przed statkiem - za gęstą ścianą deszczu - zaczęło jednak prześwitywać coś jaśniejszego. Hawkeye mógł przypatrywać się temu zjawisku przez dobrą minutę, a przez ten czas stawało się wyraźniejsze, nawet jeżeli krople i chmury tak czy siak przeszkadzały w poprawnej ocenie sytuacji... Aż do momentu, gdy przód okrętu niespodziewanie przebił się przez barierę zacinających ostro kropli - i wydostał się na dużo spokojniejsze wody, zresztą przy okazji opadając ładnych parę metrów wraz z ostatnią wysoką falą.
Widok od razu się zmienił. Okazało się, że statek znajdował się całkiem blisko lądu: gołego i skalistego, najwyraźniej - przynajmniej w tym miejscu - zupełnie pozbawionego roślin czy innych form życia. Pomimo niskiej temperatury nie występował tutaj śnieg czy lód, po prostu kamienie, kamienie i jeszcze więcej kamieni. Ich formacje sprawiały wyrażenie ostrych i nieregularnych - z pewnością nie zachęcały do zwiedzania. Poszarpaną linię brzegu poprzedzały wystające z wody pojedyncze głazy, przypominające swoim kształtem wystające kły czy może pazury. Najwyraźniej jednak załoga zamierzała przepłynąć pomiędzy nimi, gdyż okręt nie zwalniał, ani się nie zatrzymywał.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 275
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pon Maj 14, 2018 4:16 pm

Nie pocieszało go to, że pogoda jeszcze nie zdążyła się zmienić. Clinton liczył po prostu na to, że zobaczy coś więcej niż tylko wodę, wodę, chmury, błyskawicę i… wodę. Ciche westchnięcie, przepełnione chwilową bezsilnością, wyrwało się spomiędzy warg byłego cyrkowca. Rękami wsparł się o reling łodzi. W ten sposób mógł pozwolić sobie na wyprostowanie pleców, żeby charakterystyczne strzyknięcie krótką salwą przemknęło wzdłuż kręgosłupa.
Obrócił się i spojrzał na resztę pokładu czy przemierzającą po nim załogę; każdy miał dla siebie zajęcie, co Clint od razu był w stanie wychwycić. Jedni oceniali wyrządzone szkody, inni ratowali maszt, który na wiele im się nie przyda z takimi zniszczeniami, ale to już zachował dla siebie. Bartonowi przez myśl przeszło czy aby na pewno była to dobra decyzja. Co prawda, wcześniej tego w ten sposób nie rozpatrywał. Głównie ze względu na to, iż był świadomy tego, że ktoś musi wybrać się po wspomniane lusterko. Zapewne bardziej chodziło mu o to czy załoga była zadowolona z rozwoju wydarzeń. Dość prędko doszedł do wniosku, że Asgardczycy nie raz i nie dwa przemierzali spokojne i mniej spokojne wody, które skrywały wiele tajemnic czy wyzwań. Nie zdziwiłby się, gdyby któryś mu powiedział, że dla nich to chleb powszedni.
Podmokłe deski pokładu, które znajdowały się bliżej łucznika, odbiły słabo światło. Dzięki temu Clint dostrzegł różnicę i odwrócił się z myślą, jakoby zaczęło się rozpogadzać. Mężczyzna wsparł się teraz jedną ręką i wyciągnął szyję patrząc na to, co roztaczało się przed jego oczami.
Dla niego to był dość zadziwiający widok. Może i spotykał się z tym, że w Nowym Jorku - lub gdzie indziej - za ścianą deszczu była sucha ulica, ale nie było to tak częste jak tutaj. Wiedział, że to była kwestia barier czy portali. Przynajmniej tak to mężczyzna sobie tłumaczył. Mimo wszystko, patrzyło się na to z pewnym zachwytem.
O dziwo, nie czuł się zniechęcony tym, jak ostre są krawędzie co poniektórych skał, jakie były przed łodzią. Zastanawiał się czy znajdą teren, na którym spokojnie będzie można wylądować i przejść się bez konieczności stworzenia prowizorycznego zestawu wspinaczkowego. Tym bardziej, że szczęście Clinta nieszczególnie sprawdzało się w takich okolicznościach.
Hawkeye odbił się od dziobu statku i cofnął do Asgardczyków. W drodze do nich, Clint sięgnął po jedną z leżących włóczni. Jeśli jej ciężar był dość spory to wspomógł drugą ręką, choć trzymanie broni nie było dla niego problemem - w końcu ćwiczył z podobnymi, gdy Swordsman trzymał nad nim pieczę.
Clint starałby się znaleźć mężczyznę, który był właścicielem magicznego pyłu wyrzuconego całkiem niedawno w nieprzyjazne wody. Gdyby to się udało, Barton zbliżyłby się do niego, wyraźnie dając swoją postawą znać, że coś od niego chce.
Czym jest ten pył, który wyrzuciłeś w morze? — zapytał, przede wszystkim zaciekawiony tą kwestią. — I to było konieczne, żeby wyrzucić coś, co nam się może przydać później? — zagadnął, spoglądając w stronę towarzysza niedoli. Podparł się na włóczni, jeśli ta nie została mu odebrana w trosce o jego życie i zdrowie. — Nie dało się w jakikolwiek sposób uspokoić tego, żeby nie trzaskało? — pytanie może i było głupie, ale jednak zważywszy na to, że Clint pochodził z innej krainy, nie można było się dziwić jego niewiedzy. W końcu liczyło się to, aby uczyć się czegoś nowego, prawda?
Hawkeye zerknął w stronę skalistych kłów i pazurów.
To jest to miejsce docelowe? Jotunheim? — kiwnął we wspomnianym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Wto Maj 15, 2018 3:05 pm

Obeznany z różnymi rodzajami broni Clint mógł stosunkowo łatwo stwierdzić, że włócznia była rzeczywiście trochę cięższa od typowej ziemskiej - może nie na tyle, aby nie mógł się nią posługiwać, ale wyczuwalnie. Pomijając ten fakt zdawała się być jednak dobrej jakości i najwyraźniej została wykonana przez kogoś, kto znał się na rzeczy. Póki co nikt nie reagował na to, że Hawkeye ją sobie przysposobił, więc albo nie zwracano na niego większej uwagi, albo po prostu nikomu to nie przeszkadzało.
Odnalezienie tego konkretnego Asgardczyka od procy nie było z kolei takie trudne, gdyż ten zgarniał właśnie swoją - porzuconą wcześniej na schodach - broń i najwyraźniej zamierzał skierować się w dół. Nim to jednak uczynił, zauważył zbliżającego się do niego Bartona i w związku z tym zatrzymał się na jednym z wyższych stopni, spoglądając na Midgardczyka wyczekująco. Gdy łucznik zadał mu już swoje pytania - a przynajmniej te trzy pierwsze - mężczyzna zaczął od potrząśnięcia brodatą głową.
-Nie w środku sztormu. To dzieło krasnoludów, sprowadzone z Nidavelliru. Szczelnie okryte jest niegroźne, lecz pod wpływem wody się rozpala- wyjaśnił. Swoją drogą, nie świadczyło to pewnie najlepiej o instynkcie samozachowawczym Asgardczyków - lub chociaż członków tej załogi - skoro zabierali coś takiego na statek, czyli na morze... Lecz być może wychodzili z założenia, że jeżeli ktoś już zatopi ich okręt, to równie dobrze może on eksplodować, bo a nuż jeszcze na zakończenie zaszkodzi trochę przeciwnikowi. Samobójcze, ale na swój sposób sprytne.
Zmiana tematu na kwestię lądu spotkała się z kolei z krótkim kiwnięciem głową, po którym mężczyzna sam również skierował wzrok w stronę skał... Choć z powodu schodów znajdował się nieco niżej od Bartona, więc dla niego były gorzej widoczne. Na jego twarzy malowała się powaga, ale i zaciętość. Raczej nie należał do fanów tej krainy.
-Zabierzemy cię do wejścia do jaskini, dalej wyruszysz sam. Będziemy na ciebie czekać- oznajmił, ale najwyraźniej nie zamierzał wytłumaczyć dlaczego tak właśnie wyglądał ich plan. Nie brzmiało nawet na to, aby coś ukrywał... Prędzej zwyczajnie szczerze nie widział sensu w dalszym mówieniu.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 275
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sro Maj 16, 2018 2:20 pm

Dzieło krasnoludów”, powtórzył w myślach Clint. Nie zdradził się ze swoim zdziwieniem, choć… Czy powinien się dziwić? Mutanci, nadludzie, podludzie, przyludzie, kosmici, narcystyczne jaszczurki, bogowie, to pewnie miejsce na trolle i krasnoludy też się znalazło. Nie mogli być przecież wybredni i zamknięci. Zresztą, Clint swego czasu również zasilał grupę, którą społeczeństwo onegdaj z góry szufladkowało jako dziwadła…
Nidavellir — powtórzył pod nosem, przyglądając się Asgardczykowi. Przez moment Barton czuł się jakby był wśród swoich. W związku z tym, że na wyprawę przez niespokojne wody zdecydowali się wziąć proch, którego reakcja z wodą była niebezpieczna, świadczyło o trochę spaczonym instynkcie czy też myślach samobójczych; a to przecież, bądź co bądź, jakoś pasowało do Clinta, który sam ładował się w dziwne misje i ryzykował wielokrotnie życiem i zdrowiem przy swoim braku nadludzkich umiejętności. Można by było powiedzieć: jak w domu!
Doceniał takie towarzystwo, więc cień uśmiechu przemknął przez twarz łucznika okraszoną krótkim zarostem.
Przyjrzał się mężczyźnie, gdy ten spojrzał w stronę ostrych skał. Łatwo było zauważyć zmianę wyrazu twarzy u Asgardczyka, którą w jakimś stopniu Clint popierał. Głównie dlatego, że nieznane, a więc nie miał pewności czy zaufania do tego, co może się tam wydarzyć, a to często nastawiało pesymistycznie.
Zmarszczył lekko brwi, ale bynajmniej nie wyglądał na niezadowolonego.
Dlaczego? — zapytał. Clint nie był zaniepokojony czy wielce zdziwiony tym, że będzie sam musiał wejść od jaskini. Najwidoczniej cechował się wyższym wskaźnikiem samobójcy, a jeszcze niższym stopniem instynktu samozachowawczego. Nie miał zamiaru obrażać i oburzać się na towarzysza niedoli. — Znaczy, rozumiem, że łódź nie może zostać sama i trzeba… — rozejrzał się poniekąd wymownie. — podreperować. Czego mogę się spodziewać w tej jaskini? — zapytał.
Clint założył, że jest jakiś powód, czemu mężczyzna nie chce wejść do środka. A co za tym szło - domyślał się, że ktoś już tam był. Nie myślał jednak o tym, czy ktoś też stamtąd po prostu nie wyszedł.
Czarnowidztwo zostawił sobie na godzinę zero, gdy już będzie przed grotą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Sro Maj 16, 2018 11:41 pm

Asgardczyk skinął krótko głową, gdy Clint sam wspomniał o konieczności przypilnowania i naprawienia statku, lecz coś w jego oczach podpowiadało, że to mógł wcale nie być jedyny powód, dla którego załoga nie chciała wkroczyć do jaskini. Z drugiej strony Hawkeye bez wątpienia nie mylił się odnośnie jednego: jeżeli okręt miał ich zabrać z powrotem do Asgardu, to stanowczo wymagał pewnych prac... Przynajmniej przy maszcie.
-Legendy prawią o upiorach i Draugrach kryjących się wśród tych skał. Od dawien dawna jednak nikt nie powrócił żyw, aby opowiedzieć  o swej wyprawie. Uczynimy co w naszej mocy dla łodzi. Ty, Midgardczyku, módl się do swoich bogów o to, abyś nie napotkał na swej drodze ni żywej, ni martwej duszy- odparł mężczyzna z wręcz śmiertelną powagą, po czym wreszcie oderwał spojrzenie od powoli się zbliżającego lądu i skierował je na Bartona.
Trzeba przyznać, że okręt całkiem zręcznie omijał wystające z wody kamienie, a także płytsze, skaliste obszary, na których mógłby utknąć. Prześlizgnął się pomiędzy nimi wszystkimi i dotarł w pobliże brzegu, przynajmniej na tyle, na ile był w stanie bez ryzykowania, że osiądzie na mieliźnie. W tym momencie Clint mógł też zwrócić uwagę na to, że statek nie posiadał szalup, ani niczego podobnego, na czym można by było podpłynąć bliżej; to oznaczało, że najwyraźniej konieczne będzie zejście bezpośrednio do zimnej wody. Póki co nikt jeszcze do tego nie nawoływał, więc łucznik mógł spokojnie dokończyć dyskusję.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 275
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Czw Maj 17, 2018 2:54 pm

Clint odchylił nieznacznie głowę. Słuchał Asgardczyka i jego odpowiedzi, która zdawała się być niejasna dla mężczyzny. Wrócił spojrzeniem do towarzysza. Barton nie był rozbawiony ani też przerażony odpowiedzią, którą usłyszał. Przez moment zdawał się być bardziej skołowany, gdyż nazwa, która została użyta, kojarzyła mu się z czymś innym.
Legendy, upiory, draugry — powtórzył pod nosem, lecz było to słyszalne. — Rozumiem, że wielu było śmiałków — powiedział. — Też szukali tego, co ja? — zapytał, marszcząc czoło. Zastanawiał się czy po prostu ci, którzy wcześniej odważyli się wejść do jaskini, również poszukiwali lustra, czy jednak była to dla nich próba odwagi czy czegokolwiek, czego Clint nie był w stanie odgadnąć. Nie dziwił się zatem niechęci ze strony mężczyzn, żeby wejść do środka. Sam jednak nie miał zamiaru wycofać się ze swojego planu - inaczej byłoby to zmarnowaniem czasu, energii, statku i pozostałych środków pomocniczych.
W sumie… srebrny miecz się przyda i runy szczęścia, bo tego nie posiadam — powiedział Clint, nawiązując do popularnej gry o Wiedźminie w pierwszej części wypowiedzi. Zdążył pograć w wolnym czasie, kiedy nie było żadnych misji. Zdążył przekląć wszystkie elfy, które w dziwny sposób trzymały łuk, a też coś tam zdążył się dowiedzieć. Nic więc dziwnego, że upiory i te drugie skojarzyły mu się z Geraltem. W przypadku run… Cóż. Barton doskonale wiedział, że podług praw Murphy’ego jeśli miałoby się zdarzyć coś złego to się wydarzy, a jeżeli nie chce czegoś spotkać, to spotka jeszcze szybciej niż się spodziewa. Wiedział, że to działa w ten sposób.
Czym są draugry? — zapytał łucznik. Wolał dopytywać, póki miał czas, póki nie stanęli przed jaskinią i towarzysze nie zajęli się czymś innym, dla nich - ważniejszym. Nie chciał potem wszystkiego nadrabiać. — I jeśli spotkam… To wiadomo, co na nich najlepiej działa? — dodał kolejne pytanie. Nieszczególnie przejmował się tym, że mógł drażnić czy irytować mężczyznę taką ciekawością i swego rodzaju wścibstwem.
Hawkeye wyjrzał zza reling. Spojrzał na odległość od łodzi do brzegu. Zerknął też niepewnie na taflę lodowatej wody i mimowolnie spojrzał wzdłuż statku. Nie dostrzegł żadnych szalup. Zastanowił się czy te w ogóle były obecne i zostały zerwane przez wrogie macki, czy jednak Asgardczycy nie dbali o dodatkowy balast. Lekko się skrzywił, ale mus to mus. Przecież rozpaczać, prosić i inaczej kombinować nie będzie. Co prawda, przez myśl mu przeszło, że mógłby użyć linki, ale na tak niewielką odległość - nie miało to sensu.
Łucznik przeszedł do zejścia pod pokład. Głównie po to, żeby zajrzeć do środka. Jeśli ktoś z obecnych tam zapytałby, gdzie są to odpowiedziałby zgodnie z prawdą, że niemalże przy brzegu. Mężczyzna jednak odszukałby wzrokiem swoje ptaszysko, na które by gwizdnął i kiwnął głową, żeby te do niego dołączyło.
Dopiero wtedy Hawkeye wróciłby do relingu, obserwując proces opuszczania kotwicy, ostatnich przygotowań czy czegokolwiek w tym stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   Pią Maj 18, 2018 3:34 pm

Na pierwsze pytanie Clinta - czyli to dotyczące poszukiwań wcześniejszych śmiałków - Asgardczyk jedynie kiwnął głową i najwyraźniej nie zamierzał wchodzić w szczegóły. Nie wyglądało na to, aby coś pod tym względem ukrywał; bardziej prawdopodobne wydawało się to, że zwyczajnie zakładał, iż o skarbie znajdującym się w jaskini Barton i tak wiedział już swoje. Z drugiej strony jego własne informacje opierały się chyba głównie na cudzych opowieściach i legendach, więc równie dobrze nie mógł dodać wiele więcej...
Mężczyzna zmarszczył za to czoło, kiedy Hawkeye wspomniał o srebrnym mieczu. Nic dziwnego, że nie rozumiał tego odniesienia - pewnie nie załapałoby go nawet wiele osób na Ziemi, a co dopiero praktycznie kosmita. Bariera kulturowa pomiędzy tymi dwoma rysowała się bardzo wyraźnie, nie tylko w podejściu i sposobie wypowiadania się, ale i właśnie w zakresie wiedzy. O dziwo jednak tym razem Asgardczyk zdawał się rzeczywiście rozważać słowa łucznika, a nie po prostu ich nie rozumieć - a to już stanowiło pewną odmianę.
-Słudzy królowej umarłych, pani mroku. Przyzwani tworzą jej armię, a obce im są ból czy strach. Niektórzy powstają z grobów o własnych siłach, gdy ich wola i potężna chęć powrotu pomiędzy żyjących sprowadzają hugr do ciała. Mordują i pożerają swe ofiary, zazdroszcząc im życia, a czyje zwłoki pozostawią wystarczająco sprawne, ten obudzi się jako Draugr. Czyste żelazo może je spowolnić, lecz dopóki ciało nie zostanie zniszczone, dopóty nie zyskasz pewności, że potwór nie powróci- wyjaśnił, po czym skinął Clintowi głową i ruszył dalej po schodach, tym samym kończąc rozmowę i schodząc pod pokład.
Choć Barton uczynił to samo, to Asgardczyk póki co stracił nim zainteresowanie i zamiast tego zbliżył się do jednego ze swoich pobratymców, stojącego przy skrzyni, z której wcześniej wyjmowane były woreczki z prochem. Mężczyźni rozpoczęli między sobą dyskusję i to dość cichą - jak na standardy tej rasy. Inny Asgardczyk rzucił okiem na Hawkeye'a, również kiwnął ku niemu głową, lecz zaraz potem powrócił już do swojego zajęcia, którym było sprawdzanie zniszczeń dokonanych przez mackę, gdy ta przebiła się przez pokład.
Ptak z kolei zdawał się nie być w ogóle przejęty tym, co dopiero co się wydarzyło. Siedział spokojnie, a nawet przygładzał dziobem cieniste piórka, ale na gwizd zareagował - najpierw kierując łeb ku Clintowi, a następnie przechylając go na bok, nim w końcu rozłożył skrzydła, uderzył nimi i wzbił się do lotu, aby podążyć za łucznikiem. Podczas gdy Hawkeye musiał skorzystać ze schodów, jego towarzysz przeleciał przez deski i już na zewnątrz wylądował jak gdyby nigdy nic na ramieniu mężczyzny.
W tym czasie okręt zdążył się nawet lekko obrócić, więc w stosunku do lądu znajdował się teraz łagodnie po skosie, a nie pod kątem prostym do niego. Wystarczyło zaledwie parę minut, aby załoga zadecydowała, że wszystko było gotowe; Bartonowi miało towarzyszyć dwóch Asgardczyków, w tym jego kolega od procy, obaj zaś bez śladu wahania skierowali się ku krawędzi pokładu. Pierwszy z nich rozwinął drabinkę linową, po której jeden za drugim zeszli do wody, po drodze zapraszając Clinta, aby się za nimi udał.

***

Tutaj z/t i przeniesienie akcji do następnego tematu, w którym krótko zacznę.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wody Jotunheim   

Powrót do góry Go down
 
Wody Jotunheim
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Zatopiony kościół
» Kronika Jasnej Wody

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Jotunheim-
Skocz do: