Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Afet'Xiser Ait Island

Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1501
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Afet'Xiser Ait Island   Pią Sty 19, 2018 12:09 pm


Średnich rozmiarów wyspa, ukryta na środku oceanu atlantyckiego daleko na południe od Alranois na koordynatach 13°01'17.2"N 36°45'23.7"W. Miejsce to owiane jest tajemnicą. Niewielu wie o istnieniu wyspy, jeszcze mniej jest ją w stanie zlokalizować. Afet'Xiser Ait to bardzo dzikie i prymitywne miejsce. Wszelaka energia zachowuje się tutaj bardzo niespokojnie. Zawodzą zmysły, moce, magia. Nie ma tu żadnej technologii. Jedynymi mieszkańcami są tubylcy w nieprecyzyjnej liczbie, szacowanej pomiędzy kilkudziesięciu, a kilkuset przedstawicieli. Zwą się Axalk Ait, są rozumni niemniej bardzo prymitywni. Podejrzewa się, że posiadają jakiś kontakt z magią lub mistycyzmem. Cechą szczególną tego ludu jest naturalny allspeak. Wszyscy posiadają jasne, białe włosy. Różnicuje ich jedynie kolor skóry, gdyż można tu odnaleźć wszelakie możliwe palety oraz mieszanki genetyczne. Ich wioska ukryta jest głęboko w gąszczach na południu. Na północny znajduje się potężna, niezdobyta góra.
Legendy mówią, że miejsce to jest przeklęte, a kto raz postawi tu nogę - nigdy nie powróci.
Spoiler:
 

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1501
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Sro Lut 07, 2018 11:27 am

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris

Bagażniki zamknęły się bezgłośnie, zakrywając drony pod bezpiecznym pancerzem pojazdów. Sigma nie robiła problemów, co było wyjątkowo słuszną decyzją. Jeśli chodziło o tą konkretną misję, białołuski nie chciał żadnych opóźnień ani problemów. Będą mieli ich wystarczająco dużo po dotarciu na miejsce. Uśmiech, który podarował mu młodszy brat spotkał się z tą samą odpowiedzią ze strony starszego widma. Słowa Noriko zwróciły na nią uwagę białego. Obrócił swój łeb, zerknął wpierw na nią, potem na pojazd, a następnie powrócił do niej.
/Możesz spokojnie zasnąć w kokpicie swojego pojazdu, przyjaciółko. Samodzielnie utrzyma on formację z głównym pojazdem. W pełni bezpieczne. A ja będę obok./
Wyjaśnił i posłał jej szczery, ciepły uśmiech. Nie było powodów do obaw, PTVy były doskonale stworzonymi jednostkami, które zawodziły dopiero w momencie dostania się pod ciężki wrogi ostrzał. Nie były stworzone do walki, więc nie należało ich tak wykorzystywać. Po tym krótkim wyjaśnieniu, Onu odczekał, aż Azjatka wsiądzie do swojego pojazdu i dobrze się w nim rozgości. Dopiero wtedy odwrócił łeb ku Joshowi, zerkając, jak ten czuje się w pojeździe. Widok go zadowolił, bo chłopak wydawał się szybko połapać w tym "co i jak", wewnątrz osobistego transportu.
Siedzenia wewnątrz były bardzo wygodne oraz dopasowane. A raczej dopasowały się do sylwetek, pozwalając się swobodnie modyfikować z poziomu panelu. Identyczne panele dotykowe, jak wcześniej. Wystarczyło oprzeć dłoń, a jednostka łączyła się z układem operatora, pozwalając sterować sobą za pomocą myśli. W pojeździe Nori oraz Josha zablokowane były opcje pilotażu, a zamiast tego ustawiona była odgórnie formacja do jednostki-dowódcy, czyli maszyny, w której siedział Chris. Nie było żadnego dźwięku silników. Nad panelem wyświetlały się informacje holograficzne, w języku operatora. Mapa, położenie, kwestie związane z pogodą, sensory znaczące swoich, wrogów i neutralnych - tych drugich nigdzie nie było. Dało się również uzyskać dodatkowe informacje, wedle własnych wymogów. Niektóre były ograniczone, jak próby zapytania o położenie jednostek CORE, zwłaszcza operacyjnych na terenie Ziemi lub w okolicach układu. Inne - bardziej dostępne. Maszyny mogły nawet wyświetlić stan zdrowia operatora czy operatorów siedzących obok. W tym przeskanować okolicę ISACiem i pokazać informacje o istotach dookoła czy nawet strukturze budynków lub piasku - jeśli kogoś to interesowało.
Onuris odwrócił się i położył dłoń na ramieniu Christophera, by ten zerknął na niego na chwilę.
/Oddaję się pod twą opiekę, bracie. Teraz, jak i w nadchodzącej próbie./
Jakże dwuznaczna wypowiedź, dotycząca zarówno samej misji, jak i tego co zaraz się wydarzyło. Trzy kokpity pojazdów zamknęły się, maszyny delikatnie wzniosły się nad ziemię - bardziej, niż do tej pory. Smok szarpnął się i stanął łapami na podparciu pod nogę, chwytając się palcami i delikatnie zaciskając pazury. Znajdował się po lewej stronie pojazdu, więc prawą rękę wsunął w wyznaczone do uchwytu miejsce. Cięższy PTV przeznaczony był do taktycznego, zewnętrznego transportu operatorów w celu wykonania szybkiego zrzutu. Haczykiem było tylko "krótkiego".
/Więc... macie diamentową dyrektorkę? Mogę sprawdzić na niej kiedyś pazury?/
Rzucił żartem, kiedy pojazdy zaczęły się podnosić, a sterowanie objął tutaj Christopher. Wszelakie "Onuris, to niebezpieczne" biały zamierzał uciszyć wymownym spojrzeniem. On wiedział, co było - a co nie - dla niego niebezpieczne. UISAC wyznaczył dokładną trasę oraz prędkość, sugerując uruchomienie kamuflażu. PTV-H objął kamuflażem również trzymającego się na zewnątrz białołuskiego. Cóż ten żart był też spowodowany kwestią samej ciekawości o strukturę. Diament sam w sobie - choć wytrzymały - nie posiadał potencjału czysto bojowego, więc zastosowanie go w roli pancerza - odpadało. Z drugiej strony, nie zamierzał dyskutować na temat tego, kto ma mocniejszy pancerz. On czy ich znajomi z instytutu. Sami się niedługo przekonają.
Pojazdy były w stanie rozwinąć na prawdę zawrotne prędkości, choć warunki pogodowe specjalnie nie sprzyjały. Podróż wyznaczona została na mniej-więcej dwie godziny lotu. Dwie godziny podziwiania fal na oceanie atlantyckim. W nocy. Niebo w większości pozostawało odkryte, tak więc podczas lotu towarzyszyły im gwiazdy oraz światło księżyca. Na horyzoncie co jakiś czas dało się dostrzec statek, okręt lub przelatujący daleko samolot. O wiele szybciej wyłapywał je i wskazywał skaner, od razu naznaczając każdy ze statków i znakując jego pochodzenie, cel podróży czy ładunek. Przez całą podróż, Onuris milczał. Wypatrywał jedynie horyzontu, twardo stawiając opór względem naciskającego na niego wiatru. PTV-H musiał mieć uciszone - ręcznie przez operatora - systemy ostrzegawcze o złamaniu dozwolonych standardów lotu z podczepionym na zewnątrz żywym balastem. Inaczej system by wył przez całą podróż. Przynajmniej technologia pojazdu pozwalała nie zwracać uwagę na nierównowagę w obciążeniu. Białołuski ważył dwie i pół tony, co każdy mógł teraz sprawdzić na panelu lub ISAC'iem.
W końcu wyspa znalazła się w ich zasięgu wzorku. Pozostało jakieś kilkanaście, może do dwudziestu minut lotu. Nad wyspą były czarne chmury. I nie tylko nad nią. Pojazdy ostrzegły, że w przeciągu pięciu minut znajdą się w rejonie silnego sztormu. Z daleka dało się dostrzec szalejące fale. Im bardziej się zbliżali, tym lepiej dostrzegalne były błyski piorunów oraz padający deszcz. A raczej ściana wody spadająca z nieba. Sensory wyłapały coś jeszcze. Trzy minuty drogi, tuż przed nimi znajdował się ogromny okręt marynarki wojennej Alranois. Peacemaker-class Battleship, chluba federacji, ogromny, potężnie uzbrojony. Dzielnie stawiał opór falom, delikatnie kołysząc się na nich i względnie utrzymując tą samą pozycję. Interfejs wyświetlił każdemu krótką informację, przekaz wiadomości tekstowej: "Pozdrawiamy, przyjaciele!". Okręt wiedział, że się zbliżali, a nawet więcej. Załoga miała informacje dotyczące ich aktualnego położenia, mimo stałego kamuflażu.
Polecieli dalej, wbili się w deszcz. Pioruny trzaskały dookoła, huczało i grzmiało. Onuris zacisnął mocniej obie dłonie na masce pojazdu, zamknął pysk i znacząco zmrużył ślepia. Temperatura jego ciała zaczęła szybko oraz gwałtownie spadać. Było zimno, wręcz lodowato. Niemniej widmo było bardzo odporne. O ile na zewnątrz łuski zrobiły się zimne, o tyle organizm świetnie izolował się wewnątrz, pod naturalnym pancerzem oraz grubą skórą gada. Widmo puściło uchwyt lewej dłoni, następnie wyciągając rękę przed siebie - wzdłuż pojazdu, jakby próbował coś chwycić lub... skierować energię przed siebie. Chris bez problemu wyczuł krótką manipulację, a raczej impuls, który białołuski posłał naprzód. Nie miał wywołać żadnego specjalnego efektu, Onuris po prostu czegoś szukał. Nie towarzyszył temu żaden efekt wizualny, z resztą samo działanie było dość amatorskie i nie pasowało do doświadczonego osobnika. Zapewne chodziło tu o kwestie braku lub minimum mocy.
/Ten sztorm... nie jest naturalny./
Jakkolwiek mogło to wyglądać z perspektywy istot niemagicznych, sztorm po prostu był sztormem. Ten był wybitnie agresywny. Ciemność, noc, potężny wiatr, wszechobecne grzmoty i pioruny. Niemniej wiek, doświadczenie oraz zmysły Onurisa, pozwalały mu poddać w wątpliwość naturalność tego zjawiska atmosferycznego. Stwór poprawił dłoń na uchwycie, gdyż palce zaczęły mu się delikatnie ześlizgiwać. Znajdowali się przynajmniej dobre sto metrów nad poziomem morza, zejście poniżej zaczynało robić się niebezpieczne - o czym poświadczyłby ISAC, domagając się natychmiastowego poderwania pojazdów do góry. Do tego fale sięgały kilkunastu metrów wysokości, rozbijając się jedna o drugą. Marynarze uznaliby, że ocean się pogniewał. Tylko najbliższymi byli żołnierze oraz załoga okrętu AAF, który znajdował się już dobre pół kilometra za nimi, walecznie stawiając opór falom.
Onuris chwycił lewą dłonią za poprzednie miejsce, tuż obok prawej ręki. Poprawił uchwyt, zerknął przez szybę kokpitu do Chrisa. Woda ściekała po pojeździe, jak i po białołuskim, niemalże niczym po rynnie. Nie drżał z zimna, choć nie wyglądał na bardzo zadowolonego ze swojej aktualnej sytuacji. Potężny grzmot, a następnie wielki piorun pociągnął z nieba i uderzył centralnie w PTV-H, w którym podróżował reptilianin, a do którego przyczepiony był Onuris. Błysk trwał może sekundę, niemniej daleko mu było do naturalnego uderzenia pioruna. Energia rozeszła się po maszynie, bariera zablokowała dostęp do wewnątrz, niemniej trafiło białego, którego mięśnie momentalnie się spięły. Potem doszło do eksplozji elektrycznej, która rozerwała kadłub maszyny, rwąc go w wielu miejscach oraz posyłając w częściach na różne strony. Ta sama eksplozja rzuciła Onurisem, jak szmacianą lalką. Siła była na tyle wielka, że gad wystrzelił, zostając odepchniętym od jednostki. Wpadł prosto a PTV'a, którym podróżował Elixir (po lewej stronie formacji), powodując zepchnięcie jednostki z kursu. Nie dał rady chwycić się niczego, ześlizgnął się po karoserii i runął w dół w kierunku rozszalałych fal, z odległości ponad stu metrów. PTV Elixira początkowo zszedł z kursu, uszkodzenie przedniej części kadłuba zaraz pojawiło się na holograficznej projekcji, niemniej nie zagroziło samej jednostce. Maszyna utraciła nieco na stabilności, jedna wyrównała i koordynowała lot. Autopilot przejął stery w obu PTV'ach w wersji lekkiej, trzymając prosty lot na wyspę i powoli zmniejszając odległość od ziemi, ze względu na rozpoczęcie procedury lądowania. Celem był najbardziej wysunięty na lewo (na grafice wyspy), szpiczasty odcinek plaży.
Christopherowi zapewne nie było teraz do śmiechu. Jego pojazd runął w dół, dalej poruszając się naprzód. Hologram wyświetlił to, co Chris widział przez kokpit. Utratę większości przedniego kadłuba, przednie siniki zniknęły, tylny lewy pozostawał sprawny - choć ledwo, natomiast tylny prawy krztusił się i ledwo trzymał. UISAC dokonał szybkiej analizy, wyliczając, że w przeciągu następnych kilkunastu sekund, pojazd zderzy się z wodą. Automatycznie uruchomił więc sygnał SOS, posyłając sygnał ratunkowy do wszystkich sojuszniczych jednostek w okolicy. Wszystko wydawało się dłużyć, niemniej wiadomość dotarła do znajdującego się już kilometr dalej okrętu AAF. Systemy nie reagowały, silnik stabilizacyjny padł, a PTV zaczął się gwałtownie i szybko obracać dookoła, woda zaczęła zbliżać się jeszcze szybciej. UISAC wyświetlił informację "EJECT, EJECT, EJECT", niemniej nie dał jaszczurowi czasu do podjęcia jakichkolwiek działań. Nie minęły dwie sekundy, a napis zamienił się na "EJECTING!", kokpit rozerwało, a Chris został wyrzucony w górę - poza ramy zniszczonej jednostki. Prosto w zimny, lodowaty deszcz, zaczął spadać ku rozszalałym falom. Elixir i Surge nie mogli tutaj nic poradzić, PTVy blokowały jakąkolwiek możliwość przejęcia kontroli, a wydostanie się na zewnątrz nic by nie dało. Musieli przeczekać, aż jednostki wylądują - oby bezpiecznie - na plaży.
Chris powinien był pamiętać trening u Urkyn'Vareis. Wpierw miał zapanować nad swym ciałem, umieścić je poziomo i rozłożyć ręce na boki, pod kątem około trzydziestu stopni. Nogi trzymając w miarę przy sobie. To pozwoli mu delikatnie ustabilizować oraz nieco spowolnić lot. Brakowało tutaj konkretnych dodatków pozwalających na bezpieczne lądowanie, niemniej musiał sobie poradzić. Nie został porażony, jak Onuris. Przed wodą, miał zwinąć się w kulę i "bezpiecznie" wylądować w wodzie. Łuski i struktura ciała zapewnią mu dobrą amortyzację, choć nagły kontakt z zimnym i rozszalałym oceanem zrobi swoje. Tylko dla niego dobrze, że przed uderzeniem we właściwą wodę, Christopher wpadł w falę, która przepuściła go na drugą stronę i znacząco spowolniła, dodatkowo amortyzując upadek. Po znalezieniu się w wodzie, młody jaszczur musiał wypłynąć na powierzchnię, złapać oddech i zmierzyć się z kilkunastometrowymi falami, które rozszalałe uderzały o niego, jedna po drugiej, praktycznie nie dając czasu na wytchnienie. Ciężko było zrozumieć, gdzie dokładnie się znajdował, niemniej tutaj z pomocą przyszła technologia oraz znajdujący się ponad kilometr dalej - okręt. Peacemaker uruchomił reflektory o bardzo dalekim zasięgu, szukając jego oraz drugiego topielca w wodnej otchłani. Mógł więc ustalić, że skoro po jednej stronie znajdował się okręt - to po drugiej był stały ląd. UISAC wskazał natomiast kierunek do brzegu, ustalając odległość na jakieś dwieście pięćdziesiąt metrów od brzegu. Oraz pozycji Noriko i Josha, którzy bezpiecznie wylądowali na plaży. Kokpity ich maszyn otworzyły się, wypuszczając ich na zewnątrz.
Na plaży było ciemno, jedynym źródłem światła pozostawał ISAC oraz szalejące pioruny. W oddali widać było reflektory okrętu. ISAC namierzył Chrisa, dwieście pięćdziesiąt metrów od brzegu. Nigdzie nie było widać Onurisa. Przynajmniej nie tak po prostu. Widmo, po upadku do wody, zanurzyło się głęboko. Wpierw potrząsnął łbem, rozejrzał się i ustalił - co właściwie miało miejsce. Dał swojemu ciału kilkanaście sekund, na przywrócenie prawidłowej pracy mięśni, a wtedy ruszył przed siebie. Nie wypłynął na powierzchnię, pozostał pod nią. Nic odzywał się, nawet telepatycznie. Był za bardzo skupiony, połączenie z nim było wyczuwalne. Ruszył, nurkując, bardzo szybko i płynnie. Ogon doskonale wspomagał podwodne manewry, a siła stworzenia pozwalała mu skutecznie stawiać opór wodzie.
Szybko pokonał dystans, od dołu wypłynął prosto na Christophera, łapiąc go pod ramieniem, obejmując i przyciskając do swego korpusu. Znowu fala ich okryła, niemniej białe łuski doskonale odbijały światło. Reflektor złapał ich, drugi ustawił się na pozycje pierwszego. Zostali oświetleni. Biały zmrużył ślepia.
/Mam cię! Mam! Trzymaj mnie mocno! Trzymaj mówię! Josh!/
Onuris telepatycznie wręcz wykrzyczał to wszystkim w umysłach. Adrenalina, nerwy oraz ból robiły swoje. Złapał Chrisa, wiedział, że trzyma młodego. Zawołał Josha, zaraz wyjaśniło się - po co.
/Każ im odstąpić! Mam go, zaraz będziemy na brzegu, niech trzymają swoją pozycję./
Oczywiście dotyczyło to poinformowania okrętu AAF, by przerwali akcję ratowniczą. Bo dowódca jednostki wziął to sobie od serca, okręt ruszył pełną parą przed siebie, niemniej fale skutecznie go powstrzymywały. W normalnych warunkach, zrzucili by łodzie motorowe, niemniej w tym wypadku ta opcja nie była wykonalna. Gdy Elixir przekazał wiadomość, a Chris pochwycił mocniej białołuskiego, ten nakzał młodemu wziąć głęboki wdech, po czym zanurkował z nim pod wodę. Tak było łatwiej i znacznie szybciej. Biały bez problemu poruszał się w środowisku wodnym, schodząc bardzo głęboko, by fale znowu ich nie porwały. Dotarcie do brzegu zajęło im dobre trzy minuty, podczas których Noriko i Josh mogli jedynie czekać i moknąć.
W końcu łapy białego dotknęły piasku pod wodą, mógł swobodnie stanąć. Znów pochwycił Chrisa i szarpnął go do góry, wystawiając łeb młodego nad wodę. Pół metra różnicy dawało kolejne długie sekundy oczekiwania na tlen. Nie wiedział, ile młody wytrzyma, jednak on miał jeszcze siły. Gdy dotarli do głębokości dwóch metrów, Onuris odstawił go do wody, jednak nie puścił. Nie puścił, dopóki do dotarli do brzegu, dopóki ich łapy nie przestały mieć styczności z wodą. Wszelaką pomoc był gotów przyjąć od razu, nawet się nie stawiając. Czuł ból, potworny ból. Po prawej stronie łba, na wysokości skroni, widoczne było rozcięcie. Nic poważnego, niemniej na białych łuskach pojawiła się krew. Wcześniej zmywana przez wodę, teraz jedynie rozcieńczana przez lodowaty, silny deszcz. Jedynym plusem był mały wiatr na plaży. O ile w wodzie było ciężko, o tyle tutaj było znacznie łatwiej.
Jakieś pięćdziesiąt metrów od miejsca lądowania, widoczna była niewielka jaskinia. Z zewnątrz, nawet w tej pogodzie, można było dostrzec, iż była dość płytka. Na tyle, by nie trzeba było martwić się, że coś kryje się w środku. Niemniej miejsca było wystarczająco, by wszyscy się tam zmieścili. Jeśli więc ktoś spróbuje się rozejrzeć, to zapewne odnajdą to miejsce. W środku było sucho, wysunięta skała nad wejściem skutecznie blokowała drogę wodzie. Starczyło tylko tam dotrzeć. O chowaniu się pod drzewami nie było za bardzo mowy. W okolicy było ich niewiele, a do tego dość luźno rozrzuconych.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Elixir

avatar

Liczba postów : 206
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Sro Lut 07, 2018 7:23 pm

Josh nie interesował się już przesadnie dalszymi ustaleniami oraz tym, kto gdzie zamierzał usiąść i w jaki sposób podróżować. Wychodził z założenia, że on zajął swoje miejsce - to, które zostało mu wskazane - a reszta jakoś się między sobą dogada albo do siebie wzajemnie dostosuje. W końcu nie miał tu do czynienia z dziećmi, tak? Nawet jeżeli ta mniejsza jaszczurka w ostateczności mogła się okazać larwalną formą smoka... Choć blondyn w to wątpił.
Grunt, że chłopak po prostu oparł się wygodnie o swoje siedzenie, rozluźnił się i spod do połowy przymkniętych powiek w milczeniu obserwował rozwój wydarzeń. Nie wtrącał się w niego, nie wyrażał swojego zdania, bo tak naprawdę nie widział ku temu żadnych powodów. Gdyby nawet doszło teraz do nagłej zmiany planów i Nori miała jednak lecieć z nim, bez problemu by to zaakceptował... Ale szczerze powiedziawszy osobiście nie widział sensu w takim kombinowaniu. Nie przeszkadzało mu na tyle, aby opłacało mu się protestować, lecz uważał, że nie powinni się przesiadać, skoro dwa z pojazdów zostały już zajęte... A pomysł Nori pewnie by tego wymagał.
Na szczęście sprawa została szybko rozstrzygnięta przez Onurisa - a skoro przez niego, to uzdrowiciel spodziewał się, że Nori nie będzie protestowała... Za bardzo. Przyglądał się poczynaniom dziewczyny aż do chwili, gdy wsiadła do ostatniej z dostępnych maszyn, a kiedy to nastąpiło ponownie przeczesał wzrokiem otoczenie, właściwie bez konkretnego celu. Po prostu musiał na czymś zawiesić oko, a w tym momencie nie miał pod tym względem ogromnego wyboru.
Chociaż spojrzenie nastolatka dość szybko padło na Onurisa, to Elixir zdecydował się nie interesować ani wybraną przez niego metodą podróży, ani tym bardziej jego krótką interakcją z Chrisem. W końcu to nie była jego sprawa, jak długo nie przekładała się na bezpieczeństwo Nori oraz jego własne. W tej chwili Josha obchodziło przede wszystkim to, żeby wszyscy bez problemów dotarli na tę całą wyspę, której nazwy nie potrafił - i szczerze mówiąc nawet nie próbował - zapamiętać, prędko złapali zdziczałego smoka, ogarnęli go i wrócili do domu. Trochę mu się spieszyło. Jay mógłby na przykład źle zrozumieć jego nagłe zniknięcie zaraz po randce i zostaniu parą, a blondyn wolałby uniknąć walki z fochem...
Pogrążony we własnych myślach, chłopak ograniczył się głównie do słuchania jednym uchem prowadzonej przez pozostałych dyskusji - o ile jakiś temat w ogóle złapał. Jeżeli nawet tak się stało, to uzdrowiciel podejrzewał, że nie na długo, skoro Noriko zamierzała iść spać. Może on również powinien tego spróbować? Co prawda nie było to dla niego konieczne, ale z drugiej strony nie mogło mu też zaszkodzić. Jeżeli zaś alternatywą miało być nudzenie się po drodze... Tak, sen wcale nie prezentował się teraz aż tak źle.
Mimo wszystko nastolatek odczekał chwilę, aby być przytomny przynajmniej podczas startu oraz na samym początku lotu... Ot, na wypadek, gdyby poruszona została jakaś istotna kwestia. Co prawda on sam zamierzał porozmawiać z resztą o planie działania, ale chyba wolał, żeby Noriko nie zasnęła mu w trakcie takiej dyskusji, a poza tym preferował prowadzenie konwersacji wtedy, gdy partner czy partnerzy byli obok niego - dobrze widoczni i, co ważniejsze, łatwo wyczuwalni.
- Nie próbowałbym - skomentował tylko słowa Onurisa, ale na tym poprzestał... Z kilku powodów, z których najważniejszy był chyba ten, że nie miał przecież pojęcia czego powinien spodziewać się po towarzyszącej im jaszczurce. Teraz robiła za ich sojusznika, jasne, jeszcze chwilę temu bawiła się z ich zaprzyjaźnionym smokiem, ale Josh lubił działać zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania do obcych. Zdradzanie informacji na temat swoich odpadało. Co prawda Noriko już to zrobiła, ale Elixir nie zamierzał w tym do niej dołączać. Poza tym... Chłopak wiedział co mówił. Miał okazję dotykać Onurisa, a choć wokół dyrektorki tylko przebywał, to wchodził w kontakt fizyczny z jej klonami - więc znał wszystkie te organizmy.
Tym razem Elixir odpuścił sobie zabawę z panelem, a kiedy upewnił się, że nikt nie zamierzał powiedzieć niczego ciekawego, zaczął przygotowywać się do odpoczynku. Potrafił zmusić się do natychmiastowego zaśnięcia, to wcale nie było takie trudne, lecz w tej chwili musiał zadbać o kilka szczegółów... Jak na przykład o to, aby mieć wyjątkowo lekki, czujny sen. Właściwie w jego trakcie przez cały czas zachowywał pewien stopień świadomości, po prostu nikły. Jego siły tak czy siak się regenerowały.
Blondyn rozbudził się całkowicie dokładnie w momencie, gdy jego pojazd dał mu znać o zbliżaniu się do sztormu. Josh zamrugał szybko, w mgnieniu oka odzyskując pełną przytomność myślenia, z czym musiał sobie zresztą trochę pomóc. Jego wzrok przeskanował otoczenie na zewnątrz, a malujący się przed nim widok sprawił, że odruchowo zmarszczył czoło. Dlatego właśnie wolał trzymać się miast i cywilizacji. Pewnie, natura była ładna, ale lubiła robić nieprzyjemne niespodzianki - takie jak ta... A już szczególnie na wodach i ponad nimi.
Choć nastolatek się nie odezwał, to jego nastrój jeszcze bardziej się przez to wszystko pogorszył... A dokładniej wzrósł stopień jego irytacji. Jego uwagę na chwilę przykuł komunikat nadawany najwyraźniej przez pobliski okręt i dopiero teraz Josh przyjrzał mu się dokładniej, przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe. Pomimo kilku sekund wahania - oraz nasłuchiwania czy ktoś nie wpadnie na ten sam pomysł i nie poinformuje o tym reszty - chłopak zdecydował się odpowiedzieć na pozdrowienia tym samym, o ile tylko panel mu na to pozwolił.
Niedługo później ściana deszczu mocno obniżyła już widoczność i Elixir musiał ograniczyć się do tego, co sam wyczuwał oraz tego, co podpowiadały mu urządzenia. Wiedział, że gdzieś tam na zewnątrz Onuris się poruszał, ale nawet nie obrócił głowy, aby spróbować prześledzić to wzrokiem. Z tej odległości może by go nawet zobaczył, ale nie czuł takiej potrzeby, skoro tak czy siak potrafił sobie zwizualizować jego działania... W przybliżeniu, ale zawsze.
- Oczywiście, że nie jest - odezwał się ze zrezygnowaniem, gdy smok wygłosił swoją opinię na temat otaczającego ich sztormu. Choć Josh sam nie był w stanie tego stwierdzić, to ani trochę nie zaskoczyła go ta informacja. Prawdę mówiąc bardziej by się zdziwił, gdyby po prostu mieli pecha i kiepskie wyczucie czasu... Ale coś nienaturalnego w trakcie misji zdawało mu się wręcz oczywiste. Żeby nie było im przypadkiem zbyt łatwo i przyjemnie.
Uzdrowicielowi coraz mniej się to wszystko podobało. Początkowo jego uwaga skupiła się na panelu, a dokładniej na holograficznym obrazie, który mógł on wyświetlić. W tym momencie blondyna najbardziej interesowała odległość od wyspy, którą śledził czujnie i z napięciem, gdy tak się zmniejszała. Miał złe przeczucia, po części pewnie dlatego, że widział w swoim krótkim życiu zdecydowanie zbyt wiele filmów akcji, a naprawdę wolałby uniknąć zlecenia do wody... Byle tylko jak najszybciej dotrzeć na stały ląd, myślał.
W pierwszej chwili nie do końca dotarło do niego to, że kolejna błyskawica trafiła bezpośrednio w sąsiednią maszynę. Prawie przyzwyczaił się do tych piorunów, nawet jeżeli niezmiennie go niepokoiły - więc mignięcie światła niemalże zignorował, tylko lekko się przez nie wzdrygając... Ale zaraz potem zorientował się już, że mutacja informowała go o kłopotach Onurisa, więc coś musiało być jednak mocno nie tak. Chłopak natychmiast obrócił głowę, starając się wśród strug deszczu dojrzeć co się działo, aby odruchowo uzupełnić biokinetyczne wrażenia o obraz, ale w tym momencie poczuł uderzenie o bok swojego pojazdu oraz nagłą zmianę w jego ruchu.
Zanim jeszcze Elixir poukładał sobie w głowie ostatnie wydarzenia, zmuszony był zapanować nad naturalnymi reakcjami swojego ciała. Jego zęby zacisnęły się, mięśnie się napięły, głowa lekko pochyliła, jak gdyby miał ją chronić... Serce zabiło mu szybko i je również musiał uspokoić, nie wspominając już o produkcji substancji chemicznych odpowiadających za albo towarzyszących odruchowi walcz lub uciekaj. Stres i panika nic by mu teraz nie dały, choć samo pobudzenie organizmu mogło się przydać.
Pomimo tego wszystkiego Josh ani na chwilę nie zamknął oczu. Nie chciał pozbawiać się zmysłu wzroku, nawet jeżeli tylko na parę sekund. Jego spojrzenie prędko padło na oferowany przez maszynę podgląd jej stanu i teraz wiedział już w którym dokładnie miejscu musiał uderzyć w nią Onuris. Brak dodatkowego ciężaru oznaczał, że smok się o nią nie zahaczył - ale to blondyn tak czy siak wyczuwał. W innym wypadku wykrywałby jego obecność w pobliżu. Skoro zaś już o tym mowa, to ich znajoma jaszczurka również się oddalała... I to w dodatku w dół.
Główny problem polegał jednak na tym, że nastolatek nie mógł nic na to poradzić i po raz kolejny w swoim życiu żałował, że jego mutacja nie rozwinęła się w kierunku telekinezy. Ze swoimi mocami - i bez pełnej kontroli nad własnym pojazdem - był w stanie tylko czekać i liczyć na to, że przynajmniej wraz z Nori dolecą na miejsce cali i zdrowi. Wtedy będą się mogli zastanowić co dalej, a przy odrobinie szczęścia ich sojusznicy po prostu dopłyną do nich na własną rękę... Albo z pomocą okrętu, który chwilę temu mijali.
Sekundy dłużyły się niemiłosiernie, a chłopak w dalszym ciągu stale monitorował odległość od wyspy... Która malała i malała, aż w końcu obie maszyny osiadły na plaży. W momencie otwierania się kokpitu Elixir gwałtownie wypuścił powietrze z płuc, choć do tej pory nie był nawet świadomy, że je wstrzymywał. Choć droga na zewnątrz stała otworem, on pozostawał jeszcze na swoim siedzeniu, ignorując deszcz - choć założył na głowę kaptur kurtki - i dzieląc uwagę pomiędzy swoją świadomość biologiczną oraz informacje oferowane mu przez pojazd.
Po tak długim okresie telepatycznej ciszy nastolatek nie spodziewał się usłyszeć w swojej głowie nagłego okrzyku, przez który aż się wzdrygnął i lekko skrzywił. Jedna z jego rąk automatycznie się uniosła i palcami musnął skroń, ale na tym geście poprzestał. To tak czy siak był tylko odruch. Spojrzenie blondyna powędrowało w stronę morza i już miał dopytać o to, czego dokładnie Onuris od niego chciał, gdy smok sam mu to wyjaśnił.
- Jasne - potwierdził, z przyzwyczajenia wymawiając też to słowo na głos, a nawet kiwając głową, choć to ostatnie już tym bardziej było zbędne. Najwyraźniej dobrze się stało, że do tej pory został w pojeździe... Choć pewnie przez urządzenie na swoim ramieniu mógłby zrobić to samo, ale teraz nie czas, żeby to testować. W sposób podobny do wcześniej uzdrowiciel nawiązał kontakt z okrętem i przekazał jego załodze instrukcję od Onurisa - używając do tego zresztą bardzo podobnych słów... Z pominięciem pierwszego zdania. Poinformował więc sojuszników, że oba gady same płynęły już do brzegu, nie potrzebowały wsparcia i okręt powinien utrzymać pozycję.
Po nadaniu tego komunikatu Elixir w końcu opuścił kokpit i zsunął się po boku maszyny na mokry piasek. Nie było to zbyt przyjemne, bo zimny deszcz robił swoje, ale kurtka trochę z tym pomagała, a i sam kostium całkiem nieźle chronił przed żywiołem. W takich okolicznościach biokineza działała automatycznie, rozgrzewając ciało od środka.
- Rozejrzyj się po okolicy, ale nie oddalaj się za bardzo, najlepiej trzymaj się w zasięgu wzroku. Tylko najbliższe otoczenie i ostrożnie - przykazał przyjaciółce, krótko rzucając na nią okiem, nim znów skierował spojrzenie ku falom. Wolałby nie wypuszczać jej samej, szczególnie nie teraz, gdy nie mogła używać swoich zdolności, ale z drugiej strony czas miał wielkie znaczenie... A Josh nie chciał jeszcze opuszczać brzegu. Zamierzał poczekać na przybycie Onurisa i Chrisa, by w razie czego służyć im pomocą.
Najpierw ich poczuł, a dopiero chwilę później zobaczył nad wzburzoną powierzchnią wody ich głowy, wyłaniające się jedna po drugiej. Stopniowo widział ich coraz lepiej, gdy się zbliżali, więc w pewnym momencie wyszedł im na spotkanie, utrzymując jednak taką odległość od morza, aby fale go nie sięgały. Nie ufał im. Ani trochę. Poza tym i tak nie miałby dość siły, żeby służyć towarzyszom jako oparcie, dlatego z tym musieli sobie poradzić sami.
Przydatny stał się w chwili, kiedy dotarli już na ląd. Dłonie blondyna od razu otoczyła biało-złota aura, a kiedy tylko nadarzyła się ku temu okazja, ułożył jedną z nich na Onurisie, najchętniej na jego ręce, gdyż na tej wysokości było mu najwygodniej sięgnąć. Choć poświęcił chwilę na to, aby na wszelki wypadek dokładniej zbadać jego stan, to w tym czasie jego mutacja odnawiała już siły smoka oraz leczyła powierzchowne rany, z tą na głowie na czele. To było proste, przy tym Elixir nawet nie musiał się za bardzo koncentrować... Ścianki naczyń krwionośnych zasklepiały się, krew znikała z miejsc, w których nie powinno jej być, uszkodzona tkanka się nadbudowywała. Josh szczególnie uważnie przyglądał się temu, w jakim stanie znajdował się mózg, bo w końcu uderzenia w tym rejonie zawsze były niebezpieczne... Choć już same działania Onurisa świadczyły o tym, że mogło być z nim dużo gorzej.
Prawdę mówiąc nastolatek zaczął od smoka nie tylko ze względu na sympatię czy nieco dłuższą znajomość, ale przede wszystkim chcąc najpierw doprowadzić do dobrego stanu tego - jak podejrzewał - silniejszego członka drużyny. Gdyby coś miało ich tutaj zaatakować, to istniała większa szansa, że obroni ich Onuris, pozwalając na podleczenie Chrisa niż odwrotnie... A przynajmniej tak wynikało z obecnych informacji Josha. Dopuszczał do siebie opcję, że mógł się mylić, lecz nie zamierzał podejmować ryzyka, nawet teraz, gdy ich nowszy sojusznik zdawał się być w gorszym stanie.
W końcu jednak blondyn przeniósł się na jaszczurkę, również dotykając jej w takim miejscu, które znajdowało się akurat na wygodnym poziomie... Chyba że z tego wszystkiego się przewróciła, bo w takim wypadku oczywiście musiał się do niej schylić albo przyklęknąć obok, wciąż uważając na te zdradliwe fale. Jeśli jednak Chris nie chciał go do siebie dopuścić - a niestety tego się chłopak spodziewał, zważywszy na obecne zdrowie gada - to nie próbował na siłę się do niego zbliżać. W takim wypadku spojrzał wymownie na Onurisa, w ten sposób wyrażając tak naprawdę wszystko, z prośbą o przytrzymanie jaszczura na czele. Czuł, że smok się stresował, najpewniej tym widokiem, ale tym problemem nie chciał się już teraz zajmować... A przynajmniej nie przez wpływanie na Onurisa, bo na Chrisa już tak.
Początkowo uzdrowiciel nie był pewien z czego wynikał stan poszkodowanego - bo wyglądał mu na reakcję alergiczną albo zatrucie, tylko niby czym? Jasne, że ziemskie wody na ogół nie należały do najczystszych, ale w oceanie stężenie zanieczyszczeń nie powinno być aż tak wysokie. Może odpowiadało za to jakieś morskie stworzenie? Jad niektórych bywał paskudny. Tyle że kontakt fizyczny utwierdził Josha w przekonaniu, że podrażnionych miejsc było dużo więcej... Wliczając w to przewód pokarmowy... Nie wykrywał zaś obecności niczego szczególnie szkodliwego.
Tak jak wcześniej w przypadku Onurisa, tak i teraz jego mutacja automatycznie zajęła się mniej poważnymi obrażeniami oraz po prostu uzupełnianiem sił Chrisa. W tym czasie Elixir przyjrzał się dokładniej uszkodzonym obszarom, po kolei naprawiając tkanki we wnętrzu jamy ustnej, gardła, przełyku i żołądka, a także odtwarzając warstwy błony śluzowej tam, gdzie zostały one naruszone. Nie to było jednak dla niego najważniejsze. Szukał czynnika odpowiedzialnego za to wszystko, dlatego przez krótką chwilę pozwalał mu jeszcze działać... Aż natrafił na coś, czego się nie spodziewał. Och, naprawdę? Sól? Ktoś tu miał niezłego pecha.
Tym większego, że Josh nie mógł zadziałać na chlorek sodu - czy na sporą część pozostałych substancji znajdujących się w wodzie morskiej - bezpośrednio. W innym wypadku łatwo by je zniszczył, teraz zaś musiał się trochę postarać. Najbardziej oczywistym rozwiązaniem wydawało mu się rozłożenie szkodliwych związków do takich, które nie będą sprawiały jaszczurowi problemów i to właśnie za to blondyn się zabrał. W tym celu musiał pobudzić do działania organizm Chrisa, zmuszając go do wytworzenia substancji, które mogły wejść w reakcje z solą. Nakierował je odpowiednio, pomagając im odnaleźć cel, a następnie nadzorował rozbijanie i łączenie związków chemicznych, pilnując, by te ostatnie były stabilne i nie mogły ponownie utworzyć chlorku sodu.
Kiedy cały ten proces został zakończony, chłopak upewnił się, że nie zostawił w ciele towarzysza niczego, co mogłoby go zatruć. Po utwierdzeniu się w przekonaniu, że nie działo się nic złego, jeszcze raz przejrzał układ pokarmowy i na wszelki wypadek również oddechowy, aby w razie czego tam również podziałać. Gdy wszystko wyglądało już wystarczająco dobrze, uzdrowiciel w końcu się odsunął... I przy okazji dotarło do niego, że przez ten czas w ogóle się nie odzywał.
- Gotowe. Zaraz dojdzie do siebie - poinformował więc Onurisa, na wszelki wypadek wycofując się jeszcze na kilka kroków. Dopiero w tym momencie blondyn rozejrzał się dookoła, szukając wzrokiem Noriko. Musieli znowu zebrać się wszyscy razem i w końcu porozmawiać o tej misji. Byłoby dobrze się upewnić, że pozostali zgadzali się z jego planem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Czw Lut 08, 2018 5:00 pm

Informacje o czymś, co brzmiało jak autopilot pozwoliły jej całkowicie przestać się martwić tą kwestią. Nie musieli sterować maszynami, bo te same będą lecieć za większą jednostką. Odwzajemniła uśmiech Onurisa, po czym już wsiadła do swojego pojazdu. Znowu wnętrze zaczęło się dostosowywać do niej, zupełnie jak w tamtym samochodzie w Houston. Więc mieli do czynienia z ta samą technologią. Zauważyła nawet, że panel dotykowy wyglądał tak samo. Wyświetlał podobne informacje, które pewnie powinny ją zainteresować, ale jednak nie zainteresowały.
Obróciła głową w stronę Josha i pomachała do niego lekko kiedy pojazd się zamykał. Musiała przyznać, że w środku było wygodnie. Szkoda, że na Ziemi nie mieli takiej technologii. Siadasz na fotel i on się zmienia, by było ci jak najwygodniej. Przejechała ostatni raz wzrokiem po wszystkich informacjach, wyświetlanych holograficznie, po czym przymknęła oczy, rozluźniając się. Teraz już tylko czekała aż ruszą z miejsca i ich podróż się zacznie. Oby nie trwała zbyt krótko. Przyda się jej dłuższy sen, a nie krótka drzemka.
Kiedy białołuski nawiązał do jej wcześniejszych słów, Nori uśmiechnęła się pod nosem. Usłyszała odpowiedź Elixira, całkiem poważną i krótką. Ostatnio zaczął się robić trochę nudny. Albo raczej zbyt poważny. Bo nudny nie był. Nadal mogli grać w różne gry i rozmawiać na różne tematy, a złoty nie skąpił jej przytyków i dogryzania. Tylko czasem trochę smęcił.
- Ja tam chętnie bym to zobaczyła. - stwierdziła tuż po przyjacielu. Oczywistym było, że żartowała. Jak bardzo nie dogadywała się z dyrektorką i potrafiła się jej sprzeciwić, tak nie życzyła jej źle, a wiedziała, że ich smokowaty przyjaciel miał naprawdę ostre pazury. I sporą siłę, więc pewnie nawet diament nie był dla niego czymś specjalnie twardym. Więc nie, wolałaby się o tym nie przekonywać. Oczywistym było, że w byciu twardym Onuris by wygrał. Kosmiczny smok z super łuskami.
Noriko otworzyła oczy jedynie na chwilę, kiedy już wznieśli się w górę i ruszyli i w podróż. Rozejrzała się dookoła, po czym zerknęła na niebo. W końcu po dwóch czy trzech minutach zamknęła oczy. Nie trzeba było jej wiele, by zasnąć. Nieprzespana noc zrobiła swoje. Szybko odpłynęła, zapadając w głęboki sen. Tym razem sen bez koszmarów. Być może przyjemności dzisiejszego dnia zrównoważyły nieprzyjemne wydarzenia z Houston. Spokojny lot, brak dźwięku silnika i wygodne siedzenie pozwalały jej na twardy sen, a nie drzemkę.
Niestety nie było jej dane spać aż do momentu spokojnego wylądowania na wyspie. Wtedy zapewne ktoś musiałby ją obudzić. Ostrzeżenie pojazdu przez sztormem nie było na tyle głośne, by ją zbudzić. To samo tyczyło się piorunów i grzmotów, które póki co były jeszcze spory kawałek przed nimi. Wiadomości tekstowej od statku Alranois również nie odebrała.
Dopiero, gdy wlecieli w sam środek burzy i dookoła nich zaczęło grzmieć, Azjatka zaczęła się powoli wybudzać. Z początku nie do końca ogarniała, gdzie jest i co się dzieje, ale szybko przypomniała sobie wszystko. Wyprostowała się w siedzeniu, przecierając oczy i rozglądając się dookoła.
- Ale nam się pogoda trafiła. - odezwała się, zerkając na pioruny. Deszcz akurat wcale jej nie interesował. Woda nigdy nie była jej mocną stroną choć teraz z rękawicami miała spore ułatwienie. Nigdy jednak nie wyszłaby w taką ulewę na dwór. Skierowała spojrzenie na największy pojazd, gdy usłyszała głos białego w swojej głowie. Nie jest naturalny. Czyli coś próbowało ich powstrzymać przed dotarciem na wyspę. Lub przynajmniej utrudnić im spokojne lądowanie. Ciekawe czy Storm potrafiłaby ogarnąć taką nienaturalną burzę.
Spojrzała na pozostałe dwa pojazdy, które leciały niedaleko niej. Większy, z Chrisem i Onurisem z przodu oraz mniejszy, po jej lewej, z Joshem. I jak tylko pomyślała, że wszyscy są obecnie bezpieczni, piorun walnął w większą maszynę, uszkadzając ją. Kij z maszyną. Ta ją najmniej interesowała.
- Onuris! - dziewczyna przechyliła się, na ile jej miejsce w pojeździe pozwalało, opierając płasko dłonie na szybie i niemal przylegając do niej twarzą, by spojrzeć na zewnątrz. Widziała jak smok wpada na maszynę Elixira, odrzucony eksplozją większego PTV. Co prawda ciężko byłoby stwierdzić, że to Onuris, bo ściana deszczu zniekształcała widok, ale nikogo innego na zewnątrz poza nim nie było. Mogła tylko patrzeć jak smok spada w dół. Zresztą nawet gdyby miała możliwość sterowania pojazdem to przecież i tak nie mogłaby ruszyć mu na ratunek. Nie w taką pogodę. Nie w sztorm.
Zaaferowana tym, co się działo z białołuskim, dziewczyna z opóźnieniem zauważyła, że maszyna Chrisa zaczęła spadać w dół, poważnie uszkodzona. A ona i Josh mogli tylko patrzeć, gdy ich pojazdy leciały na plażę, by wylądować tam bezpiecznie. Kiedy w końcu to się stało, a kokpit się otworzył, dziewczyna złapała szybę od dołu, starając się ją choć trochę przytrzymać nad sobą. Fakt, że miała na sobie rękawice nie oznaczał, że była całkowicie bezpieczna. Że wszyscy byli. Deszcz lał jak szalony, a naelektryzowane powietrze sprawiało, że intensywnie pochłaniała ładunki. Nie dawała sobie więcej jak kilka minut nim dojdzie do spięcia.
Wpatrywała się we wzburzone fale, wypatrując Onurisa i Chrisa, gdy usłyszała słowa Josha. Rozejrzenie po okolicy, jasne. Czemu nie. Może znajdzie przy okazji jakieś schronienie i będzie mogła się schować przed deszczem. Raczej nikt z pozostałej trójki nie chciał oberwać wiązką prądu kiedy Nori dostanie zwarcia. A to oznaczało, że musiała jak najszybciej wyschnąć. A potem trochę się rozładować.
Bez słowa wyskoczyła z pojazdu, zarzuciła szybko kaptur od bluzy na głowę i ruszyła truchtem w stronę przeciwną do brzegu. W razie niebezpieczeństwa po prostu użyje swojej mocy. Może i ona oberwie, ale przynajmniej pozostała trójka zostanie ostrzeżona całkiem widowiskowym pokazem świateł. A ona znowu sobie poleży nieprzytomna.
Jej zwiady nie były zbyt długie, gdy zauważyła przed sobą jaskinię. Po przetruchtaniu kolejnych metrów była w stanie ocenić, że jaskinia nie jest zbyt głęboka, ale cała ich czwórka powinna się w niej spokojnie zmieścić. Przyspieszyła kroku, teraz już biegnąc i w końcu znalazła się pod osłoną kamiennego sufitu. Szybko ściągnęła z siebie mokrą bluzę i potrząsnęła głową. Dobrze, że dzięki kapturowi włosy nie były zbyt mokre. Strzepnęła krople wody z rękawic i rozejrzała się po okolicy, patrząc na piasek i miejsce, gdzie powinni być pozostali.
- Jaskinia na... Dziesiątej albo jedenastej. Od naszych pojazdów. Szybko ją zauważycie. - przekazała trójce telepatycznie, siadając po chwili na ziemi i wpatrując się w deszcz, czekając na nich. Dałaby wiele, by móc im pomóc, ale nie warto ryzykować. Miała nadzieję, że ją zrozumieją. A jak nie to im wytłumaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Pią Lut 09, 2018 4:11 pm

Patrzył w bezchmurne gwieździste niebo w oczekiwaniu na sygnał do startu. Reptilianin nie spodziewał się jakiejkolwiek dodatkowej wymiany zdań pomiędzy członkami zespołu tuż przed lotem, jednak Onuris nagle do niego przemówił, uprzednio kładąc rękę na jego ramieniu. Chris pierw spojrzał na dłoń białołuskiego, a dopiero potem skierował swój wzrok na jego gadzie ślepia. Jaszczur zdawał sobie sprawę z powagi misji i ryzyka, jakie się z nią wiąże, jednakże bardzo pozytywnie odebrał jego słowa. Wiedział, że nie były one puste, a głębokie i miały ogromne znaczenie dla białołuskiego widma. Reptilianin odwrócił na moment wzrok od brata, spoglądając ponownie w gwiazdy.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy, abyś wrócił cały i zdrowy. - powiedział, wracając swym spojrzeniem na Onurisa. Słowa Chrisa również nie były puste oraz przypominały osobistą przysięgę. Reptilianin otrzymał zadanie sprowadzenia Onurisa do Aedroth-Et'Ada i zamierzał je wykonać bez względu na wszystko. Tego chciał Kaartarn i Christopher gdzieś w środku również tego chciał - pomóc widmu, swemu bratu, wrócić do domu. Odzyskać honor i należne mu miejsce wśród braci i sióstr.
 Chwilę po jego wypowiedzi kokpity wszystkich pojazdów zamknęły się, a Chrisa i Onurisa rozdzieliła przezroczysta powłoka. Jaszczur spostrzegł, że białołuski postanowił trzymać się maszyny od zewnątrz i w właśnie ten sposób odbyć kilkugodzinną podróż. Kilkugodzinną... Nie było to najbezpieczniejsze rozwiązanie, zważywszy na sam fakt, że wybierali się na nieznany im obszar, gdzie dosłownie wszystko mogło się zdarzyć. Chwycenie maszyny nie gwarantowało jakiegokolwiek bezpieczeństwa, lecz Chris zaufał decyzji białołuskiego. On wiedział, co robi.
Reptilianin skierował uwagę na holograficzny panel sterowania, od razu przystępując do rozpoczęcia procedury startowej. UISAC pomógł mu wyznaczyć trasę oraz prędkość lotu dla wszystkich pojazdów. Zielonołuski uruchomił kamuflaż i od teraz mieli niemal stuprocentową pewność, że ziemska technologia nie będzie w stanie ich wykryć. Jaszczur wykonał to szybko i sprawnie, bez problemu obsługując znajdujący się przed nim panel. Był młody, ale świetnie wyszkolony w pilotażu.
 Lot przebiegał bardzo spokojnie. Chris w przeciwieństwie do swoich ludzkich towarzyszy nie zmrużył oka, siedząc wpatrzony w krajobrazy znajdujące się za kokpitem. Podziwiał gwiazdy, mieniące się srebrzystym światłem fale oraz sam księżyc, świecący dumnie na nocnym sklepieniu nieba. Mimo upływającego czasu reptilianin nie potrafił skupić swojego wzroku na jednym punkcie. Jego rozszerzone od znikomego dostępu do światła źrenice co chwila zdawały się dostrzegać coś nowego, budząc tym wieczną ciekawość młodzika. W swoich myślach próbował nazwać widoczne konstelacje gwiazd lub też od czasu do czasu zwracał uwagę na skaner, kiedy ten wyświetlał komunikat o przepływającym bądź przelatującym nieopodal obiekcie i wyświetlał szczegółowe dane na jego temat. Jakkolwiek wydawało się to niemożliwe - jaszczur wszystko czytał. Aby szybciej mijał mu lot, Chris przez pewien czas nawet próbował rywalizować ze skanerem i próbować gołym okiem dostrzec jakiś obiekt szybciej niż on. Czy mu się udało? Wątpliwe...
Reptilianin usiadł prosto, gdy nagle pojawiło się ostrzeżenie o złamaniu dozwolonych standardów lotu. Alarm wyciszył niemal błyskawicznie, kierując ślepia na Onurisa, który był jego przyczyną. Przez milczenie białołuskiego, Chris zdążył o nim całkowicie zapomnieć. Odruchowo do niego pomachał, nawet jeśli widmo dalej wpatrywało się w horyzont, choć była też opcja, że jego czujne uszy mogły wyłapać alarm dochodzący z kokpitu. Młodzik następnie obrócił się w przeciwną stronę, kontynuując wpatrywanie się w swoją część horyzontu.
Wtem dotarł do niego komunikat. Zresztą nie tylko do niego, ponieważ Josh oraz Nori również go otrzymali. Pochodził on od potężnej jednostki znajdującej się nieopodal i były to pozdrowienia. Reptilianin uniósł brew i aż upewnił się, że ich kamuflaż był aktywny. W odpowiedzi wysłał im wiadomość o podobnej treści, uśmiechając się pod nosem jak dziecko. Taka mała rzecz, a cieszy. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Chris jeszcze długo nie mógł oderwać wzroku od okazałego okrętu. Robił na nim spore wrażenie, ale jednak musieli skupić się na swoim zadaniu.
Uśmiech opuścił pysk Chrisa, kiedy w oddali dostrzegł szalejący sztorm, a nasilający się deszcz zaczął uderzać o powierzchnię PTV-H. Jaszczur zmrużył oczy i uchylił wargi w skupieniu, starając się dostrzec wyspę wśród gęstych chmur i szalejącego deszczu. Miał nadzieję, że lądowanie w takich warunkach pogodowych nie będzie sprawiać znaczących trudności. Niebo co chwila przecinały pioruny, a wody pod nimi stały się wzburzone i niespokojne. Młodzik pochylił łeb, czując wewnętrzny niepokój.
 Podejrzenia Onurisa mogły być prawdziwe. O ile Chris nie potrafił wyczuć dokładnie tego co białołuski, pojawienie się sztormu w tych rejonach było bardzo nietypowym zjawiskiem. Zupełnie jakby ta wyspa celowo izolowała się przed nieproszonymi gośćmi. Jaszczur nie miał w zwyczaju bać się burz, jednak ta była inna.
Odwrócił głowę w stronę Onurisa, patrząc na niego z niepokojem. Białołuski wciąż przebywał na zewnątrz, zdany na łaskę zimnego deszczu i porywistego wiatru. Nagle Chrisa oślepiła biała wiązka światła, która wypełniła całe wnętrze kokpitu. Pojazd zatrząsł się i chwilę potem wybuch elektryczny rozerwał maszynę. Jaszczur krzyknął przerażony, od razu orientując się, że potężna eksplozja wyrzuciła brata.
- Onuris! - krzyknął jaszczur, odwracając się za siebie. Nie miał jednak czasu zrozumieć tego, co się stało. Jego wzrok szybko skierował się na uszkodzony kadłub. Hologram jasno dał do zrozumienia, że nie miał szans dolecieć do brzegu. Uszkodzenia maszyny były zbyt poważne, aby nawet próbować ją uratować. Chris zacisnął kły, szykując się na wystrzelenie z rozpadającego się pojazdu, który coraz szybciej opadał w dół, ku rozszalałym falom. To była jego jedyna szansa. Ciało młodzika było w gotowości, lecz jego wzrok ogarniało prawdziwe przerażenie, gdy widział zbliżającą się wodę i nadmiar ostrzeżeń oraz alarmów na panelu, a sam pojazd zaczął się niekontrolowanie obracać. Nagle kokpit został rozerwany, a jaszczur został wystrzelony przez maszynę w górę. Chris instynktownie wykonał czynności, których nauczyły go widma. Rozłożył ręce na boki oraz złączył ze sobą obie nogi, zachowując swoje ciało w pozycji poziomej. Pozwalało mu to spowolnić nieuchronny upadek. Kiedy woda znalazła się dostatecznie blisko, reptilianin zwinął się w kulę i zanurkował pod powierzchnię wody. Kontakt z lodowatą wodą poraził jego układ nerwowy i wszystkie kolce nastroszyły się. Zadrżał, od razu kierując się na powierzchnię, aby zaczerpnąć tlenu. Spanikowany młodzik machał szaleńczo rękoma, usiłując walczyć z żywiołem. Fale co chwilę go podtapiały i bez trudu obracały. Zrozpaczony Chris wołał o pomoc, gdy tylko jego łeb znalazł się nad powierzchnią wody, jednak szalejący sztorm zagłuszał jego krzyki. Nikt nie był w stanie go usłyszeć. Nawoływał Onurisa, szukał go wśród wzburzonych fal, próbował zostać zauważony przez nadpływającą jednostkę. Młodzik szybko tracił siły. Jego ruchy, które miały utrzymać go jak najdłużej przy powierzchni szybko pozbawiały go energii. Strach, myśl, że stracił Onurisa i że zaraz sam utonie sprawiały, że tracił nadzieję. Załamał się, a sztorm nadal nie ustępował.
I wtedy Chris został chwycony przez Onurisa, który wynurzył się z wody objął go, przyciskając go do swego korpusu. Reptilianin od razu go rozpoznał i wtulił się w niego najmocniej jak tylko potrafił. Wyziębiony jaszczur z trudem powstrzymywał się od płaczu. Był przekonany, że białołuski nie żyje i że go już więcej nie zobaczy. Nie potrafił wydusić z siebie żadnego słowa, więc ten uścisk wyrażał bratu wszystko. Młodzik w końcu mógł zaczerpnąć tlenu i poczuć się bezpiecznie. Wróciły wszelkie nadzieje. Pomimo fal, wiatru, deszczu i piorunów dookoła, Chris czuł się przy Onurisie bezpiecznie, choć w rzeczywistości jeszcze nie byli w pełni bezpieczni. Pierw musieli dopłynąć do brzegu. Jaszczur kiwnął głową na polecenie Onurisa, biorąc głęboki wdech. Następnie objął białołuskiego za korpus i wkrótce obaj zniknęli pod wodą. Pojemne płuca gadów pozwoliły im wytrzymać kilka minut pod wodą, choć płuca Chrisa były znacznie mniejsze i tuż przed wynurzeniem zbyt wcześnie otworzył pysk i zachłysnął się. Najważniejsze było jednak to, że w końcu dotarli na brzeg, gdzie czekał na nich Josh. Cały i zdrowy. Reptilianin odstąpił od Onurisa, pozwalając młodemu mutantowi zająć się białołuskim, a tymczasem on chwilę odetchnie. Nieoczekiwanie młodzik upadł na prawe kolano i zakaszlał ponownie, wypluwając dużą ilość wody. Brzmiał tak, jakby się dławił. Kolce na jego głowie nastroszyły się, a z pyska zaczęła sączyć się piana. Chris zbliżył swoją drżącą rękę do szyi, nie mogąc zaczerpnąć oddechu. Jego ciało zaczął ogarniać ogromny ból, jakby coś wypalało go od środka. Cały drżał. Kiedy Josh zbliżył do niego rękę, reptilianin gwałtownie się odwrócił i ugryzł go w rękaw kurtki, a sekundę później puścił go, aby nagle machnąć długim ogonem jak batem w kierunku Josha. Jaszczur zaczął machać dziko ogonem na wszystkie strony i gryźć powietrze, nie kontrolując w ogóle swojego ciała, które nagle ogarnęły skurcze. Gdy Onuris chwycił mocno Chrisa i spróbował go unieruchomić, jaszczur zaczął panikować jeszcze bardziej. Potrząsał łbem, machał nogami. Z sekundy na sekundę jego stan się pogarszał. Młodzik ogromnie cierpiał, co Onuris mógł wyczuć dzięki więzi stworzonej między nimi. To nie była agresja, a strach. Słona woda w jego przełyku zadziałała jak kwas, trawiąc go od środka. Chris nie kierował ataków bezpośrednio na Josha czy Onurisa, choć to teraz białołuski musiał przyjmować jego odruchy na siebie. Kolce na ramionach reptilianina wbijały się w jego pierś, natomiast kły nie były w stanie go sięgnąć. Ruchliwy ogon był największym zagrożeniem dla Josha, gdyż samemu Onurisowi nie powinien zrobić on znaczącej krzywdy. Ogon uderzył w gada kilkukrotnie, aby ostatecznie znaleźć punkt zaczepienia wokół prawej nogi widma i owinąć się wokół niej, zaciskając się wraz z narastającym bólem młodzika. To nie było zwykłe uczulenie. Chris przeżywał prawdziwe męczarnie. Takie stężenie soli było w stanie go zabić w ciągu kilku minut i było jednym z najgorszych sposobów śmierci dla jego rasy. Młodzik odwrócił łeb i oparł skroń na piersi widma. W tym momencie jego ciało całe zesztywniało, ogon zacisnął się mocno na nodze białołuskiego i jaszczur przestał się szarpać. Gdyby Onuris teraz go puścił, reptilianin najpewniej upadłby sztywno na piach. Chris stał z otwartym pyskiem, z trudem usiłując zaczerpnąć powietrza. To była ta chwila, kiedy Josh mógł bezpiecznie się do niego zbliżyć i wbrew pozorom miał jeszcze sporo czasu. Wystarczająco dużo, aby móc poznać organizm nieznanej rasy, znaleźć źródło problemu i zwalczyć jego przyczynę. Oddech przestraszonego jaszczura przyspieszył przy kontakcie z dłonią, lecz równie szybko wrócił do normy. Czy to za sprawą mocy nastoletniego mutanta czy Onurisa, który już nie musiał tak mocno go trzymać i mógł go objąć, uspokajając tym go.
Moc Josha znacznie różniła się od mocy widm, którą to Chris znał. Mutant również potrafił leczyć dotykiem, lecz nie wiązały się z tym żadne szczególne doznania, takie jak uczucie ciepła bądź braterskiej więzi. Najważniejsze było jednak to, że działała. Jaszczur faktycznie zaczął dochodzić do siebie. Uścisk na nodze widma poluźnił się, a Chris mógł pozwolić sobie na głębsze, pełniejsze oddechy. Uszkodzone tkanki regenerowały się i po krótkim czasie nie było po niczym śladu. Reptilianin jedynie co jakiś czas drżał, lecz przyczyną tego było nic innego niż lekkie wyziębienie organizmu, wywołane długim przebywaniem w zimnej wodzie i obecnym staniem w deszczu. Młodzik wciąż przylegał ciałem do starszego widma, chcąc się nieco ogrzać i szczerze nie zamierzając zbyt prędko się od niego oddalać. Kiedy Onuris wpadł do wody, Chris naprawdę uwierzył, że stracił brata. A ten go ocalił... Zresztą nie tylko on.
Gdy zielonołuski doszedł już w miarę do siebie, uniósł swoje złote ślepia i skierował je na Josha. Przez krótką chwilę się w niego wpatrywał, nie wiedząc, co mu powiedzieć.
- Ja... dziękuję... - powiedział cicho, niemal niesłyszalnie i prawie w ogóle nie poruszając wargami. Z tonu można było wywnioskować, ze na początku chciał go przeprosić. Przeprosić za co? Że go zaatakował? Chris jednak szybko doszedł do wniosku, że dużo lepiej było mu podziękować. W końcu gdyby nie on, zielonołuski prawdopodobnie teraz, w tym momencie, leżałby już martwy.
Słysząc w głowie głos Surge, młodzik odruchowo spojrzał na pysk Onurisa i oczekiwał na jego decyzję. Jeśli gad zdecydował się udać w kierunku jaskini, Chris zrobił to samo. Chciałby wyschnąć i trochę się ogrzać, a co najważniejsze - ustalić z pozostałymi, co dalej. Skoro jeden pojazd był zniszczony, a drugi uszkodzony, będą mieli utrudniony powrót, lecz wiedział, że to nie będzie ich jedyne zmartwienie i akurat to zmartwienie powinni odstawić na później. Odsunął się trochę od brata, aby móc iść u jego boku. Ogon ciągnął się po piachu za swoim właścicielem, zostawiając ślad, który wkrótce i tak zmyje deszcz. Chris nie trudził się z unoszeniem go nad ziemią. Był wystarczająco zmęczony, aby o tym nie myśleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1501
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Sro Lut 14, 2018 4:52 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris

Nori znalazła się w bezpiecznej jaskini. Ciemne, zimne ściany, do tego nieco wilgoci. Światło z zewnątrz - choć niewielkie - pozwalało skutecznie rozjaśnić wnętrze. Idealnie by wszyscy się zmieścili, nawet ten największy. Choć w przypadku białołuskiego, może okazać się iż gad będzie musiał nieco się pochylić. Jaskinia była na tyle wysoka, by Chris stał w niej wyprostowany, niemniej na tym się kończyło. Nikt jednak nie mówił o tym, że będzie bardzo wygodnie i przyjemnie. Deszcz, niezależnie od aktualnego kierunku wiatru, nie wlewał się do środka. Sufit i ściany zrobione były z kamienia, natomiast podłoże stanowiło połączenie niewielkich kamieni oraz - głównie - piasku.
Białołuski doprowadził Chrisa aż do momentu, w którym obaj bezpiecznie znaleźli się poza zasięgiem fal. Ślepia natychmiast wyłapały biało-złocistą aurę a dłoniach Josha, który w tym momencie znalazł się już przy nich. Ponad dwu i pół metrowy stwór padł na lewe kolano, pochylając przy tym korpus. Wziął głęboki wdech, wbił swój wzrok w ziemię i odetchnął spokojnie. Huk grzmotu rozległ się tuż nad nimi, błysnął piorun. Biały nie wydał się wzruszony. Dopiero dłoń na jego ramieniu zwróciła uwagę stwora. Podniósł on swój łeb, przesunął wzrok na młodego mutanta i skinął mu łbem w podzięce. Ogon powoli zamiótł piasek, zimny deszcz uderzał o łuski na łbie, karku oraz grzbiecie widma. Rana zniknęła, a ślady krwi zostały szybko zmyte przez gęsto spadającą z nieba wodę.
Uwagę widma gwałtownie przykuł Christopher, na którego zaraz padł wzrok gada. Zaczął kaszleć, dławić się. Ból, ogromny ból, który poczuł Onuris. Połączenie pozwalało mu sięgnąć do umysłu młodego brata, poczuć jego ból oraz to co działo się z organizmem młodego widma. Biały wyczuł impuls, zagrożenie. Ten sam impuls sprawił, że lewa ręka stwora wystrzeliła i wślizgnęła się w ostatnim momencie między kły jaszczura, zatrzymując go przed sięgnięciem rękawa Elixira. Zacisku kłów na swych łuskach, dorosły samiec praktycznie nie poczuł, pancerz stawił skuteczny opór. Zwłaszcza, że gest młodego był szybki i instynktowny, aniżeli celowy i silny. Tak więc gdy pysk się cofnął, biały zareagował natychmiast. Obrócił się nieco, bardziej frontalnie do młodego. Zbił jego lewą rękę do środa, natychmiast obejmując go prawym ramieniem i przyciągając go siebie. Bez zastanowienia przycisnął jaszczura do swego korpusu, blokując jego lewą rękę pomiędzy nimi. Lewą rękę pochwycił w swoją, unieruchamiając ją dla Josha. Ogon Onurisa przesunął się po piasku i zblokował zarówno nogi, jak również częściowo ogon gada. Mógł sięgnąć nim do białego, niemniej nie mógł zagrozić Elixirowi. Żadne uderzenie nie było dla niego bolesne, nawet owinięcie ogona wokół nogi było niczym, wobec braterskiego obowiązku, jakim widmo było związane z innym Urkyn'Vareis.
/Spokojnie, ból zaraz minie. Jesteśmy przy tobie, bracie./
Onuris potwierdził Joshowi skinięciem, że ten może spokojnie wziąć się za swoją część. Gdyby nie obecność młodego mutanta, to obaj w tym momencie mieliby potworny problem. Ledwo zaczęli, a kompan miał zostać wyłączony z dalszych działań, bez specjalnej możliwości ewakuacji. Leczenie nie trwało długo. O pozytywnym przebiegu, a niczego innego Onuris się nie spodziewał po umiejętnościach Elixira (biorąc pod uwagę pamiętne rany z Houston), świadczyło mijające odczucie bólu, wyczuwalne u młodego. Ogon powoli przestał próbować zgnieść jego nogę, a Christopher zaczynał oddychać normalnie. Biały nie spoglądał przy tym na nich, lecz rozglądał się po okolicy. Obserwował. Deszcz skutecznie to utrudniał ten proces, niemniej wzrok gada pozwalał mu baczyć na ewentualne niebezpieczeństwa. Ciśnienie powoli opadło z białego, strach o młodego ustąpił miejsca odpowiedzialności.
Ból ustał. Białołuski zerknął wpierw na Josha, a następnie na Chrisa. Poluźnił swój uchwyt, co pozwoliło młodemu wyciągnąć rękę zablokowaną przez ich ciała, po czym chwycił go za łopatki, oparł na swym kolanie i przytulił mocniej do siebie. Objął go ramionami, wzrok znacznie złagodniał, a biały dał mu dobrą minutę na wygrzanie się. Reakcja organizmu wskazywała jasno, że młody - choć wychowany wśród Urkyn'Vareis, nie posiadał jeszcze ich krwi. Co za tym idzie, obce były mu odporności widm. Na Onurisie, lodowaty deszcz nie robił specjalnego wrażenia. Odczuwał niską temperaturę, niemniej jego mięśnie nie drżały z zimna, organizm nie potrzebował skupiać dodatkowej energii na podtrzymaniu temperatury ciała. Chris zapewne o tym wiedział, żyjąc już tyle wśród tych istot. Josh był w stanie najzwyczajniej to wyczuć.
Widmo rozluźniło uścisk, gdy tylko Chris uznał, że mu wystarczy lub minęła wspomniana wcześniej minuta. Nie mogli tu zostać, tak więc młodzik został odstawiony obok. Biały nie poświęcił specjalnie uwagi wymianie uprzejmości, zaraz biorąc się za dokładne przyjrzenie się terenowi, na którym udało im się znaleźć. W sumie to nie tak to wszystko planował. Cała trójka ruszyła ku jaskini. Stwór puścił ich przodem, samemu trzymając się krok za nimi, co pozwalało mu stale kontrolować własne położenie, względem nich. Błysnęło, rozległ się kolejny huk. Nic poza tym. Cała trójka bezpiecznie dotarła do wnętrza jaskini. Instrukcje Nori, choć pomocne, nie były dla białego wymagane. Do środka wszedł ostatni, puszczając Josha oraz Chrisa przodem. Przed samym wejściem, jednak już pod dachem, zatrzymał się i otrzepał z wody. Potrząsnął przy tym łbem, zadrżał, strzepnął dłońmi wodę z korpusu, ramiona oraz nóg. W efekcie nie wniesie do wnętrza jaskini więcej wody, niż było tam potrzeba. Zwłaszcza, że w jego głowie zaczął się rodzić plan, co do zapewnienia grupie ogrzewania. Gdyby cała czwórka była widmami, jak on, to po prostu by się rozsiedli. Niemniej elektryczność Nori, marznięcie Chrisa... tak na prawdę tylko o Josha nie musiał się martwić w kwestii pogody.
Białołuski stanął za Chrisem, podnosząc ręce i opierając dłonie na ramionach jaszczura. Zwrócił wzrok jeszcze raz na Josha, a potem zatrzymał go na siedzącej na ziemi Noriko.
/Jesteś cała?/
Rzucił krótkim pytaniem, posyłając wraz z nim ciepły uśmiech. Biały miał świadomość możliwych konsekwencji, jakie moce Noriko mogły nieść przy kontakcie z taka ilością wody, jaka spadała z nieba poza "bezpiecznymi ścianami" jaskini. Znów zagrzmiało. Stwór obrócił swój łeb w stronę wyjścia z jaskini, zerknął na ulewny deszcz na zewnątrz. Powrócił spojrzeniem do swych towarzyszy, a jego dłonie zacisnęły się mocniej na ramionach jaszczura. Nie było możliwości, by teraz gdzieś wyruszyli. Jak tylko Nori udzieli mu odpowiedzi, zapewne pozytywnej - Onuris wtrąci swój plan na najbliższe kilka-kilkanaście minut.
/Zostańcie tutaj. Zrobię szybkie rozpoznanie okolicy i wrócę z drewnem./
Dłonie białego przesunęły się po ramionach brata, hacząc o jego kolce. Chodziło o proste zwrócenie uwagi, zanim cofnął swe dłonie, opuścił łeb i przemówił konkretnie do niego.
/Pilnuj wejścia. Jeśli pojawi się cokolwiek, co nie będzie przypominało prymitywnego tubylca lub.../ Tutaj Onuris skierował swe spojrzenie na Joshue. /Cokolwiek, czego Josh nie wyczuje albo ty wyczujesz - i nie będzie to mną - masz to zabić. Bez wahania. Zaraz po tym, jak któreś z was krzyknie me imię./
Polecenie mogło wydać się nieco skomplikowane, jednak Onuris zamierzał zostawić ich chwilowo w rękach Chrisa. Jaszczur przeszedł przez trening widm, nawet mimo braku doświadczenia - w tej sytuacji mógł być najlepiej przygotowany do reakcji na zagrożenie. A definicja była prosta. Człowiek na pewno zostanie wykryty przez zdolności Josha, Urkyn'Vareis - niekoniecznie. Splugawiony - tym bardziej. Wyspa miała populację, niemniej bardzo prymitywną. Jakakolwiek istota ludzka posiadająca coś nowoczesnego, z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie zasługiwała na śmierć. To było coś o czym Onuris ani egzekutor im nie powiedzieli. Wyspa wydawała się opustoszała, nie było na niej żadnych oznak życia. Niemniej tutaj odzywało się to, o czym mówił wcześniej egzekutor. Nie ufać własnym mocom. Jedyną nieprzewidzianą opcją pozostawało pojawienie się przyjaznego widma. Takowy osobnik albo zostanie rozpoznany przez Chrisa albo nie da się mu zabić. O ile młody da radę kogoś zabić. Ostatnia kwestia dotyczyła wezwania go. Miało to nastąpić na drodze telepatii. Będzie to oczywisty sposób namierzenia jego pozycji. Josh potrafił go wyczuć dzięki swej mocy, natomiast Chris pozostawał z nim związany, za pomocą więzi Urkyn'Vareis. Będą więc wiedzieli, jak bardzo się od nich oddali.
Onuris nie spodziewał się jakichkolwiek sprzeciwów, a już na pewno nie zamierzał z nimi dyskutować. Rekonesans był im potrzebny na cito, natomiast kwestia dostarczenia przy okazji drewna pozostawała otwartą sprawą. Skoro mógł, czemu by tego nie uczynić. Podniósł jeszcze prawą dłoń, poklepał nią Chrisa po grzywie, po czym odwrócił się i jednym szybkim susem wyskoczył z jaskini. Wylądował na czworaka, uginając nogi w kolanach i opierając dłonie na piasku. Obrócił się - nadal kucając - i zadarł łeb do góry. Upatrzył sobie dobre miejsce na chwyt, po czym wybił się z nóg i wyskoczył, znikając im zaraz z zasięgu wzroku oraz chwytając się skały, kilkanaście metrów nad nimi. Nawet gdyby możliwym było usłyszeć, jak się wspina, deszcz oraz burza skutecznie to uniemożliwiały. Nadal pozostawali połączeni telepatycznie, dwóch z nich było w stanie ustalić, gdzie się znajduje. A przemieszczał się bardzo szybko. Onuris nie bawił się w ręczne wspinanie, zamiast tego chwytając się skały, wybijając z nich wyskokiem, po czym łapiąc wyżej. W ten sposób szybko znalazł się na górze, wśród krzaków, którymi popędził w sobie tylko znanym kierunku. Nie planował odchodzić daleko, tak więc trzymał się mniej-więcej kilometra odległości od nich, obchodząc okoliczny obszar wszerz, od jednej części plaży do drugiej. Ciężko było stwierdzić czy uważał na to, jak się porusza. Bo przemieszczał się szybko, biegł oraz skakał, błyskawicznie pokonując odległości. W pewnym momencie zatrzymał się w jednym punkcie, krążył po nim przez dobre dwie minuty, a następnie zaczął kierować się w ich stronę. Nie było go może dziesięć minut.
Zejście w dół zajęło mu... bardzo mało czasu. Lekki huk przed jaskinią, a biały wylądował na ugiętych nogach - plecami do nich. Łapy przyjęły główną część siły lądowania, lewa dłoń wspomogła w roli podpory na piasku. Pod prawą ręką trzymał przyciśnięte do ciała kije różnych rozmiarów, mniejsze i większe. Tak, zeskoczył z góry i wylądował bez najmniejszego szwanku. Było to dobre trzydzieści, jeśli nie więcej, metrów skoku w dół. Z rozpędu, jeśli ktoś monitorował, że nawet się nie zatrzymał. Wstał, odwrócił się i wszedł do jaskini. Powtórzył wcześniejszy rytuał i potrząsnął łbem oraz korpusem, strzepując przy tym wodę. Wspomógł się wolną ręką, jak również ogonem, po czym wszedł do środka. Zaraz wszedł między nich i odłożył drewno na ziemię, układając je jedno na drugim, podpierając o siebie i tworząc coś na styl piramidy. Pochylił się - bardziej niż musiał do tej pory, gdyż jaskinia była dla niego za mała. Ugiął więc nogi i usiadł na kolanach przed mokrym drewnem, po czym zbliżył lewą dłoń nad ułożone kije, a prawą umieścił z boku. Nie dotykał drewna bezpośrednio, trzymał dystans kilku centymetrów. Początkowo nic się nie działo, niemniej Onuris wydawał się wiedzieć, co robi. W pełni skupiony na swym zadaniu. Złocista energia oświetliła żyły pod łuskami, zaczynając od łokci, a kończąc na palcach gada. Nie wytworzył przy tym żadnej aury, wyglądało tak, jakby ktoś namalował mu na łuskach dokładny przebieg jego żył. Z wnętrza dłoni wydobyły się niewielkie, złociste płatki energetyczne, przypominające rozchodzący się popiół po wypalonym ognisku lub opadające iskry. Wydostając się, sunęły one w powietrzu i opadały na drewno, błyskawicznie wysuszając mokre gałęzie i powodując szybkie odparowanie wody do otoczenia. Trwało to dobrą minutę, zanim widmo doprowadziło drewno do wymaganego stanu, powoli przesuwając dłonie dookoła czegoś, co zaraz miało stać się prostym ogniskiem. Efekt pojawił się zaraz po wyschnięciu, gałęzie i kije zaczęły się żarzyć, otaczać powoli płomiennym brzaskiem i wytwarzać ciepło, by po kilku sekundach płomień wystrzelił do góry - tworząc tak wyczekiwane źródło ciepła. Samo ognisko nie było zbyt wielkie, jednak na rozmiar jaskini, jak również ilość drewna, powinno im wystarczyć do ogrzania się oraz utrzymania płomienia przez kilka godzin. Z lekką pomocą białołuskiego.
Jak tylko proces został ukończony, złociste żyły zaczęły zanikać pod łuskami, cofając się od palców, do łokci. Onuris nie czekał, zaraz opierając się dłońmi na ziemi i przesuwając bardziej wgłąb jaskini. Rozsiadł się w strategicznym miejscu, po lewej stronie Surge, zaraz naprzeciwko wejścia. W ten sposób mógł obserwować oraz błyskawicznie reagować na ewentualne zagrożenie lub kogokolwiek, kto mógłby się tutaj pojawić. Cofnął się nieco, robiąc więcej miejsca i dając im lepszy dostęp do źródła ciepła, którego on tak nie potrzebował. Rozsiadł się w siadzie skrzyżnym, ogon zawinął w prawą stronę, otaczając nim Noriko od pleców, aż do jej prawej strony - po ziemi. Ręce rozłożył lekko na boki, na ugiętych łokciach, samemu również chcąc choć w minimalnym stopniu skorzystać z generowanego ciepła. Tak długo, jak długo za jaskinią szalał sztorm, nie będą mieli możliwości ruszenia się. Chyba, że cel przyjdzie do nich. W co wątpił. Ostatecznie, zaczekał aż wszyscy rozsiądą się wygodnie dookoła ogniska, gdzie on gotów był służyć za ewentualne oparcie, po czym weźmie się za kwestię najważniejszą...
/Plan działania./
Zaczął, spuszczając wzrok na ognisko. Wziął głębszy wdech, co było słyszalne oraz widoczne przez większe uniesienie klatki piersiowej. Powietrze wypuścił od razu, bardzo powoli, nozdrzami. Wsłuchał się przy tym w trzask spalanego drewna.
/Mamy... ja mam, zabić widmo. Splugawionego Urkyn'Vareis. Nie ma dobrej definicji na określenie takiej istoty. Wygnańcami zostają zarówno ci, którzy sprzeniewierzyli się prawom Urkyn'Vareis, jak również ci... którzy mieli pecha. Jeśli jajo zostanie wykradzione lub... wycięte.../
Tutaj Onuris zrobił chwilę przerwy na kolejny oddech. Miał z tym wspomnienia, co było widoczne po jego reakcji. Zniesmaczonym wyrazie pyska, krótkiej przerwie w przemowie.
/Natomiast samo widmo wychowane poza Aedroth, odcięte od braci i sióstr... tak powstaje plugastwo. Istota wierna panu, który dał radę opanować oraz wychować młodego osobnika. Nikt, poza nami samymi, nie nauczy młodego osobnika panowania nad posiadaną mocą. Energia przejmuje kontrolę, wyraża się to w wyglądzie takiego widma. To, o czym wspomniane było wcześniej. Nieregularne kształty ciała, naderwana skóra i łuski, widoczne mięśnie. Moc w najbardziej chaotyczny sposób łączy się z ciałem, wzmacnia je i przekształca. Ciała są tylko zbiornikami, jednak mają na nas wpływ. Przez nie, doświadczamy oraz czujemy./
Znów zrobił krótką przerwę. Podniósł swój wzrok i zerknął na zewnątrz, poza jaskinię. Deszcz nadal spadał z nieba, błyskawice torowały drogę dla kolejnych grzmotów. Biały potrząsnął łbem, przesunął wzrokiem po swych kompanach i wrócił do monologu. Spokojnego i stonowanego.
/Moc wpływa również na umysł. Chaos utrudnia bądź uniemożliwia komunikację, plugastwo słucha wyłącznie swego pana. Jeśli ten zdołał nad nim zapanować. Żądza mordu jest silniejsza, niż cokolwiek innego. Bestia postrzega świat przez agresję. Drugą znaną mi metodą zostania naznaczonym, jako splugawiony, jest porażka w próbie egzekutora. Wystarczająco silne i doświadczone widmo ma prawo podjąć decyzję o zostaniu egzekutorem. Egzekutorzy przeszli przez ciemną stronę naszych mocy, oddali się szaleństwu oraz chaosowi - a następnie zapanowali nad nimi. Dla "czystego" widma, kontakt ze splugawioną mocą jest... niszczący. Bolesny. Prowadzi do szaleństwa, odrzucenia, nienawiści. Strachu, agresji./
Onuris powoli zacisnął prawą dłoń w pięść, spojrzenie znowu utkwiło w płomieniach rozpalonego ogniska. Bardzo delikatne uniósł wargi, przez które widoczne były zaciśnięte kły.
/Przeszedłem przez to. Nie z mej własnej woli. Zabito mnie, przywrócono, złamano i zmuszono./
Płomień buchnął w górę, jakby ktoś dolał nagle paliwa lub innej łatwopalnej substancji. Żyłki w ślepiach gada zaczęły być widoczne, pokryte czarną lub ciemno-zieloną poświatą, jakby płynęło przez nie coś innego, niż krew. Spod białych zaczęły być dostrzegalne żyły i tętnice, przybierające te sam kolor. W głosie gada słyszalne były ból oraz gniew. Wściekłość, odraza, pragnienie zemsty za poniesione krzywdy. Połączenie Christophera pozwoliło wyczuć mu dziwną, złowrogą energię narastającą w ciele białego. Josh wyczuł coś podobnego, choć dla młodego mutanta mogło się to objawić, jako przeciwieństwo życia. Śmierć, chaos. Nie istniał jeden sposób identyfikacji.
/W gniewie odnalazłem mą siłę... Nadzieję./
Przez tętnice i żyły białego przeszła złocista energia, krótką, szybką poświatą. Złość i gniew minęły, dziwna energia zniknęła, a kolorystyka pod łuskami powróciła do normalnej. Coś nadal w nim siedziało. Coś bardzo złego i niebezpiecznego. Stwór potrząsnął łbem, odgonił złe myśli, wspomnienia oraz uczucia.
/Plugastwo będzie ścigało mnie. Jestem czysto krwistym widmem. Najlepszą zdobyczą, me ciało da mu najwięcej energii oraz siły. Będę przynętą. Pierwszą linią walki. Cokolwiek się stanie... nie możecie go... zabić. Tylko ja mogę to uczynić. Tylko Urkyn'Vareis ma prawo zabić innego Urkyn'Vareis./
Onuris powoli przesunął wzrokiem po swych kompanach. Na jego pysku znów zawitał przyjazny uśmiech. Nie mógł im powiedzieć, co dokładnie będzie miało miejsce. Każde widmo było inne. Josh znał już organizm Onurisa, jednak nie był w stanie przenieść tego na Ankylona. Takie różnice potrafiły występować pomiędzy poszczególnymi osobnikami gatunku. Stąd nie chciał im mówić o możliwym przebiegu walki. Zazwyczaj plugastwa stawiały na siłę fizyczną, jednak zdarzały się odstępstwa i wyjątki.
/Jak widzicie swe role, przyjaciele? Bracie?/
Zapytał, krążąc wzrokiem od Josha, przez Nori, zatrzymując się na Chrisie. Na końcu, powrócił spojrzeniem do wyjścia, akurat w momencie kolejnego błysku. Potem, skupił się już na ognisku oraz wysłuchaniu ich opinii. Nie chciał im niczego narzucać. Oni najlepiej znali swoje zdolności, moce - które posiadali. Onuris nie posiadał żadnej mocy, polegał wyłącznie na swym ciele, atrybutach fizycznych oraz zmysłach. Jednak oni nie musieli tak walczyć. Mogli, wręcz wymaganym było, by sięgali ku swym zdolnościom.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Elixir

avatar

Liczba postów : 206
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Czw Lut 15, 2018 10:01 pm

Stojąc w odległości kilku kroków od gadów i rozglądając się po okolicy, Josh rzecz jasna nie poświęcał wielkiej uwagi temu, jak zachowywali się względem siebie jego sojusznicy - bo to naprawdę nie leżało w jego interesie. Po co miałby wciskać nos w cudze sprawy? Jasne, niby warto znać relacje w drużynie, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, ale bez przesady. Koniec końców wiedział w jakim byli obaj stanie fizycznym, a to przecież głównie za to odpowiadał. Zorientowałby się, gdyby działo się z nimi coś naprawdę złego i wtedy od razu by interweniował, ale póki nie musiał... Mógł się skupić na wypatrywaniu Nori.
Jemu samemu - w przeciwieństwie do niektórych, jak już zdążył odnotować - deszcz aż tak nie przeszkadzał. Irytowało go wynikające z niego ograniczenie widoczności, ale sporo informacji i tak czerpał ze swojej biokinezy, więc mógł z tym bez większych problemów żyć... A choć bycie mokrym ani trochę mu się nie podobało, przynajmniej nie w takich okolicznościach, to jednak nie było dla niego groźne. Przecież się od tego nie rozchoruje, prawda? O temperaturę swojego ciała i tak dbał instynktownie... Więc pod tym względem również nie musiał się martwić.
Jego uwagę zwróciły dopiero skierowane ku niemu słowa, które w dodatku lekko go zaskoczyły i sprawiły, że ponownie zerknął na Chrisa. Gdyby nie to, że biokinetycznie wiedział, że coś na pewno zostało powiedziane, być może nawet poddawałby to w wątpliwość, bo w końcu deszcz był całkiem głośny, a jaszczurka mówiła cicho... Ale dzięki swoim mocom naprawdę nie sądził, aby się mylił.
- Nie ma sprawy - odparł krótko, ale szczerze. Przyzwyczaił się już do tego, że jego zdolności uznawane były przez większość otoczenia za pewnik. Robił za żywą i szczególnie skuteczną apteczkę. W związku z tym nie czekał ani na prośby o pomoc, ani tym bardziej na podziękowania za nią... Choć miło je było usłyszeć.
Nikt nie zdążył dodać czy zrobić nic więcej, nim Elixir usłyszał w swej głowie głos Noriko. Czyli niepotrzebnie się za nią rozglądał... No tak, nie powinien się temu dziwić. Być może po części wynikało to z jego niechęci względem telepatii - ale trudno, nie zamierzał się teraz nad tym zastanawiać. Ważne, że dziewczyna siedziała już w kryjówce, przy odrobinie szczęścia suchej i może nawet odrobinę cieplejszej, a oni zamierzali do niej wkrótce dołączyć.
Spojrzenie blondyna spoczęło na moment na Onurisie, a następnie jeszcze na kilka sekund przesunęło się w stronę morza, na koniec zaś objęło pozostawione na plaży maszyny. Choć po głowie chodziło mu parę kwestii, to jednak o nic nie pytał, za priorytet uznając dostanie się do jaskini. Tam będą już mogli wreszcie porozmawiać. Najprawdopodobniej. Chyba że znowu coś się wydarzy i odwróci ich uwagę.
Nie mając innego wyjścia - ani ochoty, żeby moknąć dłużej niż to absolutnie konieczne - nastolatek skierował się więc zgodnie ze wskazaniami Noriko w stronę znalezionego przez nią schronienia. Nie przeszkadzało mu kroczenie z przodu, wręcz przeciwnie, leżało w jego naturze, a poza tym domyślał się z czego wynikało. Tak było... Bezpieczniej. Droga do przebycia okazała się na szczęście krótka i już po chwili chłopak najpierw ujrzał jaskinię, do której zmierzali, a niedługo potem postawił w niej pierwsze kroki.
Kryjówka okazała się płytsza, niż uzdrowiciel tego oczekiwał, ale przynajmniej dawało im to pewność, że nic się w niej nie kryło... Nic, czego nie mógłby wyczuć, bo organiczne zagrożenie tak czy siak najprawdopodobniej by wykrył. Josh rozejrzał się krótko po wnętrzu, ale jedynie zwolnił przy tym kroku, a nie zatrzymał się całkowicie. Czuł i słyszał za sobą ruchy Chrisa i Onurisa, ale teraz nie zwracał już na nich uwagi. Zerknął za to na Noriko, która - choć mokra - najwyraźniej dalej była w stanie przed spięciem, a nie po. Bardzo dobrze. Czyli istniała szansa, że unikną tej atrakcji.
Dopiero po tych wstępnych oględzinach Elixir przysiadł na piasku w pobliżu Nori, czyniąc to zresztą wyjątkowo niechętnie, bo już przeczuwając jak ziarenka będą się zaraz lepiły do jego mokrego ubrania. Trudno, wolał chyba późniejsze otrzepywanie się od ciągłego stania na równych nogach, a przecież właśnie to stanowiło dla niego obecnie alternatywę. Chłopak od razu skrzyżował nogi w pozycji po turecku, dłonie luźno oparł na udach... I nabrał powietrza głęboko w płuca, aby następnie odetchnąć.  
Kiedy Onuris zwrócił się do Noriko, blondyn ponownie rzucił ku niej okiem, chcąc nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć jej odpowiedź. Także i tym razem zignorował przetaczające się gdzieś w oddali grzmoty. Tutaj błyskawice nie mogły ich dosięgnąć, chyba że miały naprawdę dobrego cela, więc póki co się nimi nie przejmował. Będzie się martwił później - na przykład wtedy, gdy przyjdzie im formułować plan działania.
Brwi nastolatka uniosły się lekko, gdy smok kontynuował wypowiedź. Nie, nie zdziwił go sam fakt, że Onuris zamierzał ich na chwilę opuścić. Zwiady i zorganizowanie drewna na opał stanowiły logiczne postępowanie w ich sytuacji, więc do nich niczego nie miał, przeciwnie, gorąco je popierał. Mniej spodobała mu się natomiast ta dalsza część, dotycząca zabijania bez wahania. Miło, że najwyraźniej nie musieli zwracać się przeciwko tubylcom, ale to wciąż pozostawiało całkiem sporo możliwości, za których mordowaniem Elixir na pewno nie był. Wliczając w to dzikie zwierzęta, które dało się po prostu odstraszyć albo uspokoić.
Mimo to uzdrowiciel zdecydował się nie dyskutować - między innymi dlatego, że było mu na to zdecydowanie zbyt niewygodnie - i po prostu w razie czego zrobić to, co sam uzna za słuszne. Powiódł spojrzeniem za smokiem, gdy ten znikał na zewnątrz, lecz zaraz potem zamknął już oczy, skupiając się przede wszystkim na tym, co biokinetycznie odbierał z otoczenia. Tak naprawdę rzadko to robił. Jasne, zawsze był świadomy... Cóż, wszystkiego organicznego, ale kto normalny chciałby dosłownie sprawdzać jak trawa rośnie? Więc zwykle - przebywając w bezpiecznym Instytucie - ignorował większość sygnałów i koncentrował się tylko na tych złożonych organizmach, czyli głównie na ludziach i zwierzętach. Teraz okoliczności wyglądały trochę inaczej.
Cała postawa Elixira zdawała się sugerować, że nie miał ochoty na rozmowy, choć słuchał ich jednym uchem, jeżeli Nori i Chris się do siebie odzywali. Jego myśli krążyły jednak wokół jaskini, początkowo jeszcze przy Onurisie, lecz szybko się od niego oderwały i po prostu badały najbliższe otoczenie, tutejszą roślinność, zwierzynę, jeśli na jakąś trafił... Z jednej strony zastanawiało go czy organizmy te były zupełnie typowe, czy może wykształciły sobie jakieś ciekawe mechanizmy, jak miało to często miejsce na wyspach - z powodu odosobnienia gatunków i specyficznych warunków. Z drugiej... Smok wspomniał coś o istotach, których nie mógłby wyczuć swoją biokinezą, ale to nie oznaczało, że inne organiczne twory również pozostawały na nie obojętne. W końcu trawa uginała się pod ciężarem różnych stworzeń, zwierzęta mogły uciekać na ich widok - opcji było wiele. Czemu by ich nie sprawdzać?
Nie wiedział do końca ile minęło czasu, nim znów zwrócił uwagę na Onurisa, tym razem już się do nich prędko zbliżającego. Nie rozchylił powiek aż do momentu, gdy ten wylądował na ich poziomie, wtedy zaś obrócił głowę, aby skierować ku niemu pytające spojrzenie. Widział i czuł, że smok przyniósł zapowiedziane drewno, ale to była w końcu tylko jedna część jego zadania. Jak potoczyły się zwiady? Skoro Onuris nic na ich temat nie opowiadał, to najprawdopodobniej przebiegły spokojnie... Prawda?
Także i tym razem chłopak zostawił mówienie pozostałym, w głębi ducha obstawiając, że to Nori może spróbować dociekać... Albo przynajmniej spytać o samopoczucie Onurisa. Albo ucieszyć się na jego widok. Pewnie to ostatnie. Tak czy siak, nastolatek nie zmieniał ułożenia ciała i nie ruszał się ze swojego miejsca, po prostu obserwując dalszy rozwój wydarzeń. Czekał na moment, gdy zaczną wreszcie ten poważny temat, bo póki załatwiali sprawy bieżące, on nie musiał się wtrącać... Chyba że zauważyłby jakieś istotne niedopatrzenie, ale póki co jeszcze do czegoś takiego nie doszło.
W milczeniu przyglądał się rozpalaniu ognia, które już nieco go zainteresowało, nawet jeżeli z czysto badawczego punktu widzenia. W końcu w szkole widział już wiele różnych mocy dających ten sam czy podobny efekt, a jednak ich działanie często się od siebie różniło... To było dla niego na swój sposób ciekawe. Jeszcze rok temu chyba nie uwierzyłby, że będzie go kiedyś tak ciągnęło do nauki... Ale widać mutacja bardzo go zmieniła.
Kiedy w końcu w jaskini pojawił się ogień, Josh nie przesunął się, aby znaleźć się bliżej niego. Tak czy siak nie znajdował się daleko, więc czuł generowane przez płomienie przyjemne ciepło, dokładające się do jego własnego, wewnętrznego... Pozostałym było pewnie jednak potrzebne bardziej. To znaczy, przynajmniej Nori i Chrisowi.
Uzdrowiciel znów powiódł wzrokiem po zebranych, gdy wszyscy już się jakoś usadowili. On sam niemalże opierał się o kamienną ścianę za swoimi plecami. Nie czuł co prawda bijącego od niej chłodu, ale była na tyle blisko, że dawała mu coś w rodzaju osłony. Nic naturalnego nie mogło go z tej strony podejść, chyba że potrafiłoby przenikać przez obiekty - albo byłoby w stanie przebić się przez skałę. Poza tym najbliżej miał do Nori, chyba że zdecydowała się drastycznie przemieścić. Jeżeli tak się nie stało, to końcówka ogona Onurisa wylądowała teraz niedaleko Elixira.
Pogrążony w swych rozmyślaniach i obserwacjach, blondyn niemalże drgnął, kiedy smok znowu przemówił. Zaraz jednak chłopak przywołał samego siebie do porządku i skierował na Onurisa swój wzrok. Właśnie na to od początku czekał - na okazję do odbycia poważnej rozmowy, do ustalenia planu działania. W końcu przechodzili do rzeczy... I najwyraźniej robili to bardzo powoli, głównie ze względu na pauzę, którą smok uczynił, ale trudno.
Gdy wreszcie rozpoczęły się tak upragnione przez niego wyjaśnienia, Josh słuchał ich uważnie, przechylając głowę lekko na bok i od czasu do czasu marszcząc czoło. Początku tak naprawdę się domyślał, między innymi na podstawie tego, co usłyszał już wcześniej, więc nie czuł się jakoś szczególnie zaskoczony... Nawet przy fragmencie o tym, że ciała miały wpływ na ducha. Oczywiście, że tak było. Żadna nowość, przynajmniej dla niego. Mimo to uzdrowiciel widział, że Onurisowi z trudem przychodziło mówienie o tym wszystkim, więc nie wtrącał się i niczego jeszcze nie komentował - za każdym razem czekał chwilę, aby upewnić się, że smok już skończył... I okazywało się, że opowiadał dalej.
Ta część o egzekutorach była już znacznie bardziej interesująca, bo tego Elixir się nie domyślał - choć trzeba przyznać, że w ogóle się nad tym nie zastanawiał. Zanotował sobie te informacje w pamięci na przyszły użytek, ale prawdę mówiąc w tej kwestii miał tylko jedno pytanie. Pilnował go sobie, żeby nie wyleciało mu z głowy, bo mogło się okazać istotne... A nie przypominał sobie niczego, co świadczyłoby o takiej czy innej odpowiedzi. Chyba. Choć tak naprawdę mógł coś pominąć albo czegoś nie zrozumieć.
Spojrzenie nastolatka opadło ku zaciśniętej pięści Onurisa, gdy wyczuł i zauważył ruch, a jedna z jego brwi powędrowała w górę. Do tej pory zobaczył i usłyszał już wystarczająco dużo, by rozumieć, że dla smoka to wszystko było bardzo osobiste, więc jego kolejne słowa nie stanowiły zaskoczenia... Za to kryjące się za nimi emocje oraz reakcja płomienia już tak. W pewnym sensie fascynowały Josha, choć nie aż tak, jak zmiany pojawiające się na ciele Onurisa.
Blondyn w skupieniu śledził wzrokiem te ciemne wzory, myśląc jednak o własnych, obecnie dokładnie ukrytych pod materiałem kurtki. Tak, z tym mógł się utożsamić... Nie tylko na podstawie tu i teraz, ale i bazując na koszmarze, od którego to się w ogóle zaczęło. W końcu najpierw ujrzał swoje plamy we śnie, a dopiero później pojawiły się na jego skórze i uparcie nie chciały jej opuścić.
Tam też czuł gniew. Tę emocję zapamiętał chyba najlepiej. Gniew - i ból. Ale nie nadzieję. Nie, jej tam nie było, ani przez chwilę, zdecydowanie...  Szczegóły już mu umykały, zamazywały się, pozostawały poza jego zasięgiem, ale i tak kojarzył je lepiej niż po większości swoich snów. Wiedział, że jego ciało wypełniało wtedy to samo, co odbierał teraz od smoka - coś na kształt energii, lecz stanowiącej przeciwieństwo tej, którą manipulował na co dzień. Zazwyczaj każda komórka jego organizmu pulsowała życiem i światłem. Wtedy... Nie.
Początkowo Elixir nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego ręce się przemieściły. Wcześniej opierał dłonie na udach, obecnie zaś ułożył je w taki sposób, że spoczywały luźno na jego przedramionach, z których lewe znajdowało się pod prawym. Aby poza ta była naturalna, chłopak musiał też trochę się do niej pochylić, a przynajmniej opuścić ramiona. Kiedy dotarło do niego co zrobił, zerknął w dół, ale nie próbował powrócić do poprzedniej pozycji. To by było dziwne i mogłoby ściągnąć na niego uwagę.
Na szczęście chyba nie musiał się tym jednak martwić, bo w końcu przeszli do najważniejszego punktu programu, przynajmniej na tę chwilę, czyli do ustalania planu. Josh nie miał najmniejszego problemu z pomysłem, aby Onuris stanowił przynętę. To wydawało mu się najrozsądniejsze, a jakoś musieli przecież zwabić do siebie to całe plugastwo... Byle nie zaskoczyło ich przed czasem. Najlepiej będzie, jeżeli zdążą odpowiednio przygotować miejsce walki, może nawet zorganizować jakąś pułapkę lub chociaż sprzyjające im warunki. Och, gdyby udało im się wrzucić je do wody albo w inny sposób zamoczyć, a potem potraktować elektrycznością, być może by je osłabili albo nawet pozbawili przytomności? Elixir wątpił, aby coś takiego miało je wykończyć, ale skrzywdzić - a nuż?
- Ja jestem za tym, żeby w ogóle go nie zabijać. Z tego co zrozumiałem, istnieje opcja, że to stworzenie nawet nie odpowiada w pełni za swój stan, a więc niekoniecznie zasługuje na śmierć. Byłoby trochę hipokryzją nie dać mu wcale szansy. Złapmy je w pułapkę, pozbawmy przytomności, to spróbuję je wyleczyć... Tylko zastrzegam, że to może chwilę potrwać. Jeżeli się nie uda, to wrócimy do planu z zabijaniem - zasugerował natychmiast po tym, jak Onuris zamilkł. Reszta wydawała mu się oczywista, przynajmniej w ogólnych założeniach. Gady walczyły pewnie z bliska, Nori z dystansu... Ich role praktycznie same się przydzielały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Pią Lut 16, 2018 3:23 pm

Po dotarciu do jaskini nie pozostawało jej nic innego, jak tylko czekać na swoich towarzyszy. Trochę im zajęło dotarcie tutaj, więc coś dodatkowo musiało się stać. Być może któryś był ranny i Josh musiał zrobić użytek ze swoich mocy. Ona mogła się tylko domyślać tego i siedząc na piasku, wpatrywać się w ścianę deszczu. Bluza leżała obok niej, a piasek się do niej przylepiał. Nie przejmowała się tym jednak. Jak wyschnie to bez problemu otrzepie piasek z niej. Najwyżej trochę brudna będzie, ale to jej akurat nie przeszkadzało.
W końcu zobaczyła w oddali trzy postacie, które szybko rozpoznała. Po niezbyt długim czasie trójka jej towarzyszy dotarła do jaskini i wszyscy po kolei weszli do środka. Tak jak myślała, miejsca było dla nich dość. Tylko troszkę za nisko dla Onurisa, ale i tak przecież będą tu raczej siedzieć niż stać, więc nie uważała, by była to jakaś duża niewygoda.
- Jasne. Tylko trochę mokra. - odpowiedziała Onurisowi z lekkim skinięciem głowy, odwzajemniając nieco niewyraźnie jego uśmiech. Zapewne dlatego, że będąc mokrą nie miała najlepszego humoru. Gdyby nie jaskinia to pewnie już by była po zwarciu. Prawdopodobnie nieprzytomna. Albo blisko zwarcia. Ściana deszczu na zewnątrz w tej chwili była dla niej największym niebezpieczeństwem.
Kolejne słowa smoka zdecydowanie poprawiły jej humor. Szedł po drewno. Czyli będą mieć ognisko. Ogrzeją się i wyschną. Dla niej szczególnie to drugie miało ogromne znaczenie. Poza tym, nie wiedzieli ile czasu ta burza może potrwać. Gdyby siedzieli tak mokrzy to w końcu by się pochorowali. No, na pewno ona. Reszta raczej nie.
- Uważaj na siebie. - rzuciła krótko za białołuskim kiedy ten już ruszył z powrotem do wyjścia. Po chwili zniknął im z oczu, gdzieś tam. W dżungli, szukając drewna i przy okazji badając poblisko teren zapewne. Pozostawało im czekać aż do nich wróci. W jednym kawałku. W to jednak nie wątpiła. Nawet bez mocy biały był silny.
- Christopher, co? Ciekawe imię, jak na kosmitę. - odezwała się do mniejszej jaszczurki. Nie skierowała na niego jednak swojego spojrzenia. Cały czas wpatrywała się w deszcz. - Chris. Krzysiu. Hmh. -  skróconą wersję mruknęła już ledwo wyraźnie. Nie żeby serio uważała, że zielony był kosmitą. Przecież równie dobrze mógł pochodzić z Ziemi. Byłaby naprawdę zaskoczona, gdyby się okazało, że na innych planetach mają takie same imiona jak u nich. Ten krótki zwrot do jaszczura był próbą wyciągnięcia z niego tych informacji.
Nie wiedziała, ile czasu minęło, ale w końcu Onuris wrócił do nich. Zeskoczył gdzieś z góry, otrzepał się z wody i wszedł do środka. Można było odetchnąć z ulgą, wyglądało na to, że nic złego mu się nie przydarzyło na zewnątrz. Azjatka od razu skoncentrowała swoje spojrzenie na poczynaniach smoka. To jak układał drewno, a następnie używał tej złotej mocy, by je wysuszyć. Przesunęła spojrzenie na ramię białołuskiego i obserwowała jak złota poświata przepływa po nim, tworząc coś na wzór żył na nim. Być może faktycznie energia przez nie przepływała. Tego nie mogła wiedzieć, ale efekt i tak był ciekawy. I całkiem ładny.
W końcu gałęzie zaczęły się lekko żarzyć, a po chwili mieli już ognisko. Nie jakoś specjalnie duże, ale raczej im wystarczyło. No i na więcej nie było miejsca. Poza tym i tak musieli siedzieć blisko siebie, a to też dawało dodatkowe ciepło. Onurisa miała po swojej lewej, a Josha po prawej. Sama przysunęła się jak najbliżej ognia, kładąc bluzę przed sobą, by się suszyła powoli. Jej uwadze nie umknęło ułożenie ogona Onurisa, którego koniec kątem oka zauważyła po swojej prawej stronie. Odruchowo sięgnęła do niego prawą ręką, opierając na nim lekko dłoń.
Po chwili smok się odezwał. Najpierw krótko, dwoma słowami. Zapewne, by zwrócić na siebie ich uwagę. Miał zamiar przedstawić im plan. Zaczął jednak od wyjaśnienia, z czym tak właściwie będą mieli do czynienia. Może to nie było specjalnie istotne, ona pewnie i tak po powrocie do Instytutu zapomni o tym, ale ciekawie było posłuchać o takich rzeczach. Zawsze to jakieś zajęcie, podczas suszenia się. I tak na razie nie mogli nigdzie iść, więc Onuris zajmował im czas dokładnymi wytłumaczeniami. Co prawda i tak części rzeczy nie rozumiała, ale to nie znaczyło, że miała ignorować słowa białego. Słuchała ich uważnie, wpatrując się w ogień i grzejąc jego ciepłem.
Drgnęła, gdy nagle ognisko urosło, płomień buchnął w górę. Obróciła lekko głowę w stronę Onurisa. Zauważyła zmiany w jego mimice, na jego ciele. Nawet w głosie choć ten był tylko w ich głowach. Delikatnie zacisnęła palce na jego ogonie. Teraz już panował na sobą. I został ocalony przed egzekutorem. Przez nich. Był dobry, każdy to widział.
W końcu wytłumaczył im, jak będzie ogólnie wyglądać cała akcja. Nie podobał się jej pomysł, że białołuski będzie odgrywał rolę przynęty, ale to był najlepszy plan. Z czymkolwiek będą mieli do czynienia, to coś na pewno najbardziej będzie się na nim koncentrować.
Spojrzała na Josha, gdy ten w końcu się odezwał. Wiedziała dobrze na czym polega jego moc. No, wiedziała dosyć ogólnie. W każdym razie, jego pomysł wydawał się być możliwy do zrealizowania. Jako, że nie będzie miał do czynienia z człowiekiem, czy widmem podobnym do Onurisa, to na pewno proces zajmie mu nieco więcej czasu.
- Popieram Josha. Warto spróbować ocalić te widmo. Umie wpływać na emocje i w ogóle organizm. Sam widziałeś, jak na mnie wpływał przez cały czas kiedy Ankylon był w moim pokoju. Bez niego nie byłabym taka... Miła. - odezwała się, wracając spojrzeniem do smoka. Skoro wywalczyli szansę dla niego, to mogli i powalczyć o szansę dla tego drugiego, który najwyraźniej był po prostu opętany przez negatywne emocje. - Mogę pomóc w znokautowaniu, w Houston moje moce były całkiem przydatne. Może tutaj też się uda. - dodała zaraz z lekkim uśmiechem. Nie było pewności, czy na tego tutaj zadziała elektryczność, ale spróbować nie zaszkodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Wto Lut 20, 2018 10:39 pm

Cenna minuta, podczas to której Chris znajdował się w objęciach brata, pozwoliła mu na krótkie ogrzanie się i otrzymanie niezbędnej dla jego organizmu dawki ciepła. Jaszczur nie miał tak silnego ciała, które mogłoby sprawnie radzić sobie z zimnem na jakie było ono obecnie narażone. Niemniej treningi umożliwiły mu niejakie wzmocnienie odporności na niesprzyjające warunki, mimo że reptilianin wciąż był istotą zmiennocieplną, stale podatną na zmiany temperatur. Stąd też zielonołuski przyległ do ciała białołuskiego, pragnąc choć trochę się ogrzać i... odpocząć. Walka z falami potrafiłaby wykończyć niejednego wojownika, a reptilianin nadal trzymał się na nogach, które nie uginały się pod jego ciężarem i tym samym nie zmuszały go do mimowolnego upadku na ziemię. Był silny. Bardzo silny i choć los mu nie sprzyjał, jaszczurowi nawet nie przeszło przez myśl to, żeby się wycofać. Kaartarn na niego liczył. Wszyscy liczyli.
 Jak tylko dotarli do bezpiecznego schronienia, Christopher pierw omiótł je wzrokiem, a dopiero potem spojrzał na towarzyszkę, która już tam na nich czekała. Nie wyglądała najlepiej, co było widać już na pierwszy rzut oka. Deszcz nie oszczędził również jej, niemal nie pozostawiając na niej suchej nitki. Gdyby znajdowali się w innych, bardziej sprzyjających okolicznościach, Chris na pewno nie oszczędziłby głupiego uśmiechu i komentarza odnośnie stanu jej włosów, które przed lotem na pewno starannie dopieściła, aby ładnie wyglądać w oczach Onurisa pozostałych. Teraz jednak po prostu na nią patrzył, gdyż trudno było mu o dobry humor. Pewnie szybko to się zmieni, znając mało rozgarnięty charakter Christophera. Powaga i milczenie zwyczajnie nie leżały w jego naturze.
  Wkrótce Onuris oświadczył, że wybiera się po opał, co mogło spotkać się zarówno z poparciem, jak i ze sprzeciwem ze strony reszty. Nikt jednak nie protestował i nie powinno być w tym nic dziwnego. Jedynie Onuris mógł podołać temu zadaniu, a ogień był na chwilę obecną rzeczą niezbędną. Zwłaszcza, gdy pomyślało się o Noriko. Dla innych taka samodzielna wyprawa była o wiele bardziej ryzykowna i szczerze... była samobójstwem. Kostiumy nastolatków i naturalny pancerz Chrisa nie mógły dorównać wytrzymałością łuskom Onurisa. Doświadczenia również mieli dużo mniej niż on. Onuris wiedział, co robi. Był ich przyjacielem, przewodnikiem i obrońcą. Zarówno podczas misji, jak i poza nią.
Poczuwszy ruch dłoni na swoich ramionach, reptilianin obrócił łeb w kierunku brata. Widmo przydzieliło młodzikowi ważne zadanie. Jaszczur nie zawaha się obronić sprzymierzeńców przed tubylcami i wszelkimi innymi zagrożeniami, które znajdują się na wyspie i będą chciały ich skrzywdzić. Co prawda dzikie zwierzęta łatwo odstraszyć, lecz o plemieniu tak naprawdę niewiele wiedzieli. Podobnie jak o grasującym w okolicy widmie. Należało więc zachować czujność. Nic nie mogło dostać się do wnętrza jaskini.
- Zrozumiałem. - powiedział zdecydowanym głosem, stając prosto i unosząc łeb. Chciał w ten sposób udowodnić, że nadal ma w sobie siłę i mogą na niego liczyć. Polecenie brata pobudziło jego wiarę we własne umiejętności.
Gdy Onuris ich opuścił, Chris nadal był w stanie go wyczuć. Jaszczur wolnym krokiem zbliżył się do wyjścia jaskini, lecz pozostawał wewnątrz, aby nie zmoknąć. Tutaj wiatr oraz deszcz do nich nie docierał. Nori znalazła idealne schronienie. Reptilianin stał z zaciśniętymi pięściami w całkowitym bezruchu, jednakże pozostawał spokojny i opanowany. Starał się jedynie opanować drżenie ciała, które było wynikiem niedawnej zimnej kąpieli. Najlepiej byłoby oddać się medytacji, której nauczyły go widma, zachowując przy tym wyostrzone zmysły, ale trudno było to młodzikowi osiągnąć w obecnych warunkach. Jego technika nie była na tyle zaawansowana, więc z tego zrezygnował. Wolał nie ryzykować.
Uniósł brwi i spojrzał na Noriko, kiedy ta niespodziewanie się do niego odezwała. Dla zielonołuskiego było to spore zaskoczenie, zwłaszcza, że wcześniej nie wydawała się nim w żaden sposób zainteresowana (lecz on i tak wiedział lepiej). Na zdrobnienie imienia w żaden sposób nie zareagował, niemniej ją świetnie usłyszał. Odwrócił się frontalnie do dziewczyny, a na jego pysku w końcu zawitał ten typowy nonszlancki uśmiech. Dialog wyraźnie mu odpowiadał. Wszystko było lepsze od słuchania nudnego deszczu i porywów wiatru.
- Czyli zapamiętałaś moje imię. Czuję się tym faktem niezmiernie zaszczycony. - zaczął z lekką, aczkolwiek przyjacielską kpiną w głosie, a następnie kontynuował.
- Jak chcesz to możesz mówić na mnie Hapsik. Różnie na mnie mówiono, gdy sięgałem poniżej kolan. Niektórzy bywają bardzo kreatywni. - mruknął niewzruszonym tonem, jakby sennym, samemu nie skupiając na Nori swojego wzroku dłużej, niż było to potrzebne. Oczywiście była to tylko cisza przed burzą. Dziewczyna nie wyciągnęła od niego jakichkolwiek przydatnych dla niej informacji. Zupełnie tak, jakby reptilianin od razu rozpoznał tę zagrywkę. A może po prostu nie chciał poruszać tego tematu? Trudno było to określić po jego barwie głosu. Po kilku sekundach milczenia jaszczur ponownie na nią spojrzał, tym razem skupiając wzrok na jej niebieskich włosach i zmieniając temat na znacznie "ciekawszy". Oczywiście ciekawszy dla niego.
- Fajne masz włosy. Nie sądzę, że cosplay bohaterki z anime wzbudzi postrach w sercach przeciwników, lecz kto wie? Życie lubi zaskakiwać. - palnął nagle, chociaż wcale nie oczekiwał jakiegokolwiek komentarza z jej strony. Nori mogła to zarówno przemilczeć, jak i zrobić dowolną minę, a jaszczur i tak grzecznie wrócił do stania na warcie, tym razem trzymając ręce za plecami i zachowując wyprostowaną postawę. Wpatrywał się w deszcz na zewnątrz i szukał wzrokiem znajomej sylwetki. Jego mimika ponownie zrobiła się poważna i na pysku powróciło skupienie. Świadomość, że Onuris gdzieś tam jest nie dawała mu spokoju aż do jego powrotu, który nastąpił około dziesięć minut później. Chris w przeciwieństwie do innych odliczał czas od zniknięcia widma. Musiał wiedzieć, kiedy powinni zacząć się o niego martwić
Christopher od razu wybrał sobie miejsce przy ognisku, dosiadając się do Onurisa po jego lewej stronie. Siedząc po turecku obserwował cały proces rozniecania ognia przez białołuskiego. Różnił się on od tego, czego uczono Chrisa podczas zadań w terenie. Reptilianin musiał korzystać z tego, co miał pod ręką. Energia nie wchodziła w grę. Gdyby jednak tutaj nie użyto tej techniki to mieliby spory problem. Drewno nie dawalałoby się do niczego. Zjawisko nie było dla jaszczura czymś wyjątkowym i takie obserwacje stanowiły dla niego codzienność w społeczności widm, jednakże zawsze wpatrywał się w nie jak zaczarowany.
Kiedy tylko płomienie oświetliły ściany jaskini i ognisko zaczęło wszystkich ogrzewać, reptilianin od razu przysunął się bliżej ogniska, a następnie uniósł prawą rękę na wysokości pyska i przystąpił do... lizania jej jak kot, aby szybciej wyschnąć i pozbyć się kropel wody, które wciąż pokrywały jego łuski. Tyle dobrego, że deszcz zmył już w słoną wodę z jego ciała i mógł sobie na to pozwolić. Oczywiście przekonał się o tym dopiero wtedy, kiedy tego spróbował. Trwało to jednak tylko kilka sekund, ponieważ głos Onurisa szybko sprawił, że młodzik skupił całą swoją uwagę właśnie na nim i oba łokcie spoczęły na kolanach.
 Wypowiedź białołuskiego coraz bardziej utwierdzała reptilianina w przekonaniu, że zabicie to jedyna metoda na pokonanie splugawionego widma. Onuris nie przedstawił żadnej innej możliwości. Zapomniał o tym czy jednak... nie było już dla tej istoty ratunku i nadziei? A może była, lecz białołuski musiał wykonać zadanie w ten, a nie w inny sposób, aby odkupić swoje winy? To nie trzymało się kupy albo oni jeszcze nie wiedzieli wszystkiego. Chris odwrócił swe spojrzenie w kierunku ogniska, marszcząc brwi, jak gdyby starał dostrzec coś wśród tańczących płomieni. Dodatkowo rodziło się pytanie, skąd wzięło się widmo, z którym przyjdzie im walczyć. Czy przeszłość bestii miała dla nich w tym momencie jakiekolwiek znaczenie? Czy miała ona swego "pana"? Nie na wszystkie pytania Onuris byłby w stanie im odpowiedzieć.
 Reptilianin poczuł nieprzyjemny dreszcz na karku, kiedy brat Nodina wspomniał o egzekutorach. A więc to tak zostaje się jednym z nich? Egzekutor, którego misją jest niszczyć plugastwa, sam może nim zostać? Przerażająca wizja...
 Christopher czuł w głosie brata oraz w jego zachowaniu niepokojące zmiany. Chris skierował wzrok na białołuskiego. Zarówno w powietrzu, jak i w ciele towarzysza, wyczuwał mroczną energię. Tajemniczą i niebezpieczną siłę, która powoli trawiła widmo od środka, pragnąc wydostać się na zewnątrz. Reptilianin wpatrywał się w brata. Jego ślepia zdradzały obawę, strach przed tym, co skrywało się w zakamarkach umysłu drugiego gada, jednak nie przestawał na niego patrzeć. Nie odsunął się i nie popadał w panikę. Zamiast tego, dostrzegając trud, ból, żal i gniew w jego głosie oraz oczach, Christopher uniósł prawą dłoń i umieścił ją na ramieniu brata. Był to niemy gest, poprzez który dał mu znak, że są przy nim. Wspierają go i będą walczyć u jego boku, bez względu na to, kim kiedyś był. Przeszłość Onurisa wciąż pozostawała owiana tajemnicą. Rozmowa o niej miała zły wpływ na stan widma. Każdy mógł to wyczuć oraz usłyszeć. Chris pomimo zmartwień uśmiechnął się do niego kącikiem pyska. Na szczęście stan, w jakim znalazł się Onuris nie trwał zbyt długo. Powoli zabrał górną kończynę z ramienia gada, patrząc na twarze pozostałych.
Zielonołuski wysłuchał propozycji rówieśników. Zaskoczyło go to, że Josh oraz Nori byli za uratowaniem widma, choć w początkowym planie w ogóle tego nie uwzględniono. Nie, żeby nie podzielał ich planu, jednakże...
- Też jestem za próbą uratowania tego widma, ale jeśli ryzyko będzie zbyt wielkie i czyjeś życie będzie w niebezpieczeństwie, należy istotę unicestwić. Nie możemy doprowadzić do sytuacji, kiedy będziemy wybierać między życiem jednego z nas, a bestią, bo może być już za późno na jakiekolwiek działania... - powiedział, opierając podbródek na rękach i wpatrując się w ogień. Jego słowa nie były surowe ani przepełnione gniewem. Jego głos bardziej wyrażał troskę.
- Swoją drogą... to widmo. Jakim cudem coś takiego znalazło się na Ziemi na jakiejś odciętej od świata wyspie? Myślicie, że samo z jakiegoś powodu wybrało to miejsce czy ktoś je tutaj uwięził? Eh, chyba już za dużo myślę. Kaartarn nawet nie dał mi odespać ostatniego poranka. - przetarł palcami czoło na samą myśl o wygodnym posłaniu z innych widm. Wypadało jednak przejść do rzeczy. - Mogę pomóc w tropieniu i wypatrywaniu wszelkich ewentualnych niebezpieczeństw. Potrafię bezszelestnie się poruszać, wspinać po drzewach oraz szybko zaatakować, więc zadbałbym o to, abym to ja wykonał swój pierwszy ruch, zanim zrobi to przeciwnik. Byleby nikt nie polegał na moim węchu. On akurat zawodzi, więc ktoś by musiał mnie w tym zastąpić... - mruknął półżartem. - Umiem też kilka innych rzeczy, ale nie zamierzam się przesadnie przechwalać, bo to nie o to chodzi. Mogę pomóc Księżniczce w znokautowaniu wroga. Dostosuję się. - wzruszył ramionami. Chris od zawsze wolał wykonywać polecenia innych, więc był gotów na podjęcie prawie każdego zadania, jakie mu przydzielą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1501
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Yesterday at 9:51 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris

Białołuski odetchnął spokojnie, oddając się wysłuchaniu opinii swych towarzyszy, przyjaciół oraz brata. Wpierw jego wzrok padł na Joshuę, któremu skinął łbem ze zrozumieniem. Rozumiał jego postawę, nie zamierzał się sprzeciwiać. Miał jednak jedną uwagę, którą zamierzał wygłosić gdy każdy już zabierze głos. Następnie jego wzrok padł na Noriko. Kobieta podzieliła zdanie swego przyjaciela, choć tutaj znów Onuris miał pewną uwagę. Końcówka ogona owinęła się dookoła dłoni kobiety, zaciskając się lekko, gdy ta wspomniała o wykorzystaniu swych mocy w celu przekonania kogoś do utraty przytomności. Gad od razu wyobraził sobie ten proces. Ogon pozostał na swej pozycji, a spojrzenie wielkiego gada padło finalnie na ostatniego kompana - Chrisa. Ten postanowił się rozgadać, więc to od niego białołuski zaczął formułowanie odpowiedzi. Zwłaszcza, że młody zadawał pytania.
/Możliwości jest tyle, ile zdoła tobie podsunąć wyobraźnia. Nie sądzę jednak, by był tutaj uwięziony. W przeszłości zdarzało mi się już przepłynąć z kontynentu na kontynent./
Wyjaśnił i zamilkł na chwilę, dopiero po kilku sekundach uświadamiając sobie, na jakie imię powołał się młody Christopher. Tak na prawdę wybudził go kolejny grzmot pioruna, poprzedzony krótkim, aczkolwiek silnym błyskiem. Gad potrząsnął łbem, podniósł lewą rękę, zaraz sięgając nią ku młodemu. Oparł dłoń na ramieniu młodzika, wsuwając za jego plecy oraz opierając na wysokości łopatek, delikatnie zahaczając pazurami o łuski.
/Odpowiedz mi za chwilę: kim jest dla ciebie... Kaartarn?/
Zapytał, kładąc nacisk na "za chwilę". Uzyskanie odpowiedzi - której się domyślał - w tym momencie, mogło przyprawić go o przedwczesną głupawkę, a co za tym idzie, niemoc w wyjaśnieniu najważniejszych kwestii w tej chwili. A relacje pomiędzy poszczególnymi Urkyn'Vareis nie były teraz ta ważne, jak dopracowanie ich prostego planu. Zanim więc Chris odpowiedział, Onuris wtrącił kolejne słowa, dalej odpowiadając jemu, jednak wypowiedź kierując do wszystkich.
/Chaotyczna istota będzie szybsza, niż się spodziewasz, młody bracie. Nawet jeśli zdarzy się okazja, pierwszy atak wykonam - lub przyjmę - ja. Choć spodziewam się, że o jego obecności dowiemy się po nagłym bólu pod moimi żebrami, kiedy już wbije we mnie swe pazury. Będziemy walczyć razem, ramię w ramię./
Odpowiedział mu i zachichotał cicho, stosując nieco czarnego humoru - jakże prawdziwego w tej sytuacji. Znów potrząsnął łbem, odgonił myśli i odwrócił łeb w stronę Nori oraz Josha. Na początek sprezentował im przepraszającą minę, bo zapewne nie podzielą jego durnego humoru, wynikającego bardziej z reakcji obronnej na wydarzenia, których się spodziewał. Zaraz też przeszedł do wyjaśnień, dalej trzymając końcówkę ogona owiniętą dookoła dłoni Azjatki, natomiast lewą dłoń na plecach młodego jaszczura. Wzrok wpierw wbił w Elixira, gdyż to jemu chciał wpierw nieco wyjaśnić.
/Jeśli jego historia podobna jest do mojej, możesz spróbować mu pomóc. Spodziewaj się tylko innego organizmu, niż mój. Urkyn'Vareis potrafią bardzo różnić się między sobą wzajemnie, z zewnątrz, jak i wewnątrz. Nawet, jeśli organy wewnętrzne budowane są tak samo. W dużym stopniu odpowiada za to nasza moc, specyfika bycia bytem./
Białołuski zerknął w stronę wyjścia z jaskini, akurat gdy ponownie błysnęło. Odczekał sekundę, aż usłyszeli potężny huk, który zaraz minął. Deszcz w dalszym ciągu hałasował, uderzając o piasek oraz tworząc ścianę wody spadającą z nieba. Póki co, nie było opcji wyjścia na zewnątrz. Powrócił więc spojrzeniem do młodego mutanta, powiercił się nieco, poprawiając pozycję i kontynuował:
/Wyczujesz to. Gdyby okazało się, że stwór ten nigdy nie przeszedł naszego wychowania, to jego umysł spowity będzie ciemnością oraz chaosem. Pustką. Wtedy nie będzie dla niego ratunku. Mimo wszystko jesteśmy trochę bardziej skomplikowani, niż wy. Ale zaryzykuję, zgadzam się. Damy mu szansę./
Teraz wzrok stwora przesunął się na Nori. Biały znów posłał jej przyjacielski, ciepły uśmiech, ogon delikatnie zakręcił się dookoła jej nadgarstka, dając się ściągnąć - jeśli będzie chciała - lub zwyczajnie znów owijając jej dłoń, gdy ta nic z nim nie zrobi.
/Moja miła przyjaciółko, pamiętaj tylko, co było ze mną./
Onuris podniósł prawą dłoń, zbliżając ją do swego torsu. Postukał się pazurami po klatce piersiowej, wskazując miejsce w którym kiedyś miał ranę. Nie tak dawno, a dokładniej...
/To Josh zamknął mą ranę i przywrócił sprawność. Ale cały czas byłem przytomny./
Przypomniał, że w Houston zdarzyło mu się mieć dziurę w klatce piersiowej, przez którą Elixir nawet zajrzał sobie do środka. Mimo tych obrażeń oraz towarzyszącego bólu, Onuris zachował świadomość. Co prawda nie było to do końca normalne i naturalne, bo zaczynał odpływać, jednak nadal był świadom. A wniosek był z tego prosty, nie tak łatwo było zmusić widmo, by odpłynęło do krainy snów. Nawet na krótką chwilę. Choć ani głos ani postawa Onurisa nie zdradzały jakichkolwiek oznak zwątpienia w moc młodej mutantki.
/Ja go złapię, a ty nas porazisz./
Zażartował i znów zachichotał, delikatnie odsłaniając swe kły. Choć ostatecznie żart ten wydawał się dość dobrym planem, co szybko ustalił gdy jego pysk przybrał bardziej poważną minę. Zastanowił się i nawet nie brzmiało to najgorzej. Co prawda Nori będzie musiała się mocniej wysilić, by powalić dwa widma jednym strzałem, niemniej biały z pomocą Chrisa zadba o to, by przeciwnik nieco się zmęczył. Wtedy powinno pójść gładko. Stwór po raz kolejny zerknął na zewnątrz. Sztorm, wiatr, ściana zimnej wody - a do tego pioruny. Nasunął mu się tylko jeden wniosek.
/Wyruszymy rano. Skorzystajcie ze snu, na tyle komfortowo, na ile możecie. Będę pełnił straż./
Sugestia była naturalną odpowiedzią na ten stan rzeczy. Nori była zmęczona, a niezbyt długa podróż zapewne pozostawiła nieco potrzebny snu. Joshua nie potrzebował takiej wygody, a Chris sam zgłosił, iż nie był do końca wyspany. Choć to ostatnie go akurat zdziwiło i raczej nie brał tego faktu do końca serio. Niemniej, nie mieli niczego innego do roboty. Mogli posiedzieć i pogadać, dopóki z nieba lała się woda - Nori będzie miała trudność w używaniu mocy. Natomiast noc skutecznie utrudni im rozeznanie w terenie. Nawet adaptacja organizmu do ciemności nie pozwoli skutecznie wyeliminować przewagi przeciwnika, wynikającej z ich słabej znajomości terenu. Noc nie była dla nich dobrą porą do walki, przynajmniej nie ta noc. W dzień powinni dać sobie radę o wiele lepiej. Kwestia tego, by to on pełnił wartę była najbardziej optymalna. Onuris uważał, że najskuteczniej zareaguje na potencjalne zagrożenie, a sen nie był mu specjalnie potrzebny więcej, niż raz na trzy-cztery miesiące. Przynajmniej w tym stanie, gdy po prostu siedział. W najgorszym wypadku zawsze mógł zwrócić się do Josha. Temu ostatniemu - jeśli grupa zdecyduje się na taki odpoczynek - Onuris zaleci, by rankiem ich wybudził. Zazwyczaj organizm potrzebuje godziny do uzyskania pełnej sprawności. W tym wypadku nie będą jej mieli, a moc Elixira będzie tu nieocenioną pomocą. Oczywiście chodziło głównie o Nori oraz Chrisa.
Białołuski nie zamierzał się z nimi kłócić ani sprzeczać, a w razie potrzeby - możliwie ułatwi im odpoczynek. Tak długo, jak długo będzie w stanie obserwować jedyne wejście do jaskini. Mógł usłużyć jako podparcie bądź poduszka, tak długo, jak długo jego wzrok nie odklei się od wyjścia. No może poza momentami, gdy to czasami zerknie na każde z nich z osobna.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   

Powrót do góry Go down
 
Afet'Xiser Ait Island
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety-
Skocz do: