Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Afet'Xiser Ait Island

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1519
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Afet'Xiser Ait Island   Pią Sty 19, 2018 12:09 pm

First topic message reminder :


Średnich rozmiarów wyspa, ukryta na środku oceanu atlantyckiego daleko na południe od Alranois na koordynatach 13°01'17.2"N 36°45'23.7"W. Miejsce to owiane jest tajemnicą. Niewielu wie o istnieniu wyspy, jeszcze mniej jest ją w stanie zlokalizować. Afet'Xiser Ait to bardzo dzikie i prymitywne miejsce. Wszelaka energia zachowuje się tutaj bardzo niespokojnie. Zawodzą zmysły, moce, magia. Nie ma tu żadnej technologii. Jedynymi mieszkańcami są tubylcy w nieprecyzyjnej liczbie, szacowanej pomiędzy kilkudziesięciu, a kilkuset przedstawicieli. Zwą się Axalk Ait, są rozumni niemniej bardzo prymitywni. Podejrzewa się, że posiadają jakiś kontakt z magią lub mistycyzmem. Cechą szczególną tego ludu jest naturalny allspeak. Wszyscy posiadają jasne, białe włosy. Różnicuje ich jedynie kolor skóry, gdyż można tu odnaleźć wszelakie możliwe palety oraz mieszanki genetyczne. Ich wioska ukryta jest głęboko w gąszczach na południu. Na północny znajduje się potężna, niezdobyta góra.
Legendy mówią, że miejsce to jest przeklęte, a kto raz postawi tu nogę - nigdy nie powróci.
Spoiler:
 

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Wto Mar 20, 2018 7:41 pm

Plan Chrisa się powiódł i białołuski również przyłączył się do nietypowej zabawy, jaką było tarzanie się w rozgrzanym od słońca piasku. Chris nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio to robił, choć w Aedroth miał pewnie sporo okazji do tego, lecz każdą okazję wolał wykorzystywać inaczej, urozmaicać ją o nowe doświadczenia i odkrywać nowe sposoby na świetną zabawę. Pomiając swój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, czyli drzemania i wygrzewania się na słońcu, co pewnie dla nikogo nie byłoby niespodzianką. W końcu od samego początku widać było, że Chrisa ciągnęło do słońca oraz ciepła, natomiast chłód wolał omijać z daleka.
Młodzik nawet przez chwilę nie zawahał się zacisnąć szczęk na przedramieniu Onurisa, gdy tylko znalazło się ono w jego zasięgu. Nieważne czy byłby to ogon czy ręka białołuskiego - Chris od razu by to złapał, powarkując przy tym z rozbawieniem, jakby w przekonaniu, że teraz to Onuris mu nie ucieknie i jest w jego pułapce.
O dziwo na zdały się próby niejakiego "nastraszenia" jaszczura i sprowokowania go do rozluźnienia nacisku szczęk. Reptilianin leżał przybity do ziemi, bez możliwości wygrzebania się spod cięższego i silniejszego białołuskiego. Wolne ręce jaszczura przez większość czasu leżały bezczynnie na piasku, wzdłuż ciała jaszczura. Młodzik jedynie momentami lekko je unosił, lecz nawet nie próbował nimi chwycić przeciwnika za boki, choć miał ku temu okazję. Dłonie jedynie lekko zahaczały o łuski na żebrach Onurisa, ale było to dla niego praktycznie niewyczuwalne. Młodzik nie używał ani ich, ani pazurów, skupiając się głównie na samych kłach, którym udało się osadzić na białych i twardych łuskach brata. To na nich jaszczur skupił swój wzrok. Działania białołuskiego były bezowocne, wliczając nawet symulowane ugryzienie w szyję, które w prawdziwej walce od razu skończyłoby się śmiercią. Chris był uparty, zawzięty. Nie dawał się nastraszyć. Nie tym razem.
Kiedy Onuris umieścił swoje kły na nosie reptiliania, Chris zacisnął mocniej szczęki na przedramieniu brata, również patrząc mu w oczy i odpowiadając cichym warknięciem. Za żadne skarby nie chciał puścić swojej "zdobyczy", której to chwycenie było dla Chrisa osiągnięciem, sukcesem, nawet jeśli Onuris celowo zbliżyłby swoją rękę w okolice jego pyska. Na pysku jaszczura nie było widać oznak zdenerwowania, jednakże ogon już zamarł w bezruchu, w czasie gdy młodzik wpatrywał się bezustannie w białe ślepia brata. Ich walka stała się dużo mniej dynamiczna. Opierała się na gestach, mowie ciała, którą nie każdy wtajemniczony mógłby dostrzec bądź zrozumieć. Mimo że sytuacja wydawała się dużo bardziej poważna - wciąż była to tylko zabawa i nie trzeba było interweniować.
Wtem Onuris zdecydował się na nietypowy krok. Poczuwszy na swoim brzuchu dotyk, reptilianin niemal od razu drgnął całym ciałem, kierując wzrok w tamtą stronę. To był już sygnał, że białołuski trafił w czuły punkt Chrisa. Z każdym następnym ruchem dłoni smoka, młodzik zaczął się coraz bardziej wiercić i szamotać, lecz starał się nad tym zapanować i dalej trzymać uwięzioną rękę białołuskiego. Z pyska i nozdrzy wypuszczał gwałtownie powietrze, a parsknięcia zaczęły przeradzać się w śmiech. Śmiech, nad którym nie był w stanie zapanować, podobnie jak nad ciałem, które tylko szukało drogi ucieczki przed dłonią Onurisa, wiercąc się niekontrolowanie na wszystkie strony. Jaszczur wybuchł gromkim śmiechem i puścił przedramię brata, tarzając się na ziemi wbrew własnej woli.
- Hahaha, przestań! Błagam! Poddaję się, poddaję! - wydusił z siebie, trudząc się o zaczerpnięcie oddechu przed kolejną falą śmiechu. Jaszczur machał nogami, obracał pysk z jednej strony na drugą, próbował się obrócić z prawego boku na lewy, skulić się, osłonić. Cokolwiek, byle ochronić się przed tymi bezlitosnymi torturami.
- Już nie będę! Miej lito- ahaha! Onu przes- hahah! Wygrałeś! Wygrałeś! Dooość! Haha-! [...] - śmiech jaszczura nawet nie pozwalał mu na chwilę wytchnienia. Przez cały czas błagał brata o zaprzestanie łaskotania, na które okazał się wyjątkowo podatny. Młode łuski reptilianina nie były w stanie się przed tym obronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Elixir

avatar

Liczba postów : 224
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Sro Mar 21, 2018 6:09 pm

Josh jedynie przewrócił oczami na tę uwagę o lusterku. Tak, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaką się cieszył opinią, bo w końcu sam ją swoimi działaniami podsycał. Przez większość czasu mu odpowiadała. Pod wieloma względami ułatwiała mu życie. Dobrze było, gdy ludzie - oraz nieludzie - spodziewali się po nim czegoś konkretnego. Dla własnej wygody mógł iść na łatwiznę i im to dawać, a kiedy miał dość, to nagle zbierał punkty za nieprzewidywalność, gdyż wybijał się z ustalonych ram oczekiwań.
Nie to, żeby nie wiedział, że był śliczny. Przeciwnie, przecież często z tego atutu korzystał. Niby mówiło się, że nie należy oceniać książki po okładce i że liczy się wnętrze - w to akurat głęboko wierzył, nie tylko w przenośni, ale i bardzo biologicznie - ale zwykle jakoś tak się dziwnie składało, że ładni mieli łatwiej w życiu. Może na początku chłopak nie czuł się zbyt pewnie ze swoją nową, złocisto-metaliczną skórą, może potrzebował wtedy opinii z zewnątrz, żeby do końca się do niej przekonać... I może wciąż sprawiała mu problemy techniczne, bo nie mógł przez nią tak po prostu wychodzić do ludzi... Ale w Instytucie była uznawana za przyjemną estetycznie mutację, a on potrafił emanować pewnością siebie, niekiedy określaną mianem arogancji, co tylko dodawało mu atrakcyjności. Czemu nie miałby więc pożytkować i podziwiać darów matki natury oraz owoców swojej własnej pracy?
Podczas gdy Noriko milczała, on sam również nie zaczynał kolejnego tematu, ani tym bardziej nie kontynuował ostatniego. Panująca pomiędzy nimi cisza nie była nieprzyjemna czy niekomfortowa, więc nie spieszyło mu się do jej przerywania. W ramach rozrywki nastolatek obserwował zachowanie jaszczurów, które w trakcie ich rozmowy najwyraźniej wyznaczyły sobie cel tej swojej zabawy... Ale prawdę mówiąc robił to już głównie po to, aby mieć na czym zawiesić wzrok.
Chłopak przyglądał się więc skakaniu i podchodom Chrisa, które przypominały mu trochę sposób, w jaki młode różnych gatunków uczyły się walczyć i polować. Podejrzewał, że właśnie z czymś takim mieli tu w pewnym sensie do czynienia... Choć jaszczurka posiadała już jakieś umiejętności, więc nie była do końca szczeniakiem czy kociakiem. A przynajmniej tak wydawało mu się do momentu, gdy padła na piasek i zaczęła się w nim tarzać... Czyli jednak szczeniak. Powarkiwanie zdawało się potwierdzać tę teorię.
Jedna z brwi Elixira uniosła się lekko, lecz zaraz potem blondyn westchnął cicho i skierował spojrzenie dalej, poza plażę, w stronę ogromnej połaci wody i przemykających po niej fal. Co prawda w ten sposób wciąż miał gady w zasięgu wzroku, ale już się na nich nie skupiał. Po prostu przy okazji rejestrował ich ruchy. Rozumiał korzyści płynące z wysokiego morale, zabawa i odpoczynek były ważne, ale z drugiej strony nastolatek nie chciał za bardzo zwlekać z wkraczaniem do akcji - a przed nią powinni zrobić jeszcze parę rzeczy. Liczył na to, że nie będą zmuszeni spędzić na tej wyspie następnej nocy. Jedna w pełni mu wystarczyła, dzięki wielkie, przed kolejną wolałby wrócić do Instytutu.
- Może później. Albo już w domu. Teraz pewnie by już należało przejść do rzeczy - odpowiedział przyjaciółce, gdy wyszła z ofertą podania mu dodatkowych szczegółów ze swojego snu. Szczerze mówiąc w tej chwili nie bardzo miał ochotę o nich słuchać i myśleć, gdyż to kierowało go prosto ku refleksjom na temat jego własnych - nieprzyjemnych - wizji. Gdyby Noriko potrzebowała się wygadać, to jasne, wtedy by jej pomógł, ale skoro chciała tylko opowiedzieć mu o czymś zabawnym... To niekoniecznie. Josh wyjątkowo nie uczepił się nawet jej dramatycznej groźby, że zabiłaby się, gdyby przekazał komuś te informacje. W innych okolicznościach może przypomniałby dziewczynie, że podobno nie obchodziło jej co myśleli o niej inni, ale tym razem sobie odpuścił. Nie był w odpowiednim nastroju do przyjaznych zaczepek.
W końcu chłopak podniósł się ze swojej dotychczasowej pozycji na równe nogi i w pierwszej kolejności przeciągnął się powoli, unosząc na moment ręce ponad głowę. Był to tak naprawdę zwykły odruch, bo równie dobrze mógłby wpłynąć na swój organizm biokinetycznie, ale lubił sobie przypominać, że - pomimo bonusów - w dalszym ciągu był człowiekiem. Póki co jednak Elixir uznał, że dali gadom dość czasu na bratanie się. To już chyba najwyższa pora im przerwać i zadbać o konkrety.
Z tą myślą Josh wymownie wskazał Noriko kierunek ruchem głowy, po czym sam zaczął oddalać się od jaskini. Wbrew pozorom nie udał się prosto do Chrisa i Onurisa, bo z jakiegoś powodu nie przepadał za przypadkowym obrywaniem zagubionymi łapami, ogonami czy nawet przerzucanym piaskiem. Zamiast tego blondyn zawędrował trochę dalej, bliżej linii wody - a dokładniej tego miejsca, gdzie w tej chwili maksymalnie sięgały fale. Moczyć butów też nie zamierzał, więc mimo wszystko utrzymywał niewielki dystans od oceanu.
Przez ten czas gady zdążyły przejść z udawanej walki i gryzienia do łaskotek, od których ten mniejszy rzucał się niemiłosiernie, a obserwując to Elixir skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. Jego twarz nie wyrażała dezaprobaty czy zniecierpliwienia, ale nie widniał na niej również uśmiech. Wyglądała raczej... Neutralnie.
- Jeżeli skończyliście, to nie wiem jak wy, ale przynajmniej Nori powinna coś zjeść. Mogę namierzyć jadalne rośliny w pobliżu, ale jeśli chcecie też mięsa, najprościej będzie zanurkować po ryby. Najlepiej w wykonaniu Onurisa - zasugerował, unosząc głos tylko na tyle, aby przebić się przez piski i śmiechy Chrisa, któremu przy okazji posłał długie spojrzenie. Nie wspomniał wprost o jego wczorajszym zatruciu się wodą morską, ale do tego właśnie się odnosił. Onuris był najlepszym kandydatem do takiego polowania, a nastolatek czuł ławice na tyle blisko, że smok nie musiałby się od nich za bardzo oddalać. Same plusy.
- Poza tym wydaje mi się, że po posiłku powinniśmy się stąd przenieść. Tutaj mimo wszystko nie ma aż tak dużo miejsca, a wcześniej widziałem, że ta wyspa posiada lagunę. Jeżeli zamierzalibyśmy wykorzystać wodę przy organizowaniu pułapki, to mogłaby się przydać... Chyba że z tego rezygnujemy - dodał, wzruszając lekko ramionami i rzucając okiem w stronę Noriko. W lagunie powinno być płycej, więc w razie czego to mroczne widmo im tak łatwo nie odpłynie, a poza tym oni sami będą mieli opcję przemieszczania się po plaży wokół wody, zamiast tylko wzdłuż niej. Według niego brzmiało to korzystnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Sob Mar 24, 2018 5:28 pm

Noriko doskonale wiedziała, jaką opinię ma Josh w Instytucie. W końcu była w nim tylko trochę krócej od chłopaka. W dodatku od samego początku miała z nim do czynienia. To głównie dzięki niemu była teraz tu, gdzie była. I wiedziała też, że Elixir był też kimś ponad tym, co o nim mówiła jego szkolna opinia. Przecież gdyby faktycznie taki był to w życiu by się z nim nie dogadała. Zazwyczaj sobie żartowała, nawiązując do czego, co powszechnie o nim mówiono. Może i bywał skończonym dupkiem, ale był też dobrym przyjacielem. Może i czasem ją irytował i denerwował, dogryzając jej na różne sposoby, ale można było też z nim normalnie porozmawiać.
Milczenie trwało dłuższą chwilkę. Dla niej osobiście to nigdy nie było nic niezręcznego. Nawet jeśli ta cisza faktycznie była niezręczna dla drugiej osoby to nigdy dla niej. Nie przejmowała się takimi rzeczami. Tym razem cisza była w porządku. No i mieli w dodatku co robić. Obserwowali jak Onuris i Chris bawią się w walkę. Tak, bawią. Bo ciężko było nazwać ich starcie walką na poważnie. Zerknęła na Elixira, gdy Chris zaczął się tarzać po piasku. Ciekawe czy jego bawiło to równie mocno co ją samą. Bo ona była naprawdę rozbawiona całą tą sytuacją. Nawet jeśli nie było tego po niej widać.
- Zanim wrócimy do Instytutu to pewnie już o tym zapomnę. Choć czuję, że prędzej czy później bym sobie o tym przypomniała. - zwłaszcza, gdyby wpadła na osobę, której ten szczegół dotyczył. Nieprzejmowanie się swoją drogą, ale więcej nerwów to nic fajnego. Już i tak miała dość pewnych osób.
Kiedy blondyn wstał ze swojego miejsca i skinęła jej głową w kierunku gadów, dziewczyna również podniosła się ze swojego kamienia. Zajrzała do jaskini tylko na moment, by złapać swoją bluzę dresową. Idąc już za przyjacielem przewiązała ją sobie rękawami w pasie. Teraz było za ciepło, by ją ubrać, a nie chciała jej też tutaj zostawiać. Może się jeszcze przydać później.
Stanęła jakiś metr dalej od brzegu niż Josh. Nie chciała ryzykować zamoczenia butów czy chociażby deptania w mokrym piasku. Im mniej kontaktu z wodą tym lepiej. Po chwili namysłu nawet usiadła na suchym, rozgrzanym piasku, wpatrując się w fale oceanu i słuchając słów blondyna, który zwrócił się do Onurisa i Chrisa. Fakt, najwyższa pora na śniadanie. Ona na pewno nie pogardzi roślinkami. Lubiła mięso, ale potrafiła przeżyć bez niego. Nie było dla niej czymś niezbędnym w życiu.
- Nie mam nic przeciwko jeśli ja sama nie będę musiała wchodzić do wody. - odezwała się na sugestię chłopaka odnośnie wykorzystywania wody do pułapki. Gdyby tylko tamto widmo miało do niej trafić to byłaby to idealna pułapka. Nori by użyła swojej mocy i trzasnęłoby stwora porządnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1519
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Nie Mar 25, 2018 12:13 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris

Zwycięstwo wcale nie było takie trudne do osiągnięcia. Białołuski wykorzystał przeciwko młodzikowi zarówno swą masę, jak i trochę siły. Choć nie było potrzebny przybijania go do piasku lub przytrzymywania. Z resztą częściowo biały oparł się na korpusie młodego, odsłaniając jedynie miejsca podatne na łaskotki, którymi aktualnie go raczył. Błaganie o litość oraz deklaracje oddania ziemi nie przerwały działań dorosłego widma. Kontynuował, choć przyjemny uśmiech na jego pysku świadczył tylko o zabawie oraz czerpaniu z niej przyjemności, a nie o znęcaniu się nad słabszym, młodszym widmem. Stwór potrząsnął nawet łbem i zachichotał, uderzył dwa razy ogonem o piasek. I przerwał łaskotki, kierując spojrzenie do góry, prosto na Elixira. Chłopak zbliżył się do nich, choć słusznie trzymał bezpieczną odległość. Najbardziej groził mu piasek, jednak lepiej być bezpiecznym, niż potem żałować. Nawet ze zdolnościami tego młodego człowieka.
Białołuski wysłuchał go, opierając obie dłonie na piasku, jednak nie podnosząc się. Dalej jego korpus znajdował się na Chrisie, przygniatając go do ziemi. Nie była to wielka chęć do przytulania się lub niechęć do wstawania. Onu dawał zielonołuskiemu złapać nieco oddechu oraz uspokoić się, bez żadnych głupich pomysłów. Nagłe wypuszczenie go prawdopodobnie skończyłoby się wskoczeniem Chrisa na jego własną osobę, czego stwór chciał teraz uniknąć. Onuris schował uśmiech i sam przyjął bardziej neutralny wyraz pyska. Nie chciał zostać odebrany, jako ktoś, kto stroi sobie ze wszystkiego żarty. A informacja o potrzebnie pożywienia była dość ważna. Biały uświadomił sobie właśnie, jak dawno nie współpracował z nikim nie będącym... tak naprawdę, to z nikim. W ogóle. Nie musiał martwić się o potrzeby drużyny od bardzo dawna.
/Bardzo chętnie zdobędę dla was pożywienie, mój przywódco!/
Odparł z dumą w głosie, szczególnie podkreślając ostatnie stwierdzenie. Nieco żartobliwie, ale przy tym z szacunkiem oraz uznaniem. Na koniec skinął nawet łbem i spojrzał w dół, na leżącego pod nim Chrisa. Prawa dłoń podniosła się z piasku i oparła na środku klatki piersiowej jaszczura. Przytrzymując go dalej na piasku, Onuris ugiął kolana, wskoczył na łapy do pozycji kucznej, po czym wstał, prostując się. Przy tym samym ruchu, ta sama dłoń zsunęła się z torsu młodzika, chwytając go za przedramię. Wraz z tym ruchem, Onuris pociągnął zielonołuskiego do góry i pomógł mu wstać, na koniec zabierając dłoń, kładąc ją na grzywie brata oraz przeczesując ją lekko. Odwrócił się następnie, opuścił ręce wzdłuż ciała i powoli zbliżył się do Josha. Zatrzymał się tuż przed nim, uginając znów kolana i kucając. Wzrok szybko odnalazł spojrzenie młodego mutanta.
/Zależy, jak bardzo jesteśmy gotowi ryzykować. Jeśli znajdzie się w wodzie ze mną lub Chrisem - albo tobą? Oczywiście, jesteś w stanie przywrócić nas do pełni sprawności, ale potrzebujesz na to czasu. W tym starciu nie będziesz go miał./
Smok podniósł się, prostując nogi oraz cofając o krok. Obrócił się w stronę oceanu, po czym postąpił kilka kroków naprzód. Chłodna woda przesunęła się pomiędzy pazurami oraz palcami jego łap. Białołuski wziął głębszy wdech, obserwując uważnie horyzont. Okręt, który towarzyszył im wczorajszego wieczora, musiał odpłynąć. Lub opłynął wyspę od drugiej strony, bo tutaj go nie widzieli. Tak samo pojazdy, którymi przybyli, opuściły to miejsce. Nie było po nich śladu.
/Zawalczę z nim w zwarciu./
Zaczął, nie odwracając łba. Dalej obserwował ocean.
/Chris mi pomoże. Ty również możesz. Na pewno uczyli was walki. Może dasz radę razić układ nerwowy? Grube łuski pewnie utrudnią przedarcie się do organizmu, ale nawet krótkie skurcze mięśni i efekt bólu, mogą być efektywne. Wcale nie musisz mocno uderzać. Nori będzie nas osłaniała. Najlepiej, by nie razić nikogo z nas wraz z przeciwnikiem./
Onuris powoli obrócił łeb w stronę siedzącej na piasku kobiety. Młoda mutantka będzie tu pełniła ważną rolę wsparcia. Choć Onuris nie chciał wykluczać tej jednej możliwości, którą właśnie przytoczył.
/Pomyślcie o tym, co zrobicie, gdy do was dopadnie. Zapewne mojego wzrostu, tylko trochę szerszy./
Biały powrócił łbem do wody, postępując kilka kroków naprzód. Ruszył przed siebie i poruszył ramionami, kręcąc nimi i przygotowując stawy do pracy. Delikatnie naciągnął kark, przestawiając łeb, szarpnął mocniej ogonem - posyłając w powietrze krople wody. Zaraz po tym wziął rozbieg i sprintem ruszył do wody, wchodząc coraz głębiej, aż woda sięgnęła mu do pasa. Wtedy też wybił się wysoko z nóg i zanurkował, wyciągając ręce przed siebie i znikając pod taflą. W dalszym ciągu można było wyczuć jego ruchy, dzięki połączeniu, jakie z nimi posiadał. Onuris szybko kierował się coraz głębiej, ku wyznaczonemu celowi. Akurat trafiły mu się dwa, mające półtora metra łososie. Trochę daleko, jak na te rejony Atlantyku, jednak nie zamierzał narzekać.
/I jeszcze jedno. Podczas wczorajszego obchodu, zostawiłem w lesie kilka prostych zaklęć ostrzegających. Postarajcie się nie oddalać więcej, niż dwieście lub trzysta metrów od jaskini, w głąb puszczy. Ostrzegę was, jeśli coś wyczuję./
Po tej informacji, Onuris zamilkł. Nie wychylał się na powierzchnię, nie potrzebował łapać dodatkowego oddechu. Ale pod wodą poruszał się dość agresywnie i zręcznie, ryba wyślizgnęła mu się spod samej dłoni, jednak biały nie dał za wygraną. Chris mógł śledzić tylko widmo, jednak Josh mógł dostrzec uciekającą zdobycz białołuskiego. Kwestia ostrzeżenia pozostawała dość umowna. Samiec brał pod uwagę zdolności młodego mutanta czy fizyczne możliwości Chrisa, jednak nie zamierzał ryzykować. Jeśli magia ostrzeże go pierwsza, on przekaże informację im. Rzucając się ku plaży, jakby woda nagle zaczęła go parzyć. Niemniej póki co - nic złego nie miało miejsca. Poza rybą, która bawiła się ze smokiem w kotka i myszkę, a wszystko dlatego, że ten chciał pochwycić ją bez użycia mocy bądź magii.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Nie Mar 25, 2018 7:32 pm

Chris śmiał się i śmiał, nie mogąc oprzeć się łaskotkowym torturom. Młodzik dawno tak świetnie się nie bawił. Mógłby się tak bawić w nieskończoność, póki nie braknie mu tchu. Wymachiwał rękami i nogami, na tyle, ile pozwalało mu to obecne położenie, gdyż wciąż pozostawał przygnieciony do ziemi korpusem białołuskiego. Na tyle, by go przytrzymać przy ziemi, ale jednocześnie nie skrzywdzić. Chris jednak bezustannie błagał Onurisa o litość i zaprzestanie łaskotania, ponieważ przecież w ten sposób nie był w stanie się mu zrewanżować i dopaść jego łusek. Kto by pomyślał, że zwykłe łaskotki są w stanie uwolnić rękę z silnych szczęk reptilianina, ale jak widać - dało się. Wystarczyło jedynie ruszyć głową, a Onuris zdecydowanie nie należał do istot głupich. Był z całej grupy najstarszy, najbardziej doświadczony. Zdawało się, że potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Może i rzeczywiście potrafił?
Christopher nie dostrzegł zbliżającego się do nich blondyna, gdyż śmiech i łaskotanie wymuszało na nim zamykanie powiek. Dopiero gdy ten ośmielił się odezwać, a Onuris postawił obie dłonie na piasku, Chris mógł w końcu odetchnąć i spojrzeć w kierunku młodego mutanta. Elixir pozostawał skupiony na celu ich misji, co nikogo nie powinno dziwić. Na pewno nie tych, którzy go już dobrze znali. Chris wpatrywał się w niego nieruchomo, kiedy chłopak jeszcze mówił. Jaszczur znowu wyglądał na zdezorientowanego, jakby właśnie dopiero teraz się obudził i powrócił myślami na ziemię. Cóż, mutant brutalnie przywrócił go do rzeczywistości. Byli na misji. Mieli zadanie.
Nagle Chris szarpnął się z zamiarem sięgnięcia swymi kłami łusek na barku Onurisa, lecz był na tyle uziemiony, że szybko znowu upadł łbem na ziemię. Tak, najwyraźniej zabawa się dla niego nie skończyła i potrzebował więcej czasu na ogarnięcie się, niż Onuris, ale białołuski zapewne i to przewidział, skoro nadal z niego nie zszedł. Chris leżał znowu płasko na piasku. Otworzył pysk, odsłonił kły i wydał z siebie zaczepne, niedojrzałe w tonacji skrzeknięcie. Chciał kontynuować zabawę, zwrócić na siebie uwagę brata, ale jego wzrok prędko powędrował na blondyna, który nadal stał nieopodal i wciąż na nich patrzył. Jaszczur zamknął pysk, błądząc wzrokiem po okolicy i unikając kontaktu wzrokowego z chłopakiem, a nawet samego zawieszenia spojrzenia na jego sylwetce. No, chyba w końcu na dobre oprzytomniał. Wyraźnie się wstydził za swoje zachowanie i dopiero wtedy dotarł do niego sens słów wypowiedzianych przez mutanta. Jedzenie? Chris po wybudzeniu się ze snu nawet o tym nie pomyślał, ale na samą myśl o posiłku żołądek od razu dał o sobie zdać. Odwrócił łeb w stronę Josha, a potem spojrzał na Onurisa, który zgodził się na plan chłopaka dotyczący połowu ryb. Reptilianin nie musiał się domyślać, dlaczego to właśnie białołuskiemu przydzielono to zadanie. Chris nie mógł tego wykonać ze względu na swoją specyficzną i niebezpieczną wrażliwość organizmu na słoną wodę. W pierwszej chwili chciał zaproponować pomoc, ale gdy jego spojrzenie spoczęło na niedalekich falach, samiec zwątpił, od razu zwracając ślepia ku członkom drużyny.
Onuris pomógł mu wstać, co oczywiście spotkało się z wdzięcznym uśmiechem młodzika. Na tym się jednak nie skończyło i brat przeczesał palcami jego ciemnobrązową grzywę. Reptilianin ograniczył się już z okazaniem radości, więc cichy śmiech to była jedyna odpowiedź na ten skromny gest.
Przysłuchiwał się pozostałym, stojąc już prosto i nie kombinując z wygłupami. Chris od razu odrzucił od siebie opcję z  własnym udziałem podczas walki w wodzie. Nie potrafił jednak wyjaśnić - dlaczego. Odpowiedź jego mózgu była błyskawiczna, nie dopuszczała do siebie tej wizji, zamykając ją gdzieś w ciemnych zakątkach podświadomości.
Onuris podszedł bliżej brzegu, szykując się na polowanie. Pogoda dopisywała, fale nie były wielkie i spokojnie poruszały się po powierzchni wody. W oddali można było usłyszeć morskie ptactwo, które zapewne zamieszkiwało tę wyspę. Chris za radą białołuskiego pomyślał o tym, jak by się zachował, kiedy widmo się pojawi. Zaatakuje? Ucieknie, licząc na zdobycie kilku cennych sekund i obmyślenie planu "b"? Ukryje się? Plugastwa według opisu były zbyt nieprzewidywalne, by ściśle trzymać się jednego ustalonego planu. Trzeba było mieć ich kilka oraz posiadać umiejętność wymyślania ich już w trakcie starcia. Czekało ich bardzo trudne zadanie. Każda pomyłka lub nieprzemyślane działanie mogło zadecydować o wszystkim - w tym o ich życiu.
Wkrótce białołuski zniknął pod powierzchnią wody, czemu towarzyszyło głośne pluśnięcie. Chris obserwował go do momentu, kiedy był w stanie go dostrzec. Wyczuwał, jak widmo powoli oddala się od brzegu w celu schwytania kilku ryb. Chris stał w miejscu w oczekiwaniu na powrót brata, lecz nagle pospiesznym krokiem oddalił się od wody, gdy spostrzegł, że jedna z fal prawie sięgnęła jego prawej łapy, która stała na suchym lądzie. Grzywa na łbie od razu przyległa do głowy, ale Chris nic nie mówił. Był odwrócony do Josha i Nori plecami i patrzył na piasek pod łapami, natomiast dłonie pozostawały lekko zaciśnięte w pięści. Wyglądał na spiętego i jakoś tak nagle stracił apetyt.
Aby zająć myśli czymś innym, reptilianin zwrócił swoją uwagę na puszczę nieopodal i właśnie wtedy Onuris przy użyciu telepatii przekazał im ważną informację o swych zaklęciach. "Trzysta metrów"? To nie było zbyt wiele. Nie, żeby jaszczur nie wierzył w umiejętności Onurisa czy coś, ale Chris nie ufał magii, a przede wszystkim nie pozwalał na to, by obecność zaklęć uśpiła jego czujność, dlatego więc reptilianin mimo wszystko obserwował okolicę przy użyciu doskonale rozwiniętych ślepi, czułych na najdrobniejszy ruch otoczenia. Słaby węch wynagradzał świetny wzrok, którego wielu mu zazdrościło.
Jedyne, co Chris na tę chwilę zauważył to to, że nie są tutaj sami i w niedaleko od nich w charakterystyczny sposób poruszają się małe kraby. Przedziwne stworzenia... czy Chris w ogóle miał z nimi wcześniej do czynienia? Znane mu czy nie, nie wyglądały na groźne ani tym bardziej na zainteresowane przybyszami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Elixir

avatar

Liczba postów : 224
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Wto Mar 27, 2018 8:32 pm

Josh co prawda zerknął na Noriko, gdy ta przysiadła na piasku tuż przy nim, lecz nie skomentował jej wyboru, skupiając się najpierw na ważniejszych sprawach. Ponownie spojrzał na dziewczynę dopiero w momencie, gdy skończył już wykładać swoje pomysły i propozycje, a ona wyraziła swoje poparcie... Chociaż może bardziej zgodę. Zezwolenie na wypadek, gdyby tak zadecydowali. Tak naprawdę nastolatkowi to pasowało. Nie wymagał od niej ogromnych pokładów entuzjazmu, bo po pierwsze, to mimo wszystko była Nori, a po drugie... Sam nie zamierzał obstawać przy tym planie, jeżeli zostanie odrzucony przez pozostałych. Widział jego zalety, ale minusy też. W końcu właśnie dlatego o nim wspomniał - aby uzyskać opinie.
I otrzymał je, a właściwie ją, w liczbie pojedynczej, bo tylko od Onurisa. Ani trochę nie przeszkadzało mu to, że Chris w tym czasie milczał. Może i Elixir praktycznie go nie znał, ale odnosił wrażenie, że mniejszy gad tak czy siak przystałby po prostu na decyzje większego, więc w pewnym sensie liczył ich razem. Co prawda wcześniej wyłapał parę sygnałów, które mogły świadczyć o różnicach w poglądach jaszczurów, ale teraz za bardzo się nimi nie martwił. Podejrzewał, że najprędzej wyjdą na jaw pod koniec misji, gdy przyjdzie im decydować co zrobić z przeciwnikiem.
Chcąc, nie chcąc, blondyn skoncentrował się więc niemalże wyłącznie na wypowiedziach Onurisa... I to nie na tej, która zaserwowała mu szczery lub żartobliwy komplement - gdyż ją skwitował jedynie kiwnięciem głowy - tylko na większości pozostałych. Kwestia ryzyka go nie zaskoczyła, sam doskonale zdawał sobie z niego sprawę. Znów złapał się na tym, że żałował, iż nie było z nimi na przykład kogoś z silnymi zdolnościami telekinetycznymi lub wytrzymałym polem siłowym, kto przytrzymałby wrogiego jaszczura w wodzie, aby Noriko miała szansę go w niej porazić... Chociaż w takich okolicznościach pewnie mogliby nawet pominąć ten krok i przejść od razu do prób leczenia.
Co prawda ryzyko mogło być warte efektów, nawet jeżeli po fakcie Elixir musiałby kogoś ratować, ale mimo to chłopak nie naciskał. Odnotował tylko fakt, że Onuris tak naprawdę nie odmówił, a przynajmniej nie wprost. Josh miał za sobą całe lata doświadczenia w znajdowaniu takich okienek, więc teraz już instynktownie zwracał na nie uwagę. Nie wiadomo kiedy mogły mu się przydać jako usprawiedliwienie... Och, a często się musiał z czegoś tłumaczyć.
Do sugestii smoka był z kolei nastawiony sceptycznie i to delikatnie mówiąc. Jasne, Wolverine uczył ich sztuk walki, a on sam przy kontakcie mógł powodować nie tylko skurcze mięśni, ale i o wiele ciekawsze, przydatniejsze efekty, wliczając w to rozluźnienie ciała jak u szmacianej lalki... Niezależnie od zewnętrznych warstw, dzięki wielkie, bo sięgał równocześnie do każdej komórki organizmu, nie musząc się wcale przebijać przez skórę czy jej wytwory... Ale osobiście widział to starcie zupełnie inaczej. Po części wynikało to z tego, co wpajano mu odkąd przybył do Instytutu. Jako drużynowy uzdrowiciel powinien się trzymać z boku i uważać na to, aby nie zostać wyłączonym z akcji. Jak długo był na nogach, mógł pomagać innym, a w tym wypadku miał dosłownie pewność, że na koniec będzie potrzebny. W końcu zamierzali opanować przeciwnika, do tego zaś wymagana była jego biokineza.
Podsumowując, Josh nie planował mieszać się w walkę w zwarciu, o ile nie zostanie do tego absolutnie zmuszony. Wahał się pomiędzy trzymaniem się blisko Nori, a utrzymywaniem dystansu, by razem nie stanowili bardziej zachęcającego celu, ale nad tym mógł się jeszcze zastanowić. Póki co zaś odprowadził Onurisa wzrokiem, gdy ten ruszył w stronę oceanu, lecz oderwał od niego spojrzenie zanim jaszczur zniknął między falami. Wciąż miał go na swoim biokinetycznym radarze, dzięki czemu nie musiał próbować go obserwować. Uniósł za to brew na zachowanie Chrisa, nie tylko to widoczne, ale i dla niego wyczuwalne, lecz zdecydował się go nie komentować.
- Czyli my zbierzemy roślinki - oznajmił za to pewnym siebie tonem, po czym rozluźnił ramiona i wreszcie pozwolił im opaść z dotychczasowej pozycji. Zaraz potem uniósł nieco jedną dłoń przez ugięcie ręki w łokciu i, trzymając ją niemalże poziomo, dwukrotnie poruszył palcami w górę i w dół. Spoglądał przy tym na Nori, wyraźnie sugerując jej, aby wstała.
To właśnie w tym momencie dotarła do niego telepatyczna wiadomość Onurisa, lecz nastolatek nie pokazał po sobie, aby jakoś na niego wpłynęła. Jadalne rośliny tak czy siak wyczuwał bliżej, szukając ich nie musieli oddalać się nawet w połowie tak daleko, jak teoretycznie by mogli, a i to tylko w wypadku, gdyby życzyli sobie różnorodności składników... Więc tym również się w tej chwili nie zamartwiał. Po prostu odnotował to sobie w pamięci.
Chłopak już miał ruszyć z miejsca, gdy jego wzrok - i nie tylko - przykuło coś leżącego niedaleko jego stopy, coś czerwonego i odbijającego światło. Kolorem nie pasowało na kamyk, a w dodatku wyraźnie było organiczne, bo inaczej nie mógłby tego wyczuć... Bez namysłu Josh przyklęknął i podniósł swoją zdobycz, a wstając na równe nogi otrzepał ją z piasku i powoli obrócił w palcach. Wyglądało na to, że będzie miał pamiątkę z tej wycieczki. Albo może... Prezent? Ciekawa myśl.
Po kilku sekundach takiego oglądania, blondyn wreszcie oderwał wzrok od bursztynu i wsunął go do jednej z przegródek w swoim pasie. Zaraz potem zerknął na Nori, a następnie na Chrisa i w końcu skierował się w stronę jaskini, dalej planując przemieszczać się wzdłuż skał. Oczywiście najpierw musiał jeszcze przykuć uwagę łuskowatej części towarzystwa, bo nie chciał aż tak się rozdzielać...
- Chodź, jaszczurko. Pokażesz Nori jaki jesteś dzielny i w razie czego ochronisz nas przed wielkim, złym widmem, jeżeli ominie te zaklęcia ostrzegające - zwrócił się do gada, początkowo utrzymując jeszcze powolne, wręcz spacerowe tempo, aby mieć pewność, że oboje kompani do niego dołączą. Wyjątkowo nie próbował nawet Chrisowi niegroźnie dokuczać, a przynajmniej nie do końca. Już wcześniej zwrócił uwagę na jego zainteresowanie przyjaciółką, więc równie dobrze mógł go trochę popchnąć i zobaczyć jak sprawy się rozwiną. Nie był bez serca. I w dodatku nie miał tu lepszej rozrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Czw Mar 29, 2018 4:07 pm

Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem kiedy Onuris nazwał Elixira przywódcą. No proszę. Kosmiczny smok z całkiem sporym poczuciem humoru. Kto by pomyślał. Ale to dobrze. Lepiej umieć żartować nawet w takiej sytuacji jak obecna niż dołować się i martwić na zapas. Takie gadki-szmatki pozwalały na chwilę rozluźnienia. Sprawę ryb mieli więc załatwioną. Jeśli Onuris im nie przyniesie zdobyczy w postaci rekina to będzie zaskoczona. Wyobrażała sobie jak gad przykłada się tak bardzo do swojego zadania, że łapie dla nich coś tak wielkiego.
Po chwili jednak przeszli do nieco poważniejszego tematu, czyli znowu planowania. Planowania tego, co zrobić ostatecznie z tym złym widmem, które jakoś musieli złapać. Złapać lub zabić. Osobiście wolała nikogo nie zabijać. No, nikogo tak naprawdę złego. Tamten czarny w Houston powinien był zginąć.
Ona osobiście nie musiała się zastanawiać co zrobi jeśli spotka to złe widmo i ono ją zaatakuje. Wyjście było tylko jeden. Strzał całą mocą, prosto w stwora. Wiedziała, że była w stanie zgromadzić w sobie naprawdę sporą dawkę energii elektrycznej i mogłaby nią wyrządzić olbrzymie szkody. Kontrolowała się jednak zawsze i uważała na to co robi. Jednak przy przeciwniku, który będzie chciał ich po prostu zabić nie będzie miała większego wyboru w działaniu.
W końcu Onuris zniknął pod wodą, a Josh zadecydował, że czas znaleźć jakieś jadalne roślinki. Wstając z piasku usłyszała ostatni telepatyczny przekaz od smoka. Trzysta metrów to nie tak mało. Mieli do dyspozycji całkiem spory teren, na którym mogli szukać jadalnych roślin.
- Zobaczymy kto tu kogo będzie musiał chronić. - stwierdziła na zaczepkę blondyna skierowaną do Chrisa. Całkiem zabawne, że nazwał go jaszczurką, którą faktycznie był. Chociaż dwunożną. Schowała ręce do kieszeni i ruszyła za przyjacielem, zerkając z zaciekawieniem na rosnącą tutaj roślinność i próbując ją skojarzyć z jakimś klimatem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Pią Mar 30, 2018 5:24 pm

Reptilianin zamrugał, kiedy do jego uszu dotarł zwrot Josha skierowany bezpośrednio do niego. On tak na poważnie? Nie, żeby jaszczur narzekał czy coś. Był jak najbardziej za. Odwrócił łeb w kierunku blondyna, który nie wiadomo kiedy postanowił ruszyć z miejsca i zacząć coś robić, by nie tracić niepotrzebnie czasu. Chris lekkim truchtem podbiegł do mutanta, znajdując się za jego plecami w odstępie jakichś dwóch metrów i niby przypadkiem wyrównując krok z Noriko, która akurat już za nim podążała.
- Znam widma jak własną kieszeń. Jeśli ktoś ma Was chronić przed plugastwem to będę to ja... No, jeśli wykluczyć Onurisa. - stwierdził śmiało, spoglądając naprzemiennie na dwójkę. - Pięć lat treningów, pięć lat przygotowań i całe pięć lat integracji z widmami. Nie żeby coś, ale na mnie możecie polegać. - wyszczerzył kły, umieszczając obie dłonie z tyłu głowy i splatając je ze sobą palcami. Chris zaczął trochę za bardzo gwiazdorzyć, a zapewne wszystko było zasługą Josha. Po chwili jaszczur opuścił obie ręce, kiedy dotarło do niego, w jaki sposób zwrócił się do niego chłopak naprzeciwko.
- A i jeszcze coś. Nie jestem "jaszczurką". Jestem Urkyn'Vareis. - pogroził mu palcem, marszcząc przy tym obie brwi. Niby nie jaszczurka, a jednak zareagował, gdy Josh nazwał go w ten sposób.
Chris przyglądał się uważnie tutejszej faunie i florze. Mimo że niejedna z jego "misji" polegała na nauce przetrwania w dziczy i odnajdywania pokarmu, tutaj trudno było mówić o czymś nadającym się do jedzenia. Na pewno znacznie większa różnorodność roślin występowała w puszczy nieopodal, niż w okolicach brzegu, jednakże Onuris zabronił im przesadnie oddalać się od jaskini. Chris marszczył pysk na widok niezbyt apetycznych kępków trawy, mchu na skałach oraz suchych gałązek. Przypomniało mu się, dlaczego wolał mięso lub ludzkie jedzenie prosto ze sklepów. Nie tylko wyglądało dla niego bardziej apetycznie ale i lepiej pachniało. Tutaj dosłownie wszystko zalatywało morzem.
- Właściwie to czemu szukamy jakiegoś zielska? Onuris za chwilę coś dla nas wyłowi. - rzucił komentarzem, lecz po tych słowach nagle zatrzymał się. Olśniło go. - Eeee, chwila... Czy Ankylon nie wspominał nam coś o tym, że nie powinnyśmy za bardzo polegać na swoich zmysłach, mocach i magii na tej wyspie...? Onuris rzucił zaklęcia ostrzegające. One i wszystko inne może zawodzić. - mówiąc to od razu zwrócił łeb w stronę wody, skąd wciąż wyczuwał obecność polującego tam Onurisa. Więź telepatyczna pozostawała silna, jednakże ryzyko było zbyt duże, by jej w pełni ufać. Białołuski powinien być przy nich. Nie wiadomo było czy tajemnicza wyspa nie będzie miała wpływu ich odległą komunikację. Nie powinni się rozdzielać.
/Onuris, wychodź na brzeg. Szybko. Ta wyspa może zakłócać działanie naszych mocy, w tym twoich zaklęć. To zbyt niebezpieczne./
Przekazał mu krótką wiadomość, po czym spojrzał na pozostałych. Nie podobało mu się, że podjął decyzję za Elixira i Surge, jednak uważał, że była ona słuszna. Jeśli białołuski nie zdążył przez ten czas nic złowić, będą musieli zadowolić się czymś innym. Chris wolał dmuchać na zimne i nie ryzykować zdrowia kogokolwiek tylko dla smaczniejszego posiłku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Elixir

avatar

Liczba postów : 224
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Nie Kwi 01, 2018 11:02 pm

Josh uśmiechnął się lekko, lecz z wyraźnym zadowoleniem z siebie, gdy tylko Nori zareagowała na jego słowa. Nie spodziewał się po niej niczego innego... Chociaż nie, powinien to ująć poprawniej. Nie oczekiwał po niej milszej odpowiedzi - tak, teraz dobrze. Nie zdziwiłaby go co prawda większa dawka agresji, ale tak było nawet lepiej, więc nie narzekał. W końcu nie zależało mu na wywołaniu prawdziwej sprzeczki. Chodziło mu tylko o delikatne podrażnienie obojga, żeby mieć czego posłuchać.
Reakcja Chrisa z kolei okazała się być dla niego o wiele zabawniejsza. I dłuższa. Właściwie przede wszystkim dłuższa. Elixir nawet się nie obrócił, ani nie zerknął na gada przez ramię, ale z uniesioną jedną brwią i kącikiem ust słuchał jego słów. Po jego głosie - oraz dźwiękach kroków - i tak wiedział, że jaszczur za nim podążał, zresztą tak samo, jak i Nori, a w dodatku czuł za sobą oboje, więc nie potrzebował na nich spoglądać, aby się w tym upewnić.
Co ważniejsze... Brzmiało więc na to, że mini-smok posiadał pokaźnych rozmiarów ego. Albo wręcz przeciwnie i takim zachowaniem maskował brak pewności siebie lub inny problem. Opcjonalnie również robił sobie żarty, choć w tę opcję blondyn wierzył najmniej, bo odnosił wrażenie, że posiadali inny typ poczucia humoru. Osobiście obstawiał pierwszą albo drugą możliwość, co czynił głównie na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń z osobnikami wykazującymi podobne zachowania. W tym trochę bazował na sobie.
- Może być. Jaszczurko - odparł krótko i idealnie spokojnie, gdy Chris podkreślił swoją... Rasę, gatunek, rodzaj? Wszystko jedno. To, czym był. Nastolatek starannie zadbał o to, aby pomiędzy dwoma pierwszymi oraz trzecim słowem zrobić krótką pauzę, która w tym wypadku stanowiła ogromną różnicę. Najpierw jego ton głosu wskazywał więc na to, że zaakceptował tę informację... A potem nastąpiła zaczepka. Miał to opanowane. Przećwiczone. Lata praktyki.
Wyglądało na to, że Chris - gdy już raz się ośmielił - potrafił być niezwykle rozgadany... I szybko przeskakiwał pomiędzy różnymi tematami. Blondyn nawet nie próbował odpowiadać mu na bieżąco, pozwalając mu po prostu wylać z siebie cały ten natłok narzekań i spostrzeżeń... A mimo to nie mógł się powstrzymać przed skierowaniem oczu ku niebu i cichym westchnięciem, gdy gad wspomniał o zielsku. Jak gdyby ryby były dla nich jedyną albo chociaż najlepszą opcją posiłku. Och, proszę.
- Po pierwsze, wszystko zawsze może zawieść. Życie takie już jest, w końcu się do tego przyzwyczaisz. Po drugie, co się stało z dzielnym wojownikiem, który zna widma jak własną kieszeń i nas obroni? Po trzecie, nie jadam mięsa - wyliczył, gdy jaszczur w końcu zamilknął, ten ostatni punkt dodając jakby po krótkiej chwili namysłu, bo rzeczywiście miał najmniej wspólnego z całością. W tym samym czasie chłopak zatrzymał się już przy jednym z niewielu okolicznych niby-drzew, rosnącym tuż przy skałach. Właściwie była to bylina, ale jej wygląd zewnętrzny wcale na to nie wskazywał.
Josh obrócił się przodem do swoich towarzyszy i przesunął pomiędzy nimi spojrzeniem, a równocześnie oparł jedną dłoń na wąskim pniu. Nawet nie zerknął w górę, bo przez kontakt fizyczny tym lepiej wyczuwał rozmieszczenie wszystkich części rośliny, wliczając w to występujące w wyższych partiach liście oraz, co najważniejsze, owoce. Były dość dojrzałe, aby wystarczyło im tylko trochę dopomóc w osiągnięciu idealnego stanu... A potem przerwać połączenie dwóch ich szeregów z resztą rośliny.
- Proszę, możemy już wracać - dodał, ze świetnym wyczuciem czasu cofając dłoń z pnia, aby móc obiema rękami pochwycić spadające z góry kiści bananów. Jemu taki posiłek odpowiadał, a kto będzie wolał ryby, temu droga wolna. Jaszczurki pewnie były mięsożerne, szczególnie sądząc po wcześniejszej wypowiedzi Chrisa, ale Nori mogła woleć owoce... A tymi konkretnymi w dodatku można się było faktycznie nasycić.
Tak naprawdę cała ta ich wędrówka nie zaprowadziła ich wcale daleko. W dalszym ciągu widzieli swój fragment plaży, w czym pomagała bardzo prosta droga. Elixir nie czekał nawet na odpowiedzi przyjaciółki czy gada, tylko ponownie ruszył z miejsca, po drodze wręczając tej pierwszej jeden z szeregów bananów. Nie to, żeby było mu ciężko, ale może dziewczyna chciałaby się już poczęstować. Wystarczyła tylko chwila, aby wrócili w pobliże jaskini, gdzie mogli zaczekać na Onurisa... Chyba że przez ten czas smok zdążył już upolować ryby i wrócić przed nimi na miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1519
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Pon Kwi 02, 2018 8:11 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris

W miarę upływu dnia, temperatura na wyspie powoli wzrastała. Robiło się po prostu coraz cieplej, jak wypadało na tropikalną wyspę na środku Atlantyku. Trójka ruszyła w swą daleką podróż do najbliższego drzewa wyposażonego w banany, natomiast białołuski nadal znajdował się pod wodą. Pływał, ganiał za rybami i stale rozpraszał się pewnym obiektem, znajdującym się nieco dalej od brzegu. Połączenie mentalne pozwalało im to wyczuć, szczególnie go smok upatrzył sobie większą rybę, rzucał się za nią w pogoń, a następnie przerywał ją, ponieważ coś błysnęło mu w głębinach oceanu. Widmo w końcu nie wytrzymało. Długim zamachem ramion zmienił kierunek, jednak przepłynął ledwo kilka metrów, gdy dotarł do niego głos Christophera. Biały zatrzymał się w miejscu i obrócił w ich stronę, jakby z tej głębokości chciał dostrzec towarzyszy, przez wodę i piasek. Pozostawał tak chwilę w miejscu, kiedy zbierał się na odpowiedź oraz analizował aktualną sytuację.
/Bracie, spokojnie. Zacząłem to robić na długo przed pojawieniem się tej cywilizacji./
Skomentował z dużą dawką pewności siebie, a następnie zakręcił się, robiąc beczkę pod wodą, po czym ruszył. Zaczął z dużą szybkością oddalać się od brzegu, wpływać coraz to głębiej i głębiej. Dla całej trójki było to w pewien sposób wyczuwalne. Najmocniej dla Josha i Chrisa, jednemu moc pozwalała ustalić pozycję białego, a drugiemu - więź Urkyn'Vareis. Onuris nie żartował, naprawdę oddalał się od nich i wpływał coraz głębiej. Jeśli pojawi się jakaś próba upomnienia go, Onuris spławi ją prostym "spokojnie". Oczywiście popłynął dalej, aż dotarł do upatrzonego punktu. Głęboko pod powierzchnią wody, gdzie światło ledwo docierało. Nie było sposobu by ustalić, co tam robił.
/Bracie, znalazłem twój pojazd!/
Ekscytacja w głosie świadczył o tym, że białołuski znalazł skarb. Coś, czego poszukiwał połowę swego życia. Wrak pojazdu zatopionego w wyniku kontaktu z nienaturalnym piorunem.
/Po kłopocie. I znalazłem kosmiczne jedzenie! Mięso... I.../
/Witaj... BRACIE!/
Ekscytacja powoli ustąpiła, kiedy ostatnie słowo wypowiedział z lekką rezygnacją, wyraźnie tracąc zapał. Zaraz potem spod tafli wody dobiegło potężne, pomarańczowe światło. Woda wystrzeliła w górę, okolicą wstrząsnęła silna eksplozja. Chris poczuł ból w klatce piersiowej, a raczej delikatnie odczuł to, co znacznie mocniej poczuł jego brat. Spod wody dosłownie wyleciał Onuris, obok niego - trzy paczki czegoś, co przypominało wojskowe MRE. Zapakowane jedzenie upadło na piasek niedaleko grupki, natomiast białołuski przeleciał grzbietem naprzód dobre kilkadziesiąt metrów, zanim wbił się plecami w skałę tuż nad jaskinią, krusząc ją, a następnie zsuwając się i opadając na piasek. Smok padł brzuchem na piach, niczym kawałek szmacianej lalki. Zwinął się na chwilę, odczuwając potworny ból klatki piersiowej. Chwycił się za korpus, poczuł ukłucie. Brakowało trochę łusek, lało się nieco krwi. Podobnie na ramionach i nogach. Zerwane łuski, krew, trochę ran ciętych. Małych, w bardzo wielu miejscach.
/Moje szczęście.../
Odezwał się z irytacją aż nadto dobrze słyszalną w głosie. Był zły, był wściekły. Adrenalina szybko podniosła jego gotowość bojową. Onuris szarpnął się i stanął na równe nogi, zacisnął dłonie w pięści, po czym rozluźnił je. Na piasek zaczęła skapywać krew, spływająca po ramionach i nogach stwora. Ciężko było go nazwać białołuskim, bo kolor biały został w znacznej części przykryty. Korpus oberwał najmocniej, dosłownie zerwało mu większość łusek z klatki piersiowej, niektóre przypaliło, odsłaniając znaczne połacie torsu oraz brzucha. Na nich, dużo niewielkich, małych ran ciętych. Jakby nabił się na eksplozję miny wypełnione szpilkami, które gdzieś zniknęły. W ranach nie było żadnych ciał obcych.
Z wody powolnym krokiem wyłonił się kolejny smok. Znajdował się w anthro postaci. Biało-czarna kolorystyka mieszała się z szarością, dominując na jego łuskach. Pazury u dłoni oraz łap posiadały pomarańczowy kolor, podobnie do ślepi. Łuski były małe, tarczowe, idealnie pokrywające całe ciało. Sylwetka dobrze zbudowana, lecz szczupła. Mierzył jakieś dwa metry i sześćdziesiąt centymetrów, mniej-więcej tyle, co Onuris. Szedł powoli, emanując delikatną aurą o kolorze jego ślepi, która idealnie pokrywała całe ciało stworzenia. W żaden sposób nie wydawał się zniekształcony lub "nienaturalny". Był mniej masywny od Onurisa, to dostrzec dało się gołym okiem.
/Sunad.../
Pomarańczowe widmo zaklaskało i zaśmiało się, słysząc swe imię. Śmiech był donośny, wrogi, było w nim coś strasznego. Sunad. Christopher słyszał już to imię, kiedy starożytny opowiadał mu o plugastwach. Zjawy, zmory. Urkyn'Vareis, którzy zeszli z drogi, odwrócili się od braci i sióstr, sprzeciwili Aedroth-Et'Ada. Sunad został zabity przynajmniej pięć razy. Za każdym razem wracał. Bardziej doświadczony i bardziej niebezpieczny.
/Onuris... braciszku. Dlaczego nas zostawiłeś? Tak dobrze nam szło. Byłeś taki potężny.../
W białołuskim się wręcz zagotowało. Spiął mięśnie, wziął wdech i ryknął. Ryknął tak potężnie, że cała wyspa zadrżała, a trójka kompanów poczuła się tak, jakby stali pod uruchomionym silnikiem samolotu pasażerskiego. Stwór nie zrobił sobie nic z tego pokazu wydolności płuc białego.
Jakby tego było mało, stało się coś jeszcze. Nori, Josh i Chris poczuli, jak ich organizmy ostrzegają o zagrożeniu. Zaraz za plecami. Tuż przy nich, w krzakach, dziesięć metrów maksymalnie. Jeśli któreś z nich się odwróciło, to pierwsze co dostrzegli, to delikatna łuna złotego światła widoczna z daleka. Zarówno z plaży, jak również z dwóch miejsc wewnątrz dżungli. Zaraz potem coś poruszyło się w krzakach, gigantyczna, czarna sylwetka wylazła z za większych krzaków. Jedyne odgłos szeleszczących liści, gdy się o nie ocierał. Pierwsze dźwięk jego kroku pojawił się, gdy stanął już na piasku. Był ogromny. Mierzył trzy metry i dwadzieścia centymetrów wzrostu. Forma anthro, poruszał się na dwóch nogach. Pokryty mięśniami i bardzo masywny, umięśnienie było wręcz przesadnie wyeksponowane. Onuris wyglądał przy nim na chudzielca. Łuski w wielu miejscach były popękane, czasami zerwane - na ramionach czy wzdłuż mięśni brzucha. Odsłaniały jasno-czerwoną skórę, miejscami wyglądającą na rany. Łeb miał nienaturalny, zaokrąglony. Dłonie zakończone bardzo długimi, ostrymi pazurami, po jednym na każdym z czterech palców. Podobnie na łapach. Ogon był równie masywny, jak również długi. Jak na łokciach, z końcówki ogona wyrastały dwa, długi - naostrzone kolce, gotowe nabijać lub ciąć ofiarę, niczym miecze. Stwór spoglądał na nich swymi białymi ślepiami. Z łba wyrastały dwa rogi, po bokach, prowadzone wzdłuż głowy, delikatnie unoszące się w górę przy końcówce, przed karkiem. W końcu stanął przed nimi, jakieś siedem metrów to cały dzielący ich dystans. Warknął wrogo, gardłowo. Mierzył ich wzrokiem. I czekał. Nie mogli go wyczuć, jakby w tej istocie nie było energii życiowej, żadnej mocy. A jednocześnie spoglądanie w jego kierunku powodowało niepokój, powoli przeradzający się w strach. To właśnie było plugastwo.
Onuris powoli obrócił łeb w ich stronę. Trójka kompanów znajdowała się pomiędzy Onurisem oraz Sunadem, a plugastwem. Onuris i Sunad zwróceni byli ku sobie, Sunada mieli po lewej - od strony wody, białego po prawej - od strony jaskini. Plugastwo znajdowało się tuż za ich plecami.
/Przerażające, prawda? Twój brat, twoi przyjaciele... na łasce plugastwa. Będziesz obserwował, jak ich rozszarpie./
Białołuski przesunął lewą łapę po piasku, w ich stronę. Chciał odskoczyć, chciał ruszyć ku nim biegiem. Stanąć pomiędzy nimi, a plugastwem. Adrenalinie zaczął towarzyszyć stres. Bardzo wyczuwalny stres, w końcu cała czwórka pozostawała połączona więzią mentalną. Kątem oka obserwował pomarańczowego. Zrobił kolejny krok, a następnie rzucił się w bieg. Stało się to, czego się spodziewał. Sunad przefazował w promieniu o kolorze swej mocy, znalazł się tuż przy nim, szarpnął krótki ruch z dołu i wbił pazury po prawe żebra Onuris. Białołuski stęknął, jednak nie pisnął, nie wydał innego dźwięku.
/Będziesz.../
Huk. Potężny huk, gdy białołuski zmaterializował się za plecami Sunada i przydzwonił mu pięścią centralnie w skroń, powalając wrogie widmo na kolana. Cios był bardzo techniczny, wręcz perfekcyjny. Drugi nadszedł od razu, kiedy prawa łapa uniosła się z ziemi i poprawiła trafieniem z boku, uderzając z biodra - w tą samą skroń. Sunad zarył pyskiem o piach, a następnie przefazował pięć metrów na bok, z dala od grupki. Stał już na nogach, wypluł piach z pyska i warknął wrogo, kiedy Onuris opuścił w tym czasie swą łapę, stanął pewnie i ugiął lekko kolana. Obrócił się frontem do przeciwnika, a plecami do grupki kompanów. Teraz osłaniali sobie wzajemnie plecy. Na Onurisie nie było śladu po żadnej dodatkowej ranie. Chris nie poczuł impulsu towarzyszącego pojawieniu się rany u innego widma, tak samo, jak Josh nie był w stanie tego wyczuć. Bok smoka był zdrowy. Zmieniły się natomiast jego łuski. Choć przykryte krwią, dobrze widoczne były te na grzbiecie oraz ogonie, praktycznie nie okaleczone. Zamiast białych, były złote. Delikatnie odbijały światło. Podobny kolor - złoty, towarzyszył mu gdy zmaterializował się nagle za Sunadem. Jego "ranna kopia", rozbiła się w złocisty pył i zniknęła, a cząsteczki pyłu popłynęły w powietrzu do ciała białego i zostały wchłonięte pod łuski. Jedynie plugastwo stało dalej, obserwując ich i nie zwracając uwagi na walczących. Niczym predator, czekający na prowokację. Pierwszych ruch ofiary.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 224
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Czw Kwi 05, 2018 3:42 pm

Gdyby szczerze wierzył w pecha czy inne przesądy, być może w tej chwili Josh pomyślałby właśnie, że jaszczurka wykrakała im problemy. Oczywiście i bez tego mógł jej to zarzucić, tak po prostu, byle tylko coś powiedzieć... Ale prawdę mówiąc nie miał na to nawet ochoty. Do tej pory po cichu liczył na to, że przed walką Nori i Chris zdążą przynajmniej zjeść śniadanie, lecz z drugiej strony nie mogli być jeszcze zbyt głodni, nie na tyle, aby utrudniało im to działanie, a jemu samemu wcale nie przeszkadzało przyspieszenie sprawy. Wychodził z założenia, że im prędzej ogarną tu sytuację, tym szybciej wrócą do domu. No i hej, przynajmniej nie musieli tracić czasu na szukanie przeciwnika.
W związku z powyższym, pomimo wstępnego zaskoczenia oraz odruchowego spięcia mięśni, blondyn nie był właściwie zdziwiony rozwojem wydarzeń. Światło nad wodą, eksplozja, przez którą na moment zmrużył oczy, instynktownie pokrywając je dodatkową, cienką i przezroczystą warstwą ochronną, aby nie zaszkodził im blask... Chłopak spodziewał się, że to wszystko będzie przebiegało trochę inaczej, ale tak czy siak nie obstawałby przy swoich domysłach, więc łatwo zaakceptował odbiegającą od nich rzeczywistość.
Choć widział przelot Onurisa i jego uderzenie w skały, to od początku nie skupiał na nim wzroku. Wiedział, że coś takiego by go nie zabiło, a wszystkim innym mógł się w razie czego zająć później, więc wolał najpierw wypatrzeć wroga... Dlatego czujnie i uważnie przesuwał spojrzeniem po powierzchni wody. Nie zawiódł się, gdy w końcu przez taflę przebiła się nowa sylwetka, oczywiście znów smocza, bo jakże by inaczej. Widział ją, ale jej nie wyczuwał, co wciąż było niezmiennie irytujące. Takie krycie się uważał za istną bezczelność.
Nastolatek westchnął ciężko, po czym niechętnie i dość delikatnie odrzucił trzymaną do tej pory kiść bananów pod skały, najpierw obniżając ją na wyprostowanej ręce. Może potem coś z niej przekąszą, a może po fakcie zainteresuje się nią jakieś zwierzę, rzecz jasna o ile nie zostanie zgnieciona albo zasypana... Ale teraz nie miało to znaczenia. Takie już ich szczęście.
Zaraz potem blondyn obrócił się już bokiem do Onurisa i jego... Pewnie krewniaka, w jakimś znaczeniu tego słowa. Nie to, żeby ich ignorował, bo w dalszym ciągu widział ich kątem oka, nie wspominając już o innych zmysłach, ale chciał też zerknąć na Nori i Chrisa. Smoki najwyraźniej tak czy siak chciały sobie najpierw pogadać, jak przystało na typowe spotkanie bohatera z jego osobistym nemesis. Nic, tylko czekać na monolog przestępcy... Chociaż nie, one następowały chyba trochę później? po złapaniu tego dobrego?
Josh znajdował się teraz tyłem do morza i w tej pozycji wykonał w jego stronę kilka kroków, nie zbliżając się aż do krawędzi fal, ale wystarczająco blisko, aby mieć widok na większość plaży... W miarę możliwości. Po niedawnym zderzeniu Onurisa z klifem wolał nie stać tuż przy skałach. Jeszcze ktoś znowu by na nich wylądował i wywołał miniaturową lawinę, a chłopak mógł żyć bez doświadczenia bycia zasypywanym kamieniami. Woda też nie była do końca bezpieczna, skoro to właśnie z niej wyłonił się przeciwnik, ale Elixir jakoś tak wolał swoje szanse z oceanem niż z twardą ścianą.
Dzięki temu posunięciu chłopak bardzo szybko zauważył złocisty blask, potrójny, a jego czoło lekko się zmarszczyło. Nie musiał być geniuszem, aby zorientować się co to oznaczało, szczególnie że Onuris dopiero co wspomniał im o tych swoich zaklęciach ostrzegających. A skoro odpaliły się z tej strony, to najwyraźniej mieli większe towarzystwo. Te smoki posiadały niesamowite wyczucie czasu.
- A to by były te czujki - skomentował na tyle głośno, aby Noriko i Chris wyraźnie go usłyszeli i zrozumieli. Zakładał, że sami dopowiedzą sobie resztę... Choć tak naprawdę wyglądało na to, że wcale nie musieli, bo wśród krzaków rzeczywiście pojawiła się właśnie kolejna postać, spora i - obiektywnie rzecz biorąc - paskudna, w dodatku w tym pseudo-demonicznym sensie. Josh wyczuł ją zanim się jeszcze wyłoniła, choć nie dlatego, że ją wykrywał, lecz przez nienaturalny ruch roślinności obok niej. Szybka konsultacja z urządzeniem przytwierdzonym do ramienia potwierdziła z kim mieli do czynienia, a do tego dostarczyła informacje o słabszych punktach na powierzchni ciała bestii... Zauważalnych gołym okiem, a to ułatwiało sprawę. Trochę. Być może.
Przez ten czas Elixir zdążył przejąć pełną kontrolę nad swoim organizmem, aby przygotować go do obecnej sytuacji. Jego ciało i umysł były gotowe do działania, nawet jeżeli nastolatek chciał na początku trzymać się z boku i wkroczyć dopiero wtedy, gdy jego zdolności będą naprawdę przydatne... A więc po to, by kogoś uleczyć albo opanować już wstępnie zatrzymanego przeciwnika. Nie zamierzał jeszcze zmieniać głównego planu, choć wszystko wskazywało na to, że będą go musieli przeprowadzić bez Onurisa. Pomiędzy Chrisem i Noriko tak czy siak mieli szanse na zmęczenie, a następnie przytrzymanie stwora... Który póki co zwlekał z atakowaniem. Tym lepiej, bo dzięki temu Josh mógł przynajmniej przez chwilę się zastanowić - ale oczywiście ten drugi gad musiał znowu zacząć gadać, w dodatku potwierdzając najgorsze przypuszczenia blondyna odnośnie czarnych charakterów z filmów.
- Och, zamknij się już - skomentował, choć zdawał sobie sprawę z tego, że usłyszą go najwyżej Noriko i Chris, a nie pozostałe jaszczury... No, może Onuris telepatycznie, ale to wszystko. Ton jego głosu był spokojny i opanowany, wręcz trochę znudzony, co wynikało z wyjątkowego połączenia kontroli, jaką biokinetycznie sprawował nad reakcjami swojego organizmu oraz jego uroczego charakteru. Normalnie byłby pewnie o wiele bardziej... Emocjonalny.
O dziwo jego modlitwy zostały wysłuchane i już po chwili bonusowy smok faktycznie przestał nadawać - gdy Onuris zaangażował go w walkę. Josh tylko zerknął w ich kierunku, po czym skoncentrował się już na tej części zadania, która zależała od ich grupki. Jego spojrzenie znów padło na plugastwo, które sam wolał w duchu nazywać paskudztwem. Wciąż czekało w bezruchu i przez sekundę czy dwie blondyn miał ochotę sprawdzić jak długo by zwlekało, jeżeli oni nie wykonaliby pierwszego kroku. W końcu pewnie by się znudziło, prawda? Gdyby posiadali pewność, że Onuris poradzi sobie z tym drugim, to granie na czas byłoby nawet sensowne, ale w tych okolicznościach równie dobrze smok-sojusznik mógł potrzebować ich pomocy, więc dłuższe zwlekanie niestety odpadało. No, ale przynajmniej mogli wymienić między sobą uwagi.
- Plan obowiązuje. Męczymy go, ranimy, przytrzymujemy, żebym mógł spróbować go ogarnąć. Nori, ty pierwsza, silny atak, ale nie marnuj jeszcze za dużo energii i w miarę możliwości wchłaniaj ile się da z powrotem. Sprawdzimy jak szybkie robi uniki... O ile w ogóle. Jeżeli skoczy na bok albo do tyłu, kontynuuj, jeśli na nas, przejmujesz go, Chris. Staraj się trzymać go na dystans od nas, może spróbuj zepchnąć go do wody, żeby Nori go upiekła, albo na skały, by zawaliła na niego ścianę. Koncentruj się na unikaniu jego ciosów i na tych wrażliwszych miejscach na jego ciele, a Nori będzie odwracała jego uwagę z drugiej strony, żebyście mogli uderzać na zmianę i z różnych kierunków - to wszystko Elixir przekazał już towarzyszom telepatycznie przez ich więź. Przynajmniej mentalne połączenia działały szybciej od słów, więc nie musiał się martwić o stracenie czasu na cały ten monolog.
- Nori, w ostateczności wytworzysz między nim i nami barierę. Jeżeli do tego dojdzie, spróbuj ją wokół niego wygiąć, może w ten sposób uwięzisz go w kuli albo chociaż zmusisz do kontaktu z elektrycznością - dodał tą samą drogą. Dzielił teraz uwagę pomiędzy czarnego, na którym skupiał jej większość, a walkę Onurisa z jego kolegą. Większego zagrożenia spodziewał się ze strony tego pierwszego, bo domyślał się, ze w razie czego ich towarzysz będzie się starał ich ochronić, ale na wszelki wypadek wolał być gotów uskoczyć zarówno przed jednym, jak i przed drugim przeciwnikiem.
Miał nadzieję, że póki co nie zostanie jeszcze zmuszony do starcia, zdecydowanie wolał poczekać na swój moment. Trochę liczył na barierę Nori, a trochę na jej szybkość, bo może zdążyłaby mu w takim wypadku pomóc, ale nie był na tyle naiwny, aby opierać się tylko i wyłącznie na nich. Podstawą jego własnej strategii na teraz były uniki, ale najpierw chciał zobaczyć czego powinien się w ogóle spodziewać - bo od tego zależało w jaki sposób by odskakiwał czy się odchylał. A gdyby rzeczywiście musiał nawiązać kontakt fizyczny... To wcześniej nie żartował odnośnie tego, jakie szkody mógł wyrządzić. W Houston przekonał się o tym, że potrafił obrócić czyjś organizm przeciwko właścicielowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Sob Kwi 07, 2018 4:42 pm

Noriko wywróciła oczami po czym parsknęła. Ktoś tu chyba był trochę zbyt pewny siebie i musiał zacząć się chwalić czego to on nie robił z widmami i ile się na to nie przygotowywał.
- No zobacz. A ja mam moje moce od pięciu lat. Nadal nad nimi w ogóle nie panuję i też jakoś tu jestem. Bez żadnych przygotowań. - zauważyła sarkastycznie. Chris próbował im zaimponować? Jeśli tak to będzie musiał się trochę bardziej postarać. Bo na pewno im, a przynajmniej jej, nie zaimponuje gadaniem i przechwałkami. Wręcz przeciwnie, im więcej gadał, tym bardziej był denerwujący. Azjatka nie przepadała za osobami, które gadały dużo. Dużo i bez sensu. Co innego kiedy ktoś miał coś naprawdę ważnego do powiedzenia.
Zaśmiała się lekko kiedy po wytłumaczeniach Chrisa odnośnie tego, czym jest, Josh i tak nazwał go jaszczurką. Ona zrobiłaby dokładnie to samo. Trzeba trochę przytemperować tą jaszczurkę, bo inaczej nie przestanie się popisywać. Och, już ona i Josh się o to postarają. Tego można być pewnym.
I więcej gadania. Teraz o szukaniu zielska i o tym, że co mówił wcześniej Ankylon. I o zaklęciach ostrzegawczych Onurisa. Serio. Chris tak bardzo lubił mówić o rzeczach oczywistych? Przecież oni wszyscy słyszeli co egzekutor do nich mówił. Wiedzieli, że na tej wyspie na nic nie mogli liczyć. Ale oczywiście jaszczurek musiał koniecznie o tym im powiedzieć. Na wszelki wypadek, gdyby oni sami o tym nie wiedzieli.
Skoro Elixir sam wytłumaczył, jak wygląda sytuacja to Surge nie poczuwała się do tego, by dodać cokolwiek od siebie. Jak nie lubiła kiedy inni gadali bez potrzeby, tak sama też nie lubiła mówić jeśli nie było to niezbędne. W tej chwili nie było. Więc stanęła obok przyjaciela i zerknęła do góry na drzewo. Już po krótkiej chwili blondyn trzymał w rękach kiście bananów, więc dziewczyna od razu porwała jednego dla siebie, by go obrać ze skórki.
Wtedy wszystko się zaczęło psuć. Najpierw jakieś pomarańczowe światło błysnęło w wodzie. A może nad wodą? Noriko nie patrzała akurat w tamtą stronę by móc to dokładnie ocenić, ale nie było to jakoś szczególnie ważne. Wtedy z wody wyrzuciło Onurisa, który poleciał prosto na skały i uderzył w nie z hukiem.
- Onuris! - Dziewczyna miała ochotę pobiec w jego stronę i tylko zdrowy rozsądek trzymał jej nogi w miejscu. Wiedziała, że ten kto zaatakował białołuskiego sam zaraz się pojawi przed nimi i zbliżanie się do smoka było zbyt ryzykowne. Sama mogłaby wtedy oberwać.
Nie myliła się. Wkrótce na plaży zjawił się smok. Biało-czarny. Kolejny z gatunku Onurisa. Można było poznać to po tym jak nazwał owego braciszkiem. A niby to ludzie tacy agresywni, że zabijają swoich i walczą ze sobą nawzajem. Nie byli jedyni, jak widać. Przeciwnik ich smoczego przyjaciela nie tylko nazwał go braciszkiem, ale miał też i więcej do powiedzenia. O wiele więcej. Noriko pomyślała o Sunadzie, że chyba za dużo kreskówek się naoglądał, przebywając na Ziemi. I teraz bawił się w straszny monolog tego głównego złego, który jest najgorszym wrogiem głównego dobrego. To... Byłoby na pewno zabawne, na swój sposób, gdyby nie obecna sytuacja w jakiej się znajdowali. Mimo to zjadła swojego banana, zastanawiając się czy też zobaczą magiczną przemianę stwora w... Coś innego. Choćby w inną formę. Jak to Onuris czasem robił.
W międzyczasie krzaki zaszeleściły za ich plecami i gdy się obróciła, dojrzała kolejnego stwora. A tamten dalej nadawał. Dopóki Onuris go nie grzmotnął. Jeden biały rozpłynął się w powietrzu, a drugi pojawił. Widocznie tamten był kopią. Klonem. Kage Bunshin no Jutsu. Och, ogarnij się Nori. To nie kreskówka. Chociaż pewne elementy mogłyby świadczyć o tym, że było odwrotnie.
- Pamiętaj, że im goręcej jest, tym więcej ładunków elektrycznych jest w powietrzu. Idealna pogoda na przeładowanie się Raczej nie zabraknie mi energii. - zwróciła się do Josha w odpowiedzi. - Przy okazji. Wisisz mi masaż za to ciągłe rządzenie się. - Dodała jeszcze nim ruszyła do akcji. W pierwszej kolejności posłała w stronę plugastwa silną wiązkę elektryczną, szybko wyłączając rękawice i przebiegając w inne miejsce. Wykorzystywała do tego obie ręce, nie celując w żaden konkretny punkt na ciele stwora. Do przebiegania wykorzystywała również swoją zwiększoną prędkość, wiedząc, że stwór też może być wyjątkowo szybki. Po drodze skórka od banana wylądowała gdzieś daleko w piasku. Stamtąd wykonała kolejny atak. Znowu przeskok i znowu wiązka elektryczności. Cały czas starała się trzymać mniej więcej na odległość tych dziesięciu metrów. Raz pewnie wychodziło jej osiem, raz jedenaście. Nie miała miarki w oczach, by ciągle trzymać się na taki sam dystans.
Pilnowała jednocześnie pozycji Chrisa, wiedząc, że oboje mieli zajmować się atakowaniem stwora. Nie chciała mu wchodzić w drogę kiedy ten atakował z bliska. W odpowiednich momentach więc przerywała atak, dając jaszczurce szansę na jej ruch.
Równie uważnie pilnowała, by stwór nie zbliżał się do Josha. Gotowa była zabrać chłopaka na bok, przebiegając z nim kilkanaście metrów, by w międzyczasie Chris mógł zając plugastwo sobą. Jeśli nie było możliwości na odbiegnięcie to musiała stanąć przed nim i wytworzyć dookoła nich barierę, by ich ochronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 176
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Czw Kwi 12, 2018 8:15 pm

Dwójka nastolatków szybko i skutecznie zgasiła przechwalającego się Chrisa, o czym świadczyła jego zrzedła mina, która równie szybko zaczęła wyrażać jego niezadowolenie poprzez zmarszczenie brwi i odwrócenie łba w inną stronę. Jaszczur nawet prychnął obrażalsko na określenie Josha, któremu absolutnie obojętne było to, co powiedział Chris i mimo przechwałek nazwał go jaszczurką. Na odzywkę Nori zielonołuski natomiast zareagował odrobinę inaczej. Oczywiste było, że jaszczurka tego nie przemilczy i jakoś to skomentuje. Pod tym względem był bardzo przewidywalny.
- Bo znasz Onurisa. To wszystko, co sprawia, że tutaj jesteś. - warknął, krzyżując ramiona na piersiach i nerwowo zamiatając końcówką ogona piasek za swoimi plecami. Chris był bliski strzelenia babskiego focha i jedynie to, że przypomniał sobie o zaklęciach i Ankylonie przerwało ich dalszy spór. Złość gada zastąpiła obawa, lecz nie tylko o bezpieczeństwo własne czy mutantów, ale i o bezpieczeństwo brata, który wciąż przebywał w wodzie.
/Onuris! W tej chwili wracaj na ten głupi brzeg!/
Odezwał się telepatycznie Chris, kiedy białołuski postanowił zignorować zagrożenie i kontynuować połów. Chris poprzez więź wyczuwał, że jego brat coraz bardziej oddala się od linii brzegowej i nurkuje coraz głębiej. Reptilianin mógł sprawiać wrażenie złego, wręcz wściekłego na drugie widmo, lecz kryła się w tym wyłącznie troska o niego. Wiedząc jednak, że Onu nie posłucha i mu nie odpowie, Chris tylko pokręcił łbem, wracając spojrzeniem do nastolatków. Wtedy też odezwał się Josh, którego ton głosu pozostawał spokojny i zrelaksowany.
"[...] co się stało z dzielnym wojownikiem, który zna widma jak własną kieszeń i nas obroni?" - na pysku jaszczurki zagościło zwątpienie, co zasygnalizowały też jego włosy, lekko przylegające do łba oraz spuszczony wzrok. Tak, Chris od razu zaczął tracić pewność siebie, w momencie gdy zrozumiał, że czary mogą zawieść i mogą zostać zaatakowani znienacka. Nie martwił się o siebie, ale o Onurisa, ponieważ niejednokrotnie im powtarzał, że to właśnie on będzie głównym celem plugastwa. Zacisnął pięści i wypiął lekko pierś, zamierzając pokazać swoją jakże wojowniczą postawę, ale w ostatniej chwili z tego zrezygnował. Przestał się odzywać, decydując się podążać za Joshem.
Nie potrafił pozbyć się złych myśli ze swojej głowy, a raczej nie potrafił do czasu, aż Elixir nagle zebrał banany, samoistnie spadające z drzewa prosto do jego rąk. Dziwne zjawisko, prawda, ale Chrisa zaskoczyło coś innego.
- Od kiedy banany to owoce? Przecież one mają inny kształt. Ziemskie owoce są okrągłe. - palnął nagle, spoglądając w górę, a potem znowu na blondyna. Jaszczur miewał problemy z zachowaniem podzielnej uwagi (co niejednokrotnie mu wytykano podczas treningów), więc szybko przestał się tak zamartwiać. -... A zresztą. - mruknął do siebie i machnął na to ręką. Nie zmienił swojego zdania odnośnie owoców i wolał pozostać przy mięsie, choć widok jedzącej Nori nieco pobudził jego apetyt. Oczywiście na banany, nie na nią - dziewczynę delektującą się owocem budzącym najwięcej niepożądanych skojarzeń w umysłach niewyżytych ludzi oraz jaszczurek. Chris prędko odwrócił od niej wzrok, oddalając się nieco od grupki i z upartością decydując się znaleźć dla siebie coś do jedzenia na własną rękę. Wybór padł na kraby, które już wcześniej przykuły jego uwagę. Reptilianin przykucnął i kiedy już miał sięgnąć łapą po małe stworzenie, zwierzątko jakby przewidziało to, co zaraz się wydarzy i uciekło w pośpiechu. Kilka sekund później jaszczur usłyszał za swoimi plecami eksplozję, która wstrząsnęła okolicą i wyrzuciła wodę kilka metrów w górę. Jaszczur gwałtownie się odwrócił i mimo że przegapił sam moment wybuchu, spostrzegł brata lecącego tuż na skałę. Uderzenie było tak silne, że aż pokruszyło głaz na kawałki.
- Onuris! - zawołał Chris, bez chwili namysłu biegnąc w jego stronę. Dopiero po chwili zwolnił i się zatrzymał, wciąż przebywając bliżej dwójki mutantów niż białołuskiego. Jaszczur dostrzegł jego ruch, co nieco go uspokoiło, mimo że wszystkie mięśnie jaszczura pozostawały w pełnej gotowości. Zielonołuski zorientował się o przybyciu obcego dopiero wtedy, gdy Onuris zwrócił swój łeb w kierunku morza, wyraźnie wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Chris odwrócił łeb w tamtą stronę i wtedy go zamurowało. To było widmo, jednakże Chris nie musiał używać UISACA, by zorientować się, z kim dokładnie mieli do czynienia. Onuris wypowiedział jego imię. To wystarczyło, by Christopher przypomniał sobie o tych wszystkich opowieściach, opowiadanych przez najstarszych Urkyn'Vareis. Sunad... widmo, które zdradziło swoich braci oraz siostry około pięć tysięcy lat temu. Urodzony manipulator, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój upragniony cel. To on niegdyś pokonał samego Nodina - czarnołuskiego brata Onurisa, przez wielu uważanego za niemalże niepokonanego. Wtedy Sunad poniósł śmierć z ręki Kattala, jednego z najpotężniejszych starożytnych, jednakże on zawsze powracał...
Chris stał jak wryty, nie wierząc własnym oczom. Co Sunad robił na Ziemi? Dlaczego znajdował się on akurat tutaj? Gdyby Kaartarn lub Ankylon o tym wiedziali, zapewne nigdy nie zgodziliby się na wysłanie dzieciaków na tak niebezpieczną misję. Christopher cofnął się ku mutantom i zacisnął pięści, przekonany już, że to właśnie z Sunadem przyjdzie im się zmierzyć. Ten ironiczny ton, sposób, w jaki zwracał się do Onurisa, wzbudzał w Chrisie wściekłość. Reptilianionowi daleko było do zabawnych skojarzeń z filmów i rozgadanych czarnych charakterów. Gdyby pozostali wiedzieli, do czego Sunad był zdolny to prawdopodobnie ich reakcja wyglądałaby o wiele inaczej.
Jednakże to nie była ich walka i mieli inne zmartwienie. Z zarośli wyłoniła się kolejna postać. Jaszczur zamrugał, kierując wzrok raz na Sunada, a raz na plugastwo. Zamiast jednego przeciwnika mieli...
- Ich jest dwóch?! - krzyknął Chris, nie mając pojęcia kogo pierw należy zaatakować i kto tak naprawdę jest dla nich większym zagrożeniem. Tego absolutnie się nie spodziewał, ale wtedy do akcji wkroczył Josh, który mimo okoliczności zachował zimną krew i zdecydował się dowodzić... nawet jeśli nikt na niego wcześniej nie głosował. Plugastwo stało w miejscu, dając im czas na zgranie się oraz działanie. Chris skinął łbem wraz z ostatnim słowem blondyna.
/Czeka nas ostra jazda./
Streścił krótko. Jego zadanie było proste i nie wymagało większych przemyśleń. Miał atakować i wykonywać uniki. Szybko, bardzo szybko, dostosowując się do ataków Surge. Jednocześnie wszyscy musieli się wzajemnie osłaniać. Reptilianin stanął w lekkim rozkroku i wyprostował prawą rękę, unosząc ją po swej prawej stronie i zaciskając pięść. Na jego ręce zmaterializowała się "rękawica", sięgająca od nadgarstka aż po samo przedramię, wyposażona w wysuwane ostrze. Yolsil... Była to jedna z wielu dostępnych broni ISACA. Zdaniem jaszczura była ona najbardziej praktyczna i zarazem wygodna. Dzięki niej mógł korzystać z pazurów i ostrza jednocześnie, nie musząc trzymać żadnej rękojeści, którą przy odrobinie nieuwagi można łatwo wytrącić z rąk. Chris co prawda preferował swoje naturalne uzbrojenie, ale jego pazury mogły nie wystarczyć na tak grube i twarde łuski mrocznej istoty, dlatego zdecydował się na takie, a nie inne posunięcie.
Zielonołuski posłał istocie wrogie spojrzenie, nie zamierzając dać się jej nastraszyć. Co prawda naturalny lęk powoli wypełniał umysł jaszczura, ale był to dla niego sygnał, że należało zaatakować już teraz, natychmiast. Nori najwyraźniej pomyślała podobnie, ponieważ chwilę po ustaleniu planu, Nori ruszyła do ataku. Chris rzucił się dokładnie w tym samym czasie, po chwili rozdzielając się od niej i atakując plugastwo po przeciwnej stronie, niż mutantka. Reptilianin skupił się na zadawaniu ciosów ostrzem. Po każdym trafieniu Christopher odskakiwał od widma, czasem wykonywał wysoki, kończące się przewrotem i natychmiastowym stanięciem na obie łapy, które w idealny sposób potrafiły się dopasować do piaszczystego, trudnego terenu, na którym (na ich nieszczęście) przyszło im walczyć. Teraz dało się ujrzeć idealnie rozwinięte ciało jaszczura, jakby stworzonego do takiej walki. Mimo iż niezwykle długi ogon jaszczurki na co dzień wydawał się być dość problematyczny, dzięki niemu potrafił zachować równowagę podczas biegu i ostrych zakrętów, będących wynikiem uników przed ogonem lub też łapami plugastwa. Taką samą technikę biegania dało się zaobserwować u gepardów, które za pomocą własnego ogona potrafiły balansować swoim ciałem, zachowując przy tym prędkość. Co prawda duży wkład miały w tym również pazury zaczepiane o grunt, jednakże Chris nie mógł sobie pozwolić na taki luksus ze względu na wszechobecny drobny i sypki piasek. Chrisowi zdawało się to nie przeszkadzać. Ba, nawet się nie męczył! Przy każdym gwałtowniejszym uniku lub uderzeniu o łuski widma, ze ślepi zielonołuskiego wydobywała się delikatna, biała łuna. Nienaturalna poświata. To była energia Onurisa, którą ten w sekrecie przekazał młodzikowi podczas snu. Uczynił go dzięki temu silniejszym, wytrzymalszym, szybszym. Jaszczur wiedział, że była to jego zasługa. Czuł jego moc, obecność oraz towarzyszące mu emocje. Te bodźce były charakterystyczne po otrzymaniu energii od drugiego widma.
Jaszczur ryknął przy kolejnym półobrocie i uderzeniu ostrzem o czarne łuski plugastwa, czemu towarzyszyło pojawienie się iskier. Skóra oraz łuski bestii były niesamowicie wytrzymałe, a iskry świadczyły o tym, że akurat to uderzenie okazało się niezbyt celne. Chris szybko się wycofał, wybijając się łapami z podłoża i wyciągając ręce przed siebie, aby wylądować kilka metrów dalej i przy kontakcie z piaskiem wykonać przewrót, tym samym dając Noriko szansę oraz czas na jej atak. Zielonołuski działał szybko. Pozostawał w ciągłym ruchu, nawet jeśli nadchodziła kolej Surge. Krążył wokół widma, potem zawracał i zmieniał kierunek, jednocześnie uważając na ogon plugastwa, który stanowił takie samo zagrożenie co pysk bądź łapy, wyposażone w niewyobrażalnie długie szpony. Wszystko miało na celu odwracać uwagę widma od mutantki oraz na tyle je zdezorientować, by odsłaniało najwrażliwsze miejsca na swym ciele, będące zresztą widoczne gołym okiem w postaci czerwonych punktów, skóry pozbawionej łusek.
Chris nie należał do najsilniejszych widm, lecz zwinność miał jak mało kto, a w połączeniu z energią Onurisa, stanowiła ona niebezpieczne dla przeciwnika połączenie. Można powiedzieć, że Chris był w swoim żywiole. Łapy jaszczura wciąż pracowały. Na jego pysku pojawiały się różne emocje, począwszy od skupienia, aż po złość, skierowaną do bestii ukazywaną poprzez szczerzenie kłów. Jedyne, czego unikał to okazywania strachu. Bał się. Każdy na jego miejscu mógł się bać, ale strach i podsycanie go w tym momencie mogło jedynie zaszkodzić.
Chris skupił się na walce z plugastwem, nie zwracając uwagi na walkę toczącą się pomiędzy Sunadem a Onurisem. Nie znaczyło to jednak, że o nim zapomniał. Jego planem było jak najszybsze obezwładnienie bestii i ruszenie bratu z pomocą. Obecnie nie mógł nic zrobić. Walka z przeciwnikiem zajęła go całkowicie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1519
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   Nie Kwi 15, 2018 8:28 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris|Sunad

Zaatakowali. Nori ruszyła pierwsza, uderzyła wiązką elektryczności w ponad trzymetrowe plugastwo. Chris ruszył wraz z nią, szybko skracając dystans do przeciwnika. Plugastwo zareagowało równie szybko, co oni. W pierwszym ruchu uderzyło ogonem, błyskawicznie przegrzebując piach i wyrzucając go w powietrze. Szybkość ruchu była nadnaturalna, niepasująca do tak wielkiej istoty. Czerwone, odsłonięte punkty delikatnie błysnęły podczas tego ruchu. Elektryczność Nori trafiła na piaskową barierę z drobinek, które zatrzymały się w powietrzu.
Sunad ruszył, wziął rozbieg i spróbował stratować Onurisa. Piasek wyskakiwał za jego plecami, gdy łapy przeczesywały drobinki - z kroku na krok zmniejszając dystans. Nie dobiegł. Nigdy nie zaczął biec. Białołuski potrząsnął łbem, nie wierząc w to, jakie figle płatał mu wzrok. Na piasku nie było śladu po tym, by przeciwnik na niego ruszył. Pomarańczowa fala energii uderzyła go w prawą skroń, huk mogli usłyszeć walczący z plugastwem mutanci oraz jaszczur. Trafiony biało... lub teraz złotołuski runął na lewą stronę, tam z dołu uderzyła go kolejna fala, tym razem trafiając w spód pyska, brodę. Gad wpierw wygiął się w łuk pod wpływem silnego uderzenia, a następnie upadł na piasek. Czuł ból, potworny ból. Był oszołomiony, nie wiedział co się stało. Sunad zniknął z miejsca, w którym stał. Pojawił się przy Onurisie i natychmiast wpasował prawą łapę w prawy bok gada, kolejny huk, coś chyba pękło. Złocisty przewalił się na bok i ryknął z bólu, z żeber zaczęła się sączyć struga krwi. Problemem pozostawało, że nie tylko Onuris to widział. Z pozostałej trójki, jedynie Josh zwracał uwagę na to "starcie", a wzrok młodego mutanta pokazał mu to samo wydarzenie. To naprawdę się wydarzyło. Do tego raptem w cztery lub pięć sekund.
Chris wpadł na barierę z piasku. Barierę, która pokryła się elektrycznością, a następnie przesunęła w jego kierunku. Choćby próbował, nie miał szans wyhamować o czasie. Prawa ręka z energetycznym ostrzem wpadła w piasek, UISAC wyświetlił tylko informację o przeciążeniu, a następnie potężne wyładowanie energetyczne rozsadziło rękawicę, przeciążając przy tym system urządzenia i powodując jego eksplozję. Najbardziej oberwała prawa ręka jaszczura. Elektryczność dosłownie usmażyła mu nerwy przedramienia, w połączeniu z przeciążonym ostrzem (które rozsypało się niczym tłuczona porcelana) powodując rozległe oparzenia oraz paląc łuski i skórę zielonołuskiego. Z ramieniem również nie było przyjemnie, gdyż UISAC po prostu wybuchł. Urządzenie zdołało wypuścić energię w bok, jednak Chrisa nadal odczuł skutki. Eksplozja białej energii urządzenia naderwała ścięgna w prawym ramieniu, kilka błysków zerwało łuski i pocięło skórę, a sama energia dodatkowo poraziła nerwy ramienia - powodując potężny ból oraz mrowienie aż po klatkę piersiową. Poza tym - rzuciło nim. I to nie byle jak, Chistopher przeleciał kilkanaście metrów i grzmotnął grzbietem w plecy leżącego bokiem na piasku - Onurisa. Obaj znaleźli się pod łapami Sunada.
Pomarańczowy stwór nie czekał na nic. Po powaleniu Onurisa, natychmiast wziął się za drugi etap. Pocisk energetyczny wystrzelił zza jego pleców i ruszył ku Joshowi. Mutant bez problemu uniknął trafienia, wcześniej już dopuszczając możliwość bycia atakowanym. Wzmocnienie organizmu bardzo się opłaciło, bo o minimetry minęła go energetyczna strzała. Jednak atak okazał się tylko zmyłką, gdyż strzała skręciła za Elixirem i dosłownie "wystrzeliła" w powietrzu, rozpędzając się do absurdalnych prędkości i trafiając w środek prawej dłoni niespodziewającej się niczego Noriko. Strzałą rozbiła rękawicę oraz przebiła dłoń na wylot, szczęśliwie mijając drugą rękę i jedynie zarysowując lewą rękawicę. Niezwracanie uwagi na drugiego przeciwnika właśnie odniosło swój negatywny skutek. Nerwy w przedramieniu dziewczyny zostały porażone i "wyłączone", aż po łokieć. Uczucie nieprzyjemne.
Plugastwo wykonał trzy, długie kroki przed siebie. Prawie znalazło się przy Nori, na dwie odległości własnej ręki. Piasek opadł w międzyczasie, przestał stawiać się grawitacji. Z ponad trzy metrowe widmo stanęło w miejscu, spoglądając na Sunada, Onurisa oraz Chrisa. Josh jakby... pozostawał niezauważony. Przynajmniej przez plugastwo. Miał moment do swobodnego przemieszczenia się, w granicach rozsądku przy niezwracaniu na siebie uwagi. Lub po prostu - obserwacji. W tym momencie, Nori znajdowała się przy plugastwie, po jego prawej stronie. Elixir był dokładnie naprzeciwko. Sunad, Onuris i Chris znajdowali się frontalnie przed wielkim widmem, jakieś dziesięć metrów od plugastwa. Nori również mogła wyciągnąć wnioski. Elektryczność szalała w powietrzu, potęgując natężenie oraz słabnąc. Dodatkowo, bariera która "ugryzła" Chrisa nie miała nic wspólnego z elektrycznością. Dziewczyna nie była w stanie w żaden sposób wpłynąć na ten rodzaj energii, w chwili gdy zdarzenie miało miejsce.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Afet'Xiser Ait Island   

Powrót do góry Go down
 
Afet'Xiser Ait Island
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety-
Skocz do: