Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 ---

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: ---   Pią Sty 19, 2018 12:09 pm

First topic message reminder :

-


Ostatnio zmieniony przez Dur-Shurrikun dnia Nie Paź 28, 2018 7:33 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Wto Mar 20, 2018 7:41 pm

Plan Chrisa się powiódł i białołuski również przyłączył się do nietypowej zabawy, jaką było tarzanie się w rozgrzanym od słońca piasku. Chris nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio to robił, choć w Aedroth miał pewnie sporo okazji do tego, lecz każdą okazję wolał wykorzystywać inaczej, urozmaicać ją o nowe doświadczenia i odkrywać nowe sposoby na świetną zabawę. Pomiając swój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, czyli drzemania i wygrzewania się na słońcu, co pewnie dla nikogo nie byłoby niespodzianką. W końcu od samego początku widać było, że Chrisa ciągnęło do słońca oraz ciepła, natomiast chłód wolał omijać z daleka.
Młodzik nawet przez chwilę nie zawahał się zacisnąć szczęk na przedramieniu Onurisa, gdy tylko znalazło się ono w jego zasięgu. Nieważne czy byłby to ogon czy ręka białołuskiego - Chris od razu by to złapał, powarkując przy tym z rozbawieniem, jakby w przekonaniu, że teraz to Onuris mu nie ucieknie i jest w jego pułapce.
O dziwo na zdały się próby niejakiego "nastraszenia" jaszczura i sprowokowania go do rozluźnienia nacisku szczęk. Reptilianin leżał przybity do ziemi, bez możliwości wygrzebania się spod cięższego i silniejszego białołuskiego. Wolne ręce jaszczura przez większość czasu leżały bezczynnie na piasku, wzdłuż ciała jaszczura. Młodzik jedynie momentami lekko je unosił, lecz nawet nie próbował nimi chwycić przeciwnika za boki, choć miał ku temu okazję. Dłonie jedynie lekko zahaczały o łuski na żebrach Onurisa, ale było to dla niego praktycznie niewyczuwalne. Młodzik nie używał ani ich, ani pazurów, skupiając się głównie na samych kłach, którym udało się osadzić na białych i twardych łuskach brata. To na nich jaszczur skupił swój wzrok. Działania białołuskiego były bezowocne, wliczając nawet symulowane ugryzienie w szyję, które w prawdziwej walce od razu skończyłoby się śmiercią. Chris był uparty, zawzięty. Nie dawał się nastraszyć. Nie tym razem.
Kiedy Onuris umieścił swoje kły na nosie reptiliania, Chris zacisnął mocniej szczęki na przedramieniu brata, również patrząc mu w oczy i odpowiadając cichym warknięciem. Za żadne skarby nie chciał puścić swojej "zdobyczy", której to chwycenie było dla Chrisa osiągnięciem, sukcesem, nawet jeśli Onuris celowo zbliżyłby swoją rękę w okolice jego pyska. Na pysku jaszczura nie było widać oznak zdenerwowania, jednakże ogon już zamarł w bezruchu, w czasie gdy młodzik wpatrywał się bezustannie w białe ślepia brata. Ich walka stała się dużo mniej dynamiczna. Opierała się na gestach, mowie ciała, którą nie każdy wtajemniczony mógłby dostrzec bądź zrozumieć. Mimo że sytuacja wydawała się dużo bardziej poważna - wciąż była to tylko zabawa i nie trzeba było interweniować.
Wtem Onuris zdecydował się na nietypowy krok. Poczuwszy na swoim brzuchu dotyk, reptilianin niemal od razu drgnął całym ciałem, kierując wzrok w tamtą stronę. To był już sygnał, że białołuski trafił w czuły punkt Chrisa. Z każdym następnym ruchem dłoni smoka, młodzik zaczął się coraz bardziej wiercić i szamotać, lecz starał się nad tym zapanować i dalej trzymać uwięzioną rękę białołuskiego. Z pyska i nozdrzy wypuszczał gwałtownie powietrze, a parsknięcia zaczęły przeradzać się w śmiech. Śmiech, nad którym nie był w stanie zapanować, podobnie jak nad ciałem, które tylko szukało drogi ucieczki przed dłonią Onurisa, wiercąc się niekontrolowanie na wszystkie strony. Jaszczur wybuchł gromkim śmiechem i puścił przedramię brata, tarzając się na ziemi wbrew własnej woli.
- Hahaha, przestań! Błagam! Poddaję się, poddaję! - wydusił z siebie, trudząc się o zaczerpnięcie oddechu przed kolejną falą śmiechu. Jaszczur machał nogami, obracał pysk z jednej strony na drugą, próbował się obrócić z prawego boku na lewy, skulić się, osłonić. Cokolwiek, byle ochronić się przed tymi bezlitosnymi torturami.
- Już nie będę! Miej lito- ahaha! Onu przes- hahah! Wygrałeś! Wygrałeś! Dooość! Haha-! [...] - śmiech jaszczura nawet nie pozwalał mu na chwilę wytchnienia. Przez cały czas błagał brata o zaprzestanie łaskotania, na które okazał się wyjątkowo podatny. Młode łuski reptilianina nie były w stanie się przed tym obronić.
Powrót do góry Go down
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Sro Mar 21, 2018 6:09 pm

Josh jedynie przewrócił oczami na tę uwagę o lusterku. Tak, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaką się cieszył opinią, bo w końcu sam ją swoimi działaniami podsycał. Przez większość czasu mu odpowiadała. Pod wieloma względami ułatwiała mu życie. Dobrze było, gdy ludzie - oraz nieludzie - spodziewali się po nim czegoś konkretnego. Dla własnej wygody mógł iść na łatwiznę i im to dawać, a kiedy miał dość, to nagle zbierał punkty za nieprzewidywalność, gdyż wybijał się z ustalonych ram oczekiwań.
Nie to, żeby nie wiedział, że był śliczny. Przeciwnie, przecież często z tego atutu korzystał. Niby mówiło się, że nie należy oceniać książki po okładce i że liczy się wnętrze - w to akurat głęboko wierzył, nie tylko w przenośni, ale i bardzo biologicznie - ale zwykle jakoś tak się dziwnie składało, że ładni mieli łatwiej w życiu. Może na początku chłopak nie czuł się zbyt pewnie ze swoją nową, złocisto-metaliczną skórą, może potrzebował wtedy opinii z zewnątrz, żeby do końca się do niej przekonać... I może wciąż sprawiała mu problemy techniczne, bo nie mógł przez nią tak po prostu wychodzić do ludzi... Ale w Instytucie była uznawana za przyjemną estetycznie mutację, a on potrafił emanować pewnością siebie, niekiedy określaną mianem arogancji, co tylko dodawało mu atrakcyjności. Czemu nie miałby więc pożytkować i podziwiać darów matki natury oraz owoców swojej własnej pracy?
Podczas gdy Noriko milczała, on sam również nie zaczynał kolejnego tematu, ani tym bardziej nie kontynuował ostatniego. Panująca pomiędzy nimi cisza nie była nieprzyjemna czy niekomfortowa, więc nie spieszyło mu się do jej przerywania. W ramach rozrywki nastolatek obserwował zachowanie jaszczurów, które w trakcie ich rozmowy najwyraźniej wyznaczyły sobie cel tej swojej zabawy... Ale prawdę mówiąc robił to już głównie po to, aby mieć na czym zawiesić wzrok.
Chłopak przyglądał się więc skakaniu i podchodom Chrisa, które przypominały mu trochę sposób, w jaki młode różnych gatunków uczyły się walczyć i polować. Podejrzewał, że właśnie z czymś takim mieli tu w pewnym sensie do czynienia... Choć jaszczurka posiadała już jakieś umiejętności, więc nie była do końca szczeniakiem czy kociakiem. A przynajmniej tak wydawało mu się do momentu, gdy padła na piasek i zaczęła się w nim tarzać... Czyli jednak szczeniak. Powarkiwanie zdawało się potwierdzać tę teorię.
Jedna z brwi Elixira uniosła się lekko, lecz zaraz potem blondyn westchnął cicho i skierował spojrzenie dalej, poza plażę, w stronę ogromnej połaci wody i przemykających po niej fal. Co prawda w ten sposób wciąż miał gady w zasięgu wzroku, ale już się na nich nie skupiał. Po prostu przy okazji rejestrował ich ruchy. Rozumiał korzyści płynące z wysokiego morale, zabawa i odpoczynek były ważne, ale z drugiej strony nastolatek nie chciał za bardzo zwlekać z wkraczaniem do akcji - a przed nią powinni zrobić jeszcze parę rzeczy. Liczył na to, że nie będą zmuszeni spędzić na tej wyspie następnej nocy. Jedna w pełni mu wystarczyła, dzięki wielkie, przed kolejną wolałby wrócić do Instytutu.
- Może później. Albo już w domu. Teraz pewnie by już należało przejść do rzeczy - odpowiedział przyjaciółce, gdy wyszła z ofertą podania mu dodatkowych szczegółów ze swojego snu. Szczerze mówiąc w tej chwili nie bardzo miał ochotę o nich słuchać i myśleć, gdyż to kierowało go prosto ku refleksjom na temat jego własnych - nieprzyjemnych - wizji. Gdyby Noriko potrzebowała się wygadać, to jasne, wtedy by jej pomógł, ale skoro chciała tylko opowiedzieć mu o czymś zabawnym... To niekoniecznie. Josh wyjątkowo nie uczepił się nawet jej dramatycznej groźby, że zabiłaby się, gdyby przekazał komuś te informacje. W innych okolicznościach może przypomniałby dziewczynie, że podobno nie obchodziło jej co myśleli o niej inni, ale tym razem sobie odpuścił. Nie był w odpowiednim nastroju do przyjaznych zaczepek.
W końcu chłopak podniósł się ze swojej dotychczasowej pozycji na równe nogi i w pierwszej kolejności przeciągnął się powoli, unosząc na moment ręce ponad głowę. Był to tak naprawdę zwykły odruch, bo równie dobrze mógłby wpłynąć na swój organizm biokinetycznie, ale lubił sobie przypominać, że - pomimo bonusów - w dalszym ciągu był człowiekiem. Póki co jednak Elixir uznał, że dali gadom dość czasu na bratanie się. To już chyba najwyższa pora im przerwać i zadbać o konkrety.
Z tą myślą Josh wymownie wskazał Noriko kierunek ruchem głowy, po czym sam zaczął oddalać się od jaskini. Wbrew pozorom nie udał się prosto do Chrisa i Onurisa, bo z jakiegoś powodu nie przepadał za przypadkowym obrywaniem zagubionymi łapami, ogonami czy nawet przerzucanym piaskiem. Zamiast tego blondyn zawędrował trochę dalej, bliżej linii wody - a dokładniej tego miejsca, gdzie w tej chwili maksymalnie sięgały fale. Moczyć butów też nie zamierzał, więc mimo wszystko utrzymywał niewielki dystans od oceanu.
Przez ten czas gady zdążyły przejść z udawanej walki i gryzienia do łaskotek, od których ten mniejszy rzucał się niemiłosiernie, a obserwując to Elixir skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. Jego twarz nie wyrażała dezaprobaty czy zniecierpliwienia, ale nie widniał na niej również uśmiech. Wyglądała raczej... Neutralnie.
- Jeżeli skończyliście, to nie wiem jak wy, ale przynajmniej Nori powinna coś zjeść. Mogę namierzyć jadalne rośliny w pobliżu, ale jeśli chcecie też mięsa, najprościej będzie zanurkować po ryby. Najlepiej w wykonaniu Onurisa - zasugerował, unosząc głos tylko na tyle, aby przebić się przez piski i śmiechy Chrisa, któremu przy okazji posłał długie spojrzenie. Nie wspomniał wprost o jego wczorajszym zatruciu się wodą morską, ale do tego właśnie się odnosił. Onuris był najlepszym kandydatem do takiego polowania, a nastolatek czuł ławice na tyle blisko, że smok nie musiałby się od nich za bardzo oddalać. Same plusy.
- Poza tym wydaje mi się, że po posiłku powinniśmy się stąd przenieść. Tutaj mimo wszystko nie ma aż tak dużo miejsca, a wcześniej widziałem, że ta wyspa posiada lagunę. Jeżeli zamierzalibyśmy wykorzystać wodę przy organizowaniu pułapki, to mogłaby się przydać... Chyba że z tego rezygnujemy - dodał, wzruszając lekko ramionami i rzucając okiem w stronę Noriko. W lagunie powinno być płycej, więc w razie czego to mroczne widmo im tak łatwo nie odpłynie, a poza tym oni sami będą mieli opcję przemieszczania się po plaży wokół wody, zamiast tylko wzdłuż niej. Według niego brzmiało to korzystnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Sob Mar 24, 2018 5:28 pm

Noriko doskonale wiedziała, jaką opinię ma Josh w Instytucie. W końcu była w nim tylko trochę krócej od chłopaka. W dodatku od samego początku miała z nim do czynienia. To głównie dzięki niemu była teraz tu, gdzie była. I wiedziała też, że Elixir był też kimś ponad tym, co o nim mówiła jego szkolna opinia. Przecież gdyby faktycznie taki był to w życiu by się z nim nie dogadała. Zazwyczaj sobie żartowała, nawiązując do czego, co powszechnie o nim mówiono. Może i bywał skończonym dupkiem, ale był też dobrym przyjacielem. Może i czasem ją irytował i denerwował, dogryzając jej na różne sposoby, ale można było też z nim normalnie porozmawiać.
Milczenie trwało dłuższą chwilkę. Dla niej osobiście to nigdy nie było nic niezręcznego. Nawet jeśli ta cisza faktycznie była niezręczna dla drugiej osoby to nigdy dla niej. Nie przejmowała się takimi rzeczami. Tym razem cisza była w porządku. No i mieli w dodatku co robić. Obserwowali jak Onuris i Chris bawią się w walkę. Tak, bawią. Bo ciężko było nazwać ich starcie walką na poważnie. Zerknęła na Elixira, gdy Chris zaczął się tarzać po piasku. Ciekawe czy jego bawiło to równie mocno co ją samą. Bo ona była naprawdę rozbawiona całą tą sytuacją. Nawet jeśli nie było tego po niej widać.
- Zanim wrócimy do Instytutu to pewnie już o tym zapomnę. Choć czuję, że prędzej czy później bym sobie o tym przypomniała. - zwłaszcza, gdyby wpadła na osobę, której ten szczegół dotyczył. Nieprzejmowanie się swoją drogą, ale więcej nerwów to nic fajnego. Już i tak miała dość pewnych osób.
Kiedy blondyn wstał ze swojego miejsca i skinęła jej głową w kierunku gadów, dziewczyna również podniosła się ze swojego kamienia. Zajrzała do jaskini tylko na moment, by złapać swoją bluzę dresową. Idąc już za przyjacielem przewiązała ją sobie rękawami w pasie. Teraz było za ciepło, by ją ubrać, a nie chciała jej też tutaj zostawiać. Może się jeszcze przydać później.
Stanęła jakiś metr dalej od brzegu niż Josh. Nie chciała ryzykować zamoczenia butów czy chociażby deptania w mokrym piasku. Im mniej kontaktu z wodą tym lepiej. Po chwili namysłu nawet usiadła na suchym, rozgrzanym piasku, wpatrując się w fale oceanu i słuchając słów blondyna, który zwrócił się do Onurisa i Chrisa. Fakt, najwyższa pora na śniadanie. Ona na pewno nie pogardzi roślinkami. Lubiła mięso, ale potrafiła przeżyć bez niego. Nie było dla niej czymś niezbędnym w życiu.
- Nie mam nic przeciwko jeśli ja sama nie będę musiała wchodzić do wody. - odezwała się na sugestię chłopaka odnośnie wykorzystywania wody do pułapki. Gdyby tylko tamto widmo miało do niej trafić to byłaby to idealna pułapka. Nori by użyła swojej mocy i trzasnęłoby stwora porządnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Nie Mar 25, 2018 12:13 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris

Zwycięstwo wcale nie było takie trudne do osiągnięcia. Białołuski wykorzystał przeciwko młodzikowi zarówno swą masę, jak i trochę siły. Choć nie było potrzebny przybijania go do piasku lub przytrzymywania. Z resztą częściowo biały oparł się na korpusie młodego, odsłaniając jedynie miejsca podatne na łaskotki, którymi aktualnie go raczył. Błaganie o litość oraz deklaracje oddania ziemi nie przerwały działań dorosłego widma. Kontynuował, choć przyjemny uśmiech na jego pysku świadczył tylko o zabawie oraz czerpaniu z niej przyjemności, a nie o znęcaniu się nad słabszym, młodszym widmem. Stwór potrząsnął nawet łbem i zachichotał, uderzył dwa razy ogonem o piasek. I przerwał łaskotki, kierując spojrzenie do góry, prosto na Elixira. Chłopak zbliżył się do nich, choć słusznie trzymał bezpieczną odległość. Najbardziej groził mu piasek, jednak lepiej być bezpiecznym, niż potem żałować. Nawet ze zdolnościami tego młodego człowieka.
Białołuski wysłuchał go, opierając obie dłonie na piasku, jednak nie podnosząc się. Dalej jego korpus znajdował się na Chrisie, przygniatając go do ziemi. Nie była to wielka chęć do przytulania się lub niechęć do wstawania. Onu dawał zielonołuskiemu złapać nieco oddechu oraz uspokoić się, bez żadnych głupich pomysłów. Nagłe wypuszczenie go prawdopodobnie skończyłoby się wskoczeniem Chrisa na jego własną osobę, czego stwór chciał teraz uniknąć. Onuris schował uśmiech i sam przyjął bardziej neutralny wyraz pyska. Nie chciał zostać odebrany, jako ktoś, kto stroi sobie ze wszystkiego żarty. A informacja o potrzebnie pożywienia była dość ważna. Biały uświadomił sobie właśnie, jak dawno nie współpracował z nikim nie będącym... tak naprawdę, to z nikim. W ogóle. Nie musiał martwić się o potrzeby drużyny od bardzo dawna.
/Bardzo chętnie zdobędę dla was pożywienie, mój przywódco!/
Odparł z dumą w głosie, szczególnie podkreślając ostatnie stwierdzenie. Nieco żartobliwie, ale przy tym z szacunkiem oraz uznaniem. Na koniec skinął nawet łbem i spojrzał w dół, na leżącego pod nim Chrisa. Prawa dłoń podniosła się z piasku i oparła na środku klatki piersiowej jaszczura. Przytrzymując go dalej na piasku, Onuris ugiął kolana, wskoczył na łapy do pozycji kucznej, po czym wstał, prostując się. Przy tym samym ruchu, ta sama dłoń zsunęła się z torsu młodzika, chwytając go za przedramię. Wraz z tym ruchem, Onuris pociągnął zielonołuskiego do góry i pomógł mu wstać, na koniec zabierając dłoń, kładąc ją na grzywie brata oraz przeczesując ją lekko. Odwrócił się następnie, opuścił ręce wzdłuż ciała i powoli zbliżył się do Josha. Zatrzymał się tuż przed nim, uginając znów kolana i kucając. Wzrok szybko odnalazł spojrzenie młodego mutanta.
/Zależy, jak bardzo jesteśmy gotowi ryzykować. Jeśli znajdzie się w wodzie ze mną lub Chrisem - albo tobą? Oczywiście, jesteś w stanie przywrócić nas do pełni sprawności, ale potrzebujesz na to czasu. W tym starciu nie będziesz go miał./
Smok podniósł się, prostując nogi oraz cofając o krok. Obrócił się w stronę oceanu, po czym postąpił kilka kroków naprzód. Chłodna woda przesunęła się pomiędzy pazurami oraz palcami jego łap. Białołuski wziął głębszy wdech, obserwując uważnie horyzont. Okręt, który towarzyszył im wczorajszego wieczora, musiał odpłynąć. Lub opłynął wyspę od drugiej strony, bo tutaj go nie widzieli. Tak samo pojazdy, którymi przybyli, opuściły to miejsce. Nie było po nich śladu.
/Zawalczę z nim w zwarciu./
Zaczął, nie odwracając łba. Dalej obserwował ocean.
/Chris mi pomoże. Ty również możesz. Na pewno uczyli was walki. Może dasz radę razić układ nerwowy? Grube łuski pewnie utrudnią przedarcie się do organizmu, ale nawet krótkie skurcze mięśni i efekt bólu, mogą być efektywne. Wcale nie musisz mocno uderzać. Nori będzie nas osłaniała. Najlepiej, by nie razić nikogo z nas wraz z przeciwnikiem./
Onuris powoli obrócił łeb w stronę siedzącej na piasku kobiety. Młoda mutantka będzie tu pełniła ważną rolę wsparcia. Choć Onuris nie chciał wykluczać tej jednej możliwości, którą właśnie przytoczył.
/Pomyślcie o tym, co zrobicie, gdy do was dopadnie. Zapewne mojego wzrostu, tylko trochę szerszy./
Biały powrócił łbem do wody, postępując kilka kroków naprzód. Ruszył przed siebie i poruszył ramionami, kręcąc nimi i przygotowując stawy do pracy. Delikatnie naciągnął kark, przestawiając łeb, szarpnął mocniej ogonem - posyłając w powietrze krople wody. Zaraz po tym wziął rozbieg i sprintem ruszył do wody, wchodząc coraz głębiej, aż woda sięgnęła mu do pasa. Wtedy też wybił się wysoko z nóg i zanurkował, wyciągając ręce przed siebie i znikając pod taflą. W dalszym ciągu można było wyczuć jego ruchy, dzięki połączeniu, jakie z nimi posiadał. Onuris szybko kierował się coraz głębiej, ku wyznaczonemu celowi. Akurat trafiły mu się dwa, mające półtora metra łososie. Trochę daleko, jak na te rejony Atlantyku, jednak nie zamierzał narzekać.
/I jeszcze jedno. Podczas wczorajszego obchodu, zostawiłem w lesie kilka prostych zaklęć ostrzegających. Postarajcie się nie oddalać więcej, niż dwieście lub trzysta metrów od jaskini, w głąb puszczy. Ostrzegę was, jeśli coś wyczuję./
Po tej informacji, Onuris zamilkł. Nie wychylał się na powierzchnię, nie potrzebował łapać dodatkowego oddechu. Ale pod wodą poruszał się dość agresywnie i zręcznie, ryba wyślizgnęła mu się spod samej dłoni, jednak biały nie dał za wygraną. Chris mógł śledzić tylko widmo, jednak Josh mógł dostrzec uciekającą zdobycz białołuskiego. Kwestia ostrzeżenia pozostawała dość umowna. Samiec brał pod uwagę zdolności młodego mutanta czy fizyczne możliwości Chrisa, jednak nie zamierzał ryzykować. Jeśli magia ostrzeże go pierwsza, on przekaże informację im. Rzucając się ku plaży, jakby woda nagle zaczęła go parzyć. Niemniej póki co - nic złego nie miało miejsca. Poza rybą, która bawiła się ze smokiem w kotka i myszkę, a wszystko dlatego, że ten chciał pochwycić ją bez użycia mocy bądź magii.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Nie Mar 25, 2018 7:32 pm

Chris śmiał się i śmiał, nie mogąc oprzeć się łaskotkowym torturom. Młodzik dawno tak świetnie się nie bawił. Mógłby się tak bawić w nieskończoność, póki nie braknie mu tchu. Wymachiwał rękami i nogami, na tyle, ile pozwalało mu to obecne położenie, gdyż wciąż pozostawał przygnieciony do ziemi korpusem białołuskiego. Na tyle, by go przytrzymać przy ziemi, ale jednocześnie nie skrzywdzić. Chris jednak bezustannie błagał Onurisa o litość i zaprzestanie łaskotania, ponieważ przecież w ten sposób nie był w stanie się mu zrewanżować i dopaść jego łusek. Kto by pomyślał, że zwykłe łaskotki są w stanie uwolnić rękę z silnych szczęk reptilianina, ale jak widać - dało się. Wystarczyło jedynie ruszyć głową, a Onuris zdecydowanie nie należał do istot głupich. Był z całej grupy najstarszy, najbardziej doświadczony. Zdawało się, że potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Może i rzeczywiście potrafił?
Christopher nie dostrzegł zbliżającego się do nich blondyna, gdyż śmiech i łaskotanie wymuszało na nim zamykanie powiek. Dopiero gdy ten ośmielił się odezwać, a Onuris postawił obie dłonie na piasku, Chris mógł w końcu odetchnąć i spojrzeć w kierunku młodego mutanta. Elixir pozostawał skupiony na celu ich misji, co nikogo nie powinno dziwić. Na pewno nie tych, którzy go już dobrze znali. Chris wpatrywał się w niego nieruchomo, kiedy chłopak jeszcze mówił. Jaszczur znowu wyglądał na zdezorientowanego, jakby właśnie dopiero teraz się obudził i powrócił myślami na ziemię. Cóż, mutant brutalnie przywrócił go do rzeczywistości. Byli na misji. Mieli zadanie.
Nagle Chris szarpnął się z zamiarem sięgnięcia swymi kłami łusek na barku Onurisa, lecz był na tyle uziemiony, że szybko znowu upadł łbem na ziemię. Tak, najwyraźniej zabawa się dla niego nie skończyła i potrzebował więcej czasu na ogarnięcie się, niż Onuris, ale białołuski zapewne i to przewidział, skoro nadal z niego nie zszedł. Chris leżał znowu płasko na piasku. Otworzył pysk, odsłonił kły i wydał z siebie zaczepne, niedojrzałe w tonacji skrzeknięcie. Chciał kontynuować zabawę, zwrócić na siebie uwagę brata, ale jego wzrok prędko powędrował na blondyna, który nadal stał nieopodal i wciąż na nich patrzył. Jaszczur zamknął pysk, błądząc wzrokiem po okolicy i unikając kontaktu wzrokowego z chłopakiem, a nawet samego zawieszenia spojrzenia na jego sylwetce. No, chyba w końcu na dobre oprzytomniał. Wyraźnie się wstydził za swoje zachowanie i dopiero wtedy dotarł do niego sens słów wypowiedzianych przez mutanta. Jedzenie? Chris po wybudzeniu się ze snu nawet o tym nie pomyślał, ale na samą myśl o posiłku żołądek od razu dał o sobie zdać. Odwrócił łeb w stronę Josha, a potem spojrzał na Onurisa, który zgodził się na plan chłopaka dotyczący połowu ryb. Reptilianin nie musiał się domyślać, dlaczego to właśnie białołuskiemu przydzielono to zadanie. Chris nie mógł tego wykonać ze względu na swoją specyficzną i niebezpieczną wrażliwość organizmu na słoną wodę. W pierwszej chwili chciał zaproponować pomoc, ale gdy jego spojrzenie spoczęło na niedalekich falach, samiec zwątpił, od razu zwracając ślepia ku członkom drużyny.
Onuris pomógł mu wstać, co oczywiście spotkało się z wdzięcznym uśmiechem młodzika. Na tym się jednak nie skończyło i brat przeczesał palcami jego ciemnobrązową grzywę. Reptilianin ograniczył się już z okazaniem radości, więc cichy śmiech to była jedyna odpowiedź na ten skromny gest.
Przysłuchiwał się pozostałym, stojąc już prosto i nie kombinując z wygłupami. Chris od razu odrzucił od siebie opcję z  własnym udziałem podczas walki w wodzie. Nie potrafił jednak wyjaśnić - dlaczego. Odpowiedź jego mózgu była błyskawiczna, nie dopuszczała do siebie tej wizji, zamykając ją gdzieś w ciemnych zakątkach podświadomości.
Onuris podszedł bliżej brzegu, szykując się na polowanie. Pogoda dopisywała, fale nie były wielkie i spokojnie poruszały się po powierzchni wody. W oddali można było usłyszeć morskie ptactwo, które zapewne zamieszkiwało tę wyspę. Chris za radą białołuskiego pomyślał o tym, jak by się zachował, kiedy widmo się pojawi. Zaatakuje? Ucieknie, licząc na zdobycie kilku cennych sekund i obmyślenie planu "b"? Ukryje się? Plugastwa według opisu były zbyt nieprzewidywalne, by ściśle trzymać się jednego ustalonego planu. Trzeba było mieć ich kilka oraz posiadać umiejętność wymyślania ich już w trakcie starcia. Czekało ich bardzo trudne zadanie. Każda pomyłka lub nieprzemyślane działanie mogło zadecydować o wszystkim - w tym o ich życiu.
Wkrótce białołuski zniknął pod powierzchnią wody, czemu towarzyszyło głośne pluśnięcie. Chris obserwował go do momentu, kiedy był w stanie go dostrzec. Wyczuwał, jak widmo powoli oddala się od brzegu w celu schwytania kilku ryb. Chris stał w miejscu w oczekiwaniu na powrót brata, lecz nagle pospiesznym krokiem oddalił się od wody, gdy spostrzegł, że jedna z fal prawie sięgnęła jego prawej łapy, która stała na suchym lądzie. Grzywa na łbie od razu przyległa do głowy, ale Chris nic nie mówił. Był odwrócony do Josha i Nori plecami i patrzył na piasek pod łapami, natomiast dłonie pozostawały lekko zaciśnięte w pięści. Wyglądał na spiętego i jakoś tak nagle stracił apetyt.
Aby zająć myśli czymś innym, reptilianin zwrócił swoją uwagę na puszczę nieopodal i właśnie wtedy Onuris przy użyciu telepatii przekazał im ważną informację o swych zaklęciach. "Trzysta metrów"? To nie było zbyt wiele. Nie, żeby jaszczur nie wierzył w umiejętności Onurisa czy coś, ale Chris nie ufał magii, a przede wszystkim nie pozwalał na to, by obecność zaklęć uśpiła jego czujność, dlatego więc reptilianin mimo wszystko obserwował okolicę przy użyciu doskonale rozwiniętych ślepi, czułych na najdrobniejszy ruch otoczenia. Słaby węch wynagradzał świetny wzrok, którego wielu mu zazdrościło.
Jedyne, co Chris na tę chwilę zauważył to to, że nie są tutaj sami i w niedaleko od nich w charakterystyczny sposób poruszają się małe kraby. Przedziwne stworzenia... czy Chris w ogóle miał z nimi wcześniej do czynienia? Znane mu czy nie, nie wyglądały na groźne ani tym bardziej na zainteresowane przybyszami.
Powrót do góry Go down
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Wto Mar 27, 2018 8:32 pm

Josh co prawda zerknął na Noriko, gdy ta przysiadła na piasku tuż przy nim, lecz nie skomentował jej wyboru, skupiając się najpierw na ważniejszych sprawach. Ponownie spojrzał na dziewczynę dopiero w momencie, gdy skończył już wykładać swoje pomysły i propozycje, a ona wyraziła swoje poparcie... Chociaż może bardziej zgodę. Zezwolenie na wypadek, gdyby tak zadecydowali. Tak naprawdę nastolatkowi to pasowało. Nie wymagał od niej ogromnych pokładów entuzjazmu, bo po pierwsze, to mimo wszystko była Nori, a po drugie... Sam nie zamierzał obstawać przy tym planie, jeżeli zostanie odrzucony przez pozostałych. Widział jego zalety, ale minusy też. W końcu właśnie dlatego o nim wspomniał - aby uzyskać opinie.
I otrzymał je, a właściwie ją, w liczbie pojedynczej, bo tylko od Onurisa. Ani trochę nie przeszkadzało mu to, że Chris w tym czasie milczał. Może i Elixir praktycznie go nie znał, ale odnosił wrażenie, że mniejszy gad tak czy siak przystałby po prostu na decyzje większego, więc w pewnym sensie liczył ich razem. Co prawda wcześniej wyłapał parę sygnałów, które mogły świadczyć o różnicach w poglądach jaszczurów, ale teraz za bardzo się nimi nie martwił. Podejrzewał, że najprędzej wyjdą na jaw pod koniec misji, gdy przyjdzie im decydować co zrobić z przeciwnikiem.
Chcąc, nie chcąc, blondyn skoncentrował się więc niemalże wyłącznie na wypowiedziach Onurisa... I to nie na tej, która zaserwowała mu szczery lub żartobliwy komplement - gdyż ją skwitował jedynie kiwnięciem głowy - tylko na większości pozostałych. Kwestia ryzyka go nie zaskoczyła, sam doskonale zdawał sobie z niego sprawę. Znów złapał się na tym, że żałował, iż nie było z nimi na przykład kogoś z silnymi zdolnościami telekinetycznymi lub wytrzymałym polem siłowym, kto przytrzymałby wrogiego jaszczura w wodzie, aby Noriko miała szansę go w niej porazić... Chociaż w takich okolicznościach pewnie mogliby nawet pominąć ten krok i przejść od razu do prób leczenia.
Co prawda ryzyko mogło być warte efektów, nawet jeżeli po fakcie Elixir musiałby kogoś ratować, ale mimo to chłopak nie naciskał. Odnotował tylko fakt, że Onuris tak naprawdę nie odmówił, a przynajmniej nie wprost. Josh miał za sobą całe lata doświadczenia w znajdowaniu takich okienek, więc teraz już instynktownie zwracał na nie uwagę. Nie wiadomo kiedy mogły mu się przydać jako usprawiedliwienie... Och, a często się musiał z czegoś tłumaczyć.
Do sugestii smoka był z kolei nastawiony sceptycznie i to delikatnie mówiąc. Jasne, Wolverine uczył ich sztuk walki, a on sam przy kontakcie mógł powodować nie tylko skurcze mięśni, ale i o wiele ciekawsze, przydatniejsze efekty, wliczając w to rozluźnienie ciała jak u szmacianej lalki... Niezależnie od zewnętrznych warstw, dzięki wielkie, bo sięgał równocześnie do każdej komórki organizmu, nie musząc się wcale przebijać przez skórę czy jej wytwory... Ale osobiście widział to starcie zupełnie inaczej. Po części wynikało to z tego, co wpajano mu odkąd przybył do Instytutu. Jako drużynowy uzdrowiciel powinien się trzymać z boku i uważać na to, aby nie zostać wyłączonym z akcji. Jak długo był na nogach, mógł pomagać innym, a w tym wypadku miał dosłownie pewność, że na koniec będzie potrzebny. W końcu zamierzali opanować przeciwnika, do tego zaś wymagana była jego biokineza.
Podsumowując, Josh nie planował mieszać się w walkę w zwarciu, o ile nie zostanie do tego absolutnie zmuszony. Wahał się pomiędzy trzymaniem się blisko Nori, a utrzymywaniem dystansu, by razem nie stanowili bardziej zachęcającego celu, ale nad tym mógł się jeszcze zastanowić. Póki co zaś odprowadził Onurisa wzrokiem, gdy ten ruszył w stronę oceanu, lecz oderwał od niego spojrzenie zanim jaszczur zniknął między falami. Wciąż miał go na swoim biokinetycznym radarze, dzięki czemu nie musiał próbować go obserwować. Uniósł za to brew na zachowanie Chrisa, nie tylko to widoczne, ale i dla niego wyczuwalne, lecz zdecydował się go nie komentować.
- Czyli my zbierzemy roślinki - oznajmił za to pewnym siebie tonem, po czym rozluźnił ramiona i wreszcie pozwolił im opaść z dotychczasowej pozycji. Zaraz potem uniósł nieco jedną dłoń przez ugięcie ręki w łokciu i, trzymając ją niemalże poziomo, dwukrotnie poruszył palcami w górę i w dół. Spoglądał przy tym na Nori, wyraźnie sugerując jej, aby wstała.
To właśnie w tym momencie dotarła do niego telepatyczna wiadomość Onurisa, lecz nastolatek nie pokazał po sobie, aby jakoś na niego wpłynęła. Jadalne rośliny tak czy siak wyczuwał bliżej, szukając ich nie musieli oddalać się nawet w połowie tak daleko, jak teoretycznie by mogli, a i to tylko w wypadku, gdyby życzyli sobie różnorodności składników... Więc tym również się w tej chwili nie zamartwiał. Po prostu odnotował to sobie w pamięci.
Chłopak już miał ruszyć z miejsca, gdy jego wzrok - i nie tylko - przykuło coś leżącego niedaleko jego stopy, coś czerwonego i odbijającego światło. Kolorem nie pasowało na kamyk, a w dodatku wyraźnie było organiczne, bo inaczej nie mógłby tego wyczuć... Bez namysłu Josh przyklęknął i podniósł swoją zdobycz, a wstając na równe nogi otrzepał ją z piasku i powoli obrócił w palcach. Wyglądało na to, że będzie miał pamiątkę z tej wycieczki. Albo może... Prezent? Ciekawa myśl.
Po kilku sekundach takiego oglądania, blondyn wreszcie oderwał wzrok od bursztynu i wsunął go do jednej z przegródek w swoim pasie. Zaraz potem zerknął na Nori, a następnie na Chrisa i w końcu skierował się w stronę jaskini, dalej planując przemieszczać się wzdłuż skał. Oczywiście najpierw musiał jeszcze przykuć uwagę łuskowatej części towarzystwa, bo nie chciał aż tak się rozdzielać...
- Chodź, jaszczurko. Pokażesz Nori jaki jesteś dzielny i w razie czego ochronisz nas przed wielkim, złym widmem, jeżeli ominie te zaklęcia ostrzegające - zwrócił się do gada, początkowo utrzymując jeszcze powolne, wręcz spacerowe tempo, aby mieć pewność, że oboje kompani do niego dołączą. Wyjątkowo nie próbował nawet Chrisowi niegroźnie dokuczać, a przynajmniej nie do końca. Już wcześniej zwrócił uwagę na jego zainteresowanie przyjaciółką, więc równie dobrze mógł go trochę popchnąć i zobaczyć jak sprawy się rozwiną. Nie był bez serca. I w dodatku nie miał tu lepszej rozrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Czw Mar 29, 2018 4:07 pm

Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem kiedy Onuris nazwał Elixira przywódcą. No proszę. Kosmiczny smok z całkiem sporym poczuciem humoru. Kto by pomyślał. Ale to dobrze. Lepiej umieć żartować nawet w takiej sytuacji jak obecna niż dołować się i martwić na zapas. Takie gadki-szmatki pozwalały na chwilę rozluźnienia. Sprawę ryb mieli więc załatwioną. Jeśli Onuris im nie przyniesie zdobyczy w postaci rekina to będzie zaskoczona. Wyobrażała sobie jak gad przykłada się tak bardzo do swojego zadania, że łapie dla nich coś tak wielkiego.
Po chwili jednak przeszli do nieco poważniejszego tematu, czyli znowu planowania. Planowania tego, co zrobić ostatecznie z tym złym widmem, które jakoś musieli złapać. Złapać lub zabić. Osobiście wolała nikogo nie zabijać. No, nikogo tak naprawdę złego. Tamten czarny w Houston powinien był zginąć.
Ona osobiście nie musiała się zastanawiać co zrobi jeśli spotka to złe widmo i ono ją zaatakuje. Wyjście było tylko jeden. Strzał całą mocą, prosto w stwora. Wiedziała, że była w stanie zgromadzić w sobie naprawdę sporą dawkę energii elektrycznej i mogłaby nią wyrządzić olbrzymie szkody. Kontrolowała się jednak zawsze i uważała na to co robi. Jednak przy przeciwniku, który będzie chciał ich po prostu zabić nie będzie miała większego wyboru w działaniu.
W końcu Onuris zniknął pod wodą, a Josh zadecydował, że czas znaleźć jakieś jadalne roślinki. Wstając z piasku usłyszała ostatni telepatyczny przekaz od smoka. Trzysta metrów to nie tak mało. Mieli do dyspozycji całkiem spory teren, na którym mogli szukać jadalnych roślin.
- Zobaczymy kto tu kogo będzie musiał chronić. - stwierdziła na zaczepkę blondyna skierowaną do Chrisa. Całkiem zabawne, że nazwał go jaszczurką, którą faktycznie był. Chociaż dwunożną. Schowała ręce do kieszeni i ruszyła za przyjacielem, zerkając z zaciekawieniem na rosnącą tutaj roślinność i próbując ją skojarzyć z jakimś klimatem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Pią Mar 30, 2018 5:24 pm

Reptilianin zamrugał, kiedy do jego uszu dotarł zwrot Josha skierowany bezpośrednio do niego. On tak na poważnie? Nie, żeby jaszczur narzekał czy coś. Był jak najbardziej za. Odwrócił łeb w kierunku blondyna, który nie wiadomo kiedy postanowił ruszyć z miejsca i zacząć coś robić, by nie tracić niepotrzebnie czasu. Chris lekkim truchtem podbiegł do mutanta, znajdując się za jego plecami w odstępie jakichś dwóch metrów i niby przypadkiem wyrównując krok z Noriko, która akurat już za nim podążała.
- Znam widma jak własną kieszeń. Jeśli ktoś ma Was chronić przed plugastwem to będę to ja... No, jeśli wykluczyć Onurisa. - stwierdził śmiało, spoglądając naprzemiennie na dwójkę. - Pięć lat treningów, pięć lat przygotowań i całe pięć lat integracji z widmami. Nie żeby coś, ale na mnie możecie polegać. - wyszczerzył kły, umieszczając obie dłonie z tyłu głowy i splatając je ze sobą palcami. Chris zaczął trochę za bardzo gwiazdorzyć, a zapewne wszystko było zasługą Josha. Po chwili jaszczur opuścił obie ręce, kiedy dotarło do niego, w jaki sposób zwrócił się do niego chłopak naprzeciwko.
- A i jeszcze coś. Nie jestem "jaszczurką". Jestem Urkyn'Vareis. - pogroził mu palcem, marszcząc przy tym obie brwi. Niby nie jaszczurka, a jednak zareagował, gdy Josh nazwał go w ten sposób.
Chris przyglądał się uważnie tutejszej faunie i florze. Mimo że niejedna z jego "misji" polegała na nauce przetrwania w dziczy i odnajdywania pokarmu, tutaj trudno było mówić o czymś nadającym się do jedzenia. Na pewno znacznie większa różnorodność roślin występowała w puszczy nieopodal, niż w okolicach brzegu, jednakże Onuris zabronił im przesadnie oddalać się od jaskini. Chris marszczył pysk na widok niezbyt apetycznych kępków trawy, mchu na skałach oraz suchych gałązek. Przypomniało mu się, dlaczego wolał mięso lub ludzkie jedzenie prosto ze sklepów. Nie tylko wyglądało dla niego bardziej apetycznie ale i lepiej pachniało. Tutaj dosłownie wszystko zalatywało morzem.
- Właściwie to czemu szukamy jakiegoś zielska? Onuris za chwilę coś dla nas wyłowi. - rzucił komentarzem, lecz po tych słowach nagle zatrzymał się. Olśniło go. - Eeee, chwila... Czy Ankylon nie wspominał nam coś o tym, że nie powinnyśmy za bardzo polegać na swoich zmysłach, mocach i magii na tej wyspie...? Onuris rzucił zaklęcia ostrzegające. One i wszystko inne może zawodzić. - mówiąc to od razu zwrócił łeb w stronę wody, skąd wciąż wyczuwał obecność polującego tam Onurisa. Więź telepatyczna pozostawała silna, jednakże ryzyko było zbyt duże, by jej w pełni ufać. Białołuski powinien być przy nich. Nie wiadomo było czy tajemnicza wyspa nie będzie miała wpływu ich odległą komunikację. Nie powinni się rozdzielać.
/Onuris, wychodź na brzeg. Szybko. Ta wyspa może zakłócać działanie naszych mocy, w tym twoich zaklęć. To zbyt niebezpieczne./
Przekazał mu krótką wiadomość, po czym spojrzał na pozostałych. Nie podobało mu się, że podjął decyzję za Elixira i Surge, jednak uważał, że była ona słuszna. Jeśli białołuski nie zdążył przez ten czas nic złowić, będą musieli zadowolić się czymś innym. Chris wolał dmuchać na zimne i nie ryzykować zdrowia kogokolwiek tylko dla smaczniejszego posiłku.
Powrót do góry Go down
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Nie Kwi 01, 2018 11:02 pm

Josh uśmiechnął się lekko, lecz z wyraźnym zadowoleniem z siebie, gdy tylko Nori zareagowała na jego słowa. Nie spodziewał się po niej niczego innego... Chociaż nie, powinien to ująć poprawniej. Nie oczekiwał po niej milszej odpowiedzi - tak, teraz dobrze. Nie zdziwiłaby go co prawda większa dawka agresji, ale tak było nawet lepiej, więc nie narzekał. W końcu nie zależało mu na wywołaniu prawdziwej sprzeczki. Chodziło mu tylko o delikatne podrażnienie obojga, żeby mieć czego posłuchać.
Reakcja Chrisa z kolei okazała się być dla niego o wiele zabawniejsza. I dłuższa. Właściwie przede wszystkim dłuższa. Elixir nawet się nie obrócił, ani nie zerknął na gada przez ramię, ale z uniesioną jedną brwią i kącikiem ust słuchał jego słów. Po jego głosie - oraz dźwiękach kroków - i tak wiedział, że jaszczur za nim podążał, zresztą tak samo, jak i Nori, a w dodatku czuł za sobą oboje, więc nie potrzebował na nich spoglądać, aby się w tym upewnić.
Co ważniejsze... Brzmiało więc na to, że mini-smok posiadał pokaźnych rozmiarów ego. Albo wręcz przeciwnie i takim zachowaniem maskował brak pewności siebie lub inny problem. Opcjonalnie również robił sobie żarty, choć w tę opcję blondyn wierzył najmniej, bo odnosił wrażenie, że posiadali inny typ poczucia humoru. Osobiście obstawiał pierwszą albo drugą możliwość, co czynił głównie na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń z osobnikami wykazującymi podobne zachowania. W tym trochę bazował na sobie.
- Może być. Jaszczurko - odparł krótko i idealnie spokojnie, gdy Chris podkreślił swoją... Rasę, gatunek, rodzaj? Wszystko jedno. To, czym był. Nastolatek starannie zadbał o to, aby pomiędzy dwoma pierwszymi oraz trzecim słowem zrobić krótką pauzę, która w tym wypadku stanowiła ogromną różnicę. Najpierw jego ton głosu wskazywał więc na to, że zaakceptował tę informację... A potem nastąpiła zaczepka. Miał to opanowane. Przećwiczone. Lata praktyki.
Wyglądało na to, że Chris - gdy już raz się ośmielił - potrafił być niezwykle rozgadany... I szybko przeskakiwał pomiędzy różnymi tematami. Blondyn nawet nie próbował odpowiadać mu na bieżąco, pozwalając mu po prostu wylać z siebie cały ten natłok narzekań i spostrzeżeń... A mimo to nie mógł się powstrzymać przed skierowaniem oczu ku niebu i cichym westchnięciem, gdy gad wspomniał o zielsku. Jak gdyby ryby były dla nich jedyną albo chociaż najlepszą opcją posiłku. Och, proszę.
- Po pierwsze, wszystko zawsze może zawieść. Życie takie już jest, w końcu się do tego przyzwyczaisz. Po drugie, co się stało z dzielnym wojownikiem, który zna widma jak własną kieszeń i nas obroni? Po trzecie, nie jadam mięsa - wyliczył, gdy jaszczur w końcu zamilknął, ten ostatni punkt dodając jakby po krótkiej chwili namysłu, bo rzeczywiście miał najmniej wspólnego z całością. W tym samym czasie chłopak zatrzymał się już przy jednym z niewielu okolicznych niby-drzew, rosnącym tuż przy skałach. Właściwie była to bylina, ale jej wygląd zewnętrzny wcale na to nie wskazywał.
Josh obrócił się przodem do swoich towarzyszy i przesunął pomiędzy nimi spojrzeniem, a równocześnie oparł jedną dłoń na wąskim pniu. Nawet nie zerknął w górę, bo przez kontakt fizyczny tym lepiej wyczuwał rozmieszczenie wszystkich części rośliny, wliczając w to występujące w wyższych partiach liście oraz, co najważniejsze, owoce. Były dość dojrzałe, aby wystarczyło im tylko trochę dopomóc w osiągnięciu idealnego stanu... A potem przerwać połączenie dwóch ich szeregów z resztą rośliny.
- Proszę, możemy już wracać - dodał, ze świetnym wyczuciem czasu cofając dłoń z pnia, aby móc obiema rękami pochwycić spadające z góry kiści bananów. Jemu taki posiłek odpowiadał, a kto będzie wolał ryby, temu droga wolna. Jaszczurki pewnie były mięsożerne, szczególnie sądząc po wcześniejszej wypowiedzi Chrisa, ale Nori mogła woleć owoce... A tymi konkretnymi w dodatku można się było faktycznie nasycić.
Tak naprawdę cała ta ich wędrówka nie zaprowadziła ich wcale daleko. W dalszym ciągu widzieli swój fragment plaży, w czym pomagała bardzo prosta droga. Elixir nie czekał nawet na odpowiedzi przyjaciółki czy gada, tylko ponownie ruszył z miejsca, po drodze wręczając tej pierwszej jeden z szeregów bananów. Nie to, żeby było mu ciężko, ale może dziewczyna chciałaby się już poczęstować. Wystarczyła tylko chwila, aby wrócili w pobliże jaskini, gdzie mogli zaczekać na Onurisa... Chyba że przez ten czas smok zdążył już upolować ryby i wrócić przed nimi na miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Pon Kwi 02, 2018 8:11 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris

W miarę upływu dnia, temperatura na wyspie powoli wzrastała. Robiło się po prostu coraz cieplej, jak wypadało na tropikalną wyspę na środku Atlantyku. Trójka ruszyła w swą daleką podróż do najbliższego drzewa wyposażonego w banany, natomiast białołuski nadal znajdował się pod wodą. Pływał, ganiał za rybami i stale rozpraszał się pewnym obiektem, znajdującym się nieco dalej od brzegu. Połączenie mentalne pozwalało im to wyczuć, szczególnie go smok upatrzył sobie większą rybę, rzucał się za nią w pogoń, a następnie przerywał ją, ponieważ coś błysnęło mu w głębinach oceanu. Widmo w końcu nie wytrzymało. Długim zamachem ramion zmienił kierunek, jednak przepłynął ledwo kilka metrów, gdy dotarł do niego głos Christophera. Biały zatrzymał się w miejscu i obrócił w ich stronę, jakby z tej głębokości chciał dostrzec towarzyszy, przez wodę i piasek. Pozostawał tak chwilę w miejscu, kiedy zbierał się na odpowiedź oraz analizował aktualną sytuację.
/Bracie, spokojnie. Zacząłem to robić na długo przed pojawieniem się tej cywilizacji./
Skomentował z dużą dawką pewności siebie, a następnie zakręcił się, robiąc beczkę pod wodą, po czym ruszył. Zaczął z dużą szybkością oddalać się od brzegu, wpływać coraz to głębiej i głębiej. Dla całej trójki było to w pewien sposób wyczuwalne. Najmocniej dla Josha i Chrisa, jednemu moc pozwalała ustalić pozycję białego, a drugiemu - więź Urkyn'Vareis. Onuris nie żartował, naprawdę oddalał się od nich i wpływał coraz głębiej. Jeśli pojawi się jakaś próba upomnienia go, Onuris spławi ją prostym "spokojnie". Oczywiście popłynął dalej, aż dotarł do upatrzonego punktu. Głęboko pod powierzchnią wody, gdzie światło ledwo docierało. Nie było sposobu by ustalić, co tam robił.
/Bracie, znalazłem twój pojazd!/
Ekscytacja w głosie świadczył o tym, że białołuski znalazł skarb. Coś, czego poszukiwał połowę swego życia. Wrak pojazdu zatopionego w wyniku kontaktu z nienaturalnym piorunem.
/Po kłopocie. I znalazłem kosmiczne jedzenie! Mięso... I.../
/Witaj... BRACIE!/
Ekscytacja powoli ustąpiła, kiedy ostatnie słowo wypowiedział z lekką rezygnacją, wyraźnie tracąc zapał. Zaraz potem spod tafli wody dobiegło potężne, pomarańczowe światło. Woda wystrzeliła w górę, okolicą wstrząsnęła silna eksplozja. Chris poczuł ból w klatce piersiowej, a raczej delikatnie odczuł to, co znacznie mocniej poczuł jego brat. Spod wody dosłownie wyleciał Onuris, obok niego - trzy paczki czegoś, co przypominało wojskowe MRE. Zapakowane jedzenie upadło na piasek niedaleko grupki, natomiast białołuski przeleciał grzbietem naprzód dobre kilkadziesiąt metrów, zanim wbił się plecami w skałę tuż nad jaskinią, krusząc ją, a następnie zsuwając się i opadając na piasek. Smok padł brzuchem na piach, niczym kawałek szmacianej lalki. Zwinął się na chwilę, odczuwając potworny ból klatki piersiowej. Chwycił się za korpus, poczuł ukłucie. Brakowało trochę łusek, lało się nieco krwi. Podobnie na ramionach i nogach. Zerwane łuski, krew, trochę ran ciętych. Małych, w bardzo wielu miejscach.
/Moje szczęście.../
Odezwał się z irytacją aż nadto dobrze słyszalną w głosie. Był zły, był wściekły. Adrenalina szybko podniosła jego gotowość bojową. Onuris szarpnął się i stanął na równe nogi, zacisnął dłonie w pięści, po czym rozluźnił je. Na piasek zaczęła skapywać krew, spływająca po ramionach i nogach stwora. Ciężko było go nazwać białołuskim, bo kolor biały został w znacznej części przykryty. Korpus oberwał najmocniej, dosłownie zerwało mu większość łusek z klatki piersiowej, niektóre przypaliło, odsłaniając znaczne połacie torsu oraz brzucha. Na nich, dużo niewielkich, małych ran ciętych. Jakby nabił się na eksplozję miny wypełnione szpilkami, które gdzieś zniknęły. W ranach nie było żadnych ciał obcych.
Z wody powolnym krokiem wyłonił się kolejny smok. Znajdował się w anthro postaci. Biało-czarna kolorystyka mieszała się z szarością, dominując na jego łuskach. Pazury u dłoni oraz łap posiadały pomarańczowy kolor, podobnie do ślepi. Łuski były małe, tarczowe, idealnie pokrywające całe ciało. Sylwetka dobrze zbudowana, lecz szczupła. Mierzył jakieś dwa metry i sześćdziesiąt centymetrów, mniej-więcej tyle, co Onuris. Szedł powoli, emanując delikatną aurą o kolorze jego ślepi, która idealnie pokrywała całe ciało stworzenia. W żaden sposób nie wydawał się zniekształcony lub "nienaturalny". Był mniej masywny od Onurisa, to dostrzec dało się gołym okiem.
/Sunad.../
Pomarańczowe widmo zaklaskało i zaśmiało się, słysząc swe imię. Śmiech był donośny, wrogi, było w nim coś strasznego. Sunad. Christopher słyszał już to imię, kiedy starożytny opowiadał mu o plugastwach. Zjawy, zmory. Urkyn'Vareis, którzy zeszli z drogi, odwrócili się od braci i sióstr, sprzeciwili Aedroth-Et'Ada. Sunad został zabity przynajmniej pięć razy. Za każdym razem wracał. Bardziej doświadczony i bardziej niebezpieczny.
/Onuris... braciszku. Dlaczego nas zostawiłeś? Tak dobrze nam szło. Byłeś taki potężny.../
W białołuskim się wręcz zagotowało. Spiął mięśnie, wziął wdech i ryknął. Ryknął tak potężnie, że cała wyspa zadrżała, a trójka kompanów poczuła się tak, jakby stali pod uruchomionym silnikiem samolotu pasażerskiego. Stwór nie zrobił sobie nic z tego pokazu wydolności płuc białego.
Jakby tego było mało, stało się coś jeszcze. Nori, Josh i Chris poczuli, jak ich organizmy ostrzegają o zagrożeniu. Zaraz za plecami. Tuż przy nich, w krzakach, dziesięć metrów maksymalnie. Jeśli któreś z nich się odwróciło, to pierwsze co dostrzegli, to delikatna łuna złotego światła widoczna z daleka. Zarówno z plaży, jak również z dwóch miejsc wewnątrz dżungli. Zaraz potem coś poruszyło się w krzakach, gigantyczna, czarna sylwetka wylazła z za większych krzaków. Jedyne odgłos szeleszczących liści, gdy się o nie ocierał. Pierwsze dźwięk jego kroku pojawił się, gdy stanął już na piasku. Był ogromny. Mierzył trzy metry i dwadzieścia centymetrów wzrostu. Forma anthro, poruszał się na dwóch nogach. Pokryty mięśniami i bardzo masywny, umięśnienie było wręcz przesadnie wyeksponowane. Onuris wyglądał przy nim na chudzielca. Łuski w wielu miejscach były popękane, czasami zerwane - na ramionach czy wzdłuż mięśni brzucha. Odsłaniały jasno-czerwoną skórę, miejscami wyglądającą na rany. Łeb miał nienaturalny, zaokrąglony. Dłonie zakończone bardzo długimi, ostrymi pazurami, po jednym na każdym z czterech palców. Podobnie na łapach. Ogon był równie masywny, jak również długi. Jak na łokciach, z końcówki ogona wyrastały dwa, długi - naostrzone kolce, gotowe nabijać lub ciąć ofiarę, niczym miecze. Stwór spoglądał na nich swymi białymi ślepiami. Z łba wyrastały dwa rogi, po bokach, prowadzone wzdłuż głowy, delikatnie unoszące się w górę przy końcówce, przed karkiem. W końcu stanął przed nimi, jakieś siedem metrów to cały dzielący ich dystans. Warknął wrogo, gardłowo. Mierzył ich wzrokiem. I czekał. Nie mogli go wyczuć, jakby w tej istocie nie było energii życiowej, żadnej mocy. A jednocześnie spoglądanie w jego kierunku powodowało niepokój, powoli przeradzający się w strach. To właśnie było plugastwo.
Onuris powoli obrócił łeb w ich stronę. Trójka kompanów znajdowała się pomiędzy Onurisem oraz Sunadem, a plugastwem. Onuris i Sunad zwróceni byli ku sobie, Sunada mieli po lewej - od strony wody, białego po prawej - od strony jaskini. Plugastwo znajdowało się tuż za ich plecami.
/Przerażające, prawda? Twój brat, twoi przyjaciele... na łasce plugastwa. Będziesz obserwował, jak ich rozszarpie./
Białołuski przesunął lewą łapę po piasku, w ich stronę. Chciał odskoczyć, chciał ruszyć ku nim biegiem. Stanąć pomiędzy nimi, a plugastwem. Adrenalinie zaczął towarzyszyć stres. Bardzo wyczuwalny stres, w końcu cała czwórka pozostawała połączona więzią mentalną. Kątem oka obserwował pomarańczowego. Zrobił kolejny krok, a następnie rzucił się w bieg. Stało się to, czego się spodziewał. Sunad przefazował w promieniu o kolorze swej mocy, znalazł się tuż przy nim, szarpnął krótki ruch z dołu i wbił pazury po prawe żebra Onuris. Białołuski stęknął, jednak nie pisnął, nie wydał innego dźwięku.
/Będziesz.../
Huk. Potężny huk, gdy białołuski zmaterializował się za plecami Sunada i przydzwonił mu pięścią centralnie w skroń, powalając wrogie widmo na kolana. Cios był bardzo techniczny, wręcz perfekcyjny. Drugi nadszedł od razu, kiedy prawa łapa uniosła się z ziemi i poprawiła trafieniem z boku, uderzając z biodra - w tą samą skroń. Sunad zarył pyskiem o piach, a następnie przefazował pięć metrów na bok, z dala od grupki. Stał już na nogach, wypluł piach z pyska i warknął wrogo, kiedy Onuris opuścił w tym czasie swą łapę, stanął pewnie i ugiął lekko kolana. Obrócił się frontem do przeciwnika, a plecami do grupki kompanów. Teraz osłaniali sobie wzajemnie plecy. Na Onurisie nie było śladu po żadnej dodatkowej ranie. Chris nie poczuł impulsu towarzyszącego pojawieniu się rany u innego widma, tak samo, jak Josh nie był w stanie tego wyczuć. Bok smoka był zdrowy. Zmieniły się natomiast jego łuski. Choć przykryte krwią, dobrze widoczne były te na grzbiecie oraz ogonie, praktycznie nie okaleczone. Zamiast białych, były złote. Delikatnie odbijały światło. Podobny kolor - złoty, towarzyszył mu gdy zmaterializował się nagle za Sunadem. Jego "ranna kopia", rozbiła się w złocisty pył i zniknęła, a cząsteczki pyłu popłynęły w powietrzu do ciała białego i zostały wchłonięte pod łuski. Jedynie plugastwo stało dalej, obserwując ich i nie zwracając uwagi na walczących. Niczym predator, czekający na prowokację. Pierwszych ruch ofiary.
Powrót do góry Go down
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Czw Kwi 05, 2018 3:42 pm

Gdyby szczerze wierzył w pecha czy inne przesądy, być może w tej chwili Josh pomyślałby właśnie, że jaszczurka wykrakała im problemy. Oczywiście i bez tego mógł jej to zarzucić, tak po prostu, byle tylko coś powiedzieć... Ale prawdę mówiąc nie miał na to nawet ochoty. Do tej pory po cichu liczył na to, że przed walką Nori i Chris zdążą przynajmniej zjeść śniadanie, lecz z drugiej strony nie mogli być jeszcze zbyt głodni, nie na tyle, aby utrudniało im to działanie, a jemu samemu wcale nie przeszkadzało przyspieszenie sprawy. Wychodził z założenia, że im prędzej ogarną tu sytuację, tym szybciej wrócą do domu. No i hej, przynajmniej nie musieli tracić czasu na szukanie przeciwnika.
W związku z powyższym, pomimo wstępnego zaskoczenia oraz odruchowego spięcia mięśni, blondyn nie był właściwie zdziwiony rozwojem wydarzeń. Światło nad wodą, eksplozja, przez którą na moment zmrużył oczy, instynktownie pokrywając je dodatkową, cienką i przezroczystą warstwą ochronną, aby nie zaszkodził im blask... Chłopak spodziewał się, że to wszystko będzie przebiegało trochę inaczej, ale tak czy siak nie obstawałby przy swoich domysłach, więc łatwo zaakceptował odbiegającą od nich rzeczywistość.
Choć widział przelot Onurisa i jego uderzenie w skały, to od początku nie skupiał na nim wzroku. Wiedział, że coś takiego by go nie zabiło, a wszystkim innym mógł się w razie czego zająć później, więc wolał najpierw wypatrzeć wroga... Dlatego czujnie i uważnie przesuwał spojrzeniem po powierzchni wody. Nie zawiódł się, gdy w końcu przez taflę przebiła się nowa sylwetka, oczywiście znów smocza, bo jakże by inaczej. Widział ją, ale jej nie wyczuwał, co wciąż było niezmiennie irytujące. Takie krycie się uważał za istną bezczelność.
Nastolatek westchnął ciężko, po czym niechętnie i dość delikatnie odrzucił trzymaną do tej pory kiść bananów pod skały, najpierw obniżając ją na wyprostowanej ręce. Może potem coś z niej przekąszą, a może po fakcie zainteresuje się nią jakieś zwierzę, rzecz jasna o ile nie zostanie zgnieciona albo zasypana... Ale teraz nie miało to znaczenia. Takie już ich szczęście.
Zaraz potem blondyn obrócił się już bokiem do Onurisa i jego... Pewnie krewniaka, w jakimś znaczeniu tego słowa. Nie to, żeby ich ignorował, bo w dalszym ciągu widział ich kątem oka, nie wspominając już o innych zmysłach, ale chciał też zerknąć na Nori i Chrisa. Smoki najwyraźniej tak czy siak chciały sobie najpierw pogadać, jak przystało na typowe spotkanie bohatera z jego osobistym nemesis. Nic, tylko czekać na monolog przestępcy... Chociaż nie, one następowały chyba trochę później? po złapaniu tego dobrego?
Josh znajdował się teraz tyłem do morza i w tej pozycji wykonał w jego stronę kilka kroków, nie zbliżając się aż do krawędzi fal, ale wystarczająco blisko, aby mieć widok na większość plaży... W miarę możliwości. Po niedawnym zderzeniu Onurisa z klifem wolał nie stać tuż przy skałach. Jeszcze ktoś znowu by na nich wylądował i wywołał miniaturową lawinę, a chłopak mógł żyć bez doświadczenia bycia zasypywanym kamieniami. Woda też nie była do końca bezpieczna, skoro to właśnie z niej wyłonił się przeciwnik, ale Elixir jakoś tak wolał swoje szanse z oceanem niż z twardą ścianą.
Dzięki temu posunięciu chłopak bardzo szybko zauważył złocisty blask, potrójny, a jego czoło lekko się zmarszczyło. Nie musiał być geniuszem, aby zorientować się co to oznaczało, szczególnie że Onuris dopiero co wspomniał im o tych swoich zaklęciach ostrzegających. A skoro odpaliły się z tej strony, to najwyraźniej mieli większe towarzystwo. Te smoki posiadały niesamowite wyczucie czasu.
- A to by były te czujki - skomentował na tyle głośno, aby Noriko i Chris wyraźnie go usłyszeli i zrozumieli. Zakładał, że sami dopowiedzą sobie resztę... Choć tak naprawdę wyglądało na to, że wcale nie musieli, bo wśród krzaków rzeczywiście pojawiła się właśnie kolejna postać, spora i - obiektywnie rzecz biorąc - paskudna, w dodatku w tym pseudo-demonicznym sensie. Josh wyczuł ją zanim się jeszcze wyłoniła, choć nie dlatego, że ją wykrywał, lecz przez nienaturalny ruch roślinności obok niej. Szybka konsultacja z urządzeniem przytwierdzonym do ramienia potwierdziła z kim mieli do czynienia, a do tego dostarczyła informacje o słabszych punktach na powierzchni ciała bestii... Zauważalnych gołym okiem, a to ułatwiało sprawę. Trochę. Być może.
Przez ten czas Elixir zdążył przejąć pełną kontrolę nad swoim organizmem, aby przygotować go do obecnej sytuacji. Jego ciało i umysł były gotowe do działania, nawet jeżeli nastolatek chciał na początku trzymać się z boku i wkroczyć dopiero wtedy, gdy jego zdolności będą naprawdę przydatne... A więc po to, by kogoś uleczyć albo opanować już wstępnie zatrzymanego przeciwnika. Nie zamierzał jeszcze zmieniać głównego planu, choć wszystko wskazywało na to, że będą go musieli przeprowadzić bez Onurisa. Pomiędzy Chrisem i Noriko tak czy siak mieli szanse na zmęczenie, a następnie przytrzymanie stwora... Który póki co zwlekał z atakowaniem. Tym lepiej, bo dzięki temu Josh mógł przynajmniej przez chwilę się zastanowić - ale oczywiście ten drugi gad musiał znowu zacząć gadać, w dodatku potwierdzając najgorsze przypuszczenia blondyna odnośnie czarnych charakterów z filmów.
- Och, zamknij się już - skomentował, choć zdawał sobie sprawę z tego, że usłyszą go najwyżej Noriko i Chris, a nie pozostałe jaszczury... No, może Onuris telepatycznie, ale to wszystko. Ton jego głosu był spokojny i opanowany, wręcz trochę znudzony, co wynikało z wyjątkowego połączenia kontroli, jaką biokinetycznie sprawował nad reakcjami swojego organizmu oraz jego uroczego charakteru. Normalnie byłby pewnie o wiele bardziej... Emocjonalny.
O dziwo jego modlitwy zostały wysłuchane i już po chwili bonusowy smok faktycznie przestał nadawać - gdy Onuris zaangażował go w walkę. Josh tylko zerknął w ich kierunku, po czym skoncentrował się już na tej części zadania, która zależała od ich grupki. Jego spojrzenie znów padło na plugastwo, które sam wolał w duchu nazywać paskudztwem. Wciąż czekało w bezruchu i przez sekundę czy dwie blondyn miał ochotę sprawdzić jak długo by zwlekało, jeżeli oni nie wykonaliby pierwszego kroku. W końcu pewnie by się znudziło, prawda? Gdyby posiadali pewność, że Onuris poradzi sobie z tym drugim, to granie na czas byłoby nawet sensowne, ale w tych okolicznościach równie dobrze smok-sojusznik mógł potrzebować ich pomocy, więc dłuższe zwlekanie niestety odpadało. No, ale przynajmniej mogli wymienić między sobą uwagi.
- Plan obowiązuje. Męczymy go, ranimy, przytrzymujemy, żebym mógł spróbować go ogarnąć. Nori, ty pierwsza, silny atak, ale nie marnuj jeszcze za dużo energii i w miarę możliwości wchłaniaj ile się da z powrotem. Sprawdzimy jak szybkie robi uniki... O ile w ogóle. Jeżeli skoczy na bok albo do tyłu, kontynuuj, jeśli na nas, przejmujesz go, Chris. Staraj się trzymać go na dystans od nas, może spróbuj zepchnąć go do wody, żeby Nori go upiekła, albo na skały, by zawaliła na niego ścianę. Koncentruj się na unikaniu jego ciosów i na tych wrażliwszych miejscach na jego ciele, a Nori będzie odwracała jego uwagę z drugiej strony, żebyście mogli uderzać na zmianę i z różnych kierunków - to wszystko Elixir przekazał już towarzyszom telepatycznie przez ich więź. Przynajmniej mentalne połączenia działały szybciej od słów, więc nie musiał się martwić o stracenie czasu na cały ten monolog.
- Nori, w ostateczności wytworzysz między nim i nami barierę. Jeżeli do tego dojdzie, spróbuj ją wokół niego wygiąć, może w ten sposób uwięzisz go w kuli albo chociaż zmusisz do kontaktu z elektrycznością - dodał tą samą drogą. Dzielił teraz uwagę pomiędzy czarnego, na którym skupiał jej większość, a walkę Onurisa z jego kolegą. Większego zagrożenia spodziewał się ze strony tego pierwszego, bo domyślał się, ze w razie czego ich towarzysz będzie się starał ich ochronić, ale na wszelki wypadek wolał być gotów uskoczyć zarówno przed jednym, jak i przed drugim przeciwnikiem.
Miał nadzieję, że póki co nie zostanie jeszcze zmuszony do starcia, zdecydowanie wolał poczekać na swój moment. Trochę liczył na barierę Nori, a trochę na jej szybkość, bo może zdążyłaby mu w takim wypadku pomóc, ale nie był na tyle naiwny, aby opierać się tylko i wyłącznie na nich. Podstawą jego własnej strategii na teraz były uniki, ale najpierw chciał zobaczyć czego powinien się w ogóle spodziewać - bo od tego zależało w jaki sposób by odskakiwał czy się odchylał. A gdyby rzeczywiście musiał nawiązać kontakt fizyczny... To wcześniej nie żartował odnośnie tego, jakie szkody mógł wyrządzić. W Houston przekonał się o tym, że potrafił obrócić czyjś organizm przeciwko właścicielowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Sob Kwi 07, 2018 4:42 pm

Noriko wywróciła oczami po czym parsknęła. Ktoś tu chyba był trochę zbyt pewny siebie i musiał zacząć się chwalić czego to on nie robił z widmami i ile się na to nie przygotowywał.
- No zobacz. A ja mam moje moce od pięciu lat. Nadal nad nimi w ogóle nie panuję i też jakoś tu jestem. Bez żadnych przygotowań. - zauważyła sarkastycznie. Chris próbował im zaimponować? Jeśli tak to będzie musiał się trochę bardziej postarać. Bo na pewno im, a przynajmniej jej, nie zaimponuje gadaniem i przechwałkami. Wręcz przeciwnie, im więcej gadał, tym bardziej był denerwujący. Azjatka nie przepadała za osobami, które gadały dużo. Dużo i bez sensu. Co innego kiedy ktoś miał coś naprawdę ważnego do powiedzenia.
Zaśmiała się lekko kiedy po wytłumaczeniach Chrisa odnośnie tego, czym jest, Josh i tak nazwał go jaszczurką. Ona zrobiłaby dokładnie to samo. Trzeba trochę przytemperować tą jaszczurkę, bo inaczej nie przestanie się popisywać. Och, już ona i Josh się o to postarają. Tego można być pewnym.
I więcej gadania. Teraz o szukaniu zielska i o tym, że co mówił wcześniej Ankylon. I o zaklęciach ostrzegawczych Onurisa. Serio. Chris tak bardzo lubił mówić o rzeczach oczywistych? Przecież oni wszyscy słyszeli co egzekutor do nich mówił. Wiedzieli, że na tej wyspie na nic nie mogli liczyć. Ale oczywiście jaszczurek musiał koniecznie o tym im powiedzieć. Na wszelki wypadek, gdyby oni sami o tym nie wiedzieli.
Skoro Elixir sam wytłumaczył, jak wygląda sytuacja to Surge nie poczuwała się do tego, by dodać cokolwiek od siebie. Jak nie lubiła kiedy inni gadali bez potrzeby, tak sama też nie lubiła mówić jeśli nie było to niezbędne. W tej chwili nie było. Więc stanęła obok przyjaciela i zerknęła do góry na drzewo. Już po krótkiej chwili blondyn trzymał w rękach kiście bananów, więc dziewczyna od razu porwała jednego dla siebie, by go obrać ze skórki.
Wtedy wszystko się zaczęło psuć. Najpierw jakieś pomarańczowe światło błysnęło w wodzie. A może nad wodą? Noriko nie patrzała akurat w tamtą stronę by móc to dokładnie ocenić, ale nie było to jakoś szczególnie ważne. Wtedy z wody wyrzuciło Onurisa, który poleciał prosto na skały i uderzył w nie z hukiem.
- Onuris! - Dziewczyna miała ochotę pobiec w jego stronę i tylko zdrowy rozsądek trzymał jej nogi w miejscu. Wiedziała, że ten kto zaatakował białołuskiego sam zaraz się pojawi przed nimi i zbliżanie się do smoka było zbyt ryzykowne. Sama mogłaby wtedy oberwać.
Nie myliła się. Wkrótce na plaży zjawił się smok. Biało-czarny. Kolejny z gatunku Onurisa. Można było poznać to po tym jak nazwał owego braciszkiem. A niby to ludzie tacy agresywni, że zabijają swoich i walczą ze sobą nawzajem. Nie byli jedyni, jak widać. Przeciwnik ich smoczego przyjaciela nie tylko nazwał go braciszkiem, ale miał też i więcej do powiedzenia. O wiele więcej. Noriko pomyślała o Sunadzie, że chyba za dużo kreskówek się naoglądał, przebywając na Ziemi. I teraz bawił się w straszny monolog tego głównego złego, który jest najgorszym wrogiem głównego dobrego. To... Byłoby na pewno zabawne, na swój sposób, gdyby nie obecna sytuacja w jakiej się znajdowali. Mimo to zjadła swojego banana, zastanawiając się czy też zobaczą magiczną przemianę stwora w... Coś innego. Choćby w inną formę. Jak to Onuris czasem robił.
W międzyczasie krzaki zaszeleściły za ich plecami i gdy się obróciła, dojrzała kolejnego stwora. A tamten dalej nadawał. Dopóki Onuris go nie grzmotnął. Jeden biały rozpłynął się w powietrzu, a drugi pojawił. Widocznie tamten był kopią. Klonem. Kage Bunshin no Jutsu. Och, ogarnij się Nori. To nie kreskówka. Chociaż pewne elementy mogłyby świadczyć o tym, że było odwrotnie.
- Pamiętaj, że im goręcej jest, tym więcej ładunków elektrycznych jest w powietrzu. Idealna pogoda na przeładowanie się Raczej nie zabraknie mi energii. - zwróciła się do Josha w odpowiedzi. - Przy okazji. Wisisz mi masaż za to ciągłe rządzenie się. - Dodała jeszcze nim ruszyła do akcji. W pierwszej kolejności posłała w stronę plugastwa silną wiązkę elektryczną, szybko wyłączając rękawice i przebiegając w inne miejsce. Wykorzystywała do tego obie ręce, nie celując w żaden konkretny punkt na ciele stwora. Do przebiegania wykorzystywała również swoją zwiększoną prędkość, wiedząc, że stwór też może być wyjątkowo szybki. Po drodze skórka od banana wylądowała gdzieś daleko w piasku. Stamtąd wykonała kolejny atak. Znowu przeskok i znowu wiązka elektryczności. Cały czas starała się trzymać mniej więcej na odległość tych dziesięciu metrów. Raz pewnie wychodziło jej osiem, raz jedenaście. Nie miała miarki w oczach, by ciągle trzymać się na taki sam dystans.
Pilnowała jednocześnie pozycji Chrisa, wiedząc, że oboje mieli zajmować się atakowaniem stwora. Nie chciała mu wchodzić w drogę kiedy ten atakował z bliska. W odpowiednich momentach więc przerywała atak, dając jaszczurce szansę na jej ruch.
Równie uważnie pilnowała, by stwór nie zbliżał się do Josha. Gotowa była zabrać chłopaka na bok, przebiegając z nim kilkanaście metrów, by w międzyczasie Chris mógł zając plugastwo sobą. Jeśli nie było możliwości na odbiegnięcie to musiała stanąć przed nim i wytworzyć dookoła nich barierę, by ich ochronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Czw Kwi 12, 2018 8:15 pm

Dwójka nastolatków szybko i skutecznie zgasiła przechwalającego się Chrisa, o czym świadczyła jego zrzedła mina, która równie szybko zaczęła wyrażać jego niezadowolenie poprzez zmarszczenie brwi i odwrócenie łba w inną stronę. Jaszczur nawet prychnął obrażalsko na określenie Josha, któremu absolutnie obojętne było to, co powiedział Chris i mimo przechwałek nazwał go jaszczurką. Na odzywkę Nori zielonołuski natomiast zareagował odrobinę inaczej. Oczywiste było, że jaszczurka tego nie przemilczy i jakoś to skomentuje. Pod tym względem był bardzo przewidywalny.
- Bo znasz Onurisa. To wszystko, co sprawia, że tutaj jesteś. - warknął, krzyżując ramiona na piersiach i nerwowo zamiatając końcówką ogona piasek za swoimi plecami. Chris był bliski strzelenia babskiego focha i jedynie to, że przypomniał sobie o zaklęciach i Ankylonie przerwało ich dalszy spór. Złość gada zastąpiła obawa, lecz nie tylko o bezpieczeństwo własne czy mutantów, ale i o bezpieczeństwo brata, który wciąż przebywał w wodzie.
/Onuris! W tej chwili wracaj na ten głupi brzeg!/
Odezwał się telepatycznie Chris, kiedy białołuski postanowił zignorować zagrożenie i kontynuować połów. Chris poprzez więź wyczuwał, że jego brat coraz bardziej oddala się od linii brzegowej i nurkuje coraz głębiej. Reptilianin mógł sprawiać wrażenie złego, wręcz wściekłego na drugie widmo, lecz kryła się w tym wyłącznie troska o niego. Wiedząc jednak, że Onu nie posłucha i mu nie odpowie, Chris tylko pokręcił łbem, wracając spojrzeniem do nastolatków. Wtedy też odezwał się Josh, którego ton głosu pozostawał spokojny i zrelaksowany.
"[...] co się stało z dzielnym wojownikiem, który zna widma jak własną kieszeń i nas obroni?" - na pysku jaszczurki zagościło zwątpienie, co zasygnalizowały też jego włosy, lekko przylegające do łba oraz spuszczony wzrok. Tak, Chris od razu zaczął tracić pewność siebie, w momencie gdy zrozumiał, że czary mogą zawieść i mogą zostać zaatakowani znienacka. Nie martwił się o siebie, ale o Onurisa, ponieważ niejednokrotnie im powtarzał, że to właśnie on będzie głównym celem plugastwa. Zacisnął pięści i wypiął lekko pierś, zamierzając pokazać swoją jakże wojowniczą postawę, ale w ostatniej chwili z tego zrezygnował. Przestał się odzywać, decydując się podążać za Joshem.
Nie potrafił pozbyć się złych myśli ze swojej głowy, a raczej nie potrafił do czasu, aż Elixir nagle zebrał banany, samoistnie spadające z drzewa prosto do jego rąk. Dziwne zjawisko, prawda, ale Chrisa zaskoczyło coś innego.
- Od kiedy banany to owoce? Przecież one mają inny kształt. Ziemskie owoce są okrągłe. - palnął nagle, spoglądając w górę, a potem znowu na blondyna. Jaszczur miewał problemy z zachowaniem podzielnej uwagi (co niejednokrotnie mu wytykano podczas treningów), więc szybko przestał się tak zamartwiać. -... A zresztą. - mruknął do siebie i machnął na to ręką. Nie zmienił swojego zdania odnośnie owoców i wolał pozostać przy mięsie, choć widok jedzącej Nori nieco pobudził jego apetyt. Oczywiście na banany, nie na nią - dziewczynę delektującą się owocem budzącym najwięcej niepożądanych skojarzeń w umysłach niewyżytych ludzi oraz jaszczurek. Chris prędko odwrócił od niej wzrok, oddalając się nieco od grupki i z upartością decydując się znaleźć dla siebie coś do jedzenia na własną rękę. Wybór padł na kraby, które już wcześniej przykuły jego uwagę. Reptilianin przykucnął i kiedy już miał sięgnąć łapą po małe stworzenie, zwierzątko jakby przewidziało to, co zaraz się wydarzy i uciekło w pośpiechu. Kilka sekund później jaszczur usłyszał za swoimi plecami eksplozję, która wstrząsnęła okolicą i wyrzuciła wodę kilka metrów w górę. Jaszczur gwałtownie się odwrócił i mimo że przegapił sam moment wybuchu, spostrzegł brata lecącego tuż na skałę. Uderzenie było tak silne, że aż pokruszyło głaz na kawałki.
- Onuris! - zawołał Chris, bez chwili namysłu biegnąc w jego stronę. Dopiero po chwili zwolnił i się zatrzymał, wciąż przebywając bliżej dwójki mutantów niż białołuskiego. Jaszczur dostrzegł jego ruch, co nieco go uspokoiło, mimo że wszystkie mięśnie jaszczura pozostawały w pełnej gotowości. Zielonołuski zorientował się o przybyciu obcego dopiero wtedy, gdy Onuris zwrócił swój łeb w kierunku morza, wyraźnie wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Chris odwrócił łeb w tamtą stronę i wtedy go zamurowało. To było widmo, jednakże Chris nie musiał używać UISACA, by zorientować się, z kim dokładnie mieli do czynienia. Onuris wypowiedział jego imię. To wystarczyło, by Christopher przypomniał sobie o tych wszystkich opowieściach, opowiadanych przez najstarszych Urkyn'Vareis. Sunad... widmo, które zdradziło swoich braci oraz siostry około pięć tysięcy lat temu. Urodzony manipulator, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój upragniony cel. To on niegdyś pokonał samego Nodina - czarnołuskiego brata Onurisa, przez wielu uważanego za niemalże niepokonanego. Wtedy Sunad poniósł śmierć z ręki Kattala, jednego z najpotężniejszych starożytnych, jednakże on zawsze powracał...
Chris stał jak wryty, nie wierząc własnym oczom. Co Sunad robił na Ziemi? Dlaczego znajdował się on akurat tutaj? Gdyby Kaartarn lub Ankylon o tym wiedziali, zapewne nigdy nie zgodziliby się na wysłanie dzieciaków na tak niebezpieczną misję. Christopher cofnął się ku mutantom i zacisnął pięści, przekonany już, że to właśnie z Sunadem przyjdzie im się zmierzyć. Ten ironiczny ton, sposób, w jaki zwracał się do Onurisa, wzbudzał w Chrisie wściekłość. Reptilianionowi daleko było do zabawnych skojarzeń z filmów i rozgadanych czarnych charakterów. Gdyby pozostali wiedzieli, do czego Sunad był zdolny to prawdopodobnie ich reakcja wyglądałaby o wiele inaczej.
Jednakże to nie była ich walka i mieli inne zmartwienie. Z zarośli wyłoniła się kolejna postać. Jaszczur zamrugał, kierując wzrok raz na Sunada, a raz na plugastwo. Zamiast jednego przeciwnika mieli...
- Ich jest dwóch?! - krzyknął Chris, nie mając pojęcia kogo pierw należy zaatakować i kto tak naprawdę jest dla nich większym zagrożeniem. Tego absolutnie się nie spodziewał, ale wtedy do akcji wkroczył Josh, który mimo okoliczności zachował zimną krew i zdecydował się dowodzić... nawet jeśli nikt na niego wcześniej nie głosował. Plugastwo stało w miejscu, dając im czas na zgranie się oraz działanie. Chris skinął łbem wraz z ostatnim słowem blondyna.
/Czeka nas ostra jazda./
Streścił krótko. Jego zadanie było proste i nie wymagało większych przemyśleń. Miał atakować i wykonywać uniki. Szybko, bardzo szybko, dostosowując się do ataków Surge. Jednocześnie wszyscy musieli się wzajemnie osłaniać. Reptilianin stanął w lekkim rozkroku i wyprostował prawą rękę, unosząc ją po swej prawej stronie i zaciskając pięść. Na jego ręce zmaterializowała się "rękawica", sięgająca od nadgarstka aż po samo przedramię, wyposażona w wysuwane ostrze. Yolsil... Była to jedna z wielu dostępnych broni ISACA. Zdaniem jaszczura była ona najbardziej praktyczna i zarazem wygodna. Dzięki niej mógł korzystać z pazurów i ostrza jednocześnie, nie musząc trzymać żadnej rękojeści, którą przy odrobinie nieuwagi można łatwo wytrącić z rąk. Chris co prawda preferował swoje naturalne uzbrojenie, ale jego pazury mogły nie wystarczyć na tak grube i twarde łuski mrocznej istoty, dlatego zdecydował się na takie, a nie inne posunięcie.
Zielonołuski posłał istocie wrogie spojrzenie, nie zamierzając dać się jej nastraszyć. Co prawda naturalny lęk powoli wypełniał umysł jaszczura, ale był to dla niego sygnał, że należało zaatakować już teraz, natychmiast. Nori najwyraźniej pomyślała podobnie, ponieważ chwilę po ustaleniu planu, Nori ruszyła do ataku. Chris rzucił się dokładnie w tym samym czasie, po chwili rozdzielając się od niej i atakując plugastwo po przeciwnej stronie, niż mutantka. Reptilianin skupił się na zadawaniu ciosów ostrzem. Po każdym trafieniu Christopher odskakiwał od widma, czasem wykonywał wysoki, kończące się przewrotem i natychmiastowym stanięciem na obie łapy, które w idealny sposób potrafiły się dopasować do piaszczystego, trudnego terenu, na którym (na ich nieszczęście) przyszło im walczyć. Teraz dało się ujrzeć idealnie rozwinięte ciało jaszczura, jakby stworzonego do takiej walki. Mimo iż niezwykle długi ogon jaszczurki na co dzień wydawał się być dość problematyczny, dzięki niemu potrafił zachować równowagę podczas biegu i ostrych zakrętów, będących wynikiem uników przed ogonem lub też łapami plugastwa. Taką samą technikę biegania dało się zaobserwować u gepardów, które za pomocą własnego ogona potrafiły balansować swoim ciałem, zachowując przy tym prędkość. Co prawda duży wkład miały w tym również pazury zaczepiane o grunt, jednakże Chris nie mógł sobie pozwolić na taki luksus ze względu na wszechobecny drobny i sypki piasek. Chrisowi zdawało się to nie przeszkadzać. Ba, nawet się nie męczył! Przy każdym gwałtowniejszym uniku lub uderzeniu o łuski widma, ze ślepi zielonołuskiego wydobywała się delikatna, biała łuna. Nienaturalna poświata. To była energia Onurisa, którą ten w sekrecie przekazał młodzikowi podczas snu. Uczynił go dzięki temu silniejszym, wytrzymalszym, szybszym. Jaszczur wiedział, że była to jego zasługa. Czuł jego moc, obecność oraz towarzyszące mu emocje. Te bodźce były charakterystyczne po otrzymaniu energii od drugiego widma.
Jaszczur ryknął przy kolejnym półobrocie i uderzeniu ostrzem o czarne łuski plugastwa, czemu towarzyszyło pojawienie się iskier. Skóra oraz łuski bestii były niesamowicie wytrzymałe, a iskry świadczyły o tym, że akurat to uderzenie okazało się niezbyt celne. Chris szybko się wycofał, wybijając się łapami z podłoża i wyciągając ręce przed siebie, aby wylądować kilka metrów dalej i przy kontakcie z piaskiem wykonać przewrót, tym samym dając Noriko szansę oraz czas na jej atak. Zielonołuski działał szybko. Pozostawał w ciągłym ruchu, nawet jeśli nadchodziła kolej Surge. Krążył wokół widma, potem zawracał i zmieniał kierunek, jednocześnie uważając na ogon plugastwa, który stanowił takie samo zagrożenie co pysk bądź łapy, wyposażone w niewyobrażalnie długie szpony. Wszystko miało na celu odwracać uwagę widma od mutantki oraz na tyle je zdezorientować, by odsłaniało najwrażliwsze miejsca na swym ciele, będące zresztą widoczne gołym okiem w postaci czerwonych punktów, skóry pozbawionej łusek.
Chris nie należał do najsilniejszych widm, lecz zwinność miał jak mało kto, a w połączeniu z energią Onurisa, stanowiła ona niebezpieczne dla przeciwnika połączenie. Można powiedzieć, że Chris był w swoim żywiole. Łapy jaszczura wciąż pracowały. Na jego pysku pojawiały się różne emocje, począwszy od skupienia, aż po złość, skierowaną do bestii ukazywaną poprzez szczerzenie kłów. Jedyne, czego unikał to okazywania strachu. Bał się. Każdy na jego miejscu mógł się bać, ale strach i podsycanie go w tym momencie mogło jedynie zaszkodzić.
Chris skupił się na walce z plugastwem, nie zwracając uwagi na walkę toczącą się pomiędzy Sunadem a Onurisem. Nie znaczyło to jednak, że o nim zapomniał. Jego planem było jak najszybsze obezwładnienie bestii i ruszenie bratu z pomocą. Obecnie nie mógł nic zrobić. Walka z przeciwnikiem zajęła go całkowicie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Nie Kwi 15, 2018 8:28 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris|Sunad

Zaatakowali. Nori ruszyła pierwsza, uderzyła wiązką elektryczności w ponad trzymetrowe plugastwo. Chris ruszył wraz z nią, szybko skracając dystans do przeciwnika. Plugastwo zareagowało równie szybko, co oni. W pierwszym ruchu uderzyło ogonem, błyskawicznie przegrzebując piach i wyrzucając go w powietrze. Szybkość ruchu była nadnaturalna, niepasująca do tak wielkiej istoty. Czerwone, odsłonięte punkty delikatnie błysnęły podczas tego ruchu. Elektryczność Nori trafiła na piaskową barierę z drobinek, które zatrzymały się w powietrzu.
Sunad ruszył, wziął rozbieg i spróbował stratować Onurisa. Piasek wyskakiwał za jego plecami, gdy łapy przeczesywały drobinki - z kroku na krok zmniejszając dystans. Nie dobiegł. Nigdy nie zaczął biec. Białołuski potrząsnął łbem, nie wierząc w to, jakie figle płatał mu wzrok. Na piasku nie było śladu po tym, by przeciwnik na niego ruszył. Pomarańczowa fala energii uderzyła go w prawą skroń, huk mogli usłyszeć walczący z plugastwem mutanci oraz jaszczur. Trafiony biało... lub teraz złotołuski runął na lewą stronę, tam z dołu uderzyła go kolejna fala, tym razem trafiając w spód pyska, brodę. Gad wpierw wygiął się w łuk pod wpływem silnego uderzenia, a następnie upadł na piasek. Czuł ból, potworny ból. Był oszołomiony, nie wiedział co się stało. Sunad zniknął z miejsca, w którym stał. Pojawił się przy Onurisie i natychmiast wpasował prawą łapę w prawy bok gada, kolejny huk, coś chyba pękło. Złocisty przewalił się na bok i ryknął z bólu, z żeber zaczęła się sączyć struga krwi. Problemem pozostawało, że nie tylko Onuris to widział. Z pozostałej trójki, jedynie Josh zwracał uwagę na to "starcie", a wzrok młodego mutanta pokazał mu to samo wydarzenie. To naprawdę się wydarzyło. Do tego raptem w cztery lub pięć sekund.
Chris wpadł na barierę z piasku. Barierę, która pokryła się elektrycznością, a następnie przesunęła w jego kierunku. Choćby próbował, nie miał szans wyhamować o czasie. Prawa ręka z energetycznym ostrzem wpadła w piasek, UISAC wyświetlił tylko informację o przeciążeniu, a następnie potężne wyładowanie energetyczne rozsadziło rękawicę, przeciążając przy tym system urządzenia i powodując jego eksplozję. Najbardziej oberwała prawa ręka jaszczura. Elektryczność dosłownie usmażyła mu nerwy przedramienia, w połączeniu z przeciążonym ostrzem (które rozsypało się niczym tłuczona porcelana) powodując rozległe oparzenia oraz paląc łuski i skórę zielonołuskiego. Z ramieniem również nie było przyjemnie, gdyż UISAC po prostu wybuchł. Urządzenie zdołało wypuścić energię w bok, jednak Chrisa nadal odczuł skutki. Eksplozja białej energii urządzenia naderwała ścięgna w prawym ramieniu, kilka błysków zerwało łuski i pocięło skórę, a sama energia dodatkowo poraziła nerwy ramienia - powodując potężny ból oraz mrowienie aż po klatkę piersiową. Poza tym - rzuciło nim. I to nie byle jak, Chistopher przeleciał kilkanaście metrów i grzmotnął grzbietem w plecy leżącego bokiem na piasku - Onurisa. Obaj znaleźli się pod łapami Sunada.
Pomarańczowy stwór nie czekał na nic. Po powaleniu Onurisa, natychmiast wziął się za drugi etap. Pocisk energetyczny wystrzelił zza jego pleców i ruszył ku Joshowi. Mutant bez problemu uniknął trafienia, wcześniej już dopuszczając możliwość bycia atakowanym. Wzmocnienie organizmu bardzo się opłaciło, bo o minimetry minęła go energetyczna strzała. Jednak atak okazał się tylko zmyłką, gdyż strzała skręciła za Elixirem i dosłownie "wystrzeliła" w powietrzu, rozpędzając się do absurdalnych prędkości i trafiając w środek prawej dłoni niespodziewającej się niczego Noriko. Strzałą rozbiła rękawicę oraz przebiła dłoń na wylot, szczęśliwie mijając drugą rękę i jedynie zarysowując lewą rękawicę. Niezwracanie uwagi na drugiego przeciwnika właśnie odniosło swój negatywny skutek. Nerwy w przedramieniu dziewczyny zostały porażone i "wyłączone", aż po łokieć. Uczucie nieprzyjemne.
Plugastwo wykonał trzy, długie kroki przed siebie. Prawie znalazło się przy Nori, na dwie odległości własnej ręki. Piasek opadł w międzyczasie, przestał stawiać się grawitacji. Z ponad trzy metrowe widmo stanęło w miejscu, spoglądając na Sunada, Onurisa oraz Chrisa. Josh jakby... pozostawał niezauważony. Przynajmniej przez plugastwo. Miał moment do swobodnego przemieszczenia się, w granicach rozsądku przy niezwracaniu na siebie uwagi. Lub po prostu - obserwacji. W tym momencie, Nori znajdowała się przy plugastwie, po jego prawej stronie. Elixir był dokładnie naprzeciwko. Sunad, Onuris i Chris znajdowali się frontalnie przed wielkim widmem, jakieś dziesięć metrów od plugastwa. Nori również mogła wyciągnąć wnioski. Elektryczność szalała w powietrzu, potęgując natężenie oraz słabnąc. Dodatkowo, bariera która "ugryzła" Chrisa nie miała nic wspólnego z elektrycznością. Dziewczyna nie była w stanie w żaden sposób wpłynąć na ten rodzaj energii, w chwili gdy zdarzenie miało miejsce.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Pon Kwi 23, 2018 3:21 pm

----------
Afet'Xiser Ait Island
DEADLINE: 26.04.2018, 19:00
----------
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Pon Kwi 23, 2018 5:57 pm

Chris otworzył szeroko oczy na widok nadlatującej chmury piasku, lecz zanim zdążył choćby zorientować się, co się dzieje, a tym bardziej wykonać jakikolwiek unik - było już za późno. Jaszczur zamknął oczy, kiedy pierwsze drobinki piasku wpadły mu do ślepi. Spod przymrużonych powiek zdążył jedynie spostrzec informację UISAC'a o przeciążeniu. Pod wpływem paniki chciał gwałtownie zahamować, zawrócić, ale zanim postawił łapę w innym kierunku, nastąpiła eksplozja. Pierw energetyczne ostrze pod wpływem uszkodzenia poraziło jego przedramię, paląc jego łuski, delikatną skórę pod nimi oraz nerwy, które do tej pory wydawały się być bezpieczne pod naturalnym pancerzem jaszczura. Następnie fragmenty ostrza pocięły jego odsłoniętą, pozbawioną łusek skórę, a jakby tego było mało, nie tylko broń uległa zniszczeniu, ale i całe urządzenie, które potrafiło ją wygenerować, dodatkowo uszkadzając ramię reptilianina i czyniąc kończynę całkowicie niesprawną. Seria ran i oparzeń powstała w ułamkach sekund, mózg reptilianina nawet nie potrafił zarejestrować tego, co się właśnie działo. Krótki, ale zarazem głośny i przeszywający powietrze wrzask to jedyne, co wydarzyło się chwilę przed odrzuceniem Chrisa przez ostateczną eksplozję. Jaszczur przeleciał kilkanaście metrów nad ziemią, by ostatecznie trafić plecami w leżącego na piasku Onurisa, uderzając jednocześnie białołuskiego własnymi kolcami umieszczonymi na plecach.
Przez kilka pierwszych sekund jaszczur się nie ruszał. Pysk pozostawał bez wyrazu. Był oszołomiony. Dopiero po chwili ręka dała o sobie znać. Otworzył oczy i odwrócił łeb w kierunku zranionej kończyny. Była cała poparzona i jednocześnie pokryta krwią, która nadal sączyła się z ran i była wchłaniana przez drobny piasek pod nią. Nie mógł nią poruszać. Chris zacisnął powieki, górna warga zadrżała, wyszczerzył kły i zaczął przez nie syczeć, a potem jęczeć i wić się. Stękał. Poruszał łapami, chciał się obrócić na lewy bok, próbując wstać. Z załamanego jęku dało się wywnioskować, że był bliski płaczu albo i już to robił. Ból, jakiego właśnie doświadczał musiał być bardzo duży. Reptilianin starał się uspokoić oddech. Już na samym początku starał się ukryć to, co teraz czuł, lecz okazało się to być poza jego granicami
Kiedy po kilku próbach obrócił się na lewy bok, unikając przy tym przygniecenia rannej kończyny przez własne ciało, zielonołuski spostrzegł Onurisa. Powinien był go wcześniej wyczuć, ale zorientował się o jego obecności dopiero teraz. Białołuski leżał do niego grzbietem, również mając na sobie liczne rany. Zapewne gorsze od obrażeń Chrisa, ale najważniejsze, że żył... Jego klatka piersiowa unosiła się, oddech był słyszalny. Jaszczur nawet nie musiał spoglądać w górę, by wiedzieć, że mieli towarzystwo. Sam cień Sunada informował o jego bliskiej, bardzo bliskiej obecności. Chris położył lewą rękę na Onurisie nieco powyżej swojego łba, następnie kładąc czoło na swym przedramieniu, chowając w ten sposób pysk. Zamknął oczy i zasapał. Z ręki jaszczura wciąż spływała krew. Spód lewej dłoni spoczywał na białych łuskach. Jęki jaszczura były coraz rzadsze. Chris się uspokajał. Z boku wyglądało to tak, jakby Chris słabnął lub zrezygnował z dalszej walki, nie mając sił lub odwagi, by się stawiać.
/Nie wstawaj, jeśli nie będzie to konieczne... Mam plan.../
Przesłał telepatyczną wiadomość do Onurisa. Głos Chrisa w głowie białołuskiego nie brzmiał entuzjastycznie, był pozbawiony tej charakterystycznej dla młodzika żywiołowości, ale sądząc po jego obecnym stanie było to raczej normalne. W czasie, kiedy jaszczur leżał na Onurisie, lewa, sprawna dłoń, która dotykała łusek brata, zaczęła niewidocznie pobierać jego energię za jego zgodą. Biała energia była wchłaniana przez organizm Christophera. Młodzik początkowo wahał się, czy nie próbować w jakiś sposób uzdrowić nią białołuskiego, ale wtedy na pewno zostaliby na tym nakryci, a samo leczenie - jeśli było ono w ogóle możliwe - zajmowałoby im zbyt wiele czasu.
Kiedy Chris skończył, nie zmienił swojej pozycji aż do momentu ataku, który nastąpił chwilę po "naładowaniu". Młodzik nagle uniósł rękę ku górze i wystrzelił z niej białą, wręcz oślepiającą wiązkę czystej energii prosto w kierunku stojącego nad nimi Sunada, celując przy tym w klatkę piersiową. Jeżeli pocisk go trafił to przy tak bliskiej odległości powinno go odrzucić dobre kilkadziesiąt metrów dalej, dając im więcej czasu na działanie. Bez względu na to czy wiązka okazała się go trafić czy nie, Chris odbił się sprawną ręką od Onurisa i stanął na łapach, które przez moment zadrżały, po czym uniósł ponownie rękę w stronę pomarańczowego, ale tym razem nie zaatakował. Zamiast tego wytworzył osłonę w kształcie półkuli, chroniąc w niej siebie oraz rannego brata. Złoto-biała tarcza w pierwszych sekundach zamigotała, nim w pełni się zmaterializowała. Najwyraźniej nie była ona taka stabilna, jaka być powinna, ze względu na obecny stan zielonołuskiego. Jaszczur stał z uniesioną ręką w lekkim rozkroku, sylwetka była lekko pochylona do przodu, natomiast prawa ręka wciąż wisiała bezwładnie. Grzywa przylegała płasko do łba, ślepia przeszywały wzrokiem Sunada, ale to nie na nim Chris chciał się teraz skupić. Najbardziej zależało mu na bracie. Musiał się pospieszyć.
/Liczyłem, że nastąpi to w bardziej uroczystych okolicznościach, gdy będzie już po wszystkim. Mój ojciec chciał, bym wręczył ci ten miecz, kiedy uznam to za konieczne./
Powiedział, nadal stojąc bokiem do brata. Tuż przy ręce białołuskiego z drobnych, świetlistych fragmentów uformowało się prastare ostrze. Półtoraręczny miecz był wypełniony potężną energią starożytnego. Na jego wytrzymałym ostrzu widniały liczne zarysowania po wielu stoczonych bitwach z jego użyciem. Chris odwrócił łeb w stronę Onurisa.
/Myślę, że to jest ten moment. Użyj go. Ratując mi... innemu widmu życie udowodniłeś swoją wartość, ale prawdziwe zadanie wciąż nie zostało wykonane./
Dodał, kierując pysk ponownie na Sunada. Lewa ręka wciąż pozostawała uniesiona. Tarcza długo nie wytrzyma. Istniało nawet prawdopodobieństwo, że jedno mocniejsze uderzenie wystarczy, by się przez nią przebić. Oby Onuris zdążył się pozbierać i wykonać pierwszy ruch, nim zrobi do Sunad. Chris chciał uniknąć bezpośredniej walki wręcz i trzymał się na dystans. Jeśli Onuris zdecyduje się zaatakować, jaszczur wypuści go z bariery.
Powrót do góry Go down
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Sro Kwi 25, 2018 9:13 pm

Bariera z piasku szczerze ją zaskoczyła. Czegoś takiego się nie spodziewała. Owszem, spodziewała się, że plugastwo mogło być na tyle szybkie, by stworzyć barierę, ale nie, że użyje do tego piasku. Który nie wydawał się być raczej dobrym materiałem na tworzenie pola ochronnego. A jednak można go było wykorzystać w ten sposób. Przy widmach chyba wszystko było możliwe. Pewnie nawet powietrze mógłby sobie 'utwardzić' i zrobić z niego tarczę. Kto wie. Spodziewaj się niespodziewanego, huh?
O ile w jej przypadku po prostu wiązka elektryczności zatrzymała się na tej dziwacznej tarczy, o tyle w przypadku Chrisa było dużo gorzej, bo on musiał atakować z bliska. Noriko widziała jak jaszczurek wpada na barierę, bo której przebiegła elektryczność i rozsadziła jego urządzenie na ręce. Nie musiała patrzeć na jego łapę, by wiedzieć jakie mogą tego być skutki. Wybuch nigdy nie był niczym przyjemnym. Jego łapa została uszkodzona, a sam Chris został odrzucony na kilkanaście metrów w tył.
Surge ledwie miała czas zarejestrować te błyskawiczne wydarzenia kiedy nagle poczuła przeszywające uczucie w prawej dłoni, które wywołało okrzyk bólu. Z jej rękawicy nie zostało nic, a ręka była w niewiele lepszym stanie. Momentalnie też przestała czuć cokolwiek. Może specem od takich rzeczy nie była, ale wiedziała, że musiało dojść do porażenia nerwów i straciła czucie w ręce. Dziwne uczucie. Jakby jej nie miała choć przecież widziała, że ma.
Niemal w tym samym momencie poczuła jak nienaturalne ilości elektryczności unoszą się dookoła w powietrzu i pędzą w jej stronę, szybko ją ładując. Bez rękawic nie była w stanie spowolnić pochłaniania energii. Musiała działać, by prąd nie zaczął sam uciekać z jej organizmu. Wtedy nie kontrolowałaby tego, gdzie strzelają wiązki i mogłaby przypadkiem trafić w swojego. Bez używania mocy była w stanie wytrzymać to przez kilka, góra kilkanaście sekund. W normalnych warunkach, czyli bez przeładowania w powietrzu, wytrzymałaby dłużej. Jednak ilość ładunków w powietrzu miała wpływ na jej prędkość ładowania się.
Nie było chwili na rozmyślanie, gdyż czarny się zbliżał do niej. Tuż po okrzyku bólu Azjatka błyskawicznie ruszyła w stronę Josha. Jej ciało wciąż pochłaniało elektryczność. Jej prędkość była teraz zdecydowanie większa niż gdy była w stanie dawkować energię, by wykorzystywać ją do szybkiego biegania. Czuła, jak prąd przepływa przez jej ciało. Przyspieszone działanie mózgu wyostrzało jej zmysły. Rejestrowała bardzo szybko to co się wokół niej działo. Zapewne dzięki temu jej czas reakcji również był teraz o wiele szybszy niż normalnie.
Przez tę krótką chwilę kiedy biegła do Josha, dziewczyna zwracała szczególną uwagę na to, by nie znaleźć się zbyt blisko wody. Kątem oka dostrzegała również co się dzieje pomiędzy Chrisem oraz Onurisem i Sunadem. Nie odezwała się do Josha ani słowem, nawet telepatycznym, co na pewno by potrwało ułamek sekundy, bo w końcu myśli były szybsze od słów. Nie musiała nic mówić. Josh wiedział, jak działają jego moce. Wiedział więc, po co Nori biegnie do niego.
W tej chwili nie planowała ataku. Miała inny sposób na częściowe rozładowanie szalejącej w niej energii. Jak tylko znalazła się przy Joshu, wytworzyła barierę wokół nich, ładując w nią sporą dawkę elektryczności. Bariera miał przypominać półkulę o promieniu około 2,5 metra. Oczywiście jeśli od strony wody nie było tyle miejsca, to tam bariera wyginała się, by jej nie dotknąć. Dziewczyna starała się utrzymać kształt półkuli, ale nie było to łatwe. Ściana odginała się i falowała, gdy energia przepływała bardzo szybko.
Jeśli Elixir chciał jej pomóc, musiał się pospieszyć. Wiedziała, że w przypadku ludzi jego moce nie miały żadnych problemów i działały błyskawicznie. Pozostawało jej trzymać kciuki, że w takim razie i tym razem uda mu się chociaż częściowo podleczyć jej ranę. Zatamowanie krwawienia, włączenie nerwów, usunięcie bólu. Niczego więcej nie potrzebowała.
Złoty miał na to jedynie kilka sekund. Zapewne nie więcej niż pięć, nim Surge zacznie odczuwać silną potrzebę rozładowania się. Stanęła obok przyjaciela, tak by zranioną rękę mieć tuż przy nim. Stojąc obok siebie, mieli widok na całą plażę, z wodą za plecami. Niebieskowłosa dostrzegała szczegóły otoczenia, których normalnie by nie dostrzegała. Wszystkie procesy w jej organizmie przyspieszały. Jej oczy świeciły się na niebiesko od energii, która przez nie przebiegała.
W razie, gdyby zauważyła atak dystansowy lub gdyby Josh ją telepatycznie przed takim ostrzegł, dziewczyna miała zamiar wykonać unik, odchylenie, które by pozwoliło na to, by atak ich ominął. Bariera cały czas była podtrzymywana, więc powinna ich ochronić, ale z widmami nic nie wiadomo, więc gdyby atak miał się jednak przez nią przebić to wtedy nastąpi wykonanie uniku.
W przypadku bezpośredniego ataku fizycznego, dziewczyna miała zamiar bronić się ucieczką. Brała taką możliwość pod uwagę. W końcu nie wiedziała na ile plugastwo było odporne na elektryczność. Tak samo Sunad. Mógł znaleźć czas, by ich zaatakować. Przy ucieczce nie planowała zbliżać się zbytnio do skał, te mogłyby zostać wykorzystane jako broń. Gdyby to właśnie czarny miał zamiar ich zaatakować, miała zamiar przemieścić się w momencie jego wyskoku, o ile do takiego dojdzie, lub w chwili gdy będzie już w drodze do nich i ominąć go tak by plugawy znalazł się pomiędzy nimi, a Onurisem i Chrisem. W przypadku ataku Sunada postara się zrobić unik tak, by nie zbliżyć się ani do członków drużyny, ani do czarnego. Oczywiście miała zamiar pociągnąć za sobą Josha, najlepiej biorąc go na ręce. Ciągłe używanie mocy do biegania ze zwiększoną szybkością pozwalało jej trzymać ją w ryzach.
Jeśli przemieszczenie się nie było konieczne, Noriko po wspomnianych wcześniej pięciu sekundach odsunęła się na krok od Josha. Na obecnym etapie z całego jej ciała wydobywała się niebieska poświata, a wiązki elektryczności skakały po jej ciele niewielkimi wyładowaniami. Skoncentrowała się na wyrzuceniu całej elektryczności wprost na plugastwo. Nie była w stanie skoncentrować się na tyle, by wytworzyć po prostu wiązkę. Zresztą ta byłaby i tak zbyt łatwa do uniknięcia. Zamiast tego dziewczyna postanowiła posłać fale energii, pozwalając elektryczności rozejść się po całej szerokości, jak i w górę, na ile tylko pozwalała jej dawka prądu. Jedyne na co szczególnie zwracała uwagę to by nie zahaczyć o wodę lub skały. W tej chwili najbezpieczniejszy był Josh, który znajdował się za jej plecami. Wszystko co był przed nią... Było zmiatane przez całą moc, którą zgromadziła w sobie. Brak pełnej kontroli nie był fajny, ale posyłanie fal pozwalało na chociaż niewielką kontrolę, gdy jej organizm uwalniał kolejne ładunki. Być może fala energii zniesie plugastwo na skały lub wodę. Ostatecznie spróbuje jednak przejąć nieco większą kontrolę nad swoją mocą, by stworzyć coś na wzór klatki, w której można by zamknąć przeciwnika. Wtedy by ją zaczęła jak najszybciej zmniejszać i wzmacniać ciągle napływającą do niej energią.
Gdyby czarny robił unik w stronę wody oczywistym było, że Nori pozwoli się rozejść energii w tamtą stronę. Woda tylko spotęguje działanie już i tak potężnej dawki prądu. To samo zrobi w przypadku uniku w stronę skał. Nie będzie się wahać przed próbą rozsadzenia skalnej ściany. Tu jednak dojdzie dodatkowo wykonanie uniku jeśli skały posypią się w ich stronę. Liczyła na to, że Josh cały czas będzie czujny i sam zrobi to co trzeba i kiedy trzeba. Łącznie z ostrzeżeniem przed atakiem, w przypadku którego wykona unik. Tak, by ciągle nie zbliżać się do wody.
Ostateczną ostatecznością mogła się okazać opcja, gdzie Nori pomimo pełnego naładowania nie osiągnie odpowiedniej prędkości i nie zdąży uniknąć przeciwnika. W takim przypadku, jak tylko dojdzie do kontaktu fizycznego, lub gdy okaże się, że nie ma innego wyjścia,  Azjatka wyrzuci z siebie całą energię prosto w przeciwnika. Istny samobój, ale kiedy chodziło o pomoc przyjaciołom, była gotowa na wszystko.
Oczywiście wszystkie powyższe opcje będą aktualne, gdyby przypadkiem grupki zamieniły się przeciwnikami i Nori musiałaby walczyć z Sunadem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Nie Kwi 29, 2018 12:47 pm

Tak więc pierwszy plan się nie powiódł. Trochę szkoda, lecz z drugiej strony i tak został wymyślony praktycznie na poczekaniu, więc Josh nie przejmował się tym aż tak bardzo - w końcu zawsze mogli ułożyć kolejne. Niewielka strata. Nie wspominając już o tym, że niektóre jego elementy tak czy siak będą pewnie w stanie później wykorzystać... Byle pozostali pamiętali o tym, co im przekazał odnośnie skał, wyginania bariery i całej reszty. Wolał nie musieć tracić czasu na powtarzanie się, nawet jeżeli telepatyczna komunikacja zajmowała tylko moment.
Stan zdrowia drużyny pozostawiał już natomiast trochę do życzenia, o czym Elixir czerpał informacje na bieżąco - lecz to również nie był tak naprawdę ogromny problem. To znaczy, owszem, w trakcie walki trochę tak, więc dobrze by było, gdyby nadarzyła mu się okazja do szybkiego uzdrowienia towarzyszy... Ale nie stało im się nic takiego, czego nie potrafiłby stosunkowo łatwo naprawić, więc blondyn był ogólnie dobrej myśli. Poza tym... Chciał przekonać się co mniej więcej potrafili przeciwnicy - szczególnie ten czarny - i proszę, już posiadał na ten temat jakieś wiadomości.
Być może nastolatek byłby teraz w gorszym nastroju, gdyby to on sam oberwał, ale z drugiej strony do tego również był już z grubsza przyzwyczajony... Więc pewnie nie. Nie oznaczało to, że nie pasowało mu uniknięcie obrażeń, lecz nie po prostu dlatego, że zaoszczędziło mu bólu i konieczności leczenia samego siebie. Brak ran oznaczał, że nie został zdekoncentrowany, nie musiał marnować czasu i energii, czyli mógł kontynuować obserwowanie pola walki, planowanie, no i przede wszystkim czekanie na swój moment z tym czarnym, paskudnym.
Oczywiście jednak najpierw trzeba było w ogóle doczekać do tego w jako takim stanie, tu zaś z pomocą przybyła mu Noriko. Gdyby tego nie zrobiła, prawdopodobnie tak czy siak by się z nią skontaktował, aby ją do siebie przywołać, bo - spójrzmy prawdzie w oczy - ona mogła dotrzeć do niego szybciej i bezpieczniej niż on do niej... Ale nieważne, grunt, że nie musiał się tym przejmować, bo przyjaciółka sama pomyślała o tym, aby się do niego zbliżyć.
Skoro zaś Nori miała się przy nim znaleźć, Josh na wszelki wypadek odsunął się jeszcze trochę bardziej od oceanu. Wciąż znajdował się bliżej niego niż skał czy środka plaży, bo tak było mu wygodniej nadzorować rozwój wydarzeń, lecz nie chciał ryzykować z wodą i niekontrolowaną elektrycznością - och, a była niekontrolowana lub przynajmniej słabo kontrolowana, skoro jedna z rękawic dziewczyny uległa zniszczeniu. Powrót z tej misji będzie ciekawy, nie ma co.
Elixir czuł, że kawałek dalej Chris się poruszał, odbierał nawet najdrobniejsze ruchy jego mięśni, więc chwilowo nie przejmował się nim i Onurisem. Najwyraźniej chociaż jeden z nich był w stanie dalej działać, póki co to musiało im wystarczyć. Właściwie może to i lepiej, że tak się rozdzielili? W końcu Josh i Nori znali się od dawna, walczyli już wcześniej razem i to nie raz, więc łatwiej im było ze sobą współpracować - a coś podobnego mogło się też tyczyć jaszczurów, nawet jeżeli nie osobiście, to pod względem używanego przez nich stylu... No i Surge z pojedynczą rękawicą tak czy siak nie łączyła się zbyt dobrze z sojusznikami, chyba że z takimi, którzy nie musieli wchodzić jej w drogę, tylko mogli atakować z daleka. Albo chociaż byli odporni na elektryczność.
Kiedy tylko dziewczyna się przy nim znalazła i jeszcze w trakcie tego, jak wytwarzała wokół nich obojga barierę, blondyn ułożył swoją - już rozświetloną - dłoń na jej ramieniu, by doprowadzić do bezpośredniego kontaktu z jej skórą. Błogosławione niech będą rękawiczki bez palców, bo przynajmniej nie musiał się bawić w ich ściąganie, a potem martwić o to, że gdzieś je zgubi... Zawsze to zaoszczędzony moment.
Energia biomolekularna Elixira natychmiast zaczęła spływać do ciała Noriko, z własnej inicjatywy koncentrując się i działając tam, gdzie wykrywała jawne nieprawidłowości - a otwarta rana w oczywisty sposób do nich należała. Drobnostki takie jak krwawienie czy uszkodzone tkanki nie potrzebowały nawet świadomej ingerencji Josha, więc pozwolił swojej mutacji zająć się nimi automatycznie. Ponowne włączenie czucia w ręce rówieśniczki wymagało już jego uwagi, ale na szczęście przez kilka sekund mógł się skupić tylko i wyłącznie na tym obrażeniu, skoro inne były drobne. Chłopak przepuścił swoją energię przez porażone nerwy, regenerując zarówno włókna ruchowe, jak i czuciowe, aby przywrócić nie tylko sprawność, ale i możliwość odbierania bodźców.
Przez cał ten czas nastolatek nie musiał patrzeć na to, co robił, więc w dalszym ciągu obserwował swoje otoczenie na wypadek, gdyby ktoś miał ich zaatakować. Bariera barierą, ale nie ufał jej do końca. Gdyby zmierzała ku nim kolejna taka strzałka - och, jak ona mu się kojarzyła z Dani! - albo coś podobnego, to tak czy siak zamierzał zejść lub przynajmniej odchylić się jej z drogi, pozostając oczywiście w zasięgu elektrycznej ochrony. Nie ma co kusić losu. W takim wypadku ostrzegłby też Noriko, aby uczyniła podobnie albo chociaż uważała.
Gdyby natomiast atak - czarnego czy nie, bo Josh mimo wszystko miał też na oku tego drugiego stworka - zmusił ich do ucieczki, Josh zdał się w pełni na przyjaciółkę, pozwalając jej się przenieść. Wiedział, że była wystarczająco silna, aby wziąć go na ręce, a jemu osobiście duma w tym nie przeszkadzała. Tak było po prostu szybciej, niż gdyby musiała ciągnąć go za sobą.. Nie nadążyłby za nią, bo chociaż sztucznie podtrzymywał swój organizm w stanie najwyższej gotowości, to nie mógł wykroczyć poza ludzkie możliwości... Jeszcze. Może kiedyś się to zmieni, jeśli tylko nauczy się w większym stopniu modyfikować własne ciało. Badanie cudzych mutacji mu z tym pomagało, ale jakoś nie czuł się na tyle pewnie, aby spróbować.
Jeżeli rzeczywiście sytuacja wymusiła na nich przeniesienie się na przeciwny koniec plaży do Chrisa, Onurisa i ich jaszczurzego kolegi, w miarę możliwości z czarnym w środku, to Elixir natychmiast po stanięciu o własnych siłach wycofał się nieco za Noriko. Wolałby nie oberwać od niej przypadkowo jakąś wiązką. Jasne, wyleczyłby się, ale po co ryzykować, skoro mógł po prostu temu zapobiec - albo chociaż spróbować? Chłopak trzymał się na tyle blisko przyjaciółki, aby w razie czego załapać się na barierę albo kolejną wycieczkę w jej ramionach, a przy okazji wciąż koncentrował się na nadzorowaniu pola walki. Gdyby tylko zauważył skierowany ku nim atak, od razu poinformowałby o nim Nori i sam również zszedłby mu - lub odskoczył, odturlał się, czegokolwiek wymagałaby sytuacja - z drogi.
Gdzie by się jednak nie znajdowali, blondyn przede wszystkim pozostawał czujny i dbał o swoje oraz towarzyszy bezpieczeństwo. Nie mógł im teraz bardziej pomóc, do starcia się nie nadawał, więc z jego strony w grę wchodziło tylko wspieranie pozostałych informacjami - bo a nuż oni sami nie zwróciliby na coś uwagi. Pilnował też ich organizmów, nie tylko pod kątem stanu zdrowia, ale i rzeczy takich, jak ruchy mięśni, aby mniej więcej wiedzieć co robili i to nawet wtedy, gdy akurat nie skupiał na nich wzroku. Potrafił to sobie wyobrazić na podstawie odbieranych z ich ciał bodźców.
W skrócie, co by się nie działo, Josh dostosowywał się do działań Nori i wspierał je na tyle, na ile był w stanie, dostarczając jej dane, schodząc z linii jej ataków czy ułatwiając jej chronienie go. Gdyby doszło do najgorszego i dziewczyna przystąpiła do tych bardziej masochistyczno-samobójczych ataków, nastolatek jak najszybciej zrobiłby jej na nie miejsce, wycofując się tak, by nie zbliżyć się ani do wody, ani do skał, ani do przeciwników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Sro Maj 02, 2018 10:08 am

NPC Storyline – Jinkusu|Onuris|Sunad

Onuris leżał na boku, lewą stroną na piasku. Nogi miał lekko podkulone, ugięte w kolanach. Wzrok wodził po okolicy, próbując wyłapać jakikolwiek obraz. Był w kropce. Co właśnie się stało? Jakim sposobem został trafiony? Ogon drgnął lekko, gdy Chris oparł na nim swą. Dopiero teraz zaczął słyszeć jego jęki. Prawa ręka zapiekła go. Drgnęła. Poczuł ból młodego widma, a zaraz po tym dłoń przeszyła fala bólu, potężne ukłucie, które przeszło na wylot. Ten ból należał do Noriko. Onuris monitorował ich stan, więź pozwalała mu wyczuć ich emocje. W tym ból oraz rany, jakie sami otrzymali. Dobrze, że nie działało to w drugą stronę.
Głos dotarł do jego umysłu. Gdyby nie ból, Onuris zapewne parsknąłby śmiechem. Każe mu leżeć na piasku, kiedy nad nimi stoi przeciwnik? Jemu, białołuskiemu? W ten poczuł, jak zielonołuski pobiera z jego ciała energię. Białołuski zacisnął kły, czując powolne i mozolne osłabianie własnego organizmu. Jednak to nic. Zamknął na chwilę swe oczy, wziął wdech i skupił się na wyłączeniu bólu. Dla niego, czas jakby płynął dłużej. Sekunda wydawała się trwać minutę. Ból minął, zaniknął całkowicie. Zmysły zaczęły odzyskiwać pełną sprawność. Onuris właśnie obracał szkolenie przeciwko tym, którzy chcieli uczynić z niego swą broń.
Sunad był zbyt dumny, zbyt pyszny, by zareagować. Z pobłażliwym uśmiechem spoglądał na Chrisa opartego o ciało białołuskiego. Niczego się nie spodziewał. Przecież to nawet nie było czysto-krwiste widmo, co mógł mu uczynić? A jako rasowy, zły charakter - musiał poznęcać się nad dobrymi bohaterami. Inaczej jaki byłby z niego antagonista? Uniósł prawą dłoń, wymierzył ją otwartą w leżące przed nim widma. W dłoni zebrała się pomarańczowa energia stwora, szykował się do czegoś. I zdążyłby przed Chrisem, gdyby nie nagły ryk bólu, połączony z jękiem bądź piskiem. Tak zareagowało plugastwo, potraktowane atakiem Nori. O dziwo, nie udało jej się odepchnąć ponad trzymetrowego stwora, jednak prąd trafił w większą część odsłoniętej tkanki. Ból był tak przeszywający, że stworzenie po prostu nie wytrzymało. Bestia padła na kolana, rycząc i wijąc się z bólu. Mutantka zaczęła formować swą moc w klatkę, powoli ją zaciskając. Przeciwnik ryczał, wił się, wydawał się przerażony tym, co się działo. Całkowicie zaskoczony, jakby stało się coś - na co nigdy nie był gotowy. Wtedy też biała energia rozświetliła okolicę, a Sunad poczuł, jak jego łapy oderwało od piasku. Poszybował w powietrzu na drugą stronę, a twarde lądowanie zakończyło się w wodzie. Potężne chlupnięcie i sylwetka stwora całkowicie zniknęła pod wodą. Na chwilę. W tym samym czasie, malutki strumień zielonej energii przesunął się po piasku niczym wąż, wychodząc z za Josha i Nori. Chris nie mógł tego dostrzec, skupiony w tym momencie na Sunadzie. Onuris znajdował się do tego plecami. Josh bez problemu dostrzegł, że energia przepływająca po piasku niczym miniaturowy wąż, szybko przebiegła drogę do białołuskiego. Delikatnie świeciła, nie była atakiem. Z resztą, nawet jeśli - cios poszedłby zbyt szybko, by przy komunikacie ktokolwiek tam zdążył zareagować. Nori również mogła do dostrzec. Zwłaszcza teraz, kiedy jej reakcje były znacznie, znacznie szybsze niż zazwyczaj. Promień dotarł do Onurisa i zaraz połączył się z nim, zanikając pod łuskami. Żadnego efektu nie było, żadnego widocznego.
Ślepia białołuskiego otworzyły się szerzej. Poczuł tą dziwną energię, a zaraz po tym otoczyła ich biało-złocista bariera. Chris do niego przemówił. Onuris w końcu się otrząsnął, spiął mięśnie, a następnie podparł się prawą dłonią na piasku i dźwignął do góry. Potrząsnął łbem i skierował spojrzenie na miecz znajdujący się tuż przed nim. Znał tą broń, znał doskonale. Podniósł się na równe nogi, sięgnął prawą dłonią ku ostrzu.
/Typowy miniaturowy Kaartarn... przemowy też po nim masz./
Odezwał się, parsknął nawet śmiechem. Jego dłoń prawie chwyciła ostrze, wtedy z wody wystrzeliła pomarańczowa smuga. Sunad skrócił dystans i przebił się przez barierę, roznosząc ją w pył, jakby nic nie stało na jego drodze. Dopadł do Onurisa, w ostatniej chwili zapobiegając chwyceniu ostrza. Z impetem wpadł w niego, powalił na ziemię, padł na białołuskim kolanem. Biały ledwo zdążył zarejestrować, co się stało, kiedy to pazury pomarańczowego wbiły się w jego klatkę piersiową, przechodząc głęboko i przebijając płuca. Znowu poczuł ból, zaraz po tym ponownie. W oczach mu pociemniało, spoglądał w jasne niebo i nie wiedział, co się właściwie działo. Sunad padł na niego kolanem i z furią, kilkukrotnie szybkim ruchem powbijał naprzemiennie pazury w korpus białego. Brak łusek u powalonego znacznie mu to ułatwił, wszystko wyglądało tak, jakby psychopata rodem z horroru dopadł ofiarę. Zbyt szybko, by zareagować. Przerwał, wiedząc, że biały się już nie podniesie, oparł na nim łapę i wyskoczył natychmiast na Chrisa, znów nie dając mu szans na odskoczenie. Wszystko przez kolejne przefazowanie w energetycznej formie.
Christopher został chwycony za grzywę, dłoń Sunada zacisnęła się na niej brutalnie, szarpnął nim oraz wytrącił z równowagi. Młody czuł ból związany z tak nieprzyjemnym traktowaniem unerwionej, kolczastej grzywy. Choć obyło się bez wyrwania któregoś z małych kolców.
/Ty jesteś potomkiem Wiecznego Suwerena? TY!?/
Wydarł się Sunad, znów szarpnął Chrisa za grzywę i przyciągnął go do Onurisa. Biały obrócił łeb, krztusząc się krwią, która napłynęła mu do pyska. Oczy miał szeroko otwarte, nie miał siły się podnieść. Obrażenia klatki piersiowej były bardzo rozległe, z resztą świadectwem tego była krew białego na dłoniach i pazurach Sunada. Stwór ustawił się za Chrisem, puścił jego grzywę i chwycił za prawe, ranne przedramię. Zacisnął na dłoń na rannej ręce, wbijając końcówki pazurów w łuski oraz skórę młodzika. Był bezwzględny.
/Patrz, białołuski! Do tego doprowadza sprzeciwianie się nam! Sługustwo wobec starożytnych!/
Wrogość i pycha przepełniały jego słowa. Josh i Noriko również słyszeli jego durne gadanie. Dłoń mocniej zacisnęła się na ramieniu Chrisa, a następnie Sunad uniósł go wysoko nad ziemię. Nie czekał, nie ostrzegł. Chwycił największy kolec, najbliżej ramienia, ujął go dodatkowo swą energią, a następnie wyszarpał. Wyrwał z ramienia, rozrywając tkankę oraz nerwy. Nie ważne, jak Chris by krzyczał, jak wił się z bólu. Zrobił to szybko, jednym, krótkim ruchem.
/Dzieciak Kaartarna! To! To coś!? Kogo następnego przyjmiecie?/
Rzucił wyrwany kolec na ziemię, chwycił drugi i również go wyrwał. Nie czekał, nie komentował. Z trzecim i czwartym - najmniejszym, przy nadgarstku - zrobił to samo. Nie ważne, jak bardzo młodzik by cierpiał. Nie ważne, czy będzie krzyczał z bólu, jęczał, wył i zawodził. Onuris miał zostać ukarany. Sunad był bezwzględny. Prawa dłoń Chwyciła go za grzywę, a następnie lewa puściła ranną rękę. Dalej trzymał go w powietrzu, szarpnął, dał poczuć więcej bólu. Napełnił jego ciało energią, nie taką, którą Chris mógł wykorzystać. Trzymał go przytomnego, nie dając mu stracić przytomności. Ma czuć i cierpieć.
/I co teraz, białołuski? Gdzie "widma"? Gdzie "egzekutorzy"? Gdzie są STAROŻYTNI?/
Onuris zacisnął swe kły. Prawa dłoń powoli przesunęła się po piasku, chciał coś zrobić, cokolwiek. Był zbyt słaby. Nie mógł się podnieść. Ból, krew i rany skutecznie go wyłączyły.
/Jestem! Pomogę wam! Tylko... dajcie mi dokończyć zaklęcie!/
Odezwał się głos, usłyszeli go tylko Noriko oraz Joshua. Onuris i Christopher pozostawali poza zasięgiem. Telepatia, znowu telepatia. Plugastwo szarpnęło się, wyzwoliło z siebie potężny pokład energii i rozerwało barierę Nori. Rycząc z bólu, podniosło się na nogi, a następnie ruszyło w stronę dżungli - uciekając w popłochu i panice. Stwór bał się i nie chciał walczyć. Tym razem, Josh mógł go wyczuć. Przestał się chować za jakąś niewidzialną barierą, już nie ucieknie Elixirowi. Ktoś jednak się odezwał. Sunad chwycił na największy kolec na lewym przedramieniu Chrisa. Szarpnął, go, wyrwał i wyłamał brutalnie, bezwzględnie. Onuris jęknął przerażony, jakby błagał, by ten przestał. W jego oczach dało się dostrzec strach, troskę, przerażenie... błaganie. Dosyć.
/Znam wasze moce. Nie ważne, skąd!/
Odezwał się ponownie głos. I zaraz kontynuował. Nie ważne, skąd. Ważne, że znał. A znał, bo zapewne sprawdził sobie ich umysły. Telepaci.
/Josh. Zaraz coś się wydarzy. Musisz do niego podejść po ataku Nori. Osłab jego pancerz, cokolwiek! Zrób mu krzywdę, zniszcz mu organizm! Noriko, ja... ja pójdę pierwszy./
Głos zadrżał. Kimkolwiek był, zaraz miał się objawić. Był młody, jego głos podobny był do głosu Chrisa. Młodzik, żadne dorosłe widmo. Jakby... bał się? Ale były rzeczy ważniejsze, niż strach.
/Doładuję cię! Uderz go całą mocą! Pozbędę się chaosu tej wyspy, to kupi nam czas... zrobię to. TERAZ!/
Z za pleców Nori oraz Josha wyskoczył kolejny anthro smok. Przeleciał dosłownie nad ich głowami, wylądował na piasku kolanem. Od razu uderzył w niego dłońmi, jego ramiona otaczała zielona, świecąca poświata. Energia natychmiast rozeszła się dookoła, towarzyszący temu dźwięk przypominał odgłos rozchodzenia się prądu. Ciemna energia zaczęła "wypalać się" z pod piasku pod napływem zielonej energii młodzika. Młodzika, bo wzrostem był nawet mniejszy od Chirsa. Ot ledwo metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu. Miał naturalną, wyćwiczoną - choć niezbyt umięśnioną budowę ciała. Dbał o siebie i trenował, to na pewno. Ale był bardzo młody, sugerowała to jego masa oraz wzrost, jak również dźwięk jego głosu. Wzrok uniósł się na Sunada, ślepia błysnęły zielenią. Energia przepaliła drogę aż do Sunada i Chrisa. Żadnych więcej sztuczek, żadnego załamywania rzeczywistości. Gdy rozchodząca się okręgiem fala dotarła do Nori, część energii została wchłonięta w jej ciało i błyskawicznie przekształcona na elektryczność. Zielone promienie energetyczne zaczęły otaczać jej ciało. Została doładowana o wiele bardziej, niż była jeszcze przed chwilą. Z tą różnicą, że chwilowo mogła panować nad pochłoniętym prądem, nie wpływał on negatywnie na jej organizm. Josh również poczuł zmianę. Nie przez kontakt z energią, lecz przez odepchnięcie tej dziwnej, mrocznej aury, która do tej pory musiała roztaczać się nad całym terenem. Sunad wyrwał ostatni kolec z lewego przedramienia Chrisa, odrzucił go na ziemię. Wtedy fala dotarła do nich. Chris nie był jeszcze w stanie, ale obaj - Onuris i Sunad poczuli zmianę. Pomarańczowy odwrócił łeb w stronę zielonego, a ten wystrzelił, fazując w zielonej smudze niczym rakieta. Wpadł, ale nie w Sunada, lecz w Chrisa. Wyrwał go Sunadowi, zerwał połączneie i przefazował dalej - pod miecz, który Chris przed chwilą przyzwał. Elgard padł z nim na piasek, przewalając się na grzbiet i obejmując mocno brata. Przycisnął go mocno do siebie i wyzwolił sporą dawkę swej energii, którą przesyłał prosto do organizmu rannego.
/Jestem bracie! Jestem przy tobie. Już dobrze, zaraz przestanie boleć./
Jego głos był nerwowy, czuć było w nim nutę strachu. Ale Elgard doskonale wiedział, co robi. Jego energia znacząco uśmierzyła ból, jaki Chris mógł do tej pory odczuwać. Młodzik co prawda popełnił błąd, bo przewrócił się na piasek i ściągnął Chrisa na siebie. Do tego zaczął go leczyć, może z pięć-sześć metrów do Sunada. Ale nie wydawał się tym faktem zakłopotany. Wiedział, że za to co teraz zrobił - będzie miał kłopoty.
Onuris poczuł, jak energia dodaje mu sił. W jego przypadku, zielona energia wzmocniła go - niewiele, prawie niezauważalnie. Ale wystarczająco. Zielona smuga wyrwała Chrisa z łap Sunada. Krew na piasku, krew młodego widma, którą Onuris obserwował. Zaczęło się w nim gotować. Sunad zrobił krok w tył, odwracając łeb na Elgarda. Błąd, idealny do wykorzystania przez Nori. Jednak białołuski miał swój własny plan. Coś w nim pękło. Cały ten ból i cierpienie, cały gniew, jaki ogarnął go wewnątrz. Spod białych łusek oraz w miejscach, gdzie skóra pozostawała odsłonięta - zaczęło wydobywać się coś czarnego. Jak wcześniej, w jaskini - przez tętnice i żyły białego zaczęła przemieszczać się czarna energia, niczym smoła ogarniające całe jego ciało. Po chwili czarna kula uwolniła się z ciała powalonego widma, okrywając go całkowicie. Następnie uformowała się w stojącą, choć jeszcze rozmytą postać, która przefazowała się dwa metry z dala od Sunada. Smuga zaczęła nabierać kształtów, ujawniając zmianę w wyglądzie białołuskiego... który przestał być biały. Jego łuski zmieniły kolor na czarny, matowy czarny kolor nieodbijający światła. Żadnego wzoru, po prostu czarne łuski na całym ciele. Rany zniknęły, ślady krwi oraz uszkodzeń również. Był jak nowy. Ale trochę się zmieniło. Pazury u dłoni i łap wydłużyły się praktycznie dwukrotnie. Na łokciach oraz kolanach pojawiły się po trzy, ostre kolce. Cały ogon, od czubka, przez długość aż po grzbiet oraz przez kark - pokryty został rzędem ostrych, czarny kolców. Kolców, które na wysokości karu przekształcały się w kolczastą grzywę, niczym ta u Chrisa. Gęsta, spiczasta, przylegająca dokładnie do karku. Lekko podniosła się, a następnie opadła. Połączenie telepatyczne między całą czwórką zostało zerwane. Nie słyszeli już swoich myśli, nie mogli błyskawicznie komunikować się tylko za pomocą umysłów. Sunad spojrzał na Onurisa, a na jego pysku pojawił się pewny siebie uśmiech. Nie spodziewał się żadnej akcji ze strony dwójki młodych mutantów. A Elgard i Onuris skutecznie odwrócili jego uwagę. Zwłaszcza ten drugi, który ugiął lekko kolana w gotowości do ataku. Rozłożył ramiona na boki, rozsuwając przy tym długie pazury dłoni i obnażając je dokładnie przed przeciwnikiem. Wziął głęboki wdech, a następnie ryknął. Ryk był przerażający, zatrząsł całą wyspą. Głęboki, a przy tym bardzo wysoki, jakby jednocześnie wydarł się smok oraz zjawa. Co czulsi mogli poczuć ból bębenków usznych. Onuris wbił wzrok w przeciwnika. Otworzył lekko paszczę, warknął i ukazał swe kły. Ostre, długie. Jego wzrok i postawa wskazywały tylko na żądzę mordu, bestialską chęć rozprawienia się z przeciwnikiem. Onuris go rozszarpie, zabije - nikt go już nie powstrzyma. Sunad pozostawał teraz bardzo odsłonięty na ataki z boku. W pełni skupił się na nowym zagrożeniu. I chyba je poczuł, gdyż jego lewa łapa cofnęła się lekko do tyłu, przeczesując piasek.
Powrót do góry Go down
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Pią Maj 04, 2018 4:23 pm

Choć Josh przez cały ten czas starał się zwracać uwagę na wszystkie istotne zmiany zachodzące na polu walki - przynajmniej na tyle, na ile był w stanie, zakładając jego zdolności oraz w sztuczny sposób przyspieszone w tej chwili reakcje ciała - to jednak nie mógł pilnować dosłownie wszystkiego jednocześnie. Priorytet stanowiły dla niego potencjalne zagrożenia, dlatego szczególnie interesował się poczynaniami czarnego i jego bardziej rozgarniętego kolegi. Chociaż zdawał sobie sprawę z uszkodzeń, jakie odnieśli jego właśni towarzysze, to wyłączył się na ich ból i monitorował ich obrażenia w chłodny sposób - bazując po prostu na suchych informacjach, na swojej świadomości biologicznej oraz rozległej wiedzy medycznej,  a nie na odczuciach. Znał zalety empatii, a w dodatku prawdopodobnie posiadał na jej temat więcej danych od większości przeciętnych ludzi, ale teraz była mu zbędna... Tylko by przeszkadzała i go rozkojarzała.
Nastolatek trzymał się więc w pobliżu Noriko i pozwalał jej działać, samemu po prostu dostosowując się do tego, co robiła... Przynajmniej początkowo. Właściwie to pewnie tylko przez kilka pierwszych sekund, choć to wcale nie tak, że je liczył. Przeciwnie, trochę ciężko było mu teraz określać dokładny upływ czasu, więc nawet nie próbował tego robić... Bo jakie to miało znaczenie? Ważne, by był w stanie w odpowiednim momencie reagować na rozgrywające się wydarzenia, a poza tym sekundy czy minuty raczej go już nie zbawią. Do Instytutu i tak wrócą wtedy, kiedy wrócą. A wówczas on od razu uda się do łóżka. Przy odrobinie szczęścia nie tego własnego.
Jeżeli zaś chodziło o działania Nori... To Elixir był nawet pod wrażeniem. Prawdę mówiąc nie spodziewał się, że jej elektryczność wyrządzi paskudnemu aż tak wielką krzywdę i sprawi mu taki ból - niemalże oczekiwał, że bestia jednak zdąży się jakoś wycofać, wykonać unik, albo po prostu okaże się bardziej odporna... Sam nie wiedział dlaczego, bo przecież z jego informacji dobitnie wynikało, iż smoki cierpiały pod wpływem ataków jego przyjaciółki. Z drugiej strony... To chyba lepiej, że został przyjemnie zaskoczony, niż gdyby miał się zawieść.
Najważniejsze jednak było to, by nie marnować teraz czasu. Skoro w końcu coś poszło po ich myśli, to należało to jak najprędzej wykorzystać. Gdy tylko o tym pomyślał, blondyn natychmiast ruszył z miejsca, plan formując po drodze i nie przejmując się tym, że był on trochę... Trochę bardzo... Ryzykowny. To znaczy, głównie dla niego, więc wszystko w porządku. Przewidywał, że mógł skończyć ranny albo poturbowany, ale nie przytrafiłoby mu się to ani po raz pierwszy, ani ostatni - więc potrafił sobie z tym poradzić.
- Nie przejmuj się jeszcze tamtymi. Skup się tutaj. Utrzymuj klatkę, zaciskaj ją, postaraj się napierać z góry, żeby nie mógł się podnieść... I jak najbardziej ogranicz jego ruchy... Ale zostaw mi kawałek ciała do dotknięcia - zwrócił się telepatycznie do Nori i to pomimo tego, że znajdowali się teraz tak blisko siebie. Wolał nie stawiać wszystkiego na to, że czarny nie był w stanie ich usłyszeć, zrozumieć i wyciągnąć z takiej nieuwagi konsekwencje. Skoro mieli do dyspozycji połączenie mentalne, to równie dobrze mogli go używać... Szczególnie, że przekładało się na o wiele szybsze tempo przekazywania między sobą wiadomości.
Chcąc od razu przejść do realizowania swojego planu, Josh siłą rzeczy w większości zignorował to, co spotkało drugiego przeciwnika. Wiedział, że został odrzucony, że trafił do wody, a do tego nasłuchiwał jego ponownego przybycia, aby nie dać mu się przypadkiem zaskoczyć, ale to wszystko. Chris i Onuris jeszcze przez jakiś czas musieli sobie z nim radzić sami.
Chłopak zdążył za to zauważyć tę stróżkę zieleni, która wyłoniła się z morza... I choć zmarszczył czoło, to postanowił mimo wszystko nie reagować. Tę kwestię również pozostawił towarzyszom. Kolor energii nie pasował do żadnego z wrogich jaszczurów, a to trochę pomogło mu w szybkim podjęciu właśnie takiej, a nie innej decyzji - i uzdrowiciel miał tylko nadzieję, że nie popełnił błędu. Na tym etapie nie byłby już wcale zaskoczony, gdyby znikąd pojawił się nagle trzeci przeciwnik, ale to ryzyko również musiał na siebie wziąć, jeżeli chciał mieć szansę na przeprowadzenie na czas swojego planu.
Elixir starał się jak najszybciej przystąpić do działania - i odczekał tylko tyle, aby Noriko mogła prędko dostosować się do jego życzeń. Przez ten czas zdążył już ułożyć sobie w głowie kilka kolejnych punktów programu, więc przynajmniej miał poczucie, że nie będzie działał zupełnie na ślepo. Posiadał jakieś wytyczne, nawet jeżeli były one dość luźne... I od razu zaczął się do nich przygotowywać, przynajmniej pod tymi względami, pod którymi mógł.
Kiedy przyjaciółka go posłuchała i wykonała jego polecenia, nastolatek wystartował ku takiemu odsłoniętemu przez elektryczność miejscu, które wydawało mu się najbardziej bezpieczne. Innymi słowy trzymał się z daleka od pyska, kolców czy pazurów pod takimi kątami, pod którymi byłyby w stanie go przebić czy ugryźć - bo to zagrożenie rzuciło mu się w oczy jako pierwsze. Uważał również na ogon, a w szczególności na tę jego ostrą końcówkę, choć uderzony też by nie chciał zostać. Tak naprawdę najlepszym pomysłem - ustalanym na szybko, więc trochę na bakier z głosem rozsądku - wydawało mu się podejście z boku i złapanie ręki paskudnego, najchętniej właśnie w pobliżu kolców, może pod nimi, bo wówczas przynajmniej miałby jako taką pewność, że bestia nie wykręci ich w taki sposób, aby go na nie nadziać.
Kolejny krok blondyn przygotował zawczasu i teraz biokinetycznie spiął własne mięśnie dłoni w taki sposób, aby nie móc przypadkowo wypuścić z niej trzymanego miejsca. Gdyby nawet został uderzony, powinien być w stanie zachować kontakt. Jeżeli zaś odniósłby jakieś rany... No, to również brał od początku pod uwagę i tylko czekał na konieczność stłumienia bólu w uszkodzonym miejscu. Nie oznaczało to, że straciłby tam czucie, gdyż receptory dotyku tak czy siak działały osobno, a poza tym mutacja wciąż podawałaby mu wszelkie informacje i z własnej inicjatywy leczyła te mniej skomplikowane obrażenia, więc nie martwił się na przykład tym, że brak cierpienia zadziała na jego niekorzyść.
Wbrew pozorom Josh wiedział ile potrafił znieść... Albo raczej ile mogło wytrzymać jego ciało. Gotów był nawet dopuścić do pewnych uszkodzeń, jeżeli nie zagrażałyby jego życiu i nie utrudniały mu wykonywania tego zadania - jeśli tylko pozwoliłyby mu wykorzystać okazję. Nie chciał zrobić sobie krzywdy, nie był masochistą i w miarę możliwości temu przeciwdziałał, stosując takie uniki, jakie sensownie mógł ze swojej pozycji, ale po prostu dopuszczał do siebie opcję, że przyjęcie paru ciosów mogło się okazać niezbędne do zadziałania na czarnego. Och, a na to ostatnie miał co najmniej parę pomysłów.
Najważniejsze wydawało mu się sprawienie, aby potworek się nie rzucał - albo by przynajmniej nie mógł go zaatakować, bo drobne drgawki raczej by mu aż tak nie przeszkadzały. To oznaczało uderzenie w jego układ nerwowy albo jego plugawy odpowiednik... Gdyż, no właśnie, pomimo obcowania z Onurisem Elixir nie miał pewności czego powinien się spodziewać. Oznaczało to, że wszystkiego musiał uczyć się na bieżąco, badając to, w jaki sposób działał organizm przeciwnika i jednocześnie starając się już na niego wpływać, by nie stracić ani jednej cennej sekundy. Ataki ograniczał do minimum, bo nie tylko nie chciał mu tak naprawdę zrobić poważnej krzywdy, ale i spodziewał się obecności czegoś w rodzaju czynnika regeneracyjnego... A jego lepiej było po prostu oszukać, niż próbować się z nim siłować. Z tego względu nastolatek zamierzał wywoływać w większości efekty, które nie były uznawane za obrażenia - tylko za coś naturalnego dla organizmu.
Oczywiście nie zawsze dało się to przeskoczyć, a porażenie nerwów czy mięśni było jedną z takich rzeczy. Tak naprawdę wystarczyłoby, aby zadziałało pierwsze albo drugie, zależnie od tego, co udałoby się Elixirowi znaleźć i zorganizować najpierw - bo wyniki wyglądałyby w praktyce podobnie. Jeżeli tylko chłopakowi udało się to osiągnąć, kontynuował podtrzymywanie tego efektu, aby bestia mu się nie wyrwała. Jeżeli nie... To musiał po prostu się streszczać.
Kolejnym punktem po wywołaniu paraliżu - albo przynajmniej próbie tego uczynienia - było uspokojenie czarnego. Pod tym względem Josh zaczął od przyjrzenia się substancjom chemicznym, które podróżowały po jego ciele i wpływały na funkcje fizjologiczne, rzutując też na nastroje... Przynajmniej na tyle, na ile stwór je odczuwał, bo zdawał się być trochę prymitywny - bardziej jak zwierzę niż istota o wyższej inteligencji. Plus takich działań polegał na tym, że nie były szkodliwe, więc czynnik nie powinien ich kontrować. Zmiana humoru na bardziej potulny się przecież zdarzała. Senność również... I to właśnie do niej blondyn próbował doprowadzić. Bardzo ułatwiłoby to im zadanie, gdyby przeciwnik dał się po prostu skusić na drzemkę. Możliwie strasznie głęboką. Z odcięciem możliwości reagowania na czynniki zewnętrzne, aby nie obudziły go zbyt głośne dźwięki, intensywne zapachy i tak dalej... Ale o to przytępienie zmysłów chłopak zamierzał zadbać na samym końcu, traktując to jako prace wykończeniowe.
Gdyby zaś substancje chemiczne same w sobie okazały się nietrafionym pomysłem, to Elixir posiadał jeszcze jeden, a mianowicie zadziałanie bezpośrednio na mózg przez impulsy energii biomolekularnej w obszarach odpowiedzialnych za zmęczenie - o ile tylko udałoby mu się je namierzyć na podstawie odbieranych z ciała czarnego sygnałów. W tym wypadku chłopak musiał być ostrożniejszy, by na przykład nie zwiększyć agresji stwora lub w inny sposób nie pogorszyć sytuacji, dlatego zaczynał od słabych, delikatnych prób, a jeżeli się sprawdzały, to dopiero wtedy je wzmacniał. Uszkodzeniem umysłu bestii aż tak się z kolei nie przejmował, bo zakładał, że w najgorszym wypadku potem to naprawi. Na koniec zostawało jeszcze to przytępienie zmysłów... A po nim wszystko inne mogło już tak naprawdę zaczekać na lepszy moment.
Nastolatek domyślał się nawet czego mógłby potem spróbować, aby wyleczyć smoka z tego dziwnego stanu. Szczerze mówiąc kusiło go sprawdzić tę opcję już teraz, ale jakoś się przed tym powstrzymywał - gdyż trochę się obawiał, że w praktyce mogła dać efekt przeciwny do zamierzonego. Czuł negatywną energię stwora i instynkt podpowiadał mu, aby zniwelował ją własną - bardzo pozytywną, błyszczącą i, z braku lepszego słowa, żywą... Ale wcześniej widział już to, jak gady przejmowały od siebie wzajemnie moc i tylko dlatego nie chciał ryzykować podejmowania takiego kroku bez uprzedniej konsultacji z Onurisem.
Przez cały ten czas Josh robił co mógł, aby nie przerwać kontaktu fizycznego z czarnym - chyba że byłoby to absolutnie konieczne, bo wtedy rozluźniłby mięśnie swojej dłoni, aby do tego dopuścić, a następnie - w miarę możliwości - od razu odskoczyłby na bezpieczniejszą odległość, najlepiej znowu kryjąc się przy Nori i licząc na pomoc jej elektryczności lub szybkości. Dla ścisłości, absolutnie konieczne wypadało przede wszystkim wtedy, gdy posiadałby powody obawiać się o własne życie lub o utratę którejś części ciała, bo w warunkach polowych pewnie miałby problemy z jej ponownym przytwierdzeniem, a przy tego rodzaju obrażeniach niestety czas był najważniejszy.
Oczywiście istniała też opcja, że wszystko to w ogóle nie podziałało albo problem pojawił się na którymś kolejnym etapie i chłopak zmuszony był zrezygnować, by wrócić pod ochronę Nori - albo nawet zająć się lizaniem własnych ran, na szczęście nie w sposób dosłowny, tylko biokinetycznie. W takim wypadku cofnął się też do swojego poprzedniego zadania, czyli śledzenia rozwoju wydarzeń i informowania towarzyszy o zagrożeniach czy po prostu nietypowych zajściach... No i rzecz jasna skupił się na własnych obrażeniach, jeżeli tego od niego wymagały.
Niezależnie zaś od tego, czy udało mu się uspokoić, uśpić, zatrzymać czarnego, czy też jednak im uciekł i zostali z jego kolegą, czas płynął dalej i Elixir musiał się pilnować. Jeżeli był w stanie, to najdłużej jak mógł manipulował organizmem przeciwnika, aby zwiększyć prawdopodobieństwo, iż nagle im się nie podniesie - w innym razie obserwował już  Sunada, mimo wszystko w dalszym ciągu nadzorując położenie tego drugiego wrogiego jaszczura. Na ogół nie miał nic przeciwko niespodziankom, ale może nie takim.
Kolejny głos w jego głowie już go nawet szczególnie nie zdziwił, choć rzeczywiście zaskoczył, bo w końcu nastolatek się go teraz nie spodziewał. Wyglądało na to, że wcześniej odgadł przynajmniej jedno, a mianowicie pojawienie się kolejnego gracza na polu walki... Tyle że najwyraźniej pomylił się w kwestii jego przynależności, bo ten nie zdawał się być ich przeciwnikiem, tylko wręcz przeciwnie. Najprawdopodobniej. Raczej nie miał powodów, by kłamać, bo w ten sposób zdradzał im swoją obecność, a przecież lepiej byłoby zaatakować nagle i bez zapowiedzi... Dlatego Josh był skłonny mu uwierzyć.
Spojrzenie chłopaka na ułamek sekundy przeskoczyło na Noriko, jak gdyby z wyrazu jej twarzy chciał wyczytać czy ona również odebrała tę wiadomość, choć domyślał się, że tak właśnie musiało być. Jeżeli na jej obliczu ujrzał wahanie czy też chęć ruszenia z pomocą Chrisowi i Onurisowi, zamierzał zatrzymać ją krótkim, telepatycznym komunikatem - jeszcze nie. Ten nowy najwyraźniej coś kombinował, czym nie miałoby być to jego zaklęcie, więc równie dobrze mogli pozwolić mu je dokończyć... A nuż coś ono zmieni? Coś ważnego?
Kolejne słowa przybysza - na które Elixir był już lepiej przygotowany, wręcz ich wyczekiwał - zdawały się to potwierdzać i chłopak musiał świadomie powstrzymać się przed kiwnięciem na nie głową, aby czegoś w ten sposób nie zdradzić... Choć wróg i tak zdawał się być zajęty i nie zwracał na nich uwagi. Dobrze dla nich. I chyba dla tego planu również. Blondyn nadał za to kolejną krótką informację do Nori, aby zapewnić ją, że wstępnie zgadzał się z tym pomysłem. Pytanie tylko jak to wszystko wyjdzie w praktyce...
Praktyka zaczęła się realizować już w następnej chwili, gdy kolejny jaszczur przeskoczył nad nimi i wylądował na piasku, od razu posyłając po nim falę energii... Zielonej, czyli rzeczywiście zaingerował w walkę już wcześniej. Wyglądało na to, że Josh podjął wtedy dobrą decyzję, w związku z czym poklepał się teraz mentalnie po plecach i natychmiast przeszedł nad tym do porządku dziennego, aby czasem czegoś nie przeoczyć... Nawet jeżeli tak czy siak nie miał pewności odnośnie tego, co dokładnie się działo. Zakładał, że coś dobrego dla nich, więc nie narzekał i nie protestował.
- Dajesz - zwrócił się do Nori, wciąż telepatycznie, gdy tylko zielony przejął Chrisa i  z rozpędu przeniósł się z nim kawałek dalej. Niezbyt daleko, niestety, ale nic na to nie mogli poradzić, a szybkie działanie stanowiło tutaj podstawę. Blondyn czuł, że jaszczurka była już leczona, więc przy odrobinie szczęścia nie powinna jej - im - się stać wielka krzywda, nawet jeżeli elektryczność Surge zeszłaby trochę z trasy... Albo po prostu sięgnęła aż do nich. Najwyżej im później pomoże.
Uwagę Josha na moment odwróciło jednak to, co spotykało Onurisa, a chłopak prawdę mówiąc najpierw to wyczuł i dopiero później zobaczył. Nie chodziło o utratę mentalnego połączenia, bo o tym początkowo się nie zorientował... Nie, to sama energia białego się przekształcała - zresztą do wtóru jego nastrojowi - stając się na swój sposób bliższa tej, którą Elixir odbierał od czarnego. Nie podobała mu się ta zmiana i to wbrew pozorom nie dlatego, że najwyraźniej niosła za sobą jakieś konsekwencje dla Onurisa. Można by powiedzieć, że uderzała za blisko domu, zbytnio kojarzyła się chłopakowi z tym, co działo się ostatnio z jego własnym organizmem - oraz z tym, co nie tak dawno temu widział we śnie. To właśnie najbardziej go niepokoiło... Jeżeli zaś był trochę zapatrzony w siebie, to trudno, nie robił tego przecież umyślnie.
Z drugiej strony przynajmniej Onuris najwyraźniej sam się uleczył. Mniej roboty dla Elixira i cierpienia dla gada... A że zauważalnie towarzyszyły temu mordercze zapędy? Cóż, Josh nie mógł powiedzieć, że było mu szczególnie szkoda ich przeciwnika - a przynajmniej nie tego konkretnego. Czarnego, owszem, trochę tak. Pewnie w razie czego nawet by go bronił, kierując się przekonaniem, że przypominał bardziej bazujące na instynktach zwierzę, prawdopodobnie nie ponoszące pełnej odpowiedzialności za swoje czyny. Ale ten pomarańczowy sam wyraźnie wyjaśnił im swoje podejście i poglądy... Z rodzaju tych, które łatwo się nie zmieniały. Świadome okrucieństwo nie wynikało z wyboru, po prostu miało się do niego skłonności albo nie. Ten tutaj je posiadał.
Josh wiedział z kolei jedno. Pomimo wcześniejszej zachęty zielonego nie zamierzał zbliżać się do Sunada - ani pozwalać na to, aby zrobiła to Nori. Jeżeli miała atakować, to tylko i wyłącznie z daleka, najlepiej nie wchodząc też w drogę Onurisowi, bo uzdrowiciel wcale nie był taki pewien tego, że biały-już-czarny nie zrobiłby jej teraz krzywdy. Całość jego zachowania - z tym nieprzyjemnym rykiem na czele - przywodziła nastolatkowi na myśl berserka, oni zaś nie kontrolowali swoich poczynań. Gry komputerowe się przydawały.
- Nie podchodź do nich. Onuris się nim zajmie, asekuruj go stąd i w razie czego nas chroń - odezwał się do przyjaciółki na wszelki wypadek. Chrisem i zielonym się nie martwił. Ten ostatni najwyraźniej mógł przypilnować pierwszego, więc wszystko powinno być z nimi dobrze. W związku z tym Noriko mogła podzielić uwagę między wspomniane przez niego dwie kwestie, a z kolei on sam... Och. To było akurat dobre pytanie.
Jeżeli dzięki jego niedawnym działaniom czarny wciąż znajdował się przy nich, Elixir znów zamierzał się na nim skupić. Najważniejsze było to, aby stwór jeszcze się nie rozbudził i tego właśnie chłopak pilnował, znów bazując czy to na substancjach chemicznych w ciele bestii czy na poziomach aktywności jej mózgu, w zależności od tego, co wcześniej okazało się lepszym rozwiązaniem. Poza tym blondyn poświęcał też czas, aby dowiedzieć się czegoś więcej o fizjologii tej istoty, starając się znaleźć źródło jej problemu. Byłoby miło, gdyby ten zielony mógł mu teraz udzielić jakichś informacji, ale Elixir niespecjalnie miał ochotę krzyczeć do niego przez całe pole walki, a nie wiedział czy jaszczur w dalszym ciągu zaglądał do jego umysłu. Jeżeli tak, to być może odbierze to zapotrzebowanie na dane i jakoś się do niego ustosunkuje... O ile sam będzie wiedział coś więcej.
Mimo wszystko Josh nie odcinał się też na to, co działo się wokół niego. Wciąż biokinetycznie pilnował zdrowia zebranych, by wiedzieć co się z nimi działo, a do tego obserwował poczynania Onurisa i Sunada - bo na szczęście nie musiał patrzeć na czarnego, aby manipulować jego organizmem. No, chyba że ten przeciwnik wcześniej uciekł, bo w takim wypadku nastolatek mógł się oczywiście skoncentrować jedynie na śledzeniu starcia i innych wydarzeń, gotów w razie czego odskoczyć czy nawet przeturlać się na bok, aby ratować się przed obrażeniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Sob Maj 05, 2018 4:56 pm

Komplement Onurisa skłonił Chrisa do delikatnego uśmiechu, mimo ich obecnej trudnej sytuacji. Coraz częściej słyszał, że charakterem oraz czynami przypomina swojego ojca, Kaartarna, choć często uważał, że trochę przesadzają, lecz mogło to wynikać ze skromności, jaką jaszczur wbrew pozorom posiadał i czasem okazywał. Oczywiście zawsze starał się podążać ścieżką swojego opiekuna, sprawiać, by Wieczny Suweren był z niego dumny. Bardzo mu na tym zależało, co nieraz przyczyniało się do przeceniania własnych sił oraz możliwości. Ilekroć był przez to upominany, gad nie odpuszczał. Kaartarn stał się dla niego wzorem, kimś, kim jaszczur chciał zostać w przyszłości. Nie mentorem czy starożytnym, a dobrym ojcem, opiekunem i przyjacielem, który zawsze się pojawi, gdy ktoś bliski bądź słabszy będzie w potrzebie. Czarnołuski był jego ojcem oraz bohaterem.
Złocisto-biała bariera świeciła nad głową Chrisa i Onurisa, otaczając ich i kryjąc w pozornie bezpiecznej skorupie. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, białołuskie widmo chwyciłoby za miecz i stanęło do walki. Tak się jednak nie stało. Wszystko poszło nie tak. Pomarańczowa smuga wyłoniła się z wody, dokładnie w tym miejscu, gdzie ostatni raz widzieli Sunada. Oczy jaszczura ledwie zdążyły zarejestrować zjawisko, nim magiczna bariera została obrócona w drobny, złocisto-biały pył. Uderzenie było tak silne, że chwilowo ogłuszyło i tak osłabionego już Chrisa. Grunt pod łapami Chrisa zdawał się poruszać, lecz wszystko trwało dosłownie kilka sekund. Te kilka sekund wystarczyło, by Sunad zdążył kilkukrotnie przebić się przez żebra i płuca białołuskiego, nie dając mu najmniejszych szans na uniknięcie któregokolwiek z jego ataków. Chris to widział. Obróciwszy łeb w stronę brata, ujrzał scenę jak z horroru. Masa krwi wypływająca z otwartej klatki piersiowej rannego widma. Znajdowała się ona również dookoła niego i Onuris leżał w kałuży własnej krwi, krztusząc się szkarłatną cieczą wypływającą mu z pyska. Nad nim klęczał Sunad, którego dłonie były umalowane krwią brata Chrisa. Jaszczur stał nieruchomo, widok ten sparaliżował go. Brat, z którym niedawno się bawił i wygłupiał, cierpiał, umierał. Dopiero wyczuwszy na sobie wzrok Sunada, jedna z łap Chrisa szybko zwróciła się w przeciwną stronę, jednak ucieczka była już niemożliwa. Szarpnięty za grzywę gad stracił grunt pod łapami i upadł na piach. Z powodu rannej ręki nie mógł nawet zamortyzować upadku i ochronić pyska przed kontaktem z podłożem. Kiedy usiłował się podnieść przy użyciu lewej, sprawnej ręki, został ponownie chwycony za grzywę. Jaszczur jęknął i szarpnął się do tyłu, lecz w ten sposób tylko zapewnił sobie więcej bólu. Osłabiony młodzik nie miał siły się bronić. Nie potrafił stanąć na łapach, ślizgały się, zagrzebywały w drobnym piasku. Nie potrafił wyrwać się z pozoru prostego chwytu Sunada, który trzymał tylko jego grzywę. Chris nie miał pojęcia, co go czeka. Co Sunad planuje.
Kiedy Sunad przyciągnął go Onurisa, spojrzał na brata z przerażeniem w oczach. Serce podskoczyło mu do gardła. Tyle krwi, jeszcze nigdy jej tyle nie widział. Białołuski wciąż się poruszał. Żył, ale mogło być to tylko kwestią czasu.  Chris od razu chciał odwrócić łeb w inną stronę, nie patrzeć na cierpiącego brata, lecz Sunad wciąż trzymał jego grzywę, uniemożliwiając mu odwrócenie pyska w bok. Był zmuszony do obserwowania rannego Onurisa. Bezsilnego, bezbronnego i przerażonego. Sunad puścił grzywę zielonołuskiego i umieścił swoją dłoń oraz pazury na rannej ręce. Młodzik zapiszczał, czując jak szpony wbijają się w miękką tkankę. Piski nasiliły się, gdy Chris został mocniej chwycony za ramię i uniesiony nad ziemię. Szarpał się, machał w powietrzu łapami, nie zważając na to, że w ten sposób zadawał sobie więcej bólu. Pragnął uciec, wydostać się z uścisku. W momencie wyrwania pierwszego kolca, słychać było trzask odrywanej kości, podobny do łamanej gałęzi. Bogato unerwione kolce znajdowały się pod cienką warstwą skóry i były przytwierdzone bezpośrednio do kości. Każde wyrwanie kolca wiązało się z niewyobrażalnym bólem, naruszaniem delikatnego układu nerwowego. Młodzik miał tych kolców aż osiem, a utracie każdego towarzyszył paraliżujący impuls, przerwany krzyk. Chris zaczął zawodzić, wołać o pomoc, powtarzać imię Onurisa, który leżał przed nim, błagając przez łzy by coś zrobił. Całe ciało zielonołuskiego drżało. Ręce, łapy, pysk. Zaszklone ślepia jaszczura pozostawały szeroko otwarte. Młodzik powinien już dawno stracić przytomność, ale tak się nie stało. Obca, pomarańczowa energia przepływała przez jego organizm. Nie mógł jej wykorzystać, pozbyć się jej, a to ona utrzymała go przytomnego. Ciało jaszczura drżało. Nie tylko z bólu, ale i przez obecność tej obcej energii. Nasilała jego strach, podsycała go. Gdy Chris był już trzymany za grzywę i wisiał dalej nad ziemią, a Sunad zajmował się jego drugą ręką i dwoma ostatnimi kolcami, Chris już nie jęczał, nie zawodził, nie machał nogami. Jedynie drżał, wciąż mając załzawione ślepia wbite w Onurisa. Wszystko szło zgodnie z planem Sunada. Młodzik wciąż wszystko czuł, krew z obu rąk spływała ku ziemi, barwiąc szkarłatem piasek pod łapami Sunada. Chris wciąż pozostawał przytomny, mimo znacznej utraty krwi, a Onuris był zmuszony na to patrzeć. Białołuski był słaby, bezbronny. Dzielił go tak krótki dystans, a i tak nie był w stanie nic zrobić. W końcu to o niego Sunadowi chodziło, nie o Chrisa. Młodzik był w jego rękach tylko narzędziem, niczym istotnym. Dlatego też po wyrwaniu ostatniego kolca na lewym przedramieniu jaszczura, Sunad odrzucił go na ziemię jak niepotrzebną rzecz. Chris upadł bezwładnie na piach. Ciało wciąż drżało, lecz bez dopływu energii z zewnątrz, drgawki zaczęły ustawać. Młodzik patrzył nieobecnym wzrokiem w przestrzeń, nie ruszał się, ale w rzeczywistości czuł ulgę. Pozorną ulgę, wywołaną znaczną utratą krwi i zanikającą świadomością. Ślepia jaszczura zaczęły się zamykać, szybki i nierówny oddech uspokajać, a ból dziwnie zanikać. Nie był świadomy, co się działo dookoła niego. Do czasu, aż nie pojawił się Elgard, którego pojawienie się wybudziło go z tego stanu.
Chris został wyrwany z łap Sunada. Możliwe że widmo nie dokończyło tego, co zaczęło i Sunad chciał wykorzystać młodzika do dalszego gnębienia i upokarzania Onurisa, ale Elgard mu w tym przeszkodził. Chris znalazł się na piersi mniejszego młodzika i poczuł dobrze znaną mu zieloną energię, wypełniającą ciało. Charakterystyczną dla Elgarda, kojarzącą się bezpośrednio z domem wszystkich widm, z Aedroth.
/Elgard...? Co ty tu robisz...?/
Zapytał go cicho przez więź, ale nie spojrzał na niego. Nie miał siły unieść łba. Rozpoznał go na podstawie jego energii. Każde widmo to potrafiło -  rozpoznać w ten sposób swojego brata lub siostrę. Chris dobrze znał Elgarda. To był jego przyjaciel, brat. Jedno z pierwszych widm, które poznał, jeszcze przed osiągnięciem jaszczurzego wyglądu. To było dobre pięć lat temu.
Chris nie był w stanie mówić, lecz telepatia pozwalała na utrzymanie dobrego kontaktu. Energia Elgarda dodała jaszczurowi sił i wyleczyła go, choć nie do końca. Udało mu się powstrzymać krwawienie i uśmierzyć ból, ale rany wciąż pozostawały widoczne. Nie odtworzył utraconych kolców i nie przywrócił czucia w jednej kończynie. Wyleczył go na tyle, że póki nic ich nie zaatakuje, Chrisa życie nie będzie zagrożone. Elgard i tak zrobił już dla nich bardzo wiele. Jaszczur wtulił się mocno w jego pierś, szczęśliwy na widok brata. W jego oczach i na pysku wciąż były widoczne łzy.
/Cieszę się, że cię widzę.../
Powiedziawszy to zsunął się na bok i położył na grzbiecie, aby po chwili spróbować usiąść. Nie mógł ograniczać ruchów Elgarda, na podziękowania jeszcze przyjdzie czas. Gdy mu się udało usiąść, młodzik spojrzał na swoje ręce. Były całe we krwi, a głębokie rany po kolcach odtworzyły w głowie obrazy sprzed chwili. Bardzo traumatyczne, zresztą. Otworzył szeroko oczy, przypominając sobie o Onurisie i wtedy jak na życzenie usłyszał potężny ryk białołuskiego. Spojrzał w kierunku źródła dźwięku. Dwa metry od miejsca, gdzie powinien leżeć Onuris, spostrzegł absolutnie czarną postać o kolczastej grzywie i ostrych pazurach. Mimo różnic w wyglądzie, Chris szybko zrozumiał, że to był jego brat.
- O-Onuris...? - wyszeptał cicho, wpatrzony w postać przemienionego brata. Na czarnej istocie nie było widać nawet śladu po wcześniejszych obrażeniach. Był za to przepełniony gniewem i mroczną, nieznaną energią. Chris od razu wyczuwał, że coś było nie tak. Połączenie telepatyczne zostało przerwane, komunikacja na polu walki utrudniona. Z minuty na minutę robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. Młodzik próbował wstać, wyraźnie obierając sobie za cel podejście do Onurisa. Co planował? W jakim celu to robił? Raczej nie myślał racjonalnie, sądząc po braku jakiejkolwiek konsultacji z Elgardem i stałym patrzeniem w jednym kierunku. Chris bardzo się martwił o (dawniej)białołuskiego brata i chciał mu pomóc, jakby zapominając o swoim stanie i o tym, że to nie jest ten sam Onuris. Czując gniew brata, Chris pragnął go uspokoić, pocieszyć. Była to jego naturalna reakcja, ale na chwilę obecną raczej niezbyt rozsądna...
Powrót do góry Go down
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Nie Maj 06, 2018 3:09 pm

Noriko sama niemal drgnęła, gdy ich przeciwnik zaryczał z bólu. Nie spodziewała się aż takiego efektu. No, bardziej nie spodziewała się po prostu tego ryku. Wiedziała, że elektryczność źle działa na te istoty, ale nie, że aż tak. Dodatkowe ładunki w powietrzu musiały ją porządnie doładować. Co prawda odczuwała to, ale nie była w stanie ocenić jak mocno oberwie przeciwnik. Czarny wił się z bólu, a ona dzięki temu mogła zacząć formować klatkę swoją mocą. Elektryczną klatkę. Normalnie kontrola jej mocy w obecnym stanie byłaby trudna, ale dzięki ciągłemu zużywaniu elektryczności jej organizm tak nie szalał i jakoś sobie radziła.
W międzyczasie po piasku przemknęła zielona energia, którą Nori widziała dosłownie przez chwilkę. Nie mogła się jednak nią zająć ani spojrzeć czym była. Josh poprosił ją o zrobienie dla niego miejsca. Wiedziała, że chciał pomóc plugastwu. W końcu od początku był przeciwko temu żeby je zabić. Z czym Azjatka się zgadzała. Każdy powinien mieć szansę na poprawę. Zwłaszcza, że czarny nie był zły z wyboru tylko taki się stał, bo stracił kontrolę nad sobą i swoimi mocami.
Zaciskając klatkę tak, by widmo nie mogło się ruszyć Surge patrzała jak Elixir wybiera dla siebie odpowiednie miejsce do działania po czym tam postarała się wykonać dla niego otwór. Dziurę w klatce. Niewielką. Tak by jego dłoń się zmieściła.
- Tylko uważaj. Nie wiem jak długo utrzymam ten otwór dla ciebie. - zwróciła się do przyjaciela. Tworzenie czegoś było proste, rozkładanie energii na większej powierzchni. Kontrolowanie czegoś tak małego jak otwór na dłoń było już bardziej skomplikowane. To na pewno poszłoby jej o wiele lepiej z rękawicami. Ta jedna, która jej została, do niczego nie była przydatna. Dziewczyna więc koncentrowała się na swoim zadaniu, jednocześnie nasłuchując czy cokolwiek się do nich zbliża. Wzrok musiała mieć skoncentrowany na miejscu, w którym stworzyła otwór, ale wiedziała, że moc złotego pozwala mu cały czas pilnować tego, co się dookoła nich działo. Ona za to pilnowała, by w razie problemów z utrzymaniem otworu szybko dać znać chłopakowi o tym telepatycznie.
Jeśli ich plan nie miał szans powodzenia, a klatka gwałtownym atakiem została zniszczona, Nori nie mogła już nic zdziałać. Plugastwo błyskawicznie uciekło w las i tyle o nim słyszeli. Być może później będzie czas, by spróbować je ponownie złapać. O ile im na to pozwoli. Teraz mogło chcieć się trzymać z daleka od niej, po tym jak zadała mu tak ogromny ból. Wyraźnie kierował się instynktami i uciekał przed tym, co było nieprzyjemne.
W głowie usłyszała kolejny głos. Kolejny telepata. Planujący jakieś zaklęcie. Zna ich moce. Ciekawe skąd skoro jest tylko jakimś obcym telepatą, prawda? No tak, telepatia pozwalała na czytanie w myślach. Noriko niemal wywróciła oczami. Nie podobało się jej obserwowanie jak Chris cierpi. Może i był obcy, ale i byli w jednej drużynie i powinni sobie pomagać. Skoro jednak nowy członek drużyny miał plan, to wypadało poczekać tą chwilę i zobaczyć co się stanie.
Dziewczyna więc czekała. Czekała, a nad ich głowami przeskoczył kolejny jaszczurek. Tym razem zielony. Jak ta strużka energii z wcześniej, więc to musiała być jego energia. Widmo uderzyło dłońmi w piasek, po którym rozeszła się jego energia. Zaraz też poczuła jak część wędruje prosto do jej ciała i doładowuje ją ładunkami. Znowu miała w sobie ogromne pokłady elektryczności. Tym jednak sztucznie stworzonej z energii młodzika i w dodatku mogła ją kontrolować. Obróciła się nieznacznie, obserwując każdy najmniejszy ruch nowego osobnika.
W następnej kolejności mogła zauważyć jak ten błyskawicznie się przemieszcza, wyrywając Chrisa z łap Sunada. Tyle jej wystarczyło. Nie potrzebowała nawet zachęty od Josha. Wiedziała, że teraz była jej kolej na działanie. Każdy miał swoje zadanie do wykonania. Ona miała zrobić z pomarańczowym to samo co z plugastwem wcześniej. Widma wylądowały kilka metrów od ich wroga, który spojrzał za nimi. To był jej moment. Wyzwoliła całą energię, zarówno tą zieloną, jak i swoją własną, celując nią prosto w przeciwnika. Energia poleciała w stronę Sunada w postaci niezbyt szerokiej fali. Energia koncentrowała się na mniejszej powierzchni.
Jeszcze w trakcie wykonywania ataku Azjatka zauważyła, że coś się dzieje z Onurisem. Coś, co przykuło uwagę wszystkich. Coś złego. Poznała to po czarnym kolorze. I kiedy wszyscy patrzyli na smoka, ona musiała się koncentrować na atakowaniu Sunada, który teraz się odsłonił, jakby zapominając o jej i Josha istnieniu.
Dziewczyna poczuła lekkie zawroty po wykonaniu ataku. Szybkie wchłanianie i wyrzucanie z siebie olbrzymich pokładów energii źle na nią działało. Na szczęście pełna kontrola nad zielona częścią sprawiła, że tylko lekko się jej zakręciło w głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Sob Maj 12, 2018 7:00 pm

NPC Storyline – Elgard|Jinkusu|Onuris|Sunad

Interwencja w plan plugastwa powiodła się. Nori udało się go złapać oraz zamknąć w elektrycznej klatce, z której łatwo uciec nie mógł. Do tego szybka oraz zdecydowana reakcja Josha pozwoliła podjąć skonkretyzowane działania. Mutant wsunął rękę w lukę w elektrycznej barierze, stwór całkowicie nie zwrócił na to uwagi. Mogło się wydawać, że wręcz nie poczuł chwytu. Co do samego organizmu, to "różnił się" on, od Onurisa. Z jednej strony, młody mutant miał do czynienia z kolejną anthro-istotą poruszającą się na dwóch nogach, posiadającą dwie ręce, głowę, korpus oraz dodatkowo ogon. Rozmieszczenie organów wewnętrznych pozostawało bardzo podobne do ludzkiego. Po prostu było bardziej dostosowane do rozmiarów ich właściciela. Niemniej organizm tego widma wydawał się bardzo obcy i inny. Elixir czuł, że musi tego organizmu nauczyć się "od zera". Jego funkcjonowania, przesyłu informacji. Wszystkiego.
Próba wywołania paraliżu nie odniosła zamierzonego efektu. Początkowo stwór stracił częściowo czucie w niektórych miejscach, jednak organizm błyskawicznie zwalczał efekty działań Elixira. Niczym komputer z zaprogramowanymi wartościami, które mają być utrzymane i doprowadzane do stanu jedynki, ze stanu innego, niż jedynka. Zupełnie inaczej organizm zareagował na próbę uspokojenia. Plugastwo przerwało się szamotać, warczeć, syczeć, próbując zerwać elektryczne więzy. Poddało się temu uczuciu, spokój i wyciszenie. Jakby szukał tego od bardzo dawna. I gdy jego kończyny oraz łeb spokojnie opadły na piasek, gdy organizm zaczął się uspokajać - ciśnienie nagle skoczyło. Jednym ruchem stwór wyrwał się z bariery, przebił ją i wręcz rozerwał - niwelując działanie mocy Noriko. Dziewczyna musiałaby od nowa postawić całość bariery, by w tym momencie przywrócić jej jakąkolwiek funkcjonalność. Potwór ugiął kolana i szybko zerwał się na nogi. Klęknął na lewym kolanie, obrócił się frontalnie do Elixira, uniósł prawą dłoń - a następnie zastygł w bezruchu. Spoglądał na młodego mutanta, dysząc ciężko, otwarta dłoń z pazurami wycelowanymi w chłopaka, nadal pozostawała wzniesiona. Ale łuskowaty stwór nie atakował. Klęczał na jednym kolanie, nie ruszał ogonem. Masywne cielsko rzucało potężny cień na całość mutanta. A on czekał. Jakby zastanawiał się lub powstrzymywał, szukając kontaktu wzrokowego z Joshem. Dał się uspokoić, organizm wpłynął na trzeźwość umysłu oraz sposób postrzegania świata. Przynajmniej taki wniosek można było wyciągnąć, biorąc pod uwagę, że Josh nie został jeszcze zaatakowany. A postawa stwora sugerowała, że raczej przyjął pozycję obronną. Gotów do ataku w razie zagrożenia, gotów do bronienia własnej osoby - jeśli zostanie sprowokowany.
Elgard pomógł Chrisowi na tyle, na ile był w stanie. Młodzik musiał wykorzystać więcej pokładów własnej energii, niż początkowo zakładał. Bezpośrednie połączenie pozwalało tej dwójce komunikować się telepatią, jednak łączne z Onurisem zostało zerwane.
/Łamię zasady kodeksu, jak zwykle./
Odpowiedział, pół-żartem, a pół-serio. Obaj zielonołuscy wiedzieli, że Elgard nie miał prawa się tu pojawić. Tajemnicą pozostawało, skąd wiedział, że Chris potrzebuje pomocy. Jeszcze większą - w jaki sposób dał radę się tutaj pojawić. Młode widma były kontrolowane przez dorosłe osobniki, głównie dla ich własnego bezpieczeństwa. Nie istniał żaden łatwy sposób na opuszczenie Aedroth i wybranie się przez takiego w dowolne miejsce. Szczególnie tak niebezpieczne, jak to tutaj. W centrum walki pomiędzy splugawionymi widmami. Na pierwszej misji Chrisa, która była jednocześnie sprawdzianem jego umiejętności.
/Zawsze z tobą, bracie. Jak obiecałem./
Elgard dał synowi Kaartarna, jak również samemu suwerenowi, swe słowo - są braćmi. Jako pierwszy z młodych zaakceptował nowego w ich wielkiej rodzinie. Wraz z tym, wziął na siebie obowiązek oraz odpowiedzialność, z których sumiennie się wywiązywał. Niezależnie od tego, czy chodziło o nauczenie Chrisa, jak nie postępować z samicami Widm, jak funkcjonować w ich kulturze - czy nawet zadbać o jego przeżycie w obliczu potężnego przeciwnika. Gdy tylko brat się z niego zsunął, zielonołuski podniósł się szybko. Pamiętał o bezpośredniej obecności poważnego zagrożenia, jakim był Sunad. Chwilowo zajęty obserwowaniem Onurisa. Wtedy też minął go Christopher. Sunadowi nie umknęło młode, nieostrożne widmo.
Nori trafiła przeciwnika całą swą mocą. Pomarańczowy stwór ryknął z bólu, wyciągając swą dłoń w jej stronę. Przechwycił część jej własnej energii, a wtedy odezwała się energia zielonołuskiego, która zerwała jego przejęcie i wyzwoliła dodatkowe uderzenie. Stwór zachwiał się na nogach, ryknął wściekle. Jego wzrok padł na Noriko, przeszył ją spojrzeniem na wylot.
/Ty.../
Odezwał się, ślepia mu błysnęły. Nic nie zrobił, nie musiał. Za Noriko ujawnił się olbrzymi cień. Zielonołuski Elgard podniósł obie dłonie, syknął wrogo i wystrzelił dużą wiązkę energii z dłoni, wymierzoną w coś za Nori. Atak prawie ją trafił, mijając ją o włos i sięgając celu za nią. Bez efektu. Pojawił się kolejny stwór, kolejny gad. Smok, który się pojawił, miał czarno-szare łuski. Dominowała czerń z dodatkiem szarych łusek tworzących płomienne symbole na ciele stwora. Również znajdował się w anthro formie. Jego ślepia były niebieskie i choć kolor mógł wydawać się przyjemny, to było w nich coś... niedobrego. Nie dając jej czasu na reakcję, mierzący dwieście siedemdziesiąt pięć centymetrów - smok - wykonał proste kopnięcie prawą łapą, wbijając uderzenie w plecy, żebra lub brzuch kobiety. Zależnie od tego czy próbowała się odwrócić, czy też nie. Uciec przed ciosem nie miała szans. Uderzenie było na tyle silne, jakby zderzyła się z rozpędzonym samochodem. Jeśli zostanie trafiona w plecy lub bok, cios połamie jej żebra. Jeśli frontalnie, to do połamanych żeber mogą dojść dodatkowego uszkodzenia. Zależało od czasu jej reakcji, jednak o ucieczce nie było mowy. To coś było za szybkie. Dodatkowo nawet nie zwróciło uwagi na atak Elgarda. Zielona energia uderzyła w jego klatkę piersiową, nie wywołując żadnego efektu. Nori upadła na piasek, a on już zaczął podnosić tą samą łapę do góry, by po prostu ją nadepnąć i zgnieść.
/Vareoth... a młodzi przybyli sami./
Onuris ruszył na Sunada, który wystrzelił w niego wiązką swej energii. Przeliczył się, bo Onuris przyjął cios na lewe przedramię, ugięte lekko i zasłaniające jego korpus. Łuski trzymały, a smok nie mógł biec. Jednak zaczął się przemieszczać. Elgard przerwał swój atak i chwycił Chrisa, łapiąc go od tyłu oraz obejmując za korpus. Nie zamierzał dać mu się zbliżyć.
/Nie przybyłem sam!/
Rzucił pewny swego młodzik. Nori została zakryta stertą piasku, która wystrzeliła w powietrze przy fali uderzeniowej, rozchodzącej się po trafieniu nowo-przybyłego przeciwnika, przez nowo-przybyłego sojusznika. Nodin Czarnołuski pojawił się jakby znikąd. Dosłownie przy większym od siebie o siedem centymetrów przeciwniku, a raczej nieco nad nim. Z wyskoku wpasował pięść w jego pysk, nie przewrócił go, lecz odepchnął od Noriko na jakieś piętnaście metrów. Wrogi czarnołuski o niebieskich ślepiach obrócił się na Nodina, a krwistoczerwony wypuścił z siebie lekką falę energetyczną, która wpłynęła w ciało młodej mutantki i na szybko ją poskładała. Nie było to najprzyjemniejsze uczucie, jednak została wyleczona. I odzyskała nieco sił. Sunad wybuchł gromkim śmiechem, widząc pojawienie się kolejnego przeciwnika. Tak sobie znanego. Do śmiechu przestało mu być, kiedy smok o krwistoczerwonych ślepiach wystrzelił z prawej dłoni małą kulę, która trafiła w nadgarstek pomarańczowego, zepchnęła go lekko z linii - a tym samym przesunęła wiązkę ataku na bok. Onuris wpadł w Sunada w szale bitewnym, atakując pazurami bez opamiętania. Chaotycznie, jednak bardzo celnie. Sunad zaczął szybko się cofać, fazować do tyłu, na boki, jednak to nic nie dawało. Onuris cały czas nadganiał, a wręcz przeganiał. Każdy cios powodował wylew krwi przeciwnika na piasek. Czasem skontrował, trafił Onurisa, przebił pierś. Z rany wypłynęło trochę krwi, a po kilku sekundach regeneracja widma zasklepiła uszkodzenie, bestia atakowała dalej. Jeszcze-niedawno białołuski odciągnął Sunada pod skały, zmuszając go do walki z zwarciu i cały czas atakując. Sunad blokował się, próbował sięgnąć po swoją energię - jednak nie dawał rady.
/Pomóż memu bratu./
Odezwał się nowy głos. Znów mieli połączenie telepatyczne, Noriko, Joshua, Christopher oraz Elgard. Stworzył je Nodin Czarnołuski. Polecenie było jasne, wypowiedziane bardzo dosadnie i bezpośrednio. Ton głosu nie był zbyt miły, choć wyraźnie nie dało się w nim wyczuć wyższości lub pogardy. Bardziej po prostu "wykonaj swoją pracę". Zaraz po rozkazie, dwaj czarnołuscy zmienili się w czarne, energetyczne smugi i ruszyli na siebie, zderzyli, wymienili ciosy. Kolejna fala uderzeniowa - której towarzyszył potężny huk - rozeszła się po okolicy. Wywoływała podmuch wiatru oraz wznosiła do góry piasek. Nowy wróg przynajmniej nie miał tak niewyparzonej gęby, nie odzywał się słowem. Po prostu robił swoje. Ale wydawał się znacznie silniejszy, od obecnego tu Sunada. Nodin dał się trafić. Odsłonił się i odleciał pół kilometra dalej, przeciwnik poleciał za nim - w stronę większego zgromadzenia wody, dalej wzdłuż plaży.
Pomarańczowa energia błysnęła wybuchem, odrzuciła Onurisa do tyłu. Wściekłe widmo wykonało przewrót w powietrzu i wylądował na piasku na jednym kolanie, tuż przy Christopherze. Młody nawet nie musiał próbować daleko sięgać, by dotknąć ramienia brata. Onuris nie zwracał na niego uwagi, jego wzrok był skupiony na Sunadzie. Noriko miała trochę luzu, Elgard dalej trzymał Chrisa - a jego ślepia otworzyły się najszerzej, jak tylko mogły. Wściekłe widmo znajdowało się na centymetry od nich, a zielony nie planował dać zabić brata lub siebie. Jednak jeszcze-do-niedawna-białołuski - ignorował się. Sunad zbierał się w sumie, miał rany cięte klatki piersiowej, ramion, a zwłaszcza poharatany pysk.
/Zapłacisz.../
Odezwał się głos Onurisa, ponownie go usłyszeli.
/Zapłacisz mi za wszystko. Za braciszka, za przyjaciół. Za mnie.../
Onuris nadal był wściekły. Dało się to rozpoznać w jego głosie. Nienawiść, zemstę, zaślepienie. Jak zdążył to nazwać Josh - Berserk. Jednak gdzieś tam nadal pozostawał ten miły, dziecinny białołuski. Łuski czarnego otoczyła delikatna, biała aura, a po ciele zaczęły skakać małe wiązki energetyczne składające się zarówno z białej, jak i z czarnej energii.
Josh w tym wszystkim mógł spokojnie skupić się na swoim zadaniu. Co prawda "plugastwo" zerkało na wydarzenia dookoła, to jednak główna część jego uwagi nadal pozostawała skupiona na osobie młodego mutanta. Możliwego klucza, do wolności bestii.
Powrót do góry Go down
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Pon Maj 14, 2018 4:48 pm

Akcja trochę się skomplikowała. Właściwie było to pewnie bardzo delikatne ujęcie sprawy, lecz mając na głowie własne problemy Josh nawet nie próbował ogarniać wszystkiego, co się właśnie wokół niego działo. Nie to, żeby zupełnie ignorował resztę wydarzeń na polu walki, przeciwnie, brał je pod uwagę, ale tylko na tyle, aby od nikogo przypadkiem nie oberwać. Jak do tej pory utrzymywał świetny ciąg nie zostawania rannym, co - z jego szczęściem - aż go trochę zaskakiwało. Nie chciałby go z głupiego powodu zepsuć.
Chłopak wiedział więc, że zielona jaszczurka w dalszym ciągu opiekowała się Chrisem i trzymała blisko niego, jednak tej dwójce poświęcał tak naprawdę chyba najmniejsze zainteresowanie. Obaj wydawali się być względnie bezpieczni, nie potrzebowali pomocy Elixira, powinni sobie sami poradzić... A to się przede wszystkim liczyło. Chyba że Chrisowi wpadnie do głowy coś niemądrego, jak na przykład chęć wejścia w drogę Onurisowi, ale na to blondyn nie mógł już nic poradzić. No i... Nie bardzo miał cierpliwość do powstrzymywania ludzi - czy innych istot - przed wystawianiem się na zagrożenia, gdy sami dosłownie prosili się o oberwanie. Robił to tak czy siak, jasne, o ile tylko mógł. Po prostu go to irytowało.
Uwagę nastolatka skuteczniej przyciągnął już atak wyprowadzony przez Noriko, choć w gruncie rzeczy jemu również się nie przyglądał, a przynajmniej nie w sposób bezpośredni. Ot, wychwycił go jedynie kątem oka, gdyż takie światła i kolorki ciężko było pominąć. Pojawienie się kolejnego gada w pierwszym momencie mu umknęło, a dokładniej pod względem wizualnym, bo po prostu nie posiadał go w zasięgu swojego wzroku - ale nawet kiedy zorientował się już, że coś takiego się ujawniło, to jedynie rzucił na stwora okiem. Ile tego było? Smok za smokiem, naprawdę, chyba miały tu gdzieś wakacyjny kurort... Och, wskoczyłby sobie teraz do jacuzzi. Trzeba będzie o tym pomyśleć po powrocie do domu. I odespaniu. I prawdopodobnie po ugłaskaniu anioła.
Josh tak naprawdę najpierw wyczuł, a dopiero potem ujrzał to, że Nori została trafiona. Na prędko był w stanie ocenić, że odniesione przez nią obrażenia nie powinny zbyt szybko jej zabić, więc - choć chętnie pomógłby jej od razu - uznał, że należało z tym trochę poczekać... Nie tylko ze względu na przybycie na scenę następnego jaszczura, tym razem najwyraźniej wypadającego po ich stronie, ale przede wszystkim z powodu własnego położenia Elixira. W końcu nie bardzo mógł się w tym momencie przemieszczać.
Dalszy rozwój wydarzeń uzdrowiciel obserwował również tylko kątem oka, ale mniej więcej orientował się, że ten nowy - to znaczy, najnowszy, bo samo nowy mogło się teraz odnosić do paru istot - pomógł Nori i zajął się, no właśnie, poprzednim nowym. Na tym etapie blondyn rozważał już nadawanie im numerków, bo określanie ich kolorami powoli przestawało działać. Zbyt wielu czarnych... Co nawet w jego myślach zabrzmiało trochę rasistowsko, ale pewnie przejąłby się tym bardziej, gdyby miał mniej na głowie. No i gdyby chwilę temu nie stłumił swoich zasobów empatii.
Tak czy siak, grunt, że Onuris dopadł swojego dobranego przeciwnika, a najświeższy sojusznik - tuż po odnowieniu połączenia telepatycznego i wysłaniu komunikatu, do którego akurat Elixir tak czy siak nie mógł się teraz zastosować, dzięki wielkie - skupił na sobie uwagę ich najnowszego wroga. Jak to się ładnie złożyło, że od razu mieli tych dwóch z głowy... Chociaż nie, nie do końca, skoro najwyraźniej czarny numer chyba-trzy życzył sobie, żeby wspomogli Onurisa w jego walce. Josh nie był pewien dlaczego. W jego ocenie radził sobie świetnie sam... Ale trudno, nie jego sprawa. Zakładał, że pozostali zareagują, a on nie będzie się musiał w żaden sposób mieszać, przynajmniej póki co.
Tyle że oczywiście przez ten czas uzdrowiciel wcale nie pozostawał bezczynny. Tak, drobna część jego uwagi podążała za rozgrywającymi się wokół niego wydarzeniami, ale cała jej reszta koncentrowała się na stworzeniu, do którego w ogóle tutaj początkowo przybyli. Trochę inaczej sobie to wszystko wyobrażał, ale ostatecznie chyba nie mógł narzekać. W końcu udało mu się zrobić to, co zamierzał, prawda? Uspokoił plugastwo. Nie uśpił go, niestety, ale to już i tak połowa sukcesu... Albo przynajmniej jakaś jego część. Na pewno, bo w przeciwnym razie najprawdopodobniej byłby już nadziany na szpony, zęby albo inne kolce.
Możliwości nastolatka zostały więc w tym momencie trochę ograniczone - przede wszystkim brakiem kontaktu fizycznego - ale nie oznaczało to, że nie posiadał jakichś opcji. Wiedział, że stworzenie czujnie go obserwowało, dlatego dbał o to, aby nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, które mogłyby zostać uznane za próbę podjęcia ataku. Wolałby nie sprowokować kolejnej fali agresji, gdy udało się już ją zatamować. Tyle dobrego, że jaszczur najwyraźniej nie czuł się jakoś szczególnie zagrożony walką toczącą się wokół nich... A przynajmniej nie na tyle, aby podjąć jakieś akcje.
Nawet bez dalszego dotykania natomiast Elixir wiedział co nieco na temat reakcji chemicznych, które zachodziły w ciele tego konkretnego gada. Oznaczało to, że mógł je naśladować, wytwarzać we własnym organizmie substancje, które dla stwora kojarzyły się z czymś bezpiecznym... Czyli z grubsza emitować coś na kształt feromonów. Może nie działały one tak forsownie jak u Laurie, nie wymuszały bezwzględnie określonej reakcji, ale przynajmniej mogły ją sugerować - co było nawet lepsze, bo powinno się wydawać o wiele bardziej naturalne. W tym wypadku blondyn chciał, aby plugastwo wychwyciło informację, że był spokojny, opanowany i nie zamierzał atakować jako pierwszy. Nie stanowił zagrożenia, jak długo sam nie stawał się celem. Nie okazywał strachu czy niepewności, gdyż te mogłyby zostać zinterpretowane jako słabość i skłonić jaszczura do próby przejęcia kontroli nad sytuacją. W tym celu Josh panował między innymi nad rytmem pracy swojego serca oraz nad tempem wdechów i wydechów, ale i nad tymi mniej widocznymi reakcjami, jak na przykład właśnie nad produkcją substancji chemicznych, które mogłyby coś zdradzić.
- Jeżeli mnie rozumiesz, to pewnie nie uwierzysz mi od razu na słowo, że jestem tu dla twojego własnego dobra, ale taka jest prawda. Po to tutaj przybyłem i teraz staram się ci pomóc. Z odzyskiwaniem trzeźwości myślenia i tak dalej. Wydaje mi się, że trochę podziałało, prawda? Ale może jeszcze nie do końca... Albo po prostu nie jesteś pewien co o tym wszystkim sądzić i dlatego się wahasz. Nazywam się Elixir. Jestem uzdrowicielem, leczę innych i dodaję im sił. Jeżeli mi zaufasz i nie będziesz próbował ze mną walczyć, zrobię co będę mógł, żebyś poczuł się lepiej niż w tej chwili... Bo uwierz mi, może być lepiej - tak, mówił dużo i się powtarzał, zdawał sobie z tego sprawę, ale właściwie robił to specjalnie. Może gad go rozumiał, może nie. Jeżeli tak, to chciał utrwalić mu najważniejsze informacje. W przeciwnym razie zwyczajnie liczył na to, że zadziała sam ton jego głosu - spokojny, kojący, nieco obniżony. W przypadku ludzi i wielu innych gatunków zwierząt coś takiego się sprawdzało, więc warto było spróbować. Zaszkodzić chyba mu to nie mogło.
Chłopak nie ryzykował z kolei patrzenia stworzeniu bezpośrednio w oczy. Niektóre istoty odbierały to jako wyzwanie. Zamiast tego utrzymywał wzrok na pysku jaszczura. Sylwetkę miał umyślnie rozluźnioną, z ramionami lekko odchylonymi od tułowia, żeby dłonie nie pozostawały ukryte. Nawet dyskretnie obrócił je w taki sposób, aby wnętrza były widoczne dla bestii, lecz wciąż ułożone naturalnie, a nie sztucznie i wymuszenie.
Nie oznaczało to, że nie był gotów zareagować, gdyby plugastwo jednak zdecydowało się go zaatakować - albo jeżeli zrobiłby to ktoś inny, świadomie czy przypadkowo. Mimo wszystko nastolatek wciąż miał podkręcony czas reakcji i refleksy, co powinno mu z tym trochę pomóc. W razie czego zamierzał po prostu odskoczyć w kierunku, który wyda mu się w danym momencie najbardziej bezpieczny... A resztą będzie się martwił później. O ile w ogóle zajdzie taka konieczność.


Ostatnio zmieniony przez Elixir dnia Sob Cze 02, 2018 7:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Nie Maj 20, 2018 11:26 am

Noriko utrzymywała klatkę, pozwalając działać Joshowi. Nie odrywała wzroku od stwora, uwięzionego w niej, przyglądając się i szukając jakichkolwiek oznak tego, że blondynowi udawało się wpływać jakoś na organizm czarnego. Początkowo wydawało się, że jego moce nie dają sobie rady. Stwór cały czas się szarpał i próbował wyrwać. Nagle jednak to się zmieniło. Powoli zaczął się uspokajać. Cokolwiek jej przyjaciel robił, zaczynało działać. I kiedy już można było odnieść wrażenie, że plugastwo poddało się całkiem mocy Elixira, nagle się wyrwało z jej klatki, używając całej swojej siły. Nori była gotowa do ponownego ataku lub obrony złotego w razie potrzeby, ale plugastwo ku jej zaskoczeniu nie atakowało. Stało jedynie nieruchomo, wpatrując się w Josha. Jakby nie było pewne co ma zrobić.
Nie było jednak czasu na rozmyślenia nad tym, bo musiała atakować. Jej elektryczność trafiła widmo, które najwidoczniej się nie spodziewało jej ataku. Najwidoczniej ignorował tych, którzy wydawali mu się słabi. Dziewczyna coraz bardziej odnosiła wrażenie, że ma do czynienia z widmem, które naoglądało się zdecydowanie zbyt wielu bajek o walce między dobrem i złem. Oczywiście te myśli krążyły jedynie gdzieś z tyłu głowy, Azjatka nie miała teraz ani czasu ani potrzeby, by rozmyślać nad tym. Kiedy zielony wystrzelił energią w jej stronę, dziewczyna lekko się wystraszyła choć mogła się domyślić, że atak nie był w nią wycelowany. Ciężko jednak było zapanować nad odruchami. Nie potrafiła kontrolować swojego ciała, w przeciwieństwie do Elixira.
Nawet nie zdążyła się do końca obrócić kiedy coś, a raczej ktoś, uderzyło w nią z całej siły. Dostała w prawy bok, siłą rzeczy cios ją odepchnął nieco, a dziewczyna wylądowała na piasku. Była pewna, że coś się połamało. Zapewne żebra, biorąc pod uwagę miejsce uderzenia. Najpierw jeden stwór ja zabił, teraz drugi połamał. Za każdym razem ją. To jakiś fetysz? Nawet nie chciała próbować się zaśmiać na tą myśl.
Nagła ściana piasku sprawiła, że Surge zamknęła oczy, zaciskając mocno powieki. Nie wiedziała, co się dzieje. Ostatnio to plugastwo wzbiło piasek w powietrze, tworząc sobie ścianę do obrony. Teraz jednak było ono zajęte Joshem. Ktoś inny używał piasku do czegoś. Ona jednak była bardziej skoncentrowana na tym, że boli jak cholera i nie miała nawet głowy do tego, by myśleć, kto tez mógł bawić się piaskiem teraz.
Chwilę po zamknięciu oczu Noriko poczuła jeszcze gorszy ból, a po chwili ten całkiem zniknął. Ktoś ją uleczył. Na pewno nie Josh. Nie dotknął jej, a jego leczenie w dodatku było nieco przyjemniejsze od tego, co przed chwilą dostała. Obróciła się powoli, na początek nadal nie wstając i dochodząc do siebie. Może i znowu była w jednym kawałku, ale oszołomienie i tak pozostawało. W międzyczasie usłyszała polecenie w głowie. Miała ochotę prychnąć, bo ktoś próbował jej wydawać rozkazy. Nie zrobiła tego, bo tak czy siak zamierzała pomagać Onurisowi. Nikt nie musiał jej upominać żeby to zrobiła.
W końcu podniosła się z piasku i rozejrzała dookoła, by rozeznać się w sytuacji. Josh w dalszym ciągu był razem z plugastwem i chyba rozmawiali. A przynajmniej chłopak przemawiał. Nieznane jej widma walczyły. Co do Onurisa to spojrzała w jego stronę akurat kiedy Sunad wykorzystał swoją energię, by odepchnąć go od siebie. Nie zauważyła kiedy walka przeniosła się pod skały, ale teraz tylko pomarańczowy tam stał. Azjatka postanowiła wykorzystać okazję i znów zaatakować. Wystrzeliła elektryczność wprost w Sunada. A dokładniej tuż nad jego głową. Można by pomyśleć, że to co się w ostatnich sekundach z nią działo, sprawiło, że nadal miała problemy z koncentracją i po prostu chybiła. Jednak ona chybiła specjalnie Wróg stał pod skałami. Następnej takiej okazji może już nie być. Miała zamiar zwalić trochę gruzu na głowę pomarańczowego. Nawet jeśli nie zrobi mu to krzywdy to odciągnie być może uwagę na sekundę. Sekundę, który będzie mógł wykorzystać białołuski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: ---   

Powrót do góry Go down
 
---
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety-
Skocz do: