Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 ---

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: ---   Pią Sty 19, 2018 12:09 pm

First topic message reminder :

-


Ostatnio zmieniony przez Dur-Shurrikun dnia Nie Paź 28, 2018 7:33 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Czw Maj 31, 2018 9:06 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Nodin|Onuris|Sunad

Onuris wydał z siebie bardzo ciche warknięcie. Uspokajając oddech, cały czas trzymał przeciwnika w zasięgu wzroku. W pewnym momencie jego wzrok wychwycił ruch, na lewo od widma. Dwójka zielonołuskich młodzików, Christopher oraz Elgard. Onuris powoli podniósł się, prostując nogi. Sunad dalej stał w miejscu, tam skąd przed chwilą odepchnął "białego". Obserwował, stał się nieco bardziej pasywny - mniej pewny siebie. Jeszcze do niedawna białołuski, wykorzystał ten moment. Lecz nie na atak. Białe światło błysnęło za plecami Elgarda, który stał tuż za Chrisem. Otworzyło się coś, co przypominał portal, rozmiarami wielkie na nieco ponad dwa metry i szerokie na półtora. Białołuski obrócił się w biodrach i wykonał proste uderzenie, pchnięcie, uginając lekko kolana. Trafił otwarta dłonią w środek korpusu zielonego jaszczura, posyłając go do tyłu - prosto na Elgarda. Impet uderzenia oraz niespodziewany "atak" sprawił, że drugi młodzik nie zdążył się przygotować. Obaj wpadli w portal, znikając w nim. Brama energetyczna zamknęła się zaraz po ich przejściu na drugą stronę.
/Ahahaha, no proszę "braciszku". Udajesz utratę kontroli, a tymczasem sięgasz po swą "naturalną" moc./Główny villain tego spotkania znów zabrało głos, śmiejąc się szyderczo. Biały odwrócił się i powolnym krokiem ruszył ku wbitemu w piach ostrzu. Sunad obserwował to, a uśmiech na jego pysku tylko się powiększył. Znów się odezwał, ponownie musieli go słuchać.
/Ależ Onurisie. Ostrze cię nie posłucha. Splugawiłeś swą krew. Nie dotykaj, bo zaboli./
Onuris za nic wziął sobie "ostrzeżenie". Szedł bokiem, trzymając Sunada cały czas w zasięgu wzroku. Zbliżył się do miecza i chwycił za rękojeść. Złocista energia otoczyła ostrze, następnie została przez nie wchłonięta, po czym boleśnie uderzyła w ciało ziemskiego widma. Efekt widoczny był gołym okiem, łuski na prawej dłoni zaczęły pękać, żyłami i tętnicami zaczęła przemieszczać się złocista energia - prześwitująca przez skórę, jak i sam naturalny pancerz gada. Stwór wpierw spiął mięśnie, zaraz jednak pochylił się, uginając lekko korpus. Zacisnął swe kły, warknął i skierował spojrzenie na ostrze. Energia rozprzestrzeniała się dalej, kierując się do ramienia, a następnie przez korpus rozchodząc się na całe ciało. Onuris ryknął z bólu, padł na lewe kolano oraz skulił swą sylwetkę. Ból był potworny, łuski pękały niczym szkło, a z pęknięć zaczęły wystrzeliwać złociste, energetyczne pioruny. Choć nie była to właściwa elektryczność, sama w sobie.
Klęczący przy Elixirze gad, odwrócił na chwilę gwałtownie łeb na Onurisa. Na jego pysku pojawiło się coś, co mogło sugerować zwątpienie.
/Ból... ciemność... pomóc.../
Plugastwo odwróciło swój łeb w kierunku Elixira. Wielka ręka stworzenia powoli opadła w dół, pazury przestały mierzyć w kierunku młodego mutanta. Czerwona, splugawiona bestia padła na drugie kolano, spuszczając łeb w dół i wbijając wzrok w piasek pomiędzy swymi kolanami, a Elixirem.
/Ja.../
Joshua ponownie usłyszał głos samca. Nie przesłyszał się, a umysł nie plątał mu figli. Plugastwo do niego przemówiło, rzucając krótkimi słowami. Jego głos przepełniały strach, nerwy, ból, strata. Wszystkie negatywne emocje, jakie tylko dało się przypisać temu stworzeniu.
/Sztuczki... nie zadziałają./
Kolejne słowa, tym razem łeb plugastwa podniósł się, a jego wzrok padł bezpośrednio na Josha, nawet pozwalając na nawiązanie bezpośredniego kontaktu, jeśli młody mutant tego spróbuje. W kwestii sztuczek, wyraźnie odnosił się do prób młodego mutanta, dotyczących zabawy hormonami. Nie był aż takim zwierzęciem, na jakie wyglądał. Nie wykonywał dalszych ruchów, siedział i spoglądał na mutanta. Oba kolana znajdowały się na ziemi, ramiona były opuszczone wzdłuż ciała z dłońmi opartymi na piasku, zewnętrzną stroną w dół - każda. Przez to prezentował od wewnątrz nienaturalnie długie pazury.
/Pomóż... nie dam rady./
To była ostatnia wiadomość, jaką złocisty mutant odebrał w tym momencie. Ogon plugastwa powoli przeczesał piasek za jego łapami, a następnie zawinął się lekko z prawej strony nóg stworzenia. W tym momencie Nori wykonała swój atak, elektryczność trafiła skałę i spowodowała jej rozpad, a nawet - solidny wybuch. Ciężko było określić, czy był to efekt wyłącznie jej mocy, czy też jakaś niespodzianka ze strony wyspy. Sunad zareagował jednak tak, jak można by się spodziewać. Przynajmniej na początku. Nori "przestrzeliła" atak, nie będąc w stanie nawet go trafić. Tyle warci byli ludzie, w jego ocenie. Jego ślepia pochwyciły ją spojrzeniem, ot mała, prosta istotka. Dopiero huk za nim, uświadomił mu jej prawdziwy cel. Skały runęły w dół, a Sunad wykorzystał swą energię i przefazował kilka metrów przed siebie, unikając kamieni, które mogły się na niego zwalić. W końcu nic mu nie groziło, prawda?
Nieprawda. Onuris, choć nadal odczuwał ból oraz zniszczenia, jakie ostrze czyniło w jego organizmie, wbił się idealnie pomiędzy manewr Noriko oraz Sunada. Zacisnął dłoń na ostrzu, a następnie przefazował w złocisto-czarno-białe energii, krzyżując swój tor lotu z Sunadem. Sojusznik młodych mutantów znalazł się pod spadającymi kamieniami, te runęły na niego - część rozbiła się w powietrzu w pył, część przeszła przez niego, jakby był tylko zjawą. Sunad dopiero teraz poczuł trafienie. Na jego pysku pojawiło się zdziwienie, zaraz potem szok. Chwycił obiema dłońmi za korpus, na którym znajdowała się długa szrama, głęboka rana od prawej piersi, aż po lewe żebro. Zacisnął swe kły w bólu, sięgnął po swą energię - bez efektu. Pomarańczowa aura nie była w stanie zasklepić rany. Obrócił wzrok na Onurisa, który już zdążył się ku niemu obrócić. Stał wyprostowany, miecz trzymał w prawej dłoni, choć w odwróconej postawie. Ostrze znajdowało się za jego ramieniem, schowane przed wzrokiem przeciwnika. Trzymał je tylko jedną ręką. Łuski w wielu miejscach były popękane, a do tego płynnie zmieniały kolor - z czarnego na złote, ze złotego na białe, na końcu z powrotem na czarne.
Sunad ryknął wściekle, zebrał energię w swym ciele i przefazował tuż pod bok Onurisa, chcąc z przykucniętej pozycji wyprowadzić atak pazurami z dołu, w górę - pod żebra białego. Ziemskie widmo było przygotowane, piasek pod łapami Sunada eksplodował, a Onuris przefazował na bok. Sunada wyrzuciło w górę, zaraz potem trafiła go wodna kula, rzucając nim prosto w skały. Zanim tam doleciał, biały ponownie przefazował na jego linię lotu, wykonując proste cięcie ostrzem i wypychając się energią naprzód, rozcinając tym samym grzbiet Sunada na całej długości. Kolejna nieprzyjemna, głęboka rana. Temu trafieniu towarzyszył dodatkowo huk oraz niewielkie rozbicie energii, które odrzuciło pomarańczowego na piasek, kilkanaście metrów dalej, niedaleko Noriko. Onuris wylądował na ziemi, stając pewnie na łapach. Miecz zaczął się dezintegrować i zmieniać w złociste, energetyczne pyłki, które powoli - jeden po drugim wnikały do ciała widma. Sunad szybko podniósł się z piasku i obrócił na Onurisa, całkowicie ignorując Noirko - którą miał po swojej prawej stronie, kilka metrów od siebie. Jego łuski pokryła ciemna, gęsta maź - jego własna krew.
/Zrobimy to razem, Nori./
Głos Onurisa rozbrzmiał w głowie dziewczyny. Pozytywny i ciepły, taki sam jak wcześniej. Onuris kontrolował swe poczynania, posiadał władzę nad własną świadomością. I choć nie spojrzał na nią, by niczego nie zasugerować Sunadowi, to wyraźnie polegał na jej działaniach w tej walce. Ich przeciwnik jeszcze nie zdążył wyciągnąć lekcji, że walczył nie z jedną, a dwoma istotami. Smok ugiął lekko swe kolana i rozłożył ręce bardziej na boki, eksponując przy tym pazury i szykując się do ataku. Sunad uczynił to samo, gotując się do wyskoku na Onurisa. Nie zamierzał przyjmować defensywnej postawy, chciał atakować. Nori znów posiadała element zaskoczenia.
/Muszę... wyzbyć się gniewu... chaosu./
Plugastwo ponownie odezwało się do Josha. Chłopak zaczął odczuwać organizm siedzącego naprzeciwko niego stworzenia. Stopniowo, od najbardziej niepozornych funkcji, po te najważniejsze. Jakby osobnik otwierał się na Josha, ukazywał mu swój organizm, a nawet więcej. Joshua mógł teraz dostrzec przepływ energii przez ciało osobnika. Tak, jak w Houston wyczuł to w Onurisie, tak tutaj miał teraz możliwość "przyjrzenia się", jak wyglądała kwestia bytu tej istoty. Jego energia znacznie różniła się od energii białołuskiego. Chaos oraz ciemność ogarniały sylwetkę stworzenia. Wszystko to było bardzo nienaturalne, niszczycielskie i wrogie. Jakby inkarnacja śmierci, wszystkiego - co nie powinno było się w nim znaleźć. Josh wyczuł nagłe spięcie mięśni plugastwa, trzymetrowy stwór szarpnął się centralnie na Josha - za szybko, stanowczo za szybko, by ten zdążył odskoczyć. Złapał go prawym ramieniem, obejmując aż za plecy, przycisnął do siebie oraz szarpnął w swoje prawo, chowając młodego mutanta za sobą. Nie minęła chwila, jak w plugastwo trafił wielki promień czarnej plazmy, obejmujący większość jego sylwetki. Czerwony zasłonił się lewym przedramieniem, odsłaniając głównie pysk i przyjmując siłę uderzenia na swoje łuski. O ile "naturalny" pancerz wytrzymywał, o tyle mutant szybko wyczuł, że odsłonięte tkanki pomiędzy łuskami zaczynają się palić, smażyć oraz rozrywać. Plugastwo nawet nie jęknęło z bólu, trzymało Elixira mocno. Zareagowało bardzo impulsywnie, hasło "puść" raczej nie zadziała. Jednak teraz młody mężczyzna miał to, czego najbardziej potrzebował przy swej mocy. Bezpośredni kontakt fizyczny ze stworzeniem. Mógł zmusić jego ramię do puszczenia go. Atakującym był czarnołuski stwór, który wcześniej zaatakował Noriko. Jednak ich sojusznik nie próżnował. Czarna plazma przestała docierać bezpośrednio do plugastwa oraz Josha, zatrzymała się na Nodinie - który stanął między atakiem, a dwójką atakowanych. Był bardzo blisko, łapami prawie, że zaparł się o plugastwo. Jego ogon wsunął się przy boku plugastwa, prosto do Elixira, prawie że wciskając końcówkę ogona w dłoń młodego mutanta. Organizm czarnołuskiego Nodina stał dla Josha otworem. Był bardzo podobny do Onurisa, wyraźnie widoczne były więzi krwi, genów - pomiędzy tą dwójką. Nodin był starszy. Oraz bardzo zmęczony. Jego ciało drgało silnie, mięśnie były wyraźnie przemęczone, a widmo implementowało coraz więcej energii w poszczególne mięśnie, by podtrzymać ich działanie. Wyraźnie "boostował" swoje ciało, skupiając się na wzmocnieniu organizmu.
/Potrzebuję pobudzenia. Zastrzyku./
Głos czarnołuskiego rozbrzmiał w umyśle Foley'a, a w tym samym czasie do jego uszu dotarł wrogi warkot plugastwa, które potrząsnęło zaraz łbem, próbując zapanować nad negatywnymi emocjami. Nim bardziej poddawał się gniewowi, tym łatwiej tracił kontrolę. A już zaczęło być tak dobrze. Nie mógł podjąć walki, bo to doprowadzi go do wcześniejszego stanu - może nawet gorzej. Dlatego jeszcze nie wystrzelił, choć dało się wyczuć, że ma taką głęboką chęć. Nodin jakoś się trzymał, choć jego łapy powoli przesuwały się po piasku do tyłu, aż w końcu napotkały nogę plugastwa, o które Nodin się zaparł. Jego organizm był powoli niszczony przez atak, choć czarnołuski wyraźnie grał na zwłokę, tunelując energię przed siebie i wzmacniając naturalny pancerz. Przy tym poziomie, wróg potrzebował by ładnych paru minut, by zniszczył łuski na jego rękach, którymi osłaniał łeb oraz korpus. Josh mógł to wyczuć. Pozostawało jednak - komu pomóc pierwszemu.
Powrót do góry Go down
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Sob Cze 02, 2018 7:38 pm

Noriko uśmiechnęła się od nosem kiedy jej przewidywania się spełniły częściowo. Może i skały nie trafiły Sunada, ale ten wykonał. To oznaczało, że poświęcił chwilkę skałom i właśnie tę chwilkę wykorzystał Onuris, by zaatakować. Mieczem, który wcześniej się pojawił. Widziała, że broń nie do końca pozwoliła smokowi na bycie używaną. Ba, słyszała wcześniej ryk bólu. Jednak udało mu się to przezwyciężyć i teraz mógł zaatakować. Znalazł się pod skałami, które zniszczyła lecz te nic mu nie zrobiły. Nawet gdyby nie przeniknęły przez niego to pewnie by mu nie wyrządziły raczej większej krzywdy.
Kiedy białołuski wykonywał kilka ciosów wymierzonych w ich przeciwnika, Surge pozwoliła sobie na krótkie zerknięcie w stronę Josha, by się upewnić, że nic mu nie groziło. Plugastwo nadal nie atakowało. Nie wiedziała, co się tak właściwie między nimi dzieje. Czy Elixir oddziaływał na stwora z odległości, czy może prowadzili telepatyczną rozmowę. Ważne, że na razie jako tako był bezpieczny. Mogła więc dalej pomagać Onurisowi z Sunadem. Który wyraźnie w dalszym ciągu ją ignorował. Czyżby stwierdził, że trafiła w skały przypadkowo? Że naprawdę celowała w niego i po prostu nie trafiła? Cóż, lepiej dla niej. Widocznie pomimo tego, co do tej pory zrobiła, była uważana w dalszym ciągu za niegroźną.
Sunad oberwał wodną kulą, co dało Azjatce nadzieję, że teraz będzie mokry. Choć trochę. Woda potęgowała działanie elektryczności. Teraz nie posiadała dodatkowej energii, którą dostała wcześniej od ich młodszego sojusznika, ale i tak cały czas się ładowała w dosyć szybkim tempie. Po tym, jak straciła rękawice, nic nie ograniczało jej mocy. Chwilę po tym jak zły wylądował niedaleko niej, Noriko usłyszała w głowie głos Onurisa.
Powiedz tylko kiedy. Odpowiedziała przyjacielowi, gotowa wykonać atak w każdej chwili. Nie chciała przypadkowo wejść smokowi w drogę, a skoro znowu mieli telepatyczne połączenie to mogli się zgrać. Dla niej każda dodatkowa sekunda oznaczała więcej energii. Gdyby tylko Onuris mógł zepchnąć Sunada bliżej wody, ona już by sięgnęła wiązką do niej. Nie było to jednak konieczne. Czekała, patrząc uważnie na nich obu i czekając na znak kiedy ma uderzyć elektrycznością. Zrobi to, jak tylko usłyszy w głowie polecenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Nie Cze 03, 2018 5:06 pm

Tak jak do tej pory, Josh w dalszym ciągu w znacznym stopniu ograniczał obserwowanie pola walki, aby móc w głównej mierze skupiać się na tej bestii, którą miał przed sobą. Jego uwagę przyciągały tylko te co bardziej niespodziewane - na przykład głośniejsze albo szczególnie wyróżniające się wizualnie - akcje. W związku z tym nie zainteresował się nawet nagłym zniknięciem Chrisa i jego kolegi, a ich brak w okolicy dotarł do niego przypadkowo oraz z opóźnieniem - i to wyłącznie dlatego, że wykrył to wreszcie na swoim biologicznym radarze. Chłopak odruchowo chciał zmarszczyć czoło, ale jakoś się przed tym powstrzymał, nie zamierzając niepotrzebnie zmieniać swojej mimiki - na wypadek, gdyby przypadający mu w przydziale jaszczur źle to zinterpretował. Tak czy siak nastolatek zakładał, że gdyby tamtym dwóm stało się coś złego, to ktoś już by na to zareagował... Raczej... Więc ostatecznie uznał, że nie powinien się tym przejmować. Lepiej było póki co skoncentrować się na własnym zadaniu.
Pozostawiając walkę uszczuplonej teraz reszcie i ograniczając się do nadzorowania fizycznego stanu tych, których wyczuwał, Elixir nie był nawet wyjątkowo zaskoczony, gdy plugastwo wreszcie do niego przemówiło... A dokładniej wyemitowało ku niemu swoje myśli, ale blondyn nie kłopotał się w tym momencie tak drobnymi kwestiami technicznymi. Inne smoki to potrafiły, więc czemu ten jeden by nie miał? Taka argumentacja w pełni mu wystarczała. Wyglądało na to, że jego wcześniejsze zabiegi faktycznie przyniosły niezłe efekty.
Pomimo tego jednak uzdrowiciel wciąż zachowywał ostrożność. Już w swoich pierwszych słowach, wyraźnie przychodzących mu z trudem, gad poprosił o pomoc - chyba? Na pewno o niej wspomniał, mutant zaś dopowiedział sobie resztę - a nie wyglądał na takiego, który polegałby na podstępie, aby zwabić ofiarę... Bo, spójrzmy prawdzie w oczy, w przypadku Josha nawet by tego nie potrzebował... Ale skoro tak bardzo męczył się z pozostawaniem przy stosunkowo trzeźwych zmysłach, to chłopak nie zdziwiłby się, gdyby znowu stracił nad sobą kontrolę i zaatakował. A tego wolałby uniknąć.
Oznaczało to między innymi, że - pomimo uprzedzenia, że sztuczki nie zadziałają - Elixir tak czy siak nie przestawał emitować korzystnych dla niego, a więc przede wszystkim uspokajających, poprawiających nastrój feromonów. Nie mogły przecież zaszkodzić, prawda? Skoro stwór miał poważne problemy z panowaniem nad sobą, a sztuczne ukojenie nerwów przez manipulację jego organizmem dopiero co trochę mu pomogło, to warto by było utrzymać ten stan. Nawet jeżeli zdawał sobie sprawę z tego, co blondyn robił, to... Co z tego? Chemia to chemia, więc istniała szansa, że choć odrobinę mu ulży, a takie feromony samego Josha niewiele kosztowały. Skoro już uruchomił ich produkcję, to dalej działały praktycznie same.
Tyle że... Niestety mniej więcej na tym kończył się zakres możliwości chłopaka bez utrzymywania kontaktu fizycznego. To z kolei tworzyło pewien istotny problem. Josh wiedział, że coś zrobić musiał i to najlepiej jak najszybciej, ale to oznaczało, że powinien dotknąć gada, którego stanowi psychicznemu i emocjonalnemu zupełnie nie ufał i to niebezpodstawnie. Ani trochę mu się to nie podobało, lecz nie widział żadnego innego wyjścia. To znaczy, szczerze mówiąc w ogóle jego pomysły były w tej chwili dość ograniczone, bo powoli kończyły mu się opcje... Pomijając ofensywne, do których na pewno nie chciał się uciekać... A nieszczególnie miał ochotę tracić czas na pytanie kogoś o zdanie i radę, nie w sytuacji, gdy każdy zajmował się czymś ważnym i, z grubsza, walczył o życie.
Nastolatek wciągnął więc powietrze przez nos i powstrzymał się przed głębokim westchnięciem, po czym ostrożnie wykonał krok w stronę plugastwa. Gdy już zorientował się, że nie zamierzało protestować - świadomie nie miałoby ku temu powodów, skoro samo prosiło go o pomoc, ale na przykład instynkty to zupełnie inna historia, nie wspominając o całej reszcie problemów, więc uzdrowiciel wolał uważać - powiódł wzrokiem po jego ciele, w duchu kontemplując gdzie najkorzystniej będzie umieścić dłoń... Aż wreszcie mentalnie wzruszył rękami i zdecydował się po prostu na ramię bestii. Lepiej nie będzie.
- Jasne. Mówiłem, że po to tu jestem - skomentował w momencie nawiązywania kontaktu, aby podkreślić, że nie planował niczego złego. Co prawda w innym wypadku pewnie też by to powiedział, ale nieważne. Grunt, że teraz intencje miał czyste, a jego dłoń natychmiast rozpaliła się jasną energią, biało-złocistą, odzwierciedlającą jego lecznicze zdolności. Chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że walka trwała w najlepsze, słyszał i kątem oka nawet widział wybuch kawałek dalej, ale starał się tym wszystkim za bardzo nie przejmować. Byli w całkiem niezłych rękach... Ogólnie rzecz biorąc. A na pewno mogliby być w gorszych.
Blondyn posiadał prosty plan - tyle że nie oznaczało to automatycznie, iż równocześnie łatwy w praktyce. Rozważał zrobienie czegoś takiego już wcześniej, ale wtedy wolał jeszcze nie ryzykować, a teraz chyba nie miał już większego wyboru... Skoro bowiem zwykłe manipulowanie fizjologią jaszczura nie wystarczało, to musiał pójść o krok dalej. Jeżeli mylił się w ocenie, to mogą mieć pewien problem, ale jeśli nie... To istniała spora szansa na to, że przynajmniej ten gad będzie w stanie się ogarnąć.
Nie zwlekając ani chwili, Elixir zaczął pompować posiadaną przez siebie energię bezpośrednio do ciała gada, nie przejmując się nawet szczegółami, tylko po prostu wypełniając nią wszystkie jego tkanki, ba, komórki. Starał się działać szybko, ale nie na tyle, aby zrobić tym sobie krzywdę. W końcu nadużywanie mocy najczęściej kończyło się dla niego śpiączką... A w tych warunkach nie mógł sobie na nią pozwolić - jeszcze nie teraz, może później, wtedy, gdy kryzys zostanie zażegnany. Kontrolował swój stan, aby nie przesadzić. Z drugiej strony... To nie mogło być gorsze od przywracania kogoś do życia, prawda?
Znał uczucie, które wykrywał w organizmie tego stworzenia. Nie było dla niego obce i to nie tylko ze względu na Onurisa, ale przede wszystkim z powodu niedawnego snu... Oraz śladów, jakie obecnie nosił, skrywał, na rękach. Zdawało się być przeciwieństwem - lub może brakiem? - siły, która zawitała w jego ciele w chwili, kiedy obudziła się jego mutacja i od tamtej pory stopniowo się w nim rozwijała, otwierając przed nim kolejne możliwości. Momentami nie był pewien czy wywodziła się z zewnątrz i tylko przechodziła przez jego materialną powłokę, szukając ujścia i napędzając jego zdolności, czy może w jakiś sposób sam ją generował... Ale widząc podobieństwa pomiędzy sytuacją własną i tych smoków zaczynał skłaniać się ku pierwszej opcji.
Nie to, żeby pochodzenie jego energii było w tej chwili aż tak ważne. Liczył się fakt, iż przeciwieństwa mogły się przecież wzajemnie zwalczać - jak światło i mrok, które chyba najlepiej oddawały istotę tego problemu, nawet jeżeli pewnie ją upraszczały. W tym porównaniu jaszczur potrzebował światła, a Josh je posiadał. Chciał, by ciemność ustąpiła miejsca jasności, chaos - porządkowi i spokojowi... Próbował wypalić i wypchnąć od środka całą tę negatywną siłę, odbudować to, co zostało przez nią zniszczone. Rzadko miał okazję robić rzeczy na takim poziomie, nawet w Instytucie zazwyczaj ograniczał się do o wiele nudniejszych, bardziej przyziemnych spraw. To... Było na swój sposób ekscytujące.
Z tego wszystkiego chłopak jedynie kiwnął głową, gdy gad znów się do niego odezwał, nie tracąc czasu - ani nie rozbijając swojego skupienia - by odpowiedzieć mu coś na głos. Słowa zeszły dla niego na dalszy plan, gdy w końcu otrzymywał większy dostęp do detali budowy bestii. Co prawda przy jego aktualnych zamiarach nie były mu one potrzebne, nie bezpośrednio, ale badanie nowych organizmów zawsze mogło się przydać, więc blondyn korzystał. Samo rozprowadzanie energii nie wymagało od niego dokładnej i szczegółowej wiedzy.
Uwagę nastolatka zwróciło dopiero to spięcie mięśni... Ale w praktyce nie zmieniło to niczego, bo nim się obejrzał, smok był już tuż przy nim, przemieszczał go, a zaraz potem Elixir wyczuł rozchodzące się po ciele gada uszkodzenia. Choćby chciał, nie zdążyłby w żaden sposób zareagować, prędko zdał sobie z tego sprawę, więc nawet nie próbował - tylko lekko się wzdrygnął, nie będąc w stanie się opanować, gdy koncentrował się w głównej mierze na cudzym ciele, a nie na własnym. Nie widział co się działo, ale obierane biokinetycznie sygnały w pełni mu wystarczyły.
Energia, którą tak czy siak rozprowadził już - i nie przestawał - po organizmie jaszczura powinna zadziałać natychmiast, zabierając się za jego leczenie. Takie rzeczy czyniła zwykle automatycznie i nie wymagała od Josha konkretnych instrukcji odnośnie jak - wystarczyło samo nakierowanie i przyzwolenie. Zewnętrzne, czysto fizyczne obrażenia były na ogół proste. Oparzenia czy rany wymagały przede wszystkim odbudowania uszkodzonej tkanki, a przy tym wystarczyło się sugerować sąsiednią, zdrową... Kopiowanie to żaden wyczyn. Tworzenie czegoś nowego było dopiero sztuką.
Świadomie zaś chłopak zadbał głównie o to, aby stępić odczuwany przez stwora ból. Nie usuwał go zupełnie, bo wolał, aby smok wiedział co się z nim działo, ale starał się osłabić go na tyle, aby cierpienie nie pogarszało psychicznego stanu gada... A potem zorientował się, że coś się zmieniło - że atak nie sięgał już ciała jaszczura. W następnym momencie tuż pod jego dłoń dotarł czyjś ogon i blondyn zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę, zakładając, że nie był to przypadek, a celowe działanie. Wolną ręką pochwycił końcówkę... I przekonał się, że najwyraźniej miał rację, bo i na ten organizm mógł wpływać. Był... Ciekawy, delikatnie mówiąc, przypominał Onurisa bardziej od na przykład tego tutaj, bezimiennego, ale szczerze mówiąc Elixir wolał nie marnować czasu na sprawdzanie tego rodzaju drobnostek. Może innym razem.
Na początek wystarczyła mu świadomość, że smoki jeden za drugim go chroniły. Nawet nie próbował wydostać się z uchwytu tego pierwszego i pilnował go tylko na tyle, aby przypadkiem nie zostać ściśniętym zbyt mocno. W takim wypadku był skłonny zmusić go do rozluźnienia mięśni, ale póki nie zachodziła taka konieczność, nie kłopotał się. Tak naprawdę mógł jeszcze na tym skorzystać, gdyby jaszczur ponownie musiał go przesunąć... Potrzebował jedynie zadbać o to, aby mu znowu nie zdziczał. Co to dla niego... W najbliższym czasie chyba powinien przemyśleć swoje wybory życiowe.
Choć ten drugi smok zwrócił się do niego wprost, a Josh przez fizyczne połączenie czuł, że gad opadał z sił, to jednak w mgnieniu oka uzdrowiciel podjął decyzję. Zdawał sobie sprawę z tego, że łuski przyjmujące na siebie atak wroga mogły jeszcze chwilę wytrzymać - krótką, ale zawsze - a delikatna psychika plugastwa niekoniecznie. W takim wypadku straciliby wszelkie dokonane postępy i być może skończyliby z dodatkowym przeciwnikiem, o ile stwór nie postawiłby na ucieczkę. Przy takiej argumentacji wybór mimo wszystko nie był aż tak ciężki, szczególnie teraz, gdy blondyn myślał logiczniej niż zwykle... Przez ograniczenie empatii. Chłodniejsze spojrzenie na sprawę czasem się jednak przydawało.
- Daj mi moment - rzucił na głos, choć równocześnie posłał po ogonie smoka jeden silniejszy i rozchodzący się równomiernie impuls energii, tylko tyle, aby dodać mu chociaż trochę sił i utwierdzić go w przekonaniu, że tak, zamierzał mu pomóc, ale najpierw musiał jeszcze załatwić coś innego. Skoro miał do czynienia z telepatą, to zakładał, że jego intencje zostaną zrozumiane... A może nawet zaakceptowane. Oby. Tak czy siak, zaczynał się czuć jak żywa bateria.
Po tym krótkim zastrzyku sił, choć pozostawał w stałym kontakcie fizycznym z oboma stworami, nastolatek skupił się już na plugastwie. Zastosował dokładnie tę samą metodę co wcześniej, rozprzestrzeniając po jego ciele swoją moc, swoje światło, lecz tym razem znów dołożył do tej strategii drobne wsparcie hormonalne, mające na celu wstępnie uspokoić bestię. Na samym początku dało to efekty, więc może teraz też się uda - w końcu posiadał już lepszy wgląd w fizjologię tego osobnika. Nie liczył na cud, ale każda poprawa byłaby miła.
Gdyby tylko Josh zorientował się, że stan plugastwa uległ wystarczającej poprawie, aby można było bezpiecznie przerwać karmienie go energią życiową - lub w sytuacji, kiedy chroniący ich smok pilnie potrzebowałby pomocy, na co stale biokinetycznie zwracał uwagę - mutant od razu przerzuciłby się na drugiego jaszczura. Zakładał, że ten nie miałby problemów z uleczeniem się na własną rękę, a poza tym sam dopiero co wspomniał, że przede wszystkim potrzebował pobudzenia, więc właśnie na to ostatnie blondyn by w takim układzie postawił. Niepokoiło go oddawanie takich ilości energii, ale chyba nie miał wyjścia. Starał się tylko pilnować, aby nie odpłynąć w trakcie walki. Mógł się osłabić, to mu nie przeszkadzało, w końcu odzyskałby siły, ale musiał pozostać przytomny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Nie Cze 03, 2018 7:35 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Nodin|Onuris|Sunad|Urtagar

/W każdej chwili, ma miła. Atakuj wraz ze mną./
Odparł łagodnie białołuski, a następnie wybił się z prawej łapy i doskoczył susem do Sunada. Pomarańczowy również skrócił dystans, obaj otoczyli swe prawe dłonie energią - każdy w swoim kolorze - a następnie uderzyli w siebie, trafiając pięściami jedna w drugą. Po okolicy rozeszła się fala uderzeniowa oraz głośny huk, Onuris błyskawicznie cofnął ramię do siebie, zginając przy tym łokieć. Od razu w tym ruchu wyprowadził cios lewą ręką, hak z dołu, którego Sunad nie zdążył zauważyć. Trafiony przeciwnik zachwiał się na nogach, a biały uderzył ponownie - tym razem prawą ręką w brzuch. Każdym uderzeniu towarzyszył lekki huk, kiedy to łuski uderzały o siebie, a naturalne pancerze zatrzymywały ciosy. Sunad zaparł się prawą łapą i szarpnął na Onurisa, prawą dłonią wykonując cięcie pazurami. Onuris pochylił się, wykonał unik - przechodząc pod jego ramieniem, obracając się i błyskawicznie trafiając otwartą dłonią w żebro Sunada. W tym momencie uwolnił falę uderzeniową, która rzuciła przeciwnikiem niczym ścierką na drugą stronę - z dala od Nori. Sunad wylądował twardo na ziemi, ryknął wściekle i zaczął się powoli podnosić. Białołuski wykorzystał okazję, odwrócił się do przyjaciółki i krótkim dashem - przefazowaniem - doskoczył do Noriko. Nie tracąc na nic czasu, klęknął przed nią i chwycił lewą dłonią za jej prawy nadgarstek. Pociągnął jej rękę i oparł jej dłoń na swej piersi. Pomimo bardziej agresywnego i nieprzyjemnego wyglądu, Onuris nadal nad sobą panował, a jego łuski z czarnego - przybrały bardziej szary, jednostajny kolor. Jedynie miejscami przebijał się jaśniejszy odcień szarego, według białych wzorów, które normalnie posiadał na ciele. Uważając na swe długie pazury, by nie przeciąć jej skóry na ręce - "szary" przytrzymał tak jej dłoń, uwalniając swą energię, która otoczyła go w postaci białej aury.
/Oszukują, więc ja również zamierzam./
Odezwał się w jej głowie, jego głos powoli się uspokajał. Emocje były w nim wyczuwalne, jednak nie tak silne i gwałtowne, jak przed chwilą. Onuris powoli odzyskiwał panowanie nad sobą. Aura zaczęła spływać po ciele widma, prosto na dłoń Surge, wnikając następnie w jej skórę i roznosząc energię po jej ciele. Dla młodej mutantki było to dość przyjemne, ciepłe odczucie. Z każdą chwilą zaczynała czuć, jak jej moc rośnie, a przy tym ulega stabilizacji. Biała aura zaczęła lekko otaczać i jej ciało, a energia Noriko zmieniła swój kolor - na biel, taką, jak u Onurisa.
/Potrzebuję... związać się z tobą./
Skomentował swe działania białołuski. Nie miał czasu wchodzić w szczegóły, bo Sunad nie zamierzał czekać. Przeciwnik zaczął zbierać swą energię i emanować ją ze swego ciała, wzmacniając się oraz zbierając jej dodatkowe pokłady z okolicy. Natomiast Onuris zamierzał uczynić teraz to samo, co uczynił niegdyś swemu bratu. Wiedząc, że w tej walce może utracić kontrolę, postanowił wymusić na sobie posłuszeństwo wobec innej istoty. Rzucić na siebie samego zaklęcie, związać przysięgą. I jakkolwiek szalone by to nie było, jak bardzo widma mu tego mogą nie chcieć odpuścić w przyszłości - tak uznał to za najbardziej sensowną formę zabezpieczenia, względem tego, co zamierzał zaraz uczynić przeciwnikowi. Noriko poczuła, że pomiędzy nią, a Onurisem zaczyna się tworzyć więź. Dziewczyna zaczęła odczuwać emocje Onurisa, mogąc je spokojnie rozgraniczyć. Czuła przepływ energii przez jego własne ciało, była w stanie wyczuć targające nim emocje - a nawet zajrzeć do jego umysłu, odczytać myśli i wspomnienia. Mimo, że nigdy wcześniej tego nie robiła. Że nie posiadała nawet takich mocy.
/Nie chcę stracić kontroli... wolności. Oddam ją więc tobie./
Stabilniejsze połączenie pozwoliło, by Josh również usłyszał tą rozmowę. Na całe szczęście, tylko on - poza Noriko. Inaczej Nodin musiałby interweniować, czarnołuski nigdy by na to świadomie nie pozwolił. Ale nie wiedział. Łuski Onurisa rozjaśniły się lekko, biały zamknął swe ślepia i lekko pochylił swój łeb.
/Moje serce jest wobec ciebie lojalne. Moje pazury są twą bronią. Moja moc - twoją siłą. Twoje słowo, moim prawem. Twój gniew - moją wolą./
Onuris puścił jej dłoń, a Noriko zyskała pełen dostęp do mocy widma. Część z nich - na ten moment - zyskała sama. Możliwość projekcji energii bezpośrednio należącej do Onurisa, fazowanie (czyt. dash), a przede wszystkim - gwałtowny wzrost jej atrybutów fizycznych. Do tego, jej organizm nie musiał przyzwyczajając się do upgrade'u. Jakby od zawsze wiedziała, jak z tego korzystać. Mogła walczyć podobnie do Onurisa, choć nie była w stanie sięgać po magię. Jej moce elektryczne tylko tutaj pomagały, bo miała już do czynienia z energią. Teraz miała jej dużo. O wiele więcej, stabilniejszej. Biały puścił jej dłoń, połączenie pozostało. Sunad przefazował naprzód, Onuris wykorzystał swą moc i przefazował w jego kierunku. Obaj zderzyli się w połowie, uderzając o siebie łbami i łapiąc się dłońmi. Zwarli się oraz zaczęli siłować. Noriko nadążała za ich ruchami. Były naturalne, w jej tempie. Mogła swobodnie działać, walczyć w ich zakresie. Postawić dookoła siebie tarczę, nawet wytworzyć energetyczne łuski, jako naturalną barierę na ciele - niczym u widma. Choć nie bezpośrednio, to była w stanie wyczuć zderzenie Onurisa z Sunadem. Jego stan zdrowia, życie oraz emocje. Ból, który odczuwał przy wymianie ciosów. Nie było to męczące, a dodatkowo mogła to wytłumić. Onuris zadbał o to, by dołączyła z nim do walki.
/Moment.../
Nodin powtórzył ostatnie słowo, jakie usłyszał od Elixira. Szybkie wzmocnione było jednak pomocne. Nodin wzmocnił swój przesył energii oraz tunelował ją przed siebie, wytwarzając czarną barierę energetyczną pomiędzy sobą, a atakiem przeciwnika. Wykonał nawet dwa, powolne - lecz twarde - kroki naprzód. Stworzył nieco przestrzeni pomiędzy sobą, a plugastwem i Joshem. Naprostował bardziej swój ogon, by mutant mógł mu jeszcze dopomóc, gdy tylko upora się ze swoim aktualnym zadaniem.
/Nodin...? Jesteś Nodin. A ja... ja to Urtagar./
Plugastwo reagowało na działania Joshuy. Już wcześniej zadziałało. I choć w momencie przerwania - postęp zaczął się cofać, ponowne podjęcie działań przez Elixira sprawiło, że chaos zaczął być wypychany, wręcz niszczony przez nową energią. A wraz z nią, pojawiła się kolejna. Nieznana, choć naturalna dla organizmu plugastwa. Wytwarzała się w jego tkankach, podchodząc bezpośrednio od bytu, jestestwa gada. Każdy wywalczony minimetr organizmu stworzenia zaczynał natychmiast reagować. Urtagar zamknął swe ślepia i odetchnął spokojnie, rozluźniając uścisk, którym trzymał młodego mutanta.
/Pamiętasz mnie, bracie? /
Zapytał czarnołuski. Plugastwo nie odpowiedziało. Powoli zlustrowało Nodina spojrzeniem, od łap, przez grzbiet, aż po kark. Pamiętał, choć tego nie mówił. Uspokajał się. Walka Elixira nie należała jednak do najłatwiejszych. Choć robił on postępy, musiał okupywać je ogromnymi ilościami energii. Nim więcej przestrzeni próbował "przejąć", a raczej odebrać chaosowi - tym więcej musiał dać z siebie. Tyle dobrze, że uspokojone widmo, zarówno mocą - jak i samą "chemią" - zaczynało powoli przyłączać się do walki. Urtagar zamknął znowu swe ślepia i wziął głęboki oddech. Jego łuski, poczynając od ramienia, gdzie Josh rozpoczął - zaczęły zmieniać barwę. Niektóre robiły się granatowe, inne białe. Organizm zwalczał niepożądaną energię, powoli przywracając swe funkcjonowanie do normalności. Obudziło się coś jeszcze. Młody mutant wyczuł, że aktualny wzrost i masa stwora, nie są dla niego naturalne. Były wręcz tak nienaturalne, że organizm uruchomił proces regeneracji, który z kolei zaczął boleśnie kurczyć mięśnie, scalać tkanki. Nie było to przyjemne, gad zacisnął swe kły i jęknął cicho. Adrenalina zaczęła się podnosić, choć nie wydawał się oddawać kontroli. Przestawał być zły, przestawał się bać.
/Nodin... pamiętam cię. Pamiętam!/
/Tak trzymaj, młody. Wyciągnij go z tego stanu. Przeciwnika zostaw mnie, nie dosięgnie was./
Teraz niezależnie od tego, czy Josh zdążył - czy też nie - dodać Nodinowi więcej energii, ten wypuścił przed siebie falę czarnej energii, rozbijając czarną plazmę. Fazując, doskoczył przed siebie do przeciwnika i zmusił go do walki w zwarciu. Wróg stał bliżej, niż mogłoby się wydawać. Ot kilkanaście metrów od nich. Oba czarnołuskie smoki zaczęły wymienić się ciosami, technikami, pazurami. Atak, blok, kontra, kopnięcie, cofnięcie. Wszystko pracowało bardzo techniczne, uderzeniom towarzyszyły rozbłyski energii, syknięcia, warknięcia, czasem jakiś huk. Momentami piasek wystrzelił w niebo, innym razem po okolicy rozeszła się fala uderzeniowa - trafiając w plugastwo, które stabilnie zasłaniało sobą Josha. Obserwowało przy tym walkę pomiędzy dwoma widmami.
/On... on nie da rady. Nie da rady sam. Musimy mu pomóc. Ja... ja muszę mu pomóc./
Urtagar znowu poddał się nieco emocjom. Josh zaraz wyczuł, jak chaos zaczął powstrzymywać jego postęp. Smok skierował na niego swe spojrzenie, w którym dało się dostrzec nerwy, strach. Chciał coś zrobić, chciał interweniować. Ale jeśli przerwie, może stracić jedyną szansę na powrót do normalności. Z drugiej strony, Nodin potrzebował pomocy. Tak twierdził Ur. I w rzeczywistości tak mogło być. Przeciwnik czarnołuskiego sojusznika wydawał się niewzruszony atakami widma. Nodin ledwo nadążał z kontrami, gdy trafiał - nic się nie działo. Huk, rozejście energii. Gdy przeciwnik trafiał jego, Nodin zaciskał kły, warknął, czasem odpadły łuski, pojawiły się nowe rany. Raz został nawet odepchnięty, zaraz jednak dobiegł do przeciwnika i ponownie wymusił walkę w zwarciu. Nie dawał za wygraną, nic nie mówił. Walka dwóch, zimnych profesjonalistów... obaj wiedzieli co robili. Tylko jeden był po prostu lepszy - i tym lepszym nie był Nodin. Ogon plugastwa zadrżał nerwowo. Muszą pomóc. Tylko czy to Nodin był tym, który realnie potrzebował pomocy?
Powrót do góry Go down
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Czw Cze 07, 2018 12:38 pm

Początkowo jedynie Noriko obserwowała co się działo na polu walki. Patrzała jak Onuris przeskakuje do Sunada i jak zadają szybkie ciosy, za którymi ciężko było jej nadążyć. Jej problem polegał na tym, że fizycznie nie była specjalnie silna. Jasne człowiekowi mogłaby zrobić krzywdę, gdyby mu przywaliła z pięści, ale nie widmu. Potężnej istocie z wyjątkowo wytrzymałymi łuskami. Jej elektryczność natomiast mogłaby dosięgnąć również jej przyjaciela, gdyby uderzyła nią w Sunada. Ciało doskonale przewodziło prąd.  Mogła więc jedynie czekać aż przy którymś uderzeniu w końcu dwa smoki się rozdzielą. Wtedy będzie moment dla niej, by zaatakować o czym uprzedzi Onurisa telepatycznie.
Kiedy jednak pojawiła się okazja do tego, bo Sunad został odepchnięty z dala od niej, teraz szary już kleknął przed nią i złapał jej prawy nadgarstek. Przez umysł dziewczyny przemknęło jedno słowo. Oświadczyny. Naprawdę musiała się mocno powstrzymać, by nie parsknąć śmiechem. Na szczęście znajdowanie się w środku pola walki pomogło jej w tym. Azjatka jedynie się uśmiechnęła, zerkając to na Onurisa, to na Sunada, który chwilowo zbierał energię. Nie bardzo wiedziała co teraz jej smoczy przyjaciel kombinuje. Poza tym, że miał zamiar oszukiwać w jakiś sposób. W jaki, tego pewnie zaraz się dowie. Obserwowała jak biała energia przechodzi po ręce kosmity prosto na jej dłoń i dalej wnika w jej ciało, co odczuwała w postacie przyjemnego ciepła. Troszkę jej się to skojarzyło z tym co wcześniej zrobił zielony. Przekazał jej trochę swojej energii i wzmocnił ją. Więc na tym miało polegać oszukiwanie? Będzie silniejsza. Dwóch na jednego. Sunad nie będzie mógł więcej jej ignorować. Wreszcie zrozumie, że ona również toczy tę walkę. To miało swoje plusy, jak i minusy. Będzie narażona na jego ataki. Ale z białą energią powinna być w stanie się obronić. Czuła, że elektryczność już nie szaleje w jej organizmie. Jej myśli powróciły do zwykłego tempa, nie odczuwała już 'łaskotania' od nadmiaru energii. Wraz z rosnącą siłą czuła również, jak zaczyna ich łączyć więź empatyczna, nie tylko telepatyczna. Nie tylko słyszała myśli Onu, ale tez czuła je. I czuła wszystko inne. Trochę dużo tego wszystkiego, ale będzie musiała postarać się skoncentrować na walce, która już zaraz się zacznie.
Kolejne słowa Onurisa w jej głowie sprawiły, że Surge pomodliła się w myślach, by tylko ona to słyszała. Jeśli Elixir słyszał co się działo między nimi to chyba przez najbliższy rok nie da jej spokoju. Już wyobrażała sobie te wszystkie docinki i żarty odnośnie zaręczyn ze smokiem. Bo w końcu tak to brzmiało tłumacząc na ludzkie standardy.
W końcu jej dłoń została uwolniona, szary od razu ruszył do walki, by zetrzeć się z ich przeciwnikiem. Ona natomiast potrzebowała chwili na ogarnięcie się i oswojenie z tym, co teraz czuła. Tyle nowych odczuć, stabilnej energii. W tym samym czasie obserwowała walkę, tym razem bez problemu nadążając za każdym ciosem, wymierzonym przez obu. W końcu się otrząsnęła, postanawiając coś wypróbować. Skoro teraz miała pełną kontrolę nad swoimi, i dodatkowymi, mocami to powinna być w stanie dokładnie pokierować energią tam, gdzie ją chciała mieć.
Jeszcze gdy oba smoki się siłowały Noriko użyła zarówno swojej mocy, jak i tej dodatkowej, by jak najszybciej się znaleźć przy nich, tuż za plecami tego złego. Sunad zapewne nie wiedział, co zrobił Onuris. Być może nadal miał zamiar ją ignorować, nie spodziewając się, by mogła mu zaszkodzić w jakikolwiek sposób.
Wykorzystała swoje nowe możliwości, starając się doskoczyć do łba przeciwnika. Plan był prosty. Skoncentrować swoją elektryczność, wzmocnioną białą energią, w jednym miejscu. Uderzyć w głowę. Być może porazić układ nerwowy? Nie była pewna, czy aż na tyle uda się jej zapanować nad nowymi mocami. Liczyła jednak na to, że jej się uda, a widma, jak ludzie, mają mózg w głowie, a nie gdzieś indzie. W końcu z kosmitami nigdy nic nie wiadomo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Czw Cze 07, 2018 8:44 pm

Gdzieś tam głęboko - podświadomie - Josh zdawał sobie sprawę z tego, że w jednym z nadzorowanych przez niego z daleka organizmów coś się zmieniło. Gdyby skupił się na tej myśli, to z pewnością zorientowałby się nawet, że chodziło o Noriko, przez której komórki przepływał teraz inny rodzaj energii niż zazwyczaj. Chłopak był jednak za bardzo skoncentrowany na swoim własnym zadaniu, aby przejmować się takimi szczegółami - ograniczał się głównie do wyłapywania tych niekorzystnych nowości, jak na przykład ran czy dolegliwości, a wszystko inne... Wystarczyło powiedzieć, że uznawał to za mniej pilne i zamierzał w spokoju przeanalizować to sobie później, gdy zagrożenie już przeminie.
Sam miał teraz w końcu co robić. Co prawda najwyraźniej podjął właściwą decyzję skupiając się na plugastwie - o ile w dalszym ciągu nim w ogóle było, bo Elixir nie znał się na szczegółach tej klasyfikacji, więc nie orientował się kiedy dokładnie wychodziło się z tego stanu, a kiedy znajdowało się jeszcze w przejściowym - gdyż drugi z gadów, nawet tylko trochę wzmocniony, całkiem nieźle radził sobie z chronieniem ich wszystkich... Ale nie oznaczało to, że blondyn mógł spocząć na laurach. Przeciwnie, starał się nie stracić ani jednej sekundy, wciąż uparcie pracując nad usuwaniem mroku.
W tym czasie nastolatek nie wtrącał się w tę telepatyczną rozmowę, która wywiązała się pomiędzy smokami. Szczerze mówiąc nawet nie śledził jej zbyt uważnie, choć mniej więcej rejestrował słowa, które między nimi padały, aby w razie czego nie zgubić wątku. Nie chciał się jednak rozpraszać, szczególnie w sytuacji, gdy szło mu coraz lepiej... I gdy nie wiedział jak długo uda mu się jeszcze działać. Musiał zrobić jak najwięcej. Póki mógł.
Pojawienie się własnej energii być może plugastwa uznał za dobry znak i wyjątkowo był praktycznie pewien, że miał pod tym względem rację. Zachowanie stworzenia zdawało się to zresztą potwierdzać. Całe się rozluźniało, nie przytrzymywało go już przy sobie tak mocno... No i oczywiście mogło prowadzić dyskusję ze swoim pobratymcem, a to też świadczyło o nadchodzącym lepszym. Byle tylko nie stało się nic, co ten postęp zaprzepaści.
Nagłe rozpoczęcie procesu zmiany umaszczenia niemalże przyniosło uzdrowicielowi satysfakcję - a do tego wywołało pojawienie się myśli, że przynajmniej liczba czarnołuskich jaszczurów w okolicy spadła właśnie o jeden. Dobrze. Takie barwy kojarzyły mu się z przesadnym dramatyzmem, co... Mogło, ale rzecz jasna wcale nie musiało wynikać ze znajomości z pewną osobą, której imienia nie zamierzał przytaczać nawet we własnej głowie. Tak czy siak, grunt, że organizm gada pomagał mu w walce z tym stanem... I to bardziej, niż można by się tego było po nim spodziewać.
Josh nie ingerował w działania czynnika regeneracyjnego, gdy ten już dał o sobie znać. Ostrożnie je nadzorował, tak samo zresztą, jak i reakcje na nie smoka, ale nie chciał niczego przy nich zepsuć. Och, pewnie byłby w stanie stosunkowo łatwo zminimalizować odczuwany przez jaszczura ból czy dyskomfort, ale z drugiej strony wolał skoncentrować się tylko i wyłącznie na walce z tą negatywną energią. Nie chciał ani na chwilę jej odpuścić, a czuł, że - pomimo nieprzyjemności związanych z modyfikowaniem się na żywca jego ciała - gad mimo wszystko nie tracił nad sobą kontroli. To było najważniejsze. Gdyby Elixir wykrył, że coś się pod tym kątem zmieniło, że jego pacjent nie mógł już wytrzymać i pilnie potrzebował odrobiny ulgi, wówczas postarałby się częściowo stłumić jego cierpienie i ponownie zagrać na substancjach chemicznych w jego organizmie, by znów go uspokoić... Ale tylko w takim wypadku.  
Zachęcony tymi wszystkimi postępami, blondyn pozwolił sobie zaryzykować i posłać jeszcze jedną niewielką dawkę energii po ogonie chroniącego ich gada. Na tyle mógł sobie pozwolić - w tej chwili - a nie chciał, żeby stwór pomyślał, że całkowicie o nim zapomniał. Potrwało to jednak zaledwie krótki moment i zaraz potem chłopak ponownie skupił się na swoim głównym zadaniu, zaciekle atakując wszystkie skupiska ciemności, na które natrafiał.
W następnej chwili zaś nastolatek w końcu usłyszał słowa skierowane bezpośrednio do niego samego... I ledwo zdążył kiwnąć na nie głową, nie odrywając się przy tym od swojego zajęcia, zanim jaszczur - Nodin, tak? - przeszedł do ofensywy, w ten sposób odciągając walkę od niego i... Jak to powiedział? Urtagara? Wszystko jedno, przedstawieniami i innymi uprzejmościami mogli się zająć później. Ważne, że przynajmniej przez chwilę nie znajdowali się na linii niczyjego ataku. Nie to, żeby wcześniej Josh jakoś szczególnie się stresował, bo czuł się nieźle broniony, ale teraz chociaż Nodin mógł zrobić coś więcej, niż tylko przyjmować na siebie czy swoją barierę tamten promień. Dobra zmiana, gdyby ktoś zapytał Elixira o zdanie. Co raczej nie nastąpi, ale zawsze mógł pomarzyć.
Mutant nawet nie próbował śledzić wzrokiem tego starcia. Tak czy siak by nie mógł, bo miał jeszcze jedną osłonę, która blokowała mu widok... Więc zostawała mu jedynie biokineza. Nie narzekał jednak, bo i tak nie zamierzał marnować czasu na obserwowanie walki, gdy był już tak blisko osiągnięcia swojego celu. Oczywiście słyszał te wszystkie efekty dźwiękowe, odgłosy przemieszczającego się piasku czy nawet zwykłych uderzeń, ale większość z nich ignorował. Pilnował ich jedynie o tyle, aby mieć pewność, że nagle wraz z chyba już praktycznie eks-plugastwem nie znajdą się w poważnym niebezpieczeństwie.
- Bez przesady. Jak dla mnie radzi sobie całkiem nieźle. I przypominam, że przed chwilą on wydał przeciwne polecenie, więc nawet o tym nie myśl, żeby do niego dołączyć. Wytrzyma jeszcze trochę, może pomogą mu Onuris albo Nori, a ty przez ten czas dojdziesz do siebie. Wyzdrowiejesz, to powalczysz, bo jeżeli ruszysz teraz, to pewnie prędko zmienisz strony i tyle będzie z twojego pomagania - odparł na wątpliwości smoka i to z większym spokojem, niż pewnie powinien, za to bardzo szczerze. To ograniczanie empatii faktycznie coś w sobie miało. Musiał częściej korzystać z tej opcji, świat od razu wyglądał wyraźniej.
Nie zmieniało to faktu, że modyfikacje modyfikacjami, ale Josh naprawdę wierzył w słuszność swoich słów. Jasne, może i Nodin nie wygrywał, ale póki co też nie przegrywał. No i... Rzecz w tym, że wcale nie musiał zwyciężyć, bo po prostu kupował im czas. Jak długo był w stanie to robić, Josh nie zamierzał wypuszczać drugiego gada spod swojej opieki. Nie chciał stracić uzyskanych postępów, bo nie miał żadnej pewności, że uda mu się do nich powrócić - że w ogóle przytrafi mu się szansa spróbować. Jeżeli więc jego wypowiedź nie wystarczyła do uspokojenia jaszczura, to znów zaczął wspomagać jego nastrój biokinetycznie, byle tylko przekonać go do zostania na miejscu.
- Hej, gołąbki, w wolnej chwili skoczyłoby któreś pomóc Nodinowi, bo my jeszcze nie bardzo możemy - odezwał się na głos, ten sam przekaz wypychając przez więź telepatyczną do Noriko i Onurisa, o ile mogli go teraz usłyszeć. Słowo jeszcze nie zostało przez niego użyte przypadkowo. W końcu dopiero co praktycznie obiecał swojemu tymczasowemu podopiecznemu, że niedługo będzie mógł dołączyć do walki... Więc liczył na to, że takie podkreślenie przełoży się na chociaż odrobinę cierpliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Nie Cze 10, 2018 8:24 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Nodin|Onuris|Sunad|Urtagar

Noriko bardzo szybko zmieniła swe położenie. Nadążała za wymianą ciosów - choć w tym wypadku było to raczej wzajemne mierzenie siły. Jej nowa moc jej słuchała. A do tego wymuszała to samo na naturalnych mocach mutantki. W efekcie, gdy znalazła się za Sunadem, zajętym (jak zwykle) Onurisem, bez problemu zgromadziła energię, którą mogła zaraz wykorzystać do ataku na przeciwnika. Gdy Noriko wyskoczyła, Onuris podłączył się pod jej ruch i nieco odpuścił mierzenie siły z Sunadem, a co za tym idzie, ten lekko się przesunął. Na tyle, by przypadkiem nie trafić Surge ogonem. A przynajmniej nie od razu. Tak więc młoda mutantka trafiła ponad dwu i pół metrowego smoka w tył łba, odpowiedzialnego za tak wiele krzywd - w tym te Christophera, które widziała na własne oczy. Sunad ryknął z bólu, zachwiał się i zareagował momentalnie - ogon wpasował się w żebra dziewczyny - posyłając ją dobre dziesięć metrów na bok, prosto w piach. Z tą różnią, że uderzenie nie było dla niej bolesne, czy szczególnie niebezpieczne. Nieprzyjemne - tak. Lądowanie również, raczej niewygodne. Ale przy uderzeniu, biała energia Onurisa przyjęła na siebie cios. Sunad otworzył pysk, ryknął i wypuścił z niego wiązkę swej energii, trafiając Onurisa bezpośrednio i posyłając go do tyłu. Biały padł grzbietem na piach i przeorał nim dobre kilkanaście metrów, lądując w miejscu, w którym Sunad wyrwał wcześniej kolce Chrisa. Na piasku nadal znajdowała się krew młodego widma. Nozdrza Onurisa chwyciły zapach, dłoń przypadkiem odnalazła jeden z większych, oderwanych kolców. W białołuskim wręcz się zagotowało. Fazując, wpierw skoczył na nogi - a następnie doskoczył do Sunada. Z potężnym hukiem wpadł barkiem w przeciwnika, który swą energią powstrzymał taranujący atak. Biały wykonał piruet w miejscu, trzepnął ogonem żebra Sunada, a następnie - na końcówce obracania się do przeciwnika - wsunął od dołu dłoń, w której miał kolec Chrisa. Ostra krawędź wbiła się pod łuski widma, przebijając się przez nie i przechodząc przez skórę, wbijając się głęboko w lewą pierś stworzenia. Sunad zamarł na chwilę w bezruchu, warknął cicho i zacisnął swe kły. Spojrzenia Sunada i Onurisa spotkały się, biały miał zaciśnięte kły. Był wściekły, wpadł wręcz w furię. Noriko świetnie to wyczuwała, każdą emocję przechodzącą przez umysł białołuskiego. Pomarańczowy zrobił się wolniejszy. Z tyłu łba spływała mu struga krwi, atak Nori poskutkował. Widmo było oszołomione, wolniejsze - słabsze.
/To za Christophera.../
Odezwał się, tunelując przez kolec potężny strumień złotej energii. Ta zaczęła od środka rozrywać tkanki Sunada, który ryknął z bólu. Ryk szybko przerodził się w jęk, kiedy złota energia zaczęła wypełniać jego żyły, podróżując nimi, paląc go i rozrywając żywą tkanką. Biały na tym nie skończył. Puścił kolec, cofnął prawą nogę, a następnie zacisnął dłoń w pięść. Z biodra ruszył prawą stronę ciała naprzód, przestawiając nogę, zapierając łapę na piasku i wyprowadzając uderzenie pięścią prost na pysk Sunada. Potężny cios zwalił przeciwnika z nóg, huk oraz dźwięk miażdżonych łusek oraz kości mógł wręcz spowodować dreszcze. Poziom gniewu Onurisa tylko wzrastał, jego oczy zaczęły świecić na biało, bardzo nienaturalnie. Sunad padł na piasek, wijąc się z bólu. Chwycił dłońmi za kolec wbity w klatkę piersiową i ryknął ponownie, nie mogąc go wyciągnąć.
/Phah. Nie ważne co zrobisz. Wrócę, zawsze wracam. Nie dał rady starożytny, nie dasz rady ty./
Onuris powoli wykonał trzy korki naprzód, jego prawa łapa uniosła się, a następnie opadła szybko - z dużą siłą - na kolec wbity w pierś przeciwnika, wbijając go tylko głębiej. Białołuski otoczył się delikatną, białą aurą, Sunad ryknął ponownie, przepełniony bólem od powodowanej rany. Kolec nadal uwalniał złocistą energię i roznosił ją po ciele wrogiego widma.
/Nigdy więcej twoje zło nie zagrozi światu. Temu, ani żadnemu innemu./
/Co...? Nie, nie możesz!/
Ciało Onurisa rozpadło się pod wpływem białej energii, przekształcając go w biały, lśniący twór o bliżej nieokreślonym kształcie. W postaci czystej energii, białołuski wystrzelił na metr w górę, a następnie wbił się w Sunada, znikając w jego ciele. Pomarańczowy zaczął się wić i rzucać na boki, wpierw ryczał z bólu, potem zaczął jęczeć, aż przeszedł do pisku i jazgotu spowodowanego bólem. Rzucał się, jakby coś wypalało go od środka, aż w końcu jego ciało zaczęło się rozpadać, pomarańczowa energia zaczęła zanikać z jego ciała, a sama podstawa formy jego istnienia po prostu przestawał mieć rację bytu. W końcu dookoła stwora wytworzyła się biała kopuła, która zakryła go i implodowała. Po tym, zniknęła - a po Sunadzie nie pozostał ślad. Białe smugi energii wytworzyły się w miejscu wybuchu, rozeszły na boki, a następnie zaczęły formować w postać białołuskiego. Ciało Onurisa odtworzyło się na piasku, metr o miejsca, w którym ten zniszczył Sunada. Pozbył się go - raz na zawsze. Onuris siedział na klęczkach z przedramionami opartymi o piasek. Dyszał ciężko, energia przemieszczała się po jego ciele. Nadal posiadał chaotyczną formę, choć znaczna część jego kolorów zmieniła się w biel, na jego bardziej naturalne ubarwienie. Białołuski powoli podniósł swój łeb i skierował spojrzenie na Noriko. Spojrzenie przepełnione gniewem, nienawiścią i pustką. Dziewczyna wyczuwała nadal energię białego, była w stanie ustalić - że znajduje się on przed nią... jednak jego umysł wydawał się być pogrążony w chaosie, w gniewie i nienawiści. Stwór zaczął powoli podnosić się z piasku, spoglądając na Noriko białymi, świecącymi oczami. Gdy stanął, powoli ruszył w jej kierunku, otwierając dłonie i ujawniając pazury. Chyba nie miał dobrych zamiarów, jednak... był z nią związany. Mutantka musiała tylko odpowiednio zadziałać. Czyżby to było wspomniane wcześniej oszustwo?
Łuski Urtagara zmieniły kolor. Teraz już znacznie wyraźniej, praktycznie na całym ciele. Rany i przerwy między łuskami zaczęły się zasklepiać. Z czerwieni i czerni, stwór zaczął zmieniać kolory na biel oraz granat. Sam stwór zaczął się również zmniejszać, powoli kurczyć, by przyjąć naturalne rozmiary, bliższe dwóm metrom oraz sześćdziesięciu centymetrom. Masa mięśniowa spadała w znacznym stopniu. Interwencja Josha w odczuwalność towarzyszącego temu bólu bardzo pomogła, bo gad nie wił się. Choć wydawał się oszołomiony, obserwował walkę Nodina oraz drugiego czarnego smoka. Łeb granatowego widma gwałtownym ruchem obrócił się w kierunku młodego mutanta, a samo widmo w końcu go puściło, choć nie odsunęło go od siebie. Przestał być trzymany, jednak kontakt fizyczny pozostał zachowany, a co za tym idzie - Josh mógł działać. A było coraz lepiej, z każdą chwilą - jak ręką odjął.
/Ty mówisz poważnie.../
Odezwał się smok, a jego ślepia przybrały przyjemny, niebieski kolor. Nagle zaczął wyglądać bardziej dostojnie oraz naturalnie. Elixiowi nie zostało dużo napraw. Efekt zaczynał być już widoczny. Urtagar zmienił kolor łusek na biały, chaotyczna energia została praktycznie wymazana z jego ciała. Z niedobitkami walczyła zarówno jego własna energia, jak również ta, którą kierował Josh. Każda kolejna chwila przynosiła coraz szybsze oraz łatwiejsze efekty, organizm widma skutecznie bronił się i zwalczał zarazę, która trawiła go przez tyle lat.
Nodin padł z hukiem na ziemię. Przeciwnik stanął przed nim, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Spoglądał na czarnołuskiego gniewnie, jakby był niezadowolony z jego postępów. Nie atakował leżącego, pozwalał mu wstać. Zupełnie, jakby ta walka nie była tak do końca na śmierć i życie. Tylko część łusek z ciała Nodina w jakichś okolicznościach zniknęła, a na jego ciele pojawiły się szarpane rany po kontakcie z pazurami przeciwnika.
/Mogę...?/
Odezwał się w umyśle Josha smok. Wyciągnął lewą dłoń do góry, a jego ciało zaczęła otaczać przyjemna, granatowo-niebieska aura. Stwór zaczął gromadzić swoją energię, przygotowując się do wykorzystania swej mocy w sposób, w jaki zapamiętał to najlepiej. Josh już kończył, a on wyraźnie nie zamierzał mu przeszkadzać. Ba, nie chciał się narazić, mając świadomość umiejętności młodego mutanta oraz jego potencjalnych możliwości, względem nieposłuszeństwa. To nie tak, że obawiał się kary za złamanie zakazu, po prostu wolał się upewnić, że mu nie przeszkodzi. Nodin w tym w czasie podniósł się na nogi, zadrżał, a następnie wyciągnął lewy profil naprzód. Ręce trzymał nisko, zaraz wrócił do walki. Ciął pazurami od dołu, przeciwnik odsunął się z linii i szybkim ciosem uderzył na jego pysk, Nodin zablokował cios, spróbował zbić uderzenie, zamiast tego walczący przechwycił jego nadgarstek, założył mu dźwignię i przerzucił go przez własne przedramię Nodina, który wylądował z hukiem na piasku. Stwór odszedł na kilka kroków od czarnołuskiego, który znów zaczął się podnosić. W miejscu w którym upadł, znajdowały się już ślady ciemnej krwi gada, której zdążył trochę stracić. Nie zaatakował ponownie. Stanął naprzeciwko przeciwnika i zaczął mierzyć się z nim na spojrzenia. Być może tylko stali albo i nawet rozmawiali. Z tą różnią, że nie czuli potrzeby ogłaszania tego światu - jak miało to miejsce w przypadku Sunada.
Powrót do góry Go down
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Czw Cze 14, 2018 12:51 pm

Swoje szanse na trafienie Sunada mierzyła jako pół na pół. Nie wiedziała na ile Sunad poświęcał jej uwagę jeśli w ogóle poświęcał i czy wyczułby ją, gdyby znalazła się zbyt blisko niego. Na szczęście jednak wróg jak zwykle zignorował ją, a dzięki temu jej atak był udany. Może nie dał takiego efektu, jakiego oczekiwała, ale i tak zadała przeciwnikowi spory ból. Trafiła. A ten ryknął z bólu. Ona sama niemal w następnej sekundzie oberwała jego ogonem. Ciężko było powiedzieć, że była tym zaskoczona. Wiedziała, że widma używają ogona do walki. Mimo wszystko obronić się przed tym atakiem nie miała jak i wiedziała o tym. O dziwo jednak cios jej nie zabolał. Nie połamał jej żeber, jak to ostatnio się jej przytrafiło. Nawet nie poczuła bólu. Zarówno przy uderzeniu ogona, jak i wylądowaniu twardo na piasku. Nie było to przyjmne, ale też nie bolesne. Podejrzewała, że energia Onurisa ją ochroniła. Kolejny dodatkowy plus tego... Cokolwiek Onuris zrobił. Podzielił się z nią energią i stworzył między nimi jakąś więź.
- Chwilowo jesteśmy zajęci. - odpowiedziała Joshowi na jego prośbę, na razie nie komentując tych gołąbków.
Noriko podniosła się z ziemi, najpierw unosząc się jedynie do pozycji siedzącej, by zobaczyć jak biały jest odrzucany do tyłu przez energię Sunada. Kiedy wstawała już do pozycji stojącej jej smok atakował wroga jednym z kolców. Kolców Chrisa, jak była w stanie skojarzyć. Dziewczyna chciała skoczyć do przodu, pomóc przyjacielowi. Jednak ten dawał sobie radę, a w dodatku był zbyt blisko i mogłaby również jego przypadkiem trafić, a tego nie chciała.
Czując wzrastający gniew w białołuskim podczas walki, Surge próbowała przekazać mu swój spokój. Nie wiedziała jak działa ta więź empatyczna. Jak przejmowane są odczucia drugiej istoty. Postanowiła więc działać jak w przypadku telepatii, wyobrażając sobie po prostu jak "pcha" swój spokój w stronę Onurisa.
- Dasz radę, Onuris. Spokojnie. - odezwała się jednocześnie w jego myślach, na krótko przed tym jak smok zamienił się w czystą energię. Tak to wyglądało. Jego ciało zniknęło, zamiast tego widziała po prostu wiązkę energii. Białej energii. Która wbiła się w ich przeciwnika, chyba niszcząc go od środka. Mogła jedynie zgadywać, nie znała się na tego rodzaju walce. Na widmowych sprawach. Zdecydowanie łatwiej było ogarniać fizyczne ataki, przy których wyraźnie było widać, gdzie trafia cios.
Obserwowała jak dookoła Sunada pojawia się jakaś bariera czy co to było, po czym wybucha i po widmie nie pozostaje nic. Kompletnie nic. Onurisa jednak też nie widziała i już przez chwilę się zmartwiła, że smok wykonał samobójczy atak, by zniszczyć ich wroga. Chwilę po tym jednak biały pojawił się niedaleko miejsca wybuchu, cały i zdrowy. Noriko odetchnęła z ulgą, ciesząc się, że jednak nic mu się nie stało.
Coś jednak było nie tak i Azjatka szybko to wyczuła. Smok poddał się jednak gniewowi. Nie udało mu się zapanować nad sobą. Ona jednak nie miała zamiaru z nim walczyć. Co Onu wcześniej mówił? Jej słowo jest jego prawem. Musiał stworzyć tą więź właśnie na wypadek takiej sytuacji. Gdyby stracił nad sobą kontrolę.
- Onuris. - Dziewczyna wyciągnęła rękę przed siebie, gromadząc w niej białą energię smoka. W żadnym wypadku nie robiła tego, by zaatakować. Pomyślała, że może wyczuje znajomą energię. Swoją własną. Jednocześnie znów próbowała "pchać" swój spokój w stronę przyjaciela. Spokój i myśl, że są przecież przyjaciółmi, a przyjaciele nie walczą. - Nie mnie masz atakować tylko jego. - ręka powędrowała w bok, wskazując przeciwnika, z którym walczył Nodin i plugastwo, które już chyba plugastwem nie było. - Pomóżmy Nodinowi. Razem. - Nie wiedziała czy jej działania będą miały odpowiedni skutek. Mogła jedynie zgadywać jak działa więź i kierować się wcześniejszymi słowa białołuskiego.
Pozostawały dwie opcje. Wspólny atak na ostatniego wroga, jeśli Onuris się jej posłucha, lub dalsze próby ogarnięcia smoka, z jednoczesnym unikaniem jego ataków, w czym będzie jej pomagać biała energia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Czw Cze 14, 2018 4:45 pm

Josh nie przejmował się za bardzo odmową ze strony Nori. Zakładał, że ona i - lub - Onuris prędzej czy później tak czy siak dostosują się do jego życzenia, jeżeli tylko będą mogli, więc zależało mu głównie na zwróceniu ich uwagi na ten problem... A także na sprawieniu, by się trochę pospieszyli. Być może akurat on nie powinien nawet w duchu komentować niczyjego tempa, skoro nie brał udziału w samym starciu, ale takie szczegóły nigdy mu nie przeszkadzały. Głównie dlatego, że zazwyczaj naprawdę ich nie odnotowywał.
Chłopak skupiał się więc dalej na swoim zadaniu, z zadowoleniem odnotowując, że jego słowa wywarły pożądany efekt i jaszczur grzecznie się do nich dostosował. Blondyn jedynie kiwnął głową, aby potwierdzić, że owszem, mówił poważnie, jak gdyby nie było to oczywiste na podstawie całokształtu jego zachowania. Ledwo zauważył to, że wreszcie został całkowicie puszczony, ale szczerze powiedziawszy dla niego osobiście nie zmieniło to wiele. Nie odsunął się, nie przerwał kontaktu fizycznego, ani nic z tych rzeczy... Jeszcze nie skończył, więc nie mógł zrobić niczego podobnego.
Choć widział wszystkie te zewnętrzne zmiany - z kolorystyczną na czele - to jednak koncentrował się głównie na tym, co biokineza podpowiadała mu odnośnie sytuacji we wnętrzu organizmu gada. Czuł, że było coraz lepiej, już prawie dobrze, niewiele do tego brakowało... A to tym bardziej motywowało go do dopięcia sprawy na ostatni guzik. Byle tylko nie musieli się dłużej martwić o to, że jaszczurowi zaraz coś znowu odbije i obróci się przeciwko nim albo po prostu zwieje. Choć... W ostateczności to ostatnie byłoby preferowane, bo zawsze mogliby go ponownie znaleźć, a teraz przeciwników mieli już aż nadto.
Nitek mroku zostawało coraz mniej, Elixir z kolei zauważył, że mógł stopniowo zacząć ograniczać swoje wpływy, bo energia samego smoka i tak nieźle sobie radziła z takimi niedobitkami. Nie odpuścił całkowicie, wspierał ją, ale przy okazji sprawdzał jak bardzo była samodzielna... I podobało mu się to, co odbierał. Podejrzewał, że mógłby się teraz wycofać, a ona i tak dokończyłaby na własną rękę to, co dla niej zaczął, ale na wszelki wypadek wolał tego nie uczynić - jeszcze nie w tej chwili. Im więcej mógł pomóc, tym lepiej.
Głośniejszy huk co prawda zwrócił uwagę nastolatka, lecz ze swojego miejsca - i z łuskowatą osłoną - Josh tak czy siak nie mógł dojrzeć co się stało... A nie zamierzał tracić czasu na wychylanie się i rozglądanie. Ani w ten sposób ryzykować, bo instynkt samozachowawczy miał akurat zazwyczaj dość silny. Pomijając sytuacje, gdy świadomie go ignorował, ale na ogół robił to wówczas, gdy rozsądek podpowiadał mu, że nie posiadał innego wyboru, bo takie rozwiązanie było najlepsze dla niego czy innych osób... Albo kiedy górę brała nad nim złość, o którą obecnie martwić się nie musiał.
Oczywiście nad podstawie odbieranych biokinetycznie sygnałów uzdrowiciel mógł domyślać się aktualnego rozwoju wydarzeń, ale szczerze mówiąc nie widział jeszcze poważnych powodów do niepokoju. Nikt najwyraźniej nie był umierający, ani nawet aż tak ciężko ranny... No i wiedział, że Urtagar obserwował walkę, a nie spinał się i nie denerwował na tyle, aby zwrócić uwagę blondyna. Zachowywał dość spokoju oraz cierpliwości, żeby chłopak mógł sądzić, że nie mieli na głowie wielkich problemów.
Z tego wszystkiego dopiero ponowne pojawienie się głosu jaszczura w jego głowie sprawiło, że Elixir w większym stopniu zainteresował się swoim otoczeniem, choć nie oderwał się do końca od swojego zajęcia. Czy mógł? Nastolatek zmarszczył lekko czoło, jeszcze raz przeglądając uważnie i dokładnie organizm gada, aby upewnić się, że zostawienie go w spokoju zdecydowanie będzie już bezpieczne. Tak mu się wydawało... No i widok tej energii, gromadzącej się wokół smoka, zdawał się to potwierdzać. Skoro miał do niej w ogóle dostęp i był w stanie ją w ten sposób manifestować, to musiało być nieźle.
- Jasne. Baw się dobrze. Ale możliwie z daleka ode mnie - odparł, a mimo to na odchodnym posłał jeszcze przez ciało Urtagara większą dawkę oczyszczającej energii, ot, tak na wszelki wypadek. Dobrze, że i tak się o niego przy tym podpierał... Ale w następnej chwili cofnął już powoli rękę i wykonał kilka ostrożnych kroków do tyłu, aby zrobić jaszczurowi miejsce do działania. W końcu nie wiedział od czego gad zacznie, więc wolał nie wejść mu przypadkiem w drogę.
Także i tym razem nastolatek zadbał o to, aby nie zbliżyć się za bardzo ani do skał, które mogłyby na niego zlecieć, ani do wody, gdyż ta poniosłaby za sobą - na przykład - elektryczne ataki Nori, gdyby dziewczyna zmuszona była z nich skorzystać. Trzymał się mniej więcej w podobnej odległości od klifów i oceanu, ustawiony przodem do walczących, żeby mieć ich wszystkich na oku. Oddalił się na tyle, aby nie skusić żadnego ciosu, jeżeli zaś chodziło o ataki dystansowe... Na nie musiał po prostu uważać. Teraz mógł już śledzić sytuację nie tylko przez użycie biokinezy, ale i na własne oczy, dlatego chętnie korzystał z obu tych opcji. Gotów był w razie czego odskoczyć na bok albo drogą telepatyczną zaalarmować sojusznika, który stałby się czyimś celem i nie zdawał sobie z tego sprawy.
W zasadzie wyglądało na to, że wygrywali, nawet jeżeli ich szeregi niedawno zostały uszczuplone. Można by powiedzieć, że dokonała się taka mała wymiana. Dwie jaszczurki wybyły z okolicy, a jedna - w dodatku pewnie silniejsza - do nich dołączyła. Tego wygadanego przeciwnika już się pozbyli... Na szczęście, bo mutant naprawdę nie miał ochoty słuchać prawionych przez niego mądrości... Więc na scenie zostawał tylko jeden wróg i to, alleluja, milczący. No i najwyraźniej z Onurisem znowu coś było nie tak, ale w to Josh nie zamierzał się jeszcze mieszać. Mógłby najwyżej spróbować do niego przemówić, ale wątpił, aby to dało wiele - bo to w końcu życie, nie marny film - a poza tym przebywał za daleko, aby spróbować na przykład wykorzystać swoje zdolności. Niespecjalnie miał ochotę starać się tam dostać, gdy po drodze znajdował się przeciwnik i toczyła się z nim walka... Szczególnie teraz, gdy sam musiał trochę odpocząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Pon Cze 18, 2018 8:02 pm

NPC Storyline – Jinkusu|Nodin|Onuris|Urtagar

Onuris stanął na chwilę. Zatrzymał się w lekko pochylonej pozycji. Ręce miał wyciągnięte nieco przed siebie, ugięte w łokciach, zaraz przy korpusie. Słyszał Noriko. Wyraźnie ją usłyszał. Jego oddech spowolnił, dłonie powoli zamknęły się, choć nie zacisnęły. Wyraz pyska na chwilę złagodniał. Do momentu, aż dziewczyna nie wskazała mu nowego celu. Ślepia białołuskiego błysnęły ponownie, stwór obrócił się i bez chwili zastanowienia - ruszył w kierunku czarnego smoka z którym ścierał się Nodin. Pech - lub szczęście - chciały, że czarnołuski Nodin znajdował się pomiędzy Onurisem, a swym przeciwnikiem. Wyczuwszy, co się dzieje, sojuszniczy czarnołuski obrócił się na pięcie, a następnie wyskoczył centralnie na Onurisa. Biały wpadł na czarnego, impetem powalając go na ziemię. Onuris padł na grzbiet, Nodin wpadł na niego. Biały sięgnął pazurami prawej dłoni, zamachując się. Czarny w ostatniej chwili cofnął swój łeb, o minimetry unikając trafienia. Onuris eksplodował swą białą energią dookoła, tworząc falę o małym zasięgu, lecz wielkiej sile. Nodinem rzuciło przez kilkanaście metrów, odrywając go od oszalałego brata. Biały wybił się z bioder i stanął na nogach, a czarny wylądował na ugiętych kolanach, podpierając się prawą dłonią na piasku i przyjmując bardziej pochyloną pozycję, w gotowości do wybicia.
/Zaprzestań swego gniewu, bracie. To tylko nienawiść, zguba./
Josh mógł wyczuć, jak organizm białołuskiego powoli zaczynał być trawiony przez tą samą chaotyczną energię, którą przed chwilą złocisty chłopak wyplenił z ciała Urtagara. Noriko odczuwała to podobnie, mogąc wyczuć zachodzące w nim zmiany, jak również stale odczuwając towarzyszący białemu gniew, nienawiść, czystą furię skierowaną na wszystko, co akurat znajdzie się w jego zasięgu. Na ten moment, celem stał się Nodin. Białołuski ruszył ku niemu, Nodin odpowiedział tym samym. Samce dobiegły do siebie, biały rozłożył ręce na boki i wyciągnął pazury naprzód, a czarnołuski wybił się z ziemi i wysoko, ustawiając ciało poziomo - w obrocie przeskoczył nad Onurisem, lądując za nim na ugiętych kolanach. Białołuski błyskawicznie obrócił się w biodrach i wykonał zamach lewą ręką, czarnołuski podniósł się, obrócił i zasłonił przedramieniem. Złapał cios na swą rękę, huk rozległ się po okolicy. Czarny nie dał mu cofnąć ręki od ataku. Druga weszła pod pachę, łapa wycięła łapy Onurisa, ogon wyszarpał go dodatkowo i wybił rywala, by zaraz Nodin przerzucił białołuskiego przez ramię i powalił na piasek przed sobą.
/Uspokój go./
Odezwał się czarnołuski. Zimnym, spokojnym głosem. Bez emocji. Jego prawa łapa wpasowała się idealnie w skroń smoka, czarny kopnął go dość brutalnie i bardzo nieprzyjemnie, wręcz niebezpiecznie. Podziałało, Onuris stracił na chwilę rachubę oraz świadomość, a Nodin wytworzył więzy z czarnej energii, chwytając za szyję, nadgarstki, łapy oraz ogon swego brata, przybijając go tym do ziemi i w miarę unieruchamiając. Stanął przy nim, nie cofając się o krok. Jego wzrok był dość... niepewny? Z jednej strony, był twardy, zimny, bezwzględny. Z drugiej, dało się od niego wyczuć nutkę ciepła, opieki. W końcu byli braćmi. Istotami z jednej krwi, czego mógł być już pewien Joshua.
W tym czasie, czarny przeciwnik nie stał bezczynnie. Ale nikt nie pozostawił go samemu sobie. Gdy tylko Nodin od niego odskoczył, niebo rozerwało się nad nim, ukazując bezkres przestrzeni kosmicznej. Miliony, jeśli nie miliardy jasnych gwiazd. Przeciwnik uniósł łeb do góry, zerknął kątem oka na Urtagara. Biało-granatowy Urykn'Vareis wybił się w powietrze, otoczony granatową energią, był szybki, zatrzymał się kilkanaście metrów nad piaskiem. Z wyrwy w niebie spadła potężna wiązka energii o jasno-granatowym kolorze. Wróg nie odskoczył. Z pod łap czarnego delikatnie przebijała granatowa poświata. Zablokował go i trafił, zalewając przeciwnika strumieniem światła, które skutecznie podniosło temperaturę otoczenia o dobre kilkanaście stopni w górę. Właściwie w całej okolicy. Promień zaczął zanikać, nieruchoma sylwetka przeciwnika zaczęła przebijać się przez zanikającą energię, gdy spod ziemi wystrzeliła druga taka wiązka - powracając do wyrwy w niebie, z której została przywołana.
Energia zniknęła, a miejscu przeciwnika pozostało coś, co przypominało czarny diament uformowany w naturalnych rozmiarów rzeźbę, wyglądającą identycznie - jak przeciwnik, który wcześniej się tu znajdował. Urtagar wylądował na ziemi z lekkim hukiem, stabilizując się łapami i wyłączając otaczającą go aurę. Powolnym krokiem podszedł do rzeźby, która już w połowie drogi zaczęła się kruszyć i zanikać. Ostatni przeciwnik został pokonany - choć patrząc po obojętnej reakcji granatowego smoka oraz całkowitym zignorowaniu sprawy przez Nodina - prawdopodobnie nie był to jego ostatni moment.
Powrót do góry Go down
Surge
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 263
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: ---   Wto Cze 19, 2018 12:48 pm

Nie wszystko zadziałało tak, jak tego chciała. I wiedziała, co źle zadziałało. Onuris zignorował część jej wypowiedzi. Mogła to przewidzieć, biorąc pod uwagę fakt, że był teraz przepełniony gniewem. Nie była jednak wszechwiedząca, nie mówiąc już o tym, że nawet nie była jakoś wyjątkowa mądra. Uczyła się na błędach. W dodatku nie posiadała tak bajeranckiej mocy, jak Josh tylko tą badziewną elektryczność.
Smok się zatrzymał, wyglądało na to, że nie będzie atakował. Na chwilę jakby się uspokoił. Na chwilę. Wskazanie prawdziwego wroga sprawiło, że ten błyskawicznie ruszył do walki, poddając się znów negatywnym emocjom. Słuchał się jej, ale tylko częściowo. Zapewne zaślepiony żądzą walki.
Noriko miała zamiar ruszyć za nim. Nie była jednak na tyle szybka, by zareagować przed starciem Nodina i Onurisa. Białołuski zaatakował nie tego co trzeba. A więc więź nie była idealna. Było coś, co łamało jej zasady. Na szczęście ich czarny sprzymierzeniec nie zamierzał walczyć. Najwidoczniej wiedział, co się dzieje z Onurisem. Wcale nie była tym zaskoczona. Widma miały zdecydowanie bardziej wyostrzone zmysły. Do tego najwidoczniej poza telepatią posiadały również empatię skoro ona dostała taki dar po wytworzeniu więzi.
Czarny nie musiał się dwa razy powtarzać. Azjatka szybko się pojawiła przy nich kiedy ten uwięził jej smoczego przyjaciela czymś, co wyglądało jak energetyczne łańcuchy. Przynajmniej dla niej. Porównywała wszystko do tego, co znała. Dziewczyna klęknęła na obu kolanach przy białołuskim i oparła dłonie na jego klatce piersiowej, ponownie przekierowując białą energię do nich. Nie miała bladego pojęcia, czy to dawało cokolwiek, ale teraz nie miało to najmniejszego znaczenia. Trzeba było obudzić Onurisa. Wybudzić go z tego szału.
- Onuris, już dobrze. Jesteśmy bezpieczni. Wszyscy. Rozejrzyj się. Nie ma wrogów. Nie musisz walczyć. Masz nie walczyć. Nikt nas nie skrzywdzi. Chrisem zajmą się twoi, prawda? - nie wiedziała, gdzie został odesłany zielony jaszczur, ale obstawiała, że trafił do innych z rasy białego. Że tam się nim zajmą i go wyleczą. On powinien wiedzieć to najlepiej.
Teraz, gdy faktycznie nie było z nimi wroga, Surge mogła całkowicie się uspokoić i spróbować przekazać ten spokój smokowi, w ten sam sposób co poprzednio. To chyba było najważniejsze. Uspokoić go.
- Czas wracać. - zerknęła na klatkę piersiową białego i uśmiechnęła się lekko. - Zepsuli twój znak X, będę musiała go na nowo zrobić. - a tyle się namęczyła z nim. Jeszcze przy okazji Josh złapał ją w dwuznacznej, przynajmniej według niego, pozycji. Ale to nieistotne teraz. Nic poza Onurisem nie było teraz istotne. Dziewczyna kompletnie ignorowała to, co się działo dookoła niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elixir

avatar

Liczba postów : 286
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: ---   Wto Cze 19, 2018 10:00 pm

Teraz, kiedy nie miał już lepszego zajęcia, Josh starał się śledzić spojrzeniem wydarzenia mające miejsce na całym polu walki oraz w jego okolicy, lecz siłą rzeczy skupiał się przede wszystkim na tym jedynym pozostającym w pobliżu przeciwniku, bo to z jego strony spodziewał się w razie czego nadejścia najpoważniejszego zagrożenia. Rzecz jasna nie podobało mu się również to, co działo się z organizmem Onurisa, lecz aż do ostatniej chwili chłopak liczył na to, że ktoś opanuje sytuację - na przykład Nori - bo sam tak naprawdę nie mógł nic w tej kwestii zrobić, a już na pewno nie na odległość... Tyle że prędko przekonał się, że najwyraźniej miał nadzieję na zbyt wiele.
Szczerze mówiąc nastolatek nie wiedział nawet do końca na kim powinien zawiesić wzrok, gdy walczący zostali tak nagle rozdzieleni przez interwencję Onurisa i z konieczności zmienili swoich partnerów. Jego spojrzenie przeskakiwało pomiędzy obiema parkami, nim wreszcie zdecydował się, że atak ich najnowszego sojusznika był jednak bardziej widowiskowy, więc chciał go obejrzeć - podczas gdy Nodin zdawał się mieć Onurisa pod względną kontrolą. Przynajmniej chwilowo. Prawdopodobnie.
Elixir czuł więc i z daleka widział walkę jaszczurów - czyli pacyfikowanie Onurisa - jednakże aktywnie obserwował właśnie ten płynący z nieba strumień energii oraz wszystko to, co z niego wynikało. Daleko mu było do oceniania walorów estetycznych tej techniki, zawsze bardziej interesowała go uroda istot żywych i, zgoda, głównie ludzkich, ale nawet on potrafił stwierdzić, że coś wyglądało intrygująco. I możliwe, że łamało albo naginało prawa fizyki, lecz to aż tak go nie obchodziło. Wzrost temperatury, nawet tak wielki i niespodziewany, również mu nie przeszkadzał, choć blondyn zmarszczył przez niego czoło. Wyczułby już, gdyby w grę wchodziło jakieś szkodliwe promieniowanie lub coś podobnego, więc tym się nie przejmował, ale samo zjawisko było dość... Ciekawe.
Josh drgnął lekko, kiedy niebieski jaszczur tak głośno wylądował z powrotem na piasku, lecz nawet na niego nie spojrzał, koncentrując teraz uwagę na krystalicznych pozostałościach wroga, na jego oczach powoli się kruszących. Sądząc po zachowaniu Urtagara, tym panem nie musieli się już martwić, przynajmniej w tej chwili - a ta chwila w zupełności uzdrowicielowi wystarczała. Podejrzewał, że ewentualny powrót tego stwora nie będzie jego problemem.
Mutant ostrożnie i bez pospiechu ruszył z miejsca, nie kierując się jednak prosto ku uwięzionemu już Onurisowi, ani nawet ku Urtagarowi. Poruszał się po łagodnym łuku, obchodząc ich bokiem - głównie na wypadek, gdyby ich zatracony towarzysz jednak zdołał się wyrwać i zaatakował. Elixir naprawdę wolałby uniknąć obrażeń, bo nie był pewien na ile jeszcze starczy mu energii... A jak do tej pory tak dobrze szło mu trzymanie się z daleka ran, że - jego zdaniem - aż szkoda by było przerywać tak wspaniałą passę.
Przy odrobinie szczęścia być może w ogóle nie będzie musiał się mieszać. W końcu Nori dotarła na miejsce przed nim, przyklęknęła i zabrała się do roboty... Istniała więc szansa, że nie będzie go potrzebowała. Nastolatek zatrzymał się na początek jakieś dwa metry dalej, może trochę bliżej, spoglądając czujnie pomiędzy przyjaciółką i powalonym gadem. Sylwetkę miał rozluźnioną, lecz w razie czego gotową do reakcji - czyli najpewniej do odsunięcia się albo odskoczenia, bo na tym kończył się jego potencjał bojowy bez kontaktu fizycznego.
Jasne, mógłby spróbować jakoś pomóc. Z Urtagarem dopiero co mu się przecież udało, a jego problem zdawał się być o wiele poważniejszy, a przynajmniej znajdował się w bardziej zaawansowanym stadium. Tyle że nastolatek potrzebował chwili - dłuższej - na zebranie sił, bo w innym wypadku rzeczywiście ryzykowałby nie tylko zwykłą utratą przytomności, ale pewnie wręcz śpiączką na trudny do przewidzenia okres. Tego również wolałby w miarę możliwości uniknąć. Nie był fanem. Swój udział uważał więc za ostateczność.
- To może wystarczyć? To, co ona teraz robi? - spytał rzeczowym i konkretnym tonem, równocześnie odrywając wreszcie wzrok od tej parki, żeby zerknąć po kolei na dwa pozostałe jaszczury. Z niczym się jeszcze nie oferował, nie na głos, ale domyślał się, że gady tak czy siak zdawały sobie sprawę z jego sytuacji - skoro znały się na telepatii. Z doświadczenia Josha wynikało, że większość takich osób bardzo luźno podchodziła do idei prywatności czyjegoś umysłu i z tego właśnie wynikało jego założenie.
Gdyby został poinformowany, że nie, to za mało - albo jeżeli coś w zachowaniu Onurisa zaczęłoby na to wskazywać czy po prostu podpowiadałaby mu to biokineza - Elixir zbliżyłby się niechętnie i przyklęknął na jedno kolano w pobliżu Nori. Ręka gada jak zazwyczaj wydawała mu się dobrym miejscem na nawiązanie kontaktu. Musiał uważać i ostrożnie dawkować swoją energię, ale sądził, że być może mógłby jeszcze jej trochę poświęcić. Odrobinę. Ot, tak dla ułatwienia sprawy. Przynajmniej wiedział już co robić i w jaki sposób, a do tego posiadał informacje na temat organizmu tego konkretnego smoka, więc nie zaczynał od zera... Nie wspominając już o tym, że być może Nori też osiągnęła do tej pory jakieś efekty, które on mógłby tylko wesprzeć. Tak czy siak nie zamierzał jednak ryzykować wyczerpania i gdyby poczuł, że zbliżał się do granic swoich możliwości, od razu by się wycofał. Mogło się to wydawać egoistycznym podejściem, lecz zawsze lepiej było mieć przytomnego i kontaktującego uzdrowiciela - tego nauczyły go jeszcze gry, a pobyt w szkole mu to utrwalił.
Jeżeli jednak Nori sama dobrze sobie radziła albo Nodin czy Urtagar swymi słowami wstrzymali go przed działaniem, Josh pozostał na swoim miejscu, po prostu obserwując rozwój wydarzeń oraz nadzorując go biokinetycznie. W takim wypadku skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, czując się już wystarczająco pewnie, aby nie dbać o wolne ręce, nawet jeżeli w dalszym ciągu pozostawał czujny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: ---   Pon Cze 25, 2018 9:15 pm

NPC Storyline – Nodin|Onuris|Urtagar

Urtagar zwrócił swój łeb w kierunku Onurisa oraz Nodina. Widząc zbliżającego się do nich Joshue, granatowy o białych łuskach - kolejny białołuski - truchtem skrócił dystans do młodego, złotego mutanta. Dotarł do niego, by wraz z nim zbliżyć się do pozostałej trójki - dwóch widm oraz jednej, młodej mutantki. Onuris powoli zaczynał nad sobą panować. Przestał warczeć, choć jego pysk nie wyrażał zadowolenia - zanim jeszcze Noriko do niego dobiegła. Nodin cały czas stał tuż obok, pilnując poczynań brata. Jednocześnie można było być dumnym, zadowolonym, szczęśliwym - oraz wściekłym na samobójczego głupca.
Białołuski spiął mięśnie, zamykając palce dłoni w pięści. Bezskutecznie próbował wyrwać się z pułapki, w którą trafił. Energetyczne więzy były zbyt silne. Szarpał się, odpuści dopiero w momencie, gdy dłonie Surge znalazły się na jego klatce piersiowej. Łeb obrócił się na chwilę, a potem energia zaczęła wpływać w ciało białołuskiego. Energia zareagowała niczym układ immunologiczny, błyskawicznie naprawiając wyrządzone szkody oraz przywracając organizm do poprzedniego stanu. Głos zaczął do niego docierać, ślepia przestały świecić i emanować energią. Białołuski powoli odzyskiwał kontrolę nad samym sobą, uspokajając się. Dookoła jego ciała pojawiła się delikatna, biała aura. Czarnołuski przybrał bardziej neutralny, spokojny wyraz pyska. Zlustrował białołuskiego, nie doszukując się żadnych skaz, niczego, co mogłoby wzbudzić jego niepokój.
/Onuris Białołuski jest silny. Z jej pomocą da sobie radę./
Uspokoił go granatowy gad, pozostając w tym wypadku tuż obok młodego mutanta. jeszcze niedawno on sam zmuszony był przejść przez podobne piekło, podobną przeprawę związaną z opanowaniem samego siebie. Niebezpieczny moment, w którym to moc przejmuje kontrolę nad swym właścicielem. Urkyn'Vareis znajdowali się bardzo daleko od miana "niewrażliwych". Ich własna moc mogła być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. W tym wypadku, Onuris świadomie przekroczył granice, poddając się własnej energii dla spełnienia wyższego celu. Było nim pokonanie zła, które zawsze wracało. Tym razem - raz i na dobre.
/Jeszcze go spotkamy.../
Odezwał się Urtagar, obracając łeb w kierunku Joshuy. Te słowa usłyszał już tylko złoty mutant, a granatowy nie zamierzał wyjawiać tego nikomu innego. Uznał jednak, że warto, by wiedzieli. Mimo próby białołuskiego Onurisa, byłe plugastwo nie wierzyło, by był to koniec. By po raz ostatni spotkali na swej drodze Sunada lub jakichkolwiek jego podopiecznych. Osobnik ten zbyt często wyrywał się objęciom śmierci.
Czarne łańcuchy trzymające Onurisa zaczęły słabnąć. Powoli kurczyły i się, zanikały. Stawało się to coraz bardziej widoczne, wraz z tym, jak trzymany gad przestawał się szarpać oraz próbować wyrwać z pułapki. Była to forma prostego zaklęcia, czerpiącego siłę nie z energii Nodina, a siły wkładanej w próbę wyrwania się z więzów. Bazując na doświadczeniu, czarnołuski przewidział konsekwencje wytworzenia takiego zabezpieczenia oraz reakcję celu na więzy.
Łeb białołuskiego padł na piach, jego łuski przestały mienić się aurą, a wszechobecna wściekłość wygasła w nim - a wraz z nią - krępujące go łańcuchy. Smok zamknął swe ślepia i westchnął głęboko, łapiąc mocniejszych wdech i powoli wypuszczając powietrze nozdrzami. Zamruczał pod nosem, a na kącikach jego pyska pojawił się delikatny uśmiech.
/Znak, mówisz? Zaakceptujecie mnie w roli honorowego członka zespołu?/
Odezwał się w końcu, nawiązując kontakt telepatyczny ze wszystkimi tu obecnymi. Białołuski powoli podniósł prawą dłoń. Zgiął rękę w łokciu, a następnie przesunął swoje przedramię i pochwycił dłonią za nasadę prawej dłoni Noriko, obejmując ją od góry. Znów wziął głęboki wdech i odetchnął spokojnie.
/A teraz. Zwolnij go z przysięgi./
Wtrącił się czarnołuski. Krwistoczerowne ślepia spoglądały na Noriko dość stanowczo, choć nie wyzywająco. Podświadomie, mutantka wiedziała, że wystarczyło dosłownie sięgnąć po wasalne metody ze średniowiecza i najzwyczajniej w świecie wypowiedzieć prostą formułkę, na poczekaniu sklejoną w głowie. Szczera intencja była wszystkim, co było tutaj wymagane. Jeśli Noriko postąpiła zgodnie z zaleceniem czarnołuskiego, ciało Onurisa błysnęło białą aurę, a działanie jego mocy zostało przerwane. W efekcie, młoda mutantka utraciła dostęp do emocji oraz energii widma, tracąc bezpośrednie połączenie z widmem. Tym samym jednak, oddała mu wolność, jego wolę oraz zdolność do samodzielnego podejmowania decyzji. Białołuski spoglądał już na Surge, uśmiechając się ciepło i oczekując jakichś dodatkowych słów. Uświadomił sobie nagle, że ktoś rzucał na niego cień. Że znał tą energią, znał ten zapach. Znał tą postać. Powoli obracając łeb, skierował swe spojrzenie wpierw na smocze łapy, znajdujące się tuż przy nim, pokryte czarną łuską.
/Nodin...?/
Odezwał się niepewnie, drżącym głosem. Jego wzrok powędrował w górę, by spojrzenia obu braci spotkały się w jednym miejscu. Onuris zamarł na trzy sekundy, a następnie wystrzelił w górę, jak oszalały.
/Nodin!/
Wrzasnął telepatycznie Onuris, rzucając się na swego czarnołuskiego brata krwi. Dosłownie, choć nieagresywnie. Białołuski szarpnął sie na nogi, wstał, a następnie wpadł na Nodina, ujął go mocno ramionami, oparł łeb na jego ramieniu i najzwyczajniej w świecie przytulił dawnego niewidzianego członka swej rodziny. Czarnołuski stał w miejscu, powoli podnosząc swe ręce. Był większy, masywniejszy oraz starszy od młodszego widma. Przede wszystkim jednak, był... zszokowany? Zaskoczony? Mimo to, czuł, że białołuski osobnik był jego bratem. Bratem krwi, młodym, małym bratem którego wychowywał przez lata. Tą samą istotą, której zakrwawione ciało trzymał dawno temu w ramionach, tylko dlatego, że się spóźnił.
/Onuris.../
Odezwał się, a jego głos złamał się w pół słowa. Ręce złapały grzbiet białołuskiego, a czarny uściskał brata mocno, dociskając go do siebie i przez moment nie wierząc, że to - co czuje - jest prawdziwe. Widma otoczyły się aurą, a następnie uwolniły energię - Onuris białą, a Nodin czarną. Energia widm w postaci "kosmyków" przewędrowała z ciała jednego widma, do drugiego. Był to swoisty sposób na powitanie, potwierdzenie wzajemnej obecności oraz silnej więzi, łączącej braci krwi. Odsunęli się od siebie, lecz nie cofnęli się nawet o krok. Oba chwycili się dłońmi za ramiona, lustrując swe sylwetki spojrzeniami.
/Nie zmieniłeś się! Po tak długim czasie!/
/Dojrzałeś, braciszku. Mimo.../
/To nie była twoja wina. To był mój wybór, bracie. Moje poświęcenie, moja decyzja. Moja pokuta, moja kara, moje konsekwencje. Tak, jak mnie uczyłeś. Oddałem się tej planecie, oddałem rasie, którą objąłem opieką. Jeśli trzeba, zrobię to jeszcze raz./
/Nie, nie zrobisz. Nie pozwolę ci na to./
Rozmawiali ze sobą. Nodin wydawał się spokojny, ciepły oraz opanowany. W jego głosie dało się wyczuć ulgę, szczęście. Onuris był z kolei podekscytowany, głośny, naładowany pokładami energii. Ledwo trzymał się w sobie, by nie trząść się z ekscytacji. Z bliska dało się to doskonale ocenić. To definitywnie byli bracia, nie tacy, jak inne widma. Nodina i Onurisa łączyła krew, pochodzili od jednych rodziców, z jednej linii. Onuris był tym mniejszym, młodszym bratem. Choć był dobrze zbudowany, zadbany oraz wyposażony w masę mięśniową, to jednak Nodin był masywniejszy - choć nie przesadnie więcej - oraz wyższy, o dobre sześć centymetrów.
/A ta dwójka...?/
Zaczął czarnołuski, skinąwszy łbem na Noriko oraz Josha. Biały puścił swego brata, a następnie szybkim krokiem przemieścił się za Noriko, kucając za nią i kładąc obie dłonie na ramionach dziewczyny. Łeb wsunął nad jej prawe ramię, ustawiając go na wysokości jej głowy.
/Przyjaciele, którzy zadbali o me życie podczas straszliwych wydarzeń i momentu mej słabości. Noriko Ashida, zwana Surge, choć milej brzmi po prostu "Nori"./
Onuris teleportował się w delikatnym, białym błysku - prosto za plecy złocistego mutanta. Wpierw dłonie białołuskiego spoczęły na ramionach chłopaka, a następnie jego łeb wysunął się zza jego lewego ramienia, lekko przekrzywiony na bok, by kątem oka widział swego kompana.
/Joshua Foley, Elixir. Skracaj do "Josh". Przyjemniej brzmi./
Dłonie Onurisa zacisnęły się pewnym chwytem na ramionach młodego mutanta, a smok cofnął swój łeb i przesunął ciężar ciała na prawą nogę, następnie puszczając prawą dłoń i opierając ją na piasku. Wypchnął swe nogi do tyłu, podparł się pewnie na prawej nodze i przyjął pozycję "krokodylka", choć w zmodyfikowanej wersji, z lewą dłonią nadal na ramieniu Josha. Pozycja była dla niego o tyle możliwa, że był po prostu gigantyczny, w porównaniu ze złotym człowiekiem, więc nie było to dla niego wielkie wyzwanie. Łeb wsunął pod prawą dłoń Elixira, zerkając na niego kątem oka - tym razem z drugiej strony.
/Nigdy mnie nie głaskałeś. Zrób to, bo nie dam ci spokoju./
Brutalny szantaż, jakim właśnie posłużył się Onuris tylko utwierdził czarnołuskiego w przekonaniu, że ma do czynienia ze swym młodszym bratem. A młodszy brat naprawdę nie zamierzał odpuścić Joshowi, dopóki jego żądania nie zostaną spełnione. Do tego stopnia, że jeśli wyczuje próbę ingerencji w swój organizm, to pod dłonią stworzy delikatną warstwę białej energii, która niczym rękawiczki oddzieli go od bezpośredniego kontaktu z ramieniem mutanta. Oczywiście nie zwróci - celowo - uwagi, że młody może użyć swej mocy gdziekolwiek indziej. Choć raczej przy tym zabawnym szantażu, nie spodziewa się takiego rozegrania.
Urtagar stał z boku i nie przeszkadzał. Nie cofnął się, nawet gdy Onuris teleportował się tuż obok. Obserwował i analizował. Białołuskiemu wróciła moc, musiał złamać ciążącą na sobie klątwę. Wzrok powędrował na Nori, następnie na Nodina, a na końcu na Josha. Na nim się zatrzymał.
/Josh.../
Zaczął granatowo-biały smok, gdy tylko mutant skończył swą interakcję z Onurisem. Widmo klęknęło na prawym kolanie i obróciło się frontem do chłopaka, nawiązując z nim kontakt wzrokowy - niemalże od razu.
/Pomogłeś mi wrócić, ryzykując swym zdrowiem oraz życiem. Sprawdziłem twe intencje. Od początku wierzyłeś, że będziesz w stanie mi pomóc. Nie znając sytuacji, odmówiłeś możliwości zakończenia mego życia. Za to, masz mą wdzięczność. Jeśli będziesz kiedyś w potrzebie, w najczarniejszej godzinie skieruj swe myśli ku mnie. Urtagar przybędzie, kiedykolwiek będziesz mnie potrzebował./
Kończąc szczerą i poważną wypowiedź, granatowy spuścił swój łeb i przymknął na chwilę oczy, kłaniając się przed tym, który mu pomógł. Nie była to jednak przysięga obarczona zaklęciem. Urtagar dał mu swe słowo, zapewniając, że zdobyli właśnie kolejnego sojusznika. W końcu zawdzięczał mu swe życie. Egzekutorzy na pewno nie byliby tak wyrozumiali, jak również skorzy do pomocy. Mając przy tym znacznie lepsze możliwości udzielenia mu pomocy.
Onuris - po zakończeniu z Joshem - podszedł do Nodina i stanął przed nim wyprostowany, dumny.
/Wrócisz ze mną, gdy będziesz gotowy./
/Wrócę, bracie./
Onuris i Nodin złapał się przedramionami, wymieniając chwyty. Spojrzeli na siebie, po czym obaj cofnęli się o dwa kroki w tył. Nodin zerknął jeszcze na Josha i Noriko, skinął im łbem, po czym w czarnym błysku energii zniknął z wyspy. Podobnie uczynił Urtagar, choć w jego wypadku energia dopasowana była kolorystycznie do jego mocy. Młodzi mutanci zostali sami - z Onurisem. Ten opuścił na chwilę swój łeb i odetchnął spokojnie. Rozejrzał się po raz ostatni po okolicy, usuwając z niej pozostałości po sobie oraz Chrisie, co objawiło się w białej energii, która w kilku miejscach wypaliła ślady krwi, łusek czy kolców. Po wyczyszczeniu okolicy, białołuski podniósł swój wzrok na młodych przyjaciół, spoglądając na nich pytająco.
/Muszę uregulować waszą nieobecność... Nori jest mi winna znaczek. A ja wam - nagrodę./
Biały portal otworzył się tuż przed Onurisem. Po drugiej stronie widoczne było przejście, które wychodziło bezpośrednio na pokój Noriko. Portal był na tyle duży, by zmieścili się do niego zarówno Josh, Nori, jak i sam Onuris w swej anthro formie. Białołuski czekał jednak, aż jego "mali przyjaciele" przejdą pierwsi. To był dzień pełen wrażeń. A raczej godziny. [zt wszyscy, do wskazanego wyżej miejsca]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: ---   

Powrót do góry Go down
 
---
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety-
Skocz do: