Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Audytorium Lisnera

Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3588
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Audytorium Lisnera   Czw Sty 25, 2018 8:21 pm


Audytorium znajdujące się na terenie kampusu Uniwersytetu George'a Washingtona, położone w odległości około kilometra na zachód od Białego Domu. Regularnie występuje w nim między innymi Washington Concert Opera. Standardowo posiada tysiąc czterysta dziewięćdziesiąt siedzisk.

Wnętrze audytorium zobaczyć można tutaj i tutaj.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3588
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Wto Sty 30, 2018 3:01 pm

W audytorium tak naprawdę wszystko było już przygotowane od dawna - a jednak dookoła nieustannie uwijał się personel, w tym ochroniarze i agenci, załatwiający kolejne sprawy i zapinający różne rzeczy na ostatni guzik. W końcu musiało być idealnie, a przede wszystkim w pełni bezpiecznie - zważywszy nie tylko na tematykę spotkania, ale i na obecność wielu ważnych polityków, z samym prezydentem Stanów Zjednoczonych na czele. Na godzinę przed rozpoczęciem wydarzenia w budynku wręcz wrzało.
Na głównej sali ustawieni już zostali wszyscy odpowiadający za ochronę; znajdowali się głównie przy ścianach, scenie oraz przy wszystkich wejściach, nawet tych zamkniętych - na przykład pomiędzy rzędami wznoszących się siedzeń. Agenci posiadali do nich klucze, lecz jedyną drogą miały być drzwi w bocznej ścianie, wypadające po środku pomieszczenia i na prawo z punktu widzenia sceny... Chyba że dojdzie do problemów, gdyż w takim wypadku otworzone zostaną również pozostałe przejścia. Prawdopodobnym wydawało się, że za sceną też ktoś pilnował sytuacji i być może mieściły się tam kolejne drzwi, lecz z samej sali nie dało się tego zobaczyć... Tak jak i nie można było stwierdzić, że część personelu stanowili oddelegowani przez S.H.I.E.L.D. telepaci, czyli dodatkowa linia obrony. Na całość ochrony składali się właściwie głównie mężczyźni, ale wśród nich kręciło się również co nieco kobiet.
Obsługa wiedziała w jaki sposób kierować gości ku odpowiednim siedzeniom i czyniła to na podstawie rodzaju zaproszenia. Cały górny taras został przeznaczony na wszelkich biznesmenów, bogaczy, celebrytów i inne wpływowe osoby, które w ten czy inny sposób załatwiły sobie wejście na konferencję. Jako że te rzędy ciągnęły się w górę, pomimo odległości widok był z nich całkiem niezły. Pięć zestawów schodów pozwalało wygodnie dotrzeć na miejsce.
Dolny taras - ten mniejszy, przerywany wejściami, lecz wciąż pochyły - zajmować mieli głównie politycy, lecz wszyscy by się tam nie zmieścili, w związku z czym część z nich została przydzielona niżej, już do tych poziomych rzędów. Tam ich miejsca mieszały się z tymi dla zaproszonych osobistości - różnego rodzaju działaczy, reprezentantów organizacji, w tym grup bohaterów. Sam przód miała z kolei okupować prasa, między innymi ze względu na fotografów i kamerzystów, aby mogli łapać dobre ujęcia.
Po obu bokach sceny ustawiono schodki, więc najwyraźniej przewidywano, że w trakcie przebiegu konferencji dojdzie do jakiejś rotacji uczestników. Na podwyższeniu umieszczono długie stoły i liczne krzesła, w tle zaś wielką tablicę... Chyba elektroniczną, najprawdopodobniej mającą posłużyć do prezentowania przygotowanych materiałów.
Wszystkiemu towarzyszyło należyte nagłośnienie, a siedziska - dokładniej ich podłokietniki - wyposażone zostały w drobne urządzenia z mikrofonami, pozwalające na zgłoszenie chęci wypowiedzenia się, a następnie na przemówienie. Mechanizmem tym zapewne miał sterować ktoś z organizacji wydarzenia. Drobne światełko informowało uczestnika o tym, że jego mikrofon jest aktywny, gdy zapalało się na zielono.
Do audytorium nie wchodziło się jednak tak po prostu z ulicy. Najpierw trzeba było przejść przez sporych rozmiarów hol, w nim zaś ustawiono kolejne stanowiska ochrony, zawierające między innymi bramki wykrywające metale oraz kolejnych telepatów. Wszystko odbywało się uprzejmie, ale konkretnie. Personel traktował tę konferencję bardzo poważnie.

Pozostawała jeszcze tylko godzina do rozpoczęcia - a tu przez problem z poprzednimi bramkami dopiero co sprowadzono i rozstawiono nowy sprzęt na ich miejsce. Kiedy da Costa i Rize dotarli na miejsce, na szczęście wszystko już działało. Kobieta na moment zostawiła Roberto przy agentach, aby mógł w spokoju przejść przez wykrywacze metalu, sama zaś oddaliła się na kilka kroków i odbyła szybką, cichą rozmowę z jakimś mężczyzną w garniturze... Co kiepsko go opisywało, bo większość zebranych miała na sobie takie oficjalne stroje. Osobnik był dość młody i raczej nie kojarzył się z nikim konkretnym - na przykład znanym z mediów - więc mógł to być jakiś asystent czy inny element obsługi.
O tej porze gości było jeszcze niewielu, więc przynajmniej zabawa z ochroną trwała krótko. Już w chwilę później do Roberto dołączyła więc Rize, która zapewniła personel, że wskaże mu miejsce. Razem udali się na salę, po drodze wciąż mijając kolejnych agentów. W środku siedziało może kilkanaście osób, w większości rozrzuconych daleko od siebie, pomijając ze dwie parki. Sunspot mógł rozpoznać tu czy tam jakiegoś senatora czy właściciela wielkiej firmy, ale póki co w pomieszczeniu nie było jeszcze nikogo bardzo interesującego.
-Siedzenia nie są przydzielone do nazwisk, możesz zająć dowolne w górnym sektorze, czyli od rzędu HH... To tam, gdzie się przedłużają- poinformowała doradczyni, zatrzymując się na moment w przejściu pomiędzy poziomymi miejscami i tarasem, blisko jednych z zamkniętych drzwi oraz schodów.

***

Pojawiać się i pisać możecie w dowolnej kolejności, chyba że coś zostanie wymuszone przez moje mg lub posty innych osób. W tej chwili nie muszą jeszcze natychmiast dołączać wszyscy, bo to logiczne, że przybywanie gości rozciągnie się w czasie. Docierajcie na miejsce, przechodźcie przez ochronę, zajmujcie swoje miejsca, rozglądajcie się, dyskutujcie. Za kilka kolejek zostaną zamknięte drzwi, od tego czasu oficjalnie rozpocznie się konferencja - i nikt więcej już nie dołączy, więc tego sobie pilnujcie.

Gdyby komuś zależało na mapce audytorium z góry, to proszę bardzo. Dolny taras kończy się na GG, od HH zaczyna się górny.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Wto Sty 30, 2018 7:19 pm

Spacer w stronę miejsca konferencji był przyjemny. Ładna pogoda, ładne towarzystwo. Nie musieli się spieszyć, bo mieli jeszcze bardzo dużo czasu. Berto zagadywał kobietę o różne, nieistotne rzeczy. Nie poruszał już tematu konferencji, bo tej będą mieli niedługo dość. Lepiej zachować luźną rozmowę i pozory zwykłego spaceru. Nawet zaoferował Dinah swoje ramię. Zupełnie mu nie przeszkadzał taki spacer przez miasto, gdzie każdy mógł ich zobaczyć.
W końcu dotarli pod budynek uniwersytetu, gdzie w audytorium miało się odbyć to wielkie spotkanie, które być może zadecyduje o przyszłości mutantów. Pożegnał się chwilowo z panną Rize, musiał przejść wszystkie procedury, jak chociażby przechodzenie przez te bramki. Co sprawiło, że chwilowo musiał zdjąć zegarek z ręki, bo bramka na niego reagowała. Musiał też pokazać swoje zaproszenie, która dostał ledwie godzinę temu. W końcu Dinah mogła ponownie do niego dołączyć po krótkiej rozmowie z jednym z garniturowców. Dobrze, że on się zdecydował na kamizelkę, przynajmniej nie do końca wyglądał jak cała ta ochrona, jednolicie ubrana.
Zasalutował ochronie z uśmiechem i ruszył za swoją towarzyszką do wnętrza sali, zaraz też się rozglądając dookoła z zaciekawieniem. Do rozpoczęcia jeszcze było mnóstwo czasu, więc mało które siedzenie było już zajęte.
Wysłuchał Rize, przy okazji spoglądając w stronę górnego sektora i patrząc po siedzeniach. Znajdzie sobie jakieś dobre miejsce, by mieć doskonały widok. Przy okazji również spojrzał na siedzenia blisko nich, zauważając na każdym mikrofon. Ciekawy bajer. Bardzo przydatny. Każdego będzie słychać głośno i wyraźnie, gdyby chciał się wypowiedzieć lub zapytać o coś. Jak widać, pomyślano o wszystkim.
- A ty gdzie będziesz siedziała? W końcu mam zobaczyć, kto będzie siedział obok ciebie. Muszę wiedzieć, gdzie patrzeć. - zwrócił się po dłuższej chwili przyglądania się miejscom. Dinah wzbudziła jego ciekawość tym wspomnieniem o blond towarzyszce, więc teraz Latynos koniecznie musiał wiedzieć, kogo miała na myśli. Na razie jeszcze nie kierował się w stronę swojego sektora, stojąc obok kobiety i czekając na odpowiedź. Dopóki ona sama nie da mu znać, że ma jeszcze coś do załatwienia i musi się oddalić, nie planował się ruszać z miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3588
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Wto Sty 30, 2018 10:46 pm

Towarzyszka Roberto na moment oparła dłonie na biodrach, a jej spojrzenie przesunęło się w stronę sceny, co dało się poznać przede wszystkim po tym, że częściowo obróciła ku niej głowę.
-Na dole, blisko środkowego przejścia, kawałek za miejscami dla przedstawicieli mediów. Będę się trzymać w najbliższym otoczeniu prezydenta, więc nie powinieneś mieć problemów z wypatrzeniem nas- wyjaśniła, więc najprawdopodobniej wykorzystała tę chwilę, aby przeskanować wzrokiem siedzenia... Ewentualnie sprawdzała kto znajdował się już w sali.
-Mam jeszcze do załatwienia kilka spraw, więc rozgość się na górze. Porozmawiamy później- dodała, znów zwracając twarz bezpośrednio ku Sunspotowi. Zaraz potem skinęła mu głową na pożegnanie i oddaliła się w stronę wyjścia z sali, zatrzymując się na parę sekund przy drzwiach i wyraźnie wymieniając kilka zdań z jednym z agentów, nim ruszyła dalej.

Roberto nie pozostawało więc nic innego, jak tylko udać się na taras i znaleźć sobie jak najlepsze miejsce. Wybór miał ogromny - z przodu, z tyłu, po bokach, na środku... Zależało to właściwie tylko od niego. Ot, takie zalety przybywania sporo przed czasem.
Ten jednak powoli mijał, a ludzie się schodzili. Na początku było to zaledwie parę kolejnych osób, ale stopniowo coraz więcej i więcej; po upływie pół godziny na sali zebrał się już niezły tłum, choć wciąż nie wszystkie miejsca zostały zajęte - a gości w dalszym ciągu przybywało...
... I znajomych twarzy również, choć pewnie nie ze wszystkimi z nich da Costa chciałby wchodzić w publiczny kontakt. W niektórych obecnych mógł nawet rozpoznać osoby należące do Hellfire Club - zaczynając od szeregowych członków, którzy raczej nie mieli pojęcia o prawdziwej działalności klubu, kończąc zaś na tych wysoko postawionych i z pewnością dobrze zorientowanych w sytuacji. Część z nich zauważała też Roberto; niektórzy ograniczali się do kiwnięcia mu głową w ramach odległego powitania, w oczach innych dało się poznać zastanowienie, wyrachowanie... Czasem chłód. Hellfire Club mógł działać wspólnie, by zrealizować swoje cele, lecz wśród należących do niego bogaczy stale trwały intrygi i rywalizacje, mające wynieść tego czy owego na szczyt, a zaszkodzić jeszcze innemu. Przynajmniej póki co nikt nie uznał za stosowne przysiąść się do Sunspota.
Na jakieś dziesięć, piętnaście minut przez godziną czternastą - o której to oficjalnie miała się rozpocząć konferencja - wszystko zdawało się być już gotowe, wliczając w to rozstawionych reporterów, fotografów i kamerzystów. Na dole, mniej więcej na środku sali, wyraźnie brakowało grupy osób i można się było domyślać, że to właśnie tam trzymano miejsca dla prezydenta i jego świty. Rize z kolei od pewnego czasu krążyła po sali, to zagadując o coś jakiegoś agenta, to nachylając się do tego czy tamtego gościa, ale nigdy na długo.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Czw Lut 01, 2018 3:03 pm

Berto powtórzył ruch Rize i również spojrzał w dół, na przednie rzędy, przyglądając się im i notując w głowie, gdzie jest środkowe przejście. Prezydenta rozpozna bez problemu. Pewnie ochrona też będzie się trzymać bardzo blisko niego. Jakby nie patrzeć, głowa państwa.
- Raczej nie będę miał problemu z odnalezieniem was w tym tłumie. Będę się przyglądał. - skinął lekko głową na jej słowa. Dziennikarzy tez na pewno rozpozna, chociażby po aparatach.
- Do zobaczenia. Dinah. - zwrócił się do kobiety z uśmiechem. Specjalnie na sam koniec używając jej imienia, by na pożegnanie wywrzeć na niej jak najlepsze wrażenie. Chwilę patrzał za Rize, po czym ponownie się rozejrzał po sali. Póki co nie widział nikogo wartego jego uwagi. I tak na sali było ledwie kilkanaście osób w tej chwili.
Obrócił się w stronę tarasu i wybrał sobie jedno z siedzeń, mniej więcej po środku sali, by mieć taki sam widok na obie strony. Nie wiedząc już o tym, że środek wydawał się być najważniejszy, a on jednak miał o sobie wysokie mniemanie. Z przyzwyczajenia. Zawsze był kimś ważnym.
Chwilowo nie mógł nikogo zaszczycić swoją osobą, więc wyjął telefon z kieszeni i skoncentrował na nim całą swoją uwagę. Odpisał krótko na najnowszą wiadomość od nerdzików, dziękując za raport i odpisując, że liczy na ciekawe wyniki z badań tego meteorytu. Nie mając nic więcej pilnego do załatwienia po prostu włączył sobie jakąś grę na telefonie i zajął się nią. Oczywiście przyciszył telefon choć nie wyłączył dźwięku całkiem. To zrobi na krótko przed konferencją. Bo tak wypadało. Nawet jeśli nigdzie nie było informacji na temat wyłączania telefonów to dobre wychowanie wymagało tego.
Na jakieś pół godziny przed rozpoczęciem konferencji Latynos wyłączył grę, wyciszył telefon i schował go do kieszeni. Najwyższy czas zacząć się zainteresować gośćmi tego wielkiego wydarzenia. Mężczyzna rozglądał się, rozpoznając sporo sławnych osób, ale także i osób, które znał osobiście, choćby tylko z widzenia. Członkowie Hellfire Club. Dziwnie było ich zobaczyć po tak długim czasie. Ostatnio nie bywał tam, miał zbyt wiele na głowie. Niektórych obdarzał uśmiechem, mniej lub bardziej ciepłym, w zależności od osoby. Do paru osób uniósł nawet lekko rękę na powitanie. Obowiązkowo kobiety przyciągały długie spojrzenie z jego strony i czarujący uśmiech. Starał się nie plątać w intrygi tych bogaczy i dla wszystkich być uprzejmym.
Czasu było coraz mniej, a ludzi coraz więcej. Sala była już niemal pełna. Brakowało najważniejszej osobistości i Berto widziała, gdzie jest miejsce dla niej. Rozglądał się również w poszukiwaniu Rize, której nie było na jej miejscu. Widział, że krąży po pomieszczeniu i zagaduje niektóre osoby. On jego siedział na swoim miejscu, nie chcąc, by ktoś je zajął przypadkiem. Czekał aż Dinah zajmie swoje miejsce, a obok niej jej tajemnicza towarzyszka. Może też ktoś znajomy w końcu się dosiądzie do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3588
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Wto Lut 06, 2018 9:15 pm

Przy takim napływie gości łatwo dało się przeoczyć fakt, że ochrony również przybyło - i to nie tylko tej miejscowej, ale i agentów, zapewne należących do S.H.I.E.L.D., ale może i do innych agencji. Ci ostatni niby mieli na sobie garnitury - czy kostiumy w przypadku kobiet - lecz na ogół wyróżniali się swoją postawą i zachowaniem. Niektórzy siadali na sali, mniej więcej w równych odstępach od siebie, ale większość stała przy ścianach czy wejściach.
Szum toczonych dookoła rozmów z pewnością rozpraszał, a z przodu już teraz charakterystyczne błyski świadczyły o robieniu zdjęć... Niektórzy obecni wyraźnie zwracali na siebie większą uwagę od innych. Część z nich nawet specjalnie o to zabiegała - co można  było stwierdzić chociażby po tym, że parę osób samo zeszło na dół do reporterów... Przede wszystkim politycy, którzy najpewniej chcieli wykorzystać tę okazję do podkreślenia swoich podglądów i przypomnienia o sobie wyborcom. Całe to zamieszanie mogło przyprawiać o ból głowy i zdecydowanie nie ułatwiało pracy ochronie.
Czas mijał, termin rozpoczęcia powoli się zbliżał - i w końcu zainteresowanie sporej części sali zdobyło przybycie prezydenta, odprowadzanego nie tylko przez jego najbliższe otoczenie, ale i kolejne osoby odpowiedzialne za jego bezpieczeństwo. Jego pojawienie się chyba w największym stopniu przyciągnęło uwagę dziennikarzy, którzy porzucili swoje dotychczasowe cele - ale na przykład Rize również zrezygnowała z kręcenia się po sali i zbliżyła się do pochodu, aby chwilę później móc wślizgnąć się na jedno z siedzeń w pobliżu prezydenta, choć nie bezpośrednio przy nim. Obok kobiety zostało jeszcze wolne miejsce - zapewne trzymane dla osoby, o której wcześniej wspomniała w rozmowie z Roberto.
Wszystko to posłużyło z kolei praktycznie za zasłonę dymną dla każdego, kto w tym czasie wkroczył do środka. Wśród takich gości znalazła się między innymi Scarlet Witch... Choć w tym wypadku należałoby chyba powiedzieć, że Wanda Maximoff, gdyż kobieta była w cywilnym stroju, nawet jeżeli wciąż czerwonym. Ten konkretny zasłaniał więcej od jej kostiumu i nie przylegał tak ściśle do ciała, więc dużo bardziej nadawał się na oficjalną okazję. Bohaterka sprawiała wrażenie lekko zagubionej, ewentualnie zestresowanej, ale jeden z agentów szybko ją zauważył, wskazał jej miejsce z przodu i tam właśnie się udała. Usiadła kilka rzędów za przedstawicielami mediów, blisko środka sali.
Biorąc pod uwagę to, że do wyznaczonej godziny rozpoczęcia konferencji zostało jeszcze tylko kilka minut, a na scenie trwały już ostatnie przygotowania - dokładniej technicy sprawdzali coś przy wielkim ekranie - wszystko wskazywało na to, że o dziwo wydarzenie miało się rozpocząć bez poślizgu. Na sali zostało trochę wolnych miejsc, ale niewiele, głównie na dole, nie zaś na tarasie. Ciężko powiedzieć czy powinny być puste - czy po prostu ktoś się nie stawił.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Sob Lut 10, 2018 8:38 pm

Do rozpoczęcia konferencji brakowało już tylko kilku minut. Jeśli oczywiście ta rozpocznie się punktualnie. Wyglądało na to, że niemal wszystko było już dopięte na ostatni guzik. Ochrony było od groma, tak jak powinno być. Pewnie agenci S.H.I.E.L.D. i nie tylko.
Odgłosy fleszy na chwilę przykuły jego uwagę. Skierował swoje spojrzenie w dół i przyglądał się chwilę dziennikarzom. Uśmiechnął się pod nosem, patrząc jak ci wszyscy politycy łaszą się o zdjęcia i wpychając w kadr. To było takie zabawne. Tak bardzo musieli zabiegać o uwagę. Berto sam lubił być w centrum uwagi, ale nigdy się tak nie pchał do reporterów i dziennikarzy. Wolał kiedy ktoś pierwszy zwracał na niego uwagę.
W końcu na sali pojawił się również prezydent, niemal na ostatnią chwilę. Pewnie tym samym chcąc zrobić sobie dobre wejście. W końcu jeszcze kilka minut i byłby spóźniony. Nie zawiódł jednak wszystkich i się pojawił. To wywołało lekkie zamieszanie wśród dziennikarzy, którzy od razu się nim zainteresowali.
Po chwili zauważył również, że i Rize zbliżyła się w stronę grupki otaczającej głowę państwa. Zajęła miejsce, które wcześniej mu wskazała. Niestety miejsce tuż obok niej nadal było puste. Nie było mu jeszcze dane poznać blond towarzyski kobiety. Musiał czekać. Miał tylko nadzieję, że ta osóbka się pojawi faktycznie.
Powoli zaczął wędrować wzrokiem po sali, szukając kolejnych znajomych twarzy. Wkrótce wypatrzył jedną i na jego twarzy wykwitł uśmiech. Scarlet Witch. Jedna z Avengers. Wiedział, że ktoś z tej grupy tu się pojawi. Akurat ta dziewczyna była dobrym wyborem. Była Mścicielką i jednocześnie mutantką. Mogła reprezentować obie strony. I pokazać, że mutanci też mogą służyć państwu. Powiódł za nią wzrokiem, dopóki Wanda nie zajęła wyznaczonego jej miejsca. Chwilkę wpatrywał się w jej plecy, po czym już skoncentrował swoje spojrzenie na scenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 90
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Sro Lut 14, 2018 11:17 pm

Cichy dźwięk wibracji oraz rzecz jasna - a pewnie nawet przede wszystkim - ich drgania mogły zwrócić uwagę Bobby'ego na jego telefon. Wiadomość przyszła z dobrze mu znanego i zapisanego w pamięci urządzenia numeru.
"Kazałeś składać raporty, szefie. Jestem pod LA, minionki wykryły jakieś źródło energii, póki co okolica spokojna. Odezwę się. Obiad później?"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone

avatar

Liczba postów : 207
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Czw Lut 15, 2018 1:54 am

Moonstone przybyła na konferencję lekko spóźniona. Wszystko to wynikało z nadmiaru papierkowej roboty, którą musiała odwalić po przejęciu ładunku broni gangu Hooda. Któż by pomyślał, że w szeregach Thunderbolts biurokracja może okazać się najgorszym przeciwnikiem. Musiała tylko teraz zgarnąć swoje zaproszenie oraz suknię, którą ostatnio kupiła. Przygotowania pełną parą, zaś Felicia chyba miała inne plany co do konferencji więc zapowiadało się, że Karla pójdzie sama. Cóż jej wybór. Sofen po przebraniu się w czarną, długą suknię z wykrojonym z materiału ying yang na piersi oraz lekkim wcięciem (w stylu chińskich sukni), przywołała swój strój. Nie chciała, by w trakcie lotu coś się stało z jej ubraniem, dlatego to była najlepsza opcja zabezpieczenia ubioru. Po co miała się przebierać na miejscu, skoro może wykorzystać własny kamień jako swego rodzaju pokrowiec? Dodatkiem oczywiście były czarne buty na obcasie oraz torebka w tym samym kolorze, w której trzymała niezbędne rzeczy. Mini zestaw do makijażu, by go w razie czego poprawić, szczotkę, zaproszenie, komórkę, identyfikator członkini thunderbolts oraz notesik z długopisem i kartę bankową. Nigdy nie wiadomo co może okazać się potrzebne!
W każdym razie blondynka przed wyjściem jeszcze się uczesała. Włosy postanowiła rozpuścić luźno i potraktować je lakierem, by nadać im blasku. Musiała dobrze wyglądać w telewizji, w końcu ma być nową twarzą Thunderbolts. Blondynka wylądowała tuż przy tylnym wejściu. Miała być ochroniarzem prezydenta, więc nie musiała wchodzić od frontu jak plebs, tylko należało wejść od tyłu, tak jak ochrona wydarzenia. Tam pewnie ktoś będzie stał, kto ją poprowadzi. Lądując dezaktywowała swój strój i tym sposobem była już na miejscu przebrana. Karla skierowała się przez budynek do miejsca, które zostało jej wyznaczone na zaproszeniu. Oczywiście gdzieś na sali mogła dojrzeć Scarlet Witch, która była nieco zagubiona oraz Roberto, którego mogła kojarzyć chociażby z gazet jako wpływowego biznesmana. Bardziej jednak uwagę przykuwała Rize i tam zapewne w pobliżu prezydenta było jej miejsce. Tam też skierowała się Karla, by po chwili rzucić siedzącym przyjazny uśmiech i należycie się przywitać. Przy okazji przepraszając za drobne spóźnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3588
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Pią Lut 16, 2018 6:59 pm

Ruch na sali stopniowo ustawał, choć szum rozmów ani trochę, chyba nawet wręcz przeciwnie - wzmagał się i zdradzał coraz większą ekscytację zebranych gości. Z drugiej strony przynajmniej krążące do tej pory osoby wracały już na swoje miejsca, przez co tym łatwiej dało się ustalić, że tych faktycznie wolnych zostało malutko.
Ktoś zajął w końcu jedno z siedzeń przy Roberto; był to schludny mężczyzna w wieku około trzydziestu lat, więc raczej nie właściciel jakiejś firmy czy nawet członek jej zarządu - choć da Costa mógł stwierdzić po samym sobie, że istniała taka opcja. Młody wiek prędzej wskazywał jednak na kogoś w rodzaju oddelegowanego przedstawiciela... Tak samo jak i natychmiastowe wyjęcie palmtopa, być może do notowania. Nim to jednak uczynił, delikwent skinął głowa na powitanie obu swoim sąsiadom, więc był chociaż wystarczająco dobrze wychowany.
Z góry Karla była dość dobrze widoczna, szczególnie teraz, gdy robiło się luźniej... Nie wspominając już nawet o tym, że na tle ciemnych strojów i przeważających liczebnie mężczyzn wyróżniała się zarówno swoją płcią, jak i jasnymi włosami. Część fotografów nawet się nią zainteresowała, chociaż mogło to też wynikać z faktu, że Moonstone nadeszła z innej strony od większości przybywających.
Kobieta znalazła swoje miejsce tuż obok Rize, a więc jednocześnie bardzo blisko prezydenta. Po wymienieniu z doradczynią powitań i obowiązkowych w takiej sytuacji uprzejmości - jak na przykład tych przeprosin za spóźnienie i zapewnień, że nic się nie stało - mogły już przejść do istotniejszych tematów.
-Wygląda na to, że zaczniemy punktualnie. Jak do tej pory ochrona nie zgłosiła niczego poważnego, choć jakąś godzinę temu mieliśmy problemy z wykrywaczami metalu. Reagowały bez wyraźnego powodu, więc ostatecznie musieliśmy wymienić je na inne. Poza tym było i jest spokojnie- streściła Rize. Wszystko to prezentowało się chyba aż za dobrze.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 95
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Sob Lut 17, 2018 10:43 am

Coraz więcej siedzeń było zajmowanych. Już tylko pojedyncze miejsca świeciły pustkami. Albo ktoś pojawi się dosłownie w ostatniej minucie, albo komuś zabrakło czasu i nie będzie mógł się pojawić tutaj. Obie opcje były równie prawdopodobne. Berto zresztą nie interesował się tymi pustymi miejscami. Poza jednym. Tym obok Dinah Rize. To jedno konkretne miejsce miało pełną jego uwagę. Wyczekiwał na zapowiedzianą blondynkę, coraz bardziej ciekaw, o kogo może chodzić.
W między czasie siedzenie koło niego zostało zajęte przez nieco starszego od niego mężczyznę. Odwzajemnił gest skinięcia głową, uśmiechając się przy tym delikatnie. Rzucił jedynie krótko wzrokiem na palmtopa i wrócił do obserwowania otoczenia.
W końcu jego czekanie się skończyło. Na salę weszła kobieta w długiej sukni i długich blond włosach. Latynos nie dość, że ją sobie obejrzał z góry na dół, jak to facet doceniający kobiece walory, to jeszcze spoglądał za nią, by zobaczyć czy to właśnie ona miała zająć to jedno konkretne krzesło.
Oczywiście, że kojarzył kobietę. Karla jakaśtam. Jeśli pamięć go nie myliła, blondynka była psychologiem. Albo psychiatrą? Czymś z psycho. Nie był już pewien. Informacje na temat członków grupy czytał tuż po tym, jak w Hollywood doszło do tej nieszczęsnej tragedii. No i widział ją na nagraniach. W dodatku informacje czytał pobieżnie i nie było ich zbyt dużo. Będzie musiał poprosić nerdziki o zbadanie tego dokładniej. Zwłaszcza, że kobieta zajęła to konkretne miejsce. Tuż przy Rize. Blisko prezydenta. Co przy jego obecnej wiedzy nie miało większego sensu. Tak, zdecydowanie trzeba będzie się temu przyjrzeć dokładniej.
Z rozmyślań wyrwały go nagłe wibracje jego telefonu. Aż drgnął lekko. Sięgnął do kieszeni i wyjął telefon, zerkając na jego ekran. Samuel. Aż się bał odczytać wiadomość, ale musiał to zrobić. Nieodpisanie byłoby równie podejrzane. Zerknął na zawartość i odetchnął lekko. Po krótkiej chwili namysłu odpisał na smsa i schował telefon z powrotem do kieszeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 117
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Sob Lut 17, 2018 5:51 pm

Audytorium mieściło się na terenie kampusu Uniwersytetu Jerzego Waszyngtona. Największej uczelni w regionie i jednej z największych w kraju. Ze względu na przeszłość, miejsce było ściśle związane z polityką i nie dziwiło go, że to tutaj zdecydowano się zorganizować tak ważne w oczach wielu wydarzenie. Nie wzbudzając większego zainteresowania, co w tym przypadku nie było czymś zaskakującym, wylądował tuż przed głównym wejściem, a następnie wolnym krokiem wszedł do środka. Obecność prezydenta, ale także wielu innych ważnych osobistości sprawiła, że zastosowane środki bezpieczeństwa stały na najwyższym możliwym poziomie i to od razu rzucało się w oczy. Mnóstwo ochroniarzy, Secret Service, S.H.I.E.L.D. i za pewne wiele innych agencji, których funkcjonariusze zostali na tę okazję ściągnięci do Waszyngtonu. Widać było, iż wszyscy podchodzą do tego z należytą powagą. Syntezoid zaczął nawet myśleć, że może pomylił się w swojej wcześniejszej ocenie całego przedsięwzięcia.
Jego obecność w zastępstwie Tony’ego Starka została zaanonsowana organizatorom z niewielkim wyprzedzeniem, więc nikt nie czynił z tego powodu problemów. Zgodnie z wytycznymi ochrony musiał przejść wszelkie procedury bezpieczeństwa, którym poddawali się wszyscy inni. To zrozumiałe. Z różnych okazji spotykał się z podobnymi środkami bezpieczeństwa już wielokrotnie, nie miał więc z tym żadnego problemu. Przechodził kolejne etapy, nie chcąc utrudniać pracy i tak już obciążonemu wieloma obowiązkami i zmęczonemu personelowi. Gdy było po wszystkim, mógł już bez przeszkód skierować do głównej sali, gdzie za kilka chwil rozpocząć miało się w teorii być może najważniejsze społeczne i polityczne wydarzenie ostatnich lat. Natychmiast zauważył, że przybył jako jeden z ostatnich zaproszonych gości.
- Dziękuję. – uprzejmie odpowiedział osobie, która wskazała mu kilka wciąż wolnych miejsc w części przeznaczonej dla polityków oraz części zaproszonych bohaterów reprezentujących różne grupy i strony „konfliktu”. Szybko rozejrzał się po zgromadzonych w poszukiwaniu znajomych mu twarzy. Choć nie zjawił się tu w celach towarzyskich miał nadzieję, iż uda mu się znaleźć miejsce przy którejś z nich. Niestety nie miał tyle szczęścia. Co prawda osób, które znał naliczył dość sporo, jednak przy żadnej nie dostrzegł siedziska, które mógłby zająć. Zjawiając się tak późno, musiał tego właśnie oczekiwać. Zadowolił się fotelem znajdującym się nieco bardziej po lewej stronie audytorium. Wymienił uprzejmości ze swoimi sąsiadami, po czym usiadł wyczekując oficjalnego rozpoczęcia konferencji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3588
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Yesterday at 9:54 pm

Vision pojawił się na krótką chwilę przed zablokowaniem drzwi - tuż po tym, jak zajął swoje miejsce i przywitał się z sąsiadami, główne wejście zostało zamknięte, choć można się było domyślać, że to znajdujące się za sceną traktowano trochę inaczej. Grunt, że od tej pory nikt nie miał już być wpuszczany na salę - a przynajmniej nikt ze spóźnionych gości. Ochroniarze i agenci pilnowali sytuacji zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.
Przez ten czas technicy zniknęli już ze sceny, tym samym zwalniając ją dla osób, które najwyraźniej miały rozpocząć konferencję. Było ich osiem, w tym dwie kobiety i sześciu mężczyzn - dominowała wśród nich rasa biała lub przynajmniej na pierwszy rzut oka na nią wyglądająca, lecz dwóch mężczyzn posiadało azjatyckie rysy twarzy, a kolorystyka jednej z kobiet była nieco ciemniejsza, sugerująca latynoskie korzenie. Część zebranych zapewne rozpoznawała w tej ostatniej doktor Aviles, którą media przedstawiały jako głowę zespołu badawczego. Na tej podstawie można się było domyślać, że scenę zajęli - przynajmniej częściowo - naukowcy.
Gromadka ta rozsiadła się wzdłuż jednego ze stołów, oczywiście przodem do sali, nie blokując widoku na ekran, który miała po swojej prawej stronie. Niektórzy przynieśli ze sobą jakieś papiery, inni nie; Aviles wzięła ich całkiem sporo. O dziwo jednak to nie ona podniosła się w pewnym momencie z miejsca, lecz mężczyzna siedzący obok niej - który zabrał ze sobą mikrofon i przez przerwę pomiędzy stołami wyszedł na przód, bliżej ekranu.
-Panie i panowie, witam i dziękuję za tak liczne przybycie. Nazywam się doktor Christopher Walton i wraz z moimi koleżankami i kolegami jestem odpowiedzialny za odkrycie źródła rozprzestrzeniających się w ostatnich latach naturalnych ludzkich mutacji- zaczął, choć przynajmniej kilka osób obecnych na sali mogło wiedzieć, że przesadzał, świadomie lub nie... Bo w końcu w pewnych sferach gen X znano już wcześniej - i to dużo wcześniej. Naukowiec albo więc umyślnie kłamał, albo nie wiedział, że on i jego drużyna nie byli wcale pierwsi. Po jego zachowaniu nie dało się tego stwierdzić. Wydawał się być pewny siebie, a nawet trochę podekscytowany, uśmiechał się... Nic podejrzanego.
-Zanim moja koleżanka zaprezentuje szczegóły naszych badań, postaram się w uproszczeniu przedstawić państwu pewną bazę dla dalszych informacji, abyśmy mogli uniknąć nieporozumień. Otóż do mutacji dochodzi wówczas, gdy materiał genetyczny komórki zmienia się w sposób nagły, a efekty takich zmian mogą, lecz nie muszą być przekazywane potomstwu. Na ogół następuje to losowo, lecz istnieją mutageny, takie jak promieniowanie czy substancje chemiczne, które są w stanie sprowokować mutację. Większość naturalnych mutacji określamy mianem obojętnych, gdyż nie wpływają na organizm, rzadziej zdarzają się zaś te korzystne lub niekorzystne. Dla przykładu, jedna mutacja może spowodować wystąpienie zespołu Turnera, czyli wad wrodzonych, inne z kolei odpowiadają za to, że część społeczeństwa może się pochwalić blond włosami, niebieskimi oczami i jasną cerą- tutaj mężczyzna uśmiechnął się trochę szerzej. Ktoś nadwrażliwy mógłby uznać za nietaktowne, że zaprezentował taką kolorystykę jako przykład, najwyraźniej, pozytywnej mutacji... Ale być może po prostu niefortunnie dobrał słowa.
-Jestem pewien, że są państwo w stanie z biegu wymienić te wyjątkowo popularne i widowiskowe przypadki ludzkich mutacji, jak chociażby niesamowitego Hulka czy Fantastyczną Czwórkę, lecz zmiany w ich organizmach zaszły pod wpływem środowiska, czyli czynników zewnętrznych, w dodatku bardzo rzadkich, które raczej nie wyprodukują nam masowo zastępów super-ludzi. My trafiliśmy zaś na coś zupełnie innego...- Walton zawiesił na moment głos i obrócił całe swoje ciało tak, aby co prawda nie odwracać się całkiem od sali, lecz mimo to spojrzeć na swoich towarzyszy. Uniósł nawet rękę, aby otwartą dłonią jednocześnie wskazać i zaprosić kobietę, na której skupił wzrok.
-Doktor Aviles- dodał jeszcze w ramach przedstawienia, a jego koleżanka w końcu wstała z miejsca. W porównaniu do niego zachowywała się bardziej sztywno; nie było to strasznie widoczne, ale jednak zauważalne, gdyby ktoś skupił się na jej ruchach czy mimice. Być może to dlatego nie prowadziła od początku? Nie czuła się tak pewnie przed pełnym audytorium? Nie byłoby to nic dziwnego.
Walton i Aviles wymienili się rolami; on wrócił za stół, ona zaś powoli wyszła na przód, po drodze przejmując mikrofon. Nie zabrała ze sobą notatek, które w dalszym ciągu spoczywały na blacie, ale wyglądała trochę tak, jak gdyby tego żałowała. Mimo to postarała się o krótki uśmiech, nim rzuciła okiem na bok sceny... Gdzie wcześniej zniknęli techniczni. Sekundę czy dwie później kiwnęła głową i spojrzała już na zebranych.
-Dziękuję za to wprowadzenie. Jak powiedział mój kolega, w trakcie naszych badań udało nam się odnaleźć coś wyjątkowego, na czym skupiliśmy całą naszą dalszą pracę. Jak zapewne państwo wiedzą, zdrowy człowiek posiada dwadzieścia trzy pary chromosomów, z czego dwadzieścia dwie są autosomalne, ostatnia zaś determinuje płeć- podczas gdy to mówiła, ekran w końcu obudził się do życia. Na jego powierzchni wyświetliła się komputerowa wizualizacja - przypominająca kształtem nieregularne, lekko wygięte X, zakończone niemalże na ostro, a także z niewielkim zgrubieniem na środku, jak gdyby ramiona odchodziły od kuli. Obraz poruszał się powoli wokół własnej - pionowej - osi.
-Właśnie na chromosomach płci namierzyliśmy gen mutujący. Nie wiemy o nim jeszcze wszystkiego, wciąż uczymy się nowych rzeczy, lecz na podstawie próbek, do których mieliśmy dostęp, udało nam się ustalić ogólny schemat jego działania. Aktywny gen mutujący przez transkrypcję i translację doprowadza do wytwarzania nieznanego nam do tej pory białka. To ono produkuje chemiczne sygnały wywołujące dalsze mutacje na innych genach- w trakcie tej części przemowy obraz na ekranie się zmienił, w prosty sposób ukazując słowa kobiety. Choć... Prawdę mówiąc w "prosty" dla kogoś, kto pewnie znał się już trochę na temacie, a nie przyszedł tutaj z niczym.
-Dzięki wywiadom z osobami posiadającymi aktywny gen mutujący określiliśmy z kolei okoliczności, w jakich najczęściej do tych mutacji dochodzi. Wygląda na to, że większość zmian pojawia się w okresie dojrzewania, najczęściej pod wpływem czynników zewnętrznych, takich jak stres, strach, trauma, ale i nawet długotrwały głód- ekran wciąż jeszcze nadganiał demonstrowanie technicznej strony mutacji, a Aviles spojrzała na niego przez ramię, być może kontrolnie, aby ocenić na jakim etapie znajdowała się prezentacja.
-Szczególnie częste okazały się mutacje fizyczne, a dokładniej zwierzęce, opierające się na wysoce rozwiniętych atrybutach pokroju siły, wytrzymałości czy zwinności, a także powodujące wytwarzanie dodatkowych cech: pazurów, wydłużonych kłów, ogonów, futra...- tutaj wizualizacja ustąpiła już miejsca zdjęciom, przedstawiającym zbliżenia wymienianych bonusów, najwyraźniej należących do kilku różnych osób, o czym świadczyła między innymi różna kolorystyka.
-Co ciekawe, testując reakcje zmutowanych próbek na różnego rodzaju czynniki odkryliśmy również, że są one częściowo lub całkowicie odporne na niektóre rodzaje bakterii i wirusów, wliczając w to HIV. Komórki od wszystkich badanych przez nas osób wykazały, że nie mogłyby one zachorować na AIDS. Już to samo w sobie otwiera nam drogę do utworzenia na ich bazie nowych sposobów leczenia wielu dolegliwości- w trakcie swojego monologu kobieta zdawała się rozluźniać i czuć coraz pewniej. Szczególnie entuzjastycznie zabrzmiała właśnie teraz, mówiąc o zwalczaniu chorób. Jeżeli ktoś czytał wcześniej wywiady z nią - których nie udzielała często, a kiedy to robiła, to krótko - to mógł wiedzieć, że Aviles najwyraźniej skupiała się na pozytywnych aspektach swojego odkrycia, a pozostawała ślepa na negatywne konsekwencje.
-Wygląda na to, że matka natura postanowiła zwiększyć nasze szanse przetrwania- dorzuciła, a zaraz potem wtrącił się już Walton, korzystając w tym celu z jednego z mikrofonów, które pozostały na stole:
-Jeżeli są jakieś pytania do dotychczas poruszonych tematów, wyjaśnimy je teraz, zanim przejdziemy dalej. Przy siedzeniach znajdują się przyciski pozwalające na uruchomienie mikrofonów. Gdy zapali się światełko, można mówić- poinstruował wciąż z uśmiechem na twarzy, choć może nieco szybciej niż do tej pory... Ale to mogło być tylko takie wrażenie.

***

Z istotnych spraw... Kolejki nie ma - jak zawsze u mnie - więc piszecie dowolnie. Żeby nie przeciągać sprawy ustanawiam, że mg będę dodawał po tygodniu - niezależnie od tego, czy wszyscy się zmieszczą w terminie czy nie. Skoro wrzuciłem dzisiaj, to następne pierwszego marca, chyba że wyrobicie się wcześniej. Jeżeli ktoś wie, że w danej turze nie zdąży, niech da mi po prostu znać.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Moonstone

avatar

Liczba postów : 207
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Today at 12:14 am

Karla miała najlepsze miejsce, by móc oglądać ten spektakl. Praktycznie w pierwszym rzędzie, tuż obok najważniejszych aktorów. Między innymi praktycznie ramię w ramię z doradczynią prezydenta oraz samą głową państwa nieopodal. Nawet w swojej czarnej kreacji, pośród czarnych garniturów, Sofen wyróżniała się. Nie tylko ze względu na to, że pewni członkowie ugrupowań bohaterskich mogliby ją rozpoznać z twarzy jako tą konkretną blondynkę, która niegdyś miała utarczki z niektórymi członkami Avengers. Głównie z tą jedną, konkretną blondyną, której nigdzie nie widziała. Chociaż ona i Carol były do siebie bardzo podobne względem aparycji, to jednak przy bliższym przyglądaniu się ktoś mógłby dostrzec jakieś drobne różnice. Głównie opinia publiczna, która mogła nie rozpoznawać tak dobrze Moonstone w cywilu mogła pomyśleć, że faktycznie obok prezydenta siedzi członkini Avengers. Część fotografów robiła jej zdjęcia i pewnie będzie mogła zobaczyć swoją fotkę na pierwszych stronach gazet. Oczywiście bardziej problematycznym mogłoby być, gdyby ktoś na sali przypomniał sobie o kryminalnej przeszłości Sofen. Chociaż takie coś można świetnie obrócić na swoją korzyść, by pokazać się od strony zresocjalizowanej jednostki, która postanowiła powrócić na łono społeczeństwa. Nie trzeba na szczęście wspominać przy tym, że Thunderbolts to tylko narzędzie do uzyskania własnych korzyści.
Blondynkę zaintrygowała ta mała awaria wykrywaczy metali. Oczywiście wiadomo, że ktoś mógłby sabotować ten sprzęt lub po prostu mógł ulec awarii, ale skoro je wymienili i wszystko było okej to znaczy, że dopilnowali protokołu bezpieczeństwa.
- Dziwne, aczkolwiek myślę, że chłopcy upewnili się i nikt nie podłożył nam wadliwych wykrywaczy by wnieść tu broń potajemnie. Z początku myślałam, że może chłopaczki Hooda coś kombinowały, bo wczoraj przejęliśmy spory ładunek broni – wyszeptała w stronę Rize. Wiadomo, że takie płotki jak Hood raczej nie zagrożą tak wielkiemu wydarzeniu. Byli tutaj praktycznie wszyscy, od SHIELD, aż po właśnie takich bohaterów jak Karla. Miejmy nadzieję, że cała impreza przebiegnie tak jak tego blondynka sobie życzyła. Z drugiej strony też wspomnienie o tej udanej operacji miało na celu pokazanie, że Sofen potrafi zajmować się pewnymi problemami i odpowiednio dobierać członków drużyny pod zadania. Slayer w końcu nie najgorzej się spisał, więc dzisiaj miał wolne. Wracając jednak do wykrywaczy, to całkiem sprytnym planem byłoby zepsuć te pierwsze i podmienić je na takie, którymi można manipulować. Gdyby miała przeprowadzić zamach to właśnie tak by to zrobiła, zresztą skoro te urządzenia opierały się niejako na falach elektromagnetycznych to mutanci pokroju Magneto mogliby nieco napsuć tutaj krwi.
Dopiero po chwili psychiatra zauważyła wchodzącego na sale charakterystycznego mężczyznę. Zauważyła Visiona, który mimo wszystko wyróżniał się swoim wyglądem w tłumie. Jego rozglądanie się w poszukiwaniu czegoś, a może kogoś dało jej kilka chwil, by się upewnić, że to on. Jak nic, kolor skóry się zgadzał oraz pewne inne charakterystyczne cechy. Cóż najwyraźniej impreza będzie ubezpieczana także przez bohaterów, chociaż Vision mógł tutaj przybyć również jako reprezentant Avengers. Niegłupi wybór, bo z tego co pamiętała to jest tym bardziej pacyfistycznym członkiem drużyny, który może próbować zażegnać wszelkie konflikty, a po przemoc sięgnie dopiero w ostateczności. Cóż, Sofen też lubiła gadać i manipulować, bo jakby nie patrzeć próba przekonania kogoś w sposób polubowny to również pewien rodzaj manipulacji, to jednak od czasu do czasu preferowała przywalić komuś.
Sala powoli się zapełniała, więc pozostało tylko czekać na początek głównego punktu programu. Blondynka ułożyła dłonie na wysokości miednicy, poprawiając od czasu do czasu włosy, gdyż nie każdego dnia ma się okazje być na pierwszych stronach gazet i w telewizji międzynarodowej.
Po chwili zablokowali drzwi, a technicy stopniowo znikali ze sceny. Show właśnie się zaczynało, a prowadzącymi miała być ósemka ludzi. Dwie kobiety, sześciu facetów. Całkiem ciekawe proporcje swoją drogą. Wśród nich była lider zespołu badawczego, doktor Aviles. Cóż przykład, że wbrew stereotypom kobiety również mogą przewodzić w ważnych projektach. Karla mogła teraz posłuchać tego co chcieli przedstawić, jednak musiała pozostać czujna. W końcu jej zadaniem nie było jedynie przyjść, zabrać głos na konferencji jak również przedstawić swoje stanowisko, ale w głównej mierze miała być ochroną VIPów. Mimo bycia biegłą, trudno było jej rozgryźć naukowca. Niby mogli dokonywać przełomu, ale ciekawe na ile posunęli się do przodu? W końcu mutanci istnieli już wcześniej, tylko teraz opinia publiczna ma wiedzieć w ich kwestii nieco więcej.
Zapomniał tylko wspomnieć, że poza czynnikami chemicznymi oraz tymi związanymi z promieniowaniem, są jeszcze mutacje wywołane jakimś przedmiotem kosmicznego pochodzenia. Trochę jak w przypadku Karli, której ciało zmieniło się pod wpływem kamyka, który otrzymała. Ciężej ją było zranić, a ciało przystosowało się do posiadanej mocy. Chociaż reszta wypowiedzi jest dosyć interesująca z perspektywy naukowców, aczkolwiek część mogli wywnioskować ludzie na podstawie wiedzy ze szkoły. Karla wyłapała ten konkretny zestaw cech, o których mówił.
- Cechy rasy aryjskiej huh? Zemo byłby dumny– mruknęła pod nosem. Zdecydowanie doktorek znacznie lepiej radził sobie z wystąpieniami publicznymi, niż ich liderka grupy. Z drugiej strony jeśli coś pójdzie nie tak, to na nia wszystko spadnie więc stres był uzasadniony. Teraz Sofen uważnie rozglądała się po sali oraz pobliskim otoczeniu, by wyłapać jakieś ewentualne nieprawidłowości. Mogła jednocześnie słuchać, ale też dyskretnie pilnować kwestii bezpieczeństwa. Na moment zerknęła nawet na ekran, na którym pojawił się obracający chromosom. Biologiem to Karla nie była, więc zbyt wiele na temat tego co potem mogło się zadziać na ekranie powiedzieć nie mogła. Znała jakieś elementy chemii oraz biologii, które były niezbędne do skończenia jej kierunku studiów, ale opierało się to głównie o psychotropy i inne leki, które należało podawać w niektórych przypadkach. Niewiele więc mogła zrozumieć z bardziej skomplikowanych, stricte biologicznych danych, aczkolwiek sam wykład ciekawie brzmiał. Mutowali przez gen odpowiedzialny za płeć? Na dodatek mutanci byli odporni na niektóre choroby, co skreślało już na starcie walkę bronią biologiczną, która normalnie by człowieka zabiła. Sofen jednak widziała tu pewien haczyk, o który może zaczepić się przemysł zbrojeniowy. Jeśli da się zsyntezować to białko, bo na pewno ma jakąś budowę i można je otrzymać w warunkach laboratoryjnych po głębszej analizie, to można wyprodukować coś co pobudzi ciało do mutacji. Jakiś rodzaj hormonu, który sprawi, że ktoś nieobdarzony mocą nagle ją zyska lub równie dobrze będzie można odwrócić ten proces i na jakiś czas wyłączyć mutanta z rozgrywki.
- Już widzę nową formułę superżołnierza stworzoną z tego białka – szepnęła do Rize. Zapewne już takie coś było opracowywane. Za zgodą lub też bez zgody naukowców, którzy pewnie chcieliby dostać Pokojową Nagrodę Nobla, a pewnie przyczynią się do stworzenia kolejnej broni. Karla postanowiła poczekać na rozwój wypadków. Nie była tu, by konwersować z naukowcami, a by pilnować porządku. Pewnie ktoś wpadnie na to, by zapytać jak szybko można wykryć czy ktoś jest mutantem. O ile rzecz jasna się da.
// akurat wstawiałem posta i net mi siadł, także wyszedł mi trochę dłuższy xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   

Powrót do góry Go down
 
Audytorium Lisnera
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Waszyngton-
Skocz do: