Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Audytorium Lisnera

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3754
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Audytorium Lisnera   Czw Sty 25, 2018 8:21 pm

First topic message reminder :


Audytorium znajdujące się na terenie kampusu Uniwersytetu George'a Washingtona, położone w odległości około kilometra na zachód od Białego Domu. Regularnie występuje w nim między innymi Washington Concert Opera. Standardowo posiada tysiąc czterysta dziewięćdziesiąt siedzisk.

Wnętrze audytorium zobaczyć można tutaj i tutaj.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Pią Mar 09, 2018 1:10 pm

Emma musiała na bieżąco śledzić jego przemyślenia odnośnie konferencji skoro odpowiadała mu za każdym razem kiedy zastanawiał się nad czymś. Choć robiła to bez pytania to przeszkadzało mu to. Tak długo, jak długo nie próbowała zaglądać głębiej. Pierwsza odpowiedź potwierdzała jego domysły. Naukowcy w większości byli przekonani, że mają rację. Że nie kłamią. Zapewne nie o wszystkim wiedzieli. Tylko najbardziej zaufane osoby musiały być wtajemniczone w szczegóły badań.
Również na jego zastanawianie się odnośnie tego, kogo kobieta kiedyś spotkała, otrzymało odpowiedź. Ta jednak była dużo mniej satysfakcjonująca, gdyż nie wnosiła niczego nowego praktycznie. Zamazane wspomnienia. Albo ktoś się o to postarał albo było to traumatyczne przeżycie i jej pamięć wyparła te wspomnienia. Nie było to jednak nic istotnego, by Berto miał się przejmować brakiem szczegółów.
- No i się zaczęło.... - westchnął cicho, wywracając oczami, gdy kolejna osoba zaczęła mówić. Oczywiście o tej głupocie, jaką byłą ewolucja. Tak. Nagle mutanci zaczną zabijać ludzi bez mocy, by zlikwidować ich wszystkich i pozbyć się homo sapiens. Jak go denerwowało takie płytkie myślenie. Takie coś mogło przecież się dziać naturalnie. Na świat mogło przychodzić coraz więcej mutantów, a coraz mniej zwykłych ludzi. Więc nie byłoby żadnego wybijania czy atakowania. Natura zrobiłaby swoje i tyle. Ale przecież mutanci to też ludzie, więc nie było w tym nic złego, a niektóre moce potrafiły być naprawdę przydatne.
Latynos zmarszczył lekko brwi kiedy z zewnątrz zaczął dobiegać jakiś cichy odgłos. Coś jak silnik motoru? Ciężko było ocenić, ale na motor to było chyba trochę zbyt głośne. Prędzej samolot. Miał nadzieję, że to nie atak jakichś złych mutantów, którzy chcieli przerwać konferencję siłą. Widział, że wszyscy stali się czujni i nie było to nic dziwnego. Każdy zapewne się denerwował, bo nie wiedział co tak właściwie się dzieje.
Sunspot poderwał się ze swojego siedzenia, gdy nagle doszło do głośnego huku, a warkot się wzmocnił. Skierował wzrok do góry, na sufit. Zapewne stamtąd nadejdzie atak. Najgorsze, że nie wiadomo, kto właściwie ich atakował. Kiedy nagle spora część sufitu została zerwana, a gruz się posypał, Berto chciał pobiec do przodu, by pomóc ludziom. Jednak nim się ruszył, wszystko zostało zatrzymane przez różową aurę. Aurę Scarlet Witch, która jak zwykle zadziałała błyskawicznie. Tyle, że aura nie była zbyt długo. Latynos usłyszał huk wystrzału, a w następnym momencie różowa poświata zniknęła. Kusiło go pobiec w stronę Wandy, ale widział tu też jeszcze kogoś z Avengersów, więc wolał to zostawić komuś z jej drużyny.
Ludzie uciekali w panice, a Berto stał i wpatrywał się w dziurę w suficie przez kilka sekund. Starał się wypatrzyć, co ich atakowało, nie wchodząc do środka budynku. Pył zaczął opadać, aura zniknęła. A oczy chłopaka rozszerzyły się. Przeklął pod nosem po portugalsku i sam ruszył w stronę wyjścia szybkim krokiem. Dzielił go może metr od grupki, która wyprowadzała prezydenta na zewnątrz. Wiedział już, że poza budynkiem będzie równie źle, ale tam przynajmniej sufit nie zwali mu się na głowę. No i będzie łatwiej walczyć choć nie widziało mu się przemienianie w Sunspota i zdradzanie wszystkim, kim jest. Być może uda się pokonać robota samą siłą, do której używania nie potrzebował przemiany. Starał się mieć Rize na oku. Wiedział, że będzie się trzymała blisko prezydenta, więc pilnowanie jej nie powinno być ciężkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 362
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Nie Mar 11, 2018 12:10 am

W przeciwieństwie do Roberto, Emma potrafiła świetnie zrozumieć obawy zwykłych ludzi... I to nie tylko dlatego, że posiadała o wiele lepszy wgląd w ich umysły i sposoby myślenia. Co więcej, kobieta nie uważała nawet, aby ich strach był całkowicie nieuzasadniony. Co prawda ona osobiście nawet w trakcie swoich mniej heroicznych lat nie dążyła do zastąpienia jednej rasy drugą - gdyż celem zarówno jej samej, jak i całego Hellfire Club było o wiele bardziej praktyczne kontrolowanie świata z ukrycia, przede wszystkim przez rozległe wpływy i zdominowaną gospodarkę - ale Magneto i jego Brotherhood nie kryli się ze swoimi poglądami i planami. Ilu mutantów dołączy do nich teraz, gdy istnienie ich rasy i tak wyszło już na jaw i nie mieli tyle do stracenia? Ilu będzie niezadowolonych wynikami konferencji czy późniejszymi decyzjami władz, a rozżalenie popchnie ich ku drastycznym krokom? Nawet jeżeli inni zdecydują się walczyć przeciwko takim osobom, jak czynili to X-Men, to każde starcie doprowadzi przecież do kolejnych strat, w tym ofiar.
White Queen zdecydowała się jednak tym razem zachować dla siebie swój punkt widzenia. Wiedziała, że pomimo swoich zalet, obycia i smykałki do interesów, które z pewnością doceniało teraz Hellfire Club, w tej chwili Sunspot nie oceniał sytuacji na chłodno. Kierowały nim emocje, a nie czysta logika. Wbrew pozorom to również blondynka umiała zrozumieć, nawet jeżeli sama rzadko kiedy poddawała się uczuciom. Zazwyczaj trzymała je pod kontrolą.
Chociaż panna Frost nie mogła usłyszeć nasilającego się hałasu w sposób bezpośredni, to odbierała go przez zmysły Roberto - jak wszystkie dotychczasowe pytania i przemowy, a także sam widok pomieszczenia. Nie musiała skupiać wzroku na tym samym punkcie co jej kompan, więc powiodła spojrzeniem po członkach ochrony, koncentrując się na tych, którzy najwyraźniej próbowali się czegoś dowiedzieć przez swoje komunikatory. Zamierzała telepatycznie podsłuchać ich rozmowy... Lecz sytuacja zmusiła ją do zweryfikowania tego planu.
Najpierw nastąpił huk, a potem jej perspektywa uległa drobnej zmianie, gdy Roberto gwałtownie podniósł się z miejsca. Część sufitu runęła, a Emma natychmiast skierowała swoją uwagę ku temu, co znajdowało się ponad salą, starając się wykryć umysł, który odpowiadał za to zajście. Nieistotne, że nie widziała przeciwnika, bo telepatii nie przeszkadzały tego rodzaju niedogodności - lecz ciekawe, że go nie czuła. Było to doprawdy niefortunne, gdyż oznaczało, że White Queen nie mogła zaatakować tego zagrożenia.
Blondynka skupiła się więc na czymś innym. Wyświetlana przez nią dla Sunspota iluzja zniknęła, bo nie była już potrzebna, a kobieta rozciągnęła swoje wpływy na ewakuujących się gości. Nie próbowała przejąć nad nimi bezpośredniej kontroli, lecz kierowała nimi na tyle, aby zmniejszyć ich panikę, pomóc im myśleć trzeźwo, a przede wszystkim szybko i sprawnie wyprowadzić ich z pomieszczenia. Zamieszanie im nie służyło. Poruszając się w sposób zorganizowany i skoordynowany mieli o wiele większe szanse... Szczególnie ci na samym dole. To ku nim sięgnęła w pierwszej kolejności, chcąc jak najszybciej usunąć ich ze strefy zagrożenia.
Dźwięk wystrzału stanowił dla niej zaskoczenie, lecz jej nie wystraszył, bo w końcu tak naprawdę nawet jej tam nie było. W tej chwili Emma wolała zadbać o bezpieczeństwo zebranych, aby jak najbardziej ograniczyć możliwe reperkusje, ale odnotowała sobie w pamięci, aby później zbadać to wspomnienie i ustalić kto i skąd zaatakował... Kogo - niestety wiedziała, sprawdziła to tuż po tym, jak tylko opadła bariera podtrzymująca gruz.
"Możesz być zainteresowany informacją, że to coś na zewnątrz nie jest wykrywalne drogą telepatyczną. Albo w środku nie ma człowieka... Albo coś go maskuje."
White Queen posłała tę myśl do Sunspota, ani na chwilę nie przerywając jednak wpływania na umysły zebranych. Poza tym nie traciła już więcej czasu na konwersowanie z mężczyzną. Był wystarczająco kompetentny, żeby sobie poradzić. Emma zwróciła się za to do Wandy, zamierzając pomóc jej utrzymać przytomność i ograniczyć odczuwany przez nią ból. Wspierała jej koncentrację, licząc na to, że kobieta będzie dzięki temu w stanie sama się wyleczyć.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Nie Mar 11, 2018 12:08 pm

Niestety stało się to czego tak bardzo się obawiał. Ktoś postanowił wykorzystać okazję, jaką stanowiła tak duża liczba wpływowych ludzi zgromadzonych w jednym miejscu, by zademonstrować przed całym światem swoją siłę. Niebezpieczeństwo nadeszło bez żadnego ostrzeżenia. Nawet on nie był w stanie wyłapać go zanim nie doszło do wybuchu lub uderzenia, które prawdopodobnie było przyczyną zniszczenia sporego fragmentu sufitu nad ich głowami. Powstałe w ten sposób odłamki stanowiły zagrożenie dla życia i zdrowia wielu ze znajdujących się w audytorium osób. Nie wszystkim będzie w stanie udzielić pomocy. Zwłaszcza, że nie był na nic takiego przygotowany. W jednej chwili zerwał się ze swojego miejsca, szybko analizując sytuację.
- Uciekajcie! – ponaglił tych w jego najbliższym otoczeniu, którzy byli zbyt zdezorientowani, by w tak krótkim czasie jakkolwiek zareagować. Najszybciej ze wszystkich na zdarzenie odpowiedziała Wanda, która dzięki swoim mocom zdołała w znacznym stopniu zastopować spadające fragmenty sufitu. Przynajmniej części zgromadzonych dając czas na wydostanie się ze swoich miejsc i próbę ewakuacji. Niestety nie wszyscy mogli liczyć na tę ochronę, niektórzy znaleźli się poza obszarem chronionym przez barierę. Vision był rozdarty między próbą udzielenia pomocy tym, którzy mogli jej potrzebować, a odnalezieniem sprawcy zamieszania i powstrzymania go nim podejmie kolejne próby ataku. Ostatecznie zdecydował się na to drugie wierząc, iż agenci SHIELD oraz pozostali poradzą sobie z kwestią zapewnienia bezpieczeństwa tu na dole. Sam zaczął wznosić się w powietrze, w stronę wyrwy w suficie, gdy usłyszał wystrzał. W tej samej chwili chroniąca ich bariera zniknęła i syntezoid zrozumiał co się stało. Natychmiast skierował wzrok w kierunku miejsca, w którym powinna znajdować się kobieta. Zamarł dostrzegając pojawiające się na jej sukni plamy krwi. Nie zważając na nic innego poszybował ku rannej Wandzie. Budujące się już od jakiegoś czasu uczucie między tą dwójką, sprawiło, że wszystko inne się dla niego nie liczyło. Nim zajmie się resztą, musi dopilnować, by jej życiu nic już nie zagrażało. Wpierw musiał się jednak do niej zbliżyć, by móc ocenić co będzie w stanie uczynić. Być może będzie musiał oddać ją pod opiekę SHIELD, które powinno mieć możliwości, by szybko udzielić jej potrzebnej pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Pon Mar 12, 2018 8:12 pm

Wojsko zawsze miało swoje za uszami, tylko nigdy się o tym nie mówiło. Obrona kraju wymaga pewnych ustępstw, na które światowe potęgi zazwyczaj chodziły, tak więc i Stany Zjednoczone miały jeden czy dwa brudne sekrety. Zacznijmy od chociażby Thunderbolts, gdzie służą wojskowi oraz ex-superprzestępcy. Wczorajsze działania jednostki raczej nie przypadłyby do gustu większości opinii publicznej. Było to działanie trochę w stylu Franka Castle, który wymierzał sprawiedliwość. Część ludzi popierała jego działania, a zdecydowana większość oficjalnych władz potępiała metody ludobójstwa. Karla wielokrotnie przesiadywała przed telewizorem z lampką wina i zastanawiała się co tak naprawdę pchało tego człowieka do przodu. Chęć dania ujścia swojej frustracji, która zrodziła się z niemożności zrobienia czegokolwiek, a może po prostu głęboki uszczerbek psychiczny? Chociaż jego metody były bardzo w jej stylu, bo w końcu stare radzieckie porzekadło mówiło – nie ma człowieka, nie ma problemu.
Media mogłyby wieszać na nich psy za takie zagranie, jednak tu już pozostaje kwestia czy by się dowiedziały o całej akcji. Duża szansa była, że bogaci którzy straciliby na niej, po prostu podsunęliby przynętę pismakom i rozpoczęłaby się zimna wojna między prasą, a rządem. Z drugiej strony jednak, jeśli zrobiłaby to niezależna od rządu jednostka, do której ten się nie przyzna to wszystko byłoby ok. Musiałaby ten pomysł lepiej przemyśleć, a potem przedyskutować z doradczynią, by uzyskać właściwe wsparcie. Najpierw musieliby opracować coś co przyniesie pożądane efekty, czyli wywoła reakcję alergiczną na MGH. Nie zadziała to pewnie w każdym przypadku, jednak nawet jeśli zlikwidują 50% bazy klientów to będzie już coś.
Tajne projekty rządowe, nad którymi aktualnie się pracuje dawały blondynce tylko szansę by zabłysnąć. Dobrać odpowiednich kandydatów i stworzyć nowego Kapitana Amerykę. Całą ich armię nawet. Władza i potęga deprawują nawet najczystsze z charakterów, dlatego Karla musiałaby zadbać o odpowiednich kandydatów, których będzie można kontrolować. Zresztą co szkodzi w każdym z superżołnierzy zamontować małe zabezpieczenie takie jakie miał Hood? Mawiają, że strzeżonego pan bóg strzeże.
Kiedy zostało wspomniane o nowej, lepszej rasie Sofen już zauważyła, że to może się ludziom nie spodobać. Zaczną się jeszcze bardziej bać mutantów, a niekorzystny dobór słów doprowadzi do większych reakcji rasistowskich. Będą one oczywiście czysto obronne, gdyż człowiek, jak każda inna istota lęka się śmierci, a z nią wiąże się przybycie nowego gatunku. Tak już działa natura oraz instynkty, które każą jednostce walczyć o przetrwanie. Blondynka na szczęście należała do tych silniejszych od statystycznego człowieka, dlatego niespecjalnie obawiała się nadejścia mutantów. Widziała w tym okazję do pracy i skutecznego manipulowania kolejnymi pionkami na szachownicy, by osiągnąć swój cel. Im więcej nadludzi będzie, tym więcej zamieszek lub nadużywania mocy. Z kontekstu szło wyłapać, że moce najpewniej ujawniają się u nastolatków, gdyż wtedy przeżywa się największe emocjonalne obciążenie. Powody są różne, przemoc w rodzinie czy też szkole, bycie popychadłem albo inne tragedie młodego człowieka. Potem tylko dotrzeć do takiego niebezpiecznego ktosia, porozmawiać z nim i wychować sobie. Wszystko pięknie i humanitarnie. Słysząc dźwięk silnika Karla rozejrzała się szukając źródła dźwięku. Teren konferencji powinien być zamkniętą strefą powietrzną, bo w końcu nie wiadomo czy ktoś nie zechce zrzucić jakiejś bomby albo wlecieć samolotem w budynek. Na twarzy blondynki pojawiła się chwila konsternacji, a ręce zacisnęła w pięści. Coś było nie tak. Chyba, że chłopcy z SHIELD robili sobie żarty. Nikt nie byłby chyba tak głupi, by puszczać w pobliżu samolot z reklamą konferencji. Mało im było 11 oraz wbicia samolotu w Pentagon?
Po chwili miało rozpętać się piekło. Gdy kawałek sufitu odpadł, Sofen od razu poderwała się ze swojego miejsca, a na jej skórze pojawił się czerwony kostium, który od jakiegoś czasu nosiła. Gruzy spadły na scenę i pierwsze rzędy, a priorytetem blondynki stało się najpierw zasłonienie prezydenta swoim ciałem przed ewentualnymi gruzami lub odłamkami. Czyżby na konferencję mieli wpaść nadludzie, którzy wietrzyli sposób na załatwienie władzy? Któż byłby tak zuchwały? Ludzie zaczęli panikować, jednak Moonstone miała o tyle dobrze, że nawet przez tłum da radę się przedrzeć dzięki swoim mocom. Zaraz pewnie zaczną się tratować podczas ucieczki w stronę wyjścia. Wanda tymczasem przytrzymywała gruzy na górze. Psychiatra zaś miała dłonie naładowane energią, gotowa do ataku, gdy tylko pojawi się tu złoczyńca z dawką monologu. Każdy z tych złoczyńców bez polotu ma monolog. To taka niepisana zasada w tym zawodzie, by przed pojawieniem się na scenie walnąć jakiś monolog, albo w trakcie przesłuchiwania bohatera. W drugim przypadku należy również wyjawić swój plan, by bohater mógł cię powstrzymać. No bo w końcu gdyby źli zapanowali nad światem to co robiłaby reszta? Zanudziliby się na śmierć w ciągu miesiąca.
Sofen usłyszała po chwili strzał, który dobiegł ze strony kobiety na tarasie. Nie została raniona, zatem celem był ktoś inny. Scarlet Witch została ranna. Ten ktoś ją postrzelił, ale przynajmniej dała innym tyle czasu, by ludzie mogli się ewakuować. Cóż zapowiadało się, że Moonstone raczej nie zobaczy końca tej imprezy, bo wzywały obowiązki a z tym czymś co zniszczyło dach pewnie będzie miała okazję powalczyć.
- Rozumiem. Wezwę resztę Thunderbolts, by tu posprzątali - Kiwnęła głową na polecenie Rize, a następnie udała się z ochroniarzami. Złapała tylko prezydenta za ramię. Nie miała chwilowo czasu, by wyciągnąć komórkę i zadzwonić do siedziby, ale jak już odeskortuje prezydenta to będzie miała okazję. Mieli przecież w szeregach kosmitę, Red Hulka oraz człowieka jeża. Co mogło pójść nie tak?
- Tak na wszelki wypadek Panie Prezydencie. Proszę się mnie trzymać, bo zapewnie lepszą ochronę niż oni – powiedziała i poruszała się szybko na równi z eskortą. Plan Karli zakładał, że jeśli będzie jakiekolwiek zagrożenie to złapie pewniej mężczyznę i przefazuje się wraz z nim przez przeszkodę. Skoro SHIELD miał zająć się resztą to nawalili już przy samej ochronie. Co to miało być?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3754
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Czw Mar 15, 2018 1:39 am

Choć tłum w żadnym razie nie był spokojny, to jednak telepatyczna ingerencja sprawiła, że większość jego członków przynajmniej nie próbowała stratować innych w drodze do wyjścia. Ktoś czujny - i nie posiadający zajęcia lepszego od obserwowania gości - pewnie mógłby nawet wychwycić moment, w którym ludzie nagle zaczęli bardziej nad sobą panować, mniej się przepychać czy potykać, działać rozsądniej... Co nie oznaczało, że nie zdarzały się wyjątki, szczególnie wśród jednostek o wybitnie egoistycznym podejściu.
Część agentów i ochroniarzy towarzyszyła uciekającym, inni zostali jeszcze w sali - i wielu z tych ostatnich celowało w górę, do istoty czy też tworu, który zakłócił przebieg konferencji. O dziwo wróg nie zaatakował od razu, pomijając rzecz jasna zniszczenie sufitu - i być może to właśnie dlatego nie prowokowano go wystrzałami; na sali wciąż jeszcze przebywali cywile, a każda sekunda wahania tego czegoś dawała im kolejną chwilę na ewakuację.
Rzecz jasna nie każdy mógł uciec. Pod tak nagle upuszczonymi przez Scarlet Witch gruzami zostało kilka osób, a niektóre z nich już na pierwszy rzut oka musiały być martwe. Zmiażdżone głowy i inne poważne obrażenia nie dawały nadziei... Wśród ciał i zniszczonych krzeseł mogli się jednak jeszcze znajdować ranni - o czym świadczył chociażby fakt, że dwóch agentów siłowało się właśnie ze sporym kawałkiem sufitu, który wylądował na nogach mężczyzny - na tyle trzeźwo myślącego, że w ostatnim momencie musiał wyskoczyć przed siebie, przez co połowicznie dotarł do bezpieczeństwa. Leżał na brzuchu i był przytomny, a to już dobrze rokowało.
Gorzej miały się natomiast sprawy z Wandą. Kobieta osunęła się pomiędzy dwa rzędy siedzeń, sądząc po pozycji - najpierw na kolana, a dopiero potem odchyliła się na prawy bok, przysiadając na podłodze i opierając się o tył jednego z krzeseł. Oczy miała zamknięte, oddychała ciężko przez otwarte usta, na jej czole pojawiły się kropelki potu i wyraźnie zbladła, ale dłoń w dalszym ciągu przyciskała mocno do rany, więc musiała być przynajmniej częściowo świadoma... W czym mogło jej pomagać telepatyczne wsparcie, czy zdawała sobie z tego sprawę czy też nie.
Jeszcze kiedy się do niej zbliżał, Vision z góry mógł zobaczyć, że wokół dłoni Wandy pojawił się okrąg energii - ale niestabilny i nikły. Można by wręcz pomyśleć, że odzwierciedlał on obecny stan kobiety... A to z kolei było potencjalnie niebezpieczne, zwłaszcza dla niej samej. W końcu jej zdolności bywały nieprzewidywalne i potrafiły zadziałać przeciwnie do jej zamierzeń - między innymi wtedy, gdy była zmęczona czy nie potrafiła się skupić. Ranna - nawet z pomocą z zewnątrz - pasowała do tego opisu, więc lecząc się mogła sobie jeszcze bardziej zaszkodzić... Z drugiej strony krwi było coraz więcej, szczególnie z tyłu, gdzie nic jej nie tamowało - i jeżeli Wanda miała to przeżyć, to musiała jak najszybciej trafić pod opiekę lekarza... Lub spróbować załatwić to sama.
Vision mógł pamiętać, że część osób przychodziła na salę od strony sceny, a i naukowcy zostali odprowadzeni właśnie tam - więc logika sugerowała, że być może znajdowało się tam jakieś przejście... Albo przynajmniej więcej ludzi, w tym agentów. W najgorszym wypadku mógłby się znaleźć ktoś z medycznym przeszkoleniem.

W tym czasie Karla została otoczona przez eskortę odprowadzającą prezydenta, która przesunęła się wokół niej płynnie, aby kobieta mogła kroczyć przy głowie państwa. Ciężko powiedzieć jak wiele wiedzieli na jej temat - ale najwyraźniej wystarczająco, aby rozumieć, że była częścią ochrony... A kostium mówił sam za siebie: posiadała moce, czyli nie musiała ograniczać się do broni palnej. W obliczu wielkiego robota czy też przerośniętej zbroi to wystarczający argument.
Poza Moonstone i samym prezydentem pomiędzy ochroniarzami znalazło się jeszcze parę osób, głównie tych wyżej postawionych polityków, choć nie tylko. O dziwo Rize nie załapała się do środka, ale i tak trzymała się blisko - więc Roberto widział ją całkiem nieźle. Kiedy on znajdował się jakiś metr za tym pochodem, ona przemieszczała się bardziej z lewej strony ochrony, lecz po skosie z tyłu. Pomimo dobiegających z każdej strony głosów, krzyków i innych dźwięków jedno i drugie powinno być w stanie dosłyszeć słowa Karli - nawet jeżeli momentami niedokładnie.
-Mam nadzieję. Za Fury'ego by do tego nie doszło- odparł jej prezydent, który najwidoczniej również myślał teraz swoje na temat kompetencji S.H.I.E.L.D. Na jego twarzy malowała się mieszanka niepokoju i irytacji; przez krótką chwilę to ostatnie wygrywało, lecz zaraz potem walka znów się wyrównała. Podobnie jak jego doradczyni, prezydent również musiał być świadomy tego, że jego posada nie należała do najbezpieczniejszych na świecie, ale wciąż był tylko człowiekiem - to jasne, że się bał i martwił. Może wpływała na to telepatia, a może już sam jego charakter, ale i tak całkiem nieźle szło mu zachowywanie zimnej krwi.
Niespodziewanie - już na korytarzu - ochrona się zatrzymała, powodując tym zresztą problem, bo osoby kroczące za nią musiały nagle zmienić trasę lub również stanąć w miejscu. Większość decydowała się oczywiście na to pierwsze, choć na przykład Rize nie. Do wyjścia z budynku było przecież blisko, wystarczyło jedynie trafić do hallu, a stamtąd będzie można... No właśnie, gdzie się udać? I co zrobić?
-Na zewnątrz jest tego więcej. Przy takiej liczbie przeciwników nie możemy ryzykować. Nasi ludzie spróbują najpierw zdjąć część z nich przy budynku, by oczyścić nam przejście, ale droga powietrzna tak czy siak nie wchodzi w grę- wyjaśnił mężczyzna znajdujący się z przodu. Wyglądało na to, że on i jego koledzy otrzymali właśnie wytyczne przez swoje komunikatory, skoro posiadali takie informacje.
Ledwo ochroniarz skończył mówić, a ściana po prawej stronie - i około dwa, może trzy metry przed grupką - bez ostrzeżenia eksplodowała. Nie w całości rzecz jasna bo mimo wszystko była dość długa... Lecz powstała w niej dziura o średnicy około dwóch metrów, w przybliżeniu okrągła, choć w pierwszej chwili pył i dym przesłoniły widok, więc nie można było tego do końca stwierdzić. Odrzucone na skutek eksplozji fragmenty muru uderzyły parę osób, innym udało się na czas cofnąć lub przebiec dalej... Jedną z kobiet odepchnęło aż pod przeciwną ścianę korytarza, przy której osunęła się na podłogę.
W otworze pojawił się humanoidalny kształt - lecz o metalowym ciele, szaro-fioletowym i połyskującym. Był trochę za wysoki, w związku z czym podczas przechodzenia do środka musiał pochylić głowę, a raczej - jak zdecydował - całą klatkę piersiową... I uczynił to w sposób niesamowicie sztywny i nienaturalny. Najwyraźniej nie został stworzony do giętkości, a pomimo ludzkiej sylwetki nie naśladował ruchów człowieka. Jego oczy świeciły się na niebiesko, zaś na klatce piersiowej jaśniało okrągłe "okienko", przywodzące na myśl niektóre projekty Tony'ego Starka.
Robot - być może będący zbroją? - zatrzymał się lewym bokiem do grupki, czyli tyłem do dziury w ścianie i powoli obrócił głowę. Szukał czegoś albo kogoś? Możliwe, a co gorsze chyba mu się udało to coś lub kogoś znaleźć, bo nagle zaczął wyciągać lewą rękę w stronę pochodu odprowadzającego prezydenta... I wówczas znalazł się pod ostrzałem ze strony ochroniarzy. Twór nic sobie z tego nie robił, a pociski odbijały się od jego powłoki i rykoszetowały w różnych kierunkach - przez co ochrona zmuszona była przestać atakować, aby nie zrobić krzywdy sobie lub cywilom. Po wewnętrznej stronie dłoni robota pojawił się blask podobny do tego na jego klatce piersiowej, najpierw słaby, lecz szybko jaśniejący.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 102
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Pią Mar 16, 2018 6:39 pm

Ludzie pędzili do wyjść, starali się uciec z budynku. Wyraźnie panikowali. Ale tylko przez chwilę. Powoli zaczęli o wiele spokojnie się ewakuować. Roberto mógł tylko się domyślać, że to sprawka Emmy Frost, która używając Cerebro mogła zdziałać naprawdę wiele. Ciekawiło go, czy tutejsi telepaci działali podobnie czy może w ogóle o tym nie pomyśleli. On sam starał się spokojnie, acz szybko podążać za grupką. Z tyłu nic ich nie atakowało. Przez dziurę nie wszedł żaden z robotów do środka. To zawsze jakiś plus. W końcu od tyłu zawsze najłatwiej atakować, bo nikt nie ma oczu dookoła głowy. Jednak przeciwnicy nie zdecydowali się tego wykorzystać.
Emmo, to sentinele. Widziałem je na nagraniu. odparł kobiecie telepatycznie. Nie był zaskoczony jej słowami, gdyż wiedział z czym mają do czynienia. Choć nie rozumiał dlaczego zaatakowały audytorium. Czyżby na sali pojawił się ktoś nieproszony i roboty dostały rozkaz złapania tej osoby? Tylko, że wtedy nie powinny robić takiego bałaganu. Nie rozumiał ich zachowania, ale z drugiej strony też nie do końca wiedział, jak te roboty działają. Widział je tylko raz w akcji i to na nagraniu, więc nie mógł oceniać ich sposobu walki.
Nagle grupa przed nim się zatrzymała. Berto w pierwszej chwili chciał ich ominąć, ale postanowił również się zatrzymać niedaleko i wysłuchać powodu. Wychodziło na to, że na zewnątrz robotów było więcej i wychodzenie na dwór było niebezpieczne. Wciąż tego nie rozumiał. Sentinele były stworzone, by zabijać mutantów. Albo ci ochroniarze nie rozpoznali tych kilku charakterystycznych znamion sentineli, albo nie wiedzieli czym w ogóle są te roboty.
Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad tym, gdyż kolejny huk zagłuszył głosy ludzi. Tym razem tuż przed nimi została zniszczona ściana, a w dziurze, która powstała, pojawił się jeden z atakujących. Chwilę zdawał się nic nie robić, jakby szukając celu. Kogoś konkretnego. I faktycznie w końcu wyciągnął ramię. W ich stronę. Co zdecydowanie źle wróżyło.
Niewiele myśląc nad jakimkolwiek planem ataku, nie było na to czasu, Sunspot wyrwał najbliższe siedzenie, wychylając się nieco na przód grupki i rzucił nim, celując prosto w rękę robota.
- Na bok! - krzyknął, sam odsuwając się z linii ataku i sięgając po metalowe obramowanie od krzeseł, by je wyrwać. Nie miał nic lepszego pod ręką, a wiedział, że sentinele były twarde. W tej chwili mógł jedynie używać swojej siły fizycznej. Mógł więc posłużyć się swoim "taranem" by uderzyć w robota i postarać się wytrącić go z równowagi na początek i zepchnąć na bok. Jeśli mu się to uda, kolejnym zabiegiem będzie przyszpilenie go do ściany przy pomocy ramy. Choć nie wiedział, czy ta będzie na tyle twarda i ostra, by przebić się przez metalową zbroję. Celował prosto w reaktor na klatce piersiowej. A przynajmniej modlił się w duchu żeby to był reaktor. Po uszkodzeniu którego robot przestanie działać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 362
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Wto Mar 20, 2018 8:13 pm

Emma odebrała nie tylko te myśli Roberto, które mężczyzna skierował bezpośrednio do niej, ale i jego rozważania na temat Sentineli oraz powodu, dla którego pojawiły się w tym miejscu. Ona sama również nie była jeszcze w stanie stwierdzić co nimi kierowało, ale widziała co najmniej kilka różnych możliwości. Nie zdziwiłoby jej, gdyby ktoś przejął kontrolę nad robotami przygotowanymi do łapania mutantów i wykorzystywał je teraz we własnych celach... I nie byłaby też zaskoczona, jeżeli okazałoby się, że osoba odpowiedzialna za stworzenie tej mechanicznej armii od początku planowała coś podobnego. Zorganizowanie tego wszystkiego w porozumieniu z rządem i nagła zdrada brzmiały ryzykownie, ale w przypadku sukcesu mogły przynieść spore korzyści.
White Queen zamierzała to sprawdzić, lecz najpierw postanowiła się jeszcze upewnić, że ważne osoby wiedziały już co się działo. Przede wszystkim skontaktowała się z Ms. Marvel, a w następnej kolejności z członkami X-Men, bo co do tych ostatnich nie miała pewności, że oglądali czy słuchali wiadomości. Ta decyzja okazała się zresztą właściwa, gdyż dzięki zajrzeniu do umysłu Carol telepatka dowiedziała się rzeczy, które mogła przekazać dalej - w tym do Roberto.
"Atakują także Nowy Jork i inne miasta. Informuję X-Men i sojuszników, Avengers już wiedzą."
Po tym krótkim doniesieniu panna Frost - wciąż utrzymując subtelną więź z Wandą i starając się wpływać na jej samopoczucie - skoncentrowała się już na szybkim namierzaniu i przeszukiwaniu głów prezydenta oraz innych wysoko postawionych osób, które mogły wiedzieć coś więcej o Sentinelach. Szczególnie zależało jej na zdobyciu danych na temat ich twórców, a jeżeli tylko jej się to udało, to na tej podstawie spróbowała do nich dotrzeć. Czy byli zaskoczeni i starali się zapanować nad swoimi robotami? A może nimi sterowali? To głównie na te dwa pytania szukała odpowiedzi, lecz gdyby trafiła na wiarygodne źródło informacji, wyciągnęłaby z niego jak najwięcej, zaczynając od tego, czego należało się po Sentinelach spodziewać w walce, a kończąc na lokalizacji bazy czy fabryki, w której powstawały lub były przechowywane.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Sro Mar 21, 2018 7:57 pm

W ich profesji podobne przypadki nie były przecież rzadkością. Z niemal każdego starcia wychodzili z mniejszymi czy większymi obrażeniami. Wszyscy wiedzieli, że jeśli jedno z nich poważnie oberwie, pozostali muszą zachować zimną krew i doprowadzić wszystko do końca. Tym razem było jednak zupełnie inaczej. Z jednego prostego powodu. Chodziło o Wandę. Kobietę której towarzystwo cenił w ostatnim czasie najmocniej oraz którą coraz trudniej było mu okłamywać. Czuł, że wytworzyła się między nimi więź, nić porozumienia, jakiej nie mieli z żadną inną osobą w drużynie. Cenili swoje zdanie, cieszyli się swoim towarzystwem… To w jakim kierunku zmierza ich wzajemna relacja pozostaje dla niego zagadką, wiedział jednak, że bardzo mu się to podobało. Dlatego też widok rannej towarzyszki z początku lekko go sparaliżował. Przyklęknął tuż przy niej, nieobecnym wzrokiem wpatrując się to w jej twarzy, to w okolice rany postrzałowej. Różne scenariusze budowały się w jego umyśle, większość z nich nie była pozytywna. Choć w rzeczywistości minęło w tym czasie może kilkanaście, w porywach kilkadziesiąt sekund, jemu wydawało się, że ta chwila trwa już całe wieki. Musiał się otrząsnąć, i to jak najszybciej, inaczej jedna z tych czarnych wizji wkrótce się sprawdzi. Nie mógł pozwolić, by straciła przytomność.
- Wanda. Wszystko będzie dobrze. Zaraz znajdę dla ciebie pomoc. Będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. – powiedział. Pierw musi coś jednak zrobić z raną wylotową, z której wydobywa się coraz więcej krwi. Kobieta była już tak słaba, że wszelkie próby uzdrowienia samej siebie mogły przysporzyć jedynie większych kłopotów. Jej magia była przecież trudna do kontrolowania, a w stanie, w którym znajdowała się teraz mogło to być zadaniem niemal niemożliwym. Wolał nie ryzykować. Cala odpowiedzialność za jej zdrowie leżała więc na nim. Nie miał czasu na wiele. Najprościej było przycisnąć do rany jakiś kawałek materiału, który na krótką chwilę mógłby zatamować krwawienie. Jeśli nie znajdzie nic takiego w zasięgu wzroku, będzie musiał posłużyć się kawałkiem jej stroju. Gdy w prowizoryczny sposób zajmie się tą konkretną rzeczą, wtedy ostrożnie spróbuje ją podnieść, by móc zabrać ją w bezpieczniejsze miejsce i oddać kobietę pod opiekę osób, które się nią zajmą. Sam powinien później zająć się napastnikami. Wiedział o tym. Życie Wandy miało jednak wyższy priorytet i dopóki nie upewni się, że czuwa nad nią fachowiec, nie opuści jej ani na krok. Najlepiej będzie podążyć drogą, którą ewakuowano naukowców. Z pewnością trafi na kogoś kto ma odpowiednie doświadczenie w tego typu przypadkach i kogo będzie mógł poprosić o opiekę nad najważniejszą dla niego osobą.
- Nie pozwolę ci tu umrzeć. Słyszysz? Nawet nie próbuj mnie teraz zostawić. – wyszeptał podnosząc się z trzymaną na rękach kobietą, po czym ruszył w poszukiwaniu wsparcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Czw Mar 22, 2018 12:54 pm

Opanowanie nawet w chwili, gdy gmach zaatakowało coś wykraczające poza kompetencje zwykłej ochrony. Godne podziwu, chociaż pewnie stawka, którą dostają ci tutaj za ochronę prezydenta nie jest mała, a w razie czego zapewne w wypadku śmierci jest jakaś większa zapomoga dla rodziny. Nie wspominając już o lepszym pochówku oraz możliwości chwalenia się kogo ochraniał członek rodziny. Dobrze, że zdecydowała się zmaterializować swój kostium. Na superbohaterów jakoś tak przychylniej patrzą służby porządkowe. Zresztą bardzo łatwo odróżnić tych dobrych od złych, gdyż najczęściej po prostu krój rajtuzów to sugeruje. Ostre, kanciaste elementy, które mają wzbudzać negatywne odczucia zwykle zarezerwowane są dla złoczyńców. Bywają wyjątki od tej reguły tak jak od każdej z resztą.
Za nimi jeszcze uciekali politycy jak również pewien młody człowiek. Każdy próbował uciec z tego tonącego statku, chociaż z drugiej strony mogą to być potencjalni zamachowcy, którzy chcą się pozbyć głowy państwa tak przy okazji. Rize też była stosunkowo blisko, więc w razie czego pewnie Karla dałaby radę złapać prezydenta pod pachę, przelecieć przez tłum i złapać doradczynię jeśli zaszłaby taka potrzeba. Akurat jej moce słabiej sprawdzały się w walce z potężniejszymi przeciwnikami, ale za to świetnie mogła zwodzić i ochraniać VIPów.
- SHIELD zawalił. To nie powinno wlecieć w przestrzeń powietrzną – skomentowała Karla. W ochronie były ewidentne dziury. Ktoś wniósł na salę broń palną, a teraz jeszcze to. Właściwie to pewnie na sali był jakiś monitoring, z którego będzie można skorzystać podczas przeprowadzania małego śledztwa. Trzeba dorwać tę osobę, która strzeliła wtedy do Scarlet Witch. Skoro miała broń i strzeliła do mutantki, która ich broniła to znaczy, że należy najpewniej do grupy zamachowców.
Nagle cały pochód się zatrzymał, a powodem okazało się towarzystwo czekające przed budynkiem. Nie mogli wylecieć, ani też wyjść? Świetnie się składało dla Moonstone, bo już miała w głowie plan. Niestety wyjawienie go zostało przerwane przez eksplozję, która nastąpiła. O ile ochrona zamortyzowała część odłamków, o tyle przed resztą Karla musiała się wraz z prezydentem przefazować. Tak na wszelki wypadek, by nie oberwać niczym w głowę. Do środka wtargnęła maszyna. Nieco większa niż ta góra mięśni jaką był Juggernaut albo Hulk, ale jednak nieporównywalnie sztywna w swoich ruchach. Metalowy słoń w składzie porcelany, ale zapewne całkiem nieźle opancerzony. Sofen wiedziała, że jeśli tu się wda w walkę to ochrona VIP’a będzie bardzo trudna. Gdyby miała do pomocy jakiegoś z członków Thunderbolts to mogłaby prezydenta zostawić w jego rękach i samej zająć się robotem. Mogła topić stal swoimi promieniami, jednak nie wiedziała jak to coś jest twarde.
Robot coś planował, a młodzieniec, który z nimi był postanowił dokonać jakiegoś heroicznego czynu. No cóż, Moonstone miała nieco inny plan. Objęła prezydenta mocniej jedną ręką i skoczyła w stronę Rize, by ją też złapać, a następnie… przefazowała się z nimi przez podłogę. Na moment pewnie stracą dech podczas fazowania się przez ściany, ale raczej przeżyją. Najpewniej w tym budynku były jakieś piwnice, a skoro były toalety to w pobliżu musi być też ujście do kanałów. Niezbyt eleganckie, aczkolwiek proste rozwiązanie. Skoro nie mogli iść w górę, ani do przodu to pójdą w dół. Musiała się tylko zatrzymać na moment w miejscu, gdzie był tlen – Polecam wstrzymywać oddech – zasugerowała blondynka, po czym fazowała się dalej. Gdy było ciemno, po prostu na dłoniach pojawiła się jej energia o niewielkiej sile, zwyczajnie minimum, by zapewnić sobie światło. Nie było to zbyt heroiczne, aczkolwiek jej zadaniem miało być ochranianie VIPów, a nie zgrywanie bohaterki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3754
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Wto Mar 27, 2018 1:07 am

Sprawy na korytarzu potoczyły się bardzo szybko - między innymi dlatego, że wiele osób zareagowało jednocześnie. Przede wszystkim ochrona w ułamkach sekundy podjęła decyzję o skupieniu się z przodu, tworząc coś na kształt żywej ściany. Jej członkowie wiedzieli już, że strzelanie w niczym nie pomagało, ale ich pracą tak czy siak było przecież chronienie VIPów, a ich stroje z pewnością zostały wzmocnione - by wytrzymać więcej od wszechobecnych na konferencji garniturów czy sukienek. Po ich twarzach - grobowych minach i zaciśniętych szczękach - łatwo dało się poznać, że zdawali sobie sprawę z podejmowanego ryzyka. Nie głupota czy naiwność nimi teraz kierowała.
Mając grupę za sobą, ochroniarze nie mogli od razu zauważyć, że Moonstone złapała prezydenta oraz jego doradczynię i przefazowała wraz z nimi w dół. Doskonale widzieli za to krzesło, które rozbiło się na dłoni robota; jego ramię praktycznie od tego nie drgnęło... A choć w okrągłym otworze wciąż zbierała się energia, to o dziwo nie doszło do jej wystrzału - a przynajmniej nie na czas. Być może maszyna zmieniła zdanie, ale możliwe też, że zwyczajnie potrzebowała chwili, by zaatakować.
Kolejny cios dał już lepszy efekt, choć improwizowany taran przy kontakcie z przeciwnikiem wygiął się mocno... I po stronie Sunspota zresztą też. Rama z siedzeniami mogła być metalowa, ale powłoka robota również - i pewnie nic dziwnego, że ta ostatnia okazała się twardsza i wytrzymalsza. Biorąc pod uwagę liczebność wroga, adamantium raczej nie wchodziło w grę, ale istniały przecież inne ciężkie do uszkodzenia tworzywa - a tańsze i łatwiejsze w użyciu.
Grunt jednak, że uderzenie po skosie na moment wybiło robota z równowagi i przesunęło go w stronę ściany. Wyginająca się rama sprawiła, że Roberto znalazł się bliżej maszyny, niż pewnie by chciał... Ta zaś zdążyła przeanalizować sytuację i w końcu odpowiedziała atakiem: z okienka na przedzie jej korpusu wystrzelił strumień energii, który trafił mężczyznę prosto w klatkę piersiową i odepchnął go na przeciwległą ścianę, rozbijając ją, przez co Sunspot - przy akompaniamencie krzyków cywili - wylądował w sąsiednim pomieszczeniu, wyglądającym na jakieś biuro albo może sekretariat. Rama poszybowała tam wraz z nim.
Po tym nokaucie wszystko spadło już właściwie na barki ochrony. Robot ponownie skierował głowę w stronę grupy, a następnie wymierzył ku niej z lewego ramienia, celując jednak dziwnie nisko... Lecz niespodziewanie przez utworzoną przez niego wyrwę w ścianie na korytarz wleciało coś... Podłużnego, to na pewno, ale ciężko byłoby ocenić co dokładnie, gdyż poruszało się bardzo szybko. Mógł to być jakiś rodzaj szczypiec lub może nawet hak, gdyż dotarł dokładnie do pasa robota, a następnie równie natychmiastowo się cofnął, wydzierając maszynę za sobą na zewnątrz.
Zebrani patrzyli na to w szoku, lecz panika wróciła na ich twarze, gdy z zewnątrz dobiegł głośny huk, mogący się kojarzyć z wybuchem. Nie tracąc czasu, ochroniarze pędem zaczęli zaganiać swoją grupę z powrotem do tyłu. Ku głównej sali? Może, albo w stronę jakiegoś innego, mniejszego pomieszczenia. Minęło może kilkanaście sekund, nim przez dziurę po robocie przeleciał ktoś jeszcze - tyle że niewidzialny dla ludzkiego oka. Właściwie tych ktosiów było dwóch, a w drodze powrotnej nawet trzech. Przedstawiciele A.I.M. przybyli po swojego lidera.

Przez ten czas Karla zdążyła przedostać się do poziomu piwnicy, a po krótkiej przerwie na ostrzeżenie i nabranie oddechu - jeszcze niżej. Pomysł okazał się słuszny, bo stosunkowo szybko udało jej się natknąć na drobny spływ kanału, a podążenie za nim w końcu doprowadziło trójkę do większego tunelu. Nie był ogromny - nie przypominał tych z filmów czy gier - ale wystarczająco wysoki i szeroki, aby można się w nim było przemieszczać... I, co ważniejsze, nabrać powietrza, nawet jeśli śmierdzącego i nieświeżego. Dno pokrywały ścieki, więc wylądowanie mogłoby być ryzykowne.
W tym miejscu energia Moonstone rzeczywiście przydawała się do oświetlenia drogi; dzięki niej nieco dalej widać było wylot tej odnogi - która prowadziła pod kątem prostym do większego tunelu. Co prawda również brakowało w nim światła, ale przynajmniej posiadał odgrodzone barierką podwyższenie, na którym można było bezpiecznie wylądować. Wyglądało stabilnie. Sądząc po przebytej pod ziemią odległości, to miejsce na pewno nie znajdowało się pod audytorium. Może już pod ulicą?
Podczas lotu pasażerowie Karli rozsądnie zdecydowali się skupić na trzymaniu się jej i na ograniczeniu kręcenia się do minimum, żeby nie zlecieć. Po pierwszym szoku - szczególnie ze strony prezydenta, więc może doradczyni była lepiej od niego przygotowana na taką ewentualność - zdawali się stopniowo dochodzić do siebie. Pewnie pomagała w tym świadomość, że pod ziemią najwyraźniej byli bezpieczniejsi, przynajmniej w tej chwili.
-To były Sentinele?- prezydent Ellis odezwał się jako pierwszy. Wciąż brzmiał i wyglądał na zaskoczonego i rozkojarzonego, jak gdyby w dalszym ciągu przetrawiał to, co się właśnie wydarzyło... I w szczególności tę jedną informację, jeżeli sądzić po nacisku, jaki położył na ostatnie słowo. Nie byłoby trudno stwierdzić, że najwyraźniej nie mógł w to wszystko uwierzyć... A mimo to Rize kiwnięciem głowy potwierdziła jego przypuszczenia.
-Trask nie miał teraz żadnych powodów do ich wypuszczenia, przeciwnie, tylko by na tym stracił. W przyszłym tygodniu wypadał termin ich prezentacji, rozmowy od początku przebiegały dobrze... Gdyby nie stało się nic niespodziewanego, niedługo najprawdopodobniej byśmy je wykupili- zauważyła, po czym spojrzała na Moonstone, jak gdyby oceniając ile musiała jej wyjaśnić, żeby całość nabrała większego sensu, a czego kobieta już się sama domyślała.
-Maszyny adaptujące się do supermocy przeciwnika, w teorii potrafiące je także wykrywać. Doktor Trask nie wspomniał, że niektóre będą tak pokaźnych rozmiarów- streściła, a to ostatnie zdanie zabrzmiało nieco cierpko. Prezydent z kolei wypuścił w tym momencie powietrze przez nos, na tyle głośno, że było to słyszalne.
-Trask może się pożegnać z kontraktem- stwierdził ze zirytowaniem. Nic dziwnego; nawet jeżeli twórca robotów nie odpowiadał bezpośrednio za ich działania, to w najlepszym wypadku dopuścił do sytuacji, w której ktoś inny przejął nad nimi kontrolę. Po czymś takim wykupienie ich byłoby PR-owym strzałem w kolano.

Telepatyczne dotarcie do informacji o Trasku - oraz jego Trask Industries - nie było takie trudne. O planach współpracy wiedzieli nie tylko członkowie rządu, ale i część asystentów... A sama firma również nie istniała przecież w tajemnicy, nawet jeżeli jak do tej pory strzegła sekretu Sentineli, publicznie zaś zajmowała się mniej kontrowersyjnymi projektami - choć zdarzało jej się sprzedawać wynalazki wojsku.
W budynku znajdował się nawet reprezentant Trask Industries - nikt z samej góry, ale najwidoczniej wystarczająco wysoko postawiony, aby teraz prowadzić rozmowę telefoniczną z samym właścicielem. Szybko i w napięciu wyjaśniał mu co się działo, wyraźnie był świadomy tego, że roboty należały do nich, ale jednocześnie zdawał się szczerze nie mieć pojęcia dlaczego pojawiły się na konferencji. W natłoku informacji wspomniał między innymi o blokadzie, która powinna uniemożliwiać Sentinelom atakowanie zwykłych ludzi - ale dokładniejsze zbadanie jego umysłu dowiodłoby, że nie wiedział o niej zbyt wiele. Nie należał do inżynierów czy naukowców; zajmował się stroną prawną.
Trask z kolei starał się zachować spokój i panowanie nad sobą, odpowiadał chłodno, ale pod tym wszystkim nawet w tonie jego głosu dało się wyczuć, że zaczynał tracić kontrolę nad sytuacją. Jeżeli zaplanował to wszystko i nie chciał się zdradzić przed swoim pracownikiem, to musiał być wspaniałym aktorem; bardziej prawdopodobne wydawało się już to, że bał się o swoją umowę, o własną twarz, renomę firmy... O konsekwencje płynące z tego, że jego roboty zostały przez kogoś przejęte.
Znalezienie umysłu Traska stanowiło pewne wyzwanie. Z rozmowy wynikało, że mężczyzna przebywał w głównej siedzibie Trask Industries, ale zdawał się posiadać coś, co chroniło go przed telepatią - najpewniej jakieś urządzenie. Jego przepalenie było możliwe, lecz wymagało już wysiłku - nawet przy użyciu Cerebro - więc bardziej opłacałoby się pewnie zdobycie informacji od osób w jego otoczeniu... Szczególnie, że takie przeciążenie sprzętu zapewne uderzyłoby również w Traska, być może sprawiając mu ból, może pozbawiając go przytomności - lub nawet wyrządzając mu trwalsze szkody. Te ostatnie mogłyby doprowadzić do utraty części danych.
Problem polegał na tym, że nikt inny nie wiedział gdzie dokładnie produkowane były Sentinele. Nie w tych głównych, oficjalnych fabrykach Trask Industries - to na pewno. Członkowie zarządu posiadali informacje na temat ich funkcji, potrafili określić to, że roboty uczyły się chronić przed nadludzkimi mocami i na nie reagować, ale nawet oni nie zostali poinformowani gdzie powstawały.

Choć w tym czasie główna sala audytorium niemalże całkowicie opustoszała - pomijając między innymi grupkę agentów, parę osób poszkodowanych przez gruz oraz być może kogoś za kulisami, no i oczywiście Scarlet Witch oraz Visiona - to, o ironio, mogło się okazać, że miejsce to wcale nie było teraz aż tak niebezpieczne... Przynajmniej w porównaniu z alternatywą, czyli z wychodzeniem na zewnątrz. Od momentu uszkodzenia sufitu do środka nie wleciał żaden robot, a ten, który spoglądał do pomieszczenia przez dziurę teraz niespodziewanie się wyprostował i po krótkiej chwili zniknął. To było... Na pewno dziwne. Nie znalazł tego, czego lub kogo szukał? Otrzymał nowy rozkaz? Polował poza budynkiem? Przynajmniej oznaczało to, że póki co Vision nie musiał się martwić o nagłe zagrożenie. Oczywiście niebezpieczeństwo wciąż czaiło się w pobliżu, ale syntezoid nie znajdował się teraz pod atakiem.
Kiedy tylko wylądował i przyklęknął obok Wandy, ta na moment rozchyliła powieki, by spojrzeć na jego twarz. Nawet przez tę krótką chwilę w jej oczach dało się wyczytać wiele, całą mieszaninę zmieniających się i zlewających ze sobą emocji, wśród których jednak wyraźnie przewinęło się coś na kształt ulgi - a to świadczyło pewnie dobrze o stopniu jej przytomności. Rzecz jasna wszystko to zniknęło, gdy powieki kobiety ponownie opadły, a następnie jej głowa lekko się pochyliła; w tym samym momencie wypuściła też powietrze przez usta, nieco głośniej, ale nie do końca w formie westchnięcia. Wciąż słuchała, bo na słowa Visiona znów poruszyła głową w sposób przypominający przytaknięcie, lecz nawet ten gest zdawał się wymagać od niej teraz zbyt wiele energii.
Pomimo upływu krwi jej stan zdawał się nie pogarszać bardzo gwałtownie, choć niestety zauważalnie. Wciąż oddychała ciężko i wyglądało na to, że w każdej chwili mogła w końcu stracić przytomność... Ale właśnie. Rzecz w tym, że mogła, lecz jeszcze tego nie zrobiła. Choć postrzał nigdy nie był bezpieczny czy przyjemny, to sam fakt, że wciąż walczyła z omdleniem - i sama oddychała, nawet jeżeli z trudem - mówił sam za siebie. Z drugiej strony około wysokości rany znajdowały się serce i płuca, a choć przebicie tego pierwszego dałoby pewnie jeszcze poważniejsze objawy, to postrzał na wylot prawdopodobnie zranił płuco.
Czy tak było czy nie, obwiązanie ran tak czy siak stanowiło priorytet. W pobliżu nie znajdowało nic, co szczególnie dobrze by się do tego nadawało; zdarcie materiału z któregoś z siedzeń wchodziłoby w grę, ale sądząc po jego wyglądzie oraz po tym, jaki był w dotyku, nie zablokowałby krwi na długo i możliwe, że by się rozdarł. Fragment stroju wyglądał w tym wypadku na najlepszą opcję, a Wanda zignorowała odrywanie tkaniny - może była już na etapie, gdy naprawdę nie zwróciła na nie uwagi? - i zareagowała dopiero w momencie zakładania tego improwizowanego opatrunku. W pierwszej chwili mocniej przycisnęła dłoń do rany z przodu; dopiero po sekundzie czy dwóch dotarło do niej co się działo i zabrała rękę, w dodatku dość gwałtownie. Energia wokół jej palców w końcu zgasła.
Zgarnięcie jej w ramiona było proste, a przedostanie się na scenę - jeszcze łatwiejsze. Po drodze kobieta już prawie się nie poruszała, choć przetoczyła głowę tak, aby opierać ją o Visiona, a jej klatka piersiowa wciąż unosiła się i opadała ciężko i szybko. Jeżeli coś było nie tak z płucem, to taki oddech mógł być próbą zrekompensowania sobie trudności z nabieraniem powietrza.
Za kotarami na uboczu znajdowało się zaś przejście - drzwi prowadzące do mniejszego pomieszczenia, które skrywało... Pewnie nie do końca to, czego Vision się spodziewał. Owszem, naukowcy zostali tutaj zabrani, ale najwyraźniej później nie wyprowadzono ich z budynku, bo oczy ich wszystkich - a także gromadki agentów - natychmiast skierowały się ku nowo przybyłym. Dziwne, że S.H.I.E.L.D. nie zdecydowało się na ewakuację tak ważnych osób, lecz przynajmniej powody takiego stanu rzeczy szybko stały się jasne.
-Atakują w całym mieście. Zebrały się wokół budynku i strzelają do każdego w swoim zasięgu. Broń, do której mamy dostęp na miejscu nie robi na nich wrażenia, więc czekamy na przybycie ciężkiego sprzętu- wytłumaczył od razu jeden z agentów - ten, który na widok Visiona od razu stanął prosto. Zarówno on, jak i jego koledzy mieli w dłoniach broń palną, rozstawili się zaś równomiernie po całym pomieszczeniu, więc najwyraźniej zajmowali się chronieniem naukowców.
Ci ostatni z kolei reprezentowali sobą całą gamę emocji, zaczynając od zwykłego, naturalnego zdenerwowania, przez strach, niezrozumienie czy zrezygnowanie, aż po wyraźną irytację. Najspokojniejszy wydawał się profesor McCabe - ten, który współpracował już wcześniej z S.H.I.E.L.D. Trzymał się blisko jednego z agentów, więc być może naprawdę czuł się przy nich wystarczająco bezpiecznie, aby nie popadać w panikę nawet w takiej sytuacji. Mniej więcej połowa naukowców stała, reszta siedziała na rozstawionych w pokoju krzesłach oraz - w przypadku doktor Campbell - na stole. Poza tym umeblowanie pomieszczenia było proste; trochę szafek, roślina doniczkowa, nic ciekawego... Pomijając zachęcające drzwi po drugiej stronie. Potencjalnie wyjście na zewnątrz budynku.
-Kto strzelał? Ktoś strzelał, prawda? Nie robot- spytał doktor Stonewall zaraz po tym, jak tylko agent zamilkł. Był jedną z wielu osób w pokoju, których spojrzenia zjechały na Wandę. Doktor Aviles podniosła się nawet z miejsca i zerkała niepewnie to na nią, to na stół, jak gdyby chciała coś zasugerować. Żaden z tych naukowców nie był lekarzem, nawet jeżeli musieli posiadać jakąś wiedzę z zakresu ludzkiego organizmu; agenci z kolei najprawdopodobniej odebrali ograniczone szkolenie medyczne, by radzić sobie w terenie. Pomiędzy nimi wszystkimi leżały jakieś szanse na pomoc.

***

Wyprowadzam Roberto z tematu.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Moonstone

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Wto Mar 27, 2018 11:13 pm

Cóż może w kanałach nie pachniało zbyt przyjemnie, ale przywodziło to na myśl stare dobre czasy, gdy pracowało się dla różnych szemranych typów. Naprawdę ktokolwiek myślał, że w bazach superzłoczyńców używa się odświeżacza powietrza albo dokładnie czyści każdy kafelek podłogi? Względna czystość była, ale czasami zapach jaki generowały sługusy pozostawiał wiele do życzenia. W przypadku chociażby chłopaków z Hydry to tutaj pachniało lawendą. Gdyby nie była młoda i nie potrzebowała pieniędzy, to nawet nie spojrzałaby na tamtego wariata z przyklejonym do twarzy kawałkiem materiału. Życie niestety bywa tak przewrotne, że teraz Karla miała okazje się wykazać i zapewnić bezpieczeństwo dwóm najważniejszym osobom w państwie.
Chwilę po tym jak Karla w kanale znalazła jakąś kładkę, odstawiła na niej dwójkę i sama wylądowała, aczkolwiek nie puszczała od razu. Chciała mieć pewność, że wytrzyma ciężar całej trójki bez zapadania się. W końcu wiadomo jak inżynierowie dbają o takie miejsca. Po odstawieniu Rize oraz prezydenta, Sofen mogła wyjść na przód, by móc oświetlać drogę za pomocą swojej energii. Przydatna była możliwość generowania światła z każdego punktu na ciele. Wymagało to tylko trochę wprawy w używaniu kamienia, ale na dłuższą metę bardzo ułatwiało życie. Nawet w tak trywialnych czynnościach jak pójście w nocy do łazienki, bez potrzeby zapalania światła i tym samym ryzykowania uderzenia się w mały palec o mebel. Chociaż w wypadku blondynki pewnie skończyłoby się to na połamanym elemencie otoczenia.
Mogli być gdzieś pod ulicą, a Sofen wolała znać dokładną lokalizację. Dlatego też co jakiś czas zerkała czy chociażby na ścianach nie ma jakiejś mapki technicznej lub innego opisania tunelu, w którym się znajdowali. W końcu jakoś inżynierowie musieli rozpoznawać poszczególne korytarze, chociaż pewnie jak coś znajdzie to będzie miała wypisane na ścianie rzeczy pokroju D-3 chociażby. Zawsze można się łudzić, że te kanały projektował ktoś kto brał pod uwagę potencjalne nierozgarnięcie pracowników lub osób, które przypadkiem się tu znajdą. Na szczęście byli tutaj bezpieczni, a te maszyny wydawały z siebie dosyć charakterystyczny dźwięk. W tunelach hałas niósł się echem, więc w razie czego powinno ich to ostrzec znacznie wcześniej przed nadchodzącym zagrożeniem.
W tym czasie prezydent wyszedł z szoku. Zamach na swoje życie zniósł całkiem nieźle, bo ani nie przeszedł nerwicy, ani też również nie miał jeszcze napadów gniewu. Chyba w trakcie tej pracy pokazali mu parę trików jak radzić sobie ze stresem nawet w ekstremalnych sytuacjach, a może po prostu pomagała świadomość nadczłowieka, którego miał tuż obok siebie? Zwłaszcza gdy brać pod uwagę, że te roboty najwyraźniej nie potrafią przechodzić przez ściany bez burzenia ich.
- Sentinele? Strażnicy, bardzo ciekawa nazwa na maszyny, które przyszły nas spacyfikować – skomentowała ironicznie Karla. Ktoś kto wymyślał tę nazwę musiał mieć naprawdę wielkie poczucie humoru. Ciekawe czy miał równie wielki zadek, w który Sofen mogłaby go kopnąć za nasłanie na nią jakiejś kupy złomu. Prezydent i Rize coś na pewno wiedzieli, a blondynka najwyraźniej wcześniej nie miała dostępu do tego typu danych. Inaczej pewnie wiedziałaby coś o tej nazwie. Moonstone musiała pilnować tego co ma przed sobą, więc tylko okazjonalnie mogła zerkać czy tamta dwójka się nie zgubiła. W końcu w kładce mogą być dziury, dlatego należało też patrzyć pod nogi. No, a przy okazji serwowali jej nieco wyjaśnień. Najwyraźniej twórcą tego projektu był niejaki Trask. Sofen zdecydowanie poświęci trochę czasu, by przejrzeć jego teczkę. To co się dzisiaj stało nie ujdzie mu na sucho, a Thunderbolts złożą mu wizytę, która przebiegnie mniej lub bardziej przyjaźnie. W zależności od tego jak chętnie będzie mówił.
- Maszyny adaptujące się do supermocy? Widzę, że nie tylko mutantów chcieliście trzymać w szachu, ale również wszelkich innych nadludzi. Skoro potrafią ich wykryć to pewnie i nas znajdą, dlatego musimy się sprężać – to dawało Karli trochę do myślenia, aczkolwiek musiała sprawdzić na jakiej zasadzie ten skan działa. Czy obejmował również moce nabyte za pomocą artefaktu lub innego przedmiotu, a może tylko zmiany genetyczne? Skan genetyczny wydawał się znacznie bardziej uniwersalny, gdyż wtedy zostaną tylko jakieś pojedyncze sztuki, których moc brała się z czegoś innego. Jak chociażby magii. Dodatkowo ta informacja o adaptacji dawała jej jasno do zrozumienia jak należy z nimi walczyć – Cóż nie można im dać czasu, by się adaptowały więc trzeba je rozwalać od razu i gdy są w pojedynkę, by reszta nie mogła się uczyć. Myślę, że jest to wykonalne – powiedziała blondynka. Teraz tylko wyjść na zewnątrz, gdzieś gdzie nie będzie robotów i złapią sygnał. Póki co używanie tutaj komunikatora lub komórki raz, że mogło nie przynieść żadnych rezultatów, a dwa… na górze pewnie jest masa tych puszek więc zlecą się jak muchy do miodu.
- Może ktoś mu te roboty ukradł? Sama znam kilka osób, które z chęcią przeprowadziłyby czystki na świecie. Czy Trask jest jakoś uprzedzony do nadludzi? Spotkała go jakaś tragedia z ich udziałem? – Sofen zaczęła profilować podejrzanego. Był kolejnym biznesmanem handlującym zabawkami, z których korzystało wojsko. Pewnie cechował się bezwzględnością w interesach, jak również kierował się zyskiem dla swojej firmy. Byłoby to wielce nieopłacalne dla niego stracić głównego partnera handlowego, a tym bardziej narażać się na gniew opinii publicznej. Chociaż z drugiej strony przy odpowiednich zabiegach medialnych mógłby to obrócić na swoją korzyść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Pią Mar 30, 2018 4:59 pm

To co zobaczył za kotarami… Podsumować można było jako rozczarowanie. Pomieszczenie, w którym zostali zgromadzeni przemawiający przed momentem naukowcy było nie tak wielkie. Dziwić mógł też fakt, że jeszcze ich nie ewakuowano, lecz to już za chwilę miało się wyjaśnić dzięki wypowiedzi jednego z przedstawicieli S.H.I.E.L.D.. Nieco zaskoczony sytuacją, trzymając Wandę na rękach, wysłuchał tego co niektórzy z przebywających tu ludzi mieli do powiedzenia.
Bez słowa wyjaśnienia zbliżył się do stołu, na którym siedziała doktor Campbell. Jeśli zrozumiała jego zamiar i ustąpiła miejsca, wtedy natychmiast ułożył na nim ranną Wandę. W innym przypadku po prostu ją o to poprosi i uczyni dokładnie to samo.
- Jest ciężko ranna. W obecnej sytuacji nie zaryzykuję jednak przetransportowania jej do najbliższego szpitala, a co dopiero gdzieś dalej. – zaczął zwracając się do wszystkich zgromadzonych w pomieszczeniu osób. – Straciła dużo krwi, jest osłabiona, ma trudności z oddychaniem i coraz mniej czasu. Jeśli uda się dokładniej powstrzymać krwotok i nieco ją ustabilizować, powinna sama poradzić sobie z niektórymi obrażeniami. W samym budynku powinno być już względnie bezpiecznie. Wygląda na to, że zagrożenie przeniosło się na zewnątrz. Poszukajcie apteczki i zróbcie co w waszej mocy, by utrzymać ją przy życiu do mojego powrotu. – tę drugą część wypowiedzi skierował już wyraźnie bardziej do agentów, których przeszkolenie powinno obejmować podstawowe umiejętności medyczne. W trakcie misji dzieją się przecież różne rzeczy i gdy jednemu z nich coś się przydarzy muszą być w stanie jakoś go opatrzyć. Podczas swojej wypowiedzi ani na moment nie spuścił wzroku ze Scarlet Witch, cały czas delikatnie ściskał też jedną z dłoni kobiety. Niestety musiał ją na jakiś czas zostawić jedynie pod opieką tych ludzi. Nie mógł dłużej uciekać przed powinnościami. Był Mścicielem. Choć zależało mu na losie Wandy, w jego obowiązku leżała też obrona innych. Pozwolił, by dłoń towarzyszki wyślizgnęła się z jego uścisku i rozejrzał się po wszystkich przebywających w pomieszczeniu.
- Tak, doktorze. Nie wiem czy obie sytuacje są ze sobą powiązane, lecz ktoś wykorzystał zamieszanie związane z atakiem robota i postrzelił Wandę. Tożsamość strzelca jest dla mnie zagadką, lecz prawdopodobnie ten zdołał już wydostać się z budynku. – tak przynajmniej zakładał syntezoid. Gdyby napastnik wciąż przebywał w audytorium, prawdopodobnie w ogóle nie pozwoliłby Visionowi na opiekę nad postrzeloną przyjaciółką. Chyba, że jego cel był inny i wciąż próbuje go wypełnić. Na konferencji znalazło się przecież wiele wpływowych osób. W tym sam prezydent. Nie można było więc wykluczyć tego, że to on był prawdziwym celem ataku, a Wanda oberwała tylko dlatego, iż starała się powstrzymać wiszące nad wszystkimi niebezpieczeństwo. – Na wszelki wypadek zachowajcie jednak ostrożność. Spróbuję skontaktować się z resztą drużyny, ściągnąć wsparcie, lecz do czasu ich przybycia potrzebny będę na zewnątrz. – był już właściwie gotów pozostawić potrzebującą pomocy Mścicielkę pod opieką naukowców oraz agentów. Powstrzymał się jeszcze przez chwilę w oczekiwaniu na ewentualne kolejne pytania ze strony ich wszystkich. Sam jeszcze również chciał coś załatwić.
- Z jakiej częstotliwości teraz korzystacie? – spytał szpiegów S.H.I.E.L.D. Co prawda mógł dowiedzieć się tego sam, albo spróbować na jednej ze znanych mu już częstotliwości ze wcześniejszych wspólnych zadań z tą organizacją, ale to wyjście wydało mu się bardziej właściwe. – Podłączę się pod wasze komunikatory i będę informował was o sytuacji. Jeśli jej stan jeszcze się pogorszy natychmiast mnie o tym powiadomcie. – jeśli uzyskał odpowiedź na swoją prośbę i nie padły żadne dodatkowe pytania, wtedy uniósł się nad ziemię i przenikając przez sufit i kolejne poziomy budynku wzleciał na dość znaczną wysokość już na zewnątrz. Chciał obadać sytuację, przekonać się o liczbie robotów, sprawdzić gdzie jest najbardziej potrzebny… W między czasie spróbował też skontaktować się z Mścicielami na wszelkich możliwych kanałach. Miał zamiar poinformować ich o ataku, Wandzie oraz poprosić o wsparcie oraz jakąś pomoc dla rannej Mścicielki. W tym ostatnim chodziło na przykład o wysłanie przez Starka jednej ze swoich zbroi, która mogłaby przetransportować Scarlet Witch w bezpieczniejsze miejsce, gdzie zostanie jej udzielona fachowa pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 362
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Nie Kwi 01, 2018 11:46 pm

Przeszukując z jak największą prędkością dostępne na miejscu umysły pod kątem występowania w nich informacji o Sentinelach, Emma szybko natknęła się na wspomnienia o firmie, która najwyraźniej opowiadała za ich produkcję. Jeszcze zanim kobieta zaczęła zagłębiać się w te dane, wykorzystała już swoje połączenie z Cerebro, aby nakazać komputerowi X-Men wyciągnięcie wszystkiego oficjalnego i nieoficjalnego, co posiadali na Trask Industries oraz jej właściciela. Nacisk położyła na mapę należących do nich terenów i budynków, która mogła zostać wygenerowana w czasie, który telepatka poświęcała na dalsze badanie sprawy.
Posługując się wiedzą pobraną z głów polityków, blondynka dotarła prosto do mężczyzny, w którym część z nich rozpoznawała reprezentanta Trask Industries. Ponownie wykorzystała ich jako swoje oczy, po czym przeniosła się już bezpośrednio do umysłu tego nowego celu i to w dodatku na czas, aby podsłuchać jego rozmowę z szefem. Przede wszystkim potwierdziła ona, że Sentinele zdecydowanie należały do Traska... A choć panna Frost nie była jeszcze do końca przekonana, że ich twórca nie wiedział czegoś więcej o ich obecnych poczynaniach, to ostrożnie zaakceptowała fakt, że najprawdopodobniej - przynajmniej - nimi nie sterował. Co nie oznaczało, że nie posiadał cennych informacji.
Tutaj zaczęły się jednak schody. Dzięki informacjom od Cerebro Emma zdawała sobie sprawę z tego, gdzie powinna szukać Traska, lecz pierwsze mentalne skany okolicy nie ukazały jej jego umysłu. Na szczęście jego podwładni okazali się bardziej pomocni i nieświadomie podsunęli kobiecie inną drogę, przy okazji dostarczając jej parę ciekawych informacji odnośnie samego sposobu działania robotów. Te będzie musiała przesłać sojusznikom.
Najpierw jednak White Queen bezzwłocznie przekazała komputerowi nowe zadanie do wykonania. Powiązała uzyskane przez siebie dane z mapą, którą powinien dla niej wytworzyć, aby w ten sposób wyeliminować fabryki i magazyny, o których wiedziała, że na pewno nie miały nic wspólnego z Sentinelami. Wątpiła, aby to wystarczyło do zlokalizowania miejsca produkcji, ale na tym nie zamierzała poprzestać. Wydała maszynie polecenie namierzenia przemieszczających się robotów i ustalenia skąd przybywały - na podstawie obrazów satelitarnych czy z dowolnych dostępnych kamer, jeżeli zaszła taka konieczność. Oznaczenie kierunków powinno pomóc zawęzić obszar poszukiwań, szczególnie w połączeniu z informacjami na temat terenów należących do Trask Industries. Gdyby to wszystko nie poskutkowało, planowała zwrócić się do osób z dostępem do dużych zasobów informacji, aby spróbowały przeprowadzić podobne procesy, ale na początek dawała szansę komputerowi Instytutu.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3754
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Nie Kwi 08, 2018 2:40 pm

Pomimo nieprzyjemnego zapachu i ciemności, sama kładka zdawała się być w wystarczająco dobrym stanie, aby dało się po niej spokojnie spacerować. Nie można by jej nazwać nową, ale nie zdążyła się jeszcze bardzo zniszczyć... A to dawało nadzieję, że bywała od czasu do czasu używana, więc raczej nie znajdowała się w jakiejś zapomnianej przez świat części kanałów. Poza tym - pomimo początkowego wrażenia, że było inaczej - posiadała jednak oświetlenie, tylko w tej chwili wyłączone.
Prezydent i jego doradczyni pozwalali się prowadzić, krocząc obok siebie za Moonstone i tocząc dyskusję. Żadne z nich nie wyglądało na speszone faktem, że ich do tej pory tajne przyszłe bronie wyszły na jaw - ale to pewnie nic dziwnego, bo w końcu politycy zawsze coś ukrywali, a przed Karlą nie musieli się tłumaczyć z kwestii moralnych.
-Nie jest fanem, ale oficjalnie ma czyste konto. Inaczej nie rozważalibyśmy z nim współpracy. Nic mi nie wiadomo na temat konkretnych powodów jego podejścia, więc nie sądzę, żeby w przeszłości nadludzie wyrządzili mu jakąś poważną krzywdę. Wiedzielibyśmy coś o tym. Być może to kwestia wychowania czy środowiska, bo jego brat również nie jest przyjaźnie nastawiony... W szczególności do mutantów- odparła najpierw Rize. Nie brzmiało na to, aby musiała zastanawiać się nad tą kwestią albo przypominać sobie szczegóły, więc albo sama myślała w podobnych kategoriach albo tak czy siak były to dla niej stosunkowo świeże wiadomości.
-Był ten niedawny incydent- wtrącił się nagle prezydent ze zmarszczonym czołem, a przed ostatnim słowem uczynił krótką, bardzo trudną do wychwycenia pauzę, jak gdyby nie wiedział do końca czy to określenie naprawdę tutaj pasowało. Po tonie jego głosu dało się z kolei poznać, że ten "incydent" wcale mu się nie podobał, ale powstrzymywał się przed komentowaniem go w otwarcie negatywny sposób.
-Jakiś czas temu kilka Sentineli opuściło teren testów. Trask utrzymywał, że to błąd AI, który szybko udało się wyeliminować, ale zdążyły namierzyć i zaatakować mutantów w dwóch czy trzech miejscach. Od tego czasu nie było już z nimi żadnych innych problemów- wyjaśniła dokładniej Rize, kiwnąwszy przy tym krótko głową.

Tymczasem wciąż we wnętrzu budynku Audytorium Lisnera nie tylko doktor Campbell bez upominania zeskoczyła ze stołu, ale i pozostali zebrani w pomieszczeniu w razie konieczności przesunęli się w taki sposób, aby zrobić przejście i miejsce dla Wandy na stole. Był on wystarczająco duży - i podłużny - aby kobieta miała na nim dobre podparcie, choć jej nogi nie zmieściły się do końca. Tak czy siak, mebel wciąż stanowił lepszą lokację od - na przykład - podłogi... I powinien ułatwić udzielanie pierwszej pomocy.
Jeszcze słuchając informacji na temat stanu Scarlet Witch oraz sytuacji w budynku i poza nim, naukowcy i agenci w dalszym ciągu się przemieszczali. Przede wszystkim doktor Aviles zbliżyła się do stołu, póki co nie dotykając Wandy, ale przyglądając się jej uważnie, a i jeden z przedstawicieli S.H.I.E.L.D. zajął miejsce tuż obok. Drugi zareagował na wspomnienie apteczki i od razu zajął się - najpewniej - jej szukaniem, widocznie uznając, że trzymanie broni w pogotowiu i tak mu w tej chwili wiele nie pomoże. Tyle dobrego, że najwyraźniej nikt nie zamierzał protestować, pomimo wymienianych pomiędzy zebranymi nerwowych spojrzeń.
Apteczka znalazła się w jednej z szafek, gdy Vision był na etapie informowania o swoich planach odnośnie skontaktowania się z Avengers. Agent przeniósł ją na stół i otworzył, a w tym czasie jego kolega po fachu - ten czuwający obok, zresztą ten sam, który na samym początku pospieszył z wyjaśnieniami - energicznie pokiwał głową. Nawet jeżeli nie miałaby pomóc na wiele więcej, apteczka oznaczała przynajmniej prawdziwe opatrunki zamiast kawałka materiału.
Częstotliwość została bez problemu podana, a ten najbardziej komunikatywny agent ponownie przytaknął na kolejne polecenie Avengera. Potem zaś Vision mógł już opuścić pomieszczenie górą... I na własne oczy przekonać się o powodach, dla których S.H.I.E.L.D. nie zdecydowało się wyprowadzić naukowców z budynku.
Z wysokości bohater miał doskonały widok nawet na dalszą okolicę i bardzo szybko był w stanie stwierdzić, że roboty należało liczyć w setkach - a to tylko tutaj, na tym terenie, dalej musiało ich być więcej. Większość z nich mierzyła sobie te dwa i pół metra wzrostu, lecz wśród nich zdarzało się trochę większych - stosunkowo niewiele. Tylko jeden był naprawdę ogromny, około dziesięciometrowy... Najprawdopodobniej ten sam, który wcześniej zniszczył dach audytorium. On jako jedyny nikogo nie atakował; stał na ulicy i zdawał się na coś czekać... Albo może nadzorować sytuację.
Pozostałe maszyny skupiały się jednak na wystrzeliwaniu z wnętrz swoich dłoni strumieni energii. Kroczyły po drogach i chodnikach, a gdy zauważały ludzi, to od razu się zatrzymywały, celowały do nich - ten proces przebiegał dość powoli, co mogło sugerować, że roboty były raczej ociężałe lub mimo wszystko niezbyt zaawansowane - i wreszcie emitowały promienie... Najwyraźniej zabójcze, bo trafiane osoby już się nie podnosiły, chyba że udało im się uchylić tak, aby oberwać na przykład tylko w rękę czy w nogę.
Pośród tego wszystkiego uwijali się agenci, skupiający się głównie w pobliżu budynku Audytorium. Robili co mogli, ale ich bronie praktycznie nic nie dawały - o czym Vision już wcześniej usłyszał, a teraz ujrzał tego potwierdzenie. S.H.I.E.L.D. zajmowało się głównie eskortowaniem cywili i koncentrowaniem na sobie uwagi robotów.
Na próbę skontaktowania się z Avengers zareagował z kolei Jarvis - i to niemalże od razu. Brzmiał jak zawsze spokojnie, a choć pozwolił Visionowi podać wszystkie trzy istotne informacje, a więc o ataku, o Wandzie oraz prośbę o pomoc dla niej, to o dwóch pierwszych sprawach najwidoczniej już wiedział... Albo działał bardzo szybko.
-Wszyscy przebywający na Ziemi i osiągalni w tej chwili członkowie drużyny zostali poinstruowani, by stawić czoła robotom. Pod atakiem znajdują się duże miasta Stanów Zjednoczonych. Jak do tej pory nie pojawiły się żadne doniesienia z innych państw. Nikt nie przyznał się jeszcze do przewodzenia tą armią. Niestety nie udało mi się przejąć nad nią kontroli- oznajmiło na początek AI, a następnie dodało kolejną wiadomość:
-Pan Maximoff powinien wkrótce dotrzeć do Waszyngtonu.

Dane X-Men - przynajmniej te na temat samego Traska oraz jego rodziny - od publicznych różniły się głównie informacją, że syn mężczyzny został w przeszłości namierzony przez Cerebro jako mutant. Mimo to - a w szczególności pomimo wyraźnej niechęci Traska do nadludzi - własne dziecko najwyraźniej tak czy siak traktował dobrze, a przynajmniej nic nie wskazywało na to, aby było inaczej. Co ciekawe, jego córka z kolei zaginęła - i w tej sprawie oficjalnie nie ustalono niczego, choć ona również figurowała w bazie danych Instytutu jako osoba z uaktywnionym genem X.
Sama firma zdawała się natomiast nie wyróżniać niczym wyjątkowo niepokojącym czy zwracającym uwagę. Wyglądała na poważny biznes; profesjonalnie prowadzony, wywiązujący się z umów... A do tego spory i z terenami w wielu różnych miejscach, nie tylko na obszarze Stanów Zjednoczonych. Większość z tych ostatnich zniknęła z mapy świata po porównaniu z informacjami od pracowników Trask Industries, ale sporo punktów wciąż świeciło się zachęcająco.
Próba ustalenia czegoś na podstawie kierunku lotu Sentineli dowiodła przede wszystkim jednego: wszystkie zdawały się oryginalnie przybywać z zachodu... Ewentualnie miejscami z północnego zachodu - w przypadku miast leżących bardziej na południu. Zakładając, że wybrały najkrótszą drogę, mogły nadciągać nawet gdzieś z Azji - albo, bliżej, z Oceanu Spokojnego. Na tym ostatnim Trask Industries posiadało nawet niewielką wyspę, która - po wcześniejszej eliminacji - wciąż wchodziła w grę.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Moonstone

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Nie Kwi 08, 2018 4:14 pm

Sentinele stanowiły świetną pożywkę dla wszystkich fanów teorii spiskowych. Teraz wiedzieli, że rząd dysponuje wielkimi robotami, które przystosowane mają być do polowania na nadludzi. Jedni mogli czuć dozę bezpieczeństwa, natomiast znaczna większość poczuje niepokój, gdyż właśnie skonstruowano coś co może pokonać największych bohaterów. Cóż tak długo jak nic nie wymknie się spod kontroli to rasa ludzka raczej przetrwa. Gorzej jeśli roboty za bardzo się zaadaptują i wyrośnie armia Ultronów pragnących anihilacji ludzkości dla ich własnego dobra.
- Nieoficjalnie pewnie z wielką chęcią spaliłby ich w piecach. W końcu bohaterowie i inni nadludzie stanowią zagrożenie dla jego interesu – mógł to być po prostu rasizm, ale oczywiście to też mogła być kwestia rodzinnego biznesu. Jak chociażby u Starka, który produkował broń i inne gadżety, którymi można rozwalić człowieka na atomy. Mściciel, handlarz śmiercią oraz miliarder niezbyt cieszący się sympatią niektórych wpływowych osób. W gruncie rzeczy bogaci ludzie mieli zwykle jeden zasadniczy problem jakim było rozbuchane ego. Oddawali pieniądze na cele dobroczynne, by środowisko ich postrzegało korzystniej, ale też żeby przyciągnąć pozytywnych inwestorów bądź klientów. Wszystkie te dobre rzeczy miały swój cel. Ciekawe jak bardzo wzrosły akcje Stark Industries, gdy zadeklarował dołączenie do Avengers? Na wysokich stołkach grało się nieczysto. Karla byłaby głupią blondynką, gdyby nie rozumiała zasad panujących w świecie dużych graczy. Jeśli chciało się bawić z chłopcami w lepszej piaskownicy to trzeba było wyzbyć się skrupułów. Trask pewnie też to rozumiał. Konto zawsze można było oczyścić lub zrobić coś tak, by nie wyszło na jaw. Któż by się chociażby przejmował zniknięciem bezdomnego, którego porwano do testów naukowych, a tylko tak przypadkiem był mutantem.
Słowa prezydenta natomiast rzuciły nieco inne światło na tę sprawę. Karla nie była ekspertem od robotyki, ani tym bardziej sztucznej inteligencji, ale mogła wywnioskować pewne rzeczy.
- Błąd AI? Może to nie był błąd. Pomyślcie. Jeśli one potrafią się przystosować, to AI nimi sterujące również. Może po prostu stwierdziło, że to ludzie są problemem bo mogą się rozmnażać i przekazywać dalej gen mutanta? Nie zdziwiłabym się, gdyby pod nosem wyrósł nam drugi Ultron, a ten brak problemów był tylko udawaniem– skomentowała blondynka. To byłoby najbardziej sensowne z perspektywy komputera, który nie ma uczuć oraz psychiki. Będzie myślał zero-jedynkowo, szukając najbardziej optymalnej ścieżki rozwiązania problemu. Nim właśnie byli mutanci, a by powstrzymać ich przyrost należało po prostu zlikwidować ludzkość. Wtedy zostanie tylko powybijać osobniki na wolności, a problem mutantów zostanie rozwiązany. Miliarder nie będący naukowcem, najpewniej nie wiedział, że komputer może udawać. Kalkulator w końcu nie poda celowo złego wyniku. Trask był od prowadzenia interesów, a nie zastanawiania się nad konsekwencjami. Skoro te roboty same się rozwijały to im dłużej zwlekali, tym bardziej opłakane będą skutki i tym trudniej będzie je powstrzymać. Trzeba coś zrobić teraz – Trask nie miał jakiegoś mechanizmu, by zniszczyć je w razie gdyby ktoś ukradł maszyny? Muszą gdzieś być produkowane, a tam też najpewniej są programowane przez to AI. Musimy je rozwalić teraz, bo im dłużej zwlekamy tym mniejsza szansa, że nam się uda – Moonstone wyglądała na nieco zdenerwowaną, gdyż właśnie władza, a raczej jej odłamek mógł raz, a dobrze wyślizgnąć się z jej dłoni. Czemu wybrali akurat AI, a nie pilota?


Ostatnio zmieniony przez Moonstone dnia Pią Kwi 27, 2018 10:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Nie Kwi 15, 2018 7:36 pm

Sytuacja na zewnątrz przedstawiała się gorzej niż Vision przypuszczał. Agent wspomniał co prawda o robotach w liczbie mnogiej, lecz syntezoid w żadnym przypadku nie nastawiał się na setki, a może nawet tysiące rozsianych po okolicy maszyn, które wydawać się mogło nie miały innego celu niż likwidacja przebywających tu ludzi. Choć zdecydowana większość z nich działała raczej powoli i topornie, tak przy takiej przewadze liczebnej Mściciel nie miał wielu możliwości. Wśród nich zdarzały się też jednostki nieco większe, a uwagę bohatera przykuł ten największy. Ten sam, który odpowiedzialny był za zniszczenie dachu audytorium i od którego wszystko się zaczęło. Ten po prostu stał, nie czyniąc zupełnie niczego. Vision zastanawiał się jaka może być tego przyczyna, zwłaszcza iż z całą pewnością był najpotężniejszy z nich wszystkich. Pierwsze wnioski nasuwały się same. Był tu, by w ogóle umożliwić atak i przerwać konferencję. Jego kolejne zadania to obserwacja i nadzorowanie działań pozostałych maszyn. Zapewne wkroczy do akcji, gdy ktoś spróbuje podjąć kroki odwetowe. Ktoś taki jak Vision. Być może jego wyeliminowanie wpłynęłoby na pracę reszty robotów w okolicy, a może te nie są ze sobą w ten sposób powiązane. Wkrótce powinni się o tym przekonać.
- Na bieżąco informuj mnie o sytuacji w innych miastach. I spróbuj dowiedzieć się czegoś o tych robotach. Szukaj wszędzie, bez wyjątków. Ze szczególnym wskazaniem na projekty rządowe. – wiadomość o wielu jednoczesnych atakach na terenie USA była niepokojąca. Świadczyła o tym, iż akcja była zaplanowana z wyprzedzeniem, a konferencja była prawdopodobnie jedynie pretekstem do jej rozpoczęcia. Ktokolwiek za tym stał, należy tę osobę powstrzymać. Dlaczego kazał szukać informacji również w sieci rządowej? Stworzenie tak dużej armii robotów nie było tanie. Niewiele osób czy organizacji mogło sobie na to pozwolić ot tak, nawet w długofalowym projekcie. Rząd był jedną z organizacji, która miała odpowiednie środki i powody, by zlecić komuś ich przygotowanie.
Nie mógł tracić więcej czasu. W pierwszej kolejności zamierzał wspomóc pracujących na dole agentów S.H.I.E.L.D., dać im chwilę wytchnienia. Postara się znaleźć słabe punkty w konstrukcji maszyn, które ci ewentualnie będą później mogli wykorzystać w dalszych działaniach. Zleci więc na dół i zacznie atakować poszczególne jednostki. Być może skupi na sobie uwagę ich większej ilości, co też jakieś szanse tym, którzy nie mogą liczyć na pomoc agentów. Celem ataków będą głównie źródła zasilania, które kryją się prawdopodobnie na klatce piersiowej, a następnie głowa. Wyeliminowanie jednego z tych celów powinno zniszczyć morderczą maszynę, a sam pojedynek pozwolić na wyciągnięcie wstępnych wniosków odnoście ich budowy, zwinności w walce, wytrzymałości oraz siły. Z tymi informacjami przejdzie dalej do kolejnych robotów, tych większych, a ostatecznie i do tego największego. Z pokonaniem tego ostatniego mogą być duże problemy i pomoc innego Mściciela może być wymagana. Z tym poczeka na przybycie Pietro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 362
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Czw Kwi 19, 2018 8:49 pm

Choć powiązania producenta broni przeciwko mutantom z jego zamierzonymi ofiarami - szczególnie rodzinne powiązania - były interesujące, Emma odłożyła jeszcze tę kwestię na później. Planowała dokładniej zbadać ją w chwili, gdy wyczerpie już lub przynajmniej uszczupli zbiór dostępnych metod bezpośredniego przeciwdziałania Sentinelom. W tym momencie za priorytet uznawała odnalezienie ich fabryki oraz osób odpowiedzialnych za mechanizmy sterujące robotami. Ktoś musiał na nie teraz wpływać, nawet jeżeli nie był to Trask - i do tego kogoś chciała dotrzeć. A jeżeli nie, to przynajmniej do tych, którzy zbudowali Sentinele. Informacje na ich temat z pierwszej ręki byłyby miłe i kto wie? Być może pozwoliłyby przejąć nad nimi kontrolę lub nawet zdalnie je zniszczyć.
Najpierw jednak panna Frost ponownie nawiązała telepatyczny kontakt z Carol, aby jak najszybciej przekazać jej wszystkie te nowe informacje. Doniosła jej o udziale Trask Industries w obecnych wydarzeniach, a także o tym, że być może wiedziała już gdzie szukać bazy Sentineli. Czy za bardzo się z tym pospieszyła? Może, ale wolała, aby Avengers byli nieustannie gotowi wysłać kogoś na miejsce, gdyż w innym wypadku najprawdopodobniej straciliby jeszcze czas na organizowanie wyprawy. Co prawda White Queen mogłaby wysłać tam część X-Men, ale wiedziała już, że niektórzy członkowie grupy zajęli się ochroną miast, innych zaś wolała na wszelki wypadek zatrzymać w Instytucie. Nie życzyła sobie powtórki z wizyty Shi'ar, w trakcie której do walki w obronie szkoły stanąć musiały osoby nie należące nawet do drużyny.
Dopiero po tej wymianie zdań blondynka ponownie skupiła się na szukaniu swojego celu. Dzięki połączeniu z Cerebro i jego bazą danych doskonale wiedziała dokąd skierować swoje myśli i nie miała żadnego problemu z wysyłaniem ich na taką odległość. Po mentalnym dotarciu na wyspę zabrała się za jej przeczesywanie, chcąc znaleźć umysły, o które mogłaby zahaczyć, zbadać je i dowiedzieć się z nich czegoś więcej. Jeżeli tylko natrafiłaby w nich na informację o Sentinelach, przeanalizowałaby je dokładniej, przede wszystkim po to, aby upewnić się, że to właśnie tutaj powstawały lub składowane były maszyny. Wtedy mogłaby tu skierować Avengers, ale w tym czasie sama spróbowałaby już zmusić pracowników Trask Industries do współpracy.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 210
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Pon Kwi 23, 2018 5:00 pm

Cały dzień zdawał się być dla Wandy pasmem niepowodzeń. Konferencja początkowo zaczynała się dobrze, choć niepokojące były informacje, które przyszło jej usłyszeć. Pamiętając o pomocy Emmy, była spokojniejsza. Trudno było jej ustosunkować się do wszystkiego, ale zdążyła zaobserwować zmianę wyrazów twarzy prezentujących, jak i siedzących obok niej osób.
Później wszystko działo się szybko. O wiele za szybko. Wanda ledwo zdążyła podtrzymać gruzy, żeby w kolejnej chwili samej wylądować pomiędzy rzędami siedzeń.

Teraz leżała na stole, który został jej udostępniony. Czuła się słabo, co było widać na jej pobladłej twarzy. Oddychało jej się ciężko, a ruchy były już nie tylko ograniczone, ale też powolne, jakby ospałe. Gwałtowniejsze poruszenie się skutkowało promieniującym bólem i dyskomfortem, które każdorazowo pojawiało się na jej twarzy. Nie czuła się dobrze i było to widać gołym okiem.

Starała się współpracować z agentami. Nie oponowała przy rozerwaniu i tak zniszczonego materiału czy też ściągnięciu górnej części odzieży. Umożliwiała im założenie prowizorycznego opatrunku, patrząc otępiale na ścianę. Później przeniosła spojrzenie w stronę okna, gdyż hałas dobiegający z zewnątrz był niepokojący. Gdyby nie to jak się czuła, już dawno starałaby się coś zaradzić. Taka niemoc nie pomagała Wandzie.

Maximoff syknęła z bólu, unosząc dłoń, gdy jeden z agentów przeprosił. Wiedziała, że musiał oczyścić ranę. Przyłożenie jałowego materiału nie było przyjemne, gdyż również spowodowało ból, ale zdecydowanie mniejszy niż płukanie. Scarlet Witch oddychała przez usta, które zdążyły spierzchnąć. Gdyby nie nałożona pomadka, to można byłoby zauważyć, że kolorem zlewają się z jej skórą. Kobieta starała się także nie zamykać oczu, choć coraz częściej odczuwała zmęczenie i potrzebę zaśnięcia.
Z powrotem położyła się na stole, instynktownie kładąc dłoń na przodzie, gdzie była jedna z ran. Nie używała jednak swoich zdolności, zbyt słaba, aby wykrzesać z siebie coś więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Sob Kwi 28, 2018 8:36 pm

Pietro który do tej pory przebywał w Nowym Jorku, a konkretniej w parku wyczuł, że dzieje się coś niedobrego z Wandą. W końcu był jej starszym bratem bliźniakiem, łączyło ich coś co można było podpiąć nawet pod telepatię. A, że Maximoff nigdy się nie mylił udał się w drogę do Waszyngtonu. Podczas opuszczania Nowego Jorku dostał od Jarvisa wiadomość, że jego siostra oberwała a wokół jej pozycji roiło się od robotów. To sprawiło, że Quicksilver pędził tam tak szybko jak tylko pozwalały mu moce i nogi. W końcu jego siostra była zagrożona i tylko to się teraz dla niego liczyło.
Dotarcie na miejsce, choć dla zwykłego człowieka mogłoby być ono diabelsko szybkie, dla Qucika zajęło zbyt długo. Im mniejsza odległość dzieliła go od budynku wskazanego przez Jarvisa tym więcej widział blaszaków. Oczywiście, każdego który wszedł mu w drogę musiał sprzątnąć, niejednokrotnie ratując tyłek jakiemuś cywilowi albo agentowi. Zazwyczaj po prostu przebiegał obok takiej puszki a jego prędkość robiła swoje. Kilka razy podniósł jakiś kamień czy cegłę i posłał ją w przeciwnika. Biorąc pod uwagę prędkość z jaką przedmiot leciał śmiało można było stwierdzić, że przebije cel i uderzy w następnego robota albo w ścianę. Z całą pewnością nie w cywila, tego Pietro zawsze pilnował. Oczywiście, nie pokonał wszystkich maszyn, część pewnie uszkodził ale i tak ułatwił robotę agentom.
Po tej jakże miłej rozgrzewce Pietro dosłownie wleciał do pomieszczenia w którym leżała Wanda i bezceremonialnie ją wziął delikatnie na ręcę. Skinął głową w stronę zebranych tu ludzi.
-Zabieram ją
Powiedział tylko po czym ruszył w drogę powrotną. Możliwości miał kilka, wszystkie kuszące ale wreszcie podjął decyzję. Wybór padł na bazę Tarczy do której udał się z Wandą tak szybko jak tylko mógł.
Ehhh siostra, zostawić Cię na chwilkę samą....

//zt dla mnie i Wandy do Tajnej Bazy S.H.I.E.L.D.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3754
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Pon Kwi 30, 2018 12:32 am

Na wspomnienie Ultrona prezydent od razu tsknął z niesmakiem, zaś jego doradczyni lekko się skrzywiła. Tak, ten robot zdążył już narobić wielu problemów, a chyba mało kto potrafiłby zapomnieć o jego pochodzeniu i oryginalnym przeznaczeniu. Podobieństwo między tamtą sytuacją i obecną mogło być całkiem spore - o ile oczywiście Moonstone miała rację, bo na to nie było dowodów, a jedynie poszlaki.
-To jego AI... Master Mold, zdaje się, miało być nieustannie pod kontrolą zastępu naukowców. Doktor Trask twierdził, że stale ktoś przy nim pracował, zawsze grupami, aby błąd jednej osoby nie doprowadził do tragedii. Po tym "incydencie" zapierał się, że podjął wszelkie możliwe kroki, by coś takiego się nie powtórzyło. Może nie mamy do czynienia jedynie z powtórką Ultrona, ale to on sam w jakiś sposób dostał się do komputerów Trask Industries...? Włamywał się już do lepiej strzeżonych miejsc, często niewykrywalnie- to powiedziawszy, Rize pokręciła lekko głową, jak gdyby chciała oczyścić ją z myśli, nim od razu kontynuowała:
-Tak czy siak, to właśnie Master Mold i jego opiekunowie powinni być zabezpieczeniem na wypadek, gdyby ktoś spróbował przejąć kontrolę nad Sentinelami. Trask chwalił się, że to AI nie dopuści do nich nikogo obcego...- sądząc po tonie kobiety, to nie miał być koniec jej wypowiedzi, a jednak właśnie w tym momencie gwałtownie urwała, gdyż ponad głowami zebranych rozległ się stłumiony huk, a następnie z sufitu gęsto posypał się pył. Sklepienie nie zostało uszkodzone, a przynajmniej z dołu na to nie wyglądało, choć równie dobrze wyżej mogły się pojawić pęknięcia - albo nawet wielka dziura, która kończyła się parę centymetrów ponad tunelem, kto wie. Grunt, że głowy prezydenta i doradczyni jednocześnie odchyliły się do tyłu, aby spojrzeć w górę - i oboje się zatrzymali, co pewnie nie było najmądrzejszym posunięciem... Ale z tego rodzaju odruchami czasami ciężko się walczyło.
Coś działo się ponad nimi - i chyba żadne z nich nie miało problemów z odgadnięciem co dokładnie. Tyle że grupka zdążyła już oddalić się od Audytorium... A najwyraźniej w tym miejscu na powierzchni również toczyło się jakieś starcie. Gdzie więc będzie bezpiecznie opuścić kanały? Czy jakakolwiek lokacja w mieście mogła w ogóle posłużyć za wystarczająco dobre schronienie? Biały Dom wydawał się zbyt oczywistą opcją, poza tym - jeżeli ktoś rzeczywiście polował teraz na prezydenta, a wiele na to wskazywało, to przecież tam właśnie ten ktoś by się udał... A nawet cała armia ochroniarzy, ba, dosłownie armia nie mogłaby zagwarantować, że odeprze atak takich maszyn.
-Jeżeli odpowiedzialne jest AI, Master Mold czy Ultron, albo ktoś, kto może tym AI sterować, to znajdzie nas tak czy siak. Satelitarnie, przez dowolne kamery, nasze telefony, wydobędzie dane skąd zechce i użyje ich przeciwko nam- najwyraźniej nawet prezydent podążał takim tokiem myślowym. W jego głosie zaczynała się pojawiać panika, kiedy docierało do niego jak ciężko było toczyć walkę praktycznie z informacją.
-Chyba że ktoś lub coś będzie w stanie to AI zablokować- dopowiedziała od siebie Rize i ona z kolei brzmiała na zamyśloną, jak gdyby po głowie chodziły jej już jakieś opcje.

W tym czasie Jarvis natychmiast przytaknął na nowe polecenia od Visiona i zamilkł, najprawdopodobniej po to, aby zająć się wykonywaniem jego rozkazów... I nie tylko jego, bo w tych okolicznościach można było spokojnie założyć, że jednocześnie dyskutował też z innymi członkami drużyny i pomagał im z tym, czego sobie od niego życzyli. Właściwie Vision miał na to nawet dowody - bo w końcu AI samo poinformowało go o tym, że pozostawało w kontakcie z resztą Avengers i z innymi bohaterami.
Roboty z kolei nie zwracały na Avengera uwagi tak długo, jak długo on nie nawiązywał z nimi kontaktu - więc początkowo mógł bezpiecznie przebywać w powietrzu. Wszystko zmieniło się z chwilą, gdy zniżył się i rozpoczął atak, choć dość łatwo mógł zaobserwować pewną prawidłowość: maszyny nie pomagały sobie wzajemnie i nie mściły się za swoich pobratymców. Trafiony robot szukał źródła problemu i skupiał się na nim, zostawiając w spokoju cywili, lecz jeżeli nie osiągał efektów - po kilku sekundach bezowocnych starań odpuszczał i wracał do swojego głównego zajęcia. Agenci starali się to wykorzystywać, ściągając na siebie na chwilę ich uwagę i od razu chowając się czy próbując unikać strumieni ich energii, aby przynajmniej je sobą zajmować, skoro nie byli w stanie ich zniszczyć. Metoda sprawdzała się całkiem nieźle, nawet jeżeli niektórzy agenci mieli pecha i nie udawało im się uskoczyć na czas.
Promień Visiona okazał się wystarczająco silny, aby przebić się przez okienko na klatce piersiowej robota - to samo, które mogło luźno kojarzyć się z projektami Starka. Z bliska aż tak bardzo nie przypominało reaktora, szczególnie dla kogoś obeznanego z tematem, lecz u większości zwykłych ludzi wrażenie pewnie pozostawało. Być może było to źródło zasilania, a może nie - grunt, że syntezoid zaatakował akurat w momencie, gdy we wspomnianym okienku rozpalał się blask... I w następnej chwili doszło do eksplozji. Nie była potężna, nie na tyle, aby na przykład zniszczyć część ulicy - ale wystarczająco, żeby odrzucić na kilka metrów parę pobliskich osób, szczęście w nieszczęściu, że agentów. Wzmocnione stroje pewnie trochę im pomogły, lecz najwyraźniej zostali przynajmniej ogłuszeni, bo ze dwóch nie poruszało się wcale, a pozostali dość ospale, choć mimo tego wyraźnie próbowali się podnieść.
Ta metoda radzenia sobie z maszynami działała - ale za to była niebezpieczna dla otoczenia. Celowanie w głowę okazało się być pod tym względem lepsze, lecz niestety nie dawało natychmiastowych efektów. Obecny na większości powierzchni ciał robotów pancerz musiał być odporny na wysoką temperaturę, bo ustępował bardzo wolno, w tym czasie zaś przeciwnik wycelował z dłoni do Visiona, aby odpłacić mu dokładnie tym samym - i wystrzelił ku niemu swój promień. Nawet nie próbował zejść z linii ataku Avengera, jak gdyby zupełnie nie obchodziło go własne przetrwanie. Nie bronił się, a jedynie odpowiadał agresją, w tym czasie zaś jego głowa dosłownie się topiła.
W dodatku pozostający w budynku Audytorium agent wybrał właśnie ten moment, aby odezwać się do Visiona - ale przynajmniej miał mu do przekazania dobre wieści. Doniósł mu o tym, że w pomieszczeniu pojawił się Quicksilver, który od razu zabrał ze sobą Scarlet Witch... A więc najprawdopodobniej przybiegł i oddalił się z innej strony budowli, bo w innym wypadku syntezoid na pewno by go zauważył... Albo chociaż efekty jego obecności. Ledwo agent zdążył zamilknąć, a głos ponownie zabrał Jarvis.
-Zgodnie z informacjami panny Danvers te roboty to najprawdopodobniej Sentinele, stworzone do walki z mutantami. Są wyposażone w skanery, które pozwalają im ich wykrywać. Obawiam się, że chroni je sztuczna inteligencja podobna do mnie lub silny technopata, gdyż ich obecność jest stale maskowana i nie mogę się pod nie w żaden sposób podłączyć. Wciąż zbieram dane- oznajmił.

Problem z telepatycznym badaniem wyspy był natomiast przede wszystkim jeden, a mianowicie nie przebywał na niej niemalże nikt, do czyjego umysłu można by jeszcze wkroczyć. Tu czy tam zdarzały się nieliczne zwierzęta, głównie drobne ssaki czy ptaki, a do tego oczywiście ryby w pobliskich wodach, ale połączenie się z nimi - nawet gdyby nie były tak prymitywne - tak czy siak niewiele by tutaj pomogło. Zwierzyna nie posiadałaby przecież informacji o Sentinelach, może najwyżej jakieś wspomnienia, lecz ich odbiór byłby utrudniony, bo koniec końców różne stworzenia inaczej odbierały otaczający je świat.
Wśród tego wszystkiego tlił się jednak jeszcze jeden umysł - ale słaby, nieprzytomny, właściwie już dogorywający. Nawet teraz panował w nim istny chaos, co mogło sugerować, że został w jakiś sposób uszkodzony, naturalnie lub nie. W jego pamięci znajdowały się spore luki, a informacje szybko uciekały. Właściciel umierał, a w jego głowie utkwił obraz rozpalającego się światła - a następnie piekącego bólu prawej części klatki piersiowej i ramienia. Pamiętał też krzyki.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Moonstone

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Wto Maj 01, 2018 7:49 pm

Nikt nie lubił AI, które pragnęły całkowitego unicestwienia ludzkości. Z takimi nie można było nawet pertraktować, ani stosować zagrywek psychologicznych, by zmanipulować. To są niestety komputery, których Karla nie studiowała. Wolała bawić się ludźmi, którzy tworzą te maszyny, by mieć na nie jakiś wpływ. Założenie było dobre, bo Ultron miał rozwiązać problemy świata i poniekąd znalazł je – tylko wiązało się to z całkowitym wyeliminowaniem z równania czynnika ludzkiego. Jakby się nad tym zastanowić to faktycznie najwięcej szkody światu przysparzają ludzie, więc maszyna swoim zerojedynkowym myśleniem oraz brakiem pojmowania abstrakcji wybrała taką, a nie inną opcję. Nawet najlepsi naukowcy nie będą mogli na kod przenieść tego co skrywa ludzki umysł. Gdyby to było takie proste to Karla straciłaby pracę, bo stworzyliby bota terapeutę, który nie dość, że byłby dyspozycyjny całą dobę to jeszcze wykonywał swoją pracę z założenia bezbłędnie. Człowiek na szczęście nie jest prostą istotą. Ma proste pragnienia, lecz skomplikowane jest to czemu do nich dąży oraz jak to tłumaczy. Obecnie według blondynki historia zataczała koło i teraz Master Mold planował zrobić to samo z ludźmi. By wyeliminować mutantów, postanowił przetrzebić populację ludzką atakując zapewne najgęściej zaludnione obszary jak właśnie Waszyngton. Gdyby Sofen miała wybić coś do nogi to najpierw zaczęłaby od największych skupisk, by potem stopniowo wybijać pojedyncze jednostki.
- Czy „wielkie umysły” zawsze mają tak wybujałe ego, że ich własne dziecko buntuje się im tuż pod nosem? Wysyłają je do kąta, by przemyślało swoje zachowanie i wszystko potem jest w jak najlepszym porządku – skomentowała ironicznie. To mogła być sprawka Ultrona, jednak sytuacja była bliźniaczo podobna. Znowu był zespół naukowców, który tworzył AI i wymknęło się spod kontroli. Wszyscy udawali, że problem został zażegnany oraz jest w jak najlepszym porządku – Trask mógł chcieć zachować twarz jako biznesman. Jak mi się zepsuł toster i go oddałam do serwisu to też firma mówiła, że wszystko będzie w porządku. Po czym dwa tygodnie później wywaliłam ten złom i kupiłam od kogoś innego – rzuciła anegdotką, która świetnie oddawała obecną sytuację. Być może nie mieli poza Traskiem innego wyjścia, a może chcieli po prostu zaoszczędzić.
Sofen spojrzała w górę, od razu łapiąc za nadgarstki Prezydenta i Rize. Taka prewencyjna akcja na wypadek, gdyby coś z góry miało spaść. Na szczęście strop póki co wytrzymywał, ale definitywnie na górze bawili się iście szampańsko. Pewnie wybuchy i upadające maszyny, zaś oni tutaj nie mieli za bardzo opcji nawigowania. Trudno było określić gdzie są, więc pozostało poruszać się „na czuja” w mniej więcej znanym kierunku. Byli pod ziemią, a tutaj pewnie nawigacja nie powinna działać tak dobrze. Telefony pewnie nadal miały zasięg, gdyż nadajniki operowały na troszkę innych zasadach niż sieć komórkowa.
- Trzeba się ewakuować, bo nas pogrzebią – rzuciła z przekąsem Moonstone i pociągnęła ich do przodu, by nie stali pod tym pęknięciem. Blondynka w głowie układała plan działania. Do Białego Domu nie mogli się udać, gdyż zamachowcy tylko na to czekają. To byłoby pierwsze miejsce, w którym by szukała głowy państwa. Zabunkrowanego w tej białej twierdzy z armią Stanów Zjednoczonych. Chociaż nawet oni mogą nie dać rady z tymi maszynami. Pozostało więc zaskoczyć roboty. Zrobić coś czego na pewno by nie przewidziały. Coś tak irracjonalnego, by tylko ludzki umysł mógł to ogarnąć lub ukryć się w miejscu, gdzie nie miały podstaw by ich szukać. Miała już w głowie parę takich miejsc, między innymi polecieć do siedziby Thunderbolts i tam zostawić cywili, by na miejscu opracować lepszy plan. Nie było sensu walczyć z maszynami w mieście, gdyż to zwiększało ilość ofiar. Trzeba było odciąć bestii głowę i to od razu.
- Moja wersja zdarzeń wygląda tak. Master Mold stwierdził, że by powstrzymać pojawianie się mutantów trzeba zabić ludzi, którzy się rozmnażają i przekazują gen. Pobliscy naukowcy, którzy się nim zajmowali zostali również potraktowani jak zagrożenie i zwyczajnie się ich pozbył zanim zdążyli go wyłączyć. Uznał ich za obcych, tym samym przejmując najpewniej cała fabrykę gdzie produkują te ustrojstwa – powiedziała Karla miarowo stukając obcasami po platformie, na której się znajdowali. Skoro trzymała ich za nadgarstki to musiała zorganizować inne źródło światła, a że potrafiła z każdego miejsca na ciele je emitować to z wysokości pasa smuga światła im oświetlała drogę – Musimy się stąd wydostać i przegrupować. Biały Dom odpada. Jeśli chcą dorwać głowę państwa to tam będą szukali. Wyrzucamy karty z telefonów oraz wypinamy baterię – powiedziała na moment zatrzymując się, by cała trójka mogła to zrobić – Skorzystajcie z ubrań i zróbcie sobie proste maski z oderwanych rękawów. Będzie trudniej dla kamer rozpoznać was po weryfikacji twarzy – powiedziała Karla, której strój mógł się zmienić na życzenie i tak też uczyniła tymczasowo przywdziewając swój dawny biały kostium. Brakowało jej tego uczucia chodzenia w czymś co ma spodnie – Dalsza część planu zakłada dostanie się do Thunderbolts i znalezienie w bazie danych dostatecznie dobrego hakera. Gdy prowadziłam selekcję osób pasujących do drużyny, w danych nawinął mi się niejaki Fixer. Nie było zbyt wielu danych na jego temat, a może po prostu były utajnione ale pasowałby do opisu kogoś kto może zablokować to AI. Jeśli nie on, to możemy skontaktować się z Avengers i Starkiem lub innym mózgowcem. Mobilizujemy potem siły Thunderbolts i przypuszczamy atak prosto w miejsce skąd Sentinele wychodzą– zasugerowała Moonstone. Avengers mogą nie być chętni do współpracy z rządem, ale była masa innych dobrych hakerów i specjalistów od AI, którzy mogliby coś poradzić. W ostateczności najwyżej po prostu rozwalą tę maszynę.
- AI ktoś też może sterować, co mogłoby tłumaczyć to, że Scarlet Witch ktoś postrzelił. Musimy dobrać się do monitoringu i ustalić tożsamość strzelca. Wtedy może uda nam się dostać po nici do kłębka. Nie sądzicie, że to podejrzane? Ktoś strzelał do bohaterki próbującej nas ratować przed zawaleniem się audytorium – powiedziała blondynka i teraz po prostu objęła dwójkę w pasie, by unieść się nieco wyżej i po prostu lecieć. Taka podróż była znacznie szybsza. Z siedziby pewnie daliby radę pozyskać te dane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Czw Maj 10, 2018 5:17 pm

Z tego co widział do tej pory miał nad maszynami jedną dużą przewagę. Poruszał się od nich o wiele szybciej i sprawniej, co w walce zarówno na dystans jak i w zwarciu będzie działało na jego korzyść. Widząc, iż robot zaczął przygotowywać kontratak syntezoid zmienił nieco tryb działania. Zaczął więc powoli okrążać wroga, powoli się do niego przy tym zbliżając i na sekundę nawet nie przestając atakować jego głowy. Gdy znajdzie się dość blisko, a do tego czasu wróg nie zostanie zniszczony, zaatakuje wręcz, wyprowadzając mający dopełnić dzieła silny cios w pozostałości głowy, a jeśli to okaże się nie wystarczające także kolejne razy w inne części konstrukcji.
Wieści o Wandzie przyjął z ulgą, choć zdawał sobie też sprawę z tego, że szanse na powrót Pietro są nikłe. Doskonale go rozumiał. Gdyby sytuacja była inna sam postąpiłby w ten sposób. Chciał odpowiedzieć agentowi od którego otrzymał tę wiadomość, gdy odezwał się J.A.R.V.I.S.
- Mamy jakieś podejrzenia odnośnie tego kto za tym stoi? Ultron? – spytał i zasugerował przy okazji potencjalnego sprawcę, choć przypuszczał, iż pozostali również mogli już o nim pomyśleć. Imię swojego stwórcy przychodziło mu do głowy jako pierwsze zawsze, gdy w grę wchodziły zbuntowane maszyny. A ta sytuacja przypomina przecież jego modus operandi. Od dawna nie mieli też o nim żadnych informacji, a nie sądził, by jego ojciec po prostu zapadł się pod ziemię nie planując przez ten czas kolejnego ataku. Nie wykluczał jednak opcji bardziej przyziemnej i wbrew pozorom równie prawdopodobnej. Podczas prac nad systemem mającym sterować zachowaniem tych Sentineli coś poszło nie tak. Zamiast śledzić i atakować wyłącznie mutantów do kodu wkradł się błąd, przez który zwykli ludzie również zostali oznaczeni jako zagrożenia które należy wyeliminować. Nim zdołano coś z tym zrobić, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Albo stworzona na potrzeby programu inteligencja uzyskała pewien stopień świadomości i sama do podobnego wniosku doszła. Obie te opcje nie były przecież czymś nowym. Literatura wielokrotnie podejmowała się podobnej tematyki. Tego typu obawy notorycznie bywały też argumentami we wszelkich debatach dotyczących robotyki oraz sztucznej inteligencji. Dopóki nie uda się ustalić rzeczywistej przyczyny tych okropieństw, nie należy wykluczać żadnej możliwości.
- Przekaż Carol, iż Quicksilver właśnie ewakuował stąd swoją siostrę. Patrząc na jej stan nie sądzę by Pietro odstąpił Wandę nawet na krok. Agenci S.H.I.E.L.D. starają się osłaniać cywili, lecz ich uzbrojenie na niewiele się przydaje. Moje ataki energią również nie robią na maszynach wielkiego wrażenia. Biorąc to pod uwagę, powiedz jej też, iż każda forma wsparcia będzie mile widziana. – rozumiał, że ich środki nie są nieograniczone i prawdopodobnie każda dostępna para rąk została już zaangażowana w walki w innych aglomeracjach, ale… Właśnie. Samotnie wiele nie zdziała. Robotów jest najzwyczajniej zbyt wiele i to nawet patrząc wyłącznie na tę część miasta. Jeśli nie znajdzie sposobu na szybkie wyeliminowanie większej liczby przeciwników w krótkim czasie skala tragedii będzie przeogromna.
- Poinformuj mnie natychmiast, gdy znajdziesz jakieś słabości w konstrukcji Sentineli. Cokolwiek co można wykorzystać na naszą korzyść. Do tego czasu będę robił co w mojej mocy. – dodał na koniec. Musi skupić się na tym co może uczynić tu i teraz.
Skoro najmniejsze maszyny nie przejmowały się jego poczynaniami i reagowały dopiero, gdy zostały zaatakowane powinien zając się tymi większymi. Może każdy typ robotów jest ze sobą w jakiś sposób powiązany. W tym sensie, że ten największe i najmniej liczne miały kontrolę nad tymi średnimi, które to z kolei nadzorowały swoich mniejszych braci. Wstępnie podejrzewał, iż wyeliminowanie stopnia wyżej może jakoś wpłynąć na działania tych Sentineli, które są mu niejako podległe. By tę teorię sprawdzić, po zniszczeniu robota, z którym pojedynkował się obecnie, skupi się na ataku jednostki pośredniej. Jeśli jej zniszczenie przyniesie oczekiwany rezultat będzie działał tak dalej, nie próbując jednak atakować tego największego.
Metoda jaką w tym celu wykorzysta będzie podobna do tej, której użył poprzednio. W pierwszej kolejności zaatakuje promieniem energii chcąc sprawdzić czy ich pancerz cechuje się tak samo dużą wytrzymałością. W chwili, w której wreszcie przyciągnie uwagę średniej wielkości maszyny i ta podejmie próbę kontrataku, wtedy unosząc się w powietrzu zacznie poruszać się wokół swojej „ofiary”, by zbliżyć się i zaatakować wręcz podobnym schematem jak przed momentem. Najpierw szybki cios w głowę, a następnie gdzieś w pobliżu okienka przypominające reaktor, nie w nie bezpośrednio. Gdzieś tam musi znajdować się jego źródło zasilania. Gdy je odnajdzie, będzie wiedział jak postępować dalej. W między czasie skontaktuje się też z agentem, od którego otrzymał wieści o Wandzie oraz Quicksilverze. Podziękuje za informacje i poinformuje o sytuacji na zewnątrz. Przekaże też, by pod żadnym pozorem nie opuszczali na razie budynku w związku z tym, że roboty zdają się skupiać wyłącznie na ludziach przebywających na ulicach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3754
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Nie Maj 13, 2018 2:35 pm

Ani prezydent, ani jego doradczyni nie stawiali oporu, gdy Karla zarządziła ruszenie w dalszą drogę - przeciwnie, pozwolili jej znowu się poprowadzić, choć ten pierwszy dłużej spoglądał w górę, a następnie przez ramię za siebie. Być może po prostu myślał nad całą tą sytuacją, a może obawiał się, że naruszony w tamtym miejscu sufit jednak runie i przez dziurę przybędą roboty... Najgorsze zaś, że takie obawy nie byłyby całkowicie bezsensowne. Szczęśliwie póki co wyglądało na to, że maszyny albo nie potrafiły wychwycić obecności trójki w kanałach przez warstwy podłoża - albo wolały atakować masy ludzi na górze.
Mimo to trzeba było przyznać, że oboje cywile zachowywali się zaskakująco spokojnie - jak na te okoliczności. Nie byli całkowicie opanowani, skądże znowu, ale wciąż nie panikowali tak, jak zrobiłoby to pewnie wiele innych osób. To na swój sposób ułatwiało Moonstone pracę, bo nie musiała martwić się o to, że w zdenerwowaniu zrobią coś głupiego... Przynajmniej w tej chwili, bo jeżeli roboty ich jednak znajdą albo wydarzy się coś innego alarmującego, to i nastawienie dwójki może się wtedy zmienić na mniej przemyślane.
Póki co zaś prezydent i doradczyni - w dalszym ciągu podążając za Karlą - wysłuchali jej przemyśleń i sugestii. Początkowo oboje zachowywali kompletną ciszę, pozwalając jej mówić, lecz przy wspomnieniu o telefonach komórkowych Rize nieco głośniej wypuściła powietrze przez nos. Nie było to w zasadzie westchnienie, ani tak naprawdę protest, ale zawsze jakaś reakcja. Żadne z parki nie wydawało się chętne do wykonania tego polecenia, ale mimo wszystko zatrzymali się, wyjęli telefony, usunęli z nich baterie i karty, a te ostatnie wyrzucili. Rize ociągała się z tym minimalnie bardziej.
W sprawie zrywania rękawów okazali się już mniej niezadowoleni; być może wynikało to z tego, że na koszulach i tak mieli jeszcze marynarkę oraz żakiet, więc braku tak czy siak nie było widać z zewnątrz. Oczywiście zdjęcie wierzchniej warstwy, uszkodzenie dolnej, a następnie ponowne założenie okrycia i wreszcie utworzenie maski trochę trwało, a przez ten czas Moonstone - w zmienionym kostiumie - mogła już mówić dalej. Słuchali jej w trakcie wykonywania zadania, a prezydent pokiwał głową na propozycję udania się do bazy Thunderbolts, choć nawet nie spojrzał przy tym na Karlę.
Z sufitu znów posypało się trochę pyłu, lecz tym razem nie bezpośrednio ponad trójką, lecz nieco za nią - i w mniejszej ilości niż wcześniej. Mimo wszystko nie zachęcało to do dłuższego pozostawania w jednym miejscu, w związku z czym pewnie dobrze się stało, że Moonstone szybko ponownie zgarnęła swoich podopiecznych i wzbiła się wraz z nimi w powietrze. Nie oznaczało to jednak, że rozmowa została zakończona.
-Gdy tylko będziemy mieć dostęp do zabezpieczonej linii, skontaktujemy się z doktorem Traskiem. Niech myśli, że jest w mniejszych kłopotach, niż w rzeczywistości, a jeżeli nie steruje Sentinelami, to być może będzie nawet w stanie pomóc z ich powstrzymaniem. Jeśli to on... Może przypadkowo zdradzić nam coś przydatnego- zasugerowała Rize. Zgarnięcie Traska mogło się okazać lepszym rozwiązaniem, ale z drugiej strony w tych okolicznościach walka z robotami mogła pochłaniać większość dostępnych sił... Nie wspominając już o tym, że dla rządu wyjście na jaw szczegółów tej współpracy byłoby pewnie niewygodne. Delikatnie mówiąc.
W tym momencie stało się coś niespodziewanego - a mianowicie odezwał się thunderboltsowy komunikator Moonstone. Szumiał, przekaz nie był idealnej jakości, ale dało się usłyszeć głos osoby po drugiej stronie i rozróżnić słowa, a to przecież najważniejsze... I mogło się okazać przydatne. W końcu osoby obecne w bazie najprawdopodobniej były w stanie wyśledzić na mapie sygnał nadawany przez urządzenie.
-Moonstone, generał Ross domaga się opisu twojej sytuacji. Przy okazji, przed chwilą straciliśmy kontakt z nowym- powiadomił, najpewniej, jeden z szeregowych członków organizacji. Nie brzmiał na niesamowicie przejętego pierwszą czy drugą sprawą, ale i nie podchodził do nich luzacko czy zbyt spokojnie. Bardziej... Z pewnością siebie. I najwyraźniej nie bał się Rossa.

Tymczasem w walce toczonej przez Visiona dokończenie starcia z jednym z robotów ciosem fizycznym okazało się być konieczne - lecz z bardzo ciekawego względu. Otóż przez dłuższy czas metal topił się w podobnym tempie, aż nagle zaczął prezentować większą odporność na temperaturę... A gdy syntezoid był już przy nim, to niemalże wcale się od niej nie topił. Zupełnie tak, jak gdyby zdążył wyrobić sobie jakąś ochronę... Co prawda maszyna przesuwała powoli rękę, starając się trafić w Avengera, lecz przełożyło się to głównie na zniszczenia w okolicy - bo jej promień przeorał zarówno budynki, jak i podłoże. Celnie wymierzony cios w głowę zniszczył jej sporą część, robot zaś po prostu się od tego zatrzymał. Nie eksplodował, nawet się nie przewrócił, jego atak zwyczajnie ustał, a ramię - po dwóch czy trzech sekundach - zostało opuszczone.
-Drużynie udało się ustalić twórcę Sentineli, doktora Traska z Trask Industries, lecz nie wiadomo jeszcze kto steruje nimi w chwili obecnej. Ultron posiada zasoby potrzebne do przejęcia armii robotów i uniemożliwienia mi do nich dostępu. Jak do tej pory nie pojawił się nigdzie osobiście, ani pod postacią żadnego ze swoich typowych wysłanników. W tym momencie jego udział nie może zostać wykluczony- wyłożył Jarvis w reakcji na ten pierwszy komunikat Visiona, lecz część podanych przez niego informacji była tak naprawdę dość oczywista. Liczyło się głównie to, kto zbudował te maszyny - oraz to, że Ultron nie został póki co zauważony. Właściwie było to trochę dziwne, nawet jeżeli nie odpowiadał za poczynania Sentineli. Można by przecież pomyśleć, że w takiej sytuacji chętnie przyłączyłby się do dzieła wybijania ludzkości...
Kolejna reakcja AI nastąpiła dopiero wtedy, gdy Avenger powiedział już wszystko to, co zamierzał, w związku z czym odnosiła się do większej liczby tematów. Przez ten czas syntezoid nie został zresztą ani razu zaatakowany przez roboty, więc tak naprawdę nawet nie musiał dzielić swojej uwagi; maszyny interesowały się przede wszystkimi skupiskami osób, a poza tym istniała przecież opcja, że w ogóle nie uważały Visiona za cel - zależnie od tego, w jaki sposób interpretowały otoczenie i inne istoty.
-Okolice stawów wydają się być najmniej wytrzymałe i najłatwiej ustępują pod ciosami. W klatce piersiowej najprawdopodobniej znajduje się reaktor lub inne źródło zasilania, na tyle niestabilne, że niektóre uderzenia w to miejsce doprowadzają do wybuchów. Z moich obserwacji wynika również, że wysoka temperatura wyrządza stosunkowo małe szkody. O wiele lepiej sprawdzają się ataki fizyczne. Przejąłem części jednego ze zniszczonych Sentineli i wkrótce powinienem dowiedzieć się na ich temat więcej. Informuję pannę Danvers o konieczności przysłania wsparcia- Jarvis wyraźnie zaczął od tych bardziej przydatnych danych, a z Carol pewnie i tak rozmawiał jednocześnie.
Zaatakowanie średniej wielkości robota początkowo wyglądało całkiem podobnie do starcia z jego mniejszym pobratymcem; maszyna zareagowała dopiero po kilku sekundach, a kiedy już przeanalizowała sytuację i namierzyła Visiona, to skierowała ku niemu ramię i odpaliła w jego stronę strumień energii. Jej powłoka wydawała się być jeszcze bardziej odporna na temperaturę, gdyż topienie rozpoczęło się z większym opóźnieniem niż poprzednio - i następowało zauważalnie wolniej, jedynie wtedy, gdy wystarczająco długo trafiane było to samo miejsce. Zachowanie Sentinela pokrywało się z wcześniejszym: atakował, ale nie przejmował się tym, że sam obrywał, w związku z czym nie próbował robić uników. Najwyraźniej nie uczył się też na błędach innych maszyn... W pewnym momencie przeciwnik był zmuszony obrócić całe swoje ciało, aby nie stracić Visiona z oczu i móc w dalszym ciągu podążać za nim promieniem; uczynił to dosyć ociężale.
Wszystko przebiegało więc podobnie, a Avenger zdążył skontaktować się z agentem z budynku - ten zaś potwierdził, że do odwołania zostaną z naukowcami w środku i w dodatku doniósł jeszcze, że do Audytorium wróciło więcej osób. Sytuacja zmieniła się bardzo niespodziewanie i to w momencie, gdy mężczyzna jeszcze mówił. Sentinel po raz kolejny musiał się obrócić, aby ponownie znaleźć się przodem do syntezoida - przebywającego już blisko, choć jeszcze nie na wyciągnięcie ręki - i choć nie zaprzestał śledzenia go dłonią, to bez zapowiedzi użył kolejnego ataku: szerszego promienia z klatki piersiowej, wycelowanego akurat prosto w Visiona. Z tej odległości unik był co prawda niby wykonalny, ale już ryzykowny, za to stanie się przenikalnym teoretycznie powinno pomóc... Chyba że coś w energii robotów wpływało na istoty niematerialne. Mało prawdopodobne, lecz możliwe - skoro maszyny zostały stworzone do walki z mutantami.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Moonstone

avatar

Liczba postów : 217
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Pią Maj 18, 2018 7:41 pm

Najgorsze co mogli zrobić to dać się znaleźć tym maszynom. Karla pewnie mogłaby położyć kilka z nich zanim przygotowałyby swoje systemy do walki z nią, jednak sama obecność prezydenta i Rize trochę sprawę komplikowała. Wszakże nie mogła pozwolić im zginąć, bo wtedy pożegnałaby się z wolnością jak również awansem na stołek wyżej. Musiała wyprowadzić ich z tego wszystkiego żywych, by mogli potem mieć o niej wyrobione pozytywne zdanie gdy przyjdzie co do czego. Gdyby roboty się tutaj dostały, musiałaby nie tylko uratować ich spod gruzów, ale potem uciekać. Nie wiadomo jak szybkie te maszyny były, ale sądząc po czasie reakcji i sposobie poruszania się, wcale nie musiały być specjalnie szybkie. Inteligentne na pewno też nie, bo już dawno by ich znalazły i ruszyły za VIP’em. Mogły się adaptować, ale to nadal maszyny niezdolne myśleć abstrakcyjnie jak człowiek, więc tutaj leżała przewaga blondynki oraz reszty ferajny.
Karla była przygotowana na panikę, strach wywołany brakiem tabunu ochroniarzy, a jednak ta dwójka była nader spokojna. Czyżby jej obecność tak na nich działała, a może po prostu telepaci SHIELD sprawiali, by akurat te konkretne osoby nie traciły głowy? To byłoby nawet sensowne rozwiązanie, by każdy znaczący polityk miał takiego swojego telepatę, który go uspokaja i pozwala działać racjonalnie. W dobie mutantów i superbohaterów nie wykluczałaby takiej ewentualności, aczkolwiek zawsze mogłaby w razie paniki zastosować hipnotyczne metody, by kogoś uspokoić.
Wszyscy zgodnie pozbyli się kart z komórek. Odzyskanie numeru raczej nie powinno być problemem, patrząc na to, że telefony zwykle były rejestrowane na konkretną osobę. Chwilowa strata, ale brak kart w telefonach zdecydowanie utrudni ewentualny pościg. Tym bardziej wyciągnięcie baterii sprawi, że urządzenia samego w sobie raczej nie namierzą. Blondynka w pełni rozumiała tą niechęć rozstawania się z telefonem komórkowym, gdyż sama nie wyobrażała sobie pracy bez niego. Ustalanie czasu wizyty, elektroniczny dziennik rzeczy do zrobienia, jak i wiele innych pożytecznych funkcji. W dzisiejszych czasach żaden człowiek kraju cywilizowanego nie mógłby żyć bez tych elektronicznych udogodnień.
Ciekawe czy w koszty Thunderbolts zostanie również wliczony ten pomysł Karli? Moonstone chwilę na nich zaczekała, by mogli sporządzić swoje maski. W sumie ze swoim białym strojem oraz ich maskami pewnie ktoś mógłby ich teraz wziąć za członków tego samego gangu. Wielu superzłoczyńców cięło budżet i zamiast porządnych uniformów po prostu kazało swoim przydupasom założyć maski z materiału w konkretnej barwie.
Rize miała dobry plan co do Traska. Pociągnąć go za język, udawać, że da się to odkręcić i wyjść z tym na korzyść. Taa… pewnie już coś takiego przerabiał, chociaż może to nawet wyjść. Ważne by zasięgnąć języka, ale nie mają też pewności, że przyzna się do błędu. Może kręcić, wodzić ich za nos, ale wtedy skończy się to wizytą Thunderbolts w jego domu. Zapewne ta trójka będzie prowadziła tę rozmowę. Każdy mógł tu coś zaoferować, Rize znajomość sprawy, prezydent autorytet, zaś Karla swoją psychiatryczną ekspertyzę oraz sztukę manipulacji. Z robotami nie było sensu walczyć, trzeba je było zatrzymać na tak długo, aż będą mogli przypuścić atak na ich fabrykę. Ludzi nie produkowało się na taśmie i faktycznie niektórych trudno było zastąpić. Męczyli się, byli głodni, a maszyny tego nie odczuwały. Mogły przeć do przodu i nie przejmować się stratą swoich kompanów.
Przemyślenia Sofen przerwał dźwięk komunikatora, który odezwał się. Dobrze, że miała ze sobą coś tak użytecznego. Zresztą tak chyba jest w grupach superludzi, że każdy ma podobny gadżet do swojej dyspozycji. Można wtedy łatwiej koordynować swoje działania. Ross się domagał opisu sytuacji? Chyba sam wygodnie siedział w bazie i obserwował wszystko, gdy jego czerwony tyłek mógłby się tu faktycznie przydać.
- Mam ze sobą prezydenta oraz doradczynię. Wyznaczcie mi bezpieczne miejsce, gdzie dostaniemy eskortę do bazy. Postaram się wylecieć za miasto w ciągu 5 minut. Rozwalajcie te maszyny od razu. One się uczą i uodparniają – zaraportowała Karla przekazując najważniejsze informacje. Zaniepokoiło ją to, że kolejny członek Thunderbolts gdzieś zniknął. Czyżby Slayer postanowił uciec? A może to Genis postanowił wrócić do siebie? Zajmie się tym później, gdyż teraz najważniejsze było wydostać się z tego miejsca.
Spojrzała po dwójce, którą trzymała pod ramionami i uśmiechnęła się pokrzepiająco do nich – Może być wam trochę chłodno za chwilę – powiedziała, po czym ponownie włączyła fazowanie i pomknęła pionowo w górę, lecąc jak najwyżej. Maszyny pewnie latały na jakiejś wysokości, dlatego też Karla postanowiła polecieć troszkę wyżej, ale nie na tyle wysoko by różnica ciśnień szkodziła jej „pasażerom”. Mogli odczuwać tylko chłód, który wynikał z wysokości oraz szybkiego poruszania się blondynki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 411
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   Pią Maj 25, 2018 2:05 pm

Syntezoid otrzymał najpierw bezpośrednią wiadomość od Carol:
Vision, nie mam kogo ci wysłać [...] Sama teraz próbowałam zebrać grupę na wyspę pod własnością Traska. Wysyłam tam Kapitana i Spider-Mana z przyszłości [...] Tutaj jest cała chmara tego cholerstwa, a w pozostałych częściach miasta nie lepiej.
Natomiast parę minut później usłyszał ogólny komunikat od Ms. Marvel:
Avengers, jeśli nie chcecie tracić czasu na niszczenie Sentineli przez energię i temperaturę, na którą są odporniejsze, to korzystajcie z siły i ich stawów.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Audytorium Lisnera   

Powrót do góry Go down
 
Audytorium Lisnera
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Waszyngton-
Skocz do: