Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice Nowego Orleanu

Go down 
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Ulice Nowego Orleanu   Sob Mar 17, 2018 11:05 am



Nowy Orlean jest małym dużym miastem, co ma zarówno swoje plusy jak i minusy. Właściwie w całości przypomina przedmieścia innych wielkich miast, takich jak Nowy Jork i Waszyngton. Poza ścisłym centrum nie znajduje się tu wiele wysokich budynków, a ulice budowane były według planu miejskiego, przez co z lotu ptaka miasto może przypominać regularną kratownicę.
Jest to jednak część uroku miasta. Przechadzając się ulicami można trafić na aspekty wielu różnorodnych kultur, z czego przewagę ma ta francuska. Uliczki poprzetykane są wszelakimi barami, kafejkami i klubami, a wiszące ogrody są jedną z wizytówek miasta.
Niemal na każdym kroku rozbrzmiewają dźwięki jazzowej muzyki, którego Nowy Orlean jest przecież kolebką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Sob Mar 17, 2018 11:46 am

Tego wieczoru miał się wydarzyć jeden z wielu koncertów w ramach corocznego festiwalu Jazzowego w  miastowym Mercedes Superdome. Mimo że do wieczora było jeszcze daleko impreza wyraźnie się już rozkręcała. Technicy kończyli przygotowywać największe atrakcje, a kolejne supporty rozgrzewały publiczność przed głównymi występami. Na terenie obiektu przebywał już spory tłum.
Jako że Nowy Orlean lwią część zysków czerpał właśnie turystyki, to władze zatroszczyły się żeby podczas dni festiwalu w całym mieście było co robić. W efekcie populacja miasta wzrosła przynajmniej o jedną trzecią. Nie był to jeszcze Mardi Gras, ale już uruchomiono dodatkową komunikację miejską.
Sam stadion wypełnił się już na kilka godzin przed występami. Do ostatniej chwili wszyscy nieświadomie pogrążeni byli w odświętnym nastroju. Mimo że ataki w Vegas i Waszyngtonie zaczęły się wcześniej i media nieustannie trąbiły o zagrożeniu, to większość przebywających poza domem osób nie była tego jeszcze świadoma. Całe szczęście cała impreza była odpowiednio dobrze zorganizowana, a tam gdzie zbiera się dostatecznie dużo ludzi, znajdują się też odpowiednio zorganizowane służby.
Miasto było przygotowane na ataki terrorystyczne.
Nie było przygotowane na inwazję superrobotów.
Nadlatująca eskadra sentineli była dobrze widoczna, ale szybko poruszające się maszyny nie pozostawiały wiele czasu na reakcję. Alarm wewnątrz obiektu rozległ się już kilka minut przed uderzeniem, jednak wiele szukających sensacji osób nie stosowała się do komunikatów i poleceń. Właściwie niewielu ludzi udało się odpowiednio szybko wydostać na zewnątrz.
Najpierw runął strop centrum hali, grzebiąc pod sobą pierwsze ofiary. Dopiero wtedy rozległa się panika i ludzie w większości zdecydowali się opuścić swoje, wcale przecież nie tanie, miejsca. Następnie do pomieszczenia wleciało kilka maszyn wyglądem przypominające znane wszystkim wyroby Stark Industries, jednak przewyższające je wielkością i od razu przypuściły atak na wszystkich znajdujących się w środku. Przerażeni ludzie zaczęli sami sobie przeszkadzać w uciecze, czy daremno szukać schronienia za elementami architektury. Ataki energetyczne maszyn były na tyle silne, że w większości kruszyły konstrukcję budynku w miejscu trafień.
Tym, którym udało się dostać na zewnątrz wcale nie było bardziej do śmiechu, bo tam okazało się że przy wyjściu czekały już kolejne maszyny zdające się czekać właśnie na uciekających.
Tu i tam w mieście, w większych skupiskach ludzi uderzyły podobne, choć mniej liczne eskadry. Dodatkowo jedna eskadra krążyła stale nad miastem ostrzeliwując je od czasu do czasu promieniami, niczym eskadra bombowców.
Panika szybko ogarnęła całe miasto. Na ulicach było tyle osób, że niemożliwością była chyba oddanie strzału bez ofiar.
Służby porządkowe miasta z początku nie były pewne jak mają reagować. Nie dotarły do nich jeszcze żadne wytyczne dotyczące postępowania, więc wszystkie grupy reagowały lokalnie. Gdzieniegdzie podjęły nierówną walkę, lub utrzymywali pozycje. Pomimo cięższego niż zwykle wyposażenia efekt był bardzo minimalny. W większości starali się jakoś pomagać cywilom, choć kilka grup wyraźnie zdezerterowało i na sygnale uciekało z dala od centrum miasta.
Nie wyglądało to dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

Drax

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Czw Kwi 19, 2018 8:47 am

- Po prostu wypuść mnie tam, gdzie toczy się walka. – rzekł, gdy znaleźli się nad miastem, którego obronę im powierzono. Gdy wypowiadał te słowa na jego twarzy zagościł lekki uśmieszek. Quill mógł, a nawet powinien wiedzieć co on oznacza.
Wojownik wiedział, że już za moment przestanie się powstrzymywać. Wyrzuci narastającą w nim od dłuższego czasu wściekłość i rozniesie wroga na strzępy. Bez względu na jego liczebność i możliwości. Choć tego drugiego akurat niespecjalnie się obawiał. Wszystko co do tej pory widział mówiło mu, iż Ziemska technologia nie jest tak mocno rozwinięta jak w pozostałej części wszechświata. Czym te roboty mogły go więc zaskoczyć czego nie widział już gdziekolwiek indziej? No właśnie. Drax nie był jednak osobą, która miałaby z tego powodu narzekać. Co to to nie. Oczyma wyobraźni widział już jak rzuca się w wir walki, zapominając o wszelkich problemach, które napotykały jego oraz Strażników od momentu ich przybycia na tę przeklętą planetę.
Gdy wspólnie z Quillem znów znaleźli się na pokładzie pojazdu pożyczonego od Avengers, Niszczyciel zrozumiał, że już za krótką chwilę to wyobrażenie będzie mogło się spełnić. Znalezienie miejsca, w którym mógłby bezpiecznie opuścić pokład Quinjetu nie było trudne. Wystarczyło parę chwil, by Drax stał na skraju otwierającej się powoli rampy, z której zamierzał zeskoczyć w wybraną przez Star-Lorda lokalizację.
- Nie daj się zabić! – krzyknął jeszcze w kierunku towarzysza, by wreszcie z wysokości kilku, kilkunastu metrów wyskoczyć z ich środka transportu. Bez większych trudności, przy pomocy tzw. „superhero landing” wylądował na ulicy z głową i wzrokiem skierowanym na maszerujące w pewnej odległości maszyny. Podniósł się na równe nogi i bez chwili wahania ruszył przed siebie. Najpierw powoli, równomiernym krokiem, a im bardziej zbliżał się do przeciwnika tym bardziej przyspieszał przechodząc w trucht oraz bieg. Nie zwracał uwagi na leżące wszędzie dookoła ciała nieszczęśników, którzy w chwili rozpoczęcia ataku znajdowali się na ulicach miasta. Był skupiony na swoim celu. Będąc w pobliżu pierwszego z robotów zamierzał wyskoczyć w powietrze i korzystając z impetu przetrącić mu głowę za pomocą ciosu kolanem. Kolejne kroki zależne będą od rezultatu tego manewru, lecz nie ma wątpliwości, iż skupione będą na bezustannych atakach i pozostawaniu w ciągłym ruchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
N'yota

N'yota

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Czw Kwi 19, 2018 1:57 pm

Podróż do miasta zwanego Nowym Orleanem, mimo nerwowego oczekiwania, minęła im szybko. Na widok krążącej po niebie eskadry robotów, królowa czym prędzej rozkazała trutniom uruchomienie tarcz. Na razie nie stanowili celu ataku, to jednak w każdej chwili mogło się zmienić, a statek kolonizatorski nie posiadał przecież żadnej broni. Gdy tylko quinjet opuścił hangar shi'arskiej jednostki, większość trutni i dronów porzuciła swoje dotychczasowe zajęcia i zgromadziła się w pobliżu półotwartej rampy. W czeluściach ładowni przebudził się także olbrzymi omega. N'yota delikatnie dotknęła prymitywnego umysłu stwora, przekazując mu czekające go zadanie. W decyzji utwierdziło ją dodatkowo postępowanie Draxa, który właśnie wylądował pośrodku jednej z ulic i pewnym krokiem zmierzał na spotkanie oddziału sentineli. Omega nie mógł co prawda mierzyć się z doświadczeniem i przebiegłością wojownika, jednak z racji samych swych rozmiarów stanowił więcej niż godne wyzwanie dla każdego z robotów.
Szybki ogląd sytuacji panującej w mieście pozwolił wyeliminować wciąż zaludnione dzielnice jako potencjalne miejsca zrzutu. Nawet pojedynczy omega był w stanie wywołać chaos i niepowetowane straty. N'yota wybrała zatem jedną z bardziej zniszczonych ulic, równoległą do tej, po której poruszał się Drax. Statek obniżył nieco pułap. Pilotujący quinjeta Peter Quill mógł w tym momencie dostrzec przesłaną za pośrednictwem trutnia wiadomość: "Gotowi." Królowa nie bawiła się w przesadną wylewność, zwłaszcza jeśli pilniejsze sprawy zaprzątały jej uwagę.
Posłuszny rozkazowi omega zeskoczył z pochyłej rampy statku i z dudniącym łoskotem, od którego zakołysały się resztki nadkruszonych budowli, wylądował na środku wyludnionej ulicy. Wydał z siebie donośny ryk i natychmiast poczłapał w kierunku najbliższego robota, rozczapierzając pazury i kołysząc na boki potężnym ogonem.
Statek uniósł się ponownie na bezpieczną wysokość, równocześnie wypuszczając z ładowni oddział kilkudziesięciu dronów. Skrzydlate stwory rozdzieliły się na kilka mniejszych grup i rozproszyły po mieście w poszukiwaniu ocalałych i rannych. Każdy z dronów mógł bez trudu unieść dorosłego człowieka. Ładownia oraz kwatery mogły swobodnie pomieścić kilka tysięcy osób, a pozostałe na pokładzie trutnie były w stanie zapewnić im niezbędną opiekę medyczną. Było w zasadzie pewne, że nagłe pojawienie się latających maszkaronów nie tylko nie uspokoi, ale potencjalnie przerazi mieszkańców miasta, nie było jednak czasu na subtelności. Jeżeli rój miał przyczynić się do ocalenia tych ludzi, nie było sensu zaprzątać sobie głowy ich kruchą psychiką. Będzie czas zatroszczyć się o nią, kiedy na pokładzie uda się zgromadzić jak największą liczbę uciekinierów i przetransportować ich w bezpieczne miejsce. Na razie liczył się pośpiech i skuteczność.
Po namyśle N'yota za pośrednictwem trutnia pozostałego w centrum dowodzenia pchnęła do Quilla kolejną wiadomość: "Szukamy żywych. Na statku schronienie. Latające maszyny stanowią problem."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Nie Kwi 22, 2018 9:42 pm

Star-lord bez problemu odnalazł miejsce, w którym zielony wojownik najbardziej mógłby się przydać i zawisł nad nim wystarczająco długo, by Drax zdążył omieść wzrokiem sytuację i zeskoczyć z rampy.
- Taki jest plan! - odkrzyknął Peter Draxowi i wskazał mu kciuk w górę. Chwilę potem wrócił uwagą do konsolety pojazdu. - Połamania nóg!
Wysokość nie była nawet po części na tyle wielka, by Drax musiał się martwić jakimikolwiek efektami upadku, może za wyjątkiem pogruchotanej kostki chodnikowej, w którą uderzył, ale kto przejmowałby się w takim momencie.
Pierwsze co wojownik mógł poczuć, to to że został totalnie zignorowany. Jeśli liczył na to że momentalnie zaskarbi sobie uwagę maszyn, to mocno się przeliczył. Wszędzie wokoło leżały ludzkie ciała i krzyczący z bólu ranni, ale roboty odwaliły już tutaj swoją robotę i ruszyły dalej, dosłownie nie oglądając się za siebie. Draxa dzielił od nich krótki sprint, co mogło równie dobrze nadać mu odpowiedniego pędu do walki.
Grupa kilkunastu robotów w większości była wzrostu wojownika, może minimalnie wyższa. Nie obniżało to jednak jego zapału. Miał zresztą czemu tak ufać swoim umiejętnościom, gdyż cios kolanem z łatwością odseparował od mechanicznego tułowia głowę, która poszybowała dalej ulicą. Nie wyeliminowało to od razu robota, jedynie widocznie zakłóciło jego pracę, ale wykończenie go nie sprawiało wielu trudności. Wojownik był na tyle silny, że prawdopodobnie gołymi rękoma mógłby odpruwać blachę z ich "pancerzy". Co innego że sama dekapitacja, czy przebicie, nie wyłączały ich od razu z boju i należało je poważnie uszkodzić, by je całkowicie wyeliminować.
Co ciekawe, kontratak nie nastąpił od razu. Drax mógł unicestwić jeszcze parę maszyn, zanim doczekał się od nich jakiejkolwiek reakcji. W końcu się jej jednak doczekał.
- DNA ZBLIŻONE DO LUDZKIEGO W 27,694%. DIAGNOZA: WYSOCE ZMUTOWANY HOMO SUPERIOR. DODAJĘ ANALIZĘ DO BAZY. OBIEKT ZAGRAŻA POWODZENIU MISJI. WDRAŻAM LIKWIDACJĘ.
Po tym komunikacie największego z robotów, Drax zyskał sobie ich niepodzielną uwagę. Natychmiast odwróciły się od uciekających dalej ludzi i stanęły twarzą w twarz z wojownikiem pomiędzy nimi. Drax został zbombardowany deszczem pocisków energetycznych, z których każdy był dla niego niewiele większym wyzwaniem co plomba na twarz. Przynajmniej nareszcie zaczęła się normalna walka. W końcu jednak wojownik został trafiony promieniem z klatki piersiowej największego robota. Nie bolało dużo bardziej, lecz impet strzału zmiótł wojownika z nóg i cisnął nim przez ścianę pobliskiej kamienicy. Roboty nie zaprzestały ataku, a wręcz przeciwnie, zaczęły bombardować strzałami sam budynek.
W tym czasie rój również przystąpił do desantu na miasto. Ciężko było powiedzieć ile osób zareagowało na otwieranie się rampy pojazdu, ale zeskakujący z niej olbrzymi obcy na pewno mógł przerazić wielu. Całe szczęście że większość ludzi najbliżej miejsca zrzutu raczej nie oglądała się za siebie i uciekała gdzie się dało przed robotami. Niezdarny i kolosalny omega nie wylądował tak zgrabnie jak Drax i już swoim lądowaniem naruszył jedną z kamienic. Były to zniszczenia niemal porównywalne z tym co na razie robiły sentinele, bo te o dziwo nie naruszyły aż tak infrastruktury miejskiej, skupiając się raczej na przechodniach. Kolos szybko ruszył w stronę kolejnej grupy robotów nie zwracając nawet uwagi na to co tratuje. Sygnalizacja świetlna i porzucone samochody niezauważalnie spowalniały jego pęd. Atak na nieorganiczne ofiary był dla omegi czymś nowym i nie do końca wiedział co robić z kawałkami blachy w szponach i pysku, jednak pierwotne instynkty dawały o sobie znać. Mogło by się wydawać że kolos, mimo że nieziemsko zwinny, będzie dużo łatwiejszym celem od Draxa. Wyglądało jednak na to że roboty całkowicie ignorowały jego obecność, skupiając się na ostrzale ludności. W wyniku jednego z bombardowań zniszczeniu uległy stalowe wiązania mostu nad jednym z większych kanałów. Na moście wciąż znajdowali się ludzie, do tego wielu w pojazdach, a stalowe nitki pękały jedna za drugą. Nyota mogła wybrać czy kierować ruchami omegi, czy zostawić go samemu sobie i skupić się na reszcie roju.
W tym czasie wyruszyły też eskadry dronów. Nie otrzymując precyzyjniejszych poleceń zabrały się za ewakuację rannych, którzy jakimś cudem przeżyli wstępny atak sentineli. Ich stan wahał się od średniego, do bardzo ciężkiego, ale stwory nie miały czasu aby w nich wybierać. Potok rannych zaczął płynąć między ziemią a okrętem. Na razie drony nie zdawały się być niepokojone ze strony wroga i spokojnie wykonywały pracę. Rannych jednak było wielu i mogło być potrzebne dokładniejsze kierowanie ich działaniami.
W tym czasie Quill zaatakował powietrzną eskadrę robotów. Pierwszym nalotem udało mu się ostrzelać kilka z nich, jednak tylko jeden został zniszczony. Peter odleciał dalej, aby wykonać nawrót. Po otrzymaniu wstępnego raportu od N'yoty, nawiązał połączenie zwrotne.
-N'yota. Przekierujesz mnie na sekundę do zewnętrznych systemów komunikacyjnych okrętu? Z góry dzięki.
Jeśli utrzymał takie uprawnienia, podłączył się do zewnętrznych głośników statku i nadał komunikat.
-OBYWATELE NOWEGO ORLEANU Z TEJ STRONY AVENGERS. MÓWI DO WAS ANT-MAN.- "Mam nadzieję że Antman dalej jest w Avengers.." - GIGANTYCZNE ROBALE PRZETRANSPORTUJĄ WAS DO JEDNOSTKI EWAKUACYJNEJ. NIE UTRUDNIAJCIE ICH PRACY.
Trudno było powiedzieć aby to załatwiało sprawę, ale przynajmniej grali teraz w otwarte karty. Gdyby owady były wrogie ludziom, przeszło by to chyba do historii jako najmniej subtelna próba ukrycia inwazji. Z drugiej strony niewielu przerażonych, ściganych przez skrzydlate monstra na komunikat o Mścicielach przestało by się nagle miotać i stwierdziło: "Ach tak? No to w porządku"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

Drax

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Pią Maj 18, 2018 10:02 am

Wojownik znalazł się w swoim żywiole. Nie trzeba było go znać, by dojść do podobnego wniosku. Z ogromną zaciekłością atakował kolejne maszyny, jedna po drugiej skutecznie eliminując je z dalszej walki. Wszystko przy początkowym braku jakiegokolwiek oporu z ich strony. Całość przebiegała więc dość gładko i przyjemnie, choć wcale nie tak szybko jak początkowo mógł przypuszczać. Oderwanie głowy czy kończyn nie przynosiło pożądanych rezultatów. Nie od razu. Dlatego póki miał jeszcze ku temu okazję skupił się na robieniu tego co do tej pory wychodziło mu najlepiej. Niezliczone ataki lądowały na różne części pancerza, poważnie go wgniatając, czasem wręcz się przez niego przebijając. W końcu padały, niezdolne do dalszej walki.
Będąc skoncentrowanym na niszczeniu kolejnych maszyn, początkowo nie zwrócił nawet uwagi na wypowiedziany przez jedną z nich komunikat. Komunikat, który zapowiadał rozpoczęcie prawdziwej zabawy. Dopiero jego rezultaty sprawiły, iż Drax zdał sobie sprawę z tego, że wreszcie udało mu się zwrócić uwagę wroga. Gdy poczuł pierwsze uderzenia, nic sobie z tego nie zrobił. Sprawdzał, oceniał, czy będą w stanie poważnie mu zagrozić. Czy ma się czego obawiać. Ktoś postronny mógłby zauważyć, że na pełnej wściekłości i skupienia twarzy powoli malował się świadczący o ogromnej pewności siebie uśmieszek. Drobny gest, który potwierdzał, że promienie, którymi próbowały mu zagrozić Sentinele niekoniecznie czyniły mu większą krzywdę.
- To wszystko na co wa… - kpiąc z ich siły chciał wymusić na nich większą intensywność, o ile było to możliwe. Pech chciał, że zrobił to w nienajlepszym momencie, gdyż w trakcie wypowiadania swojej kwestii oberwał czymś mocniejszym. Zaskoczony tym faktem nie był w stanie zareagować, przez co przyjął całą moc ataku na siebie. To sprawiło, że oderwał się od podłoża. Niszczyciel zatrzymał się dopiero na ścianie pobliskiego budynku. Czy też raczej zatrzymał się wraz ze ścianą już wewnątrz budowli. Poza tym, że nie przewidział, że coś takiego może nastąpić, nie odniósł poważniejszych obrażeń. A samo zdarzenie nawet bardziej wzmogło jego apetyt na dalszą rozrywkę. Może nieco żałował, że nie miał przy sobie niektórych pozostawionych na pokładzie Milano zabawek, ale też wszystko co do tej pory widział wskazywało, że te nie muszą być mu aż tak potrzebne.
Widząc zamiary napastników, szybko stanął na równe nogi, ostentacyjnie przy tym strzepując z siebie pył i z groźnie brzmiącym rykiem ruszył w kierunku robota, który do tej pory zagroził mu w największym stopniu. Jeśli na jego drodze znajdowały się mniejsze maszyny, po prostu je taranował. Miał przed sobą jeden cel i nie przejmował się pozostałymi przeciwnikami, choć było ich przecież zdecydowanie więcej. Gdy znajdzie wyłom w ich obronie i znajdzie się naprzeciw większego z nich, rzuci się do ataku. Podobnie jak przy chwili, w której zainicjował starcie z robotami, wyskoczy w powietrze uderzając w swój cel. Tym razem, obróciwszy się w powietrzu bokiem do maszyny, uczyni to barkiem, a to dlatego, że i jego zamiar był inny. Chciał wytrącić przeciwnika z równowagi, przewrócić jeśli się dało. Jeśli trzeba będzie dokończy dzieła łapiąc go za nogę i wywracają go mocnym szarpnięciem. Wszystko, by ułatwić sobie dostanie do jednego punktu na ciele Sentinela. Broni znajdującej się na jego klatce piersiowej, a która na pierwszy rzut oka przypominała jakiegoś rodzaju reaktor. Zamierzał ręką przebić się przez to okienko i wyrwać z wnętrza robota cokolwiek tam się znajdowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
N'yota

N'yota

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Wto Maj 22, 2018 11:52 am

N'yota spełniła prośbę Star-Lorda niemal bez namysłu. Strażnicy Galaktyki bywali już gośćmi na jej okręcie i nie miała przed nimi nic do ukrycia. Nadany przez Quilla komunikat zdziwił ją nieco, jednak nie bardziej, niż większość dziwacznych stwierdzeń, jakie codziennie padały z jego ust. Quill był tym, kim był i kierował się sobie tylko właściwą logiką. Ponadto to ona i jej rój byli na tej planecie najbardziej obcy, nie było więc sensu roztrząsać kwestii, których zrozumienie nie było kluczowe dla obecnej sytuacji.

Królowa oszacowała sytuację i własne siły. Nie mogła bez końca dzielić uwagi pomiędzy walczącego omegę, a resztę roju, bo wkrótce opadnie z sił. Konieczna była priorytetyzacja działań. Wszystko wskazywało na to, że roboty nie wykazują najmniejszego zainteresowania poczynaniami roju, miała więc krótką chwilę na ocenę pola bitwy. Widząc jak dramatycznie wygląda sytuacja ludzi uwięzionych na uszkodzonym moście, N'yota przykazała dronom kontynuować transport rannych na pokład statku i ich ochronę, sama zaś skupiła całą uwagę na wysiłkach omegi. Dzięki temu mogła znacząco ograniczyć ilość zniszczeń, jakich dokonywał kolos poruszając się po ulicach miasta w kierunku chwiejącej się konstrukcji.
Stwór wlazł w wody kanału, burząc wodę i wzbudzając przerażenie znajdujących się na moście nieszczęśników. Zamiast jednak, jak nakazywałaby dyrektywa narracyjna, za pomocą potężnych ramion roztrzaskać go na kawałki, złapał w każdą z łap po jednej naderwanej metalowej linie i napiął mięśnie, przytrzymując liny w pożądanej pozycji. Nogami zaparł się o muliste dno, ogonem zaś podparł od spodu chwiejący się most, aby ustabilizować całość. Trwał tak w bezruchu, dopóki wszyscy ludzie nie przedostali się bezpiecznie na brzeg. N'yota wytężyła każdy skrawek uwagi, mając nadzieję, że sentinele nie wybiorą tej właśnie chwili, aby zaatakować stwora, lub, co gorsza, istoty, które usiłowała ratować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
Carol Danvers

Liczba postów : 451
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Pią Maj 25, 2018 2:12 pm

Drax i pozostali strażnicy mogli usłyszeć głos Ms. Marvel w otrzymanych od niej komunikatorach:
Avengers, jeśli nie chcecie tracić czasu na niszczenie Sentineli przez energię i temperaturę, na którą są odporniejsze, to korzystajcie z siły i ich stawów.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Pią Maj 25, 2018 7:27 pm

Nad ulicami miasta Star-lord w pożyczonym Quinjecie toczył prywatną bitwę z powietrznym oddziałem sentineli. Pierwszą salwą udało mu się strącić aż dwie maszyny, które poszybowały w dół w stronę kolejnych zabudowań. - Przepraszam! - krzyknął tylko przez głośniki maszyny i wykonał kolejny nawrót. Tym razem roboty wiedziały co ich czeka, więc nie poszło już tak łatwo. Tak czy siak w powietrzu zachowywały się dość ślamazarnie i nie stanowiły żadnego wyzwania dla doświadczonego pilota i tak zwrotnej maszyny. W wyniku krótkiej potyczki kolejny robot spadł na ulice miasta, a Quinjet nie odniósł żadnych obrażeń. -Juuuuhuuu!!! Od dziś nazywam to cudo Quilljet. - Peter wykrzykując niebagatelne pochwały pod własnym adresem na komunikatorze strażników przeszedł do kolejnego ataku. Tym razem jednak sprawy nie potoczyły się aż tak po jego myśli. Sentinele przestały nawet próbować wykonywać jakichkolwiek manewrów, zamiast czego otoczyły się dziwnym polem energetycznym. Pewny siebie Quil raz jeszcze wystrzelił, lecz ku jego zdziwieniu pociski odbiły się od pola i poszybowały z powrotem w jego stronę. Zareagował od razu, ale miał zdecydowanie zbyt mało czasu na zrobienie uniku. Salwa pocisków trafiła w odrzutowiec i niemal odrąbała mu skrzydło. W komunikatorze nie było słychać żadnego krzyku. Wręcz przeciwnie, "Quilljet" pozostawał grobowo cichy, gdy runął w dół, aż w końcu wszyscy stracili go z oczu.
Tymczasem maszyny nie pozostawiły niszczycielowi wiele czasu na zebranie się na nogi. Gdy Drax ruszył, strop budynku zwalił mu się już na głowę, ale powstrzymało go to w bardzo nieznacznym stopniu. Całe szczęście, że mieszkańcy go już opuścili, bo gruz, oraz bombardowanie przez sentinele raczej nie pozostawiłyby nikogo przy życiu.
Przez to wszystko wyjście na zewnątrz mogło przypominać raczej parcie pod prąd rwącego strumienia, niż bieg, ale w końcu wojownik wydostał się na zewnątrz. Krąg robotów na jego widok aż cofnął się do tyłu, lecz nie przerwał ostrzału. W tym momencie nadszedł komunikat Carol Danvers, ale mógł być mało słyszalny, przez tę kanonadę. W końcu Drax zebrał się w sobie i pomimo naporu wykonał sus w górę. Wylądował na wielkim robocie, wbijając jeden z noży w jego pierś, by zachować równowagę. Pozostałe maszyny nie przerwały wcale ataku wgniatając tym samym tu i ówdzie pancerz większego kompana. W wielu miejscach strzały przeszyły metal. Widocznie naruszyło to strukturę robota, bo generator po środku zaczął się świecić, jakby zaczął się przegrzewać. Zanim jednak wojownik wziął porządny wymach by zbić szybkę dzielącą go od serca robota przekonał się jak wielki był to błąd. Z generatora wydobyła się potężna wiązka energii, która dosłownie poderwała Draxa wysoko w powietrze. Atak mocno go poparzył w miejscu uderzenia, co na ziemską technologię było niemałym wyczynem. Lecąc w górę Drax mógł kątem oka dostrzec że jego cel przynajmniej po części się powiódł, bo rana, którą zadał nożem w okolicach piersi robota eksplodowała wiązką energii. Prawdopodobnie część siły uderzenia poszła bokiem i zamiast trafić Draxa, znalazła ujście w korpusie maszyny odrywając z niego spory kawał. Nadwyrężony też salwą kolegów, robot w plamie oleju zwalił się na ulicę.
Drax mógłby się już przygotowywać na ciężki upadek, ale niespodziewanie w locie pochwyciły go dwa stwory z roju N'yoty, które dostały zadanie odnosić na statek ludzi w potrzebie. Widocznie uznały że ludzka sylwetka, wystrzelona na jakieś dwadzieścia metrów w górę właśnie w takiej potrzebie się znajdowała. Stwory od razu skierowały się w stronę okrętu. Przekonanie ich do powrotu mogło być trudnym zadaniem.
Tymczasem monstrualny stwór, który w wielu obserwatorach budził dużo większe przerażenie od robotów zaprzestał ataku na sentinele i wbrew rozsądkowi zszedł do wody, sięgającej mu zaledwie po uda, tylko po to by własną siłą podtrzymywać walące się przęsło mostu.
Przez chwilę wydawać by się mogło, że tym samym wprawił w konsternację wszystkich dookoła, łącznie z sentinelami, bo na kilka minut zaprzestały ataku. Tak naprawdę kalkulowały jednak priorytety ataku. Po skończonej ewaluacji wszystkie jednak zgodnie otworzyły ogień do potwora. Przeszywający ból przeszył stwora tak bardzo, że N'yota mogła go wyraźnie poczuć, mimo będąc oddaloną o lata świetlne. Żaden z ataków nie spenetrował tkanki omegi dostatecznie daleko, ale zamieniały one jego plecy w krwawą miazgę, a każdy z nich sięgał coraz dalej. Na razie omega dzielnie trwał przy poleceniu swojej królowej, ale nie wiadomo ile jeszcze wytrzyma w takiej pozycji. Trutnie oczywiście nie czekały na lepszą okazję, tylko ewakuowały ludzi z mostu, często wraz z samochodami, z których odmawiali wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

Emma Frost

Liczba postów : 369
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Sob Maj 26, 2018 5:45 pm

Bezpośrednio w umysłach walczących rozległ się bez ostrzeżenia kobiecy głos, spokojny i opanowany, dublujący się z komunikatem, który - o czym Emma wiedziała - Carol nadała do członków swojej drużyny. Pannie Frost to nie przeszkadzało. Tak czy siak chciała dorzucić od siebie coś więcej, a niektóre informacje mogły się przecież powtórzyć.
"Te roboty to Sentinele. Najłatwiej uszkodzić je atakami fizycznymi, gdyż na energetyczne czy bazujące na wysokiej temperaturze są już odporniejsze. Ich słabymi punktami są stawy, zniszczenie głowy może je wyłączyć, zaś zakłócenie pracy repulsora na klatce piersiowej - doprowadzić do jego wybuchu. Avengers wysyłają właśnie do ich centrum dowodzenia grupę, która postara się je unieszkodliwić. Dopóki im się to nie uda, gramy na zwłokę."

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

Drax

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Sob Cze 09, 2018 3:27 pm

Komunikat od ledwie znanej mu kobiety zwyczajnie zignorował. Był w środku akcji. W stu procentach skupiony na tym, by dopaść wroga i rozszarpać go na strzępy. Nie miał czasu, ani tym bardziej chęci na zrobienie sobie przerwy na herbatkę i wsłuchania się w treść wiadomości. Poza tym wszechobecny hałas utrudniał usłyszenie czegokolwiek i jedynym co ewentualnie by do niego dotarło byłyby pojedyncze słowa, które pewnie i tak wiele, by mu nie powiedziały.
Pełen złości wzrok Niszczyciela nie jednego wroga skłoniłby do przemyśleń dotyczących słuszności dalszego stawiania oporu, lub sensu życia ogółem. W chwili obecnej nie istniało nic co byłoby w stanie go powstrzymać. Był jak potężna siła, która nic sobie nie robiła ze stojących na jej drodze przeszkód. Parł przed siebie, a gdy nadarzyła się okazja rzucił się na robota. Uczepił się go i miał już zamiar zadać ostateczny cios, gdy coś nie poszło zgodnie z planem. Maszyna wystrzeliła ze znajdującej się w klatce piersiowej broni, posyłając agresora wysoko w powietrze. To rozeźliło go jeszcze mocniej. Gdy tylko spadnie na ulicę… Planował już swoje kolejne ruchy, lecz na przeszkodzie wszystkiemu stanęło coś czego w życiu się nie spodziewał. Pochwyciły go dobrze mu już znane latające istoty i ku jego ogromnemu rozczarowaniu oraz niezadowoleniu oddalały się od dotychczasowego miejsca walki, najwidoczniej zmierzając w stronę macierzystego statku.
- Puśćcie mnie, przebrzydłe robale! Nie jestem jednym z tych słabych ludzi! – wojownik krzyczał, warczał i wiercił się zdecydowanie utrudniając trzymającym go trutniom ich zadanie. Pragnął jak najszybciej znaleźć się z powrotem na ziemi, gdzie czekały na niego niezliczone ilości robotów, z którymi w dalszym ciągu zamierzał się rozprawić. Jeśli ktoś uważał, że tak drobne rany sprawią, że Drax zrezygnuje z dalszej walki, to grubo się mylił. Nie jest to nic z czym już wcześniej nie miałby do czynienia. Był przyzwyczajony do o wiele cięższych ciosów i pocisków energetycznych, które na dłuższą metę i tak rzadko kiedy były w stanie powstrzymać jego niszczycielskie zapędy.
Nie chciał posuwać się do ostatecznych rozwiązań, by uwolnić się z uchwytu robali, ale jeśli te szybko nie zdadzą sobie sprawy z popełnionego błędu, nie będzie miał innego wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
N'yota

N'yota

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Pią Cze 22, 2018 4:26 pm

Ból, wściekłość, bezsilność... Wszystkie te uczucia falami przetoczyły się przez umysł N'yoty, zderzając się ze sobą i potęgując. Omega cierpiał, a jego ból był jej bólem. Mogła jedynie uszczelnić ściany umysłu, tak, aby nie rozprzestrzenił się na resztę roju. Wiedziała też, że może to być ich ostatnie spotkanie. I choć w ciele omegi płomień życia wciąż płonął mocno, mógł zostać gwałtownie zdławiony w każdej chwili. Nie było alternatywy. Życie jednego z jej dzieci, jakkolwiek potężnego, za życia tysięcy Ziemian. Rachunek był prosty, lecz nie czyniło to pożegnania ani odrobinę łatwiejszym. Ostatnim uczuciem, jakie tchnęła w giganta, była jej duma i głębokie zadowolenie. Nawet jeżeli umysł stwora był zbyt prymitywny, by pojąć znaczenie powierzonego mu zadania, należało mu się uznanie.
Z tym krzepiącym przesłaniem opuściła umysł omegi, pozostawiając go na posterunku i przeniosła uwagę na eskadry dronów transportujące ocalałych. W jednej chwili robale przełączyły się z autopilota na sterowanie ręczne. Jedna z grup natychmiast przyciągnęła uwagę królowej. Dźwigany przez dwa skrzydlate stwory osobnik sprawiał im poważne problemy. Najwyraźniej nie chciał być ratowany i lada moment mógł zastosować przemoc, aby się uwolnić. Po bliższych oględzinach osobnik ów okazał się być Draxem Niszczycielem. Jako że wojownik nie miał na ciele poważnych obrażeń, N'yota w lot pojęła powód jego niezadowolenia i czym prędzej nakazała dronom zawrócić. Skoro te dwa osobniki i tak przeleciały już kawał drogi na marne, mogły równie dobrze przetransportować Draxa tam, gdzie mógł poczynić największe zniszczenia.
Królowa sprawnie kierowała lotem mniejszych i większych skupisk dronów, pilnując, aby osobniki i przenoszony przez nie ludzki ładunek (wraz z okazjonalnym samochodem lub innym przypadkowym fragmentem miejskiego krajobrazu), nie wchodziły w kolizje i zwinnie unikały ciskanych przez sentinele pocisków energetycznych. Drony niosące Draxa z powrotem ku bitwie kierowały się na jednego z ogromnych robotów, jeśli jednak wojownik miałby inny pomysł i wpadł na to, by wydać stworzeniom konkretne polecenie, te z chęcią go wysłuchają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Nie Lip 01, 2018 4:38 pm

O dziwo wyglądało na to że olbrzymie robale niosące Draxa posłuchały jego rządań, a wręcz opuściły (lub upuściły) go we wskazane przez niego miejsce. Mógł znowu wrócić do walki, tak jakby ten mały podniebny incydent wcale nie miał miejsca.
W tym samym czasie rój kończył ewakuację ostatnich ludzi z mostu miejskiego. W te parę chwil ich nastawienie względem potworów zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Gdy tylko zobaczyli że stwór oddaje życie by ich ratować poczuli do niego nić sympati. Mimo iż omega nie mógł tego zrozumieć, nawoływali go i dodawali mu odwagi, a gdy zakrwawiony stwór opadł na jedno kolano jakieś małe dziecko popłakało się nie mogąc znieść tego widoku. Stwór szybko zyskał miano "Orleańskiego Kaiju" i stał się bohaterem wielu amatorskich filmów, w tym kręconych z lotu ptaka. Czy raczej trutnia. Roboty przeniosły ogień na chmurę owadów, ale te zręcznie wymykały się ich pociskom i promieniom. Straty w ludziach były niewielkie.
Tak czy siak potwór wytrzymał na stanowisku i gdy tylko ostatni człowiek opuścił most, pozwolił mu się zapaść do kanału. Pokrzepiony radością królowej ruszył jeszcze w stronę maszyn, ale rany pozwoliły mu zaledwie wykonać kilka kroków. Zwalił się jak długi do kanału powodując sporą falę na tafli wody. Całe szczęście piersią wylądował na brzegu kanału ponad wodą. Był w bardzo ciężkim stanie, ale jeszcze żył. Był niestety skazany na łaskę robotów, którym zabrano spod nosa sporą grupę ludzi. Pytanie czym teraz powinien zająć się cały rój.
Tymczasem Drax kończył właśnie z kolejną grupą robotów. W miarę walki coraz sprawniej szło mu niszczenie maszyn, zwłaszcza ze z jego punktu widzenia sprowadzało się to zaledwie do wyrobienia sobie odpowiednich nawyków walki. Mimo że Drax spotykał zarówno małe, jak i większe roboty, nie stanowiły one dla niego większego wyzwania. Gdy kończył już z kolejną grupą maszyn, stała się rzecz dziwna. Na ulicę z krzykiem wbiegła grupa ludzi, w większości czarnoskurych i zbudowanych jak wojownicy i przyłączyła się do walki. Mimo iż wyposażeni byli w prymitywną, ziemską broń do walki wręcz, radzili sobie z robotami niewiele gorzej od Draxa. Świadczyło to o tym że dysponują siłą dalece idącą ponad ludzkie możliwości. Z ich wsparciem dobicie reszty grupy zajęło sekundy.
Zaraz potem zdażyło się coś jeszcze dziwniejszego. Wojownicy otoczyli Draxa luźnym kręgiem, jednak nie mierzyli do niego z broni. Potem rozległy się brawa. Na scenę wkroczył kolejny czarny mężczyzna, ale ten miał prawie trzy metry wzrostu, a budowę miał wręcz posągową. Gdyby Drax zwykł zwracać uwagę na takie rzeczy, mógłby poczuć nawet nutkę zazdrości. Odziany był jedynie w tunikę z luźnych materiałów.
- Walczysz zaciekle jak lwice broniące młodych. Imponuje mi to. - nieznajomy zaczął od niezrozumiałego pochlebstwa. - Przydałby mi się tak silny wojownik w mojej świcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

Drax

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Wto Lip 10, 2018 9:09 am

Gdy mężczyźni zaczęli tworzyć wokół niego krąg, odruchowo przyjął pozycję bojową. Trwało to dosłownie ułamki sekundy. Wszystko dzięki ogromnemu już doświadczeniu i doskonałemu wyszkoleniu. W dłoniach trzymał już swoje sztylety. Na lekko ugiętych nogach, minimalnie pochylony do przodu czekał na ich ruch. Przyglądał się im, oceniał możliwości, wyczekiwał, gotów zaatakować lub wykonać unik jeśli zostanie do tego zmuszony. Kiedy usłyszał brawa, natychmiast skierował wzrok w kierunku, z którego dochodził dźwięk. To co zobaczył… Nie zrobiło na nim większego wrażenia. Nowo przybyły był co prawda znacznie wyższy od Niszczyciela, ale ten czuł, że w razie pojedynku wciąż odniósłby pewne zwycięstwo. Nie jest łatwo mu zaimponować. Ktoś z pewnością nie zrobi tego wyłącznie za sprawą swojej aparycji. Chyba nie trzeba też mówić, że użyte przez mężczyznę porównanie Draxowi mówiło raczej niewiele. Przez krótką chwilę mógł więc wyglądać na odrobinę zdezorientowanego, ale na ogół starał się utrzymywać raczej poważny i groźny wyraz twarzy. Kolejne słowa były mu już jak najbardziej znane i poczuł potrzebę na nie odpowiedzieć.
- Drax musi cię więc rozczarować. Nie jest zainteresowany. – krótko i zwięźle odmówił przedstawionej mu propozycji. Ciekawiła go reakcja na te słowa. Ustąpią, czy poczują się urażeni i go zaatakują?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Czw Sie 09, 2018 6:40 am

Nawet jeśli wysoki mężczyzna zauważył zdezorientowanie w oczach Draxa zdecydował się przemilczeć ten fakt. Jego maniera wysławiania się budziła prawdopodobnie zdziwienie nawet w oczach ziemian, a co dopiero kosmitów.
Stanowcza odmowa Draxa wywołała większe poruszenie wśród świty czarnoskórego, niż na w nim samym. Po jego pewnym siebie uśmieszku widać było że spodziewał się tego, a nie innego obrotu negocjacji. Gdy krąg włóczni lekko się zaostrzył, a wojownicy zerkali na swojego pana wyglądając sygnałów do ataku, ten tylko uspokajająco poruszył dłonią.
- Wybacz mi maniery dzikusa. Tak jak ty nie jestem ściśle rzecz biorąc stąd. Zwą mnie Papa Ogun, a ty nie usłyszałeś jeszcze co daję w zamian. Spójrz na tych tutaj.  – zatoczył ręką wskazując swoją drużynę. – Zwykli, słabi ludzie, a moje błogosławieństwo daje im siłę walczyć z adwersarzami, przy których większość z nich by poległa. A teraz? Nie straszny im żaden bój czy rana.
Jeśli przyjrzeć się wojownikom, to wielkolud miał rację. Nie wyszli oni z toczącej się bitwy bez ran, ale to zadrapania i poparzenia, które mieli na sobie świadczyły o wytrzymałości dużo wyższej od ludzkiej. O ile, rzecz jasna, walczyli z tymi samymi robotami co Drax. Wojownik miał jednak krótką szansę zobaczenia co potrafią na własne oczy kilka minut temu.
-Zwykli, słabi ludzie. – powtórzył raz jeszcze Ogun. – Pomyśl, wojowniku, jakich cudów ty byłbyś w stanie dokonać z mym darem, hmmm? Wyczuwam w tobie gniew. Jest ktoś kogo łakniesz zgładzić, ale na razie jest to poza twoim zasięgiem. Starszy brat w sukcesji do majątku? Kochanek z którym uciekła twoja kobieta? Nieważne. Dałbym ci siłę wyrównać te rachunki.
Czarnoskóry uśmiechnął się zawadiacko.  Jego sposób wysławiania niemal przeczył z posturą i prostym pochodzeniem, które sobie zarzucał. Było w nich jednak coś kuszącego. W przypadku ludzi przynajmniej dziesięciokrotnie zwiększył ich możliwości. Co mógłby osiągnąć Drax, gdyby jego siła wzrosła tak samo?
- Zawrzyjmy układ. Dołączysz do mej świty I pomożesz mi  odbić to miasto. Potem będziesz mógł wyruszyć z mym darem dopełnić swojej zemsty. Oh, jak ja kocham zemsty. Jeśli ci się powiedzie, powrócisz, aby mi służyć. Jeśli polegniesz, nic nie tracisz. Z mojej strony rzecz jasna.
Przybysz znowu się uśmiechnął, splunął sobie w dłoń i wyciągnął ją w kierunku Draxa.
- Uściśnij moją dłoń, jeśli się zgadzasz.
Nawet niewyczulony na magię Drax mógł poczuć że za dziwnym nieznajomym stoi jakaś moc. Wydawałoby się że jest on w stanie dotrzymać swojej części umowy, a prawdopodobnie też wyegzekwować część Draxa, gdyby wojownik chciał go później wykiwać.
Nie należało jednak przedłużać tej dyskusji. Wokoło wciąż szalały roboty, a sądząc po krzykach i eksplozjach, celów im nie brakowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

Drax

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Wto Sie 21, 2018 7:25 pm

Obsesja na punkcie zgładzenia Szalonego Tytana… Od zawsze napędzała jego działania. Była czymś co ciągle go motywowało, a w wielu przypadkach kompletnie przysłaniała wszystko inne. Niezależnie od tego gdzie się znajdował, co działo się wokół niego… Gdy chodziło Thanosa, Drax był nawet w stanie w środku bitwy zostawić swoich sojuszników na pastwę losu. Miało to już w przeszłości miejsce. Wszystko miało jednak swoje granice. Choć oferta mężczyzny z początku brzmiała całkiem dobrze, do pewnego momentu można było nawet odnieść wrażenie i ten był bliski przekabacenia Niszczyciela na swoją stronę, tak wszystko zostało przekreślone jednym z pozoru prostym słowem. Wojownik nie zamierzał zostać czyimś sługą. Niewolnikiem bez własnego zdania. Nawet, gdyby miało się to stać w wyniku umowy, którą zawarłby, by zyskać moc mającą pomóc mu w spełnieniu swojego celu. Jego nienawiść do Szalonego Tytana nie była tak wielka, by zmusić go do podjęcia tak drastycznych kroków. Poza tym, był przekonany, iż nie potrzebuje żadnych wspomagaczy, by móc ostatecznie dopełnić dzieła.
Ale było też coś jeszcze. Coś do czego może nie chciał przyznać się przed innymi i przed samym sobą przede wszystkim. Przynależność do Strażników Galaktyki znacząco na niego wpłynęła. Wciąż pozostawał wściekłym, trudnym do opanowania, cieszącym się jak małe dziecko z każdej okazji do bitki, brutalnym wojownikiem. To się nie zmieniło. Zaczął za to dostrzegać wszelkie inne niegodziwości tego świata. To przez to tak łatwo dawał się dotychczas odciągać od wznowienia poszukiwań Thanosa. Przez to i… Choć nigdy nie miał tego w planach, dzięki GotG na nowo zyskał też grupę osób na losie których mu zależało. Nawet jeśli nie zawsze okazywał to w sposób zgodny z ogólnie przyjętymi zasadami. Głównie z tego powodu, iż akurat do zasad i konwenansów Drax nie przykładał większej wagi. Groot, Rocket, Gamora, a nawet Quill... Ostatnie niepowodzenia trochę przesłoniły mu oczy, ale w normalnych okolicznościach tę czwórkę mógłby nazwać swoimi przyjaciółmi. Mógłby, ale z oczywistych względów otwarcie nigdy tego przyzna. Dlatego też pomimo tego, iż ogłosił przed nimi swoje odejście z drużyny, by na nowo i na własną rękę zacząć poszukiwania swojego odwiecznego wroga, należało założyć, iż prędzej czy później zdecydowałby się do nich wrócić. Czy miałoby to miejsce już po tym jakby zabił Thanosa, czy wcześniej? To akurat pozostawało kwestią otwartą.  
Wszystko to, połączone do kupy, sprawiło więc, że nie miał innego wyjścia. Zacisnął dłonie na rękojeściach swoich ostrzy nawet mocniej niż dotychczas, a następnie po prostu odwrócił się w miejscu plecami do Papy Oguna i bez słowa ruszył przed siebie. Do pierwszej upatrzonej gdzieś w pobliżu grupy robotów. Jeśli słudzy Oguna nie rozstąpiliby przed nim drogi, Drax nie zamierzał się patyczkować. Rzuciłby się między dwójkę z nich, swoimi sztyletami planując poderżnąć im gardła. Niech zobaczą, że nie żartuje i że nie warto wchodzić mu w drogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Sob Wrz 01, 2018 11:18 pm

O dziwo tajemniczy rozmówca był dużo bardziej przychylny Draxowi niż jego świta. Być może w pewnym stopniu zaimponował mu upór wojownika. Być może cokolwiek innego. Mimo wszystko chwila wahania w sercu wojownika i tak wywołała uśmiech na twarzy Oguna, nawet jeśli spotkał się z tak chłodnym rodzajem odmowy.
Gdy strażnik galaktyki odchodził w swoją stronę, ludzie formujący krąg zastąpili mu drogę i wszystko wskazywało na to że bijatyka będzie nieunikniona. Krąg dzid się jeszcze bardziej zaostrzył, a ludzie wyglądali na gotowych do bitki. Ogun jednak od niechcenia machnął dłonią i jak za machnięciem magicznej różdżki krąg rozstąpił się.
- Widzę że w tym wojowniku tli się nasza wspólna sprawa. Odejdź więc, ale wiedz. Gdy otwarcie wstąpisz mi w drogę nie będzie litości. Chodźmy bracia. Nie marnujmy więcej czasu.
Zgodnie ze skinieniem dłoni Oguna wojownicy rozstąpili się. Drax już pewnie zacisnął mocniej uchwyt na rękojeściach swych noży, ale o dziwo dano mu przejść. Z wyrazu twarzy rozstępujących się ludzi mógł zauważyć że nie bardzo maja kontrolę nad tym co się dzieje. Mogło go to utwierdzić w przekonaniu że postąpił słusznie. Nie dość że jego wyznawcy fanatycznie byli gotowi oddać za niego życie, to jeszcze widocznie miał nad nimi swego rodzaju sposób mentalnej kontroli.
Drax nie musiał szukać zbyt długo kolejnej zaczepki, bo na ulicę gdzie wszyscy stali wtargnął kolejny oddział kilku robotów. Z tej samej strony z której nadszedł czarnoskóry, oraz jego świta.
Zignorowali oni ten fakt i wszyscy razem zostawili Draxa samego na sam z nadciągającymi maszynami, ruszając w swoją stronę.
-DNA zbliżone do ludzikiego w 27,694% procentach! - zaintonowały roboty - Przygotować się do exterminacji!
Cała zgraja nie była jednak żadnym wyzwaniem dla wojownika, który wiedział już jak się nimi zajmować.Po kilku chwilach z robotów została tylko walająca się po ulicy sterta złomu. Jednak gdy ostatnia maszyna uderzyła w końcu o bruk pojawiło się nowe zagrożenie.
-MUTANT TYPU OMEGA ZIDENTYFIKOWANY. DODAJĘ PARAMETRY DO BAZY!! - rozległ się dźwięk głośny jak syreny koloseum. Gdy Drax spojrzał w górę zauważył naprawdę ogromnego robota, który nachylał się ku niemu zza domów z przecznicy obok.
Wygląda na to że prawdziwe wyzwanie nareszcie nadeszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

Drax

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Wto Paź 30, 2018 6:43 pm

Mijając służalczo poddanych gigantowi ludzi, wojownik głośno prychnął nie zważając na to, że przysporzył sobie kolejnego wroga. Tajemniczy mężczyzna najwidoczniej nie miał pojęcia komu groził. Tego typu deklaracje rzadko przecież kończyły się dobrze dla osób rzucających je w kierunku Draxa. Dlatego też był przekonany o tym, że jeśli znów staną naprzeciw siebie to to właśnie on wyjdzie z tego starcia zwycięsko. Zresztą… Nie zwykł przejmować się tego typu sprawami. Jeśli przyjdzie im się zmierzyć, jak zawsze przyjmie ten fakt z ogromną radością. Jeśli zaś to było ich pierwsze i ostatnie spotkanie, to też przez to wiele nie straci. O ile cokolwiek do stracenia w ogóle miał.
Na szczęście dla niego sytuacja w Nowym Orleanie była na tyle poważna, że rozrywka po tej raczej mało przyjemnej rozmowie właściwie odnalazła go sama. Rozrywka mało wymagająca, bo nauczony niedawnymi doświadczeniami z przybyłymi teraz robotami rozprawił się szybko i bez żadnych trudności, ale wyjątkowo nie miał prawa narzekać. Wrogów wciąż było pod dostatkiem i okazji do rozwałki będzie jeszcze mnóstwo. Również i w tym wypadku nie musiał na to czekać. I być może wreszcie na jego drodze stanęło zagrożenie godne jego umiejętności. Olbrzymia maszyna, rozmiarami znacznie przewyższająca te z którymi mierzył się do tego pory. Niszczyciel zmierzył go wzrokiem i jedynie się uśmiechnął.
Przewaga wzrostu dla robota była ogromna, lecz to coś z czym można sobie poradzić. Jego zdolności ruchowe również musiały być bardzo silnie ograniczone, co działało na korzyść Draxa. Należało też zakładać, że jego pancerz również był grubszy niż u mniejszych braci, ale niektóre punkty konstrukcji nadal z pewnością będą podatne na ataki wojownika. Musi tylko je odkryć. I nie liczył chwilowo do nich znajdującej się w okolicach klatki piersiowej broni. Uszkodzenie tego elementu raczej nie stanowiłoby dla niego problemu. Znalezienie sposobu na to, by na podobną wysokość się dostać już takie łatwe nie będzie. Dopóki takiej możliwości nie wypatrzy, musi radzić sobie w inny sposób.
Bacząc na rozmiar maszyny, Drax nie rzucił się do ataku jak oszalały. Miał swój rozum, nawet jeśli inni myśleli o nim inaczej. Do czego zresztą dawał im powody często dając się ponieść emocjom i ogromnej woli walki. Zamiast tego tym razem zamierzał wyczekać wroga. Unikać jego ataków i w tym czasie wypatrywać swojej szansy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
Loki

Liczba postów : 3898
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Wto Gru 04, 2018 1:08 pm

We wszystkich niewyciszonych komunikatorach należących do Avengers rozległa się jednocześnie ta sama wiadomość, nadawana do nich bezsprzecznie przez Visiona:
"Z uwagi na zagrożenie związane z przejęciem kontroli nad tym ciałem zmuszony jestem całkowicie się wyłączyć. Powodzenia."

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
N'yota

N'yota

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Sob Gru 08, 2018 6:31 pm

Sytuacja na moście i ulicach z każdą chwilą stawała się coraz lepiej opanowana, przynajmniej jeśli chodzi o uciekających w popłochu mieszkańców. Spora ich liczba znajdowała się aktualnie na pokładzie shi'arskiej jednostki kolonizacyjnej, unoszącej się bezpiecznie ponad całym zamieszaniem. Lżej ranni ludzie mogli teraz skorzystać z zasobów statku i pomóc tym bardziej potrzebującym. Z pewnością lepiej poradziliby sobie z tym zadaniem, niż zajęte dotychczas obowiązkami pokładowego medyka trutnie, które, pomimo wyraźnie przyjaznych zamiarów, samym swoim wyglądem nie budziły nadmiernego zaufania.
Teraz N'yota miała nareszcie czas, aby nie ryzykując utraty koncentracji rozszerzyć swoje działania na poszukiwanie rozproszonych po mieście Strażników Galaktyki. Zamiast jednak na ślepo rozsyłać rój we wszystkich kierunkach, skupiła się na centrum operacyjnym swojego okrętu.
Draxa zlokalizowała niemal natychmiast, nawet nie korzystając z sygnału jego nadajnika, wojownik nie krył bowiem swojej obecności ani intencji względem ogromnych maszyn. Upewniwszy się, że Niszczyciel nie tylko nie potrzebuje pomocy, ale znakomicie daje sobie radę w pojedynkę, królowa pozostawiła na polu bitwy niewielką grupkę trutni w celach obserwacyjnych, skupiła uwagę na innych celach.
Zlokalizowała miejsce katastrofy Quinjeta pilotowanego przez Quilla, nie odnalazła w nim jednak nikogo żywego. Zanim jednak fakt ten zdołał ją choćby zaniepokoić, sygnał nadajnika przywódcy Strażników odezwał się niespodziewanie silnie w najbliższej okolicy. Źródłem był niewielki pojazd, przelatujący akurat nieopodal shi'arskiego statku. Wewnątrz przyrządy okrętu wykryły dwie żywe istoty, z których jedna musiała być Peterem Quillem. N'yota czym prędzej poleciła jednemu z trutni nawiązanie łączności z jednostką, choćby po to, by zameldować pomyślny przebieg i rychłe zakończenie ewakuacji.
Nieoczekiwanie na obrzeżach miasta sensory wychwyciły sygnał pochodzący z nadajnika Gamory. Chwilowo nie było sposobu, aby się z nią skontaktować, jednak obecność wojowniczki stanowiła przyjemne zaskoczenie. N'yota wciąż żywiła nadzieję na pomyślne zakończenie jej pierwotnej misji na Ziemi, a Gamora była ważnym jej elementem.
Strażnicy znani jako Rocket i Groot znajdowali się zdecydowanie poza obecną sferą jej działań, na przeciwległym krańcu kontynentu, tym niemniej ich lokalizacja także została skrupulatnie odnotowana.
Następnie trutnie przekalibrowały komunikator krótkiego zasięgu tak, aby wychwytywał lokalne przekazy radiowe w szerokim paśmie. Jeżeli w pobliżu miasta, a poza strefą walk znajdował się punkt zbiorczy dla potrzebujących, informacja o nim powinna znaleźć się w ogólnodostępnych komunikatach. Zgromadzonym na pokładzie okrętu uchodźcom w tej chwili nic nie zagrażało, jednak pozostawanie z tak wrażliwym ładunkiem w strefie działań zbrojnych byłoby nierozsądne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Sob Gru 08, 2018 8:23 pm

Można powiedzieć że wielgachny Sentinel, z którym miał zaraz stoczyć walkę Drax, zaskoczył wojownika. Strażnik prawdopodobnie spodziewał się ostrzału z broni energetycznej, rakietowej, lub wręcz tego że kolos przejdzie przez budynki stojące mu na drodze jak przez domek z kart i zacznie walkę z bliska. Ten jednak tylko nachylił się nad domami, wspierając się na nich jedna ręką, a drugą wyciągając w stronę przeciwnika. Zamiast jednak promienia mocy, koniuszki palców uniosły się a z wnętrza komór, które znajdowały się pod spodem zaczął dobywać się zgniło-żółty gaz. Chmura szybko rozprzestrzeniła się na całą dzielnicę, co wyraźnie ograniczyło wojownikowi widoczność. Na domiar złego poczuł się on nagle dziwnie ociężały. Jakby nagle znalazł się pod wodą, lub grawitacja przybrała na sile. Do tego wszystkiego miał problem z zebraniem myśli. Nic nad to jednak nie działo się wojownikowi, którego fizjonomia stanowczo wykraczała poza cokolwiek naturalnie żyjącego na Ziemi. Środek stosowany przez robota był wyjątkowo silny, jednak zbyt słaby by powalić Draxa Niszczyciela. Pozostawanie dłużej w miejscu nie należało jednak do roztropnych.

Tym czasem N'yota prowadziła dalej akcję ratunkową. Tak naprawdę większość ludzi z centrum za sprawą szybkich i zwrotnych trutni została ewakuowana z ulic. Wyglądało na to że w centrum pozostały tylko eskadry Sentineli, oraz Drax. Sam jeden kontra inwazja robotów.
Musiał być wielce zadowolony.
Same roboty już niekoniecznie, gdyż pozbawienie ich jedynego celu obecności w tamtym miejscu zmusiło je do przekalkulowania swoich obecnych priorytetów. Wielu z nich otworzyło w końcu ogień do ostatnich trutni powracających z ludźmi na pokład okrętu. Nawet bez celowania, niebo było tak pełne stworów, że wiele z nich zostało trafionych. Były to tak naprawdę pierwsze straty jakie w ataku poniósł rój N'yoty, choć można było się domyślić, że to trzymani przez nich ludzie byli celem ataku. Całe szczęście trutnie były bardzo zwrotne, a ostrzał przyszedł dość późno, tak więc trzy czwarte ostatniej eskadry powróciło bezpiecznie wraz z ładunkiem na pokład okrętu. Roboty dalej kontynuowały ostrzał, jednak tarcze statku przygotowane do uderzeń mniejszych meteorytów, czy nawet ostrzału piratów, spokojnie mogły wytrzymywać to godzinami. Pozostałe Sentinele w zależności od położenia skierowały się albo w stronę położenia Draxa, albo pieszo czy powietrzem w inne, bardziej zaludnione części miasta.
Uratowani ludzie na pokładzie okrętu byli natomiast bardzo niechętni do współpracy. Ciężko im się dziwić, gdyż przywitały ich tylko surowe wnętrza statku, gdzieniegdzie pokryte organiczną mazią roju, oraz setki wręcz kłębiących się wszędzie potworów. Współpraca z trutniami nie odbywała się niemal wcale, nawet gdy te próbowały w jakiś sposób pomóc medycznie ocalałym. O samodzielnej pomocy nie było w ogóle mowy. Może warto było jednak zostawić na pokładzie kogoś znającego ludzką mowę. Uratowani ziemianie byli wręcz zdjęci grozą. Chyba nie tak wyobrażali sobie ratunek.
Namierzenie Strażników oraz wysłanie prośby o kontakt statkowi w którym obecnie znajdował się Peter Quill przebiegło już zgodnie z planem. Pozostawało czekać na odpowiedź, o ile ludzie, którzy w tym momencie go przetrzymywali mieli dobre zamiary.
Wszystko wskazywało na to że najbliższym, zdolnym do przekazania ładunku nieszczęśników miejscem, było lotnisko położone poza obszarem miasta. Wyglądało na to że ziemskie służby ratunkowe udzielały tam pomocy i dalszego transportu poszkodowanym. Okręt w kilka chwil mógłby znaleźć się nad lotniskiem, jednak wysłanie prośby o lądowanie mogło być problemem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
N'yota

N'yota

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Sro Gru 19, 2018 5:41 pm

Widząc zupełny brak kooperacji i oczywiste przerażenie ocalonych Terran, N'yota poleciła trutniom i dronom zachowanie dystansu. Stworzenia rozpierzchły się po statku, pozostawiając ludzi w przepastnym hangarze. Może pozostawieni samym sobie i nie niepokojeni widokiem obcych istot Ziemianie zaczną wreszcie wykazywać elementarną wolę przetrwania. N'yota nie miała do nich cierpliwości i niemal z ulgą zwróciła uwagę roju na bardziej przyziemne zadania.
Tymczasem wezwany pojazd latający odpowiedział na próbę komunikacji. Poinstruowany przez królową dyżurny truteń uruchomił automatycznego tłumacza i wystukał na klawiaturze krótką wiadomość.
"Rój do Petera Quilla. Ewakuacja Terran w toku. Szukamy bezpiecznej przystani."
Po niemal niezauważalnej pauzie, którą poświęciła na głęboki namysł, królowa dodała jeszcze:
"Czy potrzebujesz pomocy?"
Nie mogła mieć pewności co do intencji pozostałych istot, jakie przyrządy statku wykryły na pokładzie, ani też czy Peter Quill przebywał wśród nich z własnej woli. To samo jednak można było powiedzieć o jej okręcie. Rój był na tej planecie obcy i każdy mógł żywić zrozumiałe wątpliwości co do celu jego pobytu. Tym możliwie delikatnym pytaniem dawała odbiorcom do zrozumienia, że nie ma złych zamiarów, a także że jej priorytetem jest bezpieczeństwo przywódcy Strażników.
Stanowisko nasłuchowe niebawem zlokalizowało na podstawie lokalnych komunikatów radiowych miejsce potencjalnie bezpieczne dla ocalonych. Dla statku tych rozmiarów szybkie przemieszczenie się z jednego krańca miasta na drugi nie stanowiło problemu. Centrum dowodzenia niebawem zaroiło się od trutni, które sprawnie naprowadziły okręt na koordynaty lotniska położonego poza obszarem miejskim. N'yota mogła jedynie mieć nadzieję, że jej próba lądowania nie zostanie odczytana jako atak, tym bardziej, że jedyną formą komunikacji, jaką miała na podorędziu, był kolejny tekstowy komunikat, nadany bezpośrednio do kontroli lotów.
"Przybywamy w pokoju. Mamy na pokładzie rannych Terran. Potrzebna pomoc. Prosimy o pozwolenie na lądowanie."
Niezależnie od tego czy komunikat spotkał się z pozytywnym (bądź jakimkolwiek) odzewem, trutnie namierzyły możliwie jak najbardziej odosobniony fragment lądowiska i delikatnie posadziły na nim okręt. Było to ryzykowne, zważywszy na niepewną reakcję Ziemian, statek mógł jednak wytrzymać bezpośredni ostrzał na tyle długo, by ponownie uruchomić silniki i odlecieć poza zasięg ognia. Jeśli jednak atak nie nastąpił, klapa załadunkowa opuściła się ze zgrzytem, a drzwi hangaru otworzyły, wpuszczając do wnętrza światło dnia. Rój pozostał w ukryciu, czekając aż sami pasażerowie lub obsługa naziemna lotniska zajmie się wyładunkiem rannych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

Drax

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Sob Gru 22, 2018 7:03 pm

Niespodziewany manewr ze stron robota umocnił wojownika w przekonaniu, że wreszcie trafił na przeciwnika, który zmusi go do nieco większego niż dotychczas wysiłku. Zwłaszcza pod względem czysto taktycznym. Drax przyjął ten fakt z typowym dla siebie uwielbieniem. Ktoś obcy mógłby pomyśleć, iż jest zbyt pewny siebie i swoich umiejętności, lecz każdy kto miał możliwość z nim podróżować nawet rzez krótką chwilę wiedziałby, że niewielu jest zdolniejszych wojów od Niszczyciela i nie łatwo jest go przestraszyć, a tym bardziej pokonać.
Wojownik założył, iż chmura gazu ograniczyła widoczność nie tylko jemu, ale i znajdującym się w jej zasięgu sentinelom. Założenie może to i błędne, bo maszyny posiadały przecież pewnie masę innych sensorów, które pozwalają na śledzenie ruchu i tak dalej. Była to też jednak koncepcja prosta do sprawdzenia. Tak czy siak, Drax nie zamierzał odpuszczać olbrzymiemu robotowi. Musi tylko znaleźć sposób, by dostać się do najbardziej wrażliwych elementów konstrukcji, a ze względu na jego wzrost wcale nie będzie to proste, ale nie niemożliwe. Wpierw powinien dostać się w pobliże nóg maszyny. Stamtąd będzie szukał drogi wyżej. Może znajdzie sposób, by wspiąć się po robocie z poziomu podłoża, albo wskoczyć na jakiś bardziej dogodny punkt z sąsiedniego budynku, albo sprowadzić wroga nieco bardziej do swojego poziomu. Po drodze postara się unikać walki z mniejszymi sentinelami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Wto Sty 01, 2019 5:17 pm

Dopiero gdy zgromadzeni w ładowni ludzie zostali pozostawieni samym sobie zaczęli przejawiać pierwsze oznaki instynktu samozachowawczego. Widocznie obecność kosmicznych stworów powstrzymywała wolontariuszy przed zakrzyknięciem:
-Jestem lekarzem! Czy ktoś potrzebuje pomocy?
Podniosło się więcej takich głosów i wszystko wskazywało na to że terranie wykazują jednak jakiś rodzaj szczątkowego instynktu stadnego.
Tak blisko powłoki ziemskiej statek kolonizacyjny nie mógł rozwinąć prędkości kosmicznych, tak więc musiał poruszać się napędem planetarnym. Tak czy siak podróż potrwa zaledwie krótką chwilkę. Mniej więcej tyle, ile służby lotniska miałyby na odebranie i przeanalizowanie wiadomości.
Większym problemem niż to jak władze odbiorą komunikat było to iż statek pełen ludności cywilnej z kilku centralnych dzielnic Nowego Orleanu był bardzo interesujący dla wielu Sentineli. Gdy statek ruszył z miejsca ostrzał robotów wcale się nie zakończył. Wręcz przeciwnie, roboty zaczęły odrywać się od ziemi i podążać za nim wciąż prowadząc ostrzał. Istniało więc spore zagrożenie nawet nie dla samego okrętu N'yoty, co strefy uchodźców do której się właśnie udawała.

W tym czasie Drax toczył walkę z pierwszym potencjalnie godnym siebie przeciwnikiem. Nie było pewne czy Sentinel ograniczył sobie pole widzenia tak samo jak wojownikowi, lecz każda akcja była lepsza od stania w miejscu. Pomimo uczucia osłabienia wojownik i tak bez trudności wparował przez ścianę do jednego z domostw między nim a kolosem. Wewnątrz również znajdował się gaz, ale mimo tego rozeznanie się w rozkładzie budynku nie było niczym trudnym. Drax mógł spokojnie dostać się na piętro, gdzie z jednego z balkonów miałby łatwy dostęp do swojego przeciwnika.
Po drodze czekała go jednak niespodzianka. Pomieszczenie, przez które miał zamiar przebiec wyglądało na kwaterę sypialnianą, a na wielkim łóżku spoczywała trójka ludzi, bez wątpienia obezwładnionych przez gaz. Mężczyzna i dwie kobiety. Starsza i młodsza. Prawdopodobnie należeli do jednej rodziny, sądząc po tym jak blisko siebie leżeli.
Drax mógł ich zignorować i skoczyć na swego wroga, którego widać było z okien pomieszczenia, lub starać się pomóc rodzinie. Decyzję ponaglał strop, który nagle zaczął się trząść i kruszeć. Widocznie wojownik niechcący sprowadził na nich zagrożenie swoją obecnością. Może udałoby się im spokojnie przeczekać inwazję, gdyby przypadek nie kazał Draxowi walczyć z Sentinelami akurat na ich przecznicy, akurat w ich domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

Drax

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   Pią Sty 18, 2019 1:46 pm

Niemal natychmiast podjął decyzję i na nieszczęście dla mieszkańców budynku nie uwzględniała ona udzielenia im ratunku.  Quill czy Gamora pewnie by go za to zganili, lecz żadnego z nich nie było teraz przy nim i jeśli wszystko pójdzie dobrze, to później także się o tym nie dowiedzą. Zresztą i tak nie miało to większego znaczenia. Wciąż podtrzymywał chęć przynajmniej tymczasowego opuszczenia drużyny i działania na własną rękę. Można powiedzieć, że to był pierwszy krok ku rzeczonej samodzielności. Skupił się więc na jak najszybszym pokonaniu drogi dzielącej go od wychodzących wprost na maszynę okien i oddaniu skoku, który umożliwił by mu doskoczenie do przeciwnika. Nie będzie to łatwe, lecz na pewno nie zamierzał czekać aż budynek zwali mu się na głowę. Oby tylko było stąd na tyle wysoko, by mógł znaleźć jakiś dobry punkt zaczepienia, od którego mógłby zacząć wędrówkę po robocie. Będzie miał tylko krótką chwilę, by go zauważyć już w locie. Jeśli z jakiegoś powodu minie się z celem, znajdzie inny sposób. Drax był zawzięty i żadne trudności nie sprawią, że odpuści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice Nowego Orleanu   

Powrót do góry Go down
 
Ulice Nowego Orleanu
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Orlean-
Skocz do: