Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Część medyczna

Go down 
AutorWiadomość
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 107
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Część medyczna   Pon Kwi 09, 2018 1:08 pm

Zdjęcia:
 
Część medyczna to po prostu szpital. Niewielki lecz wypasiony szpital. Z najnowszym sprzętem medycznym, wygodnymi łóżkami, telewizorem w każdej sali, których było dziesięć. Naukowcy byli w stanie zapewnić najlepszą opiekę medyczną. Wielu z pracowników A.I.M. posiadało wykształcenie lekarskie i to oni zajmowali się rannymi swojej grupy. Za głównym wejściem do tej części znajdowała się sporych rozmiarów recepcja.  Poza tym był tu również oddział rehabilitacyjny z salami do masażu czy basenem na wodną terapię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Pon Kwi 09, 2018 3:00 pm

Zgarnięty przez swoich ludzi Roberto przetransportowany został prosto do jednej z głównych baz A.I.M. - tej na wyspie. Najpierw wylądował na stole operacyjnym, a dopiero później został przeniesiony do jednej z sal, ale ani tego pierwszego, ani drugiego tak czy siak nie mógłby pamiętać, gdyż był w tym czasie nieprzytomny.
Mężczyzna otrzymywał środki przeciwbólowe, a jego klatka piersiowa potraktowana została bandażami, wliczając w to uciskowe, lecz nie tylko. Z zewnątrz jego obrażenia nie wyglądały bardzo poważnie; z tyłu trochę się poobijał, z przodu - na klatce piersiowej - posiadał ślady oparzeń, ale drugiego stopnia i to typu A... Te obrażenia powinny zniknąć w jakieś dziesięć dni, a może nawet szybciej, bo w końcu mutanci na ogół dochodzili do siebie w tempie nieco wyższym od zwykłych ludzi - czynnik regenerujący czy nie. Dodatkowo maści powinny przyspieszyć ten proces.
Gorzej wyglądała sytuacja w środku. Dwa z górnych żeber uległy złamaniu, a choć na szczęście nie były to takie leżące obok siebie, to oba wypadały po prawej stronie klatki piersiowej mężczyzny. Na tej wysokości utrudniały oddychanie, choć z drugiej strony przynajmniej nie uszkodziły płuca, więc zawsze mogło być gorzej. Operacja pozwoliła powstrzymać krwotok z pękniętych naczyń krwionośnych, krew została usunięta z nieodpowiednich miejsc - sytuacja wyglądała na względnie opanowaną.
Najgorszy problem po przebudzeniu się powinien stanowić ból, zarówno ten spowodowany zabiegiem, jak i - przede wszystkim - złamanymi żebrami. Przy dotyku i przy nabieraniu powietrza był ostrzejszy i silniejszy, tak samo przy kaszlu, do którego zresztą stan ten pobudzał. Oddychanie także przychodziło z większym trudem, głównie właśnie przez ból.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 107
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Wto Kwi 24, 2018 11:50 am

Ostatnie co Roberto dobrze pamiętał to promień Sentinela wycelowany prosto w niego. I ból z tym związany. Później jeszcze przez chwilę był świadom tego, co się w okół niego dzieje choć bardziej czuł niż widział. Na przykład czuł zderzenie ze ścianą, które nie należało do przyjemnych wrażeń. Przez głowę przemknęła mu myśl, że chyba coś mu pękło. W całej tej sytuacji odnalazł jeden plus. Robot na chwilę się skoncentrował na nim, a to dało reszcie osób chwilę na oddalenie się. To, że oberwał nie było w tej chwili ważne. Najważniejsze, że prezydent mógł się oddalić, w towarzystwie swoich ochroniarzy. Miał przy sobie tą blondynkę z mocami, ona powinna być w stanie go ochronić.
Jak przez mgłę dotarło do niego, że ktoś go podnosi. Jego ludzie zapewne. Jak zwykle na czas. No, może chwilkę za późno, ale jasnowidzami nie byli. Przez jego twarz przemknął lekki uśmiech nim Latynos odpłynął do krainy nieświadomości.
Kiedy zaczął odzyskiwać świadomość, w pierwszej kolejności pojawił się słuch. Zaczął słyszeć jakieś pikanie. Prawie jak te urządzenia do monitorowania ciśnienia. Pulsu. Czegokolwiek. Nie znał się na tym. Powoli ciemność zaczęła się ulatniać i mógł się zorientować, że na pewno jest dzień. Zamrugał dwa razy nim w końcu otworzył oczy. Obraz w pierwszej chwili był rozmyty, ale po kilku sekundach mógł zobaczyć dokładniej, gdzie się znajduje. Biały sufit, ściana. Przed nim telewizor. Chyba telewizor, nie był pewien. I to ciągłe pikanie. Obrócił lekko głowę w bok, by zobaczyć, że faktycznie to było to urządzenie, o którym wcześniej pomyślał. Poza urządzeniem zobaczył też jednego z minionków. Ten zaraz uniósł głowę. Zapewne gdyby nie kostium to ich spojrzenia by się spotkały, a chłopak ujrzałby uśmiech swojego podwładnego. - Dzień dobry, szefie. Dobrze się spało? - zapytał mężczyzna uprzejmie. Zaraz też odwrócił głowę w stronę jednego z monitorów i coś zanotował w swoim notesie.
- Nie jestem pewien, ale dzięki, że pytasz, Ethan. - odpowiedział, zaraz też marszcząc nos kiedy kolejny zmysł zaczął mu w pełni działać. - Śmierdzę jakąś maścią. - stwierdził z niezadowoleniem i westchnął głęboko. Co momentalnie wywołało skrzywienie na jego twarzy, gdy poczuł nieprzyjemny ból. To przekonało go do tego, by odwrócić spojrzenie od naukowca i spojrzeć na siebie. Bandaże nie wróżyły niczego dobrego. Podobnie jak ten ból, który teraz w pełni do niego docierał.
Oparł głowę o poduszkę i odruchowo westchnął, co spowodowało kolejną falę bólu. - Sugeruję oddychać spokojnie. Ma szef złamane dwa żebra, będzie boleć przy głębszych oddechach. - Naukowiec ponownie się odezwał, widząc co robi Bobby. Sunspot uśmiechnął się lekko pod nosem. Tak, zdążył zauważyć, że boli przy oddychaniu. Złamane żebra, huh? Niefajnie. Próbował sobie przypomnieć, czy już kiedyś coś takiego mu się zdarzyło, ale nic mu nie przychodziło do głowy.
- Jak długo byłem nieprzytomny? - Zapytał, nie otwierając oczu i starając się oddychać powoli. Ciekaw był jak wygląda obecnie sytuacja z Sentinelami. Czy dalej pustoszyły miasto czy może jednak sytuacja została już opanowana. - Dwie godziny. Operację przeprowadziliśmy natychmiast, więc więcej czasu szef po prostu spał. Bycie mutantem też miało wpływ na szybsze wybudzenie się. Liczyliśmy, że tak ze dwie kolejne godziny szef jeszcze sobie pośpi. Przy okazji. Sytuacja z robotami jest w sporej części opanowana. - Tym razem minionek pozwolił sobie na nieco dłuższy monolog, tłumacząc Roberto sytuację. Chłopak nie zadawał więcej pytań, więc chyba był zadowolony z takiej odpowiedzi. Po kilku kolejnych minutach Latynos usłyszał kroki, a następnie otwarcie i zamknięcie drzwi. Został sam ze sobą w sali. Mógł odpoczywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Nie Lip 08, 2018 5:26 pm

Cannonball nie był pewien ile czasu spędził krążąc nad i po mieście, szukając skupisk robotów, w które mógłby uderzyć. Za każdym razem starał się wybierać takie, w których bezpośrednim otoczeniu nie znajdowali się ludzie - bo w końcu nie chciałby nikomu zrobić krzywdy na przykład przez przewrócenie nań Sentinela albo przez trafienie kogoś jego strąconą głową... A głównie taką strategię stosował. Przylatywał rozpędzony, uderzał w łeb maszyny lub paru, w razie konieczności zakręcał, aby powtórzyć ten manewr - a potem ruszał już dalej, rozglądając się za nowymi przeciwnikami. Okazało się, że walka z nimi nie była aż tak trudna, gdy trafiało się na nich w odpowiednich okolicznościach... I można sobie było pozwolić na zadawanie fizycznych obrażeń.
Mogła minąć godzina. Mogło też więcej. Prawdę mówiąc mężczyzna nie liczył upływu czasu, a nie wiedział o jakiej dokładnie porze opuścił swoją pierwszą lokację, więc teraz nie mógł już tego sprawdzić... To znaczy, mógłby oczywiście spytać nerdziki, gdyż one na pewno miały wszystko zapisane, ale w gruncie rzeczy ta kwestia nie była dla niego aż tak istotna, by tracić na nią oddech. Najważniejsze, że w którymś momencie blondyn - z powodu braku celów - zmuszony był skierować się wgłąb miasta, gdzie natykał się już na minionki. W dalszym ciągu udzielał się tam, gdzie tylko miał okazję, jednocześnie zataczając sporych rozmiarów i nieregularny okrąg, po którym znów skierował się w stronę oceanu.
Miasto zaczynało wyglądać trochę lepiej. A.I.M. miało w końcu do dyspozycji wielu ludzi i chyba jeszcze więcej sprzętu, a Sam nawet rozpoznawał niektóre stosowane urządzenia. Niektóre z nich były testowane na jego polu siłowym, więc zapoznał się z nimi dość blisko... Tak czy siak, mężczyzna doszedł w końcu do wniosku, że resztę mógł już zostawić w rękach nerdzików, agentów oraz wszelkich innych osób, które im pomagały - i wreszcie oddalić się ku wyspie. Nie zamierzał zdejmować kostiumu, więc w razie zaistnienia takiej konieczności powinien być w stanie w mgnieniu oka wrócić do Los Angeles, ale jeżeli - przy odrobinie szczęścia - nie będzie tam już potrzebny... To naprawdę chciał dołączyć do Berto. I może przy okazji trochę odpocząć.
Przelot zajął mu zaledwie moment. Wysoko w powietrzu mógł sobie pozwolić na sporą prędkość, nawet jeżeli nie na swoją maksymalną... Choć bliską niej. Mimo wszystko był już zmęczony. Domyślał się gdzie powinien szukać przyjaciela, dlatego tuż przed wyspą gwałtownie zwolnił, pozwalając swojej barierze wchłonąć negatywne efekty takiego posunięcia, a następnie - już w o wiele mniejszym tempie - zniżył się do gromady budynków mieszkalnych i medycznych w południowej części wyspy A.I.M. Wylądował idealnie przed wejściem do szpitala, a po wkroczeniu do środka tak naprawdę nie musiał nawet o nic pytać. Od razu otrzymał informację gdzie powinien się udać... I nic dziwnego, w końcu nerdziki już od jakiegoś czasu próbowały go tutaj ściągnąć, a powstrzymywało go jedynie poczucie obowiązku w stosunku do mieszkańców Los Angeles.
By skrócić sobie trochę drogę, Cannonball nawet we wnętrzu szpitala pozwolił sobie odbyć krótki i dla bezpieczeństwa zdecydowanie wolniejszy lot - przy otwartej przestrzeni przenosząc się bezpośrednio na wyższy poziom, by nie tracić czasu na korzystanie ze schodów. Dalej już na piechotę ruszył do pokoju o podanym mu numerze, po drodze spoglądając na kolejne mijane drzwi, aż wreszcie dotarł do tych właściwych. Na wszelki wypadek zapukał w ramach uprzedzenia, a dopiero później je otworzył i zajrzał do środka.
Nawet jeżeli zdążył się na to psychicznie przygotować, widok Bobby'ego w szpitalnym łóżku nie był przyjemny - lecz pierwsze ukłucie niepokoju szybko ustąpiło miejsca uldze, gdy tylko Sam zorientował się, że jego przyjaciel najwyraźniej rzeczywiście nie był wcale w takim złym stanie. Może i blondyn nie należał do grona ekspertów, ale podejrzewał, że w przeciwnym wypadku w pobliżu przebywałoby więcej sprzętu medycznego i przede wszystkim wykwalifikowanego personelu. Minionki wielbiły Berto. W razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa na pewno by go nie odstąpiły. A więc... Miały rację. W porządku.
Teraz już bez takiego pospiechu, Guthrie wkroczył do wnętrza pomieszczenia i cicho przymknął za sobą drzwi. Powoli zbliżył się do łóżka Bobby'ego, przez większość tego czasu utrzymując spojrzenie na jego twarzy - pomijając jeden moment, gdy zerknął na ekran maszyny monitorującej jego stan. Właściwie był to odruch, po którego wykonaniu znów skupił się na obliczu przyjaciela. Najchętniej przysiadłby obok niego na łóżku, ale nie chciał go zbudzić, jeżeli spał, a na to właśnie wyglądało... Ani tym bardziej sprawić mu bólu ugięciem materaca.
- Bobby? - spytał niezbyt głośno, ale też nie szeptem. W końcu chciał zostać usłyszany... Po prostu uważał na to, aby nie przesadzić i nie wyrwać Berto ze snu, jeśli faktycznie był w nim pogrążony. Wstrzymywał się jeszcze z ruszeniem po krzesło, gdyż najpierw chciał upewnić się w tej kwestii... I przekonać się o tym, jak cicho powinien się zachowywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 107
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Nie Lip 08, 2018 7:11 pm

Cieszył się, że pracownicy A.I.M. uwielbiają go. Uwielbienie wiązało się z wiernością. Wiedział, że są mu wierni i zrobią dla niego wszystko. Nie zdradzą go, nie postanowią nagle go uwięzić i wziąć się znowu za podbijanie świata. Jednak zdecydowanie czasem potrafili przekroczyć granice normalnego zachowania. Jak teraz kiedy co chwila któryś przychodził do niego, by spytać, jak się czuje, sprawdzić maszyny monitorujące, zmierzyć mu gorączkę czy przynieść leki przeciwbólowe. Roberto czuł się jak dziecko pod okiem nazbyt troskliwej mamy. Wielu mam. Oszaleć można. Na szczęście raz zdarzyło mu się przysnąć, więc miał trochę spokoju. Obudził się w miarę szybko po operacji, ale ciągle czuł się nie do końca obudzony, a przez to ciągłe pojawianie się kolejnych minionków tylko go irytowało coraz bardziej.
Zapewne dlatego tym razem Latynos postanowił nie reagować na kolejne pukanie do drzwi i cichy skrzyp kiedy te zostały otwarte. Może jeśli będzie udawał, że śpi to kolny gość szybko się uwinie i zaraz sobie pójdzie. Zerknie na aparaturę, zostawi tabletkę na stoliku i wyjdzie bez słowa. Taką właśnie miał nadzieję chłopak. Nasłuchiwał kroków i ruchów osoby, nie ruszając się nawet odrobinę.
Wystarczyło jednak, że usłyszał swoje imię wypowiedzianym jedynym głosem, który naprawdę chętnie by usłyszał, by otworzyć szybko oczy i spojrzeć na przyjaciela. Zaraz się uśmiechnął na widok Samuela.
- Sam. Jak dobrze, że to ty, a nie kolejny pszczelarz. - odezwał się na początek, podciągając się wyżej na łóżku bardziej do pozycji siedzącej. To wymagało napięcia mięśni, a co za tym idzie, wywołało lekki ból. Berto nieznacznie się skrzywił i oparł się o poduszkę, układając ręce na kołdrze i odsuwając nogi w bok, by zrobić miejsce dla blondyna.
- Siadaj i opowiadaj co słychać. Bo co u mnie to pewnie już wiesz od nerdzików. - poklepał dłonią kołdrę, nie odrywając spojrzenia od przystojnej twarzy Cannonballa. Miło było wreszcie go zobaczyć po... Iluś tam godzinach. Nie był pewien, która jest teraz, ale pewnie pół dnia się nie widzieli. Co najmniej.
Sunspot zdawał sobie sprawę, że Samuel zasypie go pytaniami na temat jego stanu zdrowi i tego, jak się wpakował w to bagno. Wiedział, że blondyn też jest nadopiekuńczy. W tym przypadku to mu nie przeszkadzało. Lubił kiedy ta jedna konkretna osoba poświęcała mu swoją uwagę. Wolał jednak trochę poodwlekać to w czasie i najpierw samemu wypytać przyjaciela o sytuację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Nie Lip 08, 2018 10:12 pm

Kiedy Bobby praktycznie natychmiast otworzył oczy, gdy - zaraz później - obdarzył go już uśmiechem, całą postawę Sama opuściło napięcie, z którego obecności tak naprawdę nawet nie zdawał sobie sprawy. Mężczyzna westchnął płytko i bezgłośnie, ale z wyraźną ulgą, a następnie także i na jego ustach zawitał uśmiech, wywołany słowami przyjaciela. Wyglądało na to, że nerdziki nie dawały mu spokoju... Z jednej strony powinien wypoczywać, ale z drugiej to chyba dobrze, że aż tak się o niego troszczyły. Odrobina irytacji to nic takiego, jeżeli stanowiła cenę za stabilne dochodzenie do zdrowia.
Uśmiech blondyna odrobinę przygasł, gdy Berto zaczął się podnosić i zauważalnie się przy tym skrzywił. Czoło Sama na moment lekko się zmarszczyło, lecz zaraz potem zmusił się do tego, aby ponownie je wygładzić, nie chcąc dokładać się do stresów przyjaciela. Oczywiście, że się o niego martwił - i to bardzo, bezustannie i niezmiennie od chwili, gdy tylko usłyszał od minionków, że coś mu się stało... Ale wbrew pozorom wiedział też, że Bobby, choć zazwyczaj niesamowicie łasy na zainteresowanie, na ogół nie lubił był zagłaskiwany. Duma mu nie pozwalała. To właśnie z tego względu Guthrie pilnował się, aby nie przesadzić i go tym nie przytłoczyć.
- Mniej więcej wiem. Nie podali mi zbyt wielu szczegółów, ale zapewniali, że w pełni dojdziesz do siebie, a to najważniejsze - przyznał na początek, mimo wszystko ostrożnie zajmując miejsce na łóżku po lewej stronie Berto i zerkając na jego twarz w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak bólu czy niewygody. Dopiero kiedy ich nie znalazł, zdecydował się kontynuować... Bo w końcu przyjaciel zadał mu pytanie. W pewnym sensie, bo dokładniej kazał mu streścić sytuację... Ale wychodziło na jedno i to samo.
- Póki co robotami zajmują się nasi, S.H.I.E.L.D., bohaterowie indywidualni i drużynowi... I tak naprawdę każdy zdolny do walki, nawet przypadkowi mutanci. Już jakiś czas temu Emma doniosła, że Avengers namierzyli źródło problemu i starają się coś z nim zrobić, ale od tamtego komunikatu panuje cisza - wyjaśnił, umyślnie omijając swoją rolę w starciach. Bobby na pewno wiedział, że brał w nich udział, ale w tej chwili szczegóły zwyczajnie nie były na tyle istotne, aby go nimi męczyć. Potem dokładniej omówią całą tę inwazję i zastanowią się jak reagować przy podobnych, aby osiągnąć większą skuteczność. Ale... To mogło poczekać. Przynajmniej do jutra - albo dłużej, jeżeli Cannonball postawi na swoim.
- Z istotniejszych spraw... Instytut jest bezpieczny, roboty w ogóle się nim nie zainteresowały. Może ze względu na te bransolety, ale obstawiam, że to po prostu zbyt małe skupisko ludności. Ataki skoncentrowały się na tych największych miastach. Teraz wydają się być względnie pod kontrolą - dodał, jednocześnie delikatnie przebiegając palcami wzdłuż nadgarstka lewej ręki przyjaciela, nim ujął jego dłoń we własną. Nie miał złudzeń, robił to tak samo dla Berto, jak i dla siebie. Potrzebował kontaktu fizycznego, aby przekonać się, że naprawdę wszystko było w porządku.
Szczerze powiedziawszy Sam nie miał teraz najmniejszej ochoty kontynuować tematu Sentineli. Domyślał się, że pewnie powinni to robić - że może udałoby im się jeszcze ustalić coś przydatnego, gdyby dobrze się nad tym zastanowili. A nuż przysłużyliby się sprawie? Tyle że czuł się zmęczony, fizycznie i przede wszystkim psychicznie, jego ciało nie schodziło ze stanu gotowości na wypadek, gdyby rzeczywiście czekał go kolejny wylot do LA albo w inne miejsce... I chciał po prostu spędzić trochę czasu z jedynym członkiem swojej rodziny, do którego posiadał w tej chwili dostęp. Potrzebował tego dla uzyskania emocjonalnego komfortu - oraz spokoju.
Mimo to póki co nie zmieniał toru dyskusji. Najpierw chciał poznać reakcję Bobby'ego... A potem może trochę go przepytać. Bo wbrew pozorom wcale nie zapomniał o tym, że przyjaciel najwyraźniej go oszukał - technicznie rzecz biorąc chyba nawet więcej niż raz. Chwilowo miał inne priorytety, ale nie zamierzał mu tak łatwo odpuścić - i wiedział, że wyciągnie od niego porządne wyjaśnienia. W ten czy inny sposób. Tylko... Może za moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 107
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Nie Lip 08, 2018 10:58 pm

- Mówisz? Ja co jakiś czas odnoszę wrażenie, że jednak umieram. Ale naukowcy na pewno by się nie pomylili, więc musimy im zaufać. Chyba, że cię okłamują dla uspokojenia nerwów. - Oczywiście było to mega nieprawdopodobne, by nerdziki okłamywały Sama w tak ważnej sprawie. Z jednej strony niby byłoby to uspokajanie, ale z drugiej blondyn powinien znać prawdę i wiedzieć, jak wygląda sytuacja ze zdrowiem Roberto. Chłopak po prostu sobie żartował, nawet jeśli nie były to zbyt śmieszne żarty. Chciał jednak nieco rozluźnić atmosferę, nawet jeśli trochę nieudolnie.
W końcu Samuel usiadł i zaczął mu zdawać relację z sytuacji z Sentinelami. Nie był zaskoczony, że wszyscy wzięli się do walki z nimi. Zwłaszcza, że najwidoczniej roboty nie atakowały tylko mutantów, a wszystkich. Ważną i do tego dobrą informacją był fakt, że Avengersi zajmowali się właśnie zduszeniem problemu w zarodku. Oby udało im się jak najszybciej doprowadzić do końca tej inwazji. No i fakt, że Instytut był bezpieczny również pozwalał odczuć sporą ulgę. Dzieciaki były bezpieczne. Domyślał się też bez problemu, że Cannonball do tej pory na pewno się nie obijał tylko brał udział w walkach, pomagając innym bohaterom czy po prostu osobom walczącym. Na szczęście nie było widać po nim, by cokolwiek mu się stało. Ze swoją barierą był bezpieczny. Widać jednak było, że na pewno był trochę zmęczony. Temu również się nie dziwił.
- Na największych miastach. Szczęście w nieszczęściu, że tam zawsze jest najwięcej bohaterów. Dostanie się w jakieś mniej znane miejsca na pewno zajęłoby trochę czasu. - stwierdził, przy okazji zaraz rozglądając się na boki, ale nigdzie nie dojrzał swojego laptopa czy tabletu. Minionki widocznie upewniły się, że będzie odpoczywał zamiast pracować i nie dały żadnego sprzętu. Nawet telewizor miał odłączony. To akurat wiedział, bo już wcześniej próbował go włączyć. Pewnie byłby go w stanie włączyć, gdyby przy nim pogrzebał, ale szczerze mówiąc nie miał ochoty ani sił wstawać z łóżka już teraz. Nie dla takiej bzdury.
Jego uwaga i myśli szybko zostały odciągnięte od sprzętu elektronicznego kiedy poczuł dotyk na swoim nadgarstku. Spojrzał w to miejsce akurat kiedy Sam przesunął palce dalej i złapał go za dłoń. Na ustach Latynosa pojawił się ciepły uśmiech i odwzajemnił uścisk, kierując teraz już spojrzenie na twarz przyjaciela. Bardzo miał ochotę teraz po prostu pociągnąć chłopaka w dół do siebie za tą dłoń i przytulić go, ale powstrzymał się przed tym. Głównie przez świadomość, że to by go bardzo zabolało. Musiał jak najbardziej ograniczać ruchy. Pozostawało więc robić sobie nadzieję, że może później Cannonball sam zdecyduje się na coś takiego.
- Mam nadzieję, że nasi pszczelarze nie ociągali się za bardzo ze wsparciem? - przymknął oczy i westchnął. - Wstyd, że nie mogłem pomóc. Że tak szybko zostałem znokautowany. I jeszcze te żebra. Oszaleję z nudów, naukowcy na nic mi nie pozwalają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Wto Lip 10, 2018 10:09 pm

Ten "żart" o umieraniu sprawił, że Sam natychmiast posłał przyjacielowi długie spojrzenie spod lekko uniesionej brwi, wyraźnie świadczące o tym, że ten tekst wcale go nie rozbawił. Mimo to nie zamierzał nawet upominać Berto na głos. Przyzwyczaił się do takich uwag i wiedział, że nie warto było o nich dyskutować. No i... Przynajmniej one również świadczyły o tym, że Bobby nie czuł się aż tak źle - skoro miał jeszcze siłę żartować. To samo w sobie wystarczyło, aby blondyn mu wybaczył.
Mężczyzna wolał więc skupić się na szybkim streszczeniu obecnej sytuacji, aby mieć to już z głowy. Wiedział, że by się z tego teraz nie wykręcił, dlatego ograniczył się do próby przeprowadzenia tej dyskusji jak najprędzej. Kiedy skończył opowiadać, a Berto wyraził swoją opinię, Guthrie odruchowo kiwnął głową. Co prawda z drugiej strony można by było stwierdzić, że w takich mniej znanych miejscach pewnie nie mieliby aż tylu ofiar - bo roboty natknęłyby się po prostu na mniejszą liczbę osób... Ale Sam również wolał obecne okoliczności. Przynajmniej dawały im szansę na natychmiastowe podjęcie działania.
Spojrzenie blondyna na moment powędrowało za wzrokiem Berto, gdy ten zaczął się rozglądać, lecz szybko powróciło na twarz Latynosa. Nie był pewien czego szukał jego przyjaciel, choć prawdę mówiąc trochę się tego domyślał... I jeżeli miał rację, to na pewno nie zamierzał mu ułatwiać sprawy. Być może gdyby sam zapytał - i zrobił to wyjątkowo przymilnie... Ale póki co się na to nie zanosiło. I dobrze. Praca mogła zaczekać.
- Jeżeli cię to pocieszy, od teraz cię przejmuję. I to ja nie będę ci na nic pozwalał - ton jego głosu wcale nie wskazywał na to, że faktycznie starał się podnieść przyjaciela na duchu. Prędzej się z nim droczył... Ale tak naprawdę tylko po części żartował. Oczywiście nie mógł wziąć go całkowicie pod swoją opiekę, bo przede wszystkim nie posiadał żadnego wykształcenia medycznego, tylko trochę praktyki - nabytej z konieczności w trakcie różnego rodzaju akcji oraz bezpośrednio po nich. No i... Nie planował być do przesady surowy, jedynie trochę tym straszył. Ale z drugiej strony rzeczywiście nie zamierzał odstępować go ani na krok, pomijając najpilniejsze sytuacje, a wbrew pozorom potrafił być równie uparty co Bobby, nawet jeżeli zwykle mu ustępował.
Korzystając z tego, że Berto zamknął oczy, Sam poświęcił krótką chwilę na przyglądanie się jego twarzy. Powoli przesuwał spojrzeniem po jej rysach... I prawdę mówiąc nie mógł się zebrać w sobie, żeby zakłócić przyjacielowi odpoczynek tematem jego kłamstwa. Czuł, że powinien. Coś nie pozwalało mu z tego zrezygnować - to głębokie przeświadczenie, że nigdy nie powinni się wzajemnie oszukiwać, niezależnie w jakiej sprawie... Ale z kolei inny, równie silny głos przekonywał go, że w tym momencie Bobby potrzebował przede wszystkim wytchnienia.
- A tak na poważnie, jak się czujesz? - spytał, teraz już nieco ciszej, a zarazem nieświadomie obniżając trochę głos. Jednocześnie wolną rękę powoli uniósł do twarzy Roberto i zgarnął z jego czoła kilka kosmyków włosów. Przeciągnął ten gest przez ostrożnie dotknięcie zewnętrzną stroną dłoni jego policzka, częściowo go w ten sposób głaszcząc, ale głównie sprawdzając temperaturę skóry. Podejrzewał, że jego przyjaciel był pewnie na jakichś lekach przeciwbólowych, a po ich odstawieniu będzie gorzej... Ale chciał wstępnie zorientować się w sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 107
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Sro Lip 11, 2018 8:12 pm

Kiedy Samuel się odezwał, Berto otworzył oczy, by spojrzeć na niego. Przejechał wzrokiem po nim, od czubka głowy aż po pas, nie przechylając się już niżej, by spojrzeć na nogi. W końcu i tak robił to tylko dla żartów. Popisywał się, chcąc cały czas utrzymać ten luźny, lekko żartobliwy nastrój. Już wiedział, że w takich sytuacjach mógł sobie pozwolić na więcej dwuznaczności, a Samuel się ich nie domyślał lub nie zwracał na nie uwagi.
- Nie mam nic przeciwko tak ładnej pielęgniarce. - odparł w końcu z promiennym uśmiechem. Bardzo chętnie oddałby się pod opiekę przyjaciela. Blondyn nie miał nawet pojęcia, jak bardzo. Byłby milion razy lepszym opiekunem od nerdzików A.I.M. Dużo ciekawszym, przystojniejszym, lepszym. Jedynym minusem był fakt, że Cannonball niemal na sto procent byłby dużo surowszym opiekunem. Przymknął ponownie oczy, wzdychając, co wywołało lekkie skrzywienie na jego twarzy. Pewnie nie pozwoli mu pójść na żadne spotkanie przez najbliższe kilka dni. Laptop czy tablet? Mógł o nich zapomnieć na większość dnia. A na pewno na noc. Może właśnie w dzień będzie mógł popracować kilka godzin, a wieczorem punkt dwudziesta druga będzie tracił dostęp do maili, portali informacyjnych i całej reszty powiązanej z internetem.
Czuł na sobie spojrzenie Sama, zupełnie mu to nie przeszkadzało. Wiedział, że chłopak przygląda mu się, szukając jakichś oznak bólu czy innej niedogodności. A przynajmniej tak sądził. Mógł się mylić. Równie dobrze blondyn mógł na niego patrzeć ot tak, po prostu. Nie zamierzał jednak nijak komentować tego patrzenia na niego. Choć na pewno znalazłby jakiś żart o podziwianiu jego przystojnej twarzy.
Nim zdążył odpowiedzieć na pytanie Samuela, poczuł jego dłoń na swoim czole, co sprawiło, że otworzył oczy z lekkim zaskoczeniem i skierował spojrzenie do góry na palce chłopaka. Te przesunęły się w bok po odgarnięciu mu włosów z czoła i zatrzymały się na jego policzku. Nawet nie zastanawiając się nad tym co robi, przechylił głowę w bok, praktycznie przytulając się policzkiem do ręki przyjaciela i ponownie przymknął oczy, wyraźnie rozluźniony.
- Teraz o niebo lepiej. A tak na poważnie to poza bólem nic więcej mi nie dolega. Leki likwidują większość bólu, ale i tak go odczuwam przy głębszym wdechu lubmocniejszym napięciu mięśni. - Odpowiedział w końcu szczerze, nie przedłużając już żartów i odciągania uwagi od poważnych spraw. Wiedział kiedy należy przestać sobie żartować, a odpowiedzieć na poważnie. Nawet jeśli czasem zdarzało mu się z tym pomylić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Czw Lip 12, 2018 11:30 pm

Zgodnie z przewidywaniami Berto, Sam praktycznie zignorował ten żartobliwy - w jego mniemaniu - komplement dotyczący bycia ładną pielęgniarką. Można powiedzieć, że był już przyzwyczajony do podobnych tekstów ze strony przyjaciela... Nawet jeżeli w ostatnim czasie stawały się jakby śmielsze i bardziej bezpośrednie. Nie wspominając już o niedawnym pocałunku i powracającym motywie randki...
No dobrze, może w głębi ducha Guthrie zaczynał już momentami wątpić w to, że chodziło o zwykłe zgrywanie się, ale nie był pewien jak do tego podejść. Nie lubił kręcenia i podchodów. Z natury wolał stawiać sprawy jasno i szczerze - a jednak zapytanie przyjaciela wprost czy próbował go podrywać jakoś nie mieściło się w jego planach na najbliższą przyszłość. Jeżeli odpowiedź byłaby przecząca, zrobiłoby się... Delikatnie mówiąc, niezręcznie.
Na szczęście ta kwestia tym bardziej mogła poczekać. Kto wie, być może w ten czy inny sposób rozwiąże się nawet sama? Samowi mimo wszystko się nie spieszyło, szczególnie w tej chwili, gdy skupiał się na samopoczuciu Berto, a nie na motywach stojących za jego działaniami. Chociaż z drugiej strony... Zwyczajnie nie mógł znów nie doświadczyć gwałtownego przypływu pytań i wątpliwości, kiedy Bobby niemalże łasił się do jego dłoni.
Co nie oznaczało, że zamierzał ją cofnąć. Przeciwnie, jedynie ją obrócił, aby teraz już jej wnętrzem powoli gładzić policzek przyjaciela, wciąż ostrożnie, nawet jeżeli doskonale wiedział, że główne centrum bólu znajdowało się niżej, w klatce piersiowej Latynosa. Chyba był to z jego strony po prostu taki odruch. Mimo wszystko Sam zwykle był delikatny w kontaktach z bliskimi.
- Pewnie trochę na nich będziesz - skomentował w kwestii leków. Zdawał sobie sprawę z tego, że mutanci - nawet ci, którzy nie posiadali tak naprawdę czynnika regeneracyjnego - na ogół wracali do zdrowia trochę prędzej od zwykłych ludzi. Mimo to połamane kości tak czy siak potrzebowały czasu, aby się zrosnąć i tutaj ta drobna różnica w tempie rekonwalescencji niewiele już zmieniała. Ten brak aktywności pewnie będzie doprowadzał Berto do szału... Guthrie będzie musiał zorganizować mu jakąś rozrywkę. I może jednak przesunąć spotkanie z bratem na trochę później, aby móc poświęcić się opiece nad przyjacielem...
- Jak do tego doszło? Jak naprawdę do tego doszło? - spytał. Z jednej strony szczerze nie chciał męczyć przyjaciela tym tematem, z drugiej... Po prostu musiał przynajmniej wstępnie potwierdzić swoją teorię. Która teorią już właściwie nie była, bo pozyskane od nerdzików urywki informacji - oraz wcześniejsze wiadomości od samego Bobby'ego - pasowały do niej tak dobrze, że Sam miał już w zasadzie pewność odnośnie przebiegu wydarzeń. I bardzo mu się one nie podobały. Nie chciał się kłócić, nie w tym momencie, ale... Poczucie bycia oszukanym nie dawało mu spokoju, ciążyło mu w klatce piersiowej i nie pozwalało mu w spokoju cieszyć się tym, że w końcu miał okazję chwilę odpocząć przy Berto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 107
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Pią Lip 13, 2018 12:31 pm

Zdecydowanie wygodniej się zrobiło kiedy Sam obrócił dłoń. W ten sposób Berto mógł wtulić policzek w jej wnętrze, trzymając teraz już głowę cały czas przechyloną lekko w jedną stronę. Tak mógłby zasnąć, ale jednak szkoda byłoby zmarnować wspólny czas z blondynem na spanie. Chyba, że mówimy o innym rodzaju spania. Teraz jednak nie czas na takie myśli kiedy ledwo mógł się ruszać.
- Wiem, nie narzekam. Właściwie to dobrze, że je dostaję. Inaczej chyba nic bym nie mógł robić, nawet oddychać. - odparł na słowa przyjaciela odnośnie jego leków. Nerdziki dbały o to, by nie cierpiał za bardzo przez połamane żebra, on za to doskonale wiedział, że bez środków znieczulających się nie obędzie. Skoro nawet na nich odczuwał momentami ból, to co dopiero by było gdyby raz ich nie wziął.
Oczywiście w końcu Cannonball musiał zapytać o przyczynę jego stanu. Latynos wiedział, że prędzej czy później to nastąpi, ale zdecydowanie preferował opcję "później". Było tak przyjemnie i miło, a tu nagle trzeba było przejść to poważnych tematów. Samuel się zdenerwuje i cały nastrój pójdzie zniknie. W ogóle mu się to nie podobało, ale skoro już trzeba przez to teraz przebrnąć to najlepiej zrobić to jak najszybciej.
- Pamiętasz, jak ci mówiłem, że Rize może mi załatwić zaproszenie na konferencję? Spotkałem się z nią i wręczyła mi je osobiście. Głupio było odmówić, więc wybraliśmy się tam razem. Resztę wiesz już z radia, telewizji albo od naukowców. Nie mogłem się ujawnić przy ludziach i kamerach. - streścił całą sytuację krótko i zwięźle, nie chcąc bawić się w opisywanie szczegółów. Zresztą nie sądził, by opisanie wszystkiego dokładnie było takie istotne. Najwyżej blondyn go dopyta, a wtedy Berto opowie dokładniej co i jak. Póki co jednak podał najważniejsze informacje. Oberwał na konferencji.
Nigdy nie powiedział Samowi, że na sto procent się na nią nie wybierze. Mówił, że się zastanawia i wie, że to olbrzymie ryzyko. Po prostu nie poinformował go, jaką decyzję podjął. Nie chciał mu zawracać głowy czymś, co jego zdaniem nie było dla Samuela ważne. Podniósł wolną rękę i położył dłoń na dłoni, która głaskała go po policzku. W końcu otworzył oczy i spojrzał na Cannonballa, uśmiechając się w przepraszający sposób. Czuł jednak, że chłopak będzie na niego zły i tutaj jego urocze uśmiechy w niczym mu nie pomogą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 109
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Sob Lip 14, 2018 9:07 pm

Z tego wszystkiego Sam cieszył się, że Berto przynajmniej sam zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Chyba nie zapowiadało się na to, że w najbliższym czasie zrobi coś głupiego, jak na przykład zbyt szybko odstawi leki, twierdząc, że już ich nie potrzebował... Ale na wszelki wypadek blondyn chyba tak czy siak zamierzał to sprawdzać. W końcu nie zdziwiłby się, gdyby za parę dni Bobby nagle zmienił zdanie. Jego humorki bywały bardzo... Płynne. Pod pewnymi względami było to całkiem urocze i wręcz ujmujące, pod innymi jednak niepokojące.
Równie niepokojące wydawały się też być jego wyjaśnienia. Znowu ta Rize... A przecież sugerował przyjacielowi, aby najlepiej trzymał się od niej z daleka, bo na pewno prędzej czy później wpadnie przez nią w jakieś kłopoty. Nie posłuchał go i proszę, wylądował w szpitalu z połamanymi żebrami. Co prawda po drodze było jeszcze parę innych kroków i Guthrie w gruncie rzeczy to rozumiał, ale jego rozżalenie nie pozwalało mu jeszcze spojrzeć na sprawę bardziej obiektywnym okiem. Być może później, gdy się uspokoi...
Póki co bowiem mężczyzna był zirytowany, owszem, ale przede wszystkim czuł się urażony i oszukany, w dodatku przez kogoś, z czyjej strony się takiego potraktowania nie spodziewał. On dotrzymał swojej obietnicy, uprzedzał, że gdzieś się wybierał i coś robił - a Berto jego uwagi zignorował. To nie było miłe i blondyn miał wrażenie, że został w pewien sposób pominięty. Może i na papierze pracował dla Bobby'ego, może mu podlegał, ale tylko teoretycznie. W praktyce - jak do tej pory - byli bardziej równymi sobie partnerami... A teraz coś istotnego - i poważnego - zostało przed nim zatajone.
- Rozmawialiśmy o tym. Wiedziałeś co o tym sadzę. Mogłeś mi przynajmniej dać znać... A nie jeszcze dzisiaj kręcić, kiedy do ciebie napisałem. Bo tak, zatajanie prawdy to też kłamstwo - zaznaczył, nawet nie próbując ukryć urazy w swoim głosie, która w dodatku odbijała się również w jego oczach - a przy okazji z góry odpowiadając na protest, którego nadejścia się po swoich słowach spodziewał. Gdyby Berto nie był teraz ranny, Cannonball pewnie zareagowałby gwałtowniej. I głośniej. Ludzie często zapominali o tym, że wbrew pozorom potrafił się zdenerwować... Ale w tej chwili się kontrolował. Może nawet nie tylko ze względu na stan Bobby'ego, ale i na fakt, że jego własna złość ustępowała przybiciu...
Mimo to nawet w trakcie - nie oszukujmy się - kłótni Samuel nie próbował cofnąć dłoni z policzka przyjaciela, ani nie zaprotestował na to, że znalazła się na niej ręka Berto. Spierali się, zgoda, ale to nie oznaczało, że nagle przestało mu na nim zależeć. Przeciwnie, bo tak naprawdę to właśnie z tego wynikał cały problem, gdyby przyjrzeć się sprawie u samego źródła. Blondyn martwił się o Bobby'ego, chciał dla niego jak najlepiej i nie mógł znieść myśli, że nie był w stanie przez cały czas dbać o jego bezpieczeństwo... Które ten sam narażał. Dlatego nie podobała mu się konferencja, a Berto czuł potrzebę udać się na nią w tajemnicy - i tak z grubsza narodziła się ich sprzeczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 107
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Nie Lip 15, 2018 8:52 pm

Istniała jedna rzecz, której Berto nie lubił w przyjacielu. Jedna jedyna rzecz, która mu przeszkadzała. Jego spojrzenie kiedy ten był na niego zły. Spojrzenie, które mówiło więcej niż tysiąc słów. Spojrzenie, które trafiało prosto w jego serce. I to w negatywnym znaczeniu. Trafiało niczym celna strzała. Przebijało na wylot, sprawiając tym samym ogromny ból. Zdecydowanie wolałby, gdyby Samuel był na niego po prostu zły. Gdyby jego oczy wyrażały tylko złość. Gdyby mógł rzucić w niego nieco ostrzejszymi słowami. Wolałby żeby na niego nakrzyczano. Zamiast tego zawsze to spojrzenie. Przepełnione bardziej smutkiem, urazą czy bólem niż złością.
Latynosa od razu łapały wyrzuty sumienia, że zrobił coś nie tak, jak powinien. Cannonball był chyba jedyną osobą, która nieświadomie potrafiła tak grać na jego uczuciach. Przecież gdyby mu powiedział, że idzie na konferencję to blondyn na pewno by się zdenerwował. Tym bardziej, gdyby dodał, że idzie z Rize. Nie rozumiał dlaczego ta kobieta aż tak przeszkadzała Samowi. Zapewne w innych okolicznościach zażartowałby sobie, że chłopak był po prostu o nią zazdrosny, ale w obecnej sytuacji nie miał już ochoty na żarty. Może jednak zdenerwowanie go informacją o pójściu na konferencję było lepszą opcją, bo wiedziałby, gdzie się wybrał. Niestety nie mógł już cofnąć czasu i naprawić swojego błędu.
Spuścił wzrok w dół, na swoje kolana ukryte pod kołdrą, nie mogąc znieść tego spojrzenia. Jego nastrój również poleciał w dół choć to nie było już aż tak widoczne. Owszem, czuł się winny. Wystawił zaufanie przyjaciela na próbę. W pewien sposób okłamał go, nawet jeśli po prostu nie podał szczegółów swojego wypadu.
- Wtedy myślałem, że lepiej nie martwić cię tym. Miałem odpykać kilka godzin na konferencji i wrócić jak najszybciej. Na wspólną kolację. - zaczął się tłumaczyć. Kiepsko, ale szczerze. Pocieszeniem było, że blondyn się nie odsunął. Nie cofnął ręki z jego policzka ani nie puścił jego dłoni. Wciąż tu był i trzymał się dosyć blisko. Gorzej, gdyby wyszedł trzaskając drzwiami. A może lepiej? Wtedy by bardziej okazał złość niż te inne uczucia, które tak bardzo Berto raniły. A wiedział, że Sam potrafił się zdenerwować. Jak każdy, miał swoje granice cierpliwości. Wobec jego osoby na pewno te granice były szersze. Czasem Bobby się zastanawiał, jakim cudem Samuel tyle z nim wytrzymywał. Zazwyczaj zastanawiał się nad tym w momentach kiedy robił sobie nadzieję. Że skoro taki cierpliwy to może jednak...
- Wolałbym żebyś na mnie nakrzyczał zamiast tak patrzeć. - odezwał się cicho. Cofnął rękę z dłoni, która była na jego policzku, ale zacisnął mocniej palce drugiej.
Czy mógł obiecać, że więcej to się nie powtórzy? Że więcej nie zachowa się w ten sposób? Oboje wiedzieli, że byłaby to pusta obietnica. Berto nadal bywał momentami strasznie lekkomyślny i nie zastanawiał się nad swoimi czynami. Lepiej więc nie obiecać czegoś, czego i tak na pewno by nie dotrzymał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Część medyczna   

Powrót do góry Go down
 
Część medyczna
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Inicjatywa medyczna - We Are Not Medical Experts! [WANME]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Oceany :: A.I.M. Island-
Skocz do: