Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Część medyczna

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Część medyczna   Pon Kwi 09, 2018 1:08 pm

First topic message reminder :

Zdjęcia:
 
Część medyczna to po prostu szpital. Niewielki lecz wypasiony szpital. Z najnowszym sprzętem medycznym, wygodnymi łóżkami, telewizorem w każdej sali, których było dziesięć. Naukowcy byli w stanie zapewnić najlepszą opiekę medyczną. Wielu z pracowników A.I.M. posiadało wykształcenie lekarskie i to oni zajmowali się rannymi swojej grupy. Za głównym wejściem do tej części znajdowała się sporych rozmiarów recepcja.  Poza tym był tu również oddział rehabilitacyjny z salami do masażu czy basenem na wodną terapię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Pon Paź 29, 2018 12:45 pm

Zgodnie z przewidywaniami, Berto nie powstrzymał się przed drobną zaczepką, nim podał swoje prawdziwe życzenie - i to właśnie takie zachowanie przywołało na usta blondyna uśmiech. Mężczyzna kiwnął głową, planując już skontaktowanie się z minionkami, aby któryś z nich podrzucił do pokoju posiłek dla Bobby'ego - a jednocześnie ostrożnie opuścił ich złączone dłonie na ich poprzednie miejsce. Ta krótka zwłoka wystarczyła zresztą, aby Latynos odezwał się ponownie i w pierwszym odruchu Guthrie przeniósł spojrzenie na ich ręce, zanim znów skupił wzrok na twarzy przyjaciela.
- Nie zignorowałbyś wszelkich sprzeciwów, gdyby nawet jakieś się pojawiły - odparł łagodnie, ale za to z pełnym przekonaniem, co łatwo dało się wyczytać zarówno z tonu jego głosu, jak i z wyrazu jego twarzy. Znał Berto aż za dobrze. Wiedział, że ten z jakiegoś powodu miał w zwyczaju sobie umniejszać, a tak naprawdę był o wiele lepszą osobą, niż zwykle starał się na to pozować... I w związku z tym Sam musiał doceniać go za nich obu. Albo raczej chciał. Tak, to określenie zdecydowanie bardziej tutaj pasowało.
- Daj mi moment, zorganizuję to jedzenie - dodał, po czym - mimo sekundy czy dwóch wahania - pochylił się i ucałował Bobby'ego w czoło. Naprawdę nie chciał go prowokować, dlatego starannie unikał poważniejszych pieszczot, a mimo to nie potrafił z nich zrezygnować całkowicie. Po części czuł, że w pewien sposób był mu je winny, ale poza tym... Po prostu miał na nie ochotę. Nad wszystkim innym - nad całą resztą swoich przemyśleń oraz emocji - jeszcze pracował, by wyciągnąć z tego jakiś sens.
Los chciał, że jeszcze w trakcie tego pocałunku rozległ się dźwięk pukania i w następnej chwili drzwi już się otworzyły, przez co minionek mógł złapać moment, gdy Sam ponownie się prostował. Co... Pewnie wyglądało trochę dwuznacznie. Szczególnie przy przekonaniach części nerdzików. Blondyn odruchowo spojrzał ku przybyszowi, jednocześnie unosząc pytająco brwi, lecz nie odezwał się, pozwalając Berto zabrać głos - bo to w końcu do niego zwrócił się minionek. A jeżeli nawet serce zabiło mu odrobinę mocniej z zakłopotania przez to prawie-przyłapanie... To i tak nikt nie był w stanie tego stwierdzić.
Podczas gdy Guthrie słuchał nowych wieści, jego czoło powoli się marszczyło, ukazując jego zdezorientowanie, zastanowienie, a wręcz podejrzliwość. To nie tak, że tego rodzaju rzeczy się nie zdarzały... Po prostu zwykle działy się bardzo rzadko i najczęściej kryło się za nimi coś niedobrego, nawet jeżeli same efekty zdawały się być pozytywne. Jakie mieli szanse na to, że ktoś był w stanie cofnąć wybuch... Wybuchy w czasie lub jakoś je wymazać - i zrobił to z czystej dobroci serca? Możliwe, a nawet prawdopodobne, ale doświadczenie uczyło, że takie zmiany w rzeczywistości częściej wiązały się z czymś nieprzyjemnym.
Wzdychając cicho, niemalże bezgłośnie, Sam przeniósł wzrok na Bobby'ego, wypatrując jego reakcji, zarówno na twarzy, jak i w mowie ciała. Także i tym razem zostawił mu dyskusję z nerdzikiem, a wtrącił się jedynie w sytuacji, jeżeli Berto odprawił mężczyznę bez wspominania o posiłku. W takim wypadku naprawił to niedopatrzenie i poprosił o coś do przegryzienia dla przyjaciela. Wcale by go nie zdziwiło, gdyby Latynosowi po prostu wyleciało to z głowy. I tak już podejrzewał go o pracoholizm.
- Co myślisz? - spytał cicho, gdy minionek opuścił pomieszczenie. Wolał najpierw wysłuchać opinii Bobby'ego, a dopiero później zaprezentować mu własne zdanie... O ile będzie w ogóle taka konieczność, bo być może tak czy siak doszli do tych samych wniosków. Pomimo ich bardzo - bardzo - różnego podejścia wcale nie byłby to pierwszy raz, gdy tak się stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Pon Lis 05, 2018 4:11 pm

- Zdecydowanie mnie przeceniasz, Sam. Wiesz, że moja cierpliwość jest ograniczona, a każdym takim gestem coraz bardziej mnie kusisz. Jestem w stanie zignorować ból, by dostać to, czego chcę. - odparł przyjacielowi z łobuzerskim uśmieszkiem. Owszem, w normalnej sytuacji na pewno by od razu przerwał cokolwiek, gdyby blondyn miał jakieś "ale". Jednak teraz każdy taki nawet drobny gest z jego strony coraz bardziej kusił Latynosa. Wiedział, że w końcu nie wytrzyma i przestanie być grzeczny. I naprawdę będzie miał gdzieś to, że ma połamane żebra i gwałtowniejszy ruch wywołuje ból. Obecnie niewielki, dzięki środkom przeciwbólowym, ale jednak.
Nie podobało mu się, że Cannonball go opuści na chwilę. Nawet jeśli miał iść w sumie spełnić jego życzenie odnośnie jakiegoś dobrego posiłku. Mógł wcześniej o tym pomyśleć i poprosić któregoś z nerdzików o jedzenie. Zdarzało mu się niestety dosyć często zapominać o tym. Na szczęście naukowcy mieli lekkiego bzika na punkcie zdrowego odżywiania i pilnowali go. Wyglądało jednak na to, że miał dostać buzi na pożegnanie, więc nie było tak źle. Spoglądał na twarz przyjaciela. Ten jednak zdecydował się pocałować go w czoło. Nie, Berto nie miał zamiary tak tego zostawić. Kiedy chłopak przyłożył usta do jego czoła, Latynos uniósł wolną rękę, by ją ułożyć na karku mężczyzny i przytrzymać go blisko siebie na moment, by móc go pocałować, jak należy.
Tu jednak kolejna rzecz mu przeszkodziła. Ledwie zdążył się odrobinę unieść podczas odsuwania się Samuela, gdy do drzwi zapukano i po chwili je uchylono. Bobby powoli cofnął rękę z karku blondyna, wpatrując się w nerdzika, chcąc się dowiedzieć, co było tak istotnego, że musiał im przeszkodzić w tak przyjemnej chwili.
- Jasne. Co się stało, Matt? - mimo wszystko powinien wysłuchać swojego podwładnego. Nawet jeśli ten zrujnował im moment. Miał szczęście, że przyszedł z ważną sprawą. Jakby nie patrzeć informacja dotyczyła jego głównej firmy. Da Costa International. Zmarszczył lekko brwi, słuchając słów Matt'a. To, co mówił brzmiało dosyć dziwnie. Ale nie niemożliwie. Miał za sobą już tyle dziwnych rzeczy, że chyba nic nie było w stanie go tak porządnie zaskoczyć. Oczywiście, że miał zamiar zlecić bardzo dokładne zbadanie sprawy. Jakby nie patrzeć ta tyczyła go również osobiście skoro jeden z wybuchów był pod jego firmą.
- Przede wszystkim sprawdźcie nagrania z momentów wybuchów. Trzeba sprawdzić, jak bardzo ktoś w nie zaingerował, by je cofnąć. I może spróbujcie dotrzeć do kogoś, kto był ofiarą? Warto sprawdzić, ile pamiętają. - polecił podwładnemu, po czym ten mógł już wyjść  i zająć się wykonaniem nowych zadań. Musieli sprawdzić wszystko dokładniej. Ciekaw był czy sami poszkodowani pamiętają, że umarli. Co się z nimi działo przez ten krótki czas. Wiedział, że nerdziki dadzą z siebie wszystko. Oczywiście zapomniał poinformować go o potrzebie zjedzenia czegoś. Jak zawsze, gdy tylko zaczynał się zajmować czymś związanym z pracą. Na szczęście Samuel czuwał i go wyręczył, za co był mu wdzięczny.
Odetchnął głęboko kiedy znowu zostali sami. Opadł na poduszkę i przymknął na chwilę oczy. Tyle rzeczy naraz się działo. Roboty, wybuchy. Ciekawe co jeszcze im się przytrafi dzisiejszego dnia.
- Myślę... Że Matt zepsuł mój genialny plan. A tak poza tym to podejrzane, że po wybuchach nie ma śladu. Wygląda to jak nadpisanie rzeczywistości. Samo zniknięcie zniszczeń nie byłoby jeszcze aż tak podejrzane, ale ofiary wracające do życia to już coś wartego naszego zainteresowania. - wyraził swoją opinię, oczywiście nie mogąc sobie darować komentarza na temat tego, że zepsuto im moment. Planował znowu pocałował przyjaciela i jego plany poszły się kochać. Nie był z tego zadowolony. Jego zachłanność się odzywała. Zawsze musiał dostać to, czego chciał. Tym razem się nie udało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Pią Lis 09, 2018 9:22 pm

Sam nie był ani trochę zaskoczony, kiedy jego przewidywania się sprawdziły i Bobby faktycznie ani słowem nie wspomniał nerdzikowi o konieczności przyniesienia do pokoju posiłku. Oczywiście szybko naprawił ten jego błąd, po czym odczekał, aż Matt opuści pomieszczenie, aby zająć się wykonywaniem wszystkich otrzymanych od nich poleceń... Choć minionki pewnie i tak same wpadły już na większość z nich i może nawet zaczęły wprowadzać je w życie. Były tak ciekawskie, że zazwyczaj z własnej inicjatywy badałyby wszelkie odstępstwa od normalności, na jakie się tylko natknęły... A taka zmiana zdecydowanie do nich należała. Swoją drogą, Guthrie zastanawiał się co one sądziły o tej całej sytuacji. Musiały posiadać jakieś teorie.
W końcu drzwi za nerdzikiem się zamknęły, a blondyn mógł zadać swoje pytanie - i wysłuchać opinii przyjaciela, tradycyjnie poprzedzonej kolejnym komentarzem, który doprowadził do uniesienia się jednego z kącików jego ust. Zaraz jednak Berto przeszedł do rzeczy i Sam powoli, z namysłem kiwnął głową, wyrażając swoje poparcie dla jego słów. Zgadzał się z nimi właściwie w zupełności, a co więcej odnosił wrażenie, że właśnie trafiło im się coś, czym naprawdę będzie się musiał w razie czego zainteresować - coś osobistego, a nie po prostu atakowane przez pseudo-bóstwo miasto, którym mógł się w gruncie rzeczy zająć dowolny inny bohater. Te wybuchy były w końcu podobno związane z mutantami... A na dodatek jeden z nich miał miejsce na "ich" terenie. A raczej Bobby'ego, ale to praktycznie to samo.
- Daj mi znać, kiedy dostaniesz w tej sprawie jakiś większy raport. Szczególnie odnośnie tych powrotów do życia. Może będziemy mieć szczęście i okaże się, że wyśledzimy kogoś, kto naprawdę chciał tylko pomóc... - Sam starał się zabrzmieć optymistycznie, wręcz pocieszająco, ale nawet samo ułożenie jego wypowiedzi sugerowało, że nie bardzo w tę opcję wierzył. Oczywiście zamierzał do końca na nią liczyć, bo w innym wypadku nie byłby sobą, ale doświadczenie uparcie podpowiadało mu, aby przygotował się na coś mniej przyjemnego. Akurat w tej kwestii chętnie by się mylił.
Z drugiej strony przynajmniej powinni mieć całkiem niezłą szansę na wytropienie sprawcy. Jeżeli użył tam jakichś silnych zdolności, to najprawdopodobniej został po nich ślad. Na przykład... Sygnatura energetyczna? Na pewno posiadały ją zaklęcia, ale nie tylko one, więc być może na tej podstawie znaleźliby w końcu źródło... O ile zaczęliby szukać wystarczająco szybko. No i to wszystko przy założeniu, że nie zbiorą poprzedniej sygnatury, tej pozostawionej jeszcze przez samą eksplozję. Kto wie jak długo coś takiego mogło się utrzymywać. Ciekawe czy na coś takiego nerdziki też wpadną...
- Tak czy siak, spójrz na to z pozytywnej strony. Dzięki temu przerywnikowi nie muszę wychodzić i zostawiać cię na chwilę samego, a jedzenie pewnie i tak zaraz dostaniesz - dodał, podejrzewając, że przypomnienie o tej kwestii chociaż odrobinę poprawi Bobby'emu nastrój... I może odciągnie jego myśli od pracy i innych problemów. Byłoby miło, bo w końcu nie powinien się obecnie stresować. Choć... Jak Sam tak się nad tym teraz zastanawiał, to Berto chyba tak czy siak naprawdę dobrze sobie radził z wyszukiwaniem sobie innych tematów do rozmyślań. Z... Romantycznymi na czele. I w porządku, może nie było to najlepsze określenie, ale blondynowi pasowało najbardziej - biorąc pod uwagę dostępne opcje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Pią Lis 23, 2018 3:14 pm

- Zawsze możesz też sam dopytać naukowców o postępy w badaniach. Wiesz o tym? Na pewno udzielą ci informacji. Jakby nie patrzeć, nie jesteś tylko ochroniarzem. - odparł przyjacielowi z lekkim uśmiechem. Podobnie jak on, również chciał wierzyć, że ktoś po prostu chciał pomóc im w zniszczeniach i przywrócić do życia osoby, które zginęły nie będąc niczemu winnymi. Jednak nawet gdyby faktycznie tak było to i tak powinni się dowiedzieć, kto dokładnie im pomógł. Ktoś z tak potężnymi mocami... Warto było kogoś takiego mieć za swojego sprzymierzeńca lub chociaż być na neutralnym gruncie. Teraz mógł zrobić coś dobrego, ale kto wie, co przyniesie im przyszłość. Ostatnio ciągle coś się działo, lepiej mieć oczy szeroko otwarte. Prawdopodobnie ta sprawa nie intrygowałaby go aż tak mocno, gdyby nie uderzyła go osobiście jednym z wybuchów tuż pod jego firmą. A tak, nie miał zamiaru tego sobie odpuścić. Nie ważne jakie będą wyniki śledztwa, musieli je zdobyć.
- Mmm... Jeszcze gdybyś miał ochotę robić coś ciekawszego niż rozmowa... No, ale nie narzekam. - posłał blondynowi szeroki uśmiech, ukazując swoje białe zęby. No dobra, trochę narzekał, fakt. Ale taką już miał naturę, a Samuel pewnie był do tego przyzwyczajony. Musiał sobie pomarudzić. Tak samo, jak czasem musiał odegrać małą dramę nim przystąpił do akcji. Taki już był, lubił ściągać na siebie uwagę innych. A marudzenie, narzekanie i dramowanie zazwyczaj w tym pomagały. Przez to bywał czasem nieznośny, ale wiedział, że ludzie i tak go kochają. Miał swój urok. Ciężko będzie mu teraz oderwać swoje myśli od drugiego mężczyzny, istne tortury. Że też musiał być teraz połamany. Bardzo mu się to nie podobało, bo pozostawało mu teraz tylko myślenie. Przynajmniej dopóki się nie wyleczy. A później? Sam nie wiedział. Decyzja należała do Cannonball'a, ale z całowaniem na pewno nie da mu spokoju.
Berto spojrzał w stronę telewizora, po czym zmienił kanał na pierwszy lepszy żeby już więcej nie patrzeć na wiadomości. Wystarczy im patrzenia na te wszystkie złe informacje. Nerdziki i tak na pewno go poinformują jeśli dojdzie do jakichś istotnych zmian, a on i tak nie mógł nic zrobić teraz. Nie ma po co na siłę się dołować. Lepiej myśleć o przyjemniejszych rzeczach.
- Skoro teraz i tak będę miał więcej wolnego czasu niż bym chciał to możesz nawet jutro sprowadzić tu Jay'a. Ale tylko jego. Emma pewnie już i tak sama sobie wyciągnęła informacje co do tego, czym się obecnie zajmujemy. Wolałbym później oficjalnie sam powiedzieć reszcie, że zostaliśmy terrorystami. - oczywiście końcówka wypowiedzi była żartem. W końcu AIM miało teraz służyć ludzkości, a nie dążyć do jej zagłady. Pewnie na wszelki wypadek Avengersom również udzieli tych informacji. Żeby przypadkiem nie próbowali ich zaatakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Sob Lis 24, 2018 7:42 pm

Sam jedynie kiwnął głową na potwierdzenie, że tak, zdawał sobie sprawę z tego, że mógł osobiście poprosić nerdziki o raporty... Nie dodał z kolei tego, że po prostu wolał załatwiać takie rzeczy przez Bobby'ego. Nie to, żeby nie lubił kontaktować się z naukowcami, bo w większości byli całkiem mili i przyjemni, nawet jeżeli część z nich zachowała trochę niepokojące odruchy i przyzwyczajenia, ale zwyczajnie preferował rozmowy z Berto. No i przynajmniej z nim nie musiał się martwić o to, że zostanie zaraz wciągnięty do kolejnego podejrzanego eksperymentu. Na ogół.
Mężczyzna przemówił więc znowu dopiero wówczas, gdy jego przyjaciel ponownie nawiązał do ich pocałunków... A przynajmniej tak mu się wydawało, bo choć Latynos nie odwołał się do nich w sposób bezpośredni, to jednocześnie nie był też aż tak subtelny, aby Guthrie miał się tego nie domyślić - szczególnie przy akompaniamencie tego wymownego uśmiechu. Mimo wszystko blondyn nie mógł się powstrzymać przed odpowiedzeniem na niego własnym, choć nie tak szerokim i promiennym.
- Ani trochę - zgodził się z Berto, choć ton jego głosu wskazywał właśnie na to, iż żartobliwie wytykał przyjacielowi coś przeciwnego. Bobby lubił narzekać, ale miał szczęście, bo Sama na ogół to bawiło, momentami zaś wręcz rozczulało. Być może w pewnym sensie przyklaskiwał w ten sposób złym nawykom Berto, ale niektórych z nich nie miał serca wykorzeniać. Chociaż prawdopodobnie nie powinien tłumaczyć Latynosowi dlaczego.
Spojrzenie Cannonballa na moment powędrowało przez jego ramię ku ekranowi telewizora, kiedy kanał został zmieniony, lecz prawdę mówiąc mężczyzna nie zainteresował się nowym programem, który wyglądał mu na jakiś teleturniej. Nie kojarzył jaki dokładnie, jednakże popierał taką lekką rozrywkę. Powinna im obu dobrze zrobić i obniżyć poziom stresu, nawet jeżeli tak naprawdę nie śledzili gry, tylko słuchali jej odgłosów w tle.
Wzrok mężczyzny i jego uwaga prędko powróciły zresztą ku Bobby'emu, gdyż ten poruszył istotny dla nich obu temat. Jeszcze kiedy mówił, Guthrie kiwnął już powoli głową, zadowolony z wizji sprowadzenia brata jak najszybciej. Gdyby mógł - i miał pewność, że nie będzie musiał się jednak nigdzie pilnie wybrać - to najpewniej chciałby się po niego wybrać jeszcze tego samego dnia, ale... W tych okolicznościach mógł poczekać do jutra. Co prawda nie bałby się zostawić Jay'a z Berto, przeciwnie, głęboko wierzył w to, że jego brat doskonale zająłby się Latynosem, ale i tak wolał przy nich wtedy być. W końcu właśnie o to chodziło, żeby spędzili razem jak najwięcej czasu.
- Nie po raz pierwszy i prawdopodobnie nie po raz ostatni. Ale hej, przynajmniej robimy coś, w czym mamy już jakieś doświadczenie - skomentował, odnosząc się rzecz jasna do ich dawnych dni w szeregach X-Force. Wtedy również początkowo uznawani byli za terrorystów i to nie tylko przez osoby pokroju S.H.I.E.L.D. czy przez armię, bo nawet część Instytutu nie spoglądała na nich przychylnym okiem... Wliczając w to samego - ówczesnego? - mentora X-Men. Tak, to były dziwne czasy. Pod wieloma względami.
- Nawiasem mówiąc, kogo ty sądziłeś, że jeszcze z Jay'em przyprowadzę? Bo mam dziwne wrażenie, że nie chodziło ci o innych członków rodziny - dodał nagle, unosząc przy tym pytająco jedną brew. W pierwszej chwili nawet nie zwrócił uwagi na ten fragment wypowiedzi Bobby'ego i zastanowił się nad nim dopiero w momencie, gdy jeszcze raz odtworzył sobie całość z pamięci, stąd też wynikała jego opóźniona reakcja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 129
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Sro Gru 05, 2018 6:54 pm

Bez problemu rozpoznał ten ton głosu, gdzie niby Samuel się z nim zgadzał, ale tak naprawdę sugerował coś zupełnie innego, doskonale wiedząc, jaka jest prawda. Spędzili ze sobą już tyle czasu, że znali się chyba aż za dobrze. Okłamywanie się nawzajem było między nimi trudne. Zresztą wielu rzeczy nie mogli, nie potrafili lub po prostu nie chcieli zatajać. A z drugiej strony o pewnych rzeczach nigdy nie rozmawiali. Tak jak na przykład o uczuciach Berto, które dopiero teraz wyszły na wierzch. Lepiej później niż wcale. Zwłaszcza po tak pozytywnej reakcji blondyna. W innym przypadku Latynos chyba by szukał kogoś lub czegoś do cofnięcia czasu i tego, co doprowadziło do ujawnienia jego uczuć.
To, co teraz leciało w telewizji, ledwo do niego docierało. Chciał jedynie, by coś sobie grało w tle. Mogło to być cokolwiek, on i tak by nie zwrócił na to uwagi. No chyba, że przez przypadek by przełączył na konkretny rodzaj filmu. Na szczęście na takie rzeczy była za wczesna godzina, więc nie było szansy, by to zrobił. Zamiast tego w tle grał im jakiś teleturniej. Berto po prostu nie lubił ciszy, nawet podczas rozmowy. Dźwięki w tle pozwalały się rozluźnić.
- Prawda. To już się chyba wlicza w CV. - Zażartował. Kolejne słowa jego przyjaciela wywołały na jego ustach uśmiech. Nie pomyślał o tym, ale faktycznie X-Force było przecież uważane za terrorystów. Latynos średnio przepadał za tamtymi czasami i nie wspominał ich jakoś szczególnie miło. Głównie dlatego, że to nie on był szefem i wydawano mu rozkazy, a on bardzo nie lubił kiedy kazano mu coś robić. Wolał sam o sobie decydować i przy okazji jeszcze innym mówić, co mogliby zrobić.
- Nie wiem. - Bobby wzruszył lekko ramionami. - Kolegę. Koleżankę. Kogoś, komu Jay ufa. Po wszystkim będzie mógł komuś opowiedzieć, co widział. Aby nie rozpowiedział tego wszystkim. Wiem, że umie dotrzymać tajemnicy jeśli go o to poprosimy. - mężczyzna nie widział się już jakiś czas z rudowłosym bratem Cannonballa i nie miał pojęcia, jak mają się u niego sprawy. Niby coś tam ostatnio Samuel wspominał, ale chętnie poznałby nieco więcej szczegółów, a nie same ogólniki. Rodzina Guthrie była dla niego równie ważna co jego własna. Właściwie to traktował ją jak swoją rodzinę. Mama Samuela była jedną z najcudowniejszych mam na świecie. A to, że nie znał zbyt wielu mam nie miało tu żadnego znaczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samuel Guthrie

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 12/06/2016

PisanieTemat: Re: Część medyczna   Nie Gru 09, 2018 6:02 pm

Prawdę mówiąc Samowi taka opcja nie przyszła nawet do głowy... Lecz nic dziwnego, bo w końcu on miał już okazję porozmawiać o tym wszystkim z bratem, podczas gdy Bobby siłą rzeczy polegał tylko na jego relacji z tamtej dyskusji. Blondyn wiedział, że Jay świetnie zdawał sobie sprawę z ich położenia - i nie próbowałby zabrać ze sobą nawet kogoś zaufanego, gdy w grę wchodziła wizyta w oficjalnie tajnej bazie. A pomijając już nawet to... Pewnie nie chciałby im robić kłopotów przez sprowadzenie ze sobą dodatkowej osoby. Oczywiście tak naprawdę nie byłby to problem, ale Jay odebrał dobre wychowanie, z czego zresztą Sam czuł się dumny.
- A on wie, że powinien. Już mu to tłumaczyłem, więc nie masz czym się przejmować. Wyjaśnimy wszystkim sytuację na naszych własnych zasadach - zapewnił więc przyjaciela, w myślach dodając jeszcze, że najprawdopodobniej powinni się z tym trochę pospieszyć. Może nie musieli działać natychmiast, a Guthrie wciąż uważał, że póki co Berto powinien się skupić na dochodzeniu do siebie... Ale niedługo będą musieli odbyć parę rozmów. Koniec końców A.I.M. właśnie oficjalnie pokazało, że - przynajmniej w przypadku tego ataku - stało po stronie obrońców ludzkości. Kilka osób pewnie będzie miało w związku z tym pytania... I nic dziwnego.
Teraz jednak Sam nie chciał dłużej czy głębiej się nad tym zastanawiać. Bobby był czarujący, charyzmatyczny i - co najważniejsze - na ogół wiedział co robił, więc jak długo nikt nie wyprowadzi go z równowagi, wszystko powinno pójść gładko... A w innym wypadku Guthrie będzie musiał wkroczyć i opanować jego temperament, przy odrobinie szczęścia zanim narobią sobie wrogów. Zazwyczaj ten schemat całkiem nieźle się sprawdzał, więc blondyn nie zamierzał jeszcze martwić się na zapas.
- A skoro o Jay'u mowa... - zaczął nagle, lecz zaraz zamilkł, nie do końca pewien tego, w jaki sposób powinien dokończyć swoją myśl. Z dotychczasowego zachowania Bobby'ego wnioskował, iż ten nie byłby zachwycony wizją wstrzymywania się przez kilka dni z czułościami z powodu wizyty jego brata. I... Szczerze mówiąc Sam nie chciał tak przyjaciela męczyć. Naprawdę starał się nie zastanawiać nad tym, co to dokładnie znaczyło i jak powinni teraz definiować swoją relację, więc skupiał się na tym, co wydawało mu się jasne - czyli na przykład na tym, że chyba wolał jakoś przygotować Jay'a na te zmiany, niż po prostu bez ostrzeżenia go przed nimi postawić.
- Jemu też trzeba będzie to i owo wyjaśnić - dodał wreszcie, jednocześnie ponownie ujmując jedną z dłoni Berto w swoją własną. Znaczenie jego słów byłoby pewnie jasne nawet bez tego gestu, z nim zaś chyba nie pozostawiało już żadnej przestrzeni do interpretacji. Oby, bo mężczyzna nie wiedział jak inaczej mógłby to ująć. Powinien założyć, że właśnie zostali parą? Chyba tak, Bobby najwyraźniej tego właśnie chciał, ale tak naprawdę nie zostało to między nimi stwierdzone wprost, więc Sam wolał tak nie strzelać. Jeszcze by się okazało, że się pospieszył i zrobiłoby się niezręcznie... Wątpił w to - z wielu powodów - ale przecież niepokój nie musiał posiadać racjonalnego źródła, aby być skutecznym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Część medyczna   

Powrót do góry Go down
 
Część medyczna
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Oceany :: A.I.M. Island-
Skocz do: