Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala tronowa

Go down 
AutorWiadomość
Marie Laveau
PR Manager
avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 06/03/2016

PisanieTemat: Sala tronowa   Pon Kwi 16, 2018 7:14 pm


Ukryta część salonu fryzjerskiego. Potężna sala tronowa przepełniona magicznymi miksturami rozłożonymi na półkach, świecami oraz innymi bliżej nieokreślonymi przedmiotami związanymi ściśle z Voodoo. W centrum pomieszczenia stoi solidny tron ze znakami vodouistycznymi, na którym Marie Laveau przyjmuje wszelkie audiencje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 09/06/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Pon Kwi 16, 2018 9:12 pm

Służba otworzyła w końcu wrota zniecierpliwionemu Hounganowi. Brat Voodoo wkroczył do przybytku z pompą wielkiego wezyra wchodzącego do królewskiego pałacu. Nie skąpił patosu i gestów dłońmi. Nie dało się go pomylić z nikim innym. Długie dredy o siwych pasmach spadały mu na plecy, a pokryte bielmem oczy wodziły po pomieszczeniu. Odziany był skromnie. W wędrowny płaszcz, spod którego widniały amulety i komponenty. Mimo pozornie młodego wieku wspierał się na kosturze Legby. Artefakcie symbolizującemu jego przyjaźń z Loa, będącego obiektem zazdrości każdego kapłana na świecie. Obie głowy kostura na razie milczały, ale skrywały w sobie potęgę głosu Boga.
Drugi brat nie zdradzał jeszcze swojej fizycznej obecności, choć jego aura była dla Marie spokojnie wyczuwalna. Więź między braćmi była na tyle wielka, że każdy z nich rósł w siłę w obecności drugiego. Każdy z nich osobno nie był nawet w ćwierci tak potężny jak razem.
Jeryho wkroczył do sali i złożył prosty, acz pełen szacunku ukłon w stronę ikon, a także tronu na którym spoczywała Laveau. Gdy służący zamykał za nim wrota, przyjrzał mu się wnikliwie, jakby z niedowierzaniem. Widocznie wyczuł efekty magii Oguna, lecz nie poruszył od razu tej kwestii. Spojrzał w oczy kapłance i chwilę wytrzymał jej spojrzenie.
-Czy możemy rozmawiać w cztery oczy?- zaczął od razu rozmowę pytaniem.
Wspólne ścieżki Królowej Voodoo i Houngana Supreme wiodły bardzo pokrętnie. Współpracowali mniej więcej tak często jak stawali naprzeciw siebie. Wciąż jednak darzyli się wzajemnym szacunkiem. Szkoda że Jeryho tak utożsamiał się z wszystkimi mieszkańcami miasta. W skrajnych momentach jego umiłowanie do obcych zakrawało o świętokradztwo. Wciąż jednak cieszył się sympatią Loa.
Nie wyglądało na to by Drumm miał wrogie intencje. Widocznie był czymś wzburzony, ale nawet dla tak potężnego maga atak na kapłankę w jej świątyni byłby wyzwaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marie Laveau
PR Manager
avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 06/03/2016

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Pon Kwi 16, 2018 9:45 pm

Marie Laveau siedziała na tronie odziana w wyjątkowo skromny strój, jednak z nieprzypadkowymi barwami: był to zielony oraz czarny, a także czerwony oraz biały, czyli tradycyjne kolory Oguna, którego przyzywała. Odzienie opinało kształty kapłanki, która bądź co bądź należała do urodziwych i to nie z powodu magii, a naturalnego blasku i genów, które najwidoczniej pobłogosławiła Ezili Freda. Mambo poprawiła swoje ciemne, lśniące włosy zerkając na swojego gościa, którego obarczyła dosyć przyjemnym spojrzeniem.
Przytaknęła bez słowa na prośbę Jericho, gestem dłoni rozkazała swojemu służącemu postawić krzesło przed tronem, a później odesłała go dłonią. Wkrótce wrota się zatrzasnęły, a królowa Voodoo mogła pozwolić sobie na nieco mniej sztywną rozmowę. Nie spodziewała się żadnego ataku ze strony Houngana, zwłaszcza nie w świątyni przepełnionej poświęconymi artefaktami Vodou. Kobieta odstawiła bliżej nieokreśloną księgę na bok, następnie oparła dłoń o swoją brodę, mówiąc.
- Ogun. Nawiasem mówiąc, to będzie chyba rozmowa w sześć oczy- przytaknęła, widząc wzrok Jericho skierowany na sługę. Wiedziała, że kapłan najpewniej wyczuł aurę boskiej magii, ale chciała go tylko w tym upewnić, nim ten zaczął wysnuwać własne wnioski. W końcu gościła go we własnym domu, a nie w jakimś barze. Wypadałoby wyłożyć wszelkie karty na stół!
- Widzę, że ciebie również martwi atak robotów. Co cię do mnie sprowadza? Nim zapytasz skąd tutaj ta magia. Ogun przybył pomóc, ci bohaterowie najwidoczniej nie dają sobie rady. Ale twojej wizyty szczerze się nie spodziewałam - mówiła najuprzejmiej jak potrafiła, zaciskając dłonie na bokach swego tronu. Westchnęła cicho wyczuwając energię ducha brata Houngana, Daniela Drumm. Energia spowita w sali tronowej była na tyle mocna, że ten mógłby przyjąć swoją formę, choć oczywiście nadal przypominałby ducha. Ale to na pewno wygodniejsze do rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 09/06/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Wto Kwi 17, 2018 12:49 pm

Jeriho nic nie odpowiedział na pierwsze słowa kapłanki, milcząc przez chwilę. Marie mogła to równie dobrze odnotować jako punkt dla siebie, bo zaraz obok Houghana zmanifestował się jego brat. Obydwoje jednak wcale nie wyglądali jakby było im do śmiechu.
-Nigdy nie kwestionowałem twoich metod opieki nad swymi braćmi, bo wiem że na twoim sercu leży wyłącznie ich dobro… - mag przerwał, a w powietrzu zawisło nieme „ale” – Dziś jest jednak ten dzień. Przybyłem tu by razem dumać nad losami miasta, tymczasem przybywam za późno. To co zrobiłaś było bardzo pochopne. – Jeryho pociągnął nosem na podobieństwo psa gończego, po czym z obrzydzeniem potrząsnął głową – I to ty też? Legbie nie spodoba się to plugastwo. Nie bez potrzeby zadał sobie niegdyś niemały trud, by uwięzić Oguna, a ty pomagasz mu uciec z jego więzienia? Nosisz jego barwy? Już raz miał zakusy do tronu ziemi, i możesz mi wierzyć, nic co robi nie robi bezinteresownie. Myślisz że zostawi was samych sobie gdy to się skończy? Potrzebni mu słudzy i żołnierze do wypełniania swej woli.
Krzesło pozostawione naprzeciw tronu pozostawało puste. Jeryho był albo zbyt dumny, albo zbyt wzburzony by usiąść. Jego brat milczał, skrzyżowawszy ręce na piersi i obserwował sytuację.
-Nawet jeśli w swej łasce pokona siły nieprzyjaciela, stanie się następnym problemem, któremu będzie należało sprostać. Musimy odczynić rytuał, póki nie zyskał jeszcze pełni mocy. Jako że jesteś tą która go wezwała, łatwiej będzie ci go odegnać. Zanim na dobre zagnieździ się w ciele, które mu ofiarowałaś.
Tyle. Oto cała audiencja. Jeryho był wybrankiem Legby, pana rozdroży, więc prawdopodobnie „nieżycie” ludzi w zakładzie tak go rozjuszyło. Nie było też tajemnicą że Ogun i Papa Legba za sobą nie przepadali. Brat Voodoo wyglądał na na tyle zdesperowanego, że jeśli Marie odmówi poszuka pomocy gdzie indziej, lub nawet sam ruszy do walki z Ogunem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marie Laveau
PR Manager
avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 06/03/2016

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Wto Kwi 17, 2018 5:16 pm

Dlaczego ta dwójka zawsze zdawała się być taka sztywna? Laveau pokręciła głową, stukając palcami o ramiona tronu i przywitała brata Jericho skinięciem głowy. Najwidoczniej chodziło o coś poważniejszego niż latające tostery. Kapłanka oparła dłoń o swą brodę, wysłuchując mężczyznę.
- Pochopne? Po tych wszystkich latach nadal uważasz mnie za niekompetentną? Spodziewasz się, że przyleci tutaj magiczny bohater który uratuje nas wszystkich przed robotami? - niemal się zaśmiała, kręcąc głową.
- Ogun. Możesz mówić o nim co chcesz, ale jest najlepszym wojownikiem z wszystkich loa. Wiem doskonale jaki jest i wiem, że łatwo go zaspokoić. Widziałam jego uśmiech gdy dostawał ludzkie cygara. Myślisz, że sympatię innego boga dałoby się tak łatwo zyskać? - zapytała retorycznie, jednak zaraz dokończyła.
- Nie. Nie dałoby. Przybył w jednym prostym celu, do jakiego go wezwałam, czyli zniszczenie tej armii. Myślisz, że dałabym swobodnie robić Ogounowi co tylko zechce? Po tych wszystkich próbach zdominowania ziemi? - Marie chwyciła za kielich który stał na półce obok tronu, następnie wzięła łyka trunku.
- Wiem, że czujesz się zagrożony. Ale mam to wszystko pod kontrolą - podniosła się z tronu, a następnie chwyciła za pojemnik z rumem, który oferowała Ogounowi podczas rytuału i który nie został opróżniony. Odkręciła zaporę, a następnie zbliżyła się do Jericho i ścisnęła naczynię w rękach.
- To naczynie to ciało w którym jest Ogun. Ta ciecz to jego spirit. Jeśli rozdzielimy to i to, wróci tam skąd przyszedł. Ale najpierw musi pokonać to, po co go wezwałam - powiedziała, zakręcając pojemnik i ustawiając go spowrotem na miejsce. Odwróciła się z pytającym spojrzeniem w stronę Houngana i założyła ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 09/06/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Sro Kwi 18, 2018 3:03 pm

W miarę jak Marie przemawiała, Jeryho Drumm powoli się uspokajał. Może nie udało się mu zrelaksować w stu procentach, lecz na tyle, by przestał być taki spięty i zajął miejsce na podstawionym krześle.
-Nie, nie spodziewam się tego. Mściciele są zajęci w większych miastach kraju. Raczej nie powinniśmy liczyć na ich pomoc. – przyznanie tego trochę go kosztowało. Wszyscy wiedzieli o bliskiej współpracy Jeryho z Avengers. To było trochę jak przyznanie się do własnej niemocy przy rozwiązaniu problemu.
-Ogun jest twoją odpowiedzialnością. Widzę że dołożyłaś starań, ale trudno jest człowiekowi przechytrzyć Loa. Jeśli coś pójdzie nie tak, krew ludzi będzie na twoich rękach.
Prezentacja misy utwierdziła go w tym przekonaniu, choć jeszcze nie wydawał się w pełni spokojny.
-Czy przyrzekasz że odeślesz go gdy tylko skończy swoje dzieło?
- Wróćmy do tego po co tu przybyliśmy – odezwał się po długiej chwili milczenia Daniel – Chcieliśmy przeprowadzić zaśpiew do Legby o bezpieczny transport ludzi z Nowego Orleanu w inne miejsce. Jest ich wielu. Przyda się każda pomoc jaką możemy dostać.
-Oczywiście o ile nie jesteś wyczerpana rytuałami – uzupełnił wypowiedź brata Jeryho.
A więc taki był ich pierwotny cel. Legba był potężnym Loa. Jedną z jego domen były przejścia i portale. Czy był w stanie przeprowadzić cud na tak dużą skalę? Trudno było powiedzieć. Tak czy siak, dwoje hounganów to zdecydowanie za mało dla takiego przedsięwzięcia. Nic dziwnego że przybyli prosić o pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marie Laveau
PR Manager
avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 06/03/2016

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Sro Kwi 18, 2018 6:17 pm

Marie Laveau miała dar złotego języka, toteż uspokojanie Jericho raczej prędko zaczęło pokazywać swoje skutki. Kapłanka nie sądziła, że Houngan uważał ją na tyle niekompetentną, by puścić Oguna do zabijania i podbijania ziemi, jak już nie raz chciał uczynić. Pokręciła głową, następnie wróciła na swój tron, przytakując na słowa mężczyzny.
- Nie sądziłam, że pewnego dnia zostanę bohaterką. A każdy tak wychwala Mścicieli. Bo te bogate miasta są ważniejsze, prawda? - pokręciła głową, wzruszając ramionami. Marie Laveau urodziła się i wychowała w Nowym Orleanie, toteż dobro miasta leżało w jej kręgach zainteresowań. Znała to miejsce jak nikt inny.
- Nie mam zamiaru pozwalać Ogunowi ponawiać tego, co kiedyś próbował zrobić. Wszystko co zrobiłam było przemyślane. Gdy rozprawi się z robotami, odeślę go stamtąd skąd przybył. Wiem, jaki jest - przytaknęła na słowa Jericho, a później odwróciła głowę w kierunku Daniela. Podniosła nieco brwi na jego słowa, a zaraz wróciła oczami na oblicze Jerycho. Nie odpowiedziała, jednak głos kapłanki rozbrzmiał w sali tronowej.
- HATHOR! - wezwała jedną ze swych służących, która niemal natychmiastowo uraczyła wszystkich swoją obecnością - Poradź wszystkim przygotowanie trzech ozdobnych szat w kolorach czerwieni i bieli. Wszyscy mają ubrać się w te kolory. Przygotuj ołtarz z czarną kawą, rumem, cygarami, paprykami, olejem kokosowym i tobacco. Resztą zajmę się ja - powiedziała i odesłała dziewczynę gestem dłoni. Królowa Voodoo podniosła się ze swojego siedziska, zbliżyła się ponownie do braci i powiedziała.
- W Port au Prince mam świątynię. Jest to potężna willa z kilkoma podziemnymi, potężnymi pomieszczeniami. Myślę, że uda się nam przenieść tam tych ludzi. W moim imieniu rządzi tam houngan Sando, zajmuje się tam także swoim plemieniem. Przyjmie tych ludzi do świątyni. Ziemia należąca tam do mnie spokojnie zmieści tych ludzi - przytaknęła.
- Stety lub niestety, taki rytuał trzeba przeprowadzić na ulicy. Nie otworzymy portalu w salonie. W Nowym Orleanie sieje się panika, ludzie będą się zabijać żeby tutaj wejść. Legba musi stworzyć potężny portal na ulicy, jeśli chcemy uratować jak największą ilość ludzi. Zadbam o to, by przepuszczał tylko ludzi. Nie możemy sobie pozwolić w Haiti na atak tych robotów. Ty natomiast wykorzystaj laskę Legby i stwórz nam barierę ochronną na ulicy, byśmy mogli spokojnie przeprowadzić ten rytuał - powiedziała.
- Pytania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 09/06/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Wto Kwi 24, 2018 10:31 am

Bracia spojrzeli po sobie porozumiewawczo. Widocznie spodziewali się że przekonywanie Marie do pomocy zajmie im dużo więcej czasu. Na oczach wszystkich, ubiór Daniela zaczął się przeobrażać tak, że przybrał postać wspomnianych przez kapłankę szat.
- Wystarczą dwie. – Powiedział z uśmiechem. Mimo że stał tu przed nimi, to wciąż jego wygląd był tylko emanacją jego mojo, tak więc ubiór miał dla niego marginalne znaczenie. Do tego prawdopodobnie na czas trwania rytuału i tak połączy się ciałami ze swym bratem. Mieli to w zwyczaju, jak bardzo nie byłoby to dziwne. Dwóch hounganów w cenie jednego.
Jerycho wyglądał przy tym na mniej zadowolonego.
-Masz rację, że potrzebujemy miejsca na rytuał i dziękuję, że proponujesz własną świątynię. Na pewno się nada, zwłaszcza że nie musimy trzymać ludzi wewnątrz po przeniesieniu ich. Jeśli będę podtrzymywał barierę, nie dam rady należycie skupić się na zaśpiewie. Będziemy potrzebować więcej energii. Potrzebujemy pomocy twojej komuny. Chyba że zaryzykujemy atak ze strony maszyn…
Jeryho podrapał się w brodę. Mając do wyboru ryzykowanie życiem własnym, albo innych ludzi, Brat Voodoo zawsze wybierał to pierwsze.
- Możemy też przeprowadzić obrzęd za miastem. Będzie bardziej oddalone od celu, ale powinno się udać. Alternatywnie, możemy przeprowadzić rytuał w twojej świątyni, bracie. Artefakty, które tam nagromadziłeś być może pozwolą nam przeprowadzić obrzęd samemu. Nie musielibyśmy obawiać się przy tym nieprzyjaciela.
-Tak. –odparł Jeryho. – Jest też taka opcja. Miałem ją proponować. Postanówmy jednak coś szybko.
Opcji było wiele, lecz żadna nie była idealna a na coś trzeba było się zdecydować. Na rozmowie nie minęło im wiele czasu, jednak wciąż, w mieście ginęli ludzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marie Laveau
PR Manager
avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 06/03/2016

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Wto Kwi 24, 2018 4:09 pm

Marie wbrew pozorom nie była samolubną osobą. Zależało jej na dobru ogółu, a na pierwszym miejscu na dobru swoich bliskich. Laveau wróciła wzrokiem na Doctora Voodoo i uśmiechnęła się do niego, co raczej się często nie zdarzało. Zwłaszcza, że nie darzyli się zbytnio ciepłymi stosunkami, ale nie mieli tym samym wiele przeciw sobie. W tym samym momencie odezwał się jego brat, którego Królowa Voodoo spokojnie wysłuchała.
- W porządku. Możemy odprawić rytuał za miastem lub w świątyni o której mówicie. Nie ma to większej różnicy, bylebyśmy dostali się tam absolutnie bezpiecznie. Poza tym... - Laveau zerknęła na zegar powieszony na ścianie - Czas umyka, a ludzie tracą życia. Na co więc czekamy? - spytała retorycznie.
Zastanawiające było to, że bracia Drumm tak bardzo chcieli wprowadzać własne myślenie do planów kapłanki. Zignorowała to jednak, bo w końcu w grę wchodziło ratowanie żyć. Marie owszem, uratowała kilka istnień niejednokrotnie, ale tutaj było to działanie na ogromną skalę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 150
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Wto Kwi 24, 2018 5:21 pm

W sali otworzył się duży portal świecący jasnym czerwonym światłem i rzucający z wewnątrz niewielkimi wyładowaniami energii. Chwilę tak postał i po około minucie przeszedł przez niego sam Stephen Strange. Jego nieco zdezorientowany wzrok padł na Marie po czym na Drum'a. Omiótł wzrokiem całe pomieszczenie i ruszył powolnym krokiem przed siebie. Zbliżył się nieco do rozmawiającej dwójki i skrzyżował ręce na piersiach. Nie wyglądał w tej pozycji zbyt poważnie ale akurat teraz nie miało to zbyt dużego znaczenia.
- Może mi ktoś wyjaśnić co tu się stało, że wyczułem to aż w Nowym Yorku? I lepiej żeby to była dobra historia - powiedział po czym skakał wzrokiem z kobiety na mężczyznę. Nie wiedział z kim ma do czynienia jednak zakładał, że oni doskonale powinni znać osobistość samego Sorcerer Supreme.
Nie sądził żeby cały chaos wywołany w kraju był spowodowany przez tych dwoje. Wtedy już dawno wyczułby w robotach pierwiastek magiczny. Za maszynami stał ktoś zupełnie inny. Ci tutaj poprostu pozwolili sobie na skorzystanie z mocy, o których zapewne niewiele wiedzą. Ale o tym za chwilę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 09/06/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Wto Kwi 24, 2018 10:58 pm

A więc porozumienie zostało osiągnięte. Z przedstawionych przez brata dwóch opcji Jeryhowi minimalnie bardziej pasowała ta druga. Czarodziej bardzo nieczęsto wpuszczał do swojej siedziby żywych, dlatego ociągał się z decyzją. Mieściła się ona głęboko pod powierzchnią największego cmentarza Nowego Orleanu. Jednym z obowiązków Brata Voodoo była pomoc w przejściu przez granicę między światami, a w ramach niemożliwości przynajmniej umilenie wieczności. Była to jedna z jego posług jako wybranka Legby. Wokół Jeryho zaczęła krążyć przez to plotka że woli towarzystwo martwych niż żywych. Wiele niespokojnych duchów miasta miało jego świątynię jako spokojną przystań i miejsce spotkań, ale śmiertelnych trafiło tam niewielu.
Jedynym co właściwie przemawiało za sprowadzeniem Marie do siebie było to że jedną z mocy jego kostura było przenoszenie chętnych do tego osób do świątyni, tak więc mogliby się tam znaleźć dosłownie natychmiast. Zmarnowaliby tak najmniej czasu.
Albo skoro Marie chwilowo i tak była martwa, to nie łamał żadnej ze swych zasad?
- Dobrze więc - odparł po chwili kiwając głową. - Zebrałem liczne przedmioty wyjątkowo miłe oku Legby. W naszej pracowni rytuał ma większe szanse na powodzenie. Czy jesteś gotowa?
Jerycho złapał pewniej za swój kostur i oparł go pionowo o podłogę sali. Musiał czekać na pozwolenie Marie, ponieważ zapory chroniące jej przybytek przed magiczną podróżą wciąż trzymały.
Ale czy na pewno?
Kiedy obydwoje zwrócili na to uwagę, spostrzegli że ktoś dobija się z niezwykłą mocą do bariery. Dosłownie w sekundy pękła ona, a w pomieszczeniu otworzył się czerwony portal. Jeryho momentalnie spojrzał na Laveau, ale gdy dostrzegł w nich że nie ma do czynienia z tym wtargnięciem zasłonił ją własnym ciałem, łapiąc na nowo laskę w obie ręce. Daniel natomiast opuścił swoje materialne ciało i wniknął w tej samej pozie w brata. Oczy Drumma momentalnie rozbłysły na niebiesko, a jego moc wyczuwalnie wzrosła.
Stephana Strange'a ściągnęła tutaj wiadomość o potężnym mrocznym rytuale, dlatego nie szczędził mocy, na dostanie się na jego miejsce. Bariery kapłanki nie mogły się równać mocy i wprawie strażnika magii Ziemi.
Gdy przybysz już w całej swej krasie okazał się w sali zapadła cisza. Chyba wszyscy spodziewali się ujrzeć coś nieco innego.
- Nie wiem kim jesteś, człowieku, a chciałbym się dowiedzieć, ale nie wiem czy chodzi ci o atak robotów, nasze środki zaradcze... - tu spojrzał wymownie na Marie - ...czy jeszcze o coś innego.
Dziwny nie miał pojęcia z kim przyszło mu się mierzyć, ale pomimo dużo skromniejszego wyposażenia czarnoskóry mógłby stanowić wyzwanie gdyby doszło do pojedynku. Kobieta skrywająca się za nim miała ukryta aurę, do tego stopnia że wszelkie próby magicznego skanowania wskazywały że była martwa. Dziwna sprawa.
Nagle Jeryho dostrzegł Amulet na szyi doktora.
- Na Vishnanti... Czy strażnik przybył aby nam pomóc?
Atmosfera wyraźnie się ociepliła. Jeśli Marie sama nie poznała dziwnego, to widać było że Drumm przynajmniej o nim słyszał. W każdym razie houngan pozwolił sobie na spokojniejszą pozę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marie Laveau
PR Manager
avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 06/03/2016

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Wto Kwi 24, 2018 11:20 pm

Królowa Voodoo nie miała zamiaru kłócić się z wolą wybranka Legby. Nie był w końcu głupcem, wiedział doskonale co robi, a w związaniu z jednym z najważniejszych loa musiała mu zaufać, nawet jeśli wcześniej nie mieli specjalnie bliskich kontaktów. W grę wchodził jednak ratunek ludzi, w którym Laveau chciała jak najbardziej pomóc. Wiedziała, że bracia niespecjalnie przepadali za kobietą - może dlatego, że nie chyliła od czarnej magii tak bardzo jak oni - ale w tej sytuacji musieli połączyć swoje energie i stworzyć bezpieczny portal do Port-au-Prince. Kapłanka złączyła swoje dłonie uważnie obserwując żywego brata Voodoo.
- Jestem gotowa - odpowiedziała finalnie na pytanie Jericho, który ewidentnie obawiał się swojej decyzji. Przynajmniej takie odnosiła wrażenie. Może i był potężnym hounganem, ale nie okazywał tego jakoś specjalnie: przynajmniej jego brat wydawał się być bardziej rozgarnięty. Oczywiście nie mówiła tego głośno, bo to były wyłącznie jej skromne przemyślenia.
Marie zerknęła na kostur, jednak nie poświęciła mu zbyt wiele uwagi, bowiem zaraz wyczuła podejrzaną siłę próbującą przebić się przez barierę do środka salonu. To nie mógł być robot, ani normalny człowiek. Co więc to było? Kapłanka stanęła w szoku, wpatrując się w czerwony portal. Chwyciła niepewnie czarnoskórego, kryjąc się za jego ciałem; była w końcu kobietą niewielką, więc skrycie się nie było problemem. Zabawne, że królowa Voodoo bała się w tym momencie magii.
Laveau wychyliła nieco głowę i obarczyła Doctora Strange dziwnym spojrzeniem, jakby jednocześnie chciała go uderzyć za zawał serca (chociaż chwilowo nie żyła), ale z drugiej strony była ciekawa jego wizyty. Czyżby energia Oguna była aż tak odczuwalna? Być może. W końcu był pradawnym duchem, a wręcz rzec można, że bogiem.
Wielka Kapłanka w końcu złączyła fakty i rozpoznała Sorcerer Supreme poprzez jako-taką znajomość z Victorem Strange, jego bratem, z którym najlepszych relacji nie miała. Nie miała zamiaru jednak wyjawiać tego w obecności zebranych, w końcu nie każdy musiał wiedzieć o wszystkich jej ruchach. Tak czy siak, wiedziała, że Doctor nie przybywa tutaj o złych zamiarach.
Marie Laveau wyszła z objęć Jericho nie szczędząc sobie "przypadkowych" dotknięć, które temu towarzyszyły. Kapłanka zbliżyła się do Stephena Strange, a następnie złączyła swoje dłonie i zerknęła na niego z miną, jakby oczekiwała wyjaśnień.
- Masz zamiar wyjaśnić mi wtargnięcie do świątyni? - zapytała jakby nigdy nic. Nie interesowało ją czy rozmawiała z królową Anglii, Jezusem Chrystusem, czy prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jej świątynia była jej świętością i broniła jej jak dziecka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 150
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Sro Kwi 25, 2018 5:43 pm

Atmosfera nieco zgęstniała, wręcz dałoby się ją kroić nożem. Reakcja mężczyzny nieco zaskoczyła Stephena. Uniósł brew w geście zdziwienia i przekręcił delikatnie głowę w prawo. Wolał ominąć smutną część wiążącą się z spuszczeniem łomotu. W niektórych przypadkach jednak bywało to nieuniknione a wręcz druga strona sama się o to prosiła. Westchnął tylko i złapał się za głowę.
Wyglądająca zza jego pleców kobieta nieco zaintrygowała doktora. Nie bardzo był w stanie zidentyfikować jej aurę. To oznaczało, że coś jest na rzeczy, coś magicznego zapewne. Dał krok do tyłu gdy murzyn sięgnął po laskę.
- Hej... Nie jestem tu żeby wam zaszkodzić. Po prostu chcę ustalić co tu się stało?! - uniósł nieco głos dając do zrozumienia, że nie on jest tutaj wrogiem. Strange był cierpliwy, w końcu zawód tego wymagał, jednak jego cierpliwość miała pewne granice. Słysząc o robotach i środkach zaradczych aż syknął wiedząc że nie może to oznaczać niczego dobrego.
- Co to za środki zaradcze? Macie nad TYM kontrolę? - zaczął wypytywać bo wolał się upewnić, że za chwilę nie zmaterializuje się tutaj jakiś demon lub nieumarły. Był w pełni świadom jak takie ingerencje w świat martwych mogą się skończyć. Zazwyczaj brakiem kontroli lub niechęcią do współpracy albo próbą wykiwania przywołującego.
- Wtargnięcie? Wzywasz byt z innego świata i sądzisz że się o tym nie dowiem? - spytał z powagą w głosie, wręcz zahaczającą o groźbę. Ominął ją i zrobił niewielką rundkę po sali przypatrując się tu i tam. Większość znaków wskazywała na magię voodoo. Kadzidła, prowizoryczne lalki czy manekiny.
- Ahhh. By the way. Jestem Stephen Strange. Sorcerer Supreme ziemskiego wymiaru. Gdybyście jeszcze nie skojarzyli. - dodał na koniec. Zawsze gdy się przedstawiał duma rozsadzała mu pierś.

Przypominam, że zgodnie z regulaminem w postach fabularnych nie wolno używać tego rodzaju wtrąceń z języka angielskiego - bo w domyśle postaci i tak się nim posługują. Nazwy własne - jak Sorcerer Supreme na przykład - są w porządku, ale "by the way" możesz spokojnie zapisać po polsku, chociażby jako "przy okazji".
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 09/06/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Pią Kwi 27, 2018 7:30 pm

Czarnoskóry mężczyzna wydawał się przekonany dobrych intencji doktora. Pozwolił sobie na luzniejsza postawę i znowu wsparł się na kosturze. Trzaskajaca moc jednak nie opuściła jeszcze wnętrza jego oczu.
- Nowy Orlen jest atakowany. To nasze miasto i będziemy chronić go nasza mocą. Planuję rytuał, który pozwoli na bezpieczna ewakuację twoje uczestnictwo byłoby dla nas wielka pomocą i zaszczytem. - zaczął tłumaczyć mężczyzna.
Gdy jednak padło pytanie o to co tu zaszło i czy mają nad tym kontrolę, spojrzał tylko na Marie. Jego brew uniosła się w niemy wyrazie "a nie mówiłem?". Pozwolił jej samej tłumaczyć własne poczynania.
- Jestem jeryho drumm. Miejscowi zwą mnie bratem voodoo. Jeśli chcesz nam pomóc, to jest na to najlepszy moment. Jeśli chcesz nas karać, to sugeruje, by odbyło się to po tym jak ocalimy miasto. - znów pewniej złapał kostur
Hungan wymruczal śpiewanie pod nosem modlitwę i nagle oczy głów na szczycie łaski rozwarly się swiecac niebieskim blaskiem. Po chwili cztery wiązki skoncentrowany się w jednym punkcie na podłodze, która wyraźnie straciła w tym miejscu materialnosc. W dół, w nicość, niby przez ślad podłogi prowadziły kamienne schody.
Coś było jednak nie tak. Magowie poczuli to jednak w ostatnim momencie. Wraz z portalem wybuchnely z niego ogromne ilości aury śmierci. Gdy tylko przejście stanęło otworem wyfrunelo z niego kilka sylwetek przypominających poskrecanych ludzi z długimi szponami zamiast palców. Od razurozpierzchly się po pokoju i przystąpiły do ataku oraz niszczenia wnętrza sali.
-NASZA SWIATYNIA! - wrzasnął jeryho dwuglosem podczas odrzucania mocą kostura jednego z napastników. Nie czekając aż ktoś cokolwiek powie lub zrobi wskoczył do portalu.
Z wnętrza pojawiały się kolejne potwory, choć nie tak wiele jak wcześniej. Dwoje z nich zaatakował o dziwnego. Duchy niszczyly meble i artefakty, a nawet pognaly dalej na ulicę miasta. O dziwo jednak żaden nie atakował ani Marie, ani żadnego z jej sług.


(pisane z telefonu. Mam nadzieję że wybaczcie)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 150
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Sob Kwi 28, 2018 2:26 pm

Trzeba było przyznać, że czuł się nieco niezręcznie w tej całej sytuacji. Niby Jerycho oddawał wyrazy szacunku i uznania ale Marie... Ta kobieta była dziwna. Nie tylko ze względu na swoje księżniczkowe zachowanie, ale na aurę, która od niej biła. Było to coś słabo wyczuwalnego, jakby teoretycznie była obecna ale niezupełnie. Jako kapłanka voodoo powinna reprezentować poziom przynajmniej ponadprzeciętny. Niestety Dziwny nie mógł wyczytać z jej aury zupełnie nic. Podobnie jak jej świta. Coś tu się zadziało a Stephen nie do końca wiedział co takiego.
Dziwna energia, która sprawiła że włosy na głowie Strange'a stanęły dęba nie mogła zwiastować wizyty Kucyków Pony. Nie spodziewał się jednak wizyty demonów w takim miejscu. Podobno było nieźle zabezpieczone. Czyżby jego wtargnięcie i przebicie się przez bariery mogło przetrzeć ścieżkę dla tych istot? Dotąd nie spotkał niczego podobnego więc nie wiedział z czym mają do czynienia. Wiedział jednak jak się demony zwalcza. Gdy tylko pierwszy opuścił salę i wyleciał na ulice miasta Czarodziej wymamrotał zaklęcie w nieznanym języku i dotknął podłogi. Na ścianach, suficie, przy oknach i drzwiach pojawiły się runy pieczętujące pomieszczenie. Dzięki temu żadna poczwara już nie opuści tego miejsca. Niestety on, Marie i Drumm też nie. Do dwóch bestii pędzących w jego kierunku wystrzelił potężne wiązki energii, zakładając że to wystarczy. Następnie ponownie wymamrotał inkantację a po chwili z jego rąk wystrzeliło kilkanaście wyładowań elektrycznych, które swoim wyglądem przypominały małe humanoidalne istoty. Każda popędziła w kierunku innego demona starając się z nim zetknąć i wywołując potężne porażenie. Sam Strange otoczył się Tarczą Seraphima dla bezpieczeństwa.
Swój wzrok Stephen przeniósł na Marie. Jak to jest, że ją omijały? Czyżby to ona je tutaj sprowadziła? Jeżeli to wszystko było zasadzką to zrówna tą świątynię z ziemią.
- Co to ma znaczyć?! - wręcz krzyknął uniesiony gniewem. Na szczęście osłonięty barierą był totalnie bezpieczny a skoro demony nie atakowały Marie oraz nie mogły opuścić tego miejsca to mieli chwilę na pogawędkę.
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marie Laveau
PR Manager
avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 06/03/2016

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Sob Kwi 28, 2018 4:58 pm

Królowa Voodoo milczała. Nie było czasu na wytykanie Strange'owi jego zachowania, bowiem co chwilę umierali ludzie zażynani przez roboty. Nie miała zamiaru nic mu tłumaczyć, miała wszystko pod kontrolą i nie mogła teraz niczego cofnąć. A na pewno nie miała zamiaru robić tego na zawołanie jakiegoś chama.
Zerknęła ukradkiem na Jericho, który zaczął mruczeć inkantacje Voodoo. Kapłanka westchnęła pod nosem, aż w końcu zauważyła stwarzające się za pomocą magii Brata Vodou schody. Gdyby nie obecność Doctora, to już teraz byliby w trakcie tworzenia bezpiecznego portalu dla ludzi z Nowego Orleanu.
W pewnym momencie coś zawisło w powietrzu. Marie Laveau odwróciła głowę w kierunku Drumma, aż w końcu odskoczyła, gdy jakieś bliżej nieokreślone postaci przemknęły tuż obok niej, o dziwo absolutnie ją omijając. Czyżby Ogun zaczął już działać? Być może. Na to wyglądało. Kapłanka na pewno żadnych byle demonów nie wzywała.
Po krzyku Jericho miała zamiar wskoczyć do portalu i zrobiłaby to bezmyślnie, gdyby nie działanie zaatakowanego przez duchy Strażnika Magii. To ewidentnie musiała być sprawka boga wojny, który najwidoczniej chciał jak najszybciej spełnić swoje obietnice wobec wyznawców. Runy pojawiły się wewnątrz świątyni, a Laveau dopiero co ogarnęła się z szoku, w jaki wpadła tuż po wydostaniu się demonów z portalu.
Finalnie zerwała z siebie szaty rytualne i stanęła w obliczu swoich gości w dosyć odkrywającym, przepełnionym kolorami stroju. Skoro miała walczyć i szybko działać, nie mogła spowalniać swoich ruchów. Demony nie zaatakowały Doktora Voodoo, a więc ten był bezpieczny. Inaczej sprawa malowała się z Doctorem Strange, na którego teraz spadną wszystkie poczwary które wydostają się z portalu.
Marie Laveau wzruszyła ramionami i miała zamiar uciec wraz z Jericho. Jeśli Strange nie wywnioskował, że to duchy Oguna - a miał się za wielkiego maga - to jego wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 150
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Czw Maj 17, 2018 7:09 pm

Był bezpieczny za swoją tarczą jednak coś wzbudziło jego podejrzenia. Machnął ręką oplątując ciało Marie wiązkami energii i przyciągając do siebie. Przeniknęła przez barierę i stanęła twarzą w twarz z samym Sorcerer Supreme. Gniew widocznie malował się na jego twarzy przez co uścisk magicznych więzów wręcz odbierał dech.
- Możesz mi wyjaśnić. Dlaczego poczwary rzuciły się na mnie? Może nie jestem kapłanem voodoo ale jestem człowiekiem! Poza twoją świątynią też żyją ludzie a dwie czy trzy bestie się wydostały. Jeżeli choć jeden człowiek ucierpi w wyniku pojawienia się tych stworzeń to spotka Cię sroga kara. - powiedział głosem pełnym gniewu ale zarazem zmartwienia. Następnie machnął ręką a ciało kapłanki wyleciało ze Sfery Seraphima i uderzyło z impetem o ścianę komnaty. Następnie tarcza rozbłysła światłem a Doctor Strange zniknął a wraz z nim runy ochronne.

z.t.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 09/06/2012

PisanieTemat: Re: Sala tronowa   Czw Maj 17, 2018 11:34 pm

Reakcja dwojga bohaterów była mniej spontaniczna niż Brata Voodoo. Trudno się dziwić. To co się działo nie było raczej rzeczą spodziewaną. Do tego to nie ich sanctorum było obecnie atakowane przez demony.
Niemniej, gdy Jerycho zniknął już w głębi eterycznej klatki schodowej, a demony skupiły się na ostatnim obecnym czarowniku. Doświadczenie w walce i magi bitewnej Stephena od razu dało się zauważyć. Bariera mająca na celu zabezpieczenie przybytku pojawiła się jeszcze zanim pierwszy duch opuścił mury zakładu fryzjerskiego. Niestety sprawiło to że Dziwny stał się ich jedynym możliwym punktem zainteresowania i ataku. Elektryczność, nawet pod tak finezyjną postacią, nie była najskuteczniejszym sposobem na walkę z duchami. Odczuwały one trafienia, jednak nie pozostawały przez nie eliminowane. Demony zdołały zbliżyć się do maga i sięgnąć go pazurami. Całe szczęście składały się one z magii bardziej niż z materii i osłony doktora osłabiły skutki ich ataków. Ciosy, które pewnie innego człowieka rozprułyby na miejscu, pozostawiły tylko sieć widocznych zadrapań i rozdarć na ciele i ubraniu. Otoczenie się nieprzeniknioną sferą serafinów było sprawdzonym i przećwiczonym manewrem, który jednak uwięził go w miejscu. Demony pozbawione kontaktu wirowały wokoło sfery.
Marie mogła przyglądać się temu bezpiecznie z boku. Wszystkie stwory zatwardziale ignorowały jej obecność. Gdy już się o tym wiedziało, aura Oguna była w stworach bardzo wyczuwalna. Dziwne ukłucie sympatii nakazało jej jednak wspomóc swojego pierwotnego gościa. Dostępu na klatkę schodową broniły jednak runy dziwnego. Był on o wiele bieglejszy w tego rodzaju popisowej magie od kapłanki. Za barierą kłębiły się już kolejne cieniste sylwetki szukające sposobu na przejście.
Nagle jakaś siła pociągnęła ją mocno do tyłu. Nim się spostrzegła okazało się, że to dziwny przyzwał ją do siebie kolejnym zaklęciem. Nie sprawdził tylko jednego. Marie chwilowo cieszyła się błogosławieństwem pana tych cieni, niczym jego oblubienica. Gdy tylko zaklęcie porwało ją w powietrze, jej cień, rozdarł się za nią niczym rozmyta plama i nie pozwolił się na nowo zamknąć barierze. Wyrwę tę od razu wykorzystały demony wpadając do wąskiej przestrzeni i atakując maga. Pod naporem ich ciosów osłony zaczynały słabnąć i stwory dotkliwie poraniły Stephena. Jeszcze chwila i magia obronna pryśnie całkowicie, a wtedy nie będzie przyjemnie.
Doktor zdecydował ratować się ucieczką. Wcześniej musiał jednak zwolnić zasłony strzegące pomieszczenia, przez co kolejna fala demonów wlała się do pomieszczenia. Robiło się od nich aż gęsto. Chcąc nie chcąc kilka z nich przeniknęło przez ciało Marie. Wbrew oczekiwaniom, to co ją przeszyło to straszliwe ciepło, pot i poczucie duszności.
O dziwo bardzo niewiele demonów zdecydowało się opuścić przybytek na ulice. Większość rzuciła się na maga łaknąc jego potężnej esencji. Dziwny musiał ratować się ucieczką. Otwierając portal uciekł z tego miejsca, jednak lepka aura cienia nie dawała się tak łatwo zrzucić. Najbliższe mu demony przeniosły się razem z nim, a ciągnący się za nim mroczny warkocz, pozwolił wielu następnym iść w ich ślady. Koniec końców To co zyskał dziwny, to zmiana scenerii i kilka sekund na złapanie drugiego oddechu.
W tym czasie Marie mogła swobodnie podążyć w dół wciąż istniejącymi schodami. Wymagało to niemałego wysiłku, bo choć demony nie atakowały jej bezpośrednio, to powolny marsz przez pędzącą na przeciw tłuszczę nie stanowił niczego przyjemnego. Już w połowie drogi słychać było odgłosy walki. Po dotarciu na miejsce mogła swobodnie rozejrzeć się po sanctorum Jerycho. Znajdowało się ono w starym mauzoleum. Księgi i ołtarze porozmieszczane były w sąsiedztwie z sarkofagami i płytami nagrobnymi. Wszystko rozjaśniał blask niebieskofioletowych latarni, prawdopodobnie magicznych. Po środku  Jerycho toczył nierówną walkę z przeciwnikami. Nie wyglądał na rannego, ale nawet połączeni z bratem wyraźnie słabli. Stawiali czoła znacznej przewadze liczebnej przeciwników. Co więcej, większość z demonów szalejąca po tej olbrzymiej nekropolii wcale nie była zainteresowana hounganem. W siedzibie Brata Voodoo znajdował się azyl dla dziesiątek zbłąkanych dusz i to one były głównym celem demonów. Wszędzie toczyła się paniczna gonitwa, a demony, dopadłszy biedne dusze, przemieniały je na swoje podobieństwo, by te przyłączyły się do pościgu za kolejnymi nieszczęśnikami. Na domiar złego, Jerycho zdawał się bardzo ryzykować i odsłaniać starając się pomóc najbliższym duchom. Był tak zmęczony że nawet nie zauważył pojawienia się Marie w pomieszczeniu.
Oczywiście kobieta dalej pozostawała bezpieczna. Przynajmniej o ile nie zagrażała bezpośrednio cienistym istotom.

[obydwoje zt. Dziwny, daj mi znać gdzie się przeniosłeś. Nie zaznaczyłeś tego w poście i powiedzmy że nie będę tego wykorzystywał przeciw tobie. Marie tutaj http://theavengers.forumpolish.com/t2408-siedziba-doktora-voodoo#32554]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala tronowa   

Powrót do góry Go down
 
Sala tronowa
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala tronowa
» Sala tronowa
» Sala Tronowa
» Sala Tronowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Orlean :: Salon fryzjerski "Maison Blanche"-
Skocz do: