Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Siedziba Brata Voodoo

Go down 
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Siedziba Brata Voodoo   Czw Maj 17, 2018 9:45 pm


Siedziba Jerycha Drumm to tak naprawdę stare i zapieczętowane mauzoleum mieszczące się głęboko pod dzielnicą cmentarną Nowego Orleanu. Skomplikowany rozkład pomieszczeń pozwala na wygospodarowanie osobnych laboratoriów, sypialni, sal do medytacji i rytuałów, skarbca i tym podobnych. Dostanie się do niego w niemagiczny sposób nie jest możliwe bez wyburzenia frontowych płyt marmurowych i przekopania się przez zawalone gruzem górne piętra kompleksu. Mimo to pod ziemią zdaje się być jasno, a powietrze wydaje się być świeże.
Mauzoleum poświęcone jest Legbie, panu przejść tak więc siedziba jest bezpieczną przystanią dla duchów szukających drogi na tamten świat. Czasami są ich tutaj nawet dziesiątki, bo dzięki magii voodoo są one w stanie manifestować się tutaj i wieść namiastkę poprzedniego życia. Jerycho uważa pomoc im w przejściu za jedną ze swoich powinności jako houngana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 508
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Siedziba Brata Voodoo   Pią Sty 11, 2019 10:45 pm

Speed miał dosłownie ułamki sekund na przeanalizowanie co jego brat wymruczał właśnie pod nosem. Racja, ułamki sekund były czasem w którym Tommy potrafił zrobić wiele rzeczy, ale nie było pewnym, czy nawet gdyby odbiegł w tym czasie na drugi koniec miasta, perfidne zaklęcie i tak nie ściągnęłoby go z powrotem.
Tak więc chcąc nie chcąc został z marszu wciągnięty w kolejną przygodę, tym razem na drugim końcu stanów. Wyglądało na to że w zawodzie bohatera często występują nadgodziny. Całe szczęście nie był to pierwszy raz gdy przenosił się gdzieś razem z Wiccanem, więc uczucie zrywania z nóg i wywracania żołądka do góry nogami nie było mu obce.
Gdy obydwoje wylądowali już na miejscu, okazało się że coś było nie do końca tak jak być powinno. Otaczała ich nieprzebrana ciemność. Gdyby nie wrażenie solidnego gruntu pod stopami, mogło by się od niej zakręcić w głowie.
Chwilę potem jednak światło powróciło i obydwoje mogli się rozejrzeć po miejscu w którym się znaleźli. Żaden z nich nie był chyba nigdy we wnętrzu grobowca, ale to miejsce nie mogło być niczym innym. Podłoga, ściany i strop z kamienia, pokryte były religijnymi symbolami i tekstami. Znajdowały się wśród nich zarówno chrześcijańskie, jak i nieznane młodzieńcom znaki. W niezliczonych niszach w ścianach spoczywały rzędy starych, nadgniłych trumien. Na pierwszy rzut oka nie widać było jednak żadnego źródła rzucanego światła. Tak samo mimo spodziewanej wilgoci i zbutwiałego powietrza, atmosfera wydawała się rześka niczym wiosenny poranek. Komnata była dość spora i o dziwo ktoś wstawił do niej komplet mebli wyglądających jakby przegapiły dwie lub trzy epoki. Całości dopełniał straszliwy bałagan, jakby wewnątrz odbyła się jakaś walka, lub wręcz przeszło jakieś tornado. Wspomniane meble leżały potrzaskane i porozrzucane w nieładzie, podobnie jak ich niegdysiejsza zawartość. W oddali podwójna, rozchodząca się klatka schodowa prowadziła na kolejne kondygnacje mauzoleum, te jednak jakimś cudem nikły już w mroku.
Najciekawszym i prawdopodobnie najważniejszym dla Młodych Mścicieli elementem wystroju był chyba jednak obszerny okrąg wyrysowany na ziemi czymś fosforyzującym na fioletowo, oraz oplecionym w mnogie znaki i runy. Bracia pojawili się dokładnie w centrum kręgu, co nie wyglądało na przypadkowe działanie.
Jakby tego było mało, na ścianie naprzeciw klatki schodowej, tuż za zasięgiem magicznego kręgu znajdowała się samotna sylwetka przykuta do ściany. Ponad wszelką wątpliwość pozostawała nieprzytomna, a w pozycji pionowej utrzymywały ją tylko kajdany. Billy mógł poznać w nim obraz tego, kto wysłał zaproszenie, jednak liczne obrażenia jakie mężczyzna widocznie otrzymał nie czyniły tego zadania łatwym.
Gdyby Wiccan spróbował sięgnąć teraz po swoją moc, zauważyłby że ma z tym nienaturalne trudności. Coś wręcz uniemożliwiało mu działanie. Tommy nie czuł się natomiast w żadnej mierze ograniczony. Pytanie tylko jak zachowa się dziwny krąg przy próbie kontaktu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

Wiccan

Liczba postów : 519
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Siedziba Brata Voodoo   Pon Sty 14, 2019 10:52 pm

W porządku, tego Billy się nie spodziewał. Nie, nie chodziło o to, że nie oczekiwał zupełnie żadnych kłopotów, bo pułapka sama w sobie mimo wszystko tak bardzo by go nie zaskoczyła. Liczył się z nią, ale zwyczajnie wolał wierzyć w to, że - z nią czy bez niej - przeniosą się przynajmniej w miejsce, w którym będą mogli zrobić dla kogoś coś dobrego. To liczyło się dla niego bardziej od własnego bezpieczeństwa. Może i nie lubił umyślnie wystawiać się na niebezpieczeństwo, ale przy odpowiedniej motywacji - czyli właściwym celu - długo się nad tym nie zastanawiał.
Nie, zdziwiło go coś innego, a mianowicie ta nagła i wszechogarniająca ciemność. Przyzwyczaił się już do tego, że kiedy gdzieś się teleportował, jego energia jeszcze przez chwilę wokół niego krążyła, przy okazji oświetlając dla niego na błękitno okolicę... Teraz zaś została gwałtownie odcięta i to od razu po pojawieniu się na obcym obszarze. Nie mógł to być przypadek, choć chłopak nie był pewien co dokładnie stanowiło problem. Jeżeli jednak coś wpływało na jego zdolności, to nie potrzebował innych powodów, aby z góry uznać, że faktycznie musieli się mieć na baczności.
Pomimo tej świadomości, Kaplan tak czy siak natychmiast i w dodatku wręcz instynktownie spróbował pobudzić do życia swoje moce, przyzwać je do dłoni, otoczyć je świetlistymi kulami - lecz nie dało to żadnego efektu. Starał się nie panikować, powtarzał sobie w myślach, że powinien zachować spokój, lecz serce tak czy siak biło mu jak oszalałe i odnosił wrażenie, że przesunęło się jakoś tak w okolice gardła, zaś w jego klatce piersiowej pojawił się nieprzyjemny uścisk. To zabawne, że jeszcze z rok temu nie posiadał żadnych nadprzyrodzonych możliwości i jakoś funkcjonował, nawet jeżeli kiepsko, teraz zaś brak dostępu do mocy wywoływał w nim nagły przypływ paniki. Szkoda, że nie wiedział nic więcej, bo w tej chwili nie potrafił nawet określić czy jego kłopoty wynikały z jakiejś blokady, z odsysania energii z otoczenia... Czy jeszcze z czegoś innego. Znając przyczyny być może coś by wskórał. Jakoś ten problem obszedł lub go sforsował... Ale tak? Nie chciał marnować na to energii, a w końcu nie miał pojęcia czy przy próbach z niego uciekała czy zupełnie nie odpowiadała na wezwanie.
Szczęście w nieszczęściu, że ten mrok nie utrzymywał się bardzo długo. Co prawda jego ustąpienie nie odsłoniło niczego pocieszającego, wprost przeciwnie, ale Billy i tak wolał już zobaczyć co ich otaczało i spróbować się na to przygotować, niż trwać w ciemnościach. Niewiedza była najgorsza. Głównie dlatego, że zazwyczaj wyobraźnia chłopaka podsuwała mu obrazy gorsze od tych, z którymi miał do czynienia w rzeczywistości... Z drugiej strony obecna sytuacja i bez tego nie wyglądała najkorzystniej.
Mrugając szybko, aby znów przyzwyczaić wzrok do jasności, nastolatek powoli potoczył spojrzeniem po pomieszczeniu, w którym się z bratem znajdowali. Było... Spore i kamienne, to rzuciło mu się w oczy jako pierwsze, a do tego nieźle zabałaganione, lecz nie w sposób sugerujący zrażonego do idei porządku właściciela, a wyraźne kłopoty. Nikt raczej nie niszczył swoich mebli dla przyjemności czy ze względu na nietypowe poczucie estetyki. Chociaż... W porządku, może jednak trafiłoby się parę takich osób, ale jakie były szanse na to, że właśnie ktoś taki tutaj rezydował? Kaplan wolał założyć, że coś się w tym miejscu stało. Coś złego. Jego wzrok przesunął się jeszcze po trumnach - i znów musiał sobie w myślach przypomnieć, aby nie panikować, bo żadnych zombie czy wampirów nie było przecież w tym momencie widać na horyzoncie - oraz po tych wszystkich... Religijnych ozdobach... Aż zatrzymał się na klatce schodowej. Jasna droga ucieczki, skoro teleportacja nie wchodziła w grę.
Tyle że oczywiście byłoby zbyt pięknie, gdyby to się okazało takie proste. Spojrzenie chłopaka powoli osunęło się na znaki, które jarzyły się na podłodze i najwyraźniej rozchodziły się wokół niego i Tommy'ego - na którego a nie mówiłem? Billy wciąż czekał i głównie dlatego nie odzywał się jako pierwszy... Choć po części również ze względu na to, że oddychał trochę za szybko i nieco za ciężko, czego nie chciał dać po sobie tak łatwo poznać. Nie to, żeby wstydził się tej reakcji, nie do końca... Ale wolał ją zachować dla siebie.
Podążając wzrokiem za wzorami na kamiennej podłodze, nastolatek aż sam musiał się obrócić... I wówczas dotarło do niego, że nie byli w tej sali sami, przez co odruchowo lekko się wzdrygnął - a następnie szarpnął ciałem tak, aby znaleźć się przodem do nieznajomego... Chociaż nie. Nie do nieznajomego, gdyż ten strój, fryzura... Znaki... Och. Och.
- To on. To znaczy, on nas tutaj wezwał. Albo... Prawdopodobnie raczej ktoś, kto się pod niego podszywał, ale jego obraz widziałem... - poinformował Tommy'ego nieco niezręcznym tonem, w miarę mówienia zresztą zwalniając i cichnąc. Ręce chłopaka instynktownie powędrowały w górę i objął się nimi luźno w pasie, nawet nie myśląc o tym, co mógł tym gestem wyrażać, po czym zerknął na speedstera z zastanowieniem. Aż przygryzł na moment dolną wargę, w myślach rozważając ich opcje.
Co było priorytetem? Odzyskanie zdolności. Wydostanie się stąd. Może obudzenie tego mężczyzny, bo skoro znajdował się w takim stanie, to chyba jednak nie był ich oprawcą... A kto wie, być może potrafiłby im pomóc. Jak długo energia Billy'ego wróciłaby do normy, mógłby go uleczyć i przywrócić mu przytomność, dlatego musieli zrealizować poprzednie punkty programu. Jak? Logiczne wydawało się postawienie na opuszczenie lub usunięcie tego kręgu. Który... Mógł nie tylko blokować moce, ale i ich więzić. A nastolatek chyba nie chciał sprawdzać na własnej skórze tego, czy próba przekroczenia linii wyrządziłaby im jakąś krzywdę, czy może tylko została zablokowana - czy nic z tych rzeczy.
- Myślisz, że byłbyś w stanie wysadzić jedną z tych płyt? Ale po drugiej stronie, nie przy nim. I... Tylko wierzchnią warstwę? - przerwanie wzoru wydawało mu się najlepszym pomysłem na początek, ale trochę obawiał się odłamków... Oraz tego, że mogliby przebić się piętro niżej. Choć przy tylko jednej płycie to ostatnie nie powinno im zaszkodzić, bo raczej nie zawaliliby przy okazji całej podłogi. Konstrukcja musiałaby być w tragicznym stanie.
Gdyby Tommy przystał na jego sugestię i przystąpił do dzieła, Billy ustawiłby się za nim, aby nie blokować mu widoku i nie wchodzić w drogę. Domyślał się, że rówieśnik tak czy siak będzie w stanie uchylić się przed zagrożeniami albo nawet je wyłapać czy odtrącić, dlatego o niego się nie martwił. O siebie i tego mężczyznę już bardziej, w związku z czym czekał w gotowości, starając się przyzwać swoje moce. Kiedy tylko by mu odpowiedziały - o ile by to zrobiły - zamierzał wygenerować dość energii, aby utworzyć przed sobą tarczę na odłamki... Lub podest, na którym mogliby wylądować, gdyby podłoga jednak nie wytrzymała. A jeśli przerwanie kręgu im się nie uda lub nic nie da... Wtedy będą się martwić dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Siedziba Brata Voodoo   

Powrót do góry Go down
 
Siedziba Brata Voodoo
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Orlean-
Skocz do: