Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główny gabinet

Go down 
AutorWiadomość
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Główny gabinet   Wto Lip 03, 2018 11:25 pm


Gabinet zajmowany obecnie przez młodego Osborna znajduje się na najwyższym piętrze Oscorp Tower. Jasny, przestronny, z wysoko umieszczonym sklepieniem i oknami zajmującymi praktycznie całą jedną ścianę, gwarantuje przyjemne środowisko pracy... Oraz zabójczy widok na okolicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Czw Lip 05, 2018 12:05 am

Temat Starka wydawał się być względnie bezpieczny - zarówno dla błądzących teraz myśli Harry'ego, jak i po prostu na rozmowę w otoczeniu przypadkowych ludzi. Pewnie sporo osób tak czy siak go obgadywało, nie tylko takich, które go osobiście znały albo chociaż spotkały... A Osborna prawdę mówiąc nie obchodziło to, czy ktoś usłyszy jego opinię. Bo w końcu to wcale nie tak, że jego własny ojciec i Stark się nie cierpieli, co jawnie sobie okazywali... Skądże znowu. W obliczu czegoś takiego on sam nie mógł już zbytnio pogorszyć swoich własnych relacji z Iron Manem. Normana nie przebije. Ani pod tym względem, ani pod żadnym innym.
- Jest... Tak, charyzmatyczny to chyba najlepsze określenie. Arogancki, jasne, ale przede wszystkim charyzmatyczny. I wie, że może sobie pozwolić na wiele, więc z tego korzysta. Prawdę mówiąc wątpię, żeby nawet ta obecna sytuacja z robotami mu zaszkodziła. Wygrzebie się z niej i jeszcze wyjdzie na jego - wyjaśnił w skrócie swój punkt widzenia, zresztą raczej obojętnym tonem, nawet jeżeli zmarszczył przy tym lekko czoło. Nie miał ze Starkiem do czynienia aż tak często, by lepiej go poznać i podejrzewał, że w przeciwnym razie długo by z nim nie wytrzymał, a już na pewno nie sam na sam... Ale przynajmniej mógł szczerze powiedzieć, że nie podzielał nienawiści swojego ojca. Nie widział ku niej powodów.
Stojąc tak obok Flasha i dyskutując z nim o swoim nie do końca konkurencie biznesowym, Harry spoglądał głównie na drzwi windy, nie chcąc przypadkiem złapać z nikim kontaktu wzrokowego. Domyślał się co zobaczyłby w oczach tych osób, więc nie chciał się na to wystawiać... Bo i po co. Kiedy jednak jego przyjaciel wrócił do kwestii osobistych, Osborn obrócił już ku niemu głowę i przeniósł wzrok na jego twarz. Choć na jego własnym obliczu początkowo malowała się powaga, adekwatna do tematu alkoholizmu i walki z nim, w miarę słuchania mimo wszystko lekko się uśmiechnął.
Szczerze cieszył się z tego, że Flash coś robił, żeby sobie pomóc - że czymś się zajmował. Praca z ludźmi, z młodzieżą, powinna mu wyjść na dobre... Co po jego przeżyciach z pewnością nie było łatwe. Chyba żaden weteran nie miał lekko, a Flash i tak zdawał się radzić sobie całkiem nieźle, przynajmniej na tyle, na ile Harry był w stanie to stwierdzić. Pod pewnymi względami może nawet lepiej od niego? Lecz ta myśl niosła za sobą kolejne nieprzyjemne implikacje, które usilnie starał się od siebie odgonić.
- To dawno za mną. Przyjaźnimy się. Teraz może nasze relacje trochę się rozluźniły, ale... Ja pracuję, ona też jest zajęta, karierą i pewnie Peterem, więc to chyba normalne - skomentował kwestię MJ, starając się mówić jak najbardziej naturalnie. To w końcu nie tak, że miał do niej o coś żal albo nawet chciał do niej wrócić. Tak czy siak byłby kiepskim towarzystwem, choć przynajmniej zapewniłby jej należyte bezpieczeństwo, w przeciwieństwie do niektórych osób, których jednak nie zamierzał wymieniać z nazwiska... Po prostu temat ich dawnego związku przywoływał wspomnienia, o których Harry wolałby nie pamiętać. To był jeden z gorszych okresów w jego życiu. A po nim wcale nie zrobiło się lepiej. Właściwie to chyba właśnie wtedy sprawy zaczęły się na dobre sypać...
Ta myśl wystarczyła, aby mężczyzna przeniósł spojrzenie z powrotem na zamknięte drzwi windy. Dla uspokojenia powoli nabrał powietrza w płuca, a następnie również bez pospiechu wypuścił je przez nos. Nie miał nawet ochoty w żaden sposób skomentować wspomnianego przez Flasha Spider-Mana, choć w innych okolicznościach pewnie zarzuciłby jakimś bardzo subtelnym podtekstem czy przytykiem, z którego zawsze mógłby się wycofać i wytłumaczyć go w zupełnie niewinny sposób. Teraz jednak jedynie kiwnął głową i całkowicie zaprzestał kontynuowania tematu.
Miało to zresztą sens, bo winda zatrzymała się i ludzie zaczęli się z niej wylewać, powodując przy tym niewielkie zamieszanie i zwiększając hałas. Harry odczekał do momentu, gdy wszyscy przenieśli się na poziom kafeterii, a następnie dla przyspieszenia sprawy wcisnął przycisk zamykania drzwi. W tej chwili i tak nikt nie chciałby raczej zjechać do lobby, a on zadecydował, że wolał zabrać przyjaciela na górę, ponad piętra zajmowane przez pracowników biurowych i naukowców, aż do własnego gabinetu.
Milczał przez większą część dalszej podróży, wykorzystując tę krótką chwilę, aby zebrać i posortować myśli. Nie czuł się idealnie z tym, że w gruncie rzeczy pozostawali uwięzieni w Oscorp, ale przynajmniej Wieża zdawała się być bezpieczna. Na dole panował względny porządek, co sprawdził przecież na własne oczy, udało mu się więc zapewnić schronienie sporej grupie osób... I wiedział, że nie powinien poddawać się temu dziwnemu niepokojowi, że nie miał ku temu powodów, a jednak coś go męczyło. I nie chodziło jedynie o problem zamknięcia.
- Zaraz obejrzymy sobie z góry czy coś się zmieniło - zapowiedział w momencie, gdy winda dotarła już na najwyższe piętro, a jej drzwi znów zaczęły się otwierać. Osborn wyprowadził z niej swojego gościa i powiódł go przez królestwo swojej asystentki - oraz, okazjonalnie, ochroniarzy, których jednak w tej chwili brakowało, więc najpewniej udali się pomagać na dole - ku drzwiom do swojego gabinetu. Po drodze wspomniał kobiecie, aby nikt im nie przeszkadzał, chyba że w kwestiach życia i śmierci. Albo przyjaciół, o których wiedziała.
Już w środku Harry skierował się od razu ku oknom. Tak naprawdę nawet nie musiał się do nich zbliżać, bo już od wejścia widział, że sytuacja najwyraźniej wcale się nie poprawiła i po niebie wciąż od czasu do czasu przelatywały te maszyny, raz niedaleko, a raz w oddali... Ale tak było mu po prostu wygodniej. Zatrzymał się tuż przed szybą i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. Do tego momentu wyraz jego twarzy już dawno wrócił do typowego stanu, a więc powagi.
- Wygląda na to, że możemy tu jeszcze trochę posiedzieć - zauważył. Skoro zaś już o siedzeniu mowa... Przy jego biurku znajdował się tylko jeden fotel, bo zazwyczaj więcej - na przykład po drugiej stronie - nie było potrzebnych, ale poza tym dwa stały jeszcze bliżej drzwi wejściowych, ze stolikiem pomiędzy nimi. Praktycznie nigdy nie były używane, ale teraz mogły się przydać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 130
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Czw Lip 05, 2018 6:31 pm

Przysłuchiwał się Harremu co mówi na temat naczelnego członka mścicieli, charyzmatyczny i arogancki, potwierdził mu to, więc już powoli miał zarys człowieka, którego z chęcią by poznał. Flash zdecydowanie uważał, że działania Avengers są słuszne, nawet jeżeli była ich historia taka, a nie inna. Byli patriotami, mieli dobro w sercu i chcieli polepszyć obecną sytuację ludzkości. Podobało mu się to, że Stark był znany z tego, że wykorzystywał swoje bogactwo, nie tylko prywatnym korzyścią, ale do szerzenia dobra na świecie, niesienia pokojowych zamiarów oraz stworzenia sprawnego systemu ochrony ludzkiej cywilizacji, przed wrogami z którymi napotyka się rasa ludzka, jego rasa. Nawet jeżeli Flashowi podoba mu się bycie nosicielem organizmu, który nie osiąga bez niego, sprawności swoich możliwości. - Pewnie w naszej społeczności, a zwłaszcza w rządzie, znajdą się zwolennicy, którzy zapoczątkują nurt, obwiniający Starka. Jesteśmy narodem podzielonym, powinniśmy być zrzeszeni. Sama przynależność Starka do mścicieli, powinna być niepodważalnym dowodem jego niewinności, gdy sufit spierdala się nam na głowy. Mściciele to zwłaszcza symbol, w który powinni ludzie wierzyć. Stark jako wizjoner, pewnie by wykorzystał technologię najeźdźców, by usprawnić system reagowania na "takie zagrożenia", własną "technologią obronną". Gdybym miał jego nazwisko, na pewno bym tak zrobił, choć nie mam "wiedzy" w tej dziedzinie. Trzeba było się uczyć, haha. - Zażartował, lubił rozbawiać przyjaciół. Oscorp pewnie też wykorzysta wraki robotów, po całej akcji. Jeżeli to pomoże mu stworzyć lepsze maszyny, które nas ochronią. Harry ma na to moje błogosławieństwo. Choć całkowicie nie wiem czy zajmuje się technologią militarną. Dowiem się, nie dla tarczy, dla siebie. Poznawanie bardziej już poznanych przyjaciół, musi być ludzkie, brzmi dobrze.

MJ była kobietą inteligentną, to wyjaśniało mu czemu Peter jest z nią. Seksowna była bardzo, Flashowi się podobała, gdyby była wolna i nie miała tyle wspomnień z jego kumplami, pewnie by z chęcią uderzył do niej, tak jak to robił w szkole. Na szczęście udało mu się z nią zaprzyjaźnić, także należała do gronu bliskich, którzy wspierali go, gdy stracił nogi, gdy jego wola przetrwania została narażona na przegraną. - Zdecydowanie normalne. Dla mnie MJ to ruda siostra. Peterowi poszczęściło się znajdując taką babeczkę. Dobrze na tym wyjdzie, zszedł na porządną drogą dzięki niej. - Zazdrościł Peterowi nie ma co, nie samej MJ, ale tego co posiada, siły której nie da się zważyć, mocy która pozwala oddychać spokojnie, nie poddawać się za wszystkie skarby, gdy wróg cię otacza z wszystkich stron. Miłość do kompana broni, jego kumpla z okopu, a zwłaszcza patriotyzm, nie pozwoliły mu zostawić rannego.

Winda w końcu się zatrzymała. Dotarli na miejsce Harrego. Chciał zobaczyć jak urządził swój gabinet. Nie był tu jeszcze, zdecydowanie powinnien wpadać częściej, zwłaszcza że udało mu się odzyskać nogi, a chodzenia nie ma dość. Flash spaceruje praktycznie codziennie do ulubionych miejsc, w których polubił wystrój, atmosferę ludzi, klimat który tam panował. Lubił puby z mniejszym natężeniem światła, najlepiej z niewielkimi okiennicami. Miejscówki głęboko w parkach, które maja rozbudowany system rozłożenia chodników spacerowych. I wiele innych miejsc. - Twoja asystentka, ma pewnie ma urwanie głowy z tobą. Często wymieniasz asystentki, czy ta tutaj pracuje już długo? - Stanął przy oknie i obserwował widok za oknem. - Widok maszyn jak z filmów z Transformerami, przestał mnie zadziwiać. Nawet pytanie o życie w wszechświecie, przestało dręczyć mnie, gdy oglądałem jakiś kosmiczny fabularny film. Polejesz nam drinku, a lepiej by było, gdyby ta ładniutka asystentka nam je przyrządziła. [zakładam że jest młoda i seksowna] Uśmiechnął się na myśl o asystentce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Pią Lip 06, 2018 10:11 pm

Harry nie musiał długo - a właściwie praktycznie wcale - czekać na to, aby Flash dołączył do niego przy oknie, mimo to jednak obrócił ku niemu głowę dopiero wówczas, gdy ten przemówił. Spojrzenie z kolei oderwał od widoku za szybą z lekkim opóźnieniem, lecz w końcu je również przeniósł na przyjaciela, równocześnie marszcząc nieco czoło.
Nie był... Przyzwyczajony do takich niewinnych tematów rozmów. Tak, to chyba najlepiej tłumaczyło jego krótkotrwałe zdezorientowanie. Już od dłuższego czasu spędzał swoje dnie - a czasem i noce - w towarzystwie współpracowników czy partnerów biznesowych, okazjonalnie reporterów, a takie otoczenie nie służyło rozwijaniu życia towarzyskiego. Jasne, przedstawiciele mediów czasem pytali o kwestie osobiste, ale po pierwsze to nie było to samo, a po drugie zazwyczaj i tak ich zbywał. W skrócie, dyskusja o czymś tak mało znaczącym, jak staż pracy jego asystentki... Była zwyczajnie zaskakująca.
- Długo. Awansowałem ją chwilę po tym, jak przejąłem władzę - odparł zgodnie z prawdą. Po części takie posunięcie wynikało z chęci wprowadzenia jakichkolwiek zmian i pokazania, że on tu teraz rządził... I może jeszcze - przede wszystkim? - z silnej potrzeby usunięcia z firmy przynajmniej części pozostałości po ojcu. Nie to, żeby zamierzał przyznać się do takiej motywacji na głos. No i... Chciał pracować z kimś, do kogo miał zaufanie, a to już chyba było najzupełniej normalne. Jak do tej pory się zresztą nie zawiódł. Nie na niej - z innymi podwładnymi bywało w końcu różnie.
Jeden z kącików jego ust uniósł się, gdy Flash zaczął porównywać obecną sytuację do filmów z gatunku science fiction, lecz prawdę mówiąc pomimo tej próby w wyrazie jego twarzy wciąż brakowało humoru. Pewnie nie można by mu się było dziwić, nawet jeżeli faktyczne powody takiego stanu rzeczy najprawdopodobniej częściowo mijałyby się z tymi, które można by obstawiać na pierwszy rzut oka... Ale to nic. Tak było nawet lepiej. Już chyba wolał, aby ludzie czynili na jego temat swoje własne założenia - to zdecydowanie lepsze, niż gdyby mieli poznać prawdę odnośnie jego myśli.
- Sądzę, że w tej chwili jest ode mnie trochę bardziej zajęta. I zakładam, że ty z kolei jesteś zdecydowany - odparł na powtórzone życzenie odnośnie alkoholu. W tonie jego głosu brakowało osądu... I szczerze mówiąc nawet o to nie pytał, nie wymagał potwierdzenia, bo domyślał się odpowiedzi. Zapewne czyniło to z niego kiepskiego przyjaciela. Ktoś bardziej odpowiedzialny na jego miejscu najprawdopodobniej zadbałby o to, aby Flash nie pił. Tyle że Harry nigdy nie miał na nikogo dobrego wpływu - sam szukał i potrzebował go w innych, przy okazji niejednokrotnie ciągnąc ich ze sobą na dno. Zresztą... Silnej woli ledwo wystarczało mu teraz na trzymanie własnej głowy nad powierzchnią wody, nie mógł jednocześnie być cudzym głosem rozsądku.
Podejście do barku - który masochistycznie trzymał w pełni wyposażony, torturując się i wystawiając na pokuszenie, sam nie był pewien dlaczego - zajęło mu tylko moment, tak samo zresztą, jak i przygotowanie drinka. Dużo lodu, wódka, whiskey, cola, coś typowego, ale za to dość uniwersalnego... A Osborn naprawdę nie miał teraz ochoty na tworzenie czegoś bardziej wyszukanego. No i nie sądził, aby Flash tego oczekiwał. Sobie samemu natomiast nalał tylko coli z lodem, aby chociaż w takiej formie dotrzymać przyjacielowi towarzystwa. Poza tym cola posiadała jakąś tam zawartość kofeiny, prawda? To zawsze coś, nawet jeżeli daleko jej było do prawdziwej kawy.
- Szczerze mówiąc dziwi mnie, że tam na zewnątrz bardziej nie widać bohaterów. Albo chociaż agentów Tarczy. Media podają, że pojawili się w paru innych miastach, więc to aż zastanawiające, że nie w Nowym Jorku - zauważył, wracając z napojami do Flasha i podając mu przygotowaną dla niego szklankę, charakterystyczną, z grubym dnem. Brak tych pierwszych potrafił sobie jeszcze łatwo wyjaśnić. Nie mogli być przecież w każdym miejscu jednocześnie, więc to logiczne, że walczyli tam, gdzie byli w stanie... Ale agentów musiało być mnóstwo. Nawet jeżeli z jakiegoś powodu nie mogli obstawić wszystkich atakowanych miast, to Nowy Jork powinien mieć chyba pierwszeństwo - zaraz obok Waszyngtonu. Chyba że agencja liczyła na to, że Avengers i im podobni wszystkim się zajmą. To... Sporo by wyjaśniało. Ale tak czy siak byłoby nadzwyczaj irytujące.
Znów spoglądając przez okno, upijając trochę swojego napoju i prawdę mówiąc nawet nie zwracając uwagi na jego smak, Harry postanowił, że po fakcie Oscorp będzie musiało przyjrzeć się sposobom, na jakie mogłoby pomóc poszkodowanym. Poprawa wizerunku wyjdzie firmie na dobre. Albo może... Już od pewnego czasu myślał nad ustanowieniem fundacji, która skupiałaby się właśnie na tym - zarówno na skalę miejską, jak i większą. Być może ten atak jednak mu się do czegoś przyda? Mógłby go użyć jako iskry, jako wyjaśnienia dla podejmowanych przez siebie działań. Powinien uzyskać na tym więcej, niż gdyby ogłosił się z fundacją w spokojnym okresie. No i proszę, wrogie roboty miewały jednak swoje zastosowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 130
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Nie Lip 08, 2018 7:29 pm

Flash się uśmiechał na każde słowo Harrego, był wspaniałym życzliwym przyjacielem. Dobrze, że tu jesteś. - Wezmę sobie jej numer na wyjściu - Skomentował. Uśmiechnął się zwodniczo, ale szczerze, a jego twarz była dobrocią wypisana. Będzie z kim pogadać. Asystentka nie była odpowiednia dla Harrego, trzeba o niego zadbać. Powinien poszukać coś lepszego, odpowiedniejszego dla niego. - Dzięki za drinka. - Odebrał drinka od Harrego i z zadowoleniem napił się. Smak był taki na jaki Flash miał teraz ochotę, nic niesamowitego, ale drink mu naprawdę smakował. - Harry,  zajmujesz się tutaj kliniczną chirurgią? - Zadał pytanie tak z czystej ciekawości. Chciał znaleźć sposób na pozbycie się tego ustrojstwa w głowie. Nie wygodnie było mu poruszać się z oddechem śmierci na plecach z rąk tarczy. Flash ruszył w kierunku stolika z fotelami, siadł w jednym oparciu i patrzył w kierunku Harrego, uśmiechnął się. - Mam znajomego, który jest w potrzebie. Moje nogi są w porządku. - Rzekł życzliwym głosem. Nie chciał żeby Harry doszedł tak szybko do tego, że to chodzi o Flasha. Niech lepiej myśli, że aktualne protezy mu pasują.

- Agenci tarczy są pewnie wysłani na odpowiedzialne misje, dotyczące inwazji, na pewno próbują zażegnać zamieszanie związane z tymi atakami. - Rzekł i z uśmiechem dopił drinka. Wstał z fotela i ruszył w kierunku barku Harrego - Obsłużę się  brachu - Uśmiechnięty dorwał się do zapasu, odkręcił szybko butelkę whisky, bez większego wpatrywania się z oprawkę, nalał napitek. Miał nowego, trochę więcej niż poprzednio, na dłużej. - A co jeżeli to tym razem atak najeźdźców nie z ziemi, ale z obcej planety skądś z kosmosu. - Rzucił zagadnienie na rozmowę między nimi. Ciekawy był czy machiny były od kogoś złego, czarnego charakteru, który chciał podbić planetę lub pokonać jej obrońców, tym swoim śmiałym ruchem, ataku wybranych miast ludzkości. Było tak jak w sporcie i na wojnie. Drużyna przeciwnika chciała przejąć przyczółek. - Obca cywilizacja, wrogo nastawiona, wróg potężnie uzbrojony militarnie, posiadający zasoby i możliwości zniszczenia nas w mgnieniu kilka chwil - Powrócił na swoje miejsce i wygodnie się usadowił. Napił się drinka, rozkoszował się nim. Harry pomógł by nam w pozbyciu się tych bomb z twojej głowy. Musiałbyś się mu ujawnić, doszukiwałby się sensu, dlaczego rząd chciałby umieszczać w inwalidzie-weteranie bomby w głowie. Racjonalnym byłoby zdradzenie naszej tożsamości. Wiem, masz racje. Jestem chyba gotowy żeby zdradzić tożsamość mojemu przyjacielowi.

- Otworzyłeś drzwi od budynku dla tych ludzi, jesteś dobrą osobą Harry, nawet nie musiałbyś dla mnie udowadniać tego, będąc sobą czynisz dobro. - Dyskusja była dla niego szczera, nie miał co ograniczać się do przyciągania tematów, na które miał ochotę. Śmiałość, błysk Flasha. - Chciałbym się Ci z czegoś się zwierzyć, ale nie wiem jak zareagujesz na to, więc nie wiem jak Ci to pokazać żebyś dokładnie zrozumiał, co mam na myśli. - Powiedział patrząc Harremu w oczy, na twarz precyzyjnie mówiąc, uśmiechając się. Ciepło widać było na niej i dobroć wypisana na twarzy. - Trudne to jest, nie miałem przyjemności pogadać o tym z nikim, kto był tak bliski memu sercu, co Ty Harry. - Otworzył się, szczerość nim pokierowała. Flash naprawdę traktował Harrego jak swojego przyjaciela, prawie jak brata jeżeli patrzeć na lata, które razem ze sobą spędzili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Pon Lip 09, 2018 11:23 pm

Harry ograniczył się do skinienia głową na to podziękowanie za napój, lecz cisza nie potrwała długo - tak samo zresztą, jak i jego spoglądanie za okno, gdyż kolejne pytanie Flasha sprawiło już, że ponownie skierował na niego wzrok... Także i tym razem marszcząc lekko czoło. W innych okolicznościach zapewne odruchowo zerknąłby w dół, na jego nogi - lecz jakoś się przed tym powstrzymał, nie chcąc sprawić, aby poczuł się niekomfortowo. Sam wiedział jak to jest znaleźć się na drugim końcu takich zaniepokojonych czy współczujących spojrzeń, nawet jeżeli nie z powodu fizycznych obrażeń. Zamiast tego więc mężczyzna jedynie odchylił głowę lekko na bok, w ten sposób sygnalizując swoje zastanowienie, a kiedy tylko Flash dorzucił krótkie wyjaśnienie, wówczas wzruszył ramionami... Mimo wszystko uspokojony tym, że nie chodziło o problemy z protezami.
- Niektóre nasze projekty wiążą się z medycyną, w tym z chirurgią, ale raczej pod kątem rozwoju, niż praktykowania. Jeżeli twój znajomy potrzebuje dobrej kliniki, to mogę się tym zająć - zaoferował. Nie miałby żadnego problemu z pociągnięciem za parę sznurków, żeby załatwić komuś szybkie przyjęcie. Szczerze mówiąc bez mrugnięcia okiem pokryłby nawet rachunek, gdyby zaszła taka potrzeba. Tak czy siak posiadał więcej pieniędzy, niż wiedział, co z nimi zrobić - a przyjaciołom zawsze starał się pomagać. Co... Nie zmieniało faktu, że nie był pewien skąd w ogóle wzięło się teraz to pytanie.
Upijając jeszcze trochę coli ze swojej szklanki, Harry zamruczał potakująco, gdy Flash przedstawił mu swoje spojrzenie na poczynania agentów. Mimo to dźwięk ten wyraźnie pełen był namysłu - i spojrzenie mężczyzny również. Och, słowa jego przyjaciela miały sens, oczywiście. Osborn się z nimi zgadzał. Ani przez chwilę nie wątpił w to, że S.H.I.E.L.D. próbowało coś zrobić, aby powstrzymać inwazję. Tylko... Niekoniecznie wierzył, że agencja podchodziła do tego wystarczająco umiejętnie. Na ogół nie ufał w to, że ktoś potrafił zarządzać i planować na równym mu poziomie - aż do momentu, gdy nie otrzymywał na to niezbitych dowodów. Nie była to nawet kwestia zbytniej pewności siebie. Prędzej doświadczenia i... Być może przesadnej skłonności do kontrolowania otoczenia. Oraz paru innych problemów, nad którymi nie miał zamiaru się teraz zastanawiać.
Ten sam pełen namysłu wyraz - choć z innego powodu - utrzymywał się w oczach Harry'ego, gdy Flash ruszył po dolewkę. Nie skomentował tego, bo zabranianie czegokolwiek przyjaciołom naprawdę nie należało do jego obowiązków... Ani do sposobu działania. Nie wspominając już o tym, że jeżeli Flash chciał pić, to nikt nie powinien go przed tym powstrzymywać - mimo wszystko była to tylko i wyłącznie jego decyzja, z jakimi konsekwencjami by się nie wiązała. Na siłę nie dało sie nikomu pomóc. O tym też Osborn doskonale wiedział. I naprawdę starał się nie myśleć o tym, kto i jak swego czasu jemu samemu towarzyszył podczas dochodzenia do siebie. Nie potrzebował ani wyrzutów sumienia, ani tym bardziej przypomnienia, że pewnie powinien być lepszym wsparciem dla Flasha.
Obserwując swojego gościa, Harry obrócił się bokiem do okna, a tyłem do biurka, o którego blat zaraz potem lekko się oparł. Sączył swój napój, w duchu rozważając najpierw sytuację przyjaciela, a następnie jego słowa, lecz w końcu westchnął cicho i odstawił szklankę za siebie. Ramiona skrzyżował na klatce piersiowej i znów skierował spojrzenie za szybę. Jego sylwetka sprawiała wrażenie w pełni rozluźnionej.
- Może, ale nie sądzę - skomentował krótko pomysł z udziałem obcej cywilizacji. Rzecz jasna nie wykluczał tego, że kosmici mogli ich ponownie zaatakować, skądże. Tego akurat wręcz oczekiwał. Tyle że... Nie wydawało mu się, aby byli odpowiedzialni za tę konkretną akcję. A jeżeli nawet, to się wyjątkowo nie popisali. Maszyn może i przybyło sporo, ale z drugiej strony nie wyglądały na aż tak potężne, szczególnie jeżeli wierzyć licznym doniesieniom z mediów. Osborn zaś sam widział ich słabe punkty, a przyglądał im się przecież tylko przez krótką chwilę. O ile nie kryły w zanadrzu czegoś specjalnego... To nie powinny sprawiać bohaterom ogromnych kłopotów.
Pogrążony w tego rodzaju myślach, Harry nie spodziewał się nagłego komplementu, który z zaskoczenia wywołał szczerą reakcję - lekkie pochylenie głowy oraz opuszczenie spojrzenia. Sam zdecydowanie nie nazwałby siebie dobrą osobą, nawet jeżeli również nie złą. Prawdę mówiąc w ogóle do tego nie dążył, zbyt skupiony na bardziej przyziemnych kwestiach. Potrafił troszczyć się o firmę, zarówno pod względem biznesowym, jak i wizerunkowym. Dbał o dobre imię tego, co ostało się z jego rodziny - w tym o pamięć o jej zmarłych członkach, byle nazwisko Osborn pozostało tak czyste, jak tylko mogło. Zajmował się tymi, którzy na to zasługiwali, którzy byli mu bliscy... Ale to przecież normalne. I pewnie trochę samolubne. W końcu te osoby były jego.  Zgoda, otworzył te drzwi, zmienił Wieżę w tymczasowe schronienie, lecz to również zrobiłby chyba każdy, kto nie był jakimś socjopatą czy skończonym draniem. No i... To przecież nie tak, że działał zupełnie altruistycznie.
W skali moralności wypadał więc gdzieś na szarym obszarze, momentami przesuwając się nieco niżej czy wyżej, ale nie wspinając się na szczyt, ani nie opadając na samo dno - zazwyczaj. Od pewnego czasu.  Choć wciąż zdarzało mu się to rozważać. Momentami tak bardzo go kusiło... I to chyba nie były jedynie myśli wywoływane przez serum, a przynajmniej tak mu się wydawało, czego świadomość wyprowadzała go z równowagi. Więc nie, Harry nie uważał się za dobrą osobę i w innych okolicznościach - w towarzystwie, na którego pozytywnej opinii by mu nie zależało - być może wyśmiałby taką sugestię na głos, jak gorzko by to wówczas nie zabrzmiało.
Dobrzy byli ludzie, którymi się otaczał - jak Flash, który poszedł walczyć na wojnie, stracił nogi, ale jakoś się z tego wygrzebał i teraz znowu się uśmiechał. Dobry był Peter, nawet jeżeli Osborn w dalszym ciągu nie mógł, nie potrafił mu wybaczyć kłamstw i zdrady i wszystkiego tego, co pomiędzy nimi zaszło - bo Peter od zawsze się starał, poświęcał, bez szukania uznania - i podnosił się po upadkach, zbierał po tragediach, jak doszedł do siebie po Gwen i po tym, co zaserwował mu sam Harry - i nie potrzebował do tego ani żadnych głupich tabletek, ani butelki, ani wizji nie usłyszanego nigdy słowa pochwały od trupa, dla którego nic i tak nie byłoby wystarczająco dobre...
Dopiero w tym momencie mężczyzna zdał sobie sprawę z tego, że zaciskał zarówno szczęki, jak i palce na własnych przedramionach - i stopniowo rozluźnił jedne i drugie, próbując się skupić na słowach wciąż mówiącego Flasha. Nawet skierował ku niemu twarz i wzrok, co okazało się być dobrym pomysłem, gdyż dzięki temu ich spojrzenia się spotkały. Szybkie mentalne wyliczenie pozwoliło Harry'emu ustalić, że najpewniej z niczym się nie zdradzał, że wszystkie reakcje swojego ciała miał już pod kontrolą... W porządku.
- To zabrzmi okropnie oklepanie, ale pewnie najlepiej będzie, gdy po prostu zaczniesz opowiadać od samego początku. Jeżeli coś ci to ułatwi, to pomyśl sobie, że ja na pewno nie znajduję się na pozycji, aby cię za cokolwiek oceniać - odparł po krótkim przeanalizowaniu sprawy, odnosząc się rzecz jasna do swoich własnych przygód z niezbyt dobrymi pomysłami... Czytać: z używkami. Nie wyobrażał sobie z czego trudnego Flash mógłby mu się chcieć zwierzyć, ale tyle akurat był w stanie mu zagwarantować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 130
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Wto Lip 10, 2018 4:42 pm

Rozmowa z przyjacielem to skarb w dzisiejszych czasach. Można pogadać z nimi o wszystkim, o problemach, przemyśleniach, rozważaniach, trudnościach, komplikacjach, wahaniach, emocjach etc. Cudownie mieć przyjaciela jak Harry, który słucha Flasha i wspiera go. Uśmiechnięty do ucha od ucha przysłuchiwał się tego co mówi jego kumpel. Chciał zdradzić mu swój sekret, ulżyć sobie noszenia ciężkiej tajemnicy na własnych barkach, nie zmaganie się z problemami samemu z butelką, jak to miał w zwyczaju. Chciał coś zmienić, być bardziej szczerym wobec bliskich. Szkoda, że Petera nie ma, bo jemu by to też zdradził, choć jest to bardziej skomplikowane z nim. Venom był jego groźnym wrogiem, a teraz jest sojusznikiem, a w dodatku pod maską zamaskowanego agenta, skrywał się Flash. Brzmi to jak szok, więc zanim powie Peterowi zdradzi Harremu tajemnice, a potem razem obmyślą jak to powiedzieć Parkerowi. Nie trzymaj tego w sobie. Powiedz mu to. Masz racje, nie ma co zwlekać.

Uśmiechnął się szczerze, patrząc na Harrego, poczuł ciepło które wypadało od niego i trafiało do Flasha. Czuł, że przyjaciel nie zostawi go z tym sam i będzie nadal go wspierał. Napił się drinka, odstawił na stolik. Sięgnął dłońmi do nogawek, podwinął obie do kolan, ujawniając to co skrywał. Sztuczne nogi, zaawansowane protezy. Zaczął odpinać zapięcia, odkręcać pokrętła i kilkanaście sekund później, były ściągnięte. - Po powrocie nie widziałem słońca, gdy wschodziło i trafiało przez moje okno w sypialni. Dopiero ktoś zaoferował mi później pomoc, nie mówiłem wam o tym, bo tak zwana "tajemnica wojskowa". Zostałem odizolowany na jakiś czas od świata. - Patrzył się poważnie na Harrego, lekko się uśmiechając. Czuł ulgę, nie wstydził się braku nóg. Zamknął oczy i po chwili biomasa symbiotu utworzyła zastępcze nogi, czarne jak smoła z zarysami ludzkiej anatomii. - Projekt Rebirth 2.0. Znasz pewnie tą nazwę, albo o niej słyszałeś, kapitan Ameryka, jeden z mścicieli był pierwszym, który uczestniczył w tym projekcie. Paręnaście lat później, oto jestem ja, Flash Thompson. - Wstał z oparcia i ruszył w kierunku Harrego, żeby dać mu dowód na słowa, które wypowiedział. Mógł chodzić, poruszać się, zwinniej niż o własnych siłach. - Kojarzysz też może osławionego wroga Spider-mana z przeszłości, nazywanego Venom. Symbiot potrzebuje nosiciela, ja zostałem nim. Teraz pracuję dla tarczy, tej organizacji, o której mówimy, jestem ich pieskiem wojennym, a w ramach mogę nadal służyć ojczyźnie w doskonałej formie. Teraz ja jestem Venomem. Symbiot nie jest złym stworzeniem, był młody i uprowadzony z swojej rodzimej planety, nie wiedząc nawet jak się oddycha czy myśli, został rzucony na głębokie wody. Dlatego tak potoczyła się jego kariera. Trafiał na złych nosicieli, w końcu trafił na mnie, dogadujemy się jak kumple. - Powiedział i stanął niedaleko Harrego, patrząc na niego i uśmiechając się do niego. - Te sk*** z tarczy, kazały mi wszcząć dochodzenie wobec twojej osoby. Zrezygnowałem z zadania kilka sekund jak Cię zobaczyłem. Uspokoił i olśnił mnie twój widok. Nie jesteś odpowiedzialny za zamieszanie za oknem - Nie ma mowy, że to Harry.

- Pytałem się ciebie o twój biznes w chirurgii. To ja jestem potrzebujący. W ramach projektu i ze względu na przeszłość symbiotu. Umieścili w mojej głowie micro bomby, które wybuchną na ich życzenie jeżeli coś im się nie spodoba lub "Stracę kontrolę", choć doskonale mi idzie kontrola. Zaskakująco dobrze. - Rzekł, wpatrując się z lekkim uśmiechem w Harrego. Nie analizował jego zachowania, jego błądzącego spojrzenia, miał pewnie ważne korporacyjne problemy na głowie. Wspierał go, miał nadzieję że tak samo uczyni w tym przypadku Osborn. - To co powiesz? - Dodał z niecierpliwością, oczekując reakcji Harrego na wszystko to co powiedział. Flash zaczął mieć mętlik w głowie. Ujawnienie się Harremu to dobry pomysł, popierał go symbiot. Tylko teraz w jego głowie wszystko co powiedział było tak ogromne, poza skalą, więc nie wiedział co mógł mu przyjaciel odpowiedzieć. Powinno być mi lżej a jest ciężej. Zaraz powinno zrobić Ci się lepiej, poczekaj chwilę, cierpliwości Flash. Słowa symbiotu trafiły do rozsądku, czekał cierpliwie na nieuniknione, prawda wyszła na jaw. Czas zebrać żniwa swojej pracy. Po rozmowie z Harrym schował protezy i zasłonił nogawki. Nie było widać nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Sro Lip 11, 2018 7:33 pm

Bobbi nie dawały spokoju jej czarne myśli. Bardzo rzadko takie miewała. Zazwyczaj była optymistką. Jednak nie kiedy chodziło o czyjąś misję, co do której miała podstawy, by sądzić, że się nie uda. A tutaj miała bardzo silne podstawy. Relacje międzyludzkie potrafiły łatwo doprowadzić do niepowodzeń. Dlatego kobieta, jak tylko miała chwilę wolnego i była pewna, że nie dostanie żadnej misji póki co, dostała się do swojego motoru i ruszyła ulicami Nowego Jorku.
Podróż nie należała do przyjemnych. Owszem, agentka była bezpieczna. Pędząc przed siebie, nie była ciekawym celem dla robotów, które koncentrowały się na powolnych cywilach. Jednak miała tę nieprzyjemność patrzeć na to wszystko, co się działo dookoła. Na masakrę, która ogarnęła największe miasta Stanów Zjednoczonych. Pocieszeniem było to, że niemal wszędzie widziała też bohaterów, którzy walczyli z maszynami. Bohaterów lub po prostu osoby z mocami, które znanymi bohaterami na pewno nie były, bo inaczej Bobbi by ich poznała. Nie można również ukrywać faktu, że nieświadomie wypatrywała Clinta. W końcu też należał do grupy bohaterów. Tych najsławniejszych. Znanych Mścicieli. Gdzieś na pewno brał udział w tej małej wojnie z Sentinelami.
Im bliżej firmy Osborna, tym mniej widziała robotów. Widocznie tutaj zostały już w miarę ogarnięte. Lub faktycznie jeden z tropów Tarczy był właściwy. Choć dowiedzieli się niedawno, że Mściciele zajęli się źródłem Sentineli to i tak należało zbadać wszelkie możliwe tropy. Fakt, że ulice tutaj były niema puste. To na pewno ułatwiało jej sprawę. Mogła zwolnić. Łamanie przepisów nigdy nie należało do ulubionych zajęć. Chyba, że akurat była na misji. Wtedy czasem po prostu nie miała wyboru.
W końcu dotarła pod wieżowiec i zaparkowała na chodniku. Zeskoczyła z motoru, wyjmując kluczyki ze stacyjki i szybkim krokiem podeszła do drzwi, zaraz wchodząc do środka. Ku jej zaskoczeniu w budynku było dosyć... Tłoczno. I nie chodziło tu o masę pracowników, a raczej zwykłych cywili. mieszkańców miasta. Najwidoczniej Oscorp udostępniło pomieszczenie jako schron. Co wcale nie znaczyło, że nie byli podejrzani. Również dobrze firma mogła próbować takimi czynami zatuszować swój udział w całej tej inwazji.
Kobieta szybko skierowała się w stronę windy, doskonale wiedząc, że biuro znajduje się na samej górze. Chyba każdy właściciel takiego budynku umieszczał sobie biuro na samym szczycie. Czyżby próbowali tym coś sobie nadrobić? Barbara nigdy nie wnikała w szczegóły. Stojąc w windzie założył dłonie na plecy, tupiąc lekko jedną nogą i czekając aż ta się zatrzyma na samej górze.
W końcu dźwięk windy zasygnalizował, że dotarła na miejsce i drzwi się przed nią otworzyły. Skierowała się do drzwi, gdzie czekała asystentka Osborna. Kobieta pokazała jej jedynie swoją odznakę S.H.I.E.L.D. i od razu ruszyła do gabinetu. Wykazując choć odrobinę grzeczności zapukała do drzwi, nim sama je sobie otworzyła.
- Dzień dobry. - przywitała się na początek, zaraz rozglądając się po pomieszczeniu, by odnaleźć wzrokiem osoby, których tu szukała. Milczała dłuższą chwilę, nim się odezwała ponownie. - No pięknie. Tak, jak myślałam. Zamiast badać sprawę, drinkujesz sobie z przyjacielem. To na pewno znajdzie się w raporcie, Flash. - skrzyżowała ramiona na piersi, marszcząc lekko brwi. Jak tylko wróci do bazy będzie "A nie mówiłam?". Mówiła. Żeby nie wysyłać Flasha, bo przyjaźń go zaślepi i nawet nie będzie badał sprawy, od razu stwierdzając, że chłopak jest niewinny. A przecież S.H.I.E.L.D. doskonale wiedział, że Oscorp nie jest czyste niczym łza. Ale nieee. Przecież to przyjaciele. Harry zaufa przyjacielowi. Prędzej jemu się wygada niż komuś obcemu. Taaaa, jasne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Sro Lip 11, 2018 10:39 pm

Czoło Harry'ego zmarszczyło się na moment, gdy tak w milczeniu obserwował poczynania swojego przyjaciela, czekając na jego dalsze wyjaśnienia. Teraz czuł się już w pełni upoważniony do spoglądania na jego protezy - skoro były umyślnie odsłaniane, to najprawdopodobniej w jakimś celu, z jakiegoś powodu... A jak dobrze by nie wyglądały, przez myśl tak czy siak przeszła mu refleksja, że w Oscorp mogliby zrobić lepsze, sprawniejsze, wygodniejsze. Co prawda nie odniósł wrażenia, by Flash miał z nimi jakieś problemy, ale tak czy siak był skłonny mu to zaoferować. Może nawet to zrobi... Ale za moment, gdy dowie się już o co w ogóle chodziło.
Osborn nie poganiał swojego gościa, nie zagadywał go o nic więcej, po prostu spokojnie spoglądał w jego kierunku, pozwalając mu zacząć wtedy, gdy będzie na to gotowy - i nie zawiódł się, bo w końcu Flash przemówił. Harry nie spojrzał mu w oczy. Wzrok utrzymywał nisko, uparcie starając się nie myśleć o tym, że sam powinien był wtedy coś zrobić, zainteresować się, pomóc. W końcu posiadał ku temu środki i przede wszystkim wiedział czego się spodziewać. Chyba naprawdę kiepski był z niego przyjaciel.
Ten tok rozmyślań został jednak gwałtownie przerwany, gdy miejsce protez nagle zajęła czarna tkanka - znajoma, nawet jeżeli widziana już dawno temu. Harry drgnął lekko, co rozwinęło się w wyprostowanie ramion, a następnie uniósł nieco brodę. Na ułamek sekundy całe jego ciało przeszło jakby w stan gotowości, zaalarmowania, nim zmusił się do tego, aby znów się rozluźnić. Rozplótł nawet ręce i dla odmiany oparł dłonie na blacie za sobą, tuż przy jego krawędziach. Powoli wypuścił powietrze z płuc, przyglądając się z namysłem nienaturalnym nogom Flasha. Wyraz jego twarzy niczego więcej nie zdradzał, o co ostrożnie dbał.
W tym momencie nie mógłby symbiontowi wiele zrobić - gdyby nawet wezwał do siebie glider ze sprzętem, to po pierwsze musiałby najpierw zagrać na czas, a po drugie... Zdradziłby się przecież, nawet w całym tym zamieszaniu z robotami. Nie to, żeby miał wielką ochotę z nim walczyć, no i jak do tej pory nic nie wskazywało na to, aby w ogóle musiał... Ale przywykł raczej do tego, że pojawienie się w okolicy któregokolwiek maziastego kosmity zwiastowało kłopoty. I gdzie był Parker, gdy akurat by się do czegoś przydał? Typowe. Daleko w Chinatown.
Zastanawiając się nad tymi kwestiami i na wszelki wypadek dyskretnie licząc swoje szanse, Harry słuchał jednak dalszych słów Flasha. Oczywiście, że kojarzył Projekt Rebirth - na tyle dobrze, że wręcz automatycznie kiwnął na jego wspomnienie głową. Kto nie znał teraz tej nazwy? Dosłownie uczono o niej w szkołach, a od powrotu Kapitana Ameryki do świata żywych stała się tym popularniejsza. Nic dziwnego, że ciągle starano się powtórzyć tę operację. Ba, Osborn sam posiadał w sobie inną wersję serum super-żołnierza - silniejszą, choć niestety z pewnymi efektami ubocznymi.
Spojrzenie Harry'ego przesunęło się wyżej, na twarz jego gościa, choć w duchu musiał przyznać, że nie było łatwo oderwać się od obserwowania symbiotycznej tkanki. W pewnym sensie chciał ją mieć na oku, nawet jeżeli zdawał sobie sprawę z tego, że nie kierował się pod tym względem logiką. Akurat nogi stanowiły dla niego przecież stosunkowo niewielkie zagrożenie. Obawiać powinien się zacząć wtedy, gdy pojawi się reszta kostiumu albo jakieś macki... Ale instynkt tak czy siak sugerował mu zagrożenie.
Zmysł przetrwania mówił jednak swoje, a intelekt powoli zaczynał podpowiadać coś zupełnie innego. Przede wszystkim - to był Flash. I jak do tej pory wciąż nie okazał agresji, ani nawet w żaden sposób przypadkowo się z nią nie zdradził... Zero złych intencji, wprost przeciwnie. A więc... Być może przynajmniej w tej chwili posiadał kontrolę nad swoim kosmicznym pasażerem - nad Venomem, jak sam przyznał i och, czy nie była to wspaniała wiadomość, że właśnie z nim mieli do czynienia... Ale w porządku. Co dalej?
Odpowiedź okazała się zaskakująco prosta. Flash... I Venom... Najwyraźniej potrzebowali jego pomocy. Tarcza ich uciskała, tak? Kontrolowała, wykorzystywała. Źli nosiciele - i czy to nie była zabawna myśl, bo Harry mógłby przysiąc, że Peter zaliczał się do tego grona, kto by na to wpadł? - skrzywdzili podatnego na wpływy kosmitę... A czego by o Osbornie nie mówić, zawsze chętnie pomagał swoim przyjaciołom.
- Nie jestem - potwierdził w kwestii robotów, choć pewnie nie musiał tego robić. Z drugiej strony... Nawet gdyby to była jego sprawka, to przecież by się tak po prostu do tego nie przyznał. Zainteresowanie agencji z kolei pewnie nie powinno go dziwić. Oscorp zdarzało się w końcu wypuszczać na świat przeróżne problemy, mniej lub bardziej świadomie... Nawet jeżeli częściej były to zmutowane monstra. Nie zmieniało to faktu, że takie próby ingerowania go irytowały - i pewnie miał szczęście, że przysłano do niego właśnie Flasha, który przynajmniej wyjaśnił mu o co chodziło... Między innymi. Bo w gruncie rzeczy reszta jego opowieści była o wiele bardziej intrygująca.
Bomby umieszczone w głowie Thompsona mogły się okazać problematyczne. Przede wszystkim Harry potrzebował dodatkowych informacji, jak największej liczby szczegółów, aby zorientować się w sytuacji. Bez tego nie był w stanie ustalić planu działania. Być może ich usuwanie nie będzie nawet konieczne? Może wystarczy je tylko dezaktywować? Musiał się temu dokładniej przyjrzeć - najlepiej w spokojniejszym okresie. Po inwazji.
- Powiem, że... Chyba będziemy mieli gościa - nie to zamierzał rzec, ale cichy odgłos kroków poza gabinetem odwrócił jego uwagę i sprawił, że spojrzenie mężczyzny przeniosło się z twarzy Flasha ku wejściu do pomieszczenia. Być może to ochroniarze wracali na posterunek - ale nie, w takim wypadku przybyliby pewnie obaj, a słyszał tylko jedną osobę... Która się nie zatrzymywała, ani nawet nie zwalniała, aż do momentu, gdy rozległo się pukanie i zaraz potem drzwi się otworzyły. Osborn nawet nie próbował wyrobić się z zaproszeniem jej do środka. Spodziewał się, że jego pozwolenie nie będzie potrzebne.
- Wspaniały - odparł na powitanie kobiety, która wkroczyła do gabinetu. Ton jego głosu na to nie wskazywał, był wręcz poważny, ale rzecz jasna mówił sarkastycznie. Ten dzień zdecydowanie do dobrych nie należał. Szczególnie dla tych wszystkich osób, które nie zdążyły i jeszcze nie zdążą znaleźć sobie schronienia przed zabójczymi maszynami.
Brwi Harry'ego lekko się uniosły, gdy obserwował blondynkę i jej działania. Nie znał jej, ale już jej słowa wyjaśniły mu z kim miał do czynienia, przynajmniej w przybliżeniu. Na szczęście Flash opowiedział mu to i owo. Czyli... Tarcza przysłała kogoś jeszcze, tak? Kogoś postawionego wyżej w hierarchii, jeżeli wierzyć temu tekstowi o raporcie - a nie wyglądało na to, aby kobieta żartowała. No trudno, czas zareagować.
- Mogę wiedzieć z kim mam do czynienia? Pytam o nazwisko, bo przynależności do takich czy innych służb się domyślam - zagadnął, nie odsuwając się od biurka, ani nawet nie zmieniając swojej przy nim pozycji, przez co był do blondynki zwrócony lewym bokiem. Starał się brzmieć neutralnie i taki sam wyraz twarzy utrzymywać, nie zdradzać emocji, a już na pewno nie tych negatywnych... Choć w głębi ducha irytację wciąż odczuwał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 130
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Czw Lip 12, 2018 5:59 pm

Wygadanie się wreszcie komuś komu można było zaufać w stu procentach bez żadnego wahania. Było to cudowne uczucie, gdy Harry go wysłuchał i nie skomentował tego negatywnie. Wydawał się być bardzo spokojny i opanowany, więc Flash odebrał to pozytywnie. Napił się drinka i ruszył w kierunku barku, nalewając sobie dolewkę, już trzeci drink. Cudownie, po tym na chwile przystopuje. Napić się z kumplem, to też należało do cudownych rzeczy, które uwielbiał. Miał nadzieję, że Harry pomoże mu z jego problemem, a najbardziej mu zależało żeby zaakceptował jego jako nowego Venoma. Chciałby pozbyć się tych bomb, tak bardzo nie chciał czuć się jak piesek wojenny, wykonując powierzone mu zadania, a w każdym rozkazie od dowódcy, słyszeć niewypowiedziane słowa "... albo cię wysadzimy". Zdradzenie sekretu Harremu nie było złe, jedynie fakt że za chwilę ktoś przerwie ich konwersacje, było lekko denerwujące, zwłaszcza nie słysząc odpowiedzi, które go jeszcze bardziej wprawiły by w pogodny nastrój. Cóż, trzeba mieć na uwadze jednak, że Osborn był teraz w pracy, więc wiadomym było że ktoś z jego podwładnych może przerwać ich szczerą rozmowę. - Ciekawe kto, pewnie ktoś z twoich ludzi. Wyczulony masz słuch Harry - Flash się lekko zdziwił, że jego kumpel usłyszał zbliżającą się osobę do gabinetu. Zdecydowanie zaskoczył go. Thompson był w fazie rozluźniania się od wszystkiego, więc skupianie się na otoczeniu i wykrywanie zmysłami kontaktu z wrogiem, czy zachowanie czujności... Odpuścił to sobie. Plus alkoholowy napitek wymagał większego zaangażowania i opuszczenia gardy na czas spotkania. Żart. Niegrzecznie z strony tej osoby.. Wrócił na swoje miejsce i wyczekiwał wejścia kolejnego gościa Harrego. Usłyszał pukanie do drzwi. Odwrócił się w kierunku nich. Do gabinetu weszła kobieta. Ładna bardzo, seksowna i ponętna. Nie znał jej osobiście, jedynie relacje służbowe łączyły go z nią. Nie skrzywił się na jej widok, ale też się nie uśmiechał. Tarcza nam nie ufa, przysłali ją, czyli spodziewali się tego. Nasze zdanie bardziej się utwierdziło. Mockingbird... dzień chyba się spierdoli.

Cudowna kobieta o anielskim wyglądzie odezwała się. Początku grzecznie, ale po chwili walnęła tekstem, którego się nie spodziewał. Odwoła się do tego w raporcie. Cudownie. Sytuacja go przytłoczyła, ale nie zasmucił się ani nie uśmiechnął. Miał mieszane uczucia. Harry wiedział, że Flash pracuje w tarczy, sam mu zdradził to wszystko przed chwilą, więc nie martwił się o odtrącenie, negatywne komentarze od strony przyjaciela. Tylko ten raport.. chciał powiedzieć kabel na głos. Pewnie trunek chciał przemówić, ale powstrzymał się od brzydkich komentarzy. Nie było to miejsca na gadanie bzdur, sytuacja zrobiła się poważna, odłożył drinka na stolik i nie miał go zamiaru dotykać. Nie chciał prowokować jej. Nie bał się, to nie tak. Nie chciał po prostu mieszać jeszcze bardziej niż namieszał przed chwilą. Wyznał Harremu prawdę, a po chwili ktoś zjawia się z tarczy, na którą nadawał. Los chciał mu to wszystko spierdolić. Znaczy, mogło to się wszystko zepsuć. - Witam, dzień dobry - Rzekł jedynie to. Nie uśmiechał się już jak przy rozmowie z Harrym. Patrzył się na Bobbie, czekając na dalszy rozwój sytuacji. - Wybacz, drink jest nie na miejscu. Wybacz. - Chciał złagodzić jakoś sytuację. Oczywiście kłamał, choć tego nie robi, zazwyczaj, to jednak nie chciał denerwować bardziej agentki. Zdecydowanie miała większe wpływy w organizacji, niżeli Venom. Słyszał o kobiecie jedynie pogłoski, ploteczki z korytarzy baz tarczy i latającego okrętu, niebezpiecznej lewitującej fortecy, która była w posiadaniu organizacji. Kobieta może namieszać. Oszczędźmy wypowiedzi do minimum. Nie powinniśmy brnąć w niepotrzebne dyskusje. Pozwólmy jej działać, jest tutaj po to żeby przesłuchać Harrego, więc niech to zrobi i po sprawie. Nie angażuj się, przyciśnie go, będzie chciała wydusić z niego prawdę. Harry na pewno przekona ją, że nie jest winny zamieszaniu. Niebezpieczna kobieta. Sytuacja była naprawdę przytłaczająca i zrobi się bardziej paskudnie niżeli można sobie wyobrazić. Przypomniał sobie film, który ostatnio oglądał. Polskiej produkcji. Niebezpieczne kobiety... Pasował ten film do niej. Na sto procent.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Czw Lip 12, 2018 8:29 pm

Widziała, jak Flash odstawia szklankę na bok, ale to w ogóle nie zmieniało sytuacji. Pił, kto wie, którego z rzędu już drinka. W końcu został tu wysłany jakiś czas temu. To nie tak, że popędziła za nim od razu. Nie. Najpierw trochę odczekała. I teraz miała przed własnymi oczami dowód na to, że miała rację.
Przesunęła spojrzenie na młodego Osborna. Nie miał może na sumieniu tylu grzechów, co jej ojciec, ale nie był też aniołkiem. Zresztą to akurat można było powiedzieć o wielu osobach. Chłopak był dobry, kiedyś. Z tego co wyczytała z informacji o nim. ale przejęcie takiej firmy po takim ojcu na pewno miało spory wpływ na niego. W żaden sposób nie zareagowała na jego odpowiedź co do jej przywitania. Owszem, nie był dobry, ale pewne zasady grzeczności należało zachować. W pierwszej kolejności chłopak zapytał ją kim jest, więc kobieta musiała się przedstawić.
- Barbara Barton. Agentka 19. Do usług. - skinęła lekko głową. Zapytana o nazwisko nie miała zamiaru się wykręcać. Jej rodzice byli uznani za zmarłych, a jedyną jej znaną rodziną był Clint. Nie musiała się martwić, że mężczyzna znajdzie się na celowniku... Bo i tak już dawno na nim był. Należał do Mścicieli. Chyba wszyscy, lub prawie wszyscy, źli chcieli się ich pozbyć. W ten lub inny sposób. Ich życie było jedną wielką niewiadomą.
Po przedstawieniu się, jej wzrok padł ponownie na Venoma. Nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, że mężczyzna tylko udawał. Udawał grzecznego i odstawił drinka tylko na pokaz. Widać było, że spiął się dopiero, gdy ją zobaczył. Był w końcu w gabinecie z przyjacielem. I nie byłaby zaskoczona, gdyby wygadał Harry'emu o swojej pozycji agenta. Zresztą, dla niektórych nie było to żadną tajemnicą. Flash, jako Venom, potrafił się bronić, a biorąc udział w walkach, szybko trafiał o telewizji i ludzie odkrywali nowego bohatera.
- Och, czyli zdajesz sobie sprawę z tego, że jest nie na miejscu. Ale i tak go pijesz. Rzucasz pustymi słowami, Flash. W dodatku pijesz w trakcie służby. Grabisz sobie coraz bardziej. - pokręciła lekko głową. Oczywiście Bobbi miała zamiar zwrócić Tarczy uwagę na ten fakt. Nawet jeśli nie wypisze raportu. Co najlepsze, nikt jej tutaj nie wysłał. Przybyła, wiedziona własnym instynktem. Kobiecą intuicją, można by rzec. Jej słowa natomiast miały brzmieć groźnie. Raczej nie groziły mu poważne konsekwencje z racji tego, jak nieodpowiednio się zachowywał, ale wolała mu pogrozić, by wiedział, że złużba to nie żarty.
- Młody pan Osborn wie chociaż, że jest jednym z podejrzanych co do pochodzenia robotów, atakujących nasze państwo? - ponownie jej spojrzenie wróciło na właściciela firmy. Tarcza miała wielu podejrzanych. Nawet Tony Stark był badany, głównie przez podobieństwo maszyn do jego zbroi. Reaktor na piersi był dość charakterystyczny. - Proszę tego nie odbierać osobiście. Badamy wszelkie możliwe tropy związane z zaawansowaną technologią. Nikogo nie wykluczamy. Czasem ludzie robią się zbyt pewni siebie, gdy w ich posiadanie wejdą potężne zabawki. Wystarczy się przyjrzeć historii ludzkości. - od razu przeszła do sedna, przedstawiając jasno sprawę chłopakowi. Nie był jedyną osobą, na którą rzucano takie oskarżenia, więc na pewno nie musiał odbierać tego, jako coś osobistego. Oczywiście mógł i możliwe, że rzeczywiście tak to odbierał. Z ludźmi nigdy nic nie wiadomo. To jednak zupełnie nie obchodziło Mockingbird. Jego sprawa, jak podejdzie do tego śledztwa. Czy zamierzała przypierać go do ściany i wydusić z niego wszystiego informacje? To nie była jej misja. No i najlepsi informatycy już się tym zajmowali. Ba, poprosiła znajomego telepatę z Tarczy, by sprawdził to i owo. Bobbi osobiście specjalizowała się w walce, nie prowadzeniu śledztwa. Do takich rzeczy wolała wykorzystywać znajomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Czw Lip 12, 2018 10:27 pm

Na uwagę odnośnie swojego słuchu Harry zareagował wyłącznie poprzez posłanie przyjacielowi lekkiego, jednostronnego uśmiechu, nim skupił się na pełnym wyczekiwania obserwowaniu drzwi. Tak naprawdę nie sądził, aby miał wyczulone zmysły - a przynajmniej nie przez serum, nie do nadludzkiego poziomu... W innym wypadku chyba zwróciłby na to uwagę. Jeżeli nawet występowała jakaś różnica, to musiała być bardzo drobna. I dobrze, bo dzięki temu nie musiał się z niej teraz tłumaczyć. Zresztą... W najgorszym wypadku zrzuciłby winę na alkohol, który Flash przyjmował, a on sam nie.
Zaraz potem jednak dołączyła już do nich ta kobieta, więc Osborn przynajmniej nie musiał przejmować się niewygodnymi wyjaśnieniami. Tak czy siak wolałby ich pewnie całkowicie uniknąć, aby nie sprawiać wrażenia, jak gdyby posiadał coś na sumieniu - ale brał również pod uwagę opcję, że Flash mógł zdecydować się o to zapytać... Nieważne. Grunt, że miał to z głowy. I równie nieprzyjemne kwestie przed sobą, jak podejrzewał.
Przez pierwszych kilka sekund po powitaniach mężczyzna po prostu przyglądał się interakcji zachodzącej pomiędzy jego gośćmi. Może i była krótka, ale wbrew pozorom mówiła mu o nich obojgu całkiem sporo... Najwyraźniej nie mylił się odnośnie wyższej rangi blondynki, agentki Barton, jak się przedstawiła - to zaś mogło zadziałać zarówno na jego korzyść, jak i nie. Flash jej ustępował, zapewne chcąc uniknąć problemów z raportem, a ona... Musiała być służbistką. Albo z jakiegoś powodu to właśnie alkohol grał jej na nerwach. Ewentualnie po prostu za sobą nie przepadali. Jaka nie byłaby prawidłowa odpowiedź, obecność tej kobiety mogła nastawić Thompsona jeszcze bardziej negatywnie do Tarczy - a to z kolei nie byłoby dla Harry'ego wcale takie złe, o ile tylko sprawy rozwinęłyby się po jego myśli. Takie wtrącanie się działało mu na nerwy.
Uwaga Barton prędko przeniosła się jednak na niego samego, tym samym wyrywając go z tych rozmyślań. Jak do tej pory osobiście nie miał do blondynki nic szczególnego, rzecz jasna pomijając jej udział w nawiedzaniu go przez Tarczę, tak teraz irytacja mężczyzny wzrosła i szczerze powiedziawszy ledwo powstrzymał się przed okazaniem tego na zewnątrz. Młody pan Osborn, co? Ten zwrot zbyt długo mu towarzyszył, nawet jeżeli już od pewnego czasu był jedynym panem Osbornem, na co aż miał ochotę zwrócić uwagę. Tyle że oczywiście tego nie zrobił. Bo nie mógł. Bo wówczas zdradziłby, że mu to przeszkadzało, że wbrew pozorom dało się go zdenerwować, a wtedy straciłby część swojej przewagi.
Spokojnie. Był na swoim własnym terytorium i wyjątkowo niczym nawet nie zawinił. Nic nie mogli mu zrobić, a być może on znajdzie jeszcze sposób, aby obrócić całą tę sytuację na swą korzyść. Musiał się tylko nad tym zastanowić i uporządkować fakty. Flash... Flash zdawał się być zaskoczony obecnością Barton. Podejrzewali go o coś? Śledzili? Sam powiedział, że posiadali na niego haka, te bomby, więc czemu mieliby się przejmować i posyłać za nim dodatkową agentkę - wyraźnie nie będącą jego partnerką? Nie wycofali go, nie poinformowali o towarzystwie, lecz i tak skierowali kogoś innego... Chyba że...?
- Agent Thompson zdążył mi o tym wspomnieć, panno Barton. I bez obaw, doskonale wiem jak to wszystko odebrać. O dziwo coś podobnego nie zdarza mi się po raz pierwszy. Rozumiem, że teraz powinna nastąpić seria pytań, ale, jeżeli można, na początek mam jedno własne, tak gwoli ścisłości... - zawiesił na moment głos, jak gdyby chciał dać kobiecie możliwość zaprotestowania, choć oczywiście tak czy siak nie planował tego uznać. Przy okazji liczył również na to, że agentka w ciszy zwróci uwagę na różnicę w tytułach, którą umyślnie zastosował - tak płynnie, że brzmiała najzupełniej naturalnie i niepozornie. W najgorszym wypadku przypadkowo. Skoro ona mu umniejszała... To oboje mogli w to zagrać. Ciekawe czy spodoba jej się to uczucie.
- Jeśli dobrze zrozumiałem... I proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę... Przybyła tu pani, gdyż obawiała się, że Flash, jako mój przyjaciel, nie będzie obiektywny w ocenie sytuacji, tak? - zagadnął następnie, równocześnie w końcu zmieniając swoją pozycję i przy okazji położenie. Ani na chwilę nie spuszczając kobiety z oczu, Osborn przeniósł się za biurko i wreszcie zasiadł w fotelu, od razu opierając ręce na jego podłokietnikach. Dbał o to, aby sprawiać wrażenie szczerego i rozluźnionego, w pełni spokojnego... Wręcz uprzejmie współpracującego. Nie miał nic do ukrycia, więc mógł sobie na to pozwolić.
Byle tylko Flash niczego nie zepsuł. Nie powinien, bo przecież nie zacznie teraz mówić o planach dotyczących bomb i Venoma, a tak naprawdę niczym innym nie powinien zaszkodzić dyskusji... Chyba że coś w jego słowach albo zachowaniu wpłynie na odpowiedź Barton. Tego Harry by nie chciał. Wolał poznać jej powody w takiej formie, w jakiej początkowo o nich myślała - bez sugerowania się bieżącymi wydarzeniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 130
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Pią Lip 13, 2018 8:40 pm

Raporty to słowo było mu bardzo znane, nie lubił mieć styczności z nimi, wielokrotnie był wzywany żeby je podpisywać, w wojsku był zwykłym starszym szeregowym, miał zadatki na dowódcę, umiłowany był w sporcie, zwłaszcza taktyce, nawet teraz czytał "sun zi", miał położoną obok łóżka na szafce. Wraz z symbiotem umiłowani są w czytaniu treści książki, nawet jeżeli są tak ogołocone, oryginalnej wersji, nie uszkodzonej przez dzieje nie miał. Zdecydowanie teraz jego rola jako nauczyciela w ogólniaku była dla niego lepszą wizją niż bycie agentem, którego raporty nie obowiązują, ponieważ to nie on składa raporty, a jest marionetką patriotyczną dla tarczy. Zgadzało się to z jego przekonaniami, jednak coraz bardziej doświadczenie w organizacji, powodowało że tracił zaufanie do organizacji, będąc w pozycji pieska wojennego. Chciał po prostu nie mieć tajemnic przed nielicznymi bliskimi. Chciał mieć też odpowiedzialność za swoje życie, które było teraz organizacyjną własnością fizyczną. Nie widział w tym patriotyzmu, jego duma została urażona, chciał to zmienić, odzyskać swoje życie. Obecność ptaszka w tym pokoju, była dla niego uciążliwa, jego wychowanie i natura nie pozwoliły mu stracić kontroli, poddać się swoim myślą i odczuciom. Jego wartości nie zostaną urażone przez cholerny raport, jednak jego potrzeby, mogłyby zostać. Na szczęście Harry przemówił za niego, jego sytuacja nie pozwalała wypowiadać się dalej. Powinien milczeć, bo  widoczny temperament gościa z odznaką i wyrzutami, która była naprawdę niczego sobie dziewczyną. Nie pozwalała mu być szczerym, był zobowiązany do swoich marzeń, a jej obecność mogła je spopielić, ale nie zniszczyć. Wartości które z sobą reprezentował nie były znane innym. Bliscy byli jedynie świadkami jego wnętrza, potrzeby bycia sobą. Charakter Thomspona Flasha był niezachwiany, zawsze postępował swoim sercem, a nie negatywnością wokół niego.  

Harry był bliski mu, nie zawiódł się na nim podczas ten rozmowy. Zawsze był tego pewny, jednak teraz walczyły w nim emocje, zwłaszcza że zdradził mu prawdę tożsamości, nie tylko jako agent tarczy, ale jako jednostka chcąca wolnego wyboru, ponieważ jego zahartowane serce mu tak biło, zwierzył się z swoich wewnętrznych oczekiwań, pomysłów jak uwolnić się pod jarzma niezależnej totalnej kontroli, czyli inwigilacji, tak to mówili mądrzejsi od niego, którzy wymyślili ten diaboliczny system. Harry zdecydowanie należał do osób, którzy używali często logiki, był osobą należącą do wybitnych, zawsze dobrze się uczył, a jego dedukcja rozwiązywała wszystko. Flash potraktował ptaszka jak problem, który miał nadzieję rozwiązać z pomocą Harrego. Wiedział jak działa policja wywiadowcza, na to wychodziło że Bobbie była taka sama jak Ci, którzy mieli w kodeksie słuszność wykonywania swoich obowiązków. Flash znał to, był taki sam, tylko że jego odpowiedzialnością byli jedynie bliscy jego sercu. - Zgłoszę sam się o naczelnego oficera dowódcy operacji, najpierw niech Pani złoży raport, a ja potwierdzę, przyznając się do naruszenia zasad o spożyciu alkoholu podczas wykonywania zadań operacyjnych. - Jedynie to wymyślił, pamiętając jak w dawnych czasach, podpisywał raporty z pobytu w kontyngencie, podczas którego miał bójki niekiedy z towarzyszami obcych sojuszniczych formacji, a musiał ratować swoje dupsko, więc postępował tak jak na patriotycznego kowboja przystało i wyciągał "gwoździa w podeszwie" który mu przeszkadzał, nie przejmując się zniszczeniami obuwia. Wprost szczerze przyznawał się do winy. Mówił, że tak było i oczekiwał pozytywnych wiadomości. Ochłodzi ptaszka trochę zimną wodą drogi służbowej oraz obowiązków agenta. Zagra w jej pokera. Miał jedynie nadzieję że organizacja po prostu nałoży na niego ograniczenie w levelu dostępu albo odsunie go od śledztwa operacyjnego, do którego zadania został wybrany, jeżeli koleżanka z roboty rzeczywiście złoży raport. Nie pokazała się z przyjemnej strony, zagrała bardzo złego policjanta, złą ponętną agentkę z słowami służbisty, dla którego Flash nie miał zamiaru poddawać własnej woli na tacy. Nie sprowokuje go, nie była w stanie, choć mogła uważać się teraz nad Flashem, on nie sprowokuje reakcji wojennych charakterów, jeżeli nie jest to dla niego potrzebne do niczego. Trzymał agresywne nieprzemyślane i niepotrzebne odruchy na wodzy. Takie męskie emocje, pokazania swojej męskości, wyładowywał w sporcie. Nie dialektem. Dlatego był nagradzany, jak i karany, ale nagradzany, wyróżniany a nawet odznaczony w swojej służbie wojskowej, był osobą której w swojej naturze była nieugiętość, zahartowane jestestwo. Dyscyplina była jego suką, można tak powiedzieć, dlatego oficerowie nie omijali go w odznaczeniach swoich żołnierzy.

Flash był niezastąpionym członkiem drużyny marines, jego pozycją w drużynie była wtedy, wieży obronnej, osoby z zdolnościami bycia szybszym od swoich wrogów, ponieważ dawno go dostrzegł, wiedział jak się zachować wobec wrogiego napierającego pionka. Odpowiadał zawsze rozwiązaniem tej sytuacji, otrzymywał nagrody za bycie kompasem podczas bitwy, nie tylko dla równych stopniem, ale dla starszych stopniem. Jego dowódca drużyny zapraszał go nawet na jego rodzinne wesela lub na grilla z bliskimi w niedzielne uchwalone święto narodowe w Queens, bo oboje się tam wychowali. Rozwiążmy ten problem Flash, jesteśmy oboje zbyt zdeterminowani, żeby poddać po tak długiej drodze ku naszemu marzeniu... Twoje wsparcie, jak i Harrego... Dziękuje tobie i Harremu, wam obojgu, obiecuję jak zawsze, że postaram się być taki jaki powinienem być wobec waszych serc. Wrócił do patrzenia się na Ptaszka, lecz całe proste zdania, które Osborn wypowiedział wpatrywał się w niego, nie w nią. Siedział dalej na krześle, przy stoliku. Nie pamiętając już o drinku, choć ulatniały się procenty, dobre i smaczne, idealne na jego wcześniejszy nastrój, gdy nie miał na karku oddechu komarzycy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Nie Lip 15, 2018 7:38 pm

Kobieta nie odpowiedziała nic na słowa Flasha, jedynie skinęła lekko głową, na chwilę przenosząc spojrzenie na niego. S.H.I.E.L.D. to nie sąd. Przyznanie się do winy nie zmniejszy wyroku. Chłopak miał jeszcze dużo przed sobą. Chyba nie znał wszystkich procedur. Można było to mu wybaczyć. Nie miał zbyt wysokiego poziomu dostępu i nie był wtajemniczany w wiele rzeczy. W dodatku był w organizacji dosyć krótko. Jak to mówią, człowiek się uczy całe życie. Poza tym, była niemal pewna, że Venom wcale nie był szczery. Gadał tylko żeby ją uspokoić. Sęk w tym, że Bobbi nie była ani trochę zdenerwowana. Niekompetencja Flasha nie była jej problemem. Nie miała zamiaru się tym przejmować. Ich przełożeni zajmą się tą sprawą. Jedynie robiła wrażenie groźnej i zdenerwowanej. Przecież ona nawet nie przybyła tutaj po to, by przesłuchiwać Harry'ego.
A skoro już o nim mowa, to Barbara spojrzała znów na niego, uśmiechając się kącikiem ust. Był to raczej przyjazny uśmiech. W końcu kobieta osobiście nic nie miała do Osborna. Nawet gdyby ją tu wysłali faktycznie na przesłuchanie go. Służba wymagała od niej pewnych rzeczy, ale to nie oznaczało, że podchodziła do nich osobiście. Podchodziła z dystansem i spokojem do swoich zadań. Chyba, że coś ubodło jej dumę lub uczucia. Wtedy jej zachowanie, jak i podejście zmieniały się. Teraz jednak nie miało to miejsca.
- Panicz Osborn dokładnie tak bystry, jak się tego spodziewałam. - odparła, a ton głosu wyraźnie sugerował, że nie była to ironia, a szczera prawda. Harry więc od razu mógł zgadnąć, że jednak miał rację. Nikt kobiety tutaj nie wysłał. Pojawiła się z własnej, wolnej woli. Nie ufała Flashowi. I słusznie. Nie pomyliła się. Nie wydawał się zajęty przesłuchiwaniem chłopaka. Już po wejściu zdążyła zauważyć, że w biurze panowała luźna atmosfera.
- Z doświadczenia wiem, że uczucia potrafią zepsuć misję. Trzeba umieć je odłożyć na bok, co dla niektórych nie jest łatwe. - dodała, przy ostatnich słowach zerkając w stronę Venoma, ale szybko wracając wzrokiem a głównego rozmówcę. Sama miewała problemy z uczuciami, które psuły misję lub sprawiały, że wygrana nie była tak dobra, jak powinna być. Na początku kariery tak miała. Teraz było jej o wiele łatwiej. Nauczyła się zachowywać odpowiednio. Odgrywać swoją rolę.
- Moi przełożeni jednak wiedzą o tej wizycie. Postarałam się, by dotarła do nich wiadomość o tym, gdzie zmierzam. - akurat o to koniecznie musiała zadbać. Inaczej ktoś mógłby stwierdzić, że nachodzi go pozasłużbowo. Prywatnie. Na to nie mogła sobie pozwolić. Trzeba było wszystkiego dopilnować.
- Co do pana wcześniejszych słów odnośnie serii pytań to niestety muszę pana zawieść. Nie ja zajmę się tym. Wkrótce S.H.I.E.L.D. wyśle kogoś do pana. Może nawet jeszcze dzisiaj. - poinformowała. Wiedziała, że Harry jest na tyle bystry, by nie próbować uniknąć przesłuchania. Inaczej padłyby na niego jeszcze większe podejrzenia. Niewinny, nie uciekałby przed tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Nie Lip 15, 2018 11:40 pm

Pomijając wyjaśnienie kwestii spożywania alkoholu, Flash milczał - i dzięki temu Harry powoli zaczynał się czuć pewniej w swoim położeniu. Nie to, żeby spodziewał się z jego strony palnięcia czegoś dziwnego, ale chyba wolał rozegrać rozmowę po swojemu... A wiedział doskonale, że przyjaciel mógłby źle zrozumieć jego strategię i chcieć dobrze, lecz w jakiś sposób i tak im obu zaszkodzić. Niestety żaden z nich nie potrafił czytać w myślach drugiego, a szkoda, bo może w ten sposób udałoby im się ustalić wspólny front... Jednakże bez tej umiejętności obowiązek przeprowadzenia dyskusji spadał na Osborna. Prawdopodobnie był lepiej przygotowany do walki na słowa.
Mężczyzna przyglądał się swojej rozmówczyni z uwagą, ale i z wyraźnym namysłem, czego w żadnym razie nie skrywał. Nie miałby ku temu powodów. Prawdę mówiąc w tym momencie mógłby zrzucić naprawdę wiele swoich reakcji na sytuację panującą na zewnątrz i byłoby to jak najbardziej wiarygodne... Inwazje i inne katastrofy jednak się do czegoś przydawały. Z drugiej strony bez obecnego zagrożenia nie zaistniałaby też konieczność przesłuchiwania go - w tej sprawie - ale w gruncie rzeczy Harry nie wątpił, że prędzej czy później Tarcza tak czy siak znalazłaby do tego jakiś powód. Z jakiegoś dziwnego powodu nie przepadała za Oscorp.
Jak opanowanego wrażenia by jednak nie sprawiał, irytacja Osborna wcale nie malała. Szczerze powiedziawszy nie był nawet do końca pewien czy ta kobieta drażniła go rozmyślnie czy nie, ale ignorancja wcale by jej w jego oczach nie usprawiedliwiła, więc naprawdę go to nie obchodziło. Brzmiała na względnie uprzejmą, ale Harry sam często maskował za tonem głosu ukryte przekazy, dlatego od dawna nie opierał na takiej podstawie swojej wiary w czyjeś dobre intencje. Ludzie grali i udawali. To normalne.
Ta tutaj zaś albo odruchowo traktowała go protekcjonalnie - albo z premedytacją chciała, aby to stwierdził. Znał to aż za dobrze. Na samym początku jego urzędowania w Oscorp cała masa osób patrzyła na niego z góry. Co ciekawe, większość z nich albo znalazła się w nagłej potrzebie pozyskania nowej pracy albo poznała swoje miejsce w szeregu... Ale nawet teraz zdarzali się im podobni, szczególnie w zarządzie. Osborn nie znosił takiego podejścia. Niewiele spraw denerwowało go równie mocno, pomijając może kwestie osobiste.
Niestety także i tym razem skomentowanie panicza wiązałoby się z ukazaniem, że brał sobie takie gierki za bardzo do siebie, przez co Harry zmuszony był zachować pokerową twarz, dosłownie i w przenośni. Nawet kiedy Barton zerknęła ku Flashowi, on sam w dalszym ciągu utrzymywał spojrzenie na jej twarzy, a pozwolił sobie jedynie na cichy, potakujący pomruk, jak gdyby w zupełności zgadzał się z całą tą kwestią uczuć i psucia przez nie misji. W tym wypadku nie mógłby się nią rzecz jasna mniej przejmować.
Dla niego ważne było to, że potwierdził swoje przypuszczenia. Agentka nie została tutaj przysłana, przybyła z własnej inicjatywy, a więc nie mogła nic mu zrobić. Gdyby się uparł, to być może on potrafiłby zaszkodzić za to pannie Barton - bo co z tego, że zostawiła komuś wiadomość, jeżeli bez odgórnej decyzji przerwała zadanie powierzone początkowo jej koledze z pracy? Z jego perspektywy wyglądało to tak, że trafiła do gabinetu bezprawnie. A Osborna w razie czego stać by było na dobrych prawników. Co prawda nie miał szczególnej ochoty się sądzić, ale zasugerować to - czemu by nie? O ile sytuacja by tego wymagała.
- W takim wypadku niech S.H.I.E.L.D. najpierw skontaktuje się z moją asystentką i przez nią umówi się na spotkanie. Na dzisiaj moje godziny pracy właściwie się już skończyły, ale być może znajdę czas jutro... O ile oczywiście sytuacja z robotami zostanie wkrótce opanowana - Harry odczuwał ogromną ochotę, aby dodać jeszcze, że w przeciwnym razie chętnie porozmawia z którymś z agentów w samolocie lecącym do Paryża, ale jakoś się przed tym powstrzymał. Drażnienie Tarczy mimo wszystko nie miałoby w tej chwili sensu, a mogłoby mu zaszkodzić, gdyby agencja się na to uparła. W końcu na każdego dało się coś znaleźć... Albo sfabrykować. Co było akurat wygodniejsze, do wyboru, do koloru.
Prawdę mówiąc nawet zastanawiało go to, czy Tarcza spróbuje podpiąć go pod ten atak. Byłoby to... Niefortunne, delikatnie mówiąc, skoro tym razem Oscorp nawet nie zawiniło. Przynajmniej najprawdopodobniej, bo upilnowanie każdego jednego pracownika bywało jednak trudne - ale Osborn podejrzewał, że taki projekt by we własnej firmie zauważył. Coś mniejszego niestety mogłoby mu umknąć. To już się zdarzało. Niestety było to jednak ryzyko wynikające z zatrudniania genialnych jednostek i dawania im dostępu do nowoczesnego sprzętu... Bardzo często ich niespotykana inteligencja szła w parze z mniejszymi lub większymi problemami psychicznymi albo po prostu paskudnym charakterem czy nie do końca legalnymi celami. Nauczył się to akceptować.
- Skoro jednak to nie pani zamierza teraz przeprowadzić przesłuchanie... Przybyła pani tylko po to, aby przerwać Flashowi i zabrać go do... Bazy? A może w serce akcji? - zagadnął i ta kwestia już faktycznie go interesowała. Niezależnie od odpowiedzi kobiety nie planował jednak protestować, bo zatrzymywanie przyjaciela na siłę byłoby trochę podejrzane, nawet jeżeli wytłumaczyłby się z tego niepokojem o jego zdrowie i życie w obliczu inwazji. Spotkać zaś mogli się przy dowolnej innej okazji i w dyskretniejszych warunkach - bez wiedzy Tarczy. Chyba że śledziła również położenie Thompsona, co szczerze mówiąc by Harry'ego nie zaskoczyło. Skoro miał w sobie bomby, to może i coś jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 130
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Pon Lip 16, 2018 10:40 pm

Flash był przejęty tą sytuacją, emocje w nim rwały się jak moce nieokreślonej jednostki. Musiał pozostać opanowany jedynie, ptaszek nic nie chciał zrobić jemu, ani jego planowi, prawdopodobnie była tutaj tylko na chwilę. Okazało się, że tak. Myślę, że nie powinniśmy cieszyć się z słów ptaszka, ktoś z tłumu tarczowników nie wytrzymał i musiał rozgrzebywać przeszłość, nie jesteś obojętny przyjacielowi, ani jesteś jest posłuszny Flash Naznaczeni jesteśmy przez coś, nawet Ty Venomie. Harry na pewno zauważył dawno wszystko w jej zachowaniu, jest zbyt dobrym graczem ciężkich rozgrywek żeby przegrać Uśmiechnął się już po jej pierwszym zdaniu, patrząc tym razem na Harrego, ale też zerknął później na okna. Zdecydowanie wizyta zapowiada się w takim razie cudownie. Myślał, że to tylko odruch, lecz rzeczywiście dialekt z jego przyjacielem, po prostu zmusił ją do stracenia gardy, a może tarczownictwa, idealizowania symbolu agencji. Rzeczywiście patriotycznie Flash by tak nie postąpił, jednak kostium Venoma zobowiązywał do pewnych wyrzeczeń. Miał już o kogo dbać, nikt się nie znajdzie w jego gronie. Dlatego też się uśmiechał. Przecież jest zaprzysiężony jedynie wolności swojego domu. To było najważniejsze. Posiadanie w symbolu orzełka do czegoś zobowiązywało, jego wartości nakazywały mu obronę wartości. Był tego zdania, więc przyznanie się do winy, nie, do zaniedbania. Wyjaśni się nad dowódcy czy dowódcy i będzie miał pozamiatane, sprzątać też toalety może, jeszcze zabiorą mu cały certyfikat poziomu wtajemniczenia. Napił się tylko. Świat i tak się wali codziennie. Patriota czy patriota, poświęcił już dużo dla kraju, głupie przechwałki niczego nie zmienią mu w jego przekonaniach, prawa.. do obrony. Dobrą radę tylko bym na koniec jej powiedział Masz rację Wpatrzył się w widok za oknem. Wiedział, że nie odważy się oficjalnie zwrócić uwagę mu w obecności Harrego na zadaniu, ani też nieoficjalnie, sygnalizowanie tego da do zrozumienia jej o czymś innym. Popatrzeć jak użera się w zamkniętym gabinecie z wybitnym taktykiem oraz jego przyjacielem. Jeżeli tak, zdecydowanie nie kierowała się przekonaniami organizacji, jedynie intuicją. Kobiety tak mają.

Uśmiechnął się na widok braku przelatujących robotów, znając kobiety, oraz temperament ptaszka, to może zacznie strzelać i Harry będzie miał widowisko. Zaśmiał się w duchu. Będzie wtedy musiał jej pomoc, ptaszyna nie powalczy sama, zdecydowanie dobry ruch na szachownicy, szkoda jedynie że nie mógł o tym ruchu jej powiedzieć, przecież było to głupiutkie. - Nasi dowódcy zaakceptowaliby by raport dotyczący całego przesłuchania, nie mieliby żadnych nieprawidłowości, sądząc że nie są służbistami - Wpatrując się w Harrego, dając mu porozumiewawcze spojrzenie, a następnie powrócił do patrzenia na ptaszka. Nie uśmiechał się, gdzieś po drodze spoglądania na Harrego, stracił uśmiech. - Raporty zawsze podpisuję - Zerknął na szklankę alkoholu, potem znowu wrócił do oglądania ptaszyny, czekając na jej kolejne szybki wypowiedzi. Chciał przejść do sedna, ale nie popędzał, skomentowanie także tego, że powinien tu zostać, miało mało procentowe powodzenia. Nadal była szansa, że przełożeni zechcą żeby tu pozostał i zrekompensował się za te poczynania, tym razem po nadzorem, oddawanie piłki komuś innemu, a więc tak postępuje ptaszyna z nimi. Wykonywał swoje zadania, które uznał za słuszne, zawsze "oznaczone kategorią - wykonane", akurat przesłuchanie przyjaciela, wpadało do śmietnika, więc wypicie z nim alkoholu, nie było niczym złym. Pewnie uzna kiedyś, że chciał napić się przy zadawaniu pytań, też mała szansa, bo starać się nie będzie zbyt długo o pozostawienie po sobie dobrego wrażenia, może praktycznie wcale. Był pod wpływem silnych emocji, więc może powie jeszcze jedno albo dwa słowa w swojej obronie. Kto wie. Był w końcu pod wpływem alkoholu, tak myślała. - Skorzystam z toalety, przepraszam - Ruszył do toalety, doskonale wiedział że kobieta nie załatwi się w jego toalecie, która by tak zrobiła.. Haha. Złapał spojrzenie Harrego, znowu porozumiewawczo, na jego twarzy była wypisana dobroć, uśmiechał się, ale pokazał mu tym razem ząbki, szczerzył się delikatnie. Może myślał o tym samym co on i się zaśmieje, cóż, wtedy byłoby przynajmniej zabawnie. Wszedł do łazienki, zamknął drzwi, nie na zamek, bo po co, siadł na kibelku, podwinął rękawki, włożył nogi na miejsce. Odwinął je, spuścił wodę, charakterystyczny dźwięk deski. Szum delikatny wody. Woda przestała się lać. Wyszedł. Udał się na fotel patrząc na Harrego najpierw, a potem na kobietę, dotarł na miejsce. Siadł ponownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Mockingbird

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 24/07/2013

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Yesterday at 6:08 pm

Skontaktowanie się z asystentką. Zapewne przy wysyłaniu kogoś, kto nie przyjaźnił się z Osbornem będzie to niezbędne. Flash jako przyjaciel prawdopodobnie był mile widziany w każdej chwili. Wyjątkiem mogłoby być jakieś ważne spotkanie biznesowe. Tak jak u niej ważna misja byłaby ponad luźne spotkanie z kimś znajomym. Trzeba było znać swoje priorytety. Kobieta więc skinęła głową na słowa chłopaka.
- Oczywiście. Przekażę, by asystentka została poinformowana o wizycie i na pewno spotkanie zostanie odpowiednio zorganizowane. - odpowiedziała, w dalszym ciągu zachowując spokojny ton głosu. W tej chwili Bobbi była mocno neutralnie nastawiona do całej tej sprawy. Jedynie Flash nieco ją zdenerwował, ale lata służby w S.H.I.E.L.D. wzmocniły jej cierpliwość i nauczyły trzymać nerwy na wodzy. Tak samo nauczyły ją nie denerwować się drobnostkami. Inaczej już dawno by miała zszargane nerwy przez pewne wydarzenia, jak i osoby.
Nie wiedziała, co kombinuje Venom, ale chyba próbował ją wkopać w misję, która nie należała do niej. O nie nie nie. Bez wyraźnego rozkazu nie zrobi tego. Tym bardziej, że na przesłuchanie powinno się mieć zezwolenie, a o to nie pytała przełożonych, wyruszając tutaj. Ten plan od razu więc odpadał.
- Słabo ich znasz, Flash. - odpowiedział jedynie krótko koledze po fachu. Nie miała nic więcej do dopowiedzenia. Spojrzała za nim kiedy poinformował o wyjściu do toalety i opuścił pomieszczenie. Pewnie by czekali w ciszy, gdyby nie kolejne słowa Harry'ego, zwrócone w jej stronę. A raczej kolejne pytania. Na które nie mogła odpowiedzieć niestety jednoznacznie.
- Ta decyzja już nie należy do mnie, ale z jego umiejętnościami i możliwościami obstawiam szybkie wysłanie na pole walki. Jest wystarczająco silny, by móc sobie poradzić z tymi blaszakami. - odpowiedziała więc szczerze chłopakowi. Niczego nie mogła być pewna, ale mogła się domyślać, jaka będzie decyzja ich przełożonych. Ona na pewno nie będzie wysłana do walki z Sentinelami. Nie miała do tego odpowiednich predyspozycji. Co innego Flash. A skoro o nim mowa to dosyć szybko wrócił ze swojego małego spacerku.
- Idziemy, Agencie Venom. Ktoś powinien zaraz się z toba skontaktować i przekazać dalsze rozkazy. - Barbara odwróciła się w stronę drzwi i wyciągnęła rękę, by złapać za klamkę. Przez dosłownie sekundę świat wokół niej zakołysał się. Zacisnęła palce na klamce, mając nadzieję, że nic nie było po niej widać. Otworzyła drzwi, czekając aż Flash pierwszy wyjdzie. Zerknęła jeszcze w stronę Harry'ego.
- Do widzenia, panie Osborn. Życzę... Spokojnego dnia. - odezwała się, chwilę później zamykając drzwi za sobą. Życzenie miłego dnia nie byłoby na miejscu w obecnych okolicznościach. Podczas ataku robotów. Zdecydowanie ważniejszy był spokój.

z/t x 2 Chyba, że Flash koniecznie chce napisać jeszcze posta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Główny gabinet   Yesterday at 9:22 pm

W gruncie rzeczy Harry prawie spodziewał się ze strony kobiety jakiegoś protestu. Być może pozwalając sobie na więcej faktycznie by go otrzymał? Z czystej przekory miał ochotę to sprawdzić, ale równocześnie zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien. Skoro sprawa chwilowo wyglądała na załatwioną, a przynajmniej odroczoną, to należało się z tego cieszyć i darować sobie pokazy siły... Jak kuszące by się one nie wydawały. Mimo wszystko nie potrzebował robić sobie z Tarczy jeszcze większego wroga niż obecnie.
Także i tym razem Osborn nie wtrącił się w krótką wymianę zdań pomiędzy Flashem i jego koleżanką z pracy, lecz odchylił głowę lekko na bok, w ogóle nie kryjąc tego, że się jej przysłuchiwał i był nią w jakimś stopniu zainteresowany. Skoro przy nim tak dyskutowali, to znak, że miał pełne prawo śledzić ich rozmowę, prawda? Uprzejme spojrzenie w innym kierunku niczego by tutaj nie zmieniło. Barton nie mogła mu wytknąć zaciekawienia, zaś w oczach jego przyjaciela powinno się ono dobrze zaprezentować.
Niestety dyskusja została szybko ucięta i zaraz potem Flash oznajmił, że wybierał się do toalety, na co Harry zareagował jedynie kiwnięciem głowy. Jego uwaga ponownie skupiła się w całości na agentce, a następnie na jej wyjaśnieniach, w trakcie których błądził wzrokiem po jej twarzy. To... Miłe, jak mniemał, że nawet nie próbowała ukryć przypadłości Thompsona, tylko wprost wspomniała o jego sile. Zapewne uznała, że tak czy siak wszystko już wiedział - i miała pod tym względem rację, ale to inna sprawa. Gdyby się jednak pomyliła, to właśnie wyjawiłaby mu coś, czego prawdopodobnie nie powinna.
- Pewnie ucieszy się z takiej możliwości - skomentował krótko i dość sucho, przez co ciężko byłoby poznać czy mówił szczerze czy może jednak ironicznie. Prawdę powiedziawszy nawet on sam nie wiedział tego do końca, choć o dziwo - jeżeli już koniecznie miałby wybierać - skłaniałby się chyba ku pierwszej opcji. Pomimo niechęci do Tarczy i jej metod działania, Flash najpewniej w dalszym ciągu chciał pomagać... A kto wie, być może walka z robotami mogłaby mu nawet sprawić przyjemność.
Spojrzenie mężczyzny nie oderwało się od twarzy Barton nawet wówczas, gdy jego przyjaciel wrócił do pomieszczenia. Nie zdążył się jednak odezwać, ani zareagować w żaden inny sposób, ponieważ kobieta od razu zarządziła odwrót. Trochę szkoda. Liczył na więcej. Materiałów do drażnienia agentów oraz przypadkowo podrzuconych informacji, których poznawać nie powinien - ale na więcej. Mimo to nie rozpaczał, bo w gruncie rzeczy nie było to dla niego aż tak istotne.
- W miarę możliwości - odparł na pożegnanie kobiety, po czym skinął jeszcze głową Flashowi, odprowadzając oboje wzrokiem. Kiedy drzwi już się za nimi zamknęły, Harry obrócił się z fotelem bokiem do biurka, a przez to jednocześnie do okien - i po raz kolejny tego dnia skierował spojrzenie za szybę. Na jego w większości obojętnej do tej pory twarzy zawitał wyraz pełen namysłu. Naprawdę miał coraz bardziej dość siedzenia w zamknięciu. Może i w budynku był bezpieczny i przydatny, ale przyjrzenie się sytuacji z bliska wciąż go kusiło. Nic by się przecież nie stało, gdyby przeleciał się nad miastem, a nawet nad samym Manhattanem, nie angażując się w nic konkretnego, tylko badając rozwój wydarzeń. Posiadał pod ręką wszystko, czego do tego potrzebował...
Nigdy nie był dobry w odmawianiu sobie tego, na co miał ochotę. Teraz dowiódł tego po raz kolejny, nawet jeżeli jedynie przed samym sobą, bez innych świadków... Ale nie mógł się powstrzymać. Wybierając się do wydzielonego i oczywiście bardzo tajnego - jak na standardy Oscorp, a to coś znaczyło - pomieszczenia z odłożonym wyjątkowym sprzętem, Osborn przez moment zabawiał się nawet myślą, iż mógłby wybrać się ku Chinatown... Lecz szybko odrzucił tę opcję. Mimo wszystko nie chciał jeszcze wywoływać konfrontacji. Być może w przyszłości - ale obecnie było na nią o wiele zbyt wcześnie.
Mężczyzna założył ten bardziej dyskretny z przygotowanych przez siebie strojów, mniej przypominający klasyczny kostium z dawnych lat, a bardziej zwykły, lekki pancerz, który sam w sobie nie powinien wywoływać negatywnych skojarzeń. Nie był nawet zielono - fioletowy, tylko czarny, choć z zielonymi elementami. Na glider nie mógł z kolei nic poradzić. Co prawda jego projekt różnił się wizualnie od tego, którego używał jego ojciec, a nawet on sam poprzednim razem, ale ten środek transportu tak czy siak nieodwracalnie wiązał się z Goblinami... Och, mógłby oczywiście przerzucić się na deskę, ale szczerze mówiąc wydawała mu się mniej wygodna. Zwrotna i szybka, jasne, ale nie aż tak pojemna... No i lżejsza, przez co traciła na znaczeniu jako broń sama w sobie. Chociaż nieźle sprawdzała się jako improwizowany miotacz ognia.
Całości dopełniło urządzenie maskujące, niezbędne do dyskretnego opuszczenia Oscorp - i wkrótce potem Harry był gotów do wylotu, na wszelki wypadek wyposażony w swój arsenał, przynajmniej na tyle, na ile pozwalały mu na to kombinezon i glider. Nie planował zaczynać żadnego starcia, ale to nie oznaczało, że nie zamierzał się na nie przygotować. Podejrzewał, że w razie czego będzie w stanie uniknąć robotów, ale odrobinę niepokoiła go opcja, że ktoś mimo wszystko rozpozna w nim Goblina... Nie powinno do tego dojść, nie po takim czasie i zmianach, ale jakoś nie mógł pozbyć się tej myśli. Podejrzewał, że uspokoi się dopiero wtedy, gdy osobiście przekona się o tym, iż były to zbędne i bezpodstawne obawy.

Z/t.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główny gabinet   

Powrót do góry Go down
 
Główny gabinet
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet dyrektora
» Gabinet profesor Lacroix

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Oscorp Industries-
Skocz do: