Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Exalted Estate Hotel

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Exalted Estate Hotel   Czw Lip 26, 2018 6:53 pm


Luksusowy, nowoczesny budynek znajdujący się w jednej z bogatszych części paryża. Niepozorny z zewnątrz, bardzo elegancki w środku. Poza pokojami dla personelu, w środku znajduje się około trzydziestu apartamentów, podzielonych pomiędzy pięć pięter. Na pierwszym znajdują się dodatkowo restaurcja oraz bar. Poza parter i recepcję, nie ma wstępu nikt spoz peronelu lub gości hotelowych. Pod budynkiem znajdują się dwa, podziemne piętra piwnicy. Szara część, ukryta przed okiem władz oraz osób postronnych. Miejsce, w którym nie powinny znaleźć się osoby niepowołane.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Pią Lip 27, 2018 4:21 pm

Nowe zlecenie. Tym razem musiała wrócić do rodzinnego miasta. Nie miała nic przeciwko temu, mogła nawet później odwiedzić parę osób. Najbardziej była związana z matką, więc zobaczenie się z nią było oczywiste.
Kilka godzin zajęło jej dostanie się samolotem ze Stanów do Francji, ale ten czas wykorzystała na planowanie. Chińska triada chciała, aby wydostać informacje lub informatora. Wyglądało na to, że zależy im tylko na treści, a nie na samym człowieku. Poniekąd ułatwiało to sprawę, ale mogło także i utrudnić. Jeżeli dane znała tylko ta osoba i zginęła, to zdanie nie dałoby się zakończyć, a u niej to nie wchodzi w grę. Jeśli jednak informacje są zapisane gdzieś jeszcze, to nie musi się martwić o transport człowieka i zadbać tylko o swoje bezpieczeństwo. To dla nie byłoby lepszym wyjściem, ale zazwyczaj to tak nie działa.
Wyjrzała przez okno spoglądając na wyłaniające się zza chmur miasto. Ostatni raz była tu jakieś trzy miesiące temu. Już wcześniej sprawdziła jak wyglądają teraz wszystkie remonty i inne anomalie w mieście, nie miała pewności, że wszystko wyjdzie zgodnie z planem, więc musiała być gotowa na improwizacje. A z dokładnym zapleczem było to o wiele prostsze.
Samolot wylądowała z pięciominutowym opóźnieniem, ale to jej nie przeszkadzało, gdyż była do tego przyzwyczajona, ciągłymi zmianami miejsca pracy. Nie miała bagażu nadawanego, więc ruszyła prosto do wyjścia. Złapała, wydawałoby się pierwszą lepszą taksówkę, ale to nie było tak. To nawet nie była prawdziwa taksówka. Triada zapewniła jej transport oraz przemycenie jej bardzo nielegalnej paczki. Wsiadła do pojazdu, skinieniem głowy przywitała się z podstarzałym Chińczykiem i bez zbędnych rozmów, zaczęła się przebierać w bardziej odpowiednie do tej misji strój. Szybko zamieniła obcisłe spodnie i koszulkę z napisem „wakacje” na czarną biznesową sukienkę oraz parę eleganckich szpilek. Wzięła z fotela małą kosmetyczkę, aby poprawić makijaż. Podkreśliła mocniej oczu, a usta zaznaczyła czerwoną szminką. Następnie przeniosła wzrok na karton. Tam powinny znajdować się jej „zabawki”. Otworzyła papierowe opakowanie i zajrzała do środka. Chińczycy nie zawiedli. Zapakowali jej broń tak dokładnie, że nie martwiła się żadne zadrapania. Musiała dostać się do budynku, więc karabin nie był jej potrzebny, odsunęła go na bok. Rozpakowała pistolet i nóż. To powinno jej wystarczyć. Spojrzała jeszcze na moment na karabin, ale szybko zaniechała tej czynności. Wiedziała, że nie będzie miała jak z niego skorzystać, jest za duży, a jak się dowiedziała, wszystko ma się rozegrać w piwnicy jednego z droższych hoteli Paryża. Podniosła z podłogi biznesową teczkę, zazwyczaj to w niej właśnie transportowała karabin, ale nie tym razem. Otworzyła ją i z namysłem poprzestawiała gąbki, które utrzymywały broń w bezruchu. Następnie umieściła tam pistolet i nóż, a także specjalny strój, który przyda się jej później.
Miała nie brać tego zlecenia, bo i tak już miała ich za dużo, ale wydawało się dosyć proste… Raczej niezaskakujące, więc zgodziła się na nie. Przeczesała dłonią włosy, mając jakieś dziwne uczucie, że coś będzie nie tak.. Wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze z płuc. Nie była zdenerwowana, to uczucie nie towarzyszyło jej na misjach od dawana. Gdyby stresowała się takimi rzeczami, nie mogłaby pracować w tym sektorze. Sprawdziła powoli czy wszystko ma. Nie może o czymś zapomnieć, bo będą niepotrzebne problemy. Dostała także specjalną kartę od Triady, która miała umożliwić jej łatwiejsze wejście do piwnicy.
Samochód się zatrzymał. Wyjrzała przez okno. Ogromny budynek hotelu malował się dla niej jak plac zabaw. Przedstawienie czas zacząć. Zamknęła teczkę, pożegnała się z Chińczykiem, który miał zaopiekować się jej rzeczami i z gracją wysiadła z taksówki. Skierowała się do drzwi frontowych. Jej wygląd sprawił, że ochroniarze nawet nie pomyśleli, że w teczce mogłaby przenosić broń. Na moment zatrzymała się w drzwiach, w tej chwili trzy kosy wleciały do środka. Louise jakby tego nie zauważyła i poszła przed siebie. Ptaki w pewnej odległości podążały na dziewczyną, uważając, aby nie zostać zauważonymi.
Posłała miły uśmiech do recepcjonisty, który zmierzył ją wzrokiem, kiedy przechodziła niedaleko lady, ale nic nie powiedział, tylko odpowiedział tym samym. Widząc coraz mniej ludzi, wiedziała, że zbliża się w odpowiednie miejsce. Tak naprawdę znajdowanie „tajnych” miejsc wcale nie było takie trudno, jakby mogło się wydawać. Po jakimś czasie szła już całkiem pustym korytarzem, tylko kosy były gdzieś w pobliżu.
Uśmiechnęła się delikatnie widząc dwóch postawnych mężczyzn przy drzwiach, które zapewne prowadziły do piwnicy. Zbliżając się do nich, przygryzła dolną wargę i flirciarskim wyrazem twarzy pokazała im kartę, którą dostała od Chińczyków. Mężczyźni spojrzeli po sobie, na kartę, na Louise, aż jeden z nich w końcu otworzył drzwi. Nim weszła do środka posłała im dwa buziaki, aby zmieszani, nie zauważyli trzech kosów przebiegających im pomiędzy nogami. Francuska wsunęła się do środka, a oni nie do końca rozumiejąc o co jej chodziło, zamknęli za nią drzwi. Lubiła patrzeć na zszokowane wyrazy twarzy nieświadomych niczego ludzi.
Ptaki rozsiadły się na poręczach schodów, a kobieta położyła teczkę na podłodze i otworzyła ją. Nie bała się, że ktoś ją zobaczy. Drzwiami, po minach ochroniarzy raczej nikt nie powinien wejść, a z innych pomieszczeń mogliby tylko popatrzeć, nie orientując się dokładnie o co chodzi. Rozpięła zamek na plecach i zsunęła z siebie sukienkę, ukazując swoją sportową sylwetkę, odzianą teraz tylko w jasną bieliznę. Stanęła boso na schodach i wyciągnęła z teczki czarny strój. Wsunęła go na siebie nadzwyczaj szybko, ale czego można było się spodziewać po miesiącach zleceń. Założyła jeszcze odpowiednie buty, przypięła pistolet do uda, a nóż do przedramienia. Na twarzy umieściła maskę, która zasłaniała wszystko poniżej oczu. Trwało to zaledwie kilka minut, mimo, że mogło wydawać o wiele więcej. Resztę rzeczy schowała do teczki i postawiła na boku. Bezszelestnie zeszła po schodach, wysyłając swoje ptaki, aby rozejrzały się po korytarzu. Wiedziała, że w którymś z pokoi znajduje się informator, którego poszukiwała. Trudno było wybrać, który to był, więc mogła tylko zgadywać. Raczej nie tan na wprost schodów, mimo, że ucieczka byłaby ułatwiona, to jednak atak tak samo. Kolejne dwa? Licząc na łut szczęścia, Louise wsunęła na dłonie rękawiczki, aby nie pozostawić żadnych śladów i skierowała się wzdłuż korytarza. Mogłaby równie dobrze wywołać pożar i zmusić wszystkich do wyjścia. To byłoby całkiem wygodne, ale zwołałoby większą ilość przeciwników, a ona nie miała zamiaru z nikim walczyć bez potrzeby. Nic ciekawszego nie przychodziło jej teraz do głowy, więc będzie musiała skorzystać z pierwszej wersji planu. Żadnej z ptaków nie zaalarmował ją o niesamowitym odkryciu, więc podeszła do drzwi, które dla niej wydawały się w najbardziej strategicznym miejscu na takie przedsięwzięcie i delikatnie położyła dłoń na klamce. Nie miała zamiaru z trzaskiem wpaść do pomieszczenia. Odczepiła wolną dłonią pistolet i odbezpieczyła. Bardzo powoli nacisnęła na klamkę i spróbowała odchylić drzwi tylko na kilka centymetrów, aby mogła zajrzeć do środka. Jeżeli jednak ktoś po drugiej stronie zauważyła ją, a ona jego, natychmiast strzeliłaby mu w nogę, nie będąc pewna czy to jej informator. Gdyby jednak nie została odkryta, rozejrzałaby się dokładnie po pomieszczeniu, a dokładniej po miejscu, które była w stanie zauważyć. Gdyby nikogo tam nie widziała, otwarłaby drzwi szerzej, ale tak samo powoli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sob Lip 28, 2018 6:37 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Nie było to typowe zlecenie. Z Louise skontaktował się bardzo wysokiej rangi przedstawiciel jednej z Chińskich rodzin mafijnych. Tam nazywanych triadami, mężczyzna ten był przedstawicielem tak zwanych "Krwawych Smoków". Specyficznej grupy pochodzącej z Foshan, wpływowej oraz bardzo niebezpiecznej. W brzmieniu, zadanie było bardzo proste. Kobieta miała pojechać do Paryża, a następnie dotrzeć do hotelu Exalted Estate, znanego w półświatku - choć niezbyt popularnego. Następnie, przy użyciu przygotowanych przez triadę dokumentów, miała dostać się do piwnicy hotelu, odnaleźć tam informatora lub informacje - a następnie wyciągnąć człowieka lub informacje z jego ciała - w drugim przypadku miała wyjść, pozostawiając informatora martwego. Nietypowe działanie, Krwawe smoki nie słynęły z eliminowania swoich ludzi. Można by podejrzewać, że informator nie był "ich człowiekiem".
Wszystko szło zgodnie z planem. Kobieta spokojnie weszła za recepcję, do wartowników, a następnie okazała im przepustkę i została wpuszczona do piwnicy. Tam spokojnie mogła się przebrać. Piwnica była długim, ciemnym, lecz zadbanym korytarzem. Po bokach znajdowały się drzwi, po koło trzech sztuk na stronę. Za trzecią parą, korytarz zakręcał - i tak jeszcze trzy razy. Na samym końcu tego zawijańca, znajdowała się winda do niższego piętra. Pierwsze drzwi pozostawały zamknięte, podobnie pozostałe. Louise zmuszona była udać się korytarzem, gdzie dopiero za drugim zakrętem znalazła lekko rozchylone drzwi. Choć to za dużo powiedziane. Ktoś ich po prostu nie domknął. Każde drzwi stworzone zostały z metalu, ściany były grube. Mniej-więcej na wysokości twarzy, w każdych drzwiach znajdowała się niewielka szyba, przez którą dało się zajrzeć do środka. Wzmacniane szkło balistyczne, nie było sensu próbować tego przestrzelić. O tym została poinformowana przez zleceniodawcę. Każde drzwi chronione były przez czytnik kart. I przez te również by nie przeszła, gdyby nie fakt, że ktoś - kto był w środku - nie był na tyle uważny, by do końca je zamknąć. Przymknął je, jednak zamek nie wstrzelił na miejsce. Tym sposobem kobieta mogła zerknąć przez szybę do środka, jak również wejść, jeśli tak zadecyduje.
Przez szybę dostrzegła dwie postaci w pomieszczeniu, zbudowanym na planie kwadratu. Poza ścianą od strony drzwi, na każdej znajdowały się grube, wielkie łańcuchy zakończone ogromnymi kajdanami oraz podłączone kablami do generatorów znajdujących się po bokach. Na środku znajdował się ogromny stół z różnymi wymyślnymi przyrządami oraz narzędziami tortur. Zakrzywione ostrza, paralizatory, noże, pazury nakładane na pięści, baty, kolce, strzykawki z dziwną zawartością i wiele więcej. No i dwie postaci. Pierwsza postać znajdowała się przy stole. Mężczyzna, około czterdziestki. Twarz pokrywały trzy blizny, dwie na jednym policzku, jedna na drugim. Cięcia po jakimś ostrzu. Miał na sobie biały fartuch lekarski oraz długie rękawice - aż po łokcie - skrywające szare spodnie oraz jasną, beżową koszulę o długich rękawach. Był szczupły, mierzył jakiś metr siedemdziesiąt pięć wzrostu. Przegrzebywał akurat narzędzia, obserwując je, obracając w dłoniach i pozostawiając na nich krwawe ślady z rękawic. Drugim osobnikiem był... stwór. Mierzył dwa metry i dwadzieścia centymetrów. Był dobrze zbudowany, o świetnie zarysowanych i ukształtowanych mięśniach. Nie był masywny, lecz jego budowa odpowiadała dobremu atlecie. Tylko ten był znacznie większy. Jego ciało okryte było czarnym futrem, odbijającym świtało, przyklejonym do skóry. Kapała z niego woda, a futro wyraźnie było zmoczone. Od łba, po łapy. Zaczynając od dołu, stwór posiadał dwie łapy, budową przypominające łapy wielkiego kota lub tygrysa. Dopasowane do anthro budowy, pozwalające stąpać samcowi na dwóch nogach. Na wysokości kostek, łapy skute były łańcuchami - łączącymi się wzajemnie oraz po bokach bardzo krótko z ziemią, unieruchamiające kończyny. Dalej, za łapami znajdował się długi, masywny ogon, niczym u jaszczura lub smoka. Cały pokryty futrem, również przykuty do ziemi mniej więcej w trzech czwartych długości. Korpus dość mocno przypominał ludzkiego mężczyznę, z dodatkowym futrem, które kryło przecież całe ciało. Górne kończyny pozostawały uniesione do góry, rozłożone na boki niczym do gwiazdy. Nadgarstki pozostawały skute łańcuchami, również połączonymi ze sobą wzajemnie nad łbem samca. Dłonie zakończone były czterema palcami, jak u łap - w obu przypadkach każdy palec wieńczył długi, czarny pazur. Łeb stwora nie przypominał żadnego ziemskiego, znanego zwierzęcia. Był raczej ich mieszanką. Szeroki, z białymi ślepiami, czułkami wyrastającymi z czoła oraz długimi uszami z tyłu, aktualnie ułożonymi płasko. Na szyi stwora znajdowała się metalowa, gruba obroża od której z tyłu ciągnął się kij wczepiony w ścianę. Osobnik nie mógł opuścić łba, mogąc wyłącznie patrzeć przed siebie. Nie mógł się szarpać. Jego ciało, choć "zadbane", teraz pozostawało w znacznie gorszym stanie. Mokre futro, przemoczone od lodowatej wody. Do łańcuchów przypięte kable, pysk lekko rozwarty - odsłaniający kły. Z pyska ciekła krew. Krwi było dużo, pokrywała sporą część ciała osobnika. Na jego ciele znajdowało się bardzo wiele ran, kutych, szarpanych, po poparzeniach, cięciach. Zarówno na nogach, dłoniach, górnych kończynach, o korpusie nie wspominając. Tors samca wyglądał tak, jakby ktoś wziął jakiś bat lub nóż i po prostu się na nim wyżył. Łeb zdobiło kilka krótkich, ciętych ran.
Mężczyzna chwycił dłonią za pilota leżącego na stole, a następnie nacisnął jedyny znajdujący się na nim przycisk. Stwór zacisnął kły i jęknął cicho, spinając mięśnie. Kajdany zaczęły świecić, a przez jego ciało zaczęła przepływać spora dawka elektryczności. Człowiek nawet się nie odwrócił, chwytając za strzykawkę z dziwną, brązową zawartością. Dopiero teraz powoli odwrócił się do więźnia, a czarnofutry samiec ryknął z bólu, wyraźnie nie mogąc już znieść narastającej presji. Facet odszedł do stołu, powoli zbliżając się do osobnika. Podniósł leżący na ziemi baton, kij opleciony nagrzewającymi się prętami. Zbliżył się do stwora, zamachnął się i przyłożył mu w brzuch, a następnie powtórzył silniejszy zamach w splot słoneczny. Osobnik stracił na chwilę dech w piersiach, nie mogąc złapać powietrza. A kat wystawił strzykawkę przed siebie, zbliżając ją powoli do klatki piersiowej kosmity. Stan czarnego nie sugerował, że próbowali coś z niego wyciągnąć. Prawdopodobnie torturowali go dla samego faktu tortur.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sob Lip 28, 2018 8:34 pm

Zaglądając przez szybkę w drzwiach, kobieta upewniła się po co tu przyszła. A raczej po kogo. Było to tak oczywiste, jak nieoczywista była przynależność stwora, który okazał się być informatorem. Przeklęta triada. Chcąc, aby ona wykonała zadanie ukryli najważniejsze informacje… Że zlecenie do nie dotyczy człowieka, a raczej…? Zwierzęcia? Nie do końca. Louise widziała kogoś takiego po raz pierwszy, więc trudno było jej go skategoryzować.
Nie czekała ani sekundy więcej. Była z wykształcenia lekarzem, wiedziała, że stwór nie ma siły, a po kacie było widać, że nie odpuści, aż nie wykończy swojej ofiary. Przywołała do siebie Oise, smukłego czarnego ptaka, który tak samo jak ona ustawił się do wejścia. Nie musiała nic powiedzieć, zwierzę dokładnie wiedziało co ma robić. Pchnęła drzwi na tyle, żeby się wślizgnąć i nie rozglądając się na boki nacisnęła spust celując w człowieka. Rozgrzany nabój przeszył głowę mężczyzny. Kobieta zamknęła za sobą drzwi, ptak szybko przemieścił się w stronę stołu.
-Pilot.- Zawołała, przyczepiając pistolet do uda, potrzebowała teraz obu wolnych rąk. Oise widząc przedmiot, o którym mówiła Francuska, odbił się z blatu i ze skoku wylądował na przycisku. Urządzenie zareagowało od razu – wyłączyło się, pozostawiając swoją ofiarę w spokoju.
Kobieta podbiegła do stwora, chciała od razu zabrać się za leczenie, ale bała się, że on tego nie przeżyje. Jej moce wykorzystywały energię pacjenta, a ten nie był w dobrym stanie. Przez moment spoglądała w jego pysk. Nie mogła wydusić z niego żadnych informacji, gdyż prawe na pewno miał trudności z mówieniem. Liczyła na to, że chociaż jest w stanie słuchać. Nie wiedziała w jakim języku on rozumie, ale skoro triada go szukała, to prawdopodobny był chiński, jak nie, to może spróbować po angielsku. Mogłaby się także zasugerować miejscem przebywania i odezwać się po francusku, ale od razu można by było stwierdzić, że to jej ojczysty język, więc wolała zostawić to na ostateczność. Chowanie swojej tożsamości to coś o co musi dbać.
-Hej!- Zawołała w stronę nieznanej sobie istoty. Czekając na jego reakcję, przyjrzała się jego postaci. Jak już wcześniej zauważyła, nie była w stanie określić co to za gatunek, ale podobieństwo do człowieka było widoczne. Może był osobnikiem z jakiś eksperymentów? Super człowiek? To było całkiem logiczne. Zapewne znowu Ruski coś kombinowały, a Chińczycy chcieli im to odebrać. Ale ona przyszła tutaj zdobyć informacje… Chyba, że informacje z jego ciała…? Zagłębianie się w to było raczej nie na ten moment. Czasu za dużo nie miała, a musiała ocenić stan swojego nadzwyczajnego pacjenta.
-Uważaj. Teraz spróbuję Cię opatrzyć. Nie wykonuj gwałtownych ruchów.- Powiedziała w obu językach, a następnie po odczekaniu kilku sekund, bez wahania wyciągnęła do niego rękę. Palcami spróbowała odgarnąć futro na jego klatce piersiowej, aby obejrzeć rany. Musiała się upewnić, czy któreś z nich nie potrzebując natychmiastowej pomocy lekarskiej. Futro było całe przemoczone lodowatą wodą. To nie zdziwiło kobiety, spotkała się z takim traktowaniem już wcześniej na własnej skórze, więc wiedziała jak bardzo nieprzyjemne to jest. Spróbowała przeczesywać jego futro bardzo delikatnie, a zarazem dokładnie, aby mogła przejrzeć skórę. Poparzenia opuściła na samym początku, gdyż leczenie ich nie było czymś naglącym. Krew utrudniała jej pracę, nie z tego powodu, ze Louise brzydziła się jej, czasami to wręcz odwrotnie, ale sklejała futro, a to przedłużało jej zadanie, na którą miała ograniczony czas. Każdą napotkaną ranę ciętą, zmierzyła długością swojej dłoni. Były to rany, które goją się dobrze, ale krwawią mocno. Wybrała największą, która znajdowała się na jego torsie, a następnie przesunęła opuszkami palców sprawdzając gładkie brzegi rany. Zdjęła rękawiczkę, położyła sobie ją na ramieniu, a nagą rękę przyłożyła mu do rozcięcia. Czuła jak krew przepływa jej po skórze, więc spróbowała szybko, ale subtelnie zmusić organizm istoty do zasklepienia tkanek oraz zatamowania krwotoku. Cały czas obserwowała ranę, a także wyraz twarzy stwora, aby stwierdzić czy ma na to dość siły. Jeżeli udało jej się wykonać leczenie, rozejrzała się za kolejną raną, ale teraz kłutą. Nie zmieniała swojego „terenu”  obserwacji, wiedząc, że najcięższe obrażenia zazwyczaj znajdują się na klatce piersiowej, gdyż to miejsce jest najczęściej torturowane, a zwłaszcza w takiej pozycji, jakiej był uwieziony stwór. Nie musiała długo szukać rany, która spełniała kryteria do leczenia. Na pierwszy rzut wyuczonego oka, wiedziała, że jest głęboka, ale nie wyglądało na to, że jakieś organy zostały uszkodzone, więc to jedna dobra rzecz. Ale mogła się mylić i wszystko wyszłoby później. Otwór wkłucia sugerował, że powstał od jednego z narzędzi, które wcześniej widziała na stole. Średnica byłą całkiem spora na taki typ rany, więc nie czekała długo, tylko ponownie przycisnęła dłoń do otworu. Tym razem się, aż tak nie śpieszyła, gdyż tutaj potrzebowała większego skupienia. Musiała zmusić tkanki na całej długości kanału do zalepiania się. Takie rany bywały problem właśnie przez kształt. W trakcie całego zabiegu obserwowała stan pacjenta. Po pozytywnym zakończeniu, odsunęła się i spojrzała na stwora po całości, od góry do dołu. Czas na kajdany, które nie pozwalały mu się poruszać. Kucnęła przy więzach na kostkach i obejrzała je dokładnie. Od razu można było zauważyć, że potrzebny jest klucz. Spojrzała w górę, na nadgarstki istoty i bez przyglądania się, wiedziała, że tam także potrzebowała tego samego. Wyprostowała się i spojrzała w stronę Oise.
-Klucz.- Do ptaka zwracała się po francusku, ale próbowała mówić jak najmniej, aby jej akcent nie był tak widoczny. Potrzebowała czegoś do otworzenia kajdan, a najbardziej prawdopodobną opcją byłby klucz. Mógł być to także pilot, a jedyny, który tutaj był, na pewno nie otwierał uwięzi. Kos zaczął przeszukiwać stół, na którym cały czas siedział, a Louise wytarła brudną od krwi rękę o kombinezon i założyła rękawiczkę. Jeżeli nie byłaby w stanie uleczyć istoty swoimi mocami, mogła spróbować zwyczajnych sposobów. Stół był cały zastawiony sprzętem, może nie dokładnie do przeprowadzania takich operacji, ale Louise znała takie narzędzia bardzo dobrze, a czasami nawet „za dobrze”. Nagle kos znalazł to o co go prosiła kobieta, więc wziął to z dziób i przefrunął ze stołu, a ramię Louise. Kobieta spojrzała w jego stronę, nic nie mówiąc wzięła klucz i jednocześnie kucnęła. Oise poderwał się z ramienia i ponownie usiadł na stole.
-Nie wykonuj żadnych ruchów. Otworzę kajdany na kostkach.- Znowu dwa języki. Obserwowała jego ruchy, wkładając klucz do dziurki. Przekręcając powoli klucz, odsunęła się szybko, w tym samym czasie wstając na równe nogi. Jeżeli się nie poruszył, ani nie zamierzał jakoś zaatakować, kobieta zbliżyła się ponownie i zabrała klucz. Następnie uwolniła ogon, gdyby nim poruszył, odsunęłaby się, trzymając w dłoni klucz. W razie braku widocznego zagrożenia, Louise przeniosła wzrok na łańcuchy, na których znajdowały się osobne zamki, które pozwalały na ruch stwora, ale o zakutych kończynach. Obejrzała dokładnie jak to działa, a następnie podeszła od tyłu i przyjrzała się plecom istoty, nie były tak poranione, a teraz by się jej przydały. Dlaczego? Bo jej wzrost nie pozwalał na sięgnięcie zamka. Musiała się na niego wspiąć jak na drzewo. To nie byłoby najdziwniejszą rzeczą jaką zrobiła na zleceniach, ale nadal kwalifikowała się dosyć wysoko w tej kategorii.
-Słuchaj. Muszę się dostać do zamka na górze, więc posłużysz mi za drabinę. Nie martw się, nie jestem taka ciężka.- Znów chiński i angielski. Wzięła klucz w zęby i zbliżyła do stwora. Oparła prawą stopę o jego ogon, licząc się, że się pod nią nie zegnie, jeżeli się tak nie stało, wyciągnęła ręce do góry i złapała go za ramiona. Podciągnęła się dosyć sprawnie i mogła już sięgnąć do dziurki. Wyciągnęła klucz z ust i otworzyła zamek, który więził jego ręce, a następnie szyję. Kajdany nadal były na nadgarstkach, ale już nie był zmuszony unosić je do góry. Kiedy skończyła swoje zadania, szybko z niego zeskoczyła i odsunęła na bok, trzymając rękę w gotowości na odbezpieczonej broni. Obserwowała każdy jego ruch i wyraz pyska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sob Sie 04, 2018 8:29 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Dwa punkty widzenia. Czarnofutry stwór był rażony prądem, wyglądał, jakby cierpiał. Bardzo cierpiał. A wewnątrz jego ciała, miliony albo miliardy nanitów pracowały na całego, kontrolując przepływ energii przez ciało oraz odpowiednio nastawiając receptory bólowe, jak również filtrując informacje docierające do mózgu. Bólu nie ma, ból to tylko efekt wyobraźni. Tak mógł to sobie teraz tłumaczyć. Wszystko przerwał huk wystrzału. Hiperadrenalina wystrzeliła, przekraczając normalne wskaźniki. Daalkiin ledwo powstrzymał się przed gwałtownym szarpnięciem oraz zerwaniem więzów za pomocą siły mięśni, wzmocnionych maleńkimi maszynami. Kat padł na ziemię, spod jego głowy zaczęła wypływać powiększająca się plama krwi. Potem - koniec przepływu energii. Nie czuł przecież bólu, ale jego ciało - za pośrednictwem maszyn - poinformowało go, że już jest lepiej. Wszystko przez małego ptaka, który wylądował na pilocie. Praktycznie w tym samym momencie, w którym do pomieszczenia wprosiła się kobieta. Bezczelnie zabijając jego kata. Nie mogła zapytać.
Jego wzrok od razu przesunął się na nową istotę, która interweniowała w pomieszczeniu. Nie rozpoznał jej, nie była operatorem CORE. Na pewno nie reprezentowała również żadnej zaprzyjaźnionej frakcji z tej planety. Zachowywała się nie tak, jej reakcja wręcz zdradzała, że pierwszy raz widzi kogoś spoza planety. Kogoś wyglądającego podobnie mu. Gdyby była z Alranois, taki widok nie byłby dla niej zaskoczeniem. Podobnie w przypadku Krwawych Smoków. Na zawołanie, stwór uniósł uszy, które wyłapały dźwięk. Czas zacząć udawać durne zwierzątko, żeby prosty człowiek nie połapał się, że ma do czynienia z komandosem, wysokim rangą oficerem kosmicznej armii. Przechylił więc lekko łeb na bok, słuchając, co do niego mówiła. Chiński i francuski nie działały. Nie rozumiał. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Przy angielskim, już lepiej. Skinął jej łbem ze zrozumieniem, nie wydając z siebie żadnego słowa. Miał się nie ruszać i pozwolić dotknąć. Nanomaszyny stworzyły warstwę tarcz energetycznych pod skórą. Prostych, niewyczuwalnych dla istoty organicznej. Przeczesywała mu futro. Odgarniała je, choć do łatwych zadań to nie należało. Sierść stwora była bardzo gęsta, dokładniej okrywając jego skórę. Braki występowały głównie w miejscach ran. Nieznajoma nie zraziła się jego wyglądem, wszechobecną krwią oraz ściekającą z niego, zimną wodą. Z jednej strony futro do niego przyległo, z drugiej - wyglądał trochę, jak mokra ścierka. Zwłaszcza z całym tym brudem. Kobieta dotknęła rany. Stwór syknął niezadowolony, odczuwając dość spory dyskomfort w postaci bólu. Ran się nie dotyka. Jednak wtedy coś zaczęło się dziać. Metalowe mikroorganizmy zareagowały natychmiast, wpierw zmuszając jej moc do przerwania swojego działania, a następnie przejmując kontrolę nad konkretnymi działaniami organizmu. Potem stało się to, czego kobieta się spodziewała. Rana zaczęła się zasklepiać, lecz nie był to efekt działania jej mocy. Jednak z jej punktu widzenia, sprawa wyglądała naturalnie. Podobnie sytuacja miała się z drugą raną, choć w tym wypadku już warknął na kobietę. Dotykanie rany nie pomaga, a na pewno nie jest potrzebne do użycia takiej mocy. Tylko znowu - działały nanity.
Nadeszła pora na łańcuchy. Kucnęła przy nim, przyglądała się i posłała ptaka po klucz. Nie przeszukała stołu, nie znalazła leżących na nim fantów. Plus dla niego, nie będzie musiał wyjaśniać jej, dlaczego nie dotyka się nie swoich rzeczy. Poleciła mu się nie ruszać, zdjęła kajdany i odskoczyła szybciej, niż wcześniej do niego podeszła. Teraz nie miał już najmniejszych wątpliwości. Nie była sojusznikiem, lecz zagubioną duszyczką. Na jej nieszczęście nie wiedziała, z kim właśnie znajdowała się w pomieszczeniu. Jak bardzo oficer był w stanie urwać jej głowę kopnięciem, gdyby tylko sobie tego wtedy zażyczył. Moment minął, a ona musiała pozbyć się łańcuchów, które trzymały jego ręce oraz szyję. Wpadła na ciekawy pomysł wykorzystania jego ogona, jako podpory. Nie robił jej problemów, choć nie mógł powiedzieć, że czuł się komfortowo z obcą istotą wchodzącą mu na grzbiet. Łańcuchy puściły, a ona zeskoczyła z niego, zwiększyła dystans i sięgnęła po broń. A raczej tak chciała zrobić, bo pistolet wystrzelił z kabury i uderzył w ścianę na drugim końcu pokoju. Niczym nawiedzony. Czarnofutry stwór opuścił swe ramiona, zginając łokcie i podnosząc przedramiona na wysokość klatki piersiowej. Stanął wyprostowany i potarł dłonią o nadgarstek, następnie zamieniając ręce, powtórzył czynność na drugim. Powoli obrócił łeb w kierunku kobiety, zerkając na nią kątem oka. Jak na ciężko rannego... stał wyprostowany, zupełnie tak, jakby nic mu nie dolegało. Właśnie przegrała swoje stracie. Pytanie, czy to zrozumiała?
-Pruzah... Nie chcę zabrzmieć, jak niewdzięcznik. Doceniam pomoc i uwolnienie mnie. Jednak wydaje mi się, że powinnaś się wytłumaczyć. Nie radzę próbować sięgać po broń.
Jego głos był dość niski, spokojny. Stwór opuścił powoli ramiona i stanął prawym profilem wymierzonym w kobietę. Dłonie otworzył, ujawniając czarne pazury na końcach palców. Ogon zwolnił, poruszając się za jego plecami, aż finalnie zatrzymał się. I czekał. Louise znalazła się w bardzo dziwnej sytuacji, o której całkowicie nie miała pojęcia. I najwyraźniej pomyliła swój cel.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Wto Sie 07, 2018 4:37 pm

Kiedy chciała położyć dłoń na swojej broni, aby mieć ją od razu do użytku, pistolet oderwał się od paska i roztrzaskał się o ścianę. Kobieta nawet nie drgnęła, takie rzeczy ją nie dziwiły. Była mutantem, a moce to nic zaskakującego. Chociaż szkoda, że broń się rozpadła, dopiero co dostała ten model od matki. Dwa tygodnie temu przybył paczką do jej mieszkania.
Cały czas jednak obserwowała nieznaną istotę i miała dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. W sumie nawet domyślała się co, ale wolała poczekać z wyciąganiem poważniejszych wniosków. Widziała, że mu nic nie jest i to na pewno nie za jej sprawą. Jej moce nie działają w ten sposób. Może miał zdolności samoleczenia, albo tylko wydawał się tak bardzo zraniony. Powinna się bać…? Możliwe… Ale to nie byłaby ona, gdyby tak się stało. Trudno nie być chociaż trochę odważnym w takim zawodzie. Z drugiej strony widać było, że z takim osobnikiem będzie ciężko. Jedna z jej broni została zniszczona, miała ze sobą tylko jeszcze nóż i Oise. Żeby wyjść z tego cało będzie musiała naprawdę kreatywnie myśleć. Uda się…?
Niespodziewanie dla niej, stwór się odezwał. Wysłuchała dokładnie każdego słowa, mimo, że pierwszego niezrozumiała. I było tak jak przypuszczała. Albo jej cel nie wiedział, że ktoś może go uratować, albo… Co nie za dobrze dla niej wygląda… To nie jest jej cel. Przeczesała dłonią włosy, będą pewna, że nigdy więcej nie weźmie zadania z tak małą ilością informacji oraz.. Nie zacznie jej od razu po wyjściu z samolotu. Była najwyraźniej przemęczona i zrobiła chyba największy błąd w swoim życiu. Przeżyje go? Wolałaby tak, ale ona on tym nie decyduje. Uparła ręce na biodrach, jakby prezentując, że nie ma zamiaru sięgać po broń i powiedziała.
-Najwyraźniej… Pomyliłam się.- Nie miała po co go oszukiwać i starać się jakoś wyjść z tej sytuacji. Nawet odeszła jej ochota na to zadanie, chociaż i tak wykona je do końca, jeżeli stwór jej nie zabije, oczywiście.
-Raczej nie masz powiązań z Triadą?- Spytała tak dla pewności. Może jej druga wersja mogła być prawdziwa, ale jakoś tego nie czuła. Cieszyła się tylko z tego, że nosi maskę i tak naprawdę nie widać jej twarzy. Oczy Francuzki nie pokazywały żadnych jej uczuć czy myśli, były nieruchome jak oczy porcelanowej lalki.
-Teraz jak pozwolisz, przywołam do siebie swojego ptaka.- Wskazała ruchem głowy na kosa siedzącego na stole i obserwującego całą sytuację.
-Nie rób mu nic.- Czemu była, aż tak ostrożna? Bo strata kosów to rzecz, której bała się najbardziej. Oczywiste było, że na rodzinie także jej zależało, ale jednak ptaki były cząstką jej osoby, jej życie zrobiłby się nagle takie puste bez nich. Jeżeli zgodził się na to, kobieta ruchem ręki przywołała zwierzę, które zajęłoby miejsce na jej ramieniu. Jeśli jednak nie zezwolił na bezpieczne przemieszczenie ptaka, kobieta kazałaby mu pozostać tam gdzie był.
-Powinnam wrócić do swojego zadania. Nie płacą mi za godziny.- Wolała się jak najszybciej stąd ulotnić i zająć się prawdziwym zleceniem. Chociaż chciałaby tą misją rzucić Chińczykom w twarz i wrócić do domu. Mimo tego, nie zrobiłaby tak, ma bardzo dobrą opinię i nie miała zamiaru jej zepsuć. Cofnęła się trochę do tyłu, tak że plecami opierała się o drzwi, nie była pewna czy może je otworzyć bez żadnego klucza, chociaż było to możliwe. Niektóre drzwi trzeba tylko otwierać od zewnątrz, ale nie od wewnątrz. Właśnie na takie coś liczyła. Zastanawiała co się stanie, kiedy ona złapie za klamkę, a drzwi się nie otworzą. Raczej nie będzie za miło, a bliskie postanie z tą istotą nie wchodziło w grę. Nie miała tyle siły, aby móc się mu przeciwstawić, ale wiedziała, że będzie musiała coś wymyślić, jak przyjdzie co do czego.
Czemu musiał się jej trafić jakiś kosmita? A przecież jeszcze tego wieczoru miała wstąpić do rodziny. Nie denerwowała się, ale przemęczenie dawało o sobie znak, zwłaszcza, kiedy musiała coś wymyślić. Wzięła głęboki oddech i wypuszczając powietrze z płuc, złapała mocno ręką za klamkę.
-Ja wychodzę. Nie wiem co ty będziesz robił, ale ja nie mam czasu tu siedzieć.- Słychać było w jej głosie, że nie będzie się cackać, jeżeli zagrodzi jej drogę. Była pewna swojej osoby i swoich umiejętności. Nie da po sobie poznać, że nie jest w szczytowej kondycji.
Zasłoniła prawe oko dłonią na moment, aby zobaczyć co się dzieje na korytarzu. Jeżeli nadal było spokojnie, kobieta ponownie zmierzyła stwora od góry do dołu i nacisnęła, klamkę, ale jeśli coś się tam działo, odsunęła się od drzwi, jednym długim krokiem, cały czas obserwując istotę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Nie Sie 12, 2018 8:02 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Powiązania z triadą? Czyżby robiła to pierwszy raz? Nie odpowiedział jej, zwłaszcza, że pytanie wydało mu się dość retoryczne. Aczkolwiek miał "powiązania", skoro tak to już nazwała. Niemniej sposób sformułowania przez nią pytania nie sprawił, że stwór mógł w jakikolwiek sposób połączyć ze sobą fakty. Jak powie, że ma, to co się stanie? Budynek wybuchnie? A gdy powie, że nie ma, to? Ze ściany zaczną wypływać żądne zemsty zjawy? Oto efekt zadawania pytań otwartych, bez rozwiązania. Nie uzyskuje się żadnej odpowiedzi. Oczywiście z polecenia nic sobie nie zrobił. Ale jej ptaka również zignorował. Widywał kultury, w których wykorzystywało się zwierzęta w roli zwiadowców lub towarzyszy broni. Widać tak kobieta reprezentowała jedną z takowych. Stał wyprostowany, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała oraz otwartymi dłońmi, ukazując pazury. Nic poza tym. Rany na jego ciele powoli zanikały, gojąc się - jedna po drugiej. Nawet futro odrastało w miejscach, w których przed chwilą były braki. Naga skóra ponownie chowała się pod naturalnym "pancerzem", jeśli tak w szaleństwie można nazwać sierść kosmity.
Louise podeszła do drzwi, sprawdzając, czy da się wyjść oraz czy cokolwiek pojawiło się na korytarzu. Droga, którą tu przybyła - pozostawała pusta. Drzwi dalej były otwarte, więc mogła opuścić pomieszczenie. Czarny stwór podszedł do stołu, na którym leżało sporo sprzętu. Odsunął część dłonią, ujawniając okrytego metalowym szmelcem laptopa. Chwycił pazurem za monitor i podniósł go, od razu uruchamiając wprowadzone w stan uśpienia urządzenie. Zaczął przy nim grzebać, zanim jeszcze najemniczka, tudzież zabójczyni - bo jej fachu nie znał - opuściła pomieszczenie. Przerwał, gdy po pokoju rozszedł się dźwięk strzelających kości. Jego uszy stanęły pionowo, ogon znieruchomiał, a łeb powoli podniósł się. Bez specjalnego wyrazu, czarny spojrzał przed siebie, nasłuchując uważnie. Do odgłosu strzelających i przestawianych kości, doszedł odgłos warkotu oraz jakiejś mazi, rozlewanej po posadzce. Potem był już tylko ryk, odgłos wyrywanej posadzki i świt powietrza, gdy wielki kawał betonu przeleciał przez salę i wpadł prosto w stół. Daalkiina już tam nie było, odwrócił się i uskoczył w bok z tak dużą prędkością, że jego sylwetka wręcz rozmazała się na tą krótką sekundę. Pozostałości sprzętu rozsypały się po pomieszczeniu. Wtedy też mogła dostrzec, dwu i pół metrowego potwora, wyglądającego, jak ogromny symbiont. Zniknęło ciało kata, a pojawiło się to coś. Z szeroko otwartą, pokrytą kłami paszczą oraz jęzorem wywalonym na zewnątrz. Korpus był pochylony do przodu, ramiona opadały w dół, wypuszczając z siebie coraz więcej czarnej mazi, tworzącej zbitą masę dookoła plugastwa. Pokryty czarnym futrem kosmita spoglądał na przeciwnika bez jakichkolwiek emocji. Ot kolejny przeciwnik. Jego postawa była niemalże identyczna, jak wcześniej względem niej. Wyprostowany, prawy profil lekko z przodu, dłonie opuszczone wzdłuż ciała i odsłonięte pazury. Z tą różnicą, że ogon delikatnie kręcił się w lewo i prawo, za jego plecami, przy łapach. Natomiast wargi pozostawały lekko uniesione, delikatnie odsłaniając kły stwora. Uszy położyło płasko. Szykował się do walki i nie zawracał sobie nią głowy. Zwłaszcza, że powiedziała, iż opuszcza to miejsce. Jedynie ten potwór mógł mieć inne plany, spoglądając raz na nią, raz na jej ptaka, a raz na kosmitę. Mierzyli się spojrzeniami, dając jej czas do namysłu. Normalnie nikt nie miał takiego luksusu.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sob Sie 18, 2018 8:26 am

Nie otrzymała żadnej odpowiedzi na swoje pytanie. Uśmiechnęła się lekko pod maską. Ze swojego doświadczenia wiedziała, że ludzie, którzy nie byliby powiązani z Triadą, powiedzieliby jakiś swój sekret, aby im uwierzyła, a reszta…? Pewnie nie powiedziałaby nic. Ze stworami nie miała do czynienia, nawet zazwyczaj unikała zleceń z mutantami czy innymi postaciami władającymi mocami, gdyż ich zdolności utrudniały szybkie wykonanie zadania, które lubiła Louise.
Nieznajomy zignorował Oise, więc ptak zmienił swoje miejsce i usiadł na ramieniu kobiety. Lulu cały czas obserwowała stwora. Od razu zauważyła, że jego stan poprawia się z minuty na minutę, oczywiście nie było to jej zasługą. Widać jej pomoc była bezużyteczna.
Sprawdziła drzwi, były otwarte. Ale czy ona tak naprawdę chciała stąd wyjść? Jej cały plan się skomplikował, więc musiała go poprawiać na bieżąco. Dużo tutaj było niewiadomych i zaskakujących elementów. Żeby tylko nie było więcej takich potworów…
Kiedy stwór podszedł do stołu, kobieta od razu zainteresowała się jego poczynaniami. Odgarnął część rzeczy na bok i wyciągnął laptop. Czyżby to były informacje, których szukała? To było całkiem prawdopodobne. Musi się jakoś do tego dostać. Przejście koło stwora było wręcz niemożliwe. Widząc jego siłę i moce regeneracyjne, wiedziała, że nie miałaby szans, a ona nie podejmie się czegoś co wystawi ją na zagrożenie życia. Umieranie za coś tak nieważnego było oczywistą głupotą. Jej rozmyślania przerwał trzask łamanych kości. Spoglądała wtedy jeszcze na włochatego stwora, ale widząc jak jego uszy się podnoszą, obróciła wzrok, aby zobaczyć co wydaje takie dziwne dźwięki. To co zobaczyła było dosyć szokujące, ale nie na tyle, aby wypisało się na jej twarzy. Nie spotykała się z takim czymś na co dzień, więc nie wiedziała czego się spodziewać, ale była pewna, że to nie będzie nudne spotkanie. Nie musiała długo czekać na atak „tego czego”. Gdy wieki kawał betonu przeleciał przez pomieszczenie, kobieta przywarła plecami do drzwi. Podążyła wzrokiem za elementem budynku, ale stwora już tam nie było. Niesamowita szybkość. Była pod wrażeniem, ale to nie był czas na komplementowanie drugiej strony. Trzeba było zadbać o swoje bezpieczeństwo. W końcu jej oczom ukazał się…? No właśnie… Co? Niby miał stałą postać, jednak kojarzył się jej ze smołą. Ta cała maź wylewająca z niego, kły, jęzor… Wtedy przypomniało jej się zlecenie, w którym eskortowała jakiegoś ważnego gościa ambasady, a on przez cały czas chciał ją polizać. Oczywiście Louise „pokazała” mu, że to niestosowne i już nawet się nie odezwał. Bo nie mógł… Może i by się wzdrygnęła na to wspomnienie, ale sytuacja nie była na tyle luźna, żeby to zrobić. Miała przed sobą dwa nieznane stwory jednego nazwanego przez nią pieszczotliwie „Futrzakiem”, a drugiego po prostu „Smołą”. Z jednej strony jej natura kazała podejść do tego odważnie i zająć się Smołą, ale z drugiej strony mogła tylko lekko popchnąć drzwi i zniknąć za nimi. Zastanawiające było jeszcze to, że żaden z nich nie zaatakował od razu. Czekali, aż ona się zdecyduje?
W końcu spojrzała na Futrzaka.
-Panowie przodem.- Po oczach było widać, że się uśmiecha. Skoro był gotowy do walki, co można było odczytać po jego zachowaniu, to może się nim zająć pierwszy. Ona musiała znaleźć coś czy mogłaby się bronić i atakować, nie podchodząc za blisko, a teraz miała ze sobą tylko nóż. Posiadała jeszcze wewnątrz stroju metalową linkę, ale raczej używała jej do duszenia. Duszenie Smoły teraz nie wchodziło w grę.
Szybko przerzuciła spojrzenie na rzeczy, które leżały teraz na podłodze. Czemu akurat nie było tam pistoletu? Strzelała znakomicie, więc ułatwiłoby to sprawę. Nim jednak którykolwiek z nich się ruszył, kobieta cofnęła delikatnie nogę, tak że drzwi uchyliły się trochę, a dwa przywołane przez nią ptaki wcisnęły się do środka. Nawet nie musiała nic mówić, a już wszystkie trzy kosy wzniosły się szybko w powietrze wydając z siebie piskliwe dźwięki, aby odwrócić uwagę od ich pani. Louise szybko rzuciła się w stronę rzeczy ze stołu. Wzięła cokolwiek co wyglądało na sprawną jeszcze broń i skrzyżowała przed sobą ręce gotowa do ataku, a także obrony. Ptaki zawróciły i wylądowały za kobietą. Nie miała zamiaru wstawiać je na możliwe niebezpieczeństwo bardziej niżeli to było wymagane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Nie Sie 19, 2018 5:49 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Przeciwnicy mierzyli się spojrzeniami, czekając na pierwszy ruch jednej lub drugiej strony. Przerwała im Louise, a dokładniej jej ptaki. Symbiont szarpnął obiema kończynami, jedną unosząc ku górze i wystrzeliwując z niej mazią, a raczej wydłużając przesadnie swoją rękę oraz rozdzielając ją na dwie części. Prawą tymczasem wystrzelił w czarnego stwora. Lewa kończyna trafiła dwa ptaki, które aż nazbyt skutecznie ściągnęły na siebie uwagę przeciwnika. Po prostu chciał je uciszyć. Z trójki - jednemu udało się przeżyć. Z kolei futrzasty stwór zszedł z linii ataku i odsunął się na bok, wyciągając lewy profil przed siebie. Atak minął go o centymetry, ale nadal - minął. On z kolei od razu odpowiedział, unosząc prawą dłoń i zbliżając ją do masywnej kończyny potwora. Nie dotknął jej bezpośrednio, jedynie na ugiętym łokciu zbliżył samą dłoń do maziowatej substancji tworzącej tkankę przeciwnika. Jego dłoń pokryły białe pioruny, a następnie wyładowanie energetyczne uderzyło w tkankę stwora, rozchodząc się po całym jego ciele i zwęglając jego strukturę. Stworzenie ryknęło, a następnie zwinęło się w zbitą masę zaraz przy ścianie, po czym wystrzeliło gwałtownie ku kosmicie. Louise znalazła na stole dziwny przedmiot, a obok niego drugi - identyczny. Zanim zdążyła coś z nim zrobić, oba urządzenia wystrzeliły prosto ku kosmicie, który chwycił urządzenia i uruchomił je, włączając coś na styl mieczy świetlnych z gwiezdnych wojen. Z tą różnicą, że te ostrza były dłuższe, bardziej dopasowanej do jego wzrostu - a dodatkowo wydawały z siebie mocniejszy, głębszy dźwięk. Same ostrza miały również idealnie czarny kolor, całkowicie załamując światło, nie odbijały go. Kosmita wyciągnął lewą dłoń przed siebie i niewidzialną mocą, z hukiem odepchnął potwora w drugą stronę - znowu wbijając go w ścianę. Następnie sam wyskoczył ku niemu, rozpędzając się absurdalnie - na tyle, by praktycznie rozmyć się w pomieszczeniu na plamę i znaleźć nagle przy przeciwniku. Z zamachu i półobrotu ciął stworzenie ostrzami, wpierw jednym, następnie drugim. Zaraz odskoczył, a ryczący z bólu stwór zaczął się składać w całość, choć już znacznie wolniej, mozolniej. Uszkodzenia robiły swoje. Louise nie znalazła na stole żadnej więcej broni, poza buteleczką z kwasem żrącym, wyraźnie opisaną, jako takowy - po francusku. Najpewniej miała posłużyć dalszym torturom pojmanego stwora, jednak kat nie zdążył po nią sięgnąć. Z kolei nie była użyta wcześniej, bo była pełna i szczelnie zamknięta. Szklana, jakieś pół litra substancji.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Czw Sie 23, 2018 8:00 pm

Przez moment jakby wszystko stanęło w miejscu. Kobieta przyglądała się martwym ptakom leżącym na podłodze. Nie odezwała się, nie ruszyła, ale we wnętrzu gotowała. Zrobił coś czego nie powinien. Kosy w okolicy wiedziały co czuje, więc nic dziwnego, że wszystkie skierowały się do hotelu. Latały wokół niego, wydając z siebie złowieszcze dźwięki.
Louise jednym ruchem odpięła zamek kostiumu. Złapała nieduży ćwiek przyczepiony koło zamka i pociągnęła z całej siły. Metalowa linka wysunęła się z jej ubrania, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Chwyciła tak samo zakończoną drugą stronę i pociągnęła z obu stron, aby ją rozciągnąć. Wzięła głęboki oddech, napinając klatkę piersiową na kilka sekund. Wypuściła powietrze przez usta, obserwując poczynania stwora. Posiadł ciekawe zdolności, dobrze się to oglądało. Ciekawe jakby to wyglądało, jakby to ona się z nim zmierzyła. Szybko przestała o tym myśleć. Kiedy on kończył swoją część, kobieta krzyżując ręce mocno przy sobie, tak, że dotykała dłońmi swoje ramiona, rzuciła linkę w kierunku Smoły. Ćwieki wbiły się po obu stronach maziowatej kreatury i zaczęły skracać długość linki. Mogłoby się wydawać, że to zwykła żyłka, ale był to materiał, którego nie dało się rozerwać rękoma, ani przeciąć nożem. Chciała chociaż na chwilę unieruchomić potwora, zwłaszcza, że teraz był uszkodzony i próbował się spokładać. Skoro skupiał się na przeżyciu, prawdopodobnie nie zwracał większej uwagi na Francuzkę.
Miała teraz już wolne ręce, więc chwyciła buteleczkę, chociaż nie była ona taka mała, gdyż zawierała, aż pół litra substancji, oznaczonej po francusku jako żrący kwas. Pod maską zagościł demoniczny uśmiech. Kobieta raczej zawsze była spokojna, ale zabijanie jej ptaków, było zapalnikiem do poznania jej mrocznej strony. Louise wiedziała, że najlepiej byłoby, żeby przedwcześnie nie otwierać szklanego opakowania. Miała styczność z kwasami, więc trochę o nich wiedziała. Trzymając w jednej ręce butelkę, drugą wzięła swój nóż i z wyważoną siłą stuknęła nim w szkło. Nie, żeby je przebić, a naruszyć tylko jego strukturę. Nie czekając ani chwili dużej, rzuciła substancję w stronę Smoły. Przy jej zdolnościach, odległości i stanie potwora, było mało prawdopodobne, żeby nie trafiła.
Zrobiła szybko krok do tyłu, a Oise usiadł jej na ramieniu. Obróciła się w kierunku swoich martwych ptaków i podeszła do nich. Chciała ich dotknąć, ale wiedziała, że nie powinna. Nie znała właściwości tej mazi, a narażenie własnej osoby nie wchodziło w grę. Przykucnęła przy nich i przesunęła dłonią nad nimi w powietrzu, jakby chciała je pogłaskać po raz ostatni. Odczuła boleśnie tą stratę, mimo, że nie uroniła żadnej zły. Szeptem powiedziała ich imiona i wstała. Spojrzała na czarnego stwora już beznamiętnym wzrokiem i odezwała się po angielsku, bo jak wcześniej zauważyła, to on rozumie.
-Co za informacje masz, że musiałam stracić dwa swoje ptaki?- Co jakiś czas zerkała co się dzieje z maziowatym potworem. Nie chciała się dać zaskoczyć, ani stracić Oise, jednego z kosów, z którym była najbliżej. Ponownie przyczepiła nóż na swoje miejsce, czekając na odpowiedź.
Chińczykom dostanie się za to. Którykolwiek uznał, że wiedza o stworach jest jej nie potrzeba, zginie. I to nie w taki zwykły sposób… Wykorzysta całą swoją wiedzę, żeby była jak najbardziej bolesna i długa. Oko za oko. Z chęcią wykąpałaby się w jego krwi, ale z oczywistych przyczyn tego nie zrobi. Kto wie co siedzi w jego wnętrznościach.
Spojrzała w stronę Smoły, aby sprawdzić czy jej linka nadal się trzyma i jest cała. Nie była pewna z czego zrobiony jest potwór, więc mógł równie dobrze przetopić materiał i się uwolnić. Miała ochotę jeszcze mu coś zrobić, ale musiałaby posiadać coś ostrego i o dalekim zasięgu. Jakąś lancę, albo chociaż kosę. Ale nie byłoby tutaj niczego takiego. Będzie musiała odpuścić. Mogłaby równie dobrze przyczepić go do kajdan stwora i porazić prądem, ale przestawienie go tam było niemożliwe.
Teraz muszą się stąd jakoś wydostać, ale pewnie zaraz zbiegną się masy ludzi, którzy będą chcieli im przeszkodzić. Jak któryś z nich będzie miał broń, to Louise zapewne mu ją ukradnie, bo bez pistoletu to jak bez ręki. Taka pusta w palcach. Musiała szybko znaleźć coś, aby zająć dłonie i mieć czym walczyć z większym tłumem. Zatęskniła za dźwiękiem wystrzału.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Pon Wrz 03, 2018 8:04 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Czarnofutry cofnął prawą łapę do tyłu, wyciągając lewy profil i opuszczając ostrza obu mieczy ku ziemi. Kobieta wykorzystała swoją okazję, by zareagować oraz dołożyć swoją cegiełkę do pokonania przeciwnika. Jej decyzją było, że postanowiła zostać, a nie po prostu uciec. Stwór nie mógł powiedzieć, że rzucenie na tą maź liny było jakkolwiek efektywne. Potwór zaczął się podnosić, choć linka mu to utrudniała. Przynajmniej do momentu, aż nie został trafiony kwasem. Wtedy to po pomieszczeniu rozległ się ryk i skwierk, a potwór zaczął się dosłownie rozpuszczać pod substancją. Czarny drgnął lekko, przypominając sobie, że przed chwilą chciano mu coś podobnego wstrzyknąć. Ciekawe, jak poradziły by sobie nanity?
Ostrza wyłączył się, a czarny stwór odwrócił się na chwilę w stronę ludzkiej kobiety, by akurat dostrzec jej reakcję na śmierć dwóch jej zwierzątek. Zabrała je ze sobą na misję. Ponad dwumetrowy osobnik odwrócił się i rozejrzał po pomieszczeniu. Szybko zlokalizował wrak stołu oraz rozsypane dookoła przedmioty. W tym kawałek rozrzuconego materiału, który był elementem jego munduru. Elementem, którego został pozbawiony. Przynajmniej nie powyciągali i nie wypieli całego oporządzenia, jakie tam schował. Gdy więc kobieta żegnała swych kompanów, samiec po prostu podszedł do spodni od munduru bojowego, odłożył miecze na bok, a następnie ubrał się w niego spokojnie, całkowicie nie przejmując się obecnością kobiety. Ogon wsunął w wyznaczone w mundurze miejsce, spiął pas, przyciągnął klingi mieczy do dłoni, a następnie wpiął je w pas... i wtedy się odezwała. Akurat, gdy stał do niej plecami. Czarny powoli odwrócił się frontem do kobiety, zerkając na nią bez jakiegokolwiek specjalnego wyrazu pyska. Nie współczuł jej. Wprost przeciwnie. Źle trafiła, zarówno z pytaniem, jak i osobą - do której się zwróciła.
-Straciłaś je, bo taką podjęłaś decyzję.
Skomentował krótko, nie zamierzając rozwodzić się nad szczegółami dotyczącymi struktur dowodzenia podległymi jednostkami. W tym wypadku, śmierć obu ptaków była po prostu jej decyzją. Kazała im zwrócić na siebie uwagę. Uczyniły to, a następnie zapłaciły cenę. W tak małym pomieszczeniu i przy tym przeciwniku, to był praktycznie pewniak. Czy konieczny? On mógłby się kłócić. Ale nie zwykł robić tego w takich chwilach, do tego na misji - i względem obcych.
-Nie ma żadnej informacji. Nie ja byłem celem twojej misji.
Dokończył krótko odpowiedź, zapewne nie tą, której oczekiwała. Ale od samego początku to jej decyzją było wejść tutaj i interweniować. Założyła, że to on był ważny dla jej misji. A nie był, zwłaszcza w jego własnej opinii. Kobieta była najemnikiem, najętym do wykonania jakiegoś zadania. Odzyskania informacji. Źle trafiła. Aczkolwiek stałe gadanie o chińczykach coś mu sugerowało. Skąd mogłaby się tutaj wziąć.
Ktoś szedł korytarzem. A raczej biegł. Czarny sięgnął lewą dłonią w kierunku drzwi, przymknął je delikatnie, a następnie mocą uderzył we włącznik światła. W pomieszczeniu momentalnie zapadły egipskie ciemności. Ktoś przebiegł korytarzem, przez niewielką szybę dało się dostrzec jego sylwetkę mijającą pomieszczenie. Czarnofutry podszedł do drzwi i zatrzymał się przy nich, opierając się o ścianę. Jego sylwetka była delikatnie zarysowana przez promienie światła z korytarza. A raczej jedynie jej część, bo na tyle starczało światła.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Pią Wrz 07, 2018 9:55 pm

Przyjrzała się stworowi, trochę zdziwiona, że miał teraz coś na sobie. Futro nie wystarcza? Wszystko zasłania, więc powinno być w nim ciepło. Mimo wszystko jej twarz była jak wyrzeźbiona w kamieniu, nie pokazywała żadnych zmian nastroju.
Jego pierwsza odpowiedź nie zrobiła na niej żadnego wrażenia, w sumie nie można być pewnym czy w ogóle go w tamtym momencie słuchała. Czasami zdarzało jej się, że odpowiedź na jakieś pytanie była jej obojętna, więc po prostu jej nie słuchała. Dopiero przy kolejnym zdaniu widać było, że zareagowała, gdyż zrobiła krok w jego stronę, cały czas mierząc go wzrokiem. Oise jednym skokiem znalazł się na głowie kobiety i rozpostarł skrzydła, jakby chciał chociaż troszeczkę dorównać stworowi wzrostem. Co akurat nie było zbyt łatwe…
Czyli on naprawdę nie był tym, którego szukała? Musiała się zastanowić jak bez informacji znaleźć swój cel w tym budynku i wyjść z tego bez szanku. Pierwsze co powinna zrobić to opuścić to pomieszczenie, bo inaczej nie ruszy z misją. Ale gdzie powinna go szukać? Która sala? Będzie biegać od drzwi do drzwi i patrzyć przez szybkę? Ale dalej… Skąd będzie wiedzieć kto jest informatorem? To zlecenie to same problemy. Powinna to lepiej przemyśleć, a nie zgadzać się na jakieś dziwne zadanie, bo akurat ma chwilkę czasu. Zacznie żałować, jak nie uda się jej go skończyć… A nie, wtedy to będzie mordować zabójcę jej ptaków. Krew będzie przelewać się przez jej dłonie i będzie czuć jego ciepło, aż powoli będzie gasnąć, razem z życiem w jego oczach.
Wpatrywała się z stwora bez słowa. Dopiero odgłos czyiś kroków spowodował, że Louise spojrzała w inną stronę, a dokładniej na drzwi. Stwór od razu ruszył do akcji, kobieta nie drgnęła, Oise tylko zeskoczył na jej ramię. Wyłączenie światła także nie spowodowało u niej większej reakcji. Przesunęła się tylko kawałek, aby stać w cieniu, żeby nie było jej widać przez szybkę. Miała ciemne włosy, czarny strój, tak samo jak ptak, więc trudno było ich dostrzec, chyba, że ktoś by bardzo mocno się wpatrywał. Odczepiła swój nóż i chwyciła go odpowiednio w dłoni, żeby wytrącenie go było prawie niemożliwe.
Jedno co jak na razie się sprawdzało, to to, że nie musiała uważać stwora za wroga, ale oczywiście nie uważała za sprzymierzeńca. Pilnowała jego ruchy, aby przypadkiem nie stać się ofiarą, w końcu to ona była profesjonalnym mordercą. Tylko… Broni jej brakuje… Pistolet jest w kawałkach… Linka gdzieś w roztopionym potworze… Został jej w sumie tylko nóż. Beznadziejna sytuacja to nie była, ale znakomita też nie.
Czy uciekinier… Mógł być jej prawdziwym celem? Albo chociaż podążać w jego kierunku? Cały czas idąc w cieniu, zbliżyła się do ściany przy drzwiach, z drugiej strony od stwora. Próbowała nasłuchiwać kroków, aby dokładnie zorientować się gdzie udała się owa postać. Spoglądała raz na stwora, raz przez okienko, oczywiście starając się nie ujawnić swojego położenia ludziom po drugiej stronie. Była ciekawa czy jest w stanie zgrać się z futrzakiem w czasie walki, jeżeli będą stać po tej samej stronie. Chociaż wydawało jej się, że tak najprawdopodobniej będzie, gdyż ludzie stąd go torturowali. Oise cały czas siedział na ramieniu kobiety, nawet jak się szybciej poruszała, to on tylko ruszając skrzydełkami trzymał równowagę. Wolną ręką poprawiła zamek od kostiumu, ale nie rozpiął się jej w czasie walki lub szybkiej zmiany miejsca. Byłoby to nadzwyczaj niewygodne, więc wolała się od tego ustrzec.
Zauważyła, że stwór zawsze rzuca się jako pierwszy, więc nie miała zamiaru mu w tym przeszkadzać. Niech zbierze pierwsze ataki i pozbędzie się większości przeciwników. Ona z chęcią się przyłączy, ale znając jej możliwości leczenia, on może oberwać bardziej.
Jeszcze raz zerknęła na spodnie stwora, nie mogąc się do nich przyzwyczaić. To jakby ubierać zwierzaka… Kiepskie porównanie, ale oba mają futra. A jeżeli jest czymś innym to i tak głównie ludzie noszą ubrania. On na człowieka nie wyglądał. Nawet kosmici nie noszą ubrań. Nikt jej nie wmówi, że to normalne! Albo zwyczajne.
Przerzuciła swoje spojrzenie na okienko, aby skupić się na misji, a nie na garderobie swojego niezwyczajnego „partnera”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sob Wrz 15, 2018 8:36 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Stwór skupił się na sytuacji po drugiej stronie drzwi. Nie spoglądał na kobietę, raczej pilnując jej zmysłami, aniżeli wzrokiem. Wystarczyło, że wiedział gdzie mniej-więcej się znajdowała oraz jak pozostawała ułożona względem niego. Z korytarza dobiegły kolejne dźwięki, bieg - tym razem większej ilości osób. Choć to bardziej brzmiało, jak pościg. Ktoś leciał korytarzem z naprzeciwka... i przebiegł, ten sam człowiek w garniturze, który przed chwilą poruszał się w drugą stronę. Za nim biegło pięciu mężczyzn. Czarnofutry miał na nich lepszy widok, niż kobieta - bo ona mogła jedynie obejrzeć przez szybę plecy uciekającego mężczyzny. Samiec zobaczył za to piątkę... specyficznie ubranych napastników. Ninja, niczym z komiksów o superbohaterach. Mieli przy sobie miecze, krótkie, zaokrąglone i przypominające raczej maczety.
Gdy ubrani na zielono mężczyźni, z zasłoniętymi twarzami - dotarli na wysokość drzwi, stwór chwycił za klamkę, szarpnął nią i wyskoczył na nich, niczym tygrys rzucający się na ofiarę. Całkowicie zaskoczeni mężczyźni nie zdążyli dobrze zareagować, kiedy na drodze wyrosło im ponad dwumetrowe, pokryte czarnym futrem cielsko stworzenia. Jego prawe ramię było już w ruchu, dopadł nim mężczyznę wysuniętego najbardziej na szpicę, złapał go za kark i cisnął nim niczym szmacianą lalką - w drugiego. Siła uderzenia była tak wielka, że obaj skończyli na ścianie, a dźwięk uderzenia świadczył, że ich kości najlepiej tego nie zniosły. Trzeci, który teraz znalazł się najbardziej z przodu, nie potrzebował więcej, by zadziałać. Krzyknął i pchnął dzierżonym mieczem przed siebie, niczym sztyletem. Przeciwnik był po prostu za wielki, by się zamachiwać. Stwór zszedł delikatnie z linii ataku, zbijając sztych wpierw jedną dłonią, następnie przechwytując drugą, a potem pierwszą posyłając pionowo w dół - centralnie na staw człowieka. Kolejny nieprzyjemny dla uszu dźwięk, a następnie wrzask - kiedy łokieć mężczyzny przestawił się w drugą stronę, a staw został całkowicie wyłamany. Samiec na tym nie skończył, bo szybko ukrócił mu cierpienia, puszczając trzymaną rękę i pazurami prawej dłoni rozszarpując krtań oraz twarz człowieka, bez problemu przecinając materiał. Został dwóch. Lou nie miała tutaj pola do popisu, bo samiec wyraźnie postanowił sam się z nimi rozprawić. Zwłaszcza, że większość drogi zasłaniało jego cielsko. Pozostała dwójka nie wydawała się być rozsądna. Biorąc pod uwagę, że nie minęło pół minuty od pozbycia się ich trzech kompanów, a oni nie próbowali uciekać, lecz walczyć. Piąty - znajdujący się najbardziej z tyłu - sięgnął za plecy, wyciągając zza siebie standardowego glocka 17. Ledwo zdążył wyciągnąć rękę przed siebie, a broń wystrzeliła mu z dłoni i upadła pod drzwiami, tuż pod nogami Louise, gdy stwór wyciągnął lewą rękę ku broni i swoją mocą odebrał ją przeciwnikowi. Nie do końca zwrócił uwagę na to, gdzie pistolet wyląduje... albo i było to celowe zagranie. Nie ważne, bo czwarty napastnik zaatakował, chcąc ciąć od góry, po skosie. I w sumie plan by mu wyszedł, gdyby nie fakt, że pokryty czarnym futrem kosmita mierzył ponad dwa metry wzrostu oraz wykonał kopnięcie z półobrotu, prosto na głowę człowieka. Szybki, konkretny cios oraz jego siła i masa sprawiły, że napastnik ucichł... nie sięgając czarnego, bo jego noga była po prostu dłuższa, niż ręka i kawał stali u człowieka. Został piąty, który zbierał się ze ściany. Podczas ciosu z półobrotu, stwór wyrzucił ogon za siebie - trafiając nim korpus ostatniego przeciwnika i wbijając go w ścianę. Nie zamierzał dać się mu podnieść, dlatego doskoczył do niego i otwartą dłonią wbił jego głowę w mur. Efekt był oczywisty, choć głowa nie pękła. Aczkolwiek pozostało samo ciało, bez ducha w środku.
Po skończonej - szybkiej - walce, czarnofutry pochylił się i wytarł zakrwawioną dłoń i pazury o materiał ubrani jednego z zabitych, dokładniej - ostatniego.
-Więc... kim jesteś? Przysłały ciebie krwawe smoki. Wiem, po co. Jednak nie wiem, czemu ciebie?
Skomentował, nie odwracając się do kobiety. Kucał przed nią, plecami do niej. Długi ogon samca przesuwał się po ziemi, niczym wyczekujący okazji wąż. Tylko pokryty futrem. Przed chwilą pokazał jej, co ta kończyna potrafiła zrobić. Pomijając inne jego aspekty fizyczne. Ta piątka ludzi nie była dla niego żadnym zagrożeniem. Dodatkowo, stwór był przeszkolony. Widać to było po jego ruchach, płynności, postawie oraz pewności. Wszystko było precyzyjne i wyliczone, pracowało ciało - a nie pojedyncze kończyny. Dodatkowo jego budowa wyraźnie pozwalała mu działać bardzo szybko. Ciało było przystosowane do szybkości i precyzji, wzrost i prawdopodobnie - większa masa - w żaden sposób go tutaj nie ograniczały. Na korytarzu chwilowo byli sami. Stwór oczekiwał na jej odpowiedź... oraz sprawdzał zachowanie. W końcu zostawił jej broń.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Pon Wrz 17, 2018 11:56 am

Z miejsca, w którym stała Louise nie miała dobrego widoku na to co się dzieje za drzwiami, ale słuchem nadrabiała ten mankament. Po części orientowała się co mogło się tam dziać. Biegnący mężczyzna w garniturze wydawał się uciekać przed pościgiem, ale nim kobieta zdążyła zmienić pozycję, aby lepiej widzieć, stwór otworzył drzwi i rzucił się do akcji. Przez olbrzymią posturę stwora, Francuzka nie miała nawet jak wkroczyć do walki, zwyczajnie nie było na to miejsca i… Potrzeby, jak można było zauważyć od samego początku. Widząc co zrobił z pierwszym osobnikiem, Louise wysunęła się lekko do przodu i oparła ramieniem o ramę drzwi, krzyżując ręce na biuście. Nie martwiła się, że może coś się jej stać. „Ninja” nie byli nawet w stanie się tam zbliżyć, a nikogo więcej nie było w pobliżu, więc kobieta nie mogła obserwować walkę z lepszego miejsca. Od razu było widać, że mierzenie się ze stworem było samobójstwem, zwłaszcza jak Twoje zdolności były na poziomie ginących teraz ludzi.
Dźwięk pękających kości czy krew, nie robiła na niej większego wrażenia. Spotykała się z tym na co dzień, więc jej wyraz twarzy pozostawał niewzruszony, chociaż był większości przysłonięty przez maskę. Same oczy podążały cały czas z stworem, nie odrywały od niego wzroku nawet na kilka sekund. Uczyła się jego ruchów i zachowania. Nie pozostawiał swoim przeciwnikom chwili na oddech czy atak, niszczył ich do końca, rozgniatając ich jak robaki. Korzystał z siły własnych mięśni, nie potrzebował żadnej borni, chociaż posiadał. Spojrzała na swój nóż i prawie od razu przyczepiła go na poprzednie miejsce, nie wydawał się potrzeby w tamtym momencie.
Zainteresowała się bardziej, kiedy do gry wkroczyła bron palna. W pewnym momencie znalazła się tuż pod nogami kobiety, więc przysunęła się do niej i sięgnęła po nią. Zrobiła to bardzo szybko, więc Oise przez moment musiał wznieść się w powietrze, aby utrzymać równowagę. Zwinnymi ruchami sprawdziła pistolet, przez co po pomieszczeniu rozległy się ciche szczęki materiału, zagłuszane przez mord ostatniego z „Ninja”. Kiedy broń okazała się całkowicie sprawna, stając lekko bokiem, wycelowała w głowę ustawionego do niej plecami stwora. Zamknęła jego oko, jakby chciała ułatwić sobie celowanie, chociaż nie było jej to potrzebne i trzymała pistolet na prosto wyciągniętej ręce. Trwało to kilka sekund, aż do momentu, kiedy puściła pistolet, aby obrócił się na jej palcu, a Louise złapała za górę. Następnie zabezpieczyła go i poprawiając paski do kształtu broni, przypięła go do uda.
W między czasie stwór zadał jej pytanie, ale zajęta zabawą kobieta nie odpowiedziała od razu, czekając jeszcze, by obrócił się do niej przodem. Niekulturalne z jego strony było prowadzenie konwersacji, kiedy stoi się obróconym plecami do rozmówcy, lecz widząc brak rekcji, odezwała się, oczywiście po angielsku.
-Jestem płatnym mordercą.- Nie miała zamiaru się tłumaczyć, skoro i tak już dużo wiedział. Znał jej pracodawcę i najprawdopodobniej cel. Gdyby mógł zobaczyć tatuaż na jej plecach, pewnie od razu wiedziałby skąd pochodzi, ale kostium dokładnie go zakrywał. Po drugie wyjaśnienie komuś dlaczego została zatrudniona do tego zadania, raczej nie należano do jej obowiązków, zwłaszcza, że on nie dzielił się informacjami o sobie. Jeżeli miał zamiar kontynuować tą rozmowę odwrócony do niej tyłem, to niech się nie zdziwi jak Luiza zrobi sobie mały spacerek, aby stać prosto przed nim i patrzeć mu w oczy, a nie futro.
Spoglądała raz na niego, raz na jego ogon. Pilnowała jego ruchów, aby nie skończyć jak jedno ze zwłok pod ścianą. Louise była zwinna i szybka, ale nie aż tak silna. Poradziłaby sobie z kobietą czy mężczyzną, ale moce i nadludzka siła, sprawiały jej problemy. Uznała, że nie powinna się za bardzo do niego zbliżać, bo jego łapa bardzo łatwo rozszarpała szyję i twarz jednego z tamtych mężczyzn. A jej zdolności nie zdążyłyby sobie z tym poradzić.
Ale teraz… Musiała skupić się na swoim zadaniu, więc rozejrzała się po korytarzu. Mężczyzna w garniturze gdzieś zniknął, więc przywołała do siebie Oise, który od razu wylądował jej na ramieniu. Rozkazała mu poszukać czegoś co wyglądałoby jakby należało do jej misji, ale nie wystawiając się na atak. Ptak szybko zeskoczył na ziemie i jak mały „shinobi” pobiegł nisko przy ziemi wzdłuż korytarza.
Ponownie obróciła się w stronę stwora, jakby czekając na jakąś reakcję z jego strony. Nie była pewna czemu to zrobiła, w końcu nie był jej potrzeby do misji, ale jednak nie ruszyła się z miejsca. Jeżeli nie będzie miał nic innego do powiedzenia, Louise ruszy za Oise, aby odnaleźć informatora i zakończyć to pokręcone zadanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Czw Wrz 27, 2018 7:57 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Korytarz był prawie pusty. Jedynie kobieta, jej ptak oraz ponad dwumetrowy kosmita. Do tego kilka ciał. W jedną stronę mogli ruszyć ku schodom, którymi się tutaj dostała. W drugą - prosto do windy, prowadzącej wgłąb kompleksu. Czarnemu nigdzie się nie śpieszyło. Przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Wyczekiwał jej odpowiedzi, nie zamierzając zmieniać swojego położenia, dopóki jej nie otrzyma. Gdy w końcu wyjaśniła, kim jest z zawodu, stwór podniósł się, wyprostował i powoli obrócił w kierunku kobiety - stając do niej frontem. Opuścił ramiona wzdłuż ciała i skierował spojrzenie w dół, by spojrzeć na twarz kobiety. Nie najemnik, lecz płatny zabójca. Miejscowi potrafi mieć ciekawe podejście do tematu doboru personelu do zadania.
-Masz więc dziwne praktyki. Czemu mi pomogłaś...?
To po prostu nie należało do standardowych zadań płatnych zabójców. Pomaganie obcym, zwłaszcza takim, którzy mierzyli średnio ponad dwa metry wzrostu. Miała okazje, by uciec - nie zrobiła tego. Warto więc, by wyjaśniła swoje zachowanie. Zwłaszcza, że dostrzegalna była dla niego jej protekcjonalna postawa. Po pokazie, którego tutaj doświadczyła, niezbyt chciała się do niego zbliżyć. Czemu nie miał się co dziwić. Tyle tylko, że stał jej na drodze, jeśli chciałaby przejść dalej. Z resztą jej ptak również był tu w kropce, bo ogon czarnofutrego przesuwał się po ziemi, niczym wąż. Krążył w lewo i prawo, jasno sugerując małemu stworzonku, że nie powinno próbować się zbliżać - ani tym bardziej go mijać - jeśli nie chce skończyć żywota w roli plamy krwi.
Pytanie nie znaczyło, że nie był jej za pomoc wdzięczny. Wprost przeciwnie, gdyby nie jej reakcja, pewnie miałby problem z pozbyciem się znacznej ilości toksyny, w tym kwasu, z własnego organizmu. Można powiedzieć jej reakcja uratowała mu skórę i futro. Dosłownie. Kosmita sięgnął do prawej kieszeni cargo w spodniach, wyciągając z niej urządzenie. Przypominało przerośniętego, a raczej dopasowanego do rozmiarów stwora - smartphona. Z dziurą pośrodku, trzymającego się dzięki technologii oraz energii. Kosmita przypiął urządzenie do lewego ramienia, a następnie wyświetlił przed sobą niewielki, płaski obraz holograficzny, pokazujący budowę korytarzy oraz rozmieszczenie pomieszczeń w piwnicy - w tym windę. Urządzenie oznaczyło na zielono punkt znajdujący się piętro niżej, prawie-że pod nimi. Stwór skupił się na tym na chwilę, lecz napisy na hologramie nie pozwalały się jej odczytać. Nie były nawet w "ziemskim". Można było więc zakładać, że ten osobnik nie pochodził z tej planety... tak wstępnie. Albo potrafił szyfrować swoje nowinki. Nie ignorował jej jednak, słuchał i uważał na jej ruchy... a pewnym momencie, całą okolicą poruszył potężny wstrząs. Światła w piwnicy zamrugały, jakby chwilowo zabrakło dostaw prądu. Czarny uniósł lekko wargi i warknął pod nosem, uspokajając szybko mimikę swego pyska.
-Mają broń strategiczną, niestabilną. Wysadzą pół kontynentu...
Powiedział, jakby mówił sam do siebie. Tylko po angielsku, zamiast przerzucając się na swój dialekt. A to dlatego, że informował kobietę o aktualnej sytuacji... oraz delikatnie sugerował, że właśnie dostała nowe zadanie. Czy tego chciała, czy też nie.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Pią Wrz 28, 2018 2:21 pm

Miał szczęście – obrócił się do niej przodem. Chyba przypomniał sobie jakie zasady panują. Louise nie akceptowała takiego zachowania, dlatego zawsze uczyła się jakie reguły panujących w danych kulturach, nim odwiedziła nowy kraj.
Położyła ręce na biodrach, cały czas go obserwując.
-Miałam wolną chwilę.- Wyjaśniła bez większego zastanowienia. Nie było to czymś, co powinna ukrywać, więc podzielenie się tym nie robiło jej większej różnicy. Kolejne pytanie było o pomoc. To akurat było zabawne. Luiza po prostu się pomyliła. Myślała, że ten dwumetrowy stwór to cel jej misji… Każdy może się pomylić… Teraz to nie ważne, nie dało się już tego cofnąć. Nie, żeby jej na tym zależało. Dopóki nieznajomy nie stanie się dla niej zagrożeniem, nie ma nic przeciwko jego istnieniu.
-Pomyliłam się.- Powtórzyła swoją odpowiedź z wcześniej. Nie była zbyt rozmowna, odpowiadała tyle ile wymagało pytanie. Tym razem i ona spoglądała mu prosto w pysk. Białe oczy od razu mówiły, że nie ma on nic wspólnego z ludźmi. Był tylko jeden niewygodny, ale mały problem. Od patrzenia w górę, na jego pysk, bolała ją szyja, ale nie opuściła głowy. Inaczej musiałaby patrzeć na jego klatkę piersiową, a to nie było kulturalne.
Spojrzała na moment w bok, trochę za stwora. Blokował jej całe przejście. Nie puściłaby także Oise przodem, gdyż jego „wężowaty” ogon był gotowy do natychmiastowego ataku. Potrzebowała dostać się na drugą stronę, ale jak? Nie wyglądało to jakby miał pozwolić jej przejść bez żadnego ale. Wznów wróciła spojrzeniem do stwora. Ptak podbieg do Francuzki i stanął przy jej prawej nodze.
Stwór coś wyciągnął. Wyglądało jak bardzo nowoczesny komunikator. Jego kształt całkiem przypadł jej do gustu, ale nic nie powiedziała, tylko mu się przyglądała. Kilka ruchów i tuż przez nimi wyświetlił się hologram. Louise była coraz bardziej zaintrygowana. Tak nowoczesna technologia? Ziemska czy może już nie…? Dokładnie przyjrzała się mapie. Nie mogła od razu stwierdzić czy przedstawia ten budynek czy inny, ale z tego co sama wiedziała, przypuszczała, że to jednak ten. Spojrzała na zielony punkt. To był jej cel, czy jego? Przechyliła lekko głowę na bok, przyglądając się obrazowi. Napisy nic jej nie mówiły. Były w jakimś dziwnym języku lub kodzie.
Niespodziewanie odczuła wstrząs i to nie taki lekki. Natychmiastowo poprawiła swoją postawę, aby utrzymać lepszą równowagę, rozsuwają trochę nogi i subtelnie obniżając swoja postawę. Od razu zauważyła zamianę na pysku stwora, jakby wiedział o co chodzi. Nie musiała długo czekać na wyjaśnienia. Odezwał się prawie od razu. Broń? Tutaj? Co oni w ogóle robili? Miała wyprowadzić stąd tylko informacje, a nie bawić się w ochronę całego kontynentu. Nie, kiedy nie ma na to siły, ani czasu. Jednak… Nie miała zamiaru odejść. Mieszka tutaj jej rodzina, której jest najbardziej lojalna. Zmrużyła na moment oczy jak pokazując, że te sytuacja wcale jej się nie podoba.
-Więc… W którą stronę?- Tym razem musiała całkowicie oddać się w ręce nieznajomego. Sama nie wiedziała nic o tym, toteż jego informacje były najważniejsze. Poprawiła przyczepiony do uda pistolet, a następnie sprawdziła pasy przy nożu. Jak nie uda jej się wrócić na kolacje, matką ją zabije… Jeszcze przyznać się, że zniszczono jej prezent..? Grób murowany.
Spojrzała na swojego kosa, który nie opuszczał jej na krok.
-Oise. Wracaj do domu. Powiedz, że się spóźnię. I każ reszcie przestać latać nad hotelem.- Szybkie rozkazy. Nadal czuła, że ptaki nie odleciały, a nie chciała, aby zainteresowały się nimi jakieś organizacje ochrony zwierząt. Kos od razu wzniósł się w powietrze i odleciał. Nie oprowadziła go wzrokiem, gdyż nie czuła się zbyt bezpiecznie w pobliżu stwora, który mógłby ją zabić jednym ruchem. Chociaż jak na razie nie pokazał nic, co by mogło spowodować u niej prawdziwy strach…
Ktoś nieuważny mógłby nie dostrzec, ale zmieniając pozycję, delikatnie się do niego zbliżyła. Jakby chcąc mu zaufać, jednak nie będąc do tego przekonaną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sob Wrz 29, 2018 7:33 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Czarny podniósł wzrok znad holograficznego wyświetlacza, wskazującego mu położenie miejsca przeznaczenia. Spojrzał na kobietę, lekko unosząc uszy i stawiając je prawie do pionu. Ogon lekko poruszył się po ziemi, a stwór milczał przez pierwsze kilka sekund, dając jej jeszcze czas na wypowiedź skierowaną do jej ptaka - zanim sam postanowił coś odpowiedzieć. Wpierw jednak, wyłączył hologram, opuszczając przy tym ramiona.
-Wracaj za swym ptakiem, nie popełnisz kolejnego błędu.
Skomentował krótko, może niezbyt miła odpowiedź - aczkolwiek najbardziej odpowiadająca aktualnej sytuacji. Kobieta udzieliła mu wcześniej niemalże identycznej, co poskutkowało raczej rosnącym brakiem zaufania oraz wątpliwością w kwestii jej kompetencji. Z resztą tak czy inaczej, ludzka kobieta nie była żołnierzem, a ten fach różni się od jej "pracy".
Stwór odwrócił się, a następnie bez słowa ruszył wgłąb budynku, kierując się korytarzem ku windzie, znajdującej się na samym końcu, zaraz za zakrętem. Szedł typowo wojskowym krokiem, pewnym i szybkim. Ogon ciągnął się za nim, delikatnie uniesiony do góry, bezpośrednio nad powierzchnią ziemi, lecz nie dotykając jej. Korytarz w dalszej części budynku nie różnił się od tego, co spotkali do tej pory. Za rogiem znajdowała się winda, jakieś piętnaście metrów dalej. Srebrne, rozsuwane drzwi windy z panelem dotykowym po ich prawej stronie, wyróżniały windę na tle ciemniejszych ścian, sufitu i podłogi. Otoczenie było raczej tradycyjne, a winda wydawała się bardziej... nowoczesna. Bardzo możliwe, że samo urządzenie, jak i piętro poniżej zostały dodane później, względem budowy samego budynku. Co do możliwości podróżowania za stworem, ten nie wykazywał żadnych oporów ani nie protestował przeciwko możliwości towarzyszenia mu. Co prawda zasugerował, że powinna wracać na górę, lecz bardziej była to odpowiedź na jej wcześniejsze słowa. Nie warto, by ponownie się pomyliła.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Pon Paź 01, 2018 3:22 pm

Przy jego pierwszych słowach, szybko zmierzyła go wzrokiem. Jego wypowiedź nie miała nic wspólnego z byciem chociaż trochę miłym, więc równie dobrze mógłby powiedzieć „spadaj”. Mimo to, Luiza miała już inne plany, toteż żadne jego kwestie, nie zmieniłyby jej zamiarów.
-To, że pomyliłam Cię z moim celem, przy tak małej ilości informacji, nie jest niczym niezwykłym. Ale. Nie powiedziałam, że ratowanie Ciebie było błędem. To, że zajmuję się zabijaniem na zlecenie, nie znaczy, że patrzenie na czyjeś cierpienie, sprawia mi przyjemność.- Wyglądało na to, że nie ma zamiaru posłuchać jego polecenia. Widać, było, że jest wojskowym i ma we krwi wydawanie rozkazów, ale jej dowódcą nie był.
Od razu ruszyła za nim. Nie odstępowała go na krok, idąc równo z nim. Cały czas obserwowała co się dzieje wokół, a także co robi stwór. Winda nie była daleko, więc nie trwało długo dotarcie do niej. Kiedy stali przed jej drzwiami, Louise spojrzała na swojego nowego towarzysza i po krótkim zastanowieniu, wyciągnęła w jego kierunku rękę. Wydawało się dosyć mało bezpieczne, ale zasady kultury osobistej zostawały.
-Nazywam się Lulu.- Przestawiła się. Nie z imienia, ale z pseudonimu. Na misji to powinno wystarczyć. Będzie mógł ją zawołać, albo ostrzec jakby wymagała tego sytuacja. Oczywiście miło by było, gdyby on zrobił to samo, ale nigdy nie wiadomo. Nie chciałaby wołać na niego „ty”, ani „stworze”, czy „kosmito”. Byłoby to nadzwyczaj dziwne. Odczekałam moment, aby chwycił jej dłoń lub nie, koniec końców, opuściła luźno rękę.
Najprawdopodobniej przemieszczą się windą piętro w dół. Chyba, że źle odczytała mapę, bo nie miała w przeszłości styczności z taką technologią. Najwyżej jak pojadą jednak w górę, będzie musiała ukryć swoje lekki zaskoczenie.
Mimo to… Ich nowym zadaniem, będzie rozbrojenie, albo zniszczenie jakiejś broni. Chociaż tym zajmować się będzie stwór. Luiza nie znała się na takim sprzęcie. Ona potrafi rozłożyć i złożyć broń palną w niesamowicie krótkim czasie, ale… Pozbywanie się jakiegoś niestabilnego sprzętu to nie jej działka.
Z przyzwyczajenia poprawiła zamek swojego kostiumu. Nie powinien się odpiąć, ale zawsze wolała sprawdzić rzeczy dwa razy.
-To… Wszyscy na dole są wrogami…?- Zwróciła się ponownie do stwora. Mimo, że nie jest zbytnio rozmowna, próbowała nawiązać jakąś konwersację. Zazwyczaj pracowała sama, więc nie musiała z nikim rozmawiać, ale teraz było inaczej. Spróbowała „obniżyć” poziom nieufności między nimi. On nie ufał jej na pewno, ona tak samo… Lecz w tym momencie trochę zaufania by się przydało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Nie Paź 07, 2018 5:10 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Czarny zlustrował drzwi spojrzeniem, jakby doszukiwał się w nich czegoś więcej. Na przykład pułapki ukrytej tuż po drugiej stronie lub w samym mechanizmie. Nie przeszkadzało mu to w wysłuchaniu tego, co kobieta miała mu do powiedzenia. Czarny zerknął kątem oka na przedstawicielkę rodzaju ludzkiego, gdy ta przybliżała mu nieco kwestie moralne dotyczącej jej pracy oraz osobowości, w międzyczasie sprawdzając znajdującą się obok windy instrukcję, dotyczącą udźwigu. Winda była w stanie udźwignąć do sześciuset kilogramów. Stwór zerknął ponownie na kobietę, na szybko lustrując ją spojrzeniem oraz przybliżając sobie jej potencjalną wagę, na podstawie dotychczasowej znajomości rasy ludzkiej. Powinni dać radę, o ile informacja nie była przekłamana, a samo urządzenie było prawidłowo serwisowane. Samiec nie zareagował natomiast na jej wyciągniętą dłoń. Dostrzegł gest, jednak jego własne dłonie zakończone były czarnymi, ostrymi pazurami, z którymi jej skóra nie chciałaby się spotkać. Z resztą to było naturalne dla ludzi zamieszkujących te rejony, by wszystkim podawać ręce na powitanie. Densorini czynili podobnie, choć nie wymieniali bezpośrednio samych uścisków dłoni, lecz chwytali się za przedramiona. On jednak zignorował ten gest.
-Daalkiin, CORE.
Odpowiedział jej krótko, przedstawiając się i przy okazji zbliżając do samej windy. Dotknął panelu, a ten zareagował i znacznik zaczął wskazywać, że winda kieruje się do góry. Samiec powątpiewał, by kobieta była w stanie zapamiętać lub wymówić prawidłowo jego imię. Większość ludzi miała problemy z imionami z sektorów galaktyk oryginalnego pochodzenia CORE. Natomiast "CORE" może jej już coś mówić, jeśli pozostawała na bieżąco z ostatnimi informacjami, chociażby dotyczącymi Houston czy Alranois. Planeta w szerszym spektrum dowiedziała się o istnieniu tego konkretnego typu kosmitów, którzy dla odmiany nie planowali globalnej dominacji lub zniszczenia ludzkości. Winda dotarła na ich piętro, drzwi otworzyły się, a czarny znowu ruszył przodem. Zanim jednak wszedł do windy, wpierw postawił w niej łapę i nacisnął lekko na podłoże. Kobieta nie wiedziała, ile ten kosmita ważył i o ile dla niego ta masa była "normalna" o tyle dla ludzkich standardów pozostawało to stanowczym przegięciem. Upewniając się, że widna nie runie pod jego ciężarem, żołnierz wszedł do środka i stanął w lewym rogu windy, ustawiając się frontem do wyjścia. Z jego posturą miał tu nieco mało miejsca, a i tak nie był szeroki, a jedynie wysoki i co najwyżej dobrze zbudowany. Stąd też pochylił lekko korpus, żeby nie haczyć łbem i czułkami o sufit.
Gdy kobieta weszła do windy i stanęła obok niego, samiec gestem wskazał jej, by kliknęła przycisk nakazujący urządzeniu sprawdzić ich piętro niżej. W momencie w którym to uczyniła, drzwi zamknęły się, a samiec wyciągnął do niej prawą dłoń, otwierając ją i podając jej miniaturową słuchawkę, którą mogła swobodnie włożyć do ucha.
-To nie jest takie proste.
Skomentował krótko, czekając, aż kobieta przejmie urządzenie z jego dłoni. Jak mogła się domyślić, miało ono służyć do podtrzymania kontaktu, gdyby coś poszło nie tak. A czarnofutry był przygotowany na to, że coś pójdzie nie tak. Cała ta operacja zaczynała się sypać i z misji wywiadowczej, zmieniać w operację zarządzania kryzysowego z elementami militarnymi. Gdy tylko winda zjechała na piętro niżej, samiec znowu wykonał krok naprzód i stanął w drzwiach, gdy te zaczęły się otwierać. Może i kobieta zgłosiła się na ochotnika, ale przetrzymać kuli, przynajmniej w takim stopniu, jak on - nie będzie w stanie.
Drzwi rozsunęły się, a stwór przez samą szparę, która szybko się powiększyła do rozmiarów naturalnego wyjścia - nie dostrzegł zagrożenia. Poza śladami krwi na ścianach, jak gdyby ktoś wbił inną osobę w ścianę i wytarł ją krwią nieszczęśnika. Bez wahania, samiec wyszedł na korytarz - identyczny, jak ten powyżej. Ciągnął się jakieś dziesięć metrów przed siebie, a następnie kończył ślepym zaułkiem z drzwiami na lewej ścianie, dwa metry do końca korytarza. Jedyne wyjście, drzwi pancerne, grube i nieprześwitujące.
-Gdyby coś się wydarzyło, zachowamy łączność.
Odpowiedział samiec, pewnym krokiem idąc przed siebie. Stawiał łapy pewnie, lecz ostrożnie. Jego kroki nie były słyszalne, choć pazury również delikatnie ocierały się o posadzkę. Szybko dotarł do samych drzwi, chcąc minąć je i stanąć po drugiej stronie, by przygotować się do wejścia - i wtedy popełnił błąd...
Przechodząc przez linię drzwi, te wybuchły nagle, a wraz z wybuchem wypadł z nich olbrzymi potwór, który wpadł w Daalkiina lewym barkiem, wbijając go w ścianę po drugiej stornie. Coś gruchnęło, jakby kości wewnątrz jego ciała. Trafienie nie było przyjemne, stwór wydał z siebie stłumiony jęk, ogon uderzył o ziemię, zanim jednak cokolwiek zrobił, przeciwnik chwycił go za szyję, ścisnął, podniósł do góry... był ogromny, masywny, umięśniony i mierzył ponad pół metra więcej, niż kosmita. W prawej dłoni dzierżył ogromną, długą włócznię. Podnosząc Daalkiina, grzmotnął jego łbem o sufit, stwór nie wydał nawet żadnego odgłosu... a potem demon zrobił coś jeszcze bardziej niespodziewanego. Wyskoczył w górę z taką siłą, że przebił Daalkiinem - i własną masą - cały sufit oraz kilka pięter powyżej. Z góry posypał się gruz, a do środka wpadło światło z holu, znajdującego się w głównym wejściu hotelu. Tyle widziała Daalkiina i tego, kto go zaatakował. Zupełnie, jak w filmach o superbohaterach czy komiksach... albo, jak przy starciach niektórych Avengersów. Tylko czarny nie wyglądał na takiego, który można bezboleśnie przebijać ściany. Pozostawał dziura w suficie, spadający gruz oraz pomieszczenie. Nastała chwila ciszy, po drugiej stronie dawnych "drzwi" stały cztery osoby. Czterech "zielonych", wyczekujących Lulu. Jeden uzbrojony był w niewielką kuszę, jeden posiadał kij jo, a dwóch miało przy sobie krótkie miecze.
Na zewnątrz, Daalkiin wylądował na ulicy, a raczej został w nią wbity rzutem z powietrza. Potwór przebił się z nim aż przez dach. Kosmita wpadł w ulicę, a ludzie dookoła zaczęli panikować i uciekać. Potwór został na dachu, spoglądaj w dół na leżącego na plecach czarnego. Daal leżał w asfalcie i zbierał się w sobie, nanity już pracowały nad przywróceniem prawidłowych funkcji organizmu, zaczynając od naprawienia uszkodzeń kręgosłupa i przywrócenia czucia oraz władzy w kończynach. Gdy to się stało, stwór podniósł łeb i rozejrzał się po okolicy. Właśnie znalazł się... na ulicy... jego wzrok powędrował w górę, na stojącego na górze demona, a następnie on sam wyskoczył na nogi, w powietrzu wykonując obrót do tyłu i stając na łapach, zaraz obniżając się i podpierając lewą dłonią. Prawą sięgnął za siebie i przywołał z jednego okna sporej wielkości kawał czarnego materiału, który zaraz zarzucił sobie na plecy, okrywając się całkowicie i skrywając swoją sylwetkę pod improwizowanym płaszczem. Nanity spięły mu materiał na wysokości obojczyka, stworzył przy okazji kaptur i zarzucił go na łeb. W ten sposób będzie się trudniej walczył, jednak on sam nie wystąpi "bezpośrednio" w telewizji. ISAC już rozpracowywał najbliższe telefony, jednak wcześniejszej czy później dotrą tu media. Stwór wyskoczył z dachu, prosto na kosmitę. Ten doskoczył do tyłu, a Louise usłyszała przekaz w komunikatorze.
-Dotrzyj do urządzenia!
Prosty rozkaz. On da sobie radę, ładunek strategiczny był tutaj ważniejszy do rozbrojenia. A znajdował się za czterema bandziorami, czekającymi na nią w pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sro Paź 10, 2018 6:56 pm

Kobieta przyglądała się stworowi. Obserwowała każdy jego ruch, jakby próbując zrozumieć jego zachowanie. Czasami podążyła za jego wzrokiem, aby sprawdzić co go zainteresowało. Tym razem był to udźwig wagi. Sześćset kilogramów. Od razu zauważyła jak czarno-futry zmierzył ją wzrokiem. Czyżby chodziło o jej wagę…? Jeżeli on nie ma więcej niż pięćset, to nie muszą się martwić, chyba, że opis kłamie… Wtedy albo zginą zmiażdżeni przez zderzenie windy z podłożem, albo co raczej byłoby bardziej prawdopodobne, wydostaliby się jakoś. Zawsze można ułożyć jakiś plan. Nawet w kilka sekund.
Kiedy mu się przedstawiła jej gest został zignorowany, więc opuściła luźno rękę. Nic na to nie powiedziała, gdyż mogła się tego spodziewać. Nie znała jego kultury, ani w ogóle skąd pochodził. Ale w końcu Louise się czegoś doczekała i dostał od niej za to wielkiego plusa. Przedstawił się.
-Daal-Kiin.- Podzieliła jego imię na części, aby było łatwiej jej je wymawiać. Wydawało się, że wypowiedziała je całkiem podobnie, ale pewnie, gdyby nie powaga sytuacji, stwór wybuchnąłby jej śmiechem prosto w twarz. Z drugiego słowa mogła wywnioskował, że należał do CORE. Nazwa tej organizacja nie raz pojawiała się w różnych źródłach informacji, tych „dobrych” i tych mniej. Co nie znaczyło, że oni działają po „złej” stronie, a raczej, że różne instytucje bardzo się nimi interesują.
Spojrzała na to jak stwór sprawdza możliwości windy. Było duże prawdopodobieństwo, że jego waga jest dosyć spora. Tuż po chwili oboje stali w „ruchomym pokoju”. Nie było tam za dużo miejsca, ale nikt nie miał zamiaru się tam gonić. Jednym ruchem łapy wskazał jej przycisk, więc bez słowa wcisnęła go. Prawie natychmiast drzwi się zamknęły, a winda ruszyła. Niespodziewanie łapa stwóra znów się wyciągnęła, ale tym razem w jej kierunku. Kobieta podążyła za nią wzrokiem i zauważyła na jego dłoni słuchawkę. Spojrzała na niego, a następnie wzięła urządzenie.
-A co w życiu jest proste?- Odpowiedziała retorycznie i umieściła słuchawkę w uchu. Poruszyła głową, aby sprawdzić, czy poprawnie umieściła urządzenie. Jak nie wypadło, ponownie spojrzała na Daalkiina.
Gdy winna znalazła się na odpowiednim piętrze, stwór zrobił krok w stronę drzwi, a Louise zbliżyła się do ściany. W końcu to on miał większe szanse na przeżycie ataku, niżeli ona. Wcześniej widziała jak doskonale leczą się jego rany, gdy mają na to czas i szanse.
Daalkiin wyszedł pierwszy nie wahając się ani momentu, kobieta odczekała kilka sekund, upewniając się, że nikt nie atakuje, a następnie podążyła za nim. Korytarz wymalowany krwią jak w niskobudżetowych filmach, nie zdziwił kobiety. Wiedząc on mogą zrobić takie istoty jak ten przed nią, nie szokowały ją już takie widoki.
-Jasne.- Szła trzy metry za nim, więc kiedy wybuchły drzwi, przy których był w tamtym momencie stwór, odsunęła się szybko w bok, aby nie oberwać kawałkami.
Jej oczom ukazał się wielki potwór, który od razu rzucił się na Daalkiina. W pierwszym momencie chciała mu pomóc, ale szybko wróciła do realnego myślenia i została w tym samym miejscu, obserwując co się dzieje. Słysząc dźwięk łamanych kości, Louise wiedziała, że będzie co leczyć. Jak na razie stwór nie radził sobie za dobrze, ale kobieta nie była na tyle głupia, aby zwracać na siebie uwagi wielkiego potwora, który miażdżył właśnie najsilniejszego osobnika jakiego znała. Odsunęła się jeszcze trochę, kiedy przebili ściany i zniknęli jej z oczu. W tym samym momencie poczuła, że jej ptaki kręcą się w okolicy. Nie zbliżały się do zagrożenia, ale obserwowały. Kobieta mogła w każdym momencie sprawdzić co się dzieje z Daalkiinem, a może jej to później pomóc w razie jakiś problemów.
Odczekała jeszcze moment, aż cały gruz spadnie na swoje miejsce, a następnie ostrożnie ruszyła przed siebie. Teraz miała wręcz pewność, że sama spotka się z przeciwnikami. Cofnęła zgiętą w łokciu rękę i odpięła pistolet. Musiała mieć broń w gotowości. Kiedy była już blisko „drzwi”, zatrzymała się. Nie przejdzie koło nich niezauważona, a wręcz na sto procent ktoś tam jeszcze był. Przecież nie trzymaliby tam tego potwora samego.
Na dwa, kobieta pochyliła się bokiem, tak żeby móc zobaczyć co się dzieje w środku, ale zaraz wrócić do ukrycia za ścianą. Teraz ona wiedziała, że ma czterech przeciwników i oni wiedzieli, że mają przynajmniej jedną. Żadnej z nich nie posiadał broni palnej, ale na pewno swoją posługiwali się tak dobrze, że nie robiło to różnicy. Ich stroje były wręcz identyczne do tych, których Daalkiin zmiażdżył wcześniej. Wolną ręką przeczesała włosy do tyłu. Wiedziała, że albo ona zaatakuje pierwsza, albo oni. Nie miała ochoty czekać na ich reakcję, więc odbezpieczyła broń. W tym samym momencie usłyszała głos stwora dobiegający z słuchawki. Rozkaz przyjęty. Czas wykonać. I tak właśnie Daalkiin został jej dowódcą.
Oparła się plecami o ścianę przy wejściu. Ręce zgięte w łokciach trzymała blisko siebie, a broń wycelowaną w sufit. Dopiero, kiedy zrobiła krok w bok, obróciła się, aby być przodem do ninja, wyprostowała ręce i zaczęła strzelać. Była dosyć odsłonięta, ale jak wcześniej widziała, tylko jeden z nich miał broń dalekiego zasięgu. Była to kusza, jeżeli nie miał jej już przyszykowanej, to czas był po jej stronie. Nim zużyła cały magazynek i nic jej się nie stało ze strony przeciwników, schowała się szybko po drugiej stronie wejścia. Musiała znaleźć urządzenie. Pamiętała z mapy gdzie powinno się ono znajdować, ale musiała się na początku pozbyć tych czterech osobników, żeby za nią nie podążali. Jej nie pójdzie tak łatwo jak Daalkiinowi, ale da sobie radę. Jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3880
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Pon Paź 29, 2018 1:41 pm

Jako że Louise nie dość, że żyła w świecie od dawna pełnym superbohaterów oraz ich przeciwników, to jeszcze sama posiadała zdolności uchodzące za nienaturalne, zapewne potrafiła akceptować przynajmniej część dziwnych wydarzeń. Koniec końców dopiero co natknęła się na stworzenia, które określić można było jedynie mianem potworów... A więc jakieś doświadczenia już posiadała.
Mimo to niewiele mogło ją przygotować na sytuację, w której się teraz znalazła. Nie, nie chodziło o jej przeciwników i ich nietypowe bronie - tak bywało i w swoim zawodzie musiała być na to gotowa. Większość z nich nie miała zresztą szans przeciwko pociskom, które ku nim posłała. Pierwszy problem pojawił się jednak w momencie, gdy kobieta już na początku swojej serii usłyszała dźwięk kuszy, która najwyraźniej została jednak przyszykowana do ataku... Ale - co ciekawe - za odgłosem tym nie podążył nagły ból.
Właściwie to nic za nim nie podążyło.
Choć nie, to stwierdzenie nie było całkiem prawdziwe. Po prostu w jednej chwili Louise strzelała do swoich przeciwników, a w następnej mrugała w padającym na nią intensywnym, oślepiającym słońcu, wskazującym wyraźnie, że albo znajdowała się na zewnątrz - albo przy oknie. Wrogowie zniknęli, hotel również, nic nie wskazywało na to, aby w pobliżu czaiło się jakiekolwiek zagrożenie. Gdyby kobieta poświęciła chwilę, aby to sprawdzić, dowiedziałaby się, że rzeczy, które przecież zostawiła w Paryżu, wciąż znajdowały się na swoim miejscu w jej ostatnim lokum przed odlotem ze Stanów. Próby skontaktowania się z pracodawcami dałyby jeszcze ciekawsze wyniki - byliby oni bowiem bardzo niechętni do zdradzania czegokolwiek, a w razie nacisku zapewniliby jedynie, że usługi Louise nie były już w tej chwili potrzebne i w razie przyszłych zadań nawiążą z nią dalszy kontakt. Wszystkie wspomnienia zostały na swoim miejscu, a jednak wyglądało na to, że najemniczka w ogóle nie ruszyła się ze Stanów.

***

Opis umyślnie ogólny, możesz sama wybrać gdzie zostałaś przeniesiona - czyli gdzie przebywałaś wcześniej - a tutaj otrzymujesz już z/t.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   

Powrót do góry Go down
 
Exalted Estate Hotel
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Empire State Building

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Francja :: Paryż-
Skocz do: