Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Exalted Estate Hotel

Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1587
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Exalted Estate Hotel   Czw Lip 26, 2018 6:53 pm


Luksusowy, nowoczesny budynek znajdujący się w jednej z bogatszych części paryża. Niepozorny z zewnątrz, bardzo elegancki w środku. Poza pokojami dla personelu, w środku znajduje się około trzydziestu apartamentów, podzielonych pomiędzy pięć pięter. Na pierwszym znajdują się dodatkowo restaurcja oraz bar. Poza parter i recepcję, nie ma wstępu nikt spoz peronelu lub gości hotelowych. Pod budynkiem znajdują się dwa, podziemne piętra piwnicy. Szara część, ukryta przed okiem władz oraz osób postronnych. Miejsce, w którym nie powinny znaleźć się osoby niepowołane.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Pią Lip 27, 2018 4:21 pm

Nowe zlecenie. Tym razem musiała wrócić do rodzinnego miasta. Nie miała nic przeciwko temu, mogła nawet później odwiedzić parę osób. Najbardziej była związana z matką, więc zobaczenie się z nią było oczywiste.
Kilka godzin zajęło jej dostanie się samolotem ze Stanów do Francji, ale ten czas wykorzystała na planowanie. Chińska triada chciała, aby wydostać informacje lub informatora. Wyglądało na to, że zależy im tylko na treści, a nie na samym człowieku. Poniekąd ułatwiało to sprawę, ale mogło także i utrudnić. Jeżeli dane znała tylko ta osoba i zginęła, to zdanie nie dałoby się zakończyć, a u niej to nie wchodzi w grę. Jeśli jednak informacje są zapisane gdzieś jeszcze, to nie musi się martwić o transport człowieka i zadbać tylko o swoje bezpieczeństwo. To dla nie byłoby lepszym wyjściem, ale zazwyczaj to tak nie działa.
Wyjrzała przez okno spoglądając na wyłaniające się zza chmur miasto. Ostatni raz była tu jakieś trzy miesiące temu. Już wcześniej sprawdziła jak wyglądają teraz wszystkie remonty i inne anomalie w mieście, nie miała pewności, że wszystko wyjdzie zgodnie z planem, więc musiała być gotowa na improwizacje. A z dokładnym zapleczem było to o wiele prostsze.
Samolot wylądowała z pięciominutowym opóźnieniem, ale to jej nie przeszkadzało, gdyż była do tego przyzwyczajona, ciągłymi zmianami miejsca pracy. Nie miała bagażu nadawanego, więc ruszyła prosto do wyjścia. Złapała, wydawałoby się pierwszą lepszą taksówkę, ale to nie było tak. To nawet nie była prawdziwa taksówka. Triada zapewniła jej transport oraz przemycenie jej bardzo nielegalnej paczki. Wsiadła do pojazdu, skinieniem głowy przywitała się z podstarzałym Chińczykiem i bez zbędnych rozmów, zaczęła się przebierać w bardziej odpowiednie do tej misji strój. Szybko zamieniła obcisłe spodnie i koszulkę z napisem „wakacje” na czarną biznesową sukienkę oraz parę eleganckich szpilek. Wzięła z fotela małą kosmetyczkę, aby poprawić makijaż. Podkreśliła mocniej oczu, a usta zaznaczyła czerwoną szminką. Następnie przeniosła wzrok na karton. Tam powinny znajdować się jej „zabawki”. Otworzyła papierowe opakowanie i zajrzała do środka. Chińczycy nie zawiedli. Zapakowali jej broń tak dokładnie, że nie martwiła się żadne zadrapania. Musiała dostać się do budynku, więc karabin nie był jej potrzebny, odsunęła go na bok. Rozpakowała pistolet i nóż. To powinno jej wystarczyć. Spojrzała jeszcze na moment na karabin, ale szybko zaniechała tej czynności. Wiedziała, że nie będzie miała jak z niego skorzystać, jest za duży, a jak się dowiedziała, wszystko ma się rozegrać w piwnicy jednego z droższych hoteli Paryża. Podniosła z podłogi biznesową teczkę, zazwyczaj to w niej właśnie transportowała karabin, ale nie tym razem. Otworzyła ją i z namysłem poprzestawiała gąbki, które utrzymywały broń w bezruchu. Następnie umieściła tam pistolet i nóż, a także specjalny strój, który przyda się jej później.
Miała nie brać tego zlecenia, bo i tak już miała ich za dużo, ale wydawało się dosyć proste… Raczej niezaskakujące, więc zgodziła się na nie. Przeczesała dłonią włosy, mając jakieś dziwne uczucie, że coś będzie nie tak.. Wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze z płuc. Nie była zdenerwowana, to uczucie nie towarzyszyło jej na misjach od dawana. Gdyby stresowała się takimi rzeczami, nie mogłaby pracować w tym sektorze. Sprawdziła powoli czy wszystko ma. Nie może o czymś zapomnieć, bo będą niepotrzebne problemy. Dostała także specjalną kartę od Triady, która miała umożliwić jej łatwiejsze wejście do piwnicy.
Samochód się zatrzymał. Wyjrzała przez okno. Ogromny budynek hotelu malował się dla niej jak plac zabaw. Przedstawienie czas zacząć. Zamknęła teczkę, pożegnała się z Chińczykiem, który miał zaopiekować się jej rzeczami i z gracją wysiadła z taksówki. Skierowała się do drzwi frontowych. Jej wygląd sprawił, że ochroniarze nawet nie pomyśleli, że w teczce mogłaby przenosić broń. Na moment zatrzymała się w drzwiach, w tej chwili trzy kosy wleciały do środka. Louise jakby tego nie zauważyła i poszła przed siebie. Ptaki w pewnej odległości podążały na dziewczyną, uważając, aby nie zostać zauważonymi.
Posłała miły uśmiech do recepcjonisty, który zmierzył ją wzrokiem, kiedy przechodziła niedaleko lady, ale nic nie powiedział, tylko odpowiedział tym samym. Widząc coraz mniej ludzi, wiedziała, że zbliża się w odpowiednie miejsce. Tak naprawdę znajdowanie „tajnych” miejsc wcale nie było takie trudno, jakby mogło się wydawać. Po jakimś czasie szła już całkiem pustym korytarzem, tylko kosy były gdzieś w pobliżu.
Uśmiechnęła się delikatnie widząc dwóch postawnych mężczyzn przy drzwiach, które zapewne prowadziły do piwnicy. Zbliżając się do nich, przygryzła dolną wargę i flirciarskim wyrazem twarzy pokazała im kartę, którą dostała od Chińczyków. Mężczyźni spojrzeli po sobie, na kartę, na Louise, aż jeden z nich w końcu otworzył drzwi. Nim weszła do środka posłała im dwa buziaki, aby zmieszani, nie zauważyli trzech kosów przebiegających im pomiędzy nogami. Francuska wsunęła się do środka, a oni nie do końca rozumiejąc o co jej chodziło, zamknęli za nią drzwi. Lubiła patrzeć na zszokowane wyrazy twarzy nieświadomych niczego ludzi.
Ptaki rozsiadły się na poręczach schodów, a kobieta położyła teczkę na podłodze i otworzyła ją. Nie bała się, że ktoś ją zobaczy. Drzwiami, po minach ochroniarzy raczej nikt nie powinien wejść, a z innych pomieszczeń mogliby tylko popatrzeć, nie orientując się dokładnie o co chodzi. Rozpięła zamek na plecach i zsunęła z siebie sukienkę, ukazując swoją sportową sylwetkę, odzianą teraz tylko w jasną bieliznę. Stanęła boso na schodach i wyciągnęła z teczki czarny strój. Wsunęła go na siebie nadzwyczaj szybko, ale czego można było się spodziewać po miesiącach zleceń. Założyła jeszcze odpowiednie buty, przypięła pistolet do uda, a nóż do przedramienia. Na twarzy umieściła maskę, która zasłaniała wszystko poniżej oczu. Trwało to zaledwie kilka minut, mimo, że mogło wydawać o wiele więcej. Resztę rzeczy schowała do teczki i postawiła na boku. Bezszelestnie zeszła po schodach, wysyłając swoje ptaki, aby rozejrzały się po korytarzu. Wiedziała, że w którymś z pokoi znajduje się informator, którego poszukiwała. Trudno było wybrać, który to był, więc mogła tylko zgadywać. Raczej nie tan na wprost schodów, mimo, że ucieczka byłaby ułatwiona, to jednak atak tak samo. Kolejne dwa? Licząc na łut szczęścia, Louise wsunęła na dłonie rękawiczki, aby nie pozostawić żadnych śladów i skierowała się wzdłuż korytarza. Mogłaby równie dobrze wywołać pożar i zmusić wszystkich do wyjścia. To byłoby całkiem wygodne, ale zwołałoby większą ilość przeciwników, a ona nie miała zamiaru z nikim walczyć bez potrzeby. Nic ciekawszego nie przychodziło jej teraz do głowy, więc będzie musiała skorzystać z pierwszej wersji planu. Żadnej z ptaków nie zaalarmował ją o niesamowitym odkryciu, więc podeszła do drzwi, które dla niej wydawały się w najbardziej strategicznym miejscu na takie przedsięwzięcie i delikatnie położyła dłoń na klamce. Nie miała zamiaru z trzaskiem wpaść do pomieszczenia. Odczepiła wolną dłonią pistolet i odbezpieczyła. Bardzo powoli nacisnęła na klamkę i spróbowała odchylić drzwi tylko na kilka centymetrów, aby mogła zajrzeć do środka. Jeżeli jednak ktoś po drugiej stronie zauważyła ją, a ona jego, natychmiast strzeliłaby mu w nogę, nie będąc pewna czy to jej informator. Gdyby jednak nie została odkryta, rozejrzałaby się dokładnie po pomieszczeniu, a dokładniej po miejscu, które była w stanie zauważyć. Gdyby nikogo tam nie widziała, otwarłaby drzwi szerzej, ale tak samo powoli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1587
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sob Lip 28, 2018 6:37 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Nie było to typowe zlecenie. Z Louise skontaktował się bardzo wysokiej rangi przedstawiciel jednej z Chińskich rodzin mafijnych. Tam nazywanych triadami, mężczyzna ten był przedstawicielem tak zwanych "Krwawych Smoków". Specyficznej grupy pochodzącej z Foshan, wpływowej oraz bardzo niebezpiecznej. W brzmieniu, zadanie było bardzo proste. Kobieta miała pojechać do Paryża, a następnie dotrzeć do hotelu Exalted Estate, znanego w półświatku - choć niezbyt popularnego. Następnie, przy użyciu przygotowanych przez triadę dokumentów, miała dostać się do piwnicy hotelu, odnaleźć tam informatora lub informacje - a następnie wyciągnąć człowieka lub informacje z jego ciała - w drugim przypadku miała wyjść, pozostawiając informatora martwego. Nietypowe działanie, Krwawe smoki nie słynęły z eliminowania swoich ludzi. Można by podejrzewać, że informator nie był "ich człowiekiem".
Wszystko szło zgodnie z planem. Kobieta spokojnie weszła za recepcję, do wartowników, a następnie okazała im przepustkę i została wpuszczona do piwnicy. Tam spokojnie mogła się przebrać. Piwnica była długim, ciemnym, lecz zadbanym korytarzem. Po bokach znajdowały się drzwi, po koło trzech sztuk na stronę. Za trzecią parą, korytarz zakręcał - i tak jeszcze trzy razy. Na samym końcu tego zawijańca, znajdowała się winda do niższego piętra. Pierwsze drzwi pozostawały zamknięte, podobnie pozostałe. Louise zmuszona była udać się korytarzem, gdzie dopiero za drugim zakrętem znalazła lekko rozchylone drzwi. Choć to za dużo powiedziane. Ktoś ich po prostu nie domknął. Każde drzwi stworzone zostały z metalu, ściany były grube. Mniej-więcej na wysokości twarzy, w każdych drzwiach znajdowała się niewielka szyba, przez którą dało się zajrzeć do środka. Wzmacniane szkło balistyczne, nie było sensu próbować tego przestrzelić. O tym została poinformowana przez zleceniodawcę. Każde drzwi chronione były przez czytnik kart. I przez te również by nie przeszła, gdyby nie fakt, że ktoś - kto był w środku - nie był na tyle uważny, by do końca je zamknąć. Przymknął je, jednak zamek nie wstrzelił na miejsce. Tym sposobem kobieta mogła zerknąć przez szybę do środka, jak również wejść, jeśli tak zadecyduje.
Przez szybę dostrzegła dwie postaci w pomieszczeniu, zbudowanym na planie kwadratu. Poza ścianą od strony drzwi, na każdej znajdowały się grube, wielkie łańcuchy zakończone ogromnymi kajdanami oraz podłączone kablami do generatorów znajdujących się po bokach. Na środku znajdował się ogromny stół z różnymi wymyślnymi przyrządami oraz narzędziami tortur. Zakrzywione ostrza, paralizatory, noże, pazury nakładane na pięści, baty, kolce, strzykawki z dziwną zawartością i wiele więcej. No i dwie postaci. Pierwsza postać znajdowała się przy stole. Mężczyzna, około czterdziestki. Twarz pokrywały trzy blizny, dwie na jednym policzku, jedna na drugim. Cięcia po jakimś ostrzu. Miał na sobie biały fartuch lekarski oraz długie rękawice - aż po łokcie - skrywające szare spodnie oraz jasną, beżową koszulę o długich rękawach. Był szczupły, mierzył jakiś metr siedemdziesiąt pięć wzrostu. Przegrzebywał akurat narzędzia, obserwując je, obracając w dłoniach i pozostawiając na nich krwawe ślady z rękawic. Drugim osobnikiem był... stwór. Mierzył dwa metry i dwadzieścia centymetrów. Był dobrze zbudowany, o świetnie zarysowanych i ukształtowanych mięśniach. Nie był masywny, lecz jego budowa odpowiadała dobremu atlecie. Tylko ten był znacznie większy. Jego ciało okryte było czarnym futrem, odbijającym świtało, przyklejonym do skóry. Kapała z niego woda, a futro wyraźnie było zmoczone. Od łba, po łapy. Zaczynając od dołu, stwór posiadał dwie łapy, budową przypominające łapy wielkiego kota lub tygrysa. Dopasowane do anthro budowy, pozwalające stąpać samcowi na dwóch nogach. Na wysokości kostek, łapy skute były łańcuchami - łączącymi się wzajemnie oraz po bokach bardzo krótko z ziemią, unieruchamiające kończyny. Dalej, za łapami znajdował się długi, masywny ogon, niczym u jaszczura lub smoka. Cały pokryty futrem, również przykuty do ziemi mniej więcej w trzech czwartych długości. Korpus dość mocno przypominał ludzkiego mężczyznę, z dodatkowym futrem, które kryło przecież całe ciało. Górne kończyny pozostawały uniesione do góry, rozłożone na boki niczym do gwiazdy. Nadgarstki pozostawały skute łańcuchami, również połączonymi ze sobą wzajemnie nad łbem samca. Dłonie zakończone były czterema palcami, jak u łap - w obu przypadkach każdy palec wieńczył długi, czarny pazur. Łeb stwora nie przypominał żadnego ziemskiego, znanego zwierzęcia. Był raczej ich mieszanką. Szeroki, z białymi ślepiami, czułkami wyrastającymi z czoła oraz długimi uszami z tyłu, aktualnie ułożonymi płasko. Na szyi stwora znajdowała się metalowa, gruba obroża od której z tyłu ciągnął się kij wczepiony w ścianę. Osobnik nie mógł opuścić łba, mogąc wyłącznie patrzeć przed siebie. Nie mógł się szarpać. Jego ciało, choć "zadbane", teraz pozostawało w znacznie gorszym stanie. Mokre futro, przemoczone od lodowatej wody. Do łańcuchów przypięte kable, pysk lekko rozwarty - odsłaniający kły. Z pyska ciekła krew. Krwi było dużo, pokrywała sporą część ciała osobnika. Na jego ciele znajdowało się bardzo wiele ran, kutych, szarpanych, po poparzeniach, cięciach. Zarówno na nogach, dłoniach, górnych kończynach, o korpusie nie wspominając. Tors samca wyglądał tak, jakby ktoś wziął jakiś bat lub nóż i po prostu się na nim wyżył. Łeb zdobiło kilka krótkich, ciętych ran.
Mężczyzna chwycił dłonią za pilota leżącego na stole, a następnie nacisnął jedyny znajdujący się na nim przycisk. Stwór zacisnął kły i jęknął cicho, spinając mięśnie. Kajdany zaczęły świecić, a przez jego ciało zaczęła przepływać spora dawka elektryczności. Człowiek nawet się nie odwrócił, chwytając za strzykawkę z dziwną, brązową zawartością. Dopiero teraz powoli odwrócił się do więźnia, a czarnofutry samiec ryknął z bólu, wyraźnie nie mogąc już znieść narastającej presji. Facet odszedł do stołu, powoli zbliżając się do osobnika. Podniósł leżący na ziemi baton, kij opleciony nagrzewającymi się prętami. Zbliżył się do stwora, zamachnął się i przyłożył mu w brzuch, a następnie powtórzył silniejszy zamach w splot słoneczny. Osobnik stracił na chwilę dech w piersiach, nie mogąc złapać powietrza. A kat wystawił strzykawkę przed siebie, zbliżając ją powoli do klatki piersiowej kosmity. Stan czarnego nie sugerował, że próbowali coś z niego wyciągnąć. Prawdopodobnie torturowali go dla samego faktu tortur.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sob Lip 28, 2018 8:34 pm

Zaglądając przez szybkę w drzwiach, kobieta upewniła się po co tu przyszła. A raczej po kogo. Było to tak oczywiste, jak nieoczywista była przynależność stwora, który okazał się być informatorem. Przeklęta triada. Chcąc, aby ona wykonała zadanie ukryli najważniejsze informacje… Że zlecenie do nie dotyczy człowieka, a raczej…? Zwierzęcia? Nie do końca. Louise widziała kogoś takiego po raz pierwszy, więc trudno było jej go skategoryzować.
Nie czekała ani sekundy więcej. Była z wykształcenia lekarzem, wiedziała, że stwór nie ma siły, a po kacie było widać, że nie odpuści, aż nie wykończy swojej ofiary. Przywołała do siebie Oise, smukłego czarnego ptaka, który tak samo jak ona ustawił się do wejścia. Nie musiała nic powiedzieć, zwierzę dokładnie wiedziało co ma robić. Pchnęła drzwi na tyle, żeby się wślizgnąć i nie rozglądając się na boki nacisnęła spust celując w człowieka. Rozgrzany nabój przeszył głowę mężczyzny. Kobieta zamknęła za sobą drzwi, ptak szybko przemieścił się w stronę stołu.
-Pilot.- Zawołała, przyczepiając pistolet do uda, potrzebowała teraz obu wolnych rąk. Oise widząc przedmiot, o którym mówiła Francuska, odbił się z blatu i ze skoku wylądował na przycisku. Urządzenie zareagowało od razu – wyłączyło się, pozostawiając swoją ofiarę w spokoju.
Kobieta podbiegła do stwora, chciała od razu zabrać się za leczenie, ale bała się, że on tego nie przeżyje. Jej moce wykorzystywały energię pacjenta, a ten nie był w dobrym stanie. Przez moment spoglądała w jego pysk. Nie mogła wydusić z niego żadnych informacji, gdyż prawe na pewno miał trudności z mówieniem. Liczyła na to, że chociaż jest w stanie słuchać. Nie wiedziała w jakim języku on rozumie, ale skoro triada go szukała, to prawdopodobny był chiński, jak nie, to może spróbować po angielsku. Mogłaby się także zasugerować miejscem przebywania i odezwać się po francusku, ale od razu można by było stwierdzić, że to jej ojczysty język, więc wolała zostawić to na ostateczność. Chowanie swojej tożsamości to coś o co musi dbać.
-Hej!- Zawołała w stronę nieznanej sobie istoty. Czekając na jego reakcję, przyjrzała się jego postaci. Jak już wcześniej zauważyła, nie była w stanie określić co to za gatunek, ale podobieństwo do człowieka było widoczne. Może był osobnikiem z jakiś eksperymentów? Super człowiek? To było całkiem logiczne. Zapewne znowu Ruski coś kombinowały, a Chińczycy chcieli im to odebrać. Ale ona przyszła tutaj zdobyć informacje… Chyba, że informacje z jego ciała…? Zagłębianie się w to było raczej nie na ten moment. Czasu za dużo nie miała, a musiała ocenić stan swojego nadzwyczajnego pacjenta.
-Uważaj. Teraz spróbuję Cię opatrzyć. Nie wykonuj gwałtownych ruchów.- Powiedziała w obu językach, a następnie po odczekaniu kilku sekund, bez wahania wyciągnęła do niego rękę. Palcami spróbowała odgarnąć futro na jego klatce piersiowej, aby obejrzeć rany. Musiała się upewnić, czy któreś z nich nie potrzebując natychmiastowej pomocy lekarskiej. Futro było całe przemoczone lodowatą wodą. To nie zdziwiło kobiety, spotkała się z takim traktowaniem już wcześniej na własnej skórze, więc wiedziała jak bardzo nieprzyjemne to jest. Spróbowała przeczesywać jego futro bardzo delikatnie, a zarazem dokładnie, aby mogła przejrzeć skórę. Poparzenia opuściła na samym początku, gdyż leczenie ich nie było czymś naglącym. Krew utrudniała jej pracę, nie z tego powodu, ze Louise brzydziła się jej, czasami to wręcz odwrotnie, ale sklejała futro, a to przedłużało jej zadanie, na którą miała ograniczony czas. Każdą napotkaną ranę ciętą, zmierzyła długością swojej dłoni. Były to rany, które goją się dobrze, ale krwawią mocno. Wybrała największą, która znajdowała się na jego torsie, a następnie przesunęła opuszkami palców sprawdzając gładkie brzegi rany. Zdjęła rękawiczkę, położyła sobie ją na ramieniu, a nagą rękę przyłożyła mu do rozcięcia. Czuła jak krew przepływa jej po skórze, więc spróbowała szybko, ale subtelnie zmusić organizm istoty do zasklepienia tkanek oraz zatamowania krwotoku. Cały czas obserwowała ranę, a także wyraz twarzy stwora, aby stwierdzić czy ma na to dość siły. Jeżeli udało jej się wykonać leczenie, rozejrzała się za kolejną raną, ale teraz kłutą. Nie zmieniała swojego „terenu”  obserwacji, wiedząc, że najcięższe obrażenia zazwyczaj znajdują się na klatce piersiowej, gdyż to miejsce jest najczęściej torturowane, a zwłaszcza w takiej pozycji, jakiej był uwieziony stwór. Nie musiała długo szukać rany, która spełniała kryteria do leczenia. Na pierwszy rzut wyuczonego oka, wiedziała, że jest głęboka, ale nie wyglądało na to, że jakieś organy zostały uszkodzone, więc to jedna dobra rzecz. Ale mogła się mylić i wszystko wyszłoby później. Otwór wkłucia sugerował, że powstał od jednego z narzędzi, które wcześniej widziała na stole. Średnica byłą całkiem spora na taki typ rany, więc nie czekała długo, tylko ponownie przycisnęła dłoń do otworu. Tym razem się, aż tak nie śpieszyła, gdyż tutaj potrzebowała większego skupienia. Musiała zmusić tkanki na całej długości kanału do zalepiania się. Takie rany bywały problem właśnie przez kształt. W trakcie całego zabiegu obserwowała stan pacjenta. Po pozytywnym zakończeniu, odsunęła się i spojrzała na stwora po całości, od góry do dołu. Czas na kajdany, które nie pozwalały mu się poruszać. Kucnęła przy więzach na kostkach i obejrzała je dokładnie. Od razu można było zauważyć, że potrzebny jest klucz. Spojrzała w górę, na nadgarstki istoty i bez przyglądania się, wiedziała, że tam także potrzebowała tego samego. Wyprostowała się i spojrzała w stronę Oise.
-Klucz.- Do ptaka zwracała się po francusku, ale próbowała mówić jak najmniej, aby jej akcent nie był tak widoczny. Potrzebowała czegoś do otworzenia kajdan, a najbardziej prawdopodobną opcją byłby klucz. Mógł być to także pilot, a jedyny, który tutaj był, na pewno nie otwierał uwięzi. Kos zaczął przeszukiwać stół, na którym cały czas siedział, a Louise wytarła brudną od krwi rękę o kombinezon i założyła rękawiczkę. Jeżeli nie byłaby w stanie uleczyć istoty swoimi mocami, mogła spróbować zwyczajnych sposobów. Stół był cały zastawiony sprzętem, może nie dokładnie do przeprowadzania takich operacji, ale Louise znała takie narzędzia bardzo dobrze, a czasami nawet „za dobrze”. Nagle kos znalazł to o co go prosiła kobieta, więc wziął to z dziób i przefrunął ze stołu, a ramię Louise. Kobieta spojrzała w jego stronę, nic nie mówiąc wzięła klucz i jednocześnie kucnęła. Oise poderwał się z ramienia i ponownie usiadł na stole.
-Nie wykonuj żadnych ruchów. Otworzę kajdany na kostkach.- Znowu dwa języki. Obserwowała jego ruchy, wkładając klucz do dziurki. Przekręcając powoli klucz, odsunęła się szybko, w tym samym czasie wstając na równe nogi. Jeżeli się nie poruszył, ani nie zamierzał jakoś zaatakować, kobieta zbliżyła się ponownie i zabrała klucz. Następnie uwolniła ogon, gdyby nim poruszył, odsunęłaby się, trzymając w dłoni klucz. W razie braku widocznego zagrożenia, Louise przeniosła wzrok na łańcuchy, na których znajdowały się osobne zamki, które pozwalały na ruch stwora, ale o zakutych kończynach. Obejrzała dokładnie jak to działa, a następnie podeszła od tyłu i przyjrzała się plecom istoty, nie były tak poranione, a teraz by się jej przydały. Dlaczego? Bo jej wzrost nie pozwalał na sięgnięcie zamka. Musiała się na niego wspiąć jak na drzewo. To nie byłoby najdziwniejszą rzeczą jaką zrobiła na zleceniach, ale nadal kwalifikowała się dosyć wysoko w tej kategorii.
-Słuchaj. Muszę się dostać do zamka na górze, więc posłużysz mi za drabinę. Nie martw się, nie jestem taka ciężka.- Znów chiński i angielski. Wzięła klucz w zęby i zbliżyła do stwora. Oparła prawą stopę o jego ogon, licząc się, że się pod nią nie zegnie, jeżeli się tak nie stało, wyciągnęła ręce do góry i złapała go za ramiona. Podciągnęła się dosyć sprawnie i mogła już sięgnąć do dziurki. Wyciągnęła klucz z ust i otworzyła zamek, który więził jego ręce, a następnie szyję. Kajdany nadal były na nadgarstkach, ale już nie był zmuszony unosić je do góry. Kiedy skończyła swoje zadania, szybko z niego zeskoczyła i odsunęła na bok, trzymając rękę w gotowości na odbezpieczonej broni. Obserwowała każdy jego ruch i wyraz pyska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1587
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Sob Sie 04, 2018 8:29 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Dwa punkty widzenia. Czarnofutry stwór był rażony prądem, wyglądał, jakby cierpiał. Bardzo cierpiał. A wewnątrz jego ciała, miliony albo miliardy nanitów pracowały na całego, kontrolując przepływ energii przez ciało oraz odpowiednio nastawiając receptory bólowe, jak również filtrując informacje docierające do mózgu. Bólu nie ma, ból to tylko efekt wyobraźni. Tak mógł to sobie teraz tłumaczyć. Wszystko przerwał huk wystrzału. Hiperadrenalina wystrzeliła, przekraczając normalne wskaźniki. Daalkiin ledwo powstrzymał się przed gwałtownym szarpnięciem oraz zerwaniem więzów za pomocą siły mięśni, wzmocnionych maleńkimi maszynami. Kat padł na ziemię, spod jego głowy zaczęła wypływać powiększająca się plama krwi. Potem - koniec przepływu energii. Nie czuł przecież bólu, ale jego ciało - za pośrednictwem maszyn - poinformowało go, że już jest lepiej. Wszystko przez małego ptaka, który wylądował na pilocie. Praktycznie w tym samym momencie, w którym do pomieszczenia wprosiła się kobieta. Bezczelnie zabijając jego kata. Nie mogła zapytać.
Jego wzrok od razu przesunął się na nową istotę, która interweniowała w pomieszczeniu. Nie rozpoznał jej, nie była operatorem CORE. Na pewno nie reprezentowała również żadnej zaprzyjaźnionej frakcji z tej planety. Zachowywała się nie tak, jej reakcja wręcz zdradzała, że pierwszy raz widzi kogoś spoza planety. Kogoś wyglądającego podobnie mu. Gdyby była z Alranois, taki widok nie byłby dla niej zaskoczeniem. Podobnie w przypadku Krwawych Smoków. Na zawołanie, stwór uniósł uszy, które wyłapały dźwięk. Czas zacząć udawać durne zwierzątko, żeby prosty człowiek nie połapał się, że ma do czynienia z komandosem, wysokim rangą oficerem kosmicznej armii. Przechylił więc lekko łeb na bok, słuchając, co do niego mówiła. Chiński i francuski nie działały. Nie rozumiał. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Przy angielskim, już lepiej. Skinął jej łbem ze zrozumieniem, nie wydając z siebie żadnego słowa. Miał się nie ruszać i pozwolić dotknąć. Nanomaszyny stworzyły warstwę tarcz energetycznych pod skórą. Prostych, niewyczuwalnych dla istoty organicznej. Przeczesywała mu futro. Odgarniała je, choć do łatwych zadań to nie należało. Sierść stwora była bardzo gęsta, dokładniej okrywając jego skórę. Braki występowały głównie w miejscach ran. Nieznajoma nie zraziła się jego wyglądem, wszechobecną krwią oraz ściekającą z niego, zimną wodą. Z jednej strony futro do niego przyległo, z drugiej - wyglądał trochę, jak mokra ścierka. Zwłaszcza z całym tym brudem. Kobieta dotknęła rany. Stwór syknął niezadowolony, odczuwając dość spory dyskomfort w postaci bólu. Ran się nie dotyka. Jednak wtedy coś zaczęło się dziać. Metalowe mikroorganizmy zareagowały natychmiast, wpierw zmuszając jej moc do przerwania swojego działania, a następnie przejmując kontrolę nad konkretnymi działaniami organizmu. Potem stało się to, czego kobieta się spodziewała. Rana zaczęła się zasklepiać, lecz nie był to efekt działania jej mocy. Jednak z jej punktu widzenia, sprawa wyglądała naturalnie. Podobnie sytuacja miała się z drugą raną, choć w tym wypadku już warknął na kobietę. Dotykanie rany nie pomaga, a na pewno nie jest potrzebne do użycia takiej mocy. Tylko znowu - działały nanity.
Nadeszła pora na łańcuchy. Kucnęła przy nim, przyglądała się i posłała ptaka po klucz. Nie przeszukała stołu, nie znalazła leżących na nim fantów. Plus dla niego, nie będzie musiał wyjaśniać jej, dlaczego nie dotyka się nie swoich rzeczy. Poleciła mu się nie ruszać, zdjęła kajdany i odskoczyła szybciej, niż wcześniej do niego podeszła. Teraz nie miał już najmniejszych wątpliwości. Nie była sojusznikiem, lecz zagubioną duszyczką. Na jej nieszczęście nie wiedziała, z kim właśnie znajdowała się w pomieszczeniu. Jak bardzo oficer był w stanie urwać jej głowę kopnięciem, gdyby tylko sobie tego wtedy zażyczył. Moment minął, a ona musiała pozbyć się łańcuchów, które trzymały jego ręce oraz szyję. Wpadła na ciekawy pomysł wykorzystania jego ogona, jako podpory. Nie robił jej problemów, choć nie mógł powiedzieć, że czuł się komfortowo z obcą istotą wchodzącą mu na grzbiet. Łańcuchy puściły, a ona zeskoczyła z niego, zwiększyła dystans i sięgnęła po broń. A raczej tak chciała zrobić, bo pistolet wystrzelił z kabury i uderzył w ścianę na drugim końcu pokoju. Niczym nawiedzony. Czarnofutry stwór opuścił swe ramiona, zginając łokcie i podnosząc przedramiona na wysokość klatki piersiowej. Stanął wyprostowany i potarł dłonią o nadgarstek, następnie zamieniając ręce, powtórzył czynność na drugim. Powoli obrócił łeb w kierunku kobiety, zerkając na nią kątem oka. Jak na ciężko rannego... stał wyprostowany, zupełnie tak, jakby nic mu nie dolegało. Właśnie przegrała swoje stracie. Pytanie, czy to zrozumiała?
-Pruzah... Nie chcę zabrzmieć, jak niewdzięcznik. Doceniam pomoc i uwolnienie mnie. Jednak wydaje mi się, że powinnaś się wytłumaczyć. Nie radzę próbować sięgać po broń.
Jego głos był dość niski, spokojny. Stwór opuścił powoli ramiona i stanął prawym profilem wymierzonym w kobietę. Dłonie otworzył, ujawniając czarne pazury na końcach palców. Ogon zwolnił, poruszając się za jego plecami, aż finalnie zatrzymał się. I czekał. Louise znalazła się w bardzo dziwnej sytuacji, o której całkowicie nie miała pojęcia. I najwyraźniej pomyliła swój cel.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Wto Sie 07, 2018 4:37 pm

Kiedy chciała położyć dłoń na swojej broni, aby mieć ją od razu do użytku, pistolet oderwał się od paska i roztrzaskał się o ścianę. Kobieta nawet nie drgnęła, takie rzeczy ją nie dziwiły. Była mutantem, a moce to nic zaskakującego. Chociaż szkoda, że broń się rozpadła, dopiero co dostała ten model od matki. Dwa tygodnie temu przybył paczką do jej mieszkania.
Cały czas jednak obserwowała nieznaną istotę i miała dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. W sumie nawet domyślała się co, ale wolała poczekać z wyciąganiem poważniejszych wniosków. Widziała, że mu nic nie jest i to na pewno nie za jej sprawą. Jej moce nie działają w ten sposób. Może miał zdolności samoleczenia, albo tylko wydawał się tak bardzo zraniony. Powinna się bać…? Możliwe… Ale to nie byłaby ona, gdyby tak się stało. Trudno nie być chociaż trochę odważnym w takim zawodzie. Z drugiej strony widać było, że z takim osobnikiem będzie ciężko. Jedna z jej broni została zniszczona, miała ze sobą tylko jeszcze nóż i Oise. Żeby wyjść z tego cało będzie musiała naprawdę kreatywnie myśleć. Uda się…?
Niespodziewanie dla niej, stwór się odezwał. Wysłuchała dokładnie każdego słowa, mimo, że pierwszego niezrozumiała. I było tak jak przypuszczała. Albo jej cel nie wiedział, że ktoś może go uratować, albo… Co nie za dobrze dla niej wygląda… To nie jest jej cel. Przeczesała dłonią włosy, będą pewna, że nigdy więcej nie weźmie zadania z tak małą ilością informacji oraz.. Nie zacznie jej od razu po wyjściu z samolotu. Była najwyraźniej przemęczona i zrobiła chyba największy błąd w swoim życiu. Przeżyje go? Wolałaby tak, ale ona on tym nie decyduje. Uparła ręce na biodrach, jakby prezentując, że nie ma zamiaru sięgać po broń i powiedziała.
-Najwyraźniej… Pomyliłam się.- Nie miała po co go oszukiwać i starać się jakoś wyjść z tej sytuacji. Nawet odeszła jej ochota na to zadanie, chociaż i tak wykona je do końca, jeżeli stwór jej nie zabije, oczywiście.
-Raczej nie masz powiązań z Triadą?- Spytała tak dla pewności. Może jej druga wersja mogła być prawdziwa, ale jakoś tego nie czuła. Cieszyła się tylko z tego, że nosi maskę i tak naprawdę nie widać jej twarzy. Oczy Francuzki nie pokazywały żadnych jej uczuć czy myśli, były nieruchome jak oczy porcelanowej lalki.
-Teraz jak pozwolisz, przywołam do siebie swojego ptaka.- Wskazała ruchem głowy na kosa siedzącego na stole i obserwującego całą sytuację.
-Nie rób mu nic.- Czemu była, aż tak ostrożna? Bo strata kosów to rzecz, której bała się najbardziej. Oczywiste było, że na rodzinie także jej zależało, ale jednak ptaki były cząstką jej osoby, jej życie zrobiłby się nagle takie puste bez nich. Jeżeli zgodził się na to, kobieta ruchem ręki przywołała zwierzę, które zajęłoby miejsce na jej ramieniu. Jeśli jednak nie zezwolił na bezpieczne przemieszczenie ptaka, kobieta kazałaby mu pozostać tam gdzie był.
-Powinnam wrócić do swojego zadania. Nie płacą mi za godziny.- Wolała się jak najszybciej stąd ulotnić i zająć się prawdziwym zleceniem. Chociaż chciałaby tą misją rzucić Chińczykom w twarz i wrócić do domu. Mimo tego, nie zrobiłaby tak, ma bardzo dobrą opinię i nie miała zamiaru jej zepsuć. Cofnęła się trochę do tyłu, tak że plecami opierała się o drzwi, nie była pewna czy może je otworzyć bez żadnego klucza, chociaż było to możliwe. Niektóre drzwi trzeba tylko otwierać od zewnątrz, ale nie od wewnątrz. Właśnie na takie coś liczyła. Zastanawiała co się stanie, kiedy ona złapie za klamkę, a drzwi się nie otworzą. Raczej nie będzie za miło, a bliskie postanie z tą istotą nie wchodziło w grę. Nie miała tyle siły, aby móc się mu przeciwstawić, ale wiedziała, że będzie musiała coś wymyślić, jak przyjdzie co do czego.
Czemu musiał się jej trafić jakiś kosmita? A przecież jeszcze tego wieczoru miała wstąpić do rodziny. Nie denerwowała się, ale przemęczenie dawało o sobie znak, zwłaszcza, kiedy musiała coś wymyślić. Wzięła głęboki oddech i wypuszczając powietrze z płuc, złapała mocno ręką za klamkę.
-Ja wychodzę. Nie wiem co ty będziesz robił, ale ja nie mam czasu tu siedzieć.- Słychać było w jej głosie, że nie będzie się cackać, jeżeli zagrodzi jej drogę. Była pewna swojej osoby i swoich umiejętności. Nie da po sobie poznać, że nie jest w szczytowej kondycji.
Zasłoniła prawe oko dłonią na moment, aby zobaczyć co się dzieje na korytarzu. Jeżeli nadal było spokojnie, kobieta ponownie zmierzyła stwora od góry do dołu i nacisnęła, klamkę, ale jeśli coś się tam działo, odsunęła się od drzwi, jednym długim krokiem, cały czas obserwując istotę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1587
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Nie Sie 12, 2018 8:02 pm

NPC Storyline – Daalkiin

Powiązania z triadą? Czyżby robiła to pierwszy raz? Nie odpowiedział jej, zwłaszcza, że pytanie wydało mu się dość retoryczne. Aczkolwiek miał "powiązania", skoro tak to już nazwała. Niemniej sposób sformułowania przez nią pytania nie sprawił, że stwór mógł w jakikolwiek sposób połączyć ze sobą fakty. Jak powie, że ma, to co się stanie? Budynek wybuchnie? A gdy powie, że nie ma, to? Ze ściany zaczną wypływać żądne zemsty zjawy? Oto efekt zadawania pytań otwartych, bez rozwiązania. Nie uzyskuje się żadnej odpowiedzi. Oczywiście z polecenia nic sobie nie zrobił. Ale jej ptaka również zignorował. Widywał kultury, w których wykorzystywało się zwierzęta w roli zwiadowców lub towarzyszy broni. Widać tak kobieta reprezentowała jedną z takowych. Stał wyprostowany, z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała oraz otwartymi dłońmi, ukazując pazury. Nic poza tym. Rany na jego ciele powoli zanikały, gojąc się - jedna po drugiej. Nawet futro odrastało w miejscach, w których przed chwilą były braki. Naga skóra ponownie chowała się pod naturalnym "pancerzem", jeśli tak w szaleństwie można nazwać sierść kosmity.
Louise podeszła do drzwi, sprawdzając, czy da się wyjść oraz czy cokolwiek pojawiło się na korytarzu. Droga, którą tu przybyła - pozostawała pusta. Drzwi dalej były otwarte, więc mogła opuścić pomieszczenie. Czarny stwór podszedł do stołu, na którym leżało sporo sprzętu. Odsunął część dłonią, ujawniając okrytego metalowym szmelcem laptopa. Chwycił pazurem za monitor i podniósł go, od razu uruchamiając wprowadzone w stan uśpienia urządzenie. Zaczął przy nim grzebać, zanim jeszcze najemniczka, tudzież zabójczyni - bo jej fachu nie znał - opuściła pomieszczenie. Przerwał, gdy po pokoju rozszedł się dźwięk strzelających kości. Jego uszy stanęły pionowo, ogon znieruchomiał, a łeb powoli podniósł się. Bez specjalnego wyrazu, czarny spojrzał przed siebie, nasłuchując uważnie. Do odgłosu strzelających i przestawianych kości, doszedł odgłos warkotu oraz jakiejś mazi, rozlewanej po posadzce. Potem był już tylko ryk, odgłos wyrywanej posadzki i świt powietrza, gdy wielki kawał betonu przeleciał przez salę i wpadł prosto w stół. Daalkiina już tam nie było, odwrócił się i uskoczył w bok z tak dużą prędkością, że jego sylwetka wręcz rozmazała się na tą krótką sekundę. Pozostałości sprzętu rozsypały się po pomieszczeniu. Wtedy też mogła dostrzec, dwu i pół metrowego potwora, wyglądającego, jak ogromny symbiont. Zniknęło ciało kata, a pojawiło się to coś. Z szeroko otwartą, pokrytą kłami paszczą oraz jęzorem wywalonym na zewnątrz. Korpus był pochylony do przodu, ramiona opadały w dół, wypuszczając z siebie coraz więcej czarnej mazi, tworzącej zbitą masę dookoła plugastwa. Pokryty czarnym futrem kosmita spoglądał na przeciwnika bez jakichkolwiek emocji. Ot kolejny przeciwnik. Jego postawa była niemalże identyczna, jak wcześniej względem niej. Wyprostowany, prawy profil lekko z przodu, dłonie opuszczone wzdłuż ciała i odsłonięte pazury. Z tą różnicą, że ogon delikatnie kręcił się w lewo i prawo, za jego plecami, przy łapach. Natomiast wargi pozostawały lekko uniesione, delikatnie odsłaniając kły stwora. Uszy położyło płasko. Szykował się do walki i nie zawracał sobie nią głowy. Zwłaszcza, że powiedziała, iż opuszcza to miejsce. Jedynie ten potwór mógł mieć inne plany, spoglądając raz na nią, raz na jej ptaka, a raz na kosmitę. Mierzyli się spojrzeniami, dając jej czas do namysłu. Normalnie nikt nie miał takiego luksusu.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Louise Murray

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 19/07/2018

PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   Yesterday at 8:26 am

Nie otrzymała żadnej odpowiedzi na swoje pytanie. Uśmiechnęła się lekko pod maską. Ze swojego doświadczenia wiedziała, że ludzie, którzy nie byliby powiązani z Triadą, powiedzieliby jakiś swój sekret, aby im uwierzyła, a reszta…? Pewnie nie powiedziałaby nic. Ze stworami nie miała do czynienia, nawet zazwyczaj unikała zleceń z mutantami czy innymi postaciami władającymi mocami, gdyż ich zdolności utrudniały szybkie wykonanie zadania, które lubiła Louise.
Nieznajomy zignorował Oise, więc ptak zmienił swoje miejsce i usiadł na ramieniu kobiety. Lulu cały czas obserwowała stwora. Od razu zauważyła, że jego stan poprawia się z minuty na minutę, oczywiście nie było to jej zasługą. Widać jej pomoc była bezużyteczna.
Sprawdziła drzwi, były otwarte. Ale czy ona tak naprawdę chciała stąd wyjść? Jej cały plan się skomplikował, więc musiała go poprawiać na bieżąco. Dużo tutaj było niewiadomych i zaskakujących elementów. Żeby tylko nie było więcej takich potworów…
Kiedy stwór podszedł do stołu, kobieta od razu zainteresowała się jego poczynaniami. Odgarnął część rzeczy na bok i wyciągnął laptop. Czyżby to były informacje, których szukała? To było całkiem prawdopodobne. Musi się jakoś do tego dostać. Przejście koło stwora było wręcz niemożliwe. Widząc jego siłę i moce regeneracyjne, wiedziała, że nie miałaby szans, a ona nie podejmie się czegoś co wystawi ją na zagrożenie życia. Umieranie za coś tak nieważnego było oczywistą głupotą. Jej rozmyślania przerwał trzask łamanych kości. Spoglądała wtedy jeszcze na włochatego stwora, ale widząc jak jego uszy się podnoszą, obróciła wzrok, aby zobaczyć co wydaje takie dziwne dźwięki. To co zobaczyła było dosyć szokujące, ale nie na tyle, aby wypisało się na jej twarzy. Nie spotykała się z takim czymś na co dzień, więc nie wiedziała czego się spodziewać, ale była pewna, że to nie będzie nudne spotkanie. Nie musiała długo czekać na atak „tego czego”. Gdy wieki kawał betonu przeleciał przez pomieszczenie, kobieta przywarła plecami do drzwi. Podążyła wzrokiem za elementem budynku, ale stwora już tam nie było. Niesamowita szybkość. Była pod wrażeniem, ale to nie był czas na komplementowanie drugiej strony. Trzeba było zadbać o swoje bezpieczeństwo. W końcu jej oczom ukazał się…? No właśnie… Co? Niby miał stałą postać, jednak kojarzył się jej ze smołą. Ta cała maź wylewająca z niego, kły, jęzor… Wtedy przypomniało jej się zlecenie, w którym eskortowała jakiegoś ważnego gościa ambasady, a on przez cały czas chciał ją polizać. Oczywiście Louise „pokazała” mu, że to niestosowne i już nawet się nie odezwał. Bo nie mógł… Może i by się wzdrygnęła na to wspomnienie, ale sytuacja nie była na tyle luźna, żeby to zrobić. Miała przed sobą dwa nieznane stwory jednego nazwanego przez nią pieszczotliwie „Futrzakiem”, a drugiego po prostu „Smołą”. Z jednej strony jej natura kazała podejść do tego odważnie i zająć się Smołą, ale z drugiej strony mogła tylko lekko popchnąć drzwi i zniknąć za nimi. Zastanawiające było jeszcze to, że żaden z nich nie zaatakował od razu. Czekali, aż ona się zdecyduje?
W końcu spojrzała na Futrzaka.
-Panowie przodem.- Po oczach było widać, że się uśmiecha. Skoro był gotowy do walki, co można było odczytać po jego zachowaniu, to może się nim zająć pierwszy. Ona musiała znaleźć coś czy mogłaby się bronić i atakować, nie podchodząc za blisko, a teraz miała ze sobą tylko nóż. Posiadała jeszcze wewnątrz stroju metalową linkę, ale raczej używała jej do duszenia. Duszenie Smoły teraz nie wchodziło w grę.
Szybko przerzuciła spojrzenie na rzeczy, które leżały teraz na podłodze. Czemu akurat nie było tam pistoletu? Strzelała znakomicie, więc ułatwiłoby to sprawę. Nim jednak którykolwiek z nich się ruszył, kobieta cofnęła delikatnie nogę, tak że drzwi uchyliły się trochę, a dwa przywołane przez nią ptaki wcisnęły się do środka. Nawet nie musiała nic mówić, a już wszystkie trzy kosy wzniosły się szybko w powietrze wydając z siebie piskliwe dźwięki, aby odwrócić uwagę od ich pani. Louise szybko rzuciła się w stronę rzeczy ze stołu. Wzięła cokolwiek co wyglądało na sprawną jeszcze broń i skrzyżowała przed sobą ręce gotowa do ataku, a także obrony. Ptaki zawróciły i wylądowały za kobietą. Nie miała zamiaru wstawiać je na możliwe niebezpieczeństwo bardziej niżeli to było wymagane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Exalted Estate Hotel   

Powrót do góry Go down
 
Exalted Estate Hotel
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Empire State Building
» New York-New York Hotel & Casino
» Hotel La Plaza

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Francja :: Paryż-
Skocz do: