Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Brooklyn Public Library

Go down 
AutorWiadomość
Beatrice Black

Beatrice Black

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 17/04/2018

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Pią Paź 26, 2018 5:02 pm

Brooklyn Public Library Brookl10

Brooklińska Biblioteka Publiczna to piąta największa biblioteka publiczna w USA, w swoich zbiorach zawiera ponad 5 milionów pozycji, z czego tylko 2,5 milina jest dostępne dla gości.
Jak sama nazwa wskazuje, gmach mieści się na Brooklynie, u zbiegu dwóch dużych ulic - Flatbush Ave i Eastern Pkwy. Od strony ich skrzyżowania znajduje się główne wejście, wielkie wrota zdobione złotymi postaciami bohaterów mitologii greckiej.
Od tego miejsca rozchodzą się dwa ogromne skrzydła biblioteki nadając budynkowi kształt zbliżony do litery "V".
Z tyłu budynku, między skrzydłami, jest parking, a bezpośrednio do niego przylega Mount Prospect Park.


Brooklyn Public Library Pacifi10


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

Beatrice Black

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 17/04/2018

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Pią Paź 26, 2018 5:11 pm

Black nawet nie zdążył się porządnie rozwalić na swoim łóżku i zacząć kleić jakiś raport, kiedy kierownictwo już postawiło go na nogi. Nie narzekał – pisanie raportów i szeroko pojęte siedzenie na tyłku były dla niego koszmarem takim, jak dla wielu ludzi walka z narażeniem życia. W końcu strach przed śmiercią i bólem były u niego czymś niemal całkowicie wyuczonym przez ludzi, którym zależało by żył najdłużej i wciąż mógł wykorzystać swoje zdolności dla dobra ich interesów. Jednak ci sami ludzie wiedzieli, kiedy spuścić go ze smyczy. Prawdopodobnie dlatego kopnął go ten zaszczyt: weź prototypowy samolot, bezpieczny na 95% i leć na Brooklyn, żeby dowiedzieć się czegoś o tych wampirach. Przecież wszyscy agenci operacyjni są zajęci robotami. I żaden nie byłby tak głupi, żeby wybrać się na taką wycieczkę samotnie.
Jakimś cudem doleciał żywy. Było fajnie, chociaż jego platynowe włosy były w całkowitym nieładzie. Zanim wysiadł, poprawił je i postawił kołnierz burgundowego płaszcza. Cały dzień biegał po lesie w bluzie i spodniach taktycznych, teraz mógł sobie pozwolić, by wyglądać jak człowiek. W końcu wracał do swojego ukochanego miasta, po kilku tygodniach rozwożenia się po świecie. Właściwie to całkiem dobrze było być tutaj z powrotem, w jedynym miejscu do którego wracał, kiedy tak naprawdę nic nigdzie go nie trzymało. (Przynajmniej emocjonalnie. Praca to była całkiem inna sprawa.). Szkoda tylko, że okoliczności nieciekawe.

Zanim wysiadł z samolotu, włączył maskowanie, więc schodząc na trawę wyglądał jak całkiem elegancki, młody mężczyzna, który w bardzo ciekawy sposób porusza się w powietrzu i wdzięcznie zeskakuje z ostatniego stopnia na wilgotną trawę. Schował ręce do kieszeni, odruchowo wsuwając ukryty kastet na palce prawej dłoni. Tylko na wszelki wypadek, bo na razie park wydawał się opustoszały – podobnie jak jego najbliższa okolica. Black nie słyszał ludzi ani nie widział w końcu żywej duszy. Jakby w tym miejscu już wszystko zdążyło wymrzeć. Niezadowolony z tego obrotu sprawy, wyszedł spomiędzy drzew by stanąć na skraju parkingu biblioteki i rozejrzał się, głęboko wciągając powietrze. Teraz dało się wyczuć spaleniznę, a na niebie nieprzesłoniętym przez gałęzie i liście widać było ciężką, żywą chmurę.
Czy już mogę zameldować, że znalazłem wampiry i jest ich sporo? zastanowił mrugając szybko bo miał wrażenie, że wiatr wzburzony setkami skrzydeł wyjątkowo mocno uderzył go w twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

Helbindi

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 08/09/2012

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Pią Lis 02, 2018 6:11 pm

Helbindi po raz ostatni rozejrzał się po ogromnym pomieszczeniu - niezmącona cisza, brak żywej duszy, wszystko w dokładnie takim samym stanie w jakim zastał lewe skrzydło biblioteczne. Był świadomy obecności innych osób poukrywanych gdzieś w drugiej części budynku, ale postanowił się nimi nie przejmować, jako że i one miały inne zmartwienia na głowie. Niestety nie wiedział nic więcej poza informacją, że gdzieś w tej okolicy inne istoty postanowiły pożywić się ludzką krwią. Naprawdę zabawne było to z jaką częstotliwością książę napotykał na nietypowe dla tej planety sytuacje. Chociaż może powinien być za nie wdzięczny i dziękować losowi za tak niesamowite dary? Jego życie na wygnaniu było wystarczająco nudne; Prawy kącik ust delikatnie powędrował do góry, po czym wziął kilka opasłych tomów pod pachę i ruszył ku wyjściu. Lewą ręką zdjął jeszcze z czubka głowy swoje okulary i założył je na nos, bardzo nie chcąc podrażnić swoich oczu ciepłym światłem słonecznym późnego lata. Jego ciemny ubiór nie był może najlepszym pomysłem jeśli chodzi o tę porę roku, ale na szczęście ten dzień nie był aż tak upalny, a wolał też nie odkrywać swojej skóry. Zgarnął rozpuszczone włosy za uszy i w końcu był gotowy przekroczyć wrota biblioteki prowadzące na świat zewnętrzny.
Ledwo co udało mu się wydostać i już jego uwagę skupiła na sobie samotna sylwetka majacząca mu przy wejściu na dziedziniec instytucji. Zastygł i mrużył lekko ślepia, starając się dopatrzeć czegoś więcej, lecz na marne. Zastanawiał się czy przypadkiem nie natrafił właśnie na jednego z wampirów, o których wcześniej zasłyszał. W duchu jednak był całkiem rozbawiony jaki wspaniały widok musieli tworzyć w połączeniu z monumentalizmem otaczającego ich budynku. Idealna sceneria na wielki pojedynek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

Beatrice Black

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 17/04/2018

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Sob Lis 03, 2018 11:29 pm

Odwrócił głowę, odruchowo przetarł oczy rękawem płaszcza i rozejrzał się po okolicy bliżej ziemii. Wtedy go zauważył - mężczyznę, który najwyraźniej właśnie opuścił bibliotekę, chyba niosąc coś ze sobą. Książki? Pewnie książki, albo jakieś pudło. Ale, jako, że była to biblioteka, Black stawiał na wersję z książkami. Zmarszczył brwi, gdy przez jego myśl przemknęło pytanie: jak wielkim miłośnikiem literatury trzeba być, żeby w czasie inwazji wampirów, która pokrywała się z jeszcze trwającą inwazją robotów, wybrać się do biblioteki, zebrać książki i wyjść? Gmach mógł być świetnym schronieniem i zapewne to w nim znajdowali się wszyscy ci ludzie, których nie było w okolicy, ale schronienia miały to do siebie, że sie z nich nie wychodziło. 
Może wampir? Ubrany od góry do dołu na czarno mógł być wampirem. Może właśnie zrobił jakąś krwawą jatkę w budynku i teraz wyszedł najedzony? 
Kim nieznajomy by nie był, Black na pewno nie mógł tak po prostu zignorować jego obecności.
Powstrzymał odruch wyciągnięcia broni i powitania Morse'a przy użyciu wystrzałów i postanowił sięgnąć po swoją równie kochaną strategię. 
Stworzenie nowej postaci zajęło mu kilka sekund. Młody mężczyzna, najlepiej cudzoziemiec, zagubiony, zszokowany, może pod wpływem czegoś? Alexander? Niech będzie Alexander. 
Uznając, że dłuższe wahanie może pogorszyć jego sytuację, potruchtał w stronę mężczyzny, chwiejąc się lekko, jakby czarne oksfordy były niezbyt wygodnymi szpilkami. 
- Hej! Proszę pana! - zawołał po niemiecku, szczerze zainteresowany tym, czy właśnie nie leci prosto w ramiona krwiożerczego potwora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

Helbindi

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 08/09/2012

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Nie Lis 04, 2018 12:06 am

Uwadze Hela nie uszło zainteresowanie również i jego osobą. Choć przez chwilę zastanawiał się, czy nie zostanie zignorowany, z iskierkami w oczach przyglądał się jak nieznajomy decyduje się podjąć jakąkolwiek akcję. A jednak. Idąc powoli przed siebie z zaciekawieniem obserwował jak jasnowłosa sylwetka zaczyna truchtać w jego kierunku, zdezorientowana, zagubiona.
- Hej! Proszę pana!
Ciekawe. Hel nie do końca był pewien z jakim językiem miał do czynienia, ale ogólny charakter wypowiedzi był raczej dość czytelny. Wampir raczej nie marnowałby czasu na zagadywanie swej ofiary ot tak. Szczególnie biorąc pod uwagę, że jemu się nigdzie nie spieszyło. Z drugiej strony czy ta osoba była świadoma całej sytuacji z dnia dzisiejszego? Czy faktycznie podbiegłaby do kogoś takiego po pomoc? Helbindi zdawał sobie sprawę, że nie wyglądał na najprzyjemniejszego wśród Midgardczyków, ale uroda zdawała się w drobnym stopniu to rekompensować. Plus, był prawdopodobnie jednym z niewielu w całej okolicy.
Postanowił więc nie przeszkadzać losowi i urozmaicić sobie ten dzień.
Jego krok stał się jeszcze wolniejszy tylko po to, aby raptem dwa metry dalej stanąć w miejscu i ze swoim neutralnym wyrazem twarzy poczekać, aż nieznajomy do niego dobiegnie. Mimowolnie, acz bardzo dyskretnie, potarł opuszkiem palca o wiecznie zimną stal pierścienia, która była całym źródłem jego ziemskiej powłoki. Była to reakcja automatyczna, zdarzająca się niemal za każdym razem, gdy Hel miał wejść w jakąkolwiek interakcję z inną istotą. Nigdy nie wiadomo z kim ma do czynienia, a on sam był tego świetnym przykładem. Wyrównał brzegi ksiąg, które teraz trzymał prawą ręką dociskając je do piersi i cicho odchrząknął, zanim głęboki, o bardzo wyrazistej barwie głos wydostał się z jego ust:
- W czymś mogę pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

Beatrice Black

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 17/04/2018

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Nie Lis 04, 2018 6:07 pm

Black dotarł do mężczyzny i zatrzymał się bardzo blisko niego, może nawet trochę przekraczając granice strefy osobistej. W jego szarych oczach było widać panikę i zwykły, ludzki lęk, który był czymś, czego normalnie nie umiał odczuwać. To była jedna z tych rzeczy, które długo musiał ćwiczyć przed lustrem i wtedy nigdy nie rozpoznawał swojej twarzy. Takie emocje były czasem najlepszym przebraniem. 
Wbrew temu, co wyrażała cała jego postawa, z bliska oceniał niezajomego na chłodno, profesjonalnie, analizując jego wygląd i machinalnie zaczynając szukać słabości.

Nie był wampirem, przynajmniej nie jednym z obecnie goszczących w Nowym Jorku. Mógł za takiego uchodzić co najwyżej według pisarek książek młodzieżowych - wysoki, przystojny (przynajmniej na ile można było stwierdzić przy tych okularach przeciwsłonecznych. Zawsze istniała szansa, że za nimi skrywa kaprawe, świńskie oczka i monobrew.) i nieprzyzwoicie dobrze ubrany (co agent akurat doceniał, bo dobre ubrania były jego dużą, osobistą słabością.), emanował pewnością siebie i spokojem. Jednak nie takim ciepłym i przyjaznym tylko zimnym i wyrachowanym. I przy okazji bardzo dbał o swój pierścień i książki, które przyciskał do piersi jak coś cennego i tarczę zarazem. 
Alexander, którym Black obecnie był, zamrugał trochę głupio i nieprzytomnie, wyraźnie przestawiając się na obcy język. 
- Co się tutaj dzieje? - zapytał już po angielsku, acz z ciężkim, obcym akcentem - Zaatakowały nas jakieś roboty, a potem pojawili się skrzydlaci ludzie... - pokręcił głową z niedowierzaniem - Byliśmy w klubie i zgubiłem... Zgubiłem moich przyjaciół. O boże - jego oddech przyspieszył - Nie sądziłem, że to prawda... - darował sobie "myślałem, że to mocny odlot", bo było to wręcz zbyt oczywiste. Niech nieznajomy się domyśla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

Helbindi

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 08/09/2012

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Nie Lis 04, 2018 6:49 pm

Bardzo nie lubił, gdy ktoś wkraczał w jego strefę osobistą. Nie lubił, gdy robili to jego generałowie, doradcy, nauczyciele, ba, nawet jego brat. A już szczególnie nie przepadał za tym, gdy robiły to tak marne istoty jak Midgardczycy - przepełnione niedoskonałością, lękami. Ten wręcz wprawił go w obrzydzenie - strach wylewał się z niego na lewo i prawo. Hel zmarszczył delikatnie brwi i wbił wzrok w jasne oczy obcokrajowca. Prawie tak jasne jak moje - przebiegło mu przez myśl, następnie wykonał krok w tył, starając się usunąć intruza za swoją barierę.
Okazując nieznajomemu niesamowitą łaskę, książę cierpliwie wysłuchał jego pojękiwań, które teraz postanowił jednak przekazać w zrozumiałym dla niego języku.  Hel niemalże parsknął mu w twarz.
- Klub o tej godzinie? - zrobił krótką pauzę, wpatrując się w obcego. Słońce nadal muskało im twarze, nie było jeszcze 17. Co można robić w klubie o tej godzinie? Zastanówmy się. Zdjął na chwilę swoje czarne okulary z nosa i zmrużył ślepia, lekko przybliżając twarz do twarzy innego.  Nie był głupi, wiedział jak trutka działa na szczury.  Nie sądziłeś, że to prawda, tak? Oszczędnym ruchem ręki, acz z gracją, Hel ponownie przeniósł okulary na czubek swojej głowy. Nie wiedział jeszcze co dokładnie nie pasuje mu w nieznajomym, ale przeczucie szeptało swoje. Może to te czyste ubrania? Wyprostował się i przechylił głowę lekko w bok.
- Gdzie dokładnie byli twoi przyjaciele? Długo już przebywasz sam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

Beatrice Black

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 17/04/2018

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Nie Lis 04, 2018 11:12 pm

Kiedy mężczyzna zdjął okulary, Black krótko spojrzał mu w oczy. Na tyle, na ile mogło to uchodzić za reakcję odruchową - później odwrócił wzrok, jak przystało na zwykłego, przestraszonego człowieka. Oczy nieznajomego były jaśniejsze od jego własnych (i zdecydowanie nie kaprawe - pasowały do przystojnej twarzy) i rozpoznawał w nich ten sam zimny, pogardliwy wyraz, który sam zwykle starał się ukrywać.
- B-byłem tam jeszcze wczoraj. - wyjaśnił, z cieniem zmieszania. Nawet ktoś w tak kiepskim stanie miałby problemy z przyznaniem się, że przyćpał tak ostro. 
Dla dodania realizmu swojemu wizerunkowi, trzęsącymi się dłońmi wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego, z trudem utrzymując płomień zapalniczki. Zaciągnął się nerwowo po czym przeczesał włosy palcami dłoni, w której trzymał szluga i o mało nie poparzył sobie przy tym policzka.
- Może od godziny? Byliśmy niedaleko stąd, ale nie jestem pewny gdzie. - załamał ręce zerkał na niego krótko, błagalnie niemalże - Nie znam miasta i w nocy straciłem telefon i portfel... Ukrywaliśmy się przed robotami ale później w wiadomościach powiedzieli, że ich ilość się zmniejszyła i ichcialismy iść do domu ale wtedy na niebie pojawiła się taka chmara jak tutaj! - wskazał zamaszyście na chmurę przesuwającą się teraz bardziej w stronę Manhattanu, przy okazji niemal nie wytrącając towarzyszowi książek. 
Black naprawdę, bardzo chciał się dowiedzieć co to za książki. 
- Rozdzieliliśmy się i uciekłem aż tutaj... ale teraz nie mam pojęcia co robić! Słyszałem, że w Nowym Jorku dzieją się takie rzeczy ale... Co wtedy robicie? Idziecie na policję? Policja jeszcze działa? - zapytał z desperacją w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

Helbindi

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 08/09/2012

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Sob Lis 10, 2018 2:19 pm

Wczoraj. Naturalnie. Oczywiście nie powiedział tego na głos, jego brwi tylko nieznacznie się poruszyły, już chcąc się układać w wyraz niedowierzania i tym podobnym, ale Hel im na to nie pozwolił. Może za minutę czy coś.
Od obcego nie czuł absolutnie żadnego konkretnego zapachu. Nic, co mogłoby wskazywać na całonocne przebywanie w dziwnym miejscu o określonym celu i towarzystwie.
Cała ta historia była niesamowicie nudna i pospolita. Nie wiedział, co irytowało go bardziej - całkowity brak zaradności obcego, zapach papierosów, z którymi był w bardzo skomplikowanej relacji, czy "przypadkowe" szturchnięcie jego królewskiej osoby taką wieśniaczą kończyną. W normalnym środowisku i poprawnie funkcjonującym systemie miałby właśnie kogoś takiego przed sobą na kolanach, czołem bijącego glebę, błagającego o litość. Tutaj jednak nie mógł afiszować się ze swoją prawdziwą naturą czy choćby tytułem. Nawet nie chodziło o, o zgrozo, szlachetnych bohaterów - nimi Helbindi nie zaprzątał sobie nawet głowy. Większe obawy miał przed spiskowcami i szpiegami z Dziewięciu Królestw, którzy działali całkiem sprawnie w zachowywaniu dalszej dyktatury Wszechojca.
Spojrzał znużonym wzrokiem na osobę stojącą przed nim. Zapragnął znowu być sam, ta interakcja z każdą chwilą ciążyła coraz bardziej. Przez sekundę przemknęła mu piękna wizja przebijania tego drobnego ciała tysiącami lodowych szpikulców. I było to całkiem wykonalne - pustka dookoła, spojrzenia protektorów skierowane w inną stronę.Wszechobecny chaos mógł mu pozwolić na więcej niż swobodne oględziny ksiąg w bibliotekach. Ale...
Błyskawicznie poczuł odrazę do tego pomysłu - nie było niczego satysfakcjonującego w uboju. Nawet w tej rozmowie. Poczuł pewien żal, a nawet zawód. Szkoda - pomyślał - nie tym razem.
Westchnął niezauważalnie. Tęsknił za domem.
- Tutaj nic nie działa poprawnie. - mruknął, teraz już nie ukrywając znużenia - to całe miasto jest niczym padlina wypełniona robactwem.  - zmarszczył nos, jakby w tej samej chwili z wiatrem dotarł do niego paskudny smród.
Hel oszczędnym gestem lewej dłoni wykreował trzy lodowe bryły w kształcie szponów, które ledwo stykały się z opuszkami jego palców. Szybkim szarpnięciem w lewo szpony te gwałtownie przerzuciły nieznajomego w inną stronę, odblokowując sobie drogę.
- Uciekaj dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

Beatrice Black

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 17/04/2018

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Nie Lis 11, 2018 11:09 pm

Black naprawdę był trochę rozczarowany - liczył na to, że pobawią się dłużej. Niestety, niezadowolony z życia nieznajomy nie miał ochoty umilać mu czasu, a przynajmniej takie  wrażenie odniósł, kiedy facet zaczął opowiadać mu o zgniliźnie miasta, jak jakiś czarny charakter z Batman. 
Jednak zmienił zdanie, gdy tylko zarejestrował pojawienie się lodowych szponów i zaraz został odrzucony na bok, jak szmaciana lalka. Mógł zamortyzować upadek i po prostu zaśmiać się mężczyźnie w twarz, ale byłoby to co najmniej nierozsądne. Szczególnie w chwili, w której przeciwnik (chyba teraz mógł już o nim myśleć, jak o przeciwniku) sam dość nierozsądnie się odsłonił. Byłby w stanie bez problemu go odepchnąć, ale i tak nie potrafił odmówić sobie wyczarowania lodowych bajerów, zdradzając tym samym, że nie jest zwykłym bucem, a kimś, kim SHIELD może się zainteresować. Mutant? Efekt eksperymentu? Boże, niech to nie będzie mutant. Z pacyfikowaniem mutantów zwykle były problemy, bo potem trzeba było użerać się z oskarżeniami o dyskryminację. Może kolejny kosmita tego dnia…
Kim by nie był, miał ten sam problem, co wielu nie-ludzi z którymi Black się spotykał: brał się za nadczłowieka, który chętnie gardzi śmiertelnikami i uważa klasyczne mordobicie za coś uwałaczającego. (Właśnie dllatego agent stosunkowo za nimi nie przepadał. Przynajmniej lubił tłumaczyć sobie, że to dlatego, odpychając prawdę w temacie, jak najdalej od siebie, razem z bolesnymi wspomnieniami.)
W chwili uderzenia, na jego twarzy odmalowały się strach i zaskoczenie, których nie dało się odróżnić od tych całkowicie szczerych. Zaraz potem upadł na bruk bezwładnie jak lalka, odrzucona w kąt przez znudzone dziecko. Powstrzymanie odruchu i wzięcie na siebie pełnego impetu zderzenia ciała z podłożem kosztowało go trochę wysiłku ale nawet nie bolało aż tak bardzo.
Jęknął boleśnie, powoli zbierając się z ziemi, jednocześnie słuchając kroków mężczyzny, który pozbywszy się przeszkody, kontynuował swój spacer, jak gdyby nigdy nic. Black liczył jego kroki starając oszacować, jak daleko się oddalił, zanim w pełni wyprostował się i wyciągnął broń.
Bo tylko honorowi idioci uważają, że lepiej strzelać w twarz niż w plecy. 
Mimo tego, że miał szczerą ochotę zastrzelić buca, nie mógł tego zrobić. Po pierwsze, na pewno miał jakieś ciekawe rzeczy do opowiedzenia. Po drugie, oznaczałoby to papierologię, z której nie wygrzebałby się przez tydzień, zważywszy na to, że nie miał nawet jak udawać, że doszło do walki. Po trzecie, od powrotu do agencji pracował nad swoim temperamentem i nie chciał tego zaprzepaścić. Na tyle, że nawet nie przestrzelił mu kolan, tylko oddał strzał ostrzegawczy. Pocisk przeleciał kilka centymetrów na lewo od twarzy mężczyzny, jako dość jednoznaczne ostrzeżenie - kolejny pójdzie w potylicę.
- No dobra, królowo śniegu, a teraz na kolana. - powiedział, całkowicie porzucając postać biednej, potencjalnej kolacji wampirów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

Helbindi

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 08/09/2012

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Wto Gru 04, 2018 10:28 pm

Zdecydowanym krokiem ruszył przed siebie. Postanowił, że pierwsze co zrobi po powrocie do domu to długa, zimna kąpiel i ten obrzydliwy papieros, którego już nie mógł dłużej unikać. Obcy narobił mu koszmarnego apetytu na chwilę masochistycznej przyjemności. Była to całkiem satysfakcjonująca wizja po tym dziwnym incydencie, którego nie chciał już pamiętać.
Potem pocisk przeleciał mu tuż obok policzka.
Hel stanął w miejscu zdziwiony, oszołomiony wręcz. Jego brwi zafalowały, a wargi ściągnęły się w wąską kreskę. Po pierwsze, zganił się za brak ostrożności. Jednak zawsze jest ktoś dookoła, kto "patrzy". Zawsze. Po drugie: "Jak ten śmieć śmiał?".
Jotuun obrócił się powoli w stronę przeciwnika, który teraz okazał się być opanowanym profesjonalistą o zimnych oczach z bronią wymierzoną w jego stronę. Postanowił zignorować cyniczną obelgę, a skupić się na samym mężczyźnie, który tak bardzo go zaskoczył. Przez dosłownie kilka sekund wpatrywał się w blondyna, w jednej ręce nadal trzymając księgi, drugą zaś uniósł do podbródka w geście zamyślenia, jednocześnie bawiąc się pierścieniem.
- To najbardziej nieuprzejme zaproszenie do rozmowy jakie do tej pory otrzymałem. - prychnął, po czym wokół całej jego sylwetki do mniej więcej dwóch metrów, zaczęły krystalizować się lodowe odłamki o różnych wielkościach, powoli wirujące dookoła własnej osi, jednocześnie z ledwo zauważalnym pulsowaniem, którego źródłem wydawał się być sam Helbindi. - czy może chybiłeś? - na jego wargach pojawił się lekki uśmiech.
Wyglądało na to, że był to strzał ostrzegawczy. Co taka osoba jak on robiła w takim niebezpiecznym miejscu jak to? Jedyne, co mu przychodziło do głowy to jakiś samozwańczy złoczyńca, który szuka sposobu na poszerzenie swoich mocy i umiejętności lub ktoś wysłany na "oględziny". Cel młodzieńca zaczął go intrygować, a fakt, iż był w błędzie, zdecydowanie zachęcał do zakosztowania "przygód" w tym ludzkim mieście. W końcu dawno nie walczył z nikim na śmierć i życie. Czy choćby rozmawiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

Beatrice Black

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 17/04/2018

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Wto Gru 04, 2018 11:57 pm

Black nie był osobą religijną, jednak nasłuchał się o Bogu w obecności swoich rodziców. A niektóre rzeczy po prostu przenikały do języka, kiedy dostatecznie długo miało się z nimi do czynienia.
Boże jedyny, jeszcze raz ktoś kiedyś powie mi, że strzał ostrzegawczy nie powinien iść w wątrobę… pomyślał, w momencie, gdy nieznajomy nie wykazał chęci poddania się. Wręcz przeciwnie, postanowił odwrócić się twarzą do agenta. Gdy tylko wykonał pierwszy wskazujący na to ruch, Black ponownie nacisnął spust, tym razem celując w kolano. Jednak był to w zasadzie nabój stracony– drobne, lśniące kryształki, które po prostu pojawiły się w powietrzu, zaatakowały pocisk, jak jakiś dziwny, zewnętrzny układ odpornościowy, pragnący jak najszybciej pozbyć się zagrożenia. Stal pokryła się lodem, kula straciła prędkość i (z cichym odgłosem umierającej nadziei na szybkie załatwienie sprawy) upadła na bruk.
Trudno było powiedzieć, czy mężczyzna w ogóle zauważył ten drugi strzał, czy był zbyt zajęty dramatycznym obracaniem się i robieniem zamyślonej miny. Wydawał się nim przejmować w takim samym stopniu, w jakim Black interesował się teatralną pokazówką. Wcale.
Pierdol, pierdol, ja posłucham… prychnął wewnętrznie, bardziej niż na postaci przeciwnika skupiając się na tym, jak kolejne drobne kawałki lodu zaczęły formować się wokół jego sylwetki. Takie same jak te, które ochroniły go przed postrzałem, teraz znacznie liczniejsze i żywsze.
I o co chodziło z tym pierścieniem?
Black siłą woli zmusił się do trzymania myśli z dala od inwektyw związanych z Gollumami. Takie niskie przepychanki słowne lepiej było sobie zostawić na barowe bójki.
- Następnym razem będę pamiętać o kwiatach i uroczym liściku. – zapewnił, uznając, że jednak wypada odpowiedzieć i zdobyć przy tym trochę czasu. W żaden sposób nie okazał zaniepokojenia, które mimo wszystko czuł. Może nie bał się śmierci i bólu, ale perspektywa odejścia na tamten świat w takich okolicznościach nie była tym, o czym marzył.
Podstawowe odruchy obronne domagały się, żeby strzelał dalej i nafaszerował dupka ołowiem, ale uciszył je. Nie był bohaterem taniego akcyjniaka, nie miał niekończącego się zapasu amunicji, a broń mogła się w najbliższym czasie przydać. Jednak w tej chwili opuścił ją- po części po to, żeby uśpić czujność przeciwnika, po części by nie prowokować go do bardziej agresywnych sztuczek z lodem.
Jeszcze chwilę poczekają.
- Po prostu wydajesz się typem, który wymaga stanowczego przyciągania uwagi. Po dobroci nie chciałeś się przejść na spacer.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

Helbindi

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 08/09/2012

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Nie Sty 06, 2019 5:04 pm

Naturalnie kolejny pocisk wcale nie umknął uwadze Jotuuna, aczkolwiek rozprawienie się z nim nie było specjalnie trudne. Helbindi zaczął dziękować sobie w myślach za rozpracowanie sobie ochrony na te przeklęte ołowiane kulki. Midgardczycy mieli ich zdecydowanie za dużo by się ciągle wysilać i wskakiwać w prawdziwą skórę. W końcu samotne i nudne wieczory na coś się przydały. Plus, wyglądało to niesamowicie zjawiskowo.
Słowa nieznajomego całkiem go rozbawiły.
- Głowa wroga też by się zdała. - odparł lekko ironicznie, a na jego twarzy zagościł niewielki uśmiech - Miło, że ktoś zauważył. Nie zwykłem do zadawania się z czymkolwiek chodzącym, więc cieszę się, że interweniowałeś. Poza okolicznym niszczeniem tych latających maszyn raczej nie miałem wiele do roboty. No, może prócz tego jeszcze - gestem głowy zwrócił uwagę na książki, które trzymał pod pachą. - Co sprowadza tutaj taką jednostkę jak ty?
Hel odczuwał w jakimś stopniu satysfakcję z faktu, iż mężczyzna zdecydował się jednak zainicjować jakąkolwiek rozmowę niż bezmyślnie próbować go zabić czy coś. Oczywiście wpływała na to również możliwość zademonstrowania jakiegoś ułamka swoich mocy, które ostatnio tak skrzętnie ukrywał i zaniedbywał. W końcu posiadał niesamowite umiejętności, które nie powinny się tak marnować, szczególnie tutaj. Mimo jego całego spokoju, a wręcz introwertyzmu to brak ekspozycji i adoracji jego królewskiej osoby bardzo mu doskwierał.
Młodzieniec zdawał się wyglądać na bystrego i wyrachowanego, acz jego cięte odzywki były naprawdę rozczulające. Zastanawiał się czy już został sklasyfikowany do mutantów, "kosmitów" czy innych nadludzi.  Chociaż pewnie już miał nad głową coś w stylu "wróg" lub "do zgładzenia". Nikt zwyczajny nie zmienia sobie ot tak osobowości i nie chodzi z "gnatem" w płaszczu, zastanawiał się tylko po której stronie ludzkości ten Midgardczyk jest.


Ostatnio zmieniony przez Helbindi dnia Nie Sty 27, 2019 5:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

Beatrice Black

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 17/04/2018

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Pon Sty 07, 2019 12:07 am

Ta sytuacja była irytująco patowa. Black miał broń, typ miał lodowe kryształki, stali na przeciwko siebie i wymieniali piękne spojrzenia.
Dla agenta przykra była świadomość, że jest sam. Po pierwsze, każdy ruch w celu naciśnięcia nadajnika i wezwania pomocy zostałby zauważony. Po drugie SHIELD nie bez powodu wysłało na zwiad swojego najlepszego samotnego strzelca, zamiast posłać całą grupę uzbrojoną w osikowe kołki – w obecnej sytuacji byli zawaleni robotą i mieli niedostatecznie wielu ludzi by zajmować się wszystkimi zagrożeniami na raz. A on przywykł raczej do zadań innego rodzaju - szpiegowania albo zabijania ludzi. Był cholernym Johnem Wickiem a nie van Helsingiem.
Tyle dobrego, że mężczyzna był zdecydowanie gadatliwy.
- Głowa wroga, mówisz? – zapytał Black, ledwo zauważalnie unosząc kącik ust – Jestem świetny w przynoszeniu głów, musisz mi tylko dać namiary. – powiedział, licząc na to, że nieznajomy pociągnie ten temat i w jakiś sposób ułatwi określenie swojej tożsamości, albo chociaż strony, po której stoi. Może agent niesłusznie założył, że jest zły? Może po prostu rzucał irytującymi ludźmi bo mógł? Sam przecież często tak robił.
- Lubię spacery w ekstremalnych warunkach. – odpowiedział na drugie pytanie, co w zasadzie nie było kłamstwem. Powstrzymał się przed dodaniem, że faktycznie większość „chodzących” istot jak najszybciej spierdoliłaby przed takim typem, więc rozumie, że musi mu doskwierać ich brak. – Nic nie urozmaica dnia tak, jak jakiś wampir albo złodziej książek, prawda? Chyba rozumiesz, wydajesz się bardzo znudzony życiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
Loki

Liczba postów : 3982
Data dołączenia : 23/05/2012

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Wto Sty 08, 2019 10:04 pm

To aż dziwne, że jak do tej pory agent i Jotunn mogli we względnym spokoju - pomijając ich własne interakcje - przemieszczać się przy bibliotece. Oczywiście z pewnością widzieli krążące po niebie istoty, z wyglądu przypominające może gargulce czy inne potwory, lecz te nie wydawały się być nimi zainteresowane. Można by pomyśleć, że obserwowały swoje nowe włości z góry, ale nie ingerowały... Na ogół, bo od czasu do czasu w oddali któryś z nich pikował, a następnie powracał do stada z kimś - zapewne człowiekiem - w pazurach. Przez wysokość, na jakiej się znajdowały, a także ciemności wytworzone przez gęste chmury, szczegółów nie dało się dostrzec... Nie wspominając już o tym, że w tej plątaninie skrzydeł, ogonów i szponów tak czy siak ciężko byłoby się zorientować w sytuacji.
Sama okolica biblioteki sprawiała jednak wrażenie opustoszałej i to być może z tego względu wampiry nie czuły potrzeby, aby się do niej zbliżać. Brak czy nawet mała liczba potencjalnych ofiar najprawdopodobniej oznaczała, że teren nie był dla nich interesujący... Atrakcyjny. W związku z tym populacja istot żywych w otoczeniu budynku składała się w głównej mierze ze zwierząt - a dokładniej szczurów i nietoperzy. Wśród jednych i drugich trafiało się sporo przerośniętych osobników, lecz nie na tyle dużych, aby można to było uznać za nienaturalne, a po prostu niepokojące. Nietoperze trzymały się w zbitych grupach, przez co z daleka wyglądały trochę jak przesuwające się nad ulicami - czy parkowymi drzewami - czarne obłoki; szczury działały bardziej indywidualnie, przemykając we wszystkich kierunkach, zakręcając, momentami depcząc po sobie wzajemnie.
Ani zwierzęta, ani wampiry nie stanowiły więc w tym momencie bezpośredniego, pilnego zagrożenia - ale w każdej chwili mogło się to zmienić. Poza tym same warunki nastawiały już negatywnie, zaczynając od mroku i gęstych chmur, a na śladach krwi kończąc. Teraz może i nikt tutaj nie polował, ale nie oznaczało to, że wcześniej po pobliskich ulicach nie przewinęły się żadne drapieżniki... Najwyraźniej wręcz przeciwnie. Czerwone i podeschnięte już plamy pokrywały przede wszystkim podłoże, ale tu czy tam rozbryzgi padły też czy to na zaparkowane samochody, czy na niedaleką latarnię... I tak dalej. Nie było to co prawda morze krwi, ale nawet w najbliższej okolicy - na widoku - dało się dojrzeć z pięć miejsc, w których ktoś został dopadnięty.
Black i Helbindi byli pewnie bardzo sobą zajęci, w związku z czym niekoniecznie od razu zwrócili uwagę na cichy odgłos dobiegający gdzieś z góry, kojarzący się być może z silnikiem odrzutowym. Gdyby jednak spojrzeli ponad siebie, zobaczyliby ciekawy obrazek... Którego raczej się nie spodziewali. Otóż trzy roboty - z gatunku tych najmniejszych, choć i tak większych od człowieka - przedarły się aż do tego miejsca i właśnie teraz znalazły się na tyle blisko skrzydlatych potworów, iż te postanowiły je zaatakować. To do bestii należał pierwszy ruch; maszyny początkowo nie zdawały się być nimi zainteresowane, lecz w obliczu kłów i pazurów rozpoczęły ostrzał, słyszalny zresztą lepiej od silników. Ich promienie rozświetlały niebo, zwiększały poruszenie wśród wampirów i najwyraźniej nawet niektóre z nich trafiały - jeżeli sądzić po przeraźliwym wyciu i piskach. Co najmniej jedno monstrum zostało nawet strącone z nieba, lecz wylądowało przynajmniej ulicę czy dwie dalej...
... Tyle że potworów były setki, tysiące, a robotów parę. Obsiadły je gęsto, a choć z oddali nie dało się dokładnie prześledzić przebiegu walki, to spadające fragmenty metalu mówiły same za siebie. Dwa Sentinele zaginęły pośród tej chmary, lecz trzeci w pewnym momencie się z niej wyłonił, kierując się w dół... Prosto - a raczej po skosie - ku parkingowi za biblioteką. Nie utrzymywał pozycji pionowej, bardziej poziomą, lecz z przodem nieco niżej. Najprawdopodobniej wykorzystał swoje silniki, aby wybić się ze stada przeciwników... Część z nich jednak podążyła za nim. Niektóre bestie wciąż trzymały się go pazurami, wbijając je głęboko, oddzierając kawałki pancerza - maszyna gubiła po drodze mniej lub bardziej istotne części.
Wbrew pozorom wszystko to stało się bardzo szybko. Robot z hukiem uderzył w plac, robiąc w nim przy okazji dziurę i posyłając po podłożu siatkę pęknięć. W tym momencie brakowało mu już części głowy i sporych fragmentów kończyn, jego tułów zaś został posiatkowany, mimo to jednak spróbował się najpierw podnieść, a następnie przynajmniej poczołgać dalej... Na co wampiry nie zamierzały pozwolić. Przypominały szarańczę. Drapały, kąsały, obsiadały przeciwnika - a kiedy ten ostatkiem sił wystrzelił ku nim strumień energii, zdążyły odskoczyć w różnych kierunkach, a następnie grupowym wysiłkiem całkowicie pozbawić go tej kończyny. Promień uderzył w budynek i przeorał ścianę do połowy wysokości, pozostawiając w niej dużych rozmiarów wyrwę.
Z bliska wampiry jeszcze bardziej przywodziły na myśl gargulce - a jednak nie były ze sobą identyczne. Pomijając już odmienne cechy pokroju różnego rodzaju rogów, ogonów, kolców i tym podobnych ozdób, nawet ich pyski miały inne rysy. Ich skóra mogła się kojarzyć z kamieniem, lecz odcieniami rozciągała się od czarnej, przez różne typy szarości - zielonkawej, błękitnawej, czerwonawej, różowawej i tak dalej - aż po biel. Nie schodziły z Sentinela, ale i się na nim tak naprawdę nie opierały, chyba że po to, aby ułatwić sobie jego uszkodzenie; poza tym ich wielkie, ciężkie, wręcz demoniczne skrzydła cały czas uderzały o powietrze. Gdyby przestały się poruszać, naprawdę ciężko byłoby je odróżnić od posągów - pomijając świecące się oczy, tu złote, tam czerwone czy białe... Ruchliwe jednak były i to bardzo, a w dodatku szybkie, zupełnie nie jak rzeźby. Przez połączenie tych wszystkich cech - prędkości, aktywności, zlewającej się ze sobą kolorystyki i elementów - nie sposób byłoby dokładnie policzyć. Sześć, siedem? Mniej? Więcej? Póki robot się poruszał, nie interesowały się jeszcze nikim innym... Ale cała akcja od początku do końca stanowiła kwestię sekund. A po rozerwaniu wroga wampiry mogą nie chcieć tak po prostu wrócić do stada.

_________________

Brooklyn Public Library GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Helbindi

Helbindi

Liczba postów : 64
Data dołączenia : 08/09/2012

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Nie Sty 27, 2019 6:59 pm

Kuszącym było opowiedzenie mężczyźnie o pragnieniach dotyczących głów jego wrogów - martwych, świeżych, nadal ociekających krwią, ale w jego głowie zaczęła się rodzić myśl, że mógłby to zostawić na następny raz. Sam fakt, iż ten temat został przez rozmówcę kontynuowany pozytywnie zaskoczył księcia, a reszta informacji, które dotarły do niego zaraz potem były niczym pędy i pnącza utwierdzające jego odczucia mocniej do śliskiej i twardej skorupy z lodu. Tym razem jednak nie odpowiedział niczym prócz lekkim uśmiechem. Był znudzony. Zdawał sobie z tego sprawę nawet teraz, lecz usłyszenie tego od kogoś obcego w jakiś sposób zdołało dokuczyć jeszcze bardziej.
Z ckliwości chwili Jotuuna wyrwał nagłe zaburzenie energii dookoła nich. Błyskawiczne oględziny otoczenia pomogły mu zlokalizować źródło gwałtownie zbliżającego się ku nim zagrożenia, które niewątpliwie nie byłoby tak niespodziewane, gdyby Hel nie był tak zaabsorbowany wymianą zdań z Midgardczykiem. Lewitujące dookoła jego osoby kryształki w odpowiedzi na zaistniałą sytuację uformowały się w pół-przeźroczystą, grubą taflę, idącą od podłoża lekkim łukiem, niknąc tuż nad głową Helbindiego tak, by uchronić go przed nawet najmniejszym kamyczkiem, który poleciałby w jego kierunku po upadku chaotycznej, organicznej kuli szponów, kłów i...laserów.
Hel w końcu zdołał przyjrzeć się istotom, o które było tak wiele krzyku dookoła. Krępe, rogate, szarawe, miały w sobie coś dziwnie znajomego, a jednocześnie wydawały się obce, nawet diaboliczne. Wiły się, odskakiwały i przybliżały do maszyny niczym rój. Olbrzymowi zrobiło się niemalże żal nieczułego wytworu z blachy, który tak usilnie starał się oswobodzić, przy okazji niszcząc też znaczną część fasady biblioteki. Tym akurat Hel nie był zbyt pocieszony.
Wykorzystując fakt, iż zagrożenie chwilowo nie interesowało się nim ani jego rozmówcą, sam postanowił sprawdzić jaka będzie odpowiedź blondyna na taki obrót spraw i czy przypadkiem nie celuje do niego z broni po raz kolejny. Wizja śmierci z zaskoczenia była mu bardzo nie w smak. Szczególnie tutaj, pośród ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

Beatrice Black

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 17/04/2018

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Pon Lut 11, 2019 12:55 am

Black był w stanie wyobrazić sobie trybiki obracające się w głowie nieznajomego, gdy ten kontemplował jego wypowiedź i uważnie dobierał słowa odpowiedzi. Może naprawdę był miłośnikiem literatury? Black nie czytał wiele – nie miał na to czasu, ani specjalnych chęci, nawet jeśli jego najlepszy przyjaciel głęboko nad tym ubolewał – ale książki, które rodzice wcisnęli mu w dzieciństwie brzmiały jak coś, co mógłby powiedzieć ten złodziej. (No, może nie biblia, ale nic nie brzmiało tak źle, jak biblia.)
Jednak ta delikatna nadzieja, że dowie się czegoś od mężczyzny prysła w momencie, w którym jednostajny szum skrzydeł, do którego Black zdążył się już przyzwyczaić, uległ zaburzeniu. Agent usłyszał świst silników odrzutowych i od razu spojrzał w niebo, mając w głowie tylko jedną myśl: roboty. I, oczywiście, były to roboty. Trzy stalowe maszyny wleciały w kotłujące się maszkary, a Black powstrzymał głośne przekleństwo tylko dlatego, że doświadczenie nauczyło go trzymania gęby na kłódkę w sytuacji, w której zagrożenie jeszcze go nie zauważyło.
Jego mózg już znalazł sobie nowy cel, inny niż towarzysz. Opuścił broń w momencie, w którym stal i wampiry zbiły się ze sobą w chaotyczną całość, a względną ciszę przerwało wycie i piski. Odruchowo wykonał krok w tył w stronę drugiego mężczyzny, podświadomie uznając go za mimowolnego sprzymierzeńca w tej sytuacji, zanim robot oblepiony szarymi postaciami z hukiem uderzył w bruk. Powierzchnia zadrżała, jakieś niedobitki ptaków, które skryły się w drzewach z krzykiem wzbiły się do lotu, a odgłosy rozdzieranej stali i skrzek narzuciły sytuacji nowe, szybkie tempo, do którego natychmiast dostosowało się serce Black.
Agent poświęcił krótką chwilę na ogarnięcie wampirów spojrzeniem. Wcześniej widział je tylko jako masę gargurlcopodobnych potworów, zbitych w ciasną gromadę. Na ziemi skojarzyły mu się raczej z kotami, chociaż mogło być to dziwne. To jak płynnie się poruszały, jak używały zębów i pazurów, jak bawiły się ze swoją ofiarą. Zauważył też coś jeszcze - miały różne kolory i różne pyski.
Przecież to zwykli ludzie. Cywile. odezwało się nieoczekiwanie coś z tyłu jego głowy. Ta ludzka cząstka, która sprawiała, że wciąż w jakiś sposób trzymał się tych dobrych, nawet jeśli robił to w mocno… szary sposób. Czasem lubił pomyśleć, że jest dobrym człowiekiem. Okazjonalnie, gdy naprawdę wątpił. I właśnie to coś sprawiło, że nie chciał w pierwszym odruchu wyzabijać kreatur, póki nie rzuciły mu się do gardła. Kto wie, może Shield wpadnie na pomysł jak im pomóc? Albo postanowi urządzić masową rzeź, wtedy pewnie sobie postrzela. Poza tym, nie było wiadomo, czy strzały nie przyciągną tylko uwagi stworzeń, odbijając się od twardej skóry.
Pomijając wszystkie aspekty etyczne, które starannie odepchnął w ciemny, zakurzony kąt swojego umysłu, gdzieś tam, gdzie były wersety z biblii, walka nie miała sensu, bo o ile blisko było może siedem wampirów, o tyle na niebie widać ich było tysiące.
Kątem oka zauważył, że drugi mężczyzna uformował wokół siebie tarczę i teraz spojrzał na niego. Mógł zauważyć, że Black znajduje się bliżej ale zdążył już opuścić broń, więc nie stanowi zagrożenia (a przynajmniej nie ma zamiaru strzelać). Nie było czasu na wdawanie się w jakieś rozmowy odnośnie tego, czy chce współpracować, czy woli sam o siebie zadbać – agent w dobroci serca założył, że nie jest idiotą i wybiera tę pierwszą opcję. Sam postanowił, że będą kontynuować swoją rozmowę później.
- Mam tu statek. – powiedział cicho, patrząc na niego znacząco, a jego oczy zabłysły, gdy po rzeczowym ogarnięciu sytuacji i wszystkim innym, mógł skupić się na przyjemności płynącej z działania i adrenaliny. Może niebezpieczeństwo z którym nie mógł dać sobie rady i ucieczka nie należały do jego ulubionych ale nadal działały. Tak, olać wszystko inne, ważne, że się działo i czuł to całym ciałem – od rozszerzonych oskrzeli, przez walące dziko serce do napiętych w gotowości mięśni. –  Wymienię miejsce pasażera na porządną, magiczną tarczę. – dodał, uśmiechając się lekko, a raczej obnażając zęby i zaczął powoli wycofywać się w stronę linii drzew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
Loki

Liczba postów : 3982
Data dołączenia : 23/05/2012

Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1Sob Lut 16, 2019 8:28 pm

Nim człowiek i chwilowo wyglądający na człowieka gigant zdążyli zadecydować czy chcieli połączyć siły i skorzystać z pomysłu agenta, wampirom udało się rozszarpać ich przeciwnika do tego stopnia, że wreszcie robot przestał się poruszać - i zgasły wszystkie światełka, które do tej pory posiadał: przy oczach, na klatce piersiowej, po wewnętrznej stronie dłoni. Wszystko wskazywało na to, że maszyna została skutecznie unieszkodliwiona... A to z kolei mogło się wydawać bardzo niepokojące. W końcu Sentinele mimo wszystko stanowiły wyzwanie dla większości istot, a już na pewno dla zwykłych ludzi. Były dosłownie kuloodporne, przynajmniej w przypadku pocisków mniejszego kalibru... Zaś zęby i pazury tych gargulców potrafiły rozerwać pancerz tego tutaj. Musiały być nie tylko ostre, ale i bardzo twarde. Znalezienie się po ich niewłaściwej stronie skończyłoby się pewnie źle.
Jeszcze przez dwie czy trzy sekundy po wyłączeniu się robota wampiry roznosiły go na strzępy, ale stosunkowo szybko zorientowały się, że nie było potrzeby dłużej go męczyć. Wszystkie sześć jak jeden mąż wzbiły się w powietrze, lecz początkowo jeszcze niewysoko; niektóre zawisły metr, inne dwa czy trzy metry nad podłożem, uderzając mocno ciężkimi skrzydłami. To również mogło być całkiem ciekawe; ich masywne ciała musiały przecież sporo ważyć, chyba że w środku zostały zbudowane jakoś inaczej - a jednak latały bez problemów i to najwyraźniej niezwykle długo bez przerwy. W końcu cała ta chmara na niebie od wielu godzin krążyła po przestworzach i tylko od czasu do czasu któryś osobnik nurkował na moment, by zaraz wrócić na górę.
Ciężko byłoby się jednak nad tym zastanawiać właśnie w tym momencie - gdyż pyski najpierw jednego czy dwóch, a później kolejnych potworów obróciły się ku nieco oddalonej od nich parce. Warczenie bestii przeplatać się zaczęło z głośnym syczeniem, być może po prostu wyrażającymi agresję lub ostrzeżenie, a może stanowiącymi jakąś formę dyskusji... Grunt, że spojrzenia wampirów przesunęły się między Blackiem i Helbindim - a następnie większość par oczu stopniowo skupiła się na tym pierwszym. Można by pomyśleć, że - jak to drapieżniki - dla zaoszczędzenia sił wybierały łatwiejszy cel, ale... Czy były na tyle inteligentne, aby to stwierdzić? I czy aby na pewno miało to dla nich znaczenie, skoro przed chwilą stadnym wysiłkiem rozniosły Sentinela - praktycznie bez strat własnych? Może jednak zadecydował tutaj inny czynnik, jak na przykład zapach czy różnica w temperaturze ciał...
Stwory najwyraźniej nie potrzebowały długiego czasu do namysłu; wystarczyło im tylko te kilka sekund, by zaatakowały, zresztą praktycznie jednocześnie, kierując się prosto ku agentowi. Wystartowały z różnych miejsc - i przede wszystkim wysokości - dlatego nadciągały pod różnymi kątami, ale w większości z podobnej strony... Co akurat ułatwiało trochę sprawę, bo istniała opcja, że pod koniec trasy zaczną wchodzić sobie w drogę, nawet jeżeli te najbardziej po zewnętrznej spróbowały odbić na boki i to naprawić. Były zwinne, potrafiły się wymijać, ale już same ich gabaryty dawały jakąś nadzieję... No i teraz miały o wiele mniejszy od Sentinela cel - którym nie mogły się tak łatwo podzielić. Te najbliższe wyciągały przed siebie pazury, więc to najpewniej nimi zamierzały wymierzyć pierwsze ciosy.

***

We wszystkich komunikatorach, do których tylko Herbie miał dostęp - a więc w tym wypadku u Black - rozległ się nagle jego głos:
-Uwaga, w ci/// na///ższ///ch seku/// Se///le /// u/// masowe/// ///ii ///dź eks///ozji o nieznanej sile. Sugeruję, by os///y zdolne /// ///czas od///ować spróbo///ły to zrobi///, a wszyscy inni /// /// utrzy///nie od nich ///tan///- wiadomość pełna była szumów, przez co ciężko było rozróżnić słowa, ale ich fragmenty i tak dostarczały cennych informacji.

_________________

Brooklyn Public Library GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




Brooklyn Public Library Empty
PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Brooklyn Public Library Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Brooklyn Public Library
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: