Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Brooklyn Public Library

Go down 
AutorWiadomość
Beatrice Black

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 17/04/2018

PisanieTemat: Brooklyn Public Library   Pią Paź 26, 2018 5:02 pm



Brooklińska Biblioteka Publiczna to piąta największa biblioteka publiczna w USA, w swoich zbiorach zawiera ponad 5 milionów pozycji, z czego tylko 2,5 milina jest dostępne dla gości.
Jak sama nazwa wskazuje, gmach mieści się na Brooklynie, u zbiegu dwóch dużych ulic - Flatbush Ave i Eastern Pkwy. Od strony ich skrzyżowania znajduje się główne wejście, wielkie wrota zdobione złotymi postaciami bohaterów mitologii greckiej.
Od tego miejsca rozchodzą się dwa ogromne skrzydła biblioteki nadając budynkowi kształt zbliżony do litery "V".
Z tyłu budynku, między skrzydłami, jest parking, a bezpośrednio do niego przylega Mount Prospect Park.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 17/04/2018

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Pią Paź 26, 2018 5:11 pm

Black nawet nie zdążył się porządnie rozwalić na swoim łóżku i zacząć kleić jakiś raport, kiedy kierownictwo już postawiło go na nogi. Nie narzekał – pisanie raportów i szeroko pojęte siedzenie na tyłku były dla niego koszmarem takim, jak dla wielu ludzi walka z narażeniem życia. W końcu strach przed śmiercią i bólem były u niego czymś niemal całkowicie wyuczonym przez ludzi, którym zależało by żył najdłużej i wciąż mógł wykorzystać swoje zdolności dla dobra ich interesów. Jednak ci sami ludzie wiedzieli, kiedy spuścić go ze smyczy. Prawdopodobnie dlatego kopnął go ten zaszczyt: weź prototypowy samolot, bezpieczny na 95% i leć na Brooklyn, żeby dowiedzieć się czegoś o tych wampirach. Przecież wszyscy agenci operacyjni są zajęci robotami. I żaden nie byłby tak głupi, żeby wybrać się na taką wycieczkę samotnie.
Jakimś cudem doleciał żywy. Było fajnie, chociaż jego platynowe włosy były w całkowitym nieładzie. Zanim wysiadł, poprawił je i postawił kołnierz burgundowego płaszcza. Cały dzień biegał po lesie w bluzie i spodniach taktycznych, teraz mógł sobie pozwolić, by wyglądać jak człowiek. W końcu wracał do swojego ukochanego miasta, po kilku tygodniach rozwożenia się po świecie. Właściwie to całkiem dobrze było być tutaj z powrotem, w jedynym miejscu do którego wracał, kiedy tak naprawdę nic nigdzie go nie trzymało. (Przynajmniej emocjonalnie. Praca to była całkiem inna sprawa.). Szkoda tylko, że okoliczności nieciekawe.

Zanim wysiadł z samolotu, włączył maskowanie, więc schodząc na trawę wyglądał jak całkiem elegancki, młody mężczyzna, który w bardzo ciekawy sposób porusza się w powietrzu i wdzięcznie zeskakuje z ostatniego stopnia na wilgotną trawę. Schował ręce do kieszeni, odruchowo wsuwając ukryty kastet na palce prawej dłoni. Tylko na wszelki wypadek, bo na razie park wydawał się opustoszały – podobnie jak jego najbliższa okolica. Black nie słyszał ludzi ani nie widział w końcu żywej duszy. Jakby w tym miejscu już wszystko zdążyło wymrzeć. Niezadowolony z tego obrotu sprawy, wyszedł spomiędzy drzew by stanąć na skraju parkingu biblioteki i rozejrzał się, głęboko wciągając powietrze. Teraz dało się wyczuć spaleniznę, a na niebie nieprzesłoniętym przez gałęzie i liście widać było ciężką, żywą chmurę.
Czy już mogę zameldować, że znalazłem wampiry i jest ich sporo? zastanowił mrugając szybko bo miał wrażenie, że wiatr wzburzony setkami skrzydeł wyjątkowo mocno uderzył go w twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 08/09/2012

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Pią Lis 02, 2018 6:11 pm

Helbindi po raz ostatni rozejrzał się po ogromnym pomieszczeniu - niezmącona cisza, brak żywej duszy, wszystko w dokładnie takim samym stanie w jakim zastał lewe skrzydło biblioteczne. Był świadomy obecności innych osób poukrywanych gdzieś w drugiej części budynku, ale postanowił się nimi nie przejmować, jako że i one miały inne zmartwienia na głowie. Niestety nie wiedział nic więcej poza informacją, że gdzieś w tej okolicy inne istoty postanowiły pożywić się ludzką krwią. Naprawdę zabawne było to z jaką częstotliwością książę napotykał na nietypowe dla tej planety sytuacje. Chociaż może powinien być za nie wdzięczny i dziękować losowi za tak niesamowite dary? Jego życie na wygnaniu było wystarczająco nudne; Prawy kącik ust delikatnie powędrował do góry, po czym wziął kilka opasłych tomów pod pachę i ruszył ku wyjściu. Lewą ręką zdjął jeszcze z czubka głowy swoje okulary i założył je na nos, bardzo nie chcąc podrażnić swoich oczu ciepłym światłem słonecznym późnego lata. Jego ciemny ubiór nie był może najlepszym pomysłem jeśli chodzi o tę porę roku, ale na szczęście ten dzień nie był aż tak upalny, a wolał też nie odkrywać swojej skóry. Zgarnął rozpuszczone włosy za uszy i w końcu był gotowy przekroczyć wrota biblioteki prowadzące na świat zewnętrzny.
Ledwo co udało mu się wydostać i już jego uwagę skupiła na sobie samotna sylwetka majacząca mu przy wejściu na dziedziniec instytucji. Zastygł i mrużył lekko ślepia, starając się dopatrzeć czegoś więcej, lecz na marne. Zastanawiał się czy przypadkiem nie natrafił właśnie na jednego z wampirów, o których wcześniej zasłyszał. W duchu jednak był całkiem rozbawiony jaki wspaniały widok musieli tworzyć w połączeniu z monumentalizmem otaczającego ich budynku. Idealna sceneria na wielki pojedynek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 17/04/2018

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Sob Lis 03, 2018 11:29 pm

Odwrócił głowę, odruchowo przetarł oczy rękawem płaszcza i rozejrzał się po okolicy bliżej ziemii. Wtedy go zauważył - mężczyznę, który najwyraźniej właśnie opuścił bibliotekę, chyba niosąc coś ze sobą. Książki? Pewnie książki, albo jakieś pudło. Ale, jako, że była to biblioteka, Black stawiał na wersję z książkami. Zmarszczył brwi, gdy przez jego myśl przemknęło pytanie: jak wielkim miłośnikiem literatury trzeba być, żeby w czasie inwazji wampirów, która pokrywała się z jeszcze trwającą inwazją robotów, wybrać się do biblioteki, zebrać książki i wyjść? Gmach mógł być świetnym schronieniem i zapewne to w nim znajdowali się wszyscy ci ludzie, których nie było w okolicy, ale schronienia miały to do siebie, że sie z nich nie wychodziło. 
Może wampir? Ubrany od góry do dołu na czarno mógł być wampirem. Może właśnie zrobił jakąś krwawą jatkę w budynku i teraz wyszedł najedzony? 
Kim nieznajomy by nie był, Black na pewno nie mógł tak po prostu zignorować jego obecności.
Powstrzymał odruch wyciągnięcia broni i powitania Morse'a przy użyciu wystrzałów i postanowił sięgnąć po swoją równie kochaną strategię. 
Stworzenie nowej postaci zajęło mu kilka sekund. Młody mężczyzna, najlepiej cudzoziemiec, zagubiony, zszokowany, może pod wpływem czegoś? Alexander? Niech będzie Alexander. 
Uznając, że dłuższe wahanie może pogorszyć jego sytuację, potruchtał w stronę mężczyzny, chwiejąc się lekko, jakby czarne oksfordy były niezbyt wygodnymi szpilkami. 
- Hej! Proszę pana! - zawołał po niemiecku, szczerze zainteresowany tym, czy właśnie nie leci prosto w ramiona krwiożerczego potwora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 08/09/2012

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Nie Lis 04, 2018 12:06 am

Uwadze Hela nie uszło zainteresowanie również i jego osobą. Choć przez chwilę zastanawiał się, czy nie zostanie zignorowany, z iskierkami w oczach przyglądał się jak nieznajomy decyduje się podjąć jakąkolwiek akcję. A jednak. Idąc powoli przed siebie z zaciekawieniem obserwował jak jasnowłosa sylwetka zaczyna truchtać w jego kierunku, zdezorientowana, zagubiona.
- Hej! Proszę pana!
Ciekawe. Hel nie do końca był pewien z jakim językiem miał do czynienia, ale ogólny charakter wypowiedzi był raczej dość czytelny. Wampir raczej nie marnowałby czasu na zagadywanie swej ofiary ot tak. Szczególnie biorąc pod uwagę, że jemu się nigdzie nie spieszyło. Z drugiej strony czy ta osoba była świadoma całej sytuacji z dnia dzisiejszego? Czy faktycznie podbiegłaby do kogoś takiego po pomoc? Helbindi zdawał sobie sprawę, że nie wyglądał na najprzyjemniejszego wśród Midgardczyków, ale uroda zdawała się w drobnym stopniu to rekompensować. Plus, był prawdopodobnie jednym z niewielu w całej okolicy.
Postanowił więc nie przeszkadzać losowi i urozmaicić sobie ten dzień.
Jego krok stał się jeszcze wolniejszy tylko po to, aby raptem dwa metry dalej stanąć w miejscu i ze swoim neutralnym wyrazem twarzy poczekać, aż nieznajomy do niego dobiegnie. Mimowolnie, acz bardzo dyskretnie, potarł opuszkiem palca o wiecznie zimną stal pierścienia, która była całym źródłem jego ziemskiej powłoki. Była to reakcja automatyczna, zdarzająca się niemal za każdym razem, gdy Hel miał wejść w jakąkolwiek interakcję z inną istotą. Nigdy nie wiadomo z kim ma do czynienia, a on sam był tego świetnym przykładem. Wyrównał brzegi ksiąg, które teraz trzymał prawą ręką dociskając je do piersi i cicho odchrząknął, zanim głęboki, o bardzo wyrazistej barwie głos wydostał się z jego ust:
- W czymś mogę pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 17/04/2018

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Nie Lis 04, 2018 6:07 pm

Black dotarł do mężczyzny i zatrzymał się bardzo blisko niego, może nawet trochę przekraczając granice strefy osobistej. W jego szarych oczach było widać panikę i zwykły, ludzki lęk, który był czymś, czego normalnie nie umiał odczuwać. To była jedna z tych rzeczy, które długo musiał ćwiczyć przed lustrem i wtedy nigdy nie rozpoznawał swojej twarzy. Takie emocje były czasem najlepszym przebraniem. 
Wbrew temu, co wyrażała cała jego postawa, z bliska oceniał niezajomego na chłodno, profesjonalnie, analizując jego wygląd i machinalnie zaczynając szukać słabości.

Nie był wampirem, przynajmniej nie jednym z obecnie goszczących w Nowym Jorku. Mógł za takiego uchodzić co najwyżej według pisarek książek młodzieżowych - wysoki, przystojny (przynajmniej na ile można było stwierdzić przy tych okularach przeciwsłonecznych. Zawsze istniała szansa, że za nimi skrywa kaprawe, świńskie oczka i monobrew.) i nieprzyzwoicie dobrze ubrany (co agent akurat doceniał, bo dobre ubrania były jego dużą, osobistą słabością.), emanował pewnością siebie i spokojem. Jednak nie takim ciepłym i przyjaznym tylko zimnym i wyrachowanym. I przy okazji bardzo dbał o swój pierścień i książki, które przyciskał do piersi jak coś cennego i tarczę zarazem. 
Alexander, którym Black obecnie był, zamrugał trochę głupio i nieprzytomnie, wyraźnie przestawiając się na obcy język. 
- Co się tutaj dzieje? - zapytał już po angielsku, acz z ciężkim, obcym akcentem - Zaatakowały nas jakieś roboty, a potem pojawili się skrzydlaci ludzie... - pokręcił głową z niedowierzaniem - Byliśmy w klubie i zgubiłem... Zgubiłem moich przyjaciół. O boże - jego oddech przyspieszył - Nie sądziłem, że to prawda... - darował sobie "myślałem, że to mocny odlot", bo było to wręcz zbyt oczywiste. Niech nieznajomy się domyśla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 08/09/2012

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Nie Lis 04, 2018 6:49 pm

Bardzo nie lubił, gdy ktoś wkraczał w jego strefę osobistą. Nie lubił, gdy robili to jego generałowie, doradcy, nauczyciele, ba, nawet jego brat. A już szczególnie nie przepadał za tym, gdy robiły to tak marne istoty jak Midgardczycy - przepełnione niedoskonałością, lękami. Ten wręcz wprawił go w obrzydzenie - strach wylewał się z niego na lewo i prawo. Hel zmarszczył delikatnie brwi i wbił wzrok w jasne oczy obcokrajowca. Prawie tak jasne jak moje - przebiegło mu przez myśl, następnie wykonał krok w tył, starając się usunąć intruza za swoją barierę.
Okazując nieznajomemu niesamowitą łaskę, książę cierpliwie wysłuchał jego pojękiwań, które teraz postanowił jednak przekazać w zrozumiałym dla niego języku.  Hel niemalże parsknął mu w twarz.
- Klub o tej godzinie? - zrobił krótką pauzę, wpatrując się w obcego. Słońce nadal muskało im twarze, nie było jeszcze 17. Co można robić w klubie o tej godzinie? Zastanówmy się. Zdjął na chwilę swoje czarne okulary z nosa i zmrużył ślepia, lekko przybliżając twarz do twarzy innego.  Nie był głupi, wiedział jak trutka działa na szczury.  Nie sądziłeś, że to prawda, tak? Oszczędnym ruchem ręki, acz z gracją, Hel ponownie przeniósł okulary na czubek swojej głowy. Nie wiedział jeszcze co dokładnie nie pasuje mu w nieznajomym, ale przeczucie szeptało swoje. Może to te czyste ubrania? Wyprostował się i przechylił głowę lekko w bok.
- Gdzie dokładnie byli twoi przyjaciele? Długo już przebywasz sam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 17/04/2018

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Nie Lis 04, 2018 11:12 pm

Kiedy mężczyzna zdjął okulary, Black krótko spojrzał mu w oczy. Na tyle, na ile mogło to uchodzić za reakcję odruchową - później odwrócił wzrok, jak przystało na zwykłego, przestraszonego człowieka. Oczy nieznajomego były jaśniejsze od jego własnych (i zdecydowanie nie kaprawe - pasowały do przystojnej twarzy) i rozpoznawał w nich ten sam zimny, pogardliwy wyraz, który sam zwykle starał się ukrywać.
- B-byłem tam jeszcze wczoraj. - wyjaśnił, z cieniem zmieszania. Nawet ktoś w tak kiepskim stanie miałby problemy z przyznaniem się, że przyćpał tak ostro. 
Dla dodania realizmu swojemu wizerunkowi, trzęsącymi się dłońmi wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego, z trudem utrzymując płomień zapalniczki. Zaciągnął się nerwowo po czym przeczesał włosy palcami dłoni, w której trzymał szluga i o mało nie poparzył sobie przy tym policzka.
- Może od godziny? Byliśmy niedaleko stąd, ale nie jestem pewny gdzie. - załamał ręce zerkał na niego krótko, błagalnie niemalże - Nie znam miasta i w nocy straciłem telefon i portfel... Ukrywaliśmy się przed robotami ale później w wiadomościach powiedzieli, że ich ilość się zmniejszyła i ichcialismy iść do domu ale wtedy na niebie pojawiła się taka chmara jak tutaj! - wskazał zamaszyście na chmurę przesuwającą się teraz bardziej w stronę Manhattanu, przy okazji niemal nie wytrącając towarzyszowi książek. 
Black naprawdę, bardzo chciał się dowiedzieć co to za książki. 
- Rozdzieliliśmy się i uciekłem aż tutaj... ale teraz nie mam pojęcia co robić! Słyszałem, że w Nowym Jorku dzieją się takie rzeczy ale... Co wtedy robicie? Idziecie na policję? Policja jeszcze działa? - zapytał z desperacją w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 08/09/2012

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Sob Lis 10, 2018 2:19 pm

Wczoraj. Naturalnie. Oczywiście nie powiedział tego na głos, jego brwi tylko nieznacznie się poruszyły, już chcąc się układać w wyraz niedowierzania i tym podobnym, ale Hel im na to nie pozwolił. Może za minutę czy coś.
Od obcego nie czuł absolutnie żadnego konkretnego zapachu. Nic, co mogłoby wskazywać na całonocne przebywanie w dziwnym miejscu o określonym celu i towarzystwie.
Cała ta historia była niesamowicie nudna i pospolita. Nie wiedział, co irytowało go bardziej - całkowity brak zaradności obcego, zapach papierosów, z którymi był w bardzo skomplikowanej relacji, czy "przypadkowe" szturchnięcie jego królewskiej osoby taką wieśniaczą kończyną. W normalnym środowisku i poprawnie funkcjonującym systemie miałby właśnie kogoś takiego przed sobą na kolanach, czołem bijącego glebę, błagającego o litość. Tutaj jednak nie mógł afiszować się ze swoją prawdziwą naturą czy choćby tytułem. Nawet nie chodziło o, o zgrozo, szlachetnych bohaterów - nimi Helbindi nie zaprzątał sobie nawet głowy. Większe obawy miał przed spiskowcami i szpiegami z Dziewięciu Królestw, którzy działali całkiem sprawnie w zachowywaniu dalszej dyktatury Wszechojca.
Spojrzał znużonym wzrokiem na osobę stojącą przed nim. Zapragnął znowu być sam, ta interakcja z każdą chwilą ciążyła coraz bardziej. Przez sekundę przemknęła mu piękna wizja przebijania tego drobnego ciała tysiącami lodowych szpikulców. I było to całkiem wykonalne - pustka dookoła, spojrzenia protektorów skierowane w inną stronę.Wszechobecny chaos mógł mu pozwolić na więcej niż swobodne oględziny ksiąg w bibliotekach. Ale...
Błyskawicznie poczuł odrazę do tego pomysłu - nie było niczego satysfakcjonującego w uboju. Nawet w tej rozmowie. Poczuł pewien żal, a nawet zawód. Szkoda - pomyślał - nie tym razem.
Westchnął niezauważalnie. Tęsknił za domem.
- Tutaj nic nie działa poprawnie. - mruknął, teraz już nie ukrywając znużenia - to całe miasto jest niczym padlina wypełniona robactwem.  - zmarszczył nos, jakby w tej samej chwili z wiatrem dotarł do niego paskudny smród.
Hel oszczędnym gestem lewej dłoni wykreował trzy lodowe bryły w kształcie szponów, które ledwo stykały się z opuszkami jego palców. Szybkim szarpnięciem w lewo szpony te gwałtownie przerzuciły nieznajomego w inną stronę, odblokowując sobie drogę.
- Uciekaj dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 17/04/2018

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Nie Lis 11, 2018 11:09 pm

Black naprawdę był trochę rozczarowany - liczył na to, że pobawią się dłużej. Niestety, niezadowolony z życia nieznajomy nie miał ochoty umilać mu czasu, a przynajmniej takie  wrażenie odniósł, kiedy facet zaczął opowiadać mu o zgniliźnie miasta, jak jakiś czarny charakter z Batman. 
Jednak zmienił zdanie, gdy tylko zarejestrował pojawienie się lodowych szponów i zaraz został odrzucony na bok, jak szmaciana lalka. Mógł zamortyzować upadek i po prostu zaśmiać się mężczyźnie w twarz, ale byłoby to co najmniej nierozsądne. Szczególnie w chwili, w której przeciwnik (chyba teraz mógł już o nim myśleć, jak o przeciwniku) sam dość nierozsądnie się odsłonił. Byłby w stanie bez problemu go odepchnąć, ale i tak nie potrafił odmówić sobie wyczarowania lodowych bajerów, zdradzając tym samym, że nie jest zwykłym bucem, a kimś, kim SHIELD może się zainteresować. Mutant? Efekt eksperymentu? Boże, niech to nie będzie mutant. Z pacyfikowaniem mutantów zwykle były problemy, bo potem trzeba było użerać się z oskarżeniami o dyskryminację. Może kolejny kosmita tego dnia…
Kim by nie był, miał ten sam problem, co wielu nie-ludzi z którymi Black się spotykał: brał się za nadczłowieka, który chętnie gardzi śmiertelnikami i uważa klasyczne mordobicie za coś uwałaczającego. (Właśnie dllatego agent stosunkowo za nimi nie przepadał. Przynajmniej lubił tłumaczyć sobie, że to dlatego, odpychając prawdę w temacie, jak najdalej od siebie, razem z bolesnymi wspomnieniami.)
W chwili uderzenia, na jego twarzy odmalowały się strach i zaskoczenie, których nie dało się odróżnić od tych całkowicie szczerych. Zaraz potem upadł na bruk bezwładnie jak lalka, odrzucona w kąt przez znudzone dziecko. Powstrzymanie odruchu i wzięcie na siebie pełnego impetu zderzenia ciała z podłożem kosztowało go trochę wysiłku ale nawet nie bolało aż tak bardzo.
Jęknął boleśnie, powoli zbierając się z ziemi, jednocześnie słuchając kroków mężczyzny, który pozbywszy się przeszkody, kontynuował swój spacer, jak gdyby nigdy nic. Black liczył jego kroki starając oszacować, jak daleko się oddalił, zanim w pełni wyprostował się i wyciągnął broń.
Bo tylko honorowi idioci uważają, że lepiej strzelać w twarz niż w plecy. 
Mimo tego, że miał szczerą ochotę zastrzelić buca, nie mógł tego zrobić. Po pierwsze, na pewno miał jakieś ciekawe rzeczy do opowiedzenia. Po drugie, oznaczałoby to papierologię, z której nie wygrzebałby się przez tydzień, zważywszy na to, że nie miał nawet jak udawać, że doszło do walki. Po trzecie, od powrotu do agencji pracował nad swoim temperamentem i nie chciał tego zaprzepaścić. Na tyle, że nawet nie przestrzelił mu kolan, tylko oddał strzał ostrzegawczy. Pocisk przeleciał kilka centymetrów na lewo od twarzy mężczyzny, jako dość jednoznaczne ostrzeżenie - kolejny pójdzie w potylicę.
- No dobra, królowo śniegu, a teraz na kolana. - powiedział, całkowicie porzucając postać biednej, potencjalnej kolacji wampirów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Helbindi

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 08/09/2012

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Wto Gru 04, 2018 10:28 pm

Zdecydowanym krokiem ruszył przed siebie. Postanowił, że pierwsze co zrobi po powrocie do domu to długa, zimna kąpiel i ten obrzydliwy papieros, którego już nie mógł dłużej unikać. Obcy narobił mu koszmarnego apetytu na chwilę masochistycznej przyjemności. Była to całkiem satysfakcjonująca wizja po tym dziwnym incydencie, którego nie chciał już pamiętać.
Potem pocisk przeleciał mu tuż obok policzka.
Hel stanął w miejscu zdziwiony, oszołomiony wręcz. Jego brwi zafalowały, a wargi ściągnęły się w wąską kreskę. Po pierwsze, zganił się za brak ostrożności. Jednak zawsze jest ktoś dookoła, kto "patrzy". Zawsze. Po drugie: "Jak ten śmieć śmiał?".
Jotuun obrócił się powoli w stronę przeciwnika, który teraz okazał się być opanowanym profesjonalistą o zimnych oczach z bronią wymierzoną w jego stronę. Postanowił zignorować cyniczną obelgę, a skupić się na samym mężczyźnie, który tak bardzo go zaskoczył. Przez dosłownie kilka sekund wpatrywał się w blondyna, w jednej ręce nadal trzymając księgi, drugą zaś uniósł do podbródka w geście zamyślenia, jednocześnie bawiąc się pierścieniem.
- To najbardziej nieuprzejme zaproszenie do rozmowy jakie do tej pory otrzymałem. - prychnął, po czym wokół całej jego sylwetki do mniej więcej dwóch metrów, zaczęły krystalizować się lodowe odłamki o różnych wielkościach, powoli wirujące dookoła własnej osi, jednocześnie z ledwo zauważalnym pulsowaniem, którego źródłem wydawał się być sam Helbindi. - czy może chybiłeś? - na jego wargach pojawił się lekki uśmiech.
Wyglądało na to, że był to strzał ostrzegawczy. Co taka osoba jak on robiła w takim niebezpiecznym miejscu jak to? Jedyne, co mu przychodziło do głowy to jakiś samozwańczy złoczyńca, który szuka sposobu na poszerzenie swoich mocy i umiejętności lub ktoś wysłany na "oględziny". Cel młodzieńca zaczął go intrygować, a fakt, iż był w błędzie, zdecydowanie zachęcał do zakosztowania "przygód" w tym ludzkim mieście. W końcu dawno nie walczył z nikim na śmierć i życie. Czy choćby rozmawiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Beatrice Black

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 17/04/2018

PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   Wto Gru 04, 2018 11:57 pm

Black nie był osobą religijną, jednak nasłuchał się o Bogu w obecności swoich rodziców. A niektóre rzeczy po prostu przenikały do języka, kiedy dostatecznie długo miało się z nimi do czynienia.
Boże jedyny, jeszcze raz ktoś kiedyś powie mi, że strzał ostrzegawczy nie powinien iść w wątrobę… pomyślał, w momencie, gdy nieznajomy nie wykazał chęci poddania się. Wręcz przeciwnie, postanowił odwrócić się twarzą do agenta. Gdy tylko wykonał pierwszy wskazujący na to ruch, Black ponownie nacisnął spust, tym razem celując w kolano. Jednak był to w zasadzie nabój stracony– drobne, lśniące kryształki, które po prostu pojawiły się w powietrzu, zaatakowały pocisk, jak jakiś dziwny, zewnętrzny układ odpornościowy, pragnący jak najszybciej pozbyć się zagrożenia. Stal pokryła się lodem, kula straciła prędkość i (z cichym odgłosem umierającej nadziei na szybkie załatwienie sprawy) upadła na bruk.
Trudno było powiedzieć, czy mężczyzna w ogóle zauważył ten drugi strzał, czy był zbyt zajęty dramatycznym obracaniem się i robieniem zamyślonej miny. Wydawał się nim przejmować w takim samym stopniu, w jakim Black interesował się teatralną pokazówką. Wcale.
Pierdol, pierdol, ja posłucham… prychnął wewnętrznie, bardziej niż na postaci przeciwnika skupiając się na tym, jak kolejne drobne kawałki lodu zaczęły formować się wokół jego sylwetki. Takie same jak te, które ochroniły go przed postrzałem, teraz znacznie liczniejsze i żywsze.
I o co chodziło z tym pierścieniem?
Black siłą woli zmusił się do trzymania myśli z dala od inwektyw związanych z Gollumami. Takie niskie przepychanki słowne lepiej było sobie zostawić na barowe bójki.
- Następnym razem będę pamiętać o kwiatach i uroczym liściku. – zapewnił, uznając, że jednak wypada odpowiedzieć i zdobyć przy tym trochę czasu. W żaden sposób nie okazał zaniepokojenia, które mimo wszystko czuł. Może nie bał się śmierci i bólu, ale perspektywa odejścia na tamten świat w takich okolicznościach nie była tym, o czym marzył.
Podstawowe odruchy obronne domagały się, żeby strzelał dalej i nafaszerował dupka ołowiem, ale uciszył je. Nie był bohaterem taniego akcyjniaka, nie miał niekończącego się zapasu amunicji, a broń mogła się w najbliższym czasie przydać. Jednak w tej chwili opuścił ją- po części po to, żeby uśpić czujność przeciwnika, po części by nie prowokować go do bardziej agresywnych sztuczek z lodem.
Jeszcze chwilę poczekają.
- Po prostu wydajesz się typem, który wymaga stanowczego przyciągania uwagi. Po dobroci nie chciałeś się przejść na spacer.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Brooklyn Public Library   

Powrót do góry Go down
 
Brooklyn Public Library
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: