Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Tereny wyspy.

Go down 
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Tereny wyspy. Empty
PisanieTemat: Tereny wyspy.   Tereny wyspy. Icon_minitime1Pią Kwi 05, 2019 3:39 pm

Tereny wyspy. Forum10

Całość wyspy znajduje się w posiadaniu wpływowego szkockiego rodu Kinross. Mimo to, jego bezpośrednia spadkobierczyni, Moira MacTaggert zdecydowała się poświęcić zaledwie kawałek z niej na budowę swojej placówki badawczej do spraw mutantów. Wybór nie był przypadkowy, bo odosobnienie wyspy daje idealne warunki do spokojnych prac bez wścibskich, postronnych oczu.
Na wyspę można się dostać jedynie drogą powietrzną. Poza centrum badawczym nie ma więc tam żadnych osad ludzkich, a majestatyczne tereny wyspy służą głównie pacjentom i gościom centrum.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Tereny wyspy. Empty
PisanieTemat: Re: Tereny wyspy.   Tereny wyspy. Icon_minitime1Pią Kwi 05, 2019 3:46 pm

"Poszukiwania zbyt długo trwają."
To była główna myśl, która od jakiegoś czasu zaprzątała głowę Fenrisa. Oczywiście, co jakiś czas docierały tam również fakty, tropy i dalsze plany, ale niemal za każdym razem gdy jego śledztwo postępowało kroczek na przód, ta jedna myśl karciła wszystkie jego dotychczasowe działania.
"Poszukiwania zdecydowanie za długo trwają."
Nie była to najbardziej motywująca z myśli. Fenris czuł się niemal jak niezadowolony pan, który z pogardą patrzy jak mozolnie pracują jego niewolnicy. Zawsze uważał że nie ma przed nim rzeczy nie do odnalezienia, tak więc przedłużające się podchody co najmniej go denerwowały. Powoli tracił wiarę we własne siły, a to była ostatnia rzecz jakiej w tym momencie potrzebował.
Założenia były przecież proste Yggdrasil łączył pomostem dziesięć światów, tak więc dowolne miejsce w Midgardzie, skąd powiewałyby esencje wszystkich pozostałych światów powinno być łatwe do odnalezienia. Wilk nie dawał sobie na to więcej czasu niż jeden tydzień, tymczasem kolejne dni mijały mu na niemal bezowocnym poszukiwaniu kolejnych tropów. Instynktownie zaczął poszukiwania od Starego Lądu, ponieważ tam bogowie po raz pierwszy zeszli na Midgard. Poza kilkoma nostalgicznymi miejscami z własnej przeszłości nie znalazł jednak tam wiele więcej. Na tę zresztą też nie miał przecież czasu, tak więc majestatycznym fiordom, targanym falami sztormu poświęcił zaledwie krótką chwilę. Rozpatrywanie wspomnień o złotej erze nie pomoże przecież sprowadzić kolejnej.
Tak naprawdę nie miał niestety świeżych tropów. Owszem, wilk dobrze wiedział jak pachnie Asgard. Jego ojciec często tam przecież bywał i cały przesiąkł jego esencją. Z wońmi Musphelu i Jotunu też miał niedawno styczność w postaci swego wuja i zmarłego Morgulusa. Woni helu nie zapomni chyba nigdy, nawet gdyby bardzo próbował. Szkopuł tkwił w tym że tak naprawdę dawno nie miał styczności z pozostałymi światami, a obawiał się że żeby odnaleźć wrota magicznie ukryte przez Odyna, potrzebował jak najświeższych śladów.
Oczywiście gdyby jakiś krasnolud, lub nie daj Thorze elf, pojawił się w Midgardzie, od razu by o tym wiedział. Los jednak tym razem się do niego uśmiechnął i w końcu odnalazł podróżników z innych światów na Ziemi. Odnalazł ich w krainie zwanej „Bawarią”. Krasnolud i mroczny elf, zbyt zajęci ubijaniem swoich ciemnych  interesów by zastanowić się kim jest nachodząca ich osoba. Oczywiście byle kto nie byłby w stanie przedrzeć się przez ich magię, ale wilk nie był byle kim. Oni natomiast nie rozpoznali go w jego boskim ciele. Nim sięgnęli po broń Fenris dopadł do nich i przeciągnięciem pozornie ludzkiej dłoni rozpłatał elfowi gardło. Krasnolud rzucił się do ucieczki, jednak nie miał większych szans. Biedni padli ofiarą nadchodzącej wojny, o której nie mieli nawet pojęcia. Posiliwszy się ich esencją, Bóg wilków miał już świeży obraz na większość światów, które splatał Jesion.
Raz jeszcze zamknął oczy i wciągnął głęboko powietrze. Był to pusty gest, bo jego zmysły opierały się w tym momencie bardziej na mistycznej mocy niż jakichkolwiek naturalnych zmysłach. Jego ekscytacja sięgnęła zenitu. Nie dość że teraz nareszcie złapał jakikolwiek trop, to jeszcze wyglądało na to że korzenie Yggdrasilu znajdowały się na tym kontynencie! Nie marnując czasu szybko pozbył się śladów morderstwa i ruszył w dalszą drogę.
Po krótkiej podróży okazało się, że jej cel znajduje się w krainie zwanej Szkocją, na jej północnym brzegu. Mały łańcuch wysepek, z których tylko jedna wydawała się obecnie zamieszkała stanowił dobrą lokację na ukrycie takiego zjawiska. Gdy wilk tylko postawił stopy na ziemi wyspy Muir, jego zmysły uderzyła wręcz fala mocy promieniująca z miejsca przecięcia światów. Wrażenie było tak silne, że młodego Asgardczyka na chwilę zamroczyło. Przygotowany był na dokładne badanie każdej niteczki mocy tego miejsca, dlatego ogrom bodźców uderzył go niczym kafar. Bez trudu odnalazł miejsce mocy. Znajdowało się na urokliwej dolinie niczym wyspa na oceanie zielonych traw. Nie był to nadzwyczajny krajobraz w tych terenach. Fenris zdążył się już na niego napatrzeć, gdy w dawnych czasach prowadził na te wybrzeża okręty wojowników. Teraz dopiero uderzyła wilka waga tamtych wypraw. Wielka ofensywa wikingów na te ziemie była tylko pozornie zachcianką Wszechojca. Tak naprawdę jedyne na czym mu zależało, to zabezpieczenie korzeni Yggdrasilu w czasach gdy jeszcze miało to znaczenie. Wilk zastanowił się ile prawdy jest w tym domyśle i jak wiele istot wiedziało o prawdziwym powodzie ataku na wyspy.
Na środku równiny znajdował się stary kurhan, a na nim rosła rozłożysta wierzba. Pod ziemią spali wojownicy, którzy kiedyś polegli w obronie tych ziem, lecz teraz porastała ich trawa i tylko resztki symboliki na niewielu ocalałych w okolicy kamiennych ornamentach opowiadały ich historię. Wilk dokładnie i powoli zbadał całe otoczenie. Z daleka mógł wyglądać jak ekscentryczny turysta, lub wręcz przeciwnie, miejscowy, wspominający dawne dzieje.
Jednak odnalezienie początku szlaku nie jest w żadnym stopniu równoznaczne z przebyciem go. Pozostawało jeszcze dużo pracy. Przede wszystkim należało otworzyć portal. Potem trzeba było jeszcze pokonać strażnika rozdroży. Każdy świat posiadał swojego, a najstraszniejszym z nich był Nidhogg, strzegący wrót Helu. Fenris był przekonany że byłby w stanie pokonać smoka, zwłaszcza wyposażony w swój nowy oręż, tak więc nie ma się czego martwić ze strony słabszych opiekunów wrót. Samo otwarcie drogi mogło okazać się trudniejsze.
Fenris wyciągnął dłoń w stronę kurhanu i zmaterializował w niej swój młot. Oczywiście nic się nie stało. Artefakt nie działał w ten sposób. Odkąd jednak był w jego posiadaniu, Fenris popełnił gigantyczne postępy w dziedzinie magii. Potrafił jej teraz używać i bez młota, lecz z bronią w ręku jego moce nabierały rozmachu, który mógłby kojarzyć się z bogami. To jednak będzie wymagało pracy. Usiadł więc naprzeciw mogiły i ułożył młot na kolanach, pozwalając by został przekaźnikiem jego mocy. Z początku nic się nie działo. Gdy raz wilk coś sobie postanowił, trudno było go odwieść od celu. Dlatego dopiero po trzech dniach medytacji i prób spenetrowania barier swoją mocą poddał się i wstał z ziemi. Narastający gniew przeszkadzał mu w koncentracji. Wszystko wskazywało na to że zabezpieczenia były silne, wystarczyło jednak użyć pewnego klucza, kombinacji gestów, czy odpowiedniej pory, a wrota by się otwarły. Dostrzegł przy tym subtelną manipulację strażnika, który nałożył w ten sposób swoje własne warunki na uroki istniejące od początku świata. W podobnych zagadkach lubował się właśnie Nidhogg, ale bestii można było to wybaczyć tak jak krasnoludowi alkoholizm. Ta świadomość bycia niemal u celu frustrowała wilka. Najchętniej obróciłby w perzynę cały ten grobowiec, ale bał się że to może zaprzepaścić wszystkie jego dotychczasowe wysiłki. Dyszał więc tylko ciężko. Powoli zaczynał rozważać przyznanie się do porażki i powrót do ojca z podkulonym ogonem. Ale czy odnalezienie miejsca połączenia światów to właściwie porażka?
Uniósł nagle łeb, bo poczuł że ktoś nadciąga. Samotna osoba. Musiała być bardzo potężna, bo wszystkie zmysły wilka powędrowały właśnie ku niej, absolutnie ignorując obecne tu drzewo światów. Po chwili zastanowienia doszedł do wniosku że nie może być aż tak potężna. Niewiele bardziej niż inni śmiertelnicy tego świata. Dlaczego nie mógł więc oderwać od niej swojej uwagi? Nie mógł wykluczyć działania jakiegoś uroku.
Zdecydował się jednak nie wyciągać pochopnych wniosków. Odwołał swój młot i czekał spokojnie aż nieznajoma, bo była to kobieta, zbliży się bardziej.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 09/04/2013

Tereny wyspy. Empty
PisanieTemat: Re: Tereny wyspy.   Tereny wyspy. Icon_minitime1Czw Kwi 11, 2019 12:22 pm

Wrzosowisko przywitało ją jesiennymi kolorami i wiatrem od morza. Rahne postawiła kołnierz płaszcza. Natychmiast uderzyło ją, jak bezsensowny był to gest. W szkole Xaviera uczono ją polegania na mutanckich zdolnościach i instynktownego ich używania. Wiedziała, że do ochrony przed chłodem wystarczyłaby jej zmiana postaci, a jednak równie często łapała się na typowo „ludzkich” odruchach. Czy powodem był wstyd, lęk, czy zwykłe przyzwyczajenie, wolała się w tej chwili nie zastanawiać. W tej chwili pragnęła  jedynie uczucia, że siedzi pewnie we własnej skórze, nieważne – ludzkiej czy wilczej. Wystawiła twarz do wiatru i zamknęła oczy, łowiąc niesiony podmuchem zapach morza.
Przemiana wydarzyła się samoistnie, naturalnie, jakby ukryta w jej wnętrzu wilczyca tylko czekała na spuszczenie z łańcucha. Rahne osiadła na czterech masywnych łapach i raz jeszcze powąchała powietrze. Tym razem zapachy miały swoje kolory, a nawet towarzyszące im dźwięki. Świat rozłożył się przed nią jak wachlarz, a troski, z którymi tu przybyła pozostały chwilowo w tyle, rzucone w bezładną stertę, niczym ludzkie odzienie, którego także już nie potrzebowała. Ruszyła biegiem, pod wiatr, pozwalając mu rozczesywać gęstą brunatną sierść, po prostu ciesząc się ruchem i uczuciem swobody.
Nie licząc matki i garstki jej naukowego personelu, całą wyspę miała dla siebie. Marzyła o tej chwili odkąd poprzedniego wieczoru wysiadła z prywatnego śmigłowca Moiry. Czuła się winna, że tak prędko wymyka się na samotny spacer, wiedziała jednak, że matka zrozumie jej potrzebę i nie będzie zadawała niepotrzebnych pytań.
Ujrzawszy na horyzoncie sinoszarą powierzchnię morza, przystanęła na chwilę, by nasycić oczy widokiem. Nowy Jork leżał co prawda nad oceanem, ale tamtejsze morskie krajobrazy nijak się miały do dzikości i tajemniczej aury szkockich wybrzeży. Wilczyca westchnęła, oblizała się i zawróciła ku wnętrzu wyspy. Znała każdy jej centymetr, a niedaleko stąd znajdowało się miejsce, które lubiła odwiedzać.
Poruszała się z wiatrem, dlatego nie od razu wyczuła czyjąś obecność. Jeszcze zanim ostrzegł ją węch, poczuła nieokreślony niepokój. Z początku go zlekceważyła, potem zupełnie o nim zapomniała, pochłonięta bez reszty nowym, nieznanym zapachem. Gdzieś w otoczeniu porośniętych trawą i wrzosami pradawnych kurhanów przebywała pojedyncza osoba. Mężczyzna. Sierść na karku Rahne zjeżyła się. Nikt nie miał prawa tu przebywać. Czyżby Moira zapomniała jej napomknąć, że ma gościa? Było to mało prawdopodobne. Jeżeli zatem nie był to żaden z naukowców, to kto? Na wyspę nie można było przypłynąć – strome, skaliste klify otaczające ją z każdej strony skutecznie odstraszały amatorów wędkarstwa i dzikich turystów. Od wczoraj nie wylądował na niej też żaden latający pojazd. Chyba że…
Chyba że nieznajomy był mutantem, dla którego bariera komunikacyjna nie istniała – teleporter lub ktoś obdarzony zdolnością lotu. Rahne pociągnęła nosem, ale tym sposobem nie dowiedziała się wiele. Od mężczyzny biła woń kogoś, kto miał za sobą długą drogę i nieszczególnie w ostatnim czasie zaprzątał sobie głowę higieną. Ostrożnie i bezszelestnie okrążyła miejsce wokół rozłożystej wierzby, instynktownie starając się zamaskować swój własny zapach. Dopóki nie zyska pewności z kim ma do czynienia, wszelka ostrożność była wskazana. Zamierzała jednak zagrać w otwarte karty. Jeżeli istotnie miała do czynienia z mutantem, postanowiła sama się ujawnić. Może i nie było to najrozsądniejsze z taktycznego punktu widzenia posunięcie, jeśli jednak nieznajomy nie był wrogiem, a tylko kimś w potrzebie, lepiej było z miejsca zdobyć jego zaufanie.
Powoli wychynęła zza krzaka, równocześnie przemieniając się. Stanęła pewnie na dwóch nogach w swej pośredniej postaci i dumnie wyprostowała plecy, a gdy przemówiła, starała się, aby w jej głosie pobrzmiewało wyłącznie zdecydowanie.
- Kim jesteś i jak się tu dostałeś? To prywatny teren.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Tereny wyspy. Empty
PisanieTemat: Re: Tereny wyspy.   Tereny wyspy. Icon_minitime1Pią Kwi 12, 2019 9:57 pm

Gdy wilk w dostojnej pozie oczekiwał pojawienia się przybysza, dochodziły do niego kolejne bodźce, które rozpoznawał, ale nie rozumiał znaczenia. Zmierzająca w jego stronę ludzka samica niespodziewanie wyzbyła się swego człowieczeństwa. Pozostawiła cały brud miast, jakim pokryci są ludzie, na jednej polanie i dalej gnała przez łąki już niczym jeden z duchów lasów i kniej. Fenris nigdy nie spotkał takiego człowieka. Owszem w dawnych czasach spotykał ludzi wilki, jednak byli oni zarażeni jego klątwą i ich natury bezustannie ze sobą walczyły. Ten sposób, w jaki kobieta żyła w zgodzie z samą sobą, niemal go fascynował. Pędziła w jego stronę, a wiatr który dotrzymywał jej kroku niczym jej osobisty herold, obwieszczał wilkowi jej przybycie.
„Pokłońcie się. Pani lasów nadchodzi.”
Nie było wątpliwości że zmierza w jego stronę. Czuła go, a on doskonale o tym wiedział, jednak opętany dziwnym, nieznanym sobie uczuciem nie mógł się zmusić do ruchu.  Do ostatniej chwili pozostawała ukryta przed wzrokiem, jednak on widział ją niczym nadciągającą falę majestatu. Chwila w której zmniejszyła dzielący ich dystans trwała zaledwie kilka oddechów, jednak w umyśle wilka rozciągnęła się ona w czasie, gdy zajęty był zgłębianiem każdego z aspektów jej aury.
W końcu zdecydowała się pokazać mu na oczy pod postacią, której mogły pozazdrościć jej boginie znane Fenrisowi. Wyskoczyła na polanę zgrabnie niczym gazela, lecz Fenrisowi nie dane było przyjrzeć się jej sylwetce, bo ledwie jej cztery łapy wylądowały na ziemi, samica wyprostowała się i zademonstrowała mu w pełnej krasie. Żadne z jego potomstwa nie odziedziczyło po nim spuścizny wielu postaci. Pierwszy raz widział więc takie zjawisko na oczy i musiał przyznać że było piękne. Samica stanęła przed nim w pełnej okazałości, a on po raz pierwszy przypomniał sobie że poza byciem bronią i heroldem nadciągającej wojny, był też mężczyzną, który dawno nie widział kobiety. Kobiety takiej jak ta nie widział nigdy.
Zamarł w resztkach dumnej pozy, którą przygotowywał. Ona coś do niego powiedziała, ale był tak oszołomiony że tego nie usłyszał. Studiował ją od stóp do głów i z powrotem nie mogąc oderwać oczu. Jej postawa, oraz rozkazujący ton głosu poruszył go do głębi. Poczuł się niemal jak młodzieniec, którym przecież technicznie był pod grubą warstwą odtrącenia, zaszczucia, zdrady i gniewu.
Musiała powtórzyć swoje żądania by mogły do niego dotrzeć. Każdemu śmiertelnikowi odpowiedziałby co myśli o ludziach plątających się w boskich planach. Ba, prawdopodobnie nawet nie kwapiłby się odzywaniem do niego, tylko od razu rozpruł go na dwoje. Teraz jednak bał się przemówić w trwodze że przegna to przecudne zjawisko. Że rozpłynie się niczym miraż spowodowany magią tego miejsca. Znał swoje braki taktu i zrozumienia dla świata ludzi i wiedział że ogładą nie dorównuje swemu ojcu. Wszystkie jego próby odzywania się kończyły się w najlepszym razie konfrontacją. Wziął więc głęboki wdech i wspiął się na własne wyżyny oracji.
-Ja... Moi bliscy... mój ród... znajdowali się kiedyś w tym miejscu. Szukam po nich śladu.
Nie wiedział czego oczekiwała od niego samica, ale wolał nie mówić jej od razu w prost że jest bogiem z Asgardu i szuka sposobu na obalenie własnego królestwa i własnego dziadka. Mimo oszczędnych słów głos miał głęboki i melodyjny, jak na boga przystało. Odziany w swój płaszcz sprawiał raczej majestatyczne wrażenie. To znaczy sprawiałby, gdyby tylko język nie plątał mu się między zębami.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 09/04/2013

Tereny wyspy. Empty
PisanieTemat: Re: Tereny wyspy.   Tereny wyspy. Icon_minitime1Pon Kwi 29, 2019 1:39 pm

Nie była pewna, co spodziewała się zobaczyć. Widok młodego mężczyzny w powłóczystym płaszczu zaskoczył ją, choć musiała przyznać, że w dziwny sposób pasował do tego wiekowego miejsca. Jej widok z jakiegoś powodu też wywarł na nim wrażenie, mimo że wyraźnie się jej spodziewał. To z kolei sugerowało, że dysponował wyostrzonymi zmysłami i utwierdzało ją w przekonaniu, że ma do czynienia z kimś o niezwykłych zdolnościach.
Przez chwilę Rahne sądziła, że mężczyzna nie zrozumiał jej słów, kiedy jednak powtórzyła pytanie nieco wolniej i wyraźniej, odpowiedział z nienagannym szkockim akcentem. Musiał zatem być miejscowym, choć dziwaczny ubiór na to nie wskazywał. Wilczyca przyjrzała mu się uważniej, przez cały czas świadoma, że sama stała się obiektem wnikliwej obserwacji.
Spoglądali na siebie przez kilka długich uderzeń serca. Jego słowa zdumiały ją nie mniej, niż widok. Zmarszczyła brwi, nie spuszczając oczu z nieznajomego.
- Wyspa należy do rodu mojej matki, Moiry Kinross MacTaggert. Jesteś jej krewnym?
Był bardzo młody, z pewnością nie starszy od niej. Płaszcz, który miał na sobie, jakkolwiek znoszony i brudny, był dobrego gatunku, a sam młodzieniec miał w sobie coś niezaprzeczalnie arystokratycznego. Rodzinnego podobieństwa do Moiry nie dostrzegała, to jednak jeszcze niczego nie dowodziło. Może matka była zbyt zaaferowana jej przybyciem, aby wspomnieć o wizycie zaginionego krewnego? A może przybysz zwyczajnie pomylił wyspy? No i co robił tu, na odludziu, zamiast udać się do jedynego zamieszkałego miejsca na wyspie po odpowiedzi? Jego mętne wytłumaczenie brzmiało podejrzanie i podnosiło więcej pytań, niż dawało odpowiedzi, ale Rahne z każdą chwilą utwierdzała się w przekonaniu, że mężczyzna nie stanowił zagrożenia. Nie wyczuwała od niego agresji, jedynie zdenerwowanie i lekką dezorientację.
Musiała wszelako ustalić pewne fakty. Niezależnie od jego zamiarów, młodzieniec był tu najprawdopodobniej intruzem. Miał szczęście, że Rahne znalazła go zanim zrobił to ktoś z ochrony placówki badawczej.
- Niezupełnie odpowiedziałeś na moje pierwsze pytanie - przypomniała, splatając ramiona na piersi i przyglądając mu się z ukosa. - Można się tu dostać tylko drogą powietrzną. Jak tobie się to udało?
Zawahała się, dając mu czas na odpowiedź, po krótkiej chwili dodała jednak:
- Jeśli potrzebujesz pomocy, może będę w stanie jej udzielić.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Tereny wyspy. Empty
PisanieTemat: Re: Tereny wyspy.   Tereny wyspy. Icon_minitime1Pon Maj 06, 2019 3:38 pm

Wilk uniósł brew na wieść o tym że wilczyca należy do miejscowego rodu możnowładców. Nie było w tym niczego dziwnego. To zresztą tłumaczyło. Tylko szlachcianka z odpowiedniego dworu mogła posiadać podobną prezencję.
Nie przypominał sobie nazwy rodu, ale jego zapach wydawał się znajomy. Czyżby Kinrossowie sprawowali pieczę nad tymi ziemiami jeszcze w czasach dawnych wojen? Fenrisowi niejako to zaimponowało. Niewiele narodów mogło równać się z zaciekłością dawnego ludu, mieszkańcom północnych wysp się to jednak udało. Jako ich bezpośrednia spadkobierczyni wilczyca od razu rosła w jego oczach. O ile było to w ogóle jeszcze możliwe.
To jednak niczego nie zmieniało. Prawa ludzkie nie mogły przeszkadzać boskim.
- Nie, zapewne nie jestem. Moi ludzie osiedlili się w tych stronach na krótko. - odpowiedział jak zwykle lakonicznie, choć bez cienia ułudy.
Musiał przyznać że była nieustępliwa. W normalnych warunkach wilk już dawno straciłby cierpliwość i przerwał tę maskaradę. Teraz jednak coś pozwalało mu trzymać gniew w ryzach. Być może to że każde kolejne pytanie pozwalało utrzymać jakoś tę parakonwersację w toku. Raz jeszcze powiódł wzrokiem po otaczającej ich dolinie. Poza nimi dwojgiem wciąż nie było w okolicy śladów żywego ducha.
-Masz rację. Nie odpowiedziałem. - przytaknął jej z typową dla siebie elokwencją. Odwrócił się od niej bokiem i spojrzał w stronę morza, za którym w oddali znajdował się tak bliski jego sercu stary kontynent. Wiatr delikatnie poruszał jego płaszczem i kosmykami włosów. Poczuł że jego odpowiedź może nie satysfakcjonować wilczycy więc dodał jeszcze. - Zdajesz sobie sprawę, że nie jestem zwykłym człowiekiem?
Nie odpowiedział na jej pytanie. Prawdopodobnie tylko pogorszył sytuację, ale było to dosłownie wszystko co bezpiecznie mógł jej powiedzieć. I tak czuł się niekomfortowo obnażając się w ten sposób przed nieznajomą, choć musiał przyznać że znajdowała się w tym miejscu nutka pewnej ekscytacji.
Musiało to wystarczyć. Ton jego głosu świadczył o tym że nie ma zamiaru zdradzać zbyt wiele, ale nie chciał by doszło między nimi do dowolnej konfrontacji.
Sama oferta pomocy niemało go zaskoczyła. W świecie zaszczutej bestii było tak mało miejsca na ludzką życzliwość, że przy każdym tego typu akcie bezinteresownej pomocy wilk po prostu się gubił. Przez krótką chwilę milczał szukając w wyobraźni możliwych pobudek wilczycy, ale wreszcie dał za wygraną. Wpadł nawet na pewien pomysł. Odwrócił się znowu w jej stronę i patrząc cały czas w jej oczy podszedł w jej stronę.
-Tak, jest pewna rzecz... - powiedział gdy był już dostatecznie blisko i położył jej dłoń na ramieniu.
Nie dane mu było jednak dokończyć gdyż przerwała mu kakofonia donośnych trzasków nieznanego pochodzenia niemal go zagłuszając. Otoczenie zdawało się falować i rozpływać jak gdyby ktoś przepuścił je przez galerię krzywych zwierciadeł. Soczewka rzeczywistości zakrzywiła się tak, że obraz od strony wielkiej starej wierzby zaczął się powiększać, a za ich plecami maleć. Oni sami pozostali niewrażliwi na tę dziwną zmianę perspektywy, jednak Fenris odruchowo pochwycił swoją rozmówczynię za rękę w stanowczym uścisku. Trudno mu było powiedzieć co mogłoby się stać gdyby spanikowała i uciekła do wewnątrz załamania. Gdyby Rahne spojrzała na wilka, mężczyzna wyglądał by na zaskoczonego całą sytuacją, jednak nie tak bardzo jak być powinien. Wydawał się raczej zdziwiony że dzieje się to akurat teraz, albo w ten sposób. Jakby oczekiwał że rzeczywistość powinna załamywać się jakoś inaczej i nie był na to przygotowany. Tak czy siak stał dzielnie pomimo całego tego szaleństwa.

[zt dla obydwu -> http://theavengers.forumpolish.com/t2521-yggdrasill#35647]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Tereny wyspy. Empty
PisanieTemat: Re: Tereny wyspy.   Tereny wyspy. Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Tereny wyspy.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Wielka Brytania :: Wyspa Muir-
Skocz do: