Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Brookfield Place

Go down 
AutorWiadomość
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1Czw Maj 02, 2019 2:18 pm

Brookfield Place Brookfieldplace_courtesy_1__x_large

Brookfield Place to centrum handlowe połączone z kompleksem biurowym, położone na Manhattanie przy West Street, tuż przy brzegu rzeki Hudson. Wcześniej znane było jako World Financial Center. W jego pobliżu znajduje się między innymi World Trade Center.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 03/04/2016

Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Re: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1Sob Maj 04, 2019 9:34 am

Inaczej niż Harry. Spider-girl żadną miarą nie mogła powiedzieć, że sytuacja przed centrum handlowym jest tym czego się spodziewała. Pierwszy raz miała do czynienia z inwazją obcych, stąd ciężko było jej określić, jak powinien wyglądać obraz tuż po niej. Widok chaotycznie przemieszczającego się tłumu, przerażonych i niepewnych twarzy, zdezorientowanych ludzi, nawołujących się wzajemnie, czy kilku zakrwawionych rannych, usiłujących pomóc sobie na własną rękę, bardziej kojarzył się nastolatce z jakąś apokalipsą, niż stopniowym powrotem do normalności.
Gwen była przekonana iż lada chwila w okolicy stanie się coś strasznego, coś co będzie wymagało jej interwencji. Przypuszczała że roboty mogą przypuścić kolejny atak albo okaże się, że część centrum zostało zawalone w czasie wcześniejszych walk, a obecnie pod jego gruzami znajdują się dziesiątki ofiar. W głowie dziewczyny momentalnie zrodził się problem, w jaki sposób ma przebrać się w strój spider-girl, nie zdradzając jednocześnie swojej tożsamości przed Harry’m? Skorzystać z łazienki? Przebieralni? A może udać wystraszoną i schować się w tłumie? Rozważając powyższe dylemat Stacy coraz mocniej ściskała trzymany w dłoniach plecak. Jednocześnie wyobraźnia nastolatki podsuwała jej inne przerażające myśli. A co jeśli w jej rzeczywistości również doszło do podobnego ataku?  Oba wymiary zdawały się być w jakiś sposób połączone, różniąc się od siebie jedynie kilkoma detalami. Dość istotnymi detalami. Na przykład takim, że w jej świecie była ona zamiast spider-mena. Nie żeby Gwen miała skłonności do przeceniania swoich umiejętności, ale obawy czy pozostali bohaterowie poradzą sobie bez niej i tak nie chciały jej opuści.
Wszystkie te wątpliwości sprawiły że Gwen najchętniej od razu pobiegłaby w stronę budynku centrum handlowego, czyli w stronę przeciwną niż zmierzała większość osób z otaczającego ich tumu, zawczasu wyłamując drzwi limuzyny solidnym kopniakiem. Jak na złość okazało się że luksusowe samochody nie mają tradycyjnych klamek służących do otwierania drzwi, najwyraźniej specjalnie ukrytych, w tym celu aby Harry mógł odegrać swoją rolę dżentelmena.
- Eksplodowały? Jak bomby? Ta same z siebie? I nikt nie wie czemu? - Po drodze nastolatka zarzucała przyjaciela dziesiątkami pytań, usiłując zrozumieć co się dzieje. Wyjaśnienie Harry’ego odnośnie scenariusza według którego zakończyły się starcie z najeźdźcami z kosmosu, w żaden sposób nie uspokajały dziewczyny. Rzekomy wybuch w miejscu tak zatoczonym jak centrum handlowe musiał być katastrofalny w skutkach.
Gwen była przekonana że nie może pozostać bezczynną. Powinna przynajmniej zrobić rekonesans i sprawdzić czy jej pomoc nie jest gdzieś potrzebna. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z powagi sytuacji, w skutek czego czuła się nieco winna, iż od razu nie pospieszyła bohaterom z pomocom. Nieoczekiwanie okazja do podobnego zwiadu nasunęła się sama z siebie. Jakaś starsza kobieta zaczepiła Harry’ego, z rozpaczliwym błaganiem czy ten nie widział jej córki, jednocześnie podsuwając milionerowi jakieś zdjęcie prosto pod nos.
- Niech pani spróbuje wywołać małą przez biuro komunikacyjne. - Zaproponowała Stacy przypominając sobie iż contra handlowe moją podobną komórkę, służącą na przykład do informowaniu gości na temat obecnych promocji, czy innych lokalnych atrakcji. W obecnej sytuacji taki komunikator mógł się okazać bezcenny dla osób zaginionych, tyle że w powszechnym chaosie najwyraźniej o nim zapomniano. - Chwila! Ogarnę to. Znam się na sprzęcie nagłaśniającym. Ten tutaj nie powinien być bardziej skomplikowany niż  mój koncertowy. Jak córka ma na imię? Zaraz wracam.
Nie czekając na opinię i sprzeciw Harry’ego, Gwen wyrwała przed siebie, zdeterminowana aby zrealizować swój cel. Przepychając się przez tłum, nastolatka wbiegła wreszcie do rozległego holu , zatrzymując się przed tablicą informacyjną, w poszukiwaniu znaczonego tam biura służb technicznych.  Podejrzewała zż budynek będzie w większości odpowiadał temu jaki zna z jej świata, problem w tym iż nigdy wcześniej nie interesowała się gdzie jest zlokalizowana taka komórka. Zanim jednak dziewczyna zdołała ją namierzyć, jej uwagę przykuł krzyk kogoś w prawym skrzydle centrum handlowego.
- Policja! Na pomoc, niech ktoś coś zrobi! Proszę! - Usłyszała Gwen, natychmiast rozglądając się w kierunku skąd dochodziło wołanie o pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Re: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1Wto Maj 07, 2019 3:54 pm

Harry jedynie wzruszył ramionami na ten szereg pytań odnośnie sytuacji z robotami. Choćby i chciał na nie odpowiedzieć, to nie bardzo mógł to zrobić, bo oficjalnie powinien posiadać mniej informacji niż w rzeczywistości... Co nie zmieniało faktu, iż nie był na sto procent pewien dlaczego doszło do tych eksplozji. Miał swoje podejrzenia, opierające się w większości na założeniu, że Mścicielom udało się znaleźć jakieś odgórne rozwiązanie, ale poza tym... Naprawdę mógł tylko zgadywać. A na co Gwen jego domysły?
Inna sprawa, że mężczyzna naprawdę nie miał ochoty drążyć tego tematu. Był... Męczący. Być może wynikało to z faktu, że zdążył się już przyzwyczaić do tego rodzaju i podobnych katastrof. Jasne, nie zdarzały się - jak można by oczekiwać - średnio raz w tygodniu, nawet w Nowym Jorku, ale... I tak wystarczająco często, aby nie robić na nim ogromnego wrażenia. Pod tym względem zapewne wyróżniał się trochę na tle reszty obywateli i to nie tak, że nie zdawał sobie sprawy ze swojej lepszej sytuacji i uprzywilejowania. Wiedział, że był bezpieczniejszy od ogółu, zarówno przez Formułę, jak i przez to wszystko, co zapewniał mu majątek. Więc... Prawdopodobnie przeżywał te tragedie słabiej i łatwiej mu było przejść nad nimi do porządku dziennego.
Nie oznaczało to, że nie docierały do niego ból i strach innych. Po prostu... Czuł się od nich trochę oderwany i to pewnie dlatego teraz tak zaskoczyło go nagłe bycie zaczepionym przez obcą kobietę. Przynajmniej go przy tym nie dotknęła, ale za to zablokowała mu drogę i od razu podsunęła zdjęcie - na które Osborn odruchowo spojrzał, mrugając szybko w wyrazie zaskoczenia i równocześnie odchylając się nieco do tyłu. Zazwyczaj nie zwracał uwagi na twarze mijanych osób, a jeżeli nawet, to rzadko je zapamiętywał. Nie były dla niego... Ważne. Dlatego właśnie wątpił, aby mógł pomóc.
Szczęśliwie najwyraźniej nie musiał tego robić, bo zanim jeszcze zdążył w jakikolwiek rozmyślny sposób zareagować, Gwen już przejęła pałeczkę i kontrolę nad sytuacją, przez co Harry automatycznie przeniósł na nią wzrok. Pomysł miała... Całkiem dobry, przynajmniej w teorii. No i powinien ich zwolnić z konieczności angażowania się - a raczej tak wydawało mu się przez te kilka cudownych sekund przed ofertą Gwen. Harry ledwo powstrzymał odruch głębokiego westchnięcia albo wzniesienia oczu ku niebu, a cokolwiek innego chciałby zrobić nie miało i tak znaczenia, bo dziewczyna już wyrwała z miejsca - prosto do budynku. Chociaż tyle dobrego, że i tak do niego zmierzali...
- Niech pani lepiej i tak przejdzie pod to biuro - zalecił odrobinę niezręcznym tonem, co prawda bez wątpienia zwracając się do nieznajomej, lecz wzrokiem odprowadzając znikającą w tłumie Gwen. Normalnie może Osborn bardziej przejąłby się jej zachowaniem i natychmiast za nią podążył, ale... Przecież miał jej numer, więc mógł trzymać rękę na pulsie. Może i nie pochodziła z tego świata, ale chyba nie powinna się w parę minut wpakować w zbyt wielkie kłopoty, prawda? Prawda...?
Chwilowe rozdzielenie się nie przeszkadzało Osbornowi z jeszcze jednego powodu. Dzięki niemu mógł bez zbędnych pytań wyjąć telefon i spróbować skontaktować się z Peterem... Zakładając, że ten w ogóle odbierze od niego wiadomość i na nią zareaguje. Bo równie dobrze mógł być w tym momencie czymś zajęty, na przykład popijać kawkę z Mścicielami - albo raczej im ją przynosić - czy czym tam się bohaterowie trudnili po zakończonej akcji. Poza tym Harry wciąż nie chciał wiedzieć gdzie w ogóle Parker trzymał komórkę w tym swoim zdecydowanie zbyt obcisłym kostiumie...
Nie namyślając się więc długo, mężczyzna wyjął z kieszeni własne urządzenie, odblokował je i od razu wszedł w rozmowę z przyjacielem. Wiadomość skomponował tak krótką i treściwą, jak tylko był w stanie - "Spotkałem się z nią, wygląda na alt świat, potrzebuje pomocy, by tam wrócić. Powinieneś się z nią zobaczyć." Wątpił, aby musiał informować o kim mówił, bo w końcu parę godzin wcześniej rozmawiali o tej sytuacji... I wierzył w inteligencję Petera pod kątem rozwinięcia skrótu od słowa alternatywny. Słanie esemesów w tym temacie i tak nie było najbezpieczniejsze, ale jakoś się ze sobą komunikować musieli, a rozmowa na głos w tłumie brzmiała jeszcze gorzej.
Czekając na odpowiedź, Osborn zdecydował się przynajmniej częściowo pójść w ślady Gwen, a mianowicie ruszył w stronę holu, manewrując między innymi przechodniami. Komórkę trzymał w ręce, więc wibracje od razu zwróciły jego uwagę - i zatrzymał się już we wnętrzu budynku, choć umyślnie na uboczu, aby nikomu nie przeszkadzać. Odpowiedź okazała się... Całkiem przewidywalna - "Mówisz poważnie? Oczywiście, w końcu to ty. Tylko czy jesteś pewien, że to żaden klon, iluzja czy inna sztuczka? Ciężko w to uwierzyć." Harry sam rozważał wszystkie te możliwości i w dalszym ciągu gdzieś w głębi ducha trochę się o nie martwił, ale... Mimo to czuł się względnie przekonany.
"Wystarczająco pewien. Sprowadź telepatę, jeżeli chcesz na sto procent, ale tak między nami, praktycznie przyznała się do pajęczych mocy. Jej zachowanie i informacje pokrywają się z naszym światem dość, żeby to miało sens. Jesteśmy w Brookfield Place, tym przy WTC." Tym razem jego odpowiedź musiała być już dłuższa, żeby odniósł się do wszystkich ważnych kwestii. Jej zakończenie nie stanowiło co prawda bezpośredniego zaproszenia, ale podejrzewał, że Peter tak właśnie zinterpretuje jego słowa. Może i Gwen nie chciała się z nim teraz spotkać, ale w końcu musiała, a plaster lepiej było zerwać szybko, zamiast po trochę się z nim bawić.
Tym razem odpowiedź dotarła chyba nawet szybciej - "Nie wiem, gdzie znalazłbym telepatę od ręki, ale skoro mówisz, że jesteś pewien. To wszystko wydaje się dziwne, ale spotkam się z nią. Brookfield Place? Daj mi trochę czasu i spróbuję tam dotrzeć. W której konkretnie części chcesz się tam spotkać?" Harry również nie zwlekał z zareagowaniem, a jego krótka pauza wynikała jedynie z faktu, iż uniósł głowę, aby ocenić jakie sklepy znajdowały się w pobliżu, żeby mógł użyć ich jako charakterystycznych punktów. Zaraz potem już odpisał - "Hol, na lewo od wejścia, tak między Omegą i Bottegą. Dam znać, jeżeli coś się zmieni."
Skoro zaś to wyglądało na załatwione, Osborn przeniósł się do esemesowego wątku z Gwen i jej również posłał wiadomość, podobną do tej ostatniej - "Czekam w holu, między Omegą i Bottegą, tak będzie łatwiej się znaleźć. Wróć do mnie, gdy przekażesz tamten komunikat." Prawdę mówiąc Harry nie miał pojęcia gdzie znajdowało się to całe biuro komunikacyjne, ale Gwen najwyraźniej tak, więc powinna też być w stanie po fakcie go odszukać.
Zanim jednak mężczyzna zdążył schować telefon, otrzymał jeszcze jedną odpowiedź od Petera - "W porządku. Spróbuję jak najszybciej przyjść, ale nie jestem zbytnio w okolicy. Byłem zajęty innymi sprawami, więc może mi to trochę zająć czasu." Nie przejmował się już odpisywaniem, tylko zablokował ekran i wsunął komórkę z powrotem do kieszeni. Wówczas przesunął się jeszcze trochę bardziej pod ścianę i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, gotów poczekać na Gwen. Albo na Parkera, ale prawdopodobnie prędzej na Gwen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 03/04/2016

Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Re: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1Sro Maj 08, 2019 9:18 am

Gwen miała w zwyczaju błyskawicznie zmieniać priorytety swoich działań.  Nawet jeśli osoby pokroju Harry’ego podobne zachowanie mogły traktować jako przejaw roztrzepania i braku organizacji, sama nastolatka uważała je za swój atut. Przecież to nie było tak że o czymś zapominała. Co najwyżej ustawiała niektóre sprawy coraz dalej w kolejce rzeczy do zrobienia. I tak jak była przekonana, że ostatecznie wróci do swojego świata i uratuje Petera, tak po drodze zamierzała też pomóc Wiewiórze, spotkać się z spider-menem, odnaleźć zaginionego dzieciaka tamtej kobiety i zrobić całą masę innych ważnych rzeczy, na czele z uratowaniem Centrum Handlowego.
Stacy pozostawała przekonana, że nawet jeśli nie od razu, to w końcu ogarnie to wszystko. Póki co, wbiegając do skrzydła budynku, skąd dochodziło wolanie o pomoc, dziewczyna wyobrażała sobie wszelkie wydumane katastrofy, jakie spodziewała się tu zastać, na czele z walącym się właśnie na nich sąsiednim wieżowcem, czy ujrzeniem lada moment wraku kosmicznego robota, tykającego niczym bomba. Tą ostatnią możliwość podsunął jej Harry. Gwen zaczęła nawet analizować, gdzie mogłaby zdetonować potężny ładunek, znaleziony w tak zatłoczonym miejscu, (może na przykład wrzucić go do rzeki), gdy nagle dostrzegła, że czekający ją problem jest znacznie mniejszego kalibru niż sama zakładała.
- Przyjazny pająk z sąsiedztwa? – Mruknęła ironicznie widząc dwójkę drobnych złodziejaszków i awanturę w sklepie odzieżowym. Bandy podobne do tych zdarzały się wszędzie, a zatłoczone centra i ludzie w amoku zakupowym, dość często tracący czujność jak chodzi o swój portfel, stanowili dla nich idealne miejsce na zdobycie łupów. Zwykle ich działania zaczynały się i kończyły na wywołaniu zamieszania, kradzieży i późniejszym zniknięciu bez śladu, choć w tym przypadku najwyraźniej coś poszło nie tak, albo też, przekonani o chwilowej bezkarności, złodzieje postanowili zagrać o coś więcej.
Poprzez wystawową szybę Gwen dojrzała mężczyznę z kilkudniowym zarostem, którego twarz skryta była za kapturem. Zbir wygrażał kasjerce nożem, domagając się jak najszybszego opróżnienia sklepowej kasy, w czasie gdy jego dużo postawniejszy kompan cisnął drugiego z sprzedawców pomiędzy wieszaki z kolekcja T-shirtów.  Spider – girl nie znosiła złodziei, a już szczególnie takich żerujących na cudzym nieszczęściu. Ludzie ci byli pragmatyczni, bez skrupułów i zdolności do jakiejkolwiek refleksji. Najwyraźniej chaos wywołany atakiem obcych, stanowił dla nich impuls by wykorzystać szansę która sama pchała się im ich ręce. Gewn postanowiła zainterweniować, nawet jeśli początkowo czuła jedynie rozczarowaniem, spodziewając się tutaj czegoś znacznie bardziej spektakularnego. Tym bardziej że zajecie się tą dwójką nie powinno zając jej dużo czasu.
„Będę za dwie minuty” – Odpisała dziewczyna sprawdzając na telefonie informacje od Harry’ego. Przynajmniej wiedziała gdzie tamten jest, dzięki czemu nie musiała się przejmować ewentualnym możliwym spotkaniem. Nie podejrzewała zresztą że sprawa z zwykłymi oprychami może zająć jej dłużej. Szybko jednak okazało się, iż w swoich kalkulacjach nastolatka nie uwzględniła czasu jaki zmarnuje na poszukiwanie łazienki, gdzie mogłaby się przebrać w kostium spider - girl.  Gwen nie zakładała również tego, że gdy wreszcie trafi pod właściwe drzwi, zastanie tam kolejki chętnych by skorzystać z swoich pięciu minut przed lustrem.
- No co z wami, kobiety. Nawet teraz? – Prychnęła zirytowana Stacy. Jak na ironie męska łazienka była zawsze wolna. Uznając że właśnie to jest jedna z tych trudnych decyzji, z jakimi musi mierzyć się bohater, Gwen postanowiła wybrać opcję „bez czekania”. Miała nadzieje że nikt z tego powodu nie będzie krzyczał.
Nastolatka bardzo rzadko decydowała się na takie spontaniczne akcje, właśnie dlatego że konieczność przebierania się, a szczególnie upychania do plecaka aktualnie noszonych rzeczy, stawała się dla niej bardzo drażliwa. Gwen spojrzała na zegarek. Jeszcze nie zaczęła działać a już była spóźniona. Podejrzewała, że Harry spokojnie na nią czeka, dumając przy tym najróżniejsze teorie, ale przecież nawet taki H2O nie będzie ciągle siedział bezczynnie, co z kolei oznaczało ze ona nie może sobie pozwolić na dalszą zwłokę. Cały czas pozostając w biegu, bohaterka wpadła do sklepu, hamując w drzwiach efektownym ślizgiem.
- Dzień dobry. Zdaje się że któryś z panów pomylił dzisiejsze promocję. Jedyną rzeczą jaką rozdajemy tu za darmo, jest pajęcze lanie. – Przywitała się spider – girl, od razu strzelając swoją siecią w kierunku chudzielca z nożem,  a tym samym pozbawiając bandziora jego broni.  W innych okolicznościach Gwen byłaby gotowa dać zbirom porządną nauczkę, by ci zastanowili się gdy następnym razem zechcą komuś wymachiwać nożem przed twarzą, jednak obecnie nastolatka musiała zadowolić się samym faktem, iż po kilku sekundach obaj kryminaliści wisieli głową w dół, w eleganckich pajęczych kokonach, potulnie czekając na przybycie policji.
- To chyba mój rekord. – Oświadczyła spider-gir, chcą sprawdzić czas w jakim uporała się z problemem, nagle orientując się przy tym, że nie ma przy sobie swojego plecaka. A także to gdzie go zostawiła.  – Yyy.. to ja… będę uciekać. Miłego dnia. – Błyskawicznie pożegnała się Gwen, znów biegnąc, tym razem w stronę łazienki, tylko po to by na miejscu przekonać się, że ta jest obecnie zamknięta.
„Brawo Gwendolyne”. – Spider girl pogratulowała sobie w myślach własnej nieporadności, czując na sobie spojrzenia kobiet, grzecznie czekających w kolejce do damskich toalet. Nie pozostawało jej nic innego jak jeszcze raz wrócić do sklepu.
- To znów ja, pani pozwoli że pożyczę sobie kilka ciuchów? – Spytała Gwen siląc się przy tym na uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Re: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1Pią Maj 10, 2019 8:09 pm

Stojąc tak sobie na uboczu ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej ramionami, Harry bardzo przykładał się od emanowania aurą nie zbliżaj się do mnie, nie rozmawiaj ze mną, ignoruj mnie i idź dalej. Nie był w nastroju na pogawędki z przypadkowymi osobami, czy to takimi, które by go jednak rozpoznały, czy z takimi, które czegoś by od niego chciały... Zgoda, zwykle nie był, ale to inna sprawa. Grunt, że obecnie mężczyzna w wyrazie zniecierpliwienia stukał palcem wskazującym we własną rękę i powoli rozglądał się po swoim najbliższym otoczeniu, wypatrując Gwen lub Petera.
Nie minęło aż tak dużo czasu, nim wibracje dochodzące z kieszeni zwróciły jego uwagę na nową wiadomość. No tak, powinien się był spodziewać... Dlatego nie namyślając się długo, mężczyzna sięgnął po telefon i zerknął na otrzymany tekst. Dwie minuty. W porządku. Czyli prawdopodobnie z pięć, ale to i tak lepiej, niż gdyby taki okres oczekiwania zapowiedział mu Parker. Wówczas na pewno w ogóle by mu nie uwierzył, bo w końcu Peter słynął ze spóźniania się, zawsze i na wszystko, niezależnie od tego, ile czasu miał na przygotowanie się do wyjścia. Choć może Osborn oceniał go trochę zbyt surowo, bo gdzieś tam w głębi ducha zdawał sobie sprawę z tego, iż roztrzepanie jego przyjaciela odpowiadało tylko za połowę tych przypadków. Reszta wynikała najpewniej z konieczności ratowania miasta i zdejmowania kotków z drzew.
Harry nie odpisał na tę wiadomość, ale i nie schował ponownie komórki. Skoro już wiedział, że miał dla siebie trochę czasu, to równie dobrze mógł wykorzystać go na zerknięcie w sieć. Najpierw szybko przejrzał swoją skrzynkę e-mailową, ale na szczęście od ostatniego sprawdzania nie pojawiło się w niej nic ważnego. Dobrze, bo teraz nie miał za bardzo warunków do zastanawiania się nad istotnymi kwestiami firmowymi, a inne... Cóż, inne mogły bez problemu poczekać do wieczora. Zajmie się nimi z domu. O ile będzie mu to dane, skoro teraz musiał się też opiekować Gwen... A odnosił wrażenie, że będzie to robota na pełen etat - i pomoc Parkera niczego pod tym względem nie zmieni.
Dwie minuty zdążyły mu już tak minąć, ale dziewczyny na horyzoncie wciąż widać nie było, w związku z czym Osborn z czystym sumieniem włączył przeglądarkę i zabrał się za śledzenie serwisów informacyjnych. Mimo wszystko wolał się upewnić, że zagrożenie na sto procent przeminęło, że nagle nie wypłynęło coś nowego, przed czym lepiej byłoby się gdzieś zaszyć... Ale najwyraźniej nie, o dziwo i na szczęście. Większość wiadomości dotyczyła już zakończonych walk oraz otoczki całego tego ataku - jednakże jego uwagę zwróciły również doniesienia z Nowego Orleanu. Oczywiście nie zamierzał się w nie mieszać, to nie była jego sprawa, a bohaterowie prędzej czy później na pewno nad wszystkim zapanują, lecz... Lubił wiedzieć co się działo w kraju i na świecie. Koniec końców takie wydarzenia odbijały się często na jego interesach, w ten czy inny sposób.
Przeglądając kolejne newsy i strony, co jakiś czas Harry podnosił wzrok, aby przesunąć nim po okolicy w poszukiwaniu Gwen lub Parkera, ale w dalszym ciągu żadnego z nich nie widział. W tym pierwszym przypadku odrobinę go to niepokoiło, bo przecież wziął dziewczynę pod swoją opiekę, nawet jeżeli bardzo nieoficjalnie... Ale z kolei spodziewał się, że na Petera trochę poczekają, więc o niego się nie martwił. Parker sam zapowiedział, że potrzebował trochę czasu, aby dotrzeć do centrum handlowego - chociaż raz nie starając się mydlić mu oczu... Co stanowiło całkiem miłą odmianę. Harry potrafił to docenić.
Nie oznaczało to, że konieczność czekania sama w sobie go nie irytowała, bo jednak nie był zbyt cierpliwą osobą, przynajmniej w takich okolicznościach... Ale jakoś sobie z tym jeszcze radził. Póki mógł się czymś zająć, nie było tak źle, a komórka dostarczała mu jakiejś formy rozrywki. O ile mógł w ogóle tym mianem określić czytanie o ostatnich tragediach... Nieważne. Gorzej, że nie obraziłby się za możliwość porozmawiania z Parkerem przed przybyciem Gwen, ale na to nawet nie liczył. Jakoś nie wierzył, że pojawiliby się w preferowanej przez niego kolejności, nie tylko ze względu na swoje obietnice, dzielącą ich odległość i całą resztę praktycznych kwestii, ale i tak po prostu przez typowe szczęście - albo raczej nieszczęście - Osborna.
Trudno. Musiał przynajmniej próbować wierzyć w to, że Peter był wystarczająco dobrze przygotowany na to spotkanie... I że w jego trakcie nie palnie czegoś niewłaściwego. Za bardzo. I zbyt często. Bo coś palnie na pewno... I Harry już się na to mentalnie nastawił, naprawdę. Oby tylko Gwen nie była na niego zbyt zła za to, że go sprowadził. Co prawda Osborn podejrzewał, że powinno jej szybko minąć - kiedy tylko dotrze do niej, że tak było jednak lepiej - ale w pierwszym momencie mogło się zrobić nieprzyjemnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 03/04/2016

Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Re: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1Sob Maj 11, 2019 3:09 pm

Szczęśliwie dla spider – girl, w całej tej zaistniałej sytuacji, sprzedawcy w sklepie odzieżowym okazali się nad wyraz wyrozumiali, bez sprzeciwu pozwalając jej skorzystać z asortymentu jakim dysponował salon. Być może wpływ na to miał fakt, iż Gwen przed chwilą ocaliła firmę przed koniecznością liczenia się z znacznie większymi stratami, czy chociażby to, że para zatrzymanych przez nią zbirów posiadała przy sobie znaczną ilością gotówki, los której znalazł się obecnie w rękach dwójki pracowników sklepu, w każdym bądź razie nastolatka bez przeszkód zaopatrzyła się w dresową bluzę z kapturem, szerokie spodnie i czapkę pod którą była w stenie schować sięgające ramion włosy. Wszystko to po to by w jakiś sposób zamaskować noszony obecnie strój bohaterki oraz nie przyciągać uwagi przechodniów, faktem iż stoi się w kolejce przed męska toaletą.
Stacy była przekonana iż jakoś będzie w stanie wytłumaczyć Harry’emu te nagłe samodzielne zakupy. Poza tym nie spodziewała się z jego strony wykładów o modzie, czy w ogóle jakichkolwiek uwag odnośnie wybranych przez siebie kreacji. Dziewczyna nie miała pojęcia jak podchodziła do podobnych spraw jej odpowiedniczka w tym świecie. Ona sama raczej nie zaliczała się do osób zorientowanych co do aktualnych modowych trendów. To Mary Jane zwykle doradzała Gewn co i jak. Tymczasem spider – girl, jeśli w ogóle śledziła jakieś nowinki w kwestii strojów, to raczej były to doniesienia odnośnie najnowszych kostiumów superbohaterów, takich jak na przykład uniform Kapitan Marvel, niż te z znanych salonów mody.
Nerwowo przeskakując z nogi na nogę, Gwen zastanawiała się jak bardzo jest już spóźniona. Dwie minuty minęły na pewno, a ona nawet nie znalazła biura informacji, o nadaniu jakiegokolwiek komunikatu nie wspominając. Dziewczyna w ciemno mogła zakładać, że nawet jeśli Harry głośno nie poruszy tego tematu, to gdzieś tam w swojej głowie zanotuje sobie to dziwne zdarzenie, pytając o nie w najmniej dogodnym do tego momencie. W tej sytuacji chyba najlepszym rozwiązaniem będzie wrócić do niego, przyznać się do porażki i kontynuować poszukiwania już w dwójkę. Oczywiście tym razem starannie omijając ten sklep, w którym wcześniej zawitała jako spider – girl. Przede wszystkim jednak Gwen musiała odzyskać swój plecak i komórkę. Bez tej ostatniej nie była w stanie ruszyć dalej. Nawet nie pamiętała w okolicy jakich sklepów H2O miał na nią czekać.
- Siedzenie tu tyle czasu powinno podchodzić pod paragraf. - Złośliwie zauważyła Stacy, gdy drzwi od łazienki wreszcie się otworzyły. Sekundę później nastolatka zorientowała się, że wychodzący stąd młody chłopak ma przy sobie jej plecak. - Hej! To moje! Oddawaj!   - Krzyknęła spider – girl, natychmiast rzucając się w pościg.
Dopiero po chwili Gwen uświadomiła sobie, że był to błąd. Powinna była od razu kopniakiem wepchnąć złodzieja do środka i siłą wyrwać mu z rąk swoją własność. Tymczasem krzycząc niepotrzebnie tylko sprawiła iż uwaga przechodniów skupiła się dokładnie na niej. W takich momentach, konieczność ukrywania swojej drugiej tożsamości, stawała się nad wyraz ciężkim obowiązkiem. Stacy zrozumiała, że musi złapać intruza nie wzbudzając przy tym większych podejrzeń, chociaż już samo to że dziewczyna dogania i kladzie na podłogę swojego rówieśnika, musiało wzbudzać jakieś zainteresowanie. Co gorsza drań usiłujący zwinąć jej plecak okazał się być wyjątkowo szybkim.
Gwen kontynuowała pościg czkając na okazję w której jej ofiara wbiegnie w jakiś poboczny korytarz, gdzie z kolei ona będzie mogla wykorzystać swoje pajęcze umiejętności. Na logikę tak właśnie powinno to wyglądać. Jakby nie patrzeć, przeciskając się przez tłum, złodziej ryzykował iż w końcu trafi na kogoś kto w poczuciu obywatelskiego obowiązku zechce pomóc okradzionej. Niestety ten konkretny rabuś najwyraźniej tego nie wiedział, ponieważ zamiast kierować się do bocznego wyjścia, ruszył prosto w kierunku holu, tam gdzie na ławce czekał Harry, zapatrzony w ekran swojego smartfona.
- Zatrzymaj go! - Zawołała Gwen, mając nadzieje ze jej przyjaciel nie tylko jest w stanie wystarczająco szybko zorientować się w sytuacji ale również w jakiś sposób jej przeciwdziałać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Re: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1Sro Maj 15, 2019 9:47 pm

Prawdę mówiąc w tym momencie Harry rozważał już wysłanie do Gwen kolejnej wiadomości, albo nawet zadzwonienie do niej, aby szybciej i bardziej bezpośrednio omówić sprawę. Fakt faktem, że nigdzie się w gruncie rzeczy nie spieszył, ale nie oznaczało to od razu, że chętnie spędzał swój cenny czas czekając praktycznie bezczynnie w centrum handlowym... Szczególnie w takim tłumie. To chyba najbardziej mu w całej tej sytuacji przeszkadzało. Nawet trzymając się na uboczu i dzięki temu mając dla siebie trochę przestrzeni, mężczyzna wciąż czuł się przytłoczony.
Z tym postanowieniem, Osborn wyszedł z przeglądarki, równocześnie podnosząc się na moment z miejsca, aby przed nawiązaniem połączenia jeszcze raz rozejrzeć się po okolicy... Bo a nuż Gwen właśnie się do niego zbliżała i dzwonienie okazałoby się kompletnie niepotrzebne? Zamiast niej jego uwagę przyciągnął jakiś chłopak przeciskający się między ludźmi... Najwyraźniej w ogromnym pospiechu, jeżeli sądzić po tym, jak na nich wpadał, lawirował, zderzał się z nimi barkami i ani myślał za to przeprosić. Ech, Nowy Jork. Jak go nie kochać.
Harry zapewne by to zignorował i wrócił do własnych spraw, gdyby w następnej sekundzie ponad szum głosów, urządzeń i przemierzających ulice na zewnątrz samochodów nie wybił się znajomy głos... I tak naprawdę Osborn nie musiał się nad tym nawet zastanawiać, by połączyć fakty i bardzo prędko dojść do wniosku, iż oczywiście, że Gwen się w coś wpakowała, jak mógł w ogóle liczyć na coś innego? W końcu ta jej wersja zdawała się mieć w sobie całkiem sporo z Parkera, pomijając cisnący się na usta podtekst... To normalne, że musiała też być magnesem na kłopoty.
Mężczyzna poświęcił tylko moment na westchnięcie, połączone z równoczesnym wsunięciem telefonu do kieszeni, aby w zamieszaniu przypadkiem nie wyleciał mu z dłoni. W tym czasie nie spuszczał już wzroku z uciekającego - zbliżającego się do niego - chłopaka i... Tak, teraz rozpoznawał już chyba trzymany przez niego plecak Gwen. Czyli jedna kwestia sama się wyjaśniła. Pozostawało tylko pytanie... Jak najlepiej będzie go zatrzymać?
Gdyby dookoła nich było teraz więcej miejsca, Harry po prostu by go przewrócił. W takim wypadku wyglądałoby to chyba wystarczająco naturalnie i złodziejaszkowi ciężko byłoby się wymknąć, bo najpierw musiałby zmarnować moment na pozbieranie się z ziemi... Ale w obecnych okolicznościach najprawdopodobniej wylądowałby po prostu na innym przechodniu, może pociągnął go ze sobą na podłogę, a może tylko się od niego odbił... Nie, nieważne. To nie miało sensu. Złapanie za sam plecak mogłoby go z kolei uszkodzić, za ubranie - rozerwać je i tak czy siak pozwolić chłopakowi zwiać... Tak naprawdę zostawała tylko jedna opcja, która powinna być bezpieczna, ale i tak wymagała włożenia odrobiny wysiłku w utrzymywanie pozorów.
Tak się nad tym wszystkim zastanawiając, Osborn zbliżył się już do miejsca, przez które nieznajomy powinien chcieć się zaraz przecisnąć, odczekał aż do idealnego momentu, kiedy ten musiał go minąć... I wówczas chwycił go za nadgarstek, jednocześnie zahaczając stopą o jego kostkę, aby podciąć mu nogę. Jako że przytrzymywał go w miejscu, a nawet szarpnął jego rękę ku górze, nie ryzykował obaleniem chłopaka na przypadkową, niewinną osobę, sam zaś szybko przemieścił się za jego plecy, zmieniając przy tym nieco swój uchwyt... Dla własnej wygody i po to, żeby mimo wszystko nie zrobić mu zbyt poważnej krzywdy. Choć rękę w miarę możliwości mu wykręcił, przynajmniej na tyle, na ile pozwalała na to obecność plecaka... W którym to celu musiał przyklęknąć za nim na jedno kolano, ale trudno. Czego się nie robiło dla - och, w tym wypadku dla Gwen. Albo raczej dla własności Gwen.
Skoro zaś już o niej była mowa, to Harry zakładał, że dziewczyna powinna do niego niedługo dotrzeć... Choć prawdę powiedziawszy po usłyszeniu jej głosu nie tracił czasu na odnalezienie jej wzrokiem w tłumie. Zakładał, że musiała być wystarczająco blisko, ale teraz tym bardziej nie mógł tego sprawdzić. Nie dość, że znajdował się niżej, to jeszcze musiał mieć na oku rzucającego się i protestującego chłopaka... A jeżeli raz czy drugi pozwolił sobie trochę mocniej zacisnąć palce, to hej, dbał o to, aby nie połamać mu kości, coś mu się chyba od życia na leżało. Na przykład te całkiem satysfakcjonujące jęki bólu delikwenta za każdym razem, gdy nacisk na moment wzrastał... Nie, wbrew pozorom Osborn wcale nie miał sadystycznych zapędów. Tylko... Cieszył się z tej sprawiedliwości. Co było najzupełniej normalne.
Prawdziwa sztuka polegała na utrzymywaniu balansu pomiędzy sprawowaniem kontroli i wyglądaniem tak, jak gdyby miał z tym drobne problemy - nie za duże, aby chłopak nie poczuł się pewniej, ale jednak jakieś. Mógł się przecież powoływać na siłownię i treningi z samoobrony, to każdy by zrozumiał, ale wszelkie nadludzkie czynniki musiały już pozostać tajemnicą... W związku z czym udawał. Na szczęście z graniem ról też posiadał już niezłe doświadczenie.
- Gwen? - spytał, podnosząc przy tym trochę głos, ale nie krzycząc. Skoro wcześniej dosłyszał zawołanie dziewczyny, a od tego czasu musiała zmniejszyć dzielącą ich odległość, to miał nadzieję, że mogła wyłapać swoje imię. A że wokół nich zrobiło się teraz nieco więcej wolnej przestrzeni, pozwalającej ludziom wygodniej obserwować rozwój wydarzeń i nie musieć się w nie wtrącać... To tak naprawdę tym lepiej dla nich. Przynajmniej pod tym względem, bo wylądowanie na widoku wcale nie było takie dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 03/04/2016

Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Re: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1Czw Maj 16, 2019 7:50 am

W typowy dla siebie sposób, czyli dopiero po fakcie, Gwen  nagle nabrała wątpliwości czy aby na pewno dobrze postępuje, na siłę próbując zrobić z Harry’ego bohatera? Była przekonana odnośnie tego, iż wcześniej czy później sama ujęłaby złodzieja, w związku z czym angażowanie w to przyjaciela było niepotrzebnym narażaniem go na niebezpieczeństwo, tym bardzie iż obawiała się, że uciekinier może mieć przy sobie nóż lub inną broń. Co by nie mówić, byli w Nowym Yorku. Wariatów gotowych zaatakować za głupi plecak tu nie brakowało, a ona z kolei miała wystarczająco traumatycznych przeżyć związanych z utratą kogoś bliskiego. Tymczasem Harry Osborn z tej rzeczywistości, raz że szybko awansował do tej właśnie grupy osób,  a dwa, wyraźnie dał jej do zrozumienia, że będzie zły jeśli ona za bardzo namiesza w jego świecie, co zapewne również dotyczyło się sprowadzenia zagrożenia na jego osobę.
Z drugiej strony „uciekaj” wypowiedziane chwilę po tym jak krzyknęła „łap go”, specjalnie nie miało sensu. A już z całą pewnością nie pomogłoby Osobrnowi podjąć decyzji. Gwen nie pozostawało nic innego jak zwiększyć swoje wysiłki w kwestii torowania sobie drogi przez zatłoczone centrum handlowe. Wcześniej przykładała sporo starań aby z gracją wymijać innych zakupowiczów, teraz natomiast po prostu ich odpychała, niektórych z siłą zdecydowanie nieadekwatną do postury smukłej nastolatki, a wszystko po to by dopaść zbiega zanim ten dopadnie Harry’ego. Harry’ego który jak się okazało radził sobie świetnie  z zatrzymaniem i obezwładnieniem napastnika.
- Oddawaj! – Gwen od razu zabrała się za odzyskiwanie swojej wartości, ignorując przy tym fakt, iż szarpiąc za plecak utrudnia nieco przyjacielowi kontrolowanie swojej ofiary, zmuszając Harry’ego by ten przekładał dłonie przez paski jej torby.
O dziwo pobieżna inspekcja zawartości plecaka nie wykazała jakichkolwiek braków. Gwen z każdą chwilą coraz bardziej nabierała przekonania, iż nie trafiła na profesjonalnego złodzieja, a jedynie na takiego uczynionego przez okazję. Nastolatka nie miała przy sobie zbyt wielu cennych rzeczy, a te nieliczne spokojnie można było przerzucić do kieszeni, nie wzbudzając przy tym niczyjej uwagi.  Sam plecak zaś miał natomiast sentymentalną wartość tylko dla niej. Poza tym samo zachowanie chłopaka, który najpierw uciekał bez sensu, przepychając się tłum, a teraz złapany zaczął wrzeszczeć o pomoc, tak jakby to on stał się ofiarą całego zajścia, sugerowało iż ona i Harry mieli do czynienia z amatorem.
Gwen nie miała pojęcia co powinni z nim zrobić. Biorąc pod uwagę wielkość ewentualnej szkody, wzywanie policji nie miało sensu, a to co wydawało się dziewczynie najbardziej odpowiednie, czyli zasadzenie złodziejaszkowi solidnego kopa, też nie bardzo wchodziło w grę, chociażby z racji ilości gapiów, zainteresowanych całym wydarzeniem. Na szczęście tą poważną decyzję mogła pozostawić Harry’emu, samej koncentrując się na tym jak wytłumaczyć swoja nagłą zmianę wyglądu.
- Niczego nie brakuje. – Oświadczyła krótko, tak aby H20 wiedział iż dalsze przesłuchiwanie więźnia jest bezcelowe. – Jeśli zaś chodzi o to… - dziewczyna wskazała na swoje ciuchy -  … to może nie pytaj. – Zasugerowała Gwen, podświadomie czując że takim rozwiązaniem tym bardziej podsyca ciekawość Herry’ego, sprawiając iż ten nie odpuści, wobec czego należało znaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie.
Nawet to najbardziej niedorzeczne.
- Dobra, pewnie i tak zapytasz. Więc wyobraź sobie, że szukam tego miejsca z którego nadają komunikaty, a tu nagle patrzę -  promocja. Ostatnie sztuki. Wiem, że brzmi strasznie to egoistyczne, ale pomyślałam że w ten sposób mogłabym równocześnie zapytać obsługę gdzie owo biuro informacyjne w ogóle jest. I tak siedzę w przebieralni, a tu jakieś łapsko chwyta mój plecak i … no dalej to już wiesz. To może chodźmy po prostu na te zakupy? – Zakończyła Stacy, przekonana iż było to najbardziej beznadziejne, nie trzymające się logiki, absurdalne tłumaczenie, które co gorsza próbowała wcisnąć jednemu z najbystrzejszych umysłów w mieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Re: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1Sob Maj 18, 2019 8:21 pm

No tak, oczywiście, że plecak miał priorytet... Nawet nie siląc się na powstrzymanie odruchu przewrócenia oczami - i pomimo tego, iż kąciki jego ust przez moment lekko zadrgały, zdradzając, że nie był tak naprawdę poważnie zirytowany - Harry dostosował się do działań Gwen, aby mogła zdjąć swoją własność z pleców nieznajomego. Dla bezpieczeństwa przy okazji naparł na nie kolanem, nisko, żeby nie przeszkadzać w odzyskiwaniu plecaka... Ale czuł się z tym jakoś tak pewniej. Nie to, żeby uważał, że ten chłopak mógłby im jeszcze uciec, ale zawsze wolał dmuchać na zimne. Ostrożność leżała zwyczajnie w jego naturze. Głęboko, głęboko zakorzeniona.
Ignorując dalsze protesty złodzieja, Osborn rzucił okiem ku Gwen, starając się przynajmniej wyczytać coś więcej z wyrazu jej twarzy, skoro póki co skupiła się na sprawdzaniu zawartości torby. Choć nie lubił być ignorowany, to w tym wypadku mimo wszystko jej się nie dziwił i to głównie dlatego nie chciał wybijać jej ze skoncentrowania. W końcu mógł poczekać te kilka, kilkanaście sekund, korona z głowy by mu przez to nie spadła... A już wolał, żeby zorientowała się teraz, jeżeli czegoś jej brakowało. Odzyskanie tego potem byłoby problematyczne, niezależnie od tego, jakie podejmą zaraz kroki - czy zaangażują policję, ochronę centrum, czy też zrobią jeszcze coś innego.
Skoro zaś już o tym była mowa... To Harry przede wszystkim wątpił, aby w tej chwili jakiekolwiek służby miały czas przybyć i się tym zająć. Nie dość, że wyrządzona szkoda była drobna, więc w najpoważniejszym wypadku złodziej zapłaciłby pewnie kilkaset dolarów grzywny, może w porywach trafił na parę miesięcy do więzienia... Co może by go czegoś nauczyło, a może tylko pogorszyło jego sytuację... To przecież policja musiała być teraz potrzebna w całym mieście i to z pewnością do bardziej istotnych przypadków. Niezbyt się to Osbornowi podobało, ale odnosił wrażenie, że w takich okolicznościach lepiej było po prostu odpuścić. No, może po uprzednim nastraszeniu chłopaka... Choć z drugiej strony siniaki, obolałe ramię i nadgarstek oraz upokorzenie mogły już być dla niego jakąś nauczką.
Harry nie zdążył jeszcze do końca zadecydować czy aby na pewno chciał to Gwen zasugerować, gdy dziewczyna odezwała się jako pierwsza, potwierdzając to, czego się spodziewał. Mężczyzna kiwnął głową na tę informację, wciąż pogrążony w myślach, lecz kiedy blondynka kontynuowała, zmuszony był ponownie na nią zerknąć. Jego brew powędrowała w górę, spojrzenie z kolei - za wskazaniem - przeskoczyło w dół, na strój Gwen. Szczerze mówiąc nie sądził nawet, żeby chciał wiedzieć... Prawdopodobnie by się zdenerwował. Po co marnować serum na zajmowanie się jego biednym sercem.
Osborn już zamierzał powiedzieć właśnie to - no, może łagodniejszą wersję tego - kiedy jego towarzyszka gładko przeszła do monologu, którego podobno chciała uniknąć. Nie był zdziwiony. Za to rozbawiony owszem i zapewne odbiło się to w jego oczach... Oraz w sposobie, w jaki w miarę słuchania jeden kącik jego ust uniósł się zauważalnie w pół-uśmiechu. Och, nie wierzył w to wyjaśnienie. Ani trochę. Ale musiał przyznać, że dostarczyło mu jakiejś rozrywki, w związku z czym chwilowo był skłonny je przepuścić. Tak czy siak domyślał się z czego mogło wynikać takie kłamstwo, więc nie czuł ogromnego parcia na wymuszenie przyznania się do prawdy.
- Nie zamierzałem pytać - odparł zwyczajnie, pozwalając Gwen mentalnie pluć sobie w brodę za to, że nie poczekała na jego reakcję, tylko od razu wkroczyła do akcji. Chociaż... Najwyraźniej lubiła mówić, więc może takie snucie historii jej nie przeszkadzało. Nieważne. Grunt, że z jej słów wynikało, iż najwidoczniej ona również nie chciała wzywać policji. Albo nie przyszło jej to do głowy. Wydawała się na tyle roztrzepana, że akurat w to mężczyzna byłby skłonny bardzo łatwo uwierzyć. Nie zmieniało to faktu, że czuł się zobowiązany przynajmniej do przedstawienia jej opcji. No i... Wciąż musiał jej powiedzieć o Parkerze.
- Za moment pójdziemy na zakupy, obiecuję, tyle że najpierw mamy tu coś jeszcze do zrobienia. Ale na początek... Zgaduję, że chcesz go po prostu wypuścić? - spytał, równocześnie palcem wskazującym stukając dwa razy o nadgarstek wciąż mocno trzymanego przez siebie chłopaka, jak gdyby w ogóle mógł mówić o kimkolwiek innym. Trzeba przyznać, że nawiązanie tego tematu sprawiło, iż złodziejaszek niespodziewanie zastygł w bezruchu, jak gdyby doszedł do wniosku, iż perspektywa odejścia z miejsca wydarzeń bez zgarnięcia przez służby zasługiwała na bycie potulnym. Chłopak spróbował nawet zerknąć przez ramię na Gwen... W sposób, który prawdopodobnie uważał za proszący i pełen nadziei. Harry'emu kojarzył się trochę z Peterem, gdy liczył na to, że ktoś go za darmo nakarmi. Wiedziałeś, że chciał cię naciągnąć, ale i tak działał na serce, więc w dziewięciu przypadkach na osiem się łamałeś. Albo to może Osborn miał względem niego zdecydowanie zbyt miękkie serce. Pewnie tak.
Wobec tego tutaj na szczęście zbyt miękkiego serca nie posiadał, w związku z czym na tę jego szopkę zareagował jedynie przewróceniem oczami. Najchętniej trochę by go nastraszył, ale nie wiedział kiedy zawita do nich Parker, a do tego czasu wolałby już mieć tę sprawę z głowy. W końcu pajęcze poczucie sprawiedliwości mogłoby się jeszcze odezwać i wkręcić ich w czekanie na policję albo gorzej. Bardzo prawdopodobne. I obecnie zbędne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




Brookfield Place Empty
PisanieTemat: Re: Brookfield Place   Brookfield Place Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Brookfield Place
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: