Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Yggdrasill

Go down 
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 560
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Pon Maj 06, 2019 4:08 pm

Yggdrasill 651?cb=20160107121807

Yggdrasil zwany jest również Wielkim Jesionem, lub też Drzewem Światów. Jest zjawiskiem energetycznym łączącym wszystkie Dziesięć Światów będących niegdyś pod panowaniem Odyna. Stanowi on zarówno podporę, jak i pomost pomiędzy Asgardem, Jotunheimem, Muspelheimem, Alfheimem, Vanaheimem, Nidavellirem, Midgardem Svartalfheimem, Niffleheimem, a w zamierzchłych czasach również Niebem.
Drzewo stanowi dużo trudniejszą do przebycia drogę niż tęczowy most, tak więc wielu może nie przeżyć samej próby podróży nim, będąc rozerwanym przez surową kosmiczną energię. Wejścia doń są skrzętnie ukryte. Do tego na straży każdego z pomostów między światami a Yggdrasilem stoi strażnik rozdroży, którego względy należy sobie zapewnić aby dostać choć możliwość użycia pomostu.
Najsławniejszym ze strażników jest smok Nidhogg, strzegący bram do Niffleheimu.

Yggdrasill 180?cb=20130511095520
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 560
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Pon Maj 06, 2019 4:10 pm

Zjawisko trwało w najlepsze z minuty na minutę przechylając proporcje wymiarów ze wschodu na zachód. Trzask cały czas rozlegał się, jak gdyby sama perspektywa pękała pod mocą tego zjawiska. Wielka wierzba urosła do takich rozmiarów, że zasłaniała sobą cały horyzont, a po chwili zaczęła się zamykać nad ich głowami. Przez cały ten czas nieznajomy mocno trzymał wilczycę w miejscu. Wszystko wskazywało na to że wierzba zamknie się wokoło nich niczym sfera. Wewnątrz kończyło się światło, które teraz wpadało tylko przez niewielki otwór za ich plecami, który zdawał się być całym światem kurczonym do rozmiarów dziupli. W końcu zniknął także i on. Zapadła ciemność niemal idealna.
Oczywiście nie stanowiło to aż takiej przeszkody dla uwięzionych. Pozbawione wzroku, pozostałe zmysły pracowały pewną parą. Mężczyzna wciąż nie puścił jej ramienia, choć jego uścisk wyraźnie zelżał. Gdyby chciała, wilczyca mogłaby się teraz z niego wyzwolić. Gdy już wszystko się uspokoiło zdawało się że znaleźli się w sporej przestrzeni pomieszczeniu. Panujący tu zapach najprędzej przypominał woń lasu i traw zaraz po ulewie. Mokre drewno, sugestia wilgotnej gleby.
Wydawałoby się że jej porywacz, bo to słowo chyba samo się nasuwało, również jest tu zagubiony. Rozglądał się panicznie, prawdopodobnie szukając wyjścia, lub jakiegokolwiek kierunku. było tak zresztą naprawdę. Był święcie przekonany że Yggdrasil, jako drzewo światów jest swego rodzaju metaforą. Niestabilnym tunelem energetycznym, którego rozłożyste korytarze mogłyby poetyckiemu odkrywcy przypomnieć kształt drzewa. Będąc zamknięty dosłownie wewnątrz wielkiej wierzby czuł się niemal oszukany. Co więcej, będąc już po tej stronie, poczuł wreszcie zapach strażnika drogi. Włos zjeżył mu się na karku i obleciał go przestrach. W swoim zadufaniu nie spodziewał się takiego przeciwnika, ale tłumaczyło to dotychczasowe znaki. Może gdyby dostatecznie szybko uderzył miałby szansę w tym starciu, ale szanse marniały z każdą chwilą gdy rozważał w myślach możliwe scenariusze takiego starcia. Powoli rosła w nim ochota na odnalezienie wyjścia, wiedział jednak że to teraz niemożliwe. Głupi był przychodząc tutaj samotnie. Poczekaj...
Nagle wątpliwy blask rozświetlił pomieszczenie. Jego źródłem była niewielka kula światła unosząca się nad wyciągniętą dłonią nieznajomego. Potwierdzało to niejako jego wersję o byciu czymś więcej niż tylko człowiekiem. Źródło światła nie było wielkie, lecz w kontraście do absolutnej ciemności działało cuda. Mimo że blask nie oświetlał więcej niż kilkanaście metrów, pozwalał on uspokoić się szalejącym zmysłom. Teraz uwięzieni mogli się już zobaczyć. Stali niedaleko od siebie, na podłodze zrobionej z jednego kawałka czegoś co wyglądało na nierówno oheblowane drewno. Było idealnie gładkie, choć jego powierzchnia nie była idealnie płaska. Trudno było jednoznacznie określić rozmiary pieczary.
Zanim minął pierwszy szok i wilk był w stanie odpowiedzieć na jakiekolwiek pytania z oddali nadbiegał pewien odgłos. Równomierny szczęk, który mimo że cichy, był dość wyraźny w panującej ciszy. Zapach wskazywał na zbliżającego się w ich stronę człowieka.
W końcu pojawił się w ich zasięgu widzenia. Wyglądał jak rycerz wyciągnięty żywcem z bajek o królu Arturze. Odziany był w ciężką, bogato zdobioną zbroję, a za oręż stanowił mu ogromny miecz o ząbkowanym z jednej strony ostrzu. Zbroja nosiła ślady heraldyki, jednak żaden z herbów nie mówił nic ani Fenrisowi, ani Rahne. Pod pachą dzierżył zamknięty hełm z nosem. Z twarzy wyglądał na młodzieńca, ale wzrok miał pusty niczym starzec na łożu śmierci.
Wojownik stanął przed nimi i gromkim głosem ogłosił:
- Jam jest sir James Sandilands, herbu jelenia z Calder. Przybywam by zgładzić was za złamanie odwiecznych zasad mego lorda. Szykujcie się na śmierć.
Rycerz wdział hełm, zapiął pas i dobył swego oręża.
Młodzieniec w płaszczu stanął pomiędzy rycerzem i Rahne, lecz poza tym nie wykonał żadnych dodatkowych ruchów lub gestów jako reakcji na groźbę rychłej śmierci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Sro Maj 08, 2019 3:34 pm

Początkowe zaciekawienie nieznajomym szybko ustępowało miejsca irytacji. Z każdym wypowiadanym przez niego słowem Rahne nabierała przekonania, że mężczyzna sobie z niej żartuje. Nie zaoferował jej niczego, poza oczywistościami i niedopowiedzeniami. Czy zdawała sobie sprawę, że nie jest zwykłym człowiekiem? Ba! Niemal głośno parsknęła, powstrzymała się jednak w ostatniej chwili, ujrzawszy wyraz jego twarzy, gdy przez dłuższą chwilę bez słowa wpatrywał się w morze. Zwrócony do niej profilem, w targanym wiatrem płaszczu, z tęsknotą wypisaną na zamyślonym obliczu, znacznie mniej przypominał typowego włóczęgę, a bardziej... No właśnie. Kogo? Wilczyca zaczynała rozważać możliwość wyduszenia z niego prawdy siłą, on jednak tymczasem odwrócił się ku niej, świdrując ją niespodziewanie intensywnym spojrzeniem.
Wszystkie jej zmysły zawibrowały alarmująco, kiedy się zbliżył i wyciągnął do niej ramię. Wyraźniejszego sygnału do ucieczki nie potrzebowała. Wiedziała, że wystarczyłoby kilka sekund, aby wywinąć się z jego uścisku i odskoczyć, może nawet ugryźć go i dotkliwie podrapać. Nie chodziło o to, że ona sama w oczywisty sposób nie budziła w nim lęku. Nawet nie o to, że zrobił cokolwiek, co można by zinterpretować jako atak. Chodziło o to, że nagle z przeraźliwą jasnością uświadomiła sobie swój błąd. Młodzieniec nie był nieszkodliwym włóczykijem. Miał w sobie coś niebezpiecznego i pierwotnego; coś, co sprawiło, że sierść zjeżyła się na jej karku.
Wszystkie te myśli przeleciały przez jej umysł z prędkością huraganu, a jednak nie potrafiła się zmusić do reakcji. Nie czuła strachu, ale spojrzenie jego niesamowitych zielonych oczu trzymało ją w miejscu w sposób, jakiego nie potrafiłaby wyjaśnić.
W chwili, gdy jego dłoń spoczęła na jej ramieniu, przeraźliwy łoskot przerwał ciszę. Czar prysł i Rahne rozejrzała się w popłochu, szukając źródła odgłosu. Ten jednak zdawał się dochodzić zewsząd, jakby na ich oczach rozrywana była sama rzeczywistość. Zobaczyła jak wierzba, ta sama, pod którą wielokrotnie siadywała w przeszłości, urasta do ogromnych rozmiarów i zamyka się ponad nimi niczym kopuła. Wilczyca groźnie spojrzała na mężczyznę, jak na winnego tego zjawiska. Wyglądał na zaskoczonego, jednak stanowczy uścisk, w jakim zamknął jej dłoń, sugerował, że wie więcej, niż zdradzała jego twarz. Gniewnym szarpnięciem spróbowała wyrwać się z chwytu, ten jednak okazał się zdumiewająco silny.
- Co się dzieje? Mów! - zażądała, a jej głos niemal utonął w narastającym chaosie. Nie próbowała się już wyrywać. Zamknęła oczy, by szybciej przyzwyczaić je do gęstniejącej ciemności. Naraz wszystko się uspokoiło, a w jej nozdrza uderzył zapach wilgotnej ziemi i drewna. Bezwiednie pomyślała, że przecież nie zapowiadali na dziś opadów deszczu, jakaś jej część wiedziała jednak, że już od dawna nie są na Muir.
Otworzyła oczy, lecz niewiele to zmieniło. Czerń, jaka ich otaczała, była absolutna. Rahne dopiero po chwili uświadomiła sobie, że w zamieszaniu jej dłoń bezwiednie zacisnęła się na dłoni nieznajomego. Puściła ją nagle, absurdalnie rozgniewana.
- Kim ty, u diabła, jesteś? I co to za miejsce? - wycedziła poprzez kły, spoglądając w miejsce, w którym powinna znajdować się jego twarz. Nagle ciemność rozproszył blask bijący z niewielkiej kuli unoszącej się nad dłonią mężczyzny. Rahne mrugnęła. Światło było nikłe, pozwalało jednak odzyskać jaką taką orientację. Wydobyło też z ciemności i wyostrzyło rysy jej towarzysza. Jej wzrok przyciągnęło długie, ostro zakończone ucho, wystające spomiędzy włosów.
Jej zdumienie sięgnęło zenitu, gdy wyczuła bijącą od młodzieńca woń strachu. Poczuła na plecach dreszcz, a zaraz potem usłyszała coraz bliższy odgłos kroków. Zapach, który mu towarzyszył, postawił włosy na całym jej ciele. Coś niewyobrażalnie potężnego zmierzało ku nim poprzez mrok.
Fakt, że owo coś okazało się być postacią jakby żywcem wyjętą z legendy o królu Arturze, niewiele uczynił by ją uspokoić. Zwłaszcza gdy postać przemówiła, wieszcząc im rychłą śmierć. Wilczyca odruchowo przybrała postawę bojową, kiedy mężczyzna w płaszczu przesunął się tak, aby znaleźć się pomiędzy nią a rycerzem. Był to ruch tyleż niespodziewany, co dworny, Rahne postanowiła jednak odłożyć zastanawianie się nad nim na mało prawdopodobną ewentualność przeżycia najbliższych kilku minut.
Skoro jednak rycerz zadał sobie trud przedstawienia im się, zamiast z miejsca zaatakować, może istniała szansa na uniknięcie walki z nim? A przynajmniej na uzyskanie kilku odpowiedzi?
- Wybacz, sir - odchrząknęła, prostując się i wymijając młodzieńca w płaszczu. - Ale jakie prawa złamaliśmy i kim jest twój pan?
Chciała dodać, że wcale nie zamierzali przybywać w to miejsce, ale ugryzła się w język. O motywacji swojego towarzysza wiedziała tyle, co nic. Wątpiła też, by rycerz uwierzył, że zupełnym przypadkiem dała się wplątać w coś, co - jak coraz boleśniej sobie uświadamiała - ją przerastało. Chwilowo jechali więc na jednym wózku, czy tego chcieli, czy nie.
Stanęła u boku Fenrisa, w myślach gotując się na przemianę w wilka na wypadek, gdyby rycerz jednak nie należał do rozmownych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 560
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Czw Maj 09, 2019 8:51 pm

Jej domniemany porywacz nie odpowiedział na jej pytania, ponieważ całą uwagę skupił na nowo przybyłym mężczyźnie. Stąpał tutaj po cienkim gruncie i każdy błąd mógł kosztować go życie, lub gorzej. Nie mógł zresztą pozwolić na to by zjednoczone siły zaatakowały Asgard bez niego. Zwiastun Końca nie zostanie pokonany przez strażnika podrzędnego świata.
O dziwo dużo rozmowniejszy okazał się mężczyzna, który przed chwilą życzył im śmierci. Słowa wywarły jednak nie takie wrażenie jak zamierzono.
- Pozwalasz swej bestii mówić w swoim imieniu? - nawet pomimo hełmu tłumiącego głos nie dało się nie zauważyć w nim oburzenia. - Czy ty sam żeś jest jej sługą? Tak czy siak zetnę was w imię Durhany i Boga wszechmogącego!
Rycerz ruszył do ataku. Pytania wilczycy przyniosły jednak jakiś pożytek, mimo że nie było widać tego na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim rozjuszyły napastnika, a rozjuszonych napastników prościej kontrolować w boju. Do tego wilk zyskał cenne sekundy, aby bardziej poznać swego przeciwnika. To że wojownik przeżył już dawno swoje lata nie było wielkim odkryciem. Był jednak wciąż człowiekiem, a ludzie są istotami słabymi. Dużo ciekawszym okazał się dzierżony przez rycerza oręż. Był bronią tak potężnie magiczną, że nie powstydziłyby się jej karły z Nidavelliru. Wilk nie zdążył rozpoznać dokładnej natury uroku, ale był pewien że nie chce poczuć jej na swojej skórze. Była to wiadomość o tyle cenna, że jeszcze przed minutą miał zamiar nauczyć tego człowieka moresu i nie zważając na jego ciosy skręcić mu kark. To mogłoby się źle skończyć dla wilka. Nie musiało, ale mogło.
Rycerz ruszył do boju z gracją, która mogła zaskoczyć nieprzygotowane na to osoby. Ruszał się nadnaturalnie szybko. Jak na kogoś odzianego w jakieś dziewięćdziesiąt kilo metalu wręcz ekstremalnie szybko. Pierwszy błyskawiczny cios wykonał w stronę kobiety, która odważnie wysunęła się na front. Ciął znad lewego ramienia po skosie w dół. Wilk był pod wrażeniem techniki, jednak dalekie to było do szczytowej formy najpotężniejszego wśród wojowników Asgardu. Nie wiedział jednak na co stać jego kompankę, a nie chciał by spotkała ją krzywda. Gdyby zauważył że samica nie zdążyłaby zareagować, pchnie ją lekko w prawą stronę, tak by cios mający rozpłatać ją na dwoje, przeciął tylko powietrze. Ten spontaniczny odruch zaskoczyłby nawet samego wilka. Tłumaczył sobie go tym, że przetrwanie wilczycy mogło być nieuniknione dla przetrwania jego samego. Sam jednak nie był tego pewien. Zaraz potem wrócił do walki.
Gdy kobieta znalazła się już za zasięgiem miecza, mężczyzna sprawnie zmienił chwyt na rękojeści i ciął w drugą stronę, tym razem zupełnie poziomo, chcąc maksymalnie zwiększyć zasięg swego ataku. Wyglądało na to że miecz jest dużo lżejszy niż powinien, a wojownik i tak doskonale panował nad jego wagą. Zaprawiony w bojach wilk wiedział jednak co planuje tamten i zanurkował pod ostrzem miecza, znajdując się nagle za plecami rycerza. Już miał wyciągać do niego rękę, by pochwycić go za kark, jednak wojownik wyhamował szybko swój miecz wbijając go poziomo w drewnianą podłogę, przetoczył się po nim jak po blacie i będąc już po drugiej stronie wyszarpnął go z ziemi bez żadnego oporu. Oczywiście od razu przeszedł do ataku, a wilk był tym manewrem tak zaskoczony, że nieomal stracił dłoń. Chłopak był nieustępliwy, a jego broń właściwościami przypominała przeklęty młot jego wuja. Błyskawiczna seria ataków i uników trwała spory czas, a żaden z walczących nie zdawał się męczyć przedłużającym wysiłkiem. Żaden z ciosów nie dosięgnął celu, lecz zasięg broni sprawiał że Fenrisowi trudno było skrócić dystans i wciąż ustępował pola. Zaczynało go to frustrować, ale nie miał zamiaru odsłaniać od razu wszystkich kart.
Całe szczęście młodzieniec skupił się na nim, pozornie zapominając o kobiecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Wto Maj 21, 2019 12:40 pm

Nazwanie "bestią" zabolało ją bardziej, niż się spodziewała. Przez sekundę poczuła na sobie wyimaginowany ciężar wszystkich swoich grzechów i przewinień, w niewiadomy sposób wydobytych na światło dzienne przez potępiające spojrzenie rycerza. Uczucie byłoby paraliżujące, gdyby nie znacznie silniejszy instynkt przetrwania, który uruchomił się chwilę później. Tych kilka sekund osłupienia i zwłoki wystarczyło jednak, aby zaskakująco szybki przeciwnik zamknął dzielący ich dystans i zadał zamaszysty cios ząbkowanym ostrzem. Cios, którym powinien był przeciąć ją na połowy. Rahne spięła się do skoku, choć wiedziała, że na unik już za późno. Przygotowała się na nieuchronny ból, zamiast przeszywającego chłodu ostrza poczuła jednak silne pchnięcie i trwające przez mgnienie uczucie nieważkości. Jakimś sposobem zdołała obrócić się w locie i wylądować na ugiętych nogach, podpierając się dłońmi o nierówne podłoże.
Uniosła głowę i natychmiast zorientowała się komu zawdzięcza ocalenie. Jej towarzysz wypchnął ją z zasięgu miecza i sam związał rycerza walką. Dość nierówną, wziąwszy pod uwagę fakt, że ten drugi był uzbrojony po zęby, spiczastouchy zaś nie miał żadnej broni, a na grzbiecie tylko znoszony płaszcz. Poruszał się zwinnie i z gracją unikał ciosów mieczem, nie mógł też jednak w żaden sposób zyskać przewagi, ba - cofał się z każdym krokiem, ustępując pod naporem zakutego w stal przeciwnika. Przeciwnika, który akurat odwrócony był do niej tyłem i zdawał się zupełnie nie zwracać na nią uwagi...
Rahne nie zastanawiała się długo. Skoczyła, przemieniając się w locie. Nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku. Jedynie odgłos napinanych ścięgien i raptownie zyskujących na masie mięśni zdradzał cokolwiek. Po chwili ogromna brunatna wilczyca wylądowała na plecach rycerza, całym swym ciężarem przygważdżając go do ziemi. Rahne zacisnęła masywne szczęki na karku mężczyzny i choć nadal chroniła go zbroja i hełm, miała nadzieję, że niemal pół tony wilka sapiące mu wprost do ucha nieco ostudzi zapał Sir Jamesa.
- Bóg sam mnie osądzi - chciała powiedzieć, ale jedynym, co wydobyło się spomiędzy wyszczerzonych kłów, był głuchy warkot. - Na pewno nie będziesz to ty, i na pewno nie dzisiaj.
Bóg świadkiem, że nie chciała go zabijać. Wolała nie myśleć o tym, co będzie, jeśli zostanie doprowadzona do ostateczności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 560
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Czw Maj 23, 2019 9:55 pm

Racją było to że wojownik skupił całą swoją uwagę na jej nieznajomym towarzyszu. Nie pozostawał on jednak zupełnie ślepy na poczynania Rahne. Taniec w którym splątani pozostawali mężczyźni zmuszał ich do ciągłego przemieszczania się, zmiany pozycji i obrotów. Chcąc nie chcąc Rahne co jakiś czas pojawiała się w polu widzenia rycerza. Nie miał on jednak komfortu poświęcenia jej choć odrobiny więcej uwagi, bo tak na prawdę był niewolnikiem zaistniałej sytuacji nie mniej niż jego przeciwnik. Moment nieuwagi, czy sekunda zwłoki z kolejnym atakiem mogłaby sprawić że losy walki diametralnie się odwrócą i młodzieniec był tego świadom.
Najlepsze co mogła więc uczynić Rahne to instynktownie wybrać moment w którym wróg będzie najbardziej odsłonięty na atak. Wyostrzone zmysły bardzo w tym pomagały, ale trzeba było zaznaczyć, że mężczyźni poruszali się niesamowicie szybko.
W końcu nadszedł odpowiedni moment i wilczyca skoczyła na rycerza. Gdy była w pół skoku mężczyzna ją zauważył i z impetem odwrócił się chcąc ciąć nadlatującą wilczycę po podbrzuszu. Poruszał się nienaturalnie szybko. Czas dla Rahne niemal spowolnił, gdy ostrze magicznego miecza sunęło w jej stronę.
Wszyscy troje byli jednak dostatecznie doświadczeni w walce, by wiedzieć jaki będzie scenariusz następnych kilku chwil. Czekający od dobrych kilku minut na okazję, nieznajomy z którym tu trafiła nie wahał teraz się ani przez moment. Rahne mogła dojrzeć jak z półmroku za rycerzem wystrzeliły dłonie, które wyprzedzając cios miecza, chwyciły za głowę wojownika, a następnie pociągnęły ją do tyłu z ogromną siłą. Rycerz jednak nie przewrócił się na plecy, bo młodzieniec zaparł się o jego plecy kolanem, efektem czego jego głowa odwinęła się do tyłu pod takim kontem, że aż rozległ się donośny trzask. Tu nie było nawet mowy o złamaniu karku. Raczej o jego wyrwaniu.
Korpus rycerza zwalił się na drewno podłogi i znów zapadła cisza. W migoczącym świetle magicznej kuli krew mieniła się szkarłatem, zarówno na dłoniach nieznajomego, jak i w rosnącej kałuży wokoło ciała ich przeciwnika, na którym ostatecznie wylądowała Rahne. Wszystko wskazywało na to że tak skończyła się legenda rycerza. Wyglądało na to że są już bezpieczni, jednak jej towarzysz wciąż zdawał się być zestresowany. Wyglądał jakby za wszelką cenę chciał przeszyć wzrokiem mrok dookoła nich i brał głębokie wdechy.
-Pochodzę z krain daleko stąd.- odezwał się nagle, nie racząc jej niestety spojrzeniem. -Mój dziad jest tam wielkim władcą. Tyranem. W dawnych czasach doprowadził naród do wieku chwały, jednak wiek zmącił mu umysł i zamglił osąd. Jestem obecnie czwarty w linii sukcesji złotego tronu - ostatnie zdanie dodał jakby od niechcenia, na szybko, o ile Rahne zaczęła rozważać tę kwestię. Nie musiała nawet o to pytać.
-Dziad w końcu przeszedł samego siebie. Dając posłuch głupiej legendzie krążącej pośród mego ludu, zniewolił swojego syna, a mego ojca, oraz całe jego potomstwo. Połowę życia spędziłem w lochu, do którego nigdy nie witało słońce. Mój brat prawdopodobnie wciąż tkwi w niewoli. Razem z ojcem udało nam się niedawno wyzwolić, ale wciąż pozostało wiele krzywd do wyrównania. Nie tylko dla nas, ale i dla naszego ludu. Wiem że w dawnych czasach mój lud bywał na tych wyspach. Nie szukam po nich pamiątek. Szukam sposobu na obalenie tyrana.
Okazało się że nieznajomy odpowiadał po prostu na wcześniejsze pytania kobiety. Wcześniej zwyczajnie nie było na nie czasu. Teraz, jeżeli ich los zależy od nich nawzajem, najlepiej dla nich będzie gdy będą wiedzieć jak najwięcej. Nie miał już zresztą cierpliwości dłużej utrzymywać sekrety. Podziwiał ojca że tak naturalnie mu to przychodziło. Rewelacjom jednak nie było końca. Mówiąc, nieznajomy ruszył przed siebie, uznając chyba iż lepiej iść w dowolną stronę niż trwać w miejscu.
-Skrywa się tutaj wielka siła, jednak broni jej strażnik mianowany prawdopodobnie przez mego dziadka. Myślałem że moje dziedzictwo sprawi że bestia da mi posłuch. To że po prostu się przeliczyłem jest sporym niedopowiedzeniem...
W międzyczasie opowieści młodzieniec rozświetlił bardziej swoją kulę i wysłał ją na krótki zwiad po okolicy. Rozświetlała ona teraz wcześniej niewidoczne detale. Przede wszystkim mogli sie rozeznać w wymiarach pomieszczenia. Było ono wielkie, jednak nie nieskończone. Było mniej więcej wielkości boiska do koszykówki. Co ciekawe, ściany i sufit zdobiły drewniane ozdoby. I to nie byle jakie. Drewniane, zdobione kolumny, drewniane rzeźby i sztukateria, nawet drewniana kopia kominka i luster, w których nic się nie odbijało. Pod wysokim sufitem rozwieszone były drewniane kandelabry, a podłoga ciosana była w kształt drewnianych dywanów. Z pomieszczenia prowadziło pojedyncze wyjście, otwarte na oścież i ozdobione po obydwu stronach czymś co wyglądało jak zwinięte zasłony, wykonane oczywiście z drewna. Wszystko wyglądało na stworzone z jednego, wydrążonego kawałka drzewa.
- A ty? Jesteś chrześcijanką, tak?
W końcu młodzieniec samemu zadał pytanie. Było to sprawiedliwe, skoro samemu się tak otworzył. Może było to dziwne, że jako pierwsze pyta właśnie o to, ale przecież od samego początku jego zachowanie odbiegało do normalności. Wszystko wskazywało jednak na to, że zrozumiał coś z jej wcześniejszego harkotu.
Zapatrzył się na nią. Niezależnie od tego pod jaką postacią obecnie się znajdowała, półmrok, jej sylwetka i gracja, nawet drobiny krwi ich przeciwnika, które miejscami posklejały jej futro sprawiały że nie mógł odwrócić od niej wzroku. Miał wrażenie że zapamięta ten obraz do końca życia.
Pozwolił sobie odpłynąć w rozmyślaniach. Przez to wszystko nie zauważył sylwetki rycerza, która wyłoniła się nagle z ciemności za nim. Jeżeli Rahne patrzyła w jego stronę mogła pewnie zauważyć go dostatecznie szybko.
Rycerz był zabrudzony krwią, jednak jego głowa zdawała się być na miejscu. Wyglądało na to że pozbycie się go nie będzie należało do najłatwiejszych zadań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 137
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Wto Maj 28, 2019 1:41 pm

Czas zwolnił, a wilczyca po raz drugi tego dnia zajrzała w oczy śmierci. Z impetem wylądowała na wszystkich czterech łapach, przednimi przygważdżając do ziemi drgające konwulsyjnie ciało rycerza. Tryskająca z kikuta szyi posoka spryskała jej pysk. Zapach krwi wdarł się do nozdrzy, odurzył. Adrenalina uderzyła jej do głowy i oszołomiła. Chwilę trwało, nim uświadomiła sobie, że stoi nad trupem. Uniosła spojrzenie na nieznajomego, stojącego nad nią z zakrwawionymi dłońmi.
Zabił go, przeleciało jej przez głowę. Zabił bez najmniejszego wysiłku. On...
Porząsnęła łbem, próbując oczyścić umysł, pozbyć się natrętnego łomotania w skroniach, ale woń krwi znacząco to utrudniała. Wiedziała, że wilczycy trudno będzie osiągnąć klarowność myśli, z pewnym trudem wróciła więc do swojej ludzkiej postaci.
Ocalił mi życie...
Ze wstrętem odsunęła się od truchła, skuliła się, obejmując ramionami kolana i wzięła kilka głębszych wdechów. Dopiero wówczas ponownie spojrzała na nieznajomego. Nie wydawał się dużo spokojniejszy od niej. Wciąż przeczesywał wzrokiem okolicę, jakby spodziewał się kolejnego niebezpieczeństwa. To otrzeźwiło ją znacznie szybciej. Uświadomiła sobie także własną nagość i czym prędzej ukryła ją pod warstwą futra, wdzięczna w duchu, że uwaga mężczyzny nie była skupiona na niej. Poczucie wstydu co prawda musiało ustąpić wobec niedawnych doświadczeń, nie znała jednak ani swojego towarzysza, ani jego zamiarów.
Wstała i podobnie jak jej towarzysz czujnie rozejrzała się wokół. W jej głowie kłębiły się dziesiątki pytań, nie zdążyła jednak żadnego zadać. Mężczyzna zaczął nagle mówić sam z siebie, spokojnie, jakby snuł przerwaną niedawno opowieść. I cóż to była za opowieść... Rahne miała ochotę pociągnąć go za język, wypytać skąd pochodzi i jak trafił do jej świata, ale nie śmiała przerywać monologu. Odkrycie, że ma do czynienia z członkiem rodziny królewskiej, zaskoczyło ją, choć nie wywarło tak piorunującego wrażenia, na jakie być może liczył jej rozmówca. Pasowało to do wszystkiego, co zdążyła do tej pory zaobserwować, włącznie z dziwnym ubiorem, wyniosłością i tajemniczością mężczyzny. Zastanawiała się co skłoniło go do tak niespodziewanej otwartości. Po chwili uznała, że albo był to skutek niedawnej potyczki i zetknięcia ze śmiercią, albo nieznajomy po prostu potrzebował jej pomocy. Jakiej - nie chciała nawet zgadywać, choć myśl, że mogłaby w jakikolwiek sposób przyczynić się do obalenia tyrana, bawiła ją znacznie bardziej, niż powinna.
Kiedy mężczyzna ruszył z miejsca, poszła za nim dotrzymując mu kroku w marszu. W blasku magicznej kuli z zaciekawieniem rozejrzała się po czymś, co okazało się być ogromną salą wykonaną w całości z misternie rzeźbionego litego drewna. Uderzyło ją nagłe wspomnienie.
- Tamta wierzba... Jesteśmy w jej wnętrzu? To wciąż Muir czy...
W chwili gdy zadała pytania, uświadomiła sobie jak idiotycznie brzmią. A jednak to nie mógł być przypadek. Dokładnie pamiętała wrażenie, że drzewo, pod którym stali, rozszerzyło się i zamknęło, więżąc ich w środku. Zakładając oczywiście, że nie zostali przy okazji przeteleportowani w zupełnie inne miejsce... a ze wszystkiego, co ją dziś spotkało, to byłoby najmniej dziwne.
Z rozmyślań wyrwało ją nieoczekiwane pytanie. Rahne zesztywniała, po pierwsze dlatego, że się go nie spodziewała, po drugie z powodu jego osobistej natury. W pierwszej chwili nabrała przekonania, że mężczyzna spostrzegł srebrny krzyż, który zawsze nosiła na szyi. Odruchowo dotknęła wisiorka, dłoń trafiła jednak na pustkę. Przestraszona poklepała się po szyi, szukając rzemienia, następnie spojrzała pod swoje nogi, wypatrując zguby na podłodze. Niczego nie znalazła. Krzyż przepadł. Musiała zgubić go w trakcie walki, albo wcześniej, przedzierając się przez krzaki.
To tylko przedmiot, powiedziała sobie, uspokajając się z trudem. Tylko przedmiot. Kupię sobie nowy.
A jednak bez krucyfiksu na stałym miejscu poczuła się jeszcze bardziej naga i bezbronna.
Jeśli rozmówca dostrzegł jej chwilową konsternację i przestrach, na podstawie mowy ciała z łatwością mógł się domyślić jego przyczyny. Rahne jednak nie nawiązała do tego ani słowem. Zamiast tego zmarszczyła czoło i podejrzliwie przyjrzała się towarzyszowi w migotliwym świetle.
- Skąd... Zrozumiałeś mnie? - spytała z niedowierzaniem. - Nikt nigdy nie rozumiał mnie w tej postaci.
Nie próbowała uchylić się od odpowiedzi, dawała jedynie wyraz bezbrzeżnemu zdumieniu. Po chwili wzięła głebszy oddech i podjęła decyzję. Oryginalne pytanie dotyczyło wprawdzie jednej z najbardziej intymnych sfer jej życia, była mu jednak winna szczerość po tym, jak on się przed nią otworzył.
- Tak, jestem. Tak wychował mnie ojciec... Przybrany ojciec. Nie znam swoich prawdziwych rodziców. Po biologicznej matce mam tylko nazwisko. Ojciec... był kapłanem, ale niezbyt dobrym człowiekiem. - Ciężko przełknęła ślinę. Nawet po latach słowa wciąż miały gorzki posmak i z trudem dobywały sie z gardła. - Kiedy ujawniła się moja mutacja, uznał to za dzieło diabła i próbował mnie zabić. To wtedy przygarnęła mnie Moira. Jest moją jedyną rodziną. Zawdzięczam jej życie.
Urwała i spojrzała na młodzieńca. Zaskoczyła ją intensywność jego spojrzenia. Zdawał się słuchać jej słów z wielką uwagą. Nie pamiętała kiedy ostatnio dzieliła się z kimś historią swojego życia. Nie sądziła też, że będzie to tak trudne. Nawet po niemal dziesięciu latach wciąż nie czuła się pogodzona z przeszłością. Wciąż czuła gniew, żal i upokorzenie.
- Rozumiem... Wydaje mi się, że rozumiem, czemu chcesz pomóc bratu i swoim ludziom. Gdyby cokolwiek groziło matce... Zrobiłabym dla niej wszystko.
Spojrzała mu w oczy, lecz tym razem dostrzegła w nich coś, co w równym stopniu zafascynowało ją i przestraszyło. Uciekła wzrokiem w bok i niemal krzyknęła na widok rycerza wyłaniającego się z mroku za plecami jej kompana.
- Za tobą - rzuciła, równocześnie próbując odepchnąć młodzieńca na bok. Sama odskoczyła w przeciwnym kierunku, wystawiła pazury i wyszczerzyła kły. Nie atakowała jednak pierwsza.
- Co trzeba zrobić, żeby się ciebie pozbyć? - zapytała retorycznie.
Pewna jej część odczuła ulgę, że jednak nie mieli na sumieniu zabójstwa. Inna przeraziła się możliwością utknięcia w tym miejscu z nieśmiertelnym i wyjątkowo zaciekłym przeciwnikiem. Jeżeli rycerz ruszył do ataku, natychmiast przemieniła się w wilka. Wiedziała już jak nieludzko jest szybki, tym razem postanowiła więc nie zbliżać się na długość miecza bez potrzeby, koncentrując się na unikach i utrzymaniu bezpiecznej odległości. Ta strategia jednak z pewnością nie zwiększała ich szans na przetrwanie. Nagle przypomniała sobie o wyjściu obramowanym drewnianymi kotarami. Niezależnie co znajdowało się po drugiej stronie, z pewnością było lepsze, niż towarzystwo ogarniętego żądzą mordu strażnika. Prawda?
- Drzwi - warkneła do towarzysza i długimi susami pognała w kierunku wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 560
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Wto Cze 11, 2019 8:53 pm

- Jesteśmy w przedsionku. - odpowiedział od razu cały czas badając otoczenie - Wedle podań nie należy do żadnego ze światów.
Następne zachowanie kobiety trochę go zaskoczyło. Na jego pytanie zareagowała krótką paniką i lekkim poczuciem straty. Było jednak tak intensywne, że wilk od razu zrozumiał o co jej chodziło. Co więcej przedmiot jej troski nie znajdował się wiele dalej. Fenris pamiętał że miała go na sobie gdy objawiła się przed nim na wyspie. Musiała zgubić go podczas przemiany w ogniu walki.
Podążył za zapachem przedmiotu węchem i wzrokiem. Mogłoby wydawać się że udał się w losowym kierunku, on jednak po kilku krokach pochylił się i podniósł coś z ziemi. Na wyciągniętej dłoni znajdował się srebrny krzyż, połyskujący w odbitym blasku świetlistej kuli. Wilk był niemal zdziwiony że nie parzy go w dłoń. Bez słowa podał go kobiecie.
Już schylając się po przedmiot nie był pewien co właściwie wyrabia. Krzyż nie był niezbędny dla ich przetrwania, a ten dziwny akt dobrej woli na nic się wilkowi nie zdawał. Miał jednak dziwne wrażenie że tak należy postąpić. Może był to efekt dziwnej magii tego miejsca.
Podobnie zdziwił się gdy kobieta zapytała jak ją zrozumiał. A nie powinien? Musiał chwilę pomyśleć skąd brało się jej zdziwienie.
-Jednym z darów mej krwi jest rozumienie słów bestii. Zwłaszcza wilków.  - po chwili dodał też, uświadomiwszy sobie że może nie być tego pewna. - To nietypowe dla mego ludu. dało to memu dziadowi podwaliny wypełnienia się przepowiedni.
W końcu jednak przyszła kolej na to aby jego towarzyszka się otworzyła. Wsłuchał się w słowa jej opowieści bez słowa. Choć ich losy różniły się od siebie, to odnajdywał w nich wspólne brzmienia i nie potrafił nie współczuć z kobietą.
-Ty i ja... Nasze losy nie są sobie wiele różne. - powiedział tajemniczo i spróbował pochwycić dłoń kobiety. Dużo łagodniej niż wtedy gdy zamykała się nad nimi rzeczywistość.
Najbardziej jednak zaskoczyło go zrozumienie jakim go obdarzyła. Wiedział że nie kłamie. Ogarnęło go dziwne, ciepłe uczucie, którego nie czuł od dawna. Całkowicie się w nim zatracił.
W nim oraz w bliskości tego niezrozumiałego zjawiska jakim była ta kobieta.
Mógłby zapomnieć że tak na prawdę wciąż znajdują się w niebezpieczeństwie i nie powinni pozwalać sobie na chwile dekoncentracji.
Nie wiedział że jest już jednak za późno. Z początku nie był nawet pewien o czym mówiła kobieta. Dopiero gdy odepchnęła go na bok uświadomił sobie jak bardzo uśpił swoją czujność. Zaskoczony, nie zdążył się zaprzeć i wilczycy udało się go odepchnąć.
Tak naprawdę Rahne nie mogła jednak równać się z nadnaturalną prędkością rycerza. Cios jednak dziwnym trafem nie doszedł celu. Wyglądało na to że rycerz na moment zawahał się zauważywszy naszyjnik, który wilczyca zawiązała sobie na twarzy.
- Nie da się mnie pokonać. Póki wypełniam wolę mego lorda z Boga miłościwie panującego, a w rękach swych dzierżę mój święty oręż nie ustąpię. Przysięga nadaje memu ostrzu mocy, a mnie sił do walki. Żaden czarci urok nie oprze się świętości mego miecza!
To miłe że rycerz poświęcił czas na odpowiedzenie na jej pytanie. Jej towarzysz nie zamierzał jednak marnować tej okazji i wydając z siebie nieludzki warkot odwinął się i z całej siły uderzył rycerza gołą dłonią w opancerzoną pierś. Pozornie niedorzeczny manewr przyniósł niespodziewany skutek, bo pięść uderzyła w stal z gromowym hukiem i rycerz pofrunął z powrotem w mrok.
Nieznajomy nie potrzebował większej zachęty. Gdy tylko Rahne zaproponowała odwrót, skinął łbem i puścił swoją świecącą kulę by oświetlała im drogę. Pędem przemierzali kolejne sale, które wyglądały jak pomieszczenia pałacu, którego jakiś urok zamienił w drewno. Korytarze, klatki schodowe i pomieszczenia mieszkalne. Przemknęli nawet przez zamkową kuchnię, pełną drewnianych sztućców i naczyń. W centralnej części pomieszczenia znajdowało się oczywiście palenisko, jednak bez śladu ognia. Nigdzie jednak nie było widać żadnej żywej duszy, jak gdyby byli zamknięci to sami z nieustępliwym rycerzem. Nieznajomy dotrzymywał kroku towarzyszce pozostając zawsze trzy kroki za nią. Z całych sił zwalczył odruch przybrania prawdziwej postaci na wzór kobiety. Powodowałoby to jeszcze więcej pytań i niepewności na tym stałym gruncie, który już wytworzyli. Do tego nie chciał zostawić sobie jeszcze kilka niespodzianek mogących przydać się w walce z rycerzem. I tak odkrył przed nim swoją siłę, myśląc że to wystarczy do zakończenia pojedynku. Teraz przeciwnik będzie mniej skory do przyjmowania ciosów wilka. Zresztą nie potrzebował rozwijać aż takich prędkości. Spokojnie dotrzymywał kroku wilczycy w swej dwunożnej postaci. Pragmatyczność wygrała więc z instynktem.
Z kuchni wpadli oczywiście do wielkiej sali jadalnej. Długie stoły przecinały pomieszczenie niemal tak wielkie jak to w którym pierwszy raz pojawili sie w tym miejscu. Sala była bogato zdobiona w arrasy i ceremonialne zbroje z drewna. Stoły były zastawione i znajdowało się na nich nawet jadło i drewniane pieczyste na drewnianych półmiskach.
Rycerz czekał już na nich po drugiej stronie. Światło jeszcze go nie sięgało, lecz Fenris z łatwością go wyczuł. Jeśli jego towarzyszka nie zauważyła go tak jak on, zastąpił jej drogę bez słowa wpatrując się w mrok. Rycerz zrezygnował już z prób zaskoczenia ich, znając możliwości ich zmysłu. Zamiast tego spokojnie wszedł w krąg światła z mieczem wzniesionym przed siebie. Bez słowa mierzył się wzrokiem z towarzyszem Rahne. Obydwoje mężczyzn szukało słabości w swoim przeciwniku.
Para bohaterów biegła cały czas mniej więcej w jednym kierunku. Nie było więc możliwości by rycerz wykorzystał jakiś skrót, o którym nie wiedzieli. Ucieczka przed nim w tym miejscu chyba nie wchodziła w grę.
W końcu jej towarzysz zdecydował się przerwać impas. Błyskawicznie sięgnął po blat jednego ze stołów by go podnieść. Okazało się że nie stoi on zwyczajnie na podłodze, tylko wyciosane są z jednego kawałka drewna. Nie powstrzymało to jednak mężczyzny i stół z trzaskiem wyłamał się od podłogi. Na to zjawisko pomieszczenie wypełnił krótki krzyk jakby bólu, jednak walczący nie mieli czasu się nad nim zastanawiać. Nieznajomy tym samym ruchem cisnął ławą w rycerza, który sprawnie zanurkował pod pociskiem, skracając dystans. Panowie znowu zwarli się w walce, tym razem nieznajomy towarzysz Rahne dawał popisy swej wielkiej sile starając się obalić przeciwnika i krusząc drewno chybionymi ciosami. Kilka kolejnych razy gdy walczący uszkadzali kolejne fragmenty sali odezwały się podobne krzyki bólu, jednak każdy kolejny był słabszy, aż w końcu zaginęły całkowicie. Teraz mężczyźni walczyli stojąc na długim stole. Młodzieniec starał się zatrzymać cios miecza drewnianym półmiskiem z prosięciem, jednak miecz przeciął je jak masło, omal nie pozbawiając bezbronnego walczącego ręki. Z drugiej strony rycerz nie kwapił się teraz zanadto wchodzić w zasięg nieznajomego. Mimo że był nieśmiertelny odczuwał jednak ból, co widać było na jego twarzy, a uczucie złamanych żeber nie jest chyba czymś do czego się dąży, jeśli jest szansa go uniknąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Yggdrasill
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Asgard :: Tereny dzikie-
Skocz do: