Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Yggdrasill

Go down 
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Pon Maj 06, 2019 4:08 pm

Yggdrasill 651?cb=20160107121807

Yggdrasil zwany jest również Wielkim Jesionem, lub też Drzewem Światów. Jest zjawiskiem energetycznym łączącym wszystkie Dziesięć Światów będących niegdyś pod panowaniem Odyna. Stanowi on zarówno podporę, jak i pomost pomiędzy Asgardem, Jotunheimem, Muspelheimem, Alfheimem, Vanaheimem, Nidavellirem, Midgardem Svartalfheimem, Niffleheimem, a w zamierzchłych czasach również Niebem.
Drzewo stanowi dużo trudniejszą do przebycia drogę niż tęczowy most, tak więc wielu może nie przeżyć samej próby podróży nim, będąc rozerwanym przez surową kosmiczną energię. Wejścia doń są skrzętnie ukryte. Do tego na straży każdego z pomostów między światami a Yggdrasilem stoi strażnik rozdroży, którego względy należy sobie zapewnić aby dostać choć możliwość użycia pomostu.
Najsławniejszym ze strażników jest smok Nidhogg, strzegący bram do Niffleheimu.

Yggdrasill 180?cb=20130511095520
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Pon Maj 06, 2019 4:10 pm

Zjawisko trwało w najlepsze z minuty na minutę przechylając proporcje wymiarów ze wschodu na zachód. Trzask cały czas rozlegał się, jak gdyby sama perspektywa pękała pod mocą tego zjawiska. Wielka wierzba urosła do takich rozmiarów, że zasłaniała sobą cały horyzont, a po chwili zaczęła się zamykać nad ich głowami. Przez cały ten czas nieznajomy mocno trzymał wilczycę w miejscu. Wszystko wskazywało na to że wierzba zamknie się wokoło nich niczym sfera. Wewnątrz kończyło się światło, które teraz wpadało tylko przez niewielki otwór za ich plecami, który zdawał się być całym światem kurczonym do rozmiarów dziupli. W końcu zniknął także i on. Zapadła ciemność niemal idealna.
Oczywiście nie stanowiło to aż takiej przeszkody dla uwięzionych. Pozbawione wzroku, pozostałe zmysły pracowały pewną parą. Mężczyzna wciąż nie puścił jej ramienia, choć jego uścisk wyraźnie zelżał. Gdyby chciała, wilczyca mogłaby się teraz z niego wyzwolić. Gdy już wszystko się uspokoiło zdawało się że znaleźli się w sporej przestrzeni pomieszczeniu. Panujący tu zapach najprędzej przypominał woń lasu i traw zaraz po ulewie. Mokre drewno, sugestia wilgotnej gleby.
Wydawałoby się że jej porywacz, bo to słowo chyba samo się nasuwało, również jest tu zagubiony. Rozglądał się panicznie, prawdopodobnie szukając wyjścia, lub jakiegokolwiek kierunku. było tak zresztą naprawdę. Był święcie przekonany że Yggdrasil, jako drzewo światów jest swego rodzaju metaforą. Niestabilnym tunelem energetycznym, którego rozłożyste korytarze mogłyby poetyckiemu odkrywcy przypomnieć kształt drzewa. Będąc zamknięty dosłownie wewnątrz wielkiej wierzby czuł się niemal oszukany. Co więcej, będąc już po tej stronie, poczuł wreszcie zapach strażnika drogi. Włos zjeżył mu się na karku i obleciał go przestrach. W swoim zadufaniu nie spodziewał się takiego przeciwnika, ale tłumaczyło to dotychczasowe znaki. Może gdyby dostatecznie szybko uderzył miałby szansę w tym starciu, ale szanse marniały z każdą chwilą gdy rozważał w myślach możliwe scenariusze takiego starcia. Powoli rosła w nim ochota na odnalezienie wyjścia, wiedział jednak że to teraz niemożliwe. Głupi był przychodząc tutaj samotnie. Poczekaj...
Nagle wątpliwy blask rozświetlił pomieszczenie. Jego źródłem była niewielka kula światła unosząca się nad wyciągniętą dłonią nieznajomego. Potwierdzało to niejako jego wersję o byciu czymś więcej niż tylko człowiekiem. Źródło światła nie było wielkie, lecz w kontraście do absolutnej ciemności działało cuda. Mimo że blask nie oświetlał więcej niż kilkanaście metrów, pozwalał on uspokoić się szalejącym zmysłom. Teraz uwięzieni mogli się już zobaczyć. Stali niedaleko od siebie, na podłodze zrobionej z jednego kawałka czegoś co wyglądało na nierówno oheblowane drewno. Było idealnie gładkie, choć jego powierzchnia nie była idealnie płaska. Trudno było jednoznacznie określić rozmiary pieczary.
Zanim minął pierwszy szok i wilk był w stanie odpowiedzieć na jakiekolwiek pytania z oddali nadbiegał pewien odgłos. Równomierny szczęk, który mimo że cichy, był dość wyraźny w panującej ciszy. Zapach wskazywał na zbliżającego się w ich stronę człowieka.
W końcu pojawił się w ich zasięgu widzenia. Wyglądał jak rycerz wyciągnięty żywcem z bajek o królu Arturze. Odziany był w ciężką, bogato zdobioną zbroję, a za oręż stanowił mu ogromny miecz o ząbkowanym z jednej strony ostrzu. Zbroja nosiła ślady heraldyki, jednak żaden z herbów nie mówił nic ani Fenrisowi, ani Rahne. Pod pachą dzierżył zamknięty hełm z nosem. Z twarzy wyglądał na młodzieńca, ale wzrok miał pusty niczym starzec na łożu śmierci.
Wojownik stanął przed nimi i gromkim głosem ogłosił:
- Jam jest sir James Sandilands, herbu jelenia z Calder. Przybywam by zgładzić was za złamanie odwiecznych zasad mego lorda. Szykujcie się na śmierć.
Rycerz wdział hełm, zapiął pas i dobył swego oręża.
Młodzieniec w płaszczu stanął pomiędzy rycerzem i Rahne, lecz poza tym nie wykonał żadnych dodatkowych ruchów lub gestów jako reakcji na groźbę rychłej śmierci.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Sro Maj 08, 2019 3:34 pm

Początkowe zaciekawienie nieznajomym szybko ustępowało miejsca irytacji. Z każdym wypowiadanym przez niego słowem Rahne nabierała przekonania, że mężczyzna sobie z niej żartuje. Nie zaoferował jej niczego, poza oczywistościami i niedopowiedzeniami. Czy zdawała sobie sprawę, że nie jest zwykłym człowiekiem? Ba! Niemal głośno parsknęła, powstrzymała się jednak w ostatniej chwili, ujrzawszy wyraz jego twarzy, gdy przez dłuższą chwilę bez słowa wpatrywał się w morze. Zwrócony do niej profilem, w targanym wiatrem płaszczu, z tęsknotą wypisaną na zamyślonym obliczu, znacznie mniej przypominał typowego włóczęgę, a bardziej... No właśnie. Kogo? Wilczyca zaczynała rozważać możliwość wyduszenia z niego prawdy siłą, on jednak tymczasem odwrócił się ku niej, świdrując ją niespodziewanie intensywnym spojrzeniem.
Wszystkie jej zmysły zawibrowały alarmująco, kiedy się zbliżył i wyciągnął do niej ramię. Wyraźniejszego sygnału do ucieczki nie potrzebowała. Wiedziała, że wystarczyłoby kilka sekund, aby wywinąć się z jego uścisku i odskoczyć, może nawet ugryźć go i dotkliwie podrapać. Nie chodziło o to, że ona sama w oczywisty sposób nie budziła w nim lęku. Nawet nie o to, że zrobił cokolwiek, co można by zinterpretować jako atak. Chodziło o to, że nagle z przeraźliwą jasnością uświadomiła sobie swój błąd. Młodzieniec nie był nieszkodliwym włóczykijem. Miał w sobie coś niebezpiecznego i pierwotnego; coś, co sprawiło, że sierść zjeżyła się na jej karku.
Wszystkie te myśli przeleciały przez jej umysł z prędkością huraganu, a jednak nie potrafiła się zmusić do reakcji. Nie czuła strachu, ale spojrzenie jego niesamowitych zielonych oczu trzymało ją w miejscu w sposób, jakiego nie potrafiłaby wyjaśnić.
W chwili, gdy jego dłoń spoczęła na jej ramieniu, przeraźliwy łoskot przerwał ciszę. Czar prysł i Rahne rozejrzała się w popłochu, szukając źródła odgłosu. Ten jednak zdawał się dochodzić zewsząd, jakby na ich oczach rozrywana była sama rzeczywistość. Zobaczyła jak wierzba, ta sama, pod którą wielokrotnie siadywała w przeszłości, urasta do ogromnych rozmiarów i zamyka się ponad nimi niczym kopuła. Wilczyca groźnie spojrzała na mężczyznę, jak na winnego tego zjawiska. Wyglądał na zaskoczonego, jednak stanowczy uścisk, w jakim zamknął jej dłoń, sugerował, że wie więcej, niż zdradzała jego twarz. Gniewnym szarpnięciem spróbowała wyrwać się z chwytu, ten jednak okazał się zdumiewająco silny.
- Co się dzieje? Mów! - zażądała, a jej głos niemal utonął w narastającym chaosie. Nie próbowała się już wyrywać. Zamknęła oczy, by szybciej przyzwyczaić je do gęstniejącej ciemności. Naraz wszystko się uspokoiło, a w jej nozdrza uderzył zapach wilgotnej ziemi i drewna. Bezwiednie pomyślała, że przecież nie zapowiadali na dziś opadów deszczu, jakaś jej część wiedziała jednak, że już od dawna nie są na Muir.
Otworzyła oczy, lecz niewiele to zmieniło. Czerń, jaka ich otaczała, była absolutna. Rahne dopiero po chwili uświadomiła sobie, że w zamieszaniu jej dłoń bezwiednie zacisnęła się na dłoni nieznajomego. Puściła ją nagle, absurdalnie rozgniewana.
- Kim ty, u diabła, jesteś? I co to za miejsce? - wycedziła poprzez kły, spoglądając w miejsce, w którym powinna znajdować się jego twarz. Nagle ciemność rozproszył blask bijący z niewielkiej kuli unoszącej się nad dłonią mężczyzny. Rahne mrugnęła. Światło było nikłe, pozwalało jednak odzyskać jaką taką orientację. Wydobyło też z ciemności i wyostrzyło rysy jej towarzysza. Jej wzrok przyciągnęło długie, ostro zakończone ucho, wystające spomiędzy włosów.
Jej zdumienie sięgnęło zenitu, gdy wyczuła bijącą od młodzieńca woń strachu. Poczuła na plecach dreszcz, a zaraz potem usłyszała coraz bliższy odgłos kroków. Zapach, który mu towarzyszył, postawił włosy na całym jej ciele. Coś niewyobrażalnie potężnego zmierzało ku nim poprzez mrok.
Fakt, że owo coś okazało się być postacią jakby żywcem wyjętą z legendy o królu Arturze, niewiele uczynił by ją uspokoić. Zwłaszcza gdy postać przemówiła, wieszcząc im rychłą śmierć. Wilczyca odruchowo przybrała postawę bojową, kiedy mężczyzna w płaszczu przesunął się tak, aby znaleźć się pomiędzy nią a rycerzem. Był to ruch tyleż niespodziewany, co dworny, Rahne postanowiła jednak odłożyć zastanawianie się nad nim na mało prawdopodobną ewentualność przeżycia najbliższych kilku minut.
Skoro jednak rycerz zadał sobie trud przedstawienia im się, zamiast z miejsca zaatakować, może istniała szansa na uniknięcie walki z nim? A przynajmniej na uzyskanie kilku odpowiedzi?
- Wybacz, sir - odchrząknęła, prostując się i wymijając młodzieńca w płaszczu. - Ale jakie prawa złamaliśmy i kim jest twój pan?
Chciała dodać, że wcale nie zamierzali przybywać w to miejsce, ale ugryzła się w język. O motywacji swojego towarzysza wiedziała tyle, co nic. Wątpiła też, by rycerz uwierzył, że zupełnym przypadkiem dała się wplątać w coś, co - jak coraz boleśniej sobie uświadamiała - ją przerastało. Chwilowo jechali więc na jednym wózku, czy tego chcieli, czy nie.
Stanęła u boku Fenrisa, w myślach gotując się na przemianę w wilka na wypadek, gdyby rycerz jednak nie należał do rozmownych.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Czw Maj 09, 2019 8:51 pm

Jej domniemany porywacz nie odpowiedział na jej pytania, ponieważ całą uwagę skupił na nowo przybyłym mężczyźnie. Stąpał tutaj po cienkim gruncie i każdy błąd mógł kosztować go życie, lub gorzej. Nie mógł zresztą pozwolić na to by zjednoczone siły zaatakowały Asgard bez niego. Zwiastun Końca nie zostanie pokonany przez strażnika podrzędnego świata.
O dziwo dużo rozmowniejszy okazał się mężczyzna, który przed chwilą życzył im śmierci. Słowa wywarły jednak nie takie wrażenie jak zamierzono.
- Pozwalasz swej bestii mówić w swoim imieniu? - nawet pomimo hełmu tłumiącego głos nie dało się nie zauważyć w nim oburzenia. - Czy ty sam żeś jest jej sługą? Tak czy siak zetnę was w imię Durhany i Boga wszechmogącego!
Rycerz ruszył do ataku. Pytania wilczycy przyniosły jednak jakiś pożytek, mimo że nie było widać tego na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim rozjuszyły napastnika, a rozjuszonych napastników prościej kontrolować w boju. Do tego wilk zyskał cenne sekundy, aby bardziej poznać swego przeciwnika. To że wojownik przeżył już dawno swoje lata nie było wielkim odkryciem. Był jednak wciąż człowiekiem, a ludzie są istotami słabymi. Dużo ciekawszym okazał się dzierżony przez rycerza oręż. Był bronią tak potężnie magiczną, że nie powstydziłyby się jej karły z Nidavelliru. Wilk nie zdążył rozpoznać dokładnej natury uroku, ale był pewien że nie chce poczuć jej na swojej skórze. Była to wiadomość o tyle cenna, że jeszcze przed minutą miał zamiar nauczyć tego człowieka moresu i nie zważając na jego ciosy skręcić mu kark. To mogłoby się źle skończyć dla wilka. Nie musiało, ale mogło.
Rycerz ruszył do boju z gracją, która mogła zaskoczyć nieprzygotowane na to osoby. Ruszał się nadnaturalnie szybko. Jak na kogoś odzianego w jakieś dziewięćdziesiąt kilo metalu wręcz ekstremalnie szybko. Pierwszy błyskawiczny cios wykonał w stronę kobiety, która odważnie wysunęła się na front. Ciął znad lewego ramienia po skosie w dół. Wilk był pod wrażeniem techniki, jednak dalekie to było do szczytowej formy najpotężniejszego wśród wojowników Asgardu. Nie wiedział jednak na co stać jego kompankę, a nie chciał by spotkała ją krzywda. Gdyby zauważył że samica nie zdążyłaby zareagować, pchnie ją lekko w prawą stronę, tak by cios mający rozpłatać ją na dwoje, przeciął tylko powietrze. Ten spontaniczny odruch zaskoczyłby nawet samego wilka. Tłumaczył sobie go tym, że przetrwanie wilczycy mogło być nieuniknione dla przetrwania jego samego. Sam jednak nie był tego pewien. Zaraz potem wrócił do walki.
Gdy kobieta znalazła się już za zasięgiem miecza, mężczyzna sprawnie zmienił chwyt na rękojeści i ciął w drugą stronę, tym razem zupełnie poziomo, chcąc maksymalnie zwiększyć zasięg swego ataku. Wyglądało na to że miecz jest dużo lżejszy niż powinien, a wojownik i tak doskonale panował nad jego wagą. Zaprawiony w bojach wilk wiedział jednak co planuje tamten i zanurkował pod ostrzem miecza, znajdując się nagle za plecami rycerza. Już miał wyciągać do niego rękę, by pochwycić go za kark, jednak wojownik wyhamował szybko swój miecz wbijając go poziomo w drewnianą podłogę, przetoczył się po nim jak po blacie i będąc już po drugiej stronie wyszarpnął go z ziemi bez żadnego oporu. Oczywiście od razu przeszedł do ataku, a wilk był tym manewrem tak zaskoczony, że nieomal stracił dłoń. Chłopak był nieustępliwy, a jego broń właściwościami przypominała przeklęty młot jego wuja. Błyskawiczna seria ataków i uników trwała spory czas, a żaden z walczących nie zdawał się męczyć przedłużającym wysiłkiem. Żaden z ciosów nie dosięgnął celu, lecz zasięg broni sprawiał że Fenrisowi trudno było skrócić dystans i wciąż ustępował pola. Zaczynało go to frustrować, ale nie miał zamiaru odsłaniać od razu wszystkich kart.
Całe szczęście młodzieniec skupił się na nim, pozornie zapominając o kobiecie.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Wto Maj 21, 2019 12:40 pm

Nazwanie "bestią" zabolało ją bardziej, niż się spodziewała. Przez sekundę poczuła na sobie wyimaginowany ciężar wszystkich swoich grzechów i przewinień, w niewiadomy sposób wydobytych na światło dzienne przez potępiające spojrzenie rycerza. Uczucie byłoby paraliżujące, gdyby nie znacznie silniejszy instynkt przetrwania, który uruchomił się chwilę później. Tych kilka sekund osłupienia i zwłoki wystarczyło jednak, aby zaskakująco szybki przeciwnik zamknął dzielący ich dystans i zadał zamaszysty cios ząbkowanym ostrzem. Cios, którym powinien był przeciąć ją na połowy. Rahne spięła się do skoku, choć wiedziała, że na unik już za późno. Przygotowała się na nieuchronny ból, zamiast przeszywającego chłodu ostrza poczuła jednak silne pchnięcie i trwające przez mgnienie uczucie nieważkości. Jakimś sposobem zdołała obrócić się w locie i wylądować na ugiętych nogach, podpierając się dłońmi o nierówne podłoże.
Uniosła głowę i natychmiast zorientowała się komu zawdzięcza ocalenie. Jej towarzysz wypchnął ją z zasięgu miecza i sam związał rycerza walką. Dość nierówną, wziąwszy pod uwagę fakt, że ten drugi był uzbrojony po zęby, spiczastouchy zaś nie miał żadnej broni, a na grzbiecie tylko znoszony płaszcz. Poruszał się zwinnie i z gracją unikał ciosów mieczem, nie mógł też jednak w żaden sposób zyskać przewagi, ba - cofał się z każdym krokiem, ustępując pod naporem zakutego w stal przeciwnika. Przeciwnika, który akurat odwrócony był do niej tyłem i zdawał się zupełnie nie zwracać na nią uwagi...
Rahne nie zastanawiała się długo. Skoczyła, przemieniając się w locie. Nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku. Jedynie odgłos napinanych ścięgien i raptownie zyskujących na masie mięśni zdradzał cokolwiek. Po chwili ogromna brunatna wilczyca wylądowała na plecach rycerza, całym swym ciężarem przygważdżając go do ziemi. Rahne zacisnęła masywne szczęki na karku mężczyzny i choć nadal chroniła go zbroja i hełm, miała nadzieję, że niemal pół tony wilka sapiące mu wprost do ucha nieco ostudzi zapał Sir Jamesa.
- Bóg sam mnie osądzi - chciała powiedzieć, ale jedynym, co wydobyło się spomiędzy wyszczerzonych kłów, był głuchy warkot. - Na pewno nie będziesz to ty, i na pewno nie dzisiaj.
Bóg świadkiem, że nie chciała go zabijać. Wolała nie myśleć o tym, co będzie, jeśli zostanie doprowadzona do ostateczności.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Czw Maj 23, 2019 9:55 pm

Racją było to że wojownik skupił całą swoją uwagę na jej nieznajomym towarzyszu. Nie pozostawał on jednak zupełnie ślepy na poczynania Rahne. Taniec w którym splątani pozostawali mężczyźni zmuszał ich do ciągłego przemieszczania się, zmiany pozycji i obrotów. Chcąc nie chcąc Rahne co jakiś czas pojawiała się w polu widzenia rycerza. Nie miał on jednak komfortu poświęcenia jej choć odrobiny więcej uwagi, bo tak na prawdę był niewolnikiem zaistniałej sytuacji nie mniej niż jego przeciwnik. Moment nieuwagi, czy sekunda zwłoki z kolejnym atakiem mogłaby sprawić że losy walki diametralnie się odwrócą i młodzieniec był tego świadom.
Najlepsze co mogła więc uczynić Rahne to instynktownie wybrać moment w którym wróg będzie najbardziej odsłonięty na atak. Wyostrzone zmysły bardzo w tym pomagały, ale trzeba było zaznaczyć, że mężczyźni poruszali się niesamowicie szybko.
W końcu nadszedł odpowiedni moment i wilczyca skoczyła na rycerza. Gdy była w pół skoku mężczyzna ją zauważył i z impetem odwrócił się chcąc ciąć nadlatującą wilczycę po podbrzuszu. Poruszał się nienaturalnie szybko. Czas dla Rahne niemal spowolnił, gdy ostrze magicznego miecza sunęło w jej stronę.
Wszyscy troje byli jednak dostatecznie doświadczeni w walce, by wiedzieć jaki będzie scenariusz następnych kilku chwil. Czekający od dobrych kilku minut na okazję, nieznajomy z którym tu trafiła nie wahał teraz się ani przez moment. Rahne mogła dojrzeć jak z półmroku za rycerzem wystrzeliły dłonie, które wyprzedzając cios miecza, chwyciły za głowę wojownika, a następnie pociągnęły ją do tyłu z ogromną siłą. Rycerz jednak nie przewrócił się na plecy, bo młodzieniec zaparł się o jego plecy kolanem, efektem czego jego głowa odwinęła się do tyłu pod takim kontem, że aż rozległ się donośny trzask. Tu nie było nawet mowy o złamaniu karku. Raczej o jego wyrwaniu.
Korpus rycerza zwalił się na drewno podłogi i znów zapadła cisza. W migoczącym świetle magicznej kuli krew mieniła się szkarłatem, zarówno na dłoniach nieznajomego, jak i w rosnącej kałuży wokoło ciała ich przeciwnika, na którym ostatecznie wylądowała Rahne. Wszystko wskazywało na to że tak skończyła się legenda rycerza. Wyglądało na to że są już bezpieczni, jednak jej towarzysz wciąż zdawał się być zestresowany. Wyglądał jakby za wszelką cenę chciał przeszyć wzrokiem mrok dookoła nich i brał głębokie wdechy.
-Pochodzę z krain daleko stąd.- odezwał się nagle, nie racząc jej niestety spojrzeniem. -Mój dziad jest tam wielkim władcą. Tyranem. W dawnych czasach doprowadził naród do wieku chwały, jednak wiek zmącił mu umysł i zamglił osąd. Jestem obecnie czwarty w linii sukcesji złotego tronu - ostatnie zdanie dodał jakby od niechcenia, na szybko, o ile Rahne zaczęła rozważać tę kwestię. Nie musiała nawet o to pytać.
-Dziad w końcu przeszedł samego siebie. Dając posłuch głupiej legendzie krążącej pośród mego ludu, zniewolił swojego syna, a mego ojca, oraz całe jego potomstwo. Połowę życia spędziłem w lochu, do którego nigdy nie witało słońce. Mój brat prawdopodobnie wciąż tkwi w niewoli. Razem z ojcem udało nam się niedawno wyzwolić, ale wciąż pozostało wiele krzywd do wyrównania. Nie tylko dla nas, ale i dla naszego ludu. Wiem że w dawnych czasach mój lud bywał na tych wyspach. Nie szukam po nich pamiątek. Szukam sposobu na obalenie tyrana.
Okazało się że nieznajomy odpowiadał po prostu na wcześniejsze pytania kobiety. Wcześniej zwyczajnie nie było na nie czasu. Teraz, jeżeli ich los zależy od nich nawzajem, najlepiej dla nich będzie gdy będą wiedzieć jak najwięcej. Nie miał już zresztą cierpliwości dłużej utrzymywać sekrety. Podziwiał ojca że tak naturalnie mu to przychodziło. Rewelacjom jednak nie było końca. Mówiąc, nieznajomy ruszył przed siebie, uznając chyba iż lepiej iść w dowolną stronę niż trwać w miejscu.
-Skrywa się tutaj wielka siła, jednak broni jej strażnik mianowany prawdopodobnie przez mego dziadka. Myślałem że moje dziedzictwo sprawi że bestia da mi posłuch. To że po prostu się przeliczyłem jest sporym niedopowiedzeniem...
W międzyczasie opowieści młodzieniec rozświetlił bardziej swoją kulę i wysłał ją na krótki zwiad po okolicy. Rozświetlała ona teraz wcześniej niewidoczne detale. Przede wszystkim mogli sie rozeznać w wymiarach pomieszczenia. Było ono wielkie, jednak nie nieskończone. Było mniej więcej wielkości boiska do koszykówki. Co ciekawe, ściany i sufit zdobiły drewniane ozdoby. I to nie byle jakie. Drewniane, zdobione kolumny, drewniane rzeźby i sztukateria, nawet drewniana kopia kominka i luster, w których nic się nie odbijało. Pod wysokim sufitem rozwieszone były drewniane kandelabry, a podłoga ciosana była w kształt drewnianych dywanów. Z pomieszczenia prowadziło pojedyncze wyjście, otwarte na oścież i ozdobione po obydwu stronach czymś co wyglądało jak zwinięte zasłony, wykonane oczywiście z drewna. Wszystko wyglądało na stworzone z jednego, wydrążonego kawałka drzewa.
- A ty? Jesteś chrześcijanką, tak?
W końcu młodzieniec samemu zadał pytanie. Było to sprawiedliwe, skoro samemu się tak otworzył. Może było to dziwne, że jako pierwsze pyta właśnie o to, ale przecież od samego początku jego zachowanie odbiegało do normalności. Wszystko wskazywało jednak na to, że zrozumiał coś z jej wcześniejszego harkotu.
Zapatrzył się na nią. Niezależnie od tego pod jaką postacią obecnie się znajdowała, półmrok, jej sylwetka i gracja, nawet drobiny krwi ich przeciwnika, które miejscami posklejały jej futro sprawiały że nie mógł odwrócić od niej wzroku. Miał wrażenie że zapamięta ten obraz do końca życia.
Pozwolił sobie odpłynąć w rozmyślaniach. Przez to wszystko nie zauważył sylwetki rycerza, która wyłoniła się nagle z ciemności za nim. Jeżeli Rahne patrzyła w jego stronę mogła pewnie zauważyć go dostatecznie szybko.
Rycerz był zabrudzony krwią, jednak jego głowa zdawała się być na miejscu. Wyglądało na to że pozbycie się go nie będzie należało do najłatwiejszych zadań.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Wto Maj 28, 2019 1:41 pm

Czas zwolnił, a wilczyca po raz drugi tego dnia zajrzała w oczy śmierci. Z impetem wylądowała na wszystkich czterech łapach, przednimi przygważdżając do ziemi drgające konwulsyjnie ciało rycerza. Tryskająca z kikuta szyi posoka spryskała jej pysk. Zapach krwi wdarł się do nozdrzy, odurzył. Adrenalina uderzyła jej do głowy i oszołomiła. Chwilę trwało, nim uświadomiła sobie, że stoi nad trupem. Uniosła spojrzenie na nieznajomego, stojącego nad nią z zakrwawionymi dłońmi.
Zabił go, przeleciało jej przez głowę. Zabił bez najmniejszego wysiłku. On...
Porząsnęła łbem, próbując oczyścić umysł, pozbyć się natrętnego łomotania w skroniach, ale woń krwi znacząco to utrudniała. Wiedziała, że wilczycy trudno będzie osiągnąć klarowność myśli, z pewnym trudem wróciła więc do swojej ludzkiej postaci.
Ocalił mi życie...
Ze wstrętem odsunęła się od truchła, skuliła się, obejmując ramionami kolana i wzięła kilka głębszych wdechów. Dopiero wówczas ponownie spojrzała na nieznajomego. Nie wydawał się dużo spokojniejszy od niej. Wciąż przeczesywał wzrokiem okolicę, jakby spodziewał się kolejnego niebezpieczeństwa. To otrzeźwiło ją znacznie szybciej. Uświadomiła sobie także własną nagość i czym prędzej ukryła ją pod warstwą futra, wdzięczna w duchu, że uwaga mężczyzny nie była skupiona na niej. Poczucie wstydu co prawda musiało ustąpić wobec niedawnych doświadczeń, nie znała jednak ani swojego towarzysza, ani jego zamiarów.
Wstała i podobnie jak jej towarzysz czujnie rozejrzała się wokół. W jej głowie kłębiły się dziesiątki pytań, nie zdążyła jednak żadnego zadać. Mężczyzna zaczął nagle mówić sam z siebie, spokojnie, jakby snuł przerwaną niedawno opowieść. I cóż to była za opowieść... Rahne miała ochotę pociągnąć go za język, wypytać skąd pochodzi i jak trafił do jej świata, ale nie śmiała przerywać monologu. Odkrycie, że ma do czynienia z członkiem rodziny królewskiej, zaskoczyło ją, choć nie wywarło tak piorunującego wrażenia, na jakie być może liczył jej rozmówca. Pasowało to do wszystkiego, co zdążyła do tej pory zaobserwować, włącznie z dziwnym ubiorem, wyniosłością i tajemniczością mężczyzny. Zastanawiała się co skłoniło go do tak niespodziewanej otwartości. Po chwili uznała, że albo był to skutek niedawnej potyczki i zetknięcia ze śmiercią, albo nieznajomy po prostu potrzebował jej pomocy. Jakiej - nie chciała nawet zgadywać, choć myśl, że mogłaby w jakikolwiek sposób przyczynić się do obalenia tyrana, bawiła ją znacznie bardziej, niż powinna.
Kiedy mężczyzna ruszył z miejsca, poszła za nim dotrzymując mu kroku w marszu. W blasku magicznej kuli z zaciekawieniem rozejrzała się po czymś, co okazało się być ogromną salą wykonaną w całości z misternie rzeźbionego litego drewna. Uderzyło ją nagłe wspomnienie.
- Tamta wierzba... Jesteśmy w jej wnętrzu? To wciąż Muir czy...
W chwili gdy zadała pytania, uświadomiła sobie jak idiotycznie brzmią. A jednak to nie mógł być przypadek. Dokładnie pamiętała wrażenie, że drzewo, pod którym stali, rozszerzyło się i zamknęło, więżąc ich w środku. Zakładając oczywiście, że nie zostali przy okazji przeteleportowani w zupełnie inne miejsce... a ze wszystkiego, co ją dziś spotkało, to byłoby najmniej dziwne.
Z rozmyślań wyrwało ją nieoczekiwane pytanie. Rahne zesztywniała, po pierwsze dlatego, że się go nie spodziewała, po drugie z powodu jego osobistej natury. W pierwszej chwili nabrała przekonania, że mężczyzna spostrzegł srebrny krzyż, który zawsze nosiła na szyi. Odruchowo dotknęła wisiorka, dłoń trafiła jednak na pustkę. Przestraszona poklepała się po szyi, szukając rzemienia, następnie spojrzała pod swoje nogi, wypatrując zguby na podłodze. Niczego nie znalazła. Krzyż przepadł. Musiała zgubić go w trakcie walki, albo wcześniej, przedzierając się przez krzaki.
To tylko przedmiot, powiedziała sobie, uspokajając się z trudem. Tylko przedmiot. Kupię sobie nowy.
A jednak bez krucyfiksu na stałym miejscu poczuła się jeszcze bardziej naga i bezbronna.
Jeśli rozmówca dostrzegł jej chwilową konsternację i przestrach, na podstawie mowy ciała z łatwością mógł się domyślić jego przyczyny. Rahne jednak nie nawiązała do tego ani słowem. Zamiast tego zmarszczyła czoło i podejrzliwie przyjrzała się towarzyszowi w migotliwym świetle.
- Skąd... Zrozumiałeś mnie? - spytała z niedowierzaniem. - Nikt nigdy nie rozumiał mnie w tej postaci.
Nie próbowała uchylić się od odpowiedzi, dawała jedynie wyraz bezbrzeżnemu zdumieniu. Po chwili wzięła głebszy oddech i podjęła decyzję. Oryginalne pytanie dotyczyło wprawdzie jednej z najbardziej intymnych sfer jej życia, była mu jednak winna szczerość po tym, jak on się przed nią otworzył.
- Tak, jestem. Tak wychował mnie ojciec... Przybrany ojciec. Nie znam swoich prawdziwych rodziców. Po biologicznej matce mam tylko nazwisko. Ojciec... był kapłanem, ale niezbyt dobrym człowiekiem. - Ciężko przełknęła ślinę. Nawet po latach słowa wciąż miały gorzki posmak i z trudem dobywały sie z gardła. - Kiedy ujawniła się moja mutacja, uznał to za dzieło diabła i próbował mnie zabić. To wtedy przygarnęła mnie Moira. Jest moją jedyną rodziną. Zawdzięczam jej życie.
Urwała i spojrzała na młodzieńca. Zaskoczyła ją intensywność jego spojrzenia. Zdawał się słuchać jej słów z wielką uwagą. Nie pamiętała kiedy ostatnio dzieliła się z kimś historią swojego życia. Nie sądziła też, że będzie to tak trudne. Nawet po niemal dziesięciu latach wciąż nie czuła się pogodzona z przeszłością. Wciąż czuła gniew, żal i upokorzenie.
- Rozumiem... Wydaje mi się, że rozumiem, czemu chcesz pomóc bratu i swoim ludziom. Gdyby cokolwiek groziło matce... Zrobiłabym dla niej wszystko.
Spojrzała mu w oczy, lecz tym razem dostrzegła w nich coś, co w równym stopniu zafascynowało ją i przestraszyło. Uciekła wzrokiem w bok i niemal krzyknęła na widok rycerza wyłaniającego się z mroku za plecami jej kompana.
- Za tobą - rzuciła, równocześnie próbując odepchnąć młodzieńca na bok. Sama odskoczyła w przeciwnym kierunku, wystawiła pazury i wyszczerzyła kły. Nie atakowała jednak pierwsza.
- Co trzeba zrobić, żeby się ciebie pozbyć? - zapytała retorycznie.
Pewna jej część odczuła ulgę, że jednak nie mieli na sumieniu zabójstwa. Inna przeraziła się możliwością utknięcia w tym miejscu z nieśmiertelnym i wyjątkowo zaciekłym przeciwnikiem. Jeżeli rycerz ruszył do ataku, natychmiast przemieniła się w wilka. Wiedziała już jak nieludzko jest szybki, tym razem postanowiła więc nie zbliżać się na długość miecza bez potrzeby, koncentrując się na unikach i utrzymaniu bezpiecznej odległości. Ta strategia jednak z pewnością nie zwiększała ich szans na przetrwanie. Nagle przypomniała sobie o wyjściu obramowanym drewnianymi kotarami. Niezależnie co znajdowało się po drugiej stronie, z pewnością było lepsze, niż towarzystwo ogarniętego żądzą mordu strażnika. Prawda?
- Drzwi - warkneła do towarzysza i długimi susami pognała w kierunku wyjścia.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Wto Cze 11, 2019 8:53 pm

- Jesteśmy w przedsionku. - odpowiedział od razu cały czas badając otoczenie - Wedle podań nie należy do żadnego ze światów.
Następne zachowanie kobiety trochę go zaskoczyło. Na jego pytanie zareagowała krótką paniką i lekkim poczuciem straty. Było jednak tak intensywne, że wilk od razu zrozumiał o co jej chodziło. Co więcej przedmiot jej troski nie znajdował się wiele dalej. Fenris pamiętał że miała go na sobie gdy objawiła się przed nim na wyspie. Musiała zgubić go podczas przemiany w ogniu walki.
Podążył za zapachem przedmiotu węchem i wzrokiem. Mogłoby wydawać się że udał się w losowym kierunku, on jednak po kilku krokach pochylił się i podniósł coś z ziemi. Na wyciągniętej dłoni znajdował się srebrny krzyż, połyskujący w odbitym blasku świetlistej kuli. Wilk był niemal zdziwiony że nie parzy go w dłoń. Bez słowa podał go kobiecie.
Już schylając się po przedmiot nie był pewien co właściwie wyrabia. Krzyż nie był niezbędny dla ich przetrwania, a ten dziwny akt dobrej woli na nic się wilkowi nie zdawał. Miał jednak dziwne wrażenie że tak należy postąpić. Może był to efekt dziwnej magii tego miejsca.
Podobnie zdziwił się gdy kobieta zapytała jak ją zrozumiał. A nie powinien? Musiał chwilę pomyśleć skąd brało się jej zdziwienie.
-Jednym z darów mej krwi jest rozumienie słów bestii. Zwłaszcza wilków.  - po chwili dodał też, uświadomiwszy sobie że może nie być tego pewna. - To nietypowe dla mego ludu. dało to memu dziadowi podwaliny wypełnienia się przepowiedni.
W końcu jednak przyszła kolej na to aby jego towarzyszka się otworzyła. Wsłuchał się w słowa jej opowieści bez słowa. Choć ich losy różniły się od siebie, to odnajdywał w nich wspólne brzmienia i nie potrafił nie współczuć z kobietą.
-Ty i ja... Nasze losy nie są sobie wiele różne. - powiedział tajemniczo i spróbował pochwycić dłoń kobiety. Dużo łagodniej niż wtedy gdy zamykała się nad nimi rzeczywistość.
Najbardziej jednak zaskoczyło go zrozumienie jakim go obdarzyła. Wiedział że nie kłamie. Ogarnęło go dziwne, ciepłe uczucie, którego nie czuł od dawna. Całkowicie się w nim zatracił.
W nim oraz w bliskości tego niezrozumiałego zjawiska jakim była ta kobieta.
Mógłby zapomnieć że tak na prawdę wciąż znajdują się w niebezpieczeństwie i nie powinni pozwalać sobie na chwile dekoncentracji.
Nie wiedział że jest już jednak za późno. Z początku nie był nawet pewien o czym mówiła kobieta. Dopiero gdy odepchnęła go na bok uświadomił sobie jak bardzo uśpił swoją czujność. Zaskoczony, nie zdążył się zaprzeć i wilczycy udało się go odepchnąć.
Tak naprawdę Rahne nie mogła jednak równać się z nadnaturalną prędkością rycerza. Cios jednak dziwnym trafem nie doszedł celu. Wyglądało na to że rycerz na moment zawahał się zauważywszy naszyjnik, który wilczyca zawiązała sobie na twarzy.
- Nie da się mnie pokonać. Póki wypełniam wolę mego lorda z Boga miłościwie panującego, a w rękach swych dzierżę mój święty oręż nie ustąpię. Przysięga nadaje memu ostrzu mocy, a mnie sił do walki. Żaden czarci urok nie oprze się świętości mego miecza!
To miłe że rycerz poświęcił czas na odpowiedzenie na jej pytanie. Jej towarzysz nie zamierzał jednak marnować tej okazji i wydając z siebie nieludzki warkot odwinął się i z całej siły uderzył rycerza gołą dłonią w opancerzoną pierś. Pozornie niedorzeczny manewr przyniósł niespodziewany skutek, bo pięść uderzyła w stal z gromowym hukiem i rycerz pofrunął z powrotem w mrok.
Nieznajomy nie potrzebował większej zachęty. Gdy tylko Rahne zaproponowała odwrót, skinął łbem i puścił swoją świecącą kulę by oświetlała im drogę. Pędem przemierzali kolejne sale, które wyglądały jak pomieszczenia pałacu, którego jakiś urok zamienił w drewno. Korytarze, klatki schodowe i pomieszczenia mieszkalne. Przemknęli nawet przez zamkową kuchnię, pełną drewnianych sztućców i naczyń. W centralnej części pomieszczenia znajdowało się oczywiście palenisko, jednak bez śladu ognia. Nigdzie jednak nie było widać żadnej żywej duszy, jak gdyby byli zamknięci to sami z nieustępliwym rycerzem. Nieznajomy dotrzymywał kroku towarzyszce pozostając zawsze trzy kroki za nią. Z całych sił zwalczył odruch przybrania prawdziwej postaci na wzór kobiety. Powodowałoby to jeszcze więcej pytań i niepewności na tym stałym gruncie, który już wytworzyli. Do tego nie chciał zostawić sobie jeszcze kilka niespodzianek mogących przydać się w walce z rycerzem. I tak odkrył przed nim swoją siłę, myśląc że to wystarczy do zakończenia pojedynku. Teraz przeciwnik będzie mniej skory do przyjmowania ciosów wilka. Zresztą nie potrzebował rozwijać aż takich prędkości. Spokojnie dotrzymywał kroku wilczycy w swej dwunożnej postaci. Pragmatyczność wygrała więc z instynktem.
Z kuchni wpadli oczywiście do wielkiej sali jadalnej. Długie stoły przecinały pomieszczenie niemal tak wielkie jak to w którym pierwszy raz pojawili sie w tym miejscu. Sala była bogato zdobiona w arrasy i ceremonialne zbroje z drewna. Stoły były zastawione i znajdowało się na nich nawet jadło i drewniane pieczyste na drewnianych półmiskach.
Rycerz czekał już na nich po drugiej stronie. Światło jeszcze go nie sięgało, lecz Fenris z łatwością go wyczuł. Jeśli jego towarzyszka nie zauważyła go tak jak on, zastąpił jej drogę bez słowa wpatrując się w mrok. Rycerz zrezygnował już z prób zaskoczenia ich, znając możliwości ich zmysłu. Zamiast tego spokojnie wszedł w krąg światła z mieczem wzniesionym przed siebie. Bez słowa mierzył się wzrokiem z towarzyszem Rahne. Obydwoje mężczyzn szukało słabości w swoim przeciwniku.
Para bohaterów biegła cały czas mniej więcej w jednym kierunku. Nie było więc możliwości by rycerz wykorzystał jakiś skrót, o którym nie wiedzieli. Ucieczka przed nim w tym miejscu chyba nie wchodziła w grę.
W końcu jej towarzysz zdecydował się przerwać impas. Błyskawicznie sięgnął po blat jednego ze stołów by go podnieść. Okazało się że nie stoi on zwyczajnie na podłodze, tylko wyciosane są z jednego kawałka drewna. Nie powstrzymało to jednak mężczyzny i stół z trzaskiem wyłamał się od podłogi. Na to zjawisko pomieszczenie wypełnił krótki krzyk jakby bólu, jednak walczący nie mieli czasu się nad nim zastanawiać. Nieznajomy tym samym ruchem cisnął ławą w rycerza, który sprawnie zanurkował pod pociskiem, skracając dystans. Panowie znowu zwarli się w walce, tym razem nieznajomy towarzysz Rahne dawał popisy swej wielkiej sile starając się obalić przeciwnika i krusząc drewno chybionymi ciosami. Kilka kolejnych razy gdy walczący uszkadzali kolejne fragmenty sali odezwały się podobne krzyki bólu, jednak każdy kolejny był słabszy, aż w końcu zaginęły całkowicie. Teraz mężczyźni walczyli stojąc na długim stole. Młodzieniec starał się zatrzymać cios miecza drewnianym półmiskiem z prosięciem, jednak miecz przeciął je jak masło, omal nie pozbawiając bezbronnego walczącego ręki. Z drugiej strony rycerz nie kwapił się teraz zanadto wchodzić w zasięg nieznajomego. Mimo że był nieśmiertelny odczuwał jednak ból, co widać było na jego twarzy, a uczucie złamanych żeber nie jest chyba czymś do czego się dąży, jeśli jest szansa go uniknąć.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Sob Lip 20, 2019 10:10 pm

Z początku nie mogła uwierzyć własnym oczom. Srebrny krzyżyk, który uznała już za bezpowrotnie stracony, połyskiwał na dłoni nieznajomego. Serce zabiło jej mocniej, a przemożna ulga niemal ugięła pod nią kolana. Rahne spojrzała w oczy mężczyzny, wlewając w to spojrzenie całą wdzięczność, jaką czuła. Nie musiał przecież tego robić. Powiedzieć, że ledwo się znali, to mało, nawet wyłączając wielce nietypowe okoliczności ich spotkania... A jednak, wbrew wszystkiemu poczuła negle coś, co nie miało racji bytu; dziwną bliskość i... duchowe powinowactwo? Dotyk jego dłoni, delikatny i z pewnością celowy, przejął ją dreszczem, który nie miał jednak nic wspólnego ze strachem. Przez chwilę była niemal pewna, że w jego oczach dostrzegła to samo, przykryte warstwą niepewności i zdumienia, które tak dobrze odzwierciedlały jej własne odczucia.
Czy to pozornie przypadkowe spotkanie mogło być czymś więcej? Zbyt wiele było tu dziwnych zbiegów okoliczności, począwszy od podobieństwa ich życiorysów, które jej również nie umknęło, a kończąc na fakcie, że nieznajomy bez najmniejszego wysiłku zrobumiał jej wilczą "mowę". Musiała zwalczyć przemożną ochotę, aby pociągnąć go za język w tym temacie. Każda jego odpowiedź rodziła dwa kolejne pytania, a czasu na zadanie ich nie przybywało, bo co rusz musieli walczyć o życie.
Nie inaczej było i tym razem. Rycerz odnalazł ich ponownie i nic nie wskazywało na to, by obrażenia, jakie wcześniej zadał mu Fenris, w najmniejszym stopniu zniechęciły go do dalszego pościgu. Rahne w panice rozejrzała się po komnacie w której się znaleźli. Kto wie, ile pomieszczeń miało to miejsce? Jej towarzysz nazwał je przedsionkiem, miejscem pomiędzy światami. Co jeśli wymykało się fizyce, do jakiej przywykła i nie miało początku ani końca? Strażnik poruszał się po nim z dziecinną łatwością, oni zaś mogli jedynie biec na oślep...
Wilczyca rozważała to wszystko za osłoną w postaci drewnianej zbroi, podczas gdy mężczyźni wymieniali kolejne ciosy, niszcząc kolejne elementy otoczenia do wtóru okrzyków bólu. Okrzyki jednak nie pochodziły z ust żadnego z nich. Wzrok Rahne przemknąl po fragmencie potężnego stołu, który Fenris najzwyczajniej w świecie oderwal od podłoża... Czy to możliwe, aby całe to drewno było częścią żywego organizmu? Myśl nasunęla się sama i choć na pierwszy rzut oka wydawała się absurdalna, nie chciała jej już opuścić. Zagryzła wargi i przeklinając w duchu własną głupotę opuściła swoją i tak niepewną kryjówkę.
- Stójcie! - wrzasnęła, przekrzykując szczęk oręża. Nie mogła przewidzieć czy jej posłuchają, jeśli jednak tak się stało, postarała się, aby cała uwaga rycerza była skupiona na niej. - Sir Jamesie z Calder. Jesteś człowiekiem głębokiej wiary, wiesz więc na pewno, że żaden demon nie mógłby nosić symbolu męki Pańskiej bez szwanku na zdrowiu. - Mówiąc to przesuwała się coraz bliżej walczących, demonstracyjnie trzymając dloń na zdobiącym jej pierś krucyfiksie. - Oboje trzymaliśmy go w dłoni, nie możemy więc być złem, które przysiągłeś zwalczać. Zabijając nas nie przysłużysz się Bogu. Pozwól nam opuścić to miejsce, byśmy wszyscy mogli dalej wypełniać naszą powinność. Proszę cię o to w imię Chrystusa.
Serce waliło jej jak młotem. Modliła się, aby głos nie zdradził jej zdenerwowania. Wiedziała, że stawia wszystko na jedną kartę i najpewniej w ciągu najbliższych sekund miecz rycerza zakończy jej żywot.
Niech i tak będzie, pomyślała, ściskając w dłoni krzyżyk. Spojrzała na Fenrisa i skinęła głową na znak, że wie, co robi. Może choć on miał szansę wyjść z tego cało. Widziała do czego jest zdolny. Jeżeli strażnik pozostanie głuchy na jej słowa, jej towarzysz wciąż miał szansę pokonać go czystą siłą i uporem. Wszystko w ręku Boga...
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Nie Lip 21, 2019 8:22 pm

Chowając się za drewnianym kompletem rynsztunku Rahne pozostawała względnie bezpieczna. Mężczyźni zbyt zajęci byli próbami uśmiercenia siebie nawzajem żeby zwracać na nią większą uwagę. Trzeba było przyznać, że teraz gdy już przestał się powstrzymywać, opiekun Rahne walczył niczym huragan. Siła i prędkość jego ciosów mogła budzić grozę. Potężne odgłosy unoszące się za każdym razem gdy zaciśnięta pięść napotykała magiczny pancerz rycerza, sugerowały siłę dzięki której nieznajomy mógłby zapewne wykręcić rękę Piotrowi z instytutu. Mimo to w wyniku nieuczciwej magii zdawał się przegrywać to spotkanie. Po rycerzu wszystkie rany spływały jak po kaczce w przeciągu sekund, ale każde cięcie, które dało radę sięgnąć swego celu odznaczało się na ciele nieznajomego. Po kilku minutach zaciekłego pojedynku mężczyzna pokryty był siatką ran, z których toczyła się krew, a strzępy jego płaszcza zwisały swobodnie ledwo trzymając się ciała. Niesamowitym było również to że żaden z mężczyzn nie zdawał się spowalniać tempa pojedynku, jak gdyby wcale nie męczyli się mijającymi minutami ekstremalnego wysiłku. Rozstrzygnięcie tego pojedynku mogłoby w tym tempie zająć całe dni, ale szala zwycięstwa przechylała się powoli na stronę ich przeciwnika.
Jeżeli Rahne chciała im przerwać, to lepiej było to zrobić wcześniej niż później. Gdy kobieta wyskoczyła zza zasłony mężczyźni nie zatrzymali się od razu. Wręcz przeciwnie, musiała niemal wejść pomiędzy nich, żeby zwrócili na nią uwagę. Gdy już się zatrzymali, miała ich niepodzielną uwagę. Rycerz patrzył na nią z niemałym zdziwieniem, w ostatniej chwili zmieniwszy tor lotu swego miecza tak by ją chybić. Jej obrońca natomiast patrzył na nią z dziwnym przestrachem w oczach. Nie był pewien co planuje i dysząc zerkał to na nią to na rycerza. Prosty gest dłonią nie wystarczył by go uspokoić, lecz nie interweniował gdy nie było ku temu potrzeby. Niechętnie oddał kobiecie inicjatywę chwili.
W miarę jak Rahne przemawiała do rycerza, jego wyraz twarzy się zmieniał. Słowa na pewno do niego trafiły. Wyglądał jakby przez swoją niewiedzę popełnił straszliwą pomyłkę i gorzko jej żałował. Ba, był wręcz przerażony jej konsekwencji. Reakcja wydawała się trochę przesadzona. W końcu jeszcze nikogo nie zabił. Nieznajomy na pewno wybaczy rycerzowi to nieporozumienie. Sir James jednak zacisnął ręce na rękojeści miecza tak bardzo, że aż zaskrzypiała stal. Pot zrosił jego twarz gdy przygryzł własne wargi.
-Jam jest sir James... Sandilands... herbu jelenia z... Calder. Przybywam by zgładzić was za złamanie odwiecznych zasad... mego... nngh... lor...da. - zaczął ledwo składając zdania. Nie była to raczej odpowiedź na mowę kobiety. -  Nie da się mnie... pokonać. Żaden... czarci... urok nie oprze się świętości mego... MIECZA!!!
Ostatnie słowa wykrzyczał głosem szaleńca. Jak gdyby tama, która nie pozwalała dobyć mu głosu została nagle przerwana. Grymas dziwnego wysiłku, który pojawił się na jego twarzy świadczył że chyba postradał resztę zmysłów. W tym momencie rycerz błyskawicznie postąpił krok na przód i ciął od góry z prawej strony mieczem mierząc w kark Rahne.
Był zbyt szybki i zbyt blisko by kobieta dała radę uciec o własnych siłach, natomiast jej nieznany obrońca niefortunnie stał teraz za jej plecami, tak więc miał ograniczone pole do manewru. Czas dla Rahne znowu spowolnił. Nagle zdarzyło się coś zupełnie niespodziewanego. Nieznajomy doskoczył do niej i objął ją od tyłu. Jednocześnie wyciągnął przed nich obydwu ramię, jakby gołą ręką chciał powstrzymać nadlatujące ostrze. Na nic więcej nie starczyło mu czasu. Ledwo ustawił się między ostrzem a szyją kobiety, ostrze sięgnęło jego ramienia wbijając się w nie głęboko. Wydawałoby się że jej obrońca straci rękę, miecz jednak wyhamował w połowie drogi, zatrzymując się prawdopodobnie na kości przedramienia. Zjechał po niej jednak i zagłębił się kawałek dalej w ramieniu, oddzielając sporą część ciała od kości. Nieznajomy wydał z siebie bestialski harkot, pasujący bardziej do zaszczutego szakala, niż szlachcica i barkiem odepchnął kobietę od walczących. Nie starczyło mu siły na delikatność. Zdrową ręką pochwycił wystające z ramienia ostrze, klinując je we własnym ramieniu. Krew ciekła po jego sylwetce prawdziwym wodospadem, jednak na jego twarzy widać było jedynie upór.
Na widok tego manewru w rycerza wstąpiło prawdziwe zdumienie. Kilka razy spróbował wyszarpnąć ostrze, lecz nieznajomy mocno klinował je w swoim ciele. W jego wzrok wstąpiła mieszanka trwogi i podziwu dla swojego przeciwnika.
- Niech cię Hel pochłonie rycerzu! Czym jesteś? - krzyknął przez ból mężczyzna, starając się nie dopuścić by rycerz wydobył swą broń.
Rahne wylądowała kawałek dalej. Była poobijana, ale nic większego się jej nie stało. Jej towarzysz kupił jej chwilę do namysłu i działania.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Pon Lip 22, 2019 8:39 pm

Słuchając wydyszanej łamiącym się głosem przemowy rycerza nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jego mowa ciała i słowa w żaden sposób ze sobą nie współgrają. Ostatnim, co zarejestrowała, były jego przerażone, szalone niemal oczy i niewiarygodnie szybki zamach mieczem. Tym razem była pewna, że już po niej, jednak zamiast spodziewanego chłodu ostrza przeszywającego jej pierś poczuła od tyłu silne szarpnięcie, a następnie niemal druzgocący żebra kuksaniec, który posłał ją, koziołkującą bezładnie, w mrok usiany odłamkami drewnianych mebli, półmisków i architektury. Wyhamowała, odzyskując wreszcie równowagę i wsparta na knykciach potrząsnęła głową. Pociemniało jej w oczach, w uszach zadzwoniło, siła ciosu odebrała jej dech, a mimo to najwyraźniej żyła. Kilka bezcennych sekund minęło nim jej wzrok ponownie się wyostrzył i pojęła co widzi, i co przed momentem zaszło.
Spiczastouchy młodzieniec - ten sam, któremu już dwukrotnie zawdzięczała życie - broczył krwią tak obficie, że trudno było uwierzyć, by taka jej ilość mieściła się w jednej istocie. Nie było to jednak nawet w części tak szokujące, jak zaklinowany w jego przerąbanym na pół ramieniu miecz napastnika. Miecz, którego tamten najwyraźniej nie potrafił wyszarpnąć. Miecz, który...
Rahne wciągnęła w nozdrza wszechobecny zapach krwi i poczuła, jak spływa na nią spokój i chłodna pewność. Nie wiedziała czy jej krokami kieruje Opatrzność, czy czyste szaleństwo, wiedziała jednak, co musi zrobić. I że nie może się zawahać. Krwi z każdą chwilą było coraz więcej...
Skoczyła, w powietrzu przemieniając się w rozpędzoną masę futra, mięśni i kłów. Jej paszcza rozwarła się, nim z siłą tarana spadła na związanego szarpaniną rycerza i przewróciła go. Szczęki zamknęły się na opancerzonych ramionach ciągnących za miecz, gniotąc stal i znajdujące się pod nią mięśnie i kości. Za wszelką cenę musiała sprawić, by wypuścił miecz, nieważne - wytrącając go z równowagi siłą uderzenia czy odgryzając mu obie dłonie...
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Pią Sie 02, 2019 9:38 pm

Niezależnie od tego czy dała ona posłuch słowom szaleńca, czy wiedziona była własnym przeczuciem, Wolfsbane zdecydowała się pozbawić rycerza ewidentnego źródła jego mocy. Całe szczęście klincz w jakim znajdowali się mężczyźni pozwilił jej z łatwością przygotować się do skoku i uczepić przedramion wojownika.
Niestety trafić, a wywołać skutek to jednak dwie różne rzeczy. Rahne z łatwością uścisnęła opancerzone rękawy, jednak nie była w stanie przebić zębami świętej zbroi. Zawisła w powietrzu na przedramionach ich przeciwnika niemal niczym wściekły terier wczepiony w rękaw, poza tym nie odnotowała jednak większego skutku. Miecz nie opadł nawet wiele do dołu, z jednej strony wciąż trzymany przez nieznajomego mężczyznę, z drugiej przez rycerza. Ich przeciwnik stanął mocniej na jednej nodze, przenosząc ciężar ciała, aby zrekompensować wagę wilczycy. Wyglądało na to że jej waga przeszkadzała mu co najwyżej minimalnie. Z drugiej strony miecz trzymany przez nieznajomego towarzysza nie osunął się nawet o centymetr. Tylko nowy grymas bólu pojawił się na jego twarzy, gdy dodatkowa waga wcisnęła ostrze głębiej w ranę.
W każdym razie jej tytaniczny towarzysz złapał w końcu jej pomysł. Gdy Rahne dała w końcu za wygraną, puścił w końcu ostrze miecza i błyskawicznie chwycił za jego jelec. Zaskoczony rycerz zbyt wolno zdążył zareagować i nie zdołał już wyszarpnąć broni z uścisku przeciwnika. Wyglądało to niemal zabawnie, gdy szarpiąc wściekle obydwiema rękoma nie był w stanie przesiłować młodzieńca, który z jedną zmasakrowaną ręką wyglądał trochę jakby robił to od niechcenia. Gdy ten jednak zabrał się za próbę rozbrojenia oponenta, okazało się że ma z tym niemal identyczne problemy. Po pierwszym nieudanym szarpnięciu, spróbował z całej siły, co poskutkowało dosłownym przerzuceniem rycerza nad swoją głową. Gdy ten jednak gruchnął o ziemię nie puściwszy styliska, młodzieniec postawił na nim stopę w zwycięskim geście i zaparł się próbując z warkotem wyrwać mu miecz, jeżeli będzie trzeba razem z całym stawem barkowym.
Część uroku widocznie nie pozwalała rozdzielić rycerza z jego orężem, bo młodzieniec napinał się przy tym jak przęsła mostów pod maksymalnym obciążeniem. Rahne mogła dojrzeć jak drewno posadzki wokół walczących pęka pod wpływem nacisku. Zdawało się że za moment jej towarzyszowi strzeli kręgosłup, a rycerz dalej dzielnie trzymał miecz.
Ciągnął jednak coraz silniej i silniej aż w końcu jeden palec rycerza osunął się ze styliska. Zaraz potem nastąpił błysk, który na krótką chwilę oślepił przybyszy. Gdy oczy na powrót przyzwyczaiły się do półmroku, okazało się że po rycerzu, oraz jego mieczu pozostała kłębiąca się chmura siwego dymu. Mina młodzieńca nie wskazywała jednak na wyraz tryumfu. Przygryzł wargi i obserwował chmurę, która rzeczywiście poruszała się w skoordynowany sposób. Chwilę później dym otoczył młodzieńca, a ten na próżno obracał się za siebie, czy próbował rozgonić dym rękoma. W końcu chmura na nowo przybrała postać rycerza atakującego momentalnie odsłonięte plecy nieznajomego. Ten jednak o dziwo był na to gotowy i schylił się, próbując jednocześnie uniknąć ciosu i przewrócić atakującego. Tym razem to on jednak nie docenił przeciwnika, bo rycerz przetoczył się jedynie po jego plecach i ku zaskoczeniu wszystkich skoczył w stronę Rahne z obnażonym mieczem.
-Gh.. dm..pfr..UROK!!! Jm... ego...MIECZA!!! - krzyczał wściekle rycerz a jego twarz straciła już wszelkie resztki normalności. Wyglądał niczym palony żywcem, lub łamany kołem.
Trzeba mu było przyznać że był jeszcze szybszy niż do tej pory o ile było to w ogóle możliwe. Rahne mogła jakimś cudem uniknąć pierwszego ciosu, ale rycerz widocznie chciał teraz jej śmierci i poza jej możliwościami było jej mu odmówić.
-DOŚĆ! - krzyknął nagle potężnie nieznajomy młodzieniec, a echo mocy jego okrzyku rozniosło się po pomieszczeniach kompleksu. W tym samym momencie potężny podmuch zwalił rycerza z nóg, powstrzymując go przed zadaniem ostatecznego ciosu. Moc była na tyle potężna, że rycerz pofrunął aż pod ścianę komnaty, natomiast sama Rahne poczuła zaledwie silniejszy podmuch. Zaraz potem mężczyzna podszedł do niej powolnym krokiem. W zdrowej ręce trzymał jakiś przedmiot, czy berło, którego wcześniej przy nim nie widziała, a teraz jarzyło się nienaturalnym blaskiem. Trzymał je na wyciągniętym ramieniu, skierowane w rycerza, a z jego końca potężny strumień niewidzialnej mocy cały czas napierał na rycerza, wgniatając go w ścianę. Biedak nie mógł poruszyć nawet palcem. Wyglądał jak owad rozbryzgany na przedniej szybie samochodu.
-Byłeś godnym przeciwnikiem, lecz dość mam tej farsy! Żadna ludzka magia nie może równać się z... moją... - dodał idąc powoli w stronę bezbronnego rycerza, który wciąż jednak trzymał jedną dłoń na rękojeści miecza. Gdy był już dostatecznie blisko, przestał na niego wskazywać, lecz podmuch wcale nie osłabł. Wzniósł młot do ostatecznego ciosu, lecz nie powiedziane było że będzie on w stanie zniszczyć rycerza. Ile czasu im kupi. Minuty? Godziny? Może dni? Co będą do tego czasu robić? Nigdzie nie widać było sposobu opuszczenia tego miejsca.
Co ciekawe, rycerz wcale nie spoglądał na swojego kata, tylko na wilczycę. Trudno było to wychwycić z jego pokręconego wyrazu twarzy, ale Rahne mogła wyczuć od niego dziwne oczekiwanie. Być może nadzieję? Czyżby gdzieś tam w głębi liczył na jej łaskę?
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Sro Wrz 04, 2019 11:17 am

Rahne zrozumiała, że w tym starciu jej moce są co najmniej nieadekwatne i choć poddanie się nie leżało w jej naturze, tę rundę postanowiła przeczekać. I słusznie uczyniła, sądząc po kolejnych niszczonych w tytanicznym starciu elementach otoczenia. Cofała się właśnie pod jeden z filarów, stąpając ostrożnie na czterech łapach, kiedy rycerz niespodziewanie rzucił się na nią. Na szczęście ani na chwilę nie spuściła oka z walczących i rozpłaszczywszy się na ziemi cudem uniknęła pierwszwgo ciosu. Miecz rozstrzaskał filar, za którym chciała się schronić. Wilczyca przetoczyła się na grzbiet, nie zdążyła jednak zwiększyć dystansu. Przeciwnik był zbyt szybki. Wyrósł nad nią z uniesioną bronią, a w jego szalonej twarzy nie było już nic ludzkiego. Rahne wydała z siebie ni to warkot, ni skomlenie i zamknęła oczy, czekając na cios.
"DOŚĆ!"
Głos nieznajomego przetoczył się po sali, w dziwny sposób spotęgowany i zmieniony. Towarzyszył mu podmuch powietrza, który początkowo wzięła za poprzedzajacy śmiertelny cios, który za chwilę jej dosięgnie. Sekundy mijały jednak, a ona wciąż żyła. Do jej uszu dotarł łoskot zakutego w zbroję ciała uderzającego o ścianę. Otworzyła oczy. Nieznajomy młodzieniec górował nad przeciwnikiem, unieruchamiając go strumieniem mocy pochodzącym z dziwnie wyglądającej broni. Rahne nie miała pojęcia skąd nagle wzięła się w jego dłoni, ani co się właściwie stało. Nagła zmiana, jaka zaszła w młodym mężczyźnie, zdumiała ją nie mniej, niż wcześniejszy pokaz fizycznej potęgi, ale tak naprawdę nie on przykuwał teraz jej uwagę, a rycerz, rozpłaszczony na ścianie jak pancerny pokraczny owad. Rysy jego twarzy wciąż wykręcone były obłędem, a dłoń zaciśnięta na rękojeści przeklętego miecza, a jednak nie odbierała od niego wściekłości, ani towarzyszącej przegranej rezygnacji. Zamiast nich wyczuwała... nadzieję? Szalony wzrok wojownika skupiony był na niej i tylko na niej. Jakby na coś czekał...
- Stój! - wykrzyknęła do uzbrojonego w świetlisty młot młodzieńca, zmieniając postać z czworonożnej w ludzką. - Oszczędź go. Zniszcz miecz! To on więzi go urokiem!
Chwiejnie uniosła się na dziwnie miękkich ramionach. W całym ciele czuła pulsowanie adrenaliny, które chwilowo przezwyciężało obezwładniające zmęczenie. Uniosła spojrzenie na Fenrisa.
- Zaufaj mi, proszę. Roztrzaskaj miecz. To może być nasza jedyna szansa na wydostanie się stąd.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Pon Wrz 09, 2019 8:02 pm

Nieznajomy młodzieniec wyglądał teraz jeszcze bardziej tytanicznie i posągowo niż poprzednio, nawet pomimo roztrzaskanej ręki. Bił od niego nieludzki wpływ, który łatwo było wyczuć, ale trudniej sprecyzować. Na jego twarzy malowała się pewność. Już postanowił jaki będzie dalszy los rycerza i wzniósł swój oręż do ataku. U szczytu łuku, zaraz przed opadnięciem na skroń rycerza młot rozjarzył się zimnym, syczącym blaskiem, który wypełnił całkowicie całe pomieszczenie.
Oręż jednak zastygł w dłoni mężczyzny, który widocznie dał posłuch słowom kobiety. Spojrzał krótko najpierw na nią, potem na rycerza, jakby rozważał jej teorię. Kilka razy pociągnął krótko nosem, zupełnie jakby zwietrzył trop zdobyczy w lesie. Spojrzał też krótko na miecz w dłoni rycerza po czym ścisnął bardziej stylisko swej broni. Mięśnie widoczne pod obdartym rękawem płaszcza napięły się jak stal i mężczyzna zadał Cios.
Fenris w uderzenie władował całego siebie. Całą swoją frustrację obecną sytuacją, całą chęć pokonania strażnika i całe skupienie na celu jaki miał tu osiągnąć. Widma powiedziały mu że siła broni zależeć będzie od jego przekonań, lecz efekt przeszedł jego najśmielsze oczekiwania. Przez moment był wręcz zlękniony mocy jaką wyzwolił z artefaktu wprawiając go w ruch. Stało się tak za sprawą uczucia jakie asgardczyk również powierzył broni, a nie był nawet jego świadom. Chęci powstrzymania człowieka, który chciał skrzywdzić tę kobietę. Kobietę z którą czuł się dziwnie związany odkąd pierwszy raz zobaczył ją w midgardzkiej głuszy.
Opadający w dół młot przypominał w ruchu spadającą gwiazdę. Światło broni rozjarzyło się do takiego stopnia, że nie dało się wręcz na nie patrzeć. Urosło i pozostawiało za sobą smugę kosmicznej energii, zdwajając się rozciągać za sobą rzeczywistość. Gdy magiczne stale w końcu się zwarły, nie było wątpliwości czyja moc jest straszliwsza. Miecz rycerza nie stanowił żadnego oporu. Zdawało się że pękł jeszcze zanim młot nieznajomego dotknął powierzchni ostrza. Zaraz potem nawet roztrzaskane kawałki uległy zniszczeniu, niczym stary pergamin pod wpływem ognia. Niekontrolowana moc nie poprzestała jednak na tym. Potężne uderzenie zatrzymało się dopiero na ścianie kompleksu i dopiero wtedy dało się poczuć tytaniczną moc uderzenia. Blask wybuchł supernową, a biedny rycerz, znajdujący się zbyt blisko strefy uderzenia szybko podzielił los swego oręża. W ostatnich chwilach swojego istnienia dało się wyczuć od niego zawód. Nie swoją porażką, co postawą jego oponentów. Nie trwało to jednak długo, bo po chwili nie został po nim już żaden ślad. Uderzenie wstrząsnęło miejscem, lub wręcz całym światem, doszczętnie druzgocąc całą ścianę, do której przyszpilony był rycerz. Gdy blask przygasł, a oczy na powrót przyzwyczaiły się do jasności otoczenia w miejscu gdzie wcześniej znajdowała się drewniana zabudowa widniała wielka wyrwa za którą widać było setki gwiazd, mgławic i innych ciał niebieskich. Wyglądała jak wielkie okno na rozgwieżdżone niebo, ale nie była oddzielona od nich żadnym szkłem. Gdyby Rahne wystawiła przez nią głowę, zobaczyłaby że znajdują się wewnątrz gigantycznego pnia zawieszonego w czymś co wygadało jak przestrzeń kosmiczna. Przestrzeń kosmiczna w której mogła swobodnie nabrać oddechu.
Jej wybawca wpatrywał się tempo w swoje dzieło jakby starając się zrozumieć co właściwie się stało. Nie dane im jednak było złapać chwili oddechu, bo to piekielne miejsce bynajmniej o nich nie zapomniało. Wszędzie wokoło rozległ się otępiający krzyk bólu, podobny do tych jakie miały miejsce wcześniej, jednak tym razem dużo potężniejszy.
-Wysłuchaj mnie uważnie! Nie mamy wiele czasu! - ryknął do niej nieznajomy znowu łapiąc ją za rękę i starając się przekrzyczeć zawodzenie. - Nie jestem pewien czy zniszczyłem go całkowicie! To nie był strażnik! To wszystko nie dzieje się według reguł! Ja nie wiem... - krzyki narastały na sile, a drewniane otoczenie wokoło nich zaczęło się zapadać i przebudowywać niczym domek z klocków. Najpierw zapadł się sufit, za którym również widać było panoramę kosmosu. Po nim zapadły się pozostałe ściany. Zamkowy wystrój zdawał się przeobrażać na korzyść zupełnie płaskiej powierzchni w centrum której stała para. - ...nie wiem czy dam radę wygrać! Musisz pamiętać kim jesteś! Musisz za nas obydwojga! - wyglądał jakby nie był pewien jak właściwie wytłumaczyć to co miał na myśli, a do tego zdawał sobie sprawę z presji czasu.
Krzyk ustał, a przebudowa konstruktu zakończyła się. Płaski obszar zakończyły okrężne mury, a nad nimi górowały trybuny, które powoli zapełniały się gapiami. Oczywiście całość zbudowana była wyłącznie z drewna, a istoty na trybunach wyglądały na bardzo skupione. Nie widać było typowej dla podobnych zgromadzeń atmosfery igrzysk. Z jednej strony okręgu górowała nad wszystkimi loża honorowa, ale jej wnętrze umykało przed wzrokiem znajdujących się na arenie. Po przeciwnej stronie  znajdowały się wielkie okratowane wrota, które właśnie otwierały się ku górze.
- PRZYNIEŚCIE MI JEGO GŁOWĘ!!! - rozległ się kobiecy głos maniakalnym tonem. To chyba tej osoby krzyki słychać było do tej pory podczas walki. Teraz dopiero wydała z siebie artykułowane słowa. -ŻADNEJ LITOŚCI DLA ZABÓJCY MOJEGO UKOCHANEGO CZEMPIONA!!!
Na to wezwanie zza ogromnych wrót wybiegła armia najróżniejszych istot. Jedne były małe, inne wielkie. Jeszcze inne wyglądały niczym zbudowane z żywego ognia, albo litej skały. Wszyscy byli uzbrojeni w najróżniejszą broń i połączeni w jednym celu. Zabicia ich. Całe szczęście że przez ogrom areny dzieliła ich od nich jakaś odległość.
Mężczyzna spojrzał krytycznie na swoje ramie, jakby chciał mu dać do zrozumienia że nie jest zadowolony z jego pracy i wymaga od niego więcej, jednak nic nie powiedział. Zaparł się tylko pewniej nogami o piasek areny i rzekł do Rahne.
-Uciekaj słodka Rahne. Kupię ci tyle czasu ile zdołam.
Mężczyzna zdawał sobie chyba sprawę z ich położenia bo na jego twarzy malowała się dziwna grobowa pewność. Nie wspominając już o tym że odezwał się do niej po imieniu.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Czw Paź 24, 2019 2:27 pm

Oszołomiona i na wpół oślepiona blaskiem, jaki towarzyszył unicestwieniu rycerza i jego broni, Rahne wstała i nieco chwiejnym krokiem podeszła do nieznajomego. Jedna ze ścian sali przestała istnieć, za nią zaś rozciągało się coś, co mogła opisać tylko jako bezkresną kosmiczną pustkę. Nie miała pojęcia dlaczego próżnia jeszcze ich nie zassała, ani czemu wciąż swobodnie oddychają. Zgadywała, że - podobnie jak wszystko, czego tu doświadczyła - ta kwestia wymykała się regułom, do jakich przywykła. Spojrzała na swego towarzysza i wybawcę, na końcu języka mając dziesiątki pytań i hipotez, ale nie było jej dane wypowiedzieć żadnej z nich.
Powietrze rozdarł przeraźliwy krzyk, a nieznajomy chwycił ją za rękę, tłumacząc coś tyleż gorączkowo, co nieskładnie. Ściany wokół nich zaczęły się zapadać i przebudowywać. Rahne zakręciło się w głowie. Odruchowo mocniej ścisnęła dłoń mężczyzny, który był w tej chwili jej jedynym oparciem, jedynym stałym elementem w rozpadającym się świecie.
"Musisz pamiętać kim jesteś za nas obydwoje." Słowa wyryły się w jej świadomości, choć nie była do końca pewna ich znaczenia. Stali teraz na ogromnej arenie otoczonej murem i trybunami. Rahne wyraźnie czuła na sobie spojrzenia wielu, wielu istot. Przez chwilę dezorientacja niemal ją przytłoczyła. Jedna rzecz pozostała jednak nie zmieniona - ich otoczenie nadal składało się w stu procentach z drewna.
Oszalały kobiecy głos zadzwonił jej w uszach. Zrozumiała, że kimkolwiek była pani tego miejsca, chciała unicestwić wyłącznie jej towarzysza. O niej nie wspomniała ani słowem. Wilczyca zmierzyła wzrokiem odległość dzielącą ją od loży honorowej.
W tej samej chwili po przeciwnej stronie rozległ się łoskot otwieranej bramy i tumult szarżującej na nich armii. Rahne obróciła się w miejscu. Nieznajomy, choć poważnie ranny, gotował się do walki z nadciągającą zgrają. Mówił jej o ucieczce. Mówił o kupowaniu czasu. Lecz nade wszystko zwracał się do niej po imieniu. Nie wiedzieć czemu, to poruszyło ją bardziej, niż okazane poświęcenie i odwaga. Spojrzała mu w oczy.
- Skoro mam pamiętać, muszę poznać twoje imię. - Jej postać zmieniła się płynnie z ludzkiej w wilkołaczą. Spojrzała na swoje pazury, oceniając ich ostrość i ponownie zerknęła na trybunę za nimi.
- Wrócę po ciebie - obiecała z powagą i rzuciła się biegiem w kierunku przeciwnym do tego, z którego nadciągała armia dziwnych istot.
Pędziła zakosami, licząc na to, że uwaga gapiów zbyt jest skupiona na głównym wydarzeniu, by wielu zauważyło samotną postać wspinającą się po trybunie ku górującej nad areną loży. Taki bowiem miała plan - wedrzeć się do loży i stawić czoła tej, która okrutnie bawiła się ich życiem. Po trupach, jeśli będzie trzeba.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1Sob Lis 23, 2019 10:48 pm

Gdy Rahne poświęcała czas na trawienie informacji i oswajanie się z sytuacją w której się znaleźli, nieznajomy nie próżnował. Wykonał zdrową ręką gest, jak gdyby chciał chwycić w powietrzu jakiś nieistniejący przedmiot. Gdy jednak jego dłoń zacisnęła się, okazało się że w jej miejscu nie znajduje się pustka, lecz oręż, który jeszcze moment wcześniej zdawał się nie istnieć.
Nieznajomy wykonał wymach i cisnął bronią w stronę lewej flanki nadciągających sił. Pozornie symboliczny gest okazał się jednak druzgocącym atakiem. Młot pomknął przed siebie z wizgiem, a uderzył z siłą, jakiej logika nie mogła pomieścić w tak małym przedmiocie. W miejscu trafienia zatrzęsła się ziemia, a w powietrze pofrunęła kaskada odłamków. Ze stojących w najbliższym otoczeniu istot musiała pozostać zaledwie miazga, a te oddalone dalej zostały zdmuchnięte na boki siłą uderzenia. Cała lewa flanka ataku została złamana jednym ciosem, bo poprzewracane sylwetki utrudniły bieg pozostałym. Rahne prawdopodobnie nie miała okazji być naocznym świadkiem uderzenia Thora, ale ewentualne skojarzenia z bogiem piorunów i jego legendarnym młotem były tutaj jak najbardziej na miejscu.
Teraz mężczyzna miał trochę czasu aby odpowiedzieć na jej pytanie. Odwrócił się w jej stronę i już wziął oddech aby odpowiedzieć, ale coś odwróciło jego uwagę. Wszystko działo się tak szybko, że Rahne nawet ze swoimi wyczulonymi jak na człowieka zmysłami miała problemy z nadążaniem za akcją. Trzy karykaturalne istoty błyskawicznie wyprzedziły swoich towarzyszy i już znalazły się przy parze bohaterów. Wyglądały jak półtorametrowe, przygarbione jaszczury, lecz ruszały się jak błyskawice. Dwoje z nich skoczyło od razu na Rahne, kładąc kłam jej teorii, że jej śmierć nie jest tak pożądana jak mężczyzny. Nim jednak ostre szpony dosięgnęły futra kobiety, jej towarzysz raz jeszcze zdążył zareagować i odwieść ją od złego. Jednego z napastników odtrącił swym bokiem, drugiego pochwycił zdrową ręką. Trzeci z nich, najwidoczniej przejechał mu pazurami po plecach, bo jego płaszcz opadł mu na ramionach. Mimo prędkości stworów, mężczyzna z łatwością im dorównywał. Pochwycony stwór na próżno szarpał się, próbując wyrwać z żelaznego uścisku. Nieznajomy pozornie bez wysiłku podniósł go za głowę i wywinął się, uderzając nim w napastnika stojącego za sobą. Chlusnęła krew, a siła uderzenia sprawiła, że po ciosie obydwaj wyglądali jak ofiary wypadku samochodowego, nie walki. Zaraz potem mężczyzna podszedł do wciąż leżącego na ziemi stwora, któremu coś niewidzialnego ewidentnie nie pozwalało wstać. Nachylił się nad nim i jednym ruchem oderwał mu łeb wraz z kawałkiem kręgosłupa.
Raz jeszcze spojrzał na kobietę, cały ubabrany krwią swoją i wrogów, trzymając łeb jednego z nich, jakby to było coś najnormalniejszego na świecie.
Miał teraz kilka sekund żeby odpowiedzieć na jej pytanie. Nie mógł jej zdradzić prawdy, jednak czuł że za żadne skarby nie może jej skłamać czy zawieść. Zdecydował się więc posłużyć imieniem, które przed wiekami nadali mu jej pobratymcy.
-Madadh. Pod tym imieniem zna mnie twój lud. A teraz idź... Ruszaj! - ponaglił ją z wyraźnym trudem. Z ciężkim sercem pozwalał jej opuścić swoją pieczę. Nie chciał tracić jej z oczu, jednak wiedział że ma małe szanse obronić w walce ich dwójkę. Nieczęsto walczył dla kogoś poza sobą samym i zwyczajnie nie był pewien czy byłby w stanie zapewnić jej bezpieczeństwo u swego boku.
Na jej obietnicę powrotu nie odpowiedział. Zmierzył ją tylko znowu swoim pełnym powagi wzrokiem, który widział już wszystko i zajął pozycję bojową. Odwrócił się do niej plecami, nie chcąc patrzeć jak się oddala i zaparł się wygodniej stopami o podłoże. W jego zdrowym ręku znajdował się znowu jego młot. Jego wrogowie dostaną walki, którą popamiętają do końca życia. Przynajmniej ci którzy ją przeżyją. Fenris nie planował wielu takich.
Gdy Rahne uciekała zakosami w przeciwną stronę do ich wrogów tu i ówdzie wokoło niej padały strzały. Widocznie nie wszyscy przeciwnicy walczyli w zwarciu. Ucieczka zygzakiem uratowała jej więc prawdopodobnie skórę. Jednak ucieczka zygzakiem nie była tak szybka jak sprint na wprost. Gdyby obejrzała się za siebie, zobaczyłaby jak na środku areny powstało prawdziwe piekło w miejscu gdzie jej towarzysz starł się z armią. Pomimo najlepszych chęci nie udało mu się jednak zatrzymać całego czoła peletonu i wiele istot przemknęło bokiem, aby pognać za wilczycą, a teraz pogoń skracała dystans. Należało przyśpieszyć.
Gdy Rahne w końcu dopadła do ściany areny, mogła zacząć się wspinać. Powierzchnia była idealnie gładka, ale drewno było na tyle miękkie, by pazurami robić w nim bruzdy do wspinaczki. Niestety zajmowało to cenny czas. Kobieta wspięła się tak zaledwie na jakieś półtora metra, gdy dopadli ją oprawcy. Dwumetrowa kamienna sylwetka jednego z nich brała właśnie zamach by rozgnieść wilczycę niczym komara na ścianie. Walczący jednak na środku areny mężczyzna nie przestał poświęcać Rahne uwagi i nie miał zamiaru tak łatwo odpuścić ich jedynej szansie na opuszczenie tego przeklętego miejsca. Gdy tylko oswobodził ramię z uścisku szczęk jakiegoś kudłatego potwora uderzył swym młotem w ziemię areny. Fala uderzeniowa odrzuciła najbliższych wrogów, dając mu kilka minut by znowu skupić się na kobiecie. Wyciągnął w jej stronę dłoń. Gest ten choć pusty, pomagał mu w ekranowaniu efektów swoich mocy. Następnie uniósł dłoń ku górze, a podmuch niewidzialnej mocy niczym huragan poderwał wilczycę w górę, ratując ją w ostatnim momencie przed kamienną pięścią potwora.
Wilk nie przywykł jeszcze do nowoprzebudzonych boskich mocy. Nawet te proste efekty męczyły go bardziej niż godziny ciężkiej walki, a już wielokrotnie sięgał tego dnia po magię. Gdyby Rahne spojrzała w jego stronę ujrzałaby krwawiącego z wielu ran, poprzebijanego strzałami, zmęczonego człowieka, który wciąż z uporem trzymał się na nogach. Skupiając się na zaklęciu nie zauważył nadejścia kolejnego przeciwnika, aż do momentu gdy było już za późno. Rahne zobaczyła jak ogromny, niebieskoskóry gigant przygwoździł go podeszwą swojego buta do posadzki areny. Był wielki niczym blokowisko, a odziany niczym człowiek pierwotny. Olbrzym zaniósł się donośnym śmiechem rozcierając jeszcze bardziej swoją ofiarę, niczym niedopałek papierosa. Wokoło wzniosły się tryumfalne okrzyki.
Wszystko to trwało sekundy, a "Madadh" nie zdążył bezpiecznie odstawić Rahne u szczytu areny. Będąc niemal u celu mogła poczuć wrażenie nieważkości, a zaraz potem zaczęła spadać z powrotem ku arenie i ku objęciom czekających tam na nią potworów. Musiała zareagować szybko, inaczej oznaczało to jej koniec.
Jeśli jednak udało się jej dostać na górę, nie spotkała tam żadnego oporu. Żadnych strażników, wściekłego tłumu, czy jakichkolwiek przeciwności. Trybuny były co prawda pełne wszelakiej maści istot, wśród których większość przynajmniej wyglądała na ludzi. Żaden z nich jednak nie wstał z miejsca. Na ich twarzach nie było też widać żadnych śladów emocji wynikających ze zgładzenia zabójcy dotychczasowego czempiona. Siedzieli tylko sztywno niczym drewno dookoła i obserwowali. Jedyną oznaką tego że byli czegokolwiek świadomi, był ich wzrok, który niemo podążał za krokami Rahne wzdłuż trybun.
Nie niepokojona dotarła aż do schodów loży. Dopiero u ich szczytu sprawy zaczęły się komplikować. Władczyni tego miejsca czekała tam już na nią. Powstała ze swojego miejsca, by na własne oczy zobaczyć kto miał czelność zakłócić jej rządy. Kobieta ta była niezrównanie piękna. Była wręcz uosobieniem wyobrażenia kobiecości. Nie mogło to być naturalne. Idealne kości policzkowe, figura, piersi. Gęste, lśniące, długie włosy opadały jej swobodnie na plecy. Jej bogata, czerwona suknia wyglądała jakby tkał ją renesansowy mistrz rzemiosła. Nawet Rahne musiała przyznać że wyglądała pociągająco. W ręku trzymała kielich wina, lecz jej mina wskazywała odrazę.
Nie była niestety sama. Towarzyszyła jej czwórka gwardzistów przypominających ludzi, a uzbrojonych w halabardy. Dwoje bliżej trzymali swój oręż na sztorc, wymierzony w Rahne. Dwójka z tyłu skrzyżowała drzewce broni tak by zagradzać przejście do swojej władczyni. Na domiar złego u jej stóp spoczywała potężna trzygłowa bestia, która przypominała skrzydlate połączenie lwa, skorpiona nietoperza, kozła, jaszczura i Bóg wiedział czego jeszcze. Jak bardzo pokracznie by nie wyglądała, to jej szpony i prężące się pod skórą mięśnie nie wskazywały na pokojowe uosobienie. Jedna z głów zajęta była odbieraniem pieszczot swojej pani, lecz dwie kolejne syczały cicho na Rahne.
-I co teraz potworzyco? - zapytała wyraźnie wzburzona kobieta - Zakłóciliście odwieczny spokój tego sanktuarium! Nie obejdzie się to bez kary. Wiedz, że żyjesz tylko dla tego, że nie obmyśliłam jeszcze losu dostatecznie okrutnego by uczcić pamięć biednego Jamesa! Być może dam cię pożreć żywcem nowemu czempionowi... - kobieta zerknęła w stronę areny gdzie gigant tryumfalne uderzał pięściami we własną pierś.
Sytuacja wyglądała na tragiczną, lecz rozkaz do ataku jakoś nie padał. Może istniało jeszcze jakieś pole do manewru.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Yggdrasill Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Yggdrasill
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Asgard :: Tereny dzikie-
Skocz do: