Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

 

 Viavenna

Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
Loki

Liczba postów : 4141
Data dołączenia : 23/05/2012

Viavenna Empty
PisanieTemat: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Sro Mar 18, 2020 6:08 pm

Viavenna to miasteczko we Włoszech, położone trochę na uboczu - z daleka od większych skupisk ludności - i otoczone lasami oraz drobnymi jeziorami. Wygląda ślicznie, większość budynków sprawia wrażenie, jak gdyby zatrzymały się w czasie przynajmniej sto lat temu, ale oczywiście niektóre elementy okolicy niszczą ten obrazek: samochody, nowoczesne oświetlenie uliczne i tak dalej. Mimo to miejscowość i tak prezentuje się czarująco - jak coś, co można by było umieścić na pocztówce.

_________________

Viavenna GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
Loki

Liczba postów : 4141
Data dołączenia : 23/05/2012

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pią Mar 20, 2020 6:13 pm

Po zawarciu układu z demonem Rosalie von Doom znalazła się w dość ciekawym położeniu. Niby zdawała się być całkiem nieźle chroniona, przynajmniej na tę chwilę; wymogi umowy nie mogły zostać spełnione - i to nie z jej winy - w związku z czym druga strona w dalszym ciągu była zobowiązana jej służyć, ale nie mogła jeszcze odebrać za to zapłaty... Co zapewne skończy się wraz ze śmiercią dziewczyny - kiedyś w przyszłości.
Tyle że demonom nie można było przecież ufać, a i zapoznanie się z tematem również nie mogło zaszkodzić, w związku z czym przejrzenie dostępnej literatury z pewnością nie wyszłoby Rosalie na złe. Na szczęście dla niej w bibliotece jej ojca znajdowały się między innymi pozycje, które mogły rzucić odrobinę światła na jej sytuację - o ile można im było ufać, bo w końcu nie każda książka musiała mówić prawdę.

Tymczasem w zupełnie innej części świata Johnny Blaze kontynuował swoje podróże... I w trakcie jednej z takich wypraw, po usunięciu pomniejszego i świetnie zaaklimatyzowanego wśród ludzi chochlika, natknął się wśród jego dobytku - poza tym w większości bezwartościowego - na kopię książki, której zawartość mogła go zainteresować.
Koniec końców, jego praca wymagała ciągłego kontaktu z istotami nieczystymi - a jedną taką posiadał nawet we własnym ciele. Tom traktujący o właściwościach ludzkiej duszy mógł przynieść mu jakieś ciekawe informacje, na przykład dotyczące dbania o jego własną... Choć kto jak kto, ale on akurat powinien doskonale wiedzieć, że wszelkie wskazówki należało traktować z przymrużeniem oka.

Tak się więc złożyło, że oboje natknęli się na egzemplarze tej samej księgi w podobnym czasie - co mogłoby się wydawać sporym zbiegiem okoliczności, tyle że w całym tym ogromnym świecie pewnie jednak nie było wcale aż tak rzadkim zajściem.
Większość tekstu okazała się być dość nudna... Albo może raczej trudna do zrozumienia i skomplikowana. Autor przeprowadzał rozważania niejednokrotnie zachodzące na terytorium filozofii czy teologii, ale o samej magii czy praktycznych zastosowaniach swoich wynurzeń mówił niewiele, w najlepszym wypadku wspominając o ich istnieniu, ale nie radząc jak się do nich zabrać. Wyglądało więc na to, że książka nie była aż tak wartościowa... Gdyby nie jeden jej drobny fragment. Odniesienia.
Autor - podpisujący się zresztą jako Wielki Czarownik Anakoni, co mogło być z jego strony drobną przesadą, gdy do magii zdawał się podchodzić ostrożnie i czysto teoretycznie - najwyraźniej sam przebrnął przez wiele innych tomów i miał zwyczaj o nich wspominać... Najczęściej mniej lub bardziej subtelnie je atakując. Te na ogół jakże uprzejme złośliwości czyniły przynajmniej lekturę zabawną, więc mogły przyciągać wzrok... A w jednym miejscu zrobiły się naprawdę ciekawe. Na poważnie.
Otóż Anakoni najwyraźniej nie przepadał za opiniami innego maga, Aldricha, który podchodził do magii dusz w sposób "postępowy" - gdzie jedno to słowo zdawało się zawierać tyle jadu, ile tylko Wielki Czarownik był w stanie przekazać czytelnikom przez pismo. Zgodnie z jego krótką dygresją, Aldrich uznał swego czasu za stosowne opuścić dwór albioński - i najwidoczniej to również było dla Anakoniego nie do pomyślenia - by osiąść daleko na "półwyspie za górami" i wśród drzew i jeleni praktykować czary.
Co ciekawe, w książce znajdowała się także zajmująca dwie sąsiadujące ze sobą strony mapka - zaskakująco dokładnie naszkicowana - przedstawiająca przebieg rzek i jezior w okolicy nowego domu Aldricha, ale uwzględniająca również parę innych punktów charakterystycznych: położoną niedaleko osadę Wijawennę, święte drzewo w lesie, a nawet linię energetyczną. Najwyraźniej woda na mapie odzwierciedlała schemat mistycznych połączeń obecnych w ludzkiej duszy, co - Anakoni przyznawał bardzo niechętnie - prawdopodobnie wspomagało działania Aldricha, więc może miało odrobinę sensu, na co oczywiście nie było żadnych dowodów. Co nie zmieniało faktu, że jego podejście do tematu było bardzo bezpośrednie - jak gdyby zajmował się nie delikatną cząstką ludzkiej natury, wywyższającą nas ponad zwierzęta, a pospolitą cebulą, którą zapewne przywykł uprawiać na co dzień w swojej dziczy.
Pomijając jednak niechęć autora do Aldricha, z tekstu wynikało - choć należało czytać między wierszami, aby to ustalić - iż mag ten zajmował się swego czasu prawdziwą magią opartą na duszy: wykorzystywaniem jej potencjału, do pewnego stopnia jej kontrolowaniem, ale i chronieniem jej przed wpływami z zewnątrz. I najwyraźniej pisał na ten temat prace, do których Anakoni mógł się odnosić. Tyle że tutaj zaczynał się problem: poszukiwania jakichkolwiek jego zapisków czy po prostu informacji na jego temat nie przynosiły efektów. Być może nie osiągnął takiej sławy, aby dane o nim przetrwały w archiwach czy zostały przeniesione do Internetu, a przeglądanie fizycznych ksiąg było o tyle trudne, że przecież nie posiadały one opcji "control + f".
Tyle że Anakoni zostawił w swoim tomie wskazówkę: mapę. Mapę miejsca, które powinno znajdować się "na półwyspie za górami" - i daleko od Albionu. Zgadując prawdopodobne czasy można też było wykluczyć obie Ameryki i skupić się głównie na Europie... A i nazwa osady trochę tu pomagała. Nie wspominając o układzie sieci wodnej. Połączenie tych informacji i komputera, który był w stanie przetworzyć oraz porównać obrazy ze współczesnymi mapami, można było z kolei dotrzeć w końcu do Viavenny: niewielkiej miejscowości we Włoszech. Zdawała się pasować... I wciąż mogła zawierać jakieś dokumenty. Może w muzeum? Bibliotece? Gdzieś indziej?

***

Sesja prywatna, przygotowana dla Rosalie i Ghost Ridera. Dołączenie do niej musiałoby się odbyć za zgodą ich obojga oraz moją - ale jest możliwe. Kolejność odpisów dowolna, jeżeli dojdzie do sytuacji, gdy moja ocena czy prowadzenie rozwoju wydarzeń nie będą potrzebne, to dam Wam znać, że możecie wymienić więcej postów tylko między sobą - to chyba tyle z ważniejszych informacji na początek. Aha, w pierwszych postach zaznaczcie co ze sobą zabieracie w podróż, w miarę możliwości dokładnie.

_________________

Viavenna GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
http://theavengers.forumpolish.com
 
Viavenna
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Włochy-
Skocz do: