Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zbrojownia

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Zbrojownia   Czw Sie 23, 2012 6:16 pm





Miejsce w którym agenci S.H.I.E.L.D. jak również członkowie Avengers przetrzymują swój ekwipunek - zbrojownia na pokładzie jednostki Helicarrier.
Powrót do góry Go down
Margaret Carter

avatar

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 23/07/2015

PisanieTemat: Re: Zbrojownia   Pią Lip 31, 2015 2:49 pm

Był rok 2014.
Margaret Carter obecnie liczy sobie 93 lata i ma się wyjątkowo dobrze.
Pomimo kilku luk w pamięci, które nie do końca zostały załatane podczas eksperymentu jakiemu się poddała dobrowolnie bądź też nie – wszak była staruszką gdy SHIELD zadecydowało o przywróceniu jej do pełni siły – czuła się lepiej niż przewidywała. Dalej nie mogła uwierzyć, że nauka posunęła się do tego stopnia. Po prawdzie wcześniej pozostało jej niewiele życia – jedną nogą była już w grobie, więc uczucie, a raczej euforia, która towarzyszyła jej od początku do końca badań natężała się z każdą myślą krążącą wokół świadomości, że znowu ma przed sobą kilkadziesiąt lat życia.
Wszelkie zmarszczki zniknęły, wygładziły się nadając jej znowu młodzieńczy wygląd. Piwne oczy jaśniały, wzrok się poprawił, a i Peggy miała wrażenie, że wie więcej, że więcej zauważa i więcej wiedzy może przyswoić niż wcześniej. To ją zadziwiało, z każdą godziną, minutą czy dniem.
Była pod stałą obserwacją agentów Tarczy, którzy póki co przeprowadzali na niej dodatkowe testy sprawdzając czy eksperyment na pewno się udał. Póki co nic niepokojącego się nie działo, więc panna Carter miała możliwość przetransportowania się właśnie tutaj. Do zbrojowni ogromnego statku, na którym się znalazła. [nie pytajcie dlaczego]
Zaciekawiona i zwabiona nowościami technicznymi, które przez lata zmieniały się modyfikowane przez najtęższe umysły agencji przechadzała się od stoiska do kolejnego nie poświęcając im zbytniej uwagi. Przynajmniej nie takiej jak teoretycznie powinna. Bo i chociaż nowe zbroje kolejnego Starka robiły na niej dobre wrażenie to wciąż jej wzrok szukał kostiumu, który zapadł jej głęboko w pamięci, a którego nie widziała już dobre pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat.
Oczy przykryła kurtyną łez, które odgoniła z lekkim uśmiechem i zdecydowanym ruchem dłoni przesuwając ją po twarzy. Czuła jak serce zabiło jej mocniej, gdy podeszła do szklanej gabloty oświetlonej kilkoma lampkami, które tylko uwydatniały każdy szczegół błękitnego stroju z elementami flagi amerykańskiej. Kobieta przystanąwszy przed swoją zdobyczą westchnęła i oparła dłoń o szkło wciąż nie mogąc zapomnieć tych chwil spędzonych z Rogersem…
Który gdzieś się pałęta po okolicy.
Cóż. Póki co może nacieszyć się widokiem uzbrojenia, z którym najpewniej będzie miała niebawem do czynienia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Summer

avatar

Liczba postów : 101
Data dołączenia : 11/09/2012

PisanieTemat: Re: Zbrojownia   Pią Sie 21, 2015 10:08 pm

Nie przepadała za przebywaniem na pokładzie podniebnego statku S.H.I.E.L.D., ale wezwano ją z ważnego powodu i nijak nie mogła odmówić. Dość już zwlekała z aktywnym działaniem w organizacji, było to wręcz niepodobne do niej i sama czuła, że powinna coś z tym fantem zrobić. Udział w ryzykownym eksperymencie, chociaż symboliczny, mógł popchnąć ją z powrotem na tor dawnej pewności siebie. No i, dzięki wysokiemu priorytetowi zadania nie musiała przechodzić przez badania psychologiczne którymi swego czasu straszył ją Coulson a które odwlekała już kolejny miesiąc. Nie znała obiektu badań dopóki nie przybyła na miejsce. I tak, udział w projekcie odmłodzenia słynnej agentki Carter podziałał na nią motywująco, przekraczając wszelkie oczekiwania.

Ale to nie dlatego zmierzając korytarzem Elizabeth stukała o metalowe chodniki tak energicznie, o nie. Powodem był telefon, który odebrała zaledwie kilka minut wcześniej. Nie miała pojęcia jakim cudem zdobył jej nowy numer telefonu, ani jak w ogóle śmiał się do niej odzywać po tym co jej zrobił lata temu. To przez niego straciła prawo do wykonywania zawodu i niemalże poszła siedzieć do więzienia za kradzieże lekarstw których nie popełniła. Przez tego cholernego ćpuna, jej byłego męża. Pięści same zaciskały się, paznokcie wbijały w skórę aż do białości, niemalże przebijając ją do krwi, a wzrok jaki rzucała mijanym bogu ducha winnym agentom sprawiał, że nawet ci wyżsi rangą nie mieli odwagi stać na drodze pani medyk i domorosłego naukowca. Za kobietą powiewał rozpięty biały płaszcz laboratoryjny i ciemnobrązowe włosy, których ze wzburzenia nie zdołała spiąć. Komórka leżała paręnaście korytarzy i kilka pięter za Freeman, roztrzaskana o podłogę laboratorium z którego wyszła. Gdyby Keith poprosił ją o pieniądze stojąc z nią twarzą w twarz, to nie połamany plastik zbierałoby z podłogi. Nie była wierząca, ale tego dnia Bóg jej świadkiem że prawdopodobnie pobiłaby go na śmierć jeśli nikt by jej nie zatrzymał.

- Szkoda, że to ciebie Kraken nie sprowadził na dno rzeki, ty cholerny łajdaku… – Syknęła przez zaciśnięte zęby, zwalniając z lekka kroku. Uczucie niepowetowanej straty ukochanego motocykla, w którego włożyła wiele pracy i uczucia musiało ustąpić obowiązkom. Stanęła przed drzwiami zbrojowni, do której zmierzała w celu przeprowadzenia rutynowych badań na pacjentce ostatni raz widzianej właśnie w tej okolicy. Wykonała kilka głębokich wdechów na uspokojenie, strząsnęła dłońmi zbędne napięcie jak radzili w Cosmopolitanie. W ogóle nie pomogło. Spojrzała na trzymają w jednej z dłoni teczkę z ostatnimi wynikami badań, nie zdążyła jej nawet przejrzeć a teraz była kompletnie pogięta w miejscu które miało wątpliwą przyjemność spotkać się z jej silną ręką. Na odczepnego rozprostowała pomarszczone dokumenty, licząc że może jakimś cudem nikt nie zauważy.

Drzwi rozsunęły się automatycznie, Elizabeth poprawiła kołnierz płaszcza oraz identyfikator przyczepiony do kieszonki na piersi. Osobiście nie znosiła paradowania w płóciennym szlafroku, ale zasady to zasady. Gdyby to od niej zależało pozostałaby przy czarnym topie na grubych, materiałowych ramiączkach i granatowych bojówkach, które aktualnie miała pod nim. Ładnie eksponowała tym samym wszelkie tatuaże, zwłaszcza kwiaty na prawej stronie szyi i części obojczyka. Niestety, dzisiejszego dnia raczej niewiele rzeczy nie działałoby jej na nerwy. Wciąż energicznym krokiem ruszyła pomiędzy kolejnymi regałami, wypatrując zguby.

- Agentko Carter? – Na swoją obronę Summer bardzo starała się, by w jej głosie nie pobrzmiewała irytacja i gniew. Sprawy osobiste postanowiła zachować dla siebie. Fakt, że nie szło jej to najlepiej na świecie nie umniejsza pozytywów płynących z podjęcia próby. I wiele innych psychologicznych bełkotów, jakich zdążyła się nasłuchać po wypadku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Margaret Carter

avatar

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 23/07/2015

PisanieTemat: Re: Zbrojownia   Sob Sie 22, 2015 9:53 am

Piwne tęczówki przesuwały się po każdym zakamarku, po każdym centymetrze nowego stroju Kapitana Ameryki – każdej tasiemce, wzmocnieniu czy odblasku. Strój ten różnił się nieco od tego, który widziała ponad siedemdziesiąt lat temu. Był unowocześniony, posiadał więcej bajerów niż nowy wynalazek Howarda – w czasie, w którym pomyślała o starszym Starku uśmiechnęła się lekko do swoich myśli zastanawiając się czy obecny tutaj Tony jest tak samo impulsywny jak jego ojciec. Znając życie tak, bo przecież niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w swoje odbicie w podświetlanej szybie obserwując wszelkie zmiany jakie w niej zaszły. Jej cera znowu była gładka, wszelkie zmarszczki zniknęły pozostawiając jedynie te całkowicie naturalne dla kobiet w jej wieku – Margaret właściwie zastanawiała się ile ma teraz lat? Naukowcy nie potwierdzili jej tezy jakoby ponownie była przed trzydziestką – wolała ich również o to nie pytać, bojąc się zwyczajnie, że potraktują ją protekcjonalnie, jak to się miało swojego czasu. Tylko, że nie teraz i nie w tym wieku.
Jej myśli błądziły ponownie wokół swojej pierwszej miłości, której najpewniej nie spotka tak szybko jakby chciała – przyzwyczaiła się jednak do tego, że nie można mieć wszystkiego i nie od razu. Zresztą, widziała go – podobno, gdy bywał u niej w szpitalu. Tyle zdołała się dowiedzieć. Nie pamiętała jednak tego, bowiem ostatnie dni czy miesiące jej żywota zostały jakby wykasowane. Pojawiały się jedynie strzępki rozmów z pielęgniarkami czy najbliższą rodziną. Nic więcej.
Jakiś czas później zauważyła, czy wyczuła raczej, że ktoś znalazł się w zbrojowni. Kierował się w jej stronę – była to kobieta sądząc po odbiciu, które zauważyła w szybie podczas wpatrywania się w nią. Peggy odwróciła się czym prędzej zaraz po tym jak młoda dziewczyna wypowiedziała jej nazwisko. Wydawała się być w jej wieku. Przynajmniej wizualnym.
- Agentko Freeman? – Carter przywitała się odrobinę niepewnie bowiem do tej pory cały czas czuła się skołowana tym wszystkim. Nie tylko udanym eksperymentem, ale i ilością techniki jaka ją otaczała. Nazwisko Summer wyczytała z plakietki zauważając nie tylko jej dane, ale i malownicze tatuaże biegnące po ciele. Peggy raczej nie zdobyłaby się na ozdobienie swojego ciała właśnie w taki sposób, aczkolwiek tego nie krytykowała. Mimo, że tatuaże kojarzyły się jej z dezerterami i żołnierzami, którzy zamiast walczyć woleli moczyć mordy w alkoholu. Szatynka uśmiechnęła się delikatnie wyginając karminowe wargi i zakładając ręce na pełnej piersi nie wiedząc czego agentka może od niej chcieć. Znowu miała przekazać komuś informacje o Hydrze? Póki co wolała uporządkować swoje myśli w głowie zanim będzie zeznawać.
- Czy mogę w czymś pomóc? – Brytyjski akcent dźwięczał w jej głosie, kiedy ta kierowała wypowiedź w stronę Słoneczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Summer

avatar

Liczba postów : 101
Data dołączenia : 11/09/2012

PisanieTemat: Re: Zbrojownia   Nie Sie 23, 2015 9:51 pm

Zgodnie z otrzymanymi wytycznymi agentka Carter znajdowała się w zbrojowni. Nie zajęło wiele czasu odnalezienie jej wśród półek pełnych wojskowego sprzętu i przeróżnych zabawek Avengersów. I bardzo dobrze, bo Elizabeth zdecydowanie nie była w nastroju do zabawy w chowanego, nawet jeśli chodziło o chodzącą legendę organizacji. W bardziej sprzyjających warunkach przeprosiłaby za najście, rzuciła jakimś dowcipem na przełamanie lodów i spróbowała nawiązać nić porozumienia przed przystąpieniem do pracy. Ale po samej tylko postawie i spojrzeniu Freeman można było odnieść mylne wrażenie, że albo sprawa z którą przyszła była niezwykle poważna, albo stało się coś strasznego, ewentualnie kobieta miała jakiś osobisty problem z osobą Peggy. Chociaż nie marszczyła brwi w gniewnym wyrazie a jej usta nie wykrzywiały się w groteskową smutną podkówkę, trudno było powiedzieć żeby biła od niej pozytywna energia. Twarz nie wyrażała wielu uczuć, ale wzrok mówił więcej niż tysiąc słów i obnażał wszystkie stłumione w lekarce emocje.
- Możesz. - Ostatnie co obchodziło dziś Summer to trzymanie się protokołu i stopni. Profesjonalny chłód w jej głosie jeżył włosy na karku i ramionach bardziej niż przesadzona klimatyzacja Helicarriera. Otworzyła teczkę z dokumentami i czytała ją, co jakiś czas zerkając w kierunku o wiele starszej od siebie kobiety. Nie umknęło jej w jaki sposób ta patrzyła na jej tatuaże, co w normalnych warunkach zrozumiałaby, w dzisiejszych zaś podziałałoby to na zapaloną miłośniczkę motocykli jak płachta na byka. Gdyby ów byk nie był już dość rozdrażniony inną płachtą. Było doprawdy niesamowitym jak w ciągu zaledwie kilku lat medycyna rozwinęła się dzięki postępowi technologicznemu. Jeszcze bardziej fascynujące, że dzięki temu rozwojowi przeprowadzili pionierską akcję odwrócenia procesów starzenia się. I przynajmniej zewnętrznie zakończyła się ona pełnym sukcesem. Należało jednak bacznie monitorować przez kilka tygodni zachowanie narządów wewnętrznych i kości, aby w razie czego móc szybko zareagować i naprawić niedoskonałości poprzedniego zabiegu. - Tyle lat, żesz jasna cholera, a on ma czelność dzwonić...- Burczała pod nosem do siebie w przerwach nad analizowaniem najnowszych wyników badań Margaret ze stanem faktycznym. Po kilku chwilach zamknęła dokumentację z głośnym kłapnięciem teczki. - Mam zrobić rutynowe badanie. Nic strasznego, trochę słuchania rytmu serca, podłączenie do kardiografu, takie tam. - Wypowiedziała już trochę łagodniej, ale nadal ostro że papier by przeciął. Atmosfery w zbrojowni nie szło zaliczyć do najlżejszych i najprzyjemniejszych. Elizabeth hardo patrzyła prosto w oczy bogu ducha winnej kobiety, powstrzymując swój temperament. Och, jak chętnie zamknęłaby się gdzieś w jakimś pokoju ze swoimi rękawicami bokserskimi i workiem treningowym! Kiedy by z nim skończyła, prawdopodobnie nie byłoby czego zbierać z podłogi. Podobnie jak z Keitha, jeśli ten w najbliższej przyszłości napatoczy się jej na oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Margaret Carter

avatar

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 23/07/2015

PisanieTemat: Re: Zbrojownia   Pon Sie 24, 2015 7:54 am

Mogła się jedynie domyślać, że kobieta przyszła tylko po to by wypytać o jej stan zdrowia. Sprawdzić czy nie ma jakiegoś uszczerbku, czy organizm współpracuje w taki sposób w jaki powinien. Czy wątroba czy płuca mają odpowiednie czynniki – ot, rutynowa kontrola. Spodziewała się i i wiedziała, że takich badań będzie dużo. Z racji przywrócenia jej do poprzedniego, lepszego i przyjemniej używanego stanu podda się kolejnym badaniom, które wykluczą ewentualny nawrót choroby czy cofania się eksperymentu. Zanim jednak do tego nadejdzie – a miała po cichu nadzieję, że nie tak prędko – to załatwi wszystkie swoje sprawy począwszy od rozmowy z Rogersem, a na zniszczeniu HYDRY kończąc. Oczywiście zostanie to przeplecione wybuchami, kłótniami i krzykami jak w każdej dobrej komedii kryminalistycznej.
Piwne spojrzenie przesuwało się wciąż po twarzy młodej agentki, która najwidoczniej darowała sobie uprzejmości oraz wszelakie możliwości zachowania szacunku wobec osoby sporo starszej – gdyby to działo się jakieś trzydzieści lat temu Peggy najpewniej zmarszczyłaby niezadowolona fukając gniewnie na Summer – teraz jednak były lt współczesne, a więc i stosunek do znanych sobie osób się zmienił. Dlatego jedyne na co sobie pozwoliła w tej sytuacji to rozłożenie dłoni w geście oczekiwania.
Była dobrą obserwatorką toteż nie umknęło jej poddenerwowanie panny Freeman, która najwidoczniej miała gorszy dzień w pracy. Irytacja biła od niej na kilometr – nieskoordynowane ruchy i to napięcie w głosie. To nie dało się pomylić z niczym innym.
- Mężczyzna? – Spytała bez ogródek panna Carter spoglądając z mieszaniną współczucia i ciekawości na lico Słoneczka, u którego wcale jej nie przeszkadzała ciekawa sztuk tatuażu. Inna sprawa, że kojarzyła się jej niezbyt przyjemnie, a to, że wyglądało całkiem nieźle. Wystarczyło jedno słowo, by uruchomić czerwoną lampkę. Nie wiedziała bowiem jak pani lekarz na nią zareaguje, dlatego nie zmieniała swojej pozycji. Wciąż oddychała spokojnie i nie spuszczała wzroku. Przeżyła więcej niźli sobie życzyła – miała za sobą liczne romanse, miłości i małżeństwo. Pracowała z niemal samymi facetami, dlatego najzwyczajniej w świecie wiedziała jak Ci potrafią popalić czy dać w kość. Poczekała jednak na odpowiedź zanim dotrwała do kolejnej wypowiedzi dotyczącej pełnego wachlarza badań.
- W takim razie oddaję się w Pani ręce. Pewnie wiesz co ze mną zrobić. – Poprawiła się strzelając swoim firmowym uśmiechem, nieco zdezorientowanym zważywszy na fakt, że wciąć czuła się skrępowana. Pomyśleć, że jej czynności życiowe wciąż są w formie. I że skóra jest gładka tak jak kiedyś.
Niebywałe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3780
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Zbrojownia   Sro Paź 14, 2015 9:58 am

Jako że obie panie porzuciły grę, a Summer nie wywiązała się z obietnicy, że wyprowadzi swoje postaci z tematów - zwalniam tę lokację, aby inni gracze mogli w niej pisać. Jeżeli pojawi się ktoś chętny do prowadzenia Peggy, to będzie mógł zacząć grę w dowolnym miejscu - pamiętając o tym krótkim spotkaniu.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 130
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Zbrojownia   Sob Cze 30, 2018 12:01 pm

E.T miał dzisiaj na sobie niebieskawy garnitur typowy dla agenta tarczy, szedł korytarzem, mijając personel, który wykonywał swoje przydzielone zadania, witał się życzliwie z nimi. Nie był źle wychowaną osobą, dbał o kulturę osobistą. Odpowiadali mu także życzliwie co on sam lub poprzez skinienie głowy, jeżeli byli zajęci wpatrywaniem się w ekrany swoich tabletów, na których widniały statystyki, dane, informacje dotyczące przeróżnych spraw, rzeczy. W głównej mierze były to pewnie raporty z inwentaryzacji lub sprawności sprzętu. Dotarł do zbrojowni, przyłożył do czytnika swój indetyfikator, zabrzęczało, drzwi się otwarły a on wszedł do zbrojowni. Nikogo nie było w środku, mógł w spokoju zająć się swoim sprzętem, czyszczeniem i naprawianiem usterek, które i tak naprawiali specjaliści. Chciał być gotów do kolejnych misji, do których przydzieli go agencja. Siadł na krześle przed powierzchnią wydzieloną na jego pancerz. Sięgnął po pas taktyczny, wyciągnął ścierkę i sprey, zaczął czyścić materiał z włókna na zewnątrz, a potem w środku. Nie lubił kurzu na swoim sprzęcie, ani piasku, który mógł zawieruszyć się podczas przeładowania, doprowadzić do zacięcia. Cholerny piasek. Pomyślał i zajął się dokładnym czyszczeniem. Dbasz o ten sprzęt, jakby był twoim dziedzicem, Flash. Głos w jego głowie rozgrzmiał, odezwał się symbiont. Sprzęt musi być sprawny, bo jak nie jest, wtedy dostajemy kulki, a one nie są zbyt przyjemne. Odpowiedział swojemu towarzyszowi, nadal szorując pas taktyczny. Sprawmy sobie zwierzaka, byłoby uroczo. Symbiont pewnie żartował, ale nie był to całkiem głupi pomysł mieć jakiegoś małego przyjaciela w mieszkaniu, kogoś o kogo można byłoby dbać. Pomyślał także o kobietach, czuł że jest gotów na randkowanie. Mógłby się związać, brakowało mu bliskości, choć symbiont dotrzymywał mu.. w pewnym sensie towarzystwa.. ale nie chodziło o to. Kobieta w jego życiu odsunęłaby zasłony w jego ciemnym salonie, wprowadziła trochę światła, przewietrzyła męski pokój. Taka, która ma ciągutki do alkoholu. Będziecie mogli razem upijać się i użalać nad sobą w deszczowe, depresyjne dni. Haha. . Symbiont się zaśmiał, nie oszczędzał swojego nosiciela, nie był potulnym, miłym obcym organizmem. Żeby lubiła zimne piwo, dobry mecz i kanapę. Masz rację. Odpowiedział w głowie szczerze. Miło by było z siąść z kimś na kanapie, kto jest fizycznie człowiekiem, wypić z nim piwo i obejrzeć mistrzostwa.

Siedział już tutaj chwilę, wyczyścił pas taktyczny, rękawice, obuwie. Rozmowa w myślach z swoim przyjacielem, była bardzo pochłaniająca, że aż prawie nie zauważył jak komunikator w kieszeni spodni zaczął brzęczeć, wibrować od połączenia, które pośpiesznie odebrał. Słuchał co mówi druga osoba a na końcu połączenia powiedział - Dobrze, już tam zmierzam. - Odstawił komunikator na swoje miejsce, wstał z krzesła, które odłożył na swoje miejsce w rogu. Wyprostował się, poprawił krawat, marynarkę, klamrę paska od spodni, przetarł czubek butów. Słyszałeś? Odwiedzisz przyjaciela, nie cieszysz się? Nawet bardzo. Dialog w myślach trwał krótko, a potem oboje zamilkli. Ruszył do drzwi, otworzył je identyfikatorem, pośpiesznie ruszył do doków. Chciał tam złapać prom na ziemię, gdzie musiał udać się do firmy swojego przyjaciela. Takie dostał zadanie.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zbrojownia   

Powrót do góry Go down
 
Zbrojownia
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» [Alfa] Hangar i zbrojownia
» [P1] Zbrojownia i warsztat
» Zbrojownia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Helicarrier-
Skocz do: