Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Restauracja Ryuu-Chang

Go down 
AutorWiadomość
Tousai Kazama

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 01/06/2012

PisanieTemat: Restauracja Ryuu-Chang   Sob Cze 02, 2012 6:44 pm

Sieć największych i najdroższych restauracji serwujących tylko i wyłącznie kuchnię dalekiego wschodu. W Japonii ów restauracja zajęta została przez ważne osobistości i biznesmenów, dlatego też ceny potraw w ów przybytku są nad wyraz wysokie, a dania wyglądają niczym dzieła sztuki. Położona w samym centrum Tokio nie jest miejscem trudnym do zlokalizowania, a dzięki wynajętej ochronie każda szlachta czuć się może tutaj bezpiecznie.

------------------------------------------------------------

Godziny podróży zatłoczonymi Tokijskimi ulicami jak zwykle mogły nudzić każdą osobistość, aczkolwiek towarzystwo w jakim przebywał wiecznie Kazama nie dawało mu ani chwili odpoczynku, który osobie jego pokroju byłby jak najbardziej wskazany.
- Tousai-dono, nie sądzi pan iż wzięcie kąpieli przed wyjściem byłoby jak najbardziej odpowiednie, w końcu jedzie spotkać się pan z damą. -
Sędziwy, starczy i jak zwykle mądrze prawiący głos rozszedł się po tylnej kabinie limuzyny, którą zajmował panicz jak i jego siwy mędrzec Kenshin. Ahhhh jak ten człek doprowadzał go nieraz do szału, no ale cóż począć w końcu dziadek był niczym rodzina, a jej się nie zwalnia, nie krzywdzi, nie zabija.
- Facet powinien pachnieć nieco potem, wówczas czuje się niczym prawdziwy mężczyzna.... -
Uśmiechnął się delikatnie do starca, odpowiadając nieco rozbawionym tonem. Oczywiście wzięcie szybkiego prysznica nikogo by nie zabiło ale panna Kyoko nie była aż na tyle ważną osobistością, a już tym bardziej interesującą go kobietą aby pindrzył się dla niej godzinami. Przecież było to tylko spotkanie biznesowe. Podrapał się delikatnie po głowie, przeczesując długą grzywę nieco na bok po czym kontynuował.
-...zresztą kobiety chyba to lubią. -
Po krótkiej wymianie zdań w końcu jednak dotarli na miejsce. Szofer zatrzymując się jak najbliżej wejścia do restauracji, wysiadł po czym otworzył tylne drzwi limuzyny, wypuszczając zeń odzianego w drogi garnitur długowłosego mężczyznę i towarzyszącego mu starca. Tousai jak i Kenshin, poprawiając swój ubiór ruszyli powolnym krokiem ku środkowi. Wyminąwszy kelnera i ochronę udali się w kierunku swego stolika jak i usadowionej przy nim kobiety o iście japońskiej urodzie.
- Witam uszanowanie panno Kyoko -
Mężczyzna odparł kłaniając się delikatnie, po czym ów czynność wykonał za nim jego kamerdyner i odszedł, pozostawiając panicza sam na sam z kobietą. Kazama oczywiście nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, kierując śmiały uśmieszek w kierunku kobiety zasiadł przy stole otworzywszy kartę dań.
- Pozwól iż coś zamówię...-
Odparł ponownie nie otrzymawszy od panny jeszcze żadnej odpowiedzi, po czym gestem ręki wezwał kelnera.
- Poproszę kurczaka gongbao i dim sum, a dla Ciebie? -
Zerknął kątem oka w kierunku nieco naburmuszonej kobiety, chyba nie była zbyt zadowolona z jego towarzystwa no ale cóż co to go tam obchodziło.
- Nic, dziękuję. -
Ton oziębły wydobył się z jej pełnych krwisto czerwonych ust, aczkolwiek Tousai'a który dokończył zamówienie i odesłał właśnie kelnera w ogóle to nie ruszyło. W końcu to ona chciała się z nim spotkać, a nie on z nią. Usiadł wygodnie się rozsiadając, po czym stukając delikatnie w stół koniuszkami palców przeszedł do sedna ów wizyty.
- Słyszałem iż twój ojciec ma pewne problemy. Ponoć pożyczył pieniądze od Dziewięciu Kręgów, a teraz niema ich jak spłacić, jednakże nie rozumiem jednego, skoro chce prosić korporację Kazama o pożyczkę dlaczego wysłał tutaj Ciebie, przecież świadom jest chyba tego iż nie przepadasz za mną, ani za mają rodziną. -
Uśmiechnął się delikatnie jak to miał w zwyczaju chociaż ton jego wypowiedzi nie należał do tych najmilszych w końcu sam osobiście pomógłby rodzinie Kyoko ale chodziło tu o interesy firmy, a wplątywanie jej w zatargi z tak słynną organizacją przestępczą nie byłoby rozważnym posunięciem, tym bardziej jeśli dowiedziałaby się o tym reszta zarządu.
- Dlatego właśnie tu jestem, ojciec pragnie pokazać iż me stosunki co do Ciebie uległy zmianie. -
Ukłoniła się delikatnie, spuszczając wzrok. Oczywiście wiadome było co miała na myśli, aczkolwiek z wyrazu twarzy mężczyzny dało się jasno wywnioskować iż niema on najmniejszego zamiaru dalej w tym brnąć.
- Twój ojciec jak zwykle ma idiotyczne pomysły ale przykro mi nie mogę pożyczyć wam pieniędzy firmy -
Odparł biorąc kęsa przyniesionego właśnie posiłku, nie spuszczając oczywiście zdenerwowanej dziewczyny z oczu. Wyglądało zupełnie jakby miała zaraz wybuchnąć i go zaatakować, aczkolwiek po chwili jej oczy przybrały szkarłatny połysk, a twarz najwyraźniej posmutniała.
- Uspokój się...-
Przełknął idealnie doprawionego kurczaka.
- Powiedz ojcu iż chociaż nie mogę wydawać w takim celu pieniędzy zarządu, to prześlę mu je z osobistego konta. W końcu przyjaciół rodziny nie zostawia się w potrzebie, a teraz siadaj i coś zjedz bo mizernie wyglądasz. -
Dodał na sam koniec nieco uszczypliwie, wskazując gestem ręki na pozostawione zupełnie niedawno przez kobietę krzesło.Po czym kontynuował pałaszowanie pysznego kurczaczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Pią Cze 08, 2012 10:34 am

W kuchni lokalu pracownicy uwijali się jak w ukropie przygotowując wyszukane i smakowite dania dla gości - i jednocześnie wymieniając między sobą mniej lub bardziej związane z pracą uwagi. Tu padła jakaś plotka, tam instrukcja dotycząca jednego z zamówień, od czasu do czasu żart... A pomiędzy tymi rozmowami przebijał się dźwięk radia, ustawionego dość cicho na stację, która w chwili obecnej grała jedną z popularnych ostatnimi czasy piosenek - ot, takie przyjemne dźwięki w tle. Wtem jednak wybiła pełna godzina i muzyka ustąpiła miejsca wiadomościom; któryś z pomocników automatycznie zwiększył nieco głośność, ażeby zebrani nie musieli wytężać słuchu, by poznać informacje z kraju i ze świata. Przez dłuższą chwilę prezenter radiowy streszczał najnowsze wydarzenia polityczne, by nagle przerwać w pół zdania. Zapadła cisza urozmaicana tylko niewyraźnymi szumami. Wreszcie prowadzący audycję podjął ją znowu.
-Drodzy państwo, wiadomość z ostatniej chwili- jego głos był spokojny w ten irytujący sposób, który zwykle sprawia, że słuchający go zaczynają odczuwać jeszcze większe zdenerwowanie i zmartwienie. Nawet ci pracownicy restauracji, którzy do tej pory nie poświęcali większej uwagi jego słowom, teraz wykazali żywe zainteresowanie; część z nich przerwała wręcz na moment swą pracę.
-Otrzymaliśmy potwierdzenie informacji, że w ciągu ostatniej godziny na całym świecie doszło do wybuchów w sumie osiemnastu wulkanów, z czego dwa uznawane były za wygasłe. Wszystko wskazuje na to, że przyczyna tego zjawiska jest naturalna, choć jak do tej pory naukowcy nie potrafią określić co dokładnie sprawiło, że tak wielka ilość wulkanów odezwała się niemalże jednocześnie. Trudno w to uwierzyć, lecz wydaje się, iż jest to niesamowity zbieg okoliczności. Służby w wielu krajach pracują nad ograniczeniem szkód, które już w tej chwili szacowane są na...- jego dalsza wypowiedź została zagłuszona szumem rozmów, które rozpętały się właśnie w kuchni. Każdy jednocześnie starał się wyrazić swój niepokój i podejrzenia, wśród których najczęściej przebijała się obawa o wulkany znajdujące się na terenie Japonii. Nikt już nawet nie myślał o powrocie do swych zajęć.
Cały ten zamęt sprawił, że nikt nie zwrócił uwagi na otwierające się drzwi, w których zupełnie niespodziewanie pojawił się - dosłownie znikąd - wysoki mężczyzna w kominiarce zasłaniającej twarz i luźnym płaszczu zniekształcającym sylwetkę. W jego dłoni znajdował się rewolwer, którym obecnie mierzył do pracowników kuchni.
-Ręce tak, żebym je widział. Połóżcie się na brzuchach i ani myślcie coś kombinować- jego głos dochodził ich stłumiony; rozpoznanie go później, o ile oczywiście będzie jakieś później, graniczyłoby zapewne z niemożliwym - i prawdopodobnie taki był właśnie jego zamysł. Zebrani w pomieszczeniu zamilkli na jego słowa jak jeden mąż. Ich oczy rozszerzyły się, twarze przybrały wyraz paniki, niektórzy zaczęli drżeć... Lecz gdy pierwsza osoba powoli opadła na kolana, aby zaraz potem przywrzeć płasko do podłogi, następne podążyły praktycznie natychmiast. Posłusznie i bezgłośnie - jeśli nie liczyć głośnych, ciężkich oddechów.
-Dobrze...- głowa intruza obracała się lekko, gdy obserwował pracowników. Cała jego postawa świadczyła o niezachwianej pewności siebie - jak gdyby był przygotowany na każdą okoliczność i czuł się przeświadczony o nadchodzącym wielkimi krokami sukcesie. Tak... Widać było w jego zachowaniu... Satysfakcję.
-Zawsze macie tu tak zimno?- spytał nagle.
Nikt mu nie odpowiedział.

***

Niemalże w tym samym czasie w głównej sali restauracji rozległa się seria strzałów - skierowanych ku górze i mających swe źródło... No właśnie, gdzie? Zdawać by się mogło, że pociski wystartowały wprost z powietrza. Oszklone fragmenty sufitu ustąpiły z łatwością pod naporem kul i drobne, ostre odłamki opadły na gości i kelnerów, nie wyrządzając im poważnej krzywdy, lecz mimo wszystko kalecząc w bardzo nieestetyczny sposób. Większą szkodę wywołał już zresztą sam szok - element zaskoczenia to niesamowita siła. Rozległy się krzyki, część z zebranych poderwała się z miejsc, inni jednak byli najwyraźniej sparaliżowani strachem.
-Na ziemię, wszyscy. Jeden zły ruch i celem jesteście wy- gdy tylko padły te słowa, wzdłuż ścian zaczęli materializować się odziani w luźne płaszcze i kominiarki mężczyźni - konkretnie pięciu, a w dłoniach każdego z nich spoczywała różnego rodzaju broń palna, skierowana ku gościom. Zjawisku temu towarzyszyły w pierwszej chwili nieliczne złociste błyski, które jednak szybko ustępowały. Kolejnych dwóch delikwentów pojawiło się mniej więcej na środku sali. Oni również byli rzecz jasna zamaskowani i uzbrojeni. Jeden z nich przemówił:
-JUŻ- nie był to krzyk, lecz w zapisie zasługiwał na wielkie litery ze względu na to, że nie znosił sprzeciwu. Tego tonu używali kiedyś wielcy arystokraci zwracając się do swych marnych podwładnych. Oznaczało to mniej więcej tyle: zrobicie to i kropka, wiem, że tak. Nie macie wyboru...
... I podziałało.
Klienci i pracownicy niemalże jednocześnie zaczęli osuwać się na podłogę. Ktoś - jedna z kobiet - poczęła cicho szlochać, ale nikt nawet nie próbował jej uspokoić. W takich sytuacjach każdy martwi się przecież o siebie, prawda? To naturalna kolej rzeczy. Przestępcy obserwowali uważnie poczynania ofiar, śledząc je zarówno wzrokiem, jak i celownikami swych broni. Widać było po nich, że są zgraną drużyną; pewnie podejmowali się już wcześniej wspólnie tego typu akcji.
-Ochrona unieszkodliwiona- oto przemówił drugi z mężczyzn stojących po środku pomieszczenia. Wyglądało na to, że odebrał tę informację przez słuchawkę ukrytą pod kominiarką - bo niby w jaki inny sposób? Jego towarzysz kiwnął jedynie głową, jednocześnie bezwiednie pocierając lewą dłonią o prawe przedramię. Czy tylko mu się zdawało, czy w lokalu szybko robiło się coraz chłodniej? Dałby głowę, że to prawda...
I nie tylko on to odczuwał.
-Teraz rozstaniecie się państwo ze swoimi kosztownościami i portfelami. Dobrze się nimi zaopiekujemy, bez obaw- poinformował zebranych i na ten sygnał trzech z jego ludzi ruszyło między zakładników, prędko i sprawnie pozbawiając ich wszystkiego, co zdawało się mieć jakąkolwiek wartość. Pozostali trzymali rękę na pulsie - i spustach.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tousai Kazama

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 01/06/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Pią Cze 08, 2012 11:11 am

Spokojnie pałaszując w niezbyt miłym i nie przejawiającym żadnych oznak zainteresowania towarzystwie Tousai, chwytając posiłek pałeczkami wsuwał jego zawartość do swych pełnych ust. To samo robiła zresztą nieco uspokojona już Kyoko, która również otrzymała zamówione danie i kosztowała je w dość wyrafinowany jak na damę przystało sposób. Nagle jednak uczucie zbliżającego się niebezpieczeństwa i dobiegające z kuchni szepty personelu wywołane zasłyszanymi wiadomościami, doprowadziły członka rodu Kazama do stanu pełnego skupienia i wytężenia wszelakich zmysłów. Rozglądając się powoli w iście szpiegowski sposób agent S.H.I.E.L.D nie dał po sobie poznać iż stan w jakim aktualnie mógł się znajdować niepokoił go jednoznacznie, w końcu niepotrzebne wzbudzanie paniki nie było zbyt dobrym pomysłem, a sam Tengu nie posiadał szóstego zmysłu ostrzegającego go o niebezpieczeństwie. Był on po prostu człekiem dość rozważnym, który w iście szybkim tempie dostrzegł mający miejsce w owej restauracji napad, dzięki czemu zasłonił siedzącą niedaleko swej osoby Kyoko okrywając jej głowę jak i ciało marynarką garnituru. Tylko i wyłącznie po to aby ochronić jej kobiece i zarazem drobne ciało przed skaleczeniami wywołanymi opadającymi na ziemię skrawkami szkła, a wywołana panika jak i szybko przeprowadzona akcja bandytów z całą pewnością umożliwiły mu ową czynność bez zbędnego zwracania uwagi bezpośrednio na jego osobę. Oczywiście Tousai powoli rozglądając się po całej restauracji przykucnął na ziemi tak jak cała reszta ofiar, próbując schować szybkim i energicznym ruchem ręki trzymane w dłoni pałeczki pod mankiet koszuli, po czym cichym i nad wyraz spokojnym tonem próbował uspokoić roztrzęsioną kobietę, obejmując jej ciało swym nad wyraz silnym męskim ramieniem.
Raz, dwa, trzy, pięć, siedem, wytężył nieco słuch po czym w prowadzonych w myślach obliczeniach dodał jeszcze kilka cyfr. Wnioskując z obecności stojących osób których twarze zakryte były czarnymi kominiarkami w głównej sali do której miał wgląd przebywało co najmniej siedem przestępców, a z racji dobiegających z kuchni gwarów wywnioskować można było również i tamtejszą obecność obcych. Tousai założył więc z góry iż kryminalistów jest co najmniej dziesiątka, jeśli poruszają się samochodem osobowym bądź tuzin jeśli samochodem dostawczym czy chociażby mini vanem. W każdym bądź razie odgórne założenie większej liczby kryminalistów zdawało się dobrym pomysłem, lepsze to niż gdyby ktoś miał wyłonić się nie wiadomo skąd i wpakować mu kulkę w plecy.
Zaciśnięta prawa pięść i delikatnie drgająca od nacisku szczęka, sugerowały iż Kazama zaczynał się powoli niecierpliwić, aczkolwiek wywołanie walki w samym środku restauracji nie wydawało się najlepszym rozwiązaniem. W oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń bohater siedział i milczał, pocieszając zastygniętą w bezruchu kobietę.Nagle jednak jeden z kryminalistów podszedł do nich w celu nakazanym przez lidera, oczywiście Tousai niezwłocznie oddał cały swój portfel w końcu nie miał w nim za wiele po czym zaciekłym spojrzeniem zerknął wprost w oczy przestępcy . Gdyby był tu tylko sam, wziąłby go za zakładnika i zasłonił niczym tarczą po czym pozbawił czucia w rękach stojących na środku dwóch osobników ciskając w ich prawe dłoni pałeczkami tak aby te wbiły się w śródręcza, a następnie dobywając broni szybko i bez zastanowienia oddałby kilka strzałów wycofując się zza obalony własną nogą stół. No ale cóż to tylko czcze gdybanie które szybko i bezzwłocznie zakończyło się powrotem panicza do pozycji klęczącej i powtórnym oczekiwaniem na dalszy rozwój wydarzeń.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Pią Cze 08, 2012 2:36 pm

Trzej zbieracze pracowali w ciszy, szybko zapełniając przygotowane zawczasu worki portfelami i wszelkiej maści biżuterią. Sprawy zdawały się przebiegać gładko - jak do tej pory najwyraźniej żaden z zakładników ani myślał próbować sprawiać oprawcom jakiekolwiek problemy... A jeśli nawet ktoś to rozważał, to jednak był na tyle rozsądny, aby odstąpić od swych zamiarów. W związku z tym przestępcy nie wykazywali oznak agresji; byli profesjonalistami, a to była ich praca. Chcieli to załatwić jak najprędzej i wynieść się z tego miejsca, aby móc w spokoju przyjrzeć się łupom. Czysta robota. Nieskomplikowana i zgodna z planem.
Od strony kuchni rozległa się seria odgłosów - stuknięć i być może szurania - po czym na sali pojawił się ósmy mężczyzna, chowający właśnie coś do kieszeni płaszcza. Natychmiast skierował swe kroki ku przywódcy, zręcznie omijając leżących tu i ówdzie klientów czy członków personelu. Stanąwszy tuż obok głównodowodzącego zabrał głos:
-Położyłem ich spać i dla pewności zablokowałem drzwi- oznajmił, a gdy jego szef kiwnięciem głowy ukazał, że przyjął ten krótki raport do wiadomości, mężczyzna skierował lufę swej broni w tłum, najwyraźniej obejmując tym samym nowy posterunek. Po raz kolejny dowodziło to faktu, że każdy z nich doskonale znał swoją rolę i bezbłędnie ją wypełniał. Zbieracze zbliżali się już do ukończenia zadania; zostało im do sprawdzenia tylko kilka osób. Nadzorujący ich pracę dowódca wybrał ten moment, aby do nich przemówić:
-Tre, zabierzesz worki, a pozostali zajmijcie się już ładunkami- jego słowa można byłoby wprawdzie zinterpretować na różne sposoby, jednakże w tym właśnie momencie dwaj zbieracze odstawili na bok łupy i z wewnętrznych kieszeni swych płaszczy zaczęli wyjmować niewielkie metalowe krążki. Nawet osoby zupełnie nieobeznane z technologią mogły na tej podstawie stwierdzić, że w grę wchodzą ładunki wybuchowe... O nieokreślonej mocy. Obaj mężczyźni rozpoczęli wędrówkę wzdłuż ścian, mocując na nich owe dość niepozorne materiały. Wiele par oczu podążało za nimi z przerażeniem.
-Szaleje ta klimatyzacja...- skomentował zupełnie swobodnie przywódca bandy, a stojący obok niego towarzysze pokiwali raczej smętnie głowami. Przez cały ten czas temperatura zdawała się wciąż spadać; do tego stopnia, że w chwili obecnej zebrane na sali osoby mogły wyraźnie dojrzeć w powietrzu swój oddech pod postacią licznych białych chmurek. Teraz drżała już większość osób - lecz nie tylko ze strachu, ale i po prostu z zimna.
Nagłe zamieszanie przykuło uwagę większości zebranych w pomieszczeniu. Oto jedna z kobiet - najwyraźniej w całym tym stresie nie będąca w stanie realnie określić zagrożenia - odmówiła oddania zbieraczowi swojego pierścionka zaręczynowego i teraz, szlochając głośno, starała się bezskutecznie odtrącić jego ręce. Wtem rozległ się wystrzał i krótki krzyk; któryś z pilnujących miał już dość i wymierzył swą broń w niepokorną niewiastę. Ta natychmiast przestała się rzucać i opadła bezwładnie na podłogę. Najwyraźniej tylko zemdlała, gdyż jej klatka piersiowa wciąż jeszcze unosiła się i opadała w rytm ciężkiego oddechu. Zbieracz zsunął z jej palca problematyczny pierścionek i wrzucił go do worka.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tousai Kazama

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 01/06/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Cze 10, 2012 8:24 am

Cała ta sprawa zaczynała coraz bardziej śmierdzieć. Dochodzące z kuchni odgłosy które bohater słyszał nieco wyraźniej od innych dowodziły iż personel został czymś odurzony, cały w jednej chwili. Brak krzyków i paniki z tamtejszej strony sugerował, że raczej nie zostali zabici, a uśpieni o czym zresztą potwierdził wychodzący z tamtejszego miejsca bandyta, chowający ówcześnie coś do kieszeni. Gdyby nie fakt iż przywódca owej grupy nakazał swym żołnierzom rozłożyć ładunki, Tousai pozwoliłby im w spokoju odejść przecież i tak mógł ich namierzyć przez będący w ich posiadaniu portfel. W końcu korporacja Kazama zajmowała się szpiegowską technologią, więc niewielkich rozmiarów mikrochipy, podsłuchy najnowszej generacji i wiele innych wymyślnych broni dla nowoczesnego Japońskiego agenta wychodziły spod ich maszyn i laboratoriów. Jednakże tak jak myślał Tengu coś tu nie grało, cała operacja w końcu przebiegała pomyślnie bez ofiar, sprawcy wydawali się spokojni i nie rzucali się bez potrzeby na ludzkie życie, a te ładunki. Gdyby chcieli i tak wszystkich zabić równie dobrze od tego mogliby zacząć, chyba że rabunek ów był tylko i wyłącznie przykrywką dla zlikwidowania któreś z znajdujących się tutaj osobistości. Mężczyzna powoli zaczął bacznie obserwować otoczenie w celu znalezienia ewentualnej ofiary zlecenia, przyglądając się również wyglądowi zewnętrznemu ładunków. Może przypomniałby coś sobie, znalazł jakiś element wykluczający ładunek wybuchowy, a znał się na tym.Był w końcu bioinżynierem, zajmował się wieloma rzeczami i łeb miał nie od parady. Nagle jednak w pomieszczeniu padły strzały, Tousai z racji prowadzonych obserwacji nie był do końca pewny jeszcze tego co się stało. Wstając na nogi z rękoma uniesionymi ku górze, przycisnął jeden z guzików swego zegarka, po czym czekał aż któryś z bandytów zauważy jego skromną obecność.
- Przepraszam -
Delikatnym ukłonem zasugerowałby swą skruchę wywołaną reakcją na otoczenie, w końcu znajdowali się w Japonii a tutejsza uprzejmość mogłaby przyprawić nie jedną osobę o przeszywające całe ciało ciarki.
-...jestem lekarzem, a ta kobieta potrzebuje pomocy. Czy mogę? -
Dodał lekko drżącym tonem głosu imitując w ten sposób zdenerwowanie, które jedynie rozproszyć miało bandytów i dać mu nieco więcej czasu na obserwację i przemyślenia. Jeśli oczywiście zostałby dopuszczony bliżej omdlałej niewiasty, przechodząc obok złodziei i ładunków przyjrzałby im się jeszcze raz dokładniej, z bliższej odległości, może zauważyłby coś co pozwoliłoby ustalić mu ich zamiary, po czym przystąpiłby do obserwacji kobiety, uścisku ewentualnej rany postrzałowej, czy chociażby resuscytacji krążeniowo oddechowej. Czekając i będąc w gotowości na dalsze wydarzenia. Jeśli jednak nic by z tego nie wyszło, a on nie miałby do końca pewności co do zamiarów bandytów wprowadziłby w życie plan B, przyciśnięty na początku guzik bowiem winien już dostarczyć w pobliskie okolice jego samochód z wyposażeniem który zaparkowany został niedaleko restauracji. Więc jeśli złodzieje wykonaliby choć jeden niepokojący ruch, czarny opancerzony sedan wjechałby wprost do środka w miejscu w którym aktualnie nie znajdowaliby się klienci rozwalając ścianę, okno, czy co tam tylko stałoby mu na drodze, po czym skupiając z całą pewnością uwagę i ostrzał wroga na mechanicznym zdalnie sterowanym przeciwniku, pozwoliłby mężczyźnie na działanie. Wywołana panika, strzały i zburzona ściana bądź stłuczone okno sprawiłoby iż zdenerwowani i zrozpaczeni klienci z całą pewnością popadaliby na ziemię nie obserwując zbytnio tego co dzieje się dookoła, a takiej okazji niestety nie można by zmarnować. Tousai szybkim nawet jak na siebie ruchem, doskoczyłby do znajdującego się jak najdalej od swych kompanów wroga, po czym starając się zajść go od tyłu dzięki wcześniejszemu przemieszczeniu się jak najniżej ziemi spróbowałby wbić mu nieco nadgryzioną pałeczkę wprost w tchawicę uniemożliwiając mu tym samym wydanie jakiegokolwiek dźwięku poprzez dźgnięcie i zabicie z wykrwawienia. Po czym bez namysłu chwyciłby jego broń i oddał serię strzałów w kierunku głowy każdego z bandytów, chowając się wcześniej zza obalonym nogą stołem, a jeśli to by nie pomogło to wówczas wciskając kolejny z guzików w swym dziarskim zegarku uruchomiłby w samochodzie funkcję ataku, która wysunęłaby z przedniej maski sporych rozmiarów karabin maszynowy wycelowany w złodziei na wysokości około 1,60 m tak aby ewentualny ostrzał nie zranił leżących na glebie obywateli.
- Rzućcie broń! -
Głos wychodzący z symulatora mowy i samochodu, skierowałby słowa swe do kryminalistów, po czym jeśli Ci wykonaliby jakikolwiek zły ruch rozpocząłby ostrzał. Całą sekwencją oczywiście sterowała sztuczna inteligencja umieszczona w pojeździe oraz Tousai ze swego zegarka który dzięki samochodowej kamerze mógł obserwować każdy ruch jaki miał miejsce w restauracji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Cze 10, 2012 1:06 pm

Gdy tylko Tousai podniósł się do pozycji pionowej, dwa karabiny natychmiast skierowały się w jego stronę - a wraz z nimi także i dwie pary oczu, uważnie śledzące każdy jego ruch. Podobnież i dowódca tej zgrai zwrócił ku niemu swój wzrok, jednak wyraźnie z mniejszym zainteresowaniem i intensywnością, aniżeli uczynili to jego podwładni. On nie był tutaj w końcu od pilnowania zakładników; to była działka części z jego ludzi. Podział obowiązków kluczem do sukcesu, ot co. Mimo to wysłuchał prośby i przez ułamek sekundy zdawało się, iż być może nawet się zawahał - lecz szybko okazało się, iż ten moment zwłoki niczego nie zmienił na lepsze. Być może nawet nie wynikał wcale z przebłysku dobrej woli, a stanowił jedynie krótką chwilę oddania się rozbawieniu... Lub czemukolwiek innemu. Nie miało to znaczenia w praktyce - chyba, że komuś zależałoby akurat na zgłębieniu psychiki złoczyńcy.
-Nie możesz. Zostań tam, gdzie jesteś. I wracaj na podłogę- użyty przez niego ton głosu ucinał wszelkie dyskusje... Nawet skuteczniej od broni, która spoczywała w jego rękach i służyła najwyraźniej przede wszystkim za straszak - jeśli można cokolwiek wnioskować z tego, w jaki sposób się z nią prowadził. Promieniowała od niego niemalże niezachwiana pewność siebie... I tego, że jego podwładni mają sytuację pod kontrolą. Prawdopodobnie był przekonany o tym, że on sam nie będzie musiał w żaden sposób interweniować.
Spojrzenie przywódcy powędrowało ku mężczyznom rozkładającym być-może-materiały-wybuchowe. Wyglądało na to, że już kończą swoją robotę. W tym momencie także i ostatni pracujący jeszcze jak do tej pory zbieracz obsłużył finalnego z gości, po czym zebrał wszystkie worki - sądząc z ruchów jego ciała musiały być dość ciężkie, choć nie na tyle, by nie mógł sobie z nimi poradzić na własną rękę. To uczyniwszy, ruszył ku wyjściu z restauracji - a więc w stronę, gdzie znajdowaliby się ochroniarze. Zawczasu unieszkodliwieni. Czyli w gruncie rzeczy najpewniej czekało tam po prostu jeszcze paru bandziorów.
-Tyle wystarczy- orzekł wreszcie głównodowodzący, a jego ludzie od ładunków zgodnie zaprzestali swych działań, wycofując się w stronę swego szefa i jednocześnie dobywając ponownie broni; wiecznie czujni... I zmarznięci, jakkolwiek starali się nie okazywać tego, jak bardzo przeszkadza im niska temperatura. Doprawdy, na oknach osiadł przecież gęsto szron, skutecznie wizualnie odcinając wnętrze lokalu od reszty świata! Jeden z nich wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza niewielki przedmiot, który z grubsza przypominał miniaturowy panel sterowania, wyposażony w kilka pokręteł i guzików oraz podłużny ekran. Najwyraźniej to dzięki temu urządzeniu miały zostać zdetonowane ładunki. Mężczyzna bezzwłocznie zaczął ustawiać coś przy pomocy pokręteł...
Lecz nie dane było mu dokończyć, gdyż w tym właśnie momencie jedna ze ścian restauracji została sforsowana przez czarny samochód, który natychmiastowo ściągnął na siebie uwagę wszystkich bandytów - i nie tylko ich zresztą. W pierwszym odruchu część zaczęła do niego strzelać - byli zbieracze i ci rozstawieni do tej pory pod ścianami, w sumie cztery osoby. Trzej mężczyźni pozostający na środku sali, w tym dowódca tej całej zgrai, zdawali się jednak myśleć trzeźwiej. Ich dłonie nie pomknęły ku spustom, lecz ukryły się pod ich płaszczami - na wysokości serca. W przeciągu kilku krótkich sekund ich ciała rozpłynęły się w powietrzu. To przynajmniej tłumaczyło w jaki sposób dostali się do środka niedostrzeżeni i tak łatwo rozprawili się z ochroniarzami... Najwyraźniej dysponowali zaawansowanymi technologicznie zabawkami.
Zgodnie z przewidywaniami Tousaia większość klientów i kelnerów wpadła w jeszcze potężniejszą panikę niż przedtem. Ofiary już szybciej znajdowały się na podłodze, lecz teraz przylgnęły do niej tak ściśle, jak tylko mogły. Do ogólnego zamieszania szybko dołączyły się ich krzyki i piski, a w kilku przypadkach także i głośny płacz. Ktoś powtarzał na głos niczym mantrę, że nie chce umierać.
Manewr Tousaia polegający na dopadnięciu od razu jednego z przeciwników powiódł się w stu procentach - no, może w dziewięćdziesięciu dziewięciu. Co prawda element zaskoczenia dał mu przewagę i bez trudu zranił owego mężczyznę, jednak ten automatycznie - być może do tego przeszkolony, przygotowany na tego typu ostateczność - odrzucił swą broń jak najdalej od siebie. W takiej sytuacji nie mógł celować, więc zapewne jedynie szczęście sprawiło, że wylądowała ona z daleka od kogokolwiek - zarówno z gości czy kelnerów, jak i z bandytów. Tak czy siak - jednego mniej. Tousai ledwie zdążył się od niego odsunąć, gdy doszło do wybuchu; ów mężczyzna znajdował się dokładnie w jego centrum. Aha... Czyli najwyraźniej zabawki miały wiele zastosowań.
Wszystko to działo się bardzo szybko, praktycznie jednocześnie, a poszczególne zdarzenia nachodziły na siebie płynnie. Prawdopodobnie właśnie dlatego w całym tym chaosie początkowo nikt nie zwrócił uwagi na podmuch zimnego powietrza, który wkroczył do sali wraz z pojawieniem się samochodu. Powiewowi owemu towarzyszyło zresztą sypnięcie... Śniegiem. W pierwszej chwili było to tylko kilka płatków, które naprawdę można było przegapić, lecz prędko opad ten przybrał na sile - w ciągu sekund zaczęło dosłownie sypać. To stanowczo nie powinno mieć tutaj miejsca - a już na pewno nie o tej porze roku. Gdyby ktoś zapanował teraz nad sobą w wystarczającym stopniu, aby wyjrzeć na zewnątrz, przeżyłby jeszcze większy szok. Miasto zaczynał skuwać lód - dość powoli, lecz i tak nienaturalnie szybko.
Mróz stał się niemożliwie przenikliwy - do tego stopnia, że odzianym bądź co bądź dość lekko osobom musiał sprawiać fizyczny ból. Miało to jednak także i swoje plusy, a mianowicie umiejscowione na ścianach ładunki - tak jak i wiele innych obiektów - prędko pokryły się warstwą szronu, a potem zamarzły całkowicie; w tych okolicznościach nie było raczej szans, aby miały dać się jeszcze odpalić. Z pewnością rozwiązywało to jeden z problemów... Lecz jakież to miało znaczenie w obliczu czegoś, co zakrawało na prawdziwy kataklizm?
Z punktu widzenia ofiar - prawdopodobnie wielkie.
Z drugiej strony także i pojazd Tousaia nie został oszczędzony. Jego również zaczęła skuwać warstwa lodu, skutecznie uniemożliwiająca wysunięcie karabinu maszynowego. Nie było to już jednak wcale konieczne. Pozostający jeszcze na sali trzej przestępcy w panice zarządzili tak zwany odwrót taktyczny, jednocześnie próbując uruchomić urządzenia pozwalające im w normalnych warunkach osiągnąć niewidzialność. Ciepło ich ciał sprawiło, że mechanizmy nie zostały doszczętnie zniszczone przez niską temperaturę, lecz po włączeniu i tak nie dawały teraz idealnego efektu. Raz na jakiś czas migali niewyraźnie w powietrzu, po czym można było poznać, iż w pospiechu opuścili salę... Szybko napełniającą się śniegiem.

//Jak już się zapewne zorientowałeś - pozwoliłem sobie zacząć tutaj od razu główny wątek fabularny~ Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza. Nie mogłem się powstrzymać, gdy nadarzyła się ku temu taka ładna okazja.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tousai Kazama

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 01/06/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Cze 10, 2012 4:00 pm

Cała ta sytuacja nie wyglądała najlepiej, można by rzec iż zakładnicy wpadli z przysłowiowego deszczu pod rynnę. Wpierw swego rodzaju zatrzymanie i kradzież, teraz nieznany aczkolwiek groźnie wyglądający kataklizm, który już po pierwszym spostrzeżeniu trzeźwo w miarę myślącego Tousai'a nie wróżył niczego dobrego. Przeskakując zwinnie niczym kot nad stołami i innymi mniej istotnymi przeszkodami agent tarczy jak najszybciej spróbował dostać się w okolice swego pojazdu. Chłód przeszywający jego ciało był nad wyraz srogi i silny, aczkolwiek spożycie niegdyś serum super-żołnierza sprawiało iż mężczyzna nie odczuwał jeszcze skutków owej anomalii. Zatrzymując się tuż na tyłach samochodu, w miejscu w którym znajdował się oblodzony bagażnik Kazama chwycił najmocniej jak tylko potrafił klapę, po czym siłą swych mięśni próbował dostać się niezwłocznie do środka, tylko i wyłącznie po ty by przyodziać ukryty tam kostium. Oczywiście i na to w swym wymyślnym zegarku mężczyzna miał przycisk, ale chyba nie miało to teraz znaczenia skoro większość mechanizmów po prostu zaczęła się psuć, więc dochodząc do w miarę racjonalnych wniosków najszybszym sposobem było ręczne dostanie się do środka.
- Kenshin, słyszysz mnie!-
Ton spokojny choć nad wyraz głośny, rozszedł się echem po sali, a gdy otrzymał znikomy znak życia kamerdynera, kontynuował.
- Znajdź kierownika jest zapewne tutaj na sali, po czym nakaż mu przenieść tutejszą personę do schronu!-
Schron istotnie jak w każdym miejscu w dzisiejszych czasach w którym większość czasu spędzały znane i poważne osobistości tak też i w restauracji Ryuu-chang znajdował się schron atomowy, odpowiednio wyposażony w najpotrzebniejsze rzeczy własne zasilanie, ogrzewanie i wiele, wiele innych rzeczy był w stanie podtrzymać życie wielu osób nawet przez rok. Skąd wiedział o tym Tousai no cóż, zapoznana z owym projektem korporacja Kazama również i to miejsce wyposażała w swego rodzaju zabawki i inne pierdoły, a ta sytuacja nie wyglądała na tyle dobrze by móc owych ludzi zatrzymać w środku pomieszczenia z uwagi na znajdujące się ładunki wybuchowe, a już tym bardziej pozwolić im wyjść na zewnątrz. Gdyby w końcu jednak mężczyzna dostał się do środka bagażnika, przyodziałby swą zbroję która w połowie wykonana z twardego stopu meteoru świetnie nadawała się do ogrzania jego ciała, po czym wsuwając swe ostrza w saye i zakładając na twarz maskę wyskoczyłby na zewnątrz tylko i wyłącznie po to aby ocenić sytuację w której aktualnie się znajdowali. Z uwagi na nieznane zagrożenie agent o odpowiednim przeszkoleniu byłby oczywiście nad wyraz ostrożny unikając ewentualnego wykrycia wroga, czy chociażby mocnego podmuchu przed którymi starałby się skryć w najbliżej położonym i jak najbardziej odpowiednim ku temu miejscu. Po czym analizując sytuację, fakty i swoje spostrzeżenia za pomocą założonego zegarka najnowszej technologi postarałby skontaktować się z główną bazą tarczy po to by złożyć raport, bądź ewentualnie dowiedzieć się co się tu do cholery jasnej dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Cze 10, 2012 6:48 pm

Pierwsze próby dostania się do samochodu nie przyniosły żadnego efektu - nie licząc może zwiększenia uczucia okropnego chłodu w dłoniach, mających przecież styczność z lodową pokrywą. Pojawiły się niej co prawda drobne i raczej nieliczne pęknięcia, lecz w gruncie rzeczy wciąż ani drgnęła; najwyraźniej rozerwanie jej wymagało więcej pracy.
Stary kamerdyner Tousaia stosunkowo szybko odnalazł wśród kelnerów osobę decyzyjną - mężczyznę w średnim wieku, przestraszonego jak wszyscy, jednakże trzymającego w miarę możliwości nerwy na wodzy... A przynajmniej takie właśnie wrażenie starał się sprawiać na zewnątrz, choć ręce mu się trzęsły, zaś głos drżał wyraźnie, mimo prób opanowania go. Kierownik bez trudu przystał na wskazaną mu opcję - chyba był zresztą zadowolony z tego, że ktoś mówi mu co powinien w takiej sytuacji uczynić. Oczywistym wydawało się, że nikt nigdy nie przygotował go na możliwość zaistnienia takich okoliczności.
Tak więc powoli rozpoczęło się transportowanie gości i pracowników z głównej sali do schronu. Część kelnerów udała się jeszcze do kuchni - udało im się wyważyć drzwi, a w środku zastali swych nieprzytomnych kolegów i koleżanki z pracy. Byli przemarznięci, lecz wszystko wskazywało na to, że nie stała im się żadna poważna krzywda. Cokolwiek zostało użyte do wprawienia ich w sen prawdopodobnie nie było groźne dla ich zdrowia czy życia. Z trudem, bo z trudem, ale ich również zaczęto przenosić w bezpieczniejsze - a przede wszystkim cieplejsze - miejsce.
Wreszcie wysiłki Tousaia się opłaciły i pajęcza sieć pęknięć rozeszła się na tyle gęsto i głęboko, by lód zaczął powoli ustępować. Kilka jego płatów odpadło - i już po chwili bagażnik stanął przed mężczyzną otworem. Dzięki temu mógł on włożyć swą zbroję, która rzeczywiście zablokowała niekorzystne warunki otoczenia... A przynajmniej niską temperaturę, bo padający coraz gęściej śnieg, który w irytujący sposób ograniczał widoczność - to już całkiem inna historia. Na to niestety żaden kostium nic by raczej nie poradził.
Na tyle jednak, na ile Tousai był w stanie się rozejrzeć - a trzeba przyznać, że w tych okolicznościach wzrok, nawet wyostrzony, na wiele się tak naprawdę nie zdawał - ulice sprawiały wrażenie opustoszałych. Wszystko pokrywała już w tej chwili dość gruba warstwa śniegu, pod nią zaś znajdował się najpewniej ukryty lód. W związku z tym nawet zwykłe poruszanie się po okolicy mogłoby się okazać ryzykowne. Zachowanie najwyższej ostrożności było jak najbardziej wskazane.
Gdy mężczyzna podjął próbę skontaktowania się z S.H.I.E.L.D., wszystkie znaki na niebie i ziemi praktycznie od razu wskazywały na to, że nie uda mu się nawiązać połączenia. Przez dłuższą chwilę usłyszeć mógł tylko szumy i trzaski, po czym na moment pojawił się sygnał - tylko po to, aby po kilku sekundach zostać zerwanym. Nie prezentowało się to najlepiej.
-Nie ma sensu próbować, też nie mogę się połączyć- rozległ się głos za jego plecami. Kobiecy głos. Posługujący się zresztą językiem angielskim. Parę metrów za Tousaiem, odziana w gruby, ciemny płaszcz z kapturem, nałożony najwyraźniej na jakiś bliżej nieokreślony elegancki komplet, stała mocno zarumieniona od mrozu i dość młoda dama. Kilka kosmyków jej włosów powiewało na wietrze, głosząc światu wieść, że ich właścicielka jest blondynką. Coś w jej ogólnej postawie - a może w wyrazie twarzy? - zdawało się jednak dopowiadać: "blondynką, która pobije cię na głowę w dowolnej konkurencji intelektualnej; więc nawet nie myśl żartować na ten temat".
-Agentka Carter. Rozmawiałam z bazą, ale nie zdążyłam dowiedzieć się wiele, nim kontakt się urwał- dodała niemalże od razu, robiąc kilka kroków w stronę Tousaia. Zatrzymała się w odległości około dwóch metrów od niego i skrzyżowała ręce na piersi.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tousai Kazama

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 01/06/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Cze 10, 2012 8:28 pm

No i nici z komunikacji z bazą, która w jakikolwiek sposób mogłaby uspokoić nieco Tousai'a. Brak widoczności spowodowany gęsto sypiącym śniegiem dawał się mężczyźnie nad wyraz we znaki, bowiem odległość w jakiej dostrzegał cokolwiek była wręcz minimalna, a oblodzone podłoże jak i wszystko dookoła biło przedziwnym blaskiem zmarzniętych kryształków lodu. Widok ów wydawać mógłby się wręcz majestatycznie piękny gdyby nie sam fakt iż doprowadzić mógłby on Tokyo do zagłady. Mężczyzna wydał z siebie tylko i wyłącznie ciche westchnięcie, po czym dzięki wyczulonemu na różnie dźwięki słuchowi spostrzegł iż ktoś zbliżał się w jego kierunku. W końcu nawet najlżejsza wręcz istota stąpając po grubym dość śniegu którego było tutaj co nie miara, wydaje charakterystyczny zgrzyt wbijania czegokolwiek w białą posokę, w tym przypadku przyodzianych zapewne w buty stóp. Jego dłonie powoli choć niezbyt pośpiesznie spoczęły na rękojeści jednej z katan, a gdy kobiecy wręcz nieskazitelnie seksowny głos rozbrzmiał w jego uszach, Tengu powoli bez zbędnych gwałtownych ruchów odwrócił się w jego kierunku. Była to blondynka, nad wyraz seksowna chociaż po okazałym i dość ciężkim okryciu ciała ciężko byłoby to stwierdzić no ale cóż, bynajmniej pomimo swego piękna nie zbyt przypadła mężczyźnie do gustu. Zwracanie się na terenie niepodległego kraju w obcym języku było wręcz oznaką braku kultury, tym bardziej w Japonii gdzie jak wiadomo mała ilość osób interesuje się angielszczyzną czy chociażby kulturą narodów posługujących się owym językiem. W tutejszych rejonach niestety nie jest on uznawany za jakikolwiek język międzynarodowy czy coś w ten deseń, a nauczenie się chociażby kilku zwrotów grzecznościowych tak wspaniałej Japońskiej kultury nikogo jeszcze nie zabiło.
- Gaijin -
Ciche słowo wyłoniło się z ust mężczyzny, oczywiście nie trzeba było być językoznawcą bowiem sam ton wypowiedzi nie wyrażał oznak grzeczności, był pusty i choć ledwo słyszalny to jednak objawiał pewną niechęć.
- Kon'nichiwa -
Kolejna notka w języku japońskim i delikatny ukłon świadczyły zapewne o przywitaniu, no cóż przynajmniej kultury mu nie brakowało, jednak wypadało skończyć z tymi nie mającymi sensu najmniejszego zwrotami.
- Choć okoliczności nie sprzyjające wypadałoby się choć przywitać.-
Odparł dość pełnym zdaniem w języku jak najbardziej zrozumiałym kobiecie, choć akcent jakim się posługiwał wyraźnie zaznaczał jego azjatyckie korzenie. Przyglądając się teraz nieco baczniej agentce postawił również kilka kroków niezbędnych do bliższego kontaktu, opuszczając jednocześnie dłoń z rękojeści oręża.
- A więc agentko Carter, jestem Kazama. -
Uśmiechnął się nieznacznie choć nie widać było tego pod zakrywającą twarz maską, po czym kontynuował.
- Jakieś sugestie, obiekcje, plany co do dalszych działań, może powie mi pani co konkretnie zdołali jedynie przekazać? -
Mówił już nad wyraz spokojnie, zupełnie jakby jego przejawiające niechęć zachowanie odeszło w niepamięć. No cóż Tousai'owi wiele można by zarzuć ale na pewno nie długie trzymanie urazy w błahych i nie mających większego znaczenia sprawach. Chociaż nie wiadomo jak to było z blond kobietą..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Czw Cze 14, 2012 7:12 pm

Nawet jeśli kobieta zrozumiała pierwsze słowo, które padło z ust Tousaia, to w żaden sposób nie dała tego po sobie poznać. Wyraz jej twarzy nie zmienił się ani na jotę... Zresztą przy kolejnych wypowiedziach i gestach mężczyzny również nie nastąpiły jakiekolwiek zmiany w jej mimice czy postawie. Najwyraźniej dobrze radziła sobie z utrzymywaniem dość chłodnej i beznamiętnej maski. W tym zawodzie było to w końcu bardzo przydatne i ogólnie rzecz biorąc - na miejscu.
-Wiem kim pan jest- zapewniła tylko w chwili, gdy Tousai się jej przedstawił. Oczywiście, że była świadoma jego tożsamości; koniec końców można by rzec, że grali dla jednej i tej samej drużyny. Co prawda nie mieli wcześniej ze sobą kontaktu, lecz panna Carter dobrze orientowała się we wszystkim tym, co mogło jej się przydać. Gromadziła informacje, gdy te były dostępne - i starała się o nie wówczas, kiedy nie były. Lubiła być odpowiednio przygotowana do pracy - i o krok przed innymi.
-Przede wszystkim nie ma sensu tutaj stać i czekać na zbawienie, które - zapewniam - w najbliższym czasie raczej nie nastąpi- zadecydowała. Zachowywała się dokładnie tak, jak gdyby została przeszkolona do działania w warunkach kataklizmu adekwatnego być może do małej apokalipsy... Albo i całkiem sporej, jeśli zasięg zlodowacenia się rozszerzy. Jej pewność siebie dobitnie wskazywała na to, że kobieta dobrze zna swój cel - i wie co powinna zrobić, aby go osiągnąć.
-Przenieśmy się w cieplejsze miejsce- dodała niemalże od razu. Tak... To była jej główna uwaga. Prawdę powiedziawszy płaszcz, który miała na sobie, był odpowiednio podrasowany, aby utrzymać temperaturę jej ciała na stałym i bezpiecznym poziomie, lecz nie mogła przecież zakryć całej powierzchni swej skóry, czyż nie? Odczuwała więc ten przenikliwy chłód, nawet jeśli nie był on dla niej realnie groźny... W tej chwili przynajmniej. Kuszenie losu nie miało jednak najmniejszego sensu.
-Co do bazy... Otrzymałam od nich kilka istotnych, choć raczej nieprzydatnych informacji. Anomalie pogodowe o różnym natężeniu i szkodliwości występują od paru godzin na całym świecie. Poza tą małą epoką lodowcową doszło do wybuchu kilkunastu wulkanów, parę wysp Oceanii zostało w zawrotnym tempie zalanych, a do tego wszystko wskazuje na to, że szykuje się fala tsunami skierowana na zachodnie wybrzeże Ameryki Północnej. Nie wspominam już nawet o niekontrolowanych pożarach czy drastycznych zmianach temperatury...- pod koniec wypowiedzi jej głos stał się cichszy, jak gdyby odpływała myślami w sobie tylko znanym kierunku.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tousai Kazama

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 01/06/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Cze 17, 2012 8:20 am

Mężczyzna westchnął tylko ile sił w płucach, a spod zakrytej twarzy żelazną maską wydobył się ogrom pary. Nie dziwota w końcu na zewnątrz było tak zimno iż pobliskie otoczenie dosłownie w ułamku sekund zaczęła zmieniać się w biegun północny. Ocierając swe dłonie ruszył przed siebie, odwracając jeszcze na chwilę głowę w kierunku agentki Carter.
- W takim razie wejdźmy na chwilę do środka, przynajmniej aż tak nas nie przewieje. -
Odparł machnąwszy dłonią na znak by kobieta ruszyła za nim, po czym przekroczył ponownie próg restauracji. Szczerze to osobiście on nie widział sensu w chowaniu się i czekaniu na dalszy rozwój akcji, no ale cóż z naturą ciężko byłoby mu podjąć jakąkolwiek walkę. Zatrzymał się w jak najbardziej oddalonym od dziury w ścianie miejscu, po czym przysuwając sobie jedno z krzeseł posadził na nim dupsko, zarzucając nogę na nogę i krzyżując ręce na piersi zerknął kątem oka towarzyszącą mu członkinię agencji.
- Anomalie pogodowe powiadają i nikt tego nie przewidział? Czyż nie dysponujemy technologią która pozwala nam zorientować się gdzie i kiedy nadejdzie tornado, informuje nas o podnoszonym się poziomie mórz i oceanów , a już na pewno przewiduje w miarę dokładną prognozę pogody. -
Burknął nieco poirytowany bowiem agencja taka jak S.H.I.E.L.D powinna wiedzieć o owych zjawiskach nieco więcej, nie wspominając o tym iż zorientować się w tym co nadchodzi należałoby już jakieś kilka dni temu. Czegoś ona mu nie mówiła, albo oni coś ukrywali. Zresztą teraz miało to niewielkie znaczenie w końcu i tak już po ptokach.
- No nic, skoro wiedzą tyle co my to pozostaje nam czekać i zamarznąć w restauracji za którą nawet zbytnio nie przepadam. -
Uśmiechnął się delikatnie aczkolwiek niewidocznie, no cóż w końcu jak dla niego wszystko to wydawało się co najmniej przezabawne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Cze 17, 2012 11:03 am

Na propozycję Tousaia kobieta zareagowała krótkim kiwnięciem głowy, po czym podążyła za nim do środka, stąpając przy tym ostrożnie, aby nie wywrócić się przypadkiem na śliskim podłożu. W pewnym momencie lekko się zachwiała, lecz szybko opanowała sytuację i już wkrótce siedziała blisko bohatera - lecz nie na krześle, a na stoliku, zakładając nogę na nogę i trzymając ręce złożone razem na udach. Mimo rękawiczek czuła, że dłonie jej przemarzają, lecz nie miała najmniejszego zamiaru narzekać - nie pozwalała także, aby brak komfortu odbijał się na jej twarzy. To nie byłoby w żadnym razie profesjonalne... A więc nie pasowałoby do niej.
-To nie takie proste- powiedziała wysłuchawszy uwag i zażaleń mężczyzny, a jej spojrzenie przesunęło się po wnętrzu restauracji. Domyślała się, że powinna zapewne spytać o to, co miało tutaj miejsce - podpowiadał jej to instynkt i ogólnie pojęty głód wiedzy, którym od zawsze się charakteryzowała - lecz w tej chwili, co przyznawała niechętnie, miała ważniejsze sprawy na głowie. Właściwie to wręcz o niebo istotniejsze, jeśli chcemy być dokładni.
-Technologia zawiodła. Nic nie wskazywało na to, aby miało się coś wydarzyć. Było zupełnie spokojnie - i nagle w przeciągu krótkich minut sytuacja zmieniła się diametralnie... Na gorsze- właściwie był to silny eufemizm, gdyż koniec końców rozmawiali o katastrofach naturalnych, które już z osobna mogły się okazać tragicznymi. Wspólnie zaś te kataklizmy zakrawały co najmniej na wstęp do apokalipsy - i nie było żadnej gwarancji, że to już koniec. Agentka nie zdziwiłaby się zresztą, gdyby okazało się, że jacyś fanatycy zdążyli już zacząć w ten właśnie sposób to wszystko przedstawiać... Z nimi zawsze były same kłopoty. Zamiast pomagać uspokoić ludność - a przecież często mieli taką możliwość! - podsycali tylko nastroje. Głupota, ot co.
Tak, była ateistką, dziękuję bardzo.
-Odczyty zaczynały się zmieniać dosłownie na moment przed wydarzeniami. To... Praktycznie niemożliwe, ale jednak. Dosłownie tak, jak gdyby czas w wybranych miejscach niespodziewanie przyspieszył- nikt nie powiedział jej tego wprost, lecz była pewna, że o tym myśleli: teoretycznie ktoś mógłby w ten czy inny sposób kontrolować czas, aby wspomóc to zejścia... Lecz czy naprawdę mógłby je wywołać? Czy to nie nazbyt wielki zbieg okoliczności? Czy ktoś posiadałby potrzebną do tego wiedzę? Musiałby przecież być świadom, że coś takiego kiedyś nastąpi - i przesunąć czas do tego momentu. Panna Carter nie była pewna, czy osiągnięcie czegoś takiego przy pomocy dostępnej obecnie technologii jest możliwe. Lecz, no właśnie: obecnie...

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tousai Kazama

avatar

Liczba postów : 16
Data dołączenia : 01/06/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Cze 17, 2012 12:42 pm

Młody bądź co bądź chłopak słuchał uważnie, a przynajmniej sprawiał takowe wrażenie. Bowiem pomimo dość zaawansowanej znajomości języka angielskiego nie rozumiał wszystkiego co kobieta do niego mówi, chociaż możliwe iż było to skutkiem jego aktualnie negatywnego nieco podejścia do sprawy i wynikającej z braku działania niechęci.
- Kontrola czasu? -
Roześmiał się dość głośno słysząc ów stwierdzenie, bowiem chociaż wydawać mogłoby się ono rzeczą trafną to jednak jak dla niego nazbyt dziwną i wręcz można by stwierdzić że pozaziemską. Było to takie nic nieznaczące stwierdzenie, bowiem jako agent tarczy świadom był istnienia innych ras, ich technologii i wielu innych rzeczy o których oczywiście czytał w aktach, raportach i mniej znaczących choć pilnie strzeżonych papierzyskach.
- Nie rozumiem nieco tej teorii...- przewrócił oczami po czym zsunął maskę z głowy, kładąc ją tuż na stojącym obok stole.
- Fakt przyśpieszenia czasu wydawać mógłby się dość trafnym spostrzeżeniem, jednakże czy ów anomalia nie działała by również na nas. Nie znam się na pozaziemskiej technologi, magi i innych rzeczach które widnieją w bazie tarczy, ale przypuszczam iż taka zmiana nie pominęła by ludzkości i innych ziemskich organizmów żywych, przynajmniej jeśli manipuluje się w jakikolwiek sposób czasem by wywołać anomalie mające tak ogromny wpływ na istnienie naszej planety. -
Przytaknął sobie na znak iż sądzi, że wie co mówi po czym powstał i podszedł nieco bliżej panny Carter, dodając na sam koniec nieco pytającym tonem z wyraźnym uśmieszkiem na twarzy, zupełnie jakby chciał wybadać czy aby jeszcze czegoś ta mądra i z pozoru bezbronna osóbka nie ukrywa..
- Ale to tylko takie nasze nic nieznaczące spostrzeżenia prawda? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Cze 17, 2012 3:34 pm

Słysząc śmiech mężczyzny panna Carter uniosła jedną ze swych subtelnie zarysowanych brwi, lecz pozwoliła sobie w żaden sposób tego jeszcze nie komentować. Zamiast tego wysłuchała słów Tousaia, rozważając je ostrożnie w duchu i na bieżąco namyślając się nad pasującą odpowiedzią. Jak do tej pory nie miała niestety zbyt wiele materiału do pracy w tym temacie, dlatego też obawiała się, że ich dyskusja z góry skazana jest na bycie niewyczerpującą... Tak naprawdę pozostawało im jedynie obserwować otoczenie w celu trzymania ręki na pulsie - i czekać na odnowienie kontaktu z górą.
Kobieta nawet nie drgnęła, gdy jej "kolega po fachu" wstał z miejsca i zbliżył się do niej. Wpatrywała się w niego nieruchomo i bystro - mniej więcej tak, jak potrafią czynić to głównie koty. Trzeba przyznać, że było to spojrzenie dość niepokojące... A przynajmniej takie właśnie stawało się już po krótkiej chwili w odczuciu osoby będącej jego celem.
-Biorąc pod uwagę wszystkie informacje, które posiadamy i zakładając, że rzeczywiście ktoś manipuluje czasem, aby przyspieszyć pewne zjawiska naturalne... Nie. Nie możemy tak po prostu stwierdzić, że ta... Technologia czy magia, cokolwiek by to nie było... Oddziaływałaby również na istoty żywe. Nie znamy dokładnej natury działania tego mechanizmu, jego zasięgu, źródła, niczego. Nie wolno nam więc wykluczać takiej możliwości - a właściwie: jeszcze nie- to powiedziawszy, blondynka zmarszczyła lekko czoło. Wszystko co powiedziała było prawdą; stanowiło słuszne obwarowania i przypuszczenia, które warto było powziąć. Z drugiej strony w praktyce nie oznaczało to tak naprawdę niczego ponad to, że nie mogli w tej chwili wyeliminować żadnej opcji... To zaś samo w sobie nie było najprzyjemniejszą wizją.
-Nie mogę też z całą pewnością stwierdzić tego, w jakim kierunku podążają rozważania bazy. Na ich opinię musimy jeszcze poczekać... Ale podejrzewam, że część z ich przemyśleń pokrywa się z naszymi. Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie w jaki sposób planują to powstrzymać- nie dopowiedziała jeszcze jednej kwestii, która jednak stale pozostawała w jej głowie. Mianowicie: jak okrutnie by to nie brzmiało - media z pewnością zrobiłyby z nich istne potwory! - kolejne katastrofy będą im jedynie na rękę, gdyż każda kolejna teoretycznie może przynieść im jakąś konkretną informację, cokolwiek istotnego, co będą mogli wykorzystać w celu odkrycia tej tajemnicy i ostatecznego rozwiązania sprawy.
-Zrobiłam trochę zdjęć i nagranie, na którym złapałam niemalże cały początek zlodowacenia. Brakuje pierwszych kilkunastu sekund. Niewiele z nich raczej wynika, ale jeśli chcesz, to mogę ci je pokazać- zaoferowała dość neutralnym, lecz mimo to wciąż uprzejmym tonem.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Sro Paź 22, 2014 3:20 pm

Baal musiał dziś załatwić parę spraw w Piekle i w Nowym Jorku, więc można powiedzieć, że był zmęczony i chciał się odprężyć. W tym celu poleciał swoim odrzutowcem do Tokio, oczywiście podróż była długa, więc całą noc spał. Dzień następny miał spędzić w japońskim spa, a wieczór w eleganckiej, azjatyckiej restauracji. Podróż była długa, więc po samym przylocie Baal oddał się przyjemnością. Pierwsza była gorąca kąpiel z masażem, i czymś ekstra od pani. Wiemy o czym mowa. Kolejnym przystankiem były różnorakie zabiegi odprężające i masaże. Tak było mniej więcej do godziny 15. Później, odnowiony i fizycznie i psychicznie demon, udał się na mecz lokalnych drużyn piłkarskich. Był wielkim fanem footballu i chodził na prawie każdy mecz, na jaki miał okazję. Kolejną atrakcją był tenisowym turniej w Tokio, którego lubił nie mniej, niż soccer. Grali Roger Federer i Ivo Karlovic, a więc zapowiadał się nie lada spektakl. Mecz trwał 3,5 godziny i był niezwykle zacięty. W końcu jednak Szwajcar wygrał go w pięciu setach i pokonując Chorwata. Dawno nie widziałem lepszego meczu - pomyślał demon, po czym postanowił wybrać się w końcu do restauracji w centrum Tokio. Bywał już tam parę razy, zarówno sam, jak i w towarzystwie. Zapomniał jednak zamówić taksówki, więc poszedł piechotą. Trochę to jednak zajęło, więc przed restauracją był dopiero w okolicach 21. Akurat w sumie, zje w spokoju, napije się sake i piwka...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fokus

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 20/10/2014

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Sro Paź 22, 2014 7:03 pm

Krok pierwszy, drugi, trzeci... kroki zlewały się ze sobą, niczym nudne, szarawe, deszczowe dni, przyprawiające Askarte o stany depresyjne.
Krótko ścięta, czarnowłosa dziewczyna szła spokojnie, zupełnie na luzie, nie patrząc na zegarek i nie przejmując się późną porą dnia. Ręce włożone w kieszeń spodni, guma do żucia, która straciła smak z powodu zbyt długiego miętolenia oraz obowiązkowo naciągnięty kaptur na głowę, rzucający cień na twarz, dodający szczyptę tajemniczości. W końcu - znużona długim spacerem, weszła niezauważona do restauracji. Było trochę po dwudziestej pierwszej, więc nic dziwnego, że w lokum siedziało tylko kilkunastu gości.
Zajęła jedno z miejsc, w najdalszym rogu sali. Zamówiła kawę. Potrzebowała kofeiny, dużo kofeiny. Postanowiła przyjrzeć się innych, ukradkiem obserwując ruchy każdego z obecnych tu gości. Jakaś gruba babka, z mega tłustym, naturalnym futrem i ohydnymi, czerwonymi szpilkami. Facet, ewidentnie bogaty, zapewne po pięćdziesiątce, w towarzystwie trzech młodych, wyzywająco ubranych dziewczyn. Siedzący samotnie mężczyzna. Zatrzymała na nim na chwilę wzrok, czując dziwną aurę panującą wokół niego - jeszcze niedawno sama była jedynie cząsteczkami, w końcu przyjmując określoną, karykaturalną formę. Dlatego czasami wyczuwała trochę więcej od przeciętnego Janka czy Stefana.
W końcu młody kelner przyniósł zamówioną kawę. Z nonszalanckim uśmiechem podał dostojnie napój bogów. Odszedł z małym napiwkiem. Fokus ma dobry dzień, nie ma co!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Sro Paź 22, 2014 9:37 pm

Jak zwykle, restauracja prezentuje się imponująco - pomyślał Baal. Zawsze do niej zachodził, jak tylko bywał w mieście. Uwielbiał japońskie żarcie, bo na czy jak na czym, ale na jedzeniu to Japońce się znali. Zawsze zamawiał to samo, czyli sashimi, sushi i ramen. Do popity brał sake i piwko. Po prostu, standardowy zestaw, nie był skory do eksperymentów. Po chwili zaczął rozglądać się po sali i obserwować ludzi, a właściwie ich ostatki, które jeszcze zostały w klubie. Niewielu jednak było, dopiero jedna z kobiet. Nie chodziło o to, że była piękna, a po prostu... Inna. Nie wyglądała na bogatą, urodę miała dość sprzeczną i bardziej pasowała do społeczności punków i metali, niż do eleganckich. Zaintrygowała go, po prostu wyróżniała się na tle innych w restauracji, w tym od niego. Nie miał jednak na razie zamiaru podchodzić do niej, najpierw chciał zjeść i napić się, po to w końcu przyszedł. Długo nie czekał zresztą na przystawki, bo po jakiś 2 minutach przyszło sashimi i sushi, plus sake, a chwilę później także ramen i piwo. Postanowił także od razu zapłacić, zostawiając przy tym dość duży napiwek, równy 200 dolarom, za co podziękował mu kelner. Nie śpieszył się z jedzeniem, lubił się delektować dobrym żarciem i piciem, a tutaj miał jedne z najlepszych w swoim rodzaju. W pewnym momencie spojrzał tylko na kobietę, lekko się do niej uśmiechając i puszczając niewinne oczko. Był po prostu ciekaw jej reakcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fokus

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 20/10/2014

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Czw Paź 23, 2014 4:08 pm

W końcu mogła się delektować sporą dawką kofeiny. Pozwała jej zrelaksować się wystarczająco. Brakowało jej jedynie papierosa w ustach.
Wtedy ponownie rzuciła obojętnym wzrokiem na mężczyznę, który... puścił do niej oczko. Uniosła lekko brew, po czym z równie wielką obojętnością opuściła go. Nie była jakoś zainteresowana płcią przeciwną - nie stąd. Westchnęła pod nosem, czując nagle dziwne parcie w okolicach brzuchu. Czasami nie rozumiała działania ciała ludzkiego. Zgadywała, że był to znak - organizm domagał się jedzenia. Zamówiła więc danie o nazwie sushi, mając nadzieję, że podniebienie i kubki smakowe będą z nią współpracować.
Gdy po stosunkowo krótkim czasie danie podano do jej stolika, przez dłuższą chwilę zastanawiała się, po co jej dziwne, drewniane pałeczki. Całe szczęście kelner należał do osób wyrozumiałych - od razu doniósł jej podstawowe sztućce - widelec i nóż, co dla Askarte nie było na szczęście nowością.
Szybko wzięła się za porcję. Zaczęła od małego kawałeczka. Nie było takie złe, z resztą - apetyt rósł jej w miarę jedzenia. Była zajęta jedzeniem, dopóki nie połknęła ostatniego kąska. Poczuła swego rodzaju ulgę i sytość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Czw Paź 23, 2014 4:57 pm

Dziewczyna zareagowała tak, jak prawie oczekiwał tego Baal. Zdziwiła się tylko i wróciła do jedzenia. Zaciekawiła go jeszcze bardziej. Miała w sobie coś tajemniczego, coś takiego, co go nurtuje w ludziach, czyli - indywidualizm. W Piekle każdy był podobny. Każdy demon chciał tylko jednego - władzy. Tylko to się tam liczyło. Każdy był okrutny, zazwyczaj był indywidualistą, a jednocześnie chciał mieć hordy sług. Oczywiście jak wszędzie, zdarzały się wyjątki. Baal był jednym z nich. Nigdy nie pragnął armii sługusów, jedyna osoba, z którą utrzymywał jakieś kontakty, przynajmniej bliższe, był Mefisto. Do czasu oczywiście, gdyż obaj chcieli władzy i ostatecznie to Szatan ją wywalczył. Ta dziewczyna przypomniała mu o tym, że ten świat jest zupełnie inny. Może właśnie dlatego to właśnie Ziemię wybrał na miejsce wygnania? Tak, chyba tak.
Jedzenie było już całkowicie pochłonięte przez demona, podobnie zresztą jak karafka sake i piwko. Mężczyzna wytarł tylko ręce i twarz mokrym, gorącym ręczniczkiem, po czym odszedł od swojego stołu. Nie oznaczało to jednak, że opuszcza lokal. Wręcz przeciwnie, podszedł do stołu kobiety i zapytał:
- Można się dosiąść? Co prawda było to raczej pytanie retoryczne, bo nawet w przypadku negatywnej miał zamiar się dosiąść. Na razie jednak czekał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fokus

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 20/10/2014

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Sob Paź 25, 2014 6:30 pm

Spojrzała na tajemniczego mężczyznę. Uniosła ponownie brew, powracając do swojej kawy. Nie spodziewała się, że ten przysiądzie się do jej stolika. Kiwnęła lekko głową, nie patrząc jednak na niego. Za chwilę i tak miała zamiar się stąd wynieść. Nie czuła szczególnej ochoty na poznanie kogokolwiek. Życie zdążyło ją nauczyć, że nie warto darzyć innych zaufaniem. Tylko niewielka garstka ludzi okaże się bezinteresownie dobra, okaże Ci życzliwość i również obdarzy zaufaniem. Szakal nie miała zamiaru męczyć się nad szukaniem ich, a w międzyczasie przeżywanie zdrad tych drugich, mniej prawdziwych. Fałszywych.
Przetarła usta serwetką. Czuła, że resztki jedzenia uparcie siedziały pomiędzy jej przedostatnim zębem trzonowym po prawej, co doprowadzało ją prawie do szału. Zachowała jednak pokerową minę i nadal delektowała się bombą kofeinową, odstawiając po chwili filiżankę i spoglądając na tajemniczego nieznajomego. Dlaczego dosiadł się akurat tu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baal

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 21/10/2014

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Nie Paź 26, 2014 1:13 pm

Kobieta nie wyglądała na zachwyconą, w ogóle nie okazywała żadnych emocji. Ewentualnie mogło ją zaskoczyć, czemu Baal wybrał akurat ją. Dla niego jednak nie było to ani trochę zaskakujące. Wystarczyło tylko spojrzeć na salę i odpowiedź sama nasuwa się do głowy. Była zupełnie inna, co widać było na pierwszy rzut oka. Czarne, krótkie włosy, smukła budowa, ubiór jak punk lub metal, i czemu tu się dziwić? Poza tym, wyczuwał od niej coś innego, pewną tajemniczość i emanującą energię. Nie każdy człowiek taki był, od mało którego czuł takie rzeczy, uwierzcie. To były właśnie powody tego, dlaczego się do niej przysiadł. Chciał czegoś się o niej dowiedzieć, zgłębić w niej szpony swojej ciekawości. W końcu nie pochodzi z Ziemi, więc chce jak najlepiej poznać jej mieszkańców, a nie tylko się im przyglądać. Po chwili zamówił to samo, co wcześniej, tylko pokazując to ręką kelnerowi, po czym spojrzał się na dziewczyną i zapytał:
- Nie jesteś stąd, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lion's Sin Escanor

avatar

Liczba postów : 3
Data dołączenia : 06/06/2018

PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   Wto Lip 10, 2018 8:33 pm

Huhu ! Ileż w tym ziemskim wymiarze mają smakołyków. Powoli to całe obżarstwo Escanora stawało się uzależnieniem, można by obawiać się, że będzie gruby, ale co tam. Dzień wypłaty to mógł sobie zaszaleć. Wszedł i zamówił sobie prosty przysmak jakim jest "dango". Skoro jest wielkim chłopem, to oczywiście ilości musiały być wręcz monstrualne. Przy jego wzroście krzesła w restauracji jak i stoliki były nieco za małe, ale uszło, że tak to ujmę. W Liones, w zamku klanu słońca wszystko było większe, bo przecież ludzie tam byli dużo więksi. Mężczyzna czuł się nawet nieco dziwnie, był o wiele większy od ludzi których do tej pory spotkał, w sumie nic dziwnego, trafił do regionu gdzie ludzie są wyjątkowo niscy, Azja przecież nie słynie z olbrzymów, prędzej z niebywałego intelektu i ciężkiej oraz sumiennej pracy, nawet jeśli chodzi o dzieci w chińskich fabrykach, przymus czy nie ci ludzie pracowali za 10. Oczywiście Escanor znał tylko niewielki skrawek Japonii, więc nie było mowy by wiedział o okrucieństwach komunistycznych państw leżących w Azji. Wracając do dango, Lwi Grzech zjadł sobie wszystko co zamówił na spokojnie, z nikim specjalnie nie rozmawiał, zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że jego akcent wyraźnie wskazuje na to, że jest nietutejszy a większość japończyków nie lubi tzw. "gajin" czyli obcych o czym zdążył się już przekonać.
Dziś był ten dzień w którym Escanor miał zacząć robić to, do czego został stworzony, czyli do pomagania potrzebującym przy użyciu przemocy. Nie miał pomysłu jak ma to zrobić, tyle dobrego, że klimat panujący w restauracji sprzyjał rozmyślaniu. Po zjedzeniu mężczyzna opuścił w spokoju restaurację. Obok niej znajdował się sklep RTV, na samej wystawie roiło się od przeróżnych ekranów, monitory, telewizory a nawet tablety. Wszystkie wyświetlały jedno zdarzenie, była to relacja z ataków robotów na USA. Escanor nie miał bladego pojęcia gdzie to jest. Amatorskie ujęcia walk wyłapane z pewnością przez przypadkowych ludzi napełniały Escanora chęcią działania, jednak nie wiedział jak to zrobić, nie potrafił się jeszcze poruszać po tym świecie, jego egzystencja w nim ograniczała się do nielegalnej pracy i oglądania telewizji w swoim malutkim pokoiku w biedniejszej dzielnicy, zatem co miał zrobić w tej sytuacji ? Widząc ludzką krzywdę będąc wobec niej bezsilnym , czuł się jeszcze gorzej niż w Liones, gdzie jako wojownik był zupełnie bezużyteczny...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Restauracja Ryuu-Chang   

Powrót do góry Go down
 
Restauracja Ryuu-Chang
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Restauracja „Pod skrzydłami”
» Aleksander Rogoziński
» Restauracja ,, Pod krzywym ryjem"
» Restauracja

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Japonia :: Tokio-
Skocz do: