Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Combat Information Center

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Combat Information Center   Nie Sie 26, 2012 11:13 am

Zaraz po rdzeniu reaktora, jest to najważniejsze miejsce na jednostce. Wszystkie pozostałe podzespoły podlegają właśnie pod CIC - główne miejsce zarządzania całym okrętem. Miejsce to jest również dowództwem strategicznym dla Federacji Planet. Obejmuje kombinację wszystkich połączonych zdolności (rodzajów sił zbrojnych). Realizuje ogólne funkcje dowodzenia, planowania, kierowania i prowadzenia wszystkich działań wojskowych Sojuszu w swoim rejonie odpowiedzialności i poza nim, według poleceń Rady Federacji.
Pomieszczenie to ma kształt pięciokątu. Do środka prowadzą dwie pary ogromnych drzwi, pozwalających dostać się tutaj na jeden z trzech sposób - dwa pierwsze to właśnie rozsuwane wejścia - a ostatni jest teleportacją poprzez wykorzystanie systemów okrętu.
Przy ścianach pomieszczenia znajdują się panele dotykowe oraz ekrany wmontowane w ściany, pozwalające na kontrolowanie całego okrętu oraz wszystkich jego podzespołów - w celu tym wymagane jest jednak uzyskanie dostępu genetycznego od Jinkusu. Przy każdym stanowisku znajdują się specjalnie przygotowane fotele, stworzone z myślą o Crathygtanach. Na środku pomieszczenia znajduje się sporych rozmiarów stół, pełniący funkcję mapy strategicznej oraz oraz głównego komputera przystosowanego do współpracy z pozostałymi zespołami. To przy nim znajdują się zazwyczaj osoby dowodzące operacjami prowadzonymi przez tytana.


Ostatnio zmieniony przez Dur-Shurrikun dnia Pią Sty 13, 2017 8:45 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Sob Sty 26, 2013 8:05 pm

Daalkiin prowadził Lafię ze sobą, mijali kolejne korytarze i przechodzili przez drzwi które same się przed nimi otwierały. W końcu otworzyły się ostatnie drzwi, a ich oczom ukazało się pięciokątne pomieszczenie z wieloma panelami, siedzeniami dla załogi no i... Najważniejszym. W pomieszczeniu stała istota. Potężnie zbudowany samiec, ubrany w ten sam sposób jak Daalkiin - spodnie od munduru bojowego. Istota nie była człowiekiem. Po pierwsze, osobnik ten posiadał futro o dominującej barwie białej oraz domieszce czarnej. Następnie, posiadał dość... Ciekawą fryzurę... Jakby podwójny irokez ciągnący się z jego łba na kark... no właśnie, łeb tego osobnika przypominał wyglądem pysk raptora, dinozaura żyjącego na ziemi dawno, dawno temu. Tak jak Daalkiin, samiec posiadał cztery palce u dłoni, zakończone białymi, ostrymi pazurami. Do tego stopy, również niczym u zwierząt, zakończone czterema palcami, oczywiście również z pazurami. Dominował na nim kolor biały, a nawet śnieżnobiały. Samiec stał plecami do Odrodzonego i Lafii. Budowa ciała mówiła sama za siebie, równie masywny, dobrze zbudowany - zupełnie jak Daalkiin, jednak tutaj - wręcz doskonały atleta, ze świetnie zaznaczonymi mięśniami - a wynikało to z Crathygtańskiej kultury. Długi, masywny ogon samca spokojnie spoczywał na ziemi.
Odrodzony ruszył spokojnie w kierunku "nieznajomego" nadal trzymając owiniętą swoim ogonem - dłoń Lafii. Podszedł do androida i zatrzymał się przy nim, a w tym momencie ogon Daalkiina wypuścił dłoń Lafii. Sam android natomiast, powoli odwrócił się w stronę obojga, kierując swój wzrok natychmiast ku dziewczynie którą przyprowadził jego podopieczny. Jego spojrzenie było bardzo poważne, samiec wyraźnie był kimś więcej niż tylko członkiem załogi, a kim był - Lafia dowiedziała się niemalże natychmiast.
-Isabello - to jest Dur-Shurrikun. Jego avatar. Istota przed którą stoisz... - Rzekł, przerywając, gdyż w tym momencie wtrącił się Jinkusu.
-Drem Yol Lok. - Rzekł poważnym, niskim tonem biały jaszczur. - Jestem okrętem na którego pokładzie się znajdujesz. - Dodał, a następnie wzrok jaszczura padł na Odrodzonego. - Odpowiedzialność za nią spoczywa teraz na Tobie, Daalkiinie. Co w niej dostrzegłeś?
Zapytał Jinkusu. W tym momencie, Daalkiin położył uszy po sobie i spojrzał na chwilę w ziemię pod sobą, by zaraz skierować wzrok na Isabellę, a potem ponownie na swego mentora.
-Ma dobre serce. Pomoże nam, sojusznicy są nam potrzebni.
Rzekł spokojnie Daalkiin. Cóż więc to znaczyło? Ano zdradził, iż wiązał z dziewczyną wielkie nadzieje... I nie był to powód jeden. Teraz odpowiadał za nią własną głową, gdyż jeśli ona zawiedzie - to zawiedzie i Odrodzony. Tak wyglądał system Crathygtan. Dur-Shurrikun spojrzał spokojnie na Lafię, a zaraz potem to samo uczynił Daalkiin. Obaj jakby oczekiwali jej reakcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia

avatar

Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Sob Sty 26, 2013 9:16 pm

Kiedy Daalkliin owinął sobie swój ogon wokół jej ręki, przemierzając przez różne sale i korytarze, poczuła się strasznie mała. Jeszcze nie za wiele rozumiała i czuła się z tego powodu trochę nieswojo, jakby w każdej chwili mogła palnąć jakąś głupotę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dotarli w końcu do ostatniego pomieszczenia. Rozejrzała się ostrożnie. Sala miała kształt pięciokąta. W środku było wiele foteli, wszystko wyglądało bardzo... zaawansowanie. Lafia nie wiedziała, do czego służy większość rzeczy znajdujących się tutaj, ale miała ochotę poznać działanie oraz funkcje wszystkich maszyn i całego statku. Stała nieco za Odrodzonym, więc ten zasłaniał jej środek sali. Zrobiła krok w lewo, a jej oczom ukazała się... istota. Pierwsze co zauważyła, to równie nienaturalny wzrost jak u Daalkliina. Był pokryty futrem, tak samo jak Odrodzony. Jednak istota wydawała jej się bardziej drapieżna niż Daalkliin, któremu bliżej było do czujnego łowcy. Podeszli razem bliżej nieznajomego, więc miała okazje zobaczyć więcej szczegółów. Przyglądała mu się z fascynacją. Był umięśniony, wyglądało jakby mógł odgryźć jej rękę przez jedno kłapnięcie szczęki. Dlaczego do głowy przychodzą mi zawsze takie głupie porównania? Zaczęła się zastanawiać kto to jest, gdy poczuła, że ogon Daalkliina ześlizguje się po jej dłoni. Odrodzony natychmiast przedstawił nieznajomego Lafii. Avatar? Czyli... właśnie stoi przed statkiem? Dur-Shurrikunem, o którym wspominał Odrodzony. Nie spodziewała się, że to stanie się tak szybko.
- Emm... - zawahała się przez moment - Dzień dobry - powiedziała, delikatnie dygając i spuszczając przy tym głowę - Miło mi poznać - wyrzuciła trochę niezręcznie. Nie wiedziała, jak dokładnie ma się zachować, więc postanowiła przywitać się tak jak z dorosłymi na Ziemi. Podanie ręki uznała za zbyt ryzykowne - nie wiadomo jak zostałoby odebrane. Słysząc ten... komplement z ust Odrodzonego, zdziwiła się. Miała ochotę powiedzieć: "E tam, wcale nie...". Jest sporo osób o większym sercu od niej, więc nie uważała tego za dobry powód. Chciał, aby została ich sojuszniczkom. Nie bardzo wiedziała, jak mogłaby im pomóc, ale raczej w niczym złym. Przez ten krótki czas spędzony z Odrodzonym przekonała się, że nie jest zły. Jest miły, szczery i zabawny. Przypomniała sobie, jak zawsze oglądała filmy fantastyczne i na widok mocy używanej przez bohaterów, dostawała dreszczy. Tłumaczyła to sobie pragnieniem posiadania takich umiejętności. W tym momencie zapragnęła mieć właśnie jakieś specjalne umiejętności, które mogłyby być przydatne dla Odrodzonego. Był za nią odpowiedzialny, więc nie chciała go zawieść. Chciała pokazać Dur-Shurrikunowi, że Daalkliin dobrze zrobił, wybierając ją. Ale obawiała się, że obydwoje mogą się na niej zawieść. Potem zamilkli. Chyba czekali aż coś powie. Pod ich czujnymi spojrzeniami, czuła się troszkę jak na egzaminie, a od jej reakcji zależał jego wynik. Ale ona nie miała pojęcia, co ma teraz zrobić. A przy Dur-Shurrikun'ie strasznie się denerwowała. Czuła jakim autorytetem jest on dla Odrodzonego.
- Dam z siebie wszystko - zapewniła, patrząc na Dur-Shurrikuna. Miała nadzieję, że ją zaakceptuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Sob Sty 26, 2013 9:34 pm

Dur-Shurrikun reagował na dziewczynę bardzo neutralnie. Nie ufał jej jeszcze, nie znał jej, chodź zdążył już nagromadzić chyba wszelkie informacje jakie ludzkie sieci posiadały na jej temat. Na słowa nowej osoby na pokładzie, android jedynie przytaknął, spoglądając jej w oczy.
-Mam nadzieję.
Rzekł i rzucił swe spojrzenie na swego podopiecznego. Daalkiin ostatnio ciągle przesiadywał po za okrętem, nie odpoczywał. Odpoczynek jednak był mu bardzo potrzebny. Nie koniecznie fizyczny, gdyż ten samiec bardzo szybko się regenerował. Musiał raczej odpocząć psychicznie, a Lafia mogła być w tym dobrą pomocą. Tak więc wzrok androida ponownie padł na dziewczynę, lustrując ją od stóp aż po głowę.
-Musicie siebie wzajemnie poznać. Zaufać sobie. Daalkiin wykonywał ostatnio wiele zadań, więc na razie nigdzie go nie wyślę. Zajmij mu czas.
Wyjaśnił Jinkusu. Tak na początek, jej pierwszym zadaniem będzie po prostu "zajęcie się" Daalkiinem. Zorganizowanie mu czasu, pozwolenie odpocząć, a jednoczesne sprawienie, by miał co robić, by skupił się na czymś albo na kimś. W sumie Dur-Shurrikun uważał, że Lafia jak najbardziej będzie dla Daalkiina przydatna. Jako towarzyszka, jako przyjaciółka. Tutaj na pokładzie, młody samiec miał tylko Dur-Shurrikuna. Byli przyjaciółmi, łączyła się silna więź jednak potrzebny był ktoś jeszcze. Ktoś kto nie był wojskowym, ktoś kto pokaże Odrodzonemu świat w inny sposób, aniżeli ukazuje go Dur-Shurrikun.
Odrodzony spojrzał w milczeniu wpierw na swego opiekuna, a potem na Isabellę. A więc on za nią odpowiadał, a ona miała zorganizować mu teraz czas? Tak długo znał swego opiekuna, mentora... a ten nadal potrafił zaskakiwać. Daalkiin nie do końca wiedział o co chodzi, jednak ufał Tytanowi. Nigdy się na nim nie zawiódł, tak więc teraz też nie powinien. Wzrok czarnofutrego samca padł na dziewczynę, a na pysku Daalkiina pojawił się lekki uśmiech.
-Dobrze więc... Zdam się na Ciebie.
Rzucił krótko, a ogon Odrodzonego powędrował ku górze, znowu owijając się dookoła prawej dłoni dziewczyny. Crathygtanin natomiast stał przed dwójką i czekał spokojnie, obserwując ich uważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lafia

avatar

Liczba postów : 54
Data dołączenia : 19/11/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Nie Sty 27, 2013 8:04 pm

Słysząc odpowiedź Dur-Shirrukuna, poczuła ulgę i niepokój jednocześnie. Zawsze mógł powiedzieć: "Co to za paskudztwo tu sprowadzasz, Daalkliinie?". Ale z drugiej strony, poczuła jak na jej barki zostaje nałożone brzemię, którego znaczenia jeszcze do końca nie pojęła. Bała się, że oni wszyscy ją przeceniają, że do czegokolwiek ją potrzebują, nie da sobie z tym rady. Jest przecież słaba, prawda? Do tej pory walczyła tylko z ulicznymi przestępcami, czasem próbowała włamywać się do klubów i tropić dilerów narkotyków. Jak dotąd z marnym skutkiem, aczkolwiek przy próbach dostania się do środka faktycznie udało jej się jednego wytropić. Albo raczej... przez przypadek złapać. W każdym razie, to, że dwie pozaziemskie istoty chcą, aby stała się ich sojuszniczką, wydawało się wielce nieprawdopodobne. A jeśli oni mnie z kimś pomylili? Wielu ludzi powtarzało jej, że przypomina ich koleżankę/siostrę/kuzynkę. To chyba świadczyło o jej przeciętnej urodzie. Pospolitej. Chociaż co jak co, ale oni raczej nie daliby się oszukać. Ale takie oto bardziej (lub mniej) logiczne przemyślenia przychodziły Lafii do głowy.
To... dostała swoje pierwsze bojowe zadanie. Miała zająć czas Daalkliinowi. Zaraz, że jak? W porządku, wydawało jej się logiczne, że muszą się poznać i w ogóle, ale ujęcie tego w ten sposób sprawiało, że stało się to bardziej niezręczne. Tym bardziej, że żaden pomysł w kwestii zajmowania czasu nie przychodził jej do głowy. Ma się po prostu tak panoszyć po cudzym statku? Ta, czemu nie, chodźmy na mój statek. Och momencik, mam tylko stary rower Nadal czuła się strasznie dziwnie z obecnością na statku kosmicznym. Kosmicznym! Ona! Która panicznie bała się latać samolotami (chociaż żadnym nigdy nie leciała).
- Co powiesz na mały sparing? - powiedziała, zanim dokładnie to przemyślała. Sama zaskoczyła się swoją propozycją. Sparing? W sumie... to czemu nie? Jak na razie wiedziała, że to jedno ich łączyło. Zamiłowanie do walki. Mimo, że była o wiele słabsza od niego, naprawdę lubiła walczyć. Oczywiście ratowanie ludzi było na pierwszym miejscu na jej liście priorytetów, ale walka sama w sobie była fascynująca.Adrenalina krążąca po ciele, ciepło mięśni zmuszanych do wysiłku... Nie była krwiożercza, jak jej kosa, zazwyczaj unikała walki jeśli to możliwe. Możliwe dlatego, że jej przeciwnicy byli z reguły o wiele słabsi od niej. Bandyci z ulicy rzadko okazują się mistrzami sztuk walki. A robienie akrobacji w powietrzu, odpychając się kosą od podłoża sprawiało, że czuła się wolna. Że na jedną chwilę ma kontrolę nad całym swoim życiem, losem i przeznaczeniem. Jakkolwiek beznadziejnie to brzmi.
Kiedy Daalkliin owinął sobie swój ogon wokół jej ręki, czuła się z tym prawie swobodnie. Czekała na jego reakcję, bo nie miała pojęcia, jak on przyjmie jej pomysł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Nie Sty 27, 2013 8:48 pm

Dur-Shurrikun i Daalkiin spojrzeli na siebie jednocześnie, gdy usłyszeli propozycję Lafii. Najwyraźniej obaj się takowej propozycji nie spodziewali. Avatar okrętu odwrócił się powoli plecami do dwójki, a drzwi centrum dowodzenia otworzyły się, pozwalając im opuścić pomieszczenie. Daalkiin popatrzył przez chwilę na swego opiekuna, a następnie wbił wzrok w towarzyszkę, której dłoń trzymał swym ogonem. Na pysku czarnofutrego samca pojawił się cwany uśmiech.
-Chętnie sprawdzę Twoje możliwości bojowe.
Rzekł, a następnie odwrócił się i ruszył przed siebie, nie puszczając dłoni swej nowej znajomej. Zazwyczaj tak nie robił, jednak ją mógł w ten sposób prowadzać po statku... Przynajmniej na razie. Okręt mierzył w końcu dwadzieścia kilometrów samej długości. Samodzielna kolonia, okręt baza... Jednak ten był nastawiony na prowadzenie wojny - i to do tego samotnie. Oboje opuścili Centrum Dowodzenia i udali się na obszar treningowy. [zt oboje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Czw Maj 29, 2014 9:34 pm

Plan Itzy sprawdził się idealnie. Najpierw udało się bez problemu sprawić, by niczego się nie spodziewała - by zaraz złapać ją na ręce. Do tego ani nie dostał po pysku, ani się Raena nie oburzyła. Mógł więc uznać, że mu się udało - przez co spokojnie ruszył do przodu, zerkając tylko na chwilę w stronę łóżka, na którym zostawił koszulkę.
-Koszulka chyba się nie przyda.
Stwierdził, idąc dalej i spojrzał na nią, uśmiechając się delikatnie. Ot nie chciał odbierać jej swego futra. Ciężko było bowiem nie zauważyć jej reakcji na jego futro. Może gdyby go nie miał, to zachowywałaby się inaczej - ale jego charakter, siła i futro sprawiły, że widać nie przeszkadzało jej to, że znajdowała się w jego ramionach - mimo, iż wydawało się jej jakoby mogła go wykorzystywać - przynajmniej on to tak odebrał.
-Jeśli chcesz to wybadaj moje futro. Nie mam nic przeciwko.
Wyjaśnił i zachichotał rozbawiony, kierując wzrok przed siebie by wiedzieć, gdzie ich w ogóle prowadził. Jak każdy tutaj, znał okręt na pamięć, niemniej jednak warto było wziąć różne opcje pod uwagę i jednak obserwować drogę. A jego słowa? Nie dało się nie zauważyć, że była po prostu zachwycona jego futrem. A skoro i tak już miała okazję go dotknąć, to mogła to zrobić i drugi raz. Nie był w końcu żadnym królem czy kimkolwiek ważnym, by się przed tym wzbraniać. Po za tym miał w sobie to coś, że lubił być tak rozpieszczany. Przyzwyczaił się do tego, że jego futro - jak również ogólnie wygląd - lubiły wzbudzać sensację. Niebieskofutry prowadził ją przez kolejne korytarze, postanawiając, że odpowie jej na wcześniejsze pytanie. Nie chciał by zapadła nieprzyjemna cisza, więc chociaż tyle mógł jej powiedzieć by mieli jakiś wspólny temat.
-Kiedy byłem młodzikiem, większym niż teraz... Trafiłem na pole bitwy, którym okazało się nieszczęśliwe małe miasto zamieszkane przez pokojowo nastawione istoty. Dwie strony walczyły, a ginęli niczemu winni cywile, więc postanowiłem im pomóc. Podczas walki wielokrotnie mnie raniono, poważnie jak i słabo. Dawałem jakoś radę, jednak byłem młody i nie miałem takiej siły jak teraz. Z objęć śmierci wyrwał mnie Nodin. Widmo pojawiło się dosłownie znikąd. Mogę powiedzieć, że od tego czasu mam na prawdę wspaniałego przyjaciela. To dzięki niemu tutaj trafiłem.
Wyjaśnił spokojnie, a w międzyczasie dwójka dotarła do kolejnych drzwi, które otworzył się, a ich oczom ukazało się centrum dowodzenia - mostek, miejsce zarządzania okrętem. Nawet pomimo samowystarczalności, posiadał coś takiego jak to pomieszczenie. Itza zrobił kila kroków do przodu, wnosząc ją do pomieszczenia, a potem kierując na nią wzrok i ostrożnie, delikatnie odstawiając ją na podłogę.
-Centrum dowodzenia Tytanem. Panele zapewne będą dla ciebie zablokowane, więc nie musisz obawiać się, że coś zepsujesz. Rozejrzyj się. Z tego miejsca można by dowodzić najpotężniejszym okrętem jaki kiedykolwiek istniał.
Skomentował, spoglądając na nią i czekając na jej reakcję. Ręce samca były swobodnie opuszczone wzdłuż jego ciała, a on sam nadal uśmiechał się przyjaźnie, spoglądając na nią łagodnie i wyczekując jej dalszych reakcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Pią Maj 30, 2014 7:49 am

Uszata zerknęła na Itzę, kiedy ten uznał, że jego koszulka raczej się nie przyda. Zaśmiała się nieco, bo teraz przynajmniej mogła czuć jego miękkie futro. Jego dotyk był tak inny od dotyku łusek Nodina.
Itza znowu spojrzał na nią, zapewne myśląc o czymś, choć Raena nei do końca była tego pewna, ale kiedy odezwał się do niej i zaproponował wybadanie jego futra, Króliczyca zaśmiała się wesoło.
- Aż tak widać, że mi się podoba?  - zapytała przyjacielsko, właściwie bez żadnych podtekstów.
- Z natury jestem przyzwyczajona do nich, a twoje jest hmmm…. – zamyśliła się, bo nie wiedziała jak dokładnie opisać to co miała na myśli. Oparła więc łapkę na jego torsie i przesunęła nią nieco w prawo.
- Takie przyjemne i zaskakująco inne. I kolor futra jest naprawdę ciekawy. – podniosła spojrzenie i uśmiechnęła się do niego miło.
Dwójka mijała kolejne korytarze, drzwi prowadzące do części okrętu, których R.R. jeszcze nie widziała i właściwie nie była pewna czy kiedykolwiek zobaczy.  Cisza między dwoma futrzakami nie trwała długo, ponieważ Itza postanowił opowiedzieć jej co stało się w dniu, w którym Nodin uratował mu życie.  Uszata spojrzała na Samce ze współczuciem w oczach, a w jej wyobraźni pojawił się obraz tego co mogło dziać się wtedy. Odruchowo gładziła go łapką po torsie, zupełnie jakby chciała wymazać tym złe emocje.  Po tej opowieści, R.R. uznała, że Itza ma bardzo dobre serce i jest niezwykle oddaną istotą. Bardzo cieszyła się, że trafiła na kogoś takiego i była pewna, że będzie w stanie zaprzyjaźnić  się z nim.
- To było bardzo odważne. – odezwała się w końcu i uśmiechnęła do niego.
- Jesteś bardzo dobry, lubisz pomagać innym, to bardzo dobrze o tobie świadczy. – przyznała szczerze i uśmiechnęła się do niego przyjacielsko.
- Dobrze, że Nodin cię uratował. Kto niósłby mnie teraz na rękach? – powiedziała wesoło, chcąc zwyczajnie troszeczkę go rozbawić. Z drugiej strony przypomniała sobie to, jak Nodin uratował również jej życie.  Widmo musiało mieć pełne ręce roboty.
Króliczyca odwróciła spojrzenie od Niebieskofutrego i spojrzała na drzwi, przed którymi zatrzymał się Itza. Samiec wniósł ją do środka, a potem delikatnie odstawił, by mogła swobodnie rozejrzeć się p centrum dowodzenia. Uszata spojrzała na Samca trochę rozbawiona.
- Aż tak widać, że potrafię zepsuć niemal wszystko czego dotknę? – zrobiła słodko smutną minę, ale w jej oczach widać było śmiech.  Potem odwróciła się od niego i zaczęła rozglądać się po wnętrzu centrum.  Panele, o których wspomniał Itza, były dla niej czarną magią i bardzo dobrze, że były zablokowane. Uszata zaczęła powoli przechadzać się po pomieszczeniu, choć było ono całkiem spore jak dla niej.  Przy każdym z paneli znajdował się fotel, na środku pomieszczenia był jeszcze jeden, zapewne dla dowódcy.  Uszata była pod wrażeniem tego miejsca, choć było dla niej czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż jej Centrum Medyczne.  Samica odwróciła się do Itzy i uśmiechnęła  do niego.
- Robi wrażenie. – przyznała szczerze.
- Często tutaj ktoś przebywa? – zapytała ciekawie, bo teraz panowała tutaj zupełna pustka.
- W życiu nie potrafiłabym zarządzać takim miejscem. – zaśmiała się cicho i rozejrzała raz jeszcze. Później jej spojrzenie znowu wrócił do Lwa, który nie do końca pasował jej do tego miejsca, ale mimo wszystko jego wygląd wciąż robił wrażenie, bez względu na otoczenie.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Pią Maj 30, 2014 10:23 am

Itza bardzo pozytywnie odebrał komentarze dotyczące jego futra. Mimo to jej dotyk wydawał się być dla niego czymś naturalnym, przynajmniej w żaden specjalny sposób na to nie zareagował - niosąc ją spokojnie dalej przez korytarze. Następne pochlebstwa, chociażby wskazanie mu, że jest dobry, sprawiły tylko, że spojrzał na nią przez chwilę - dalej kierując się w kierunku w którym zmierzał. Po dotarciu na miejsce i odstawieniu jej, spokojnie stał w miejscu, krzyżując ręce z tyłu i stając prawie na baczność, obserwując ją przy tym uważnie. Wyglądał teraz niczym strażnik pilnujący swojego sektora - z tą różnicą, że jego łeb się poruszał gdy śledził ja swym spojrzeniem, a z jego pyska nie znikał uśmiech.
-Nie. Natomiast sterowanie Crathygtańskim okrętem nie odbywa się za pomocą standardowego sterowania. Personel łączy się z jednostką i steruje ją za pomocą swojego umysłu. Połączenie się - bez wcześniejszego przygotowania - z mającym prawie milion lat Tytanem mogłoby tobie poważnie zaszkodzić.
Wyjaśnił spokojnie, śledząc ją spojrzeniem, jak samica zaczęła przechadzać się po mostku i obserwować jego wyposażenie, poszczególne stanowiska.
-Od czasu do czasu. Crathygtańskiej załogi już tutaj nie ma, więc stanowiska nie są obsadzane. Jeśli chodzi o zarządzanie, dowódcy byli do czegoś takiego przygotowani.
Skomentował krótko, obserwując ją ze stoickim spokojem - niemniej jednak uśmiech nadal nie schodził z pyska samca. Widać Nodin dobrze widział do kogo powinien ją wysłać, by się nie przeraziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Pią Maj 30, 2014 10:54 am

Uszata uśmiechnęła się, bo w końcu wiedziała o czym mowa. Miała okazję wykorzystać takie sterowanie, ale nie sądziła, że może ono działać na czymś tak ogromnym jak ten statek.
- Nie wyobrażam sobie tego. Nodin pokazał mi jak to działa, ale na czymś znacznie mniejszym, a i ta bałam się, że coś zniszczę. - zaśmiała się, bo nie przywykłą do takich rozwiązań technicznych, choć musiała przyznać, że były całkiem ciekawe.
- To musi być niesamowite doświadczenie. - spojrzała na panele, zastanawiając się jak to jest kontrolować coś takiego. Później podeszła do Itzy, który cały czas uśmiechał się, co było naprawdę miłe i sprawiało, że atmosfera była znacznie lżejsza. Zdecydowanie Nodin wiedział do kogo ją wysłać, by nie czuła się źle i nieswojo.
- Naprawdę, ciekawe miejsce, choć zapewne czułabym się tutaj nieco dziwnie. - zaśmiała się cicho i spojrzała raz jeszcze na wnętrze centrum dowodzenia.
- Jest jeszcze coś, co chcesz mi pokazać? - zapytała Itzę, który cały czas się uśmiechał. Sam ten widok sprawiał, że Uszata również się uśmiechała.
- Wiesz co, jak będę miała kiedyś zły humor, to już wiem do kogo przyjdę. - zaśmiała się, komentując to jego przyjazne nastawienie i uśmiech.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Pią Maj 30, 2014 7:04 pm

Niebieskofutry wysłuchał jej pierwszych słów i pokręcił lekko łbem na boki.
-Jego nie da się zniszczyć. Po za tym, może kiedyś tego doświadczysz.
Wyjaśnił, obserwując ją dalej. A tymczasem jego rozmówczyni zmniejszyła dzielący ich dystans. Itza spojrzał na nią z góry, będąc wyższą od niej. Przeszło mu nawet przez myśl, że z jej wzrostem będzie reprezentowała niższą część załogi. Ciekawe czy da radę obrócić to w plus? Tymczasem padło pytanie o to, co chciałby jej pokazać. Trochę tego szczerze było na liście.
-Jinkusu jest na tyle duży, że moglibyśmy go zwiedzać bardzo długo. A nadal nie wszędzie dostaniesz na początku dostęp.
Skomentował, nie mogąc nie zauważyć, że jego pozytywne podejście bardzo się na niej odzywało. Aura którą wręcz emanował, wpływała i na nią, bo od momentu kiedy się spotkali - z jej pyszczka nie schodził uśmiech. Itzie bardzo to odpowiadało, gdyż nie lubił gdy ktoś się smucił, a uśmiech u niej cieszył i jego. Po za tym, jej słowa wszystko mu potwierdziły. Skoro miał być tym, do którego będzie przychodziła gdy pojawi się u niej smutek.
-Ja i moje futro służymy pomocą.
Odparł i zaśmiał się cicho, ukazując delikatnie swe białe, ostre kły.
W międzyczasie z drugiej strony pomieszczenia otworzyły się drzwi, przez które do środka wszedł kolejny z członków załogi Dur-Shurrikuna, którego Raena jeszcze nie znała. Samiec pokryty łuskami koloru szarego, wewnętrzna strona ciała - broda, szyja oraz korpus pokryte były niebieskimi łuskami, a ślepia miał złociste - bardzo szlachetne. Łeb zdobiły majestatyczne kolce, a on - jak na gada przystało - posiadał długi, silny ogon. Jak przystało również na tutejszych załogantów, samiec był dobrze zbudowany, choć nie przesadnie. Niestety R.R. nie miała okazji przyjrzeć się mu teraz dokładniej, gdyż miał na sobie identyczny mundur co ona, pełny - nie tak jak Itza - połowiczny. Samiec wszedł do środka, trzymając w dłoni tablet i wyczytując coś na nim. Wzrostem był podobny Itzie, który przewyższał go głównie dzięki rogom. Osobnik zatrzymał się, zauważając coś przed sobą. Na widok Itzy oraz stojącej obok niego Raeny, uśmiechnął się delikatnie i odezwał natychmiast.
-Witajcie! Itza i... Raena, tak?[b]
Rzucił, podchodząc szybkim krokiem bliżej i opuszczając w międzyczasie trzymany w dłoni tablet. Po za nim, wyraźnie miał przy sobie sporo więcej. Kieszenie były wyładowane, a samiec miał przy sobie nawet pas z podczepioną do niego kaburą w której znaleźć można było pistolet, modelem ten sam jak taki który wcześniej Raena miała w dłoniach. Itza obrócił się w stronę przybysza i również z nim przywitał, a tymczasem ten stanął przed Raeną wyprostowany i zlustrował ją spojrzeniem.
[b]-Pułkownik Saruuk z jednostki Krwawych Smoków.[b]
Przedstawił się spokojnie, a tymczasem Raena mogła sobie szybko poukładać co nieco. Krwawe Smoki to odział komandosów z Densorinu, jeden z najlepszych - jeśli nie najlepszy. Specjalizowali się głównie w ratowaniu innych jednostek specjalnych z opałów, odbijaniu ważnych zakładników - tzw. VIPów, szturmach w przestrzeni kosmicznej i wiele więcej. Niemniej jednak członkowie tej jednostki byli osobami tajnymi, a oto jeden z nich właśnie się jej przedstawił.
[b]-Jesteś naszym nowym lekarzem, tak? Kiedy mam się zgłosić na kontrolę?[b]
Zażartował, kierując pytające spojrzenie na Itzę, który zaraz dorzucił swoje trzy grosze.
[b]-Tytuł pierwszego pacjenta zyskałem ja! Przykro mi, Saruuk.

Skomentował żartem, a oba samce zaśmiały się rozbawione, powracając zaraz swymi spojrzeniami ku Króliczycy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Pią Maj 30, 2014 7:53 pm

Uszata uśmiechnęła się do Itzy, który wspomniał o tym, że nie da się zepsuć tego statku, no cóż, widocznie nie przewidział ,ze ma do czynienia z kimś, kto niejedno zepsuć potrafi.  Króliczyca podniosła spojrzenie, bo oczywiście ten Samiec również był od niej wyższy, więc siłą rzeczy musiała zadrzeć nosek, by spojrzeć na jego pyszczek.
- Masz rację, Jinkusu jest naprawdę ogromny, cieszę się, że podczas samotnych przechadzek mam przewodnika, bo zgubiłabym się niemal od razu, choć nawet z nim udało mi się wejść w zły korytarz. – zaśmiała się, bo jak można było tego dokonać. Mimo to, dawała sobie jakoś radę.
- W takim razie będę korzystać z twojej pomocy i oczywiście z pomocy twojego futra. – roześmiała się  wesoło. Chciała również dodać coś zabawnego, ale jej uwagę odwróciło pojawienie się kolejnej istoty.
Do pomieszczenia wszedł Samice pokryty szarymi łuskami, niósł tablet i raczej nie zauważył obecności tej dwójki futrzaków. Uszata przyglądała się mu i od razu dostrzegła, że on też jest od niej wyższy.  Na tym pokładzie, zdecydowanie czuła się taka malutka… Jej oczy przesuwały się po postaci, ale tym razem nie mogła dokładnie przyjrzeć się budowie ciała tej istoty, ponieważ jako jeden z nielicznych nosił pełne umundurowanie.  Samiec zatrzymał się i jego wzrok również natrafił na małą, nieco futrzastą kulkę, która patrzyła na niego wielkimi, niebieskimi oczami i uśmiechała się lekko.
- Dzień dobry. – odpowiedziała na przywitanie.
- Tak, to ja jestem Raena. Jak to jest, że każdy mnie zna, a ja prawie nikogo. – zaśmiała się, bo oto kolejna osoba, która o niej wiedziała… Jak to jest, że informacja o jej pobycie tutaj rozniosła się tak szybko?
Uszata mogła teraz przyjrzeć się nieco Samcowi i dostrzegła, że jest on obładowany przeróżnymi rzeczami, nawet udało się jej dostrzec taką samą broń, jaką miała na swojej pierwszej misji.
- Krwawe Smoki…. – powtórzyła cicho, będąc w szoku, że oto poznała samego Pułkownika oddziałów, które znała ze swojej planety.  R.R. nie powinna być już zaskoczona, że na swojej drodze spotyka takie osobistości. Nigdy nie przypuszczałaby, że spotka istoty, które znała najczęściej z opowiadań, które były przekazywane na jej planecie. A teraz? Kto mógłby się pochwalić znajomością kogoś takiego? Czy też leżeniem na samym Lordzie Nodinie? Raczej nikt.
- Bardzo mi miło panie Pułkowniku. – powiedziała uprzejmie, uśmiechając się przy tym i zerkając jeszcze wesoło na Itze, bo naprawdę cieszyło ją poznanie kolejnej bardzo ważnej istoty. Do tego, jak się okazało z poczuciem humoru, bo po kolejnych słowach jakie padły, a dotyczyły one właśnie jej, również Itza zażartował sobie i samce wybuchły śmiechem. Ar zrobiła  wielkie oczy, szczerząc się wesoło.
- Jeśli liczymy tylko Centrum Medyczne, to możesz czuć się jako pierwszy pacjent, poza nim, jesteś w pierwszej trójce. – roześmiała się wesoło i poklepała Lwa po brzuchu w przyjacielskim geście. Potem spojrzała na Pułkownika i uśmiechnęła się przyjacielsko.
- Mogę być i lekarzem, a na wizytę zapraszam do Centrum Medycznego,  w wolnej chwili. Od dziś będę przebywać tam częściej i z miłą chęcią pomogę. – zaoferowała miło, bo nawet była dumna z tego, że przydzielono jej własne centrum. Cieszyła się, że miała miejsce, w którym mogła pomagać innym istotom.
- Warto mieć kolejne istoty do eksperymentów. – powiedziała poważnie, ale w jej oczach tańczyło rozbawienie.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Pią Maj 30, 2014 8:25 pm

-Saruuk.
Pouczył ją wojskowy, po prostu chcąc podkreślić jak ma na imię oraz fakt, że to właśnie w ten, a nie inny sposób ma się do niego zwracać.
-Na pokładzie jesteśmy sobie równi. Mów mi po imieniu, Raeno.
Dodał, wyjaśniając w celu rozmycia wszelakich niedopowiedzeń i niejasności. Tymczasem na chwilę uwagi Króliczycy skupiła się na Itzie i odpowiedzi na jego słowa. Wyjaśnienie sprawiło, że samiec zachichotał rozbawiony, opuszczając zaraz na chwilę swój wzrok na jej dłoń, którą poczuł na swym brzuchu. Jej przyjazny gest spotkał się z aprobatą samca, który machnął mocniej ogonem i spojrzał na nią rozbawiony. Nic jej jednak nie odpowiedział, choć wyglądało przez chwilę jakby chciał coś powiedzieć, niemniej jednak zapewne obecność trzeciej osoby lekko mu w tym przeszkadzała. Raena odezwała się do Saruuka, który wysłuchał jej uważnie i roześmiał na jej słowa.
-"Mogę być"? Taka twa rola tutaj, Raeno. A eksperymenty... niebieski lew na pewno będzie chętny do bycia obiektem doświadczalnym. Tymczasem wybaczcie, obowiązki.
Skomentował, szturchając po drodze Itze ręką w ramię, by na koniec skinąć im łbem i wrócić do tabletu, ruszając w stronę jednej z konsol. Widać nie miał teraz czasu na dłuższe pogawędki. Był jednak jeszcze jej nowy znajomy - niebieskofutry lew. Samiec spoglądał na nią spokojnie, uśmiechając się dalej delikatnie.
-Teraz ty prowadź. Zobaczymy dokąd nas doprowadzisz i co lub kogo znajdziesz. A jak nikogo nie spotkamy to możesz przynajmniej zdradzić nieco o sobie.
Zaproponował, uśmiechając się do niej przyjemnie i wyciągając ku niej swą lewą dłoń, tak jak wcześniej - jednak tym razem nie pochylając się - więc raczej nie planował teraz łapać jej na ręce - skoro chciał by ich gdzieś zaprowadziła. Natomiast podał jej dłoń, by mogła ją chwycić, chcąc go gdzieś zaprowadzić. Był to gest zaufania i przede wszystkim bliskości, bezpieczeństwa. Wiedząc, że jeszcze nie orientowała się na okręcie, lew postanowił dać jej jasny znak, by była pewna siebie, skoro idzie z nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Nie Lut 21, 2016 10:48 pm

Uśmiech, który mu posłała oraz pomruk mówiły same za siebie, lis nie musiał szukać daleko odpowiedzi, gdyż wyczuł, że taki gest sugerował określony kierunek poszukiwań. To na pewno był inny kontekst, na pewno jeszcze ten sam, który chciała mu przedstawić Enenra. Chyba dobrze, że Inezri o tym chwilowo nie wiedziała. Bał się, że tamte albo rzucą się sobie do gardeł albo jego rozszarpią. Prędzej to pierwsze, a potem drugie, ale przecież zawsze może się powołać na klauzulę w postaci, że nie pamiętał. Normalna ziemska kobieta w życiu by pewnie nie złapała się na taki argument, ale tutaj może coś zdziała! W końcu to nie ziemskie kobiety, a samice z innej planety. Po chwili jednak zeszła z niego, przymiliła się i ujęła go za rękę. Miała jeszcze chęć się z nim droczyć? Oczywiście, że tak, a bądź co bądź jemu to się podobało dlatego wyszczerzył się szeroko, a za moment został pociągnięty. Już chciał zadać pytanie „ale gdzie mnie ciągniesz?”, gdy samica mu odpowiedziała. Ratować wszechświat? Dla niego bomba, byle żeby znowu nie skończył w ciele jakiegoś człowieka lub nie daj boże czegoś bardziej prymitywnego! Dlatego też lisek ochoczo szedł za nią, mimo że każdy racjonalnie myślący człowiek pewnie by się bał tego co może na niego czekać.
Aż zadziwiające, że znała korytarze okrętu. Znaczyło to pewnie tyle, że już nie raz tutaj była albo… wszystkie okręty nawet tamten pancernik skonstruowane są bardzo podobnie i rozkład miejsc jest ten sam. Z drugiej strony miał okazję trochę pozwiedzać i sprawdzić do czego są panele teleportacyjne. To o wiele lepszy sposób poruszania się po okręcie niż sam spacer, chociaż… pewnie i znajdą się tacy, którzy lubią baaaardzo długie spacerki. Więc problemem był tamten pancernik, znaczy spodziewał się, że coś jest z nim nie tak, w końcu kto by atakował swoich jak nie wróg? Może został uszkodzony albo przejęty? Lis miał się tego dowiedzieć zapewne niebawem, lis spojrzał na swoją partnerkę i kiwnął głową w geście, że jest w porządku, a następnie pozwolił jej iść przodem. Zresztą na pewno była wyżej stopniem, więc chyba kultura tego wymagała kiedy przechodziło się do pracy. Wszedł zaraz za nią rozglądając się po mostku okrętu. Faktycznie kiedyś miał to okazję widzieć w czymś co ludzie nazywali filmem science fiction. Pięciokątne pomieszczenie wyglądało trochę jak taka szklana pułapka, patrząc po tym, że pod spodem widać było chociażby hangar. Z drugiej strony nie musiał się bać, że coś pęknie pod jego masą bo to przecież nie jest ludzki twór, który najpewniej byłby wadliwej konstrukcji, a coś pochodzące z kosmosu. Cywilizacji o miliony lat do przodu względem ludzi. Dopiero potem zwrócił uwagę na zgromadzonych, do których podszedł zapewne z Inezri. Na dzień dobry zostali powitani pytaniem prosto z mostu, dlatego Rhoshan spojrzał pytająco po całej grupie oczekując wyjaśnień. Zresztą przyzwyczajał się do tego, że nie zawsze w pełni wprowadzą go w plany. Był rekrutem, kimś najniżej i nie musiał wiedzieć zbyt wiele. Ba, nawet pewnie nie dadzą mu danych w pełni bo przecież gdyby nieprzyjaciel go dorwał to nie mają gwarancji, że nie wyciągnie się informacji. W praktyce pewnie i tak był najsłabszy z tej grupy, dlatego właśnie miał rangę taką a nie inną. Z drugiej strony cieszył się, że ściągają go do takich zadań i przy okazji będzie można sobie znowu polatać. Może tym razem go nie zestrzelą nawet! – Przejmowanie czegoś tak ogromnego, które zmiotło myśliwce? Jasne, piszę się na to. Swoją drogą mógłbym wiedzieć dlaczego nas zaatakował? – zapytał, a potem przystąpił do formalności. W końcu wypadało się przywitać. Księciu rzecz jasna się skłonił, bo przecież Maro znowu by chciał z niego zrobić trofeum skórowane czymś tam, może nawet pazurami. Zresztą wypadało też reszcie oddać należyty szacunek, nie płaszczył się nadmiernie, a po prostu grzecznościowo. Oczywiście wtedy przyszedł ten moment, kiedy dojrzał ludzkie dziecko. Najbardziej znienawidzona przez niego rasa tutaj była, jednak... czy powinien mieć żal do dziecka, które jest członkiem załogi? Wprawdzie już kiedyś zostało mu wspomniane, że jakieś dziecko miało okazję złamać zagadkę technologii w ciągu paru godzin bodajże, dlatego mógł to zrozumieć czemu dziewczynka tu jest. Niemniej w jej wypadku futrzak po prostu prawie, że przykucnął by być na linii wzroku, aby móc się przywitać należycie w postaci wyciągnięcia łapy i uściśnięcia drobnej dłoni, tak po ziemsku. W wypadku densorinów pewnie ktoś by go skarcił, bo przecież podawanie ręki to prawie jak obnażanie pazurów, ale dziewczynka raczej nie powinna mieć nic przeciwko, w końcu w jej kulturze to było stosunkowo normalne. O tyle Amelie, która była dorosła mógł spokojnie zaczepiać i droczyć się z nią, o tyle do dzieciaka już raczej nic nie miał. Taka dziwna zbieżność. Można powiedzieć, że Rhoshan trafił w bardzo osobliwe towarzystwo, robo-wilk, na pewno wzmacniany technologią smok, wilk, lwica, dziwnie wyglądający smok ze względu na te kościane skrzydła, następca tronu oraz ludzkie dziecko. Oczywiście zaraz po „przywitaniu się” bądź co bądź, ktoś mógł nie chcieć to rzecz jasna nie naciskał, wrócił i przyjrzał się pancernikowi, który był na hologramie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Pią Mar 04, 2016 6:53 pm

NPC Storyline - Acroth|Arion|Dur-Shurrikun|Duskreaver|Huras|Inezri|Natvakt|Roluth|Sunny|Valanthyr

-Został przejęty...
-Przez zdrajców.
Zaczął Roluth, a skończyła Inezri. Ubrała wszystko w słowa, bez patyczkowania się. Zanim rozpoczęła się poważniejsza dyskusja, Rhoshan miał jednak okazję przywitać się ze wszystkimi. Kiedy kucnął przed Sunny, dziewczynka spojrzała na niego i uśmiechnęła się przyjaźnie. Na jego gest, wyciągniętą dłoń - ona również wyciągnęła swoją i uścisnęła olbrzymią - jak dla niej - dłoń lisa. Pozwoliła sobie nawet przesunąć dłonią po nadgarstku lisowatego, gładząc lekko jego futro, a następnie zabrała dłoń i wróciła do tego co było ważne. Omawianego planu.
Podczas tego miłego gestu, robo-wilk cały czas przyglądał się lisowi. Że pilnował go to mało powiedziane. Metalowy pysk prezentował się tak, jak by miał rozerwać lisa na strzępy gdy ten tylko pomyśli o tym, by zrobić dziewczynce krzywdę.
Wracając jednak do tego co ważne. Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, nawrzucać na zdrajców, odezwał się następca tronu.
-Zabijemy ich. Wszystkich. W ten czy inny sposób, nie będziemy brać żadnych jeńców. Nie okażemy im również litości, na którą nie zasługują.
Wypowiedział się, zimno, brutalnie, wprost i bez przelewek. Złotołuski był wściekły, miał ochotę rozerwać gwiazdy swą mocą. Wszystko o co walczą może zostać zaprzepaszczone przez buntowników, samozwańców którzy "wiedzą lepiej". Nikt nie wyraził sprzeciwu. Ba, nikt nie śmiał się odezwać, postawić. Zmowę milczenia przerwała natomiast Sunny. Podniosła dłonie do góry, poruszyła nimi na boki i zarówno przed nią, mniejszy, jak i przed grupą - większy - pojawiły się obrazy pancernika który był ich celem.
-Jest stary i uszkodzony, jednak nadal może stanowić wyzwanie. Nawet dla naszych okrętów. Na Ziemi znajduje się Drednot klasy Govoldeim "Suvulaan-do-Thul". Zostanie on rozdysponowany do walki, wraz z pięcioma dywizjonami Craiderów oraz trzema grupami niszczycieli okrętów. Łącznie wyślemy 176 jednostek.
Dziewczynka wyjaśniła aspekt techniczny. Teraz odezwał się smok-cyborg.
-Wyślemy również ukryty transporter szturmowy z oddziałem. Wejdziemy na pokład i spróbujemy zniszczyć lub przejąć okręt.
-Mają dobrze zabezpieczone oraz przygotowane pozycje. Zabezpieczyłam nam jednak kilka dziur wewnątrz okrętu. Resztę sobie dorobimy, przebijemy się do generatora i go wysadzimy.
-Będziemy musieli zniwelować efekt eksplozji. Destabilizacja jądra okrętu Crathygtanskiego może zakończyć się zniszczeniem całego systemu.
-Pole rozszczepialne o sile kwadryliona jednostek powinno utrzymać eksplozje na stosunkowo małym obszarze.
Wszyscy wymienili się poglądami, każdy dodał coś od siebie i zapadła cisza. Przerwał ją tym razem sam okręt, dokładniej jego android.
-Wydałem rozkaz. Grupa uderzeniowa jest mobilizowana. Rozejść się i przygotować do zadania. Rhoshan. Udaj się do baru i czekaj na oficera dowodzącego. Zanim wyruszysz, zostaniesz ponownie włączony do The Core. Wraz z Amelią Stein.
Wyjaśnił android, tym razem nie używając znanych tylko sobie zwrotów z języka crathygtanskiego. Wszyscy rozeszli się i zaczęli znikać za drzwiami centrum dowodzenia, wchodząc w różne korytarze, przechodząc do terminali teleportacyjnych, itd. Lis doczekał się czegoś, na co zapewne liczył. Przestanie być rekrutem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Wto Mar 08, 2016 12:59 am

Zdrajcy? Więc i tacy są wśród rasy densorińskiej, no proszę. A wydawało mu się, że tylko rasa ludzka jest na tyle zdradziecka by wbijać sobie noże w plecy. Swoją drogą to na swój sposób było dziwne. Ludzi było naprawdę dużo, praktycznie żyli obok siebie a jednak nie byli jak stado, bo każdy działał na szkodę każdego byleby samemu się wybić. Taki dosyć specyficzny gatunek można rzec. Z drugiej strony czy istotka, z którą miał okazję się teraz przywitać mogłaby wbijać noże komukolwiek? Mogła być geniuszem, ale to najpewniej jeszcze dziecko. Chociaż Rhoshan wolał nie oceniać książki po okładce, bo mógłby się najpewniej zaskoczyć. Obchodziła się z nim dosyć delikatnie, chociaż to chyba była jakaś tendencja że dzieci lubią głaskać futerkowe zwierzęta, a raczej wszystko co jest miłe w dotyku jak futro. Jeśli pod tym względem Sunny była taka jak typowe ziemskie dzieciaki to praktycznie nie mogła lepiej trafić. Wiadomo, że nie każdy… no dobra pewnie tak z 70% futrzaków by nie narzekało jakby miało być głaskane za sam fakt posiadania futra. Było to bardzo przyjemne, jednak jak spojrzał teraz na mechanicznego wilka to odniósł wrażenie, że tamten albo może być zazdrosny o to, że dziewczynka głaska sobie lisa albo był nadopiekuńczy. Może oba na raz, już i tak Rhoshan się przyzwyczaił że wszystko na tym statku pewnie ma własny rozum. Czerwony nie był z tych co będą sobie od tak krzywdzić dzieci. W ogóle mu się nie widziało, by zrobić młodemu krzywdę ale to chyba kwestia tego wbudowanego instynktu, które ma każde zwierzę, a pod pewnym względem nawet densorini przypominali zwierzęta. Na wyższym stopniu ewolucji, ale jednak nie da się pozbyć paru kluczowych instynktów. U niektórych rzecz jasną mogą być silniejsze, a u innych słabsze bo w końcu sęk w byciu inteligentną formą życia jest to by umieć oddzielić to co naturalne od tego co nie. Na pewno w każdym stadzie eliminowało się zdrajców z jak najgorszym możliwym dla nich końcem. Tak dla przykładu, dlatego lis był zadowolony że będzie okazja złoić tyłek tym co się zbuntowali. Swoją drogą ciekawiło go dlaczego właściwie się zbuntowali? Czy Densorini nie mieli być jednością? No ale gdzie potencjalny ideał istnieje, tam ktoś będzie chciał to zepsuć. Lis w międzyczasie stał sobie i obserwował całe to towarzystwo. Nikt nie chciał się sprzeciwić władcy i to właśnie była jedność. Każdy pewnie sądził, że zdrajców należy ukarać. Metody mogły się różnić, ale koniec będzie dokładnie taki sam.
Teraz jednak Sunny miała okazję zabłysnąć swoją wiedzą. Zresztą lis musiał posłuchać, bo takie rzeczy wypadałoby wiedzieć. 176 jednostek by rozłożyć takiego starego i uszkodzonego kolosa? Ciekawe jak potężny był za czasów swojej świetności i pełnej sprawności? Z drugiej strony to co podsunął cyborg brzmiało bardziej opłacalnie. Mianowicie przejąć okręt, a nie go zniszczyć ale wiadomo że nie musiało to być wykonalne. Za to Inezri pewnie z chęcią go wysadzi. Do tej pory Rhoshan nie zdawał sobie sprawy z tego czym są zasilane te okręty. Strzelał, że pewnie czymś na serio potężnym, ale nie spodziewał się, że można tym niszczyć całe systemy! Co oni tam mają? Jakąś gigantyczną gwiazdę? Na dodatek jeszcze mają technologię by zminimalizować ten wybuch, tylko skoro to może zniszczyć cały system i jest to duży wybuch, to jak wielki będzie ten zminimalizowany obszar? Rozmiaru Plutona? Tak naprawdę raczej tu nie miał zbyt wiele do powiedzenia, bo nie był inżynierem a zwykłym rekrutem, któremu dopiero zaczęła wracać pamięć. Mało tego brał już udział w znaczących akcjach, a to znaczy że mu w jakiś sposób ufali.
- Ponowne włączenie? Są jeszcze jakieś formalności dodatkowe? – zapytał nieco zbity z tropu, ale skoro android każe to się podporządkuje. Aż go to zaciekawiło co to będzie? Może jakaś walka? Przysięga? A może jakiś sprawdzian? Zapowiadało się na awans i większy dostęp do bazy danych, a to oznaczało że będzie mógł sobie poczytać w co się kiedyś wplątał. Nie wierzył, że to szczęście do wpadania w kłopoty nie przechodzi na dusze. Oczywiście lis zaczął kierować się w stronę panelu teleportacyjnego, by móc dotrzeć do baru. Rzecz jasna w drodze mógł z androidem rozmawiać, a pozostałym wypadało nie kazać czekać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Combat Information Center   Sob Mar 12, 2016 9:13 pm

[ZT -> TUTAJ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Combat Information Center   

Powrót do góry Go down
 
Combat Information Center
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Magic Trade Center
» 1 World Trade Center
» Texas Medical Center

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: