Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Bar   Nie Sie 26, 2012 11:20 am

First topic message reminder :

Pomieszczenie stworzone na planie pięciokąta z barem znajdującym się w środku. Lokal ten służy głównie jako miejsce spotkań i zabaw towarzyskich dla załogi oraz pasażerów. Serwowane są tutaj zarówno napoje alkoholowe, jak również bezalkoholowe - pochodzącej z najróżniejszych miejsc we wszechświecie. Bar w jednym momencie jest w stanie pomieścić około dwustu osób. Miejsce to obsługiwane jest przez drony. Siedzenia oraz stoliki znajdują się przy ścianach, zdolnych do wyświetlania dodatkowych obrazów których zadaniem jest umilenie pobytu w środku. Zamówienie składa się bezpośrednio u drona-barmana lub z miejsca siedzącego, za pomocą holograficznego menu.


Ostatnio zmieniony przez Dur-Shurrikun dnia Czw Sty 12, 2017 9:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online

AutorWiadomość
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Nie Sty 25, 2015 8:33 pm

Podobało jej się jego mruczenie, a jeszcze bardziej to, ze to ona je wywołuje. Całkiem świadomie i z pełną determinacją  wyrywała z gardła wilka pomruki zadowolenia. Lubiła sprawiać przyjemność innym, oczywiście w granicach rozsądku i dobrego smaku czy też moralności. Nie widziała jednak nic złego w ich wzajemnej poufałości, to tylko znaczyło, ze się polubili, a chyba właśnie o to chodziło, prawda? Mieli zostać partnerami  na misjach, musieli sobie ufać, a trudno ufać komuś, do kogo czuje się nie chęć.
Amelia czuła się przy wilczku swobodnie, co też widać było w jej zachowaniu, jak choćby w tych  szturchnięciach, które w żadnym wypadku nie miały na celu sprawić przykrości , a już na pewno bólu jej towarzyszowi. Wręcz przeciwnie, były swego rodzaju sposobem na okazanie sympatii, choć dużo bardziej wyraźnym i czytelnym dla wszystkich gestem przyjaźni było to co zrobiła później, czyli wtulenie się w pierś wilka.
-Wierze na słowo
Zaśmiała się stwierdzając, ze nie będzie ciągnąć wilka za język, bo przecież niedługo i tak sama przekona się co takiego im zamówił. Miała tylko nadzieję, ze było to coś jadalnego dla niej.
Była ciekawe, czy znajdują się na statku istoty przerastające Nat’a  i stwierdzając, ze na pewno jakieś się znajdą, doszła do wniosku, że nie koniecznie chce je spotkać. Nat ją na początku trochę przestraszył swoimi gabarytami, mimo, ze posiadając wysportowaną sylwetkę wcale wielki się nie wydawał. Był smukły i  dobrze zbudowany dzięki czemu nie zauważało się z daleka jego wzrostu. Przynajmniej dopóki wilk nie podszedł bliżej i nie trzeba było zadzierać głowy. Obawiała się więc odrobinę stworów, które mogły by być od niego większe, choć była przekonana, ze były by w miarę przyjaźnie nastawione, a przynajmniej nie próbowały by jej zjeść na obiad.
Zdążyła zaufać wilkowi na tyle, by zapaść przy nim w ten stan półsnu, choć nadal zapewne miałaby opory gdyby przyszło jej spać przy nim w ziemi. Dla jej ludu miejsce spoczynku było czymś świętym i właściwie poza partnerem życiowym, ewentualnie rodzicem nikt nie wiedział, gdzie dany Karpaianin sypia. Była to mała fobia zdaje się przekazywana w genach, bo ona także, choć wychowana z dala od Karpat odkąd tylko pamiętała nigdy nie zasypiała przy obcych, nawet przy własnej matce robiąc to z trudem, a gdy zaczęła sypiać w ziemi z dużym oporem wyjawiła matce miejsce swego spoczynku. Dlatego jeśli nie będzie zmuszona w najbliższym czasie raczej nie zapadnie w prawdziwy sen.
Doskonale zdawała sobie sprawę z poczynań wilka. Czuła wyraźnie każdy ruch  jego mięśni gdy układał ją powoli , ale postanowiła nie reagować i zobaczyć co też wymyślił tym razem.  W duchu rozczuliło ją to, ze dbał o jej wygodę.  
W pierwszej chwili, gdy poczuła wilcze pazury na swojej  głowie, chciała wstać i przypomnieć mu, że jej włosy to świętość, ale powstrzymała się zauważając, że wilk wcale nie próbuje po raz kolejny  zademonstrować światu jak wyglądałaby, gdyby rzez jej głowę przeszło tornado, a wręcz przeciwnie bardzo delikatnie przeczesuje jej loki w bardzo troskliwy i nawet czuły sposób.  Odprężyła się i z lekkim oporem pozwoliła by wilk kontynuował swoje zabiegi, uśmiechając się przy tym i pomrukując cicho, bo w gruncie rzeczy… to było bardo przyjemne.
Jej czuły słuch wyłapał uch powietrza niedaleko nich, a po chwili cichy brzęk stawianych na stoliku naczyń . Nie reagowała dalej  udając, ze śpi i zastanawiając się czy wilk powiadomi ją o przybyciu jedzenia . Jednak po upływie zaledwie kilku minut to jej własny brzuch postanowił upomnieć się o swoje burcząc głośno.
Zaśmiała się i otworzyła oczy. Była całkowicie rozbudzona, nie było po niej w żaden sposób widać, ze przed chwilą ucięła sobie krótką drzemkę. Jednym ruchem uniosła się i odpychając piętami od kanapy przesunęła jednocześnie, tak, ze w rezultacie usiadła na kolanach wilka. Objęła go za szyję i ucałowała w policzek.
- Zostajesz moim oficjalnym… głaskaczem
Wymyśliła na poczekaniu uśmiechając się szeroko.  Chwilę tak siedziała zastanawiając się czy zejść, czy wilk ją zrzuci, czy może jednak tak zostać...Ostatecznie postanowiła zaczekać co zdecyduje wilk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Nie Sty 25, 2015 10:05 pm

NPC Storyline - Natvakt

Nie rzuciła się na niego z pięściami, nie drapała ani nie gryzła. Nawet nie warczała... co najwyżej mruczała. Czyli dostał akceptację na wykonywanie swych działań. Czyli rozczesywanie jej włosów.
W końcu jednak dotarło jedzenie. Amelia pozwoliła mu się jeszcze przez chwilę rozpieszczać, by nagle zaśmiać się i otworzyć swe oczy. Wilk przymrużył lekko ślepia, spoglądając na nią z rozbawieniem. Wyglądała tak słodko i bezbronnie gdy "spała". Gdy się już jednak obudziła, zaraz podniosła się i przesunęła, rozsiadając na jego kolanach. Wszystko po to by ponownie go zaskoczyć, gdy objęła go rękoma za szyję i zbliżyła swą głowę do jego pysk, a następnie ucałowała go w policzek. Znów dostał nagrodę - i zapewne gdyby mógł to by się zarumienił. Zamiast tego położył uszy po sobie i spojrzał na nią "rozpływając się" przez krótką chwilę. Poruszył lekko pyskiem na boki by oprzytomnieć i skupił się ponownie na niej, tym razem jej już jednak nie obejmując. Zamiast tego, oparł swe obie dłonie na blacie stołu, spoglądając jednak na swoją przyjaciółkę.
-W zamian za twe traktowanie? Mogę być twym rycerzem.
Odparł jej i zachichotał rozbawiony, następnie otarł swój pysk o jej policzek i spojrzał nad nią na jedzenie leżące na stole. A następnie ponownie na nią. I znów na jedzenie. Ostatecznie zatrzymał wzrok na niej, oczywiście uśmiechnięty - i ponownie się odezwał.
-Siedź, mnie to odpowiada.
Odpowiedział, domyślając się dlaczego była taka zamyślona i jakoś mało ruchliwa przez chwilę. Natvakt nie miał nic przeciwko temu by siedziała mu na kolanach przy jedzeniu. Miał nawet kilka zabawnych pomysłów jak wykorzystać ten fakt. Zaczekał więc jak Amelia obróci się tyłem do niego i oprze plecami o jego korpus. W międzyczasie sam ustawił jej talerz najbliżej krańca stołu, a swój zaraz za jej talerzem, by ciut wygodniej im się jadło. No może super wygodnie nie będzie ale sam taki pomysł mu się podobał.
Wilk chwycił za sztućce i zaczął od sporego kawałka mięsa który miał na talerzu. Pokroił go na mniejsze części, następnie nabił jedną na widelec i podniósł do go góry na jej głową, chwytając go zaraz w pysk i praktycznie połykając w całości. W międzyczasie obserwował ją i jej reakcję na podane pożywienie. Można to było śmiało porównać do ziemskiej kuchni mistrzów, za którą ludzie płacą grube tysiące dolarów - by tylko skosztować jakiejś potrawy. Pożywienie wydawało się wręcz dostosowane do jej kubków smakowych by jak najbardziej jej odpowiadać. Nie było na tym żadnej skazy. W końcu robiła to maszyna, a nie istota organiczna. Idealizowało to trochę obraz okrętu, no ale skoro potrafił walczyć to czemu miałby się nie znać na kuchni? Miał wiele innych zastosowań o których ona z czasem się dowie. Futrzak tymczasem jadł spokojnie, do pewnego momentu. Gdy akurat Amelia chwyciła kolejny kęs na widelec i już miała włożyć go sobie do ust... wilk wtrynił się ze swoim pyskiem i chwycił kłami za owy kęs, podkradając go jej prosto z widelca oraz połykając od razu. Po tym numerze, cofnął pysk i zaśmiał się rozbawiony, robiąc oczywiście niewinną minę małego szczeniaczka który po prostu chciał się trochę pobawić czy też pożartować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Pon Sty 26, 2015 5:33 pm

Początkowo miała co prawda ochotę krzyczeć, ale bicie, gryzienie i drapanie? Aż tak agresywna nie jest, nawet jeśli chodzi o jej włosy. A zabiegi wilka były na prawdę przyjemne, więc o co się buntować?
Chyba każdy wygląda inaczej gdy śpi. Nawet najgroźniejsze znane ludziom stworzenia, na których widok nie jednemu jeżył się włos na głowie, a nogi same niosły w przeciwną stronę z prędkością odrzutowca, podczas snu wyglądały niemal niegroźnie, bezbronnie i łagodnie. Taki urok stanu uśpienia. Amelia dobrze wiedziała jakie wrażenie sprawia, gdy śpi. Kiedyś mama zrobiła jej zdjęcie podczas snu, by udokumentować ten wyraz spokoju i bezbronności, u osoby która od najmłodszych lat bezbronna nie była. Dziewczyna bowiem od małego kochała białą broń, a trudno mówić o niewinności przy dziecku trzymającym sztylet i bawiącym się nim bez mrugnięcia okiem.Do tej pory jej to zostało i gdy musiała nad czymś pomyśleć lub coś ją martwiło brała sztylet w dłoń i bawiła się nim, podrzucając i kręcąc ostrzem miedzy palcami. Żałowała, ze nie ma tu swojej broni. Przy najbliższej okazji będzie musiała skoczyć do domu i wziąć parę noży i sztyletów. Podejrzewała co prawda, że Dur ma na pokładzie dużo lepszą broń, ale co swoje to swoje.
Roześmiała się widząc “ rozpływającego się “ wilka. Jego minka słodkiego szczeniaczka nie mogła się równać z tym jaki wyraz teraz miał jego pysk. To był taki rozczulający, zabawny obrazek, chwytający za serce i sprawiający, że zaczęła się zastanawiać czy by nie powtórzyć gestu, tylko po to by znów zrobił taką minę.
-A gdzie masz zbroję i rumaka? Bez tego to żaden rycerz z ciebie
Zaśmiała się wtórując jego chichotowi. Poruszyła lekko głową, gdy wilk otarł się pyskiem o jej policzek, także w ten sposób pocierając lekko policzkiem o jego pysk, w odpowiedzi na tą pieszczotę, a po chwili podrapała delikatnie wilka pod brodą i spojrzała pytająco na talerze.
Gdy ułożyli się już tak by w miarę wygodnie im się jadło, a wilk ustawił ich talerze, zaczęła przyglądać się zawartości naczynia. Trochę przerażała ja ilość jedzenia. Dla Nata było to akurat w sam raz, ale dla niej… cóż, była godna, nawet bardzo, ale jej żołądek ma ograniczoną pojemność. Wszystko wyglądało bardzo smakowicie i nawet elegancko, zupełnie jak w drogiej restauracji, aż szkoda było psuć tą kompozycję.
Pierwszym co zrobiła to chwycenie za widelec i tykanie kawałka mięsa, by zobaczyć czy coś z niego nie wycieka, a nóż widelec dostanie jej się trochę krwi. Niestety mięso choć bardzo soczyste nie krwawiło i ewidentnie także nie żyło, co z ulgą stwierdziła przy okazji. Miała przykre doświadczenia z potrawą która dosłownie uciekała jej z talerza i nie chciała powtórki z rozrywki. Cóż skoro nic nie próbuje zwiać to czas zacząć jeść. Wzięła nóż i zaczęła kroić mięso na mniejsze kawałki. Wzięła pierwszy kęs i z uznaniem pokiwała głową przeżuwając powoli. Jadła spokojnie i powoli, do momentu jak kawałek mięsa znajdujący się w drodze do jej ust został jej zabrany i zjedzony przez jej towarzysza. Bardzo powoli niczym na zwolnionym filmie opuściła dłoń i obróciła głowę spoglądając na wilka z bardzo poważną miną i złowróżbnie drgającą brwią.
-Moje mięsko…
Rzuciła cicho bardzo spokojnym, aż za spokojnym głosem.
-Zabrałeś mi moje mięsko...Wiesz, że czeka cię za to surowa kara?
Spytała powoli obracając się jeszcze bardziej w stronę wilka, aż usiadła znów bokiem do niego, uniosła się i… ugryzła go w ucho. Nie jakoś specjalnie mocno czy tak aby go bolało. Mógł tylko poczuć uścisk jej drobnych ząbków na swoim uchu i może uczucie podobne do szczypnięcia.
Usiadła szybko znów przodem do stołu i śmiejąc się cicho pd nosem wróciła do jedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Pon Sty 26, 2015 10:12 pm

NPC Storyline - Natvakt


-Mam pazury, kły, moje ciało oraz... futro.
Odpowiedział, wymieniając inne zalety - jego zdaniem lepsze niż zbroja i wierzchowiec. Choć i zapewne to co ona wymieniła byłby w stanie dorwać. Problemem był wyłącznie fakt, że zabroniła mu się ubierać. W tym wypadku nie dało się upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu. Cokolwiek by zrobił, byłoby źle. Więc nie będzie próbował niczego. Ma swoje futrzastego rycerza i z tego powinna być zadowolona.
Wilk przez chwilę zastanawiał się czy na pewno dobrze postąpił. Przełknął nawet na pokaz ślinę, kładąc uszy po sobie i całkowicie nie spodziewając się tego, co Amelia zaraz zrobi. A ona tymczasem podsunęła głowę do jego pyska, by zaraz przesunąć się dalej i chwycić jego ucho w żeby. Wilk po prostu oniemiał z wrażenia, bo nie za bardzo spodziewał się oddania tego gestu. I szczerze to bardzo mu ten gest przypasował. Bo coraz bardziej zaczynał wiedzieć w niej densorinkę, aniżeli karpatiankę. A co za tym idzie, coraz lepiej szło mu się do niej przyzwyczaić, traktować po prostu jak swoją. W ten sposób na prawdę wkupi się w załogę. Skończyło się więc na "jęknięciu" wilka, co brzmiało raczej jak rozbawienie spowodowane jej zachowaniem. W żaden sposób go to nie zabolało. Niemniej jednak to powolne obracanie się w jego kierunku klimatu narobiło.
Nat obniżył swój pysk i otarł się nim i policzek Amelii, tak po prostu, okazując jej miły gest. Zaraz po tym, wyłapał kątem oka ruch drzwi wejściowych. Skierował więc ku nim swój łeb, chcąc sprawdzić kto to ich odwiedzi. Pierwszym osobnikiem był ten którego karpatianka zdążyła już poznać. Białofutry raptor w którego wnętrzu się znajdowali - Dur-Shurrikun. Białe futro wręcz odbijało światło, a przynajmniej stwarzało takie wrażenie. Gad szedł spokojnie przed siebie - w ich kierunku. Wyraz jego pyska nie zdradzał nic. Natomiast wrażenie na pewno robił drugi osobnik. Niechęci Amelii do poznawania zbyt wysokich osobników właśnie wychodziły na światło dzienne. Obok avatara Jinkusu maszerował anthro stwór pokryty czarnymi niczym noc łuskami, przeplatanymi czymś co wyglądało jak naturalne, czerwone tatuaże na jego naturalnym pancerzu. Pod brodą gada ciągnęły się kolce połączone błoną, kolce okrywały również całego jego grzbiet oraz łeb czy chociażby ogon. Gad posiadał po cztery palce u łap oraz dłoni, długi masywny ogon który ciągnął się za nim, a do tego mierzył... ponad dwa metry i sześćdziesiąt centymetrów wzrostu. Że był dobrze zbudowany czy masywny to mało powiedziane. Ten stwór - smok, nieposiadający skrzydeł (bo tak mógł wyglądać) - był po prostu ogromny. Nie wyglądał jednak na agresywnego, choć definitywnie nikt nie chciałby z nim zadzierać. Jego ogniste ślepia zerkały mądrze na okolicę, szybko zatrzymując się na Amelii oraz Natvakcie siedzących przy stole.
Coś było na rzeczy. Jej futrzak chciał wstać od stołu, drgnął i już prawie ją złapał by przesunąć ją na bok, gdy coś go powstrzymało. Jego mięśnie przestały na chwilę pracować, jakby zostały zablokowane. Zaraz potem w ich głowach odezwał się spokojny, wręcz kojący głos samca. Brzmiał niczym istota która w życiu przeszła na prawdę wiele. Był na definitywnie głos tego czarno-czerwonego gada idącego w ich kierunku z Dur-Shurrikunem. Spokojny i kojący, wręcz z opiekuńczym i chroniącym podejściem.
/Spokojnie, zostańcie na swych miejscach./
Odezwał się na początku. Futrzak spojrzał na nią z góry z lekkim uśmiechem ale i lekką niepewnością. Nie strachem - tylko bardziej tym, że nie wiedział jak ma się zachować. Zaraz jednak spojrzał na oba samce które podeszły do ich stołu. Jinkusu Wszedł na siedzenie pierwszy, siadając bliżej ściany, tymczasem wielki gad usiadł zaraz za nim na brzegu - centralnie na przeciwko Amelii oraz Natvakta.
/Drem Yol Lok, Amelio. Jestem Kattal. Widmo Crathygtan, twórców tego okrętu./
Przedstawił się spokojnie, mając pełną świadomość tego, że raczej nic nie mówiły jej informacje na temat tego kim był. Wtrącił się w to jednak Jinkusu, przedstawiając resztę. Białe ślepia maszyny wbiły się w kobietę, spoglądając na nią neutralnie.
-Loah. "Widmo". Kattal jest istotą dorównującą rah. Bogom. Przynajmniej tak wy to nazywacie. Loah to strażnicy równowagi wszechświata. Cieniołuski który przyprowadził ciebie do nas służy jednemu z widm.
Wyjaśnił i zakończył na tym. Odezwał się natomiast wilczek, który do tej pory przez chwilę postanowił siedzieć cicho. Do tego momentu.
-Strażnicy oraz opiekunowie. Widma chronią nas oraz nauczają. Nie wiem do kogo przyrównać to na twej planecie. Równowaga jest jednak dość względnie rozumiana, tak więc walczą również z nami, przeciwko naszym wrogom.
/Geh. Tak. A ja chciałbym ciebie dokładniej poznać. Z tej drugiej strony. Mieliśmy już bowiem okazję się spotkać, niestety nie byłaś tego świadoma. Zapewne będziesz miała pytania, na które tobie chętnie odpowiemy./
Wyjaśnił czerwonołuski. W międzyczasie raptor skierował swój wzrok w gwiazdy znajdujące się za ścianą, przeczekując krótkie wyjaśnienia ze strony gada oraz wilka. Dopiero gdy oni skończyli, wtrącił się on.
-Jak się czujesz, Amelio? Jakie masz wrażenia oraz doświadczenia?
Zapytał, nie odrywając już od niej wzroku. Natvakt dalej skupił się na jedzeniu, po prostu będąc głodnym. A ta dwójka wyraźnie chciała ją bliżej poznać. Jeden ważniejszy od drugiego. Wszyscy ważni.


Kattal:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Pon Sty 26, 2015 11:36 pm

Z wręcz teatralnie zamyśloną miną zaczęła lustrować wilka to kiwając głową potakująco to znów nią kręcąc z powątpiewaniem, sprawiając wrażenie jakby dogłębnie oceniała wilka i nie wszystko jej odpowiadało.
- Cóż… pazury i kły to nie lśniący miecz z rękojeścią zdobioną pięknymi ornamentami co prawda, ale złe nie są , ale futro… to nie to samo co zbroja.. Jest dużo lepsze
Powiedziała krytycznym głosem z poważną, a nawet lekko smutną miną, jakby było jej niezwykle przykro, ze musi krytykować wilczka, ale przy ostatnich słowach uśmiechnęła się szeroko ponownie obejmując go za szyję.Szczerze… nie specjalnie marzyła o rycerzu w lśniącej zbroi na białym rumaku. Wystarczył jej…”zwykły” mężczyzna. Gdzie zwykły nie oznacza bynajmniej zwyczajnego. Niestety z powodu karpatiańskiej krwi nie ma raczej szans na związek ze zwyczajnym- ludzkim mężczyzną, bo zwyczajnie by z nią fizycznie nie wytrzymał.Ale koniem by nie pogardziła. Lubiła jazdę konną. A ze swojego osobistego futrzanego rycerza była nawet bardzo zadowolona.
-Nie podjadaj mi już z widelca. To niehigieniczne wiesz?
Rzuciła, gdy otarł się o jej policzek pyskiem, jednocześnie, nie obracając się nawet, tylko wciąż siedząc przodem do stołu i spokojnie zajadając mięso, sięgnęła wolną ręką za siebie i delikatnie pogłaskała wilka po rugi policzku. Szybko jednak zabrała ręką by odkroić kolejny kawałek z coraz już mniejszego kotleta. Gdy to zrobiła zamiast unieść odcięty kęs do ust odłożyła sztućce i chwytając za widelec Nat’a nakarmiła go z szerokim uśmiechem jego kawałkiem mięsa, oczywiście wcześniej odkrajając i u niego odpowiednio mały kęs.
Nie tylko wilk wychwycił ruch w okolicach drzwi. Ona także zauważyła zaledwie kątem oka, na granicy pola swojego widzenia, że ktoś wchodzi do baru. W przeciwieństwie do wilka nie zainteresowała się tym głębiej, po wystarczyło jej to co zauważyła, by wiedzieć kto się do nich zbliża, a skoro się zbliża to ona ma jeszcze czas by zjeść jeszcze jeden kąsek, nim będzie zmuszona zainteresować się jednak przybyłymi. Włożyła do ust ów kęs i dopiero teraz skierowała swoje spojrzenie na przybyłych uśmiechając się do obu przyjaźnie, a w duchu zastanawiając się co oni wszyscy w dzieciństwie jedli, ze tacy wielcy są. Zastanawiała się oczywiście także kim jest wielki towarzysz Dur’a, ale podejrzewała, że zaraz jej to któryś wytłumaczy, a jak nie to zapyta, od czegoś ma język i struny głosowe.
Poczuła drgniecie mięśni Nat’a, tak jakby ten szykował się do wstania, jednak było to zaledwie drgniecie i to dość dziwne, jakby przerwany ruch. Obejrzała się za siebie patrząc pytająco na wilka z lekko zmarszczonymi brwiami i wyrazem zmartwienia na twarzy.
Nim jednak spytała swojego towarzysza co się stało i czy ma wstać, w jej głowie rozbrzmiał obcy głos. W pierwszym odruchu obróciła się znów przodem do przybyłych z lekko wystraszonym wyrazem twarzy i już chciała zablokować przekaz, bronić się, ale przypomniała sobie co mówili jej Nat i Dur, więc rozluźniła się nie unosząc tarcz wokół umysłu. Tym bardziej, że głos wydawał się być całkiem przyjazny i miły.
Na słowa nieznajomego kiwnęła głową. Nie miała specjalnej ochoty stawać, tym bardziej, ze gdy siedziała nie było tak ewidentnie widać jak mała przy tej trójce jest.
Wróciła wzrokiem do Nat’a chcąc jednak spytać go o co biega, ale zobaczyła jego nie zbyt pewny uśmiech i zrezygnowała. Wyglądało na to, że wilk sam nie do końca wie o co biega. Zostaje dowiedzieć się od przybyłych.
-Witaj Kattal
Skłoniła lekko głowę uśmiechając się serdecznie.
I wtedy zaczęli mówić jeden przez drugiego i tłumaczyć jej kim właściwie Kattal jest. Wysłuchała wszystkich uważnie skacząc wzrokiem od jednego do drugiego w zależności kto akurat zabrał głos. Kiwała tylko głową na znak że słucha i przynajmniej stara się zrozumieć.
Z każdym ich słowem nasuwały jej się coraz to nowe pytania, ale nie dane było jej ich od razu zadać, bo na koniec Dur zadał pytanie i postanowiła zacząć od odpowiedzi.
- Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Moje wrażenia… cóż wszyscy tu wydają się być bardzo mili, a przynajmniej nie dane było mi spotkać tu nikogo kto wzbudziłby we mnie negatywne emocje, jak choćby strach, choć wasze rozmiary i tak wzbudzają respekt, aczkolwiek u mnie wywołują raczej chęć znalezienie drabiny. Nat pokazał mi Biosferę I i chyba wiem,gdzie będę przybywając w okręcie spędzać większość czasu. To naprawdę wspaniałe miejsce i zrobiło na mnie ogromne, bardzo pozytywne wrażenie. Poznałam także Księcia desorinu, złotego smoka, którego imienia nie potrafię za bardzo wymówić więc nie będę się ośmieszać próbując.
Odpowiedziała Dur’owi uśmiechając się do niego szeroko.
-Co do moich pytań… ja zawsze mam ich mnóstwo. Zaczynając od tego, co rozumiesz Kattalu przez “ poznanie od drugiej strony? I jaka była ta “ pierwsza”? Rozumiem, ze poznaliśmy się, gdy cieniołuski przyniósł mnie tu nieprzytomną. Nat powiedział, zaraz po moim przebudzeniu, ze usunięto ze mnie jakąś skazę, wiesz może o co dokładnie chodziło?Jak już zauważyliście nie za bardzo wiem, czym właściwie widma są, więc moje pytania mogą być nadzwyczaj naiwne, ale... przypominasz smoka z wyglądu, jak daleko to podobieństwo jest posunięte? Chodzi mi głównie o łuski. Podczas spotkania z Księciem miałam okazję z bliska przyjrzeć się ich strukturze, czy u ciebie jest podobna? Szczerze najchętniej sama bym to sprawdziła
Zaśmiała się cicho.Miała ochotę zbadać łuski widma, tak jak to zrobiła z Księciem, ale nie chciała robić nic co mogłoby się nie spodobać Kattalowi. Wolała zyskać jego pozwolenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Wto Sty 27, 2015 8:53 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Natvakt


Wilk zmrużył lekko swe ślepia, robiąc poważną minę i słuchają jej jak go oceniała. Pazury jego lewej dłoni zaczęły stukać o blat stołu, a sam wilczek pokazowo spiął swoje miejsce, by wyrazić swoje "niezadowolenie". Oczywiście w duchu był rozbawiony oraz zagrał w tą jej grę. I tym futrem się wyratowała, bo miał już jej jakiś numer odstawić. Co do pazurów i kłów... będzie miała czas by je docenić. Gdy pokaże jej jak ładnie przecina nimi czyjąś skórę. Było to dość brutalne i bardzo widowiskowe, jednak zawsze działało.
-Nie choruję, ty również nie. Uznam więc, że to się tobie wymsknęło.
Odparł jej niemalże od ucha, zamykając na chwilę swe ślepia i uśmiechając się następnie - gdy pogładziła go dłonią po policzku. Przecież niczym jej nie zarazi, za bardzo się od siebie różnili. A on o siebie dbał. Już nie wspominał jej o fakcie, że z dwa czy trzy razy go pocałowała, a do tego wylegiwała się na nim, maltretowała mu ogon. Jeśli miałaby coś od niego złapać to już by to dawno złapała. Po za tym - co jego ślepia chwilę później zarejestrowały? Karpatianka chwyciła za jego widelec i sama zabrała mu kawałek mięsa, by następnie go jeszcze nakarmić. Wilk powoli otworzył swój pysk i chwycił dosłownie samymi kłami mięso na widelcu, by zaraz chwycić je w pysk i połknąć. Potem oddała mu sztućce, po czym każdy powrócił do swojego talerza. Przynajmniej na razie.
Następnym wydarzeniem było zjawienie się Dur-Shurrikuna oraz Kattala, którzy dołączyli do nich i wymienili z nimi nieco poglądów. Ich głównym punktem zainteresowania była Amelia. Nowa osoba na pokładzie która miała w pełni zasilić szeregi ich małej, szczęśliwej kompanii.
-Acroth...
Szepnął jej na ucho wilk, przypominając swej kompance jak miał na imię ten złoty smok, którego imienia nie za bardzo potrafiła wymówić. Warto, by się nauczyła. Bardzo tym sobie nadrobi. Po za tym, nie znać imienia następcy tronu byłoby trochę... dziwnym. Zwłaszcza, że złotołuski nie raz dowodził prowadzonymi operacjami. I nie lubił jak się go tytułowało. Wolał gdy mówiono do niego po imieniu.
Kattal spojrzał na chwilę na siedzącego obok niego białofutrego raptora, dokładnie gdy wspomniała o rozmiarach i drabinie. Cóż, korytarze i pomieszczenia mogły pomieścić wyższe istoty. A czerwonołuski był w swej anthro formie. Jego prawdziwa forma sprawiała, że był jeszcze metr wyższy. Nie mówiąc już o pozostałych rozmiarach.
/Sondowałem twój umysł, gdy Groul przyniósł ciebie tutaj. Starałem się jednak nie naruszać twej prywatności. Nam obojgu będzie lepiej gdy siebie poznamy./
Zaczął wyjaśniać. Dur-Shurrikun skierował swój wzrok na gwiazdy, a tymczasem widmo skupiło się całkowicie na niej. Mieli sobie trochę do wyjaśnienia. Głównie to on musiał nieco przybliżyć jej.
/Skaza nie była niczym, czym powinnaś się przejmować./
Dodał, a następnie wysłuchał jej kolejnego zdania, przekrzywiając przy tym łeb na bok. Stein znowu sobie nieświadomie zdobywała plusy. Tym razem po prostu dzięki swej niewiedzy i temu bezpośredniemu, otwartemu podejściu.
/Mógłbym powiedzieć, że to smoki przypominają mnie. Jestem o wiele starszy od najstarszych istniejących smoków. A densorini są dla mnie niczym małe pisklątka, które niedawno się wykluły./
Wyjaśnił tę kwestię, przybliżając jej nieco, że to porównanie mogło być tworzone co najwyżej na odwrót. Choć prawdą było, z wyglądu trochę ich łączyło ze smokami. I nigdy tego nie żałował ani nie uważał tego, za uwłaszczanie. Smoki dbały o to, by opinia o nich pozostawała należyta. Tak więc nawet gdy ktoś nie znał widm, a skojarzył takowe ze smokami... cóż, reszta szła już gładko.
Na pysku widma zagościł delikatny uśmiech, a on sam przekrzywił łeb na drugą stronę, obserwując swoją "małą" rozmówczynię z ciekawością.
/Nikt do tej pory nie miał odwagi skierować ku mnie takiej prośby. Dobrze więc. Ale w zamian za twój czas, który mnie poświęcisz./
Odparł jej, wyrażając zgodę na to by dotknęła jego łusek czy pazurów, kłów, kolców, czegokolwiek by chciała. Kattal był bardzo tolerancyjny oraz cierpliwy. Po za tym mogło to być dla niego dość przyjemne, więc czemu nie? Gdy służył swemu ludowi, nie raz oferowano mu coś co dzisiaj wchodzi w zakres ludzkiego "SPA". Tutaj się tego nie spodziewał. Jednak będzie okazja by skorzystać na tym na dwa sposoby. Ona sprawdzi to na czym jej zależy, a przy okazji dowie się na czym ma polegać ich misja oraz jej miejsce na pokładzie. Pytanie tylko czy będzie miała na tyle odwagi by z tym obcym, dużo ponad dwu i pół metrowym gadem gdziekolwiek się udać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Wto Sty 27, 2015 10:07 pm

Ledwie utrzymywała ten poważny i krytyczny wyraz twarzy widząc zmrużone ślepia wilka i słysząc rytmiczny stukot jego pazurów na blacie stołu. Jego pokaz niezadowolenia by niezwykle zabawny. Zdradzały go jedynie oczy, które mimo poważnej miny iskrzyły się radośnie, sugerując, ze w rzeczywistości wilk jest rozbawiony. Ona sama się droczyła co ujawniła na koniec. Doceniała oczywiście broń jaką były kły i pazury. Sama gdy była pod postacią wilka nie raz widziała jak bardzo przydatne mogą być i jak ostre. Była pewna, ze i Nat niedługo udowodni jej, jak niebezpieczne potrafią być.
Słysząc jego komentarz  zaśmiała się głośno, a jednocześnie zadrżała, gdy tak szepcząc jej niemalże do ucha owiał ciepłym oddechem jej kark.
-A-ctoth…?
Powtórzyła powoli po wilku, obracając się lekko bardziej   do niego, by móc spojrzeć na niego pytająco, niepewnie czy dobrze wymawia. Starała się jak najlepiej zapamiętać imiona wszystkich poznanych do tej pory samców. Z Kattalem nie było nawet trudno, a jeśli chodzi o Nat’a i Dura, to po prostu skróciła sobie ich imiona do łatwiejszych do zapamiętania, jednak z Księciem nie mogła tak zrobić, więc zostaje jej po prostu zapamiętać pełne imię następcy desorinskigo tronu.
-Dziękuję. Nie mam nic przeciw poznaniu się, choć trochę dziwnie czuje się słysząc twój głos w głowie nie widząc ruchu ust. Nie jestem do tego zbytnio przyzwyczajona, zazwyczaj by usłyszeć czyjś mentalny głos sama muszę się wysilić by wejść do jego umysłu, a tu ktoś korzysta z mojego własnego. Muszę się jeszcze do tego przyzwyczaić, więc wybacz mi moją pierwszą reakcję, założenia blokady. Trochę mnie twoja mentalna obecność przestraszyła.
Mówiła otwarcie, bo zdążyła się przekonać, że ceni się tu bardzo szczerość. Zresztą ona sama nie była osobą specjalnie z  natury skrytą. Musiała ukrywać swoją tożsamość na Ziemi, tu jednak  nie więc mogła być w pełni otwarta. Nie wiedziała także po prostu powodu by owijać w bawełnę. Kattal był telepatą dużo silniejszym od niej i  zapewne mogł po prostu wejść niezauważony do jej umysłu.
-Rozumiem. Poznałam najpierw smoka, a potem dopiero ciebie, stąd kolejność porównania.
Wytłumaczyła z uśmiechem na ustach. Słysząc jego następne słowa zmarszczyła lekko brwi.
- Może nie chodzi  o odwagę tylko szacunek? Z tego co zauważyłam zarówno Dur jak i Nat traktują cie z ogromnym respektem, jednak nie zauważyłam w tym zbytnio strachu. Wiąże się to pewnie z twoją pozycją jako Widma i faktem, ze jesteś twórcą okrętu. Zakładam też, ze posiadasz  ogromną moc. A moc budzi respekt. Ja nie spotkałam nigdy przedtem Widma, ani nikogo kto by Widma  znał i trochę inaczej okazuje szacunek . Przede wszystkim szanuje wszystkich po równo, bo każdy  powinien być traktowany godnie, przynajmniej do momentu, gdy okaże się na to nie zasługiwać postępując źle lub nie szanując innych. Nie  okazuje też szacunku dla pozycji czy mocy, a jedynie dla czynów. Bo zarówno pozycja jak i posiadane umiejętności mogą być wykorzystane dobrze i źle,  a ci którzy wykorzystują swoją przewagę by krzywdzić, mogą być respektowani, ale raczej nie zasługują na szacunek i uprzejmość.
Wytłumaczyła swoje zachowanie przy okazji ukazując swoje przekonania i sposób postępowania wobec innych. Nigdy nikogo nie dyskryminowała na starcie, ani też nie płaszczyła się. Szanowała  i była uprzejma dla wszystkich po równo. Trzymała się pewnych wpojonych jej zasad, jak choćby kłaniać się przed przedstawicielem rodziny królewskiej , jak to zrobiła wobec Księcia. Jednak nie miała by problemu by tak samo ukłonić się bezdomnemu na ulicy, który okazałby  w jakiś sposób dobre serce i szlachetność.
-A co do poświęcenia czasu… jeśli wypełnisz go ciekawą rozmową nie będzie to żadne poświęcenie
Uśmiechnęła się szeroko i po chwili, skoro uzyskała pozwolenie wstała, wydostała się zza stołu i podeszła do Kattala i  tak, jak w przypadku smoka, bardzo delikatnie, samymi opuszkami palców zaczęła badać łuski Widma sprawdzając każde miejsce, do którego miała dostęp, a w którym zmieniały one kształt lub rozmiar, nie pominęła oczywiście także niezwykłych dla niej kolców pod brodą Kattala. I tak obrysowała jego oczy, usta, ramię i rękę, jednocześnie delikatnie unosząc ją, dając znać tym gestem, ze chciała by obejrzeć także pazury i prosząc by samiec uniósł nieco łapę.
Po tych zabiegach zadowolona uśmiechnęła się i dziękując kiwnięciem głowy wróciła na swoje miejsc, na kolanach wilka. Tam przynajmniej była odrobinę wyżej.
Spojrzała na Dura i Kattala wyczekująco, ciekawa, o czym też chciał ten drugi z nią porozmawiać, skoro miała mu “ poświęcić swój czas”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Wto Sty 27, 2015 10:54 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Kattal|Natvakt


Wilk spuścił jedynie uszy i spojrzał na nią pobłażliwie. Później - w wolnej chwili - przysiądzie z nią i nauczy swoją towarzyszkę wymawiać imię jednego z najważniejszych smoków Densorinu.
Kattal spoglądał na swą rozmówczynię spokojnie. Skinął jej nawet łbem w odpowiedzi na podziękowania, wsłuchując się następnie w ciszy w jej słowa. Nic jej jednak nie odpowiedział, gdyż nie uznał tego za konieczne. Nie zamierzał jej niczym straszyć, a przy kimś takim jak on - jej mentalnie próby jakiejkolwiek walki z nim po prostu by się nie udały. Niemniej jednak ten samiec nie należał do typu istot które musiały wszystkim podkreślać, że ktoś jest od nich gorszy. Na nim to po prostu nie robiło wrażenia. Co najwyżej przysiądzie z nią później i podszkoli nieco w telepatii, dzieląc się swoją rozległą wiedzą.
Nikt się raczej nie spodziewał tego, z jaką otwartością i swobodą kobieta podjedzie do tematu. Na tyle, by zacząć poruszać tematykę twórców Dur-Shurrikuna czy tego jak ktoś podchodzi do Kattala, zwłaszcza omawiając to na przykładach które przy niej siedziały. No, jeden siedział pod nią, dokładniej.
/Nie jestem twórcą tego okrętu. Była to rasa którą chroniłem i którą zawiodłem./
Skomentował krótko, wtrącając się jej w zdanie. Niestety Kattal miał po to tym dość spory uraz i nie był to temat który chętnie był przez niego poruszany. Najlepiej w ogóle nie chciał go poruszać, choć dawno temu się z tym pogodził. Przeszłość dawno już minęła, a oni musieli zadbać o dobrą przyszłość. O traktowaniu oraz szacunku Amelia będzie miała jeszcze możliwość wyrobienia sobie opinii oraz zweryfikowania swych poglądów. Na razie trafiała po prostu na lepszej jednostki w załodze.
Co do rozmowy, tutaj gad był raczej pewien, że nie będzie się nudziła. Nie zmieniło to jednak faktu, że nie zamierzał dać się jej dotknąć teraz, w tym momencie. Nie miał na to ochoty ani humoru. Po za tym, były lepsze miejsca. Dlatego też gdy Amelia wstała, jej nogi odmówiły jej posłuszeństwa, dosłownie. Uczucie było nieprzyjemne, jednak kończyny nie pozwoliły jej podejść do widma. "Puściło" dopiero po chwili.
/Nie masz nic przeciwko, Natvakt?/
Zapytał jeszcze, tak dla pewności. Wilk skinął jedynie łbem przecząco, spoglądając następnie na Amelię z lekkim uśmiechem. Dość łagodnym i dodającym otuchy. Ze wszystkich na pokładzie, Kattalowi spokojnie mógł ją powierzyć, wiedząc, że nie stanie jej się żadna krzywda.
Czerwonołuski wstał od stołu, prostując się i zerkając na Amelię z góry. Skrzywił lekko łeb na bok, a na jego pysku pojawił się kwaśny grymas. Była dla niego niska... bardzo niska. Gdyby mieli tak przez całą drogę iść, to zapewne odpadnie jej głowa.
/Chodź ze mną./
Rzucił jej, a następnie ruszył przed siebie, czekając oczywiście aż kobieta pójdzie za nim. Po drodze minął bar, wskazał jej gestem dłoni by stanęła w miejscu i chwilę zaczekała. Sam odszedł od niej na kilka kroków, pozwalając swemu ciału zostać pochłoniętym przez jego własną energię. Kattal zmienił na chwilę swą formę w czysto energetyczną postać o czerwonym świetle, by zaraz owe światło uformowało jego nowy - naturalny wygląd.
Tak jak energia zniknęła, przed Amelią stanął ktoś kogo spokojnie mogłaby nazwać smokiem, jednak nadal bez skrzydeł. Widmo stało na czterech łapach, samiec był teraz o wiele, wiele większy niż poprzednio. Stojąc teraz na czterech łapach, mierzył trzy metry i sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, a długi był na siedem metrów i sześćdziesiąt dwa centymetry. W skrócie - gad był wielki, wręcz ogromny. Jego sylwetka jednak aż tak się nie zmieniła. Nadal był to bardzo dobrze zbudowany, masywny jaszczur. Wyraz jego pyska nadal był spokojny, wręcz kojący. Tylko przybrał nieco na masie.
Ogniste ślepia Kattala skierowały się na kobietę, a chwilę później samiec obniżył się i położył brzuchem na podłodze. Potem znów usłyszała jego głos.
/Wskakuj. Złap się mych kolców i trzymaj mocno./
Rzucił krótko, czekając aż kobieta wykona jego polecenie. Gdy to zrobiła i już stabilnie na nim siedział, "smok" podniósł się powoli do góry, pozwalając jej oswoić się z nową sytuacją w której się znalazła. Nie był to bowiem koń, nie miał siodła i był o wiele większy od przeciętnego rumaka. Jak tylko była gotowa, Kattal ruszył w stronę wyjścia - opuszczając bar i udając się korytarzami w stronę drugiej biosfery - którą przy okazji jej pokaże. Osobiście wolał tam przesiadywać i nie potrafił sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Początkowo szedł dość powoli, jednak zamierzał się przebiec - niezbyt szybko - jak tylko dziewczyna mu na to pozwoli lub sama zachęci. Fenomenem było, że siedziała na jego grzbiecie, gdyż normalne widmo szybciej by ją zabiło, niż pozwoliło by go dosiadła.

[zt oboje do Biosfery II]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Nie Cze 21, 2015 8:31 pm

NPC Storyline - Natvakt|Tsarin

Dur-Shurrikun doprowadził karpatiankę do pokładowego baru, po drodze oczywiście przenosząc ją kilka razy by skrócić dystans z jednego miejsca do drugiego. Gdy drzwi baru otworzyły się, Amelia od razu ujrzała swego futrzastego znajomego - wilka Natvakta siedzącego przy stole na przeciwko wejścia oraz rozmawiającego z kimś kto siedział za nim (dla Amelii), po lewej stronie futrzaka. Gdy kobieta podeszła bliżej, obraz robił się wyraźniejszy. Obok jednego wilka siedział... drugi wilk. Oba samce były do siebie podobne, ten drugi był delikatnie mniejszy od Natvakta, jednak dużo się nie różnili. Niebieskie ślepia, czarne futro na plecach i rękach, białe po "wewnętrznej" stronie ciała, korpus, szyja czy dłonie i miejscami łapy. Niemniej jednak byli bardzo podobni, zupełnie niczym... bracia? To mogło przyjść kobiecie na myśl.
Natvakt obrócił swój wzrok w kierunku dźwięku który usłyszał, a pochodził on od Amelii która weszła do baru. Przyjaciel uśmiechnął się do karpatianki, tymczasem drugi wilk spojrzał na nią zaciekawiony, kimże była ta istota bez futra, łusek czy chociażby pazurów.
-Amelia! Tsarin - Amelia, moja podopieczna oraz przyjaciółka. Amelia - Tsarin, mój młodszy brat.
Przedstawił wszystkich sobie, a następnie obaj uśmiechnęli się do kobiety, która standardowo postanowiła widać skorzystać z Natvakta jako siedzenia. Oba wilki pozbyły się niepotrzebnych im już ubrań, chcąc nieco odpocząć od mundurów oraz całego ekwipunku który na co dzień nosili. Stąd też futra wilków były dla Am "dostępne". Gdy karpatianka rozsiadła się na kolanach Natvakta, ten zachichotał lekko rozbawiony i objął ją rękoma dookoła brzucha oraz za plecami, nisko by nie blokować jej rąk. Przysunął ją przy tym lekko do siebie by przytulic ją do swego futrzastego korpusu i pozwolić jej zapoznać się z jego bratem.
-Witaj, Amelio. Mój brat ciekawie się o tobie wypowiadał. Lubisz wilki, tak?
Przywitał się oraz pozwolił sobie od razu na lekki żartobliwy komentarz. Uśmiechnął się i przyjął kobietę bardzo ciepło, tak jak jego brat, wyciągając przy tym do niej swą prawą dłoń, otwartą wewnętrzną stroną do góry - by mogła go dotknąć. Przy okazji oboje siebie poznają, bo zaciekawiła go ta istota bez futra. Miała włosy, jednak... był ciekaw czy jej skóra jest jakoś twardsza, wytrzymalsza, cokolwiek? No i jak ona zareaguje? W końcu podobno lubiła wilki, a teraz zamiast jednego miała dwa. Obaj dobrze zbudowani, zadbani... tylko Nat był po misji - jak ona - i przyda mu się kąpiel. Jego rany natomiast zniknęły, najwyraźniej ktoś po drodze musiał go wyleczyć. Choć pułkownik zamierzał sobie potem odpocząć i to bardzo poważnie... dość długo nie miał ku temu w ogóle okazji.


Tsarin:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Nie Cze 21, 2015 9:05 pm

Z pomocą statku wydostała się z hangaru i dotarła do baru. Po drodze, która była dużo krótsza niż się spodziewała, może statek ją jakoś teleportował, zastanawiała się jak czuje się jej Wilk. Martwiła się o niego. Do tego dochodziło dziwne zachowanie jej umysłu, który wciąż wymykał jej się spod kontroli. Ten smok...Inu… dziwnie na nią działał. Nie rozumiała co się dzieje…Przez to miała bardzo zły humor.
Gdy weszła do baru niemal natychmiast zauważyła Nata i uśmiechając się podeszła do niego. Na widok przyjaciela humor jej poprawił. Dopiero gdy znalazła się tuż obok zauważyła, że wilkowi towarzyszy... Inny Wilk. Wzruszyła ramionami i podeszła do przyjaciela od razu dokładnie go oglądając. Nie zauważyła żadnych ran co ją bardzo ucieszyło, tak jak brak munduru wilka- więcej futra do przytulania, mniej cieszył ją stan futra przyjaciela. Był wciąż brudny, a jego futro było skołtunione. Miała ogromną ochotę wziąć szczotkę i go porządnie wyczesać.
Gdy podeszła podrapała wilczka za uchem i wlazła mu na kolana bez pytania, siadając bokiem tak by dobrze wiedzieć tego drugiego, który chyba był jakoś spokrewniony z jej przyjacielem, sądząc po wyglądzie. Jej przeczucie potwierdził sam Nat przedstawiając towarzysza jako swojego brata.
Czuła oplatające ją wilcze ramiona i wtuliła się lekko w futro Nata nim przywitała się z jego bratem.
-Miło mi cię poznać
Zwróciła się do wilka podając mu spokojnie swoją dłoń, a potem zaśmiała się.
-Tak bardzo lubię wilki. Szczególnie te czyste. Więc pójdziesz się może pogodzić z prysznicem?
Na koniec Zwróciła się do Nata teatralnie zatykając nos.
-Ja też powinnam. Znajdzie się wolny prysznic gdzieś?
Spojrzała na swoje ubranie i włosy w których wciąż było kilka alg.
-A potem "zbadam" młodszego wilczka. Jeśli pozwoli
Uśmiechnęła się do Tsarina. Jednocześnie wyciągnęła do niego rękę tak jakby chciała go podrapać za uchem, jednak swoim zwyczajem zatrzymała się kilka milimetrów od niego dając mu wybór.
-Masz może więcej braci?
Spytała Nata uśmiechając się szeroko. Chciała poznać bliżej Rina, ale jeszcze bardziej chciała się umyć. Sól już zaczynała się krystalizować na jej ubraniu i włosach i to nie było miłe.
-Mogę robić za solniczkę
Zaśmiała się pocierając końcówkę warkocza, tak, ze posypała się na stół sól skrystalizowana na końcówkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Sro Lip 15, 2015 6:26 pm

NPC Storyline - Huras|Natvakt|Tsarin


Amelia weszła na kolana jednego wilka, a drugi spojrzał wpierw na brata, a potem na kobietę, zastanawiając się przez chwilę co się właściwie dzieje. Choć z drugiej strony, może już ją nauczyli jak to jest żyć z densorinami albo raczej wśród nich.
Tsarin spojrzał na gest kobiety ciut niezrozumiale, nie wiedząc jak go interpretować. Natvakt natomiast chwycił jej rękę swą dłonią i opuścił w dół, a następnie szepnął jej cicho do ucha.
-Pazury, moja droga, to broń.
Wyjaśnił najkrócej jak się dało, licząc, że Amelia się domyśli. A chodziło o dość prostą sprawę. Ludzie nie mieli pazurów, karpatianie również, przez co podając otwartą dłoń innej istocie - okazywali dobrą wolę, pokazywali, że nie mają broni. Densorini mieli dłonie zakończone pazurami, wojownicy je dodatkowo ostrzyli, tak więc taki gest mógł być niebezpieczny, zwłaszcza źle odebrany. Oba wilki wiedziały jednak, że Am uczy się dopiero ich kultury, tak więc nie zwrócili na to za bardzo uwagi. Warto jednak by o tym wiedziała przy przyszłych spotkaniach z innymi przedstawicielami kosmicznych ras.
Nat zachichotał cicho, słysząc jej komentarz. Przez jej przypomnienie mu, aż zachciało mu się dostać pod wodę. Prysznice oraz wanny na tym okręcie były automatyczne, woda odpowiednio "doprawiona" tak więc bród schodził z ciała niczym woda z mydła. Samemu można było po prostu odpocząć w ciepłej wodzie.
-Zbadaniem...?
Zapytał, tutaj również nie wiedząc o co chodzi. Tsarin spojrzał pytająco na brata, który zaraz odparł.
-Zobaczysz, bracie, nic strasznego.
Nat znów chwycił karpatiankę za ramiona, podnosząc ją i odstawiając na ziemię obok. Sam wstał następnie, skinął obu łbem i ruszył do wyjścia. W drzwiach rozminął się z innym samcem, któremu tylko skinął łbem...
Do pomieszczenia wszedł kolejny wilk. Ten jednak nie był podobny do Nata ani Tsarina. Nie mieli więzi rodzinnych. Osobnik miał jakieś dwa metry i czterdzieści centymetrów wzrostu, był masywny i bardzo dobrze umięśniony - wręcz idealnie. Samiec był czarny. Tak na prawdę jedyna nie-czarna część jego ciała, to białko w ślepiach. Czarne było futro, czarne tęczówki, do tego ciało pokryte tatuażami które wydawały się być naturalnym elementem futra. I w istocie nim były, ponieważ nie był to efekt uzyskany sztucznymi metodami - lecz bardziej magicznymi. Ciało samca nie było okryte niczym innym, jak tylko jego futrem. Z resztą nie trzeba było mu się dziwić, o ile Natvakt czy Tsarin byli dobrze zbudowani, byli żołnierzami - o tyle ten wydawał się mieć stalowe mięśnie.
Czarnofutry samiec podszedł do dwójki, a Tsarin odezwał się pierwszy.
-Huras! Dawno się nie widzieliśmy... a skoro tu jesteś to znaczy, że jest tutaj również Admirał Aurelion! Gdzie?
-Ciebie również miło spotkać, Tsarin... Admirał jest na mostku.
-Standardowo! Przepraszam...
Odparł wilk, mijając Amelię i ruszając szybkim krokiem w kierunku wyjścia, za którym zaraz zniknął. Karpatianka została sama z wielkim wilkiem, który spojrzał na nią neutralnym spojrzeniem i odezwał się zaraz, by przerwać ciszę.
-Więc ty musisz być Amelia. Jak już wiesz, jestem Huras. Dur-Shurrikun przekazał by zaprowadzić ciebie do twej kwatery oraz wszystko pokazać. Możemy więc...?
Odezwał się i na dobrą sprawę długo nie czekał, sam wskazał ku wyjściu i ruszył wraz z kobietą przez okręt, korytarzami w stronę jej kwatery. Po drodze zostali oczywiście przeniesieni przez Dur-Shurrikuna dla skrócenia podróży, a samiec gotów był odpowiedzieć jej na nieco pytań. W zastępstwie jej opiekuna - Natvakta, który musiał się odświeżyć.
Gdy dotarli pod drzwi jej kwatery, te rozsunęły się powoli, a samiec skinął do Amelii gestem, by ta weszła pierwsza. Światło zapaliło się w kwaterze jak tylko kobieta postawiła w niej pierwszy krok... [zt oboje]



Huras:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 491
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Pon Paź 19, 2015 8:00 pm

Tyle dobrego, że nie zbył lisa stwierdzeniem później… chwila, przecież właśnie to zrobił tylko nie wyglądało to na takie później w sensie „daj mi człowieku spokój”, a raczej że to przemyśli. W sumie pewnie nie musiał się dzielić tymi danymi, ba nawet nie mógł jeśli są poufne chociaż z drugiej strony są na tej samej łodzi.
Wróćmy jednak do Amelii, która próbowała wyglądać groźnie. Ten wzrok, który mu rzucała sprawił że parsknął śmiechem lekko. W głowie nadal miał obraz tej sowy, która została przytrzymana jak gdyby nigdy nic.
- Och nie narzekaj. Próbowałaś kiedyś sowy? Smakuje trochę jak kurczak, a raczej bardzo podobnie smakują wszystkie ptaszyska ziemskie według ludzi – powiedział. W sumie mięsożercy w porównaniu z roślinożercami mieli nieco przytępiony zmysł smaku. Lis nie miał problemów z odróżnieniem jednego mięsa od drugiego. Chociażby po zapachu mógłby to zrobić, a ten tekst rzucił bardziej by się z kobietą podrażnić.
Lew natomiast rzucił dosyć dziwnym stwierdzeniem chyba mającym na celu podkreślenie sformułowania „kto się czubi, ten się lubi”. Fakt lis czuł niechęć do ludzi, nie lubił ich za to jacy są oraz z powodu, że przez jednego więziony był jednak miał też świadomość, że ta kobieta nic mu nie zawiniła. Ani ona, ani żaden inny człowiek poza łowcą.
- Albo na tyle długie na ile pożyjemy, chociaż nie planuję dać się zabić drugi raz więc może coś w tym jest – powiedział wzruszając ramionami. Wolał nie ginąć, a to czy kobieta będzie chciała to już inna kwestia. On jej nie zabroni, w końcu jest poniekąd wolnym człowiekiem to niech robi co chce. Byle niech nie odbezpiecza granatu i nie przytula się do niego. Takiej rozrywki Rhoshan nie chciał zwłaszcza z udziałem granatu plazmowego. Mógł wyglądać jak typowy futrzak, zachowywać się jak typowy samco-futrzak, ale nie był takim łatwym futrzakiem w obyciu. To nie zwierzątko, które można sobie przygarnąć i głaskać (chociaż niektórym się już udało dojść do etapu głaskania, a niektórzy próbowali najwyraźniej przygarnąć).
Z drugiej strony coś w słowach Itzy było. Może lepiej dać kobiecie trochę taryfy ulgowej… ale nadal dawać docinki o Kentucky Fried Sowa? Może być zabawnie, a przy okazji relacje nie będą takie negatywne, bo przecież to tylko żarty. Zresztą był ciekaw kiedy ona na to wpadnie, że irytowanie się z tego powodu zwyczajnie go bawi i stawia ją na poziomie ludzkiego dziecka? Do dzieci akurat Rhoshan nic nie miał. Nie są niczemu winne, są ciekawe świata i dopiero inni ludzie mogą je spaczyć swoimi ideologiami. Zwęża się ich horyzonty, zresztą słyszał kiedyś o tym że szkoła ziemska tępi kreatywność i tylko odtwarza się rzeczy w kółko. Czyli jakby się zastanowić to ludzie z generacji na generacje stają się coraz mniej kreatywni, chociaż w kwestii głupoty nic się nie zmienili przez wszystkie lata. Również obił mu się o uszy przypadek, gdzie dwóch kretynów okładało się workami z czekoladą i podusili się bo była to przestrzeń zamknięta i czekolada osiadła im na płucach.
Z drugiej strony Daalkiin chyba po prostu chciałby wtedy wyeliminować problem. Bo skoro tamci skoczyliby sobie do gardeł to zrobiliby to potem nawet jeśli by się ich powstrzymało. W krytycznym momencie taki brak dyscypliny faktycznie mógłby okazać się zgubny dla grupy, czyli jako dobry dowódca Daalkiin wybrał dobro ogółu a nie jednostki.
The Core najwyraźniej rekrutuje każdego kto może być użyteczny, więc nawet wspomniane potwory na które się poluje mogą się tu znaleźć. Ciekawe czy potwory Ziemskie z mitów i legend również mogą się tutaj znaleźć? Przeciętny człowiek pewnie w takim otoczeniu czułby się nie swojo, jednak że Densorini również nie należą do tych normalnych to raczej dogadywanie się z takimi osobnikami nie było szczególnie trudne. W końcu mieli w poczcie swojego gatunku takie istoty jak smoki i futrzaki różnego rodzaju, węże jak również istoty przystosowane do życia w wodzie czy nawet w powietrzu. Wszystko co na Ziemi miało swój oddzielny gatunek i typ u Densorinów przybierało formę anthroistoty z tego samego gatunku nieco różniącej się rasą od innych, jednak nadal byli tym samym gatunkiem. U ludzi była dużo mniejsza różnorodność rasowa, bo wyszczególniało się tak naprawdę kilka tych ras, a i tak by określić samego siebie ludzie szukali sobie wroga. W końcu co by było gdyby gatunek ludzki stałby się jednością? Cóż dla Rhoshana byli oni tacy sami w gruncie rzeczy. Czarny, czy biały, krwawią tak samo i giną tak samo, a mięso ich smakuje tak samo paskudnie. Tyle wystarczyło wiedzieć o ludziach. Lis poszedł za lwem, w końcu wypadałoby coś zjeść. Nawet trochę zgłodniał kiedy to myślał o sowie w panierce. Ciekawe czy okręt może coś takiego zapewnić? W każdym razie od ostatniego posiłku w rezydencji minęło całkiem sporo czasu, lis nie był obżartuchem jednak pełny żołądek dobrze jest mieć, zwłaszcza po wysiłku fizycznym. Ano mieli też oczywiście się spotkać ze swoimi opiekunami, więc pewnie drogi owej dwójki się rozejdą. Jeśli tamci nie stwierdzą, że dla zacieśnienia więzi między załogą owa dwójka musi przebywać ze sobą przez 24 godziny na jedną dobę.
----
W końcu po nawet niezbyt długim spacerze dotarli przed bar. Rhoshan będzie musiał się przyzwyczaić do tego miejsca. Okręt mimo, że miał udogodnienia to nadal był czymś co lisowi było obce. Na Ziemi w końcu czegoś takiego nie było, jednak nie narzekał a było to nawet na plus. Przynajmniej nie było skonstruowane tak, że w jakiś sposób załoga by prędzej czy później zrobiła sobie o to krzywdę. W barze jeszcze wcześniej nie był, dlatego rozglądał się uważnie oraz nasłuchiwał. Szybko wyłapał, że przy barze siedzą dwie osoby. Jedną już znał, był to wilk który go całkiem nieźle wtedy potraktował tam na dole. Druga figura wyglądała o wiele przyjaźniej według niego, bo bądź co bądź byli z tego samego gatunku oraz rasy. Nie był ogromną masą mięśni jak Rhoshan, a był bardziej atletyczny. Pewnie obaj by wyglądali jak taki cwaniak oraz mięśniak, który odwala za niego brudną robotę. W sumie nie jest to nawet wykluczone, że tak będzie skoro tamten miał być jego opiekunem. Tak więc pewnie z nimi mieli się spotkać, więc nie wypadałoby dać im czekać więcej niż to konieczne. Nie wyglądał na takiego służbistę co sugerował sposób wypowiedzi, więc to jest już plus. Inna sprawa, że mógł sobie pozwolić na nieformalny ton wobec kogoś niżej rangą jak Rho.
- Witam. Miło poznać, mam nadzieję że nasza współpraca będzie układać się dobrze – powiedział. W sumie czekał na pozwolenie czy może się przysiąść, by zacząć zdawać raport. Oczywiście mógł to również zrobić na stojąco, jemu to nie przeszkadzało. Nie był starcem, który nie może ustać dwóch minut – Zacznijmy od tego, że pomimo kilku… zgrzytów – nie wiedział jak określić to co zaszło w obozie między nim a wilkowatym oraz tam na dole kiedy smoki się wkurzyły – misja przebiegła pomyślnie. Infiltracja przebiegała całkiem gładko do momentu, kiedy pojawił się Sunad. Z nim walczył Daalkiin, a potem lord Nodin, kiedy my zajmowaliśmy się z oficerem Natvaktem, Amelią, Kerriją oraz księciem, przestępcą który chyba już nie będzie stanowił problemu. W międzyczasie pojawił się Kyrat, który doprowadził do kolejnego zgrzytu, jednak sytuacja została załagodzona. Walczył z czymś, jakimś stworzeniem na górze budynku zanim mogliśmy się stamtąd wynieść i obecnie Sędzia znajduje się na okręcie. Był nawet na sali ćwiczeń kiedy byliśmy sprawdzani pod względem sprawności fizycznej. Kazał nas wyrzucić przez śluzę nawet i potem zniknął. Przeszliśmy testy sprawnościowe, zatem chyba zostaniemy tu na dłużej. Podoba mi się to miejsce, chociaż jeszcze nie przyzwyczaiłem się do tego że okręt jest żywy. Spotkałem parę osób, które już kiedyś miałem okazję poznać ale z racji utraconej pamięci musiałem to sobie przypomnieć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Sro Paź 21, 2015 7:24 am

Pomachała lekko na do widzenia wilkowi, choć wyglądało na to, że ten raczej tego nie zauważył, gdyż już wyszedł.
-Wybacz, nie jadam swoich przyjaciół.
Rzuciła do Lisa wystawiając mu język
-Ale chyba z chęcią spróbuje lisiny
Wyszczerzyła ząbki swoje perłowe patrząc na Rudego z zaczepnym błyskiem w patrzałkach.
Zauważyła badawcze spojrzenie niebieskofutrego i zmarszczyła brwi zastanawiając się nad czym tak samiec myśli.
Słysząc jego słowa zaśmiała się cicho i serdecznie odchylając się do tyłu i przymykając lekko oczy. Spojrzała na samca przekrzywiając głowę swoim zwyczajem i uśmiechając się szeroko.
-Na razie, przynajmniej ja nie mam zamiaru nikogo zabijać ani samej zginąć…Czas pokaże jak to z nami będzie, na razie udaje nam się siebie nawzajem tolerować, co już jest pewnym postępem
Powiedziała spokojnie, po czym słysząc nieco cichsze i mówione jakby do siebie, następne słowa Lwa dodała:
-Dobre wzajemne stosunki to rzeczywiście bardzo ważna sprawa, szczególnie w takiej …społeczności.
Zakończyła z pewną niepewnością nie do końca wiedząc jak nazwać odpowiednio do kontekstu swojego zdania załogę, jednocześnie zaznaczając w jakiej znajdują się sytuacji. Wzajemna serdeczność i uprzejmość, a przede wszystkim szacunek to podstawy każdej relacji, a na pokładzie będą musieli zawrzeć wiele relacji, by później działać jak najlepiej podczas misji.
Amelia nie miała nic do Lisa. To raczej on nie przepadał za nią, choć nie rozumiała całkowicie dlaczego. To znaczy domyślała się, ze pewnie ludzie w przeszłości zrobili mu jakąś poważną i dotkliwą krzywdę i teraz ma pełne prawo darzyć niechęcią wszystko co mu przypomina choćby odrobinę tą bolesną przeszłość. Jednak ona naprawdę starała się by zobaczył w niej przynajmniej towarzyszkę w boju. Nie musi jej kochać i uwielbiać, ale bardzo by się ucieszyła gdyby odnosił się do niej nieco milej.
Myśląc o ich.. Trudnej relacji spojrzała w bok na Lisa i chwilę patrzyła na niego z lekkim smutkiem widocznym na dnie oczu, a jej uśmiech dotąd szeroki nieco przygasł.A gdy usłyszała słowa Rudego, które niejako potwierdzały jej myśli zmarszczyła lekko brwi patrząc na kompania z lekkim współczuciem. Może kiedyś zechce podzielić się swoja historią …
Zmrużyła mocno oczy i odwróciła głowę patrząc w podłogę pod łapami Lwa. Wzięła głęboki oddech i gdy odpędziła te niezbyt przyjemne myśli uniosła wzrok i przywołała na twarz serdeczny i ciepły uśmiech.
W czasie gdy ona rozmyślała projekcja zniknęła i znaleźli się na zwykłej Sali treningowej. Ruszyła za Lwem słuchając dalej co ma do powiedzenia. Zaśmiała się cicho słysząc uwagę na temat maszyn. Cóż… jak do tej pory jedyna maszyna jaka spotkała był Dur, choć nie do końca była pewna czy on jest maszyna czy może czymś jeszcze innym.
Na wspomnienie o barze uśmiechnęła się tylko i z nowa energią ruszyła za Lwem. Nie była głodna, w końcu bezpośrednio przed misja Nat ja nakarmił. To jej wystarczy przynajmniej na dobę. Później będzie musiała coś zjeść "ludzkiego", krew będzie jej potrzebna za jakiś dłuższy czas, ale już teraz zastanawiała się jak to Załatwić. Musiała mieć stale dostawy krwi… Koniecznie musi o tym porozmawiać z kimś, a najlepszym kandydatem wydawał jej się Nat. Właśnie dlatego wstąpiła w nią nowa energia- podejrzewała, że wilk siedzi w barze.
----------
Nie pomyliła się. Nat siedział przy barze na środku sali z jakimś innym samcem, zdaje się …lisem.
"Kolejny rudielec.Moze ten dla odmiany nie będzie na mnie warczał" pomyślała podchodząc bliżej. Szybkim spojrzeniem oceniła, że towarzysz wilka jest nieco mniejszy i bardziej atletycznie zbudowany niż towarzyszący jej Rho.
Chciała się przywitać, ale zdążyła ledwie posłać nowemu losowi uśmiech, a ten już zwrócił się do Rho, a Nat łamiąc ja za ramie odprowadził ja kawałek.
-Misja przebiegła pomyślnie, mimo kilku nieprzewidzianych przeszkód. Po misji dostaliśmy z Rho reprymendę od Daalkiina, za nasze zachowanie podczas zgrzytu pomiędzy członkami dowództwa.. Potem udałam się do baru, stamtąd jak wiesz zabrał mnie Huras. Zaprowadził mnie do mojej kwatery. Odświeżyłam się , chwile z nim porozmawiałam dowiadują się kilku ciekawych rzeczy o nim i waszej desorinskiej kulturze. Przed treningiem …Cóż miałam bliska konfrontację z sir. Nodinem przed wejściem do Sali treningowej. Zdaje się ze mamy wspólnego znajomego, tylko dla sir Nodina jego imię jest zakazane, bo zdenerwował się bardzo gdy je wymówiłam….Odbyliśmy trening , a właściwie test sprawności pod okiem Hurasa i Dura oraz Sędziego Kyrat. Razem z Rho musieliśmy strzelać do celu a następnie przebyć tor przeszkód, by na koniec stoczyć walkę z Sędzia. Ten jednak odmówił udziału w naszym treningu. Ostatecznie stoczyliśmy walkę z Hurasem pod okiem Księcia, który przybył zaraz po zniknięciu Sędziego. Walka została przerwana przybyciem Mark oraz Itzy. Huras zapobiegł konfrontacji Mark i Rho, wymuszając na Lisie natychmiastowe przeprosiny Księcia, który udzielił mu wybaczenia. Książe wyjaśnił nam nasze błędy i jak powinniśmy walczyć. Po skończonym treningu przybiliśmy z Itza tutaj. Co do moich relacji- jak na razie układają się całkiem dobrze, wyłączając Rho, o czym sam się przekonałeś przed misja i zdaje się Sędzia za mną nie przepada. Mam jednak nadzieje ze obu uda mi się choć trochę do siebie przekonać- zakończyła uśmiechający się lekko, a w jej głosie słychać było determinację. Po chwili nieco się straciła i przygryzając wargę opuściła głowę, by po chwili zwrócić się cicho do wilka patrząc na niego spod rzęs.
-Nat…mogłam spytać Hurasa bo wydawał się wiedzieć, ale może ty coś wiesz… dlaczego Nodin tak ostro zareagował na imię Onuris?- spytała trochę niepewnie. Przez rozmowę z Nodinem zaczęła jeszcze bardziej tęsknić za bratem. Gwałtowna reakcja widma dodatkowo jeszcze bardzo ją zastanawiała i ciekawiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Pon Paź 26, 2015 8:57 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Huras|Itza|Kamakru|Kougatal|Natvakt

Obaj opiekunowie wysłuchali raportów ze strony swych podwładnych. Kougatal podszedł do tego bardziej poważnie, a Natvakt z większym luzem - uśmiechając się delikatnie do swej podopiecznej.
-Rób co mówię, pytaj gdy czegoś nie wiesz i nie stawiaj się wyższym stopniem, a damy radę.
Odparł lisowaty... drugiemu lisowatemu. Kougatal był agentem wywiadu. Zbierał informacje, infiltrował, porywał, torturował... i trochę więcej. Wszystko co należało by zdobyć informację lub po prostu się kogoś pozbyć. Lubił prostotę i informowanie go wprost o co chodzi.
-Zgrzyty... tak. Następnym razem odgryź sobie język, gdy przyjdzie tobie do łba stawianie się oficerowi.
Skomentował krótko ten początek. Zasady były proste, densorini kierowali się prostą hierarchią. Jeśli ktoś był starszy, czy to stopniem czy doświadczeniem albo wiekiem - zazwyczaj zasługiwał na szacunek. Zazwyczaj, bo były od tego wyjątki.
-Zdaję sobie sprawę z tego, że straciłeś pamięć. Wyjaśnię więc najprościej jak się da. Szanujemy widma, bo nas chronią. "Sędzia z Kyrat", Inusannon - potrafi zabijać widma, bardzo skutecznie. Warto go więc... nie denerwować. Choć nie słyszałem, by kiedykolwiek był zły.
Wyjaśnił. W międzyczasie natomiast, Am odbywała tą samą rozmowę ze swoim, wilczym opiekunem. Natvakt nie miał na dobrą sprawę nic do dodania. Wysłuchał karpatianki do końca, w ciszy, by jedynie na koniec dorzucić dwa słowa od siebie.
-Ten smok nie lubi nikogo. Jest samotnikiem, żyjącym po to by zabijać.
Odparł kobicie, posyłając jej pocieszający uśmiech. Nie mógł w końcu nic wiedzieć, tym bardziej, że nawet Am jeszcze nie wiedziała. Nie było jednak nic dziwnego w tym, że ten smok jej nie polubił. On nikogo nie lubił, tolerował bardzo wąską grupę istot - a w większości i tak były to widma. Pytanie jednak które zadała na koniec go... zaskoczyło. Amelia nie wiedziała? Wilk wyraźnie wyglądał na zdziwionego, nie krył tego w żaden sposób.
-Onuris był widmem. Ziemskim widmem. Bratem Nodina, z krwi, z jednych rodziców. Był młodszy, byli bardzo zżyci i... Onuris zginął, ratując twój świat. Było to dawno temu, nie pamiętam ile dokładnie ale... ciebie na pewno jeszcze na świecie nie było.
Wyjaśnił jej spokojnie, a następnie postawił uszy i odwrócił łeb. Kougatal wyjrzał natomiast z za Rhoshana, ciekaw kto to wszedł - gdyż otworzyły się drzwi do baru. Po tym jak się rozsunęły, do środka weszły dwa osobniki. Jednego już znali - był nim Huras. Wilk miał ze sobą kompana, o jakiś dziesięć centymetrów wyższego do siebie smoka. Gada pokrywały czarne łuski, był dobrze lecz nie masywnie zbudowany. Wyglądał bardzo dostojnie i poważnie, a przy tym... miło. Jak by biło od niego zaufanie którym po prostu należało go obdarzyć.
Obaj weszli do środka, podeszli do grupy - Nat podszedł z Am bliżej i skinął łbem przybyszom.
-Natvakt, Itza...
Zaczął smok, skinąwszy obu łbem. Następnie zwrócił swą uwagę ku Amelii oraz Rhoshanowi.
-Świeża krew...?
Zapytał, spoglądając na dwójkę. Zaraz potem postanowił się przedstawić, a nikt nie zamierzał wchodzić mu w słowo.
-Mówcie mnie Kamakru. Jestem strategiem...
Przedstawił się, krótko, skromnie... i wtrącił się Natvakt.
-Bardzo skromny, sztukmistrzu wojenny. Kilka tysięcy potyczek na koncie i ani jednej przegranej.
Rzucił z pozytywnym humorem. Smok dobrze odebrał te słowa i dodał własną odpowiedź.
-Mam dobrych ludzi, pułkowniku. Wydaję polecenia, a wy robicie co trzeba, prawda?
Odpowiedział smok. Natvakt jedynie wyszczerzył swe kły w lekkim uśmiechu, potwierdzając te słowa. Widać ci dwaj dowódcy dobrze się znali i musieli razem wcześniej pracować. Możliwe, że nie raz jak również na pewno z bardzo dobrymi efektami.
-Itza... - zwrócił się do niebieskofutrego - -Co z czarnołuskim?
Zapytał. Lew jedynie skrzywił łeb na bok i odparł bez zastanowienia.
-Nie wydaje się być w nastroju by kogokolwiek widzieć.
-Rozumiem! Koniec stania, siadajmy.
Rzucił smok, wydając wyraźnie wszystkim polecenie i wskazując gestem lewej, otwartej dłoni na stolik z wystarczająca liczbą miejsc, by oni wszyscy się tam zmieścili. Znajdował się on zaraz naprzeciwko wejścia z przodu baru. Duży, przy holograficznej ścianie ukazującej przestrzeń kosmiczną znajdującą się przed okrętem.
Gdy grupa podeszła do stolika, Rhoshan został wpuszczony z jednej strony jako pierwszy, najbliżej ściany. Obok niego, na środku, usiadł Kougatal, a obok Kougatala - Itza. Na przeciwko natomiast znaleźli się Huras, z Amelią po środku oraz Natvaktem na zewnątrz. Z kolei na miejscu "honorowym", mając obie grupy po bokach - usiadł smok. Jak tylko się rozsiedli, przed każdym pojawiło się holograficzne menu, pozwalające kontrolować się gestem i przebierać spośród niezliczonych potraw, zarówno tych ziemskich jak i po za ziemskich.
-Więc... skoro już siedzimy. Co zbroiliście? Dur-Shurrikun nie wzywa wszystkich bez przyczyny.
Zaczął smok. Pozostałe samce spojrzały po sobie wzajemnie, nie wiedząc o co chodzi. Strateg, widząc to, uśmiechnął się jedynie, pokręcił łbem i postanowił nie wypytywać dalej. Widać oni jeszcze nie wiedzieli.
-Zapewne znów czeka nas coś większego.
Rzucił krótko niebieskofutry samiec. Natvakt natomiast spojrzał na Am pytająco, nic nie mówiąc, a jedynie będąc ciekawym czy kobieta będzie potrzebowała krwi - czy może wystarczy jej na dłużej. Wspomniała mu wcześniej, że zwykłe jedzenie jest raczej przyjemnością, a to krew daje jej siły. Nie będzie z tym tutaj problemu. właśnie siedziała w towarzystwie grupy wielkich samców z których każdy mógłby jej dać sporo swej krwi... miała by sporą ucztę. Rhoshan mógł natomiast skorzystać z faktu, że właśnie znajdował się w grupie istot takich jak on. Nikt nie spoglądał na niego niczym na potwora czy mutanta.



Kamakru:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Wto Paź 27, 2015 7:33 pm

Cały swój raport Amelia złożyła spokojnym, niemal całkowicie pozbawionym uczuć głosem. Ot zbiór informacji. Tylko czasem pojawiały się w jej głosie jakieś emocje, szczególnie gdy mówiła o spotkaniu z Nodinem, a potem krótkiej konfrontacji z Sędzią. Oba spotkania utkwiły w jej myślach klinem. Starała się zrozumieć obu samców, szczególnie Nodina, bo Sędzia raczej sprawił jej przykrość niż zastanawiał, choć jego zachowanie i jej własne emocje względem niego były jak najbardziej czymś nad czym musiała pomyśleć. Nie wychodziło jej to za bardzo, więc szukała czegoś na czym mogłaby się skupić by choć przez chwilę nie myśleć o tych dwóch samcach i ich zachowaniu. Szczególnie Nodin i jego reakcja na wspomnienie o Onu zastanawiało dziewczynę. Dzięki rozmowie z Lordem uświadomiła sobie, że jej braciszek prawdopodobnie jest widmem, albo nim był… zniknął tak dawno bez słowa, że już sama nie wiedziała czy on żyje czy nie, ale coś, jakieś przeczucie czy instynkt, ona wolała mówić że serce mówiło jej, że braciszek żyje. Obudzona rozmową z widmem tęsknota za braciszkiem sprawiała jej niemal fizyczny ból, którego dziewczyna starała się nie okazywać. Delikatny uśmiech na pysku wilka pomagał jej nieco się zdystansować do wydarzeń treningu i rozluźnić się. Od samego początku polubiła Nat’a i z każdą chwilą jej sympatia do wilczka się pogłębiała. Czuła się przy nim… dobrze.
- Może mnie polubi- powiedziała uśmiechając się delikatnie, przekrzywiając po swojemu głowę, a w jej oczach było widać mieszankę pewności siebie i nadziei. Sama nie wiedziała czemu, ale naprawdę chciała by czarnołuski ją polubił. Nie wiedzieć czemu, a przynajmniej ona nie miała pojęcia dlaczego- potrzebowała by spojrzał na nią nieco przychylniej. - Książe powiedział, żebyśmy z Lisem znaleźli mentorów...pomyślałam o Sędzim...- powiedziała z dużo mniejszą pewnością siebie lekko opuszczając głowę by twarz zakryły jej włosy, które w drodze z sali rozpuściła. Spoglądała na wilka pytająco czekając na jakąś jego reakcję.
– Nikt nie może żyć tylko by zabijać… to smutne i straszne- i rzeczywiście unosząc gwałtownie głowę posmutniała marszcząc brwi i patrząc na wilka jakby szukając jego wsparcia, prosząc by jej wytłumaczył. Nie rozumiała. Nie potrafiła zrozumieć. Sama miała latami bliski kontakt z sytuacjami, które wywoływały zwątpienie, chęć zniszczenia całej ludzkości za czynione przez nią zło. A jednak… kochała życie, cieszyła się nim i nie potrafiła, nie chciała nawet zrozumieć życia nastawianego na zabijanie.
„ Trzeba go nauczyć piękna życia.” Przeszło jej przez myśl, ale uciekło nim zdołała się skupić, złapać tą myśl i zrozumieć, czemu w ogóle o tym pomyślała. Jej uwagę odwróciły kolejne słowa wilka.
- Bracia?!- jej głos podniósł się o oktawę i słychać było jej zaskoczenie mimo, że mówiła na wdechu, a przez to bardzo cicho. Szeptany krzyk. Brwi podniosły jej się prawie pod samą linię włosów, a usta ułożyły w wielkie O. Gdy nieco otrząsnęła się z szoku potrząsnęła głową, zamknęła usta, zamrugała szybko.
- Nat…Ale… - przyłożyła dłoń do czoła, jakby nagle zaczęła ją boleć głowa- Onuris nie mógł zginąć tak dawno temu, jeszcze przed moimi narodzinami- zabrała dłoń z czoła i spojrzała na wilka poważnie-Spędziłam z nim większość swojego dotychczasowego życia. Wychowałam z nim… Jest najbliższą mi istotą niemal na równi z moją mamą… Zniknął ledwie kilka lat temu. I raczej był wtedy całkiem żywy.
Mówiła cicho z pełnym przekonaniem. Patrząc na wilka wielkimi oczyma, a jej głos przebrzmiewał śmiechem będącym wyrazem zaskoczenia i niedowierzania.
Zarejestrowała, ze ktoś wchodzi dokładnie w tym samym momencie, w którym uszy wilka drgnęły. Obróciła się do drzwi ciekawa, kto to, jak chyba wszyscy w pomieszczeniu. Uśmiechnęła się szeroko na widok Hurasa i jego kompana, którego nie znała, ale to się pewnie za moment zmieni. Razem z Natem podeszła bliżej przybyszów. Ich pojawienie się oderwało na chwilę myśli od zaskakującej informacji o pokrewieństwie Nodina i Onurisa.
Uśmiechnęła się szeroko do smoka starając się nie zaśmiać na jego zwrot „ świeża krew”. Wszelkie odniesienia do posoki jakoś zawsze ją bawiły. Krew była dla niej pożywieniem, darem dzięki któremu żyje i bawiły ją wszelkie związki frazeologiczne i inne powiedzonka na temat krwi. Był ich całkiem sporo, ale ludzie nawet nie zwracali na to uwagi, a już na pewno nie myśleli skąd się one wzięły. Zapomnieli już dawno jak cenna jest krew także dla niech. Z historii opowiadanych przez starszych ludu dowiedziała się, że kiedyś bardziej interesowano się krwią, ceniono ją na wiele sposobów. Ludzkość jednak ma skłonności do zapominania pewnych rzeczy, przekłamań i naginania przeszłości pod ideologię, a przez to wiele traci. Tyle cudownych i ciekawych rytuałów sprzed wieków zostało całkowicie zatraconych. To wydawało się Amelii zwyczajnie tragiczne. Przecież historia nas buduje, kim będziemy jeśli nasza tożsamość zbudowana jest na kłamstwie?
Zaśmiała się słysząc wtrącenie wilka i odpowiedź smoka. Widać było, ze dobrze się znają i często ze sobą współpracują. Uniosła wzrok na Nata, chwyciła go za dłoń i uścisnęła lekko, by po chwili przytulić się przymilnie do jego ramienia. Szczerzyła dziecinnie ząbki całkowicie już rozluźniona. Jej uwagę odwróciło dopiero wspomnienie o czarnołuskim. Sama już spotkała kilku i zastanawiała się o którego chodzi. Nie wtrącała się jednak, tylko spojrzała na samców marszcząc lekko brwi.
Posłusznie usiadła między Hurasem a Natem. Nim jedna ktokolwiek cokolwiek powiedział spojrzała na oba siedzące obok niej wilki wydymając lekko usta i mrużąc oczy. Sekundę później pakowała się na kolana Nata.
- Nie masz nic przeciw co?- wyszczerzyła ząbki gdy już się usadowiła. Wyciągnęła dłoń i podrapała wilczka za uszkiem, jakby prosząc by nie kazał jej zejść - Jestem maleńka- zaśmiała się wzruszając ramionami tłumacząc czemu wlazła na jego kolana. Przy załodze była mikrusem i nic na to nie poradzi, ani na to, że stół w barze sięgał jej prawie pod samą brodę gdy siedziała normalnie na siedzeniu. Stojąc musiała zadzierać głowę, siedząc wolała sobie nieco ulżyć korzystając z usług wilka. Jakoś nie specjalnie przejmowała się reakcją innych na takie zachowanie. Nie zamierza nadwyrężać karku gdy może jakoś sobie ulżyć, a kolana wilk miał wygodne.
Na pytanie co zrobili miała ochotę unieść dłonie do góry i rzucić że była grzeczna, zamiast tego zagryzła lekko wargi myśląc o sytuacji jaka wynikła na misji, ale po chwili zastanowienia stwierdziła, że to raczej nie to więc spojrzała pytająco na smoka z nadzieją, ze rozwinie myśl i powie coś co pozwoli jej zrozumieć skąd pytanie.
Obejrzała się na Nata i zobaczyła jego pytające spojrzenie. Uśmiechnęła się i dała mu całusa w policzek.
- Spokojnie starczy mi na długi czas. Przy intensywnym wysiłku minimalnie dwa tygodnie. Jak będę potrzebować to na pewno się dowiesz.
Wyjaśniła domyślając się, że pewnie wilk zastanawia się czy nie potrzebuje krwi. Nieco zmieniła pozycję, by wilkowi lepiej było czytać kartę i sama też zabrała się do jej przeglądania. Zanim jednak przejrzała choćby pierwszą stronę, nie odrywając wzroku od karty rzuciła do większego lisa:
- Rhoshan, poszukaj może mają pieczoną sowę
Sama znalazła coś co wyglądało jak spis sałatek. Wielu rzeczy w ogóle nie rozpoznawała. Po przejrzeniu całej interesującej jej sekcji i poszukaniu czy to wszystko co by ją interesowało, znalazła kilka ciekawie wyglądających pozycji, jednak kilka składników było jej całkowicie obcych. Zaczepiła Nata pytając o nie i ostatecznie wybrała coś co było chyba rodzajem sałatki owocowej, a do tego sok marchewkowo-jabłkowy. Dopiero teraz uniosła wzrok na innych i zaczęła zastanawiać się jak dla niech wygląda jej bardzo bezpośrednie zachowanie. Niby załoga wolała bezpośredniość, szczególnie, że przecież okazywała pozytywne emocje, które tak poza tym aż z niej emanowały. Na kilka chwil przestała przejmować się widmami, smokami, misjami i innymi sprawami i skupiła na przyjemności zwyczajnego bycia w towarzystwie przyjaznych istot. No może nie do końca. Lis chyba nadal za nią nie przepadał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 491
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Sro Paź 28, 2015 2:20 pm

Cóż Rhoshan mógł się wprawdzie spodziewać, że trafi na służbistę ale może ta oziębłość po prostu wynikała z tego, że futrzak faktycznie nabroił i że się nie znają. Pewnie nawet mógł mieć myśli pokroju „Kogo mi tu przysyłają? Co ja? Kompania zsyłkowa kretynów?”. Chociaż w przeciwieństwie do karpatianki, lisek nie miał umiejętności czytania w myślach. Nie wyglądało też, by Kougtal miał takową, bo mógłby całkiem nieźle sobie żarty z dużego futrzaka robić.
- Tak jest – odparł krótko i bez zbędnych komentarzy. Nie miał z czego się tłumaczyć, bo wszystko było wiadome, a z resztą zrozumiał że faktycznie nie powinien się wtedy wcinać. W końcu na sali treningowej prawie straciłby łeb za tamten wyskok, nie mówiąc już o tym że tam na dole powinien ją stracić – Wartościowa lekcja na przyszłość, z której wyciągnąłem już wnioski sir – co miało znaczyć po prostu, że tego już nie zrobi świadomie. Co do szacunku to tą część o widmach znał, w końcu widział tamtą część historii Densorinów, kiedy to byli uciskani i widma wraz z okrętem ich wyzwoliły. Nie wspomniał o tym jak bardzo sam Sędzia go irytował, jednak to że zabija owy osobnik widma a raczej potrafi to zrobić wprawiło lisa na moment w osłupienie.
- Ma on coś wspólnego ze Starożytnym? Czy te kolory to po prostu zbieżność? – zapytał Rhoshan swojego opiekuna. Nie sądził, że raczej dostanie naprawdę wielką garść informacji na start, jednak jakoś rozmowę warto pociągnąć. Najwyżej jak potem się lepiej z nim będzie dogadywać to zapyta nieco o szczegóły dlaczego pewna gepardzica jest ścigana i prawie została usmażona tam w Świcie. Chociaż to mógł wiedzieć od samej samicy, gdyby odpowiednio z nią pogadał. Z drugiej strony miał wrażenie, że od rozmowy przeszłoby do nieco innych rzeczy, może nawet do tego co zaczęli w tamtej biosferze? Nie było to złe, chociaż zastanawiał się nad jedną rzeczą. Skoro miał partnerkę w przeszłości to czy dotyk innych samic nie powinien być objęty prohibicją obustronną? Kerrija to chyba inna para kaloszy, bo nadal czuć w niej coś innego niż to co czuje się od gepardzicy. Właściwie to bardziej wprawiało go w zadumę to jak wyglądają relacje w życiu. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiał głębiej, ciało własne nie miał od tak dawna plus zawsze był tylko szczutym zwierzęciem jeśli chodzi o to życie. Nazywał kogoś przyjacielem podświadomie, jednak nigdy nie klasyfikował tego wedle definicji książkowej. Czy zatem też w tym wypadku postąpić winien tak samo? W każdym razie musi się ze starymi znajomymi spotkać. Jeśli teraz tego nie może powiedzieć, to na pewno poczuje to podczas spotkania. W tym czasie rozmawiała Amelia oraz Natvakt, chociaż i tak lis był zajęty rozmową więc raczej nie słuchał całej wypowiedzi, mógł tylko wyłapywać podświadomie jakieś fragmenty rozmowy. Nic znaczącego, każdy to ma że siedzi w towarzystwie i słyszy część rozmowy, która utyka w pamięci. Nie ma kontekstu, ale to że ktoś coś powiedział pozostaje i nijak można to w sensowny sposób połączyć dopóki kontekst się nie znajdzie. Dalszą część przerwało pojawienie się kogoś, co zarejestrował słuch Rhoshana, który jak swój opiekun postawił uszy i się odwrócił kiedy ten wyglądał zza niego. Musiało to bardzo śmiesznie wyglądać z boku, kiedy dwa lisy nastawiają uszy i zerkają w ten sam punkt z niewielkim opóźnieniem. Do środka wszedł Huras – Ano Huras wytarł nami też podłogę na sali treningowej, ale to akurat było do przewidzenia – powiedział lis wzruszając ramionami. Chociaż ciężko powiedzieć, żeby to sówką wytarł podłogę, bo raczej ją sobie złapał. Jakby się faktycznie postarał to mogłaby nawet robić za taką sowią gąbkę. Dobra, więc również wytarł. W głowie lisa pojawił się naprawdę głupi obraz sowiej gąbki na co się uśmiechnął pod nosem. Zaraz potem zwrócił uwagę, że z wilkiem jest ktoś jeszcze. Gadzina, która za nim szła wyglądała jak taki trochę polityk przed wyborami. Wyglądają jednocześnie poważnie i miło, chociaż nie wyglądał na takiego który zarzucałby swoich wyborców kłamstwami. W końcu to smok, a one są inteligentne więc pewnie dałby radę stworzyć realne obietnice przedwyborcze i jeszcze wygrać.
Jak reszta tak i lis skinął na przywitanie przybyłym, a zwłaszcza smokowi który chwilę potem określił ich mianem świeżej krwi. No tutaj mógłby polemizować, bo to specyficzny przypadek. Mógłby nazywać się starą krwią w nowym worku, albo nową krwią w starym worku. W każdym razie na moment przypomniał mu się czas kiedy to mordował ludzi po prostu dla czystej przyjemności. Postanowił po tym co powiedział Sędzia nieco nad tym zapanować. Tak na przekór, by pokazać że ten bubek nie ma racji, lecz czy nie oto chodziło smokowi? Być może chodziło lub po prostu powiedział co mu ślina na gadzi jęzor przyniosła.
Z drugiej strony ciekawe, czy owy sztukmistrz wojenny i strateg miał okazję stanąć w szranki z Groulem? Ciekawe czy miał okazję zmierzyć się z czempionem areny, a może to jeden z tych którzy po prostu nie potrzebowali się ujawniać ze swoją siłą? Być może ta akcja w Świcie również była przez niego zaplanowana, ciekawe tylko czy przewidział że tam na dole spotkają Sunada? A raczej coś co wyglądało jak tamto widmo. W każdym razie nie planował podważać jego umiejętności strategicznych, bo może dołączyć do tej puli. Tak, nie byłoby to chyba chwalebne znowu się jakiemuś oficerowi narazić. Już chyba limit żyć Rhoshan wyczerpał, a więcej ich nie dostanie nie mógł się jednak powstrzymać przed uśmiechnięciem bo oto obracali się teraz wśród wysokich rang. Oni, niscy rekruci, nawet ta kobieta która chyba za bardzo lubi futrzaki. Jak sobie zasłuży to i Rhoshan by jej dał pogłaskać swój ogon, ale tutaj właśnie jest warunek. Słowem kluczem było zdobycie jego sympatii, a to nie jest takie łatwe. Zwłaszcza, że miał takie a nie inne chwilowo podejście do wszystkiego co wygląda jak człowiek i zachowuje się jak on.
Lisek nie dziwił się, że Nodin nie ma ochoty z nikim gadać. Wyglądał jakby miał kobietę wtedy roznieść na strzępy, a Sędzia mu przeszkodził. Zrobiło mu się jej troszkę żal, bo jak dojdzie do siebie to pewnie znowu będzie okazja zobaczyć bardzo podobną scenkę co wtedy przed salą. Tylko czy wtedy Sędzia przybędzie i uratuje Amelię? Pewnie zrobi to okręt. Rhoshan rozsiadł się najbliżej ściany, a zaraz obok usiadł jego opiekun. Być może, by jak będzie chciał powiedzieć coś głupiego to Kougtal go skarci albo coś. W każdym razie rudzielce się trzymały razem. Ogon miarowo poruszał się to na lewo to prawo, kiedy siedział na swoim miejscu. Miejsce przystosowane dla ogoniastych istot. Nie to co ziemskie fotele, gdzie nie ma miejsca na ogon i trzeba się gimnastykować by wygodnie usiąść. Chociaż patrząc na to co Amelia wyczynia z Natvaktem zastanawiał się czy tak właśnie się zachowują ludzkie zwierzęta domowe w momencie kiedy właściciel je głaszczę? No i czy nie za dużo sobie pozwala, ale to nie jego sprawa, czy wilk jej coś powie czy też nie. Lisek na pewno jej na kolanach nie da usiąść ani się drapać, mogą to robić tylko samice cętkowane, albo ogólnie samice nieludzkie.
- Ja już osobiście przeprosiłem za swoje zachowanie tam na dole. Chociaż jak dosyć niedawno badał mnie Starożytny to wyglądał na zaniepokojonego. Nie wiem, może to coś z tym też ma wspólnego ale wątpię. W końcu tam na tej niebieskiej planetce czai się nas przeciwnik – szczerze to lis miał gdzieś czy rasa ludzka wyginie czy też nie. Żył pośród nich jako tamto stworzenie i nie widzi powodu dla którego są oni jacyś specjalni. Sami siebie niszczą, wojują ze sobą o głupie idee jak bóg czy pieniądze. Mordują się wzajemnie, a to że ktoś im pomaga już jest uznawane za złe.
- Chociaż… mam spekulację, że to też ma związek z pojawieniem się Kyrat oraz Sunadem, który wrócił na jakiś czas zza grobu i pewnie znowu wróci – dorzucił po chwili, bo w końcu poprzednia kwestia mogła się wydawać naprawdę głupia. W końcu on nie był tu kluczowym elementem, ani nawet nie myślał że jest takowym. Jest tylko małym trybikiem w tej maszynie, który można wymienić w razie gdyby był wadliwy a nikt po nim nie zapłacze. No może Akarynth oraz pozostałe osoby, które lisek miał okazję poznać. Z myśli wyrwał go głos kobiety, która wspomniała o pieczonej sowie.
- Och, wiec chcesz bym Ci też zamówił? – zapytał żartem pełnym czarnego jak spalona sowa humoru. Z ciekawości nawet zerknął w menu czy tam się faktycznie znajdzie sowa. Może jest taka potrawa w jakimś kraju? Sowa faszerowana jabłkami czy czymś takim? – Chociaż wiesz. Jedną sówką to ja się nie najem, co najwyżej na zakąskę – po sprawdzeniu tamtej informacji po prostu zamówił sobie duży półmisek z suszonym mięsem. Nie miał nic do wołowiny ziemskiej, więc nawet to mogło być. Do popicia oczywiście woda, a jak ktoś się będzie chciał podłączyć to proszę bardzo. W końcu suszone mięso z półmiska można jeść bez sztućców, za pomocą pazurów a mięso dla istoty mięsożernej ma całkiem sporo wartości odżywczych, więc po otrzymaniu zamówienia lis zjadał sobie kawałek za kawałkiem mięsa.
- Właśnie. Polecono nam znaleźć mentorów. Wprawdzie musiałbym zacząć od podstaw, więc każdy kto już ma je opanowane się nada, ale dalej chciałbym iść w ślady ojca i stać się tak silny jak on, ale wątpię że teraz miałby czas by od początku mnie wszystkiego nauczyć. – powiedział lis. W sumie mogło to brzmieć nieco idiotycznie. Jak futrzak miałby stać się ta silny jak smok? Ale chodziło tu nie o samą siłę fizyczną, a o coś jeszcze. O hart ducha, o wiedzę, o kiedyś być może stanie na bardzo podobnej pozycji. Poza tym mógłby się nauczyć walczyć włócznią. Wyglądała na bardzo poręczną broń, a sam Huras mówił że czasami kołkownica lepiej się sprawdza niż broń energetyczna, a jeśli czegoś nie da rady pokonać kołkownica to może zrobi to drugi wariant.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Nie Lis 01, 2015 10:45 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Huras|Itza|Kamakru|Kougatal|Natvakt

Natvakt nic nie odpowiedział. Nodin był bardzo specyficzny. Masa istot się go bała, tak po prostu, za to kim był i jaką miał historię. Choć większość z nich nigdy nie zaznała jego "gniewu", po prostu nie dał im szansy by czuć do niego strach. Pozostała jeszcze jedna kwestia, którą Amelia poruszyła następnie...
-Masz na myśli...? Nie wiem czy to dobry pomysł, jednak to twój wybór. Warto byś porozmawiała z Maro. Jest jego uczniem. No i może Kattal coś doradzi.
Wyjaśnił. Na jej następne wątpliwości nie odpowiedział. To jedyne co wiedział - więc to jej przekazał. Nie znał dokładnej historii Inusannona. Może wspomniane chwilę wcześniej gady będą w stanie jej pomóc. On jednak nie mógł, choć chętnie by to uczynił.
Zaskoczenie Amelii oraz jej reakcja wprowadziły wilka w zakłopotanie. Nie mógł zginąć, bo ona spędziła z nim "większość dotychczasowego życia"? Jakim sposobem?
-Onuris zginął w ramionach Nodina... - zaczął wilk, krzyżując ręce na klatce piersiowej, nie podzielając widać jej podejścia do sprawy. - -na twoim miejscu nie wspominałbym o tym przy Nodinie.
Dokończył, a następnie przeszli dalej. W międzyczasie Rhoshan prowadził rozmowę z Kougatalem.
-Sędzia odpowiada przed Starożytnym. I tylko przed nim. Widma wydają się lubić zostawić na swych sługach, swe własne barwy. Być może więc jest to tego efekt.
Odpowiedział mniejszy lis - większemu. Później już spotkali nowego smoka oraz "starego" wilka, po czym grupa zasiadła przy jednym ze stołów.
Natvakt siedział spokojnie, zajęty swoją kartą i wyborem jakiegoś dania... kiedy to poczuł, że ktoś na niego włazi. Spuszczając łeb, ujrzał, iż Amelia się do niego przemieściła, rozsiadając mu się na kolanach. Chciał coś powiedzieć, jednak za nim to uczynił, karpatianka wyciągnęła dłoń, podrapała go za uchem i skomentowała, że "jest maleńka". Prawda, może i była ale...
-Siedzenia regulują się automatycznie.
Skomentował, uśmiechnął się do niej i skupił ponownie na menu. Nie zamierzał jej wyganiać, gdyż jej obecność tak blisko mu nie przeszkadzała ani też w żaden sposób nie utrudniała pożywienia.
Na informację, że Am jest "najedzona" na dłużej, wilk jedynie skinął łbem. Praktycznie każdy tutaj wybrał sobie potrawę z jakiegoś mięsiwa lub z kawałkami mięsa.
Smok siedzący po środku, nie odpowiedział słowami na gest Amelii, a jedynie uśmiechnął się do niej lekko. Jeśli by mu zależało, to już by wiedzieli - o to nie musiała się martwić. Po prostu skoro jeszcze im nie powiedziano, to on nie zamierzał "czynić honorów". Są od tego inni.
Do rozmowy swoje trzy grosze dorzucił Rhoshan. Na imię "Sunad" wszyscy praktycznie zamarli na chwilę. Ostatnim czego potrzebowali był nemesis ich rasy. Tylko Kamakru wydawał się specjalnie tym nie przejąć.
-Widma się nim zajmą. Od tego są.
Rzucił czarnołuski smok, jak by rzeczywiście się tym nie przejmując. "To nie nasz problem." Z drugiej strony co miał zrobić? Nie pokona widma, nie ma ku temu środków ani możliwości. Niech tą sprawą zajmą się ci, którzy mogą mieć na to jakiś wpływ. Smok postanowił się natomiast wypowiedzieć o sprawie na którą miał wpływ.
-Szkolić możecie się od każdego. Nawet od innych rekrutów. Z siłą waszych ciał jest w tanie pomóc praktycznie ktokolwiek. Osobiście polecam wytrenować umysł by panować nad sobą. Maro zapewne mógłby z tym pomóc, jeśli znajdzie czas. Nigdy nie widziałem ani nie słyszałem, by emocje wzięły nad nim choć delikatnie górę.
Odpowiedział, tym razem nieco wyjaśniając i skupiając się na zjedzeniu zamówionego posiłku. By nie robić zamieszania, posiłki zostały wszystkim dostarczone drogą teleportacji. Nie było więc potrzeby by drony latały im nad głowami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Pon Lis 02, 2015 12:21 pm

O tym, że Nodin był istotą specyficzną i sama Amelia aż za dobrze się przekonywała przy każdym spotkaniu z nim. Najpierw w Świcie, potem przed Salą Treningową. Dwa spotkania a ona już zaczynała sądzić, że od tego samca lepiej trzymać się na jak największą odległość. Zwyczajnie unikać go w miarę możliwości.
- To wiele tłumaczy
Zaśmiała się krótko, choć niezbyt wesoło. Przypomniało jej się co zaobserwowała na statku podczas powrotu z misji.
- Są do siebie bardzo podobni. Relacja uczeń- mistrz tłumaczy to podobieństwo.
Wytłumaczyła szybko swoje rozbawienie, bo wilk pewnie nie bardzo zrozumiał.
- Ale czemu Kattal? Zna Sędziego bliżej?
Dopytywała i widać było po niej, że jest tego szczerze ciekawa. Dodatkowo wizja rozmowy z Kattalem jakoś bardziej przypadła jej do gustu niż rozmowa z Maro. Widmo wydawało się bardziej przyjacielskie, choć równie dobrze mogą być to tylko pozory.
Zauważyła, że wilk nieco się zmieszał widząc jej reakcję na przekazane jej informacje więc postarała się nieco uspokoić i opanować wybuchy, jak te przed chwilą.
- Nie mam zamiaru. Po tym jak zareagował na samo jego imię, wole przynajmniej przez jakiś czas unikać Nodina. Tylko... nic z tego nie rozumiem...
Zamknęła oczy i znów przyłożyła dłoń do czoła jakby mierząc sobie gorączkę, by po chwili przesunąć ją na nasadę nosa i ścisnąć lekko trzema palcami. Widać było, że jest zagubiona i poddenerwowana. Nie lubiła znajdować się w sytuacjach których nie rozumiała. Nie chciała o tym teraz myśleć. Miała wiele do przemyślenia, ale w samotności, na spokojnie. Zaczynała powoli odczuwać dotkliwie, że jest daleko od ziemi, żyznej gleby, co tylko potęgowało jej zagubienie. W swojej kwaterze odkryła niewielkie pomieszczenie z ziemią, za które była na prawdę wdzięczna okrętowi i jedyne o czym teraz marzyła to usiąść na tej ziemi, skulić się w ciemności i pozwolić by gleba oczyściła jej organizm z napięcia.
- Ale twoje kolana wygodniejsze
Wyszczerzyła do wilka ząbki. Ucieszyła się, ze nie każe jej schodzić, choc wcale nie spodziewała sie, że ją zgoni.
Widząc uśmiech smoka odwzajemniła go, choć jej ciekawość rosła z każdą chwilą, a to że samiec coś wie było, aż za bardzo widoczne.
Zauważyła, że na dźwięk imienia Sunad niemal wszyscy zamarli. Ona chyba za mało wiedziała, żeby tak zareagować.
- Nie, dziękuję. Wolę saładkę. Ale ty się nie krępuj
Wyszczerzyła ząbki do większego Lisa w minie tak sztucznej, że ją samo aż to bolało. Jednak przekomarzanki z Lisem okazały się mimo wszystko całkiem zabawne. Pomagały rozladować się nieco i na chwilę skupić na czymś innym.
"To tłumaczy czemu się nie uśmiecha..." pomyślała kwaśno, jednocześnie zabierajac się za jedzenie. Jako jedyna miała danie bez mięsne, ale nie specjalnie jej to przeszkadzało. Sama jadła mięso bardzo rzadko, ale wiedziała, ze inni są całkowicie mięsożerni i bynajmniej jej to nie przeszkadzało, póki nie chcieli zjeść jej.
- A kogo jeszcze byś polecał na mentora, poza Maro?
Spytała spokojnie z lekkim uśmiechem, zwyczajnie ciekawa. Nijako zdecydowała się nakłonić Sędziego by został jej mentorem, ale warto wiedzieć, kto jeszcze mógłby. A inni członkowie załogi chyba najlepiej wiedzieli kto, co, jak i tak dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 491
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Czw Lis 05, 2015 4:44 pm

Lis nie wtrącał się w rozmowę Amelii oraz Natvakta, jedynie jednym uchem łapał co tam się działo. Chociaż on raczej odniósł inne wrażenie co do Starożytnego. W porównaniu z Inusem wydawał się mniej sztywny oraz weselszy. Mimo, że czarny humor wtedy wylewał się z pyska widma, to jednak o wiele przyjemniej się rozmawiało z Kattalem niż ze smokiem. Może powinien się tego nauczyć od swojego mistrza? A co jeśli to dojdzie do kanonu rzeczy, którymi smok może irytować? Czy przekroczy wtedy magiczną granicę pierwszego miejsca i wejdzie na miejsce zero?
Skoro Sędzia jedynie odpowiadał przed Starożytnym to musiało znaczyć, że musiał być naprawdę potężny. Pytanie tylko czy był potężny, zanim został jego sługą czy stał się taki dopiero po tym? Może też Rhoshan mógłby zostać sługą widma? Chociaż… które by go chciało? Dopiero jest rekrutem, pamięci całej nie ma, a skoro nie był nikim specjalnym przedtem to i teraz tym bardziej nie jest legendą. Jedynie w oczach rekrutów może tak wyglądać, jednak widma to była zupełnie inna liga. Co najwyżej pewnie jakieś, by sobie go wzięło jako pluszaka albo zakąskę zależy od nastroju i wybuchowości danego widma. Coś mu jednak podpowiadało, że Nodin chyba był tym najbardziej emocjonalnym widmem, które potrafiło się bardzo łatwo zirytować. No może jeszcze egzekutor, na którego kiedyś wpadł.
Swoją drogą ten okręt faktycznie miał wszystko co tylko się zamarzyło. Regulowane siedzenia, menu praktycznie z każdą potrawą. Automatyczne systemy dbania o zawartość pokoi, kiedy ktoś jest nieobecny, biosfery symulujące środowiska. Wszystko, mógłby nawet być czymś w rodzaju światostatku jakby jeszcze się rozbudował i był większy. Chociaż to jest cała flota, więc pewnie dałoby radę to zrobić teraz, gdyby miał taki kaprys. Pozostaje tylko pytanie po co? Nie miało to sensu, wystarczy że ma taką załogę jaką sobie dobiera. Nie potrzebna mu chyba świadomość, że żyje sobie na nim parę setek tysięcy żywych organizmów. Lis teraz natomiast zastanawiał się czy to jak Kerrija robiła sobie z niego poduszkę wyglądało to z boku tak jak robi to teraz ta kobieta oraz wilk? Znaczy bardziej kwestia tego, że człowiek robi sobie z futrzaka zabawkę i przytulankę, czego w obecnym stanie lisowi ciężko było pojąć. Zachowanie… bardzo podobne, na zbliżonym poziomie czyli być może dajmy na to jakiś etap szczenięcy.
- Daalkiin dawał radę z nim, a potem poszedł się nim zająć Lord Nodin. Sądząc po ranach to chyba była zaciekła walka. Z bliska wolałbym tego nie oglądać – chociaż odbywało się to w sąsiednim pomieszczeniu to Rhoshan wolał nie być pośrodku konfliktu dwóch widm, które pewnie wciągnęłyby go przez nos gdyby tylko chciały. Był tylko zwykłym kosmicznym futrzakiem, a istoty tego kalibru były poza jego zasięgiem. Chociaż wyglądało na to, że Daalkiin dawał sobie z nim radę, albo dał radę się utrzymać więc jest to możliwe by skrócić tą granicę. Trzeba zebrać się w sobie i przystąpić do treningów, im dłużej zwlekał tym gorzej dla całego zespołu, gdyż z powodu swojej słabości może narazić innych. To nie był ich problem, jednak trzeba będzie jakoś się na to przygotować w przyszłości. Skoro stary wróg Densorinów nadal dycha, a jego rasa została praktycznie zanihilowana to będzie chciał się odegrać. Nie będzie to na pewno krótka śmierć dla żadnego, kogo dorwie tamto widmo. O ile ktoś okaże się na tyle słaby, by nie wytrzymać do przybycia posiłków w postaci innego widma lub kogoś o zbliżonej potędze.
To co powiedział smok brzmiało całkiem sensownie. Chociaż wątpił, by Maro byłby skłonny pomóc lisowi za to co powiedział wtedy na dole. Chyba, że… tutaj jest haczyk, a gdyby tak Rhoshan usprawiedliwił się tym, że chce aby Maro go nauczył panowania nad sobą, by nigdy więcej do takiej sytuacji nie doprowadzić? To może być jakiś argument, nawet sądząc po oddaniu smoka to by się nawet sprawdziło, w końcu czemu miałby nie działać prewencyjnie? Chociaż prewencyjnie chciał mu wtedy ściąć łeb tam na sali treningowej. Kiedy jedzenie się przeteleportowało Rhoshan zaczął sobie skubać kawałek po kawałku z półmiska. Mięso faktycznie wyglądało jak to z Ziemi i nawet tak smakowało. Może nawet trochę lepiej, bo w końcu nie człowiek zajmował się obróbką tego a okręt. A co jeśli… gdzieś tam we wnętrzu okrętu haruje batalion kucharzy z różnych światów?
- Przyznał, że każdy z załogi się nada. Haczykiem pewnie jest czas jaki kto posiada – powiedział do kobiety przełykając kawałek mięsa i sięgając po następny – No i nastawienie oraz odległość od śluzy – powiedział nieco żartobliwie nawiązując do poprzedniej sytuacji. W każdym razie nie zaszkodzi popytać ludzi – Chociaż niezgorszy jest pomysł przejść się po okręcie, poznać każdego a potem podjąć decyzję. Koniec końców i tak z każdym się trzeba będzie zapoznać – wzruszył ramionami. To wydawała się najsensowniejsza opcja. Poznać możliwości każdego z potencjalnych kandydatów, a potem ewentualnie dobierać sobie treningi pod specjalistów w danej dziedzinie – Mógłbym nawet zacząć od Groula, czempion musi w końcu coś wiedzieć a dodatkowo znamy się od długiego czasu... Znaczy on mnie zna, a ja muszę sobie to przypomnieć do końca. W międzyczasie można się spotkać z Maro i ułożyć sobie grafik, by treningi fizyczne przeplatały się z samokontrolą jeśli ten oczywiście się zgodzi na to, bo przecież może mieć inne rzeczy lub osoby na głowie. Co o tym sądzicie? – spojrzał po obecnych, by też wypowiedzieli się w tej kwestii.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Sro Lis 11, 2015 10:26 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Huras|Itza|Kamakru|Kougatal|Natvakt

Rozmowy przy stole toczyły się dalej, tak jak w dalszym ciągu ze stołu znikało jedzenie które zamówili.
-Ucznia najlepiej zna jego rodzic lub mistrz, prawda?
Odparł Kamakru na pytanie Amelii "dlaczego Kattal". Jego wypowiedź dokończył już Natvakt.
-Nie tylko go zna. To on go wyszkolił.
Dokończył wilkowaty, skupiając się dalej na jedzeniu.
Rozmowa ponownie powróciła do tematu wydarzeń ze "Świtu". Kougatal nie wydawał się tą rozmową specjalnie zainteresowany, podobnie z resztą Itza. Huras po prostu słuchał i nie miał ochoty się udzielać.
-Daalkiin jest... wyjątkowy. Jego moc, nanity w organizmie, szkolenie któremu został poddany. Choć do widm mu daleko.
Wyjaśnił smok. Tutaj w końcu postanowił się jednak wtrącić lisowaty stwór.
-Naszą siłą wyrównującą walkę jest technologia. Magia i technologia nie różnicą się od siebie tak bardzo, wbrew temu co wszyscy myślą.
Skomentował, a następnie nastała krótka cisza, którą przerwał Rhoshan, przestawiając swój plan na "plan treningowy".
-Mistrz areny powinien być dobrym wyborem. Nie dziel jednak treningów. Najpierw zrób jedno, potem drugie. W międzyczasie nabędziesz doświadczenie podczas misji.
Skomentował Huras. Na końcu padło jednak pytanie ze strony Amelii. Kończąc jeść, postanowił na nie odpowiedzieć strateg.
-Jeśli wybierzecie mądrze, starczy wam jeden mentor. Nie musicie specjalizować się we wszystkim. Po za tym, będziecie informowani o treningach prowadzonych przez okręt oraz poszczególne wyżej postawione jednostki. Waszą decyzją będzie po prostu wzięcie w nim udziału...
Odpowiedział smok, łapiąc na koniec ostatniego kęsa, a następnie podnosząc się od stołu.
-A teraz wybaczcie, udam się do swej kwatery.
Wyjaśnił smok. Tak na prawdę każdemu z tu obecnych przysługiwał aktualnie odpoczynek. Pozostali również kończyli już swoje posiłki.
-Wy również macie dzień wolnego. Skorzystajcie, wyśpijcie się i rozluźnijcie. Czeka nas sporo pracy.
Wyjaśnił lis, również kończąc. Skinąwszy wszystkim łbem, Kougatal podniósł się i odszedł od stołu. Zaraz za nim uczynił to Itza, a chwilę później Huras.
-Wspominałaś coś, że musisz zapaść w swój "sen". Postaraj się by wystarczył tobie dzień na odpoczynek.
Rzucił wilk, chwytając Am za ramiona i odkładając na bok. Następnie podniósł się, skinął Rhoshanowi na pożegnanie i również wyszedł.
Rekruci pozostali sami w Barze, mając czas całkowicie dla siebie oraz mogąc go w końcu spędzić według uznania. Dur-Shurrikun nie miał w tym momencie dla nich zadań, choć miało się to niedługo zmienić. Wszak znajdowali się na okręcie wojskowym, nie statku wycieczkowym.
Jinkusu poprowadził ich do ich kwater lub ewentualnie innych miejsc z których chcieliby skorzystać lub które zechcieliby poznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Sro Lis 11, 2015 11:06 pm

Jedli i rozmawiali spokojnie. Wszyscy rozluźnieni, tylko Am coraz wyraźniej odczuwała potrzebę snu i zbliżenia do gleby. Brak kontaktu z ziemią dawał jej już się we znaki. Właściwie nie bardzo interesowała ją wymiana zdań przy stole. Bardziej skupiła się na swojej sałatce. Przynajmniej dopóki nie zaczął się temat Sędziego. Ten akurat bardzo ją interesował.
- Rozumiem. Będę musiała chyba zagadnąć widmo
Uśmiechnęła się delikatnie właściwie sama do siebie i zajęła dalej jedzeniem.
- Chodziło mi bardziej kto jeśli nie Maro, ale rozumiem. Będzie się trzeba dobrze zastanowić nad wyborem mentora i jak najbardziej popieram pomysł poznania załogi lepiej. Niestety, ja będę musiała się z tym wstrzymać.
Skończyli jeść i wszyscy się rozeszli. Została sama z Rhoshanem.
- Wybacz, ale ja pójdę za radą Nat'a. Muszę odpocząć. Pewnie zobaczymy się później, więc do zobaczenia.
Wstała i machając Lisowi ruszyła do wyjścia. Z pomocą statku trafiła do swojej kwatery. Tam postanowiła zrobić sobie mini spa. W jej łazience była wielka wanna do której nalała gorącej wody i odrobinę jakiegoś płynu, który cudownie pachniał i pienił się. Odprężyła się kąpieli leżąc w wodzie dość długo. Kiedy jej oczy zaczęły same się zamykać wyszła i automatycznie wyschła dzięki systemom statku. Wciąż robiło to na niej nie małe wrażenie. Przyjemnie rozleniwiona zaczęła rozczesywać włosy. Przez cały ten proces starała się wyłączyć. Nie myśleć o niczym. Postanowiła, ze wszystkie ciężkie przemyślenia przeprowadzi po odpoczynku. Weszła do małego pomieszczenia koło sypialni. Tak jak uczył ją wuj i inni starsi ludu przesunęła dłonią w powietrzu nakazując ziemi rozstąpić się. Ziemia w ciemnym pomieszczeniu posłusznie rozstąpiła się na boki tworząc u stóp Amelii głęboki na jakieś dwa metry prostokątny dół wymiarami pasujący do postury kobiety. Amelia wzięła ostatni głęboki wdech i ułożyła się w dole. Naga. Rozgrzana po kąpieli. Z błogim uśmiechem na ustach. Ledwie jej głowa opadła na utworzoną w odpowiednim miejscu z niewielkiej górki ziemi poduszkę a ziemia nad dziewczyną opadła przykrywając ją całą. Grzebiąc żywcem. Nim to nastąpiło Amelia wyciszyła bicie swojego serca, zamknęła płuca sprawiając, ze teraz może nawet kilka godzin wytrzymać bez powietrza. Ziemia różniła się nieznacznie od tej w której zwykła sypiać. Nie była tak cudowna jak ziemia Karpat, ale też nie tak twarda ubita jak ta w ogrodzie jej mamy w Nowym Jorku. Dla jej bardzo wrażliwego umysłu różnica była odczuwalna, ale nie uciążliwa. Mimo pewnej obcości, ziemia dawała jej poczucie bezpieczeństwa. Otulała niczym matczyne ramiona.
Zasnęła. Zapadłą w głęboki sen, z którego może wybudzić się tylko z własnej woli. A przynajmniej tak było do tej pory. Kto wie jaką mocą dysponują istoty tworzące załogę czy tez sam okręt. Nie czas jednak o tym myśleć, a na pewno Amelia nie miała zamiaru o tym myśleć. Nie mogła. Była jak martwa. Niemal całkowicie odcięta od świata. Wyczulona tylko na niebezpieczeństwa, choć raczej nic jej nie zagrażało na okręcie, jednak wciąż za szybko było dla niej poczuć się całkowicie bezpiecznie i zrezygnować z wrodzonych i wyuczonych zachowań. Teraz regenerowało się jej ciało, by później mogła stawiać czoło wszystkim zagrożeniom. Na regenerację umysłu nie miała co liczyć, ale może jeszcze zazna spokoju i w tej sferze...
{zt}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 491
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Nie Lis 15, 2015 3:47 pm

Coś było w stwierdzeniu, że ucznia najlepiej zna mistrz, w końcu więź między Akarynthem a Rhoshanem nadal była odczuwalna. Mimo tego, że jeden z nich był nieaktywny przez kilka setek lat to jednak nadal ona pozostała. Może to też kwestia tego, że byli jednocześnie rodziną? Ciekawe czy takową ma Sędzia? Jeśli nie miał biologicznie nikogo bliskiego to może sam Starożytny był dla niego jak ojciec, wtedy już bliżej lisowi byłoby zrozumienie tej sytuacji jednak nadal wolał się nie angażować w sprawy prywatne tejże istoty. Zresztą inna sprawa, że samiec by pewnie na to nie pozwolił bo wyglądał na takiego samotnego wilka, a raczej smoka. Widocznie trudno jest znaleźć przestrzeń dla innych, kiedy ego zajmuje cały pokój.
Magia i technologia nie różniły się od siebie? Nie był ekspertem w dziedzinie ani jednej ani drugiej, jednak byłby w stanie uwierzyć patrząc chociażby na to co działo się na Ziemi. Niegdyś wyleczenie kogoś było uznawane za czary, a dzisiaj ludzie zwyczajnie zażywali leki. Fakt faktem, niektóre rzeczy nadal były poza granicami technologii ludzkiej, jednak ta granica się zacierała. Zresztą Tytan był dużo bardziej zaawansowany od tego co mają tutaj na tej skażonej głupotą ludzką planecie. Może i Ziemska magia i technika wyglądają przy nim jak starcie dzidy z karabinem laserowym? Na pewno tak jest, w końcu nigdy nie widział by rodzaj ludzki zbudował chociażby coś pokroju ¼ tego okrętu, ale to chyba kwestia tego że jeśli by to mieli to raczej by nie pokazywali.
- Groul raczej nie będzie mnie oszczędzał. Da mi łupnia jak za dawnych czasów i może nawet mi to troszkę z tych czasów przypomni – zaśmiał się serdecznie futrzak. On miał pewne podejście, zresztą tutaj widoczne. Im bardziej się go obije tym mniej błędów w przyszłości popełni, wolał bardziej empirycznie coś odczuć niż czytać o tym.
- Na Ziemi istnieje takie powiedzenie, „Jack of all trades, master of none” dlatego sądzę, że lepiej się specjalizować w konkretnej dziedzinie i być w niej dobrym niż próbować łapać wszystkie sroki za ogon i nie złapać żadnej – dorzucił swoje pięć groszy lis. Nie widział siebie w roli eksperta od technologii, ani tym bardziej strzelca wyborowego czy też sapera. Wolał stać w pierwszej linii i walczyć w zwarciu, by dać drużynie czas na działanie. A to, że go ktoś obije raz czy dwa nie robiło mu zbytnio, o ile będzie mógł wstać i dalej się bić z kimś.
Pożegnał się potem z resztą i został sam na sam z kobietą. Nie miała swoich obrońców obok, ale nie robiło mu czy ona tu jest czy też nie. Docinać jej zawsze może, ale jest bądź co bądź członkinią załogi więc tolerować ją trzeba.
- Tia, wypadałoby. Ja nie jestem zmęczony, a poza tym mam coś do zrobienia. Do następnego – powiedział i zamówił sobie wodę, którą zaczął sączyć powoli. Rozważał sobie swój plan, kogo by tu najpierw poznać. Futrzak miał całkiem sporo siły i wytrzymałości, a trening zadziałał jak taka przyjemna rozgrzewka. Wypadałoby jednak kiedyś odpocząć, zrobi to jednak nie teraz. Dopił wodę do końca. Wstał od stolika, a następnie skierował się do swojego pokoju. Znał już trasę, zresztą nawet jeśli by się zgubił to zawsze mógł poprosić okręt o pomoc. Wszedł do pokoju i skierował się pod prysznic. Pozwolił nanoczemuś tam się wyczyścić, a następnie wysuszyć. Otworzył szafę i zerknął co tam faktycznie się znajdowało. Kamizelki, spodnie, pewnie i jakiś mundur się znalazł. Cóż postanowił założyć na siebie portki w zielone moro. Zawsze chciał zobaczyć jak to jest nosić coś co jest przystosowane do jego rozmiaru. Spodnie leżały całkiem nieźle, chociaż troszkę się musiał natrudzić by wcisnąć ogon w wyciętą dziurę przeznaczoną na niego. Potem przeglądał jakiś czas zawartość pomieszczenia, zaczął od tych pamiątek i bibelotów. Mógł teraz na spokojnie się wszystkiemu przyjrzeć. Większość nazw na etykietkach nic mu nie mówiła, chociaż takie proste rzeczy jak „ozdoba” raczej potrafił ogarnąć. Gorzej z miejscami, z których pochodziły. Przyglądał się także doniczkom z roślinami. Niektóre były opisane jako drzewka owocowe z jakąś krótką i trudną do wymówienia nazwą, a inne były kwiatami ozdobnymi. Z drzewek nawet popróbował owoców i jeden bardzo podobny do ziemskiego pomidora nawet mu zasmakował. Był to słodko-gorzki owoc z niewielkimi kolcami, ale o tej samej barwie co pomidor. Na chwilę zostawił przestrzeń z pamiątkami na rzecz tamtej ramki ze zdjęciem. Przypomniał sobie, że miał pewną rzecz sprawdzić.
- Dur-Shurrikunie? Mogę poprosić o dostęp do archiwów oraz o dane na temat Inezri oraz osób, z którymi jestem na tym zdjęciu? – zapytał lis, a zdjęcie akurat przedstawiało tamten oddział. Nie spodziewał się żadnych gości obecnie, ale przecież mógł być zaskoczony. Prawda?
ZT

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Pią Mar 04, 2016 7:25 pm

NPC Storyline - Daalkiin|Dur-Shurrikun|Inusannon|Kattal|Nighith

Podziękowanie uśmiechem sędziemu, a następnie skierowanie wzroku na starożytnego... i Amelia mogła zobaczyć, jak czerwonołuskie widmo przekręca swój łeb na bok, bardzo powoli, płynnie, wpatrzony w nią z jakby... zdziwieniem. Jak by próbował ją zrozumieć, "ogarnąć" jej myśli. Jego łeb zatrzymał się pod kontem czterdziestu pięciu stopni, a widmo spoglądało w ten sposób na karpatiankę i chyba się zacięło. Nikt nie miał jej jednak nic więcej do powiedzenia, tak więc mogła spokojnie przeprosić i wyjść.
Idąc korytarzem i szukając wspomnianej "ofiary", Amelia w okolicach baru natknęła się na dwa czarne osobniki. Futrzastego i... chitynowego. Pierwszego znała, był to Daalkiin. Czarnofutry miał tym razem ze sobą jakiegoś towarzysza. Stali przed drzwiami do baru i rozmawiali... chyba. Możliwe, że telepatycznie, gdyż ich pyski się nie poruszały. Ważniejszym jednak było kim był owy kompan. Wyglądał jak kosmita, definitywnie. Nie miał futra, jego ciało chronił chitynowy pancerz, jakaś skóra, a przede wszystkim chitynowe płyty. Wzrostem równał się mniej więcej Daalkiinowi, choć stał w nieco przygarbionej pozycji. Nie posiadał oczu ani uszu. Jego ciało miało "normalną" jak na niego budowę, nie posiadał nadmiernego umięśnienia ale mu go również nie brakowało. Daleko mu było do niedożywionego. Do tego na przedramionach znajdowały się dwie naturalne "wyrzutnie" pozwalające wysuwać dwa długie ostrza, a sam ogon wydawał się być równie groźny co ogon smoka. Pokryty pancerzem, zakończony długim i ostrym ostrzem. Kimkolwiek był, mógł budzić niepokój.
Czarnofutry gdy tylko zobaczył Amelię, odwrócił łeb w jej stronę i odezwał się zaraz. Podobnie odwrócił się w jej stronę drugi osobnik, lecz nic nie powiedział.
-Amelia. Valokein (Witaj). W sam raz, że jesteś na miejscu, musimy uzgodnić twoje oficjalnie przyłączenie do The Core. Rhoshana również, jak tylko się zjawi.
Zaczął i wskazał dłonią na drzwi do baru które rozchyliły się. Samce pozwoliły karpatiance wejść pierwszej do sali i wybrać jakiś stół przy którym siądą. W międzyczasie jak szli do stołu, Daalkiin przedstawił ich towarzysza.
-Ten osobnik zwie się Nighith. Jest łowcą, nie mówi po naszemu i nie posiada żadnych mocy telepatycznych. Rozumie jednak nasz język, a telepaci mogą z nim rozmawiać, choć... poczujesz gdy spróbujesz.
Wyjaśnił czarnofutry. Gdy Amelia rozsiadła się przy stole, obaj dołączyli do niej - Daalkiin siadając obok kobiety, a Nighith na przeciwko. Obaj skupili swój wzrok na kobiecie, dając jej chwilę wytchnienia, czas na reakcję oraz ułożenie sobie wszystkiego.


Nighith:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 228
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Pią Mar 04, 2016 9:24 pm

Zaczęła się zwyczajnie śmiać widząc Kattala.
"Widmu się system zawiesił. Zaciął się biedny", pomyślała po prostu śmiejąc się.
Pożegnała się z oboma widmami i ruszyła na poszukiwania jedzonka. Szła korytarzami licząc na znalezienie jakiegoś przyjaznego futrzaka. Miała na myśli raczej wilka, na przykład Nata, ale zamiast niego spotkała Daalkiina. Jednak dowódca nie był sam. Towarzyszyła mu istota na widok której Amelia aż stanęła.
Była zszokowana, wystraszona i...zafascynowana. Stwór nie miał nic co choćby w najmniejszym stopniu mogłaby uznać za twarz. Brak nosa, oczu czy uszu był bardziej niż zastanawiający.
Podeszła bliżej i przywitała się serdecznie. Na informację o konieczności rozmowy jedynie skinęła głową. Mimo wesołego tonu dało się usłyszeć w jej głosie niepewność, a Daalkiin, który znał ją mógł zauważyć że barwa jej tęczowek z każdą chwilą staje się bardziej intensywna.
Weszła do baru i znalazła jakiś stolik gdzieś mniej więcej pośrodku.
-Miło mi cię poznać.
Zwróciła się do stworka i uśmiechnęła się. Spojrzała później na dowódcę.
-Sugerujesz, żebym spróbowała?
Uśmiechnęła się i spojrzała na Robaczka, jak go na własny myślowy użytek zaczęła nazywać.
-Jeśli tylko pozwolisz
Zwróciła się do stworka z uśmiechem. Nie lubiła chodzić po czyimś umyśle bez pozwolenia, jeśli nie musiała. Wystarczy, że Robaczek skinie głową lub wykona inny wyrażający zezwolenie gest.  Jeśli go wykonał delikatnie dotknęła jego umysłu. Skupiała się na tym, ale nie przeszkadzało jej to rozmawiać z Daalkiinem i szukania jedzenia w karcie
-Nie patrzcie tak na mnie. Z mojego punktu widzenia wszystko tu jest delikatnie mówiąc...dziwaczne. Już zdążyłam się przyzwyczaić do napotykania na swojej drodze coraz to kolejnych dziwactw. Każdy tu jest dla mnie.równie niezwykły I fascynujący.
Rzuciła jednocześnie z serdecznym uśmiechem domyślając się o co im chodzi.
- Nie ma tu czegoś w rodzaju " torebka świeżej krwi"? Trening Z Sędzią wyczerpał mnie
Rzuciła w między czasie przeglądając kartę. Jej mina mówiła więcej niż słowa. Była wręcz obolała z głodu, niezadowolona i lekko zawstydzona tym, że w ogóle o tym wspomina.


Ostatnio zmieniony przez Amelia Stein dnia Nie Mar 06, 2016 4:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Nie Mar 06, 2016 4:03 pm

NPC Storyline - Daalkiin|Dur-Shurrikun|Nighith


Czarny stwór w żaden sposób nie odpowiedział kobiecie na jej słowa. Może nie mógł, może nie chciał, a może po prostu nie zrozumiał. Daalkiin nic jej z kolei nie odpowiedział na jej słowa o sugestię, by spróbowała. Nie zabraniał ani też nie sugerował tego. Mogło to się dla niej okazać nowym, dziwnym doświadczeniem. Nighith był inny, funkcjonował inaczej niż oni.
Stwór przekrzywił jedynie swój łeb na bok, spoglądając na Amelię. Słyszał co miała mu do powiedzenia, posiadał aparat słuchowy - nie taki jak ona czy Daalkiin, jednak był w stanie słyszeć dźwięki. Gdy kobieta dotknęła jego umysłu, nie ujrzała nic po za kolorami, barwami, ciepłem. Nie było tam żadnej myśli, jedynie odczucia, doznania. Obraz domu, bezpieczeństwa. Nie czyjegoś, tylko jak by jej domu lub jakiegokolwiek który uznałaby za miejsce bezpieczne.
-Z naszego punktu widzenia, zachowujesz się i wyglądasz tak samo. Niezwykle i fascynująco.
Odparł jej czarnofutry, pozwalając sobie na lekki uśmiech. Jeden z dronów dostarczył mu szklankę z wodą, którą samiec chwycił i wziął łyka. Nighith nie miał na nic ochoty więc jedynie siedział i spoglądał na nich. Daalkiin z kolei, gdy usłyszał jej pytanie torebkę z krwią, skierował na kobietę swój wzrok i przyjrzał się jej uważniej.
-Sos...?(Krew...?) Raczej nie jest serwowana. Mogę dać tobie mej krwi, jeśli zechcesz.
Odpowiedział kobiecie, spoglądając teraz na nią. Samiec odstawił szklankę na stół i spojrzał na chwilę przed siebie. Następnie zaczął szeptać coś pod nosem.
-Dreh soziik ahrk tahvir kopiraan tol Zu'u fen pruzah ahrk sahvotjahrii aam Faal Mithil, tol Zu'u fen thaar skilaan ahrk skilaan thun, tol Zu'u fen kriinuth dii suleyk ahrk heyv delaal, sahvotjahrii ahrk ulaakjahrii vothni faas do uv hindah wah naan jor ahrk voth ahzul uv kras fen ativ nid, ahrk tol Zu'u fen thaar vothni laan pah zothun uth do daar hel ko suleyk avok zey.
Mówił z pamięci, spoglądając przed siebie. Oczywiście był to tekst wypowiedziany w język crathygtan. Po skończeniu, skierował z powrotem wzrok na karpatiankę, oczekując jej wyjaśnień a pro po krwi, jak również wyjaśnił jej o co mu chodzi.
-Czas byście oficjalnie wstąpili w nasze szeregi. Czeka was przysięga. Będziecie mogli wypowiedzieć ją w swoim języku lub po crathygtansku. Mowa o tobie i Rhoshanie.
Wyjaśnił jej, opierając swoje plecy na miękkim podparciu za nim. Nadszedł w końcu moment gdy załoga zechciała mieć ich oficjalnie w swych szeregach. Tak więc teraz albo nigdy, drugiej szansy bowiem nie będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bar   

Powrót do góry Go down
 
Bar
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: