Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Bar   Nie Sie 26, 2012 11:20 am

First topic message reminder :

Pomieszczenie stworzone na planie pięciokąta z barem znajdującym się w środku. Lokal ten służy głównie jako miejsce spotkań i zabaw towarzyskich dla załogi oraz pasażerów. Serwowane są tutaj zarówno napoje alkoholowe, jak również bezalkoholowe - pochodzącej z najróżniejszych miejsc we wszechświecie. Bar w jednym momencie jest w stanie pomieścić około dwustu osób. Miejsce to obsługiwane jest przez drony. Siedzenia oraz stoliki znajdują się przy ścianach, zdolnych do wyświetlania dodatkowych obrazów których zadaniem jest umilenie pobytu w środku. Zamówienie składa się bezpośrednio u drona-barmana lub z miejsca siedzącego, za pomocą holograficznego menu.


Ostatnio zmieniony przez Dur-Shurrikun dnia Czw Sty 12, 2017 9:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Czw Mar 10, 2016 3:09 pm

Nawet nie spodziewała się odpowiedzi na swoje pytania od żadnego z samców. No może od Robaczka jakiegoś gestu wyrażającego pozwolenie lub jego brak. Smok podczas ich pierwszego, a raczej drugiego spotkania, wtedy na treningu z Rhoshanem w pewnym stopniu słusznie zauważył. Amelia nie przepadała za swoimi mocami, a w szczególności telepatią. Nie bała się ich, jak stwierdził wtedy Inus, ale nie lubiła ich używać. Jednak czy jest się tu czemu dziwić? Telepatia przez długie lata była jej przekleństwem, większym nawet niż "alergia na słońce". Jako dziecko słyszała non stop myśli innych i nie potrafiła oddzielić ich od słów wypowiadanych na głos. Inne dzieci szybko zaczęły się jej bać i jej unikać. Była dziwadłem. Te przeżycia, jeszcze sprzed poznania braciszka mocno odcisnęły się na niej. Sprawiły, że straciła niemal całą pewność siebie i nabawiła się sporych kompleksów. Później nie było lepiej. W dorosłym życiu używa telepatii żeby tropić zwyrodnialców, a kontakt z tak "brudnymi" umysłami nie specjalnie przekonuje ją do telepatii. Nie ma się więc specjalnie czemu dziwić, że unika stosowania jej, a do umysłów innych nie wchodzi bez wyraźnej potrzeby lub pozwolenia, w duszy licząc że go nie uzyska. W przypadku Robaczka zwyciężyła w niej ciekawość, wzbudzona zagadkowym komentarzem Daalkiina.
Dotknęła umysłu samca bardzo delikatnie, ledwie musnęła, ale to wystarczyło by na jej ustach wykwitł ciepły, a nawet nieco błogi uśmiech. Nie powiedziała jednak nic. Chwilę "posiedziała " w umyśle samca. Ciepło i poczucie bezpieczeństwa przyciągały ją, bo sama czuła się wciąż zagubiona, a niedawne spotkanie z pewnym smokiem rozstroiło ją emocjonalnie. Myśli Robaczka przynosiły jej trochę ukojenia. Opuściła jednak jego umysł dość szybko, zwyczajnie nie chcąc " nadużywać gościnności". Miała ogromną ochotę przytulić Robaczka, co też zrobiła nieśmiało jeśli jej pozwolił. Przysunęła się do samca i wyciagnęła  prawą rękę w stronę jego ramienia ,tym gestem prosząc o pozwolenie by móc go dotknąć. Chciała przyjrzeć się jego pancerzowi z bliska, a potem jeśli samiec pozwoli, delikatnie go objąć.  
Jeżeli pozwolił przytuliła się i chwilę tak bardzo zadowolona siedziała po prostu ciesząc się bliskością drugiej istoty, choć wciąż jej czegoś brakowało. Od misji czuła się niekompletna i widać to było w jej oczach, na których dnie czaiło się zagubienie, a jej ciało drobnymi, ledwie zauważalnymi sygnałami dawało znać, że dziewczyna czegoś szuka, choć sama nawet nie była tego świadoma. Jeżeli jednak samiec nie wyraził zgody, po prostu odsunęła się. Tak czy inaczej ostatecznie wróciła na swoje miejsce.
Na komentarz Daalkiina jedynie cicho się zaśmiała i skinęła głową. Nie tylko ona, ale wszyscy musieli się tu wzajemnie poznać.
Słysząc propozycje spojrzała na Daalkiina uważniej, z widocznym pytaniem w oczach, jakby upewniając się  że samiec na prawdę zaproponował jej swoją krew, by po chwili z lekkim uśmiechem skłonić głowę w geście wdzięczności
-Byłabym ci bardzo wdzięczna. Padam z głodu. Mogę... eee...
I w tym momencie się zacięła. Nie wiedziała czy poprosić samca o dłoń i napić się z jego nadgarstka, co byłoby należną mu jako dowódcy formą oddania szacunku, czy może wgryźć się w obojczyk, w końcu zdążyła polubić Daalkiina. Ostatecznie zdecydowała się na wersję zwyczajnie wygodniejszą.
-Dłoń
Wyciągnęła dłonie w stronę samca tak by ten mógł położyć na nich swoją. Gdy to zrobił ułożyła się wygodnie i  pochyliła się jednocześnie lekko unosząc ku sobie jego nadgarstek. Jej kły momentalnie się wysunęły, powodując lekki ból, do którego jednak była przyzwyczajona więc nie zwróciła nawet na to uwagi. Jej oczy nabrały jeszcze bardziej wyrazistej barwy i wydawały się wręcz świecić, jednak nim ktoś zdążył to zauważyć zamknęła oczy. Niebywale ostre kły wbiły się w skórę na nadgarstku Daalkiina bez większych problemów, choć nie uszko uwadze Amelii, że jest ona znacznie twardsza niż ludzka. Nie wiedziała czy przeciw bólowe właściwości jej silny działają na istoty pozaziemnskie, ale miała taką nadzieję. Nie chciała sprawiać bólu Daalkiinowi. Piła powoli, choć gdy tylko poczuła zapach krwi miała ochotę rzucić się na samca niczym dzikie zwierzę, panowała jednak nad sobą i nie chciała wyjść na łapczywą czy nieokrzesaną. W myślach, zresztą jak zawsze porównywała smak krwi samca ze sobie już znanymi. Na Ziemi chodziło o znalezienie najbardziej jej odpowiadającej grupy krwi.W końcu mogła wybierać żywiąc się głównie z torebki. Jednak zarówno krew Nata, który "poczęstował" ją przed misją, jak krew Daalkiina nie dawały się porównać z ludzką. Mogła więc porównywać tylko krew tych dwóch samców, a różniła się ona dla niej dość znacznie, szczególnie jeśli chodzi o pożywność. Krew Daalkiina zaspokoiła jej głód po zaledwie kilku łykach. Znacznie szybciej niż ludzka, a nawet Nata.
Gdy tylko zaspokoiła głód, bo o nasyceniu się w jej przypadku nie było mowy, odczuwała pragnienie zawsze niezależnie ile krwi wypiła, instynktownie przesunęła językiem po drobnych rankach zamykając je.
-Dziękuję
Uśmiechnęła się do Daalkiina, by po chwili złożyć na jego policzku szybkiego całusa i na moment go przytulić. Czy to wciąż wpływ kontaktu z umysłem Robaczka, czy poprawa samopoczucia i nastroju po zaspokojeniu głodu, nie wiedziała, ale poczuła ochotę by przytulić samca i po prostu to zrobiła, choć krótko ledwie na sekundę obejmując go za szyję. Później lekko zarumieniona po tym nagłym wybuchu czułości usiadła grzecznie.
Słuchała słów Daalkiina, choć nie rozumiała ani słowa, jedynie z jego wypowiedzi domyślając się, że to słowa przysięgi, którą razem z Rhoshanem będą musieli złożyć.
-Nie mogę się doczekać. Chciałabym powiedzieć przysięgę w jej oryginalnym języku, tak wydaje mi się właściwiej. Jednak nie więc czy będę w stanie na tyle szybko nauczyć się jej w tej formie.
Widać było po niej, że bardzo się cieszy. Chciałaby zostać pełnoprawnym członkiem załogi. Widoczna była  tonie jednocześnie jej niepewność w stosunku do samej siebie, tego czy da sobie radę.
Zamówiła sobie sok owocowy, który znalazła gdzieś w odmętach karty, a gdy jej go przeniesiono obracała szklankę w dłoniach dłuższą chwilę.
- A jak brzmi przysięga w moim języku?
Spytała po chwili milczenia patrząc na Daalkiina. Już właściwie zdecydowała się,że powie ją w oryginalnym języku, choć jeszcze miała wątpliwości czy da sobie radę.
- Właściwie  Daalkiinie . Mógłbyś mi pomóc nauczyć języka Crathygtan?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Pon Mar 14, 2016 11:26 am

NPC Storyline - Daalkiin|Dur-Shurrikun|Nighith

Rhoshan został poinformowany, że wszystkiego dowie się gdy przyjdzie na miejsce. Miał zostać wtajemniczony przez Daalkiina.
Kontakt Amelii z Nighithem mógł być dla niej ciekawym doświadczeniem. Stworzenie nie wykazało żadnego sprzeciwu przy dotknięciu jego umysłu. Na wyciągniętą w jego kierunku dłoń nie zareagował również w żaden sposób. Stwór jak by "spojrzał" na jej rękę i nie wyraził żadnego sprzeciwu. Stąd też kobieta mogła dotknąć go, gdyby tego chciała. W dotyku natomiast, "Robaczek" był czymś całkowicie odmiennym od znajdujących się tutaj istot. W dotyku, jego skóra czy też pancerz były bardzo twarde, niemalże jak u smoka. Nie koniecznie mogły być jednak przyjemne, gdyż skóra ta wydawała się być niemalże kamieniem. Do tego temperatura ciała Nighitha była bliższa temperaturze ciała otoczenia, powietrza znajdującego się dookoła. Stąd mógł wydawać się nieco chłodny w dotyku - choć miało to inny aspekt. Powodowało problem z zauważeniem go w podczerwieni, gdyż istota ta zwyczajnie nie generowała ciepła. Palce u dłoni nie były zakończone pazurami, lecz wydawały się znacznie mocniejsze, do tego wewnętrzna strona posiadała nieco dziwniejszą budowę, pozwalającą przyssać się do obiektu - a stąd również poruszać się po pionowych powierzchniach... lub suficie. Dość ciekawym elementem jego ciała mogły okazać się "wyrzutnie" znajdujące się na przedramionach. Ukryte w nich były dwa naturalne ostrza, miecze które pozwalały temu stworzeniu skutecznie walczyć. Wyraźnie był to osobnik stworzony do walki, mordu. Zwłaszcza dodając do tego segmentowy, zakończony wielkim ostrzem ogon.
Przyszła w końcu pora na kwestię krwi. Daalkiin wyczekiwał odpowiedzi kobiety, a gdy w końcu rzuciła hasłem "dłoń", ten po prostu wyciągnął do niej swą lewą rękę, podając jej lewą dłoń. W tym momencie nie było tu dla nich zauważalne ale wewnątrz jego ciała, nanity po prostu rozeszły się i uciekły układem krwionośnym do innych części jego układu. Stąd też karpatianka dostanie od niego czystą krew, bez dodatkowej elektroniki. I choć nie wyczułaby tego w smaku, to jednak same nanity niechętnie opuściłby hosta. Maszyny potrafiły siebie kopiować, tworzyć kolejne - unikały jednak własnych start tak jak ich większe odpowiedniki. Przy samym przebiciu skóry, kobieta mogła poczuć, że skóra była sporo twardsza i grubsza od ludzkiej. Jej kły przybiły się, choć zapewne dlatego, że mięśnie samca były po prostu rozluźnione. W innym wypadku musiałaby nieco bardziej się postarać lub najzwyczajniej w świecie naciąć czymś skórą. Sam Odrodzony nie zwrócił na to uwagi, żadnego odzewu na ból lub ranę. Napił się jedynie kolejnego łyka wody i skupił na chwilę na przejrzeniu jadłospisu.
Gdy kobieta skończyła, cofając się od ręki czarnofutrego, mogła ujrzeć dość interesujące zjawisko. Rana na skórze stwora zagoiła się błyskawicznie, praktycznie natychmiast. Jak by tego było mało, jego futro "samoczynnie" się wyczyściło. Ślady po krwi zniknęły, a samo miejsce wyglądało tak, jak by nigdy go nie dotknęła.
Daalkiin w nagrodę dostał całusa, którego sensu nie zrozumiał, a chwilę potem kobieta zawiesiła mi się na szyi, co spowodowało u niego lekkie niezrozumienie. Szybko jednak poukładał sobie w głowie jej dobry humor, a zanim przeszli do spraw dalszych - Rhoshan wszedł do pomieszczenia. Czarnofutry podniósł swą prawą dłoń do góry, by zwrócić uwagę lisa, a następnie wskazał mu gestem miejsce na przeciwko siebie, przy stole, obok Nighitha. Oficer poczekał aż Rhoshan do nich dołączy, zanim odpowiedział na pytania Amelii oraz przy okazji pozwolił sobie kontynuować.
-Przysięga jest prosta. Przysięgniecie służyć The Core, strzec praw. Nic przerażającego. Przysięgę składa się przed dowództwem, w tym wypadku będzie to Dur-Shurrikun oraz Starożytny - Kattal. Starożytny kontroluje wasze intencje, więc jeśli macie wątpliwości - warto wycofać się teraz. Może również zażądać od was przysięgi względem swojej osoby. Wtedy zostaniecie związani, z nim jako swym suwerenem. Musicie mieć tego świadomość.
Oficer wyjaśnił wszystko spokojnie, spoglądając raz na Amelię, a raz na Rhoshana. Stwór siedzący obok lisa, siedział cicho i przysłuchiwał się wszystkiemu. Nie, żeby był w stanie się komunikować. I tak nie miał więc nic do powiedzenia. Albo raczej możliwości powiedzenia czegokolwiek.
-Język ten, starożytny, nie ma za bardzo związku z twoim, ziemskim. Łatwiej będzie nauczyć się go tobie z pomocą Jinkusu, niż moją. Teraz ważniejsza kwestia, dotycząca nauki. Zdajcie raport przed swoimi przełożonymi z aktualnych postępów. Wybraliście już mentorów? Jednego lub kilku?
Kontynuował wypowiedź, zaczynając od wyjaśnień, a kończąc na pytaniu. Ważnym z resztą, gdyż jeśli nie poradzą sobie sami - to on im w tym pomoże, narzuci odgórnie do kogo i po co mają się zgłosić. Daalkiinowi zależało na konkretach w ich działaniach. Czarnofutry oparł swe przedramiona na stole i pochylił się lekko, oczekując od obojga odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 502
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Pon Mar 14, 2016 7:12 pm

Oto nadchodził moment kiedy najpewniej przestanie być rekrutem, a przy okazji odpowie mu się na parę pytań. Znaczy najbardziej go ciekawiło co tam się na tym pancerniku stało i dlaczego densorini się zbuntowali. Coś tutaj nie grało, bo którzy to rebelianci byliby w stanie dorwać pancernik crathygtański, który raczej do głupich raczej nie należał. A raczej nie powinien, chociaż nie wiadomo czy wśród rasy Tytana również nie było odłamów takich jak w każdej organicznej. Zdrajców, złorzeczących. Wyglądało na to, że zawsze się znajdzie ktoś kto będzie dołki kopał pod własnymi i to chyba nie jest tylko specyfika rasy ludzkiej. A co jeśli to jest zaraźliwe? Chociaż z drugiej strony ludzie raczej nie podbili kosmosu inaczej pewnie rzuciliby otwarte wyzwanie jakiejś obcej rasie co najpewniej skończyłoby się na całkowitej anihilacji planety, a jak nie wzięcia całej rasy w niewolę. Nawet wtedy ludzie by się buntowali, byli czymś nieprzewidywalnym chociaż z drugiej strony pewnie byliby też tacy, którzy dla świętego spokoju chcieliby wydać rebeliantów by ocalić własną skórę i w taki sposób błędne koło by się nakręcało. Koniec końców doszedł do wniosku, że prędzej czy później przez swoją buntowniczą naturę oni sami siebie wybiją i raczej nie trzeba będzie się nimi przejmować. Ewentualnie zniszczą swoją własną planetę do końca i uciekną w gwiazdy, ale to już nie jego broszka bo pewnie i tak rasa ludzka zginie, zgaśnie przez własną niechęć do zjednoczenia się i wewnętrzne podziały.
Lis wszedł do pomieszczenia, gdzie ujrzał znajomego oficera, krwiopijcę w wersji mini oraz nowego osobnika, którego jeszcze nie znał. Nie wiedział co Amelia brała, że jest taka uchachana ale może jej dali jakiś dobry stymulant na dobry humor albo czymś innym ją naszprycowali. Była też opcja, że po prostu do czegoś tu doszło albo, że jest dziwna. Tą ostatnią opcję lis obstawił od razu, bo w końcu kto normalny nie chciałby spróbować grillowanej sowy w panierce? Jeśli ludzie mają rację i smakowałaby jak kurczak to wtedy byłaby nawet nie najgorszym posiłkiem. Ale abstrahując od sów, a przechodząc do osoby, która się rzucała w oczy i nie był to Daalkiin ani Amelia, a nowy przybysz. Wyglądał jak jakiś insekt albo kosmita rodem z ziemskiego sciencefiction. Chociaż to wszystko mogło być też jakimś rodzajem organicznego kombinezonu albo po prostu jego pancerzem naturalnym. Trochę niezręcznie o to pytać, bo to tak jakby się zapytać „hej, czy to twoja skóra?”. Oczywiście można dostać bardzo zgryźliwą ripostę pokroju „nie kurde, pożyczona” dlatego takich pytań raczej nie powinno się zadawać. Bezpieczniej założyć, że to jest jego skóra. Lis przywitał się z każdym należycie, nawet z Amelią. Niech zna dobroć futrzaka, bo ma dziś naprawdę świetny humor co po nim widać. Nie dość, że idzie rozwalić pancernik to jeszcze jest bliżej przeszłości swojej z powodu Inezri. Następnie usiadł i miał zamiar wysłuchać co ma oficer do powiedzenia, zwłaszcza że najpewniej przewidział że lisek również będzie ciekaw po co go tutaj ściągną. Nie było to najwyraźniej nic trudnego, bo wystarczyło przysiąc Tytanowi oraz Starożytnemu, chociaż z tym drugim już mógłby być problem gdyby ktoś był niezdecydowany. No cóż lis już nie ma wyjścia tak czy siak, a samo The Core mu daje ogromne możliwości rozwoju oraz odzyskania chociaż części tego co utracił jeśli nie całości. Poza tym gdyby się od nich odwrócił to tak jakby się też odwrócił od księcia czy Inezri, a tego uczynić nie chciał. Warto również zaznaczyć, że pilotowanie statków kosmicznych, wszystkie te treningi oraz zadania na swój sposób sprawiały mu frajdę. Jeśli uznać to za pracę to można powiedzieć, że lubił swoją pracę, a ta dopiero przed nim. Teraz jednak Daalkiin pociągnął za pewną strunę, bo w kwestii wyboru mentora miał Rhoshan parę typów. Na pewno Groula, ale też chciał spróbować swoich sił i zwyczajnie poprosić Kattala. Mogło być to cholernie odważne, głupie oraz lekkomyślne i wiele innych przymiotników się w tym zawierało, ale spróbować zawsze można a jeśli szkoliłby go Starożytny lub ktoś do kogo by Rhoshana wysłał to najpewniej po żmudnych, katorżniczych treningach pewnie wyszłoby mu to na dobre bo nie zginąłby podczas pierwszej lepszej konfrontacji. Jeśli rzecz jasna przeżyłby trening.
- Cóż korzystając z okazji, że muszę złożyć przysięgę przed Starożytnym chciałem też go o tą właśnie kwestię zapytać. Jeśli by się nie zgodził to za cel obiorę Groula – lis sądząc po tym jaki humor miał Starożytny strzelał, że pewnie skierowałby go np. do Nodina albo kogoś kto liskiem bardziej porzuca niż densorińskie widmo, by wybić mu z głowy zawracanie gitary widmu ale kto tam wie. Niezbadane są ścieżki istot tego kalibru.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 230
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Bar   Wto Mar 15, 2016 6:52 pm

Robaczek był bardzo "obojętny". Wydawał się mieć w nosie co Amelia robi i czemu to robi. Miała wrażenie, że nawet gdyby wlazła mu na kolana i polizała ten nawet by nie mruknął. Było to dla niej dość dziwne, dezorientujące. Nie wiedziała czy może się zbliżyć czy raczej nie. Jednak była zbyt ciekawa Robaczka by sobie odmówić, skoro ten w sumie nie protestował.
Tak jak się spodziewała pancerz samca był zupełnie inny niż istot które do tej pory poznała. Przypominał w dotyku smocze łuski, a jednocześnie był czymś zupełnie innym. Gdy przyciągnęła ręką po przedramieniu Nighitha czuła się jakby głaskała kamień. Zimny kamień. Samiec nie wydzielał żadnego ciepła. Był wręcz zimny.
Przesunęła dłonią po całej ręce od ramienia kończąc na dłoni której się uważniej przyjrzała. Podejrzewała, że z wyrzutni wysuwają się ostrza, ale mimo fascynacji wszelkimi rodzajami białej broni bardziej zafascynowały ją przyssawki po wewnetrznej stronie dłoni. Chwilę się im przyglądała, by potem po prostu samca przytulić.Świadomość, że ten premie jest wręcz doskonałym wojownikiem, choćby z racji swojej budowy nie specjalnie przeszkadzała widzieć w nim kolejnego stworka, takiego jak wszyscy tu, z którym chciała się zaprzyjaźnić.
Spojrzała z najmniejszą fascynacją niż wcześniej na Robaczka, na ramię Daalkiina, gdy drobne co prawda ranki po ugryzieniu znikły zupełnie, a jego futro "samoczynnie" się wyczyściło i jakby ułożyło. Co prawda jadła zawsze bardzo ostrożnie więc na futrze były ledwie drobne czerwone ślady po dwóch kropelkach które "jej uciekły", ale sam fakt że w kilka sekund futro samca wyglądało na nietknięte był bardzo interesujący.
Zaśmiała się cicho widząc na pysku Daalkiina zaskoczenie po tym jak go przytuliła.
-Po prostu miałam ochotę
Wzruszyła ramionami i nim zabrała się za dalsze tłumaczenia swojego zachowania zjawił się Lis. Przywitała go szerokim uśmiechem, może nawet by go przytuliła, ale usiadł za daleko, a ona już się ułożyła i nie chciało jej się podnosić.
-Rozumiem
Powiedziała po chwili zastanowienia. Będzie musiała ładnie uśmiechnąć się do Dura by pomógł jej z tym językiem. Jeśli nie ze względu na przysięgę to dla jej własnej satysfakcji i wygody w komunikacji z innymi członkami załogi. No i może będzie potrafiła wreszcie wymawiać poprawnie imiona jej członków, albo kiedyś kogoś zaskoczyć tym . Co do przysięgi nie przejmował się specjalnie jej treścią, nawet jeśli przyszłoby jej składać tą dodatkową Kattalowi. Na pokładzie czuła się lepiej niż E wiosce, mogła być sobą i jednocześnie robić to czego zawsze pragnęła-pomagać innym. Jakie mogłaby mieć wątpliwości. Chciała należeć do załogi. Przysięga wierności Kattalowi skojarzyła jej się z tymi które dawniej składano w państwach feudalnych, ale poza tym nie miała nic przeciw. Starożytny wydawał się być na prawdę sympatyczną i dobra istotą.
-Ja mam nieco mniej ambitne plany w kwestii mentora. Chciałabym prosić o to Inusannona
Przyznała cicho i nie wiedzieć czemu zarumieniła się. Nikogo innego nie brała pod uwagę. Instynkt mówił jej że to musi być właśnie ten jaszczur i nikt inny. Nie wiedziała tylko jak ma go przekonać żeby ją przyjął na swoją uczennice. Nie wydawał się do tego chętny więc pewnie będzie musiała bardzo się postarać Będzie z tym ciężko już to wiedziała, ale jak na upartą istotę przystało nie zamierzała zrezygnować dopóki sędzia się nie zgodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1414
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Bar   Nie Mar 20, 2016 12:27 pm

NPC Storyline - Daalkiin|Dur-Shurrikun|Faith Hartley|Nighith


Daalkiin oparł swe przedramiona na stole, spoglądając na lisa który pierwszy postanowił odpowiedzieć na jego pytanie. Ze wszystkich możliwych odpowiedzi, czarnofutry nie spodziewał się akurat tej. Z obu przedstawionych opcji, to właśnie ta druga wydawała się rozsądniejsza. A dlaczego, zamierzał nawet samodzielnie wyjaśnić.
-Groul będzie lepszym wyborem. Choć jest raczej wojownikiem, aniżeli nauczycielem. Starożytny odeśle ciebie do kogoś innego, na przykład Nodina. Nie podejmował się walki od dawna, wątpię by zrobił dla kogokolwiek wyjątek, by chociażby nauczać.
Po wyjaśnieniach, przyszła pora na odpowiedź ze strony karpatianki. Tutaj znowu zaskoczenie. Ze wszystkich dostępnych istot na pokładzie, lis wybrał sobie starożytnego, a karpatianka - jego ucznia. Czarnofutry w żaden specjalny sposób nie okazał swych emocji, po prostu nie przywykł do tego by to czynić. Niemniej jednak, gdyby mógł, chwyciłby się za łeb.
-Ja go tobie nie dam. Idź i zapytaj go osobiście. Inusannon bardzo niechętnie podejmuje się nauczania kogokolwiek. Jego ostatnim uczniem jest Maro, przyboczny Acrotha.
Wyjaśnił kobiecie, a następnie skierował swój wzrok ponownie na menu które znajdowało się przed nim. Holograficzna projekcja zareagowała na ruch jego dłoni, odnajdując "Lom", co w crathygtanskim dialekcie oznaczało "Woda". I taką to też wodę w szklance zaserwował mu dron, który do nich podleciał. Czarnofutry wziął łyka wody i spojrzał w kierunku drzwi do baru, które rozsunęły się, a do środka weszła kolejna osoba. Ku możliwemu zaskoczeniu Amelii oraz Rhoshana, nie był to kolejny stwór. Była to natomiast kobiet, ludzka kobieta - ziemianka. Przynajmniej tak wyglądała z zewnątrz. Z resztą tak właśnie było. Nie była mutantką, nie posiadała żadnych mocy - była najzwyklejszym w świecie człowiekiem. Z przeszłością w agencjach federalnych, wywiadzie oraz kontrwywiadzie. O czym już wiedzieć nie mogli. Miała na sobie standardowy mundur crathygtanski, dopasowany do jej wzrostu, a na tym znajdowała się jeszcze jedna warstwa - brązowa kurtka. Na prawym nadgarstku znajdował się "zwykły" zegarek, świecący na czerwono i przypominający smarthwatch, stylizowany na bardziej elegancki model z metalowym paskiem oraz obudową. Kobieta podeszła do grupki siedzącej przy stole, kierując swe spojrzenie głównie ku Daalkiinowi. Ten, ujrzawszy kobietę, postanowił się przywitać i na początek ją przedstawić.
-Drem Yol Lok. Pozwólcie, że przedstawię...
-Faith Hartley, drugi oficer.
Przerwała mu kobieta, wyciągając przed siebie prawą dłoń i klikając coś na zegarku. Ten wyświetlił z kolei holograficzną projekcję jakiegoś raportu - tego można było się domyślić po obrazach oraz rozłożeniu tekstu.
-Nie czas na przyjemności i integrację. Houston, na Ziemi. Patrol odnotował tam dziwne odczyty, sugerujące wzmożoną aktywność energetyczną. Tą samą jaką odnotowały planety zaatakowane przez "Strażnika".
Wyjaśnił kobieta, a Daalkiin skupił swe spojrzenie na owym raporcie. Czarnofutry przymrużył lekko swe ślepia, a następnie zwrócił się ponownie do kobiety, a dokładniej spojrzał na nią i dostał kolejne informacje.
-Suvulaan-do-Thul zajęty jest zwalczaniem rebelii "Nowego Imperium Densorinskiego", tak więc wysłałam dwa krążowniki Sahloknir oraz fregatę zwiadowczą Miin. Rokowania są jednak złe.
-Co mam przez to rozumieć?
-To prawdopodobnie zalążek inwazji. Zaczną od miasta, a potem rozleją się na resztę planety.
Na tym wyjaśnienia się skończyły. Hologram zniknął, a kobieta opuściła swój zegarek. Daalkiin wbił na chwilę wzrok w blat, zamilknął na chwilę. Postanowiła więc odezwać się kobieta. Znowu.
-Jest coś jeszcze. Pod miastem odnotowaliśmy aktywność energetyczną. Crathygtanski nadajnik.
Dodała. Czarnofutry spojrzał na nią pytająco, charakterystycznie stawiając uszy pionowo i przekrzywiając łeb lekko na bok. W tym momencie, przy stole pojawił się również hologram Dur-Shurrikuna.
-Wysłałem rozkazy. Piąta, siódma oraz dziesiąta flota, mobilizują się.
-Bitwa o miasto nierozwiniętej cywilizacji? Ziemia poniesie potężne straty.
-Naszą misją będzie ocalić to co pozostanie, tych którzy przeżyją. Ujawnimy się planecie, będzie to nas kosztować.
-Przygotowania potrwają. - Zaczął Daalkiin, podnosząc się do góry, wstając i stając obok stołu. Skierował teraz swe spojrzenie ku Amelii oraz Rhoshanowi. - -Zanim wyślemy was na ziemię, złożycie przysięgę. Udajcie się do swych kwater i przygotujcie. Znajdziecie tam tekst który będziecie musieli powtórzyć. Po tym, zgłosicie się do Hall of Heroes, gdzie złożycie przysięgę. Żaden specjalny ubiór nie jest wymagany. Oddajecie siebie, nie formalność. O reszcie dowiecie się po przysiędze.
Wyjaśnił czarnofutry. Hologram okrętu zniknął, a kobieta skierowała swe spojrzenie na "Robaczka".
-Nighith. Idziesz ze mną. Dokonamy wstępnego zwiadu.
Rzuciła poleceniem. Czarny stwór skierował łeb w stronę kobiety, gdy usłyszał jak tam wymawia jego imię. Siedział w środku, a tuż obok niego siedział Rhoshan. To jednak nie utrudniło mu wyjścia i "wydostania się". Czarny stwór położył swe dłonie na ścianie, a następnie wszedł po niej do góry i zeskoczył z niej nad głową lisowatego, lądując obok kobiety. Ta jedynie skinęła łbem pozostałej trójce, odwróciła się i udała w stronę wyjścia wraz ze stworem. Na miejscu pozostał jedynie Daalkiin, czekający na pytania lub wątpliwości ze strony tej dwójki. Jeśli nie będą mieli żadnych, mogą udać się bezpośrednio do swych pokoi, a następnie do wskazanej wcześniej sali.

(W razie braku pytań fabularnych - co polecam - możecie od razu zacząć pisać TUTAJ. Opiszcie po prostu przejście do kwatery, wzięcie czego potrzeba, zapoznanie z tekstem przysięgi który Dur-Shurrikun wyświetli przed waszymi postaciami jako hologram, a następnie udanie się do Hall of Heroes i wrażenia. Tam dalej wszystko poprowadzę.)




Faith Hartley:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bar   

Powrót do góry Go down
 
Bar
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: