Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice NYC

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20, 21, 22  Next
AutorWiadomość
Darkhawk

avatar

Liczba postów : 148
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ulice NYC   Pon Sie 27, 2012 4:04 pm

First topic message reminder :

Ulice Wielkiego Jabłka. Można je podzielić na dwa rodzaje: uczęszczane i lepiej-się-tu-nie-zapuszczaj. Te pierwsze są zatłoczone i szare, drugie puste i brudne. Nieważne do którego rodzaju można zaliczyć tę na której się znajdujesz, w obu przypadkach: pilnuj swojego portfela!


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Nie Sie 31, 2014 11:19 am, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Pierwotnie znajdował się tu także post fabularny. Został przeniesiony do pierwszego fabularnego posta Darkhawka.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Cze 24, 2016 9:52 am

- Nie lubią nas? - Powtórzył Toxin z wyraźnym niedowierzaniem w głosie. Próba zamordowania go i to nie incydentalna, zdecydowanie nie kwalifikowała się do tego, co można było określić mianem "Nielubienia". Najwyraźniej kobieta była skrajnie nieuświadomiona i nie zdawała sobie sprawy jak groźnymi istotami byli Carnage i Venom. Jak niewiele trzeba było, by stać się obiektem ich agresji.
- Mówisz, że nie jesteśmy człowiekiem... Wiesz bardzo mało... - Westchnął Mulligan unosząc powoli rękę na wysokość klatki piersiowej. Kilkakrotnie zgiął i rozprostował palce. Jego kombinezon zafalował, a potem punktowo rozstąpił się, rozpłynął odsłaniając silne, ozdobione zegarkiem przedramię mężczyzny, którym bez wątpienia był Patrick.
- Jeśli kłujecie nas, czy nie krwawimy? Jeśli łaskoczecie nas, czy nie śmiejemy się? Jeśli trujecie nas, czy nie giniemy? A jeśli nas krzywdzicie, czy nie mamy się zemścić? - Detektyw w zamyśleniu zacytował Williama Shakespeara przyglądając się uważnie uniesionemu ramieniu, zupełnie tak, jakby widział je pierwszy raz w życiu. Trwało to ledwie chwilę, po której kosmiczny kombinezon wrócił do swojej zwyczajowej, pełnej formy ukrywając niewielki, odsłonięty fragment skóry nosiciela Symbionta.
- Nie kategoryzuj nas. Jesteśmy Toxin i jesteśmy czym jesteśmy. Nie odmawiaj nam człowieczeństwa. - Dodał poważnym tonem po czym przekrzywił lekko głowę przysłuchując się nieoczekiwanemu, tajemniczemu dźwiękowi dobiegającemu z niewielkiego urządzenia.
- To chyba coś ważnego? - Ośmielił się zasugerować zaplatając ramiona na piersi. Cóż... Przynajmniej wydawało się poważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman

avatar

Liczba postów : 67
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sob Cze 25, 2016 11:37 am

Zmieszała się, najwidoczniej trafiła na naprawdę dziwny twór.
- Przepraszam, nie chciałam cię obrazić i zrównać do jakiejś rzeczy.- wyjaśniła zmieszana- Po prostu taki Crange czy Venom nie posiadają ani krztyny człowieczeństwa. Nie wiedząc o tym, że istniejesz byłam przekonana, że jesteś taki sam. A jak wiadomo oni się raczej nie rozdają zaproszeń na herbatkę.- starała się wyjaśnić czemu go zaatakowała. Swoją drogą, kto by pomyślał, że trafi jej się poeta? A na podniesione ramię natychmiast zareagowała drgnięciem dłoni, ale zaraz ją opuściła. Nie próbował jej jednak atakować, więc natychmiast ją opuściła.
Nagle odezwał się jej komunikator. Spodziewała się usłyszeć wezwanie, albo jakąś informacje o misji... ale to co usłyszała sprawiło, że zrobiło jej się słabo.
"Rhodes... nie żyje? Jak to?"- cofnęła się o krok i oparła o jeden z wywietrzników. Właśnie w tym momencie upiorna cena bohaterstwa spadła na jej braki. War Machine... przyjaciel Tony'ego... co ona o nim wiedziała? Jej umysł, nie mógł się wystarczająco skupić. Musiała usiąść i odetchnąć. Na chwilę zapomniała o z założenia morderczym symbiontem. Chyba nie bardzo ją to nawet obchodziło.
- Członek mojej drużyny... właśnie został zamordowany. War Machine.- może jego kojarzył?- Przez Asgardzką czarodziejkę.- poczuła napływ wściekłości i podniosła się. Musiała działać.
- Przykro mi Toxin, ale chyba nasza rozmowa dobiegła końca. Muszę ukręcić łeb pewnej zadufanej w sobie wiedźmie.- odparła zaciskając pięści. Może nie miała z Rhodesem zbyt bliskich relacji, ale do cholery on był Mścicielem, tak samo jak ona. A skoro nim jest, to powinna zgodnie z nazwą się mścić. Znów zeskoczyła z dachu i zaczęła kierować się w stronę Latverskiej Ambasady.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Lizard

avatar

Liczba postów : 11
Data dołączenia : 21/08/2015

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lip 12, 2016 5:33 pm

Żeliwny okrąg blokujący wejście do kanałów szczęknął i odsunął się, chrobocząc o szorstką, uliczną nawierzchnię. Po chodniku szły całe tłumy ludzi, z których nikt nie zwrócił uwagi na to, całkiem powszechne w tak ogromnym mieście wydarzenie. Kanalarze przecież pracowali dzień w dzień, by umożliwić funkcjonowanie całemu systemowi dostarczania wody do budynków mieszkalnych. To, że od czasu do czasu musieli wyjść na zewnątrz, pozostawało dla nich całkowicie akceptowalne.
Ale ze studzienki nie wyszedł żaden pracownik wodociągów. W kilka sekund wystrzeliła z niej potężna, zielona łapa i wbiwszy żółtawe szpony w beton, wciągnęła resztę ciała na zewnątrz.
Jaszczurowi sprawiło to trochę trudu. Był przecież nadal dość ociężały i rozleniwiony po hibernacji. Jednakowoż już po chwili stanął na ulicy w całej swojej okazałości. Mocne światło dnia sprawiało, że jego łuski błyszczały, a krzyki ludzi sprawiły, że poczuł się potężny. Jakiś ojciec wziął na plecy dwójkę dzieci i rzucił się do ucieczki. Trójka kobiet, prawdopodobnie przyjaciółek, które wybrały się tutaj na zakupy, zostawiły obszerne torby z ubraniami i także dołączyły się do ucieczki. Ktoś krzyknął po pomoc, a ktoś inny wezwał policję.
Ale Jaszczur tylko stał, ciesząc się słońcem okalającym jego półnagie ciało. Ciepło, które mu dawało, co rusz wyzwalało w gadzim organizmie kolejny zastrzyk euforycznej energii. Aż w końcu poczuł to.
Dojmujący głód, kłujący żołądek niczym szpony rosomaka... a może jak igła?
Stwór rzucił się na cztery nogi i zamerdał ogonem. Potem na wpół ślepo, pobiegł do przodu, w stronę uciekających ludzi. W dwóch susach dotarł do jednego chłopaka, ubranego w pomarańczowy t-shirt z zabawnym nadrukiem i chwycił go w rękę. Uniósł ofiarę na wysokość swoich oczu i szeroko rozwarł paszczę. Dawno nieużywane kły zastrzykały, jak kości starca, który po wielu miesiącach spędzonych w szpitalnym łóżku, wreszcie jest w stanie stanąć na nogi
-Wyglądassssssz ssssssmacz...- Lizard nie zdążył dokończyć swojego udawanego komplementu, gdyż coś uderzyło go z ogromnym impetem i odrzuciło. Wypuścił chłopca z uścisku i skulił się na ziemi. Co to było? Pająk? Niee, zbyt silny. Pająk był słabszy. Ale zwinny.
Leżąc na ziemi oblizał sobie oko. Był w stanie mrugać, jednak to właśnie ten sposób zwilżania w tym momencie przyszedł mu do głowy. Instynktownie... albo z przyzwyczajenia.
Odzyskał sprawność wzroku i dojrzał pękatego, bardzo owłosionego mężczyznę wychodzącego ze zdezelowanej ciężarówki, który sprawdzał, jaki jest stan niedoszłego posiłku Lizarda. Zachciało mu się bohaterstwa! Ewentualnie zrobił po prostu to, co każdy dobry człowiek powinien. Jaszczur miał wątpliwości i w głębi duszy nie czuł nawet gniewu na tych dwóch facetów. Czuł za to mocny ból żeber.
-Boli!- zawarczał i strzelił ogonem, jak biczem. Potem z pewnym trudem wstał i obrócił się na pięcie, przeszedł parę kroków. Siłą woli powstrzymywał się od spojrzenia w stronę samochodu. Wiedział, że to wyzwoli w nim złość i drapieżne instynkty. Zdawał sobie także sprawę z tego, że jego złamane żebro zregeneruje się w przeciągu dziesięciu minut. Wolał jednak wmówić sobie na tą chwilę, że ból jest nie do zniesienia.
-Ból jessssssst nie do sssssniessienia!- mruknął pod nosem, klękając przy całkowicie innej studzience kanalizacyjnej. Wszedł do niej i jeszcze na drabince znalazł chwilę, by umocować urwany element z powrotem. Postronni, gdyby jeszcze jacyś tu pozostali, usłyszeliby mocny plusk wody.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Venom

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sie 04, 2016 5:46 pm

Venom wprowadził najpierw jednego złoczyńcę a zaraz potem drugiego, do dobrze opancerzonego auta z kuloodpornymi szybami. Na rękach Zemo jak i Red Skulla, można było dostrzec sieć, wypuszczoną przez Venoma aby w razie co, nie zaczęli gwałtownie reagować. Jeszcze przez chwilę Veni myślał, czy by nie zakryć im oczu ale ostatecznie z tego zrezygnował. Jeszcze tylko zakneblował im usta również siecią.
- Do zobaczenia. - Powiedział w kierunku Wasp, gdy już złoczyńcy siedzieli w aucie, bo przecież nie odjedzie bez pożegnania. Następnie wrócił do wozu aby dotrzeć nim do Quinjeta. Co jakiś czas upewniał się, czy Zemo oraz Rs się nie ocknęli, jednak nic nie wskazywało na to, aby zaraz mieli się ocknąć. Towarzyszki Flasha zdawały się być jakby nieobecne, dlatego zastanawiał się jak będzie lepiej. Odzywając się a może lepiej siedzieć w milczeniu i tak dojechać na miejsce.
Będąc już blisko, Venom zaczął uderzać palcami o drzwi auta a potem o szybę, to wszystko robił z nudów, bo jednak taka jazda w milczeniu po jakimś czasie się robiła nudna. Gdyby był w złym humorze, to by się cieszył, że nikt nic nie mówi jednak jako iż bez większych problemów szło im ze złoczyńcami, nie widział przeszkód by kontynuować rozmowę z laboratorium lecz taka rozmowa samemu ze sobą, też nie była jakąś większą frajdą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Sie 08, 2016 10:01 pm

| NPC Hexe

Prowadząca pojazd Hexe zamilkła w całej dyskusji, kiedy to z dwójką towarzyszących jej agentów jechali do Quinjeta, który miał być tuż przy jednym ze zbiorników wody. W Nowym Jorku nie można było liczyć na spokój i to, że nikt nie zwróci uwagi, aczkolwiek prawdopodobnym jest, że dojazd w okolice doków - gdzie pozostawienie transportu lotniczego było po prostu najlepszą decyzją - minie im spokojnie.
Przynajmniej tak miało być, kiedy kierowali się do Morris Port.
Droga nie była szczególnie opuszczona. Prawda, jechało mniej samochodów, więc można było uznać, że było już po godzinach szczytu. Niektórzy kierowcy jechali mniej lub bardziej uważnie, ale to nie oni byli powodem do zatrzymania się; ba, nie było żadnego powodu, aby agenci musieli się zatrzymać.
Gdyby ktoś zdecydował się sprawdzić, co z przyszłymi więźniami - nie mieli o co się martwić. Zarówno Red Skull, jak i Zemo byli wciąż nieprzytomni i nie trzeba było się zamartwiać o jakikolwiek ruch z ich strony.
Zza mijanego przez nich skrzyżowania wyjechało parę samochodów - mniej lub bardziej zwracających na siebie uwagę, co nie było niczym dziwnym w Nowym Jorku.
Gdy jednak przekroczyli zjazd w stronę portu, dwa większe auta włączyły się do ruchu, przyspieszając na tyle, aby zrównać się z samochodem agentów. Przyciemnione szyby, podobnie wzmocniona karoseria, choć nie wyglądało na to, aby to były na zamówienie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Pojazd SHIELD został zamknięty między dwoma samochodami, co wzbudziło pewne drżenie, jako że Hexe ciężko było w którąkolwiek stronę skręcić, mogąc jedynie mocniej przyhamować… a to też się nie udało. Jakby coś z tyłu blokowało taką możliwość.

Agent Coulson, który z kolei oczekiwał na przybycie pozostałych agentów - najwidoczniej bardziej z potrzebą zobaczenia na własne oczy, że złoczyńcy takiej rangi jak Red Skull czy Zemo, zostali pojmani - oczekiwał przy Quinjecie przy wjeździe do portu. Gdyby cofnął się do pojazdu, mógłby sprawdzić informacje od innych agentów zajmujących się różnymi sprawami. Podobnie jakby zażądał przedstawienia mapy, żeby zobaczyć gdzie znajduje się samochód z agentami - dostrzegłby, iż nadajnik auta porusza się znacznie wolniej, co mogłoby wyjaśnić nieobecność w okolicy. To z kolei mogło zastanowić. Ktoś będzie musiał skontaktować się z Venomem, Smugą czy właśnie Hexe i sprawdzić, co się dzieje.


/ Kolejkę możecie ustalić między sobą. Dobrze by było, gdyby każdy z włączonych w rozgrywkę: Venom, Coulson, Smuga, odpisali. Podobnie jak Hexe, który nie ma czasu, więc na ten moment jest jako NPC.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Smuga

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Sie 10, 2016 1:50 am

Wskoczyła do pojazdu z pozostałą dwójką. Niestety z przodu były tylko dwa miejsca i wylądowała z tyłu, wraz z bandziorami, odgrodzona od kabiny ścianką z małym zasiatkowanym okienkiem.
-Bezsens. -narzekała, gdy już jechali. -Rozumiem, że to poważni przestępcy, ale śpią jak zabici. Na pewno nie wieziemy zwłok? -sprawdziła im tętno. -Nie, dobra. Żyją. Ech... -przeciągnęła się. Chwilę jechali w ciszy. -A właśnie, mieliście opowiedzieć o tych całych... symbiotach, tak?
Po chwili nudnej jazdy urozmaiconej opowieścią o mocach dwójki coś zaczęło się dziać.
-Co do... -mruknęła pod nosem, wyglądając przez małe okienko w bok. Obok nich jechał van. Dość ppdejrzany van... Z drugiej strony pojawił się taki sam. -Nie wiem jak wam, ale mi to śmierdzi. Depnij trochę Hexe. -ktoś się chyba stęsknił za swoimi bandziorami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Venom

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sie 18, 2016 8:32 pm

Venom wciąż spoglądał przez okno, niekiedy spoglądając do tyłu czy aby nic się nie zaczyna dziać. Zapewne pajęczy zmysł by go ostrzegł, jednakże wolał pozostać czujny. Dzięki temu, że na ulicy było mniej pojazdów, można było uznać że podróż przebiega całkiem sprawnie.
- Czuj się wyróżniona Smugo. Nie każdy ma przyjemność podróżowania z tymi o to panami. - Odpowiedział, chcąc podtrzymać konwersację. Może faktycznie, przewóz dwóch nieprzytomnych złoczyńców nie należał do czegoś, co otrzymałoby miano super ekstra przygody jednak przynajmniej nic poważnego raczej nic nie mogło się im stać.
- Jakby to sensownie wytłumaczyć...symbiont to taka pozaziemska forma, która żyje sobie w ciele człowieka i dzięki niemu na przykład jestem silniejszy niż normalnie, do tego dochodzą sieci, takie jak u Spider Mana i no...to raczej nie jest fascynujący temat. - Odparł, bo nie przywykł do tłumaczenia tego, co tak właściwie posiada. Aż mu się trochę głupio zrobiło, bo pomyślał że Smuga spodziewała się lepszego wyjaśnienia. Może Hexe go najwyżej wspomoże.
Nagle Venom dostrzegł coś co go zaniepokoiło ale chyba z resztą nie tylko jego, a również towarzyszących agentów lub raczej agentek.
- Mi również. Czyżby ktoś chciał odzyskać Zemo i Red Skulla? - Pomyślał sobie na głos, dzieląc się również w ten sposób tym. Chyba nie pozostanie im nic innego, jak użycie przemocy.
- Nie możemy dopuścić aby zabrali tych dwóch. - Powiedział przygotowując swoje pistolety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agent Coulson

avatar

Liczba postów : 94
Data dołączenia : 04/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sie 23, 2016 8:18 pm

Coulson z niecierpliwieniem czekał na przyjazd reszty osób, o których dostał informacje.

Venom- człowiek, który został obezwładniony przez kosmiczną substancję zwaną sybiotem.
I nie wiadomo kiedy to coś przejmie nad nim kontrolę.
Szczególnie, że Phil nie ufał takim osobą, a raczej obcym.

Smuga- kobieta o ciekawych umiejętnościach, a raczej o ciekawym wyposażeniu.
Pancerz, który pozwala teleportować się i stać się niematerialnym.

Hexe- czyli kobieta z kolejnym symbiotem w sobie.




Phil czytając te dane wiedział, że wśród nich jest zwykłym kolesiem, ale miał ta władzę że to on ma najwięcej do powiedzenia.
Wiedział, że nie może powiedzieć wiele na temat swoich kompetencji, a raczej sam nie chciał mówić dlatego postanowił być stanowczy i czekał na ich przyjazd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Wrz 12, 2016 3:52 pm

| Hexe NPC

Kierowca samochodu eskortującego dwóch złoczyńców do Quinjeta, przy którym czekał agent Coulson, starał się jakoś wymanewrować. Nie chciał dopuścić do, powiedzmy, odbicia przewożonego towaru (co za uprzedmiotowienie, pardon!), jednakże nie było to takie łatwo jak w filmach. Ba, pewnie mogłoby, ale ile razy w życiu czyjś samochód jest niczym w imadle? Zaciśnięte i zablokowane z obu stron, gdzie jeszcze trzecia nie pozwalała na mocne przyhamowanie, zmuszając do jazdy o podobnej prędkości.
— Zobaczymy… — powiedziała agentka, ponaglona o przyspieszenie. Taki miała też zamiar to zrobić, napierając mocniej na pedał gazu, zerkając nerwowo w jedną i w drugą stronę, jakoby chciała się przekonać czy takie rozpychanie się w czymś jej pomoże. Nie spuszczała nogi z pedału. Ktoś mógłby zechcieć spytać czy zaraz całą swoją siłą nie wdepnie na tyle, że potem będzie problem z tym, aby zwolnić.
I faktycznie - Venom mógł dostrzec jak auto, którym jechali, powoli przemieszcza się do przodu. W porównaniu z samochodami przeciwnika, nie ogólnie, żeby nie było. Może i parę iskier pojawiło się, gdy karoserie rysowały się ze sobą, ale to w tej chwili było najmniej ważne. Thompson mógł też zauważyć ruch po jego stronie. Ktoś opuścił szybę w sąsiednim samochodzie i wyglądał zza niej, jakby chcąc sprawdzić najmniej trwałe punkty w dwuśladowcu, które znajdywały się na jego wysokości. Zaraz też takie przypuszczenia mogły zostać potwierdzone, gdy postać w zielonym kostiumie wyciągnęła ręce do tej części auta, w jakiej siedziała Smuga z przewożonymi złoczyńcami.
— Oni… oni chyba coś montują, bo samochód mi szaleje — powiedziała Hexe, patrząc nerwowo na deskę rozdzielczą; na wskaźniki za kierownicą, które pokazywały zmniejszenie obrotów silnika. Na środkowym panelu, między kierowcą a pasażerem, parę przycisków - przystosowanych odpowiednio do przeznaczenia samochodu, jak i wymagań organizacji - błysnęło niepokojąco. Trudno powiedzieć czy ktoś chciał się połączyć, czy mieli zaraz otrzymać jakiś komunikat. Albo samochód sam wysłał komunikat, bo na niewielkim ekranie pojawiła się nagle taka informacja.

Coulson, po przestudiowaniu informacji na temat swoich agentów, otrzymał zaraz komunikat na swoim telefonie komórkowym z tarczą jego największego idola - Kapitana Ameryki - na pulpicie.
Agencie Coulson. Pojazd, który do pana zmierza zaczyna tracić na obrotach i jest w blokadzie. Prawdopodobnie następuje ingerencja w maszynę w celu uwolnienia przetrzymanych. Zauważono także spadek energii.
I to mogło być niepokojące. Dobrze, że ci wyjechali z głownych ulic, więc nie groziło im roztrzaskanie się o któryś budynek czy spowodowanie tragicznego korku i ciągu wypadków, ale nie oznaczało to, że mogli być spokojni.
Phil mógł rozejrzeć się i dostrzec parę sylwetek znajdujących się na dość szerokiej drodze. Dobrze by było, gdyby mężczyzna zajął się nimi, chcąc ich przegonić.

Tym bardziej, że już w oddali donośny sygnał klaksonu agentów był słyszalny i zauważalny. Coulson widział więc mocniejsze, porządniejsze auto zamknięte z obu stron przez podobne samochody. Plus był taki, że auto należące do agentów było wysunięte na przód, a od wysokości drzwi pasażera i kierowcy były dopiero te auta, które dołączyły do nich.
Jechali coraz szybciej nie tak pustą, jakby chcieli, drogą. Dlatego Hexe nadal miała naciśniętą na środku kierownicy dłoń, by uprzedzać zawczasu i zmusić do jakiegoś ruchu, uników. Nie jechali równo, właściwie pokracznie.
— Będę wjeżdżała prosto do portu albo obok, bo tam jest miejsce — poinformowała, spojrzała krótko na Venoma. — Jest miejsce, prawda? — uniosła nieco swój głos, ale to mogło być po prostu winą tego, jak szybko pojawiały się nerwy u kobiety.
Hałasy z tyłu auta nie były zachwycające. Chcąc przyspieszyć, Hexe zmieniła bieg, decydując o tym, w którą stronę ruszą i miała obraną. Może nie wprost na Quinjet, ale w otwarty wjazd do portu.


Przepraszam za zwłokę. Nie mogłam w ostatnim czasie się zebrać do odpisów. Kolejka jest mi obojętne. Po prostu najlepiej, by wszyscy odpisali i skorzystali z sugestii.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Agent Coulson

avatar

Liczba postów : 94
Data dołączenia : 04/07/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sob Wrz 24, 2016 8:53 am

Phil czytając akta dowiedział się bardzo wiele o osobach z którymi miał się spotkać ale w tym momencie z tej lektury wyrwał go dźwięk telefonu komórkowego.
Dostał informację o możliwości odbicia Zemo oraz Red Skull i nie musiał wiele czekać gdyż w oddali zauważył trzy samochody zbliżające się w tym kierunku.

Coulson wyciągnął swoja broń i nie czekając zbytnio próbował przestrzelić opony dwóm skrajnym samochodom.
Po oddaniu kilku strzałów zauważył sylwetki, które zbliżały się w oddali.
Czyli możliwe, że jest to miejsce przejęcia tych groźnych złoczyńców.

Phil oczywiście nie był tego pewien dlatego oddał kilka strzałów ostrzegawczych w kierunku zbliżających się postaci.
Może uda się ich przepłoszyć, ale na wszelki wypadek znalazł sobie osłonę przed możliwym ostrzałem ze strony wozów i postanowił połączyć się z wozem.

- Agenci, tutaj Phil Coulson. Najprawdopodobniej miejsce przejęcia Red Skulla i Zemo jest właśnie tutaj. Nie daleko na wzniesieniu pojawiły się sylwetki jakiś postaci. Postaram się ich pozbyć, żebyście mieli wolną drogę. Bez odbioru. - rozłączył się i w razie jakiegoś ostrzału zaczął prowadzić również ostrzał w ich stronę, chyba że ci uciekną więc stara się zatrzymać samochody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Lis 30, 2016 12:54 am

W związku z tym, że już o wiele za długo czekamy z odpowiedzią innych osób - zwalniam Coulsona z tematu. Pozwolę sobie jednak poniżej opisać w skróconej wersji przebieg wydarzeń, żeby Phil i pozostali, którzy nie odpisali w wątku oraz ten śledzili, wiedzieli, co miało miejsce.
Coulson, będziesz mógł jednocześnie odnieść się do tych wydarzeń. Przepraszam za takie (za) długie spowolnienie akcji, choć na usprawiedliwienie dodam, że czekałam też na odzew od innych biorących udział w tej rozgrywce osób.
__
| Wszyscy, oprócz Coulsona, NPC.

Osoby, do których strzelał agent Coulson, rozbiegły się po okolicy. Żadna z nich nie była zraniona, a jedynie przestraszona; instynkt samozachowawczy zadziałał w tym przypadku za nich. Dzięki temu, jak się okazało, nie było żadnych rannych wśród niewinnych obywateli miasta. Nic dziwnego, Phil - o takiej porze - mógł mieć problemy z dostrzeżeniem logo. Tych nie było, chyba że za takie uznamy marki poszczególnych ubrań i toreb.
Trzy samochody, które jechały tą drogą, nie musiały zamartwiać się o przeszkody w postaci ludzi. Zapewne tylko jedno auto obchodziło to, jak obywatele miasta mogą skończyć. Dwuśladowce po bokach nieszczególnie przejmowały się ewentualnymi konsekwencjami, mając jedną misję - odbić uwięzionych mężczyzn, zanim ci dojadą do transportu lotniczego, dzięki któremu zostaną przetransportowani do miejsca, do jakiego powinni należeć od dawna.
Otrzymawszy twierdzącą odpowiedź na swoje pytanie, Hexe znacząco przyspieszyła, dociskając pedał gazu - samochód organizacji SHIELD wybrnął do przodu, wysuwając się o co najmniej połowę z blokady utworzonej przez dwuśladowce Hydry. Dojazd do portu wraz ze zniszczeniem bramy wjazdowej - nie trwał długo.
Już obserwujący, wcześniej zawiadomieni agenci byli w nadlatującym helikopterze organizacji czekając na to, aż wszystkie trzy samochody zatrzymają się… Albo rozbiją. Zarówno pierwsza, jak i druga opcja były prawdopodobne w tym przypadku.
Nie zajęło to wiele czasu agentom ani jednej, ani drugiej organizacji, żeby dojechać na miejsce lub być zablokowanymi przez przeszkody, które zdecydowanie nie pozwalały na dalszą jazdę.
Agenci Hydry mogli spodziewać się, że ci, co są w samochodach to nie jedyni przedstawiciele SHIELD, którzy tym się zajmują i na pewno są obserwowani. Mimo to, podjęli się ryzyka, by zrobić coś więcej, zadziałać z chęcią uratowania, odebrania członków ich organizacji. Zajechali drogę jedynemu samochodowi swoimi, żeby nie miał możliwości wycofania się w jakikolwiek sposób.
Na samym początku trudno było przewidzieć jak Venom, Hexe i Smuga sobie poradzą. Plusem sytuacji było to, że zarówno Zemo, jak i Red Skull byli nieprzytomni. Nie musieli więc obawiać się, że zostaną zaatakowani od zewnątrz, jak i od środka. Całe szczęście nie musieli też ryzykować swojego życia, gdy już wysiedli z auta, dostrzegając wówczas nadlatujący helikopter. Musieli jedynie bronić wejścia do samochodu i siebie, i przestępców, a raczej powstrzymać tych złych przed zabraniem ich. Chwilę to wszystko trwało, nawet porządniejszą, ale skończyło się dla nich zadowalająco.
Agenci próbujący zamontować jedną, małą bombę, która miała zrobić dziurę w części dla zakładników, zostali powstrzymani przez Venoma. Hexe, która zdążyła wysiąść, miała szansę określić czas przybycia pozostałych agentów i powstrzymywać innych przed zblizeniem się do samochodu. Smuga natomiast sprawdzała czy wszystko w środku jest w jak najlepszym porządku.
Nie trwało to długo, kiedy agenci Hydry zostali powaleni przez przybyłych osób z Shield, wychodzących z helikoptera, jaki wylądował paredziesiat metrów dalej.
Skończyło się to tak, że aresztowani i rozbrojeni zostali ze Smuga, Hexe i Venomem, a Red Skull i Zemo zostali zaniesieni do helikoptera, by w krótszym czasie i bezproblemowo zostali odeskortowani do Raft. Cała trójka musiała pojechać jednak do agenta Coulsona, który widział wszystko z oddali i był na bieżąco informowany o wszystkim, co działo się tutaj czy w miejscach, w jakich się nie znajdował w tym momencie.
Razem z trójką agentów polecieli Quinjetem do Raftu, żeby aresztowani mogli znaleźć swoje miejsce w więzieniu, ba którą zarobili sobie swoimi działaniami tego dnia i wcześniejszymi.

ZT dla Coulsona

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Gru 01, 2016 9:09 pm

//Milano

Gamora już nie słyszała komentarza Draxa. Na szczęście. Nieco wzburzona, troszkę zniechęcona i zmartwiona słowami Quilla ruszyła powoli przed siebie. Naciągnęła kaptury na ciemno zielone włosy i oddała się zadumie. Może Peter miał racje co do niej i Novy? Nie bez powodu Richard schował się na Ziemi i tu spełniał swoje obowiązki jako bohater. Oczywiście według niej powinien skupić się na obronie kosmosu, w końcu uzyskał moc pochodzącą z Xandaru. A z drugiej strony bronił swojego domostwa. Zresztą co ona mogła o tym wiedzieć. Pewnie nigdy tego nie zrozumie tylko dlatego, że sama już dawno swój straciła. Każde kolejne wspomnienie, na które od czasu do czasu sobie pozwalała sprawiało wrażenie obrazu za mgłą.
Słysząc warkot silnika zadarła głowę do góry. Gdzieś ponad drzewami dostrzegła pomniejszy pojazd kosmiczny. Gamora zaczęła się zastanawiać jak Drax się tam zmieścił. Zielona miała tylko nadzieje, że dolecą cali i zdrowi… no i wrócą, rzecz jasna. Sama starała się ułożyć jakąś przemowę… i przeprosiny za swoich przyjaciół. Troszkę ją kuło, że znowu idzie do miejsca gdzie bądź co bądź mieszkał Richard. Nie wiedziała czy ma ochotę go spotkać. Peter wprowadził jeszcze większy chaos w tej zielonej głowie dlatego przez jakiś czas nie zwróciła uwagi na to, że jest śledzona.
Dopiero przy wyjściu z lasu, będąc już praktycznie przy jednej z większych ulic prowadzących do Avengers Tower schowała się gdzieś za większym drzewem. Oprawce zdradziło jedno głośne strzyknięcie złamanej gałązki oraz ciche przekleństwo. Gamora długo się nie zastanawiała, gdy ten mijał miejsce gdzie się schowała zaszła go od tyłu i przyłożyła nóż do gardła. Dopiero w tym momencie zorientowała się, że to nikt inny tylko Quill we własnej osobie.
- Ty na serio chcesz żebym cię zabiła – Zabrała nóż z jego szyi i pchnęła go do przodu delikatnym kopem w tyłek.
- Jednak widzę, że źle dobrałam słowa. Mówiąc rób co chcesz nie miałam na myśli: To chodź ze mną – Ruszyła przed siebie rzucając mu pogardliwe spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 92
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Gru 02, 2016 10:20 am

Po incydencie na statku oraz zadaniach jakie wydał Star-Lord, w przepływie impulsu zamiast zostawić swoją towarzyszkę w spokoju, niestety, ale wartość niesienia dobra każdemu spowodowała, że musiał za nią pójść. Mając jeszcze nadzieję, że Groot dobrze wykonał jego rozkazy - gdyż Drzewko mogło zinterpretować je jak chciał - nie pozostawało mu wtedy jedynie jak tylko założenie swojego płaszcza i wybiegnięcie ze statku.
Po tylu latach niebycia na tej planecie nadal nie rozumiał pewnym elementów. Jak ludzie mogli na przykład słuchać zwykłego naparzania do słuchawek. Przepych muzyki elektronicznej i jej twórców powoduje, że jednak dobrze, że Quill pod względem muzycznym pozostaje staruchem. Dobra muzyka nigdy nie zginie, słaba przepadnie, przemknęła przez jego głowę myśl.
Siedząc w głębokim zamyśleniu i próbując znaleźć dalej śledzić Gamorę, Peter nie zauważył nawet, gdy niechcący złamał gałązkę. Rzucił przekleństwo pod nosem, patrząc w stronę swoich stóp, aż nagle poczuł na swojej szyi zimny dotyk żelaza. Chyba został jednak rozpoznany.
- O ile dobrze pamiętam, a było to zaledwie kilka chwil temu, kiedy znowu chciałaś mnie oszpecić, co by zagroziło mojej urodzie, to mieliśmy razem iść do Avengers Tower i przekonać wszystkich do rozmowy i konsultacji z nami. Co do statku - postanowiłem zostawić w nim Groota. Był jedyną opcją tymczasowej ochrony statku. - I w sumie był to nadal dobry pomysł, aż do momentu, gdy statek sam nie będzie już pracował we wszystkich innych wariantach. Wychodziło jednak na to, że Quill też musiał z nią porozmawiać na inny temat. - Gamora, naprawdę chcę ciebie przeprosić za to, co się wydarzyło wcześniej i w ogóle. Nie chciałem też nadać słowu "rodzina" zbyt pochopnego znaczenia. I wiem, że jestem kompletnym dupkiem. Dodatkowo, że nie powinienem wtrącać się do twojego życia. Ale naprawdę, nie mogłem patrzeć na to wszystko. Wybacz mi... - Quill podrapał się po swojej głowie, uciekając wzrokiem w stronę nieba. Gdzieś tam nadal było Knowhere. Miejsce, do którego mogli wrócić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sob Gru 03, 2016 1:57 pm

Może gdyby Quill nie oddalił się myślami w muzyczną stronę ziemskich preferencji współczesnych terran to zauważyłby gałązkę, która zdradziła jego podkradanie się za zieloną wojowniczką. Gam zawsze mu zarzucała, że nie potrafił się dostatecznie skupić. Według niej za dużo mielił jęzorem. Za dużo ‘żartował’. Za bardzo próbował załagodzić sytuację, chociaż to ostatnie stwierdzenie było troszkę niesprawiedliwe. Gamora za to, praktycznie od zawsze w gorącej wodzie kąpana za bardzo rwała się do walki. To Quill jej pokazał, że nie zawsze trzeba podnosić rękę, że przemoc nie musi być rozwiązaniem problemów… chociaż najszybszym, ale nie najlepszym. Zresztą to był również jeden z powodów rozstania jej z Novą. Od tego też czasu starała się zapanować nad swoimi emocjami. Z różnym skutkiem. Co zresztą wyrazem było ponowne przyciskanie noża do szyi Quilla.
Przewróciła oczami słysząc komentarz dotyczący urody Petera. Nie żeby uważała go za mało przystojnego mężczyznę, który nie potrafi poradzić sobie z płcią przeciwną, w końcu widziała go naprawdę wielu akcjach…
Na serio… wielu, wielu, wielu akcjach… Właściwie o czym to… Ach, nie bez powodu potrafił zakręcić w głowie niejednej kosmitce, ale jego narcyzm czasami wyprowadzał z równowagi. Mimo nerwów opuściła broń i wsunęła nóż w pokrowiec, a potem ruszyła przed siebie.
- Wait… what? - Zatrzymała się słysząc wzmiankę o tym, że mieli iść razem do Avengers Tower. Odwróciła się przodem do mężczyzny i spojrzała mu w oczy swoim mrożącym krew w żyłach wzrokiem. Quill oczywiście nic sobie z niego nie zrobił i mówił dalej.
Skrzyżowała ręce na brzuchu i cierpliwie czekała, aż się wygada. Beznamiętnie wpatrywała się w minę zbitego psa i zastanawiała się nad tym co mówił. Troszkę też odpuściła sobie wszystkie złości i bezgłośnie westchnęła pod nosem. Mimo to starała się mu dać do zrozumienia, że przekonanie jej nie będzie łatwym zadaniem.
- Ile razy zamierzasz mnie przepraszać? Może zacznij zachowywać się tak, by w przyszłości móc tego w ogóle nie robić? Quill jesteś liderem tej grupy, a narobiłeś nam wstydu. Myślisz, że będą chcieli cię wysłuchać po tym ‘pokazie’? Jak ty byś się czuł mając przed sobą kogoś takiego jak ty? – Zastanowiła się krótką chwilę.
- …Nieważne. Nie odpowiadaj na to pytanie – Posłała mu ostrzegawcze spojrzenie.
- A co jeśli Stark to nasz jedyny ratunek? Widziałeś czym poruszają się terranie? Pojazdami na kołach. Po ulicach. …Ich technologia nie jest tak rozbudowana jak nasza. …Co się stanie, gdy Rocket z Draxem nie znajdą części? Zostaniemy tutaj? A kto będzie bronił galaktyki? Quill… zacznij to wszystko traktować poważniej – Wpatrywała się w oczy mężczyzny ze śmiertelną powagą w swoich złoto-zielonych oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 92
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Gru 09, 2016 10:00 pm

Z kolejnymi słowami, które wychodziły z ust Gamory, Quill miał co raz większe zamieszanie w swojej głowie. Raz, że wszystko to co mówiła kobieta było trafne względem niego. Dwa, faktycznie nie zachowywał się tak jakby miał być wielkim "Strażnikiem Galaktyki", a jedynie podrzędnym knypkiem, pragnącym stać się wyimaginowanym superbohaterem. I niby to udawało mu się, nie przejmował się, że inni uważali go za typowego głupka. Ale cóż, każdy zdaje sobie z tego sprawę dopiero po tym, gdy już dostatecznie mocno przegnie. I taka właśnie była obecna sytuacja - przez Pete'a cała drużyna musiała teraz tkwić na Ziemi, co gorsza, Drax i Rock musieli narażać swoje życie za te głupie części.
Quill w końcu złapał się za swoją głowę, jęknął, a następnie przejechał dłońmi po swojej nieogolonej jeszcze dzisiaj twarzy.
- Tak, Gamora. Masz rację. Jeśli musimy stać się poważną grupą to jednak musimy przejść do konkretów. Musimy pójść RAZEM, tak, RAZEM, do Starka i reszty Mścicieli. Nie będę się wtrącał do tego co będziesz ustalała z nimi. Chcę tylko tam pójść, powiedzieć swoje i po prostu oddać resztę w twoje ręce. Ufam Ci, jesteś drugą z osób, którym naprawdę mogę zaufać. Na tyle dobrze wiesz z czym tkwimy na tej planecie. Rozumiesz mnie, ja rozumiem ciebie. Postaram się nie być dupkiem przy Novie. Chociaż... - Tutaj Quill namyślił się, popatrzył się na jeszcze lecące w powietrzu ptaki i znowu zerknął na Gamorę. - ...Jeśli mnie nie zaatakuje to jestem w stanie to pokojowo rozwiązać. Umowa stoi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sob Gru 10, 2016 12:29 pm

Z powagą obserwowała jego zmieszanie. To był dobry znak. To znaczyło, że Quill w końcu zaczął myśleć. Znała go tak dobrze, że nie musiał werbalnie zaznaczać swojej zgody ze słowami, które padły z ust kosmitki. Czy miała go za ‘knypka, który pragnął stać się superbohaterem’? Na pewno nie. Peter nie tylko w jej oczach był bohaterem, walczącym ze złem całego uniwersum, prowadząc ich godnie KU przeciwnościom losu, najczęściej narażając własne życie, ale również był jej przyjacielem, czasami głupkowatym i niezrozumianym, ale przyjacielem od którego ostatnio troszkę się odsunęła. I to nie tak, że stała się mniej wylewna, Quill bardzo dobrze wiedział, że nigdy zbyt łatwo nie okazywała swoich emocji. No, oprócz złości. Po prostu ostatnimi czasy zaczęła być o wiele bardziej nieprzewidywalna niż wcześniej.
Z taką samą minął wsłuchiwała się w jego jęki i obserwowała jak to w dość niecierpliwym geście pociera sobie twarz. Z niesamowitym skupieniem wsłuchiwała się w słowa przyjaciela, które wypowiadał przejętym tonem. Już nie chciała mu przerywać mówiąc, że cały czas mówiła o konkretach, ale to on wolał spędzać czas na wygłupach, które im tylko zaszkodziły. Quill o tym już wiedział i póki co nie zamierzała już do tego wracać. Natomiast im więcej mówił, tym więcej niepokoju mógł zaobserwować na twarzy kosmitki.
- …A co dokładnie chcesz im powiedzieć? – Skrzyżowała ręce przyjmując postawę zamkniętą. Tym razem zamierzała być w pełni przygotowana, dlatego chciała go wypytać o każde słowo jakie zostanie wypowiedziane w stronę Starka. Jak ich wpuści, rzecz jasna. Dodatkowo spojrzenie Gamory stało się bardziej przeszywające, co Quill mógł odczytać jako przestrogę przed ściemnianiem. Zmrużyła minimalnie powieki i wpatrywała się w oczy rozmówcy mając nadzieje, że potraktuję ją poważnie. Mina dopiero zelżała, gdy ponownie wspomniał o Novie, a wzrok uciekł gdzieś w bok.
- Quill… - Zaczęła mówić, ale Peter nie przerwał dlatego mocno zacisnęła wargi, uniosła spojrzenie i ściągnęła brwi postanawiając jeszcze chwilę odczekać zanim skończy.
- …Rich miał prawo mnie zostawić. Nie musisz być dla niego dupkiem. Miał powody, okay? Musisz mi po prostu uwierzyć – Odparła, w głębi duszy zaskoczona, że Quill aż tak się za nią wstawił. Miała też nadzieje, że Star-Lord nie będzie pytał co tam między nimi zaszło, ale znając niebotyczną ciekawość Petera, różnie może się to skończyć dlatego zaraz dodała:
- Muszę iść do przodu, a ciągła obecność na Ziemi… no… nie pomaga – I choć sama nie wiedziała jak to dalej będzie z Novą, nie zamierzała czekać na kolejne spotkanie. Jej obowiązkiem jest bronić galaktyki i tam właśnie powinna się znajdować, a nie tkwić na Ziemi bez celu.
- A tak na marginesie... jak to drugą z osób, której możesz zaufać? A kto jest pierwszą? - W pytającym geście uniosła jedną brew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Peter Quill

avatar

Liczba postów : 92
Data dołączenia : 05/05/2014

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sob Gru 10, 2016 1:39 pm

Peter Quill człowiekiem zmiennym był. Swoje charakterki miał i chwile słabości. Jednakże zawsze w towarzystwie Gamory czy też swojego innego przyjaciela, Rocketa, zmieniał się. I raz, że mogło to być pozytywne zmienienie się lub, na dwa, zmienienie na gorsze. Była to ruletka, ale to dawało smaczek nieprzewidywalności jego charakteru.
Pochłonięty przez swoje myśli oraz wysłuchiwanie tego, co jego towarzyszka miała mu do przekazania, Quill zaczął nabierać co raz lepszego obrazu na wszelkie teraźniejsze sprawy. Ważne było to, żeby teraz przekonać Mścicieli do pomocy z ich statkiem. Może okazał się wtedy wielkim dupkiem, nie warto było z nim współpracować, ale jeśli istnieje jakaś maleńka szansa żeby to zrobić, wtedy cóż - Quill zamierzał ją wykorzystać.
- Że moje zachowanie podczas ostatniej sytuacji nie było spowodowane tym, że czuję do nich złe intencje, których oczywiście nie czuje. Staramy się znowu wzbić w powietrze, żeby bronić nie tylko Ziemi, ale i całej galaktyki przed złem. Nie wiem tylko, czy nadal pamiętają Vance'a. To on jednak nam pomógł. Dlatego może nawet przez wgląd na jego osobę spróbują nam pomóc. Zwłaszcza, że nie wiem gdzie on właśnie jest. A warto byłoby go też mieć z powrotem wśród nas. Brak mi każdego członka, którego nie ma pośród nas... Tutaj na Ziemi. - Quill skrzyżował ręce na klatce piersiowej, opierając swoje plecy o drzewo.
W końcu temat zszedł na Novę. Boże, czy zawsze w końcu musieli drążyć jego temat, gdy już wracali do czegoś tylko na moment. Dosłownie, moment. Pete miał już dość tego tematu, ale wiedział też, że nie można go zawsze pomijać. Co więcej, spojrzał Gamorze w oczy i po prostu poprosił ją o przerwanie swojego wywodu, wyciągając ku niej wyprostowaną rękę.
- Gam, nie rozumiesz. Nie sądzę, żeby Nova po tym co usłyszał na wieży, był skory do normalnej rozmowy. Zwłaszcza, że wtedy też obraziłem nie tylko ciebie, ale uderzyłem w jego dumę. I rozumiem twój problem z Ziemią. Sam już nie czuje się tutaj jak dawniej jeden z jej mieszkańców. Teraz jestem tylko "przyjezdnym" i nic nie może już tego zmienić. Wszystko co jest mi obecne dawniej, teraz tutaj nie ma już znaczenia. Nawet nie wiem co dzieje się z moim starym domem w Colorado. Wszystko co miało związek przed ucieczką w kosmos sprawiło, że to już nie istnieje. Jestem innym Peterem Quillem. - Star-Lord otworzył trochę drzwi do swojego życia dla zielonoskórnej kobiety, lecz pewnie następna okazja już nie nastąpi.
I kolejne zejście na inny temat. Tego, kto jest pierwszą osobą, której najbardziej ufa. Hmm.. Ta odpowiedź będzie oczywista. Star-Lord wzruszył ramionami i przez chwilę pokierował usta ku dołu, tworząc na swojej twarzy grymas. - Najpewniej jest to Rock. Dobrze wiesz, że potrafimy się ze sobą kłócić, ale nadal - ma największą wiedzę w strategii taktycznej, dodatkowo jest naszym kwatermistrzem. Jeśli chodzi o wszystko co ma w słowie "laser" czy "wybuch" lepiej pozostawić niemu. Ty za to... Jesteś jedną z najgroźniejszych osób w galaktyce. Wraz z Draxem. Powinnaś pomyśleć o tym w ten sposób, że każdy z was jest najlepszy w tym co robi. I wasze umiejętności są zawsze pewne. Ty działasz jako psychika i strach na wrogów, co znacznie nam pomaga. A Drax? Mistrz burd i totalnej rozwałki. - Peter przez chwilę zamyślił się jeszcze w głowie i przypomniał sobie. - A, no i Groot. Nasz przyjemniaczek. Odkąd połączyłem go z Rocketem w parę, widzę, że jest najlepszym dla niego przyjacielem. Miło to widzieć. Nawet ich kłótnie są zabawne, chociaż tylko Rocket rozumie go na tyle, by móc z nim normalnie mówić. Rozwijamy się. A nie chcę być tym, który wprawi nas w zastój. - Quill uśmiechnął się pod nosem, patrząc się teraz nieobecnym wzrokiem w trawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Gru 11, 2016 12:26 pm

Quill nie był aż tak nieprzewidywalny jak mogło mu się wydawać, aczkolwiek fakt, wtedy na szczycie Avengers Tower zachował się… zupełnie irracjonalnie, niwecząc ich plany i obrażając nie tylko Gamorę, ale i swojego przyjaciela. Ale nieważne. Wyjaśnili to. Gamora miała płonne nadzieje, że nie będą musieli do tego wracać. Z drugiej strony nie zamierzała również zapomnieć o wyczynie Quilla. Zamierzała obdarzyć go o wiele mniejszą dozą zaufania niż wcześniej i będzie miała go na oku, a jak zacznie gadać głupoty, to po prostu każe mu siedzieć cicho.
Po minie Gamory od razu mógł się zorientować, że nie jest przekonana do tej całej przemowy. Gdy skończył mówić powstała między nimi cisza. Kosmitka cały czas się nad czymś zastanawiała. Na szczęście chwila ta nie trwała długo. Nie wiadomo do jakich wniosków jeszcze by doszła.
- …A może cię nie rozpoznają i nie będziesz musiał się tłumaczyć? – Nie do końca przypadło jej do gustu powoływanie się na kogoś innego. Sami powinni zbudować swoją renomę, a nie zasłaniać się czyimś nazwiskiem.
A potem przeszli na dość drażliwy temat. Gamora nie miała pojęcia, że Quill odbiera to jako ciągle nagabywanie i powracanie do sprawy z jej ex kochankiem. Właściwie to Peter wiedział, że nigdy nie była zbyt wylewna i jeżeli do czegoś nawiązywała to znaczy, że darzy rozmówce ogromnym zaufaniem i przede wszystkim szacunkiem. Niestety nie miała wglądu w myśli mężczyzny, bo mogłoby się to skończyć jeszcze większym rozzłoszczeniem… większym niż to jak się poczuła gdy wyciągnął dłoń by przestała mówić. Gamora spojrzała na niego zaskoczona tym obdartym z szacunku gestem i miała ochotę uciąć mu palce, ...ale w końcu się powstrzymała. Wywód Quilla oczywiście zmienił tor na jego własne bolączki. Wtedy właśnie sobie przypomniała jaki z niego narcyz i drama queen. Nie no poważnie. Na sam koniec brakowało tego, by przyjął jakąś dramatyczną pozę. Niby ją rozumiał, ale jakoś tego nie czuła. Dowiedziała się tylko, że jemu jest również ciężko. Może stąd to durne zachowanie? To by wiele wyjaśniało…
- Pamiętaj jednak, że ty chociaż masz swoją planetę. Masz o co dbać i gdzie wrócić – Zauważyła, chcąc go podnieść na duchu. I na serio? Otworzył drzwi do swojego życia? Przecież z tego co pamiętała, to zmienił je na obrotowe, gdy w jego łóżku pojawiała się co noc inna kobieta, którą raczył podobną gadką na temat samotności we wszechświecie.
Wysłuchała również jego za długiej tyrady na temat przyjaźni oraz tego jakie korzyści ma z trzymaniem się w kupie z ich wesołą gromadką. W połowie mniej więcej pożałowała swojej wnikliwości, a pod koniec już nie pamiętała jakie zadała pytanie.
- Quill – Powiedziała głośniej chcąc go w tym wszystkim zatrzymać, ale jak już się rozpędził… to było za późno.
- OKAY, już wiem. Mam to. Co prawda myślałam, że przyjaźń mierzy się lojalnością, czy innymi cechami, a nie umiejętnościami… Huh – Mruknęła i ruszyła powoli w stronę AT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Gru 15, 2016 9:20 pm

Nagle komunikatory obydwojga strażników rozbrzmiały przekazując wiadomość
-JESTEMGROOT! JEStemGRootJEstemGROOT JESTEM GROOT! - cokolwiek nie miałoby to znaczyć Groot zdawał się być bardziej podekscytowany niż zawsze. Być może nawet lekko przerażony? - GROOT, GROOT, GROOT!! JESTEM!!
Po momencie głos wielkoluda przycichł, a na jego miejsce trafiła transmisja, która w oczywisty sposób była wezwaniem ratunkowym.

...przedarły się jeszcze na powierzchnię planety... kwestia czasu... atak na celu wyniszczenie...wzywa się wszystkie siły o powrót do macierz...ednostek. Powtarzam. Zostaliśmy zaatakowani. Życie milionów cywili w niebezpieczeństwie. Wrogie sił nie...darły się jeszcze...

Wiadomość prawdopodobnie została zapętlona, a Groot celowo ją wyłączył.

Momentalnie potem odezwał się jeszcze w słuchawkach głos Rocketa:

-Słyszeliście co mówił Groot!? Jakaś flota z nieznaną dotąd technologią atakuje Knowhere! Giną cywile! Musimy się tam dostać ASAP! Top Priorytet! Nie ma czasu do stracenia, słuchajcie. Mam pewien pomysł, ale Quillowi się nie spodoba. Potrzebuję jednak całej masy mocy. Zarówno obliczeniowej jak i zasilania! I nie, komputery Milano nie wystarczą. Resztę wyjaśnię potem. Jakieś pomysły?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 10, 2017 7:43 am

Zatrzymała się gwałtownie słysząc głos Groota w komunikatorze. Na początku nawet się ucieszyła, bo przynajmniej zagłuszył Quilla, który mimo wszystko chciał się przedrzeć przez głos rozochoconego Drzewca. Zielona wyciągnęła tylko wskazujący palec dając tym samym ostrzegawczy znak, żeby się przymknął. Może nie rozumiała Groota tak wyśmienicie jak Rocket, ale sam ton głosu wskazywał na niezdrową ekscytację, dlatego też mina kosmitki stawała się coraz bardziej skupiona i sroga.
- Groot, Groot, Groot. Spokojnie. Masz gdzieś w okoli… - Zanim zdążyła o cokolwiek podpytać, a z głośnika mogła usłyszeć przerywane zawiadomienie. Uniosła komunikator wyżej i przyłożyła do ucha tak by cokolwiek zrozumieć. Na dodatek przysunęła tak by i Peter mógł wysłuchać krzyków. Ich spojrzenia spotkały się, wymieniając niepewnością, mieszanką zaskoczenia i powagą. Mogła przyrzec, że nigdy nie widziała tak bladego Quilla, a i jej cera stała się odrobinę jaśniejsza. Dopiero kilka sekund później szok zmienił się we wzburzenie. Frustracja urosła z myślą, że nie może po prostu chwycić za miecz i ruszyć do walki, ponieważ cały czas tkwili na Ziemi.
Zanim odpowiedziała odczekała chwilę, by wziąć parę oddechów i uspokoić się na tyle, na ile tylko się dało, a przy tak w gorącej wodzie kąpanej kosmitce zadanie zwykle okazywało się bardzo trudne. I takie też było. Odsunęła komunikator od ucha i zrobiła parę kroków w jedną i parę w drugą stronę, a gdy wzrok Gamory padł na nieopodal stojący śmietnik nie zastanawiając się długo kopnęła go tak, że przeleciał dobrych kilkanaście metrów. Dopiero po tym incydencie podniosła komunikator i zapytała:
- Czego dokładnie potrzebujesz? - Odpowiednio zaakcentowała słowo 'dokładnie' by Rocket wiedział, że Gam czeka na konkrety.
- Wiadomo kto stoi za atakami? - Oczywiście nie zamierzała stać i się przysłuchiwać. Wraz z Quillem ruszyli do AT. Po drodze spotkał ich niebywały zbieg okoliczności, ponieważ otrzymali komunikat od JARVISa o zaproszeniu do siedziby Avengersów, na co odpowiedziała, że są już blisko.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 10, 2017 8:39 pm

Jak nie zwracać na siebie uwagi mając niebieskie włosy? Na szczęście ludzie w Nowym Yorku żyli w wiecznym pośpiechu i każdy patrzył tylko na siebie. Poza tym, Noriko nie wyglądała na osobę skorą do rozmowy z kimkolwiek, nawet z rówieśnikami. Odgradzała się od świata zewnętrznego dużymi słuchawkami, z których można było usłyszeć dosyć ostrą muzykę, przechodząc obok niej. Kabel prowadził do kieszeni fioletowej bluzy dresowej, którą miała na sobie. Prawdopodobnie była za ciepła na obecną pogodę, ale tylko tego rodzaju ubranie miało na tyle szerokie rękawy, by Surge mogła w nich schować swoje rękawice. Te to już w ogóle by przykuwały niechciane spojrzenia ludzi. Dłonie bez problemu mogła schować w kieszeniach i właśnie to robiła. Tyle dobrego, że bluza była na zamek, więc mogła mieć ją rozpiętą. A pod bluzą miała krótki bezrękawnik, odsłaniający kawałek brzucha. Włosy związała w krótkiego kitka, by kark jej się nie pocił pod nimi.
Co robiła w Nowym Yorku? Przecież tak rzadko odwiedzała to miasto. Większość czasu spędzała w Instytucie, w swoim pokoju lub na świeżym powietrzu. Starając się trzymać na dystans wobec innych uczniów. Dzisiaj jednak był wyjątkowy dzień, bo wyszła nowa płyta jednego z zespołów, których słuchała. Nie mogła przepuścić tej okazji, więc tuż po śniadaniu wybyła ze szkoły. Niby kupienie płyty zajmuje chwilkę, ale skoro już była na mieście to dlaczego nie poszwendać się trochę? Mijały godziny, a ona nie wracała. Zamiast tego chodziła po mieście, oglądała wystawy. W międzyczasie zdążyła się zatrzymać na pizzę. Zmiana otoczenia zdecydowanie wprawiła ją w dobry nastrój.
Jeszcze gdyby nie te ciężkie żelastwo na rękach to już w ogóle byłoby idealnie. Rękawice ciągle jej przypominały, że jej życie wcale nie jest takie fajne, a ta krótka chwila zapomnienia wkrótce minie. I wróci zwykła szara rzeczywistość, przepełniona treningami i próbami panowania nad mocą. Próbami, które zawsze kończą się porażką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 311
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 10, 2017 11:48 pm

Po pożegnaniu się z Carol przed budynkiem głównej siedziby Avengers, Emma znalazła się w swojej limuzynie w towarzystwie wciąż nieprzytomnego ucznia oraz oddzielonego od nich ścianką zaufanego kierowcy. Kobieta od razu przykazała temu ostatniemu, aby skierował samochód z powrotem do Instytutu Xaviera, po czym wyjęła ze spoczywającej obok niej na siedzeniu torebki telefon komórkowy. Przy jego użyciu szybko i sprawnie przejrzała najnowsze wiadomości, a następnie skontaktowała się ze swoją asystentką. Ich rozmowa była krótka i rzeczowa. Panna Frost musiała jak najbardzej oczyścić swój grafik na najbliższe kilka dni, więc większość jej spotkań i innych obowiązków czekało teraz przesunięcie na późniejsze terminy. Nie przejmowała się szczegółami. Jej pracownica była wystarczająco kompetentna, aby samodzielnie to załatwić, jak zdążyła jej już udowodnić.
Podczas gdy blondynka w milczeniu wyglądała przez tę dalszą od siebie szybę, jej myśli krążyły w głównej mierze wokół sytuacji panującej w szkole. Biorąc pod uwagę wszystko to, co wydarzyło się w ostatnich dniach, a nawet godzinach, Emma nie posiadała żadnych wątpliwości, że trzeba będzie zwiększyć zabezpieczenia chroniące cały teren posiadłości... A do tego najlepiej ustalić stałą liczbę X-Men przebywających w każdej chwili na miejscu. Tak wielu członków drużyny było zbyt daleko, gdy doszło do ataku. Mieli szczęście, że część dawnych i obecnych uczniów zdecydowała się pomóc...
To właśnie ten tok rozumowania popychał White Queen ku kolejnej decyzji, której podjęcie obecnie rozważała. W Instytucie mieszkało prawie dwustu mutantów, lecz znaczna część X-Men podróżowała po świecie i nie mogła natychmiast stawić się na wezwanie. To oznaczało, że potrzebowali ich po prostu więcej - takich, którzy pozostawaliby na co dzień w szkole i w razie zajścia takiej konieczności stawaliby do jej obrony.
W głowie Emmy powoli formował się już plan, kiedy jej spojrzenie wychwyciło na chodniku znajomą postać. Kobieta uniosła brew, lecz nie traciła cennego czasu na bycie zaskoczoną. Zamiast tego dotknęła odpowiedniego przycisku na pobliskim panelu, aby kierowca mógł usłyszeć jej słowa i bez wyjaśnienia poleciła mu się zatrzymać. Było to o tyle proste, że i tak zbliżali się właśnie do dłuższej kolejki pojazdów, w związku z czym samochód przystanął zaledwie parę metrów przed Surge.
"Zapraszam do środka, panno Ashida. Musimy porozmawiać."
Telepatyczny przekaz połączony ze wskazaniem konkretnego auta powędrował do umysłu dziewczyny, a w trakcie oczekiwania na jej odpowiedź czy reakcję White Queen złożyła dłonie razem na udzie - akurat w tym miejscu, gdzie kończyła się jej sukienka. Nogi miała ze sobą skrzyżowane, zajmowała zaś miejsce zwrócone tyłem do kierunku jazdy. Reszta siedziska obok niej była wolna, natomiast po drugiej stronie spoczywał Elixir.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Sty 11, 2017 8:45 pm

Dzień wolny od wszystkiego trwał w najlepsze. Niestety. Wszystko co dobre, szybko się kończy. Zawsze tak jest. I Noriko musiała się pogodzić z tym faktem, gdy usłyszała w swojej głowie czyjś głos. Oczywiście w pierwszym odruchu rozejrzała się za rozmówcą, ale zaraz zdała sobie sprawę, że to był przekaz telepatyczny. Jednocześnie skojarzyła głos z postacią i już wiedziała, że czeka ją jakaś poważna rozmowa. "Panno Ashida". Surge potrząsnęła głową, idąc w stronę samochodu. Nie lubiła kiedy zwracano się do niej per "panno". To jej przypominało dawno życie w Japonii. Moja młoda panno. Moja droga panno. Tak matka się zawsze do niej zwracała, gdy Nori coś przeskrobała i miała zamiar jej udzielić reprymendy. Nic dziwnego, że dziewczyna miała złe skojarzenia.
Kiedy samochód stanął w sznureczku pojazdów, dziewczyna podeszła do niego by otworzyć drzwi i zajrzeć do środka. Dobrze zgadła właścicielkę telepatycznego przekazu. Emma Frost. Obecna opiekunka instytutu. Nikogo innego nie mogła się spodziewać.
- Dzień dobry, pani Frost - odezwała się. Jej wzrok zaraz też padł na ciało na przeciwko kobiety. Nie chcąc dłużej zatrzymywać samochodu, wsiadła do środka, zamykając za sobą drzwi. Zresztą i tak pewnie czeka ich dość prywatna rozmowa. Po co ktoś ma słyszeć. Usiadła obok kobiety, na wolnym miejscu.
- Co się stało Joshowi? - spojrzała na nieprzytomnego, lub śpiącego, chłopaka, przechylając się lekko w jego stronę i przyglądając jego spokojnej twarzy. Odgarnęła mu grzywkę z czoła. Wyglądał jakby spał, ale kto wie. W jej pytaniu można było usłyszeć lekką nutę zmartwienia. Podobnie było ze spojrzeniem. Nori starała się nie okazywać uczuć, była raczej zimna i obojętna na zewnątrz. Uważała, że jeśli okaże jakiekolwiek pozytywne odczucia wobec kogoś z instytutu, ten ktoś lub inna osoba, mogliby chcieć wykorzystać to przeciwko niej. Ktoś mógł uznać to za jej słabość.
Prawdą było, że przejmowała się wszystkimi. A szczególnie tymi, którzy trafili do instytutu mniej więcej w tym samym czasie co ona i zostali uczniami. Nawet tym młotkiem, który ją przegonił z instytutu przy pierwszym spotkaniu, sugerując prysznic. Bywał nieznośny, ale na polu walki był niezastąpiony. No i nie szło się nudzić przy nim. Egoista, ale wierny przyjaciel. Josh też zresztą nie był aniołkiem. Przecież poznali go jak należał do bandy będącej przeciwko mutantom. A jednak bez wahania rzucił się na pomoc Laurie. Każdy miał swoje za uszami, a jednocześnie miał jakieś plusy. Tak czy siak, nikt nie był jej obojętny. Dlatego teraz, gdy Josh nie był świadom, mogła okazać odrobinę troski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 311
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Sty 11, 2017 11:01 pm

Emma niemalże oczekiwała jakiejś formy oporu, jednakże wyglądało na to, że ostatnimi czasy instynkt samozachowawczy dziewczyny stał się silniejszy, skoro bez cienia protestu wsiadła do limuzyny. Telepatka kiwnęła głową na jej powitanie, lecz odezwała się dopiero w odpowiedzi na pytanie Noriko, jednocześnie również przenosząc spojrzenie na nieprzytomnego chłopaka.
- Pan Foley pomagał mi zawiązać pozytywne relacje z członkami Avengers. Jeden z nich zginął w przykrych okolicznościach, ale dzięki naszym staraniom muszę powiedzieć, że nie tylko ich drużyna znów jest w komplecie, ale i posiada wobec nas dług wdzięczności - wyjaśniła spokojnie takim tonem głosu, jak gdyby udzielała właśnie nastolatce lekcji. Skoro zaś już o tym mowa, to panna Frost doskonale rozumiała, że Surge była jedną z nielicznych osób, które nie otrzymały od niej zarysu aktualnej sytuacji mutantów... I między innymi o tym zamierzała z nią porozmawiać. Najpierw jednak czekała je dyskusja na temat jeszcze bliższej im kwestii.
- Pozwolę sobie założyć, że w trakcie ostatnich godzin przebywałaś poza szkołą. Instytut został zaatakowany przez nieznane nam do tej pory siły, najwyraźniej należące do kosmicznego imperium. Część budynku uległa zniszczeniu, lecz uszkodzenia nie są rozległe i nikomu nie stała się poważna krzywda - na szczęście, gdyż Emma nie czułaby się dobrze z myślą, iż wyprowadziła ze szkoły ich najlepszego, jeżeli nie jedynego w tym momencie uzdrowiciela akurat na chwilę przed tym, gdy jego usługi stały się bardzo potrzebne. Nie okazywała tego po sobie, w dalszym ciągu zdawała się stoicko spokojna, a może wręcz obojętna na to, co się wydarzyło, lecz szczerze mówiąc tę fasadę utrzymywała praktycznie zawsze. Ukrywanie emocji weszło jej już w krew.
Samochód ruszył powoli z miejsca i póki co nie zatrzymywał się ponownie, więc wyglądało na to, że korek nie należał do tych naprawdę okropnych. Zaraz zresztą pojazd skręcił w boczną uliczkę i rozwinął trochę większą prędkość... Być może kierowca wymijał kolejkę. Z pewnością zdawał sobie sprawę z tego, że pannie Frost zależało na czasie, a raczej nie chciał stracić dobrze płatnej pracy.
Spojrzenie Emmy na krótką chwilę znów powędrowało ku widokom z szybą, gdy kobieta rozeznawała się w ich aktualnym położeniu, lecz zaraz potem wzrok blondynki ponownie padł na Noriko. Nie przeglądała jej myśli, nie traktowała w ten sposób uczniów, o ile nie wymagało tego wyższe dobro - jak na przykład bezpieczeństwo szkoły... Ale pomimo tego uważnie badała jej reakcje.

_________________


"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Surge

avatar

Liczba postów : 154
Data dołączenia : 04/05/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sty 12, 2017 11:01 am

Zapewne jeszcze kilka miesięcy temu Noriko nie miałaby kompletnie ochoty na posłuchanie się Emmy i szłaby dalej swoją drogą. Na szczęście dziewczyna szybko się uczyła. Sprzeciwianie się nauczycielom czy po prostu opiekunom z Instytutu nie było dobrym pomysłem. Po co robić sobie dodatkowe problemy, kiedy już i tak jej życie jest ciężkie? Zawsze może później drugi raz wybrać się na miasto. Teraz czekała spokojnie na wyjaśnienia ze strony kobiety, patrząc na Josha.
- Avengers? - wyraźnie zaskoczona, spojrzała na Emmę. Słyszała o Avengers i wiedziała kim są, ale spotkać się z nimi? Tego jeszcze nie miała okazji. Chwilkę jej zajęło skojarzenie co Avengers mają wspólnego ze stanem Eilixira. - Josh... Wskrzesił kogoś? Łał... - szoku, jakiego doznała, nie była w stanie ukryć. Wiedziała, że blondyn leczył, na tym polegały jego moce. Ale żeby przywracać martwych do życia? Tego się kompletnie nie spodziewała.
Na pierwsze słowa kobiety skinęła lekko głową. Siedziała w mieście od samego rana, więc kompletnie nie wiedziała, co się mogło tam dziać. Poza tym, gdyby stało się coś złego to chyba do niej by zadzwonili? Wychodzi na to, że nie. Jej rękawice lekko zaiskrzyły, gdy Surge się zdenerwowała. Dziewczyna szybko przykręciła mocniej regulatory i odetchnęła. Nie powinna się denerwować. Kiedy miała w sobie zbyt dużo ładunku, zaczynał on krążyć wokół rękawic w postaci błękitnych wyładowań. Czasem wokół całego jej ciała. W szkole by się tym nie przejmowała, ale teraz siedziała w limuzynie, z mocno ograniczoną przestrzenią. To mogłoby źle się skończyć.
- Dlaczego nikt mnie nie poinformował?! Natychmiast bym tam wróciła. I pomogła. Poważna krzywda. Masz na myśli śmierć? A co z rannymi? - w tym całym stresie zapomniała o zwrocie grzecznościowym do pani Frost. No, ale jak miała zachować spokój? Ona sobie tu łaziła po mieście beztrosko, dobrze się bawiła słuchając muzyki, a w Instytucie być może niektórzy walczyli o życie. I dopiero teraz się o tym dowiaduje.
Gdyby teraz Josh się ocknął... Miałby pierwszy raz w życiu okazję zobaczyć rozemocjonowaną Noriko. Widok niezwykle rzadki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice NYC   

Powrót do góry Go down
 
Ulice NYC
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 22Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19, 20, 21, 22  Next
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ulice
» Bronx - Ulice
» Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: