Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice NYC

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22
AutorWiadomość
Darkhawk

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ulice NYC   Pon Sie 27, 2012 4:04 pm

First topic message reminder :

Ulice Wielkiego Jabłka. Można je podzielić na dwa rodzaje: uczęszczane i lepiej-się-tu-nie-zapuszczaj. Te pierwsze są zatłoczone i szare, drugie puste i brudne. Nieważne do którego rodzaju można zaliczyć tę na której się znajdujesz, w obu przypadkach: pilnuj swojego portfela!


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Nie Sie 31, 2014 11:19 am, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Pierwotnie znajdował się tu także post fabularny. Został przeniesiony do pierwszego fabularnego posta Darkhawka.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Aleksander Rogoziński

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 24/09/2016

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Wrz 13, 2017 10:13 am

Nie wierzę. Nogi się pod nim ugięły, kiedy w tłumie ludzi dojrzał Jacoba. Co gorsza – ten także go zauważył i zagadał. Ze wszystkich ludzi na całym świecie akurat on. Przemądrzały konus. Tak naprawdę, to mutant nawet lubił tego technicznego freaka, tylko akurat nie miał zbyt dobrego humoru i tyle wystarczyło, by się do czegoś przywalić.
- Cóż za… niespodziewana przyjemność. – rzucił ze sztucznie podkręconą ironią, uniósł górną wargę, zmarszczył nos i wywrócił oczami, pokazując swoje zrezygnowanie. I z czego ty jesteś taki zadowolony. No tak. Pewnie sobie myśli, że właśnie wyszedłem z jakiegoś śmietnika… Och, chwila. Do Aleksandra szybko dotarło, że nie było sensu się boczyć i pokazywać humorków divy, bo w obecnej konfiguracji nie mógł uciec się do swoich najsilniejszych broni – wielkiego ego i dumy godnej królowej.
Młodzik spojrzał na wysuniętą w jego stronę rękę, w końcu wyciągnął także swoją prawicę. Akurat łapska umył na stacji benzynowej, więc przywitanie nie mogło być dla nikogo groźne.
- Powiedzmy, że chętnie bym z tobą pogadał – lub nie – ale akurat, jak widzisz, jestem w maleńkiej rozsypce, więc możesz mi potowarzyszyć w drodze do hotelu. – i, właściwie nie czekając na odpowiedź, zerknął w ekran telefonu i ruszył przed siebie. Szedł dość wolno, żeby Jacob jednak miał szansę z nim porozmawiać. Lub… żeby to on miał szansę porozmawiać z Jacobem? Meh.
- Znalazłem fajną miejscówkę niedaleko stąd. – miał w głowie jeden hotel – nie ten, w którym był z Azazelem, ale także pięciogwiazdkowy i niedaleko ESB.
- Po drodze wpadniemy jeszcze na małe zakupy, bo nie wpuszczą mnie tam tak ubranego. No, to skoro plan już znasz, to opowiadaj, co robiłeś przez cały ten czas? – wbrew pozorom, mutant umiał cieszyć się szczęściem innych i chętnie słuchał o powodzeniu bliźnich, a nie spodziewał się niczego innego po kimś pokroju Jacoba. W grę wchodził tylko wielki sukces.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacob Wagtail

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 07/09/2017

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Wrz 13, 2017 12:34 pm

- Cóż, pewnie, jak chcesz! - powiedział ruszając za chłopakiem. Wsunął dłonie w kieszenie i dostosował tempo kroków do tempa Aleksandra.
- Co ja robiłem? Nic ciekawego - westchnął rozglądając się na boki, podziwiając witryny sklepów - Ledwie pięć miesięcy temu wyrwałem się z tego całego rytmu nauki i nudnej wiedzy o biznesie. Teraz jest jeszcze gorzej - prychnął z uśmiechem - Firma ojca to łakomy kąsek dla innych, a ja jestem już na tyle... pełnoletni, że mam obowiązek bronić jej osobiście, nie poprzez agentów i tak dalej.
Machnął dłonią w powietrzu wykonując coś jakby spiralę palcami obrazującą, że w sumie sam za bardzo jeszcze nie wie co i jak powinien robić. Niemal nie potrącił kogoś śpieszącego się w przeciwnym kierunku, w ostatnim momencie odbił lekko na lewo przepuszczając go. Podrapał się po potylicy i znowu schował dłonie w kieszeni.
- A Ty jak? Żyjesz chwilą przynajmniej - uśmiechnął się, bez cienia ironii czy sarkazmu - Nie pamiętam kiedy miałem dość czasu by móc gdzieś się zerwać samemu... Zawsze słyszę to samo: "Jacob, firma to dziedzictwo, to odpowiedzialność, nie możesz tego, tamtego...". Sam wiesz jakie to może być wkurzające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksander Rogoziński

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 24/09/2016

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Wrz 13, 2017 4:35 pm

Aleksander przytaknął energicznie na stwierdzenie o nudnej wiedzy o biznesie. Nigdy go takie sprawy nie interesowały – może dlatego, że od dziecka i tak słuchał tylko i wyłącznie o tym, jak dobrze nakręcić szmal. Może też właśnie dzięki temu jego zainteresowania zabrnęły w rejony bardziej artystyczno-komunikacyjne?
- I chcesz to robić? Zajmować się firmą? – spytał tak, jakby znał odpowiedź i nie zamierzał w nią uwierzyć. Może świadczyło to o jego księżniczkowatości, ale nie wyobrażał sobie życia wśród papierków, liczb i maszyn. Ze wszystkich tych „zarobkowych dziwactw” – jak zwykł to nazywać – największą tolerancję miał dla pracy swojej matki. Telewizja. Zawsze coś się dzieje – poza terminami i setkami ludzi pragnącymi twojej śmierci i niepowodzenia to całkiem przyjemne zajęcie.
- Tak… powiedzmy, że tak. W tym roku powinienem wybrać się na studia, ale po co studiować, skoro mam diamentową kartę ojca i czarną kartę matki? – z tych dwóch kawałków plastiku to właśnie ten drugi zakładał brak jakiegokolwiek limitu, bogaty pakiet usług dodatkowych i prestiż. W hotelach, po których prowadzał się mutant wystarczyło wyciągnąć taką kartę, by dostać wszystko, o czym się tylko w danej chwili pomyśli.
- Sam wiesz, jak to jest. Jeden telefon do przydupasa z banku i nawet nie musielibyśmy przechodzić tych kilkuset metrów. – mutant nie wydawał się za bardzo szczęśliwy z powodu luksusu, na który mógł sobie pozwolić. Ciekawe, dlaczego…
- I tak. Wiem, jakie to może być wkurzające. Dlatego się od tego uwolniłem. – no cóż, tutaj troszeczkę skłamał, natomiast nie odczuwał potrzeby żalenia się swojemu dawnemu znajomemu. Zresztą, rodzice mogli go nie chcieć dopóki dawali kasę. Przecież jego to nie ruszało. Zupełnie.
W sklepie młodzik spędził dosłownie kilka chwil, kupił trzy gotowe dopasowane zestawy codziennych ciuchów i jeden granatowy garnitur o minimalnie za małych spodniach, ale dobrze go opinały, kiedy wciągnął brzuch, więc nie mógł narzekać.
- Cholera… dobra. Już nieważne. – miał zajęte ręce, na szczęście drzwi od hotelu otworzył mu specjalnie oddelegowany do tego pracownik.
- A tak w ogóle, to co cię tu przywiało? Ostatni raz chyba widzieliśmy się w Kanadzie. Interesy? – zagadnął, wyciągając jedną z rodzicielskich kart i rzucając do recepcjonisty coś o ładnym widoczku z łazienki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacob Wagtail

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 07/09/2017

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Wrz 13, 2017 8:04 pm

- Taaaak, Kanada, a dokładnie Toronto - uśmiechnął się do recepcjonisty i sięgnął po wizytówkę hotelu. Bawił się nią słuchając Aleksa, obracał ją między palcami jak szulerzy czy zawodowi hazardziści robią to z monetami.
- A przywiały mnie problemy w firmie. Zaraz mnie podkopią z pakietu większościowego, mało co im zostało. Nie chcę, ale muszę zajmować się sprawami rodziny... Z której jak na tą chwilę jestem tylko ja - wizytówka zniknęła schowana w kieszeni na piersi marynarki.
Cała ta sytuacja wydawała się Jacobowi coraz dziwaczniejsza, ale kim on był by kogokolwiek oceniać? Jego świat od zawsze obracał się dookoła cyferek i liczb, był może i nudny, ale przynajmniej dawał satysfakcję i pozwalał zapomnieć o tym, czego chłopakowi brakowało. Ale co tam, teraz nie czas się rozklejać, chociaż faktycznie, spotkanie kogoś o kompletnie różnym poglądzie na tematy rodzinne kusiło do rozpoczęcia dyskusji.
- A co do studiów... Wiesz, ja to po prostu lubię - wzruszył ramionami - fajnie jest tak czasem pomajsterkować. Jedyne co, to ta ekonomia i prawo, cholerstwo wynudzi mnie na śmierć, a jak pomyślę, że teraz będę zajmować się tym niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę - skrzywił twarz w grymasie niezadowolenia.
- Ale właśnie! Bo zapomnę. Nie miałbyś chęci wpaść na przyjęcie? Do mnie, do rezydencji. Nic wielkiego, kilkadziesiąt osób, hektolitry napojów i tony żarcia. Jedyny problem to ci nudziarze z biznes-światka. Miałem zapraszać twojego ojca, bo do Ciebie nie mogłem w żaden sposób dotrzeć, ale skoro już się spotkaliśmy... Wolę tam widzieć jak najwięcej znajomych twarzy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksander Rogoziński

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 24/09/2016

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Wrz 14, 2017 4:43 pm

Mimo, że chłopak nie za bardzo interesował się firmowymi formalnościami, to poświęcał Jacobowi znaczną ilość uwagi i rozumiał go. Niestety, kosztem pracowania na własny rachunek jest brak wolności.
- O, naprawdę? A co? Reszta tych twoich gnomów się wypięła? – było to jedno z najlżejszych określeń, na które było stać Aleksandra. O swojej rodzinie nie miał do powiedzenia nic dobrego i naturalnie uważał, że każda inna jest taka sama, nawet jeśli dobrze się maskuje. No, może jego babcia była wartościową osobą. Ale ona była artystką, to zupełnie inna – lepsza – kategoria człowieka. Tak jak młody mutant.
Zaproszenie na przyjęcie bardzo zdziwiło otwierającego drzwi od pokoju młodzika. Zanim odpowiedział, znalazł sobie spokojny kącik, zrzucił ciuchy i zakomunikował:
- Pomyślę o tym. – następnie wziął błyskawiczny prysznic, wypindrzył się na tyle, na ile czas mu pozwolił, rozczesał włosy i ubrał się w elegancką koszulę, którą wpuścił w spodnie. Założył też neutralne czarne buty i dodał srebrny naszyjnik – tryskelion. Może próbował podlizać się matce naturze, żeby przestała zsyłać mu cierpienia?
- Akurat te ptasie móżdżki z czaszkami wypełnionymi forsą mam dobrze obcykane. Nie wiem, czy mój ojciec życzyłby sobie mnie tam widzieć. Właściwie to jestem pewny, że dostałby furii. Dlatego się zgodzę. – rzucił z przekąsem. Chwila, czy on nie miał unikać tłumów? Pojawienie się na takim spotkaniu było jedną z najbardziej nieodpowiedzialnych rzeczy, na którą mutant mógł sobie pozwolić. Jednocześnie, tak bardzo chciał zwrócić uwagę swojego starego, że przyćmiło mu to zdrowy rozsądek i ewentualne konsekwencje. To go zapiecze. Ktoś będzie chciał mnie, a nie jego.
- Kiedy i gdzie dokładnie to się ma odbyć? – zagadnął, otwierając minibar, który wcale nie był taki mały. Whisky się zgadzało, lód się zgadzało.
- Meh, będzie mnie łeb napierdzielał… o, nie, jest! – wśród dostępnych trunków dorwał półsłodkie wino, na którym tak bardzo mu zależało. Od razu pochwycił dwa zdobione pucharki, do których nalał krwistoczerwonej dobroci. Posadził dupsko na podwieszanym fotelu. Widok go usatysfakcjonował, uniósł puchar w cichym toaście.
- Za spotkanie. – stykać się nie miał potrzeby, wino wzywało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1495
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Paź 31, 2017 10:00 pm

Jako, że ostatni post miał miejsce ponad miesiąc temu - zwalniam temat do dalszego użytkowania i wyprowadzam postaci graczy z tego miejsca - wszyscy otrzymują [zt].

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat

avatar

Liczba postów : 281
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 09, 2018 4:22 pm

Po wyjechaniu z galerii, Felicia miała zamiar udać się do matki pogadać. Jednakże stwierdziła, że jeśli będzie czegoś potrzebować to zadzwoni. Kluczyła między autami, liczby na liczniku rosły. Adrenalina już dawno krążyła w jej krwi. Ludzie zerkali zaciekawieni na jej kask z kocimi uszami. Głównie kiedy czekała na światłach. Rozmyślała o ewentualnym włamie tego wieczoru, w sumie podobały jej się starcia z pajączkiem. Dawno go nie widziała. Zbyt dawno, w pewien sposób nim tęskniła. Kiedy nie było Karli czuła się dziwnie swobodnie. Przy blondynce nie była spięta ani nic, jednak cały czas miewała w jej obecności przeczucia że coś jest nie tak. Zamyślona nie zauważyła że światła się zmieniły, a piesi weszli na drogę. Cały czas w głowie siedziały jej 3 osoby. Matka, która chciała zamknąć córkę pod kloszem i dyktować jej życie. Spider-Man, pomimo iż mógł ją oddać w ręce policji nie zrobił tego. Zastanawiało ją to, intrygowało, jednak jego cała postać była magnetyzująca. Przyciągała do siebie i nie pozwalała o sobie zapomnieć. Karlę, zna ją dwa dni, a powiedziałam większość rzeczy o sobie i faktów ze swojego życia. Kiedy się zorientowała że jest czerwone mogła jedynie ominąć ludzi i liczyć na to że nikogo nie potrąci.

Sent from Topic'it App
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 09, 2018 8:49 pm

Ostatnimi czasy życie (oh, kogo oszukujemy, to działo się praktycznie cały czas) bardzo polubiło torturowanie Petera. Najpierw ta nieudana próba rozwiązania ataku na Horizon lab, potem ten dziwny koleś dosłownie spadł mu z nieba i oczywiście, że musiał się tym przejąć i zaproponować mu przyjazne spotkanie, które było już drugim spotkaniem, zaraz po tym na które umówił się z Black Cat... choć to raczej randka. W maskach. To będzie... nowe i ciekawe doświadczenie. Jednakże teraz na listę tych wszystkich problemów została dodana jeszcze jedna pozycja.
Kiedy wracał z pracy, tytuł pewnego artykułu z gazety znajdującej się w kiosku zwrócił jego uwagę. O ile JJJ zawsze przestrzegał przed kupowaniem gazet innych niż Bugle, Peter i tak zdecydował się na inną publikację, bo miał zabawne przeczucie, że artykuł z jego redakcji szybko przejdzie do dygresji o tym, że Spider-Mana tam nie było...
Wstyd się do tego przyznać, ale opis samego ataku, zniszczeń oraz ilu bohaterów brało udział w akcji nie obchodził go tak bardzo jak coś co zajęło tylko drobną część artykułu. Nawiązał parę razy do... do kolejnych " przedstawicieli stale rosnącej miejscowej populacji Pająków". Ta informacja sprawiła, że skoczył do najgorszej możliwej przyczyny tego fenomenu. Co jeżeli to kolejne klony? Stare poza Kainem i Benem nie powinny już istnieć, więc zabawne ktoś inny go teraz duplikuje. Będzie musiał coś z tym zrobić, szybko. Jedyna część artykułu, która dawała mu jakąkolwiek nadzieję, to ta traktująca o tym, że jeden z nich miał ciemniejszy kostium. To mogło oznaczać, że chodzi o Kaine'a i może ten drugi to Ben, wtedy wszystko powinno się zgadzać. Choć pewnie będzie musiał teraz ganiać za szkarłatnymi pająkami, żeby dowiedzieć się na pewno.
To całe rozmyślanie znieczuliło go na dziwne łaskotanie z tyłu głowy. Dopiero kiedy się nasiliło, zauważył pędzący motor, który nie ma szans zatrzymać się nim wpadnie na kogoś przechodzącego właśnie przez pasy na których akurat stoi. Sam znajdował się poza zasięgiem motocyklu, ale gorzej było z osobami znajdującymi się przed nim. Na szczęście nie przechodziło akurat zbyt wielu ludzi, a większość z nich zdążyła już przejść, ale jedna kobieta znajdowała się właśnie w miejscu przez które przejecie pojazd. Nie myśląc o tym za dużo, właściwie to działając na instynkcie, Peter odbił się od ziemi i zepchnął kobietę z drogi jednośladu, zajmując jej miejsce. Dźwięk silnika był coraz głośniejszy i głośniejszy. Peter zdążył jedynie oprzeć się na dłoniach, nim motor śmignął mu parę centymetrów od twarzy. Śledził go oczyma przez moment, wzdychając z ulgą, że nikomu nic się nie stało. Powoli zaczął wstawać, kierowcy już zaczęli trąbić, a światło zamieniło się na czerwone, lepiej zmykać z pasów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat

avatar

Liczba postów : 281
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 09, 2018 9:05 pm

Białowłosa zatrzymała się z piskiem, wjechała ostrożnie na chodnik korzystając tym samym z delikatnego sparaliżowania ruchu. Nie umknął jej oczom wcześniejszy ruch chłopaka. Zauważyła że zszedł na jej stronę ulicy. Ustawiła motor zabrała kluczyki i nie ściągając kasku pobiegła do niego.
-Hej! Nic ci nie jest?- złapała go za rękaw. Korzystając z przyciemnianej szybki, zlustrowała jego sylwetkę wzrokiem. Brunet, nie brzydki, wręcz przeciwnie, był przystojny. Uśmiechnęła się przed nosem- Przepraszam, zamyśliłam się... Jesteś cały? Może powinieneś jechać do szpitala?-patrzyła mu w oczy starając się cokolwiek wyczytać z nich. Przygryza wargę, nie puszczała rękawa, chciała mieć pewność że chłopak jej nie ucieknie. Co prawda wieczorem miała randkę, ale to dopiero wieczorem. Teraz cała jej uwaga została skupiona na chłopaku.
-Ugh gdzie moje maniery...- ściągnęła kask, białe włosy spadły kaskadą na jej ramiona i plecy- Felicia, jeszcze raz przepraszam...- uśmiechnęła się miło. Nie chciała aby chłopak ją skreślił, tym bardziej że był zdecydowanie jej typem.

Sent from Topic'it App
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Sty 12, 2018 7:19 pm

Peter spodziewał się, że osoba, która prawie go potrąciła, po prostu spróbuje uciec z miejsca zdarzenia i liczyć, że nikt nie spisał jej numerów. Jednakże kiedy usłyszał pisk opon i zauważył jak staje, zrozumiał, że nie miał racji. Więc w Nowym Jorku są jeszcze porządni kierowcy, tacy przepraszający za to, że prawie kogoś zabili? Cóż za nowość! Jego cyniczne rozważania musiały jednak poczekać, w końcu dalej znajduje się na środku pasów i kierowca za nim może wcale nie być aż taki uprzejmy jak wyżej wspomniany.
O wilku mowa. Kobieta (jak się okazało) nie szczędziła sobie czasu z przeprosinami i wbiegła na pasy. Czuł się odrobinę przestraszony kiedy złapała za jego rękaw, może jednak miała jakieś pretensje, bo śmiał przechodzić po pasach na zielonym.
- Eh, no wiesz, zraniona duma, szok i parę połamanych żeber. Nic wielkiego. W końcu przebicie płuc przez żebra to tylko mit wymyślony przez rząd, żeby ludzie bali się skakać pod pędzące motocykle... Żartuję, żartuję, jest dobrze- Wstał na równe nogi przed kobietą i spojrzał nerwowo na korek, który zaczął się przez niego formować. Poprawił torbę i postawił pierwszy krok ku chodnikowi, zapominając, że dalej jest trzymany za rękaw.
- Hej, Felicjo, słuchaj, możemy kontynuować tę rozmowę gdzieś poza ulicą? Nie mam żalu, ani zamiaru by Cię pozwać, jeżeli o to chodzi
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat

avatar

Liczba postów : 281
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Sty 12, 2018 7:39 pm

Słysząc o połamanych żebrach lekko zbladła, jednak po chwili gromiła chłopaka wzrokiem. Dla niej nie było to śmieszne, aczkolwiek mimowolny uśmiech wypłyną na jej usta.
-A tak jasne... Może zrobimy tak, w ramach przeprosin zapraszam cię na pizzę? Kawę? Co chcesz, naprawdę głupio mi...- podrapała się po karku. Obserwowała chłopaka. Puściła jego rękaw i udała się do motocykla- to jak? Zgadzasz się? Z drugiej strony uprzedzania że nie przyjmuję odmowy- zachichotała. Schowała kask do kufra, oparła się o maszynę i dalej śledziła wzrokiem bruneta.
-Przy okazji moglibyśmy się bliżej poznać co ty na to?- puściła figlarne oczko. Liczyła że zgodzi się, nie zaproponowała swojego mieszkania, ponieważ kto normalny pojedzie do obcej osoby. W jej głowie był autentyczny huragan, część świadomości poświęcona Black Cat kazała zająć się pająkiem. Zaś część, która odpowiadała za Felicie codzienną miała straszną ochotę poznać nieznajomego. Miał w sobie coś... Coś w spojrzeniu, małą iskrę, obiecywała ona wiele, lecz tak naprawdę nie wiadomo co.

Sent from Topic'it App
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 243
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Sty 24, 2018 2:10 pm

- Nie, na serio, to nic takiego, każdemu zdarza się czasami zamyślić, nie chcę żadnej rekompensaty - podrapał się po tyle głowy - No dobrze, skoro nalegasz - westchnął - ale płacę za siebie - postawił jej warunek. Żałował, że nie jest bardziej asertywny, ale z drugiej strony nie miał ochoty się sprzeczać. Zresztą po tych ostatnich akcjach chyba zasłużył sobie na jakieś przyjemności... choć ten jeden raz? Błagam, Boże.
Kiedy zobaczył jak puszcza mu oczko, na jego twarz wpłynęły rumieńce i był widocznie zakłopotany.
- Więc jednak chce mnie podrywać. Czy kolesie, których się prawie przejechało naprawdę są tacy pociągający? - pomyślał sobie, widząc oczami wyobraźni co może się wydarzyć najbliższym czasie.
Kobieta wydawała się nieco nieobecna. Peter nie miał innego wyboru niż się zainteresować, w końcu tak go wychowano.
- Martwisz się jeszcze tym? Zdarza się najlepszym... chociaż, gdzie ty tak właściwie jechałaś, wyglądało jakbyś się śpieszyła, ale masz czas zaprosić mnie na spotkanie - wypalił niechcący. Czasami ciekawość jest silniejsza od manier.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat

avatar

Liczba postów : 281
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Sty 24, 2018 2:21 pm

-oj zobaczymy...- uśmiechnęła się słysząc że chce zapłacić za siebie- cóż w sumie chciałam pogadać z jedną osobą, ale to nic pilnego- dziewczyna zaczęła prowadzić motocykl. Obserwowała chłopakiem kątem oka. Lustrowała jego sylwetkę, niby niczym się nie wyróżniający, niknie wśród tłumów nowojorczyków. Wsiadła na motor.
-podjedziemy? Znam niezłą knajpkę na Bronksie, a niezbyt uśmiecha mi się prowadzić motocykl całą drogę, poza tym będzie szybciej. Spokojnie będę ostrożniejsza- odpaliła silnik, związała swoje białe włosy w niechlujnego koka.

/ZT x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice NYC   

Powrót do góry Go down
 
Ulice NYC
Powrót do góry 
Strona 22 z 22Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ulice
» Bronx - Ulice
» Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: