Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice NYC

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23  Next
AutorWiadomość
Darkhawk

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ulice NYC   Pon Sie 27, 2012 4:04 pm

First topic message reminder :

Ulice Wielkiego Jabłka. Można je podzielić na dwa rodzaje: uczęszczane i lepiej-się-tu-nie-zapuszczaj. Te pierwsze są zatłoczone i szare, drugie puste i brudne. Nieważne do którego rodzaju można zaliczyć tę na której się znajdujesz, w obu przypadkach: pilnuj swojego portfela!


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Nie Sie 31, 2014 11:19 am, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Pierwotnie znajdował się tu także post fabularny. Został przeniesiony do pierwszego fabularnego posta Darkhawka.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Aleksander Rogoziński

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 24/09/2016

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Wrz 13, 2017 10:13 am

Nie wierzę. Nogi się pod nim ugięły, kiedy w tłumie ludzi dojrzał Jacoba. Co gorsza – ten także go zauważył i zagadał. Ze wszystkich ludzi na całym świecie akurat on. Przemądrzały konus. Tak naprawdę, to mutant nawet lubił tego technicznego freaka, tylko akurat nie miał zbyt dobrego humoru i tyle wystarczyło, by się do czegoś przywalić.
- Cóż za… niespodziewana przyjemność. – rzucił ze sztucznie podkręconą ironią, uniósł górną wargę, zmarszczył nos i wywrócił oczami, pokazując swoje zrezygnowanie. I z czego ty jesteś taki zadowolony. No tak. Pewnie sobie myśli, że właśnie wyszedłem z jakiegoś śmietnika… Och, chwila. Do Aleksandra szybko dotarło, że nie było sensu się boczyć i pokazywać humorków divy, bo w obecnej konfiguracji nie mógł uciec się do swoich najsilniejszych broni – wielkiego ego i dumy godnej królowej.
Młodzik spojrzał na wysuniętą w jego stronę rękę, w końcu wyciągnął także swoją prawicę. Akurat łapska umył na stacji benzynowej, więc przywitanie nie mogło być dla nikogo groźne.
- Powiedzmy, że chętnie bym z tobą pogadał – lub nie – ale akurat, jak widzisz, jestem w maleńkiej rozsypce, więc możesz mi potowarzyszyć w drodze do hotelu. – i, właściwie nie czekając na odpowiedź, zerknął w ekran telefonu i ruszył przed siebie. Szedł dość wolno, żeby Jacob jednak miał szansę z nim porozmawiać. Lub… żeby to on miał szansę porozmawiać z Jacobem? Meh.
- Znalazłem fajną miejscówkę niedaleko stąd. – miał w głowie jeden hotel – nie ten, w którym był z Azazelem, ale także pięciogwiazdkowy i niedaleko ESB.
- Po drodze wpadniemy jeszcze na małe zakupy, bo nie wpuszczą mnie tam tak ubranego. No, to skoro plan już znasz, to opowiadaj, co robiłeś przez cały ten czas? – wbrew pozorom, mutant umiał cieszyć się szczęściem innych i chętnie słuchał o powodzeniu bliźnich, a nie spodziewał się niczego innego po kimś pokroju Jacoba. W grę wchodził tylko wielki sukces.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacob Wagtail

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 07/09/2017

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Wrz 13, 2017 12:34 pm

- Cóż, pewnie, jak chcesz! - powiedział ruszając za chłopakiem. Wsunął dłonie w kieszenie i dostosował tempo kroków do tempa Aleksandra.
- Co ja robiłem? Nic ciekawego - westchnął rozglądając się na boki, podziwiając witryny sklepów - Ledwie pięć miesięcy temu wyrwałem się z tego całego rytmu nauki i nudnej wiedzy o biznesie. Teraz jest jeszcze gorzej - prychnął z uśmiechem - Firma ojca to łakomy kąsek dla innych, a ja jestem już na tyle... pełnoletni, że mam obowiązek bronić jej osobiście, nie poprzez agentów i tak dalej.
Machnął dłonią w powietrzu wykonując coś jakby spiralę palcami obrazującą, że w sumie sam za bardzo jeszcze nie wie co i jak powinien robić. Niemal nie potrącił kogoś śpieszącego się w przeciwnym kierunku, w ostatnim momencie odbił lekko na lewo przepuszczając go. Podrapał się po potylicy i znowu schował dłonie w kieszeni.
- A Ty jak? Żyjesz chwilą przynajmniej - uśmiechnął się, bez cienia ironii czy sarkazmu - Nie pamiętam kiedy miałem dość czasu by móc gdzieś się zerwać samemu... Zawsze słyszę to samo: "Jacob, firma to dziedzictwo, to odpowiedzialność, nie możesz tego, tamtego...". Sam wiesz jakie to może być wkurzające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksander Rogoziński

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 24/09/2016

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Wrz 13, 2017 4:35 pm

Aleksander przytaknął energicznie na stwierdzenie o nudnej wiedzy o biznesie. Nigdy go takie sprawy nie interesowały – może dlatego, że od dziecka i tak słuchał tylko i wyłącznie o tym, jak dobrze nakręcić szmal. Może też właśnie dzięki temu jego zainteresowania zabrnęły w rejony bardziej artystyczno-komunikacyjne?
- I chcesz to robić? Zajmować się firmą? – spytał tak, jakby znał odpowiedź i nie zamierzał w nią uwierzyć. Może świadczyło to o jego księżniczkowatości, ale nie wyobrażał sobie życia wśród papierków, liczb i maszyn. Ze wszystkich tych „zarobkowych dziwactw” – jak zwykł to nazywać – największą tolerancję miał dla pracy swojej matki. Telewizja. Zawsze coś się dzieje – poza terminami i setkami ludzi pragnącymi twojej śmierci i niepowodzenia to całkiem przyjemne zajęcie.
- Tak… powiedzmy, że tak. W tym roku powinienem wybrać się na studia, ale po co studiować, skoro mam diamentową kartę ojca i czarną kartę matki? – z tych dwóch kawałków plastiku to właśnie ten drugi zakładał brak jakiegokolwiek limitu, bogaty pakiet usług dodatkowych i prestiż. W hotelach, po których prowadzał się mutant wystarczyło wyciągnąć taką kartę, by dostać wszystko, o czym się tylko w danej chwili pomyśli.
- Sam wiesz, jak to jest. Jeden telefon do przydupasa z banku i nawet nie musielibyśmy przechodzić tych kilkuset metrów. – mutant nie wydawał się za bardzo szczęśliwy z powodu luksusu, na który mógł sobie pozwolić. Ciekawe, dlaczego…
- I tak. Wiem, jakie to może być wkurzające. Dlatego się od tego uwolniłem. – no cóż, tutaj troszeczkę skłamał, natomiast nie odczuwał potrzeby żalenia się swojemu dawnemu znajomemu. Zresztą, rodzice mogli go nie chcieć dopóki dawali kasę. Przecież jego to nie ruszało. Zupełnie.
W sklepie młodzik spędził dosłownie kilka chwil, kupił trzy gotowe dopasowane zestawy codziennych ciuchów i jeden granatowy garnitur o minimalnie za małych spodniach, ale dobrze go opinały, kiedy wciągnął brzuch, więc nie mógł narzekać.
- Cholera… dobra. Już nieważne. – miał zajęte ręce, na szczęście drzwi od hotelu otworzył mu specjalnie oddelegowany do tego pracownik.
- A tak w ogóle, to co cię tu przywiało? Ostatni raz chyba widzieliśmy się w Kanadzie. Interesy? – zagadnął, wyciągając jedną z rodzicielskich kart i rzucając do recepcjonisty coś o ładnym widoczku z łazienki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jacob Wagtail

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 07/09/2017

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Wrz 13, 2017 8:04 pm

- Taaaak, Kanada, a dokładnie Toronto - uśmiechnął się do recepcjonisty i sięgnął po wizytówkę hotelu. Bawił się nią słuchając Aleksa, obracał ją między palcami jak szulerzy czy zawodowi hazardziści robią to z monetami.
- A przywiały mnie problemy w firmie. Zaraz mnie podkopią z pakietu większościowego, mało co im zostało. Nie chcę, ale muszę zajmować się sprawami rodziny... Z której jak na tą chwilę jestem tylko ja - wizytówka zniknęła schowana w kieszeni na piersi marynarki.
Cała ta sytuacja wydawała się Jacobowi coraz dziwaczniejsza, ale kim on był by kogokolwiek oceniać? Jego świat od zawsze obracał się dookoła cyferek i liczb, był może i nudny, ale przynajmniej dawał satysfakcję i pozwalał zapomnieć o tym, czego chłopakowi brakowało. Ale co tam, teraz nie czas się rozklejać, chociaż faktycznie, spotkanie kogoś o kompletnie różnym poglądzie na tematy rodzinne kusiło do rozpoczęcia dyskusji.
- A co do studiów... Wiesz, ja to po prostu lubię - wzruszył ramionami - fajnie jest tak czasem pomajsterkować. Jedyne co, to ta ekonomia i prawo, cholerstwo wynudzi mnie na śmierć, a jak pomyślę, że teraz będę zajmować się tym niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę - skrzywił twarz w grymasie niezadowolenia.
- Ale właśnie! Bo zapomnę. Nie miałbyś chęci wpaść na przyjęcie? Do mnie, do rezydencji. Nic wielkiego, kilkadziesiąt osób, hektolitry napojów i tony żarcia. Jedyny problem to ci nudziarze z biznes-światka. Miałem zapraszać twojego ojca, bo do Ciebie nie mogłem w żaden sposób dotrzeć, ale skoro już się spotkaliśmy... Wolę tam widzieć jak najwięcej znajomych twarzy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksander Rogoziński

avatar

Liczba postów : 23
Data dołączenia : 24/09/2016

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Wrz 14, 2017 4:43 pm

Mimo, że chłopak nie za bardzo interesował się firmowymi formalnościami, to poświęcał Jacobowi znaczną ilość uwagi i rozumiał go. Niestety, kosztem pracowania na własny rachunek jest brak wolności.
- O, naprawdę? A co? Reszta tych twoich gnomów się wypięła? – było to jedno z najlżejszych określeń, na które było stać Aleksandra. O swojej rodzinie nie miał do powiedzenia nic dobrego i naturalnie uważał, że każda inna jest taka sama, nawet jeśli dobrze się maskuje. No, może jego babcia była wartościową osobą. Ale ona była artystką, to zupełnie inna – lepsza – kategoria człowieka. Tak jak młody mutant.
Zaproszenie na przyjęcie bardzo zdziwiło otwierającego drzwi od pokoju młodzika. Zanim odpowiedział, znalazł sobie spokojny kącik, zrzucił ciuchy i zakomunikował:
- Pomyślę o tym. – następnie wziął błyskawiczny prysznic, wypindrzył się na tyle, na ile czas mu pozwolił, rozczesał włosy i ubrał się w elegancką koszulę, którą wpuścił w spodnie. Założył też neutralne czarne buty i dodał srebrny naszyjnik – tryskelion. Może próbował podlizać się matce naturze, żeby przestała zsyłać mu cierpienia?
- Akurat te ptasie móżdżki z czaszkami wypełnionymi forsą mam dobrze obcykane. Nie wiem, czy mój ojciec życzyłby sobie mnie tam widzieć. Właściwie to jestem pewny, że dostałby furii. Dlatego się zgodzę. – rzucił z przekąsem. Chwila, czy on nie miał unikać tłumów? Pojawienie się na takim spotkaniu było jedną z najbardziej nieodpowiedzialnych rzeczy, na którą mutant mógł sobie pozwolić. Jednocześnie, tak bardzo chciał zwrócić uwagę swojego starego, że przyćmiło mu to zdrowy rozsądek i ewentualne konsekwencje. To go zapiecze. Ktoś będzie chciał mnie, a nie jego.
- Kiedy i gdzie dokładnie to się ma odbyć? – zagadnął, otwierając minibar, który wcale nie był taki mały. Whisky się zgadzało, lód się zgadzało.
- Meh, będzie mnie łeb napierdzielał… o, nie, jest! – wśród dostępnych trunków dorwał półsłodkie wino, na którym tak bardzo mu zależało. Od razu pochwycił dwa zdobione pucharki, do których nalał krwistoczerwonej dobroci. Posadził dupsko na podwieszanym fotelu. Widok go usatysfakcjonował, uniósł puchar w cichym toaście.
- Za spotkanie. – stykać się nie miał potrzeby, wino wzywało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1582
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Paź 31, 2017 10:00 pm

Jako, że ostatni post miał miejsce ponad miesiąc temu - zwalniam temat do dalszego użytkowania i wyprowadzam postaci graczy z tego miejsca - wszyscy otrzymują [zt].

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat
PR Manager
avatar

Liczba postów : 300
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 09, 2018 4:22 pm

Po wyjechaniu z galerii, Felicia miała zamiar udać się do matki pogadać. Jednakże stwierdziła, że jeśli będzie czegoś potrzebować to zadzwoni. Kluczyła między autami, liczby na liczniku rosły. Adrenalina już dawno krążyła w jej krwi. Ludzie zerkali zaciekawieni na jej kask z kocimi uszami. Głównie kiedy czekała na światłach. Rozmyślała o ewentualnym włamie tego wieczoru, w sumie podobały jej się starcia z pajączkiem. Dawno go nie widziała. Zbyt dawno, w pewien sposób nim tęskniła. Kiedy nie było Karli czuła się dziwnie swobodnie. Przy blondynce nie była spięta ani nic, jednak cały czas miewała w jej obecności przeczucia że coś jest nie tak. Zamyślona nie zauważyła że światła się zmieniły, a piesi weszli na drogę. Cały czas w głowie siedziały jej 3 osoby. Matka, która chciała zamknąć córkę pod kloszem i dyktować jej życie. Spider-Man, pomimo iż mógł ją oddać w ręce policji nie zrobił tego. Zastanawiało ją to, intrygowało, jednak jego cała postać była magnetyzująca. Przyciągała do siebie i nie pozwalała o sobie zapomnieć. Karlę, zna ją dwa dni, a powiedziałam większość rzeczy o sobie i faktów ze swojego życia. Kiedy się zorientowała że jest czerwone mogła jedynie ominąć ludzi i liczyć na to że nikogo nie potrąci.

Sent from Topic'it App
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 268
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 09, 2018 8:49 pm

Ostatnimi czasy życie (oh, kogo oszukujemy, to działo się praktycznie cały czas) bardzo polubiło torturowanie Petera. Najpierw ta nieudana próba rozwiązania ataku na Horizon lab, potem ten dziwny koleś dosłownie spadł mu z nieba i oczywiście, że musiał się tym przejąć i zaproponować mu przyjazne spotkanie, które było już drugim spotkaniem, zaraz po tym na które umówił się z Black Cat... choć to raczej randka. W maskach. To będzie... nowe i ciekawe doświadczenie. Jednakże teraz na listę tych wszystkich problemów została dodana jeszcze jedna pozycja.
Kiedy wracał z pracy, tytuł pewnego artykułu z gazety znajdującej się w kiosku zwrócił jego uwagę. O ile JJJ zawsze przestrzegał przed kupowaniem gazet innych niż Bugle, Peter i tak zdecydował się na inną publikację, bo miał zabawne przeczucie, że artykuł z jego redakcji szybko przejdzie do dygresji o tym, że Spider-Mana tam nie było...
Wstyd się do tego przyznać, ale opis samego ataku, zniszczeń oraz ilu bohaterów brało udział w akcji nie obchodził go tak bardzo jak coś co zajęło tylko drobną część artykułu. Nawiązał parę razy do... do kolejnych " przedstawicieli stale rosnącej miejscowej populacji Pająków". Ta informacja sprawiła, że skoczył do najgorszej możliwej przyczyny tego fenomenu. Co jeżeli to kolejne klony? Stare poza Kainem i Benem nie powinny już istnieć, więc zabawne ktoś inny go teraz duplikuje. Będzie musiał coś z tym zrobić, szybko. Jedyna część artykułu, która dawała mu jakąkolwiek nadzieję, to ta traktująca o tym, że jeden z nich miał ciemniejszy kostium. To mogło oznaczać, że chodzi o Kaine'a i może ten drugi to Ben, wtedy wszystko powinno się zgadzać. Choć pewnie będzie musiał teraz ganiać za szkarłatnymi pająkami, żeby dowiedzieć się na pewno.
To całe rozmyślanie znieczuliło go na dziwne łaskotanie z tyłu głowy. Dopiero kiedy się nasiliło, zauważył pędzący motor, który nie ma szans zatrzymać się nim wpadnie na kogoś przechodzącego właśnie przez pasy na których akurat stoi. Sam znajdował się poza zasięgiem motocyklu, ale gorzej było z osobami znajdującymi się przed nim. Na szczęście nie przechodziło akurat zbyt wielu ludzi, a większość z nich zdążyła już przejść, ale jedna kobieta znajdowała się właśnie w miejscu przez które przejecie pojazd. Nie myśląc o tym za dużo, właściwie to działając na instynkcie, Peter odbił się od ziemi i zepchnął kobietę z drogi jednośladu, zajmując jej miejsce. Dźwięk silnika był coraz głośniejszy i głośniejszy. Peter zdążył jedynie oprzeć się na dłoniach, nim motor śmignął mu parę centymetrów od twarzy. Śledził go oczyma przez moment, wzdychając z ulgą, że nikomu nic się nie stało. Powoli zaczął wstawać, kierowcy już zaczęli trąbić, a światło zamieniło się na czerwone, lepiej zmykać z pasów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat
PR Manager
avatar

Liczba postów : 300
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 09, 2018 9:05 pm

Białowłosa zatrzymała się z piskiem, wjechała ostrożnie na chodnik korzystając tym samym z delikatnego sparaliżowania ruchu. Nie umknął jej oczom wcześniejszy ruch chłopaka. Zauważyła że zszedł na jej stronę ulicy. Ustawiła motor zabrała kluczyki i nie ściągając kasku pobiegła do niego.
-Hej! Nic ci nie jest?- złapała go za rękaw. Korzystając z przyciemnianej szybki, zlustrowała jego sylwetkę wzrokiem. Brunet, nie brzydki, wręcz przeciwnie, był przystojny. Uśmiechnęła się przed nosem- Przepraszam, zamyśliłam się... Jesteś cały? Może powinieneś jechać do szpitala?-patrzyła mu w oczy starając się cokolwiek wyczytać z nich. Przygryza wargę, nie puszczała rękawa, chciała mieć pewność że chłopak jej nie ucieknie. Co prawda wieczorem miała randkę, ale to dopiero wieczorem. Teraz cała jej uwaga została skupiona na chłopaku.
-Ugh gdzie moje maniery...- ściągnęła kask, białe włosy spadły kaskadą na jej ramiona i plecy- Felicia, jeszcze raz przepraszam...- uśmiechnęła się miło. Nie chciała aby chłopak ją skreślił, tym bardziej że był zdecydowanie jej typem.

Sent from Topic'it App
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 268
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Sty 12, 2018 7:19 pm

Peter spodziewał się, że osoba, która prawie go potrąciła, po prostu spróbuje uciec z miejsca zdarzenia i liczyć, że nikt nie spisał jej numerów. Jednakże kiedy usłyszał pisk opon i zauważył jak staje, zrozumiał, że nie miał racji. Więc w Nowym Jorku są jeszcze porządni kierowcy, tacy przepraszający za to, że prawie kogoś zabili? Cóż za nowość! Jego cyniczne rozważania musiały jednak poczekać, w końcu dalej znajduje się na środku pasów i kierowca za nim może wcale nie być aż taki uprzejmy jak wyżej wspomniany.
O wilku mowa. Kobieta (jak się okazało) nie szczędziła sobie czasu z przeprosinami i wbiegła na pasy. Czuł się odrobinę przestraszony kiedy złapała za jego rękaw, może jednak miała jakieś pretensje, bo śmiał przechodzić po pasach na zielonym.
- Eh, no wiesz, zraniona duma, szok i parę połamanych żeber. Nic wielkiego. W końcu przebicie płuc przez żebra to tylko mit wymyślony przez rząd, żeby ludzie bali się skakać pod pędzące motocykle... Żartuję, żartuję, jest dobrze- Wstał na równe nogi przed kobietą i spojrzał nerwowo na korek, który zaczął się przez niego formować. Poprawił torbę i postawił pierwszy krok ku chodnikowi, zapominając, że dalej jest trzymany za rękaw.
- Hej, Felicjo, słuchaj, możemy kontynuować tę rozmowę gdzieś poza ulicą? Nie mam żalu, ani zamiaru by Cię pozwać, jeżeli o to chodzi
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat
PR Manager
avatar

Liczba postów : 300
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Sty 12, 2018 7:39 pm

Słysząc o połamanych żebrach lekko zbladła, jednak po chwili gromiła chłopaka wzrokiem. Dla niej nie było to śmieszne, aczkolwiek mimowolny uśmiech wypłyną na jej usta.
-A tak jasne... Może zrobimy tak, w ramach przeprosin zapraszam cię na pizzę? Kawę? Co chcesz, naprawdę głupio mi...- podrapała się po karku. Obserwowała chłopaka. Puściła jego rękaw i udała się do motocykla- to jak? Zgadzasz się? Z drugiej strony uprzedzania że nie przyjmuję odmowy- zachichotała. Schowała kask do kufra, oparła się o maszynę i dalej śledziła wzrokiem bruneta.
-Przy okazji moglibyśmy się bliżej poznać co ty na to?- puściła figlarne oczko. Liczyła że zgodzi się, nie zaproponowała swojego mieszkania, ponieważ kto normalny pojedzie do obcej osoby. W jej głowie był autentyczny huragan, część świadomości poświęcona Black Cat kazała zająć się pająkiem. Zaś część, która odpowiadała za Felicie codzienną miała straszną ochotę poznać nieznajomego. Miał w sobie coś... Coś w spojrzeniu, małą iskrę, obiecywała ona wiele, lecz tak naprawdę nie wiadomo co.

Sent from Topic'it App
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 268
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Sty 24, 2018 2:10 pm

- Nie, na serio, to nic takiego, każdemu zdarza się czasami zamyślić, nie chcę żadnej rekompensaty - podrapał się po tyle głowy - No dobrze, skoro nalegasz - westchnął - ale płacę za siebie - postawił jej warunek. Żałował, że nie jest bardziej asertywny, ale z drugiej strony nie miał ochoty się sprzeczać. Zresztą po tych ostatnich akcjach chyba zasłużył sobie na jakieś przyjemności... choć ten jeden raz? Błagam, Boże.
Kiedy zobaczył jak puszcza mu oczko, na jego twarz wpłynęły rumieńce i był widocznie zakłopotany.
- Więc jednak chce mnie podrywać. Czy kolesie, których się prawie przejechało naprawdę są tacy pociągający? - pomyślał sobie, widząc oczami wyobraźni co może się wydarzyć najbliższym czasie.
Kobieta wydawała się nieco nieobecna. Peter nie miał innego wyboru niż się zainteresować, w końcu tak go wychowano.
- Martwisz się jeszcze tym? Zdarza się najlepszym... chociaż, gdzie ty tak właściwie jechałaś, wyglądało jakbyś się śpieszyła, ale masz czas zaprosić mnie na spotkanie - wypalił niechcący. Czasami ciekawość jest silniejsza od manier.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat
PR Manager
avatar

Liczba postów : 300
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Sty 24, 2018 2:21 pm

-oj zobaczymy...- uśmiechnęła się słysząc że chce zapłacić za siebie- cóż w sumie chciałam pogadać z jedną osobą, ale to nic pilnego- dziewczyna zaczęła prowadzić motocykl. Obserwowała chłopakiem kątem oka. Lustrowała jego sylwetkę, niby niczym się nie wyróżniający, niknie wśród tłumów nowojorczyków. Wsiadła na motor.
-podjedziemy? Znam niezłą knajpkę na Bronksie, a niezbyt uśmiecha mi się prowadzić motocykl całą drogę, poza tym będzie szybciej. Spokojnie będę ostrożniejsza- odpaliła silnik, związała swoje białe włosy w niechlujnego koka.

/ZT x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Lut 19, 2018 8:29 pm

Ciemno, zimno i cicho, tak głównie widziała swój spacer młoda Koreanka. Ciemno, gdyż nie wystarczało jej sztucznego światła lamp, aby uznać swoją trasę jako oświetloną. Zimno, gdyż była noc i końcówka lata, a jej klubowy strój był dosyć skąpy jak na chodzenie po ulicy o tej porze. Cicho, pomimo dźwięków z ulicy, Kalia była przyzwyczajona do zagłuszających basów muzyki z słuchawek, których nie zabrała do klubu.
Obejmując się rękom, wstąpiła do najbliższego sklepu, który był otwarty o tej porze. Szukając odpowiedniego napoju, wykorzystała czas, aby ogrzać się ciepłem pomieszczenia. Stała tak z pięć minut nad półką, zastanawiając się czy wziąć colę w puszcze czy butelce, ale stwierdziła, że szkło jest zbyt nieporęczne. Wzięła napój, zapłaciła i bardzo się ociągając wyszła ze sklepu. Mogłaby tam zostać dłużej, ale widziała na znaku, że zamykając za około cztery minuty. Wróciła do swojej poprzedniej trasy, otwierając powoli puszkę, aby się nie oblać. Nie była pewna czy ktoś wcześniej jej nie wstrząsną dla zabawy. Upiła kilka łyków, co spowodowało, że było jej od razu bardziej zimno, chociaż pragnienie się osłabiło. Złapała za górę puszki i uważnie trzymając, szła przed siebie. Nie była pewna co ma ze sobą zrobić jak już wróci do mieszkania. Zmyje makijaż, wykąpie się, przebierze i pójdzie spać. Taki miała plan na najbliższy czas. Ale co zrobi następnego dnia? Nie miała ochoty na nic. Mogłaby leżeć w łóżku cały dzień. Była w stanie to zrobić, zwłaszcza, że nikt się nią nie opiekował, nikt jej nie powie, że ma wstać. Sama sobą rządziła. Była mocno zamyślona, jednak udało jej się sprawnie omijać ludzi i jakieś śmieci na chodniku.
Upiła jeszcze parę łyków napoju, w końcu spoglądając przed siebie. Skąd ci ludzie się biorą? Zbliżyła się bardziej do budynków, nie chcąc być zdeptana przez całkiem sporą grupę nastolatków. Dopiła napój do połowy puszki, mając przed sobą jeszcze spory kawałek drogi, bo wybrała zły skręt, kiedy wychodziła z klubu. Następnym razem włączy mapę satelitarną!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Lut 19, 2018 9:42 pm

Chodził. Naprawdę długo chodził bez konkretniejszych planów na najbliższe godziny. Nie mógł pozbyć się wrażenia że ktoś wciąż go obserwuje, a niemiłe ciarki na plecach powracały z każdym bardziej porywistym powiewem wiatru. Nie chciał trafiać na Morrowa w takiej sytuacji. Do tego trzeba być wypoczętym, żeby choć trochę powiększyć swoje pokłady cierpliwości.
Bez celu, za celem, chodził jak hiena ulicami Nowego Jorku, szukając padliny-wrażeń. Z perspektywy upływającego czasu, miasto w jego przekonaniu stawało się nudniejsze. Czy miało to coś wspólnego z wzrostem bezpieczeństwa i świadomości ludzi? Zielone oczy szukały czegokolwiek godne uwagi, co przyniosło by zysk albo chociaż w jakąkolwiek rozrywkę. Do jego uszu docierały rozmowy pijanych ludzi, by za chwilę zniknąć gdzieś w oddali i ustąpić echu odbijających się z hukiem o beton podeszew. I choć pusty wzrok wciąż wodził po szaroburych ścianach budynków skąpanych w mroku nocy, a wcześniej wspomniany dźwięk po kilku godzinach bezcelowej wędrówki zaczynał być czymś irytującym, nie dawał za wygraną.
Na co on liczył? Czort wie.
Zimna stal pistoletu ocierała się z każdym krokiem o odcinek lędźwiowy pleców by przypominać najemnikowi że dysponuje narzędziem. Zatrzymał się na chwilę na przeciw idącej grupy nastolatków, oceniając powierzchownie ich stan majątkowy. Gdy przeszli wypuścił ze świstem powietrze z płuc i pokręcił delikatnie głową w powietrzu.
-I co Stein, zastrzeliłbyś ich bo oddałeś ostatnie pieniądze jakiejś k**wie?- Mruknął do siebie pod nosem i wzruszył ramionami. Z natury nie lubił przejmować się błahostkami, rozmyślać i bezsensownie tracić czasu, ale po powrocie z Latverii niektóre myśli stały się wyjątkowo nieznośne. Po raz pierwszy odczuwał strach przed czymś, co nie mierzy do niego lufą broni i nie zamierza poczęstować ołowiem na kolację. Nie chciał stać się kimś, kim nie chciałby być - a najbardziej drastycznym bodźcem był teraz Morozow. Przez wiele lat nie interesował się istotą szaleństwa chłopaka, ale co będzie jeśli sam stał by się podobny? Jeśli nie wystarczy że tylko próbował to zaakceptować?
Uczucie sztywności które mu towarzyszyło jeszcze nie tak dawno, teraz zeszło na drugi plan. Zwyczajnie zganiał je na pocałunki zimnego, letniego wiatru, który miał wystarczająco dużo czasu żeby choć trochę pokąsać jego organizm podczas tego zbyt długiego spaceru. Nie mające swego miejsca w rzeczywistości obrazy sporadycznie przewijające się gdzieś przed oczyma były teraz tylko objawem zmęczenia. Teraz wszystko próbował wyjaśnić racjonalnie, okłamując sam siebie, aż te racjonalne tłumaczenia zmusiły go by oparł się dłonią o pobliski mur ceglanego budynku.
Poruszył palcami by zrzucić z dłoni czerwony pył, który chcąc nie chcąc przedostał się na jego szorstką skórę przy kontakcie z powierzchnią starego konstruktu. Nogi wykonały dwa kroki i oparł się po raz kolejny, teraz już były to już zaplanowane zamiary. Pierw z ścianą zetknęły się plecy okryte w powycieraną jak chodnik kurtkę, przyozdobioną dziurą. Następnie zadarł jedną nogę, która teraz posłużyła jako dodatkowe oparcie i sięgnął do kieszeni bojówek by wyciągnąć paczkę fajek. Spojrzał na pustą kaburę, jak by próbując sobie przypomnieć dlaczego zdecydował przełożyć się broń za pasek spodni.
Miętolił chwilę kartonowe pudełko, a ostatni papieros w opakowaniu odbijał się o ścianki paczki z każdym uderzeniem wydając ciche stuknięcie. -Zaje**ście.- Mruknął i chwycił ustami pomarańczową końcówkę bibułki. Nie minęła chwila jak z kartoniku powstała kulka, która odbiła się o chodnik by następnie wylądować na pustej ulicy. Omiótł okolicę wzrokiem upewniając się że nikt nie zwraca na niego uwagi i przyłożył palec do końcówki tytoniu, by móc obserwować jarzący się żar, który będzie rozbłyskał z każdym kolejnym wciągnięciem dymu do płuc. Chwilowo godząc się z brakiem egzystencjalnego celu czy potrzeby spoglądał na cienie, które tańczył w świetle wypadającym na zewnątrz przez jedną z witryn sklepowych. Gdy sylwetka Kalii zakłóciła spektakl cieni przewijający się na połaci ciepłych promieni mimowolnie skierował swoje pseudo szmaragdowe oczy na nią. Co dziw po wstępnych oględzinach pierwszą rzeczą jaka najbardziej rzuciła mu się w oczy był brak kurtki, cóż... Druga jaka przyciągnęła jego uwagę to definitywnie kształty ciała, budzące zainteresowanie.
Odbił się od ściany i pozwolił sobie na spontaniczny spacer za nią popalając ostatniego papierosa. Dosłownie jak pierwowzór dla filmowych prześladowców. Gdy dystans skrócił się do jakichś czterech metrów wyrzucił z siebie kilka słów o niesamowicie neutralnym tonie.
-Mama nie mówiła Ci, byś nie chodziła po nocy? Gdy gasną latarnie, to Ci panowie są wrodzy. - W ciszy każdy pojedyncza sylaba wydawała odbijać się od ścian, chodnika i docierać bezbłędnie do dziewczyny. Zatrzymał się, utrzymując jednak jakąś względną odległość. Nie na co dzień zaczepia się ludzi o tej porze, więc chociaż tyle mógł jej zagwarantować by czuła się "bezpieczniej". O ile można czuć się bezpiecznie w takiej sytuacji.
-Wierzysz w karmę, czy podobne gówno związane z dobrymi uczynkami?- Dorzucił tak o, po prostu wypuszczając nad siebie szaro-siwy obłok dymu, jeśli dziewczyna oczywiście nie posłuchała rozsądku, który w takiej sytuacji raczej sugerowałby po prostu biec jak najdalej od Steina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lut 20, 2018 2:39 pm

Nie chodziła szybko, bo nie miała się czego bać. Może i się tutaj nie wychowała, ale nigdy nie miała większych problemów z tutejszymi mieszkańcami. Czasami zdarzył się jakiś osobnik chcący zaczepić dziewczynę, ale ona radziła sobie z nimi całkiem dobrze. Najłatwiej było wieczorem i z tymi dosyć wstawionymi, gdyż oni niezbyt zwracali uwagę na szczegóły, takie jak wykorzystywanie nadludzkich zdolności. Czasami nad ranem znajdowali siebie w kontenerach na śmieci. Nie zaczepia się dziewcząt po nocach, bo nie wiadomo jak się to może skończyć. Ale Kalia zawsze wracała do domu cała i zdrowa. Przypomniała siebie nawet jak ostatnio jakiś domniemany student pod wpływem sporej ilości alkoholu, zaczepiał ją jak podobnie do teraz wracała do mieszkania. Wiedziała, że jej stroje mogą przyciągać dziwnych ludzi, ale jak inaczej ubrać się do klubu? Owy student trzymając w jednej ręce butelkę, złapała ją i zaciągnął do zaułka, w sumie Kalia pozwoliła mu na to. Kiedy tylko byli tak daleko, że nikt nie był stanie ich zobaczyć z ulicy, dziewczyna wyszarpała swoją rękę i odsuwając się trochę, przybiła mężczyznę mocą do ściany. Nie była wtedy w dobrym humorze, więc ją odrobinę poniosło i podniosła go na jakieś dwa metry do góry. Na szczęście budynki po obu stronach nie miały żadnych okien, więc ich nikt nie mógł zobaczyć. Lecz kiedy usłyszała, jakiś ludzi przy wejściu do zaułka, spanikowała. Nie udało jej się spokojnie postawić studenta na miejsce, tylko upuściła do z wysokości, na którą go wzniosła. Uderzył on bokiem ciała o kosz na śmieci. Żył, ale na pewno się połamał. Dziewczyna szybko stamtąd uciekła. Bała się, że ktoś mógł to zobaczyć, więc już nie chodziła tamtą drogą. To wspomnienie sprawiło, że młoda Koreanka postanowiła nauczyć się lepiej kontrolować swoje zdolności, dlatego teraz jej „delikatna” telekineza jest tak udoskonalona, że aż prawie niezauważalna. Niektórzy mogliby się przerazić i przestać używać swoich mocy po takim wypadku, ale Kalia nie jest taką osobą. Robiła i mówiła co chciała, chociaż czasami było to ryzykowane. Była jeszcze w nastoletnim okresie, co czasami wpływało na jej zmiany nastroju, ale jej bezpośredniość to cecha wrodzona.
Prawie od razu zauważyła, że ktoś za nią idzie. Może była przeczulona po paru akcjach prześladowców, które widziała w Internecie jak jeszcze siedziała w klubie. Musiałaby to sprawdzić. Ale jak? Nie odwróci się przecież w stronę tej osoby, przecież mógłby być niewinny, albo by go sprowokowała bardziej. Z drugiej strony także nie zacznie uciekać, bo to zawsze się źle kończy. Mimo, że sama szybko biegała, to jednak ktoś mógł być w tym znacznie lepszy. Toteż przeniosła swoje myśli na pierwsze wyjście. Nie miała ze sobą lusterka, ale miała telefon z całkiem sporym ekranem. Wyciągnęła go z tylnej kieszeni wyuczonym gestem, odblokowała i włączyła przedni aparat. Wyciągnęła rękę przed siebie trochę ponad głowę, cały czas idąc. Wyglądała jak dzieciaki tego pokolenia. Trzeba zrelacjonować każdą sekundę swoje życia i pochwalić się nowymi ubraniami czy makijażem. Zrobiła kilka zdjęć i spojrzała szybko na ekran. Osoba za nią nie była super widoczna, lecz nie było się czego dziwić. Nie takie oświetlenie i kadrowanie w ruchu także nie jest zbyt prostą sprawą. Osobnik od razy skojarzył się dziewczynie z motorowymi gangsterami, których czasami widziała w czasie spaceru do opuszczonego bloku. Jeżeli był zwykłym człowiekiem, mogłaby sobie z nim poradzić, jak nie to może być kłopot. Przypomniał jej się mężczyzna, który uśpił wszystkich bezdomnych w budynku. Zginała siebie za pesymistyczne myślenie i schowała smartphone do kieszeni.
W momencie, gdy dystans między nimi się zmniejszył, a mężczyzna odezwał się do Kalii, dziewczyna odwróciła się w jego stronę z beznamiętnym spojrzeniem. Nie odpowiadając na zadane pytanie, wypiła łyk już nie tak lodowatej coli, cały czas trzymając za górę puszki. Zmierzyła go wzrokiem od góry do dołu, następnie wróciła do jego twarzy. Olbrzym jak dla Kalii, gdyż ona była zwykłego wzrostu Azjatką, twarz nie zawierała miłych akcentów, za to bliznę.
Wysłuchawszy wszystkiego co miał do powiedzenia nieznajomy, stwierdziła, że jest jakiś dziwny. Rymy? Karma? O co tu chodzi? Czy on nie przewrócił się idąc tutaj? Raczej ludzie nie zaczepiali jej z takimi tekstami, ale musiał być kiedy pierwszy raz. Dla Kalii był teraz.
Pozostawione między nimi cztery metry odległości nie dawały ani poczucia większego bezpieczeństwa, ani wzmożonej paniki. Jakoś nie zastanawiała się nad tym, może dlatego, że mężczyzna jak na razie nie wykonał żadnego gwałtownego i niewłaściwego ruchu.
Kiedy tak stała nic nie mówić tylko przyglądając się mężczyźnie, zauważyła coś co mogłoby się jej teraz przydać. Jego kurta, mimo, że mocno zniszczona i nigdy by nie pomyślała, żeby coś takiego założyć, to teraz każde okrycie byłoby wręcz cudem, bo nie robiło się tutaj ani trochę cieplej. Spojrzała nieznajomemu prosto w oczy, jego gangsterski wygląd już nie robił na niej większego wrażenia, szybko się do niej przyzwyczaiła.
Odgarnęła włosy z ramienia i powiedziała swoim całkiem bezuczuciowym głosem.
-Uwierzę w karmę, jak mi teraz oddasz swoją kurtkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Lut 22, 2018 10:22 pm

W odpowiedzi na to co dziewczyna robiła z telefonem uniósł prawy kącik ust nieznacznie, czując delikatne rozbawienie sytuacją. Całkiem możliwe że ktoś inny nie zrozumiałby co robiła, jednak nie można było powiedzieć że Stein nie był osobą spostrzegawczą i szybko kojarzącą fakty. Poniekąd był to stały element jego pracy, zarówno aktualnej jak i przeszłej. Nastolatka nie chwaliła by się makijażem po nocy w klubie, w końcu w większości przypadków dziewczyny wyglądają jak laleczki voodoo po zejściu z parkietu, a marne próby ratowania swojego oblicza w toalecie lokalu tylko i wyłącznie pogarszają sprawę. To samo tyczyło się ubrania. Kilka godzin wcześniej na pewno wyglądało ciut lepiej, to tu, to tam.
Co innego jeśli dziewczyna lubiła scenerie niczym z starych thrillerów czy filmów grozy. Atmosfera ewidentnie pasowała do takiego klimatu fotografii, tego już jednak najemnik nie brał pod uwagę. Wziął rozwiązanie i wytłumaczenie, które najbardziej mu odpowiadało. Nie zachodził wroga czy zwierzyny w lesie. Jeśli popełni błąd - trudno. W tej perspektywie raczej będzie on mało ważny i nie zakończy od tak jego żywota.
Wracając: Nie zakrzątał sobie głowy tym że Azjatka wiedziała teraz kto za nią idzie. Gdyby naprawdę zależało mu na zrobieniu komukolwiek krzywdy, na nic by jej ta wiedza się zdała, dlatego też uznał że może wciąż prowadzić spacer za nią.
Kiedy Kalia odwróciła się to wzrok szarozielonych oczu kilka razy przepłynął płynnie po jej sylwetce, nie skupiając szczególnie na żadnym z elementów. Kończąc oględziny zatrzymał się na oczach ciemnego koloru. Według badań tak najlepiej wywierać presję, a gdy ktoś nie jest oswojony z swoim ciałem to właśnie te "zwierciadła duszy" potrafią zdradzić każdy, nawet najmniejszy zamiar. Nie do końca tego spodziewał się po młodej Koreance. Znał dobrze taką obojętność. Przypominała mu wielu ludzi. Nawet siebie samego przeglądającego się w lustrze po ciężkiej nocy. Wystarczyło tylko zajrzeć jej w oczy by kilka odczuć zagościło w głowie. Nie były one w stanie wyprowadzić go choć trochę z równowagi, ale jednak były. Takie zwyczajne, niepotrzebne, rozbijające się to tu, to tam.
-A czy mi k**wa zależy na tym byś uwierzyła, hee?- Spytał tak po prostu bez krępacji unosząc brew do góry. Jakoś nie było słychać by czerpał radość z wypowiadanych słów, nie patrząc jednak to on zaczepił Kalię i sprowokował do rozmowy, więc to on coś chciał. Badając z daleka jej delikatne rysy twarzy skąpane w cieniu trudno było mu wywnioskować coś więcej, ale dziwnym zbiegiem okoliczności wydawała mu się sprawa z kurtką. Już przy pierwszym spojrzeniu na jej sylwetkę chciał to zrobić i być może to było jednym z powodów tego całego "stalkerstwa". Zbieg okoliczności czy wyjątkowy fart, że trafił na jakąś sierotę-telepatę?
Wsunął ręce do kieszeni tej szmaty, która niegdyś była dobrej klasy okryciem wierzchnim i pogrzebał chwilę. Widać było jak wyciąga z niej coś. Dla dziewczyny był to mało wyraźny przedmiot w żywym kolorze pomarańczy. Zapalniczka. Zwyczajna, zakupiona w jednym z pobliskich sklepów. Przełożył ją do bojówek.
Zdjął kurtkę i przerzucił ją przez ramię, przystępując w miejscu z nogi na nogę. Ugryzł się delikatnie w dolną wargę, nim zabrał się do wypowiedzi. Poczuł podmuch chłodu na skórze, a panna Richardson mogła zauważyć że dłoń byłego wojskowego pokryta jest jakimiś tatuażami.
-Słuchaj, nie rozpatruj tego w kategorii od**erdalania dobrych uczynków. Nie lubi ich. Potraktujemy to jak umowę. Ceną za kurtkę będzie chwila towarzystwa i rozmowy.- co jak co, każdy czasami tego potrzebował. Z Morrowem nie dało się normalnie pogadać, a dziewczyna z baru była zlekka przestraszona by być dobrym partnerem do rozmów. Liczył oczywiście że tutaj sytuacja się nie powtórzy, ale nie miałby nikomu za złe... Dobrze wiedział jak wygląda jego ryj.
Wolną ręką wskazał na pustą kaburę. Teraz była o wiele bardziej widoczna, gdy materiał kurtki nie przesłaniał mu pasa. -Pusta, jakby nie było widać z dzielącej nas odległości. Zresztą. Mogę Ci zagwarantować że gdybym chciał Cię zaciągnąć między budynki, już bym to dawno zrobił, bez pytania i zabaw w samarytanina. - Głos Steina był naturalnie szorstki i niezbyt przyjemny w odsłuchu, ale szczerość i pewność siebie jaka od niego biła, była czymś czego nie dało się nie zauważyć.[Tak jak jego ryja. :v] To był właśnie ten typ wypowiedzi, w którą można było uwierzyć w ciemno. Tak po prostu.
-Teraz mam zamiar do Ciebie podejść.- Dodał i zaczął stawiać spokojne kroki w jej kierunku. Wyprostowany, wypięta klatka piersiowa. Szedł powoli, widać było w tym określony schemat, spokój. Gruba guma stukała tylko o beton pod nogami. W połowie drogi z uchylonych warg wypadł prawie że wypalony pet, którego dokończył wolnymi ćmochami.
Zatrzymał się dość blisko, tak na pięćdziesiąt centymetrów od niej.* Machnął kurtką nad nią i przytrzymał w powietrzu dokładnie nad jej ramionami, czekając by tylko puścić materiał mający bezwładnie opaść na jej ciało.
-To co młoda, deal? Przejdziemy się, odprowadzę Cię do domu, czy coś. Tak o. Będę pomagał jak pie***ony Batman.-


*O ile się nie odsunęła. Teraz jeszcze lepiej widziała jego twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Lut 23, 2018 1:49 pm

Wypiła do końca colę i rozejrzała się po okolicy za koszem do śmieci. Kiedy mężczyzna znowu się do niej odezwał, zmrużyła oczy, kiedy użył słowa, którego dziewczyna bardzo nie lubiła. Ale jak widać taki typ człowieka chyba jest przyzwyczajony do przeklinania na prawo i lewo. Koreanka mimo, że często słyszała takie rzeczy w klubach, to jednak nie mogła do tego przywyknąć. Skrzyżowała ręce na biuście nadal trzymając w dłoni, teraz już pustą puszkę.
-Bo ja wiem? Odpowiedziała, tylko na twoje pytanie.- Nadal nie było słychać żadnych emocji w jej głosie. Nie czuła w tym momencie za dużo, może tylko zimno. Szkoda, że lato się już kończyło. Chodzenie w krótkich spodenkach nie będzie już takie komfortowe.
Cały czas przyglądała się jego ruchom, aby przypadkiem nie paść ofiarą jakiejś głupiej sztuczki. Musiała się pilnować sama, bo nikt tego za nią nie zrobi. Czasami chciała mieć kogoś kto zawsze krył by jej plecy, ale jak na razie nikt nie chciał zostać jej schowkiem, gdzie mogłaby ukryć się przed całym światem, jak to robiła słuchając głośnej muzyki w słuchawkach. Ostatnio tylko uciekała przed wszystkim, obwiniała kogo się dało o rzeczy, które tak naprawdę nie dało się zmienić. Może dlatego, że wcześniej wyrzuciła z siebie większość emocji, teraz nie miała nic. Nawet nie chciało jej się uśmiechać.
Zauważyła, że wyjął zapaliczkę. Jest jak większość tego społeczeństwa, którzy palą, bo inni to robią? Raczej nie wyglądał na takiego. Było duże prawdopodobieństwo, że jego praca wywiera na niego taką presję, że uzależnienie od dymu, było tego naturalnym efektem. Ciekawe czym się zajmował… Może był mordercą? Znowu to ty pomyślała. Zganiła się za myślenie o każdym jako o zabójcy, ale cóż, większość ludzi tak dla niej wyglądało. Chociaż jemu ten zawód całkiem by pasował, straszył samym wyglądem. Pewnie niektórych mógłby zabić samą twarzą, bez użycia żadnej broni.
Kiedy zdjął kurtkę, od razu rzuciły się w jej oczy tatuaże. Mafia? Nie, poczekaj. Tutaj to tak nie działa. Samo dzieło było trochę dziwne jak dla dziewczyny. Twarz kobiety, górski widoczek, jakieś gwiazdki i inne linie. Co to w ogóle miało znaczyć? Zakryć coś, czy jednak miało jakąś głębszą wartość? Przyglądała się temu kilka sekund, ale znów wróciła do twarzy swojego rozmówcy, aby nie pokazać swojej lekkiej ciekawości. Zachowanie mężczyzny nadzwyczaj ją rozbawiło, ale przygryzła od środka obie wargi, aby nie wydało się, że chciała się zaśmiać.
-Wiesz, że to brzmi nadzwyczaj nieodpowiednio?- Spojrzała na niego, a następnie na siebie. Jedyne skojarzenie jakie teraz miała, to jakby chciał panienkę do towarzystwa. Zadziwiające, gdyż bawiło ją to. Uważała to jako zabawę, nie czując strachu, miała pewną swobodę.
-Mam nadzieję, że towarzystwo nie oznacza mojej aktywności.- Wolała to podkreślić, aby Damien nie myślał, że może skorzystać z czegoś więcej niżeli rozmowy. Chcąc upewnić dziewczynę o jej mniemanym bezpieczeństwie, pokazał swoja pustą kaburę, ale chyba nie myślał, że ona jest na tyle głupia, żeby nie wiedzieć, że broń da się chować gdzieś indziej. I w sumie jemu chyba bron nie była potrzebna, on byłby wstanie udusić ją gołymi rękoma, oczywiście jakby była zwykłym człowiekiem, a na szczęście nie jest. Przez moment miała ochotę zasugerować, że ma się czym bronić, ale zrezygnowała. Nie zrozumiałby jakby pokazała opakowanie igieł, chyba nikt by tego nie zrozumiał, nie wiedząc, co Kalia potrafi.
-Jakbym ci na to pozwoliła.- Mruknęła pod nosem, ale natychmiast zamilkła. Nie powinna wydawać swoich możliwości tak od razu, trzeba mieć coś w zanadrzu. Podobno atak z zaskoczenia jest najlepszy.
W momencie, kiedy oświadczył, że podejdzie, chciała się automatycznie cofnąć, aby trzymać go na miarowo bezpieczną odległość, ale jednak nie ruszyła się z miejsca. Nie był taki straszny jakby mogłoby się wydawać, więc tylko cały czas obserwowała jego ruchu. Coraz bardziej czuła nieznośny dym papierosowy, on może go nie czuł, ale ona, niepaląca czuła go doskonale, więc tylko zmrużyła oczy. Machnięcie kurką ponad nią, spowodowało, że zamknęła oczy. Otwarła je dopiero po chwili wpatrując w twarz mężczyzny. Był niebezpiecznie blisko. Niebezpiecznie dla niej czy dla niego?
Obróciła nagle głowę w bok rozglądając się po ulicy. Jeszcze sporo ludzie zamierzało do swoich domów.
-Deal.- Wróciła spojrzeniem do swojego rozmówcy.
-Ale może zejdźmy trochę z głównej ulicy, bo nie chcę żeby ktoś uznał mnie za płatne towarzystwo.- Patrząc na ich oboje, ich stroje, czas i miejsce, to chyba jedna z głównych myśli, którą mają ludzie przechodzący koło nich. A z drugiej strony, nie chciała być zauważona przez żadne jej koleżanki z liceum czy nauczycieli. Mimo, że nie miała z nimi jakiś większych powiązać, to jednak nie chciała, żeby gadali o niej w taki sposób.
Machnęła ręką, aby w końcu dał jej tą kurtkę i mogli porozmawiać. Ale w sumie o czym on chciał rozmawiać? Nie wiedziała, chciała tylko ogrzać się w jego kurtce.
-A więc mój Batmanie?- Rzuciła puszką do najbliższego kosza. Rzecz jasna trafiła idealnie. Sama czy nie całkiem? Telekineza jest całkiem użyteczna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Lut 25, 2018 11:08 pm

-Nieodpowiednio?-Zawtórował za nią z widocznym przekąsem na twarzy. Odchrząknął i przyjrzał się uważniej jej twarzy. W oczach miał coś, co można było chyba już nazwać politowaniem?
-Nic nie jest odpowiednie. Nic nie jest nieodpowiednie. Bezsensowne normy społeczne, kulturowe, czy też moralne. - Był bardzo spokojny. Nie unosił się gdy przedstawiał swoje zdanie, a jednocześnie wyraźnie dawał znać że jest przekonany odnośnie tego co mówi i myśli. Naprawdę nie lubił takich zwrotów, czując w nich piętno wszystkich.
-Aktywności, a co? Wyglądam jak bym zbierał damską drużynę hokejową? Weź przestań...- Cicho prychnął i pokręcił lekko głową ze zwątpienia. Naprawdę wyglądał na takiego, że wnioski same nasuwały się na język? Zresztą mniejsza, nie przejmował się tym jak ogromem rzeczy. Wielu by powiedziało że to dystans do siebie. To bardzo delikatnie powiedziane...
Możliwe że następnych słów Kalii po prostu nie usłyszał albo zwyczajnie je zignorował. No dobra. Po prostu je zignorował. Nie miał zamiaru niepotrzebnie się licytować. On zwyczajnie był pewny siebie, przez prawie całe swoje życie. Temat wydawał się być na tyle ciekawy, że zostawił go sobie gdzieś z tyłu głowy, by móc do niego wrócić po czasie. Jeśli oczywiście tego czasu będzie wystarczająco dużo.
Słysząc słowo deal, po prostu upuścił kurtkę na jej ramiona, tak jak pierwotnie miał w zamiarze. Schował ręce do kieszeni, stojąc wciąż na przeciwko niej, nieprzerwanie wlepiając w jej twarz swoje ciekawsko-zadziorne spojrzenie. Czasami jego wzrok uciekł na chwilę gdzieś, by zbadać sylwetkę przemykającego w oddali przechodnia. Nikt nie powinien próbować ich zaczepiać, patrząc na sam wygląd Damiena. Nie zaszkodzi jednak mieć się na baczności.
-Słuchaj, nie wyglądasz na głupią... Dlaczego więc chcesz się zachowywać jak idiotka?- wypalił nagle. -Sraj na to co ktoś uważa. Jeśli kogoś stać tylko na to, by oceniać coś czego nie zna, czemu masz się tym przejmować? Będą Cię mieli za dzi**ę, to to wykorzystasz. Powiesz że za to twój alfons zrobi z nimi porządek. -Zaśmiał się cicho i pokręcił głową. -Przecież sama wiesz najlepiej kim jesteś.- Wyjął prawą rękę z kieszeni i przeczesał pośpiesznie włosy. Czysty impuls, musiał coś zrobić. -Idąc do wojska, słyszałem że udaję twardego. Że chcę szybko zarobić bo jestem z biednej dzielnicy. Że to nie dla mnie... - Zaczął szukać papierosów, których rzecz jasna już nie miał. -I co? Później nosiłem trumny tych osób.-Wzruszył ramionami. -Naprawdę, srać na to co mówią.- Dodał.
Jego wyraz twarzy ożywił się trochę, słysząc o tym Batmanie. Nawet uniósł delikatnie kąciki ust w górę. Był to znak, że chociaż trochę łapie ją humor i niecodzienność sytuacji.-Pewnie gdybym był bogaty, powiedziałbym "Chodźmy się j**ać w moim batmobilu". Po prostu chodźmy. Coś się znajdzie, nie? Porzucamy tematami, skroimy paru frajerów czy poszukamy skarbu templariuszy. Cokolwiek.- Wyminął ją i powoli ruszył, by po czterech krokach zatrzymać się i obejrzeć przez ramie, czy aby na pewno ma zamiar iść z nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Lut 26, 2018 5:03 pm

Przyglądała się mu swoimi czarnymi jak słoma oczyma. Wiedziała, że on miał rację, ale została wychowana tak żeby zachowywać się zawsze odpowiednio w stosunku do ludzi i sytuacji, w których się znajduje. Mimo, że nikt już jej nie pilnował w tym i czasami naginała pewne normy, to jednak trudno było się tak od razu zmienić. Wzięła głęboki oddech i zatrzymała na trochę dłużej niżeli normalnie. Odetchnęła dopiero jak sobie przemyślała jego słowa.
-Wybacz, masz rację.- Odpowiedziała szybko, w sumie nie za bardzo przykładając jakieś większe znaczenie do swoich słów. Przesunęła podeszwą buta po chodniku. Czuła się jakby zrobiła jakiś błąd, nie chciała kogoś tak szybko oceniać, ale jej nie wyszło. Mężczyznę wcale nie obchodzi co inni sobie o nich pomyślą, a jaką jak najwidoczniej tak. Myślała tylko o sobie. Nie powinna tak robić. Ugryzła mocno bok dolej wargi i po chwili odczuła metaliczny smak w ustach. Przegryzła skórę, aż to krwi. Oblizała tylko ranę językiem, bo i tak wiedziała, że zaraz się ona zagoi. Nie zwracała na to zbytniej uwagi.
Wystarczyło jedno zdanie, to nawet nie był żart, żeby smutna i zniesmaczona swoim zachowaniem dziewczyna, nie mogła opanować swojego śmiechu. Zakryła sobie obiema dłońmi usta i cofnęła się o krok. Nie chciała wydać z siebie, żadnego dźwięku, ale to było dla niej tak zabawne, że nie mogła zahamować swojego odruchu. „Drużyna hokejowa”? Kalia była naprawdę dobra w sportach, ale w tamtym momencie miała na myśli całkiem inną aktywność, przez co odpowiedź Damiena była tak niespodziewana i zarazem śmieszna, że dziewczyny gdyby mogła zwijałaby się teraz ze śmiechu po chodniku. Zgięła się nawet trochę w pół, ale wystarczyło niecałe pięć minut, żeby młoda Koreanka ustawiła się ponownie do pionu z pokerowym wyrazem twarzy. Żeby nie stracić kontroli nad swoim zachowaniem, zajęła się czymś innymi, a mianowicie swoimi włosami. Jednym szybkim gestem ręki, rozwiązała czarną wstążkę, która tworzyła jej kitkę, a następnie wolną dłonią przeczesała swoje kosmyki od czubka głowy po same końce. Zawiązała sobie kokardkę na nadgarstku.
No i w końcu, kiedy oboje zgodzili się na swoje warunki, kurtka znalazła się na zmarzniętych ramionach dziewczyny, która automatycznie chwyciła za jej kołnierzyk (?) i przyciągnęła mocno pod szyję. Nareszcie jej przemarznięta skóra posiadała coś co ją otulało i nie pozwalało przedrzeć się do niej zimnym powiewom wiatru. Już po krótkiej chwili poczuła przyjemne ciepło tworzące się pod materiałem, aż lekki uśmiech pojawił się na jej jasnej twarzyczce. Ale tym razem to nie był grymas rozbawiania czy wymuszony sytuacją, ale prawdziwy, wyrażający prawdziwa satysfakcję. Stała tak dosyć długi moment wtulając się w zniszczoną kurtkę. Nie obchodziło ją, że to tylko kawałek zniszczonego munduru, teraz to był największy skarb, ratujący ją przed zamarznięciem.
Wróciła do rzeczywistości dopiero jak usłyszała słowo „głupią”. Spojrzała na Damiena, delikatnie marszcząc czoło z niezadowolenia. Ludzi, którzy ja obrażali zazwyczaj źle kończyli, ale jego zdanie nie miało jej znieważyć, tylko jej rozmówca był nadzwyczaj niedelikatny. Wysłuchała go do ostatniego słowa, dokładnie, aby nie wyciągnąć mylnych wniosków z tego co chciał przekazać. Zbliżyła czubki swoich butów i spojrzała na nie. Znowu miał rację. Pokiwała głową, bo nie dało się temu zaprzeczyć. Nagle spojrzała na Damiena z błyszczącymi jak szlachetne kamienie oczyma. I powiedziała bez żadnego namysłu.
-Jak zostaniesz moim alfonsem, to nawet harcereczka nie podejdzie do mnie sprzedać ciasteczek.- To nie była ani propozycja, ani obelga w stosunku do wyglądu mężczyzny. Zwykłe zdanie opisujące rzeczywisty fakt.
-Ooo, byłeś w wojsku.- Nie znała takich ludzi. Dopiero co skończyła liceum, więc większość jej znajomych byla z podobnego przedziału wiekowego. Chociaż imponowało jej stawanie na froncie walk. Sama uczestniczyła tylko w jednym pojedynku z jakimś dziwadłem na moście. Poobdzierała się tam, ale to nie to samo jak przebywanie na wojnie, gdzie w każdej sekundzie możesz zginać, bo przeciwników może być więcej niżeli twoich sojuszników. Upiorne uczucie widzieć martwe ciała swoich przyjaciół czy niczemu winnych cywili. Odgoniła od siebie ten męczące myśli.
Widać było po nim, że spodobało mu się wspomnienie o Batmanie, więc zahaczyła jeszcze raz ten temat.
-Ja mam pieniądze, ale ci tego nie zaproponuję.- Pokazała mu zaczepnie język.
-Zawsze się coś znajdzie.- Zgodziła się wręcz natychmiastowo, gdyż każda z trzech opcji wydawała się nadzwyczaj interesująca.
Wyminął ją dosyć szybko, więc nim zdążyła zareagować, był już cztery kroki przed nią. Kiedy się obejrzał, dołączyła do niego w pośpiechu. Jej grube czarne włosy swobodnie falowały w ruchu, co jakiś czas dotykając ręki Damiena, albo kogoś przechodzącego blisko Kalii.
Uważała jak chodzi, co jakiś czas spoglądając na chodnik. Miała buty na obcasach, a nowojorskie ulice nie szczyciły się zbytnią czystością, więc gdzieniegdzie leżały jakieś butelki, puszki czy inne śmieci, jeszcze nie posprzątane przez miejscowych pracowników.
-Jak się nazywasz, jeżeli można spytać?- Obróciła się delikatnie w jego stronę, aby spojrzeć w jego twarz i odczytać możliwość kłamstwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Lut 28, 2018 10:40 pm

Spoglądając kątem zielonego oka, odbijającego światło jednej z przydrożnej latarni obserwował ze spokojem jej kroki. Skoro dziewczyna nie była zniesmaczona tym jak wygląda Damien,tym jak się zachowuje, mówi, to po prostu ruszył wolniejszym, typowo spacerowym krokiem do przodu, wpatrując się z obojętnym wyrazem twarzy gdzieś w dal. Tak by wciąż brnąć bez celu w ulice tego paskudnego miasta.  Co prawda niewiele można było podziwiać w bladym świetle żarówek przecinającym wyjątkowo głęboki mrok nocy. Oddychał miarowo, idąc z wypiętą do przodu piersią. Raz, po raz spoglądał w stronę dziewczyny, tak na wypadek, gdyby włosy muskające jego przedramię były niewystarczającym dowodem obecności. Słysząc pytanie zwyczajnie przystanął i zerknął z góry na jej twarz okalaną kruczoczarną czupryną. Z jego ust wydobył się krótki dźwięk. Gdyby zachować jego oryginalną pisownie, pewnie wyglądało by to tak : Hmp?
-Jasne. Zawsze można pytać. Tylko nie zawsze dostaje się odpowiedź.- Odpowiedział obojętnym głosem i poruszył ramionami, w tak bardzo popularnym na świecie gestem. Postawił kolejny krok do przodu, później następny i zatrzymał się, wyciągając dłonie skrywane w kieszeni. Kolejny już raz tego wieczoru omiótł wzrokiem jej rysy twarzy i wypuścił głośno powietrze z ust. Patrząc na nią widział swojego rodzaju "niewinność", co poniekąd działało mu na nerwy, ale też ciekawiło. Jak można zachować swojego rodzaju czystość żyjąc w szarym świecie kontrastującym tylko i wyłącznie z karmazynowymi plamami krwi? Stał tak i mielił w ustach zdanie, które nijak nie mogło się wydostać na wolność. Przewrócił oczyma, by za chwilę powrócić źrenicami na jej poliki, brwi, usta i wszystko inne.
-Racja, raczej kiepsko wyjdzie nam rozmowa jak nie odpowiem.- oświadczył, ten jakże oficjalny fakt.  -A na kogo Ci wyglądam?- Zapytał. -Możesz mi mówić Thomas, Philip, Vincent... Jak chcesz. - I znowu wzruszył ramionami. -Jeśli już mamy iść w kierunku prawdy, to możesz mówić po prostu Szorstki. Tylko tyle. Wystarczy.- Puścił jej niemrawe oczko. -A co z tobą? Też mogę sobie wymyślić?- Uśmiechnął się. Trudno jednak stwierdzić czy miał być to uśmiech wredny, serdeczny, jakikolwiek inny.
-Ah. Byłem w wojsku. Jestem. - Dorzucił, tak apropo poprzedniego pytania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Mar 02, 2018 2:36 pm

Na ulicach było coraz mniej ludzi. Robił się później i zimniej, więc większość osób wróciła już do swoich domów. Część mieszkańców już spała, a część szykowała się do pracy. Kalia nie robiła nic z tych rzeczy, tylko spacerowała po mieście z nieznajomym mężczyzną. Ludzie mogliby powiedzieć, że to dziwne, że nastolatka zgodziła się na takie spędzanie czasu z widocznie starszym mężczyzną, ale nie powinno ich to obchodzić, tak jak Damien stwierdził.
Objęła się rękoma wokół własnej talii, aby schować ręce w kurtce, a nie musieć ich przeciągać przez rękawy. Chyba oddam mu jego własność dopiero jak będą pod drzwiami budynku, w którym mieszka. Bo czemu miałaby zrezygnować z ciepła na takim mrozie? Ale liczyła, że jak następnym razem się spotkają to Damien będzie posiadał już nowe, lepsze i mniej podarte okrycie wierzchnie. Z drugiej strony Kalia musi zabawnie wyglądać w tej zniszczonej i całkiem za dużej kurtce. Wyglądała trochę jak lizak na chudych nóżkach.
Wyciągnęła z kieszeni spodenek swój telefon i przystanęła na moment. Z jej upodobaniem do mediów społecznościowych, trudno się dziwić, że czasami bez powodu robi sobie lub widokom zdjęcia. Ustawiła szybko „V” gest dłonią, ulokowała się na tle kamienicy i wykonała sporo zdjęć w systemie paparazzi. Przejrzała je, cały czas zerkając na mężczyznę czy nie odszedł za daleko, gdyż nie chciałoby się jej go gonić. Wybrała trzy najlepsze zdjęcia i już powoli idąc, stworzyła z nich kolaż. Dodanie swojego dzieła zajęło jej zaledwie kilka sekund, mimo, że zamieściła je na różnych stronach. Miała zręczne palce do nowoczesnej elektroniki. Schowała smartphone do kieszeni, aby mieć ponownie wole ręce.
-Panie Philip?- Teraz się nawet nie hamowała, śmiejąc się, aż kucnęła na krawędzi chodnika, bo bała się, że nie utrzyma równowagi. Kucanie nie było wygodne nosząc buty na obcasach, więc po chwili usiadła na betonowym podłożu.
-To wcale do Ciebie nie pasuje!- Oświadczyła, kiedy udało jej się powstrzymać napad śmiechu.
-Szorstki?- Zamyśliła się na moment i wyciągnęła w jego kierunku rękę, chcąc go dotknąć, ale był za daleko, aby mogła to zrobić, więc ponownie schowała rękę pod kurtkę.
-To już bardziej.- Przyglądała mu się, nie podnosząc się z ziemi. Teraz wydawał się jeszcze większy i groźniejszy. Ale przecież to było tylko ważnienie, młoda Koreanka nie miała żadnych podstaw, aby się go bać, więc tego nie robiła.
-Hmm. Możesz wymyślić, ale żeby to jakoś brzmiało!- Zgodziła się, lecz oczywiście pod jej warunkami.
-Jak się nie zgodzę na twój pomysł, będziesz musiał wybrać coś innego.- Nim wstała, poprawiła sznurówki swoich butów, aby na pewno nie były za luźno, a następnie powoli się podniosła. Otrzepała spodenki i dołączyła do mężczyzny.
-Nadal jesteś w wojsku? Dostałeś przepustkę, że tutaj jesteś?- Szybko zadała dwa pytania, aby przejść do swoich rozmyślać nad przeszłością.
-Mój tata był w wojsku. Wiesz, w Korei jest obowiązek poboru. Nie znam szczegółów, ale wiem, że każdy mężczyzna musi iść do wojsku, nawet piosenkarze czy aktorzy.- Wyjaśniła z zamyślonym wyrazem twarzy, jakby próbowała przypomnieć sobie każdy detal, który kiedyś usłyszała lub przeczytała. Nawet nie zauważyła jak wydała pochodzenie swojej rodziny, ale nie było to tak ważne, aby ktoś miał jakiś zysk z tej informacji, toteż nie przejęła się tym.
-Pewnie dużo widziałeś?- Pytanie odnosiło się do makabrycznych wydarzeń, których większość ludzi znała tylko z filmów wojennych pokazywanych w telewizji lub kinie. Tak naprawdę ludzie przestali odczuwać cokolwiek widząc morderstwa na ekranie, bo to ich nie dotyczyło. Z Kalią było podobnie, ale po śmierci rodziców odczuła to mocniej niżeli mogłaby się spodziewać. Teraz lepiej poznała cierpienie po stracie, którego już nigdy nie chciała odczuwać. Może i dlatego nie zbliżała się do nikogo. Bo mogłaby znowu to poczuć. Nie była masochistką, aby specjalnie zrzucać na siebie uczucia cierpienia i bólu.
-Trudno coś takiego zapomnieć?- Nie spoglądała na Damiena, wzrok miała wbity w chodnik, więc ludzie przechodzący koło niej, zmuszeni byli sami ją wymijać, bo ona nie odsuwała się na bok. Mocno objęła się rękoma pod kurtką, więc można było tego nie zauważyć. Czyżby postąpiła źle nie korzystając z oferty nieznajomego z opuszczonego bloku? Miesiąc zapomnienia? Ale czy by to jej coś pomogło? To był tylko miesiąc, cztery tygodnie. Może wyszłoby jeszcze gorzej, w dniu, w którym powróciłyby wszystkie wspomnienia. Nie załamałaby się pod napływem tych wszystkich uczuć, które teraz może jakoś kontrolować. Wtedy wróciłyby w jednym momencie.
Uderzyła się mocno obiema rękoma jednocześnie w policzki.  Nie powinna tak dramatyzować, przecież nic się nie stało, a ona nie ma myśli samobójczych. To jest dobra droga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Mar 05, 2018 9:21 pm

Stein próbował nie mieszać się w sesję zdjęciową którą Azjatka sobie urządziła. Na usta pchało się przynajmniej kilka niezbyt przyjemnych komentarzy, ale dał sobie spokój. Przystanął kawałek dalej wpatrując się w okna, gdzie światło przebijało się przez firanki mimo późnej godziny. Po jego wyrazie twarzy trudno było rozgryźć co ma teraz w głowie. Raz tylko zerknął na Kalię, która akurat machała przed swoim obiektywem palcami, robiąc z nich gest "Victorii". Westchnął, zaciskając pięści w kieszeni. Czekał po prostu aż skończy.
-Philip w sumie brzmi gejowsko.- Odpowiedział. -A na Pana trzeba mieć wygląd i pieniądze. - Dodał po chwili. Nie uraczył się siedzeniem obok niej. I bynajmniej nie ze względów zdrowotnych. Nie miał po prostu ku temu powodów. Było mu wygodnie w pozycji stojącej i tak wolał pozostać.
-Chyba każdemu to pasuje. W dupie mam to, jak mnie nazywają. Do bycia Szorstkim po prostu się przyzwyczaiłem.- Poruszył beztrosko ramionami. Zielone ślepia spojrzały pytająco w kierunku wyciągniętej ręki dziewczyny, by za chwilę wylądować na jej twarzy. Nie miał pojęcia czemu miał służyć ten gest, więc kolejną rzecz zostawił bez komentarza. Tak po prostu.
-Wiesz że nic nie będę musiał, co nie?- Zapytał, tak dla samej zasady. Nie zastanawiał się zbyt długo, po tym jak omiótł wzrokiem jej sylwetkę. -Będziesz Lala. I tyle. - Miała jasną cerę, wyglądała delikatnie, a jej oczy wydawały się większe w proporcji do twarzy. Stein nie lubił bawić się w jakieś ceregiele, dlatego niewiele myśląc wypalił z Lalą i tak już mu zostanie.
-Żołnierzem jest się do końca.-oświadczył. -Uroczyście przysięgam że popieram i będę bronić Konstytucji Stanów Zjednoczonych przed wszystkimi wrogami, zagranicznymi jak i krajowymi, że będę wierny i lojalny wobec niej oraz będę posłuszny Prezydentowi Stanów Zjednoczonych.- Jego głos teraz stracił na tej ignorancji i obojętności. Patrzył w prześwit między budynkami, patrząc na pojedyncze gwiazdy, którym udało się uciec przed całunem z chmur. -Żaden ch**, który zapomniał jak wygląda służba mi tego nie odbierze.- Dodał z wyrzutem w głosie i prychnął.
-Widziałem.- Znowu wzruszył ramionami. - Okaleczonych, spalonych, rażonych prądem, martwych, w strzępach. - Do barwy głosu na powrót przyłączyła się ta niezbyt przyjemna ignorancja i obojętna. Wyznanie było odważne, ale mówił tak jak by wcale go to nie dotyczyło. Jak by nie wywarło na nim żadnego poważnego wpływu. -Nosiłem rannych, dobijałem rannych. Opłakiwałem martwych i znieważałem martwych. Życie pełne kontrastów, tak pewnie by stwierdził jakiś romantyczny poeta.- Odruchowo zaczął szukać papierosów. Nie czuł nikotynowego głodu. Przyzwyczajenie było silne i czasami brakowało mu bibułki w ustach i tego śmierdzącego jak nic innego dymu.
-Pierwszy dzień jest najlepszy, a pierwsza noc najgorsza. Później już z górki. Zabijasz, by nie zostać zabitym. Tyle. - Jakoś nie specjalnie miał ochotę mówić gdzie służył, więc specjalnie omijał ten temat. W końcu musiałby się zdradzić z swoim wiekiem, jeśli okazałoby się że panienka Richardson chociaż trochę zna się na historii.
-Zapomnieć? Pewnie trudno.- Pokiwał głową na boki. -Nie wiem k**wa, nie próbowałem. Czemu miałbym?- Rzucił, trochę przez ramie, bo akurat coś innego przykuło dość mocno jego uwagę. Przez chwilę na jego twarzy zagościł szok jak by zobaczył trupa. Później zwątpienie, bardzo duże. Nie wierzył w to, co wydawało mu się widzieć na przecięciu oddalonych o kawałek przecznic. Ten charakterystyczny ruch i czupryna.
-K**wa... 881653931. To mój numer. Zapisz. Zadzwoń. Umówimy się, czy coś. - Mruknął niemrawo, stojąc jak słup i patrząc w to jedno miejsce gdzieś w oddali. -Jestem zmęczony albo dopisuje mi fart. Spadam Lalka. Trzymaj się i nie daj się zabić!- Zasalutował jej nonszalancko i ruszył biegiem w kierunku najbliższego skrzyżowania, by zniknąć za chwilę za rogiem.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Mar 06, 2018 11:17 am

Przyglądała się jego niezbyt subtelnej reakcji. Niby go to nie obchodziło, ale jednak zachował się dosyć gwałtowanie. Mogło to być w sumie cecha jego charakteru, dziewczyna nie znała go na tyle, aby to poprawnie stwierdzić. Chociaż jego raczej to nie ruszały jakiekolwiek wyzwiska, wywnioskowała po tym jak on się odzywa.
-Więc niech zostanie Szorstki.- Uznała kończąc temat z jego nowym pseudonimem. Teraz zmiana stron, pora przyszła na nią. Wiedziała od razu, że tutaj nie ma jak dyktować swoich warunków, bo i tak zostaną zignorowane, ale wolała chociaż znaczyć, żeby nie uznał ją za kogoś kto nie umie walczyć o swoje. Kiedy wymyślił jej imię trochę się zdziwiła, ale zastanowiwszy się jak wygląda dla przeciętnego przechodniego, to może i miał rację.
-Całkiem ładnie. Masz moją zgodę, nawet jeżeli jej nie potrzebujesz.- Pokazała mu zadziornie język.
Przeszli dalej na temat wojska, więc dziewczyna słuchała każdego słowa w skupieniu. Cała linijka przysięgi brzmiała tak dumnie i poważnie, że młoda Koreanka nie była pewna czy byłaby w stanie coś takiego powiedzieć. Mimo, że urodziła się i wychowała w Stanach Zjednoczonych Ameryki to jednak przysięganie czegoś takiego było wyższym poziomem patriotyzmu. Czy byłaby w stanie zginąć za to państwo? Za tych ludzi? Bronić ich do ostatniego tchnienia? Zamyśliła się na moment, przez co przegapiła swoją okazję na spytanie gdzie służył, gdyż rozmowa przeszła już na wspomnienia.
Czyli jednak zapominanie nie było tak bardzo potrzebne jak myślała… On jakoś z tym funkcjonował i nie wyglądał, żeby miał się stoczyć. Oczywiście oboje prezentowali całkiem inne typy światów, ale to przez sporą różnicę wieku, doświadczenia i okoliczności. A.. I stylu ubierania. Wojsko na pewno zmieniało ludzi, czasami na dobre, czasami na złe. Kalia zastanawiała się jakby to na nią wpłynęło. Wyszłaby po tym jak Damien czy raczej inaczej? Nie znała go wcześniej, więc nie wiedziała czy jego charakter się zmienił, czy został taki sam.
Nagle zauważyła, że coś zainteresowało jej rozmówcę i to nie było coś zwyczajnego, gdyż nie odrywał od tego wzroku. Dziewczyna nie była w stanie zobaczyć co to. Mimo, że patrzyła w tą samą stronę to jednak nie widziała tam nic co mogłoby przykuć tam mocno uwagę Damiena. Kiedy rzucił jakimś numer, Kalia automatycznie go zapamiętała. Okazał się on numerem telefonu Szorstkiego, więc szybko przepisała go do swojego smartphone’a, żeby nie zapomnieć.
-Jasne, zadzwonię.- Odpowiedziała, nie będąc pewna czy on jeszcze jej słucha, był tak skupiony na owej rzeczy, a może raczej osobie. Umówi się z nim tylko, żeby oddać kurtkę, bo niby co po innego…? Dziewczyna pewnie miała jakiś jeszcze inny powód, ale nie przyznałaby się do niego nawet samej sobie. Była osobą pewną siebie i ciekawską, ale pewnych rzeczy nie chciała u siebie widzieć, więc zganiała je gdzieś w kąt swoich myśli.
„Nie daj się zabić”? Nie musiał się martwić, przecież ona nie należała do żadnych sił walczących na froncie, w odróżnieniu do niego. Pomachała mu na pożegnanie, chociaż nawet na nią nie patrzył. Stała tak jeszcze przez moment spoglądając w miejsce gdzie widziała go po raz ostatni i w końcu ruszyła przed siebie. Wiedziała, że przy następnym skrzyżowaniu musiała skorygować swoja drogę, aby trafić szybciej do swojego mieszkania. Wprawdzie było teraz jej znacznie cieplej, to jednak powinna się wyspać. Już w klubie była zmęczona, to teraz nie chciała nawet tego mówić. Jeżeli w tym momencie chciał ktoś ją zaczepić to albo przewracał się o własne nogi, albo ktoś inny na niego wpadał. Nie chciała, aby ktoś jej teraz przeszkadzał, więc dyskretnie używała swoich mocy. Było jej ciepło, ale czy z powodu kurtki czy czegoś innego…? Szybko przeszła przez pasy na zielonym świetle, w końcu miała nie dać się zabić.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Speed

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 26/08/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Kwi 24, 2018 9:25 pm

Sporo czasu minęło od pamiętnej randki. Wolałby już nie wracać do tego myślami. To chyba było głupie. Randkować z własnym dowódcą? To nie miało prawa przynieść nic dobrego. Zresztą ma zaledwie szesnaście lat, powinien używać życia na wszelkie możliwe metody, a związek wydawał mu się w tym momencie delikatną przeszkodą w realizacji tego.
Obudziły go chaos i zniszczenie. Miasto trzęsło się, jakby cały zespół budynków nagle zaczął chorować na zaawansowanego parkinsona. Na początku próbował dojść do siebie, zrozumieć co tutaj się właściwie dzieje. Dopiero po momencie jego mózg zaczął wyłapywać bodźce zewnętrzne. Pojął, że dzieje się coś wybitnie złego. Jedno spojrzenie za okno wystarczyło. Latające wszędzie maszyny zniszczenia powodowały urazy na ciele Nowego Jorku. Trzeba było jak najszybciej działać. Wskoczył czym prędzej w swój strój, założył gogle, a następnie ruszył do akcji.
Gnał jak głupi po ulicach miasta. Zazwyczaj były one pełne ludzi różnej rasy oraz wyznań. Teraz wszyscy kryli się. Uciekali do domów, marketów. Do czegokolwiek, co daje schronienie. Dla nich był mniej nawet niż smugą. Nie byli w stanie go zauważyć. Dodatkowa adrenalina spowodowała skok poziomu cukru w organiźmie, co skutkowało większą prędkością niż z jaką na ogół się poruszał. Biegnąc upewniał się, że żaden cywil w okolicy nie odniesie ran, bądź nie straci życia. Najważniejsze teraz było zorientować się w sytuacji. Ile jest tych robotów i skąd się wzięły?
Wbiegł na dach najbliższego budynku w okolicy. Wtedy zupełnie pojął powage sytuacji. One były wszędzie, maszyny niosące śmierć i zniszczenie nad całym miastem. Jedna z największych metropolii świata zupełnie pokryta stalowymi maszynami. Trzeba było coś z tym zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice NYC   

Powrót do góry Go down
 
Ulice NYC
Powrót do góry 
Strona 22 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23  Next
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ulice
» Bronx - Ulice
» Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: