Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Ulice NYC

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24  Next
AutorWiadomość
Darkhawk

Darkhawk

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 25/08/2012

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Pon Sie 27, 2012 4:04 pm

First topic message reminder :

Ulice NYC - Page 23 Manhattan_3
Ulice Wielkiego Jabłka. Można je podzielić na dwa rodzaje: uczęszczane i lepiej-się-tu-nie-zapuszczaj. Te pierwsze są zatłoczone i szare, drugie puste i brudne. Nieważne do którego rodzaju można zaliczyć tę na której się znajdujesz, w obu przypadkach: pilnuj swojego portfela!


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Nie Sie 31, 2014 11:19 am, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Pierwotnie znajdował się tu także post fabularny. Został przeniesiony do pierwszego fabularnego posta Darkhawka.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Scarlet Spider

Scarlet Spider

Liczba postów : 91
Data dołączenia : 07/07/2013

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Wto Kwi 24, 2018 10:14 pm

Potyczka z Doc Ockiem nie zakończyła się najlepiej. Strącony na poziom ulicy Ben został czymś porażony, jakby jego cała siła wyparowała. Został zamknięty w swoim własnym ciele, nie mogąc nic zrobić... Walka trwała dalej, a on straciwszy przytomność, zostawił samego Miguela na pastwę losu. Losu, który w tamtych chwilach operował pod postacią szalonego naukowca, Otto Octaviusa. O dziwo, wyszedł z tej potyczki w jednym, niestety obolałym, kawałku. Odzyskał przytomność, ale było za późno. Walka skończyła się dawno, a cały bajzel powstały na ulicy zaczynał był sprzątany przez ludzi za to odpowiedzialnych. Kuśtykając i niezgrabnie bujając się na pajęczynie, dotarł do swojego apartamentu. Nie było nic specjalnego. Zwykłe mieszkanie w kamienicy, która już dawno powinna zostać rozebrana. Przynajmniej czynsz nie był wysoki, więc ktoś, kto był tak spłukany jak Reilly, mógł zawiązać koniec z końcem i jeszcze odłożyć trochę pieniędzy.
Wszedłszy przez okno, od razu rzucił się na kanapę. Tak wtedy zakończył się dla niego dzień, który rozpamiętywany i analizowany był przez niego każdego dnia. Desperacko potrzebował zwycięstwa.

Od tamtych chwil minęło trochę czasu, a ciągle niespokojne ulice Nowego Jorku zmierzyć musiały się z nowym zagrożeniem. Mordercze roboty atakowały wszysto, co tylko się ruszało lub miało czelność wydać z siebie jakikolwiek, nawet najcichszy dźwięk.
Tego dnia, Ben patrolował ulice miasta, starając się wypatrzeć tych, którzy byli w potrzebie. Wielka moc i wielka odpowiedzialność. Te słowa dudniły w jego głowie. Wypowiedział je kiedyś pewien starszy mężczyzna, chcąc pouczyć swojego bratanka. Od tamtej chwili, wryte były w głowę młodzieńca, stając się jego życiowym mottem.
- Dzień, jak co dzień, co nie? Tyle, że ten dzień, wygląda zupełnie inaczej, niż poprzednie. - rozpoczął swój wewnętrzny monolog, bujając się na pajęczynie, która przyczepiała się do ścian i gzymsów budynków. Jego zwinne, wygimnastykowane ciało wyginało się w różnych pozycjach, naśladując ruchy pająka. Kaptur za jego głową powiewał, wydając charakterystyczny dźwięk.
- Armia robotów terroryzuje miasto, a ja jestem jeden sam. Parker Luck pełną gębą, jak Thora koch... nie kocham. Zastanawiam się, co robią inni? Jeśli w innych miastach jest tak źle, jak tutaj, potrzeba będzie więcej niż jednej drużyny superbohaterów. Szkoda, że w tej chwili jestem s... - i przerwał, widząc jak jakaś zielona smuga wbiega po pionowej ścianie budynku i zatrzymuje się na jego dachu. Jak się okazało, był to młody mężczyzna, który podobnie jak Reilly, starał się nieść pomoc. Tak przynajmniej myślał Ben, kierując się od razu w jego stronę.
- Well, hello! Up, up and away web! - strzelając z obu rąk siecią, zaczepił się o rurkę, na której widniała amerykańska flaga i za jej pomocą, wystrzelił się jak z procy, szybując nad ulicami Nowego Jorku.
Wylądował na dachu budynku, lądując na jego krawędzi w iście pajęczym stylu. Znajdował się za wcześniej wspomnianym chłopakiem, od razu witając się z nim i zaznaczając swoje przybycie.
- Hej, siwek! - skomentował żartobliwie jego szare włosy. Uniósł dłoń na wysokość czoła i pomachał do niego.
- Wyglądasz jakbyś nie miał zielonego pojęcia, co tu się dzieje. Tak się składa, że akurat mam wolny dzień. Co Ty na to, żebyśmy razem skopali trochę metalowych tyłków? Przydałaby mi się pomoc. - zapytał, przechylając głowę w bok. Ton jego wypowiedzi był wesoły. Mimo kryzysu, potrafił pozytywnie myśleć. Nie potrafił inaczej, a po części miał nadzieję, że swoim optymizmem zarazi innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
Carol Danvers

Liczba postów : 461
Data dołączenia : 24/03/2013

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sro Maj 02, 2018 8:22 pm

Tommy Shepherd pozwolił sobie na chwilę odsapnięcia na dachu jednego z budynków. Chciał się rozeznać - czy jest gdzieś większe skupisko ludzi, czy robotów. W przypadku tych pierwszych zapewne wolałby zgarnąć z ulic jak najszybciej. Do tego się przymierzał.
Spojrzał na mężczyznę, który był niewiele wyższy od niego. Uwagą wrócił do ulic. Te obserwował bacznie, nie chcąc dopuścić do ataku na któregoś bezbronnego przechodnia. Z miejsca, w jakim stał, Speed nie był w stanie zobaczyć kogoś zagubionego. Ot, jakby ludzie połapali się, że lepiej się schować. I dobrze.
Wysłuchał w międzyczasie jednego z wielu Pająków i skinął do niego. Przekorny uśmiech zagościł na twarzy białowłosego nastolatka, który spojrzał na Scarlet Spidera z politowaniem.
— Jaaasne, jeśli dotrzymasz tempa to czemu nie — przekonany o swojej świetności, Tommy niedbale zasalutował…
... I zniknął z zasięgu wzroku Bena.
Cóż, Scarlet Spider pozostał sam. Z pewnością nie zaszkodziłoby mu rozeznanie się po okolicy czy coś się dzieje - równie dobrze mogło to mieć miejsce za winklem, ale nie był w stanie tego dostrzec szybciej. Od strony przeciwnej niż ta, którą pobiegł speedster, pojawił się ruch. Nagły, który zaraz zniknął za kompleksem budynków.

| ZT dla Speeda
| ZT dla Bena, przechodzisz do tego tematu [link]

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.
Ulice NYC - Page 23 3Sw1McC
I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sro Sie 01, 2018 6:51 pm

Godzina dziesiąta rano, parno i duszno. Na szczeście klimatyzacja w supersamochodzie chłopaka działała bez zarzutu. Dodatkowo otwarte okna. Biznesmen miał w sumie ostatnio ciężko. Obecnie zabrał się do pracy nad pancerzem, co w sumie pozwalało mu jakoś zapomniec o problemach. Nie mógł jednak zapomnieć o problemach z Alranois, które w sumie można rozwiazać. W końcu to pieniądze, a dla każdego każdy układ umozliwiający zalagodzenie sprawy na tej linii to sytuacja typu win-win. Tommy wziął więc swoją Motorollę i wykonał połączenie do Ambasady Alranois w Waszyngtonie , mając nadzieję że uda mu się umówić na spotkanie, niestety nikt nie odbierał, bo linie były zajęte i to mocno. Anarchy tylko wziął głęboki poddenerwowany wdech i wypuścił powietrze dośc mocno, dalej zdenerwowany. Na szczęście te dwie godziny minęły dzięki temu jak pięć minut, i korków nie było. Ten tylko postanowił na chwilę zaparkować gdzieś swoje Lambo i na telefonie wysłać wiadomość:


Od: Kalvinsky.personal@protonmail.com
Do: USA-Embassy@Alranois.gov
Temat Wiadomości: Spotkanie z przedstawicielem.
Treść Wiadomości: W związku z ostatnimi "incydentami, chciałbym umówić się na spotkanie z Przedstawicielem Federacji Alranois i wynegocjować korzystniejszą dla obu stron, umowę zapłaty "mandatu". Prosiłbym o najbliższy termin i umówienie mnie na najbliższy wolny dzień.

Pozdrawiam i życzę miłego dnia
                                                                                        Tomasz Kalwiński
                                                                           CEO KALVIŃSKY ORGANISATION


[z/t]
Powrót do góry Go down
Jess

Jess

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 03/08/2018

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sob Sie 25, 2018 11:06 pm

NYC, definicja słowa "ciemne zaułki" wydaje się nie tylko rozszerzona o dzielnice miasta, ale o całe Stany Zjednoczone, bo jak nie NoL, to demony, jak nie demony, to zaawansowana technologia, a, jak i nie to, to pozostaje największe rywal człowieka, jakim może być drugi człowiek. Noc nad miastem, które nie śpi, a samo świeci wielkimi neonami, jak zawsze, była ciemna i deszczowa. Wyjątkowo chłodna, co jak w filmach akcji podkreślało ponury, depresyjny obraz miasta czy postaci, która wejdzie w kadr mrocznych uliczek.

Przez czarną sukienkę odsłaniającą kolana, na długich i cienkich ramiączkach, z głębokim dekoltem i odsłaniającą plecy aż do początku gołych pośladków, widać było brak bielizny. Cycuszki miały dużą swobodę, a sutek łechtany przez wiaterek, mógł sterczeć przez materiał. Oczywiście, czarne buty na obcasie, a na uszach długie, kryształowe i bujające się kolczyki.

- Tępa i zaczynająca się na literę K.
Wystrojona, z założonymi dłońmi i opuszczonym wzrokiem szła Jess. Karcąc siebie za to, że dała się ponieść pieniądzom i jak osobie, która wcześniej miała ich mało, niezdrowo odbiło.

- Hej mała, zabawimy się?

- Spadaj. - Nawet nie obejrzała się za siebie.

Przyśpieszyła kroku, chciała jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznej strefie, kiedy łysy typ w garniturze złapał ją za ramię:

- Do ciebie mówię cukiereczku. Ładnie przygryzasz wargę, kiedy coś ci nie pasuje.

- Znajdź, sobie, kogoś, innego! - Zmarszczyła brwi, mierząc wrogo mężczyznę.

- Chcę ciebie, a ja zawsze sobie biorę, co mi się podoba.

Drobną Jess bez problemu ustawił przy ścianie, przylegając do niej swoim strojem i dłoń kładąc na jej biodrze, uśmiechając się do niej uśmiechem wartym milion dolarów, ale ona zinterpretowała to dość obleśnie. W błyskawicznej odpowiedzi wymierzyła kopniak w jego czuły punkt, ale łysy ustawił się tak, by nie mogła mu krzywdy zrobić. Wściekły jednak tym posunięciem, chwycił dziewczynę za szyję. Ona, chwyciła go oburącz, za nadgarstek tej ręki.

- Gołąbeczek w klubie gruchał inaczej, nagle z brudnej stałaś się święta?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pheromone

Pheromone

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 03/01/2018

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sob Sie 25, 2018 11:28 pm

Ilekroć Pheromone wymykał się ze swojego domu pod osłoną nocy, zawsze miał lekkie wyrzuty sumienia. Nigdy nie wiedział czego tak naprawdę może się spodziewać. Ponownie wziął tutaj na celownik sytuację w Las Vegas. Gdyby nie jego głupia brawura, a potem jeszcze chęć niszczenia robotów to w najgorszym wypadku jego matka nawet nie wiedziałaby, że jej syn zginął w akcji będąc superbohaterem. Póki co jednak wszystko było dobrze, a taki stan najlepiej było utrzymać tak długo, jak to było możliwe. Postawił równo nogi na powierzchni kafelek dachu, aby po chwili poprawić już tylko swoją maskę. Noc stała się jego drugim odbiciem. To właśnie wtedy ze zwykłego chłopaczka przeradzał się w obdarzonego mocami "mścicielami" czy raczej "ochroniarza niewinnych". Tej nocy przy okazji pod maską założył także słuchawki od swojego iPoda i tak, jak to często zdarzało mu się ostatnimi miesiącami, puszczał playlistę zwaną "Patrolowy Miks Phero". Och, cóż to było za doskonałe dzieło. Tak, Robert chciał czuć się bohaterem nie tylko w postaci stroju, mocy, ale też atmosfery. Dlatego też będąc już ostatecznie gotowym na patrol, ruszył. Pierwsze utwory powoli mijały, a noc stawała się coraz bardziej ciemniejsza. Jak to mówiła postać z serialu HBO "Noc jest ciemna i pełna strachów". Jeśli mowa tutaj oczywiście o wszelkiego rodzaju drabach czy gogusiów, chcących coś ukraść, to był to fakt. Ale były też inne typy. Naprzykrzające się osobniki z gatunku Homo Prostakus z podgatunku Biznesus. Tacy zawsze byli najgorsi. Zdawało się więc, że los postanowił splatać mu figla i postawić na drodze właśnie jednego z owych mężczyzn.
Cholera, to wyglądało jak typowy scenariusz z wszelkiego rodzaju bajek dla dzieci. Królewna zdominowana przez złego tyrana nie mogła zostać uwolniona od jego niewolniczej władzy. Nawet Phero nie mógłby przypuszczać, że mogło się to zdarzyć. Ale nieważne. Miał swego rodzaju farta. Akurat kiedy jeszcze wpadł do jego uszu utwór The Heavy, "Short Change Hero". Oj taaaak, to będzie dobra noc. Phero zeskoczył z góry, stanął na równe nogi i zaklaskał w dłonie.
- Drodzy państwo, na horyzoncie mamy dziwną anomalię. Osły przesiedliły się do Ameryki Północnej. - Pheromone rozprostował ręce i jednym mocnym chwytem złapał za ramię dryblasa, odrzucając go w pobliskie śmieci. - No co, osiołku, nie pobrykamy dzisiejszej nocy. A ty, miła, schowaj się za mnie. Ale nie wychylaj się, trzymaj się blisko. - Owad przeniósł ciężar ciała równomiernie na obie nogi, szykując postawę bojową. Teraz tylko czekał na ruch dryblasa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jess

Jess

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 03/08/2018

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Nie Sie 26, 2018 11:48 am

- Kolejny pajac, ilu was jeszcze muszę posłać do piachu, byście się nauczyli, by nie wchodzić mi w paradę.

Jak oprawca jeszcze leżał w śmieciach, Jess ustawiła się w bezpieczne odległości za wybawcą, na lekko ugiętych nogach i z zaciśniętymi piąstkami. Czując okazję do zemsty na Łysym, była pewna, że książę w dziwnym kostiumie sobie z nim poradzi, a ona, chociaż zada symboliczny cios.

- Taki wyjątkowy, sprawdźmy to.
Łysol szybko podniósł się na równe nogi, podchodząc do swojego rywala z szerokim uśmiechem, żółtych zębów od światła jedynej lampy w uliczce. W mgnieniu oka wyciągnął pałkę teleskopową, ale nim padł jakikolwiek cios, rzucił Pheromone w twarz półpełnym pojemnikiem na jogurt, który wcześniej musiał znaleźć, kiedy wylądował w śmieciach.
Bił mocno, dokładnie mierząc we wrażliwe miejsca, nie robiąc szerokich zamachów, by nie sposób było obronić się przed kolejnym uderzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pheromone

Pheromone

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 03/01/2018

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Nie Sie 26, 2018 12:41 pm

Pheromone czuł, że był to jego moment. Kiedy brutal szukał już pojemnika z jogurtem i stał na równych nogach, Phero prześlizgnął się między jego nogami, biorąc oczywiście poprawkę na to, że zaraz musiał ponownie wstać. Ale w sumie, czy musiał? Skupił się bardziej na tym, aby go oszołomić lekko i zdezorientować. Dlatego też uderzył go półotwartymi pięściami w uszach, aby wywołać u niego piszczenie w uszach. Zaraz, gdy oszołomienie lekko podziałało postanowił wyrwać mu jednym ruchem pałkę teleskopową i zdzielić go w ścięgno nogi. Odrzucił narzędzie i znowu dał mu moment reakcji, ale nie dość szybkiej, bo zaraz znokautował go kolanem. Brutal leżał na ziemi, ale mimo to Phero czuł, że stracił kontakt z rzeczywistością. Z nierównym oddechem zbliżył się do kobiety i popatrzył się przez chwilę na nią. Cóż, sam załatwił całą robotę, ale jej zdrowie też było ważne. Był w końcu superbohaterem.
- P-proszę mi wybaczyć. Chciałem zrobić to szybciej, ale nadal jego masa spowodowała, że byl zbyt... huh... zbyt wolny do powalenia. Ale chyba już nic ci nie jest?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jess

Jess

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 03/08/2018

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Nie Sie 26, 2018 1:20 pm

Łysy nic nie odpowiedział, groźnym wzrokiem spojrzał w maskę, by dobrze ją zapamiętać. Przysięgnął niewypowiedzianą na głos zemstę, nim odpłynął w objęcia Morfeusza.

- Świetnie, ze mną wszystko w porządku.
Poprawiła sukienkę, gładząc ja dłońmi, jakby miała się zbytnio pomarszczyć podczas całego zajścia, gdzie w sumie dziewczyna nie uczyniła żadnego wysiłku.
- Dzięki wielkie za uratowanie moich pośladków przed łysym zwyrodnialcem. Może odprowadziłbyś mnie do hotelu. Wrażeń na ten wieczór mi wystarczy, chyba że... - Jednym tchem wyrzuciła słowa, aż zabrakło powietrza w płucach, by wypowiedzieć się w całości. Nie dokończyła, ale gest wykonany dłonią wskazywał, że strój wybawiciela może robić większe zainteresowanie niż kreacja Jess.
- Mogę chociaż poznać, jak się nazywasz? - Przeniosła wzrok na nieprzytomnego. Mówiąc jedno, robiąc drugie, a myśląc o trzecim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pheromone

Pheromone

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 03/01/2018

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Nie Sie 26, 2018 2:01 pm

Phero na chwilę się odwrócił, aby spojrzeć jeszcze na tracącego przytomność mężczyznę. Wzruszył ramionami i wrócił do osoby, której chyba uratował życie. Cóż, każdy ostatnio mu groził. Szczególnie osoby, które były złe. Jeśli tak wyglądają złe typy to ciekawe jak wyglądałby jego główny nemezis. W komiksach każdy superbohater jakiegoś miał. No i każdy z nich przegrywał z tym dobrym. Jednak rzeczywistość miała się inaczej. Tutaj każdy mógł zginąć. Dlatego też Pheromone musiał zacząć pracować nad swoim zmysłem samozachowawczym. Zerknął raz jeszcze na mężczyznę czy w ogóle zemdlał. Tak, odleciał. Postanowił więc już ostatecznie skupić uwagę na dziewczynie.
- Cóż, eee, taka jest moja rola. Bardziej zdolni fizycznie ratują tych mniej zdolnych. No i potem jeszcze, eee, no po prostu ich ratują. Moje imię? Nie mogę ci go powiedzieć, bo zdradzę swoją tajną tożsamość, więc może mów mi po prostu Pheromone. Do twych usług.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jess

Jess

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 03/08/2018

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Nie Sie 26, 2018 2:41 pm

- Rozumiem. - Uniosła brew, sprawiając wrażenie, że nie do końca tak jest. - A, zdarza ci się robić wyjątki?
Ciemna uliczka jeszcze była dość długa, filmowo długa, a w szczególności w kierunku hotelu, gdzie Jess zaczęła robić pierwsze kroki w kierunku schronienia. Tu już przerzuciła wzrok na Pheromone, czy idzie za nią. W drodze rozsądku przydałoby się oddalić od nieprzytomnego łysola.
- W ogóle, Pheromone to dziwna nazwa na swoje bohaterskie alter-ego. Kojarzy mi się z perfumami i afrodyzjakami. Coś jak hiszpańska mucha czy krewetka. Chociaż to pierwsze, bo o zapachy chodzi. Masz w sobie jakieś zwierzęce przyciąganie czy ciebie ugryzła kosmiczna mucha z przyszłości?


Ostatnio zmieniony przez Jess dnia Nie Sie 26, 2018 2:47 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : ooo)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pheromone

Pheromone

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 03/01/2018

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Wto Sie 28, 2018 9:03 pm

- Rolą bohatera jest, aby ratował tych w potrzebie. Póki... póki co udaje mi się to zrobić w miarę dobrze. Nadal trenuję, chcę być lepszy, tak jak każdy. Chcę mieć tyle możliwości, aby stanąć kiedyś w lustrze i powiedzieć sobie, że jestem dumny z bycia bohaterem. Chociaż nie da się zawsze sprawić, że kogoś uratuję. Dlatego muszę trenować więcej niż inni. - Mówiąc to, dziewczyna mogła usłyszeć w głosie Pheromone'a, że był dumny z tego co mówił. Przez moment nawet zawahał się czy to na pewno było to, co chciał powiedzieć. Mógł to ująć w inny sposób. Tyle musiał się jeszcze nauczyć o tym calym superbohaterstwie. Póki co jednak musiał też odpowiedzieć na co innego. W sumie odpowiedź była jeszcze bardziej prosta, nie do końca złożona.
- Nazwałem się tak, bo jest to powiązane z moimi mocami. A jeśli wiesz co mam na myśli, to jesteś bardzo bliska odpowiedzi. I nie, nie przyciągam zwierząt, ani nie ugryzła mnie kosmiczna mucha z przyszłości. Jeszcze bym bzyczał i wkurzał ludzi.

Po dłuższym czasie oraz tym, że Phero udało się doprowadzić dziewczynę do najbliższego i bezpiecznego miejsca, jego nocna warta mogła zostać w połowie już skończona. Cóż, akcja z bandytami i nie tylko nimi to zawsze jakieś doświadczenie. A czegoś takiego właśnie potrzebował w swoim szkoleniu na superbohatera. Teraz trzeba było tylko wrócić do domu.

z/t

//od pewnego czasu nie widzę odpowiedzi na GG, więc znikam. Z głębi serca przepraszam. 03.09.18
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skydive

Skydive

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 01/07/2018

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Pon Lis 19, 2018 10:17 pm

To nie był miły tydzień zwłaszcza ostatnio. Najpierw Atak na cały Kraj, potem cała sprawa z tą wyspą... Chcąc wiedzieć co się tu odpierdala, Skydive postanowił wybrać się w jedno konkretne miejsce. Nowy Jork. Podczas przelotu nad miastem, w formie odrzutowca, SU-47 Berkut, wykonując szalone akrobacje, trochę też poprawiając humor i morale miastowych, gdy przelatywał nad nimi baardzo nisko i szybko wracał do góry, mówi samo za siebie. W pewnym momencie, zauważył że na budowę z nieznanego powodu, wjechał pociąg..  "Co do cholery~?!" Powiedział Sky kiedy szybko wyruszył w kierunku pociągu który wjechał w kierunku niedokończonych torów kolejowych. Kolejna szybka kolej w mieście. Przecież tam zginą ludzie. Przyśpieszył do maksymalnej prędkości i transformował się, ślizgając się po torach, chwycił za kabinę kierowcy kolejki i za drzwi, wybijając trochę okno. Przerażeni ludzie nie wiedzieli co teraz robić, widząc ratującego ich robota, zwłaszcza że jakiś czas po ataku, dalej była histeria wobec robotów. Dodatkowo, bydle miało 8 metrów. "DAWAJ, BLYAT~! ZATRZYMAJ SIĘ~! AAAAAGH~!" Robot poświęcający się dla ludzi - to jest nagłówek, zwłaszcza że jest to robot rządowy. W porę, po 3 minutach ślizgania, zatrzymał pociąg w samą porę. Na 10 metrów przed przepaścią. Gdy się udało, ten załączył ręczny w kolejce, i usiadł na drugiej stronie torów, kładąc się na plecach, ciężko oddychając... "Cholera jasna.... Nigdy więcej.... Ratowania... Ugh..." O ile sam robot nie był zmęczony, to było widać jak by robot odczuwał.... Stres? Tak - to można określić stresem. Wstał po 3 minutach odpoczynku i wyprostowany, odebrał komunikat tarczy... Przyłożył do prawej strony twarzy dwa palce, i nacisnął jakiś guzik. Komunikat kazał jedno: czekać na rozkazy. Wygląda na to że jest dla niego zlecenie."Zrozumiałem. Będę czekał na dalsze instrukcje."  Robot jak powiedział tak zrobił, biorąc rozbieg, i transformując się, odlatując następnie w przestworza miasta, eksplorując i obserwując je by nic znowu takiego się nie stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 08/06/2012

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Pią Lut 01, 2019 6:22 pm

Obywatele Stanów Zjednoczonych nie mogli narzekać na nudę ostatnimi dniami. Czasy zmieniły się na dobre i po środku morza nieznanych dotąd zagrożeń takich jak inwazje kosmitów, ludzi z przebudzonymi, boskimi wręcz czasem mocami, samych bogów we własnych osobach, czy oddziałów morderczych robotów i innych, trudno było optymistycznie patrzeć w przyszłość.
Dlatego zważywszy na stan wyjątkowy (który ostatnimi czasy tracił na swojej „wyjątkowości”) władze stanów zjednoczonych zdecydowały że należałoby dmuchać na zimne i oszczędzić obywatelom Nowego Jorku możliwości dodatkowych katastrof. Pierwszym krokiem w długiej kampanii prewencyjnej było przesunięcie największego znanego opinii publicznej skupiska ponadprzeciętnych indywiduów, potencjalnie zdolnych do masowych ludobójstw dalej od ludzkich siedzib. Tak więc wielu stałych mieszkańców Stryker Island, a dokładniej więzienia o zaostrzonym rygorze RAFT, czekała rychła przeprowadzka. Opinii publicznej nie dane było dowiedzieć się dokąd dokładnie, ale powiedziane było że w porównaniu z tym miejscem, RAFT pozostanie przedszkolem dla niemowląt.
W wyniku tej roszady połowa cel w dotychczasowym więzieniu o zaostrzonym rygorze zwolniła swoje wakaty. Żeby pieniądze podatników nie pozostawały jednak zbyt długo marnowane na grzanie pustych pomieszczeń, władze więzienia zaczęły kampanię ściągania do siebie przestępców, dla których niegdyś RAFT miał za strome progi. W ten sposób wielu morderców, czy mutanckich recydywistów o zbyt chaotycznych mocach, miało dostąpić zaszczytu pobytu w niesławnej placówce.
Konwoje, jeden za drugim, ruszały w stronę nadbrzeża, za każdym razem inną trasą, w zmiennych odcinkach czasu. Jednym z takich konwojów podróżowała do nowego miejsca pobytu Mary Walker. Trudno jej było powiedzieć gdzie się właściwie w obecnym czasie znajdowała, ani kto wraz z nią jechał konwojem. Pomieszczenie, w którym się znajdowała było szczelnie zamknięte, bez żadnych okien, a ona sama miała na szyi dość krępujące urządzenie blokujące w znacznym stopniu jej ognisty temperament. Władze wolały jednak dmuchać na zimne. Poza tym przykuta była do ścian pomieszczenia w taki sposób, że ręce wciąż miała uniesione do góry i pozostawała jej bardzo niewielka możliwość poruszania się. Specjalne rękawice skuwały jej dłonie, a w pomieszczeniu wraz z nią znajdowała się dwójka strażników, którzy co pięć pełnych minut meldowali się przez radio do swojej centrali. Widocznie jej sława bardzo ją wyprzedzała. Wszystkie te środki były wręcz pochlebstwem dla jej osoby.
Konwój poruszał się przez obwodnice miasta. Ruch przez centrum był w większości przypadków niemożliwy ze względu na zniszczenia po ostatnim ataku Sentineli. W jego skład wchodziły dwa furgony z przygotowanymi celami podobnymi do tej w jakiej się znajdowała, oraz cztery mniejsze pojazdy, wypełnione agentami.
Na razie podróż odbywała się bez zakłóceń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto

Magneto

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2014

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Pią Lut 01, 2019 9:25 pm

Na drodze można było zauważyć dość niezwykły widok. Starszy mężczyzna w czerwono-fioletowym odzieniu, z powiewającą na wietrze peleryną stanął na środku drogi. Patrzył przez chwilę na zbliżający się konwój, nie zwracając uwagi na mijające go i trąbiące samochody. Westchnął ciężko i nałożył na głowę hełm, mówiąc do siebie:
 - Nasz czas nadszedł!
Uznał, że mniejsze samochody z przodu i z tyłu konwoju idealnie nadają się na blokadę. Ku zaskoczeniu kierowców, ich pojazdy same skręciły, zderzając się ze sobą. Kilka cywilnych aut również zostało złapanych w karambol, skutecznie korkujący obwodnicę.
Podobna sytuacja wydarzyła się z drugiej strony furgonów. Rządowe samochody zabezpieczające tyły uderzyły w siebie, łapiąc więzienny transport w potrzask.
A wszystko, co zrobił starszy mężczyzna, to kiwnął ręką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bloody Mary

Bloody Mary

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 13/08/2015

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Pon Lut 04, 2019 11:26 am

Więc nadszedł ich czas! W końcu je przeniosą i będą się bawić, yey! Tylko gdzie? I czy będzie tam alkohol i kokaina, może jakiś kochanek, albo kochanki? Oj tak, Tyfusek cieszył się na taką możliwość i chciała nawet wyjść z siebie i stanąć obok, ale ta zołza Bloody ją trzymała. Wredna małpa. Bloody szykowała się do walki i była gotowa spalić i zabić wszystkich, byle być wolną. Tylko Walker siedziała zapłakana jak ta durna pipa i chciała, żeby Tyfusek i Bloody dały jej spokój i sobie poszły. Żenada.
Ale czego się spodziewać po osobie, która dawała się gwałcić i nie czerpała z tego żadnej przyjemności!? Dopiero Tyfusek musiała ją uświadomić, że gwałt to nic złego i przy dobrej współpracy może być przyjemnością dla wszystkich, albo i nie i ktoś umrze, ups.
Tylko Bloody ciągle myślała o wyrwaniu się, zabiciu kogo się da i czerpaniu z tego przyjemności. Każdy ma jakiś fetysz. Najbardziej Tyfuskowi przeszkadzał fakt, że Bloody strasznie się rządziła i nie dawała jej iść na imprezę, a prowokowała do jakichś perwersyjnych zabaw. W sumie Bloody miała ciekawe pomysły i lubiła w BDSM. Tylko zawsze zabijała swoje zwierzątka, wredna jak zwykle.
Ostatnio jednak siedziały w więzieniu i się nudziły, bardzo się nudziły. Co prawda zabawiały się ze sobą, ale ile można? Musiały sobie kogoś znaleźć i się zabawić.

Mary rozejrzała się po pomieszczeniu. Musiała jakoś z niego uciec i zabić, musiała być wolna. Oczywiście nie przejmowała się, że była obezwładniona i miała obrożę, gadżet ładny, ale mało praktyczny.
- Typhoid, zagadaj strażników, nich podejdą, a ja ich zabiję - rozległ się stanowczy głos w głowie Bloody.
- Jasne, kochanie - odpowiedział jej uwodzicielski głos Tyfuska.
Każda z Mary wiedziała jak ze sobą współgrać i jak razem osiągnąć swój cel.
- Hej, przystojniaki - jej uwodzicielski głos rozbrzmiał - Może mnie rozkujecie i zabawimy się we trójkę? Wiecie, tak na odstresowanie. Albo nie musicie mnie rozkuw... - nie dane było dokończyć, gdyż do jej ciała został przytkęty paralizator, na co Mary syknęła.
- Zamknij ryj - strażnik ryknął na nią, po czym oprawił ciosem z łokcia w jej brzuch.
W tym momencie każda z Mary chciała go zabić, Tyfusek, Bloody i Mary były zgodne - facet powinien zginąć. Zabije go, niech tylko ją rozkują, to go zabije. Chwilę później pojazdem coś wstrząsnęło, aż strażnicy stracili grunt pod nogami i upadli. I dobrze, nie rozwalą sobie głupie ryje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 08/06/2012

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sro Lut 06, 2019 6:46 pm

Strażnik, który podszedł do Mary był bez wątpienia młokosem. Inaczej nie dałby się sprowokować dziewczynie do rękoczynów. Siedziałby zapięty pasami na swoim miejscu jak jego towarzysze.
-Na litość boską, Darren, tu są wszędzie kamery. Wylecisz na zbity pysk! - syknął do niego jeden z siedzących mężczyzn.
Nic to nie dało, paralizator poszedł w ruch. Kontakt był długi, aż w powietrzu zaczął roznosić się charakterystyczny zapach palonych włosów.
- k***a, Darren! - rozmówca nie wytrzymał i już zabrał się za rozpinanie pasów, żeby, o ironio, pomóc psychopatce w opałach.
W tym czasie zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Kierowcy mniejszych samochodów nawet nie zdążyli wpaść w zaskoczenie, gdy ich pojazdy szarpnęły nagle i uderzyły jedne o drugie. Jadąc z tą prędkością zderzenie było dość widowiskowe. Samochody niemal rozpruły sobie nawzajem blachy w miejscach zderzenia, po czym przekoziołkowały w dalszą stronę, rozwalając się w poprzek jezdni. W powietrze wzniosła się chmura odłamków. Oczywiście nie tylko rządowy konwój wpadł w tę zasadzkę. Pechowi cywile poruszający się zaraz za więziennymi pojazdami również nie zdążyli wyhamować i dołożyli swoje trzy grosze (a raczej cztery kółka) do powstającego karambolu.
O dziwo, kierowca pierwszego furgonu zachował zimną krew w obliczu tych wydarzeń. Nie wiadomo czy była to kwestia specjalnego protokołu na takie okazje, czy skutek zbyt wielu obejrzanych filmów akcji, ale zamiast wyhamować, dodał wręcz gazu. Opancerzony, dużo cięższy pojazd z łatwością porozpychał wraki rządowych osobówek i zmierzał z coraz większą prędkością prosto na starszego mężczyznę na środku drogi, który ewidentnie był sprawcą tego zamieszania. Drugi pojazd miał ułatwione zadanie, bo tylko wpasował się w lukę, którą utworzył mu jego przodownik. Erykowi pozostały sekundy na reakcję.
W wyniku przebijania się przez zaporę z wraków całym pojazdem potężnie wstrząsnęło. Chłopak zaraz obok Mary stracił równowagę i poleciał prosto na nią, odruchowo łapiąc się jej w celu odzyskania równowagi. Paralizator wypadł mu z dłoni i potoczył się w okolicę stóp dziewczyny. Mężczyzną, który nie dokończył zdejmowania uprzęży rzuciło na bok. Niefortunnie uderzył głową o ławkę i stracił przytomność.
- Daddy! Co to było?! - krzyknął trzeci z mężczyzn do swojego radia.
- Jednostki Tango, Charlie, Fokstrot i David zlikwidowane. Jeden widoczny sprawca. Nadczłowiek.
- K***a... - podsumował elokwentnie chłopak trzymający Mary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto

Magneto

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2014

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sro Lut 06, 2019 10:26 pm

Starzec zareagował błyskawicznie. Machnął ręką i ciężarówki rozjechały się, omijając go z obu stron. Zaraz po tym, śruby w felgach wyleciały, dziurawiąc opony. Kierowcy jeszcze chwilę próbowali zapanować nad wozami, co trzeba im przyznać, czynili z pochwały godnym uporem. Nawet jednak ich umiejętności nie zdały się na wiele, gdy samochodowi brak sprawnych kół. Więźniarki wyhamowały krzesząc iskry i zostawiając głębokie bruzdy w asfalcie.
Eryk ocenił wzrokiem swoje dzieło zniszczenia i uznał je za satysfakcjonujące. Niespiesznym krokiem ruszył w stronę ciężarówek. Tymczasem za jego plecami z samochodów ludzie wylewali się niczym ciecz. Tworzyli falę, która rozlewała się po drodze, byle dalej od mężczyzny w czerwono-fioletowym kostiumie.
Z szoferek obu więźniarek sprawnie wypadli kierowcy i pasażerowie. Czterech agentów skryło się za maskami swoich wozów. Dało się słyszeć szczęk odbezpieczanej broni automatycznej.
- Zaatakowałeś siły rządowe - krzyknął jeden z kierowców. - Połóż się na ziemi z rękami na karku, to twoja ostatnia szansa - odwrócił się do kolegi i syknął - Gdzie są posiłki?
- W drodze, musimy go przetrzymać - odezwał się cicho zapytany.
Na słowa ludzi, Eryk uśmiechnął się. Wiatr zadął, rozwiewając jego pelerynę, a on odezwał się donośnym głosem.
- Nie! To wasza ostania szansa! Odejdźcie stąd, albo ryzykujcie mój gniew!
- Twój gniew? A kim ty, u licha, jesteś?!
Starzec tylko na to czekał. Uniósł ręce w górę i cała ta broń, za którą ludzie się tchórzliwie kryli, została wyrwana z ich rąk. Uniosła się nad ich głowy i obróciła przeciwko nim w rytm ruchów jego palców.
- Ja jestem Magneto! Mistrz Magnetyzmu i wyzwoliciel zniewolonych przez wasz rząd mutantów - wiszące w powietrzu bronie wypaliły w powietrze, zrzucając deszcz łusek na oniemiałych stróży prawa. - Idźcie i przekażcie swoim panom, że czas bezkarnego prześladowania homo superior się skończył!
By podkreślić wagę swych słów, Magneto rozczapierzył palce i narzędzia śmierci, jeszcze przed chwilą strzelające w niebo, eksplodowały metalowymi odłamkami.
Po tym pokazie mocy, trzech agentów uznało, że rozsądek bije odwagę i wzięło nogi za pas. Ostatni dobył zapasowy pistolet z kabury przy biodrze i wystrzelił w Mistrza Magnetyzmu. Kula zatrzymała się centymetry od oka celu. Mutant spojrzał najpierw na kulę, a potem na strażnika i z wściekłości drgnęła mu powieka. Złapał pocisk w dwa palce i pstryknięciem posłał go w stronę agenta, wzmacniając siłę uderzenia. Ten poleciał do tyłu z wrzaskiem bólu, upuszczając swoją broń. Zniekształcenie przy barku i agonia leżącego wskazywały na strzaskany obojczyk. Pistolet podleciał do Eryka, który w powietrzu rozebrał go swoją mocą na części.
- To narzędzie jest takie proste i prymitywne, a potrafi wyrządzić tak wiele szkód - powiedział, przyglądając się lewitującym elementom. Spojrzał z pogardą na zwijającego się boleśnie człowieka, - zupełnie jak wy!
Odwrócił się, a rozebrana na części pierwsze broń upadła ze szczękiem. Nie zwracał dłużej uwagi na wyjącego z bólu agenta. Położył dłoń na boku ciężarówki, by wyczuć co się dzieje w środku. Jego zmysły popłynęły po metalowych elementach i polach elektromagnetycznych, dając mu niejaki pogląd na sytuację wewnątrz więźniarki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 08/06/2012

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Pią Lut 15, 2019 5:17 pm

Jeżeli wcześniej ochrona konwoju przejawiała jakieś szczątkowe chęci do walki, to po tym popisie mocy utraciła ją całkowicie. Mimo że Magneto nawet o to nie prosił, wielu odruchowo odstąpiło od swojej broni i uniosło ręce ku górze w dobrze znanym geście poddania się. Inni nie czekając na dalsze zaproszenia skorzystało z okazji że mutant ich ignoruje i po prostu wzięło nogi za pas. Tak czy siak nikt nie przeszkadzał Erykowi w swobodnym kroczeniu po pobojowisku.
Zator na autostradzie robił się coraz większy. Poza oczywistymi utrudnieniami w postaci karambolu, przeciwny pas ruchu także wyhhamował. Przerażeni kierowcy nie chcieli widocznie podjeżdżać do strefy walki, a gdy pierwsze kilka wozów wyhamowało, reszta za nimi nie miała innego wyboru. Oczywiście, cała okolica zaroiła się wręcz od ludzi z telefonami i aparatami w dłoniach. Część z nich zapewne opuściła własne pojazdy, ale część została zwabiona poruszeniem. Jedno było pewne. Popis Magneta ujrzy niedługo cały świat. O ile rzecz jasna, nie oglądał go właśnie na bieżąco.
Po przyłożeniu dłoni do wierzchu pojazdu Eryk mógł jako tako rozeznać się w sytuacji wewnątrz. W każdej z ciężarówek znajdowało się sześć cel i jeden wspólny korytarz bez połączenia z szoferką. W tej którą magneto sprawdzał znajdowało się dość sporo osób, tak więc na pewno nie wszyscy wybiegli od razu powitać go przy pierwszym kontakcie.
Ci przebywający w celach to zapewne więźniowie. Czasem w pomieszczeniu przebywała jedna osoba, czasem kilka, ale najczęściej byli do dodatkowi strażnicy, sądząc po noszonej przez nich broni. kilkoro osób było nieprzytomnych, a w jednej z cel nawiązała się już walka. Na ten moment ciężko było powiedzieć jak duża grupa więźniów była mutantami, choć zapewne większość. Zaraz przy wejściu grupa strażników rozstawiła się z bronią celując w odrzwia, chcąc najwidoczniej wziąć mistrza magnetyzmu przez zaskoczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto

Magneto

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2014

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Nie Lut 17, 2019 9:54 pm

Eryk skupił się na broni palnej w więźniarce. Wczuł się w nią, w jej elementy i budowę. Wpłynął na nią, tak by dzierżący tego nie spostrzegli. Jego celem stały się iglice uderzające w pociski. Pod wpływem mocy mistrza magnetyzmu, miały się wygiąć i zwinąć niczym mokre kluski, unieszkodliwiając broń. Strażnicy dopiero mieli się dowiedzieć, że w rękach i kaburach mają bezużyteczne kawałki metalu. Czekała ich bolesna niespodzianka, bo choć mutant mógł ich rozbroić, miał inne plany.
Magneto skupił się na drzwiach do cel i pętach jakie mogą być założone na więźniach. Potrzebował wojowników. Kogoś kto będzie walczyć, a nie czekać, aż zostanie łaskawie wypuszczony. Idealny moment by oddzielić ziarno od plew i sprawdzić wolę mutantów.
- Ludzie nigdy nie pozwolą nam w spokoju żyć, musimy być gotowi się bronić - krzyknął, a jego głos zawibrował w metalu. - Pokażcie, że potraficie! Jeżeli chcecie odzyskać wolność, to walczcie o nią!
Na zakończenie swych słów, włożył całą moc w jednoczesne wyrwanie drzwi do cel i rozerwanie kajdan. Test się rozpoczął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bloody Mary

Bloody Mary

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 13/08/2015

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sro Lut 20, 2019 12:58 am

To był ich moment! Gdy tylko drzwi od celi zostały wyrwane, a kajdany zdjęte Mary z wściekłością rzuciła się na strażników. Nie obchodziło ich, kto je wypuścił - ważne, że dał im możliwość zemsty i zebrania krwawego żniwa. Pierwszym, co Mary zrobiły, było wymierzenie kopnięcia z wyskoku w głowę strażnika, co posłało go na ścianę więźniarki, po czym dołożyła kolejne w jego krocze.
- I tak nie potrafiłeś ich używać - Bloody z pogardą w głosie skomentowała wyraz zmieszania i bólu na twarzy strażnika. Jednak nie miała zamiaru się powstrzymać. Kolejny cios wymierzyła kolanem w twarz oprawcy trafiając w jego oko, a następny wymierzyła w jego gardło. Jednak była zbyt wnerwiona, żeby dać mu tak po prostu umrzeć i zabić go bez emocji. Dołożyła kopniak w jego kolano prawdopodobnie przestawiając mu rzepkę, po czym strażnik klęczał przed nią. Bardzo dobrze - pomyślała zarówno Bloody, jak i Typhoid - to najlepsza pozycja dla niego.
- A teraz, moje słonko - słodki głos Tyfuska zawirował w powietrzu - Zdechniesz - to mówiąc zaplotła nogi na jego szyi w taki sposób, że jej krocze znajdowało się tuż przed jego twarzą. Wtedy właśnie wygięła się w tył podpierając na rękach, a chwila w której jego szyja pęknie była jedynie kwestią czasu.
Drugim strażnikiem żadna Mary się nie przejmowała, wiedziała, że nim zajmą się pozostali więźniowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 08/06/2012

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sro Lut 20, 2019 12:12 pm

Kajdany z ramion Mary rzeczywiście opadły, ale młody strażnik wciąż opierał na niej całą swoją wagę. Próba wybicie się razem z nim w powietrze kończyła się na tym, że obydwoje stracili równowagę i wylądowali na podłodze więźniarki. Nieszczęśliwie dla chłopaka on był na dole pod Mary i to nie w tym przyjemnym sensie. Chwila oszołomienia po uderzeniu pozwoliła mu jednak odtoczyć się i zwiększyć odległość od psychopatki.
W tym samym czasie jeden ze strażników przeciwnych torturowaniu mutantki w obliczu najnowszych wydarzeń zmienił zdanie o 180 stopni. Wyciągnął swoją broń i celując w leżącą na ziemi kobietę pociągnął za spust. Nic się jednak nie wydarzyło. Zamiast tego dopadł więc mutantki i spróbował pochwycić jej rękę, aby ją wykręcić i unieruchomić zbiega. Młody strażnik wstawał już by pośpieszyć mu z pomocą.
W całej furgonetce owszem, wybuchł rozgardiasz, ale każdy męczył się raczej ze swoimi klawiszami. Do tego nie oszukujmy się, Mary nie była w więzieniu najpopularniejszą osobą, dlatego jakoś nikt nie kwapił się pędzić jej na pomoc. Wszystko wyglądało jednak na to że więźniowie osiągnęli pewną pierwszą przewagę nad strażnikami, którzy zmarnowali cenne sekundy na sięgnięcie po niesprawną broń. Niestety nie byli tak dobrze zorganizowani. Więźniarski instynkt stadny wystarczył oczywiście by większość skazańców ruszyła do boju przy pierwszych oznakach buntu, ale zdarzyły się od tego wyjątki. Do tego każdy walczył z inną zajadłością i niewielu więźniów współpracowało.
Ze swojego punktu widzenia Eryk mógł zauważyć, że rzeczywiście o ile jego źródła donosiły że konwój składał się w większości z homo superior, to nie nastąpił żaden spektakularny pokaz niesamowitych mocy na który liczył. Zamiast tego doszło do dosłownych rękoczynów, podczas których strażnicy pozbawieni swojej broni lali się po pyskach z mutantami, którzy z jakiegoś powodu nie sięgali po swoje moce na bardziej niż minimalnym poziomie.
Całość odrobinę zaczynała się przeciągać. Bądź co bądź, marni ludzie wezwali to swoje "wsparcie" w jakiejkolwiek formie miałoby ono nie nadciągnąć i pytanie czy Magneto liczył na aż taki rozgłos, żeby czekać na jego nadejście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto

Magneto

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2014

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sob Lut 23, 2019 12:04 am

Magneto stał osłupiały z ręką na boku więźniarki. Co tam się działo? Dlaczego mutanci nie roznieśli jeszcze strażników tylko wdali się z nimi w bójkę, jakby to był piątkowy wieczór w którejś mordowni na Bronksie? Czyżby mieli na sobie jakieś urządzenie hamujące ich moc, którego on nie wykrył? To jedna z opcji. Drugiej nie dopuszczał do myśli. Nie chciał, by okazało się, że cały ten wysiłek poskutkuje zrekrutowaniem garstki idiotów, którzy na dodatek nie panują nad swymi mocami.
'Co ja tu robię?' Nie po raz pierwszy Eryk zaczął się zastanawiać na sensem swoich działań. W tym momencie dotkliwie poczuł swój wiek. A gdyby rzucić to wszystko i wyjechać w Appalachy? Nie, jego bracia mutanci potrzebują go. Być może po raz ostatni, ale stanie na wysokości zadania.
Ta chwila zwątpienia nie mogła długo trwać, rzeczywistość szybko przywołała go do porządku. Agenci wezwali wsparcie. Nawet mistrz magnetyzmu nie miał ochoty na walną bitwę z wojskiem Stanów Zjednoczonych. Widząc, że sytuacja wewnątrz furgonów szybko się sama nie rozwiąże, postanowił to zakończyć. Uniósł się w powietrze i zawisł nad swoim celem.
Najpierw pierwsza ciężarówka. Zbudowana tak, by wytrzymać wielkokalibrowy ostrzał i kolizję, otworzyła się przez Magnetem, niczym puszka sardynek. Zdarty dach poszybował w dal i upadł z łoskotem na nawierzchnię obwodnicy. Z marsową miną mutant zlustrował sytuację wewnątrz. Wolał nie zostawiać po sobie większej ilości zwłok, niż to konieczne. Użył krat, łańcuchów i blach do jak najsprawniejszego unieruchomienia strażników. O ile pręty krat i łańcuchy miały ich skrępować i pozbawić woli walki, o tyle blachy miały ich oddzielić od nazbyt entuzjastycznych więźniów. Guzdrząc się stracili swoją szansę na zemstę.
- Czas na przyjemności przyjdzie później - huknął w ich stronę. - Chcecie wrócić do cel, czy wolicie nacieszyć się wolnością trochę dłużej?
Zrobił pauzę dając im chwilę do namysłu i starannie dobierając swoje następne słowa.
- Możecie tu zostać, albo uciec w siną dal, do czasu aż ludzie ponownie was nie złapią i nie wsadzą do miejsca, z którego jeszcze ciężej wam będzie uciec! Droga wolna - zatoczył koło ręką. - Albo możecie przyłączyć się do mnie i stać częścią czegoś większego! Społeczności mutantów, broniących się wzajemnie przed atakami na nas i naszą wolność! Grupy opartej na szacunku... Bractwa!
Przyjrzał się uważnie reakcjom więźniów, próbując ocenić każdego z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 554
Data dołączenia : 08/06/2012

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Sob Mar 09, 2019 11:19 am

Mary nie zareagowała dostatecznie szybko by wykorzystać moment zaskoczenia strażników. Doskoczyli do niej pierwsi przygwożdżając ją do ziemi i pieszcząc ją paralizatorami. Jeden z agentów przygwoździł ją całym ciałem do ziemi, warzą ku podłodze, blokując jej ruchy w całkiem profesjonalnym chwycie. Drugi co jakiś czas traktował ją taserem. Zakurczone pod wpływem elektrycznego uścisku mięśnie przeszkadzały w wyzwoleniu się. Widocznie w obliczu zagrożenia obydwoje strażników zdecydowało się jednak współpracować.
-Dawaj te kajdany! - krzyczał do kolegi strażnik leżący na kobiecie.
- Nie da rady! - odkrzyknął mu tamten, rozglądając się po pomieszczeniu. - Ona coś im zrobiła!
- W takim razie musimy ją załatwić! - odkrzyknął pierwszy, a ucisk na szyję kobiety niebezpiecznie się zwiększył.

W tym czasie Magneto zmęczył się już przeciągającą się bijatyką ze strażnikami. Nic dziwnego, bo w końcu mutanci byli rasą wyższą i takie wdawanie się w pospolite rękoczyny było po prostu poniżej ich godności. Jego moce z łatwością rozpruły dach pojazdu. Gdy unosił się tak nad ofiletowanym pojazdem na moment zaskarbił sobie uwagę pasażerów. Na krótki moment, bowiem gdy mutancka część więźniów zauważyła że sprawcą zamieszania jest jeden z nich u raczej nie mają się czego obawiać, na nowo ruszyli do ataku. Zaatakowani funkcjonariusze znów musieli się bronić, więc chwila przez którą Eryk miał zapewnioną uwagę wszystkich była dość krótka.
Więźniowie mieli przewagę liczebną i w pewnym momencie wygraliby to starcie. Jadnak nawet z tego punktu widzenia wydawało się że nikt z homo superior nie sięga po swoje dary. Związanie, przybicie i odseparowanie strażników od więźniów za pomocą metalowych elementów zakończyło potyczkę, jednak nie ostudziło ducha walki. Podniosły się okrzyki radości, uderzenia pięściami w metalowe więzienia, oraz wyzwiska pod adresem strażników. Pojawiły się także wiwaty dla samego Magneto, który ewidentnie był dla wielu bohaterem tego dnia.
Dopiero teraz Eryk mógł zauważyć że większość więźniów nosi dziwne urządzenia oplecione wokoło szyi. Być może one nie pozwalały używać im ich darów.
Sama mowa została odebrana na różne sposoby. Oczywiście nikt nie zdecydował się grzecznie wrócić do celi i czekać na pojawienie się wsparcia. W końcu z zamyślonego tłumu podniosły się pierwsze okrzyki.
-Śmierć ludziom!
-Ziemia dla mutantów!
Tam gdzie jedni skandowali, inny chyłkiem wymykali się z całej tej sceny wypadku. Ciężko było ich za to winić. Do tej pory większość mutantów nie wiedziała o istnieniu innych takich jak oni i niestety byli przyzwyczajeni do działania na własną rękę. Wybudowanie w mutantach świadomości więzi i braterstwa będzie długim procesem, jednak wartym by do tego dążyć.
Ostatecznie tylko czwórka więźniów pozostała przy Magnecie, pozostawała jednak jeszcze druga ciężarówka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bloody Mary

Bloody Mary

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 13/08/2015

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Nie Mar 10, 2019 3:44 am

Wszystko się spieprzyło - nie dała rady pokonać dwójki przygłupów i przypłaciła to pobiciem. Żadna z Mary nie była zadowolona, a wściekłość buzowała w każdej z nich i motywował do dalszej walki. Gdy jednak strażnicy rzucili nią o podłogę, a jeden z nich upadł na nią blokując jej próby ucieczki zrobiło się zdecydowanie trudniej. Nie mogła też użyć mocy, gdyż zanim spróbowała została potraktowana paralizatorem.
- sk*** zostaw mnie! - krzykną Tyfusek, po czym otrzymała kolejną i koleją dawkę prądu. Serce waliło jej jak oszalałe, zaczęła łapać zadyszkę, lecz jej mięśnie odmówiły posłuszeństwa i mimo swojej woli musiała zaprzestać dalszych prób walki. Czuła się słaba i bezsilna, zupełnie jak wtedy, gdy ojciec i brat ją gwałcili. Nie mogła nic zrobić, mogła tylko leżeć i czekać na koniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Magneto

Magneto

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 14/06/2014

Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1Nie Mar 10, 2019 6:13 pm

Eryk obejrzał od stóp do głów pozostałą czwórkę. Nie spojrzał nawet na tych, którzy uciekli. Nie potrzebował mutantów słabego ducha do stojącego przed nim zadania. Ci, którzy pozostali go interesowali. Na szyjach mieli obroże tłumiące. To wszystko wyjaśniało. Oczywiście ludzie postanowili ich ograniczyć. Jak to ludzie.
- To dopiero początek - odezwał się opadając obok świeżo uwolnionych.
Przyjrzał się uważniej obrożom. Przez chwilę kontemplował ich konstrukcję, by jak najbezpieczniej je zdjąć. Gdy miał już pomysł jak zrobić zwarcie i zmienić je w bezużyteczną biżuterię dla hipsterów, musiał zdecydować. Poświęcić czas na uwolnienie ich teraz, czy zrobienie tego później.
Jeśli rozbroiłby obroże teraz, mógłby od razu przetestować swoich rekrutów i ujrzeć ich w akcji. Dałoby mu to pogląd na ich moce i umiejętność ich użycia. Także na zmysł taktyczny i podejście do walki. Z drugiej strony zdejmowanie tych obroży tak, by nie zraniły je noszących, to zajęcie czasochłonne. Istnieje ryzyko, że gdy skończy, pojawią się rządowe posiłki, które już będą przygotowane na Uzdolnionych. Wtedy gładka ucieczka będzie niemożliwa.
- To właśnie robią ludzie, ograniczają nas - powiedział nie wiadomo czy do siebie, czy do obecnej czwórki. Spojrzał na drugą ciężarówkę,
podejmując decyzję. - Za mną! Nasi bracia nas potrzebują!
Wzleciał w powietrze i tym razem postanowił jak najszybciej i najefektywniej obezwładnić strażników. Żadnych więcej testów i zabaw. Inna sprawa, że teraz miał widownię. Warto dać pokaz.
Wyciągnął rękę w stronę drugiej ciężarówki. Wziął głęboki wdech i skupił całkowicie, aby unieść ją i przekręcić o do góry kołami swoją mocą. Nie czekając, aż strażnicy zorganizują się, po nagłym przewróceniu ich świata o 180 stopni, Mistrz Magnetyzmu zadziałał. Złożył razem dłonie w poziomie, po czym szybkim ruchem je rozdzielił. Gest ten przełożył się na podwozie, które oddzieliło się od reszty samochodu. Machnął lewą ręką i kawal żelastwa poszybował w stronę pobocza, które właśnie wskazał.
Zacisnął prawą pięść i jego moc oswobodziła więźniów z kajdan oraz pootwierała kraty, jak w pierwszej więźniarce. Przygotowany do zatrzymywania pocisków, zmierzył wzrokiem strażników.
- Zastanówcie się, czy wasze życia są tego warte!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




Ulice NYC - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 23 Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Ulice NYC
Powrót do góry 
Strona 23 z 24Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: