Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Ulice NYC

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24
AutorWiadomość
Darkhawk

Darkhawk

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 25/08/2012

Ulice NYC - Page 24 Empty
PisanieTemat: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 24 Icon_minitime1Pon Sie 27, 2012 4:04 pm

First topic message reminder :

Ulice NYC - Page 24 Manhattan_3
Ulice Wielkiego Jabłka. Można je podzielić na dwa rodzaje: uczęszczane i lepiej-się-tu-nie-zapuszczaj. Te pierwsze są zatłoczone i szare, drugie puste i brudne. Nieważne do którego rodzaju można zaliczyć tę na której się znajdujesz, w obu przypadkach: pilnuj swojego portfela!


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Nie Sie 31, 2014 11:19 am, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Pierwotnie znajdował się tu także post fabularny. Został przeniesiony do pierwszego fabularnego posta Darkhawka.)
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Ulice NYC - Page 24 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 24 Icon_minitime1Wto Mar 19, 2019 9:07 am

Z miejsca w którym znajdowała się Marry ciężko było powiedzieć jak radzili sobie pozostali więźniowie. Dochodziły ją zaledwie coraz częstsze krzyki bólu i rozpaczy. Nie można było jednoznacznie twierdzić kto właściwie krzyczał, jednak natężenie dźwięku wskazywało na coś więcej niż tylko postrzał z broni palnej. Do tego w powietrzu zaczynało robić się naprawdę gorąco.
Nagle stało się coś dziwnego. Może nie znowu aż tak dziwnego, bo kobiecie, która przywykła do zadawania się z Ręką i innymi brudnymi tematami zakres pojęcia „normalność” zdecydowanie się poszerzał. Zabójczyni była jednak świadoma że ciężarówki nie powinny same z siebie unosić się i wywracać na lewą stronę. Oczywiście, plotki głosiły że na przykład takie SHIELD, dysponowało takimi, jednak co innego zwykła służba więzienna. I tak dostali w zastaw nie wiadomo skąd obroże hamujące gen-x. Można się było spodziewać że każda z tych obroży warta jest więcej niż roczny dochód każdego ze strażników, ktoś będzie wiec dość niepocieszony jeśli coś im się stanie.
W każdym razie świat zawirował na moment jak w beczce śmiechu i role diametralnie się odwróciły, bo strażnicy przygwożdżający kobietę do ziemi zostali rozrzuceni po całym pomieszczeniu. Kobieta miała kilka chwil na reakcję, ale była wolna.
Magneto tymczasem zabrał się za otwieranie podwozia wozu. Podobnie jak poprzednio z niemal boskiego punktu widzenia mógł teraz przeanalizować sytuację wewnątrz. W porównaniu z poprzednią maszyną, widok mógł go trochę zaskoczyć. Ściśle mówiąc, wewnątrz działo się piekło. Dosłownie. Wnętrze samochodu spowite było ogniem, który trawił wszystko, poza trójką głównych walczących. To że ogień nie był naturalnego źródła nie było ciężkie do zauważenia.  Większość strażników, ale i niestety więźniów była już martwa. Sądząc jednak po efektywności w zabijaniu za robotę musieli zabrać się stosunkowo niedawno, bo tych kilku strażników których magneto zastał jeszcze żywymi, zginęło wkrótce potem, jeśli nie zamierzał w to zaingerować. Więźniowie byli tak zaangażowani w walkę, że ani na moment nie przerwali podczas dramatycznego wejścia mistrza magnetyzmu.
Była ich trójka, każdy zdecydowanie inny od poprzedniego. Ten wyglądający najbardziej „ludzko”, widocznie kontrolował w jakiś sposób ogień, bo głównie stał w miejscu, gestykulując dłońmi i śmiejąc się obłąkańczo. Następny posturą przypominał raczej nosorożca, czy wręcz hipopotama, niż człowieka. W parze za tym szła jednak jego siła i jak się zdawało niewrażliwość na pociski broni palnej. Strzały tylko rozjuszały mężczyznę, a swoimi gabarytami stanowił doskonałą tarczę dla pozostałej dwójki kompanów. Trzeci, o poskręcanej, bestialskiej posturze wydawał się raczej słabej budowy. Nie przejawiał większych mocy, ale wspierał towarzyszy ogniem z karabinu, który najprawdopodobniej ukradł jednemu ze strażników.
Po paru minutach było po wszystkim. Dopiero teraz mutanci zdecydowali się poświęcić odrobinę uwagi unoszącemu się nad pojazdem.
-Ej ty! – zakrzyknął do niego blondyn, a ognie natychmiast opuściły korytarz i skierowały się ku górze, bardziej jednak na postrach niż w ramach ataku, bo wyhamowały kilka metrów przed Erykiem. – Kim jesteś i czego chcesz?!
- Właśnie! – zawtórował mu mały i pokraczny. Wykonał przy tym potężny sus z saltem i tak znalazł się już na resztkach podwozia u góry samochodu, skąd miał lepszy strzał na Magneta. – Załatwiliśmy tych tutaj, to Ciebie też załatwimy!
Cała trójka była widocznie w gorącej wodzie kąpana. Teraz widać było że żaden z nich nie nosił obroży. Pytanie czy udało im się je zdjąć, czy od początku ich nie mieli.


[Nie opisuję jeszcze co się dzieje z twoimi strażnikami, bo nie wiem jak zareagujesz Mary. Pozostali więźniowie nie mają punktu widzenia na twoją celę, a Magneto pierwszy zaskarżył sobie ich uwagę. Ty i Eryk jednak widzicie się przez zdarty dach]

Powrót do góry Go down
Magneto

Magneto

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/06/2014

Ulice NYC - Page 24 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 24 Icon_minitime1Nie Mar 24, 2019 8:44 am

Magneto nie ingerował w działania trójki proaktywnych mutantów. Śmierć trzech ludzi uznał, za małą cenę, dzięki której mógł ocenić ich zdolności. Największy z nich dysponował zwiększoną siłą i odpornością. Idealny pierwszy szereg. Drugi z nich posiadał zaawansowaną zdolność pirokinezy. W produkowanym przez niego ogniu było coś urzekającego. Trzeci nie wykazywał na pierwszy rzut oka żadnych zdolności, ale Eric żył na tyle długo, by wiedzieć, że pierwsze wrażenia bywają mylne. Być może był telepatą, który podporządkował sobie dwóch potężniejszych fizycznie mutantów. Albo był technopatą i zdołał sobie i innym zdjąć obroże. Jakkolwiek by nie było, jego zaradność zyskała uwagę Mistrza Magnetyzmu. Ich zmysł taktyczny i współpraca również go zainteresowały. Ta trójka zdecydowanie była materiałem na członków Bractwa. Odzyskał nadzieję, ze uda mu się reaktywować Bractwo Złych Mutantów w formie potężniejszej niż kiedyś. Tych trzech było doskonałym materiałem na grupę uderzeniową. Ich zacietrzewienie ujęło go za serce, aczkolwiek nie za bardzo spodobał mu się ton z jakim się do niego zwracali. Powieka nawet mu nie mrugnęła na widok małego inferno pod stopami. postanowił im pokazać z kim mają do czynienia.
- Och, młodzież. Możecie próbować mnie "załatwić" - prychnął pogardliwie, -  ale wątpię, by wam się to udało. Jestem Magneto, Mistrz Magnetyzmu!
Wypowiadając te słowa uniósł dłoń z wyprostowanymi trzema palcami. Trzy blachy o ostrych krawędziach uniosły się i poszybowały w stronę mutantów. Postrzępione kawałki metalu zatrzymały się, opierając na ich krtaniach. Uśmiechnął się z wyższością, dając im znać, że to on kontroluje sytuację. W jego oczach pojawiła się na chwilę stal. Można w nich było zobaczyć kogoś, kto bez zawahania poderżnie ich gardła w dowolnym momencie.
-  Dzięki mnie wasza ucieczka jest w ogóle możliwa. Przybyłem tu, szukając  mutantów chętnych, by do mnie dołączyć w walce z nienawiścią ludzi. Widzę w was wielki potencjał. Razem możemy dokonać rzeczy wielkich i wiele zyskać! Pokazać wszystkim, że mutantami nie można bezkarnie pomiatać! Chciałbym widzieć was w szeregach Bractwa Złych Mutantów. To oni, homo sapiens, są naszymi wrogami!
Zauważył, że w jednej z cel żyli jeszcze strażnicy. kłębili się oni przy jakiejś mutantce. Widocznie trwała tam walka, dopóki nie przewrócił ciężarówki. Przy swoich mundurach mieli dość metalu, by dało się ich za niego wyciągnąć przed trio, które chciał przekonać. Cóż, cel uświęca środki, jak to mówią. Gdy wspomniał o wrogach, blachy lewitujące przy gardłach mutantów pofrunęły w stronę strażników. Mimo tego, że Eric nie uważał tego za właściwe posunięcie, bardzo chciał zdobyć sobie przychylność tej trójki. A jednak nie mógł patrzeć na swój czyn, więc skupił swój wzrok na mutantach, do których przemawiał. Zaraz obok, przy wtórze agonalnych wrzasków, kontrolowany przez niego metal szatkował ludzi na kawałki. Powinno to przekonać trzech więźniów. a być może i obijana przez strażników mutantka, będzie zadowolona i zechce się przyłączyć. Im więcej, tym lepiej. Dla pewności, delikatnym machnięciem dłoni rozerwał jej kajdany.
-  Nie walczmy przeciw sobie, bo tego właśnie chcą! Nie szukam sług, ani niewolników, szukam towarzyszy! Chcę byście poszli za mną z własnej woli. Byście chcieli być częścią budującej się armii mutantów. Rządowi są już w drodze tutaj, więc nie będę na was czekał. Możecie odejść sami, albo z nami - Magneto wskazał na więźniów stojących przy furgonetce, gdy jego moc zrobiła w ścianie więźniarki wyrwę, by trójka mogła spojrzeć na oswobodzonych. -  Wasz wybór!
Mistrz Magnetyzmu, pewny siebie, opadł przed grupę, która się już zadeklarowała. Miał nadzieję, ze jego pokaz i zdolności mówcze wystarczą, by pociągnąć za sobą wszystkich obecnych. Także tych z drugiej ciężarówki.
-  Za mną - krzyknął do zebranych. -  Zaprowadzę was w bezpieczne miejsce! Do nowego domu!
Po czym ruszył w stronę wejścia do kanałów. Nimi najbezpieczniej będzie dostać się do siedziby Bractwa, bez zwracania uwagi mieszkańców miasta. Kiedy oddalą się od miejsca kraksy, zapyta wszystkich o imiona. Wszak musi wiedzieć kim są jego bracia.
Powrót do góry Go down
Bloody Mary

Bloody Mary

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 13/08/2015

Ulice NYC - Page 24 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 24 Icon_minitime1Pon Kwi 01, 2019 7:47 pm

Ogólna sytuacja każdej z Mary była sinusoidą - raz było dobrze, a raz źle, później znów dobrze i znów źle. Obecnie było dobrze i postanowiła działać, aż los znów zrobi fikołka i stanie na głowie.
Gdy wstrząs ciężarówką zrzucił z niej strażników, postanowiła nie czekać. Niby temperament Tyfuska kazał jej walczyć, jednak inteligencja Bloody podpowiadała inne wyjście, konkretnie to w dachu. Nie czekając, aż strażnicy zdołają pozbierać się z podłogi, Mary napięła swoje ciało i próbując podskoczyć i złapać się krawędzi dachu. Po co miała z nimi walczyć? Niech zajmą się nimi inni więźniowie.
Gdy była już na zewnątrz, dostrzegła dziwnego typa ubranego w fioletowo-czerwony kombinezon z peleryna. Pajac. Poza nim było tam trzech innych - hipcio, mały pokrak i jakiś koleś z ogniami.
- Ej! - krzyknął Tyfusek i z uśmiechem na ustach pomachała w ich stronę, jeżeli udało się jej wydostać - Czy któryś z was będzie gentlemanem i wyjaśnię damie, co się właściwie odpierdala? - na jej ustach pokazał się psychopatyczny uśmieszek.
W sumie ciekawiło ją, kim jest ten odziany w paskudny strój typ.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Ulice NYC - Page 24 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 24 Icon_minitime1Wto Kwi 02, 2019 8:08 pm

Trójka mutantów nie zdążyła właściwie zareagować, gdy kawałki blach pognały w ich stronę. Dziwny ropuszy młodzieniec wypalił odruchowo przed siebie serią pocisków ze swego karabinu, ale odrykoszetowały one od pancernej blachy ciężarówki. chłopak miał dużo szczęścia że nie postrzelił przy tym sam siebie. Jak można się było spodziewać, ogromny mężczyzna pochwycił w locie swój kawał stali i nie dość że nie porozcinał sobie przy tym dłoni, to jeszcze siłą samych mięśni był w stanie przeciwstawiać się mocy magneta. Eryk nie używał jednak całej swojej siły w przeciwieństwie do więźnia. Całe szczęście, najłatwiej poszło z przypuszczalnym liderem bandy. Pewny siebie chłopak nie zdążył zareagować, nim ostra krawędź poszybowała w stronę jego krtani tak dokładnie, że nawet uroniła kropelkę krwi. Chcąc nie chcąc uniósł dłonie do góry. Ognie momentalnie przygasły gdy tylko stracił nad nimi koncentrację.
Teraz przynajmniej magneto zyskał ich niepodzielną uwagę. Ciężko było po nich jednoznacznie określić jak przyjęli tę mowę. Na wstępie wyraźnie przewrócili oczami, prawdopodobnie niechętnie uznając nad sobą jakiekolwiek zwierzchnictwo, ale kolejne argumenty zrobiły już chyba na nich wrażenie. Blondyn wyraźnie się zastanawiał. Jego kompani mieli swoje wątpliwości, ale zerkali na swojego lidera, jakby z wyczekiwaniem jego odpowiedzi.
Gdy mary podciągała się na dach ciężarówki, przy czym niestety poraniła sobie trochę ręce, w powietrzu wyprzedziła ją dwójka strażników z którymi wcześniej szamotała się na podłodze. Wszyscy byli zdecydowanie zbyt zajęci tym nadnaturalnym widowiskiem, żeby odpowiedzieć na jej pytania. Niewielu zresztą tak naprawdę znało na nie odpowiedzi.
Gdy osiągnęli pewną wysokość, stali się dobrze widoczni dla wszystkich zebranych w okolicy gapiów, w tym współwięźniów, strażników, oraz cywili z kamerami w oddalonych samochodach. Nikt nie mógł odwrócić oczu od tego co się za chwilę wydarzyło. Nikt poza samym magneto, który zdecydował się na to nie patrzeć. Był to zaledwie pusty gest, bo przez swoje zmysły kontroli metalu, był doskonale świadomy każdej sekundy swojego dzieła. Gdy w końcu potępieńcze krzyki strażników ustały, każdy stał w osłupieniu. Wiadomość jednak trafiła, bo blondyn uśmiechnął się pod nosem z wyraźną aprobatą zmieszaną z nutką sadyzmu. Zaraz potem resztki kajdan Mary opadły, choć została jeszcze kwestia obroży, którą tej mutantce ludzie zdecydowali się też założyć.
-Dobrze staruszku. - odpowiedział w końcu blondyn gdy magneto przestał mówić. Po odebraniu poszarpanych ostrzy spod jego krtani w w jego głosie znów słychać było buntowniczy animusz. - Prowadź! Zobaczymy co z tego wyjdzie!
Pozostała dwójka wciąż była osłupiała spektaklem. Blondyn musiał podejść do wielkoluda i klepnąć go w bok, by się ocknął. Skinął głową na wejście do furgonu, a tamten przytaknął mu i z łatwością wywalił drzwi.
-A ty? Zostajesz tu? - Odezwał się do Mary ropuch, który jednym susem przemierzył dzielący ich dystans. Z całego zamieszania tylko on ją zauważył poza Magneto - Zaraz tu będą gliny. Albo nawet gorzej. Taka laseczka nie powinna włóczyć się sama. - zaryzykował posłanie jej swojego czarującego uśmiechu, który wyglądał trochę jakby ktoś przyłożył mu właśnie w twarz szpadlem.
- Toad! - zawołał go blondyn gdy zaczęli już się oddalać we wskazanym, przez Eryka kierunku.
-Idę, idę! - odkrzyknął i wykonał kolejny długi sus, wprost na kark ich olbrzyma, który jak gdyby nigdy nic szedł sobie dalej.
Wszyscy powoli ewakuowali się z miejsca zbrodni.
Powrót do góry Go down
Magneto

Magneto

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 14/06/2014

Ulice NYC - Page 24 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 24 Icon_minitime1Nie Kwi 14, 2019 10:51 am

Słysząc pytanie uwolnionej kobiety, Magneto zatrzymał się i rzucił jej spojrzenie zarezerwowane dla niesfornych dzieci.
- W gestii gentlemana jest zachowywać się przyzwoicie wobec dam, ale damy nie kalają swojego języka tak wulgarnymi słowami, moja droga - zauważył ozięble. - Odpowiadając zaś na twoje pytanie, uwalniam uwięzionych mutantów, by stworzyć wraz z nimi ugrupowanie, które przeciwstawi się terrorowi ludzi wobec nas.
W jego głosie kryła się drobna przygana, lecz nie wrogość. Zmierzył ją dokładnie wzrokiem. Miał już wystarczająco mutantów, by stworzyć fundamenty bractwa. Nie potrzebował na ten moment więcej rekrutów, a ta dziewczyna budziła w nim instynktowny sprzeciw. Nie rozumiał dlaczego, ale nie zamierzał zamykać drzwi przed nikim. Uniósł rękę i wskazał grupę opuszczającą obwodnicę.
- Czas na decyzję dziecko! Idziesz z nami, albo uciekasz sama w blasku fleszy - gestem drugiej ręki zwrócił jej uwagę na gapiów, którzy wciąż dokumentowali całe zajście. - Nie będę na ciebie czekał, jestem już odpowiedzialny za siódemkę, która chce coś zmienić.
Odwrócił się od dziewczyny i poprowadził tych, którzy zdecydowali się za nim podążyć do przygotowanej zawczasu studzienki kanalizacyjnej. Po drodze, machnął rękami i dwie barierki zostały wyrwane z asfaltu, by torować im drogę, zakładając, że sam ich widok nie przegna gapiów z ich trasy. Nie szli zresztą daleko, bo zaraz między blokami była studzienka, którą Magneto przygotował do ewakuacji. Uniósł metalową pokrywę kiwnięciem palca i ich oczom ukazał się czarny okrąg. Dziura wydała się pożerać światło i obiecywała nicość. Ani ten widok, ani szum wody, ani zapach dobywający się stamtąd nie zachęcały do udania się tą drogą. Starszy mężczyzna wskazał zejście i odezwał się do grupy nieznoszącym sprzeciwu tonem.
- Szybko, tędy!
Wejście było na tyle szerokie by nawet wielkolud mógł się przecisnąć, choć z wyraźnym trudem. Wszak planując akcję, Mistrz Magnetyzmu spodziewał się, że jakiś mutant może mieć nienaturalne rozmiary. Gdy ostatni mutant zszedł, on również opuścił się swoją mocą na dół. Zamknął wejście do kanałów za sobą, a pokrywę wygiął w taki sposób, by nie dało jej się otworzyć bez pomocy palnika, lub eksplozji. To im kupi wystarczająco dużo czasu by zniknąć w labiryncie kanałów pod Nowym Jorkiem. Opadł pomiędzy stłoczonych na dole. Jedynym źródłem światła był płomień kontrolowany przez ognistego młodzieńca. Eryk wyciągnął z załomu przygotowaną zawczasu torbę, w której znajdowały się trzy latarki i zestaw narzędzi potrzebny do usunięcia co bardziej skomplikowanych elektronicznie kajdan. Latarki rozdał trójce mutantów z drugiej więźniarki. Mistrz Magnetyzmu doskonale zdawał sobie sprawę ze znaczenia tego gestu i właśnie dlatego wybrał tą trójkę. Od tej pory będzie od nich oczekiwał więcej niż od pozostałych.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris

Liczba postów : 586
Data dołączenia : 08/06/2012

Ulice NYC - Page 24 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 24 Icon_minitime1Wto Kwi 23, 2019 3:04 pm

Całe przedstawienie Eryka musiało wywrzeć wręcz zniewalające wrażenie na dziewczynie, która wręcz zastygła w bezruchu. Trudno było stwierdzić czy się wahała, była onieśmielona, czy sparaliżowana strachem. Przez dłuższą chwilę stała jednak w miejscu ignorując pytanie Magneta.
Nie było sensu na nią czekać. Może była opóźniona, może niezdecydowana, tak czy siak jednak nie nadawała się jako materiał na kogoś kto własnymi rękoma miałby formować swój los. Należało się skupić na tych, którzy wykazali do tego przynajmniej minimalny potencjał.
Kierując się już do "swoich", bo tak mógł chyba powoli o nich myśleć, mógł zobaczyć mieszane wyrazy na ich twarzach. Kilku zaledwie podzielało bezsprzecznie ideały Eryka. Większość chyba trzymała się z nim by zobaczyć co dalej, a w więcej niż jednej parze oczu błyskał dobrze znany Magnusowi błysk cwaniactwa. Nie znaczyło to oczywiście że nie będzie z nich pożytku. Może wręcz przeciwnie, ale świadczyło to głównie o tym że ludzie, oraz ich charaktery różnią się od siebie i prawdopodobnie do każdego z nich wypadałoby podejść indywidualnie. Na tym etapie spełniania snu magneta było to w końcu jeszcze możliwe.
Cała grupa poszła za Mistrzem Magnetyzmu, a po samym fakcie wymykania się studzienkami również widać było kto z nich do tego nawykł, a kto nie, czy wręcz tym gardził. Tak czy siak grupa w miarę zgodnie podążyła za nim do ich nowej bazy operacyjnej.
Mary tymczasem stała wciąż na szczycie zniszczonej ciężarówki planując kolejne ruchy. Okoliczni ludzie cały ten czas wyglądali co zrobi kobieta. Być może spodziewali się że zaraz odfrunie, albo otworzy wrota piekła przez które przestąpi. Na pewno żaden z gapiów nie spodziewał się że kobieta stać tak będzie aż w okolicy rozlegną się ponownie syreny policyjne.
Kolejny, tym razem dużo większy korowód policji i oddziałów specjalnych szybko przegonił najwytrwalszych gapiów i otoczył miejsce ucieczki, na którym została sama Mary.
- Zejdź z pojazdu i połóż się na jezdni twarzą do ziemi! Ręce połóż na karku! - krzyczał do niej jakiś głos przez system nagłaśniający.
Chyba czekanie na miejscu ucieczki nie było najlepszym posunięciem.

[Magneto dostaje ZT]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Ulice NYC - Page 24 Empty
PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Ulice NYC - Page 24 Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Ulice NYC
Powrót do góry 
Strona 24 z 24Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: