Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice NYC

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 18  Next
AutorWiadomość
Darkhawk



Liczba postów : 148
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ulice NYC   Pon Sie 27, 2012 4:04 pm

First topic message reminder :

Ulice Wielkiego Jabłka. Można je podzielić na dwa rodzaje: uczęszczane i lepiej-się-tu-nie-zapuszczaj. Te pierwsze są zatłoczone i szare, drugie puste i brudne. Nieważne do którego rodzaju można zaliczyć tę na której się znajdujesz, w obu przypadkach: pilnuj swojego portfela!


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Nie Sie 31, 2014 11:19 am, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Pierwotnie znajdował się tu także post fabularny. Został przeniesiony do pierwszego fabularnego posta Darkhawka.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Szaman



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 07/04/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Kwi 08, 2013 10:48 pm

Wypuścił monety, z namaszczeniem odłożył na dno kieszeni wisior. nie mógł powiedzieć, że spodziewał się jakiejś innej odpowiedzi. Cóż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie budzi zaufania, ale z drugiej strony zazwyczaj wcale mu na tym nie zależało, na zdobywanie magicznych artefaktów, manuskryptów czy chociażby bezwstydne wyłudzanie informacji miał szereg innych, niezbyt przyjemnych, jak i o mocno wątpliwej praworządności, metod. Tym razem, nie miał jednak pojęcia z czym ma do czynienia. Zdarzyło mu się obcować z ludźmi o nadprzyrodzonych mocach, często były to jedynie genetyczne wpadki co całkowicie wykluczyło ich z puli jego zainteresowań. W innych wypadkach dzięki zdobytemu doświadczeniu wiedział jak się z takim okazem obchodzić. Ku jego rozczarowaniu większość były to jedynie blagierskie sztuczki podrasowane krztyną niezbyt sprecyzowanej magii. Wśród całej populacji najbardziej intrygowały go istoty demoniczne czy duchowe, a tych mimo wszystko nie spotyka się na pierwszej lepszej stacji metra. Przynajmniej do teraz. czym jesteś?
On nie ostrzegał. milczał. budziło to pewne wątpliwości co do siły kobiety, być może nie cechuje jej potęga jako taka, a raczej niezidentyfikowane (przynajmniej na razie źródło). Z drugiej strony sam James nie był typem magika, który rzucał zaklęcia kiedy tylko przyszła mu ochota, swoje praktyki uważał za coś o wiele bardziej wartościowego, potężnego, a w przypływie dobrego humoru nawet za pewien rodzaj sztuki. Czy u niej jest tak samo? A może... A może po prostu to dobra kobieta, której obca jest nienawiść, sadyzm i chęć czynienia zła. Interesujące.
Przejechał językiem po dolnej wardze, zawadzając mimowolnie o kolczyk. Widząc, że kobieta minimalnie cofa się w tył wysunął lewą nogę w przód stając do niej pod lekkim skosem, przeniósł ciężar ciała na pięty odchylając się delikatnie. Wysunął prawą dłoń z kieszeni. Pierścienie zdobiące szczupłe palce mężczyzny zamigotały w świetle latarni, żaden z nich się nie powtarzał, a kilka sprawiało niepokojące wrażenie ruchu, bluźnierczego wicia, powolnego ślizgu. Wyciągnął rękę przed siebie, okrężnym ruchem zahaczając palcami o klatkę piersiową. Ugiął ją delikatnie w łokciu, a dłoń ułożył w zapraszającym geście. Czuć było w powietrzy jakieś napięcie, jakąś niezdrowa siłę. tak się czasem dzieje gdy spotykają się dwie moce. szaman pozwolił sobie obstawić, że kobieta także to wyczuwa, chociaż być może nie tak mocno jak on. Były to bezładne, wielobarwne sploty ponadnaturalnej istoty rzeczy, gdyby dało się je dojrzeć zdecydowanie tworzyłyby coś na kształt psychodelicznej mozaiki. Było to na swój sposób nadzwyczaj ekscytujące.
-Może spróbujemy to zmienić? Nie często zdarzają się tak nietypowe spotkania.
Dalej uśmiechał się delikatnie, tym razem starając zachować się jak najbardziej neutralny, choć siłą rzeczy tajemniczy wyraz twarzy. Czuł, że On to aprobuje. Czuł jak popycha go do czynu. Pomógł mu wyostrzyć zmysły, odczuwać i chłonąć przepływające wstęgi magii. Nie pozwolił jednak sięgnąć do obcej potęgi. takie bezpośrednie wyciąganie ręki... zazwyczaj kończyło się jej utratą.. szaman był tym odrobinę zaskoczony, nie zdarzało mu się wcześniej, aby bez wyraźnego powodu On zatrzymywał moc. Czy to znaczy, że nie mógłby sobie z tym poradzić? Bał się?
Nie. I skup się James. Skup. Musisz ją poznać.
Och.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sersi



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 30/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Kwi 09, 2013 12:38 pm

Faktycznie, cały jego wygląd zewnętrzny ani trochę nie przemawiał za tym, by Ana udzieliła innej odpowiedzi. Podświadomie chciała uniknąć zagrożenia, którego coraz bardziej stawała się świadoma z każdą upływającą chwilą. W Nowym Jorku mogłaby go wziąć za pierwszego-lepszego dziwaka z ulicy, jakich mijała już tysiące razy. Z reguły nie zwracała na nich uwagi, lub (w skrajnych przypadkach) patrzyła tylko z politowaniem, widząc, że dziwaczny styl nie jest czymś, na co ma wpływ w pełni świadomy człowiek. Ten tutaj nie wyglądał na przeciętnego, lekko zwariowanego mieszkańca Nowego Jorku. Sersi mogła uciec z krzykiem, lub bez, albo po prostu odpowiedzieć wymijająco i wpaść do jakiegokolwiek baru, byle schować się w tłumie. Zwykły człowiek nie wyczułby tego napięcia, które niemalże przygwoździło ją do podłoża, nie pozwalając zawrócić, czy odejść bez jakiejkolwiek refleksji.
Sersi nigdy nie specjalizowała się w wyczuwaniu mniej, lub bardziej magicznych istot. Niemniej jednak czasami po prostu wiedziała, że nie stoi obok zwykłego śmiertelnika. To trochę tak, jak świadomość, że ktoś za tobą idzie, choć nic nie słyszysz i nie odwracasz się.
Pomimo lekkiego popłochu Ana nie zrobiła nic, by zademonstrować w jakiś sposób swoją moc. W końcu mogła się mylić i zdradzić przed zwykłym człowiekiem. Zresztą, ona też ostatnimi czasy chciała za taką uchodzić i za dnia jej się to udawało. Dopiero gdy Tarcza do czegoś jej potrzebowała Sersi zmuszona była skupić się na czymś innym, niż względnie normalnym życiu. Przecież mając w swoim zasięgu talenty, jakich nie doświadczą inni, była coś winna temu światu. A nawet jeśli nie, to swoje kilka tysięcy lat chciała dobrze wykorzystać. Obserwowała dokładnie każdy, choćby najmniejszy ruch mężczyzny. Tym bardziej nie umknął jej ów przepraszający gest, choć bardziej skupiła się na wspomnianych pierścieniach. Sama także miała wrażenie, że niektóre się poruszają, ale nie była pewna, czy przypadkiem zbytnio nie zadziałała tu jej (być może wybujała) wyobraźnia.
Ana uniosła nieznacznie głowę do góry, przenosząc wzrok z jego klatki piersiowej na twarz. Wciąż uśmiechał się w sposób, który trudno byłoby sklasyfikować. Przyjazny? Złowieszczy? Nie miała bladego pojęcia.
- Przepraszam, spieszę się - skłamała, jednocześnie przywołując na twarz wyraz podenerwowania, bynajmniej niespowodowanego tym spotkaniem, a rzekomym spóźnieniem. Z początku zawahała się przed pójściem naprzód, jednak postanowiła wyminąć nieznajomego i faktycznie ulotnić się, nim jej ciekawość ją zgubi. Szybkim krokiem ruszyła przed siebie, nieuchronnie zbliżając się do mężczyzny w cylindrze. Kiedy już go minęła przystanęła na chwilę, po czym powoli odwróciła się i już bez cienia strachu spytała:
- Coś ty za jeden?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szaman



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 07/04/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Kwi 10, 2013 6:57 pm

Uśmiechał się delikatnie gdy dziewczyna sunęła w jego stronę. Jej postawa, mina oraz skądinąd nad wyraz krótka i treściwa wypowiedź pozwalały mu spodziewać się, że faktycznie ma zamiar go ominąć, zignorować i udać się w miejsce do którego jej tak śmieszno. Coś, albo raczej ktoś, mówiło mu jednak że tę kłęby mocy także ją nieco poruszyły... Czyżby i teraz On miał rację? Szaman nie był mistrzem odgadywania cudzych intencji, z biegiem czasu pozostawił tę kwestie swojemu współlokatorowi, co nie tylko nieco przytępiło jego niewielki umiejętności, ale i całkowicie zmusiło do podpierania się w tej kwestii pasożytem. Być może takim zrzuceniem części odpowiedzialności na Niego, James własnoręcznie pozbawia się części kontroli, niemniej już dawno pogodził się z tym, że przyjdzie im koegzystować razem już do końca. Dużo łatwiej było mu obracać się w świecie nie zajmując myśli takimi bzdetami, jak empatia. Cóż, umiał to sobie wyobrazić, zwłaszcza, że On regularnie podpowiadał mu w tej kwestii, natomiast sam nie do końca ufał swoim własnym osądom. O ile w ogóle były jego. Z drugiej strony czy będąc kierowanym przez jakąś nadprzyrodzoną istotę, ma prawo się nad tym w ogóle zastanawiać? nie byłoby wtedy inaczej? Potencjalna kukiełka sterowana od wewnątrz z imitacją własnego światopoglądu, charakteru i uczuć? Czy to całkowite oparcie było jego decyzją, czy może jednak ...
Nie, James. Ogarnij się.
Och, no tak.
Kiedy tylko usłyszał, że stukanie obcasów milknie, gwałtownie obrócił się w stronę nieznajomej. Mimochodem cofnął się o krok przy okazji rozstawiając szerzej nogi. Odchylił się delikatnie lewą rękę opierając na biodrze, automatycznie rozciągnięty płaszcz załopotał na wietrze, gdy wiat uderzył w niego nadymając niczym żagiel,a następnie uciekł bokami przy kolejnym ruchu Szamana. Mężczyzna uniósł delikatnie cylinder jakby w parodii dżentelmeńskiego gestu. Gwałtownie pochylił się w jej stronę.
-Thomas Angel, do usług. Kompleksowe usługi magiczne: wróżenie, klątwy, napary, kontakty z zaświatami i tak dalej. - wyrzucił z siebie jak torpeda. W jego głosie mimo ogólnego optymizmu dało się wyczuć drobne nuty tajemniczości, wyrachowania i czegoś... Bardzo nieprzyjemnego. Być może szaleństwa? - Nikt więcej i nikt mniej. Myślę, że mamy ze sobą coś wspólnego ponad... Człowieczeństwo... - ściszył głos i niemal wymruczał ostatnie słowo, mrużąc przy tym i tak skryte w cieniu oczy, jak gdyby chciał poddać pod wątpliwość czy... Na pewno to też jest im wspólne. Oczywiście nie miał żadnych konkretnych podejrzeń, ale uznał, że byłoby to dobre, a już na pewno ciekawe posunięcie. Intrygująca kobieta. Mógł spokojnie wyczuć jak magiczne sploty zagęszczają się im bliżej niej się znajduje... Obcowanie z nieznaną mocą zawsze wywoływało u niego lekkie podniecenie. Ekscytujące. Niezwykłe. gdyby tak można było ją dogłębnie poznać!
Cmoknął przygryzając następnie dolną wargę. Utkwił w jednej pozie z dziwnym uśmieszkiem, którego bardzo nie chciał zepsuć, co oczywiście mu się nie udało przez paskudny skurcz prawego kącika ust. miał w sobie coś z przebiegłego zwierzęcia. Może nawet więcej niż sam chciałby przyznać. .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sersi



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 30/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Kwi 10, 2013 9:13 pm

Oczywiście, że nie mogła przejść obok niego obojętnie. Nieczęsto spotykała nadnaturalnie obdarzonych ludzi w szarym tłumie, toteż jego obecność tym bardziej wydała jej się intrygująca. Tak naprawdę chyba nawet nie myślała, że kiedykolwiek może się to zdarzyć. Nie wykluczała natomiast takiej możliwości. Po prostu trochę ją to dzisiejszego wieczoru zaskoczyło i, choć trudno jej się przyznać, chciała go trochę przetestować. Nie miała pojęcia kim jest i jaką mocą jest obdarzony, dlatego postanowiła dyskretnie to wybadać, nie mówiąc przy tym nazbyt wiele o sobie. W końcu trzeba było mieć jakiegoś asa w rękawie, a tak się składa, że Sersi miała ich kilka. Z całą pewnością jednak nie potrafiła wyczuć tego, że w ciele nieznajomego kryje się ktoś jeszcze. Być może ktoś, kogo przeraziłaby się bardziej, niż jego samego. Całe szczęście jej jedynym zmartwieniem był teraz oryginalny przechodzień, których, bez wątpienia, połączył jakiś nadnaturalny sekret.
Sersi przyglądała się jego ruchom. Miała wrażenie, że obserwuje postać z kreskówki, która porusza się dynamicznie, a jednak trochę tak, jakby niepostrzeżenie tempo zostało spowolnione. Trudno to opisać, ale było w tym coś, co przyciągało jej wzrok i nie pozwoliło przejść obojętnie. Ona sama niczym nie różniła się od zwykłej 20-paro-latki, mieszkającej w jakimkolwiek zakątku USA. On natomiast był niepasującym do całej układanki elementem. Może to trochę powierzchowne, ale póki co Ana oceniała go tylko przez pryzmat tego jak wygląda i jak się zachowuje. W końcu "znała go" niecałe dwie minuty. Zadziwiające, że w tak krótkim czasie zdołał zaintrygować osobę, która widziała już naprawdę wiele. Cóż, trudno się dziwić, skoro ma się na koncie ładne tysiące lat.
Znów serce zabiło jej mocniej, gdy mężczyzna w mgnieniu oka znalazł się bliżej niej, w takim tempie, jakby był co najmniej wężem, chcącym ukąsić swoją ofiarę. O nie, ona ofiarą w żadnym wypadku nie chciała zostać.
- Chyba nie jestem zainteresowana naparami, ani klątwami. - uśmiechnęła się kącikiem ust, widząc, że prawdopodobnie ma do czynienia z jakimś wariatem. Przestała czuć się zagrożona jakąkolwiek energią, drzemiącą w tym człowieku (?). Zamiast tego, wręcz przeciwnie, poczuła się dużo pewniej, o czym mogło świadczyć pewne wyprostowanie się Any. - W takim razie, Thomas, pokaż mi coś - dziewczyna wyciągnęła otwartą dłoń w jego kierunku. W końcu kto nie lubi wróżenia? Poza tym śmiałość, jakiej nabrała w kilka sekund, nie pozwoliłaby jej odejść teraz ot tak. Był interesujący, ale już nie przerażający, choć do głowy jej nie przyszło, że mogła się mylić.
- Kilka lat temu wywoływałam duchy z koleżanką. Niby nic takiego, ale chyba tacy jak ty umieją to wyczuć - ot, kolejne kłamstwo, które pewnie rozdrażniło Thomasa... Albo jego Alter. Ana jednak nie widziała w tym nic złego, dopóki nie zobaczyła jakiegoś dowodu na to, że jest się czego bać. W razie potrzeby mogła sama się obronić. Gorzej tylko, jeśli Thomas dysponuje czymś, co może ją zaskoczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szaman



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 07/04/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Kwi 10, 2013 11:33 pm

Ha, ha, ha. zawsze bawiło go to podejście. Zachichotał pod nosem unosząc delikatnie brew. Doprawdy był wstanie zaakceptować fakt, że pierwszy lepszy zjadacz chleba na myśl o magii wyobrażał sobie coś na kształt iluzjonistycznych sztuczek, właściwie miało to swoje zalety. Nikt nie wciskał nosa w nie swoje sprawy, a dodatkowo większości nie przyszłoby go nawet podejrzewać gdyby przypadkiem kogoś trafił szlag. Z drugiej strony, gdyby zależało mu na opinii niewtajemniczonego ogółu, mógłby się przejąć posądzaniem go o wariactwo, oszustwa i inne matactwa. wywrócił bezwstydnie oczami, dając tym wyraz swojemu zażenowaniu jej podejściem. Rzadko zdarzało mu się musieć wyprowadzać kwestie istnienia lub nie istnienia mocy wobec kogoś u kogo tę siłę wyczuwał. Czy to oznaczało, że nie ma o tym pojęcia, faktycznie trzeba przyznać, mimo splotu wyczuwanego w powietrzu jej siła wydaje mu się nieco bardziej płynna i cicha. Mimo to... Jej kpiący ton... Sugerował, że tylko z nim igra. Szczęściem Szaman nie należał do osób, które reagują natychmiast. Czy ta kobieta chce go zwieść? Może. Czy chce się ukryć? Może. Czy mimo wszystko powinien to ciągnąc dalej? Zdecydowanie. Ostatecznie nie wygląda na niebezpieczną, a gdyby nawet miała jakieś nieprzyjemne zamiary... Jedno pstryknięcie i już dawno go tutaj nie będzie.
Od niechcenia przejechał szczupłym otulonym kilkoma pierścieniami palcem po wysuniętej dłoni kobiety. Poczuł delikatne kopnięcie w opuszek. Przez moment czarne oczy Szmana zaszły mgłą, a przez głowę przeleciało mu milion wspomnień, dziwacznych, cudzych, być może też jego. Ludzkie twarzy, setki uczuć, feeria barw mieliła i scalała je w jedno. Śmiech, krzyki, dzięki, których nigdy nie słyszał, ani których nie mogło wydać ludzkie gardło. wibracje dochodziły do tak wysokiej skali, że zmuszony był cofnąć się o krok i odruchowo przycisnąć dłonie do uszu, jak gdyby to miało w czymś pomóc. Czuł na przemian ciepło i gorąco, mózg zdecydowanie starał się wypłynąć mu przez uszy i gdyby mógł autentycznie by się tym przejął. Był na Ziemi a jednocześnie gdzieś zupełnie indziej, w swoim i cudzym ciele, sam i z tysiące istot , tysiącem obcych i jedną - bliską. Zacisnął zęby.
Znam. Znam. Zupełnie nie mam pojęcia. Zupełnie inne. Nigdy, nigdy nie sądziłem, a jednak... James! To nie jest ludzkie, bo ja tego nie rozumiem! Ja tego nie czuję! Ach! Co za ekscytujące wydarzenie, co za... A już myślałem, że. James ogarnij się! Zrób sztuczkę natychmiast! Pokaż zabawę! Nie mogę... Czy to co czuł w ustach to była krew? Już! .
Nagle wrócił do Nowego Jorku, do zapyziałej brudnej uliczki, do swojego ciała i swojej głowy. Do swoich wspomnień. Wszystko nie trwało więcej niż kilka sekund, dla niego jednak równało się z potężnym i bolesnym, choć dość ciekawym wysiłkiem. Nie mógł powstrzymać podniecenia, jeśli to wprawiło Go w taki stan to jaka to musi być siła. A przede wszystkim czy da się ją wykorzystać, bo jeśli tak...
Mechanicznie wyszarpnął karty z kieszeni, jedno mocne odepchnięcie i wraz ze zgrabnym obrotem stanął kilka kroków dalej przodem do kobieta, tak by ta mogła go dokładnie widzieć. Usta wykrzywił w szerokim uśmiechu i nic prócz niebezpiecznego ognika bólu i ekstazy w oczach nie pozwalało sądzić, że przed chwilą niemal odleciał. Palce biegały po rozłożonych kartach , pierścienie podczas ruchu naprawdę wydawały się pełznąć, kilka bransolet oplatających nadgarstki Szamana zabrzęczało gdy ten w serii dziwacznych i zbyt szybkich ruchów przerzucał karty z ręki do ręki, zmniejszając i powiększając ich ilość, sprawiając że zataczały niezwykłe koła.
-Najdroższa, magia to nie karciane sztuczki, to coś więcej i tego... - przerwał pozwalając wylecieć kilkunastu kartom z otwartej dłoni prosto w twarz nieznajomej. Wszystkie nim doleciały do celu rozpłynęły się pozwalając by na chwilę wszystko stanęło. Łącznie z James, który pozwolił sobie schować ręce do kieszeni. Nie była to jego najlepsza sztuczka, ale miał do niej wielki sentyment. - Nigdy nie robi się za darmo.
Puścił do niej oczko. Pierwsza z kart uderzyła o brudną, nieco wilgotna ziemię. Zaraz za nią posypała się reszta wpływając, wydawałoby się z nieba, niczym puszysty śnieg w samym sercu zimy. Kilka z nich otarło się o włosy nieznajomej, kilka spłynęło po płaszczu Szamana. Dopiero po dłuższej chwili przestały spadać tworząc gruby, choć dziurawy, dywan w czarno czerwonych barwach.
-Więc jeśli mam ci powróżyć, oczekuje czegoś w zamian.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sersi



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 30/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Kwi 11, 2013 12:34 pm

Ależ tworzenie iluzji było już czymś nadprzyrodzonym, więc w tym przypadku zwykły śmiertelnik nie mylił się aż tak. Jedynie nie myślał poważnie o takich ewentualnościach jak inne, nieznane mu moce, którymi obdarzeni są niektóre istoty stąpające po tej ziemi. Sersi rzadko używała iluzji, nie lubiła jej i zostawiała ją zawsze na sam koniec. Wolała nie doprowadzać przeciwnika do stanu bliskiego wariacji, co uważała za walkę nie fair. Fakt, że gdyby dysponowała mniejszą pulą własnych umiejętności, być może, używanie iluzji przychodziłoby jej łatwiej. Niemniej jednak obecnie uważała te sztuczki za dobrą zabawę na Halloween , aczkolwiek sama nie lubiła być jej ofiarą.
Pomimo, że Sersi czuła i, co więcej, widziała tę magiczną aurę bijącą od Thomasa, postanowiła wymusić na nim choćby drobną sztuczkę. Nie miała pojęcia z czym ma do czynienia,ale nie mogło to być nic nadzwyczaj groźnego. Przynajmniej ona spotkała już kilku takich, którzy wręcz wrzeli, a Anę ogarniała panika. Całe szczęście nigdy nie została sam-na-sam z taką istotą dłużej, niż pozwalały na to jej możliwości, min. utrzymania własnej blokady umysłowej. Do tej pory miała sporo szczęścia. Gdyby nie to, pewnie teraz by tu nie stała. Może S.H.I.E.L.D. zalazło za skórę z początku każdemu, ale im dłużej Sersi zasilała ich szeregi, tym więcej dostrzegała pozytywnych stron organizacji. Między innymi to, że nawet największy indywidualista mógł liczyć na pomoc innego agenta. Właśnie dzięki temu Sersi niejednokrotnie wyszła z opresji, gdy miała przyjemność spotkać kogoś silniejszego od niej.
Czekała, aż Thomas zbliży palce do jej dłoni. Sama też poczuła ów kopnięcie, jednak nie sprawiło ono, by odsunęła rękę. Przez chwilę stała jeszcze w tej samej pozycji, obserwując to, co dzieje się z mężczyzną. Domyśliła się, że krótki kontakt spowodował przepłynięcie niektórych informacji, jednak nie takich, które w jakiś sposób zagroziłyby Tarczy, lub i jej samej. Blokadę opanowała niemalże do perfekcji, a ta od jakiegoś już czasu stała się jej nieodłączną częścią. Głównie z tego względu, że wróg nie umawiał się na spotkanie, a zaatakowanym można było być w każdej chwili. Widok miotającego się mężczyzny kilka metrów od niej wprawił ją w lekkie osłupienie. Wyglądał naprawdę przerażająco. Szczególnie, gdy ciemność jego oczu gdzieś się rozpłynęła a szczęki mocniej się zacisnęły. Przez chwilę Sersi żałowała, że pozwoliła mu dotknąć swojej dłoni. Być może jako tysiącletnia istota była zbyt ciężkim materiałem dla Thomasa.
W tej absolutnej ciszy (która ponownie wypełniła uliczkę, gdy jej nowy znajomy przestał najwyraźniej chłonąć to, co przed chwilą ujrzał po kontakcie z Sersi) można było usłyszeć jej ciche westchnienie. Może nie tyle westchnienie, co naznaczone ulgą wypuszczenie powietrza, wstrzymywanego przez te kilka sekund. Zdziwiła się, gdy zobaczyła, że tak szybko powrócił do prawidłowej świadomości. Nim się obejrzała Thomas już zrobił kilka kroków przed nią, przy czym ona odpowiedziała jednym, krótkim usunięciem się w tył o niecałe pół metra. Uważnie obserwowała ruchy mężczyzny, skupiając się jedynie na szybkim przemienianiu położenia kart w talii. Co chwilę Sersi łapała się na tym, że trochę ją to hipnotyzuje i po kilku sekundach takiej obserwacji zaczyna tracić poczucie tego, gdzie się znajduje. To tak, jakby przez moment i ona upodobniła się do zwierzęcia, stale mającego na oku swój cel kota.
Z zamyślenia wyrwał ją ponownie jego głos, który sprawił, że na moment przeniosła wzrok z wirującego w różne strony pliku kart na twarz magika. Nie skończył nawet zdania, gdy nagle karty nabrały pędu i ruszyły w jej stronę. Sersi podświadomie wyciągnęła prawą rękę, uginając ją w łokciu tak, by zasłonić sobie twarz. Głową zwróciła się w stronę swojego ramienia, zaciskając przy tym powieki. Dopiero po 2-3 sekundach pozwoliła sobie opuścić rękę i spojrzeć przed siebie. Wszystkie karty zawisły w powietrzu, tworząc przy tym dziurawą kurtynę, zza której dostrzec mogła było Thomasa z rękoma w kieszeniach. Nie mogła jednak przyglądać się jej długo, bo wszystko nagle zniknęło po to, by zaraz spaść na ziemię. Sersi musiała przyznać, że czegoś takiego w cyrku nigdy nie widziała.
- Czegoś w zamian? - uniosła brwi do góry, a na jej twarzy wymalowało się lekkie zdziwienie. Westchnęła tylko, spuszczając głowę, by popatrzeć na wyściełający kawałek uliczki dywan. Wyciągnęła otwartą dłoń przed siebie, nieznacznie poruszając przy tym palcami, tylko przez moment, jakby chciała tym krótkim gestem coś zainicjować. Karty lekko zaszeleściły, kiedy Ana wprawiła je w ruch, nie odrywając przy tym żadnej od ziemi. Przez chwilę magik mógł obserwować jak powoli wirują pomiędzy nimi, dopóki dziewczyna nie odwróciła dłoni tak, jakby właśnie chciała, by jej powróżył. Jej palce znów zaczęły się poruszać, nieco bardziej widocznie, niż wcześniej. Mogłoby się wydawać, że chce, by Thomas podszedł bliżej, jednak jej wzrok wciąż skupiony był nie na nim, a na kartach. Te zaraz uniosły się w górę, nadal rozproszone, w nieładzie zawisając w powietrzu. Ana uniosła wzrok, choć głowę nadal miała lekko opuszczoną. Pod jej nosem zamajaczył mały, cwaniacki, choć dość przyjazny, uśmieszek.
- Więc jeśli masz mi powróżyć, to czy nie będą ci potrzebne karty? - spytała, unosząc głowę do góry. Jej otwarta dłoń szybko zacisnęła się w pieść, a wraz z tym ruchem karty ze świstem przecięły powietrze, układając się idealnie jedna na drugiej między nimi. - Proszę, chyba coś upuściłeś - dodała, sprawiając jeszcze,by stos kart znalazł się tuż przed nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Kwi 30, 2013 6:11 pm

Jako że Szaman zniknął, to uwalniam Sersi z tematu - i w razie czego Szamana również wyprowadzam, by inne osoby mogły tutaj swobodnie grać.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Quicksilver



Liczba postów : 74
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Maj 07, 2013 6:12 pm

“YOU ARE NOT ALONE! WE ARE SUPERIOR! BROTHERHOOD!”

Ulica za ulicą, budynek po budynku, byle wyżej, byle bardziej rzucać się w oczy. Quicksilver kręcił się po różnych częściach Nowego Jorku, dewastując budynki prywatne i te oddane do publicznego użytku; muzea, kawiarnie, ogromne wieżowce, teatry, centra handlowe. Z nikim nie rozmawiał, starając się raczej unikać kontaktu z ludźmi, niż go szukać. Na to jeszcze przyjdzie pora.
Pojawiał się jak duch i w tej samej chwili się ulatniał, zostawiając za sobą jedynie krwistoczerwone slogany i znaki, dopóki miasto nie spłynęło czerwoną farbą. Nie zamierzał się specjalnie ograniczać, zwłaszcza, że malowanie drobnych napisów i czerwonego hełmu zajmowało mu mniej niż mgnienie oka.
A on miał tego czasu naprawdę dużo.



(Znak malowany przez Quicksilvera)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sob Maj 25, 2013 8:25 pm

Walking Armory przechadzał się po ulicach miasta. Nie więcej niż dwa tygodnie temu uciekł z ośrodka A.I.M. a złość w nim narastała. Potrzebował kogoś na kim mógłby się rozładować, najlepiej jakiegoś przestępce.
Miasto wyglądało tak jakby nigdy żaden huragan nie przeszedł przez nie, tylko gdzie nie gdzie można było znaleźć
muszlę albo zobaczyć ekipę która ostatecznie likwidowała wszelakie szkody.

WA oparł się o murek jednej z ciemnych uliczek czekając na kogoś, na kim mógłby rozładować złość. Przy okazji ''bawił'' jedną z właściwości swojej krwi. Starał się tak popuścić gniew aby krew świeciła tylko w wybranych partiach ciała, to pomogło by mu w nocy bo pomimo ulepszonego wzroku nie jest w stanie w pełni widzieć w ciemności. Na początku spróbował z dłonią, lecz krew zaświeciła się aż do pasa i spływała w dół. Następne próby powodowały coraz to lepszy efekt aż w końcu potrafił rozświetlić tylko swoją dłoń jak latarnię. Co ciekawe spostrzegł że gdy krew świeci staje cię cieplejsza co może mu pomóc w ekstremalnym zimnie.
Widowiskowym efektem było rozświetlenie samych żył, ich układ jak piorun rozgałęział się w każdą stronę.
Powrót do góry Go down
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Maj 26, 2013 3:26 pm

Poza nielicznymi przechodniami, ulice w tej okolicy wydawały się być dosyć puste. Słychać było szum samochodów z jakiegoś większego skrzyżowania kilka przecznic dalej, urywki rozmów, wycie samochodowego alarmu... nic szczególnego. Standardowe odgłosy w Nowym Jorku. Nic ciekawego.
Jak to jednak w dużych miastach bywa, a w Nowym Jorku już chyba szczególnie, zawsze gdzieś znajdzie się ktoś, kto ten złudny spokój będzie chciał wykorzystać.
Ze swojej uliczki, Walking Armory mógł w pewnym momencie zobaczyć dosyć młodą dziewczynę, na oko dwudziestoletnią. Nie wyróżniała się wyglądem jakoś szczególnie od przeciętnej mieszkanki miasta, ot, średniej długości brązowe włosy, jeansy, kurtka. Nie robiła też nic specjalnego, bo pisała jakąś wiadomość na komórce.
Być może Armory nawet nie zwróciłby na nią jakoś szczególnie uwagi... ale ktoś inny zwrócił. Po chwili zaraz za dziewczyną pojawiło się dwóch mężczyzn, jeden w ciemnej bluzie z kapturem naciągniętym na głowę, drugi w jakiejś skórzanej kurtce. Słychać było, że są we wręcz wyśmienitych humorach. Szli dosyć szybko, zbliżając się do dziewczyny, aż w końcu jeden z nich złapał ją za ramię, drugą ręką zasłaniając usta i wciągnął ją w pustą uliczkę. Jego "kumpel" zarechotał widocznie tym ubawiony i rozglądnął się dookoła, czy czasem nikt nie zwrócił na nich uwagi, a potem wyciągając z kieszenie nóż dołączył do towarzysza. Ten zaś aktualnie próbował "uspokoić" wyrywającą się i szarpiącą pannę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Maj 26, 2013 5:01 pm

W Walking Armory zawrzała złość, nareszcie mógł ją wyładować na kimś. Lekko świecącą krew skumulował w nogach aby za wcześnie nie zdradzić swej obecności.
Wyskoczył z za rogu uprzednio wyciągając swojego Desert eagle z celownikiem optycznym z wewnętrznej kieszeni płaszcza.
Bez namysłu z krótką sekundą celowania wystrzelił pocisk w głowę faceta z nożem.
Po oddaniu strzału przez Armory na chwilę zaświeciła się jego krew w dłoniach a potem zgasła. Ten moment dla Armory był błogi... Zółte światło emitowane przez ten krótki czas przez jego dłonie jak lód przyłożony do rany łagodził gniew i złość.
Widok przedziurawionej głowy rozładował jego złość ale warto coś mieć na zapas choć dał szansę drugiemu opryszczkowi:
-Puść dziewczynę!
Wykrzyknął dając mu czas do namysłu.
Powrót do góry Go down
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Maj 26, 2013 5:27 pm

Po oddaniu strzału przez mężczyznę, dziewczyna krzyknęła głośno wystraszona. Za to trzymający ją napastnik zaskoczony odwrócił głowę w kierunku tego dźwięku... akurat by zobaczyć jak jego kolega pada na ziemię. Martwy. Z całkiem malowniczą dziurą w głowie.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się z szoku, a potem zaklął głośno, cofając się razem z dziewczyną do tyłu. Rozejrzał się szybko i kiedy zobaczył mężczyznę z bronią, jego twarz wykrzywiła czysta wściekłość.
- Zabiłeś mojego kumpla świrze! - wrzasnął, zaciskając palce na szyi wciąż próbującej się wyrwać dziewczyny. W pewnym momencie też, choć mogło to być tylko złudzenie, koło palców jego wolnej dłoni błysnęło kilka iskier, jakby wyładowań. Nie dane jednak było Armory przyjrzeć się temu dokładniej, bo napastnik wyciągnął z kieszeni sporej wielkości rozkładany nóż. A dziewczyna przez palce na szyi powoli zaczynała się dusić.

//Taka uwaga mała - teraz niech zostanie, ale następnym razem daj mi zdecydować, czy trafisz i zabijesz npc, czy nie~//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Maj 26, 2013 5:40 pm

W dłoniach WA ponownie zabłysło żółte światło a pistolet w nich pozostał w tej samej pozycji.
Przejechał lewą dłonią po pistolecie jakby go ''głaskał'' a w tym samym momencie mówił:
- Nie dajesz mi wyboru, puść ją albo pożałujesz... Widziałeś jakie fajne trzecie oko ma twój kumpel? Chcesz takie samo?
Zapytał a gdy w razie opryszek będzie chciał zabić dziewczynę ponownie wystrzeli tak aby zabić.
Wiatr lekko rozwiewał płaszcz WA dzięki czemu wprawne oko mogło by zauważyć kawałek lufy strzelby oraz uchwyt noża.
WA zdawał sobie sprawę ze strachu dziewczyny pochwyconej przez bandytę. Z jednej strony miała porywacza który ją podduszał a z drugiej szaleńca na wzór punishera strzelającego z zimną(świecąca i kwasową) krwią.
Rysy jej twarzy odrobinę przypominały mu jego córkę która zmarła na skutek eksperymentów A.I.M.
Przypomnienie sobie tamtej tragicznej chwili jeszcze bardziej rozświetliło krew WA. Widocznie energia świetlna pozwalała wyzwalać się złości w nienegatywny skutek w psychice dzięki czemu WA nie musiał co chwilę zestrzelać do kogoś aby rozładować gniew.
Przyjemne ciepło emitowane przez świecącą krew jeszcze bardziej łagodziło gniew WA, widocznie A.I.M. planowało wykorzystać go do walki i zainstalowało w nim czynnik zabezpieczający.
Powrót do góry Go down
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Maj 26, 2013 6:28 pm

Mężczyzna skrzywił się widocznie na to porównanie o oku. Po chwili namysłu jednak uniósł dłoń z nożem tak, żeby była na widoku i zaczął rozluźniać uchwyt na szyi dziewczyny, aż ta z głośnym świstem nabrała w końcu powietrza.
- Okej, okej! Już dobrze, patrz, puszczam ją! - powiedział i cofnął się nieco, powoli ją puszczając. Zanim jednak dziewczyna zdążyła zrobić więcej niż krok do przodu i wyrwać się całkiem z uścisku... błysnęło krótko i nagle straciła przytomność, upadając na ziemię z głuchym odgłosem. Mężczyzna za nią zaśmiał się nieprzyjemnie, całkiem z siebie zadowolony. Uniósł grzecznie dłonie do góry w "niewinnym" geście.
- Puściłem, czyż nie? - wyszczerzył zęby. Z tej odległości WA nie mógł zobaczyć czy kobieta nie żyje, czy jest tylko nieprzytomna.
- A teraz... wiesz co? Chyba jednak nie spodobało mi się, że zabiłeś mi kumpla. Moja propozycja jest taka: rozejdziemy się grzecznie, ja się nie będę mścić, ty przeżyjesz i więcej nie zobaczę twojej brzydkiej mordy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Maj 26, 2013 6:40 pm

WA lekko się wzdrygnął, pierwsza akcja i śmierć niewinnego, to nie do pomyślenia.
- Co zrobiłeś? Czyżbyś miał przy sobie paralizatorek? Módl się aby ona żyła!
WA zrobił krok do przodu nie spuszczając lufy z przeciwnika. Światło z dłoni rozszerzyło się na całe ręce aż do szyi nie zmieniając natężenia.
WA przeczuwał że coś było nie tak z jego przeciwnikiem. Zwykły bandzior uciekł by już dawno temu albo przynajmniej zdziwiłby się na widok kolesia którego krew świeci. To go zainteresowało, pierwsza akcja i ponad naturalny oprych byłby z głowy, takie rzeczy poprawiają statystykę. Nie wliczając kobiety która była w niewiadomym stanie.
Wnet przypomniało się mu że przed chwilą zobaczył jakieś iskry z jego dłoni. Teraz miał pewność że to nie zwykły bandzior a więc musiał mieć się na baczności, miał nadzieje że kule wystarczą aby go zabić.
Powrót do góry Go down
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Maj 27, 2013 2:58 pm

Przeciwnik zaśmiał się wesoło na pytanie WA. Najwyraźniej wizja "paralizatora" całkiem nieźle go rozbawiła.
- Coś w tym stylu. Ale widzę, że ty bawisz się w żywą latarkę? - uniósł brwi, dopiero teraz otwarcie zwracając uwagę na nietypowy wygląd mężczyzny. Albo raczej zachowanie jego krwi pod skórą, chociaż tego nie mógł być pewien.
- A teraz, skoro jeszcze tu jesteś odrzucając tym samym moją propozycję... powiedz "pa pa" temu światu - uśmiechnął się szpetnie. Chwilę po tym rzucił się do przodu, uskakując w bok na wypadek strzału. Jego obie dłonie zaiskrzyły się od otaczającej je chmury wyładowań elektrycznych. Nawet słychać było ich trzaski. Za to po minie atakującego już było widać, źe bezpośredni kontakt ze skórą dla przeciętnego śmiertelnika nie skończyłby się dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Maj 27, 2013 6:16 pm

WA nie zdawał sobie sprawy że jego ciało nie przewodzi prądu(Moc wpisana w KP) więc postanowił się szybko wycofywać. Aby zwiększyć swoje szanse wyciągnął z pod płaszcza karabin AK-103 i wystrzelił krótką 5 pociskowi serię w przeciwnika.
Jego dłonie świeciły coraz bardziej i pojawiły się na nich pierwsze kropelki potu. Im bardziej świeciła krew tym mocniej emitowała ciepło. WA miał przeczucie że musi załatwić to szybko, wystrzały z broni na pewno zaniepokoiły społeczność Nowojorczyków pomimo tego że są przyzwyczajeni do ataków któryś z nich mógłby poinformować władze a one kolejnego super-cwaniaczka z mocami. Przez jego głowę przeszła myśl o zainwestowaniu w tłumik.
Powrót do góry Go down
Hela
Mistrz Gry


Liczba postów : 172
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Maj 29, 2013 2:21 pm

Napastnik przewidując, że mężczyzna postanowi przynajmniej spróbować do niego strzelić, rzucił się w bok, unikając serii pocisków. Albo raczej ich większości, bo jeden z nich przebił dosyć dotkliwie jego bok. Mimo to, najwyraźniej nie przebił żadnych poważnych organów, bo poza zachwianiem się i jakby potknięciem nie było widać jakiejś szczególnej różnicy w jego zachowaniu. Mężczyźnie udało się doskoczyć do Armory, złapał go za rękę... i nic. Przepływ prądu dookoła był aż na zbyt widoczny, jednak przez to, że ciało mężczyzny nie przewodziło prądu, energia musiała rozbiec się w powietrzu i w ziemi. Czuć można było zapach spalonego materiału części ich ubrań znajdujących się wystarczająco blisko dłoni napastnika, ale poza dosyć mocnymi błyskami i dźwiękiem, nic większego się nie stało. No, może prawie nic. Energia, która nie miała gdzie się wydostać, skupiła się również na innym najbliższym elemencie - broni WA. Dokładniej rzecz ujmując, naboje w karabinie po prostu samoistnie wybuchły, nie czekając na właściwe odpalenie.
Oczy napastnika rozszerzyły się z szoku. Nawet nie z wybuchu broni, ale z braku widocznego efektu na ciele przeciwnika. Prawdopodobnie gdyby nie brak przepuszczalności prądu, ciało WA przypominałoby teraz całkiem niezłą spaleniznę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Maj 29, 2013 2:34 pm

WA nie był zadowolony z uszkodzenia jedynego karabinu maszynowego ale cóż... Musiał to przeżyć.
Gdy magazynek w broni wybuchł WA złapał lewą ręką napastnika za szyję ściskając jego gardło próbując go udusić. Podczas duszenia przeciwnika WA lekko się zdziwił że nic mu się nie stało mimo tego że wokół latały błyskawice a elektryczny świr go dotykał. Kolejny raz przypomniał sobie o eksperymentach które przeprowadzono na nim i to właśnie na nie zrzucił całą odpowiedzialność. Po kilku sekundach do duszenia dołączył drugą rękę upuszczając uprzednio uszkodzony karabin na ziemię. W obu rękach miał wystarczająco siły aby z łatwością podnieść przeciwnika za szyję i udusić go bardzo szybko przez zmiażdżenie gardła.
Dodatkowo jego dłonie rozświetlały się coraz bardziej a WA skoncentrował świecącą krew na wewnętrzną stronę dłoni dzięki czemu powstało ciepło porównywalne z tym jakie można odczuć łapiąc szklankę z lekko ostygłą herbatą.
Powrót do góry Go down
Thor



Liczba postów : 179
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Maj 30, 2013 5:02 pm

Napastnik desperacko próbował łapać powietrze, z marnym jednak skutkiem. Pomimo wcześniejszej porażki próbował dalej atakować Walking Armory falami wyładowań elektrycznych, jednakże nadal nie przynosiło to żadnego efektu, a na pewno już żadnego pożądanego. Brakowało w tych atakach logiki, jednakże należy pamiętać, że coraz mniej tlenu docierało do mózgu mężczyzny.
Szarpał się ze wszystkich sił, złapał rękę "dusiciela", by choć trochę dać sobie możliwość zaczerpnięcia powietrza, odzyskania cząstki sił, cokolwiek. Bezskutecznie.
Z rozszerzonych do granic możliwości oczu ulatywało powoli życie. W ostatnim akcie desperacji napastnik wywołał dosyć spore wyładowanie elektryczne z całego swojego ciała. Jakże naiwnie. Nadal Armory był cały, choć ten atak go mocno oślepił. Mimo to, poza bólem oczu nic mu się nie stało. Mężczyzna za to w końcu przestał się opierać, ręce powoli opadły bezwładnie na ziemię. Diagnoza - trup. Na szyi pozostały mu tylko mocno czerwone ślady po dłoniach WA.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Maj 30, 2013 5:20 pm

Krew w dłoniach WA zgasła, jego złość została rozładowana a teraz mógł zająć się resztą.
Z ziemi szybko podniósł karabin i przyciągną obydwa martwe ciała do kobiety, a gdy to zrobił sprawdził czy oddycha oraz czy ma puls. W razie gdyby miała puls a nie oddychała postarałby się wykonać resuscytacje.
Gdyby znowu zaczęła oddychać zacząłby przeszukiwać ciała poległych a ją przeniósłby w bezpieczne miejsce.
Następnie WA podniósł by jej telefon aby zadzwonić po karetkę.

Powrót do góry Go down
Thor



Liczba postów : 179
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Maj 30, 2013 6:30 pm

Dziewczyna żyła, a co więcej - oddychała. Płytko, momentami nierówno, ale jednak. Po przeszukaniu ciał za to WA znalazł niewiele - scyzoryk, nóż myśliwski, jeden telefon, który miał za sobą dawno "złoty wiek", a także dwa portfele łącznie zawierające w sobie około dwieście dolarów. Dodatkowo też kilka kart kredytowych, zapewne kradzionych. Nic poza tym, nawet brak dokumentów napastników.
Po wykonaniu telefonu na pogotowie nie od razu podniesiono słuchawkę. W końcu jednak odezwał się mężczyzna. Wysłano karetkę pogotowia po przyjęciu zgłoszenia, dodatkowo powiadomiono także policję. Jednakże dopiero po dziesięciu, może piętnastu minutach dało się słyszeć dźwięk syren. Dziewczyna nadal nie odzyskiwała przytomności.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Maj 30, 2013 6:41 pm

WA wolał nie ryzykować spotkania z miejscową policją i uciekł ciemnymi uliczkami jak tylko usłyszał pierwsze syreny.
Przez całą tą akcję zgłodniał, widocznie świecąca krew wzmaga apetyt więc WA postanowił udać się do jakiejś restauracji gdzie mógłby zjeść coś pożywnego.
Podczas podróży myślał o stanie jego karabinu ukrytego za płaszczem, doszedł do wniosku że zamek musiał ulec lekkiemu uszkodzeniu a wraz z nim okolice magazynka, czyli coś co łatwo naprawić.
Gdy szedł ulicami NY jego oczom ukazała się pewna restauracja o nazwie ''Balthazar Restaurant''.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Lip 04, 2013 4:04 pm

(c.d. z Molly's Pub)

Szedł za chłopakiem, nadal będąc pod wrażeniem jego małej demonstracji w pubie. Spotykał już w swym życiu mutantów, zresztą kiedyś działał razem z ludźmi tego całego Xaviera, jak im było... Charles Man? Xavier Man? X man, o. Widział już sporo w swoim życiu, kilkakrotnie ratował też z opresji jemu podobnych, lecz za każdym razem takie manifestacje budziły w nim żywe emocje.

- Może masz rację, może nic mnie to nie obchodzi - oznajmił, prostując się i zachowując dystans. Obejrzał się za siebie. Wynajęty samochód stał zaparkowany przy ulicy, w nim jego broń, kostium oraz laptop i dane na temat kolejnej osoby, którą planował znaleźć. Bardzo szczątkowe dane. Nie zamierzał oddalać się od wozu za bardzo, niemniej postać nastolatka go szalenie zaintrygowała. W końcu rzadko miał szansę spotkać innych obdarzonych, zazwyczaj występował raczej w roli ich obrońcy. - Niemniej to raczej nie był przypadek, że wszedłeś do tego baru. Coś się stało? - być może chłopak miał kłopoty. Może tutaj, w Wielkim Jabłku byli ludzie, którzy zagrażali mutantom... cholera, to było więcej niż pewne.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Lip 04, 2013 4:36 pm

NPC MODE


Przeszli może przecznicę lub dwie, aż znaleźli się w miejscu, które zapisało mu się w pamięci gdy szedł do baru. Informacje o położeniu mężczyzny dostawał na bieżąco od nieznanej mu osoby. Nie była to ani ta kobieta, ani mężczyzna z którymi rozmawiał wcześniej. Komunikacja sprawiała, że nie błądził na ślepo i nie zgubił śladu swojego celu.
- Można tak to ująć - odparł pozostawiając wiele do myślenia. Chłopak zatrzymał się przed niewielkim skrzyżowaniem. Spojrzał w górę na ścianę budynku, która zbrukana była czerwoną farbą. Pietro wyraźnie Piccassem nie był, ale jego niechlujny styl, dodawał temu malowidłu jeszcze większej głębi. Na ścianie namalowana została litera "M" w krwisto czerwonym odcieniu. Strugi farby ściekały w dół, niektóre z nich tak intensywnie, że dotarły do napisy znajdującego się pod znakiem "Brotherhood".
Psionic czuł jak napawa go duma. Czuł się fantastycznie, że bierze udział w czymś tak niezwykłym.
- To nie był przypadek - mówił wpatrując się w malowidło. Ręce nadal trzymał w kieszeni kurtki. Ani przez moment nie spojrzał w tył na tego mężczyznę. - Przyszedłem do Ciebie, Luke... bractwo Cię potrzebuje!
Dzieciństwo spędzone na oglądaniu filmów nie poszło na marne, pomyślał, potrafi się budować to napięcie. W głównej mierze, jego słowa i zachowanie oddawało to jak się teraz czuł. Spokojny, niewzruszony.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Today at 4:54 am

Powrót do góry Go down
 
Ulice NYC
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 18Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 18  Next
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ulice
» Bronx - Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: