Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Centrum Medyczne

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Centrum Medyczne   Pon Sie 27, 2012 4:54 pm

First topic message reminder :

Ogromna, biała sala wypełniona łóżkami oraz sprzętem medycznym, zarówno elektronicznym jak i konwencjonalnym. Miejsce to jest w stanie pomieścić nawet do dwustu poszkodowanych, którzy otrzymają tutaj najwyższej klasy pomoc medyczną zapewnioną głównie przez drony którymi steruje AI okrętu. Baza danych wszelkich chorób, schorzeń i wszelkich problemów natury medycznej, obejmuje ponad kwadryliard najróżniejszych chorób z którymi okręt miał styczność przez cały czas swoich kosmicznych podróży i odkryć. Jednostka jest na tyle zaawansowana, że ma możliwość wyleczenia poszkodowanego choćby przez manipulację bezpośrednią na DNA chorego. W pomieszczeniu tym znajduje się również wiele drzwi prowadzących do sal operacyjnych czy korytarzy z pokojami do kwarantanny. Każdy lekarz służący na tym okręcie z czystym sercem stwierdzi, że ciężko znaleźć drugie - tak dobrze wyposażone miejsce - przeznaczone do ratowania życia wszystkich istot organicznych.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pią Lip 10, 2015 7:05 pm

NPC Storyline - Kerrija|Shinsen|Zaterra

-Lorda Nodina...
Upomniał ją zwiadowca. Nie wiedział jakie relacje łączą tą samicę z czarnołuskim widmem z Densorinu, niemniej jednak pewna etykieta obowiązywała. Jak chociażby fakt, że nawet najbliżej usytuowani względem widma, zwracali się do niego oraz o nim - per Lord, w towarzystwie osób trzecich. Chyba, że widmo chciało inaczej... ale z tym nigdy się nie spotkał.
Zwiadowca zajął się sobą, prostując kości i nieco rozciągając ścięgna. A potem usłyszał pytanie, przy którym prawie szczęka mu opadła.
-Jeśli dobrze pamiętam, łącza nas tylko relacje wojskowe. Następnym razem więc radzę przemyśleć, zanim powiesz coś czego możesz zaraz żałować.
Rzucił krótko wilk, zeskakując poirytowany z łóżka, a następnie ruszając w stronę wyjścia z centrum medycznego. Drzwi otworzyły się, a on w drzwiach minął dwójkę istot. Samicę oraz samca. Samcem był szary smok, ranny i poparzony. Miał jakieś dwa metry dziesięć wzrostu, był dość naturalnie zbudowany, ani umięśniony ani mu tych mięśni nie brakowało. Wyraźnie był to młody osobnik, a w tym wszystkim był jeszcze ranny, dość poważnie ranny. Wiele ran szarpanych i ciętych na całym ciele, duża liczba ran zabrudzonych w tym również skrzydła, a raczej całkowicie brakująca błona na skrzydłach. Gad ledwo dyszał i był uwieszony na ramieniu niebieskofutrej samicy, która była panterą, miała jakieś dwa metry wzrostu, była młoda i dobrze zbudowana. Samica była cała niebieska, z białym futrem po wewnętrznej stronie jak korpus, ręce, nogi. Z głowy wyrastały dwa rogi, a jej wygląd wyraźnie sugerował, że była to Niroinka - tak jak Itza. Istota obdarzona silną mocą energetyczną, czymś co mogło być biotyką, tylko o znacznie poszerzonych możliwościach. Istoty te były silnie związane z naturą oraz zwierzętami które je otaczały. Nie były to na szczęście żadne znane osobistości.
Samica dociągnęła samca do najbliższego łóżka, pomagając mu się na nim ułożyć. Do smoka natychmiast podleciały dwa drony, jeden zaczął niewidoczną analizę, co wyglądało tak jak by stał i nic nie robił, a drugi za pomocą białego lasera zaczął odbudowywać strukturę błony skrzydeł smoka. "Ręką" doczepioną do drona, wstrzyknął mu przy okazji jakieś płyny, które owy proces przyśpieszyły. Drugi dron zaczął natomiast "prześwietlać" korpus smoka, a następnie goić wszelakie obrażenia wewnętrzne, w tym uszkodzenia kości. Samica cofnęła się o krok do tyłu i zrobiła miejsce dla R.R. oraz dronów które zajmowały się aktualnie rannym.
-Masz swoje bohaterstwo, smoczku.
Rzuciła rozbawiona samica.
-Tobie nigdy dobry humor nie ucieka?
Odparł szarołuski smok.
-Nie. Z resztą nie chcesz bym przestała być szczęśliwa.
Rzuciła samica i wyszczerzyła do smoka swe kły. Drony pracowały nad ranami, jednak nadal było dużo do zrobienia przy smoku. Tak na prawdę w miarę został oszczędzony jego ogon i pysk, natomiast nogi, ręce oraz korpus wymagały znaczącej "naprawy".


Kerrija:
Spoiler:
 

Shinsen:
Spoiler:
 

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Lip 13, 2015 8:14 am

Pacjent, którym zajmowała się R.R. postanowił pokazać gdzie jej miejsce, upomniał ją jak powinna zwracać się do Nodina, ale na to zareagowała lekkim uśmiechem, choć doskonale wiedziała, że do Widma powinna odzywać się jak należy, to i tak miała na głowie większe zmartwienia niż przesadna grzeczność. Skinęła głową kiedy  Zattera w kolejnych słowach znowu doprowadził ją do porządku. Nie miała ochoty wdawać się w zbyteczną dyskusję, zrobiła swoje, a wszelkie konsekwencje zostawiła na później. Wciąż martwiła się o swojego Nodina, wciąż nie wiedziała gdzie podział się Itza, a to zaczynało napawać ją jeszcze większym niepokojem. Króliczyca rozejrzała się po wnętrzu Centrum Medycznego, upewniła się, że wszystko idzie tak jak należy. Musiała przyznać, że drony były niezwykle pomocne, bo sama nie dałaby rady ze wszystkimi rannymi.
Kiedy Uszata przechodziła przez Centrum, obserwując pracę swoich malutkich podopiecznych, drzwi wejściowe otworzyły się i do środka weszły dwie istoty, w tym jedna solidnie pokiereszowana. Przez krótką chwilę Raena przyglądała się istotom, które  wyjątkowo przykuły jej wzrok. Oboje byli mniej więcej jej wzrostu, a Samica była tak śliczna i coś w niej przypominało jej o Itzie.
Króliczyca szybko podeszła do łóżka,  na którym znajdował się ranny Samiec, jego wygląd był naprawdę straszny...
- Dzień dobry. Jestem Reana. – przywitała się miło, a uśmiech, który pojawił się na jej pyszczku po prostu nie mógł zniknąć po tym, jak usłyszała sposób w jaki ze sobą rozmawiali.
- Hm... – Uszata przyjrzała się ciału Samca, które zostało solidnie uszkodzone. Na całe szczęście wciąż miała do dyspozycji drony, które służyły swoją pomocą i nawet bez polecenia R.R. Zaczęły zajmować się  rannym.
- Wyleczenie ciebie zajmie mi trochę więcej czasu. Zostały podane środki przeciwbólowe, żeby  składanie twoich kości nie było zbyt bolesne.  – Po tym jak jeden z dronów skończył skanowanie, Uszata zleciła mu oczyszczenie ran, by potem mógł spokojnie zająć się ich usuwaniem. Jej spojrzenie powędrowało do Samicy, która wciąż byłą obecna przy łóżku pacjenta, na pyszczku R.R. pojawił się niewielki uśmiech.
- Jeśli pani pozwoli, te niewielkie rany również można wyleczyć. – powiedziała spokojnym głosem, po czym rozejrzała się za dronem, który aktualnie miał mniej pracy. Wyleczenie ślicznej Samicy nie będzie czasochłonne, a warto pozbyć się nieprzyjemnych otarć.
Po wydaniu kolejnych poleceń, Uszata spojrzała na swojego pacjenta, który wciąż leżał na łóżku i pomimo tych wszystkich ran, humor miał naprawdę dobry.
- Jeśli coś zacznie boleć, proszę mi natychmiast powiedzieć. – odezwała się do Smoka, po czym stanęła przy jego korpusie, kiedy dron zdążył oczyścić rany. Samiec był solidnie poturbowany, dlatego R. R. postanowiła nie zrzucać wszystkiego na jej małego pomocnika, odesłała go do zajęcia się nogami, lecz  tylko z grubsza, by potem sama mogła solidnie wyleczyć jego ciało. Ostrożnie położyła dłonie na korpusie Samca i zaczęła delikatnie przesuwać nimi po jego ciele, skupiając się na tym, by uwalniana energia nie była zbyt silna, żeby nie zrobić mu krzywdy. Skupiona Uszata dokładnie  przesuwała łapkami, skupiając się na każdym milimetrze ciała Samca, trochę zajęło jej wyleczenie korpusu i brzucha, choć czuła, że wykorzystywanie energii  tak często i w takich ilościach sprawiało, że odczuwała zmęczenie, wcale nie miała zamiaru przestać. Tymczasem Dron, który został wysłany do wyleczenia niewielkich ran Samicy, która przyprowadziła Smoka, zajął się wszystkim jak należy, pozostawiając jej ciało czyste i bez żadnych otarć i mniejszych ran. Wkrótce potem powrócił do innego zadania, bardzo pomagając R.R. w leczeniu rannych pacjentów.
Po skończeniu procesu leczenia, R.R. zabrała łapki z brzucha Smoka, po czym rozluźniła je nieco i odetchnęła głęboko, wcale nie miała zamiaru odpoczywać, dlatego od razu podeszła do nóg pacjenta i zaczęła powoli leczyć je. Najpierw zajęła się lewą, a później obeszła łóżko, by zająć się prawą nogą. Wszystko starała się robić dokładnie, by Samiec nawet nie czuł, że w ogóle brał udział w jakiejś walce.  Leczenie zajęło jej trochę więcej czasu niż w przypadku poprzedniego  pacjenta, ale to wcale nie zniechęcało jej do dalszego działania. Po skończeniu tej części leczenia, Uszata spojrzała na jego ciało i postanowiła jeszcze zająć się rękoma, które co prawda były wcześniej działką drona, ale mimo wszystko chciała mieć pewność, że całość będzie wykonana w stu procentach. Na koniec zajęła się miejscami, gdzie jeszcze dostrzegła, że coś jest nie tak, by później przesunąć łapkami po  brzuchu i korpusie Smoka, ale tylko po to, by poczuł przyjemniejszą część jej mocy. Dron, który zajmował się odbudowywaniem skrzydeł, wciąż miał do dokończenie jeszcze jedno z nich, ale z tego co R.R. mogła zobaczyć, szło naprawdę bardzo dobrze i pacjent nie przypominał już tego biednego stworzenia, które zostało niemal wniesione do Centrum Medycznego.
- Wszystko w porządku? – zapytała miło, zerkając na jego pysk, by potem jeszcze raz przyjrzeć się jego ciału.
- Rany nie wyglądały zbyt dobrze, ale nie ma już po nich ani śladu. - powiedziała dumna z siebie i z dronów. Musiała przyznać, że takie pomaganie naprawdę zaczynało się jej podobać.  
Króliczyca spojrzała w kierunku drzwi wejściowych, a na jej pyszczku od razu widoczne było zmartwienie. Wciąż nie było ani Nodina, ani też nie wiedziała gdzie podział się Itza. Jej mały ogonek poruszył się nerwowo, a ona rozejrzała się po Centrum Medycznym, mając ochotę wezwać Dura, by zapytać go gdzie znajdują się dwie, bardzo bliskie jej istoty - w końcu to on był tym, który wiedział wszystko.
- Dur-Shurrikunie, potrzebuję twojej pomocy. - odezwała się w końcu, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się co jest grane. W miedzy czasie odesłała drony, by zajęły się kolejnymi zadaniami, które zostały im przydzielone.  
- Co się dzieje z Nodi... - pamiętając niedawną reprymendę, zerknęła na kątem oka na dwójkę chwilowych towarzyszy.
- z Lordem Nodinem? - dokończyła tak jak powinna.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Lip 21, 2015 9:42 am

Sesja przerwana, fabuła sesji zostaje całkowicie wycofana.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Sro Mar 02, 2016 6:48 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Khardesh|Seari

Tygrys uśmiechnął się i mruknął cicho pod nosem, słysząc jak skomentowała, że mogłaby iść sama. Mogłaby pójść o własnych siłach, na własnych nogach ale przytulenie twarzy do jego futrzastej piersi jednak bardziej wydawało się jej odpowiadać. Ludzie i densorini chyba tak bardzo się pod tym względem nie różnili.
Samiec stanął na zewnątrz i skierował wzrok ku niebu. Usłyszał jej odpowiedź, świadczącą o tym, że zrozumiała co do niej powiedział. Nie, żeby na prawdę ktoś miał ją wyrzucić przez śluzę. Mogło się to jednak zdarzyć. Byli tacy osobnicy. Choć nadal nie sądził by aż tak komuś próbowała podpaść.
Co teraz mogło się stać? Coś mogło na początek po nich przylecieć. Jednak w tym miejscu mogło to być dość niebezpieczne. Dlatego też zostali teleportowani. Objawiło się to w postaci sekundowego oślepienia białym światłem oraz zniknięcia z miejsca w którym się znajdowali. A jak się to ujawniło? Po prostu zostali rozbici na małe cząsteczki i przeciągu ułamków sekund - poskładani.
Światło zniknęło, a oni już nie stali na dworze. Znajdowali się w pomieszczeniu. Ogromnej, białej sali wypełnionej łóżkami oraz sprzętem medycznym, zarówno elektronicznym jak i konwencjonalnym. Sala była ogromna, spokojnie mogąc pomieścić z setkę takich istot, jak Khardesh. Do tego znajdowały się tutaj DRONY, stacjonując przy łóżkach lub przemieszczając się po sali, wylatując na korytarz przez rozsuwane do wnętrza ściany drzwi lub do pokoi obok. Miejsce było wielkie, potrafiło budzić podziw ogromem sprzętu oraz wyposażenia, jak również samym rozmiarem. Jedyne czego tu brakowało to... ranni. Nie było żadnych poszkodowanych, chorych ani nikogo takiego.
W pomieszczeniu znajdowała się natomiast kolejna istota. Również podchodząca pod miano "stwora". Jej ciało pokryte było czarnym łuskami, ślepia miały błękitny odcień, a na plecach znajdowały się kolce które również posiadały odcień jej ślepi. Mierzyła jakieś dwa metry i dziesięć centymetrów. Była szczupła, naturalnie zbudowana - w przeciwieństwie do tygrysa który trzymał dziewczynę na rękach.
-Już jesteśmy. Witaj na pokładzie tytana Dur-Shurrikuna. Uprzedzę pytanie, znajdujemy się baaardzo daleko od Ziemi.
Odezwał się pierwszy samiec. Futrzak dalej trzymał dziewczynę w ramionach, spoglądając na nią spokojnie. Nie dało się stwierdzić, że znajdują się w kosmosie. W tym miejscu nie było bowiem żadnych okien, znajdowało się ono wewnątrz ogromnego okrętu. Wszystko było tu natomiast dopasowane do istot większych niż ona. Choć były miejsca dla większych i mniejszych pacjentów. I właśnie w kierunku takiego zaczął nieść dziewczynę tygrys. Wtedy też ich pojawienie się, zauważyła znajdująca się tutaj samica. Spojrzała ona na dwójkę przybyszy, a jej pysku natychmiast zagościł serdeczny uśmiech.
-Khardesh. Łowco, kogo upolowałeś?
Odezwała się samica. Jej głos brzmiał spokojnie, bardzo przyjaźnie.
-Seari, poznaj Sharon. Nasi rywale próbowali ją dorwać, przeszkodziłem im. Rana brzucha, dostała odłamkiem. Moce zablokowane, standardowo.
Odpowiedział łuskowatej samicy futrzak, donosząc w międzyczasie dziewczynę do jednego z łóżek. Schylił się i położył ją na nim, opierając jej głowę na poduszce. Skierował swój wzrok wpierw na dziewczynę, do której uśmiechnął się by ją uspokoić. Z drugiej strony łóżka, podeszła do niej Seari.
-Leż i nie poruszaj się. Zaraz będzie po wszystkim, a po ranie nie będzie nawet śladu.
Odezwał się do niej samiec. W tym momencie wszystko poleciało... szybko i bezboleśnie. Tygrys znajdował się po lewej stronie dziewczyny, Seari po prawej. Na początek z ciała Sharon zniknęły ubrania. Na szczęście dla jej psychiki - nie wszystkie. Bielizna pozostała na swym miejscu, zwłaszcza, że pod nią nie było żadnych ran. Należało też zaznaczyć, że dziewczyna miała po prostu szczęście do bycia człowiekiem. Kosmita tudzież nieskatalogowany przedstawiciel jakiejś obcej rasy, zostałoby po prostu pozbawiony "godności" na rzecz badania. Niby złe ale jakoś trzeba ich leczyć. Musi to znać i okręt i Seari - tutejszy medyk. Po za bielizną, dziewczyna miała jeszcze bandaż na swym brzuchu. Dla uspokojenia nerwów, Khardesh chwycił delikatnie swoją lewą dłonią za jej lewą dłoń i uśmiechnął się znowu przyjaźnie. Wiedziała, że był tutaj cały czas, uratował ją na dole - to nie groziło jej i nic tutaj.
Do Seari podleciał dron ze sprzętem medycznym, a ona sama sięgnęła łuskowatymi dłońmi zakończonymi pazurami - do bandaża. Został on na szybko rozcięty za pomocą samego pazura, bez specjalistycznego sprzętu. Następnie bandaż został usunięty, odsłaniając ranę. Dron przejechał po ranie skanem, nie było to widoczne dla niej jednak na małym urządzeniu znajdującym się przy dronie, wyświetlił się komunikat zwrotny.
-Widzę, że zrobiłeś praktycznie wszystko za mnie. Rana czysta, bez ciał obcych. Aplikator wystarczy. WYGLĄD
Odezwała się samica, chwytając następnie za urządzenie. Przypominało jakiś skaner połączony z pistoletem. Został on zbliżony do rany, a następnie łuskowata samica pociągnęła za spust. Dziewczyna poczuła na brzuchu lekkie mrowienie, a rana zaczęła się zasklepiać. Trwało do ładne parę sekund, białe światło (bo tak to wyglądało) całkowicie zaleczyło miejsce w którym znajdowała się przed chwilą rana. Nie pozostał nawet ślad, tylko zdrowa skóra. Zupełnie jak by nic się nigdy nie stało.
-I już.
Rzuciła samica, odkładając aplikator. Uśmiechnęła się do swej pacjentki, a następnie odwróciła i odeszła kawałek dalej do jednej z szafek, otwierając ją i szukają czegoś w środku. Dron również odwrócił się i odleciał. Nad dziewczyną dalej stał tygrys, który puścił jej dłoń, a swoją lewą przesunął do przodu, wzdłuż niej - do miejsca gdzie przed chwilą znajdowała się rana.
-Nie było tak strasznie, hm?
Zapytał ją. Padło pytanie, a następnie dziewczyna poczuła jego futro na swym brzuchu. Delikatny dotyk w miejscu gdzie miała przed chwilą ranę. Khardesh oparł opuszki dwóch palców na jej skórze i zaczął ją... łaskotać. Tak, dosłownie, w miejscu gdzie miała przed chwilą ranę - on ją teraz łaskotał. Chciał sprawdzić czy dziewczyna ma łaskotki, jak zareaguje (ew. jak mocno po pysku mu się zaraz dostanie) oraz coś prostego - czy czucie powróciło (a na pewno to się już stało). Połączenie pożytecznego testu medycznego - z przyjemnym, dokuczaniem nowemu nabytkowi. Co prawda to nie był koniec. Naprawili jej ciało, teraz należało naprawić moce.


Seari:
Spoiler:
 

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Sro Mar 02, 2016 9:51 pm

Cóż, pomimo tego, że wyrażała chęci do samotnego marszu, bycie na rękach olbrzyma wcale jej nie przeszkadzało. Gdyby miał ją tak nieść przez kilkanaście dobrych minut, na pewno by usnęła. Choć słowami nie chciała ukazać jak bardzo podoba jej się całe to zdarzenie, wyraz twarzy dziewczyny zdradził prawdę. Ciężko jej było maskować uczucia przy kimś takim jak Khardesh.
Daleka podróż była teraz bardziej pewna niż tą chwilę temu. Wystarczyło, aby Sharon spojrzała na podniesiony ku górze łeb swojego wybawcy. Najwyraźniej jej przypuszczenia były słuszne. Z resztą czego miała się spodziewać? Statu pirackiego zaparkowanego pomiędzy samochodami? Nawet jak na dziwactwa Nowego Jorku byłoby to lekką przesadą. Mimo wszystko i tak spodziewała się innego środka transportu, choć na całe szczęście dla samej dziewczyny, obyło się bez niego. Cała podróż była niezwykle szybka i bezbolesna. Jedynym, dość sporym minusem było to oślepiające światło, chociaż i tak ten nieprzyjemny efekt nie trwał dostatecznie długo, by mogła zacząć na niego narzekać. Ta teleportacja mocno różniła się od mocy młódki, ale wydawała się równie przyjemna. Kto tam jednak wie, jakie efekty uboczne może wytworzyć stałe narażanie się na ów promień. Chyba sam twórca. Mimo wszystko dziewczyna czuła się wyśmienicie, nawet rana na brzuchu nie dawała o sobie znać.
Siedemnastolatka z zaciekawieniem rozejrzała się po nowym pomieszczeniu. Khardesh miał rację, wszystko tu było dla niej nowe. Jej oczom ukazał się futurystyczny obraz, tak niezwykle odległy od tego widzianego na ziemi. Tą cywilizację wyprzedzały tysiące, jak nie miliony lat rozwoju technicznego. Młódka naprawdę wiele rzeczy widziała w swoim krótkim życiu, ale to przekraczało wszelkie granice. Sharon odniosła wrażenie, że została zabrana wprost do jakiegoś filmu sci-fi. Może wyglądała dość głupio z tak wielkim niedowierzaniem na twarzy, ale ciężko było jej powstrzymać emocje. To był zupełnie inny świat. Gdyby komuś o tym opowiedziała, na pewno zostałaby wyśmiana. Nikt nie uwierzyłby tej dziewczynie na słowo zwłaszcza, że prawda brzmiała niezwykle fałszywie.
Oprócz dronów, uwagę małolaty przykuła stojąca w pomieszczeniu postać. Jedyna żywa istota oprócz nich. Sala była praktycznie pusta, zero pacjentów. Nic. Albo mięli dość sporą liczbę zgonów w ostatnim tygodniu, w co szczerze mówiąc wątpiła, albo ich technologia była na tyle wysoko rozwinięta, że leczenie trwało niezwykle szybko. Owszem, istniały jeszcze inne możliwości. Jak chociażby świetne przeszkolenie. Przecież mogli wychodzić z misji bez szwanku niczym Khardesh. Sharon tak mało o nich wiedziała, a działali na jej planecie.
- Dobrze wiedzieć - odparła, wyrywając się z lekkiego otępienia.
Najwyraźniej ten tekst stanie się jej stałym powiedzonkiem, szczególnie w obecności kotowatego i jego kumpli. Tak ciężko jej było pozbierać myśli do kupy, cały czas miała prawdziwy mętlik, który najwyraźniej tak szybko jej nie opuści. Sporo czasu minie nim zacznie to wszystko odbierać za "normę". Ziemska technologia wyglądała wręcz zabawnie. Dla tej młódki coś, co było dotychczas wspaniałe, teraz zdawało się dopiero co raczkować. Z niedowierzaniem mogła przyglądać się technologicznym cudom. Nic więc dziwnego, że uwaga dziewczyny skupiała się przede wszystkim na latających tu i ówdzie droidach. Ile brakuje ludziom wiedzy w zakresie robotyki, aby stworzyć takie maleństwa? Chociaż nawet by się nie zdziwiła, gdyby rząd miał już coś takiego, ale nie pokazywał tego publicznie. Wszystko, co najlepsze władze zachowywały w tajemnicy przed szarymi obywatelami.
Spokojny głos kobiety sprawił, że Sharon skupiła na niej swoje zielonkawe spojrzenie, pozostawiając jednego z droidów w spokoju. Seari, jak dowiedziała się małolata, różniła się swym wyglądem od kotowatego. Przypominała bardziej gada, niż ssaka, choć miała charakterystyczną dla tych stworzeń budowę.
- Miło poznać - przywitała się z kosmitką.
Mimo wszystko i tak miała sporo pytań. Teraz przynajmniej wiedziała na czym stoi. Niedoszli porywacze nie współpracowali z jej ojcem, a byli wrogami tej oto organizacji. Pytanie tylko czego chcieli, skąd wiedzieli, że ma moce? Przypadek? Możliwe, że był to ich normalny typ działania, swoiste zabezpieczenie przed niechcianymi działaniami ofiar.
- Kim oni byli? - zapytała kotowatego.
Cóż, nie zadała wcześniej tego pytania, a teraz mogła uzyskać na nie odpowiedź. Skoro jej domysły nie były trafne... Mimo wszystko i tak podjęła słuszną decyzję. Pozostając w Nowym Jorku mogłaby zagrozić swojej siostrze. Jaką miała pewność, że znów nie zostanie zaatakowana?
Sharon kiwnęła głową na znak, że rozumie. Zdołała zauważyć, że tygrys niezwykle często się uśmiecha. Był jej zupełnym przeciwieństwem. Mimo wszystko zamiast uspokoić małolatę, wywołał nieco odwrotny skutek. Z całą pewnością nie zwróciłaby większej uwagi na to, co miało nastąpić, gdyby mężczyzna nie posłał jej tego kojącego uśmiechu. Nieufność siedemnastolatki uaktywniła się w pobliżu Seari, chociaż i tak daleko jej było do ludzi. Na całe szczęście.
Na nudę dzisiejszego dnia Sharon nie miała co narzekać, nawet podczas badań. Małolata nie spodziewała się, że straci swoje ubrania w tak szybki sposób, a jednak - stało się. Teraz leżała w samej bieliźnie, co i tak było dla niej niekomfortowym przeżyciem. Siedemnastolatka myślała jak typowa kobieta. Nie miała żadnych oporów, aby chodzić po plaży w dwuczęściowym stroju kąpielowym, pokazując swoje ciało. Przeszkadzało jej natomiast chodzenie w samej bieliźnie tak bez okazji, jak gdyby w tym przypadku posiadała jakąś skazę, której nie chciała ukazywać. Dopiero dotyk kotowatego poprawił nieco sytuację. Odwróciła głowę w jego stronę, zapominając, że miała się nie ruszać. Ale co tam, najważniejsze, że na niego spojrzała, prawda? Te wszystkie gesty z jego strony jedynie wyolbrzymiały całą sprawę. Przypominały bowiem o czymś, czego jako dziecko szczerze się nienawidziło. Tak, mowa tu o szczepieniach. Khardesh niczym opiekuńczy rodzić stał przy nastolatce, aby pomóc jej w tak trudnych dla niej chwilach.
Dopiero po krótkiej chwili łapa na jej dłoni zdała test. Była ona niezwykle przydatna podczas zdejmowania bandaża. Niby nic takiego, w końcu to tylko bandaż, ale to właśnie w tej chwili dziewczyna uświadomiła sobie jak kruchą jest istotą dla stojących w pobliżu obcych. No i jako jedyna nie wyglądała jak drapieżnik. Szpon pani doktor z łatwością mógłby zająć się jej skórą jak tym cieniutkim bandażem. Nie dość, że posiadali oni lepszą technologię od ludzi i rozum, to jeszcze ewolucja nie odebrała im ich naturalnych broni. Wprawdzie i ona posiadała uzbrojenie, które należało tylko i wyłącznie do niej. Niestety zostało ono jej odebrane.
Reszta badania była niezwykle szybka i przyjemna. Rana zniknęła niemal od razu, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Cały zabieg również nie bolał. Na Ziemi wyglądałoby to znacznie inaczej. Lekarze niewątpliwie zszyliby uszkodzenie, po czym i tak miałaby cieniutką pamiątkę. W sumie miała już księżyc na plecach, dlaczego nie mogłaby mieć gwiazdki na brzuchu? Raz jeszcze przyjrzała się miejscu, gdzie znajdowała się rana. Ciało wydawało się nietknięte.
- Niesamowite... - wymamrotała nie ukrywając zaskoczenia i zainteresowanie tym nietypowym sprzętem. - Co to takiego?
Niczym małe dziecko chciała poznać ten odległy od jej rzeczywistości świat. Miała wielką ochotę dotknąć wszystkiego, wziąć do rąk, przyjrzeć się bliżej, uważniej... Zobaczyć z jakiego materiału jest coś wykonane, poznać dokładne działanie tego sprzętu. Sharon była w tak dobrym humorze, że bez zastanowienia uśmiechnęła się do kosmitki. Młoda mutantka odprowadziła Seari wzrokiem, który szybko skupił się na kotowatym, gdy ten dotknął jej brzucha. Oczywiście pytanie wymagało odpowiedzi.
- Myślałam, że umrę. Bolało jak diabli - odparła w żartobliwy sposób.
Nie trzeba było być geniuszem, aby wiedzieć, że nie mówi tego serio. Nie czuła zupełnie niczego, tak jak przez całą drogę tutaj. Khardesh nie dał jej długo cierpieć. Jedyny ból, który czuła, towarzyszył jej podczas ataku. Od tego momentu było już dobrze. Nawet teraz, kiedy kotowaty zrobił coś, co znowu ją zaskoczyło. Łaskotki były całkiem odległym wspomnieniem, kolejnym utraconym smakiem dzieciństwa.
- Hmm? - wymruczała, ostrożnie wstając.
W chwili obecnej wyglądała tak, jakby oczekiwała wyjaśnień. Z dość ponurą miną obserwowała kotowatego, ale i to nie trwało długo. Cała ta maskarada została przerwana krótkim chichotem, którego młódka nie potrafiła już opanować. Z całych sił starała się udać niewzruszoną, ale poległa. Oczywiście jej śmiech nie został wywołany przez łaskotanie, a sam pomysł tej czynności i próbę oszukania zaczepnego tygrysa. Przez to wszystko zdołała nawet zapomnieć o swoim problemie z mocami.
- Różnisz się od ludzi i to bardzo - wyznała.
Obelga? Raczej niej. Gdyby tak było na tej twarzy nie widniałby ten ciepły, już zapomniany przez samą właścicielkę uśmiech. Komplement... Już dawno żaden nie wypłynął z jej ust. Dopiero kotowaty to zmienił. Już trzeci raz powiedziała mu coś miłego, nie zrównała go z ziemią jak zrobiłaby z innymi. Zupełnie różnił się od przedstawicieli jej gatunku i to było w nim wspaniałe.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pią Mar 04, 2016 8:23 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Khardesh|Seari

-Aplikator medyczny. Urządzenie które działa na poziomie subatomowym, regeneruje i scala ze sobą uszkodzone tkanki, przywracając im pełnię funkcjonalności. Tak w najprostszych słowach.
Wyjaśnił, a następnie wysłuchał tłumaczenia, jak to straszliwie bolało. Oczywiście futrzak zrozumiał, że to żart. Bardziej jednak spodobała mu się jej kolejna reakcja. Dziewczyna wyraźnie nie miała łaskotek, co mu pokazała natychmiast, jednak jednocześnie okazała, że wszystko jest w porządku i ma czucie w nerwach na brzuchu - w miejscu gdzie niedawno znajdowała się rana.
Dziewczyna podniosła się do siadu, a tygrys tymczasem pozwolił sobie usiąść obok niej, dokładniej przy niej, niemalże ramię w ramię. Futrzak spojrzał na nią z uśmiechem na pysku, zwijając przy tym swój ogon za jej plecami. Nie będą przecież siedzieli w tym miejscu. Zwłaszcza, że musieli załatwić jeszcze dwie, może trzy sprawy.
-Jakieś ubrania. Dostaniesz świeży mundur w swoim rozmiarze. Chyba, że wolisz biegać tak, nam to jak widzisz problemu nie sprawi. Druga sprawa to twoje moce, muszę znaleźć starożytnego. On z tym pomoże. Trzecia, udasz się do Biosfery II, okręt Ciebie poprowadzi. Ja w tym czasie skoczę wziąć kąpiel.
Wyjaśnił jej wszystko, zwięźle i na temat. Zaczęło się więc od zniknięcia jej ubrań i pojawienia się na przeciwko MUNDURU w jej rozmiarze, w pełnym zestawie z t-shirtem, kurtką, spodniami oraz obuwiem. Drugi aspekt dotyczył jej mocy oraz jakiegoś "starożytnego" który miał z tym pomóc. Ona go jeszcze nie znała, jednak najwyraźniej niedługo pozna. Ostatnim problemem było wysłanie jej do biosfery II... samej. Tygrys nie zamierzał się o to spierać. Po prostu poklepał ją dłonią delikatnie po głowie, wstał i ruszył w stronę wyjścia. Nic jej tutaj nie groziło, a ona musiała się z tym miejscem zapoznać. Wiec należało wrzucić ją na głęboką wodę i sprawdzić czy utonie.
Jeśli dziewczyna zdecydowała się na samotną podróż, a za dużego wyboru nie miała, podchodząc do drzwi wyjściowych - te otworzyły się i ukazały wysoki i szeroki korytarz, który wydawał się ciągnąć na kilometry z różnymi drzwiami i tym podobnymi. Po wyjściu, Sharon została poprowadzona prostymi strzałkami wyświetlanymi w powietrzu w formie hologramów - do małego terminala teleportacyjnego, na którym po podejściu, pojawił się opis miejsc do teleportacji. Wszystko w jej języku - po angielsku. Żaden inne wybory po za Biosferą II i tak by nie zadziałały, tak więc po kliknięciu "przycisku", dziewczyna znalazła się przed drzwiami biosfery, które otworzyły się, ujawniając jej zawartość. Na razie, wydawało się, że jest w tym miejscu sama. [zt do Biosfera II]

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pią Cze 15, 2018 8:05 pm

NPC Storyline – Daalkiin|Elgard|Itza|Jinkusu|Jun'ko Aneirin

Biały błysk światła wyrzucił ich w dość znajomym otoczeniu. Zwłaszcza dla Chrisa. Adrenalina zaczęła opadać, większy-zielony wpadł na nieco mniejszego-zielonego. Elgard zdążył chwycić Chrisa i zamortyzować sobą jego upadek. W tym wypadku było to dość odruchowe działanie, jakkolwiek nienależące do najprzyjemniejszych. Temperatura nagle się zmieniła, obaj poczuli pod sobą zimny metal, a nad ich głowami przeleciał ogromny, metalowy obiekt. Potem światła zapaliły się na niebiesko, a organizm Chrisa zaczął mieć dość wrażeń na dzień dzisiejszy. Jaszczur powoli zaczął widzieć, jak przez mgłę. Z każdą sekundą było coraz gorzej, mięśnie zrobiły się zwiotczałe, energia opadła. Kilka szarych postaci dobiegło do nich, dwójka kucnęła nawet obok. Christopher nie był już w stanie prawidłowo kontaktować, ledwo odróżniał od siebie kolory. Czuł ból na rękach, powoli narastający, potem znów tłumiony przy zielonej aurze wydobywającej się zza linii wzroku jaszczura. W pewnym momencie mniejsza, czarna postać wychyliła się zza szarych tworów. Ktoś zbliżył się do nich, klęknął obok nich, a następnie młodzik poczuł, że jakiś osobnik łapie go pod łopatki oraz kolana, po czym podnosi do góry. Zielony błysk ustał, choć ból minął. Ciężko było określić, czy było to spowodowane magią młodego brata Christophera, czy też wycieńczeniem organizmu. Ktokolwiek go niósł, był miękki i ciepły. Nie posiadał łusek, nie był widmem. Ale podświadomie, zielonołuski czuł, że znajduje się w bezpiecznym miejscu. Wśród przyjaciół. Nie był w stanie zauważyć, kiedy minęła trasa. Do jego oczu nagle dotarło jasne, białe światło - wręcz oślepiające. Ktoś coś mówił. Przez niewyraźny obraz, gad był w stanie dostrzec niebieskie światło, znowu ukojenie - senność.
Świadomość Chrisa wygasła na jakiś czas. Potem młody obudził się, był bardzo zmęczony. Nie był w stanie otworzyć oczu. Czuł tylko przyjemne ciepło, energię przepływającą przez jego ciało. Jego wspomnienia uległy zmianie. Pamiętał wydarzenia z wyspy, również wszystkie te - poprzedzające tamtą sytuację. Nie był jedynie w stanie przypomnieć sobie, jaką krzywdę uczynił mu Sunad. Pamiętał, że zdradziecki potwór niegodny miana widma - poczynił mu wielką krzywdę. Ale nie miał z tym żadnych strasznych wspomnień, które mogłyby negatywnie wpłynąć na jego charakter. Już nie miał. Energia przestała przepływać przez jego ciało. Należała do jakiegoś widma, znajomego. Choć teraz nie był wstanie skojarzyć - jakiego dokładnie.
Znowu blackout. Christopher obudził się, do jego ślepi dotarło jasne - lecz nie rażące - światło. Leżał na bardzo miękkim, ciepłym i wygodnym materiale. Pod łeb podłożoną miał miękką, dopasowaną poduszkę, jego korpus okryty był prześcieradłem, gdzieś do wysokości klatki piersiowej. Nogi i ogon w całości pozostawały zakryte. Do nozdrzy dotarł znajomy zapach. Młody już kiedy znajdował się w tym miejscu. Pierwszy raz, kiedy tutaj trafił i przeszedł dokładne badania, jego organizm został wręcz wpisany do "bazy danych", na potrzeby możliwego - późniejszego leczenia.
-Obudził się.
Odezwał się głos. Nieznajomy, choć dość przyjazny w brzmieniu. Ktoś podszedł do młodego widma, a następnie oparł dłoń na prawym ramieniu Chrisa. Młodzik poczuł ciepły, lekki dotyk, którego zadaniem było utrzymać go w pozycji leżącej. Gdy obrócił swój łeb w prawo, dostrzegł mierzącego dwieście osiemnaście centymetrów Niroiona. Była to jedna z ras Densorinów, których wyspecjalizowane moce częściowo przypominały te widm. Mający niebieską kolorystykę oraz korzystający z biotycznych mocy Niroini świetnie sprawdzali się, jako ratownicy, medycy oraz lekarze. Nie tylko potrafili leczyć, lecz również kontrolować i sprawdzać uszkodzenia ciała poszkodowanych oraz tworzyć z nimi empatyczną więź. To ostatnie często wychodziło dość mimowolnie, stąd negatywne emocje potrafiły dość skutecznie wpływać na niebieskich, łatwo wyprowadzając ich z równowagi lub utrudniając im funkcjonowanie. Zielonołuski nie miał okazji poznać tego osobnika. Kiedy znalazł się tutaj po raz pierwszy, jego kontrolę przeprowadził dron - w obecności starożytnego Kattala.
-Znajdujesz się w centrum medyczny Dur-Shurrikuna. Jestem Itza, CORE Emergency.
Emergency, czyli część CORE odpowiedzialana za przygotowanie do oraz prowadzenie działań w czasie nagłych wypadków, klęsk żywiołowych czy operacji o charakterze pomocy humanitarnej. Często w trakcie, nie tylko po operacjach bojowych. Emergency reprezentowali sobą szeroko pojętych ratowników oraz techników, operatorów przygotowanych i szkolonych do działań mających ratować życie. Dodatkowo, słowa niebieskiego stwora potwerdził dron, UCVS Vomun Medical. Małe, mobilne drony pełniące szeroki zakres funkcji w szeregach CORE. Ten konkretny, który zbliżył się do Chrisa z drugiej strony - skanując ciało pacjenta - wyspecjalizowany był w medycynie istot organicznych. Nie było tajemnicą, że CORE zdolne było do bardzo skutecznego leczenia widm. Dodatkowo, Urkyn'Vareis zwykli akceptować tą pomoc. Stąd nie było niczym dziwnym, że zamiast znaleźć się w Aedroth - Christopher znalazł się w centrum medycznym okrętu.
-Stan prawidłowy. Funkcje organizmu w normie. Pacjent gotowy do zwolnienia.
-O nie, o tym ja zadecyduję. To mój pacjent.
Dronowi przerwał nagle głos kobiety, znajdującej się dwa łóżka dalej. Stała przed siedzącym na łóżku Daalkiinem, młodym oficerem o bardzo wysokiej randze - admirała. Młode widmo miało okazje poznać tego osobnika, nie było tajemnicą - szkolił się u Nodina, pobierał lekcje od Kaartarna i Kattala, był świetnym żołnierzem, wojownikiem oraz dowódcą. Choć bardziej, niż osobiście - zielonołuski znał czarnofutrego z widzenia oraz zasłyszanych opowieści. Kobieta mierzyła sto siedemdziesiąt siedem centymetrów, a ważyła jakieś pięćdziesiąt dwa kilogramy. Na tutejsze standardy była mała oraz leciutka, a do tego była człowiekiem. Doktor Jun'ko Aneirin, której młody również nie miał jeszcze okazji poznać. Kobieta akurat kończyła badanie oficera, trzymając prawą dłoń po wewnętrznej stronie, nad nadgarstkiem stwora. Mierzyła mu tętno, bardzo tradycyjną metodą. Technologia-technologią. Ona tu była doktorem.
-Dobrze, wszystko z tobą w porządku. Postaraj się uważać na rany postrzałowe, admirale.
Daalkiin nic nie odpowiedział. Nie należał do gadatliwych, zwłaszcza, gdy nie było celu w formułowaniu przez niego wypowiedzi. Kobieta puściła samca, a następnie obeszła łóżko, by móc zbliżyć się do Christophera. Itza zrobił jej miejsce, natomiast Daalkiin stanął na równe nogi i podszedł za kobietą. On stanął po lewej stronie Chrisa, od strony drona.
-Nieczęsto goszczę tu młode widma. Żeby nie powiedzieć, jesteś moim pierwszym pacjentem Urkyn-Vareis. Jak się czujesz?
Zapytała. Jej głos był ciepły, miły. Dało się wyczuć, że jej pytania nie wynikały z obowiązków, ale realnej potrzeby dbania o pacjenta. Nie czekając na odpowiedź zielonego lub jego jakiekolwiek protesty - kobieta odsunęła część pościeli okrywającej ciało młodzika, a następnie chwyciła za przedramię jego prawej ręki, unosząc je lekko. Brakowało kolców, które utracił przez Sunada. Juni chwyciła nadgarstek młodzika prawą dłonią, a następnie lewą delikatnie i powoli przesunęła po zielonych łuskach na przedramionach młodego, aż po łokieć. Tam, gdzie kiedyś były kolce - teraz znajdowały się łuski. Wszystko idealnie wpasowane, bez śladu. Jakby nigdy nie miał kolców. Nie mógł nawet skojarzyć uczucia, jak to było je mieć. Niemniej, pani doktor wydawała się wyraźnie zadowolona z efektów kuracji. Bez śladów, bez zmian. Idealnie wyleczony pacjent.
-Urkyn-Vareis. Doniesiono mi, co wydarzyło się na wyspie. Uprzędzę twoje pytania. Sytuacja jest dobra, a ty wykonałeś swoje zadanie.
Czarnofutry przyjrzał się Chrisowi uważniej, kierując następnie spojrzenie na kobietę, która w tym czasie przyglądała się łuskom na przedramieniu młodego widma. Młodzik wręcz czuł, że jej siła względem jego własnej - nie była nawet porównywalna do dolnej granicy możliwości młodego Urkyn'Vareis. Natomiast głos Daalkiina wydał mu się teraz dość znajomy. Oficer odzywał się, kiedy niesiono go do centrum medycznego. Prawdopodobnie to on go tutaj przyniósł, gdy portal Onurisa wyrzucił ich na okręcie. Choć, po Elgardzie nie było śladu. Młode widmo zostało zapewne wezwane do Aedroth, musząc wytłumaczyć się ze swojego występku.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 219
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Sob Cze 23, 2018 4:05 pm

[Jeśli wkradły się jakieś literówki to przepraszam xD]

Zielonołuski pragnął zbliżyć się do swojego odmienionego brata. Sprawdzić czy wszystko z nim w porządku i czy rany pozostawione przez Sunada naprawdę zniknęły. Chris nadal żył momentem, kiedy białołuski leżał w kałuży krwi i krztusił się szkarłatną cieczą. Był wtedy podziurawiony, ale wciąż przytomny. Przemiana Onurisa nie sprawiła, że Chris znajdujący się w stanie szoku nie rozpoznawał go. Wręcz przeciwnie - zachowywał się tak, jakby Onuris był nadal sobą... tylko nieco innym sobą. Już wyciągał do niego otwartą prawą dłoń, kiedy nagle został odepchnięty przez brata. Wpadł grzbietem prosto na Elgarda i obaj wpadli przez portal znajdujący się tuż za nimi. Christopher nie zrozumiał od razu, dlaczego Onuris tak postąpił, jednak później sam powinien to zrozumieć.
Jaszczur wylądował na mniejszym od siebie Elgardzie, a biały portal zniknął za młodzikami, jak gdyby nigdy go nie było, choć jego pojawienie się na okręcie nie mogło zostać niewykryte. Stan Chrisa nagle się pogorszył. Trudno stwierdzić czy winna temu była utrata znacznej ilości krwi, energia Sunada czy organizm widma źle zniósł podróż przez portal. W każdym razie kiedy jaszczur upadł na zimny metal, nie mógł się już podnieść o własnych siłach. Obraz w jego głowie stawał się niewyraźny, dźwięki przytłumione, a sam ból przestał być przez niego odczuwalny, przez co uparty młodzik nawet spróbował raz oprzeć jedną rękę na podłożu i wstać, choć jak można się było domyślać - nie powiodło mu się. Wtedy też do młodzików zbliżyły się rozmyte postacie. Zielonołuski zwrócił ledwo przytomne spojrzenie w ich kierunku, lecz jego wyraz pyska nie okazywał bólu. Reagował z grymasem jedynie na światło panujące w otoczeniu. Przez więź wyczuwał obecność Elgarda obok, dzięki czemu nawet mając pysk zwrócony w innym kierunku oraz przytłumione, niepoprawnie funkcjonujące zmysły, potrafił określić wzrokiem miejsce, w którym zielony się znajdował... a raczej jego dziwnie niewyraźna postać.
Chris nie protestował w żaden sposób, kiedy nagle znalazł się nad ziemią. Może i nie wyczuwał już bliskiej obecności swego widmowego brata, która dodawała mu pewnej otuchy, ale wiedział, że ktokolwiek go niesie - robi to ostrożnie, dbając o to, by nie stała mu się żadna krzywda. Osobnik ten nie był pokryty łuskami, nie mógł być widmem, lecz mimo to miał sporą siłę. Chris ważył blisko pięćset kilogramów, a był niesiony bez większego trudu. Ciało jaszczura stało się bezwładne. Nieodczuwanie bólu miało również swoją cenę. Stan syna Kaartarna prawdopodobnie nie zagrażał bezpośrednio jego życiu, choć nie wyglądało to najlepiej. Gdyby nadal znajdował się na polu walki - stałby się łatwym celem. Onuris go uratował. Zrobił co mógł, by jego brat był bezpieczny, nawet jeśli kosztowało to ich rozdzieleniem. Nie było wiadomo jak dalej potoczą się ich losy i czy jeszcze w ogóle się spotkają.
Jasne światło dobiegające z innego pomieszczenia oślepiło młodzika. Młode widmo pokazało swoje niezadowolenie cichym syknięciem oraz zmarszczeniem pyska. Był zmęczony, słaby, ale starał się pozostać przytomny. Chwilę później dostrzegł niebieskie światło. Skądkolwiek ono pochodziło - reptilianin poczuł narastającą senność, zmęczenie. Oczy jaszczura zwróciły się ku górze, natomiast powieki opadły. Mógł nareszcie odpocząć.
W tym czasie nie wiedział co się z nim działo i co z nim robili. Jego organizm oraz umysł miał czas wypocząć w ciszy i poczuciu bezpieczeństwa. Nie czuł bólu ani zmartwień. Leżał spokojnie i nic nie zakłócało jego snu. Nic oprócz momentu, kiedy przez jego ciało przepływała znajoma energia, należąca do jakiegoś widma, ale i to tylko połowicznie go wybudziło, ponieważ nie obawiał się tej energii w najmniejszym stopniu. Przeciwnie - energia widm kojarzyła mu się z domem, rodziną. Niestety to jeszcze nie był czas, aby mógł się obudzić. Nastąpiło to później, po bliżej nieokreślonym czasie.
Młodzik otworzył powoli swe żółte ślepia, zwrócone ku sklepieniu pomieszczenia, w którym obecnie przebywał. Leżał na bardzo wygodnym łóżku. Pod łbem miał poduszkę, natomiast pod opuszkami palców wyczuwał bardzo przyjemny w dotyku materiał. Oczywiście nie od razu wiedział, gdzie się znajdował. Czuł, widział i słyszał. Wszystkie wracały jeden po drugim. Zielonołuski zamrugał i skierował swój wzrok na prześcieradło. Nie pamiętał kiedy ostatnio znajdował się w normalnym łóżku. Zwykle za posłanie robiły mu inne widma lub zwyczajna, miękka trawa. Wtedy dotarł do niego czyiś przyjazny, spokojny głos. Młodzik zwrócił ślepia ku jego właścicielowi i ujrzał wtedy postać Densorina. Samiec o wyglądzie bardzo podobnym do Ziemskich lwów, aczkolwiek różniącym się kolorem sierści, oczu oraz grzywy. Zabawne jak Itza przewidział jego plany i położył dłoń na jego ramieniu, by Chris nie postanowił usiąść. Nic dziwnego, skoro młodzik po wybudzeniu czuł się dobrze, żeby nawet nie powiedzieć bardzo dobrze. Był wypoczęty, po ranach nie było najmniejszego śladu, a i same ślepia syna Kaartarna nabrały ciekawskich, żywych i radosnych barw, jakże dla niego typowych. Kiedy densorin poinformował Chrisa o ich miejscu pobytu, jaszczur wyglądał na lekko zdezorientowanego. Okręt? Przecież jeszcze chwilę temu znajdował się na Ziemi. Czy Onuris stworzył portal, który przeniósł go w przestrzeń kosmiczną? Niby nic niezwykłego, ponieważ Onuris był przedstawicielem Urkyn'Vareis, ale musiał mieć niesamowite umiejętności, skoro nie tylko znał położenie okrętu, ale i potrafił stworzyć portal w przemieszczającym się w przestrzeni gigancie. Skinął jedynie łbem w odpowiedzi na znak, że rozumie i kontaktuje jak należy, nawet jeśli patrzył na Itzę jak na przybysza z innego wymiaru.
Potem jego uwaga zwróciła się ku dronowi. Drony zawsze kojarzyły mu z małymi, zabawymi i śmigającymi wszędzie tworami, ale miały one ogromny wkład w CORE, o czym wiedział każdy. Chris na czas skanowania leżał nieruchomo, patrząc bezpośrednio na białego drona. Dopiero wtedy zorientował się, że nie byli tu sami i nieopodal znajdował się ktoś jeszcze. Usłyszawszy kobiecy głos niemal od razu zwrócił pysk w kierunku, z którego on dobiegał. Należał on do kobiety, o dziwo rasy ludzkiej. Jaszczur ujrzał tam jeszcze jedną postać, a dokładniej osobnika o czarnej sierści. Był nim Daalkiin. Ten Daalkiin... Jaszczur słyszał o nim bardzo wiele. Chyba nie było w CORE nikogo, kto nie kojarzyłby chociażby jego imienia. Chris nie był wyjątkiem. Pomimo młodego wieku czarnofutry posiadał rangę admirała, co było wielkim, dla wielu nieprawdopodobnym osiągnięciem. Niesamowity zbieg okoliczności, że znaleźli się w centrum medycznym w tym samym czasie. Na wzmiankę o ranach postrzałowych, Chris zmrużył oczy, starając się je dostrzec, choć oficer najwyraźniej był już po wszelkich zabiegach. Ponownie położył łeb na poduszce, kiedy tamta dwójka postanowiła do niego podejść.
- Um... Dobrze, chyba. - odpowiedział niepewnie gad na zadane przez doktor pytanie. Kiedy kobieta odsunęła pościel i chwyciła go za przedramię, Chris posłał jej pytające spojrzenie i poruszył palcami prawej ręki, nie bardzo rozumiejąc co dokładnie sprawdzała Juni, przyglądając się jego kończynie.
- Chyba nie jest ona złamana? - rzucił z lekką obawą w głosie niczym dziecko na wizycie u dentysty. Młode widmo nie pamiętało momentu pozbawienia go kolców, a to pytanie tylko ich w tym utwierdziło. Po wyrwanych kolcach nie pozostało nawet zadrapanie, więc nawet nie przyszło mu do głowy to, że kiedykolwiek coś tam miał. O ile wszystkie wydarzenia z wyspy pamiętał - tak widoku zakrwawionego Onurisa oraz ogromnego bólu wynikającego z wyrywania kolców z przedramion na oczach leżącego na ziemi brata - już nie. W głowie gada powstała spora luka w pamięci i nawet gdyby jaszczur starał się cokolwiek z tamtego momentu przypomnieć, nie uda mu się. Szybko przyjął własną wersję, że w wyniku odniesionych obrażeń stracił pamięć, co było nawet sensowne. Pamiętał Onurisa, Surge, Josha i cel ich misji. Wszystko inne pamiętał, ponieważ utrata pamięci nie wynikała z przypadku - usunięcie kilku fragmentów wspomnień było celowym zabiegiem.
Jaszczur od razu się ożywił, gdy Daalkiin odezwał się i wspomniał o wykonaniu zadania. Dla niego oznaczało to tylko jedno.
- Wykonałem je? Czyli jest tutaj również Onuris? Gdzie on jest? Mogę go zobaczyć? - zasypał czarnofutrego pytaniami, podnosząc korpus z łóżka i rozglądając się na boki. Próba Daalkiina dotycząca uniknięcia fali pytań zakończyła się niepowodzeniem. U Chrisa było to bardzo typowe. Żywiołowość młodzika potwierdzała, że było z nim wszystko w porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Nie Lip 01, 2018 4:29 pm

NPC Storyline – Daalkiin|Itza|Jinkusu|Jun'ko Aneirin

Daalkiin skinął łbem twierdząco, jakby zgadzając się z pierwszym stwierdzeniem Christophera. Oficer skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, spoglądając na jaszczura uważnie, obserwując głównie jego reakcje na otoczenie. Wydawał się niczego nie pamiętać, a potęgowała to dodatkowo wiedza dotycząca młodego przedstawiciela Urkyn'Vareis. Daalkiin odrobił zadanie domowe, sprawdził - z kim ma do czynienia. W tym samym czasie, Jun'ko kończyła sprawdzać przedramię młodego jaszczura. Na jego pytanie spojrzała na niego lekko zaskoczona, po czym poklepała go prawą dłonią po nadgarstku i odłożyła rękę zielonołuskiego na pościel.
-Nie, nie jest. W najlepszym stanie do nas nie trafiłeś. Ale trafiłeś do najlepszych.
Odpowiedziała nieco zawile, nie ukrywając dwóch ważnych faktów. Pierwszym był ten - o czym Chris zapewne nie wiedział, choć mógł kojarzyć. Do centrum medycznego został dosłownie wniesiony przez biegnącego Daalkiina. Kobieta spojrzała wymownie na stojącego po drugiej stronie admirała, a ten udawał, że nie widzi spojrzenia. W końcu to nie tak, że wbiegł z rannym młodzikiem na rękach, rozpychając po drodze próbujących mu pomóc Ainuari. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że odrodzony sam był w tamtym momencie ranny. Ale jak to nazwał "nanity" były lepsze od adrenaliny.
Czarnofutry chwycił drugą, lewą dłoń Chrisa. Bez pytania złapał go za palce, zgiął je i obserwował minę Christophera. Juni również zwróciła na to uwagę, a nie widząc nagłego wykrzywienia, grymasu, wrzasku oraz próby zabrania dłoni - oboje uznali - że wszystko w porządku. Wyniki mówiły same za siebie, jednak bazowa medycyna zawsze pozostawała nieoceniona. Ledwo zdążył go puścić, a zielonołuski już poderwał się do siadu, unosząc korpus i wbijając swój mostek w lewą, otwartą dłoń Daalkiina, która stanęła mu na drodze i zatrzymała go przed ewentualnymi próbami podniesienia się.
-Dobrze, a teraz się nie ruszaj.
Poleciała pani doktor, przesuwając się nieco w swoje lewo, by mieć lepszy dostęp do pleców Chrisa. Choć dokładnie to nie o nie chodziło, a o kark oraz grzywę młodego widma. Stanęła obok niego, więc spokojnie mógł ją obserwować kątem oka.
-Bez gwałtownych ruchów.
Rzuciła jaszczurowi, kładąc mu prawą dłoń na ramieniu, natomiast lewą dłonią sięgając do jaszczurzej grzywy. Powolnym i bardzo delikatnym ruchem, Juni wsunęła dłoń między kolce i ostrożnie je podniosła, sprawdzając zarówno reakcję, jak i ewentualny brak pozostałości po uszkodzeniach. Tutaj znowu - drony medyczny wskazał, że wszystko jest w porządku, jednak ona wolała się upewnić.
-Onuris ma obowiązki do spełnienia. Jednak jest cały. Powinieneś być w stanie go wyczuć, prawda?
Daalkiin skupił się na odwróceniu uwagi Christophera od pani doktor. O ile zapewne nie było to nieprzyjemne, bo kobieta prawie-że przeczesywała mu grzywę, po prostu sprawdzając, czy wszystko działa, jak powinno - o tyle lepiej, by Chris siedział w miejscu. Ostatnia wypowiedź oficera dotyczyła więzi Urkyn'Vareis. Pod tym względem nie było żadnego ograniczenia, w kwestii sięgnięcia do "łącza" - lub jakkolwiek można by to nazwać - i po prostu nawiązania kontaktu z widmem. Czasem sobie nie odpowiadały, czasem nie mogły. Jedna zawsze dało się wyłapać inne widmo w wielkiej "chmurze", w której znajdowały się ich umysły - połączone w jedność. Zielonołuski posiadał to połączenie i był w stanie nawiązać kontakt z innymi Urkyn'Vareis. Mógł również wyczuć obecność Onurisa. Coś, czego nigdy wcześniej nie było. Białołuski nie mógł mu teraz odpowiedzieć, jednak znajdował się w jedności ze wszystkimi braćmi i siostrami. A oznaczało to, że powrócił do widm.
-Zdrowy i wolny!
Rzuciła krótko kobieta, przemieszczając się na prawo, wychodząc zza pleców młodego widma oraz stając swobodnie przy jego łóżku. Podniosła prawą dłoń i krótkim ruchem poklepała Christophera po brzuchu, wskazując mu ruchem głowy, że może wstać.
-Oraz głodny, zapewne?
-Przejmę go, Jun'ko.
Kobieta skinęła głową i zrobiła miejsce, odchodząc do swoich obowiązków. Podobnie z resztą poczynił dron, natomiast niebieskofutry lew już dawno gdzieś zniknął, zajęty swoimi sprawami. Czarnofutry cofnął się o krok, robiąc Chrisowi miejsce. Młodzik dał się poznać, jako energiczna i żywiołowa istota. Daalkiin postanowił więc uważać na ewentualny dynamiczny zeskok młodego widma. Zarówno on, jak i jego ogon.
-Restauracja. Najesz się, ile tylko zapragniesz, czego tylko zapragniesz.
Oficer wyciągnął prawą rękę przed siebie, otwierając dłoń i kierując całe przedramię lekko na bok. Początek gestu powitalnego, stosowanego nieraz przez widma, wobec braci, sióstr oraz istot, które szanują. Nie było tajemnicą, że Daalkiin znał kulturę widm, choć nie całą. Uczył się przecież od niektórych spośród nich. Gest był podobny, do ziemskiego podania dłoni, z tym - że zamiast za dłoń, witający łapali się wzajemnie za przedramię lub biceps. Jak tylko Chris odpowiedział na gest, czarnofutry od razu się przedstawił.
-Drem Yol Lok, fahdon. Daalkiin, Flaar Okaazin, CORE Command.
Przywitał się czarnofutry, zaczynając od standardowego pozdrowienia po crathygtansku. Ostatnie słowo w dialekcie oznaczało "przyjaciel", natomiast Flaar Okaazin było niczym innym, jak Admirałem Floty. CORE Command mówiło tutaj samo za siebie, młody był wysokim rangą oficerem, stąd należał do jednostki dowodzenia wewnątrz struktur CORE. I wyraźnie było widać, że był oficerem żołnierzy. Tym, który wydaje polecenia tylko takie, jakie sam jest gotów wykonać. Nie traktował nikogo z wyższością, nawet, gdy wyżej był. Zielonołuski właśnie mógł się o tym przekonać.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 219
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Lip 03, 2018 5:54 pm

Wbrew pozorom Chris pamiętał to, że był ranny i wymagał pomocy medycznej, jednakże stopień odniesionych obrażeń pozostawał mu nieznany, podobnie jak fakt, że to Daalkiin był właśnie tym, który go tutaj przyniósł. Był tym, który zareagował jako pierwszy, czyniąc to, co każdy powinien na jego miejscu. Nie stał bezczynnie, nie czekał aż zajmie się tym ktoś inny. Być może Chrisowi uda się później dowiedzieć, kto mu w tamtym momencie pomógł, a może padnie to z ust samego czarnofutrego. Chris miał w zapasie jeszcze masę pytań, ale obudził się dopiero kilka minut temu i pierw musiał zebrać wszystkie rozproszone myśli w jedną wspólną całość. Kiwnął głową na stwierdzenie Jun'ko z cieniem uśmiechu na pysku. Mogli śmiało uznać, że ten nikły uśmiech to kolejny przejaw zdrowia młodzika.
Jaszczur odwrócił pysk w stronę Daalkiina, gdy ten chwycił jego lewą dłoń. Pysk jaszczura nie ukazywał żadnego grymasu bólu związanego ze zginaniem palców i jedyne co dało się zaobserwować to pytające spojrzenie, skierowane do działań czarnofutrego. Nie zrozumiał jednak między innymi tego, dlaczego wciąż nalegano, by pozostał na łóżku. Z jednej strony czuł się świetnie, a z drugiej obchodzono się z nim jak ze szkłem, przez co jaszczur stawał się bardziej niepewny i powstrzymał się od dalszych działań, które mogły być dla innych kłopotliwe. Zrozumiał więc gest Daalkiina i siedział, pozwalając czarnofutremu trzymać dłoń na jego mostku. Aż dziwnie było mieć kontakt z nie-widmami i czuć ma sobie sierść zamiast łusek.
Chris śledził kątem oka przemieszczającą się kobietę, po usłyszeniu jej polecenia. Młode widmo dosłownie zamarło w bezruchu, oczekując (zapewne) kolejnego przeglądu mającego na celu określić jego aktualny stan. Wszystko było w porządku, dopóki dłoń pani doktor nie dotknęła jego grzywy i nie padła prośba o zachowanie spokoju. Odgarnianie grzywy, by odsłonić łuski znajdujące się pod nią, zalecenie pozostania w bezruchu. Pierwsza myśl jaka wpadła młodzikowi do głowy - igła. Jaszczur otworzył szerzej oczy, aczkolwiek nie jakoś znacznie, natomiast kolczasta grzywa nagle przyległa mocniej do karku, kiedy to jeden kolec zaczął zakrywać drugi, tworząc skuteczną ochronę karku i tym samym utrudniając do niego dostęp. Zabawne... Widmo. Przedstawiciel Urkyn'Vareis - Syn Starożytnego na dodatek, bał się igły... której zresztą wcale nie było. Pierw chciał to ukryć, ale kiedy zorientował się, że pani doktor ma problem z odgarnięciem kolców, zaśmiał się nerwowo, stukając pazurami obu dłoni o siebie, a z jego pyska dało się usłyszeć ciche "Sorki". Na szczęście głos Daalkiina szybko skupił uwagę młodzika w innym kierunku i kiedy ten się odezwał, kolce ponownie uniosły się ciekawsko na myśl o Onurisie, umożliwiając Jun'ko kończenie tego, co zaczęła.
- Ja... tak, powinienem go wyczuć. Nawet o tym nie pomyślałem. Tyle się teraz dzieje, że aż nie nadążam. - zaśmiał się cicho, choć szczerze. - Najważniejsze, że jest cały... - wymamrotał, kończąc ten temat. Jeszcze nadarzy się okazja, by go poruszyć, ponieważ centrum medyczne nie było do tego najlepszym miejscem i Chris to wiedział. Mógł uspokoić myśli związane ze swoim białołuskim bratem. Faktycznie był w stanie wyczuć jego energię. Mimo że każde widmo posiadało tak zwaną "widmową energię", każda z nich była unikatowa, jedyna w swoim rodzaju. Czasem potrafiła wydawać się znajoma, wzbudzać podobne uczucia i doznania, aczkolwiek każda z nich była inna.
Myśli jaszczura znowu gdzieś uleciały, a to za sprawą tego, że spodobało mu się przeczesywanie grzywy przez kobietę. Pokazał to między innymi przez pochylenie łba i śmielsze odsłonięcie karku. Dawno nikt mu nie zapewnił takiej przyjemności, więc może nie będzie aż tak źle wspominać tego miejsca, kiedy już je opuści, a na to się właśnie zapowiadało.  
Młodzik zaśmiał się głośno, kiedy został poklepany po brzuchu. Oj tak, Chrisowi humor dopisywał, ale o dziwo nie zeskoczył energicznie z łóżka. Pierw postawił jedną łapę, a potem drugą. Na końcu zadbał o to, by ogon przypadkiem nie zsunął okrycia z łóżka i gdy to mu się udało, spojrzał na Daalkiina i na drobną kobietę, patrząc na nią z wyraźną wdzięcznością w ślepiach. Dostrzegając gest czarnofutrego, oczy młodzika zabłyszczały, nim odważył się podać mu rękę. W końcu stał przed samym Daalkiinem, o którym tak wiele słyszał. Dłoń widma zacisnęła się na przedramieniu sojusznika.
- Christopher Varcer, Ziist Ginun, Second Spacer. - odpowiedział, wkrótce puszczając ramię czarnofutrego, mniej więcej w tym samym czasie, co on. Kiedy w końcu zszedł z młodzika ten chwilowy stres, uśmiechnął się. Zielonołuski czuł się trochę niezręcznie i niepewnie w towarzystwie czarnofutrego, ale pierwsze lody zostały właśnie przełamane. Poznali się, ich powitanie nie było wcale takie nadzwyczajne. W końcu tak najczęściej się tutaj witano, lecz jaka była pierwsza myśl Chrisa? "Już nigdy tej ręki nie umyję". Pozostało mieć nadzieję, że ta myśl pozostanie w umyśle Chrisa i tylko tam...
- Bardzo dziękuję za pomoc. Jestem naprawdę wdzięczny, że pomogliście mi dojść do siebie. Wiem, że to jest wasza praca, służbowy obowiązek, ale... nigdy tego nie zapomnę. - rzekł do Jun'ko. Uklęknął, spoglądając na kobietę prosto w oczy i posyłając jej szczery, ciepły uśmiech. Chris zabrzmiał tym razem bardzo dojrzale. Nie wiedział, ile osób było odpowiedzialnych za jego leczenie, jednakże te słowa domyślnie kierował do tych, którzy się nim opiekowali i być może drobna kobieta przekaże słowa dalej, wedle własnej woli. Chris zerknął również na przelatującego drona, zajętego swoimi obowiązkami. Wiedział, że one, drony, również się do tego przyczyniły, więc skinął mu łbem w podzięce... Tak w naturalnym odruchu. Na okręcie zdecydowana większość maszyn była samoświadoma, dlatego jaszczur często traktował je jak istoty żywe i dobrze się z tym faktem czuł. Potem odwrócił pysk w stronę Daalkiina, nie chcąc, by ten dłużej na niego czekał.
- Chodźmy już do tej restauracji. Jestem głodny jak nigdy! - powiedział, zmierzając wolnym krokiem w kierunku wyjścia. Zerknął jeszcze przez ramię na pomieszczenie, po czym spojrzał znowu przed siebie.
- Ym... w sumie ile czasu tu leżałem? O, a właściwie to lubisz mięso czy preferujesz owoce morza? ... Zwykłe owoce...? - zagadał, jak tylko przekroczyli próg i mogli spokojnie zacząć dialog. Chris wyglądał na podekscytowanego poznawaniem kogoś nowego. Z jednej strony to dobrze, że zaczął czuć się swobodniej w towarzystwie Daalkiina. Z drugiej strony wystawiał cierpliwość czarnofutrego na ciężką próbę. Chris zaśmiał się nerwowo, szybko stwierdzając, że trochę go ponosi.
- Heh, wybacz, już milczę. Czasem za dużo mówię. - podrapał się po karku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Lip 10, 2018 6:45 pm

NPC Storyline – Alexandra Yokas|Arion|Daalkiin|Jinkusu|Jun'ko Aneirin

Zeskoczył mniej dynamicznie, niż spodziewał się tego oficer. Wręcz zszedł, a nie zeskoczył. Przywitał się, odwzorowując zachowanie czarnofutrego oficera, czym skutecznie sobie zaplusował w nowej znajomości. Pierwsze stopień podoficerski odpowiadał stanowi faktycznemu, jakiego oczekiwał Odrodzony. Urkyn'Vareis nie miał prawa startować z niższej pozycji, wchodząc w szeregi tej organizacji.
Czyn, którego młode widmo podjęło się po powitaniu z oficerem, na pewno pozostanie w pamięci doktor Aneirin na dłuższy czas. Kobietę dosłownie zatkało, wyraźnie potrzebowała dobrych kilku sekund, by zrozumieć, co właściwie młody jaszczur zrobił. W tym czasie ten zdążył już skinąć łbem do przelatującego drona, który odpowiedział mu tym samym gestem. Zaskakujące, jednak te małe maszyny potrafiły docenić podejście jednostki, do nich samych. Wbrew myśleniu sporej ilości istot organicznych, nie były niezastąpione. Krótka chwila przydała się, by pani doktor podjęła decyzję, co chce zrobić z przemiłym gestem zielonołuskiego.
-A więc to fakt. Jesteście prawdziwie honorowym gatunkiem.
Juni wykonała krok naprzód, rozłożyła ramiona na boki i delikatnie uściskała młode widmo, przytulając się krótko do korpusu młodego, ze znaczą uwagą na kolce jaszczura. Dłońmi poklepała grzbiet gada i po dwóch sekundach puściła go, robiąc krok w tył. Kobieta w żaden sposób nie obawiała się wielkich, pokrytych pancerną łuską, wyposażonych w pazury i kły - stworzeń. Na jej twarzy również gościł ciepły, opiekuńczy uśmiech połączony z lekkim rozbawieniem.
-Możesz nas tutaj odwiedzać, tylko postaraj się przychodzić o własnych siłach, najlepiej bez ran.
Skomentowała, skinęła mu jeszcze na pożegnanie, a następnie odwróciła się i powróciła do własnych spraw. Daalkiin stał z boku, obserwując sytuację oraz czekając na ruch Chrisa. Długo czekać nie musiał, bo o ile młody zszedł z łóżka dość powolnie, o tyle już przyśpieszył w stronę drzwi. Oczywiście oficer zaraz do niego dołączył, nie oglądając się już za siebie. Szybko znaleźli się na korytarzu, mijając w głównej mierze metalowe istoty, drony oraz androidy, patrolujące jednostkę, rozmawiające, transportujące towary oraz surowce. I tak oto czarnofutry został zasypany pytaniami ze strony podekscytowanego widma. Nie ciężko było ustalić, że ten osobnik był bardzo młody. Nie potrzeba było do tego porównania ich wzrostu, gdzie różnica wypadała na korzyść Daalkiina z przewagą jakichś dziesięciu centymetrów. Czarny szedł po prawej stronie młodzika. Uniósł lewą dłoń i oparł ją na ramieniu zielonołuskiego.
-Krisiiv. Spokojnie, jesteś wśród przyjaciół, goraan dovah.
Odpowiedział mu oficer, ściągając długi ogon do siebie, kiedy za jego plecami przechodził patrol ciężkozbrojnych Ainuari. Podobnie do gadów, Daalkiin miał długi, masywny ogon, dostosowany do praktycznego wykorzystania przy manewrach, pływaniu czy walce oraz balansowaniu ciałem. Nie chciał, by ktoś go nadepnął. Choć raczej nie byłoby to możliwe, maszyny były bardzo uważne. Zabrał więc dłoń z ramienia kompana, kierując się dalej w stronę okrętowej restauracji.
-Preferuję sliin. Mięso. Nie gardzę jednak roślinami. Podobnie do was, fahdon.
Fahdon oznaczało po prostu "przyjaciel", więc łatwo było sobie to przetłumaczyć. Wcześniejsze słówko zapewne oznaczało właśnie wspomniane mięso. Dur-Shurrikun dość często wplatał słowa ze swojego języka do rozmowy, zaraz tłumacząc je w następnej wypowiedzi - lub dosłownie następnym słowem - na zrozumiały język. Crathygtanski był dość specyficzny, jako starożytny język, nie pozwalał zrozumieć się poprzez wszech-mowę, czy też bardziej uzdolnione jednostki. Podejrzenia padały tutaj na Kattala. Ale nie było w tym nic dziwnego. Dla wojskowego pokroju Daalkiina, nie byłoby nic gorszego, niż agresywne, młode gatunki z dostępem do broni masowej zagłady, bazowanej na technologi pradawnego imperium.
-Arion, puszczaj! Nie!
Przed nimi, zza zakrętu, rozległ się pisk połączony ze śmiechem oraz wypowiedzianymi powyżej słowami. Głos należał do bardzo młodej osoby, ludzkiego dziecka - dziewczynki. Towarzyszył mu śmiech gada, dorosłego, większego oraz dojrzałego, choć również młodego. Kilka kroków dalej, oba samce ujrzały dwie istoty szalejące po korytarzu. Choć w tym momencie sytuacja została opanowana. Pierw w oczy rzucał się mierzący dwa metry i trzydzieści centymetrów, smok-cyborg. Wspomniany Arion, cybernetyczny smok, której historia opowiadała o tragedii, porażce, a przy tym o poświęceniu oraz oddaniu przyjaciół. Znajdując się w tragicznej sytuacji, smok został krytycznie ranny w walce. Bez drogi ewakuacji, zdany był na pomoc androidów oraz dronów CORE, jak również młodej, bardzo uzdolnionej Alex. Nie mając innej drogi ratunku, uzdolniona dziewczynka zbudowała mu nowe ciało, które potem poprawiła po powrocie. I to młode, uzdolnione dziecko, właśnie znajdowało się "na barana" metalowego smoka. Niektórym ciężko było uwierzyć, że młody geniusz pracujący dla CORE - miał ledwo 11 lat. Z charakteru była znacznie dojrzalsza, niż jej rówieśnicy. Wpływ na to zapewne miały warunki wychowawcze, jak i służba tutaj. Jak tylko Arion zobaczył swojego przełożonego, zaraz zatrzymał się i stanął na baczność.
-Dowódco! Ja...
-Nie tłumaczcie się. Christopher, Alexandra oraz Arion. Alexandra, Arion, Chris.
Oficer przedstawił ich sobie, smok skinął mu krótko łbem na powitanie, natomiast dziewczynka sięgnęła do niego prawą dłonią, podając mu ją w geście powitania.
-Mów mi Alex.
-Arion, grupa odpowiedzi. Specjalista zwiadu dalekiego oraz bardzo bliskiego. Jeśli potrzebujesz informacji, wysyłasz mnie i dowiesz się wszystkiego.
Smok przedstawił się zaraz po swojej małej przyjaciółce, od razu sprzedając się, niczym usługę. W razie, gdyby akurat młodzik potrzebował zwiadowcy i akurat nie miał w okolicy żadnego widma. Metalowy smok uśmiechnął się lekko, prezentując równie metalowe uzębienie.
-Idziemy coś zjeść. Komeyk, chodźcie z nami.
Czarnofutry zaprosił dwójkę do udania się z nimi, na co oczywiście nie mógł otrzymać innej odpowiedzi, niż twierdząca. Arion zdjął Alex ze swych ramion i odstawił ją na ziemię, a dziewczynka ruszyła obok nich, wślizgując się pomiędzy zielonołuskiego, a czarnofutrego. Jej małe ślepia zlustrowały całą sylwetę jaszczura, przyglądając się zarówno budowie samego ciała, jak i naturalnemu wyposażeniu - w szczególności kolcom oraz grzywie.
Cała czwórka szybko dotarła do restauracji, okrętowego lokalu gastronomicznego. Młoda Alex zaraz wskazała miejsce przy ścianie, obrazującej holograficzny obraz przestrzeni kosmicznej. Arion ruszył za nią, a Daalkiin zerknął tylko na Chrisa i wskazał mu gestem łba, by szedł przodem. Znaleźli czteroosobowy stolik. Wygodne, miękkie siedzenia zaraz się do nich dostosowały. Alex usiadła przy samej ścianie, po jej lewej stronie zasiadł Arion. Daalkiin wpuścił Chrisa również pod ścianę, naprzeciwko dziewczynki, natomiast sam zasiadł obok niego - naprzeciw cyborga. Schemat wyboru menu pozostawał tutaj taki sam, jak zawsze. Holograficzne menu z możliwością wyboru dań wedle uznania, od typowo ziemskich, przez kosmiczne, luksusowe dania - lub po prostu surowe mięso. Jeśli ktoś akurat takie preferował. Tutaj jedynie Arion nie wybierał sobie niczego, z oczywistych względów.
-Jeśli można zapytać, Christopher. Opowiesz nam coś o sobie? Rzadko widuje się tutaj młode widma, zwłaszcza takie, na które to ja mogę spoglądać z góry.
Zapytał uprzejmie cybernetyczny smok. Oczywiście jego nieco zabawna wypowiedź w żadnym stopniu nie była prześmiewcza. Młodych widm praktycznie się tu nie widywało, zwłaszcza na tyle młodych, by akurat ich wzrost był niższy, niż dwa i pół metra w górę. Stąd zielonołuski od razu wyróżniał się, jako młodzik. Choć nie oznaczało to, że ktokolwiek śmiał nie okazywać mu szacunku. Podczas wcześniejszych szkoleń na pewno do tego przywykł, że istoty nieznające go - jako widma - wolały podchodzić ostrożniej do młodego, aniżeli narazić się potężnemu gatunkowi. Stąd częściej ktoś by mu zszedł z drogi, aniżeli na niej stanął. Choć zwyczajem było, że traktowany był, jak wszyscy tutaj. Jako towarzysz broni, kompan, przyjaciel. Z przywilejami widma.

[zt -> TUTAJ]

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   

Powrót do góry Go down
 
Centrum Medyczne
Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 Similar topics
-
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"
» Centrum monitoringu
» Centrum monitoringu
» Laboratorium medyczne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: