Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Centrum Medyczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Centrum Medyczne   Pon Sie 27, 2012 4:54 pm

First topic message reminder :

Ogromna, biała sala wypełniona łóżkami oraz sprzętem medycznym, zarówno elektronicznym jak i konwencjonalnym. Miejsce to jest w stanie pomieścić nawet do dwustu poszkodowanych, którzy otrzymają tutaj najwyższej klasy pomoc medyczną zapewnioną głównie przez drony którymi steruje AI okrętu. Baza danych wszelkich chorób, schorzeń i wszelkich problemów natury medycznej, obejmuje ponad kwadryliard najróżniejszych chorób z którymi okręt miał styczność przez cały czas swoich kosmicznych podróży i odkryć. Jednostka jest na tyle zaawansowana, że ma możliwość wyleczenia poszkodowanego choćby przez manipulację bezpośrednią na DNA chorego. W pomieszczeniu tym znajduje się również wiele drzwi prowadzących do sal operacyjnych czy korytarzy z pokojami do kwarantanny. Każdy lekarz służący na tym okręcie z czystym sercem stwierdzi, że ciężko znaleźć drugie - tak dobrze wyposażone miejsce - przeznaczone do ratowania życia wszystkich istot organicznych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pią Lip 10, 2015 7:05 pm

NPC Storyline - Kerrija|Shinsen|Zaterra

-Lorda Nodina...
Upomniał ją zwiadowca. Nie wiedział jakie relacje łączą tą samicę z czarnołuskim widmem z Densorinu, niemniej jednak pewna etykieta obowiązywała. Jak chociażby fakt, że nawet najbliżej usytuowani względem widma, zwracali się do niego oraz o nim - per Lord, w towarzystwie osób trzecich. Chyba, że widmo chciało inaczej... ale z tym nigdy się nie spotkał.
Zwiadowca zajął się sobą, prostując kości i nieco rozciągając ścięgna. A potem usłyszał pytanie, przy którym prawie szczęka mu opadła.
-Jeśli dobrze pamiętam, łącza nas tylko relacje wojskowe. Następnym razem więc radzę przemyśleć, zanim powiesz coś czego możesz zaraz żałować.
Rzucił krótko wilk, zeskakując poirytowany z łóżka, a następnie ruszając w stronę wyjścia z centrum medycznego. Drzwi otworzyły się, a on w drzwiach minął dwójkę istot. Samicę oraz samca. Samcem był szary smok, ranny i poparzony. Miał jakieś dwa metry dziesięć wzrostu, był dość naturalnie zbudowany, ani umięśniony ani mu tych mięśni nie brakowało. Wyraźnie był to młody osobnik, a w tym wszystkim był jeszcze ranny, dość poważnie ranny. Wiele ran szarpanych i ciętych na całym ciele, duża liczba ran zabrudzonych w tym również skrzydła, a raczej całkowicie brakująca błona na skrzydłach. Gad ledwo dyszał i był uwieszony na ramieniu niebieskofutrej samicy, która była panterą, miała jakieś dwa metry wzrostu, była młoda i dobrze zbudowana. Samica była cała niebieska, z białym futrem po wewnętrznej stronie jak korpus, ręce, nogi. Z głowy wyrastały dwa rogi, a jej wygląd wyraźnie sugerował, że była to Niroinka - tak jak Itza. Istota obdarzona silną mocą energetyczną, czymś co mogło być biotyką, tylko o znacznie poszerzonych możliwościach. Istoty te były silnie związane z naturą oraz zwierzętami które je otaczały. Nie były to na szczęście żadne znane osobistości.
Samica dociągnęła samca do najbliższego łóżka, pomagając mu się na nim ułożyć. Do smoka natychmiast podleciały dwa drony, jeden zaczął niewidoczną analizę, co wyglądało tak jak by stał i nic nie robił, a drugi za pomocą białego lasera zaczął odbudowywać strukturę błony skrzydeł smoka. "Ręką" doczepioną do drona, wstrzyknął mu przy okazji jakieś płyny, które owy proces przyśpieszyły. Drugi dron zaczął natomiast "prześwietlać" korpus smoka, a następnie goić wszelakie obrażenia wewnętrzne, w tym uszkodzenia kości. Samica cofnęła się o krok do tyłu i zrobiła miejsce dla R.R. oraz dronów które zajmowały się aktualnie rannym.
-Masz swoje bohaterstwo, smoczku.
Rzuciła rozbawiona samica.
-Tobie nigdy dobry humor nie ucieka?
Odparł szarołuski smok.
-Nie. Z resztą nie chcesz bym przestała być szczęśliwa.
Rzuciła samica i wyszczerzyła do smoka swe kły. Drony pracowały nad ranami, jednak nadal było dużo do zrobienia przy smoku. Tak na prawdę w miarę został oszczędzony jego ogon i pysk, natomiast nogi, ręce oraz korpus wymagały znaczącej "naprawy".


Kerrija:
Spoiler:
 

Shinsen:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Lip 13, 2015 8:14 am

Pacjent, którym zajmowała się R.R. postanowił pokazać gdzie jej miejsce, upomniał ją jak powinna zwracać się do Nodina, ale na to zareagowała lekkim uśmiechem, choć doskonale wiedziała, że do Widma powinna odzywać się jak należy, to i tak miała na głowie większe zmartwienia niż przesadna grzeczność. Skinęła głową kiedy  Zattera w kolejnych słowach znowu doprowadził ją do porządku. Nie miała ochoty wdawać się w zbyteczną dyskusję, zrobiła swoje, a wszelkie konsekwencje zostawiła na później. Wciąż martwiła się o swojego Nodina, wciąż nie wiedziała gdzie podział się Itza, a to zaczynało napawać ją jeszcze większym niepokojem. Króliczyca rozejrzała się po wnętrzu Centrum Medycznego, upewniła się, że wszystko idzie tak jak należy. Musiała przyznać, że drony były niezwykle pomocne, bo sama nie dałaby rady ze wszystkimi rannymi.
Kiedy Uszata przechodziła przez Centrum, obserwując pracę swoich malutkich podopiecznych, drzwi wejściowe otworzyły się i do środka weszły dwie istoty, w tym jedna solidnie pokiereszowana. Przez krótką chwilę Raena przyglądała się istotom, które  wyjątkowo przykuły jej wzrok. Oboje byli mniej więcej jej wzrostu, a Samica była tak śliczna i coś w niej przypominało jej o Itzie.
Króliczyca szybko podeszła do łóżka,  na którym znajdował się ranny Samiec, jego wygląd był naprawdę straszny...
- Dzień dobry. Jestem Reana. – przywitała się miło, a uśmiech, który pojawił się na jej pyszczku po prostu nie mógł zniknąć po tym, jak usłyszała sposób w jaki ze sobą rozmawiali.
- Hm... – Uszata przyjrzała się ciału Samca, które zostało solidnie uszkodzone. Na całe szczęście wciąż miała do dyspozycji drony, które służyły swoją pomocą i nawet bez polecenia R.R. Zaczęły zajmować się  rannym.
- Wyleczenie ciebie zajmie mi trochę więcej czasu. Zostały podane środki przeciwbólowe, żeby  składanie twoich kości nie było zbyt bolesne.  – Po tym jak jeden z dronów skończył skanowanie, Uszata zleciła mu oczyszczenie ran, by potem mógł spokojnie zająć się ich usuwaniem. Jej spojrzenie powędrowało do Samicy, która wciąż byłą obecna przy łóżku pacjenta, na pyszczku R.R. pojawił się niewielki uśmiech.
- Jeśli pani pozwoli, te niewielkie rany również można wyleczyć. – powiedziała spokojnym głosem, po czym rozejrzała się za dronem, który aktualnie miał mniej pracy. Wyleczenie ślicznej Samicy nie będzie czasochłonne, a warto pozbyć się nieprzyjemnych otarć.
Po wydaniu kolejnych poleceń, Uszata spojrzała na swojego pacjenta, który wciąż leżał na łóżku i pomimo tych wszystkich ran, humor miał naprawdę dobry.
- Jeśli coś zacznie boleć, proszę mi natychmiast powiedzieć. – odezwała się do Smoka, po czym stanęła przy jego korpusie, kiedy dron zdążył oczyścić rany. Samiec był solidnie poturbowany, dlatego R. R. postanowiła nie zrzucać wszystkiego na jej małego pomocnika, odesłała go do zajęcia się nogami, lecz  tylko z grubsza, by potem sama mogła solidnie wyleczyć jego ciało. Ostrożnie położyła dłonie na korpusie Samca i zaczęła delikatnie przesuwać nimi po jego ciele, skupiając się na tym, by uwalniana energia nie była zbyt silna, żeby nie zrobić mu krzywdy. Skupiona Uszata dokładnie  przesuwała łapkami, skupiając się na każdym milimetrze ciała Samca, trochę zajęło jej wyleczenie korpusu i brzucha, choć czuła, że wykorzystywanie energii  tak często i w takich ilościach sprawiało, że odczuwała zmęczenie, wcale nie miała zamiaru przestać. Tymczasem Dron, który został wysłany do wyleczenia niewielkich ran Samicy, która przyprowadziła Smoka, zajął się wszystkim jak należy, pozostawiając jej ciało czyste i bez żadnych otarć i mniejszych ran. Wkrótce potem powrócił do innego zadania, bardzo pomagając R.R. w leczeniu rannych pacjentów.
Po skończeniu procesu leczenia, R.R. zabrała łapki z brzucha Smoka, po czym rozluźniła je nieco i odetchnęła głęboko, wcale nie miała zamiaru odpoczywać, dlatego od razu podeszła do nóg pacjenta i zaczęła powoli leczyć je. Najpierw zajęła się lewą, a później obeszła łóżko, by zająć się prawą nogą. Wszystko starała się robić dokładnie, by Samiec nawet nie czuł, że w ogóle brał udział w jakiejś walce.  Leczenie zajęło jej trochę więcej czasu niż w przypadku poprzedniego  pacjenta, ale to wcale nie zniechęcało jej do dalszego działania. Po skończeniu tej części leczenia, Uszata spojrzała na jego ciało i postanowiła jeszcze zająć się rękoma, które co prawda były wcześniej działką drona, ale mimo wszystko chciała mieć pewność, że całość będzie wykonana w stu procentach. Na koniec zajęła się miejscami, gdzie jeszcze dostrzegła, że coś jest nie tak, by później przesunąć łapkami po  brzuchu i korpusie Smoka, ale tylko po to, by poczuł przyjemniejszą część jej mocy. Dron, który zajmował się odbudowywaniem skrzydeł, wciąż miał do dokończenie jeszcze jedno z nich, ale z tego co R.R. mogła zobaczyć, szło naprawdę bardzo dobrze i pacjent nie przypominał już tego biednego stworzenia, które zostało niemal wniesione do Centrum Medycznego.
- Wszystko w porządku? – zapytała miło, zerkając na jego pysk, by potem jeszcze raz przyjrzeć się jego ciału.
- Rany nie wyglądały zbyt dobrze, ale nie ma już po nich ani śladu. - powiedziała dumna z siebie i z dronów. Musiała przyznać, że takie pomaganie naprawdę zaczynało się jej podobać.  
Króliczyca spojrzała w kierunku drzwi wejściowych, a na jej pyszczku od razu widoczne było zmartwienie. Wciąż nie było ani Nodina, ani też nie wiedziała gdzie podział się Itza. Jej mały ogonek poruszył się nerwowo, a ona rozejrzała się po Centrum Medycznym, mając ochotę wezwać Dura, by zapytać go gdzie znajdują się dwie, bardzo bliskie jej istoty - w końcu to on był tym, który wiedział wszystko.
- Dur-Shurrikunie, potrzebuję twojej pomocy. - odezwała się w końcu, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się co jest grane. W miedzy czasie odesłała drony, by zajęły się kolejnymi zadaniami, które zostały im przydzielone.  
- Co się dzieje z Nodi... - pamiętając niedawną reprymendę, zerknęła na kątem oka na dwójkę chwilowych towarzyszy.
- z Lordem Nodinem? - dokończyła tak jak powinna.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Lip 21, 2015 9:42 am

Sesja przerwana, fabuła sesji zostaje całkowicie wycofana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Sro Mar 02, 2016 6:48 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Khardesh|Seari

Tygrys uśmiechnął się i mruknął cicho pod nosem, słysząc jak skomentowała, że mogłaby iść sama. Mogłaby pójść o własnych siłach, na własnych nogach ale przytulenie twarzy do jego futrzastej piersi jednak bardziej wydawało się jej odpowiadać. Ludzie i densorini chyba tak bardzo się pod tym względem nie różnili.
Samiec stanął na zewnątrz i skierował wzrok ku niebu. Usłyszał jej odpowiedź, świadczącą o tym, że zrozumiała co do niej powiedział. Nie, żeby na prawdę ktoś miał ją wyrzucić przez śluzę. Mogło się to jednak zdarzyć. Byli tacy osobnicy. Choć nadal nie sądził by aż tak komuś próbowała podpaść.
Co teraz mogło się stać? Coś mogło na początek po nich przylecieć. Jednak w tym miejscu mogło to być dość niebezpieczne. Dlatego też zostali teleportowani. Objawiło się to w postaci sekundowego oślepienia białym światłem oraz zniknięcia z miejsca w którym się znajdowali. A jak się to ujawniło? Po prostu zostali rozbici na małe cząsteczki i przeciągu ułamków sekund - poskładani.
Światło zniknęło, a oni już nie stali na dworze. Znajdowali się w pomieszczeniu. Ogromnej, białej sali wypełnionej łóżkami oraz sprzętem medycznym, zarówno elektronicznym jak i konwencjonalnym. Sala była ogromna, spokojnie mogąc pomieścić z setkę takich istot, jak Khardesh. Do tego znajdowały się tutaj DRONY, stacjonując przy łóżkach lub przemieszczając się po sali, wylatując na korytarz przez rozsuwane do wnętrza ściany drzwi lub do pokoi obok. Miejsce było wielkie, potrafiło budzić podziw ogromem sprzętu oraz wyposażenia, jak również samym rozmiarem. Jedyne czego tu brakowało to... ranni. Nie było żadnych poszkodowanych, chorych ani nikogo takiego.
W pomieszczeniu znajdowała się natomiast kolejna istota. Również podchodząca pod miano "stwora". Jej ciało pokryte było czarnym łuskami, ślepia miały błękitny odcień, a na plecach znajdowały się kolce które również posiadały odcień jej ślepi. Mierzyła jakieś dwa metry i dziesięć centymetrów. Była szczupła, naturalnie zbudowana - w przeciwieństwie do tygrysa który trzymał dziewczynę na rękach.
-Już jesteśmy. Witaj na pokładzie tytana Dur-Shurrikuna. Uprzedzę pytanie, znajdujemy się baaardzo daleko od Ziemi.
Odezwał się pierwszy samiec. Futrzak dalej trzymał dziewczynę w ramionach, spoglądając na nią spokojnie. Nie dało się stwierdzić, że znajdują się w kosmosie. W tym miejscu nie było bowiem żadnych okien, znajdowało się ono wewnątrz ogromnego okrętu. Wszystko było tu natomiast dopasowane do istot większych niż ona. Choć były miejsca dla większych i mniejszych pacjentów. I właśnie w kierunku takiego zaczął nieść dziewczynę tygrys. Wtedy też ich pojawienie się, zauważyła znajdująca się tutaj samica. Spojrzała ona na dwójkę przybyszy, a jej pysku natychmiast zagościł serdeczny uśmiech.
-Khardesh. Łowco, kogo upolowałeś?
Odezwała się samica. Jej głos brzmiał spokojnie, bardzo przyjaźnie.
-Seari, poznaj Sharon. Nasi rywale próbowali ją dorwać, przeszkodziłem im. Rana brzucha, dostała odłamkiem. Moce zablokowane, standardowo.
Odpowiedział łuskowatej samicy futrzak, donosząc w międzyczasie dziewczynę do jednego z łóżek. Schylił się i położył ją na nim, opierając jej głowę na poduszce. Skierował swój wzrok wpierw na dziewczynę, do której uśmiechnął się by ją uspokoić. Z drugiej strony łóżka, podeszła do niej Seari.
-Leż i nie poruszaj się. Zaraz będzie po wszystkim, a po ranie nie będzie nawet śladu.
Odezwał się do niej samiec. W tym momencie wszystko poleciało... szybko i bezboleśnie. Tygrys znajdował się po lewej stronie dziewczyny, Seari po prawej. Na początek z ciała Sharon zniknęły ubrania. Na szczęście dla jej psychiki - nie wszystkie. Bielizna pozostała na swym miejscu, zwłaszcza, że pod nią nie było żadnych ran. Należało też zaznaczyć, że dziewczyna miała po prostu szczęście do bycia człowiekiem. Kosmita tudzież nieskatalogowany przedstawiciel jakiejś obcej rasy, zostałoby po prostu pozbawiony "godności" na rzecz badania. Niby złe ale jakoś trzeba ich leczyć. Musi to znać i okręt i Seari - tutejszy medyk. Po za bielizną, dziewczyna miała jeszcze bandaż na swym brzuchu. Dla uspokojenia nerwów, Khardesh chwycił delikatnie swoją lewą dłonią za jej lewą dłoń i uśmiechnął się znowu przyjaźnie. Wiedziała, że był tutaj cały czas, uratował ją na dole - to nie groziło jej i nic tutaj.
Do Seari podleciał dron ze sprzętem medycznym, a ona sama sięgnęła łuskowatymi dłońmi zakończonymi pazurami - do bandaża. Został on na szybko rozcięty za pomocą samego pazura, bez specjalistycznego sprzętu. Następnie bandaż został usunięty, odsłaniając ranę. Dron przejechał po ranie skanem, nie było to widoczne dla niej jednak na małym urządzeniu znajdującym się przy dronie, wyświetlił się komunikat zwrotny.
-Widzę, że zrobiłeś praktycznie wszystko za mnie. Rana czysta, bez ciał obcych. Aplikator wystarczy. WYGLĄD
Odezwała się samica, chwytając następnie za urządzenie. Przypominało jakiś skaner połączony z pistoletem. Został on zbliżony do rany, a następnie łuskowata samica pociągnęła za spust. Dziewczyna poczuła na brzuchu lekkie mrowienie, a rana zaczęła się zasklepiać. Trwało do ładne parę sekund, białe światło (bo tak to wyglądało) całkowicie zaleczyło miejsce w którym znajdowała się przed chwilą rana. Nie pozostał nawet ślad, tylko zdrowa skóra. Zupełnie jak by nic się nigdy nie stało.
-I już.
Rzuciła samica, odkładając aplikator. Uśmiechnęła się do swej pacjentki, a następnie odwróciła i odeszła kawałek dalej do jednej z szafek, otwierając ją i szukają czegoś w środku. Dron również odwrócił się i odleciał. Nad dziewczyną dalej stał tygrys, który puścił jej dłoń, a swoją lewą przesunął do przodu, wzdłuż niej - do miejsca gdzie przed chwilą znajdowała się rana.
-Nie było tak strasznie, hm?
Zapytał ją. Padło pytanie, a następnie dziewczyna poczuła jego futro na swym brzuchu. Delikatny dotyk w miejscu gdzie miała przed chwilą ranę. Khardesh oparł opuszki dwóch palców na jej skórze i zaczął ją... łaskotać. Tak, dosłownie, w miejscu gdzie miała przed chwilą ranę - on ją teraz łaskotał. Chciał sprawdzić czy dziewczyna ma łaskotki, jak zareaguje (ew. jak mocno po pysku mu się zaraz dostanie) oraz coś prostego - czy czucie powróciło (a na pewno to się już stało). Połączenie pożytecznego testu medycznego - z przyjemnym, dokuczaniem nowemu nabytkowi. Co prawda to nie był koniec. Naprawili jej ciało, teraz należało naprawić moce.


Seari:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Sro Mar 02, 2016 9:51 pm

Cóż, pomimo tego, że wyrażała chęci do samotnego marszu, bycie na rękach olbrzyma wcale jej nie przeszkadzało. Gdyby miał ją tak nieść przez kilkanaście dobrych minut, na pewno by usnęła. Choć słowami nie chciała ukazać jak bardzo podoba jej się całe to zdarzenie, wyraz twarzy dziewczyny zdradził prawdę. Ciężko jej było maskować uczucia przy kimś takim jak Khardesh.
Daleka podróż była teraz bardziej pewna niż tą chwilę temu. Wystarczyło, aby Sharon spojrzała na podniesiony ku górze łeb swojego wybawcy. Najwyraźniej jej przypuszczenia były słuszne. Z resztą czego miała się spodziewać? Statu pirackiego zaparkowanego pomiędzy samochodami? Nawet jak na dziwactwa Nowego Jorku byłoby to lekką przesadą. Mimo wszystko i tak spodziewała się innego środka transportu, choć na całe szczęście dla samej dziewczyny, obyło się bez niego. Cała podróż była niezwykle szybka i bezbolesna. Jedynym, dość sporym minusem było to oślepiające światło, chociaż i tak ten nieprzyjemny efekt nie trwał dostatecznie długo, by mogła zacząć na niego narzekać. Ta teleportacja mocno różniła się od mocy młódki, ale wydawała się równie przyjemna. Kto tam jednak wie, jakie efekty uboczne może wytworzyć stałe narażanie się na ów promień. Chyba sam twórca. Mimo wszystko dziewczyna czuła się wyśmienicie, nawet rana na brzuchu nie dawała o sobie znać.
Siedemnastolatka z zaciekawieniem rozejrzała się po nowym pomieszczeniu. Khardesh miał rację, wszystko tu było dla niej nowe. Jej oczom ukazał się futurystyczny obraz, tak niezwykle odległy od tego widzianego na ziemi. Tą cywilizację wyprzedzały tysiące, jak nie miliony lat rozwoju technicznego. Młódka naprawdę wiele rzeczy widziała w swoim krótkim życiu, ale to przekraczało wszelkie granice. Sharon odniosła wrażenie, że została zabrana wprost do jakiegoś filmu sci-fi. Może wyglądała dość głupio z tak wielkim niedowierzaniem na twarzy, ale ciężko było jej powstrzymać emocje. To był zupełnie inny świat. Gdyby komuś o tym opowiedziała, na pewno zostałaby wyśmiana. Nikt nie uwierzyłby tej dziewczynie na słowo zwłaszcza, że prawda brzmiała niezwykle fałszywie.
Oprócz dronów, uwagę małolaty przykuła stojąca w pomieszczeniu postać. Jedyna żywa istota oprócz nich. Sala była praktycznie pusta, zero pacjentów. Nic. Albo mięli dość sporą liczbę zgonów w ostatnim tygodniu, w co szczerze mówiąc wątpiła, albo ich technologia była na tyle wysoko rozwinięta, że leczenie trwało niezwykle szybko. Owszem, istniały jeszcze inne możliwości. Jak chociażby świetne przeszkolenie. Przecież mogli wychodzić z misji bez szwanku niczym Khardesh. Sharon tak mało o nich wiedziała, a działali na jej planecie.
- Dobrze wiedzieć - odparła, wyrywając się z lekkiego otępienia.
Najwyraźniej ten tekst stanie się jej stałym powiedzonkiem, szczególnie w obecności kotowatego i jego kumpli. Tak ciężko jej było pozbierać myśli do kupy, cały czas miała prawdziwy mętlik, który najwyraźniej tak szybko jej nie opuści. Sporo czasu minie nim zacznie to wszystko odbierać za "normę". Ziemska technologia wyglądała wręcz zabawnie. Dla tej młódki coś, co było dotychczas wspaniałe, teraz zdawało się dopiero co raczkować. Z niedowierzaniem mogła przyglądać się technologicznym cudom. Nic więc dziwnego, że uwaga dziewczyny skupiała się przede wszystkim na latających tu i ówdzie droidach. Ile brakuje ludziom wiedzy w zakresie robotyki, aby stworzyć takie maleństwa? Chociaż nawet by się nie zdziwiła, gdyby rząd miał już coś takiego, ale nie pokazywał tego publicznie. Wszystko, co najlepsze władze zachowywały w tajemnicy przed szarymi obywatelami.
Spokojny głos kobiety sprawił, że Sharon skupiła na niej swoje zielonkawe spojrzenie, pozostawiając jednego z droidów w spokoju. Seari, jak dowiedziała się małolata, różniła się swym wyglądem od kotowatego. Przypominała bardziej gada, niż ssaka, choć miała charakterystyczną dla tych stworzeń budowę.
- Miło poznać - przywitała się z kosmitką.
Mimo wszystko i tak miała sporo pytań. Teraz przynajmniej wiedziała na czym stoi. Niedoszli porywacze nie współpracowali z jej ojcem, a byli wrogami tej oto organizacji. Pytanie tylko czego chcieli, skąd wiedzieli, że ma moce? Przypadek? Możliwe, że był to ich normalny typ działania, swoiste zabezpieczenie przed niechcianymi działaniami ofiar.
- Kim oni byli? - zapytała kotowatego.
Cóż, nie zadała wcześniej tego pytania, a teraz mogła uzyskać na nie odpowiedź. Skoro jej domysły nie były trafne... Mimo wszystko i tak podjęła słuszną decyzję. Pozostając w Nowym Jorku mogłaby zagrozić swojej siostrze. Jaką miała pewność, że znów nie zostanie zaatakowana?
Sharon kiwnęła głową na znak, że rozumie. Zdołała zauważyć, że tygrys niezwykle często się uśmiecha. Był jej zupełnym przeciwieństwem. Mimo wszystko zamiast uspokoić małolatę, wywołał nieco odwrotny skutek. Z całą pewnością nie zwróciłaby większej uwagi na to, co miało nastąpić, gdyby mężczyzna nie posłał jej tego kojącego uśmiechu. Nieufność siedemnastolatki uaktywniła się w pobliżu Seari, chociaż i tak daleko jej było do ludzi. Na całe szczęście.
Na nudę dzisiejszego dnia Sharon nie miała co narzekać, nawet podczas badań. Małolata nie spodziewała się, że straci swoje ubrania w tak szybki sposób, a jednak - stało się. Teraz leżała w samej bieliźnie, co i tak było dla niej niekomfortowym przeżyciem. Siedemnastolatka myślała jak typowa kobieta. Nie miała żadnych oporów, aby chodzić po plaży w dwuczęściowym stroju kąpielowym, pokazując swoje ciało. Przeszkadzało jej natomiast chodzenie w samej bieliźnie tak bez okazji, jak gdyby w tym przypadku posiadała jakąś skazę, której nie chciała ukazywać. Dopiero dotyk kotowatego poprawił nieco sytuację. Odwróciła głowę w jego stronę, zapominając, że miała się nie ruszać. Ale co tam, najważniejsze, że na niego spojrzała, prawda? Te wszystkie gesty z jego strony jedynie wyolbrzymiały całą sprawę. Przypominały bowiem o czymś, czego jako dziecko szczerze się nienawidziło. Tak, mowa tu o szczepieniach. Khardesh niczym opiekuńczy rodzić stał przy nastolatce, aby pomóc jej w tak trudnych dla niej chwilach.
Dopiero po krótkiej chwili łapa na jej dłoni zdała test. Była ona niezwykle przydatna podczas zdejmowania bandaża. Niby nic takiego, w końcu to tylko bandaż, ale to właśnie w tej chwili dziewczyna uświadomiła sobie jak kruchą jest istotą dla stojących w pobliżu obcych. No i jako jedyna nie wyglądała jak drapieżnik. Szpon pani doktor z łatwością mógłby zająć się jej skórą jak tym cieniutkim bandażem. Nie dość, że posiadali oni lepszą technologię od ludzi i rozum, to jeszcze ewolucja nie odebrała im ich naturalnych broni. Wprawdzie i ona posiadała uzbrojenie, które należało tylko i wyłącznie do niej. Niestety zostało ono jej odebrane.
Reszta badania była niezwykle szybka i przyjemna. Rana zniknęła niemal od razu, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Cały zabieg również nie bolał. Na Ziemi wyglądałoby to znacznie inaczej. Lekarze niewątpliwie zszyliby uszkodzenie, po czym i tak miałaby cieniutką pamiątkę. W sumie miała już księżyc na plecach, dlaczego nie mogłaby mieć gwiazdki na brzuchu? Raz jeszcze przyjrzała się miejscu, gdzie znajdowała się rana. Ciało wydawało się nietknięte.
- Niesamowite... - wymamrotała nie ukrywając zaskoczenia i zainteresowanie tym nietypowym sprzętem. - Co to takiego?
Niczym małe dziecko chciała poznać ten odległy od jej rzeczywistości świat. Miała wielką ochotę dotknąć wszystkiego, wziąć do rąk, przyjrzeć się bliżej, uważniej... Zobaczyć z jakiego materiału jest coś wykonane, poznać dokładne działanie tego sprzętu. Sharon była w tak dobrym humorze, że bez zastanowienia uśmiechnęła się do kosmitki. Młoda mutantka odprowadziła Seari wzrokiem, który szybko skupił się na kotowatym, gdy ten dotknął jej brzucha. Oczywiście pytanie wymagało odpowiedzi.
- Myślałam, że umrę. Bolało jak diabli - odparła w żartobliwy sposób.
Nie trzeba było być geniuszem, aby wiedzieć, że nie mówi tego serio. Nie czuła zupełnie niczego, tak jak przez całą drogę tutaj. Khardesh nie dał jej długo cierpieć. Jedyny ból, który czuła, towarzyszył jej podczas ataku. Od tego momentu było już dobrze. Nawet teraz, kiedy kotowaty zrobił coś, co znowu ją zaskoczyło. Łaskotki były całkiem odległym wspomnieniem, kolejnym utraconym smakiem dzieciństwa.
- Hmm? - wymruczała, ostrożnie wstając.
W chwili obecnej wyglądała tak, jakby oczekiwała wyjaśnień. Z dość ponurą miną obserwowała kotowatego, ale i to nie trwało długo. Cała ta maskarada została przerwana krótkim chichotem, którego młódka nie potrafiła już opanować. Z całych sił starała się udać niewzruszoną, ale poległa. Oczywiście jej śmiech nie został wywołany przez łaskotanie, a sam pomysł tej czynności i próbę oszukania zaczepnego tygrysa. Przez to wszystko zdołała nawet zapomnieć o swoim problemie z mocami.
- Różnisz się od ludzi i to bardzo - wyznała.
Obelga? Raczej niej. Gdyby tak było na tej twarzy nie widniałby ten ciepły, już zapomniany przez samą właścicielkę uśmiech. Komplement... Już dawno żaden nie wypłynął z jej ust. Dopiero kotowaty to zmienił. Już trzeci raz powiedziała mu coś miłego, nie zrównała go z ziemią jak zrobiłaby z innymi. Zupełnie różnił się od przedstawicieli jej gatunku i to było w nim wspaniałe.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pią Mar 04, 2016 8:23 pm

NPC Storyline - Dur-Shurrikun|Khardesh|Seari

-Aplikator medyczny. Urządzenie które działa na poziomie subatomowym, regeneruje i scala ze sobą uszkodzone tkanki, przywracając im pełnię funkcjonalności. Tak w najprostszych słowach.
Wyjaśnił, a następnie wysłuchał tłumaczenia, jak to straszliwie bolało. Oczywiście futrzak zrozumiał, że to żart. Bardziej jednak spodobała mu się jej kolejna reakcja. Dziewczyna wyraźnie nie miała łaskotek, co mu pokazała natychmiast, jednak jednocześnie okazała, że wszystko jest w porządku i ma czucie w nerwach na brzuchu - w miejscu gdzie niedawno znajdowała się rana.
Dziewczyna podniosła się do siadu, a tygrys tymczasem pozwolił sobie usiąść obok niej, dokładniej przy niej, niemalże ramię w ramię. Futrzak spojrzał na nią z uśmiechem na pysku, zwijając przy tym swój ogon za jej plecami. Nie będą przecież siedzieli w tym miejscu. Zwłaszcza, że musieli załatwić jeszcze dwie, może trzy sprawy.
-Jakieś ubrania. Dostaniesz świeży mundur w swoim rozmiarze. Chyba, że wolisz biegać tak, nam to jak widzisz problemu nie sprawi. Druga sprawa to twoje moce, muszę znaleźć starożytnego. On z tym pomoże. Trzecia, udasz się do Biosfery II, okręt Ciebie poprowadzi. Ja w tym czasie skoczę wziąć kąpiel.
Wyjaśnił jej wszystko, zwięźle i na temat. Zaczęło się więc od zniknięcia jej ubrań i pojawienia się na przeciwko MUNDURU w jej rozmiarze, w pełnym zestawie z t-shirtem, kurtką, spodniami oraz obuwiem. Drugi aspekt dotyczył jej mocy oraz jakiegoś "starożytnego" który miał z tym pomóc. Ona go jeszcze nie znała, jednak najwyraźniej niedługo pozna. Ostatnim problemem było wysłanie jej do biosfery II... samej. Tygrys nie zamierzał się o to spierać. Po prostu poklepał ją dłonią delikatnie po głowie, wstał i ruszył w stronę wyjścia. Nic jej tutaj nie groziło, a ona musiała się z tym miejscem zapoznać. Wiec należało wrzucić ją na głęboką wodę i sprawdzić czy utonie.
Jeśli dziewczyna zdecydowała się na samotną podróż, a za dużego wyboru nie miała, podchodząc do drzwi wyjściowych - te otworzyły się i ukazały wysoki i szeroki korytarz, który wydawał się ciągnąć na kilometry z różnymi drzwiami i tym podobnymi. Po wyjściu, Sharon została poprowadzona prostymi strzałkami wyświetlanymi w powietrzu w formie hologramów - do małego terminala teleportacyjnego, na którym po podejściu, pojawił się opis miejsc do teleportacji. Wszystko w jej języku - po angielsku. Żaden inne wybory po za Biosferą II i tak by nie zadziałały, tak więc po kliknięciu "przycisku", dziewczyna znalazła się przed drzwiami biosfery, które otworzyły się, ujawniając jej zawartość. Na razie, wydawało się, że jest w tym miejscu sama. [zt do Biosfera II]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   

Powrót do góry Go down
 
Centrum Medyczne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 Similar topics
-
» Centrum papirusu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"
» Centrum monitoringu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: