Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Centrum Medyczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Centrum Medyczne   Pon Sie 27, 2012 4:54 pm

First topic message reminder :

Ogromna, biała sala wypełniona łóżkami oraz sprzętem medycznym, zarówno elektronicznym jak i konwencjonalnym. Miejsce to jest w stanie pomieścić nawet do dwustu poszkodowanych, którzy otrzymają tutaj najwyższej klasy pomoc medyczną zapewnioną głównie przez drony którymi steruje AI okrętu. Baza danych wszelkich chorób, schorzeń i wszelkich problemów natury medycznej, obejmuje ponad kwadryliard najróżniejszych chorób z którymi okręt miał styczność przez cały czas swoich kosmicznych podróży i odkryć. Jednostka jest na tyle zaawansowana, że ma możliwość wyleczenia poszkodowanego choćby przez manipulację bezpośrednią na DNA chorego. W pomieszczeniu tym znajduje się również wiele drzwi prowadzących do sal operacyjnych czy korytarzy z pokojami do kwarantanny. Każdy lekarz służący na tym okręcie z czystym sercem stwierdzi, że ciężko znaleźć drugie - tak dobrze wyposażone miejsce - przeznaczone do ratowania życia wszystkich istot organicznych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Paź 22, 2012 2:59 pm

-Wyjaśnij czego potrzebujesz.
Odparł jej, spoglądając na dziewczynę z ciekawością, gdyż teraz to ona naśladowała jego zachowanie, wyraźnie niecelowo, nieświadomie, jednak zrobiła to. Ciekawa opcja, nie brał tego raczej pod uwagę. Zazwyczaj nikt nie próbował go naśladować, nawet w takich drobiazgach jak sposób siedzenia. Jaszczur przekrzywił łeb na bok, a jego ogon wpełzł na łóżko, przesunął się po nim, a następnie zaczął ukradkiem owijać się dookoła prawej dłoni Nancy. Z jego strony była to po prostu przyjacielska reakcja, wykorzystanie ogona. Po za tym Nancy wydawała się z tym oswojona, przyzwyczajona - jak na razie. Po za tym będzie musiała, gdyż w pewnym sensie będzie się tą jednostką - androidem - opiekowała. Dziwnym byłoby gdyby bała się więc dotknąć jego, tudzież obawiała się dotyku z jego strony. Tym bardziej teraz, kiedy już ją tutaj przyniósł.
-Ty powinnaś o tym zadecydować, nie ja. Obserwując Cię jednak, stwierdzam, że lepiej byś odpoczęła - "naładowała" się.
Wyjaśnił spokojnym tonem, a tymczasem ogon jaszczura porządnie owinął się dookoła dłoni dziewczyny... Uniemożliwiając jej wyciągnięcie jej, jednak nie gniotąc jej. Nie miał na celu zrobić jej krzywdy ale co najwyżej ją rozbawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancy Bran

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 02/10/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Paź 22, 2012 5:32 pm

Uśmiechnęła się lekko, patrząc na owinięty wokół swojej ręki koniec ogona. Ten gest budził w niej sympatię. Był czymś, czego nie spodziewała się nim pierwszy raz go wykonał.
- Tak, zdecydowanie - zgodziła się, kciukiem gładząc owinięty wokół dłoni ogon. - Mam wrażenie że mój mózg już chwilę temu przeszedł w tryb awaryjny - dodała, rozbawiona nieco tym "naładowaniem". - Słabe z nas ludzi istotki. A ja nawet jak na człowieka nie jestem specjalnie wytrzymała - westchnęła, przechylając w bok, tak że oparła się ramieniem i głową o jego ramię.
Nie było to do końca nie kontrolowane, raczej stanowiło odpowiedź na przyjazny gest ogona. Na chwilę przymknęła oczy. Jeszcze przed chwilą zamierzała wziąć prysznic i się przebrać, ale teraz było to nagle tak mało istotne... Z wysiłkiem uniosła powieki, czując jak wszystko wokół kołyszę się w sennie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://derreo-story.blogspot.com
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Paź 23, 2012 3:15 pm

Jaszczur spojrzał przed siebie, słuchając nadal tego co Nancy mu przekazywała. Trzeba dać jej spokój, mówiła tylko i wyłącznie o swoim stanie, była bardzo zmęczona.
Dziewczyna oparła się ramieniem oraz głową o lewe ramię Androida, na co Dur zareagował lekkim uśmiechem. Spojrzał w jej kierunku i znowu widząc jej zmęczenie, stwierdził, że da jej spokój. Ogon jaszczura rozwiązał jej dłoń i zsunął się z łóżka, prosto pod nogi dziewczyny, które podniósł natychmiast do góry i umieścił na łóżku. W tym samym czasie lewa ręką jaszczura wsunęła się pod plecy dziewczyny, ta sama o której ramie się opierała. Samiec objął ją na wysokości żeber, a następnie delikatnie przesunął, podsuwając ją pod siebie i umieszczając jej głowę na swej piersi.
W tym momencie jaszczur cofnął drugą dłoń i powoli, delikatnie opadł na łóżko, tworząc z siebie coś na kształt żywej, miękkiej poduszki. Futro świetnie spełniało tą rolę, a Nancy wyraźnie potrzebowała snu, odpoczynku. Użycie w ten sposób androida bojowego było... Ciekawe. Jednak wyjście wydawało się słuszne, według jego ustaleń, pogłębi to jego więź z dziewczyną, Nancy powinna mu ufać w większym stopniu, a jednocześnie nie będzie z tego żadnych negatywnych odczytów. Po za tym, dziewczyna nie pozostanie "sama" w pustym pomieszczeniu, "Dur" pozostanie tu i będzie "spełniał dodatkową rolę".
Samiec położył się spokojnie i skierował swój wzrok ku sufitowi, by nie przeszkadzać towarzyszce. Dziewczyna mogła poczuć teraz pod głową miękkie, ciepłe futro pokrywające dobrze zbudowany i umięśniony tors stworzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancy Bran

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 02/10/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Paź 29, 2012 8:57 am

Sen jest dziwnym stanem. Czasem granica między nim a jawą zaciera się i tak też było w przypadku Nancy. Można więc powiedzieć że spała już wypowiadając ostatnie słowa. Rano z resztą nie pamiętała ich, ani tego jak usnęła.

Nie znaczy to, że przez całą noc spała spokojnie. Wręcz przeciwnie. Napięcia całego dnia wychodziły z niej, organizm ostatecznie odreagowywał przeżyty szok. W pierwszej chwili leżała spokojnie, z policzkiem na piersi androida i dłonią ułożoną na jego mostku. To właśnie ruch tej dłoni Dur mógł zarejestrować najwyraźniej, bo gdy Nancy zapadła w sen, jej palce zacisnęły się, wiążąc między sobą część miękkich włosów okrywających skórę maszyny. Dało się wyczuć wyraźnie jak mięśnie dziewczyny tężeją, jak kuli się ona, przez co - niejako przy okazji - przytula mocniej do androida. Oczy pod jej powiekami poruszały się gwałtownie. Szarpnęła głową, odsuwając się nieco, po czym znów przycisnęła do torsu jaszczura, mamrocząc coś niezrozumiałego ale o prosząco-przestraszonym wydźwięku. Na jej ciele pojawiły się drobne kropelki potu. Wystarczyło jednak że jej sen stał się płytszy, przeszedł w inną fazę, i uspokoiła się z powrotem, rozluźniła. Jeszcze jakiś czas jej serce biło trochę szybciej, po czym i jego rytm wrócił do normy. Później w nocy sytuacja powtarzała się cyklicznie, zgodnie z cyklem snu.

Kiedy po kilku godzinach Nancy uniosła powieki, nie miała pojęcia, ile spała. Nie zmyty tusz podrażnił oczy, które piekły i jakby nie chciały się otworzyć. Dopiero po minucie zrozumiała, czym jest miękka, puchata powierzchnia na której opiera policzek. Podniosła się gwałtownie do siadu i rozejrzała, po czym uszczypnęła w przedramię, by upewnić się, że to wszystko nie jest wytworem jej wyobraźni. Uśmiechnęła się z politowaniem dla własnej głupoty, jakiej przejawem było to zachowanie. Odgarnęła z twarzy przyklejone do niej włosy.
Wiedziała, że on nie śpi. Wątpiła by, musząc koordynować wszystkie systemy na statku, miał coś odpowiadającego trybowi bezczynności. Dlatego nie wahała się przed odezwaniem.
- Mówiłeś że jest tu prysznic. Podejrzewam, że nie budowano go z myślą o homo sapiens, więc jeśli uważasz, że przyda mi się krótka instrukcja, to o nią proszę - w zasadzie zameldowała, energicznym głosem bez śladu ospałości. Po chwili dodała, już zdecydowanie mniej służbowym tonem. - Dziękuję że ze mną zostałeś. To dla mnie... bardzo znaczący gest.
Ludzie, którzy z różnych powodów, mieszkali z Nancy, zwykle nie przepadali kiedy rano traktowała ich służbowym tonem. Z całego serca nienawidziła tego porannego ślimaczenia i wymówek jak "czekaj, wypiję kawę i powiesz mi to jeszcze raz" i szczerze liczyła, że w tym aspekcie Dur nie skopiował natury organicznych. Albo że - co byłoby jeszcze przyjemniejszą informacją - rasa która go stworzyła nie była z rana tak obrzydliwie rozlazła.
Przeciągnęła się, czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://derreo-story.blogspot.com
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Nie Lis 04, 2012 12:49 pm

Ludzie byli dość...Ciekawą rasą. Zazwyczaj istoty które zasypiały, wyłączyły się, u ludzi było jednak inaczej. Organizm z jednej strony regenerował się, a z drugiej, samoistnie zamęczał poprzez nad aktywność. Android podjął decyzję o nieporuszaniu się, pomimo wszelkich sprzeczności z regulaminem, pozwoli jej się wyspać. Czy sytuacja mu się podobała? Zapewne będąc istotą organiczną, a do tego nie Crathygtaninem - byłoby to możliwe. Niestety wojskowa moralność Crathygtan była inna. Dbali o siebie wzajemnie jak tylko mogli, jednak dyscyplina wśród nich była na poziomie dalece przewyższającym rozumienie większości istot w galaktyce. Wierne oddanie dowódcy i jego rozkazom, nakazom - to było właśnie u nich normalne. Ludzie podejrzewali, zastanawiali się, często nie godzili się na udział w samobójczej misji. Crathygtanie robili to bez wahania, było to spowodowane wpajaną im od narodzin mentalnością. Dur też został tego wszystkiego nauczony.

W końcu zwiększyła się powoli aktywność fal mózgowych, czujniki zarejestrowały nowe odczyty - czyli po prostu Nancy się obudziła. Okręt nie zamierzał przyśpieszać jej pobudki. Pozwolił jej powoli oswoić się z całą sytuacją. Gdy dziewczyna - dość gwałtownie się podniosła, android powoli uczynił to samo, jednak nie do pozycji siedzącej, a stojącej, schodząc z łóżka. Crathygtanin stanął przodem do dziewczyny, wyprostowany, niczym typowy oficer, splatając dłonie za plecami. Ogon opadł swobodnie na ziemię, jaszczur opuścił barki oraz wypchnął klatkę piersiową do przodu. Samiec opuścił swój wzrok na dziewczynę, wysłuchał jej uważnie, odczekując chwilę po czym zaczął odpowiadać na pytanie.
-Budowa ciała różni się, jednak łączy nas wyprostowana, pionowa sylwetka, umożliwiająca poruszanie się na dwóch kończynach. Sugeruję ośmielić się i obejrzeć dokładniej tą maszynę. Chodź nasze kończyny nie są identyczne, pozostają w pewnym stopniu podobne. Tłumacząc w najprostszy sposób, różnica jest taka, że przeciętny Człowiek jest trzykrotnie mniejszy od przeciętnego Crathygtanina, biorąc pod uwagę również ogon. Kabina zapewni więc Tobie więcej miejsca, niż przeciętnemu twórcy. Kabina podzielona jest na dwa przedziały, odcięte od siebie automatycznymi drzwiami rozsuwającymi się w stronę sufitu oraz podłogi. Po wejściu do pierwszego przedziału należy wyzbyć się wszelkiej odzieży. Wtedy drzwi otworzą się automatycznie, umożliwiając przejście do drugiego pomieszczenia. Proces jest w pełni zautomatyzowany. Wejście zamknie się za Tobą, program uruchomi sekwencję i równocześnie ze wszystkich spryskiwaczy w suficie, podłodze oraz ścianach, zostanie wyrzucony pod dostosowanym ciśnieniem, płyn którym zwiemy "Leeme". Jest to substancja ciekła w której skład wchodzą składniki, zapewniające pełne oczyszczenie skóry i włosów oraz poprawiające ogólne samopoczucie w związku z podaniem organizmowi dodatkowych witamin. Najprościej - wszystko co stosujecie w jednym. Po tym, Twoje ciało zostanie wysuszone, będziesz mogła przejść na powrót do poprzedniej kabiny, ubrać się i funkcjonować dalej.
Wyjaśnił w miarę najbardziej zrozumiale jak potrafił. Stwierdził, że nie ma sensu w objaśnianiu jej wszystkich szczegółów. Ważne, że proces był skuteczny, automatyczny i szybki. Wojskowy okręt... Nie było co liczyć na długie moczenie się w wodzie.
Samiec przekrzywił delikatnie łeb na bok, obserwując ją uważnie. Pytanie - czy ona nie poczuje się źle. Załoga była przyzwyczajona do wszechobecnego towarzystwa Dur-Shurrikuna, nawet w tych najbardziej intymnych momentach, okręt miał monitorować całkowicie wszystko, każdy nawet najdrobniejszy szczegół z życia na pokładzie . Jak wyjdzie w tym przypadku? Nie ważne, będą musieli się przyzwyczaić do jego obecności w każdym momencie ich życia na pokładzie. Taki był regulamin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nancy Bran

avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 02/10/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Lis 05, 2012 11:50 am

Nancy skinęła głową.
- Zrozumiałam - powiedziała krótko i udała się do kabiny, postępując zgodnie z otrzymanymi instrukcjami. Wczoraj już przekonała się, że słowo "dziękuję", będące dla niej bardziej naturalną odpowiedzią w tej sytuacji, Dur interpretuje dość słownikowo, wiążąc je od razu z odczuwaniem wdzięczności czy nawet informowaniem o posiadaniu pewnego rodzaju "długu", dlatego uznała że postara się precyzyjniej dobierać komunikaty.

Pod "prysznicem" nie spędziła więcej czasu, niż to było potrzebne. W zasadzie nie myślała nawet o tym, że jej działania są monitorowane przez Dur-Shurrikuna - po prostu nie przyszło jej to do głowy i może tak było lepiej? Kiedy wyszła z kabiny, czysta, sucha i oczywiście z powrotem ubrana, czuła się znacznie lepiej niż w samej chwili przebudzenia, jakby woda - czy też raczej "Leeme", zmyła z niej resztkę porannego odrętwienia. Podeszła do kozetki, na której została jej torebka i wyjąwszy grzebień, starannie rozczesała włosy, po czym starannie splotła je w dość ciasny warkocz, upinając go z tyłu głowy. Robiła to "na pamięć", nieświadomie zamykając przy tym oczy, jakby chciała bardziej skupić się na zmyśle dotyku. Niemniej efektom jej działania nie można było zarzucić braku staranności.

Skończywszy, spojrzała na Androida, jakby oczekiwała od niego podpowiedzi co właściwie ma robić. Najchętniej sięgnęłaby po swój tablet i zajęła wertowaniem przesłanego regulaminu - po części by uniknąć kolejnych nieporozumień, po części bo była ciekawa, jednak uznała że może to poczekać.
- Teraz chciałabym zjeść na śniadanie. Czy będziesz mi towarzyszył? - zapytała, patrząc na Androida. Nie chodziło jej oczywiście o to, czy on będzie jadł, wiedziała że nie musi. Chodziło raczej o informacje, czy ma iść sama, czy znów zostanie odprowadzona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://derreo-story.blogspot.com
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pią Lis 09, 2012 3:09 pm

Android wyczekiwał w centrum medycznym na powrót Nancy. Wiedział gdzie ona była i co robiła. Stał więc po prostu i czekał.
Nancy w końcu weszła do pomieszczenia. Android natychmiast skierował ku niej swój wzrok. Tak, ludzie wymagali posiłku by ich organizm prawidłowo funkcjonował zaraz po wybudzeniu się.
-Aktualnie mogę to uczynić. W Barze znajduje się Alice oraz Widmo.
Wyjaśnił spokojnie, a następnie odwrócił się i bez słowa ruszył ku drzwiom które natychmiast się otworzyły, wypuszczając ich z centrum medycznego. Dur-Shurrikun poprowadził Nancy ponownie ku Barowi, pełniącemu również rolę jadłodajni na okręcie. [zt oboje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Nie Mar 17, 2013 9:54 pm

NPC - Acroth Storyline
Shy obudziła się wewnątrz białego pomieszczenia. Początkowo oślepiło ją światło, jednak oczy szybko się przyzwyczaiły. Co mogło zwrócić uwagę dziewczyny? Otóż leżała na łóżku - w ludzkiej postaci, ubrana w samą białą bieliznę.
Dziewczyna znajdowała się w wielkiej, białej sali - w sali tej znajdowało się natomiast wiele łóżek, przyrządów, a samo miejsce wyglądało zupełnie jak szpital. Dziewczynie nic nie dolegało, nic jej nie bolało, nie miała na ciele nawet najmniejszego zadrapania.
-W końcu się obudziłaś!
Rzekł nieznany, żeński głos. Po lekkim podniesieniu się do góry, Shy mogła zobaczyć jak przy jej łóżku stoi... No właśnie, kto? Otóż ta POSTAĆ mierzyła jakiś metr dziewięćdziesiąt wzrostu, ubrana była dość skromnie. Samica która stała przy dziewczynie była szczupłej budowy, wyglądała jak kot - tylko o bardziej ludzkiej budowie. (Skrzydeł aktualnie nie ma, więc pominąć należy). Na twarzy nieznajomej gościł przyjacielski uśmiech, a ona sama obserwowała dziewczynę.
-Nie bój się. Jesteś wśród przyjaciół, gdzie nic Wam już nie grozi. Nie będę Tobie niczego wyjaśnić, gdyż zrobi to Twój nowy znajomy...
Rzuciła kocica, odsuwając się na bok i ukazując leżącego obok na łóżku Acrotha - który aktualnie chyba spał. Nie miał na ciele żadnych ran, tak samo jak Shy - i tak samo jak dziewczyna, miał na sobie wyłącznie bieliznę, białe bokserki. Samiec leżał na plecach z głową opartą na poduszce i zamkniętymi oczami. Wtedy to nieznajoma ponownie się odezwała.
-Nic mu nie jest. Po prostu pozwolę Tobie go obudzić. Jesteś mu coś dłużna.
Dodała krótko nieznajoma, a następnie odwróciła się, spojrzała jeszcze raz na złotołuskiego, a następnie ruszyła w stronę drzwi, które automatycznie się przed nią otworzyły - a gdy przez nie przeszła - zamknęły.
Acorth spokojnie leżał na łóżku, wyraźnie śpiąc. Nie miał na ciele żadnej rany, a jego klatka piersiowa unosiła się do góry i opadała - względem tego jak oddychał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Mar 18, 2013 1:48 pm

Nic ją nie bolało, czuła się wręcz świetnie. I wcześniej, ostatni stan który pamiętała, też był całkiem przyjemny. Dlaczego więc teraz, kiedy głębiej się nad tym zastanowiła, czuła że dla jej organizmu to dobre samopoczucie było odmianą? Otworzyła oczy, czując się jak przebudzona z bardzo długiego, regenerującego snu. Widząc, kto nad nią stoi, natychmiast podniosła się do pozycji siedzącej i odsunęła aż pod wezgłowie łóżka. Podciągnęła odruchowo kołdrę pod brodę. Po czym wydała z siebie jęk rozczarowania.
- Następny? Ludziosmoka zrozumiem. Lubię smoki. Ale kotołak? - Oznajmiła, jakby fakt istnienia we wszechświecie więcej niż dwóch ras rozumnych bardzo ją rozczarował. W pewnym sensie tak było, bo przecież do tej pory była przekonana o swej wyjątkowości. Owszem, nie była nikim ważnym, wartościowym ani nikim z kim ktokolwiek mógłby się liczyć, ale była pewna jak niczego na świecie, że jest zupełnie wyjątkowa i niepowtarzalna. Był to słodko-gorzki smak, który pozwalał jej uważać, że to co robi mimo wszystko ma sens. Tęskniła za innymi podobnymi do siebie, ale mimo wszystko nosiła w sobie głęboko zakorzenioną pewność, że nigdy nikogo takiego nie spotka. Jak widać, grubo się myliła. I życie zapewne jeszcze nie raz miało ją w najbliższej przyszłości zaskoczyć.
Ma się nie bać? Jest wśród przyjaciół? Jaaasne, ile razy słyszała to z ust swych trenerów? Zasady zawsze był jasne - dopóki robisz to co do Ciebie należy, możesz spać spokojnie. Jeśli nie, przyjaciele bardzo szybko okazują się wrogami. Jej nowy znajomy? Ach, tak! Spotkanie w parku, wyjawienie tożsamości... To wszystko przypomniało jej się w jednej chwili. Kiedy kotołaczka odchodziła, Shy przeniosła swój wzrok na smoka. Ostatnim co pamiętała były feerie złoto-czerwonego światła. Zupełnie jak pożoga. Zjawisko tyleż piękne co niebezpieczne.
Jest mu coś dłużna... Tamte światła... Cóż, Shy nie była głupia i szybko skojarzyła fakty. Nie poruszyła się jednak, dopóki drzwi nie zamknęły się za tamtą kobietą. Kiedy została sama z Acrothem, wstała z łóżka i usiadła bokiem na skraju łóżka smoka. Wpatrzyła się w niego z lekkim zażenowaniem. Dopiero teraz modła dokładnie przyjrzeć się jego muskulaturze, pięknym, lśniącym łuskom, zwierzęcemu pyskowi, rogom na łbie, wielkim, skórzastym skrzydłom. Był niezaprzeczalnie piękny, choć ona traktowała to piękna bardziej tak, jak ogląda się dzieło sztuki, nie zaś żywą istotę... Mężczyznę. Po długiej chwili wahania, bardzo delikatnie dotknęła palcami jego łusek na ramieniu. Były chłodne, podobne w dotyku do bardzo dokładnie wypolerowanego kamienia. Pogłaskała je, uśmiechając się do samej siebie. Ani jej w głowie było budzić smoka. Właściwie... Sama nadal była trochę śpiąca... Może tak przycupnie sobie na chwilę...
Nie wiedząc nawet kiedy, położyła się na malutkim skrawku wolnego miejsca obok Acrotha i zamknęła oczy. Nie spała, nasłuchiwała rytmu bicia jego serca, gotowa odskoczyć kiedy tylko on się obudzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Mar 18, 2013 5:50 pm

NPC - Acroth Storyline
Sytuacja która miała miejsce stosunkowo niedawno, nadal szalała w umyśle smoka - który mimo tego, spokojnie spał. Pamiętał urywki, które powoli zaczynały składać się w całość tego co się stało - oraz tego co zrobił. Pierwszy naturalny bodziec który dotarł do ciała gada, był momentem w którym Shy położyła swą dłoń na jego ramieniu i pogładziła jego łuski. Wtedy też zaczął powoli odzyskiwać świadomość. Dotarły do niego pierwsze uczucia. Wpierw poczuł, że jego ciało jest praktycznie nagie, może po za materiałem okrywającym biodra - szybko więc uświadomił sobie, że ma na sobie aż bieliznę. Z boku, dotarło do niego jednak ciepło, ciepło istoty żywej - a w powietrzu, wyczuwalne było pełno znajomych zapachów - jednym z nich był zapach dziewczyny którą spotkał w parku, a inne - równie znajome i przyjazne, były zapachami które budziły w nim bardzo dobre uczucia. Szybko rozpoznał, że znajduje się na pokładzie Dur-Shurrikuna - dokładniej, w Centrum Medycznym.
Samiec powoli otworzył swe ślepia, a jego klatka piersiowa uniosła się wysoko do góry, gdy ten wziął głęboki wdech i wypuścił potem spokojnie powietrze z płuc. Jego serce w żaden sposób nie zmieniało rytmu, względem tego gdy spał, a teraz - gdy się obudził, gdyż cały czas wykazywał ten sam poziom stanu nerwowego. Nie był to więc za dobry sposób by zorientować się kiedy smok wybudził się ze swego snu. Samiec uniósł jednak swój łeb i powoli przesunął ręce, by móc podeprzeć się łokciami i unieść korpus do góry. Skrzydła pozostawały złożone, opierając się o materiał łóżka, a wzrok gada powędrował ku znajomej mu dziewczynie. Na pysku Acrotha natychmiast zagościł przyjacielski uśmiech, a sam smok spojrzał na małą znajomą niczym opiekun.
-Dobrze, że nic Tobie nie jest.
Rzucił krótko, bardzo spokojnym głosem od którego można było wyczuć zmartwienie, zmartwienie skierowane w stronę Shy. Z pyska smoka nie zniknął uśmiech, a on sam specjalnie się nie poruszył, jedynie jego ogon przesunął się po łóżku na lewo, a potem z powrotem na prawo. Smok wziął jeszcze jeden głęboki wdech, delikatnie przymrużając swe ślepia i przekrzywiając łeb na bok. Wzrok samca był cały czas wbity w dziewczynę która znajdowała się obok niego. Shy nie była świadoma tego, jak wiele nerwów mu napsuła, tym prostym gestem, mając jednak na sumieniu dobro tego smoka - co sprawiało, że i on ruszył za nią gdy zorientował się, co tak na prawdę się wydarzyło. Zapewne dziewczyna zechce dowiedzieć się, co tak na prawdę się tam stało. Złotołuski nie zamierzał trzymać tamtych wydarzeń w tajemnicy, jednak nie zamierzał też wywyższać się jako bohater. Po prostu zrobił to co uznał za konieczne - bronił kogoś kto samodzielnie nie był w tamtej chwili w stanie się obronić. Ta sytuacja była jednak inna, gdyż tym razem bronił istoty, która zaatakowała wroga chcąc bronić jego. Być może to był powód tych wszelkich wydarzeń, które chwilę potem miały miejsce. Smok nigdy się tak nie czuł, nigdy wcześniej jego ciała nie przyszyła tak wielka moc. Onuris wspominał o okrytej w nim sile, jednak nie spodziewał się tak wielkiej siły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Mar 18, 2013 8:05 pm

Kiedy smok się poruszył, dziewczyna odskoczyła od niego jak oparzona na swoje łóżko, gdzie przykucnęła, przyglądając mu się niepewnie. Jej ogon wił się wokół nóg i ciała, jak zaczarowany, pozostając w ciągłym ruchu. Grzebień kostny uniósł się i zafalował. Dwie, czy trzy sekundy zajęło jej uspokojenie się. Zaraz potem spuściła wzrok i skuliła się w sobie, siadając po turecku. Wiedziała, że to co zrobiła było złe. Nie powinna tak odskakiwać, nie powinna zachowywać się jak zwierzę. To było złe, złe, złe!
- Przepraszam. To było niechcący.- bąknęła. Cóż, gdyby taka sytuacja miała miejsce w obliczu jej Pana, przeprosiny byłyby jak najbardziej na miejscu. Każde bowiem nieludzkie zachowanie równało się karą i Shy miała ten system wartości tak głęboko wpojony, że wyplenienie go zakrawało na niemożliwość.
- Dziękuję, że mi wtedy pomogłeś. Nie musiałeś. Gdybyś nie przejmował się mną, sam byś tu teraz nie leżał. - O co jej chodziło? Ano o to, że przecież to było jasne, że mogła umrzeć. Ale jej życie nigdy nie przedstawiało dla niej większej wartości. Co dzień budziła się i zasypiała ze świadomością, że celem jej życia jest ochraniać jej Pana... Którego porzuciła.
- Czy mogłabym dostać jakieś ubranie? Chciałabym wrócić... - tutaj pasowałoby powiedzieć "do domu" ale jedyne na co mogła się zdobyć Shy to-... tam gdzie moje miejsce.
Naprawdę nie chciała sprawiać problemu smokowi, ani jego osobliwym towarzyszom. Przecież ona tam nie pasowała. Przecież powinna chronić swego Pana! Jak mogła go opuścić?! A jednak... Nigdy w swoim życiu nie czuła się tak dobrze, jak przez te kilka chwil spędzonych ze smokiem, będąc wolną. Nawet pomimo dręczących ją wyrzutów sumienia. Jakaś część jej wcale nie chciała wracać. I ten wewnętrzny konflikt, który powstał w niej po raz pierwszy w jej życiu, sprawił, że poczuła się okropnie nieszczęśliwa i samotna. Objęła nogi rękoma, starając się zajmować swoją osobą jak najmniej miejsca w przestrzeni. Starając się wyglądać tak niepozornie jakby jej tam wcale nie było. Na jej ciele pojawiła się gęsia skórka, ogon okręciła wokół siebie i tylko jego końcówka nerwowo podrygiwała. Kiedy była w swojej prawdziwej formie życie było o wiele prostsze. Upodabniając się do człowieka, przejmowała również pewien zestaw jego zachowań i uwarunkowań, przez co wszystko się komplikowało. Miała ochotę znów przybrać swój prawdziwy kształt. Ale wiedziała, że jej nie wolno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Mar 18, 2013 8:24 pm

NPC - Acroth Storyline
Smok otworzył szeroko oczy, spoglądając na Shy teraz już ciut poważniej. Przeprosiny go dosyć... Zaskoczyły. Za co go przeprosiła? Za chęć podziękowania, naturalną potrzebę bliskości, poczucia bezpieczeństwa? Samiec powoli przesunął się po łóżku, ściągając z niego nogi i stawiając swe łapy na podłodze. Wyprostował się i oparł swe dłonie o łóżko, przyglądając się dziewczynie z zainteresowaniem. Następne słowa, sprawiły jednak, że ognisty temperament smoka prawie dał o sobie znak. Jak to "nie musiałeś"? W takim razie po co to wszystko potrafił? By mordować? Nie był bestią... Nie do końca. Emocje mocno nim rządziły, zwłaszcza w walce, jednak umiejętności które posiadł, po coś były.
-Twierdzisz, że nie musiałem, a me serce raduje się, że to zrobiłem. Powiedz mi... Kim jestem?
Odparł jej spokojnym głosem, przekrzywiając łeb na bok. To pytanie miało formę... Kontroli. I zmiany tematu. Mogła po prostu go opisać, powiedzieć kim był w jej oczach, pozwolić jej na chwilę przestać martwić się samą sobą - i skupić się na jego osobie, bo była nim zafascynowana. Mógł to więc wykorzystać, by jej pomóc. Jej następne słowa, sprawiły, że smok ponownie wyprostował swój łeb i zamruczał cicho, zastanawiając się co ma jej odpowiedzieć. Jego przemyślenia trwały zaledwie kilka sekund, ogon poruszył się niespokojnie, a smok wziął głębszy wdech.
Nie.
Zaczął krótko, prostym stwierdzeniem. Nie był to "rozkaz" ani "zakaz". Słowo było wypowiedziane, jako spokojna, przyjazna odpowiedź. Nie, nie zamierzał pozwolić jej tak po prostu odejść. Stanęła w jego obronie, naraziła własne życie, chcąc go chronić. Fakt, wyszło inaczej, to on ją zasłonił, jednak tutaj liczył się jej gest, jej zachowanie, czyn którego dokonała.
-Stanęłaś w mojej obronie. Proszę więc, byś tutaj została. Chociaż na jakiś czas... Lubisz smoki, prawda?
Dokończył, uzupełniając odmowę, a przy tym zmieniając na końcu całkowicie temat. Chciał ułożyć spójnie swą wypowiedź. Smok wstał gwałtownie z łóżka i zbliżył do Shy, obracając się i wskakując na łóżko na którym ona siedziała. Samiec usiadł obok niej, po jej lewej stronie, tak, że sam miał ją po swojej prawej. Złotołuski wbił w dziewczynę swe spojrzenie, wyrażające tylko prosty gest - opiekę. Na pysku smoka jaśniał uśmiech, a sam gad rozłożył swe prawe skrzydło, okrywając nim plecy oraz cały prawy bok Shy. Cóż teraz czynił? Prosty czyn, to co nakazywało mu serce. Pomagał, pokazywał jej, że tutaj jest bezpieczna, że on jest teraz jej protektorem - realizując przy tym prostą jej potrzebę - potrzebę czyjejś bliskości, bezpieczeństwa. Dlaczego? Miał ku temu łatwy powód, ona po prostu przekonała go do siebie. Swoimi słowami, swoimi czynami, swoją postawą. A on był stworzeniem którego instynkt mówił mu jasno, że coś gnębiło jego nową znajomą. Złotołuski chciał jej pomóc, odwdzięczyć się za ten prosty akt heroizmu, którym się przy nim wykazała. Shy mogła więc poczuć przyjemne ciepło bijące od gada, który to siedział tuż przy nim, okrywając ją swym skrzydłem, a ręce, trzymając na razie na własnych kolanach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Mar 18, 2013 8:47 pm

Nie może odejść? Jak to nie może? Przecież musi! Musi wrócić do swojego Pana. Przynajmniej tak jej się do tej pory wydawało. Tyle, że smok nie wyglądał jakby żartował. Skoro powiedział, że ona nie może odejść, to była pewna, że nie puści jej ot tak. Co oznaczało, że jej dłuższy pobyt tutaj, gdziekolwiek by się ono nie znajdowało, był jak najbardziej usprawiedliwiony. Przecież nie zostanie tutaj z własnej woli. Będzie właściwie przetrzymywana, a jeśli jej Pan zechce to po prostu po nią przybędzie.
- Noo... Skoro nie mogę odejść, to chyba muszę zostać. - powiedziała to bardziej do siebie, niż do niego. Chciała upewnić się, że jej rozumowanie trzyma się kupy. Swoim pytaniem i zachowaniem bardzo ją zaskoczył. Wydawał się być po prostu przyjaźnie nastawiony. Jak to możliwe, że chciał się z nią zaprzyjaźnić smok, skoro nie pragnął tego żaden spotkany przez nią człowiek? Wymykało się to jej pojmowaniu. Nie odsunęła się jednak. Właściwie, nie wykonała żadnego ruchu. Nie patrzyła też na Acrotha, nie chcąc dojrzeć w jego ślepiach czegoś, czego się bała - pozytywnego uczucia.
- No, lubię smoki. Ale w życiu nie jest ważne to co się lubi, tylko to co jest właściwie. - oznajmiła, z żelazną pewnością siebie. Mimo to po chwili uśmiechnęła się i wstała. Przesiadła się na łóżko smoka, tak że siedziała przodem do niego.
- Więc. Ty wiesz kim ja jestem, a kim ty jesteś? I co to za miejsce? I kim była ta kotołaczka?- Pytania. One zawsze były dobre. Pozwalały odwrócić uwagę od rzeczywistości. No i dzięki niemu mogła bezkarnie przyglądać się Acrothowi. Jego sylwetce, pyskowi, skrzydłom. Tak. Skrzydła szczególnie jej się podobały. Duże i złote, zapewne musiały nadawać mu majestatu, kiedy całkiem je rozłożył. O tak, smok był dla niej czymś w rodzaju archetypu wodza, przywódcy, jakiejś pierwotnej siły. Czuła, że trochę wyolbrzymia jego rolę, ale... Był naprawdę piękny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Mar 18, 2013 9:10 pm

NPC - Acroth Storyline
No i cóż... On się tak starał, a zachowanie wydawało się odbić od ściany. Niemniej jednak stwierdziła, że "musi" zostać. Tak szczerze, to nie miała wyboru. Znajdowała się w końcu na pokładzie starożytnego Tytana - okrętu wojennego, w przestrzeni kosmicznej, na orbicie jej planety. Bez chęci Dur-Shurrikuna, nie była teraz w stanie wrócić na ziemię. Dla niego był to jednak plus, mógł spędzić z nią trochę czasu, poznać dokładniej. A może i sprawić, że pozostanie z nimi na dłużej? W końcu Dur-Shurrikun chętnie werbował nowych rekrutów, nie wszystkich, jednak nadal to czynił. Dziewczyna nie patrzyła mu w oczy, szkoda, jednak dalej było już tylko ciekawiej. Odpowiedziała mu na pytanie w dość nietypowy sposób, by zaraz przesiąść się na drugą stronę. Gad podążył za nią wzrokiem z lekkim rozczarowaniem rysującym się na pysku. Czyżby zrobił nie tak jak należało? Ale przecież chciał dobrze. Z drugiej strony, zrobił dobrze. Może po prostu za szybko? Da jej trochę czasu, pozwoli się przyzwyczaić. Niemniej jednak spokój nie trwał za długo. Shy zasypała go ogromem pytań, a on uśmiechnął się tylko, przygotowując się przez kilka sekund do odpowiedzi.
-Smokiem... Takim jakiego tu widzisz. Acroth Złotołuski.
Zaczął, uśmiechając się przyjaźnie i obserwując jej reakcję. To ostatnie było najważniejsze. W końcu zadała dość nietypowe pytanie. Jak to, kim był? Oczywiście, że smokiem. Kimże innym mógłby być? Z resztą sama widziała. Czas jednak na kolejną odpowiedź.
-Jesteś na pokładzie Tytana Dur-Shurrikuna. Okrętu wojennego, stacjonującego na orbicie Twojej planety - Ziemi.
Przy tej odpowiedzi, szczególnie zwrócił uwagę na jej zachowanie. Ogon smoka ponownie zafalował, a on sam rozłożył delikatnie skrzydła, zaraz potem składając je ponownie. Ciekawe, jak Shy zareaguje na tą informację. Tak, nie była na ziemi, w żadnym prywatnym domu. Znajdowała się na okręcie... I to nie było wszystko. W końcu ten okręt był w rzeczywistości żywą istotą. On jednak zauważył teraz coś innego. Jej wzrok krążył, badał - jego własną osobę, budowę jego ciała. Acroth coraz bardziej utwierdzony był w fakcie, że po prostu z wyglądu - bardzo się jej podobał. Była to dość przyjemna myśl, że nie tylko przyjaciele - ale nawet nowo poznane istoty, czasami i obcy - nie patrzyli na niego jak na mordercę, bestię - lecz tak jak na istotę żywą. Przed odpowiedzią na ostatnie pytanie, smok rozłożył powoli swe skrzydła na całą ich szerokość, ukazując ich pełen majestat, rozmiary i siłę - gdyż mięśnie znajdujące się na skrzydłach również miały się czym pochwalić. Budowa, masywność tych kończyn mówiła sama za siebie - były równie silne jak ich właściciel i na pewno były w stanie unieść więcej, niż tylko jego. Taki drobny gest z jego strony, pozwalający obejrzeć samego siebie. Trochę dziwnie się z tym czuł, jakby dla kogoś pozował. Ale z drugiej strony, chciał poprawić jej samopoczucie, więc nie widział problemu w tym, by wykorzystać do tego samego siebie.
-Kotołaczka? Taijii? Jest naszym specjalistą medycznym, lekarzem. Wspiera nas podczas zadań... No i jest dobrą przyjaciółką. Niejednokrotnie się mną zajmowała, gdy zdarzyło mi się zostać rannym... Dobrze o mnie dba, gdy tego potrzebuję.
Odparł spokojnym głosem, a z pyska smoka nie znikał uśmiech. Powoli złożył on swe skrzydła i dalej obserwował nową towarzyszkę. Pomoc ze strony Taijii była często nieoceniona. W końcu po za Dur-Shurrikunem, tylko ona dobrze znała się na medycynie i leczeniu. Dur-Shurrikun powierzył jej tego typu zadania, a ta osoba wykonywała je bardzo dobrze, przez co potrafiła wzbudzić w tym smoku pozytywne uczucia, wpływać na niego. Z resztą, na kogo nie wpływali poprawnie lekarze? Osoby które dbały o życie rannych?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Mar 18, 2013 9:34 pm

Smokiem. No tak. Jasne. To takie oczywiste. Shy roześmiała się, lekko ironicznie, kręcąc z rozbawieniem głową. Acroth Złotołuski. Tak, bo sama nigdy by na to nie wpadła.
- Cośty! Wiesz, liczyłam raczej na jakieś wyjaśnienie skąd pochodzisz, czy jak się nazywa twój gatunek.- Wytłumaczyła mu łagodnie. Acroth Złotołuski? No jasne!
A potem smok zaczął mówić o tym gdzie się znajdują. Na orbicie... Zaraz, zaraz! Na jakiej orbicie?! Przecież to nie możliwe! Zupełnie nie czuła jakby nie była na Ziemi! Była tu grawitacja! Mogła oddychać! Odruchowo zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu, szukając jakichś butli z tlenem czy skafandrów. No i w życiu nie słyszała takiej nazwy. Dur-Shucośtam? No angielski to to z pewnością nie był. Ze zdenerwowania, jej ogon zaczął rytmicznie uderzać o pościel, grzebień kostny znów się uniósł. Zaczęło jej się robić gorąco. Oddech przyśpieszył, tak samo jak tętno, a ponieważ nie miała na ręce pulsometru, nie było niczego co ostrzegło by ją przed nadchodzącą przemianą. Jej ciało porosło sierścią i zmieniło się, zupełnie tak jak ostatnio. Bielizna na niej się rozpadła na kawałki i zwisała z niej teraz smętnie. Kid'Ab Naar patrzyła na smoka przez chwilę, przekręcając na bok pysk, jak ptak po czym otrzepała się, pozbyła resztek odzienia i ułożyła się wygodnie na łóżku. W ten pozycji wysłuchała jego słów o Taijii. Z jej gardła wydobył się cichy pomruk dezaprobaty. Nie, w niej medyczka zdecydowanie nie wzbudzała pozytywnych emocji. Shy zdecydowanie bardziej podobała się sytuacja w której ona i Acroth pozostawali jedynymi "wyjątkowymi" istotami. To było coś co ich łączyło. Ale, jak się okazywało, więcej łączyło go z tą kocicą. Która o niego DBAŁA. Shy, niezadowolna podniosła się z miejsca i przeskoczyła z powrotem na swoje łóżko. Trąciła nosem skrzydło smoka, po czym usiadła sobie obok niego, przytulając się do jego boku. W swojej prawdziwej postaci dużo łatwiej było jej usprawiedliwić sobie czułe zachowanie w stosunku do smoka. Po chwili wydmuchnęła przez nozdrza powietrze, oparła się łapami o jego ramię i złapała zębami za jego róg. Pociągnęła dwa razy, po czym zeskoczyła i odbiegła nieco pomiędzy łóżka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Pon Mar 18, 2013 10:17 pm

NPC - Acroth Storyline
Smok przekrzywił łeb na bok, słysząc śmiech dziewczyny - ironiczny śmiech. Złotołuski nie do końca wiedział jak ma na to zareagować. Nie lubił ironicznego śmiechu, kojarzył mu się bardzo negatywnie. Z drugiej jednak strony, Shy raczej nie zamierzała go denerwować. Wziął więc głęboki wdech by uspokoić własne emocje i odparł.
-Smok, pamiętasz? Nie odbiorę Tobie tej przyjemności związanej z poznawaniem mnie oraz miejsca z którego pochodzę.
Odparł i wyszczerzył kły w uśmiechu. Tak oto ominął odpowiedź na pytanie, nie kłamiąc przy tym w żaden sposób ani nie naciągając - bo mówił prawdę. Skoro tak fascynowały ją smoki, a zwłaszcza ten tutaj, to nie mógł pozwolić na to, by cała zabawa z odkrywania prawdy na temat tych stworzeń była łatwa w zdobyciu. Inaczej nie byłoby takiej zabawy, tych emocji i chęci działania, poznawania go.
Widać jednak, informacja o znajdowaniu się po za Ziemią, zadziałała na nią nerwowo. Tego akurat się spodziewał, tak więc zareagował na to ze spokojem. I ponownie, Acroth miał okazję ujrzeć jej przemianę. Znów przyglądał się temu zjawisku z niemałą ciekawością, a gdy przemiana dobiegła końca, postanowił nie odmawiać sobie komentarza. Skoro ona mogła - to on też.
-Widzę, że ktoś musi opanować swe zdolności.
Rzucił, a w tym momencie Shy wskoczyła na łóżko na którym siedział. Gad rozłożył i cofnął delikatnie skrzydło, robiąc nowej znajomej miejsce i pozwalając się jej do siebie przytulić. No tak, zawsze mogła zasłonić się przecież formą w jakiej się teraz znajdowała. Że niby instynkty i tak dalej... To jednak nie działało na tego samca, który obok własnego rozumu i serca - stawiał właśnie instynkty. Stwierdził więc, że Shy w ten sposób okazywała tą potrzebę bliskości, choć zaraz się to zmieniło, bo zanim zdążył porządnie zareagować, poczuł jak samica oparła łapy na jego ramieniu, a chwilę potem chwyciła za róg znajdujący się na jego łbie i pociągnęła go dwukrotnie. Samiec zareagował na to cichym śmiechem, a gdy Shy zeskoczyła, ten powędrował za nią wzrokiem, obserwując jej zachowanie. A więc tak...? Chciała się bawić? Taak, najwyraźniej o to chodziło. Smok stwierdził, że miał ją złapać, a z jego krtani dobiegł odgłos cichego warkotu. Czyżby rzuciła wyzwanie smokowi? Smokowi który był urodzonym łowcą? Bardzo dobrze!
Acroth siedział tak przez chwilę, jakby nie zamierzał się ruszyć... I nic bardziej mylnego, gdyż po chwili ciszy, wystrzelił z łóżka niczym rakieta, przeskakując nad łóżkiem które odgradzało go od Shy i lecąc prosto na nią. Zapewne tak prosty manewr nie powiedzie się, pomimo próby zaskoczenia "przeciwnika" i wykorzystania własnej szybkości. Na to jednak od razu zdążył również znaleźć rozwiązanie. Otóż ogon samca powędrował pomiędzy jedyne "wyjście" z pomiędzy obu łóżek, blokując je całkowicie, a sam smok - po wylądowaniu - rozłożył w pełni swe skrzydła, opierając je na obu łóżkach. Tak oto, Shy wylądowała w jego "pułapce" i nawet jeśli nie dała mu się jeszcze złapać, to zaraz tak się miało stać. W końcu to Acroth... Nie zamierzał odpuszczać. Dur-Shurrikun zapewne będzie miał ładny ubaw, obserwując tą dwójkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Mar 19, 2013 4:46 pm

Uwięziona tak? Cóż, ona widziała to zupełnie inaczej. Nie mogła jednak winić smoka za jego pewność siebie, takie osoby jak on po prostu powinny ją mieć. Mimo to, właśnie ona go zgubiła. Shy odbiła się łapami od ziemi, używając grubego ogona jako lewarka i wyskoczyła wysoko ponad pochylonego nad nią smoka. Wylądowała na jego grzebiecie, odbiła się od niego, używając go jako odskoczni i wylądowała pomiędzy dwoma łóżkami w następnym rzędzie. Nie była duża, dlatego zaczęła uciekać pomiędzy łóżkami, aż w końcu przycupnęła pod jednym, daleko w kącie sali. Znieruchomiała zupełnie, węsząc i nasłuchując oraz śledząc nogi smoka, które teraz jej szukały. Lubiła się tak chować. Lubiła udawać niewidzialną.
Kiedy tam tak leżała, miała chwilę czasu, żeby zastanowić się nad tym, co ona tu właściwie robi. Kiedy mieszkała ze swoim Panem było jej dobrze. No, może nie tak dobrze jak mogło być, ale jednak jej światem rządziły proste, znane jej zasady. Wystarczyło, że ich przestrzegała i nie musiała się niczego obawiać. Od momentu w którym spotkała smoka, jej świat ze znanego i ciasnego stał się ogromny i nieznany. Z jednej strony to dobrze, bo jako istota z natury wolna, ciekawa była tego nowego świata. Z drugiej jednak strony, jego wielkość oznaczała, że Shy nie znała rządzących nim zasad. Choćby teraz - stanęła w obronie smoka, gotowa poświęcić swoje życie, zgodnie z zasadami jakie obowiązywały w jej świecie. Kiedyś zostałoby to pochwalone, ale smok stanął w jej obronie i w wyniku tego sam chyba odniósł jakieś obrażenia. Tak więc bezmyślne rzucanie się na przeciwnika wcale nie było pożądane. Ile jeszcze rzeczy, które kiedyś były dla niej oczywiste okaże się mylnie przez nią interpretowanych?
Tymczasem poczuła zapach smoka zbliżający się do niej, widziała też coraz bliżej jego łapy. Postanowiła go przestraszyć i dlatego kiedy był już bardzo blisko, wyskoczyła spomiędzy łóżek z okropnym warkotem i uniesionymi groźnie wargami. Gotowa była w każdej chwili odskoczyć, bo jej łapy były ugięte. W razie gdyby Acroth rzucił się na nią, zamierzała odskoczyć w bok pod łóżko, lub wskoczyć na jedno. Bawiło ją to polowanie, bo wcale nie było takie oczywiste, że to ona będzie ofiarą. Też miała kły i też potrafiła nimi kąsać. A smok przecież również musiał mieć jakieś słabe miejsca. Właściwie... Jedno zapewne było właśnie ukryte pod bielizną. Shy się na tym nie znała, ale o ile mogła powiedzieć, jeśli się tam zrani dowolną istotę to odczuje to dosyć dotkliwie. Uśmiechnęła się paszczą paskudnie. Tak, jeśli Acroth się na nią rzuci, to ona ukąsi go tam gdzie z pewnością zaboli! Ha!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Mar 19, 2013 7:49 pm

NPC - Acroth Storyline
Jednak uciekła. Widać jej nie docenił. Smok podniósł się gwałtownie do góry. Może i była mała i zwinna, jednak nadal miała do czynienia z doświadczonym oficerem, wojownikiem - a przede wszystkim, dumnym smokiem. Nie była w stanie się przed nim ukryć, zwłaszcza nie tutaj. Samiec natychmiast ruszył w kierunku miejsca w którym ukryła się Shy. Ta jednak wyszła mu na powitanie, ukazując swe "kły". Względem niego? Nazwałby to raczej kiełkami. Jednak próba wystraszenia go? Warkotem i kiełkami? Chyba zapomniała, że ma do czynienia ze smokiem. Samiec pochylił się więc szybko, stojąc frontem do swojej "ofiary", sięgnął szybko ku niej rękoma, zapominając, że strasznie się pootwierał - i cóż, zabawa trochę go ogłupiła. Co więc się stało. Wpierw zobaczył, jak Shy wyskoczyła, a chwilę potem poczuł ugryzienie - i to chyba w najgorszym możliwym dla siebie miejscu. Samica ukąsiła go prosto w organ rozrodczy, co miało natychmiastowy skutek na zaskoczonym tym "atakiem" smoku, który padł na kolano i zacisnął swe kły z bólu. Czy Shy mogła jednak uciec? Nie, nie było jej to dane, gdyż gdy ona wylądowała, została złapana... Przez ogon smoka, który owinął się dookoła jej korpusu. Masywna kończyna unieruchomiła jej przednie łapy, a następnie uniosła do góry, prosto przed pyskiem złotego. Gad spojrzał na nią z wyrzutem, biorąc głęboki wdech i chuchając prosto w jej pysku, ciepłym powietrzem z własnych płuc. Nienaturalnie ciepłym powietrzem, wręcz gorącym - które na dłuższą metę mogłoby poparzyć. Czym było to powietrze? Ostrzeżeniem, że zaraz może nadjeść to czym smok potrafi buchnąć - ogień. Tym razem jednak tak się nie stało.
Acroth wyciągnął ręce i chwycił nimi Shy, puszczając ją swym ogonem i trzymając teraz dłońmi. Powoli podniósł się do góry, wpatrując się w nią karcącym spojrzeniem.
-Ja ratuję Tobie skórę, a Ty tak mnie gryziesz?
Rzucił, przyglądając się jej w dalszym ciągu - w ten sam karcący sposób. Teraz po prostu sprawdzał jej reakcję. Nie był zły, o nie. Bardziej go tym rozbawiła, aniżeli rozgniewała. Przecież chodziło o zwykłą zabawę, więc dlaczego miałby być zły? Po za tym, był ciekaw co ona teraz zrobi. Minę? Odmieni się? A może wymyśli coś innego? Albo będzie próbowała się wyszarpnąć, co w tym wypadku nie będzie miało miejsca, gdyż nawet jeśli zacznie gryźć i drapać ręce smoka, ten jej po prostu nie puści, choćby przebiła się jakoś przez łuski i poszarpała mu ścięgna. W końcu był smokiem, należało dbać o swoją reputację. Nie mówiąc już o tym, że nie spanikuje z powodu ewentualnej, małej ranki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Mar 19, 2013 8:10 pm

"Ha! Udało się, ugryzłam goooooAUĆ...." Tak mniej więcej brzmiały jej myśli, w chwili przelotnego triumfu. Smok jednak dorwał ją ogonem i teraz już niestety nie miała szans się wydostać. Serce zabiło jej szybciej, na myśl o tym jaka kara teraz ją czeka. Ależ ona była głupia! Przecież teraz smok zeżre ją żywcem! Co ją podkusiło, żeby uderzać akurat w to miejsce? No co?! Czekała na nadejście najgorszego. On jednak tylko przyglądał jej się z wyrzutem. I te słowa... To prawda, uratował ją. A ona go ugryzła. Ale co innego mogła zrobić? Nie miała z nim szans w otwartej walce, więc choć tak chciała zaakcentować, że wcale nie jest tak nieszkodliwa jak mu się wydaje. Smoka jednak nie zwijał się z bólu, nadal trzymał ją i był całkiem trzeźwy. Widać jednak była całkiem nieszkodliwym stworzonkiem, bardziej zabawką, niż realnym zagrożeniem. Bardzo jej się to nie podobało. Wcześniej, zanim go spotkała była pewna, że gdyby chciała, potrafiłaby obronić swoją skórkę. A teraz? Była jeszcze bardziej niczym niż wcześniej. Dlatego nie stało się nic z tych rzeczy o których myślał smok. Nie zaczęła się wyrywać, bo aż zbyt dobrze zdawała sobie sprawę jak bardzo desperacko by to wyglądało i jak bardzo takie wysiłki byłyby skazane na niepowodzenie. Nie przemieniła się, bo było jej dobrze w takiej postaci. W końcu to było to, kim była naprawdę. Przybieranie ludzkiej postaci było wyuczone i sztuczne, ona była Kid'Ab Naar - była tym zielonym, niegroźnym stworzonkiem. Miała zrobić minę? A cóż ona? Klaun? Nie, Shy po prostu spuściła pysk i rozluźniła mięśnie, pomimo tego, że przez to uścisk smoka dotkliwiej bolał. Cóż, miał ją. Mógł z nią zrobić co chciał. Swoją drogą, mógł to zrobić od początku. Więc dlaczego się powstrzymywał? DO CZEGO była mu potrzebna dziewczyna, że traktował ją tak a nie inaczej? Wydawał się być przyjacielem, ale przyjaciele, którzy mogą zabić Cię jednym dmuchnięciem o wiele lepiej sprawdzają się jako wrogowie - przynajmniej nie odwracasz się do nich plecami.
Po chwili jednak uniosła pysk. A może on jednak był przyjacielem? Dlaczego nie miałaby mu dać szansy? Przecież na nią zasłużył. Liznęła smoka mokrym językiem po pysku, zostawiając na nim swój "ślad", skądinąd nie pachnący wcale fiołkami. No. To teraz mógł ją puścić i wytłumaczyć jej dlaczego właściwie ją tu trzyma. Tylko jak mu to powiedzieć, nie mając ludzkich ust?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Mar 19, 2013 8:26 pm

NPC - Acroth Storyline
No i co teraz miał z nią zrobić? Cóż, przynajmniej poczuła się winna, a to było najważniejsze. Niektóre fakty mu jednak nie umknęły. Na przykład ten, że serce Shy zaczęło bić mocniej. To jednak na niego nie wpłynęło. Nie zwróciło też uwagi opuszczenie łebka i smutna mina. Dopiero uniesienie go i ten śmieszny gest, polizanie go po pysku, mógłby to nazwać całusem? A może chęcią przeproszenia go? Zapewne. Mina smoka złagodniała stanowczo, a on sam odwrócił się i podszedł do najbliższego łóżka, na którym delikatnie położył małą towarzyszkę. Sam natomiast usiadł obok niej, po jej lewej stronie - jak wcześniej. Tym razem jednak nie okrył jej swym skrzydłem. Wpierw spojrzał przed siebie z bardzo poważną miną, zastanawiając się chwilę. Po tej krótkiej chwili, wzrok samca padł na Shy.
-Zmień się na powrót w człowieka.
Rzucił krótko, przyglądając się jej z wielką uwagą. Mięśnie smoka rozluźniły się, a on sam wyglądał przez chwilę na dość... Obojętnego. Ogon samca spoczywał spokojnie na łóżku, a on przyglądał się jej swymi złotymi ślepiami, jakby badał ją uważnie. Dlaczego chciał by wróciła do poprzedniej formy? Z prostej przyczyny. Musieli porozmawiać. Aktualnie oboje znajdowali się w Centrum Medycznym, jednak nadal był to pokład WOJSKOWEGO okrętu wojennego. Panowały więc na nim pewne zasady, nie był trudne i nie ograniczały wolności osobistej, jednak chciał jej co nieco wyjaśnić. Zaczekał więc, aż dziewczyna zmieni się w człowieka, a gdy to uczyniła, uśmiechnął się delikatnie, badając przy tym wzrokiem całe jej ciało - zwłaszcza grzebień i ogon. Fakt, była teraz naga, jednak na nim nie robiło to żadnego wrażenia.Wiedział po prostu kim ona jest, a przede wszystkim - nie był człowiekiem, żadnym ludzkim samcem, by podniecać się widokiem nagiej samicy. O Acrothu należało sporo się dowiedzieć. Przede wszystkim tego, że nad swym umysłem i ciałem - panował on sam. To on miał na siebie wpływ, a było to niezmiernie ważne, ze względu na jego zdolności. Gdy już tak obok niego siedziała, smok zastanowił się chwilę i rozłożył delikatnie prawe skrzydło, przyglądając się jej reakcji. Nie była ubrana, a w tym ciele mogło jej już nie być tak ciepło, więc była to po prostu oferta okrycia własnym skrzydłem - z której wyjść mogła na dwa sposoby. Jeśli zgodziła się, pokazując mu to w jakiś sposób, gad po prostu rozłożył swe skrzydło do końca i delikatnie okrył nim ciało dziewczyny. Jeśli mu odmówiła, złożył po prostu skrzydło i zaczął... Czekać. Czekać na jej reakcję, pytania, słowa. Na pewno będzie coś dla niego miała, a on chętnie na to odpowie zanim przejdzie dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Sro Mar 20, 2013 12:21 pm

Shy nie oponowała, kiedy smok przeniósł ją na łóżko. Fakt, że zrobił to z taką lekkością dobrze świadczył o jego tężyźnie fizycznej, bo pomimo niewielkich rozmiarów , była raczej ciężką bestyjką. Kiedy poprosił ją o zmianę postaci, zrobiła to natychmiast. Domyśliła się, że chciał z nią o czymś porozmawiać, nie byłą tylko za bardzo pewna o czym. Kiedy smok zaczął jej się przyglądać, w pierwszej chwili wyraźnie się spięła, oczekując lubieżnego wzroku jakim obdarzali ją ludzcy mężczyźni. On jednak patrzył na nią podobnie jak ona wcześniej na niego - niczym na piękny okaz stworzenia matki natury. No, właściwie niezbyt piękny, bo w jej przypadku naprawdę nie było na co patrzyć, chyba że się lubiło to co przeciętne. Jej ciało nie było szczupłe, miało parę gramów tłuszczu. Było blade, poznaczone bliznami nieznanego pochodzenia. Jedne zapewne powstały w wyniku młodzieńczej wysypki, inne jednak musiały pozostać po ranach zadanych jakimś batem, lub czymś w tym stylu. Cerę miała ziemistą, niezbyt gładką. Włosy lekko się przetłuszczały, paznokcie były lekko nierówne - widać często je obgryzała. Biust nie był zbyt duży, choć dosyć jędrny. Ot, zupełnie nic nadzwyczajnego. Kiedy Acroth zaoferował jej swoje skrzydło, przyjęła je z wdzięcznością, grzejąc się od jego ciała. Nie była pewna o czym chciał z nią porozmawiać.
- Więc... Jak sądzę chcesz o czymś porozmawiać. Więc o czym? - zapytała niepewnie. Nie patrzyła na niego, tylko przed siebie, chociaż w tym sterylnym pomieszczeniu nie było za bardzo na czym zawiesić wzroku.
Czego mógł od niej chcieć? To pytanie wciąż i wciąż pojawiało się w jej myślach, wracając niczym natrętna mucha. Przecież nie przedstawiała dla niego żadnej wartości, skoro miał do swojej dyspozycji cały wielki statek kosmiczny. Nadal nie do końca pojmowała, jak to możliwe, że nie jest już na Ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Sro Mar 20, 2013 3:16 pm

NPC - Acroth Storyline
-Więc...
Rozpoczął, kierując wzrok przed siebie. Dziewczyna mogła poczuć, jak smocze skrzydło dociska się do niej mocniej.
-Mniej więcej wiesz już gdzie się znajdujesz. Na pokładzie po za mną, znajduje się kilku innych członków załogi. Ni licząc oczywiście samego okrętu. Tego ostatniego radzę nie denerwować...
Zaczął powoli, pozwalając sobie na wtrącenie bardziej poważnego żartu. Gad skierował wzrok na towarzyszkę i uśmiechnął się delikatnie.
-Niemniej jednak... Tutaj panują pewne zasady - i tak długo jak będziesz się tutaj znajdować - musisz się do nich dostosować. Zwłaszcza jako gość. Pominę formalny styl... Po pierwsze, nie dotykaj tu niczego, czego nie pozwolę Tobie dotknąć ja, okręt lub właściciel danej rzeczy. Po drugie, możesz swobodnie poruszać się po całej jednostce. Dur-Shurrikun po prostu nie wpuści Cię tam, gdzie nie będzie chciał Cię widzieć. Po czwarte... Możesz wrócić lub wywalczyć sobie miejsce na pokładzie tej jednostki. Co więc wybierzesz?
Wyjaśnił spokojnym głosem, bez specjalnego intonowania. Teraz smok zaczął się w nią spokojnie wpatrywać. Do momentu, aż na łóżku na przeciwko, nie pojawiły się - dosłownie znikąd - białe ubrania. Smok cofnął swe skrzydło, wstając i podchodząc do odzienia, które podniósł i przełożył na łóżko na którym siedziała Shy. Jak się okazało, ubranie było dla niej. Co ciekawe, wszystko było do niej idealnie dopasowane, każdy element ubioru - poczynając od bielizny, przez koszulkę oraz spodnie. Nawet buty - cala odzież była zrobiona idealnie pod jej wygląd. Całe to ubranie było białe, nie było żadnego innego koloru - po za białym. Ubiór był mundurem bojowym (KLIK - tylko wszystko idealnie białe).
Samiec cofnął się o kilka kroków do tyłu i ponownie wbił swój wzrok w dziewczynę, krzyżując swe ręce na klatce piersiowej, stojąc w wyprostowanej pozycji ze złożonymi skrzydłami i ogonem swobodnie opuszczonym wzdłuż nóg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Sob Mar 23, 2013 11:47 am

Shy słuchała go z uwagą. Może nie miała zbyt wielkiego doświadczenia w znajdowaniu się w takich sytuacjach, ale za bardzo dobrze wiedziała, że jeśli od czegoś może zależeć twoje życie lub śmierć, to lepiej jest dowiedzieć się od czego. To, że smok nie był tu sam, nie było dla niej wcale takie odkrywcze. Domyślała się, że statek kosmiczny potrzebuje załogi, w końcu statek to tylko statek a ktoś musiał nim sterować, konserwować go i robić pewnie mnóstwo innych rzeczy. Nie była w tym temacie ekspertką, ale ludzie nakręcili już tyle filmów, których akcja rozgrywała się w kosmosie, że załoga na statku była dla niej czymś oczywistym. Tym bardziej, że jedną jej członkinię miała już okazję "tak jakby" poznać. Choć, gdzieś w niej w środku, czaiło się przekonanie, że o wiele bardziej wolałaby być tutaj sama z Acrothem. Nie potrzebowała do szczęścia niczyjej innej obecności. Mniej oczywisty był natomiast fakt, że statku nie należało denerwować. Jak to denerwować? Może chodziło mu o ogół załogi, albo o kapitana statku? No i jak okręt mógł być jednocześnie członkiem załogi. Cóż, dziewczyna uznała, że to najlepszy moment na pytania, więc przerwała smokowi i zapytała.
- Jak to okręt jest częścią załogi? I jak mam go nie denerwować? Nie kopać po rurach i ścianach? - zapytała, spoglądając na niego nieco zdziwiona.
Potem smok tłumaczył dalej, a kiedy w jego pysku pojawiło się słowo "zasady", Shy poczuła, jakby ktoś podał jej koło ratunkowe, podczas gdy tonęła na bezkresnym oceanie. Tak, zasady i ich przestrzeganie to było to w czym dziewczyna była dobra. One wyznaczały granice jej świata i pozwalały jej czuć się bezpiecznie. Przynajmniej do tej pory. Nie mogła przecież wiedzieć, że przestrzeganie jakichkolwiek ludzkich zasad po prostu nie leży w jej naturze. Ale może niedługo się o tym przekona?
Zasada pierwsza - niczego nie dotykać. Cóż, sama w sobie była dosyć problematyczna, ponieważ choćby po to żeby sie poruszać Shy musiała dotykać podłogi, czy innych elementów, jak chociażby teraz łóżka. Jako mądra dziewczynka domyśliła się jednak, że chodzi tu raczej o nie otwieranie zamkniętych szafek, nie naciskanie czerwonych guzików z napisem "DO NOT PUSH" i tego typu sprawy. To było jasne. Zasada zaakceptowana.
Zasada druga - nie włazić tam gdzie jej nie chcą. Nie bardzo rozumiała powiązanie między słowami "okręt" i "Dur-Shurrikum", których smok używał często zamiennie, przy czym to drugie słowo zdawało sie określać raczej jakąś istotę jemu podobną, ale uznała, że choć smok formalnie pozwolił jej swobodnie poruszać się po pokładzie, to jednak w domyśle pozostaje stwierdzenie, że lepiej się nie zapuszczać w pewne miejsca, dla jej własnego dobra. To też było jasne. Zasada zaakceptowana.
Zasada trzecia... Nie, czwarta? Coś jej umknęło, czy to smok nie potrafił poprawnie liczyć do czterech? W pierwszym odruchu chciała go poprawić, ale wtedy przypomniał jej się wyraz jego pyska kiedy walczył z tamtym czymś i uznała, że może lepiej puścić taką drobną gafę mimo uszu. Więc zasada trzecioczwarta... Nie byłą zasadą, a raczej czymś pomiędzy pytaniem a propozycją. Mogła jednak wrócić? Ale wrócić do czego? Do swojego Pana? Ano, zapewne się o nią martwił. Przerażała ją jednak myśl o karze, która zapewne na nią czekała po tak długiej nieobecności. Poza tym instynkt, który odczuwała teraz silniej niż kiedykolwiek wcześniej mówił jej , że pozostanie na tym statku może być wspaniałą przygodą. Jej rozmyślania przerwało pojawienie się ubrania dla niej. Przyjęła je z wdzięcznością i ubrała. Musiała przyznać, że leży na niej jak skrojone na wymiar. Było niemal niczym druga skóra - wygodne i nigdzie nie obcierające, w przeciwieństwie do większości ubrań, które nosiła do tej pory.
- Co dokładniej oznacza sformułowanie "wywalczyć"?- zapytała nieco niepewnie. Jeśli miałaby w tym celu walczyć z kimś naprawdę... Cóż, pewnie by mogła, ale jeśli cała załoga przypominała smoka, to raczej nie miała na to najmniejszych nawet szans. Kucnęła na łóżku, zamiast usiąść bo zawsze uważała taką pozycję za bardziej wygodną. Dzięki temu ogon mógł swobodnie poruszać się za nią i wokół niej, niczym macka, która kontrolowała otoczenie. Był też znakomity jako statecznik - do utrzymania równowagi w najdziwniejszych nawet pozach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1423
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Sob Mar 23, 2013 5:59 pm

NPC - Acroth Storyline
Smok uśmiechnął się tylko, widząc zdziwienie na twarzy dziewczyny - które tak jak u większości, tak i u niej spowodowały słowa o okręcie na którym się znajdowali. W końcu mało kto miał okazję stanąć na okręcie wojenny, mniej istot na tak wielkim - bo klasy tytan, jeszcze mniej na takim - który posiadałby chociażby proste AI. A świadomość i wolna wola? Dur-Shurrikun był żywą, świadomą istotą. Ciężko zazwyczaj było to wyjaśnić prostym istotom. Dlatego lepiej, by te proste istoty nie sprawiały od początku problemów, właśnie przez naganne zachowanie i wypowiadanie się o tym okręcie.
W tym wypadku, Acroth postanowił pójść po najkrótszej linii, nie czyniąc żadnych wywodów ani nie wygłaszając esejów. Nadal mając ten sam uśmiech rysujący się na jego pysku, rzekł:
-Dur-Shurrikun jest jedynym przedstawicielem swej rasy. Okrętem wojennym, najpotężniejszym jaki kiedykolwiek istniał. Jest jednocześnie świadomą istotą, obdarzoną wolną wolą. Nie jest zaprogramowany - jak Wasze komputery. Ten okręt, to nic komputer. To żywe stworzenie.
Wyjaśnił spokojnie, odwracając się na chwilę tyłem do swej rozmówczyni, pozwalając jej się ubrać - a samemu na chwilę odpłynąć w zamyśleniu. Przed nimi dużo pracy. Przede wszystkim będzie musiała poznać cel dla jakiego się tu znajdują. Ten okręt był w pełni samowystarczalny, fakt, że byli jego załogą - mogli zawdzięczać jakiejś większej sile, losowi których wprowadził ich na te ścieżki. Każdy członek załogi był równie wyjątkowy, jak sam ten okręt - każdy miał za sobą wspaniałą historię, często przelaną krwią, miłością, zdradą, poświęceniem...
Złotołuski powoli odwrócił się do Shy i spojrzał na nią, gdy ta kucała. Na łóżku za smokiem pojawiło się i ubranie dla niego - jednak na nie składały się spodnie od munduru bojowego Crathygtańskiego żołnierza. Tylko i wyłącznie. Gad sięgnął po to ogonem, przyciągając pod rękę, a następnie podskoczył lekko, unosząc nogi pod klatkę piersiową i wskakując szybkim ruchem w ubranie. Acroth zapiął pas oraz sprawdził prowizorycznie wszelkie kieszenie, po czym powrócił wzrokiem na dziewczynę. Widać on nie potrzebował za dużo odzienia. Ale czemu mu się dziwić? Ciało miał pokryte łuskami, ludzie mieli czułe stopy, a on miał wytrzymałe i silne łapy - a korpus? Zawsze było mu niewygodnie, gdy musiał zakładać na siebie jakiś t-shirt czy inną bluzę, gdyż przeszkadzało to jego skrzydłom. Po za tym, jemu tak było ciepło. Nie potrzebował tych samych specjałów co ludzie - skromne odzienie - jak z resztą w wypadku całej praktycznie załogi - starczało.
-Czyli pokazać nam kim jesteś, otworzyć się i pozwolić poznać. Uczyć się i towarzyszyć nam, by w końcu stać się jedną z nas.
Wyjaśnił, opuszczając spokojnie ręce wzdłuż własnego ciała i pozwalając ogonowi przemieszczać się po podłodze na lewo i prawo. Acroth obserwował dziewczynę z tym ciągłym opiekuńczym spojrzeniem, najwyraźniej czując się teraz odpowiedzialnym za jej dobro, za jej samopoczucie i zdrowie. Po za tym, odnosił wrażenie, że dziewczyna go lubi, a więc otrzymywała to samo od niego. Smok miał po części nadzieję, że wyjdzie z tego coś większego, że zdobędą kolejnego, wspaniałego towarzysza - a on? Może zyska przyjaciółkę, kogoś innego od pozostałych członków załogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2013

PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   Wto Mar 26, 2013 12:40 pm

Wspaniale! Po prostu genialnie! Więc znajdowała się na statku kosmicznym, który był żywą istotą. Jakby już to wszystko czego dowiedziała się do tej pory nie było wystarczająco dziwne i trudne do ogarnięcia. Smok? No, okay niech będzie. Smok, który ma statek kosmiczny? Noo, jasne. Shy jeszcze to była w stanie jakoś pomieścić w głowie. Ale statek kosmiczny, który ma smoka?! Niee! Dla niej osobiście tym trudniejsze było to do pojęcia, że ona jak nikt rozumiała mowę przedmiotów. Zawsze zwracała na nie większą uwagę niż na ludzi, wierzyła, że w pewnym sensie one także posiadają duszę, tyle że różni się ona bardzo od ludzkiej. Potrafiła nawet widzieć i słyszeć to co one, jeśli zechciały jej na to pozwolić. A teraz miała uwierzyć, że za każdym razem kiedy postawi kolejny krok na tym statku to będzie tak jakby deptała żywą osobę?! No jasne!
Roześmiała się wesoło, uznając, że Acroth po prostu zrobił sobie z niej nieco głupi i bardzo nieprofesjonalny żart, korzystając z tego, że ona jest nowa "w te klocki" i nie rozumie wszystkiego do końca przez co łatwiej uwierzy w coś takiego.
- Jasne. To był dobry kawał, ale wiesz, ja nie jestem aż tak łatwowierna na jaką mogę wyglądać. - oznajmiła, podpierając się rękami pod boki, z lekko urażoną ale nadal uśmiechniętą miną.
- Poza tym kto jak kto, ale ja tym szybciej przejrzałam Twoje kłamstwo. Bo widzisz, ja potrafię słyszeć i czuć to co czują rzeczy. Więc gdyby ta rzecz, jaką jest niby twój statek, była żywa tobym ją z pewnością usłyszała po dotknięciu stopami podłogi. - oznajmiła, teraz już trochę bardziej zirytowana. Nie lubiła tłumaczyć innym na czym polega ta jej zdolność, tym bardziej, że większość osób jej nie wierzyła. Wątpiła też by smok uwierzył, tym bardziej że sam przed chwilą uraczył ją niezbyt śmiesznym żartem.
Niemniej, musiała się zastanowić nad czymś bardziej nurtującym. Więc nie musiała z nikim walczyć, ani dowodzić swojej sprawności fizycznej. To dobrze, bo nie lubiła otwartej walki. Wolała zasadzać się na przeciwnika w kryjówce i wyskakiwać na niego znienacka. Jeśli jednak należenie do tej (bezosobowej jeszcze) załogi składającej się z Acrotha i nie wiadomo kogo jeszcze, oznaczało "danie się poznać", to może jednak wolałaby o to miejsce walczyć. Choćby i z samym smokiem. Ba! Nawet i z samym statkiem we własnej osobie! Nie, pozwolenie się poznać z pewnością w jej przypadku nie wchodziło w grę. Nie była osobą społeczną. Nie miała przyjaciół. Z rzadka miewała znajomych, którzy jednak także wiedzieli o niej niewiele. To, że smok tak powiedział, wcale nie znaczyło, że nagle zacznie się otwierać. Owszem, dała się poznać jemu, ale tylko jemu. Spochmurniała i wzruszyła ramionami, już zupełnie tracąc humor.
- No cóż, w takim razie możesz mnie odstawić na ziemię najbliższym możliwym transportem? Jakoś nie mam ochoty poznawać załogi i "pozwalać się poznać". - Boże, co ona sobie myślała? Przecież to było jasne od początku, że ona tam nie pasuje a ona myślała, że może znajdzie tam nowy dom. To jasne, że musiała wrócić do swojego Pana, gdzie wszystko było poukładane i nikt nie zmuszał jej do robienia rzeczy, których nie nauczyła się robić przez całe życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Centrum Medyczne   

Powrót do góry Go down
 
Centrum Medyczne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Centrum papirusu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"
» Centrum monitoringu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna :: Tytan Dur-Shurrikun-
Skocz do: