Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala numer 27

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Sala numer 27   Pią Wrz 07, 2012 2:15 pm



W porównaniu z niektórymi innymi miejscami, ta znajdująca się na pierwszym piętrze sala jest w całkiem niezłym stanie - brudna, owszem, od dawna nieużywana, ale przynajmniej się nie sypie. W dwóch wysokich oknach znajdują się kraty [czego na zdjęciu nie widać, ale sh!], a po wyjrzeniu przez nie zobaczyć można tylko kłęby gęstej mgły. Podłogę pokrywa cała masa papierków - niektóre z nich wyglądają na pocięte czy wręcz porozrywane. Część sprawia wrażenie informacji o lekach. Pod jedną z dłuższych ścian stoją trzy niewielkie łóżka, dwa z nich prostopadle i ostatnie równolegle do niej. Na jednym wisi jeszcze karta choroby. Na półkach nad nimi ujrzeć można między innymi zdjęcia i liczne paczki zapałek oraz świeczkę. Tuż obok ustawiono stojak pod kroplówkę, dwie niskie, metalowe szafki, popękane zresztą - oraz obrotowe krzesło, na którym spoczywa pluszowy miś. Pod oknami stoi ruchome łóżko oraz wąski kredens o oszklonym przodzie - tak brudnym, że nie widać wnętrza. Jego górna część jest zamknięta, ale dwie szuflady na dole można otworzyć.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Venom

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 27   Sob Paź 20, 2012 8:13 pm

Flash leżał na podłodze, przytulając się do zimnej posadzki. Kawałki papieru przykleiły się do jego policzka. Otworzył przekrwione oczy i momentalnie przewrócił się na plecy, by podnieść się do pozycji siedzącej. Rozejrzał się po pomieszczeniu, które widział po raz pierwszy na oczy. Nie dość, że nie wyglądało na miejsce walki, to jeszcze sprawiało wrażenie opuszczonego od dłuższego czasu.
- Co do cholery... - mruknął pod nosem, starając się przypomnieć sobie, w jakich okolicznościach znalazł się w tym pomieszczeniu. I...
Nic. Ciemność. Pustka w najbardziej materialny sposób, w jaki można sobie wyobrazić. Jeśli "Nigdzie" jest miejscem, to właśnie tam znajdował się Flash Thompson... W każdym bądź razie nic, co pomogłoby mu odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. Nawet nie wiedział, czy to trwało dzień, tydzień, czy minutę...
Miał nogi, więc na pewno był połączony z symbiontem. Podniósł się więc i zaczął chodzić po pomieszczeniu.
- Symbiontku, co tu się dzieje? - zapytał. Jednak nie usłyszał odpowiedzi. Co więcej, nie wyczuwał jego obecności. Próbował się przemienić. Bezskutecznie.
- Ej, co tu się dzieje? - Flash nic nie rozumiał. Był pozbawiony symbionta, ale nie nóg. Na dodatek zorientował się, że jest ubrany w mundur. Galowy. A na jego piersi widniało znienawidzone odznaczenie - Purpurowe Serce. Flash odpiął je i rzucił na jedno z łóżek. Zaczął też rozglądać się po szafkach za czymkolwiek pożytecznym, zwracając również uwagę na kartę pacjenta i zdjęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 27   Nie Paź 21, 2012 6:15 pm

Dwie niskie metalowe szafki otworzyły się z najwyższym trudem - i to w żadnym razie nie dlatego, że swego czasu zostały zamknięte na dobre, lecz po prostu przerdzewiały, a i brak użytkowania zrobił swoje. Prawdę mówiąc nie miały nawet zamka czy zasuwki, które umożliwiłyby zabezpieczenie zawartości przed osobami niepożądanymi.
W jednej z nich znajdowały się trzy niewielkie słoiczki o przezroczystych ściankach; każdy wypełniony był mniej więcej do połowy różnego rodzaju tabletkami. W pierwszym były one drobne, okrągłe i białe, w drugim nieco większe i żółte, w ostatnim zaś - podłużne i biało-niebieskie. Na żadnym z opakowań nie widniały jakiekolwiek informacje na temat owych leków - nic, nawet nazwy. Na dnie wnęki rozsypanych było za to jeszcze kilka pigułek, w dodatku nie tylko tych z pojemników, ale i większych, całkiem błękitnych.
Znalezisko z drugiej szafki było już natomiast w tej sytuacji o wiele cenniejsze... Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Choć może "przydatniejsze" byłoby właściwie lepszym słowem. Otóż spoczywał w niej złożony nóż motylkowy, wyglądający o dziwo na całkiem nowy. Był on jedynym obiektem w tym schowku.
Jeśli chodzi natomiast o kredens, to jego górna, przeszklona część nie chciała ustąpić. Najwyraźniej dostęp do niej wymagał użycia klucza - a może tylko drzwiczki się zacięły? Trudno orzec. Grunt, że nie można się było do niej póki co dostać. Szuflady jednak to już całkiem inna historia... W jednej z nich znajdowała się latarka - w pełni sprawna i z działającymi bateriami - w drugiej zaś stara i wyblakła fotografia, w dodatku czarno-biała. Przedstawiała ona budynek, który wręcz emanował szpitalowatością; być może to właśnie w nim Venom obecnie przebywał? Tak, było to bardzo prawdopodobne. Na odwrocie nie zapisano niestety nazwy tego miejsca, ale za to umieszczono tam liczbę trzydzieści dwa.
Podczas gdy mężczyzna przeglądał wszystkie te schowki, jego odznaczenie - które uprzednio odrzucił na łóżko - po prostu... Przepadło. Zdematerializowało się... I do tego trudno orzec kiedy dokładnie się to stało. Leżało przecież na materacu, ale gdy Venom odwrócił się, aby przejrzeć kartę pacjenta i zdjęcia - wówczas już go tam nie było. Dziwne... I niepokojące zarazem.
Karta pacjenta nie przedstawiała sobą niczego wyjątkowego - może poza tym szczegółem, że należała do dziesięcioletniego dziecka. Wypisana została ręcznie i to takim stylem pisma, który dość trudno było odczytać, ale imię łatwo można było zgadnąć - a brzmiało ono Charles. Rozszyfrowanie nazwiska stanowiło już pewien kłopot, ale z pewnością zaczynało się ono na literę B i było dość długie. Nawet jeśli gdzieś padła nazwa choroby owego chłopca, to nie dało się jej wyłowić z całości tekstu.
Na półce ustawiono trzy różne zdjęcia, z czego dwa były nawet oprawione w drewniane ramki, trzecie natomiast przypominało raczej wycinek z gazety i przedstawiało niewielką grupę żołnierzy w dwóch rzędach. Pozostałe były bardziej rodzinne; jedno zawierało całkiem miłą dla oka blondynkę w średnim wieku, drugie zaś - sporych rozmiarów psa, prawdopodobnie mieszańca z owczarkiem.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Venom

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 27   Sob Paź 27, 2012 12:39 am

Trudność, jaką sprawiła Flashowi próba otworzenia drzwi, pozwoliła agentowi wysłać dwa wnioski. Pierwszą było potwierdzenie jego wcześniejszej teorii o nieużywaniu tego pomieszczenia już od dłuższego czasu. O wiele bardziej przewrotna i niepokojąca okazała się druga myśl: otóż gdyby Flash był połączony z symbiontem, nie mocowałby się z drzwiczkami i otworzył szafkę bez najmniejszego problemu. W takim razie dlaczego ma nogi? Czyżby to była tylko jakaś projekcja, w której uczestniczył wyłącznie jego umysł? A może zwykły sen? Nie, jeśli to by był sen, na pewno by nie pomyślał, o tym, że znajduje się w świecie marzeń...
- Co my tu mamy...? - mruknął pod nosem, kucając przed szafką i przetrząsając ją.
Pierwszymi, co rzuciło mu się w oczy, były słoiki z tabletkami. No tak. Pokój wyglądał jak sala szpitalna, więc i tabletki powinny być. Przetrząsnął pojemniki na wypadek, gdyby ktoś próbował coś w nich ukryć, bez jakichś większych nadziei. Ot szukał po prostu czegoś, co pozwoliło mu się odnaleźć w zaistniałej sytuacji... Znacznie więcej uwagi poświęcił drugiej z szafek. Eugene znalazł nóż. Całkiem sprawny i nawet ostry(przynajmniej na taki wyglądał). Natychmiast wetknął go za pas. Nie miał pojęcia, co tu się dzieje, ale gdyby doszło do jakiejś konfrontacji, potrzebował jakiejś broni. Bo na zdolności Venoma nie miał co liczyć... Teraz czuł się nieco bezpieczniej. Nadal zagrożenie go przytłaczało, ale jednak teraz miał BROŃ.
Teraz kredens. Nauczony doświadczeniem nabytym przy otwieraniu szafek, Thompson użył siły, by otworzyć jego górną część. To jednak było za mało, drzwiczki nawet nie drgnęły, co niezbyt spodobało się kapralowi. Zdecydował się wrócić do niej później. Teraz pora na szuflady... Zdjęcie. I tyle. Jakiś budynek. Nic pomocnego...
Niewiele więcej dostarczyły mu zdjęcia i karta... Tylko imię. Charles. Charles B-cośtamdalej. Flash nie sądził, by w przyszłości mu się do czegoś przydało. Tak jak zdjęcia. Ale na wszelki wypadek schował zdjęcie żołnierzy do wewnętrznej kieszeni marynarki.
I wtedy kątem oka spostrzegł coś dziwnego. Miejsce, gdzie przed chwilą spoczywało jego odznaczenie... było teraz puste. Nic więcej nie zarejestrował. Żadnego ruchu, dźwięku i zapachu. Pajęczy zmysł też milczał. Flash powoli sięgnął do noża, ale szybko z tego zrezygnował. Bo nikogo nie było. Nikogo.
Jednak rozglądanie się w poszukiwaniu tajemniczego złodzieja odznaczeń przyniosło inne efekty. Obecność stojaka pod kroplówkę podsunęła mu pewien pomysł. Otóż oparł ją o drzwiczki, z którymi miał problem i spróbował je otworzyć dzięki zasadzie dźwigni. Jak to nie pomoże... Po prostu zbije szybkę przy pomocy tego samego stojaka.
Kredens odsłoni przed nim swoje tajemnice, czy to mu się podoba, czy nie.
Pytanie tylko, czy odsłonięcie tych tajemnic spodoba się Flashowi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 27   Sro Paź 31, 2012 4:56 pm

Niestety w słoikach z tabletkami nie udało się znaleźć niczego więcej - wyglądało na to, że rzeczywiście były to po prostu pozostawione tu jakiś czas temu pastylki niewiadomego - lecz jednak zapewne całkiem normalnego i medycznego - przeznaczenia. Zgodnie z przewidywaniami Flasha, najwyraźniej niczego wśród nich nie ukryto... A przynajmniej niczego, co mógłby dostrzec gołym okiem podczas przeglądania zawartości słojów.
Szczęśliwie natomiast mężczyzna nie musiał uciekać się do rozbijania szybki kredensu; stojak wystarczył, aby drzwiczki ustąpiły z trzaskiem, odsłaniając przed Flashem zawartość trzech półek - zakurzonych i tak po prawdzie to nawet nieco przeżartych przez korniki lub inne tego typu szkodniki.
Górna półka była pusta, ale mniej więcej pośrodku niej warstwa kurzu została zatarta, jak gdyby ktoś coś z niej stosunkowo niedawno zabrał. To coś prawdopodobnie leżało wówczas na prostokątnym boku - jeśli sądzić po konturach, które niestety były dość rozmazane i przez to nieco utrudniały identyfikację.
Środkowa półka zawierała natomiast o wiele bardziej interesujące znalezisko - otóż rozsypano na niej całe sześć nabojów, które można byłoby rozpoznać jako .357 Magnum. Co prawda zapewne cieszyłyby bardziej kogoś, kto akurat posiadał rewolwer, do którego pasowały... Ale nie można zaprzeczyć, że w tej sytuacji i tak był to cenny łup. Kto wie, może przydadzą się później?
Dolna półka zawierała przede wszystkim dwie poszarzałe, tekturowe teczki - wypchane papierzyskami, z których część zalegała nawet luzem. Kartki zapisano stylem trudnym do rozszyfrowania, ale pojedyncze słowa świadczyły o tym, że jest to najprawdopodobniej jakaś dokumentacja medyczna - a więc nic dziwnego w takim miejscu.
Raczej.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Venom

avatar

Liczba postów : 119
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 27   Sro Lis 07, 2012 6:56 pm

Flash ostrożnie nacisnął stojakiem na zawias. Delikatnie, Delikatnie... I puściło. A trzask, jaki towarzyszył temu procesowi, musiał zostać przez kogoś usłyszany. Tym bardziej, że jeszcze chwilę wcześniej panowała całkowita cisza...
- Cholera! – syknął. Jeśli ktoś, kto go złapał, poradził sobie z Venomem, z Flashem Thompsonem tym bardziej nie będzie miał żadnego problemu...
Jednak po chwili cisza wróciła. A Eugene był pewien, że usłyszałby kroki, gdyby ktoś rzeczywiście postanowił go odwiedzić w tym pomieszczeniu. A gdy był już pewien, że dalej nikt się nim nie interesował, wrócił do penetracji szafki. Szafki, która trzymała się w jednym kawałku wyłącznie dzięki jakiejś sile wyższej, bo dawno nie widział czegoś tak zniszczonego. Przegnite, przejedzone... Aż dziw, że Flash nie mógł tego otworzyć. Przecież to powinno się już rozpaść. Agent nie miał jednak czasu, by podziwiać wytrzymałość mebla, nie dopóki nie dowie się, co ktoś od niego chce. Dlatego musi znaleźć coś lepszego niż to ostrze. Dlatego natychmiast wrócił do poszukiwań...
... Ale najpierw chwilę poduma nad śladem na pustej półce. Skoro ktoś niedawno coś stąd zabrał, znaczy że niedawno ktoś tu był. Nie ma innej możliwości. Czyli ten opuszczony budynek wcale nie jest taki opuszczony. I dlatego to on, Eugene Thompson, musi go szybko opuścić. W czym mogą mu pomóc naboje. Magnum. Szkoda, że nie miał czegoś, z czego mógłby je wystrzelić, ale nie ma co narzekać. Jeszcze. Dlatego Flash zgarnął wszystkie pociski do kieszeni. Skoro znalazł amunicję, broń może też znajdzie. Cudownie. Coraz lepiej...
Dokumentów nie przeglądał. Ale je wziął. Jak już będzie bezpieczny, będzie miał czas na jakieś dziwne śledztwa.
Teraz musi uciec.
Eugene podszedł ostrożnie do drzwi i nacisnął klamkę. Oby tylko drzwi okazały się otwarte...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 27   Czw Lis 08, 2012 5:31 pm

O dziwo - drzwi nie były zamknięte na klucz. Prawdę mówiąc można by się było nad tym zacząć poważnie zastanawiać. W końcu - zakładając oczywiście, że ktoś Flasha pochwycił i umieścił w tym miejscu, co wydawało się być póki co najbardziej prawdopodobną opcją - typowy porywacz raczej podjąłby wszelkie kroki mające na celu utrzymanie ofiary w zamknięciu. Jeśli tego nie zrobił - mógł być zwyczajnie nieostrożnym idiotą. Z drugiej jednak strony istniała też możliwość, iż po prostu miał świadomość, że niczego to tak naprawdę nie zmieni. Albo też - co właściwie niepokoiło o wiele mocniej - ten ktoś wręcz chciał, ażeby porwany opuścił to pomieszczenie. Pytanie tylko: dlaczego?
Mimo wszystko pozostawanie w tej sali nie miałoby zapewne większego sensu. Za drzwiami znajdował się natomiast korytarz, który nie zachęcał ani wyglądem, ani zapachem - metalicznym, intensywnym. Było wilgotno i nieprzyjemnie. Podłogę pokrywał płyn o czerwonym zabarwieniu - to właśnie on zdawał się być źródłem niemiłej dla nosa woni; wysoki próg powstrzymywał go przed przelaniem się do pomieszczenia. Panowała względna cisza - mąciło ją tylko następujące z rzadka kapanie. Światło szwankowało - działała tylko jedna lampa, dająca bardzo blade światło i w dodatku znajdująca się daleko.

***

Jeśli zdecydujesz się już wyjść - przejdź tutaj. Znajdziesz się mniej więcej w takim miejscu, jak osoba, z której punktu widzenia zrobiony został dostępny obrazek lokacji... Tylko w większym oddaleniu od tego łóżka, zegara i tak dalej. Czyli po prostu przedłużamy korytarz.

Edit:
Skoro Venom odszedł, to w celu oczyszczenia tematu decyduję: opuścił salę i... No, gdzież to on mógł trafić~ Przekonacie się niedługo.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala numer 27   

Powrót do góry Go down
 
Sala numer 27
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Sala numer dwa
» Sala numer dwa
» Sala Wejściowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Pozostałe atrakcje :: Eventy :: Silent Hillowy Event Halloweenowy-
Skocz do: