Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala numer 63

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Sala numer 63   Pią Wrz 07, 2012 4:24 pm



Niewielka sala na drugim piętrze - dwuosobowa, jeśli sądzić po ilości łóżek... Więcej prawdopodobnie i tak by się ich tutaj nie zmieściło. Te obecne oddzielić można zasłonami; jedna jest już zaciągnięta, ukrywając przed wzrokiem wchodzących część pomieszczenia. W oknach tkwią kraty. Dostępna jest tylko jedna lampka oraz główne oświetlenie; kto wie czy działające. Na podłodze leży sporo drobnych kawałków papieru, a nogę jednego z łóżek podpiera jakiś kamień. Na materacu znajdują się dwie poduszki. W rogu pokoju natomiast stoi coś, co przypomina niski wieszak na okrycia wierzchnie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Nomad

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 09/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Pią Paź 12, 2012 7:17 pm

Nomad obudził się i podniósł się opierając dłoń o czoło. Nie pamiętał niczego przed chwilą gdy tu się znalazł. Gdy spojrzał po sobie, jego oczy się rozszerzyły, gdyż był pozbawiony skafandra i ubrany w zwykły mundur piechoty. Po chwili odsłonił kotarę i spojrzał na drugą osobę po czym ją szturchnął i powiedział;
Pobudka.-po czym wstał z łóżka i oparł się o ścianę gdyż musiał się docucić. Uważnie też zbadał pomieszczenie i zdał sobie sprawę, że innej drogi ucieczki nie będzie prócz dotarcia do wyjścia. Pytanie czy ono jest i czy do niego dotrą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sob Paź 13, 2012 7:39 pm

Huki dział przeciwlotniczych rozdzierały nocne niebo białymi salwami światła i ognia, a płonące samoloty spadały jak strącone z Nieba anioły, znikając zza horyzontem i pozostawiając za sobą smugi czarnego dymu. Przeszywający świst karabinowych kul niósł się razem z wrzaskami postrzelonych żołnierzy wzdłuż plaży, Amerykanie i Brytyjczycy padali pod deszczem pocisków Mauser'a, a ich krew wsiąkała w sypki piasek. Wojna, niezależnie od okresu w historii ludzkości oraz rodzaju uzbrojenia wojna zawsze wygląda tak samo, okrutna i bezwzględna, nie oszczędzająca żadnej ze stron konfliktu, zawsze uszlachetniona celowością, tak jakby światowe mocarstwa usilnie starały ukryć ciemniejszą stronę swej własnej natury, doszukując się przyczyny w niemal każdej sferze społecznego życia, żeby tylko usprawiedliwić pierwotną żądze zabijania. Często rozpętywano spory przez władcze ambicje narodowych przywódców, kierowane przez chęć ekspansji, terytorialnej rywalizacji, motywowane religijną albo rasową nienawiścią. Coś godne pożałowania, fałsz i zakłamanie w najgorszej postaci, cała ludzkość wciąż się łudzi że są czymś więcej niż wiecznie skłóconym zwierzętami, szczytowym rezultatem ewolucji, istotami stworzonymi na podobieństwo nieistniejącego Boga, ale prawda jest zupełnie inna, z perspektywy galaktycznych cywilizacji ludzie stanowią jedynie kolejne zasoby, surowice, które mogą przejąć i wykorzystać na własne potrzeby. Żadne wzniosłe wartości lub ideały nie zdołają nadać ich prostej egzystencji pożądany status, głoszenie wolności oraz równości nie powstrzyma przyszłych wojen, jedynie wspaniałomyślność starszy ras może zakończyć ten nieustający rozlew krwi na Ziemi, podbić i zniewolić Ziemian dla ich własnego dobra zanim sami przyczynią się do swojej eksterminacji. Nagły błysk jasnego światła przyćmił wojenny obraz cierpienia, a zaraz po nim zapadła ciemność, nieprzenikniony mrok ogarną jego zmysły pogrążając w pustce stagnacji. Co się stało? Gdzie jest? Czyżby zginą? Został rozerwany granatem aliantów? Czy to był tylko sen? Wspomnienie minionych wydarzeń, co jak echo powróciło do jego świadomości? Czuł się taki zagubiony, oderwany od rzeczywistości, słaby, jak człowiek. Chłód posadzki, męski głos, sen dobiegł końca, a po otworzeniu oczu zamiast plaż Normandii ujrzał niewielką sale ze szpitalnymi łóżkami. Błądząc wzrokiem po izbie próbował pozbierać myśli, dojść do siebie co było nie lada wyczynem, oszołomiony letargiem miotał się jak bezradne dziecko, które próbowało postawić swoje pierwsze kroki. Natłok myśli, uczucie odrętwienia, co się z nim stało?! Nieprzyjemny dreszcz przeszył jego ciało, a niepokój na stałe zagościł w sercu, oczy i słuch go zawodziły, nie odbierał bodźców równie wyraźnie co zwykle, jakby jego zmysły wciąż były przysłonięte mrokiem pustki. Staną na równe nogi, po czym spojrzał niepewnie na ludzkiego towarzysza, tyle pytań, od którego by zacząć?
- Kim jesteś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sob Paź 13, 2012 9:48 pm

Nomad odsunął do końca częściowo odciągniętą kotarę, tym samym całkowicie odsłaniając przed swym wzrokiem siedzącego na podłodze Kleisera. Zaraz potem zaczął rozglądać się po pomieszczeniu, w którym się obudzili. Nie było mu dane sprawdzić zbyt wiele - zauważył oczywiście kraty w oknach, tylko jedne drzwi, niski wieszak w kącie pokoju... I drugie łóżko za kolejną kotarą. To wszystko byłoby w miarę normalne, gdyby nie jeden szczegół...
Mianowicie w kącie za łóżkiem trwał w idealnym bezruchu obiekt, który przypominał skrzyżowanie manekina sklepowego z elementem wystawy sztuki nowoczesnej. Można byłoby go uznać za model... Za lalkę podobną do tych, które tworzył Hans Bellmer. Ten nietypowy element wystroju musiał być świetnie wyważony, gdyż mimo skomplikowanej postawy utrzymywał stabilność.
No dobrze. Może to i nie był taki znowu szczegół.

***

Taka uwaga na przyszłość - Nomad, pisz dokładnie co przeszukujesz, bo w tym wypadku określone jednym zdaniem przejrzenie całego pomieszczenia poskutkowało jak sam widzisz praktycznie natychmiastowym natknięciem się na niespodziankę... A to nawet nie pozwala na stopniowe budowanie grozy. Zabierasz mi w ten sposób przyjemność z psychicznego dręczenia~ A przecież nie chcesz mnie zasmucać, prawda? Czuję się... Zasmutkowany.

Ps. Ta "rzeźba" nie oddycha, nie porusza się i tak dalej, więc proszę o zachowanie realizmu przy ocenie sytuacji~

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Nomad

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 09/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sro Paź 17, 2012 2:30 pm

Nomad po dokładnym obejrzeniu pokoju, przeciągnął się i po chwili pokręcił głową by tylko rozluźnić mięśnie, które nie były używane zbyt długo. Gdy tylko poczuł, że może się lepiej poruszać uważnie obejrzał rzeźbę i zaczął się zastanawiać, poprzez mówienie cicho;
Coś mi tu nie pasuje lecz na razie nie wiem co. Zastanawia mnie jedynie fakt jak tu się znalazłem i jak ten ktoś pozbawił mnie mojego skafandra.-gdy usłyszał pytanie, spojrzał na Kleisera i odparł;
Porucznik Thimas SMith, a ty?-po czym podszedł do jednego z zakratowanych okien i starał się ujrzeć coś przez nie. Nomad miał nadzieję, że uda mu się coś ustalić pomimo wielu trudności i małej ilości informacji o tym miejscu. Jego wzrok po kilku minutach znów skupił się na jego współtowarzyszu i usiadł na podłodze rozmyślając co należy zrobić i czy są tu jakieś inne osoby. Jego oczy uważnie śledziły Kleisera, przez co Thomas będzie gotów do jakiejkolwiek reakcji. Na razie jednak starał się dojść do logicznego wniosku co można zrobić. Nim zaczął go szukać spytał;
Masz może jakieś propozycje co powinniśmy teraz uczynić. Nie pasuje mi nic w tym pomieszczeniu ani w tym budynku.-po czym spojrzał na swoje dłonie i pomyślał; "Wiele bym dał za mój karabin".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Pon Paź 29, 2012 3:09 pm

W nieco odmiennych okolicznościach śmiało wyjawiłby kim jest, otwarcie by się przyznał do swoich powiązań z partią NSDAP, podałby swój wojskowy stopień w paramilitarnej formacji Schutzstaffel, a później ustrzeliłby jak psa każdego rozmówce, który spricht Englisch. Niestety w obliczu nieznanego tracił wszelką możliwą przewagę, nie wiedział jak tu się znalazł i w jakim celu, do tego był pozbawiony swojego Walther’a, którego darzył nadzwyczaj wielkim sentymentem, więc nie miał żadnych podstaw żeby komukolwiek dyktować warunki. Jakże nienawidził uczucia bezradności, fizyczne limity jakie zostały narzucone jego ciału drażniły go równie okropnie co metalowa kolczatka przeznaczona do tresury psów. Jej działanie polega na tym, że ma ona wewnątrz rząd przytępionych kolców, które zadają psu ból za pociągnięciem albo szarpnięciem linki. Właśnie tak się czuł, jakby niewidzialna ręka ciągnęła za koniec smyczy, zmuszając jego komórki do posłuszeństwa, dostosowania się do określonego trybu zachowań. Pozbawiony broni oraz mocy, jedyne co mu przynajmniej zostało to umiejętności nabyte w trakcie szkolenia bojowego przeznaczonego dla żołnierzy III Rzeszy, musiał tylko wziąć się w garść, pozbierać myśli i spróbować nawiązać współprace z Porucznikiem Schmidt... ekh... Smith'em, we dwóch powinni sobie lepiej poradzić z ewentualnymi przeszkodami oraz szybciej znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Żeby nie wywrzeć na Poruczniku złego wrażenia zamierzał pominąć wszelkie elementy swojej tożsamości, które miały wyraźny związek z Niemcami, a tym bardziej z Nazistowskimi Niemcami, na szczęście jego ramie nie zdobiła swastyka, a niewielki totenkopf skrywał się po wewnętrznej stronie klapy czarnego płaszcza, wyglądał jak każdy inny mężczyzna przed trzydziestką, którego można spotkać przypadkiem na ulicy, tylko nad akcentem będzie musiał popracować.
- Mów mi Her(r)man. Przydałoby się szybkie rozpoznanie w sytuacji, zanim dalej ruszymy. Pamiętasz cokolwiek z chwili porwania, twarze agresorów, albo co robiłeś przed atakiem? - Zakładał że byli ofiarami porwania, bo nic innego nie pasowało do okoliczności, zabrani wbrew woli i przetrzymywani w obcym miejscu, chyba każdy mógł dojść do podobnych wniosków na jego miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sro Paź 31, 2012 12:34 pm

Zbliżenie się Nomada do rzeźby nie było wcale najmądrzejszym pomysłem, na jaki mężczyzna mógłby wpaść - oczywiście logicznym było, że chciał ją sobie obejrzeć, temu zaprzeczyć nie można, ale z drugiej strony w nowym i tak podejrzanym miejscu zawsze zachowywać należało najwyższą ostrożność... Najwyraźniej jednak teraz żołnierz o tym zapomniał. No cóż, na jego usprawiedliwienie należy prawdopodobnie dodać, że nie miał prawa przewidzieć czegoś takiego...
Manekin bowiem ożył.
Nastąpiło to gwałtownie i niespodziewanie, zupełnie tak, jak gdyby obiekt ów przez cały ten czas czekał w stanie gotowości na dowolną ofiarę, która podejdzie do niego wystarczająco blisko, aby znaleźć się w zasięgu ciosu. W jego ruchach nie było ospałości - jedynie zabójcza precyzja.
Pierwszy atak dosięgnął klatki piersiowej Nomada. Lalka wygięła się w taki sposób, że - balansując na kończynach wyposażonych w stopy - jedną z pozostałych dwóch uderzyła mężczyznę całkiem mocno; z pewnością aż zaparło mu od tego dech. Zaraz potem przedziwna rzeźba zwinnie i szybko odskoczyła, aby uniknąć ewentualnego kontrataku.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sro Paź 31, 2012 4:17 pm

Zanim zdołał doczekać się odpowiedzi na wcześniej zadane pytania jego towarzysz niedoli został zaatakowany przez coś, co można było uznać za gorszy przykład sztuki nowożytnej, rzeźbę nawiązującą do ruchów surrealizmu… albo wywodzącą się z nurtu dadaizmu, pozbawiony głębszego wyrazu artystycznego zlepek kończyn… Ekm, wracając do meritum sprawy nie mógł wprost uwierzyć w to co jego zmysły rejestrowały, nieruchomy obiekt nagle nabrał cech żywej istoty, chyba że to był mimo wszystko sztuczny twór napędzany wewnątrz jakimś mechanicznym ustrojstwem… mniejsze z tym, ale zważając na jego wyraźnie wrogie intencje, był zmuszony do podjęcia szybkich działań. W tej jakże drastycznej sytuacji perswazja była najmniej wskazaną ze wszystkich istniejących możliwości, twór wydawał się całkowicie bezużyteczny jeżeli chodzi o ustalenie przyczyn ich pojmania, więc jedyne co pozostało to rozprawić się z nim raz i na zawsze. Może nie był w pełni sił, ba, teraz był równie słaby jak każdy inny człowiek, tyle że ma za sobą pasmo traumatycznych przeżyć od dnia, w którym przybył na Ziemie i przybrał ludzkie kształty, dopiero teraz odczuwał ich ciężar na swojej psychice. Zespół stresu pourazowego, chyba tak fachowo można określić jego przypadek, dekapitacja, spalenie, rozsadzenie, rozpołowienie wzdłuż oraz wszerz, wszystkie okropności z jakich zdołał wybrnąć poprzez swoje rasowe zdolności zostawiły trwalszy ślad od najgłębszej blizny, umierał i odradzał się niezliczoną ilość razy, jako pozaziemska istota znosił tą świadomość całkiem dobrze, ale teraz gdy w jakiś niewyjaśniony sposób nie jest już tym kim był… przeżywał wewnętrzną agonie. Widok kreatury natężony wspomnieniami z czasów obu wojen wywołał w nim stan lekkiej psychozy, źrenice skurczyły się do rozmiarów dwóch niewielkich czarnych punkcików, a wykrzywione w grymasie usta wyrażały jedno, pierwotną chęć zabijania. Ach, skrajne stany emocjonalne, strach, gniew, szok, wzajemnie się przenikające i wykrzywiające wrażliwy umysł w pętle szaleństwa. Nie było czasu na rozwagę i zawahania, stojąc przed obliczem jawnego zagrożenia trzeba walczyć, posłuchać instynktu samozachowawczego. Wiedział dobrze co miał zrobić, zamiast snuć złożone plany po prostu podniósł leżący przy łóżku kamień z zamiarem użycia go przeciwko czworonożnemu oponentowi, zbliżył się o kilka kroków, wziął szeroki zamach i z impetem chciał przyłożyć bestii, gdy ta oczekiwała kontrataku ze strony Porucznika. Zatłuczenie przeciwnika tępym kamulcem nie wydawało się zbyt subtelne, ale lepsze to niż starcie na gołe pięści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nomad

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 09/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Czw Lis 01, 2012 3:34 pm

Nomad nie spodziewał się niczego ze strony rzeźby lecz gdy tylko się poruszyła, oczy byłego komandosa się wpierw rozszerzyły. Po otrzymaniu mocnego ciosu w klatkę piersiową, wypuścił on powietrze i przy upadku stęknął z bólu. Leżał przez chwilę na ziemi i wciągnął haust powietrza, po czym wstał klnąc cicho. Po chwili spojrzał na rzeźbę i przygotował się do walki wręcz. Jego zamiarem będzie pochwycenie jednej z nóg ustrojstwa, które go kopnęło w klatkę i rzucenie nim o ścianę. Zauważył, że jego towarzysz w niedoli już zaatakował "rzeźbę" kamieniem. Smith miał nadzieję, że uda mu się przewidzieć ruch przeciwnika i wykonać swój plan. Gdy tylko ożywiony przedmiot uderzy w ścianę, były żołnierz szybko się do niego zbliży i uderzy z całej siły pięścią w miejsce, gdzie nogi są połączone. Nomada nie interesowało czy zniszczy to coś czy chciał tylko się wyżyć za tak niespodziewany cios. Jeżeli jemu i Kleiserowi uda się zniszczyć twór, po potyczce odpowie mu na jego pytanie a na razie muszą wyeliminować to coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Czw Lis 01, 2012 7:27 pm

Przedziwny stwór zareagował szybko i niesamowicie zwinnie, bez większego problemu umykając przed ciosem Kleisera. Można by się tu było zacząć zastanawiać nad tym jak go przeczuł - nie posiadał najwyraźniej oczu, uszu, nosa, więc nie mógł zobaczyć zbliżającego się ataku, usłyszeć go czy też wyłapać zapachu nadchodzącego mężczyzny... Jak więc odbierał bodźce zewnętrzne? Cóż za zagadka! Grunt jednak, że najwidoczniej docierały one do niego nadzwyczaj jasno - i potrafił to wykorzystać w praktyce.
Co prawda udało mu się uniknąć pierwszego ataku, ale przez to Nomad był w stanie go pochwycić i rzucić nim o ścianę... Od której potwór z gracją się odbił, aby wymierzyć swej ofierze kolejny celny kopniak, tym razem prosto w szczękę. Niestety ten manewr sprawił, że przez chwilę manekin znajdował się pomiędzy swym celem i murem... Ale z jego szybkością może nie będzie to jednak taki wielki problem?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Nomad

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 09/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Pią Lis 02, 2012 11:03 am

Nomad spoglądał z nadzieją na twór, który poleciał w kierunku ściany, lecz gdy ujrzał że to coś się odbiło, zaklął. Przygotował się on do tego by złapać żywą rzeźbę i krzyknie w jej kierunku;
Nie pozwolę sobie, by jakieś dziwne rzeczy mnie kopały po ciele. Na pewno takie coś jak ta rzeźba nie ma prawa bytu. Nie pozwolę na to by znów mnie to coś trzasnęło.-były żołnierz będzie to trzymał za nogę by po chwili znów tym rzucić w kierunku ściany, od której się odbiło. Gdy tylko to zrobi, powie do Kleisera;
Wykorzystaj okazję gdy znów to coś będzie przy ścianie i rąbnij w to z całej siły. Nie obchodzi mnie jak ważne byleby to coś oberwało mocno. Nie mam zamiaru się z tym draństwem długo męczyć ani nie dam sobie natrzaskać jakiejś rzeźbie.-po tych słowach Nomad splunął na podłogę i zacisnął dłonie w pięści czekając na ruch tego czegoś co ich zaatakowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sob Lis 03, 2012 12:01 am

Jeden chybiony cios nie pozbawił go dalszego zapału do walki, można by nawet rzec że stał się swego rodzaju bodźcem, który go bardziej zmotywował do działania, wyzwolił w nim skrywany potencjał, który objawił się w postaci nieposkromionego szału. Do wrzącej w nim mieszaniny emocji wpadła niewielka doza poirytowania, które wywołało istną reakcje łańcuchową, szereg zmian w neurologicznej płaszczyźnie mózgu, podwyższających w ten sposób poziom agresji. Serce przyśpieszyło swoje rytmiczne brzmienie, wymuszając na całym organizmie żwawsze tępo pracy, skurcze rozkurcze mięśni, szum krwi w gęstej plątaninie żył, nagła fala ciepła wypełniająca go aż po same czubki palców, a On nie pragną niczego prócz wyeliminowania ze swej drogi czworonożnej kreatury, na jak najszybszym zakończeniu tej całej walki. Może każdy chybiony cios odbierał więcej energii, ale nie poprzestanie póki agresor nie padnie przed nim martwy, w końcu stawką było ich przetrwanie, będzie go okładał kolejnymi uderzeniami i kopniakami aż z wycieńczenia zabraknie mu siły na podjęcie kolejnego ataku. W obecnej sytuacji nie dostrzegał innych perspektyw, zniszcz, albo samemu zostań zniszczonym, okrutna i brutalna prawda o życiu, od której ludzkość próbowała się odciąć dzięki postępowi cywilizacji, chociaż nawet w najbardziej rozwiniętych metropoliach zdarza się że pierwotna natura człowieka dale o sobie znać, burząc społeczny porządek. Teraz był niczym więcej niż człowiekiem, ograniczonym przez własne słabości namiastką organicznego życia, zwierzęciem, który wpadł w typową dla zwierzęcia furie, gdy czuł się zagrożony. Spudłował, ale nie odpuści, o nie, widząc szamotaninę między Pułkownikiem a pozbawioną estetycznego gustu żywą rzeźbą, zamierzał się wtrącić, poczekał aż twór zostanie przyparty do ściany, po czym zaciskając mocno palce na kamieniu powtórzył wcześniejszy atak, mając nadzieje że tym razem jednak trafi w wyznaczony cel, czyli w miejsce gdzie obie pary nóg były ze sobą scalone. Któż wie, może w tym właśnie miejscu znajduje się ośrodek koordynacji ruchu, albo żyroskop, cóż, jak walnie to się przekona czy stwór odniesie z tego powodu większe obrażenia czy też nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Nie Lis 04, 2012 9:07 pm

Nim którekolwiek z nich - czy to upiorny manekin, czy też jego póki co jeszcze niedoszłe ofiary - zdążyło wykonać dowolny ruch, z drugiej strony jedynych w pomieszczeniu drzwi dobiegł niezwykle podejrzany hałas. Był to właściwie huk, nieco oddalony, ale bezsprzecznie wskazujący na zaangażowanie w niezbyt skomplikowany proces jego tworzenia czegoś ciężkiego oraz jakiejś twardej powierzchni, być może podłogi lub ściany. Właściwie trudno byłoby powiedzieć o nim coś więcej...
A potem się powtórzył.
Drugie uderzenie nastąpiło już zdecydowanie bliżej, lecz wciąż jednak w pewnym oddaleniu. Nie było to może zbyt wielkim pocieszeniem, gdy okazało się, że towarzyszą mu odgłosy ciężkich, dość powolnych kroków - zmierzających nieubłaganie właśnie w tym kierunku. Tup, tup, tup... Coraz głośniej...
Kolejny huk sprawił, że drzwi aż się zatrzęsły - głównie dlatego, że to właśnie one oberwały, choć i poziom hałasu był naprawdę spory. To aż dziwne, że taki cios ich nie wyważył... Najwyraźniej były bardziej wytrzymałe, niż na to wyglądały. Kroki nie zatrzymały się ani na chwilę, teraz już powoli się oddalając.
Manekin natomiast wykorzystał właśnie ten moment zamieszania, aby zwinnymi, szybkimi ruchami znaleźć się z daleka od obu mężczyzn. Sprytny - to znaczy: jak na rzeźbę oczywiście.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Wto Lis 06, 2012 12:08 am

- Was zum Teufel war das?! – Dobra, powoli przekraczał próg swojej psychicznej wytrzymałości i zaraz miał się nerwowo załamać, nie dosyć że jeszcze nie zdołali się uporać ze zwinną zabaweczką, która już drugi raz zdołała uniknąć powalającego uderzenia kamieniem, to jeszcze niepokojące odgłosy kroków najwyraźniej wstrząsnęły nimi równie mocno co drzwiami. Coraz więcej pytań kłębiło się w jego umyśle, pytania, które zapewne na długo pozostaną bez zadawalającej odpowiedzi, ale cóż miał teraz poradzić w swojej nowej postaci? Był zaledwie człowiekiem, przeciętnym, prostym człowiekiem, który nie mógł znieść uczucia własnej fizycznej nietrwałości, tak jakby już chłodny oddech samej Śmierci nieustannie muskał jego kark. Jak istoty, których żywot jest liczony zaledwie w dekadach mogą bez większych obaw funkcjonować na tym świecie? Wiara w zmartwychwstanie? W reinkarnacje? W lepszy świat po życiu? W 72 piękne dziewice czekające w ogrodzie Dżannah? Może podobne brednie wystarczają ludzkim narodom, żeby ostatecznie pogodzić się z nieuchronnym końcem własnego istnienia, ale co jego czeka po śmierci? Czy znajdzie się miejsce w zaświatach dla kosmity bez duszy? Jeszcze nadarzy się okazja żeby dalej rozważać kwestie własnej śmiertelności oraz sens istnienia, ale teraz przydałoby się w końcu dobrać do tej przeklętej laleczki, pourywać nóżki i zatańczyć na nich brutalniejszą odmianę Kankana. Po usłyszeniu donośnych huków nie miał najmniejszego zamiaru opuszczać sali, ratując się teraz ucieczką mogliby przypadkiem natrafić się na tajemniczą osobistość, która je wydawała, więc w obawie przed spotkaniem większego zła, lepiej wyrównać rachunki z obecnym oponentem. Zresztą, nie jest pewne, czy te drzwi nie są przypadkiem zamknięte na klucz, ich wywarzenie mogłoby zająć trochę czasu, a manekin wciąż szaleje. Szybkie, zwinne, zapewne ich kolejny atak wyminęłoby z podobną gracją co wcześniej, więc zanim przejdą do ofensywy, muszą chwilowo unieruchomić obie pary kończyn, ale jak? Z wielkim, nieporęcznym kamulcem niewiele zdziała, dla tego przekazał go w krzepkie dłonie Pułkownika, który może będzie miał z niego większy użytek, a sam zajął się zrywaniem płóciennej zasłony wiszącej między łóżkami. Zmuszony do improwizacji zamierzał posłużyć się ową zasłoną w charakterze sieci, rzucić się z nią na przeciwnika i przygnieść go ciężarem własnego ciała, dając tym samym czas towarzyszowi aby zadziałał, złapał, wyłamał nogi w stawach, cokolwiek co zdoła osłabić rzeźbę, albo na dobre ją wyeliminować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nomad

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 09/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Wto Lis 06, 2012 5:57 pm

Nomad zamierzał rzucić się na kukłę gdy usłyszał kroki na korytarzu. Mimowolnie wstrzymał oddech i gdy usłyszał uderzenie w drzwi skrzywił się w obawie. Gdy tylko hałasy poza pokojem ucichły powiedział;
Co do jasnej cholery miało być? Co to tam kurde szło?-mimo szczerej chęci poznania odpowiedzi nie wiedział nic. Po chwili spojrzał na swego towarzysza oraz przeciwnika i gdy ujrzał kamień, który mu podał Kleiser, przyjął go i trzymał w lewej dłoni. Pułkownik był praworęczny więc gdy tylko jego towarzysz zarzuci materiał na rzeźbę i ją przygniecie, on doskoczy i także to zrobi, po czym zacznie uderzać kamieniem po tworze byleby mu zaszkodzić albo i zniszczyć. Zdał sobie sprawę, że Kleiser wpadł na świetny pomysł o czym on nie pomyślał ale na razie trzeba skończyć walkę a potem będą rozważać co robić dalej. Gdy tylko uda mu się obtłuc rzeźbę, spojrzy na towarzysza i powie;
Genialny pomysł z tym materiałem ale co dalej?-po czym usiądzie na ziemi.

//Loki sory za dwa przekleństwa ale uznałem, że będą pasować w tej sytuacji :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Czw Lis 08, 2012 5:10 pm

Zasłona ustąpiła bez najmniejszego problemu, choć ze względu na swą wielkość była niestety dość nieporęczna - bardzo łatwo byłoby samemu się w nią zaplątać, potknąć o nią czy też mimowolnie ograniczyć sobie własne pole widzenia. W przypadku Kleisera póki co największym kłopotem było właśnie to ostatnie, lecz i samo posługiwanie się w pojedynkę tak sporą improwizowaną siecią przychodziło mu z pewnym trudem.
Skok na manekina mógłby być świetnym pomysłem - gdyby nie dwa istotne czynniki. Stwór ten był w końcu niezwykle szybki i zwinny, a jego refleks zdawał się wykraczać poza ludzkie możliwości. Dodatkowo niepraktyczna zasłona była wbrew pozorom dość ciężka i hamowała ruchy Kleisera. W związku z powyższym nie udało mu się wylądować bezpośrednio na lalce, lecz na twardej i zimnej podłodze; z pewnością nie było to miłe spotkanie. Manekin natomiast - choć nie został przygnieciony - tak czy siak znalazł się pod materiałem, co wyraźnie go zdezorientowało. Jego ciało nie było przystosowane do wydostawania się spod czegokolwiek, co jednak nie oznaczało, że teraz nie próbował. Poniekąd został skrępowany...
... Co oczywiście prędko wykorzystał Nomad, naprawiając błąd Kleisera i przygważdżając już manekina do podłogi. Zaraz potem zaczął tłuc go kamieniem, zapewne bardziej na wyczucie, aniżeli cokolwiek innego - w końcu nie miał pewności w co dokładnie uderza pod tą warstwą zasłony. Nie miało to jednak znaczenia; w chwilę później kreatura przestała się poruszać. Do tego czasu improwizowana broń zdążyła mocno się rozkruszyć i popękać - na wiele się już raczej nie przyda.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Nomad

avatar

Liczba postów : 36
Data dołączenia : 09/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Pią Lis 16, 2012 5:46 pm

Nomad widząc, że rzeźba pod materiałem przestała się ruszać, usiadł na podłodze obok i podparł się rękoma, myśląc o o tu chodzi. Po chwili spojrzał na swojego współtowarzysza po czym wstał i próbował pomóc mu wyplątać się spod materiału, gdy to się stanie, powie do niego;
Nie wiem co się tu dzieje ale nie podoba mi się to ani trochę. Nie wiem kto nas tu sprowadził ani jak. Po prostu nie pamiętam jakby to coś, lub ktoś musiał nam jakoś wyczyścić pamięć.-po tych słowach ruszył w stronę drzwi by je na razie obejrzeć. Nie miał zamiaru na razie wychodzić ale chciał zobaczyć z bliska je i upewnić się czy został jakiś ślad po uderzeniu stwora, który przechodził obok ich sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sro Lis 28, 2012 9:09 am

Udało się, razem zdołali pokonać agresywną kreaturę, jednak to nie oznaczało końca ich problemów, przed nimi jeszcze cała masa innych wzmagań, najróżniejszych wyzwań, którym muszą podołać, żeby odzyskać własną wolność. Nie sposób było to wszystko pojąć, im bardziej starał odnaleźć racjonalne wyjaśnienie, tym bardziej czuł się zakłopotany, krew przestała wrzeć od adrenaliny, serce zwolniło swój rytm, jednak natłok myśli wciąż doprowadzał go do szału. Kto? Jak? Czemu? Czyżby padli ofiarą rządowego eksperymentu, zostali zarażeni genetycznie zmodyfikowanym wirusem, wyhodowanym w tajnych laboratoriach Izraela? A może metafizyczny byt o nadprzyrodzonych mocach, pod wpływem zaledwie chwilowego kaprysu postanowił nadać ich życiu nutkę grozy? Zresztą nieważne, może wszystko zdołają wyjaśnić z czasem, odnaleźć to co zostało im odebrane i uciec z tego przeklętego miejsca, zanim kolejnej kreaturze uda się to co manekin próbował, czyli zatłuc ich na śmierć. Staną i dla pewności zasadził kilka solidnych kopniaków między jedną parę nóg stwora, odmawiając w duchu własną odmianę modlitewnej inkantacji, na szczęście laleczka nie dawała żadnych oznak fizycznej aktywności, żadnych przejawów funkcji życiowych, jeśli w ogóle można zaliczyć ją do istot żywych. Teraz mogli na chwile spokojnie odetchnąć, kontynuować przerwaną konwersacje i opracować wspólny plan działania, chociaż tak naprawdę nie mieli już nic więcej sobie do powiedzenia czy wyjaśnienia, cele były oczywiste, a wszystkie istotne kwestie sprowadzały się do drzwi. Prędzej czy później będą musieli wyjść, przeprowadzić taktyczne rozpoznanie obszaru, uzbroić się oraz odnaleźć drogę ucieczki, nie łudził się że może im się powieść, wciąż nie wiedzieli z kim, albo czym dokładnie mają do czynienia, więc powinni spodziewać się niespodziewanego. Agresywna zabaweczka dała im tylko przedsmak dziwów, których pewnie nie brakuje w tym zapuszczonym miejscu, dla tego gdy Pułkownik przyglądał się lepiej drzwiom, to on złapał koniec metalowego karnisza i przy pomocy ciężaru własnego ciała próbował go wyłamać ze ściany. Podobnie jak całe pomieszczenie sterczący między łóżkami pręt nie był w najlepszym stanie, pokryty miejscami brunatną korozją stracił pewnie swą pierwotną wytrzymałość, może nawet udałoby mu się przepołowić go na dwie prowizoryczne pałki, żeby obaj mieli się czym bronić w razie kolejnego ataku. Jasne, przy starciu z bronią palną nie mieliby najmniejszych szans, ale kto powiedział że będą rzucać się napastnikowi przed lufę? Zawsze mogli zastosować element zaskoczenia, podkraść się, zdzielić w tył głowy, a zresztą, najpierw musi się uporać z karniszem, na którego końcu wisiał.
- Może obaj cierpimy na chwilową amnezje, wywołaną po faszerowaniu lekami? Spójrz czy nie masz żadnych śladów po igłach. - Poniekąd ta teoria wiele by wyjaśniała, istnieje tyle różnych specyfików, narkotyków, żeby na dłuższy okres czasu pozbawić człowieka (i nie tylko) przytomności, ponadto znajdowali się chyba w jakimś szpitalu, więc porywacze mają dostęp do tego rodzaju środków oraz bardziej fachowej aparatury, przyrządów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sro Lis 28, 2012 3:26 pm

Od wewnątrz drzwi nie reprezentowały sobą niczego niezwykłego - choć były o wiele solidniejsze, niż mogłoby się to początkowo wydawać i najwyraźniej metalowe. Któż by się tego po nich w takim miejscu spodziewał? Musiały już przecież mieć swoje lata - sądząc po ogólnym zapuszczeniu całej tej lokacji... Być może na ich drugiej stronie pozostał jakiś ślad, jednakże tego nie można było rzecz jasna sprawdzić bez ich otworzenia - a czy to było aby na pewno bezpieczne? Mimo to... Cóż dawało pozostawanie w tym pomieszczeniu?
Wybory, wybory.
Podjęta przez Kleisera próba oderwania karniszu zakończyła się szybko i dość satysfakcjonująco; nie został on raczej stworzony do tego, aby wieszał się na nim bądź co bądź ciężki mężczyzna, dlatego łatwo ustąpił, wyłamując się u samej nasady. Pręt był przerdzewiały i zapewne przy odrobinie wysiłku udałoby się go przepołowić - lecz jednocześnie oznaczało to, że nie uda się go wykorzystać przeciwko co bardziej wytrzymałym celom. Ot, coś za coś.
Jeśli Kleiser i Nomad zaczną szukać na swoich ciałach znaków ingerencji z zewnątrz - chociażby śladów po igłach - przekonają się o tym, iż albo nic takiego nie miało miejsca, albo też dowody owych działań zdążyły już po prostu zaniknąć. W końcu nie byli w stanie orzec ile czasu minęło odkąd stracili świadomość...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sro Lut 13, 2013 8:20 pm

Doprawdy, ciężko było mu przywyknąć do sytuacji w jakiej się znaleźli, Amerykański wojskowy i Hitlerowski zbrodnia wojenny, których nieprzychylny los zmusza do nawiązania partnerskiej współpracy, podjęcia się wspólnej walki o przetrwanie w nieznanym im miejscu. Tak, można było wyczuć w tym łagodną nutkę ironii, jednak starał się nie zwracać na dzielące ich różnice jakiejkolwiek uwagi, oczywistym faktem był to, że w życiu kierowali się innymi wartościami, skrajnie odmiennymi poglądami, jednak teraz łączył ich jeden priorytet, żeby jak najszybciej się stąd wydostać i to bez większego uszczerbku na zdrowiu. W jego przypadku im szybciej powróci do utraconej formy tym lepiej dla jego psychiki, bo z każdą kolejną chwilą odczuwał coraz dotkliwsze komplikacje wynikające z posiadania ludzkiej fizjonomii. Nie wiedział jak, nie wiedział czemu, ale odkąd przywdział wrażliwe ludzkie ciało, w jego umyśle zachodziły niepożądane zmiany, ułomne mechanizmy ludzkiej fizjologii doprowadzały go wręcz do szału. Powolna przemiana materii, krótka żywotność komórek, podatne na rozmaite uszkodzenia tkanki, niewydajne narządy, wyłącznie same wady ograniczające efektywność całego organizmu, a on, przedstawiciel starożytnej cywilizacji, był zmuszony do tej upokarzającej egzystencji, uwięziony w tej prymitywnej powłoce. Wykonaną z karnisza lance położył ostrożnie na podłodze, po czym dołączył do porucznika, żeby mu pomóc przy drzwiach, może wyglądały dość solidnie, obaj zdążyli wcześniej przekonać się o ich wytrzymałości, gdy nieznany agresor sponiewierał je po drugiej stronie, ale to chyba nie czyni je niezniszczalnymi? Skoro ich najprawdopodobniej porwano i przetrzymywano wbrew woli, to pewnie napastnicy postarali się, aby zbyt łatwo nie wydostali się na zewnątrz, nie zdziwiłby się gdyby drzwi okazałyby się zamknięte na klucz, albo zablokowane jakimś innym złożonym mechanizmem zamkowym. Ech, po dłuższej chwili namysłu położył swoją dłoń na klamce i pociągną ją w dół, zaraz przekonają się czy masywne drzwi ich celi są zamknięte, a może potrzeba tylko odrobiny siły, żeby je wyważyć z przerdzewiałych zawiasów, w końcu wcześniejsze wstrząsy oraz uderzenia musiały w jakimś stopniu naruszyć całą konstrukcje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala numer 63   Sob Lut 16, 2013 9:04 pm

Na początek uwaga: Nomad najwyraźniej opuścił forum, dlatego będziemy musieli go zgrabnie usunąć z eventu - zostaw to mnie~

***

O dziwo naciśnięcie klamki - wbrew wszelkim przewidywaniom - doprowadziło do otworzenia drzwi. Było to o tyle zaskakujące, że sprzeciwiało się raczej niepisanym zasadom porywania i przetrzymywania więźniów, nie wspominając już nawet o tym, że kłóciło się nieco z sytuacją, która dopiero co miała miejsce. Silne uderzenie nie doprowadziło do ich wyważenia, a tu proszę - taka niespodzianka? Zupełnie jak gdyby zamek sam wybrał kiedy powinien ustąpić... Ale to nie było przecież zupełnie możliwe - prawda?
Jeśli Kleiser zdecyduje się wyjść na zewnątrz, to trafi na obdrapany korytarz - dość ciemne i bardzo nieprzyjemnie się prezentujące miejsce, którego środkiem biegnie obecnie krwawy szlak... Jak gdyby ktoś ciągnął tędy coś sporego, może nawet wielkości przeciętnego człowieka. W paru miejscach - głównie na drzwiach, w tym tych do sali numer sześćdziesiąt trzy - również widnieją ślady rozpryśniętej krwi. Obok szlaku natomiast po podłodze ciągnie się także i gruba rysa.

***

Jeśli zdecydujesz się wyjść od razu - nie musisz już robić tutaj [z/t]. Oczywiście możesz też chcieć ostatni raz dokładnie rozejrzeć się po pomieszczeniu, to zostawiam już Tobie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala numer 63   

Powrót do góry Go down
 
Sala numer 63
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Sala numer dwa
» Sala numer dwa
» Sala Wejściowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Pozostałe atrakcje :: Eventy :: Silent Hillowy Event Halloweenowy-
Skocz do: