Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój dzienny

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Pokój dzienny   Nie Wrz 09, 2012 11:16 pm

First topic message reminder :


_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pon Lip 18, 2016 11:04 am

Magik kiwnęła krótko głową, po czym - nie odzywając się już - szarpnęła ku sobie miecz, którego ostrze wysunęło się przez to z wyrwy. Przejście między wymiarami prędko zaczęło się zasklepiać, aż w końcu nie pozostał już po nim żaden ślad.
Trzymana przez Clinta czaszka stanowiła teraz jedyny namacalny dowód niedawnej obecności kobiety - pomijając rzecz jasna nagrania Jarvisa. Kiedy Hawkeye do niej przemówił, z jej wnętrza zaczął sączyć się gęsty, czarny dym... Nie. Nie dym - tylko cień, który prędko uformował się w ciało ptaka przypominającego wronę. Na miejscu łba trwała czaszka, a całość była ruchoma i wydawała się wręcz żywa. Magiczne stworzenie uderzyło skrzydłami o powietrze, by poderwać się do lotu, po czym przeniosło się na jeden z pobliskich mebli.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pon Lip 18, 2016 7:29 pm

Na telefonie Bartona pojawiła się informacja o nowej wiadomości tekstowej. Nadawcą - jak łatwo się domyślić - była Natasha, która kilka pięter wyżej niespokojnie kręciła się po salonie.
Właśnie obejrzałam nagranie z ambasady. Gdzie jesteś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 279
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto Lip 19, 2016 10:31 am

Obserwując to, jak przerwana rzeczywistość ponownie zaczyna się łączyć, Barton po chwili machnął w tamtą stronę ręką. Ot, z ciekawości, aby sprawdzić czy odczuje jakąś różnicę, czy może będzie “płachta” tamtej rzeczywistości. Znając szczęście Clinta - gdyby temu udało się jakimś cudem dostać na drugą stronę (to brzmi źle), to pewnie trafiłby na jakąś grubszą akcję. Tak by było.
Nie spodziewał się jednak tego, że czaszka mogąca być zwiastunem jego życia, zaraz zacznie się dymić. Przynajmniej tak to wyglądało na początku, jednak Clint się nie dusił ani nic w tym stylu. Znieruchomiał na dobrą chwilę, zerkając na Starka, bo być może ten byłby w stanie wyjaśnić, co się dzieje. Ostatecznie zwątpił, gdy Tony nie zwracał na niego uwagi, pewnie bardziej pogrążony w swoich myślach.
Uformowany z cienia ptak, który miał czaszkę zamiast z podobnego “materiału” łba… był nieco przerażający. Spoglądał nieufnie, gdy zwierzę się wzniosło i poleciało na któryś z mebli. Przez moment zastanowił się, czemu Magik nic więcej nie powiedziała.
W tym samym momencie wyczuł wibrację telefonu komórkowego, w który spojrzał. Dostrzegł wiadomość od Natashy.
Tony, jeśli będziesz czegoś potrzebował to pisz. Ja idę porozmawiać z Nat, bo wróciła — wyjaśnił Barton i położył raz jeszcze dłoń na ramieniu Starka, w końcu zostawiając mężczyznę (w ciele kobiety!) samego. Nie miał zamiaru zawracać mu głowy aparatami słuchowymi czy tym, że skorzysta z jego warsztatu, by dorobić strzały. O tym wiedział.
Kierując się do windy, Clint zaczął odpisywać Natashy, że znajdywał się w pokoju dziennym. Po krótkiej wymianie zdań dowiedział się, gdzie jest rudowłosa i w towarzystwie cieniowego ptaka - który podleciał do niego w międzyczasie, co minimalnie zdziwiło łucznika - opuścił pokój dzienny.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto Lip 19, 2016 10:43 am

/ z dachów

Lot nie trwał długo. Przy prędkości Danvers przemierzanie Nowego Jorku naprawdę zajmowało jej niewiele czasu, co z pewnością ją cieszyło. Zwłaszcza jeśli miałaby sobie wyobrazić, jaką męczarnią jest siedzenie w godzinach szczytu i utkwienie w korku. W Bostonie też takowe bywały, ale trudno było to porównać do tego, co działo się w metropolii świata.
Kobieta starała się nie analizować wszystkiego po kolei i dokładnie. Rozdrabniając się ze wszystkimi sprawami, które się piętrzyły. Najchętniej poleciałaby w miejsce, gdzie mogłaby się wykrzyczeć, jak tylko by zapragnęła, żeby nie zrobić komuś niepowołanemu krzywdy, a zdarzały się takie osoby, co to czasem nadepnęły na odcisk, choć nie miały o takowym najmniejszego pojęcia.
Poprosiła JARVISa, aby dokładnie poinformował ją, gdzie znajduje się Tony i otrzymawszy odpowiedź, blondynka od razu poleciała na odpowiednie piętro, zatrzymując się nieopodal wejścia z pewnym zawahaniem. Zdecydowanie potrzebowała tego, by odetchnąć. Albo kogoś uderzyć. Najlepiej uderzyć, potem odetchnąć. To byłoby dobre połączenie. Niepewna jednak tego w jakim stanie mogłaby trafić na Starka, westchnęła głęboko, starając się zreflektować na tyle, by nie palnąć czegoś głupiego lub nie zacząć się emocjonować.
Nie była w kompletnym stroju Ms. Marvel. Zdążyła go zmienić, lądując na tarasie, kiedy pierścień energii całkowicie przemienił jej charakterystyczne body w ciemną podkoszulkę, a na ramiona miała narzuconą jakąś cienką kurtkę, którą zresztą ściągnęła i trzymała w jednej ręce. No i wiadomo - spodnie, obuwie.
Blondynka nie miała problemu ze zlokalizowaniem Iron Mana.
Tony? — odezwała się, by dość swobodnym krokiem zmierzyć do przyjaciela.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto Lip 19, 2016 11:15 am

Jarvis przeżywał ostatnio ciężkie chwile, przekazując raz po raz informacje Avengersom. Tym razem ponownie odezwały się komunikatory mścicieli.
Informuję o włamaniu, nieproszony gość w salonie na szczycie wieży. Wraz z nim pomieszczeniu znajdują się Hawkeye oraz Black Widow.
Tutaj informacja została przekazana, wraz z nią Jarvis mógł wyświetlić obraz z samego pokoju w przekroju 3D, zgodnie z tutejszymi standardami. Oczywiście oczekiwał dalszych instrukcji.
Powrót do góry Go down
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto Lip 26, 2016 5:56 pm

Tony wyłączył się. Nie zdążył ani uspokoić myśli, zostawiając ich "przepływ" równie otwarty cały czas. Siedział w zbroi i trzymał głowę w dłoniach, był wyłączony ze świata. Przynajmniej do czasu, kiedy jego umysł zarejestrował, że został sam; uniósł głowę i rozejrzał się, a kiedy nikogo nie zobaczył, wziął głęboki oddech i wyprostował się. Ściągnął zbroję, doprowadził się do porządku - swój umysł też.

- JARVIS, poinformuj Pepper, co się stało z Rhodeyem. Emma wspomniała, że może będziemy w stanie go uratować, ale tego Pepper nie przekazuj. - Tylko tyle powiedział, a potem już siedział znowu w ciszy, uspokajając się i starając nie rozpłakać, dlatego wystraszył się nieco, kiedy Carol się odezwała. Zanim jednak odpowiedział, usłyszał JARVISa i jego przekaz, ale machnął ręką, urywając transmisję. - Clint i Nat się tym zajmują, więc ja nie muszę - skomentował. Wiedział, że gdyby ta dwójka sobie nie poradziła, to JARVIS wtedy znowu by się odezwał, ale na razie nie chciał nic wiedzieć. Wstał i złapał Carol za rękę. - Chodź ze mną? JARVIS powinien już skończyć pracować nad czymś, co pomoże mi wrócić do siebie. - Wskazał na swoje nadal kobiece ciało. - Potrzebuję stabilności, aby poradzić sobie z tym, co się dzieje. - Pociągnął Carol do warsztatu.

[zt dla mnie i Carol, możesz zacząć pisać właśnie w warsztacie.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 368
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto Paź 11, 2016 1:57 pm

Emma bez wahania skierowała się od razu do zasugerowanego przez Carol pokoju dziennego. Stąpała pewnie, plecy - pomimo obciążenia - miała wyprostowane, a głowę trzymała dumnie uniesioną... Czyli jak zawsze. Kobieta już dawno temu nauczyła się, że jak długo sprawiała wrażenie pani na swych włościach, nawet na obcym terytorium, większość ludzi z miejsca traciła całą pewność siebie i zwyczajnie nie wchodziła jej w drogę.
Zaraz po wkroczeniu do pomieszczenia, blondynka podeszła do długiej kanapy, na której delikatnie ułożyła swojego podopiecznego. Zapewne niewiele osób spodziewałoby się ujrzeć ją w takim wydaniu, jednakże nieliczni wybrani doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że dzieci i młodzież stanowiły czuły punkt White Queen... A już w szczególności tyczyło się to jej własnych uczniów, czyli młodych mutantów. Mimo to kobieta w żadnym razie nie pozwalała, aby cecha ta stała się jej słabością. Przeciwnie, jeżeli miała na nią jakikolwiek wpływ, to właśnie dodawała jej sił.
Nie tracąc cennego czasu, panna Frost również zajęła miejsce na tej samej kanapie, choć nieco dalej. Od razu założyła nogę na nogę, dłonie zaś oparła na udzie, częściowo jeszcze na materiale swej krótkiej sukienki. Jej spojrzenie podążyło za Wandą, której dawała chwilę na przyjęcie wygodnej pozycji, siedzącej lub nie, w zależności od jej wyboru.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że ta rozmowa jest dość.. Nagła i być może niespodziewana, jednakże pozwolisz, że mimo wszystko przejdę od razu do rzeczy. Jak zapewne wiesz kilka tygodni temu sytuacja mutantów uległa drastycznemu pogorszeniu, a stało się tak na skutek publicznego ujawnienia naszego istnienia. Wówczas zapowiedziana została konferencja, mająca dotyczyć nie tylko "problemu" mutantów, ale i nadludzkich mocy u wszelkich istot. Wiem, że między innymi Avengers otrzymali na nią zaproszenie, a jej termin wypada niedługo. Powiem otwarcie: uważam, że jesteś jedną z najlepszych możliwych kandydatek do reprezentowania mutantów w trakcie tego wydarzenia - wyłożyła spokojnym, zrównoważonym tonem. To była podstawa, na którą reakcję chciała zobaczyć przed przejściem do szczegółów... Tych zaś niestety musiała przedstawić sporo.
Biała Królowa miała wiele pomysłów odnośnie konferencji. Zdążyła również zgromadzić liczne argumenty na ich poparcie - na wypadek, gdyby Scarlet Witch nie chciała się z którymś z nich zgodzić. Niestety nawet ona sama rozumiała jednak, iż przygotowany przez nią plan nie był idealny, tylko stanowił najlepszą opcję, na jaką mogli sobie pozwolić w zaistniałych okolicznościach... I panna Frost liczyła na to, że tyle wystarczy, aby przynajmniej na pewien czas uspokoić szerzące się w kraju oraz na całym świecie nastroje.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sro Paź 19, 2016 10:04 pm

Scarlet była zaś zbyt zamyślona. Próbowała poukładać w głowie wszystko i liczyła na to, że jej się uda, choć natłok informacji zdawał się przygnieść ją z każdej możliwej strony. Nie przyglądała się zatem Emmie, a jedynie szła wolnym krokiem za kobietą i ze wszystkich sił starała się nie odłączać na zbyt długo. Popełnianie faux pas nie leżało w jej naturze, toteż wierzyła, że całe sedno sprawy zostanie jej zaraz przedstawione. Niesforne myśli wciąż gnały w stronę brata, z którym nie tak dawno zaliczyła nieprzyjemną rozmowę, ale chwila, w której przekroczyły próg pokoju zdawała się być kluczowa. Wanda wypuściła powietrze ze świstem i zmrużyła nieznacznie oczy. Nie zwracała uwagi na to, co dzieje się dookoła. Próbowała obserwować Emmę i analizować sposób poruszania się, a także oddać się w pełni słowom, którymi miała ją już niebawem uraczyć.
Nie siadała - wolała stać, to oczywiste. Nie potrafiłaby usiedzieć nawet trzech minut w tej chwili, bo przecież tak naprawdę chodziło głównie o to, że musiała w jakiś pokrętny sposób zapamiętać każdy detal. Przygryzła policzek od środka i skrzyżowała ręce na piersi, by zaraz potem skinąć głową kobiecie i oczekiwać na kolejną porcję informacji. Zmarszczyła jednak brwi, bo czegoś takiego się nie spodziewała i została zaskoczona w sposób, którego nie umiała w tej chwili nazwać.
- Doprawdy? - spytała mimowolnie, a słowo to uleciało spomiędzy spierzchniętych warg Witch naturalnie, choć niespodziewanie. Nie chciała zabrzmieć gburowato, bo takowe wyróżnienie było dla niej niezwykle ważne, ale tak naprawdę - dlaczego ona? Oddychała spokojnie, a klatka piersiowa unosiła się w nierównomiernych oddechach. Serce uderzało gwałtownie w piersi, a nagły bół głowy zaczął jej doskwierać. To było za dużo jak na jeden dzień. - Chcesz żebym reprezentowała nas wszystkich, tak? Wyjaśnij mi zatem, czy wybór jest związany z ewentualnym planem, który być może zrodził się w twojej głowie, a którym uraczysz mnie w najmniej spodziewanym momencie czy po prostu tak mocno we mnie wierzysz? - uśmiechnęła się rozbawiona, bo wciąż niedowierzała. Wzruszyła nawet lekko ramionami, ale nie była zła. Oczekiwała tylko prawdy, którą musiała dostać, a przynajmniej powinna. Zrobiła krok w przód, tak by stać jeszcze bliżej Emmy aż w końcu odezwała się ponownie, choć dłuższa chwila milczenia mogła okazać się niezbyt przyjemna. - Chciałabym żebyś była ze mną szczera, to wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 368
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Paź 20, 2016 2:59 pm

Zapewne Emma przypominała w tej chwili prawdziwy posąg - poważna i spokojna, idealnie nieruchoma, gdyż nawet nie oddychała, zastygła w statycznej pozie, ze spojrzeniem wbitym w Wandę... A refleksy światła na jej diamentowej skórze i włosach musiały tylko pogłębiać to wrażenie. Dlaczego jeszcze się nie zmieniła, skoro nie przepadała za tą formą? Otóż odcięcie się od emocji pomagało jej skupić się na chłodnej logice, zebrać myśli, podjąć konieczne decyzje - obiektywne i rozsądne. Nawet ona posiadała w końcu na co dzień uczucia, które w jakimś stopniu wpływały na jej osąd, a tak... Mogła się ich pozbyć. Czasami kobieta zastanawiała się, czy nie była to dla niej ważniejsza cecha tej postaci od niezniszczalności.
- Wybór jest przede wszystkim logiczny, choć podejrzewam, że wielu osobom się nie spodoba. Nie przejmuj się nimi. Będą kierować się dumą, uprzedzeniami i własnymi zachciankami, nie zwracając uwagi na to, co jest naprawdę ważne - White Queen niestety aż za często miała do czynienia z tego rodzaju ludźmi i prędko nauczyła się ich ignorować, aby dalej robić swoje. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie zaskarbiała sobie w ten sposób niczyjej sympatii, ale to obchodziło ją najmniej. Niektóre kroki trzeba było podjąć, trudne decyzje musiały zapadać - dla wyższego dobra, w tym wypadku całej rasy, czyli milionów istot.
- Fakty są takie: nigdy nie byłaś częścią Instytutu, nawet w nim nie przebywałaś, więc nie sprowadzisz na niego niczyjej uwagi. To właśnie ten argument wyeliminował X-Men oraz większość ich sojuszników. Nie możemy dopuścić do tego, żeby szkoła została ujawniona. Tłum z widłami i pochodniami to ostatnie, czego potrzebują te dzieci. Ty natomiast możesz przedstawić mutantów w pozytywnym świetle. Jesteś oficjalnie uznawana za bohaterkę i to nie tak kontrowersyjną, jak członkowie X-Men, tylko wprost przeciwnie. Sama wiesz, że Avengers są traktowani wyjątkowo. Ulubieńcy ludu, wzory do naśladowania... Macie wielki wpływ na społeczeństwo, a przez tę popularność nawet rząd musi się liczyć z waszym zdaniem - to powiedziawszy, panna Frost w końcu pozwoliła swojej formie stopniowo się odmienić, powrócić do ludzkiej postaci. Niemożność odczuwania emocji przekładała się również na brak empatii, zaś telepatia wręcz zwiększała tę ostatnią... A Emma podejrzewała, że teraz będzie jej potrzebować.
- Rozumiem, że nie masz powodów, aby mi ufać, ale jednego możesz być pewna: zależy mi na interesie mutantów. Moje pojawienie się na konferencji byłoby podejrzane, ale zamierzam śledzić ją na odległość i, o ile tylko będzie taka możliwość, chcę wspierać cię telepatycznie. Będę mogła dostarczać ci informacje i argumenty, może nawet zwracać uwagę na osoby, z którymi powinnaś się tam liczyć - zaoferowała. Nie wspominała jeszcze o tym, że rozważała również korzyści płynące ze zdolności samej Scarlet Witch. Użycie ich i tak byłoby ostatecznością.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sro Paź 26, 2016 5:41 am

Witch była szczerze zaintrygowana słowami Emmy. Przyglądała jej się w sposób enigmatyczny, jakby analizowała ją za każdym razem, gdy wypowiadała kolejną frazę, a kiedy tylko dostała chwilę na zaczerpnięcie oddechu i przyswojenie informacji, zdecydowała się także usiąść. Potrzebowała paru minut na to, by się zastanowić, bo przecież powszechną opinią było, że kobiety zawsze myślą za dużo, a potem rodzą się z tego problemy. Dzisiejszego dnia to miało zupełnie inny wydźwięk, gdyż chodziło tylko o pewność - czy jest odpowiednia. Musiała wiedzieć, że ta decyzja nie należała tylko do White Queen, ale nie powinna pytań. Przynajmniej na razie, dopóki nie pozna wszystkich możliwych szczegółów, które uspokoją jej rozkołatane serce, raz po raz dudniące i niosące po pokoju głuche echo.
- Ludźmi zazwyczaj kieruje zazdrość - przyznała bez ogródek i przygryzła policzek od środka. Niespokojnie zadrżała na myśl o tych spojrzeniach, które będą kierowane pod jej adresem, ale czy doprawdy komuś takiemu jak Scarlet mogło na tym zależeć? Oddychała spokojnie i z każdą kolejną chwilą nabierała pewności, że Emma wie co robi. Musiała być na to zdecydowana, skor nie utrudniała niczego, a wręcz przeciwnie - ułatwiała z każdą następną minutą podjęcie tej istotnej decyzji, która dla obu kobiet była zapewne oczywista.
- Nasze zdanie może być kluczowe, by uchronić twoich podopiecznych... Wybór padł na mnie, bo doskonale wiesz, że nie będę w stanie odmówić, prawda? - zapytała bez cienia drwiny, ale przecież nawet Wanda odczuwała niejednokrotnie instynkt macierzyński, a chęć pomocy dzieciom z nadnaturalnymi zdolnościami była najbardziej autentyczna. Nie chciała dla nich krzywdy, a to jak argumentowała wszystko Biała Królowa miało więcej sensu niż niejedna jej odbyta rozmowa w ostatnim czasie.
- Dobrze - powiedziała w końcu po namyśle i wstała, by ostatecznie podejść i stanąć przed panną Frost. Nerwowo gryzła dolną wargę, aż w końcu zdecydowała się na wyciągnięcie ręki do partnerki, która winna być jej sojuszniczką, tak jak obiecała. - Moje zaufanie nie ma tu nic do rzeczy. O ile gramy w jednej drużynie, tak długo nie uraczysz we mnie wroga. Co zrobisz z tym, zależy już tylko od ciebie, a wierzę, że potrafisz dokonywać słusznych wyborów - i czekała, czy kobieta odważy się na przypieczętowanie paktu, który miał oznaczać początek czegoś nowego.
Czegoś z czym musiał zmierzyć się każdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 368
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Paź 27, 2016 5:00 pm

W ostatnim czasie Emma otrzymywała coraz więcej argumentów jasno świadczących o tym, co i tak wiedziała już od dawna - że z kobietami o wiele łatwiej można się było dogadać. Podczas gdy Rogue i Storm współpracowały z nią dla dobra Instytutu, Iceman wolał się pieklić i rzucać oskarżenia, a Cyclops po prostu zostawił problemy za sobą i ruszył własną drogą. Ms. Marvel i Scarlet Witch były otwarte na dialog i rozumiały jej obawy, a Kapitan Ameryka proponował ujawnienie szkoły, czyli wystawienie uczniów na niebezpieczeństwo... Zarówno on, jak i Drake dojrzeli w końcu - z jej pomocą - sedno sprawy, lecz jednak White Queen wciąż ufała im mniej, niż paniom, z którymi miała okazję dyskutować. Z tego wszystkiego bronili się chyba tylko jej Hellion oraz Roberto da Costa... Pierwszego z nich sama sobie wychowała, drugi z kolei zdawał się myśleć w sposób podobny do niej. Rzecz jasna czyniło go to bardzo niebezpiecznym, ale i zarazem przydatnym. Och, był jeszcze James Madrox i jego agencja detektywistyczna - jego również Emma mogła dołączyć do tej krótkiej listy mężczyzn, którzy ostatnio jej nie zawiedli.
- Między innymi dlatego, owszem - przyznała więc szczerze i otwarcie na potwierdzenie domysłów Wandy. Nie rozwijała już tej myśli, gdyż uważała, iż wcześniej wystarczająco dosadnie wyjaśniła większość swoich powodów... A przynajmniej wszystkie te naprawdę istotne. Krytykę samczego rodu mogła pozostawić dla siebie.
Na tym etapie sprawa wydawała się już przesądzona, a jednak oficjalna, wypowiedziana wprost zgoda była ważna. Jako że Scarlet Witch znów wstała, panna Frost również podniosła się ze swojego miejsca, choć nie wyszła jej naprzeciw, tylko na nią poczekała. Bez wahania uścisnęła zaoferowaną jej dłoń, pewnie i mocno, choć nie na tyle, aby Wanda mogła odnieść wrażenie, iż próbuje w ten sposób coś podkreślić albo udowodnić. Takie pokazy dominacji również zostawiała niespełnionym samcom alfa, jakich niestety wielu było w środowisku bohaterów.
- Zadbam o to, abyś jak najszybciej otrzymała imienne zaproszenie na konferencję. Podejrzewam, że transport na miejsce będą mogli zapewnić ci Avengers, skoro i tak wyślą też własnego reprezentanta... Ale jeżeli pod tym względem coś się zmieni, wystarczy słowo, a zorganizuję przelot. Jeśli jeszcze przed konferencją dowiem się czegoś istotnego, dam ci znać, a póki co... Po prostu nie wpadnij przez ten czas w żadne kłopoty - poinstruowała, w trakcie swojej wypowiedzi puszczając rękę Scarlet Witch.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pią Lis 25, 2016 9:30 pm

Kobiety od zawsze lepiej ze sobą współpracowały, chociaż tajemnicą nie było, że wiele przedstawicielek płci pięknej potrafiło drzeć ze sobą koty i doprowadzać do sytuacji niezwykle kryzysowych, ale te dwie? Przypominały istne wulkany, które mogły wybuchnąć w najmniej oczekiwanym momencie, choć dopóki grały w jednej drużynie, nie powinny ze sobą walczyć. Scarlett bowiem oczekiwała od Emmy, że nie wbije jej noża w plecy, a lojalność będzie cenić wyżej niż własne życie, wszak umowa, którą zawierały okazać miała się sukcesem dla obu, a nie tylko dla jednej. Posiadały ten sam cel i sposób walki, a przynajmniej tak myślała Witch, gdy wsłuchiwała się w słowa Frost. Nie wydawała jeszcze osądów i nie chciała wybiegać zbyt daleko w przód, a już w szczególności teraz, gdy ostatnia rozmowa z najważniejszą osobą w jej życiu wytrąciła kobietę z równowagi. Pietro miał do tego niebywały talent i prawdopodobnie kilka dni przerwy od samych siebie będzie najlepszą decyzją, tylko... Co jeśli Wanda nie będzie zamierzała skorzystać z czasu, który dał im przewrotny los? Nie wiedziała, czy brat zdaje sobie sprawę z tego, co się wydarzy i w jakim przedsięwzięciu bierze udział jego siostra, ale to nie było teraz istotne.
Na wszystko przyjdzie czas. Na to również.
Patrzyła zatem na Emmę i nie odzywała się ani przez ułamek sekundy, gdy powaga całej sprawy dotarła do niej w tempie, które wydawało się nad wyraz szybkie. Może zbyt? Minuty płynęły w sposób powolny, a Scarlett, pomimo że nie patrzyła na zegarek, nie podejmowała się próby przeciągnięcia ów spotkania. Obie chciały dać sobie pewnego rodzaju zapewnienie i im dłużej to trwało, tym bardziej ciemnowłosa utwierdzała się w słuszności dokonanego wyboru.
Czyż nie były do siebie podobne? Przynajmniej w osądach, które kierowały pod adresem samców. Sama Witch nie tolerowała zbyt męskich pobudek jakie kierowały wieloma przedstawicielami silniejszych, co wielokrotnie mogło okazać się jedynie stereotypem. Samce alfa miały to do siebie, że uważali się za bogów. Cóż więc mogły im zrobić kruche istoty pokroju Emmy i Scarlett? Zapewne nic, choć to tylko pozory. Piękne, ale nadal pozostające oceną w odczuciu tych, którzy chcieli zawładnąć już nie tylko kobietami, ale także otaczającym światem, jakby dając odczuć swą wyższość nad każdą jednostką.
- Czy wiesz kto z Avengers został wyznaczony? - spytała i przygryzła policzek od środka. Musiała to wiedzieć, bo jej komfort psychiczny także odgrywał tutaj istotną rolę. Nie zamierzała się złościć i irytować, a każdy cień niezadowolenia byłby widoczny na jej twarzy, gdyby cokolwiek poszło nie tak. Wypuściła więc jedynie powietrze ze świstem, a zaraz potem skinęła kobiecie lekko głową. - Kłopoty? Daj spokój, wyjątkowo trzymam się od nich z daleka - czy jednak aby na pewno?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 368
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pon Lis 28, 2016 5:02 pm

Na pytanie Wandy Emma w pierwszej kolejności przeniosła ciężar ciała w większości na jedną nogę, a następnie przemieściła ręce: jedną z nich objęła się na wysokości żeber, aby móc oprzeć na niej łokieć drugiej. Jej uniesiona w ten sposób dłoń znalazła się w pobliżu szyi i kobieta odruchowo zgarnęła w palce kosmyk włosów, który zaczęła powoli obracać i lekko podkręcać. Spojrzenie w dalszym ciągu utrzymywała na Scarlet Witch, lecz cała jej postawa wskazywała na to, że zastanawiała się nad odpowiedzią.
Prawda była taka, że panna Frost nie wiedziała na sto procent któż taki został oddelegowany przez Avengers na konferencję, a wynikało to przede wszystkim z faktu, że oni sami jeszcze tego do końca nie ustalili. W innym wypadku blondynka zdążyłaby to już dokładnie wybadać, bo w końcu temat ten był dla niej - i całej jej rasy - szczególnie istotny. Mimo to z jej rozmowy z Carol oraz Rhodesem wynikało przynajmniej parę ciekawych rzeczy i White Queen nie widziała żadnego powodu, dla którego miałaby się nimi teraz nie podzielić ze swoją rozmówczynią. Najpierw jednak telepatka uniosła brew na uwagę kobiety dotyczącą trzymania się z daleka od kłopotów. Gest ten zdawał się mówić: "och, naprawdę?"
- Nie sądzę, aby zapadła już ostateczna decyzja w sprawie reprezentanta grupy, ale wiele wskazuje na kandydaturę Tony'ego... Wiem, że Carol najrawdopodobniej ją popiera. O szczegóły będziesz niestety musiała zapytać swoich towarzyszy, ale jeżeli rzeczywiście to właśnie Tony pojawi się na konferencji, przewidywany na niej poziom chaosu zapewne wzrośnie dwukrotnie. Co najmniej - sama Emma podchodziła do tego pomysłu bardzo, ale to bardzo ostrożnie. Stark potrafił być nieprzewidywalny, więc z równym prawdopodobieństwem mógł się okazać sojusznikiem, jak i przeciwnikiem... Choć blondynka podejrzewała, że mimo wszystko będzie chciał dobrze, tylko niekoniecznie we właściwy sposób.
- Domyślam się, że będziecie się jeszcze musieli spotkać i ustalić wspólne stanowisko. Nie tylko ty i on, ale również pozostali członkowie drużyny. W naszym przypadku sytuacja jest o wiele prostsza. W końcu doskonale wiemy czego chcemy i potrzebujemy... - zauważyła, nie wymieniając już jednak tych oczywistości. Musieli pokazać, że nie są zagrożeniem, które należy powstrzymać, tylko ludźmi jak wszyscy inni... Że przysługuje im prawo do normalnego życia, bez martwienia się o to, co nagle zdecyduje z nimi zrobić rząd albo wściekły i niekompletnie wyedukowany tłum. To przede wszystkim.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Gru 15, 2016 3:27 pm

Przyglądała się nieustannie kobiecie i szukała odpowiedzi w jej mimice, a także gestykulacji. Chciała wiedzieć, dlaczego pewne rzeczy zawsze zostają owiane tajemnicą, ale nie było teraz czasu na jakiekolwiek rozważania, a już tym bardziej nie zamierzała doszukiwać się dwuznaczności. Chodziło o coś, co miało ułatwić wszystkim funkcjonować, a Wanda jako osoba przepełniona instynktem marzyńskim nie mogła pozwolić na to, by ktokolwiek próbował skrzywdzić młodych mutantów. Czuła się potrzebna, a to przecież było najważniejsze i z pewnością potrzebne, bo kto mógłby odważyć się na pociągnięcie całej siatki konsekwencji, która zagroziłaby ich światu? Niebezpieczeństwo czaiło się na każdym kroku, ale to właśnie dlatego akceptowała w pełni warunkach panny Frost.
- Tony... - powtórzyła po blondynce i przygryzła policzek od środka. Nie do końca rozumiała, dlaczego istniała takowa obawa, ale w ten o to sposób, Scarlett musiała być jeszcze bardziej czujna, by nie doszło do żadnej katastrofy, a przynajmniej na razie. - Dobrze, zatem postaram się porozmawiać z Carol - odpowiedziała z cieniem uśmiechu na twarzy, który wykrzywił jej nieco spierzchnięte wargi. Nie wiedziała co o tym myśleć, ale był jeszcze czas. Może niezbyt dużo, ale wystarczająco, by zaakceptować kolejne wytyczne. Kobiety miały z tym problem i choć Witch zazwyczaj przejawiała w sobie wolę zawarcia kompromisów, tak nie lubiła być stawiana przed faktem dokonanym. W głowie układała swoistego rodzaju plan działania, który miał ułatwić wszystko.
- Dobrze, zatem nie musisz się obawiać, bo zrobię wiele, by jak najszybciej skontaktować się zarówno z Carol, jak i z Tony'm i sądzę, że dojdziemy do wspólnego konsensusu - przytaknęła i zamierzała uspokoić Emmę, bo podobnie jak White Queen - była jedną z ostatnich osób, którym zależało na zaszkodzeniu komukolwiek. Plan działania nie zawsze skutkował tym co było właściwe, ale dzisiaj przyszła odpowiednia pora, by przełożyć najistotniejsze aspekty na piedestał, a te mniej ważne kwestia odsunąć na dalszy plan. - Obiecaj mi, że cokolwiek się stanie, będziesz dla mnie wsparciem. Dobrze wiesz, że w ostatnim czasie nieco go potrzebuję... - zwróciła się jeszcze, ale ton głosu Scarlett mół brzmieć nieco niepewnie. Nie zamierzała jednak się rozwodzić nad sensem wypowiedzianych słów, ale przecież nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, że miała na myśli Quicksilvera.
Może to właśnie on powinien być ostatecznym punktem zapalnym Witch, by zaczęła działać zgodnie z własnym sumieniem i sercem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 368
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Gru 15, 2016 10:11 pm

Emma kiwnęła głową, gdy Wanda potwierdziła, że w najbliższym czasie spotka się z Carol i Tony'm, aby wszystko z nimi omówić, lecz nie kontynuowała już tego tematu. Miała nadzieję, że w razie czego obie kobiety będą w stanie naprowadzić Starka na słuszną ścieżkę, lecz niestety na więcej nie mogła tak naprawdę liczyć... Przynajmniej nie bez korzystania ze swoich zdolności, a to z kolei pozostawiłoby po sobie pewien niesmak, którego mimo wszystko wolałaby uniknąć - o ile tylko będzie to możliwe.
Blondynka nie spodziewała się za to następnych słów, które opuściły usta Scarlet Witch i sprawiły, że panna Frost aż zamrugała szybko ze zdziwieniem, a jej palce na moment przestały podkręcać kosmyk włosów. Nie, to nie była jedynie kwestia zwykłego zaskoczenia... Niezwykle rzadko zdarzało się, aby ktokolwiek zwracał się do niej w ten sposób - prosząc ją o wsparcie, szczerze na niej polegając - i najzwyczajniej w świecie Emma nie była do tego przyzwyczajona. Większość X-Men nie ufała jej do końca i patrzyła jej na ręce, co rzecz jasna potrafiła do pewnego stopnia zrozumieć, nawet jeśli po tak długim czasie zaczynało się to już robić bardziej irytujące niż zabawne. W świecie biznesu z kolei każdy musiał dbać o siebie... Nie wspominając już o specyficznym podejściu członków Hellfire Club, które mogło, lecz nie musiało zmienić się od chwili, gdy White Queen go opuściła.
Podsumowując, Emma służyła różnym osobom wieloma rzeczami, wliczając w to między innymi jej pokaźny majątek, zaawansowaną technologię, trafne uwagi, słuszne rady, cięty język oraz świetny gust, ale nikt nigdy nie oczekiwał od niej okazywania serca. Mogło to wynikać z faktu, że mało kto wierzył w jego istnienie, a przynajmniej nie w formie innej od kawałka lodu czy kamienia... Albo raczej pięknego, lecz zimnego diamentu... Ale fakt pozostawał faktem. Mimo to ten powiew świeżości nie był jednak niemile widziany.
- W porządku, obiecuję - odparła więc, jednocześnie wznawiając zabawę kosmykiem włosów. W końcu w jej interesie leżało to, aby Wanda dotarła na konferencję w jak najlepszym stanie fizycznym i psychicznym, poza tym zaś... Być może odrobinę zaintrygowała ją ta sytuacja. Do głowy przychodziła jej jeszcze jedna kwestia, którą zapewne powinny omówić... Lecz nie była pewna tego, ile Scarlet Witch zdążyła już usłyszeć na temat niedawnych ataków ze strony robotów.
- Jeżeli nie masz nic przeciwko, mogę umieścić bezpośrednio w twoim umyśle wszystkie istotne informacje na temat pewnego problemu, który najprawdopodobniej wypłynie przy okazji konferencji - zaoferowała, aby zaoszczędzić im obu czasu i całej masy wyjaśnień.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Gru 29, 2016 5:15 am

/ Z warsztatu
/ Niedługi fragment z Wandą  - jest poprowadzona jako NPC

Trudno powiedzieć czy czuła się o siłach, czy była na tyle zmęczona, czy zobojętniała przez wszystkie informacje, z jakimi zdążyła się zapoznać. Znudzony wyraz twarzy Carol był zauważalny dla bardziej spostrzegawczych osób, które znały się na obserwacji. Ci, co jeszcze lepiej znali kobietę - wiedzieli po prostu, że przytłoczenie wszystkim zaczęło jej się udzielać i postanowiła emocje odsunąć na bok. Na tyle, na ile było to możliwe. Nie mogła dysponować diamentową strukturą, która czyniła z niej obiektywną istotę. Niemniej, lata samozaparcia, w wojsku i innych służbach - przyczyniły się do pewnego pohamowania emocji, choć i to nie należało do łatwych mimo wszystko.
W myślach powtarzała sobie, co jest do zrobienia, z kim się spotkać, co mówić i jak się zachować. Odetchnęła parę razy i pokręciła głową, wywołując tym samym strzyknięcie kręgów szyjnych. Przy okazji stwierdziła, że koniecznie po spotkaniu, na które się wybierała, przyda jej się prysznic, ażeby ochłonąć i spłukać z siebie wszystkie emocje, jakie w niej się nagromadziły. Już nawet nie myślała o kąpieli będącej o wiele bardziej przyzwoitym działaniem, bo nawet na to nie miała czasu. Chwilę roztargnienia będzie musiała zostawić na później i na dłuższy moment.
Gdy znalazła się na poziomie pokoju dziennego, od razu wyszła z windy, wcześniej wciągając powietrze. Najchętniej powiedziałaby swoje i wyszła, jednakże kultura, kwestie dyplomatyczne i współpraca między drużynami superbohaterów (mutantów czy nadludzi) wymagała odpowiedniego podejścia. Zwłaszcza w świetle korzyści, w pomocy czy zobowiązaniach. W to nie wątpiła. Zawsze był biznes, mniej czy bardziej określony.
Emmo, Wando  — odezwała się do kobiet. Zauważyła, że druga z nich już właściwie gotowa była do wyjścia, z czym nie miała problemu, aby obie blondynki poinformować. Najwidoczniej rozmowa Maximoff i Frost przebiegła pomyślnie. Nie wydawały się strapione, a prawdopodobnie szczegóły pozostawiły na później.
Carol skinęła krótko na słowa Scarlet Witch, informując ją przy okazji, że później z nią porozmawia, bo będzie chciała się czegoś dowiedzieć. Nie była to jedna rzecz, a parę spraw, które zastanawiały Ms. Marvel.
Wspomniana kobieta odprowadziła wzrokiem drugą Mścicielkę, by - po jej zniknięciu za metalowymi drzwiami dźwigu - zająć miejsce naprzeciw Frost.
Rozmawiałam całkiem niedawno z Bartonem, który miał dość ciekawe spotkanie — od razu przeszła do rzeczy. Mogło to świadczyć zarówno o jej zmęczeniu, jak i ważności sprawy czy też ogólnemu poszanowaniu wobec czasu mutantki, zapewne również mającej zajęte ręce. — Dotyczącej rządowej grupy, działającej chociażby w Los Angeles — doprecyzowała, czekając na reakcję Frost. Dużo do powiedzenia nie miała, choć była pewna, że jeśli chodzi o zdobycie informacji, to przy zdolnościach Emmy, Biała Królowa nie będzie miała jakichkolwiek problemów.

| tu, jako MG, wyprowadzam Wandę z tematu, jako że zrezygnowano z dalszego prowadzenia postaci.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Gru 29, 2016 2:17 pm

Zbieranie informacji od S.H.I.E.L.D. chwilę trwało, w związku z czym Jarvis milczał przez ładnych parę minut - po wstępnym oznajmieniu, że zrozumiał polecenia Carol i już zabrał się za ich wykonywanie. Kobieta zdążyła przenieść się do następnego pomieszczenia, gdy AI w końcu przemówiło ponownie:
-Rekruci: Chavez, Cole i Morales znajdują się pod opieką agentów w ośrodku treningowym. Były rekrut D'Ambrosio nie wykazuje żadnych wspomnień o projekcie; wrócił do swojego poprzedniego życia, lecz pozostaje pod stałą kontrolą. Rekruci Altman, Bishop, Bradley, Kaplan, Odindóttir i Shepherd zerwali kontakt z agencją. Od tego czasu S.H.I.E.L.D. odbiera komunikaty o zauważeniu ich w różnych miejscach i utrzymuje ich pod nadzorem bez doprowadzania do konfrontacji. Naczelnik Hill ma wziąć udział w przesłuchaniu generała Thaddeusa Rossa w sprawie bezprawnego zaangażowania armii w działania na terenie Los Angeles. Zostanie poinformowana o prośbie o kontakt- wyliczył Jarvis.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 368
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Gru 29, 2016 4:29 pm

Emma nie zdążyła otrzymać odpowiedzi na swoją propozycję, lecz prawdę mówiąc nie sprawiało jej to poważnej różnicy. Tak czy siak zamierzała wpompować do głowy Scarlet Witch garść istotnych informacji, jeżeli nie teraz, to w dowolnym momencie przed konferencją - lecz na tyle wcześnie, aby kobieta miała jeszcze czas przetrawić nowe dane, wyrobić sobie na ich temat własną opinię oraz zbudować na ich podstawie linię obrony... I być może ataku. Sama White Queen chętnie by jej z tym pomogła. W końcu była nauczycielką - naprowadzanie ludzi na właściwą ścieżkę miała wręcz we krwi.
Być może wtargnięcie do pomieszczenia kogoś innego, jakiegoś przypadkowego członka Avengers, lekko by ją w tym momencie zirytowało, jednakże w przypadku Ms. Marvel sprawy wyglądały nieco odmiennie. Ją w szczególności panna Frost uważała za sojusznika - przecież dopiero co wymieniały się wzajemnie informacjami - więc Emma pozwoliła sobie z góry założyć, że skoro Carol do nich dołączyła, to na pewno posiadała ku temu jakiś powód.
W związku z powyższym telepatka jedynie skinęła głową na pożegnanie Wandzie, gdy ta opuszczała pokój, a następnie skupiła już swoją uwagę na drugiej członkini Avengers. Jednocześnie zaprzestała bawienia się kosmykiem włosów, tym razem świadomie, po czym opuściła przedramię do pozycji poziomej, aby teraz ręce mieć po prostu skrzyżowane na klatce piersiowej, luźno i swobodnie.
Carol nie zdradziła może zbyt dużo, lecz w połączeniu z ich wcześniejszą dyskusją sprawy i tak prezentowały się coraz ciekawiej. Początkowo Emma zamierzała poczekać ze skanowaniem umysłu Rossa do powrotu do Instytutu, aby ułatwić sobie życie przy użyciu Cerebro... Ale teraz wyglądało na to, że jednak powinna się pospieszyć. Potrafiła połączyć się z kimś znajdującym się nawet na drugim końcu planety. Z Cerebro - lub którymś z jej własnych wynalazków - po prostu całość zajęłaby mniej czasu.
Nim jednak panna Frost zareagowała na słowa Ms. Marvel, w pomieszczeniu rozległ się głos tutejszej sztucznej inteligencji. Pierwsza część jej wypowiedzi, ta dotycząca rekrutów, nie mówiła White Queen wiele... Druga natomiast przywołała na usta telepatki uśmiech, subtelny i może nieco ironiczny. No proszę, jak to się pięknie złożyło.
- Rządowej grupy angażującej armię na terenie Los Angeles, miałaś na myśli? - spytała, choć tak naprawdę nie potrzebowała na to żadnej odpowiedzi. Przesłuchanie w sprawie, bądź co bądź, popełnienia przestępstwa mogło oznaczać, że Ross został zatrzymany siłą lub z jakiegoś powodu zgodził się pójść z agentami po dobroci. W tym pierwszym wypadku mógł nawet podwoić zniszczenia pod Hollywood... A to podsycało zainteresowanie Emmy.
Kobieta powróciła wreszcie na swoje poprzednie miejsce na kanapie, tuż obok wciąż nieprzytomnego Elixira, a następnie ułożyła łokieć jednej ręki na tylnej części mebla, by dzięki temu móc wesprzeć skroń na zewnętrznej stronie zgiętych palców. Nogi ze sobą skrzyżowała i wolną dłoń umieściła na własnym udzie. Jej spojrzenie powędrowało w stronę okna i widoku za nim, oddech zaczął się stawać głębszy oraz powolniejszy... Skupiała się już na czymś zupełnie innym i Carol zapewne mogłaby się tego domyślić.
Trafienie we właściwe miejsce nie było trudne. Wiedziała gdzie dokładnie toczyła się walka, miała okazję zobaczyć pole bitwy w wiadomościach, a dodatkowym ułatwieniem okazał się fakt, że na tym obszarze znajdowało się teraz zaledwie kilka umysłów, które tym bardziej wybijały się na tle psychicznej pustki. Dwa z nich należały do mutantów i Emma w pierwszej kolejności wkroczyła do jednego z nich, kobiecego, słabiej chronionego, aby pobrać z tej pamięci najświeższe myśli i wspomnienia. Nie przeglądała ich jeszcze klatka po klatce, na to przyjdzie pora później, lecz mimo wszystko nadała im wysoki priorytet. Umysł drugiego mutanta White Queen zignorowała. Wątpiła, aby wyciągnęła z niego coś więcej, niż z jego towarzyszki, a niestety czas nie stał po jej stronie. Następnym punktem programu było powtórzenie procedury na psychice drugiej obecnej na miejscu kobiety, którą Emma prędko zidentyfikowała jako agentkę S.H.I.E.L.D. Być może agencja oferowała im - X-Men - współpracę, ale nie oznaczało to, iż telepatka nie zamierzała jej patrzeć na ręce. Obrazy wydobyte z głowy agentki również musiały jednak poczekać, bo teraz blondynka zajęła się już umysłem generała.
Najpierw ekstrakcja wspomnień ze starcia. To była podstawa. Zaraz potem przyszła kolej na przyjrzenie się myślom Rossa oraz jego postawie... Mężczyzna nie był zadowolony z rozwoju wydarzeń. Złość wybijała się ponad jego pozostałe emocje, a wraz z nią również zwykła irytacja. Sporo narzekał na poczynania członków swojej drużyny - i za tym wątkiem Emma podążyła, uczepiła się rozważań na temat grupy, rzeczywiście rządowej, uformowanej przez samego prezydenta... Ross stał na jej czele i najwyraźniej nie dogadywał się z doradczynią, która próbowała kontrolować działania - ach, tak, Thunderbolts. We wspomnieniach generała przewijało się jeszcze kilka osób, które White Queen kojarzyła z pseudonimów... Ale bardziej niepokoił ją cel powstania tej grupy. Szczególnie w świetle tego, co wiedziała już o Sentinelach.
Emmę czekało jeszcze zestawienie wspomnień ze wszystkich trzech źródeł, do których właśnie dotarła, lecz kobieta ostrożnie i odrobinę niechętnie uznała, że do tego będzie jeszcze mogła przystąpić za moment. Najpierw chciała poinformować Carol o tym, czego zdążyła się już dowiedzieć... A nie było to nic przyjemnego - dla żadnej z nich i ich drużyn. Panna Frost ponownie spojrzała na Ms. Marvel, ale poza tym nie zmieniła pozycji, w jakiej się znajdowała.
- S.H.I.E.L.D. nic Rossowi nie zrobi. Za tym jego ugrupowaniem stoi prezydent, który najwidoczniej zażyczył sobie, aby nasz pan generał dyskretnie pilnował dla niego osób z mocami, złoczyńców, bohaterów czy nie. Zapewne sugerował się tym, jak delikatnie i z wyczuciem Ross obchodził się zawsze z kwestią Hulka. Ta jego drużyna dostała wsparcie wojska, ale jeżeli chodzi o samych członków, to zebrał istną śmietankę... Między innymi twoją Moonstone, a poza tym tego paskudnego Hooda i pewnie paru innych przestępców. Dosłownie chorą psychicznie Bloody Mary... Ross wyciąga ich z więzienia, oferuje bonusy. Wymuś na Raft raporty, być może tak dowiesz się więcej. Udało mi się też zdobyć wspomnienia dotyczące wydarzeń z Hollywood, ale potrzebuję paru minut, aby je zbadać... Jeżeli możesz poczekać. Przy okazji, co dokładnie wiecie na temat tych niedawnych ataków robotów w parkach? - skoro dzieliły się już wszystkim, to równie dobrze mogły wyjaśnić także tę sprawę.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sro Sty 04, 2017 1:40 pm

Całe szczęście, że Carol udało rozsiąść się wystarczająco wygodnie na jednej z kanap. Gdyby nie fakt, że wypadało przynajmniej w jakimś stopniu się zachować, już dawno wyciągnęłaby nogi. Zmęczenie - psychiczne, bo przy fizycznym jednak więcej trzeba by było od niej wyciągnąć - nadal dawało sobie znać. Mimo to, blondynka starała się ignorować te jakże kuszące myśli.
Na wszystko przyjdzie czas, pomyślała.
Starkpad, który ze sobą wzięła - albo jego podobną wersję - położyła na kanapie, aby nie musieć już obawiać się, że jakikolwiek ruch nogami strąci go na ziemię. Jeszcze tego brakowało, żeby w razie zniszczenia sprzętu, słuchać narzekania przyjaciela. Dzięki posiadaniu urządzenia mogła też natychmiastowo wrócić do plików, obserwować to, co dzieje się w innych pomieszczeniach, na innych piętrach oraz zanotować lub wystukać jakąś komendę, jeśli nie chciała, żeby osoba postronna ją usłyszała.
Zanim zdążyła choćby pomyśleć o kontynuacji swoich słów, chcąc Emmie wyjaśnić, co ma na myśli przez to, że się dowiedziała, JARVIS wtrącił swoje trzy grosze.
Dziękuję, JARVIS — odparła, dość mechanicznie, uciekając wzrokiem w stronę okna. Przeniosła go na Frost dopiero wtedy, kiedy kobieta odezwała się do niej. Kwaśny uśmiech na twarzy Ms. Marvel powinien być pierwszą odpowiedzią, jaką Biała Królowa mogła otrzymać na swoje pytanie.
W rzeczy samej. Pytanie tylko czy to jest pierwsza ich akcja, czy już mają coś zaplanowane? — odezwała się i założyła nogę na nogę, obserwując przez chwilę zadowoloną Frost.
Podobna obserwacja trwała chwilę w momencie, kiedy mutantka podjęła się - a przynajmniej po jej minie czy mowie ciała - działania. Może i Carol parę razy przesiadywała z telepatami. Może i miała dłuższe kontakty z nimi, relacje, jednakże nigdy nie interesowała się tym, ile może trwać przeskanowanie umysłu, nawet paru umysłów. Założyła zatem, że dobrze byłoby wrócić do przerwanych tymczasowo działań, choć jak się okazało dwie minuty później, nie miało to sensu. Zdążyła tylko wywołać komendę, dzięki której informacje przekazane przez JARVISa zostaną dołączone do otrzymanego od agentki Harris pliku. Zleciła także nagrywanie rozmowy z zapisem.
Gdy Frost odezwała się do niej, Danvers od razu uniosła wzrok na mutantkę. Dłoń Ms. Marvel natomiast zastygła nad Starkpadem, by wylądować lekko obok urządzenia. Drugą rękę, właściwie jej przedramię, wsparła o zewnętrzne (czy znajdujące się wyżej) kolano; w związku z tym pochylona była nieznacznie do rozmówczyni w oczekiwaniu na jej słowa, zeznania.
Faktycznie. Informacje, jakimi zaczęła dzielić się z nią Emma, nie sprawiły, że Carol była zadowolona. Wręcz odwrotnie. Przekleństwo, może nawet ich ciąg, przemknął przez umysł Mścicielki, kiedy trawiła kolejne niuanse.
Nie przerywała jej monologu, choć mimika Ms. Marvel zmieniała się zależnie od tego, co usłyszała, jakie fragmenty Frost zdążyła wypowiedzieć. Gdy skończyła, Danvers skinęła krótko, myśląc nad tym wszystkim. Potrzebowała chwili. Dłoń ręki, o którą się opierała, zamknęła i otworzyła się parokrotnie.
Widzę, że mają podobne zaufanie, jak my do nich  — podsumowała. W ostatnim czasie tylko utwierdzała się w fakcie, że mimo pewnej otwartości drużyny względem rządu nie będą mogli liczyć na dawkę zaufania, jakiej spodziewali się po wydarzeniach formujących drużynę Avengers już oficjalnie. — Ani szacunku, jeśli wykorzystują do tego tych, których zdążyliśmy wrzucić — powiedziała oschle, wspominając o wymienionych przestępcach. Myśląc złośliwie, chyba czekali na to, aż ci źli albo zaczną korzystać z ofiarowanych dóbr, albo odwrócą się od nich, korzystając z oferowanej im wolności. Nie wiedziała, co jest gorsze. Lub głupsze.
Na pewno spytam, nawet z banalnym argumentem wymyślonym na poczekaniu — odparła, chcąc najchętniej już wziąć się za połączenie z Raftem, ale słysząc pytanie Emmy spojrzała na nią i… nie wiedziała, co powiedzieć. Nie wiedziała o sprawie, o której albo nie zdążyła usłyszeć, albo nie zdążyła otrzymać takich informacji lub je przejrzeć. Samą siebie zganiła natomiast w myślach za to, bo wiedziała, że powinna zdążyć się zorientować, a tu nic jej nie wyszło. Kolejka wyzwań dla Carol zdawała się być nieskończona.
Przyznam, że nie mam właściwie pojęcia o czym do mnie mówisz, by zacząć ten temat  — odezwała się cicho. — W tej sprawie musiałabyś rozmówić się ze Starkiem, który powie ci więcej ode mnie, to na pewno. Teraz jest nieosiągalny — wyjaśniła. Nie wiedziała czy Emma jest w stanie zajrzeć do jego umysłu, kiedy był w takim stanie, czy jednak wolała wrócić do skanowania umysłów.
W każdym razie, Carol chciała jedną, bieżącą natomiast sprawę już wykonać, więc dała Frost spokój na ten moment, podczas gdy wzięła Starkpad do ręki.
JARVIS, połącz się z Raft. Zapytaj o udostępnienie raportów z ostatnich tygodni w związku ze zwolnieniami przestępców. Zależy mi na tym, kto dokładnie został zwolniony, z jakiego powodu i czyjego polecenia  — odezwała się do sztucznej inteligencji. — Czy oprócz wymienionych osób jest ktoś jeszcze, o kim nie wiemy. Wymyśl coś chociażby na potrzebę uzupełnienia wewnętrznych danych, weryfikacji informacji na potrzebę drużyny czy w trosce o obywateli, bo mogły być plotki o obecności którychś ze złoczyńców.
Ostatni argument wydawał się banalny, ale być może zainteresowałby pracujących w Rafcie agentów.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 368
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sro Sty 04, 2017 6:22 pm

Zaabsorbowana swoimi - oraz przede wszystkim cudzymi - myślami, Emma praktycznie nie zwracała uwagi na poczynania Carol, tym samym pozwalając kobiecie zajmować się jej własnymi sprawami. Prawdę mówiąc przez większość czasu nawet nie patrzyła w jej kierunku, dlatego dopiero po zakończeniu badania umysłu Rossa w ogóle zauważyła, że członkini Avengers robiła coś na przyniesionym przez siebie urządzeniu, bez wątpienia projektu Starka. Nie przejmowała się tym, sama z konieczności często dzieliła uwagę między różne zadania, więc nie odbierała tego jako oznaki braku zainteresowania czy szacunku dla rozmówcy. Rozumiała, że osoby na ich pozycjach nie miały ani chwili wytchnienia, więc wykorzystywały każdy moment, aby załatwić to czy owo.
Dla White Queen nie stanowiło żadnego zaskoczenia to, że Ms. Marvel prędko zrozumiała sytuację i nie była nią zachwycona. Dobrze. Ktoś inny - ktoś o bardziej ugodowym charakterze, chcący zachować status quo, zadbać jedynie o poprawne relacje z rządem - mógłby na jej miejscu starać się załatwić sprawę polubownie. W przypadku Carol natomiast Emma nie posiadała żadnych wątpliwości, że podjęte zostaną odpowiednie kroki. Nie oznaczało to oczywiście, że ona sama nie miała zamiaru działać, ale Avengers byli w końcu bardzo wpływową grupą. Mogli pozwolić sobie na pewne rzeczy, które niestety pozostawały jeszcze daleko poza zasięgiem X-Men, jakie nie byłyby rzeczywiste zasługi drużyny.
W związku z powyższym panna Frost pozwoliła na to, aby na jej twarzy odbiło się coś na kształt subtelnej satysfakcji czy pochwały wobec postawy Carol, zaś tuż po informacji dotyczącej nieosiągalności Tony'ego kiwnęła głową ze zrozumieniem. Nie planowała zrezygnować z poruszania w tym momencie tematu robotów, jednakże miała lepszy pomysł na to, jak do niego podejść... I odnosiła wrażenie, że wielu osobom ta metoda nie przypadnie do gustu.
- Jeżeli pozwolisz, przejrzę teraz te wspomnienia - oznajmiła jedynie, gdyż owszem, jej wypowiedź wcale nie brzmiała na pytanie o zgodę. Informowała Ms. Marvel, że zamierzała się tym w tej chwili zająć... Co było przecież na rękę im obu. Wiedza to potęga - wiele osób powtarzało te słowa, lecz mało kto naprawdę zdawał sobie sprawę z głębi ich znaczenia. Przy odrobinie szczęścia już same informacje wystarczą, aby zniszczyć drużynę Rossa albo przynajmniej mocno podkopać jej pozycję... Taki sposób walki White Queen preferowała.
Jej umysł działał szybciej i wydajniej od typowego ludzkiego, a w dodatku pozwalał na działania, które dla większości osób pozostawały niedostępne... Na przykład na przewijanie wydarzeń, odtwarzanie ich z idealną dokładnością, przeglądanie zastygniętych w czasie obrazów, wyszukiwanie szczegółów - trochę jak podczas puszczania filmu na komputerze. Dodatkowo mogła wkroczyć w uzyskane wspomnienia, poruszać się po ich obszarze... Badać je. W tym wypadku miała dostęp do trzech różnych punktów widzenia i zamierzała wykorzystać to pod każdym możliwym względem.
Na początek panna Frost zestawiła ze sobą uzyskane obrazy. Pamięć Rossa obejmowała największą część materiału, gdyż najwyraźniej był on na miejscu praktycznie od początku, podczas gdy agentka pojawiła się później, zaś mutantka przybyła jako ostatnia. Członkowie grupy generała namierzyli Grey, sprowokowali ją do ataku... To może świadczyć na korzyść X-Men... A potem słodka, niewinna Jean urządziła pod Hollywood małe piekło. W tym momencie zaczęły się już przydawać wspomnienia agentki, która - jak się okazało - ledwo przeżyła wybuch śmigłowca S.H.I.E.L.D. Emma doskonale wiedziała, że wystrzelony z pojazdu drużyny Rossa pocisk został telekinetycznie przekierowany ku agentom, lecz i tak skłonna była dowodzić winy Thunderbolts. Jacy skończeni idioci wysyłali konwencjonalną, fizyczną broń przeciwko komuś, kto za pomocą myśli poruszał materią - o czym mieli się już okazję przekonać? Na szczęście niedługo później na pole walki dotarli X-Men, Jean się uspokoiła, zaczęła się dyskusja - och, a cóż to była za ciekawa dyskusja... White Queen miała aż ochotę przybrać swoją diamentową formę, a potem wymierzyć paru jej uczestnikom solidne kopniaki. Niestety w tym wypadku niczego by to nie zmieniło, więc pozostawało jej tylko obserwować to, jak Jean odleciała wraz z Rogue, Wolverine'em i Cyclopsem... A potem jej źródło-mutantka wraz z kolegą zabrali się za szukanie Blackbirda... Aby go ukraść.
- Mamy jeszcze więcej problemów, niż początkowo sądziłam. Liczę na to, że nie będzie ci przeszkadzało, iż jednocześnie poinformuję o wszystkim moich towarzyszy i sojuszników - zwróciła się do Carol, gdy opuściła już przeglądane wspomnienia. Nadszedł czas na przystąpienie do realizacji jej planu... Najpierw Instytut, największe skupisko osób, z którymi musiała nawiązać kontakt. Nie interesowali jej wyłącznie X-Men. Od początku uważała, że uczniowie w pełni zasługiwali na to, aby wiedzieć co się dzieje, dlatego nie zamierzała ukrywać przed nimi szczegółów sytuacji. Jeżeli groziła im wszystkim prawdziwa wojna, to brak informacji działałby jedynie na ich niekorzyść. Odnalezienie da Costy również nie stanowiło problemu - mężczyzna w dalszym ciągu przebywał tam, gdzie Emma namierzyła go ostatnim razem, w dodatku wciąż w towarzystwie eks-członka X-Men, którego telepatka również zdecydowała się włączyć do jej masowego przekazu. Do tego dochodził jeszcze Madrox, być może jego agencja detektywistyczna do czegoś się im przyda, a część jej członków i tak znajdowała się już na terenie szkoły... Mniej więcej dwieście osób na raz. Nic, z czym nie mogłaby sobie poradzić, choć do niektórych trochę trudniej było dotrzeć niż do większości.
- Mówi Emma Frost. Jestem pewna, że wszyscy zajmujecie się teraz czymś niezwykle istotnym, ale obawiam się, że będzie to musiało zaczekać, gdyż ja nie mam zamiaru. Słuchajcie uważnie, bo ani nie lubię się powtarzać, ani nie chcę marnować na to cennego czasu. Znajduję się na terenie Avengers Tower w towarzystwie Ms. Marvel. Wspólnie udało nam się odkryć pewne informacje, które idealnie pokrywają się z tymi, które otrzymałam już wcześniej... Z różnych źródeł. Jakiś czas temu rząd Stanów Zjednoczonych rozpoczął prace nad budową maszyn przystosowanych do polowań na mutantów. Niedawno przeprowadzony został test urządzenia, które odpowiada za odróżnianie nas od zwykłych ludzi... I choć roboty zostały zniszczone, a nikomu nie stała się krzywda, to jednak były w stanie nas namierzyć. Następne będą zapewne lepiej przystosowane do walki. W Instytucie czekają specjalnie przygotowane bransolety, które każdy z was powinien podjąć. Noście je zawsze, a te roboty, Sentinele, nie będą w stanie was wykryć. Niestety nie są to wszystkie wymierzone przeciwko nam działania. Prezydent utworzył grupę pod dowodzeniem generała Thaddeusa Rossa, Red Hulka, w której skład weszli niektórzy przestępcy - w tym Moonstone i Hood - oraz część żołnierzy oddelegowanych z armii. Ich zadaniem jest pilnować wszystkich istot z mocami, nie tylko bohaterów i przestępców, ale i zwykłych cywili. Drużyna ta, Thunderbolts, odnalazła Jean Grey pod Los Angeles i próbowała ją aresztować, czym sprowokowała ją do walki, do której wkrótce potem przyłączyło się S.H.I.E.L.D. Większość agentów zginęła na miejscu, gdy Grey odbiła od siebie pocisk wystrzelony przez Thunderbolts. Wielu żołnierzy również straciło życia. Przybyli na miejsce X-Men zatrzymali bitwę, a Ross został aresztowany przez S.H.I.E.L.D., ale praktycznie na pewno rząd go z tego wyciągnie, a jego grupa będzie działać dalej, pod okiem doradczyni prezydenta, Rize. Stanowią dla nas zagrożenie, bo będą traktowani inaczej od nas. Mogą doprowadzać do starć, a i tak wina spadnie na nas. Uważajcie na nich. Jeżeli wejdziecie w kontakt z Jean, zachowajcie ostrożność. Nie jest sobą. Reaguje gwałtownie i chaotycznie. Wygląda na to, że jej działania kontroluje inna istota. W tej chwili towarzyszą jej Rogue, Wolverine i Cyclops, jednakże nie wiem dokąd zmierzają. Dwoje mutantów, którzy udali się wraz z tą częścią X-Men do Los Angeles, kobieta i mężczyzna, zamierza ukraść pozostawionego tam Blackbirda. Śledźcie jego położenie, bo planują coś, co może sprowadzić na nas wszystkich kłopoty. Chcą zgromadzić więcej osób i wspólnie zaatakować twórców Sentineli... Czyli kogoś, kto współpracuje z rządem. Domyślam się, że jesteście sobie w stanie wyobrazić efekty ich działań. Co ważne, rząd już teraz dysponuje listą zawierającą dane istot z nadludzkimi mocami, posegregowaną według poziomu zagrożenia, jakie stanowią te osoby. Część z nas najprawdopodobniej się na niej znajduje. Pozwolę sobie przypomnieć, że powstanie takiej listy miało być omawiane dopiero na zbliżającej się konferencji... Zdaję sobie sprawę z tego, że to wszystko prezentuje się dla nas okropnie, ale nie jesteśmy sami. Avengers są po naszej stronie, a posiadają o wiele większą siłę przebicia, niż wydaje się władzom. S.H.I.E.L.D. na rękę będzie zapobiegnięcie konfliktowi. Bądźmy ostrożni i czujni, nie dawajmy ludziom kolejnych powodów do agresji, a być może uda nam się jeszcze uratować sytuację - przekaz był długi, jednocześnie wypowiadany na głos dla wiadomości Carol, jak i przesyłany do wszystkich umysłów, z którymi Emma dopiero co się połączyła. Przy okazji White Queen natknęła się w nich na kolejne pilne informacje, które ani trochę nie poprawiły jej nastroju.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pią Sty 06, 2017 3:32 pm

Poprzez ostatnie wydarzenia oraz natłok wszystkiego, Carol niespecjalnie zastanawiała się nad tym czy coś jest kulturalne, czy nie. We większości odpowiadałaby brakiem czasu oraz koniecznością nadrobienia zaległych spraw, które nie mogą dłużej czekać. Oczywiście, uwzględniała przy tym - chcąc nie chcąc - pewien podział, zależny od stanowiska. Nie mogła jednak wiecznie odkładać na bok spraw, które nie wydawały się tak naglące, kiedy okoliczne wydarzenia zwracały swoją uwagę.
Podobnie w tym momencie sama nie mogła nic zarzucić Emmie, jako że poniekąd zyskane informacje - i to całkiem ich spora, realistyczna dawka - przydały się nie tylko mutantce, ale też i Mścicielce. Obie w tym samym czasie były zajęte, chcąc to wszystko uporządkować. Zatem nie tylko panna Frost była tutaj bez pretensji, bo w takiej samej sytuacji Danvers zachowałaby się identycznie.
Blondynka nawet jeśli miałaby co dodać od siebie, to tego nie uczyniłaby ze względu na badania, którymi zajęła się White Queen. Ms. Marvel wolała jej wtedy nie przeszkadzać, choć zakłada, że bycie telepatą daje także podzielność uwagi; w innym przypadku każde wykorzystanie, zbadanie wspomnień, myśli czy przedstawionych obrazów wydłużyłoby niejedną rozmowę.
Skinęła więc krótko do niej, kontynuując pracę na Starkpadzie. Przeczytanie dotychczasowych raportów, sprawdzenie czy Raft coś szykuje (choć w tym przypadku zapewne JARVIS się odezwie) oraz uzupełnienie własnego raportu o aktualne w tej chwili informacje. Dość niepokojące, jednakże z pewnością przydatne.
Na chwilę przed słowami Emmy, Carol przerwała pracę. Jakby miała przeczucie, że i tak zaraz to będzie musiała uczynić. Żadnego pliku nie odesłała do bazy Mścicieli, zachowując go na aktualnym urządzeniu. Wolała nie wysyłać cząstek, a już oddać całość, żeby członkowie mogli się z tym zapoznać.
Nie przeszkadza mi to — powiedziała, choć te problemy, których pojawiło się więcej, nie dało jej nadziei, a jedynie więcej niepokoju. — Podobnie z twojej strony liczę, że nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli poinformuję drużynę — uprzedziła. Mogła to zrobić i bez uprzedzenia, ale koniec końców sojusz nie tylko polegał na korzyściach, ale także wymagał on kultury z obu stron. Nawet jeśli była ona zdystansowana czy stwierdzająca. Wątpiła zresztą, żeby Emma miała coś przeciwko, skoro wcześniej dyskutowała z Wandą w tym temacie, a informacje, które miały być przedstawione Mścicielom, na pewno przydadzą się Scarlet Witch na konferencji. Będzie miała więcej czasu, aby się z tym zapoznać, przyswoić sobie.
Oddając mutantce możliwość działania, wznowiła nagrywanie z pada oraz JARVISowi w razie gdyby sprzęt miał zawieść, chociaż w to akurat wątpiła.
Nie wracając jednak do działań, Carol poprawiła się na kanapie; zmieniła układ nóg. Łokcie wsparła o kolano, a dłonie ze sobą splotła. Wysunęła też kciuki, o które oprzeć mogła brodę, częściowo chowając twarz za resztą palców. Ot, dla skupienia się na słowach mutantki.
Musiała przyznać, że taki monolog był doskonałym uporządkowaniem spraw, z jakimi musiała zapoznać się w ostatnim czasie. Przynajmniej część niesprzyjających wydarzeń będzie zorganizowania do przedstawienia innym, do przekazania tych wiadomości. Inne kwestie, które teoretycznie nie powinny być w interesie Avengers, także zostały uwzględnione. Dzięki temu łatwiej będzie można powiązać, wrócić do tego wszystkiego, gdyby sytuacja tego wymagała.
Nie mogła zaprzeczyć słowom Frost, gdy wspomniała o bransoletkach czy też o wpływie Mścicieli. Oni, zebrani tutaj, mieli ten plus, że nie musieli ukrywać swoich zdolności, swojej obecności (co i tak byłoby niemożliwe ze względu na charakter ich działań), w przeciwieństwie do mutantów. Z drugiej strony - ile może to zająć czasu, zanim i na nich nie padnie jawna, zrobotyzowana kontrola?
Siłą rzeczy Danvers zaczęła zastanawiać się jaka będzie reakcja reszty; czy będą oburzeni? Czy będzie ktoś, kto zgodzi się z działaniami rządu i będą zmieniać strony? Nie chcieli przecież do tego dopuścić, o czym zdążyła już mówić ze Starkiem. Była także ciekawa, jak na to wszystko zareaguje Tony czy Kapitan i Banner, którzy powrócą z misji. Mimowolnie blondynka zaczęła planować spotkanie wszystkich członków, chcąc najlepiej usłyszeć opinię każdego w jednym miejscu. Zobaczyć różnicę zdań lub wielokrotność jednej opinii, co znacząco by ją ucieszyło. Tym bardziej, gdyby pokrywało się z jej własną. Wolałaby uniknąć kontrastujących różnic, choć spodziewała się, że im więcej osób w drużynie, tym większy jest z tym problem.
Miejmy nadzieję, że nikt od nas nie sprowokuje rządu do przyspieszenia ich działań. W końcu jesteśmy świadkami tego, jak bardzo czekają na naszą opinię — odezwała się tuż po tym, jak Emma skończyła przekazywanie wiadomości. Przy drugiej części wypowiedzi nie mogła powstrzymać się od kąśliwej, niezadowolonej uwagi. — Udostępnię to pozostałym, w tym Wandzie, której z pewnością przyda się czas na zapoznanie z tym — poinformowała kobietę, opuszczając dłonie na swoje uda. Nie miała jednak zamiaru tego zrobić od razu, choć na pewno w jak najbliższym czasie.
Jesteś w stanie przekazać mi te obrazy z Los Angeles? — zapytała. Po części była to chęć obserwacji w miejscu zdarzenia, a też po części najczystsza ciekawość.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 368
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pią Sty 06, 2017 4:46 pm

Chociaż Emma wycofała się już z większości umysłów, pod które podpięła się, aby przekazać im swój długi, a i tak niewystarczająco wyczerpujący temat komunikat - z wyłączeniem kilku szczególnie dla niej istotnych, których reakcje chciała jeszcze usłyszeć, więc subtelnie utrzymywała się na samych granicach ich świadomości - to jednak jej myśli w dalszym ciągu zaprzątały informacje, które przy okazji z nich dla siebie wyciągnęła.
Doprawdy, przecież opuściła szkołę dosłownie na kilka godzin, nie więcej, a budynek już został przez kogoś zaatakowany. Telepatka od dłuższego czasu zastanawiała się jakim cudem Instytut przetrwał bez niej aż do tej pory... Zebrane przez nią doniesienia trochę się od siebie różniły, lecz winę za taki stan rzeczy kobieta zrzucała na zdenerwowanie ich źródeł. Nastawienie potrafiło w znaczącym stopniu zmienić czyjś punkt widzenia, a nawet zmodyfikować posiadane wspomnienia... Większość obrazów świadczyła zaś o tym, że budowla ucierpiała jedynie w niewielkim stopniu. Powinni być w stanie prędko naprawić te szkody. Co ważniejsze, panna Frost nie wyłapała również informacji na temat żadnych ofiar śmiertelnych, uczniowie - choć przestraszeni czy zirytowani - wydawali się być bezpieczni... Mogło więc być dużo gorzej.
Nie oznaczało to oczywiście, że było dobrze. Jak gdyby nie dość niebezpieczeństw zagrażało im na Ziemi, to kolejne musiały jeszcze przybywać z kosmosu... Z tego wszystkiego White Queen nie miała teraz nawet ochoty roztrząsać czy X-Men zrobili dobrze stawiając opór, czy też powinni byli od razu wydać osobę, której domagali się przybysze. Przeczuwała już zbliżającą się migrenę i liczyła tylko na to, że odległe imperium będzie miało lepsze rzeczy do roboty od mszczenia się na nich za opóźnianie im działań. Sądząc po walce, która rozegrała się przed Instytutem, przynajmniej reprezentującym je jednostkom nie zależało na zabijaniu przeciwników... Oby przekładało się to na postawę całej ich rasy, gdyż X-Men naprawdę nie potrzebowali łatki tych, którzy sprowadzili na planetę kolejną inwazję. I bez tego nie byli mile widziani.
Panna Frost nie zamierzała pozostawiać wszystkiego w rękach obecnego składu X-Men, a oprócz tego polegać jedynie na sojusznikach, mniej czy bardziej pewnych. O wiele bardziej ufała Carol niż Marii Hill, nawet jeżeli z natury zachowywała ostrożność względem praktycznie każdego - z najbliższymi jej osobami na czele. Można powiedzieć, że wyniosła to jeszcze z domu rodzinnego. W jej głowie formowały się już plany działań, które będzie musiała jak najszybciej podjąć, lecz nie zignorowała przez nie słów Ms. Marvel, na które w pierwszej kolejności zareagowała kiwnięciem głowy. Specjalnie powstrzymała się przed wymienianiem niektórych nazwisk na wypadek, gdyby ktoś nie życzył sobie rozgłosu wśród Avengers. Potrafiła to uszanować, bo bezsensowne palenie za sobą mostów najczęściej nie kończyło się dobrze.
- Tak, ale ostrzegam, że wyciągałam je z trzech różnych źródeł, więc przeskakują między punktami widzenia. W miarę możliwości usunęłam z nich nacechowanie emocjonalne, w związku z czym obrazy powinny być zgodne ze stanem rzeczywistym - jak zostało już wspomniane, uczucia i nastawienie wpływały na odbieranie świata. Na szczęście odpowiednio silny telepata potrafił nie tylko się im przeglądać, ale i się przez nie przedzierać, aby obnażyć znajdującą się pod spodem prawdę. Panna Frost lubiła znać fakty.
White Queen nie czekała już na pozwolenie, gdyż z wypowiedzi Carol wprost wynikało, iż go udzielała. Emma ponownie wkroczyła do umysłu drugiej kobiety, aby móc przelać do niego wyizolowane z głów generała, agentki oraz mutantki wspomnienia. Tym razem uczyniła to trochę wolniej, niż kiedy sama pobierała te wszystkie obrazy. Była przyzwyczajona do takich atrakcji, podczas gdy Carol mogła mieć z tym do czynienia nawet po raz pierwszy w życiu... Więc nie chciała od razu jej przeładować. Transfer tak czy siak potrwał zaledwie kilka sekund, a wycinki z pamięci osiadły wśród myśli Ms. Marvel w taki sposób, jak gdyby spoglądała oczami kolejnych źródeł.
- Przez chwilę możesz czuć się nietypowo, ale w końcu same się ułożą. Zwykle pomaga w tym sen - przy tym ostatnim zdaniu jeden z kącików ust panny Frost lekko się uniósł, choć cała reszta jej twarzy pozostała bez zmian. Telepatka doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że żadna z nich w najbliższym czasie porządnie się nie wyśpi. Nie był to idealny układ, lecz ktoś na tym świecie musiał dawać z siebie wszystko, aby wielu innych mogło spać spokojnie... A przynajmniej spokojniej, niż miałoby to miejsce w przeciwnym wypadku.
- Domyślam się, że obie mamy teraz równie wiele do zrobienia. Byłabyś tak miła i odprowadziła nas do samochodu? Być może uniosłabym go bez zmiany formy, ale wolę nie ryzykować - choć nie było żadnych wątpliwości o kim mówiła, Emma mimo wszystko odruchowo skierowała wzrok ku swojemu nieprzytomnemu uczniowi. Wyglądało na to, że przynajmniej oszczędziła mu stresu związanego z atakiem obcych na szkołę... Szkoda, że tylko jemu, a nie również pozostałym dzieciom. Powstrzymując westchnięcie, White Queen przelotem dotknęła delikatnie skroni chłopaka - nadzorując jego stan - lecz zaraz potem z wrodzoną gracją podniosła się już z miejsca i spojrzała na Carol.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pon Sty 09, 2017 5:09 pm

Danvers nie ukrywała zadowolenia wynikającego z przeprowadzonej z Emmą rozmowy, spotkania. Trwało trochę, prawda, ale dzięki temu obie kobiety mogły poznać swoje stanowiska w jednej sprawie, wymienić się informacjami, które przydadzą się albo im, albo członkom ich drużyn. Współpraca na odpowiednim poziomie i z pewnością satysfakcjonująca. Spodziewała się informacji, które Emma skryła, choć zakładała, że to głównie spowodowane było tym, że to były interesy mutantów, nie nadludzi z innej grupy superbohaterów. Nie wnikała więc w to, uznając po prostu, że gdyby problem miał dotyczyć jej drużyny - dowiedziałaby się o tym. Nie mogła także zaprzeczyć temu, że sojusz jaki zdążył się nawiązać będzie korzystny dla obu stron. W aktualnej sprawie czy w przyszłości. Może i były z tym jakieś zobowiązania, ale nie było to jednostronne i po cichu liczyła na to, że obie drużyny wywiążą się z tego, co zaplanowały. Nie wychodziła z tym wszystkim naprzód, będąc świadomą spraw, które mogą wyskoczyć ni stąd, ni zowąd. W ostatnim czasie tego się nagromadziło i uznała, że lepiej z góry spodziewać się niespodziewanego, jeżeli miało to jakikolwiek sens.
W duchu odetchnęła na udzieloną - zgodną z jej oczekiwaniami - odpowiedź. Już wcześniej doświadczyła przekazania obrazów i myśli, może nawet nie był to jedyny raz. Nie wspominała o tym Emmie, jako że mutantka już miała o tym pojęcie. Danvers postanowiła jednak mimo wszystko nastawić się na to, przygotować przynajmniej w jakimś stopniu, aby nie stracić przytomności, co byłoby dość… zabawne? Niefortunne? Trudno powiedzieć. Żałować mogła jedynie, że nie miała szans na przewijanie wszystkiego, by dokładnie przeanalizować sytuację, aczkolwiek fakt widzenia, słyszenia tego i tak dawał dużo. Więcej niż mogła wcześniej sobie życzyć.
Szydercze parsknięcie wyrwało się z piersi Ms. Marvel. Sen? Dobre sobie. Chciałaby, to na pewno. Wiele potrzebowała, aby móc wypocząć, przemyśleć to wszystko na spokojnie. Nie było jednak szans. Może dopiero po załatwieniu sprawy ze Strażnikami i otrzymaniu informacji z Raft będzie miała możliwość odpoczynku, choć i w to wątpiła.
Czuła się dziwnie. Inaczej. Nieco roztrzepana, rozkojarzona, a zarazem uświadomiona. Może i dobrze, że siedziała, kiedy kumulacja obrazów, myśli, emocji i słów została jej przekazana? Lepiej było nie ryzykować.
Nie widzę żadnego problemu — odpowiedziała na prośbę Frost. Potrzebowała chwili. A gdy ta minęła, Carol podniosła się z kanapy. Sprawdziła najpierw, upewniła się, że nic jej się nie stanie. Wtedy też chwyciła za Starkpad, a potem także wzięła w ramiona chłopaka. Nie było to dla niej żadnym kłopotem. Właściwie to nic nie ważył, więc swobodnie mogła ruszyć dalej, idąc z Emmą do windy, aby z kolei skierować się na sam parter Avengers Tower.
Liczę, że w razie potrzeby, dodatkowych informacji, skontaktujemy się ze sobą? — spojrzała na mutantkę.
Gdy dotarły na sam dół, Carol wyszła z panną Frost z budynku, podchodzącej do obecnej już pod wieżą limuzyny. Zaczekała aż najpierw Biała Królowa wsiądzie do samochodu, a potem, za jej pomocą, ułożyła jej podopiecznego na tylnym siedzeniu, tuż przy drzwiach limuzyny. Pożegnała się z nią i wycofała się do Wieży, ignorując zaciekawione spojrzenia przechodniów.
JARVIS, wyślij komunikat, ażeby ci Strażnicy pojawili się wkrótce tutaj. Przekierujesz ich do sali konferencyjnej. Póki co nikt, kto nie został powołany, nie ma prawa wstępu dalej niż do lobby. Nic się nie zmienia — odezwała się, gdy już windą kierowała się na swoje piętro. — Dowiedz się także, jaka jest odpowiedź Raft na moją prośbę.
To było wszystko, co powiedziała. W milczeniu już zmierzała do swojej kwatery, ażeby tam się odświeżyć przed kolejnym spotkaniem. Starkpad jednak ciągle miała przy sobie, mogąc w ten sposób mieć wgląd na to, co się dzieje.

/ ZT dla Emmy i Carol

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pią Sty 27, 2017 8:33 pm

/z Lobby

Luna pomachała swojemu nowemu koledze na pożegnanie, życząc mu dobrego dnia i w ogóle wszystkiego naj. Polubiła go i miała nadzieję, że się jeszcze spotkają. Dała się nieść cioci, obejmując ją lekko za szyję, ciekawa, gdzie teraz szły. Rozejrzała się po windzie jednak nie była ona zbyt ciekawa. Skierowała wzrok na kobietę, kiedy ta pogłaskała ją.
- Kim jest Jarvis? I gdzie on jest? Poznam go? Visiona też? - słyszała to pierwsze imię już drugi raz, ale wciąż nie wiedziała o kim mowa. Chyba w całym budynku były jakieś mikrofony skoro ciocia Wanda po prostu mówiła, nie używając żadnego telefonu ani mikrofonu. Visiona też chciała poznać. I w ogóle wszystkich znajomych cioci Wandy. Na słowa o grze skinęła głową.
- Pogram i poczekam. Z ciastkami i sokiem. I herbatką. Mogę herbatę też? - dziewczynka uwielbiała ziemskie jedzenie. Było tyle niesamowitych smaków, które już poznała i pewnie jeszcze więcej, które chciałaby poznać. Wszystko było zupełnie inne niż u niej. Gdyby mogła to by cały czas jadła, za każdym razem co innego. Ale nie miała tyle miejsca. Kiedy wreszcie winda się otworzyła i wyszli z niej, przechodząc do pokoju, Luna zrobiła wielkie oczy, rozglądając się z zachwytem.
- Jak tutaj ładnie! - powiedziała entuzjastycznie. Jeśli tutaj miała czekać na tatę to zdecydowanie nie miała nic przeciwko. Zaraz gdzieś się rozsiądzie wygodnie i będzie grzecznie czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 212
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sob Sty 28, 2017 9:18 am

Czas jaki dała Teddy’emu do namysłu był niesamowicie długi, przy tak nagłym wezwaniu jakim był tajemniczy oraz rozjuszony Hulk. Musiała jednak jeszcze zadbać o to, by bratanica znajdowała się w bezpiecznym miejscu wraz z jakimś zajęciem. Wanda miała nadzieje, że zaraz pojawi się Pietro i będą mogli szybciej udać się na akcję. Oczywiście wcześniej zaglądając na piętro gdzie zostawiła chłopaka. Teraz jednak postanowiła się skupić na odpowiadaniu na wiele, wiele, wiele… pytań Luny. Wanda musiała przyznać, że ciekawska z niej dziewczynka, ale to dobrze. Ceniła tę cechę, bo nie ma nic gorszego niż ignorancja oraz zbyt pochopna ocena. Oczywiście jeżeli był czas pytania. Na szczęście dziewczynka go miała.
Trzymając ją na rączkach wpatrywała się w twarzyczkę Luny z delikatnym uśmiechem.
- Jarvis tooo… taki… - Zawahała się zastanawiając jak ma dziewczynce wyjaśnić tak by zrozumiała… Na dodatek coś nad czym nigdy wcześniej sama się aż nadto nie zastanawiała.
- To taki system komputerowy, właściwie niesamowicie inteligentny system komputerowy, który wspomaga nas np. przy komunikowaniu się między sobą. Jarvis poszuka również dla ciebie jakiś interesujących gier i sama ocenisz jak bardzo jest skuteczny – Miała nadzieje, że jakoś wybrnęła z sytuacji. Oczywiście rola Jarvisa była o wiele większa, ale nie zamierzała się teraz w tym zagłębiać.
- Więc już w jakimś sensie go poznałaś, a co do Visiona… - Zrobiła krótką pauzę na krótki wdech, a na samą myśl o mężczyźnie uśmiech Wandy troszeczkę się poszerzył.
- To mój przyjaciel i mam nadzieje, że go poznasz. Teraz rozmawia z innymi bohaterami… pamiętasz wujka Clinta? - Wanda próbowała sobie przypomnieć kogo Luna miała okazje już spotkać.
Maximoff nie wytrzymała słysząc kolejną lawinę pytań i po prostu się roześmiała. Nie mogła się napatrzeć na ten jakże czysty jak łza entuzjazm dziewczynki. To niesamowite jak wiele z siebie tracimy na wyboistej drodze życia.
- Co tylko zechcesz – Odpowiedziała i postawiła dziewczynkę na podłodze, bo w końcu wjechały już na odpowiednie piętro.
- Jarvis wyświetl proszę listę najpopularniejszych gier dla dziewczynek w wieku Luny – Rzuciła w powietrze, a zaraz już nad głównym stolikiem pojawił się hologram z obrazkami i nazwami.
- Wybierz sobie coś, okay? A ja idę przygotować herbatkę i skontaktuję się z Twoją mamą – Puściła do niej oczko i odeszła kawałek dalej. Chwyciła za komunikator i podeszła do szafki na której stał nie tylko ekspres do kawy, ale również czajnik i wybór herbat. Rozmowa z Crystal nie trwała, aż tak długo. Wanda uspokoiła rudowłosą kobietę i starała się również wyjaśnić zachowanie brata, na dodatek w taki sposób, by nie było, że aż tak trzyma stronę Pietro. To zwykle działało na Crystal jak płachta na byka, a przy okazanym wsparciu zwykle jeszcze bardziej się otwierała. Przygotowując herbatkę, soczek i na talerzyku ciastka przedyskutowała kwestię pobytu Luny. Gdy skończyła rozmowę zostawiła jeszcze wiadomość dla Sue Storm z prośbą o przekazanie odpowiednią ilość pigułek na ziemskie zanieczyszczenia, które musiała brać Luna. Po 5 minutach wróciła do blondyneczki i postawiła tacę na stolę, a miseczkę z wodą dla Lockjawa na podłodze.
- I co wybrałaś? Rozmawiałam z mamą i zgodziła się na krótki pobyt, ale prosiła byś nie znikała bez słowa. Bardzo się martwiła… - Pogłaskała ją po głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   

Powrót do góry Go down
 
Pokój dzienny
Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Pokój #113
» Pokój numer #520
» Pokój do ćwiczeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: