Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój dzienny

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Pokój dzienny   Nie Wrz 09, 2012 11:16 pm

First topic message reminder :


_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pią Mar 16, 2018 2:59 pm

Ściany Avengers Tower - szczególnie te zewnętrzne - były wzmocnione i na wszelki wypadek częściowo wyciszone, aby odgłosy miasta nie przeszkadzały bohaterom w pracy i vice versa. Oznaczało to, że ze środka najłatwiej odbierało się bodźce wizualne - obserwując otoczenie przez okna. Zajęte rozmową kobiety mogły początkowo nie zwrócić uwagi na zachodzące na zewnątrz zmiany, lecz w pewnym momencie z pewnością zaczęły się one rzucać w oczy.
Najpierw na niebie pojawiły się po prostu kropki. Stopniowo i w dodatku stosunkowo szybko ich przybywało, rosły, część z nich się zatrzymywała, inne jeszcze w oddali odbijały w dół, aby - zapewne - wylądować... Aż w końcu ich kształty zaczęły się robić coraz wyraźniejsze i łatwiejsze do rozróżnienia. Nie wyglądały na samoloty czy helikoptery; zdawały się mieć wręcz humanoidalną postać.
-Panno Danvers, panno Storm, przebieg konferencji w sprawie mutantów został właśnie zakłócony. Z nagrań wynika, że budynek zaatakowała armia robotów. Panna Maximoff została postrzelona; sprawcę zidentyfikowałem jako Dianę Williams. Prezydent zdaje się znajdować pod opieką Karli Sofen- odezwał się nagle Jarvis, wykorzystując w tym celu głośniki, w które wyposażono to pomieszczenie. Jego głos siłą rzeczy nie mógł zdradzać niepokoju, lecz te wieści tak czy siak nie brzmiały zbyt przyjemnie.
Kształty wciąż się przybliżały, lecz zanim jeszcze znalazły się wystarczająco blisko - kolejne nadleciały z innego kierunku, mijając górą budynek Avengers Tower. Część z nich poszybowała dalej, ale przynajmniej kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt skierowało się w dół, na pobliskie ulice. Parę z nich minęło okna salonu, dzięki czemu Carol i Sue miały okazję podziwiać twory w pełnej okazałości - szaro-fioletowe, metalowe i różniące się między sobą wielkością, gdyż niektóre mogły mieć mniej więcej dwa i pół, a reszta - rzadziej - jakieś cztery metry wzrostu.
-Z wielu dużych miast na terenie kraju napływają doniesienia o pojawieniu się robotów podobnych do tych z Waszyngtonu. Maszyny skupiają się na atakowaniu mieszkańców i jak do tej pory nie zrobiły niczego wskazującego na inne cele. Podejmę próbę przejęcia nad nimi kontroli- doniósł ponownie Jarvis, po czym zamilkł, być może właśnie po to, aby wykonać wspomniane przez siebie zadanie.
Ze swoich miejsc bohaterki nie mogły dojrzeć tego, co działo się w tej chwili na poziomie ulicy, lecz gdyby podeszły do okna - wtedy zobaczyłyby już rosnące zamieszanie. Roboty wylądowały w losowych miejscach, część na drodze, inne na chodniku, jak gdyby nie miało to dla nich znaczenia. Skutecznie zablokowały ruch; niektóre samochody zmuszone były gwałtownie się zatrzymać, inne zakręcić, przez co parę z nich na siebie wpadło, powodując stłuczki. Kto mógł, ten starał się wycofać lub wyminąć maszyny. Mieszkańcy Nowego Jorku wiedzieli, że w takich sytuacjach najlepiej było jak najszybciej uciekać. Podobnie wyglądało to w przypadku przechodniów - wielu wykonywało odwrót taktyczny, niektórzy przeciskali się ku wejściom do budynków, najwyraźniej szukając w nich schronienia... A jeszcze inni zastygli w bezruchu, być może zbyt zszokowani lub przerażeni, aby zareagować.
To właśnie na przechodniach skupiły się roboty. Samochody zdawały się ich z jakiegoś powodu nie interesować. Twory unosiły ramiona, celując wnętrzem dłoni w większe skupiska osób - i wypuszczając z tego miejsca strumienie energii. Ludność cywilna praktycznie nie miała szans, a wyglądało na to, że wystarczyło pojedyncze trafienie, aby wyłączyć kogoś z gry.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 367
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto Mar 20, 2018 8:24 pm

W umyśle Carol bez ostrzeżenia pojawił się znajomy głos.
"Najwyraźniej wiecie już o problemie, ale pozwolę sobie przyspieszyć sprawę. Te roboty to Sentinele. Z uzyskanych przeze mnie informacji wynika, że miały być tak zwanymi obrońcami ludzkości, zdolnymi do walki z mutantami. Kto by pomyślał, że coś pójdzie nie tak."
Szczególnie to ostatnie zdanie zostało może nie tyle wypowiedziane, co raczej nacechowane obojętnym tonem, podkreślającym czającą się w nim ironię.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Nie Kwi 08, 2018 10:23 pm

Carol przeczesywała swoje wilgotne włosy podczas słuchania Sue. Dla kogoś postronnego mogło to wyglądać, jakby kobiety nie przejmowały się losem świata i niepokojącymi wydarzeniami, skupiając się na babskich ploteczkach. Ktoś mógłby zarzucić im lenistwo i nieróbstwo, podczas gdy słuchała poleceń poszczególnych, we większości nieobcych jej osób.
Z pewnością wsparcie prawne przydałoby się Starkowi — stwierdziła. — Może nawet byłaby w stanie zorganizować odpowiednie papiery, żeby czasem go usprawiedliwiać kontrolowaną farmakologicznie niepoczytalnością — rzuciła pół żartem, pół serio. Oczywiście, głównie skłaniało się to ku pierwszemu, jako że zdawała sobie sprawę iż osoba niepoczytalna jako Mściciel, jeden z bardziej znanych? Zdecydowanie by to zaniepokoiło ludzi, a w ostatnim czasie było za dużo problemów. — I jest weselsza od Bruce’a — powiedziała Carol. — Podoba mi się ta perspektywa — podsumowała krótko, zamykając się na czas kolejnej, wymienionej osoby. Invisible Woman mogła zauważyć lekkie skrzywienie na twarzy Danvers. Bardziej świadczyło to o niepewności blondynki.
Prawdopodobnie wtedy Jameson skupiłby się na nas wszystkich — zauważyła. Avengers, jak i inne grupy superbohaterów, potrafili dosyć często znajdować się na brukowcach. Ms. Marvel nie chciałaby, żeby byli stałymi gośćmi, dając pożerkę jednemu z redaktorów naczelnych pisma. — Ale właściwie rola zwiadowcy pewnie by mu odpowiadała — stwierdziła po chwili namysłu, choć zapewne niedokładnie to miała na myśli. Pokiwała natomiast głową na sugestię kolejnego Spider-Mana i parsknęła: — Wtedy trzeba będzie wołać Spider-Man Znienawidzony i Spider-Man Nieznany — zasugerowała. W końcu jakoś rozróżniać trzeba będzie!
Nie tylko ze Steve’em — sprostowała Danvers. — Logan może i jest ciężki i brutalny, i agresywny, ale w ostateczności jest skuteczny — powiedziała. — Chwilę się z nim pogada, popracuje i powinno być lepiej, ale z Doreen to mnie zaciekawiłaś. Coś mi to mówi… — miała na myśli, że pewnie o uszy obiła jej się ta osoba, ale nie dałaby głowy i ręki uciąć w tymże przypadku.

Carol poprosiła Sue o przybliżenie wspomnianych kandydatur. Wzrok blondynki jednak ciągle umykał do okien jakby coś ją niepokoiło na tyle, że wolała obserwować. Nie trwało to długo zanim Ms. Marvel zadecydowała podnieść się z kanapy i podejść bliżej szklanych ścian Avengers Tower. Z tego punktu miała o wiele lepszy widok na to, co się działo. Tym bardziej, kiedy odezwał się JARVIS ze swoimi rewelacjami. Carol odruchowo spojrzała w stronę ekranu odpowiadającego za telewizor. W trakcie rozmowy z Sue wyłączyła go, woląc skupić się na towarzystwie blondynki. Zmarszczyła brwi i kiwnęła do panny Storm, aby również podeszła i patrzyła na to, co się dzieje.
Czy z Wandą wszystko w porządku. I z Visionem? JARVIS? — zapytała, poprawiając słuchawkę w uchu. Nerwowe ruchy niemalże od razu mogły zostać zauważone przez Susan. Oprócz gotowości do akcji, potrafiła także wyrazić swoją troskę o bliskie jej osoby czy członków drużyny.
Rejestruj wszystko i włącz ochronę Wieży — poleciła, mając przez to na myśli nie tylko odpowiednią powłokę przy budynku, ale też zabezpieczenie danych, żeby w razie czego nie było kolejnych problemów.
Carol nie zastanawiała się długo. Kiwnęła do Sue, która zapewne już była gotowa. Danvers biegiem albo nawet i lotem, skierowała się do wnęki, aby móc wydostać się na zewnątrz. Jedyne co ją wstrzymało to kolejna informacja od sztucznej inteligencji, a w następnej chwili telepatyczny przekaz od Emmy Frost. Ms. Marvel zmarszczyła brwi i gestem ręki zastopowała Sue, choć siłą nie zatrzymywałaby kobiety, gdyby ta już postanowiła ruszyć na platformie.

Zaistniał oczywisty błąd, że będą atakować ludzi, ale czy faktycznie działa? Wykrywają one mutantów?” zapytała, choć pewnym było, że Carol nie miała zamiaru być wybiórcza. Niezależnie od tego czy byli mutanci, czy zwykli ludzie - planowała ratować każdego. “Coś jeszcze możesz powiedzieć? Jak konferencja?” dodała w myślach, dając tym samym mutantce znać, że nie obserwowała całego przebiegu.

Danvers postanowiła podzielić się informacjami z Sue, aby następnie kobiety mogły opuścić Wieżę. Chwilowo Carol nie myślała o tym, aby zmienić strój. Wolała najpierw ocenić to, co się działo. Spojrzała na ulicę, zaklęła słyszalnie.
Sue, możesz ich otoczyć barierą, żeby bezpieczniej przedostali się do budynków? — zapytała Carol, używając komunikatora, jeśli była potrzeba  rozdzielenia się.
JARVIS, otwórz lobby i pierwsze piętra Avengers Tower, do których mogą wejść cywile. Dodatkowe wzmocnienia lepiej się sprawdzą — poleciła. — Sprawdź, co u pozostałych i dowiedz się czy ktoś już przejął inne części miasta. Raportuj — dodała, szybując między Wieżą a pozostałymi budynkami. Carol poleciała niżej z zamiarem wskazania zaaferowanym, w którą stronę mają ruszyć. Chciała także zbliżyć się do Sentinela, aby móc dostrzec dziwny, choć znajomy, kształt na korpusie maszyny, co nieszczególnie jej się spodobało.
JARVIS, sprawdź czy Tony miał coś z tym do czynienia, czy sprawdzał informacje dotyczące tego. Przeskanuj też roboty i uwzględnij słabe punkty lub zasilanie — poleciła, gotowa do tego, aby obunóż wbić się w barkową część Sentinela, zwracając na siebie uwagę.

/ zt x2
Wszyscy teraz piszą w temacie Przed budynkiem

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 124
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sro Cze 06, 2018 6:42 pm

Na szczęście Sue nie sprzeciwiała się w przypadku jego postanowienia, by wybrać się do środka budynku. Wykłócałby się z nią o to i koniec końców i tak zabrał do środka. Jednak siostra posłusznie objęła go za szyję i Johnny mógł przejąć ją od Starka. Gdyby miał jeszcze jedną rękę to by mu przy okazji przywalił za tak głupie zachowanie. Minimalizował swoje płomienie choć wiedział, że Sue i tak tworzyła barierę przylegająca do jej ciała, by nie zrobił jej krzywdy swoim ogniem.
Ostatni raz rozejrzał się okolicy, upewniając się, że póki co to miejsce było bezpieczne od robotów. W końcu jednak ruszył się z miejsca, by nie zwlekać już dłużej. Zapewne po krótkim odpoczynku będą musieli ruszyć w inne miejsce, by pomóc w walce z Sentinelami. W końcu kilka miast obecnie przeżywało inwazję szalonych robotów. Powoli podleciał na odpowiednią wysokość i wylądował na balkonie, przy którym było wejście do pokoju dziennego. Zgasił swój ogień będąc kilkanaście centymetrów nad podłożem, by go nie uszkodzić i zerknął na wejście.
- Zaraz sobie odpoczniesz tą chwilkę. - zwrócił się do Susan, robiąc kilka kroków naprzód i wchodząc do pomieszczenia przez otwarte drzwi. Zostawił je tak, jak były nie przymykając ich ani nie otwierając szerzej. Od razu szybko podszedł do kanapy znajdującej się w pomieszczeniu, przy okazji rozglądając się z niemałym zaciekawieniem, i pochylił się, układając siostrę na miękkim meblu. Wyprostował się, znowu się rozglądając dookoła i oceniając pokój swoją miarą.
- Całkiem nieźle, ale trochę sztywno. Za mało kolorów. - stwierdził, opierając dłonie na swoich biodrach i patrząc niby oceniającym wzrokiem. Gdyby Jarvis nadal działał to blondyn zaraz by się go spytał, gdzie jest kuchnia, by móc przynieść siostrze chociaż szklankę wody. Tak niestety musiał czekać aż ktoś z drużyny się pojawi i mu podpowie co gdzie jest.
Usiadł w końcu na wersalce od strony głowy Susan i wyciągnął nogi przed siebie, przeciągając się. Chwila odpoczynku i jemu się przyda. Pięć minut, więcej nie potrzebował. Wtedy będzie mógł wrócić do walki.
- Dlaczego nie puściłaś wybuchu prędzej? Przecież wiesz, że wchłonąłbym resztę energii. - zwrócił się do siostry, zerkając na nią w dół. Zapewne na jej miejscu postąpiłby podobnie, nie chcąc nikogo innego narażać, ale to nie tłumaczyło jej działania. Jemu przecież nic by się nie stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Cze 07, 2018 4:32 pm

Po raz kolejny w tak krótkim czasie Susan znalazła się w tym samym pomieszczeniu w Avengers Tower - a jednak różnica pomiędzy tym i poprzednim pobytem była dla niej diametralna. Jeszcze chwilę temu rozmawiały sobie z Carol o czymś mimo wszystko pozytywnym, nawet jeżeli wynikającym z problematycznej sytuacji - bo o konieczności zwerbowania nowych członków Avengers oraz o potencjalnych kandydatach... A teraz wracali w trakcie kontynuowanego ataku morderczych robotów, by jedynie krótko odpocząć i zaraz wylecieć zapobiegać kolejnym zgonom. Sue nie chciała jeszcze nawet myśleć o tym, ile istnień zostanie tego dnia utraconych, ile już zostało... A jej myśli i tak uparcie ku temu powracały. Czas na żałobę przyjdzie później, teraz zaś powinni jak najszybciej ustalić plan działania.
Blondynka usunęła swoje pole siłowe zaraz po tym, jak tylko jej brat wyłączył płomienie. Odetchnęła przy tym cicho z ulgą, bo w końcu mogła zupełnie przestać korzystać ze swoich zdolności, nawet jeżeli jedynie na moment. Tyle musiało jej wystarczyć do względnego naładowania baterii - i Johnny najwyraźniej również zdawał sobie z tego sprawę, a kobieta zamruczała potakująco na jego słowa, gdyż odzywanie się wydawało jej się jeszcze być zbyt dużym wysiłkiem... Szczególnie teraz, kiedy mogła go uniknąć.
Już po chwili natomiast Susan znalazła się w pozycji leżącej na długiej kanapie, na której stopniowo i ostrożnie przemieściła się w taki sposób, aby ostatecznie usiąść lekko pochylona, z przedramionami luźno opartymi na udach. Takie opuszczanie głowy trochę jej pomagało, zamykanie oczu również, dlatego jedno i drugie jak najszybciej wprowadziła w życie... W międzyczasie słuchając nie tylko wypowiedzi brata, ale również odgłosów związanych z jego poruszaniem się. Pomimo całej tej okropnej sytuacji była jakoś w stanie uśmiechnąć się na jego uwagi.
-Jeszcze nie jest za późno zostać dekoratorem wnętrz. Może wtedy Tony by cię tutaj wynajął- wspomniała, kątem oka zerkając na - teraz już siedzącego - Johnny'ego. Powoli zaczynała czuć się trochę lepiej. Nie dobrze, ale lepiej, a każda poprawa była przez nią w tej chwili mile widziana, nawet taka najmniejsza. Głowa wciąż bolała, ale pulsowanie wydawało jej się słabsze. Dla pewności kobieta przetarła jeszcze skórę pod nosem, zbierając z niej resztki krwi, niestety na rękawiczkę. Dobrze, że ich stroje łatwo się czyściło.
Invisible Woman spodziewała się pytania brata. Szczerze mówiąc trochę ją zdziwiło, że aż tak długo wstrzymywał się z jego zadaniem - ale odpowiedź tak czy siak miała przygotowaną. Prawdziwą, to nie pozostawiało nawet cienia wątpliwości. Powinna wyjaśnić Johnny'emu swoje powody, choć domyślała się, że w pełni go one nie uspokoją, a już na pewno nie od razu.
-Wchłonąłbyś tę energię, która by w ciebie uderzyła, ale reszta rozeszłaby się przecież w inne strony. Nas może by i nie zabiła, ale gdyby trafiła w okoliczne budynki... W których dopiero co skryli się ludzie...- Avengers Tower pewnie by to wytrzymało, w końcu posiadało wzmocnioną strukturę, ale inne budowle nie miały tak dobrze. Dlatego właśnie absorpcję energii Sue uważała za ostateczność i wolała jak najdłużej generować barierę, nawet kosztem własnego samopoczucia czy zdrowia.
Jeszcze w trakcie mówienia kobieta nachyliła się lekko w stronę brata, by oprzeć się o jego ramię swoim własnym, a następnie ułożyła na jego dłoni swoją. Ten drugi gest wykonała trochę wolniej i ostrożniej, ale nie na tyle, aby dało się to łatwo zauważyć. Wolała się jednak upewnić, że kontakt zostanie przyjęty pozytywnie. W chwilach zdenerwowania nie zawsze tak przecież było.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Cze 07, 2018 5:24 pm

Ze względu na to, że krótka pogawędka z Kapitanem oraz poinformowanie jego i Miguela zajęło Carol chwilę, kobieta nie pojawiła się od razu za Invisible Woman i Human Torchem. Rodzeństwo miało kilka minut dla siebie, żeby porozmawiać i ocenić surowy, nieco futurystyczny wygląd pokoju dziennego w Avengers Tower.
Dopiero po paru minutach, Ms. Marvel zleciała z lądowiska do części wspólnej siedziby drużyny. Jedno z okien automatycznie otwierało się i zamykało, gdy ktoś z latających pojawiał się w pobliżu. Było to wygodne. Tym bardziej, że Carol niespecjalnie chciałoby się przeciskać między cywilami, żeby dotrzeć do windy, a nią  na samą górę. Droga była zdecydowanie krótsza, więc zaoszczędziła na czasie.
Kobieta zgrabnie wylądowała w pomieszczeniu. Nieświadoma, przerwała rodzinną atmosferę.  Wzrokiem długo nie musiała szukać, bo od razu jej spojrzenie skierowało się w stronę podłużnej kanapy, stolika i paru foteli przy niej. Skinęła krótko w stronę obecnych i choć początkowo szła w ich kierunku, to jednak minęła kanapę. Poszła do podwyższenia, za którym był bar i jakieś podręczne przysmaki czy inne bzdury. Żeby dotrzeć do kuchni to jednak musiałaby zmienić piętro.
Carol, zachowując milczenie, sięgnęła po szklankę. Mini-lodówka w barze miała we większości same napoje. Danvers wyciągnęła butelkę wody, jakieś inne dwie puszki z napojami gazowanymi typu Sprite. Ponadto wzięła jedną z wielu saszetek z elektrolitami czy też baton proteinowy. Miała wszystko wyłożone. Do szklanki z wodą wsypała zawartość saszetki. Miarowy stukot był słyszalny z tego miejsca. Ms. Marvel nie odzywała się, najpewniej zamyśliła się i nie zwracała przez dobrą chwilę uwagi na otoczenie.
Zabrawszy puszki, szklankę wody z elektrolitami i baton proteinowy, dołączyła w końcu do Johnny’ego i Sue. Carol podała Torchowi puszkę, a Sue wodę i baton.
Przynajmniej choć trochę pomoże ci stanąć na nogi, zastrzyk energii — powiedziała, wskazując na “przysmak”. — Tabletek na ból głowy nie mogłam znaleźć czy czegoś na kaca — spojrzała wymownie. Przez twarz blondynki przemknął uśmiech. Carol cofnęła się do fotela, który przeniosła bliżej kanapy i zajęła na nim miejsce. — Trzeba będzie Tony’ego zapytać — podsumowała krótko swoją wypowiedź.
Carol wyciągnęła nogi przed siebie, krzyżując je w kostkach. Odetchnęła cicho, zerkając krytycznie na odsłonięty brzuch. Przed następnym wyjściem będzie musiała się przebrać.
Czujesz się lepiej? — zapytała. To było raczej oczywiste, do kogo kierowała swoje pytanie. Jeśli mieliby znowu wyjść i zniszczyć kolejne roboty to nie chciała, żeby Invisible Woman robiła to z bólem głowy i ogólnym osłabieniem. Rozważała nawet propozycję, żeby kobieta tutaj została, podczas gdy reszta zajęłaby się Sentinelami. Spodziewała się jednak, jaka będzie odpowiedź.
Nie byli jednak jedynymi obecnymi w pokoju dziennym. W trakcie ciszy, która mogła pojawić się w pewnym momencie, usłyszeli miarowy stukot. Nie trzeba było długo szukać źródła hałasu, którym okazał się średniej wielkości, złocisty labrador. Psisko z zainteresowaniem zbliżyło się do gości, machając ogonem na boki. Taki był uradowany. Może nawet kość dostanie? Albo kawałek pizzy? Niemniej, Lucky  zbliżył się do wszystkich. Fioletowa obroża z zawieszką w kształcie kości odznaczała się od jego umaszczenia. Już niuchał po nogach obecnych.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 341
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pią Cze 08, 2018 8:30 pm

Iron Man zostawił na dole pobojowisko i pewnego mężczyznę w stanie ciężkiego szoku. Przeciął powietrze i wleciał do salonu, chwilę po tym, jak do Carol i Stormów dołączył Lucky.
Zbroja wylądowała przy oknie i otworzyła się z cichym sykiem. Tony Stark wyszedł z jej wnętrza, odruchowo przeczesując palcami ciemne włosy. Postawa jego ciała, sposób w jaki się poruszał, mimika – wszystko świadczyło o ty, że mężczyzna jest nie tylko zaniepokojony, ale też zirytowany. Obrzucił przelotnym spojrzeniem trójkę już obecnych bohaterów i, zyskawszy pewność, że Susan jest w całkiem niezłym stanie, skierował się do barku. Martwił się o Ivisible Woman i uważał, że w tej chwili jej zdrowie jest priorytetem, ale nie chciał przerywać tej rodzinnej chwili. Johnny i Carol na pewno już dobrze się nią zajęli, a on z koeli nie miał ochoty od razu pchać się pod ogień z dwóch dział. „Dlaczego prawie zabiłeś moją siostrę?!”, „Dlaczego byłeś niemiły dla mojej koleżanki?!” i zapewne mnóstwo rzeczy, z których będzie musiał się tłumaczyć.
W pierwszym odruchu chciał sięgnąć po butelkę alkoholu. Jednak jeszcze nie mógł sobie na to pozwolić. Może później zaleje się nieprzytomności, kto wie. Na razie przecież pokonali tylko kilka robotów, a zgodnie z tym, co mówili w wiadomościach, maszyn śmierci nie brakowało w całym kraju. Żeby jeszcze na coś się przydać (Chociaż naprawdę nie wiedział, czy jednak odurzony nie byłby w lepszej formie) sięgnął po butelkę napoju izotonicznego i dwa batoniki, składające się zapewne z samego tłuszczu i cukru. Pochłonął je szybko i wyzerował okropnie słodkie picie. Dopiero wtedy wrócił do części salonu w której znajdowały się kanapy i fotele.
- Jak się czujesz Sue? – zapytał, udając niezbyt przejętego, jednocześnie gestem dłoni rozwijając w powietrzu holograficzny ekran, na którym pojawiła się mapa z oznaczonymi punktami ataków. Po wybraniu któregokolwiek z nich obok pojawiały się mniejsze ramki z nagraniami z miejsc zdarzeń. Tony otworzył kilka z nich i ogarnął spojrzeniem, starając się szerzej zorientować w aktualnej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 124
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sob Cze 09, 2018 1:50 pm

Przyglądał się siostrze kiedy ta zmieniała pozycję z leżącej na pół siedzącą, podnosząc się nieco na kanapie. Najważniejsze, że nie próbowała całkiem wstać. Na to na pewno by jej nie pozwolił. Sugestia odnośnie zostania dekoratorem wnętrz sprawiła, że machnął lekko ręką na to.
- Pomiędzy byciem bohaterem, motocyklistą, kierowcą rajdowym i umawianiem się z dziewczynami nie znajdę już raczej czasu na wymyślanie wnętrz. - Oczywiście nie musiał wspominać, że pomiędzy tymi zajęciami sporo czasu spędzał też na grach komputerowych czy konsolowych. I na oglądaniu filmów. Najczęściej kino akcji.
W końcu jednak, po tym jak dosiadł się do Sue, nadszedł czas na wyjaśnienia. I okej, miały sens, ale przecież blondynka mogła wymyślić coś zdecydowanie lepszego od narażania własnego zdrowia.
- Wystarczyło otworzyć barierę z jednej strony, a wiem, że tak potrafisz. Cała energia wybuchu by poleciała na mnie, a nie gdzieś indziej. Nie musiałaś wszystkiego zatrzymywać w środku. - wbrew pozorom Johnny nie był tak głupi i czasem niektórzy mogli się o tym przekonać choć były to bardzo rzadkie momenty. Bycie poważnym nie było w jego stylu. Niektóre emocje jednak zmuszały go do tego, by odłożyć głupkowate zachowanie na bok. Chociażby na chwilkę. Jednym z tych emocji było zamartwianie się o Susan, jedyną rodzinę jaką miał. Nieważne jak często się kłócili i ile razy powtarzał, że nienawidzi tego, jak dziewczyna się rządzi, jakby była jego matką. Kochał ją i zawsze będzie się martwił o jej los.
Normalnie kontakt fizyczny nie zostałby przyjęty zbyt pozytywnie, ale teraz Sue była zmęczona, musiała odpoczywać. Dlatego nie zareagował w żaden sposób kiedy blondynka złapała go za dłoń i oparł głowę na jego ramieniu. Mogła natomiast poczuć, że chłopak jest ciepły. Cieplejszy niż zazwyczaj. Hamował swoje reakcje i wyrażanie niezadowolenia, więc emocje się uwalniały pod nieco inną postacią.
Atmosfera rodzinna wkrótce została przerwana, gdy do pokoju weszła również Carol, za którą Torch podążył wzrokiem. Nawet się z tym nie kryjąc. Przyglądał się jej plecom kiedy dotarła do barku, czemu on go nie zauważył, i wzięła się za wyjmowanie picia i jedzenia z niego. Kiedy wreszcie kobieta odwróciła się w ich stronę, blondyn mrugnął i uśmiechnął się szeroko, jakby próbował zamaskować fakt, że się gapił. Wyciągnął rękę po puszkę z zimnym napojem i przejął ją, puszczając zaraz dłoń Sue, by móc ją sobie otworzyć.
- Dzięki - zwrócił się do Mścicielki, zaraz wypijając puszkę duszkiem i odstawiając pustą na stół. Zerknął na siostrę, mając nadzieję, że ta też przyjmie to, co jej oferowano. W międzyczasie Carol przeniosła sobie fotel, by być bliżej nich. Jego spojrzenie powędrowało na chwilę na brzuch kobiety, ale szybko wróciło do góry, na jej twarz. - Szkoda bluzki, ale chociaż nie masz czego się wstydzić. - zagadnął z uśmiechem, w tym samym czasie łapiąc z powrotem wolną dłoń siostry.
Lekki stukot przykuł jego uwagę i po chwili do pomieszczenia wkroczył psiak. Sliczny, biszkoptowy labrador, na widok którego Torch niemal awwnął. No, zrobił to mentalnie, ale nie na głos. Wyciągnął wolną dłoń do psiska kiedy te podeszło bliżej do nich i pogłaskał go po łbie.
Sielankową atmosferę zakłócił sprawca wybuchu i osłabienia Sue. Blondynka mogła poczuć, że jego temperatura podniosła się o kolejne kilka stopni. Oczywistym było, że jeśli go nie powstrzyma to zaraz może się zrobić nieprzyjemnie. Zwłaszcza, że Stark zdjął zbroję, więc mógł mu przywalić tak, by go zabolało. Co też miał zamiar zrobić. Wstać z kanapy i podejść do Iron Mana z zamiarem wykonania ciosu.
Cholerni bogaci i ich drogie zabawki. Zawsze muszą szpanować, czego to oni nie mają. Jakby nie mógł po prostu wrzucić tam po prostu trochę więcej ładunków wybuchowych. Ale nieeeee, trzeba było zaszpanować mini rakietą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sob Cze 09, 2018 10:22 pm

Szczerze mówiąc Sue spodziewała się ze strony brata takiego właśnie argumentu, głównie dlatego, że na jego miejscu sama by go pewnie użyła. Johnny się zresztą nie mylił. Potrafiła praktycznie dowolnie manipulować kształtem swoich pól siłowych, tworząc nawet bardzo skomplikowane struktury... Więc w normalnych okolicznościach bez problemu by coś takiego uczyniła. Z tym scenariuszem był tylko jeden drobny problem.
-Gdybym spróbowała to zrobić w trakcie wybuchu, ryzykowałabym, że jego siła mnie zdekoncentruje, bo na przykład napór energii inaczej się rozłoży w chwilowo osłabionych miejscach. Albo mogłabym przypadkowo źle wyliczyć odległość i eksplozja uciekłaby przez zbyt duży otwór... Albo bariera całkiem by z tej strony pękła. Proste, jednolite kształty łatwiej jest upilnować, szczególnie wtedy, gdy muszę się skupiać przede wszystkim na ich wytrzymałości- wytłumaczyła spokojnie bratu, w międzyczasie zauważając, lecz w dalszym ciągu jeszcze ignorując jego podwyższoną temperaturę. Miała nadzieję, że niedługo sama wróci do normy, gdy tylko Johnny trochę się uspokoi.
Nim mieli okazję kontynuować rozmowę, do pomieszczenia wleciała Carol i Sue odruchowo uniosła lekko głowę, aby zerknąć w jej kierunku. Na jej skinienie odpowiedziała delikatnym uśmiechem, ale nie odezwała się jako pierwsza. Najwyraźniej uczyniła słusznie, gdyż kobieta na początek udała się gdzieś dalej i Susan rzuciła za nią okiem, lecz szybko zrezygnowała z jej obserwowania. Znów na moment opuściła powieki, korzystając z tej chwili spokoju, bo przecież doskonale wiedziała, że miała ona potrwać bardzo krótko.
Prawdę powiedziawszy czas trochę jej uciekł, bo oczy otworzyła w momencie, gdy kroki Carol ponownie zbliżyły się do kanapy. Susan po raz kolejny skupiła na drugiej kobiecie swoje spojrzenie, a następnie zsunęła je na oferowane przez nią szklankę i baton, które przyjęła z cichym podziękowaniem. Ostrożnie kiwnęła głową na wyjaśnienia odnośnie tabletek, nie chcąc tym ruchem znowu wzmóc bólu - i na szczęście udało jej się tego uniknąć. Małymi kroczkami...
-Tak. Niedługo będę mogła wrócić do akcji- odparła na pytanie Ms. Marvel, najpierw zabierając się za wypicie płynu, baton zaś układając póki co na udach, żeby mieć wolną rękę - którą zaraz potem Johnny ponownie ujął. W zaczepki brata względem Carol z kolei się nie wtrącała. Wiedziała, że jeżeli przyjaciółka nie będzie z nich zadowolona, to go zgasi, jeśli zaś będzie... To im wszystkim przyda się teraz każdy promyk słońca, więc tym bardziej nie zamierzała im odbierać takiej drobnej przyjemności. Do tego naprawdę była już przyzwyczajona.
Blondynka odstawiła nie do końca pustą szklankę na stół i - dopomagając sobie lekkim szarpnięciem małego pola siłowego, aby poradzić sobie jedną ręką i przy okazji sprawdzić czy tworzenie bariery zaboli - otworzyła opakowanie batona. To właśnie wówczas usłyszała nowy odgłos, a właściwie całą ich cichą serię... I potoczyła wzrokiem po pokoju, aby wypatrzeć ich źródło: nadchodzącego labradora, wyraźnie bardzo zadowolonego z ich obecności, jeżeli sugerować się majtającym wesoło na boki ogonem. Na usta Sue automatycznie powrócił uśmiech i kobieta skorzystała z okazji, aby pogłaskać zwierzę po grzbiecie, podczas gdy Johnny zajmował się jego głową. Potem jednak wróciła już do smakołyka, chcąc jak najszybciej uzupełnić swoje zasoby energii.
Invisible Woman akurat zdążyła skończyć go przegryzać, gdy do pomieszczenia bezpośrednio z zewnątrz dotarła kolejna osoba... I tym razem Susan jednocześnie wyczuła już reakcję brata. Powinna była się tego spodziewać. W czasie, gdy Tony opuścił swoją zbroję i skierował się w stronę barku, blondynka zacisnęła mocniej palce na dłoni Johnny'ego, po części ostrzegawczo, ale i po to, aby podkreślić, że tutaj była i najważniejsze przecież, że nic jej się nie stało. Naprawdę nie musiał się za nic mścić.
-Zachowaj energię na Sentinele- powiedziała bratu nieco ciszej, lecz nie na tyle, aby Carol miała tego nie usłyszeć. Zaraz potem sięgnęła już po resztę swojej wody, aby dopić ją do końca, a akurat kiedy odstawiała puste naczynie z powrotem na stolik, Tony powrócił bliżej nich i od razu się do niej odezwał. Jednocześnie rozwinął też hologram, który przykuł uwagę kobiety.
-Lepiej. Tak szybko nie dojdę do pełni sił, ale wkrótce będę w stanie walczyć. I nie martw się, przywykłam do tego- co prawda zachowanie mężczyzny nie wskazywało na to, aby potrzebował takiego zapewnienia, lecz Sue wiedziała lepiej i nie chciała, żeby się przypadkiem obwiniał. Liczyło się to, że oczyścili teren wokół Avengers Tower i zadbali o bezpieczeństwo tylu osób w okolicy, ilu byli w stanie... Niedługo zaś wrócą do walki. Najpierw jednak...
-Posiadamy jakiś plan działania czy po prostu się rozdzielimy i pomożemy tam, gdzie będziemy mogli? Myślałam o zwróceniu się z prośbą o pomoc do sojuszników... Na przykład do Namora albo Inhumans. Przy odrobinie szczęścia moglibyśmy uzbierać małą armię- zasugerowała, przenosząc wzrok pomiędzy Carol i Tony'm, nim znów z niepokojem spojrzała na hologram.. A potem w dół, na towarzyszącego im labradora. Dokładniej na jego obrożę.
-I właściwie gdzie jest Clint?- spytała, choć domyślała się, że mężczyzna pewnie brał udział w jednym ze starć. Mimo to trochę ją zaskoczyło, że zostawił tutaj swojego psiaka. Aż zmarszczyła lekko czoło.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Nie Cze 10, 2018 1:59 pm

Carol pokiwała głową na odpowiedź Sue. Nadal nie była przekonana do samopoczucia przyjaciółki. Wiedziała, że potrzebują wszystkich rąk do pomocy, ale jednocześnie martwiła się, że mimo odpoczynku, poskutkuje to jeszcze większym bólem głowy. Przynajmniej na chwilę nie nawiązywała do tego.
Gdy Johnny odezwał się do blondynki ze swoją nabytą, nie, wrodzoną umiejętnością flirtowania, Danvers przeniosła spojrzenie na młodszego Storma. Z pewnością mogła zgodzić się, że szkoda ubrania, choć zarazem nie była na tyle sentymentalna, żeby rozpaczać nad straconą bluzką. Zaczepka jednak się udała, skoro Ms. Marvel zareagowała na nią. Przyglądała się Jonathanowi, jakby rozważała sposób zareagowania na jego słowa. Przechyliła głowę do jednego z ramion.
Prawda? — zapytała, rozciągając usta w uśmiechu. Mimo że lubiła swoje ciało i nie miała zbyt mocnych kompleksów, to jednak nie oponowała przed komplementami. — Wtedy można by było się martwić  — powiedziała. — Dziękuję — dodała zaraz. Niekiedy Carol jednak nie potrafiła odpowiednio zareagować, ale teraz zdecydowanie nie czuła się urażona.
Uśmiechnęła się na widok psa, który z niemałą radością reagował na wzmożone pieszczoty. Ogonem parę razy uderzył nogi Invisible Woman, a potem sięgnął pyskiem do dłoni Johnny’ego, żeby uraczyć paroma liźnięciami. Dopiero usłyszawszy szelest otwieranego batonika, zwrócił uwagę na Sue, której zaczął przyglądać się z niemałą uwagą. Jej dłoniom także.
Kobieta przeniosła spojrzenie w stronę puszki, po którą sięgnęła. W tym samym momencie pojawił się też Tony, na którego zwróciła uwagę. Przyglądała się przyjacielowi, gdy ten w milczeniu podążył w tę samą stronę co ona wcześniej. Wróciła do napoju, choć w przeciwieństwie do Storma i Starka, nie piła duszkiem, jakby świat miał się skończyć.
Reakcja Storma i słowa, które cichszym głosem zostały do niego skierowane nie umknęły Carol. Blondynka spojrzała w stronę rodzeństwa, zdradzając się z wciąż działającym i mającym się dobrze zmysłem słuchu. Zresztą, zachowanie Tony’ego też było podejrzane i choć mężczyzna się starał to jednak dało się zauważyć jego nerwowość czy udawanie. Danvers to poznała, ale nie miała zamiaru komentować. Jedynie zapamiętała, aby na przyszłość wysłać Starka na warsztaty aktorskie, żeby lepiej wczuwał się w nastroje, którymi markował to, co faktycznie czuł.
Ważne, że ci się polepsza — odezwała się Carol, odrywając usta od metalowego opakowania.
Danvers wysłuchała Sue, gdy ta się odezwała. W międzyczasie spojrzała najpierw na Starka, a potem na Johnny’ego i z powrotem na towarzyszkę. Zmarszczyła brwi na pytanie o Clinta.
Plan wstępny jest — zaczęła, zakładając nogę na nogę. — Zniszczyć Sentinele, nie dać się zabić, nie dać zabić cywili — wyszczerzyła się. Mówiła to z lekkością, ale nie świadczyło to o tym, że Carol miała to gdzieś i nie przejmowała się tym wszystkim. Po prostu w ostatnim czasie bardziej to wypierała. — Najwygodniej, w naszym przypadku byłoby walczyć w powietrzu, jednak gorzej z latającymi częściami. Wówczas można by było to przenieść nad wodę, choć nie wiem czy Namor byłby zadowolony z zaśmiecania. Najwyżej skończyłoby się na zalaniu nas — powiedziała żartobliwie, mimo że nie uważała, iż plan był zły. Po prostu niedopracowany.
Co do Clinta… — zaczęła, obracając puszkę w palcach. — To najpewniej jest w Asgardzie. Początkowo miał być z Gamorą, ale ona chyba wróciła  — zerknęła w stronę Starka. — Miejmy nadzieję, że Barton wróci szybko. I w całości  — o to ostatnie bardziej się martwiła, prawdę mówiąc. Sama po chwili spojrzała na psa. Lucky, usłyszawszy imię swojego właściciela, od razu poruszył uszami i łypnął ocalałym okiem na zebranych, jakby doszukiwał się wśród nich zainteresowanego. Wskoczył na kanapę i położył się obok Sue.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 341
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Nie Cze 10, 2018 10:01 pm

Tony oderwał się od ekranów, żeby spojrzeć na Sue i posłać jej słaby uśmiech. Emocje powoli opadały, cukier i elektrolity wracały do normy więc wreszcie był w stanie myśleć na tyle, żeby przypomnieć sobie samemu, że ta kobieta, nie zasługuje by udawał, że jest mu niemal obojętna.
- Byłaś bardzo dzielna. Prawdopodobnie uratowałaś nam wszystkim tyłki. – powiedział spokojnie, wyrzucając ze swojej świadomości to, że obok Sue siedział jej głupi brat, który mordował go wzrokiem i aż się skręcał, żeby zacząć ujadać. – Gdybyś potrzebowała czegoś na ból głowy, w szufladzie jest cały pakiet prochów. – dodał, mając na myśli niewielką szufladkę pod blatem niskiego stolika stojącego przy kanapie. Znajdował się tam specjalny zestaw przeciwkacowy, dostępny dla każdego, kto akurat umierał na kanapie. (Zazwyczaj jego samego.) Na chwilę obecną nie mógł zrobić dla Invisible Woman nic więcej, więc miał szczerą nadzieję, że nawodnienie, leki i odpoczynek pozwolą jej stanąć na nogi.
Później z powrotem skierował swoją uwagę na ekrany, uznawszy, że bohaterka może poczuć się nieswojo, gdy wszyscy będą za bardzo się na niej skupiać, w sytuacji, w której przed na ich oczach rozgrywały się takie koszmarne sceny.
- Armia to dobry pomysł. – dodał. Co prawda Namor był bardzo trudnym w pożyciu dupkiem, ale w takiej sytuacji nie powinien odmówić im pomocy. Nawet jeśli nie z przyzwoitości, to z powodów czysto politycznych. Mimo wszystko był mądrą syrenką i powinien zdawać sobie sprawę z tego, że z niektórymi, na przykład Avengers, lepiej żyć dobrze.
– Najwyżej po fakcie posprzątamy to jego bajorko. – odpowiedział Carol, uśmiechając się do niej przelotnie. Miło, że Danvers wnosiła do zespołu odpowiednią porcję nonszalancji, kiedy on sam się do tego nie nadawał.
Plan zakładający atak z powietrza był prawdopodobnie najlepszy, bo z lataniem radzili sobie dużo lepiej niż roboty. Tony miał nadzieję, że Jarvis wkrótce się odezwie – dodatkowe zbroje byłyby bardzo pomocne. Do tego, choć na razie postanowił nie mówić tego na głos, sądził, że sam powinien zostać w Avengers Tower i zająć się badaniem maszyn, zwłaszcza, że nie mogli przewidzieć, kiedy Kapitan i Spider-Man będą gotowi, by zdać jakiś raport ze swojego przyjemnego wypadu.
Mimo świadomości, że informacje, które mógłby zdobyć byłyby przydatne w walce, nie mógł znieść myśli, że będzie siedzieć w warsztacie, kiedy reszta ryzykuje życie. Gdyby zbroje działały miałby chociaż namiastkę poczucia, że udziela się w bezpośredniej walce, a do tego oddałby swoim sojusznikom moc swojego małego, niewątpliwie użytecznego arsenału.
Kiedy padło pytanie o Clinta, odruchowo spojrzał na psa, gdy zwierzak akurat wskakiwał na kanapę. Zdążył się do niego przyzwyczaić, ale coś w nim wciąż uważało, że zwierzęta są dziwne. Nigdy nie miał z nimi za dużo styczności, a o trzymaniu jakiegoś w domu Howard Stark nie chciał nawet słyszeć.
- Tak, wróciła. – potwierdził, wymieniając z Carol krótkie spojrzenie. Nie miał okazji jeszcze nikomu powiedzieć, czego dowiedział się o nadchodzącej Zagładzie Ziemi. Zabawne, że ludzie chcący prowadzić jakąś totalną destrukcję musieli ustawiać się w kolejkach, żeby Avengers zajęli się ich sprawami.
"Obyś żył w ciekawych czasach"
Taaa, z dnia na dzień rozumiał co raz lepiej o co chodziło staremu chińczykowi, który to powiedział.
- Na pewno wróci. – stwierdził, wkładając w to całą starkową pewność siebie. Nie miał zamiaru przyjmować do wiadomości, że Hawkeye może tak po prostu sobie umrzeć, zostawić ich i psa. Może Tony nie wiedział za dużo o zwierzętach, ale zdawał sobie sprawę, że mało jest rzeczy tak smutnych jak pies bez właściciela. – Po pierwsze, głupi ma szczęście. Po drugie, jest za brzydki, żeby cokolwiek chciało go zeżreć… - nie doszedł do „po trzecie”, bo nagle coś innego przyszło mu do głowy – A propos rzeczy brzydkich: Przed chwilą na dole podbił do mnie Thomas Kavinsky. Nie wiem, czy kojarzycie, taki bogaty z odstającymi uszami. Może to, że tu był to zbieg okoliczności ale dziwnie widzieć na miejscu takiego zdarzenia kogoś, kto bawi się w broń i roboty, nie ucieka z innymi tylko wraca na pole bitwy i nie za bardzo przejmuje się ciałami. – to była dość luźna myśl, sklecona na poczekaniu. Co prawda mieli już głównego podejrzanego, ale nikt nie powiedział, że Trask pracował sam. Do tego Tony uznał, że zachowanie Kavinsky’ego miało dużo więcej sensu, jeśli założy się, że chciał on po prostu bezkarnie obejrzeć plac, zanim miejsce zostanie zamknięte przez służby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto Cze 12, 2018 9:04 pm

Wymiana zdań poprzez komunikatory między Danvers, a Visionem wciąż trwała.
- Wszelka pomoc będzie mile wi… - w tym momencie komunikat się urwał. Nastąpiła krótka cisza, przerwana ponownie przez głos syntezoida. - Przepraszam cię, Carol. Zdaje się, że ktoś wysłuchał już moich próśb. Nad miastem właśnie pojawił się Heliccarier, który ostrzeliwuje maszyny, czym zdecydowanie przyciąga ich uwagę. Zdaje się, że jego załoga próbuje odciągnąć poza Waszyngton tyle Sentineli ile tylko się da. W tym więc moja szansa. Hill wciąż piastuje stanowisko dyrektora, czy może już zdążyli zorientować się jak wielki błąd popełniono przy jej wyborze?
Za jakiś czas odezwał się ponownie, zmieniając temat.
- Wiadomo coś o jej powiązaniach z Traskiem? Mam na myśli tę Dianę Williams. Zaatakowała dokładnie w chwili, gdy jeden z Sentineli uszkodził dach audytorium. Nie widziałem, by któryś z pozostałych robotów uczynił później coś podobnego. Z jakiegoś powodu nie polują na ludzi kryjących się w pojazdach, czy wewnątrz budynków. Choćby z tego powodu ciężko mi uwierzyć w zwykły zbieg okoliczności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 124
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Czw Cze 14, 2018 5:56 pm

Johnny doskonale rozumiał to, co do niego mówiła Sue. I wiedział, że ona też wiedziała co mówi. Znała swoją moc i wiedziała, na co ją stać. Był w stanie ocenić, co może się stać w danej sytuacji z jej barierą. To wcale nie oznaczało jednak, że logiczne wyjaśnienia ot tak go uspokoją. Przestał marudzić na temat tego lekkomyślnego zachowania z jej strony, ale nadal nie był zadowolony z tego, co zrobiła.
Na szczęście dzięki towarzystwu nie musiał cały czas o tym myśleć. Carol łatwo go odciągała od tego, co go denerwowało. Szczególnie, że pozytywnie reagowała na jego zaczepki. Przynajmniej atmosfera była luźna i wszyscy mogli chwilę odpocząć. Siostra dostała swoją porcję picia i jedzenia, którym się zajęła jedną ręką choć on był gotów puścić jej dłoń w razie potrzeby. W tym czasie druga blondynka nawet podziękowała mu za komplement, co zdecydowanie poprawiło mu humor odrobinę. W końcu po kobietach wszystkiego można się spodziewać. Równie dobrze mogła nie być zadowolona z jego prób flirtowania. Szczególnie w takim momencie. Lucky również był dodatkowym pozytywnym elementem w danej chwili. Ciężko było być złym przy takim uroczym psiaku.
Wejście Starka i jego reakcja podwyższeniem temperatury ciała zostały najwyraźniej zanotowane przez Sue, która uścisnęła jego dłoń mocniej, zatrzymując go w miejscu. Blondyn mruknął coś pod nosem z niezadowoleniem, ale został na swoim miejscu. Wyżyje się na Sentinelach, tak. To dobry pomysł.
Nie wtrącał się kiedy zaczęli rozmawiać o planie, jaki mogli mieć. Wiadomo, że im więcej bohaterów się pojawi, tym lepiej. Informacje o inwazji mechanicznej armii były już w telewizji i radiu, więc na pewno wkrótce w zagrożonych miastach pojawią się bohaterowie z innych miejsc. W końcu żaden chyba by się nie wymigał od ratowania swojego kraju, prawda? Mogli więc liczyć na wsparcie nawet bez organizowania go. Wiadomo jednak, że zorganizowanie czegoś dawało większą pewność udziału innych w tej walce.
- Nie macie... Nie wiem, rezerwowych członków swojej grupy? Osób, z którymi pracujecie kiedy zajdzie taka potrzeba, a którzy na co dzień nie zajmują się walką? - zwrócił się do Carol. Byłby zdziwiony, gdyby Avengers byli tak małą grupką bohaterów. Chociaż kto wie.
W następnej kolejności temat przeszedł na Clinta. Był w Asgardzie? Torch właśnie zaczął mu zazdrościć. Odwiedzał krainę Thora. Choć na pewno nie robił tam za turystę. Oparł lekko głowę o głowę Sue, słuchając wymiany zdań na jego temat.
- Ładniejszy od niego. - mruknął cicho tak, by tylko siostra go usłyszała. Tak skomentował słowa Starka odnośnie brzydkiego Hawkeye'a. Nie uważał, by mężczyzna był brzydki. Może nie był w top ten, ale zdecydowanie był powyżej średniej, w pierwszej połowie. Aaaaale... Jego przemyśleń na temat Clinta nikt nie musiał znać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pią Cze 15, 2018 3:44 pm

Kobieta zaczynała się już czuć odrobinę niezręcznie z tym, jak bardzo uwaga się na niej skupiała. Zainteresowanie było strasznie miłe, nie mogła i nawet nie chciała temu zaprzeczyć, ale robiło jej się nieswojo przez to, że na zewnątrz tyle osób wciąż znajdowało się w poważnym zagrożeniu, a to o nią martwili się pozostali. Susan z wdzięcznym uśmiechem kiwnęła więc ze zrozumieniem głową na informację odnośnie umiejscowienia leków przeciwbólowych, ale kiedy temat się zmienił, przyjęła to niemalże z ulgą.
Mając teraz jedną wolną rękę, Sue wróciła do głaskania psiaka to po głowie, to po grzbiecie, lecz wyraźnie słuchała tego, co mówili jej towarzysze i co chwilę pomiędzy nimi spoglądała. Niestety dokarmić czworonoga nie mogła i to nie tylko dlatego, że już sobie z batonem poradziła, ale i po prostu przez to, że to raczej nie byłoby dla zwierzaka najzdrowsze pożywienie. Chociaż... Z drugiej strony u boku Clinta mógł na co dzień jadać nie takie rzeczy. Może wzorem swojego pana wykształcił naturalną odporność?
Blondynka nie wtrącała się, podczas gdy inni przemawiali, ale w myślach na bieżąco rozważała ich słowa. Wiedziała na pewno, że Carol miała rację odnośnie walki w powietrzu, zarówno pod względem jej zalet, jak i minusów. Roboty były od nich wolniejsze i mniej zgrabne, zarówno na ziemi, jak i w locie... Ale rzeczywiście spadające z nieba części mogłyby wyrządzić spore szkody. Zawsze to mniejsze zło, lecz jeżeli udałoby im się tego całkowicie uniknąć, to tym lepiej. Gdyby zaś już teraz zwrócili się do Namora z prośbą o pomoc, może jego reakcja byłaby trochę... Łagodniejsza. Tak czy siak wyglądało na to, że Herbie będzie musiał złapać dla nich kontakt z nim i z rodziną królewską na Księżycu.
-Większość takich osób pewnie już z własnej inicjatywy stanęła do walki. Można by spróbować powiadomić tych, którzy ze względu na swoje zajęcia czy położenie mogli jeszcze nie usłyszeć o problemach- zauważyła tylko, kiedy Johnny spytał o rezerwowych członków drużyny. Nie wiedziała na pewno czy dobrze trafiła, ale nie zdziwiłaby się, gdyby niektórzy rezerwowi, na przykład, prowadzili jakieś badania czy po prostu odbywali misje w odległych zakątkach świata... Tego albo dowolnego innego.
Wspomnienie Asgardu z kolei lekko Invisible Woman zaskoczyło, przez co jej brwi na moment się uniosły, lecz w tej chwili nie chciała jeszcze wypytywać o szczegóły. Mieli ważniejsze sprawy na głowie, a skoro nikt nie rozwodził się na ten temat, to najwyraźniej mógł on poczekać. Właściwie dawno nie słyszała też niczego o Thorze... Więc może obie te kwestie się ze sobą wiązały? Blondynka zerknęła na labradora, który wybrał ten moment, by wskoczyć na kanapę. Pozwoliła mu się ułożyć, po czym wznowiła głaskanie.
-Jestem pewna, że po powrocie Clinta będziesz mieć niejedną okazję zaprosić go na randkę- odparła na początek bratu, zresztą trochę ciszej, by dostosować się do użytego przez niego tonu. Poza tym, mimo wszystko nie chciała go... "Zawstydzić", a raczej wpędzić go w stan, który w jego przypadku zawstydzeniu odpowiadał. Być może bliższe temu było określenie "frustracja".
-Zbieg okoliczności czy nie, my się tym teraz zająć nie możemy... Możemy za to przekazać tę informację S.H.I.E.L.D. Niech przeprowadzą śledztwo, porozmawiają z nim, może coś ustalą - a może na wyspie znajdzie się coś, co na niego wskaże lub go wykluczy- zasugerowała. Póki co priorytet stanowiła dla niej ochrona ludności... A gdyby nawet agencja z jakiegoś powodu próbowała coś mataczyć, Tony najpewniej byłby w stanie znaleźć to w jej bazach danych i wywlec prawdę na światło dzienne. Sue podejrzewała nawet, że sprawiłoby mu to przyjemność.
-Czyli... Dzielimy się i atakujemy roboty w różnych miejscach? Jesteśmy gdzieś szczególnie potrzebni? W jakimś większym skupisku Sentineli?- spytała, a choć zwracała się do wszystkich, to wzrok skierowała właśnie ku Tony'emu... A dokładniej ku jego hologramom, bo w końcu dzięki nim miał dostęp do informacji, o które zagadnęła. Co prawda nie czuła się jeszcze dobrze, ale wystarczająco, by wrócić do walki. Po prostu będzie musiała uważać.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pią Cze 15, 2018 4:19 pm

Już dawno nie byłam na plaży — odezwała się Carol z randomową myślą. Ta spowodowana była wspomnieniem o Namorze, który zapewne byłby wściekły, gdyby jego teren został zasypany nieprzyjaznymi, ale zniszczonymi, przeciwnikami.
Zanim podjęła się odpowiedzi na zadane przez Torcha pytanie, uprzedziła ją Sue. Nie przerwała jej. Tym bardziej, że po wsłuchaniu się w słowa przyjaciółki doszła do wniosku, że sama powiedziałaby właściwie to samo.
Nie wszyscy też odpowiadają na to, co się dzieje — przyznała Carol, która nie chciała bardziej skupiać się na tym temacie. — Tak jak Sue mówi, wiele osób działa już. Na pewno część Avengers rozproszona jest po Nowym Jorku i tak dalej — dodała Danvers, przyglądając się Jonathanowi. Nie wspominała o X-Menach, bo spodziewała się, że ci podobnie mają zajęte ręce, więc jedni z najbardziej zaprzyjaźnionych czy najczęściej współpracujących z Avengersami - już miało swój udział.
Tony, dużo jest osób brzydkich, z odstającymi uszami i do tego bogatych, to słaby rysopis — skomentowała Carol, dopijając swój napój. Zdecydowanie mogłaby powiedzieć coś więcej w tym temacie, wymienić dodatkowe cechy charakterystyczne dla tej grupy społecznej i zapewne jeszcze obrazić Starka z kilka razy, ale nie miała czasu. — Zresztą, nim możesz zająć się później. Bardziej obchodzi mnie to, że Sentinele ciągle są w mieście — ograniczenie do jednego miejsca było pewnym wyparciem ze strony blondynki, która starała się zachować zimną krew, co dla niej nie było czymś ciężkim.
Gdy Vision odezwał się z informacją o wsparciu ze strony SHIELD, Ms. Marvel najpierw zmarszczyła brwi, a potem dopiero spojrzała w stronę Starka. Parsknęła na komentarz o Hill.
Z tego co mi wiadomo to tak, nadal jeszcze piastuje stanowisko. Może się to zmieni po dzisiejszym, zobaczymy. Zaoferuj się, Vis — odparła z lekkim uśmiechem. Carol nie zastanawiała się długo, tylko od razu podniosła się ze swojego miejsca, żeby podejść do hologramów. Właściwie pokryło się to w czasie z tym, gdy Sue nawiązywała już do dalszego planu działania.
Poczekaj chwilę — poprosiła, dzieląc swoją uwagę na obecnych w pokoju dziennym, jak i rozmówcę od komunikatora. Mścicielka przyglądała się różnym filmikom, żeby znaleźć jeden, który wyróżniał się - przynajmniej dla niej - na tyle pozostałych. Forteca organizacji była charakterystyczna. Ramkę z tym filmikiem przesunęła na bok i powiększyła tak, żeby Sue i Johnny mogli zauważyć co się dzieje. U jej dołu była informacja o tym, gdzie to się dzieje: Waszyngton.
Vis, sprawą Williams zajmiemy się po tym wszystkim. Teraz musimy skupić się na czymś innym. Zresztą, JARVIS jest niedostępny, a wiadomo, że najszybciej nam by z tym pomógł. Najwyżej możesz jeszcze zwrócić się do SHIELD w tej sprawie. Nie zdziwię się jak będą mieli informacje, które są dla nas niejawne — odparła Carol, odsuwając się od hologramu, żeby przyjrzeć się temu, co miało miejsce.
Zerknęła w stronę Sue.
A gdyby tak rozdzielić się i zwabić nad wodę? Byłabyś w stanie jak najszybciej skontaktować się z Namorem? Albo HERBIE? — zapytała. Oczywiście, miała na myśli podobny manewr do tego, jaki mogli zaobserwować na załączonym wideo - ostrzeliwać lub zrobić cokolwiek, aby zwrócić na siebie ich uwagę i wtedy skierować się nad wodę, gdzie mogłoby dojść do walki w powietrzu.
Mimo propozycji, Carol kiwnęłaby do Iron Mana, żeby szukał miejsc, o jakich wspomniała Sue. Czyli tam, gdzie są najbardziej potrzebni.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 341
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Sob Cze 16, 2018 11:48 am

Tony na chwilę wyłączył się z rozmowy – nie miał zamiaru tłumaczyć Torchowi rzeczy oczywistych, wolał zostawić to mądrym kobietom, które miały do niego cierpliwość. 
Oczywiście, Storm, tylko ty jesteś takim bohaterem, że sam wpadłeś na to, że wypada coś zrobić z tymi zaje*** wielkimi robotami, które strzelają dookoła.
Chociaż z drugiej strony, może powinien być wdzięczny za to, że chłopak chociaż udaje przydatnego w sytuacjach, które wymagały planowania? 
Zirytowała go też trochę uwaga Carol. Nawet nie to, że zainsynuowała, że ma odstające uszy ale raczej „Nim możesz zająć się później.”. Całkiem, jakby był idiotą, który zakłada zbroje i leci ścigać gówniarza za przestępstwa podatkowe. Całkiem jakby w każdej walce nie pokazywał, że najbardziej obchodzi go ochrona cywili.
- Przecież nie chcę za nim do cholery lecieć, to była uwaga na szerokopojętą przyszłość, kiedy zajmiemy się źródłem problemu. – parsknął, próbując skupić się na hologramach. Przybliżył jeden, który wydawał się być w najlepszej jakości (na pewno ktoś nakręcił go telefonem jego firmy) i skupił się na robocie. Obecnie najbardziej interesowało go obserwowanie tego jak działały z „bezpiecznej odległości” , w której nie musiał się martwić tym, że akurat kogoś rozwalą. Amatorszczyzna, całkiem jak coś, co wyszło spod śliskich łapek Justina Hammera. Ktoś wyraźnie szedł na ilość, a nie na jakość, co budziło u Starka dodatkową pogardę z perspektywy inżyniera. Nie mniej, miło było widzieć, że ludzie, próbujący zajmować się tym, co on, wciąż są daleko w lesie. Świat mógł się czuć chociaż trochę bezpieczniejszy. 
- Jeśli chodzi o zagrożenie, najgorzej bawią się chyba w LA, Nowym Orleanie Waszyngtonie i Las Vegas. – powiedział, wracając myślami do tego, co działo się w salonie. Odsunął się na tyle, żeby Carol miała swobodny dostęp do obrazów. – myślę, że w dwóch ostatnich strategia walki nad wodą nie przejdzie. Chociaż Nevada ma na szczęście bogatą ofertę pustyń i z tym da się coś zrobić. – powiedział. 
Spojrzał poważnie na Carol, odcinając się psychicznie od tego, że mają towarzystwo. Wiedział, że kobieta ma obecnie dużo lepszą wiedzę na temat stuacji niż on i głupotą byłoby się pchać ze układaniem jakiejkolwiek strategii przed kogoś, kogoś kto mógł zrobić to lepiej. 
- Myślę, Danvers, że najlepiej wiesz, jak działać w tej sytuacji. – powiedział spokojnie i z pełnym przekonaniem. Kapitan już dał się posłać na wyspę, nie było sensu na siłę szarpać się o władzę. – Przynajmniej strategicznie... – urwał na chwilę bo niemal usłyszał kliknięcie w swoim mózgu, kiedy pewne fakty ułożyły się w całość. – Ja chyba wiem jak je pokonać bez wybuchów. I wiesz, chyba wybiorę się na chwilę do warsztatu, żeby to sprawdzić. – oznajmił jej. Nie czekając na pozwolenie (umówmy się, aż tak liderką nie była, żeby mu czegoś zabraniać) odwrócił się i skierował do wyjścia z pomieszczenia. – Byłoby fajnie gdybyś potem na chwilę do mnie wpadła. – rzucił jeszcze prywatnie – Musimy pogadać. Służbowo. – zaznaczył. Co prawda musieli też pogadać prywatnie ale na to nie było czasu, więc wolał, żeby wiedziała, że nie potrzebuje jej towarzystwa, żeby wyjaśniać nieporozumienia, które w tej chwili niewiele znaczyły. 
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Human Torch

avatar

Liczba postów : 124
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Pon Cze 18, 2018 3:28 pm

No tak. Ci, którzy byli na miejscu, na pewno już dawno sami się dołączyli do walki. Lecąc tutaj Johnny widział z góry różnych bohaterów, starających się walczyć z robotami. Każdy na swój sposób. Widział również trochę osób, których nie znał, a które na bohaterów nie wyglądały. Randomowe osoby z mocami, które postanowiły po prostu walczyć. Ale byli też przecież ci, którzy w tej chwili nie byli w Stanach Zjednoczonych. A posiadając możliwość szybkiego poruszania się mogli tu dotrzeć na czas.
- Właśnie o tym mówię. - zwrócił się więc do siostry. - No i przecież taka na przykład Kanada też ma swoich bohaterów, nie? Można i ich poprosić o wsparcie, nie oczekując zgody, bo w końcu to nie ich kraj jest atakowany. Ale spróbować warto. - wytłumaczył. Sam zaraz zaczął się zastanawiać, kogo zna takiego, kto by mógł pomóc. Inhumans już zostali wymienieni, więc nimi nie musiał się przejmować. Poza tym chyba nie chciałby widzieć teraz Crystal. Może i byli razem wieki temu, ale gdzieś tam głęboko nadal coś do niej czuł. Daken? O ile nie zmienił numeru telefonu. A mógł to zrobić już pewnie ze sto razy przez ten czas kiedy się nie widzieli. Pajączek już na pewno dołączył do walki, więc ta opcja również odpadała. Na tym chyba kończyła się jego bliższa znajomość z osobami z mocami.
Chłopak w większości się przysłuchiwał. To co go bardziej zaciekawiło to filmik z Waszyngtonu. Tarcza dołączyła do walki i ich wielki statek powietrzny niszczył roboty, ściągając ich część za sobą nad wodę. Jemu tam wcale by nie przeszkadzało, gdyby trochę złomu wylądowało w wodzie u Namora. Nie przepadał za typkiem, z dość oczywistych powodów.
Kiedy nagle Sue odezwała się do niego bardzo cicho, Torcha na moment zatkało. Dosłownie na sekundę czy dwie. Zrobił minę obrażonego dziecka i mruknął coś pod nosem, nie komentując jej wypowiedzi. Zaprosić na randkę. I co jeszcze. Co to to nie. Ledwo znał Clinta. Na pewno w życiu by tak nie zaryzykował. Już prędzej w żartach zaprosi Petera. I tak nieraz wychodzili razem na miasto. Raz przez krótki czas blondyn mieszkał u niego. Zdecydowanie był jego najbliższym przyjacielem. Jedynym, z którym mógł sobie pozwolić na dwuznaczne teksty.
- Lepiej niech HERBIE się tym zajmie. Nie chcę widzieć tego śledzia w pobliżu mojej siostry. - odezwał się ponownie kiedy temat zszedł na kontaktowanie się z Namorem. Nie, nie chciał go widzieć w pobliżu Sue. Zdecydowanie miał zamiar podczas walki być jak najbliżej niej i uważać na wszystko i wszystkich dookoła.
Spojrzał za Starkiem kiedy ruszył do wyjścia z pokoju i po chwili zniknął za drzwiami. Może tym razem wymyśli bezpieczniejszą rakietę.
Nie zadał pytania, które było oczywiste. Co dalej? Skierował swój wzrok ponownie na Carol.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Invisible Woman

avatar

Liczba postów : 174
Data dołączenia : 03/07/2012

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto Cze 19, 2018 2:36 pm

Susan nie miała żadnych problemów z graniem drugich - czy też raczej trzecich - skrzypiec w tej rozmowie. Co prawda najchętniej usunęłaby to pojawiające się od czasu do czasu napięcie, ale zdawała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nic nie mogła na nie poradzić, pomijając może uspokajanie brata... Bo niestety na Carol i Tony'ego wpływu nie posiadała. Najważniejsze było jednak to, że przynajmniej coś razem ustalali.
Kobietę lekko zaskoczyła nagła zmiana tematu w wykonaniu Ms. Marvel, ale szybko zorientowała się, że przemawiała ona przez komunikator do kogoś innego - do Visiona, jak się w pewnym momencie okazało. Sue uniosła lekko brwi w niemym zapytaniu, lecz zdecydowała się jednak nie poruszać tej kwestii. Skoro ta dwójka z jakiegoś powodu chciała dyskutować między sobą, to nie zamierzała im się w to wtrącać. Zresztą... Wspomnienie nazwiska Williams podpowiedziało jej o co mogło chodzić i dlatego niczemu się nie dziwiła.
Blondynka skupiła się więc na tu i teraz. Kiwnęła głową na pytanie odnośnie kontaktowania się z Namorem, nie rozwijając jednak tematu na głos, bo raczej nie musiała tego robić. Wiedziała - i wszyscy obecni pewnie również - że osobiście praktycznie na pewno byłaby w stanie przekonać go do współpracy... Nawet jeżeli naprawdę nie czuła się z tym dobrze, bo daleko jej było do chęci wykorzystywania czyichkolwiek uczuć, dla wyższego dobra czy nie. Użycie Herbie'ego wydawało jej się mniej bolesną i niekomfortową, za to bardziej szczerą opcją, tyle że z kolei narażoną na niepowodzenie... Choć Johnny zdawał się już podjąć decyzję, a Sue nie miała siły się z nim kłócić.
Uwaga Invisible Woman na dłużej oderwała się od hologramów - i rozmyślania o tym, w jaki sposób mogliby działać w którym wymienionym czy zaprezentowanym mieście - kiedy Tony zadecydował się ich opuścić, uprzednio zwracając się bezpośrednio do Carol i zapraszając ją do swojego warsztatu. Na pożegnanie Susan posłała mu lekki uśmiech, lecz nie odezwała się, aby go nie wstrzymywać, ani nie przeciągać sprawy - nawet na chwilę. W końcu mieli jeszcze sporo do zrobienia... I powinni wreszcie się za to wziąć.
-Możesz za nim iść. My znajdziemy sobie zajęcie, pomożemy gdzie się uda, ale cały czas będziemy dostępni przez komunikatory. Gdy tylko coś zostanie ustalone i przygotowane, będziemy mogli od razu przyłączyć się do realizacji planu- zapewniła Carol, po czym ostatni raz pogłaskała leżącego obok psiaka i ostrożnie podniosła się z kanapy, zadowolona z braku zawrotów głowy czy innych negatywnych efektów. Wówczas z kolei zerknęła na brata.
-Herbie odezwie się do Namora i rodziny królewskiej, a potem da nam znać co osiągnął. Wracamy do akcji?- spytała go, choć odpowiedź wydawała się być oczywista, w związku z czym słowa kobiety stanowiły głównie sygnał, że nadszedł już czas, aby się zbierać. Ona sama była gotowa. Odpoczęła tak długo, jak mogła sobie na to pozwolić, a wszystkie inne sprawy dało się załatwić na odległość, przez komunikatory, więc nie widziała powodu, aby zwlekać.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   Wto Cze 19, 2018 3:07 pm

Zignorowała reakcję Starka na swoją uwagę. Była przyzwyczajona do wyrażania niezadowolenia, a i sądziła, że przyzwyczaili się do tego w jaki sposób Carol komentuje poszczególne sytuacje.
Kobieta wysłuchała tego, o czym wspomniał Tony.
Nie jesteśmy w Nevadzie i gdzie indziej, żeby tam zrealizować pomysł. Mówię o Nowym Jorku — przypomniała, jednak mimo wszystko jej ton nie wskazywał na zirytowanie tym, że musi coś sprostować. Jak dla niej to pozostało liczyć, że obecni w innych stanach sami wpadną na pomysł. Lub odezwą się, jeśli będą mieli problem w związku z tym.
Z kolei na sugestie Torcha Carol właściwie nic nie odpowiedziała. Kiwnęła głową, przyjmując do wiadomości propozycję ze strony najmłodszego członka Fantastycznej Czwórki, ale zarazem nie mogła stuprocentowo zapewnić czy coś z tego wyjdzie.
Zobaczymy — powiedziała. Ostatnimi czasy taka odpowiedź zdawała się być dla niej najtrafniejsza.
Danvers spojrzała w stronę Tony’ego, gdy ten zachował się tak, jakby w dość nieumiejętny sposób chciał przeprowadzić konspirę. Brew drgnęła, ale Ms. Marvel jedynie skinęła głową, gdy Stark obwieścił wszem wobec, że ich zostawi, bo ma jakiś pomysł.
Zaraz do ciebie dołączę — odpowiedziała na pożegnanie, wracając uwagą do Johnny’ego, Sue i hologramów, które majaczyły po drugiej stronie; multum kwadratów z wideo walk, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych. Można było zaobserwować i wyłapać poszczególnych bohaterów. Rozpoznać kogoś lub dziwić się, że nie ma się pojęcia, z kim ma się do czynienia.
Tak będzie najlepiej — uśmiechnęła się do Invisible Woman. Zerknęła też na jej brata, gdy stanowczo wyraził swoją dezaprobatę w związku z tym, aby Sue odezwała się do Namora. Carol pozostało domyślać się, o co chodzi (co nie było takie ciężkie do wywnioskowania), jednak nie skomentowała tego w żaden sposób. Nie była zdziwiona podejściem Johnny’ego. W końcu jako brat poczuwał się w obowiązku, aby bronić siostrę, mimo że Sue nie raz i nie dwa udowodniła, że takiej pomocy nie potrzebuje.
Uważajcie na siebie i… powodzenia — podjęła Carol, odprowadzając rodzeństwo Storm do jednego z okien, przez które mogli opuścić pokój dzienny, a zarazem Avengers Tower.
Ms. Marvel odczekała chwilę i spojrzała raz jeszcze w stronę hologramów. Szybkim ruchem zamknęła wyświetlacze, które rozmyły się w pomieszczeniu. Skierowała się do windy.

| ZT dla wszystkich
| Johnny i Sue - Nowy Jork, Carol - warsztat

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   

Powrót do góry Go down
 
Pokój dzienny
Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 Similar topics
-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Pokój dzienny
» Pokój wizytowy
» Pokój Chemika
» Pokój Gościnny (-) - Piętro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: