Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Salon na ostatnim piętrze

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Salon na ostatnim piętrze   Nie Wrz 09, 2012 11:23 pm

First topic message reminder :


_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Wiccan

avatar

Liczba postów : 505
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sob Wrz 05, 2015 9:47 pm

Kiedy Victor zmienił pozycję, Billy odruchowo poszedł w jego ślady, choć nie odwzorował jego ułożenia ciała dokładnie jak w lustrze. Zamiast tego wsunął jedną zgiętą w kolanie nogę na kanapę pod siebie, siadając na meblu bokiem, czyli przodem do Latynosa. Ramię ułożył na oparciu, z dłonią już zupełnie blisko jego rówieśnika. Miał nadzieję, że tak będzie w porządku, szczególnie zważywszy na to, iż jeszcze przed chwilą dość długo trzymali się za ręce.
No właśnie. Trzymali się za ręce. Wcześniej Kaplan nie mógł się na tym tak naprawdę skupić, bo towarzystwo Mścicieli i agentów skutecznie odwracało jego uwagę, stresowało go i minimalizowało romantyczne zapędy, choć nie likwidowało ich kompletnie... Ale teraz? To co innego. W tej chwili doskonale pamiętał ten niewinny dotyk i uczucie, gdy przesuwał palcami po skórze Victora... I zastanawiał się czy będzie miał jeszcze okazję to powtórzyć w przyjemniejszych okolicznościach. I przede wszystkim sam na sam.
Nie był pewien na czym stoi. Nauczył się już, by nie oczekiwać od życia - oraz od napotykanych na swej drodze miłych i przystojnych młodzieńców - dosłownie niczego. Tak było najprościej, choć nie zawsze najłatwiej. Victor nie odtrącał zainteresowania, którym Billy go obdarzał, ale z drugiej strony nie robił też nic, aby je podsycić i podtrzymać. Ze sporą dozą prawdopodobieństwa nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co działo się w głowie Kaplana... I tak było pewnie najlepiej. Tyle wystarczy, powtarzał sobie w myślach Billy, choć bez przekonania.
- Nie wiem jak będzie dla nas najlepiej - przyznał cicho, po czym zaryzykował krótkie zerknięcie na twarz Latynosa... Na jego oczy. Był to oczywiście bardzo zły pomysł, o czym szybko się przekonał, gdy na moment serce znów zabiło mu mocniej. Tak bardzo podobał mu się kolor tęczówek jego rówieśnika, że mógłby się w nie wpatrywać bez końca... I pewnie nie tylko z tego powodu.
Nagle Kaplan westchnął głęboko z pewną dozą irytacji, jednocześnie obracając głowę na bok i przebiegając spojrzeniem po wnętrzu. W innych okolicznościach najprawdopodobniej właśnie skakałby z radości. Przebywał przecież w Avengers Tower i to w miejscu, w którym Mściciele spędzali czas wolny, zacieśniali między sobą więzi, odpoczywali... Jakaś jego mała część nie mogła się oprzeć podekscytowaniu, ale wszystkie inne uczucia zdecydowanie je przytłaczały.
- Wiem tylko, że coś jest bardzo nie tak. To, co powiedział Iron Man... Naprawdę nie sądziłem, że... Że tak to wygląda. To znaczy, mieliśmy być następnymi Avengers, jasne, ale nikt ani słowem nie wspomniał o walczeniu przeciwko nim. I szczerze? Logicznie rzecz biorąc rozumiem, że pewnie powinienem uwierzyć w to, co nam tam wyjawił, ale i tak... Nie chcę chyba ufać na słowo żadnej z tych dwóch stron, a w szczególności tej, która wysłała za mną telepatę - znów obrócił głowę twarzą ku Victorowi i przelotnie spojrzał na jego dłoń, lecz był to tylko odruch. Nie planował robić nic więcej, chciał tylko wyjaśnić sprawę i... I może zabrać Latynosa do domu, o ile tylko wyraziłby on na to zgodę.
- Przepraszam. Naprawdę. Nie powinienem był cię w to w ogóle wciągać, teraz masz tylko przeze mnie kłopoty i jeszcze ci o tym wszystkim opowiadam, zamiast po prostu cię stąd wyprowadzić, skoro mamy ku temu idealną okazję - zaśmiał się cicho i wyraźnie bez humoru, równocześnie przebiegając paznokciami po oparciu kanapy, żeby się czymś zająć. Nerwy robiły swoje. Billy nie ponowił już swojej oferty, lecz sugestia była wystarczająco wyraźna.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 11:15 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Nie Wrz 06, 2015 9:14 pm

Może zabrzmi to nieco żałośnie, ale Vic już dawno nie siedział tak blisko kogoś sam na sam, oczywiście nie wspominając jego mamy, chociaż i to już rzadko się zdarzało, dlatego czuł się nieco dziwnie. Nie w ten nieprzyjemny sposób, chociaż było mu trochę niezręcznie... Ale z drugiej strony, to naprawdę miłe być blisko kogoś kto interesuje się tym samym co ty i macie jakiś wspólny język. Bo mimo wszystko mało kto w jego szkole czy otoczeniu uwielbiał superbohaterów tak jak on i... Miał taką wiedzę. A to się liczyło, i Billy miał wiedzę, coś mu podpowiadało, że może nawet większą niż Vic. Może dlatego całkiem nieźle czuł się w jego towarzystwie, mieli coś wspólnego i chłopak już zdążył mu zaimponować, a to też nie zdarzało się zbyt często.
Może w innym wypadku nawet by się zakolegowali? Gdyby Billy nie mieszkał po drugiej stronie kontynentu i nie należał do organizacji, albo zmieniał właśnie przynależność - kto wie co się stanie po rozmowie z Iron Man'em. Może zaproponują mu coś ciekawszego, lepszego. Myśl, że poznał przyszłego bohatera też była miła, zaskakująco wręcz, kto wie, może kiedyś nawet chłopak go uratuje czy coś w tym stylu... Ale sama myśl była dość ekscytująca, bo sam nie liczył na zostanie bohaterem. Pomijając to, że zwyczajnie się nie nadawał, wolał pozostawić swoją mutację w tajemnicy, głównie ze względu na mamę, która pewnie już w ogóle nie pozwalała mu wychodzić z domu, a na początku się przeraziła, że jej syn jest mutantem, zwłaszcza, że ostatnio sporo było o tym w telewizji mówione... Dlatego będzie musiał uważać. Zdecydowanie, co na początku może być trudne, ale póki co sobie radził. Nawet nie próbował się znów bronić, gdy Stark w nich wycelował repulsorami, a wcześniej jego moce zadziałały dość gwałtownie... Może nieco dziwne, ale nie miał nic przeciwko.
Więc... Obaj w zasadzie nie wiedzieli co dalej ze sobą zrobić. Znaczy, Vic chciał przede wszystkim wrócić do domu, jednak nie chciał narażać chłopaka, gdyby Stark albo Tarcza wykryli to zniknięcie i zrobili mu z tego powodu jakieś wyrzuty, bo kazali poczekać. Już wolał odwlec powrót o pół godziny czy całą, niż dorabiać Billy'emu problemów, w końcu to nie tak wiele, a skoro już faktycznie dogadał się z mamą...
Drgnął lekko na to nagłe westchnięcie, zaraz śledząc tor jego wzroku by odgadnąć co też chodziło mu po głowie. Jeśli to co teraz wpadło Vicowi... W innej sytuacji, Avengers Tower byłoby spełnieniem marzeń każdego fana, w końcu nikt z zewnątrz nie wiedział jak ona naprawdę wygląda. A młody Victor Mancha, zwykły nastolatek z Los Angeles, chwilę temu przechadzał się po niej jak gdyby nigdy nic. Cudownie, prawda? Byłoby jeszcze lepiej gdyby Mściciele i rządowa agencja nie miała ich teraz na oku i nie uważała za... W sumie nie wiedział za kogo mogli go uważać, zwłaszcza jeśli ta agentka faktycznie wiedziała o jego mocach.
- Rozumiem, że mogą się bać, że najsilniejsi bohaterowie tej planety mogą się zwrócić przeciwko nim... Nawet nie umyślnie! Kontrola umysłu, cokolwiek. Nie wiadomo, jak utalentowani mutanci czy ludzie żyją na ziemi... I we Wszechświecie. Nie dziwię się, że chcą się zabezpieczyć na taki wypadek. Może nie zaplanowali tego dokładnie. I jakoś nie dziwi mnie reakcja Mścicieli, nikt nie lubi być podejrzewany o takie rzeczy. - Zamilkł na moment, jakby rozważając pewną część wypowiedzi chłopaka.
- Telepatę? - Czyli dobrze mu się wydawało, że kobieta coś wyczytała jakoś... Więc na pewno wiedziała o jego mocach. Ciekawe co dalej zrobią z tym fantem. Z każdą chwilą chyba coraz mniej chciał wiedzieć.
- Nie musisz przepraszać, nie masz za co. To był wypadek, nic więcej. I, jakby nie patrzeć, poznałem trzech mścicieli i Bucky'ego. Sam Iron Man mierzył we mnie repulsorami, ilu nastolatków może się tym pochwalić? - Uśmiechnął się nieznacznie, bardziej szczerze, by choć trochę podnieść Billy'ego na duchu.
- Poczekam. Lepiej żebyś porozmawiał wcześniej ze Starkiem, nie chcę byś miał przeze mnie jeszcze większe kłopoty. Nacieszę się ostatnimi chwilami w Avengers Tower. - Zerknął przez okno, przesuwając uważnie wzrokiem po oświetlonych budynkach Nowego Jorku. Miasto wyglądało niesamowicie, cudownie byłoby tu kiedyś żyć. Nawet jeśli powszechnie uważano, że nie było to najbezpieczniejsze miejsce do tego. Po prostu... Zawsze jakoś go tutaj ciągnęło, odkąd pamiętał. I chyba ta dziwna fascynacja na zawsze w nim pozostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 505
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pon Wrz 07, 2015 5:07 pm

Billy naprawdę rozumiał powody, które wymienił Victor. Nie dziwił się S.H.I.E.L.D., że chciało być przygotowane na każdą ewentualność. Może nawet rząd na to naciskał? To też nie byłoby wcale takie zaskakujące, zważywszy na tę projektowaną ustawę odnośnie rejestracji osób obdarzonych nadludzkimi zdolnościami. Kaplan może i nie znał jej szczegółów, ale dotyczyła go w na tyle dużym stopniu, że w miarę możliwości śledził wszystkie pojawiające się na jej temat informacje... I miał nadzieję, że nie zostanie przepchnięta. Ani trochę nie podobały mu się jej założenia.
Tak czy siak, rozumiał, ale nie zmieniało to faktu, że wcale nie był zachwycony. Przede wszystkim czuł się... Oszukany. Pomijając nawet fakt, że naprawdę nie uważał, aby kiedykolwiek był w stanie stanąć do walki z kimś na poziomie Mścicieli, to bolało go, iż Tarcza w ogóle chciała wystawić go do takiego starcia - przeciwko jego idolom! Gdyby nawet doszło do ich buntu, z własnej woli czy z powodu kontroli umysłowej albo czegoś podobnego... Nie wiedział co by zrobił. Zakładając, że byłby w stanie.
Na szczęście z czarnych myśli wyrwało go zapytanie o telepatę, które sprawiło, że Billy aż się lekko wzdrygnął. Może nie powinien był jednak o tym wspominać? Prawdę mówiąc nawet tego nie przemyślał, słowa same popłynęły z jego ust, jak działo się zazwyczaj, gdy zaczynał już na dobre mówić. Pewnie tylko zaniepokoił tym Victora, a przecież nie chciał go jeszcze bardziej denerwować, przeciwnie, wolałby go uspokoić i... No, wyrwać stąd. Ochronić.
Tyle że Latynos wcale nie ułatwiał mu sprawy, samemu decydując się zostać jeszcze w Wieży. Billy wiedział, że Victor robił to dla niego, że nie chciał wpędzić go w większe kłopoty - jak gdyby w tym momencie było to możliwe! - ale sam gotów był podjąć to ryzyko. Jasne, wolałby się nie rozdzielać, lubił towarzystwo Vica i najchętniej spędziłby przy nim więcej czasu, poznał się z nim lepiej i tak dalej... Tyle że wybór pomiędzy tym, a jego bezpieczeństwem był jasny.
Spojrzenie Kaplana podążyło za wzrokiem drugiego chłopaka w stronę okna. Widok rzeczywiście był wspaniały, choć Billy miał już wcześniej okazję doświadczyć podobnego i to nie raz... Oczywiście nie dokładnie z tego miejsca, ale z innych wysokich budynków znajdujących się na terenie Nowego Jorku. Mimo wszystko teraz zastanawiał się jak to wszystko wyglądało z punktu widzenia Victora. O czym teraz myślał? Podobało mu się? Sądząc z wyrazu jego twarzy chyba tak, a to z kolei podsunęło Billy'emu pewien pomysł.
- Mógłbym... Cię oprowadzić. Kiedyś. Po mieście. To znaczy, jeżeli tylko chcesz, to chętnie - zaoferował cicho, wciąż jeszcze uparcie utrzymując wzrok na widoku roztaczającym się za szybą. Dawało mu to świetną wymówkę, aby nie patrzeć na Vica, gdy czekał na jego odpowiedź. Miał jedynie nadzieję, że się nie zarumienił, ani w żaden inny sposób nie zdradził z tym, ile znaczyła dla niego ta propozycja... A może to był jednak błąd? Przesadził?
- Ale tak czy siak, powinniśmy wymienić się numerami. Na wszelki wypadek, gdyby coś miało się stać albo gdybyś znowu był w Nowym Jorku albo... No wiesz, cokolwiek - zasugerował szybko, równocześnie wzruszając ramionami dla podkreślenia, że możliwości było wiele. Zaraz potem sięgnął już po swoją komórkę i wyciągnął rękę po tę należącą do Victora. Od razu wpisał w nią swój numer i posłał do siebie sygnał, a kiedy zapisał już kontakty w pamięci obu urządzeń... Bez namysłu odszukał na liście własnych Kate, aby jej numer również podać Latynosowi. Mógł się kiedyś przydać. W końcu Billy zwrócił rówieśnikowi jego telefon, po czym wyłączył swój i wyjął z niego baterię. Nie był nawet pewien ile to zmieniało, ale w końcu zawsze lepiej dmuchać na zimne.
- Jeżeli chodzi o tego telepatę... Tę, właściwie. To ta agentka z wcześniej. Ona... Zajmuje się Young Avengers, razem z grupą innych Tarczowników. Ale wątpię, aby szperała głęboko w naszych głowach. To chyba czasochłonne, więc... Więc pewnie nie powinieneś się tym nawet przejmować - wyjaśnił w końcu, chowając rozbrojoną komórkę i baterię do kieszeni, ale kątem oka obserwując Victora.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Nie Cze 12, 2016 11:16 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Mancha

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 15/07/2015

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sro Wrz 09, 2015 8:37 pm

Z zamyślenia dotyczącego wspaniałości tego miasta, wyrwała go propozycja Billy'ego. Była naprawdę miła i cieszył się, że została złożona, bo, prawdę mówiąc, nie spodziewał się tego. I chciał się zgodzić, bardzo chciał, nie ma nic lepszego niż zwiedzanie miasta z kimś kto je zna, w dodatku jest twoim rówieśnikiem i macie podobne zainteresowania. A mimo to... Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że raczej nieprędko tu wróci, w końcu nie miał powodów ani funduszy. Jego mamy nie było stać na taką wycieczkę, dlatego sam zbierał oszczędności by polecieć gdy będzie już pełnoletni. Może wtedy, o ile utrzymają kontakt jakimś cudem, a Billy nie stanie się częścią Avengers czy innej grupki bohaterów.
Już miał zamiar przedstawić swoje wątpliwości co do swojej kolejnej wyprawy, gdy chłopak poprosił o jakiś kontakt. Oczywiście Victor podał mu swoją komórkę, spoglądając na niego z lekkim zaciekawieniem. Musiał przyznać, że schlebiało mu takie zainteresowanie, znaczy... Było bardzo miłe, zwłaszcza, że sam Billy taki był, a jego towarzystwo sprawiało przyjemność. A jak było wcześniej wspominane Vic nie miał zbyt wielu przyjaciół, a każdy nowy o takiej samej fascynacjo bohaterami był wyjątkowy, a Latynos to doceniał, zwłaszcza, że Jorge nie był tak zainteresowany bohaterami i obrońcami Ziemi.
Przyglądał się poczynaniom chłopaka, jak wpisywał numer... I chyba nie tylko swój, jeśli Mancha dobrze zgadywał
- Chciałbym, to znaczy, miło z twojej strony, ale raczej nieprędko tutaj wrócę. - Uśmiechnął nieznacznie, dość smutno. - Nie stać nas na takie podróże, chociaż zbieram, żeby tutaj wrócić w dwudzieste pierwsze urodziny. Może wtedy. - Posłał mu może nieco przepraszające spojrzenie, przesuwając bezmyślnie palcami po materiale kanapy. Miał nadzieję, że chłopak nie zrozumie źle jego odmowy, jakoś osobiście, bo faktycznie większość sprowadzała się do tego, że nie było ich stać... I jego mama aktualnie by umierała ze zmartwienia, więc przed pełnoletnością nie liczył na zbyt wiele wycieczek. Już teraz zabraniała mu większości... Nie pamiętał kiedy ostatnio na jakiejkolwiek był; nie licząc tej - dość spontanicznej.
Przejął swoją komórkę, chowając do kieszeni spodni, by zaraz zmarszczyć brwi, patrząc jak Billy rozbraja swoją, niepewien czemu ten w zasadzie to robi. Znaczy, nasuwał się pomysł o próbie ukrycia przed namierzaniem, ale po co mu to teraz? Zamierzał uciec? Chyba Tarcza wiedziała gdzie mieszka, uczy się, więc... Co dalej? To nie była jego sprawa oczywiście, więc nie zamierzał pytać, liczył, że pytające spojrzenie wystarczy. Bo Billy może spokojnie je zignorować, a nie będzie tak niezręczne jak przy otwartym pytaniu na dany temat, prawda? Dlatego pozostawił tutaj interpretację i chęci poruszenia tego tematu w pełni swojemu towarzyszowi.
Na hasło o telepatce nieznacznie skinął głową, chociaż nie poczuł się szczególnie uspokojony.
- Pewnie masz rację... Chociaż nie spodobało mi się jak na mnie spojrzała. Jakby... Wiedziała. - Odparł cicho, spoglądając znacząco na swoje dłonie, by podkreślić, że chodziło o jego moce, nowo odkryte, może nawet przy pomocy Kaplana.
Miał jednak nadzieję, że wszystko już dobrze się ułoży i faktycznie nie miał się czym martwić, nawet jeśli podświadomość podpowiadała mu coś innego, mniej przyjemnego. Ale hej, przyda się trochę optymizmu... W końcu właśnie Bucky spotkał swojego najlepszego przyjaciela, po siedemdziesięciu latach, nawet więcej, to dobre, więc czemu nie pomyśleć weselej o własnej przyszłości...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sro Wrz 09, 2015 9:31 pm

Niestety chłopcom nie dane było dłużej dyskutować i wymieniać się informacjami - a to dlatego, że drzwi do salonu ponownie się otworzyły i tym razem stanęła w nich agentka, która wkroczyła do środka... A za nią podążyli jej koledzy po fachu. W zasadzie to nie wydawali się groźni, nic z tych rzeczy. Po prostu stanowczy.
-Zanim o cokolwiek spytacie: nie, nie macie kłopotów... Ale chyba sami rozumiecie, że nie możemy puścić was tak samopas, szczególnie po tym, czego byliście przed chwilą świadkami... I po tym, co udało się wam osiągnąć- zaczęła kobieta, zbliżając się powoli do kanapy, na której siedzieli młodzi. Ba, nawet lekko się do nich uśmiechnęła, jak gdyby stanowiło to jakieś pocieszenie.
-Czas wrócić do bazy, Billy. Do drużyny właśnie dołączył nowy członek, na pewno ucieszy się z towarzystwa... A my już zajmiemy się twoim kolegą- spojrzenie agentki powędrowało od Kaplana do Manchy i dopiero wówczas na jej twarzy mignął nagle wyraz lekkiego zastanowienia - lecz zniknął równie szybko, jak się pojawił.
-Niedługo będzie po wszystkim- dodała, by już po chwili móc wyprowadzić chłopców z pomieszczenia na korytarz... A potem, o dziwo, w górę, więc zapewne ku lądowisku, a nie po prostu na ulicę.

[z/t dla obu]

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sro Wrz 16, 2015 4:54 pm

No tak podała jej dłoń, a jak że by to wyglądało nie? Ale widząc, że zaraz kobieta zabrała dłoń ,to schowała swoją do kieszeni.- No to możemy iść do moich towarzyszy.- Skierowała się ku budynkowi i zaczęła podążać majestatycznym krokiem w jego kierunku.- A tam gdzie chcesz zabrać ,swoich uczniów nie będziesz narażona na niebezpieczeństwo?.- Zerka na nią, gdy doszły już do drzwi, Natasha na chwile musiała przerwać kontakt wzrokowy, by móc spojrzeć na urządzenie, które weryfikowało jej twarz by obie mogły wejść do budynku.- Gdy będę rozmawiała z Tonym i Kapitanem, to tak poczekasz w salonie i tam się spotkamy. - Rudowłosa w końcu uzyskała pozwolenie do wejścia do budynku więc teraz obie kierują się do windy.Gdy już były na odpowiednim piętrze, to Wdowa wysiadła wraz z nią by zaprowadzić ja do salonu- Rozgość się jak będziesz chciała coś  do picia, barek jest do Twojej dyspozycji ja postaram się za chwile wrócić.- Po tych słowach skierowała się do laboratorium, gdzie był zapewne Stark.

[z/t]

Pamiętaj o dodawaniu tego, gdy wychodzisz z tematu.
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Czw Wrz 17, 2015 11:12 am

Carol, która leciała prosto z Helicarriera, nie spodziewała się, że Stark wraz z resztą grupy postanowił zrobić dzień otwarty w Avengers Tower. Gdy się tylko o tym dowie, pewnie to wytknie, skomentuje jakoś. Wracając do pierwszej myśli - blondynka nie spodziewała się (kocham powtórzenia, niekiedy celowe), że tego jednego dnia, w którym jednak co nieco się działo, będą sami goście w Wieży. Chciani czy niechciani - goście to goście. Można było się przyzwyczaić do obecności osób postronnych w tym miejscu lub nieopodal. Choćby fani, którzy zapragnęli zdjęcia czy podpisu od któregoś z superbohaterów.
Przy złych dniach, Danvers była naprawdę uradowana faktem, że potrafi latać i wystarczy tylko dotrzeć do lądowiska czy też rozsuniętych paneli (czy cholera wie co), żeby dostać się do środka.
W każdym razie - kobieta zdążyła minąć parę budynków, jakby chcąc zorientować się, co dzieje się w mieście, na ulicach, które były świadkami niejednej zbrodni, romantycznych czy przyjacielskich gestów oraz katastrof i podobnych zestawień, jakie mogły dziać się na różnych przecznicach.
W międzyczasie Ms. Marvel zastanawiała się nad tym, czego dowiedziała się u Hill. Wspominała jeszcze przez dobrą chwilę spotkanie z Jean Grey i pozostałymi X-Menami i faktycznie - działo się coś, co wypadałoby powstrzymać jak najszybciej, by móc to ogarnąć. Trudniej byłoby powiedzieć, że kontrolować, jeśli tym zajmowała się TARCZA, o czym można było się przekonać, kiedy słuchało się tego, jaki też projekt wymyślił Nick Fury. Nieobecny Fury, który pozostawił całą robociznę Hill. W żaden sposób nie można było urazić Marii i tego, jak wykonywała zadania, zlecenia, które czasem spadały z nieba. Podziw lub niezrozumienie wobec posunięć Nicka było chyba na porządku dziennym, a inicjatywa, której to dokumentacja była - i właściwie we większości nadal jest - ściśle chroniona wzbudzała mieszane uczucia. Z jednej strony Carol potrafiła zrozumieć taką decyzję, z drugiej - wydawało jej się to dziwne. I wiedziała, że będzie musiała porozmawiać ze swoimi kompanami.
Zauważywszy czub Avengers Tower, Danvers zwolniła prędkość lotu, by dotrzeć do paneli, dzięki którym mogła bezpośrednio dostać się do salonu na ostatnim piętrze. I tak gdyby chciała dostać się do laboratorium czy też warsztatu Tony'ego, byłaby zmuszona do pokonania drogi zaczynając od tego pomieszczenia.
Niestety, Danvers nie zdążyła natrafić na Natashę, która pozostawiła obcą kobietę w salonie. Niemniej, gdy Ms. Marvel mogła stanąć już na podłożu, niemalże od razu przywołała - z braku lepszego opisu - pierścień energii, na wskutek którego strój blondynki zmienił się z czarnego body w dżinsowe spodnie i ciemną koszulkę z symbolem, jaki tkwił na jej piersi w postaci błyskawicy.
Weszła w głąb pomieszczenia i stanęła w pół kroku.
Od razu zarejestrowała czyjąś obecność. Osoby, której nie kojarzyła, a która pozostawiona samej sobie mogła zdziałać wiele. O ile by chciała.
- Kim jesteś i co tutaj robisz? - zapytała Carol. Nie wydawała się jakoś uradowana z widoku gościa, co też miało nacisk przy słowie "tutaj", aby podkreślić pewną nieufność wobec Morgany.
Postawa Danvers może nie była całkiem wroga, ale gdyby miało do czegoś dojść - nieszczególnie kobieta by się powstrzymywała.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pią Wrz 18, 2015 4:40 pm

W drodze do salonu Morgana przyglądała się uważnie dosłownie wszystkiemu, co tylko mogła dojrzeć, z poczynaniami Black Widow na czele. Starała się zapamiętać przebywaną drogę, rozkład korytarzy czy pomieszczeń, które miała okazję zobaczyć oraz przede wszystkim odnotowywała zastosowane w budynku zabezpieczenia. Gdyby miała kiedyś pojawić się w nim bez eskorty, a nie wykluczała takiej opcji w przyszłości, będzie musiała obejść te metody rozpoznawania tożsamości... I między innymi dlatego obserwowała rudowłosą. Przybranie czyjejś postaci to jedno, ale prawdziwe wyzwanie stanowiło skopiowanie zachowania i usposobienia w taki sposób, aby wystarczająco długo nie wzbudzić niczyich podejrzeń.
W trakcie tej krótkiej podróży czarodziejka odezwała się tylko jeden raz, aby odpowiedzieć na pytanie zadane jej przez Romanoff odnośnie bezpieczeństwa jej oraz jej przyszłych uczniów. Nie rozpraszała się niepotrzebnie utrzymywaniem rozmowy, gdyż wątpiła, aby w tym momencie wyniosła z niej coś wartościowego, na przykład informacje, które mogłaby wykorzystać podczas udawania bohaterki.
- Potrafię zapewnić moim studentom opiekę - powiedziała, a temat sam umarł. Niedługo potem rudowłosa potwierdziła jeszcze decyzję o tym, że Faerie powinna poczekać na nią w salonie, ale na te słowa Morgana zareagowała już tylko kiwnąwszy głową. Dopiero po dotarciu na miejsce przemówiła ponownie, również w odpowiedzi na zagadnięcie ze strony jej przewodniczki i kontaktu w jednej osobie.
- Proszę mi wierzyć, że będę się tutaj czuła jak u siebie w domu - skomentowała suchym tonem, rozglądając się po pomieszczeniu i powoli obracając się w miejscu, aby zobaczyć jak najwięcej. Dopiero kiedy Romanoff opuściła salon, czarodziejka zbliżyła się do szyby, aby wyjrzeć na zewnątrz. Och, jak bardzo nie podobało jej się to miasto! A jednak kobieta wiedziała, że stanowiło najlepszą bazę działania, przynajmniej teraz. Sprawy stopniowo zaczynały się dla niej układać coraz korzystniej, a gdyby udało jej się jeszcze zdobyć względne zaufanie S.H.I.E.L.D. i Avengers...
Nie zdążyła dokończyć myśli, gdyż jej uwagę zwrócił dochodzący z góry mechaniczny odgłos. Morgana natychmiast odwróciła się tyłem do okna, aby z zainteresowaniem obserwować przybycie kolejnej bohaterki oraz zmianę jej stroju pod wpływem jakiejś formy energii. Nie odezwała się pierwsza do czasu, aż sama została zauważona.
- Czekam na agentkę Romanoff. Odprowadziła mnie tutaj - wyjaśniła najpierw, bo ta informacja wydawała się być pilniejsza. Czarodziejka nie była pewna czy użyła właściwego tytułu, rozważała również "panią", a może raczej "pannę" Romanoff, ale uznała, że w miejscu pracy tak będzie najbezpieczniej.
- Vivian Morgan - dodała, ale nie wykonała przy tym żadnego gestu. Nie próbowała zbliżyć się do blondynki, ani wyciągnąć do niej ręki, co przy dzielącej je odległości i tak nie miałoby sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Nie Wrz 20, 2015 11:24 am

Nie mając, przynajmniej na razie, najbledszego pojęcia o tym, z jakimi planami przyszła Morgana, Carol przyglądała się nieznajomej. Nie chodziło jedynie o kwestię nieufności, ale też po prostu jak każda przedstawicielka piękniejszej płci, Danvers w jakimś stopniu oceniała le Fay. I nie mogłaby zaprzeczyć temu, że ciemnowłosa nie jest urodziwa i nie ma w sobie tej kobiecości. To z pewnością. I nie wątpiła w to, że co drugi (lub co któryś) mężczyzna odwróciłby się za kobietą, mijając się z nią na szarawej, pędzącej ulicy. Jakiś magnetyzm był. Albo i pewność siebie, a ta w końcu była najbardziej przekonywująca, o czym wiedziała sama Ms. Marvel.
Zastanawiała się, co skłoniło Natashę do tego, aby przyprowadzić obcą osobę, która naprawdę mogła na wiele sobie pozwolić w tym miejscu (dziękować jedynie można za JARVISa, który zadbałby o bezpieczeństwo) i do tego pozostawić we własnym towarzystwie. Trudno było też stwierdzić czy to była znajoma, czy osoba, którą jakimś zaufaniem obdarzyła Romanoff, choć Carol sama dobrze wiedziała, że Czarna Wdowa jednak jest jedną z osób, które ostrożnie - ze względu na swój zawód chociażby (albo przede wszystkim?) - dobierają sobie znajomych i dzielą się informacjami.
Może i blondynka miała powody do podejrzliwości wobec le Fay, ale nie miała też powodów, by atakować. Tym bardziej, że sama kobieta nie wydawała się osobą skłonną do zaatakowania. To też spowodowało, że Carol choć odrobinę przychylniej na nią spojrzała i kiwnęła krótko, kiedy ta się przedstawiła.
Kiwnęła na jej słowa, nie czując się samej zobowiązanej do tego, aby się przedstawić. Wyszła z założenia, że jej godność jest znana, tak samo jak nazwa superbohaterki, więc nie miała takiej potrzeby; nie znaczyło to jednak, że nie przedstawiłaby się, gdyby Vivian domagałaby się tego.
- I zostawiła cię tutaj? Mówiła, gdzie idzie? - spytała, zerkając na kobietę przez ramię.
Można było odnieść wrażenie, że Danvers w trybie natychmiastowym pogodziła się z obecnością Morgany, najwidoczniej akceptując fakt, że ciemnowłosa znajduje się w Avengers Tower. Poniekąd było to prawdą. Mało prawdopodobnym było w końcu, żeby Carol zaatakowała, choć jak wcześniej zostało wspomniane - w sytuacji, która by tego wymagała, nie oponowałaby.
Ms. Marvel skierowała się do barku, chcąc sobie przygotować coś do picia. Oczywiście, rozstawione alkohole kusiły, ale wiedząc o tym, że przy osobie, która potrafiłaby ją przekonać do tego, że dana ilość wypitego alkoholu jej wystarczy, byłoby lepiej, nie sięgnęła po żaden wysokoprocentowy trunek.
- Napijesz się czegoś? - była nieufna, ale to nie znaczyło, że musi być bezczelna i traktować ją jak powietrze, prawda?
Blondynka wsparła się o blat barku i spojrzała na jeden z paneli znajdujących się w barze, dzięki którym można było dowiedzieć się co nieco czy też działać "po cichu". Nic, póki co, nie zrobiła.
- Co cię sprowadza tutaj? Jakaś sprawa, cokolwiek? - zapytała, przenosząc czujne spojrzenie na kobietę. Ta Mścicielka czy inna, też się nadaje do tego, co planowała Vivian.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Nie Wrz 20, 2015 1:51 pm

Czarodziejka odnotowała fakt, że blondynka nie zaoferowała jej swojego imienia, lecz jednak nie spróbowała się o nie dopytywać. I tak wiedziała o niej co nieco z gazet oraz z... "Sieci". W tej chwili bardziej interesowało ją zachowanie kobiety na żywo, niż suche informacje, które mogłaby z niej wyciągnąć. W końcu nie tylko Black Widow mogłaby naśladować, gdyby zaszła taka konieczność... Choć przy skrytości rudowłosej byłoby to zapewne najłatwiejsze rozwiązanie. Wystarczyłoby jedynie zachowywać się dyskretnie, nie mówić za wiele... A i brak interakcji z innymi bywalcami Wieży nie stanowiłby pewnie dla nikogo żadnego zdziwienia.
- Agentka Romanoff uznała za stosowne porozumieć się w mojej sprawie z pozostałymi członkami drużyny... Jak widać z pani wyłączeniem. Nie wspominała jednak gdzie dokładnie się w tym celu udaje, po prostu przykazała mi tutaj poczekać - odparła spokojnie na pierwszą serię pytań. Mogłaby odpuścić sobie tę uwagę o pominięciu Ms. Marvel przez jej koleżankę z grupy przy omawianiu problemu... Ale chciała zobaczyć reakcję obserwowanej przez siebie bohaterki. Zignoruje to czy coś odpowie? A może zdradzi się jedynie gestem czy mimiką?
- Dziękuję, ale jestem właśnie świeżo po kawie. Może następnym razem - dodała na propozycję napoju, po czym powolnym krokiem zaczęła odsuwać się od szyby i zagłębiać w pomieszczenie. Z tego ostatniego zdania również mogłaby pewnie zrezygnować, ale dla własnej satysfakcji chciała podkreślić, że najprawdopodobniej wróci jeszcze do Avengers Tower. Nie powinno w tym być niczego dziwnego, skoro planowała robić interesy z S.H.I.E.L.D. i Mścicielami...
- Skontaktowałam się z pani koleżanką po fachu w sprawie wymiany informacji za pewną przysługę. Udało mi się wejść w posiadanie danych na temat tajnego projektu, nad którym nadzór sprawuje sam prezydent Stanów Zjednoczonych. Wszystko wskazuje na to, że Tarcza nie została o nim poinformowana, więc domyślam się, że Avengers również nie... A odnoszę wrażenie, że możecie być zainteresowani - wyjaśniła, zajmując miejsce na pobliskiej kanapie, lecz nie odwracając wzroku od Ms. Marvel.


Ostatnio zmieniony przez Morgana le Fay dnia Czw Wrz 24, 2015 12:39 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Literówka.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sro Wrz 23, 2015 11:51 am

Danvers, po niedługim zastanowieniu, ograniczyła się do tego, by do pustej, wysokiej szklanki wrzucić kostki lodu i jakiś schłodzony, bezalkoholowy napój. Napiła się niewiele i zaraz szkło odstawiła na blat, nie opuszczając z niego dłoni.
Skupiła swoje spojrzenie na Morganie, słuchając tego, o czym mówi kobieta. I faktycznie - jakaś drobna (bo drobna, ale jednak) zmiana mogła zostać zauważona na twarzy Carol. Pojedyncza zmarszczka pojawiła się między jej brwiami, a wargi wykrzywiły się na moment. Jakby coś chciała powiedzieć, ale ostatecznie z tego zrezygnowała. Najprawdopodobniej to zastanowiło Danvers, dlaczego ona o niczym nie została poinformowana, choć z drugiej strony też była nieobecna i być może Romanoff miała wgląd w to, że Ms. Marvel zajmowała się czym innym - czy spotkaniem z mutantami, czy rozmową z Hill i poznaniem "nowego" projektu dyrektora organizacji.
Kiwnęła też krótko na rezygnację z oferowanego napoju. Nie będzie przecież nachalna i na to naciskać, prawda? Zresztą, najpewniej sama by się rozgościła na tyle, by o to wcześniej zadbała. Carol nie wiedziała w końcu, jak długo kobieta jest tutaj sama, gdyż nie widziała już wychodzącej Natashy.
Przez dobrą chwilę blondynka milczała jeszcze w zastanowieniu, co powiedzieć. Nie skomentowała ostatniego zdania, zwiastującego kolejną wizytę, jakby Vivian spodziewała się, że wkrótce ponownie się pojawi w Avengers Tower. Wtedy też Morgana rozwinęła myśl dotyczącą tego projektu i sprawy, z jaką zwróciła się najpierw do Natashy, a ta z kolei - do reszty grupy, która znajduje się w laboratorium. Przynajmniej część, jeśli Ms. Marvel dobrze pamiętała.
Póki co, Carol nie opuszczała barku (uznać można, że przyzwyczajenia swoje robią). Nie utrudniało to jednak kontaktu i kobieta dobrze słyszała, o czym mówiła Morgana. Zastanowiła się, o jaki projekt może chodzić. Lekko przechyliła głowę ku jednemu z ramion.
- Projekt pod nadzorem prezydenta Ellisa? Dotyczący rejestru osób z nadludzkimi zdolnościami? - jednak dopytała, by się upewnić czy to o to chodzi. - Jest zatem pani bardziej rozeznana w temacie projektu i pracami nad nim niż ogólnie zostało to ogłoszone? - zapytała. Po to by się rozeznać. W końcu wystarczyło zaprzeczyć lub potwierdzić informacje albo wyjaśnić, jeśli nie to miała na myśli.
Carol nadal obserwowała bacznie kobietę.
- Niemniej, co miałoby być przysługą za te informacje? Zresztą i tak trzeba będzie z resztą grupy porozmawiać, co pewnie czyni już sama agentka Romanoff, ale mogę tutaj wezwać - rzuciła Danvers. Z pewnością to mniej czasu zabierze i będą mogli szybciej zadecydować oraz zająć się swoimi sprawami.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Czw Wrz 24, 2015 2:11 pm

Morgana ze spokojem obserwowała poczynania swojej rozmówczyni. Odnotowała między innymi fakt, że kobieta nie skorzystała z żadnego dostępnego alkoholu, choć barek oferował jej ich spory wybór. Czy miało to jakieś znaczenie? Może tak, a może nie, jednakże czarodziejka już dawno temu nauczyła się, iż wyłapywanie szczegółów nikomu jeszcze nie wyszło na złe, tylko wręcz przeciwnie.
Przy tak uważnym nadzorze Faerie nie umknęła również reakcja blondynki na jej drobną i niewinną zaczepkę. Brak słownej odpowiedzi mógł oznaczać, że Ms. Marvel nie chciała dać się wytrącić z równowagi, okazać jakiejkolwiek słabości własnej lub całej grupy... Albo po prostu sama zdążyła się szybko uspokoić. Przez kilka sekund Morgana zastanawiała się o którą opcję chodziło, lecz w gruncie rzeczy kwestia ta nie była na tyle istotna, aby na dłużej zajmować jej myśli. W końcu miała tutaj coś do załatwienia.
Czarodziejkę trochę zaskoczyło to, że bohaterka od razu założyła, iż ich dyskusja dotyczyć będzie ustawy rejestracyjnej. O ile było jej wiadomo - a uważnie śledziła doniesienia mediów w każdej interesującej ją kwestii - akurat ten pomysł nie wyszedł od prezydenta i nie był tajny... Choć oba projekty rzeczywiście mogły być ze sobą dość mocno powiązane. Jeżeli jednak tak właśnie było, to Morgana wątpiła, aby ktokolwiek zamierzał się do tego przyznać, przynajmniej w tym momencie. Być może później, gdy ustawa zostanie już przepchnięta, rozpocznie się realizacja jej postanowień... Ale na pewno nie wcześniej. Jeszcze nie teraz.
- Źle mnie pani zrozumiała. Nie miałam na myśli rejestru osób wyjątkowo utalentowanych. Wydaje mi się, że informacje na jego temat S.H.I.E.L.D. mogłoby uzyskać bez problemu... O ile już tego nie zrobiło. I oczywiście jeśli samo jeszcze takiego nie posiada - zauważyła, znów nie mogąc się powstrzymać przed dorzuceniem wątpliwości, nad którymi być może wypadałoby się lepiej zastanowić. Zaraz potem kobieta pokręciła nieznacznie głową i skupiła się już na kolejnej kwestii poruszonej przez Mścicielkę, umyślnie nie wyjaśniając jakie dokładnie dane posiadała.
- Jak już tłumaczyłam pani koleżance, jestem nauczycielką... Z prawdziwego powołania. Niestety moja dziedzina w tych czasach zanika, nad czym głęboko ubolewam. Chciałabym zebrać uczniów i przekazywać im moją wiedzę, lecz właśnie z pierwszą częścią tego planu mam drobny problem. Liczę na to, że S.H.I.E.L.D. pomoże mi zgromadzić młodzież o odpowiednich predyspozycjach... A ja zajmę się resztą - uśmiechnęła się lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pią Wrz 25, 2015 9:06 pm

Bez jakiejkolwiek zapowiedzi czy też ostrzeżenia komunikator Carol nadał jej sygnał, po którym podążyła treść wiadomości:
-Raft przyjęło Sintheę Shmidt, córkę Red Skulla, w stanie ciężkim, lecz aktualnie już stabilnym. Obecnie dziewczyna przebywa w szpitalnej części więzienia. Próbowała obrabować bank w towarzystwie grupy osób, w tym Mary Walker, pseudonim Typhoid Mary, Bloody Mary. Kiedy tylko się obudzi, będzie można ją przesłuchać- biorąc pod uwagę, że nadawca nie zwracał się bezpośrednio do Ms. Marvel, najpewniej inni członkowie jej drużyny również otrzymali tę informację.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Nie Wrz 27, 2015 3:43 pm

Danvers uniosła brwi, kiedy Morgana postanowiła ją uświadomić w błędzie, że ta źle ją zrozumiała. Nie była jednak zdziwiona. Właściwie byłaby w momencie, gdyby okazało się, że chodziło o ten projekt ustawy; wtedy też wydałoby się to absurdalne, jeśli ta chciałaby w zamian za oczywistość - przysługę. Nawet jeśli miałyby być dodatkowe informacje, które były znane jedyne co poniektórym. Można było więc wykluczyć tę myśl, chociaż nie zmieniało to faktu, że i ta sprawa nie wydawała się jakoś czysta blondynce. Zwłaszcza, że pomysł Fury'ego jakoś podbijał te wątpliwości wobec Mścicieli.
Carol może i po sobie tego nie dała poznać, ale nie podobał jej się brak wyjaśnienia myśli. Żadnego słowa o tym, co jest tą informacją, za którą Vivian chciała przysługę. I nie tak drobną, jak początkowo pomyślała o tym Ms. Marvel. Wolałaby jednak dowiedzieć się, osobiście, co takiego interesującego ma Morgana do powiedzenia, żeby móc szybko zadecydować, by teraz skontaktować się z resztą, czy zaproponować, aby pozostawiła kontakt do niej lub przyszła na dniach.

Zanim jednak zdążyła jakkolwiek zareagować, coś powiedzieć - usłyszała komunikat traktujący o tym, że na dniach ktoś będzie musiał wybrać się na przesłuchanie.
Towarzysząca w salonie kobieta mogła też zauważyć, że Carol na czymś innym skupiła uwagę. Tym bardziej, że zaraz mogła usłyszeć, jak Danvers zwraca się... właściwie w przestrzeń. Może i patrzyła poniżej blatu barowego, jakby tam były jakieś panele do całego systemu. Zresztą blondynka zaraz się odezwała i łatwo było wywnioskować, że do kogoś nieobecnego w pomieszczeniu. Może i Mścicielka mówiła ciszej, ale można było usłyszeć.
- Dobrze, że na dniach, Rogers. Chociaż są już chętni - zaczęła kobieta, będąc pewną, że obecni Mściciele ją usłyszeli. - Zgaduję, że znalazła się już u was agentka Romanoff... W każdym razie. Stark, mamy gościa. Ma dla nas wszystkich ofertę, którą nam przedstawi, więc będzie najlepiej jak się zaraz pojawisz tutaj, na górze. Cap, ty i reszta usłyszycie o co chodzi, więc możecie się udzielać - Ms. Marvel zamilkła, aby przemyśleć to, co powiedziała i co ma zamiar jeszcze powiedzieć. Carol zresztą domyśliła się, że Stark został poinformowany o kolejnym gościu w Wieży i miał na to wgląd; tak przynajmniej jej się wydawało. - Sam, ty z Visionem wybierzecie się na spotkanie. Słyszałam, że się trochę nudzicie. Natasha, znajdź Pietro i dowiedz się, co on w ogóle robi, bo go dawno nie widziałam. Wiecie, co robić - rozdzieliła całe obowiązki obecnym w Avengers Tower Mścicielom, kończąc krótki wywód.
Napiła się wody i zaraz zwróciła do Morgany.
- Mam nadzieję, że dla pani nie będzie problemem brak kontaktu wzrokowego z większością grupy i dodatkowa osoba wystarczy do całej sprawy? - spytała uprzejmie, choć przez myśl jej przeszło, że nawet jeśli - to nie ma zamiaru kombinować na nowo, co i jak.

/ Jak dobrze pójdzie to Stark niedługo do nas wbije!

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pon Wrz 28, 2015 10:50 am

Nagła i dość specyficzna zmiana w zachowaniu jej rozmówczyni szybko przykuła uwagę Morgany i zarazem sprawiła, że kobieta uniosła lekko jedną brew. O nic jednak nie pytała, a przynajmniej nie od razu, najpierw dając blondynce chwilę na załatwienie... Problemu? Sobie zaś kupiła dzięki temu czas na lepsze zorientowanie się w sytuacji.
Czarodziejka była w dobrym stopniu zaznajomiona z poziomem zaawansowania technologicznego teraźniejszej Ziemi, nawet jeśli dane czerpała w głównej mierze z teorii. Nie znała może wszystkich szczegółów, ale orientowała się w ogólnikach. Wiedziała co ludzie potrafili zrobić i jak przekładało się to na stan znany jej z dawnego Albionu. Tyle wystarczyło, aby rozumiała, iż Mścicielka wcale nie oszalała, nie mówiła sama do siebie, ani do wymyślonego przyjaciela, tylko najprawdopodobniej za pomocą jakiegoś urządzenia dyskutowała z kimś przebywającym w innym miejscu.
W związku z tym Faerie chłonęła słowa bohaterki niczym gąbka wodę, starając się dowiedzieć od niej czegoś ciekawego i być może użytecznego. Siłą rzeczy nie mogła zrozumieć wszystkiego, bo w końcu umykał jej kontekst wypowiedzi Ms. Marvel - a niestety bez podejmowania próby czytania w jej myślach nie była w stanie wyciągnąć z niej więcej... Ale niektóre zdania na szczęście miały wystarczająco dużo sensu i bez niego. Jako że wspomnianym gościem musiała być ona sama, Morgana łatwo wywnioskowała, że niedługo dołączy do nich kolejny Mściciel, a pozostali w ten czy inny sposób będą mogli słyszeć ich rozmowę... A nawet brać w niej czynny udział. Brunetka miała tylko nadzieję, że nie będzie musiała znów zaczynać tłumaczenia od samego początku, gdyż to zaczynało się już robić dla niej nużące.
Jej domysły zostały potwierdzone następnymi skierowanymi ku niej słowami bohaterki. Czarodziejka pokręciła na nie przecząco głową, a na wypadek, gdyby gest ten nie był wystarczająco jasny, odpowiedziała także i słownie:
- To dla mnie żaden problem. Jestem przyzwyczajona do tego, że nie zawsze mogę zobaczyć moich rozmówców, a jeżeli pozwoli nam to szybciej osiągnąć satysfakcjonujące obie strony porozumienie... Tym lepiej dla nas - zachowała dla siebie fakt, że przywykła do konwersacji prowadzonych telepatycznie lub z przyzywanymi duchami i duszami, których niejednokrotnie nie było w ogóle widać. W końcu mechanizm pozostawał prawie ten sam.
- Przejdźmy jednak do rzeczy. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie podoba się państwu wizja zakupienia kota w worku, ale to ja mam więcej do stracenia, jeśli wydam przed czasem moją kartę przetargową... Chyba sama to pani rozumie - zauważyła rozsądnym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Nie Paź 04, 2015 3:01 pm

Podczas lotu trochę się uspokoił.

Nie, to było kłamstwo, Tony nadal był wkurzony i buzował w zbroi, więc bardzo się cieszył, że właśnie zbroję ma - i że JARVIS pomaga mu stabilizować lot, bo inaczej Tony z samej frustracji wleciałby w ścianę. Ot tak. Wpadł do salonu i zatrzymał się przed kobietami. Nie ściągał zbroi, nawet nie odsłonił przedniego panelu hełmu.

- Przyznam się bez bicia, że nie słuchałem i nie wiem, co dokładnie mielibyśmy kupować. Swoją drogą... będę musiał pogadać z Nat. Od kiedy sprowadzamy do wieży sprzedawców chodzących od domu do domu? - humor był jego jedynym ratunkiem, jedyną oazą spokoju. Wolał się na razie na tym skupić, póki nie usłyszy, co też kobieta przyszła sprzedawać. A w sumie... - Ach, przepraszam, ale pani godność? Nie dosłyszałem, jeśli już się pani przedstawiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pon Paź 05, 2015 1:21 pm

Podczas przekazywania poleceń pozostałym Mścicielom, a także tłumaczeniu, Carol nieszczególnie kryła się ze swoim tonem. Może i był przyciszony, ale dało się słyszeć, jak zostało wcześniej wspomniane. Kobieta jednak starała się dobrać słowa tak, przekazać całą treść, ale nie zdradzić o co chodzi osobom postronnym.
Na odpowiedź kobiety, Danvers kiwnęła głową. Zadowolona z tego, że nie będzie musiała nadprogramowo kombinować, co pewnie zrzuciłaby na Starka. Cała trójka zaoszczędzi czasu, a nietrudno było się domyśleć, że zapewne każde z nich miało coś ważniejszego (czy też przyjemniejszego, jak kto woli) do roboty.
Nie mając lepszego zajęcia dla swoich rąk, skrzyżowała je luźno poniżej piersi, skupiając swoją uwagę na kobiecie. I fakt, Vivian miała rację w związku z tym, że nie podobał się potencjalny zakup kota w worku. Może i była to zrozumiała kwestia stracenia więcej czy mniej, ale nadal nieufność utrzymywała się gdzieś w pobliżu.
- Rozumiem - powiedziała. - Choć wiadomo, że jest to obopólne, aby czasem jak najlepiej określić, nie przepłacić. Zwłaszcza, że przysługa też wydaje się... - w tym też momencie można było usłyszeć głos Tony'ego, który się pojawił przed nimi. Carol nie dokończyła swojej wypowiedzi, spoglądając na Starka. Przez moment zastanawiała się, jak bardzo poddenerwowany jest przyjaciel, ale nie miała zamiaru wypytywać. Jak i domagać się, by uchylił panel hełmu, bo to rozumiała. Wszystko w swoim czasie.
Upewniła się jeszcze czy Cap jest w stanie ich słyszeć, choć nie zdziwiłaby się, gdyby już o to zadbał Tony. Jak i zarejestrowanie rozmowy, czegokolwiek - niekiedy wolała się nie wtrącać.
- Mogłabym o to samo spytać - skomentowała krótko i westchnęła bezgłośnie na następne słowa Iron Mana.
Dała też możliwość, aby le Fay się przedstawiła i od razu przeszła do rzeczy.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sro Paź 07, 2015 4:02 pm

Podczas gdy Ms. Marvel przemawiała, Morgana uniosła lekko obie brwi w wyrazie uprzejmego zdziwienia, jak gdyby w ten sposób podkreślała, że zupełnie nie wyobraża sobie tego, iż jej informacje mogłyby się okazać niewarte wyznaczonej przez nią ceny. Było to oczywiście z jej strony zagranie w pełni świadome, nie mniej jednak kobieta rzeczywiście uważała, że wcale nie wymagała zbyt wielkiej zapłaty. S.H.I.E.L.D. nie powinno mieć żadnych problemów z wypełnieniem swojej części umowy, jeżeli rzeczywiście dojdzie do jej zawiązania. Czarodziejka była wręcz pewna, że agencja i tak szpiegowała wszędzie, gdzie tylko mogła. Musiałaby się z nią tylko podzielić drobną częścią swoich danych i załatwione.
W tej chwili jednak czarodziejka nie mogła nawet wysłuchać całości wypowiedzi blondynki, gdyż w jej trakcie w salonie pojawiła się następna osoba, należąca do tych lepiej znanych i bardziej rozpoznawanych członków drużyny. Iron Man. Faerie przesunęła na niego spojrzenie, a w jej oczach odbiła się niewielka doza zainteresowania, wymierzonego jednak ku samej zbroi, a nie mężczyźnie w jej wnętrzu.
- Vivian Morgan. Jestem pewna, że w najbliższym czasie i tak załatwią państwo wszystkie swoje problemy z koleżanką, a przy odrobinie szczęścia ja będę już wtedy daleko i zajęta własnymi sprawami... Dlatego w tym momencie sugeruję się skupić na mojej propozycji - w głębi ducha Morgana zastanawiała się ile jeszcze razy będzie musiała tego dnia powtarzać to samo wyjaśnienie. Można by pomyśleć, że komunikacja pomiędzy członkami grupy będzie trochę lepsza... Nie wspominając już o tym, że podobno Czarna Wdowa udała się na poszukiwanie towarzyszy właśnie po to, aby wytłumaczyć im o co chodziło.
- Po raz kolejny więc: posiadam informacje dotyczące tajnych i wciąż jeszcze świeżych działań obecnego prezydenta, które mogą zostać wymierzone przeciwko Avengers. Gwarantuję, że są prawdziwe i sięgają tak daleko, jak wiedza... Osoby prowadzącej projekt - jej wzrok znów powędrował w stronę Ms. Marvel, nim powrócił ku Iron Manowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pią Paź 16, 2015 3:43 pm

Tony opanował się na tyle, aby skupić się na słowach Vivian Morgan. Skrzywił się pod hełmem.

- Kolejni, którzy mają coś przeciwko Avengers... - mruknął i westchnął cierpiętniczo. Oczywiście postarał się, aby nikt nie słyszał tych słów, blokując głośniki. - Panno Morgan, dlaczego chce nam pani przekazać, ach, przepraszam, sprzedać te informacje, oraz za jaką cenę? Skąd mamy wiedzieć, ile one są warte? Sam wiem o wieeelu rzeczach, jakie się dzieją w rządzie. I nie tylko. Niektóre z nich są skierowane przeciwko nam, więc nie wiem, czy informacje, które z nich pani posiada. - Tym razem powiedział to na głos, przez głośniki. Kolejną część również: - Widzi pani nasz dylemat. - Rozłożył ręce na boki, jakby pokazując, że są w sytuacji bez wyjścia i nie wiedzą co robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Nie Paź 18, 2015 12:15 pm

Carol zdążyła już sobie uświadomić, że parę spraw umknęło blondynce. Miała jednak sporo czasu, a tak przynajmniej jej się wydawało, na nadrobienie wszystkiego.
Może i trudno było doszukać się pewnego znużenia w zachowaniu poznanej kobiety, ale Danvers jedynie mogła sobie wyobrażać, jak frustrującym jest powtarzanie. Sama nie przepadała za ciągłym recytowaniem i wałkowaniem jednego tematu. Tym bardziej, że całe ogarnięcie mogło potrwać znacznie krócej niż faktycznie. Między innymi dlatego też z tego powodu zadbała o to, by pozostali Mściciele mogli usłyszeć czy też odtworzyć cały przebieg rozmowy. Albo chociaż Stark o to zadbał, jako osoba odpowiadająca za technologię mieszczącą się w budynku. I nie tylko.
Słuchając słów kobiety, Carol obserwowała swoich rozmówców z zainteresowaniem. Przez moment miała tknięcie, jakoby spojrzenie Vivian było dość wymowne, jednakże nie miała zamiaru dłużej zastanawiać się nad tym uczuciem, które być może okaże się jedynie rozwianą wątpliwością. Skupiała się na działaniu, choć w kwestii obmyślania pewnych spraw również nie miała problemu.
Zapewne Tony niesamowicie zdziwiłby blondynkę swoim pomrukiem, który został zablokowany przez głośniki w zbroi.
Spojrzała na Starka, delikatnie marszcząc brwi.
- Może jednak coś ci umknęło? - rzuciła pokrótce. Drobna złośliwość, chęć podkopania ego - można było to dwojako odebrać. Ponownie.
- Zresztą, dajmy wyjaśnić albo chociaż wprowadzić zanim będziemy mieli zdecydować się na umowę - lub też nie, pomyślała. Niemniej, nie miała zamiaru na coś się zgadzać lub kategorycznie odmawiać, choć wiedziała, że to może być i tak względne, skoro o tym decyduje większość.
Kiwnęła do kobiety, ażeby mogła kontynuować swobodnie.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Paź 20, 2015 1:55 pm

Morgana oparła dłonie na biodrach, dławiąc w sobie w zarodku pierwsze oznaki frustracji, które miały ochotę ukazać się na zewnątrz. Nie pozwoliła im się ujawnić, choć na krótkie kilka sekund przymknęła oczy, w tym czasie upewniając się, że w pełni panuje nad reakcjami swojego ciała, postawą oraz wyrazem twarzy.
Prawda była taka, że Faerie mogłaby bez większych problemów sprawdzić czy Mściciele - a przynajmniej większość z nich - wiedzą już o sprawie, którą chciała im zdradzić. Zaoferowałaby im nawet takie rozwiązanie, gdyby nie to, że była pewna, iż nikt nie zechce na nie przystać. Nie zdziwiłaby się temu, ponieważ sama również w żadnych okolicznościach nie pozwoliłaby nikomu szperać w swojej głowie. Posiadała w niej zbyt wiele cennych informacji i nawet sojusznikom nie zaufałaby na tyle, aby wystawić ich na tego rodzaju pokuszenie. Telepatia - choć niezwykle przydatna - bywała często odbierana jako niekulturalna, w związku z czym czarodziejka zamierzała póki co zachować ją dla siebie i ani nie grzebać w głowach gospodarzy bez pytania, ani tym bardziej nie oferować im takiej opcji. Poza tym... Choćby się na to zgodzili, to potem tak czy siak musieliby jeszcze uwierzyć jej na słowo, więc ich sytuacja tak naprawdę wcale by się nie zmieniła.
- Jak sam pan zauważył, zamierzam wam te informacje sprzedać, a nie po prostu przekazać. Nie będę zasłaniała się tutaj altruizmem, bo mi do niego daleko. Wolę szczere podejście, według niego zaś jesteście po prostu najlepszą opcją, jaką widzę na rynku: możecie coś dla mnie zrobić i zakładam, że rzeczywiście wykorzystacie mój... Towar. A chociaż, jak wspomniałam, do altruizmu mi daleko, to nie kryję, że wolałabym, abyście zajęli się tą sprawą i położyli jej kres - wyjaśniła, po czym obróciła się bokiem w stronę okna, przy którym stała, aby móc wyjrzeć przez szybę na zewnątrz.
- Moja cena nie jest wysoka. Potrzebuję informacji i wywiadu pod pewnym specyficznym kątem. Z zamiłowania i powołania jestem nauczycielką, lecz brakuje mi uczniów, którzy wykazywaliby niezbędny talent. Pomóżcie mi ich zebrać, a o wszystko inne zadbam sama. Co się zaś tyczy pewności, jaką mogę wam dać... - w tym momencie Morgana wzruszyła delikatnie ramionami, w dalszym ciągu spoglądając na widok rozciągający się z okien wieży.
- Obawiam się, iż całkowitej pewności nie uzyskacie do czasu, aż zawiążemy umowę i wymienimy się przysługami, choć pragnę zauważyć, że to wy będziecie mieli okazję, aby oszukać mnie, a nie odwrotnie. W końcu zbieranie danych o moich przyszłych uczniach potrwa, a moje informacje czekają już gotowe w mojej głowie, prawda? - zauważyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 348
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Czw Lis 05, 2015 2:18 pm

Pokręcił głową i westchnął. Wiedział, że się nie dogadają w żaden sposób, więc może warto iść na kompromis. Przekrzywił głowę i wpatrywał się w gościa.

- O jakim niezbędnym talencie wśród przyszłych, potencjalnych uczniach mówimy? I jak coś takiego mielibyśmy wykrywać? - zapytał, krzyżując ręce na piersi. - Rozumie pani, że musimy znać wszystkie szczegóły, zanim podejmiemy decyzję, aby wiązać się z panią jakąkolwiek umową.

Zerknął na Carol, mając nadzieję, że Avengerka go poprze, albo znajdzie inne elementy, których on nie znalazł. Inne kruczki w tej potencjalnej umowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sob Lis 07, 2015 3:21 am

Gdyby to było wcześniej, to na słowa Steve'a, które Carol usłyszała, skomentowałaby tak: "Bo to w końcu ja, Cap". Taka była pewność siebie blondynki, która rozglądała się co rusz po pomieszczeniu, jakby coś przeczuwała. Raczej robiła to po to, by móc znaleźć punkt, na którym mogłaby się skupić zamiast na kobiecie. Nie wiedziała czy Morganie spodobałaby się taka obserwacja jej osoby.
W każdym razie Danvers sama wsparła rękę o swoje biodro, drugą wsuwając w kieszeń spodni i tam trzymając, słuchając wymiany zdań między Starkiem a le Fay.
- Póki co, w tym momencie staramy się po prostu dowiedzieć jak najwięcej. Tym bardziej, że ma pani zapotrzebowanie na uczniów z talentem, o którego chęci dowiedzenia się wspomniał kolega - machnięciem ręki wskazała na Starka.
Na wspomnienie o altruizmie, Carol uniosła brwi. Szczerość przede wszystkim, a to ona sama uznawała.

Zgodzę się z Tony'm, chociaż będę hipokrytą do kwadratu - jedynie Carol i Stark mogli usłyszeć głos Kapitana z komunikatora - niemniej jednak wierzę, że Nat miała swoje powody, tak jak i j--ŻE CO PROSZĘ?

- Sama jestem ciekawa, jaką pani jest nauczycielką, skoro wspomniała pani o tym, że jest to zanikająca dziedzina - jaka? Chyba nie jest to informacją na tyle tajną, że dopiero przy potencjalnym zawarciu umowy, zostanie ona ujawniona? - spytała odrobinę niezgrabnie, być może niezrozumiale, ale lekki ból głowy i rozkojarzenie przez słowa Kapitana swoje zrobiły.
- Kontaktowała się pani wcześniej z SHIELD? - zapytała po chwili zastanowienia. I spojrzała na Starka.
Jasne, że wolała, aby to on zajmował się załatwianiem spraw. Carol i tak miała na głowie już trochę. I coraz więcej.
Ale na słowa Morgany, które usłyszała ostatecznie - kiwnęła. Oni byli w o tyle lepszej sytuacji, że mogli się dowiedzieć. Danvers jednak tutaj nie decydowała, bo to głównie zależało od Starka czy Kapitana, żeby potem chłopcy jej się nie kłócili.



/ jeśli jakieś błędy czy coś źle ogarnięte - krzyczcie na PW, a poprawię po 15stej.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgana le Fay

avatar

Liczba postów : 111
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sob Lis 07, 2015 1:29 pm

O dziwo - pomimo dobrze skrywanego zniecierpliwienia oraz rosnącej w jej wnętrzu irytacji - Morgana uśmiechnęła się lekko na słowa Iron Mana. W końcu osiągnęli jakiś postęp, nawet jeśli dość drobny. Być może wreszcie wykroczyli poza to błędne koło, a w takim wypadku czarodziejka miała tylko nadzieję, że zaraz się do niego nie cofną... A czuła, że o to nie byłoby trudno.
- Wierzę, że jesteście w stanie wykryć zmiany genetyczne powstałe na skutek naturalnych bądź nienaturalnych mutacji? Jak interesujące by one nie były, ja szukam osób, które ich nie wykazują, nie korzystają też ze zdobyczy technologicznych, a mimo to posiadają wyjątkowe zdolności. Widzą aury, mają styczność z duchami, potrafią dojrzeć przyszłość lub przeszłość, wpływają na innych ludzi... I tym podobne - zaczęła, odwracając spojrzenie od okna, by skierować je kolejno na oboje swoich rozmówców, zaczynając od Ms. Marvel, a na Iron Manie kończąc. To właśnie jemu przyglądała się tłumacząc dalej miarowym tonem, jak gdyby jej słowa traktowały o czymś zupełnie normalnym i, co więcej, naturalnym. W pewnym sensie tak właśnie było, nawet jeśli w tych czasach ludzie w większości zdawali się o tym zapominać... A proces ten trwał już od dawna.
- Powiedzmy, że to wszystko taka poważniejsza wicca. Sięgnięcie po swoją własną, wewnętrzną energię, zrozumienie jej, przebywanie w harmonii ze światem, z naturą, z całą planetą... Osoby widzące, czujące i potrafiące więcej bez odpowiedniej opieki i wskazania im właściwej drogi mogą zrobić krzywdę sobie lub swojemu otoczeniu, czego zapewne sami jesteście doskonale świadomi - to powiedziawszy Faerie przeniosła wzrok na blondynkę.
- A o ile się nie mylę, Czarna Wdowa jest nie tylko Mścicielką, ale i wciąż jeszcze agentką S.H.I.E.L.D., więc można powiedzieć, że owszem, kontaktowałam się z nimi. Wasza towarzyszka uznała jednak najwyraźniej, że woli przedstawić sprawę wam, a nie swoim przełożonym. Nie miałam nic przeciwko, sądzę nawet, że jesteście bardziej godni zaufania - Morgana oparła dłonie na biodrach, oczekując reakcji swoich rozmówców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3881
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pon Lis 09, 2015 5:12 pm

Akurat po zamilknięciu Morgany we wnętrzu zbroi Starka rozległ się znajomy głos Jarvisa, rzecz jasna niesłyszalny dla pozostałych, a do tego odpowiednio stonowany, choć przekazywane przez niego informacje zabrzmiały dość niepokojąco:
-Sir, czujniki wskazują na znaczący wzrost promieniowania słonecznego oraz temperatury o aktualnie cztery stopnie Celsjusza w ciągu ostatnich piętnastu minut- rzeczywiście, na zewnątrz zrobiło się tak jakby jaśniej niż wcześniej... Jak gdyby słońce mocniej świeciło?
-W budynku pojawiła się też panna Frost. Wpuściła ją panna Drew.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   

Powrót do góry Go down
 
Salon na ostatnim piętrze
Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Salon
» Salon pianistki
» Wnętrze lodziarni
» Salon

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: