Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biblioteka miejska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Summer

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 11/09/2012

PisanieTemat: Biblioteka miejska   Wto Wrz 25, 2012 9:08 pm

First topic message reminder :


********************

W dobie internetu i książek dostępnych na jedno kliknięcie myszką mało kto odwiedza miejsca takie jak to. Ale Elizabeth ceniła sobie niemal świętą ciszę biblioteki, teksturę papieru oraz jego zapach. Gdyby nie praca, zapewne spędzałaby tu całe dnie. No właśnie, praca. Czytając ciemnowłosa skrzywiła się lekko i poprawiła odruchowo gumkę spinającą jej włosy w koński ogon. Nigdy nie narzekała na nadmiar zajęć, odkąd wcielono ją do S.H.I.E.L.D. i z zawodu lekarza przeszkolono na agenta. Teraz była to już przesada - trzy tygodnie bez dosłownie ani jednego małego zadanka. O zleceniach czy misjach w ogóle nie było mowy. Summer nie należała do tej kategorii ludzi, która woli siedzieć bezczynnie podczas gdy inni zbierają laury za obronę kraju. Kobietę wprost roznosiło oczekiwanie i poirytowanie brakiem zmian.
Po raz kolejny tego dnia przyłapała się na nerwowym poruszaniem kolanem w górę i w dół. Zła na siebie i na Tych z Góry, że jeszcze się nie odezwali, zamknęła książkę i wstała od stolika, odsuwając krzesło może trochę głośniej niż by sobie tego życzyła. Skierowała się w stronę regałów, po drodze odkładając grube tomisko na wózek z oddanymi lekturami. Jakiś horror powinien rozwiązać sprawę, mocny, z niebanalną fabułą i nieprzewidywalny.
- Ha - mruknęła do siebie, uśmiechając się z przekąsem - Trudniej ci dogodzić niż niejednemu facetowi, Freeman.
Mimo nikłych nadziei na spełnienie choć dwóch z trzech warunków, ruszyła szybkim krokiem na poszukiwania. Byle coś porobić, byle nie stać w miejscu. Byle nie popaść w rutynę dnia codziennego.
*Miło by było wpaść na siłownię* przeszło pani medyk przez głowę, co ta skwitowała niemal niezauważalnym potaknięciem głową. Strzeliła palcami, jakby szykowała się do bójki i sięgnęła dłońmi do grzbietów książek, wodząc po nic wzrokiem i palcem wskazującym lewej ręki. Powoli przesuwała się ku krańcu półki a gdy już tam trafiała, schodziła piętro niżej i powtarzała czynność w drugą stronę. Może jakiś tytuł szczególnie ją zaintryguje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Blaze O'Malley

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 10/03/2016

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Pon Kwi 04, 2016 12:36 am

Jeżeli dziewczyna chciała podrażnić niedźwiedzia musiała by poszukać kogoś innego. Blaze nie miał w zwyczaju bezmyślnie rzucać się na każdą osobę, która na niego krzywo spojrzała. Przynajmniej nie za darmo.

- Mówisz to złej widowni. O wartości książek powinno się mówić ludziom na ulicy czy uczniom w szkołach. Nie osobie, która JUŻ siedzi w świątyni wiedzy, jaką jest biblioteka - zauważył. Na ostatni argument zareagował nietypowo. Spuścił głowę i przeczesał ręką włosy. Po chwili gdy wrócił wzrokiem do dziewczyny miał na twarzy wymalowany perfidny uśmiech. Taki, który wywołał by dreszcze u każdej normalnej osoby.

- Za mało mi płacili, żebym miał lepsze obycie do tej bandy niekompetentnych jaskiniowców - wyszeptał w stronę Sin. Po tym perfidny uśmieszek zniknął. Teraz Blaze tylko czekał na reakcję nieznajomej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Pią Kwi 08, 2016 6:18 pm

Cóż, przynajmniej jeden plus tej rozmowy.

- No i? To, że wejdę do kościoła czyni ze mnie chrześcijankę? Albo żydówkę lub muzułmankę jeśli akurat trafię na meczet lub synagogę?- widząc, że z ucieczki nici przyjęła pozycję zamkniętą patrząc na niego z lekką pogardą. I nygga please, nie dorastasz jej ojcu do pięt. A ona nie jest byle jaką osobą, sama potrafiła uśmiechać się tak, że ciary szły wzdłuż kręgosłupa.

- To miałeś cholernego pecha miśku.- wzruszyła ramionami. Nie miała pewności, że nie trafiła na jakiegoś prowokatora. A to mało takowych w dzisiejszych czasach? Z resztą, musiała uważać, podobno samo wyciągnięcie B.J z tego syfu kosztowało. Musiała przestać się wychylać i stać się naprawdę poważną i dokładną obywatelką. Przynajmniej przez jeszcze jakiś czas.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaze O'Malley

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 10/03/2016

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Wto Kwi 12, 2016 3:46 am

Porównanie dziewczyny sprawiło, iż na twarzy pojawił mu się konspiracyjno-niewinny uśmieszek.

- To wszystko zależy z jakim nastawieniem tam wejdziesz. Można się z tym spierać, ale tak jest. Chodź nie należy wykluczać specyfiki konkretnego miejsca. Dla przykładu powiem Ci, że osobiście znam osobę, która weszła do garażu i została autem. Aczkolwiek powinienem tu wspomnieć, iż ten garaż znajdował się w domu kochanki do której chodził. A samochodem kierował mąż tamtej dziewczyn - powiedział tonem jakby prowadził jakiś wykład na Harvardzie. Po chwili wymownego milczenia wrócił do tej części rozmowy o jaskini.

- Może to i pech. Ale dla kogo, to się jeszcze okaże. A nóż zostanę znanym lingwistą i w miesiąc będę zarabiać więcej niż jakbym miał zarabiać w rok jakbym wrócił do wojska - wspomniał wbijając wzrok w bliżej nieokreślony punkt za dziewczyną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Nie Kwi 17, 2016 6:08 pm

Parsknęła cicho śmiechem.
- A nie przypadkiem rozsmarowanym plackiem na jego masce? Niemniej, to mnie nie przekonuje.- spojrzała na swoje pazurki, a przy okazji nowo nabyty pierścień. Kartka ukryta w kieszonce na piersi przypomniała o sobie.
- Ja bym się zastanowiła nad kasjerem w Mcku. Tam zawsze jest deficyt. Choć pewnie odstraszałbyś klientów swoją uroczą buźką.- pożałowała, że nie ma nic słodkiego do przegryzienia.
- no cóż, było miło ale ja mam jeszcze co robić.- odparła pakując książki do torby i kierując się do wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaze O'Malley

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 10/03/2016

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Pon Kwi 18, 2016 10:58 am

Wzruszył tylko ramionami. Specem od mechatroniki ludzkiej nie był. Nie zamierzał spierać się z Sin jak cienki i jak mocno wbity w maskę samochodu musiał by być ów facet, by dziewczyna uznała go za faktyczną część auta. I najwidoczniej nie miałby dość czasu by to zrobić, gdyż dziewczyna wyraźnie zbierała się do opuszczenia biblioteki. Miał tylko dziwne wrażenie, że nie powinien pozwolić jej ot tak odejść. Jakby jakaś Nadistota mówiła mu, że za nią stoi coś więcej. Tu z pomocą przyszło mu coś, co mógł uznać za wyzwanie rzucone mu przez Sin. Wyzwanie, które zamierzał podjąć. Uśmiechnął się i spojrzał wyzywająco na nią.

- Mówisz? - zaczął trochę przeciągle - To może zrobimy taki mały deal. Zabierzesz mnie do najbardziej renomowanej restauracji w mieście. Zjemy tam obiad, a jeśli moja twarz odstraszy chociaż jedną osobę, przez tydzień będę na Twoje usługi - zaproponował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Pią Kwi 22, 2016 6:52 pm

Zatrzymała się. Nie Sin, to głupi pomysł... ale w sumie... zjeść kolację na jego koszt, w renomowanej restauracji... brzmi równie kusząco co głupio. Ale właściwie, to czemu nie choć bardziej wolałaby pójść na coś bardziej sycącego. Ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

- A kto miałby za nią zapłacić? Jestem tylko biedną studentką, ledwo mnie stać na wynajem pokoju, a co dopiero na takie ekscesy.- pomysł ze studentką wpadł jej do głowy całkiem niedawno, ale z drugiej strony wydawał jej się interesującym pomysłem. Szczególnie z podrabianym dowodem, w którym mogła śmiało powiedzieć, że jest starsza niż wygląda. Ach, kochana Hydra i jej troska o super agentów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaze O'Malley

avatar

Liczba postów : 12
Data dołączenia : 10/03/2016

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Pon Kwi 25, 2016 9:09 pm

Mały podstęp się udał. Nieznajoma przystała na jego propozycję. No, co prawda nie powiedziała 'tak', ale podjęte przez nią rozważania pozwalały na wzięcie tego za pewnik. Z lekkim uśmiechem zamknął książkę.

- Naturalnie ja. Ale nie krępuj się. Cena nie gra szczególnej roli. Możesz wybrać dowolną restaurację - powiedział jeszcze bardziej podpuszczając dziewczynę. Miał karty, miał gotówkę. Był zabezpieczony. No i jako, że to on wyszedł z tą propozycją jego obowiązkiem było zadbanie o płacenie. Był też pewien, że ich wszędzie wpuszczą. W końcu ma się tego Hummera.

- Tylko byś musiała wskazać mi drogę. Nie znam dokładnie miasta - dodał szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin

avatar

Liczba postów : 131
Data dołączenia : 02/03/2015

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Sro Kwi 27, 2016 7:06 pm

Więc w taki sposób pogrywać... czy znała jakąkolwiek renomowaną restaurację... nie jadała tam z przyczyny oczywistych. Ale w sumie...
- Właściwie, kawiarnia brzmi lepiej jak uwielbiona przez krytyków restauracja. Wiesz, z reguły lepiej karmią w zwykłym Macu jak w takiej restauracji, przy czterokrotnie mniejszej cenie.- no i nie była tak cholernie droga, a przynajmniej zjadło się coś normalnego... nie licząc przesiąkniętej w kotletach, bułkach, sałacie, sosach i paru innych elementach chemii. Nie ma jak zdrowy, pożywny fast food!
- Póki nie dorzucisz mi GHB, będę spokojna. "A jak spróbujesz to potraktuję cię przybiciem jajec do bruku. A jeśli nie ja, to na pewno ktoś inny o to zadba."- pomyślała mściwie i ruszyła do wyjścia z biblioteki. Spojrzała na zapchany parking i zauważyła na tyle głośnego giganta, który nie mógł nie zwracać cudzej uwagi.
- Gdybym była blacharą, dałabym lajka.- pozwoliła sobie na żart, a gdy ją wreszcie wpuścił zajęła miejsce obok kierowcy i zaczęła robić za GPS-a.
- Lepiej zaparkuj trochę dalej od kawiarni, bo po pierwsze koszmarny tłok, a po drugie miejsc tam tyle co kot napłakał.- dodała jeszcze, gdy starali się przedrzeć przez ogromną metropolię.

[z/t dla obojga -> kawiarnia]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Meredith Varnar

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 02/05/2017

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Czw Maj 18, 2017 4:54 pm

Kilka dni po spotkaniu z Bucky’m, Meredith postanowiła wybrać się na małą wycieczkę. Zawsze, kiedy miała dużo wolnego czasu, korzystała z okazji by poznać różne miejsca. Z książek można było poznać historię danej okolicy, poczytać o ciekawych miejscach, ale zaraz inaczej przedstawiały się te informacje, kiedy mogła pójść w konkretne miejsce i zobaczyć coś na własne oczy, czy poczuć ducha czasu. Tym razem jej wybór padł na Manhattan, gdzie miała zamiar rozejrzeć się, zbadać okolicę i na pewno zahaczyć o jakąś bibliotekę, w której na pewno będzie mogła znaleźć wiele, ciekawych materiałów.
Droga nie była aż tak daleka, jakby można było przypuszczać, mimo to Czarodziejka nie skorzystała z transportu dostępnego dla wszystkich podróżnych. To nie tak, że nie doceniała transportu publicznego, ale jakoś zawsze wolała wolność, jaką dawał jej swobodny lot. Do tego wszystkiego, miała również idealnego towarzysza podróży pod postacią Zairuna.
Podróż była całkiem spokojna, Meredith mogła obserwować wszystko z takiej odległości, na jaką akurat miała ochotę. Jednocześnie między nią, a Zairunem toczyła się żywa rozmowa dotycząca mijanych miejsc czy ludzi. Po dotarciu w okolice biblioteki miejskiej, Varnar znalazła wąziutki zaułek kilka przecznic przed celem podróży, w którym nie przebywał nikt, kto mógłby dostrzec jej przemianę. Co jak co, takie rzeczy trzeba było zachować dla siebie.
Jej kruczy przyjaciel informował ją kiedy może swobodnie opuścić to nie do końca przyjemne miejsce i ruszyć w kierunku biblioteki.  Gdy nadszedł czas, kobieta w całkiem zwyczajnym ubraniu, nie wyróżniającym się niczym szczególnym, bo miała na sobie zwyczajne, ciemne spodnie i jaśniejszy t – shirt z nadrukiem nazwy jakiegoś zespołu, którego wcale nie znała, wyszła z zaułku i od razu zaczęła rozglądać się z ciekawością po okolicy. Lekki, cieplejszy wiatr nieco rozwiewał jej włosy i lekko muskał policzki, a na jej ustach widniał lekki uśmiech, choć oczy wyrażały nieskrywaną ciekawość tego miejsca. Zawsze tak było, kiedy trafiała do nowej okolicy, której nigdy wcześniej nie widziała.
- I jak ci się podoba? – Usłyszała głos Zairuna, który niekoniecznie podzielał jej entuzjazm.
- Skąd ten ton? Hm? – Odpowiedziała mu nieco rozbawiona.
- Nie do końca pasuje mi wybór, wolę miejsca z dala od śmierdzących miast. – Odparł z nieukrywaną niechęcią.
- Wszędzie można znaleźć coś interesującego, jeśli chcesz, możesz polecieć do jakiegoś parku, a ja zajrzę na chwilę do biblioteki i spotkamy się za jakiś czas. Marudo. – Powiedziała spokojnie, a uśmiech na jej twarzy stał się znacznie weselszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Czw Maj 18, 2017 10:05 pm

Loki miał za sobą bardzo pracowity okres... A właściwie wypadałoby powiedzieć, że wciąż jeszcze był w jego trakcie, choć zdążył już załatwić tak wiele różnych spraw. Dla przykładu - rozmówił się z panem Robbinsem i zadbał o to, aby jego karygodne błędy nie wywołały żadnych dalszych problemów. Przyjrzał się również jakże ciekawym zajściom na Brooklynie, przy okazji potwierdzając ich magiczne źródło... A nawet trochę bliżej zapoznał się z tematem inwazji w Houston, która niestety zdawała się już chylić ku końcowi - choć bez wątpienia dostarczała Ziemi tak wspaniałej rozrywki... I przede wszystkim zajęcia. Niedawna eksplozja zapewne przyspieszyła rozwiązanie sytuacji.
Podsumowując, Trickster dzielił swoją uwagę pomiędzy całe mnóstwo wydarzeń w tym świecie, a przecież oprócz niego śledził również parę innych. Jego szpiedzy uprzejmie donosili, że w Asgardzie nastroje były niespokojne, Jotunheim ze swoim nowym władcą zdawało się obierać bardziej agresywną politykę... A Muspelheim najwyraźniej się zbroiło. Lokiego wcale by to nie zdziwiło, gdyby któraś z tych dwóch ostatnich krain zdobyła sobie do pomocy sojuszników w innych wymiarach i był wręcz przekonany, że szykowało się coś większego... A on akurat wiedział jak się w to wszystko wkręcić, by wynieść dla siebie korzyści.
Przyszłość prezentowała się więc bardzo przyjemnie, lecz trzeba się było jeszcze doczekać jej nadejścia. Machina ruszyła i to miało teraz największe znaczenie. Patron kłamstw potrafił zaś być cierpliwy... No i przynajmniej nie mógł narzekać na brak ciekawych zajęć, nawet jeżeli nie wszystkie z nich były do końca miłe.
Loki wypracował sobie pewien schemat. Niemalże każdego dnia wybierał się na przechadzkę, choć różnymi trasami, stosunkowo niedaleko swojego ziemskiego lokum. Obserwował ludzi i wypatrywał oznak wszystkiego, co wystawało ponad normę. Zdarzyło mu się już parę razy natknąć w ten sposób na coś lub kogoś interesującego... I tym razem najwidoczniej miało być podobnie.
Mężczyzna był właśnie w połowie swojego spaceru, gdy w okolicy wyczuł wyraźną zmianę... Zbliżającą się szybko magiczną aurę, której chyba nie rozpoznawał, a która - jak mu się wydawało - w żaden sposób się nie maskowała. To ostatnie było o tyle dziwne, że większość silnych magów ukrywała swoją energię, by uniknąć namierzenia, a ta istota najwidoczniej... Nie widziała takiej potrzeby? Albo nie potrafiła tego zrobić. Sam Loki zawsze o to dbał, tak samo zresztą, jak za każdym razem przy opuszczaniu swojego lokum pamiętał o przybraniu jakiejś niepozornej postaci. W tym wypadku nie różnił się aż tak bardzo od swojej standardowej formy: zachował kolorystykę, lecz złagodził rysy twarzy, trochę obniżył wzrost, lekko pofalował i zaczesał na bok przydługawe włosy... Do tego miał na sobie po prostu czarne spodnie i białą koszulę. Wiedział, że nie przypominał siebie - i w cudzej skórze czuł się bardzo swobodnie. Prawdę mówiąc i tak wątpił, aby po dwóch latach ktokolwiek miał go rozpoznać, ale nie zamierzał ryzykować.
Trickster zdecydował się nie wychodzić na spotkanie tej energii - i zamiast tego zwyczajnie na nią poczekał. Kiedy w końcu się zatrzymała, przeniósł się w jej pobliże, wciąż spacerowym tempem, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Po chwili z odległości paru metrów mógł już zobaczyć stojącą u wylotu jakiejś wąskiej uliczki ciemnowłosą kobietę... I nie miał wątpliwości, że to właśnie od niej wyczuwał magię. Rozglądała się i jeszcze nie ruszała z miejsca, dzięki czemu miał czas, aby zmniejszyć dzielący ich dystans.
-Wie pani, w tym mieście wygodniej jest nie zwracać na siebie uwagi swoimi możliwościami- wspomniał na moment przed tym, nim zrównał się z nieznajomą. Mówił dość cicho, lecz nie na tyle, aby nie dosłyszała jego słów... Bo w końcu o to mu chodziło, żeby dobrze je zrozumiała. Proszę, taki był miły, że zaczął dawać darmowe rady.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Meredith Varnar

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 02/05/2017

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Pią Maj 19, 2017 6:28 pm

Meredith zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś bacznie się jej przygląda. Zbyt bardzo skupiona na obserwowaniu nowego miejsca, nie zauważyła jak ktoś do niej podszedł. Gdy usłyszała słowa nieznajomego mężczyzny, niemal podskoczyła zaskoczona nie tylko samą wypowiedzią, ale też nagłą obecnością kogoś tuż obok niej. Przez chwilę przyglądała się mu, zupełnie nie wiedząc jak ma zareagować. Dopiero po chwili, na jej ustach pojawił się miły uśmiech.
- Dzień dobry. Przestraszył mnie pan. – Powiedziała grzecznie.
Dopiero teraz zaczęła zastanawiać się nad sensem jego wypowiedzi, nie do końca rozumiała co miał na myśli. Odruchowo przyjrzała się mu uważnie, wyglądał całkiem zwyczajnie, można nawet rzec, że nie był brzydki, choć nie na tym skupiała swoją uwagę.
- Nie do końca rozumiem, ale wydaje mi się, że nie wyróżniam się jakoś szczególnie wśród mieszkańców tego miejsca. – Powiedziała ostrożnie, ale zdawała sobie sprawę, że niekoniecznie ubiór miał na myśli. Mężczyzna wyraźnie powiedział o jej możliwościach… Może widział jej przemianę? Ale przecież była pewna, że nikogo nie ma w pobliżu, a Zairun nawet potwierdził, że teren jest czysty i nie musi obawiać się, że ktoś ją dostrzeże. Z drugiej strony, o co innego mogło chodzić? Może po prostu jakimś cudem wyczuł ją? Ale przecież… Nie miała zbyt wielu okazji by spotykać kogoś, kto w ogóle zna się na rzeczy…
Varnar westchnęła w myślach, będąc coraz bardziej przekonaną o tym, że nie trafiła na zwykłego śmiertelnika, a to nie oznaczało niczego dobrego, jeśli ten mężczyzna miał złe zamiary. Ale przecież, nie mogła ocenić tego ot tak od razu, prawda? Natłok myśli zaczynał być dobijający, przez co Meredith potrząsnęła lekko głową, jakby to miało sprawić, że wszystkie myśli uciekną gdzieś do ciemnych zakamarków umysłu, dając jej święty spokój. Czarodziejka powoli stawiała kolejne kroki idąc przed siebie.
- Pan… Mieszka gdzieś w okolicy? – Zapytała, jakby chciała zmienić temat i wpuścić go na nieco inne tory. Może zwyczajnie coś się mu pomyliło i sam nie wie jak z tego wybrnąć? Albo po prostu pomylił ją z kimś innym i tyle. A jeśli nie pomylił? Przecież na nic nie ma dowodów. Właśnie tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Nie Maj 21, 2017 11:20 am

Jednym z drobnych problemów wiążących się z przyjmowaniem cudzego wyglądu było to, że nowa twarz zazwyczaj w trochę inny sposób ukazywała mimikę, na skutek czego jej poszczególne wyrazy mogły nie dawać równie dobrego efektu - lub właśnie przeciwnie, prezentować się o wiele lepiej. Tak było i tym razem, a Loki dobrze zdawał sobie z tego sprawę; milsze rysy łagodziły jego ekspresję, przez co jego odpowiadający na powitanie kobiety uśmiech wcale nie wydawał się alarmujący czy podejrzany... Tylko pewnie wręcz przeciwnie.
Trickster nie mógłby tak naprawdę powiedzieć, że satysfakcję przyniosło mu wystraszenie - czy raczej, jak podejrzewał, prawdopodobnie po prostu zaskoczenie - ciemnowłosej, ale i tak odczuł lekkie ukłucie zadowolenia. Lubił wywoływać w ludziach reakcje... Nic dziwnego, że niegdyś pół pałacu miało dość jego psikusów. Od tego czasu dojrzał i wydoroślał, ale niektóre nawyki mu pozostały... A inne rozwinęły się w coś o wiele groźniejszego.
Nie zdziwiło go to, że nieznajoma udawała nieświadomą. Gdyby energia była słabsza, zapewne rozważyłby opcję, iż rzeczywiście nie zdawała sobie z niej sprawy... Ale w tym wypadku już w zasadzie nie widział takiej możliwości. Magia zawsze znajdowała jakieś ujście, w sposób kontrolowany albo i nie - przy czym ten ostatni zazwyczaj bywał dość niszczycielski, nieprzyjemny albo przynajmniej niewygodny. W skrócie, nawet jeżeli kobieta nie używała swojej mocy, to praktycznie musiała chociaż o niej wiedzieć.
Mimo to Loki nie zamierzał od razu na nią naciskać, więc początkowo tylko odchylił głowę na bok, a potem lekko do przodu, co wyglądało niemalże tak, jak gdyby jej przytakiwał... Ale nie do końca. Zamruczał przy tym w sposób, który również mógłby zostać uznany za potwierdzający - albo za pełen zastanowienia, jedno z dwojga. Oczywiście wszystko to czynił umyślnie, pozwalając, aby kobieta trochę się zestresowała i sama zaczęła rozważać swoją sytuację.
-W dalszej okolicy- przyznał krótko i gładko na jej pytanie, dotrzymując jej - powolnego - kroku. Nie planował wchodzić w szczegóły, bo przecież nie po to maskował swoje lokum każdą możliwą metodą, aby teraz zdradzić się z jego położeniem... Ale Manhattan był przecież na tyle duży, a jego odpowiedź tak nieprecyzyjna, że nie widział żadnego problemu w jej udzieleniu.
-Na terenie miasta mieszka lub przebywa przynajmniej kilka osób, które potrafią wykryć wyjątkowe talenty... I nie wszystkie z nich mają dobre zamiary. Niezależnie od tego, czy ma się coś do ukrycia czy nie, lepiej po prostu nie ściągać na siebie uwagi... Chyba że z rozmysłem szuka się wrażeń- dorzucił, uznawszy, że ta krótka chwila niepewności powinna być wystarczająca. Nawet nie patrzył przy tym na ciemnowłosą, tylko przed siebie, a zachowywał się zupełnie spokojnie... Jak gdyby rozmawiali o pogodzie. Skoro już o tym mowa, to właśnie takiego tonu używał.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Meredith Varnar

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 02/05/2017

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Pon Maj 22, 2017 4:44 pm

Pewność siebie często okazywana jest kontaktem wzrokowym, więc póki stali, Meredith nie odwracała spojrzenia, ba, starała się nawet o minę autentycznie zaskoczonej i zupełnie nie rozumiejącej o czym do niej mówił ten dziwny nieznajomy.
Mimo to, coraz bardziej utwierdzał ją w przekonaniu, że doskonale wie kim jest kobieta, a przynajmniej, że para się magią, co zapewne nie było zbyt częstym zjawiskiem na tym świecie.
Czarodziejka szła przed siebie, jakby nigdy nic i słuchała tego co mężczyzna miał jej do powiedzenia. Varnar co jakiś czas zerkała na niego, a on pozostawał zupełnie niewzruszony, gdy tak mówił do niej, kolejnymi słowami wywołując w jej umyśle lawinę niepotrzebnych rozważań.
Skoro zachowywał się w ten sposób i jasno przyznał, że niekoniecznie każdy, kto wyczuwa pewne odstępstwa od normy, ma dobre zamiary, więc to oznaczało, że ich nie ma? Albo się z nią droczy?
Mimo wszystko najbardziej skłaniała się do opcji, że skoro on odkrył w niej coś niezwyczajnego, sam do zwyczajnych nie należał. Skoro potrafił odkryć jej magię, a to właśnie zakładała, sam potrafił z niej korzystać. Do tego, sam przyznał, że nie każdy ma pozytywne nastawienie do takich osób jak ona, to czy niebyło to przyznaniem się do swoich złych zamiarów wobec niej? Meredith lekko zmarszczyła brwi spoglądając gdzieś przed siebie. Niczego nie mogła być pewna na sto procent, ale zachowanie tego mężczyzny nie było zbyt zachęcające do wyjawienia wszystkiego tak po prostu. Zwyczajnie mu nie ufała.
- Zastanawiam się dlaczego w takim razie Pan ściąga na siebie moją uwagę, z taką upartością? – Zerknęła na niego kątem oka.
- To chęć wrażeń? Rozrywki? Męskie zaloty? – Wyliczyła swobodnie, nie dając się mu sprowokować.
- Jeżeli tak to wygląda, nie jestem dobrym celem do takiej zabawy. – Wzruszyła lekko ramionami i ponownie spojrzała przed siebie. Ba, nawet uśmiechnęła się lekko.
- Musi być pan całkiem niezwyczajnym mężczyzną. Nie każdy potrafi widzieć talenty innych. To pańska praca? – Ponownie spojrzała na niego. Kiedyś spotkała się z wyrażeniem „łowca głów”, co zapewne w tej sytuacji mogłoby być całkiem dosłowne.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Sro Maj 24, 2017 3:19 pm

Loki potrafił sprawiać wrażenie bycia u siebie nawet na terenie należącym do swojego największego wroga, a w dodatku w ostatnim czasie miał okazję na tyle dobrze zaznajomić się z okolicą, że teraz zachowywał się już właściwie jak każdy inny nowojorczyk... Chociaż nie, może nie do końca jak każdy, bo wielu z nich strasznie się dokądś spieszyło - więc wypadałoby raczej powiedzieć, że przypominał po prostu miejscowego na spacerze.
-Powiedzmy, że jestem dobrym Samarytaninem- odparł wciąż tym samym tonem głosu, czyli lekkim, uprzejmym i spokojnym, z rozmysłem odwołując się do poznanej niedawno historyjki, aby jeszcze bardziej podkreślić wrażenie, że pochodził stąd i oczywiście znał opowieści Midgardu, jakże by inaczej. Nie widział też powodu, aby ustosunkowywać się z osobna do wszystkich pomysłów kobiety, choć musiał przyznać, że miała niezłą wyobraźnię, skoro z krótkiej wymiany zdań zdążyła wyciągnąć aż tyle różnych wniosków.
Oczywiście on sam również mógł wynieść co nieco z jej reakcji, choć - w przeciwieństwie do niej - nie zamierzał jeszcze zdradzać się z większością swoich przemyśleń. Była podejrzliwa, obstawiała przede wszystkim negatywne - czy egoistyczne - możliwe powody jego działań, więc prawdopodobnie częściej ze strony innych istot spotykały ją złe rzeczy, przynajmniej ostatnio... Tyle że w tym świecie nie było to tak naprawdę nic dziwnego. Ludzie ciągle obracali się przeciwko sobie wzajemnie i robili sobie krzywdę... Jak w przypadku tej sytuacji z mutantami.
-Z tą różnicą, że - w przeciwieństwie do niego - ja pomagam tylko w takim zakresie, który mnie osobiście nie sprawi zbyt wielu kłopotów... A zwrócenie uwagi komuś, kto być może nie zdaje sobie sprawy z tego, na co się naraża, zajmuje mi na szczęście jedynie krótką chwilę, jest więc akceptowalne- rozwinął myśl, a przy ostatnim zdaniu do jego tonu głosu przesiąknęło jeszcze lekkie rozbawienie, rzecz jasna dokładnie wyliczone.
Początkowo Trickster zamierzał tylko dla rozrywki przyjrzeć się nowej czarodziejce w mieście, lecz teraz rozważał kilka opcji rozwinięcia tego spotkania. Oczywiście miło byłoby nastawić kobietę przeciwko paru osobom... Ot, tak dla zabawy. Może w przyszłości przyniosłoby to jakieś ciekawe efekty, na przykład doprowadziło do kłótni czy starcia w wykonaniu jej i któregoś z bohaterów? Loki brał też pod uwagę to, że nieznajoma mogła zaraz spróbować zaatakować jego samego i prawdę mówiąc nawet by mu się to spodobało. Miał już pomysł jak to wykorzystać. Wszystko zależało więc od dalszego rozwoju wydarzeń.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Meredith Varnar

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 02/05/2017

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Czw Maj 25, 2017 5:55 pm

Varnar potaknęła, kiwając głową. Dobry Samarytanin, hm? Tak czy siak, Meredith postanowiła zachować uwagę, choć mężczyzna wydawał się faktycznie mieszkać tutaj od dawna i był taki zwyczajny, że właściwie nie miałaby żadnych podejrzeń wobec niego gdyby nie to, że tak niezwyczajnie zwrócił na nią uwagę.
- Pan sugeruje, że mogłabym sprawiać kłopoty? Nie od każdego słyszę takie słowa. – Po tych słowach zaśmiała się całkiem szczerze. Co jak co, większych kłopotów mógł narobić Zairun, ale tego wolała nie mówić na głos, bo dopiero wtedy byłoby dziwnie, a mężczyzna miałby jeszcze więcej ciekawych wiadomości na jej temat.
Meredith przystanęła na chwilę i westchnęła, prawie przewracając przy tym oczami. Po chwili odwróciła się do mężczyzny i spojrzała na niego.
- Mamy dzień, są tutaj ludzie. – Powiedziała całkiem spokojnym tonem głosu.
- Na co mogłabym się narażać? Nie jestem dobrym celem dla kogokolwiek, więc czemu uparcie próbuje Pan sprawić, żebym się bała? – Przekrzywiła lekko głowę, nie odwracając od niego swojego spojrzenia. Całkiem możliwe, że przeciętna osoba mogłaby już być solidnie zirytowana jego postawą, może nawet ktoś kazałby mu iść gdzieś, byle jak najdalej od tego miejsca. Jednak Meredith patrzyła na niego spokojnie, ale z pewną dozą ciekawości, bo także on zainteresował ją swoją wiedzą, którą nie do końca się chwalił.
- Odnoszę dziwne wrażenie, że wcale nie dowiem się o co chodzi. A raczej lubię wiedzieć na czym stoję i zabawy w kotka i myszkę, nie do końca są przyjemne. – Wyjaśniła mu, choć zapewne on z tej zabawy czerpał znacznie większą przyjemność.
- Ostrzega mnie pan przed kimś, a jest pan jedyną osobą, która na mnie zwróciła uwagę. Czy to nie dziwne? – Powiedziała poważnie, choć po chwili ponownie lekko się uśmiechnęła.
- Ciekawe, kto tak naprawdę jest taki groźny. – Spojrzała mu głęboko w oczy.
- Wszystko w porządku? – Usłyszała w myślach głos Zairuna, który najwyraźniej znudził się swoim zajęciami i postanowił jednak sprawdzić czy jego przyjaciółka nie wpakowała się w kłopoty.
- Tak – Odpowiedziała tylko, nie odwracając wzroku od mężczyzny.
- Chętnie posłucham kolejnych rad. Może jest jeszcze coś, czego nie wiem. – Czy to było wyzwanie? A może ciekawość? A może po prostu gra na to, kto dłużej wytrzyma w tej zabawie. Mimo wszystko była ciekawa kim jest ten „dobry Samarytanin” i do czego doprowadzi dalsza rozmowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   Czw Maj 25, 2017 7:39 pm

Kobieta mówiła sporo, płynnie zmieniała temat - i wciąż zaskakiwała Lokiego dziwnymi wnioskami, których źródła co prawda się domyślał, lecz sam najprawdopodobniej nie wyciągnąłby podobnych. Przywykł już do tego, że czarodziejki lubiły dźwięk własnego głosu, a także... Cóż, właściwie wszystko na swój temat, jak zdążył się nauczyć na przykładzie Amory i paru innych dam... Choć na ich tle wyróżniała się przynajmniej Frigga. Tak czy siak, ta najwyraźniej nie stanowiła podobnego jej wyjątku.
W związku z powyższym Trickster wiedział też jak powinien postępować. Większości wypowiedzi czarodziejek zazwyczaj nawet nie warto było komentować, bo na ogół kobiety te wypowiadały się przede wszystkim dla własnej przyjemności. Wystarczyło im na to pozwolić, a już stawały się szczęśliwsze. Inna sprawa, ze prawdopodobnie i tak nie udałoby mu się wciąć pomiędzy kolejne zdania - ale nie próbował tego zrobić, po prostu spokojnie czekając, aż ciemnowłosa skończy. Mimo to mężczyzna nie mógł powstrzymać się przed szerszym uśmiechem, gdy wspomniała o wywoływaniu strachu. Czemu? Bo powodów do niego było na tym świecie sporo... Ale skoro ich nie zauważała, to może nie powinien psuć jej przyszłej "zabawy"? Będzie mogła sama je odkryć.
W końcu jednak kobieta zamilkła i Loki dla pewności dał jej jeszcze kilka sekund na wypadek, gdyby miała zaraz zmienić zdanie i podjąć kolejny temat. Potrafił być bardzo cierpliwy, gdy na horyzoncie widział konkretny - i wart tego - cel, lecz... Wymagało to również zachowywania odpowiedniej równowagi ze znudzeniem, które potrafiło go dopaść z naprawdę bardzo różnych powodów. Teraz zaś w gruncie rzeczy z czystej ciekawości zabijał po prostu czas, nie dążył do niczego konkretnego, więc jego tolerancja na znużenie znajdowała się na wyjątkowo niskim poziomie.
-Podejrzewam, że bardzo prędko zorientuje się pani jak wiele jeszcze pani nie wie... Ale widzę, że nie potrzebuje pani pomocy. Powodzenia w odkrywaniu na własną rękę wszystkich tych ekscytujących niespodzianek- na koniec Trickster skłonił lekko głowę w ramach pożegnania, w dalszym ciągu uśmiechając się ze spokojem i lekkim rozbawieniem. Skoro nieznajoma nie planowała - lub nie potrafiła - się maskować, to w razie czego w przyszłości nie powinien mieć problemów z jej namierzeniem... Ot, tak tylko po to, aby sprawdzić, czy wpakowała się już w jakieś kłopoty.
Czym więc mógłby się zająć teraz? Może powinien sprawdzić jak miewał się Fenris... Prędzej czy później będzie musiał wprowadzić go w szczegóły swojego planu, przynajmniej na tyle, na ile będzie to konieczne. Z drugiej strony mogło to poczekać do końca spaceru, który Loki kontynuował, nie zmierzając jeszcze w żadnym konkretnym kierunku i licząc na to, że po drodze coś go zainteresuje.

[z/t]

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biblioteka miejska   

Powrót do góry Go down
 
Biblioteka miejska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 Similar topics
-
» Biblioteka miejska
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: